Ksiądz – wróg numer jeden

Rozmowa z Janem Żarynem, dyrektorem Biura Edukacji Publicznej w IPN

Dla komunistów i dla systemu komunistycznego kapłan był z założenia wrogiem numer jeden?

Jak najbardziej, wszystko się zgadza. Przede wszystkim trzeba sobie powiedzieć że Polska Ludowa, czy PRL, była państwem zarządzanym w sposób totalny przez partię ideologicznie określoną, to znaczy partię ateistyczną. W związku z tym, charakter tej partii i jej program ‚edukacji narodu’ w duchu ideologii tejże partii rzutował na wszystkie pozostałe instytucje w państwie funkcjonujące, które szczególnie nie nadawały się do reedukacji. No i Kościół katolicki był, oczywiście, podwójnie postrzegany negatywnie.

Z jednej strony, jako instytucja zasiedziała, tradycyjna w Polsce i w związku z tym uwsteczniająca z punktu widzenia komunistów cały proces reedukacji. A z drugiej strony, była to instytucja, która na dodatek cieszyła się zaufaniem społecznym, miała olbrzymie osiągnięcia moralne, szczególnie w okresie II wojny światowej i w tej konfrontacji komuniści w opinii społecznej zdecydowanie przegrywali. Zatem zarówno bieżąca polityka i sytuacja obu stron, Kościoła i komunistów, oraz długofalowa ideologiczna perspektywa, kazały widzieć w Kościele wroga numer jeden. Ale też trzeba sobie powiedzieć, że komuniści zdawali sobie sprawę, że walka z tą instytucją nie jest walką krótkotrwałą, nie jest walką, którą można rozpocząć bezmyślnie i w związku z tym nie skończyć sukcesem, tylko należy się do niej przygotować. I stąd kapłan jest postrzegany relatywnie, to znaczy jest wrogiem zdecydowanie, ale z drugiej strony, szczególnie w pierwszych latach Polski Ludowej, komuniści budują pewien mechanizm postrzegania dobrego i złego kapłana. A więc nie kapłan jest zły sam w sobie, jeżeli chodzi o prezentację jakiegoś wizerunku kapłana przez komunistów, tylko ten kapłan jest zły, który podważa racje władzy komunistycznej w Polsce. Oczywiście, wyznacznikiem tej granicy, poza którą kapłan wchodzi na teren rzekomej polityki, jest opinia komunistów, zmienna w czasie, ponieważ rewolucja nakazuje tę zmienność, w tym wypadku również ta rewolucja edukacyjna. Jeżeli społeczeństwo jest coraz bliższe realizacji koncepcji komunistycznej, to w tym momencie, oczywiście, tym bardziej poszerza się granica wsteczności kapłana. Stąd w pierwszych latach po 1945 roku wykształca się w ekipie komunistycznej mechanizm utworzenia wizerunku pozytywnego kapłana. On się w końcu ujawni w grupie tak zwanych księży patriotów, czyli kapłanów, którzy będą lojalnymi współpracownikami państwa ludowego, wspierającymi władzę komunistyczną i w sytuacji napięcia między Kościołem a państwem, kapłanami, którzy w tej konfrontacji lojalności będą wybierać wspieranie władzy komunistycznej, a nie biskupiej. Wszyscy pozostali, którzy nie będą się w tym schemacie pozytywnego kapłana mieścić, automatycznie pozostaną w strefie wroga ludowego.

Tylko trzy pierwsze lata PRL-u były chyba ciszą przed burzą, jeżeli chodzi o zwalczanie, czy prześladowanie księży? Ale tylko dlatego, że był to okres potrzebny komunistom do umocnienia władzy?

