Moja Parafia

*** MOJA PARAFIA

PARAFIA RZYMSKOKATOLICKA

ŚW. KLEMENSA HOFBAUERA

REDEMPTORYŚCI

WARSZAWA /WOLA/

KAROLKOWA 49

TELEFON: 22 578 42 00 / 22 578 42 14
STRONA INTERNETOWA: www.swietyklemens.pl
ADRES MAILOWY: klemenswarszawa@gmail.com

KANCELARIA PARAFIALNA
Od wtorku do piątku godz. 9-11 i 16.30-18.30

PORZĄDEK MSZY ŚW.
DNI POWSZEDNIE: 6.30, 7.30, 8.30, 18.30
NIEDZIELE: 6.30, 8, 9.30, 11 /dzieci/, 12.30, 18.30 /studenci/
SPOWIEDŹ ŚWIĘTA: w czasie każdej Mszy świętej

MSZA TRYDENCKA

OD 1 LIPCA 2011 R. KOŚCIÓŁ REKTORALNY ŚW. BENONA NIE JEST MIEJSCEM ODPRAWIANIA MSZY ŚW. W NADZWYCZAJNEJ FORMIE RYTU RZYMSKIEGO

Od 1 lipca 2011 r. Msze Święte w nadzwyczajnej formie rytu rzymskiego są odprawiane w kościele redemptorystów p.w. św. Klemensa Dworzaka przy ul. Karolkowej na Woli. GODZINY ROZPOCZĘCIA MSZY TRYDENCKICH – GODZ. 14 W NIEDZIELE
Strona Duszpasterstwa: mszatrydencka.waw.pl

*****

OGŁOSZENIA DUSZPASTERSKIE
28 NIEDZIELA ZWYKŁA
15 PAŹDZIERNIKA
Niedziela 15.10
Dzisiaj odbywa się liczenie wiernych w kościołach w Polsce
Poniedziałek 16.10
Wspomnienie św. Gerarda Majelli, redemptorysty, patrona dobrej spowiedzi oraz matek oczekujących potomstwa
Błogosławieństwo kobiet w stanie błogosławionym na Mszy Św. o godz. 18.30
Spotkanie chóru parafialnego o godz. 19.15 w salce parafialnej
Środa 18.10
Święto św. Łukasza, ewangelisty
Nieustanna Nowenna do MBNP z katechezą dla dorosłych nt. Szczęście, radość, smutek, godz. 8.30 i 18
Msza Św. z udziałem Prowincjała Warszawskiej Prowincji Redemptorystów o. Janusza Soka z członkami grup i wspólnot działających przy naszej parafii o godz. 18.30 – Wizytacja prowincjalna
Spotkanie z liderami grup i wspólnot działających przy naszej parafii z o. Prowincjałem w Oratorium – godz. 19.15
Czwartek 19.10
Spotkanie o. Prowincjała z aspirantami, ministrantami i lektorami – godz. 18 – sala o. Łubieńskiego
Piątek 20.10
Godzina Miłosierdzia o godz. 15
Medytacje niedzielne o godz. 19.15 /w sali o. Łubieńskiego/​​
Sobota 21.10
Katecheza przedchrzcielna o godz. 19.15 /w sali o. Łubieńskiego/
Niedziela 22.10
Niedziela misyjna. Ofiary zbierane do puszek przeznaczone zostaną na potrzeby Redemptorystów posługujących w Afryce
Spotkanie dla kobiet od godz. 13 w Oratorium
POZOSTAŁE OGŁOSZENIA
Kawiarenka parafialna czynna w każdą niedzielę w godz. 9-13
Dziękujemy za złożone ofiary na Fundację „Dzieło Nowego Tysiąclecia” wspierające stypendia dla uzdolnionej młodzieży. Zebraliśmy 5517 zł
Zapraszamy rodziców z dziećmi i wszystkich dorosłych na nabożeństwa różańcowe codziennie o godz. 18
Zapraszamy wszystkich chłopców /począwszy od kl. III szkoły podst./ którzy chcieliby zostać ministrantami w naszej parafii. Zapisy u o. Macieja
Zapraszamy na pielgrzymkę mężczyzn na Jasną Górę 4 listopada. Koszt 60 zł. Zapisy w kancelarii parafialnej
Zbliża się listopad w którym naszą pamięcią modlitewną otaczamy zmarłych. Zachęcamy do włączenia ich w nabożeństwo wypominkowe. Karty na wypominki można odebrać przy wyjściu z kościoła. Wypełnione karty /drukowanymi literami i w pierwszym przypadku/ można składać w zakrystii kościoła po każdej Mszy św. w niedzielę, a w kancelarii parafialnej w ciągu tygodnia. Ofiary składane przy tej okazji będą przeznaczone na cele parafialne

*****

KONCERT POWSTAŃCZY

Parę słów po koncercie powstańczym który odbył się w niedzielę 6 sierpnia w naszym kościele w 73 rocznicę zamordowania 30 redemptorystów z tutejszego klasztoru i Rzezi Woli

/Niemieckie bestie 73 lata temu – na początku sierpnia 1944 – wymordowały na Woli w kilka dni ok. 40-60 tys. cywilnych mieszkańców dzielnicy w odwecie za rozpoczęte właśnie Powstanie Warszawskie/

W koncercie wystąpili: Milena Lange – sopran, Damian Wilma – baryton, Marek Stefankiewicz – fortepian, Kwintet Smyczkowy „Impressione”. Wykonawców zapowiadał bardzo dobrze znany, m.in. z Polskiego Radia, Andrzej Krusiewicz
W programie koncertu były bardzo znane i ukochane przez nas wszystkich Pałacyk Michla, Warszawianka, Warszawskie Dzieci, Hymn Szarych Szeregów. Była też cudowna muzyka Andrzeja Kurylewicza z serialu Polskie Drogi, Ave Maria i niesamowity utwór z tekstem Cypriana Kamila Norwida, znany ze słynnego wykonania Stana Borysa
Nieco zszokował mnie o. Paweł Mazanka który powiedział że Andrzej Krusiewicz, który przez całe lata zapowiadał już chyba tysiące patriotycznych koncertów i uroczystości, był w naszym kościele pierwszy raz… Jeżeli to prawda, to jest wprost nie do wiary… Nigdy bym nie pomyślał, byłem przekonany że Krusiewicz zapowiadał już wiele razy jakieś wydarzenia w naszym kościele
Świetnie że do programu koncertu włączono słynny utwór Stana Borysa z tekstem Norwida: /…coraz to z Ciebie jako z drzazgi smolnej/
Tekst Norwida jest taki:
Coraz to z Ciebie, jako z drzazgi smolnej,
Wokoło lecą szmaty zapalone;
Gorejąc nie wiesz, czy Stawasz się wolny,
Czy to, co twoje, ma być zatracone?
Czy popiół tylko zostanie i zamęt,
Co idzie w przepaść z burzą? – czy zostanie
Na dnie popiołu gwiaździsty dyjament,
Wiekuistego zwycięstwa zaranie…
Pieśń wykonała /podobnie jak słynną Ave Maria/ sopranistka Milena Lange. Zdecydowanie bardziej podoba mi się jednak oryginalne wykonanie Stana Borysa
Ale cały koncert był bardzo dobry i bardzo mi się podobał, dobrzy wokaliści i bardzo dobrzy muzycy. Bardzo dziękuję organizatorom i wykonawcom za ten koncert. Bardzo dobra rzecz!
/Cezary Dąbrowski/www.zawszepolska.eu/ /7.8.2017/

*****

braun 002*** CIEKAWY GOŚĆ W PARAFII

GRZEGORZ BRAUN

WYKŁAD O KULTURZE

NA ZAKOŃCZENIE AKADEMII TRADYCJA I PRZYSZŁOŚĆ

13 CZERWCA 2014

Ostatni, wieńczący pracę Akademii Tradycja i Przyszłość prowadzonej przez Arkadiusza Robaczewskiego w tym roku akademickim wykład odbył się w naszej parafii w piątek 13 czerwca. Mogliśmy wysłuchać interesującej prelekcji bardzo ciekawego gościa – Grzegorza Brauna, znanego i cenionego reżysera, publicysty. Tytuł wystąpienia: „Potrzeba katolickiej rekonkwisty w kulturze”
Braun jest autorem tak znanych filmów jak „Eugenika”, „Towarzysz generał”, „Plusy dodatnie, plusy ujemne”. Jest też rozpoznawany jako ten który mężnie trwa przy zasadach katolickich i polskich
Braun mówił m.in. o tym że Polska nie będzie się rozwijać i nie będzie lepsza bez większej wolności gospodarczej, w której Polacy będą mogli zarejestrować i prowadzić jak najwięcej własnych firm, przedsiębiorstw. W takiej Polsce bezpieczny byłby też Kościół katolicki, który kochamy i do którego należymy. Mówił o tym że Polacy wielopokoleniowo zostali po prostu wiele razy oszukani i wymordowani. O tym że kultura która jest nam w Polsce obecnie proponowana przez rządzących, to nie jest nasza kultura, to jest kultura nam obca. Przekonywał że obecnie w Polsce w dziedzinie teatru, filmu, literatury jest bardzo źle, jest wielka nuda, nic mądrego i ważnego się nie dzieje, nic wartościowego nie powstaje, nie jest prezentowane, nie ukazuje się
Filmowiec mówił że Polacy nie czytają książek bo są one po prostu za drogie, że w Polsce nadal mocno obecny jest demon marksizmu
Mówił też o USA, że tam Amerykanie są terroryzowani podatkiem od dochodów osobistych, który uchwalono zaledwie jednym głosem w kongresie dopiero w 1913 r. A Amerykanom się wydaje że podatek ten istniał zawsze… Braun stwierdził że nie jest zwolennikiem demokracji, nie jest demokratą, a w Polsce według niego rządzą loże i służby specjalne. On wolałby żyć jako poddany, czego wszystkim życzy
Spotkanie z Braunem zorganizował Arkadiusz Robaczewski, prezes Centrum Kultury i Tradycji Wiedeń 1683, twórca i organizator Akademii Tradycja i Przyszłość, przy życzliwej pomocy o. Krzysztofa Stępowskiego, duszpasterza Duszpasterstwa Tradycji, które działa przy naszym kościele św. Klemensa
/Cezary Dąbrowski/www.zawszepolska.eu/ /16.6.2014/

*****

ŚWIĘTEGO ANDRZEJA

IMIENINY OJCÓW REDEMPTORYSTÓW

30 LISTOPADA-1 GRUDNIA

W sobotę 30 listopada, w święto świętego Andrzeja Apostoła, swoje imieniny obchodziło aż czterech ojców Andrzejów redemptorystów z naszego klasztoru, w tym o. proboszcz Andrzej Kryger
W intencji wszystkich czterech solenizantów Andrzejów modliliśmy się w niedzielę 1 grudnia podczas Mszy św. o godz. 12.30. Po Mszy św. z tej okazji w Oratorium parafianie przygotowali nawet małe przedstawienie teatralne
Wśród życzeń dla o. proboszcza Andrzeja Krygera były też takie: mądrości w kierowaniu innymi, bo rola pasterza nie jest łatwa… Nic dodać, nic ująć
Z przedstawienia teatralnego w Oratorium zapamiętam młodych chłopców ubranych w szaty redemptorystów /wyglądali bardzo poważnie i elegancko, choć byli nieco stremowani; o. proboszcz „wróżył” że dwóch z nich zostanie na pewno redemptorystami!/ oraz prezentowaną „śpiewająco” poezję Karola Wojtyły. Jedna z pań fragmentami śpiewała naprawdę bardzo ładnie, że aż się chciało słuchać
/Cezary Dąbrowski/www.zawszepolska.eu/ /10.XII.2013/

*****

*** MIROSŁAW PIOTROWSKI

ZASKAKUJĄCA WIZYTA W NASZYM KOŚCIELE

GOŚĆ Z EUROPARLAMENTU I LUBLINA

26 LISTOPADA 2013

Kiedy usłyszałem że w naszym kościele ma się odbyć spotkanie z europosłem Mirosławem Piotrowskim z Lublina komentowałem to jako sensację… Bardzo długo w naszej parafii nic się działo, nie było żadnych ciekawych gości; jakichś polityków, twórców, dziennikarzy… Zupełnie nic… Długo, długo zupełnie nic, nuda, grobowa cisza… Poza oczywiście pewnymi uroczystościami religijnymi, parafialnymi
I tu nagle Mirosław Piotrowski, jeden z najciekawszych, najlepszych polskich posłów w Parlamencie Europejskim! Według niektórych – całkiem poważnych i wpływowych osób – wspaniały kandydat na przyszłego prezydenta Polski. W naszej parafii! Chodziłem i zastanawiałem się jak do tego doszło… Okazało się że załatwił to o. Waldemar Gonczaruk, były o. redaktor w Radiu Maryja, który od kilku miesięcy jest w klasztorze przy Karolkowej. Wypada się wobec tego tylko bardzo cieszyć że o. Waldemar zamieszkał przy Karolkowej, bo dzięki temu w naszej parafii może wreszcie będzie się coś dziać… I wiadomo już że w najbliższy wtorek, 3 grudnia, po wieczornej Mszy św., będzie kolejne bardzo ciekawe spotkanie, tym razem z red. Wojciechem Reszczyńskim. Za tym też stoi na pewno o. Waldemar
Spotkanie z Mirosławem Piotrowskim było bardzo ciekawe. Poseł mówił o wielu interesujących rzeczach, sprawach. Często śmiesznych, absurdalnych… I nic w tym dziwnego, bo wszyscy wiedzą że w Unii Europejskiej i Parlamencie Europejskim idiotów nie brakuje, absurdów i idiotyzmów więc również nie może brakować…
I tak Piotrowski mówił np. że ostatnio w UE ogranicza się moc odkurzaczy, najpierw ustalono ją na maksymalnie 1500 watów, a teraz nawet na 900 watów. A to ze względu, jakżeby inaczej, na oszczędność energii… A odkurzacz o takiej mocy nie zawsze jest w stanie skutecznie odkurzać i wtedy trzeba odkurzanie powtarzać… I w takim przypadku nie ma mowy o żadnej oszczędności prądu, a wręcz przeciwnie…
W UE podjęto też decyzję o wycofaniu z rynku europejskiego zwykłych, tradycyjnych żarówek 75-watowych i 100-watowych. Kosztowały one jak pamiętamy 2-3 zł za sztukę. A wprowadzone nowe rodzaje żarówek sprzedawane są po 20, 30, a nawet 50 zł!… Rynek europejski to 500 mln ludzi i na wycofaniu starych i wprowadzeniu nowych żarówek bardzo zarobiły pewne dwie firmy… Ciekawe jakie?… Na pewno jednak nie z Polski
W UE powołano, uwaga: 3094 komisje – tak powiedział poseł Piotrowski. Jedna z nich została utworzona do zbadania… nagięcia banana!
Szefem frakcji zielonych w PE jest niejaki Daniel Cohn-Bendit – podobno i Niemiec i Francuz zarazem!…, i podobno swego czasu /a może i obecnie…/ pedofil!… Tyle jest ataków różnych czerwonych szmaciarzy, najczęściej ataków nie mających kompletnie pokrycia w rzeczywistości, zwykłych oszczerstw i pomówień, na księży, że ten to, tamten tamto… W tych różnych szmatach, jak Super Express, czy Fakt, na różnych pogańskich i bolszewickich portalach, jak choćby Interia.pl, czy Onet.pl itp… A posłem w Europarlamencie i szefem frakcji zielonych jest pedofil!… Jak powiedział Piotrowski – w trakcie obrad w PE francuski poseł narodowy, słynny Jean-Marie Le Pen publicznie stwierdził – mając na myśli Cohn Bendita – że atakuje go pedofil… A tenże Cohn-Bendit w swojej książce sam opisywał co, gdzie i jak robiły mu przed laty dzieci…, kiedy pracował jako wychowawca w internacie. Oskarżono go więc o pedofilię
Kolejna głupota rodem z UE to jak marchewka stała się owocem… A wszystko przez Portugalczyków, którzy chcieli otrzymywać dopłaty unijne do produkowanych u nich dżemów z marchewek. A dopłaty są tylko do owoców, więc UE na wniosek Portugalii przekwalifikowała marchewkę z warzywa na owoc…
Piotrowski nie jest wcale taki pewny że dostajemy z UE – jak to się oficjalnie podaje – cztery razy więcej niż do niej przekazujemy… Mowa oczywiście o pieniądzach. Poseł przypuszcza że raczej dajemy do UE tyle co otrzymujemy, a może i nawet tracimy… Poza tym podobno każdy Polak płaci na UE średnio zaledwie 1.40 zł. Może nie byłoby to bardzo dużo, gdyby nie to że każdy Polak płaci tyle każdego dnia!…
Niektórym wydaje się że dwanaście gwiazd na fladze UE symbolizowało członkowskie kraje organizacji, a prawda jest taka że inspiracją dla autora koncepcji unijnej flagi Arsene’a Heitza był wizerunek Matki Boskiej Niepokalanie Poczętej, która jest właśnie przedstawiona na lazurowym tle, a jej głowę okala 12 gwiazd. Tak wyznał sam Heitz /Francuz/ przed śmiercią
Według organizacji Open Doors 95 procent aborcji w Afryce dokonuje się za pieniądze UE, czyli także za nasze, polskie…
Budżet UE w 70 proc. składa się z podatków krajów członkowskich. Płacą one na UE solidarnie po 1 proc. własnego PKB
Mirosław Piotrowski opowiadał jak to mówił żartem do różnych ludzi, w tym posłów i urzędników unijnych, że UE wprowadziła oddzielną instrukcję sznurowania lewego buta i oddzielną instrukcję sznurowania prawego buta!… I wielu rozmówców w to uwierzyło!… To był na szczęście akurat tylko żart, ale reakcja ludzi świadczy z jak wielkimi absurdami i niedorzecznościami mamy do czynienia w UE i PE… I że nic już ludzi nie zdziwi ani zaskoczy pod tym względem… Tam jest tylu durniów – oczywiście wyłączając tych normalnych, mądrych ludzi, jak choćby poseł Piotrowski – że wszystko jest u nich możliwe…
/Cezary Dąbrowski/www.zawszepolska.eu/ /2.XII.2013/

*****

*** KS. KARD. KAZIMIERZ NYCZ

ZAKOŃCZENIE JUBILEUSZOWYCH MISJI ŚWIĘTYCH

24 LISTOPADA 2013

Ks. kardynał Kazimierz Nycz, metropolita warszawski, przewodniczył w naszym kościele uroczystej Eucharystii kończącej Parafialne Jubileuszowe Misje Święte

Dziękowaliśmy Bogu za zakończony Rok Wiary oraz za 80-lecie wyświęcenia kościoła św. Klemensa. Konsekracji dokonał 26 X 1933 r. ks. kardynał Aleksander Kakowski. W niedzielę 24 listopada przypadła też Uroczystość Jezusa Chrystusa Króla Wszechświata

Ks. kardynał Nycz mówił w homilii m.in. że tylko świadectwo człowieka zmienia świat. I przywołał przykłady wspaniałych ludzi Kościoła, wspaniałych świadków Chrystusa, takich jak zmarła właśnie przed kilku dniami Marianna Popiełuszko, mama bł. ks. Jerzego Popiełuszki, św. Matka Teresa z Kalkuty oraz wreszcie bł. Jan Paweł II. Wielki Papież Polak był jednym z tych którzy zmieniali świat, zmieniali Kościół i zmieniali samego siebie. Ks. kard. Nycz mówił m.in. że to święci budują Królestwo Boże. Dlatego wszyscy powinniśmy dążyć do świętości i budować Królestwo Boże już tu na ziemi. Ks. kardynał poświęcił też Krzyż Misyjny stojący na przykościelnym placu Pamięci Męczenników Warszawskiej Woli.

Słowo Boże podczas tygodniowych Jubileuszowych Misji Świętych głosili misjonarze z Gdyni, redemptoryści Zbigniew Podlecki i Antoni Paździorko. Hasło główne zakończonych misji to: „Trwajcie mocni w wierze”. – Staraliśmy się wspólnie z wiernymi przybliżyć Chrystusa, jedynego Zbawiciela świata, i prosić Go by nie tylko w nas umocnił wiarę, byśmy tą wiarą jak chlebem, i to zadanie zwłaszcza dla duszpasterzy, ale też dla każdego, dzielili się. Prosiliśmy Go byśmy po tych Misjach Świętych byli nie tą martwą Ewangelią, którą codziennie czytamy, ale żywą. Ewangelią żywą, którą czyta współczesny człowiek. I dziś właśnie takich świadków wiary i Ewangelii nam potrzeba – powiedział mi o. Antoni Paździorko.

– Chodziło też o to by poprzez te Misje Święte przygotować duchowo wiernych do świętowania 80 rocznicy poświęcenia tej świątyni, by odnowili swoje wewnętrzne świątynie, i by dziś z czystym sercem za tę świątynię Bogu podziękować. Dlatego na koniec rozśpiewaliśmy uroczyste Te Deum. I przyjęliśmy pasterskie błogosławieństwo na umocnienie wiary. My misjonarze zrobiliśmy co mogliśmy, a reszta w rękach ludzi i tych którzy będą tu nad nimi sprawować duszpasterską opiekę – dodał o. Antoni.

– Ksiądz kardynał mówił w homilii że w uroczystość Chrystusa Króla jest On Królem miłości, że wiara bez uczynków jest martwa. Dlatego trzeba zawsze w drobnych rzeczach być wiernym i tę miłość głosić. To znaczy dać potrzebującemu kromkę chleba, czy kubek wody, bo „byłem głodny, a daliście Mi jeść, byłem spragniony, daliście Mi pić…”. Tak niewiele przecież trzeba by w serca ludzkie wlać radość. I w ten sposób budować Boże Królestwo, które jest w nas. Matka Teresa z Kalkuty żadnego zdania nie powiedziała z ambony, a była żywym świadectwem zawierzenia Bogu – podsumował o. Antoni Paździorko.

Cezary Dąbrowski/www.zawszepolska.eu /26.XI.2013/

***

*** BEZ PRAWDY NIC NIE MA SENSU

ZADUSZKI RODZIN SMOLEŃSKICH

ŁABONARSKA – ZELNIK – BAJOR

16 LISTOPADA 2013

Uroczysta modlitwa za tych którzy zginęli w tragedii smoleńskiej 10 kwietnia 2010 – według scenariusza Joanny Grzybowskiej, z udziałem naszych znakomitych aktorów Haliny Łabonarskiej, Jerzego Zelnika i Piotra Bajora oraz zespołu kameralistów Camerata Vistula pod kierownictwem prof. Andrzeja Wróbla – odbyła się w naszym kościele w sobotę 16 listopada. W Zaduszkach Smoleńskich przygotowanych z inicjatywy o. Waldemara Gonczaruka uczestniczyło oczywiście także wielu najbliższych i przyjaciół tragicznie zmarłych pod Smoleńskiem

Wśród uczestniczących w Zaduszkach widziałem m.in. Magdalenę Mertę, Beatę Gosiewską, Andrzeja Melaka, Dorotę Skrzypek, Alicję Zając

Dlaczego doszło do Zaduszek Smoleńskich? Wyjaśnia Joanna Grzybowska, autorka scenariusza: – Dlatego że w tradycję polską jest mocno wpisana modlitwa za zmarłych. A tej modlitwy wszystkim potrzeba, i zmarłym za których się modlimy, i nam, by zachować pamięć o nich. Chcieliśmy się pomodlić za Polaków którzy zginęli w tragedii smoleńskiej, którzy polecieli do nieba samolotem 10 kwietnia 2010. Chcieliśmy ich wspomnieć, pomodlić się za każdego z nich z osobna, i za wszystkich razem, za ofiary tej wielkiej, wielkiej tragedii.

Jakie było zamierzenie? – By nie wymieniać tytułów, stopni wojskowych, bo oni do Boga polecieli i Bóg ich rozpozna, a ich zasługi zostały tutaj, to czego dokonali zostało tu na ziemi. Ważne jest by pamięć o nich trwała, byśmy zdali egzamin pamiętając o nich, a najlepszą formą pamięci jest modlitwa. Stąd pomysł zaduszek, tych wypominek które są obecne we wszystkich kościołach, w modlitwach wiernych, szczególnie w listopadzie.

Dlaczego akurat p. Joanna Grzybowska zajęła się scenariuszem tych Zaduszek? Odpowiedź p. Joanny: – To jest pytanie właściwie do o. Waldemara Gonczaruka, redemptorysty, opiekuna duchowego rodzin smoleńskich. Bardzo mu dziękuję za zaufanie którym mnie obdarzył. Wcześniej miałam już na prośbę z kolei ojców paulinów zaszczyt organizowania dwudniowych uroczystości odsłonięcia Epitafium Smoleńskiego na Jasnej Górze. Prosił mnie o to o. przeor Roman Majewski. Po tamtym wydarzeniu, które zgromadziło wiele osób z rodzin smoleńskich, i to o różnych przecież orientacjach politycznych, dostałam bardzo miły list od wielu różnych ludzi, którzy dziękują za to że właśnie w formie modlitwy pamiętamy i wspominamy ich bliskich.

– Ja nie należę do żadnej z rodzin ofiar smoleńskich, ale byliśmy bardzo zaprzyjaźnieni z ks. biskupem Tadeuszem Płoskim. On nas zawsze traktował jak rodzinę i choć więzy krwi nas nie łączą, to bardzo silne więzy przyjaźni jak najbardziej. I te zaduszki to także jest wyraz pamięci o nim, ale nie tylko o nim, bo wiele innych ofiar smoleńskich także było nam bardzo bliskich. Dlatego zawsze na wszystko co dotyczy tego strasznego wydarzenia, tej katastrofy, i umożliwia modlitwę za ofiary smoleńskie, ja odpowiadam pozytywnie z największą radością – dodała Joanna Grzybowska.

Co p. Joanna myśli na temat tragedii smoleńskiej i tego co się dzieje do dziś w tej sprawie? – Mnie to wszystko oburza. Nie chcę powiedzieć jakoś trywialnie że wiele osób alergicznie reaguje na Smoleńsk, ale na pewno często różni ludzie reagują właśnie z dużą niechęcią. Zupełnie jakby należałoby jak najszybciej o tej tragedii zapomnieć… I nie myślę tu o tym co się tam stało, jak i dlaczego, ale o tym w jaki sposób jest traktowana cała sprawa wyjaśniania katastrofy i jak się lekceważy ludzi z najbliższego grona ofiar smoleńskich. A lekceważy się też osoby nie tylko z najbliższego grona ofiar smoleńskich. Myślę tu o tym jak się lekceważy tych wszystkich którzy w ogóle wymawiają słowo: Smoleńsk. Traktuje się ich od razu jako kogoś kto chce nie wiadomo czego, kto chce dowiedzieć się o czymś co się nie zdarzyło… A chodzi tylko o prawdę, by to wszystko wyjaśnić. A ja tej prawdy nie znam… I mamy do czynienia z typowym zachowaniem piłatowym, czyli umywamy ręce, nic nie wiemy, za nic nie bierzemy odpowiedzialności…

A co o Zaduszkach Smoleńskich sądzi wspaniała polska aktorka Halina Łabonarska? – To bardzo dobrze że takie Zaduszki Smoleńskie się odbyły, że pojawiła się taka inicjatywa, była w tym oczywiście duża zasługa o. Waldemara Gonczaruka, który bardzo chciał byśmy wszyscy mogli się spotkać, ci wszyscy którzy szukają prawdy o Smoleńsku. O. Waldemar bardzo chciał by rodziny smoleńskie mogły się integrować, a taka okazja, przy zaduszkach, w listopadzie, jest wspaniała. I myślę że ta nasza dzisiejsza modlitwa była piękna. Było to takie wewnętrzne wejście jakby głębiej niż tylko to co widzimy na zewnątrz. Każdy miał szansę słuchając muzyki i tych pięknych tekstów, i modląc się Koronką do Bożego Miłosierdzia, odnaleźć sens swojego bytu, swego istnienia, i odwołać się do wiary i Boga, bo myślę że On tu był najważniejszy.

Co p. Halina myśli o Smoleńsku i o tym wszystkim co się dzieje w tej sprawie do dziś? – Że jesteśmy trochę dalej, czyli… bliżej. Tak bym to określiła. I tym trudniej jest im bardziej się zbliżamy do tej prawdy. Ważne byśmy mieli świadomość że szukanie jej jest najważniejsze, bo bez tego nic nie ma sensu… Bez tego nie ma sensu nasze pokrzykiwanie i wyrażanie jakiejś niechęci wobec władzy albo wobec tych którzy uznali że sprawa jest już załatwiona, zakończona, zamknięta. A mnie się wydaje że właśnie nie, że sprawa nie jest zamknięta. Ciągle poznajemy jakieś nowe szczegóły, detale, ciągle otwierają się jakieś nowe rozdziały, które sumując się pokazuja nam że wyglądało to pewnie zupełnie inaczej niż nam to przedstawiono.

Co p. Halina myśli o zachowaniu premiera Donalda Tuska, który czy to ze strachu, czy z głupoty, czy w końcu z wyrachowania, zachowuje się tak jakby Smoleńsk to nie była jego sprawa, nie interesuje to go w ogóle i sprawę oddał Rosjanom, jakby Smoleńska nie było, jakby tam się nic strasznego nie stało itd. To strach, głupota, czy może świadome zachowanie, czyli po prostu zdrada? – Trudno mi to komentować i nie będę tego czynić. On sam wie to najlepiej… Możemy tylko domniemywać i to nasze domniemanie może być albo bliższe prawdy, albo błędne. Ale intuicja i przeczucie mówią mi że to chyba inaczej wyglądało… /…/ A nasi dziennikarze różnych opcji mówią o Smoleńsku jakby byli specjalistami i to jest żałosne i śmieszne…

Cezary Dąbrowski/www.zawszepolska.eu /17.XI.2013/

***

*** UROCZYSTOŚĆ WSZYSTKICH ŚWIĘTYCH

CMENTARZ WOLSKI

BP TADEUSZ PIKUS

W piątek 1 listopada w Uroczystość Wszystkich Świętych w kościele rektorskim św. Grzegorza Wielkiego na Cmentarzu Wolskim Mszę św. w intencji wszystkich tam pochowanych odprawił ks. bp Tadeusz Pikus, biskup pomocniczy Archidiecezji Warszawskiej. Po Mszy św. ks. biskup poprowadził procesję po cmentarzu z modlitwami za zmarłych, m.in. za spoczywających tam powstańców warszawskich i ojców redemptorystów /choćby sługę Bożego o. Bernarda Łubieńskiego/

Ks. biskup w homilii mówił o wielu ważnych rzeczach. M.in. o tym że nie wystarczy starać się być dobrym człowiekiem, nie wystarczy być dobrym człowiekiem. Trzeba jeszcze dążyć do świętości, trzeba starać się być świętym. Bo każdy może być dobrym człowiekiem, a to za mało. A co to znaczy dążyć do świętości, co to znaczy próbować być świętym? Wystarczy /choć oczywiście to łatwo powiedzieć: wystarczy…, trochę trudniej zrealizować…/ dążyć do Pana Boga, czyli – miłować, bo Bóg jest miłością. Czyli dążyć do Chrystusa, który jest miłością, mieć w sercu Chrystusa. A Chrystus mówił: Miłujcie się wzajemnie jak ja was umiłowałem oraz mówił że jest tylko jedna droga do Jego Ojca, tylko przez Niego, przez Chrystusa – „Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak tylko przeze mnie” /J 14,4-6/.

Tu dodam mądre zdanie które znalazłem w jednej z homilii w internecie: „Przeszkodą na drodze do świętości jest nasza niewiara”. A wiara? Pochodzi od Boga, nie od człowieka. I jest darem o który trzeba się troszczyć, by mógł się rozwijać. A wzrost wiary zależy od poznania Boga objawiającego się w Jezusie Chrystusie.

Ks. biskup mówił też o szczęściu jakie daje nam wiara. A to już ode mnie: jak trzeba być głupim by odrzucać Boga, odrzucać wiarę, miłość, czyli wielką szansę którą dostajemy od Boga…. Jak trzeba być głupim żeby nie dać sobie tej wielkiej szansy, na to co będzie kiedy odejdziemy już z tego ziemskiego świata… Jak trzeba być głupim by skazać się na taką wielką porażkę…

Cezary Dąbrowski/www.zawszepolska.eu /1.XI.2013/

***

*** KARD. KAZIMIERZ NYCZ W NASZYM KOŚCIELE

TRANSMISJA W RADIU MARYJA I TV TRWAM

ROCZNICE REDEMPTORYSTÓW

16 WRZEŚNIA 2013

Ks. kardynał Kazimierz Nycz, metropolita warszawski, przewodniczył specjalnej Mszy św. która była najważniejszym punktem uroczystości rocznicowych związanych ze 130 rocznicą powrotu redemptorystów na polskie ziemie i 80 rocznicą śmierci sługi Bożego o. Bernarda Łubieńskiego, jakie 16 września odbyły się w naszym kościele św. Klemensa. Metropolita warszawski wygłosił też homilię

Uroczystości były na żywo transmitowane przez Radio Maryja i TV Trwam. W Radiu Maryja można było wieczorem wysłuchać Rozmów Niedokończonych na temat o. Bernarda Łubieńskiego

We Mszy św. uczestniczył prowincjał polskich redemptorystów o. Janusz Sok. Obecni byli też m.in. ks. prof. Marek Starowieyski i ks. prałat Wojciech Łagowski – dziekan Dekanatu Wolskiego.

Wszyscy obecni w kościele św. Klemensa dziękowaliśmy Bogu za za powrót redemptorystów do Polski, przed 130 laty, oraz za życie o. Bernarda Łubieńskiego.

Ks. kard. Nycz podkreślał w homilii zasługi o. Bernarda Łubieńskiego, wielkiego człowieka, wielkiego redemptorysty, wielkiego misjonarza. Dziękował też Bogu za wszystko czego dokonali na polskich ziemiach redemptoryści. Wspominał rok założenia zgromadzenia przez św. Alfonsa Marię Liguoriego – 1732. Wspomniał rok śmierci założyciela, ten sam w którym redemptoryści przybyli do Polski, znajdując miejsce w kościele św. Benona w Warszawie – 1787. – Polska wówczas niestety chyliła się ku upadkowi, to były czasy rozbiorów, targowicy – mówił ks. kard. Nycz.

Redemptoryści musieli opuścić Polskę, wyrzuceni przez cara. Trafili do Austrii. Ale w 1883 r. wrócili na polskie ziemie, właśnie za sprawą Bernarda Łubieńskiego. – Wspominamy dziś te rocznice. Zarówno o. Klemens Hofbauer, jak i o. Łubieński byli wielkimi postaciami. Bernard Łubieński, urodzony w 1846 roku, pochodził z rodziny arystokratów. Kształcił się w Anglii, gdzie wstąpił do Zgromadzenia Redemptorystów, w Holandii – mówił ks. kardynał.

– Bernard Łubieński był wielkim spowiednikiem, głosił misje i rekolekcje. Zmarł 10 września 1933. Dziękujemy dziś za jego życie.

– Misją Kościoła jest zbawianie człowieka. Chrystus umarł za wszystkich, także za tych którzy nie wierzą. Głosić Chrystusa wszystkim i wszystkich prowadzić do Chrystusa – to był główny cel o. Bernarda Łubieńskiego. Ci do których posyła nas Chrystus – czekają.

– W 1866 roku w Watykanie redemptorystom powierzono kult Matki Bożej Nieustającej Pomocy. Kościół jest jak matka, czasem musi też skarcić swe dzieci, ale to przecież z miłości do nich. A bez zdolności do poświęcenia i ofiary nie ma rodziny, nie ma miłości – mówił m.in. ks. kardynał.

– Kościół walczy nie z człowiekiem, ale o człowieka. Podejmujmy walkę o każdego człowieka, im dalej odszedł od Chrystusa, tym bardziej o niego walczmy! Misje, rekolekcje, przyprowadzanie ludzi do Chrystusa, to nasze główne zadanie. Niech Bóg nam w tym błogosławi, a św. Liguori, św. Klemens i sługa Boży Bernard Łubieński niech nas w tym wspierają – zakończył homilię ks. kardynał Nycz.

Na koniec głos zabrał o. prowincjał, Janusz Sok. – Chcemy być jak oni, ci nasi wielcy poprzednicy. Niech to spotkanie będzie dla nas wszystkich umocnieniem w wierze – powiedział m.in. o. prowincjał, dziękując ks. kardynałowi i wszystkim obecnym, także przed odbiornikami radiowymi i telewizyjnymi.

Wcześniej w połączeniu telefonicznym o. Tadeusz Rydzyk, założyciel Radia Maryja, wyraził radość że spotkanie odbywa się właśnie w Warszawie. – Tu jest wielu ludzi którzy słuchają Radia Maryja i kochają je, którzy wspierają nas – powiedział do zgromadzonych w kościele św. Klemensa oraz słuchaczy i telewidzów dyrektor Radia Maryja. Zwracał też uwagę że dzięki temu że będziemy razem i będziemy działać – ojczyzna będzie inaczej wyglądać. – Walka o media, o prawdę, się nie skończyła, ona toczy się w umysłach ludzkich. Dlatego potrzebujemy katolickich mediów – dodał o. Rydzyk. Prosił też by Polacy modlili się o dobrych polityków, dziennikarzy, ludzi kultury.

Wieczorem w Radiu Maryja w Rozmowach Niedokończonych o życiu i dokonaniach sługi Bożego o. Bernarda Łubieńskiego mówili o. Paweł Mazanka i o. Paweł Drobot – redemptoryści.

