Piotr Szubarczyk

DEKALOG POLAKA

W grudniu 1940 roku konspiracyjna Komenda Obrońców Polski wydała kalendarzyk na rok 1941. Ma on dziś dla nas szczególną wartość, bo zawiera pierwodruk tekstu o nieprzemijającej wartości. To „Dekalog Polaka” Zofii Kossak-Szczuckiej /8 VIII 1890 – 9 IV 1968/

Przypominamy go w ostatnim dniu roku jako głos z przeszłości, testament Polaka do wypełnienia także przez nas. Także dlatego by uczcić wybitną polską pisarkę, wnuczkę Juliusza Kossaka, więźniarkę Auschwitz, autorkę „Krzyżowców”, „Szaleńców Bożych” i wielu innych powieści i opowiadań które podnosiły Polaków w czasach komunistycznego zniewolenia

Niektóre z przykazań roku 1940 są dziś bardziej aktualne niż przed 73 laty! Zwłaszcza to ostatnie!

Prosimy nauczycieli by korzystali z tych przykazań w pracy nad formowaniem młodych Polaków na ludzi dumnych, świadomych swej tożsamości narodowej.

DEKALOG POLAKA 1940-2013

Jam jest Polską, Ojczyzną twoją, ziemią Ojców, z której wzrosłeś. Wszystko czymś jest po Bogu mnie zawdzięczasz
1. Nie będziesz mieć ukochania ziemskiego nade mnie
2. Nie będziesz wzywać imienia Polski dla własnej chwały, kariery albo nagrody
3. Pamiętaj abyś Polsce oddał bez wahania majątek, szczęście osobiste i życie
4. Czcij Polskę, Ojczyznę twoją, jak matkę rodzoną
5. Z wrogami Polski walcz wytrwale do ostatniego tchu, do ostatniej kropli krwi w żyłach twoich
6. Walcz z własnym wygodnictwem i tchórzostwem. Pamiętaj że tchórz nie może być Polakiem
7. Bądź bez litości dla zdrajców imienia polskiego
8. Zawsze i wszędzie śmiało stwierdzaj że jesteś Polakiem
9. Nie dopuść by wątpiono w Polskę
10. Nie pozwól by ubliżano Polsce, poniżając Jej wielkość i Jej zasługi, Jej dorobek i Majestat
Będziesz miłować Polskę pierwszą po Bogu miłością. Będziesz Ją miłować więcej niż siebie samego

Piotr Szubarczyk/nd /31.XII.2013/
/zdj. – sopocki pomnik Armii Krajowej wyraża symbolicznie to wszystko o czym Zofia Kossak-Szczucka napisała w „Dekalogu Polaka”

*****

BUDOWNICZY I WIZJONER

Na Pomorzu nazywają go „budowniczym miasta i portu Gdyni”, ale dzieło życia Eugeniusza Kwiatkowskiego wykracza poza tę rolę

W odrodzonej Rzeczypospolitej misja Kwiatkowskiego polegała na umacnianiu niezależności gospodarczej państwa. Jak bardzo dziś – w czasach pr-owców, specjalistów od słupków sondażowych – potrzebny jest Polsce człowiek który pracowałby na rzecz tej niezależności! Który myślałby nie tyle o najbliższych wyborach, co o przyszłości naszych dzieci i wnuków, wypędzanych dziś za granicę!

Kwiatkowski stworzył plan wielkich polskich inwestycji które umacniały zabiedzony przez zaborców i zniszczony przez wojny kraj. Stworzył fundamenty Polski przemysłowej – z Gdynią, magistralą kolejową, Stalową Wolą, Chorzowem, z tarnowskimi Azotami. Wzmacniał potencjał obronny Polski.

Urodzony 30 grudnia 1888 żył od dzieciństwa sprawami Polski. Należał do Polskich Drużyn Strzeleckich, potem służył w Legionach Polskich i w POW, podczas wojny z bolszewikami pracował w Głównym Urzędzie Zaopatrzenia Armii.

Dyrektor Państwowej Fabryki Związków Azotowych w Chorzowie którą doprowadził do rozkwitu. Po 1926 r. mógł realizować swoje wizje jako minister przemysłu i handlu, potem wicepremier i minister skarbu.

Podczas wojny internowany do Rumunii. Wrócił do kraju. Komuniści wykorzystali jego autorytet w okresie „umacniania władzy ludowej”. Był nawet posłem /bezpartyjnym/ do sejmu z 1947. W 1948 odesłali go na emeryturę. Teraz to nie Kwiatkowski lecz Stalin korygował plany inwestycyjne Polski, a raczej sowieckiego dominium w Polsce, i treść jego „konstytucji”.

Eugeniusz Kwiatkowski poświęcił resztę życia na pracę naukową w dziedzinie ekonomii i chemii. Pozostał do końca pod kuratelą komunistycznej policji politycznej. Umarł w Krakowie.

Pośmiertnie odznaczony Orderem Orła Białego /1996/. Wielki wizjoner i budowniczy Polski suwerennej czeka na następców.

Piotr Szubarczyk/nd /30.XII.2013/
/zdj. – wicepremier, minister skarbu, przemysłu i handlu rządu RP – inż. Eugeniusz Kwiatkowski /30 XII 1888 – 22 VIII 1974/

*****

POLSKI GRÓB

Po upadku Powstania Warszawskiego Niemcy systematycznie niszczyli Warszawę. 28 grudnia 1944 r. wysadzili klasycystyczny Pałac Saski. Od Zaduszek roku 1925 było to dla Polaków miejsce święte. W arkadach pałacu umieszczono wtedy trumnę w Grobie Nieznanego Żołnierza. Ten Grób przypominał Polakom ofiarę krwi w czasach odradzania się naszego państwa; na frontach I wojny światowej, w wojnie z bolszewikami, w walkach z Ukraińcami. Żołnierz spoczywający w Grobie to obrońca Lwowa, nastolatek

Dlaczego Niemcy nie zniszczyli Grobu już wcześniej? Nie wiemy. Zrobili to z zemsty, w obliczu klęski. Gruzy Pałacu Saskiego przysypały Grób

Po wojnie Sowieci ogłupiali Polaków „wyzwoleniem” i „demokracją”. Dla zachowania pozorów „odtworzyli” Grób Nieznanego Żołnierza z niezniszczonych części kolumnady. Tablice z nazwami pól bitewnych wojny z bolszewikami zniknęły! Tablice z I wojny światowej, kiedy Polacy walczyli przeciw Rosji, zostały wmurowane… drugą stroną! Na odwrocie pojawiły się nazwy „Grunwald” i inne. Chwalebne ale niezwiązane z odrodzeniem Rzeczypospolitej z lat 1914-1920.

11 listopada 1990 r. stare tablice przywrócono, ale komunistyczna „polityka historyczna” pozostała. Grób obstawiono licznymi tablicami zamazującymi jego pierwotny sens. Przez szacunek dla II Rzeczypospolitej przy tym Grobie powinny być tylko cztery pierwotne tablice z roku 1925. To nie jest skansen historyczny!

Dziś tablic z wojny bolszewickiej nawet dokładnie nie obejrzymy. Są po wewnętrznej stronie czołowych kolumn, nie wolno tam podchodzić…

Grób Nieznanego Żołnierza razem z Pałacem Saskim powinien wrócić do Polaków takim jakim był w pamiętne Zaduszki roku 1925.

Pałac Stalina w sercu bohaterskiego miasta – symbol sowieckiego panowania, wpisany do rejestru zabytków /!/ – powinien zniknąć! Czterech śpiących pora odesłać do domu!…

Piotr Szubarczyk/nd /28.XII.2013/
/zdj. – ruiny Pałacu Saskiego i Grobu Nieznanego Żołnierza, 1945 r.

*****

POWSTANIE WIELKOPOLSKIE

Zaczęło się w piątek 27 grudnia 1918 roku. Zostało sprowokowane przez samych Niemców. Nie życzyli sobie przyjazdu do Poznania Ignacego Jana Paderewskiego! Mistrz się tym nie przejął, urządził polityczny rekonesans od Gdańska przez Poznań do Warszawy. Do Poznania przyjechał w drugi dzień świąt Bożego Narodzenia. Niemcy chcieli mu wręczyć nakaz opuszczenia miasta, ale polska Straż Ludowa ich przegoniła

W hotelu Bazar Paderewski wygłosił płomienną mowę po której Polacy wywiesili biało-czerwone flagi. Niemcy strzelali w okna hotelu Bazar, gdzie pianista przebywał. Prowokowali Polaków w sercu Polski

Straż Ludowa i POW zaatakowały gmach prezydium policji i zdobyły go. W Gnieźnie, we Wrześni, w Środzie, w Śremie i w innych miastach rozpoczynała się walka na którą Polacy czekali od pokoleń…

Pierwszym poległym powstańcem był Franciszek Ratajczak. Zginął podczas szturmu na gmach policji.

Dowódcą powstania był mjr Stanisław Taczak, od stycznia 1919 r. gen. Józef Dowbor-Muśnicki. Walki rozciągnęły się na Pomorze. Niemiecki kontratak od strony Bydgoszczy załamał się, został rozbity pod Kcynią. Naczelnik państwa Józef Piłsudski wydał dekret dopuszczający przedstawicieli Wielkopolski do udziału w obradach sejmu ustawodawczego w Warszawie. To oznaczało faktycznie powrót Wielkopolski do Rzeczypospolitej. Marszałkiem sejmu został Wojciech Trąmpczyński, rodem z Gniezna. Do Poznania przybyła misja aliancka by dopilnować rozejmu.

Wielkopolanie nie złożyli broni. Jako obywatele Rzeczypospolitej byli teraz odpowiedzialni za cały kraj. Ruszyli do walki o Lwów, potem krwawili w wojnie z bolszewikami. „Ta, co nie zginęła” wyrastała z polskiej krwi.

Ostateczny i całkowity powrót Wielkopolski i Pomorza Wiślanego do Polski nastąpi na początku roku 1920, na podstawie traktatu wersalskiego.

Niech pamięć o zwycięskim powstaniu trwa!

Piotr Szubarczyk/nd /27.XII.2013/
/zdj. – gen. Józef Dowbor-Muśnicki /1867-1937/ – dowódca Armii Wielkopolskiej podczas powstania; ojciec Janiny, zamordowanej w Katyniu /1940/, i Agnieszki, zamordowanej w Palmirach /1940/

*****

OBRONA JASNEJ GÓRY

W listopadzie i grudniu 1655 r. trwało oblężenie Jasnej Góry. Stało się przełomem w wojnie obronnej Rzeczypospolitej przeciw Szwecji. Wieści o zwycięstwie Matki Bożej wlały otuchę w polskie serca

Najeźdźcze oddziały bezwzględnie łupiły kościoły z bezcennych dzieł sztuki i skarbów kultury, taki sam los miał też spotkać Jasną Górę. Dlatego o. Augustyn Kordecki przezornie zamienił Cudowny Wizerunek na kopię, a oryginał kazał wywieźć do klasztoru ojców paulinów w Mochowie k. Głogówka. Cały czas trwała wielka modlitwa. Jednocześnie ojcowie ściągali żołnierzy i wzmacniali wały

Oblężenie zaczęło się 18 listopada, kiedy przybył korpus gen. Burcharda Müllera. Sam widok ponad 3 tysięcy żołnierzy miał przerazić obrońców, jakże nielicznych – załoga twierdzy jasnogórskiej wynosiła około 300 ludzi. 11 grudnia Szwedzi sprowadzili wielkie armaty. Obsługiwało je 200 Niemców. Te armaty kruszyły mury, sytuacja stawała się dramatyczna.

20 grudnia obrońcy pod dowództwem Stefana Zamojskiego dokonali wypadu i zagwoździli dwa wielkie działa! W Wigilię Bożego Narodzenia o. Kordecki odrzucił ultimatum Müllera. Szwedzi bombardowali wściekle jeszcze w Boże Narodzenie, ale wszystko na nic.

W nocy z 26 na 27 grudnia Müller zebrał swych zbójców i odszedł. Stracił wiarę w zwycięstwo. Bał się także nadciągających polskich partyzantów. Po całym kraju szły już bowiem wieści o cudownej obronie.

Brońmy dziś twierdzy Matki Bożej w naszych sercach – w każdym miejscu i o każdej porze.

Piotr Szubarczyk/nd /24.XII.2013/
/zdj. – oblężenie Jasnej Góry na XVII-wiecznym obrazie olejnym – w Sali Rycerskiej klasztoru jasnogórskiego

*****

EMILIA PLATERÓWNA

Bohaterka Powstania Listopadowego. Została przeniesiona w sferę mitów narodowych przez wieszcza Adama. Umierała w piątek 23 grudnia 1831 roku

Była córką hrabiego Franciszka Ksawerego Platera i Anny z domu von der Mohl. Obie rodziny były od dawna spolonizowane i krzewiły polską kulturę w Inflantach. Emilię wychowała i wykształciła matka. Zainteresowała córkę historią i uświadomiła jej tragiczną sytuację Rzeczypospolitej. Dziewczynka wykazywała zdolności poetyckie, śpiewała, rysowała. Uczyła się fechtunku i jazdy konnej. Podziwiała św. Joannę d’Arc i Tadeusza Kościuszkę. Czytała Mickiewicza, podzielała jego fascynacje prostym ludem.

Kiedy wybuchło Powstanie Listopadowe obcięła włosy i w męskim stroju z przyjaciółką Marią Prószyńską ruszyła do walki. Sformowała silny oddział: konnych, strzelców i kosynierów. Rozpoczęła marsz na Dyneburg. Po drodze wzywała do powstania. Pod Ucianą jej oddział rozbił kompanię rosyjskiej piechoty. W dalszych walkach oddział Emilii poniósł jednak straty i uległ rozproszeniu. Emilia razem z nową towarzyszką walki Marią Raszanowiczówną walczyła m.in. w oddziale Konstantego Parczewskiego pod Mejszagołą.

Generał Dezydery Chłapowski nadał jej stopień kapitana wojsk polskich. Kiedy postanowił złożyć broń i przekroczyć granicę Prus Emilia ruszyła w przebraniu chłopskim do Warszawy. Zmęczenie przywiodło ją do choroby i śmierci. Umierała opatrzona sakramentami świętymi w dworze Ignacego Abłamowicza w Justianowie, w powiecie sejneńskim. Została pochowana w pobliskim Kopciowie.

Emilia Platerówna jest godną pamięci niezwykłą bohaterką walki o niepodległość.

Piotr Szubarczyk/nd /23.XII.2013/

*****

BITWA POD ŁOWCZÓWKIEM

To była jedna z tych bitew które budowały piękną legendę o życiu rzuconym „na stos”. Przed wojną miała swoją tablicę przy Grobie Nieznanego Żołnierza w Warszawie. Po wojnie wróciła ona na swoje miejsce dopiero 11 listopada 1990 r.!

Łowczówek to wieś w powiecie tarnowskim. Tu w dn. 22-25 grudnia 1914 r. I Brygada Legionów stoczyła krwawy bój z Rosjanami. Brygada obstawiała trudny odcinek frontu rosyjsko-austriackiego. Pod Tarnowem Rosjanie przełamali front. Polacy kontratakowali walcząc z doborową dywizją rosyjską. Odparli 16 ataków, wzięli do niewoli 600 żołnierzy wroga, utrzymali pozycje. Dowodził ppłk Kazimierz Sosnkowski

Zaatakowali od razu po przybyciu na pole walki, wieczorem 22 grudnia, by nie pozwolić Rosjanom na umocnienie się na wzgórzach. 1 Pułk Edwarda Rydza-Śmigłego zdobył wyznaczony cel w walce na bagnety. 5 Pułk kpt. Zbigniewa Ścibora-Rylskiego dostał się pod ogień artylerii, ale zdobył swoje wzgórze.

Ogień cekaemów i artylerii odciął Polakom komunikację ze sztabem. Przez całą Wigilię Bożego Narodzenia trwała krwawa bitwa. Podobnie następnego dnia. Walka toczyła się na bagnety.

Brygada wytrwała na pozycjach przez cztery dni i trzy noce. Ofensywa rosyjska została zatrzymana. W bitwie pod Łowczówkiem poległo 128 legionistów, wśród nich 38 oficerów. 342 żołnierzy było rannych.

Na cmentarzu legionistów w Łowczówku jest wśród innych mogiła z 1985 r. – zmarłego na emigracji w Londynie gen. bryg. Gustawa Łowczowskiego /1897-1984/, w czasie II wojny światowej dowódcy 3 Brygady Strzelców Karpackich. Swój szlak żołnierski rozpoczynał jako 17-latek pod Łowczówkiem i tu chciał być pochowany.

Chwała bohaterom!

Piotr Szubarczyk/nd /21-22.XII.2013/
/zdj. – cmentarz legionistów pod Łowczówkiem /rys. Andrzej B. Krupiński/

*****

ZBRODNIE W RACHODOSZCZY

Na cztery dni przed Wigilią Bożego Narodzenia 1942 r. Niemcy dokonali pacyfikacji wsi Rachodoszcze na Roztoczu. Zamordowali 46 jej mieszkańców. Potem jeszcze raz napadli na wieś zabijając 31 mieszkańców. 9 lipca 1943 wysiedlili tych którzy pozostali

Niemcy nienawidzili mieszkańców polskich wsi za ich patriotyzm, przywiązanie do narodowych tradycji i Kościoła katolickiego. Za pomoc udzielaną oddziałom AK i BCh, zwłaszcza w okresie Powstania Zamojskiego, powstrzymującego rabunki, wysiedlenia i zabójstwa dokonywane na Polakach, porywanie i niemczenie naszych dzieci

W czasie pierwszego etapu zbrodniczej operacji w Zamojskiem /od 28 listopada 1942 do marca 1943/ Niemcy splądrowali i spacyfikowali 115 polskich wsi, mordując 4674 Polaków – mężczyzn, kobiet i dzieci. Spalili 84 wsie. W drugim etapie /od czerwca do sierpnia 1943/ spacyfikowali 171 wsi. Takie nazwy jak Kitów /174 zamordowanych/, Aleksandrów /579/, Huta Dzierożyńska /60/, Szarajówka /58/, Sochy /183/, Majdan Nowy i Majdan Stary /93/ czy Różaniec /69/ przeszły do historii martyrologii wsi polskiej.

Mieszkańcy wsi byli mordowani nie tylko w Zamojskiem. To się działo przez całą wojnę, głównie na terenie Generalnego Gubernatorstwa. Początkiem prześladowań były zbrodnie we wsiach kieleckich, na szlaku partyzanckim mjr. Henryka Dobrzańskiego „Hubala”. Osobną krwawą kartą są zbrodnie na Wołyniu, Podolu i w Lubelskiem, dokonywane przez Ukraińców, pod niemiecką okupacją.

Po wojnie czerwoni dali się również we znaki polskim rolnikom. Zdarzały się pacyfikacje wsi popierających żołnierzy wyklętych. Palono i równano z ziemią gospodarstwa ich rodzin. Formacja ubecko-esbecka uczona była nienawiści do „ciemnej” wsi, niepodatnej na propagandę kołchozową, na sowiecki „postęp”.

Dziękujemy twórcom Mauzoleum Martyrologii Wsi Polskiej w Michniowie za pamięć o tragedii polskich rolników. Tym którzy żywią i bronią – chłopom polskim – szczęść Boże!

Piotr Szubarczyk/nd /20.XII.2013/
/zdj. – „Pamiątka umacniania niemczyzny na wschodzie”. Niemcy pozują do zdjęcia z zamordowanymi polskimi rolnikami we wsi Barłogi w Lubelskiem

*****

KRÓL KASZUBSKI

Niewiele jest postaci w historii Pomorza które przemawiałyby do uczuć narodowych z taką siłą jak ten urodzony przed 144 laty chłopski syn spod Pucka. Był późnym przedstawicielem romantycznych pokoleń które „mierzyły siły na zamiary”

Takim „zamiarem” dla Antoniego Abrahama była wolna, katolicka Polska. Uważał że Kościół katolicki jest, w morzu protestanckiej niemczyzny, gwarantem odrodzenia niepodległości

Powtarzał za kaszubskim poetą Hieronimem Jaroszem Derdowskim: „My trzymamy z Bogiem!”. Także za Derdowskim wyznawał: „Czujcie tu, z serca głębi, Skład nasz Apostolski: ‚Nie ma Kaszub bez Polonii, a bez Kaszub Polski!’”.

Poglądy Abrahama na sprawę narodową kształtowały się pod wpływem ks. Teofila Bączkowskiego, proboszcza z rodzinnego Mechowa. Abraham był prostym człowiekiem. Pracował jako robotnik, był wędrownym sprzedawcą. W latach 1911-14 Niemcy wytoczyli mu 36 procesów politycznych! Występował na wiecach przepowiadając odrodzenie Polski: „Byśmy mogli umrzeć Polakami i katolikami, tak jakeśmy się nimi urodzili”. Zasłużył na miano „apostoła sprawy narodowej” i Króla Kaszubskiego, jak o nim mówią do dziś sami Kaszubi.

W 1919 r. Abraham, razem z Tomaszem Rogalą z Kościerzyny, wybrał się na konferencję pokojową do Paryża, by tłumaczyć politykom że Kaszuby i Pomorze to Polska! Z pomocą Romana Dmowskiego dał świadectwo polskości zwykłego człowieka, robiąc ogromne wrażenie nawet na politykach. Kongres zdecydował o polskim Toruniu, Bydgoszczy, Starogardzie, Tczewie, Kościerzynie, Kartuzach, Wejherowie.

Antoni Abraham, Król Kaszubski, znany jest w Gdyni, ma tam swój pomnik. W Gdyni, w Gdańsku i innych miastach pomorskich ma ulice swego imienia.

Przez pamięć na Abrahama, Derdowskiego i wielu innych patriotów szanujmy Kaszubów jako ostoję katolicyzmu i polskości nad Bałtykiem.

Piotr Szubarczyk/nd /19.XII.2013/
/zdj. – rok 1923, Antoni Abraham /19 XII 1869 Zdrada – 23 VI 1923 Gdynia/ – w środku, z Orderem Polonia Restituta

*****

15 LAT IPN

Przed 15 laty sejm przyjął ustawę o Instytucie Pamięci Narodowej i Komisji Ścigania Zbrodni przeciw Narodowi Polskiemu

IPN powstawał w bólach choć wydawało się że w Polsce która tyle wycierpiała od czerwono-brunatnych totalitaryzmów powołanie instytucji badawczo-edukacyjnej z pionem śledczym jest sprawą pilną

23 lipca 1997 r. zakończyła pracę sejmowa komisja nadzwyczajna przygotowująca projekt ustawy o IPN. 4 grudnia 1998 prezydent Aleksander Kwaśniewski zawetował ją, bo zabraniała dostępu do akt byłym funkcjonariuszom służb specjalnych. Minister Janusz Pałubicki pod wrażeniem tego weta nazwał Kwaśniewskiego „prezydentem wszystkich ubeków”.

Wreszcie 18 grudnia 1998 sejm przyjął ustawę o IPN: za głosowało 282 posłów, przeciw 164. Tym samym sejm odrzucił weto Kwaśniewskiego.

IPN był przedmiotem wściekłych ataków. 20 grudnia 2001 Adam Michnik w niemieckim piśmie „Dialog” żądał likwidacji pionu śledczego. Jego brat Stefan był stalinowskim mordercą sądowym, rząd Szwecji odmówił wydania go Polsce. Michnikowi wtórowali Bronisław Geremek, Seweryn Blumsztajn, Janina Paradowska i inni ludzie ze środowiska „Gazety Wyborczej”.

Apogeum kampanii przeciw IPN przypadło na kadencję Janusza Kurtyki /zm. 10 kwietnia 2010 w Smoleńsku/, animatora gruntownych badań genezy PRL i zbrodni NKWD-UB, inicjatora Narodowego Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych.

IPN Łukasza Kamińskiego to głównie prace naukowe związane z doktoratami i habilitacjami jego pracowników. IPN zrezygnował z szerokiej pracy edukacyjnej i z kreowania polskiej polityki historycznej, choć ustawa podkreśla że racją jego bytu jest „zachowanie pamięci o ogromie ofiar, strat i szkód poniesionych przez Naród Polski”, „patriotyczne tradycje zmagań Narodu Polskiego z okupantami, nazizmem i komunizmem” oraz „czyny na rzecz niepodległego bytu Państwa Polskiego”.

Piotr Szubarczyk/nd /18.XII.2013/
/zdj. – śp. Janusz Kurtyka

*****

CZARNY CZWARTEK

Wieczorem 16 grudnia 1970 r. w telewizji Gdańsk przemawiał partyjny kacyk Stanisław Kociołek, nazwany potem „katem Trójmiasta”. Nawoływał strajkujących do powrotu do pracy. W nocy inna grupa kacyków, z konkurencyjnej frakcji PZPR, ściągała do Gdyni czołgi z karabinami maszynowymi. Trwała walka o władzę. Trzeba było polskiej krwi by obalić szefa partii Gomułkę i zastąpić go towarzyszem „Pomożecie”

Wczesnym rankiem 17 grudnia 1970 do wysiadających na stacji Gdynia Stocznia oddano serie z karabinów maszynowych umieszczonych na czołgach, ustawionych przy trakcie prowadzącym do stoczni. To nie były rykoszety. Strzelano na wprost, by przerazić i zabić. Zginęli młodzi ludzie, wśród nich 18-letni Zbyszek Godlewski, nazwany później „Jankiem Wiśniewskim” – jako symboliczny przedstawiciel wszystkich młodych Polaków poległych w Powstaniu Grudniowym.

W Czarny Czwartek, 17 grudnia, zginęło w Gdyni – rankiem i w ciągu dnia – 18 młodych ludzi. Dzień ten przeszedł także do historii Szczecina, który przyłączył się do powstania na Wybrzeżu. Tego dnia komuniści zabili tam 15 osób. Zostali pochowani potajemnie, pod płotem cmentarza Centralnego.

Polegli 17 grudnia 1970 w Gdyni: Brunon Drywa, lat 34; Apolinary Formela, lat 20; Zygmunt Gliniecki, lat 15; Zbyszek Godlewski „Janek Wiśniewski”, lat 18; Janek Kałużny, lat 21; Jerzy Kuchcik, lat 20; Stanisław Lewandowski, lat 26; Zbyszek Nastały, lat 17; Józef Pawłowski, lat 24; Ludwik Piernicki, lat 20; Janek Polechoński, lat 20; Zygmunt Polito, lat 24; Staszek Sieradzan, lat 18; Jurek Skonieczka, lat 15 /uczeń klasy VIII SP zastrzelony strzałem w tył głowy przy bramie do swojej szkoły/; Marian Wójcik, lat 33; Zbigniew Wycichowski, lat 20; Waldemar Zajczonko, lat 20; Janusz Żebrowski, lat 17.

Mordercy i ich mocodawcy nigdy nie zostali ukarani w „wolnej” Polsce.

Piotr Szubarczyk/nd /17.XII.2013/

*****

CZARNE DNI

Czarny Wtorek, Czarna Środa, Czarny Czwartek… To szczególny sposób „periodyzacji” historii Polski

W środę 16 grudnia 1970 r. zapłonął w Gdańsku budynek zwany przez Polaków „Reichstagiem” – gmach KW PZPR, podpalony przez uczestników buntu który przybrał postać powstania narodowego przeciw sowieckim rządom w Polsce. Jeden z młodych uczestników akcji na „Reichstag” powiedział że choć wszystkiego nie rozumiał, to czuł że idzie „drogą ku wolności”! To samo czuli 14 lat wcześniej uczestnicy buntu w Poznaniu piszący na murach: „Precz z ruską demokracją!”

Grudniowa tragedia Gdyni przeszła do historii jako Czarny Czwartek. Zanim to nastąpiło były Czarny Wtorek i Czarna Środa w Gdańsku. 15 grudnia 1970 umierali: Andrzej Perzyński, lat 19, Waldemar Rebinin, lat 26, Kazimierz Stojecki, lat 58, Bogdan Sypka, lat 20, Józef Widerlik, lat 24, Marian Zastawny, lat 24. Dzień później Jerzy Matelski, lat 27, i Stefan Mosiewicz, lat 22. Potem były czarne dni Szczecina, gdzie zabito 15 osób.

W naradzie u szefa kompartii Władysława Gomułki podczas której postanowiono strzelać do ludzi uczestniczył szef MON Wojciech Jaruzelski, dziś „pan prezydent” i „pan generał”.

16 grudnia 1980 podczas poświęcenia Pomnika Poległych Stoczniowców w Gdańsku modliliśmy się by to się nie powtórzyło. Powtórzyło się w Katowicach. W Czarną Środę stanu wojennego 16 grudnia 1981 od kul zomowców zginęli górnicy kopalni „Wujek”: Józef Czekalski, lat 48, Józef Giza, lat 23, Joachim Gnida, lat 28, Ryszad Gzik, lat 35, Bogusław Kopczak, lat 28, Andrzej Pełka, lat 19, Jan Stawisiński, lat 21, Zbigniew Wilk, lat 30, Zenon Zając, lat 22. O użyciu broni decydowali w Warszawie „ludzie honoru”: Jaruzelski i Czesław Kiszczak. Bez konsekwencji.

Módlmy się za ofiary czarnych dni. Za Polskę wolną od kłamstwa i oparów komunizmu.

Piotr Szubarczyk/nd /16.XII.2013/
/zdj. – płonie gdański „Reichstag”, dzień później zapłonie „Reichstag” szczeciński; oba pożary spowodowały odwet komunistów: następnego dnia w Gdyni zabili 17 młodych Polaków, w Szczecinie 15

*****

PACYFIKACJA W JASTRZĘBIU

Kopalnia węgla kamiennego Manifest Lipcowy w Jastrzębiu, nazwana tak dla uczczenia 25 rocznicy moskiewskiego łżemanifestu, została oddana do eksploatacji 4 grudnia 1969 r. Miała być jednym z symboli socjalizmu na Śląsku. 15 grudnia 1981 stała się jednym z symboli stanu wojennego i komunistycznego bezprawia. Tego dnia siły milicyjne i wojskowe – wyposażone w ostrą amunicję – przeprowadziły krwawą pacyfikację strajku rozpoczętego po ogłoszeniu nielegalnego stanu wojennego

Górnicy zbudowali barykady w pobliżu bramy głównej i zgromadzili narzędzia do obrony. Czuli się odpowiedzialni nie tylko za swoją kopalnię, ale za całą Polskę. Przecież to w ich kopalni 3 września 1980 podpisano porozumienia jastrzębskie, równie ważne jak te gdańskie z 31 sierpnia /upamiętnia je stojący dziś przy kopalni Zofiówka monument/. Teraz WRON próbowała im to zabrać.

Na teren kopalni wjechały sowieckie czołgi T-55, na wyposażeniu wojska „ludowego”. Szturmani z ZOMO obrzucili strajkujących petardami i gazami łzawiącymi. Zaczęli strzelać do ludzi. Z góry to zaplanowali, strzelali przez okno wartowni i przez przeszklone przejście między budynkami łaźni. Byli ranni, ale przez godzinę napastnicy nie pozwolili karetkom pogotowia wjechać do kopalni.

Rannych przewieziono potem do szpitala górniczego. Kule wyjęte z ran operowanych górników zabierali esbecy – „asystenci” lekarzy. A nuż któryś umrze?… Po co potem jakieś śledztwa, jakieś „pamiątki”?…

Poranieni górnicy to Zdzisław Kraszewski, Franciszek Gąsiorowski, Bogusław Tomaszewski, Czesław Kłosek, Zdzisław Dudek. Wielu aresztowano.

Atak na sztandarową kopalnię PRL był pierwszym w stanie wojennym przypadkiem zbiorowego użycia ostrej amunicji. Następnego dnia bandyci, już po „chrzcie bojowym”, przenieśli się do Katowic, do kopalni „Wujek”…

Piotr Szubarczyk/nd /14.XII.2013/
/zdj. – oddziały ZOMO i wojska wokół kopalni Manifest Lipcowy

*****

W OBRONIE PRZYWILEJÓW

Wprowadzony w nocy z 12 na 13 grudnia 1981 r. „stan wojenny” był puczem. Potwierdził to Trybunał Konstytucyjny 16 marca 2011 r. Dekrety „o stanie wojennym” i „o postępowaniach szczególnych /…/ w czasie stanu wojennego” były niezgodne z prawem peerelowskim i międzynarodowym

Ten wyrok jest ostateczny, ale Jaruzelski i jego kamraci są bezkarni. Powinni być osądzeni nie za naruszenie „konstytucji” PRL /nie jesteśmy strażnikami tego sowieckiego curiosum/ lecz za śmierć ponad stu Polaków w stanie wojennym i w kolejnych latach. Zapraszanie Jaruzelskiego, który ma na rękach polską krew z roku 1970 i z lat 80, do Rady Bezpieczeństwa Narodowego jest dla nas upokarzające! Tak samo nazywanie go „panem generałem”. Żaden suwerenny polski podmiot nie nadał mu nawet stopnia kaprala. Prezydent rujnuje nasze poczucie ładu moralnego. To dlatego część Polaków śpiewa znowu: „Ojczyznę wolną racz nam wrócić, Panie”…

Pojęcie prawa w państwach sowieckiego komunizmu nic nie znaczyło. Zastąpiła je zasada „cel uświęca środki”. Nie były to suwerenne byty, lecz sowieckie dominia, rządzone przez grupy kolaborantów, zjednoczone przywilejami politycznymi i ekonomicznymi. Stan wojenny służył ich utrzymaniu.

Rosyjski dysydent Władimir Bukowski powiedział że Moskwa nie planowała interwencji w Polsce: „Sowieccy przywódcy mówili że nie będzie inwazji ani ze strony ZSRS, ani Układu Warszawskiego. Jaruzelski prosił o ‚asystę’ wojsk sowieckich podczas wprowadzania ‚stanu wojennego’ /!/. Moskwa odpowiadała: musicie polegać na własnych siłach. Jeżeli Jaruzelski mówi że chciał ratować kraj przed interwencją, to kłamie”.

Pomódlmy się za księży Stanisława Suchowolca, Stefana Niedzielaka i Sylwestra Zycha, za Emila Barchańskiego, Grzegorza Przemyka, Marcina Antonowicza i wszystkie ofiary puczu.

Piotr Szubarczyk/nd /13.XII.2013/
/zdj. – w 1939 r. wjechały do Polski sowieckie czołgi T 26, w 1956 r. na ulice Poznania wyprowadzono T 54, a w stanie wojennym zobaczyliśmy T 55

*****

DO AZJI PRECZ, TYRANIE!

Miał być farmaceutą, kształcił się w tym zawodzie. Przeszedł do historii Polski jako poeta, dramatopisarz, piewca Powstania Styczniowego, wydawca i drukarz

Mija 190 rocznica urodzin Władysława Ludwika Anczyca. Był synem Zygmunta i Barbary, aktorów z Wilna. Od dziecka znał piękno żywej polskiej mowy. Związał życie z Krakowem, jako młodzieniec brał udział w Powstaniu Krakowskim /1846/, co przypłacił austriackim więzieniem. Gorące lata Powstania Styczniowego i okresu je poprzedzającego spędził w Warszawie. Wydawał tajne pismo „Kosynier”. Założył ilustrowany tygodnik „Wędrowiec” /1863-1906/, jedno z najlepszych polskich czasopism w XIX w.

Autor pieśni „Hej, strzelcy wraz”, z cyklu „Pieśni zbudzone”, wydane na powitanie Powstania Styczniowego. Pieśń ożyła po latach w środowisku strzelców Józefa Piłsudskiego. W czasach komunistycznych została zmanipulowana! Nie podobała się fraza o Moskalach: „plujem ci w twarz za morze twoich łask”. Skojarzenie z łaską sowieckich „wyzwolicieli” było oczywiste!

Po upadku powstania prowadził do śmierci pracę organiczną: literacką, teatralną, oświatową. W 1880 r. wystawił dramat „Kościuszko pod Racławicami”, wielokrotnie grany na scenach Krakowa.

Syn Wacław kontynuował dzieło ojca jako drukarz i wydawca. Wnuk, imiennik dziadka, był kapitanem rezerwy Wojska Polskiego. Został zamordowany w 1940 w mrocznej piwnicy NKWD w Charkowie.

„Hej, strzelcy wraz! Nad nami Orzeł Biały, a przeciw nam śmiertelny stoi wróg! /…/. Plujem ci w twarz, za morze twoich łask. ‚Amnestią’ twą owiniem nasze kule /…/. Do Azji precz, tyranie! Tam siej mordy, tam gniazdo twe, tam panuj, tam twa śmierć! Tu Polska jest, tu zginiesz i twe hordy! /…/. O Boże nasz! O Matko z Jasnej Góry! Błogosław nam! Niech korna łza i żal przebłaga Cię, niewoli zerwie sznury!”.

Piotr Szubarczyk/nd /12.XII.2013/

*****

BOHATER POLSKI I OBYWATEL HOLANDII

Generał Stanisław Maczek studiował filozofię na lwowskim Uniwersytecie Jana Kazimierza, ale Polsce potrzebny był jako żołnierz. Jego kompania poszła na odsiecz Lwowa. W wojnie z bolszewikami dowodził kompanią karabinów maszynowych i moździerzy na podwodach

Przed 1939 r. oficer Oddziału II Sztabu Generalnego, potem dowódca 10 Brygady Kawalerii, pierwszej jednostki zmotoryzowanej Wojska Polskiego. Brygada zadała Niemcom ciężkie straty

Po agresji sowieckiej przekroczył granicę węgierską. 10 Brygada walczyła w Szampanii. Po kapitulacji Francji generał w przebraniu Araba /!/ ruszył przez Maroko i Gibraltar do Szkocji. Został dowódcą 2 Brygady Strzelców, późniejszej 1 Dywizji Pancernej.

Dowodził pod Falaise. Bronione przez Polaków wzgórze „Maczuga” zamknęło Niemców w kotle. 1 Dywizja wyzwoliła m.in. Bredę. 26 marca 1945 r., pod Łukiem Triumfalnym, generał otrzymał Legię Honorową. 4 maja 1 Dywizja dotarła do Wilhelmshaven. Twierdza Kriegsmarine kapitulowała przed polskim dowódcą!

Przez trzy lata po wojnie miasto Haren w Dolnej Saksonii nazywało się Maczków. Mieszkali tu byli żołnierze i robotnicy przymusowi z Polski. Alianci namawiali generała by wracał do kraju. Weteran wojny z bolszewikami mógł tam jechać tylko po śmierć. Wybrał pracę barmana w Edynburgu…

26 września 1946 „Rada Ministrów” pozbawiła go obywatelstwa polskiego. Podobnie gen. Władysława Andersa, gen. Stanisława Kopańskiego, gen. Antoniego Chruściela oraz 72 innych oficerów.

Na wniosek 40 tysięcy mieszkańców Bredy został honorowym obywatelem Holandii. W 1994 r. został kawalerem Orderu Orła Białego. Zmarł 11 grudnia 1994 w Edynburgu, pochowano go obok jego żołnierzy w Bredzie.

Pamiętajmy o 11 grudnia pana generała i o 13 grudnia „towarzysza generała”.

Piotr Szubarczyk/nd /11.XII.2013/

*****

GŁOSZONO JĄ UMARŁĄ

Przed 108 laty Henryk Sienkiewicz odbierał Literacką Nagrodę Nobla. Wtedy dużo ona znaczyła. Dziś zdewaluowała się przez globalnych lobbystów, wykorzystujących ją dla celów ideologicznych. Niektórych laureatów wypromowano tylko po to by można ich było cytować jako „autorytety” myślenia „postępowego”

Zdewaluowała się także dla Polaków, kiedy się dowiedzieli że otrzymała ją Wisława Szymborska, autorka literacko przeciętnych wierszy, dawna piewczyni Stalina

W roku 1905 Henryk Sienkiewicz był jednym z duchowych przywódców Polaków. Był też wielki dla świata. Jego powieści tłumaczono na kilkadziesiąt języków! Wnioskodawcy Nagrody Nobla pisali: „Dopiero starając się ogarnąć cały dorobek Sienkiewicza widzi się jak jest olbrzymi! Jego epicki styl osiąga szczyty artyzmu. Jeżeli robi on tak imponujące wrażenie na kimś kto zna jego dzieła w tłumaczeniach, to jak piękne być muszą w oryginale”. Święta prawda!

Wydawać by się mogło że uroczystość wręczenia pierwszej dla Polaka Literackiej Nagrody Nobla stanie się okazją do ostatecznego triumfu naszego mistrza prozy. Było zupełnie inaczej. Sienkiewicz wykorzystał ten niezwykły dla siebie dzień by mówić o Polsce. Prawie cała mowa była jej poświęcona. Kiedy mówił o Nagrodzie jednoznacznie wiązał ją ze swą narodowością: „Zaszczyt ten, cenny dla wszystkich, o ileż jeszcze cenniejszym być musi dla syna Polski! Głoszono Ją umarłą, a oto jeden z tysiącznych dowodów, że Ona żyje! Głoszono ją niezdolną do myślenia i pracy, a oto dowód że działa! Głoszono Ją podbitą, a oto nowy dowód że umie zwyciężać!”.

Mistrz tak bardzo utożsamiał się z Ojczyzną że wszystko co w nim było dobre uważał za emanację jej ducha. Swoje literackie mistrzostwo uznał za dowód jakości polskiego myślenia i polskiej pracy. Ecce Polonus! Oto przykład dla nas, tak często dziś upokarzanych w swej polskości.

Piotr Szubarczyk/nd /10.XII.2013/
/zdj. – Henryk Sienkiewicz /5 V 1846 – 15 XI 1916/ – portret olejny Kazimierza Mordasewicza, wykonany sześć lat przed Literacką Nagrodą Nobla

*****

„KAPITAN NEMO”

Alfred Nowacki urodził się w 1896 r. i wychował w Niemczech, dokąd jego rodzice wyemigrowali na początku XX wieku. Ożenił się z Niemką i wsiąkał w niemczyznę. Był założycielem znanej dziś powszechnie fabryki przetwórstwa spożywczego w Winiarach k. Kalisza

Pod wpływem wojny i zbrodni niemieckich na Polakach jego polskie serce zabiło mocniej. Przystąpił do konspiracji jako „Kapitan Nemo”. Był jedną z ważniejszych postaci w strukturach Armii Krajowej w Kaliszu. Jego fabryka stała się placówką AK o kryptonimie „Podlasie”. Była schronieniem dla ludzi poszukiwanych przez gestapo

Każdego dnia kroczył po cienkiej linii, na granicy życia i śmierci. Był osobą znaną w Kaliszu, jego fabryka była obserwowana. Został zdekonspirowany i uwięziony. Razem z nim aresztowano siatkę konspiracyjną która składała się i z Polaków, i z Niemców.

Postawiono ich przed „sądem ludowym” /Volksgerichtshof/ który specjalnie przyjechał na „sesję wyjazdową” z Berlina do Kalisza. Lżono ich i poniżano.

9 grudnia 1944 r. „Kapitan Nemo” został skazany przez niemiecki „lud” na śmierć. Za „zdradę narodu niemieckiego”! Jak my to dobrze znamy z powojennych praktyk komunistów. Oni też skazywali w imieniu „ludu” za „zdradę”.

Wyroki śmierci otrzymali także Henryk Fulde, Konrad Wunsche, Brunon Lompa, Jerzy Drescher, Alfred i Elwira Fiebigerowie. Potem były jeszcze wyroki śmierci na Bolesława Krawca, Barbarę Pawlak i Tadeusza Pyzika.

W Niemczech „proces” zrobił wielkie wrażenie z powodu udziału Niemców w polskiej konspiracji. Zbrodniarz z Kraju Warty, gauleiter Arthur Greiser, powiedział nawet że to niestosowne by Niemców sądzić razem z Polakami.

Poszukiwacze patronów „polsko-niemieckiego pojednania” chętnie sięgają po „twórców zjednoczonej Europy”. Bylibyśmy spokojniejsi gdyby tymi patronami byli ludzie którzy razem z Polakami przeszli próbę krwi.

Piotr Szubarczyk/nd /9.XII.2013/
/zdj. – Kwatera Armii Krajowej na cmentarzu Tynieckim w Kaliszu. Tu jest mogiła Kapitana Nemo i innych skazanych 9 grudnia 1944 r., zamordowanych w Lesie Skaryszewskim

*****

APEL JASNOGÓRSKI

To już 60 lat. We wtorek 8 grudnia 1953 r. w kaplicy Cudownego Obrazu Matki Bożej Częstochowskiej wybrzmiał pierwszy raz Apel Jasnogórski – niezwykłe nabożeństwo, zrodzone z odwiecznej pobożności maryjnej Polaków, potwierdzonej przez Jasnogórskie Śluby Narodu Polskiego ułożone przez Prymasa Tysiąclecia. Tego dnia w Stoczku Warmińskim ks. kard. Stefan Wyszyński oddał się w macierzyńską niewolę miłości Matce Najświętszej

Dziś nie wyobrażamy sobie wieczoru bez transmisji Apelu przez Radio Maryja i Telewizję Trwam, bez duchowej łączności z Jasną Górą. To nie przypadek że pierwsze sygnały z Radia Maryja poszły w eter 8 grudnia 1991 r. Tamten wtorek 1953 r. też nie był przypadkowy. Jedną i drugą datę łączy w kalendarzu liturgicznym uroczystość Niepokalanego Poczęcia NMP

Pierwszemu Apelowi przewodniczył o. Jerzy Tomziński – rówieśnik odrodzonej Rzeczypospolitej /!/, wieloletni przeor klasztoru na Jasnej Górze i generał paulinów. Jako kustosz bazyliki jasnogórskiej przygotował uroczystość poświęcenia Narodu Polskiego Niepokalanemu Sercu Maryi 8 września 1946 r. Plurimos annos, Ojcze!

Papież Pius XII ogłosił rok 1953 Rokiem Maryi. Modlitwy Kościoła powszechnego do Matki Bożej zwielokrotniły nasze prośby do Królowej Polski. A było o co prosić! Czas był podły. Mimo śmierci sowieckiego dyktatora Stalina /5 III 1953/, terror komunistyczny nie zelżał. Prymas Tysiąclecia był uwięziony i nic nie zapowiadało rychłego uwolnienia.
Ksiądz biskup kielecki Czesław Kaczmarek cierpiał w więzieniu za rzekomą „kolaborację z Niemcami”. Trzej księża skazani niewinnie na śmierć w prowokatorskim „procesie” kurii krakowskiej, „ułaskawieni” przez Bieruta, mieli przed sobą perspektywę dożywotniego więzienia. W więzieniu mokotowskim i innych miejscach mordowano polskich patriotów. Doprawdy kiedy patrzymy na dalszą historię Narodu Polskiego z perspektywy roku 1953 możemy powiedzieć w zdumieniu: cuda się dokonały!

Maryjo, Królowo Polski, jesteśmy przy Tobie. Pamiętamy. Czuwamy! Trwamy!

Piotr Szubarczyk/nd /7.XII.2013/
/zdj. – Prymas Tysiąclecia ks. kard. Stefan Wyszyński w godzinie Apelu Jasnogórskiego powierzał Maryi Kościół i Polskę

*****

ZBRODNIA W CIEPIELOWIE

Dzień św. Mikołaja 1942 r. przypadał w niedzielę. Dzieci od Kowalskich, Obuchiewiczów, Skoczylasów i Kosiorów ze Starego Ciepielowa i z pobliskiej Rekówki czekały na prezenty. Przyjechali niemieccy żandarmi i zamienili im Mikołaja w piekło. Zostały zamordowane lub spalone żywcem, razem z rodzicami i bliskimi

Zginęło 34 Polaków, ich domy zrównano z ziemią. „Winą” rodziców było ukrywanie w swych domostwach Żydów. Za to – zgodnie z „rozporządzeniem” Hansa Franka z 15 X 1941 – należało zabić: „Żydzi którzy opuszczają wyznaczoną dzielnicę podlegają karze śmierci. Tej samej karze podlegają osoby które Żydom dają kryjówkę”

Ukrywani w Ciepielowie Żydzi też zostali spaleni. Polacy i Żydzi umierali w mękach razem. Wtedy każdy wiedział kto jest winien ich śmierci i jakiej jest narodowości. „Nazistów” nie znano.

Po latach profesor historii, konsultant niemieckiego filmu „Nasze matki, nasi ojcowie”, pytany dlaczego pokazał w filmie akowców jako antysemitów i zbrodniarzy odpowiedział: „Czego chcecie? Jestem Niemcem narodowości żydowskiej”! Alina Cała powiedziała: „Polacy są w pewnym sensie winni śmierci wszystkich Żydów”! Tych z Ciepielowa też? Cała pracuje w Żydowskim Instytucie Historycznym w Warszawie, finansowanym z budżetu państwa polskiego! Kogo reprezentuje? Żydów? Polskich Żydów?

W 2009 r. Arkadiusz Gołębiewski i Maciej Pawlicki zrealizowali fabularyzowany film dokumentalny „Historia Kowalskich”. Zrobił wrażenie więc Instytut Sztuki Filmowej wyłożył pieniądze na zmyślone i antypolskie „Pokłosie” które „polscy” ambasadorzy pokazują światu!

Historia Polski jest manipulowana. Rozumiał to dobrze śp. Lech Kaczyński który odznaczył pośmiertnie zamordowanych z Ciepielowa i Rekówki Krzyżami Komandorskimi Orderu Odrodzenia Polski. Uroczystego aktu dokonała Pierwsza Dama. Pół roku przed tragedią smoleńską.

Piotr Szubarczyk/nd /6.XII.2013/

*****

NACZELNIK, MARSZAŁEK, „DZIADEK”

Mija 146 rocznica urodzin Józefa Piłsudskiego – Wodza Naczelnego, Marszałka Polski, Naczelnika Państwa, notyfikującego odrodzenie Rzeczypospolitej, dekretującego 8-godzinny dzień pracy i wiele innych ważnych kwestii

Był wodzem w Bitwie Warszawskiej. Był twórcą koncepcji operacji niemeńskiej, decydującej o ostatecznym pokonaniu bolszewików

Szczególny stosunek Polaków do Marszałka zezwalał mu na smaganie nas. Kiedyś powiedział: „Choć nieraz mówię o ‚durnej Polsce’, wymyślam na Polskę i Polaków, to przecież tylko Polsce służę”.

Marzeniem Ziuka nastolatka było zdobycie Kremla i napisanie na jego murach: „Zabrania się mówić po rosyjsku!”. Tak reagował na upokorzenia z młodości. Uważał Rosję za największe zagrożenie naszej niepodległości.

Imię odziedziczył po ojcu, powstańczym komisarzu na powiat kowieński. Ziuk wychowywał się na wspomnieniach z Powstania Styczniowego.

Szczególnym dla Polaków miejscem jest grób Matka i Serce Syna na wileńskiej Rossie. Matka Maria pochodziła z Billewiczów. Czytała synowi strofy wieszczów, zwłaszcza Juliusza Słowackiego. Na płycie nagrobnej Marszałka umieszczono słowa wieszcza: „Kto mogąc wybrać wybrał zamiast domu gniazdo na skałach orła, niechaj umie spać kiedy źrenice czerwone od gromu i słychać jęk szatanów w sosen szumie. Tak żyłem”.

Do dziś spieramy się o to jak można było pokierować wydarzeniami w maju 1926 r., by nie polała się krew bratnia. Jedno jest pewne: życie Piłsudskiego oddane było Polsce. Zmarł w Belwederze 12 maja 1935 r. wieczorem. Jego pogrzeb stał się manifestacją jedności narodowej. Po latach historyczne spory trzeba odłożyć do lamusa. Z trzech głównych architektów naszej niepodległości /Roman Dmowski, Ignacy Jan Paderewski, Józef Piłsudski/ Marszałek był postacią najbardziej charyzmatyczną.

Piotr Szubarczyk/nd /5.XII.2013/

*****

GENTE ARMENUS NATIONE POLONUS

75 lat temu zmarł ks. abp Józef Teofil Teodorowicz, „najwybitniejszy z polskich Ormian”. Gente Armenus, natione Polonus – z pochodzenia Ormianin, z narodowości Polak

Pochodził z Pokucia. Rodzina przybyła do Rzeczypospolitej w XVII wieku. Studiował prawo i teologię. W 1887 r. przyjął świecenia kapłańskie. Wybitny kaznodzieja, administrator i polityk

Wydawał polskie gazety „Ruch Katolicki” i „Przedświt”. Zaprzyjaźnił się z ks. Adamem Stefanem Sapiehą, późniejszym arcybiskupem krakowskim. Dobrze się rozumieli i szanowali do końca życia. W 1902 r. został metropolitą katolickoormiańskim we Lwowie.

Nie zamykał się w Kościele. Pragnął odrodzenia Rzeczypospolitej. Prosił Papieża Piusa X o interwencję w sprawie zakazu nauki religii po polsku w zaborze pruskim. Namawiał do niewiązania się ani z orientacją rosyjską, ani niemiecką. Głosił że Polska musi być w pełni niepodległa. Wypowiadał się o wolnej Polsce jako jednym z warunków ładu w Europie.

Został posłem na sejm. 10 lutego 1919 r. wygłosił godne ks. Piotra Skargi kazanie w katedrze św. Jana w Warszawie – o potrzebie pracy dla dobra wspólnego. Krytykował Józefa Piłsudskiego, ale nigdy nie przekraczał granicy sporu która groziłaby interesom państwa. Odrzucał pogląd o „niemieszaniu się Kościoła do polityki”. Uważał że polityka to troska o dobro wspólne. Występował w obronie polskości Galicji Wschodniej. Uczestniczył w plebiscycie na Śląsku.

Odegrał ważną rolę w przygotowaniu konkordatu. Jego zasługą była renowacja katedry lwowskiej, zabytku architektury ormiańskiej. Koronował obraz Matki Bożej Łaskawej w Stanisławowie, w ormiańskim sanktuarium maryjnym. W 1938 r. wygłosił w Polskim Radiu rekolekcje narodowe. Ostatni arcybiskup polskich Ormian zmarł we Lwowie 4 grudnia 1938 r. Na pogrzebie były rzesze, z Prymasem Augustynem Hlondem na czele.

Piotr Szubarczyk/nd /4.XII.2013/

*****

WŁOSZCZOWA W OBRONIE KRZYŻA

Przed 29 laty uczniowie Zespołu Szkół we Włoszczowie rozpoczęli strajk okupacyjny, domagając się zawieszenia w klasach krzyży usuniętych przez władze. Krzyże zabrano pod koniec roku szkolnego 1983/1984. Na początku nowego roku szkolnego młodzież zażądała ich przywrócenia. Petycję podpisało 95 proc. uczniów!

30 listopada 1984 r. poświęcono nowe krzyże, uczniowie zawiesili je w klasach. Zostały znów zdjęte na polecenie władz. W tej sytuacji w poniedziałek 3 grudnia ponad 700 uczniów rozpoczęło strajk okupacyjny. Dyrektor szkoły zawiesił zajęcia i wezwał młodzież do opuszczenia szkoły. Protestujących wsparli rodzice, księża i wielu mieszkańców miasteczka

Ksiądz proboszcz Kazimierz Biernacki wysłał telegramy do ministrów Czesława Kiszczaka i Adama Łopatki, apelując o uszanowanie woli młodzieży. Rodzice wysłali telegram do Wojciecha Jaruzelskiego. Wszystko na nic. Nie pomogło wstawiennictwo ks. bp. Mieczysława Jaworskiego z Kielc.

Strajk zakończył się 16 grudnia 1984 r. Młodzież ruszyła do kościoła na uroczyste nabożeństwo.

Władze zastosowały mściwe represje. Część uczniów pozbawiono prawa do dalszej nauki w szkole, części nie dopuszczono do matury. Szykanowano też rodziców. „Sąd” w Jędrzejowie skazał ks. Marka Łabudę na rok więzienia, a ks. Andrzeja Wilczyńskiego na 10 miesięcy w zawieszeniu.

Podczas rozprawy rewizyjnej w Kielcach usłużny wobec władz prokurator mówił o Krzyżakach i Niemcach Hitlera oraz o „złej tradycji krzyża w Polsce”. Obaj księża byli ciągani przez lata po sądach za rzekome „szkody” podczas strajku. Sąd Najwyższy uniewinnił ich dopiero pod koniec 1991 r.!

Strajk we Włoszczowie był drugim, po wystąpieniu młodzieży w Miętnem, protestem w obronie krzyży w salach lekcyjnych, zawieszonych w okresie „Solidarności”. Dziś uczniowie komunistycznego prokuratora żądają wyrzucenia krzyża z sali sejmowej…

Piotr Szubarczyk/nd /3.XII.2013/
/zdj. – krzyż we Włoszczowie przed budynkiem Zespołu Szkół Ponadgimnazjalnych. Stąd wyruszył przed rokiem Marsz w obronie Telewizji Trwam

*****

KAPITAN „BARTEK”

W nocy z 2 na 3 maja 1946 r. bezpieka dostała rozkaz by zakazać Polakom manifestacji z okazji Święta Konstytucji i uroczystości Matki Bożej Królowej Polski

To była prowokacja NKWD-UB wobec całego Narodu Polskiego. W Krakowie i innych miastach ludzie wyszli na ulice. Polała się krew. Nadzwyczajna rzecz wydarzyła się w Wiśle. Oddział NSZ kpt. Henryka Flamego „Bartka” wygonił z miasta UB i przeprowadził dwugodzinną defiladę w pełnym umundurowaniu i uzbrojeniu. Wolna Polska w sterroryzowanym przez Sowiety kraju!

Henryk Antoni Flame pochodził z Frysztatu na Zaolziu. Urodził się w pamiętnym 1918 r. W wojnie 1939 r. pilot myśliwski. Zestrzelony przez Niemców pod Zakroczymiem w pierwszej powietrznej bitwie II wojny światowej. Przeżył. Bronił Warszawy. Ponownie zasiadł za sterami myśliwca i ponownie został zestrzelony, pod Stanisławowem, tym razem przez Sowietów.

W 1940 r. w Czechowicach utworzył organizację konspiracyjną, potem oddział partyzancki. W październiku 1944 zaprzysiężony w NSZ. Po sowieckim „wyzwoleniu” Czechowic został komendantem MO, obstawiając miasto ludźmi z NSZ. W kwietniu 1945 ruszył do lasu jako kpt. „Bartek”. Do lutego 1947 r. dowodził największym zgrupowaniem antysowieckim na Śląsku Cieszyńskim.

Stał się legendą. Przeprowadził ponad 300 akcji przeciw NKWD-UB i ich kolaborantom. We wrześniu 1946 r. 167 żołnierzy „Bartka” zostało zamordowanych przez NKWD podczas próby przebicia się na Zachód. Zbrodnia przeszła do historii jako „Śląski Katyń”. W poniedziałek 1 grudnia 1947 r. kpt. „Bartek” został zastrzelony, mimo chroniącej go „amnestii” z lutego 1947 r.! Skrytobójstwo zorganizował Henryk Wendrowski – agent sowiecki od 1944 r., ubek, później ambasador PRL w Danii! Dożywał spokojnie pod grubą kreską. W 1997 kumple z UB-SB przybyli na pogrzeb współtowarzysza walki o Polskę „radziecką”.

Piotr Szubarczyk/nd /30.XI-1.XII.2013/

*****

POWSTANIE LISTOPADOWE

Przed wojną 29 listopada na ulicach polskich miast pełno było flag narodowych. Powstanie Listopadowe owiane było legendą stworzoną przez wieszczów Adama Mickiewicza /„Reduta Ordona”/, Juliusza Słowackiego /„Sowiński w okopach Woli”/, wielu innych poetów, kompozytorów /Chopin/ i malarzy

W poniedziałek 29 listopada 1830 r. podchorążowie pod dowództwem Piotra Wysockiego zaatakowali Belweder. Potem zajęli Arsenał. Przyłączyła się ludność Warszawy i wojsko. Komendę objął gen. Józef Chłopicki. W styczniu 1831 r. Sejm Narodowy zdetronizował cara jako króla Polski. Odśpiewano „Warszawiankę”. Powstał Rząd Narodowy z księciem Adamem Jerzym Czartoryskim, „niekoronowanym królem Polski”

Zaczęła się wojna z Rosją która trwała do jesieni. Pod Olszynką Grochowską – „polskimi Termopilami” /Konstanty Gaszyński/ zginęło 9500 żołnierzy zaborcy. Polacy zwyciężyli pod Stoczkiem, Wawrem i Iganiami. W maju ponieśli klęskę pod Ostrołęką. We wrześniu Rosjanie byli w Warszawie. Ostatnie kapitulowały twierdze Modlin i Zamość.

Zaczęły się dotkliwe represje. Mikołaj I ograniczył autonomię Królestwa, zlikwidował jego konstytucję, nominalnie polskie wojsko, administrację, sądownictwo i uczelnie. Zaczęła się rusyfikacja szkolnictwa.

Emigranci ruszali na Zachód, głównie do Francji. Ponad 10 tysięcy Polaków opuściło kraj /tyle samo Rosjanie pognali na Sybir/. Seweryn Goszczyński napisał wiersz „Przy sadzeniu róż” pokazujący powstanie jako róże dla przyszłych pokoleń które z powodzeniem podejmą walkę o niepodległość: „My wygnańcy stron rodzinnych, może już nie ujrzym kwiatu, a więc sadźmy je dla innych, szczęśliwszemu sadźmy światu!”.

Taki był sens wszystkich powstań narodowych: sadzić róże wolności – jeżeli nie dla nas, to dla naszych dzieci, by nie były niewolnikami. Taki jest sens wspominania powstańczych rocznic po latach.

Piotr Szubarczyk/nd /29.XI.2013/
/zdj. – Marcin Zaleski – Wzięcie Arsenału w nocy 29 listopada 1830

*****

Z POLSKICH ŁEZ I KRWI

W nocy z 27 na 28 listopada 1942 r. rozpoczęła się jedna z najpodlejszych operacji niemieckich przeciw Narodowi Polskiemu

Jako część tzw. Generalnego Planu Wschodniego kuzyni Hitlera, z agronomem psychopatą na czele /Heinrich Himmler/, postanowili utworzyć na ziemiach polskich oraz – po pokonaniu Sowietów – na obszarach wschodniosłowiańskich „bastiony niemczyzny” /deutsches Bollwerk/ – zasiedlone przez Niemców, po uprzednim ograbieniu i wypędzeniu rdzennych mieszkańców. „Inżynieria społeczna” w stylu bolszewickim

Zamojszczyzna była obszarem „eksperymentalnym”. „Umacnianie niemczyzny” trwało tu do sierpnia 1943 r. Operacja objęła 110 tysięcy Polaków. Okradziono ich, zabrano dzieci do zniemczenia i wypędzono lub zamknięto w obozach. Na ich miejsce zwieziono 12 tysięcy Niemców, także „zaprzyjaźnionych” Ukraińców.

Wysiedlenia rozpoczęte nocą z 27 na 28 listopada i trwające przez kolejne cztery miesiące objęły 116 polskich wsi. Następnie, w okresie od czerwca do sierpnia 1943 r. wypędzono mieszkańców 171 wsi. Dowodził SS-zbrodniarz Odilo Globocnik który w 1945 r. próbował się ukryć. Kiedy go zidentyfikowano otruł się jak szczur.

Operacja objęła w sumie 293 wsie, z planowanych 700. Polskie Państwo Podziemne zorganizowało opór wypędzanych i prowadziło akcje przeciw siłom niemieckim i „kolonistom”. Niemcy nazwali to Powstaniem Zamojskim. Przewodziła mu AK z obwodów Zamość, Biłgoraj, Hrubieszów i Tomaszów Lubelski, wspierały Bataliony Chłopskie. To wszystko doprowadziło do przerwania operacji.

Niemcy i ich kolaboranci Ukraińcy zabijali stawiających opór Polaków. W obozie w Rotundzie Zamojskiej zamordowali w sumie około 8 tysięcy osób. Niemiecki „bastion” budowali na polskich łzach i polskiej krwi.

Piotr Szubarczyk/nd /28.XI.2013/
/zdj. – polscy rolnicy z Zamojszczyzny, ograbiani i wypędzani przez Niemców ze swoich domów zimą 1942/1943

*****

POLSKI LOTNIK

Zachwycamy się dziś lotami polskich skoczków, podziwiamy ich odwagę. Przenieśmy się w czasie. Na starej wojennej fotografii widzimy twarz młodego Polaka. Widać że to nie lada śmiałek. Lepiej nie wdawać się z nim w zwadę, wystarczy spojrzeć na trofea na korpusie myśliwca!

Skoczek tamtego pokolenia! Wtedy mówiło się po prostu: lotnik. Podziwiało się tych ludzi jak herosów

Przed 98 laty urodził się polski pilot myśliwski Stanisław Skalski – absolwent dęblińskiej szkoły lotnictwa, dowódca klucza 142 Eskadry Myśliwskiej w wojnie 1939 r., as myśliwski II wojny światowej o największej liczbie zestrzeleń niemieckich samolotów wśród polskich pilotów – oficjalnie uznano mu 18 zestrzelonych maszyn i 2 prawdopodobne. Jeden z tych niewielu którym Wielka Brytania zawdzięczała tak wiele. Służył w dywizjonach RAF: 501, 306, 316, 317, 601. Eskadrę którą dowodził nazwano „Cyrkiem Skalskiego”!

Miał dylemat czy wracać po wojnie do Polski. Nie miał złudzeń że kraj jest zniewolony, ale ta tęsknota! Więc wrócił w 1947 r.

Został oskarżony przez NKWD-UB o zdradę narodu. Skazany przez „sąd” niby-polski na karę śmierci. Wyrok łaskawie zamieniono na dożywocie.

Został „zrehabilitowany” w 1956. Chcieli go złamać ale się nie dał. Był takim samym bohaterem jak wtedy kiedy siadał na ogonie kolejnej niemieckiej maszyny. Czuł się odpowiedzialny za dobre imię kolegów którzy polegli w walce, więc dawał świadectwo. Czytaliśmy „Czarne krzyże nad Polską” wydane w czasie „odwilży” /1957/, z zapartym tchem.

Po 1990 r. honorowany generał brygady Wojska Polskiego. Ostatni okres życia to czas wielkiego smutku. Schorowany i uzależniony od pomocy innych ludzi został okradziony z mieszkania i oszczędności. Umierał w domu pomocy społecznej.

„Wierzymy że mu Sprawiedliwy zapłaci za przelaną krew”…

Piotr Szubarczyk/nd /27.XI.2013/
/zdj. – pilot myśliwski, oficer Wojska Polskiego Stanisław Skalski /27 XI 1915 Kodyma – 12 XI 2004 Warszawa/ /fot. z czasu wojny/

*****

U STÓP BOGA I POLSKI

26 listopada wspominamy w kalendarzach Adama Mickiewicza /zm. 1855/, ale on sam chętnie ustąpiłby miejsca człowiekowi który – po „przesłuchaniach” przez UB – składał swój ból „u stóp Boga i Polski”

Przed 100 laty urodził się płk Łukasz Ciepliński. Stał się twarzą żołnierzy niezłomnych, „wyklętych”, uczestników Powstania Antykomunistycznego. Dzień śmierci pułkownika i jego podkomendnych jest ustawowo Narodowym Dniem Pamięci Żołnierzy Wyklętych

1 marca 1951 w więzieniu przy Rakowieckiej w Warszawie ubecki kat, były „żołnierz” Armii Ludowej, zamordował strzałem w tył głowy siedmiu członków IV Zarządu Głównego Zrzeszenia „Wolność i Niezawisłość”: prezesa Łukasza Cieplińskiego, Mieczysława Kawalca, Józefa Batorego, Adama Lazarowicza, Franciszka Błażeja, Karola Chmiela i Józefa Rzepkę. To była ogólnopolska struktura wyrastająca z Polskiego Państwa Podziemnego.

