Golenie jest ważne
Rozmowa z pływakiem Pawłem Korzeniowskim
Zdobyłeś dziewięć medali mistrzostw Europy na krótkim basenie. To wspaniałe osiągnięcie. Nikt poza tobą tyle w Polsce nie zdobył na takich zawodach. Ale, oczywiście, lepiej by było mieć tyle medali mistrzostw świata czy igrzysk, prawda?
Jasne. Mistrzostwa Europy odbywają się częściej niż mistrzostwa świata czy igrzyska. Na pewno chciałbym przywozić medale z każdej z tych imprez.
Czy jesteś zadowolony ze startu w Helsinkach? Wygrałeś 200 m delfinem, ale twój czas był prawie półtorej sekundy słabszy od rekordu życiowego.
Jestem bardzo zadowolony. Udało mi się obronić tytuł mistrza Europy. Nie liczyłem na jakiś rewelacyjny wynik na 200 m delfinem. Chodziło mi głównie o tytuł mistrza Europy.
Medal za lata wyrzeczeń
Rozmowa z siatkarzem Pawłem Zagumnym
Co pana bardziej ucieszyło, 50 tysięcy dolarów premii dla najlepszego rozgrywającego mistrzostw świata, czy srebrny medal?
Na pewno srebrny medal. Nagroda to tylko dodatek do wysiłku całej drużyny. Zostanie ona zresztą podzielona na wszystkich zawodników, także wszyscy na tym skorzystaliśmy.
Da się powtórzyć taki sukces na olimpiadzie i w Pekinie zdobyć także medal?
Przed nami jeszcze dwa lata, dwa lata pracy, inne zawody, a więc najpierw mistrzostwa Europy, później awans olimpijski, także wszystko po kolei. Oczywiście, zdobycie medalu olimpijskiego byłoby czymś wspaniałym, ale nie będzie tam z pewnością łatwiej niż w Japonii.
Moja prababcia była Polką
Rozmowa z Marią Liktoras, siatkarką reprezentacji
Jak to się stało, że znalazła się pani w Polsce i naszej reprezentacji?
Pierwszy kontrakt podpisałam z Chemikiem Police w 1998 r. Podpisałam go trochę pod przymusem, bo miałam kłopoty z trenerem z Odessy. Według przepisów ukraińskich na transferze, niestety, musiały być podpis i pieczątka prezesa klubu, którym był również ten sam wspomniany trener. Pojawiła się osoba, która zadeklarowała pomoc w rozwiązaniu tego problemu, bo nie mogłam go sama przeskoczyć, ale wymusiła na mnie podpisanie kontraktu w Policach. W taki sposób trafiłam do Polski. Później przeniosłam się z Polic do Piły na dobre pięć lat, gdzie dostałam polskie obywatelstwo w trochę przyśpieszonym tempie. A następnie przyszła kolej na reprezentację Polski.
Ale ma pani jakieś polskie korzenie?
Tak, mam polskie korzenie od strony ojca, bo nasze nazwisko ma pochodzenie litewskie. Cała rodzina ze strony ojca pochodzi z Litwy. A ojciec miał babcię, dla mnie była to prababcia, która była Polką. Prababcia do końca życia mówiła po polsku.
Brazylijczycy przeszli samych siebie
Rozmowa z siatkarzem Grzegorzem Szymańskim
Czym dla pana jest gra w reprezentacji Polski?
Kiedy gra się dla tylu kibiców i dla kraju, to jest wielkie wyróżnienie.
Czym dla pana jest srebrny medal mistrzostw świata?
Na pewno to uwieńczenie ciężkiej pracy, którą wykonaliśmy i okresu dwóch lat, spędzonego z Raulem Lozano. To uwieńczenie tego, co zrobiliśmy z nim na treningach.
Z pana potężnym wyskokiem i zbiciem powinien pan grać w podstawowej szóstce. Dlaczego tak nie było?