Tak. I w tym okresie, rzeczywiście, szczególnie w latach 1944-45, w zależności od momentu wejścia na ziemie polskie, aż do jesieni 1947 r., bezpośrednio duchowieństwo nie było atakowane jako grupa społeczna. Natomiast atakowano zdecydowanie i poddawano uciążliwym represjom aż do zbrodni włącznie tych kapłanów, którzy zaangażowali się w ten czy inny sposób we wspieranie Polskiego Państwa Podziemnego, czyli podziemia niepodległościowego, które było w gruncie rzeczy następstwem istnienia na danym terenie struktur Polskiego Państwa Podziemnego. Najbardziej klasycznym przykładem jest ks. Michał Pilipiec, kapelan Okręgu Rzeszowskiego Armii Krajowej. Po wejściu jesienią 1944 r. na te tereny NKWD, w ślad za Armią Czerwoną, rozpoczyna się budowanie Urzędu Bezpieczeństwa, który natychmiast, wraz z tymże NKWD, czyści rejon, podobnie jak w innych miejscach, gdzie była prowadzona Akcja Burza, ze wszystkich aktywnych elementów propolskich, propaństwowych, z punktu widzenia oczywiście Polskiego Państwa Podziemnego. I tenże kapłan zostaje aresztowany, ciężko pobity i zamordowany. To jakby element całej akcji zdobywania władzy, ten stosunek do kapłana, kapelana AK. Ten schemat, jeżeli można tak powiedzieć, księdza Pilipca, powiela się w innych regionach Polski. W niewyjaśnionych okolicznościach ginie ksiądz w Libiążu pod Krakowem. Takie przypadki były i w innych miejscach Polski. Podobnie jest traktowany ten kapłan, który angażuje się na rzecz Polskiego Stronnictwa Ludowego, począwszy od utworzenia Tymczasowego Rządu Jedności Narodowej. Takim przykładem jest ks. Leon Pawlina, który zostaje aresztowany w gruncie rzeczy za to, że wspiera PSL, mimo że jest to partia legalna. Tym niemniej, z punktu widzenia komunistów jest to partia, którą rozpracowuje się i represjonuje, by jej członków zniechęcić do jakiejkolwiek działalności publicznej i by Stanisław Mikołajczyk został w gruncie rzeczy odizolowany od wpływania na społeczeństwo. Od 1947 r., szczególnie od kwietniowego plenum, gdzie Gomułka w sposób jednoznaczny wypowiada się przeciw katolickim organizacjom młodzieżowym, rozpoczyna się poszerzanie tego kręgu kapłanów negatywnych. To już nie są tylko związani z podziemiem, związani z PSL, czy Stronnictwem Pracy, czyli z legalnymi organizacjami politycznymi, ale wróg kapłan staje się pojęciem szerszym. To znaczy, kapłan moderator, kapelan Związku Harcerstwa Polskiego, kapłan prefekt nauczający religii w szkole. Czyli w zasadzie całe życie publiczne, w którym również funkcjonuje kapłan katolicki, staje się przestrzenią, na której odbywa się walka czy rozpoczyna się walka między państwem, a religią katolicką i myśleniem katolickim.

Od 1948 r., kiedy aresztowano chyba 400 księży, zwalczanie Kościoła przybiera na sile, zaczyna się na dobre. Jeszcze bardziej nasila się od 1950 r. Autorem szczegółowego planu zwalczania Kościoła był sowiecki generał Sierow, tak?

W ogóle można powiedzieć, że to Związek Sowiecki i Stalin wyznaczał pewien kierunek walki komunistów z Kościołem katolickim. Pewnym punktem odniesienia, wzorcem pozytywnym, była realizacja polityki wyznaniowej w Związku Sowieckim w latach przed 1939 r. Tam po pierwszym okresie likwidacji zarówno Cerkwi, jak i Kościoła katolickiego, szczególnie ostry antykościelny okres, to lata 1932-37, tak zwana pięciolatka. Podczas niej to miał być w ogóle wykorzeniony katolicyzm z terenów Związku Sowieckiego, no i oczywiście, jak to z planami komunistycznymi bywa, musiał on być wykonany. I już w 1937 r. rzeczywiście wszystkie kościoły de facto zostały przejęte przez państwo, wszystkie majątki tak samo, kapłani zostali pozbawieni prawa do pełnienia obowiązków duszpasterskich. Na ogół powywożono ich bądź na Syberię, bądź do Kazachstanu, jeśli chodzi o część europejską Związku Sowieckiego przed 1939 r. W praktyce, po 1937 r. ostały się tylko dwie placówki katolickie, kościóły w Moskwie i Leningradzie. Tylko i wyłącznie dlatego, że były one przeznaczone dla dyplomatów, a placówki dyplomatyczne były w tych dwóch miastach. I to jest pewien ideał, z punktu widzenia sowieckiego, który po wojnie powinien zostać implantowany na teren Europy Środkowowschodniej. I z tego punktu widzenia patrząc, można powiedzieć, że komuniści polscy byli jakby popychani, by nie lenić się, tylko realizować plan ojczyzny proletariatu, która wyznacza niejako słuszność drogi zarówno w strategii, jak i w taktyce. Elementem tego jest znany dokument z sierpnia 1949 r. Po pierwszej fazie walki władzy z Kościołem, walki, która zdaniem Stalina nie przyniosła pozytywnych efektów dla władz komunistycznych, we wspomnianym piśmie Stalin instruuje Bieruta wprost, że bez aresztowania biskupa, bez głębokiego wejścia w struktury wewnątrzkościelne, bez stworzenia dywersji wewnątrzkościelnej, nie będzie w stanie rozłupać tej organizacji. To nie jest PSL, to inna organizacja. Trzeba do niej dużo ostrzej podejść. Takich sformułowań używał Stalin, by skłonić Bieruta do większego zaangażowania się w walkę z Kościołem.

