Prawdziwa historia Kuklińskiego

Jack Strong” to świetnie opowiedziana historia misji płk. Ryszarda Kuklińskiego w której różnica między zdrajcami w polskich mundurach a bohaterstwem jest bardzo widoczna

Na ekrany polskich kin wchodzi świetny film. Szpiegowski, sensacyjny i w dużej mierze historyczny obraz, opowiadający o autentycznych wydarzeniach jakie rozegrały się w ciągu przedostatniej dekady istnienia PRL i Związku Sowieckiego, przez wielu znawców stosunków międzynarodowych, wojskowości i geopolityki uważanych za jedną z głównych przyczyn zakończenia zimnej wojny

Historia samotnej walki płk. Ryszarda Kuklińskiego prowadzonej w cieniu tych wydarzeń, historia której jest głównym aktorem, od dawna wydawała się idealnym scenariuszem dla filmu sensacyjnego. I taki scenariusz i film nareszcie powstał. Dynamiczny, wprowadzający w realia Polski doby realnego socjalizmu. Nie ma w nim zbędnych scen, zdjęć i bzdurnych wypełniaczy. Jest 120 minut akcji; widzowie mogą poznać kontekst sytuacji w której oficer Sztabu Generalnego postanawia przekazać Amerykanom sowieckie plany wojenne, zarówno te prawdziwe jak i tworzone na polityczny użytek prowokacyjne blefy wymierzone w USA.

Kukliński, zgodnie z prawdą, nie jest płatnym szpiegiem ani tym bardziej zdrajcą, ale – jak mówi jego oficer prowadzący z CIA – aliantem. Pierwszym Polakiem w NATO. Im więcej dowiadywaliśmy się o tej historii tym pewniej można tak określać misję pułkownika.

Marcin Dorociński odegrał tę postać wspaniale, udowadniając że należy do aktorskiej pierwszej ligi. Trzeba przyznać że Władysław Pasikowski doskonale oddał klimat, realia i w bardzo dużym przybliżeniu rzeczywisty przebieg współpracy polskiego oficera z amerykańskim wywiadem.

Nie chcę zdradzać wszystkich szczegółów, bo warto samemu zobaczyć ten film i sięgnąć choćby do jednej z kilku pozycji jakie na temat misji Kuklińskiego napisał np. śp. Józef Szaniawski. Pasikowski pokazał, także dzięki świetnej grze kilku polskich aktorów /oprócz Dorocińskiego, Mirosława Baki, Zbigniewa Zamachowskiego, Ireneusza Czopa czy Krzysztofa Dracza w kapitalnej drugoplanowej roli Wojciecha Jaruzelskiego/, bardzo sugestywny obraz kadry dowódczej Ludowego Wojska Polskiego. To bezwolna, podporządkowana kierownictwu partyjnemu i jej sowieckim namiestnikom magma, armia będąca w pełnej dyspozycji Moskwy i w razie wojny mająca być jej mięsem armatnim. Samej Polsce przydzielono rolę spalonej ziemi przeciętej rowem atomowym – konsekwencji odwetowego ataku rakietowego USA.

Uświadomienie sobie przez Kuklińskiego istnienia niezwykle ofensywnych planów taktycznych Sowietów zakładających użycie, a w istocie wykrwawienie Polaków do zdobycia Danii i Niemiec w ramach I rzutu strategicznego oraz transferu przez nasze terytorium dwumilionowej armii sowieckiej w ramach tzw. II rzutu strategicznego, wreszcie apokaliptyczna groźba zatrzymania sowieckiego pochodu na Zachód zmasowanym atakiem jądrowym na linii Wisły, było impulsem do zrzucenia pęt oficerskiej przysięgi.

Na tle sowieckich marionetek w polskich mundurach Kukliński myśli i czuje jak Polak. Nie ma żadnych wątpliwości jak ma postąpić. Ostatecznie decyzję o nawiązaniu współpracy z Amerykanami podejmuje po grudniowej masakrze robotników Wybrzeża w 1970 roku. To wszystko film pokazuje bez fałszywych retuszy. Nie ma wątpliwości kim są: Jaruzelski, Siwicki, Kufel, Skalski, Tuczapski i inni. Jak mówi jeden z bohaterów – oficer Marian Rakowiecki – byli oficerami LWP z „duszami o sowieckich gębach”.

Film jednoznacznie pokazuje że Kukliński był nieprzeciętnym oficerem. Niezwykle zdolnym i zaufanym sztabowcem głównodowodzących wojskami Układu Warszawskiego, w tym marszałka Wiktora Kulikowa. Czujemy wielkie napięcie w jakim żył przez ponad 10 lat, siedząc w samym sercu sowieckiej machiny wojennej. Wiemy co mu groziło w razie dekonspiracji: brutalne śledztwo, śmierć i złamanie życia najbliższej rodziny.

Na początku film nawiązuje do innej prawdziwej historii. Widzimy scenę egzekucji Olega Pieńkowskiego, wysokiego rangą oficera GRU spalonego żywcem w piecu hutniczym po jego dekonspiracji. Później nagranie pokazywano kadetom sowieckiej Akademii Wojskowej im. Woroszyłowa.

Dekonspiracja Pieńkowskiego, jednego z cenniejszych źródeł jakie udało się pozyskać Zachodowi w ZSRS, kilkakrotnie jest przywoływana w filmie jako przykład poważnej amerykańskiej wpadki. Czy podobna kara za zdradę groziła Kuklińskiemu? Na samym końcu Pasikowski pokazuje samotnego Kuklińskiego czekającego na syna Waldemara, który miał po niego przyjechać. Planowali wspólnie udać się na cmentarz, gdzie pochowany został drugi syn Kuklińskiego – Bogdan. Jednak samochód którym jedzie zostaje staranowany przez ciężarówkę, kierowca ginie na miejscu. To oczywiście symboliczna scena. Bogdan zginął podczas wyprawy jachtem w 1993 r., jego ciała nigdy nie odnaleziono. Rok później Waldemara rozjechał samochód terenowy. Zdaniem świadków była to egzekucja.

Jedno jest pewne – Kukliński, a więc tytułowy Jack Strong, zapłacił ogromną cenę za to czego się podjął. Na lata stracił kontakt z przyjaciółmi, rodziną i Polską. Przyszło mu żyć w USA w warunkach izolacji, a potem osamotnienia po śmierci synów. Na honory w III Rzeczypospolitej nie mógł się długo doczekać, a próby jego rehabilitacji torpedował m.in. ówczesny prezydent Lech Wałęsa.

Pochówek prochów jego i jego syna na warszawskich Powązkach odbył się bez obecności władz państwowych. A to naprawdę nieodległa historia.

Niestety Pasikowski w jednej ze scen się zagalopował. Pokazując moment kiedy pułkownik dostaje do rąk gotowy plan wprowadzenia stanu wojennego razem z listą kilku tysięcy działaczy „Solidarności” wytypowanych do zatrzymania i internowania symbolicznie rzuca okiem kamery na kilka nazwisk. Są wśród nich starannie wyselekcjonowane nazwiska Wałęsy, Henryka Wujca, Jacka Kuronia, Zbigniewa Bujaka i Adama Michnika. To jednak chichot historii, bo żadna z tych osób /Wałęsa i Michnik w szczególności/ nie zrobiła nic, by doprowadzić do rehabilitacji Kuklińskiego i zwrotu skonfiskowanego mu przez władze PRL majątku. O tym co działo się w tej sprawie w latach 90 mówią tylko materiały promocyjne jakie dziennikarze dostali do ręki podczas prasowego pokazu tego filmu. Choć dla uzupełnienia obrazu kilka słów na ten temat pojawia się w napisach końcowych, to jednak dobrą puentą byłoby pokazanie widzom że za zdrajcę i osobę niegodną rehabilitacji uważali Kuklińskiego właśnie tacy ludzie jak Wałęsa.

Maciej Walaszczyk/nd /16.I.2014/

***

Polak co zaszkodził komunizmowi

‘Kiedy rozpoczynał swoją misję dla ratowania Polski, sowieckie imperium było w ofensywie. Kiedy wydawało się że to imperium zawładnie Europą i światem – Pułkownik rozpoczął swoją samotną walkę i odniósł zwycięstwo

Gdyby sowieckie imperium ruszyło na Europę – Polska przestałaby istnieć. I to jest miarą zasług Pułkownika Kuklińskiego – jesteśmy. Wciąż mamy niezałatwione rachunki krzywd, ale jesteśmy…’. Tak mówił nad prochami zmarłego pułkownika prezydent Lech Kaczyński

Ryszard Kukliński zmarł 11 lutego 2004 r. w swojej drugiej ojczyźnie, w Ameryce, śmiercią przedwczesną, ale naturalną. Miał ogromne szczęście, bo przecież gdyby się dostał w łapy sowieckiego KGB albo polskiej bezpieki, to bez sądu, ale po torturach, zostałby zamordowany na Łubiance w Moskwie lub na Rakowieckiej w Warszawie.