(śmiech) Ponieważ jest jeszcze Mariusz Wlazły, który ma jeszcze większy wyskok i jeszcze potężniejsze uderzenie. I to on gra.
Nabrałem pewności siebie
Rozmowa z siatkarzem Piotrem Gackiem
Ta lewa kostka, to coś nowego u pana, czy były już wcześniej z nią kłopoty?
To najzwyklejsze skręcenie stawu skokowego, zrobił się wylew, pękła mi torebka stawowa, jest krwiak i tyle. To bolesna kontuzja, ale niezbyt groźna. Eliminuje mnie ze sportu na tydzień, może półtora. Trochę rehabilitacji i myślę, że już w pierwszym meczu ligowym z Resovią w Częstochowie zagram.
Kontuzja wynikła z dużego obciążenia meczowego, czy po prostu to pech?
Chyba pech. Na parkiecie była jakaś mokra plama, podwinęła mi się noga. Całym ciężarem stanąłem na niej, coś mi chrupnęło, ale w samym meczu półfinałowym adrenalina przesłaniała wszystko i nawet nie czułem bólu. Dograłem mecz do końca. Dopiero wieczorem okazało się, że z nogą nie jest za dobrze.
Weźmy się do pracy
Rozmowa z Pawłem Słomińskim, trenerem kadry pływaków
Jakie znaczenie dla naszej kadry mają mistrzostwa Europy na krótkim basenie, które zaczynają się 7 grudnia w Helsinkach?
Według mnie przede wszystkim wyłącznie szkoleniowe. Od strony sportowej nie przywiązujemy do tych zawodów większej wagi, jak zawsze zresztą do mistrzostw na krótkiej pływalni. Czas, kiedy koncentrowaliśmy się na takiej imprezie, już dawno minął. Obecnie mamy pływaków, którzy ścigają się na basenie olimpijskim i na tej rywalizacji się koncentrujemy. Ale, oczywiście, nie można powiedzieć, że są to zawody zupełnie bez znaczenia. Część zawodników jedzie do Helsinek bronić medali zdobytych przed rokiem w Trieście i to na pewno spowoduje dużo emocji. I u samych pływaków, i u nas, trenerów.
Ilu pływaków jedzie do Helsinek i jakich wyników można się spodziewać? Jadą wszyscy najlepsi?
Wysyłamy dziewiętnaścioro zawodników, wszystkich najlepszych poza sztafetą 4×200, poza Barzycką, Zwiejską i Budzis, ale one nie jadą na własną prośbę, bo z powodu licznych startów są zmęczone ciągłymi zgrupowaniami i wyjazdami. Potrzebują trochę czasu, żeby odetchnąć i naładować akumulator, więc ja do tej prośby się przychyliłem. Poza tym jedziemy w najmocniejszym składzie, oprócz Kizierowskiego, który został w USA.
Mamy najlepszych kibiców na świecie
Rozmowa z siatkarzem Łukaszem Kadziewiczem
Wielki sukces i wielka radość?
To nie jest tylko nasz sukces. To sukces wszystkich Polaków, więc wszyscy razem powinniśmy świętować, bo to takie piękne chwile. Brzydka pogoda, a my się wszyscy cieszymy, mamy uśmiech na twarzy. I to jest najważniejsze.
Te tłumy na lotnisku. Chyba nie spodziewaliście się tylu kibiców, którzy czekali na was i koczowali po kilka godzin?
Dużo jeszcze musimy trenować zanim poziomem sportowym dorównamy im, naszym kibicom, fantastycznym ludziom, którzy są zawsze z nami, bez względu, czy gramy na końcu świata, czy w centrum Europy. Zawsze są z nami Polacy, którzy nam pomagają. Naprawdę w Polsce mamy najlepszych kibiców na świecie i każdy nam o tym mówi, wszędzie, gdzie tylko pojedziemy.