Dlaczego płk Ciepliński zafascynował prezesa IPN Janusza Kurtykę i prezydenta Lecha Kaczyńskiego? Poza tym że był wybitnym i odważnym dowódcą WP, AK i WiN, napisał z celi śmierci wiele grypsów do żony Jadwigi i syna Andrzeja. Zachowały się! Ich lektura wywołuje głębokie wzruszenie. Byli żołnierze AK z Rzeszowszczyzny poprosili o rozpoczęcie procesu beatyfikacyjnego Łukasza Cieplińskiego. Pułkownik spisał prawdziwy testament żołnierzy niezłomnych. Przesłanie dla swego syna. I dla nas!

Będę zamordowany jako katolik za wiarę świętą, jako Polak za Ojczyznę i jako człowiek za prawdę i sprawiedliwość. Wierzę że Chrystus zwycięży, Polska niepodległość odzyska, a pohańbiona godność ludzka zostanie przywrócona /…/. Wierzę że Matka Boża zabierze moją duszę do swoich niebieskich hufców bym mógł Jej dalej służyć i meldować o tragedii mordowanego przez jednych, opuszczonego przez pozostałych Narodu Polskiego”.

Panie Pułkowniku, pamiętamy! Czuwamy!

Piotr Szubarczyk/nd /26.XI.2013/

*****

WIELKI GŁÓD – SPRAWA POLSKA

To była największa ludobójcza operacja w historii nowożytnej, dokonana na obywatelach własnego państwa! Liczby ofiar nie da się dokładnie ustalić. W różnych opracowaniach podaje się od 3 do 9 mln zamorzonych głodem ludzi

Ukraińcy historycy skłaniają się dziś ku liczbie 4.5 mln zagłodzonych. Tyle mniej więcej co ofiar zagłady Żydów przez Niemców, bo liczba 6 mln ofiar holokaustu jest „zaokrąglona” i tylko szacunkowa

Tymczasem porównanie literatury holokaustycznej z literaturą o Wielkim Głodzie na Ukrainie przypomina porównanie wieży Eiffla z dziecinną wieżą z piasku… Trudno się dziwić skoro Parlament Europejski nie stwierdził wprost że Wielki Głód to ludobójstwo. W przyjętej rezolucji oświadczył że „uznaje Wielki Głód, sztucznie wywołany na Ukrainie w latach 1932-33, za wstrząsającą zbrodnię przeciw ludności Ukrainy i przeciw ludzkości”.

Zaprogramowany przez Stalina i jego zbrodniczych kamratów Wielki Głód na Ukrainie lat 1932-33 to także sprawa polska. Po traktacie ryskim 1921 r. na sowieckiej Ukrainie zostały setki tysięcy Polaków, głównie na wsiach. Wiele sektorów gospodarki, na przykład przemysł cukrowniczy, było na Kijowszczyźnie czy Bracławszczyźnie zdominowanych przez Polaków – administratorów i pracowników. Wiele też było polskich, chłopskich rodzin które opierały się sowieckiej kolektywizacji. W ramach Wielkiego Głodu Sowieci zabili dziesiątki tysięcy Polaków. Ile? Wie to tylko Pan Bóg. Wymierały całe polskie wioski, jak np. Zalesie czy Dobre Łazy w rejonie Połonnego.

Jedną z dróg wiodących do polsko-ukraińskiego porozumienia – ponad okrucieństwem ludobójstwa na Polakach z lat 1939-47 – jest wspólne opłakiwanie ofiar nieludzkiej operacji lat 1932-33 i rezygnacja przez Ukraińców z gloryfikowania zbrodniarzy spod znaku Bandery.

Piotr Szubarczyk/nd /25.XI.2013/
/zdj. – tegoroczne obchody Dnia Pamięci Ofiar Wielkiego Głodu na Ukrainie

*****

NIE POCHŁONIE WAS HISTORIA

Andrzej Trzebiński, pseudonim Paweł Późny, Stanisław Łomień, był jednym z najzdolniejszych poetów czasu wojny. Miał 21 lat kiedy umierał w piątek 12 listopada 1943 r., rozstrzelany przez Niemców w egzekucji ulicznej w Warszawie

Poeta, dramaturg, krytyk literacki, publicysta. Absolwent Gimnazjum im. Tadeusza Czackiego w Warszawie, zdał maturę konspiracyjnie, studiował filologię polską i slawistykę na Uniwersytecie Warszawskim. Prowadził działalność konspiracyjną, związany był z Konfederacją Narodu

Redaktor pisma „Sztuka i Naród” – almanachu literackiego, podejmującego także kwestie polityczne. Pisali tam m.in. Wacław Bojarski, Tadeusz Gajcy, Zdzisław Stroiński i Wojciech Mencel, także Krzysztof Kamil Baczyński.

Trzebiński zamordowany przez Niemców, Bojarski śmiertelnie ranny pod pomnikiem Kopernika, Baczyński, Stroiński, Gajcy i Mencel polegli w Powstaniu Warszawskim… Uwaga prof. Stanisława Pigonia o narodzie strzelającym do wroga z brylantów odnosi się nie tylko do Baczyńskiego.

Trzebiński pisał: „Pochłonie nas historia. Nie będziemy Mochnackimi, Mickiewiczami, Norwidami. Mogliśmy być Rimbaudami, ale szliśmy gdzie indziej”. To „gdzie indziej” było nakazem walki za świętą Sprawę niepodległości Polski.

Rękopisy Trzebińskiego spłonęły w Powstaniu Warszawskim, ocalało 400 stron: wiersze, dramat „Aby podnieść różę”, fragmenty powieści „Kwiaty z drzew zakazanych” i pamiętnik – źródło do obrazu życia pod okupacją w stolicy, zapis świadomości młodego pokolenia, które wkraczało w dorosłe życie w czasie „bez imienia” /Baczyński/.

Pamiętajmy o młodych poetach, by nie „pochłonęła ich historia”. Na polskie uniwersytety liczyć nie można. Tam pisze się prace o „tragicznych” sowieckich kolaborantach. Trzebiński i „sinowcy” to „antysemici”…

Podnieśmy dziś Andrzejową różę i zanieśmy ją na róg Wareckiej i Nowego Światu – miejsce jego śmierci.

Piotr Szubarczyk/nd /12.XI.2013/

*****

TEATR RAPSODYCZNY

Błogosławiony Jan Paweł II pozostawił w naszej pamięci nie tylko ważne przesłania, ale i sposób w jaki je przekazywał. Byliśmy pod urokiem kultury języka, emisji i barwy jego głosu. W czasach wystąpień komunistycznych aparatczyków – jałowych w treści i formie – miało to dla nas ogromne znaczenie. Do dziś mimowolnie naśladujemy Jana Pawła II w wystąpieniach publicznych

Piękno języka Karola Wojtyły kształtowały okupacyjne studia polonistyczne i fascynacja żywym słowem. Przed 72 laty powstał w Krakowie konspiracyjny Teatr Rapsodyczny – jako wyraz duchowego oporu.

Inicjatorem był dr Mieczysław Kotlarczyk z katolickiej organizacji konspiracyjnej Unia. Do końca życia wiązała go przyjaźń z Karolem Wojtyłą. Nie doczekał Jego pontyfikatu, odszedł 8 miesięcy wcześniej, żegnany przez przyjaciela.

Karol Wojtyła należał do zespołu Teatru Rapsodycznego w dniu premiery „Króla-Ducha” Juliusza Słowackiego – 1 listopada 1941 r.

Spektakle odbywały się w mieszkaniach zaufanych rodzin. 21-letni Karol zachwycił słuchaczy monologiem Bolesława Śmiałego. Kto mógł przypuszczać że będzie następcą biskupa Stanisława którego król kazał zabić. Będzie do św. Stanisława porównywany jako obrońca praw Bożych i ludzkich.

Wybrał drogę kapłańską. Święcenia kapłańskie przyjął dokładnie 1 listopada 1946 r. W 5 rocznicę premiery „Króla-Ducha”. Teraz swoim pięknym głosem głosił Słowo Boże.

Teatr Rapsodyczny po wojnie zmagał się z cenzurą. Został zniszczony w latach 60. Znany aparatczyk Włodzimierz Sokorski narzekał: „Kotlarczyk płynął ponad naszymi głowami, ponad partią! Apelował do narodu polskiego! /…/. Nie ma narodu polskiego /!/, jest tylko klasa robotnicza”.

O tym teatrze – potwierdzającym słowa wieszczów o pieśni która „ujdzie cało” /Mickiewicz/, i o słowie które jest „czynu testamentem” /Norwid/ – pamiętajmy jako o duchowej kolebce bł. Jana Pawła II.

Piotr Szubarczyk/nd /31.X.2013/

*****

FERDYNAND RUSZCZYC

Starsi wilniucy wspominają zmarłego przed 77 laty Ferdynanda Ruszczyca z wielkim wzruszeniem. W wielu wileńskich domach wisiał jego słynny rysunek Orła i urokliwe pejzaże lub scenki rodzajowe

Pochodził z Bohdanowa na Nowogródczyźnie /dziś Białoruś/, sercem związał się z Wilnem. Był nietypowym przedstawicielem malarstwa modernistycznego, hasło „sztuka dla sztuki” było mu obce. Zakorzeniony był w tradycji i kulturze polskiej

Malarz, grafik i scenograf, od 1904 r. profesor Szkoły Sztuk Pięknych w Warszawie, w latach 1907-1908 profesor ASP w Krakowie.

W maju 1919 r. został członkiem Komitetu Odbudowy Uniwersytetu Wileńskiego /zamkniętego po Powstaniu Listopadowym/. Opowiedział się za nadaniem mu za patrona Stefana Batorego. We wrześniu 1919 r. został profesorem na Wydziale Sztuk Pięknych USB.

Malarstwem zajmował się od młodości. Upodobał sobie krajobrazy, głównie zimowe i wiosenne o ciemnych barwach, „opowiadające”, zawierające scenki rodzajowe, niekiedy metaforyczne i symboliczne. Te pejzaże odznaczają się ekspresją, dramatyzmem, niekiedy monumentalizmem form, charakterystycznym dla sztuki przełomu wieków. Przykładem takiego dzieła jest „Ziemia” /1898/ z symbolicznym chłopem oraczem.

Zajmował się grafiką użytkową, przyczynił się do odrodzenia wileńskiego drukarstwa, ilustracji i typografii.

Był także człowiekiem teatru. Wykonał liczne projekty i dekoracje, m.in. do „Balladyny” Juliusza Słowackiego, „Wesela” i „Nocy Listopadowej” Stanisława Wyspiańskiego.

W ostatnich latach życia ciężko chorował /1932-1934/, miał sparaliżowaną prawą rękę. Lewą stworzył jeszcze kilka pięknych dzieł, m.in. przejmujący autoportret.

Polecam obrazy olejne, pastele, akwarele, litografie i rysunki ołówkiem Ferdynanda Ruszczyca, m.in. w internetowej galerii malarstwa polskiego www.pinakoteka.zascianek.pl.

Piotr Szubarczyk/nd /30.X.2013/
/zdj. – Ferdynand Ruszczyc /10 XII 1870 – 30 X 1936/, Pierwsza Komunia Święta /1899/, gwasz i pastel na płótnie

*****

HOŁD RUSKI

W grudniu 2004 r. Duma Państwowa Rosji postanowiła że 4 listopada będzie w Rosji świętem państwowym na pamiątkę „oswobodzenia Moskwy od polskich i litewskich interwentów oraz heroizmu całego narodu”. Rosja wróciła do ukazu carskiego z roku 1649, który uczynił ten dzień świętem narodowym. W rzeczywistości polska załoga opuściła Kreml 7 listopada 1612 r.

My też mamy co wspominać, a najbardziej 29 października 1611 r., kiedy car rosyjski Wasyl Szujski razem z braćmi składał hołd królowi polskiemu Zygmuntowi III Wazie

Lata 1598-1613 nazywane są w Rosji czasem Wielkiej Smuty. Po interwencji wojsk Rzeczypospolitej Polka Maryna Mniszchówna została uznana za carową. Po rebelii przeciw Dymitrowi Samozwańcowi carem został bojar Wasyl IV Szujski. Zawarł on układ ze Szwecją, oddając jej Inflanty. 4 lipca 1610 pod Kłuszynem /między Smoleńskiem a Moskwą/ jazda polska dowodzona przez hetmana Stanisława Żółkiewskiego rozbiła armię rosyjską Szujskiego i posiłki szwedzkie. To było największe militarne zwycięstwo Polaków od czasu bitwy pod Grunwaldem! Wojska polskie zajęły Moskwę, a car został przewieziony do Polski. Uznał prawa królewicza Władysława Wazy do tronu rosyjskiego.

29 października 1611 na Krakowskim Przedmieściu odbył się triumfalny wjazd hetmana Żółkiewskiego. Car i jego rodzina zostali zaprowadzeni na zamek i złożyli hołd Zygmuntowi III Wazie, przyrzekli też posłuszeństwo. Car został wywieziony do Gostynina, zmarł rok później. W roku 1635 wydano Rosji trumny Wasyla, Dymitra i Jekatieriny Szujskich.

Polacy opuścili Kreml, a rosyjski sobór ziemski obrał na cara księcia Michaiła Romanowa. Dał on początek nowej dynastii rosyjskiej.

Pamiętajmy o dniach naszej chwały. Nie tylko o hołdzie pruskim, ale i ruskim.

Piotr Szubarczyk/nd /29.X.2013/
/zdj. – hołd carów Szujskich złożony królowi polskiemu Zygmuntowi III Wazie w roku 1611. Obraz Jana Matejki /1892/, Muzeum Narodowe w Krakowie

*****

NAJPEWNIEJ TO UB STAŁ ZA ŚMIERCIĄ BP. ŁUKOMSKIEGO

Przed 65 laty biskup łomżyński Stanisław Kostka Łukomski zginął w wypadku samochodowym w niejasnych okolicznościach które każą w tym upatrywać ręki UB. Był pod ścisłym nadzorem bezpieki

Pochodził z wielodzietnej rodziny /11 dzieci/ nadleśniczego w Borku /Wielkopolska/. Po święceniach był kapelanem ks. abp. Floriana Stablewskiego, proboszczem katedry poznańskiej i kanonikiem kapituły, dyrektorem archiwum diecezjalnego. Po roku 1918 współorganizował harcerstwo polskie i Uniwersytet Poznański. Wybitny kapłan i patriota, powszechnie szanowany. Od 1927 r. sekretarz Konferencji Episkopatu Polski

Od 24 czerwca 1926 był ordynariuszem łomżyńskim. Rozwijał Akcję Katolicką, angażował się w życie polityczne, przeciwstawiał się organizacjom komunistycznym. Po wojnie zarzucano mu z tego powodu „antysemityzm”.

W czasie wojny jeździł po parafiach wypełniając obowiązki kapłańskie. W 1944 uchronił katedrę łomżyńską, już zaminowaną, przed zniszczeniem przez Niemców.

W kazaniach mówił o donosicielstwie i jego skutkach pod obydwiema okupacjami, co wzbudzało wściekłość bezpieki. Wykazał wielką odwagę utrzymując kontakty z narodowym podziemiem antykomunistycznym. Nawoływał do poparcia PSL.

W październiku 1948 przewodniczył ceremonii pogrzebowej Prymasa Polski ks. kard. Augusta Hlonda. Oczekiwano powszechnie że będzie jego następcą. Zginął w wypadku na trasie Ostrów Mazowiecka – Łomża. Bezpieka nie dopuściła do manifestacyjnego pogrzebu. Nie dopuszczono do udziału w pogrzebie straży pożarnej i szkół.

Ksiądz biskup Stanisław Kostka Łukomski spoczął w katedrze łomżyńskiej. Żyje w pamięci wiernych tej diecezji. Środowiska „postępowe” zaklasyfikowały go jako „endeka” i „przyjaciela Dmowskiego”. Takich „grzechów” się nie wybacza.

Piotr Szubarczyk/nd /28.X.2013/

*****

99.8 PROC. ZA „DEMOKRACJĄ LUDOWĄ”

Na jesieni 1952 r. władza sowiecka w Polsce była już w pełni ukształtowana – z organami represji i propagandy, delegaturami organów sowieckich, z oficerami sowieckimi w wojsku i bezpiece, występującymi jako doradcy /sowietnicy/ lub jako „Polacy” na podrobionych papierach

Można było urządzać publiczne przedstawienia bez obawy że aktorzy nie zapamiętali roli. W roli suflerów występowali ubecy, używający w razie potrzeby obcęgów do zrywania paznokci „wrogom ludu”. Był to szczytowy okres terroru powszechnego w Polsce. W więzieniach przebywało 49 tysięcy więźniów politycznych

W tych warunkach doszło 26 października 1952 r. do „wielkiego święta demokracji socjalistycznej”, czyli „wyborów do sejmu”. Pierwszych w PRL. Ta nazwa pojawiła się właśnie w roku 1952, po napisaniu przez Stalina „konstytucji” dla tego tworu. Wynik „wyborów” można by nazwać cudem, większym niż elektryfikacja Związku Sowieckiego, gdyby nie fakt że głosów w zasadzie nie liczono a wynik ustalili znani specjaliści: Anatol Fejgin i Mojżesz Taboryski z ministerstwa bezpieki.

Okazało się że na listę tzw. frontu narodowego – znanego od roku 1956 jako Front Jedności Narodu, z akcentem na „jedność”, czyli zgodę na wszystko czego chce partia sowiecka w Polsce – głosowało 99.8 proc. wyborców! Ten „front” przygotowywał listy kandydatów na „wybory”. Aby oszczędzić wyborcy niepotrzebnych dylematów FJN wystawiał jednego kandydata na jedno miejsce! Wzorowa postawa obywatelska polegała na tym by głosować bez oglądania kartki i bez skreśleń. Dziś wzorowa postawa obywatelska polega na tym by nie chodzić na referenda niepopierane przez władzę.

W roku 1983 FJN został przerobiony przez WRON-ę na PRON. Same te skróty wywoływały kiedyś wśród Polaków odruch niechęci, ale pamięć bywa krótka.

Piotr Szubarczyk/nd /26-27.X.2013/
/zdj. – „Konstytucja” polskoj narodnoj respubliki, czyli Peerelu, z odręcznymi poprawkami redaktora Stalina

*****

ŚWIĘTO SZTABU WOJSKA POLSKIEGO

25 października 1918 r. Rada Regencyjna Królestwa Polskiego utworzyła urząd Szefa Sztabu Wojsk Polskich. Organizacja armii była potrzebą chwili. Na pamiątkę tego wydarzenia 25 października jest dziś Świętem Sztabu Wojska Polskiego

W roku 1928 nazwę zmieniono na Sztab Główny WP, nawiązując do tradycji Księstwa Warszawskiego. 1 września 1939, po rozpoczęciu wojny, przeformowano go w Sztab Naczelnego Wodza. Tak też było w Polskich Siłach Zbrojnych na Zachodzie

W sierpniu 1944 r. w Lublinie powstał „sztab główny wojska polskiego”, czyli wojska kontrolowanego przez Sowiety, z polskim rekrutem.

Po roku 1990 świadomie opóźniano zerwanie wojska z tradycją sowiecką i z moskiewską szkołą oficerów sztabowych. Ważnym etapem było przystąpienie Polski do NATO i demontaż WSI, zakorzenionych w Moskwie.

W historii Sztabu WP pojawiają się nazwiska jego wybitnych szefów: gen. Tadeusza Rozwadowskiego, gen. Stanisława Hallera /zm. Charków 1940/, gen. Władysława Sikorskiego, Marszałka Józefa Piłsudskiego czy gen. Stanisława Kopańskiego.

W czasach Polski sowieckiej szefami byli ludzie którym wolna Polska nie nadała nawet stopnia kaprala: Marian Spychalski, Wojciech Jaruzelski, Florian Siwicki. Byli też przebierańcy „pełniący obowiązki Polaka”: Władysław Korczyc, Bronisław Półturzycki /uczestnik wojny z Polską 1920!/, Bolesław Zarako-Zarakowski, Jan Jośkiewicz, Borys Pigarewicz. Po zakończeniu służby wracali do Moskwy.

Jacy szefowie takie wojsko. W roku 1956 czołgi wyjechały na ulice Poznania, w roku 1970 z czołgów strzelano do ludzi w Gdyni, w nielegalnym stanie wojennym wojsko „polskie” było tarczą kliki Jaruzelskiego.

Od 27 lutego 2006 szefem Sztabu Generalnego Wojska Polskiego był ceniony przez NATO gen. Franciszek Gągor. Poległ pod Smoleńskiem 10 kwietnia 2010 r.

Piotr Szubarczyk/nd /25.X.2013/

*****

III ROZBIÓR POLSKI

Rok po upadku Powstania Kościuszkowskiego, 24 października 1795, władcy Rosji, Prus i Imperium Habsburgów uzgodnili traktat, który oznaczał śmierć Polski jako państwa. O ile Prusacy i Austriacy gotowi byli rozważyć jakąś formę polskiej państwowości, o tyle Rosja była temu przeciwna

Poseł pruski w Petersburgu Leopold von Goltz donosił swojemu władcy że „Rosja domaga się rozbioru Polski i wymazania imienia polskiego”. Zdumiewająca jest trwałość pewnych tendencji w polityce. Kiedy Hitler ze Stalinem rozważali w 1939 r. przyszłość Polski Hitler dopuszczał zostawienie tzw. Restpolen, kondominium sowiecko-niemieckiego. Stalin był temu przeciwny

W wyniku III rozbioru Rosja zajęła ziemie polskie na wschód od Niemna i Bugu. Austria dostała Lubelszczyznę i resztę Małopolski z Krakowem, część Podlasia i Mazowsza. Prusacy zajęli część Olsztyńskiego, część Mazowsza z Warszawą, także część województwa krakowskiego.

Nieszczęsnego króla Stanisława Augusta Poniatowskiego eskortowano do Grodna, gdzie abdykował 25 listopada 1795 r. na rzecz Rosji. Stąd późniejsze pretensje rosyjskich satrapów do tytułu „króla Polaków”. Rosja stała się „depozytariuszką” korony polskiej. Adam Mickiewicz napisze carowi w „Reducie Ordona”: „Warszawa jedna twojej mocy się urąga. Podnosi na cię rękę i koronę ściąga. Koronę Kazimierzów, Chrobrych z twojej głowy, boś ją ukradł i skrwawił, synu Wasilowy”.

W roku 1807 powstało Księstwo Warszawskie, namiastka państwa polskiego, zależna od Napoleona, zlikwidowana po kongresie wiedeńskim /1815/. W czasie Powstania Listopadowego Polacy ogłosili detronizację cara jako króla Polaków, jednak na niepodległość trzeba było czekać do 1918.

W 1797 Józef Wybicki zapisał słowa które ukazały Polakom sens wiary w niepodległość: „Jeszcze Polska nie umarła, kiedy my żyjemy”.

Piotr Szubarczyk/nd /24.X.2013/
/zdj. – Alegoria Umarłej Polski. Zapomniane dziś dzieło Włodzimierza Tetmajera z Kaplicy pod Orłami katedry św. Mikołaja Biskupa w Kaliszu

*****

KRWAWA NOC W INOWROCŁAWIU

W roku 1939 nie było litości dla Polaków z Pomorza, zwłaszcza tych którzy się tu osiedlili po traktacie wersalskim. Kuzyni Hitlera popełnili niezliczone zbrodnie, szczególnie na polskiej inteligencji. Jedna z najpodlejszych wydarzyła się w Inowrocławiu, w nocy z niedzieli na poniedziałek 22/23 października 1939 roku

Otto Hirschfeld, inowrocławski kreisleiter, bandyta z wykształceniem prawniczym /!/, upił się w majątku Hansa Ulricha Jahnza. Postanowili zabić polskich zakładników w więzieniu. Byli to przedstawiciele miejscowej inteligencji

O zbrodni wiemy ze źródeł niemieckich i z polskich relacji: „Dozorcy wyciągali aresztowanych z cel, Hirschfeld każdego oglądał, komenderując: ‚rozstrzelać’ lub ‚odprowadzić’” /ródło niemieckie/.

„Kazano nam stać w drzwiach cel otwartych, twarzą zwróconą w ciemne wnętrze. Wywoływano nazwiska, sprowadzano więźniów wśród przekleństw i kopnięć” /relacja ocalonego/.

Bandyci zamordowali 56 Polaków, m.in. Jana Dykierta i Franciszka Hanasa – nauczycieli, Apolinarego Jankowskiego – prezydenta Inowrocławia, Władysława Juengsta – wiceprezydenta, wielu ziemian i rolników, aptekarza Teofila Reszkę, leśniczego Mariana Siewerta.

Ciała zamordowanych zakopano za więzieniem. Po wojnie zostały ekshumowane i pochowane na cmentarzu parafialnym. Część była zmasakrowana, nie można było dokonać identyfikacji.

Wszystkich amatorów stawiania pomników i wieszania tablic pamiątkowych dla „pokrzywdzonych” w 1945 Niemców, członków Volkssturmu, prosimy by najpierw dobrze poznali wojenną historię swoich miast. By nie upokarzali bliskich zamordowanych. Taki „pomnik” stoi w Aleksandrowie Kujawskim, a tablice są w Nieszawie i w Ciechocinku. Ufundowali je Niemcy.

Piotr Szubarczyk/nd /23.X.2013/
/zdj. – jednych zabijali, innych ograbiali i wypędzali z domów. Tak wyglądały niemieckie „porządki” na polskim Pomorzu. Zdjęcie pokazuje ograbionych i wypędzanych Polaków z Włocławka. Podobnie było w Inowrocławiu

*****

PONTYFIKAT Z DUCHOWĄ OPIEKĄ PRYMASÓW

Msza Święta pontyfikalna Jana Pawła II, plac św. Piotra, niedziela 22 października 1978. Do tronu papieskiego podchodzi Prymas Polski ks. kard. Stefan Wyszyński. Jest wzruszony. Papież chwyta go w objęcia… Stali tak przez chwilę…

Bóg sprawił że Msza św. pontyfikalna była odprawiona w 30 rocznicę śmierci Prymasa Polski ks. kard. Augusta Hlonda. Był kapłanem niezwykłej pobożności i odważnym krytykiem zbrodniczej ideologii bolszewickiej. Jan Paweł II miał się okazać duchową siłą sprawczą jej upadku

August Hlond urodził się w Brzęczkowicach, dzielnicy Mysłowic, w rodzinie Jana i Marii. Miał dwanaścioro rodzeństwa. Czterech braci wstąpiło do zgromadzenia salezjanów. August uczył się w szkole salezjańskiej. Studia w Gregorianum zakończył doktoratem z filozofii.

W 1922 został pierwszym biskupem diecezji katowickiej. 24 czerwca 1926 został Prymasem Polski, rok później kardynałem. Był animatorem Akcji Katolickiej i twórcą modelowych stosunków państwo – Kościół.

Po wybuchu wojny wyjechał do Watykanu, w okupowanym kraju Prymasa Polski czekała śmierć. Informował Papieża o sytuacji w Polsce, wygłaszał przemówienia radiowe. W Lourdes kontynuował prace dla Polski. Rząd Vichy internował go.

Po wojnie zorganizował administrację apostolską na ziemiach zachodnich i północnych. Przyjął uroczysty akt zawierzenia Narodu Polskiego Niepokalanemu Sercu NMP /8 września 1946/.

Umarł nagle. Sytuacja w kraju była przygnębiająca, śmierć Prymasa Polacy odebrali jako rodzaj sieroctwa. Na łożu śmierci wypowiedział prorocze słowa: „Zwycięstwo, gdy przyjdzie, będzie zwycięstwem błogosławionej Maryi Dziewicy”.

Opatrzność czuwała. Nadchodziła era Prymasa Tysiąclecia który dzieło Prymasa Hlonda poniósł do tryumfu „Solidarności”, poprzedzonego wyborem ks. kard. Karola Wojtyły na Stolicę Piotrową. Duchową opiekę nad tym pontyfikatem sprawowali obydwaj wielcy Prymasi. Módlmy się w intencji beatyfikacji sługi Bożego Augusta Hlonda.

Piotr Szubarczyk/nd /22.X.2013/
/zdj. – metropolita gnieźnieński i warszawski, Prymas Polski ks. kard. August Hlond /5 VII 1881 – 22 X 1948/

*****

OSTATNI ŻOŁNIERZ WOLNEJ POLSKI

Przed 50 laty, w poniedziałek 21 października 1963 r., zginął w walce ostatni polski żołnierz walczący z okupacją sowiecką kraju. Należał do podziemnej armii która po wojnie podjęła walkę z nową okupacją. To było Powstanie Antykomunistyczne

Sierżant Józef Franczak „Lalek” ukończył Szkołę Podoficerską w Grudziądzu. Wojnę rozpoczął w Równem. Aresztowany przez Sowietów, uciekł z niewoli. Od 1940 r. do końca życia pozostał w konspiracji! Najpierw w ZWZ-AK. W 1944 r. wcielony do wojska „ludowego”, był świadkiem zabijania akowców i dezerterów z tego wojska. Uznał że to nie polska lecz obca armia, tyle że polskojęzyczna. Zdezerterował

Brał udział w zamachach na aktywistów PPR, enkawudzistów, ubowców, ich konfidentów. Kilka razy był ranny. W 1946 r. został aresztowany przez UB. W trakcie transportu do UB aresztowani zlikwidowali obstawę. On dowodził tą akcją.

W 1947 dołączył do oddziału kpt. Zdzisława Brońskiego „Uskoka”, podkomendnego płk. Hieronima Dekutowskiego „Zapory”. Po śmierci „Uskoka” zlikwidował konfidentów UB którzy przyczynili się do jego osaczenia. Dowodził patrolem zbrojnym który szukał konfidentów NKWD-UB. Były kary chłosty, w przypadkach skrajnych kara śmierci.

Nie ujawnił się nawet w czasie „amnestii” w 1956 roku! Był poszukiwany przez bezpiekę. Wydał go konfident SB. Podczas obławy 21 października 1963 r. 35 bezpieczniaków i zomowców osaczyło „Lalka”. Ostrzeliwał się. Śmiertelnie ranny, zmarł po kilku minutach. Esbecy zgodnie z azjatyckimi obyczajami swych „mistrzów” z NKWD-UB odcięli mu głowę i tak zbezczeszczone ciało oddali rodzinie. Przedtem fotografowali je jako „trofeum”.

17 marca 2008 prezydent Lech Kaczyński nadał pośmiertnie Józefowi Franczakowi „Lalkowi” Krzyż Komandorski z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski „za wybitne zasługi dla niepodległości RP”.

Piotr Szubarczyk/nd /21.X.2013/

*****

BÓG – OJCZYZNA – PRAWDA

Przed 29 laty komuniści zamordowali bł. ks. Jerzego Popiełuszkę. Umierał za wiarę i za Polskę. W świetle nauczania które głosił trzeba powiedzieć: umierał za Prawdę

Kiedy prezydent Lech Kaczyński ogłaszał na schodach kościoła św. Stanisława Kostki w Warszawie pośmiertne nadanie ks. Jerzemu Orderu Orła Białego /2009/ powiedział: „Nie pierwszy raz wręczam Order Orła Białego. Zawsze robię to z głębokim przekonaniem, ale w żadnym przypadku nie było przekonania tak mocnego”

Order nadano „w uznaniu zasług jako kapelana ‚Solidarności’, wspierającego słowem i czynem walkę o Polskę niepodległą i sprawiedliwą /…/, aż do męczeńskiej śmierci, która była świadectwem jak dobrem zwyciężać zło”.

Przypomniano ewangeliczne źródła nauczania ks. Jerzego – przesłanie św. Pawła /Rz 12, 21/, często przywoływane przez bł. Jana Pawła II: „Nie daj się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwyciężaj”. W niedzielę 6 czerwca 2010 Papież Benedykt XVI beatyfikował Sługę Bożego.

Błogosławiony kapłan związany był ze środowiskami robotniczymi. Komuniści bardzo się tego bali. W czasie Wielkiego Strajku w sierpniu 1980 odprawił pierwszą Mszę św. na terenie Huty Warszawa.

Mówił, że stan wojenny niszczy godność człowieka, wolność sumienia. Był przez władze rozpracowywany, inwigilowany. Nie szczędzono mu najpodlejszych pomówień.

Wytwarzał głębokie poczucie wspólnoty narodowej. Za to go kochaliśmy. Jechaliśmy do Warszawy na Msze Święte za Ojczyznę, by na Żoliborzu „odetchnąć Polską”. Jak bardzo dziś nam tego poczucia brakuje!

Był przeświadczony o obecności Boga w życiu narodów. Wydarzenia z historii Polski widział jako przesłanie dla nas. Przywoływał zwłaszcza Cud nad Wisłą i ofiarę Powstania Warszawskiego.

Błogosławiony Kapelanie, wstawiaj się u Pana za nami, ucząc nas wierności Bogu, Ojczyźnie i Prawdzie.

Piotr Szubarczyk/nd /19-20.X.2013/
/zdj. – rzesze rodaków na pogrzebie bł. ks. Jerzego Popiełuszki /14 IX 1947 – 19 X 1984/ zaświadczały kim był kapelan „Solidarności” dla naszej wspólnoty narodowej, Warszawa, 3 listopada 1984

*****

POWRÓT KSIĘCIA

Widok Krakowskiego Przedmieścia i Pałacu Prezydenckiego będzie nam się już zawsze kojarzyć z tragedią smoleńską. Także pomnik księcia Józefa Poniatowskiego przed Pałacem Prezydenckim. Nie tylko z powodu Krzyża Pamięci. Książę Józef został pochowany na Wawelu. Mówiąc patetycznie sam książę wskazał miejsce pochówku dla Pary Prezydenckiej

Pomnik stanął w tym miejscu 18 października 1965 r., w przeddzień 152 rocznicy śmierci księcia, który zginął, wierny Napoleonowi i sprawie polskiej do końca, w nurtach Elstery pod Lipskiem

Kult księcia rozwinął się niemal w dniu jego śmierci. Był wzorem patriotyzmu dla powstańców listopadowych, wśród których byli też jego żołnierze. Podziwiał go Marszałek Józef Piłsudski i polskie elity wychowane na legendzie Napoleona.

Książę na pomniku przypomina Marka Aureliusza z rzymskiego Kapitolu. Monument został zamówiony u sławnego Bertela Thorvaldsena. Miał od razu stanąć przed Pałacem Namiestnikowskim, jednak kiedy został ukończony /1832/, trwały rosyjskie represje po Powstaniu Listopadowym i car kazał zniszczyć pomnik. Zabrał go do swego pałacu w Homlu Iwan Paskiewicz – carski namiestnik, znany z okrucieństwa podczas pacyfikacji Powstania Listopadowego. W Warszawie postawiono pomnik… Paskiewicza!

Pomnik księcia wrócił do Polski dopiero w 1922 i stanął na dziedzińcu Zamku Królewskiego, później przed Pałacem Saskim i Grobem Nieznanego Żołnierza. Został zniszczony przez kuzynów Hitlera po upadku Powstania Warszawskiego.

Jednak Niemcom nie udało się „zabić” księcia. Duńczycy przechowali dokumentację prac Thorvaldsena. Dania wykonała wierny odlew i podarowała go Polakom. Pomnik ustawiono w Łazienkach, a potem przeniesiono na Krakowskie Przedmieście. Pozostałości zniszczonej rzeźby, znalezione po wojnie w ruinach fabryki Lilpopa, można oglądać w Parku Pamięci Muzeum Powstania Warszawskiego.

Piotr Szubarczyk/nd /18.X.2013/
/zdj. – pomnik księcia Józefa Poniatowskiego /1763-1813/ przed Pałacem Prezydenckim w Warszawie

*****

DYKTATOR

Przed 150 laty, 17 października 1863 r., przywódcą Powstania Styczniowego /„dyktatorem” – jak się wtedy mówiło/ został Romuald Traugutt. Jego przywództwo było tajne, siedzibą dyktatora było mieszkanie przy Smolnej 3 w Warszawie, posługiwał się konspiracyjnym nazwiskiem Michał Czarnecki. Rząd Narodowy awansował go przedtem na generała wojsk polskich. Stało się to 15 sierpnia – w uroczystość Wniebowzięcia NMP, dziś Dzień Wojska Polskiego!

Dokonał heroicznego wyboru. Był oficerem armii rosyjskiej. Miał wysokie apanaże i odznaczenia. Cieszył się opinią błyskotliwego oficera, jednego z najzdolniejszych w rosyjskim korpusie oficerskim. Młody podpułkownik /37 lat/ mógł oczekiwać na szlify generalskie i spokojne życie w dobrobycie.

I on to wszystko rzuca! Rzuca swój życia los na stos! Staje się „przywódcą buntowników”. Aresztowany na Smolnej 10 kwietnia 1864, skazany na śmierć na szubienicy – powieszony razem z innymi członkami Rządu Narodowego 5 sierpnia 1864.

Nie bał się śmierci, widział swoją decyzję w perspektywie Bożej. W liście pisanym w celi Cytadeli Warszawskiej wyłożył to z czym człowiek przede wszystkim powinien się liczyć: „Bóg włada losami ludów, a choćby szubienica, to jednym więcej triumfem i czy odwrót, czy też naprzód, idźcie według potrzeby, jaką sprawa Ojczyzny wskaże”.

Ta perspektywa Boża w życiu Romualda Traugutta sprawiła że podjęto starania o jego beatyfikację – jako męczennika za ojczyznę i za niepodległość – sprawę Bożą. Orędownikiem beatyfikacji był Prymas Tysiąclecia. Módlmy się za przyspieszenie tych prac.

Władysław Tarnowski napisał o Traugucie: „Tyś jak ‚Amen’ w pacierzu, był ‚Amen’ powstania! Między ojców Ojczyzny wliczon poświęceniem! Amen! Niechaj się stanie światłość zmartwychwstania takich jak ty, w lud, prochów twych roztysiącznieniem”! Niech się stanie…

Piotr Szubarczyk/nd /17.X.2013/

*****

WIĘC OTO IDZIE PAPIEŻ SŁOWIAŃSKI

Przed 35 laty konklawe wybrało 264 Papieża w historii Kościoła rzymskokatolickiego. Został nim pielgrzym „z dalekiego kraju”, ks. kard. Karol Wojtyła, arcybiskup metropolita krakowski, który przyjął imię Jan Paweł II. Wypełniło się proroctwo Juliusza Słowackiego, zapowiadającego w latach 40 XIX w. nadejście „słowiańskiego papieża”

Pontyfikat bł. Jana Pawła II był jednym z najdłuższych w dziejach Kościoła. Niezależnie od jego znaczenia dla Kościoła powszechnego przyspieszył on upadek komunizmu sowieckiego w Europie Środkowej i Wschodniej, opartego na tajnych porozumieniach między Stalinem i aliantami, kosztem narodów Europy Środkowej i Wschodniej

Błogosławiony Papież przypomniał nakaz miłości ojczyzny: „Patriotyzm to znaczy czcij ojca swego i matkę swoją”. /…/ Patriotyzm oznacza umiłowanie tego co ojczyste: umiłowanie historii, tradycji, języka czy samego krajobrazu ojczystego”.

Sformułował przesłanie o ochronie tożsamości narodowej: „Proszę Was abyście całe to duchowe dziedzictwo któremu na imię Polska raz jeszcze przyjęli z wiarą, nadzieją i miłością. Taką jaką zaszczepia w nas Chrystus na Chrzcie Świętym /…/. Abyście nie podcinali tych korzeni z których wyrastamy” /1979/.

W „Redemptor hominis”, pierwszej ze swych encyklik /1979/, nazwał lęki które przeżywa współczesny człowiek: „Człowiek dzisiejszy zdaje się być stale zagrożony przez to co jest jego własnym wytworem, co jest wynikiem pracy jego rąk, a zarazem, i bardziej jeszcze, pracy jego umysłu, dążeń jego woli /…/. Czy wszystkie osiągnięcia techniki idą w parze z postępem etyki i z duchowym postępem człowieka? Czy człowiek jako człowiek w ich kontekście również rozwija się i postępuje naprzód, czy też cofa się i degraduje w swym człowieczeństwie?”.

Jakże wiele zyskalibyśmy – jako poszczególni ludzie i jako naród – gdybyśmy każdego dnia pamiętali i o tej miłości, i o tych korzeniach, i o tym zagrożonym człowieczeństwie.

Piotr Szubarczyk/nd /16.X.2013/
/zdj. – bł. Jan Paweł II /18 V 1920 – 2 IV 2005/ w pierwszym dniu swojego pontyfikatu

*****

ŚMIERĆ ZA RATOWANIE ŻYDÓW

Przed 72 laty Hans Frank, namiestnik Hitlera na tzw. Generalne Gubernatorstwo, czyli niewłączoną do Rzeszy część okupowanej Polski, wydał rozporządzenie: „Żydzi którzy opuszczają wyznaczoną dzielnicę podlegają karze śmierci. Tej samej karze podlegają osoby które Żydom dają kryjówkę /…/. Czyn usiłowany karany będzie jak dokonany”!

O tym jaki był czyn „usiłowany” przez Polaka który z narażeniem życia własnego i rodziny ratował żydowskiego sąsiada nie decydowały sądy. Najczęściej prokuratorem, sędzią i katem był niemiecki żandarm

Dziś nie brakuje łotrów którzy mówią że Polacy Żydom nie pomagali lub pomagali za mało. Negują tłumaczenie że za taką pomoc groziła śmierć rodziny. Alina Cała imputuje że „w pewnym sensie Polacy są odpowiedzialni za śmierć wszystkich 3 milionów Żydów – obywateli II RP”! W jakim „sensie”? Cała kwituje lekceważąco ponad 6 tysięcy Polaków uhonorowanych medalem Sprawiedliwy wśród Narodów Świata /1/4 wszystkich odznaczonych na świecie/, skoro ten tytuł Żydzi przyznali także zbiorowo „ruchowi oporu” w… Danii!

Cała jest pracownikiem Żydowskiego Instytutu Historycznego w Warszawie, który jest instytucją kultury utrzymywaną z budżetu państwa!

Ilu Polaków poniosło śmierć za ratowanie Żydów? Nikt ich po wojnie nie liczył, ale było ich wielu. Dziś ideologowie holokaustu widzą w Polakach tylko „szmalcowników”. Za to z szacunkiem i pełną kurtuazją odnoszą się do Niemców! W skandalicznym filmie „Nasze matki, nasi ojcowie” żydowski historyk „konsultant” razem z Niemcami oczernia AK…

Podobno leczą w ten sposób traumę. Niech jej nie leczą naszym kosztem, bo obrażają pamięć Żydów którzy umierali razem z Polakami z rąk Niemców i ich kolaborantów, np. Ukraińców czy Litwinów.

Piotr Szubarczyk/nd /15.X.2013/
/zdj. – kopia zbrodniczego rozporządzenia Hansa Franka z 15 października 1941 opublikowanego w tzw. Verordnungsblatt für das Generalgouvernement

*****

DZIEŃ NAUCZYCIELA

14 października obchodzimy w Polsce Dzień Nauczyciela. Nie słychać jednak by tego dnia na apelach szkolnych przypomniano młodzieży że był taki czas kiedy w ciągu zaledwie dwóch miesięcy zamordowano ponad tysiąc polskich nauczycieli! W Lesie Katyńskim, w Charkowie i w Twerze – w ramach zbrodni katyńskiej. Kiedy mamy o nich pamiętać jeżeli nie 14 października?

Nigdy wcześniej ani nigdy później nic podobnego nie wydarzyło się w historii Polski, a pewnie i świata. Zabijano wykształconych Polaków którzy mogliby działać na rzecz niepodległej Polski, a tego okupanci nie chcieli.

Wśród 4410 oficerów zamordowanych w Lesie Katyńskim jest aż 535 nauczycieli. Gdyby dodać listy z Tweru i Charkowa oraz z więzień na Kresach doliczylibyśmy się pewnie półtora tysiąca nauczycieli. Poświęćmy im na apelach szkolnych 14 października chociaż 5 minut.

Gdzie jest nauczycielska lista katyńska? Gdzie są nauczycielskie memoriały ich zamordowanych starszych kolegów? Dużo do zrobienia miałby zwłaszcza organ Związku Nauczycielstwa Polskiego „Głos Nauczycielski” który wysługiwał się kiedyś propagandzie komunistycznej. Zamieszczał scenariusze akademii z okazji rocznic rewolucji bolszewickiej. Teraz czekamy na listy zamordowanych przez NKWD nauczycieli i wspomnienia o nich.

Dobry przykład dała Gdynia. Radni nadali rondu w Gdyni-Obłużu imię por. Tomasza Łączewnego. Był oficerem rezerwy i nauczycielem Szkoły Powszechnej nr 6 na Obłużu. Zmobilizowany w roku 1939 dotarł pod Kowel, dostał się do niewoli sowieckiej. Miał lat 26 kiedy strzelano mu w tył głowy w Lesie Katyńskim.

Niech każdy Dzień Nauczyciela będzie dniem pamięci o nim i jego kolegach. Módlmy się każdego dnia za polskich nauczycieli. To od nich w dużej mierze zależy przyszłość naszego narodu.

Piotr Szubarczyk/nd /14.X.2013/
/zdj. – por. Tomasz Łączewny /9 XII 1914 – IV 1940/ – nauczyciel Szkoły Powszechnej nr 6 w Gdyni, oficer rezerwy Wojska Polskiego, zamordowany w Lesie Katyńskim

*****

MASAKRA POD LENINO

W czasach Peerelu stworzono mit o bitwie pod Lenino. Propagandyści dowodzili że krew polska tam przelana pozwoliła nam „odzyskać zaufanie” Sowietów, po ewakuacji Armii gen. Władysława Andersa

Lenino było rzezią nieprzygotowanych do walki polskich zesłańców, którzy nie mieli szansy trafić do Armii Andersa, bo celowo nie zostali zwolnieni z łagrów a chcieli powrotu do ojczyzny. Miejsce gdzie rzeź się dokonała leży 60 km od Katynia…

W 1943 r. „polska” 1 Dywizja Piechoty /polscy żołnierze, sowieccy oficerowie i politrucy/ została podporządkowana 33 Armii sowieckiej. Dowódca Zygmunt Berling był dezerterem z Armii gen. Andersa skaptowanym do współpracy z NKWD w Starobielsku. Dywizja miała przełamać obronę niemiecką atakując szeroką doliną-torfowiskiem. Niemiecka strona górowała nad polską. Zadanie było niewykonalne…

12 października sowiecki dowódca Gordow podjął decyzję o „rozpoznaniu”. Puszczał Polaków na śmierć… Umierali w bagnie. Ich atak dobiła artyleria sowiecka – zostali „omyłkowo” ostrzelani. Czołgi Berlinga utknęły w błocie. Sowieckie dywizje dostały rozkaz wycofania się z pola walki, Polacy musieli sami wykonać zadanie przełamania niemieckiej obrony. Ginęli przez całą noc, bezbronni, bo kończyła się amunicja. Dopiero z 13 na 14 października zostali wycofani. Ten odcinek frontu pozostał martwy do czerwca 1944. Był za trudny! Chodziło wyłącznie o rozgłos wokół walki armii „ludowej” z Niemcami. Im więcej krwi tym lepiej… Stalin pokazał „aliantom” że ma swoje „wojsko polskie” i że już mogą z nim robić polski geszeft…

Dywizja utraciła blisko 3 tysiące ludzi. 12 października obchodzono w Peerelu jako Dzień /Ludowego/ Wojska Polskiego. Krew polska została cynicznie wykorzystana w interesie sowieckiej propagandy.

Pomódlmy się za polskich zesłańców umierających w błocie pod Lenino, pod Smoleńskiem. Nie taki miał być ich powrót do ojczyzny.

Piotr Szubarczyk/nd /12-13.X.2013/
/zdj. niedozbrojeni i niedoszkoleni żołnierze dowodzeni przez sowieckich politruków i Zygmunta Berlinga – skazanego na śmierć za dezercję z Wojska Polskiego. 1 Dywizji Piechoty dano za patrona Tadeusza Kościuszkę. Był to wstęp do kamuflowania Polski sowieckiej jako „ludowej” i „demokratycznej”

*****

KAPITAN „HUZAR”

„Kiedy ruszał na wojenkę miał dwadzieścia lat”… Tak można by strawestować pieśń o pułkowniku Lisie-Kuli, bohaterze wojny z bolszewikami – odnosząc ją do Kazimierza Kamieńskiego „Huzara”. Ledwie odbył służbę wojskową w Szkole Podchorążych Rezerwy Kawalerii w Grudziądzu kiedy zaczęła się wojna. Z Niemcami walczył do ostatniej bitwy pod Kockiem. Potem walczył z nimi w Obwodzie AK Wysokie Mazowieckie

Kiedy Sowieci zaczęli nas „wyzwalać” „Huzar” – znany już NKWD z likwidacji komunistycznych konfidentów „za pierwszego Sowieta” – rozpoczął wojnę z nowym okupantem. W styczniu 1945 r. po rozkazie rozwiązującym AK wstąpił do Zrzeszenia WiN i stworzył silny oddział partyzantki antysowieckiej. Kontynuował tradycje wileńskiej AK, był ostatnim dowódcą 6 Wileńskiej Brygady

Patrole „Huzara” likwidowały placówki NKWD-UB i ich kolaborantów. Zwalczały też pospolity bandytyzm który był dziedzictwem sowieckiej okupacji Białostocczyzny. Rajdy oddziałów „Huzara” obejmowały całe Podlasie. Nasi żołnierze stoczyli wiele zwycięskich potyczek z enkawudzistami i dowodzonym przez sowieckich politruków wojskiem „ludowym”. „Huzar” opanował Wysokie Mazowieckie i przeprowadził konną paradę oddziału by wlać otuchę w serca rodaków.

Aresztowany po nawiązaniu kontaktu z tzw. V Komendą WiN. Nie przypuszczał że to enkawudowska prowokacja.

Po brutalnym śledztwie 26 marca 1953 „sąd wojskowy” pod przewodnictwem mordercy sądowego Mieczysława Widaja skazał go na 13-krotną karę śmierci. Został zamordowany przed 60 laty – 11 października 1953 w białostockim więzieniu. W 1997 Sąd Wojskowy w Białymstoku unieważnił ten „wyrok”.

„Huzar” ma grób symboliczny na cmentarzu w Poświętnem. Jeżeli ktoś może niech zapali tam dziś od siebie i od nas wszystkich światło pamięci o młodym bohaterze wolnej Polski.

Piotr Szubarczyk/nd /11.X.2013/
/zdj. – kapitan Kazimierz Kamieński „Huzar” /8 I 1919 – 11 X 1953/

*****

ŚMIERĆ BISKUPA WETMAŃSKIEGO

Przed 72 laty został zamęczony przez Niemców płocki biskup pomocniczy Leon Wetmański. Pięć miesięcy wcześniej Niemcy zamordowali ordynariusza diecezji ks. abp. Antoniego Juliana Nowowiejskiego. Diecezja płocka była jedyną polską diecezją w której Niemcy zamordowali obydwu biskupów. W 1999 r. Jan Paweł II wyniósł ks. abp. Nowowiejskiego i ks. bp. Wetmańskiego do chwały ołtarzy w grupie 108 błogosławionych męczenników zamordowanych podczas II wojny światowej

Biskup Wetmański przewidział swoje męczeństwo. W testamencie zapisał godne pierwszych chrześcijan słowa: „Jeślibyś Boże Miłosierny i Dobry dał mi łaskę którą nazywają śmiercią męczeńską przyjmij ją za grzechy moje i tych którzy by mi ją zadawali”

Urodził się 10 kwietnia 1886 w Żurominie /Ciechanowskie/. Za nauczanie języka polskiego i podpisanie petycji do władz rosyjskich o prawo do języka ojczystego został wydalony z ostatniego roku studiów w Seminarium Nauczycielskim w Skępem. Przyjęty do Wyższego Seminarium Duchownego w Płocku. Święcenia kapłańskie otrzymał 23 czerwca 1912. Studiował w Akademii Duchownej w Petersburgu. Podczas wojny opiekował się uchodźcami, zorganizował sierociniec.

Wrócił do odrodzonej Polski. Pełnił funkcję ojca duchownego w seminarium płockim, potem został jego wicerektorem. Był też duchowym opiekunem sióstr pasjonistek i służek NMP.

19 grudnia 1927 został biskupem pomocniczym diecezji płockiej. Oddał się pracy misyjnej i charytatywnej. Utworzył kuchnię dla ubogich która wydawała 500 obiadów dziennie. Był dyrektorem Krajowej Unii Apostolskiej Kapłanów w Polsce.

28 lutego 1940 został osadzony w Słupnie, potem w niemieckim obozie zagłady w Działdowie /KL Soldau/. Poniósł tam śmierć męczeńską, prawdopodobnie 10 października 1941.

W liście z 9 lutego 1932 r. biskup męczennik pisał: „Niczego nie pragnę na ziemi, ale za podanie strawy, przyodzianie w imię Chrystusa jednego ubogiego, wszystko bym oddał z radością”… Zapamiętajmy te słowa, ubogich jest coraz więcej wśród nas.

Piotr Szubarczyk/nd /10.X.2013/

*****

MALARZ – POWSTANIEC

Przed 167 laty urodził się jeden z najzdolniejszych artystów w dziejach malarstwa polskiego – Maksymilian Gierymski. Kiedy umierał miał ledwie 27 lat /!/ a już był sławny jako mistrz scen batalistycznych, nagradzany na wystawach w Monachium i Berlinie. Dziś bardziej znamy jego młodszego brata Aleksandra, bo zostawił po sobie więcej dzieł, żył dłużej. Obaj są zasłużeni dla polskiej kultury i pamięci historycznej

Maksymilian uczestniczył w bezpośredniej walce o niepodległą Polskę. Jako 17-latek brał udział w Powstaniu Styczniowym

Od dziecka wykazywał talent artystyczny, grał na fortepianie. Kochał muzykę Chopina. Wybrał jednak studia w Instytucie Politechnicznym i Rolniczo-Leśnym w Puławach, potem na Wydziale Matematyczno-Fizycznym Szkoły Głównej w Warszawie. Kiedy jednak otrzymał stypendium artystyczne wyjechał do Monachium, które było mekką światowego malarstwa. Studiowało tam w różnych okresach wielu polskich mistrzów: Józef Chełmoński, Juliusz Kossak, Wojciech Kossak czy Stanisław Witkiewicz. Razem z Maksymilianem tworzyli polską Grupę Monachijską.

Na Międzynarodowej Wystawie Sztuki w Monachium /1869/ Maksymilian został uznany w oczach krytyki za mistrza. Posypały się nagrody. Został członkiem Królewskiej Akademii Sztuki w Berlinie. W wieku 27 lat!

Jego obrazy to głównie sceny batalistyczne, co wynikało z traumatycznych doświadczeń powstańczych. Malował też znakomite pejzaże. Zapowiadał się na kronikarza życia codziennego w drugiej połowie XIX wieku. Z upodobaniem malował sceny z życia prostych mieszkańców Warszawy. Niestety zabrakło czasu. Umarł na gruźlicę 16 września 1874 r. w uzdrowisku Reichenhall.

Za najważniejsze dzieła mistrza Maksymiliana uważa się „Patrol powstańczy”, „Powrót bez pana”, „Pochód ułanów”, „Wyjazd na polowanie” i „Noc”. Zadbajmy o pamięć o nim.

Piotr Szubarczyk/nd /9.X.2013/
/zdj. – najbardziej znany obraz Maksymiliana Gierymskiego /9 X 1846 – 16 IX 1874/ – „Patrol powstańczy – pikieta” /1872/, Muzeum Narodowe w Warszawie

*****

KAPELAN GOLGOTY WSCHODU

Tak o sobie mówił, upowszechniając metaforyczne wyrażenie odnoszące się zarówno do zbrodni katyńskiej, jak i innych zbrodni na Polakach na „nieludzkiej ziemi”. Nawiązujące także do ograbienia i deportacji obywateli polskich w głąb Sowietów, „sztob padochli” – jak mówili im enkawudziści

Ksiądz Zdzisław Jastrzębiec Peszkowski odszedł do Pana 8 października, przed 6 laty. Brakuje nam jego wiary, żarliwości i miłości jaką ogarniał uczestników niezliczonych spotkań. Jego kazania były swoistymi dialogami z wiernymi sprzed ołtarza Pańskiego – podczas Mszy św. w intencji ofiar Golgoty Wschodu. Brakuje nam jego przenikliwości, zrozumienia istoty zbrodniczego systemu bolszewickiego.

W wojnie obronnej 1939 r. był oficerem 20 Pułku Ułanów. Z 2 Korpusem Polskim gen. Władysława Andersa przeszedł cały szlak. A potem były studia i doktorat z filozofii. I późne kapłaństwo /1954/ – jako wotum za ocalenie. Był bowiem więźniem Kozielska, cudem ocalał od śmierci w Lesie Katyńskim. Pan Bóg podarował mu w maju 1940 r. drugie życie… Wykorzystał ten dar Boży najpiękniej jak można.

Zaprzyjaźniony z bł. Janem Pawłem II i ks. kard. Stefanem Wyszyńskim nosił godność prałata domowego Jego Świątobliwości. Powiadali że wkraczał na papieskie pokoje bez uprzedzenia, wzbudzając zakłopotanie w otoczeniu Papieża, który kochał go za spontaniczność i siłę ducha.

W młodości był harcerzem i pozostał nim do końca życia – w czasie wojny, a potem jako kapelan emigracyjnego ZHP poza granicami kraju i patron honorowy Hufca ZHP Ziemi Sanockiej – swojej rodzinnej ziemi.

Wsparł starania Wojciecha Ziembińskiego w budowie pomnika Poległym i Pomordowanym na Wschodzie w Warszawie – mimo przeszkód które przed nimi piętrzono. Modlitwę bł. Jana Pawła II pod tym pomnikiem /1999/ uważał za zwieńczenie swej służby. Spoczął w Panteonie Wielkich Polaków w Świątyni Opatrzności Bożej w Warszawie

Piotr Szubarczyk/nd /8.X.2013/

*****

ŚMIERĆ ZA PRAWDĘ

Profesor Walerian Pańko był prezesem Najwyższej Izby Kontroli. Nie tylko jego śmierć budzi do dziś poważne wątpliwości, ale także to co się po tej śmierci działo

Ukończył prawo na Uniwersytecie Wrocławskim i pracował tam naukowo, potem na Uniwersytecie Śląskim. Był doradcą NSZZ „S”. W stanie wojennym internowany. W 1989 r. wszedł do sejmu kontraktowego z listy OKP. 23 V 1991 r. mianowany na prezesa NIK.

7 października 1991 r. zginął w wypadku samochodowym na trasie Warszawa – Katowice. Mimo że świadkowie mówili o wybuchu poprzedzającym kolizję winą za wypadek obarczono kierowcę rządowej lancii /ekspert tego nie potwierdził/, który się uratował. Sąd skazał go na 3 lata więzienia w zawieszeniu. Wkrótce zmarł…

Profesor zginął w okresie prac nad reorganizacją NIK. Zajmował się aferami: rublową, alkoholową, FOZZ i „prywatyzacją”. „Wypadek” zdarzył się po przesłaniu raportu o aferach gospodarczych w Polsce, cztery dni przed wystąpieniem profesora w sejmie. Miał złożyć informację o FOZZ! Dzisiaj wiadomo że FOZZ zajmowały się postsowieckie, wojskowe służby specjalne.

Był wierny najwyższym wartościom. Kiedyś powiedział: „Pozostaje jeszcze sprawa miłości do ojczyzny. Jakże rzadko mówimy o niej i do niej się przyznajemy. Jakże rzadko odwołujemy się do niej, do woli i energii społecznej, która z patriotyzmu wypływa. Wolimy wierzyć w mechanizmy systemu politycznego i gospodarczego. W ‚prawa demokracji i rynku’. To ważne. Ale jest jeszcze człowiek, który w te ‚prawa’ musi uwierzyć. Jakieś uczucie musi go do tego popchnąć. Zasady prawa bankowego i handlowego, tworzenie spółek z kapitałem, zasady ‚wejścia’ do Europy itp. To ważne. Ale gdyby tak więcej uczucia”… Profesor Pańko – niepoprawny idealista – nie nadawał się na szefa NIK w okresie „transformacji”… Wieczny odpoczynek racz mu dać Panie.

Piotr Szubarczyk/nd /7.X.2013/
/zdj. – prof. Walerian Pańko, prezes NIK /*8 X 1941 †7 X 1991/

*****

OBROŃCY POCZTY I POLSKI

Obrona Poczty Polskiej w Gdańsku 1 września 1939 r. wywołała wściekłość Niemców. Poza siłami policyjnymi w szturmie uczestniczyli bandyci „wolontariusze” z NSDAP

Urząd Poczty Polskiej Gdańsk 1 był dumą gdańskich Polaków. Mieściła się tu centrala telefoniczna z bezpośrednim połączeniem z krajem. Na wypadek wojny utworzono z pracowników oddział samoobrony. Dowództwo objął ppor. Konrad Guderski

Zgodnie z niemieckim planem poczta miała być zajęta w ciągu 15 minut – od 4.45 do 5.00… 56 polskich pocztowców broniło się 14 godzin… Niemcy podciągnęli działa, ale obrońcy trwali. Zbrodniarze wpompowali do piwnic benzynę, którą podpalili. Żywcem spłonęło pięciu pocztowców. 10-letnia Erwinka Barzychowska – wychowanica dozorców budynku – umierała w strasznych mękach.

O 7.00 wieczorem zapadła decyzja o kapitulacji. Pierwszy wyszedł dyrektor dr Jan Michoń z białą flagą. Został zabity, podobnie naczelnik poczty Józef Wąsik, spalony żywcem miotaczem ognia. Sześciu pocztowcom udało się zbiec, czterej przeżyli wojnę i zdali relację. Pozostali zostali zabici lub aresztowani, potem „osądzeni”. Zamordowano ich 5 października 1939 na gdańskiej Zaspie. Miejsce zbrodni odkryto dopiero w 1991.

W 1995 r. sąd w Lubece unieważnił „wyroki” na pocztowców. Poczta Polska była w świetle prawa międzynarodowego terytorium Polski więc obrońcy nie byli „bandytami”. Pogwałcono konwencję haską. Nie zapewniono oskarżonym prawa do obrony więc była to zbrodnia sądowa.

Specjalistami od krwawych komedii „sądowych” byli Sowieci. Jak widać nie tylko oni. „Sędziowie” Hans Giesecke i Kurt Bode nigdy nie zostali po wojnie ukarani.

Śmiertelne szczątki pocztowców, po ekshumacji, zostały pochowane na cmentarzu Ofiar Niemieckich na gdańskiej Zaspie. Kto może, niech tam dziś przybędzie z modlitwą i ze światłem pamięci.

Piotr Szubarczyk/nd /5-6.X.2013/
/zdj. – pieczęć Dyrekcji Okręgu Poczt i Telegrafów w Gdańsku

*****

POETA SERCA

Tak go nazywali współcześni. Adam Mickiewicz w paryskich wykładach o literaturze słowiańskiej porównał go z Goethem

Urodzony przed 272 laty Franciszek Karpiński był prekursorem romantyzmu w literaturze polskiej i genialnym wyrazicielem naszych uczuć narodowych. To nie do wiary że spod pióra jednego człowieka wyszły utwory znane kilkunastu pokoleniom Polaków! Czy możemy sobie wyobrazić polskie piśmiennictwo religijne i polską tradycję narodową bez „Bóg się rodzi”, „Kiedy ranne wstają zorze”, „Wszystkie nasze dzienne sprawy”? Albo bez uroczej sielanki „Już miesiąc zeszedł”?

Poeta Serca urodził się w Hołoskowie na Pokuciu jako syn ubogiego szlachcica. Staranną edukację zwieńczył dyplomem doktora filozofii i nauk wyzwolonych w Akademii Lwowskiej. Po studiach wyjechał do Wiednia, by doskonalić znajomość języków obcych i słuchać wykładów przyrodników.

Wróciwszy do kraju pędził żywot skromnego szlachcica. Pisał wiersze okolicznościowe, religijne i patriotyczne, sławę przyniosły mu czułe liryki miłosne.

Swój pierwszy tomik „Zabawki wierszem” zadedykował szanowanemu przez rodaków za patriotyzm księciu Adamowi Kazimierzowi Czartoryskiemu. Zaproszony do książęcej siedziby stał się popularny w Warszawie, ale wolał życie wiejskie, proste, blisko natury i Boga. Pod koniec życia dorobił się wsi Chorowszczyzna w powiecie wołkowyskim.

Grób poety znajduje się na cmentarzu przykościelnym byłego kościoła i klasztoru w Łyskowie, w obwodzie prużańskim, na obecnej Białorusi. Ma symboliczny kształt wielokrotnie zmniejszonej wiejskiej chaty. W jej szczycie znajduje się tablica z płaskorzeźbą, a pod nią napis: „Oto mój dom ubogi – Franciszek Karpiński *1741-1825* – poeta”.

„Wszystkie nasze dzienne sprawy przyjm litośnie, Boże prawy, a gdy będziem zasypiali, niech Cię nawet sen nasz chwali”…

Piotr Szubarczyk/nd /4.X.2013/
/zdj. – cmentarz w Łyskowie z niezwykłym grobem Franciszka Karpińskiego /*4 X 1741 †16 IX 1825/ – na obrazie Napoleona Ordy z roku 1877

*****

PIEŚŃ UJDZIE CAŁO?

Na jesieni 1944 r. komunistom w Polsce „lubelskiej” zależało na działaniach stwarzających wrażenie „normalnego” życia kraju pod ich rządami, pod okupacją przebraną w kostium „władzy ludowej”

W październiku zaczyna się rok akademicki więc zaproponowali historykowi literatury prof. Juliuszowi Kleinerowi wykłady. Rozpoczęły się one na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim 3 października 1944. Przyciągnęły tłumy, nie tylko studentów. Co sprawiło że ludzie wychodzący z wojny, przygnieceni problemami bytowymi, chcieli słuchać wykładów z literatury?

Profesor analizował dzieła Adama Mickiewicza: poemat „Konrad Wallenrod” i arcy-dramat „Dziady cz. III”. „Konrad Wallenrod” to historia człowieka który kamufluje się przed wrogiem narodu, bo wie że nie może walczyć z otwartą przyłbicą, wróg jest za silny. Dzieło zawiera pełne nadziei i wiary słowa: „Płomień rozgryzie malowane dzieje, skarby mieczowi spustoszą złodzieje, pieśń ujdzie cało”…

Ta pieśń to słowo które oddaje ducha narodu, budzi do nieustannych starań o wolność. To „Arka Przymierza między dawnymi i młodszymi laty”. Między kolejnymi pokoleniami Polaków, którzy oddali serca świętej Sprawie niepodległości Narodu.

Z „Dziadów” mógł profesor zacytować słuchaczom fragmenty które objaśniały sytuację zniewalanej w roku 1944 Polski! Na przykład słowa rosyjskiego senatora: „Nie dziw że nas tu przeklinają, wszak to już mija wiek, jak z Moskwy w Polskę posyłają samych łajdaków stek”…

Nic więcej nie trzeba było mówić… Wielka polska literatura posłużyła za nowy „język ezopowy”, skoro nie wolno było mówić wprost pod rządami powołanej właśnie, dekretem Bieruta, cenzury prewencyjnej.

Gdzie jest dziś nasza „Arka Przymierza” między starszymi i młodszymi Polakami, skoro tracimy wspólny kod naszej tradycji i kultury?

