Bożena Ratter

PAMIĘTAJMY ICH WSZYSTKICH

„Wołyń to nie tylko Polacy, Rusini i Żydzi. Na Wołyniu było bardzo dużo Czechów, którzy tam się świetnie zagospodarzyli. Czeska wspólnota jest ciekawa, odbyła się konferencja o relacjach polsko czeskich na Kresach, wątek wymaga szerokiego opracowania” – o kolejnych tomach Kresowej Atlantydy opowiada prof. Stanisław Nicieja w Lwowskiej Fali

Spotkania autorskie profesora w kraju cieszą się wielkim zainteresowaniem nie tylko środowisk kresowych. „Bo przecież ja nie jestem historykiem Kresów, jestem historykiem Polski. W granicach naszego państwa była kiedyś ta ziemia przez setki lat! Polak normalnie wykształcony, przeciętnie wykształcony, po maturze, powinien wiedzieć co to był Kamieniec Podolski, co to był Zbaraż, co to Ostra Brama w Wilnie, co to Cmentarz Orląt Lwowskich. I nie jest ważne czy mieszka w Sejnach, Suwałkach czy pod Opocznem. A młodzież powinna mieć wycieczki na Kresy, tak jak w Izraelu gdzie nie można mieć matury jeżeli się nie uczestniczy w Marszu Umarłych i nie jest się w Oświęcimiu. W Polsce powinny być wycieczki do Zbaraża, Krzemieńca, Kamieńca Podolskiego, na szlak literatury Sienkiewicza czy Kraszewskiego, bo to kawał naszej historii, wielkiej historii 1000-letniego państwa” – kontynuuje profesor
Kilka dni temu marszałek Senatu Stanisław Karczewski wziął udział w nadaniu Polskiej Bibliotece Medycznej w Kijowie imienia prof. Zbigniewa Religi. A dlaczego nie imienia profesora Rudolfa Weigla? Rudolf Weigl był profesorem zwyczajnym Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie, Polakiem z wyboru, który przybranej Ojczyzny nie wyparł się nawet w najcięższym czasie okupacji niemieckiej Lwowa
Pani Danuta Nespiak pisze o profesorze Rudolfie Weiglu: „Studenci medycyny nie wiedzą nic o tym światowej sławie biologu, który był o krok od nagrody Nobla, i który w czasie okupacji niemieckiej Lwowa ocalił dziesiątki polskich profesorów, młodzieży akademickiej i licealnej, wśród nich wielu członków AK. Gdyby natomiast zapytać ich kogo i co kojarzą sobie z „Listą Schindlera” sądzę że odpowiedź byłaby zupełnie wystarczająca, bo młodzi polscy inteligenci wiedzą kto to był Schindler a zupełnie nie wiedzą kto to był Weigl
Szczyty ignorancji jeżeli chodzi o osobę i dzieło Weigla wykazał zresztą poseł Jacek Kuroń, kandydat na prezydenta III RP, pisząc: „We Lwowie pracował doktor Weigl – Żyd który produkował szczepionki przeciw tyfusowi. Darowano mu życie na pewien czas” /Wiara i wina. Do i od komunizmu, Londyn 1989 s. l6/
Profesor Rudolf Weigl był nominowany do nagrody Nobla, na przeszkodzie stanęli Niemcy, bo nie chciał podpisać Reichslisty. A po wojnie przeszkodził PRL. Dla władz PRL do swojej śmierci w 1957 r. był „persona non grata”. Czy tylko dla władz PRL?
A może Biblioteka Medyczna imienia innego profesora ze Lwowa, Lesława Węgrzynowskiego? Profesora który po ukończeniu studiów na Uniwersytecie Lwowskim w roku 1910 uzyskał dyplom doktora wszech nauk lekarskich. Obok formacji uzyskanej w Klinice Gluzińskiego odbył staże naukowe w Instytucie im. Roberta Kocha oraz kliniczne w Berlinie, Hamburgu, Davos. Po Powstaniu Warszawskim zajmował się ewakuacją rannych i chorych, a po oswobodzeniu kraju zorganizował i uruchomił Sanatorium PCK w Zakopanem. Niestety nie został pozytywnie zweryfikowany w PRL i kiedy zmarł, jako „politycznie wrogi” nie zasłużył na wzmiankę w mediach. Czy tylko w PRL?