Czesław Kaczmarek nie był pierwszym biskupem, którego zatrzymano, czy aresztowano?

Pierwszym biskupem, którego zatrzymano, na krótko jeszcze, a była to próba, taki papierek lakmusowy w tej sprawie, był sufragan częstochowski Stanisław Czajka, już w 1946 r. Spotkało się to z ostrym protestem Episkopatu Polski. Drugi przypadek zatrzymania biskupa nastąpił na początku 1950 r. i był to Kazimierz Kowalski, który w związku ze sprawą Caritas, przejęciem czy też kradzieżą dokonaną przez władze komunistyczne, nie dopuścił określonych księży ‚patriotów’ do udziału w wiecu, na którym miano potępić Episkopat Polski za rzekome malwersacje w Caritas. Sprzeciw biskupa Kowalskiego wobec tej grupy kapłanów reżimowych spowodował reakcję władz komunistycznych, broniących niejako tych księży ‚patriotów’. Zatrzymano go, internowano w domu na parę tygodni. Kolejnym biskupem, któremu groziło aresztowanie, ale podpisanie porozumienia z 14 kwietnia 1950 r. uchroniło go przed uwięzieniem na dwa lata, był Stanisław Adamski, ordynariusz katowicki. I następnie w 1951 r. rozpoczęto aresztowania bądź internowania, czy też przepędzanie biskupów i administratorów apostolskich z terenów ówczesnych diecezji. Mam na myśli najpierw brutalne wyrzucenie pięciu administratorów apostolskich z ziem zachodnich i północnych, którzy nie byli biskupami ordynariuszami, ale mieli jurysdykcję odpowiadającą prawom biskupa rezydencjonalnego. I w końcu w 1951 r. nastąpiło wspomniane aresztowanie bp. Czesława Kaczmarka. Aresztowanie to zapoczątkowało ponad dwuletni okres bardzo ciężkiego śledztwa, prowadzonego w kierunku skompromitowania nie tylko bp. Kaczmarka, ale w ogóle Episkopatu Polski i relacji Kościoła lokalnego w Polsce ze Stolicą Apostolską pod hasłem szpiegostwa. Śledztwo zakończono aktem oskarżenia i procesem we wrześniu 1953 r., a następnie wyrokiem nagłośnionym w ówczesnej propagandzie, skazującym bp. Kaczmarka na 12 lat pozbawienia wolności. Ale to nie ostatni przykład aresztowania, czy pozbawienia biskupa praw wykonywania jego misji duszpasterskiej. Z punktu widzenia oddziaływania Kościoła na wiernych, oba te sposoby represjonowania biskupa były tak samo dotkliwe, zarówno aresztowanie, internowanie, jak i wyrzucenie poza diecezję, bez prawa możliwości uczestniczenia w życiu religijnym i kierowania tym życiem.

Najgłośniejszym przypadkiem było aresztowanie i uwięzienie samego Prymasa Tysiąclecia Stefana Wyszyńskiego. Wszystko oczywiście według wzorców sowieckich i w porozumieniu z Sowietami.