Piotr Szubarczyk/nd /3.X.2013/
/zdj. – ilustracja Michała Andriollego do poematu Adama Mickiewicza „Konrad Wallenrod”

*****

UNIA HORODELSKA

Przed 600 laty, w niedzielę 2 października 1413 r., w Horodle /powiat hrubieszowski/ została spisana unia między Polską a Litwą. Była kontynuacją unii w Krewie /1385/ wynikającej z potrzeby wspólnej obrony Królestwa Polskiego i Wielkiego Księstwa Litewskiego przed krzyżactwem. Błogosławionym plonem Krewy była wiktoria grunwaldzka /1410/

To był początek procesu który doprowadzi do scalenia obu państw, na podstawie unii lubelskiej /1569/. Ale bez Horodła nie byłoby Rzeczypospolitej Obojga Narodów

Unia horodelska to wspólna polityka, wspólne sejmy i zjazdy szlachty, urzędy wojewodów i kasztelanów na Litwie – jak w Królestwie Polskim. Wielki książę litewski wybierany był przez polskiego króla po konsultacji ze szlachtą polską i litewską. Unia równała szlachtę polską i litewską szlachtę katolicką. Wielu bojarów zostało przyjętych do polskich rodów herbowych. Do braterskiej unii krwi prowadzili oba narody ich wielcy władcy: Władysław Jagiełło i książę Witold Kiejstutowicz.

Dziś ciemne siły na Litwie mówią o „okupacji” Litwy przez Polskę, kontynuując XIX-wieczną propagandę rosyjską!

W czasach patriotycznej mobilizacji, poprzedzającej wybuch Powstania Styczniowego, 10 października 1861 r. w Horodle odbyła się demonstracja szlachty polskiej, litewskiej, wołyńskiej i podolskiej, pragnącej odrodzenia nie tylko państwa Polaków, ale całej Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Taki był cel powstańców styczniowych. Gdyby zwyciężyli nie byłoby rzezi wołyńskiej i zbrodni ponarskiej…

Piotr Szubarczyk/nd /2.X.2013/
/zdj. – Kopiec unii horodelskiej usypany przed Powstaniem Styczniowym. Zniszczony przez zaborców. Odnowiony w II RP. Krzyż w postaci ściętego pnia drzewa, z którego wyrasta odrośl, też w postaci krzyża, symbolu odrodzonej Polski

*****

ZAPOMNIANE WYTYCZNO

W sobotę 30 września i w niedzielę 1 października 1939 r. żołnierze Korpusu Ochrony Pogranicza z jednostek „Sarny”, „Bereźne”, „Rokitno”, „Małyńsk” i „Polesie”, pod dowództwem gen. Wilhelma Orlika-Rückemanna, stoczyli pod Wytycznem w powiecie włodawskim ciężki bój z sowieckim agresorem

Trzy tysiące kopistów zaatakowała sowiecka piechota, potem kolumna czołgów sowieckich z 36 brygady. Nad polskimi pozycjami krążyły samoloty atakując ogniem karabinów maszynowych. Artyleria ostrzeliwała nasze stanowiska. Polacy odpowiadali ogniem z karabinów maszynowych. Niestety brakowało amunicji. Doszło do walki na bagnety. Generał Orlik-Rückemann nakazał oderwanie się od nieprzyjaciela, zniszczenie broni i rozproszenie się. Nie wszystkim się udało. Wytyczno zostało zajęte przez wroga, do niewoli dostało się kilkuset polskich żołnierzy

Sam gen. Orlik-Rückemann też nie zamierzał iść do niewoli. Przedostał się przez Litwę do Szwecji, potem na Wyspy Brytyjskie, służył w Polskich Siłach Zbrojnych na Zachodzie aż do 1947 r. Rozkazem o rozproszeniu chciał ratować życie swoich żołnierzy. Bolszewicy nie uszanowali ich męstwa. Wziętych do niewoli mordowali. W ten sposób zginęli m.in. dowódca batalionu „Rokitno” mjr Jan Wojciechowski, dowódca pułku „Baranowicze” ppłk Jacek Jura i wielu innych.

Jak relacjonował miejscowy wójt Józef Klauda: „Straty sowieckie w walce były wyższe niż polskie, stąd zemsta na bezbronnych”.

Stąd zbrodnie wojenne „bohaterskiej armii czerwonej”, której pomniki zalegają dziś na polskiej ziemi, zwieńczone czerwoną gwiazdą – symbolem zbrodni. Hańba radnym gmin, które to tolerują.

Piotr Szubarczyk/nd /1.X.2013/
/zdj. – pomnik w Wytycznie i tablica pamiątkowa

*****

BITWA POD MEŁCHOWEM

W Roku Powstania Styczniowego przypominamy bitwę pod Mełchowem koło Lelowa /powiat częstochowski/, stoczoną 30 września 1863 r. przez powstańców z silnego oddziału płk. Zygmunta Chmieleńskiego, naczelnika województwa krakowskiego – z piechotą i dragonami rosyjskimi. Rosjanie mieli też działa i rakietnice

To była bitwa zwycięska, choć krwawa. Poległo ponad 100 żołnierzy wroga i prawie tylu samo powstańców. Starcie było niezwykle zacięte, o zwycięstwie decydowała walka wręcz, powstańcze bagnety. W bitwie polegli m.in. dzielny Węgier, kapitan huzarów Albert Esterhazy oraz płk Teofil Władyczański. Młodziutki dowódca, pułkownik Chmieleński /lat 28/ zostanie potem aresztowany przez Rosjan i zamordowany w przeddzień Wigilii Bożego Narodzenia w Radomiu

Ta bitwa warta jest naszej pamięci także dlatego że został w niej ranny 18-letni żołnierz z powiatu miechowskiego Adam Chmielowski, któremu bez znieczulenia amputowano wtedy nogę. To był początek jego drogi ku świętości. Powstaniec, malarz, założyciel zgromadzenia albertynów i albertynek, opiekun i przyjaciel ubogich, czyli św. Brat Albert, został wyniesiony na ołtarze przez bł. Jana Pawła II 22 czerwca 1983 r. w Krakowie. Kanonizowany 12 listopada 1989 r. w Rzymie.

Błogosławiony polski Papież kochał Brata Alberta, widział w jego drodze ku Bogu podobieństwo do własnego życia. Obydwaj żyli sztuką, obydwaj porzucili ją dla służby Bożej. Karol Wojtyła poświęcił Bratu Albertowi dramat „Brat naszego Boga”, a w książce „Dar i tajemnica” napisał: „Dla mnie postać [św. Brata Alberta] miała znaczenie decydujące, ponieważ w okresie mojego własnego odchodzenia od sztuki, od literatury i od teatru, znalazłem w nim szczególne duchowe oparcie i wzór radykalnego wyboru drogi powołania”.

Służba Ojczyźnie, ofiara powstańcza, literatura i sztuka, służba Boża. „Zwyczajne” polskie drogi…

Piotr Szubarczyk/nd /30.IX.2013/
/zdj. – krzyż na skraju Mełchowa upamiętnia poległych w bitwie powstańców

*****

II PAKT RIBBENTROP-MOŁOTOW

Większość z nas słyszała o pakcie Ribbentrop-Mołotow. Do sowiecko-niemieckiego układu o nieagresji, podpisanego w Moskwie 23 sierpnia 1939 r., dołączono tajny protokół o rozbiorze między Niemcy i Sowiety Polski oraz innych krajów Europy Środkowej i Wschodniej. Ten tajny protokół nazywamy zwyczajowo paktem Ribbentrop-Mołotow

Był jednak jeszcze II pakt Ribbentrop-Mołotow, miesiąc później. Do traktatu o przyjaźni i granicy, podpisanego przez Niemcy i Sowiety 28 września 1939 r. w Moskwie /Sowiety, w zamian za województwo lubelskie i wschodnią część warszawskiego, włączyły do swego zaboru Litwę/, dodano nowy tajny protokół, w którym uzgodniono wspólne zwalczanie polskich dążeń niepodległościowych.

Tajny protokół stanowił że „strony nie będą tolerować na swych terytoriach jakiejkolwiek polskiej propagandy /!/, która dotyczy terytoriów drugiej strony. Będą tłumić na swych terytoriach wszelkie zaczątki takiej propagandy i informować się wzajemnie /!/ w odniesieniu do odpowiednich środków w tym celu”!

Ten zapis stał się podstawą współpracy gestapo i NKWD przeciw Polakom, ich wspólnych narad w Brześciu, w Przemyślu, w Zakopanem i w Krakowie na przełomie lat 1939-40. Współpraca trwała do ataku Niemiec na Sowiety w czerwcu 1941. Jej efektem były prowadzone od wiosny 1940, w obu zonach okupacyjnych, akcje eksterminacyjne przeciw polskiej inteligencji niepodległościowej: niemiecka akcja AB i sowiecka Zbrodnia Katyńska. Niektórzy polscy historycy uważają że obie zbrodnie, rozpoczęte wiosną 1940, były skoordynowane w czasie przez „zaprzyjaźnione” państwa.

W I pakcie Ribbentrop-Mołotow zbrodniarze zaplanowali IV rozbiór Polski. W II pakcie zaplanowali mord na polskiej inteligencji niepodległościowej. Związek Sowiecki jest tak samo odpowiedzialny za wojenne zbrodnie na Polakach jak Niemcy.

Piotr Szubarczyk/nd /28.IX.2013/

*****

DZIEŃ POLSKIEGO PAŃSTWA PODZIEMNEGO

11 września 1998 r. sejm RP ustanowił Dzień Polskiego Państwa Podziemnego. Historycy nazywają to państwo fenomenem II wojny światowej!

Nazwa używana była od roku 1944, ale Podziemne Państwo Polskie istniało już od września 1939 roku! Były to konspiracyjne struktury polityczne, wojskowe i administracyjne /cywilne/ „nieistniejącej” /zdaniem Hitlera i Stalina/ Rzeczypospolitej, utworzone jako krajowa reprezentacja władz RP na Uchodźstwie.

Już 27 września 1939 r. w oblężonej Warszawie /!/ powstała Służba Zwycięstwu Polski – od listopada 1939 r. Związek Walki Zbrojnej, od 14 lutego 1942 r. Armia Krajowa. W grudniu 1940 r. premier mianował pełnomocnika, który utworzył Delegaturę Rządu RP na Kraj. Powstawały struktury polityczne które w styczniu 1944 r. przybrały postać Rady Jedności Narodowej – wojennego parlamentu Polski, z udziałem PPS-WRN, SL, SP, SN, Zjednoczenia Demokratycznego, Chłopskiej Organizacji Wolności „Racławice”, Kościoła katolickiego i spółdzielczości. W maju 1944 pełnomocnik Rządu RP na Kraj został wicepremierem Rządu RP.

Polskie Państwo Podziemne to parlament /RJN/, rząd /Krajowa Rada Ministrów/, wojsko /AK i inne formacje niepodległościowe/, policja /Państwowy Korpus Bezpieczeństwa/, administracja cywilna i sądownictwo /wojskowe i cywilne sądy specjalne/. W warunkach wojennego terroru okupantów!

W marcu 1945 r. kierownictwo PPP zostało aresztowane przez NKWD i w „procesie” moskiewskim skazane na więzienie. Komendanta AK i wicepremiera Sowieci zamordowali w więzieniu. Alianci nie protestowali.

Rada Jedności Narodowej ogłosiła Testament Polski Walczącej, w którym żądała suwerenności Polski i wyprowadzenia z kraju wojsk sowieckich. Czekaliśmy na to 48 długich lat! Czy Testament Polski Podziemnej został wypełniony do końca?

Piotr Szubarczyk/nd /27.IX.2013/
/zdj. – Pomnik Polskiego Państwa Podziemnego i Armii Krajowej w Warszawie, w pobliżu gmachu sejmu RP według projektu Jerzego Staniszkisa. Poświęcony 11 czerwca 1999 przez bł. Jana Pawła II

***

OPERACJA NIEMEŃSKA

Cud nad Wisłą w sierpniu 1920 r. nie zakończył naszej wojny z bolszewikami. Pod Warszawą Polacy przejęli inicjatywę strategiczną, ale potrzebne było jeszcze ostateczne pokonanie wroga. Decydująca okazała się operacja niemeńska, czyli zwycięskie bitwy Polaków nad bolszewikami w rejonie Grodna – w ramach działań pościgowych rozpoczętych pod Warszawą. Ta operacja zakończyła się po 6 dniach walk – 26 września 1920. Jest dziś Polakom prawie zupełnie nieznana…

Dowódcy bolszewiccy uważali że Bitwa Warszawska nie oznacza jeszcze przegranej w wojnie z Polską. Podobnego zdania był Marszałek Piłsudski, który obawiał się sił bolszewickich przegrupowujących się w rejonie Białowieży i Grodna. Chciał decydującej rozprawy. Wojska polskie, prawie 70 tysięcy żołnierzy, obeszły siły bolszewickie od północy i uderzyły na ich tyły w rejonie Lidy, spychając je w bagna poleskie. Po drodze trzeba było łamać także opór zaślepionych Litwinów, którym się wydawało że w sojuszu z bolszewikami odbudują swoje państwo!

Do decydujących bitew doszło na linii Niemna, Szczary i Świsłoczy. Bolszewicki marszałek Michaił Tuchaczewski dysponował ponad 70 tysiącami żołnierzy. Postanowił rozbić siły polskie, potem uderzyć na Lublin i Białystok.

Siły polskie to przede wszystkim 2 Armia gen. Edwarda Rydza-Śmigłego i 4 Armia gen. Leonarda Skierskiego. Uderzały w kierunku Grodna i Wołkowyska. Zdobycie Grodna i rozbicie sił bolszewickich w tym rejonie 25 września zdecydowało o powodzeniu całej operacji. Żołnierze bolszewiccy narodowości białoruskiej zaczęli dezerterować do wojska polskiego! Polacy zdobyli wkrótce Lidę i Wołkowysk.

Tuchaczewski wydał rozkaz odwrotu. Powtórzyła się sytuacja spod Warszawy. Historycy uważają że od zwycięskiej operacji niemeńskiej trudno już mówić o wojnie z Armią Czerwoną. Był to raczej pościg.

Piotr Szubarczyk/nd /26.IX.2013/
/zdj. – jeden z bohaterów operacji niemeńskiej – dowódca 4 Armii gen. dyw. Leonard Skierski /ur. 1866/. W roku 1940 jako jeniec został zamordowany przez NKWD w Charkowie, choć był już wówczas oficerem w stanie spoczynku

***

UWIĘZIENIE PRYMASA

25 września 1953 r. Sowieci uwięzili Prymasa Polski ks. kard. Stefana Wyszyńskiego. Preludium do tego zamachu był „proces” i „wyrok” /22 IX 1953/ na księdza biskupa kieleckiego Czesława Kaczmarka za to że ośmielił się powołać komisję do zbadania tzw. pogromu kieleckiego

Ksiądz Prymas został „internowany” – w Rywałdzie Królewskim /do 12 X 1953/, w Stoczku Warmińskim /do 6 X 1954/, w Prudniku Śląskim /do 26 X 1955/ i w Komańczy /do 28 X 1956/.

Klasztor Sióstr Nazaretanek w Komańczy przeszedł do historii Polski. W maju 1956 r. Prymas Tysiąclecia napisał tu Jasnogórskie Śluby Narodu Polskiego, będące odnowieniem ślubów Jana Kazimierza sprzed 300 lat, z czasów potopu szwedzkiego. Teraz cierpieliśmy potop bolszewicki. Polacy ślubowali 26 sierpnia 1956 r. na Jasnej Górze, powtarzając śluby za ks. bp. Michałem Klepaczem, gdyż Prymas był ciągle więziony. Mimo szykan jakie towarzyszyły wiernym w drodze na Jasną Górę ślubowało ponad milion pątników!

Komuniści musieli uwolnić Prymasa. Przegrali walkę o narzucenie Kościołowi katolickiemu w Polsce modelu sowieckiego. Nigdy nie zaniechali jednak walki z Kościołem. Wiele lat później przygotowaniom do Okrągłego Stołu towarzyszyła tajemnicza śmierć niepokornych kapłanów.

Ksiądz kardynał Stefan Wyszyński przygotował Naród Polski poprzez Wielką Nowennę /1957-1966/ do Milenium Chrztu Polski. Nowenna zakończyła się 3 maja 1966 r. Aktem Oddania Polski w macierzyńską niewolę Maryi, Matki Kościoła, za wolność Kościoła Chrystusowego.

Błogosławiony Jan Paweł II powiedział /22 X 1978/: „Nie byłoby na stolicy Piotrowej tego Papieża Polaka /…/, gdyby nie było Twojej wiary, nie cofającej się przed więzieniem i cierpieniem; Twojej heroicznej nadziei; Twojego zawierzenia bez reszty Matce Kościoła”.

Sługa Boży ks. kard. Stefan Wyszyński czeka na naszą modlitwę.

Piotr Szubarczyk/nd /25.IX.2013/
/zdj. – Soli Deo – Samemu Bogu… Arcybiskup metropolita gnieźnieński i warszawski, Prymas Polski nazwany Prymasem Tysiąclecia – Stefan kardynał Wyszyński /3 VIII 1901 Zuzela – 28 V 1981 Warszawa/

***

„NIE PODDAMY SIĘ!”

22 sierpnia IPN ogłosił kolejne nazwiska bohaterów Powstania Antykomunistycznego – pogrzebanych przez komunistycznych grabarzy na powązkowskiej Łączce. Odnaleziono śmiertelne szczątki mjr. Hieronima Dekutowskiego „Zapory”. Dziś mija 95 rocznica jego urodzin

W dniu śmierci miał zaledwie 30 lat, 5 miesięcy i 11 dni, mimo to zdążył przebyć w swoim życiu bogatą żołnierską drogę. Urodził się w Tarnobrzegu, był harcerzem, sodalisem. Ochotnik w wojnie obronnej 1939 r. Po 17 września internowany na Węgrzech. Przedostał się do Francji, walczył z Niemcami, ewakuowany do Wielkiej Brytanii

W 1943 r. zaprzysiężony jako cichociemny, przyjął pseudonim „Zapora”. W nocy z 16 na 17 września 1943 r. został zrzucony do Polski. Był komendantem AK w inspektoracie Zamość, szybko dał się poznać jako znakomity dowódca i partyzant. Walczył z Niemcami, bronił mieszkańców Zamojszczyzny przed niemiecką kolonizacją.

Po „wyzwoleniu” poszukiwany przez NKWD-UB, które zwoziło polskich patriotów do dawnej katowni gestapo na Zamku Lubelskim. Wychodził zwycięsko z potyczek z NKWD-UB, KBW. Jego żołnierze śpiewali: „Pomylił się Stalin, pomylił się kat, a z nim ta zdziczała hołota. Za Katyń, za Zamek, za Sybir, za krew zapłaci ‚Zapory’ piechota!”. Niestety, nie było czym zapłacić okupantowi i jego kolaborantom.

Został aresztowany. 15 listopada 1948 r. wojskowy „sąd” w Warszawie skazał go na śmierć, także jego 6 podkomendnych. Miał po „przesłuchaniach” siwe włosy, wybite zęby, połamane ręce, nos i żebra, zerwane paznokcie. Oprawcy przebrali skazanych w niemieckie mundury i tak prowadzili ich na śmierć.

Był 7 marca 1949 r. Major „Zapora” wykrzyczał przed śmiercią: „My się nigdy nie poddamy!”. To się odnosiło do niego i do jego żołnierzy: „Rysia”, „Żbika”, „Mundka”, „Białego”, „Junaka” i „Zawady”. Czy także do nas?

Piotr Szubarczyk/nd /24.IX.2013/
/zdj. – rok 1946, pogrzeb poległych w walce z NKWD-UB żołnierzy mjr. Hieronima Dekutowskiego „Zapory” /24 IX 1918 – 7 III 1949/: Janusza Michalaka „Janosika” i Zbigniewa Grodzkiego „Czarnego”

***

BŁOGOSŁAWIONY KAPELAN

Przypominając bł. ks. Józefa Stanka składamy hołd wszystkim kapelanom Polskiego Państwa Podziemnego, zwłaszcza tym którzy w ekstremalnie trudnych warunkach sprawowali opiekę duchową nad powstańcami warszawskimi

Urodził się 6 grudnia 1916 r. w Łapszach Niżnych, w archidiecezji krakowskiej. Szkołę średnią ukończył w Wadowicach. Po maturze odbył nowicjat i studia seminaryjne u pallotynów. Święcenia kapłańskie otrzymał już w czasie wojny. 13 kwietnia 1941 r. odprawił Mszę św. prymicyjną w rodzinnej parafii. Rozpoczął studia na tajnym Wydziale Socjologii Uniwersytetu Warszawskiego

1 sierpnia 1944 r. przebywał w Zakładzie Sióstr Rodziny Maryi na Koszykach w Warszawie – jako kapelan. Teraz jednak kapelani byli potrzebni na barykadach. Został kapelanem Zgrupowania AK „Kryska” na Powiślu /Przyczółek Czerniakowski/. Miał pseudonim „Rudy”.

Odprawiał Msze św. i spowiadał, odwiedzał powstańcze szpitale, niosąc duchową pomoc rannym. Przenosił ich, ryzykując śmierć na wysuniętych pozycjach. Miał możliwość przeprawienia się pontonem na Pragę, ale odmówił, pozostał z rannymi.

W środę 23 września 1944 r. dostał się w łapy kuzynów Hitlera. Pobili go i zaprowadzili pod szubienicę. Wykazał heroizm, błogosławiąc z tego miejsca idących do niewoli powstańców.

Umierał powieszony przez oprawców na kapłańskiej stule. To była śmierć za wiarę i ojczyznę. Proces beatyfikacyjny nie nastręczał przeszkód. Ksiądz kapelan został wyniesiony na ołtarze przez bł. Jana Pawła II 13 czerwca 1999 r. w Warszawie – w grupie 108 polskich męczenników II wojny światowej. Módlmy się za bł. ks. Józefa i o rychłą beatyfikację II grupy męczenników tego czasu – z postacią przewodnią sługi Bożego ks. Antoniego Henryka Szumana, którego Niemcy zamęczyli 2 października 1939 r. w drzwiach kościoła. Umierał ze słowami: „Niech żyje Chrystus Król! Niech żyje Polska!”

Piotr Szubarczyk/nd /23.IX.2013/
/zdj. – bł. ks. Józef Stanek /6 XII 1916 – 23 IX 1944/

***

ZEMSTA ZA „NON POSSUMUS”

To był najgłośniejszy spektakl przed specsądem /WSR/ w zniewolonej Polsce, z udziałem osoby duchownej. W dniach 14-21 IX 1953 r. w Warszawie „sądzono” ordynariusza kieleckiego – księdza biskupa Czesława Kaczmarka – plus trzech księży z kurii – Jana Danilewicza, Józefa Dąbrowskiego, Władysława Widłaka – i siostrę Walerię Niklewską. Wyrok zapadł 22 września

Był to czas walki władz z Episkopatem, władz usiłujących przejąć kontrolę nad Kościołem. Odpowiedzią było „non possumus” Prymasa Tysiąclecia. Następnym krokiem komunistów było więc pozbawienie ks. kard. Stefana Wyszyńskiego wolności – trzy dni po „wyroku” w Warszawie

W akcie oskarżenia znajdowały się zarzuty polityczne i kryminalne! Podobno ksiądz biskup chciał „obalić władzę robotniczo-chłopską”. Handlował walutą i „szpiegował dla USA i Watykanu”…

Dlaczego wybrano biskupa kieleckiego? Przeprowadził on własne śledztwo w sprawie „pogromu kieleckiego” 4 lipca 1946 r. Powołał komisję do tej zbadania. Jej ustalenia były takie że „pogrom” zorganizowali prowokatorzy wysłani przez NKWD-UB. Dominującemu w PZPR lobby zależało na wersji o „polskim antysemityzmie”, więc biskup kielecki stał się od razu jego śmiertelnym wrogiem. Na dodatek 1 września 1946 przedłożył ks. bp Kaczmarek swój raport ambasadorowi USA, którym był przyjaciel Polski Arthur Bliss Lane. W Ameryce chętnie przyjmowano bowiem sowiecką wersję o „polskich antysemitach”.

Sąd” skazał księdza biskupa na 12 lat więzienia. Był torturowany w czasie „śledztwa” i w okresie uwięzienia. Próbowano go upokorzyć i złamać. Daremnie. Wolność odzyskał w grudniu 1956, wrócił do diecezji. Odszedł do Pana 26 sierpnia 1963 w święto Matki Bożej Częstochowskiej.

Funkcjonariusze UB, którzy reżyserowali spektakl, dostali za to pieniądze /33 osoby!/ i odznaczenia: 10 złotych i srebrnych „krzyży zasługi”.

Piotr Szubarczyk/nd /21.IX.2013/

***

ORLĘ Z POWSTANIA WARSZAWSKIEGO

Dzieci w Powstaniu Warszawskim to temat głęboko poruszający. Ich udział w walce był wymuszony sytuacją. Często była to ucieczka z domu. Przykłady z historii Polski działały na ich wyobraźnię: Orlęta Lwowskie, Jurek Bitschan, 15-letni żołnierz spod Lwowa w Grobie Nieznanego Żołnierza. Chcieli być tacy jak oni

Te dzieci nie mają w podręcznikach swojego przedstawiciela, którego losy mówiłyby o nich wszystkich. A jest taka postać która może być symboliczna. To 11-letni Witek Modelski „Warszawiak”. Nawet dzień jego urodzin prosi o pamięć – 11 listopada

Był łącznikiem w batalionie „Gozdawa”. Niewiele o nim wiemy. Rodzice zginęli w Powstaniu, w wyniku bombardowania. Walczył na Starym Mieście, a po przejściu do batalionu „Parasol” – na Czerniakowie. 23 sierpnia 1944 r. został mianowany na stopień kaprala czasu wojny i odznaczony Krzyżem Walecznych za odwagę.

Zginął na Wybrzeżu Czerniakowskim, w domu przy Wilanowskiej 1. Ma grób na Powązkach, w kwaterze „Parasola”. W Muzeum Powstania Warszawskiego jest patronem Sali Małego Powstańca.

Lucjan Fajer „Ognisty” dał piękne świadectwo o Witku: „Był to chłopczyk w wieku 11 lat, podobno syn inżyniera /…/. Ubrany był jak prawdziwy żołnierz: w hełm francuski, w mundur żołnierski. Za pasem nosił granat ręczny. Tam gdzie nikt z łączników nie odważył się biec z meldunkiem ‚Warszawiak’ zgłaszał się na ochotnika”.

Tadeusz Szyma napisał kiedyś wiersz, którego fragment dedykujemy pamięci Witka, prosząc rodaków o pamięć o nim: „Chłopcze, chłopczyku, ile miałeś lat kiedy z harcerza stałeś się żołnierzem? Czyś na Starówce czy na Woli padł – Szarych Szeregów szary bohaterze? /…/ Żołnierzu, nadal łącznikiem nam bądź, meldunki składaj nadal, choć bez słowa – Aby pamięcią przeszłość z jutrem spiąć, sercom rytm podać ‚Marsza Mokotowa’!”.

Piotr Szubarczyk/nd /20.IX.2013/
/zdj. – Witold Modelski „Warszawiak” /11 XI 1932 – 20 IX 1944/

***

BOHATER GDYNI I POLSKI

Do najsmutniejszych, rozdzierających serce wydarzeń jesieni 1939 r. należą honorowe strzały polskich oficerów w obliczu kapitulacji. Tak postąpił kpt. Władysław Raginis, legendarny dowódca obrony Wizny. W tamtych okolicznościach był to rodzaj świadectwa i demonstracja honoru oficera polskiego, a nie przejaw słabości. 19 września 1939 r. odszedł w ten sposób płk Stanisław Dąbek

Pochodził z Niska nad Sanem. Ukończył seminarium nauczycielskie, studiował prawo na Uniwersytecie Stefana Batorego we Lwowie. W czasie I wojny światowej służył w austriackiej piechocie. W Wojsku Polskim został oficerem w korpusie piechoty. Walczył z Ukraińcami o Małopolskę, potem z bolszewikami o wszystko. Po wojnie był m.in. komendantem Szkoły Podchorążych Rezerwy w Tomaszowie Mazowieckim i w Zambrowie, potem dowódcą 7 Pułku Piechoty i 52 Pułku Piechoty Strzelców Kresowych w Złoczowie.

W lipcu 1939 r. został dowódcą Morskiej Brygady Obrony Narodowej i Lądowej Obrony Wybrzeża. Po wybuchu wojny dowodził siłami lądowymi w rejonie Gdyni. Niemcy zapamiętali polskiego żołnierza w tym miejscu. Ponieśli ciężkie straty.

Po odcięciu swych wojsk w rejonie Gdyni pułkownik wydał rozkaz wycofania się na Kępę Oksywską. Na tym wzgórzu zginęło w nierównej walce z Niemcami około 2 tysięcy polskich żołnierzy. To wtedy podjął decyzję że nie pójdzie do niewoli. Widział śmierć swoich młodych żołnierzy, za których czuł się odpowiedzialny. Jego honorowa śmierć była dramatycznym aktem współodczuwania dowódcy.

Po upewnieniu się że ppłk Ignacy Szpunar dopełni obowiązków dowódcy 19 września płk Stanisław Dąbek po raz ostatni wystrzelił z osobistego pistoletu…

W miejscu śmierci pułkownika, obecnie na terenie bazy lotniczej Marynarki Wojennej, stoi jego pomnik. Pomnik rycerza który tak jak literacki pułkownik Wołodyjowski ślubował walkę do śmierci.

Piotr Szubarczyk/nd /19.IX.2013/

***

PATRON POLSKIEJ MŁODZIEŻY

Wspomnienie liturgiczne św. Stanisława Kostki przypadało 13 listopada i tak pozostało w Kościele powszechnym. W Polsce od roku 1969 czcimy go 18 września

Jest drugim świętym patronem Polski o imieniu Stanisław /po biskupie krakowskim/. Jest patronem archidiecezji warszawskiej i diecezji płockiej. Ale Kaszubi też mówią o nim „nasz”! W hymnie kaszubskim zapisano: „Nasz Stanisław Kostka święty, co się u nas rodził, nie dopuści by zawzięty wróg nam długo szkodził”

Syn kasztelana zakroczymskiego urodził się w Rostkowie, w diecezji płockiej. Jako 14-latek został wysłany do Wiednia na nauki. Mieszkał w domu luteranina. Nie wpuścił on księdza z wiatykiem do ciężko chorego Stanisława. Wtedy – według przekazów – zjawiła się patronka dobrej śmierci – św. Barbara, która przyniosła mu Komunię Świętą. Za wstawiennictwem Matki Bożej został uzdrowiony.

Wstąpił do Towarzystwa Jezusowego, zamieszkał w nowicjacie na Kwirynale w Rzymie. Śluby zakonne przyjął w 1568 r. W sierpniu tego roku poczuł się źle, prosił w modlitwie o śmierć w uroczystość Wniebowzięcia NMP. Pytany czy boi się śmierci odparł: „Mam ufność w Miłosierdziu Bożym”.

Wiadomość o pięknej śmierci młodzieńca rozeszła się po Rzymie. Uznano go za świętego. W roku 1674 Papież Klemens X ogłosił Stanisława jednym z głównych patronów Korony Polskiej i Księstwa Litewskiego. Kanonizacji dokonał Papież Benedykt XIII w roku 1726.

Od początku XX w. św. Stanisław Kostka jest patronem polskiej młodzieży. W kościele św. Andrzeja na Kwirynale jest kaplica z jego grobem. Tu gromadzą się Polacy na Mszy Świętej. Ks. kardynał Karol Wojtyła mówił u grobu św. Stanisława w 1970 r.: „Módlmy się, byśmy umieli być pasterzami młodzieży /…/. Byśmy umieli prowadzić ją, wskazywać drogę”… Święty Stanisławie prowadź polską młodzież drogą prawości i ufności Bogu.

Piotr Szubarczyk/nd /18.IX.2013/
/zdj. – św. Stanisław Kostka /XII 1550 – 15 VIII 1568/ – patron polskiej młodzieży

***

NAJAZD SOWIECKI 17 WRZEŚNIA 1939

Sowiety napadły na Polskę w niedzielę. Agresor liczył na większą dezorientację i zaskoczenie. Przedtem upewnił się że jego przewidywania co do bezwartościowych gwarancji Wielkiej Brytanii i Francji dla Polski są słuszne. Niestety nie mylił się…

Zarówno Niemcy jak i Sowiety dążyły do obalenia porządku politycznego ustanowionego w traktacie wersalskim. Ładu moralnego który urzeczywistnił aspiracje narodów Europy do własnej państwowości. Nade wszystko Polaków, śniących od pokoleń sen o tej „co nie zginęła”

Tajny pakt sowiecko-niemiecki, spisany 23 sierpnia 1939 r., wyznaczał niemiecko-sowieckie granice w Europie, która znowu miała się stać więzieniem narodów. Zaborcy ustalili „strefy interesów”: który z nich odbierze suwerenność poszczególnym państwom. Co do Polski postanowili że uczynią to wspólnie.

Sowieci opóźniali atak do 17 września, by zachować pozory że przychodzą na pomoc ludności „zachodniej Białorusi” i „zachodniej Ukrainy”, bo państwo polskie rzekomo „rozpadło się”.

To nie Gdańsk i „korytarz”, to nie „uciskanie mniejszości” były przyczyną ataku, lecz chęć unicestwienia Rzeczypospolitej, tak jak później chęć zniewolenia innych narodów, których suwerenność zapisano w traktacie wersalskim.

Ambasador Rzeczypospolitej w Moskwie Wacław Grzybowski został obudzony 17 września 1939 o godz. 3 nad ranem. Zastępca komisarza spraw zagranicznych Sowietów Władimir Potiomkin usiłował wręczyć mu notę rządu sowieckiego, według której agresor najechał na Polskę by chronić pokrewną ludność ukraińską i białoruską, a także by uwolnić Naród Polski od wojny! Ambasador Grzybowski nie przyjął kłamliwej noty i oświadczył: „Atak Armii Czerwonej na Polskę jest w tej sytuacji ciosem w plecy”.

Po 74 latach od tej napaści nie można powiedzieć nic więcej ponad to co oświadczył wówczas nasz ambasador.

Piotr Szubarczyk/nd /17.IX.2013/
/zdj. – towarzysze broni – spotkanie wojsk niemieckich i sowieckich w rejonie Brześcia, 20 września 1939

***

SOWIECKIE SZACHY I POLSKI BÓL

Sytuacja Związku Sowieckiego po ataku niemieckim w czerwcu 1941 r. była dramatyczna. Niemcy posuwali się na wschód z szybkością większą niż w 1939 r. w Polsce

Stalin wieszczący wtedy światu że Polska już nigdy się nie odrodzi nawiązywał teraz pod naciskiem aliantów stosunki dyplomatyczne z „nieistniejącym” państwem. 16 września 1941 r. w Londynie ambasador sowiecki Aleksandr Bogomołow złożył listy uwierzytelniające prezydentowi RP Władysławowi Raczkiewiczowi. W przeddzień drugiej rocznicy sowieckiej agresji na Polskę!

Rany zadane przez ludobójców z Kremla były świeże i rozległe. Na Sybirze i w Kazachstanie jęczały setki tysięcy naszych półżywych rodaków. Wymuszona umowa dawała szansę uratowania wielu z nich, co wykorzysta gen. Władysław Anders, dowódca armii ludzkich szkieletów i ich rodzin.

Polski rząd robił dobrą minę do złej gry z zaprawionym w kłamstwach „sojusznikiem”. Urzędowy „Dziennik Polski” pisał dyplomatycznie: „Złożenie listów uwierzytelniających stanowi ważny krok na drodze współpracy obu państw, która zeszła na manowce dwa lata temu, kiedy stosunki dyplomatyczne zostały zerwane”. „Wiadomości Polskie” odpowiedziały gorzko: „Po wszystkich manowcach swierdłowskiej, kazachskiej, semipałatyńskiej itd. obłasti zbierać trzeba dzieci polskie oderwane od matek, głodne karmić, nagie odziewać, umarłe grzebać. Czy dwa lata temu stało się coś co wolno określić tylko jako ‚zerwanie stosunków dyplomatycznych?’”.

Jedni i drudzy mieli rację. Jedni boleśnie odczuwając fałsz „sojuszu”, drudzy dostrzegając szanse ratunku dla wielu.

Minie półtora roku i Sowiety znowu zerwą stosunki dyplomatyczne z Polską, by stworzyć swój „rząd polski”, który „zalegalizują” nasi „alianci”! Potem opłakiwaliśmy już nie tylko krew przelaną, ale i utratę suwerenności.

Piotr Szubarczyk/nd /16.IX.2013/
/zdj. – nowym „sojusznikiem” Polski 16 września 1941 r. stał się jej krwawy okupant. Na zdjęciu z grudnia 1941 r. w Kujbyszewie: gen. Władysław Anders, gen. Władysław Sikorski i Stalin

***

OSĄDŹ MNIE BOŻE

Odchodził w opinii świętości. Miejscem pamięci o nim jest przede wszystkim Hala Łabowska – między Nowym Sączem a Krynicą

Był kapelanem niewielkiej grupy partyzantki antykomunistycznej na ziemi sądeckiej – Polskiej Podziemnej Akcji Niepodległościowej

Ksiądz Władysław Gurgacz /2 IV 1914 – 14 IX 1949/ został skazany na śmierć przez komunistyczny „sąd” i zamordowany przed 64 laty w siedzibie NKWD-UB przy ul. Montelupich w Krakowie. 20 lutego 1992 r. Sąd Okręgowy w Krakowie unieważnił wyrok, uznając że został on wydany z powodu działalności kapłana „na rzecz niepodległego bytu państwa polskiego”

Zachowane wypowiedzi ks. Władysława każą w nim widzieć w pełni świadomego męczennika narodowej Sprawy i Kościoła – przekonanego że służy i Polsce i Panu Bogu. Jeszcze w czasie wojny zapisał prorocze słowa, jakby już wtedy wiedział, jak dopełni się jego życie: „Wiemy, Boże, że czcicieli swoich prowadzisz drogą krzyża, lecz to nas nie przeraża, bo gotowi jesteśmy odtąd każde cierpienie dla Ciebie ponieść w ofierze”… Data tego zapisku jest znamienna: 15 sierpnia /1941/.

Przed „sądem” wypowiedział słowa świadczące o sile jego wiary i przywiązania do Polski: „Obowiązkiem moim była opieka moralna nad grupą, więc odprawiałem Msze Święte, spowiadałem, objaśniałem Ewangelię /…/. Iudicet me Deus et discernet causam meam /Osądź mnie Boże i rozstrzygnij sprawę moją/. Na śmierć pójdę chętnie. Wierzę że każda kropla krwi niewinnie przelanej zrodzi tysiące przeciwników i obróci się wam na zgubę”…

Grób księdza Władysława znajduje się na cmentarzu przy ul. Prandoty w Krakowie, kwatera LXXXII, rząd 3, miejsce 52. Kto może niech tam dziś przybędzie.

Piotr Szubarczyk/nd /14.IX.2013/

***************************************

W IMIENIU RZECZYPOSPOLITEJ

Przed 70 laty, 13 września 1943 r., minister spraw zagranicznych RP Tadeusz Romer wygłosił exposé w którym przedstawił polską rację stanu i polski interes narodowy czasu wojny. Dwa lata wcześniej, jako ambasador RP w Tokio, opublikował pierwszą listę polskich zesłańców w Sowiety. Nie dysponował pełnymi danymi ale ta lista wieńczyła jego starania by jak największej liczbie zesłanych obywateli RP pomóc wydostać się z „nieludzkiej ziemi”

Nawiązał tymi dziełami do swej pracy w czasach młodości, kiedy u boku Henryka Sienkiewicza w szwajcarskim Vevey pracował w Komitecie Generalnym Pomocy Ofiarom Wojny w Polsce

W pamiętnym exposé minister mówił: „Przyszłe granice odbudowanej Rzeczypospolitej stanowią całość /…/. Nie widzimy racji dla których Polska miałaby po wspólnym zwycięstwie dorzucać jakiekolwiek ofiary własnej ziemi czy ludności do tych straszliwych ofiar które już złożyła i wciąż składa w niezłomnej, uznawanej i podziwianej przez wszystkich obronie wolności swojej i świata. Byłoby to głęboko niemoralne i niezgodne z ideałami o których tryumf walczy nasz obóz /…/. Nie ma i nie będzie u nas nigdy takiego rządu który czułby się upoważniony do przyjęcia dyskusji na innym gruncie”.

Minister Romer nie przewidział że Stalin przekona aliantów by za „rząd polski” uznali jego komunistycznych kolaborantów. A ci 22 lipca 1944 r. ogłosili „manifest do narodu polskiego” /!/ w którym lekką ręką oddali polskie Kresy Sowietom i oświadczyli że są „jedynym legalnym źródłem władzy w Polsce”!

Tadeusz Romer pozostał na emigracji w Londynie, od roku 1946 w Kanadzie. W działalności publicznej służył polskiej świętej Sprawie, głosząc że niepodległa Polska, uwolniona od sowieckiej przemocy, jest warunkiem pokoju i bezpieczeństwa w Europie. Nie zapominajmy o tym dzielnym Polaku.

Piotr Szubarczyk/nd /13.IX.2013/
/zdj. – Tadeusz Romer /6 XII 1894 – 23 III 1978 Montreal/ – minister spraw zagranicznych RP w latach 1943-44. Fotografia z lat 20

***

ODSIECZ DLA CHRZEŚCIJAŃSTWA

Mija 330 rocznica uratowania Europy przed muzułmańskim kalifatem. Bitwa pod Wiedniem rozstrzygnęła się w niedzielę 12 września 1683 roku

Zwycięstwo pod Wiedniem było jedną z najważniejszych bitew w dziejach świata. Od tej pory Imperium Osmańskie nie zagrażało już Europie

W roku 1683 wojska wezyra Kara Mustafy ciągnęły pod Wiedeń. Nie udało się zbudować koalicji mocarstw chrześcijańskich, Francja była w konflikcie z Habsburgami. Stolica Apostolska zwróciła się o pomoc do Rzeczypospolitej. Wielką rolę w budowie przymierza odegrał kapucyn o. Marek d’Aviano, którego beatyfikował bł. Jan Paweł II /2003/.

Pod murami Wiednia stanęło 140 tysięcy żołnierzy Kara Mustafy. Siły księcia Karola Lotaryńskiego liczyły 32 tysiące ludzi, fortyfikacji broniło 11 tysięcy. Turcy stali na odległość strzału z rusznicy od zamku cesarskiego. I wtedy nadciągnęli Polacy. Była to wielka siła /27 tysięcy żołnierza z Korony/ i wsparcie moralne dla obrońców. Jan III Sobieski nawiedził po drodze Jasną Górę, modląc się o zwycięstwo. Towarzyszył mu najstarszy syn Jakub.

Król obmyślił szarżę 14 tysięcy doborowej polskiej husarii od strony pozornie niedostępnych wzgórz Lasu Wiedeńskiego. Turkom zabrakło wyobraźni, by to przewidzieć. Na tym polegał geniusz Jana III.

Bitwa trwała pół doby, ale decydujący atak husarii tylko pół godziny /!/, o godz. 18.00. Zginęło 20 tysięcy Turków. To był pogrom!

Po zwycięstwie Jan III Sobieski napisał do Papieża Innocentego XI: „Venimus, vidimus et Deus vicit” /Przybyliśmy, zobaczyliśmy, Bóg zwyciężył/. Dziś brakuje nam tej mądrości i tej pokory, którą miał nasz wielki król.

Piotr Szubarczyk/nd /12.IX.2013/
/zdj. – odsiecz Wiednia malowali nie tylko polscy mistrzowie – obraz holenderskiego malarza Jana Wycka „Sobieski pod Wiedniem”, 1698

***

63 RAZY WORLD TRADE CENTER

We wtorek 11 września 2001 r. Amerykanie przeżyli narodową tragedię. W samym sercu ich kraju, na nowojorskim Manhattanie, dokonano ataku terrorystycznego na World Trade Center /Centrum Handlu Światowego/, zabijając 2963 osoby /także 6 Polaków/ – niewinnych, przypadkowych ludzi

Trauma WTC była opisywana, filmowana i rozważana przez kilka następnych lat. Trwa do dziś, bo zostało zmącone poczucie bezpieczeństwa obywateli najpotężniejszego państwa świata – na ich własnej ziemi!

Trzy lata później obchodziliśmy 60 rocznicę Powstania Warszawskiego. Jak co roku nie zabrakło na świecie takich którzy pisali o Powstaniu w „szczególny” sposób lub z premedytacją „mylili” je z powstaniem w getcie warszawskim w kwietniu roku 1943. I wtedy ktoś w Polsce wpadł na pomysł jak wytłumaczyć Amerykanom czym było Powstanie Warszawskie: to był zamach na World Trade Center powtarzany dzień po dniu 63 razy! Każdego dnia podczas Powstania Warszawskiego ginęło średnio ponad 3 tysiące Polaków! Każdego dnia jakieś warszawskie „wieże” Niemcy zamieniali w gruzy. Po wojnie rozważano czy odbudowa stolicy Polski jest w ogóle opłacalna…

To nie był zamach z ukrycia. To był mord na mieście i na jego mieszkańcach na oczach „wolnego świata”, który budował na naszej krwi „nowy pokojowy ład”, oparty na niewoli narodów europejskich.

Płacząc nad World Trade Center trzeba też zapłakać nad prezydentem wielkiego państwa, który 60 lat wcześniej, mając wszystkie atuty w ręku, postanowił zaprowadzić „trwały pokój na świecie” w porozumieniu z największym zbrodniarzem nowożytnego świata! Po wojnie jego małżonka propagowała „prawa człowieka”! Jest granica absurdu, której my, Polacy, nie przekraczamy. I jest wieloletnia, nieodwzajemniona przyjaźń… Pomodlimy się dziś za naszych powstańców i za ofiary World Trade Center.

Piotr Szubarczyk/nd /11.IX.2013/
/zdj. – pogrzeb powstańca – Warszawa, wrzesień 1944 r.

***

KPT. WŁADYSŁAW RAGINIS

Władysław Raginis pochodził z rodziny łotewskich Polaków. Po odrodzeniu Rzeczypospolitej rodzina wróciła do kraju, do Wilna. Władysław ukończył Szkołę Podchorążych Piechoty w Komorowie i studia w Oficerskiej Szkole Piechoty. Był dowódcą plutonu w 76 Pułku Piechoty w Grodnie. Jako wyróżniający się oficer został dowódcą 3 kompanii ckm w batalionie KOP „Sarny”

W 1939 r. dowodził obroną odcinka granicznego Wizna, w powiecie łomżyńskim. Od 7 do 10 września rozegrała się tu krwawa bitwa. Żołnierze kpt. Raginisa zatrzymali XIX Korpus Pancerny gen. Heinza Guderiana, umożliwiając polskim oddziałom przegrupowanie w kierunku Warszawy

Przeciw 42 tysiącom Niemców – z 350 czołgami, 457 moździerzami, działami i samolotami – stanęło 720 oficerów i żołnierzy kpt. Raginisa. Kilkudziesięciu dostało się do niewoli, kilkudziesięciu zdołało się wycofać, pozostali polegli. Kapitan Raginis złożył przysięgę że żywy się nie podda. Po wydaniu rozkazu kapitulacji, dla ratowania ostatnich żołnierzy, pozostał jak Wołodyjowski w twierdzy kamienieckiej. Rozerwał się granatem. Podobną przysięgę złożył por. Stanisław Brykalski /zginął w walce/. Byli jak Wołodyjowski i Ketling.

We wsi Wizna jest tablica z napisem nawiązującym do wąwozu termopilskiego: „Przechodniu, powiedz Ojczyźnie, żeśmy walczyli do końca, spełniając swój obowiązek”. 28 sierpnia 2009 r. prezydent Lech Kaczyński odznaczył pośmiertnie kpt. Władysława Raginisa Krzyżem Wielkim Orderu Odrodzenia Polski.

Śmiertelne szczątki bohaterów odnaleźli wolontariusze ze Stowarzyszenia „Wizna 1939”. Badania DNA potwierdziły odkrycie. 10 września 2011 r. odbył się pogrzeb kpt. Raginisa i por. Brykalskiego. Spoczęli w bunkrze dowodzenia na Strękowej Górze. Minister obrony narodowej mianował pośmiertnie kpt. Raginisa na wyższy stopień. Czołem, Panie Majorze!

Piotr Szubarczyk/nd /10.IX.2013/

***

ONE NIE BYŁY Z ŻELAZA

Na Powązkach Wojskowych w Warszawie, w kwaterze batalionu Zośka, jest grób dwóch sanitariuszek Powstania Warszawskiego, poległych tego samego dnia, 9 września 1944 r. na Czerniakowie, przy ulicy Książęcej

O młodszej z nich, 19-letniej Zosi Kasperskiej, mówili Zosia Żelazna. To się stało jej pseudonimem. Tak się mówi o ludziach niezmordowanych, obdarzonych żelaznym zdrowiem. Ale na zachowanym zdjęciu widzimy subtelną twarz młodej, pięknej dziewczyny o smutnych oczach. Nie wygląda na kobietę z żelaza.

Takie pseudonimy służyły podniesieniu ducha. Zosia musiała być „żelazna” w tych warunkach, bo na słabość nie było miejsca ani czasu. Musiała być „żelazna” nawet wtedy kiedy się bała i była śmiertelnie zmęczona. Była „żelazna” duchem. I piękna. Nie tylko ciałem, ale przede wszystkim duchem. Poszła na śmierć jako jeden z „kamieni rzuconych na szaniec”. Rzuconych przez Boga… Więc nie pytajmy czy to miało sens, bo takie pytanie jest dziś bluźnierstwem. Pamiętajmy o Zosi Żelaznej i zapalajmy ogień pamięci na jej grobie przy każdej okazji.

Halina Kostecka-Kwiatkowska „Halusia”, pochowana z Zosią, była od niej starsza, miała 27 lat. W czasach „bez imienia” to był już wiek dojrzały. Dziś jest dużo czasu na dojrzewanie. Czasu którego nie mieli tamci. Halusia, tak jak Zosia Żelazna, natrudziła się w Powstaniu, nadstawiała głowy, ratując innych: na Woli, na Starym Mieście, na Czerniakowie. A potem: „umrzeć przyszło, gdy się kochało wielkie sprawy głupią miłością”…

Zosia i Halinka zazdrościły kolegom Biało-Czerwonych opasek na ramionach, same nosiły opaski ze znakiem Czerwonego Krzyża.

Nie były z żelaza, ale „ujął je sen żelazny, twardy, nieprzespany”. Były młode, delikatne i pełne nadziei na długie, piękne i szczęśliwe życie. Możemy przedłużyć to życie o naszą pamięć o nich.

Piotr Szubarczyk/nd /9.IX.2013/
/zdj. – grób Zosi Żelaznej i Halusi w kwaterza batalionu Zośka, kompanii Rudy na Powązkach Wojskowych w Warszawie

***

WESTERPLATTE BRONI SIĘ JESZCZE

Westerplatte jest symbolem polskiego heroizmu w wojnie obronnej 1939 roku. To nie podoba się ideologom Polski jako europejskiej karczmy przydrożnej, zamieszkiwanej na razie przez „nazistów”, „rasistów” i „ksenofobów”, których jednak Stowarzyszenie „Nigdy Więcej”, z pomocą obecnego rządu, „wprowadzi” do Europy…

Wydawało się że chodzi tylko o rozstrzygnięcie historycznego sporu i oddanie honoru zastępcy dowódcy obrony, kpt. Franciszkowi Dąbrowskiemu. Podczas gdy mjr Henryk Sucharski – w poczuciu odpowiedzialności za podkomendnych, zwłaszcza rannych – rozważał poddanie placówki po dwóch dniach obrony /miał do tego prawo w świetle rozkazów/, Dąbrowski forsował dalszy opór. Jednak film Pawła Chochlewa „Westerplatte” – jedna z najpodlejszych produkcji w dziejach polskiej /?/ kinematografii – pozbawia złudzeń. Obrońcy Westerplatte to tchórze próbujący uciec z placówki, przymuszani do obrony, mamroczący przez sen ze strachu, pozbawieni pobudek ideowych. Major Sucharski to mitoman. Jedynym bohaterem jest kpt. Dąbrowski, który po wojnie wstąpił do wojska „ludowego” i zasłużył na pochwały podczas obstawiania sfałszowanych w roku 1947 „wyborów”.

Kto ma uszy do słuchania, niechaj słucha, co mówił bł. Jan Paweł II /1987/: „Wiemy, że tu, na tym miejscu, na Westerplatte, we wrześniu 1939 r., grupa młodych Polaków, żołnierzy, pod dowództwem majora Henryka Sucharskiego, trwała ze szlachetnym uporem, podejmując nierówną walkę z najeźdźcą. Walkę bohaterską. Pozostali w pamięci narodu jako wymowny symbol. Trzeba, ażeby ten symbol wciąż przemawiał, ażeby stanowił wyzwanie dla coraz nowych ludzi i pokoleń Polaków”.

„Westerplatte broni się jeszcze… Westerplatte jeszcze się broni…” – brzmiały komunikaty Polskiego Radia we wrześniu 1939 r. Dzisiaj to MY jesteśmy obrońcami Westerplatte.

Piotr Szubarczyk/nd /7.IX.2013/
/zdj. – Westerplatte po zakończeniu walk

***

SOWIŃSKI W OKOPACH WOLI

Na początku września 1831 r. umierało Powstanie Listopadowe. We wtorek 6 września Rosjanie przypuścili decydujący atak. Reduty Wolskiej, zwanej od tego czasu Redutą Sowińskiego lub Fortem Sowińskiego, broniło 1300 polskich żołnierzy i 12 dział. Rosjanie mieli wielką przewagę w ludziach i ok. 100 dział. Obrońcy ulegli

Poległ dowódca Reduty, legendarny oficer z czasów napoleońskich, 54-letni generał Józef Sowiński. Używał drewnianej protezy nogi – kończynę stracił podczas wyprawy Napoleona na Moskwę /1812/

Okoliczności śmierci generała nie były do końca znane. Juliusz Słowacki, pisząc swój słynny wiersz „Sowiński w okopach Woli” /1844/, oparł się na relacji mówiącej o śmierci przed ołtarzem w kościele św. Wawrzyńca. Inna wersja mówiła o śmierci na Forcie, w końcowej fazie walki na bagnety.

Legenda generała bez nogi opanowała wyobraźnię Polaków. Non omnis moriar… Generał odniósł zwycięstwo po śmierci. W czerwcu 1860 r. pogrzeb jego żony Henrietty zgromadził rzesze patriotów i był pierwszą od upadku Powstania Listopadowego manifestacją narodową na taką skalę. Te manifestacje odrodziły ducha narodowego. Postać generała połączyła dwa największe w XIX w. powstania narodowe.

We wrześniu 1939 r. Reduta Sowińskiego broniła się przed atakami niemieckimi, poddała się dopiero w dniu kapitulacji Warszawy. Podczas Powstania Warszawskiego Niemcy dopuścili się jednej z najohydniejszych zbrodni w XX wieku, mordując w ciągu trzech dni sierpnia /5-7/ ok. 60 tysięcy /!/ mieszkańców Woli. Zbrodnia ta przeszła do historii jako „rzeź Woli”.

Z wiersza Juliusza Słowackiego: „Choćby nie było na świecie jednego już nawet Polaka, to ja jeszcze zginąć muszę za miłą moją Ojczyznę i za ojców moich duszę /…/. Nie klękajcie wy przede mną, bo nie jestem żaden święty, ale Polak jestem prawy”…

Piotr Szubarczyk/nd /6.IX.2013/
/zdj. – gen. artylerii Józef Longin Sowiński /15 III 1777 – 6 IX 1831/, bohater Woli, Warszawy i Polski

***

BITWA W BORACH TUCHOLSKICH

Wrzesień 1939 r. kojarzy się Polakom z chaosem, z klęską i z Zaleszczykami… Zadbali o to po wojnie komuniści. Znamy tylko hasła: Westerplatte, Poczta Gdańska, bitwa nad Bzurą

Kiedy się przyjrzymy poszczególnym dniom tej wojny /dłuższej niż wojna obronna Francji, na którą Sowiety przecież nie napadły!/, to widzimy bitwy i lokalne zwycięstwa, bohaterstwo i poświęcenie zmarnowane przez sojuszników którzy nie dotrzymali umów

Bitwa w Borach Tucholskich toczyła się od pierwszego dnia wojny, przez pięć dni. 4 Armia niemiecka Günthera von Kluge parła do Prus Wschodnich. Niemcy napotkali silny opór 27 Dywizji Piechoty i 9 Dywizji Piechoty z Armii „Pomorze” dowodzonej przez gen. dyw. Władysława Bortnowskiego. Dołączyła grupa operacyjna Czersk z Pomorską Brygadą Kawalerii pod dowództwem płk. Adama Zakrzewskiego. 18 Pułk Ułanów z Grudziądza przeprowadził pod Krojantami zaskakującą dla wroga brawurową szarżę na siły niemieckie, osłaniając odwrót naszej piechoty. Polacy przebijali się na południe, przecinając niemiecki marsz w kierunku Prus.

Podczas kilkudniowych krwawych walk poległo około 1600 polskich żołnierzy i oficerów, około 750 było rannych. Straty niemieckie to ponad 500 zabitych i ponad 700 rannych z 4 Armii, sam XIX Korpus gen. Heinza Guderiana miał około 850 zabitych i rannych. Guderian bratał się wkrótce z sowieckim sojusznikiem w Brześciu nad Bugiem, przekazując mu twierdzę i miasto…

Historycy wojskowości mają za złe gen. Bortnowskiemu niezdecydowanie podczas tych walk. Trzeba jednak pamiętać że atak niemiecki był szybki i z użyciem wielkich sił II Korpusu Armijnego. Inni polscy dowódcy w tej bitwie to gen. Stanisław Grzmot-Skotnicki /poległ 19 września 1939 pod Tułowicami/, gen. Józef Werobej /po wojnie w Londynie/ i gen. Juliusz Drapella /po wojnie we Francji/.

Piotr Szubarczyk/nd /5.IX.2013/

***

KRWAWY PONIEDZIAŁEK

W niedzielę 3 września 1939 roku Niemcy weszli do Częstochowy. Od razu zaczęli polowanie na ludzi. W Krwawy Poniedziałek 4 września 1939 bandyci z SS i „rycerskiego” Wehrmachtu zganiali mieszkańców miasta na miejsca „koncentracji” – m.in. przed katedrą i ratuszem. To była jedna z pierwszych łapanek podczas okupacji

Przed katedrą mundurowi strzelali w zbity tłum z karabinów maszynowych, przed ratuszem zabijali strzałami w głowę. Mordowali też pacjentów szpitala oznaczonego flagą Czerwonego Krzyża

Dziś często się mówi: to okrucieństwa wojny sprawiły że przedstawiciele „kultury Zachodu” tak się zachowywali. Ale przecież ci bandyci ledwie kilka dni wcześniej pożegnali swe żony i dzieci… W kieszeniach mundurów mieli jeszcze świeżo wykrochmalone i wyprasowane chusteczki. A mimo to zabijali kobiety i dzieci w Częstochowie. Czy to kwestia charakteru narodowego? Historycy dyskutujący o „polskim antysemityzmie” rzadko podejmują tę kwestię.

Podczas ekshumacji wydobyto z dołów ponad 220 ciał ofiar. Wielu zabitych zostało jednak pochowanych już wcześniej, więc trudno oszacować rozmiary zbrodni. Przyjmuje się że Niemcy zabili około 500 ludzi.

Ile było w naszej historii krwawych poniedziałków, czwartków, piątków? Syny i córy diabła spod znaku OUN-UPA, uzbrojeni w siekiery i młotki, walczyli w zawodach o polską śmierć z przedstawicielami „niemieckiej kultury”. Nad jednymi i drugimi górowało perfidią NKWD.

Dziś ci ludzie z piekła rodem zniknęli. Bandyci z siekierami to weterani walk o niepodległość Ukrainy. Niemców wśród zbrodniarzy nie było, byli tylko „naziści” z różnych krajów! Sowieci nie zabijali sąsiadów, toczyli bohatersko „wojnę ojczyźnianą”.

Różne „cymbały brzmiące” wrzeszczą że czas zapomnieć. Niech pamięć trwa, inaczej historia, magistra vitae, niczego nas nie nauczy.

Piotr Szubarczyk/nd /4.IX.2013/
/zdj. – obelisk na pl. Jana Pawła II przed bazyliką archikatedralną Świętej Rodziny w Częstochowie upamiętnia niemieckie zbrodnie Krwawego Poniedziałku

 ***

BITWA POD PANASÓWKĄ

Trwa Rok Powstania Styczniowego. Przed 150 laty, 3 września 1863 r. pod Panasówką w powiecie biłgorajskim doszło do jednej z największych bitew powstania. Połączone ddziały legendarnego płk. Marcina Borelowskiego „Lelewela” i Kajetana Cieszkowskiego „Ćwieka” – razem około 1200 żołnierzy – pokonały 4-tysięczne zgrupowanie rosyjskie

Rosjanom nie pomogły armaty i kawaleria. Zostali zaatakowani przez polską kawalerię i chłopów-kosynierów, którzy jak niegdyś w bitwie pod Racławicami zaczopowali rosyjskie działa

W czasie walk poległo 35 powstańców, w szpitalu polowym zmarło jeszcze 17. Wśród Rosjan było ponad 360 zabitych i rannych.

Po polskiej stronie wsławił się m.in. dowodzący konno oddziałem piechoty młody szlachetny Węgier, mjr Edward Nyáry, w latach 1848-49 żołnierz gen. Józefa Bema. Ciężko ranny w czasie bitwy zmarł następnego dnia. Został pochowany w oddzielnej mogile. Zbiorowa mogiła poległych w bitwie powstańców znajduje się przy wjeździe do Zwierzyńca od Biłgoraja.

Pułkownik Borelowski „Lelewel” poległ trzy dni później w bitwie na Sowiej Górze pod Batorzem, prowadząc atak na bagnety. W roku 1933 z inspiracji Marszałka Józefa Piłsudskiego usypano tam pamiątkowy kopiec, a na obelisku umieszczono napis: „Przechodniu, powiedz Ojczyźnie, że za ukochanie Jej tuśmy polegli”.

W liście do cara Mikołaja I jego syn, wielki książę Konstanty, namiestnik Królestwa Polskiego, pisał: „Dwóch Lelewelów zabito, a może nawet trzech, a mimo to Lelewel dowodzi bandą w guberni lubelskiej”… Warto przypomnieć że zaledwie 80 lat później „bandytami” będą – w oczach Sowietów i ich komunistycznych kolaborantów – partyzanci opierający się sowietyzacji Polski, uczestnicy Powstania Antykomunistycznego, poszukiwani dziś na powązkowskiej Łączce i w innych miejscach. Tragiczne, polskie déjà vu…

Piotr Szubarczyk/nd /3.IX.2013/
/zdj. – pomnik powstańców poległych w bitwie pod Panasówką – w Zwierzyńcu /wyjazd w kierunku Biłgoraja/

***

WOLNOŚĆ I NIEZAWISŁOŚĆ

Zadaniem wojska polskiego w roku 1939 nie było zwycięstwo nad Niemcami. Dysproporcje sił były za duże

Naszym zadaniem było utrzymanie frontu po to, by alianci mogli zadać Niemcom ciosy na zachodzie, co wynikało z umów wojskowych z Francją i Wielką Brytanią

Miały one na froncie zachodnim ogromną przewagę nad Niemcami zaangażowanymi w Polsce: przewaga w czołgach 80:1, absolutne panowanie w powietrzu! Mimo to nie uderzyły. Ta polityka zemściła się w postaci hańby Vichy, a Wielka Brytania cudem uniknęła inwazji niemieckiej

W czasach komunistycznych rocznice wybuchu II wojny światowej służyły utrwalaniu kłamstw sowieckich z roku 1939 o „upadku państwa”, „ucieczce rządu” i rzekomej gotowości Sowietów do przyjścia nam z pomocą!

To nieprawda że Polska nie była do wojny przygotowana. Była przygotowana, nawet ponad swoje możliwości! Wydatki na zbrojenia sięgały 50 proc. budżetu! To wszystko na nic wobec postawy Wielkiej Brytanii i Francji, które nie wywiązały się z umów sojuszniczych, prowadząc „dziwną wojnę”. I to była ich, a nie nasza „klęska wrześniowa”. Marszałek Alphonse Juin ujął to dobitnie: „Cóż za hańba!”.

Początek września to okazja do refleksji zarówno o początku, jak i o końcu wojny. W niedzielę, 2 września 1945 r., Polacy – bardziej osamotnieni niż w roku 1939 – rozpoczęli nową walkę o „świętą Sprawę”. Tego dnia powstał Ruch Oporu bez Wojny i Dywersji Wolność i Niezawisłość /WiN/, wywodzący się z AK.

Kierownictwo WiN budowało swoje nadzieje na nieuchronnym konflikcie świata zachodniego z agresywnym sowietyzmem. Na niemożności tolerowania przez „wolny świat” żelaznej kurtyny przez środek Europy! Jakżeż się myliło co do „wolnego świata”! Wspominając bohaterów września 1939 r. pamiętajmy też o tych którzy we wrześniu 1945 r. gotowi byli do kontynuacji walki o niepodległy byt państwa polskiego.

Piotr Szubarczyk/nd /2.IX.2013/

***

DZIEŃ SOLIDARNOŚCI I WOLNOŚCI

Ustawą z 27 lipca 2005 r. sejm RP ustanowił święto państwowe – Dzień Solidarności i Wolności. Upamiętnia ono podpisanie bezprecedensowych, w bloku państw zależnych po wojnie od Związku Sowieckiego, porozumień między komunistycznymi władzami a przedstawicielami niezależnego ruchu społecznego

Do tego czasu Sowiety nie tolerowały wolnych związków na obszarze swego „imperium zewnętrznego”. Na tym polegała niezwykłość Porozumień Sierpniowych z 31 sierpnia 1980 r. – niezależnie od tego co z nimi zrobiono w roku 1989, przy Okrągłym Stole

Posłowie postanowili że 31 sierpnia będzie w Polsce Dniem Solidarności i Wolności – świętem państwowym. Ustawa weszła w życie 17 sierpnia 2005 r.

Święto było obchodzone pierwszy raz w roku 2005. Niestety, za każdym razem dochodziło do incydentów obniżających znaczenie tego dnia – głównie z powodu różnicy zdań co do skutków umowy przy Okrągłym Stole i z powodu niefortunnych wypowiedzi pierwszego przewodniczącego NSZZ „Solidarność”.

To święto całego, wielomilionowego ruchu społecznego „Solidarność”, zwłaszcza tych którzy do dziś przechowują depozyt nadziei i pragnień pierwszej „Solidarności”. Przede wszystkim pragnienia suwerennego bytu Polaków w swoim państwie. Nie interesują nas gwiazdorskie występy człowieka który sam obalił komunizm… Z dezaprobatą przyjmujemy próby wmontowania święta w bieżące interesy partyjne i kreowania nowych, wątpliwych bohaterów, co jednym ruchem wajchy zatrzymali gdańskie tramwaje. To jest święto zbiorowego wysiłku Narodu Polskiego budzącego się znów do wolności. Wolny związek zawodowy nie był dla nas celem samym w sobie. Był kolejnym głazem wyznaczającym drogę do suwerennego państwa. Poprzednim był dwa lata wcześniej polski biskup na Stolicy Piotrowej… Czy osiągnęliśmy kres tej drogi?