Cezary Dąbrowski/www.zawszepolska.eu /17.IX.2013/

***

*** WRACAJĄC Z NIEDZIELNEJ MSZY ŚW.

15 WRZEŚNIA

Od pewnego czasu wracam z kościoła w którym nie śpiewa już s. Dobrawa. To wielka, ale to wielka strata dla kościoła i Parafii Św. Klemensa

Bywam w najważniejszych warszawskich świątyniach, jak katedra praska, archikatedra, bazylika Św. Krzyża, katedra polowa. I z całym szacunkiem – nigdzie nie słyszę tak świetnego organisty, nigdzie nie słyszę tak świetnego głosu i tak dobrego śpiewu, jak słyszałem w naszym kościele w wykonaniu s. Dobrawy. Nie chcę nikogo zdenerwować, czy obrazić, ale bez s. Dobrawy kościół Klemensa nie jest już takim kościołem jakim był z s. Dobrawą… Kościół i Parafia Św. Klemensa na odejściu s. Dobrawy Adamczyk, służebniczki dębickiej, straciły bardzo dużo…

Po Mszy św. wstąpiłem do naszego sklepiku z prasą, płytami, kasetami, książkami. Znajomy prosił bym o coś zapytał. Wyszedłem ze sklepiku ze złymi wiadomościami. Pani Wiesława Witkowska, zajmująca się rozprowadzaniem tych wydawnictw w naszym kościele od 13 lat, powiedziała mi że przed 10 laty ludzie jednego dnia kupowali u niej rzeczy za 500 zł, a teraz przez całą niedzielę 15 września kupili za jedynie 80 zł… Dodała też – bez entuzjazmu, co tu dużo mówić – że sprzedaje się tylko to o czym ksiądz wspomni na Mszy św. Do tego sprzedaje się jeszcze tylko trochę „Niedzieli” i „Gościa Niedzielnego”
Po drodze z kościoła do domu na Młynarskiej słyszałem jeszcze jakiegoś chama, który gdzieś głośno przeklinał, oraz widziałem na co ludzie /może w tym przypadku słowo „ludzie” to za dużo powiedziane/ bardziej wydają swoje pieniądze. Przy ul. Wolskiej i Młynarskiej na trawniku leżała gromada pustych flaszek po wódce… Część podniosłem i wrzuciłem do kosza na śmieci, jak to czynię bardzo często… Na wódę pieniądze są, a na polski film, polską płytę, polską książkę, polską gazetę – nie ma… Ale jeżeli obecnie u władzy mamy durniów, którzy przestają uczyć historii, wyrzucają z programu szkolnego Norwida, Sienkiewicza, Mickiewicza, a wprowadzają do szkół demoralizację, tzw. gender, o którym Ojciec Święty Benedykt XVI mówił że jest to gorsze od komunizmu, to jak można się czemukolwiek dziwić…
Cała nadzieja że już niedługo Polacy te różne Platformy Oszustów przepędzą z rządu i parlamentu. Jestem nawet pewien że tak będzie, po tym co widziałem w sobotę 14 września podczas demonstracji Solidarności w Warszawie, te tłumy ludzi mających serdecznie dość oszustów i nieudaczników z PO i PSL
Cezary Dąbrowski/www.zawszepolska.eu /15.IX.2013/

***************

*** O. JANUSZ SOK

MSZA RADIOWA

WARSZAWA – BAZYLIKA ŚW. KRZYŻA

8 WRZEŚNIA 2013

W niedzielę 8 września w bazylice Św. Krzyża w Warszawie była celebrowana uroczysta Msza św. w intencji beatyfikacji sługi Bożego o. Bernarda Łubieńskiego. Eucharystii, transmitowanej w I programie Polskiego Radia i w Radiu Maryja, przewodniczył prowincjał redemptorystów o. Janusz Sok
W kazaniu podkreślił znaczenie wiary w życiu człowieka, który ma swoją historię wiary i nad której rozwojem potrzebuje ciągle pracować. Ukazał też postać legendarnego misjonarza redemptorysty, o. Bernarda Łubieńskiego, który mocno przyczynił się do powrotu redemptorystów nad Wisłę i do rozwoju naszego zgromadzenia zakonnego na ziemiach polskich. Podkreślił że był on odważnym misjonarzem, który potrafił wczuwać się w potrzeby ówczesnych ludzi i drżał o zbawienie drugiego człowieka
Prowincjał zachęcił też wiernych do wytrwałej modlitwy o cud za przyczyną o. Bernarda, by mógł on zostać ogłoszony błogosławionym. Podczas Eucharystii śpiewał chór „Magnificat” z parafii św. Klemensa Hofbauera w Głogowie /redemptoryści/ pod dyr. Lidii Słotwińskiej.

Był to ważny punkt obchodów 130 rocznicy powrotu redemptorystów na ziemie polskie i 80 rocznicy śmierci sługi Bożego o. Bernarda Łubieńskiego, która przypadała 10 września. Centralne uroczystości rocznicowe odbyly się 16 września w kościele św. Klemensa Hofbauera w Warszawie, przy Karolkowej 49, gdzie znajduje się grób sługi Bożego. Wydarzenie to było transmitowane przez Radio Maryja i Telewizję Trwam. Uroczystej Eucharystii przewodniczył i homilię wygłosił ks. kard. Kazimierz Nycz, metropolita warszawski
/o. S. Cabała CSsR. /16.IX.2013/

*****************

*** MSZA ŚW. W INTENCJI WYMORDOWANYCH PRZEZ NIEMCÓW 30 REDEMPTORYSTÓW I 50 TYS. MIESZKAŃCÓW WOLI

69 ROCZNICA WYBUCHU POWSTANIA WARSZAWSKIEGO

6 SIERPNIA

W naszym kościele 6 sierpnia /wtorek/ odprawiona została Msza św. w intencji bestialsko wymordowanych przez Niemców 69 lat temu 30 redemptorystów z klasztoru na Karolkowej oraz 50 tys. wymordowanych przez Niemców w sierpniu 1944 r. mieszkańców Woli, a także za wszystkich poległych i pomordowanych podczas Powstania Warszawskiego
We Mszy św. uczestniczyli m.in. senator PiS-u Beata Gosiewska, warszawski radny PiS-u Andrzej Melak, poseł PO Michał Szczerba, a także burmistrz Woli Urszula Kierzkowska. Zanim odprawiona została Msza św. w kościele odbył się koncert patriotycznych piosenek. Zaśpiewał je baryton Krzysztof Chalimoniuk, a zagrał kwartet smyczkowy „Con Le Corde”, składający się z profesjonalnych muzyków, absolwentek Uniwersytetu Muzycznego im. F. Chopina w Warszawie w składzie: Marzena Białobrzeska-Korzycka, Izabela Jaskólska-Stańczak, Claudia Sanjines, Aleksandra Kiszka-Stefanek. W ich wykonaniu usłyszeliśmy m.in. „Pałacyk Michla”, „Warszawskie Dzieci”, „Warszawo Ma”
Po Mszy św. jej uczestnicy złożyli wiązanki kwiatów i zapalili znicze przy Pomniku Pomordowanych Mieszkańców Woli, który znajduje się na przykościelnym placu. To jedno z najważniejszych miejsc upamiętnienia ofiar Powstania Warszawskiego.

Rozmawiałem z niektórymi uczestnikami tej pięknej uroczystości.

– Cieszę się że warszawiacy pamiętają nie tylko o obchodach na Powązkach, uroczystościach 1 sierpnia, czyli obchodach rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego, choć w tym roku te obchody były strasznie upartyjnione przez partię rządzącą, czyli Platformę Obywatelską, ale pamiętają także o tych lokalnych obchodach. Do obchodów centralnych, oficjalnych w tym roku Platforma Obywatelska nie dopuszczała nie tylko PiS-u, ale też i kombatantów, co jest skandalem. Ja jako senator nie dostałam zaproszenia od pani prezydent Warszawy, inni senatorowie i posłowie również. To nie jest demokratyczne. Tutaj u św. Klemensa dziś modliliśmy się za ojców redemptorystów zamordowanych 6 sierpnia 1944 r. przez Niemców na Woli oraz wszystkich zamordowanych podczas Powstania mieszkańców Woli, w Rzezi Woli jaką urządzili tu Niemcy. Cieszę się że tu na Karolkowej spotkali się patrioci, robimy to co roku, spotykamy się, wspominamy, modlimy się w intencjach powstańców i tych którzy oddali życie podczas Powstania za to byśmy mogli żyć w kraju w miarę wolnym – powiedziała mi senator Beata Gosiewska z PiS-u, wdowa po śp. Przemysławie Gosiewskim, którzy zginął 10 kwietnia 2010 pod Smoleńskiem
– To piękna, podniosła uroczystość, modliliśmy się na Mszy św., złożyliśmy kwiaty pod pomnikiem zamordowanych 50 tysięcy mieszkańców Woli, którzy oddali życie tylko dlatego że byli Polakami – powiedział mi Andrzej Melak, szef Komitetu Katyńskiego, radny warszawski, który stracił w tragedii smoleńskiej nieodżałowanego brata Stefana, poprzedniego przewodniczącego Komitetu Katyńskiego.

– Rzeź na Woli to był dalszy ciąg eksterminacji, ludobójstwa narodu polskiego, kontynuowanego przez Niemców i Rosjan w 1939 r., przez całą okupację i przedłużonego w czasie Powstania Warszawskiego, a później w czasie rządów tzw. PRL-u, rządów komunistów w Polsce. Wtedy, już po wojnie, w tym tzw. PRL-u, tych których nie udało się zamordować w czasie okupacji zabijano także po tzw. „wyzwoleniu”. Zresztą skrytobójcze mordowanie trwa i teraz. Myślę o 10 kwietnia 2010 r. pod Smoleńskiem, myślę o „zbiorowym samobójcy”, który zawsze to robi w piątek, bo prokuratura i instytuty medyczne nie pracują w soboty i do poniedziałku wszelkie ślady działania osób trzecich są już zlikwidowane – mówił Andrzej Melak
– Nie można z polskiej tradycji niepodległościowej, z polskiej pamięci wykreślić tych dat, które są tak wryte w polską drogę męczeństwa, jak 6 sierpnia, tu na warszawskiej Woli, jak 5 sierpnia 1864 r., kiedy mordowano Rząd Narodowy i Romualda Traugutta. W ogóle sierpień jest miesiącem wielkich zrywów, wielkich osiągnięć i naszej wielkiej zbiorowej pamięci. To także Cud nad Wisłą, wymarsz I Kompanii Kadrowej Józefa Piłsudskiego z Krakowa, to również pełen heroizmu bój warszawiaków w trakcie Powstania Warszawskiego. Pamiętając o tym utrwalamy swoją przeszłość, utrwalamy to co w polskiej tradycji jest najpiękniejsze, czyli dążenie do wolności, ponad wszystko, dążenie do tego co najpiękniejsze. Dziś bez odbudowy moralnej, bez wiary, nic nie zrobimy. Trzeba wrócić do najpiękniejszej polskiej tradycji, czyli haseł: Bóg Honor Ojczyzna. W tych trzech słowach jest zawarte wszystko – powiedział Andrzej Melak.

Cezary Dąbrowski/www.zawszepolska.eu /14.VIII.2013/

***

*** S. DOBRAWA

PARAFIALNY SUPERSKARB /SUPERGŁOS/

„WIERZĘ W CIEBIE PANIE”

MSZA 4 SIERPNIA /NIEDZIELA/

Tylko dla tej jednej pieśni zaśpiewanej przez naszą nieocenioną s. Dobrawę podczas niedzielnej Mszy św. o godz. 9.30 warto było pójść 4 sierpnia do kościoła. Po pierwsze s. Dobrawa, jej wspaniały głos i piękne śpiewanie. Po drugie wspaniałe słowa tej pieśni. Po trzecie wspaniała melodia. A wszystko to o „Wierzę w Ciebie Panie”

Polecam posłuchać tej pięknej pieśni także w innym, w dodatku wcale nie gorszym wykonaniu: www.youtube.com/watch?v=rd4aUStXwyU

„Wierzę w Ciebie Panie”
Wierzę w Ciebie Panie, coś mnie obmył z win
Wierzę że człowiekiem stał się Boży Syn
Miłość Ci kazała krzyż na plecy brać
W tabernakulum zostałeś aby z nami trwać
Jesteś przewodnikiem nam do wieczności bram
Tam przygarniesz nas do siebie
Tyś jest moim życiem, boś Ty żywy Bóg
Tyś jest moją drogą, najpiękniejszą z dróg
To jest moją prawdą, co oświeca mnie
Boś odwiecznym Synem Ojca, który wszystko wie
Nic mnie nie zatrwoży już wśród najcięższych burz
Bo Ty Panie jesteś ze mną
Tyś jest moją siłą, w Tobie moja moc
Tyś jest mym pokojem w najburzliwszą noc
Tyś jest mym ratunkiem, gdy zagraża los
Moją słabą ludzką rękę ujmij w swoją dłoń
Z Tobą przejdę poprzez świat w ciągu życia lat
I nic złego mnie nie spotka
Tobie Boże miłość, wiarę swoją dam
W Tobie Synu Boży ufność swoją mam
Duchu Święty Boże w serce moje zstąp
I miłości Bożej ziarno rzuć w me serce w głąb
W duszy mojej rozpal żar, siedmioraki dar
Daj mi stać się Bożą rolą

Kiedy pisałem te słowa przypomniała mi się jeszcze Msza św. w naszym kościele, chyba z poprzedniej niedzieli, kiedy piękną homilię o tym jak należy się modlić wygłosił o. Andrzej Kupiński. Warto było posłuchać!

Cezary Dąbrowski/www.zawszepolska.eu /6.VIII.2013/

***

*** MSZA POWSTAŃCZA

69 ROCZNICA POWSTANIA WARSZAWSKIEGO

1 SIERPNIA

1 sierpnia o. rektor Andrzej Kryger odprawił w naszym kościele Mszę św. w intencji zamordowanych w 1944 r. przez Niemców 50 tys. mieszkańców Woli oraz w intencji członków „Szarych Szeregów”

O. rektor i wszyscy obecni – w tym uczestnicy Powstania Warszawskiego na Woli i świadkowie tamtych strasznych wydarzeń – modliliśmy się za tych którzy tak bardzo ukochali naszą ojczyznę, którzy oddali za nią życie.

– Powstańcy dali i dają piękne świadectwo, zwłaszcza dla osób młodych, jak można kochać swoją ojczyznę. Chcę wam powiedzieć że przy takich okazjach zawsze zastanawiam się jak można było coś tak potwornego przejść, tylu zabitych ludzi na ulicach… – mówił do członków Szarych Szeregów o. Andrzej.

– Mimo tego co przechodziliście jesteście szczęśliwi. Tak, jesteście błogosławieni i szczęśliwi. Wiem to ze spotkań z wami, z rozmów z wami, wiem od was że warto było tak kochać Polskę. Dzięki wam my teraz jesteśmy wolnym krajem. Zasialiście ziarno wolności. Chylimy czoła przed wami – powiedział o. proboszcz.

– Mówicie że to była wasza powinność wobec ojczyzny, ale to była wasza miłość do tego miasta, do Polski. Dlatego jesteście błogosławieni i szczęśliwi. Mieliście wypisane hasło: „Bóg Honor Ojczyzna” i myślę że bez tego nie byłoby was stać na takie poświęcenie, na taką miłość do Polski, do wolności, na takie bohaterstwo. Dzięki wam mamy pokój i wolną Polskę. A wrogów Polski nigdy nie brakowało – mówił o. Andrzej.

– I my – parafianie – musimy mówić o tej prawdzie, pamiętać, przekazywać tę prawdę o tamtych czasach. Bóg wam wynagrodzi za wszystko co oddaliście Warszawie, Polsce – dodał o. proboszcz.

Na koniec o. Andrzej przywołał słowa z listu pasterskiego BP. STEFANA WYSZYŃSKIEGO, z 6 I 1949:

„Ze czcią wielką i z religijnym namaszczeniem stawiam swe stopy na warszawskim bruku, po którym biegałem ongiś w mundurze szkolnym Gimnazjum Świętego Wojciecha, na bruku omytym krwią ofiarną najlepszych, bohaterskich dzieci tego wspaniałego miasta wszelkich możliwości. Od chwili Powstania nie mogę rozstać się z myślą że po Warszawie chodzić trzeba z wielką czcią, z mocą i wiarą, z sercem ogniem oczyszczonym, z miłością bratnią. Czyż mogę oprzeć się tym uczuciom, ja, dziecko polskiej ziemi, jeżeli nie oparł się im sam Namiestnik Chrystusowy, Ojciec Święty Pius XII, który na wieść o tragicznej doli powstańczej Warszawy wygłosił najwspanialszą jej pochwałę pięć lat temu, 15 listopada 1944 r. Kiedy stolica obficie broczyła krwią polska kolonia rzymska zebrana w Watykanie usłyszała dziwne słowa:

‚Warszawa! Miasto opromienione aureolą wytwornej kultury – głosił Papież – której pociągającemu czarowi ulegali nawet cudzoziemcy: Warszawa, przemieniona dla swych własnych synów w ognistą kaźń, której palące więzy odczuli nie tylko ci co walczyli, ale gdzie także niewiasty i nieletnie dzieci, odosobnione i odcięte od świata, przeżyły niewysłowione męczarnie, fizyczne i moralne!

Kaźń ognista? Nie! Powiedzmy raczej tygiel w którym oczyszcza się i uszlachetnia złoto najwyższej próby. Jakkolwiek głęboko odczuwamy litość na widok tego ogromu cierpienia, to jeszcze głębsze ogarnia nas uczucie podziwu, które każe nisko pochylić czoło przed męstwem bojowników i ofiar. Te ofiary i ci bojownicy wykazali światu do jakich wyżyn wznieść się potrafi bohaterstwo, zrodzone i podtrzymywane przez owo tak szlachetne poczucie honoru człowieka i przez silne przekonanie wiary chrześcijańskiej’”.

Po Mszy św. członkowie Szarych Szeregów złożyli wiązanki kwiatów pod tablicami pamięci ofiar Powstania Warszawskiego na Woli, które są w kościele św. Klemensa i na placu przed kościołem. Odbyło się też spotkanie przy kawie, na którym wspominano straszne czasy wojny i także straszne czasy powojenne, już pod nową, sowiecką okupacją. Powstańcy i świadkowie tamtych tragicznych wydarzeń podziękowali o. Andrzejowi Krygerowi za Eucharystię, piękne słowa skierowane do nich, za zaproszenie na Karolkową. A o. Andrzej zaprosił ich już na kolejną rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego, a będzie to już 70 rocznica. – Jak dożyjemy! – powiedział ktoś. – Postaramy się dożyć! – dodał ktoś inny.

Bardzo smutne jest to że na Mszy św. w intencji tych którzy umierali za Polskę i Warszawę, walczyli o wolność dla Polski i Warszawy, był zaledwie jeden młody człowiek, w dodatku był to ministrant służący do mszału… Tak więc w kościele nie było w ogóle ani jednego młodego parafianina… Tak samo nie było żadnych młodych osób z rodzin harcerzy „Szarych Szeregów”… Co się stało z młodzieżą z Parafii Św. Klemensa? Co się stało z młodzieżą? Gdzie ona jest?

WIDZIAŁA PALONYCH REDEMPTORYSTÓW

Ludwika Pyrkosz obecnie mieszka daleko od Warszawy, a przyjechała tu, jak co roku, na obchody kolejnej rocznicy Powstania Warszawskiego. Ktoś ją akurat przywiózł na Karolkową, do kościoła św. Klemensa. Zapytałem p. Ludwikę o tamte dni z 1944 r. na Woli

– Kiedy Powstanie Warszawskie już trwało dowiedzieliśmy się że jest atak na ojców redemptorystów. Mieszkałam wtedy na ul. Pańskiej, róg Towarowej. Kiedy dotarliśmy stamtąd z tatusiem tutaj, zobaczyliśmy że ojcowie redemptoryści w habitach leżeli już wszyscy na ziemi, pozabijani. Wszystkich ich Niemcy oblali i podpalili – opowiadała mi z płaczem. – Widziałam to wszystko, jak to się zaczęło palić. To było straszne, to jest nie do opowiedzenia…

– To nie byli tylko Niemcy, to byli Niemcy z Ukraińcami. Mogłabym bardzo wiele rzeczy powiedzieć o tym co robili Ukraińcy z Polakami w Powstaniu Warszawskim. To się nie mieści w głowie. Mój tatuś bardzo dobrze znał język rosyjski, bo ja w pierwszej chwili myślałam że to Ruscy weszli i mówiłam do tatusia: Tatusiu, Ruscy weszli… A tatuś posłuchał tej mowy i mówi: Nie, to nie są Ruscy, to są Ukraińcy. I tatuś powiedział do mnie że musimy się zachowywać bardzo ostrożnie. Wtedy się maskowaliśmy; opaski z rąk, broń tatuś chował i wycofywaliśmy się stamtąd gdzie byli Ukraińcy…

– Miałam okazję widzieć jak kobieta urodziła dziecko. Druga kobieta złapała to dziecko, kiedy Ukraińcy wpadli do piwnicy, i zaczęła uciekać. Dopadł ją Ukrainiec i pyta, co jej jest. Krzyczeli że jest ranna. Ukrainiec zerwał jej koc i mówi: Ranna, ranna?… Następnie złapał bagnet i obciął jej obie piersi. A drugi Ukrainiec złapał tego noworodka i nad tą kobietą, za kłamstwo że jest ranna, chwycił to niemowlę za nóżki i je rozerwał!…

– Widzi pan więc że to wszystko było nie do opisania, to nie mieści się w głowie… Ja tylko Bogu dziękuję że po tym wszystkim co widziałam zostałam przy jako takich zmysłach…

W Powstaniu p. Ludwika straciła całą rodzinę, została sama. Nie przeżyło kilka sióstr jej tatusia, i bracia tatusia, i szwagrowie, wszyscy zginęli. – 26 września, prawie już na zakończenie Powstania, zginął też mój tatuś. Akurat dobrze że razem biegliśmy wtedy z tatusiem, ul. Łucką, przez dwa podwórza. Tam była taka mała fabryczka mydła. Przebiegliśmy jedno podwórze, ja przebiegłam drugie, oglądam się, a tatusia nie ma… Patrzę, a tatuś leży, jeszcze tylko na chwilę otworzył oczy… Na dachu, za kominem, siedział Szwab i strzelał, jak do kaczek…

Cezary Dąbrowski/www.zawszepolska.eu /2.VIII.2013/

***

*** NIE BĘDZIEMY ŻYĆ NA KOLANACH

WYSTĄPIENIE O. JANUSZA SOKA CSSR, PROWINCJAŁA PROWINCJI WARSZAWSKIEJ ZGROMADZENIA NAJŚWIĘTSZEGO ODKUPICIELA, NA JASNEJ GÓRZE, PODCZAS XXI PIELGRZYMKI RODZINY RADIA MARYJA

Kochany Ojcze Święty Franciszku, jakże Ci wdzięczni jesteśmy za twoje błogosławieństwo i twoje słowa wsparcia. Gdybyś nas jeszcze mógł zobaczyć tu, na tym wzgórzu jasnogórskim, to zobaczyłbyś ludzi przeżywających wiarę tak jak zachęcasz, z radością i uśmiechem. A skąd u nas ta radość i uśmiech? A słuchamy twoich słów, by kochać Boga, by kochać Kościół i kochać każdego człowieka, ale mamy jeszcze jedną tajemnicę… Ostatnio tak dobrze wyglądamy, coraz lepiej, i coraz bardziej jesteśmy uśmiechnięci, bo ostatnio często chodzimy na długie spacery na świeżym powietrzu…

Jeżeli ktoś myślał że trudności nas zniechęcą i zrażą, to się zdziwił, bo trudności umacniają naszego ducha i jedność między nami. Nie chcemy żyć na kolanach. My, ludzie wierzący i kochający Pana Boga, wiemy że nie można żyć na kolanach i nie będziemy przed nikim padać na kolana: przed żadną redakcją, przed żadnym przedstawicielem jakiejś instytucji. Nikt nas do upadania na kolana nie zmusi.

My sami często upadamy na kolana, ale tylko przed Bogiem. I jeżeliby ktoś chciał nas widzieć właśnie tak upokorzonych, na kolanach i przepraszających wszystkich za wszystko, zarzucającym nam w sposób cyniczny tak wiele grzechów wymyślanych, to nas takich nie zobaczy.

Nas nie trzeba zachęcać do wyznawania grzechów, do pokornej postawy, ale wiemy gdzie to robić. Tam, w tym miejscu, kiedy spotykamy się z miłosiernym Bogiem, nikt nie depcze naszej godności. Wręcz przeciwnie, powstajemy zawsze mocniejsi i lepsi.

Nas nie trzeba zmuszać do klękania na kolana, bo klękamy do modlitwy, jakże często wiemy co to znaczy ból kolan podczas modlitwy. Ale nawet wówczas nie można pozostać w tej postawie, trzeba powstać i wrócić do życia. Tak jak dziś tu, przed Matką Częstochowską Najświętszą, na kolana padamy, modlimy się, powierzamy Jej nasze tajemnice, ale wrócimy stąd do naszego życia, do spraw rodzinnych, zawodowych, publicznych, by tam wyznawać naszą wiarę. Nie można żyć na kolanach!

Dziękujemy wam, księża arcybiskupi tu obecni, ks. abp. Wacławie, ks. abp. Sławoju Leszku, na wasze ręce składamy podziękowanie całemu Episkopatowi za tyle znaków poparcia. Jakże to było ważne dla nas wszystkich tworzących Rodzinę Radia Maryja i Telewizji Trwam. Dziękujemy wam, księża biskupi, za to że wasze słowa nie upokarzają, ale dodają otuchy i podnoszą. Dziękujemy nade wszystko za postawę, że nie boicie się policzkowania w sprawach Bożych. Z całego serca dziękuję ojcom paulinom za – jak zawsze – gościnność dla nas, pielgrzymów, i za takie kochanie Matki Bożej które widać w waszej modlitwie i twarzach. Bóg zapłać, ojcze.

Bardzo dziękujemy osobom duchownym, kapłanom. Dziękujemy osobom życia konsekrowanego za waszą modlitwę siostrzaną, braterską, za wasze świadectwo życia konsekrowanego. Bardzo dziękujemy wszystkim wam, siostry i bracia tworzący Rodzinę Radia Maryja.

Ksiądz abp Sławoj Leszek Głódź powiedział że to redemptoryści są tak mocni, bo są razem, bo wspierają, radzą sobie z trudnym wyzwaniem jakim są Radio Maryja i Telewizja Trwam. Cóż byśmy bez was zrobili? Cóż my znaczymy bez was? Przecież to dla was i dzięki wam te media trwają.

Dziś wszyscy razem dziękujemy, również Matce Bożej dziękujmy, że niedługo Telewizja Trwam będzie nadawać w sposób jeszcze bardziej nowoczesny, lepiej, dalej, więcej, do każdego domu będzie sięgać. Jakże jesteśmy Panu Bogu za to wdzięczni.

Wychodziliśmy sobie to, wymodlili. Potrzeba jeszcze ducha, ale o to się nie martwimy, bo go przecież mamy. Niezłomnego ducha i serce które tę martwą technologię ożywią. Nie bardzo rozumiemy o co było to całe zamieszanie. Przecież to tylko jedna telewizja. Nic więcej. Czego tu się bać? Ale za to jaka telewizja! Ktoś niedawno, pewnie na pociechę, powiedział mi: jak ktoś ma ładne włosy, to nie musi ich mieć dużo…

Jak jest porządna telewizja, a zwłaszcza tak bardzo nas umacniająca, starczy. Starczy nam, póki co, ojcze. Tak? Na koniec bardzo serdecznie dziękuję ojcom pracującym w Radiu Maryja, w Telewizji Trwam, wszystkim pracownikom. Za to że tak często widzę na waszych twarzach zmęczenie, ale o nim nie słyszę. I za to że tak bardzo kochacie Pana Boga i każdego człowieka. Niech te dzieła rozwijają się na chwałę Bożą i ku naszej wielkiej radości.

/13.VII.2013/

***

*** KARD. AUGUST HLOND

MSZA ŚW. W ARCHIKATEDRZE

ZESPÓŁ PIEŚNI I TAŃCA „ŚLĄSK”

24 CZERWCA

Wzruszyłem się niemal do łez w poniedziałek 24 czerwca w archikatedrze warszawskiej. Odprawiona została uroczysta Msza św. w intencji kard. Augusta Hlonda. Przewodniczył jej metropolita warszawski kard. Kazimierz Nycz, a pouczającą homilię wygłosił metropolita katowicki abp Wiktor Skworc. Wspaniałą oprawę muzyczną zapewniły natomiast chór i orkiestra Zespołu Pieśni i Tańca „Śląsk” pod dyr. Krzysztofa Dziewięckiego

Na Śląsku obecny rok jest Rokiem Kardynała Augusta Hlonda. W warszawskiej archikatedrze w poniedziałek Ślązacy i warszawiacy modlili się w intencji beatyfikacji Sługi Bożego kard. Augusta Hlonda, syna śląskiej ziemi. Abp Wiktor Skworc po Mszy św. odmówił modlitwę o beatyfikację kard. Hlonda i złożył kwiaty przy jego sarkofagu.

A moje wzruszenie wzięło się oczywiście w trakcie występu Zespołu „Śląsk”, który już na początek wykonał po prostu „Bogurodzicę”, czym mnie przynajmniej wprawił w zachwyt. Oczy mi się zaszkliły, zwilgotniały… Rzadko można usłyszeć na żywo „Bogurodzicę” w takim wspaniałym wykonaniu jak to jest w przypadku Zespołu „Śląsk”. Utwór o którym mowa, dla tych którzy być może nie wiedzą, mam nadzieję nie ma takich wielu, to najstarsza utrwalona polska pieśń religijna i najstarszy zachowany polski tekst poetycki, a poza tym pierwszy polski hymn narodowy. „Śląsk” w którym jestem po prostu autentycznie zakochany, tak jak zresztą i w „Bogurodzicy”, wykonuje ten utwór kapitalnie. Mnie powala wprost na kolana… A później w archikatedrze mogliśmy jeszcze usłyszeć m.in. także piękną „Ave Marię”. Duże wzruszenie! Dziękuję Zespołowi „Śląsk” za to wspaniałe przeżycie! Naprawdę warto było być 24 czerwca w archikatedrze warszawskiej dla samej „Bogurodzicy” śpiewanej przez „Ślązaków”.

Cezary Dąbrowski/www.zawszepolska.eu /29.VI.2013/

***

*** BYŁEM W BIAŁYMSTOKU

ROCZNICA ŚMIERCI MOJEJ MAMY

PARAFIA DUCHA ŚWIĘTEGO

11 CZERWCA

Parafia Ducha Świętego, ul. Sybiraków 2, Białystok – to moja dawna parafia, kiedy jeszcze mieszkałem w Białymstoku. Tu przeżywałem swoje lata od 17 do 35 roku życia. Wcześniej uczęszczałem do kościoła św. Wojciecha przy ul. Warszawskiej, kiedy nie było jeszcze parafii Ducha Św. Tu jest pochowana moja mama – Zofia Dąbrowska. 11 czerwca minęło 7 lat od jej śmierci. Modliłem się w moim dawnym kościele parafialnym Ducha Św. podczas Mszy św. w intencji mamy i kilkorga innych zmarłych parafian

Odprawiona została piękna Msza św., koncelebrowało wielu księży. Poza intencjami zmarłych parafian modliliśmy się też za naszą ojczyznę, za polskie i katolickie media – Radio Maryja i TV Trwam. Było dużo wiernych. Chcę podziękować księżom z Ducha Św. za piękną Mszę św. Dziękuję też za ich troskę o Polskę, o nasze media. Dziękuję również bardzo parafianom z Ducha Św. za to że troszczą się o Polskę i nasze kochane Radio Maryja i TV Trwam, media którym patronuje niestrudzony i bohaterski o. dyr. Tadeusz Rydzyk, redemptorysta. Te media to od wielu lat głos wolnej Polski, polski niezależny głos, katolicki głos w polskich domach, bastion polskości i Kościoła w naszym kraju. A którym przeróżni bolszewicy ciągle podstawiają nogę. Niech żyją i kwitną Radio Maryja i TV Trwam, niech żyje o. Tadeusz Rydzyk, niech żyje Polska!

Rzymskokatolicka Parafia Ducha Świętego w Białymstoku została utworzona 2 października 1987 r. dekretem bpa Edwarda Kisiela. 27 kwietnia 1988 r. na placu na którym miał być wybudowany kościół postawiono krzyż i kapliczkę na brzozowym pniu. 1 maja 1988 r. odprawiono pierwsze Nabożeństwo Majowe. 15 maja 1988 r. odprawiono pierwszą Mszę Świętą, pod przewodnictwem ks. proboszcza Stanisława Andrukiewicza. 7 lipca 1988 r. rozpoczęto budowę tymczasowego kościoła. 9 marca 1990 r. rozpoczęto budowę murowanego kościoła. 18 sierpnia 1991 r. uroczyście wmurowano kamień węgielny poświęcony wcześniej przez Ojca Świętego Jana Pawła II. 1 listopada 1991 r. wyświęcono kaplicę p.w. Wszystkich Świętych na cmentarzu parafialnym, a 13 października 1996 r. odprawiono pierwszą Mszę Św. w nowo zbudowanym kościele z udziałem abp. Stanisława Szymeckiego. 24 lutego 1999 r. w wypadku samochodowym zginął ks. proboszcz Stanisław Andrukiewicz. Obecnie proboszczem parafii jest ks. Józef Wiśniewski, a jednym z rezydentów ks. Jan Toczko, który przed 7 laty odprawiał Mszę św. pogrzebową mojej mamy i odprowadzał ją na cmentarz parafialny.

Cezary Dąbrowski/www.zawszepolska.eu /13.VI.2013/

****

*** KREWNI SŁ. BOŻEGO O. BERNARDA

POWSTAJE FILM O O. ŁUBIEŃSKIM

SPOTKANIE W WARSZAWIE

8 CZERWCA

W sobotę 8 czerwca 2013, we wspomnienie Niepokalanego Serca Najświętszej Maryi Panny, w klasztorze redemptorystów przy Karolkowej w Warszawie odbyło się spotkanie członków rodziny Sługi Bożego o. Bernarda Łubieńskiego. Było ok. 20 osób z Polski i zagranicy. Poprzedni taki zjazd odbył się na Karolkowej 7 lat temu

Podczas spotkania modliliśmy się o rychłą beatyfikację o. Bernarda i wzmocnienie działań na rzecz promocji tej wielkiej postaci. Rozpoczęliśmy o godz. 15 koronką do Bożego miłosierdzia i Eucharystią w kaplicy klasztornej, a następnie przeszliśmy do kościoła by wspólnie modlić się przy grobie Sługi Bożego. Po modlitwie udaliśmy się na grilla do klasztornego ogrodu.

Spotkanie było ciekawe i inspirujące. Niektórzy przynieśli stare zdjęcia rodzinne, mogliśmy się bardziej poznać i wymienić zarówno zdjęciami jak i wiadomościami na temat rodu Łubieńskich. Kilka osób zgłosiło się do pomocy przy wydawaniu pisma „Apostoł Polski” poświęconego o. Bernardowi.

Na spotkaniu gościliśmy także dwóch panów z Krakowa, którzy pracują nad filmem na temat o. Łubieńskiego. Film będzie gotowy we wrześniu br. na 80-lecie śmierci o. Bernarda. Przeprowadzili oni m.in. wywiady z członkami rodziny Łubieńskich. Widać było jak rodzina bardzo sobie ceni pokrewieństwo z tak wielkim przodkiem i z jakim pietyzmem przechowuje pamięć o nim. To bardzo cieszy, zważywszy że na spotkaniu obecne były także dzieci i młodzież. Postanowiliśmy by co roku organizować podobne spotkania.

o. Paweł Mazanka /13.VI.2013/

***

*** KSIĄŻKI HOMO DEI

O. PAWEŁ DROBOT

O. RICHARD TOBIN

Oto dwie przedwakacyjne nowości Wydawnictwa Homo Dei:

1/ Paweł Drobot CSsR – ‚Jak zadbać o swoją… wiarę’

Ta książka to swego rodzaju przewodnik dla wszystkich którzy chcą wyruszyć w drogę odkrywania wiary. Jest skierowany zarówno do tych którzy uważają się za wierzących, jak i do tych którzy mają trudności z wiarą i doświadczeniem obecności Boga w swoim życiu. Dla pierwszych będzie pomocą w odnowieniu osobistej zażyłości z Nim, dla drugich wskazówką w poszukiwaniu Go

2/ Richard Tobin CSsR – ‚Adoracje Najświętszego Sakramentu na XXI wiek’

Praktyka nawiedzania Najświętszego Sakramentu istnieje w Kościele od setek lat. Dla niezliczonych dusz była okazją przyjścia do Boga i doświadczenia głębokiej jedności z Nim. Książka zawiera głębokie medytacje eucharystyczne i piękne modlitwy, mocno osadzone we współczesności. Mamy nadzieję że pomoże czytelnikom zanurzyć się w adoracji Tego który nas zaprasza: ‚Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię’

Więcej informacji oraz inne ciekawe książki na str. internet. Wydawnictwa Homo Dei: homodei.com.pl

***

*** O. PROF. ANDRZEJ WODKA

PREZESEM AKADEMII ALFONSJAŃSKIEJ

PIERWSZY POLSKI REDEMPTORYSTA SZEFEM TEJ UCZELNI

„O. Andrzej Wodka, redemptorysta z Prowincji Warszawskiej, został prezesem Akademii Alfonsjańskiej w Rzymie. Jest następcą o. Martina McKeevera /Prowincja Dublin/, który zakończył sprawowanie urzędu. Nominacja o. Wodki, po aprobacie przez władze Uniwersytetu Laterańskiego, którego Akademia Alfonsjańska jest częścią inkorporowaną, została zatwierdzona przez kard. Zenona Grocholewskiego, prefekta Kongregacji Edukacji Katolickiej

Andrzej Stefan Wodka urodził się 29 grudnia w 1959 w Borzęcinie /województwo małopolskie/. /…/ W 1978 wstąpił do Zgromadzenia Najświętszego Odkupiciela. /…/ Święcenia kapłańskie otrzymał 6 czerwca 1985 w Tuchowie. Ukończył studia specjalistyczne /licencjat z Pisma Świętego/ w Papieskim Instytucie Biblijnym w Rzymie. W latach 1989-92 pracował jako wykładowca, wychowawca i duszpasterz powołaniowy w Wyższym Seminarium Duchownym Redemptorystów /Tuchów i Kraków/.

