Dlaczego WIELKI TYDZIEŃ

Wielki Tydzień to spotkanie z Bogiem który jest Największą Miłością, i który kocha nas nad życie

Wielu ludzi w zupełnie opaczny sposób rozumie chrześcijaństwo. Kojarzy im się ono z krzyżem, cierpieniem i z ograniczeniem wolności. Pewnego razu jeden z moich znajomych z lekką ironią w głosie zapytał: ‘Dlaczego ten tydzień nazywa się Wielki Tydzień? Czy tylko dlatego że kogoś dwa tysiące lat temu zabito na krzyżu?’

Wielki Tydzień jest niezwykły dlatego że w tych dniach wspominamy ze zdumieniem Wielką Miłość Boga do każdego z nas

Wielki Czwartek przypomina nam zwłaszcza dar Eucharystii, czyli dar obecności Boga na ziemi. Kto kocha, ten znajduje dla nas czas, a Bóg kocha najbardziej i dlatego pozostał z nami na zawsze. Kto kocha, ten cieszy się że inni nas też kochają. Bóg czyni coś więcej! On osobiście powołuje kapłanów, by umacniali nas w wierze i byli dla nas dodatkowymi rodzicami. Szlachetny kapłan to Boży przyjaciel który ma odwagę proponowania nam wyłącznie najpiękniejszego sposobu życia, czyli naśladowania samego Chrystusa!

Wielki Piątek przypomina nam o tym że Wielka Miłość została przez nas ogromnie skrzywdzona, a mimo to nie przestała nas kochać. Ten dzień przypomina nam też o tym że zbawienie nie przyszło przez krzyż lecz przez Miłość. Zbawia nas Bóg który jest miłością a nie krzyżem czy cierpieniem. Chrześcijanie kochają Ukrzyżowanego a nie krzyż który wymyślili ludzie. Na końcu życia Bóg nie zapyta nas o to czy cierpieliśmy, lecz o to czy kochaliśmy. Niebo nie jest wspólnotą cierpiętników lecz ludzi szczęśliwych, a warunkiem zbawienia nie jest dźwiganie krzyża lecz radość trwania w Bożej miłości.

Wielka sobota to love story, Liebesgeschichte, la storia d’amore! To wspominanie historii miłości Boga do człowieka, zwanej historią zbawienia. To spotkanie ze Zmartwychwstałym, który przychodzi by nas przemieniać i umacniać, byśmy — jak Piotr — kochali bardziej niż inni i bardziej niż wczoraj.

Niedziela Wielkanocna to Święto zmartwychwstania naszych najpiękniejszych marzeń i pragnień. To zmartwychwstawanie do prawdziwego życia, czyli do świętości, bo wtedy stajemy się podobni do Boga.

Magdalena Korzekwa www.opoka.org.pl /Wielkanoc 2012/

WIELKI TYDZIEŃ NASZEGO ŻYCIA

Przed nami najważniejsze dni w roku. Od sposobu i głębi ich przeżycia zależy bardzo wiele. Jezus przyszedł na ziemię by nas uratować, uczynić wolnymi, dać pełnię życia. Nie można tej prawdy stracić z oczu, ponieważ jest ulokowana w centrum chrześcijaństwa

Dlaczego to wszystko musiało się stać? Niedziela Palmowa: ‘Hosanna!’, a już za chwilę: ‘Na krzyż z nim!’. Odpowiedź wcale nie jest trudna. ‘Bo Ty, będąc człowiekiem, uważasz się za Boga’. Za to Żydzi chcieli Jezusa kamienować, skazać na pohańbienie i wieczny niebyt

ks. Paweł Siedlanowski /31.III.2012/

***

Dlaczego niektórzy nie cierpią świąt?

Święta Bożego Narodzenia wzbudzają nie tylko pozytywne emocje. Miłośnicy tych świąt dobrze wiedzą za co je kochają. Jednak można spotkać osoby które nie cierpią świątecznej atmosfery, do których nie przemawiają symbole i gesty oraz cała tradycja tych świąt

Niektórzy nie lubią lub wręcz nienawidzą Bożego Narodzenia. Czasami mówią o tym wprost. Niekiedy wypisują swój gniew i złość w internecie

Zazwyczaj zamykają się oni w sobie, wycofują, próbują jakoś ‘przetrzymać’ czas świątecznych serdeczności. Dlaczego niektórzy nie cierpią Bożego Narodzenia?