Piotr Szubarczyk/nd /31.VIII.2013/
/zdj. – podpisanie Porozumień Sierpniowych w Gdańsku 31 sierpnia 1980 r. Uliczny mural gdański z roku 2011

***

GORZKA SŁAWA

Przed 67 laty umarł we Włoszech mjr Henryk Sucharski – dowódca obrony Westerplatte. W ostatnich latach jacyś ludzie chcą odebrać Panu Majorowi żołnierską sławę. Ośmieszają go, wynoszą walory jego zastępcy Franciszka Dąbrowskiego

Kapitan Dąbrowski po wojnie służył w wojsku „ludowym”, zasłużył na pochwały władzy w trakcie przygotowań do sfałszowanych w roku 1947 „wyborów”. Powojenne insynuacje Dąbrowskiego pod adresem nieżyjącego dowódcy świadczą o niezrozumieniu istoty honoru oficerskiego

Podjęli te insynuacje ludzie którzy chcą „odheroizowania” naszej historii. Plugawy film Pawła Chochlewa „Tajemnica Westerplatte” pokazywany był w Nowym Jorku już kilka dni po polskiej premierze! Boleśnie rani mjr. Sucharskiego i jego żołnierzy. Taką dziś mamy „polską kinematografię”!

Major Henryk Sucharski urodził się w Gręboszowie /Tarnowskie/. Od 7 II 1919 r. w Wojsku Polskim, walczył z bolszewikami. Za odwagę w bitwie pod Połonicą-Bogdanówką /30 VIII 1920/ odznaczony Virtuti Militari.

Od 1921 r. oficer zawodowy, przeszedł liczne szkoły wojskowe i kursy, posiadał wysokie kompetencje. To dlatego 3 grudnia 1938 r. został komendantem najtrudniejszej placówki – Westerplatte. Znany z żelaznych zasad i dbałości o morale żołnierzy. Powiększał załogę, myląc Niemców. Poprawił warunki obrony, udoskonalił łączność. Od początku do końca walki dowodził obroną. Potem były oflagi Stablack, Reisenburg, Hohenstein, Arnswalde, Grossborn.

Po wojnie chciał walczyć o wolną Polskę. Przyjęty do służby w 2 Korpusie Polskim. Zmarł 30 sierpnia 1946 r. w wojskowym szpitalu brytyjskim w Neapolu. Pochowany na Polskim Cmentarzu Wojskowym w Casamassima. 21 sierpnia 1971 r. szczątki ekshumowano, urnę przewieziono do Gdańska, 1 września 1971 r. została złożona na Westerplatte. Brońmy honoru dowódcy „polskich Termopili”!

Piotr Szubarczyk/nd /30.VIII.2013/
/zdj. – mjr Henryk Sucharski /12 XI 1898 – 30 VIII 1946/ – zdjęcie z 1939 r.

***

„MIENIE I CHUDOBĘ ZABRAŁEM”…

29 sierpnia 1943 r. była niedziela, ulubiony dzień ukraińskich „powstańców” z UPA. Łatwo było tego dnia dopaść i zabić polskich sąsiadów, wszyscy byli w kościele. Tym razem bandyci napadli na Wolę Ostrowiecką na Wołyniu

Jako narzędzi krwawych żniw użyli siekier, młotków i pałek. W samej tylko Woli Ostrowieckiej zamordowali tego dnia 220 polskich dzieci w wieku od niemowlęcia do lat 14. Prawie wszystkich spalili żywcem w szkole. Razem zabili 628 Polaków, także kilku Żydów

Herszt dzieciobójców „Łysyj” raportował: „29 sierpnia 1943 r. przeprowadziłem akcje we wsiach Wola Ostrowiecka i Ostrówki. Zlikwidowałem wszystkich Polaków od małego do starego. Wszystkie budynki spaliłem, mienie i chudobę zabrałem”…

Wola Ostrowiecka to polska wieś w powiecie lubomelskim, założona w XVI w. przez osadników z Podlasia i z Mazowsza. Dziś Woli już nie ma, są tylko pod ziemią szczątki ludzkie – mężczyzn, kobiet i dzieci – oraz smutna figura Chrystusa i krzyż.

Po „powstańcach” do Woli przyszli ukraińscy chłopi. Dobili żyjących jeszcze Polaków, zrabowali co się dało, resztę podpalili i tak zakończyli 400-letnią historię zgodnego współżycia z sąsiadami.

Niektórzy z mieszkańców Woli uciekli do sąsiedniej wsi Ostrówki. Ale tam też przyszli bandyci „Łysego”. To była polska wieś z XV wieku. Był tu kościół i szkoła powszechna. Teraz nie ma już nic. Ukraińcy zamordowali 246 dzieci, razem 521 Polaków.

Odpowiedzialność za barbarzyńskie mordy – dokonane w XX w. w Europie! – ponoszą Ukraińcy, ale i Niemcy, którzy jako okupanci byli odpowiedzialni za bezpieczeństwo ludności /m.in. na podstawie konwencji haskiej/. Obydwu tym państwom Polska powinna dziś wystawić rachunek za Wolę, za Ostrówki i za inne miejsca ludobójstwa.

Piotr Szubarczyk/nd /29.VIII.2013/
/zdj. – „Weterani” UPA, czyli kompanii „Łysego”, ze swoimi dziećmi i wnukami maszerują z czerwono-czarną flagą śmierci, pod którą mordowali siekierami polskie dzieci. Marsz odbywa się w polskim mieście Przemyślu!

******************************

„INKO”, PAMIĘTAMY!

Danuta Siedzikówna „Inka” była córką leśniczego Wacława Siedzika i Eugenii z Tymińskich. Ojciec w młodości zesłany był na Sybir. W lutym 1940 r. znalazł się znów na sybirskim szlaku, w transporcie do łagru… Przeżył, dostał się do armii gen. Andersa. Umarł w Teheranie, tam został pochowany

Matka należała do siatki AK. Wydana przez białoruskiego kolaboranta Niemcom została zamordowana i pochowana w nieznanym miejscu.

Starsze córki: Wiesia /*1927/ i Danka /*1928/ przeszły kurs sanitariuszek AK, współpracowały z podziemiem antykomunistycznym. W czerwcu 1945 r. Danka została aresztowana przez NKWD-UB. Podczas ataku patrolu AK na konwój zbiegła i trafiła do odtworzonej 5 Wileńskiej Brygady AK mjr. Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki”. Po przejściu 5 Brygady na Pomorze służyła jako sanitariuszka w szwadronie Zdzisława Badochy „Żelaznego” /†VI 1946/.

W lipcu 1946 r. pojechała do Gdańska po materiały opatrunkowe. Aresztowana w nocy z 19 na 20 lipca, 3 sierpnia skazana na śmierć przez wojskowy sąd w Gdańsku. Była sanitariuszką! To była zemsta komunistycznej bezpieki za „Łupaszkę”.

Odmówiła podpisania prośby do Bieruta o ułaskawienie. Według świadka egzekucji ks. Mariana Prusaka przed śmiercią krzyknęła: „Niech żyje Polska! Niech żyje ‚Łupaszko!’”. Żołnierze oddali strzały w bok… „Inka” i ppor. Feliks Selmanowicz „Zagończyk” zostali zastrzeleni strzałami w głowę przez ubeka. Umierała na 6 dni przed 18 urodzinami…

W roku 1991 Sąd Wojewódzki w Gdańsku uznał wyrok śmierci na „Inkę” za nieważny. 22 sierpnia IPN ogłosił że odnaleziono na Łączce śmiertelne szczątki mjr. „Łupaszki”. Miejsce pochówku „Inki” pozostaje nieznane. W Sopocie przy ul. Armii Krajowej stoi jej kamienny obelisk, w krakowskim parku Jordana jej popiersie.

Piotr Szubarczyk/nd /28.VIII.2013/

***

ZWIĄZEK POLAKÓW W NIEMCZECH

Po niemiecku Bund der Polen in Deutschland. Powstał 27 sierpnia 1922 r. Reprezentował interesy Polaków, obywateli Niemiec, i polskich organizacji w Niemczech. Doprowadził do uznania przez Deutsches Reich obywateli niemieckich pochodzenia polskiego za mniejszość narodową

Nawet po dojściu Hitlera do władzy wykazał odwagę w obronie polskiej tożsamości. W I Kongresie Związku Polaków w Niemczech, w warunkach bezprawia nazistowskiego /6 marca 1938/, uczestniczyło 5 tysięcy delegatów! Uchwalono Pięć Prawd Polaków: „1. Jesteśmy Polakami. 2. Wiara Ojców naszych jest wiarą naszych dzieci. 3. Polak Polakowi Bratem! 4. Co dzień Polak Narodowi służy. 5. Polska Matką naszą – nie wolno mówić o Matce źle!”. Ich autorem był ks. Bolesław Domański – patron organizacji. Inne wybitne postacie to m.in. Jan Baczewski z Prus Wschodnich i Jan Kaczmarek z Westfalii.

Wybuch II wojny światowej był początkiem furiackich represji wobec członków organizacji, wcześniej wpisanych do „Księgi poszukiwanych Polaków”! Pierwszy prezes /1922-31/ Stanisław Sierakowski został zamordowany przez bandytów z Selbstschutzu 29 października 1939 r. w Rypinie – razem z żoną Heleną, córką i jej mężem. Niemcy zabijali działaczy Związku Polaków jako „wrogów niemczyzny”, około 1200 związkowców zamknęli w obozach. „Zdelegalizowali” organizację i ukradli jego majątek.

Hitler odebrał Polakom w Reichu prawa mniejszości narodowej. Do dziś ich nie odzyskali!

Mniejszość niemiecka w Polsce to obecnie tylko 150 tysięcy ludzi /0.4 proc. obywateli RP/, ale z prawami mniejszości i reprezentacją w sejmie RP! Mniejszość polska w Bundesrepublik to ok. 2 mln ludzi /2.5 proc. obywateli Niemiec/ bez statusu mniejszości! Polityka Bundesrepublik polega na germanizowaniu niemieckich Polaków, zwłaszcza dzieci. Władze polskie nie wykazują inicjatywy, by to zmienić.

Piotr Szubarczyk/nd /27.VIII.2013/
/zdj. – Rodło – znak Polaków w Niemczech

***

JASNOGÓRSKIE ŚLUBY NARODU POLSKIEGO

13 kwietnia 1904 r. św. Pius X, Papież, spełnił prośbę biskupa włocławskiego Stanisława Zdzitowieckiego i polskich paulinów, ustanawiając święto Matki Bożej Częstochowskiej z oktawą dla Jasnej Góry. Pierwszy raz było ono uroczyście obchodzone 29 sierpnia 1906 r. W 1931 r. Papież Pius XI zatwierdził 26 sierpnia jako dzień tego święta. 26 października 1956 r. uroczystość liturgiczna została przyznana wszystkim diecezjom w Polsce

Najważniejszy w ponadstuletnich obchodach święta był rok 1956. Polska wychodziła wtedy z najbardziej opresyjnego wobec narodu i Kościoła okresu komunizmu sowieckiego, narzuconego nam po wojnie przez Stalina, z aprobatą „aliantów”.

Śluby Jasnogórskie to szczególna modlitwa – zapisana w formie ślubów złożonych Najświętszej Maryi Pannie Królowej Polski. Została napisana przez Stefana kardynała Wyszyńskiego, nazwanego przez Jana Pawła II Prymasem Tysiąclecia, podczas uwięzienia w Komańczy. Były one nawiązaniem do pamiętnych ślubów króla Jana II Kazimierza w katedrze lwowskiej, dokładnie w ich 300-lecie /1 kwietnia 1656/.

Śluby zostały uroczyście wygłoszone w święto Matki Bożej Częstochowskiej – 26 sierpnia 1956 r. na Jasnej Górze, w obecności około miliona wiernych. Czytał je biskup Michał Klepacz – w okresie uwięzienia Prymasa Wyszyńskiego pełniący jego obowiązki.

Była to jednocześnie demonstracja narodowa wobec sowieckich komunistów. Na fotelu przeznaczonym dla ciągle więzionego Prymasa Polski leżały tylko biało-czerwone kwiaty. Prymas składał śluby w miejscu swojego uwięzienia w Komańczy, kilka minut wcześniej.

„/…/ Przychodzimy, Maryjo, znów do Tronu Twego, Pośredniczko Łask wszelkich, Matko Miłosierdzia i wszelkiego pocieszenia. Przynosimy do stóp Twoich niepokalanych całe wieki naszej wierności Bogu i Kościołowi Chrystusowemu /…/”.

Piotr Szubarczyk/nd /26.VIII.2013/

***

DOWÓDCA POWSTANIA WARSZAWSKIEGO

Emigracyjni krytycy Powstania atakowali jego dowódcę równie bezpardonowo jak komuniści Stalina: za „niekompetencję”, „zaniedbania”, „lekkomyślność”, „złe dowodzenie”. Tak jest do dziś

Generał dyw. Tadeusz Komorowski ps. „Znicz”, „Lawina”, „Bór” był oficerem Wojska Polskiego, walczył z bolszewikami, m.in. w bitwie pod Komarowem, największej kawaleryjskiej bitwie XX w., gdzie był ranny. Wykładowca w Oficerskiej Szkole Artylerii w Warszawie, członek reprezentacji jeździeckiej Polski na igrzyska olimpijskie w Paryżu /1924/ i kierownik ekipy na igrzyskach w Berlinie /1936/. Dowódca 9 Pułku Ułanów Małopolskich /1927-38/, od 1938 r. komendant Centrum Wyszkolenia Kawalerii w Grudziądzu

W konspiracji komendant obszaru krakowskiego ZWZ, zastępca komendanta głównego ZWZ-AK, od 1 lipca 1943 r. komendant główny AK, od 30 września 1944 r. Naczelny Wódz Polskich Sił Zbrojnych.

Wydał rozkaz do Powstania, licząc na zapowiadany atak sowiecki.

„Żołnierze Stolicy! Wydałem dziś upragniony przez Was rozkaz do jawnej walki z odwiecznym wrogiem Polski, najeźdźcą niemieckim. Po pięciu blisko latach nieprzerwanej walki, prowadzonej w podziemiach konspiracji, stajecie dziś otwarcie z bronią w ręku, by Ojczyźnie przywrócić wolność i wymierzyć zbrodniarzom niemieckim karę za terror i zbrodnie dokonane na ziemiach polskich!”.

Po Powstaniu w niemieckiej niewoli, potem na emigracji w Wielkiej Brytanii. Do 1946 r. naczelny wódz polskich sił zbrojnych na obczyźnie, w latach 1947-49 premier rządu RP na uchodźstwie. Od lipca 1956 r. należał do Rady Trzech.

Zmarł w Londynie na atak serca. Pochowany na cmentarzu Gunnersbury. W roku 1995 odznaczony pośmiertnie Orderem Orła Białego. Czołem, Panie Generale!

Piotr Szubarczyk/nd /24.VIII.2013/

***

PAKT RIBBENTROP – MOŁOTOW

W sierpniu 1939 r. Adolf Hitler napisał do Stalina: „Panie Stalin /…/, Niemcy wznawiają linię polityczną która była korzystna dla obu państw w ciągu minionych stuleci”. Pisał o Europie sprzed traktatu wersalskiego: bez Polski, Finlandii, Łotwy, Litwy, Estonii, Czechosłowacji, Węgier, Jugosławii – państw które wybiły się na niepodległość po zakończeniu I wojny światowej; na ziemiach, do których miały święte prawo!

Stalin przyjął niemieckiego ministra spraw zagranicznych Joachima von Ribbentropa w środę 23 sierpnia i ten dzień był właściwym początkiem II wojny światowej – wywołanej przez Niemcy i Sowiety w tym samym stopniu. Późniejsza wojna niemiecko-sowiecka nie zmienia tego faktu! Ministrowie spraw zagranicznych podpisali w Moskwie pakt o nieagresji, który był przykrywką do tajnego protokołu o podziale Europy Środkowej, znanego jako pakt Ribbentrop – Mołotow.

Podczas bankietu Ribbentrop powiedział że czuje się na Kremlu jak „wśród towarzyszy partyjnych”! To było szczere. Ideologia obu państw wywodziła się z dzieł niemieckich Żydów Marksa i Engelsa, dopuszczających zagładę narodów lub grup społecznych uznanych za „bezwartościowe”! Nie spodziewali się że za „bezwartościowy” zostanie uznany kiedyś ich własny naród!

Pakt Ribbentrop – Mołotow to plan rozbioru Polski i likwidacji państw Europy Środkowej i Wschodniej. Ustalono że Estonia, Łotwa i Finlandia to strefa wpływów sowieckich, a północna granica Litwy z Łotwą będzie granicą interesów Niemiec i ZSRS. Sowieci wyrazili zainteresowanie Besarabią. O planowanych niemieckich podbojach nic się nie mówi, bo porozumienie było wyrazem „pragnień” sowieckich, ale cały pakt oznaczał aprobatę dla każdej agresji sojusznika w jego „strefie”.

Tak zaczynała się II wojna światowa – zbrodnicze dzieło Niemiec i Związku Sowieckiego.

Piotr Szubarczyk/nd /23.VIII.2013/
/zdj. – „Kwestię tego czy pożądane jest zachowanie państwa polskiego /…/ oba rządy rozwiążą w drodze przyjacielskiej zgody”… Stalin, Mołotow /siedzi/ i Ribbentrop w Pałacu Kremlowskim w Moskwie, 23 sierpnia 1939 r. Z archiwum niemieckiego MSZ

***

POLSKI HORACY

Był największym polskim poetą przed Mickiewiczem, ale są i tacy co uważają go za polskiego poetę wszech czasów. Nie tylko dlatego że stworzył pierwszy w historii polskiej liryki regularny wiersz sylabiczny, że był Europejczykiem posługującym się swobodnie łaciną, że napisał wiekopomne „Treny”, nieznane jeszcze w takiej konwencji światowej literaturze, że szanował język ojczysty i po polsku a nie po łacinie stworzył swe arcydzieła

Jan Kochanowski /*1530 †22 VIII 1584/ to przede wszystkim mądrość życia i zrozumienie losu człowieczego, to wadzenie się z Panem Bogiem, ale i wielkie zawierzenie Bogu

Jest taki utwór Jana z Czarnolasu, którego powinna się uczyć na pamięć cała polska młodzież, gdyż może on być drogowskazem na całe życie. Niestety, dziwni ludzie którzy opanowali polską oświatę uważają że nie należy się już niczego uczyć na pamięć…

Z pieśni o nadziei: „Nie porzucaj nadzieje, jakoć się kolwiek dzieje: bo nie już słońce ostatnie zachodzi, a po złej chwili piękny dzień przychodzi /…/. Ty nie miej za stracone, co może być wrócone: siła Bóg może wywrócić w godzinie; a kto mu kolwiek ufa, nie zaginie”.

Obywatel ziemski, aktywny uczestnik życia politycznego kraju, obdarzony temperamentem publicystycznym, miał Jan z Czarnolasu dar wyrażania uczuć zbiorowych. Gdyby za jego czasów istniało pojęcie wieszcza narodowego, to tak by go nazywano. Przykładem wieszczej postawy jest upomnienie ludzi rządzących państwem zawarte w dramacie „Odprawa posłów greckich”:
„Wy, którzy pospolitą rzeczą władacie
a ludzką sprawiedliwość w ręku trzymacie
Wy, mówię, którym ludzi paść poruczono
i zwirzchności nad stadem Bożym zwierzono
miejcie to przed oczyma zawżdy swojemi
żeście miejsce zasiedli Boże na ziemi
z którego macie nie tak swe własne rzeczy
jako wszytek ludzki mieć rodzaj na pieczy”…

Piotr Szubarczyk/nd /22.VIII.2013/
/zdj. – obraz Jana Matejki /*1838 †1893/ ukazuje Jana Kochanowskiego nad zmarłą Orszulką; najbardziej znane dzieło malarskie związane z „polskim Horacym”

***

KRESOWY RYCERZ

Maciej Kalenkiewicz „Kotwicz” /1 VII 1906 – 21 VIII 1944/ był wybitnym oficerem – po Oficerskiej Szkole Inżynierii i Politechnice Warszawskiej, po Wyższej Szkole Wojennej

We wrześniu 1939 r. oficer 110 Pułku Ułanów ppłk. Jerzego Dąmbrowskiego „Łupaszki” – pierwszego partyzanta pod sowiecką okupacją. Pierwszym partyzantem pod niemiecką okupacją był mjr Henryk Dobrzański „Hubal”. Kalenkiewicz został jego zastępcą. Przyjął pseudonim „Kotwicz” od herbu rodowego.

Po śmierci „Hubala” przedostał się do Francji, potem na Wyspy. 27 grudnia 1941 r. wyleciał do Polski z cichociemnymi. Omyłkowo wylądowali na terenie… Niemiec. Zlikwidowali Niemców, którzy ich aresztowali, i poszli do Polski!

W Warszawie szkolił oficerów ZWZ-AK w zakresie łączności i dywersji. We wrześniu 1942 r. opracował plan powstania powszechnego – plan „W”. W sierpniu 1943 r. dowodził operacją „Taśma” na granicy Rzeszy i GG.

W marcu 1944 r. objął dowództwo Zgrupowania Nadniemeńskiego AK. Dowodził akcjami przeciw Niemcom i „partyzantom” sowieckim, czyli antypolskim bandom dywersyjnym. Współautor operacji „Ostra Brama” – planu wyzwolenia Wilna spod Niemców razem z Sowietami, potem przejęcia roli gospodarzy. Działanie te – wobec zdrady „aliantów” – nie miały szans powodzenia. Akowcy zostali osaczeni przez siły sowieckie, rozbrojeni i wywiezieni do Kaługi.

W czerwcu 1944 r. „Kotwicz” stracił w walce prawą rękę. Nie wycofał się ze służby! Przejął dowództwo Okręgu Nowogródzkiego AK.

18 sierpnia 1944 r. awansowany do stopnia podpułkownika. Następnego dnia jego oddział został zaatakowany przez siły NKWD w Surkontach pod Lidą. Podpułkownik Maciej Kalenkiewicz poległ w walce i został pogrzebany we wspólnej mogile z podkomendnymi niedaleko mogiły powstańców styczniowych, którzy – tak jak żołnierze „Kotwicza” – byli do końca wierni świętej Sprawie.

Piotr Szubarczyk/nd /21.VIII.2013/
/zdj. – ppłk Maciej Kalenkiewicz „Kotwicz” /*1 VII 1906 †21 VIII 1944/

***

ZAPOMNIANY PISARZ I POWSTANIEC

Nie było w dziejach polskiej literatury pisarza równie wrażliwego na sprawy społeczne jak Bolesław Prus /*20 VIII 1847 †19 V 1912/. Dziś jest rugowany ze szkół. Podobno zbyt „staroświecki”, do tego „antysemita”!

Nazywany był „kronikarzem Warszawy”, ale pochodził z Podlasia. Urodził się w Hrubieszowie, w rodzinie dworskiego ekonoma Antoniego Głowackiego. „Bolesław Prus” to pseudonim literacki, od rodowego herbu.

Od 9 roku życia był sierotą. Jako 16-latek przerwał naukę w gimnazjum i poszedł do Powstania Styczniowego. Ranny pod Siedlcami, dostał się do niewoli. Postawiony przed ruskim sądem i uwięziony na Zamku Lubelskim.

Po uwolnieniu ukończył gimnazjum, studiował w Szkole Głównej w Warszawie. Głodował, musiał przerwać studia, podejmował prace zarobkowe.

Uznanie przyniosły mu felietony w „Kurierze Warszawskim”. Ożenił się z Oktawią Trembińską, poświęcił się pracy literackiej. Był mistrzem małych form. Najsłynniejsze nowele i opowiadania to: „Powracająca fala”, „Michałko”, „Antek”, „Katarynka”, „Kamizelka”, „Grzechy dzieciństwa”. Sławę przyniosły mu powieści o tematyce społecznej i historycznej, szczególnie „Placówka”, „Lalka”, „Emancypantki” i „Faraon”.

Patronował przedsięwzięciom związanym z edukacją społeczną, z opieką nad sierotami i ludźmi pokrzywdzonymi. Kochał dzieci, poświęcił im wiele miejsca w twórczości i wiele wysiłków na rzecz edukacji i wychowania.

Nie doczekał odrodzenia Polski, umarł dwa lata przed wielką wojną. Jego pogrzeb zgromadził rzesze ludzi. Został pochowany na cmentarzu Powązkowskim. Na pomniku grobowym wyryto napis: „Serce Serc”…

Z „Kronik tygodniowych” fragment tekstu Prusa: „Gdyby nas nawet setkami tysięcy topiono, wbijano na pale, obdzierano ze skóry, pieczono na wolnym ogniu – w całej Europie nikt palcem nie ruszy, nikt nie otrząśnie popiołu z cygara”…

Piotr Szubarczyk/nd /20.VIII.2013/
/zdj. – Aleksander Głowacki – Bolesław Prus /20 VIII 1847 – 19 V 1912/ około 1905 roku

***

POŻEGNANIE Z OJCZYZNĄ

Poniedziałek 19 sierpnia 2002 r. był ostatnim dniem ostatniej pielgrzymki Jana Pawła II do ojczyzny. Widzieliśmy że czas ziemskiej wędrówki naszego Papieża zbliża się do kresu. Cierpieliśmy razem z nim kiedy z trudem wypowiadał słowa i z trudem unosił do góry głowę. Nie spodziewaliśmy się jednak że to pożegnanie. Po prostu nie wyobrażaliśmy sobie świata, po ponad 20 latach niezwykłego pontyfikatu, bez Jana Pawła II

„Bóg bogaty w miłosierdzie” – takie było hasło tej ostatniej wizyty na rodzinnej ziemi. Była krótka, tylko cztery dni: Kraków i Kalwaria Zebrzydowska. W Krakowie-Łagiewnikach Ojciec Święty poświęcił sanktuarium Bożego Miłosierdzia, gdzie spoczywają prochy apostołki Bożego Miłosierdzia – św. Siostry Faustyny Kowalskiej

Przyszedł jednak czas rozstania. Na lotnisku w Krakowie-Balicach Jan Paweł II żegnał nas przejmującymi słowami z „Dzienniczka” św. Siostry Faustyny. Tak jakby pragnął byśmy je zapamiętali jako jego własne słowa: „’Ojczyzno moja kochana, Polsko /…/, Bóg Cię wywyższa i wyszczególnia, ale umiej być wdzięczna’… Tymi słowami Siostry Faustyny pragnę was pożegnać, drodzy Bracia i Siostry, moi Rodacy”!

Jaka moc i jaka prawda kryła się w tych starannie dobranych słowach! Jakby cała polska historia, całe dramatyczne polskie doświadczenie dziejów przybyło do nas w tej krótkiej chwili! On nas naprawdę żegnał i przekazywał nam to co w swej bogatej refleksji nad Polską uznał za najważniejsze!

Na pewno zapamiętamy też ostatnie słowa z tego niezwykłego rozstania: „Wdzięczny za wszystko, wraz z całą wspólnotą Kościoła w Polsce powtarzam wobec Jezusa Miłosiernego: ’Jezu, ufam Tobie!’. Niech to szczere wyznanie przynosi ukojenie kolejnym pokoleniom w nowym tysiącleciu. Bóg bogaty w miłosierdzie niech wam wszystkim błogosławi. A na końcu, cóż powiedzieć? Żal odjeżdżać”…

Piotr Szubarczyk/nd /19.VIII.2013/
/zdj. – pożegnanie z ojczyzną było też ostatnim nawiedzeniem przez Jana Pawła II grobu rodziców i brata na cmentarzu Rakowickim w Krakowie

***

MIODUSY-POKRZYWNE 1945

W sobotę 18 sierpnia 1945 roku żołnierze podziemia niepodległościowego stoczyli pod wsią Miodusy-Pokrzywne na Podlasiu zwycięską bitwę z oddziałem NKWD-UB i wojska „ludowego”. Świat cieszył się z zakończenia II wojny światowej, a Polacy dalej krwawili się w walce o niepodległy byt państwa. Obok bitwy pod Kuryłówką /7 maja 1945 r./ i w Lesie Stockim /24 maja 1945 r./ Miodusy-Pokrzywne są najbardziej znaczącym starciem zbrojnym żołnierzy wyklętych z komunistycznym okupantem

W 25 rocznicę Cudu nad Wisłą trzy szwadrony odtworzonej 5 Wileńskiej Brygady AK, pod dowództwem por. Zygmunta Błażejewicza „Zygmunta”, i oddział ppor. Władysława Łukasiuka „Młota” przybyły do kościoła w Jabłonnie Lackiej. Po Mszy św. „Zygmunt” przemawiał do mieszkańców, którzy błagali o ratunek przed sowiecką „ekspedycją” dowodzoną przez zbrodniarza z NKWD Wasilija Gribkę, „doradcę” UB w Bielsku Podlaskim, wspieraną przez wojsko „ludowe” z 1 Dywizji Piechoty.

W nocy z 15 na 16 sierpnia 1 szwadron „Zygmunta” w sile stu partyzantów razem z oddziałem „Młota” przeprawił się przez Bug na wysokości Drohiczyna i po dwóch dniach stanął we wsi Miodusy-Pokrzywne.

Po południu 18 sierpnia pojawiła się tu sowiecka grupa operacyjna. Oprócz wojskowych byli w niej enkawudziści ubrani po cywilnemu, w kapeluszach: „sędzia” i „prokurator”. Skazywali po wsiach na śmierć Polaków podejrzanych o „współpracę z bandami”. Po „skazaniu” była egzekucja gdzieś pod stodołą… „Prokurator” padł od pierwszych polskich strzałów, „sędzia” też nie dobiegł do pola owsa. Po dwóch godzinach banda Gribki i on sam przestali istnieć. Zginęło ponad 30 enkawudzistów i ich pomocników z wojska „ludowego”, kilku ubowców.

Bitwa miała znaczenie moralne. Żołnierze „wyklęci” walczyli o swój i nasz narodowy honor. Porucznik „Zygmunt” przedostał się później przez zieloną granicę do Argentyny, potem do USA. Żyje do dziś w Arizonie, ma 94 lata.

Na cmentarzu w Perlejewie znajduje się mogiła żołnierzy „Zygmunta” poległych w Miodusach w walce z sowieckim najeźdźcą i jego kolaborantami. Odwiedzajmy to miejsce.

Piotr Szubarczyk/nd /17.VIII.2013/
/zdj. – szwadron por. Zygmunta Błażejewicza „Zygmunta” na postoju w Puszczy Białowieskiej – maj 1945 r.

***

ZADWÓRZE – POLSKIE TERMOPILE

16 sierpnia 1920 r. – nazajutrz po Cudzie nad Wisłą – pod Zadwórzem, 33 km od Lwowa, 1 batalion 54 Pułku Piechoty został zaatakowany przez oddziały Pierwszej Armii Konnej Siemiona Budionnego. To było preludium do wydarzeń następnego dnia – heroicznej bitwy polskiego ochotniczego batalionu pod dowództwem kpt. Bolesława Zajączkowskiego z bolszewikami idącymi na Lwów

Młodzi obrońcy byli od początku pozbawieni szans, ale nie ustąpili pola! Wiedzieli że bronią dostępu do ukochanego miasta, które czeka na odsiecz. Postanowili, za cenę swojego życia, ten czas przedłużyć. Uratowali Lwów! Tak narodziły się „polskie Termopile”.

17 sierpnia bolszewicy dobijali polski batalion, który już nie miał amunicji. Ostatnich obrońców rozjuszona oporem dzicz zabijała kolbami karabinów, odcinała im głowy, ręce i nogi. Poległo 318 obrońców – prawie cały batalion! Uratowała się garstka, której dowódca wydał przed śmiercią rozkaz wycofania się. Kapitan Zajączkowski pozostał do końca na placu. Razem z nim poległ wówczas 19-letni Konstanty Zarugiewicz, kawaler Virtuti Militari i Krzyża Walecznych. Jego mama, Jadwiga, w roku 1925 wskazała jedną z trzech odkopanych trumien obrońców Lwowa do Grobu Nieznanego Żołnierza w Warszawie.

Z wojskowego punktu widzenia heroiczna obrona zakończyła się sukcesem operacyjnym – jakkolwiek okrutnie by to nie brzmiało… Budionny zrezygnował z kontynuowania marszu na Lwów, obawiając się kolejnego Zadwórza. Poza tym dotarły już do niego hiobowe wieści o pogromie bolszewików pod Warszawą. Skierował się na północ, na odsiecz bolszewikom gnanym przez polskiego żołnierza po Cudzie nad Wisłą. Dwa tygodnie później polska kawaleria zniszczy legendę jego Konarmii, rozbijając ją w bitwie pod Komarowem – największej kawaleryjskiej bitwie XX wieku!

Przechodniu, powiedz Polsce o Zadwórzu…

Piotr Szubarczyk/nd /16.VIII.2013/
/zdj. – Stanisław Batowski Kaczor „Polskie Termopile”, 1929

***************************

CUD NAD WISŁĄ

Latem 1920 r. Europa lizała wojenne rany i wychodziła z nienotowanej w dziejach pandemii hiszpanki, która pochłonęła kilkakrotnie więcej ofiar niż I wojna światowa

W tej sytuacji świat zobojętniał na zagrożenie ze Wschodu. A bolszewicy parli na Warszawę wieszcząc „światową rewolucję” „przez trupa Polski”. Zainstalowali w Wyszkowie „rząd” dla Polski. Gotowe już plakaty zapowiadały wcielenie odrodzonej Polski do bolszewii. Czekały na zdobycie Warszawy. Brytyjski polityk lord Edgar D’Abernon napisze potem że zwycięstwo bolszewików byłoby „niebezpiecznym zwrotem w dziejach chrześcijaństwa” i „zagrożeniem zachodniej cywilizacji”!

Polska nie otrzymała w tych dniach wsparcia z Zachodu. Dokerzy w Wolnym Mieście Gdańsku agitowani przez agentów bolszewickich bojkotowali wyładunek ograniczonej pomocy. Przywódcy Czechosłowacji wykorzystując ofensywę bolszewicką zdecydowali o korzystnym dla siebie podziale Śląska Cieszyńskiego, blokowali także transporty z bronią i zaopatrzeniem dla Polski. Ambasadorowie w popłochu opuszczali Warszawę.

Jedynej pomocy udzielili nam wówczas bracia Węgrzy. Oni już zdążyli poznać i przezwyciężyć bolszewickie porządki w postaci Węgierskiej Republiki Rad z Żydem Béla Kuhnem na czele. Rząd Pála Telekiego przekazał nam nieodpłatnie sprzęt wojskowy: 30 tys. mauzerów i 48 mln naboi do tych karabinów, 13 mln naboi do mannlicherów, amunicję dla artylerii, kuchnie i piece polowe. Ta pomoc była bezcenna – docierała przed decydującą Bitwą Warszawską.

„Noszę w sobie od urodzenia wielki dług w stosunku do tych, którzy w tym czasie podjęli walkę z najeźdźcą i zwyciężyli, płacąc za to swoim życiem” – mówił 13 czerwca 1999 r. w Radzyminie nad mogiłami polskich bohaterów Cudu nad Wisłą wzruszony Jan Paweł II. Zachowajmy tę wdzięczność – dla Królowej Polski, dla młodych polskich żołnierzy i dla braci Węgrów –także w naszych sercach.

Piotr Szubarczyk/nd /14.VIII.2013/
/zdj. – plakat rekrutacyjny Armii Ochotniczej wzywał do walki o „nasz przyszły los”

***

BŁĘKITNY GENERAŁ

Józef Haller von Hallenburg urodził się 13 sierpnia 1873 r. w Jurczycach /Małopolska/. Katolicka atmosfera domu i polski patriotyzm nadały sens jego życiu. Ojciec Henryk był powstańcem styczniowym, dziadek ze strony matki oficerem w Powstaniu Listopadowym

Wybitny oficer w armii austriackiej związał się ze skautami i z „Sokołem”. Był współautorem Krzyża Harcerskiego. W lipcu 1916 r. dowódcą II Brygady Legionów. W lutym 1918 r. przebił się przez front austriacko-rosyjski pod Rarańczą. Został dowódcą 5 Dywizji Strzelców Polskich, potem II Korpusu Polskiego.

4 października 1918 r. objął dowództwo nad armią polską we Francji złożoną z jeńców armii niemieckiej i austriackiej, z młodzieży Polonii amerykańskiej, brazylijskiej, francuskiej. Błękitna Armia osiągnęła stan 100 tysięcy żołnierzy! Wiosną 1920 r. przybyła do kraju. W samą porę. Żołnierze Hallera bronili bolszewikom dostępu do stolicy. Generał należał do Rady Obrony Państwa, potem dowodził Frontem Północno-Wschodnim, ale przede wszystkim jako generalny inspektor tworzył Armię Ochotniczą.

Jako dowódca Frontu Pomorskiego zajmował Pomorze dla Polski. Od tego czasu datuje się kult generała na Pomorzu. 10 lutego 1920 r. dokonał zaślubin Polski z morzem w Pucku.

Był członkiem Rady Wojennej, przewodniczył Związkowi Hallerczyków. W latach 1920-23 przewodniczący ZHP. Poseł z listy Chrześcijańskiego Związku Jedności Narodowej.

Nie poparł akcji Marszałka Piłsudskiego w maju 1926 r. Osiedlił się w Gorzuchowie k. Chełmna. W latach 1936-39 organizator i jeden z przywódców opozycyjnego Frontu Morges. Prezes Rady Naczelnej Stronnictwa Pracy. Minister bez teki w rządzie RP na uchodźstwie, potem minister oświaty /1940-43/. Po wojnie osiadł w Londynie i tam zmarł 4 czerwca 1960 r. Prochy generała wróciły do kraju 23 kwietnia 1993 r. i spoczęły w krypcie kościoła garnizonowego św. Agnieszki w Krakowie.

Piotr Szubarczyk/nd /13.VIII.2013/
/zdj. – generał Józef Haller /13 VIII 1873 – 4 VI 1960/

***

ŁASKA SOWIECKA

Przed 72 laty Związek Sowiecki „udzielił amnestii” Polakom „pozbawionym wolności na terytorium sowieckim w charakterze jeńców wojennych lub na innych, wystarczających podstawach”!

Państwo Stalina ponosiło klęskę za klęską pod ciosami pancernych zagonów niemieckich, a mimo to stać je było na butę wobec Polaków. „Udzielało amnestii” ludziom których napadło i ograbiło we własnej ojczyźnie, których uwięziło, których wywiozło na Sybir. Udzielało amnestii jeńcom których nie zdążyło jeszcze zabić!

Polski rząd, naciskany przez aliantów, musiał się na tę bezczelność zgodzić, choć moment był dobry, by powiedzieć że nie chcemy „amnestii” tylko unieważnienia agresji na Polskę i zaboru połowy kraju! Do tego jednak potrzebna była dobra wola aliantów, którzy właśnie przestawali być naszymi aliantami.

Okrucieństwo sowieckiej „łaski” polegało także na tym że została ogłoszona nazajutrz po czwartej rocznicy ludobójczego rozkazu w sprawie operacji polskiej, podczas której NKWD zamordowało ponad 111 tysięcy Polaków, obywateli ZSRS.

„Amnestia” była konsekwencją podpisania 30 lipca 1941 r. układu między rządem RP a Sowietami. Układ wymusili alianci. Udawaliśmy teraz że niedawny sojusznik Hitlera i współuczestnik jego zbrodni na Polakach jest naszym przyjacielem.

Sowieci nie wywiązali się nawet z tej „amnestii”. Tysiące Polaków uwięzionych w łagrach dalej tam umierało. Byli potrzebni jako niewolnicy, warci cokolwiek tak długo jak długo mogli powłóczyć nogami. Znane są dramatyczne próby ludzkich cieni dotarcia do obozów w których formowało się Wojsko Polskie. Umierali w przydrożnych rowach po przejściu pieszo setek kilometrów. To były żywe trupy.

Sowiety otrząsnęły się wkrótce z przewagi niemieckiej i wspierane ogromnymi dostawami z Zachodu rozpoczęły od 1943 r. marsz na Berlin. „Przez trupa Polski”.

Piotr Szubarczyk/nd /12.VIII.2013/
/zdj. – dzieci polskie w Sowietach krótko po „amnestii”. Niektóre zdołał uratować generał Władysław Anders, ewakuując rok później swą armię z „nieludzkiej ziemi”

***

„OPERACJA POLSKA” NKWD

W roku 1937 szefem NKWD był psychopata Nikołaj Jeżow, zwany „Krwawym Karłem” /151 cm wzrostu/. W młodości pomocnik krawca, nie chodził do szkoły, uczył się czytać z ulotek bolszewickich

Kompleksy i nienawiść do ludzi sprawiły że w państwie Stalina wyrósł Jeżow na szefa policji politycznej i organizatora masowych zbrodni – szczególnie w okresie tzw. Wielkiego Terroru lat 1936-38, kiedy Sowiety zamordowały ok. 8 mln własnych obywateli! Dziś te ofiary zalicza się w Rosji do poległych w czasie wielkiej wojny ojczyźnianej!…

„Krwawy Karzeł” nienawidził Polaków za Cud nad Wisłą i ośmieszenie „światowej rewolucji przez trupa Polski”. 11 sierpnia 1937 w porozumieniu ze Stalinem wydał NKWD rozkaz nr 00485, w którym napisał że polski wywiad szkodzi Sowietom i dlatego należy aresztować polskich „szpiegów” i „powstańców”. Podzielić ich na dwie kategorie: pierwszą do rozstrzelania, drugą do obozów. O podziale decydowali lokalni szefowie NKWD. W ten sposób policja polityczna wydała dziesiątki tysięcy nielegalnych wyroków śmierci, z powodu narodowości polskiej! Jeżow dał NKWD trzy miesiące na wykonanie operacji.

Jak znaleźć na zawołanie tysiące „szpiegów polskich”? Enkawudziści przeglądali m.in. książki telefoniczne i jeżeli nazwisko wydawało się polskie, aresztowali i zabijali „szpiega”. Zbrodnie przedłużyły się na rok 1938. NKWD zamordowało w sumie ponad 111 tysięcy Polaków. Pięciokrotnie więcej niż w ramach zbrodni katyńskiej! Była to największa liczebnie operacja NKWD dotycząca zbiorowo osób jednej narodowości. Polaków z obwodów narodowościowych Marchlewszczyzna i Dzierżyńszczyzna mordowano na Białorusi i na Ukrainie. Słowo „polski” pojawia się w rozkazie „Krwawego Karła” 18 razy. Dziś Polacy o tym ludobójstwie prawie nic nie wiedzą.

Piotr Szubarczyk/nd /10.VIII.2013/
/zdj. – „Krwawy Karzeł” i jego pan krótko przed rozpoczęciem „operacji polskiej” /kwiecień 1937/. Po prawej ręce Stalina Wiaczesław Mołotow – współtwórca IV rozbioru Polski

***

DZIEŃ SĄDU POD BOROWEM

NKWD-UB ze szczególną nienawiścią prześladowało po wojnie Narodowe Siły Zbrojne i inne formacje narodowe. Nienawiść budziły ich przywiązanie do Kościoła i przekonania narodowe, które kwalifikowano jako „antysemityzm”

Jednym z przykładów „zbrodni” eneszetowców miała być likwidacja pod Borowem na Lubelszczyźnie grupy rabunkowej występującej pod szyldem Gwardii Ludowej – sowieckiej formacji w Polsce przygotowującej do służby w NKWD-UB i milicji. Stało się to 9 sierpnia 1943 r. Komunistyczna propaganda mówiła o „mordzie pod Borowem”. Wielu przedstawicieli formacji postsowieckiej w Polsce trzyma się do dziś tej wersji!

Likwidacja zbrojnej bandy, która nigdy nie starła się z Niemcami, dokonała za to wielu napadów rabunkowych, była dla Polskiego Państwa Podziemnego sprawą pilną. Dodajmy do tego służbę tych „partyzantów” w organizacji wrogiej rządowi RP, utworzonej przez jednego z agresorów w warunkach wojny!

Większość zlikwidowanych gwardzistów to byli przedwojenni kryminaliści. W warunkach pokojowych zostaliby aresztowani. W warunkach wojny trzeba było zastosować drastyczne środki.

Gdyby po zakończeniu wojny istniało niepodległe państwo polskie, „partyzanci” GL i AL – jako kolaboranci wroga – zostaliby uznani za zdrajców państwa i narodu polskiego. Wielu zawisłoby na szubienicy za zbrodnie. Niestety w kontrolowanej przez sowiecką policję polityczną Polsce „ludowej” bandyci i kolaboranci występowali w roli „kombatantów”, spotykali się z dziećmi w szkołach, byli aktywistami PPR, ORMO, zabójcami w piwnicach Mokotowa i innych miejscach zbrodni na Polakach.

Dowódcą oddziału NSZ, który dokonał likwidacji bandy, był wybitny polski oficer, szkolony do zadań specjalnych w Anglii, cichociemny ppłk Leonard Zub-Zdanowicz „Dor”. Pod Borowem zrobił to co było jego obowiązkiem – w imieniu Rzeczypospolitej.

Piotr Szubarczyk/nd /9.VIII.2013/

***

RADIO BŁYSKAWICA

Halo, tu mówi Błyskawica! Stacja Nadawcza Armii Krajowej w Warszawie, na fali 32.8 oraz 52.1 m. Duch Warszawy jest wspaniały. Wspaniałe są kobiety Warszawy. Są wszędzie; na linii razem z żołnierzami lub jako sanitariuszki albo łączniczki.

Nawet dzieci ożywione są cudownym duchem męstwa. Pozdrawiamy wszystkich wolność miłujących ludzi świata! Żołnierzy Polski, walczących we Włoszech i we Francji, polskich lotników i marynarzy”

Tak brzmiał pierwszy komunikat powstańczej radiostacji Błyskawica. Rozpoczęła nadawanie ósmego dnia Powstania i służyła do ostatniego dnia, po czym została zniszczona. Zapowiedzią audycji była „Warszawianka” z czasów Powstania Listopadowego.

Nadajnik zbudował podczas okupacji w Częstochowie zespół krótkofalowca i późniejszego powstańca Antoniego Zębika „Biegłego”. Redaktorem naczelnym Błyskawicy był Stanisław Zadrożny „Pawlicz” z Biura Informacji i Propagandy Komendy Głównej AK.

Wśród spikerów był m.in. Zbigniew Jasiński „Rudy”, nazywany poetą Powstania Warszawskiego /uciekł w 1939 r. z niewoli sowieckiej, unikając Katynia!/, autor pamiętnego wiersza „Żądamy amunicji” i profetycznego wiersza „Sierpień”:

„Gdzie sierpień? Gdzie nasz złoty sierpień?…
Nic, prócz trupów i ruin, spustoszeń i cierpień /…/
Oczy Twe dziewczęce chłodem płoną
i żołnierz otuchę z nich czerpie
Tysiące takich dziewcząt, skamieniałych w męce
razem z Tobą budują inny, lepszy Sierpień”!

„Biegły” w listopadzie 1944 r. został zatrzymany przez gestapo, przebywał w niemieckich obozach koncentracyjnych. Po powrocie do Polski aresztowany i więziony przez UB. „Rudy” po kapitulacji Powstania przebywał w obozie jenieckim, po wyzwoleniu wyjechał do Australii, nie chciał żyć w zniewolonym kraju.

Zadaniem Błyskawicy było podtrzymanie nadziei i ducha walki wśród powstańców. Stacja kontynuowała też akcję N – dywersyjny program skierowany do żołnierzy Wehrmachtu.

Piotr Szubarczyk/nd /8.VIII.2013/
/zdj. – powstańcza radiostacja Błyskawica rozpoczęła nadawanie audycji w budynku PKO przy ul. Jasnej 9

***

RZEŹ WOLI

To były najczarniejsze dni w wielowiekowej historii Warszawy! W czasie Powstania Warszawskiego, w dniach 5-7 sierpnia 1944 r., Niemcy wymordowali na Woli około 50 tysięcy bezbronnych mężczyzn, kobiet i dzieci

W Czarną Sobotę 5 sierpnia 1944 r. bandyci od rana strzelali z broni maszynowej albo spędzali duże grupy na podwórza i zabijali granatami. Tragedia rozgrywała się głównie na ulicach Wolskiej i Górczewskiej

Tylko w fabryce „Ursus” na Wolskiej 55 Niemcy zamordowali około 6 tysięcy osób! W szpitalu św. Łazarza ponad tysiąc. Nie liczył się ani znak Czerwonego Krzyża, ani kościół. Wola była świadkiem najdzikszych zbrodni, nieznanych Europie od wieków.

Sprawcy ludobójstwa nie zostali nigdy osądzeni. Po wojnie korzystali, niestety, z parasola ochronnego brytyjsko-amerykańskiego. Zbrodniarzami na Woli byli nie tylko esesmani /Niemcy, Ukraińcy, Rosjanie/, dowodzeni przez sadystę Oskara Dirlewangera. Byli tam także żołnierze Wehrmachtu. Mundurowi bandyci wykorzystywali polskie kobiety jako żywe tarcze w atakach na powstańców. To metody z mrocznej mitologii germańskiej.

Szczególną rolę odegrały bandyckie grupy formowane w Poznaniu i przerzucone do Warszawy. Były to „siły odsieczy”. Nie było odsieczy dla powstańców, obiecanej w kłamliwych komunikatach Radia Moskwa. Była odsiecz dla Niemców! Możliwa dzięki bezczynności Sowietów, którzy wiedzieli że Powstanie jest rozpaczliwą próbą ratowania naszej suwerenności przez Polskie Państwo Podziemne. Stalin wstrzymał działania przeciw Niemcom, by zabić Warszawę, serce Polski. Na „wyzwolonych” ruinach łatwiej było przejąć władzę nad całym krajem. Sowieci są współodpowiedzialni za rzeź Woli.

Ludobójstwo na Woli jest dziś nieznane światu i Europie. Niestety, nie ma o nim pojęcia także większość Polaków.

Piotr Szubarczyk/nd /7.VIII.2013/
/zdj. – Warszawa, ulica Leszno. Pomnik ofiar rzezi Woli – niemieckiego ludobójstwa na bezbronnych mieszkańcach Warszawy w dn. 5-7 sierpnia 1944 r.

***

RADUJE SIĘ SERCE

W sierpniu wspominamy Romualda Traugutta, Cud nad Wisłą i Powstanie Warszawskie. Pielgrzymujemy do Matki Bożej na Jasną Górę, prosząc o wstawiennictwo w sprawach ojczyzny i własnych

Nie zapominajmy też że 6 sierpnia 1914 r. wyruszyła z Krakowa do zaboru rosyjskiego Pierwsza Kompania Kadrowa – zalążek odrodzonego wojska polskiego. „Raduje się serce, raduje się dusza, gdy Pierwsza Kadrowa na wojenkę rusza!”. Tak zaczynała się żołnierska „Kadrówka”. Ruszała do boju młoda Polska!

Pierwszą Kadrową utworzył Józef Piłsudski. Utworzył z członków organizacji Strzelec i Polskie Drużyny Strzeleckie. Komendant zrozumiał że zaczął się światowy konflikt, o który modlił się Adam Mickiewicz /1832/: „O wojnę powszechną za wolność ludów, prosimy Cię, Panie”… I wojna światowa przyniesie wiele krwi i łez, ale da wolność i państwowość zniewolonym narodom Europy. Odrodzi Rzeczpospolitą.

Kadrówka nie stanowiła liczącej się siły zbrojnej, ale przekraczając granice zaborów austriackiego i rosyjskiego manifestowała jedność Polaków ponad zaborami. Piłsudski zbuduje liczącą się siłę zbrojną w postaci Legionów Polskich. Sprawę polską rozegra po mistrzowsku, na konferencji pokojowej w Paryżu, Roman Dmowski. W roku 1920 uświadomimy światu że Polska jest dalej przedmurzem chrześcijaństwa i Europy, tym razem przed nihilistycznym i zbrodniczym bolszewizmem.

Koncentracja Kadrówki odbyła się 5 sierpnia. Tego dnia mijała 50 rocznica śmierci na Cytadeli Romualda Traugutta i innych członków powstańczego Rządu Narodowego. Piłsudski budował „arkę przymierza między dawnymi i nowymi laty”.

Jeszcze nie wszyscy z tych młodych żołnierzy rozumieli że – jak pisał poeta legionowy Edward Słoński – „ta, co nie zginęła, wyrośnie z naszej krwi”. Dojrzewali, widząc poległych kolegów. Świadomie „rzucili swój życia los na stos”.

Piotr Szubarczyk/nd /6.VIII.2013/
/zdj. – replika odznaki Pierwszej Kompanii Kadrowej

***

MĘCZENNICY NARODOWEJ SPRAWY

To był jeden z najsmutniejszych dni w historii Warszawy. W piątek 5 sierpnia 1864 r. na stokach Cytadeli Rosjanie zamordowali na szubienicy przywódców Powstania Styczniowego, członków Rządu Narodowego: Romualda Traugutta, Jana Jeziorańskiego, Rafała Krajewskiego, Józefa Toczyskiego i Romana Żulińskiego. Zbrodnię obserwowało 30 tysięcy rodaków, na zmianę płacząc, modląc się i śpiewając „Święty Boże”…

Do tego traumatycznego wydarzenia będzie się odwoływać Józef Piłsudski – znawca historii Powstania Styczniowego, opiekun jego weteranów. Termin wymarszu z Krakowa I Kompanii Kadrowej /6 sierpnia 1914 r./ upamiętniał 50 rocznicę egzekucji.

Romuald Traugutt, ostatni dyktator Powstania, był najstarszy z zamordowanych, miał lat 38. Aresztowany przez policję rosyjską 10 kwietnia 1864 r. nie wydał tajemnic rządu. Przed śmiercią ucałował krzyż. Prymas Tysiąclecia był orędownikiem jego beatyfikacji. Sprawa jest otwarta.

Józef Toczyski miał lat 36, kierował Wydziałem Skarbu. Już jako 20-latek zesłany był na Sybir za działalność niepodległościową.

Roman Żuliński miał 30 lat, był nauczycielem i znanym już matematykiem.

Rafał Krajewski miał lat 29. Był absolwentem Szkoły Sztuk Pięknych w Warszawie, architektem, kierował Wydziałem Spraw Wewnętrznych. W śledztwie był bity, głodzony, zamknięty w lochu.

Jan Jeziorański miał 28 lat, kierował Wydziałem Komunikacji.

Mówimy dziś często o żołnierzach wyklętych którzy przeciwstawiali się sowietyzacji Polski. Sposób w jaki wyklęci traktowani byli przez komunistów był nawiązaniem do rosyjskiej bezwzględności wobec Romualda Traugutta i innych członków Rządu Narodowego oraz tysięcy żołnierzy Powstania Styczniowego. To samo okrucieństwo, to samo obelżywe słowo „bandyci”…Ten sam „dół kryjomy” i próba zacierania śladów. Idźmy po tych śladach.

Piotr Szubarczyk/nd /5.VIII.2013/
/zdj. – krzyż w miejscu stracenia Romualda Traugutta i członków Rządu Narodowego

***

AKCJA X-2

Panuje przekonanie że po śmierci Stalina w całym imperium, także „zewnętrznym”, nastąpiła odwilż. Nieprawda. Prymas Polski ks. kard. Stefan Wyszyński został uwięziony pół roku później! Stalinizm po śmierci satrapy trwał jako terror powszechny

3 sierpnia 1954 r. doszło do jednej z najbrutalniejszych operacji komunistów przeciw Kościołowi katolickiemu. Rozpoczęła się akcja X-2 przeciw zgromadzeniom zakonnym na zachodzie kraju. Decyzję o ograbieniu klasztorów, ich „nacjonalizacji” i wywiezieniu sióstr do „obozów pracy”, czyli komunistycznych obozów koncentracyjnych, powziął wieczny premier PRL Józef Cyrankiewicz.

Do rozprawy z siostrami użyto UB, Milicji Obywatelskiej, rad narodowych i innych „czynników społecznych”, typu ORMO, szpicle UB i aktywiści PZPR. Represje i rabunek uzasadniono koniecznością zlikwidowania „niemieckich wpływów” w zakonach! Zważywszy rolę polskich sióstr w konspiracji niepodległościowej i ratowaniu Żydów przed zagładą było to uzasadnienie szczególnie podłe.

„Akcję” rozpoczęli w nocy. Siostrom pozwolili zabrać tylko niezbędne rzeczy – tak jak Niemcy w 1939 r. wysiedlający Polaków do Generalnego Gubernatorstwa i Sowieci podczas deportacji na Sybir!

Represje objęły około 1500 sióstr z 10 zgromadzeń na terenie województw opolskiego, katowickiego /wtedy stalinogrodzkiego!/ i wrocławskiego. Po roku 1956 wypuszczano je z obozów, ale domów nie oddano. Komuniści zagrabili ponad 300 szpitali, domów opieki, przedszkoli, sierocińców, budynków klasztornych i grunty. „Wolna” Polska do dziś nie oddała 1/3 tych dóbr. Straty społeczne były trudne do oszacowania. Komuniści sparaliżowali działalność charytatywną i służebną wobec chorych, biednych, pokrzywdzonych, osieroconych.

Akcja odbyła się w dniu 53 urodzin Prymasa Tysiąclecia, który przebywał wtedy pod strażą UB w Stoczku Warmińskim.

Piotr Szubarczyk/nd /3.VIII.2013/
/zdj. – siostry elżbietanki z domu zakonnego w Miłoszycach zostały wysiedlone do obozu w Kobylinie pod Poznaniem

***

ŚMIERĆ „GROTA”

Na wiadomość o wybuchu Powstania Warszawskiego „fuehrer SS” Heinrich Himmler nakazał zamordowanie gen. dyw. Stefana Roweckiego „Grota”, pierwszego komendanta głównego Armii Krajowej – po przemianowaniu ZWZ na AK. Do rangi symbolu urasta fakt że pierwszego komendanta AK zamordowali Niemcy, a ostatniego, gen. bryg. Leopolda Okulickiego, Rosjanie

Generał Rowecki był wybitnym oficerem, teoretykiem wojskowości, znawcą sztuki walki w warunkach konspiracji, zwłaszcza w mieście. Przygotował pierwotny plan ogólnonarodowego powstania pod koniec wojny, który był realizowany w 1944 roku jako operacja „Burza”. Niemcy uznawali go za najbardziej niebezpieczną dla siebie osobę w polskiej konspiracji.

Grota” namierzyli agenci sowieccy i „wystawili” gestapo. Tajne służby państw pozostających ze sobą w krwawym konflikcie współpracowały dalej w walce przeciw niepodległościowym dążeniom Polaków, zgodnie z II paktem Ribbentrop – Mołotow z 28 września 1939 r.

Następnym aktem tej współpracy będzie zagłada powstańczej Warszawy.

Moskwa postanowiła zabić „Grota” rękami niemieckimi, obawiając się skutków politycznych zbrodni na dowódcy sił zbrojnych sojusznika koalicji antyniemieckiej.

Generał aresztowany 30 czerwca 1943 r. w Warszawie od lipca przebywał w KL Sachsenhausen. Niemcy proponowali mu „wspólny front przeciw bolszewikom”, co oznaczało że miałby stanąć na czele kolaboranckiego rządu w Polsce. Odrzucił te propozycje.

IPN prowadził śledztwo w sprawie śmierci „Grota”. Ustalono że został zamordowany między 2 a 7 sierpnia 1944 r., prawdopodobnie już 2 sierpnia, na terenie obozu. Bezpośrednich wykonawców zbrodni ani miejsca pochówku nie znamy.

Symboliczny pogrzeb zamordowanych komendantów Roweckiego i Okulickiego odbył się 27 września 1991 r. na Wojskowych Powązkach. Wrzucono do grobu garście ziemi: niemieckiej i rosyjskiej.

Piotr Szubarczyk/nd /2.VIII.2013/
/zdj. – gen. dyw. Stefan Rowecki „Grot” /25 XII 1895 – 2 VIII 1944/ – komendant główny AK od 14 lutego 1942 r. do 30 czerwca 1943 r.

***

OCZEKIWANA GODZINA

„Polacy! Od dawna oczekiwana godzina wybiła”… Tak zaczynała się odezwa podpisana 1 sierpnia 1944 r. przez komendanta stołecznej Armii Krajowej gen. Antoniego Chruściela „Montera” i przez komisarza cywilnego, w imieniu Rządu RP. Powstanie w Warszawie nie było „nieprzemyślaną akcją polityczną”. Było planowane od początku wojny jako najważniejszy akt ogólnonarodowej insurekcji, która rozpocznie się w decydującym momencie wojny. Było częścią ogólnopolskiej operacji „Burza” – w samym sercu Polski

W odezwie podawano zasady walki. Poległych, zarówno Polaków, jak i Niemców, grzebać, dokumenty przechować. Wszelkie samosądy są zakazane. Prześladowcy narodu polskiego będą ukarani przez sądy. Mienie władz i obywateli niemieckich zabezpieczyć protokolarnie – nakazywał „Monter”. To zasady cywilizowanego narodu. Walczymy o niepodległość, a nie o prawo do zemsty.

Kapelan Warszawskiego Okręgu AK ks. płk Stefan Kowalczyk „Biblia” pisał w „Apelu do żołnierzy”: „Obok broni materialnej musimy do zwycięstwa ostatecznego zmobilizować broń duchową. Bronią tą jest jasność moralna duszy ludzkiej, głęboka wiara w nadprzyrodzoną pomoc Boga, wysoki poziom ideowy wszelkich poczynań powstańczych /…/. Nie ten jest żołnierzem Polski, nie ten walczy o jej wolność, kto tylko z bronią w ręku krwawi na szańcach, ale ten kto walcząc i krwawiąc daje jednocześnie ojczyźnie swojej duszę jasną i czystą”.

Powstańcy walczyli o niepodległy byt Polski. O prawo samostanowienia. Oczekiwali ataku sowieckiego na pozycje niemieckie i wspólnego wypędzenia Niemców – tak jak miesiąc wcześniej w Wilnie. Niech nikt nie pyta jak mogłoby być. Pytajmy jak było i bądźmy dumni, bo jesteśmy z narodu który nigdy się nie poddaje w walce o świętą sprawę. Pomyślmy o tym w godzinie W, kiedy zatrzymamy się by oddać cześć bohaterom Powstania.

Piotr Szubarczyk/nd /1.VIII.2013/
/zdj. – pierwsze dni sierpnia 1944 r., na warszawskim podwórku grupa młodzieży składa przysięgę wojskową, od tej chwili stają się żołnierzami Wojska Polskiego

********************************

PAN KORNEL

W piątek 31 lipca 1953 r. zmarł w Zakopanem Kornel Makuszyński – znakomity autor książek dla dzieci i młodzieży – ciepłych, mądrych, pouczających, pełnych wiary i radości życia. Taki był sam pisarz, choć życie nie szczędziło mu trosk i zmartwień, a ostatnie lata były najgorsze

Został uznany przez komunistów za autora „reakcyjnego”, niepasującego do „nowej rzeczywistości”. Istotnie, „nie pasował”. Był szczerym patriotą, uznanie sowieckiego dominium w Polsce lub służenie mu nie mieściło się w jego standardach moralnych

Za zakazem publikacji książek Makuszyńskiego w okresie Polski stalinowskiej stał „szef resortu kultury” PKWN, czyli uzurpatorskiego „rządu” Stalina dla Polski – Wincenty Rzymowski. Przed wojną Makuszyński zajął jego miejsce w Polskiej Akademii Literatury. Rzymowskiego wyrzucono stamtąd za plagiat. Od 1944 r. robił szybką karierę w służbie moskiewskiej. Był w Polsce ministrem spraw zagranicznych i ambasadorem w Rzymie. Prośba IPN o zniesienie jego ulicy w stolicy Polski została przyjęta przez władze Warszawy z szyderczym lekceważeniem.

Niewielu jest w Polsce ludzi średniego i starszego pokolenia którzy choć raz nie dostaliby pod choinkę jednej z książek Makuszyńskiego, takich jak „Bezgrzeszne lata”, „O dwóch takich co ukradli księżyc”, „Panna z mokrą głową”, „Awantura o Basię”, „Szatan z siódmej klasy”, „Szaleństwa panny Ewy” czy ilustrowanych przez Mariana Walentynowicza „Przygód Koziołka Matołka” lub pociesznej „Małpki Fiki-Miki”.

Makuszyński kochał Lwów, gdzie chodził do szkół, oraz Zakopane i Warszawę, gdzie mieszkał. Kochał Polskę, podczas wojny z bolszewikami ułożył „Piosenki żołnierskie”. Został pochowany na zakopiańskim Cmentarzu Zasłużonych na Pęksowym Brzysku. Na jego grobie zapalają znicze dzieci – małe, duże i te przedwojenne. Mamy za co kochać Pana Kornela, jak go serdecznie nazywano.

Piotr Szubarczyk/nd /31.VII.2013/
/zdj. – Kornel Makuszyński /8 I 1884 Stryj – 31 VII 1953 Zakopane/

****************************

UKŁAD SIKORSKI – MAJSKI

Zawarty 30 lipca 1941 r. układ pomiędzy Polską a Sowietami, nazywany układem Sikorski – Majski /Iwan Majski był ambasadorem Sowietów w Londynie/, różnie jest oceniany. Jedni mówią że dzięki niemu możliwe było uwolnienie tysięcy Polaków, ograbionych i wywiezionych w głąb Sowietów do niewolniczej pracy: w łagrach, kopalniach czy na „osiedleniu”, gdzie umierali z głodu i na skutek nieludzkich warunków pracy i życia

Krytycy mówią że korzyści były wątpliwe, ponieważ premier Władysław Sikorski nie zadbał by układ unieważniał stalinowsko-hitlerowski rozbiór Polski z roku 1939. Premier zgodził się też na zapis że Sowiety „udzielą amnestii wszystkim obywatelom polskim, którzy są obecnie pozbawieni swobody na terytorium ZSRR bądź jako jeńcy wojenni, bądź z innych odpowiednich /!/ powodów”. „Amnestia”? To było upokorzenie dla bezprawnie deportowanych i zapędzonych do niewolniczej pracy obywateli RP!

Pamiętajmy jednak że „akuszerami” układu byli Brytyjczycy /premier Winston Churchill osobiście pilnował sprawy/, którzy nie liczyli się już z naszymi interesami. Teraz liczyli się tylko z Sowietami. Premier Sikorski zadbał o zapis unieważniający rozbiór Polski. Już w art. 1 układu czytamy: „Rząd ZSRR uznaje że traktaty sowiecko-niemieckie z 1939 r., dotyczące zmian terytorialnych w Polsce, utraciły swą moc”. Czy miało to jednak jakiekolwiek znaczenie dla Sowietów i „naszych aliantów” w Jałcie?

Prawda jest taka że dla Polski nie było wtedy dobrych rozwiązań. „Nasi alianci” szykowali prezent dla Stalina w postaci dominium sowieckiego w Polsce. Reszta była brudną grą, mamieniem Polaków. Układ Sikorski – Majski był per saldo korzystny dla Polski, bo umożliwił gen. Władysławowi Andersowi wyprowadzenie 120 tysięcy polskich ludzkich cieni z „nieludzkiej ziemi”. To ważne. Co do reszty nie mieliśmy nic do powiedzenia.

