Bohdan Urbankowski

SPOTKANIE W SDP

WARSZAWA

4 STYCZNIA  2017

Podczas spotkania Klubu Publicystyki Kulturalnej SDP, pierwszego w 2017 r., organizowanego tradycyjnie w pierwszą środę miesiąca w Klubie „Cudzysłów” Domu Dziennikarza, ul. Foksal 3/5 w Warszawie, 4 stycznia, znany poeta, dr filozofii, publicysta Bohdan Urbankowski zaprezentował swoje nowe książki:
– „Jeśli zapomnę o nich – wiersze polityczne”, II wyd., Warszawa 2016
– „Adam Mickiewicz. Tajemnice wiary, miłości i śmierci”, Warszawa 2016
– „Oparci o śmierć. Szkice o poetach Sztuki i Narodu, o poezji powstańczej i o Powstaniu Warszawskim”, Warszawa 2016
– „Chwile z Hanią” – zbiór poezji, Warszawa 2016

*****

SPOTKANIE

WARSZAWA – SDP

10 LISTOPADA 2016

Podczas spotkania w Klubie „Cudzysłów” w SDP, ul. Foksal 3/5, 10 listopada, z okazji Święta Niepodległości dr Bohdan Urbankowski mówił o Józefie Piłsudskim, marzycielu i strategu. B. Urbankowski napisał przeszło 40 książek, wśród nich monografie Józefa Piłsudskiego, Adama Mickiewicza, Karola Wojtyły, Zbigniewa Herberta, dramaty, eseje, i zbiory poezji
W PRL Urbankowski był opozycjonistą, w drugim obiegu redagował i pisał patriotyczne czasopisma i książki. Nagrodzony wieloma medalami i odznaczeniami, m.in. Solidarności „Zasłużony w Walce o Niepodległość Polski i Prawa Człowieka”. Od stycznia 2010 przewodniczy Radzie Programowej Związku Piłsudczyków

Po przeczytaniu „Marzyciela i stratega”, monografii Józefa Piłsudskiego,  prof. Wacław Jędrzejewicz powiedział:
– Przez najbliższych pięćdziesiąt lat to będzie najlepsza książka o Piłsudskim
„Autor stworzył dzieło rzetelnością nieustępujące publikacjom naukowym, a jednocześnie nienużące dzięki lekkości pióra właściwego poecie i eseiście. W odróżnieniu od większości prac historycznych Urbankowski nie skupia się na samej faktografii, choć i ta budzi uznanie. Owocem jest obfitość mało znanych faktów i szeroko zarysowany kontekst dziejowy
Arcyciekawe jest ukazanie działalności marszałka w ujęciu filozoficznym i etycznym. To pozwala wejrzeć w moralne dylematy i zrozumieć kontrowersyjne decyzje, które Piłsudski podejmował w swoim burzliwym życiu. Jest przy tym postacią miotaną przez historię i tę historię kreującą. Urbankowski swojego bohatera traktuje z sympatią i zrozumieniem, ale nie jest bezkrytycznym hagiografem. Ta postawa w latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych była skuteczną odtrutką na zalew spotwarzających Piłsudskiego publikacji w większości pisanych na polityczne zamówienie
Dziś z kolei książka Urbankowskiego nie traci na aktualności stanowiąc przeciwwagę dla kolejnej swoistej mody na bezpardonową krytykę marszałka i kręgu jego współpracowników. Trawestując stendhalowskie proroctwo nie zawsze trzeba pisać biografie słynnych ludzi na nowo. Czasem wystarczy powrócić do tych najbardziej wartościowych, a ta Urbankowskiego jest bezkonkurencyjna”
/Bartłomiej Osuch, wydawca portalu www.jpilsudski.org/