Tak, bez wątpienia. Wszystko wskazuje na to, że decyzja o aresztowaniu Prymasa Wyszyńskiego była konsultowana z Moskwą i Moskwa była stroną w tej sprawie. Do tego aresztowania doszło dopiero we wrześniu 1953 r. Mówię dopiero ze względu na pewien proces, który zdaniem komunistów musiał się odbyć. To znaczy, z jednej strony proces kompromitowania Kościoła, proces zastraszania tej części duchowieństwa, która by ewentualnie stanowiła jakąś zbyt ostrą przeciwwagę dla polityki represyjnej, stosowanej przez komunistów. Ale musiał się odbyć również proces zmęczenia społeczeństwa ustawiczną walką, która w propagandzie była oczywiście przedstawiana jako walka Kościoła przeciw pokojowo nastawionemu do kultu religijnego państwu. I musiał się odbyć w związku z tym proces świadomościowy, w wyniku którego społeczeństwo przyjęłoby fakt aresztowania Prymasa Wyszyńskiego bez konsekwencji w postaci masowego buntu. Wybór okoliczności, daty, sposobu aresztowania Prymasa Tysiąclecia był więc kwestią nałożenia się kilku co najmniej pozytywnych z punktu widzenia komunistów sytuacji. Oczywiście, tym powodem merytorycznym aresztowania, a nie propagandowo-psychologicznym powiedzmy, było napięcie, które wywołali komuniści dekretem z 9 lutego 1953 r., czyli dekretem o obsadzie i kasacji stanowisk kościelnych, od wikarego praktycznie po biskupa ordynariusza, czyli bardzo głębokim wejściem państwa i prawa stanowionego w autonomię Kościoła powszechnego. Na to zgody Episkopatu Polski nie było, co wyrażono w dokumencie z 8 maja 1953 r., zawierającym słynny zwrot ‚non possumus’. Efektem braku zgody ze strony Episkopatu i niemożnością dogadania się Prymasa z władzami komunistycznymi, które nie były już chyba zainteresowane szukaniem jakiegokolwiek kompromisu między memoriałem z 8 maja, a dekretem z 9 lutego, bo tam była przestrzeń na kompromis pod warunkiem, że strona komunistyczna byłaby tym zainteresowana, było aresztowanie. Przy czym decyzję bezpośrednią, dotyczącą daty aresztowania, podjęto na posiedzeniu Sekretariatu Biura Politycznego KC PZPR 23 września, a aresztowanie odbyło się późnym wieczorem, czy w godzinach nocnych 25 września 1953 r. Tu jeszcze jedna uwaga, świadcząca o cyniźmie władz komunistycznych. Podjęto tę decyzję 23 września, a jednocześnie, ponieważ poprzedniego dnia był wyrok w sprawie biskupa Kaczmarka, naciskano na różne sposoby na Prymasa Wyszyńskiego, by ten potępił biskupa Kaczmarka. I to potępienie biskupa Kaczmarka miało teoretycznie służyć, przynajmniej w tym nacisku werbalizowanym, ewentualnie odsunięcia groźby aresztowania. A decyzja i tak, i tak, zapadła. Czyli, gdyby Prymas Wyszyński potępił biskupa Kaczmarka, dwa razy by się skompromitował. To znaczy, byłby aresztowany i jednocześnie, w opinii publicznej, byłby człowiekiem słabym, który uległ komunistom. Była to bardzo perfidna gra, mająca niewątpliwie spowodować, by aresztowanie nie spotkało się z jakimś wielkim odzewem negatywnym społeczeństwa. A propos tego negatywnego odzewu, jest powszechna opinia, świadcząca, że ten odzew był bardzo
przytłumiony. Rzeczywiście, aparat bezpieczeństwa bardzo szybko zinwigilował wszystkie diecezje i wiele parafii w Polsce, żeby się zorientować, jaki jest właśnie odzew na to wydarzenie. I trzeba powiedzieć, że zdecydowana część duchowieństwa i wiernych przyjęła to z milczącym spokojem, nie z aprobatą broń Boże, ale ten strach, to totalitarne państwo działało. Ale jako historycy, pracujący w IPN, znaleźliśmy przejawy oporu wyraźnego. Między innymi powstała co najmniej jedna podziemna organizacja młodzieżowa, jako efekt aresztowania Prymasa Wyszyńskiego. Ci młodzi ludzie w swoim statucie zapisali, że powołali się do życia właśnie jako reakcja, w proteście przeciw aresztowaniu Księdza Prymasa. Znany jest też słynny prymasowski zwrot, że bronił go tylko pies Baca i Niemiec. Czyli pies, który ukąsił funkcjonariusza UB podczas aresztowania na Miodowej i ksiądz Wojciech Zink, tak naprawdę wcale nie Niemiec, tylko miał takie nazwisko, który odważył się stwierdzić, że w jego administracji apostolskiej olsztyńskiej, bo nią kierował w tym czasie, nie będzie czytany komunikat. W związku z tym ks. Zink został także aresztowany i poszedł w ślady swego arcybiskupa.