Piotr Szubarczyk/nd /30.VII.2013/
/zdj. – podpisanie układu polsko-sowieckiego w Londynie; z lewej gen. Władysław Sikorski, z prawej sowiecki ambasador Iwan Majski, w środku brytyjski minister spraw zagranicznych Anthony Eden i premier Winston Churchill

*****************************

WOJCIECH KOSSAK

W środę 29 lipca 1942 r. umarł w Krakowie Wojciech Kossak z „dynastii” Kossaków, panujących nad wyobraźnią Polaków ponad wiek! Praca twórcza Juliusza, jego syna Wojciecha i wnuka Jerzego, to lata 1840-1955

Krzepili serca Polaków w najgorszych czasach niewoli i wojen. Juliusz był ilustratorem dziejów dawnej Rzeczypospolitej. Wojciech opowiadał na płótnie o walce Polaków za świętą Sprawę – od czasów napoleońskich do wojny z bolszewikami. Jerzy sięgał po wątki napoleońskie, ale pokazywał głównie wydarzenia, których był świadkiem: legiony Piłsudskiego, wojnę z bolszewikami, obronę państwa

Wojciech Kossak zapadł w nasze serca jako autor „Orląt Lwowskich” /1926/. Inne dzieła, które są obecne w zbiorowej świadomości Polaków, to „Olszynka Grochowska” /1931/, „Ranny kirasjer i dziewczyna” /1908/, „Przysięga Kościuszki na Rynku w Krakowie” /1911/, „Bitwa pod Raszynem” /1913/, „Sowiński na szańcach Woli” /1922/, „Zaślubiny Polski z morzem” /1931/, „Szarża pod Rokitną” /1934/, „Marszałek Józef Piłsudski na Kasztance” /1928/. Wykonał wiele portretów, także autoportrety i portrety swoich słynnych córek: Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej i Magdaleny Samozwaniec.

Spektakularnym dziełem Wojciecha Kossaka jest „Panorama Racławicka” /1893-1894/, którą dziś można podziwiać we wrocławskiej rotundzie przy ulicy Purkyniego 11. Powstała we współpracy z Janem Styką i m.in. Teodorem Axentowiczem. Panoramę „Berezyna” namalował razem z Julianem Fałatem, a „Bitwę pod piramidami” z Michałem Wywiórskim.

Odmówił malowania portretu Hansa Franka, tłumacząc się wiekiem, choć tworzył wtedy inne dzieła. Klęskę Polski w roku 1939 przeżywał boleśnie: „To, co było moim ukochanym tematem /…/, dziś najdroższym sursum corda się stało”. W dniu śmierci kazał nałożyć na paletę świeżej farby, ale nie miał już sił udźwignąć pędzla.

Piotr Szubarczyk/nd /29.VII.2013/
/zdj. – Wojciech Kossak /1856-1942/ – syn Juliusza /1824-1899/, ojciec Jerzego /1886-1955/

*********************************

OBYWATEL POETA

Przed 15 laty, 28 lipca 1998 r. umarł Zbigniew Herbert – najwybitniejszy poeta polski XX wieku. Jego utwory pozostaną w żelaznym kanonie naszej literatury, a „Przesłanie Pana Cogito” /1974/ jest najważniejszym polskim manifestem ideowym minionego wieku, wyrażonym językiem poezji

„Pan Cogito” odnosi się do upadlającej rzeczywistości sowieckiego komunizmu, będzie jednak trwać także kiedy nas nie będzie – jako uniwersalny manifest człowieczeństwa, prawdy, uczciwości, godności. Jako credo ludzi dzielnych: „Idź wyprostowany wśród tych co na kolanach, wśród odwróconych plecami i obalonych w proch /…/. Bądź odważny gdy rozum zawodzi, bądź odważny, w ostatecznym rachunku jedynie to się liczy /…/. I nie przebaczaj, zaiste nie w twojej mocy przebaczać w imieniu tych których zdradzono o świcie /…/. Bądź wierny. Idź”…

Próbowano zrobić z Herberta poetę salonowego, gdyż jako szlachetny idealista wykazał pewną naiwność w ocenie ludzi. Przyjaźnił się z Czesławem Miłoszem i z Adamem Michnikiem. Był przekonany że oni także zrozumieli zło jakie w Polsce zasiał komunizm. Boleśnie się zawiódł.

O redaktorze naczelnym „Gazety Wyborczej” powiedział: „Michnik jest manipulatorem. To człowiek złej woli, kłamca, oszust intelektualny. Ideologia tych panów to jest to żeby w Polsce zapanował ‚socjalizm z ludzką twarzą’. To widmo dla mnie zupełnie nie do zniesienia!”.

W roku 2000 powstał film Jerzego Zalewskiego „Obywatel Poeta”. Cenzorzy z TVP byli przerażeni cytowaną wypowiedzią Herberta. Zażądali „cięć” ze względu na „wątpliwości natury etycznej”! Ocenili etykę jednego z najwybitniejszych Polaków naszych czasów! Zaaresztowali film na rok. Ostatecznie dokument pokazano, ale z udziałem dobranych komentatorów…

Piotr Szubarczyk/nd /27.VII.2013/
/zdj. – Zbigniew Herbert /29 X 1924 Lwów – 28 VII 1998 Warszawa/ – poeta wolnej Polski

************************************

OBŁAWA AUGUSTOWSKA

Białostocczyzna „za pierwszego Sowieta” /1939-1941/ była boleśnie doświadczona: aresztowania, zabójstwa, wywózki na Sybir przedstawicieli polskich elit. Po zakończeniu wojny region wrócił do Polski, jednak na nominalnie polskim obszarze hulały znów NKWD i sowiecki kontrwywiad wojskowy Smiersz

Od 10 do 25 lipca 1945 r. 385 Pułk NKWD przeprowadził w rejonie Suwałk i Augustowa obławę na żołnierzy polskiego podziemia niepodległościowego. Operacją kierował gen. Iwan Gorgonow ze Smierszu, co ujawnił rosyjski historyk prof. Nikita Pietrow z moskiewskiego Memoriału, nazywający wymownie tę zbrodnię „Małym Katyniem”

Gorgonow dostał od Stalina zadanie „likwidacji zatrzymanych w lasach augustowskich bandytów”. Haniebną, „pomocniczą” rolę odegrały w tej antypolskiej akcji UB i wojsko „ludowe”: dwa plutony z 1 Praskiego Pułku Piechoty. Do dziś trzeba tłumaczyć niektórym że wojsko „ludowe” nie było ani polskie, ani ludowe.

Sowieci zatrzymali ponad 7 tysięcy osób, potem „ustalali” kto jest „bandytą”. Wyselekcjonowali ponad tysiąc osób, głównie ludzi młodych, z wojennej konspiracji AK i NSZ. Trzymali ich w dołach z wodą, z rękami skrępowanymi drutem. Nie wiemy gdzie i w jaki sposób zostali zamordowani, ale znamy wiele nazwisk.

Zbrodni dokonano być może na terenie dawnych Prus Wschodnich. A może na Fortach Grodzieńskich, gdzie bolszewicy mordowali ludzi już wcześniej. Może we wsi Naumowicze na Grodzieńszczyźnie albo w Gibach w powiecie sejneńskim. A może po prostu w różnych miejscach, stąd tak różne ślady.

Domagamy się od Rosji prawdy o zbrodni i podania miejsca zagrzebania ofiar. Dokumentacja jest w posowieckich archiwach. Niestety nie mamy do niej dostępu, a rosyjska prokuratura odmawia pomocy prawnej polskim śledczym. Pozostaje nam to co najważniejsze: pamięć i modlitwa w intencji pomordowanych.

Piotr Szubarczyk/nd /25.VII.2013/

**************************************

ZBRODNIA W LESIE GRABIŃSKIM

W poniedziałek 24 lipca 1944 roku o czwartej nad ranem w Lesie Grabińskim blisko Iwonicza bandyci z ukraińskiej dywizji SS Galizien, czyli 14 Waffen-Grenadier Division der SS – dowodzeni przez Niemca Engelsteina i Ukraińca Władimira Najdę – zamordowali strzałami w tył głowy 72 Polaków, głównie żołnierzy AK i BCh, przywiezionych do lasu z więzienia w Jaśle: 38 mieszkańców Lubatowej, pochowanych po wojnie we wspólnej mogile przy kościele parafialnym, 3 z Iwonicza, 2 z Krościenka Niżnego, 2 z Brzostka, 2 z Korczyny, 1 z Krosna, 1 z Sanoka, 1 ze Strzeszyna, 2 z Biecza, 20 nierozpoznanych, pochowanych w Iwoniczu

SS Galizien dopuściła się wielu zbrodni na Polakach, uczestniczyła w zaplanowanym przez OUN-UPA ludobójstwie. Od 24 kwietnia 1945 r. ta kolaborancka formacja nosiła miano 1 Dywizji Ukraińskiej Armii Narodowej /1 Division der Ukrainischen National-Armee/. To miała być kalka polskiej I Brygady Legionów. Różnica zasadnicza. Poeta, żołnierz legionowy Edward Słoński pisał: „Bo wciąż na jawie widzę i co noc mi się śni że ta co nie zginęła wyrośnie z naszej krwi”. Ukraińcy wybrali inną drogę: wolna Ukraina wyrośnie z cudzej krwi… Nie wyrosła. Bóg nie pozwolił. Została Ukraińcom podarowana dopiero przez polską „Solidarność”.

Nie będzie zgody między Polakami i Ukraińcami dopóki stać będą pomniki Bandery i innych zbrodniarzy. Dopóki młodzież ukraińską będzie się uczyć że bandyci z SS Galizien to twórcy wolnej Ukrainy.

Ani Polsce, ani Europie nie po drodze z ukraińskimi „grenadierami”, którzy zresztą nigdy na Ukrainę nie przysięgali, ale fuehrerowi: „Na całe życie będę wierny Adolfowi Hitlerowi, jako wielkiemu wodzowi niemieckich sił zbrojnych, wielkich Niemiec i nowej Europy”. To nie ta Europa!

Piotr Szubarczyk/nd /24.VII.2013/
/zdj. – miejsce zamordowania 72 Polaków w Lesie Grabińskim

*********************************************

TERAZ POLSKA

W czasach dominium sowieckiego narzucono Polakom „święto narodowe” 22 Lipca. Upamiętniało łże-manifest sowieckich kolaborantów z tzw. PKWN, którzy w warunkach wojny zdradzili swoje państwo i uzurpowali sobie prawo do „reprezentowania narodu polskiego” pod kuratelą Stalina!

22 lipca mamy jednak inną okazję do wypominków historycznych. Tego dnia w roku 1917 Niemcy uwięzili do końca wojny wybitnych oficerów legionowych: komendanta Józefa Piłsudskiego i Kazimierza Sosnkowskiego

To był „kryzys przysięgowy”. Tak nazywamy inspirowaną przez Piłsudskiego odmowę złożenia przysięgi na wierność cesarzowi Niemiec Wilhelmowi II przez polskich oficerów i żołnierzy z I i III Brygady Legionów Polskich 9 i 11 lipca 1917 roku.

Piłsudski uważał na początku wojny że korzystna dla Polski będzie współpraca z Niemcami i Austro-Węgrami. Teraz uznał że pora opuścić sojuszników, zaborców. Od tej pory Polacy walczą z otwartą przyłbicą o odrodzenie państwa.

Niemcy traktowali wojska polskie jako jedną ze swych formacji /polnische Wehrmacht/, co oznaczałoby że godzimy się na zamianę trzech zaborców na jednego. Chcieliśmy niepodległości, a nie nowej formy dominium. Sprzyjały nam Stany Zjednoczone Ameryki, które w orędziu prezydenta Thomasa Woodrow Wilsona o warunkach pokoju światowego /styczeń 1918/ uznają za jeden z jego warunków odrodzone państwo polskie z dostępem do morza.

Legioniści zostali internowani przez Niemców w obozach w Szczypiornie /oficerowie/ i w Beniaminowie /żołnierze/. W nocy z soboty na niedzielę 21/22 lipca 1917 r. Niemcy aresztowali w Warszawie Piłsudskiego i Sosnkowskiego. 23 lipca trafili oni do więzienia w Gdańsku, potem zostali wywiezieni do Magdeburga, skąd zostaną uwolnieni jesienią 1918 r., po klęsce Niemiec.

Podczas pobytu w Gdańsku pokłońmy się przed powyższą tablicą.

Piotr Szubarczyk/nd /22.VII.2013/
/zdj. – tablica pamiątkowa na murze więzienia w Gdańsku, gdzie od 23 do 29 lipca 1917 r. więzieni byli Józef Piłsudski i Kazimierz Sosnkowski

*****************************************

NAPAD NA JASNĄ GÓRĘ

W poniedziałek 21 lipca 1958 roku przed północą grupa esbeków, dowodzona przez Jana Bobonia, dokonała napadu na klasztor jasnogórski, rozbijając bramę wejściową wozem opancerzonym. Kończył się czas rzekomej gomułkowskiej „odwilży”. Teraz do roboty, towarzysze

Celem napadu był Instytut Prymasowski, w którym demolowano pomieszczenia w poszukiwaniu „komprmateriałów”. Esbecy rekwirowali co chcieli, nawet materiały duszpasterskie. Szukali jednak przede wszystkim „wrogich” wydawnictw. Nie spodobała im się kopia książki o Cudzie nad Wisłą. Bo jak wiadomo cudu nie było. Był za to wyzwolicielski marsz Armii Czerwonej w odwecie za „najazd jaśniepanów polskich na kraj radziecki”. To nie żart, to cytat.

Delegatem Prymasa ks. kard. Stefana Wyszyńskiego do spraw Instytutu był o. Paweł Kosiak, któremu postawiono zarzuty powielania materiałów wykraczających poza sprawy duszpasterskie, niezarejestrowania dwóch powielaczy, niekontrolowania zużywanego papieru!

Przeor klasztoru jasnogórskiego o. Korneliusz Jemioł złożył protest do Rady Państwa, informując że zbóje Bobonia dopuścili się „bestialskiego bicia pałkami po głowach, szarpania za włosy i kopania obecnych tam wiernych i stróżów sanktuarium /…/, szydząc z uczuć i praktyk religijnych”.

Zażalenie nie zrobiło wrażenia na Radzie Państwa kierowanej przez starego bolszewika z KPP Aleksandra Zawadzkiego. Napad był inspirowany przez władze PRL. O. Korneliusza oskarżono o brak dozoru nad jakością materiałów duszpasterskich! Skazano go na więzienie w zawieszeniu.

Była to klasyczna sowiecka prowokacja o wymowie antypolskiej, skierowana przeciw Kościołowi i polskiemu interreksowi. Czy nie o takich wydarzeniach myślał nasz błogosławiony Papież, wstając podczas pamiętnego homagium z papieskiego fotela przed Prymasem Tysiąclecia?

Piotr Szubarczyk/nd /20.VII.2013/

*******************************

CONCORDIA 1863-2013

W niedzielę 19 lipca 1863 roku zawarto we Lwowie umowę między Kościołami rzymskokatolickim i greckokatolickim. Nazwano ją concordią, czyli harmonią, zgodą. W roku 1863 była ona szczególnie pożądana, trwało Powstanie Styczniowe, Rosjanie podsycali niezgodę by „dzielić i rządzić”

Papież Pius IX potwierdził wkrótce umowę. Dekret „Ad graves et diuturnas” był znany jako „Prawo kościelne w stosunkach obu obrządków w Galicji, grekokatolickiego Rusinów i łacińskiego Polaków”.

Dotyczył m.in. warunków przejścia z jednego obrządku na drugi, wzajemnego szacunku dla miejsc kultu, świętych obrazów, szafarstwa sakramentów. Podkreślano że „nie należy stawiać przeszkody w zawieraniu małżeństw między katolikami ruskiego i łacińskiego obrządku”. /…/ Jego Świątobliwości bardzo zależy by zwierzchnicy lwowscy związali się węzłami miłości /…/, by całym umysłem dążyli do utrwalenia zgody /…/. Dawne spory będą usunięte, liczne dobra i owoce pokoju, który od Boga jest, dostaną się w udziale łacinnikom i grekom”.

Jest 14 października 2007 r., metropolita lwowski Kościoła greckokatolickiego Igor Woźniak święci we Lwowie pomnik zbrodniarza, który nakazywał zabijanie Polaków – mężczyzn, kobiet i dzieci. Mówi o Banderze: „był wychowany w duchu miłości do Boga i bliźniego /!/. Nasi bojownicy musieli stawić czoło armiom sowieckiej, niemieckiej i polskiej”.

Bandera nie stawiał czoła armii niemieckiej, był kolaborantem Hitlera, po wojnie uciekł do Monachium. Jego „wyznawcy” służyli w dywizjach SS. Nie było na Wołyniu armii polskiej, były polskie, żydowskie i ormiańskie kobiety i dzieci, które czekały choćby na kroplę „miłości bliźniego”. Wolnej Ukrainy nie wywalczyli banderowcy. Oni ją pogrzebali na pół wieku i sprawili że słowo „Ukrainiec” było po wojnie w pogardzie u wielu narodów. Czas dziś na nową concordię, ale nie pod pomnikami banderowców.

Piotr Szubarczyk/nd /19.VII.2013/
/zdj. – „Miłość bliźniego” Stepana Bandery

*****************************

POLSKA ANKONA

Ankona to stare włoskie miasto założone w IV w. przed Chrystusem. Współtworzyło nadadriatyckie Pentapolis. Od V w. było siedzibą biskupów, od 1552 r. należało do Państwa Kościelnego

Ankona stała się także częścią historii Polaków. W lipcu 1944 wojska alianckie stoczyły bitwę o miasto z Niemcami. Decydujące ciosy zadał II Korpus Polski gen. Władysława Andersa, który przygotował plan ataku na miasto i port. Zajęcie portu utrudniło Niemcom zaopatrzenie i ułatwiło aliantom przełamanie niemieckiej linii Gotów

Główne uderzenie na wroga było dziełem żołnierzy 5 Kresowej Dywizji Piechoty. Jej żołnierze nosili w kieszonkach mundurów legitymację z napisem na ostatniej stronie: „Bez Wilna i Lwowa nie ma Polski”. Nie było Wilna ani Lwowa, nie było też wolnej Polski. Rozpoczęli więc po wojnie życie tułacze, jak wielu Polaków przed nimi. „Czy to było warto?” – zapyta retorycznie żołnierza Kresowiaka Jan Lechoń w słynnym wierszu „Przypowieść”. A żołnierz usłyszy w tym momencie „dźwięk ’Mazurka’”, zobaczy Dąbrowskiego, jak „z ziemi włoskiej wraca do Warszawy”. „Czy warto? – odpowiedział – Ach, śmieszne pytanie”.

Atak wspierali także inni Kresowiacy, m.in. żołnierze 6 Lwowskiej Brygady Piechoty i strzelcy wileńscy z 13 i 14 batalionu. Oni też wiedzieli że warto się bić, mimo zdrady sprzymierzeńców, bo to przecież sprawa honoru.

Polacy zdobyli Ankonę bez wsparcia artylerii, by chronić ludność cywilną. Zostało to docenione przez mieszkańców, którzy witali Polaków jak prawdziwych bohaterów. Do dziś przypominają co roku pamiętny wtorek 18 lipca – dzień wyparcia Niemców z miasta i z portu.

Pamiętajmy i my o chwalebnym zdobyciu Ankony i o tym kresowym żołnierzu który „zdobywszy innym wolność dłońmi skrwawionymi przekonał się nareszcie że sam nie ma ziemi”…

Piotr Szubarczyk/nd /18.VII.2013/
/zdj. – na cmentarzu w Loreto, u stóp sanktuarium Santa Casa, spoczywa ponad tysiąc polskich żołnierzy II Korpusu Polskiego poległych w walkach o Loreto i Ankonę

*********************************

BAZYLUK I SOLIDARNOŚĆ

Huta Stepańska, polska wieś w powiecie kostopolskim na Wołyniu, broniła się zaciekle przed ukraińskimi ludobójcami, chroniąc także uciekinierów z okolicy. Była tu polska samoobrona, trochę lepiej niż gdzie indziej uzbrojona, i było wsparcie polskiej partyzantki

Podczas nocnych walk z 16 na 17 lipca 1943 r. zginęło jednak wielu obrońców. Brakowało amunicji, zapadła decyzja o wycofaniu się w kierunku Sarn zwartymi taborami. Ksiądz Bronisław Drzepecki błogosławił na niebezpieczną drogę kilku tysiącom zrozpaczonych ludzi. Kilkunastu zostało w kościele. Zostali później spaleni żywcem przez bandytów.

Nie wszyscy szli z taborem. Skrajnie wyczerpany Mieczysław Słojewski z 7-letnim synkiem Edwardem szedł lasami, nasłuchując każdego głosu. Na myśl o tym w jaki sposób bandyci zabiją synka i jak jego samego będą torturować był bliski samobójstwa. Powstrzymał go synek…

17 lipca znaleźli schronienie we wsi Borek – u Petro Bazyluka, Ukraińca. Petro ryzykował życiem. Ukrywał Polaków w swojej stodole aż do wkroczenia armii sowieckiej. Został zastrzelony przez sowieckich sołdatów, kiedy próbowali go „wyzwolić” z ostatniej krowy.

Polacy nie odżegnują się od pojednania z Ukraińcami, zwłaszcza młode pokolenie, które tak ciekawe jest kontaktów z rówieśnikami z innych krajów. Nie chcemy jednak pojednania na kłamstwach i w cieniu pomników Stepana Bandery, Romana Szuchewycza czy Dmytro Doncowa. Chcemy by patronami pojednania byli tacy ludzie jak Petro Bazyluk.

To nie zbrodnicza UPA spełniła marzenia Ukraińców o własnym państwie, ona je pogrzebała. We Lwowie powinien stać pomnik solidarności, a nie pomnik mrocznego bandyty – hańby Ukrainy.

Piotr Szubarczyk/nd /17.VII.2013/

*****************************************

PILOT ZABITY PRZEZ JARUZELSKIEGO

W środę 16 lipca 1975 r. z lotniska w Gawłówku pod Bochnią wystartował rolniczy An-2. Pilot Dionizy Bielański postanowił uciec do Austrii

Miał 36 lat, był niepokorny, wiedział że jest inwigilowany, namawiano go do współpracy z SB. Mimo że był pilotem wojskowym, potem instruktorem lotniczym, nie chciał słyszeć nie tylko o współpracy, ale i o przynależności do PZPR

Zamiar ucieczki ukrył przed najbliższymi – żoną i córką – by ich chronić. Marzył że kiedy znajdzie się w wolnym świecie ściągnie ich do siebie.

Nad terytorium Czechosłowacji został doścignięty przez myśliwce MiG-21, które chciały go zmusić do lądowania. Bielański był zdeterminowany, nie zważał na groźby. 8 km przed granicą austriacką samolot został zestrzelony serią z karabinu maszynowego, pilot zginął. Jego ciało oddano żonie w metalowej trumnie, z zakazem otwierania.

Po latach IPN odnalazł dokumenty, z których wynika że czeski pilot wojskowy dostał zgodę na zestrzelenie polskiego, cywilnego /!/ dwupłatowca od swoich dowódców, po ich wcześniejszej konsultacji z ministrem obrony PRL. Minister nazywał się Wojciech Jaruzelski.

Historia komunistycznej Polski obfituje w liczne próby lotniczych ucieczek za granicę. Piloci wojskowi porzucali nieraz młodzieńcze marzenia o lataniu, jak Stanisław Skalski czy Witold Urbanowicz, kiedy zrozumieli że nie służą polskiej sprawie. Szczególnie smutna jest historia 23-letniego porucznika Edwarda Pytka, który w środku stalinowskiej nocy, 7 sierpnia 1952 r., podjął śmiałą próbę ucieczki samolotem wojskowym, z zamiarem lądowania w Austrii, w amerykańskiej strefie okupacyjnej. Uciekając przed pościgiem, na resztkach paliwa, wylądował nieszczęśliwie w strefie sowieckiej, dwie minuty lotu od zaplanowanego celu. Skazany na śmierć został zamordowany 29 sierpnia 1952 r. na Mokotowie. Matce nie wydano ciała syna.

Piotr Szubarczyk/nd /16.VII.2013/
/zdj. – pilot Dionizy Bielański, zestrzelony 16 lipca 1975 r. za przyzwoleniem Wojciecha Jaruzelskiego

*********************************************

OPERACJA „OSTRA BRAMA”

Polskie Państwo Podziemne planowało ogólnopolskie powstanie w momencie przełomowym wojny. Celem miało być wyparcie obu okupantów z naszej ziemi i ukonstytuowanie na nowo władz polskich – na całym obszarze II RP

Sojusz aliantów z Sowietami uczynił ten plan skrajnie trudnym. Alianci jeszcze przed Jałtą zatwierdzili bowiem sowiecki zabór ziem polskich z jesieni 1939 r., dokonany na podstawie tajnych /23 sierpnia 1939/ i jawnych /28 września 1939/ umów Hitlera ze Stalinem. Nie informowali o tym władz RP choć było to niezgodne z umową sowiecko-polską z lipca 1941 r., unieważniającą zabór z roku 1939!

Mimo to dowództwo AK nie rezygnowało z planów które przybrały postać operacji „Burza”. Jej kulminacją było Powstanie Warszawskie – uśmierzone przez brutalną, niemiecką akcję wojskową i przez świadome powstrzymanie się Sowietów przed udzieleniem pomocy stolicy Polski.

Przed Warszawą było Powstanie Wileńskie, czyli operacja „Ostra Brama”, w dn. 7-13 lipca. Polegała na wspólnym wyparciu Niemców z Wileńszczyzny przez armię sowiecką i AK, by Polacy mogli przejąć kontrolę i wystąpić przed Sowietami jako gospodarze Wileńszczyzny, integralnej części II RP.

W operacji uczestniczyło około 9 tysięcy akowców z brygad wileńskich i nowogródzkich. Niemcy zaciekle bronili miasta. Ostatecznie 13 lipca musieli ustąpić. W walkach zginęło ponad 500 akowców.

Po wyparciu Niemców na ulicach Wilna pojawiły się polsko-sowieckie patrole, a dowódca okręgu wileńskiego AK płk Aleksander Krzyżanowski „Wilk” został zaproszony na „dagawor”. Został aresztowany, a Sowieci rozpoczęli polowanie na żołnierzy AK – z użyciem czołgów i samolotów. Byli otaczani, rozbrajani, osadzani w obozie w Miednikach Królewskich, skąd wywożono ich do Kaługi. Zachód nie protestował.

Piotr Szubarczyk/nd /13.VII.2013/
/zdj. – Wilno, lipiec 1944, po wyparciu Niemców z miasta, wspólny patrol żołnierzy AK i Armii Czerwonej

**********************************************

NIE TYLKO KRWAWA NIEDZIELA

Krwawa Niedziela na Wołyniu 11 lipca 1943 r. nie była ani początkiem ani końcem ludobójstwa ukraińskiego. Już nazajutrz w poniedziałek 12 lipca Ukraińcy zaatakowali 50 polskich miejscowości w powiatach włodzimierskim, horochowskim i zdołbunowskim. W Hucie Majdańskiej zamordowali 184 mieszkańców. Kilka dni wcześniej przyszła do tej wsi banda „ostrzegając” Polaków przed Niemcami. Zostali ugoszczeni. Po czterech dniach spalili mieszkańców Huty żywcem, w stodole

W następnych dniach upowcy kontynuowali diabelskie dzieło. Zbrodnie rozlały się na powiaty krzemieniecki, kostopolski, sarneński. Polska samoobrona była słaba, brakowało wyszkolonych wojskowo mężczyzn, zesłanych w czasie sowieckiej okupacji na Sybir, mordowanych w więzieniach, w ramach zbrodni katyńskiej i innych antypolskich operacji NKWD. Bandyci dysponowali nową bronią i amunicją z niemieckich magazynów. Wielu było policjantami w służbie niemieckiej.

Jako sojusznicy Hitlera Ukraińcy utworzyli swą dywizję – SS Galizien. Dziś w centrum Lwowa i w innych miastach ukraińskich można zobaczyć billboardy z logo tej nazistowskiej formacji. Młodzi Ukraińcy dowiadują się w szkołach że to ich narodowi bohaterowie. Ukraińskich esesmanów było tylu że nie mieścili się w swej dywizji. Przyjmowano ich także do SS Leibstandarte SS Adolf Hitler, SS Totenkopf, SS Wiking, SS Dirlewanger /mordercy powstańców warszawskich na Woli/ i innych.

Ukraina jest jedynym na świecie państwem /od czasów Idi Amina w Ugandzie który zbudował pomnik Hitlera/ gdzie kultywowane są tradycje hitlerowskie. Kombatanci OUN-UPA przychodzą na uroczystości /na przykład pod pomnik zbrodniarza Bandery albo w kolejne rocznice powstania UPA/ w mundurach SS. We Lwowie stoi pomnik 14 Dywizji SS która zamordowała ponad 860 polskich mieszkańców Huty Pieniackiej…

Piotr Szubarczyk/nd /12.VII.2013/
/zdj. – krzyż upamiętniający bestialsko zamordowanych przez Ukraińców polskich mieszkańców Huty Majdańskiej

*************************************

KRWAWA NIEDZIELA

To wyrażenie od lat odnosiliśmy do zbrodni popełnionych przez Niemców na Polakach w Bydgoszczy w niedzielę 3 września 1939 r. Większość z nas nie wiedziała przez lata że była inna Krwawa Niedziela – 11 lipca 1943 r. na Wołyniu

Tego dnia bandy ukraińskich „powstańców” zaatakowały polskie kościoły, mordując tysiące bezbronnych mężczyzn, kobiet i dzieci, modlących się w świątyniach, i wielu ich duszpasterzy, których zabijano ze szczególnym okrucieństwem.

To było apogeum ukraińskiego ludobójstwa na Polakach, trwającego na Wołyniu, na Podolu i na Lubelszczyźnie przez osiem długich lat /1939-1947/. W tym czasie zamordowano około 130 tysięcy Polaków, także wielu Żydów, Ormian i nielicznych Ukraińców, którzy nie podporządkowali się rozkazowi zamordowania polskiego współmałżonka /!/ i dzieci z takiego małżeństwa /!/, ratowali Polaków lub wyrażali sprzeciw wobec zbrodni, do której ideologię pisali ukraińscy kolaboranci Hitlera: Stepan Bandera, Dmytro Doncow, Roman Szuchewycz i inni. Dziś buduje się im pomniki na Ukrainie, a Polakom wymyśla się że choć katolicy to nie chcą przebaczać. Nie ma przebaczania w cieniu pomników zbrodniarzy! To obraża pamięć męczenników. To obraża naszą narodową godność. To obraża Pana Boga.

Na większości zbiorowych mogił nie ma do dziś nawet krzyża. W polskim parlamencie omija się słowo „ludobójstwo”, posługując się terminem „znamiona ludobójstwa”. To polityka historyczna sprzeczna z Ewangelią. Wszak słowa nasze powinny być tak za tak, nie za nie… Co nadto jest, od złego jest…

Inskrypcja na pomniku Ofiar Ludobójstwa na Kresach, na cmentarzu Rakowickim w Krakowie, oddaje bicie naszych serc: „Nie o zemstę, lecz o pamięć wołają ofiary”. Zapalmy znicze pod pomnikami i tablicami wołyńskimi, zapalmy światła pamięci w naszych oknach. Wieczny odpoczynek racz im dać, Panie.

Piotr Szubarczyk/nd /11.VII.2013/
/zdj. – „Narody tracąc pamięć tracą życie”. Wymowna część inskrypcji na pomniku Ofiar Ukraińskiego Ludobójstwa na cmentarzu Rakowickim w Krakowie

***************************************

MĘCZEŃSTWO PORUCZNIKA RUMLA

Na dzień przed Krwawą Niedzielą, w sobotę 10 lipca 1943 r., młody oficer Armii Krajowej Zygmunt Jan Rumel „Krzysztof Poręba” udał się na rozmowy z OUN-UPA na Wołyniu z poselstwem ostatniej szansy. Dowództwo AK nie znało szczegółów antypolskiej operacji którą ukraińscy kolaboranci Hitlera mieli przeprowadzić w niedzielę 11 lipca, ale to co wydarzyło się wcześniej było wystarczająco groźne

Porucznik Rumel – jako pełnomocnik Delegatury Rządu na Kraj – pojechał na rozmowy w mundurze polskiego oficera, bez broni i bez obstawy – dla podkreślenia pokojowego charakteru misji. Towarzyszył mu przedstawiciel AK na tym terenie, Krzysztof Markiewicz „Czart”.

Zygmunt Rumel reprezentował najszlachetniejsze cechy polskiego inteligenta, wychowanego na ideałach niepodległej Rzeczypospolitej i braterstwa z narodami, które Rzeczpospolitą zamieszkiwały od wieków.

Był poetą, jego wierszami zachwycał się klasyk poezji polskiej Leopold Staff. Znany był jako autor wiersza „Dwie Matki”, w którym podkreślał że jest spadkobiercą tego co polskie i co ukraińskie:

„Dwie mnie Matki-Ojczyzny wyuczyły mowy,
w warkocz krwisty plecionej jagodami ros,
bym się sercem przełamał bólem w dwie połowy
– by serce rozdwojone płakało jak głos”.

Uważał że nienawiść Ukraińców do Polaków wzniecana jest przez ideologów i nie odzwierciedla prawdziwych relacji między narodami. Jechał na rozmowy pełen nadziei że może zapobiec kolejnym zbrodniom.

Poseł Rządu RP porucznik Zygmunt Jan Rumel został przez ukraińskich „rozmówców” rozerwany końmi… Taka sama, okrutna i męczeńska śmierć spotkała Krzysztofa Markiewicza i woźnicę, który przywiózł posłów. Na drugi dzień ukraińskie siekiery, noże, widły i pałki spadły na głowy niewinnych polskich kobiet i dzieci.

„Zaiste, nie w twojej mocy jest przebaczać”… /Z. Herbert/

Piotr Szubarczyk/nd /10.VII.2013/
/zdj. – męczennik wołyński ppor. Zygmunt Jan Rumel „Krzysztof Poręba” /22 II 1915 – 10 VII 1943/

**********************************

SERCE ZYGMUNTA

W niedzielę 9 lipca 1521 r. na wieży Zygmuntowskiej katedry wawelskiej został zawieszony dzwon Zygmunt, ufundowany przez króla Zygmunta I Starego. Łaciński napis głosi: „Bogu Najlepszemu, Największemu i Dziewicy Bogurodzicy, świętym patronom swoim, znakomity Zygmunt, król Polski, ten dzwon godny wielkości umysłu i czynów swoich kazał sporządzić Roku Pańskiego 1520”

Król Zygmunt przeżył ponad 80 lat, rządził Królestwem Polskim ponad 40 lat! Kiedy zawieszano słynny dzwon był w sile wieku. Chciał zostawić po sobie pamiątkę. Nie spodziewał się że dzwon stanie się jednym z symboli polskiej państwowości; że jego serce będzie bić w chwilach szczególnie dla nas ważnych.

Pamiętamy głos Zygmunta pamiętnego 16 października 1978 r. /Habemus Papam!/, 2 kwietnia 2005 r. /dzień śmierci błogosławionego Jana Pawła II/, 10 kwietnia 2010 r., w dniu tragedii smoleńskiej, czy 13 marca tego roku po wyborze Ojca Świętego Franciszka na Stolicę Piotrową. Bije Zygmunt na Nowy Rok, w Niedzielę Palmową, na Wielkanoc, 3 Maja, w Boże Ciało, we Wszystkich Świętych, w Święto Niepodległości, na Boże Narodzenie. Jest naszą „arką przymierza między dawnymi i nowymi laty”!

Był kiedyś największym pod względem wagi i rozmiarów dzwonem na polskiej ziemi, od roku 1999 „przerósł” go dzwon Maryja Bogurodzica – bazyliki Matki Bożej Bolesnej Królowej Polski w Licheniu. Bazylika jest największą świątynią na polskiej ziemi.

Czasami serce dzwonu Zygmunt pękało i wtedy Polaków ogarniał lęk że to może znak jakiegoś nadchodzącego nieszczęścia. W czasach zaborów serce Zygmunta pękało trzykrotnie, trzeba je było naprawiać. Ostatni raz pękło w Wigilię Bożego Narodzenia roku 2000 i trzeba było odlać nowe. Stare serce, milczące i smutne, pozostało jako pamiątka przy wejściu na Wieżę Zygmuntowską…

Piotr Szubarczyk/nd /9.VII.2013/
/zdj. – zawieszenie dzwonu Zygmunt na słynnym obrazie Jana Matejki z 1874 r.

*****************************************

LUBELSKI LIPIEC

Przed Wielkim Sierpniem był Lubelski Lipiec, o czym dziś Polska jakby zapomniała. A przecież pierwsze na tak wielką skalę strajki w Lublinie i w Świdniku tkwiły u genezy „Solidarności”

We wtorek 8 lipca 1980 r. rozpoczął się strajk w Państwowych Zakładach Lotniczych w Świdniku. Strajkujący protestowali przeciw podwyżkom cen żywności. Jednak postulaty socjalne były tylko pretekstem do wyrażenia sprzeciwu wobec komunistycznych porządków. Tak było podczas Poznańskiego Czerwca /1956/, w Grudniu 1970 i w Radomiu /1976/

Strajkujący w Świdniku protestowali przeciw załganej propagandzie sukcesu ekipy Gierka, przeciw kastowości i systemowi przywilejów wprowadzonych przez tego „reformatora”, przeciw zadłużaniu kraju i marnotrawieniu kredytów.

Ponieważ w systemie typu sowieckiego słowo „strajk” zostało usunięte ze słownika /!/ komitet strajkowy w Świdniku nazwał się „komitetem postojowym”…

Strajk w PZL rozlał się na Lubelszczyznę obejmując m.in. świdnicki WKS, lubelskie PKP i MPK, Polmozbyt, Agromet, LZNS, ZN-PMR, FSC, Zakłady Azotowe w Puławach, Bogdankę, Fabrykę Łożysk Tocznych w Kraśniku. Razem ponad 70 zakładów!

Rozpoczęło się propagandowe qui pro quo. Komuniści udawali że strajków nie ma, Polacy siedzieli z uchem przy głośnikach radiowych, słuchali BBC, Głosu Ameryki i Wolnej Europy, nabierając odwagi. Zwłaszcza kiedy się dowiedzieli że robotnicy nie przestraszyli się pogróżek esbeków i przyspawali koła lokomotyw do szyn…

Protest przeciw nieudolnej gospodarce i powszechnemu załganiu stawał się powszechny. Władze zgodziły się na podwyżki płac. Były one bezwartościowe, za gierkowskie pieniądze coraz mniej można było kupić, brakowało też podstawowych towarów.

Miesiąc po Lubelskim Lipcu zaczął się Sierpień. Tym razem strajkujący nie ograniczyli się do podwyżek.

Piotr Szubarczyk/nd /8.VII.2013/
/zdj. – Pomnik Lubelskiego Lipca – krzyż i tablica pamiątkowa – w Lublinie

*****************************

KAMIENIE NA SZANIEC

Przed 70 laty, w lipcu 1943 r., z konspiracyjnej drukarni Armii Krajowej w Warszawie wyszła książka Aleksandra Kamińskiego „Kamienie na szaniec”. Konspiracyjne wydanie w nakładzie 10 tys. egzemplarzy!

Potem były jeszcze dwa wydania wojenne i tużpowojenne. Tych powojennych wydań komuniści szybko pożałowali bo w latach 1945-56 rozwinęła się w Polsce antykomunistyczna konspiracja młodzieżowa – ponad tysiąc organizacji w całym kraju! – i książka druha Kamińskiego była dla tych nastolatków książką instruktażową małego sabotażu…

Druh Aleksander Kamiński „Kamyk” – oficer AK, redaktor konspiracyjnego „Biuletynu Informacyjnego AK”, instruktor harcerski – pokazał historię grupy przyjaciół, starszych harcerzy z legendarnej warszawskiej „Pomarańczarni”, żołnierzy AK, uczestników akcji małego sabotażu i dywersji przeciw Niemcom. Wszyscy główni bohaterowie książki zginęli w tej walce – Tadeusz Zawadzki „Zośka”, Aleksy Dawidowski „Alek”, „Kopernicki”, Jan Bytnar „Rudy”. Tych którzy przeżyli ścigało po wojnie NKWD-UB /np. zamordowany przez UB Jan Rodowicz „Anoda”/! Opowieść była oparta na faktach dlatego w pierwszym wydaniu chłopcy nosili zmyślone pseudonimy: „Staśka”, „Wojtek”, „Czarny”…

Druh Kamiński wziął tytuł książki z wiersza „Testament mój” Juliusza Słowackiego, a we wstępie napisał że jest to „opowieść o wspaniałych ideałach braterstwa i służby, o ludziach którzy potrafią pięknie umierać i pięknie żyć”. Tak należy rozumieć „Kamienie na szaniec”. Ostatnie „genderowe” brednie pewnej „naukowczyni” na temat „antysemityzmu” /!/ dzieła i zbyt bliskich relacji między bohaterami pokazują do czego zdolne są umysły naszych chorych czasów.

22 lutego 2008 r. druh „Kamyk” został odznaczony pośmiertnie przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski.

Piotr Szubarczyk/nd /6.VII.2013/
/zdj. – grób druha Aleksandra Kamińskiego i druhny Janiny Kamińskiej na wojskowych Powązkach w Warszawie, w pobliżu kwatery Szarych Szeregów

******************************

ZDRADA

Czwartek 5 lipca 1945 r. był czarnym dniem dla Polski. Tego dnia USA i Wielka Brytania wycofały uznanie dla Rządu RP i poparły „polski rząd” Stalina. W tzw. Tymczasowym Rządzie Jedności Narodowej przeważali agenci sowieccy, np. Michał Łyżwiński – defraudant, agent o fałszywym nazwisku Żymierski, sowiecki „marszałek Polski”! Inny agent, Bolesław Bierut, przebrał się za „prezydenta”! Do stalinowskich kreatur „dokooptowano” politycznych naiwniaków z kraju i z emigracji ze Stanisławem Mikołajczykiem na czele

Mikołajczyk był listkiem figowym aliantów, pozwalającym im na wyjście z bezprecedensowej sytuacji, jaką była zdrada alianta, walczącego od pierwszego dnia wojny z Niemcami!

Już w styczniu 1945 r. dowódca AK gen. Leopold Okulicki pisał że „Polska według rosyjskiej recepty nie jest tą Polską o którą bijemy się szósty rok z Niemcami”. Alianci podpisali się pod „rosyjską receptą”, a generał czekał na śmierć w moskiewskim więzieniu.

Jeszcze w czerwcu „rząd” uznały Francja i Szwecja. 5 lipca uczyniły to najważniejsze mocarstwa. Dokładnie rok później /5 VII 1946 r./ „prezydent” Bierut wprowadził dekretem ścisłą cenzurę w Polsce…

Podziwiające Stalina „elity intelektualne” Zachodu odetchnęły z ulgą. Zapomniały już co im powiedział wielki wizjoner George Orwell /1 IX 1944 r./: „Za nieszczerość i tchórzostwo trzeba płacić. Nie wyobrażajcie sobie że można uprawiać propagandę na rzecz sowieckiego reżimu, a potem powrócić do intelektualnej przyzwoitości”…

Stalinowskiego rządu nie uznały Stolica Apostolska, Hiszpania, Portugalia, Irlandia. Dzięki tym państwom świat musiał przyjąć do wiadomości że „kwestia polska” nie jest zamknięta. Wieczna wdzięczność Polaków!

Od 5 lipca 1945 r. nadciągała nad Polskę stalinowska noc. Tylko żołnierze wyklęci nie tracili nadziei. Sowiecki politruk Bauman nazwie ich „terrorystami”…

Piotr Szubarczyk/nd /5.VII.2013/
/zdj. – Rząd RP na Uchodźstwie – w środku premier Tomasz Arciszewski który powiedział o Jałcie: „Naród polski przyjmuje to jako nowy rozbiór Polski, tym razem dokonany przez sojuszników”

***

ŚMIERĆ NACZELNEGO WODZA

W niedzielę 4 lipca 1943 r. samolot z premierem Rządu RP na Uchodźstwie i Naczelnym Wodzem Polskich Sił Zbrojnych gen. Władysławem Sikorskim spadł do morza krótko po starcie z lotniska na Gibraltarze. Zginął człowiek w którym cała okupowana Polska pokładała nadzieje na wyprowadzenie nas z wojennej opresji. Nadzieje wyrażone w rymowance z wiosny 1940 r.: „Im słoneczko wyżej, tym Sikorski bliżej”…

Można generałowi wiele zarzucić, na przykład „rozprawę z sanacją” w najmniej odpowiednim do tego miejscu i czasie, odsuwanie od służby oficerów „piłsudczyków”. Jednego jesteśmy jednak pewni: był rzecznikiem Polski suwerennej i integralnej terytorialnie, a w polityce uwzględniał nie tylko chłodną kalkulację, ale i uczucia ludzi, którzy mu zawierzyli. To właśnie te uczucia kazały mu postawić Sowietom „nierozsądne” politycznie pytanie: Co się stało w Lesie Katyńskim?… Żądał by Międzynarodowy Czerwony Krzyż zbadał okoliczności i czas zbrodni. Tego Sowietom było za wiele, zerwali stosunki dyplomatyczne z sojusznikiem!

Niestety, także naszym „aliantom” nie podobała się dociekliwość polskiego premiera. Narastał w Ameryce i na Wyspach kult wujka Joe, co właśnie pokonał Niemców pod Stalingradem. Alianci szykowali mu prezent w postaci zatwierdzenia stalinowskiego rozbioru Polski z września 1939 r. Miało to nastąpić na konferencji w Teheranie, o czym Polaków nie informowano! Drugim prezentem będzie przekształcenie Europy Środkowej i Wschodniej w dominium sowieckie.

Generał Sikorski byłby tym planom przeciwny i nie pojechałby do Moskwy, jak jego następca Stanisław Mikołajczyk, z workiem pokutnym na głowie…

I to wszystko co dziś można powiedzieć o przyczynach tzw. katastrofy gibraltarskiej. Reszty dowiedzą się nasi wnukowie po odtajnieniu dokumentów z archiwów brytyjskich. Za następne 70 lat?

Piotr Szubarczyk/nd /4.VII.2013/
/zdj. – premier Władysław Sikorski na Gibraltarze. Zdj. wyk. 4 lipca 1943 r., w dniu śmierci

***

ŻYWIĄ I BRONIĄ

Przed 120 laty w Nowym Sączu powstał Związek Stronnictwa Chłopskiego. Była to pierwsza w Europie partia chłopska. Chłopi polscy odegrali wielką rolę w walce Polaków o świętą Sprawę, czyli niepodległy byt naszego państwa

W czasach Insurekcji Kościuszkowskiej na sztandarach kosynierów pojawiło się hasło „Żywią i bronią”. Do tych słów nawiązywały partie chłopskie, pojawiały się one na sztandarach powstań, na chłopskich kilimach i makatkach. W czasie II wojny światowej taki tytuł nosił biuletyn Batalionów Chłopskich, części sił zbrojnych Polskiego Państwa Podziemnego.

ZSCh powołali do życia bracia Jan i Stanisław Potoczkowie. Byli posłami do austriackiej Rady Państwa w Wiedniu, mieli doświadczenie polityczne. Partia działała przez 15 lat i miała wielkie zasługi dla rozbudzenia patriotyzmu wśród galicyjskich chłopów. Wytyczyła drogę dla polskich partii chłopskich, wiążąc ich działalność na wsi z pracą oświatową i współpracą z Kościołem katolickim.

Potoczkowie współpracowali z czasopismami dla ludu „Wieniec” i „Pszczółka”, z ich animatorem ks. Stanisławem Stojałowskim. Od niego uczyli się solidaryzmu narodowego i upominania się o chłopskie interesy bez naruszania interesów całego narodu. Mottem dla obu pism ks. Stanisława były słowa wieszcza Zygmunta Krasińskiego: „Z polską szlachtą – polski lud”.

Za obrońców spraw chłopskich uważali się po wojnie także sowieccy komuniści. W rzeczywistości nienawidzili polskiego chłopa za jego obronę własności prywatnej i „klerykalizm”, czyli wierność Kościołowi. Powojenna polska wieś była ostoją dla antykomunistycznego podziemia i wiele wycierpiała. W czasach PRL-u można było rozpoznać ubeka /esbeka/ nawet po krótkiej rozmowie o wsi. Nienawidzili „ciemnych” chłopów, tak ich uczono.

Piotr Szubarczyk/nd /3.VII.2013/
/zdj. – hasło polskich chłopów na sztandarze kosynierów krakowskich, wręczonym im przez Tadeusza Kościuszkę 16 sierpnia 1794 r.

***

PANI OSTROBRAMSKA

W sobotę 2 lipca 1927 r. ks. abp Aleksander Kakowski koronował Obraz Matki Bożej Ostrobramskiej – Matki Miłosierdzia, Madonny Wileńskiej. W uroczystościach – które ze względu na rzesze wiernych odbyły się na placu Katedralnym – uczestniczyli wierni z całego kraju, wśród nich Marszałek Józef Piłsudski i prezydent Ignacy Mościcki

Kim była dla Polaków „Panna Święta z Ostrej Bramy” wyjaśniał ówczesny przewodnik po Wilnie: „W sąsiedztwie kościoła św. Teresy znajduje się Kaplica Ostrobramska, mieszcząca Obraz Matki Boskiej, ukochany symbol polskiego Wilna”.

Obraz wyjęto z ołtarza i włożono w feretron. Do koronacji Wizerunku, po renowacji, użyto złotych koron. Te korony zostały później zrabowane przez okupantów. Jednak ani Sowieci, ani Niemcy nie podnieśli ręki na Panią Ostrobramską – Pocieszycielkę Polaków w czasie wojny i w okresie powojennej opresji. Po wojnie Sowieci „ateizowali” miasto, zamieniając kościoły na magazyny. Księży zsyłali do łagrów. Ale nawet bolszewicka łapa zadrżała przed „ateizacją” Ostrej Bramy!

Wizerunek powstał w XVII wieku i wkrótce został wystawiony w Ostrej Bramie. Był dziełem nieznanego artysty. Według tradycyjnego przekazu Matka Boża ma rysy Barbary Radziwiłłówny. Kult szybko się rozwinął, w czasach zaborów rozszerzył się na cały kraj, także za sprawą słynnej Inwokacji z „Pana Tadeusza”. 4 września 1993 r. przed Wizerunkiem modlił się bł. Jan Paweł II.

Obraz osłonięty jest złoconą sukienką, widoczne jest oblicze i skrzyżowane na piersiach dłonie. Odwrócony sierp srebrnego półksiężyca to XIX-wieczne wotum. Dwie korony oznaczają Królową Niebios i Królową Polski. W kaplicy znajdują się wota dziękczynne, wśród nich tabliczka Józefa Piłsudskiego: „Dzięki Ci, Matko, za Wilno”…

Wspomnienie liturgiczne Matki Bożej Miłosierdzia przypada 16 listopada

Piotr Szubarczyk/nd /2.VII.2013/
/zdj. – bliskość Pani Ostrobramskiej porusza wiernych. Niektórzy przybywają więc przed ołtarz z Wizerunkiem na kolanach

***

RZECZPOSPOLITA OBOJGA NARODÓW

Środa 1 lipca 1569 r. była jednym z najważniejszych dni w dziejach Polski. Na mocy unii lubelskiej powstała Rzeczpospolita Obojga Narodów – jedno z najpotężniejszych państw tamtego świata – unia Polski /Korony/ i Wielkiego Księstwa Litewskiego, państwo demokracji szlacheckiej, monarchia elekcyjna – od 3 maja 1791 r. monarchia konstytucyjna i jednolite państwo

Rzeczpospolita Obojga Narodów rozciągała się w XVI w. na obszarze prawie miliona kilometrów kwadratowych, większym niż dzisiejsze Niemcy i Francja razem wzięte!

Rzeczpospolita – Res Publika – była dobrem wspólnym Polaków /około 60 proc. jej mieszkańców/, Litwinów /około 10 proc./, Rusinów, Niemców, Żydów, Ormian i innych narodowości. Dokumenty urzędowe ważne były po polsku i po łacinie, ale też po niemiecku, po rusku, hebrajsku i ormiańsku. Ta wspólnota żyła zgodnie dzięki wzajemnemu poszanowaniu.

To dlatego Żydzi, prześladowani w innych krajach, znaleźli tu azyl. To dlatego, mimo dominującej religii katolickiej, nasi królowie mówili że nie są władcami sumień swoich poddanych. To dlatego dewizą państwa były słowa św. Pawła: „Si Deus nobiscum, quis contra nos”? /Jeżeli Bóg jest z nami – któż przeciw nam?/. Od XVIII w. wskazywano na cele dla których trzeba poświęcić dobro osobiste: „Pro fide, lege et rege” /Za wiarę, prawo i króla/.

Utraciliśmy Rzeczpospolitą w wyniku rozbiorów dokonanych przez sąsiadów. Ostatnią próbą jej odzyskania w dawnym kształcie było Powstanie Styczniowe. Do końca świata trwać będą spory, na ile zawinili sami obywatele Rzeczypospolitej – zaniedbaniami i prywatą – a na ile żarłoczność sąsiadów, którzy stworzyli wtedy państwa zmilitaryzowane, rządzone despotycznie.

Polska jaka dziś jest każdy widzi. Nie traćmy nadziei że będzie w pełni suwerenna i sprawiedliwa. Trzeba wielkiej pracy i zawierzenia Bogu, bo Si Deus nobiscum, quis contra nos?

Piotr Szubarczyk/nd /1.VII.2013/
/zdj. – herb Rzeczypospolitej Obojga Narodów; na czterech polach o czerwonym tle podwójne wizerunki Orła Białego – znaku Polski /Korony/ – i Pogoni – znaku Litwy

***

ZBRODNIA W LESIE BRZASK

W roku 1940, kiedy Sowieci mordowali naszych oficerów i więźniów politycznych w Katyniu, Twerze i Charkowie oraz w więzieniach kresowych, Niemcy urządzili w tzw. Generalnym Gubernatorstwie akcję AB – zbiorowe zabójstwa polskiej inteligencji i osób podejrzewanych o udział w ruchu oporu

Zbieżność zbrodni w czasie, w obu zonach okupacyjnych, wynikała prawdopodobnie z uzgodnień niemiecko-sowieckich, na podstawie tajnego protokołu do układu granicznego z 28 września 1939 r. /II pakt Ribbentrop-Mołotow/

Hans Frank, namiestnik Hitlera na GG, uznał że celem akcji AB jest „przyspieszona likwidacja buntowniczych polityków głoszących opór i innych osobników politycznie podejrzanych”. Uzasadnienie Berii dla Zbrodni Katyńskiej było podobne…

Jedną z najpodlejszych zbrodni w ramach akcji AB było zamordowanie w lesie Brzask, niedaleko Skarżyska-Kamiennej, 760 Polaków z terenu województwa kieleckiego. Stało się to 29 czerwca 1940 r. Już wcześniej, w lutym, Niemcy zamordowali pod Skarżyskiem, w lesie Bór, 360 Polaków.

Zbrodni w Brzasku dokonała specjalna jednostka SS która wywoziła Polaków na śmierć ze szkoły powszechnej w Skarżysku przy ul. Konarskiego oraz ze szkoły na Bzinie. Nie było wyroków, „sędziami” byli esesmani. Scenariusz jak w Lesie Katyńskim: dowożenie ciężarówkami w grupach, strzały nad dołami śmierci. Wśród zamordowanych byli m.in. Stanisław Krawczyński – lekarz, poseł na sejm RP, Wiktor Kwiatkowski – komendant „Strzelca” ze Starachowic, dh Kazimierz Wrona – instruktor harcerski z Opatowa, Michał Pawlik – kierownik szkoły ze Starachowic, Feliks Renner – notariusz z Iłży, oficerowie i żołnierze Wojska Polskiego, zaangażowani w konspirację niepodległościową.

Na miejscu zbiorowej mogiły w podskarżyskim lesie stoi dziś pomnik z orłem. Pomódlmy się kiedyś w tym miejscu.

Piotr Szubarczyk/nd /29.VI.2013/
/zdj. – pomnik zamordowanych Polaków w lesie Brzask z inskrypcją: „Przechodniu, powiedz Polsce: tu leżym Jej syny; posłuszni i wierni do ostatniej godziny”…

***

POWSTANIE POZNAŃSKIE

Po latach sowieckiego terroru, po śmierci tysięcy patriotów społeczeństwo polskie wydawało się spacyfikowane. Terroru powszechnego nie powstrzymała nawet śmierć sowieckiego tyrana Stalina w 1953 r.

Wielki protest pod hasłem „Chleba i wolności!” rozpoczął się w Poznaniu 28 czerwca 1956 r. To był Czarny Czwartek. Na ulicach pojawiły się czołgi dowodzone przez gen. Stanisława Popławskiego – sowieckiego agenta, przywiezionego do Polski w roku 1944, „weterana” wojny 1920 r. po… stronie wroga!

Protest rozpoczęli robotnicy zakładów Hipolita Cegielskiego /wtedy Stalina!/ – polskiego przemysłowca i patrioty z czasów zaboru pruskiego. Robotnicy zgłaszali postulaty socjalne, jednak na ulicy pojawił się transparent oddający pragnienie wszystkich Polaków: „Precz z ruską demokracją!”.

Powstańcy zajmowali gmachy publiczne, rozbili więzienie przy ul. Młyńskiej, zaatakowali gmach znienawidzonego wojewódzkiego UB. Zdobywali broń w komisariatach MO, wielu żołnierzy i milicjantów jawnie im sprzyjało.

Komuniści wysłali do Poznania aparatczyków: Cyrankiewicza i Gierka. Na przemian straszyli i obiecywali. Dziś chcą stawiać Gierkowi pomniki! Ten człowiek 20 lat później zmieni konstytucję PRL-u: „wieczna przyjaźń” z Sowietami i wieczne rządy PZPR! Do historii przeszły słowa Cyrankiewicza, jak to władza „ludowa” „odrąbie rękę” przeciwnikom. To była nowa targowica!

W pacyfikacji uczestniczyło 10 tys. wojska i bezpieki, 420 czołgów, działa i transportery. W dniach 28-29 czerwca zginęło w Poznaniu ponad 70 osób, kilkaset było rannych, prawie 700 aresztowano, wiele skazano na więzienie.

Jednak ludzie w całej Polsce podnieśli się. Było to także zwycięstwo polskiego interreksa Stefana kardynała Wyszyńskiego, który wkrótce pojawi się na Jasnej Górze, by ślubować Maryi w imieniu całego narodu.

Piotr Szubarczyk/nd /28.VI.2013/
/zdj. – Poznań czwartek 28 czerwca 1956 r., Polacy – mężczyźni, kobiety i dzieci – wspinają się znów ku wolności

***

OBJAWIENIA GIETRZWAŁDZKIE

Gietrzwałd to wieś w południowej części województwa warmińsko-mazurskiego, 20 km od Olsztyna. W roku 1877 stała się znana najpierw wśród Polaków, a potem w całym katolickim świecie. W środę, 27 czerwca tamtego roku, Matka Boża objawiła się tu dwu dziewczynkom: 13-letniej Justynie i 12-letniej Barbarze. Dziewczynki pochodziły z niezamożnych, polskich, katolickich rodzin

Według relacji Justyny i Barbary Matka Boża wezwała do codziennego odmawiania Różańca i do gorliwej modlitwy, która położy kres prześladowaniom Kościoła w Polsce, przywróci kapłanów osieroconym parafiom na Warmii, skąd władze usunęły polskich duszpasterzy.

Prusacy odnosili się do objawień z najwyższą niechęcią i wrogością. Był to czas prześladowania polskiego Kościoła katolickiego – z jednej strony przez Rosjan, jeszcze w ramach represji po Powstaniu Styczniowym /kilka lat wcześniej wojsko rosyjskie zamordowało 13 męczenników podlaskich/, z drugiej strony przez pruski antykatolicki kulturkampf kanclerza Ottona von Bismarcka. Jego apogeum przypadło właśnie w tym czasie.

Gietrzwałd stał się natychmiast celem pielgrzymek Polaków ze wszystkich dzielnic. Objawienia trwały do 16 września 1877 r. Umocniły wiarę i zawierzenie Maryi – na Warmii i w całej Polsce.

Obecnie przybywa tam co roku około miliona pielgrzymów. W roku 1967 Prymas Tysiąclecia Stefan kardynał Wyszyński koronował wizerunek Matki Bożej Gietrzwałdzkiej. W roku 1970 Papież Paweł VI nadał kościołowi Narodzenia NMP w Gietrzwałdzie tytuł bazyliki mniejszej. Warto pamiętać że ten kościół był od wieków miejscem kultu Maryi. Otrzymał swoje wezwanie już w XVI wieku. Zaraz po objawieniach, jeszcze w roku 1877, powstała kapliczka wotywna św. Józefa.

Na 100-lecie objawień Kościół ostatecznie potwierdził ich autentyczność i treść. Rok później Biskupem Rzymu został kardynał Karol Wojtyła.

Piotr Szubarczyk/nd /27.VI.2013/
/zdj. – obraz Matki Bożej w bazylice Narodzenia NMP w Gietrzwałdzie

***

KRÓL PRZEMYSŁ II

26 czerwca 1294 r. ksiądz arcybiskup Jakub Świnka koronował w Gnieźnie księcia Przemysła II na króla Polski. Miało to wielkie znaczenie dla Królestwa Polskiego /Regnum Poloniae/, rozdartego od czasu śmierci Bolesława Krzywoustego, zagrożonego w swym istnieniu. Po kanonizacji św. Stanisława /1253 r./ mówiono że zrośnie się ono tak jak w cudowny sposób zrosły się członki zamordowanego biskupa

Ksiądz arcybiskup Jakub Świnka, uważany przez historyków za jedną z najwybitniejszych postaci polskiego średniowiecza, był wielkim orędownikiem zjednoczenia rozbitego królestwa Polaków. Arcybiskup gnieźnieński w latach 1283-1314 blisko współpracował zarówno z księciem Przemysłem, jak i później z Władysławem Łokietkiem, choć nie doczekał już jego koronacji /1320 r./

Większość Polaków uważa że pierwszym koronowanym królem Polski, po okresie rozbicia dzielnicowego, był Władysław Łokietek. Nie zapominajmy jednak o królu Przemyśle II. Piękna lecz tragiczna postać. Zaledwie 8 miesięcy po koronacji został zamordowany w Rogoźnie /dziś powiat obornicki/ – podczas próby porwania go, z rozkazu margrabiów magdeburskich, niezadowolonych z umocnienia się Królestwa Polskiego i perspektywy jego pełnego zjednoczenia. Przemysł toczył wcześniej z Marchią Brandenburską zwycięskie boje. Zjednoczył Wielkopolskę i przyłączył do swego królestwa Pomorze Gdańskie /na podstawie układu w Kępnie/. Królestwo Przemysła II miało na swoim terytorium siedzibę metropolii gnieźnieńskiej /także diecezji poznańskiej/, było więc świetnym punktem wyjścia do pełnego zjednoczenia naszego państwa.

Król Przemysł II wart jest naszej pamięci jeszcze z jednego powodu: na rewersie jego pieczęci majestatycznej, królewskiej /1295 r./ widzimy wizerunek Orła Piastowskiego, który jest archetypem obecnego godła Rzeczypospolitej Polskiej.

Piotr Szubarczyk/nd /26.VI.2013/
/zdj. – Orzeł Piastowski na pieczęci majestatycznej Przemysła II

***

CZERWIEC 1976

Tak nazwano falę protestów które przeszły przez Polskę pod koniec czerwca 1976 r., po ogłoszeniu przez władze drastycznych podwyżek cen. A niektóre sięgały 70 procent!

Kończył się „cud gospodarczy” Edwarda Gierka /do którego dziś tęsknią pogrobowcy PRL-u/ fundowany na zachodnich kredytach. Podwyżki uzasadniono potrzebą „zmiany struktury cen” i „wzrostem cen na rynkach światowych”. W rzeczywistości chodziło o niewydolność gospodarki typu sowieckiego. Pomysłowość w okłamywaniu Polaków była nieskrępowana, krytykę eliminowała cenzura

W tej sytuacji trzeba było protestować. Za protestami szły jednak dotkliwe represje. W ramach „przygotowań” do wprowadzenia podwyżek komuniści przygotowali wolne miejsca w więzieniach i aresztach…

25 czerwca zastrajkowało 97 zakładów produkcyjnych w Radomiu, Ursusie i Płocku. Komuniści brutalnie spacyfikowali strajki. Najostrzej zareagowali mieszkańcy Radomia, wychodząc na ulice miasta. Podpalili budynek komitetu PZPR – tak jak gdańszczanie 6 lat wcześniej. Bezpieka i milicja urządziły „chuliganom” tzw. ścieżki zdrowia, czyli bicie pałami przez ustawionych w szpalerze milicjantów, zachęcanych do aktywności przy pomocy wódki i środków odurzających. Po roku 1990 żaden z nich nie został ukarany.

Opieki duszpasterskiej nad protestującymi podjął się Sługa Boży ks. Roman Kotlarz. Aresztowany i pobity przez SB zmarł w niewyjaśnionych okolicznościach 18 sierpnia 1976.

Czerwiec 1976 pokazał że gospodarki typu sowieckiego nie da się reanimować. To wtedy funkcjonariusze PZPR zaczęli rozmyślać jak… wprowadzić kapitalizm i jak zostać… kapitalistą. Po Czerwcu przyszedł Sierpień, po nim stan wojenny, a potem „konsensus” i „transformacja” którą prof. Alain Besançon, francuski socjolog, nazwał przejściem od komunizmu do „świńskiego kapitalizmu”…

Piotr Szubarczyk/nd /25.VI.2013/
/zdj. – pierwsza gierkowska kartka na cukier, z lipca 1976 r., nawiązywała do najgorszych tradycji polski sowieckiej, z okresu jej narodzin. W tym systemie zawsze czegoś brakowało, kiedy na świecie problemem była nadprodukcja…

***

JAK MORDOWANO CHŁOPCÓW ŻUBRYDA

Historia polskich żołnierzy wyklętych zawiera wydarzenia obok których nie można przejść obojętnie. Do dziś wywołują głębokie wzruszenie, łzy i bezradny protest

W niedzielę 24 czerwca 1946 roku na stadion w Sanoku spędzono dzieci i młodzież z nauczycielami na ubeckie widowisko. Na środku boiska stała szubienica. Po jakimś czasie na stadion wjechał odkryty samochód z dwoma więźniami NKWD-UB, 20-letnimi partyzantami z oddziału mjr. Antoniego Żubryda, który działał na tym terenie – Władysławem Kudlikiem i Władysławem Skwarcem. Chłopcy byli tak strasznie pobici że nie mogli ustać na własnych nogach. Dwa dni wcześniej zostali skazani na śmierć, jako „bandyci”, przez ubecki „sąd doraźny”

Samochód podjechał pod szubienicę. Ubecki kat założył chłopcom pętle na szyje i samochód ruszył. Przez stadion przeszedł jęk przerażonej młodzieży.

„Spektakl” został „wyreżyserowany” przez enkawudzistów. Szubienica i samochód to ulubiona sowiecka metoda zabijania „wrogów ludu”.

14-letni wówczas uczeń Romek Bańkowski zapamiętał na całe lata: „Ci chłopcy, jak widziałem, byli zbici i zmaltretowani /…/, już się zacisnęły pętle na ich szyjach. Gazik ruszył, zawiśli na szubienicy, okręcając się kilka razy wokół swej osi”.