BOHDAN URBANKOWSKI – poeta, filozof, dramaturg, twórca ruchu Nowego Romantyzmu. W latach 1992-2000 prezes Warszawskiego Oddziału Odnowionego Związku Literatów Polskich. Przewodniczący Rady Programowej Związku Piłsudczyków, kierownik działu kultury „Gazety Polskiej”. Laureat wielu nagród literackich /im. Juliusza Słowackiego, im. Cypriana Kamila Norwida, im. Georga Trakla/ i najważniejszej z nagród dziennikarskich – Lauru SDP /2013/. W czasach PRL inwigilowany przez SB /jako figurant „Romantyk”/ i wielokrotnie usuwany z pracy. Był współredaktorem wielu pism i wydawnictw podziemnych. Odznaczony medalem NSZZ „Solidarność” za zasługi w walce o „Niepodległość Polski i Prawa Człowieka”. Jest także kawalerem orderu Polonia Mater Nostra Est i Srebrnego Krzyża KPN. Ma w dorobku liczne zbiory poezji i dramatów, powieść Fraktale, rozprawy z dziejów polskiej filozofii /Myśl romantyczna, Absurd – ironia – czyn, Kierunki poszukiwań/, szkice z tajnej historii Polaków Pierścień Gygesa, a także monografie Józefa Piłsudskiego, Adama Mickiewicza, Karola Wojtyły i Zbigniewa Herberta. Poświęcona analizie kultury stalinowskiej Czerwona msza doczekała się już czterech wydań
/Ewelina Olkiewicz, Zysk i S-ka Wydawnictwo, Poznań, tel. 519 836 161/

*****

ELITA PEERELOWSKICH DWORAKÓW

urb.Większa część obecnej elity w Polsce była nominowana jeszcze w PRL, stanowiła elitę dworaków

Rozmowa z dr. Bohdanem Urbankowskim, poetą, dramatopisarzem, filozofem, autorem książki ‘Czerwona msza, czyli uśmiech Stalina’

W tworzeniu kultury sowieckiej w Polsce po 1944 r. szczególną rolę odegrali pisarze, a zwłaszcza poeci. Z jednej strony współdziałali w niszczeniu tradycyjnej kultury polskiej, z drugiej wprowadzali w jej miejsce sowiecką. Opowiada o tym pana słynna książka ‘Czerwona msza’ której trzecie wydanie właśnie się ukazało. Jakie były jej początki?

Dzieje pisania to właściwie materiał na osobną książkę. Pierwsza prezentacja eseju który stał się ‘Czerwoną mszą’ odbyła się dokładnie 15 listopada 1974 r. o godz. 18. Może bym nie pamiętał ale przypomniał mi to donos TW Jana, który znalazłem w jednym z 11 tomów akt IPN poświęconych mojej osobie i Konfederacji Nowego Romantyzmu. Poetą ‘Jan’ był kiepskim ale jako donosiciel plasuje się wśród mistrzów tego gatunku, bodaj najlepiej rozwiniętego w PRL. To da się porównać tylko z lirycznym donosicielstwem ‘Marii Wolskiej’ czyli Barbary Kmicic i historiozoficznym kapownictwem ‘X-a’ czyli Józefa Kurylaka. Dzięki temu wiem kiedy dokładnie czytałem wiersze o Powstaniu Warszawskim i Katyniu, o najeździe na Czechosłowację i śmierci Jana Palacha. No i kiedy miałem jakieś nielegalne wystąpienia w szkołach czy klubach.

Dużo było tych donosicieli w pana otoczeniu?

Jak dotąd IPN rozszyfrował mi 16 pseudonimów. W ten sposób straciłem dwóch przyjaciół, jedną romantyczną miłość, no i kilkunastu bliskich znajomych, bo tylko bliscy znajomi donosili. Wcale się nie dziwię że ludzie boją się akt IPN, wolą żyć w kłamstwie. Dowiedzieć się że przez całe życie towarzyszyli nam donosiciele, ‘Wielki Brat cię widzi’. Brrr!

Wówczas niemożliwy był dostęp do jakichkolwiek dokumentów dotyczących partyzantki antysowieckiej czy tajnych współpracowników. Z jakich zatem źródeł czerpał pan informacje do swojej książki?