Po uzyskaniu doktoratu z teologii biblijnej /Uniwersytet Gregoriański w Rzymie/, w 1997 został zatrudniony w charakterze profesora zaproszonego w Akademii Alfonsjańskiej, rozpoczynając działalność dydaktyczną z zakresu teologii moralnej biblijnej. W 2002 awansował na profesora stowarzyszonego, a od 2007 jest profesorem nadzwyczajnym Akademii Alfonsjańskiej. /…/

O. prof. Andrzej Wodka jest nadto wykładowcą teologii życia konsekrowanego na Claretianum /od 2002/, wykładowcą antropologii biblijnej na Fakultecie Teologicznym Teresianum /od 2007/; wykładowcą corocznych letnich kursów biblijnych dla osób konsekrowanych przy ‚Seminario Romano’ /CSSE/ w Rzymie. Od 2007 uczestniczy w pracach Kongregacji ds. Duchowieństwa. /…/

O. Andrzej Wodka jest chętnie zapraszanym rekolekcjonistą i prelegentem w Polsce, we Włoszech, w USA, a także autorem wielu artykułów naukowych i popularnonaukowych z zakresu teologii biblijnej, moralnej i duchowości. /…/

AkademiA Alfonsjańska założona przez redemptorystów w 1949 roku kontynuuje tradycję tak istotną dla charyzmatu zgromadzenia, jaką jest prowadzenia badań naukowych, studium i refleksji w dziedzinie teologii moralnej, w kontekście zmian kulturowych i historycznych. /…/

W całej historii działalności tego Wyższego Instytutu Teologii Moralnej o. Andrzej Wodka jest pierwszym redemptorystą z Polski mianowanym prezesem tej uczelni.

***

*** ZESŁANIE DUCHA ŚWIĘTEGO

KONCERT CHÓRU EPIFANIA

NIEDZIELA 19 MAJA

Na Mszy św. o godz. 18.30 modliliśmy się do Ducha Świętego w intencji „odnowy oblicza naszej parafii, odnowy oblicza naszego miasta, odnowy oblicza naszej ojczyzny i odnowy oblicza całej ziemi”. To słowa o. proboszcza Andrzeja Krygera, który głosił Słowo Boże. O. proboszcz prosił wiernych o to by po tej Mszy. św. całkowicie się zmienili, by od tej Mszy św. stali się innymi ludźmi, by nie postępowali już tak jak do tej pory. Rozumiem że chodzi o to by ktoś kto postępował niegodnie, grzeszył, od tej pory już tego nie robił i żył już wyłącznie jak Bóg przykazał. Ale przecież wierni zgromadzeni na tej Mszy św. w naszym kościele to nie byli chyba wyłącznie sami okropni grzesznicy, same potwory, najgorsi z najgorszych w naszym mieście… A z homilii o. proboszcza można by wyciągnąć takie wnioski… Może nie jest z nami aż tak źle… Te słowa o potrzebie nawrócenia się, całkowitej zmiany swego życia powinny być chyba skierowane przede wszystkim do tych biedaków i nieszczęśników którzy nie znaleźli jeszcze Boga, są poza Kościołem, albo do tych którzy są ochrzczeni a w kościele na Mszy św. ich całymi miesiącami nie ma…

Gościliśmy na tej Mszy św. znakomity chór Epifania z warszawskiej parafii przy Ateńskiej 12 na Saskiej Kępie kierowany przez Zuzannę Falkowską. Wysłuchaliśmy koncertu sakralnego na który złożyły się utwory m.in. E. W. Barnuma, L. Goreckiego, S. Rachmaninowa, Wacława z Szamotuł, C. Saint-Saensa, E. Morricone. Chór powstał już ponad 20 lat temu, jego założycielem i pierwszym dyrygentem był śp. już, zmarły w ubiegłym roku, nieodżałowany Wiesław Jeleń.

Robiłem zdjęcia podczas występu chóru więc nie mogłem dobrze wysłuchać wszystkich zaprezentowanych utworów, ale z tych których słuchałem chyba najbardziej spodobał mi się ten: „Miałem Pana zawsze przed oczami”. Słowa pochodzą z jednego z psalmów, a autorką muzyki do tych słów jest kierująca Epifanią Zuzanna Falkowska.

Chór Epifania składa się głównie ze studentów i absolwentów warszawskich szkół i uczelni. Od 2002 r. działa przy parafii Miłosierdzia Bożego w Warszawie. Epifania była jednym z chórów które w 1994 utworzyły Federację Caecilianum, ogólnopolską organizację skupiającą chóry kościelne. Chór uczestniczył w życiu Archidiecezji Warszawskiej zapewniając oprawę liturgiczną ważnych wydarzeń, jak pielgrzymki Jana Pawła II i Benedykta XVI do Polski, śpiewał podczas Mszy św. na pl. Piłsudskiego w 1999 i 2006. Można ich usłyszeć także poza Warszawą, odwiedzają różne miejsca w kraju i za granicą biorąc udział w konkursach i przeglądach chóralnych. Najważniejsze z ostatnich osiągnięć to: 2007 – I m. i wyróżn. w Konkursie Chóralnym im. Wacława z Szamotuł w Szamotułach, 2008 – dwa srebrne dyplomy na III Międzynarodowym Festiwalu Chóralnym „Musica Sacra” w Bratysławie /Słowacja/, 2008 – złoty dyplom i Grand Prix w III Ogólnopolskim Konkursie „Ars Liturgica” w Gnieźnie, 2009 – dwa srebrne dyplomy na V Międzynarodowym Festiwalu Chórów „Gaude Cantem” w Bielsku Białej. Wydają płyty. Najważniejsza to oratorium Stabat Mater A. Dvořáka z 2006 dla uczczenia 1 roczn. śmierci Jana Pawła II, nagrana z Warszawskim Chórem Międzyuczelnianym, orkiestrą Sinfonia Nova i solistami, pod dyrekcją Ł. Wojakowskiego. Współpracują z kameralną orkiestrą Concentus Pro Arte, którą dyrygował prof. W. Porczyński, zespołem muzyki dawnej „Il Tempo” kier. przez A. Sapiechę, solistami Teatru Wielkiego i Opery Kameralnej, orkiestrą Sinfonia Viva kier. przez T. Radziwonowicza. Od 2010 stale współpracują z orkiestrą kameralną Sinfonietta Saska. Doceniana jest i wyróżniana także praca Zuzanny Falkowskiej.

Cezary Dąbrowski/www.zawszepolska.eu /20.V.2013/

****

*** ŚW. KLEMENSA – ODPUST

17 MARCA

W niedzielę 17 marca przeżywaliśmy uroczystość odpustową ku czci św. Klemensa Hofbauera /Dworzaka/, redemptorysty – patrona naszej parafii

Uroczystej sumie odpustowej o godz. 12.30 przewodniczył i homilię wygłosił ks. dr Zbigniew Godlewski. A po każdej Mszy Św. w Oratorium można było wypić smaczną kawę, herbatę i zjeść świetne ciastko. Było też stoisko sióstr paulistek z dobrymi książkami, płytami, filmami. O. proboszcz Andrzej Kryger polecał zwłaszcza nową książkę pt. „Iskra nadziei. Jan Paweł II” autorstwa Aldo Marii Valliego, włoskiego dziennikarza telewizyjnego. Książkę w Polsce wydały właśnie paulistki.

Św. Klemens Hofbauer żył w latach 1751-1820, jest patronem piekarzy, Wiednia, Warszawy. Sam też był piekarzem, zanim został zakonnikiem

Modlitwa piekarzy do św. Klemensa Marii Hofbauera: Boże, Ojcze, który jesteś w niebie i dajesz nam chleb powszedni. Pobłogosław mojej pracy. Niech się chleb udarzy. Niech starczy dla biednych, bezdomnych i głodnych. Naucz nas dzielić się chlebem. Błogosław mojej rodzinie, żeby nie brakło nam chleba. Błagam Cię o to przez modlitwę świętego Klemensa, patrona piekarzy, przez wstawiennictwo Matki Boskiej Karmiącej i przez Pana Jezusa, który chleb rozmnożył i stał się Chlebem, a który żyje i króluje na wieki wieków. Amen /autor bp Józef Zawitkowski/

Św. Klemens Hofbauer – niestrudzony apostoł. Każdego roku w połowie marca redemptoryści przeżywają święto św. Klemensa Hofbauera, który przeszczepił Zgromadzenie Redemptorystów z Włoch do Polski. W 2009 r. obchodzony był jubileusz 100-lecia jego kanonizacji. Św. Klemens to wielki apostoł Warszawy i Wiednia.

Św. Klemens Maria Hofbauer łączy swoją osobą i działalnością trzy kraje: Czechy, Polskę i Austrię. Urodził się 26 grudnia 1751 r. w Tasowicach na Morawach. W 1787 r. utworzył w Polsce pierwszą poza Italią placówkę Zgromadzenia Redemptorystów, założonego w 1732 r. przez św. Alfonsa Marię de Liguori. Przez 21 lat działał jako niestrudzony apostoł Warszawy. Po wypędzeniu redemptorystów z Polski, w 1808 r., znalazł schronienie w Austrii, gdzie za swoją działalność zyskał sobie tytuł patrona Wiednia. Jako wytrwały pielgrzym i gorliwy głosiciel Ewangelii zmarł 15 marca 1820 r. Jego wspomnienie liturgiczne przypada więc 15 marca.

Nie jest świętym z obrazka, nie mieści się w żadnym schemacie. Jego ruchliwe życie i bogata działalność nie dadzą się opowiedzieć w pełni na kilku stronach, brakuje też na to właściwych określeń. Był pustelnikiem i wędrownym apostołem, a zarazem pełnym dobroci i ludzkim świętym. Sam odznaczał się bardzo autentycznym człowieczeństwem, posiadał osobowość pogodną i radosną, dzięki czemu nie był smutnym człowiekiem, przeciwnie – radosnym świętym. Przepełniony gorliwością apostolską, łączył głębokie życie duchowe z intensywną działalnością starając się zachować słuszną harmonię. Powiedziano o nim że „jego życie opierało się na miłości Boga, Kościoła świętego i pragnieniu zaprowadzenia ludzi do Boga”.

Klemens został uznany za ojca ubogich. Mali i biedni, opuszczeni i ludzie z marginesu znajdowali w nim bezinteresownego przyjaciela. Żył z ubogimi jako ubogi, to co miał dzielił z nimi. Był znawcą ludzkich serc i głęboko wierzył w dobroć człowieka. Miłość Boga i człowieka kazała mu podjąć na szeroką skalę działalność charytatywną i opiekuńczą, założyć sierociniec, szkołę dla chłopców z najbiedniejszych rodzin i bezpłatną szkołę zawodową dla dziewcząt z ulicy. Sam mówił: „Byłem ubogi lecz nigdy tak bardzo by nie mieć niczego do dania innym” i kierował się stosowaną przez siebie zasadą: „Dawajcie a będzie wam dane. Te słowa są bliźniakami”.

Czymś zadziwiającym w życiu i działalności św. Klemensa była formacja ludzi świeckich i współpraca z nimi. Wyszukiwał i zapraszał do współpracy myślących po apostolsku ludzi świeckich, czyli takich którzy żyjąc w swoich rodzinach i w świecie naśladowaliby Odkupiciela i działali jako misjonarze. Hofbauer nauczał świeckich że ich misją jest by stali się zaczynem Ewangelii we własnych środowiskach życia i pracy. Ludzie młodzi mogli odwiedzać go w jego klasztorze kiedy chcieli.

Dewizą życiową św. Klemensa stało się powiedzenie że „Ewangelia winna być głoszona w nowy sposób”. Jako człowiek wrażliwy na „znaki czasu” szukał woli Bożej w rozgrywających się wydarzeniach i potrzebach swoich czasów. Z niezwykłym wyczuciem poszukiwał nowych dróg by dzięki braterskiej współpracy urzeczywistnić ideał misjonarza redemptorysty i kształtować życie na bazie wiary w niewysłowioną miłość Boga do ludzi. Nie przykładał wielkiej wagi do jednej tylko formy działalności pastoralnej, ale szukał wciąż nowych sposobów i kładł nacisk na to by Dobra Nowina była głoszona na nowo ubogim i opuszczonym.

Cezary Dąbrowski/zawszepolska/redemptor /19.III.2013/

****

*** ROBERTO DE MATTEI

WŁOSKI HISTORYK U KLEMENSA

10 MARCA

Prof. Roberto de Mattei, włoski historyk chrześcijaństwa i Kościoła, był przez kilka dni w Polsce, a w niedzielę 10 marca był w naszej parafii. Włoch jest autorem „Krzyżowca XX wieku”. Ostatnio ukazała się jego nowa książka „Sobór Watykański II. Historia dotąd nieopowiedziana”

De Mattei wykłada historię chrześcijaństwa i Kościoła na Uniwersytecie Europejskim w Rzymie. Jest wiceszefem Włoskiej Narodowej Rady Badań Naukowych, przewodniczącym i założycielem Fundacji Lepanto /stowarzyszenia katolików świeckich w obronie cywilizacji chrześcijańskiej/, redaktorem naczelnym kwartalnika historycznego „Nova Historica”, miesięcznika „Radici Christiane” oraz tygodnika „Corrispondenza romana”. Jest autorem wielu publikacji, z których w języku polskim ukazały się dotąd m.in. biografia Plinia Correi de Oliveiry „Krzyżowiec XX wieku” i zbiór esejów „Dyktatura relatywizmu”. Specjalizuje się w historii Europy XVI i XX w., ze szczególnym uwzględnieniem idei politycznych i religijnych tego okresu.

Arkadiusz Robaczewski – organizator przyjazdu de Mattei do Polski i wydawca polskiego tłumaczenia jego nowej książki – zapowiadając gościa powiedział m.in. że jego najnowsza praca to nie jest pogoń za sensacją.

– Sobór Watykański II wydał różne dokumenty. Ja patrzę na nie jako historyk, na wydarzenie na które trzeba patrzeć kompleksowo i uwzględniać uwarunkowania zewnętrzne. Gdybym był teologiem badałbym różne dokumenty z użyciem innych kryteriów oceny, oceniałbym je pod względem teologicznym – mówił m.in. de Mattei. – Zadanie historyka jest inne, ja oceniam dokumenty całościowo. Sobór Watykański II był duszpasterski, a nie doktrynalny. Bardzo ważne było tu wystąpienie papieża Jana XXIII /Gaude Mater Ecclesia/, który chciał zbudować inne niż wcześniej relacje ze światem nowoczesnym, z podejściem bardziej optymistycznym, bardziej pozytywnym. Podobnie było w przypadku Pawła VI.

Z Soborem Watykańskim II zmienił się język Kościoła jakim zwraca się on do świata. To była zmiana kulturowa, rewolucja lingwistyczna. – Zmiana polegała także na pominięciu niektórych terminów, spraw. Wśród ojców soborowych pewna grupa chciała dialogu z komunizmem, przedstawicielami tej zbrodniczej ideologii, uważając że będzie on trwać bardzo długo. Dlatego w dokumentach soborowych w ogóle nie poruszano tej tematyki. Dziś jako historycy powinniśmy pytać: kto był wówczas prorokiem, ci którzy chcieli porozumienia z komunistami, czy ci którzy walczyli z komunizmem i chcieli jego potępienia.

De Mattei za błąd soborowy uważa utratę ducha walki. Zwracał też uwagę na mniejszości konserwatywne, które bronią tradycji. – Potrzebujemy obrońców tradycji, takich jak np. św. Teresa Wielka, z jej zasadą że „…wszystko mija, trwa tylko Bóg!…”. Uważam że tradycja jest najważniejsza także dla naszej przyszłości.

Podczas spotkania z de Mattei padały też pytania niedorzeczne, jak np. o to czy to prawda że 29.VI.1963 r. – najprawdopodobniej w Watykanie – dokonano intronizacji Lucyfera?!… Włoch odpowiedział że dokumenty tego nie potwierdzają, nie ma na to dowodów. Inne niedorzeczne pytania jakie padały z sali to np. czy kard. Agostino Casaroli był wolnomularzem, albo o szatańskiego sobowtóra Jana XXIII…

Były też pytania poważniejsze, np. czy Sobór Watykański II to była zmiana, czy zerwanie z wcześniejszą doktryną Kościoła? – Jako historyk oceniam że było to zerwanie ciągłości, a także przełom duszpasterski. Było to zerwanie ciągłości w sposobie myślenia.

De Mattei mówił też że Benedykt XVI był uczestnikiem SWII, jego zwolennikiem, i w późniejszych latach zastanawiał się nad tym co się stało, co poszło nie tak. Papież mówił o dwóch soborach, jednym prawdziwym, czyli tym wynikającym z dokumentów soborowych, i drugim fałszywym, wirtualnym, przedstawianym, kreowanym przez media. I że ten drugi przeważył.

– Żyjemy w społeczeństwie komunikacyjnym, społeczeństwie mediów. I niestety ważniejsze jest w jaki sposób coś jest przekazywane przez media, niż to jakie to coś jest w rzeczywistości, a więc niż owe treści… Powinniśmy rozmawiać o dokumentach Soboru Watykańskiego II, chciałbym żeby moja książka spowodowała taką dyskusję – zakończył de Mattei.

Na tym bardzo ciekawym spotkaniu zorganizowanym w naszej parafii /świetnie że ktoś coś takiego u nas zorganizował/ z osób które rozpoznaję z widzenia czy znajomości widziałem tylko dwójkę naszych parafian, w tym… o. Krzysztofa Stępowskiego, duszpasterza wiernych tradycji łacińskiej, który zajrzał na nie tylko na dwie chwile i pewnie jedynie z obowiązku. Tak naprawdę to wcale nie jestem pewien czy ta druga osoba jest dokładnie z naszej parafii, czy może z sąsiedniej…

Cezary Dąbrowski/www.zawszepolska.eu /11.III.2013/

****

*** MSZA KATYŃSKA

BAZYLIKA ŚW. KRZYŻA

5 MARCA

Pamięć o zbrodni katyńskiej zgromadziła 5 marca w stołecznej bazylice Św. Krzyża rodziny katyńskie, przyjaciół, patriotów polskich. 20 raz odprawiona w niej została coroczna uroczysta Msza Św. w rocznicę wydania wyroku śmierci na polskich jeńców wojennych zamordowanych w 1940 w Katyniu, Charkowie i Twerze-Miednoje. Minęły od tego 73 lata

Bazylika Św. Krzyża została mianowana przez ks. kard. Kazimierza Nycza, metropolitę warszawskiego, diecezjalnym sanktuarium katyńskim

Kazanie wygłosił ks. Piotr Rutkowski z parafii Świętokrzyskiej. Mówiąc o naszych bezbronnych rodakach zamordowanych przez stalinowców strzałem w tył głowy, bez sądu, bez śledztwa, stwierdził m.in. że z ich ofiary i krwi wyrosła nasza wolność. Że rodziny katyńskie wciąż czekają na sprawiedliwość, na uznanie zbrodni katyńskiej za ludobójstwo, wyjaśnienie wszystkich tajemnic z nią związanych. Z pamięcią o Katyniu przez wiele lat walczono, ale to się nie udało, i przyszedł czas by groby przemówiły.

Modliliśmy się w bazylice Św. Krzyża o to by nigdy już ludzie ludziom nie zgotowali takiego losu. Ks. Rutkowski wspominał ks. Zdzisława Peszkowskiego, cudownie ocalałego jeńca Kozielska. Oprawcy postanowili zamordować polską inteligencję, bo była ona przeszkodą w ich planach. NKWD tępiło wszelkie przejawy wiary wśród naszych jeńców, ale ona żyła. Ś.p. ks. Peszkowski opowiadał jak w obozie w Kozielsku nasi uwięzieni rodacy rozmawiali głównie nie o tym że Polska poniosła klęskę, ale o tym jaka Polska będzie w przyszłości, o planach przyszłego budowania kraju.

Tak się złożyło że również 5 marca minęła 60 rocznica śmierci Stalina, głównego winowajcy zbrodni katyńskiej, jednego z największych zbrodniarzy w dziejach świata. Niestety, w Rosji są podobno nadal tacy wśród których nawet teraz wzrasta popularność Stalina!…

Na koniec Mszy Św. głos zabrał Andrzej Melak, szef Komitetu Katyńskiego. Mówił m.in. że do dziś zbrodniarze katyńscy nie są ukarani i czekamy na choć symboliczne ich ukaranie. Ś.p. prezydent RP Lech Kaczyński leciał 10 kwietnia 2010 r. do Katynia by wykrzyczeć polską krzywdę całemu światu, prawdę o wymordowaniu przez Sowietów tysięcy naszych najlepszych rodaków strzałem w tył głowy. – Czekamy na wydanie nam 25 tysięcy teczek polskich oficerów i wskazanie miejsca pochówku. Rosja musi to zrobić. Nie spoczniemy dopóki do tego nie doprowadzimy – powiedział Melak.

Na marginesie dodam że niestety na katyńskiej Mszy Św. było mało osób. To przykre. Na takiej Mszy Św., w centrum Warszawy, w takiej wspaniałej świątyni, powinno być pełno ludzi. Czyżby w wielkiej Warszawie nie było już Polaków i katolików, po prostu normalnych, porządnych ludzi?…

Cezary Dąbrowski/www.zawszepolska.eu /6.III.2013/

****

*** MSZA ŚW. RADIOWA

BAZYLIKA ŚW. KRZYŻA

WARSZAWA – 3 MARCA

Podczas coniedzielnej Mszy Św. Radiowej odprawianej w bazylice Św. Krzyża /godz. 9/, transmitowanej przez Radio Maryja, 3 marca można było wysłuchać świetnej homilii. Można było usłyszeć m.in. że tam gdzie nie ma Pana Boga człowiek nigdy nie będzie szczęśliwy, że nawrócić się to znaczy wrócić do miłości, i że Bóg ma być w naszym centrum.

Cezary Dąbrowski/www.zawszepolska.eu /3.III.2013/

****

*** POŻEGNANIE BENEDYKTA XVI

SEDE VACANTE

KATEDRA PRASKA

28 LUTEGO 2013

Pierwsze chwile sede vacante, czyli czasu kiedy nasz Kościół pozostaje bez przywództwa, spędziłem w katedrze praskiej, gdzie Mszę Św. dziękczynną za pontyfikat papieża Niemca – Benedykta XVI – koncelebrował abp Henryk Hoser, biskup warszawsko-praski. Rozpoczęła się ona o godz. 20, a więc dokładnie w chwili w której papież zakończył swą misję jako „prosty i skromny pracownik Winnicy Pańskiej”

Abp Hoser mówił m.in. że Benedykt XVI doskonale zdawał sobie sprawę – przed ośmiu laty – w jakim czasie przejmował kierowanie Kościołem. A więc w czasie kiedy świat staje się coraz bogatszy, ale też coraz bardziej egoistyczny, kiedy świat staje się coraz bogatszy, a z drugiej strony jest na nim coraz więcej ludzi bardzo biednych, i których świat ten traktuje jak „robactwo”, jak „śmiecie”. Papież z Niemiec koncentrował się na służeniu Bogu i Kościołowi, na wierze, także wierze w Kościół, „jeden, święty, powszechny /czyli katolicki/ i Apostolski”. Był papieżem niezwykle życzliwym dla wszystkich, niezwykle szanował każdego człowieka, najczęściej uśmiechnięty. Obiecał że nie zostawi Kościoła i poza modlitwą będzie nadal służyć pomocą Kościołowi, zapewnił też o swoim posłuszeństwie wobec przyszłego, nowego papieża. Wkrótce kardynałowie zamkną się w Kaplicy Sykstyńskiej by wybrać następcę Benedykta XVI, emerytowanego papieża.

Jak dla mnie, może mam wygórowane wymagania pod tym względem, w katedrze praskiej na Mszy papieskiej było niestety niedużo osób. Nie zapełniły się nawet wszystkie miejsca siedzące, a w dodatku jakąś co najmniej połowę obecnych stanowili księża i zakonnice. To w sumie mało. Podczas Mszy dziękczynnej za pontyfikat Benedykta XVI – wspaniałego papieża, wielkiego przyjaciela Jana Pawła II i Polski – w pięknej katedrze praskiej powinno modlić się więcej wiernych. Dla mnie to trochę przykre.

Cezary Dąbrowski/www.zawszepolska.eu /28.II.2013/

****

*** SPORO SIĘ DZIEJE

JAROSŁAW KACZYŃSKI

13-16 LUTEGO 2013

Sporo dzieje się ostatnio w naszej parafii. Najpierw była Środa Popielcowa, czyli tradycyjne posypywanie głów popiołem. Tym samym rozpoczęliśmy okres czterdziestodniowego przygotowania do największej chrześcijańskiej uroczystości – Świąt Paschalnych. Wielki Post, bo tak nazywa się ten okres, trwa do początku liturgii Mszy Wieczerzy Pańskiej sprawowanej w Wielki Czwartek

A zwyczaj posypywania głów popiołem na znak żałoby i pokuty znany jest w wielu kulturach i tradycjach, m.in. w starożytnym Egipcie, u Arabów i w Grecji. W liturgii pojawił się w VIII w. Pierwsze świadectwa o nim pochodzą z X w. W 1901 r. papież Urban II wprowadził go jako obowiązujący w całym Kościele. W tym czasie ustalono też że popiół do posypywania głów wiernych ma pochodzić z palm poświęconych w Niedzielę Palmową poprzedniego roku.

Podczas Środy Popielcowej 13 lutego w naszym kościele zachwycił mnie pewien obrazek – widok dziewczynki, a przede wszystkim jej wspaniały uśmiech. Była jakieś 5 metrów ode mnie, razem z mamą. Uśmiechała się do kogoś. Cudowny, delikatny, łagodny, spokojny, pogodny uśmiech. Dziewczynka – jak mama – niezbyt wysoka, drobna, ale ładna, ładnie zbudowana. Przepiękny widok. Ale to nie wszystko… Potem dziewczynka cudownie przytulała się do mamy. Coś wspaniałego. Jedna z najpiękniejszych scenek jakie widziałem w naszym kościele.

Następnie byliśmy świadkami Mszy Św. w rycie trydenckim w intencji ś.p. Jadwigi Kaczyńskiej /w sobotę 16 lutego/. Mszę Requiem, w XXX dzień od śmierci mamy braci Kaczyńskich, o pokój jej duszy, sprawował o. Krzysztof Stępowski. Uczestniczył w niej Jarosław Kaczyński, a także m.in. Marek Jurek, europoseł Janusz Wojciechowski i radny Ryszard Walczak.

Również w sobotę /16 lutego/, podczas wieczornej Mszy Św., homilię głosił o. Zdzisław Pietkiewicz, nasz tegoroczny rekolekcjonista wielkopostny, redemptorysta z naszego klasztoru. I powiedział w niej m.in. coś co mnie rozbawiło, że aż się śmiałem. Otóż pewna kobieta mówiła tak: „Jestem dobrym człowiekiem, pomagam ludziom, robię dobre uczynki, a do kościoła nie chodzę, bo nie potrzebuję tego by być dobrym człowiekiem. A mój sąsiad chodzi do kościoła, przyjmuje Komunię Świętą, i co z tego, zobaczcie jak on się zachowuje…”. Oczywiście swoją drogą ważne jest jakie świadectwo dawał ten jej sąsiad, ale najważniejsze jest to co odpowiedział on na to, co mówiła o nim ta kobieta. Otóż stwierdził tak: „Gdybym nie przyjmował Komunii Świętej byłbym jeszcze gorszym człowiekiem!…”. I to była bardzo mądra odpowiedź! I jednocześnie bardzo rozweselająca, przynajmniej mnie, mnie ona szczerze ubawiła! A bezbożna kobieta? Cóż, sama skazuje się na straszną porażkę…

Cezary Dąbrowski/www.zawszepolska.eu /18.II.2013/

****

*** ANIOŁ NA ULICACH

POGRZEB JADWIGI SOBOL

POWĄZKI – 15.II.2013

Jadwiga Sobol, inicjatorka i szefowa Akcji Bezpośredniej Pomocy Głodującym, została pochowana 15 lutego w rodzinnym grobie na stołecznych Starych Powązkach

Dla wielu była aniołem chodzącym po ulicach Warszawy. Msza Św. żałobna odprawiona została w kościele św. Karola Boromeusza. Jednym z celebransów był pierwszy dyrektor Caritas Diecezji Warszawsko-Praskiej ks. prałat Krzysztof Ukleja, z którym ś.p. Jadwiga Sobol współpracowała. W uroczystościach żałobnych uczestniczyła rodzina – córki: Anna i Teresa oraz syn Marian, a także wolontariusze, przedstawiciele instytucji z którymi współpracowała Jadwiga Sobol, znajomi oraz osoby które doświadczyły od niej pomocy.

Po złożeniu ciała do grobu, starsza córka ś.p. Jadwigi Sobol – Anna Sobol – w imieniu rodziny podziękowała wszystkim za obecność. – Dla mamy byliście jak rodzina, więc i my traktujemy was jak braci i siostry – powiedziała p. Anna i zachęciła zebranych do podzielenia się osobistym wspomnieniem.

– Dzięki niej żyję. Kiedy dowiedziałam się że mam raka straciłam sens życia. Ona wzięła mnie za rękę i zaprowadziła do hospicjum. Przestałam użalać się nad sobą. Włączyłam się w jej akcję i zaczęłam pomagać innym – powiedziała przez łzy jedna z wolontariuszek.

– Pani Jadwiga uratowała moją rodzinę. Pomogła mężowi wyjść z alkoholizmu, wydobyć się z finansowego dołka i pomogła zainstalować nam wodę – wspominała jedna z podopiecznych zmarłej.

– Powinna dostać order od Jezusa i Maryi. To był chodzący anioł. Dla mnie była mamusią – dodała nad grobem ś.p. Jadwigi Sobol jeszcze inna osoba.

Na zakończenie głos zabrał jeszcze jeden z wolontariuszy, Tomasz Głażewski, który dzień przed śmiercią p. Jadwigi obiecał jej że dalej pokieruje Akcją Bezpośredniej Pomocy Głodującym.

– Zależało jej by pomoc potrzebującym trwała bez przerwy. Zbieram dane od potrzebujących rodzin i szukam wolontariuszy – powiedział T. Głażewski. – Chciałbym by ta idea czynienia dobra drugiemu człowiekowi przetrwała.

Jadwiga Sobol zmarła 6 lutego w wieku 90 lat i do ostatniej chwili pomagała potrzebującym – bezrobotnym, zagrożonym eksmisją, pogorzelcom, powodzianom i żyjącym w nędzy. Odkąd w 1997 r. zainicjowała i zajęła się prowadzeniem Akcji Bezpośredniej Pomocy Głodującym z jej pomocy skorzystało 5 tys. osób z całej Polski.

Nie zbierała pieniędzy, nie założyła fundacji, a starała się jedynie kontaktować osoby w potrzebie z darczyńcami. – Mama wielokrotnie powtarzała że pomysł akcji podsunęła jej Matka Boża – wyznała Anna Sobol, córka zmarłej.

Biuro akcji mieściło się w mieszkaniu ś.p. Jadwigi Sobol na warszawskiej Białołęce. Telefon, przedwojenna maszyna do pisania i stos segregatorów z dokumentami… Na początku stycznia za pośrednictwem mediów Jadwiga Sobol apelowała o dodatkowych wolontariuszy, chcących zaangażować się w akcję. Telefon się rozdzwonił. – Mama nie mogła dać sobie z tym rady. I jej serce nie wytrzymało – dodała Anna Sobol.

Za swoją działalność Jadwiga Sobol otrzymała wiele nagród, m.in. w 2010 r. została uhonorowana Nagrodą im. św. Brata Alberta – Adama Chmielowskiego – przyznawaną za wybitne osiągnięcia w dziedzinie działalności charytatywnej oraz Nagrodą Instytutu Globalizacji.

Cezary Dąbrowski/www.zawszepolska.eu/aś/gn /19.II.2013/

****

*** ALLELUJA I DO PRZODU!

OPŁATEK RODZINY RADIA MARYJA

26 STYCZNIA 2013

Ojciec Marcin Krupa – jeden z młodszych ojców w rozgłośni – przyjechał z Radia Maryja na coroczne spotkanie opłatkowe Rodziny Radia Maryja w naszym kościele. Odbyło się ono w sobotę 26 stycznia

– Zauważyłem że dla niektórych Kościół, nauka głoszona przez Kościół, to tylko zbiór nakazów i zakazów, albo tylko instytucja, potrzebna jedynie do chrztu, ślubu, pogrzebu – mówił w homilii o. Marcin. – A Ojciec Święty ogłosił Rok Wiary. Dlaczego wierzymy? Dlaczego uwierzył św. Paweł, dlaczego uwierzył Jan Paweł II, dlaczego uwierzył Benedykt XVI? Bo spotkali Jezusa Chrystusa, spotkali Boga, dlatego uwierzyli – kontynuował redemptorysta z Torunia.

– A czy my spotykamy się z Bogiem, czy my spotkaliśmy Boga? Oczywiście, Bóg daje nam znaki. Powiem o pewnej prawdziwej historii. Chłopiec niewierzący, z niewierzącej rodziny, poznał praktykującą katoliczkę, piękną dziewczynę. I się pobrali, nie przeszkadzała mu wiara żony, chrzciny, komunie dzieci, ale do kościoła na Mszę Św. nie chodził… Po długim jednak czasie pomyślał sobie: a co mi szkodzi pójść razem z żoną do kościoła na Eucharystię?… I poszedł… Z szacunku i miłości do żony którą bardzo kochał…

Raz, drugi i zaczął być w kościele systematycznie, pojechali razem na Jasną Górę, do Matki Najświętszej, Królowej Polski. Potem jeszcze raz i uwierzył! Nie potrafił wytłumaczyć dlaczego, ale uwierzył! To tajemnica naszej wiary.

– Polacy nie mieli wątpliwości że Bóg był z nimi, kiedy walczyli o Polskę wolną, niepodległą. Choćby w Powstaniu Styczniowym. Polacy tak byli formowani. Nie było problemu z Panem Bogiem, a teraz dla niektórych jest taki problem… Może dlatego że nie ma informacji, że ona nie dociera do Polaków, ta prawdziwa informacja. A ta która dociera to może fałsz… Polacy nie powinni zaśmiecać swoich umysłów fałszem, bo albo jest prawda, albo fałsz!

– Ostatnio ogłoszony, nowy konkurs na miejsca na multipleksie jest niejasny, jeszcze bardziej niejasny niż poprzedni. Mamy obawy że to wszystko zmierza w złym dla nas kierunku. Jaka to wolność? Gdzie tu jest wybór? – pytał o. Marcin nawiązując do skandalicznych działań Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji wobec TV Trwam, do dyskryminacji TV Trwam i katolików w Polsce.

A o. Jacek Burnus na koniec Mszy Św. powiedział: – Przeciwności zawsze były, są i będą. Ale przeciwności są po to by je pokonywać! Czyli: Alleluja i do przodu!

Następnie było spotkanie opłatkowe. Sala Oratorium wypełniła się ludźmi, słuchaczami Radia Maryja. Były życzenia, „rozmowy niedokończone”, śpiew kolęd, modlitwa, uśmiech, ciasto i kawa.

Po spotkaniu zapytałem o. Marcina czego życzy Polsce i toruńskim mediom? – Mediom rozszerzenia możliwości nadawania, czyli TV Trwam na multipleksie. Tego samego życzę Polakom i Polsce, czyli darmowego dostępu do TV Trwam, a więc możliwości wyboru, którego obecnie nie ma – powiedział.

Oto kilka wypowiedzi nagranych podczas spotkania przez o. Marcina dla Radia Maryja:

Małgorzata Szlenkier: – Szczęść Boże wszystkim słuchaczom Radia Maryja! Szczególnie chciałabym od nas tu zgromadzonych na Karolkowej w Warszawie pozdrowić wszystkich naszych przyjaciół z biur i kół Radia Maryja. Bardzo ciepłe pozdrowienia dla rodaków za granicą. Ostatnio poznałam kilka osób z Anglii, w tym państwa Olearników, którym się nisko kłaniam. Z ojcem Marcinem przeżywamy tu czas wspaniałej radości, dzielimy się opłatkiem, miłością, modlitwą, śpiewem. Jest tu reprezentowana cała Warszawa i okolice Warszawy, mnóstwo parafii. W tej rodzinnej atmosferze ładujemy nasze serca do podejmowania dalszych wyzwań i zadań jakie przed nami stawia życie. Takie spotkania są nam niezbędne i potrzebne by mieć energię, a musimy ciągle aktywnie zabiegać o nasze Radio Maryja, Telewizję Trwam i Polskę.

Alina z Legionowa: – Przyjechaliśmy tu w ostatniej chwili, niespodziewanie, pozdrawiamy wszystkich, całą Rodzinę Radia Maryja, wszystkich ojców z Torunia. I mamy nadzieję że może w przyszłości uda się nam zaprosić Radio Maryja na takie spotkanie do nas, do Legionowa. Szczęść Boże!