Kilka dni później w ten sam sposób enkawudowsko-ubeccy bandyci zamordowali chor. Henryka Książka. Jego ciało dla postrachu pozostawili na szubienicy do końca dnia. Zachowywali się dokładnie tak samo jak gestapo w czasie wojny. Przebrany za chłopa, ryzykując życiem, mjr Żubryd przyszedł pod szubienicę by pożegnać swego żołnierza.

Tropiąc zakonspirowanego majora NKWD-UB postanowiło aresztować jego syna Janusza. Janusz miał wtedy… 5 lat. Przeszedł do historii jako najmłodszy więzień polityczny…

Pamiętajmy o Panu Majorze, o jego młodych żołnierzach i o jego synu.

Piotr Szubarczyk/nd /24.VI.2013/
/zdj. – Stadion Wierchy w Sanoku – miejsce egzekucji Władysława Skwarca i Władysława Kudlika

***

MARSZE ŚMIERCI

W niedzielę 22 czerwca 1941 r. Niemcy uderzyły na Związek Sowiecki – swego sojusznika, z którym w sierpniu 1939 r. zaplanowały wojnę, zabór ziem sąsiednich państw i eksterminację ich ludności

Obecnie w Rosji prowadzi się politykę historyczną która za początek II wojny światowej uznaje nie rok 1939 i agresję na Polskę lecz właśnie „wielką wojnę ojczyźnianą” rozpoczętą w czerwcu 1941

Co było przedtem? „Wydarzenia poprzedzające wojnę”!

Ta polityka pomija milczeniem ohydne zbrodnie sowieckie – na Polakach i przedstawicielach innych narodowości – popełnione w chwili niemieckiego uderzenia. NKWD zamiast osłaniać bezładny odwrót sowiecki zajęło się mordowaniem więźniów politycznych z więzień na polskich Kresach.

To były zbrodnie o jakich świat przedtem nie słyszał. Ludzi uśmiercano uderzeniami młotka w tył głowy, trucizną, zamurowywano żywcem, spędzonych na dziedzińce więzienne zabijano z karabinów maszynowych. Doszło do marszów śmierci, przy których bledną drastyczne opisy marszów japońskich czy ewakuacji niemieckich obozów koncentracyjnych.

Sowieci zdążyli wymordować większość więźniów na terenie Wileńszczyzny, tzw. zachodniej Białorusi i zachodniej Ukrainy, choć czołówki niemieckie deptały im po piętach. W więzieniach sowieckiego obszaru okupacyjnego Polski przebywało około 40 tysięcy więźniów, zamordowano około 35 tysięcy.

Szacuje się że łączna liczba polskich ofiar tych strasznych dni – wynik sowieckich zbrodni i niemieckiego ataku – to około 80 tysięcy!

Tak zaczynała się dla nas sowiecka „wielka wojna ojczyźniana”.

Piotr Szubarczyk/nd /22.VI.2013/

***

PROCES SZESNASTU

21 czerwca 1945 r. w Moskwie zapadł wyrok w procesie 16 przywódców Polskiego Państwa Podziemnego, porwanych w marcu z Pruszkowa

Wysłannik prezydenta Harry Trumana do Moskwy, Harry Hopkins, depeszował by nie protestować bo… Stalin obiecał mu że wyroki będą łagodne

Historycy sugerują że Hopkins był idiotą. Niestety było jeszcze gorzej. Amerykanie i Brytyjczycy oddawali właśnie wiernego sojusznika pod sowiecką kuratelę, przekształcając Polskę w dominium sowieckie

Stalin zabiłby polskich przywódców od razu, ale to byłoby niepoprawne politycznie. Wiedział że może to zrobić później. Sowieci zamordowali więc gen. Leopolda Okulickiego, ostatniego komendanta głównego Armii Krajowej, i wicepremiera Jana Stanisława Jankowskiego w więzieniu – zanim odbyli karę.

W moskiewskiej „Prawdzie” i w londyńskim „Timesie” zamieszczono tego samego dnia antypolskie komentarze. „Prawda”: „Naród radziecki przywitał z zadowoleniem wyrok /…/. Cios wymierzony polskiemu ruchowi nielegalnemu jest ciosem wymierzonym planom i zamiarom wszystkich wrogów pokoju”. „Times”: „Nie ma w tych zeznaniach nic co by zdziwiło tych którzy śledzili z niepokojem antysowiecką działalność polskich agentów tutaj i za granicą”!

Ponad tłum zachodnich pismaków, zafascynowanych Stalinem, szydzących z naszej tragedii, wybijał się głos wielkiego pisarza Georgea Orwella, autora „Roku 1984”. W przesłaniu do brytyjskiej inteligencji /1944/ napisał: „Nawet nie myślcie że przez lata będziecie służalczo lizać buty sowieckiego reżimu i nagle znowu powrócicie do duchowej godności”! O procesie moskiewskim mówił wprost: „Polacy zostali oskarżeni o to że usiłowali zachować niepodległość własnego państwa”. Nikt nie słuchał Orwella. Dwa tygodnie później alianci przestali uznawać legalny rząd RP.

Piotr Szubarczyk/nd /21.VI.2013/
/zdj. – niedawni sojusznicy, teraz – według „Timesa” – „polscy agenci”! Polscy przywódcy pod strażą NKWD na „procesie” w Moskwie

***

ZBRODNIA W GLINCISZKACH

To była zbrodnia litewskich kolaborantów Hitlera na mieszkańcach polskiej wsi Glinciszki na Wileńszczyźnie. Pociągnęła za sobą polski odwet na litewskiej wsi Dubinki. Dziś Litwini mówią tylko o Dubinkach. To ich „polityka historyczna”

20 czerwca 1944 r. litewski oddział pomocniczy policji niemieckiej zamordował 38 Polaków – mieszkańców Glinciszek. Litwini napadli na wieś w czasie kiedy mężczyźni byli w pracy. Zabijali kobiety i dzieci…

Ofiarami zbrodni byli: Salomea Bałendowa /lat 46/, Irena Bałendówna /lat 15/, Teresa Bałendówna /lat 3/, Wanda Bałendówna /lat 21/, Paweł Bitowt /lat 33/, Mikołaj Dubieniecki, Jankowski, Józef Klukowski /lat 36/, Władysław Komar /lat 34/ – ojciec późniejszego mistrza olimpijskiego, Ludmiła Koneczna /lat 40/, Jarek Koneczny /lat 14/, Józef Koneczny /lat 40/, Bogusław Łukasik /lat 5/, Helena Łukasikowa /lat 33/, Władysław Mackiewicz /lat 20/, Maria Matalańcowa /lat 22/, Irena Matalańcowa /lat 3/, Antoni Mieżaniec /lat 17/, Jadwiga Nowicka /lat 24/, Władysława Nowicka /lat 5/, Romejko, Mieczysław Sobolewski /lat 22/, Michał Stankiewicz /66/, Apolonia Stankiewiczowa /63/, Maria Szalkowska /21/, Wacław Szalkowski /lat 24/, Aleksander Szewiel /lat 12/, Marian Szewiel /lat 10/, Felicja Szewielowa /lat 43/, Karol Szymyniec, Konstancja Wenclawska, Feliks Wenclawski, Konstanty Wenclawski /lat 8/, Joanna Wiszkielowa /lat 78/, Longin Zienkiewicz /lat 35/ i Józef Żytliński /lat 16/.

Dowódca 5 Wileńskiej Brygady AK, mjr Zygmunt Szendzielarz „Łupaszka” przeprowadził akcję odwetową bez zgody dowództwa, zastrzelono 23 czerwca /w dniu pogrzebu ofiar z Glinciszek/ 27 mieszkańców litewskiej wsi Dubinki.

Jeżeli dziś próbuje się sądzić tylko za Dubinki, a o Glinciszkach się zapomina – to nie jest pamięć, lecz kłamstwo.

Piotr Szubarczyk/nd /20.VI.2013/
/zdj. – odnowiony przez Polaków cmentarz w Glinciszkach, z mogiłami ofiar policji litewskiej

***

ŚMIERĆ DELEGATA RZĄDU

Jan Piekałkiewicz był ekonomistą. Pasjonowała go statystyka i ekonometria, planowanie rozwoju gospodarczego państwa. Był członkiem Międzynarodowego Instytutu Statystycznego. Jako młody naukowiec odegrał ważną rolę w przeprowadzeniu pierwszego spisu powszechnego odrodzonej Polski /1921/

Zajmował się polityką, był przedstawicielem ruchu ludowego. Nie spodziewał się że kiedyś zostanie wysokim przedstawicielem rządu RP, który będzie się musiał ukrywać przed wrogiem w… Warszawie

Od 5 sierpnia 1942 r. był delegatem Rządu na Kraj. W strukturze Polskiego Państwa Podziemnego była to bardzo ważna funkcja. Odpowiednik wicepremiera rządu – tyle że niejawnego, zakonspirowanego, zagrożonego codziennie aresztowaniem i śmiercią.

Jako delegat przeciwstawiał się próbom dzielenia obywateli Polski przez wrogów. Dokumentował zbrodnie, zatwierdził Radę Pomocy Żydom „Żegota”, piętnował wszelkie przejawy kolaboracji, zapowiadał kary dla zdrajców i kolaborantów po wojnie. Walkę z wrogiem, nie tylko żołnierską, ale i cywilną, uznawał za obowiązek każdego obywatela rozdartego kraju. Okupację uważał za stan przejściowy. Był człowiekiem wielkiego ducha, o czym świadczą jego oświadczenia i odezwy publikowane w prasie konspiracyjnej.

Aresztowany przez Niemców 19 lutego 1943 r., był przesłuchiwany i torturowany na Pawiaku i w siedzibie gestapo w alei Szucha. Gehenna trwała cztery miesiące, został zamordowany przed 70 laty – 19 czerwca 1943 r.

Następcą Jana Piekałkiewicza na stanowisku delegata Rządu był Jan Stanisław Jankowski – „osądzony” przez Sowietów w Moskwie i zamordowany w więzieniu we Włodzimierzu nad Klaźmą /1953/.

Piotr Szubarczyk/nd /19.VI.2013/
/zdj. – Jan Piekałkiewicz /19 IX 1892 r. – 19 VI 1943 r./, delegat Rządu RP na Kraj w okresie 5 VIII 1942 r. – 19 II 1943 r.

***

POTĘPIENI”, NIE OSĄDZENI

Przed 15 laty sejm RP powziął uchwałę „w sprawie potępienia totalitaryzmu komunistycznego”. Rzadko kto przywołuje dziś tę uchwałę, bo nie ma się czym chwalić. Deklarowane przez posłów cele – „budować polską wolność i demokrację na fundamencie prawdy” oraz „oddać cześć bohaterom i osądzić przestępców” – nie zostały zrealizowane. Zwłaszcza ten drugi. Polska po roku 1989 nie przeprowadziła dekomunizacji i nie ukarała sowieckich kolaborantów – nawet tych najbardziej znanych, mających polską krew na rękach. Polski „fundament prawdy” jest ulepiony z gliny

Uchwałę z 18 czerwca 1998 r. opublikowano w Monitorze Polskim z roku 1998, nr 20, poz. 287. Warto ją przypominać funkcjonariuszom państwowym i samorządowym.

Podczas głosowania ujawniła się rozbieżność w ocenie systemu zniewalającego Polskę po wojnie. Posłowie z SLD /następcy PZPR/ i z PSL /następcy ZSL/ byli przeciw lub wstrzymali się od głosu. Tylko 4 posłów z obu tych partii /na 174 głosujących!/ poparło treść uchwały!

Przeciw uchwale głosował też poseł „solidarnościowy” /!/ Jacek Kuroń – kreowany dziś na bohatera narodowego!

1 maja 2012 r. przez Warszawę przeszedł pochód „lewicy”. Na czele szli byli funkcjonariusze PZPR z transparentem ukazującym zbrodnicze emblematy sowieckie i towarzysza MELS-a /portrety Marksa, Engelsa, Lenina i Stalina/. Jedynie Stalina zastąpił Trocki. Na naszych oczach narodził się nowy towarzysz: MELT! Obok szli policjanci „wolnej Polski” by chronić towarzyszy przed „nacjonalistami” i „kibolami”. I to wszystko w kraju doświadczonym krwawo przez komunizm!

Przy okazji prowokacyjnego marszu rosyjskich kibiców przez Warszawę podczas Euro 2012 dowiedzieliśmy się że w Polsce nie ma zakazu paradowania z emblematami sowieckimi! Trybunał Konstytucyjny zezwolił na to – na wniosek SLD!

Piotr Szubarczyk/nd /18.VI.2013/
/zdj. – polska „dekomunizacja”, czyli 1 maja 2012 r. w Warszawie. Na Powązkach, pod dawnym śmietnikiem, leżą w dołach polscy bohaterowie, którzy walczyli z sierpem i młotem

***

BRAT ALBERT

17 czerwca w kalendarzu liturgicznym przypada wspomnienie św. Brata Alberta – Adama Chmielowskiego. Był malarzem i krytykiem sztuki. Urodzony w Igołomi k. Miechowa /20 sierpnia 1845/, zmarł w Krakowie /25 grudnia 1916/. Beatyfikowany /1983/ i kanonizowany /1989/ przez bł. Jana Pawła II, który poświęcił mu swój dramat „Brat naszego Boga” /1944-1950/

W dzieciństwie odumarli go rodzice, stąd jego wrażliwość na krzywdę dziecka i ubogiego. Studiował w Instytucie Rolniczo-Leśnym w Puławach, stamtąd poszedł do Powstania Styczniowego. 30 września 1863 r. został ranny w bitwie pod Mełchowem. Amputowano mu nogę, miał wtedy 18 lat.

Po uwolnieniu z więzienia wyjechał do Paryża, studiował malarstwo. Ukończył też Akademię Sztuk Pięknych w Monachium. Jako malarz czerpał natchnienie z głębokiej wiary. Mówiono o nim „polski Fra Angelico”. Fascynowała go duchowość św. Franciszka z Asyżu.

Przeniósł się do Krakowa. Sprzedawał obrazy i wspierał ubogich. Jego pracownia stała się przytułkiem. W 1887 r. został tercjarzem, przyjął imię brat Albert. Rok później złożył śluby na ręce ks. kard. Albina Dunajewskiego. To był początek Zgromadzenia Braci III Zakonu św. Franciszka Posługujących Ubogim, czyli albertynów. Przejęło ono krakowskie ogrzewalnie dla ubogich. Wspierająca brata Alberta siostra Bernardyna Jabłońska była pierwszą albertynką.

Albertyni formowali się duchowo w domach pustelniczych, zwłaszcza w samotni na Kalatówkach.

Święty Brat Albert miał szczególny dar miłości bliźniego. Mimo kalectwa zakładał nowe przytuliska, sierocińce dla dzieci i młodzieży, domy dla starców i nieuleczalnie chorych oraz kuchnie ludowe.

Umarł w opinii świętości w przytułku dla mężczyzn który uważał za swój dom i dom swoich pokrzywdzonych współbraci. Patron ubogich i artystów, kochany przez młodego Karola Wojtyłę, poprowadził go do kapłaństwa i do Rzymu.

Piotr Szubarczyk/nd /17.VI.2013/
/zdj. – święty Brat Albert ukazywany jest w ikonografii w szarobrązowym płaszczu zakonnym. Ramieniem otacza człowieka ubogiego. Na obrazie Leona Wyczółkowskiego przytula do siebie dziecko

***

„WYZWOLENI” I OBRABOWANI

Prawdziwą zmorą dla Polaków w latach 1944-46 były gwałty i rabunki dokonywane przez oddziały sowieckie – najpierw podczas „wyzwalania”, potem podczas powrotu na wschód. Bolszewikom przydawało się wszystko: rowery, zegarki, klamki do drzwi, kury, krowy i konie, pędzone po kilkaset kilometrów, aż padły

Zdaniem prof. Bogdana Musiała, sowiecka gospodarka w pierwszej dekadzie po wojnie opierała się na zagrabionym podczas „wyzwalania” majątku – głównie niemieckim, ale także polskim

W pomorskim Starogardzie któregoś dnia w całym mieście zgasło światło. To Sowieci rozpoczęli grabież XIX-wiecznego młyna na Wierzycy. Przerażeni aparatczycy PPR-u, obserwując reakcję mieszkańców miasta, interweniowali aż w Warszawie! Miasto przed wojną było polskie więc nie chodziło o „zdobycze wojenne” na Niemcach. Zresztą dla sowieciarzy cała Polska też była „trofiejna”.

W walce z rabusiami – zarówno regularnymi oddziałami jak i bandami maruderów – duży udział mieli żołnierze konspiracji antykomunistycznej. Partyzanci mjr. Franciszka Jaskulskiego „Zagończyka” często uczestniczyli w akcjach przeciw czerwonoarmistom. W maju 1946 r. pospieszyli na pomoc mieszkańcom Zwolenia, rabowanym z prywatnego mienia przez sołdatów. Ruszyli za pospiesznie wycofującymi się sowieciarzami, którzy obładowani zrabowanym dobrem nie potrafili się bronić, więc porzuciwszy mienie i broń, uciekli do lasu, gdzie mieli obóz.

Do jednej z najkrwawszych bitew z sowieckimi rabusiami doszło 15 czerwca 1946 r., także pod Zwoleniem. Partyzanci „Zagończyka” maszerowali właśnie na Kozienice, by odbić tam więźniów politycznych NKWD-UB. Doszło do starcia z silnym oddziałem regularnych wojsk sowieckich zajmującym się rabunkami. W walce z polskimi partyzantami poległo 60 czerwonoarmistów.

Piotr Szubarczyk/nd /15.VI.2013/
/zdj. – Franciszek Jerzy Jaskulski „Zagończyk” – oficer AK i WiN-u, dowódca Związku Zbrojnej Konspiracji /ZZK/ w rejonie Radom – Kielce, został skazany przez komunistow na śmierć i zamordowany w kieleckim więzieniu 19 II 1947 r. Miał 33 lata

***

ZNISZCZYĆ WSZYSTKICH POLAKÓW

14 czerwca, na pamiątkę przybycia do Auschwitz pierwszego transportu więźniów politycznych – 728 Polaków, obchodzimy z ustanowienia sejmu Narodowy Dzień Pamięci Ofiar Nazistowskich Obozów Koncentracyjnych. Ta rocznica każdego roku przypomina jak zaczęła się historia KL Auschwitz wzniesionego jako obóz zagłady dla Polaków

Pociąg z Tarnowa wjechał na rampę Auschwitz w piątek, 14czerwca, 1940 roku. Nastroje były fatalne, tego dnia Niemcy wkroczyli do Paryża. Polskie nadzieje, pokładane we Francji, legły w gruzach

Z uchwały sejmu RP z 8 czerwca 2006 r.: „Sejm Rzeczypospolitej Polskiej składa hołd pamięci wszystkim ofiarom nazistowskich zbrodni. Łączymy się w uczuciach ze słowami Papieża Benedykta XVI o nauce która dla przyszłości ludzkości płynie z miejsca gdzie nienawiść do ludzi doszła do swych najdalszych granic /…/ Sejm RP ustanawia Narodowy Dzień Pamięci Ofiar Nazistowskich Obozów Koncentracyjnych”.

Byłoby roztropniej gdyby sejm ustanowił narodowy dzień pamięci ofiar niemieckich obozów zagłady, a nie „nazistowskich”. Auschwitz-Birkenau pracował pełną parą na rzecz gospodarki niemieckiej i był państwowym koncernem przemysłowym zbudowanym przez niemieckie państwo.

15 marca 1940 r. na zebraniu komendantów obozów w okupowanej Polsce Heinrich Himmler powiedział: „Wszyscy fachowcy polskiego pochodzenia mają być wykorzystani w naszym przemyśle wojennym. Później Polacy znikną ze świata. /…/ Godzina każdego Niemca się zbliża. Dlatego jest rzeczą konieczną by wielki naród niemiecki widział swe główne zadanie w zniszczeniu wszystkich Polaków”. Wbrew tym słowom Auschwitz jest dziś często wykorzystywany w propagandzie „europejskiej” przeciw Polakom, których zrównuje się z „nazistami”!

Piotr Szubarczyk/nd /14.VI.2013/
/zdj. – pierwszy transport polskich więźniów do KL Auschwitz przybył z Tarnowa

***

SZARŻA POD ROKITNĄ

Każdy Polak słyszał o polskiej szarży pod Somosierrą. O szarży pod Rokitną wie niewielu. Ułani z II Brygady Legionów Polskich szarżujący w południe 13 czerwca 1915 r. na rosyjskie pozycje pod Rokitną na granicy Austro-Węgier i Rosji też nie wiedzieli że właśnie przechodzą do legendy polskiej kawalerii. A dowodził nimi potomek szwoleżera spod Somosierry!

Ułan Stanisław Rostworowski wspominał: „Rozwiały się szare ułanki od pędu, zacisnęły silniej dłonie na gardach pałaszy, zabłysnęły oczy radością. Więc w końcu upragniona chwila nadeszła! /…/ Co nam kule, co strzały – my jedziem, polska kawaleria!”.

Atak był tak gwałtowny że wprowadził Rosjan w osłupienie. W ciągu 3 minut z 63 ułanów 2 szwadronu 16 poległo, a 21 było ciężko rannych. Pozycje rosyjskie zostały jednak przełamane, co miało wielkie znaczenie propagandowe dla sprawy polskiej. Z sześciu oficerów dowodzących 2 szwadronem przeżył tylko ciężko ranny ppor. Marian Fąfara. Polegli: dowódca rtm. Zbigniew Dunin-Wąsowicz, ppor. Jerzy Topór-Kisielnicki, ppor. Roman Włodek, wachm. Tadeusz Adamski, wachm. Władysław Nowakowski.

Ciała poległych pochowano na cmentarzu w Rarańczy. W roku 1923 przeniesiono je na cmentarz Rakowicki w Krakowie. Na mauzoleum umieszczono napis: „Przechodniu, powiedz Ojczyźnie, że wierni jej prawom tu spoczywamy”.

Legioniści źle się kojarzyli sowieckim komunistom, skazali więc Rokitnę na zapomnienie. Wymazali ją nawet z „Czerwonych maków na Monte Cassino” /„I poszli /…/ jak ci z Somosierry szaleńcy, jak ci spod Rokitny sprzed lat”/!

Dzień 13 czerwca – rocznica szarży pod Rokitną – był przed wojną świętem 2 Pułku Szwoleżerów Rokitniańskich. Niech będzie nim i dla nas. Niech pamięć o rotmistrzu Dunin-Wąsowiczu i kilkuset szwoleżerach 2 Pułku poległych za ojczyznę na polach trzech wojen trwa wiecznie.

Piotr Szubarczyk/nd /13.VI.2013/
/zdj.Wojciech Kossak „Szarża pod Rokitną”, 1934 r.

****************************

POLSKA ŻYJE

W Boże Ciało 12 czerwca 1941 r. w Palmirach pod Warszawą Niemcy zamordowali Witolda Hulewicza /ur. 26 XI 1895/ – pisarza, poetę, tłumacza, krytyka literackiego, wydawcę, dziennikarza radiowego, redaktora wydawanego konspiracyjnie w Warszawie pisma „Polska żyje”. Człowieka szlachetnego i dzielnego

Pochodził z wielkopolskiej rodziny ziemiańskiej kultywującej polskie tradycje patriotyczne. Jako 18-latek wcielony do armii niemieckiej, walczył na froncie zachodnim. Po wojnie powstaniec wielkopolski, przeżywał radość powrotu Wielkopolski do odrodzonej Rzeczypospolitej.

Razem ze starszym bratem Jerzym Hulewiczem – pisarzem, grafikiem i malarzem – redagował liczący się w historii polskiej literatury i sztuki dwutygodnik „Zdrój”. W 1921 r. zadebiutował jako poeta. Przede wszystkim jednak był znakomitym tłumaczem literatury – jak na ironię, niemieckiej. Wyjechał z Wielkopolski do Warszawy, potem do Wilna. Pokochał to miasto, nie krył fascynacji jego atmosferą duchową. Był kierownikiem literackim teatru Reduta, potem dyrektorem programowym rozgłośni wileńskiej Polskiego Radia.

We wrześniu 1939 r. przebywał w Warszawie, u boku prezydenta Stefana Starzyńskiego. Założył konspiracyjne pismo „Polska żyje”. Aresztowany rok później przez Niemców, we wrześniu 1940 r., przeszedł długie i ciężkie śledztwo. Wywieziony przez niemieckich oprawców do lasu w Palmirach i tam zamordowany. Brat Jerzy przejął redakcję „Polska żyje”.

Witold Hulewicz spoczywa na cmentarzu w Palmirach – razem z dwoma tysiącami naszych rodaków. Zaglądajmy tam czasem.

Piotr Szubarczyk/nd /12.VI.2013/
/zdj. – Witold Hulewicz /26 XI 1895 Kościanki – 12 VI 1941 Palmiry/

********************************

W OBRONIE GODNOŚCI I WOLNOŚCI

W roku 1998 sejm RP ustanowił Dzień Polskiego Państwa Podziemnego – każdego 27 września. Już rok wcześniej powstał w Warszawie pomnik Polskiego Państwa Podziemnego i Armii Krajowej – w bardzo ważnym dla Polaków miejscu, przed gmachem sejmu, na rogu ulic Wiejskiej i Matejki

Autorem projektu był Jerzy Staniszkis, kiedyś szwoleżer 3 Pułku Szwoleżerów, syn Witolda Teofila Staniszkisa, zamordowanego przez Niemców wybitnego polityka Narodowej Demokracji

Pomnik pobłogosławił bł. Jan Paweł II podczas pielgrzymki do ojczyzny – w piątek 11 czerwca 1999 roku. Papież modlił się wtedy słowami: „Boże, w swoim niepojętym miłosierdziu wejrzyj na naszych braci i siostry, którzy stali się ofiarami ucisku, przemocy i złości i oddali swe doczesne życie w obronie ludzkiej godności i wolności ojczyzny.

Obdarz ich nagrodą nieśmiertelności i chwały. Pobłogosław ten pomnik wzniesiony ku czci walczących o wolność ojczyzny”. Tego samego dnia, podczas wystąpienia w sejmie, Jan Paweł II powiedział: „W warunkach śmiertelnego zagrożenia samego biologicznego istnienia narodu, /powstało/ Polskie Państwo Podziemne, które nie miało analogii w całej okupowanej Europie”.

Polskie Państwo Podziemne ma swe pomniki także w innych miastach. Prawie na każdym są daty 1939-1945. Gdzie jest zbiorowy pomnik tych których śmiertelne szczątki młodzi ludzie – pod kierunkiem prof. Krzysztofa Szwagrzyka – wydobywają z dołów w kwaterze „Ł”? Gdzie jest pomnik tych którzy umierali za Polskę suwerenną, „wolną i czystą jak łza” – już po wojnie? Którzy nie obliczali szans, bo „wartość walki tkwi nie w szansach zwycięstwa sprawy, ale w wartości samej sprawy”?

Od wielu lat ciągnie się sprawa budowy w Sopocie pomnika Żołnierzy Wyklętych 1945-1963. Mówią że jest problem z właścicielami terenu. Więc wybudujmy ten pomnik w Warszawie.

Piotr Szubarczyk/nd /11.VI.2013/
/zdj. – Pomnik Polskiego Państwa Podziemnego w Warszawie

***

UCIECZKA Z AUSCHWITZ

Udana polska ucieczka z niemieckiego obozu śmierci KL Auschwitz to nie tylko pamiętna akcja rtm. Witolda Pileckiego. W środę 10 czerwca 1942 r. doszło do brawurowej ucieczki zdesperowanych więźniów, którzy należeli do karnej kompanii, skąd nie wychodziło się żywym. Pracując poza terenem obozu dostrzegli szansę na wolność. Nie wszystkim się udało

W roku 1942 zaczęły się nasilać egzekucje na dziedzińcu bloku nr 11. Ich ofiarami pod Ścianą Straceń byli coraz częściej członkowie konspiracyjnego Związku Organizacji Wojskowej w KL Auschwitz, założonego przez rtm. Pileckiego i jego współpracowników – głównie więźniowie polityczni kierowani przed śmiercią do karnej kompanii przez obozowe gestapo, czyli Politische Abteilung.

Więźniowie z kompanii nie chcieli biernie czekać na śmierć. Na umówiony sygnał rzuciło się ku wolności z miejsca pracy w Brzezince pięćdziesięciu więźniów, głównie ludzi młodych, bardziej sprawnych. Uzbrojona po zęby eskorta zabiła większość z nich, zamordowała też więźniów schwytanych podczas pościgu. Tylko dziewięciu udało się zbiec. W okrutnym odwecie Niemcy zabili w komorze gazowej w Brzezince około
trzystu dwudziestu Polaków z karnej kompanii.

Po wojnie sprawa ucieczki stała się głośna dzięki wybitnemu polskiemu aktorowi Augustowi Kowalczykowi /ur. 1921/, żołnierzowi AK który był jednym z uciekinierów.

Piotr Szubarczyk/nd /10.VI.2013/
/zdj. – August Kowalczyk /ur. 11 VIII 1921/ – jeden z uczestników ucieczki z Auschwitz 10 czerwca 1942 r. Ocalał i był po wojnie jednym z najbardziej szanowanych polskich aktorów teatralnych i filmowych

***

DLA POLSKI

Jest dziś szczególna okazja by przypomnieć że mamy Rok Powstania Styczniowego. 150 lat temu, 9 czerwca, doszło bowiem w Warszawie do akcji specjalnej na rzecz powstania

Pracownicy Kasy Głównej Komisji Rządowej Przychodów i Skarbu Królestwa Polskiego – ryzykując bezpieczeństwo swoje i swoich bliskich – przekazali Aleksandrowi Waszkowskiemu, późniejszemu naczelnikowi powstania w Warszawie, skarb Królestwa Polskiego. Były to walory bankowe na sumę 24 mln zł, czyli 3.6 mln rubli, depozyty zastawne etc.

W ryzykownej akcji udział wzięli główny kasjer Stanisław Janowski i główny kontroler Stanisław Hebda, cieszący się do tego stopnia pełnym zaufaniem swoich przełożonych, że posiadali klucze do skarbca. Do spisku wciągnęli trzech woźnych, razem z nimi wynosili worki z pieniędzmi. 14 czerwca zdobyte walory zostały przekazane Rządowi Narodowemu. Uczestnicy akcji bezpiecznie wyjechali za granicę.

Ta akcja pokazuje jaką siłę i poważanie miał wśród Polaków powstańczy Rząd Narodowy. Gotowi byli na wszelkie ofiary, by go wesprzeć. Walory bankowe zarekwirowane pamiętnego dnia pozwoliły na zakup broni i kontynuację walki.

Komisja Rządowa Przychodów i Skarbu mieściła się przy obecnym placu Bankowym. Prawie wiek później komuniści postawili w tym miejscu pomnik Dzierżyńskiego – symbol sowieckiego panowania w Polsce. Oto historia Warszawy i Polski.

Warto pamiętać, zwłaszcza w Warszawie, o dzielnym naczelniku Waszkowskim. Jako 22-latek miał już za sobą brawurową akcję zajęcia rosyjskich map sztabowych na początku powstania. Aresztowany na ul. Elektoralnej w grudniu 1864 r., został skazany na śmierć i powieszony na stokach Cytadeli 17 lutego 1865 r., razem z Emanuelem Szafarczykiem. To była ostatnia publiczna egzekucja powstańców w Warszawie. Chwała bohaterom Powstania Styczniowego!

Piotr Szubarczyk/nd /8.VI.2013/
/zdj. – warszawski plac Bankowy na starej pocztówce z początku XX w.

***

PATRIARCHA WILEŃSZCZYZNY

Przed dwu laty zmarł ks. prałat Józef Obrembski z Mejszagoły. Dla Polaków z Wileńszczyzny był legendą za życia

Przeżył 105 lat, z czego 79 w kapłaństwie. Pół wieku w skrajnie trudnych i niebezpiecznych warunkach Kościoła na terenie okupacji sowieckiej i niemieckiej, potem Kościoła „katakumbowego”, w warunkach Związku Sowieckiego! Cytowane, przy okazji śmierci ludzi spełnionych, słowa z 2 Listu do Tymoteusza: „W dobrych zawodach wystąpiłem, bieg ukończyłem, wiary ustrzegłem” /2 Tm 4, 7/, mają do księdza prałata szczególne zastosowanie!

Pochodził z ziemi łomżyńskiej, urodził się 19 marca 1906 r. w Skarżynie Nowym k. Zambrowa. Z Wileńszczyzną związał się w roku 1925, kiedy wstąpił do seminarium duchownego, a potem studiował teologię na Uniwersytecie Stefana Batorego. Po święceniach kapłańskich w 1932 r. rozpoczął pracę duszpasterską w Turgielach. Od roku 1950 był proboszczem w Mejszagole, gdzie mieszkał do śmierci, służąc Bogu i ludziom.

W najgorszych latach organizował opiekę nad wypędzonymi księżmi, ukrywał ich, z pomocą wiernych umożliwił im przetrwanie prześladowań. Nie zważając na komunistyczny terror i zakazy udzielał w państwie walczącym z Kościołem sakramentów wiernym, chroniąc wiarę. Schronienie u księdza znajdowali też ludzie ubodzy i porzuceni.

Podczas XVII Forum Polonijnego w Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej w 2013 r. w Toruniu jego uczestnicy udali się na ulicę św. Józefa, gdzie odbyło się poświęcenie pomnika niezłomnego kapłana.

Dziś zaczyna się pielgrzymka Polaków z Turgiel do Mejszagoły. W niedzielę, 9 czerwca, podczas święta Mejszagoły, zostaną poświęcone pomnik księdza prałata i muzeum jego imienia. Przez trzy dni pielgrzymi przebędą drogę Turgiele – Ostra Brama – Mejszagoła. Mottem pielgrzymki są słowa z zapisków księdza Obrembskiego: „Tylko Bóg uzasadnia sens życia”.

Niech ksiądz Józef żyje w naszej pamięci i niech znajduje naśladowców w wierności Bogu i ojczyźnie.

Piotr Szubarczyk/nd /7.VI.2013/
/zdj. – ks. prałat Józef Obrembski /9 III 1906 – 7 VI 2011/

***

ORĘDOWNIK PRAWDY

Przed trzema laty w niedzielę 6 czerwca 2010 r. legat papieski ks. abp Angelo Amato celebrował na placu Piłsudskiego Mszę Świętą. W imieniu Papieża Benedykta XVI ogłosił beatyfikację ks. Jerzego Popiełuszki. W koncelebrze zobaczyliśmy półtora tysiąca kapłanów, wśród nich ponad stu kardynałów i biskupów z całego świata!

Znamy i kochamy bł. Jerzego, wielu z nas znało go nawet osobiście, ale rzadko sięgamy do jego myśli. A w obecnej sytuacji kraju są to myśli bezcenne w swej ewangelicznej prostocie! Ważne jest także kto to mówi, bo przestaliśmy wierzyć słowom, a wielu z tych których wykreowano na „autorytety” sieje zamęt w naszych głowach.

Nauki bł. Jerzego dotyczyły przede wszystkim Prawdy, która jest dziś przedmiotem wielkiej manipulacji. To wywoływało największą złość komunistów, gdyż fundamentem ich władzy w Polsce było zawsze kłamstwo, usprawiedliwiane „położeniem”, „sojuszami” etc. Błogosławiony Jerzy przypominał że musi być „tak za tak – nie za nie”, bo inaczej służymy złu. Jego prawda wyrasta z Dobrej Nowiny Chrystusa, a nie z kalkulacji. Jest źródłem wiary, nadziei i miłości. I do tego ewangeliczna myśl, powtarzana za Janem Pawłem II: „Zło dobrem zwyciężaj!”. Ksiądz Jerzy był wiernym uczniem błogosławionego Papieża. Jego zaś wiernym uczniem był młodszy brat w kapłaństwie ks. Stanisław Suchowolec, dlatego poszedł tą samą, męczeńską drogą.

27 maja 1984 r. – w roku swojej śmierci – bł. Jerzy tłumaczył nam na czym polega wewnętrzne zniewolenie narodu. Żadna z jego nauk nie jest tak aktualna jak właśnie ta: „Sami jesteśmy winni naszemu zniewoleniu, kiedy ze strachu albo dla wygodnictwa akceptujemy zło, a nawet głosujemy na mechanizm jego działania /…/. Naród ginie kiedy brak mu męstwa, kiedy oszukuje siebie, mówiąc że jest dobrze, kiedy jest źle, kiedy zadowala się tylko półprawdami”.

Piotr Szubarczyk/nd /6.VI.2013/

***********************

OJCZYZNA I RODZINA

VII pielgrzymka Jana Pawła II do ojczyzny rozpoczęta 5 czerwca 1999 r. była najdłuższą i pod wieloma względami najważniejszą. Ojciec Święty dokonał ważnych beatyfikacji i kanonizacji

W Toruniu beatyfikował ks. Wincentego Frelichowskiego, patrona Harcerstwa Polskiego, który umierał w kaźni polskich kapłanów KL Dachau, służąc śmiertelnie chorym współbraciom. W Starym Sączu kanonizował bł. królową Kingę, Panią Sądecczyzny. W Warszawie beatyfikował 108 polskich męczenników II wojny światowej. Obecnie trwa proces drugiej grupy, z postacią przewodnią ks. Antonim Henrykiem Szumanem, który przed śmiercią /2 października 1939 r./, na progu kościoła w Fordonie wykrzyknął: „Niech żyje Chrystus Król! Niech żyje Polska!”

W Warszawie Ojciec Święty poświęcił pomnik Poległym i Pomordowanym na Wschodzie w kształcie wagonu wypełnionego krzyżami. W Radzyminie przy cmentarzu Ofiar Wojny 1920 r. miała być tylko modlitwa. Ale wierni prosili by przemówił. „Urodziłem się w roku 1920 /…/, kiedy bolszewicy szli na Warszawę. I dlatego noszę w sobie od urodzenia wielki dług w stosunku do tych którzy wówczas podjęli walkę z najeźdźcą i zwyciężyli, płacąc za to swoim życiem”. „Polska to moje i twoje życie. Bo patriotyzm to znaczy czcij ojca swego i matkę swoją”.

Jednocześnie była to podróż sentymentalna. Papież płynął statkiem jeziorami augustowskimi głęboko zamyślony. Mieliśmy wrażenie jakby przygotowywał się do najdłuższej w swym życiu drogi. Więc mówił nam o tym co już było za nim. W Wadowicach zachwycił i wzruszył wspomnieniem pieszych wędrówek i młodości. W Krakowie modlił się długo przy grobie rodziców.

Piotr Szubarczyk/nd /5.VI.2013/
/zdj. – bł. Jan Paweł II przed kaplicą na cmentarzu w Radzyminie, 13 czerwca 1999 r.

*********************************************

CZĘŚCIOWO WOLNI”

Czy wolność może być „częściowa”? Funkcjonariusze dominium sowieckiego w Polsce po naradach z „rozsądną opozycją” ustalili że może. Tak doszło do „częściowo wolnych wyborów” 4 czerwca 1989 r.

To był raczej plebiscyt w sprawie naszego stosunku do komunizmu. Wynik był druzgocący! Na 100 miejsc w senacie 99 zajęli kandydaci „Solidarności”! 99:1 to wynik bez precedensu w jakichkolwiek wyborach w Polsce, a może i na świecie

Wybór sejmu też zapisze się w historii. Wolno nam było wybierać tylko 35 proc. posłów. Resztę mianowali aparatczycy z PZPR. Ale i tak ich ośmieszyliśmy. Wszystkie „zwolnione” miejsca przypadły „Solidarności”. Wynik konfrontacji narodu z formacją moskiewską 35:0

Pogrom osiągnął takie rozmiary że doszło do skrajnie bezczelnego aktu: w trakcie wyborów Rada Państwa zmieniła ordynację wyborczą /!/, by wprowadzić do kontraktowego sejmu funkcjonariuszy PRL z tzw. listy krajowej. „Strona solidarnościowa” nie protestowała.

Potem był dzień hańby z udziałem „naszych” posłów i senatorów którzy wybrali na prezydenta sowieckiego namiestnika na Polskę, współodpowiedzialnego za zbrodnie roku 1970 i lat 80. Wyboru dokonało Zgromadzenie Narodowe, ale to nie było „zgromadzenie narodowe”, skoro 65 proc. posłów stanowili komunistyczni mianowańcy. To był polityczny szwindel.

Zmarnowano entuzjazm i powszechną wśród Polaków wiarę w lepszą przyszłość i w przezwyciężenie sowieckiego systemu. Dziś rządzi nami lęk przed przyszłością.

Kiedy zakończył się komunizm w Polsce? Nie ma takiego wydarzenia które upoważniałoby do twierdzenia że się zakończył. Nastąpiło tylko jego przepoczwarzenie w pewien rodzaj pierwotnego kapitalizmu oraz przyjęcie do kręgu elity władzy i elity pieniądza części tzw. opozycji.

Piotr Szubarczyk/nd /4.VI.2013/
/zdj. – polska „częściowa wolność” narodziła się nie 4 czerwca 1989 r. lecz pod Okrągłym Stołem, w Magdalence

*********************

ODBICIE WIĘŹNIÓW W MŁAWIE

Kilka tygodni po zakończeniu wojny w nocy z 2 na 3 czerwca 1945 r. doszło do rozbicia posterunku UB

Sowiecka „wolność” na północnym Mazowszu była gorzka. Szalało NKWD-UB, czerwonoarmiści i wojsko „ludowe”. Za największych wrogów „demokracji” kolaborancka władza – złożona z członków PPR, pod nadzorem „sowietników” z NKWD i pod osłoną sowieckich komendantów wojennych – uznała bohaterów wojennej konspiracji. Więzienia i areszty zapełniły się oficerami i żołnierzami AK, NSZ, także ludźmi aresztowanymi przypadkowo by wzbudzić w innych strach przed uzurpatorską władzą

Porucznik Wiktor Zacheusz Nowowiejski „Jeż” – nauczyciel, żołnierz zawodowy, uciekinier z niemieckiego obozu, żołnierz AK, uczestnik akcji zbrojnych przeciw Niemcom – uważał że trzeba się przeciwstawić komunistycznemu bezprawiu. Za szczególnie ważne uznał akcje na areszty UB i MO, uwalniające torturowanych rodaków. Przeprowadził ich wiele. Do akcji w Mławie doszło tydzień po aresztowaniu jego żołnierzy przez UB.

Akcja była perfekcyjna. Na teren UB wkroczyło trzech partyzantów „Jeża” udających ubowców eskortujących więźnia. Z zewnątrz zaatakowali pozostali. UB zostało rozbite, uwolniono z mrocznych piwnic 40 więźniów. W pościg ruszyli czerwonoarmiści, ale ostrzelani przez Polaków zrezygnowali.

Porucznik Nowowiejski zginął w 31 roku życia w walce z obławą zorganizowaną na niego w rodzinnej wsi Zembrzus /w powiecie Nidzica/ 6 grudnia 1946 r. Banda na koniach, pacyfikująca jego wieś, należała do „ludowego” pułku „ułanów” /!/, sformowanego w Sowietach, z zadaniem ochrony PKWN i walki z „bandami”! Bezprawnie używali barw 3 Pułku Ułanów Śląskich, hańbiąc dobre imię polskiej kawalerii.

Piotr Szubarczyk/nd /3.VI.2013/
/zdj. – żołnierze oddziału por. Wiktora Zacheusza Nowowiejskiego „Jeża”, który rozbił więzienie w Mławie. Od lewej: Stanisław Borzuchowski „Niedźwiedź”, Tadeusz Piotrowski „Zbyszek”, Mieczysław Szczepkowski „Beton”, dowódca „Jeż”, klęczy Mirosław Krajewski „Wiesiek”

**************************

NIECH ZSTĄPI DUCH TWÓJ

Niezapomniana I pielgrzymka Ojca Świętego Jana Pawła II do Ojczyzny!

Przeczuwaliśmy że to będzie początek czegoś wielkiego w naszej historii. Nie wiedzieliśmy tylko jak się to „nowe” objawi w naszym życiu, jakie wyznaczy zadania dla nas. Nikt jeszcze nie słyszał o „Solidarności”. Nikomu się jeszcze nie śniło że sowieckie „imperium zewnętrzne”, zatruty owoc Jałty, upadnie

Patrzyliśmy na zabiegi komunistycznych władz, które nie chciały dopuścić do pielgrzymki w maju na 900-lecie śmierci św. Stanisława Biskupa, patrona Polski. Jan Paweł II był jego następcą w Krakowie. Był obrońcą tych samych wartości za które zginął św. Stanisław. Wartości które w naszych czasach nazywa się prawami człowieka. Jakże oni się bali tych analogii! Jakże się bali charyzmatycznego Papieża i jego kazania w Krakowie 8 maja!

Więc przyleciał w czerwcu, w przeddzień Zesłania Ducha Świętego. Warszawski plac Piłsudskiego, nazwany po wojnie placem Zwycięstwa /sowieckiej „demokracji” nad polską niepodległością?/, stał się od soboty 2 czerwca 1979 r. placem Polskiego Zwycięstwa. Dobra nad złem, prawdy nad kłamstwem, wolności nad zniewoleniem. To była nasza polska Cristiada.

On mówił, a my słuchaliśmy z zapartym tchem, gotowi do czynu kiedy przyjdzie wezwanie: „Człowieka nie można do końca zrozumieć bez Chrystusa! /…/. Nie można też bez Chrystusa zrozumieć dziejów Polski! /…/. Gdybyśmy odrzucili ten klucz do zrozumienia naszego narodu /…/, nie rozumielibyśmy samych siebie! /…/. Wołam ja, syn polskiej ziemi, a zarazem ja, Jan Paweł II papież, wołam z całej głębi tego tysiąclecia, wołam w przeddzień święta Zesłania, wołam razem z wami wszystkimi: Niech zstąpi Duch Twój! Niech zstąpi Duch Twój! I odnowi oblicze ziemi. Tej Ziemi!”.

Niech zstąpi Duch Twój i odnowi nasze serca. I pomoże dokończyć rozpoczęte wtedy, niedokończone dzieło.

Piotr Szubarczyk/nd /1.VI.2013/

*****************************

AKTOR ŻOŁNIERZ

W języku polskim znana jest zbitka słów „poeta żołnierz” – dla podkreślenia że byli tacy co rozumieli że za słowem musi iść czyn /„Słowo jest czynu testamentem” – C. K. Norwid/. Przykładów nie brakuje: Seweryn Goszczyński, Mieczysław Romanowski, Edward Słoński, Krzysztof Kamil Baczyński i inni

Aleksander Żabczyński też był człowiekiem pięknego słowa. I w potrzebie również potrafił być żołnierzem. Nie był jednak poetą lecz jednym z najpopularniejszych polskich aktorów. Dziś mija 55 rocznica jego śmierci

Wydawało się że będzie synem sławnego ojca, gen. dyw. Aleksandra Daniela Żabczyńskiego, jednego z bohaterów Bitwy Warszawskiej 1920 r. Jednak to on jest Polakom bardziej znany niż ojciec. Znakomity aktor teatralny i filmowy, obdarzony talentem i urokiem osobistym. Grał w ambitnych filmach, takich jak „Ziemia obiecana”, ale i w komediach: „Sportowiec mimo woli”, „Zapomniana melodia” czy „Jadzia”. Jako aktor teatralny występował w „Reducie”, w Teatrze Polskim i w Teatrze Narodowym. Także we Lwowie, w Łodzi, Poznaniu.

Żołnierska droga to w młodości Szkoła Podchorążych w Poznaniu. Był oficerem artylerii, przeniesionym do rezerwy. W 1939 r. służył w artylerii przeciwlotniczej. Przedostał się do Rumunii, internowany na Węgrzech, skąd zbiegł na Zachód do Wojska Polskiego. Jako oficer 2 Korpusu Polskiego walczył m.in. pod Monte Cassino /ranny, odznaczony Krzyżem Walecznych/.

W roku 1947 powziął decyzję powrotu do kraju, gdzie andersowcy byli inwigilowani przez UB. Odmawiał występowania w socrealistycznych filmach, powrócił do teatru /Teatr Mały, Teatr Polski/. Przez władze tolerowany ze względów propagandowych, gdyż publiczność go kochała. Umarł nagle, 31 maja 1958 r., w 58 roku życia. Odwiedzajmy grób aktora żołnierza na wojskowych Powązkach.

Piotr Szubarczyk/nd /31.V.2013/
/zdj. – Aleksander Żabczyński /24 VII 1900 – 31 V 1958/

**********************

ŚWIĘTA NA NASZE CZASY

Przed 10 laty bł. Jan Paweł II kanonizował bł. Urszulę Ledóchowską /17 IV 1865 – 29 V 1939/. Dziś rocznica jej śmierci i wspomnienie liturgiczne

Julia Maria Ledóchowska wstąpiła do klasztoru w 21 roku życia. Założyła Zgromadzenie Sióstr Urszulanek Serca Jezusa Konającego /urszulanki szare/ które poświęciło się pracy wychowawczej i ewangelizacji, organizując przedszkola, szkoły, domy dziecka, internaty, domy akademickie; prowadząc kursy dla dziewcząt, świetlice, czytelnie; katechizując w szkołach. Błogosławiony Jan Paweł II nazwał św. Urszulę „apostołką nowej ewangelizacji”

Matka Urszula przeczuła katastrofę wojenną i jej przyczyny: „Kiedy świat coraz bardziej poganieje, kiedy materializm odciąga dusze od Boga, kiedy fałszywe filozofie starają się prawdę Bożą przed nami zasłonić, ośmieszając wiarę naszą – potrzeba nam wpatrywać się w życie świętych, którzy prowadzili życie podobne do naszego /…/, spełniali najzwyczajniejsze obowiązki z miłością nadzwyczajną, gorącością nadprzyrodzoną”. Wszyscy jesteśmy powołani do świętości. Jakże często słyszeliśmy to samo z ust bł. Jana Pawła II! Czy to przypadek że na kanonizację bł. Urszuli wielki Papież wybrał 18 maja – dzień swoich urodzin?

Życie matki Urszuli to codzienne trudzenie się i uśmiech. Tak ją zapamiętano. Pochodziła z rodziny która była wspólnotą żywej wiary. Jej rodzona siostra Maria Teresa była apostołką misji w Afryce, założycielką Zgromadzenia Sodalicji św. Piotra Klawera /obecnie Zgromadzenie Sióstr Misjonarek św. Piotra Klawera/, beatyfikowana przez Papieża Pawła VI /1975/. Brat Włodzimierz był generałem jezuitów. Brat Ignacy był też generałem, ale… Wojska Polskiego i AK. Aresztowany przez Niemców został zamęczony w KL Mittelbau-Dora. W tej rodzinie służba Bogu i ojczyźnie była tożsama. Na historii rodziny Ledóchowskich – dzieci Antoniego i Józefy – należałoby dziś uczyć patriotyzmu i troski o dobro wspólne.

Piotr Szubarczyk/nd /28.V.2013/
/zdj. – bł. Urszula Ledóchowska w roku 1907

***

PRYMAS TYSIĄCLECIA

Przed 32 laty zmarł Prymas Tysiąclecia Stefan kardynał Wyszyński /3 VIII 1901 – 28 V 1981/. To był trudny czas. Oczekiwaliśmy wiadomości o stanie zdrowia Jana Pawła II po zamachu na placu św. Piotra. I wtedy przyszła wiadomość o śmierci Prymasa

Odchodził człowiek który przeprowadził Polaków przez czerwone morze komunizmu sowieckiego, który był przez komunistów więziony; który zachowując realizm wielkiego męża stanu – by nie doprowadzić do ponownego przelewu polskiej krwi – potrafił jednak powiedzieć: „Non possumus!”

Nie byłoby dziś nawet namiastki wolnej Polski gdyby nie Prymas Tysiąclecia, jego uwięzienie – wbrew intencjom prześladowców, błogosławione! Gdyby nie Wielka Nowenna Narodu przed Millennium chrztu Polski i Jasnogórskie Śluby Narodu. To był polski „interreks” w czasach zniewolenia. Był duchowym rzecznikiem narodu, przechowującym ideę niepodległości i oddania się Polaków Chrystusowi i Jego Matce. Taką rolę wyznaczył mu Bóg w naszej historii!

Wielkie znaczenie dla formacji duchowej Prymasa miał osobisty kontakt z błogosławionym biskupem Michałem Kozalem, zamęczonym przez Niemców w KL Dachau, wyniesionym na ołtarze przez Jana Pawła II /1987/. Przekonanie o nierozdzielności życia duchowego Kościoła i narodu umocnił ks. Wyszyński ps. „Radwan III” jako kapelan grupy AK „Kampinos” i kapelan powstańczego szpitala w Laskach.

Prymas uczestniczył w konklawe czterech Papieży: Jana XXIII, Pawła VI, Jana Pawła I i Jana Pawła II. To ostatnie, w październiku 1978 r., okazało się jego opus vitae. To dlatego homagium 22 października 1978 r. wyglądało tak jak wielu z nas pamięta do dziś.

Wielka Boga-Człowieka Matko! Bogarodzico Dziewico, Bogiem sławiona Maryjo! Królowo Świata i Polski Królowo! Przez pamięć na wielkiego Prymasa składamy dziś ponownie u stóp Twoich siebie samych i wszystko co mamy…

Piotr Szubarczyk/nd /28.V.2013/
/zdj. – Prymas Polski ks. kardynał Stefan Wyszyński – obrońca praw narodu i godności człowieka

***

ZAGŁADA NIEMILII

Przed 70 laty polska wieś Niemilia na Wołyniu przestała istnieć. Ukraińcy zamordowali 126 Polaków, przy pomocy wideł, siekier i noży

11 lipca minie 70 lat od Krwawej Niedzieli na Wołyniu. Oczekujemy że władze państwowe wypowiedzą się jednoznacznie na temat tragedii naszych rodaków na pograniczu polsko-ukraińskim. Te zbrodnie były aktami ludobójstwa, niesprowokowanymi przez Polaków

Nie do przyjęcia jest „polityka historyczna” „Gazety Wyborczej” która przekonuje że na Wołyniu toczyła się „wojna chłopska”. Źródłem zła była zatruta ideologia OUN-UPA, a nie chłop ukraiński. Ołeksandr Stepaniuk, agitator UPA, przyznał że „do wiosny 1943 r. nie było żadnych konfliktów między Polakami a Ukraińcami. Wszystko zaczęło się od UPA”.

Agitatorzy uczyli chłopów: „nie zawahasz się popełnić największej zbrodni jeżeli   będzie tego dobro sprawy”. Tą „sprawą” miała być niepodległa Ukraina. Polski „dekalog” czasu wojny mówił: „Z wrogami Polski walcz wytrwale do ostatniej kropli krwi w żyłach twoich” /Z. Kossak-Szczucka/. My, dla naszej świętej sprawy, ofiarowaliśmy własną krew, nie krew sąsiadów.

Nie do przyjęcia jest twierdzenie że to ludobójstwo było „konfliktem polsko-ukraińskim”. Takie pseudonaukowe kłamstwo jest rozpowszechniane na polskich uniwersytetach. Polskich akcji odwetowych, mających powstrzymać eskalację zbrodni, nie można porównywać z czystką etniczną.

Nie do przyjęcia są faryzejskie ubolewania pseudohumanistów którzy usprawiedliwiają zbrodnie ukraińskie rzekomymi „upokorzeniami” jakich doznawali Ukraińcy od Polaków. Taka postawa jest zaprzeczeniem humanizmu.

Przytoczone mity i kłamstwa mają taką samą wartość jak sowiecki napis propagandowy na dawnym „pomniku” bez krzyża w Niemilii: „Tu pochowanych jest 170 mieszkańców wsi Niemilja rozstrzelanych przez burżuazyjnych nacjonalistów”.

Piotr Szubarczyk/nd /27.V.2013/
/zdj. – zamordowane polskie dzieci ze wsi Lipniki, w tym samym powiecie kostopolskim w którym była kiedyś wieś Niemilia

***

TWARZ ODWAGI

We wtorek 25 maja 1948 r. o godz. 21.30 w więzieniu przy ul. Rakowieckiej 37 w Warszawie został zamordowany rtm. Witold Pilecki

Wśród wielu powojennych zbrodni sowieckich w Polsce ta była wyjątkowo odrażająca. Zamordowano bowiem bohatera akcji specjalnej w KL Auschwitz, najdzielniejszego z dzielnych

Profesor Michael Foot, angielski znawca europejskiej konspiracji antyniemieckiej, uznał rtm. Pileckiego za „jedną z sześciu twarzy odwagi” tej konspiracji, za „sumienie walczącej przeciw Niemcom Europy”

Już jako 14-latek był członkiem tajnej drużyny polskich skautów. W 1918 r. ochotnik w korpusie gen. Józefa Dowbor-Muśnickiego. W Wilnie wstąpił do antybolszewickiej samoobrony. Jego placówka mieściła się w Ostrej Bramie.

Urlopowany z wojska studiował na Wydziale Sztuk Pięknych wileńskiego USB. Po przegranej wojnie obronnej 1939 r. współzałożyciel Tajnej Armii Polskiej, potem w ZWZ-AK. Po wykonaniu misji w KL Auschwitz i ucieczce z obozu w nocy z 26 na 27 IV 1943 r. służył w Oddziale II Kedywu Komendy Głównej AK. Od kwietnia 1944 r. w organizacji NIE tworzonej w konspiracji na wypadek okupacji sowieckiej. Uczestnik Powstania Warszawskiego, jeniec w oflagach Lamsdorf i Murnau.

Po uwolnieniu wstąpił do II Korpusu Polskiego gen. Andersa we Włoszech. Odtworzył tajne struktury NIE i w grudniu 1945 r. wrócił potajemnie do kraju. Mimo zagrożenia aresztowaniem nie opuścił Polski, mówiąc: „Ktoś tu musi trwać bez względu na konsekwencje”.

Aresztowany przez NKWD-UB 8 maja 1947 roku. Po przebytym śledztwie powiedział: „Oświęcim to przy tym igraszka”. W pokazowym „procesie szpiegów Andersa” (3-15 III 1948) skazany na śmierć.

Symboliczną mogiłę ma Pan Rotmistrz na cmentarzu w Ostrowi Mazowieckiej. Czekamy z nadzieją na odnalezienie śmiertelnych szczątków bohatera w powązkowskiej kwaterze „Ł”. Cześć jego pamięci!

Piotr Szubarczyk/nd /25.V.2013/

***

BITWA W LESIE STOCKIM

To była jedna z największych bitew stoczonych w okresie Powstania Antykomunistycznego na ziemiach polskich. Partyzanci mjr. Mariana Bernaciaka „Orlika” starli się 24 maja 1945 r. w Lesie Stockim, k. Kazimierza Dolnego, z silną grupą komunistycznej bezpieki: NKWD, KBW, UB i MO

Dwustu partyzantów „Orlika” pokonało liczniejszego wroga /prawie 700 ludzi/ wyposażonego w trzy samochody pancerne i dwa transportery opancerzone! Zginął komunistyczny komandir Henryk Deresiewicz z wojewódzkiego UB w Lublinie /„specjalista” od walki z „bandytyzmem”/. Zginęło wielu sowieckich enkawudzistów i ich kolaborantów z UB i MO

Po polskiej stronie poległo 11 żołnierzy AK-DSZ, uwiecznionych na pomniku w miejscu bitwy: kpr. Ryszard Pawelec „Spłonka”, Jan Piecyk „Niezapominajka”, Roman Szymonik „Bystry”, Zdzisław Szczęsny „Stracony”, Zdzisław Pastuszko „Karaś”, Józef Jeżewski „Szczyt”, Wacław Buksiński „Budzik” i czterech niezidentyfikowanych.

Bitwa miała zacięty przebieg. Partyzanci wiedząc kogo mają przed sobą byli tak zdeterminowani że dochodziło do walki wręcz. Bezpieczniacy wpadli w panikę i uciekali z miejsca bitwy. Miejscowi chłopi, doświadczeni już boleśnie przez sowieckich „wyzwolicieli”, pomagali w likwidacji najeźdźców.

Bitwa w Lesie Stockim rozegrała się dwa tygodnie po zakończeniu wojny w Europie. Udział sowieckiej bezpieki w polowaniach na polskich partyzantów pokazywał jakiego rodzaju „demokrację” zbudowali Polakom ich alianci we współpracy ze Stalinem. Miesiąc później zacznie się „proces” Szesnastu w Moskwie.

Major Marian Bernaciak „Orlik”, jeden z wybitnych dowódców Powstania Antykomunistycznego, poległ 24 czerwca 1946 r. w starciu z KBW. W 63 rocznicę śmierci prezydent RP Lech Kaczyński odznaczył go pośmiertnie Krzyżem Wielkim Orderu Odrodzenia Polski.

Piotr Szubarczyk/nd /24.V.2013/

***

ZŁOTA HALINA KONOPACKA

Przed 87 laty został ustanowiony pierwszy polski rekord świata w lekkoatletyce. Dokonała tego w rzucie dyskiem Halina Konopacka

Była niezwykłym kwiatem z polskiej łąki. Piękna i uzdolniona, nie tylko sportowo. Nie miała w kraju konkurentek zarówno w rzucie dyskiem, jak i w kilku innych dyscyplinach. Grała w tenisa i w piłkę ręczną, świetnie jeździła konno i na nartach…

Urodziła się 26 lutego 1900 r. w Rawie Mazowieckiej. Sport zaczynała od narciarstwa, potem była lekkoatletyka. Zdobywała tytuły mistrzyni Polski /27 razy!/ i medale w rzucie dyskiem, pchnięciu kulą, rzucie oszczepem, skoku wzwyż, skoku w dal, sprintach. Reprezentowała AZS Warszawa.

Najważniejszym wydarzeniem w jej życiu były letnie igrzyska olimpijskie w Amsterdamie /1928/. Nie dość że piękna Polka została uznana za miss igrzysk to jeszcze ustanowiła kolejny rekord świata w rzucie dyskiem /39.62 m/ i zdobyła pierwszy złoty medal olimpijski w historii polskiego sportu! Do końca kariery nie została pokonana w rzucie dyskiem w żadnych zawodach!

Sport nie przesłaniał jej świata. Była ciekawa życia i kochała swój kraj. Pisała wiersze i uprawiała malarstwo! Jej poezje publikowały „Wiadomości Literackie” i „Skamander” – najważniejsze polskie pisma literackie.

Po zakończeniu kariery działała w polskim ruchu olimpijskim. Wyszła za mąż za płk. Ignacego Matuszewskiego, syna słynnego krytyka literackiego. Gdy wybuchła wojna pułkownik dowodził tajną operacją ewakuacji złota Banku Polskiego do Francji. Żona towarzyszyła mu w tej niezwykłej misji.

Ignacy Matuszewski umarł w 1946 r., Halina Konopacka-Matuszewska przeżyła męża aż o 43 lata. Umarła na Florydzie. Jej prochy pochowano na cmentarzu Bródnowskim w Warszawie.

Pamiętajmy o pięknej i dzielnej Polce która jako pierwsza rozsławiła na świecie polski sport.

Piotr Szubarczyk/nd /23.V.2013/

***

CELNY STRZAŁ KRYSTA

W wierszu Kazimierza Wierzyńskiego „Na rozwiązanie Armii Krajowej” są słowa: „Za wyroki na katów, za celny strzał Krysta jeden wyrok: do tiurmy. Dla wszystkich. Do czysta!”. O jakim strzale pisał poeta?

Jan Kryst ps. „Alan” /6 IV 1922 Modlin – 22 V 1943 Warszawa/ był żołnierzem AK. Rok młodszy od „Zośki” i „Rudego”. Syn Franciszka Krysta, żołnierza AK, przed wybuchem wojny ukończył gimnazjum mechaniczne, pracował jako ślusarz.

Należał do harcerstwa i do Przysposobienia Wojskowego, zdobył odznakę strzelecką. We wrześniu 1939 r. walczył jako ochotnik w obronie Warszawy.

Wiosną 1943 r. poczuł się źle. Lekarze wykryli gruźlicę płuc, nie dawali szans na pokonanie choroby. Kryst postanowił że umrze nie w łóżku lecz w walce. Wystąpił do dowódcy o udział w akcji przeciw Niemcom. Najlepiej samotnej, bez ryzykowania życia kolegów.

Kedyw AK pozwolił Krystowi na akcję odwetową za niemieckie egzekucje uliczne. Wyznaczono dwóch żołnierzy do osłony Janka po akcji. Obiektem ataku była restauracja „Adria” przy Moniuszki, gdzie przesiadywali gestapowcy. W sobotę 22 maja 1943 r. Kryst wszedł tam pewnym krokiem. Zastrzelił trzech funkcjonariuszy gestapo, kilku ranił. Nie spieszył się z odwrotem. Jego ciało – zawiezione przez Niemców do kostnicy – zostało wykradzione przez AK i pochowane na cmentarzu Wolskim.

O akcji było w Warszawie głośno, miała wielkie znaczenie moralne. Jan Kryst został pośmiertnie odznaczony Krzyżem Walecznych. Już podczas Powstania Warszawskiego upamiętniono go w „Adrii” tablicą.

Po wojnie nadano jego imię jednej z ulic na Woli. Propagandystom z PPR-PZPR pasował „bohater robotniczy”. Gdyby przeżył wojnę pewnie szukalibyśmy go dziś na Łączce.

Piotr Szubarczyk/nd /22.V.2013/
/zdj. – tablica upamiętniająca Jana Krysta „Alana” na ścianie restauracji „Adria” przy ul. Moniuszki w Warszawie

***

OBÓZ KONCENTRACYJNY REMBERTÓW

Powstańcy warszawscy czekali daremnie na pomoc armii sowieckiej która stała na Pradze i czekała na agonię Warszawy by zbudować w Polsce dominium sowieckie. Sowieci nie byli jednak bezczynni. NKWD utworzyło w Rembertowie obóz specjalny nr 10. Był wrzesień 1944 r. Józef Szczepański „Ziutek” pisał z powstańczej barykady: „Czekamy ciebie, czerwona zarazo, byś wybawiła nas od czarnej śmierci”…

Obóz założony na terenie dawnej fabryki amunicji „Pocisk” był przeznaczony dla Polaków opierających się zniewoleniu, głównie dla żołnierzy AK i NSZ. Więziony był tu m.in. gen. August Emil Fieldorf „Nil”, wywieziony z obozu do sowieckich łagrów na Uralu. Więźniów nieludzko torturowano. Wyżywienie gorsze niż w KL Auschwitz. Więźniowie umierali z głodu, zakopywano ich jak psy w rowie. Zaczynała się nagonka na polskie podziemie czasu wojny. Pojawił się polskojęzyczny „plakat” sowiecki: „AK i NSZ – pomocnicy Hitlera”.

To wtedy wielu oficerów i żołnierzy podjęło decyzję o walce – bez względu na jej szanse.

Kapitan Zdzisław Broński „Uskok” wyraził to dramatycznie wierszem: „A kto chce być sługą, niechaj sobie żyje, niechaj sobie powróz ukręci na szyję /…/. A kto chce być wolnym i prawe ma serce, niech walczy, niech cierpi, choćby w poniewierce”. Dziś mija 64 rocznica śmierci „Uskoka” w obławie UB.

W nocy z 20 na 21 maja 1945 r. obóz rembertowski został zaatakowany przez żołnierzy AK obwodu Mińsk Mazowiecki. Uwolniono około 500 więźniów. Część z nich NKWD znów schwytało, urządzając im piekło na ziemi.

NKWD kontynuowało zbrodnie na Polakach także w obozach w Świętochłowicach, na Majdanku, w Łabędach, w Skrobowie, w byłym Auschwitz-Birkenau. Żeby upokorzyć polskich więźniów i uzasadnić istnienie obozów umieszczano tam też Niemców i ich kolaborantów.