Musiałem docierać do świadków, korzystałem z prasy komunistycznej – od lwowskiego ‘Czerwonego Sztandaru’ do organu KC PZPR ‘Polityka’. Wynalazłem też metodę ‘czytania w lustrze’ – brałem różne wspomnienia ubeków: Wałachów, Skwarków i z ich przechwałek, które to ‘bandy’ rozbijali, rekonstruowałem obszar działania i liczebność naszych partyzanckich oddziałów. To było potężniejsze niż Powstanie Styczniowe – od Wileńszczyzny przez Lubelskie, Mazowsze aż po Bory Tucholskie, a wiedzę o antysowieckim powstaniu można było wyczytać i z akt sądowych, i nawet z wierszy Arnolda Słuckiego, Wiktora Woroszylskiego czy Czesława Białowąsa. Tak więc nad książką pracowałem kilkanaście lat, w międzyczasie musiałem robić inne rzeczy, dziesięć razy wyrzucano mnie z pracy.

Wprowadzając do historiografii pojęcie ‘powstanie antysowieckie’, przeciwstawia je pan nie tylko rozpowszechnianej przez komunistów etykiecie ‘walk z bandami’ lecz także akceptowanemu przez część elit określeniu ‘wojna domowa’.

W tej ostatniej sprawie kłóciłem się kiedyś nawet z profesorem Andrzejem Paczkowskim. Powstanie antysowieckie to przecież odwrócone przeciw drugiemu zaborcy powstanie antyniemieckie, poza tym struktura była podobna: walka rozproszonych oddziałów. I najważniejsze: wojna domowa jest wtedy gdy jakiś naród się dzieli, są dwie armie, dwa ośrodki władzy. Tymczasem dla komunistów władzą był Kreml, polską partyzantkę likwidowały oddziały sowieckie, przede wszystkim rosyjskie, jak w 1863, ale i polsko-sowieckie. Zwycięska obrona Kuryłówki przez Franciszka Przysiężniaka ‘Ojca Jana’ była obroną przed NKWD, zwycięska bitwa Mariana Bernaciaka ‘Orlika’ w Lesie Stockim – bitwą zarówno z rosyjskimi jak i polskimi sowieciarzami, ugrupowanie legendarnego Henryka Flamego ‘Bartka’, zwanego ‘Królem Podbeskidzia’, zostało zlikwidowane przez polskich i rosyjskich komunistów. Zachowało się świadectwo partyzanta który ocalał z rzezi – spał na strychu, a większość oddziału na dole. Mordercy którzy najpierw zarżnęli wartowników, potem wyrzynali i rozstrzeliwali partyzantów, wydawali komendy po rosyjsku.

Poezja żołnierzy-poetów, uczestników powstania antysowieckiego jest dziś praktycznie nieznana. Jak ocenia pan ich twórczość?

Na uwagę zasługują tu Maciej Kalenkiewicz ‘Kotwicz’, tragiczny dowódca pierwszej bitwy tego powstania – boju pod Surkontami, 21 sierpnia 1944 r. Śmierć w bitwie przerwała jego karierę wojskową i literacką. A był to jeden z najlepszych sztabowców, to on był współtwórcą koncepcji akcji ‘Ostra Brama’ i nieźle zapowiadał się jako poeta. Mało kto wie że przed wojną zamieszczał swoje wiersze w pismach warszawskich, m.in. dedykowany matce poemat ‘Majowe nabożeństwo’. Wybitnym poetą z kręgu cichociemnych był Stefan Borsukiewicz który zginął w Anglii. Antykomunistyczne wiersze z zacięciem satyrycznym pisała Wanda Pomianowska. Niektóre wiersze i pieśni powstawały wprost w lesie, w partyzanckich oddziałach, do nich należy ‘Litania żołnierza NSZ’ Witolda Płaszkiewicza ‘Pulca’ (Królowo Korony Polskiej z twarzą pociętą szablami) czy jego ‘Modlitwa’, także wiersz-nekrolog poświęcony Armii Krajowej Edmunda Odorkiewicza. Niektóre wiersze nie prezentowały zbyt wysokiej próby literackiej ale emocjonalną, choćby wiersze pisane po kryjomu przez Zdzisława Brońskiego ‘Uskoka’. Ale i takie wiersze miały swoje znaczenie, gdy np. ‘Uskok’ napisał jakąś złośliwą fraszkę, to rozchodziła się bo była prosta, łatwa do zrozumienia dla żołnierzy i dla tych chłopów ze wsi których oni bronili. Rymy częstochowskie pracowały na to że ludzie ją sobie powtarzali.