Jesteśmy inną drużyną
Rozmowa z siatkarzem Wojciechem Grzybem
Trener Lozano podkreśla, że nasz zespół zrobił nie tylko skok mentalny, ale także poprawił się we wszystkich innych elementach i jest to już inna drużyna. Zgadza się pan z tym?
Jak najbardziej. Obecnie w każdym elemencie praktycznie gramy lepiej. Nasza świadomość gry taktycznej jest już też zupełnie inna. Gramy doskonale w bloku i obronie, co jest ściśle powiązane. Bardzo mądrze gramy w ataku, nie próbujemy już kończyć wszystkiego w pierwszym uderzeniu. Czasem warto oddać piłkę rywalom, by ci spróbowali właśnie pokonać nasz blok, co jest teraz trudne. Tak więc, jak najbardziej, zgadzam się z tą opinią trenera.
Czym jest dla pana gra w reprezentacji Polski?
To na pewno urzeczywistnienie wszelkich marzeń, jakie może mieć siatkarz zaczynający treningi. To osiągnięcie celu, jaki sobie stawia sportowiec. Dzięki obecności w reprezentacji można przecież zagrać w takich zawodach, jak mistrzostwa świata. To marzenie, którym sportowiec żyje i dla którego podporządkowuje wszystko.
360 dni w roku z pływakami
Rozmowa z Pawłem Słomińskim, trenerem kadry
Miał pan jakieś problemy ze zdrowiem? Nie pojechał pan z kadrą na niedawne zgrupowanie na Florydę.
Wszystko już w porządku. Miałem kłopoty z przepukliną. Ale działam normalnie (uśmiech). Nie ma czasu na użalanie się nad sobą.
A skąd się pan w ogóle wziął w pływaniu? Był pan pływakiem? Proszę powiedzieć coś o swoich początkach.
Byłem pływakiem od szóstego roku życia. Zaczynałem w Stali Stalowa Wola, później była szkoła mistrzostwa sportowego w Raciborzu, a następnie trafiłem do warszawskiego AZS-AWF. Byłem zawodnikiem 15 lat, nie tylko pływałem, ale też grałem w piłkę wodną. I siłą rzeczy zostałem w pływaniu jako trener.
Mały klub z dużymi osiągnięciami
Cezary Borzęcki, założyciel klubu judo, warszawski trener roku, chce zbudować profesjonalny ośrodek sztuk walki na Ursynowie
Dlaczego zainteresowało pana judo?
Kiedy miałem 10 lat, jechałem z rodzicami samochodem i zobaczyłem wielki napis judo. Od tego się zaczęło. Nawet nie wiedziałem, co to znaczy…
Najważniejsza jest rodzina
Rozmowa ze sztangistą Szymonem Kołeckim
Podczas olimpiady protestował pan w sprawie Tybetu?
Tak. W proteście ogoliłem głowę.
Co jest dla pana najważniejsze w życiu, sport, rodzina?
Ta trójka, co tu siedzi (wskazując na obecnych przy rozmowie żonę i dwójkę dzieci). Moja rodzina jest dla mnie najważniejsza.
Najważniejsze trzymać się planu
Rozmowa z mistrzem olimpijskim Tomaszem Majewskim
Tomasz Majewski, mistrz olimpijski z Pekinu w pchnięciu kulą, zawodnik stołecznego AZS-AWF Tomasz Majewski, mówi wprost z Pekinu o tym, kto najbardziej pomógł mu osiągnąć życiowy sukces i dlaczego nie będzie dziennikarzem
Czy po tym wspaniałym sukcesie można się spodziewać, że teraz będzie Pan już pchać na tak wysokim poziomie, jak w Pekinie i będzie Pan wygrywać kolejne wielkie zawody, jak mistrzostwa Europy czy świata?