Krystyna Ratyńska z Legionowa: – Cieszę się że jest z nami ojciec Marcin. Wspominam też panią ś.p. Jadwigę Kaczyńską, która miała w sobie tyle ciepła rodzinnego i miłości, tyle taktu, wiary. Tego wszyscy bardzo potrzebujemy, tej wiary, umocnienia. Jesteśmy wdzięczni że Radio Maryja nas wspiera, umacnia, formuje. To bardzo przykre, smutne, że nie chcą przyznać miejsca na multipleksie dla naszej TV Trwam, ale ja czuję że wygramy, bo w 1920 r. Matka Boska nas obroniła. Były rozbiory, wojny, tragedie, ale zawsze się z tych nieszczęść dźwigamy, bo nasz naród jest dzielny i z pomocą Matki Boskiej Częstochowskiej i Matki Boskiej Fatimskiej podnosimy się. Wszystkim wszystkiego dobrego, szczęść Boże!

Teresa z Garwolina: – Szczęść Boże! Chciałabym pozdrowić moją mamusię Józefę Wielgosz z Garwolina, która za miesiąc skończy 95 lat. Pozdrawiam moje siostry, całą rodzinę i wszystkich słuchaczy Radia Maryja z Garwolina.

Pani X /nie przedstawiła się, albo się nie nagrało/: – Bardzo się cieszę że tu jestem. Co roku tu przychodzę, proszę Boga i Matkę Najświętszą bym jeszcze żyła i mogła tu przychodzić, także by wesprzeć materialnie Radio Maryja, co robię z przyjemnością. Życzę ojcu Tadeuszowi Rydzykowi by był zdrowy i wszystko jak najlepiej szło!

Pani Iza Marciniak /czytała podczas spotkania swoje wiersze/: – Pozdrawiam wszystkich moich przyjaciół, a przede wszystkich ojców z Radia Maryja i ich pracowników. Pozdrawiam także całą Rodzinę Radia Maryja, a szczególnie moją kochaną mamę Zofię z Warszawy, oraz moje siostry i przyjaciół. Ja reprezentuję Biuro Radia Maryja w warszawskim Aninie. Wszystkiego dobrego.

Janusz z Legionowa: – Proszę wszystkich o modlitwę by w Legionowie odbył się marsz w obronie Telewizji Trwam, Radia Maryja i krzyża. Z Bogiem!

O. Marcin Krupa na koniec podziękował ojcom z Karolkowej że można było w naszej parafii zorganizować to spotkanie, spotkanie wielkiej wspólnoty Radia Maryja, wielkiej Rodziny Radia Maryja.

Cezary Dąbrowski/www.zawszepolska.eu /2.II.2013/

****

*** MISJONARZ Z ROSJI

O. MIROSŁAW DAWLEWICZ

20 STYCZNIA 2013

W niedzielę 20 stycznia był w naszej parafii o. Mirosław Dawlewicz, redemptorysta pochodzący ze Szczecinka, w kapłaństwie od 2002 r. Jeszcze w tym samym 2002 roku wyjechał na misję do Rosji, do Togliatti

– Tylu Polaków wywieźli tam na zsyłki… – zaczął o. Mirosław. – Pracuję w parafii z wiernymi głównie pochodzenia polskiego, choć w większości nie mówiącymi po polsku, a po rosyjsku. Togliatti jest 2.5 tys. kilometrów stąd. W 2012 r. zaczęliśmy tam budowę naszego kościoła. Mógłby ktoś zapytać: a po co ten kościół, dla kogo… Odpowiadam że choćby dla pani Marii, która mawia że „Pan Bóg rozumie tylko po polsku”…

– Pani Maria urodziła się koło Grodna. Obawia się że nie doczeka Mszy Św. w prawdziwym kościele, którego tam cały czas nie mamy. Tak mówi. Odpowiadam jej by się modliła i że dobrzy ludzie z Polski pomogą. Kościół jest też potrzebny choćby 16-letniemu Konstantemu, naszemu ministrantowi, mówimy na niego Kostia. Jest w każdą niedzielę na Mszy Św. i też się martwi, czy damy rady z tym kościołem, czy go zbudujemy… A chłopak jedzie na Mszę Św. w liczącym milion mieszkańców Togliatti przez 1.5 godziny.

– Dziękuję za każdy datek który przekażecie dla Polaków w Togliatti, „błagadariu”. I módlmy się za tych żyjących w Rosji, im się gorzej powodzi.

– Czasem jest tam taka tęsknota za Polską że nie wiadomo gdzie się podziać… – zakończył o. Mirosław Dawlewicz. A potem jeszcze dodał że patronem polskiego kościoła w rosyjskim Togliatti nad Wołgą będzie bł. Jan Paweł II. Po Mszach Św. w naszym kościele podczas których głosił Słowo Boże o. Dawlewicz zbierał ofiary dla Polaków i katolików z dalekiej parafii w Rosji.

Miasto Togliatti ma brzydką nazwę. Pochodzi ona od nazwiska włoskiego komunisty. Do 1964 r. brzmiała ona Stawropol, wtedy Sowieci zmienili ją na Togliatti. Miasto znane jest z fabryki samochodów osobowych na licencji Fiata /produkcja znanych ład/.

Cezary Dąbrowski/www.zawszepolska.eu /26.I.2013/

****

*** IMIENINY SIOSTRY DOBRAWY!

WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO!

15 STYCZNIA 2013

Dziś /wtorek – 15 stycznia/ swoje święto ma siostra Dobrawa, wielki skarb naszej parafii, piękny głos naszej parafii, najpiękniejszy głos naszej parafii

Wspaniała organistka dysponująca pięknym mocnym głosem swoim śpiewem tak podnosi poziom Mszy Świętych w naszym kościele że strach pomyśleć co by było gdyby jej nam zabrakło. Kiedy s. Dobrawy nie ma na Mszy Św., kiedy na niej nie śpiewa, to ta Msza Św. nie jest takim świętem jakim jest z jej udziałem

WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO SIOSTRO DOBRAWO W DNIU IMIENIN! PORTAL WWW.ZAWSZEPOLSKA.EU ŻYCZY SIOSTRZE WIELU KOLEJNYCH LAT TEJ JAKŻE PIĘKNEJ SŁUŻBY BOGU I LUDZIOM. ŻYCZY DUŻO RADOŚCI ZE ŚPIEWANIA BOGU I LUDZIOM!

Tak się ładnie złożyło że kilka dni temu gościliśmy w naszym kościele p. Jana Gładysza z Tuchowa z jego chórem, organistę, dyrygenta, doktora muzykologii, który kiedyś był nauczycielem s. Dobrawy.

– Siostrę Dobrawę poznałem kiedy rozpoczęła naukę w Diecezjalnym Studium Organistowskim w Tarnowie, w 1983 roku /a może 1984, nie pamiętam dokładnie/. Ówczesny ksiądz dyrektor Kazimierz Pasionek /+ w 2006 r./ przydzielił ją do mojej klasy nauki gry na fortepianie i organach – powiedział mi Jan Gładysz.

– Dwie cechy zaimponowały mi od razu po pierwszych lekcjach: siostra pełna pokory wobec powołania i tego co jej przygotuje w życiu Pan Bóg, i otwarta na ludzi, bardzo serdeczna, przyjazna, z uśmiechem na ustach. Do tego, jak się przekonałem, doszła jeszcze solidna praca i chęć poznania jak najlepiej tego co się robi w studium organistowskim. Początki jak u wszystkich może nie były łatwe, ale zapał i cierpliwość z pewnością omodlone na „zakonnych horach” dały dobre wyniki – wspominał p. Jan.

– Pierwszą placówką siostry Dobrawy był Szczecinek. Tam się dała poznać nie tylko jako organistka, ale również jako wspaniały organizator życia muzycznego w parafii, prowadząc scholę, chór młodzieżowy i tzw. dorosły, i co najważniejsze przy wielkich uroczystościach tworzyłą z tych zespołów jeden wielki chór. Na dodatek umiała „zarazić” kościelną muzyką organową młode dziewczęta chodzące do szkoły muzycznej, które później pomagały jej w pracy, a jak przyjeżdżały do Tuchowa, to grały i za mnie. Niesamowita sprawa że mnożyła ten swój talent jak w ewangelicznej przypowieści. Potem była Warszawa, Piastów /funkcja przełożonej i dokształcanie muzyczne/ i znów Warszawa. Bogu dzięki że tak się stało, bo siostra Dobrawa kocha Boga, kościół, ludzi i tę miłość wspaniale wyraża swoja posługą organistki. Niech się jej wiedzie jak najlepiej i jak najdłużej – zakończył Jan Gładysz.

Cezary Dąbrowski/www.zawszepolska.eu /15.I.2013/

****

*** OPŁATEK RODZIN SMOLEŃSKICH

MOCNE SŁOWA W HOMILII

W NASZYM KOŚCIELE

12 STYCZNIA /SOBOTA/

To był opłatek wyjątkowy. W sobotę 12 stycznia w naszym kościele spotkali się przedstawiciele rodzin smoleńskich, rodzin które w tragedii narodowej 10 kwietnia 2010 r. stracili swoich najbliższych, ojców, matki, mężów, żony, synów, braci

Inicjator opłatka to Stowarzyszenie Rodzin Katyń 2010. Spotkanie opłatkowe /drugie, bo pierwsze odbyło się w ubiegłym roku/ rozpoczęła uroczysta Msza Święta w intencji 96 ofiar z 10 kwietnia 2010, podczas której poruszającą homilię wygłosił opiekun duchowy rodzin smoleńskich o. Waldemar Gonczaruk z Radia Maryja.

A wszystko poprzedził jeszcze występ znanej i cenionej aktorki Anny Chodakowskiej, która przedstawiła fragmenty „Antygony” Sofoklesa.

– Dramat smoleński wyrasta na gruncie kłamstwa. Kreonowie współczesnej sceny politycznej, łamiąc prawa boskie i społeczne, bronią praw i zasad ustanowionych przez siebie, które stoją na straży własnych interesów a nie dobra społeczeństwa i Rzeczypospolitej. Ład społeczny zastępuje metodycznie wprowadzana anarchia, która wyrasta na glebie dramatu i kłamstwa smoleńskiego. Taki stan rzeczy może utrzymać tylko tyrania. Te mechanizmy rodzą się na naszych oczach – mówił w sobotę o. Waldemar Gonczaruk w homilii.

– Ducha zabić nie można. Tyrani odchodzą ale duch zawsze uchodzi cało. Dlatego ważna jest pamięć która przetrwa, pamięć która ocali i przekaże następnym pokoleniom to co współcześni Kreonowie próbują zakryć kłamstwem. Kto w naszej ojczyźnie boi się prawdy która mgłą otulona snuje się po smoleńskich błotach? – pytał w mocnych słowach redemptorysta z Torunia.

– Przyszliśmy tu dla tych którzy służyli Rzeczypospolitej, dla tych którzy pojechali oddać hołd tym którzy dla wolnej ojczyzny oddali swoje życie. I podobnie jak oni oddali swoje życie. I nagle zostaliśmy sami. I nagle matka nasza, ojczyzna straciła najznakomitszych swoich synów i córki którzy walczyli o prawdę – mówił w homilii o. Waldemar.

O. Waldemar pytał też dlaczego tydzień po tragedii smoleńskiej, kiedy na pl. Piłsudskiego odbywały się uroczystości pogrzebowe, nie pozwolono tam rodzinom postawić trumien z ciałami ich najbliższych, w czasie tej szczególnej Eucharystii? Pytał także dlaczego, zanim jeszcze sporządzono akt zgonu prezydenta Lecha Kaczyńskiego, w pałacu prezydenckim już w sprinterskim tempie tak zapalczywie przejmowano władzę? I czy to była miłość czy nienawiść?…

– Módlmy się za ofiary katastrofy smoleńskiej, za naszych bliskich którzy dając świadectwo prawdy życiem zapłacili za promowanie wolności i niepodległości. Za świętej pamięci prezydenta Lecha Kaczyńskiego, jego małżonkę Marię, za prezydenta Ryszarda Kaczorowskiego. Za całą polską delegację i załogę samolotu. By za swoje życie oddane Polsce, przerwane tak tragicznie jak ten lot, odebrali nagrodę w niebie. By ich pamięć zawsze otaczała miłość i należny im szacunek – prosiła Boga Beata Gosiewska, wdowa po wicepremierze Przemysławie Gosiewskim.

Msza Św. została ubarwiona przepiękną i znakomicie wykonaną muzyką. Dla zebranych w świątyni znana stołeczna orkiestra kameralna Camerata Vistula /wybitni instrumentaliści/ wykonała 11-minutową „Elegię smoleńską” autorstwa kompozytora Piotra Wróbla, absolwenta warszawskiego Uniwersytetu Muzycznego Fryderyka Chopina. W tym nostalgicznym utworze, który powstał pod wpływem przeżyć młodego artysty w związku z pierwszą rocznicą tragedii smoleńskiej, pojawiają się motywy m.in. z Suplikacji, Mazurka Dąbrowskiego czy poloneza Ogińskiego – „Pożegnanie Ojczyzny”. Kompozytor i wykonawcy zadedykowali utwór rodzinom smoleńskim. Młodemu i utalentowanemu kompozytorowi Piotrowi Wróblowi niestety obecne władze często odmawiają wykonania „Elegii smoleńskiej”…

Po Mszy Św. zgromadzeni podzielili się opłatkiem. – W dużej mierze postrzegamy się jako rodzina. Te spotkania są dla nas ważne nie tylko w aspekcie formalnym dochodzenia do prawdy, ale przede wszystkim one nas łączą duchowo. Wspieramy się wzajemnie w bólu i stracie. Tak jak wiele miesięcy temu powiedziała Ewa Kochanowska, że straciła najbliższą rodzinę ale zyskała dużo wspaniałych ludzi których dzisiaj traktuje jak swoją własną rodzinę. Było to ważne i wzruszające spotkanie które mam nadzieje będzie kontynuowane każdego roku – powiedziała Małgorzata Wassermann, córka ś.p. Zbigniewa Wassermanna.

– Ważny jest sam fakt spotkania i możliwość złożenia sobie życzeń bożonarodzeniowych. Dzięki takim spotkaniom bliscy ofiar smoleńskich mogą podzielić się swym smutkiem. Możemy się spotkać i to podtrzymuje na duchu i jest bardzo potrzebne. Ogromne ważne są takie miejsca jak klasztor redemptorystów który zawsze nas gościnnie przyjmuje. Świadomość że mamy się gdzie spotkać pomaga. Poza tym spotkanie opłatkowe; cieszymy się swoją obecnością, czujemy wzajemne wsparcie w szczególnym czasie narodzenia Jezusa – powiedziała Zuzanna Kurtyka, wdowa po prezesie IPN-u.

 

Senator Beata Gosiewska dodała że rodziny smoleńskie starają się być razem w trudnych dniach „liczonych już w latach”. Wkrótce minie trzy lata od śmierci ich bliskich. – Chcemy modlić się za naszych bliskich. Także o to by starczyło nam i naszym bliskim sił w dążeniu do prawdy. Jest to także spotkanie noworoczno-opłatkowe. Spotykamy się dość rzadko więc wszyscy bardzo pragną się zobaczyć – powiedziała Beata Gosiewska.

Cezary Dąbrowski/www.zawszepolska.eu /14.I.2013/

****

ORGANISTA OD VII KLASY PODSTAWÓWKI!

 

CHÓR Z TUCHOWA

ORKIESTRA Z TARNOWA

NIEDZIELA 13 STYCZNIA

Już w trakcie Mszy Świętej o godz. 18.30 mogliśmy posłuchać Sanktuaryjnego Chóru Mieszanego z Tuchowa. Były to w jego wykonaniu m.in. kolędy „Przybieżeli do Betlejem” i „Wśród nocnej ciszy”. A po Mszy Św. odbył się już bardzo ciekawy dłuższy koncert kolęd i pastorałek. Z tym że już z współudziałem także Małej Orkiestry Symfonicznej z Parafii Miłosierdzia Bożego w Tarnowie

Koncert jubileuszowy, bo Sanktuaryjny Chór Mieszany z Tuchowa świętuje właśnie 70-lecie swojej działalności. A już od 33 lat kieruje nim Jan Gładysz, organista, dyrygent, doktor muzykologii, swą pracę doktorską obronił na KUL-u w Lublinie, jest też absolwentem muzykologii katolickiej na KUL-u. Pan Jan powiedział mi że organistą był już od… VII klasy podstawówki!

– Działamy przy bazylice mniejszej w Tuchowie, której gospodarzami są ojcowie redemptoryści. W chórze śpiewają wyłącznie amatorzy, zdarza się że całymi rodzinami, ojcowie i ich dzieci – powiedział Jan Gładysz.

Okazuje się że śpiewająca gwiazda naszej parafii, s. Dobrawa, była uczennicą pana Jana! – Cieszę się że ta nauka nie poszła w las – mówił z satysfakcją Jan Gładysz, mając na myśli s. Dobrawę, której przy tej okazji złożył z całą swoją śpiewającą i grającą ekipą życzenia imieninowe, bo za kilka dni przecież Dobrawy.

Grającą z chórem z Tuchowa Małą Orkiestrę Symfoniczną z Parafii Miłosierdzia Bożego w Tarnowie /w większości piękne młode dziewczęta/ tworzą uczniowie i absolwenci tarnowskiej Szkoły Muzycznej. Opiekują się nimi jako organista ks. proboszcz Czesław Haus oraz dyrygent Tomasz Ożóg.

– Orkiestra gra z nami dopiero szósty raz. Jesteśmy dziś wszyscy już trochę zmęczeni bo nasz koncert w Warszawie na Karolkowej jest trzecim z kolei naszym dzisiejszym występem, w drodze z Inowrocławia – zakończył Jan Gładysz.

Może i zmęczeni, ale w ogóle nie było tego widać. Koncert był bardzo ciekawy i udany. Oby więcej takich gości w naszym kościele!

Cezary Dąbrowski/www.zawszepolska.eu /13.I.2013/

****

Zawsze kiedy uśmiechasz się do swego brata i wyciągasz do niego rękę – jest Boże Narodzenie

Zawsze kiedy milkniesz by wysłuchać – jest Boże Narodzenie

/Matka Teresa z Kalkuty/

****

*** KONCERT CHARYTATYWNY

„ODNALEŹĆ BETLEJEM”

MŁODZI DLA MŁODYCH

NIEDZIELA – 16 GRUDNIA

„Odnaleźć Betlejem” to tytuł koncertu charytatywnego jaki odbył się w naszym kościele w niedzielę 16 grudnia. Złożyły się na niego kolędy i utwory religijne o tematyce bożonarodzeniowej w wykonaniu uczniów z Zespołu Szkół nr 2 i nr 116 w Warszawie oraz dzieci z Dwujęzycznego Przedszkola Sportowego „Mali odkrywcy”. Datki zebrane podczas koncertu zostały przekazane na potrzeby wychowanków z domu dziecka prowadzonego przez Zgromadzenie Sióstr Franciszkanek Rodziny Maryi w Międzylesiu

****

„Najwyższy czas by postawić tamę zohydzaniu i obrzydzaniu duchowieństwa katolickiego, wyśmiewaniu i wyszydzaniu wiernych oraz zasad naszej wiary, a także deptaniu i profanowaniu świętych i ojczystych wartości których symbolem jest Jasna Góra”

/ks. prof. Waldemar Chrostowski, ND, 10.XII.2012/

****

*** MSZA ZA OJCZYZNĘ

BAZYLIKA ŚW. KRZYŻA

NIEDZIELA 9 GRUDNIA

W niedzielny wieczór poszedłem na Mszę Św. w intencji ojczyzny do kościoła Św. Krzyża /godz. 19/. Bazylika Św. Krzyża to jeden z najważniejszych i najwspanialszych polskich kościołów

Ks. Piotr który Mszę Św. odprawił i wygłosił kazanie mówił m.in. że życie bez Boga jest beznadziejne /za Benedyktem XVI/. Czyli dla tych którzy nie wierzą i nie praktykują – nie ma żadnej nadziei… I czeka ich po prostu marny koniec…

Mówił też ks. Piotr o pozbawianiu praw i szykanowaniu polskich katolików przez obecnie rządzących naszym nieszczęśliwym z tego powodu krajem: „premiera” Donalda Tuska, „rząd” Platformy Obywatelskiej i „prezydenta” Bronisława Komorowskiego. Mając oczywiście na myśli sprawę skandalicznego nieprzyznania popieranej przez Ojca Świętego Benedykta XVI i Episkopat Polski Telewizji Trwam miejsca na cyfrowym multipleksie. Mówił też że jest coraz więcej niewiadomych w sprawie tragedii narodowej z 10 kwietnia 2010 pod Smoleńskiem, że Tusk i rząd ukrywają prawdę i nie chcą wyjaśnić tej „katastrofy”. Wspomniał też w związku ze zbliżającym się 13 grudnia dwie bardzo smutne daty w naszej najnowszej historii, czyli wydarzenia z grudnia 1970 /komunistyczni bandyci zmasakrowali wtedy robotników na Wybrzeżu/ i grudnia 1981 /komunistyczni zdrajcy z Jaruzelskim na czele wprowadzili stan wojenny wypowiadając tym samym wojnę polskiemu narodowi/.

Były też słowa: „Przygotujcie drogę Panu, Jemu prostujcie ścieżki” /„głos wołającego na pustyni”/. Czyli: „umiłowani, oczekując starajcie się aby /On/ was zastał bez plamy i skazy – w pokoju” /2 P 3,8-14/, a na koniec tradycyjna, słynna modlitwa ks. Piotra Skargi za ojczyznę.

To „gangsterstwo, a nie żadna polityka, to jest dżungla” – tak o prześladowaniu katolików w Polsce przez bolszewików rządzących obecnie „naszym nieszczęśliwym krajem” /znów cytuję Stanisława Michalkiewicza…/, czyli nieprzyznaniu Telewizji Trwam miejsca na multipleksie, mówił też wieczorem w tę samą niedzielę w Radiu Maryja o. Tadeusz Rydzyk. O. dyrektor zachęcał też do pójścia 13 grudnia w warszawskim Marszu Wolności, Solidarności i Niepodległości.

Cezary Dąbrowski/www.zawszepolska.eu /9.XII.2012/

****

Nie sądźcie drugiego człowieka bo za każdym stoi Chrystus

/bł. ks. Jerzy Popiełuszko/

****

*** REKOLEKCJE ADWENTOWE 2012

„DROGA WIARY”

O. PAWEŁ DROBOT

Zdecydowanie najlepszym dniem rekolekcyjnym był ostatni, czwarty. Nauka jaką głosił w naszym kościele w środę, 5 grudnia, w ostatni dzień rekolekcji adwentowych, o. Paweł Drobot, redemptorysta, była najlepsza. Była czytelna, jasna, chwilami na wesoło. I takie właśnie powinny być rekolekcje

Niestety nie notowałem tego co mówił w ostatnim dniu o. Paweł, więc niewiele pamiętam… W dodatku nie napisałem o tym od razu, na gorąco, więc jeszcze sporo zapomniałem z tego co pamiętałem zaraz po nauce…

Tematem przewodnim była „Wiara i nowe życie”. O. Paweł mówił np. o tym że aby z małej rośliny czy nasiona wyrósł z czasem piękny kwiat potrzebne jest, niezbędne jest dobre środowisko, odpowiednia gleba. I dla naszej wiary takim dobrym środowiskiem jest nasz Kościół. Bez Kościoła nasza wiara nie „urośnie” jak piękny kwiat…

Aby nasza wiara trwała potrzebna jest modlitwa, potrzebne są sakramenty, potrzebne jest nauczanie. A w ogóle najważniejsze jest by całkowicie zawierzyć swoje życie Chrystusowi, oddać Mu się zupełnie, pozwolić Mu się prowadzić.

O. Paweł mówił że naukowcy amerykańscy przeprowadzili badania w szpitalach z których wynikało że osoby wierzące w Boga o wiele szybciej niż niewierzące dochodzą do zdrowia, kiedy dopada ich choroba. Wierzący łatwiej łapie zdrowie, kiedy zachoruje.

Mówił też że absolutnie nie możemy mówić czegoś takiego: „a niech cię diabli wezmą!”…, „a niech cię diabli!…”. Że nie możemy tak się „modlić”… Bo takie powiedzenie to przekleństwo a nie modlitwa!

W ostatnią niedzielę, 2 grudnia, byłem w katedrze praskiej na Mszy Świętej dla harcerzy. Było to duże wydarzenie harcerskie, ogólnopolskie /Forum Młodych 2012/, taki zjazd harcerzy z organizacji Skautów Europy /Stowarzyszenie Harcerstwa Katolickiego „Zawisza”/. Kazanie głosił ks. Piotr Pawlukiewicz, który powiedział wiele różnych rzeczy, a mi utkwiło szczególnie to, taki cytat: „na tonącym statku nie ma niewierzących, w okopach wojennych nie ma niewierzących…”

Cezary Dąbrowski/www.zawszepolska.eu /7.XII.2012/

****

Nie potrzebujemy Kościoła który się wlecze za światem, tylko Kościoła który porusza świat

/Gilbert Keith Chesterton, pisarz angielski, 1874-1936/

****

*** ŚW. ANDRZEJA APOSTOŁA

IMIENINY TRZECH NASZYCH KAPŁANÓW

30 LISTOPADA

Trzech ojców redemptorystów z Karolkowej miało 30 listopada swe imieniny, w tym o. proboszcz i rektor w jednej osobie Andrzej Kryger, a także Andrzej Zając i Andrzej Kupiński

Modliliśmy się w intencji naszych solenizantów na specjalnej Mszy Św. odprawionej o godz. 18.30, którą cała trójka ojców Andrzejów współkoncelebrowała

Niezastąpiona s. Dobrawa, ze swymi podopiecznymi, postarała się by Msza Św. była oprawiona pięknym śpiewem. Były życzenia od parafian i współbraci, kwiaty. Mądrą homilię wygłosił o. Andrzej Zając. Zabierając głos na zakończenie o. rektor Andrzej Kryger wypowiedział kilka refleksji na temat swojej dotychczasowej posługi w naszej parafii. Stwierdził m.in. że kiedy przychodził na Karolkową miał obawy o to „jak to będzie”… A przychodził do nas z innego regionu Polski, z daleka, z zupełnie innego środowiska. Obawy okazały się jednak płonne. O. proboszcz mówił że „dziękuje Panu Bogu za naszą parafię, za serdeczność i pobożność parafian”. Stwierdził też że po prostu dobrze się czuje na Karolkowej.

Po Mszy Św. obejrzeliśmy jeszcze barwne, całkiem niezłe przedstawienie teatralne przygotowane przez parafian, po którym były dalsze, już bardziej nieoficjalne życzenia dla ojców solenizantów.

Zapytałem o. Andrzeja Zająca czego sobie życzy z okazji swych imienin. – By Pan Bóg błogosławił, umacniał, dodawał siły w mojej pracy kapłańskiej i misjonarskiej, to moje najważniejsze życzenie. Poza tym życzyłbym sobie takich zwykłych ludzkich rzeczy, a więc zdrowia, rozwijania swoich zdolności, bym sprostał zadaniom, bym się nie zniechęcał – powiedział o. Andrzej.

Cezary Dąbrowski/www.zawszepolska.eu /1.XII.2012/

****

*** SKAUCI ŚW. BERNARDA Z CLAIRVAUX

ZAPRASZAJĄ DO WILCZKÓW

CHŁOPCY 8-12 LAT

WARSZAWA – KAROLKOWA 49

„Skauci św. Bernarda z Clairvaux zapraszają chłopców w wieku 8-12 lat do gromady wilczków. Duszpasterzem gromady jest o. Krzysztof Stępowski, redemptorysta. Więcej informacji o gromadzie: Tomasz Wędrowny /osoba odpowiedzialna/, tel. 606 215 848, adres mail.: tomek.warowny@op.pl

Informacje o Skautach Świętego Bernarda z Clairvaux znajdziecie na str. www.ssbc.pl

METODA WILCZKOWA – pedagogika wilczków powstała w kilka lat po sformowaniu pierwszych jednostek skautów w 1921 r. Opracowała ją Wera Barclay we współpracy z Baden-Powellem. Opiera się ona na historii Mowgliego opisanej przez Rudyarda Kiplinga w ‚Księdze dżungli’

Wilczki w gromadzie uczą się zaradności, bycia czystymi, jednocześnie rozwijania swojej osobowości i znajdowania swego miejsca w grupie /szóstka, gromada/, oraz odpowiedzialności, szacunku i troski o innych

Ważny aspekt to rozwój duchowy wilczka w którego centrum jest Msza Święta w nadzwyczajnej formie rytu rzymskiego”

****

*** O. TADEUSZ SITKO

IMIENINY

28 PAŹDZIERNIKA 2012

Przypomnę tu słowa ks. bp. Piotra Jareckiego wypowiedziane podczas uroczystej Mszy św. w naszym kościele odprawionej z okazji 60-lecia naszej parafii, w tym roku. Było to 13 maja. Ks. biskup powiedział wtedy o o. Tadeuszu Sitce tak: – On zafascynował mnie swoją pokorą. 33 lata pracował w tej parafii. Powiedziałem mu że to tyle ile żył Chrystus… A on na to: – Ale Pan Jezus tak wiele dokonał, a ja nic…

– Dokonał, dokonał… – mocno powiedział wtedy o o. Tadeuszu ks. biskup, zwracając się do niego i do wiernych by modlić się o takie piękne powołania.

W niedzielę 28 października o. Tadeusz Sitko miał imieniny. Jak już wspomniałem o. Tadeusz pracował w naszej parafii 33 lata. Obecnie ma już 93 lata. Cały czas jest z nami, na Karolkowej 49. Miałem akurat szczęście że poszedłem na Mszę św. na godz. 12.30, w której o. Tadeusz uczestniczył, trzyma się bardzo dziarsko.

– Kto z nas go nie zna, od początku świata jest tutaj na Karolkowej. Mnóstwo rzeczy w naszym kościele mu zawdzięczamy, to jego zasługa. Bardzo się cieszę że jest dziś tutaj z nami, w dniu swoich imienin, bo jest już niestety słabowity – mówił o. Andrzej Kryger o o. Tadeuszu.

O. rektor mówił też że o. Tadeusz ma jednak mocną świadomość, „nie z tej ziemi”, i wie wszystko o tym co się w parafii dzieje. – Dziękuję ci ojcze Tadeuszu bardzo w imieniu wszystkich za to co zrobiłeś dla naszego kościoła, w którym byłeś najpierw wikariuszem, a potem wieloletnim proboszczem, za to że tak pokochałeś tę parafię.

I życzył o. Tadeuszowi 150 lat i błogosławieństwa Bożego. Życzenia jubilatowi złożyło też wielu parafian. Ja też dołączam się, WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO, DUŻO ZDROWIA! TRZYMAJ SIĘ OJCZE TADEUSZU! I MÓDLMY SIĘ – JAK APELOWAŁ BP JARECKI – O TAKIE WSPANIAŁE POWOŁANIA!

Cezary Dąbrowski/www.zawszepolska.eu /29.X.2012/

****

*** „TO BYŁ KOCHANY CZŁOWIEK”

POŻEGNANIE O. JANA PIEKARSKIEGO

25 PAŹDZIERNIKA 2012

We Mszy św. pogrzebowej odprawionej w naszym kościele 25 października uczestniczył ks. bp Marian Duś, a homilię wygłosił o. prowincjał Janusz Sok. Zmarłego 22 października – po długiej chorobie – o. Jana Piekarskiego, redemptorystę, żegnała rodzina, przyjaciele, współbracia redemptoryści i parafianie z Karolkowej

Zmarły o. Jan Piekarski przeżył 88 lat. Był prowincjałem polskich redemptorystów w latach 1965-69, wiele lat /w okresie pontyfikatu Jana Pawła II/ spędził w Rzymie, gdzie m.in. opiekował się polskimi pielgrzymami, był ich przewodnikiem. Był jedynym ocalałym zakonnikiem z masakry jakiej dopuścili się na warszawskiej Woli 6 sierpnia 1944 r. /w czasie Powstania Warszawskiego/ Niemcy, bestialsko mordując 30 redemptorystów z Karolkowej i ok. 2 tys. mieszkańców dzielnicy

Kiedy miał 14 lat stracił ojca, studia częściowo ukończył w tajnym systemie nauczania /teologiczne i filozoficzne/. W czasie pracy w Rzymie pomógł 138 chorym, w większości były to operacje. Osoby te zawdzięczają mu zdrowie, a może i życie. Sam zmarł po długotrwałej, wycieńczającej chorobie. Był wrażliwy, opiekuńczy. Kochał malarstwo Caravaggia, był znakomitym znawcą starożytnego Rzymu. Przez 26 lat pontyfikatu Jana Pawła II służył w Rzymie tysiącom pielgrzymów, nie tylko polskich.

Żył szybko, w nieustannym biegu, trudno było za nim nadążyć, ale innych dostrzegał zawsze. Prowadził do Jana Pawła II rzesze pielgrzymów – takim zapamiętali go współbracia w kapłaństwie, współbracia zakonni i wierni.

– „Podobało mi się pomaganie ludziom, mam to chyba po ojcu, ten styl życia”. Tak sam wspominał – mówił o o. Janie w homilii o. Janusz Sok, prowincjał polskich redemptorystów. O. Sok mówił o pięknym losie kapłana, zakonnika, który zawsze jest z Chrystusem. – Całe twoje życie było piękne i ciekawe, zwłaszcza to w Rzymie.

Prowincjał mówił też że kiedy o. Jan chorował, cierpiał, byli przy nim ci którym kiedyś pomagał, byli przy nim też współbracia zakonni. O. Sok dziękował współbraciom redemptorystom, rodzinie zmarłego, jego przyjaciołom, wspólnocie z Karolkowej za obecność przy chorym o. Janie. – Kiedyś tu cudem ocalał, uniknął śmierci. Czuł się tu dobrze, był szanowany.

– Każda śmierć jest jakimś końcem świata, każdy umierający zabiera ze sobą jakiś świat. Będzie nam czegoś brakować, ojcze Janie – mówił prowincjał. Wspominał też że o. Jan nieustannie dodawał innym odwagi, umiał patrzeć, rozdał tak wiele różańców pobłogosławionych przez samego Ojca Świętego. – Był wspaniałym przewodnikiem, księdzem historykiem, szybkonogim chodziarzem za którym trudno było nadążyć. Teraz będzie chodzić po niebie…

O. Andrzej Kryger, proboszcz i rektor, wyraźnie poruszony śmiercią o. Jana Piekarskiego i uroczystością pogrzebową, mówił m.in.: – To był bardzo dobry, kochany człowiek. Krótko go znałem, ale zdążyłem się przekonać.

O. Andrzej podziękował za przybycie na uroczystość pogrzebową ks. bp. Marianowi Dusiowi, o. prowincjałowi Januszowi Sokowi, także za wygłoszenie homilii, o. Konradowi Hejmie, redemptoryście, także wieloletniemu przewodnikowi naszych pielgrzymów w Rzymie, który odwiedzał chorego o. Jana, lekarzom którzy opiekowali się chorym o. Janem, o. Tomaszowi Zielińskiemu, całej wspólnocie z Karolkowej, siostrom służebniczkom, za to że były z o. Janem. – Towarzyszyliśmy o. Janowi tak jak tylko potrafiliśmy. Bardzo dziękuję rodzinie o. Jana, która przyjeżdżała na Wolę, odwiedzała go.

Odczytano okolicznościowy list od bp. pomocniczego lubelskiego Ryszarda Karpińskiego oraz list od sióstr redemptorystek z Bielska Białej.

Na koniec głos zabrał o. Konrad Hejmo. – Ojciec Jan był wybrany przez Opatrzność na czas pontyfikatu Jana Pawła II. Jego posługa przy chorych zasługuje na Nagrodę Nobla. Czuwał przy polskich pielgrzymach, był zawsze do dyspozycji – mówił m.in. o. Hejmo.

Powiedział na koniec coś niezwykle ważnego o zmarłym. Że „są głosy by zająć się jego beatyfikacją”.

Następnie trumnę z ciałem ś.p. o. Jana Piekarskiego CSsR przetransportowano na Cmentarz Wolski, gdzie odbył się pogrzeb.

Cezary Dąbrowski/www.zawszepolska.eu /25.X.2012/

****

*** ZMARŁ O. JAN PIEKARSKI

BYŁ PROWINCJAŁEM W LATACH 1965-69

35 LAT PRACOWAŁ W RZYMIE

POGRZEB 25 PAŹDZIERNIKA

Po kilkutygodniowym pobycie w Szpitalu Wolskim w Warszawie zmarł ś.p. o. Jan Piekarski CSsR. Przeżył 88 lat, w Zgromadzeniu Redemptorystów 71 lat, a w kapłaństwie 63 lata

O. Jan Piekarski urodził się w Krakowie 16 października 1924 r. jako syn Jana i Stanisławy z Mytników. Profesję zakonną złożył 2 II 1941 r. Święcenia kapłańskie przyjął 17 IV 1949 r. Pracował w Bardzie Śląskim i Wrocławiu, następnie pełnił funkcję ekonoma prowincji, najpierw w Krakowie, później w Warszawie. W latach 1965-69 pełnił urząd prowincjała. Za jego kadencji utworzono dom zakonny w Lubaszowej oraz otwarto dom wypoczynkowy w Rowach. W latach 1971-2007 pracował w Rzymie, gdzie pełnił funkcję prokuratora misji zagranicznych, wicerektora i ekonoma domu generalnego. Był również duszpasterzem sióstr zakonnych oraz przewodnikiem i opiekunem pielgrzymów. Po powrocie do Polski zamieszkał w Warszawie, we wspólnocie domu zakonnego przy ul. Karolkowej. Zmarł w szpitalu na Woli 22 X 2012 r.