Wydaje mi się że tych których święta drażnią, wyprowadzają z równowagi lub wpędzają w depresję, można podzielić na trzy grupy

Jedną z nich tworzą ci którzy nienawidzą świąt ze względu na ich religijny (bardzo mocno kojarzony z katolicyzmem) charakter. Do tej grupy osób należą wojujący ateiści oraz wyznawcy agresywnych sekt niechrześcijańskich. Święta kojarzą się im z Kościołem, a wiadomo, że Kościół ‘to samo zło’. Dlatego na forach internetowych wypisują bzdurne komentarze o tym że jest to święto pogańskie, że nie wiadomo kiedy urodził się Chrystus lub że w ogóle nie istniał. Drażni ich również obecność elementów religijnych w ‘przestrzeni publicznej’. Walczą ze wszystkimi znakami religijnymi. Czasami prowadzi to do absurdu. Na przykład w niektórych krajach Europy, w imię poprawności politycznej, nie wolno w miejscach publicznych stawiać choinek, gdyż kojarzą się z religią, zabrania się śpiewania kolęd lub organizowania odwiedzin Świętego Mikołaja.

Drugą grupę nienawidzących Bożego Narodzenia stanowią ci których rani rodzinny wymiar tych świąt. ‘Nienawidzę dzielić się opłatkiem z rodziną. A potem w tej nerwowej atmosferze trzeba jeść. Od tego się robią wrzody. I dlatego właśnie nienawidzę świąt. Są dla mnie jak tortura. Co innego jakbyśmy się kochali z rodziną. A tak to lipa jest. Może dlatego nie umiem kochać?’ – można przeczytać w internecie. ‘Nienawidzę świąt i sztucznego bycia dla siebie miłym, dobrze że dziadki przyjdą na wigilię, bo chyba byśmy się pozagryzali przy stole’ – zwierza się ktoś inny.

Świąt nienawidzą osoby osamotnione, skonfliktowane z najbliższymi, takie które nie mają do kogo wyciągnąć ręki z opłatkiem… To osoby głęboko przeżywające brak miłości. Święta które są czasem miłości obnażają tę bolesną rzeczywistość i bolą bardziej niż kiedykolwiek indziej. ‘Najgorsza jest wigilia. Ludzie którzy na co dzień się nawzajem nie znoszą, nie lubią, a czasem nawet nienawidzą, siadają razem przy jednym stole, na twarze przywdziewają sztuczne uśmiechy i udają wielką miłość do wszelkiego stworzenia i siebie nawzajem. (…) Część nawet idzie nocą na Mszę czy śpiewa kolędy, ale jaki to ma sens skoro nic nie zostaje z nauk które niesie ze sobą narodzenie Dzieciątka?’ – pisze Ala, 29 lat, urzędniczka z Opola.

Trzecią grupę nienawidzących świąt stanowią ‘letni katolicy’. Ci nie wiedzą co począć z dniami w których nie wypada nie połamać się opłatkiem, nie pójść na Pasterkę…

Tam gdzie brakuje wiary – nawet święta stają się problemem.

ks. dr Zbigniew Sobolewski /23.12.2011/ /autor jest sekretarzem gen. Caritas Polska/

***

Wigilia 24.12.2011

Bóg się rodzi, moc truchleje
A my w świecie rozproszeni
Sławę Polski na bagnetach
Roznosimy po przestrzeni
By się wrogom nie zdawało
Żeśmy opuszczeni, sami

A słowo Ciałem się stało
I mieszkało między nami

Zstąp na Polskę synu Boży
Gdzie krzyżami drogę znaczą
W wigilijnym blasku zorzy
Powiedz naszym niech nie płaczą
Że przyjdziemy, jak nadzieja
Jak przychodzi wiatr falami

A słowo Ciałem się stało
I mieszkało między nami

/kolęda śpiewana przez oficerów, więźniów Woldenberga w czasie II wojny światowej/

***

Bożego Narodzenia nie będzie!

Gdzie? Kiedy? Już odpowiadam: w Unii Europejskiej! Za rok dzieci nie będą mieć Bożego Narodzenia!

W ‘Kalendarzu Europejskim’, wydanym we wszystkich oficjalnych językach Unii w 3 milionach egzemplarzy przez Komisję Europejską, Bożego Narodzenia nie ma. Podobnie zresztą jak Wielkanocy czy innych ważnych świąt religijnych. Kalendarz jest przeznaczony dla uczniów gimnazjów, którzy – co ciekawe – zamiast świąt chrześcijańskich mogą obchodzić tak ‘bliskie’ im uroczystości jak np. chiński czy muzułmański Nowy Rok lub Deepavali, czyli Święto Światła sikhów.