A może imienia ciotecznego pradziadka prof. Wacława Szybalskiego, dr. Wacława Lasockiego, Sybiraka z 1863 r., również lekarza, społecznika i patrioty. Po powrocie z Syberii współpracował z doktorem Fortunatem Nowickim i Konradem Chmielewskim, Sybirakami. Dzisiaj wszyscy trzej nazywani są „wskrzesicielami Nałęczowa”. Wacław Lasocki ufundował Muzeum Ziemi Lubelskiej w Nałęczowie
Zwracam się do prezydent Warszawy by w ramach dekomunizacji zmienić nazwę ronda imienia Jacka Kuronia na rondo imienia Rudolfa Weigla
Dopominam się, jako wyborca i podatnik, upowszechnienia wiedzy i upamiętniania polskiej elity zamordowanej przez niemieckiego i sowieckiego okupanta /przy pomocy wschodnich sąsiadów/ we Lwowie, Stanisławowie, Wilnie, Grodnie i tysiącach innych polskich, zabranych nam wskutek wrogiej Polsce decyzji, miejscowości. Polaków zsyłanych do sowieckich łagrów, na nieludzką ziemię, Polaków skazanych na emigrację i Polaków którzy wypędzeni z „ziem zabranych” znaleźli się w obecnych granicach Polski. To oni wzbogacili uczciwą pracą gospodarkę, naukę i kulturę kraju i świata, a byli celowo wymazani z pamięci narodu, wykluczani i szykanowani przez PRL i kolejne ekipy rządzących
Domagam się dodatkowych lekcji historii dla kształtujących naszą rzeczywistość ludzi polityki, kultury i mediów. W magazynie „Świat Kresów” Jedynki Polskiego Radia Drohobycz przedstawiony został jako miasto Brunona Schulza, pisarza i malarza. Program poświęcony był roli Schulza jako strażnika pamięci, łącznika narodów, kultur i religii, pamięci Żydów zamordowanych w Drohobyczu i corocznym modlitwom oddającym hołd zamordowanym. A przecież urodził się tam inny znakomity poeta, Kazimierz Wierzyński, a w kościele ufundowanym przez króla Władysława Jagiełłę freski i witraże wykonane zostały przez innych polskich artystów, Matejkę, Wyspiańskiego i Mehoffera. Żyły tam wspaniałe rody Nachlików czy Neumannów, działała największa rafineria w Europie, Polmin, chluba polskiego przemysłu lat międzywojennych. Pracowały w niej dwa tysiące robotników /obywateli polskich wszystkich narodowości/. Zarabiali dobrze: od 600 do 2 tys. złotych. Kilogram chleba kosztował wówczas 30 groszy, mięsa 80 groszy, porządny rower Łucznik 100 zł
Bruno Schulz jako żydowski pisarz obecny był w naszej świadomości od kilkudziesięciu lat, czy nie czas byśmy uzupełnili swoją wiedzę o niedopuszczane do tej pory do naszej wiedzy fakty?