POGRZEB Ś.P. O. JANA PIEKARSKIEGO ODBĘDZIE SIĘ W CZWARTEK, 25 PAŹDZIERNIKA W WARSZAWIE. MSZA ŚW. POGRZEBOWA W KOŚCIELE ŚW. KLEMENSA /KAROLKOWA 49/ ROZPOCZNIE SIĘ O GODZ. 12.30. O GODZ. 14 POGRZEB NA CMENTARZU WOLSKIM.

redemptor /22.X.2012/

OCALAŁ JAKO JEDYNY

O. Jan Piekarski był jedynym ocalałym zakonnikiem z pamiętnej masakry jaką urządzili 6 sierpnia 1944 r. na Woli Niemcy, którzy zamordowali wtedy 30 redemptorystów i około 2 tys. mieszkańców dzielnicy. Ocalał można powiedzieć cudem, bo został wysłany poza Warszawę w sprawach administracyjnych. Zbrodni dokonali Niemcy z SS-Sturmbrigade „Dirlewanger” – zwyrodnialcy i kryminaliści służących pod rozkazami SS-Oberführera Oskara Dirlewangera – psychopaty odpowiedzialnego za niezliczone bestialskie mordy na ludności cywilnej i jeńcach.

W przeddzień wybuchu Powstania Warszawskiego w klasztorze Ojców Redemptorystów przy ul. Karolkowej w Warszawie mieszkało 31 zakonników. Zakonnicy, mimo propozycji ewakuacji na Stare Miasto lub do Śródmieścia, zostali na miejscu by nieść pomoc i posługę kapłańską mieszkańcom Woli. Po wycofaniu się powstańców na Stare Miasto klasztor pełen szukającej schronienia ludności cywilnej został zajęty przez Niemców, którzy wyprowadzili wszystkich do fabryki Kirchmayera i Marczewskiego znajdującej się naprzeciw kościoła św. Wojciecha. Tam przeprowadzili egzekucję, a ciała ofiar spalili. Prochy zebrane na początku 1945 r. złożone zostały na Cmentarzu Powstańców Warszawy na Woli.

Cezary Dąbrowski/www.zawszepolska.eu/radaopwim.gov.pl /23.X.2012/

TRZY LATA TEMU ŚWIĘTOWAŁ 60-LECIE KAPŁAŃSTWA

W niedzielę, 26 kwietnia w kościele św. Klemensa Hofbauera w Warszawie, wspólnota domowa i parafialna, licznie przybyli goście i rodzina zgromadziła się wokół ołtarza Chrystusa by dziękować Bogu za 60 lat posługi kapłańskiej o. Jana Piekarskiego

Przełożony warszawskiej wspólnoty redemptorystów o. Marek Kotyński odczytał list prowincjała Prowincji Warszawskiej Redemptorystów o. Ryszarda Bożka, skierowany do czcigodnego Jubilata. „Dziękujemy Bogu za dar Twojego powołania zakonnego i kapłańskiego, za Twój entuzjazm i wysiłek włożone w pracę apostolską oraz tworzenie życia wspólnotowego i historii naszej prowincji” – napisał prowincjał.

„Obchodzimy jubileusz człowieka wiernego powołaniu. I to niewątpliwie powód do radości” – powiedział o. Kotyński. Wymienił wiele przykładów dobroci którą w czasie swego życia, a zwłaszcza pobytu w Rzymie, świadczył drugiemu człowiekowi o. Jan Piekarski. Przełożony wspólnoty warszawskiej złożył czcigodnemu Jubilatowi życzenia i gratulacje. Nawiązując do historii życia, powiedział m.in.: „Ojcze Janie, popatrz ile w Twym życiu było dobroci, która jest znakiem obecności Boga; ile życzliwości, troski, ludzkiej miłości”.

MAMA WALCZYŁA W AK

Przed zakończeniem uroczystej Mszy św. głos zabrał sam Jubilat który nade wszystko Bogu wyraził swą wdzięczność za dar życia. Ze wzruszeniem mówił o rodzicach i tych wśród których żył: „Wspominam dziś zwłaszcza moją mamę, walczącą w AK i współbraci rozstrzelanych przez Niemców w 1944, tu na Woli”.

Życzenia Jubilatowi złożyły też dzieci, Liturgiczna Służba Ołtarza i przedstawiciele parafii.

o.sw/redemptor /27.IV.2009/

****

*** TRADYCJA I PRZYSZŁOŚĆ

INAUGURACJA AKADEMII TIP

PROF. MIECZYSŁAW RYBA

WARSZAWA – KAROLKOWA

13 PAŹDZIERNIKA /SOBOTA/ GODZ. 11.30

INAUGURACJA AKADEMII TRADYCJA I PRZYSZŁOŚĆ /kościół św. Klemensa na warszawskiej Woli, ul. Karolkowa 49/

godz. 11.30 – MSZA ŚWIĘTA

godz. 12.30 – Wykład inauguracyjny „O SIĘGANIU DO ŹRÓDEŁ I PŁYNIĘCIU POD PRĄD. APOLOGIA KATOLICKIEJ KULTURY WE WSPÓŁCZESNYM ŚWIECIE” – prof. dr hab. Mieczysław Ryba /Oratorium – wejście na lewo od dużych drzwi kościoła św. Klemensa/

godz. 14-15.30 – Wprowadzenie do filozofii

Centrum Kultury i Tradycji Wiedeń 1683 oraz Warszawskie Duszpasterstwo Tradycji Łacińskiej zapraszają na zajęcia w Akademii Tradycja i Przyszłość

Akademia „Tradycja i Przyszłość” to dwusemestralny cykl wykładów podstaw filozofii klasycznej, teologii, nauki o cywilizacji i kulturze. Jego celem jest intelektualne przygotowanie do duchowej walki we współczesnym świecie, a także wyposażenie w narzędzia apologii cywilizacji i kultury chrześcijańskiej w neopogańskim świecie

Ukończenie programu Akademii, z jednej strony daje uczestnikowi pojęcie o rodzaju wiedzy która jeszcze przed II wojną światową była podstawą naszej tożsamości kulturowej, z drugiej usprawnia do rozumienia przyczyn współczesnych kryzysów, ich konsekwencji oraz przysposabia do zachowania własnej tożsamości religijnej, kulturowej i narodowej

Centrum Kultury i Tradycji Wiedeń 1683 oraz Duszpasterstwo Wiernych Tradycji Archidiecezji Warszawskiej otwierając wspólnie Akademię chcą mieć swój udział w formowaniu wiernych którzy będą dobrze zakorzenieni w swej katolickiej kulturze, uformowani przez jej tradycję liturgiczną, duchową i intelektualną, a dzięki temu gotowi do odważnego zmierzenia się z wyzwaniami jakie dla katolików niesie współczesny świat

WPROWADZENIE DO FILOZOFII

Co to jest filozofia – przedmiot i cel. Rola filozofii w rozumieniu polityki i cywilizacji. Rola filozofii w kulturze. Filozoficzne źródła współczesnych rewolucji. Kim jest człowiek? Antropologiczne podstawy współczesnej cywilizacji. Kryteria odróżniania dobra od zła. Etyka cnót – jak spełniać dobro? Cel życia ludzkiego w ujęciu filozoficznym

NAUKA O CYWILIZACJACH Z ELEMENTAMI HISTORII POLSKI

Co to jest cywilizacja. Teorie cywilizacji. Koncepcja cywilizacji F. Konecznego. Charakterystyka cywilizacji łacińskiej i innych typów cywilizacji. Właściwości cywilizacyjne Polski na tle narodów Europy

Z BENEDYKTEM XVI O LITURGII I KOŚCIELE

Dla kogo Papież przywraca Mszę Trydencką? Msza Trydencka, a Sobór Watykański II. Czy na Mszy Trydenckiej „nikt nic nie rozumie”? Czy w Mszy Trydenckiej można aktywnie uczestniczyć? Czy Msza Trydencka jest potrzebna współczesnemu światu?

O obudzeniu wrażliwości liturgicznej. Reforma liturgii i kryzys Kościoła – widziane oczami Benedykta XVI. Przyszłość chrześcijaństwa zależy od liturgii

FILOZOFIA POLITYKI

Klasyczne rozumienie polityki. Nowożytne teorie polityki. Pochodzenie i legitymizacja władzy. Rozumienie państwa i przegląd ustrojów politycznych. Demokracja na tle ustrojów nowożytnych. Próba charakterystyki sytuacji politycznej i cywilizacyjnej w Polsce

ELEMENTY APOLOGETYKI KOŚCIOŁA KATOLICKIEGO

Historia Kościoła: Kościół starożytności. Kościół średniowiecza. Kościół nowożytności. Kościół współczesny: kryzys czy zmiana tożsamości? Kościół jako jedyny depozytariusz prawdy. Rozwój depozytu wiary? Kościół jako Mistyczne Ciało Chrystusa. Kościół drogą zbawienia. Konieczność nauczania o rzeczach ostatecznych. Liturgia źródłem życia nadprzyrodzonego na teraz i na wieczność. Czy forma w liturgii jest nieważna? Kościół a państwo

PEDAGOGIKA KLASYCZNA

Pedagogika klasyczna a współczesne pedagogiki. Źródła kryzysu wychowania. Bez cnót nie ma wychowania. Cztery cnoty kardynalne – spoiwo cywilizacyjne. Wychowanie a nauczanie. Jak pracować nad charakterem? Jak radzić sobie z trudnościami wychowawczymi?

PRAKSEOLOGIA CYWILIZACYJNA

Źródła kryzysu cywilizacji zachodniej i jego przejawy w Polsce. Rewolucja kulturalno-cywilizacyjna i jej narzędzia: media, sztuka, edukacja. Jaka moralność w działalności publicznej? Rehabilitacja cnót – warunek skuteczności w walce cywilizacyjnej. Rola katolików w walce cywilizacyjnej

WYKŁADOWCY

Wykładowcami Akademii są pracownicy wyższych uczelni (KUL, UKSW, inne), a także osoby kompetentne, będące autorytetami w danej dziedzinie

Dodatkowo, raz w miesiącu, odbywać się będą zajęcia konwersatoryjne, poświęcone szczegółowym zagadnieniom

ZAJĘCIA ODBYWAJĄ SIĘ W WARSZAWIE PRZY KOŚCIELE ŚW. KLEMENSA, UL. KAROLKOWA 49

Organizatorzy zapewniają dostęp do literatury i innych pomocy dydaktycznych

Opłata – 120 zł za cały semestr. Przy zapisach kilku osób z jednej rodziny tylko jedna osoba płaci całość, druga – 1/2, a pozostałe – 1/4 ceny. Szczegółowe informacje i zapisy w Centrum Kultury i Tradycji Wiedeń 1683, tel. 22 258 47 22, 601 31 33 75, sekretariat@wieden1683.pl oraz u o. Krzysztofa Stępowskiego w kościele św. Klemensa w tygodniu lub w niedziele po łacińskiej Mszy świętej. Opłatę można wpłacać na rachunek: Centrum Kultury i Tradycji, ul. Powstańców 26/20, 05-091 Ząbki. Nr konta: Alior Bank 94 2490 0005 0000 4520 5605 1426, tytuł przelewu – wsparcie działalności statutowej – akademia

***

 

*** ROK WIARY

INAUGURACJA

11 PAŹDZIERNIKA 2012

Na Mszy św. o godz. 18.30 w naszym kościele uroczyście rozpoczęliśmy Rok Wiary który Papież Benedykt XVI zarządził na całym świecie

W homilii przypomniano historię początków naszej wiary i historię Abrahama, ojca naszej wiary. Abraham całkowicie zawierzył Bogu i gotów był nawet poświęcić Mu swego syna, czego Bóg zażądał od niego, ale tylko na próbę. Na koniec homilii usłyszeliśmy że bardzo ważne jest by w naszych sercach usłyszeć głos Boga.

Ks. proboszcz z kolei mówił m.in. że bardzo potrzebujemy świadków Chrystusa i by po wyjściu z kościoła, po Eucharystii, takimi świadkami być wszędzie gdzie pójdziemy, w naszych domach i wszędzie gdzie jesteśmy. Ks. rektor apelował by nie zmarnować tego czasu – Roku Wiary – właściwie go wykorzystać, czyli m.in. wgłębiać się w treści Pisma Świętego.

Podczas Mszy św. na specjalnie przygotowanym miejscu na bocznym ołtarzu zostały złożone Księgi Katechizmu i Dokumentów Soborowych, jako znak na cały czas trwania Roku Wiary.

Zgodnie z wolą arcybiskupa metropolity warszawskiego w niedziele (przez cały Rok Wiary) przed każdym odmówieniem Credo w liturgii zostaną odczytane specjalne teksty wprowadzenia do aktu wiary.

Rozpoczęty 11 października w całym Kościele katolickim Rok Wiary został ogłoszony przez Benedykta XVI listem apostolskim „Porta fidei” jako szczególny „czas łaski”. Jest on związany z 50 rocznicą otwarcia II Soboru Watykańskiego i zakończy się 24 listopada 2013, w uroczystość Chrystusa Króla.

Jak wyjaśnia sam Ojciec Święty Benedykt XVI, od początku pontyfikatu zależało mu by Kościół odnalazł na nowo drogi wiary i rozniecił w sobie „radość i odnowiony entuzjazm spotkania z Chrystusem”.

Po co nam Rok Wiary? Czyż o wiarę nie należy dbać na co dzień, a nie tylko przy szczególnych okazjach? Niewątpliwie tak, ale jest też prawdą że potrzebujemy rocznic, świąt, uroczyście ogłoszonych okresów, by przypomnieć sobie i ożywić to o czym powinniśmy pamiętać każdego dnia. Taka jest po prostu ludzka natura. Dlatego jest powodem do radości i zaangażowania to że Papież Benedykt XVI ogłosił Rok Wiary. List apostolski „Porta fidei” opublikowany z tej okazji to tekst który powinien stać się przedmiotem osobistej i wspólnotowej refleksji i modlitwy. Papież kolejny raz potwierdza że rzeczywiście jest wielkim nauczycielem wiary.

Mówi się że czasy dla Kościoła są trudne: mamy do czynienia z agresywną laicyzacją, a nawet z tym co Benedykt XVI nazwał chrystofobią. Inna sprawa że tak naprawdę Kościół od 2 tysięcy lat żyje w trudnych czasach… A trudności czasów współczesnych nie są większe od tych z którymi konfrontowały się minione pokolenia. W każdym razie nasuwa się ewangeliczne „Cóż mamy czynić?”. Papież zauważa że znamy odpowiedź Jezusa na to pytanie: „Na tym polega dzieło zamierzone przez Boga byście uwierzyli w tego którego On posłał” (J 6,29). A zatem jesteśmy wezwani by „na nowo odkryć smak karmienia się Słowem Bożym, wiernie przekazywanym przez Kościół i Chlebem życia, danymi jako wsparcie tym którzy są Jego uczniami” (nr 3).

Rok Wiary rozpoczął się 11 października 2012 r., czyli w 50-tą rocznicę otwarcia obrad Soboru Watykańskiego II. Benedykt XVI pisze w swym liście że sądzi iż ta właśnie zbieżność „może być dobrą okazją by zrozumieć teksty pozostawione przez ojców soborowych, które zdaniem błogosławionego Jana Pawła II „nie tracą wartości ani blasku” (nr 5). Sobór był dobrodziejstwem dla Kościoła nie tylko w XX wieku. Jest nim nadal, ale jego dziedzictwo nie w pełni zostało wszędzie przyjęte. Co gorsza, tu i ówdzie zostało zafałszowane różnymi interpretacjami. Dlatego trzeba nam wracać do soborowych dokumentów, z których możemy się uczyć autentycznej wiary.

Dzień rozpoczęcia Roku Wiary to także 20 rocznica opublikowania Katechizmu Kościoła Katolickiego. Benedykt XVI stwierdza że właśnie Katechizm jest jednym z najważniejszych owoców Soboru watykańskiego II. Papież przypomina słowa swego błogosławionego poprzednika który wyraził nadzieję że „Katechizm przyczyni się w znacznym stopniu do odnowy całego życia kościelnego”. „Właśnie w tej perspektywie Rok Wiary powinien – pisze w swym liście Benedykt XVI – wyrazić wspólne zobowiązanie do ponownego odkrycia i studium podstawowych treści wiary, które znajdują w Katechizmie Kościoła Katolickiego, swą systematyczną i organiczną syntezę. Staje się tutaj faktycznie widoczne bogactwo nauczania, jakie Kościół przyjął, strzegł i oferował na przestrzeni dwóch tysiącleci swej historii” (nr 11).

Papież wyraża oczekiwanie że Rok Wiary „rozbudzi w każdym wierzącym aspirację do wyznawania wiary w jej pełni”. Wiarą ułomną bowiem, a właściwie jej brakiem, jest postawa wybierania sobie z dziedzictwa wiary Kościoła tego co mi subiektywnie pasuje i tworzenia sobie jakiejś wiary w Boga na własny wzór i podobieństwo.

Lektura Katechizmu Kościoła może pomóc nam odnowić, przypomnieć sobie całą treść wiary. Wszak trudno mówić o wierze lub niewierze jeżeli nie wie się w co wierzymy lub nie wierzymy. Odnowa wiary potrzebuje zatem zgłębienia tego w co wierzy Kościół.

Czytamy w liście Papieża że „wiara oznacza zaangażowanie i publiczne świadectwo. Chrześcijanin nigdy nie może myśleć że wiara jest sprawą prywatną” (nr 10). Wiara wymaga odpowiedzialności w wymiarze społecznym i Kościół – tak jak w dniu Pięćdziesiątnicy – ukazuje z całą oczywistością ów wymiar publiczny wiary i głoszenia bez lęku swej wiary każdej osobie.

Dla nas Polaków Rok Wiary i czas przygotowania do niego są okazją by przypomnieć sobie słowa jakie skierował do nas Benedykt XVI podczas swej wizyty w Polsce. A mówił do nas właśnie o wierze, zachęcał nas byśmy trwali mocni w wierze.

Oby Rok Wiary ogłoszony przez Benedykta XVI był dla nas szczególnym czasem osobistej relacji z Jezusem, która z kolei pozwoli nam być jego świadkami w życiu publicznym.

Cezary Dąbrowski/www.zawszepolska.eu/Dariusz Kowalczyk SJ /12.X.2012/

***

*** DUDUK U KLEMENSA

MIŁA NIESPODZIANKA

NA MSZY ŚW. 30 WRZEŚNIA

Bardzo miłą niespodzianką, zwłaszcza dla melomanów, była nadal rzadko grana w Polsce, a piękna i niezwykła, muzyka jaką zaprezentował podczas niedzielnych Mszy św. w naszym kościele 30 września Kamil Radzimowski. A zagrał ją na duduku /chyba pierwszy raz w życiu spotkałem się z tym słowem i tą nazwą/

Kamil Radzimowski zagrał nam piękną i jak już wspomniałem niezwykłą muzykę, rzadką w naszym kraju, za to popularną już na świecie. Prezentował ją podczas wszystkich niedzielnych Mszy św. 30 września, a ja akurat mogłem jej posłuchać na tej wieczornej o godz. 18.30.

Ta muzyka, grana na duduku, instrumencie pochodzącym z Armenii, brzmiała bogato np. w wielkim, wspaniałym, bardzo mocnym, słynnym i niezapomnianym filmie Mela Gibsona „Pasja”. Pamiętam że oglądając ten film byłem nią zachwycony, tak samo zresztą filmem. Można było jej słuchać także w innej znanej produkcji filmowej – „Gladiatorze”.

Kamil Radzimowski poza tym że zagrał na duduku muzykę z Armenii, to także wyjaśnił nam parę zagadek z tym związanych. – Duduk to instrument z drzewa morelowego, z ustnikiem z trzciny, wyglądający jak flet – tłumaczył. Podobno bardzo trudno jest się nauczyć grać na tym egzotycznym dla Polaków instrumencie. Wykonawca, przede wszystkim jednak pianista, zapewniał też że ta ormiańska muzyka będzie u nas coraz popularniejsza. Ja nie mam nic przeciw temu.

Jeżeli można coś wtrącić na marginesie tej bardzo ciekawej prezentacji muzycznej, to może chwilami brzmiało to w naszym kościele za głośno, ale to nie jest sprawa i wina samej muzyki, czy instrumentu.

Cezary Dąbrowski/www.zawszepolska.eu /30.IX.2012/

***

*** „KAŻDY ŚPIEWAĆ MOŻE”

SCHOLA

ZAPROSZENIE

„Serdecznie zapraszamy dziewczęta na próby Scholi „Wesołe Nutki”. Odbywają się one w każdy piątek od godz. 17 i w każdą niedzielę od godz. 10.20

W scholi wszyscy zaśpiewajmy

I tym samym Boga chwalmy

Każdy z nas dobrze o tym wie

Ten co śpiewa podwójnie modli się!!!”

***

*** MSZA NASZEJ WIARY OD PONAD TYSIĄCA LAT

ROZMOWA Z O. KRZYSZTOFEM STĘPOWSKIM, REDEMPTORYSTĄ, DUSZPASTERZEM WIERNYCH TRADYCJI ŁACIŃSKIEJ W ARCHIDIECEZJI WARSZAWSKIEJ, OD DZIEWIĘCIU LAT ODPRAWIAJĄCYM MSZĘ TRYDENCKĄ

Dlaczego Msza trydencka jest potrzebna? Dlaczego jest odprawiana?

Msza święta jest skarbem dla Kościoła. Czy trydencka czy inna – jest ona sercem wiary chrześcijańskiej, katolickiej. Nie tyle więc bym powiedział: dlaczego trydencka, dlaczego w ogóle Msza święta, ale dlaczego w takim rycie. Msza jako msza dana jest nam od Wieczernika przez Pana Jezusa. Przez wieki ukształtował się właśnie ten ryt, który nazywamy starym rytem, trydenckim. Msza trydencka cały czas jest, mimo że czasy posoborowe ją jakby wyciszyły i zredukowały do niewielu miejsc celebrowania, ale teraz odżywa i dlatego gromadzi wiernych. Dlaczego Msza trydencka? Dlatego że to jest Msza wiary naszej, naszego Kościoła katolickiego, rzymskiego. Choćby dlatego.

Kiedyś były Msze tylko w rycie rzymskim. Od kiedy Msze zreformowano, ilu było i jest w Warszawie i Polsce wiernych uczęszczających na takie Msze?

Msza się kształtowała. Były i są do tej pory różne obrządki, ryty w Kościele. Można i warto zajrzeć do internetu by zobaczyć to bogactwo. Kościół Zachodni, czyli Rzymski, właśnie przez ponad tysiąc lat sprawuje Mszę łacińską, czyli trydencką. Msza została zreformowana po soborze watykańskim II, czyli w latach 60 pracowały nad nią komisje, a w latach 70 Kościół swoim autorytetem zastąpił ryt rzymski, stary. Co do tej liczby wiernych, to jak ksiądz ma ich policzyć, kiedy się obraca tylko na chwilę w ich stronę?… Trzeba przyjść na Mszę i policzyć. Proszę bardzo. Jest grupa stabilniejsza, koło stu osób może, która uczęszcza na Mszę rzymską w Warszawie. Ale powiedzieć dokładnie – ilu, to trudna sprawa. W Polsce jest kilka takich miejsc stabilnych, gdzie są właśnie środowiska skupione wokół takiej Mszy. Właśnie Warszawa, Kraków, Wrocław, Lublin, Rzeszów. W internecie można to sprawdzić dość dokładnie. Tych miejsc powolutku przybywa. Może nie gwałtownie, ale ludzie odnajdują się w takiej Mszy i powstają też nowe miejsca.

Czyli taka Msza nie zanika, ale wręcz odwrotnie, tak?

Na pewno nie zanika. Tych miejsc i takich wiernych przybywa.

Gdyby swego czasu nie zreformowano Mszy i nie wprowadzono do niej języków narodowych w miejsce łaciny, zostano by przy łacinie, jak to mogło skutkować na stan Kościoła, na liczbę wiernych? Czy to nie miało znaczenia dla Kościoła?

Problemy jakie współcześnie widzimy i które się pojawiały w czasach soborowych są tak liczne, różne i poważne, że nie mnie to oceniać że tylko wprowadzenie języka narodowego zaowocowało tym co widzimy. Trzeba głębszych analiz. Reformowanie Mszy było pomyślane w kierunku otwarcia się na świat, a nie żeby wiernych wymieść z kościołów. Chodziło o to by to czym żyjemy jeszcze bardziej światu przybliżyć. Idea była więc wartościowa. Natomiast jak to wszystko przekształciło się w życiu i co to nam dało w ramach również różnych sytuacji w świecie, to widzimy jak widzimy. Ale żeby mówić że zastąpienie języka narodowymi od razu czymś tam skutkowało, to trzeba być dość ostrożnym.

Ja nie sugeruję że wiernych miało ubyć czy przybyć, ale pytam jaki to mogło mieć wpływ?

Przez wieki Kościół operował językiem łacińskim, ale i wcześniej przed Panem Jezusem też językami narodowymi, które wtedy w tamtej kulturze się rozwijały, między innymi greckim. Ale i właśnie łacińskim, który z czasem został właściwym językiem Kościoła, językiem modlitwy i liturgii. Ogólnie tym językiem się nie operowało i na pewno zrozumienie tego języka nie było dostateczne i dlatego być może olbrzymia część wiernych nie rozumiała obrzędu, ale język ten był przybliżany, były wydawnictwa, mszały. Nie uważam jednak że język był jakąś wielką barierą, która wiarę zaciemnia, czy jej nie wyjaśnia. Liturgia operuje swoim językiem, ale przecież nauka, katecheza, kazanie, są zawsze prezentowane w języku ojczystym. Dlatego język sakralny całego Kościoła moi zdaniem jakby chronił depozyt wiary rozumianej jak najbardziej ściśle przez cały katolicki świat. Dziś kiedy język łaciński został zarzucony i operujemy językami ojczystymi, narodowymi, bardzo często mówiąc o tym samym nie myślimy o tym samym. Kiedyś posługując się jednym językiem mogliśmy w wierze, moralności myśleć tak samo, bo ten język był właściwy dla Kościoła. Dzisiaj chyba mając dar różnych języków nie zawsze umiemy się w Kościele na ten sam temat dobrze porozumieć. Więc i dobrze, i źle.

I niestety kultury antycznej mamy coraz mniej.

To co niesie nam szkolnictwo, cywilizacja, oznacza jakby upadek tej kultury. Raz że się odchodzi od kultury rzymskiej, łacińskiej, greckiej, świat się miesza kulturowo i może w ten sposób degraduje. I to nie jest przecież obce i Kościołowi, to wszystko wpływa też na Kościół. Tacy jesteśmy dzisiaj, w XXI wieku, wszyscy na coś chorzy, bardzo chorzy. Wiara, kondycja Kościoła jest zawsze wiarą i kondycją ludzi wierzących. Jacy my, wierzący jesteśmy, taki jest też Kościół. Pan Jezus nas uświęca, a my wnosimy w Kościół swoje słabości, grzechy. Dlatego kondycja Kościoła dzisiaj może być oceniana inaczej, dużo bardziej krytycznie niż kiedyś. Czasy dawne, przed nami, były też i grzeszne, i święte, i bardziej piękne, i ohydne. Jakoś to przez historię się wciąż miesza i te czasy pulsują, przeinaczają się. Dziś widzimy jak to wszystko się rozsypuje, rozpada.

A gdyby krótko powiedzieć jakie są główne różnice między Mszą starą, a dzisiejszą? Poza językiem.

Na pewno te różnice są, co najmniej kilka. Są zauważalne, słyszalne. Między innymi te liturgiczne, które ukształtowały Mszę, i jedną, i drugą. Trzeba je studiować, mając wytyczne Kościoła, instrukcje, mszał, ale w znaczeniu takim dość popularnym na pewno ryt rzymski wiąże się z obecnością prawie w całej liturgii języka łacińskiego, a ryt reformowany operuje językiem danego narodu, kraju czy społeczeństwa. Msza święta łacińska przez wieki w swojej obrzędowości przepięknie wyraża to co jest istotą Mszy świętej, tak przepięknie że gestów, znaków, słów, czynności kapłańskiej, służby ołtarza, Bożego ludu, zawiera więcej. Msza święta Pawła VI, ta nowa, w języku narodowym, przez reformy uprościła pewne gesty, czynności, wychodząc z myśli że było tego tak dużo i nie było to zrozumiałe, że trzeba to było jakoś przybliżyć, oczyścić, uprościć. Wizualnie też koncepcja liturgii jest inna. W starej Mszy bardzo wybija się ten wymiar ofiarniczy, dlatego też kapłan stoi przy ołtarzu, razem z ludźmi, zwrócony w stronę krzyża i tę ofiarę składa. W nowej też jest ten aspekt ofiarniczy akcentowany, ale bardziej jako aspekt uczty, wieczerzy, dlatego zwrócenie kapłana twarzą do ludu, i ołtarz jest między ludem a kapłanem. A więc te różnice to odwrócenie kapłana, układ ołtarzy, język, bogactwo modlitw liturgicznych, które wyrażają właśnie to w co wierzymy. Jeżeli weźmie się mszał i czyta, wtedy widzimy że Msza trydencka jest o wiele szersza w modlitwie, bogaciej pewne rzeczy akcentuje, akcentuje aspekt ofiarniczy. Msza zreformowana jest ubogacona liturgią Bożego Słowa, a ideą był powrót do Pisma Świętego. Ale w liturgii trydenckiej jest również lektura Pisma Świętego, czytań, Ewangelii i nawet niektóre fragmenty są obszerniejsze. Ale tworząc nową Mszę św. chciano zastawić obficiej stół Bożego Słowa. Dlatego niewątpliwie bogatsza w Boże Słowo jest liturgia nowej Mszy. Z drugiej strony czy to na pewno bogactwo, jeżeli fragmentów jest więcej, jeżeli są dłuższe? Ale na pewno nowa liturgia bardziej ubogaca liturgię słowa, bo wprowadza nawet dwa czytania w okresie świątecznym czy niedzielnym, a dawniej było tylko jedno. Choć liturgia w starym mszale jest też bogata, ale na pewno bardziej Pismo Święte przybliża liturgia nowa. Msza trydencka jest na pewno bardziej stabilna, bardziej misteryjna, jest określona dokładnie, więc trzeba czynić to co Kościół określa, chcąc by ta Msza była sprawowana. I kapłan nie ma w niej możliwości czynienia czegoś dowolnie, improwizacji, animacji, zmieniania. Liturgia nowa, choć też ma przepisy, i one są zanotowane w mszale Pawła VI, to jednak jej duchowość idzie w kierunku takim że kapłan ma większą swobodę. Dlatego wierni czasem widzą nową Mszę św. jako inaczej sprawowaną, gdzie ksiądz szuka czegoś innego, jakby tworzył tę liturgię, zapominał że rolą kapłana jest służenie tej liturgii. W koncepcji starej liturgii ksiądz wchodzi w świat liturgii, wcale nie musi jej zmieniać, ubogacać, ma zrobić tylko tyle i aż tyle. W nowej liturgii ta duchowość jest trochę inna, kapłan jest kimś w rodzaju twórcy. Dlatego widzimy w świecie wiary że nowa Msza św. jest bardziej skłonna do ciągłych zmian i wierni są tym zaniepokojeni. Bo czasem są szczęśliwe próby, a czasem wręcz odwrotnie, próby bolesne, smutne. Ta twórczość liturgiczna czasem jest tak smutna że aż zaprzecza totalnie wierze. A świat liturgii starej jest stabilny, konkretny, a dzisiejszy człowiek odrzuca to co stabilne, konkretne i idzie za modą, za akcją, twórczością. Dlatego taka też jest nowa Msza. Dlatego Kościół czuwa żeby tak nie było. I Kościół cierpi.

Mógłby ktoś jednak zapytać że skoro Kościół zreformował Mszę, to po co odprawia się jeszcze Mszę trydencką?

Myśli soborowe były takie by liturgia była zawsze bliska człowiekowi, bo ona tworzy treść życia chrześcijańskiego. Niektórzy natomiast zadają pytania, czy świat posoborowy właściwie odczytał intencje soboru. A sobór nie dawał takich wytycznych jakie czasem teraz widzimy. Dlatego to co czytamy w dokumentach soborowych czasem nijak się ma do tego co dzisiaj zauważamy. Dlatego pytamy się – czy tego chciał sobór? Z drugiej strony trzeba też uznać autorytet Ojca Świętego, który to co sobór pozostawił zatwierdzał i potem czuwał nad poszczególnymi komisjami liturgicznymi. Jest tu dużo przeróżnych problemów które nie jest łatwo w krótkiej wypowiedzi omówić. Skoro jednak sobór dał światło również na liturgię, światło zostało podjęte przez czasy posoborowe. Msza łacińska z czasem została wyciszona, jest niemalże powszechnie nie odprawiana w kościele, choć zawsze była odprawiana. Choć czasy posoborowe lansowały nową Mszę, odnowiono liturgię, to jednak nigdy nie było tak, by Msza stara została zakazana czy całkowicie usunięta z Kościoła. A dziś widzimy że odprawianie tej Mszy – tak jak było dawniej – przez wieki, przez tysiąclecia – w naszym chwiejnym świecie daje nam poczucie przynależności do wielkiej rodziny Kościoła katolickiego, daje nam poczucie stabilności, pewności, czegoś ważnego. Bo pójście za modą, za pragnieniem współczesnego człowieka, wciąż szukanie czegoś nowego, to tylko ułuda, to tylko zaspokaja na chwilę, i zaraz coś innego… A stabilna liturgia to tak jak dogmat w Kościele, stabilny, niezmienny, przekazywany z pokolenia na pokolenie. Tak jak stabilna liturgia która została autorytetem Kościoła i Ducha Świętego utworzona, skrystalizowana i zatwierdzona – absolutnie nie przeczy by dziś ją też celebrować, i żyjąc współczesnym światem, a czyniąc liturgię i ją przeżywając tak jak poprzednie wieki. To daje nam poczucie że należymy do jednej wielkiej rodziny Kościoła Katolickiego, która nie zmienia swoich poglądów, wierzeń jak chce świat. To my chcemy zmienić świat, a nie Kościół zmieniać jak chce świat. Chcemy trwać przy Chrystusie, we współczesności, ale zmieniając raczej siebie, a nie wiarę, nie liturgię, nie dogmat, bo wtedy już tracimy wszystko. Czasem w domu można coś pozmieniać, wystrój, jakieś obrazki, jakieś sprzęty, ale nie fundamenty, nie ściany nośne. One muszą zostać. Tak bym to porównał. Liturgia, dogmat, to są właśnie fundamenty. Można coś reformować, wyjaśniać, przybliżać, i trzeba, ale jednocześnie pryncypia muszą zostać niezmienne. Tak było, jest i mamy nadzieję że tak będzie.

A najważniejsze różnice między Mszą trydencką a tą którą odprawia Bractwo Kapłańskie Św. Piusa X?

Tu trudno mówić o różnicach. Raczej można mówić o nieuregulowanej sytuacji kanonicznej bractwa. Tu nie ma problemu liturgii, tylko problem uregulowania tej wspólnoty, która chce przynależeć do Kościoła Katolickiego, a z racji problemów historycznych nie przynależy. I trwają rozmowy które to przybliżają. Czas pokaże co z tego wyniknie. A posługujemy się takimi samymi księgami i odnośnie rytu nasze Msze są takie same, stare, łacińskie. A problem jest – czy się jest w Kościele. Że ktoś coś robi tak samo, to bardzo ważne, ale jeszcze jaką ma intencję i łączność z Kościołem. To są oczywiście katolicy, ale trzeba być jeszcze w łączności z Ojcem Świętym, uznawać jego prymat, zwierzchnictwo, być mu posłusznym.

Od 10 lat Msza trydencka była odprawiana w Warszawie tylko u św. Benona na Nowym Mieście. A od kiedy sam ojciec odprawia Msze trydenckie?

U św. Benona Msza trydencka była odprawiana od 10 lat, w Warszawie od 17 lat. Ja odprawiam tę mszę od 9 lat. Jestem duszpasterzem tych wiernych którzy gromadzili się u św. Benona na liturgii, a od lipca 2011 r. przeszliśmy do innego kościoła, do św. Klemensa na Woli.

A dlaczego to właśnie redemptoryści prowadzą duszpasterstwo wiernych uczestniczących we Mszy trydenckiej?

To zbieg okoliczności i wyrok Bożej Opatrzności. Bo Msza trydencka nie jest związana z jakimś zakonem. Po prostu ta grupa w kościele św. Benona, właśnie redemptorystów, znalazła sobie miejsce stałej celebracji. Ja jako rektor kościoła z czasem przejmowałem obowiązki mojego poprzednika, ks. prałata Jana Szymborskiego, kapłana diecezjalnego, i kontynuuję je. Także nie jest to związane z redemptorystami, choć charyzmat jest tu spełniany, posługujemy ludziom pragnącym Ewangelii i łączności z Kościołem, ale historia jest taka że ta grupa znalazła miejsce celebracji w kościele św. Benona, kościele redemptorystów, i te obowiązki, czuwanie nad tą grupą, jak i wszystkim co się działo w kościele, spełniam ja, redemptorysta. I to trwa.

Po 10 latach odprawiania Mszy trydenckiej w Warszawie u św. Benona metropolita ks. kard. Kazimierz Nycz zmienił miejsce jej celebracji na Wolę, na kościół św. Klemensa przy Karolkowej, gdzie są także redemptoryści. Ojciec już odprawia Msze przy Karolkowej. Jak się ojciec czuje z tą Mszą trydencką u św. Klemensa?