Pułkownik Kukliński był szefem Oddziału I Sztabu Generalnego Wojska Polskiego, a zarazem przez wiele lat oficerem łącznikowym pomiędzy generałem Jaruzelskim oraz sowieckim ministrem obrony marszałkiem Ustinowem i dowódcą Układu Warszawskiego marszałkiem Kulikowem. Generalicja sowiecka i ludowego wojska uważała, że Kukliński jest najmłodszym i najzdolniejszym polskim sztabowcem, absolutnym komunistą, całkowicie oddanym Rosji sowieckiej. Prawdą było tylko to pierwsze stwierdzenie, albowiem na samym dnie serca Ryszard Kukliński schował głęboko swój prawdziwy polski patriotyzm i postanowił zaszkodzić zupełnie samotnie sowieckiemu totalitarnemu imperium zła.

Wywiódł w pole i okręcił wokół palca nie tylko Jaruzelskiego i Kiszczaka, ale także sowieckich marszałków oraz całe zbrodnicze KGB i GRU. Zdobył w Moskwie, niektórzy mówią, że ‘wykradł’ odwiecznemu wrogowi swej Ojczyzny supertajne plany agresji Armii Czerwonej na Europę. Były to faktycznie plany rozpętania atomowej III wojny światowej, bo inna w ówczesnych realiach geopolitycznych była niemożliwa. Przekazując te agresywne, ludobójcze plany Stanom Zjednoczonym, zapobiegł wybuchowi III wojny.

O tym właśnie w raporcie dla prezydenta USA Ronalda Reagana pisał w 1982 r. dyrektor CIA William Casey: ‘Nikt na świecie w ciągu ostatnich 40 lat nie zaszkodził komunizmowi tak jak ten Polak. Narażając się na wielkie niebezpieczeństwo, Kukliński konsekwentnie dostarczał niezwykle cenne, wysoce tajne informacje na temat Armii Sowieckiej, planów operacyjnych i zamierzeń Związku Sowieckiego, przez co przyczynił się w bezprecedensowy sposób do utrzymania pokoju. Ci, którzy znają Kuklińskiego osobiście, widzą w nim człowieka wielkiego charakteru, odwagi, polskiego patriotę i bohatera’.

Ksiądz arcybiskup Sławoj Leszek Głódź sprzed ołtarza katedry polowej Wojska Polskiego, wobec tysięcy ludzi i delegacji, które przybyły z całej Polski na pogrzeb pułkownika, określił go jako żołnierza wyklętego, Konrada Wallenroda XX wieku i pierwszego polskiego oficera w NATO. W dramatycznie wyjątkowej homilii ks. abp Głódź mówił: ‘’W życiu pułkownika Kuklińskiego zdarzyła się ta chwila, kiedy potrafił powiedzieć z głębi swego serca stanowcze ‘nie!’. Wiedział, jakie mogą być tego konsekwencje dla niego i dla najbliższych. To jego ‘nie’ będzie jeszcze długo bardzo ważnym znakiem minionego okresu naszych dziejów. (…) III Rzeczpospolita powstała z wysiłku wielu, także jego, samotnika polskich zmagań z komunizmem, Ryszarda Kuklińskiego. Jest jednym z ojców polskiej wolności! To się liczy! To ma swoją wagę!’’.

Msza Święta w intencji śp. płk. Kuklińskiego będzie sprawowana 11 lutego br. o godz. 8 w Warszawie w bazylice Świętego Krzyża, przy Krakowskim Przedmieściu. W Londynie, w polskim ośrodku POSK (240 King Street), 11 lutego br. o godz. 15 otwarta zostanie wystawa poświęcona pułkownikowi Kuklińskiemu, a następnie odbędzie się akademia i pokaz filmu o pułkowniku. Podobne uroczystości odbędą się w USA, gdzie bohaterski oficer był dumą i chwałą Polonii amerykańskiej.

Józef Szaniawski /8.II.2012/

***

Katyń najbardziej zakłamany

Milczenie mocarstw zachodnich o zbrodni katyńskiej było przyzwoleniem na podział świata na dwie strefy wpływów przedzielonych żelazną kurtyną

Mimo że mord miał charakter państwowy, tzn. stały za nim oficjalne najwyższe władze sowieckie, do tej pory nie został osądzony ani choćby nazwany ludobójstwem

Dlatego też można go określać jako symbol najbardziej zakłamanej zbrodni na świecie

Sesję na temat Katynia w 71 rocznicę wydania przez Sowietów rozkazu o likwidacji polskich jeńców wojennych zorganizowali w Sejmie Fundacja Golgota Wschodu i nauczyciele zrzeszeni w warszawskim NSZZ Solidarność.

Jak powiedział Andrzej Kropiwnicki, szef mazowieckiej Solidarności, to już siódma z kolei konferencja na ten temat, która ma charakter ‘przykry’, ponieważ nie minął jeszcze rok, od kiedy zginęła w katastrofie smoleńskiej delegacja najwyższych polskich władz udająca się do Rosji, by złożyć hołd ofiarom Zbrodni Katyńskiej.

Zgromadzona na sali młodzież minutą ciszy upamiętniła tragedię z 10 kwietnia 2010 r. Kropiwnicki powiedział, że zaangażowanie Solidarności w organizowanie sesji Katyń – 5 marca dzień pamięci, jest związane z jednym z ‘ważnych dla Polski 21 postulatów’ związku ogłoszonych w 1980 r., dotyczącym zniesienia cenzury i odkłamywania historii.

Wy macie szczęście, bo gdy chodziłem do szkoły, to w moim podręczniku na temat Katynia nic nie było, a jeżeli coś wspominano, to że zrobili to Niemcy… – dodał o zakłamaniu systemu komunistycznego szef Solidarności Regionu Mazowsze.

Doktor Grzegorz Jędrejek z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II w referacie: ‘Zbrodnia Katyńska w świetle prawa’ zwrócił uwagę, że nie bez powodu do tej pory mówi się o Zbrodni Katyńskiej, a ten temat jest wciąż aktualny.

Ksiądz Zdzisław Peszkowski, kapelan Rodzin Katyńskich określał ją jako najbardziej zakłamaną i zmanipulowaną zbrodnię na świecie. Żaden międzynarodowy trybunał nie uznał jej za zbrodnię ludobójstwa – mówił Jędrejek.

Dla porównania podał on fakt osądzenia zbrodni niemieckich w procesach norymberskich. Według niego, Rosja nie chce uznać mordu na polskich oficerach za zbrodnię ludobójstwa, ponieważ obaliłaby pielęgnowany w tym kraju mit o ‘wojnie ojczyźnianej’. Co do bierności mocarstw zachodnich w sprawie wyjaśnienia i osądzenia Zbrodni Katyńskiej, dr Jędrejek uznał, że wpłynął na nią ‘makiawelizm polityczny’, w którym przeważała chęć ułożenia dobrych stosunków z ZSRS.

Na państwowy charakter egzekucji dokonanej na polskich oficerach przed 71 laty wskazał także dr Witold Wasilewski z Instytutu Pamięci Narodowej. – 5 marca 1940 r. Biuro Polityczne Komitetu Centralnego Wszechzwiązkowej Partii Bolszewików podjęło decyzję o wymordowaniu 25 tys. 700 polskich jeńców wojennych z obozów specjalnych, tj.: w Starobielsku, Ostaszkowie, oraz więźniów więzień na tzw. Ukrainie Zachodniej, czyli na anektowanych ziemiach Rzeczypospolitej. Decyzję tę wykonano. Właściwym jej decydentem, czyli wykonawcą są zatem najwyższe władze partyjno-państwowe Związku Sowieckiego – ocenił dr Wasilewski.