Następnymi znanymi aresztowanymi kapłanami byli ks. Blachnicki w 1961 r. oraz ks. Findysz w 1962 r.?

Po 1956 r. ekipa Gomułki nie chciała już powielać błędów swoich poprzedników. I mimo olbrzymiej nienawiści, osobistej nawet, do Prymasa Polski, Gomułka nie zdecydował się aresztować arcybiskupa warszawsko-gnieźnieńskiego, by nie czynić z niego bohatera. Zakres represji stosowanych wobec Kościoła, sięgający skrytobójczych mordów bądź masowego aresztowania kapłanów, już się po 1956 r. nie powtórzył. Na tle ogólnym były jednak wyjątki. I wśród tych wyjątków jednym z najbardziej znanych było, oczywiście, aresztowanie ks. Findysza, dziś błogosławionego Kościoła katolickiego. Został aresztowany z dekretu o ochronie wolności sumienia za rzekome łamanie tej wolności przez to, że w ramach soborowych dni dobroci wezwał wiernych w swojej parafii, by przychodzili do kościoła i deklarowali zobowiązanie czynienia dobra, co było związane z akcją Episkopatu, owocem Soboru Watykańskiego II, bo był 1962 r. Aresztowanie ks. Findysza, skazanie go na karę więzienia, przy jednoczesnej świadomości wskazującej, że jest on ciężko, nieuleczalnie chory na raka, co spowodowało przyśpieszenie jego śmierci, było w gruncie rzeczy mordem sądowym na tym kapłanie. Bardzo znany przykład aresztowania kapłana, to właśnie przykład ks. Franciszka Blachnickiego. Ponieważ został on aresztowany za propagowanie i stworzenie krucjaty wstrzemięźliwości, organizacji kościelnej walczącej z alkoholizmem, jest taka anegdota. Po aresztowaniu do ks. Blachnickiego zwraca się współwięzień typowym pijackim slangiem: a ksiądz to za co, bo ja za wódkę? Ja bracie też za wódkę, też za wódkę – odparł ks. Blachnicki. To drugi bardzo głośny przykład aresztowania znanego kapłana w latach 60. Jest też przykład o. Pirożyńskiego, redaktora Homo Dei, aresztowanego za rzekome malwersacje gospodarcze, czyli posiadanie nadmiaru papieru w stosunku do zezwolenia. A władza pozwalała na taki niedomiar papieru, żeby faktycznie Homo Dei nie wychodziło. Bardzo często w latach 60 dochodziło też do zatrzymań kapłanów w związku z niepłaceniem, zdaniem władz, należnych podatków. Była wielka kłótnia między Episkopatem Polski, a władzami na ten temat. Czy też w związku z obchodami milenijnymi i wielką nowenną. Przypadkiem szczególnym jest ks. Józef Wójcik, autor bardzo ciekawych wspomnień z lat 60, do początków lat 70, w których opowiadał o swoich dziesięciu zatrzymaniach w tym okresie, co najmniej na 48 godzin. Jak widać, ogólny pogląd, że w latach gomułkowskich nie było masowych aresztowań kapłanów, nie było masowych zbrodni przeciw kapłanom, jest myślą prawdziwą, prawidłową, ale z głębokimi wyjątkami.