To początki u św. Klemensa. Cieszymy się że odprawianie tych Mszy w nowym miejscu już rozpoczęliśmy. Na Karolkowej jest inna przestrzeń kościoła niż na Nowym Mieście, jest to świątynia większa. W naszych oczach ta celebracja u św. Klemensa wypadła bardzo optymistycznie i z radością została przyjęta. Ale są też sytuacje które są dla nas wyzwaniem. Kościół u Benona jest rektorski i nie prowadzi się w nim duszpasterstwa na wzór parafii, a u Klemensa parafia jest. Dlatego u Benona było trochę spokojniej. Teraz u Klemensa trzeba będzie się nam razem po prostu odnajdywać, i tej naszej grupie łacińskiej i grupie parafialnej. Liczne są tu nabożeństwa, jest bogate życie parafialne, nad którym czuwa proboszcz i duszpasterze z Karolkowej. Ja natomiast czuwam nad tą społecznością tradycyjną i przede mną wyzwania, tak samo przed ojcami parafialnymi, by i grupa łacińska mogła tu znaleźć swój dom modlitwy. Trzeba zrozumienia, ułożenia tak nabożeństw, by był jakiś porządek, by wzajemnie sobie pomagać a nie przeszkadzać. Będziemy jeszcze wiele rzeczy zgrywać. To jest Warszawa, nasza grupa jest stabilna, ludzie chcą tej Mszy tradycyjnej, nawet codziennie. Dlatego trzeba znaleźć czas, by nasza Msza święta nie kolidowała z Mszami w języku polskim. Ta przestrzeń wymiarowo-czasowa musi być odnaleziona w porozumieniu z proboszczem i duszpasterzami. Pierwsze dni są optymistyczne, ale czas pokaże jak będziemy się dogadywać i jak zagospodarowywać tę przestrzeń modlitewną w kościele św. Klemensa. Jestem nastawiony jednak optymistycznie.

Kościół większy, parafia, to może i tych wiernych na Mszy trydenckiej będzie więcej?

Różnie może być. W Warszawie ludzie mają zwyczaj wybierania sobie kościołów, dojeżdżania do nich. Pracowałem te dziesięć lat u św. Benona i wierni przyjeżdżają do kościołów na Starym Mieście z całej Warszawy. Ludzie wiążą się czasem z duszpasterzem i docierają na Mszę nawet z daleka. A Msza trydencka odprawiana jest stabilnie w jednej świątyni, dlatego wierni muszą zadać sobie trud by do niej dojechać. A lokalizacja kościoła św. Klemensa nie jest zła. To w miarę centrum Warszawy, nie są to obrzeża. Kościół jest raczej przy głównych drogach miejskich, dojazd można ocenić pozytywnie. Stare Miasto to coś innego, bo tam trzeba dojść do kościoła. Dziesięć lat spotykaliśmy się u św. Benona, ale usytuowanie komunikacyjne św. Klemensa jest wiele lepsze.

Można więc zaryzykować stwierdzenie że Karolkowa jest lepszym miejscem dla wiernych Mszy trydenckiej?

Każde miejsce jest dobre. Ale kościół jest większy, większe jest zaplecze, i nie przychodzi się do kościoła pustego, on żyje, parafia jest dynamiczna, rozwija się. Dlatego te najatrakcyjniejsze pory i miejsca są już wykorzystane i zajęte. Nie przychodzimy do miejsca pustego i nie ustalamy sobie co, kiedy, gdzie i jak chcemy. Musimy się raczej dostosować do sytuacji jaką zastaliśmy, do możliwości tej parafii. U Benona nie było życia parafialnego, dlatego można było dużo spokojniej działać we wspólnocie Mszy trydenckiej.

I u Klemensa jest dużo redemptorystów.

Jest dużo, ale duszpasterzy jest tylko kilku. Większość redemptorystów z Karolkowej pracuje w różnych ośrodkach i uczelniach, a są też ojcowie starsi, na emeryturze, dlatego mówienie że jest ich tak dużo nie do końca jest właściwe. Do pracy w parafii jest przeznaczonych kilku ojców, a reszta – choć tam mieszka, w klasztorze, który nie należy do parafii – to misjonarze, wykładowcy na warszawskich uczelniach, starsi, schorowani.

Zmienił się też proboszcz u Klemensa.

Tak, zmienił się proboszcz, ale też i kilku duszpasterzy. Akurat u ojców przy Karolkowej jest obecnie dużo zmian. Zmiany zmianami, ale przychodzimy żeby kontynuować naszą pracę, jaką nam Kościół, zgromadzenie, wiara powierzają. A zmiany oby daj Boże były na lepsze.

U Klemensa jest też od lipca 2011 r. Duszpasterstwo Wiernych Tradycji Łacińskiej. Ilu kapłanów je tworzy, a może to tylko jeden ojciec?

Duszpasterstwa nie tworzą kapłani, to jest grupa wiernych którzy gromadzą się pod duchową troską wyznaczonego kapłana. Na razie jest to jeden kapłan, czyli właśnie ja. W każdym bądź razie weszło ono z dniem 1 lipca 2011 r. w życie dekretem naszego metropolity, księdza kardynała Nycza. Ja jestem tym duszpasterzem. I praca przed nami. Wierny chcący należeć do naszego duszpasterstwa powinien tę kandydaturę zgłosić. Staramy się wzmacniać to duszpasterstwo, zachęcać osoby przychodzące na Mszę trydencką, a będące z Warszawy, by również tworzyły to duszpasterstwo. Jego tworzenie poprzez wiernych razem z kapłanem w jednym miejscu daje większe pole działania i odpowiedzialności za dzieło tradycji, jakie my tu w Warszawie kontynuujemy. Skoro jest więc to już duszpasterstwo archidiecezjalne to znaczy że również mamy błogosławieństwo naszej duchowej, pasterskiej władzy. To już nie jest tylko grupa mszalna z księdzem i wiernymi, ale grupa która może wartością tradycji, Mszy świętej, jej sakramentu, duchowości, w naszej współczesności żyć bardzo ambitnie. Jak to się będzie rozwijać – zobaczymy. Ale duszpasterstwo jest to niewątpliwie coś pozytywnego, co daje nam pewne pole prawomocnego działania w parafii, już z ramienia i woli naszego duszpasterza, księdza kardynała. Oczywiście grupa mszalna u Benona tez była otoczona jakąś troską duszpasterską, ale teraz mamy umocowanie prawne, w dekretach, we władzy, ksiądz kardynał wie o nas, jest nami żywo zainteresowany. Dlatego możemy działać już bardziej otwarcie, nie skrycie, pomnażać i dzielić się wobec świata tymi wartościami, które są nam bliskie.

rozm. Cezary Dąbrowski/www.zawszepolska.eu/ /VIII.2011/

/Tekst ten napisałem około roku temu. Przez rok nie zechciała zamieścić go żadna gazeta, żaden tygodnik, a także w swoim serwisie Katolicka Agencja Informacyjna, choć w tym czasie zwracałem się dziesiątki razy do wszystkich możliwych redakcji. Publikacji tekstu odmówiły, mimo moich wielokrotnych propozycji, Nasz Dziennik, Niedziela, Gość Niedzielny, Gazeta Polska, Uważam Rze, Rzeczpospolita, Wprost, Newsweek, Przewodnik Katolicki, Tygodnik Powszechny, Gazeta Wyborcza, Tygodnik Idziemy, Polska Agencja Prasowa, Katolicka Agencja Informacyjna, dop. 10.IX.2012/

***

*** O. ŁUBIEŃSKI I TORNISTRY

MSZA ŚWIĘTA

9 WRZEŚNIA 2012

Podczas niedzielnej Mszy Św. o godz. 11 modliliśmy się w intencji najmłodszych uczniów, dzieciaków które właśnie zostały uczniami, pierwszoklasistów którzy zaledwie od tygodnia chodzą do szkoły! Modliliśmy się także w intencji beatyfikacji redemptorysty, Sługi Bożego o. Bernarda Łubieńskiego, w przeddzień 79 rocznicy jego śmierci

Historia życia o. Bernarda Łubieńskiego jest ciekawa i burzliwa. Doświadczył losu emigranta, miał możliwość poznania wielu wybitnych osobowości Kościoła, które wpłynęły na jego formację i rozwój, był także świadkiem przemian społeczno–politycznych i odzyskania niepodległości przez Polskę.

Bernard Łubieński ur. się w Guzowie w 1846 r. Wychowywał się w wielodzietnej rodzinie. Atmosfera wiary i pobożności jaka panowała w rodzinnym kręgu miała wpływ na kształtowanie jego relacji do Boga. Już wtedy budziło się w nim pragnienie zostania księdzem. Dwoje jego siostry Zofia i Irena wybrały życie zakonne, a brat Zygmunt został kapłanem.

W 1858 r. Bernard został przez rodziców wysłany do Anglii gdzie rozpoczął naukę w kolegium św. Cuthberta w Ushaw. Przed wyjazdem ojciec Tomasz powiedział do młodego syna słowa które zapadły głęboko w jego serce i stały się inspiracją na dalszej drodze życia i misji: „SYNU, PÓJDZIESZ W ŚWIAT, ZA GRANICĘ, ALE GDZIEKOLWIEK SIĘ ZNAJDZIESZ, PAMIĘTAJ ZAWSZE ŻE JESTEŚ KATOLIKIEM, ŁUBIEŃSKIM I POLAKIEM”.

W 1864 r. rozpoczął nowicjat w Zgromadzeniu Redemptorystów w Bishop Eton pod Liverpoolem. Pobyt za granicą przyczynił się do rozszerzenia horyzontów intelektualnych kleryka. Różnorodność kultur z jaką zetknął się w czasie formacji seminaryjnej miała ważny i pozytywny wpływ na sposób postrzegania rzeczywistości i odwagę do podejmowania inicjatyw w czasie jego późniejszej pracy ewangelizacyjnej. Święcenia kapłańskie otrzymał w 1870 r. w Akwizgranie. Od 1873 r. pracował jako sekretarz angielskiej prowincji redemptorystów. W tym czasie zaczęła się w nim rodzić myśl o ponownym zaszczepieniu redemptorystów w Polsce.

Pragnienie by sprowadzić redemptorystów na ziemie polskie spełniło się. On sam przybył do klasztoru w Mościskach (obecna Ukraina) 22 czerwca 1883 r. Przed przybyciem na ojczystą ziemię musiał ponownie nauczyć się języka polskiego. Brak kontaktu z językiem ojczystym w czasie pobytu za granicą sprawił że nie posługiwał się nim biegle. Wkład o. Bernarda Łubieńskiego w sprowadzenie redemptorystów do Polski jest tak znaczący że nazwany on został drugim, po św. Klemensie Hofbauerze, fundatorem zgromadzenia redemptorystów na ziemiach polskich.

Prowadził misje i rekolekcje parafialne oraz rekolekcje zamknięte dla księży którzy przybywali do klasztoru redemptorystów.

W 1885 r. jego działalność duszpasterska została przerwana przez chorobę, całkowity paraliż ciała. Po długim okresie leczenia odzyskał zdrowie, pozostał jednak po niej ślad do końca życia – częściowy paraliż nóg. Powrót do zdrowia uważał on jako cudowne uzdrowienie dzięki orędownictwu MB Nieustającej Pomocy. Dlatego rozpoczął z niezwykłą gorliwością szerzyć kult maryjny. Cierpienia związane z chorobą oraz uzdrowienie odczytał on także jako szczególny znak miłosierdzia Bożego. Pomimo częściowego paraliżu rozpoczął więc gorliwą i niestrudzoną działalność misyjną na terenach wszystkich trzech zaborów.

Działalność ewangelizacyjna o. Łubieńskiego była zauważana przez pasterzy Kościoła. Miał nawet propozycję przyjęcia urzędu arcybiskupa Mohylewa na Białorusi. Nie przyjął jednak tego urzędu. Ważną jego posługą były rekolekcje dla arcybiskupów i biskupów w Gnieźnie w dn. 13–16 IX 1928 r.

O. B. Łubieński przeprowadził 245 misji, 58 renowacji misji, 267 serii rekolekcji parafialnych i dla różnych stanów społecznych. Przeprowadził także 259 rekolekcji zamkniętych dla kapłanów i kleryków, 139 serii rekolekcji dla osób zakonnych i ok. 100 serii rekolekcji dla mniejszych grup lub pojedynczych osób świeckich. Docierał do ludzi różnorodnych kręgów społecznych. WŁOŻYŁ WIELKI WKŁAD W ROZWÓJ I ODRODZENIE ŻYCIA CHRZEŚCIJAŃSKIEGO NA PRZEŁOMIE XIX I XX W. Zmarł 10 IX 1933 r. w Warszawie w opinii świętości. W 1982 r. został otwarty w Rzymie jego proces beatyfikacyjny.

Wakacje się już skończyły. Uczniowie wrócili więc do swoich szkół, do nauki. A najmłodsi dopiero zostali uczniami. To początki szkolne pierwszoklasistów, ich pierwsze dni w szkole. W niedzielę modliliśmy się w ich intencji. Poświęcono ich tornistry oraz przybory szkolne, a więc długopisy, kredki, zeszyty, książki… Z opieką Bożą ich nauka przyniesie na pewno dobre wyniki. A nauka to przecież potęgi klucz. Szczęść Boże dzieciaki!

opd/Cezary Dąbrowski/www.zawszepolska.eu /9.IX.2012/

***

*** UCZNIOWIE POSZLI DO SZKOŁY

2 WRZEŚNIA

16-22.IX – TYDZIEŃ WYCHOWANIA

W niedzielę 2 września była inauguracja roku szkolnego i katechetycznego w naszej parafii. Na Mszy Św. o godz. 11 modliliśmy się w intencji uczniów podstawówek. Uczniowie szkół średnich mieli natomiast swoją Mszę Św. o godz. 18.30. Podczas tej pierwszej o. rektor Andrzej Kryger prosił rodziców by zadbali, zatroszczyli się o rozwój duchowy swych dzieci, bo „jeżeli mamusia i tatuś będą w niedzielę w kościele, to i ich dzieci w nim będą, a jeżeli nie, to będzie tragiczne dla tych dzieci”

O. Dawid Wilczyński odczytał natomiast List pasterski Episkopatu Polski z okazji II Tygodnia Wychowania, w którym pasterze Kościoła katolickiego w Polsce, obecni na 358 Zebraniu Plenarnym Konferencji Episkopatu Polski we Wrocławiu, napisali m.in. że „Kościół jest domem życia, wiary i miłości”

Fragmenty Listu pasterskiego: „Jutro w polskich szkołach i przedszkolach rozpocznie się nowy rok szkolny i katechetyczny. Czas ten jest zarówno zadaniem, jak i szansą, którą należy dobrze wykorzystać. Dotyczy to zwłaszcza was drogie dzieci i kochana młodzieży, jak i rodziców, wychowawców oraz duszpasterzy. Dla was wszystkich chcemy prosić Pana Boga o potrzebne łaski”

„W dn. 16-22 września w naszej Ojczyźnie będziemy przeżywać II Tydzień Wychowania. Również on będzie stanowić pomoc dla wszystkich którym bliskie jest dzieło kształtowania serc oraz umysłów dzieci i młodzieży”

„Skoro w naszym wnętrzu podejmowane są decyzje dotyczące tego co człowiek mówi i czyni, ważna jest troska o formację ludzkich serc i sumień. Na tym właśnie polega wychowanie. Prawdziwy wychowawca bowiem to człowiek który próbuje najpierw dotrzeć do serca wychowanka, podjąć refleksję nad tym co kryje się w jego wnętrzu, by wreszcie pomóc w wydobyciu tego co w nim dobre i szlachetne”

„Tegoroczny Tydzień Wychowania, który rozpocznie się w naszej Ojczyźnie 16 września, ma służyć pogłębieniu tej właśnie refleksji nad sercem i wnętrzem człowieka. We wszystkich miejscach, w których realizowane jest wychowanie: w domu rodzinnym, w szkole i w parafii, trzeba szukać odpowiedzi na pytania: kogo chcemy wychować? Jak dotrzeć dziś do wnętrza młodego człowieka? W oparciu o jakie wartości chcemy wychowywać? Bez takiego namysłu prowadzonego wspólnie przez rodziców, chrzestnych i dziadków, a także przez odpowiedzialnych za oświatę, nauczycieli i wychowawców, nie może być mowy o owocnym wychowaniu”

„Kościół naszym domem” – to hasło trwającego roku duszpasterskiego. Zachęca nas ono by spojrzeć na Kościół jako na wspólnotę opartą na relacjach podobnych do relacji domu rodzinnego. Pierwsze spotkanie człowieka z Bogiem i Kościołem ma bowiem miejsce w rodzinie, nazywanej słusznie „Kościołem domowym”. To właśnie w rodzinie, w atmosferze miłości małżeńskiej i rodzinnej, opartej na naturalnych więzach, dokonuje się proces wychowania, czyli kształtowania ludzkiego wnętrza. Mówił o tym papież Benedykt XVI w Nazarecie – miejscu w którym wszystkie rodziny mogą znaleźć inspirację do realizowania zadań jakie stawia przed nimi ich powołanie: „W planie Bożym wobec rodziny, miłość małżonków (…) znajduje swój codzienny wyraz w pełnych miłości wysiłkach rodziców na rzecz zapewnienia całościowej formacji ludzkiej i duchowej swym dzieciom”. (Benedykt XVI, Homilia wygłoszona w czasie Mszy św. w Nazarecie, 14 maja 2009)”

„/…/ świadectwo życia religijnego rodziców ma istotne znaczenie w wychowaniu dziecka”

„Jedność i świętość małżeństwa jest stałą troską Kościoła. Jej zasadność staje się jeszcze wyraźniejsza kiedy małżonkowie są rodzicami. Niestety, coraz większy problem społeczny stanowi wzrastająca liczba rozpadających się małżeństw, co ma niekorzystny wpływ na wychowanie i przyczynia się do negatywnych przeżyć dzieci i młodzieży. Bardzo ważnym elementem wychowania w rodzinie jest bowiem stabilizacja i poczucie bezpieczeństwa jakiego powinno doświadczać dziecko. Pragniemy więc uwrażliwić duszpasterzy na sprawę pogłębionego przygotowania narzeczonych do sakramentu małżeństwa oraz zadań związanych z macierzyństwem i ojcostwem”

„Nieocenioną pomocą w kształtowaniu serc młodego pokolenia jest katechizacja. Od ponad dwudziestu lat jest ona obecna w polskich szkołach oraz przedszkolach i z powodzeniem wspomaga wychowawczą funkcję szkoły. /…/ Dzisiaj, u progu nowego roku szkolnego, dziękujemy katechetom za wielkodusznie podejmowaną troskę o mądre i staranne wychowanie. Czynimy to tym bardziej że ich wysiłki nie zawsze są należycie dostrzegane i doceniane. Dlatego kolejny raz apelujemy o zapewnienie właściwego miejsca religii w nauczaniu szkolnym” /…/

„Kochani Rodzice, prosimy byście od najmłodszych lat budowali więź swoich dzieci z Kościołem który jest naszym wspólnym domem. Wychowujcie zatem dzieci w duchu zaufania do Kościoła i wskazujcie im ich własne miejsce w tej Chrystusowej wspólnocie. Dołóżcie starań by Wasze rodziny stawały się Kościołem domowym. Niech w nim wypełnia się misja nauczania, uświęcania i wzajemnej służby. Dziękujemy z całego serca za Waszą troskę o wychowanie dzieci w wierze Kościoła i zapewniamy że w tym dziele towarzyszymy Wam wsparciem i modlitwą”

„Umiłowani w Chrystusie, Siostry i Bracia, zachęcamy wszystkich do włączenia się w przeżywanie II Tygodnia Wychowania. Niech to będzie przede wszystkim czas wspólnej modlitwy, a także pogłębionej refleksji na temat wychowania. Zaproszenie to kierujemy zwłaszcza do rodziców, duszpasterzy, nauczycieli i wychowawców, do osób odpowiedzialnych za stan polskiej edukacji, do samorządowców i wszystkich ludzi dobrej woli, którym zależy na wychowaniu przyszłych pokoleń Polaków”

„Przyzywając wstawiennictwa Najświętszej Maryi Panny i św. Józefa – Wychowawców Syna Bożego, a także św. Stanisława Kostki, patrona młodych Polaków, zachęcamy do modlitwy w intencji dzieci i młodzieży, rodziców i wychowawców o jak najowocniejsze przeżycie nowego roku szkolnego i zbliżającego się II Tygodnia Wychowania”

Cezary Dąbrowski/www.zawszepolska.eu /5.IX.2012/

***

*** ZMARŁ O. LESZEK GAJDA

BYŁ PRZYJACIELEM RADIA MARYJA

PRZEŻYŁ 69 LAT

„Miał otwarty umysł, nie bał się odważnych decyzji, zależało mu na tym by iść do przodu” – tak wspomina ś.p. o. Leszka Gajdę CSsR o. dr Tadeusz Rydzyk CSsR, dyrektor Radia Maryja

Były prowincjał Prowincji Warszawskiej Redemptorystów zmarł w domu zakonnym w Toruniu. Przeżył 69 lat, w tym 42 w kapłaństwie. 50 lat temu przyjął śluby zakonne. Miał wielki udział w powołaniu do istnienia Radia Maryja w 1991 r. Jako prowincjał wspólnie z zarządem zgodził się na jego powstanie

– Zawsze chronił Radio Maryja przed przeciwnikami – powiedział o. Tadeusz Rydzyk.

– Ojciec Leszek Gajda CSsR był niezwykle znaczącą postacią w zgromadzeniu redemptorystów – powiedział o. Janusz Sok CSsR, prowincjał Warszawskiej Prowincji Redemptorystów.

Był profesorem duchowości teologii życia wewnętrznego. Charakteryzowała go odwaga w myśleniu, był człowiekiem krytycznie postrzegającym rzeczywistość, ale dalekim od krytykanctwa, co sprawiało że wielu pytało go o radę. – Jego odejście to dla nas wielka strata. Jeszcze niedawno z nim rozmawiałem i zamierzałem dalej pytać go o różne rzeczy, bo był człowiekiem mającym ciekawe spojrzenie na wiele spraw. Dla mnie był liderem, autorytetem. Pomógł wielu ludziom – dodał o. Sok.

O. Gajda zapisał się w zgromadzeniu poprzez uczestnictwo w dyskusjach, kapitułach generalnych jako człowiek znaczący i mądry. Po Soborze Watykańskim II był pierwszym redemptorystą z Polski który uzyskał doktorat na Teresianum w Rzymie. Posługując jako rektor w Seminarium Ojców Redemptorystów w Tuchowie był zawsze blisko młodych ludzi, interesował się ich sprawami, zawsze znajdował dla nich czas.

– Kochał nasze zgromadzenie i traktował je jak swój dom. Posiadał niezwykły zmysł wyboru osób na ważne stanowiska, urzędy w zgromadzeniu, których nie bał się powierzać również młodym ojcom, czyniąc to z pełnym zaufaniem. Dzięki temu bardzo dobrze sprawował posługę przełożonego w kilku ważnych klasztorach w Polsce – powiedział z kolei o. Zdzisław Klafka, też były prowincjał redemptorystów polskich.

O. Klafka dodał jednocześnie że o. Gajda dbał o wewnętrzny ład redemptorystów, harmonię, piękno domów zakonnych, a także o sprawowanie Liturgii. W latach 90 służył również Kościołowi jako członek Komisji ds. Powołań oraz Komisji Duszpasterstwa Ogólnego przy Konferencji Episkopatu Polski. – Był człowiekiem ogromnie dynamicznym. Tym bardziej musiał cierpieć kiedy z racji choroby nie mógł się poświęcać pracy apostolskiej, ale do końca służył w sakramencie spowiedzi – powiedział o. Klafka.

CZŁOWIEK WIELKIEJ ODWAGI

O. Leszek Gajda, redemptorysta, były prowincjał Warszawskiej Prowincji Zgromadzenia Najświętszego Odkupiciela /redemptoryści/, który zmarł w Toruniu, przed 20-laty wydał zgodę na utworzenie katolickiego Radia Maryja – przypomniał o. dr Tadeusz Rydzyk, redemptorysta, dyrektor Radia Maryja

– To był prowincjał który zgodził się na Radio Maryja, razem z zarządem. Był odważny. Miał bardzo otwarty umysł i nie bał się odważnych decyzji. Zależało mu by iść do przodu. Odważny, rozważny, niepanikujący, taki był ojciec Leszek Gajda – przypomniał na antenie Radia Maryja postać o. Gajdy o. Rydzyk

O. Leszek Gajda urodził się 14 września 1943 r. w Czubrowicach k. Olkusza. Święcenia kapłańskie przyjął 21 czerwca 1970 r. z rąk ks. abp. Jerzego Ablewicza. Po ukończeniu tirocinium pastoralnego w Toruniu (1970-71) podjął studia w Instytucie Duchowości Papieskiego Wydziału Teologicznego Teresianum w Rzymie, uzyskując w 1975 r. doktorat z teologii duchowości. Następnie podjął wykłady z teologii duchowości i liturgiki w WSD Redemptorystów w Tuchowie. Był prefektem postulatu (1976-78) i rektorem seminarium w Tuchowie (1978-81).

W latach 1990-96 o. Leszek Gajda sprawował urząd prowincjała Prowincji Warszawskiej Redemptorystów. Za jego kadencji w 1991 r. zostało założone w Toruniu Radio Maryja i otwarto placówki redemptorystów w Siekierkach i Szczecinie. Wtedy też redemptoryści podjęli pracę ewangelizacyjną w Rosji, Kazachstanie i na Ukrainie.

Ponadto o. Gajda był przełożonym domów zakonnych w Tuchowie (1978-81), Krakowie (1981-84), Warszawie przy Pieszej (1984-87), Toruniu (1987-90), Gliwicach (1996-99) i Elblągu (2002-05). W latach 1984-87 był wikariuszem prowincjała, a od 1987 do 1990 pełnił zadania proboszcza parafii św. Józefa w Toruniu, przy której też przeżył ostatnie lata swego życia. Ponadto głosił wiele serii rekolekcji parafialnych oraz rekolekcji dla kapłanów i sióstr zakonnych.

W latach 90 o. Gajda był członkiem Komisji ds. Powołań oraz Komisji Duszpasterstwa Ogólnego przy Konferencji Episkopatu Polski.

mm/nd /28.VIII.2012/

POŻEGNANIE OJCA GAJDY

Dziękujemy Ci dobry Boże za życie ojca Leszka Gajdy, któremu dałeś wiele talentów. Akurat tyle by w swoim życiu był dla nas autorytetem, przewodnikiem który wskazuje drogę i człowiekiem mądrym – mówił podczas Mszy św. pogrzebowej o. Janusz Sok, przełożony Prowincji Warszawskiej Zgromadzenia Najświętszego Odkupiciela

W sanktuarium Matki Bożej Nieustającej Pomocy w Toruniu odbyły się uroczystości pogrzebowe o. Leszka Gajdy CSsR. Mszy Świętej przewodniczył ks. bp Andrzej Suski, ordynariusz diecezji toruńskiej, a homilię wygłosił o. prowincjał Janusz Sok CSsR. W uroczystości uczestniczył też ks. bp Edward Frankowski – biskup pomocniczy diecezji sandomierskiej

Prowincjał Warszawskiej Prowincji Redemptorystów w homilii mówił m.in. że w życiu nie chodzi o to by było łatwo, by było zawsze z uśmiechem na twarzy, ale o to by było mądrze i dobrze, a przede wszystkim tak jak chce Bóg. – Wtedy życie można nazwać spełnionym i szczęśliwym.

O. Sok przypomniał że Bóg wobec każdego z nas ma jakieś plany. Nie ma człowieka który pojawiłby się bez celu, którego życie nie miałoby żadnego znaczenia. – Bezużyteczny człowiek? W zamyśle Bożym nie ma kogoś takiego. Każdy ma jakiś sens i cel.

– Dobry Boże, dziękujemy Ci, stojąc przy trumnie zmarłego człowieka, za jego życie. Dziękujemy Ci za życie ojca Leszka Gajdy, któremu dałeś 69 lat. Dałeś mu wiele talentów, akurat tyle by w swoim życiu był autorytetem, przełożonym, przewodnikiem, który wskazuje drogę i człowiekiem mądrym – wspominał ś.p. o. Gajdę o. prowincjał.

– Ty dajesz każdemu człowiekowi cel, dobry Boże. Życie każdego człowieka ma jakiś sens. Zechciałeś by ojciec Leszek był dobrym kapłanem, a kapłaństwo to nie fach, to służba. Kapłan to nie urzędnik który załatwia sprawy nawet bardzo profesjonalnie, ale ktoś kto po Bożemu i po ludzku przeżywa, wkłada w to serce. Dziękujemy Ci za kapłaństwo ojca Leszka, ambitne, pełne pasji i zainteresowania Bożymi sprawami, których nie przykrywał tanią pobożnością. To kapłan który nigdy się nie znudził Bogiem, Jego sprawami. Pisał kiedyś: „To Ewangelia winna nas kształtować, a nie my ją” – przypomniał o. Sok.

O. prowincjał przypomniał też że ś.p. ojciec Leszek cierpiał, „choroba go nie ominęła”. – Jeżeli jednak człowiek swoje życie pojmuje jako nieustanną bliskość Boga, to choć droga jest trudna, jest to kolejne doświadczenie wiary, niezwykle ważne, może i potrzebne, Bóg to wie – mówił.

Zmarły w wieku 69 lat o. Leszek Gajda do nowicjatu redemptorystów w Braniewie wstąpił w 1961 r. Święcenia kapłańskie przyjął 21 czerwca 1970 r. z rąk ks. abp. Jerzego Ablewicza.

W latach 1990-96 o. Gajda był prowincjałem Prowincji Warszawskiej Redemptorystów. Za jego kadencji w 1991 r. zostało założone w Toruniu Radio Maryja, otwarto placówki redemptorystów w Siekierkach, Szczecinie, a redemptoryści podjęli pracę ewangelizacyjną w Rosji, Kazachstanie i na Ukrainie.

mb/nd/ /28.VIII.2012/

mm/nd /30.VIII.2012/

***

*** MSZA POWSTAŃCZA

W INTENCJI REDEMPTORYSTÓW

I MIESZKAŃCÓW WOLI

6 SIERPNIA 2012

Zgromadzenie Redemptorystów istnieje od 280 lat i w całej jego historii, na wszystkich kontynentach świata, nie było takiej tragedii, jaka wydarzyła się 6 sierpnia 1944 r. na warszawskiej Woli – takie słowa padały podczas Mszy Świętej w intencji zamordowanych przez Niemców przed 68 laty 30 ojców redemptorystów, odprawionej 6 sierpnia 2012 r. w kościele przy Karolkowej 49

Podczas tej Mszy Świętej w kościele św. Klemensa Hofbauera modlono się zarówno w intencji zamordowanych w 1944 r. przez hitlerowców 30 redemptorystów z tutejszego klasztoru, jak też w intencji 50 tys. mieszkańców Woli wymordowanych przez Niemców podczas Powstania Warszawskiego

W tym jednym dniu – 6 sierpnia 1944 r. – Niemcy zamordowali nie tylko 30 wolskich ojców redemptorystów ale też ok. 2000 innych mieszkańców Woli.

– 6 sierpnia 1944 r. nad ranem wywleczono z tutejszego klasztoru 30 redemptorystów i osoby świeckie, i zamordowano. Chcemy modlić się za tych naszych współbraci i za te osoby świeckie, chcemy o nich pamiętać. Cieszę się że jesteście państwo z nami w tym dniu, na tej Mszy Świętej. Witam parlamentarzystów, władze naszej dzielnicy, radnych, naszych współbraci, także z Rzymu, a przede wszystkim naszych parafian. Cieszę się że będziecie się państwo z nami modlić – zwrócił się do zgromadzonych w kościele o. rektor Andrzej Kryger.

Obecni byli m.in. senator PiS-u Beata Gosiewska /wcześniej wolska radna/, wdowa po nieodżałowanym wicepremierze PiS-u Przemysławie Gosiewskim, burmistrz Woli Urszula Kierzkowska, wolscy radni.

– Wspominamy jedno z najtragiczniejszych wydarzeń w historii naszej ukochanej Warszawy. 31 lipca 1944 r. w tutejszym klasztorze mieszkało 31 redemptorystów, w tym 7 młodych kleryków – mówił m.in. podczas homilii o. Paweł, redemptorysta.

Władze powstańcze zorganizowały w klasztorze jeden z punktów oporu. 5 sierpnia sytuacja oddziałów powstańczych na Woli była rozpaczliwa, Niemcy nacierali, trzeba było się wycofywać w kierunku Śródmieścia. Ojcowie redemptoryści mieli dylemat, uciekać razem z powstańcami, czy zostać w klasztorze… Postanowili zostać z parafianami. Nie sądzili zapewne że Niemcy, niby cywilizowany naród, posuną się do takich okropieństw. Ojcowie przede wszystkim spowiadali, cały dzień, kościół był wypełniony, zwłaszcza młodzieżą, czującą wagę sytuacji. Wszyscy myśleli że w kościele będzie bezpiecznie…

– 6 sierpnia ok. godz. 3 rano klasztor otoczyli Niemcy. Dali wszystkim 15 minut na wyjście. A kto nie wyjdzie zostanie rozstrzelany… – mówił o. Paweł. Wszyscy wyszli. Niemcy poprowadzili ich pod kościół św. Wojciecha. Ojców redemptorystów oddzielono i zaprowadzono na niewielki plac fabryki Kirchmayera i Marczewskiego. „Rozstrzelamy was jak psy” – mówił jeden z gestapowców. I tam rozstrzelano po kolei wszystkich kapłanów strzałem w tył głowy. Jeden z gestapowców, wyższy, podchodził do każdego z ojców i strzelał mu w głowę. Rektorowi klasztoru o. Józefowi Kani kazali na to wszystko patrzeć, a na koniec gestapowiec podszedł do niego i strzelił mu w czoło. Następnie przeprowadzono tam także egzekucję ludności cywilnej. Niemcy w tym samym dniu wymordowali też ok. 2000 mieszkańców Woli. Klasztor redemptorystów hitlerowcy spalili. Podpalili też jednego z ojców, który nie wyszedł z klasztoru ze wszystkimi, bo nie mógł, leżał schorowany. Zastrzelili go i podpalili.

Na koniec o. Paweł zacytował naszego wieszcza narodowego Adama Mickiewicza, który w III części „Dziadów” /wyd. w 1832 r./ napisał:

„Nasz naród jak lawa

z wierzchu zimna i twarda, sucha i plugawa

lecz wewnętrznego ognia sto lat nie wyziębi

plwajmy na tę skorupę i zstąpmy do głębi…”.

Po Mszy Świętej była jeszcze krótka modlitwa na placu kościelnym oraz złożono wieńce i zapalono znicze przed tablicami upamiętniającymi zamordowanych mieszkańców Woli oraz redemptorystów. Wieńce złożyli ojcowie redemptoryści z parafianami, Prawo i Sprawiedliwość, Solidarna Polska Zbigniewa Ziobry i Dzielnica Wola.

Przed Mszą Świętą w kościele św. Klemensa wystąpił chór „Gregorianum”, śpiewająca młodzież i dzieci, pod kierownictwem Bereniki Jozajtis. Na koncert zatytułowany „Pałacyk Michla, Żytnia, Wola” złożyły się pieśni powstańcze i patriotyczne.

Cezary Dąbrowski/www.zawszepolska.eu /7.VIII.2012/

***

*** MSZA POWSTAŃCZA

AK / SZARE SZEREGI / WOLA

1 SIERPNIA 2012

W środę 1 sierpnia o. rektor Andrzej Kryger odprawił Mszę Świętą w intencji zamordowanych mieszkańców Woli i zgrupowania Szarych Szeregów

O. proboszcz modlił się za 50 tys. mieszkańców Woli którzy zginęli tu z nienawiści, zamordowani przez niemieckich najeźdźców przed 68 laty

– Dziękuję wam za waszą przeogromną miłość do ojczyzny. Tego nie da się wyrazić słowami, co by się nie powiedziało i tak będzie za mało – mówił o. Andrzej zwracając się do obecnych na Mszy wolskich powstańców. – 68 lat temu warszawiacy musieli uczestniczyć w nierównej walce z niemieckim okupantem. Nie zdali egzaminu alianci, Stalin zdradził, a później były jeszcze lata prześladowań komunistycznych. Ale to dzięki wam żyjemy w wolnej Polsce, a tak mało ludzi jednak dziś to sobie uświadamia. Na tej Mszy Świętej nie ma mieszkańców Woli. Dziwię się temu – mówił o. proboszcz /na Mszy Świętej było bardzo mało osób – dop. CD/www.zawszepolska.eu/.

Mówił jeszcze że musimy pamiętać iż to właśnie warszawscy powstańcy położyli podwaliny pod wolną Polskę. I o tym że czytał gdzieś wyniki badań z których wynika iż ok. 70 proc. Polaków nie zna dokładnej daty wybuchu Powstania Warszawskiego… – Dlatego pytam nauczycieli, wychowawców, księży, rodziców, dlaczego tak jest – mówił o. rektor.

– Czołgi z czerwoną gwiazdą czekały na Pradze na śmierć Polaków. Stalinowi nie zależało na wolnej Polsce. A były pułkownik KGB, obecny prezydent Rosji, mówi o wspólnym zwycięstwie… – mówił też o. Andrzej.

Powiedział jeszcze o skandalicznym koncercie pseudoartystki na stołecznym Stadionie Narodowym, 1 sierpnia. – Nie chcę nawet mówić jak się ona nazywa… Która drwi z najwyższych wartości, z nas, z Boga. I 1 sierpnia, w rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego, w Warszawie, taki koncert?!… Pytam prezydent Warszawy, jak tak można?!…

O. proboszcz na koniec podziękował obecnym na Mszy Świętej powstańcom wolskim za ich świadectwo i podziękował Bogu za to że dał nam tych powstańców. – Dzięki wam, dzięki Bogu, jesteśmy dziś wolni. Bogu niech będą dzięki – zakończył o. Andrzej.