Czy z kolei twórczość poetów zaprzedanych w służbę socjalizmu nie pełniła w sposób szczególny destrukcyjnej roli właśnie przez zdradę etosu poety, w którym poczucie misji idzie w parze z wiernością prawdzie?

Wypociny Leopolda Lewina o Stalinie za bardzo kulturze nie szkodziły. Ale ci kiepscy z kolei zostawali donosicielami. Została jednak skompromitowana społeczna rola pisarzy, zwłaszcza poetów. Po pierwsze w polskiej kulturze ‘wieszcz’ był najwyższym autorytetem, nie tylko poeta – przypomnę że chłopi nie chcąc chodzić do zaborczych sądów, chodzili ze swymi sprawami do Elizy Orzeszkowej. Po drugie poezja działa na emocje, manipuluje uczuciami, wyobraźnią silniej niż jakiś wstępniak Kazimierza Koźniewskiego (TW ‘33’) w ‘Trybunie’ czy felieton Daniela Passenta (TW ‘John’, ‘Daniel’) w ‘Polityce’. Jeżeli taki Antoni Słonimski napisał ku czci prezydenta Bieruta, a Julian Tuwim ku czci Jerzego Borejszy, jeżeli Mieczysław Jastrun z Andrzejem Mandalianem potępiali ‘bandy leśne’, to – tłumaczyli sobie nawet nieufni czytelnicy – oni mają rację, nie my. Przecież to poeci!

Napisał pan w ‘Czerwonej mszy’ że ‘walka trwa’. Mimo że formacja poubecka została pozbawiona poparcia Moskwy to jednak wciąż istnieje, przepoczwarza się i zwycięża. Dlaczego tak się dzieje?

To się łączy po pierwsze ze zdradą elit a po drugie z selekcją tych elit. Część pisarzy rzeczywiście poszła na służbę, od Juliana Tuwima po Artura Międzyrzeckiego i Wisławę Szymborską. Ale część elit władze niejako mianowały, zarówno z grona mniej jak i bardziej zdolnych. Bo zdolności nie były ważne, liczyła się dyspozycyjność. Nie tylko Kapuściński był zdolny ale jego koledzy nie chcieli pisać donosów, nie mogli więc wyjechać za granicę. On wyjeżdżał – i pisał donosy. To że nie są otwierane akta IPN bierze się stąd że istnieje grupa ludzi która albo osobiście, albo rodzinnie, albo w związku z interesami jest dalej związana ze starym układem. Określenie Jarosława Kaczyńskiego – ‘układ’ – nie jest wymysłem. To działa. Bo układ to mafia czyli właśnie układ grupy interesów z władzą. Coś takiego powstało czy też zostało odziedziczone i działa po lewej stronie. Większa część obecnej elity w Polsce była nominowana jeszcze w PRL, stanowiła elitę dworaków, trubadurów władzy. Wszystko jedno czy wymienimy nazwisko Kazimierza Dejmka, czy Daniela Olbrychskiego, czy Kazimierza Kutza. Ta elita jest nadal promowana przez władzę i przez samą siebie. Kodeks rycerski w czasach stalinowskich został ośmieszony jako bohaterszczyzna i elita się nim nie przejmuje. Kodeks rycerski został zastąpiony kodeksem dworskim. Partie które sprzeciwiają się staremu układowi by zachować własny kodeks wartości rycerskich, chrześcijańskich, nie mogą postępować w myśl zasady: wszystkie chwyty dozwolone. Dlatego partie prawicy stoją często na słabszych pozycjach. Etyka jest trudniejsza, tak jak walka uczciwa jest trudniejsza od nieuczciwej. Poza tym polityka jest sztuką – a gdzie oni mieli się tej sztuki uczyć?