Kropiwnicki, kończąc spotkanie, zauważył, że do dziś nie wszystkie ofiary tego mordu odnaleziono i zidentyfikowano. Przypomniał że dopiero w 1990 r. Michaił Gorbaczow, przywódca ZSRS, przekazał stronie polskiej część dokumentów na ten temat. – Dopiero w 1992 r. trafił do Polski oryginał rozkazu o wymordowaniu polskich oficerów. Minęło ponad 70 lat i do dzisiaj ta historia nie jest jasno wytłumaczona i opisana. Jest jedna z teorii, która mówi, że moment i reakcja Zachodu na wykonanie Zbrodni Katyńskiej, były przyzwoleniem na taki, a nie inny podział świata. Było to przyzwoleniem na to, by wasi rodzice żyli w systemie zniewolonym – podsumował sesję, zwracając się do młodzieży Kropiwnicki.

jd/nd /9.3.2011/

***

Prywatna zbrodnia Stalina?

Polskie władze w ogóle nie powinny rozmawiać z Moskwą o moralnej ocenie zbrodni katyńskiej. Dokładnie wiadomo, co się tam wydarzyło, więc rozmowy mogą dotyczyć wyłącznie kwestii prawnych – pisze historyk Andrzej Nowak

Uchwała Dumy w sprawie zbrodni katyńskiej przyjęta została zaledwie kilka dni po tym, jak rosyjski wiceminister sprawiedliwości Georgij Matiuszkin wysłał do Trybunału w Strasburgu list, w którym napisał, że Rosjanie nie mają obowiązku wyjaśniać losu polskich oficerów ‘zaginionych w trakcie wydarzeń katyńskich’

Rosyjski rząd stoi więc na stanowisku, że nie wiadomo, kto kogo w Katyniu zabijał…

Odwrócić uwagę od Smoleńska

W rosyjskiej polityce zagranicznej nic nie dzieje się przypadkowo, a każde posunięcie rosyjskiej dyplomacji jest starannie przygotowane i obliczone na osiągnięcie konkretnych celów. Rodzi się więc pytanie, jaki jest właściwie stosunek rosyjskich władz do zbrodni katyńskiej i jak interpretować sprzeczne sygnały, które dochodzą z Moskwy.

Warto pamiętać, że uchwała Dumy nie pociąga za sobą żadnych konsekwencji prawnych. W sprawie rehabilitacji ofiar zbrodni katyńskiej i odtajnienia materiałów śledztwa decydujące jest stanowisko rosyjskiego rządu wyrażone w skandalicznym liście Matiuszkina. W tych okolicznościach dokument przyjęty przez parlament można odbierać wyłącznie jako element cynicznej gry rosyjskich władz. Idą one na pozorne ustępstwa, nie wykonując jakichkolwiek ruchów, które pociągałyby za sobą konsekwencje prawne.

W każdej analizie posunięć rosyjskiej dyplomacji najważniejsza jest konstatacja, że długoterminowym celem władz rosyjskich jest uniemożliwienie Polsce prowadzenia aktywnej polityki wschodniej. Jest ona bowiem na ogół sprzeczna z interesami imperialnej Rosji. Obecnie Moskwa stwarza wrażenie, że w sprawie zbrodni katyńskiej – czyli jednej z najważniejszych spraw w stosunkach polsko-rosyjskich – panuje między naszymi krajami zgoda.

Doraźnym celem Rosji jest natomiast odwrócenie uwagi od skandalicznych zaniedbań popełnionych w śledztwie w sprawie katastrofy smoleńskiej. Polacy mają się cieszyć z ‘nowego otwarcia’ w sprawie zbrodni katyńskiej i nie dopytywać o rosyjskie kłamstwa i niszczenie dowodów w sprawie wypadku prezydenckiego samolotu.

Obywatel nie żyje od 57 lat

Niestety polski rząd daje się wciągać w tę propagandową rozgrywkę i firmuje stanowisko władz rosyjskich, które uparcie twierdzą, że śledztwo jest z ich strony prowadzone normalnie. Polskie władze tak daleko zabrnęły w udawaniu, iż w stosunkach z Rosją wszystko jest w porządku, że nie mogą już zmienić stanowiska, bo straciłyby twarz.

Można podziwiać sprawność rosyjskiej dyplomacji, której z taką łatwością udało się doprowadzić do sytuacji korzystnej dla Kremla i tak obezwładniającej Warszawę. Poraża jednak naiwność polskich polityków, których zachowanie utwierdza Rosjan w przekonaniu, że nie powinni doprowadzać sprawy Katynia do końca, bo pozostaje ona wciąż skutecznym narzędziem manipulowania Polską.

Tekst uchwały Dumy również pozostawia ważne znaki zapytania. Wynika z niej, że Katyń był prywatną zbrodnią Józefa Stalina. Ten obywatel jednak nie żyje od 57 lat, zatem sprawa jest zamknięta… Nie, tak nie jest. Tę zbrodnię popełniło państwo – państwo sowieckie. Jeśli Federacja Rosyjska chce korzystać z korzyści wynikających ze statusu sukcesora Związku Radzieckiego, to musi także przyjąć odpowiedzialność za zbrodnie popełnione przez swego sowieckiego poprzednika.

Uchwała potrzebna Rosjanom

To trudne dla Moskwy – także dlatego, że elita rządząca obecnie Rosją wywodzi się w ogromnej części z KGB i GRU. Spełnienie polskich postulatów w sprawie Katynia byłoby więc równoznaczne z podważeniem podstawy ideowej obecnej elity władzy państwa rosyjskiego.

Polski rząd w ogóle nie powinien rozmawiać z Rosją o moralnej ocenie zbrodni katyńskiej. Dokładnie wiadomo, co się tam wydarzyło, kto kogo zabił i kto jest za ten mord odpowiedzialny. Deklaracja rosyjskiego parlamentu nie może wnieść do tej sprawy nic nowego. Rozmowy z Rosjanami powinny dotyczyć wyłącznie kwestii prawnych.

Trzeba konsekwentnie domagać się od rosyjskiego rządu odtajnienia wszystkich akt, rehabilitacji ofiar, a przede wszystkim jasnej deklaracji, że zbrodnia katyńska była wymierzona w naród polski, odpowiedzialny jest za nią Związek Radziecki, a państwo rosyjskie jako jego spadkobierca akceptuje wszystkie wynikające z tego faktu konsekwencje prawne.

Uchwała Dumy jest potrzebna samym Rosjanom, którzy w końcu usłyszą od własnych władz o stalinowskich zbrodniach. Jest to część powolnego procesu destalinizacji dyskursu historycznego Rosji. Dla Polaków jest to jedyny powód do zadowolenia. Lepiej mieć za sąsiada państwo, które próbuje radzić sobie z własną przeszłością, niż takie, które ją zakłamuje.

Andrzej Nowak/not.tyc /30.11.2010/

Andrzej Nowak jest historykiem i publicystą, znawcą Rosji, profesorem Uniwersytetu Jagiellońskiego i redaktorem naczelnym dwumiesięcznika Arcana

***

Pamięć o Smoleńsku

Katyń i Smoleńsk po 10 kwietnia 2010 r. zostały ze sobą połączone już na zawsze w polskiej historii, pamięci, tożsamości, a pewnie też legendzie

Śmierć prezydenta i całej elity politycznej Rzeczypospolitej w katastrofie lotniczej, kiedy udawali się do Katynia, by oddać hołd pomordowanym oficerom Wojska Polskiego, nierozerwalnie łączy oba akty narodowej tragedii: jeden z 1940 r. i drugi z 2010 r.

Już prawie siedemdziesiąt lat temu w poetyckiej wizji dziejowej pisał Kazimierz Wierzyński:

…i jak ma zapomnieć
O tych lasach katyńskich,
gdzie z gliny i pyłu
Straszny kopiec przed nami
nie przestał ogromnieć,
Góra czaszek przebitych
kulami od tyłu,
Pasmo rąk powiązanych,
kalwaria męczeńska,
Którą choćby rozkopać
sto razy od nowa,
Burzyć będzie się pamięć
i wlec do Smoleńska,
Pamięć – krzywda i pamięć
– moc pozagrobowa

Przez pół wieku Rosja sowiecka ukrywała prawdę o zbrodni ludobójstwa w Katyniu, a także w Miednoje, Charkowie, Bykowni, Kuropatach i o mordach dokonanych na Polakach na całym ogromnym obszarze imperium zła. Niegdyś Rosjanie ukrywali, ale jeszcze dzisiaj manipulują, a także nadal nie chcą ujawnić tajnych archiwów moskiewskich. Nie chcą prawdopodobnie dlatego, że kryją one dokumenty, z których wyjdzie prawda. A prawda jest taka, że w samym Katyniu NKWD na polecenie rządu rosyjskiego wymordowało ‘jedynie’ cztery i pół tysiąca Polaków. Natomiast faktyczna liczba ofiar ludobójstwa zbrodni przekracza nawet milion istnień ludzkich!