– W imieniu naszej garstki uczestników Powstania Warszawskiego na Woli serdecznie dziękuję ojcu rektorowi za wspaniałe przyjęcie nas w tej świątyni. Za patriotyczną homilię, za te ciepłe słowa do nas – powiedział bardzo wzruszony Andrzej Narkiewicz. – Przyszliśmy tu z głębokiego serca oddać hołd tym którzy oddali swe życie podczas Powstania, na tej ziemi zbroczonej krwią Polaków, mieszkańców Woli. My też jesteśmy z Woli, tu chodziliśmy do szkoły, do kościoła. Ten kościół to był nasz kościół. Dziś przyszliśmy tu upamiętnić tamte straszne czasy. W 1992 r. postaraliśmy się o tutejszą tablicę upamiętniającą poległych na Woli harcerzy, a rok później kolejną tablicę upamiętniającą poległe harcerki z Hufca Wola – mówił Andrzej Narkiewicz, ps. Bambolo, harcerz Szarych Szeregów.

Cezary Dąbrowski/www.zawszepolska.eu /1.VIII.2012/

***

*** KS. STEFAN CEBEREK

NIEDZIELA 22 LIPCA 2012

Jakimś cudem w niedzielę 22 lipca w naszej parafii zjawił się znany śpiewający kapłan – ks. Stefan Ceberek. Bardzo popularny i lubiany zwłaszcza wśród słuchaczy Radia Maryja. Wielokrotnie sam wzruszałem się słuchając z głośników toruńskiej rozgłośni pięknych piosenek w jego wykonaniu. Ja jestem zakochany zwłaszcza w pieśni o ojczyźnie, do której chyba sam napisał i słowa, i muzykę. Ta pieśń nagrana przez naszego świetnego tenora Bogusława Morkę to już coś po prostu przepięknego

Ks. Ceberek był więc jakimś cudem w niedzielę w naszej parafii, głosił słowo Boże na Mszach św., śpiewał też podczas tych Mszy św., a po tej o godz. 18.30 zaprezentował krótki recital. Zaśpiewał swoje najbardziej znane piosenki, ale też i inne, mniej popularne. Śpiewał, grał na gitarze, wspierał go też p. Maciej, grający na organach z automatycznym akompaniamentem, a także od czasu do czasu delikatnie pomagający w śpiewie. Ja pierwszy raz mogłem na żywo posłuchać ks. Ceberka. Byłem oczywiście bardzo zadowolony i rozpromieniony jego występem, tak jak wszyscy obecni w kościele św. Klemensa, a było ich bardzo dużo, o wiele więcej niż normalnie na tej niedzielnej Mszy św. Ks. Stefan zaprezentował swój mocny i piękny głos

Jak ktoś już napisał, ks. Stefan Ceberek wykorzystuje po prostu w pełni Boże dary. Bóg podarował mu talent do śpiewania i grzechem byłoby z tego nie skorzystać. Poza ewangelizowaniem więc jako normalny kapłan, ks. Ceberek ewangelizuje też za pomocą swojego talentu muzyczno-wokalnego. Talentów od Boga nie można zmarnować! A ewangelizować można na różne sposoby.

Wypowiedź ks. Stefana Ceberka znaleziona w internecie: – Nigdy nie przyjmuję propozycji samych koncertów. Jeżeli śpiewam to zawsze w połączeniu z głoszonym przeze mnie Słowem Bożym. Dziękuję Bogu za talent i czuję się za niego odpowiedzialny, chcę być Bożym narzędziem. Myślę że każdy ma jakiś charyzmat który powinien być odkryty i wykorzystany zgodnie z wolą Bożą. Mój śpiew jest uzupełnieniem tego czego nie potrafię wyrazić słowem.

Ks. Stefan podczas Mszy św. mówił m.in. o tym że Pan Jezus wysyłał swych apostołów na wakacje, nie chciał by się przemęczali, choć sam nie odpoczywał, a jako człowiek też się przecież męczył. Na wakacje trzeba jednak jechać z Panem Jezusem, czyli nie zapominać o tym kim jesteśmy, o modlitwie, czytaniu Pisma Świętego, świadectwach.

Opowiadał też historię z własnej kolędy, w swojej parafii. Wszedł do jednego z domów, tam młoda matka z dwójką dzieci, chłopcem i dziewczyną. Pyta: Dlaczego nie było cię w kościele? Łzy w oczach młodej matki, tak samo u syna i córki. Okazało się że jest chora; białaczka, po chemioterapii, straciła włosy. Nagle usłyszał jakąś dziką muzykę, jakieś dzwoneczki, coś typowego dla sekty. Trzy razy poświęcił te rzeczy. I w czasie pokrapiania wodą święconą te dziwadła zamilkły… Kobieta przyszła potem na rekolekcje, wyrzuciła te paskudne dzwoneczki i choroba ustąpiła. I z uśmiechem przychodziła już do kościoła.

W czasie niedzielnych Mszy św. zbierano też ofiary na rzecz warszawskiego hospicjum dla chorych dzieci. Bardzo pomagał w tym ks. Stefan Ceberek. Bóg zapłać!

Cezary Dąbrowski/www.zawszepolska.eu /24.VII.2012/

***

*** O. MACIEK ODCHODZI

MSZA ŚW. – 24 CZERWCA

Wesoło i ciekawie było na zakończenie i po niedzielnej Mszy św. o godz. 18.30. Wesoło choć dowiedzieliśmy się o pożegnaniu jednego z naszych ojców duszpasterzy. O. Jacek i o. Maciek poinformowali że ten drugi niestety odchodzi od nas do Krakowa… Wesoło, bo ojcowie robili to w formie tak uśmiechniętej, że wszyscy byli uśmiechnięci. Najpierw była mowa że kiedyś dawno temu jak posłaniec przynosił złą wiadomość, to nie miał prawa tego przeżyć… A tu u nas okazało się że ten posłaniec, czyli o. proboszcz, przeżył, więc nie ma powodu do smutku, nie jest źle. Później o. Maciek na swoje wstępne pożegnanie z parafianami opowiedział taki dowcip: „Jedzie biskup na bierzmowanie. Jeździ, jeździ, kilka kółek już zrobił, ale nie może trafić do szukanego kościółka gdzieś w małej miejscowości. Wreszcie podjeżdża pod sklep, gdzie stoją pijaczkowie. Kierowca pyta: Możecie powiedzieć dobrzy ludzie gdzie tu u was jest kościół? Na to jeden z pijaczków: Prosto, za mostkiem w prawo, później w lewo, jeszcze raz w prawo i już… Biskup do pijaczka: Dziękujemy za podpowiedź, ale jak pan będzie pić tyle wódki, to nie dostanie się pan do Królestwa Bożego… Na to pijaczek: Ja się nie dostanę?!… Czy ty?… Przecież to ty nie znasz drogi do kościoła i trafić do niego nie możesz!…”. Tu był śmiech obecnych. I takim pewnie zapamiętamy o. Maćka Plewkę, wesołego, uśmiechniętego, dowcipnego. Na pewno nikt w parafii przez te 4 lata tak dużo i tak GŁOŚNO się nie śmiał co o. Maciek… Wszystkiego dobrego! Szczęść Boże w Krakowie!

To nie koniec atrakcji i wrażeń. Po o. Maćku wystąpili kolejni artyści. Młodzież z Parafii Św. Jana Apostoła i Ewangelisty z Gołąbek zaprezentowała sztukę: Poszukiwany Jezus z Nazaretu. Opowieść oparta jest na kanwie wybranych historii z życia Pana Jezusa. Przedstawiona oczami dzisiejszych reporterów telewizyjnych, oddaje aktualne problemy gnębiące dzisiejszy świat i ludzi stawiających pytania o sens istnienia. Barwna, wciągająca, żywa akcja i piękna muzyka sprawia że oglądając Dobrą Nowinę z innej perspektywy utożsamiamy się z wydarzeniami ważnymi dla wierzących. Ten teatrzyk w wykonaniu dzieciaków /choć oni sami pewnie się już za dzieciaków nie uważają/ z Gołąbek to przewspaniały pomysł. I te dzieciaki przewspaniałe. Trzeba tylko jeszcze solidniej nad tym przedstawieniem popracować, dopracować parę rzeczy, podejść do tego poważniej, sprężyć się i będzie naprawdę piękna sprawa. Bo treści zawarte w tej sztuce są cudowne. To kapitalna ewangelizacja. Tylko trzeba się przyłożyć i będzie cudownie. Oby dzieciakom i ich opiekunce się chciało! Życzę im tego, bo sprawa jak najbardziej warta wysiłku. Przygotować to jeszcze lepiej i prezentować światu! Zwłaszcza różnym niedowiarkom którzy jeszcze nie odnaleźli Pana Boga. Bardzo dziękujemy wam za to przedstawienie i wszystkiego najlepszego – dzieciaki!

Cezary Dąbrowski/www.zawszepolska.eu /26.VI.2012/

***

*** CZEGO ŚWIAT DAĆ NIE MOŻE…

BIERZMOWANIE

BP TADEUSZ PIKUS

20 CZERWCA 2012

Wstyd się przyznać ale nie pamiętam kiedy miałem swoje bierzmowanie… Dawno… I niestety prawie nic z niego w pamięci nie mam, jedynie imię jakie sobie wybrałem. Miałem jednak okazję nieco sobie przypomnieć taką uroczystość, bo bierzmowanie było 20 czerwca w naszej parafii. Mszę św. koncelebrował i sakramentu bierzmowania udzielił ks. bp Tadeusz Pikus

Witając ks. biskupa o. Andrzej Kryger, proboszcz i przełożony Klasztoru, powiedział m.in.: – To dojrzała młodzież, która co prawda długo się zastanawiała, ale jednak zdecydowała się przyjąć ten piękny sakrament bierzmowania. Bardzo serdecznie witam księdza biskupa i proszę o modlitwę w intencji tej młodzieży, by do końca swych dni trwała przy Jezusie Chrystusie

Młodzież długo się przygotowywała do przyjęcia bierzmowania, słuchała Słowa Bożego przez szereg dni, modliła się wspólnie i przystąpiła do sakramentu pokuty.

JAKICH ŁASK OD BOGA OCZEKIWALI KANDYDACI DO BIERZMOWANIA? PRAGNĘLI ABY DUCH ŚWIĘTY KTÓREGO OTRZYMAJĄ UMOCNIŁ ICH DO MĘŻNEGO WYZNAWANIA WIARY I DO POSTĘPOWANIA WEDŁUG JEJ ZASAD.

– Niech zstąpi Duch Twój i odnowi ziemię… Tak modlił się kiedyś Ojciec Święty Jan Paweł II. To nasza prośba o Ducha Świętego i odnowienie ziemi… Tutaj jednak chodzi nam o ziemię szczególną, człowieka, nasze serce, nasze życie, nasz umysł, by go odnowić – mówił m.in. ks. biskup.

– Kiedyś, jakieś 10 lat temu, też bierzmowałem gdzieś młodzież. Przyszedł do mnie wtedy dziennikarz gazety parafialnej i zapytał: – Jak to się dzieje że ks. biskup przekazuje bierzmowanym Ducha Świętego? Zrobiłem mu wówczas długi wykład, zaczynając od Starego Testamentu… Na koniec dziennikarz powiedział, że te moje tłumaczenia są nudne… A później w gazecie napisał tylko jedno zdanie: „Ksiądz biskup przybył do parafii i udzielił sakramentu bierzmowania, daru którego świat dać nie może…”. W tym jednym zdaniu zawarł on jednak wszystko – dar od Boga którego ten nasz świat dać nie może…

Ks. biskup mówił dalej że dzięki Duchowi Świętemu upodabniamy się do Jezusa Chrystusa, w którym nie ma grzechu, zła, a jest tylko miłość.

– Na ziemi jesteśmy poddawani działaniu Zła, czasem jesteśmy zdruzgotani swoim bólem, cierpieniem… Kiedyś w Biesłanie, w Osetii Północnej, 1 września, dzieci poszły do szkoły. A tam nastąpił dramat, zamach terrorystyczny, zginęło wiele osób. Rok później telewizja pokazała reportaż o tym jak zło może zwyciężyć człowieka. Pokazano 11-letnią dziewczynkę która przeżyła ten zamach. Po nim nie wychodziła jednak w ogóle z domu, siedziała tylko przy stole i rysowała czarne postacie ludzkie, z zamaskowanymi twarzami. Następnie darła te rysunki i spalała w ogniu… Dlaczego? Powiedziała że nienawidzi ich i tak się na nich mści… Była przesiąknięta chęcią zemsty, nienawiścią… My też bywamy często tak przesiąknięci złością, pogardą, a nawet nienawiścią. Człowiek żyje czasem tak że pragnie sprawiedliwości na zasadzie: oko za oko, albo i dwoje oczu za jedno… Ale Chrystus mówił: Miłujcie się, tak jak ja was umiłowałem! Trzeba ciągle o tym pamiętać, bo często nawet bliskich nie kochamy, a nawet siebie… Więc co dopiero by innych miłować, prawda?…

Ale źródło miłości nie jest w nas… Ks. Twardowski mówił kiedyś: „Serce to za mało by kochać…”. To Duch Święty dokonuje przemiany w człowieku, który Go przyjmuje. Owocami Ducha Świętego są m.in. miłość, dobroć. Miłować to nie znaczy żyć uczuciem, miłością. – To wymaga decyzji, wobec Boga, że chcę przyjąć Ducha Świętego, Chrystusa za Pana mego – mówił m.in. ks. bp Tadeusz.

Św. Paweł mówił że nikt nie może powiedzieć: Chrystus jest moim Panem – bez działania Ducha Świętego.

– Bóg nie daje nam owoców. Daje nam ziarno z którego wyrasta dopiero owoc. A wszystko zależy na jaką glebę trafia to ziarno – mówił ks. biskup. I modlił się: „Boże, wypełnij nasze serca Światłem Ducha Świętego”. /…/ „Boże wszechmogący, Ojcze naszego Pana, Jezusa Chrystusa, który odrodziłeś te sługi swoje przez wodę i Ducha Świętego i uwolniłeś ich od grzechu, ześlij na nich Ducha Świętego Pocieszyciela, daj im ducha mądrości i rozumu, ducha rady i męstwa, ducha umiejętności i pobożności, napełnij ich duchem bojaźni Twojej. Przez Chrystusa, Pana naszego”.

Bierzmowani podziękowali za dar bierzmowania i tu padły z ich ust bardzo ważne słowa: „OBIECUJEMY UMACNIAĆ SIĘ W SWOJEJ WIERZE”.

Ks. bp Tadeusz prosił na koniec wszystkich bierzmowanych o modlitwę w intencji kapłanów których znają, a zwłaszcza tych którzy ich przygotowali do bierzmowania. – Pomódlcie się trochę więcej za mnie i o. Andrzeja, bo ci którzy was przygotowywali to już się przecież zasłużyli… – powiedział na koniec bp Pikus.

A bierzmowani może troszeczkę czasem zapominali że są w kościele i gadali prawie jak na pikniku… Ale bierzmowanie oczywiście jak najbardziej zaliczone…

Nie mogę nie napisać o s. Dobrawie. To co ona śpiewała podczas tej Mszy św. było po prostu przepiękne i przepięknie zaśpiewane.

BIERZMOWANIE – istotą tego sakramentu jest przekazanie Ducha Świętego, umocnienie wiary oraz uzdolnienie do świadczenia o niej oraz jej obrony. Jednoczy ściślej z Jezusem Chrystusem. Katolika włącza w misję ewangelizacyjną Kościoła katolickiego /za pl.wikipedia.org/

Cezary Dąbrowski/www.zawszepolska.eu /21.VI.2012/

***

*** CZY TO SIĘ PODOBA BOGU?

NA MSZY 17 CZERWCA

Homilię podczas Mszy św. wygłosił dyrektor krakowskiego wydawnictwa redemptorystów Homo Dei o. Piotr Koźlak CSsR

Myślą przewodnią było: Czy Bóg jest /byłby/ zadowolony z naszych wyborów, z tego jak postępujemy, z naszego życia, czy Bogu się podoba nasze życie?

O. Piotr mówił na przykład o patronie Parafii Św. Klemensa Hofbauera. Kiedy Klemens był młodym chłopcem, jego matka pokazała mu krzyż i powiedziała że zawsze powinien postępować tak by Chrystusowi się to podobało. I chłopak tak wziął to sobie do serca że… aż został świętym. Nic tylko naśladować.

Już jako duchowny Klemens twierdził że Ewangelia musi być ciągle głoszona na nowo, bo z czasem dużo rzeczy się zmienia. I postanowił że założy wydawnictwo, by Ewangelię głosić także poprzez wydawane książki. Bo taki był wymóg nowych czasów.

O. Piotr polecił też nową książkę wydaną przez Homo Dei, autorstwa także redemptorysty o. Pawła Drobota – ‚Wybór i rozeznanie woli Bożej’. Adres strony wydawnictwa: www.homodei.com.pl.

Cezary Dąbrowski/www.zawszepolska.eu /17.VI.2012/

***

*** BOŻE CIAŁO

PROCESJA

7 CZERWCA 2012

Nie mogę nie napisać kilku zdań o parafialnej procesji Bożego Ciała. Przed jej rozpoczęciem, jeszcze w kościele, o. proboszcz prosił wiernych o parę drobnych rzeczy. Prosił jak tylko można najładniej i najgrzeczniej, by podczas procesji pobliskimi ulicami wszyscy szli jezdnią, a nie gdzieś chodnikiem, poboczem. Prosił by nie palono papierosów i nie rozmawiano. Kiedy jednak ruszyliśmy, szybko okazało się że nie do wszystkich to dotarło. Spora część parafian, nie przejmując się zupełnie tym o co prosił o. Andrzej, w najlepsze spacerowała sobie chodnikiem, obok procesji… Przecież to głupie nawet z tego względu, że chodnikiem mogli w każdej chwili próbować przejść zupełnie przypadkowi przechodnie, niezainteresowani naszym świętem. I mieliby trudności w przebiciu się przez tłum. Mogłyby nawet tworzyć się sytuacje konfliktowe, gdyby trafili się na przykład jacyś prowokatorzy. Ale gdzie tam, nieposłuszni szli sobie obok… Taka procesja inaczej, druga procesja, procesja obok… Głupio…

Cezary Dąbrowski/www.zawszepolska.eu /13.VI.2012/

***

*** WIZYTACJA PROWINCJAŁA

O. JANUSZ SOK U ŚW. KLEMENSA

ROZMOWA Z O. JANUSZEM SOKIEM, PROWINCJAŁEM POLSKICH REDEMPTORYSTÓW

Czy Parafia Św. Klemensa na Woli to najważniejsza parafia redemptorystów polskich? Mająca najwięcej parafian?

Należy do największych. Wspomnę jeszcze inne duże ośrodki duszpasterskie prowadzone przez redemptorystów znajdujące się w Elblągu, Toruniu, Gliwicach, Monachium, Stuttgarcie i Grodnie. Pracujemy też w małych parafiach, które również mają swój urok, jak choćby Truskawiec na Ukrainie, gdzie parafianie to zaledwie kilkadziesiąt osób.

Warszawa to jeden z najtrudniejszych terenów w Polsce jeżeli chodzi o wiernych, liczbę wiernych uczestniczących we Mszach św. Jako redemptorysta potwierdza to Ojciec Prowincjał?

Każdy teren naszej działalności ma swoją specyfikę. Staramy się temu sprostać. Jednym z wyzwań jest wspomniane uczestnictwo we Mszy św. Ale jest też wiele innych, które nas nurtują. Choćby to w jaki sposób spotkać się z ludźmi których nie ma w kościołach, a którzy szczerze szukają sensu i celu życia.

Ile w ogóle redemptoryści polscy mają parafii w kraju, ile za granicą?

Redemptoryści Prowincji Warszawskiej prowadzą duszpasterstwo w 16 parafiach na terenie Polski. Poza Polską terenami naszej działalności są Stany Zjednoczone i Karaiby, Kanada, Białoruś, Austria, Niemcy, Ukraina. Od ponad 40 lat pracujemy w Ameryce Południowej; Argentynie i Patagonii, Boliwii, Brazylii. Blisko 20 lat temu, kiedy stało się to tylko możliwe, rozpoczęliśmy naszą posługę ewangelizacyjną w Rosji i Kazachstanie.

Jak jest z powołaniami u redemptorystów? Jest ich mało, dużo?

W Polsce w ostatnich latach spadła liczba powołań. Dotyczy to także redemptorystów. Obecnie na wszystkich etapach formacji mamy 30 kleryków. Bogu dziękujemy za każdego z nich.

Czy Radio Maryja, TV Trwam, Nasz Dziennik są bardzo pomocne w pracy polskich redemptorystów?

Biorąc pod uwagę misję redemptorystów, którą jest głoszenie słów Dobrej Nowiny o Jezusie, wspomniane środki komunikowania dają wielkie możliwości.

Jak Ojciec Prowincjał ocenia obecną sytuację polityczną w Polsce i sprawę dyskryminacji Telewizji Trwam?

Żyjemy w pięknym, wolnym, demokratycznym kraju. A skoro tak, to jeżeli tylko jest to zgodne z prawem, każdy ma prawo do swoich poglądów i do wyrażania ich w przestrzeni publicznej. Także ludzie wierzący. Wszelkie formy ograniczania tego prawa, choćby i opatrzone były zgrabnie sformułowaną argumentacją, stają się po prostu manipulacją albo nękaniem, lub wręcz cenzurą. Co do Telewizji Trwam ufam że sprawa znajdzie pozytywne rozwiązanie.

Rozm. Cezary Dąbrowski/www.zawszepolska.eu /8.VI.2012/

***

*** WIZYTACJA PROWINCJAŁA

O. JANUSZ SOK U ŚW. KLEMENSA

NIEDZIELA 3 CZERWCA 2012

Nie nadążam z pisaniem o wszystkich ważnych i ciekawych wydarzeniach dziejących się ostatnio w Parafii Św. Klemensa… W minioną niedzielę, 3 czerwca, były takie aż dwa. Najpierw o godz. 11 odbyła się uroczysta Msza Św. którą odprawił prowincjał redemptorystów, o. Janusz Sok. Prowincjał przebywał u św. Klemensa z kilkudniową wizytacją. A drugie wydarzenie, to 25-lecie kapłaństwa o. Krzysztofa Stępowskiego, duszpasterza wiernych tradycji łacińskiej /uroczysta Msza Św. w trakcie której odbyła się też I Komunia Święta dzieci tej wspólnoty/, ale o tym napisałem osobny tekst

Ten tekst jest o Mszy Św. odprawionej przez o. Soka, prowincjała. Powitał go o. proboszcz i przełożony Klasztoru na Karolkowej, o. Andrzej Kryger, a także parafianie. We Mszy Św. uczestniczył też o. dr Marek Urban, kierujący radą prowincjalną polskich redemptorystów

O. Sok powiedział m.in. że czuje się u św. Klemensa jak w domu, bo mieszkał tu przed 19 laty, więc jest to też jego kościół, jego dom. – Byłem tu, zajmowałem się dziećmi. Cieszę się że na dzisiejszej Mszy Św. jest tak dużo dzieci i że tak pięknie śpiewają – powiedział prowincjał. A było ich rzeczywiście dużo i śpiewały pięknie, to zasługa oczywiście niezastąpionej s. Dobrawy.

Do wygłoszenia kazania został zaproszony o. Henryk Kowalski, także redemptorysta, przebywający na misji na Ukrainie, w Borysławiu. Buduje tam nowy kościół i potrzebuje wsparcia finansowego.

– Kościół to nie tylko papież, nie tylko biskupi, Kościół to wszyscy którzy przyjęli chrzest. A wszystkich którzy przyjęli chrzest Chrystus wysyła na cały świat i nakazuje głosić Ewangelię – mówił w kazaniu o. Henryk Kowalski. – 2000 lat już Kościół wypełnia to zadanie, głosi i żyje tą Ewangelią, tą Miłością.

– Ponad 1000 lat temu Polacy przyjęli chrześcijaństwo i postanowili żyć Chrystusem i Jego nauką. Nasi bracia na Wschodzie w bardzo trudnych warunkach dochowali wierności Chrystusowi i Kościołowi Świętemu, a za ochrzczenie tam dziecka można było trafić na zsyłkę na Syberię… Za posiadanie książeczki do nabożeństwa podobnie… W szkole nauczyciel pytał: ‚Dzieci, czy mama albo babcia ma taka małą książeczkę?’. Dzieci nieświadomie, jak to dzieci, czasem potwierdzały że tak. A nauczyciel dalej: ‚A gdzie mama /gdzie babcia/ trzyma tę książeczkę?’. I po powrocie dziecka do domu mamy albo babci już w nim nie było… Była już w drodze na Syberię. Niektórzy dostawali 10 lat zsyłki za posiadanie maleńkiego obrazka…

Trudno było ale Polacy na Ukrainie dochowali wierności Chrystusowi i Kościołowi Św. – Przyjeżdżam do was od tych waszych braci i proszę o pomoc w budowie kościoła. Mieliśmy wybudowaną kaplicę, ale ona spłonęła… I pewnie nie dowiemy się dlaczego… Do kościoła w Borysławiu w niedzielę na Mszę Św. przychodzi sto osób. Tym ludziom bardzo zależy na nowym kościele. Kiedy jadą do rodziny w Polsce, proszą o pomoc. I jak coś przywiozą to bardzo się z tego cieszą.

– Oni tam marzą o karcie Polaka, marzą by umrzeć już z nią. Prawie nie piszą po polsku. Wypełniamy im dokumenty potrzebne do uzyskania karty Polaka. Niektórzy mówią że ci co na nich donosili banderowcom mają już tę kartę, a oni nie mają… I tamci się z nich śmieją… Trudno więc o zaufanie w takiej sytuacji. Byli też i tacy co donosili banderowcom i mówili im że są Ukraińcami. Wtedy banderowcy do nich tak: ‚Jesteś Ukraińcem? Ale twoja żona /twoja matka/ jest Polką. To udowodnij że jesteś Ukraińcem, zabij swoją żonę /swoją matkę/. Wtedy uwierzymy że jesteś Ukraińcem…’. Najtrudniej mają starzy i biedni, im najtrudniej zdobyć kartę Polaka, a daje ona bardzo dużo – mówił o. Henryk.

Na koniec głos zabrał o. Sok. – Dziękuję redemptorystom którzy tu na Karolkowej pracują. A jest ich tu wielu. Część pracuje na uczelniach, część jest już w starszym wieku. Jest tu najstarszy polski redemptorysta na świecie, 93-letni o. Tadeusz Sitko. I jeszcze długo o. Tadeusz będzie z nas najstarszy. Dziękuję za klimat tej wizytacji, dziękuję za waszą pracę, tu i na misjach – mówił o. Sok.

Później o. prowincjał dziękował wiernym. – Potrzebujemy waszej bliskości, modlitwy. Bóg zapłać za ofiary, za modlitwę. Dzięki wam możemy pracować w różnych zakątkach całego świata. Módlcie się o powołania. Pięknie że jest tu dziś tylu ministrantów, śpiewających dziewczynek i dzieci. Jest nadzieja na te powołania – zakończył o. Sok.

Cezary Dąbrowski/www.zawszepolska.eu /6.VI.2012/

***

*** 25 LAT KAPŁAŃSTWA O. KRZYSZTOFA STĘPOWSKIEGO

TRADYCJA ŁACIŃSKA

31 MAJA 2012

Ostatnio w kościele św. Klemensa dzieje się bardzo dużo. Jedna uroczystość goni drugą, jedno święto goni drugie. 3 czerwca we wspólnocie tradycji łacińskiej świętowaliśmy piękny jubileusz jej duszpasterza w Archidiecezji Warszawskiej, o. Krzysztofa Stępowskiego – 25-lecie święceń kapłańskich

Jubileusz o. Krzysztofa połączono z uroczystością I Komunii Świętej dzieci wiernych tradycji łacińskiej. Dzieciakom dano imiona Antoniego, Franciszka, Pawła i Marii

– Gromadzi nas tu tajemnica Świętej Trójcy, tajemnica Jednego Boga w Trzech Osobach. Żyjmy Panem Bogiem na co dzień, a Jego tajemnice będą nam bliższe – mówił m.in. o. Krzysztof w homilii. – Dziękujmy za dar życia i rodzinę, właśnie obchodzimy w Kościele święto życia i rodziny

– 31 maja przed 25 laty przyjąłem święcenia kapłańskie, 25 lat jestem księdzem. Dziękuję Bogu razem z wami za te 25 lat. Ile było pięknych chwil w tym czasie, radosnych, ale też ile doświadczeń, zmartwień. Ale pójście za Jezusem wymaga odwagi. W sercu wyśpiewam Te Deum za te lata – mówił o. Krzysztof.

Największą radością dla o. Krzysztofa było jednak to że Jezus posłał go do tych którzy pierwszy raz przyjęli Komunię Świętą. – Bóg zapłać wam – Antoni, Franciszku, Pawle, Mario – za waszą tu obecność. Bądźcie odtąd bliscy Jezusowi, dzięki Niemu żyjemy, dzięki Jego Ofierze, temu Krzyżowi. Modlę się za was dzieci, także za te obecne tu dzieci które rok wcześniej przyjęły Chrystusa pierwszy raz, rocznicowe, i za was wszystkich tu obecnych. Modlę się byście wspierali się nawzajem w rodzinach. W rodzinach różnie bywa, ale trwać razem trzeba, bo najgorzej jest zostawać samemu, na pastwę złym wilkom.

O. Krzysztof podziękował wszystkim za dobre słowo pod jego adresem i prosił o modlitwę. Pogratulował dzieciom pierwszokomunijnym i życzył by Chrystus zawsze królował w ich sercach. Podziękował też rodzicom chrzestnym za obecność i modlił się do Dobrego Boga by błogosławił wszystkim. – W trudnych wyborach nie traćcie Jezusa ze swych serc, bo gdybyśmy Go stracili, bylibyśmy samotni na wieki. Obyśmy żyli Panem Bogiem i dziedziczyli żywot wieczny. Amen – zakończył homilię o. Krzysztof.

Były piękne podziękowania od dzieci i rodziców, były podziękowania i życzenia dla o. Krzysztofa z okazji 25-lecia kapłaństwa od wiernych. Mnie wpadło w ucho to co powiedział jeden z dzieciaków pod jego adresem, czyli: ‚Swoim słowem serca zmieniaj’. Rodzice dziękowali o. Krzysztofowi za dziesięć lat pracy duszpasterskiej z wiernymi tradycji łacińskiej w kościele św. Benona na Nowym Mieście oraz za rok posługi u św. Klemensa na Woli. – Ojcze Krzysztofie za twoje serce podobne do Chrystusowego dziękujemy – powiedziała jedna z wiernych.

Obecny był też o. Andrzej Kryger, przełożony Klasztoru i proboszcz Parafii Św. Klemensa. – Jan Paweł II mówił że kapłaństwo jest darem. Ty ojcze Krzysztofie jesteś takim darem dla tych którzy potrzebują takiego duszpasterza, takiej liturgii. Niech cię Pan błogosławi i strzeże. Życzę wielu lat jako kapłanowi tej wspólnoty. Wszystkiego najlepszego! Szczęść Boże! – powiedział o. Andrzej. – Bóg zapłać! – odpowiedział o. Krzysztof.

W czasie tej uroczystej Mszy świętej pięknie zabrzmiała trąbka /zwłaszcza na zakończenie – Te Deum/, na której grał Waldemar Dziudziel. Utwory jakie usłyszeliśmy: Trumpet tune – Purcella, Aria z Muzyki na wodzie – Haendla oraz Te Deum – Charpentiera. Śpiewał też nie gorzej Witold Żołądkiewicz, solista Warszawskiej Opery Kameralnej. Usłyszeliśmy pieśń Ave verum – Schuberta.

Cezary Dąbrowski/www.zawszepolska.eu /5.VI.2012/

***

*** ROCZNICA I KOMUNII ŚWIĘTEJ

27 MAJA 2012

Jeszcze wszyscy mamy w pamięci wielkie święto naszej wspólnoty jakim było 60-lecie utworzenia Parafii Św. Klemensa Hofbauera, z udziałem bp. Piotra Jareckiego, które obchodziliśmy przed tygodniem, a już było następne. W ostatnią niedzielę przeżywaliśmy kolejną piękną uroczystość – Rocznicę I Komunii Świętej

Wszystko było przepięknie, o co postarali się przede wszystkim o. Dawid Wilczyński, s. Dobrawa Adamczyk ze swymi podopiecznymi oraz siostry służebniczki. Ale najważniejsze były oczywiście dzieci, które przed rokiem pierwszy raz przystąpiły do Stołu Pańskiego, bo bez nich nie byłoby tego święta. I oczywiście ich rodzice

O. Dawid bardzo się postarał i wyszła mu wspaniała katecheza. Wszystko pod hasłem: Kto z kim przestaje, takim się staje… A posłużyły mu do tego m.in. dwie róże, jedna piękna, zdrowa, kolorowa, żywa, a druga – brzydka, zwiędła, bez życia, bez kolorów. Ta pierwsza taka piękna, bo piła czystą wodę, ta druga licha, bo ‚rosła’ na brudzie… Tak samo jest z nami. Kto karmi się Komunią Świętą, kto żyje blisko Chrystusa, Jego Ewangelią, dąży do świętości, jest piękny, czysty, zdrowy. A kto żyje inaczej, bez Chrystusa, w grzechu, w nieczystości, jest człowiekiem bez przyszłości, bez nadziei, więdnie, upada, umiera.

Piękna uroczystość, wspaniała Msza św., która powinna zapaść na długo w pamięci wszystkim dzieciom świętującym rocznicę I Komunii, a także tym młodszym, które w tym roku do niej przystąpiły, bo one też były obecne. I oczywiście ich rodzicom. Wszystko okraszone śpiewem i muzyką w wykonaniu podopiecznych s. Dobrawy. Było wiele wzruszających chwil nie tylko dla dzieci i rodziców uczestniczących we Mszy św., ale także dla innych, którzy przyszli w niedzielę 27 maja do kościoła św. Klemensa na Woli na godz. 11. Również, a jakżeby inaczej, dla piszącego te słowa.

Wypada tylko serdecznie podziękować o. Dawidowi, s. Dobrawie i wszystkim pozostałym którzy się w jakikolwiek sposób przyczynili do tego, że ta uroczystość była tak udana i tak wzruszająca. WIELKIE DZIĘKI! BÓG ZAPŁAĆ!

Cezary Dąbrowski/www.zawszepolska.eu /29.V.2012/

***

*** 60 LAT PARAFII ŚW. KLEMENSA

13 MAJA 2012

Moja parafia miała wielkie święto. W niedzielę 13 maja była uroczysta Eucharystia pod przewodnictwem ks. bp. Piotra Jareckiego, a wcześniej na placu parafialnym odbył się piknik z wieloma atrakcjami

Nasza Parafia Św. Klemensa Hofbauera na warszawskiej Woli została erygowana 60 lat temu i właśnie świętowaliśmy ten piękny jubileusz

Parafia Św. Klemensa przy Karolkowej powstała z Parafii św. Stanisława Biskupa i z części Parafii Św. Wojciecha, w Dekanacie Warszawskim Północnym. Dekret o jej erygowaniu podpisał ks. kard. Stefan Wyszyński.

Trochę historii. W 1927 r. powstała tu kaplica przy klasztorze redemptorystów. W 1930 r. rozpoczęto budowę kościoła. W 1933 r. nowy kościół został poświęcony przez kard. Aleksandra Kakowskiego. Już podczas pierwszych dni Powstania Warszawskiego kościół św. Klemensa został ostrzelany i zbombardowany. Po kilku dniach Niemcy zamordowali 30 tutejszych redemptorystów i tysiące mieszkańców Woli.

Parafię Św. Klemensa przy Karolkowej erygował 4 maja 1952 r. ks. kard. Stefan Wyszyński, Prymas Polski. Pierwszym proboszczem został o. Karol Legutko. Wspólnota liczyła wtedy ok. 8 tys. wiernych.

Pierwszy proboszcz o. Legutko zmarł w 1963 r. Władze komunistyczne dopiero po kilku miesiącach zatwierdziły nowego proboszcza, którym został w tym samym roku o. Tadeusz Sitko. Przy Karolkowej prężnie działało m.in. Duszpasterstwo Ludzi Pracy /m.in. w okresie stanu wojennego, który komuniści wprowadzili 13 grudnia 1981 r./.

O. T. Sitko był proboszczem aż do czerwca 1990 r., przez 27 lat. A w parafii posługiwał aż przez 33 lata. Między innymi odbudowywał kościół po wojnie. Kolejnymi proboszczami byli o. Bogdan Bańdur, o. Stanisław Demski, o. Jan Zubel i o. Michał Reinke. Tego ostatniego zastąpił w ub.r. obecny, siódmy tutejszy proboszcz o. Andrzej Kryger.

W 2002 r. na 50-lecie Parafii Św. Klemensa modlił się tu Prymas Polski ks. kard. Józef Glemp.

Ale dość historii. Teraz już o jubileuszu 60-lecia. Przed uroczystą Eucharystią której przewodniczył ks. bp Piotr Jarecki w kościele odbył się specjalny koncert. Następnie o. proboszcz powitał ks. biskupa mówiąc m.in.: – Cieszę się że ks. biskup Piotr jest z nami kiedy świętujemy nasze 60-lecie tej oazy wody życia dla mieszkańców Woli.