W 1970 r. Gierek złagodził nieco politykę władz wobec Kościoła, jednak po strajkach w Ursusie i Radomiu represje znów się nasiliły. Pamiętamy drastyczny przykład ks. Kotlarza.

Tak jest. Przypadek ks. Romana Kotlarza jest wyraźnym przykładem zemsty aparatu bezpieczeństwa, Służby Bezpieczeństwa, konkretnie Departamentu IV, a jeszcze konkretniej najprawdopodobniej Grupy D, która została powołana w 1973 r. przez Departament IV. Grupa D od 1977 r. była już osobnym Wydziałem VI Departamentu IV z prawem do wykonywania różnych działań z dziedziny dezinformacji i dezintegracji, faktycznie aż do ciężkiego pobicia, czy tez zbrodni zabójstwa osoby, którą uznano za przeszkadzającą w funkcjonowaniu socjalistycznej ojczyzny. Przykład ks. Kotlarza jest przypadkiem kapłana, który najpierw został zastraszony, wzywany, psychicznie niszczony, a następnie bardzo ciężko pobity. A w wyniku tego pobicia zmarł, o ile pamiętam, w szpitalu w Radomiu. Trzeba widzieć tę zbrodnię na tle szerszym, to znaczy na tle bezkarności, jaka została dana resortowi bezpieczeństwa przez władze polityczne, czyli ekipę Gierka. Gierek, z jednej strony, odszedł rzeczywiście od tej nachalnej propagandy antykościelnej, która towarzyszyła ekipie Gomułki. Ale jednocześnie podtrzymywał całe instrumentarium, tajne wobec społeczeństwa, które nazywało się Służbą Bezpieczeństwa i szczególnie w tym przypadku Departamentem IV MSW, zajmującym się stałą inwigilacją wszystkich kapłanów. Od 1962 r. już w sposób systematyczny alumn wstępujący do seminarium duchownego miał zakładaną teczkę, która towarzyszyła mu aż do końca jego kariery kapłańskiej.

Później był wybór Karola Wojtyły na papieża i powstanie Solidarności. Nastąpiła jeszcze większa mobilizacja sił partii i SB do likwidacji zagrożenia dla władzy komunistycznej. Do końca lat 80 prowadzono bezwzględną walkę z Kościołem, zamordowano m.in. księży Popiełuszkę, Niedzielaka, Suchowolca i Zycha.

Tak. Według naszej dzisiejszej wiedzy, w latach 1981-89, a więc stanu wojennego i ostatnich lat komunizmu, w niewyjaśnionych do końca okolicznościach, bądź w wyjaśnionych jako mord, zginęło najprawdopodobniej ośmiu kapłanów. Przy czym, co do niektórych z nich nie ma wątpliwości, przynajmniej na dzień dzisiejszy. Czyli ks. Jerzy Popiełuszko został zamordowany przez trzech funkcjonariuszy właśnie Departamentu IV Wydziału VI MSW – Piotrowskiego, Chmielewskiego i Pękalę. Był to mord wyjątkowo brutalny, wcześniej poprzedzony próbą zabicia kapłana w drodze z Gdańska do Warszawy. Podobne metody, próby zabójstwa, ale nieudane, stosowano wobec ks. Stanisława Małkowskiego, ks. Adolfa Chojnackiego i to są przypadki historycznie zbadane. Ale nieudane ataki, bo ci kapłani przeżyli, bądź w ogóle nie wykonano tego planu mordu. Wiemy również o przypadkach śmierci kapłana spowodowanych tak zwanymi wypadkami, bądź przez tak zwanych nieznanych sprawców. Termin nieznani sprawcy jest, oczywiście, podawany często ironicznie, bo w zasadzie wszystkie okoliczności wskazywały na sprawstwo funkcjonariuszy SB. Mam na myśli, przykładowo, nie tylko te podane przez pana przypadki z 1989 r., czyli Niedzielaka, Suchowolca, Zycha, ale też z maja 1983 r. przypadek o. Honoriusza Kowalczyka, dominikanina, bardzo mocno zaangażowanego w działalność duszpasterstwa akademickiego w Poznaniu. O. Kowalczyk w latach stanu wojennego ratował dusze niejednego młodzieńca przed wynikającymi z emocji czynami antykomunistycznymi, ratował też matkę 19-letniego młodzieńca Majchrzaka, zamordowanego przez funkcjonariuszy SB podczas jednej z manifestacji ulicznych w stanie wojennym. Był to więc bardzo zasłużony kapłan z wielkim autorytetem na tamtym terenie, który w maju, albo w kwietniu, o ile pamiętam, 1983 r. wsiadł do swego malucha, fiata 126p i na prostej drodze uderzył w drzewo. Został ciężko ranny. Po przewiezieniu do szpitala w zasadzie nie było z nim zbyt długiego kontaktu, ale zdążył wybaczyć jeszcze sprawcom swej śmierci, dając do zrozumienia, że jest to w gruncie rzeczy śmierć na życzenie SB. I umarł. Ani ówczesne działania prokuratury i śledztwo nie wykryły sprawców, ani też po 1989 r. nie znaleźliśmy w III RP sposobu, by dowiedzieć się, jaki był przebieg tego przypadku i kto w gruncie rzeczy za nim się krył. W lipcu 1989 r. była powołana tak zwana komisja Rokity, od nazwiska posła. Komisja ta znalazła w sumie ponad sto przypadków śmierci w latach 80, które wzbudzały wątpliwości, co do przebiegu okoliczności śmierci danej osoby. Komisja wybrała 88 przypadków, co do których uznała, że najprawdopodobniej osoby te zostały zamordowane przez funkcjonariuszy SB albo też przestępstwo polegało na mataczeniu.