Tradycyjne dla polityki Kremla są również kłamstwa, manipulacja, polityka drugiego dna oraz wprowadzanie mylnych tropów do śledztwa w sprawie katastrofy pod Smoleńskiem. Zastanawiające jest jednak, jak bardzo Donald Tusk i ministrowie jego rządu starają się pomniejszyć odpowiedzialność Rosji za śmierć polskiego prezydenta i polskich elit.

Co więcej, premier i jego ministrowie: Graś, Miller, Arabski, z wyraźną nadgorliwością po prostu bronią Rosjan przed jakimikolwiek podejrzeniami, w praktyce wykluczając z góry nie tylko zamach, ale nawet zwyczajny bałagan na lotnisku w Smoleńsku. Zarówno zbrodniczy zamach polityczny, jak i bałagan są bardzo trwałe w rosyjskiej tradycji.

Zadziwia nie tylko determinacja premiera i wspomnianych ministrów w obronie Rosji Putina i Miedwiediewa przed polską opinią publiczną, ale zastanawia również pewna polityczna naiwność polityków PO, którzy sami kreują się na realistów. Naiwność polega na tym, że można liczyć, iż z biegiem czasu sprawa Smoleńska się wyciszy, rozmyje, że będzie można ukrywać prawdę w nieskończoność, tak jak np. sprawę tragicznej śmierci nad Gibraltarem premiera Władysława Sikorskiego.

Otóż wydaje się, że prawdy o katastrofie smoleńskiej nie da się ukrywać w nieskończoność. Tak już bywało, i nie tylko w naszej historii, że prawda wcześniej czy później wypływa na wierzch jak oliwa. Co więcej, tak bywa przecież, że sprawy i rzeczy, które chcemy ukryć, ujawniają się zawsze w najbardziej niewłaściwym momencie! Czy premier Donald Tusk nie zdaje sobie sprawy z tego, że pod jego biurkiem w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów nieubłaganie tyka bomba zegarowa? Czy nie zdaje sobie sprawy, że od ośmiu miesięcy broni Rosjan, ale jak przyjdzie co do czego, to oni go bronić nie będą, że poniesie całkowitą odpowiedzialność?

Donald Tusk, a szczególnie rzecznik rządu minister Paweł Graś oraz minister spraw wewnętrznych i administracji Jerzy Miller obiecywali wielokrotnie, nawet z trybuny sejmowej, publikowanie systematycznie raportów o stanie śledztwa i nawet tej obietnicy nie próbowali dotrzymać. Pułkownik Edmund Klich, polski przedstawiciel akredytowany przy komisji MAK w Moskwie, komentuje tak ukrywanie przed Polakami przebiegu śledztwa:

‘Nie rozumiem tego. Gdy Amerykanom rozbił się prom kosmiczny, to codziennie organizowali konferencje. I nie chodziło o ujawnianie niesłychanych sekretów. Informowali, co już zrobili, w jakich obszarach i czym się będą zajmować w najbliższych dniach. Kompletnie nie rozumiem strategii tajności, która wywołuje dezorientację i jest pożywką dla spiskowych teorii. Społeczeństwo płaci za prowadzenie tych badań i ma prawo wymagać informacji’.

Na oczach całej Polski widać coraz wyraźniej, jak premiera irytują każde trudniejsze pytania o Smoleńsk. A tymczasem te najtrudniejsze dotyczyć będą szczegółów rozmowy Władimira Putina z premierem Tuskiem 10 kwietnia w Smoleńsku. Nie wierzę, że nie ma stenogramów, zapisu nagrania lub notatek z tej historycznej rozmowy. To samo dotyczy rozmów ministra – szefa Kancelarii Prezesa Rady Ministrów w Moskwie 17 i 18 marca. Ogólniki że minister Tomasz Arabski poleciał do Moskwy ustalać szczegóły wizyty premiera w Katyniu, są daleko niewystarczające.

Józef Szaniawski /15.12.2010/

***

W interesie Rosji

Na kilkanaście dni przed oficjalną wizytą prezydenta Dmitrija Miedwiediewa w Polsce prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz poleciła zlikwidować muzeum – Izbę Pamięci Pułkownika Kuklińskiego. Ta decyzja wpisuje się w ciąg różnych decyzji i wydarzeń, które – chociaż pozornie różne i odległe – mają wspólny mianownik. Ten mianownik brzmi: w interesie Rosji. Role zostały podzielone. Wymieńmy tylko niektóre z nich

Zaczęło się 10 kwietnia wieczorem w Smoleńsku, kiedy premier polskiego rządu Donald Tusk ściskał się z premierem rządu rosyjskiego Władimirem Putinem, a tuż obok nich leżało na ziemi w błocie zawinięte w folię ciało prezydenta Rzeczypospolitej. Co poza uściskami Tusk i Putin wtedy ustalili, nadal nie wiadomo, bo rozmowy były ściśle tajne i dotąd nie zostały ujawnione. Wiadomo tylko tyle, że to właśnie wówczas obaj premierzy zadeklarowali osławione pojednanie, które żadnym pojednaniem nie jest, a ogranicza się do jednostronnych aktów pokory Warszawy wobec Moskwy.

Takim aktem pokory były liczne wystąpienia ministra Grasia – rzecznika rządu premiera Tuska. Minister Graś posunął się tak daleko, że nie po polsku, ale w języku rosyjskim składał oświadczenie o… szacunku dla rosyjskich specsłużb. Rzecznik polskiego rządu wielokrotnie wychwalał reżim Putina, natomiast Amerykę określił jako ‘obce mocarstwo’. Jeżeli dla ministra Grasia USA są ‘obce’, to jak zdefiniuje on Rosję i jej tradycyjnie wrogi stosunek do Polski i Polaków?

Z kolei prezydent Bronisław Komorowski zaprasza na spotkanie generała Wojciecha Jaruzelskiego, aby konsultować z nim kwestie stosunków polsko-rosyjskich przed wizytą Miedwiediewa. To po prostu niesłychane – komunistyczny dyktator stanu wojennego, który w interesie Kremla wypowiedział wojnę własnemu Narodowi, doradza prezydentowi wolnej i niepodległej Rzeczypospolitej, co ma zrobić, żeby Rosjanie byli z Polaków zadowoleni! Generał Jaruzelski przez pół wieku służył Rosji, Rosjanie uważali go oficjalnie po 1990 r. za przywódcę grupy moskiewskich wpływów w III RP, a prezydent III RP uwiarygodnia go ponownie w interesie Rosji.

Niewątpliwie w interesie Rosji wicepremier Waldemar Pawlak zawarł wieloletni kontrakt na dostawy gazu do Polski. Formalnie wszystko jest w porządku, zachowane zostały nawet pozory. Ale faktycznie osławiony rosyjski Gazprom ubezwłasnowolnił Polskę energetycznie na wiele lat! Eksperci od spraw polityki energetycznej twierdzą wręcz, że nawet w epoce Breżniewa i Jaruzelskiego PRL nie była tak uzależniona od dostaw rosyjskich jak obecnie.

W interesie Rosji, a nawet – jak dzisiaj wiadomo – pod jej presją, został wybudowany pomnik sołdatów Armii Czerwonej w Ossowie koło Wołomina. Bolszewickie bagnety stanowiące element pomnika, sterczące z ziemi jak upiory, były wyzwaniem rzuconym Polakom prosto w twarz. Pomnik został postawiony w odległości niespełna 500 metrów od krzyża, w miejscu, gdzie bohaterską śmiercią w obronie Ojczyzny 14 sierpnia 1920 r. zginął ksiądz Ignacy Skorupka na czele polskich żołnierzy, którzy padli pod rosyjskimi kulami i bagnetami. I w dodatku usiłowano wmówić Polakom, że ten pomnik ma być symbolem pojednania z Rosją! To była ewidentna prowokacja i testowanie polskiej odporności. Inicjatywa budowy pomnika wyszła z bardzo wysoka, zaś zlecenie wykonania brudnej roboty otrzymali ministrowie Andrzej Kunert oraz Tomasz Nałęcz.