Żyjemy zatem wciąż w jakiejś rzeczywistości odwróconej. Na przykład w reakcji na ‘Czerwoną mszę’ ukazała się książka Anny Bikont i Joanny Szczęsnej ‘Lawina i kamienie’ wybielająca pisarzy zaprzedanych komunizmowi. Czy tak tworzy się tzw. Historię zastępczą?

Tu została zastosowana ta sama metoda co w czasach ubeckich: niszczy się jeden system wartości by wprowadzić inny, inną wizję historii, inne wzorce wychowawcze, inne sacrum. Oczywiście historii w skali 1:1 odtworzyć się nie da, trzeba by ją powtórzyć. Ale można np. stworzyć etyczny bądź nieetyczny model przeszłości. Wariant narzucany przez UB a propagowany przez poetów w rodzaju Adama Ważyka czy prozaików w rodzaju Mariana i Kazimierza Brandysów czy Tadeusza Konwickiego, ustawiał po stronie zła AK, NSZ, Powstanie Warszawskie, z partyzantów walczących o Polskę robił bandytów mordujących Żydów itp. Podobne wypowiedzi o ‘bandytach’ można po latach znaleźć w wypowiedziach Jacka Kuronia czy w ‘Gazecie Wyborczej’. Tam można było przeczytać że powstańcy warszawscy wykańczali niedobitków z getta, że patriotyzm jest jak rasizm itp. W miejsce prawdziwego, opartego na dokumentach modelu historii, wprowadza się wersję zbliżoną do ubeckiej, bo rehabilitującą komunistycznych zdrajców z czasów II RP, rehabilitującą ‘budowniczych Polski Ludowej’, zwłaszcza pisarzy, rehabilitującą ruch walterowski itd. Książka ‘Lawina i kamienie’ też tworzy taką zafałszowaną wizję, swego rodzaju matrix. Autorki atakują mnie i ‘Czerwoną mszę’ przeważnie za pomocą łgarstw a potem biorą tych samych bohaterów, często nawet powtarzają cytowane przeze mnie wiersze, tyle że wybielają ich autorów. Czasem zresztą nie kłamią a tylko cytują cudze kłamstwa. Po wprowadzeniu stanu wojennego zostałem wyrzucony z radia, one cytują Juliana Kornhausera jakobym ‘otrzymał władzę’ i jakieś lukratywne stanowiska w stanie wojennym. Ta sama metoda – coś zniszczyć, opluć i zastąpić kłamstwem podawanym jako prawda. Cała ‘Lawina i kamienie’ napisana jak twierdzą w dedykacji autorki z inspiracji Michnika – powstała po to by zastąpić prawdę jej ersatzem, zastąpić elity – ersatz-elitami.

Pewnym remedium na fałszowanie historii miał być IPN.

Tak ale ktoś kto mówi prawdę jest traktowany niczym goniec z dramatu antycznego: jeżeli przynosi złe wieści to mówiąc w przenośni rzuca się go na pożarcie zwierzętom.

Potwierdza to histeria wokół publikacji Pawła Zyzaka czy Sławomira Cenckiewicza i Piotra Gontarczyka dotyczących Lecha Wałęsy.