Piotr Szubarczyk/nd /21.V.2013/
/zdj. – pomnik ofiar NKWD w Rembertowie. Do pomnika „czterech śpiących” „wyzwalających” Warszawę stąd tylko 14 km

***

18 MAJA 1920 I 1944

W dniu 93 urodzin bł. Jana Pawła II Polacy snują refleksje wokół jego życia. Skąd się wzięło to szczególne przywiązanie błogosławionego do kraju rodzinnego? Skąd ta jego piękna definicja patriotyzmu: „Patriotyzm to znaczy czcij ojca swego i matkę swą!”? Matka i ojciec byli u źródeł miłości do Polski. Ale potem pojawiła się dojrzała refleksja. Jan Paweł II mówił i pisał o znaczeniu ważnych dla Polski wydarzeń mających miejsce za jego życia. Uczyniły go takim jakim był

Kiedy 13 czerwca 1999 r. odwiedził Radzymin i stanął na cmentarzu Żołnierzy Polskich 1920 r. zgromadzeni okrzykami poprosili go o słowo, choć nie było to planowane. Jan Paweł II przemówił: „Prosimy o słowo”? Słusznie… Chociaż na tym miejscu najbardziej wymowne jest milczenie /…/. Wiecie że urodziłem się w roku 1920, w maju, kiedy bolszewicy szli na Warszawę. Noszę w sobie od urodzenia wielki dług w stosunku do tych którzy wówczas podjęli walkę z najeźdźcą i zwyciężyli, płacąc za to swoim życiem. Na tym cmentarzu spoczywają ich doczesne szczątki. Przybywam tu z wielką wdzięcznością, spłacając dług za to co od nich otrzymałem”.

Byliśmy poruszeni tymi słowami. To jakby odkrycie tajemnicy życia Karola Wojtyły – bł. Jana Pawła II i osobiste zwierzenie wobec tysięcy ludzi.

Czy my odczuwamy taki dług wobec rodaków którzy rzucili kiedyś swój „życia los na stos”? Którzy umierali za kraj z tą tylko pociechą że nam – ich następcom na polskiej ziemi – będzie łatwiej żyć, więc ta śmierć ma sens?

Czy stać nas na taką refleksję i na życie wynikające z tej refleksji? Oto zadanie na 93 rocznicę urodzin bł. Jana Pawła II i 69 rocznicę bitwy o Monte Cassino, o której błogosławiony nigdy nie zapominał, choć to był dzień jego urodzin. Jak długo zdrowie pozwalało spędzał te urodziny na cmentarzu u stóp wzgórza, bo „ta ziemia do Polski należy”.

Piotr Szubarczyk/nd /18.V.2013/
/zdj. – Polski Cmentarz Wojenny na Monte Cassino. Tu razem z rodakami modlił się w dniu swoich urodzin bł. Jan Paweł II

**********************************

ZAGŁADA ELITY

Dramat naszego narodu polegał na tym że zarówno Sowieci jak i Niemcy eksterminowali głównie wykształconych Polaków. Wskazują na to listy katyńskie, niemiecka Sonderaktion Krakau, śmierć tysięcy polskich inteligentów na Pomorzu, w Wielkopolsce, na Śląsku, akcja AB w tzw. Generalnym Gubernatorstwie /m.in. Palmiry/

17 maja 1941 r. Niemcy aresztowali w Warszawie dużą grupę działaczy Stronnictwa Narodowego, które działało konspiracyjnie. To była kolejna hekatomba

Profesor Witold Staniszkis /1880-1941/ był agronomem, wykładowcą na SGGW, posłem na sejm, wiceprezesem konspiracyjnego SN. Wywieziony do KL Auschwitz został zamęczony 22 listopada 1941 r. Ma symboliczny grób na Powązkach.

Profesor Roman Rybarski /1887-1942/ był ekonomistą, członkiem delegacji polskiej na konferencji wersalskiej, członkiem Polskiej Akademii Umiejętności, posłem na sejm. Podczas okupacji w Zarządzie Głównym SN, w ramach Delegatury Rządu RP na Kraj, kierował Departamentem Skarbu Polskiego Państwa Podziemnego. Został zamęczony w KL Auschwitz 5 marca 1942 r. Nie czekał biernie na śmierć, był inicjatorem narodowego ruchu oporu w obozie razem z Janem Mosdorfem, zamordowanym 11 października 1943 r.

Harcmistrz Stanisław Sedlaczek /1892-1941/ był jednym z założycieli polskiego harcerstwa, dziennikarzem i wydawcą. Współtworzył konspiracyjne Harcerstwo Polskie, znane jako Hufce Polskie – narodowe podziemie harcerskie, czerpiące siłę z wiary katolickiej. Został zamordowany 3 sierpnia 1941 r. w KL Auschwitz. Cześć ich pamięci!

Dziś mamy ludzi wykształconych ale nie uformowanych narodowo i państwowo, bo tamtych wróg zabijał a dzieła dokończyli po wojnie sowieccy komuniści prześladując polską inteligencję za niepożądane postawy polityczne. Pora odbudować etos polskiego inteligenta.

Piotr Szubarczyk/nd /17.V.2013/
/zdj. – pamiątkowy obelisk z tablicą druha Stanisława Sedlaczka /1892-1941/ w rejonie ul. Rozbrat w Warszawie

***

POWSZECHNA WYSTAWA KRAJOWA 1929

W czwartek 16 maja 1929 r. prezydent Ignacy Mościcki otworzył w Poznaniu Powszechną Wystawę Krajową ukazującą osiągnięcia pierwszej dekady odrodzonej Rzeczypospolitej – w gospodarce, nauce, kulturze i innych dziedzinach. Na czele komitetu honorowego stanął Marszałek Józef Piłsudski

Wystawa trwała do 30 września, wzbudziła ogromne zainteresowanie na świecie. Samych gości zagranicznych było ponad 200 tysięcy, wśród nich tłum dziennikarzy. W sumie ponad 4 mln zwiedzających! To wtedy dotarło w pełni do Europy i świata że Polska jest wielkim europejskim krajem

Wystawę zorganizowano perfekcyjnie, na ogromnym obszarze /65 ha/. Prezentowała wyroby polskich rąk i polskiego umysłu. Nigdy wcześniej i nigdy później Polacy nie zorganizowali takiej wystawy, porównywalnej do światowych EXPO.

Zadbano by infrastruktura PeWuKa mogła później służyć Polakom. To nie było malowanie trawy na zielono, jak w Polsce sowieckiej. Nowoczesne architektonicznie budynki PeWuKa zaliczamy do najlepszych obiektów polskiej architektury modern: dzisiejsze Collegium Chemicum, Collegium Anatomicum czy hotel Polonia /obecnie szpital Uniwersytetu Medycznego/.

Mówiono że PeWuKa to polskie okno na świat więc wszystko było supernowoczesne: architektura pawilonów, reklama filmowa, pierwszy faks, banki, kantory, teatry, kina, wózki akumulatorowe wożące gości. A to był rok 1929! Stefan Żeromski /zm. 1925/ nie dożył spełnienia wizji szklanych domów…

Przyszłość Polski zapowiadała się dobrze. Mieliśmy ogromny potencjał ludzki, rosła liczba wykształconych Polaków. W perspektywie była szansa pokonania biedy, dziedzictwa zaborów. Ogłoszono że w 1950 r. będzie nas 40 milionów, tyle co Brytyjczyków i Francuzów. W 1948 r. w zrujnowanym i okrojonym kraju było nas 26 milionów… Kraj odbudowywał się według sowieckiej recepty która prowadziła na manowce.

Piotr Szubarczyk/nd /16.V.2013/
/zdj. – oficjalny plakat PeWuKa, znany wówczas w całej Europie

***

BŁOGOSŁAWIONY MISJONARZ

W 2002 r. bł. Jan Paweł II dokonał w Krakowie beatyfikacji o. Jana Beyzyma, jezuity, mało znanego Polakom, a wielce zasłużonego i godnego pamięci – nie tylko 12 października /wspomnienie liturgiczne/

Pochodził z wołyńskiej rodziny szlacheckiej, urodził się 15 maja 1850 r. Kiedy miał 13 lat Moskale skazali jego ojca Jana na śmierć za udział w Powstaniu Styczniowym i spalili rodzinny dwór

Było to traumatyczne przeżycie dla chłopca. Matka z dziećmi zamieszkała w Kijowie, gdzie Janek skończył gimnazjum. Wstąpił do nowicjatu ojców jezuitów w Starej Wsi /Galicja/. Złożył śluby zakonne i wychowywał młodzież w ośrodku jezuickim w Chyrowie pod Lwowem.

Misją jego życia okazała się trudna i niebezpieczna praca wśród trędowatych na Madagaskarze – w skrajnie prymitywnych warunkach. Ojciec Jan pisał że zastał tam „mężczyzn, kobiety i dzieci stłoczone razem jak zwierzęta”. Przedtem zawsze wyobrażał sobie że będzie służyć swemu krajowi i zniewolonym przez wroga rodakom. Madagaskar uświadomił mu jednak że potrzebującym bliźnim można służyć w każdym zakątku ziemi.

Postanowił wybudować szpital w Maranie, zbierał na to fundusze po całej Europie, był niestrudzony. Wreszcie w 1911 r. dokonał dzieła które wydawało się niewykonalne. Ten szpital istnieje do dziś, pod wezwaniem Matki Bożej Częstochowskiej. Zawsze był Polakiem i był z tego dumny. Na Madagaskarze służył swą dobrocią i ofiarnością nie tylko trędowatym ale i dobrej sławie Polaka, bo cieszył się najwyższym szacunkiem. Umierał wśród swoich podopiecznych. Nie pozostawił żadnego osobistego majątku. Najcenniejszą pamiątką po błogosławionym ojcu Janie jest ryngraf po jego rodzicach.

Przez wzgląd na pamięć o ojcu Janie nie zapominajmy nigdy o polskich misjonarzach. Niosą dobro z Polski na cały świat, potrzebują naszego wsparcia.

Piotr Szubarczyk/nd /15.V.2013/

***

ZAKATOWANY MATURZYSTA GRZEGORZ PRZEMYK

Przed 30 laty doszło do jednej z najpodlejszych zbrodni stanu wojennego. Peerelowscy, komunistyczni milicjanci, czyli po prostu bandyci zakatowali w Warszawie 19-letniego Grzegorza Przemyka

12 maja 1983 r. po napisaniu matury z polskiego i historii Grzegorz wybrał się z kolegami na plac Zamkowy. Na pytanie milicjanta o dowód osobisty odpowiedział że po zawieszeniu stanu wojennego nie ma obowiązku noszenia go przy sobie. Na komisariacie przy Jezuickiej „tłumaczono” mu że jest w błędzie – został bestialsko pobity. Zmarł w sobotę 14 maja 1983 r. w wielkim cierpieniu. Miał odbite narządy wewnętrzne.

Wszczęte śledztwo było manipulowane i sterowane na polecenie generała Kiszczaka i propagandysty Urbana.

Grzegorz Przemyk był synem poetki Barbary Sadowskiej, znanej z pracy w Prymasowskim Komitecie Pomocy Osobom Pozbawionym Wolności i ich Rodzinom. Umarła z żalu trzy lata po śmierci syna.

Grzegorz nie był jedyną osobą która poniosła śmierć w takich okolicznościach. Panowało ogólne przyzwolenie Jaruzelskiego i jego kliki na „dyscyplinowanie” społeczeństwa „zanarchizowanego” przez „Solidarność”. W czerwcu 1982 r. 17-latek Emil Barchański został pobity w Pałacu Mostowskich i utopiony w Wiśle. Po pobiciu przez ZOMO lub milicję umierali w mękach Tadeusz Kosecki /17 grudnia 1981 r./, Wojciech Cieślewicz /13 lutego 1982 r./, Joanna Lenartowicz, Mieczysław Radomski, Adam Szulecki /3 maja 1982 r./, Włodzimierz Lisowski /13 lipca 1982 r./, Piotr Majchrzak /18 maja 1982 r./, Stanisław Raczek, Tadeusz Woźniak /31 sierpnia 1982 r./, Eugeniusz Wiłkomirski /3 września 1982 r./, Stanisław Królik /16 listopada 1982 r./ i – niestety – wielu innych!

Dziś moralni sprawcy tych zbrodni mówią nam że „ofiar mogło być więcej” więc cieszmy się że nie było ich więcej!!!…

Jaruzelski jest wystarczająco zdrowy by uczestniczyć w moskiewskich uroczystościach i zbyt chory by stanąć przed sądem za te i inne zbrodnie.

Część pamięci ofiar przestępczej kliki nielegalnego „stanu wojennego”.

Piotr Szubarczyk/nd /14.V.2013/

***

CAŁY TWÓJ MARYJO!

Totus Tuus”. „Cały Twój Maryjo!”. To zawołanie Biskupa Rzymu bł. Jana Pawła II, a wcześniej metropolity krakowskiego ks. kard. Karola Wojtyły. Biografowie piszą że jego inspiracją był „Traktat o prawdziwym nabożeństwie do NMP” św. Ludwika Marii Grignion de Montforta który zawarł tam myśl całkowitego zawierzenia Matce Bożej

W środę 13 maja 1981 r. Maryja czuwała nad swym sługą. Do zamachu na życie Ojca Świętego doszło podczas audiencji generalnej na pl. św. Piotra o godz. 17.19. Jan Paweł II został postrzelony przez Turka Mehmeta Ali Agcę w brzuch i w rękę. Zamachowiec mierzył w głowę Papieża, ale on schylił się do małej dziewczynki Sary Bartoli.

Miłość do dzieci, którą tyle razy obserwowaliśmy, serdeczny uśmiech i pochylenie nad Sarą uratowało życie Janowi Pawłowi II. Ali Agca nie miał dobrej widoczności, nie trafił w głowę. Ranny Papież osunął się w ramiona swojego sekretarza ks. Stanisława Dziwisza.

Błogosławiony Jan Paweł II powiedział później: „Jedna ręka strzelała a inna kierowała kulą”. Zamach nastąpił 13 maja, tak jak pierwsze objawienie Matki Bożej w Fatimie, w roku 1917. „Totus Tuus, Mariae”… Rok po zamachu Papież udał się do Fatimy by podziękować Maryi.

Zamach został bardzo dokładnie przygotowany, wiele wskazuje że stały za nim władze Związku Sowieckiego. Dla dezorientacji opinii publicznej KGB rozpuszczała wieści o fanatycznym muzułmaninie z organizacji Szare Wilki. Jednak Ali Agca był tylko narzędziem. Do prawdy dotrzeć jest bardzo trudno bo ślady pozacierano zanim na pl. św. Piotra padły strzały. Szare Wilki nigdy nie przyznały się do zamachu. Nie ulega wątpliwości że dla obozu sowieckiego komunizmu pontyfikat bł. Jana Pawła II był śmiertelnym zagrożeniem, co pokazały następne lata.

Piotr Szubarczyk/nd /13.V.2013/
/zdj. – macierzyńska dłoń Maryi kierowała biegiem kuli która miała zabić Jana Pawła II

***

KPT. „SZCZERBIEC” BYŁ ŻYWĄ LEGENDĄ

Uciekł z niewoli niemieckiej, kilkakrotnie z niewoli sowieckiej i z obozu NKWD dla akowców w Diagilewie pod Riazaniem. Nie udało mu się uciec przed NKWD-UB

Bohater konspiracji niepodległościowej na Kresach /kawaler Orderu Virtuti Militari – dwukrotnie/, dowódca 3 Wileńskiej Brygady AK

Zamordowany w więzieniu mokotowskim 11 maja 1951 r. W 1959 r. komuniści „zrehabilitowali” go, ale dalej ukrywają miejsce pochówku. Pozostał symboliczny grób na Powązkach i poszukiwania na Łączce

Kapitan Gracjan Fróg „Szczerbiec” /ur. 8 grudnia 1911/ jest Polakom zupełnie nieznany. Na fali zainteresowania Żołnierzami Wyklętymi możemy przywrócić pamięć o zamordowanych przez sowieckich kolaborantów za wierność świętej sprawie naszej niepodległości.

„Szczerbiec” należy do tych których zapomnieć nie można! Z licznych świadectw żołnierzy wileńskich wynika że był żywą legendą partyzantki walczącej z Niemcami, z ich litewskimi kolaborantami /m.in. bitwa pod Murowaną Oszmianką w maju 1944 r./, także z sowieckimi „partyzantami” – dywersantami Moskwy, których interesowały nie tyle siły niemieckie na Wileńszczyźnie co polska partyzantka. Zamordowali podstępnie 80 żołnierzy i dowódcę pierwszego oddziału AK na Wileńszczyźnie por. Antoniego Burzyńskiego „Kmicica”.

Kapitan Fróg był oficerem Wojska Polskiego, m.in. po Szkole Podchorążych Piechoty w Komorowie-Ostrowi Mazowieckiej, tak jak płk Łukasz Ciepliński, postać symboliczna dla „wyklętych”. Miał szczególną charyzmę i mir wśród żołnierzy. To dlatego został po wojnie zabity, choć nie dowodził już żadnym oddziałem. Był jednym z tych których Sowieci nie zdążyli zamordować podczas zbrodni katyńskiej. Teraz kończyli „dzieła”.

12 maja pamiętajmy w modlitwie o rocznicach śmierci Marszałka Józefa Piłsudskiego /1935/ i gen. Władysława Andersa /1970/.

Piotr Szubarczyk/nd /11.V.2013/
/zdj. – kapitan Gracjan Fróg „Szczerbiec” /pierwszy z lewej/ wśród dowódców wileńskiej AK. Przed frontem płk Aleksander Krzyżanowski „Wilk”, dowódca Okręgu Wileńskiego AK, umarł po wojnie w więziennym szpitalu. Turgiele, Wielkanoc 1944 r.

***

STRAJK W STOCZNI W 1988 R.

Wiosną 1988 r. rozpoczęła się fala strajków – największa od Wielkiego Sierpnia. Polaków elektryzował strajk w Stoczni Gdańskiej, rozpoczęty w przeddzień 3 maja. To kolebka „Solidarności”!

Stoczniowcy żądali przywrócenia NSZZ „Solidarność”. Poparł ich Episkopat Polski 3 maja z Jasnej Góry: „Jedynym środkiem prowadzącym do przezwyciężenia kryzysu w kraju jest dialog”. Kościół podjął się mediacji w Nowej Hucie i w Gdańsku

Innego zdania był generał Jaruzelski i grupa która wprowadzała stan wojenny. Kontrakt z „opozycją demokratyczną” w sprawie „bezkrwawej rewolucji”, czyli zabezpieczenia komunistów, nie był jeszcze gotowy. Z rozkazu Jaruzelskiego w nocy z 4 na 5 maja ZOMO zaatakowało hutę. Strajkujących bito pałami. Tego nie przeczytamy w książce Moniki Jaruzelskiej…

Komuniści byli gotowi na podwyżki /drukowali bezwartościowe pieniądze/, ale nie na postulaty polityczne. Stoczniowcy postanowili zakończyć strajk, wychodząc 10 maja ze stoczni w milczącej procesji. Dziś piszą że w pierwszym szeregu „szli, trzymając się pod ręce, Lech Wałęsa i Tadeusz Mazowiecki”. To fałszywa legenda. Pierwszy szereg pokazujemy na zdjęciu. Na czele szedł z wielkim krzyżem Tadeusz Szczudłowski – prawdziwy bohater lat 70, jeden z animatorów sierpniowego strajku. Dziś zapomniany bo był przeciw kontraktowi, a Okrągły Stół uznał za zdradę ideałów. Obok szli młody stoczniowiec z wizerunkiem Matki Bożej i mężczyzna z biało-czerwoną flagą. Szczudłowski zamiast iść do miasta gdzie pochód miał być rozproszony ruszył nagle do kościoła św. Brygidy. Przybyli tłumnie gdańszczanie pocieszali stoczniowców że to moralne zwycięstwo. Skandowali: „Solidarność – dziękujemy!”

Pamiętajmy o zapomnianym strajku sprzed 25 lat. Nie mogli zwyciężyć bo byli poza tworzonym właśnie układem.

Piotr Szubarczyk/nd /10.V.2013/
/zdj. – krzyż, wizerunek Matki Bożej i fotografia bł. Jana Pawła II. Polityczna porażka, moralne zwycięstwo

***

WADLIWA SOWIECKA KONSTRUKCJA

Mija 26 lat od największej – do czasu tragedii smoleńskiej – katastrofy lotniczej w historii Polski. 9 maja 1987 r. nad Lasem Kabackim rozbił się „Tadeusz Kościuszko”, samolot sowieckiej konstrukcji Ił-62M. Polska komisja udowodniła że była to wina wad konstrukcyjnych maszyny. W czasach komunistycznych można było przeprowadzić dochodzenie, a w roku 2010 okazało się to niewykonalne…

Wadliwie skonstruowany i wykonany Ił-62M był też przyczyną śmierci 304 osób w Rosji /w 1967 i 1972 r./ i 156 osób pod Berlinem /1972 r./. Mimo ustalenia przez Polaków przyczyn katastrofy dwa lata później zginęło 171 osób nad Hawaną

„Tadeusz Kościuszko” leciał do Nowego Jorku. Wystartował w sobotę 9 maja 1987 r. o godz. 10.18 z Okęcia. Na pokładzie było 11 osób załogi i 172 pasażerów. Dowódca załogi samolotu Zygmunt Pawlaczyk miał 36 lat praktyki za sterami samolotów. Zachował się godnie. Ma na Ursynowie ulicę swego imienia.

Po 22 minutach lotu nastąpiło zatarcie jednego z silników i pożar. Samolot zawrócił znad Grudziądza. Jednak sowiecka maszyna miała błędy konstrukcyjne które spowodowały jej autodestrukcję. O godz. 11.12 samolot spadł na Las Kabacki. Czarne skrzynki zarejestrowały ostatnie słowa kapitana: „Do widzenia! Cześć! Giniemy!”. Zginęli wszyscy.

Polska komisja ustaliła że nastąpiła „awaria łożyska podpory pośredniej wału silnika”. Łożysko się zatarło, wybuchł pożar, pękł wał. Rozpad jednego silnika powodował zniszczenie drugiego. „Części rozerwanego wirnika uszkodziły sąsiedni silnik, przebiły tylną część kadłuba i uszkodziły system sterowania”. Piloci nie mieli szans, samolot ich nie słuchał.

Sowieci zakwestionowali ustalenia komisji oświadczając że katastrofę spowodowały „błędy polskich pilotów” i że uszkodzenia silników powstały po zderzeniu z ziemią. Ił-62M został wycofany z eksploatacji dopiero w latach 90 XX w.

Piotr Szubarczyk/nd /9.V.2013/
/zdj. – sowiecki samolot Ił-62M w starych barwach PLL LOT; wady konstrukcyjne i produkcyjne tej maszyny były przyczyną śmierci 183 osób w Lesie Kabackim

***

NON POSSUMUS

Stalinowskiej nocy w Polsce nie rozświetliła śmierć dyktatora 5 marca 1953 r. Było jeszcze gorzej. Zamiast Katowic pojawił się Stalinogród, zawieszono wydawanie tygodnika „Niedziela” /do 1981 roku!/, liczba więźniów politycznych sięgnęła 50 tysięcy, a ministerstwo bezpieki osiągnęło rekord zatrudnienia: 33 tysiące ubowców!

Jeszcze przed śmiercią Stalina komuniści wydali dekret „o nominacjach na stanowiska duchowne”. Wprowadzenie go w życie oznaczałoby polityczne podporządkowanie Kościoła katolickiego komunistom – zlikwidowanie ostatniego bastionu oporu przed systemem łamiącym ludzkie sumienia.

Teraz czekali na odpowiedź Episkopatu. To wtedy objawił się Polsce Prymas Tysiąclecia. O czym myślał Stefan kardynał Wyszyński przygotowując odpowiedź na dekret? Chyba o tym co powiedzieli apostołowie św. Piotr i św. Jan żydowskiemu Sanhedrynowi, żądającemu by zaprzestali działalności w imię Chrystusa: „Non possumus!”. Nie możemy tego cośmy słyszeli i widzieli nie mówić…

Biskupi polscy odpowiedzą jak apostołowie. „Gdyby postawiono nas wobec alternatywy: albo poddanie jurysdykcji kościelnej, albo osobista ofiara – wahać się nie będziemy. Pójdziemy za głosem apostolskiego naszego powołania i kapłańskiego sumienia /…/. Rzeczy Bożych na ołtarzach Cezara składać nam nie wolno. Non possumus!”.

Nieprzypadkowo memoriał ogłoszono 8 maja 1953 r. To dzień św. Stanisława Biskupa, który zginął śmiercią męczeńską w obronie prawa Bożego i ładu moralnego. Po kanonizacji /1253/ jego kult odegrał wielką rolę w zjednoczeniu Polski. Za sprawą „Non possumus” Polska roku 1953 też się zjednoczyła – duchowo. Komuniści aresztowali Prymasa i „osądzili” ks. bp. Czesława Kaczmarka, ale przegrali walkę o rząd naszych dusz.

Gdzie są dziś granice non possumus dla zła, zgorszenia i szydzenia z najświętszych wartości? Odpowiedź musi być równie jasna, jak ta sprzed 60 lat.

Piotr Szubarczyk/nd /8.V.2013/

***

DRUH JANEK

6 maja 1921 r. urodził się jeden z bohaterów Szarych Szeregów i Polskiego Państwa Podziemnego ppor. Jan Bytnar „Rudy”

Jego ojciec, Stanisław, był żołnierzem Legionów, co miało wielkie znaczenie dla Janka. Po przeprowadzce rodziny z Kolbuszowej do Warszawy jako uczeń Gimnazjum Stefana Batorego wstąpił do 23 Warszawskiej Drużyny Harcerskiej ZHP im. Bolesława Chrobrego, zwanej Pomarańczarnią. Jego druhami byli m.in. Leszek Domański „Zeus” /nauczyciel zamordowany przez NKWD/, Tadeusz Zawadzki „Zośka”, Maciej Aleksy Dawidowski „Kopernicki” i Jan Rodowicz „Anoda” /zamordowany po wojnie przez NKWD-UB/

Od początku okupacji uczestniczył w akcjach sabotażowych i zbrojnych. Ukończył tajną Szkołę Podchorążych Piechoty Rezerwy „Agrikola”. Dowodził hufcem Ochota Chorągwi Warszawskiej Szarych Szeregów. Osobiście wykonał najbardziej niebezpieczne akcje sabotażowe: zerwał flagę z hakenkreuzem z gmachu Zachęty, namalował znak Polski Walczącej na pomniku Lotnika.

Od listopada 1942 r. był w Grupach Szturmowych podlegających Kedywowi Komendy Głównej AK. Pułkownik August Emil Fieldorf „Nil” darzył miłością swoich najmłodszych podkomendnych. Po wojnie nie wyjechał na Zachód, wiedząc że są prześladowani przez NKWD-UB. Przypłacił to życiem na mokotowskiej szubienicy.

Janek został aresztowany przez gestapo razem z ojcem 23 marca 1943 r. Odbity przez druhów 26 marca w akcji pod Arsenałem. Był w stanie agonii. Zmarł 30 marca. Został mianowany pośmiertnie harcmistrzem ZHP i podporucznikiem, odznaczony Krzyżem Walecznych.

AK ustaliła nazwiska oprawców. Były to SS-kanalie: Herbert Schulz i Ewald Lange. Zostali zlikwidowani. Kryptonimem „Rudy” nazwano 2 kompanię batalionu „Zośka”.

26 września 2009 r. prezydent Lech Kaczyński odznaczył pośmiertnie Jana Bytnara Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski. Odwiedzajmy jego grób na wojskowych Powązkach.

Piotr Szubarczyk/nd /6.V.2013/

***

TĄ RZECZĄ JEST HONOR

Działo się to w piątek 5 maja 1939 r. w samo południe, w sejmie Rzeczypospolitej Polskiej w Warszawie. Dzień i godzina zostały wybrane starannie. Tydzień wcześniej, 28 kwietnia o godz. 12, w berlińskim Reichstagu przemawiał Adolf Hitler. Straszył i szantażował Polaków. Wypowiedział polsko-niemiecki układ o niestosowaniu przemocy z 1934 r.

Oświadczył bezczelnie że Polska go pogwałciła! Zażądał autostrady dla Niemców przez terytorium Polski. Zażądał włączenia Wolnego Miasta Gdańska do Rzeszy. Obiecywał „gwarancje” niemieckie dla naszych granic, czyli uzależnienie Polski od Niemiec

Świat czekał na odpowiedź ministra spraw zagranicznych płk. Józefa Becka, który był twórcą polsko-niemieckiego traktatu i prowadził rozmowy z Niemcami. Przed odbiornikami radiowymi w całym kraju gromadził się kto żyw. Mowy słuchała cała Polska, przerwano pracę i naukę w szkołach. Co tak poruszyło w przemówieniu ministra miliony rodaków? Czy tylko odrzucenie niemieckich żądań – w sposób godny, przy użyciu racjonalnych argumentów? A może pamiętne résumé, kiedy wyraził ducha narodu polskiego i nasz system wartości, w którym „pokój jest rzeczą cenną, ale jest tylko jedna rzecz w życiu ludzi, narodów i państw, która jest bezcenna. Tą rzeczą jest honor”!

Żyjemy w czasach braku zasad i honoru, za „ludzi honoru” niektórzy uważają komunistycznych zbrodniarzy. Państwo polskie jest ostentacyjnie poniewierane, zwłaszcza w ostatnich trzech latach. Pamiętajmy o 5 maja 1939 r., by jeszcze raz zaczerpnąć łyk powietrza wolności od tych którzy byli przed nami i lepiej wiedzieli co w życiu narodów jest „bezcenne”.

Piotr Szubarczyk/nd /4.V.2013/
/zdj. – minister spraw zagranicznych RP płk Józef Beck /1894-1944/ przemawia w sejmie 5 maja 1939 r.

***

POD OPIEKĄ MARYI

„Witaj Maj, Trzeci Maj, dla Polaków błogi raj!” – pisał Rajnold Suchodolski, żołnierz Powstania Listopadowego

W czasie Powstania Styczniowego wspomnienie Majowej Jutrzenki było inspiracją do walki. 3 maja 1891 r. ulicami Warszawy szła manifestacja młodzieży polskiej by uczcić stulecie Konstytucji. Wielu aresztowano, uwięziono, zesłano

3 maja 1919 r. sejm odrodzonej Rzeczypospolitej Polskiej ustanowił 3 maja świętem narodowym Polaków. Pod krzyżem Romualda Traugutta zasadzono Drzewo Wolności. W Poznaniu na Malcie usypano kopiec Wolności.

Na wniosek Episkopatu Polski Kongregacja Obrzędów Stolicy Apostolskiej ustanowiła święto NMP Królowej Polski, wyznaczając je na 3 maja. Tytuł Królowej Polski nadał Maryi już Jan Kazimierz podczas ślubów w katedrze lwowskiej /1956/.

17 marca 1921 r. sejm uchwalił pierwszą Konstytucję odrodzonego państwa. W uroczystym wstępie dziękowano Opatrzności „za wyzwolenie nas z niewoli” i nawiązywano do „wiekopomnej Konstytucji 3 Maja”.

3 maja 1946 r. komunistyczna bezpieka zabroniła świętowania 3 Maja w miejscach publicznych! Manifestanci wyszli na ulice, polała się krew. W Polsce sowieckiej najlepszym manifestem uczuć narodowych było wywieszenie 3 maja biało-czerwonej flagi, co było karane!

3 maja 1981 r. w kilkuset miastach Polski odbyły się Msze Św. polowe. Miliony Polaków wyszły na ulice oszołomione perspektywą wolności, pokazaną przez „Solidarność”.

Konstytucja 3 maja to nie tylko reforma państwa. Gdyby tak było pamiętaliby o niej tylko historycy. Była zrywem ku wolności, zerwaniem haniebnego traktatu „gwarancyjnego” z Rosją /1768/. Dlatego stała się narodowym mitem i dlatego połączyliśmy dzień jej uchwalenia z czcią dla Królowej Polski.

Piotr Szubarczyk/nd /2.V.2013/
/zdj.Maryjo, Królowo Polski, módl się za nami!

***

PIERWSZY PARTYZANT

Przed 73 laty zginął wybitny polski oficer, nazywany Pierwszym Partyzantem Rzeczypospolitej. Major Henryk Dobrzański „Hubal” /*22 VI 1897 †30 IV 1940/ jako pierwszy polski oficer po przegranej wojnie 1939 r. podjął walkę z Niemcami w warunkach partyzanckich. Gorzką walkę, bo Niemcy stosowali zbrodniczą odpowiedzialność zbiorową i mordowali mieszkańców wsi na szlaku „Hubala”

W latach 1919-1921 walczył z bolszewikami. Został odznaczony czterokrotnie /!/ Krzyżem Walecznych i Krzyżem Srebrnym Orderu Virtuti Militari.

W roku 1925 Polacy obserwowali wielki talent jeździecki. Henryk Dobrzański był oficerem elitarnego 2 Pułku Szwoleżerów Rokitniańskich stacjonującego w Starogardzie na Pomorzu. Polscy jeźdźcy pojechali na Puchar Narodów do Londynu. Do historii jeździectwa przeszedł wyczyn Dobrzańskiego, który na koniu Fagas dwukrotnie bezbłędnie przejechał parcours. Za zwycięstwo w konkursie otrzymał z rąk księcia Walii złotą papierośnicę. Książę powiedział przy wręczaniu nagrody: „Najlepszemu jeźdźcowi świata”!

We wtorek, 30 kwietnia 1940 r., „Hubal” z grupą żołnierzy został otoczony przez oddział Wehrmachtu w Anielinie, w powiecie opoczyńskim. Nastąpiła gwałtowna wymiana ognia, major poległ z bronią w ręku.

Niemcy na swój bandycki sposób zemścili się na bohaterze. Zbezcześcili jego ciało i obwozili po terenie, by odstraszyć innych partyzantów. Nie wiemy gdzie zakopali ciało. Może spalili? Ostatnio wymienia się Wąsosz Górny k. Częstochowy. W Wąsoszu jest mogiła powstańców styczniowych. On był ich nieodrodnym wnukiem. W młodości legionista Józefa Piłsudskiego „rzucił swój życia los na stos”. Zginął w walce. Wielu jego kolegów umierało w tych samych dniach od strzałów w tył głowy w więzieniach, w Lesie Katyńskim, Charkowie, Twerze.

Piotr Szubarczyk/nd /30.IV.2013/

***

PIEKŁO DACHAU

To był najbardziej „hitlerowski” obóz śmierci ze wszystkich niemieckich obozów zagłady. Rozpoczął swą działalność natychmiast po tym jak Hitler został kanclerzem Niemiec /1933/, a zakończył dzień przed jego śmiercią. Został wyzwolony przez wojska amerykańskie 29 kwietnia 1945

Zwiad amerykański pojawił się w Dachau nieoczekiwanie, obozowi mordercy nie zdążyli wykonać ostatniego rozkazu swego komendanta, który nakazał wymordowanie wieczorem granatami w zamkniętych barakach żyjących jeszcze więźniów. Polscy kapłani – więźniowie Dachau – uznali to za cud za sprawą św. Józefa, któremu oddali się w opiekę. Po wojnie spotykali się w kaliskim sanktuarium św. Józefa, dziękując za powtórny dar życia

KL Dachau był „wzorcowym” obozem śmierci i zarazem wielkim przedsiębiorstwem państwa niemieckiego nadzorowanym przez zbrodniczą SS. Niewolnicy z różnych krajów, pozbawieni wszelkich praw ludzkich, pracowali dla niemieckiego przemysłu zbrojeniowego. Przeżyło 40.8 proc. więźniów.

Wielką grupę w Dachau stanowiły osoby duchowne, zwłaszcza biskupi, księża, zakonnicy, diakoni Kościoła katolickiego. Było ich ok. 3 tysięcy, wśród nich aż 1773 z Polski! Najwięcej z diecezji chełmińskiej i włocławskiej, nazywanych „diecezjami męczenników”, bo w czasie wojny straciły więcej niż połowę księży! Tu umierał bł. ks. Stefan Wincenty Frelichowski, działacz Sodalicji Mariańskiej, wybitny instruktor harcerski, dziś patron harcerstwa polskiego. Tu cierpieli późniejsi księża biskupi: Ignacy Jeż i Kazimierz Majdański – założyciel i twórca Instytutu Studiów nad Rodziną w Łomiankach – wotum za ocalenie życia polskich kapłanów z Dachau, kawaler Orderu Orła Białego, wielki przyjaciel Radia Maryja i dzieł z nim związanych. W Dachau, jeszcze jako alumn, poddany był nieludzkim pseudoeksperymentom medycznym. Zmarł 29 kwietnia 2007 – dokładnie w 62 rocznicę wyzwolenia obozu.

Piotr Szubarczyk/nd /29.IV.2013/
/zdj. – uśmiech na twarzach ludzkich cieni. 29 kwietnia 1945 r. – cudem ocaleni więźniowie Dachau – amerykański autor zdjęcia nieznany

***

KRZYŻ NOWOHUCKI

Nowa Huta została zaplanowana przez komunistów jako miasto bez Boga, polski Magnitogorsk. Miała być przeciwwagą dla starego Krakowa – symbolu wiary i polskości. Polską drogą do komunizmu, „do którego społeczeństwo polskie jeszcze nie dojrzało tak, jak społeczeństwo radzieckie, ale wkrótce osiągnie ten etap” – pisano w podręcznikach pseudowiedzy o społeczeństwie!

Wielka inwestycja przyciągała tysiące młodych ludzi. Mieli być wychowani na modłę sowiecką

Wbrew tym planom krzyż stanął jednak w Nowej Hucie, w niedzielę 17 marca 1957 r. Prosty, drewniany. U zbiegu ulic Marksa i Majakowskiego. Poświęcił go ks. abp Eugeniusz Baziak. Komuniści „obiecali” że będzie tu można wybudować kościół, ale kościół na planie Nowej Huty był tylko wybiegiem.

Kiedy w środę 27 kwietnia 1960 r. do poświęconego krzyża podjechała koparka, by go wykopać, nowohucka wspólnota stanęła murem, nie bacząc na represje. Doszło do walk z milicjantami, którzy bili obrońców krzyża. Wspólnota wiernych była jednak tak zdeterminowana że komuniści ustąpili. Krzyża od tej chwili pilnowano i pozostał na swoim miejscu. Planowany tam kościół został wybudowany dopiero w 2001 r., ale wizja miasta bez Boga upadła.

Pierwszy nowohucki kościół Arka Pana powstał wcześniej, w innym miejscu. Jego budowie i obronie Nowej Huty przed ateizacją patronował ks. kard. Karol Wojtyła. Niezwykłe okoliczności postawienia i obrony krzyża oraz związanie go z postacią błogosławionego sprawiły że wbrew planom komunistów krzyż nowohucki stał się po latach symbolem nowej dzielnicy Krakowa i Polski, która obroniła się przed ideologią bolszewicką. 9 czerwca – podczas I pielgrzymki do ojczyzny – bł. Jan Paweł II powiedział w Krakowie-Mogile: „Od krzyża w Nowej Hucie zaczęła się nowa ewangelizacja. Ewangelizacja nowego Milenium”.

Piotr Szubarczyk/nd /27.IV.2013/
/zdj. – mieszkańcy Nowej Huty nie pozwolili wojsku i milicji zniszczyć krzyża

 ***

„OŚWIĘCIM TO BYŁA IGRASZKA”…

W nocy z 26 na 27 kwietnia 1943 r. uciekł z KL Auschwitz wybitny oficer Wojska Polskiego i oficer Armii Krajowej rtm. Witold Pilecki. Wcześniej dobrowolnie dał się aresztować Niemcom w łapance ulicznej w Warszawie /19 września 1940 r./ by trafić do KL Auschwitz i przygotować raport o sytuacji w niemieckim obozie zagłady

Trafił do Auschwitz w nocy z soboty na niedzielę 21/22 września 1940 r. jako Tomasz Serafiński. Więzień nr 4859 realizował swą misję w warunkach ekstremalnych. Musiał znaleźć chętnych do pracy konspiracyjnej wśród ludzkich cieni. Założył Związek Organizacji Wojskowej. Był oficerem nawet w obozie. ZOW miał w obozie swoich ludzi bez których późniejsza ucieczka Pileckiego byłaby trudna.

Przygotowywał raporty o sytuacji w obozie. Na Zachodzie zrobiono z nich niewielki użytek, ale na to Pilecki nie miał wpływu.

Uciekł z obozu razem z Janem Redzejem i Edwardem Ciesielskim. W obozie działała już sieć konspiracyjna. Na wolności druh Witold napisał pełny raport o największym niemieckim obozie. Zamęczono tu ponad milion ludzi z całego świata – najwięcej Żydów i Polaków.

Był bohaterem Polskiego Państwa Podziemnego, został uznany za jedną z „sześciu twarzy odwagi” konspiracji antyniemieckiej w Europie /M. Foot/. Mimo to sowieccy komuniści skazali go na śmierć i zamordowali strzałem w tył głowy w więzieniu mokotowskim. Przedtem był tak okrutnie przesłuchiwany że podczas widzenia z żoną przyznał: „Oświęcim to była igraszka”… Bohater konspiracji europejskiej „na łaskę” u sowieckiego namiestnika Bieruta nie zasłużył. Marzył o wolnej Polsce, a to było w dominium sowieckim największym przestępstwem, wobec którego blakły wszelkie zasługi.

Pamiętajmy o druhu Witoldzie. Wkrótce – 25 maja – 65 rocznica jego męczeńskiej śmierci. Niech żyje wśród dzisiejszych harcerzy i wśród wszystkich rodaków!

Piotr Szubarczyk/nd /26.IV.2013/
/zdj. – „Oświęcim to była igraszka”… Rtm. Witold Pilecki „Witold”, „Druh” /13 V 1901 – 25 V 1948/ – zdjęcie wykonane przez przyszłych zabójców bohatera w więzieniu mokotowskim /1947/

***

WÓZ DRZYMAŁY

W niedzielę 25 kwietnia 1937 r. zmarł Michał Drzymała – polski chłop który stał się symbolem polskiego oporu przeciw germanizacji. Określenie „wóz Drzymały” było w Polsce powszechnie znane. Dziś wyrzucono Drzymałę na europejski śmietnik. Szkodzi „Europie”?

Urodził się w 1857 r. we wsi Zdrój. Kiedy miał 14 lat powstała II Rzesza Niemiecka. Pierwszym kanclerzem zjednoczonych Niemiec został Prusak Otto Bismarck który zapisał się w pamięci Polaków jako ich prześladowca. 30-letni Drzymała był świadkiem rugów pruskich – wypędzania całych polskich rodzin z dziećmi z Wielkopolski i ze Śląska.

Drzymała kupił we wsi Podgradowice działkę. Nie otrzymał zgody na budowę domu – wbrew pruskiemu prawu! Urzędnicy bardziej się liczyli z zaleceniami antypolskiej organizacji Hakata która mówiła że należy rugować polską własność. Nie można budować? Drzymała kupił duży wóz cyrkowy, urządził go jak dom i postawił na działce. Hakatyści wynaleźli nowe „prawo”: jeżeli coś stoi nieruchomo to musi zostać rozebrane. Drzymała codziennie zaprzęgał do swego „domu” konie które przestawiały wóz o metr w prawo lub w lewo! Rozwścieczeni Prusacy nie szukali już „prawa” i usunęli dom-wóz, własność Drzymały, z jego własnej działki!

Sprawa stała się głośna w całym świecie. W obronę Drzymały zaangażowali się znani pisarze: Henryk Sienkiewicz, Bolesław Prus, Maria Konopnicka, Lew Tołstoj. Zorganizowano publiczną zbiórkę na drugi wóz Drzymały. Pojechał Drzymała do Krakowa i podczas uroczystości 500-lecia bitwy pod Grunwaldem, 15 lipca 1910 r., stanął domem-wozem pod Barbakanem.

W wolnej Polsce wieś Podgradowice przemianowano na Drzymałowo. To mała wioska w powiecie grodziskim. Wycieczki rzadko do niej zaglądają, choć stoi tam replika wozu Drzymały. Odwiedźmy to miejsce i grób Michała Drzymały na cmentarzu w Miasteczku Krajeńskim. 

Piotr Szubarczyk/nd /25.IV.2013/

***

Z BRYLANTÓW DO WROGA

Mieczysław Romanowski /12 IV 1833 – 24 IV 1863/

Mieczysław Romanowski był jednym z najzdolniejszych poetów polskich w swoim pokoleniu. Ucieleśniał najszlachetniejsze porywy serc czasów Powstania Styczniowego. Wrażliwy poeta, w potrzebie stał się żołnierzem. Poległ w walce, kilka dni po 30 urodzinach. Powiedziano o Krzysztofie Kamilu Baczyńskim że jego śmierć w Powstaniu Warszawskim była strzelaniem z brylantów do wroga. Przed Baczyńskim takim brylantem był Romanowski

Urodził się 12 kwietnia 1833 r. w Żukowie na Pokuciu. Rodzice kładli nacisk na wychowanie religijne i patriotyczne chłopca. „Starsze siostry śpiewały młodszemu bratu pieśni i grały mu melodie narodowe” – pisał dr Kazimierz Wróblewski /Kraków 1910/.

Maturę zdał we Lwowie, studiował prawo. Bardziej interesowała go jednak historia Polski. Pisał też wiersze przesiąknięte miłością do kraju i smutkiem za utraconą wolnością.

Od 1862 r. zaangażowany był w działalność konspiracyjną. W „Hymnie Polski” pisał: „Ojczyźnie naszej, Polsce, bądźmy wierni /…/. Nieszczęścia i klęski niech miłość połamie”.

Kiedy wybuchło Powstanie Styczniowe pisał do brata Emeryka: „Ruszamy w pochód! Przygotuj na to rodziców /…/. Módlcie się za mnie”.

Ruszył do powstania jako dowódca oddziału młodzieży lwowskiej. Zostali otoczeni i trafili do cel więziennych. Po uwolnieniu, nie przejmując się pierwszym niepowodzeniem, dołączył do słynnego oddziału Marcina Borelowskiego „Lelewela”, był adiutantem dowódcy.

W piątek, 24 kwietnia 1863, Mieczysław Romanowski zginął od rosyjskiej kuli w bitwie pod Józefowem w powiecie biłgorajskim.

Są pisarze którzy co innego robią sami a co innego piszą… Tak jak są ludzie którzy sami czynią inaczej niż uczą swoich bliźnich. Do takich Mieczysław Romanowski nie należał” – pisał dr Wróblewski…

Nie udało się ustalić gdzie został pochowany. Symboliczny grób znajduje się na cmentarzu w Józefowie.

Piotr Szubarczyk/nd /24.IV.2013/

***

BITWA POD WĄSOSZEM

Rok 2013 z woli senatu RP jest Rokiem Powstania Styczniowego. Przypominamy w kalendarzu wydarzenia sprzed 150 lat. Powstańcy potrzebują naszej pamięci i modlitwy, a my potrzebujemy ich wstawiennictwa w ważnych dla Polski sprawach

23 kwietnia 1863 r., w dniu św. Wojciecha, patrona Polski, doszło do bitwy pod Wąsoszem. Powstańcza partia mjr. Aleksandra Lütticha starła się z Moskalami. To nie była wielka bitwa /po około 400 żołnierzy z każdej strony/; nie wiemy ilu Rosjan zginęło /na pewno więcej niż powstańców/. Godna jest jednak pamięci ponieważ w Wąsoszu i okolicach zachowała się żywa pamięć o tym wydarzeniu przekazywana z pokolenia na pokolenie.

Jest tu mogiła powstańcza /nie jedyna na ziemi częstochowskiej/. Znamy nazwiska 16 poległych powstańców z 34 którzy wtedy zginęli, wszyscy z Wielunia lub z powiatu wieluńskiego. Wiemy kim byli. Ich pochodzenie pokazuje demokratyczny i ogólnonarodowy charakter narodowej insurekcji lat 1863-64.

Najstarszym z poległych był 41-letni felczer z Wielunia Jakub Śliwicki. Najmłodsi to 20-latkowie: cukiernik Piotr Czajkowski, kowal Paweł Fikier, uczeń Zygmunt Siwik, syn dzierżawcy Aleksander Szwarc. Wśród poległych byli też 21-letni Tadeusz Psarski, 22-letni mechanik Robert Langkammer, 24-letni syn dzierżawcy Marian Kurowski, 22-letni kancelista Antoni Stachurski, 24-letni Józef Wieczorkiewicz, 24-letni Wojciech Sobolewski, 25-letni szewc Teofil Tiliż, 28-letni nauczyciel Kazimierz Nowakowski, 28-letni Juliusz Siewierski, 30-letni ogrodnik Antoni Nikiel. Młodzi ludzie, w perspektywie historycznej starsi koledzy tych z AK i NSZ… „Przeszłość to dziś, tylko cokolwiek dalej…” /C.K. Norwid/. Pochodzili z różnych stanów. Pogrzeb, mimo wrogiej postawy Rosjan, był manifestacją polskości. Ustawiono dwa wielkie krzyże – wiary i pamięci. Niech ta pamięć trwa.

Piotr Szubarczyk/nd /23.IV.2013/
/zdj. – Artur Grottger /1837-1867/ – „Bitwa”. Rysunek kredką z cyklu „Polonia”

***

OJCIEC ELEKTRONIKI Z KCYNI

Przed 60 laty, 22 kwietnia 1953 r., na zawał serca zmarł wybitny polski uczony prof. Jan Czochralski /ur. 23 X 1885/ – światowej sławy chemik, metaloznawca, wynalazca stosowanej do dziś metody otrzymywania monokryształów krzemu /metoda „CZ”/. Ojciec współczesnej elektroniki, w świecie techniki najczęściej wymieniany Polak

Pracował jako naukowiec w Berlinie, Frankfurcie n. Menem i Warszawie, ale nie ograniczał się tylko do prac badawczych i dydaktyki. Był zamożnym człowiekiem, a zarazem typem państwowca. Przekazał pieniądze na odbudowę dworku Fryderyka Chopina w Żelazowej Woli i na wykopaliska w Biskupinie. Udzielał pomocy ubogim artystom. Jego warszawski dom przy Nabielaka gościł pisarzy i poetów.

Ponieważ miał żonę Niemkę w czasie okupacji pozwolono mu otworzyć Zakład Badań Materiałów. Po wojnie komuniści uznali go za kolaboranta. Wiadomo że zakład powstał za zgodą polskich władz podziemnych by dać etaty polskim naukowcom i zdobywać informacje o niemieckich pracach zbrojeniowych. Profesor Czochralski składał raporty Oddziałowi II Komendy Głównej AK. Jeden z nich odnaleziono w Archiwum Akt Nowych w Warszawie /2011/. Trudno się było bronić przed komunistami, bo przecież Armia Krajowa była dla nich „pomocnikiem Hitlera”!

Ostatnie lata życia profesor spędził w rodzinnej Kcyni, każdego dnia licząc się z aresztowaniem przez NKWD-UB – jako akowiec i „kolaborant”. Niewiele wiemy o okolicznościach jego śmierci do której doszło zaraz po wyjściu z domu profesora bandytów z UB. Co mu proponowali? Donoszenie na świat nauki? Czym grozili? Postawieniem przed sądem za „kolaborację”?

Serce profesora wytrzymało wojnę, UB nie. Cześć pamięci wielkiego uczonego i bohatera Polskiego Państwa Podziemnego!

Piotr Szubarczyk/nd /22.IV.2013/

***

ZBRODNIA W KUTACH

Kuty to urokliwe miasteczko nad Czeremoszem. Piękna okolica była przed wojną znanym terenem wypoczynkowym. Czeremosz wyznaczał granicę Polski z Rumunią. Po agresji sowieckiej mostem na rzece przedostały się do Rumunii władze polskie. A także polskie wojsko, by kontynuować na Zachodzie walkę

Pierwsza okupacja sowiecka /1939-1941/ była dotkliwa. Polacy w najgorszych snach nie przypuszczali że będzie jeszcze gorzej. Po czerwcu 1941 r. do głosu doszli ukraińscy nacjonaliści. W marcu i kwietniu 1944 r. dokonali okrutnych zbrodni na Polakach i Ormianach

Piątek 21 kwietnia 1944 r. był w Kutach dniem mordów. Już w nocy z 19 na 20 marca 1944 r. niemiecka policja ewakuowała się z Kut, zostawiając pole ukraińskim nacjonalistom. Zgodnie z międzynarodowymi konwencjami siły okupacyjne są odpowiedzialne za ludność na terenach okupowanych. Wszystkie ukraińskie, bandyckie dokonania tego czasu spadają też na niemieckie państwo. Noże i siekiery szybko wypadłyby z rąk OUN-UPA gdyby Niemcy chcieli chronić Polaków i Ormian. Nie chcieli.

Ukraińscy zbrodniarze byli uzbrojeni w broń niemiecką. Wielu z nich należało do niemieckiej policji. Zbrodnie w Kutach odbywały się w nocy, według list sporządzonych przez ukraińskich sąsiadów. Bandyci zabijali mężczyzn, potem kobiety i dzieci. Nie wystarczało im tylko zadanie śmierci. W Kutach były przypadki nieludzkiego znęcania się i tortur. Inżyniera Zarembę ukrzyżowano.

Z tysiąca polskich mieszkańców Kut zamordowali co czwartego, reszta uciekła z miasteczka, chroniąc swoje dzieci. Nam pozostaje pamięć.

Piotr Szubarczyk/nd /20.IV.2013/
/zdj. – przedwojenna pocztówka pokazuje wesele nad Czeremoszem /1925/. Piękny świat którego już nie ma, który przesłoniły zbrodnie

***

OPÓR W GETCIE

W Wielki Poniedziałek 1943 r. rozpoczął się zbrojny opór Żydów w getcie warszawskim, nazwany później powstaniem. Nie miał szans powodzenia, miał znaczenie moralne. Główną siłę stanowili Żydzi – byli oficerowie i żołnierze Wojska Polskiego, zwłaszcza ci z Żydowskiego Związku Wojskowego

Opór wspierało czynnie Polskie Państwo Podziemne. W ramach akcji „Getto” Armia Krajowa dostarczyła duże ilości broni, a od 19 kwietnia do połowy maja 1943 r. przeprowadziła szereg akcji mających na celu wyprowadzenie Żydów z getta. Atakowano niemieckie placówki i patrole wokół getta, niektórzy Polacy walczyli w samej dzielnicy żydowskiej. Na placu Muranowskim Żydzi wywiesili dwie flagi: biało-czerwoną i niebiesko-białą. Himmler nakazał ich zniszczenie: „To coś więcej niż armata”!

W okresie stalinowskim komuniści pochodzenia żydowskiego zafałszowali obraz oporu, zasługi wyłącznie przypisując lewicowej Żydowskiej Organizacji Bojowej i jej przywódcom, m.in. Markowi Edelmanowi. Koncentrowano się nie na tym co w historii polsko-żydowskiej było dobre lecz na tym co złe. Polak szmalcownik – tak; Polak ratujący Żydów – nie.

Dziś powrócono do tej antypolskiej propagandy. Do załgania obrazu przyczynił się Czesław Miłosz wierszem „Campo di Fiori”: biedni Żydzi umierają w getcie, a za murem Polacy bawią się na karuzeli! Tym kłamstwem molestuje się dziś w szkołach polskie dzieci.

W getcie zginęło kilkudziesięciu Niemców. W Powstaniu Warszawskim około 10 tysięcy. Monumentalny pomnik bohaterów getta postawiono w 1948 r. Kameralny pomnik Małego Powstańca w 1983. Za granicą dezinformowano opinię publiczną że Powstanie Warszawskie to właśnie opór w getcie… Prezydent Niemiec był o tym przekonany jeszcze w latach 90!

Pamiętajmy o bohaterach getta i o wspierających ich Polakach. Mieliśmy wspólnych wrogów. Dziś wielu udaje że nie wie jak się nazywali, więc mówią o nich „naziści”.

Piotr Szubarczyk/nd /19.IV.2013/
/zdj. – Żydzi opuszczają getto. Zdjęcie z raportu Jürgena Stroopa dla Himmlera. Bandyta z bronią wycelowaną w chłopca to Josef Blösche, zbrodniarz wojenny z SS i gestapo, nazywany przez Żydów „Frankensteinem”. Po wojnie obywatel NRD, współpracownik komunistycznej policji politycznej Stasi

***

TU POLSKIE RADIO WARSZAWA!

Pierwszą stacją radiową na świecie był Pittsburgh, nadający od 2 listopada 1920 r. Pierwsza audycja Polskiego Radia zaczęła się 18 kwietnia 1926 r. o godzinie 17.00:„Halo, halo, Polskie Radio Warszawa, fala 480”. Otwarcia dokonał premier Aleksander Skrzyński

Wcześniej były piękne epizody. Ze stacji na warszawskiej Cytadeli nadano w listopadzie 1918 r. radiogram do Paryża, informujący o odrodzeniu się Rzeczypospolitej Polskiej! A już od 1 lutego 1925 r. nadawano serwis PAT i komunikaty meteorologiczne. Radio było dla młodych Polaków „hitem”. Konsolidowało społeczeństwo polskie i edukowało. Uczyło pięknego języka i kultury.

Polska pokryła się falami radiowymi z Krakowa, Poznania, Katowic, Wilna, Lwowa, Łodzi, Torunia, Baranowicz, Łucka i Niepokalanowa. Panowała fałszywa opinia że radio było elitarne. A już w 1938 r. liczba abonentów przekroczyła milion!

Od 2 stycznia 1927 r. Polskie Radio nadawało z nadajnika na fali długiej 1115 m /269 kHz/ na Forcie Mokotowskim. W Krakowie uruchomiono stację już 15 lutego 1927 r. Radio nadawało hejnał z wieży kościoła Mariackiego w Krakowie, transmitowany przez Warszawę I na całą Polskę od 1928 r.

24 maja 1931 r. otwarto nową stację Warszawa I z nadajnika w Raszynie – na fali długiej 1339 m /224 kHz/. Najsilniejszego w Europie! Raszyn słychać było z odległości 4 tysięcy kilometrów! Antena 280 m, zawieszona na dwóch stalowych masztach wysokości 200 m, była najwyższa na świecie!

1 września 1939 r. o godz. 6.30 Polskie Radio nadało najważniejsze słowa w swej historii: „A więc wojna! /…/. Wszyscy jesteśmy żołnierzami. Musimy myśleć tylko o jednym: walka aż do zwycięstwa!”.

Po wojnie Polskie Radio się odrodziło, ale nie jako radio polskie, tylko polskojęzyczne. Nad wszystkim czuwał sowiecki cenzor, panowało wszechogarniające kłamstwo. Z tego upadku Polskie Radio do dziś się jeszcze na dobre nie podniosło.

Piotr Szubarczyk/nd /18.IV.2013/

***

ŚWIĘTY NA CZAS WOJNY

Przed 75 laty, w Niedzielę Zmartwychwstania Pańskiego, w Bazylice św. Piotra Ojciec Święty Pius XI uroczyście kanonizował bł. Andrzeja Bobolę. Do Rzymu przybyły tysiące pątników z całej Polski! Nikt nie przypuszczał że Kościół daje Polakom świętego na zbliżający się czas narodowej tragedii

Święty Andrzej Bobola /30 XI 1591 – 16 V 1657/ stoi w szeregu wybitnych jezuitów w Polsce jednak jego wielkość ma inny wymiar. Za życia dosłużył się już opinii człowieka świętego. Nie tylko jako kaznodzieja. Złożył uroczystą profesję zakonną i stał się misjonarzem: w Bobrujsku, Płocku, Warszawie, Łomży, Wilnie, Pińsku, na całym Polesiu, gdzie ludzie żyli w lęku przed Kozakami, dopuszczającymi się zbrodni na katolikach. Święty Andrzej Bobola kierował się Chrystusowym nakazem dla apostołów: Idźcie i nauczajcie wszystkie narody, głoście Słowo Boże.

16 maja 1657 r. został przez Kozaków w nieludzki sposób zamęczony w Janowie na Polesiu. Wleczono go końmi, okaleczono, przypalano ciało, wydłubano oko. W jego męczeństwie pokazała się w 1938 r. zapowiedź męczeństwa naszych rodaków podczas nadciągającej wojny.

Benedykt XIV zaliczył o. Andrzeja do męczenników za wiarę /1755/. W 1853 r. Pius IX wyniósł go na ołtarze, co miało wielkie znaczenie moralne dla prześladowanych unitów którzy opiekowali się jego relikwiami. Ciało Andrzeja Boboli zachowało się w nienaruszonym stanie.

W czasach bolszewickich relikwie zabrano do Moskwy na szyderczą „wystawę”! Pius XI upomniał się o ich wydanie. Po kanonizacji przewieziono je do Polski. Tysiące wiernych manifestowały miłość do człowieka z innej epoki, który był im bliski, bo już w 1819 r. przepowiedział odzyskanie przez Polskę niepodległości. Dziś także jest z nami – jako jeden z patronów Polski.

Piotr Szubarczyk/nd /17.IV.2013/

***

„NIL DESPERANDUM”

Kilka razy w roku przypominamy wydarzenia związane ze zbrodnią sądową popełnioną na gen. bryg. Auguście Emilu Fieldorfie „Nilu” – najwyższym rangą oficerze Polskiego Państwa Podziemnego wśród zamordowanych przez sowieckich komunistów

„Nil” to postać symboliczna dla powojennej martyrologii polskich patriotów i eksterminacji polskiej inteligencji – rozpoczętej w czasie wojny przez Niemców i Sowietów /m.in. zbrodnia katyńska oraz Intelligenzaktion/, kontynuowanej po wojnie innymi metodami przez sowiecki reżim w Polsce, wychowujący „nowego człowieka”

16 kwietnia 1952 r. Sąd Wojewódzki w Warszawie – pod przewodnictwem Żydówki z PPR Marii Gurowskiej vel Górowskiej, vel Genowefy Danielak, z domu Sand /Zand?/ – wydał na „Nila” wyrok śmierci. Stało się to na dwa dni przed 60 urodzinami Bolesława Bieruta – sowieckiego namiestnika Stalina na Polskę. Wyrok na „Nila” miał mroczny, rytualny charakter. Był „podarkiem” dla „towarzysza Tomasza”. „Nil” odmówił współpracy z NKWD-UB w operacji całkowitego zniszczenia Zrzeszenia „WiN” – ostatniej, powojennej już struktury Polskiego Państwa Podziemnego. Stąd rytualny ryt zbrodni która miała być ostrzeżeniem dla innych. Do tego sowieckiego rytuału doszedł sposób wykonania „wyroku”: przez powieszenie, jak pospolitego przestępcę. A przecież był to bohater polskiej konspiracji niepodległościowej czasu wojny!

W 1940 „Nil” jako pierwszy emisariusz rządu polskiego przedostał się z Zachodu do okupowanej Polski. To wtedy przyjął swój niepowtarzalny pseudonim „Nil”. „Nil desperandum” /Horacy/! „Nie rozpaczajcie”! „Nil” był natchnieniem dla żołnierzy AK i jest natchnieniem dla nas.

Piotr Szubarczyk/nd /16.IV.2013/

***

ŁASKA SOWIECKA

Władza sowiecka w Polsce co jakiś czas po wojnie ogłaszała amnestię dla „przestępców politycznych”. Jedną z nich ogłoszono 15 kwietnia 1956 r., a 27 kwietnia wprowadzono w życie

Dla Polaków świadomych niesuwerennego bytu narodu po wojnie amnestia dla walczących o niepodległy byt państwa była sama w sobie upokarzająca i kuriozalna. To z tego powodu wielu żołnierzy wyklętych nie chciało z tych amnestii korzystać, nie ujawniało się. Woleli umierać w walce. Uważali że obca, zbrodnicza władza nie ma moralnego prawa rozliczania Polaków z ich przywiązania do ojczyzny i udzielania łaski w zamian za posłuszeństwo!

12 września 1945 r. kpt. Stanisław Sojczyński „Warszyc” – jeden z najwybitniejszych dowódców partyzantki antysowieckiej – pisał że „czerwoni uzurpatorzy” nie powinni sobie wyobrażać że „będą nas wprowadzać w prawa obywatelskie przez amnestie i łaskawe wybaczanie”!

To „katastrofalne pomieszanie pojęć”. Bo za co czerwoni chcą „amnestionować” żołnierzy wyklętych? „Za krew przelaną dla ojczyzny, za odniesione rany, za ofiary z żyć naszych, za cierpienie i poniewierkę dla Polski”?

Amnestii z 1956 nadano wielki rozgłos, wpisano ją w tzw. przemiany popaździernikowe, a wielu historyków zupełnie poważnie twierdzi do dziś że „po Październiku w Polsce nastąpiły zasadnicze zmiany”.

A przecież zasadniczą zmianą byłoby odzyskanie suwerenności! Po Październiku zmieniły się tylko metody zniewalania. Nie trzeba było już ubeckich lochów, bo władza ludowa opanowała sytuację. Mogła sobie pozwolić na „demokratyzację”. Kiedy jednak trzeba było zabijać – zabijała!

Jeszcze w latach 80 /bł. ksiądz Jerzy Popiełuszko, księża Stefan Niedzielak, Stanisław Suchowolec, Sylwester Zych i inni/!

Amnestię zastosowano jeszcze raz po Okrągłym Stole. Za „przestępstwa” polityczne w okresie stanu wojennego który był nielegalny!

Piotr Szubarczyk/nd /15.IV.2013/
/zdj. – tablica na murze więzienia mokotowskiego poświęcona jest rodakom zamęczonym za świętą sprawę. Amnestia komunistyczna nie objęła nawet ich grobów

***

KA†YŃ – PAMIĘTAMY

13 kwietnia to Dzień Pamięci Ofiar Zbrodni Katyńskiej – święto ustanowione przez sejm RP w 2007 r.

13 kwietnia 1943 r. Niemcy podali na cały świat informację o dołach śmierci w Lesie Katyńskim. Komunikaty Radia Transocean i Radia Berlin były nadawane już wcześniej /11 i 12 kwietnia/, ale 13 kwietnia świat przyjął je do wiadomości

Związek Sowiecki przyznał się do zbrodni dopiero po 50 latach! Historia zbrodni katyńskiej jest także historią półwiecznego kłamstwa. Z udziałem demokracji zachodnich które ceniły sobie nieświęty spokój i stosunki z Sowietami. Katyń niewiele te państwa obchodził, po wojnie oddały Polaków i inne narody Europy w pacht Sowietom.

O Katyniu trzeba pamiętać każdego dnia, a 13 kwietnia szczególnie. Trzeba znać liczbę zamordowanych: 21 857 oficerów i więźniów politycznych. Miejsca mordu: Las Katyński i Smoleńsk /jeńcy z obozu NKWD w Kozielsku/, piwnice NKWD w Kalininie-Twerze /jeńcy z obozu w Ostaszkowie/ i piwnice NKWD w Charkowie /jeńcy z obozu w Starobielsku/. Także więzienia na zagrabionych Kresach /więźniowie polityczni/.

Trzeba pamiętać nazwiska zbrodniarzy, którzy 5 marca 1940 r. powzięli decyzję o zbrodni, tym bardziej że żaden z nich nie został ukarany, a są dziś w Rosji czczeni: 1. Josif Wissarionowicz pseudo Stalin – krwawy dyktator państwa komunistycznego w Rosji, 2. Kliment Woroszyłow, 3. Wiaczesław Mołotow – współtwórca IV rozbioru Polski, 4. Anastas Mikojan, 5. Michaił Kalinin – przewodniczący sowieckiego „parlamentu”, czczony dziś w nazwie miasta Kaliningrad!, 6. Łazar Kaganowicz.