Natomiast minister obrony Bogdan Klich poleciał zamknąć i zlikwidować muzeum – izbę pamięci w osławionej katowni przy ul. Oczki w Warszawie w podziemiach gmachu Informacji Wojskowej. Było to miejsce więzienia, tortur i egzekucji tysięcy polskich patriotów. Kilka lat temu w gmachu przy Oczki zostało utworzone muzeum ukazujące, jak całkowicie sowiecką instytucją były Wojskowe Służby Informacyjne w okresie PRL, jak w imię imperialnych interesów Rosji aresztowano tysiące Polaków, by pozostałe miliony zastraszyć i zniewolić. I oto w interesie Moskwy właśnie to muzeum zostało po kilku latach istnienia zamknięte. Oczywiście w ramach ‘pojednania’.

Tak samo po czterech latach istnienia właśnie jest likwidowane muzeum pułkownika Kuklińskiego. Pani prezydent Gronkiewicz-Waltz postanowiła dołączyć do tych, którzy działają w interesie rosyjskim w Polsce. Warto przypomnieć, że muzeum powstało z inicjatywy Lecha Kaczyńskiego. To on – planując je jeszcze jako prezydent Warszawy – polecił, by miasto dało skromny, mały lokal na muzeum pułkownika. Zwiedzane przez liczne wycieczki muzeum ukazuje sugestywnie zależność polityczną Polski od Rosji sowieckiej w okresie PRL i tzw. zimnej wojny. Lech Kaczyński tak mówił o bezprecedensowej misji wywiadowczej Ryszarda Kuklińskiego, który uratował Polskę i Europę przed III wojną światową: ‘Gdy rozpoczynał swoją misję dla ratowania Polski, sowieckie imperium było w ofensywie. Gdy wydawało się, że to imperium zawładnie Europą i światem, pułkownik rozpoczął swoją samotną walkę i odniósł zwycięstwo. Gdyby sowieckie imperium ruszyło na Europę – Polska przestałaby istnieć. I to jest miarą zasług pułkownika Kuklińskiego – jesteśmy. Wciąż mamy niezałatwione rachunki krzywd, ale jesteśmy…’.

Ta myśl prezydenta Kaczyńskiego nie dotyczy tylko samego pułkownika Kuklińskiego, ale nas wszystkich. Co więcej – to jest ponadczasowe przesłanie Lecha Kaczyńskiego odnośnie stosunków z Rosją! Razem z nim pod Smoleńskiem zginęło ponad dwadzieścia osobistości z polskiej elity politycznej, w tym generalicji Wojska Polskiego, którzy 4 lata temu otwierali muzeum Kuklińskiego. To nie jest przypadek. Trzeba spojrzeć prawdzie prosto w oczy, trzeba spojrzeć w zuchwałe oczy prawdy: w III RP działają ludzie, którzy wypełniają wszelkie kryteria agentury, a nawet jeżeli formalnie tą agenturą nie są, to przecież ewidentnie działają w imię rosyjskich, a nie polskich nteresów.

To wszystko już było nie tylko za komuny w PRL. W XVIII wieku pod koniec istnienia I Rzeczypospolitej taką działalność określono jako targowica.

Józef Szaniawski /1.12.2010/

***

Ta ziemia jest trupem

Mija pół roku od narodowej katastrofy z 10 kwietnia 2010 r. Pod Smoleńskiem, nieopodal Katynia, doszło do katastrofy lotniczej – bezprecedensowej w dziejach nie tylko Polski, ale także Europy, a nawet świata.

Na terytorium Rosji, tuż obok osławionych dołów śmierci – symbolu sowieckiego ludobójstwa, zginął prezydent Rzeczypospolitej, a wraz z nim prawie stuosobowa grupa ludzi stanowiących elitę państwa.

Dzieje ostatnich 300 lat w stosunkach polsko-rosyjskich to jedno wielkie pasmo agresji, najazdów, zaborów, okupacji, rzezi bezbronnych, zesłań na Syberię, szubienic na stokach Cytadeli, strzałów w tył głowy w Katyniu, Miednoje, Charkowie, Bykowni i na całym ogromnym obszarze imperium zła.

Do tego dochodzą liczne, jeszcze inne zbrodnie rosyjskie na Polakach, a także eksploatacja ekonomiczna Polski przez Rosję carską, a potem sowiecką, eksploatacja, po której nasza gospodarka nie może pozbierać się po dziś dzień.

Czym dla Polaków była tamta straszna, zbrodnicza, imperialna Rosja, najtrafniej i najbardziej zwięźle opisał w Kordianie Juliusz Słowacki:

(…) zapytaj mewy lecącej z Sybiru,
Ilu w kopalniach jęczy? A ilu wyrżnięto?
A ilu przedzierżgnięto w zdrajców i skalano?
A wszystkich nas łańcuchem z trupem powiązano.
Bo ta ziemia jest trupem (…)

Bez względu na wyniki prowadzonego śledztwa w celu wyjaśnienia okoliczności katastrofy z 10 kwietnia słowa wielkiego polskiego poety będą zawsze tragiczne i ponadczasowo aktualne: ‘ta ziemia jest trupem’.

Co do mnie, to bez cienia satysfakcji odwołuję się do tego, co pisałem w Naszym Dzienniku jeszcze 26 listopada 2008 r.:

‘Na progu XXI wieku Polska jest jedynym państwem Unii Europejskiej, które otwarcie i z determinacją sprzeciwia się rekonstrukcji imperium rosyjskiego, które Polakom i innym Europejczykom zabrało na pół wieku wolność i suwerenność. Imperium zła jest też odpowiedzialne za śmierć milionów, milionów ludzi, w tym Polaków. Czy prezydent Lech Kaczyński miał być kolejną ofiarą? Czy za to, że ostrzega konsekwentnie Zachód, UE, NATO przed rosyjskim imperializmem? (…)

Zamachy i mordy polityczne od kilkuset lat stanowią element, model i metodę rosyjskiego systemu politycznego. (…) Istota sprawy: strzelano do prezydenta Polski, aby albo go zamordować, albo zranić, albo zastraszyć. (…) Przy wszystkich wątpliwościach, znakach zapytania, medialnych i politycznych manipulacjach jedno nie ulega wątpliwości – to był zamach!’.

To właśnie wówczas Bronisław Komorowski strzały rosyjskiego patrolu do polskiego prezydenta podsumował osławionym stwierdzeniem: Jaka wizyta, taki zamach.

Znamy z historii tradycyjne rosyjskie drugie dno, prowokacje, naprowadzanie na fałszywy trop. Dlaczego znając dzieje Rosji, znając wszystko to, co Rosjanie fałszowali i czym manipulowali wokół sprawy katyńskiej – my od pierwszych momentów zdajemy się praktycznie wykluczać zamach, a nawet zbrodnię doskonałą? Nie mam podstaw twierdzić i nie wiem, czy premier rządu rosyjskiego był mordercą. Natomiast z całą pewnością wiem, że przez kilkadziesiąt lat był wysokim funkcjonariuszem KGB, organizacji morderczej, zbrodniczej, ludobójczej i totalitarnej. Władimir Putin sam siebie mianował szefem speckomisji, która bada okoliczności katastrofy z 10 kwietnia. Co do mnie, to nie mam do niego najmniejszego zaufania. Co innego rzecznik rządu Donalda Tuska minister Paweł Graś, który zapewniał, że nie było sporu w sprawie oddzielnych wizyt prezydenta i premiera w Katyniu. Skomentował w ten sposób informację o tym, że osobnych wizyt chcieli Rosjanie.

Nie ulega wątpliwości, że prezydent Lech Kaczyński został uznany przez Federację Rosyjską za persona non grata na uroczystościach w Katyniu w 70 rocznicę zbrodni. Dlatego Putin zaprosił do Katynia jedynie delegację z premierem Donaldem Tuskiem. To były jednak tylko domysły.

Obecnie zaś odnalazł się zasadniczy dowód dotyczący okoliczności obu wizyt – Tuska i Kaczyńskiego w Katyniu. To notatka konsula RP w Moskwie, w której konkluduje on presję rosyjską wywieraną na polską ambasadę:

‘Rozmówcy ze strony rosyjskiej (…) stwierdzili, że wariant osobnych wizyt (…) byłby najbardziej korzystny z punktu widzenia organizacji uroczystości’.
Notatka pochodzi z lutego 2010 r.!

Rozdzielenie delegacji polskiego premiera i polskiego prezydenta oraz ceremonii w Katyniu na 7 i 10 kwietnia rzeczywiście było dla strony rosyjskiej organizacyjnie korzystne.