O medale zawsze trudno, bo poziom jest wysoki, a rywale będą chcieli udowodnić swoją klasę. Ale jeżeli moje treningi będą przebiegać dalej tak dobrze, a nie przeszkodzą mi żadne kontuzje, to myślę, że mogę walczyć o medale przez najbliższe parę lat.
Wszystko zawdzięcza Suskiemu
Piotr Małachowski, dyskobol urodzony w Żurominie, zdobył w Pekinie srebrny medal olimpijski. To pierwszy duży, a zarazem życiowy, sukces miotacza, mieszkającego w Bieżuniu
– Jestem szczęśliwy i usatysfakcjonowany, bo nie marzyłem o srebrnym medalu. Cieszyłbym się bardzo nawet z brązowego, a mam srebrny. Można więc w następnych latach mieć nadzieje i aspirować nawet do złotego – mówi mierzący 193 cm i ważący 128 kg Małachowski. Po powrocie z olimpiady wicemistrza igrzysk witał na lotnisku na Okęciu chyba cały Bieżuń… – Może nie cały, ale było dużo osób z Bieżunia. Była cała orkiestra strażacka. Byłem w szoku… Wielkie dzięki dla nich wszystkich. Zrobili mi ogromną niespodziankę, którą zapamiętam do końca życia – twierdzi dyskobol. Ze swoich najmłodszych lat Małachowski najmilej wspomina grę na trąbce w orkiestrze strażackiej w Bieżuniu. – Tak… Były to bardzo fajne lata, zwiedzałem z orkiestrą całą Polskę, była niezła zabawa. Tak, ten okres był najfajniejszy, bo później bywało gorzej – mówi. Jest zawodowym żołnierzem. Ale nie dostał awansu po sukcesie olimpijskim. Nie został kapitanem, czy pułkownikiem… Mówi, że niestety, ale tylko minister może dać mu awans… I to nie minister sportu. Ten pewnie by dał… Stopień może podwyższyć tylko minister obrony.
Wiara i determinacja
Rozmowa z Leszkiem Blanikiem
Mistrz olimpijski w gimnastyce mówi, co jest podstawą jego sukcesu w Pekinie i czy wystartuje za cztery lata w Londynie
Co jest podstawą pana sukcesu?
Przede wszystkim duża wiara i determinacja. Poza tym, miałem wpojoną jedną rzecz. Są takie piękne słowa, które powiedział Marek Piotrowski w filmie Wojownik: Jeżeli pracujesz, pracuj tak, by wszystko zależało od twoich rąk, jeżeli się modlisz, módl się tak, jakby wszystko zależało od Boga. Tak zawsze staram się postępować.
Sport każdego dnia!
Rozmowa z aktorem Tomaszem Stockingerem
– Gdybym chciał żyć, jak sobie marzę, to powinienem uprawiać sport każdego dnia. Ale praca w filmie, to wielki złodziej czasu. Często marnuje się go mnóstwo – mówi znany aktor Tomasz Stockinger, który odnosi sukcesy nie tylko w zawodzie, ale także w sporcie. Właśnie został mistrzem Polski aktorów w żeglarstwie Tomasz Stockinger, żeglarski mistrz Polski aktorów, mówi że żagle to piękny sport, lubi też narty, ale tak naprawdę zakochany jest w tenisie
Teraz tylko windsurfing
Rozmowa z mistrzynią świata Zofią Klepacką
Zofia Klepacka, warszawianka, zawodniczka stołecznego Yacht Klubu Polskiego, mistrzyni świata w żeglarskiej klasie RS-X z ubiegłego roku, kandydatka do medalu olimpijskiego, mówi z Qingdao o Chinach, formie i za czym tęskni
W 2007 roku zdobyłaś złoty medal mistrzostw świata w kl. RS-X. W tym roku było gorzej, bo tylko 12 miejsce. Twierdzisz jednak, że pojechałaś do Pekinu po medal. Jesteś pewna swego i to 12 miejsce było jedynie wypadkiem przy pracy?