Co to znaczy, przestępstwo polegało na mataczeniu?

To, że instytucje powołane w latach 80 do chronienia interesów obywateli i do odkrycia prawdy materialnej, dotyczącej danego zdarzenia, czy na przykład dany wypadek był samobójstwem, czy morderstwem wykonanym na zlecenie SB, czy też morderstwem kryminalnym, w przypadkach, w których staniało uzasadnione podejrzenie, że za tym czynem znajdowali się funkcjonariusze SB, już wówczas, w latach 80, czyniły wszystko, by zatrzeć ślady prowadzące do odkrycia rzeczywistych zbrodniarzy. Przy czym wyraźnie dziś widać w tych sprawach, że dotyczy to takich przypadków, w których podejrzenie, a nawet cień podejrzenia, padał na konkretnego funkcjonariusza SB bądź Milicji Obywatelskiej. To oznacza tyle co najmniej, że ówczesna SB czuła się niewątpliwie bezkarna, jeżeli chodzi o możliwości funkcjonowania i działania pozaprawnego, ponieważ miała ochronę aparatu sprawiedliwości. A ten aparat sprawiedliwości był przez czynniki partyjne tak ustawiony, by chronić dobre imię każdego funkcjonariusza, niezależnie od jego czynów. I to dotyczyło również czynów kryminalnych. Weźmy choćby przypadek, kiedy pewien oficer SB, po pijanemu, ze swojej siedziby SB, strzelał w kierunku znajdującego się naprzeciw ogródka jordanowskiego, gdzie znajdowało się przedszkole i zabił kilkuletnią dziewczynkę, bo trenował sobie strzelanie. W normalnym państwie i normalnych okolicznościach byłby to po prostu czyn kryminalny i człowieka należałoby uwięzić bez kompromitacji całego urzędu. A w przypadku Polski Ludowej każdy funkcjonariusz był chroniony, niezależnie od tego, czy jego kompromitacja obciążałaby całą SB, czy obciążałaby wyłącznie jego samego. Stąd taki mechanizm bezkarności, który powodował, że funkcjonariusze ci mogli działać w sposób bezprawny, a zgodny z instrukcjami własnego urzędu.

W którym okresie PRL-u było najwięcej zbrodni na księżach? Kiedy prześladowano kapłanów najostrzej?