Ale najbardziej korzystne dla Rosji przy śledztwie w sprawie katastrofy jest stawianie Polski w roli wciąż odsyłanego petenta. To właśnie wzbudza cały szereg wątpliwości, jakie będą mieli Polacy bez względu na wyniki śledztwa. I proszę mi nie mówić o teoriach spiskowych, kiedy mamy do czynienia właśnie nie z teorią, ale z doskonale działającą praktyką ludzi złej woli, do których nie można mieć zaufania. To właśnie fakty, a nie żadna teoria, to właśnie dezinformacja opinii publicznej – to wszystko budzi największe wątpliwości, a wątpliwości w tym szczególnym przypadku mogą nasuwać myśl o zbrodni doskonałej.

Józef Szaniawski /6.10.2010/

***

Rosyjska maskirowka

Najsłynniejszy polski, a bodajże europejski znawca Rosji, następująco charakteryzował samych Rosjan: ‘Dusza Rosjanina, jeśli nie każdego, to prawie każdego jest przeżarta bakcylem nienawiści i niepokoju w stosunku do każdego wolnego Polaka i do idei wolnej Polski. Oni są łatwi i zdolni do uczucia wielkiej nawet przyjaźni i będą was kochać szczerze i serdecznie, jak rodzonego brata, do chwili, nim nie poczują, że w sercu swoim jesteście wolnym człowiekiem i boicie się ich miłości, w której dominującym pierwiastkiem jest żądza opieki nad wami, inaczej mówiąc – władzy’.

Autorem tej ponadczasowej definicji był nie kto inny tylko Józef Piłsudski – ojciec polskiej wolności, wielki wódz, mąż stanu, ale także wybitny intelektualista i pisarz polityczny. Ta charakterystyka jest aktualna również obecnie, kiedy stosunki na linii Warszawa – Moskwa weszły w nową fazę.

Pojednanie oraz ocieplenie stosunków z Moskwą było priorytetem polityki zagranicznej gabinetu Tuska na długo przed 10 kwietnia 2010 r. Najpierw wizyta szefa polskiego rządu w Moskwie, potem słynna pogawędka z premierem Rosji na molo w Sopocie, wreszcie uroczystości z udziałem Putina w Katyniu oraz gesty i słowa rzekomego szczerego współczucia, które usłyszeliśmy po katastrofie Tu-154 – wszystkie te wydarzenia mogły świadczyć o nowym etapie w relacjach odwiecznych wrogów.

Jednak różnica między postawą Warszawy a Moskwy była zasadnicza: o ile Rosjanie, z precyzją godną szachowego arcymistrza, zagrali Polską w ramach geostrategicznego projektu zbliżenia z Unią Europejską, o tyle premier Tusk, a także nowy prezydent Komorowski sprawiali niekiedy wrażenie ludzi odurzonych ideą pojednania. Nagle rurociąg Nord Stream przestał być problemem, nagle usłyszeliśmy, że łupkowe ‘kopalnie’ mogą na nas sprowadzić katastrofę ekologiczną, dowiedzieliśmy się także, że uzależnienie od dostaw gazu ze Wschodu potrwa kolejnych 30 lat. Prezydent Komorowski dał pretekst mediom, by pisały o końcu sojuszu Polski i Gruzji, a rząd z opóźnieniem reagował na zaniedbania Moskwy w sprawie śledztwa smoleńskiego. Wszyscy zaczęli chodzić wokół rosyjskiego niedźwiedzia na paluszkach.

I oto niedźwiedź ostrzegawczo zamruczał, na razie tylko zamruczał, a nie zaryczał. Ambasador rosyjski w Warszawie Aleksandr Aleksiejew nawiązał do najgorszych tradycji ambasady sowieckiej z czasów PRL. To tutaj właśnie przy warszawskiej ulicy Belwederskiej rezydowali wielkorządcy przysłani z Moskwy. Bowiem ambasadorzy Związku Sowieckiego nie byli zwyczajnymi dyplomatami, ale właśnie wielkorządcami Polski.

‘Wizyta prezydenta Dmitrija Miedwiediewa w Polsce nie jest jeszcze potwierdzona, a decyzja Sądu Okręgowego w Warszawie w sprawie Ahmeda Zakajewa jest zasmucająca – komentował rosyjski ambasador w Polsce Aleksandr Aleksiejew. Mimo że równocześnie ambasador Rosji zapowiada, iż kwestia czeczeńskiego polityka nie obciąży stosunków polsko-rosyjskich, to trudno nie odnieść wrażenia, że właśnie teraz są one testowane i być może ponownie będą schładzane.

Trudno przypuszczać, by zupełnie niedawno przybyły rosyjski dyplomata mógł samodzielnie, bez instrukcji z Kremla, straszyć Polaków metodą kija i marchewki: jeżeli będziecie ulegli, grzeczni i pokorni, to nasz prezydent będzie raczył zaszczycić was wizytą. Ale jeżeli nie, to Jewo Wielicziestwo, nasz car XXI wieku, zbuntowanej Warszawy nie odwiedzi. Zdaje się taka właśnie była logika skandalicznej wypowiedzi dla polskich mediów ambasadora Aleksiejewa.

W tradycji rosyjskiej polityki wewnętrznej i zagranicznej od czasów carskich i sowieckich istnieje pojęcie maskirowka. To idiom, który nie da się przetłumaczyć dosłownie. Maskirowka to m.in. zacieranie śladów, udawanie innych planów, niż są one naprawdę, stosowanie polityki drugiego i trzeciego dna, kłamstwo, podstęp, prowokacja. Nie ulega najmniejszej wątpliwości, że właśnie te metody stosuje Kreml także wobec Polski na obecnym etapie rzekomego pojednania i ocieplenia.

Istotą tej polityki jest próba odebrania Polsce suwerenności przynajmniej w ograniczonym stopniu, a także izolacja i neutralizacja Polski na arenie międzynarodowej, w UE, w NATO. Sprawa śledztwa po katastrofie z 10 kwietnia 2010 r. pod Smoleńskiem ukazuje już nie złą, ale najgorszą wolę Rosjan. Przecież nadal nie chcą nam udostępnić podstawowych (!) danych na temat okoliczności katastrofy samolotu, w którym zginął prezydent i elita Rzeczypospolitej. Wrak samolotu nadal leży w Smoleńsku, chociaż stanowi własność państwa polskiego. Rosjanie nie tylko nie chcą go zwrócić, ale szczątki samolotu niszczeją na deszczach i słońcu, tak by później nie można było odnaleźć ewentualnych śladów prowadzących do przyczyn katastrofy. Rosjanie nie chcą się nawet zgodzić na przykrycie wraku brezentem lub zwyczajną folią. To tak wygląda pojednanie?!

W 1934 r. składał oficjalną wizytę w Moskwie minister spraw zagranicznych RP Józef Beck. Była to pierwsza w historii oficjalna wizyta szefa polskiej dyplomacji w Rosji. Z tej okazji minister Beck brał udział w licznych bankietach, a w słynnym moskiewskim Teatrze Wielkim odbyła się gala operowa z udziałem 5 tysięcy widzów. Kiedy orkiestra zagrała Mazurka Dąbrowskiego, publiczność zaczęła tak klaskać, że polski hymn był bisowany, i to nawet trzykrotnie! Pięć lat później Rosja sowiecka brutalnie na Polskę napadła.

Józef Szaniawski /21.9.2010/

***

Agenci, nikczemnicy, manipulatorzy…

Najtrudniej jest odpowiadać na proste pytania własnych dzieci. I oto mój Filip – rocznik 1980, pokolenie Solidarności i pokolenie JPII – zapytał mnie zupełnie niedawno: Tata, czy o taką Polskę walczyłeś? Czy za taką Polskę siedziałeś tyle lat w więzieniu?

Nigdy wcześniej nie zapytał mnie o to tak dosłownie, widać to pytanie dojrzewało w nim od dawna, chociaż wcześniej pytał mnie o wiele różnych i trudnych spraw.

Teraz obaj patrzyliśmy ze zgrozą, jak pod krzyżem przy Pałacu Prezydenckim pałkarze z warszawskiej straży miejskiej bez litości atakują i biją bezbronnych ludzi, traktują ich gazem, wykręcają ręce osobom starszym, zakuwają w kajdanki. Obrońcy krzyża jako broń mieli jedynie słowo i modlitwę, a skandowanie: gestapo, hańba, ZOMO, było echem wydarzeń ze stanu wojennego.

Jan Pietrzak w tych dniach odwiedził Muzeum – Izbę Pamięci Pułkownika Kuklińskiego i znamiennie wpisał się do honorowej księgi pamięci: Panie Pułkowniku – coraz trudniej nam śpiewać, żeby Polska była Polską. Ale staramy się nadal!