Polską wersję kalendarza opatrzył swoim wstępem komisarz UE ds. budżetu i programowania finansowego Janusz Lewandowski, który stwierdził, że dzięki temu kalendarzowi odkryjemy ‘że Europa jest tuż za rogiem, że jest częścią naszego codziennego życia’…

Rozumiem że tam gdzie mieszka pan komisarz Chińczycy i muzułmanie są za rogiem. Jest to już dziś codzienność niektórych europejskich krajów. Ale nie wydaje mi się, żeby to było to najprawdziwsze oblicze Europy. Nie wiem, komu Europa kojarzy się z chińskim Nowym Rokiem czy hinduskimi świętami, mnie na pewno nie. Wątpię też, by Europejczycy, nawet ci niewierzący lub zlaicyzowani, gotowi byli zrezygnować z Bożego Narodzenia.

Gdzie są źródła głupoty, która ilustrowana jest przykładami takimi jak wspomniany kalendarz, nie potrafię zrozumieć. Dobrze przynajmniej, że gdy tego rodzaju sprawy wyciąga się na światło dzienne, udaje się zmusić urzędników do złożenia obietnicy, że za rok święta chrześcijańskie będą uwzględnione… w Polsce. I tak oto w świąteczne dni Bożego Narodzenia odkrywamy, że trzeba bronić świąt nie tylko przed komercjalizacją, ale także przed urzędnikami, którzy zapomnieli o swoich korzeniach.

x.dm/pk /24.12.2010/

***

Więzienna Wigilia

To była moja najsmutniejsza, ale zarazem najważniejsza Wigilia w życiu. To w tamtą Wigilię A.D. 1986 zrozumiałem i odczułem samą istotę tego, czym jest opłatek, czyli z łaciny oblatum – dar ofiarny

Ten cienki, biały płatek chlebowy przypomina o dzieleniu się z bliźnimi tym wszystkim, co mamy. Dla chrześcijan jest nawiązaniem do potrzeby spożywania chleba biblijnego tak, jak to czynił nasz Zbawiciel Jezus Chrystus

Z emigracyjnego osamotnienia Cyprian Kamil Norwid pisał niegdyś wzruszająco:

Jest w moim Kraju zwyczaj, że w dzień wigilijny
Przy wzejściu pierwszej gwiazdy wieczornej na niebie
Ludzie gniazda wspólnego łamią chleb biblijny
Najtkliwsze przekazując uczucia w tym chlebie

Jak trwoga, to do Boga. To staropolskie przysłowie dawno już zostało sprawdzone przez wielu z nas w różnych – czasami dramatycznych – życiowych sytuacjach. To przysłowie jest bardzo prawdziwe, bo jest bardzo ludzkie, pokazuje nasze słabości. Także moje własne, i wcale się tego nie wstydzę.

Tak się złożyło, że w strasznej dla Polaków dekadzie stanu wojennego pięć kolejnych Wigilii spędzałem za więziennymi kratami. Najpierw na Rakowieckiej w Warszawie, a później w Barczewie na Mazurach. Miałem już za sobą bicie i psychiczne tortury przesłuchania, 10-letni wyrok, odsiadkę w jednej celi z mordercami, kryminalistami, a nawet ludobójcą hitlerowskim, zbrodniarzem Erichem Kochem. Teraz byłem zupełnie sam. Nazywane ‘polskim Alcatraz’, otoczone z trzech stron jeziorem, a z czwartej fosą strasznego krzyżackiego zamku, Barczewo było najcięższym więzieniem PRL.

Był mroźny grudzień 1986 roku, siedziałem w zupełnej izolacji, sam w podziemnym karcerze Barczewa.

Pomalowane olejną farbą grube mury celi pokryte były rano szronem. Przez trzy zimowe miesiące nie miałem możliwości nawet odezwać się do kogokolwiek. Aby otrzymać więzienny posiłek, należało uklęknąć przed specjalnie skonstruowaną kratą w drzwiach (tzw. tygrysówka dla szczególnie niebezpiecznych więźniów). Na kilka dni przed świętami przyjechała z Warszawy moja Halina na tzw. widzenie, żeby chociaż przez kilka minut spojrzeć na mnie swymi zielonymi oczami nadziei, ale nawet jej nie wpuścili do środka. Stała biedna pod żelazną bramą więzienia na mrozie prawie pół dnia, zanim oprawcy łaskawie zgodzili się przyjąć od niej paczkę świąteczną dla mnie – z jedzeniem, opłatkiem i jemiołą. Dowiedziałem się o tym dopiero na wiosnę, kiedy wypuścili mnie z karceru i musiałem pokwitować odbiór paczki, a właściwie tego, co z niej pozostało.