Podczas mistrzostw świata w Nowej Zelandii rozchorowałam się i gdyby to nie były kwalifikacje do igrzysk, to bym w ogóle nie wystartowała.
Musiałam startować z chorobą i uważam, że to 12 miejsce jest dobrym wynikiem. Jeżeli chodzi o igrzyska, to każdy sportowiec jedzie na nie
walczyć o medal, a nie 10, czy 20 miejsce.
W Pekinie zagramy z ogniem w oczach
Rozmowa z Grzegorzem Tkaczykiem
Grzegorz Tkaczyk, warszawiak z Targówka, kapitan i jeden z asów naszej reprezentacji w piłce ręcznej, wicemistrz świata, mówi że Polacy nie jadą na olimpiadę na wycieczkę, tylko po medal
Jest pan warszawiakiem z Targówka, wychowankiem Warszawianki, ale w ostatnich latach rzadko może pan być w stolicy?
Zazwyczaj mogę być w Warszawie tylko wtedy, kiedy są zgrupowania kadry narodowej. Jestem więc tu bardzo rzadko. Cóż, uprawiam taki sport, że muszę mieszkać za granicą i nie pozwala mi to na zbyt częste odwiedzanie Warszawy.
Tęskni pan za Warszawą?
Oczywiście. Tu się urodziłem, to moje rodzinne miasto, także na pewno tęsknię.
Ile już czasu jest pan w Niemczech i gra w tamtejszej lidze?
W Niemczech jestem od 2002 roku, czyli sześć lat. Do grudnia zeszłego roku grałem w SC Magdeburg, teraz jestem w Rhein-Neckar Loewen i mam w tym klubie jeszcze trzyletni kontrakt.
W Glasgow brakuje mi Polski
Rozmowa z Arturem Borucem
Który z rywali, z którymi pan do tej pory rywalizował na boisku, dał się panu najbardziej we znaki, był najlepszy? Kaka?
Kaka jest rzeczywiście bardzo dobrym zawodnikiem i chyba przeciw niemu gra się najtrudniej. Strzelił mi bramkę, więc tym bardziej muszę docenić jego klasę.
Najpiękniejszy stadion, na którym pan grał, który zrobił na panu największe wrażenie?
Na mnie zawsze wrażenie robi stadion Legii Warszawa (uśmiech). Poza tym właśnie San Siro w Mediolanie jest fantastycznym obiektem. Było
jeszcze parę, choćby Old Trafford Manchesteru United. Nie zapominajmy, że i stadion Celtiku jest bardzo fajny. Te wymienione chyba najbardziej zapadały mi w pamięci.
W Warszawie jest mi dobrze
Rozmowa z Otylią Jędrzejczak
Otylia Jędrzejczak, gwiazda polskiego sportu, mistrzyni olimpijska,świata i Europy w pływaniu, trzykrotna zwyciężczyni plebiscytu Przeglądu Sportowego na sportowca roku, zawodniczka stołecznego AZS-AWF, mówi o przygotowaniach i nadziejach związanych z olimpiadą
Jeżeli nie jesteś na zawodach lub zgrupowaniach, przebywasz w Warszawie. Jak się czujesz w stolicy?
Bardzo dobrze. Jestem w Warszawie już któryś kolejny rok, kończę tu studia i jest mi tu dobrze.
Co najbardziej lubisz w pływaniu?
W dalszym ciągu pływanie jest moją pasją, moim życiem. Jemu poświęciłam do tej pory całe moje życie.
Nie jestem królową
Rozmowa z pływaczką Otylią Jędrzejczak
Co słychać u królowej polskiego sportu po balu mistrzów w stołecznej Sali Kongresowej?