Tak zwana III RP oparta jest na kłamstwie założycielskim Okrągłego Stołu. W rzeczywistości już wcześniej w Magdalence co cwańsi pezetpeerowcy dogadali się z mniej cwanymi przedstawicielami opozycji oraz z własnymi agentami i postanowili tyle zmienić by nic nie zmienić. Oczywiście proces wymknął się im spod kontroli, przewidzieli rząd z Jaruzelskim, Kiszczakiem, Florianem Siwickim, Krzysztofem Skubiszewskim, nie przewidzieli rządu Jana Olszewskiego, likwidacji baz i całego ZSRS, ale struktura którą wtedy wymyślili stoi. Dlatego naiwnością jest sądzić że dowiemy się pełnej prawdy o Wałęsie, że Jaruzelskiemu czy Kiszczakowi spadnie choćby włos z głowy, że poznamy szczegóły rozmów Kuronia z ubekami. Mówi się czasem o uwłaszczeniu nomenklatury, o transakcji ‘władza za majątek’. Myślę że nastąpiło uwłaszczenie dwóch nomenklatur i że dlatego skazane są na sojusz. Narodowi dano do zabawy świecidełka – koronę do orła, rogatywki, a konkrety – banki, media, przemysł, nawet majątki popegieerowskie mają oni – ‘Nowi Polacy’. To też jest matrix. Wałęsa który nigdy nie był ‘Bolkiem’, Mazowiecki który nigdy nie pisywał haniebnych artykułów, a Jaruzelski z Kiszczakiem to wręcz ‘ludzie honoru’.

Czesław Miłosz we wstępie do ‘Zniewolonego umysłu’ odmówił współczesnemu człowiekowi ‘prawa do mierzenia przeszłości i przyszłości własną miarą’. Nikt nie ma prawa dokonywać ocen postępowania osób uwikłanych we współpracę z władzą w Polsce po 1945 r.?

Sprawa Miłosza obciążona jest pewnym osobistym podtekstem. On też był uwikłany, on po prostu był w strukturach władzy komunistycznej, dzięki Jerzemu Putramentowi dostał się do ‘ludowej’ dyplomacji. Opisując ludzi zniewolonych: Alfę – rzekomego moralistę, czyli po prostu Andrzejewskiego, Betę – nieszczęśliwego kochanka – Borowskiego, Gammę – niewolnika dziejów – Putramenta, czy Deltę, trubadura reżimu, czyli Gałczyńskiego, Miłosz opisywał tylko jeden typ: dworaka. I on do czasu też był jednym z dworaków. Miłosz ograniczając się do tych typów upowszechnia mit: wszyscy byli zniewoleni, wszyscy się prostytuowali, nikt nie ma prawa sądzić. To nieprawda: sądzić mają prawo wszyscy i coś takiego się wielu naszym opozycjonistom przytrafiało. Sugestia: ‘Nie sądź bo nie wiadomo jak ty byś się wtedy zachował’ jest tylko chytrą zmianą tematu, zmianą przedmiotu osądu. Bo nie chodzi o to jak by się zachował np. Urbankowski – a jak się zachowywałem, świadczą m.in. akta IPN – tylko o to jak zachowywał się Andrzejewski, Putrament, który też zresztą był przez lata donosicielem, czy sam Miłosz. Dokonując opisu zniewolonych umysłów Miłosz pomija ważny fakt: zniewolenie całego Narodu i rolę elity w tym zniewoleniu. Bo prócz dworaków, prócz zabawnych trubadurów byli u nas fanatyczni ideolodzy w rodzaju Stanisława Wygodzkiego czy Witolda Wirpszy, a piętro wyżej Adama Schaffa, byli literaccy czekiści w rodzaju Ważyka z Woroszylskim, a przede wszystkim namiestnicy: Jerzy Borejsza, Putrament. Gdzieś nad nimi unosił się pękaty, ale jadowity Jakub Berman. Miłosz nawet gdy wybrał wolność wątek sowiecki pomijał. Może dlatego że mimo ucieczki z Polski związany był z lewicowymi elitami a te bardzo wierzyły w świetlany ustrój ZSRS. Haniebnym symbolem tej postawy był Jean P. Sartre, który w korespondencji z Albertem Camusem tłumaczył że nie wolno upowszechniać prawdy o łagrach bo ZSRS jest ‘nadzieją milionów’ i po ujawnieniu prawdy ludzie straciliby nadzieję. Taka sama obłuda, taki sam strach jak przed ujawnieniem akt IPN. Strach i próżność. Bo naszych intelektualistów złości że tak się dali oszukiwać, że czasem byli śmieszni – bo w ich tajnych zebraniach brali udział szpicle, tajne gazetki pomagali redagować esbecy, czasami załatwiali papier, czasami pisali artykuły. Może dlatego właśnie wśród najbardziej przeszpiclowanej organizacji jaką były KOR i środowisko późniejszej UD – jest taki strach przed lustracją. Podwójny strach: jedni boją się ujawnienia ich roli by znów się nie okazało że Maleszek i Bonich było więcej, ale inni po prostu boją się stracić dziewczynę i dwóch przyjaciół. Wolą kłamstwo. Matrix. I to jest istota ustroju. Kłamstwo założycielskie plus lęk przed prawdą.