W Drohobyczu i na Kresach żyli i ginęli inni wartościowi i wrażliwi Polacy, czas na pamięć o nich
„Były to czasy, kiedy – przed Czeszkiem i po nim – rody magnackie i szlacheckie, a także bogatsze mieszczańskie budowały tu kościoły, dwory, zamki, cerkwie, synagogi, zbory ewangelickie, ratusze i inne obiekty, jak figury, nagrobki i kaplice, by upamiętnić swój wkład w dzieje tej ziemi, zostawić po sobie i kulturze złotych czasów zygmuntowskich trwały ślad. Byli to nie tylko magnaci i królewiątka jak Ostrogscy, Tarnowscy, Zamoyscy, Sieniawscy, Fredrowie, Tarłowie, Kostkowie, Zasławscy, Herburtowie, Ramszowie, Czarnkowscy, Skarbkowie, Wapowscy, Sobiescy, Ligęzowie, byli tu i mieszczanie, i kupcy ormiańscy, greccy, niemieccy, włoscy i wołoscy, owi Boimowie, Kampinowie, Belerowie i inni, na których trzeba by wielu ksiąg
Pozostały po nich wszystkich nie tylko zamki, takie jak Olesko, Brzeżany, ratusz w Samborze, cerkwie i kościoły w Rohatynie, czy tylko kopuła, krypta, nagrobek lub ikonostas…
Nie mówiąc już o samym Lwowie. Pełnym polskości i sztuki, i w sztuce zgody wielu narodów. Jakież to cacka były te zamki w Olesku, czy kościoły w Żydaczowie, ta wiekowa lwowska synagoga Gildene Rojze, czyli Złotej Róży, albo te maski na lwowskich kamienicach Ubaldinich, ta ościeża na Czarnej Kamienicy, ów węgar kamienicy stanclowskiej, attyka na kamienicy królewskiej, święci Roch i Marcin w Czarnej Kamienicy, a katedra lwowska, trzy katedry lwowskie trzech wyznań katolickich, a kolegiata żółkiewska?
Ech, zemścili się kacapy pośmiertnie na hetmanie Żółkiewskim, co to jedyny z obcych wodzów był w Moskwie i carów jak barany na powrozie wiódł, i polskiemu królowi pod nogi rzucił, no i Żółkiew Nestorowem nazwali, nawet nie od wielkiego Nestora, ale od Nestorowa, słynnego rzekomo lotnika sowieckiego. Zemsta podobno powinna być słodka, ale taki rodzaj zemsty to jeszcze jedno ośmieszenie chamstwa autorów tej zemsty
A te kaplice Boimów, Kampianów, cerkiew wołoska albo ikonostas w cerkwi w Dunajowie? Cuda, istne cuda. Albo ten kościół parafialny w Samborze, gdzie tylko raz w życiu byłem na ślubie Marysi Chciukówny, samborzanki, z Tadziem Englertem. Był wtedy tam i Franio Rozynel, elegancki szaławiła, co komponował różne marsze lotnicze i wojskowe, i kiedyś miał orkiestrę pułkową pod swoją batutą. Kościół ów nie tylko miał późniejsze wstawki i barokowe przeróbki, ale i cudną pajęczynę gotyckich sklepień, które mimo kilku pożarów miały stale świadczyć że Samborski kościół parafialny z 9 ołtarzami w swej diecezji ustępował jedynie przemyskiej katedrze
Kto o tym pisał? Kuczera oczywiście, samborski odpowiednik naszego Mściwujewskiego. Wspomnijmy więc tu na wieczną rzeczy pamiątkę tych wielkich historyków sztuki, jak Gębarowicz, Łoziński, Pagaczewski, Pirawski, Boniecki, Sinko, Czołowski, lecz nie zapomnijmy i o tych Kuczerach, i innych Mścisiach Mścisławach Mściwujewskich, o tych Maciszewskich, Charewiczowych, Kozakiewiczowych, Homungach, Swiencickich, Strzetelskich-Grynbergowych, Bałabanach, o tych innych, belfrach prowincjonalnych i profesorach, emerytowanych sędziach i dziwakach, majorach w stanie spoczynku, którzy najczęściej własnym sumptem wydawali broszury, książki i całe księgi, by zaświadczyć swą miłość do tej ziemi, o tych Dutkiewiczach, Kieszkowskich, Maksimowiczach, Balickich, Starowolskich, o tych znanych i nieznanych, zapomnianych, mniej ważnych, tendencyjnych, obiektywnych i nieraz wrogich Polakom, ale jednakowo silnie kochających tę ziemię