Królową polskiego sportu nie jestem. Nie nazwałabym tego w ten sposób. Nigdy siebie tak nie nazywam. Nie jestem ani królową, ani gwiazdą. Bardzo się cieszę, że kibice uznali mnie za najlepszą w polskim sporcie w ubiegłym roku. Powiedziałabym tak, jak już mówiłam, że każdy z zawodników, który wygrywa jakieś ważne zawody, jest po prostu najlepszy.
Jakie znaczenie ma dla ciebie trzecie z rzędu zwycięstwo w Plebiscycie Przeglądu Sportowego?
Jest to, oczywiście, coś bardzo ważnego. Nie można tego w żaden sposób porównywać z wynikami sportowymi, to coś zupełnie innego. Na arenach sportowych walczę osobiście z rywalkami, sama staram się dać z siebie wszystko, a w takim plebiscycie o wszystkim decydują kibice. I bardzo dziękuję kibicom za to, że byli ze mną zawsze i są nadal.
Zawsze mogłam polegać na rodzinie
Rozmowa z tenisistką Martą Domachowską
W którymś z wywiadów powiedziałaś, że dorosłaś i bardzo się zmieniłaś. Możesz to rozwinąć?
Bardziej wiem, czego chcę. Jestem pewniejsza siebie. Bardzo się zmieniłam, bo wcześniej wszystko chciałam robić po swojemu i nie
dawałam nikomu dojść do słowa. Teraz już wiem, że tak się nie da.
Kiedy jesteś za granicą, najbardziej tęsknisz za czym, za kim?
Tęsknię za swym domem, za rodziną, za znajomymi. Najbardziej za domem, by
usiąść w swoim pokoju i odpocząć.
Tylko Boruc może być zadowolony
Rozmowa z Markiem Citką
Gdzie pan ogląda mistrzostwa?
Najczęściej w domu. Mecze Polaków widziałem u znajomych. Jestem też zapraszany na wspólne oglądanie z kibicami.
Po meczu z Niemcami mówił pan, że Polacy raczej nie wyjdą z grupy. Miał pan rację. Jak pan skomentuje występ reprezentacji?
Ocena nie może być pozytywna. Graliśmy słabo w ataku, nie mieliśmy czym postraszyć rywali, stwarzaliśmy mało sytuacji bramkowych.
Wspaniałe wspomnienia z Warszawy
Rozmowa z bramkarzem Łukaszem Fabiańskim
Jest pan optymistą, jeżeli chodzi o występ reprezentacji w mistrzostwach Europy?
Jestem optymistą i myślę, że jako zespół mamy naprawdę szansę dokonać czegoś, co przyniesie naszym kibicom wiele radości. To się dopiero oczywiście okaże, ale mam nadzieję, że nasza drużyna przygotuje się dobrze i będziemy w stanie osiągnąć naprawdę dobry wynik.
Urodził się pan w Kostrzynie nad Odrą, a trenować zaczął w Polonii Słubice. Jak pan wspomina tamte lata?
To były lata młodzieńcze. Polonia Słubice jest moim macierzystym klubem, tam zacząłem grać w piłkę, a w zasadzie bawić się nią, co sprawiało mi radość. Pamiętam wiele fajnych historii i wspominam to bardo miło.
Gol za golem dziewcząt z Pragi
Ponad osiemdziesiąt dziewcząt kopie piłkę w Międzyszkolnym Uczniowskim Klubie Sportowym Praga Warszawa. W dodatku ze sporymi sukcesami. A opiekuje się nimi zaledwie kilka osób i to niemal społecznie.
W praskim klubie piłkę nożną trenują wyłącznie dziewczęta. Ostatnio młodziutkie zawodniczki rocznika 1998 z MUKS Praga zagrały w mazowieckiej edycji VIII Turnieju Z podwórka na stadion o Puchar Tymbarku. Zawody odbyły się w Raszynie, a warszawianki okazały się najlepsze. Drużyną tego rocznika kieruje Maciej Anglart.