Czy po ‘reformie IPN’ możliwe będzie jeszcze rozliczenie pisarzy i poetów wysługujących się obcej władzy, piszących pieśni pochwalne dla Stalina?

urb .-1To stało się już bez IPN. ‘Czerwona msza’ nie grzebie w życiorysach, nie wydobywa tego co ukryte bo ci poeci byli dumni ze swoich stalinowskich wierszy, Lewin obnosił się z poematami o Stalinie jak kura z jajkiem, chciał nagród – i dostawał, za poemat o Dzierżyńskim też. Poeci byli jawnymi współpracownikami SB. IPN pomoże ujawnić tajnych donosicieli którzy często niszczyli życie wybitnych twórców, współuczestniczyli w zabijaniu ich jako twórców. Tak jak ujawnione zostały akta Ryszarda Kapuścińskiego, Marka Piwowskiego, Henryka Grynberga, Daniela Passenta, Krzysztofa T. Toeplitza. Te akta są. Samych akt nie fałszowano. Część donosów zniszczono – ale prawie każdy był wielokrotnie przepisywany, zniszczenie teczek pracy nie wystarczyło. Dlatego ukazały się nowe ‘kwity’ dotyczące Wałęsy i zapewne ukaże się wiele innych dotyczących tzw. autorytetów. Więc prawda i sprawiedliwość gdzieś czeka.

Zbigniew Herbert swój sprzeciw wobec linii ideowej ‘Gazety Wyborczej’ przypłacił ’karierą’ pięknoducha o zaburzeniach psychicznych…

Mówiłem że następcy UB stosują podobne metody. To może szokuje ale UB po prostu zabijało, ich następcy uniemożliwiając pisanie i publikowanie, ośmieszając jakiegoś twórcę, dokonują także morderstwa tyle że duchowego. Ale twórcę jako twórcę zabijają. On może wegetować jako księgowy czy ogrodnik ale jako twórca jest trupem! Tak w czasach stalinowskich wykańczano Wojciecha Bąka, tak w czasach nam bliższych Herberta. Nagonka na poetę rozpętana w ostatnim okresie jego życia nie przedłużyła mu życia także w sensie biologicznym. Po śmierci pisarza z reguły następuje powolna śmierć wartości które głosił, w tym wypadku chodzi nie tylko o piękne wiersze poświęcone arcydziełom europejskiej kultury ale także o wiersze o Lwowie, o rycerski etos AK. Podobnie próbuje się wykluczyć z kultury najlepszego z naszych eseistów Waldemara Łysiaka, usunięta została Barbara Wachowicz, mistrzyni mowy polskiej! Żeby ona nie miała swojego kącika w TVP, jakiegoś seminarium dla studentów! No ale za to ma prof. Jan Miodek – ozdoba salonu i listy Wildsteina.