Pamiętajmy ich wszystkich. Wszystkich. Żyjącym daj Boże zdrowie, umarłym daj wieczny pokój i światłość wiekuistą za to że na swój sposób kochali ową ziemię” /Andrzej Chciuk, Ziemia Księżycowa/
/Bożena Ratter/ /21.10.2017/

*****

DO PANA PIOTRA GURSZTYNA

/To nie było powstanie „paniczyków w sanacyjnych mundurach”/
W „Salonie dziennikarskim” /TVP Info/z 4 marca  w ocenie i stosunku mediów do walki żołnierzy o niepodległość i suwerenność Polski oraz o sposobie obchodów Narodowego Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych została przywołana Pana wypowiedź: „to było najbardziej ludowe powstanie, to nie było powstanie ‚paniczyków w sanacyjnych mundurach’ obwieszonych orderami, ale tę walkę podjęli sierżanci, plutonowi i to była walka która opierała się o tereny wiejskie”

Wypowiedź tę uważam za nieodrobioną lekcję historii i wpisującą się w retorykę stosowaną do uzasadniania przez oprawców komunistycznych dokonywanej zbrodni na elicie Polski. Elitę stanowiły różne stany, dla „szczęścia ludu socjalistycznego” komuniści likwidowali „paniczyków” nazywając ich bandytami, rewizjonistami, faszystami, zdrajcami
A o co miała się oprzeć walka tej części niezłomnych, którzy zmuszeni byli pozostać w oddziałach partyzanckich, o co miała się oprzeć ich walka w miastach gdzie czyhali na nich oprawcy, na każdym rogu znajdował się urząd bezpieczeństwa, posterunek MO i ORMO, koszary z żołnierzami NKWD, KBW, Smiersz, po ulicach chodziły ich patrole? I wokół mnóstwo cywilnych konfidentów… Musieli ukryć się w lesie, a las na ogół to przestrzeń wiejska
Odnośnie rangi i pochodzenia kieruję Pana redaktora na stronę pamiec.pl, ja też tam szukam informacji. Dzień śmierci porucznika Łukasza Cieplińskiego obchodzony jest jako Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych. Łukasz Ciepliński „Pług” jest postacią która stała się symbolem walki Polaków z reżimem komunistycznym w pierwszych latach po zakończeniu II wojny światowej. Ciepliński należał do elity pokolenia wychowanego w II Rzeczypospolitej. Już 15 października 1936 awansowany do stopnia podporucznika, a 11 listopada 1936, jako delegat swojego rocznika przedstawiony prezydentowi RP Ignacemu Mościckiemu
Odnośnie rangi i pochodzenia posłużę się też fragmentem apelu nieugiętego orędownika walki o ustanowienie 1 marca Narodowym Dniem Pamięci Żołnierzy Wyklętych, ś.p. Jerzego Scheura z lutego 2012:
„Apel do mass mediów o należyte uwzględnienie w publikacjach, słuchowiskach, programach telewizyjnych „Narodowego Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych”
Ustawą z 3 lutego 2011 sejm RP ustanowił dzień 1 marca Świętem Państwowym – Narodowym Dniem Pamięci Żołnierzy Wyklętych
My obywatele Państwa Polskiego stajemy przed obowiązkiem godnego uczczenia tego dnia
Biorąc pod uwagę że ten świąteczny dzień jest jednocześnie dniem roboczym ciężar przekazu pamięci, pokazania poświęcenia w walce o Wolność i Niezawisłość Polski spada w dużym stopniu na media. Jeżeli wziąć pod uwagę że w latach 1944-56 komuniści po części sowieccy, ale w podstawowej masie z PPR i PZPR zamordowali 20 tys. patriotów polskich, a 200 tys. tych ostatnich przeszło przez zsyłki i więzienia, jak również fakt że właśnie wtedy decydowały się losy Polski i Polaków, i nie sposób zrozumieć współczesnej historii Polski bez zrozumienia tego NARODOWEGO DNIA PAMIĘCI
Miesiąc luty niesie ze sobą rocznicę tragicznych śmierci:
08.02.1951 strzałem w tym głowy został zamordowany dowódca V i VI Brygady Wileńskiej AK mjr Zygmunt Szendzielarz „Łupaszka”