- W Raszynie wystartowało siedem drużyn. Nasze zawodniczki gromiły kolejne zespoły, wygrywając 7:0, 12:0, 9:0 – mówi Marek Anglart, wiceprezes i jednocześnie jeden z trenerów MUKS, ojciec Macieja. Prażanki oszczędziły swe rywalki dopiero w finale, pokonując w nim swoje sąsiadki z dzielnicy UKS Błyskawica jedynie 1:0. Jak widać, bramkarka MUKS OlaŻmijewska nie dała się pokonać ani razu. Dwie dziewczynki MUKS Praga zostały wyróżnione nagrodami indywidualnymi.
W Warszawie bywam tylko z obowiązku
Rozmowa z Adamem Małyszem
Wpadł pan do Warszawy i zaprosił dziennikarzy do Porto Praga na pokaz kolekcji ubiorów firmy 4F Sport Performance. Co to za kolekcja?
To pierwsza kolekcja ubiorów sportowych sygnowanych moim podpisem. Tworzą ją kurtki, T-shirty, spodnie, bluzy, plecaki i torby podróżne. Firmę produkującą ubiory prowadzi mój kolega Igor Klaja z Krakowa. Uznaliśmy, że fajnie byłoby stworzyć coś takiego, opartego w jakiejś mierze także na moich doświadczeniach, mojej wiedzy. To ubiory niedrogie, każdy będzie mógł je kupić i używać nie tylko do zajęć sportowych. Służę koledze radą. Współpraca z firmą 4F nie jest jednorazowym incydentem. Mamy dalsze plany rozwoju i udoskonalania kolekcji.
Chce pan zdobyć Warszawę waszą kolekcją?
Po prostu chcę przekazać innym coś z własnego doświadczenia, coś dobrego, a bardzo mnie to wciągnęło. Mam nadzieję, że ktoś, kto pozna nasze ubiory, będzie chciał do nich wracać, przekona się do nich.
Marzyłem o Realu Madryt
Rozmowa z Grzegorzem Bronowickim
Dziewięć meczów ligowych w Legii bez żadnej kartki, to dobrze świadczy o obrońcy. Zawsze pan gra fair?
Nie. Akurat ostatnio mi się zdarza, że nie łapię kartek, a jeżeli już coś przeskrobię, to sędziowie mnie łaskawie traktują. Dużo kartek nigdy mi nie pokazywano, ale zawsze cztery-pięć na sezon były.
No to poprawia się pan, jeżeli chodzi o grę fair.
Staram się grać fair. Kiedyś więcej grałem w parterze, więcej wchodziłem wślizgiem. Teraz piłka jest coraz szybsza i grając w parterze dużo się traci.
Ciężko pracowałem i jestem zaskoczony
Rozmowa z obrońcą reprezentacji Grzegorzem Bronowickim
Jak pan przyjął decyzję Leo Beenhakkera, który nie zakwalifikował pana do wyjazdu na mistrzostwa Europy?
Muszę ją uszanować. Wiedziałem o niej wcześniej. Trener powiedział mi, zanim to ogłosił publicznie, jest profesjonalistą. Oczywiście, byłem jednak zaskoczony, bo nie odczuwałem już bólu i ciężko pracowałem, żeby
zdążyć. I spodziewałem się, że się wyrobię.
Co dalej?
Nie wiem jeszcze, czy pojadę na mistrzostwa jako kibic. Poza tym, muszę dbać o moją formę na kolejny sezon.
Dumny i oddany do końca
Rozmowa z Grzegorzem Bronowickim, piłkarzem reprezentacji Polski i Legii
Czym dla pana jest koszulka z białym orłem, koszulka reprezentacji Polski?
Te dwa mecze w reprezentacji, to w ogóle były dla mnie wielkie chwile. Marzyłem o tym jako dzieciak. Trudno to wyrazić słowami. Jestem dumny zakładając koszulkę reprezentacji i oddany do samego końca.