Najwięcej mordów i przestępstw aparatu państwowego wobec społeczeństwa, w tym wobec księży, odnotowujemy jednak w okresie 1944-56 i co do tego nie ma cienia wątpliwości. Natomiast w przypadku Kościoła aparat represyjny był ustawicznie nastawiony na walkę zarówno z kapłanami, jak iświeckimi. I w każdym momencie, kiedy była konieczność, zdaniem komunistów, wśród tego instrumentarium było również i takie narzędzie, jak zbrodnia. W związku z tym mamy też przypadki zbrodnicze, i w latach 60, i 70, i 80. Ale, bez wątpienia, najbliższe latom 40 i 50 są lata 80. Jeżeli więc chodzi o praktyczne wykorzystanie dorobku stalinowskiego, bez wątpliwości w latach 80 wrócono do tej praktyki.

Była w latach 80 lista księży do zamordowania? Słyszałem, że znajdowało się na niej 55 nazwisk duchownych.

Nie można tej listy nazwać listą księży do zamordowania. To była lista księży uznanych przez komunistów za najbardziej wrogich, których należało zdyscyplinować, na różne sposoby. Jedną z form dyscyplinowania było skierowanie uwagi Episkopatu Polski, biskupów, by tych kapłanów oni sami dyscyplinowali, żeby ci kapłani nie działali antypaństwowo, mówiąc językiem partyjnym. Były też formy dyscyplinowania takie, jak zastraszenie, czy ewentualne próby nacisku, by oni sami zrezygnowali z wywrotowej, zdaniem komunistów, działalności. A jeżeli te wszystkie formy delikatniejsze nie dawały pożądanego skutku, oczywiście, następowało zastraszanie w formie pobicia, aż do zbrodni.

Wiadomo, ilu w sumie księży zamordował aparat PRL-u?

Niestety, nie jest to obliczone. Wiemy, że mniej więcej w latach 1944-56 różne formy represji spotkały około tysiąca kapłanów, czyli mniej więcej 10 procent ówczesnego stanu duchowieństwa. Te różne formy represji, to przede wszystkim uwięzienie, mordy i deportacje, bo to też ważna forma represji fizycznej. Natomiast później, w latach już 1956-89, te przypadki, to przede wszystkim ks. Kotlarz, ks. Findysz i ta ósemka.

Kto jest najbardziej odpowiedzialny za prześladowania i zbrodnie na księżach za PRL-u? W ostatnim czasie z pewnością Kiszczak i Jaruzelski?

Tak. To znaczy, zawsze można powiedzieć, że odpowiedzialność nie tylko polityczna, ale i na pewno moralna, spada przede wszystkim na członków Biura Politycznego KC PPR, a następnie PZPR. Była również wydzielona specjalna struktura, nazwana Komisją ds. Kleru, działająca przy Wydziale Administracyjnym, czy też Administracyjno-Społecznym, bo następowały zmiany w nazewnictwie, KC PZPR. Dotyczy to lat 1956-81. I w zasadzie, w następnych latach ten Wydział Administracyjny też miał pod sobą sprawy Kościoła. Ale, oczywiście, w latach stanu wojennego, to grupa najbliższa gen. Jaruzelskiemu odpowiadała za wszystkie czyny i decyzje polityczne w partii i państwie. Czyli w latach 80 obok Jaruzelskiego, Kiszczaka, Siwickiego, jeśli chodzi o stosunki państwo – Kościół, szczególnie odpowiedzialność spada na Kazimierza Barcikowskiego, który był stroną prowadzącą rozmowy z Kościołem w ramach Komisji Mieszanej.

Tak naprawdę, to do tej pory nie wyjaśniono chyba żadnej sprawy mordu na księżach, bo nawet sprawa ks. Popiełuszki tak do końca nie została jeszcze wyjaśniona?

Do dziś obowiązuje ta wersja, która została wypracowana przez proces toruński z 1985 r. I nie mamy dowodów, by mordercami ks. Popiełuszki nie byli Piotrowski, Chmielewski i Pękala. Choć, oczywiście, pojawiają się nowe hipotezy, związane przede wszystkim z udziałem wywiadu sowieckiego w tejże zbrodni.

A ustalenia prokuratora Witkowskiego?

Tych ustaleń faktycznie na razie nie ma. One są pewną projekcją, a badania historyczne opierają się jednak na faktach zbieranych zeźródeł, a póki co nie dysponujemy takowymi.

Rozmawiał Cezary Dąbrowski

Kategoria Wiara

Comments