19.02.1947 strzałem w tył głowy został zamordowany dowódca Konspiracyjnego Wojska Polskiego gen. Stanisław Sojczyński „Warszyc”
24.02.1951 został zamordowany przez powieszenie z-ca komendanta AK gen. Emil Fieldorf „Nil”
W imieniu i z upoważnienia „Porozumienia na rzecz obchodów Dnia i Roku Żołnierzy Wyklętych”
Prezes Fundacji „Polska się Upomni”
Jerzy Scheur
Przypominam wynik ekshumacji prowadzonej przez prof. Krzysztofa Szwagrzyka w 2012 r.:
Edmund Bukowski, Stanisław Łukasik i Eugeniusz Smoliński – to trzy zidentyfikowane już ofiary terroru komunistycznego których szczątki odnalazła ekipa młodych wolontariuszy, archeologów i genetyków, wykonujących prace ekshumacyjne na warszawskich Powązkach. To niezwykle ważny komunikat. „O wynikach badań poinformował Łukasz Kamiński, prezes Instytutu Pamięci Narodowej. Porucznik Armii Krajowej okręgu wileńskiego Edmund Bukowski był oficerem łączności straconym 13 kwietnia 1950 w więzieniu mokotowskim. Kpt. Stanisław Łukasik, żołnierz AK oraz Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość, był jednym z grupy straconych 7 marca 1949. Eugeniusz Smoliński służył w referacie materiałów wybuchowych w Komendzie Głównej AK. Został stracony po sfingowanym pokazowym procesie 9 kwietnia 1949 w więzieniu przy Rakowieckiej w Warszawie”
28 listopada 1918 r. Józef Piłsudski, który jeszcze jako Naczelnik Państwa ustanowił obowiązek szkolny i 8-godzinny dzień pracy, powołał Polską Marynarkę Wojenną
To właśnie jej Komandorzy walczyli o Wybrzeże tocząc zaciekłą bitwę w obronie Helu w 1939. Po kapitulacji Helu Komandorzy trafili do niemieckiego oflagu. Kiedy skończyła się wojna wrócili bo tu była Polska i ich rodziny, wrócili choć przypuszczali czego można spodziewać się po nowej władzy. Zostali przyjęci do formującej się Marynarki Wojennej, awansowali, bo posiadali najwyższe kompetencje, nie było lepszych oficerów w Marynarce Wojennej. Dr Witold Mieszkowski, syn Stanisława Mieszkowskiego, dowódcy floty, wspomina ojca który odbudowywał port w Kołobrzegu i tworzył Szkołę Specjalistów Morskich na Oksywiu. W latach 1949-51 rozpoczęły się aresztowania. Fachowcy przedwojenni przestali być potrzebni, nauczyciele również. Przecież rok szkolny 1951 rozpoczęto pod hasłem: „Wychowamy nowego człowieka”, a tu zwykli marynarze stali przed przedwojennymi Komandorami na baczność, to były ich autorytety! Zatrzymano więc siedmiu Komandorów Polskiej Marynarki Wojennej, bestialsko znęcano się nad nimi zarówno w Gdyni jak i w Głównym Zarządzie Informacji WP przy Oczki w Warszawie, sfingowano procesy. Wymieniono elity na pseudoelity
Wspaniałą, mądrą, młodą kadrę która odbudowywała Polskę poddano wyjątkowo brutalnym „przesłuchaniom”, czyli najbardziej wymyślnym torturom fizycznym i psychicznym upodlającym człowieka. Szantażowano również wywózką na Syberię żon i dzieci
Psychicznych tortur nie wytrzymał Adam Rychel którego w śledztwie doprowadzono do utraty zmysłów. Dzięki chorobie nie brał udziału w „procesie”, zmarł kilka lat później nie dożywszy 50 lat. Wyrokiem „procesu”, czyli zbrodni sądowej, Stanisław Mieszkowski, Zbigniew Przybyszewski i Jerzy Staniewicz zostali zabici 16 grudnia 1952 strzałem w tył głowy na korytarzu więzienia przy Rakowieckiej w Warszawie
Jan Paweł II powiedział: „Trzeba wspomnieć wszystkich zamordowanych rękami także polskich instytucji służb bezpieczeństwa pozostających na usługach systemu przeniesionego ze wschodu, trzeba ich przynajmniej przypomnieć przed Bogiem i Historią”
/Bożena Ratter/ /4.3.2017/