– Witam wszystkich, także księży z dekanatu Wola, przedstawiciela Zarządu Prowincji Redemptorystów o. Marka Urbana, siostrę Elwirę Rokosz ze Zgromadzenia Sióstr Służebniczek, a szczególnie o. Tadeusza Sitkę. Witam o. Bogdana Bańdura, byłego proboszcza parafii, pana posła Adama Kwiatkowskiego, panią burmistrz Woli Urszulę Kierzkowską, prezesa WSS Społem Wola Janusza Szczękowskiego, siostry służebniczki, siostry paulistki – mówił m.in. o. Kryger witając zgromadzonych w kościele.

– Dziękujemy Bogu za przeszłość, za teraźniejszość i módlmy się o przyszłość tutejszej wspólnoty parafialnej, o obecność Chrystusa z Jego mocą uświęcającą, by ta parafia była szkołą wiary, szkołą cnót chrześcijańskich – powiedział m.in. ks. bp Jarecki przed rozpoczęciem Eucharystii.

Ks. bp Jarecki w homilii dziękował Bogu za 60 lat owocnej misji świętego Kościoła Chrystusowego, świętej parafii, bo jest w niej przecież Chrystus. Mówił że tylko Chrystus jest zbawieniem człowieka, i to każdego człowieka, bez wyjątku, mówił o uniwersalizmie zbawienia przez Chrystusa, a także o chrześcijańskim prawie miłości. – Miły Bogu ten kto się Go boi i jest sprawiedliwy. Uniwersalizm ten powinien być w programie każdej parafii. Parafia coraz bardziej powinna stawać się misjonarzem, uczestnicząc w dziele nowej ewangelizacji – mówił ks. biskup.

– Ponad 90 procent Polaków przyjmuje chrzest, ale wielu z nas nie boi się Boga i nie żyje sprawiedliwie. Dlatego potrzebny jest katechumenat postchrzcielny, by za przyjęciem sakramentów szedł chrześcijański styl życia – mówił bp Jarecki, który przyjechał do kościoła św. Klemensa wprost z jego rodzinnej parafii w Sierpcu, która powstała w 1340 r., przed 690 laty.

Mówiąc o chrześcijańskim prawie miłości ks. biskup powiedział m.in. że wielu ma pełne usta miłości, a my mamy chrześcijańskie prawo miłości. Pan mówi: Miłujcie się wzajemnie tak jak ja was umiłowałem. Trwajcie w miłości mojej. Jeżeli będziecie wypełniać moje przykazania, będziecie trwać, tak jak ja wypełniłem przykazania Mojego Ojca.

Nie możemy polegać tylko na własnych siłach. Chrystus musi okazać w naszym życiu swoją miłość. – Kiedy dziękujemy za 60 lat pracy duszpasterskiej w tej parafii, to prośmy Boga byśmy byli w intymnej miłości z Bogiem. Musimy być w komunii z Chrystusem i w stanie łaski, a wtedy miłość będzie się na nas rozlewać – mówił bp Jarecki.

Ks. biskup modlił się w 60 rocznicę by to był właśnie styl nas parafian, by jak najwięcej z nas żyło w komunii z Chrystusem, w stanie łaski, by jak najwięcej z nas uczestniczyło w niedzielnej Eucharystii, bo bez tego nie ma związku z Chrystusem.

Chrystus nie powołał Kościoła dla samego Kościoła, ten Kościół ma misję. Tylko przez jedność z Bogiem możemy zbudować z Nim wspólnotę. I tylko z Boga można czerpać moc dla tego budowania. Nie wystarczy więc mówić o miłości, trzeba jeszcze wiedzieć skąd czerpać do tego moc. A misja dla parafii to uświęcanie i nauczanie, misja miłości, dla potrzebujących, by nikt nie czuł się niepotrzebny.

Ks. biskup mówił też że to od Chrystusa każdy z nas otrzymał misję budowania naszego Kościoła i odpowiedzialności za nasz Kościół. I obyśmy wszyscy tak właśnie to rozumieli i tak postępowali.

Na koniec homilii bp Jarecki przywołał przykład obecnego na Eucharystii o. Tadeusza Sitki. – On zafascynował mnie swoją pokorą. 33 lata pracował w tej parafii. Powiedziałem mu że to tyle ile żył Chrystus… A on na to: ‚Ale Pan Jezus tak wiele dokonał, a ja nic…’

– Dokonał, dokonał… – mocno powiedział o o. Tadeuszu ks. biskup, zwracając się do wiernych by modlili się o takie powołania.

Na koniec głos zabrał o. proboszcz, Andrzej Kryger. Bardzo dziękował m.in. za pomoc w przygotowaniu wspaniałego pikniku, przede wszystkim p. Januszowi Szczękowskiemu z WSS Społem Wola. – Trzy czwarte tego co mieliśmy na pikniku dostaliśmy w prezencie od WSS Społem Wola.

O. Andrzej podziękował parafianom za pomoc, siostrom służebniczkom za piękny śpiew i dekoracje, współbraciom redemptorystom /’spisali się bardzo dobrze’/, służbie liturgicznej, sponsorom /Polfie, Orlenowi, Bankowi BPH, Jackowi Raczyńskiemu z Orange/, fundatorowi głównej nagrody w loterii, który wolał pozostać anonimowym, burmistrz Woli Urszuli Kierzkowskiej, radnym Janowi Nowakowi i Pawłowi Kuchcie, Dzielnicy Wola za koncert przed Mszą św., p. Marii Kucharskiej /’dzięki której dużo udało się załatwić, a ja tu jestem przecież nowy…’/, duchowieństwu, o. Tadeuszowi Sitce /’podziwiam go, ma prawie 93 lata a jest najzdrowszy z nas, dziękujemy za te 33 lata posługi w naszej parafii’/, o. Bogdanowi Bańdurowi, drugiemu naszemu proboszczowi /’cieszę się że przyjechałeś’/, siostrze Liborii /’jest z nami ponad 30 lat’/, przedstawicielowi prowincjała o. Markowi Urbanowi, wszystkim redemptorystom.

Na koniec muszę wspomnieć s. Dobrawę, dla mnie największą gwiazdę /poza oczywiście o. proboszczem/ naszej parafii. S. Dobrawa to skarb dla tej parafii, jest niezastąpiona. To nieszczęście że się akurat rozchorowała i nie mogła śpiewać w tak ważnym dniu dla naszej wspólnoty. Życzę dużo zdrowia s. Dobrawo! Nie znaczy to że uroczysta Eucharystia nie była piękna. Wszystko było przepięknie. Ale pozostaję przy zdaniu że s. Dobrawa jest niezastąpiona.

Cezary Dąbrowski www.zawszepolska.eu /15.V.2012/

***

WIELKI POST

NIEZWYKŁE REKOLEKCJE

Jeszcze parę zdań na temat rekolekcji, które odbyły się w moim kościele, u św. Klemensa w Warszawie, na Karolkowej 49, u redemptorystów. I tych pierwszych, parafialnych, prowadzonych przez o. Zbigniewa Podleckiego, również redemptorystę, z Gdyni, i tych drugich, dla wiernych tradycji łacińskiej, które głosił ks. Marek Kaczmarek z Łodzi, duszpasterz tej tradycji w Archidiecezji Łódzkiej

Byłem we wszystkie dni, i na pierwszych rekolekcjach, i na tych drugich. W sumie więc siedem dni, cztery u o. Podleckiego, trzy u ks. Kaczmarka

O rekolekcjach o. Podleckiego już pisałem, że były wspaniałe, niezwykłe, bardzo mądre. Nigdy na przykład nie zapomnę tego, o co prosił w sprawie Biblii. Żeby leżała w domu na czołowym, widocznym miejscu, zawsze otwarta, żeby tylko brać i czytać w każdej wolnej chwili. I żeby każdego dnia zajrzeć do niej, coś przeczytać, choć kilka zdań, by być mądrzejszym. Bo to przecież najlepsza, najmądrzejsza ‘książka’ w historii świata, książka wszech czasów.

Równie wspaniałe były rekolekcje głoszone przez ks. Kaczmarka, dla wiernych rytu trydenckiego. To było coś niezwykłego, móc wysłuchać takich mądrych homilii, zawierających tyle mądrych myśli, tyle mądrych, interesujących świadectw, wskazówek, zaleceń. I szkoda tylko że na tych rekolekcjach nie było więcej wiernych (swoją drogą u o. Podleckiego też bywało różnie z frekwencją, a obaj księża rekolekcjoniści zasługują na pełne kościoły słuchaczy!). Ks. Kaczmarek to niezwykły kapłan, malutki wzrostem, chyba jeden z najniższych jakich widziałem, najniższy w kościele…, ale jaka wiedza, jakie mądre nauki, jaki piękny, mocny, donośny głos. Jestem pod dużym wrażeniem jego homilii. Jak mówił jest zafascynowany liturgią trydencką.

Bardzo więc dziękuję za jedne rekolekcje, ks. proboszczowi Andrzejowi Krygerowi, i za drugie, o. Krzysztofowi Stępowskiemu. Że postarali się o takich wspaniałych głosicieli Słowa Bożego. Bóg zapłać!

Cezary Dąbrowski www.zawszepolska.eu /4.IV.2012/

***

wierni tradycji łacińskiej

KTO KIERUJE NASZYM ŻYCIEM

REKOLEKCJE WIELKOPOSTNE

DZIEŃ I

Człowiek został stworzony na podobieństwo Boga, a Bóg jest święty, dlatego my wszyscy wierzący powinniśmy dążyć do świętości. Do tego wzywa nas sam Bóg – ‘święci bądźcie, bo ja jestem święty’

W kościele redemptorystów na warszawskiej Woli rekolekcje wielkopostne dla wiernych tradycji łacińskiej głosił ks. dr Marek Kaczmarek, duszpasterz tej tradycji w Archidiecezji Łódzkiej

W homilii w pierwszy dzień rekolekcji, w czwartek 22 marca, ks. Kaczmarek przywołał m.in. przykład pewnej dziennikarki telewizyjnej ze Stanów Zjednoczonych, która postanowiła zrobić cykl programów pokazujących wszelkie dobro dziejące się wśród ludzi. Pokazywała więc wiele dobra czynionego przez Amerykanów. Jej program był jednak oglądany przez małą liczbę widzów i zdjęto go z anteny. Nie poddała się. Postanowiła pokazywać z kolei przykłady zła, morderstw, zdrady, katastrof, rzeczy przerażających, oszustw… I wtedy oglądalność jej programów bardzo wzrosła, o kilkadziesiąt procent…

Ktoś napisał o tym przypadku, zastanawiając się dlaczego programy o dobru przegrały z programami o złu. Ten ktoś doszedł do wniosku, płynącym z Biblii, że człowiek fascynuje się złem, czymś co jest przeciwne naturze ludzkiej. To jak z ukąszeniem przez szatana, zatruciem złem, jak u narkomana… Nawet jeżeli człowiek nie chce by to zło go spotkało.

Człowiek chce czynić dobro, ale szatan narzuca mu zło. A powinniśmy czynić w myśl zasady głoszonej przez św. Pawła: Zło dobrem zwyciężaj.

Człowiek dotknięty Złem jest zraniony, jego serce poranione, boli, krwawi. Trzeba lekarstwa. Lekarstwem jest Dobro, a dobrem jest Bóg, Słowo Boże. Apostoł mówi: Weźcie miecz z ducha, którym jest Słowo Boże, by walczyć ze Złem. A któż z nas jest bez winy?… Wszyscy jesteśmy podobni do tych, którzy odrzucili Boga, wszyscy musimy się nawracać.

Ranę na sercu trzeba leczyć, ale nigdy, do końca życia, jej nie uleczymy do końca. Wszyscy jesteśmy chorzy na duchu, wszyscy potrzebujemy lekarstwa, to znaczy Boga, Słowa Bożego.

A bez wysiłku, bez trudu, człowiek nie może pójść za Słowem Bożym, nie da rady. Potrzebuje oczyszczenia, czyli walki duchowej z osobowym Złem, Szatanem. Apostoł mówi: ‘Szatan jak lew ryczący krąży’. Chrystus: ‘Życie chrześcijanina to zmaganie’.

Człowiek jest ciągle prowokowany do zdrady Boga. Chrystus: ‘Nie sądźcie że przyszedłem by przynieść wam pokój. Przyszedłem by przynieść wam miecz…’

Życie człowieka to bój. Kto raz wszedł na drogę Chrystusa, zawsze będzie walczyć. Dusza ludzka to albo pole walki, albo pobojowisko… Nie ma innej możliwości.

Od dziennikarzy dzisiaj nie usłyszy się w ogóle słowa: grzech… – mówił ks. Kaczmarek. Zamiast tylko jakieś ‘nadużycia’… Boją się tego słowa?… Przecież tyle grzechu jest w naszym życiu. A grzech to zdrada Boga.

Chrześcijanin musi być zaprawiony do walki. Do walki o Królestwo Boże, Królestwo ukrzyżowanego Chrystusa. Chrześcijanin musi przylgnąć do krzyża, bo to on jest odpowiedzią na wszystko. – Kiedyś bardzo mądry kapłan pokazał krzyż i spytał: Co na nim widzisz? Odpowiedź: Ukrzyżowanego Chrystusa. Następnie pokazał drugą stronę krzyża i spytał: A tu co widać? Odpowiedź: Nic, jest pusta. Kapłan powiedział: Właśnie, to jest puste miejsce i ono czeka na ciebie, ono jest dla ciebie…

Idzie czas, w którym trzeba będzie mocno przylgnąć do krzyża, bo inaczej zostaniemy pokonani – mówił ks. Kaczmarek.

Albo jesteś pod wpływem Ducha Bożego, albo Ducha Natury, albo Ducha Zła. Któryś z tych Duchów kieruje twoim życiem – mówił rekolekcjonista. Właśnie ‘Rozeznawanie duchów kierujących życiem człowieka’ (Duch Boży, Duch Zły, Duch Człowieczy) było tematem rekolekcji ks. Kaczmarka.

Jeżeli jesteśmy chrześcijanami, jeżeli chcemy wejść do Królestwa Bożego, musimy podjąć walkę ze Złem, z Szatanem. Musi w nas zwyciężyć ufność w Chrystusa, przylgnięcie do Niego. Nie ma innej możliwości. Nie da się tego zrobić bez oderwania się od rzeczy które nas ograniczają. Konieczne są codzienny rachunek sumienia, spowiedź, medytacja ze Słowem Bożym. Czyli wola trwania przy Chrystusie, do końca życia.

Według św. Ignacego Loyoli ludzie dzielą się na dwa obozy. Jeden to ci stojący pod sztandarem Chrystusa, walczący pod sztandarem Chrystusa, a drugi to ci stojący pod sztandarem Szatana. I nie ma innej możliwości. I obyśmy stanęli po tej właściwej stronie, po stronie Chrystusa – mówił ks. Kaczmarek.

Jednych prowadzi Duch Boży, innych Duch Natury, innych Duch Zła.

U kapłana Diabeł boi się trzech rzeczy: czystego serca, prostego kazania i nabożeństwa do Matki Bożej. Niech Chrystus Pan błogosławi nam w tych zmaganiach ze Złym – zakończył naukę ks. Kaczmarek w pierwszy dzień rekolekcji.

Cezary Dąbrowski www.zawszepolska.eu /23.III.2012/

***

WIERNI TRADYCJI ŁACIŃSKIEJ

STALE SIĘ NAWRACAJMY

REKOLEKCJE WIELKOPOSTNE

DZIEŃ II

Łazarzu, wyjdź z grobu, z grzechu, nie ma w tobie życia. I wyszedł zmarły, bo dla Boga nie ma nic niemożliwego – tak zaczął swą homilię w drugi dzień rekolekcji dla wiernych tradycji łacińskiej w stołecznym kościele św. Klemensa przy ul. Karolkowej ks. Marek Kaczmarek

Wiodącym tematem trzydniowych rekolekcji była walka z grzechem, z Szatanem, walka duchowa człowieka, która ma go doprowadzić do rozeznania, jaki duch dominuje w jego życiu

W walce tej potrzebna jest ciągłą czujność. Jak ją prowadzić? A narażeni jesteśmy na nią coraz bardziej. Czuć ten swąd Szatana wokół coraz mocniej. Obronę daje nam Pan Bóg. Daje nam zbroję Bożą, pancerz sprawiedliwości, miecz zbawienia. – Módlcie się przy każdej sposobności – mówił ks. Kaczmarek.

Na grobie służebnicy Bożej Anneliese Michel jest taki napis: ‘Z bojaźnią i drżeniem zabiegajcie o swoje zbawienie’. Do walki duchowej konieczny jest oręż, który daje nam Bóg. Sakrament, modlitwa i Słowo Boże. To jest ten oręż. Konieczna jest bliskość z Chrystusem. Tylko to ocali naszą duszę – mówił rekolekcjonista.

Czego szukacie? – pyta nas Chrystus także dziś. Szukamy intuicyjnie szczęścia, pragniemy pokoju, ale nie zawsze wybieramy właściwą drogę.

Wszystko zależy od tego jak człowiek szuka, czy w Bogu, czy poza Bogiem – tłumaczył rekolekcjonista. Ważne jest ciągłe integrowanie życia duchowego wokół Boga. Dzięki łasce Bożej dźwigamy się, podnosimy i wędrujemy ku Bogu. Rozpoznajemy w ten sposób wolę Bożą, zastanawiamy się jakimi mamy być, co by zrobił Chrystus. Konieczna jest czujność, konieczne czuwanie przy Chrystusie, by nie upaść.

Poza Bogiem szczęścia szukają ci, którzy się z Bogiem nie liczą. Szukają oni tylko przyjemności w swoim życiu. Wtedy często wkracza w nie Zły Duch, z letniością, i mówi: nie wychylaj się przed szereg. A Bóg nam mówi tak: Obyś był zimny albo gorący, bo jak będziesz letni, to cię wyrzucę! – tłumaczył ks. Kaczmarek.

Szatan nie odkrywa się przed człowiekiem wprost, mami go.

Światłem jest Chrystus Pan. Dlatego w tej duchowej walce trwanie przy Chrystusie nas chroni. Szukać poza Bogiem, to przegrać, szukać w Bogu, to wygrać.

Większość ludzi żyje według Ducha Natury, Ducha Ludzkiego, Ducha tego świata. A Duch ten, podobnie jak Duch Zła, potrafi zniszczyć wiele intencji. Duch Ludzki, jeżeli mu się poddajemy, nakazuje nam szukać siebie, własnych korzyści, bez odniesienia się do Pana Boga. To egoizm, wszystko według własnej osoby, przeciętność. – To najlepsza charakterystyka Ducha Ludzkiego – wyjaśniał rekolekcjonista.

Ilekroć wszedłem między ludzi, wyszedłem mniejszy – twierdził Seneka. Co robić by nie ulec Duchowi Ludzkiemu, Duchowi tego świata? Szukać zażyłej bliskości z Panem Bogiem, przylgnąć do krzyża z tej drugiej strony. Przylgnąć do Chrystusa Eucharystycznego i do Matki Bożej.

Św. Jan Bosko tak nas uczy: ‘Są tylko dwa sposoby by się uratować, nabożeństwo do Najświętszej Maryi Wspomożycielki Wiernych i częsta Komunia Święta’.

Mało dziś się mówi o niewolnictwie Maryi. A całkowicie oddani Jej byli św. Maksymilian Maria Kolbe, Prymas Tysiąclecia Stefan Wyszyński i Jan Paweł II. To byli niewolnicy Maryi. Jej potrzebował sam Bóg, przez Nią przyszedł na ziemię. Radzę koniecznie przeczytać ‘Traktat o prawdziwym nabożeństwie do Najświętszej Maryi Panny’ św. Ludwika Marii Griniona de Montforta. I musimy przylgnąć do Chrystusa i Matki Bożej. Wtedy można pokonać Ducha Ludzkiego – zalecał rekolekcjonista.

Jak przezwyciężyć Ducha Natury? Stale się nawracać, najlepiej z dnia na dzień, nieustannie. – By nie dać się pokonać Szatanowi i Duchowi Oziębłości, trzeba przylgnąć do Chrystusa Ukrzyżowanego, by rzec że żyję już nie ja, ale żyje we mnie Chrystus – zakończył ks. Kaczmarek.

Cezary Dąbrowski www.zawszepolska.eu /24.III.2012/

***

WIERNI TRADYCJI ŁACIŃSKIEJ

DUCH ZŁA CZYLI KUSZENIE DO GRZECHU

REKOLEKCJE WIELKOPOSTNE

DZIEŃ III

– Nasze życie jest walką. Aż do ostatniego naszego tchu musimy walczyć o swoje zbawienie – powiedział na początek nauki ks. Marek Kaczmarek w trzeci, ostatni dzień jego rekolekcji dla wiernych tradycji łacińskiej w kościele św. Klemensa przy Karolkowej w Warszawie. Odbyły się one w dn. 22-24 marca

W drugim dniu ks. Kaczmarek charakteryzował Ducha Natury, czyli Ducha oziębłości i przeciętności, nie pojmującego Boga wskutek swego lenistwa.

W ostatni dzień mówił o Duchu Złego i jego wpływie na nas. Najgorszą formą zniewolenia człowieka jest tu opętanie, z którego może wyzwolić egzorcyzm. Normalną taktyką Ducha Zła jest kuszenie do grzechu, do nieposłuszeństwa Bogu. Obecny świat nad wyraz okazale manifestuje obecność tego Ducha. Pełno tej manifestacji w mediach, w ustach dziennikarzy. Przekręcają wszystko co Boże, z dobra robią zło, prawdę nazywają kłamstwem. A tylko Duch Prawdy może wyzwalać i sprzeciwiać się Złu.

Badajcie – byście potrafili rozpoznać, by życie wasze nie było poddane destrukcji – mówił ks. Kaczmarek.

‘Jam jest Światłością świata. Kto idzie za Mną, nie będzie chodzić w ciemności’, ’będzie mieć światłość życia’. I tylko w tym blasku można poznać łaskę która nas wyzwala.

Jakie są cechy Ducha Zła. Próbuje przedstawić obecność Chrystusa jako zagrożenie, przedstawić fałszywy obraz Chrystusa, jako tylko jakieś zakazy i przykazy…

Jan Paweł II nam mówił: ‘Ku wolności wyswobodził nas Chrystus (Ga 5,1), wyswobodził, ale nie wyswawolił…’. Trzeba być wolnym od Zła, które burzy pokój Boga z człowiekiem, być wolnym do życia w dobru i miłości. Do tego wzywa nas Bóg, a Szatan odwrotnie…

Otrzymujemy Światło z nieba byśmy nie pobłądzili, nie ulegli Złemu, albo Duchowi Natury, byśmy nie dali się im prowadzić.

Przyszedł do mnie kiedyś pewien student, syn Polki i Muzułmanina, młody człowiek. Ochrzczony, przyjął I Komunię Świętą, ale na tym się skończyło – mówił ks. Kaczmarek. Ojciec zabrał chłopca na kilka lat do kraju muzułmańskiego. Ale wrócił do Polski, poszedł na studia. Żył swawolnie, nie przejmował się Bożymi przykazaniami. Dyskoteki, alkohol, dziewczyny, narkotyki… Okazało się że jest zarażony, wyrok, a przeżył ledwie 23 lata… – Więcej go nie spotkałem, nie wiem co się z nim stało, ale kiedy ten przystojny, inteligentny młody mężczyzna rozmawiał ze mną, powiedział mi: ‘Teraz rozumiem dlaczego Bóg dał nam przykazania. Byśmy nie upadli z własnej głupoty’ – opowiadał rekolekcjonista.

Przypadek tego człowieka to przykład ‘religii naturalnej’, nieobjawionej. W niej nie liczą się dogmaty głoszone przez Boga, w niej wystarczy być dobrym człowiekiem, nie trzeba chodzić do kościoła. Ale bez wiary człowiek nie może podobać się Bogu. Nie można odrzucać dzieła odkupienia świata. Jeżeli ktoś uważa, że nie jest ważne w co się wierzy, jak się wierzy, to jest to lenistwo, tchórzostwo. Tchórz nie szuka Boga, bo przecież musiałby zmienić swoje życie. Chowa się w mysią dziurę, jak kret.

Agnostycyzm religijny to działanie Demona, Ducha Zła w człowieku. Twierdzi się w nim że Bóg nie ma twarzy, nie wiadomo jaki jest… W człowieku dominują tam jego własne namiętności, a te odsuwają go od sposobności poznania Boga. Brakuje mu kompasu i roztrzaskuje się na skałach… Jak Titanic…

W wywiadzie-rzece udzielonym Vittorio Messoriemu /’Raport o stanie wiary’/ kard. Joseph Ratzinger, wówczas prefekt Kongregacji Wiary, a dzisiejszy Ojciec Święty, mówił o ortopraktyce i że nasza wiara ma być zgodna z Pismem Świętym. Nie można sobie wierzyć po swojemu, tylko tak jak chce Bóg. Nie chodzi o to by się modlić jak się komu chce, tylko modlić tak jak chce Bóg.

Jestem kapłanem od 23 lat, a od czterech odprawiam Msze Święte w liturgii łacińskiej, którą jestem zafascynowany – mówił ks. Kaczmarek. Stary ryt jest wybitnie kontemplatywny. – Jak mówi Papież Msza Święta nie może być teleekspresem, bo to jest obcowanie człowieka z Bogiem.

Kiedy kapłan staje przed ołtarzem, to jakby otwierały się wrota niebios. Liturgia wymaga ducha, modlitwy, a nie chaosu i krzyku. Bóg przemawia w ciszy… Liturgia łacińska taka jest.

Także wśród ludzi wierzących są tacy którzy porzucają ortodoksję na rzecz ortopraktyki. A to zmienia wszystko. – Tworzy się nowa religia… Nie Boża, ale ludzka… To też słowa kard. Ratzingera. Kościół musi chronić powierzony mu, a nie należący do niego depozyt. Musi więc gwarantować – ludziom wszystkich czasów głoszenie Prawdy zgodnej z przekazem Magisterium – mówił ks. Kaczmarek.

Duch Zła nie posługuje się Prawdą Objawioną, krytykuje tę Prawdę i nauczanie Kościoła, chorobliwie wręcz narzucając swoje stanowisko innym. To dalszy ciąg charakterystyki Ducha Zła. Przemilcza on Prawdę, pogrąża ją w grobie milczenia. Diabeł, z greckiego, to ten który dzieli i oskarża. Tak działa Duch Zła.

Pełne posłuszeństwo Kościołowi to podstawa naszej wiary. Bez tego nie ma mowy o wierze i zbawieniu – mówił ks. Kaczmarek. – Pokora i posłuch. Pan Bóg miłuje pokornych, a innym się sprzeciwia. Pokorny umie słuchać, przyjmuje rady i wskazówki przełożonych. Roztropność i umiar, przede wszystkim. Człowiek żyjący w przyjaźni z Bogiem nie porywa się na rzeczy, które nie są dla niego. Kapłan niech będzie kapłanem, ojciec rodziny – ojcem rodziny.

Patronem tych rekolekcji jest św. Maksymilian Maria Kolbe, a on mówił: ‘W najlepsze ręce oddaję się oddając się w ręce Maryi’. Powierzcie się w niewolę Miłościwej Matki Bożej. Niech każdy z was choć raz w życiu odprawi Nowennę Pompejańską. W internecie są wskazówki jak to zrobić. Ta Nowenna ma cudowną moc. Tylko Matka Boża Niepokalana może nas poprowadzić drogą świętości – zakończył swą naukę rekolekcyjną ks. Marek.

Cezary Dąbrowski www.zawszepolska.eu /25.III.2012/

***

REKOLEKCJE WIELKOPOSTNE

MARZEC 2012

Nie można nie wspomnieć o rekolekcjach wielkopostnych w mojej parafii. Odbyły się na początku marca, trwały cztery dni. Byłem każdego dnia. A nie można o nich nie wspomnieć ze względu na o. Zbigniewa Podleckiego, który głosił naukę rekolekcyjną. Muszę stwierdzić że to albo najlepsze rekolekcje jakich mogłem wysłuchać, albo na pewno jedne z najlepszych. Dlatego trudno pozostawić je bez krótkiego choćby komentarza, czy kilku słów podziękowania, kilku słów wdzięczności. I dla samego o. Zbigniewa Podleckiego, także redemptorysty, z Gdyni, ale i dla o. proboszcza Andrzeja Krygera, że postarał się o przyjazd takiego znakomitego rekolekcjonisty.

Rekolekcje były niesamowite, wspaniałe. Szybko ich nie zapomnę. O. Zbigniew to świetny rekolekcjonista. Bardzo mądra nauka, pięknie zaprezentowana. Zrobiła na mnie duże wrażenie.

Jedna rzecz mnie jednak zmartwiła i to bardzo. Będąc pod wrażeniem tych rekolekcji i o. Zbigniewa, chciałem wykorzystać taką wspaniałą okazję i napisać z nim rozmowę do którejś z gazet, choć tak na marginesie gazety wcale się nie palą do publikowania moich tekstów. Ale próbować trzeba. To byłaby znakomita forma ewangelizacji, rozmowa z wspaniałym rekolekcjonistą w jakiejś gazecie. Umówiłem się z o. Zbigniewem na rozmowę, przychodzę, a on mówi że nic z tego, bo nie bardzo zrozumiał o co mi chodziło, że mają zakaz rozmów z dziennikarzami w swoim zgromadzeniu, że musiałby dzwonić do prowincjała, który akurat jest w Niemczech, że właśnie pochował swoją matkę… Byłem bardzo rozczarowany… Musiałem się przecież przygotować do rozmowy, przygotować pytania, poświęcić na to czas, przyjść do o. Zbigniewa, i nic… Wszystko na nic… Duże rozczarowanie, ale trudno, nie takie rozczarowania człowiek przeżywa…

Ale, jeszcze raz wielkie dzięki dla o. Zbigniewa i o. proboszcza za przepiękne, robiące wrażenie rekolekcje!

Cezary Dąbrowski www.zawszepolska.eu /19.III.2012/

***

NA MSZY

22.I.2012 – NIEDZIELA – MSZA ŚW. O GODZ. 18.30 W MOIM KOŚCIELE PARAFIALNYM U ŚW. KLEMENSA PRZY KAROLKOWEJ 49, U REDEMPTORYSTÓW

Msza pod kilkoma względami wyjątkowa i niezwykła. Bo nie pamiętam przypadku by ministrant czytał Słowo Boże z uśmiechem na twarzy. A tak było w tę niedzielę u św. Klemensa. A tak na marginesie – wierni obecni w kościele podczas tej Eucharystii – niestety nie mieli uśmiechu na twarzy, wręcz przeciwnie, mieli oblicza smutne, zmęczone… I przypomniało mi się jak jeden z księży, ale też jeden z biskupów, pytał niedawno: dlaczego ludzie przychodzący na Mszę św. nie są radośni, zadowoleni ze spotkania z Bogiem?

Druga rzecz godna uwagi, to że ojciec redemptorysta czytający na koniec ogłoszenia parafialne przekazał przy okazji… wiadomości sportowe. I jako pierwszy poinformował mnie w ten sposób na przykład że Justyna Kowalczyk znów wygrała. Rzadkość by o takich rzeczach dowiadywać się na Mszy św., prawda? Poza tym był też apel by kibicować naszym piłkarzom ręcznym, grającym mecz mistrzostw Europy w poniedziałek /niestety przegrali z Macedończykami/

Ale najbardziej niesamowite było kazanie /homilia?/ innego ojca redemptorysty. Otóż podczas niego dowiedziałem się rzeczy smutnej, ale bardzo ważnej, o której nie miałem pojęcia. Okazuje się że znany i lubiany dziennikarz sportowy TVP Przemysław Babiarz jest po rozwodzie i żyje w związku niesakramentalnym. Informacja dosłownie szokująca, bo Przemysław Babiarz był zawsze raczej wzorem dla innych, katolikiem manifestującym swoją przynależność do Kościoła katolickiego. I tu taka rzecz… Szok… Pamiętam że Babiarz był pokazywany jako dobry mąż, dobry ojciec, a tu rozwód i związek niesakramentalny?… Jedno co pamiętam negatywnego o Babiarzu, to że niepochlebnie wypowiadał się kiedyś o Radiu Maryja. A poza tym tylko dobrze. A teraz związek niesakramentalny… Ale Przemysław Babiarz nie wstydzi się przyznać do swego WIELKIEGO BŁĘDU. Mówi o tym otwarcie w wywiadzie. Że popełnił wielki błąd i obecnie nie może korzystać z sakramentów świętych. To jednak duży szok, to bardzo smutne. Jeden z najciekawszych polskich dziennikarzy sportowych z jednej strony, a takie nieszczęście z drugiej… Trzeba się za niego modlić

Cezary Dąbrowski /23.1.2012/

***************

OPŁATEK RODZINY RADIA MARYJA

21.1.2012 – SOBOTA – MÓJ KOŚCIÓŁ PARAFIALNY, U ŚW. KLEMENSA, KAROLKOWA 49 – JEDNO ZE SPOTKAŃ OPŁATKOWYCH WARSZAWSKIEJ RODZINY RADIA MARYJA, BO BYŁO ICH W STOLICY KILKA

Wszystko było w porządku. A zdecydowanie najlepsze były wystąpienia ojca z Radia Maryja, o. Waldemara Gonczaruka. Najpierw znakomite kazanie /homilia?/ podczas Mszy św., a potem tak samo bardzo dobre wypowiedzi podczas spotkania ze słuchaczami RM na opłatku. O. Waldemar mówił np. o skandalicznej decyzji Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji odmawiającej miejsca na słynnym już multipleksie cyfrowym dla TV Trwam. Choćby to że najpierw KRRiT informowała o liczeniu jedynie kopert z protestami w tej sprawie wysyłanymi do nich, a nie wszystkich podpisów które są w środku; bez otwierania tych kopert. A trzeba przecież liczyć wszystkie podpisy, których jest znacznie więcej niż kopert. Bo w kopertach jest kilka albo i więcej list z podpisami, a więc podpisów tych jest kilkadziesiąt albo kilkaset w każdej. A potem rzecznik KRRiT Krzysztof Luft mówi że przeczytał jakiś antysemicki list od słuchacza RM… Jak mógł przeczytać list jeżeli liczą tylko koperty, bez ich otwierania?… Jak można więc poważnie traktować tych bolszewików z KRRiT? Bolszewików – to moje nazewnictwo. O. Waldemar nie używał takiego nazewnictwa
Podczas spotkania opłatkowego były co najmniej dwa mocne wystąpienia słuchaczy RM i telewidzów TV Trwam. Mocne i mądre. Ktoś koniecznie chciał się dowiedzieć od o. Waldemara, czy też od innych obecnych, dlaczego tak bardzo ostatnio są atakowani katolicy, dlaczego tak ostro jest zwalczany i niszczony Kościół katolicki? A przecież Polska jest, Polska przetrwała, Polska się wybroniła w wielkiej mierze dzięki Kościołowi. Jak więc to pojąć?… Odpowiedź jest chyba prosta. Po pierwsze tym wrogom Kościoła, wiary, chrześcijaństwa, ateistom, wyznawcom szatana, wrogom Polski, tym idiotom wydaje się że Bóg nie jest im potrzebny do niczego. Ich bożkiem jest pieniądz i to im ma wystarczyć. A że pójdą do piekła – tego nie biorą w ogóle pod uwagę. Trzeba się za nich nieszczęśników modlić, bo nie wiedzą co czynią. Po drugie – najważniejsze w tej sprawie jest pewnie to że katolicy i chrześcijanie po prostu im przeszkadzają, przeszkadzają w robieniu interesów /często ciemnych, brudnych/, robieniu kasy, denerwują ich swoją modlitwą oraz swoim Dekalogiem. Oni chcą żyć zgodnie z zasadą: róbta co chceta… A nie jakieś tam nie zabijaj, nie cudzołóż, nie kradnij…
Drugi głos dotyczył tego że największy problem dla obecnie panujących i w Polsce, i w większości krajów świata bolszewików stanowią ludzie starsi, ci oddani ojczyźnie i Bogu, inaczej mówiąc u nas – mohery. Tacy co to „powymierają jak dinozaury”. I że według tych bolszewików największą winę za obecność w życiu Polski tych moherów ponosi właśnie o. dyrektor z Torunia. Ktoś starszy i bardzo mądry powiedział więc że to wcale nie jest „wina” o. Tadeusza Rydzyka /tak naprawdę nie chodzi tu oczywiście o winę tylko wprost przeciwnie, o zasługę/, bo ten ktoś kochał Polskę i Pana Boga już długo przed „erą o. Rydzyka”. I to nie o. dyrektor rozkochał go w Polsce i Panu Bogu. „Zrobił to już ktoś w Polsce znacznie wcześniej przed Rydzykiem”
Czego mi brakowało podczas tego spotkania opłatkowego Rodziny Radia Maryja. Przede wszystkim ładniejszej, odświętnej oprawy. Myślę o tym np. że na takich spotkaniach mógłby być ktoś kto naprawdę pięknie, profesjonalnie zaśpiewa najlepsze polskie kolędy, patriotyczne i kościelne pieśni. Najlepiej gdyby byli to wykonawcy łączący tradycję z nowoczesnością, wykonawcy znani, lubiani. Myślę zarówno o czasie Mszy św., jak i samym spotkaniu przy herbacie. Może wtedy byłoby więcej ludzi na takich spotkaniach, także młodzieży, a nie tylko garstka starszych osób. Potrzebne są też na takich zlotach znane i cenione osoby, autorytety, które powiedziałyby coś mądrego i ważnego. Ja rozumiem że dla mediów z Torunia i dzieł przy nich wyrosłych ważne są datki zbierane na takich spotkaniach, datki bardzo potrzebne na niewątpliwie bardzo istotne rzeczy, wydatki, ale gdyby się jeszcze bardziej postarać – to tych datków byłoby pewnie więcej
/Cezary Dąbrowski/www.zawszepolska.eu/ /23.I.2012/