Czy w Legii zagrał pan już tak dobry mecz, jak ten z Portugalią?
Od ocen jest trener, są dziennikarze, ja robię co do mnie należy. Nie zawsze wychodzi tak pięknie, jak by się chciało, ale w sporcie, jak w życiu, raz lepiej, raz trochę gorzej.
Spełnione marzenia
Rozmowa z wioślarzem Adamem Korolem
Czym dla pana, zawodnika bardzo już utytułowanego, choć do Pekinu bez medalu olimpijskiego, jest ten sukces?
To spełnienie moich marzeń. Ale nie powiem, że ukoronowaniem mojej kariery, bo jeszcze nie powiesiłem wioseł na hak i zamierzam dalej startować. Ale jest to jakieś zakończenie pewnego etapu w moim życiu. Etapu startów w czterech igrzyskach olimpijskich, w których po wielu, wielu latach ciężkich treningów, można powiedzieć po wielu latach nieudanych startów w igrzyskach olimpijskich, bo nigdy wcześniej nie przywiozłem z nich medalu, wreszcie mam ten upragniony medal i to ten najważniejszy, złoty.
Jest pan szlakowym waszej złotej osady. Co znaczy, być szlakowym?
To znaczy nadawać rytm osadzie, sterować ją i pilnować prędkości, z jaką płyniemy.
Paweł Jasienica ma swoją szkołę
Zespół Szkół Społecznych z ul. Nowowiejskiej 5 ma swego patrona. Nadano mu imię Pawła Jasienicy, historyka, pisarza, żołnierza AK. Tablicę poświęconą patronowi odsłonił prof. Władysław Bartoszewski Zespół Szkół Społecznych, w którego skład wchodzą 2 Społeczne Liceum Ogólnokształcące oraz Społeczne Gimnazjum ‘Dwójka’, to jedna z najstarszych szkół niepublicznych w Polsce. Istnieje od 1989 r. i tworzy tradycję szkół niezależnych, niepokornych, autonomicznych, które powstawały w Polsce od 1989 r.
– Dlaczego Paweł Jasienica? Między innymi dlatego, że też był niepokorny i też był niezależny. Z jego postacią wiążą się wartości, które
i my szczególnie cenimy, czyli niezależność i wolność. Bardzo nam odpowiada taki patron. Powinniśmy pamiętać i nie zapominać o takich ludziach – mówi Anna Sobala-Zbroszczyk, dyrektor Zespołu Szkół Społecznych STO.
2.5 miliona na iluminacje
Wszędzie mamy kryzys gospodarczy, ale po władzach Warszawy tego nie widać. Ratusz postanowił wydać 2.5 mln zł z naszych pieniędzy naświąteczne dekoracje Traktu Królewskiego. I chwali się, że takładnych iluminacji jeszcze nie było Fontanny świetlne, baldachimy świetlne, bramy świetlne oraz specjalny koncert 6 grudnia, kiedy zostanie postawiona wysoka na 27 m choinka na pl. Zamkowym. To wszystko dostaną warszawiacy na święta, a kosztować
to ich będzie 2.5 mln zł.
Hołd Polakom ratującym Żydów
Bohaterską postawą i niezwykłą odwagą musieli wykazać się w czasie II wojny światowej Polacy ratujący życie Żydów. W Teatrze Narodowym 70 takich osób Maria Kaczyńska, małżonka prezydenta RP, odznaczyła Krzyżami Komandorskimi Orderu Odrodzenia Polski. Prezydent RP Lech Kaczyński w ramach polityki ‘Przywracania pamięci’ honoruje nieznanych bądź zapomnianych bohaterów walk o wolność i suwerenność Polski. Należą do nich także Polacy ratujący Żydów w czasie Zagłady, których czyny przez dziesiątki lat powojennych nie istniały w naszej świadomości. Z każdym miesiącem jest ich wśród nas coraz mniej.