Ten zapis to swoista kwintesencja tego, czym jest Rzeczpospolita w sierpniu 2010 r., kiedy mija dokładnie 30 lat od tamtego sierpnia 1980 r. Wtedy właśnie i w dekadzie strasznych lat 80 XX w. piosenka Pietrzaka stała się nieformalnym hymnem narodowym, hymnem Solidarności, tak jak nieformalnym hymnem były niegdyś Boże, coś Polskę oraz Pierwsza Brygada. Żeby Polska była Polską jest wciąż aktualna, bo odwołuje się do prostych prawd i wartości ważnych dla każdego Polaka, utożsamia się z samą istotą naszej Ojczyzny, ale zarazem jest ważnym znakiem sprzeciwu.

Sprzeciwu wobec tego, co dla Polaków jest złem, co Polsce jest wrogie, co Polski jest zaprzeczeniem. Nie jest też przypadkiem, że zakazana przez PRL i komunę piosenka Żeby Polska była Polską była zwalczana również przez polityków Unii Wolności, Platformy Obywatelskiej czy wpływowe media z TVN i Gazetą Wyborczą na czele.

Trzydzieści lat od sierpnia 1980 r. w wolnej i suwerennej Rzeczypospolitej nastąpiła – tak jak za komuny – alienacja polityczna, czyli wyobcowanie się władzy, odcięcie się od społeczeństwa. Co gorsza, z winy kolejnych rządów – także rządu premiera Tuska – obywatele nie utożsamiają się z własnym państwem. Kolejne wybory i towarzysząca im minimalna frekwencja są tylko jednym z bardzo wielu dowodów na to.

Według najnowszych badań CBOS z połowy sierpnia 2010: W ciągu ostatniego miesiąca wyraźnie pogorszyła się ocena sytuacji w kraju. Prawie połowa Polaków (47 proc.) jest zdania, że przemiany zmierzają w złym kierunku. To o 12 proc. więcej niż w podobnym badaniu CBOS z lipca br. Jednocześnie wyraźnie spadł odsetek osób zadowolonych, dziś jest ich 35 proc., o 9 mniej niż w lipcu. Najbardziej w ostatnich tygodniach rozczarowali Polaków politycy. Tylko 15 proc. badanych osób pozytywnie ocenia ich działania. Najwięcej przybyło respondentów krytycznych właśnie w tej sferze życia, dziś jest ich 41 proc., czyli o 15 proc. więcej niż przed miesiącem.

Sytuacja gospodarcza w kraju jest dobra tylko w ocenie 22 proc. osób (6- procentowy spadek). Ponad 1/3 Polaków (34 proc.) twierdzi, że z gospodarką jest źle, ale najwięcej jest osób o neutralnej opinii na ten temat (39 proc.).

Trzydzieści lat od tamtego gorącego sierpnia 1980 r. państwo polskie ponownie staje się wrogie i nieżyczliwe wobec swoich obywateli. Zwykli Polacy – tak jak za PRL – coraz częściej są poniewierani przez tych, którzy powinni im pomagać i służyć. W wyniku politycznej selekcji negatywnej rządy nad Polakami przejmują miernoty, ludzie niekompetentni, często skorumpowani.

Nigdy dotąd w całej historii Polski, nawet za komuny, nie było takiej armii urzędników. Wszechogarniająca biurokracja coraz bardziej zaciska pętlę na szyi zwykłych Polaków – już prawie nic nie da się normalnie załatwić, wszędzie najpierw odmowa, a potem można pisać odwołanie do bezdusznych, szkodzących państwu i społeczeństwu urzędników. W labiryncie często bzdurnych i wykluczających się przepisów Polacy tracą bezproduktywnie swoją energię, inicjatywę i czas. Miara czasu to nie tylko rocznice, w tym 30 rocznica sierpnia 1980 r.

W normalnie funkcjonującym państwie czas jest wartością najcenniejszą, więc urzędy starają się podejmować decyzje jak najszybciej. W sytuacjach konfliktowych sądy rozstrzygają spory między obywatelem a administracją w tempie – jak na polskie warunki – ekspresowym.

Przykładowo w Stanach Zjednoczonych trwa to około miesiąca. W Polsce jest zupełnie odwrotnie. Procedury i przepisy pochodzą jeszcze z czasów PRL. Mówią one, że obywatel jest wrogiem! Jeśli mamy 30 dni na rozstrzygnięcie, to będziemy to robić przez 30 dni i jeszcze przez 30 następnych, bo każdy przypadek można uznać za szczególny, a wtedy okres wyczekiwania można wydłużyć. Praktyka jest taka, że najlepiej obywatelowi odmówić, niech się odwołuje, skarży i przechodzi całą tę gehennę, aż mu się znudzi. Pod tym względem do normalności nam, niestety, bardzo daleko. Arogancja władzy w Polsce pojawia się na każdym kroku.

Od polskiego sierpnia 1980 r. mija 30 lat, jesteśmy na przełomie dwóch tysiącleci, na przełomie XX i XXI wieku, na przełomie dwóch cywilizacji: technologicznej i obyczajowej. Tak naprawdę minęła nie epoka, ale kilka epok! Nie ulega wątpliwości, że stopa życiowa Polaków jest obecnie wyższa niż kiedykolwiek w ciągu ostatnich 300 lat, a w ciągu ostatnich 30 lat wyrosło najmłodsze pokolenie Polaków, które ma taką wiedzę, jakiej nie mieli ich ojcowie, dziadkowie i pradziadkowie. To wszystko prawda. Ale prawdą jest również, że to ciągle nie jest Polska naszych marzeń, to ciągle nie jest Polska na miarę swoich potencjalnych możliwości, to ciągle jest Polska zmarnowanych i marnotrawionych szans.

To Polska skorumpowana, złodziejska, nieuczciwa. Polska agentury, nikczemników i manipulatorów. To Polska dokładnie taka, jak w przejmująco mądrym wierszu Cóż to za kraj, którego autorką jest Teresa Paryna:

Tu o sprawiedliwość
Kamienie wołają.
Tu spryt się nagradza,
A wyszydza prawość.
Tu depcze się prawdę
I krzyżuje świętość.
Tu kpi się z proroków,
Patriotów i mędrców.
Tu dużo się krzyczy, a robi niewiele.
Tu wyznaje się Boga jedynie w kościele.
Tu podcina się skrzydła
Wielkim ideałom.
Tu życie poświęcić
– to jeszcze za mało!
Tu honor, wstyd,
Dumę odesłano w baśnie.
– A cóż to za kraj jest?
A to Polska właśnie

Józef Szaniawski /25.8.2010/

***

Strażnicy nie przyszli po autograf

Rozmowa z dr. Józefem Szaniawskim, autorem m.in. książki Grunwald pole chwały, wykładowcą Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu i Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego.

Dlaczego straż miejska kazała Panu się wylegitymować?

Ponieważ stałem samochodem w miejscu, w którym stawać nie można. Ale ja miałem przepustkę, która mnie do tego uprawniała. Ponadto miałem przy sobie około 250 książek, które ważyły około kilkaset kilogramów. To jak miałem je przywieźć na plac? W kieszeni? Natomiast było widać, że strażnicy czekali około 40-50 minut, żeby rozeszli się wreszcie ludzie, którzy przyszli po książkę i autograf. Czyli ewidentnie czekali, aż będę już sam na placu. Widać było, że to nie jest jakaś rutynowa kontrola, tylko że oni przyjechali na jakąś specjalną akcję. Kilka razy przecież Radio Maryja ogłaszało na antenie, że w niedzielę w południe będę podpisywał moją najnowszą książkę poświęconą 600-leciu bitwy pod Grunwaldem. Później policjanci powiedzieli mi, że straż miejską przysłano z placu Bankowego, że nie jest to normalny patrol i dlatego tak się zachowują.

Strażnicy długo czekali, zanim podjęli interwencję…

Tak, to prawda. Strażnicy podeszli do mnie dopiero w momencie, gdy ludzie się już rozchodzili. Czyli było to około godziny 13.15. Nagle jednak, gdy ci wszyscy ludzie zobaczyli, że coś jest nie tak, że zatrzymała mnie straż miejska, zaczęli podchodzić, aby zobaczyć, czy nie dzieje mi się żadna krzywda. Kiedy trwała moja wymiana zdań ze strażnikami, kilkadziesiąt osób zaczęło wykrzykiwać w ich stronę: Hańba!, Hańba!. Zdenerwowani ludzie zaczęli także przynosić strażnikom ulotki agencji towarzyskich, które leżą na chodnikach i są wkładane za wycieraczki samochodów i rzucali im je pod nogi, mówiąc: Tym się zajmijcie!. Dopytywali także o to, dlaczego kiedy przechodziła tędy dzień wcześniej parada homoseksualistów, to nie było problemu, a kiedy znany historyk powiązany z Radiem Maryja podpisuje książkę, to problem już jest.