Kolejną ofiarą staje się Jarosław Rymkiewicz który trafił do sądu za krytykę publikacji ‘Gazety Wyborczej’ dotyczących krzyża na Krakowskim Przedmieściu i nazwanie redaktorów tych publikacji ‘duchowymi spadkobiercami Komunistycznej Partii Polski’…

Przypadek Rymkiewicza jest pouczający z innego powodu. Pokazuje jak środowisko ‘Wyborczej’ próbuje osaczać pisarzy. W przypadku Rymkiewicza pojawiła się cenzura bo nie udała się próba ‘przekupstwa’. Poeta może nawet jej nie zauważył. Rymkiewicz został laureatem Nike, przyjął 100 tysięcy bo sądził że przyznało mu ją niezależne jury, że prof. Maria Janion i ksiądz Wacław Oszajca, i pisarz Stefan Chwin, i intelektualista Kazimierz Kutz, i bodaj jeszcze Witold Bereś to ludzie uczciwi, niezależni którzy uznali że mu się nagroda po prostu należy. I oczywiście mu się należała – chociażby za znakomite eseje przybliżające naszych romantyków. Ale Rymkiewicz nie doceniał tego że za nagrodą i za opiniami stoi ‘salon’. A w tych kręgach nie wierzy się w wartości, wierzy się w to że wszystko jest na sprzedaż. I ‘salon’ był bardzo zdziwiony że Rymkiewicz dostał nagrodę i nie zmienił poglądów, nie napisał poematu ‘O dzielnym Michniku’ który wyzwolił Wiedeń i nawodnił pustynię. To jeżeli nie chce być nasz to nie będzie go wcale. I tu nie chodzi o wyrok. Chodzi o stres, o chodzenie na rozprawy. To też skraca życie.

Katastrofa smoleńska pokazała że Polska wciąż znajduje się w sowieckim uścisku. Jaki stan elit intelektualnych przebija ze sposobu w jaki katastrofa była i jest opisywana?

Myślę że tutaj trzeba rozważyć dwie hipotezy. Z jednej strony jest lęk którego efektem jest manipulacja. Ekipy rządzące które dorwały się do władzy dzięki tamtej tragedii, z jednej strony czują się jakoś zobowiązane wobec Kremla, jakimś faustowskim węzłem. Tego nigdy do końca nie powiedzą, będą ronić łzy – ale będą to krokodyle łzy. Z drugiej strony nasze ‘zastępcze elity’ same są trochę przestraszone, los czai się w ciemnych uliczkach i na słonecznych szosach. Zresztą wielu tzw. zwykłych ludzi jest przekonanych że mamy tu do czynienia ze zbrodnią doskonałą. Na ogół znamy ofiary, znamy sposób przeprowadzenia zbrodni – szukamy sprawcy. Tu sprawca wydaje się oczywisty ale sposób wydaje się przekraczać rozum. Ta zbrodnia ma w sobie coś niejasnego, niewytłumaczalnego, to jest ten ogromny cień który spoza tego samolotu wychodzi. Druga hipoteza, trochę mniej prawdopodobna, też powinna być rozważona. Może w grę wchodzi zbieg okoliczności, może Rosjanie chcieli tylko pokazać nam nasze miejsce w szeregu i spowodować by samolot wylądował w lesie a potem nasi politycy mieliby iść kilometry w błocie do lotniska i tacy śmieszni obłoceni – jeszcze do Katynia? No i mogli towarzysze przedobrzyć… Mogło w grę wchodzić także – to jeszcze w ramach drugiej hipotezy – zmęczenie materiału, samolot zamiast reagować na komendy zaczął się rozpadać. Nasza delegacja leciała do Katynia latającą trumną! Dla mnie jednak najważniejsza i najbardziej przerażająca jest postawa naszych elit. Zachowują się jak w PRL! Od razu winni są Polacy, piloci, pijany generał, może sam prezydent, a ci którzy mają wątpliwości to oszołomy, agenci diabła. A przecież samolot naprawdę znalazł się tam gdzie być nie powinien – prowadzony rosyjskimi komendami znalazł się poza pasem, poza ścieżką, w strefie śmierci. I to jest pewnik od którego należy rozpoczynać rozumowanie.

/rozm. jw/nd /2.4.2011/