W Wigilię, jak codziennie o siedemnastej, klawisz przyniósł kolację. Musiałem uklęknąć przed kratą w drzwiach i dostałem pełną miskę barszczu, zamiast zwyczajnej zupy mlecznej. Pół bochenka pokrojonego chleba odebrałem już rano. Dostałem jeszcze kubek kawy zbożowej, i to była moja wigilijna wieczerza, którą ustawiłem na taborecie, a sam usiadłem na metalowej pryczy. Myśl o tym, że gdzieś zupełnie daleko za tymi więziennymi murami, w cieple rodzinnego domu, na wigilijnym stole jest jedno puste nakrycie przeznaczone dla mnie, nie była dla mnie pocieszeniem, tylko bólem i dojmującą goryczą. Sam ze sobą dzieliłem się ułożoną na aluminiowym talerzu kromką więziennego chleba, zamiast opłatkiem, sam sobie składałem życzenia z myślami i marzeniami o moich najbliższych, o Halinie z małym Filipem i o Polsce w sowieckiej i komunistycznej niewoli.

To była moja najbardziej samotna, najsmutniejsza w życiu Wigilia. W tej okropnej scenerii Barczewa nie miałem oczywiście nawet zegarka i kiedy w środku nocy usłyszałem dalekie, przytłumione bicie dzwonów, to wiedziałem, że to już północ i że normalni, wolni ludzie udają się do kościoła na Pasterkę. W karcerze nie było krat, bo i okna nawet nie było, a grube mury dawnego krzyżackiego zamku Wartenburg, zamienionego przez Niemców na więzienie, w przedziwny sposób wyciszały dźwięki dzwonów, tak że były one subtelne, miękkie, odległe, niemal jakieś bajkowe. Ze ściśniętym sercem, z uchem przy zimnym murze, klęczałem na betonowej podłodze i modliłem się do Boga tak bardzo i tak długo, aż z tą modlitwą usnąłem chyba już nad samym ranem w Boże Narodzenie.

Od tamtej pory minęła epoka, a właściwie kilka epok! Żyjemy w zupełnie innych czasach pod względem politycznym, ekonomicznym, społecznym, a wreszcie cywilizacyjnym. Skończył się tragiczny wiek XX, jesteśmy na przełomie drugiego i trzeciego tysiąclecia, w naszym kalendarzu jest już druga dekada XXI wieku! To nie kalendarz, ale czas biegnie nieubłaganie i stawia nas wobec nowych wyzwań i wydarzeń. Nasz kalendarz, którym codziennie posługują się miliardy ludzi, jest zarazem najbardziej globalnym, uniwersalnym i rozpowszechnionym symbolem narodzin w Ziemi Świętej, w Betlejem – Jezusa Chrystusa. To wtedy zaczęła się nowa era, to od tej daty wszystko liczymy – dni, miesiące, lata, dekady, wieki, tysiąclecia, całe epoki.

Wszystko zaczęło się od Bożego Narodzenia 2010 lat temu. To nie tylko nasza religia, to jest nasza cywilizacja! Jej powszechny i globalny uniwersalizm widoczny jest szczególnie w okresie Bożego Narodzenia i Nowego Roku. To m.in. właśnie dlatego jesteśmy obecnie świadkami kolejnego w ciągu dwóch tysięcy lat zmasowanego ataku na chrześcijaństwo, na chrześcijan, na symbol krzyża świętego, na Kościół, na wszystko to, co nazywamy naszą cywilizacją. W tym globalnym ataku na nas biorą udział nie tylko fanatycy i terroryści islamscy, ale również rzekomi liberałowie z rzekomą pseudoideologią tolerancji. Widocznym dowodem ich bezsilnej wściekłości jest gwiazda betlejemska świecąca na wierzchołkach milionów choinek na całym świecie właśnie w Boże Narodzenie.

W dni powszednie mało kto o tym pamięta, ale przecież cały nasz kalendarz sam w sobie ma charakter chrześcijański, liczony jest bowiem od tamtej najważniejszej daty, od Bożego Narodzenia. Posługują się nim ludzie na całym świecie, nawet ci, którzy nie są chrześcijanami! Tak więc i ja Państwu – drogim Czytelnikom, składam najserdeczniejsze świąteczne i noworoczne życzenia: zdrowia, pomyślności i szczęścia w życiu osobistym, jak również w tym wszystkim, co dla Polaków od stuleci jest ważne i najważniejsze.

Józef Szaniawski /24.12.2010/

Kategoria Wiara

Comments