Jak na takie zachowanie zebranych osób reagowali strażnicy?

Nic nie powiedzieli. Udawali, że nie słyszą. Jednak chwilę później już się – że tak powiem – zmyli. Wcześniej jednak zagrozili mi, że skierują przeciwko mnie sprawę do sądu.

Na jakiej podstawie?

Tego nie powiedzieli.

A co w tej sprawie powiedziała wezwana na miejsce policja?

Kiedy policja przybyła na miejsce, okazałem im swoje dokumenty i przedstawiłem sprawę. Wówczas funkcjonariusz powiedział strażnikowi miejskiemu, że może już odjechać, gdyż ja nie miałem obowiązku podawać jemu swoich dokumentów. Dla policji nie było żadnego problemu. Co ciekawe, także przybyli policjanci nie dali strażnikom moich dokumentów, choć ci się o to do nich zwracali. Chciałbym w tym momencie zauważyć, że policja wypełniała swoje obowiązki i wyjaśniła sprawę. Jestem też absolutnie pełen podziwu dla tych funkcjonariuszy, którzy opanowali sytuację. Natomiast straż miejska doprowadziła do naruszenia bezpieczeństwa i zakłócenia porządku na placu Zamkowym, gdyż antagonizowała spokojnych ludzi, którzy nic złego nie robili.

MZ/ND /23.7.2010/

***

Wolność krzyżami się mierzy

Wojskowe Powązki

Napisane nazajutrz po bitwie o Monte Cassino słowa pięknej żołnierskiej pieśni same w sobie stanowiły historię i komuniści dobrze wiedzieli, co robią, zakazując grania Czerwonych maków przez kilkanaście lat, od samego początku PRL

Najbardziej ponadczasowy i uniwersalny wręcz fragment pieśni to zdanie: Wolność krzyżami się mierzy – historia ten jeden ma błąd!

Żadnego cmentarza w Polsce słowa te nie dotyczą bardziej niż Powązek Wojskowych, ponieważ żaden inny cmentarz nie uosabia aż tak bardzo ostatnich stu lat historii Polski, jak ten.

Cmentarze to nasza pamięć i tożsamość, ale ten jest zupełnie wyjątkowy, gdyż groby tych, którzy znaleźli tu wieczny spoczynek, to zarazem groby uczestników najbardziej dramatycznych wydarzeń najnowszej historii Polski.

Daty umieszczone na nagrobnych pomnikach, ale także na brzozowych krzyżach – to najważniejsze daty dziejów walki o wolność Polaków i niepodległość Rzeczypospolitej, poczynając od 1863 r., a kończąc na 10 kwietnia 2010 r.

Na osobiste polecenie Marszałka Piłsudskiego właśnie tutaj pochowano ostatnich powstańców styczniowych, którzy dożyli niepodległości, a którzy mają tu własny mały cmentarzyk. Wśród tysięcy prostych żołnierskich krzyży stoi kolumna zwycięstwa 1920 r. Na jej cokole płaskorzeźba, ukazująca księdza Ignacego Skorupkę z krzyżem w ręku, prowadzącego żołnierzy polskich do kontrataku na bolszewików pod Ossowem. Na szczycie kolumny orzeł w koronie z rozpostartymi skrzydłami osłania krzyż przed wrogami Polski i cywilizacji chrześcijańskiej. Ta kolumna, niezwykle sugestywna artystycznie, stanowi niesłychany symbol nie tylko wiktorii polskiej 1920 r., ale i późniejszych dziejów. W latach PRL została usunięta przez komunę z Alei Zasłużonych i odstawiona na bok, gdzie stoi do dziś.

Żołnierskie kwatery cmentarza Wojskowego na Powązkach to groby bohaterów, ale zarazem pomniki, dosłownie i w przenośni, walki o wolność. Wśród tych najważniejszych należy wymienić kwaterę Legionów Polskich Marszałka Piłsudskiego, kwaterę Powstań Śląskich, kwaterę Powstańców Wielkopolskich, kwaterę obrońców Warszawy we wrześniu 1939 r. II wojna światowa zabrała życie kolejnym tysiącom bohaterów, którzy poświęcili je dla Polski. To kwatera żołnierzy Powstania Warszawskiego, to pomnik Gloria Victis, to kwatery żołnierzy Armii Krajowej oraz żołnierzy, marynarzy i lotników walczących na wszystkich frontach II wojny światowej.

Najbardziej wstrząsające są groby oraz kwatery symboliczne. Tak zwana Dolinka Katyńska z krzyżem stawianym przez Naród, a usuwanym niegdyś przez bezpiekę. Symboliczna mogiła z napisem Sybiracy symbolizuje setki tysięcy bezimiennych, którzy wyginęli na bezkresach imperium zła, a którzy nigdy nie mieli krzyża na mogile, bo i mogiły nigdy nie było.

To samo dotyczy tysięcy wymordowanych w Ponarach pod Wilnem, których upamiętnia chociaż krzyż na Powązkach. Straszliwym miejscem zbiorowej pamięci na wojskowych Powązkach jest tzw. kwatera Ł – Łączka. To tutaj pod cmentarnym murem pod śmieciami byli chowani potajemnie więźniowie polityczni mordowani przez oprawców komunistycznych w więzieniu na Rakowieckiej.

Wreszcie symboliczne groby mają na tym cmentarzu nasi najwięksi bohaterowie zamordowani przez Niemców, Rosjan albo Polaków zdrajców: generał Stefan Grot-Rowecki, generał Leopold Okulicki, generał August Fieldorf-Nil, rotmistrz Witold Pilecki. Jeszcze zupełnie niedawno pierwszym grobem, który otwierał nie tylko cmentarz Wojskowy, ale całą aleję zasłużonych, był monumentalny sarkofag komunistycznego renegata Bolesława Bieruta. Od kilku lat tym pierwszym grobem jest mogiła bohatera Polski i Ameryki pułkownika Ryszarda Kuklińskiego.

Pół roku temu na wojskowych Powązkach pojawiły się nowe groby. To właśnie tutaj pochowanych zostało wielu spośród tych, którzy polegli w katastrofie niedaleko Katynia pod Smoleńskiem w Rosji. Do dramatycznych wydarzeń naszej historii doszła jeszcze jedna data – 10 kwietnia 2010 r. Wśród tych, którzy polegli na obcej ziemi w służbie Rzeczypospolitej, grupa ponad trzydziestu ofiar katastrofy znalazła miejsce wiecznego spoczynku na warszawskim powązkowskim cmentarzu Wojskowym.

Są wśród nich generałowie Franciszek Gągor, Andrzej Błasik, Kazimierz Gilarski. Są oficerowie BOR i załoga samolotu TU-154. Tutaj pochowani zostali wicepremier Przemysław Gosiewski oraz ministrowie Władysław Stasiak, Aleksander Szczygło. To tutaj spoczywa prezes NBP Sławomir Skrzypek i poseł Grażyna Gęsicka, a także Andrzej Przewoźnik i Janusz Krupski. Tutaj pochowani zostali ostatni prezes Związku Żołnierzy Armii Krajowej pułkownik Czesław Cywiński oraz Stefan Melak, prezes Komitetu Katyńskiego, a także Piotr Nurowski – prezes Polskiego Komitetu Olimpijskiego.

Pamięć o nich przetrwa przez pokolenia, ponieważ zginęli za wolność i niepodległość Polski, podobnie jak ci, którzy zostali wcześniej pochowani na tym cmentarzu. W Polsce nadal wolność mierzy się krzyżami!

Kiedy w tych dniach będziemy zapalać znicze oraz składać chryzantemy na grobach, warto jednak pamiętać nie tylko słowa Czerwonych maków, ale jeszcze jednej bardzo ważnej żołnierskiej pieśni. Jej metryka sięga walk o wolność Polski ponad 200 lat temu i już w pierwszej zwrotce zawiera słowa ‘kiedy my żyjemy’. To słowa wiekopomne i wyjątkowo znamienne nie tylko na cmentarzu, chociaż na cmentarzu szczególnie.

Józef Szaniawski /27.10.2010/

Kategoria Polska

Comments