Ci ludzie byli przywódcami Sowietów dlatego zbrodnia katyńska to ZBRODNIA PAŃSTWOWA. To ZBRODNIA WOJENNA. To AKT LUDOBÓJSTWA dokonany na polskiej inteligencji, by łatwiej niewolić naród. Każdy kto kwestionuje taką kwalifikację zbrodni katyńskiej sprzyja kłamstwu katyńskiemu i znieważa pamięć ofiar.

Piotr Szubarczyk/nd /13.IV.2013/
/zdj. – na cmentarzu w Katyniu spoczywają jeńcy z obozu w Kozielsku

***

CENZURA TRWA

Przed 23 laty sejm kontraktowy zlikwidował cenzurę prewencyjną, zadekretowaną przez Bolesława Bieruta w 1946 r. Była bardziej drastyczna niż w czasach zaborów! Poufne lub tajne zapisy obejmowały wszystkie dziedziny życia politycznego, gospodarczego, społecznego

Słowa „Katyń” wolno było użyć, ale tylko z wyrażeniem „zbrodnia hitlerowska” i z datą 1941. Zapisy cenzorskie obejmowały także niektórych ludzi – z uwagą że można o nich pisać ale tylko źle! Jakie szkody mogły wywołać informacje o liczbie samobójstw, utonięć czy pożarów w Polsce? Takie dane wymagały „zwolnienia”!

Zniesienie cenzury postulowała „Solidarność”. Byliśmy pod wrażeniem drastycznych zapisów cenzorskich, wywiezionych w 1976 r. potajemnie do Szwecji przez Tomasza Strzyżewskiego, który ryzykował życie by zdemaskować złowrogie praktyki.

Ostatnie 23 lata pokazują że cenzura nie musi być instytucjonalna. Dziś jesteśmy świadkami jej nowego wydania. Pragnęliśmy zniesienia cenzury politycznej. Tymczasem po 1990 r. zniesiono przede wszystkim cenzurę obyczajową. Bezkarność mediów w ośmieszaniu i wyszydzaniu wartości narodowych, wiary, religii, uczuć patriotycznych jest dziś porażająca!

Tymczasem cenzura polityczna ma się dobrze, zmieniła tylko formę. Cenzorów komunistycznych zastąpili właściciele mediów nowej generacji, które są nie tyle przekaźnikami informacji, ile raczej rodzajem walca. „Uczą” nas jednolitego myślenia: „postępowego”, „europejskiego”, „nieksenofobicznego”, tolerancyjnego dla zła.

Na szczęście mamy też wolne, polskie media, wściekle atakowane przez urzędowe „autorytety”, ale także z pełną determinacją przez nas bronione – jak Telewizja Trwam. Są wartościowe portale internetowe, spotkania z wykładowcami. Skandaliczny sposób relacjonowania tragedii smoleńskiej przyspieszył tylko ten proces.

Piotr Szubarczyk/nd /11.IV.2013/

***

TRAGEDIA SMOLEŃSKA

W tradycji katolickiej żałoba trwa rok i kończy się Mszą Św. w intencji zmarłego. Przenosimy nasz ból w wymiar wieczności. Pozostają wspomnienia i testament zmarłego jako zadanie dla żywych

W przypadku tragedii smoleńskiej jest inaczej. Żyjemy w bolesnym rozdarciu. Żałoba nie przyniosła ukojenia. Mija trzeci rok, a my nie wiemy co się stało 10 kwietnia 2010 r. o godzinie 8.41 czasu polskiego nad Smoleńskiem. Mnożą się pytania. Nie można jednak powiedzieć że nic się nie zmieniło. Nastąpiła wielka mobilizacja polskiego sumienia, niezgody na kłamstwa i zaniechania

Nie wiemy ciągle jak nazwać to co się stało w Smoleńsku, ale już wiemy jak tego nazywać nie należy. „Katastrofa” czy „wypadek” nie zawierają tego co podpowiadają intuicja, przeczucie i doświadczenie historyczne Polaków. Ten nasz lęk wyraziła matka prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego Jadwiga Kaczyńska: „Staram się odsuwać myśli rodzinne i spojrzeć zwyczajnie. Zginęli ludzie którzy stali na czele państwa i państwo się o nich nie upomina! To znaczy że tego państwa właściwie nie ma, że nie ma rządu!”.

W kaplicy Katyńskiej katedry polowej Wojska Polskiego jest tablica upamiętniająca ofiary tragedii smoleńskiej. Na stalowej płycie 96 nazwisk. Przy każdym data urodzenia i funkcja państwowa. W urnie za szybą ziemia smoleńska.

Ta tablica nawiązuje do kaplicy Katyńskiej w tej samej świątyni. Upamiętnienie ofiar tragedii smoleńskiej w kaplicy Katyńskiej katedry polowej Wojska Polskiego ma wymiar symboliczny. Smoleńsk spiął tragiczną klamrą rok 1940 i 2010. Do tego niektórzy z poległych 10 kwietnia byli bliskimi ofiar tamtej zbrodni.

Boże, niech historia – lux veritatis – wyjawi rękami szlachetnych i odważnych ludzi tajemnice tragedii smoleńskiej.

Piotr Szubarczyk/nd /10.IV.2013/
/zdj. – tablica poległych w tragedii smoleńskiej w kaplicy Katyńskiej katedry polowej Wojska Polskiego w Warszawie

***

FUNDUSZ OBRONY NARODOWEJ

9 kwietnia 1939 r. prezydent Ignacy Mościcki utworzył Fundusz Obrony Narodowej. Widmo wojny krążyło nad Europą. FON zgromadził ok. miliarda zł. Dary od pojedynczych osób i rodzin to prawie 38 mln zł. Na jednego obywatela RP, razem z dziećmi, przypadała złotówka

Zważywszy na zabiedzenie społeczeństwa po kryzysie ekonomicznym był to dowód wielkiego patriotyzmu i przywiązania do państwa. Zanim powstał FON utworzono Fundusz Obrony Morskiej /1933/, z którego zakupiono m.in. okręt podwodny „Orzeł”

Gotówki zebranej na FON użyto na dozbrojenie. We wrześniu 1939 r. zebrane środki wywieziono z Polski i podzielono: złoto /210 kg/ ulokowano w Sudanie, FON „srebrny” we Francji. W czerwcu 1945 r. minister obrony narodowej gen. Marian Kukiel przeznaczył środki ze „złotego” FON na pomoc dla prześladowanych żołnierzy AK. Resztą FON zarządzali powiernicy: gen. Stanisław Tatar, płk Stanisław Nowicki i ppłk Marian Utnik. W 1947 r. powzięli wątpliwą decyzję o przekazaniu darów rzeczowych w złocie i w srebrze oraz środków finansowych rządowi Józefa Cyrankiewicza. Przekazali komunistom 350 kg złota i 2.5 mln USD. Ci potwierdzili przyjęcie 208 kg złota i kilkudziesięciu tysięcy dolarów, resztę ukradli.

Powiernikom” nie podawano ręki w Londynie, więc „wybrali wolność” w zniewolonym kraju. Bierut odznaczył ich sowieckimi błyskotkami. Kilka lat później zostali aresztowani za rzekomą działalność szpiegowską i skazani /1951 r./ na dożywocie /Nowicki na 15 lat/. Na własnych grzbietach odczuli zmienną łaskę sowieckich funków!

Część złota przetopiono na sztaby, biżuterię przekazano do Kancelarii Rady Państwa. Część skarbu sprzedano w Desie i w Jubilerze, część przekazano do Muzeum Narodowego. Srebro z Francji przywieziono do Polski w 1976 r. na podstawie umowy Edwarda Gierka z Valérym Giscardem d’Estaing. Reszta „srebrnego” FON znajduje się w odbudowanym Zamku Królewskim w Warszawie.

Piotr Szubarczyk/nd /9.IV.2013/
/zdj. – ORP „Orzeł” – nowoczesny polski okręt podwodny, zwodowany 15 stycznia 1938 r. – zakupiony z Funduszu Obrony Morskiej

***

ZBRODNIA NA PLACU ZAMKOWYM

Wybuch Powstania Styczniowego poprzedziły manifestacje narodowe Polaków, głównie w Warszawie. Pierwszą od czasów Powstania Listopadowego demonstracją był pogrzeb generałowej Katarzyny Sowińskiej, wdowy po bohaterze powstania, rozsławionym przez Juliusza Słowackiego

W 30 rocznicę wybuchu powstania odbyła się manifestacja podczas której zaśpiewano pierwszy raz „Boże, coś Polskę” z refrenem „Ojczyznę wolną racz nam wrócić, Panie!”

Kolejne zgromadzenia odbyły się 25 lutego 1861 r., w 30 rocznicę bitwy o Olszynkę Grochowską, i 27 lutego. Wtedy to od strzałów rosyjskich na Krakowskim Przedmieściu zginęło pięciu manifestantów. Na pogrzeb Pięciu Poległych 2 marca przybyły tłumy. Bratali się ludzie różnych wyznań i stanów, co miało wielkie znaczenie moralne.

Do wielkiej zbrodni doszło w poniedziałek 8 kwietnia 1861 r. Ponad tysiąc piechoty i jazdy rosyjskiej, dowodzonej przez gen. Stiepana Chrulewa, zaatakowało na Krakowskim Przedmieściu i na pl. Zamkowym bezbronnych manifestantów, zabijając prawie 100 osób! Kościół ogłosił w Warszawie żałobę. Polacy manifestowali ją poprzez czarny strój i widoczne na ubraniach krzyżyki, kobiety dodatkowo poprzez specjalną biżuterię.

14 października 1861 r. rosyjski namiestnik gen. Karol Lambert wprowadził w Królestwie stan wojenny. Miał się od kogo uczyć Jaruzelski, szukając rozwiązań dla „położenia kresu anarchii”.

Ale Polacy już się nie bali. Mimo „rygorów stanu wojennego” wzięli tłumnie udział w obchodach 44 rocznicy śmierci Tadeusza Kościuszki. Rosyjski atak był brutalny, żołdacy wpadali do kościołów i wywlekali ludzi. Na znak protestu Kościół pozamykał wszystkie świątynie w mieście.

Zbrodnia z 8 kwietnia 1861 r. jest dziś w Polsce zapomniana. Trzeba ją przypominać bo przestrzeń Krakowskiego Przedmieścia i pl. Zamkowego znów wraca do nas niczym magistra vitae.

Piotr Szubarczyk/nd /8.IV.2013/

***

DO ZOBACZENIA W NIEBIE

Franciszkanin Krystyn Gondek to jeden z grupy 108 polskich męczenników II wojny światowej beatyfikowanych 13 czerwca 1999 r. przez Ojca Świętego Jana Pawła II

Wojciech Gondek /imię Krystyn przyjął w zakonie/ urodził się 6 kwietnia 1909 r. we wsi Słona w diecezji tarnowskiej. Po ukończeniu Gimnazjum im. Żółkiewskiego we Lwowie wstąpił do nowicjatu zakonu franciszkanów w Wieliczce

W 1929 r. złożył śluby zakonne, następnie rozpoczął studia filozoficzno-teologiczne w Wyższym Seminarium Duchownym w Przemyślu. Święcenia kapłańskie przyjął 21 czerwca 1936. Pracował jako spowiednik i kaznodzieja w Chełmie i we Włocławku.

Z wybuchem II wojny światowej rozpoczęła się droga krzyżowa Kościoła katolickiego w Polsce. Po zamknięciu przez Niemców wszystkich kościołów we Włocławku na barkach ojców franciszkanów spoczął cały ciężar duszpasterstwa w mieście. Ofiarną pracę przerwało aresztowanie. 26 sierpnia 1940 r. ojciec Krystyn Gondek z pozostałymi zakonnikami został wezwany przez gestapo z zapowiedzią że pojadą na naukę języka niemieckiego. To było oczywiście kłamstwo. Po krótkim pobycie w obozie przejściowym w Szczeglinie pod Poznaniem kapłanów uwięziono w niemieckim obozie koncentracyjnym w Sachsenhausen, a następnie w KL Dachau – obozie dla księży. Ojciec Krystyn dostał numer 22 779. Dzielił obozową gehennę z więźniami zakwaterowanymi na bloku 30.

Cierpienie, głód, niewolnicza praca, nieustające szykany ze strony niemieckich funkcjonariuszy w krótkim czasie wyniszczyły organizm ojca Gondka. Zmarł w szpitalu obozowym 23 lipca 1942. Przed śmiercią pożegnał się słowami „Do zobaczenia w niebie”.

Piotr Szubarczyk/nd /6.IV.2013/

***

„ROZŁADOWANIE” STAROBIELSKA

Starobielsk leży na południowy wschód od Charkowa. W sześciu podobozach NKWD Sowieci trzymali w Starobielsku ponad 5.5 tysiąca polskich oficerów – głównie z garnizonu lwowskiego. W chwili „rozładowania” było ich tu ok. 4 tysięcy, ci zostali zamordowani

W obozie znajdowało się ośmiu znanych polskich generałów: Stanisław Haller, Leon Billewicz, Aleksander Kowalewski, Kazimierz Łukoski-Orlik, Franciszek Sikorski, Konstanty Plisowski, Leonard Skierski i Piotr Skuratowicz. Wśród oficerów rezerwy byli pracownicy naukowi, lekarze, prawnicy, inżynierowie

O warunkach panujących w obozie wspominał Bronisław Młynarski: „Dopiero pojawienie się w Starobielsku tyfusu i krwawej biegunki, strach przed epidemią, przestraszyły komendantów”

Wymordowano ich w Charkowie, w siedzibie NKWD przy placu Dzierżyńskiego. Konwoje z obozu docierały do Charkowa w wagonach, od stacji przewożono ofiary na miejsce zbrodni samochodami. Działo się to od 5 kwietnia do 12 maja 1940. Po identyfikacji jeńcom wiązano z tyłu ręce i wprowadzano do sali gdzie strzałem w tył głowy pozbawiano ich życia. Ciała zamordowanych Polaków, z zawiązanymi na głowie płaszczami wojskowymi, były w nocy wywożone ciężarówkami i w tajemnicy zakopywane pod Charkowem, niedaleko wsi Piatichatki.

Polscy jeńcy i więźniowie polityczni, „skazani” przez władze Związku Sowieckiego na śmierć bez sądu, byli „rozładowywani” z obozów śmierci w Kozielsku, Ostaszkowie, Starobielsku i mordowani od 3-5 kwietnia do 12-16 maja 1940. Każdy z tych dni jest wspomnieniem ich śmierci. Każdy z tych dni jest czasem modlitwy za nich.

Zbrodnie sowieckie na Polakach odbywały się i przed, i po zbrodni katyńskiej, ale ta właśnie zbrodnia – zrządzeniem Opatrzności – jest znana na całym świecie jako świadectwo zbrodniczego komunizmu sowieckiego i oskarżenie świata bez Boga.

Piotr Szubarczyk/nd /5.IV.2013/

***

ROZŁADOWANIE” OSTASZKOWA

Obóz specjalny NKWD dla polskich jeńców znajdował się na wyspach jeziora Seliger, 300 km na północny zachód od Moskwy. Jeden z jeńców ułożył do melodii pieśni „Piechota” słowa które są dziś jak testament ostaszkowców: „Gdy zajdzie potrzeba, gdy zechce tak los, nie pomni na groby i rany, swe życie i zdrowie oddamy na stos dla Ciebie, mój kraju kochany”… Wypełniło się!

Obóz znajdował się w pomieszczeniach poklasztornych. Warunki były trudniejsze niż w innych obozach. Zanim rozpoczęto realizować decyzję o zbrodni katyńskiej, zmarło tu 92 Polaków

Konwoje z obozu docierały na miejsce zbrodni od 4 kwietnia do 16 maja 1940 r. Jeńców – funkcjonariuszy Policji Państwowej, Korpusu Ochrony Pogranicza, Żandarmerii Wojskowej, Służby Więziennej, oficerów wywiadu i kontrwywiadu – mordowano w Twerze /w tamtych czasach Kalinin – na cześć przewodniczącego Wierchsowietu który podpisał się pod rozkazem katyńskim!/, w siedzibie NKWD. Ponad 6 tysięcy zamordowanych Polaków zostało zakopanych pod Kalininem, w Miednoje.

Jeńcy byli prowadzeni piechotą do stacji kolejowej Soroga, potem jechali do Tweru. W piwnicach NKWD identyfikowano każdego, potem skutego prowadzono do celi kaźni. W pomieszczeniu z drzwiami obitymi wyciszającym wojłokiem zabijano ich strzałami z pistoletu walther.

Ciała zamordowanych wleczono na ciężarówki i wywożono do Miednoje. Z samochodów podczas drogi kapała krew. Na terenie letniskowym NKWD, w lesie, koparka kopała doły o głębokości do 6 metrów. Po zasypaniu ich przygotowywała „grób” na dzień następny.

Miednoje nie doczekało się odkrycia w czasie wojny – jak Las Katyński. Niemcy nie doszli do tego miejsca.

Wśród morderców jeńców Ostaszkowa „wydajnością” wyróżnił się major bezpieki Wasilij Błochin. Bandyta ten spoczywa w alei zasłużonych cmentarza Dońskiego w Moskwie…

Piotr Szubarczyk/nd /4.IV.2013/
/zdj. – schody prowadzące do mrocznej piwnicy NKWD w Twerze /Kalininie/, gdzie wymordowano jeńców z Ostaszkowa

***

ROZŁADOWANIE” KOZIELSKA

5 marca 1940 r. komisarz spraw wewnętrznych Związku Sowieckiego Ławrientij Beria napisał Stalinowi że polscy jeńcy wojenni i więźniowie polityczni są „zatwardziałymi i nie rokującymi nadziei poprawy wrogami władzy sowieckiej”. I zaproponował ich zamordowanie

Wniosek podpisał Stalin oraz członkowie Biura Politycznego WKP(b): Kliment Woroszyłow, Wiaczesław Mołotow, Anastas Mikojan, Michaił Kalinin i Łazar Kaganowicz

Miesiąc później rozpoczęła się najohydniejsza w dziejach nowożytnej Europy zbrodnia wojenna, zbrodnia ludobójstwa na jeńcach i więźniach politycznych

Większość zamordowanych trzymana była w obozach specjalnych NKWD, „rozładowywanych” w przypadku Kozielska od 3 kwietnia 1940 r., Ostaszkowa od 4 kwietnia i Starobielska od 5 kwietnia. Prologiem zbrodni było zamordowanie w nieznanym miejscu blisko 200 kapelanów. Wywieziono ich w wigilię Bożego Narodzenia 1939 r.! Z „rozładowanych” obozów oraz więzień na Kresach Sowieci zamordowali w ramach zbrodni katyńskiej – w kwietniu i maju 1940 r. – 21 tys. 857 oficerów i więźniów politycznych, w 97 proc. narodowości polskiej.

W Kozielsku znajdowało się niemal 4.5 tysiąca oficerów, wśród nich generałowie: Bronisław Bohaterewicz, Henryk Minkiewicz, Mieczysław Smorawiński i Jerzy Wołkowicki, kontradmirał Ksawery Czernicki, blisko stu pułkowników, trzystu majorów, około tysiąca kapitanów i rotmistrzów, ponad 2 tysiące poruczników, podchorążowie. Mordowano ich w Lesie Katyńskim i w siedzibie NKWD w Smoleńsku.

Wśród więźniów Kozielska byli nauczyciele /535/, inżynierowie /265/ i technicy /65/, urzędnicy /prawie 400/, lekarze /243/ i farmaceuci /50/! Ci ostatni mogli służyć także obywatelom sowieckim! Cierpienie nie rozróżnia narodowości. Mogli, ale byli Polakami.

„Rozładowanie” Kozielska i zbrodnie trwały od 3-4 kwietnia do 16-17 maja 1940. Każdy z tych dni jest wspomnieniem zbrodni katyńskiej i wezwaniem do modlitwy za zamordowanych.

Piotr Szubarczyk/nd /3.IV.2013/
/zdj. – odkryty w 1943 r. jeden z dołów katyńskich z ciałami jeńców z Kozielska

***

NIE PODCINAJMY KORZENI

Przed 8 laty odszedł do Domu Ojca bł. Jan Paweł II. Znany jest testament odnaleziony wkrótce po śmierci wielkiego Papieża. Jednak dla nas, Polaków, równie ważne są słowa Błogosławionego, wypowiedziane już w pierwszym roku pontyfikatu, na zakończenie pierwszej pielgrzymki do Ojczyzny – 10 czerwca 1979 r. na krakowskich Błoniach. Słowa brzmiące jak testament!

Przypomnienie powinności wobec minionych, współczesnych i przyszłych pokoleń Polaków. Brzmiały jak odnowienie Pięciu Prawd Polaków ks. Bolesława Domańskiego /1938/, jak odnowienie Dekalogu Polaka Zofii Kossak-Szczuckiej /1942/. O tych słowach nie wolno zapomnieć w czasach kiedy coraz śmielej podnoszą się głosy szaleńców że już nie musimy być Polakami, bo jesteśmy „europejczykami”.

Jan Paweł II nauczał: „Zanim stąd odejdę, proszę was, abyście całe to duchowe dziedzictwo któremu na imię ‚Polska’, raz jeszcze przyjęli z wiarą, nadzieją i miłością – taką jaką zaszczepia w nas Chrystus na chrzcie świętym. Abyście nigdy nie zwątpili i nie znużyli się, i nie zniechęcili. Abyście nie podcinali sami tych korzeni z których wyrastamy.

Proszę was, abyście mieli ufność nawet wbrew każdej swojej słabości. Abyście szukali zawsze duchowej mocy u Tego, u którego tyle pokoleń ojców naszych i matek ją znajdowało. Abyście od Niego nigdy nie odstąpili. Abyście nigdy nie utracili tej wolności ducha, do której On wyzwala człowieka. Abyście nigdy nie wzgardzili tą Miłością która jest największa, która się wyraziła przez Krzyż, a bez której życie ludzkie nie ma ani korzenia, ani sensu.

Proszę was o to przez pamięć i przez potężne wstawiennictwo Bogarodzicy z Jasnej Góry /…/, przez pamięć św. Wojciecha, który zginął dla Chrystusa nad Bałtykiem, przez pamięć św. Stanisława, który legł pod mieczem królewskim na Skałce. Proszę was o to. Amen”.

Piotr Szubarczyk/nd /2.IV.2013/

***

ŚLUBY JANA KAZIMIERZA

To wydarzenie formowało naszą świadomość narodową. Należy do politycznej i duchowej historii Polski. Przed 357 laty w lwowskiej archikatedrze Wniebowzięcia NMP król polski Jan Kazimierz podczas uroczystej Mszy Św. przed cudownym obrazem Matki Bożej Łaskawej ogłosił Najświętszą Pannę Królową swego państwa i Narodu

Przyrzekł Jej poprawę sytuacji najuboższych poddanych. Prosił Maryję o zwycięstwo nad wrogami Rzeczypospolitej i o wstawiennictwo u Chrystusa, by dał mu siły do wypełnienia ślubów. Rzeczpospolita była w wielkiej opresji, cały kraj zalany był jeszcze szwedzkim potopem

„Wielka człowieczeństwa Boskiego Matko i Panno! Ja, Jan Kazimierz, Twego Syna, Króla Królów i Pana mojego, i Twoim zmiłowaniem się król, do Twych Najświętszych stóp przychodząc, tę oto konfederacyję czynię: Ciebie za Patronkę moją i państwa mego Królową dzisiaj obieram. Mnie, Królestwo moje Polskie, Wielkie Księstwo Litewskie, Ruskie, Pruskie, Mazowieckie, Żmudzkie, Inflanckie i Czernihowskie, wojsko Obojga Narodów i pospólstwo wszystko Twojej osobliwej opiece i obronie polecam, Twojej pomocy i miłosierdzia w teraźniejszym utrapieniu królestwa mego przeciwko nieprzyjaciołom pokornie żebrzę /…/”.

Po królewskim ślubowaniu podobne – w imieniu senatorów i szlachty – złożył podkanclerzy koronny, biskup krakowski Andrzej Trzebicki. Zgromadzeni powtarzali słowa przyrzeczenia.

Maryja Królowa Polski pomogła zwyciężyć. Gorzej było z dotrzymaniem przyrzeczeń, Jan Kazimierz abdykował /1668/. Czy nieszczęścia które dotknęły wkrótce Rzeczpospolitą nie były skutkiem niedotrzymanych ślubów?

Po odrodzeniu Rzeczypospolitej biskupi polscy powtórzyli za królem, że Matka Boża jest Królową Polski /1919/. W 300 rocznicę ślubów lwowskich ks. kard. Stefan Wyszyński napisał tekst nowego ślubowania, które naród złożył na Jasnej Górze.

Piotr Szubarczyk/nd /30.III.2013/
/zdj. – obraz Jana Matejki „Śluby Jana Kazimierza”. Król klęczy przed ołtarzem, obok niego królowa Maria Ludwika, za nią hetman Stefan Czarniecki. Ślubowanie przyjmuje metropolita lwowski ks. abp Jan Tarnowski

***

ZBRODNIA W PENDYKACH

Przed 70 laty, wczesnym rankiem 29 marca 1943 r., ukraińscy ludobójcy z UPA wymordowali wieś Pendyki i sąsiednią wieś Pieńki w powiecie kostopolskim na Wołyniu

Pendyki były wsią polską, mieszkała tu tylko jedna rodzina ukraińska. Już w lutym 1943 r., pod wpływem przerażających wieści z sąsiednich powiatów, we wsi powstała samoobrona, dysponująca kilkoma sztukami broni palnej, mieszkańcy wykopali nawet okopy. Schronili się tu także ocaleni z pogromu w pobliskiej kolonii Tomaszów.

Samoobrona w Pendykach okazała się za słaba w konfrontacji z bandziorami uzbrojonymi po zęby przez Niemców, z którymi kolaborowali od lipca 1943 r. Bandyci mieli dużo broni, w tym pociski zapalające. Zabijali mężczyzn, kobiety i dzieci. Część żywcem, wrzucając ich do płonących domów. Polacy uciekali do lasu ścigani przez zbirów. Pozostali dobijali rannych i rabowali mienie.

Następnego dnia znaleziono na miejscu zbrodni około 150 ciał. Były spalone albo zmasakrowane, ocaleni członkowie rodzin i sąsiedzi nie mogli ustalić ich tożsamości. Pochowano ich w zbiorowej mogile.

Wielki Piątek to właściwy dzień by wspomnieć męczenników – nie tylko tych z 29 marca 1943 r. – mordowanych ze szczególnym okrucieństwem tylko z powodu narodowości. By wspomnieć okrutnie kaleczonych, mordowanych księży i podpalone kościoły katolickie. 11 lipca tego roku minie 70 rocznica „krwawej niedzieli” na Wołyniu. Nie pozwólmy politykom by w imię partyjnych interesów i załganych teorii o „konflikcie polsko-ukraińskim” nasi męczennicy zostali zapomniani.

Obraz rzezi wołyńskiej przedstawili Ewa /córka/ i Władysław /ojciec/ Siemaszkowie, laureaci Nagrody im. Józefa Mackiewicza /2002/ i nagrody IPN Kustosz Pamięci Narodowej. W ich pracach szukajmy prawdy o polskim holokauście na Wołyniu i Podolu.

Piotr Szubarczyk/nd /29.III.2013/
/zdj. – zamordowani przez Ukraińców w piątek 26 marca 1943 r. Polacy ze wsi Lipniki – w tym samym powiecie co Pendyki

***

WEZWANIE DO NARODU POLSKIEGO

8 marca 1924 r. zmarł Józef Sebastian Pelczar – biskup przemyski, założyciel Zgromadzenia Służebnic Najświętszego Serca Jezusowego /sercanek/, święty Kościoła katolickiego beatyfikowany i kanonizowany przez bł. Jana Pawła II

Umierał jako wybitny kaznodzieja, pisarz, nauczyciel, opiekun ubogich, Polak patriota. Niestety, rzadko przywołuje się dziś jego „Wezwanie do pracy nad duchowym odrodzeniem się narodu polskiego”. Dzieło powstawało w latach 1915-17, ale dziś jest bardziej aktualne niż wówczas!

To żarliwe wezwanie do odnowy moralnej narodu polskiego w przededniu odrodzenia jego państwa na mapie Europy. Ale bez odrodzenia ducha będzie to niewystarczające!

Ksiądz biskup zwracał się do wszystkich Polaków – bez względu na ich status społeczny i zawód – z przesłaniem że prawdziwa niepodległość bierze się z ducha, a nie z bieżącej polityki. Ostrzegał przed modami intelektualnymi, przed uwiedzeniem polskiej inteligencji przez ideologię socjalistyczną i agresywny ateizm.

Obronę widział w wierności nauce Chrystusowej. „Za powołanie do religii katolickiej powinien dziękować każdy człowiek, bo ta religia jest dla niego światłem rozumu, siłą woli, pociechą serca, drogą życia i zbawienia. Powinna dziękować każda rodzina, bo ta religia jest dla niej rodzicielką cnoty, pokoju i szczęścia. Powinien dziękować każdy naród, bo ta religia jest dla niego źródłem wszelakich dóbr” – pisał w „Wezwaniu”.

W tej wierności widział życie narodu polskiego, „a z nim jedność, wolność, oświatę, cnotę i potęgę”. W okresie zaborów „religia katolicka stała na straży duchowych skarbów /narodu polskiego/ i uchroniła go od germanizacji i rusyfikacji /…/. A tym którzy cierpieli za wiarę i ojczyznę dodawała odwagi i pociechy”.

W rocznicę śmierci świętego księdza biskupa pora ponowić jego wezwanie – tym razem do narodu polskiego AD 2013.

Piotr Szubarczyk/nd /28.III.2013/

***

PORWANIE SZESNASTU

27 i 28 marca 1945 r. sowieckie NKWD porwało w Pruszkowie i wywiozło do Moskwy 16 przywódców Polskiego Państwa Podziemnego. W czerwcu urządzono im sąd. Wyroki nie były wysokie, trzeba było zachować pozory przed światem. Tych których chcieli zabić zabili niezależnie od wyroku

Generał Leopold Okulicki /wyrok 10 lat/ został zamordowany w noc wigilijną 1946 r. Wicepremier Stanisław Jankowski /8 lat/ „umarł” w więzieniu. Kazimierz Pużak, po powrocie do kraju ponownie aresztowany i skazany, „umarł” w więzieniu w Rawiczu

Porwanie Szesnastu i ich proces to jeden z najohydniejszych przejawów współpracy aliantów Polski z naszym prześladowcą. Zastąpili Stalinowi Hitlera i dali mu wolną rękę we wszystkich sprawach naszego kraju.

Poeta Kazimierz Wierzyński pisał: „Oskarżajcie nas wszystkich, nie tylko Szesnastu, sądźcie poległych w grobie, to też winowajcy, sądźcie szkielet co z wojny pozostał się miastu, gdy wyście jeszcze z diabłem kumali się, zdrajcy”…

Niektórzy historycy dziwią się „naiwności” naszych przywódców, którzy uwierzyli w zapewnienia generała Sierowa i przybyli do Pruszkowa na „dagawor”. Przecież wiedzieli o aresztowaniach. Wiedzieli, a jednak pojechali. Sytuacja polityczna w jaką nas uwikłali alianci była tragiczna, jak w klasycznym greckim teatrze! Cokolwiek zrobię i tak przyniesie to nieszczęście – w tragedii greckiej na skutek wyroków boskich, w tragedii polskiej roku 1945 – na skutek wyroków jałtańskich.

Pamiętajmy o Szesnastu i o ówczesnej zdradzie, wyciągajmy lekcje z historii i nie lekceważmy jej, bo to „mistrzyni życia” /magistra vitae/ i „światło prawdy” /lux veritatis/.

Piotr Szubarczyk/nd /27.III.2013/
/zdj. – gen. bryg. Leopold Okulicki „Niedźwiadek” /12 XI 1898 – 24 XII 1946/ – ostatni komendant główny Armii Krajowej i najbardziej znana postać z Szesnastu. Zamordowany w Wigilię Bożego Narodzenia 1946 r. w sowieckim więzieniu

***

AKCJA POD ARSENAŁEM

To najbardziej znana akcja odbicia więźniów i jedna z najważniejszych akcji Szarych Szeregów w Warszawie. Wiemy o niej z lektury książki Aleksandra Kamińskiego „Kamienie na szaniec”, z filmu „Akcja pod Arsenałem” albo z książki Stanisława Broniewskiego „Orszy” – dowódcy akcji. Bezpośrednio na miejscu dowodził nią legendarny druh Tadeusz Zawadzki „Zośka”

Celem było uwolnienie aresztowanego przez Niemców trzy dni wcześniej druha Janka Bytnara „Rudego”, bohatera brawurowych akcji w Warszawie, w ramach harcerskiej Organizacji Małego Sabotażu „Wawer”

Stary warszawski Arsenał to Długa 52, dziś Muzeum Archeologiczne. W tym miejscu uwolniono Jana Bytnara i 25 innych więźniów przewożonych z alei Szucha na Pawiak. Niestety, cztery dni później Janek zmarł, co było spowodowane metodami niemieckiego przesłuchania. Wywiad AK ustalił nazwiska śledczych, zostali zlikwidowani przez harcerzy z Grup Szturmowych.

W akcji został ciężko ranny przyjaciel „Zośki” i „Rudego” – Alek Dawidowski „Kopernicki” /zasłynął akcją usunięcia z pomnika Kopernika niemieckiej tablicy/. Umierał 30 marca, tego samego dnia co Janek. Od ran na miejscu akcji zmarł 2 kwietnia 19-letni Tadeusz Krzyżewicz „Buzdygan”.

Dowódcą sekcji podczas akcji był Jan Rodowicz „Anoda”. Po wojnie zrzucony przez bandytów z UB z IV piętra gmachu MBP przy Koszykowej /7 I 1949/, zakopany pod płotem na Powązkach. Nie było już Kedywu i Grup Szturmowych, nie miał kto pomścić bohatera.

Władza sowiecka w Polsce „uczciła” 10 rocznicę akcji pod Arsenałem. 26 marca 1953 r. warszawski sąd wojskowy skazał na 13-krotną karę śmierci kpt. Kazimierza Kamieńskiego „Huzara”, dowódcę 6 Wileńskiej Brygady AK i jego podkomendnych. Zostali zamordowani w białostockim więzieniu. Miejsce pochówku nieznane. Chwała „Rudemu”, „Kopernickiemu” i „Zośce”! Chwała „Huzarowi”!

Piotr Szubarczyk/nd /26.III.2013/
/zdj. – Pomnik Akcji pod Arsenałem przy Długiej w Warszawie. Znak Polski Walczącej w formie kotwicy – chrześcijańskiego symbolu nadziei. Takie znaki harcerze Szarych Szeregów malowali na murach Warszawy od 1942 r./

***

ZWYCIĘSKA MIŁOŚĆ BLIŹNIEGO

Karmelita o. Hilary Paweł Januszewski był przeorem klasztoru karmelitów na Starym Mieście w Krakowie. Pochodził z Borów Tucholskich, do zakonu wstąpił jako 20-latek, potem były studia filozoficzne w Krakowie i teologiczne w Rzymie, po których został wyświęcony na kapłana

Podczas okupacji przyjął do klasztoru grupę bezdomnych, wypędzonych Polaków z Wielkopolski. Ta aktywność klasztoru nie podobała się Niemcom. Aresztowali kolejnych zakonników. Ojciec Hilary poszedł na gestapo by się za nimi wstawić i by powiedzieć Niemcom że to on odpowiada za wszystko co się w klasztorze dzieje

Został aresztowany. Więziono go w katowni gestapo na Montelupich w Krakowie /po wojnie katownia UB/, w Sachsenhausen, wreszcie w obozie specjalizującym się w prześladowaniu księży KL Dachau.

Kończyła się wojna, obóz miał być wkrótce wyzwolony. Można było pomarzyć o powojennym życiu. Jednak o. Hilary wiedział że w obozie umierają w mękach chorzy na tyfus, pozbawieni opieki, bo prawie wszyscy od nich uciekali w lęku o własne życie. Zgłosił się do pomocy chorym. Zarażony chorobą zmarł 25 marca 1945 r., miesiąc przed przybyciem Amerykanów.

Pod wrażeniem śmierci o. Hilarego – przedtem w takich samych okolicznościach ks. Wincentego Stefana Frelichowskiego /zm. 23 II 1945/ i innych księży ryzykujących życie dla chorych w obozie, ks. kard. Adam Kozłowiecki – więzień Auschwitz i Dachau – powiedział: „To co przeszliśmy mogło zabić ideały. Bezwzględna walka o byt mogła wyrobić egoizm i obojętność dla drugich. Lecz ci bohaterowie dowodzą że idea miłości bliźniego, rzucona przed dwoma tysiącami lat przez Chrystusa, to nie mrzonka. Zwycięża nawet tam gdzie panuje nienawiść”.

Ojciec Hilary został beatyfikowany przez bł. Jana Pawła II 13 czerwca 1999 r. w grupie 108 polskich męczenników II wojny światowej.

Piotr Szubarczyk/nd /25.III.2013/

***

MĘCZEŃSTWO RODZINY ULMÓW

Polacy stanowią największą grupę z odznaczonych żydowskim medalem Sprawiedliwy wśród Narodów Świata. Nasi rodacy to ponad 26 proc. z 24 tysięcy, czyli ponad 6 tysięcy! A przecież na terenie okupowanej Polski obowiązywało niemieckie „prawo” z 15 X 1941 r. o karze śmierci za JAKĄKOLWIEK pomoc Żydom. Liczbę Polaków zamordowanych z tego powodu szacuje się na kilkadziesiąt tysięcy!

Polskie władze tolerują „odkrycia naukowe” dr Aliny Całej z Żydowskiego Instytutu Historycznego w Warszawie, która w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” powiedziała: „W pewnym sensie Polacy są odpowiedzialni za śmierć wszystkich 3 milionów Żydów”! ŻIH jest finansowany przez państwo polskie jako „państwowa instytucja kultury”. Doktor Alina Cała nie poniosła żadnych konsekwencji za publiczne znieważanie pamięci Polaków zamordowanych za pomoc Żydom.

Już po tym haniebnym oświadczeniu prezydent Bronisław Komorowski odznaczył ją Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski „za wybitne zasługi dla niepodległości Rzeczypospolitej Polskiej”.

24 marca mija 69 rocznica zamordowania rodziny Ulmów ukrywającej Żydów. Józef Ulma był rolnikiem, człowiekiem szlachetnym, uformowanym przez Koło Młodzieży Katolickiej. Jego pasją było fotografowanie.

Ulmowie zostali wydani przez ukraińskiego kolaboranta niemieckiej policji. Kuzyni Hitlera przyjechali do Markowej pod Łańcutem i zamordowali: Wiktorię /lat 32/ i Józefa /lat 44/ Ulmów oraz ich 6 dzieci w wieku od 8 lat do półtora roku: Stasię, Basię, Władzia, Frania, Antosia i Marysię. Siódme dziecko umierało w łonie matki. Zamordowali także ukrywanych przez Ulmów Żydów z rodziny Goldmanów i Szallów.

Od 2003 r. trwa proces beatyfikacyjny 122 polskich męczenników, wśród nich rodziny Ulmów. Pytanie do dr Całej: Czy Ulmowie są „w pewnym sensie” winni śmierci Goldmanów i Szallów? Bo byli Polakami…

Piotr Szubarczyk/nd /23.III.2013/

***

WIELKI PIĄTEK PO NIEMIECKU

W każdym pomorskim lesie należy ustawić krzyż bo wszędzie – począwszy od początków września 1939 r. – mordowano tam Polaków. Diecezja chełmińska straciła podczas wojny prawie 50 proc. księży!

W drugim procesie beatyfikacyjnym męczenników II wojny światowej najwięcej Sług Bożych pochodzi z tej diecezji, postacią przewodnią jest proboszcz ze Starogardu, ks. Antoni Henryk Szuman

Na ziemi pomorskiej jest 10 miejsc wielkich zbiorowych zbrodni niemieckich na Polakach, na każdym Niemcy zamordowali więcej niż tysiąc osób! Piaśnica koło Wejherowa – 14 tysięcy, Szpęgawsk pod Starogardem –4-7 tysięcy, Mniszek pod Świeciem – 7-10 tysięcy, i inne.

Jedną z najohydniejszych zbrodni było zamordowanie 67 polskich więźniów KL Stutthof, obywateli Wolnego Miasta Gdańska, znanych z działalności na rzecz Polski. Działo się to w Wielki Piątek /!/ 22 marca 1940 r.

Zabójstwa dokonano w przyobozowym lesie na podstawie policyjnych „wyroków”! Wśród zamordowanych byli przewodnicy duchowi Polonii gdańskiej – księża Bronisław Komorowski i Marian Górecki – beatyfikowani przez bł. Jana Pawła II 13 czerwca 1999 r. – w pierwszym zbiorowym procesie 108 męczenników II wojny światowej. Byli urzędnicy, bankowcy, nauczyciele, prawnicy, lekarze, kupcy, pracownicy PKP i Poczty Polskiej w Gdańsku. Inteligencja polska – tak jak w Katyniu! Był wiceprezes Gminy Polskiej w Gdańsku, poseł do gdańskiego Volkstagu Antoni Lendzion i inny poseł Bonifacy Łangowski.

Dół w którym zbrodniarze zakopali ofiary odnaleziono w 1946 r. Pogrzeb odbył się w Wielki Piątek, 4 kwietnia 1947 r. na cmentarzu Zasłużonych w Gdańsku-Zaspie. To chyba jedyny cmentarz w Polsce gdzie pochowane są prochy aż trzech błogosławionych Kościoła katolickiego: bł. ks. Mariana Góreckiego, bł. ks. Bronisława Komorowskiego i bł. ks. Franciszka Rogaczewskiego!

Piotr Szubarczyk/nd /22.III.2013/
/zdj. – Msza Św. na terenie byłego KL Stutthof – jedna z pierwszych po wojnie. Przybyli na nią bliscy zamordowanych tu Polaków. Komunię Świętą rozdaje ks. Leon Kuchciński ze Starogardu. Z archiwum rodziny Pillarów ze Starogardu. Jan Pillar, głowa rodziny, został stracony na obozowej szubienicy w grudniu 1944 r.

***

DZIELNA CÓRKA GENERAŁA „NILA”

20 marca 1895 r. urodził się August Emil Fieldorf „Nil”. 20 marca 1925 r. urodziła się jego córka Maria

Jako dziecko mówiła że jest „bliźniakiem tatusia”. Kiedy ojca zamordowali z wyroku komunistycznego sądu Maria Fieldorf-Czarska została strażniczką jego pamięci. Wytrwała w tym 57 lat, do śmierci 21 listopada 2010 r.

Misja Marii to nie tylko pamięć o ojcu. Kiedy pojawiły się możliwości dochodzenia prawdy i sprawiedliwości nie ustawała w wysiłkach by doprowadzić do ukarania żyjących współuczestników zbrodni na „Nilu”. Pisała do sądów i przeżywała gorycz odkrywania prawdy że Polska po roku 1990 reprezentuje raczej interesy tych co z woli Kremla sprawowali swą władzę w zniewolonym kraju, niż tych co umierali za ojczyznę w oporze przeciw powojennej sowietyzacji.

Podczas wystąpień publicznych mówiła z przekonaniem: „Moją ojczyzną jest Polska Podziemna”… Choć żyło się wtedy ciężko naród był zjednoczony duchowo. Po wojnie sowiecka „czerwona zaraza” i jej kolaboranci porwali te więzy. Czy da się je odbudować? Wierzyła że tak. Dlatego w ostatnich latach życia zajmowała się nie tylko sprawą „Nila”.

Interesowała się życiem politycznym kraju, ostro reagowała na zarzuty wobec Polaków o „antysemityzm”. Uważała je za narzędzie panowania nad nami. Miała moralne prawo poruszania tej kwestii bo niemal wszyscy uczestnicy zabójstwa „Nila” byli Sowietami narodowości żydowskiej.

Czuła się odpowiedzialna jako córka wybitnego polskiego dowódcy za przekazanie młodszemu pokoleniu testamentu duchowego pokolenia AK. Szczególnie była zatroskana o wychowanie polskiej młodzieży i o polskiego żołnierza, o wojsko nie w pełni polskie, ciągle jeszcze postsowieckie. Zarówno młodzieży, jak i wojsku pozostawiła piękne przesłania. Zachowajmy pamięć o generale „Nilu” i o jego dzielnej córce.

Piotr Szubarczyk/nd /20.III.2013/
/zdj. – pułkownik August Emil Fieldorf „Nil” z córkami w ogródku wileńskiego domu Fieldorfów, lata 30. Maria po prawej ręce ojca, z drugiej strony jej starsza siostra Krystyna

***

ZWIĄZEK PRUSKI

14 marca 1440 r. na zjeździe w Kwidzynie pod aktem powołującym Związek Pruski – konfederację szlachty i mieszczan którzy nie chcieli krzyżackich rządów na Pomorzu Gdańskim – odcisnęli swe pieczęcie przedstawiciele stanów pruskich. Już wcześniej został zawiązany Związek Jaszczurczy, tajna organizacja szlachty do obrony przed uciskiem krzyżackim i w celu połączenia ziemi chełmińskiej z Królestwem Polskim

Inspiracją dla ZP były prawa poddanych polskiego króla. Szlachta pomorska w państwie krzyżackim, rządzonym twardą ręką, nie posiadała takich praw. Mimo represji krzyżackich pod aktem założycielskim ZP podpisało się ponad 50 przedstawicieli szlachty, Chełmna, Torunia, Elbląga, Gdańska, Braniewa, Królewca i innych miast.

Krzyżacy przy pomocy intryg, kłamstw i represji próbowali przedstawić ZP jako organizację występującą przeciw papieżowi. Posunęli się nawet do sfałszowania bulli papieskiej! Cesarz Fryderyk III Habsburg nakazał rozwiązanie związku. W tej sytuacji związkowcy zwrócili się o pomoc do polskiego króla. Kazimierz IV Jagiellończyk nie mógł oficjalnie poprzeć „buntu” przeciw Krzyżakom, ale podjął przygotowania do ostatecznej z nimi rozprawy.

W lutym 1454 r. Związek Pruski rozpoczął powstanie przeciw Krzyżakom, wypowiadając posłuszeństwo wielkiemu mistrzowi i prosząc króla polskiego o przyłączenie ziemi pomorskiej do Polski. Zaczynała się wojna trzynastoletnia. Kończyła się era krzyżacka na Pomorzu.

W wyniku II pokoju toruńskiego /19 X 1466/ Pomorze Gdańskie /zwane Prusami Królewskimi/, ziemia chełmińska i ziemia michałowska, a także Warmia i Powiśle zostały włączone do Królestwa Polskiego. Na ponad trzy wieki! Wielki mistrz krzyżacki stawał się lennikiem króla polskiego. Kiedy przyszedł I rozbiór Polski /1772/, wielkie miasta Gdańsk i Toruń broniły się na wszystkie sposoby przed wcieleniem do Prus, ceniąc sobie prawa gwarantowane im przez Rzeczpospolitą.

Piotr Szubarczyk/nd /14.III.2013/

***

ŚMIERĆ DELEGATA

Jan Stanisław Jankowski był ważną postacią w Polskim Państwie Podziemnym. Delegat Rządu na Kraj od kwietnia 1943 r. – po męczeńskiej śmierci Jana Piekałkiewicza w alei Szucha – był wicepremierem rządu RP, i to nie na uchodźstwie lecz w okupowanym kraju! Do niego – jako najwyższego przedstawiciela władz cywilnych – należała trudna decyzja o rozpoczęciu Powstania Warszawskiego

Miał wówczas powiedzieć: „’Burza’ /…/ to jest ogniwo łańcucha który zaczął się we wrześniu 1939. Walki w mieście wybuchną /…/. Trudno sobie wyobrazić że nasza młodzież /…/ będzie się biernie przyglądać albo da się Niemcom bez oporu wywieźć do Rzeszy!”.

Po upadku Powstania przeszedł przez niemiecki obóz w Pruszkowie. W marcu 1945 r. aresztowany podstępnie przez NKWD, razem z 15 innymi przywódcami i działaczami Polskiego Państwa Podziemnego, stanął przed sowieckim sądem wojskowym w Moskwie. Było to jawne bezprawie i widomy znak pełnego porozumienia między Stalinem a naszymi aliantami. Zachód nie protestował przeciw „sądzeniu” przedstawicieli władz najwierniejszego od początku wojny sojusznika w walce z Niemcami!

Sowieci wpisali się w ten obłudny scenariusz. „Sędzia” gen. Wasilij Ulrich skazał gen. Leopolda Okulickiego na 10 lat więzienia. Wicepremier Jan Stanisław Jankowski dostał „tylko” 8 lat więzienia. Chodziło o pokazanie wspaniałomyślności państwa sowieckiego! Na zbrodnie przyszedł czas później, kiedy już wszyscy zapomnieli o „procesie”.

Generał Okulicki został wywleczony z celi na Łubiance i zamordowany w wigilię Bożego Narodzenia 1946. Wicepremier Jankowski „umarł” dwa tygodnie przed końcem moskiewskiej kary w więzieniu we Włodzimierzu – 13 marca 1953. Jak na ironię, Włodzimierz leży nad Klaźmą, dopływem Oki, „jak Wisła szerokiej” – według załganego propagandowego mitu o polsko-sowieckim „braterstwie broni”…

Piotr Szubarczyk/nd /13.III.2013/

***

GENERAŁ LANGIEWICZ

Był drugim przywódcą, czyli jak wtedy mówiono – dyktatorem Powstania Styczniowego. Krótko /11-19 marca 1863/, ale jego imię zawsze będzie się kojarzyć Polakom z tym co było w powstaniu najszlachetniejsze i najdzielniejsze

Generał Marian Langiewicz urodził się w Krotoszynie. Sztuki wojennej uczył się podczas wyprawy Garibaldiego na Sycylię. Jeszcze przed wybuchem powstania sprowadził znaczną ilość broni z Niemiec i z Belgii, co miało duże znaczenie w pierwszych bitwach i potyczkach. Dowodził w zwycięskich bitwach w Świętokrzyskiem – począwszy od pamiętnego 22 stycznia 1863. W klasztorze pocysterskim w Wąchocku urządził regularny obóz wojskowy.

To piękne miasteczko związane jest i z Langiewiczem, i z legendą cichociemnych – Janem Piwnikiem „Ponurym”. Pewnie dlatego komuniści szydzili z Wąchocka w prymitywnych dowcipach układanych w komitetach partyjnych.

Dla Rosjan stał się Marian Langiewicz wrogiem publicznym. Pobił ich 11 lutego 1863 r. w bitwie pod Słupią, gdzie zdobył na wrogu karabiny i armaty. Prawdopodobnie w tej bitwie uczestniczył Adam Chmielowski – późniejszy św. Brat Albert.

Dzielnego dyktatora wspierali w kampanii zdolni oficerowie – dowodzący częścią obozu Langiewicza Dionizy Czachowski /poległ 6 listopada 1863/ i dzielny Francuz François Rochebrun – dowódca legendarnych „żuawów śmierci”.

Po zwycięskich bitwach pod Chrobrzem i Grochowiskami Langiewicz musiał się wycofać do Galicji. Aresztowany przez Austriaków, przebywał w twierdzy Josephstadt, potem ruszył na emigrację. Nie zaniechał służby dla „świętej Sprawy”. Tak jak wielu polskich oficerów trafił do armii tureckiej, znany był jako Langie Bey. Z Turcją Polacy wiązali nadzieje na wspólną, zwycięską walkę ze znienawidzonymi Moskalami. Zmarł w Konstantynopolu i tam został pochowany.

Piotr Szubarczyk/nd /12.III.2013/

*** 

PALMIRY – NIEMIECKI KATYŃ

We wrześniu 1939 r. za Wehrmachtem i Armią Czerwoną posuwały się grupy SS i NKWD które dokonywały aresztowań i zbrodni, głównie na polskiej inteligencji

Na przełomie roku 1939 i 1940 odbyły się w Zakopanem i w innych miastach okupowanej Polski spotkania policji politycznych Niemiec i Związku Sowieckiego w sprawie metod zwalczania polskich dążeń niepodległościowych. Gestapowcy i enkawudziści poklepywali się po plecach, pili szampana /zachowały się zdjęcia/ i planowali dalszą eksterminację polskiej inteligencji. Wkrótce po tych naradach NKWD zamordowało 21857 polskich jeńców i więźniów – w ramach zbrodni katyńskiej.

Dokładnie w tym samym czasie sojusznicy Sowietów rozpoczęli na terenie Generalnego Gubernatorstwa akcję masowych zabójstw na polskiej inteligencji niepodległościowej. To była akcja AB, czyli Auserordentliche Befriedungsaktion – „nadzwyczajna akcja pacyfikacyjna”. Zbrodnie w podwarszawskich Palmirach dokonały się w ramach tej akcji. Przyniosła ona śmierć ponad 6 tysiącom Polaków z GG.

Akcja AB rozpoczęła się 30 marca 1940 r., jej pierwszym akordem była krwawa pacyfikacja terenów objętych działalnością oddziału mjr. Henryka Dobrzańskiego „Hubala”. Nasilenie zbrodni nastąpiło od maja do lipca 1940 r. Miejsca największych zbrodni to Palmiry, Rury Jezuickie w Lublinie, Firlej pod Radomiem, Skarżysko-Kamienna.

W Palmirach, od grudnia 1939 do lata 1941 r., Niemcy zabijali więźniów z Pawiaka, z Rakowieckiej, z Daniłowiczowskiej. 21 czerwca 1941 zabili tu mistrza olimpijskiego z Los Angeles Janusza Kusocińskiego. Ciała zamordowanych ekshumowano w 1946 r. 5 km od wsi znajduje się cmentarz i mauzoleum. 11 marca to dobry dzień by tam pojechać i pochylić głowę. Tego dnia, w 1941 r., Niemcy zamordowali w Palmirach 21 więźniów Pawiaka – w odwecie za udany zamach ZWZ na kolaboranta Igo Syma.

Piotr Szubarczyk/nd /11.III.2013/

***

NIEZŁOMNY MAJOR „ZAPORA”

Major Hieronim Dekutowski „Zapora” był żołnierzem Września i Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie. Ochotnik cichociemny, zrzucony nad Polską. Bronił mieszkańców Zamojszczyzny przed niemieckimi kolonistami

Urodził się 24 września 1918 r. w Tarnobrzegu. Harcerz, członek Sodalicji Mariańskiej, ochotnik w wojnie obronnej 1939 r. 17 września przekroczył granicę z Węgrami, tam został internowany. Uciekł i przedostał się do Francji, walczył z Niemcami. Ewakuowany do Anglii.

W marcu 1943 r. zaprzysiężony jako cichociemny, przyjął pseudonim „Zapora”. W nocy z 16 na 17 września 1943 r. został zrzucony nad Polską. Dowódca AK w Inspektoracie Zamość.

Po sowieckim „wyzwoleniu” poszukiwany przez NKWD-UB. Wkroczenie Sowietów oznaczało represje i zbrodnie na żołnierzach AK. Byli wywożeni w Sowiety, trafiali do katowni UB na Zamku Lubelskim.

„Zapora” wychodził zwycięsko z potyczek z NKWD-UB, KBW. Podczas próby przedostania się na Zachód został aresztowany. 15 listopada 1948 r. „sąd” w Warszawie skazał 7 zaporczyków na karę śmierci. Po rozprawie przewieziono ich na Rakowiecką w niemieckich mundurach!

Ewa Kurek pisze: „’Zapora’ miał trzydzieści lat, pięć miesięcy i 11 dni. Wyglądał jak starzec; siwe włosy, wybite zęby, połamane ręce, nos i żebra, zerwane paznokcie. ‚My nigdy się nie poddamy!’ – krzyknął, przekazując przez współwięźniów swe ostatnie posłanie.

Według dokumentów wyrok wykonano przez rozstrzelanie /o godz. 19/. Mokotowska legenda głosi że ubowscy kaci zapakowali ‚Zaporę’ do worka, worek powiesili pod sufitem i strzelali, sycąc swą nienawiść widokiem płynącej spod sufitu niepokornej krwi. Potem mordowali jego żołnierzy: ‚Rysia’, ‚Żbika’, ‚Mundka’, ‚Białego’, ‚Junaka’ i ‚Zawadę’”.

Śmiertelne szczątki kpt. Stanisława Łukasika „Rysia” i por. Tadeusza Pelaka „Junaka” zostały odnalezione na powązkowskiej Łączce. Czekamy na pana majora i pozostałych podkomendnych. Gloria victis!

Piotr Szubarczyk/nd /7.III.2013/

***

PIĘĆ PRAWD POLAKÓW

1. Jesteśmy Polakami
2. Wiara Ojców naszych jest wiarą naszych dzieci
3. Polak Polakowi Bratem
4. Co dzień Polak Narodowi służy
5. Polska Matką naszą – nie wolno mówić o Matce źle!

Ksiądz Bolesław Domański sformułował przed 75 laty Pięć Prawd Polaków w Niemczech. Obowiązują one każdego Polaka, w każdym zakątku ziemi! Niestety, nie są nam znane, są „nieeuropejskie”…

W niedzielę 6 marca 1938 roku rozpoczął się w Berlinie I Kongres Polaków w Niemczech. Przybyło 5 tysięcy delegatów mimo wrogiej atmosfery wobec polskości panującej w stolicy państwa przygotowującego się do wojny. Polacy mieli swoje prawa mniejszości których dziś w Niemczech nie posiadają! Nie bali się głośno mówić po polsku, co się dziś obserwuje w Niemczech w miejscach publicznych. Mniejszość polską w Niemczech szacowano na około półtora miliona ludzi. Mniejszość niemiecka w Polsce była o połowę mniejsza. Dziś mniejszość niemiecka w Polsce stanowi niemal 150 tys. osób. O dzisiejszej mniejszości polskiej w Niemczech trudno dokładniej coś powiedzieć ponieważ ma ona ograniczone prawa, odebrane jej jeszcze za czasów Hitlera! Zachodzi drastyczna dysproporcja między prawami mniejszości niemieckiej w Polsce, mającej swoje zastrzeżone przedstawicielstwo w sejmie RP, a enigmatycznymi prawami Polaków w Republice Federalnej.

W roku 1938 Polak w Niemczech był dumny z tego że jest Polakiem. W tej dumie utrzymywali go ofiarni, ideowi działacze Związku Polaków w Niemczech, szczególnie ksiądz Patron, jak nazywano ks. Domańskiego. Pan Bóg oszczędził mu września 1939 r. Zabrał go do siebie kilka miesięcy wcześniej.

W Opolu znajduje się obelisk pamiątkowy, a w Stargardzie tablica pamiątkowa z wyrytymi Pięcioma Prawdami Polaka. Podobna jest we Wrocławiu. Takie tablice powinny być w każdym polskim mieście, zwłaszcza na zachodnim pograniczu.

Piotr Szubarczyk/nd /6.III.2013/

***

ROZKAZ: ZABIĆ!

Zbrodnia katyńska rozpoczęła się 5 marca 1940 r., choć pierwsze strzały padły miesiąc później. Tego dnia komisarz spraw wewnętrznych ZSRS Ławrientij Beria skierował do Stalina notatkę nr 794/G, w której napisał że polscy jeńcy wojenni i więźniowie z Zachodniej Białorusi i Zachodniej Ukrainy są „zatwardziałymi i nierokującymi nadziei poprawy wrogami władzy sowieckiej”. I dlatego trzeba ich zamordować: „Bez wzywania skazanych, bez przedstawiania zarzutów, bez decyzji o zakończeniu śledztwa i aktu oskarżenia”…

Zbrodniczy wniosek podpisali, poza Stalinem, członkowie Politbiura WKB(b) i Wierchsowietu: Kliment Woroszyłow, Wiaczesław Mołotow, Anastas Mikojan, Michaił Kalinin i Łazar Kaganowicz. To była najohydniejsza w dziejach nowożytnej Europy zbrodnia na bezbronnych jeńcach wojennych. Jej wyjątkowość polega też na wieloletnim międzynarodowym kłamstwie – z udziałem rządów i elit intelektualnych tzw. wolnego świata.

Jest wielu Rosjan którzy rozumieją polski ból i którzy nie chcą by współczesna Rosja była ideowym następcą zbrodniczego państwa. Pozostaje nadzieja że to oni będą mieli decydujący wpływ na swoje państwo i na stosunki z Polską. I jest, niestety, wielu „Polaków” którzy mają „dość Katynia” i mówią że nie należy się „upierać” przy określeniu tej zbrodni jako „ludobójstwa”!

W marcu 1959 r. szef KGB Andriej Szelepin sporządził dla Nikity Chruszczowa, sekretarza generalnego KPZR, notatkę: na podstawie rozkazu z 5 marca 1940 r. Sowieci zamordowali 21 tys. 857 obywateli polskich – niemal wyłącznie narodowości polskiej /97 procent/, oficerów wojska i policji z trzech obozów specjalnych NKWD – oraz więźniów politycznych z więzień na polskich Kresach. Szelepin nie śmiałby okłamywać Chruszczowa – więc tę przerażającą liczbę należy traktować jako właściwy bilans zbrodni katyńskiej.

/na zdj. Doły śmierci w Lesie Katyńskim, 1943 r./

Piotr Szubarczyk/nd /5.III.2013/

***

MAJOR „OGIEŃ”

Przed 66 laty w Ostrowsku k. Nowego Targu obława UB i KBW osaczyła mjr. Józefa Kurasia „Ognia” – legendę antykomunistycznej partyzantki. To była zasadzka

Majorowi towarzyszyła niewielka grupa podkomendnych. Strzelił sobie w głowę. Mocny, 31-letni organizm bronił się. „Ogień” zmarł po północy, w nowotarskim szpitalu

Stefan Korboński, w 1945 r. Delegat Rządu RP na Kraj, nazwał go „królem Podhala” i „tatrzańskim Janosikiem” XX wieku. Dziś jest uznawany przez pogrobowców Polski sowieckiej za postać „kontrowersyjną”. Nazywają go też „antysemitą”. Jakby jego winą było że likwidując sowieckich kolaborantów i konfidentów trafiał też na Żydów…

Na początku okupacji dowodził grupą dywersyjną Konfederacji Tatrzańskiej. Nosił wtedy pseudonim „Orzeł”. Po rozbiciu organizacji przez Niemców grupa Kurasia stała się kadrówką dla AK na Podhalu.

Pseudonim „Ogień” przyjął po 29 czerwca 1943 r., kiedy Niemcy zamordowali mu ojca, żonę i dwuipółrocznego synka. Ciała i dom oblali benzyną i podpalili.

Po „wyzwoleniu” „Ogień” otrzymał nominację na kierownika nowotarskiego UB. Komuniści chcieli go spacyfikować… 11 kwietnia 1945 r. „ubowcy” Kurasia poszli w góry. Oddział partyzantki antykomunistycznej „Błyskawica” kontrolował w 1946 r. obszar od Słowacji po Kraków i powiat miechowski! Komórki PPR zeszły tam do podziemia.

„Ogień” wierzył że konflikt Zachodu z Sowietami przyniesie nam niepodległość. 14 listopada 1946 r. wysłał list do sowieckiego namiestnika Bieruta: „Oddział Partyzancki ’Błyskawica’ walczy o Wolną, Niepodległą i prawdziwie demokratyczną Polskę. Walczyć będziemy tak o granice wschodnie, jak i zachodnie. Nie uznajemy ingerencji ZSSR w sprawy wewnętrzne polityki państwa polskiego. Komunizm który pragnie opanować Polskę musi zostać zniszczony”.

Czy testament „Ognia” został już wypełniony?

Piotr Szubarczyk/nd /22.II.2013/

***

CHWAŁA CICHOCIEMNYM!

Byli polskimi żołnierzami na uchodźstwie – zrzucanymi na spadochronach do kraju. Perfekcyjnie wojskowo wyszkoleni do walki dywersyjnej. Wszyscy byli ochotnikami, choć szkolenie i zadania były ekstremalnie trudne

Z ponad 2 tysięcy kandydatów tylko co czwarty był kwalifikowany do skoku! Skok nad krajem oddało 316, w tym jedna kobieta – Elżbieta Zawacka „Zo”

Byli oficerami komend AK, dowódcami oddziałów leśnych, wykonywali zadania specjalne. Ginęli w walce z Niemcami, z sowieckimi „partyzantami” na polskich Kresach, w Powstaniu Warszawskim.

Niektórzy zażyli truciznę po aresztowaniu… Byli i tacy których sowieccy komuniści zamordowali po wojnie, uznając ich /słusznie!/ za elitę Polski niepodległej.

Nazywa się ich czasem „komandosami”, ale to błąd. Należałoby ich raczej porównywać do żołnierzy sił specjalnych. Dobrze że jednostka specjalna GROM nosi imię Cichociemnych Spadochroniarzy AK. Piękny portret cichociemnych dał serial telewizyjny „Czas honoru”.

Wspominamy ich dziś bo w nocy z 15 na 16 lutego 1940 r. pierwsza grupa została zrzucona do kraju. Ostatni wyskoczą w grudniu 1944 r. By pokazać ich format przypomnijmy kilku z 316: gen. Leopold Okulicki „Niedźwiadek” /dowódca AK, zamordowany w Moskwie w 1946/, mjr Hieronim Dekutowski „Zapora” /zamordowany w więzieniu mokotowskim w 1949/, mjr Jan Piwnik „Ponury” /legendarny partyzant, poległ w walce z Niemcami w 1944/, mjr Bolesław Kontrym „Żmudzin” /zamordowany w 1953/…

Słowo „cichociemny” budziło w środowisku emigracji niepodległościowej najwyższy szacunek. Po wojnie komuniści w szeptanej propagandzie próbowali to słowo ośmieszyć, nadając mu kpiarskie, szydercze znaczenia. Nie pozwalajmy na to.

Chwała cichociemnym – bohaterom Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie i Polskiego Państwa Podziemnego!

Piotr Szubarczyk/nd /15.II.2013/

***

ARMIA KRAJOWA

Przed 71 laty – z rozkazu Naczelnego Wodza Polskich Sił Zbrojnych, gen. Władysława Sikorskiego, konspiracyjne wojsko w kraju zostało przemianowane na Armię Krajową /przedtem Służba Zwycięstwu Polski i Związek Walki Zbrojnej/. Pojawiła się nazwa z którą na lata związały się serca Polaków. Najsilniej w czasie wojny i w okresie powojennego dominium sowieckiego w Polsce

Armia Krajowa była podziemną siłą zbrojną RP na obszarze państwa polskiego w jego legalnych granicach sprzed IV rozbioru /1939/. Podlegała Naczelnemu Wodzowi i rządowi RP na uchodźstwie.

Głównym jej zadaniem były przygotowania i zbrojenie się do ogólnonarodowego powstania które miało ogarnąć cały kraj w decydującym momencie wojny, kiedy okupanci nie będą już mogli dłużej sprawować skutecznej kontroli nad Polską. AK ograniczała bieżące akcje zbrojne by nie narażać ludności na represje wroga. Kiedy jednak trzeba było zlikwidować konfidentów czy funkcjonariuszy aparatu represji – nie wahano się. Najbardziej znanym przykładem takiego działania był udany zamach na szefa policji i SS w tzw. dystrykcie warszawskim – Franza Kutscherę.

Planowane powstanie nie udało się z powodów politycznych. Jeden z okupantów, Związek Sowiecki, dokonał w latach 1943-44 nowego rozbioru Polski, tym razem w porozumieniu z „aliantami”: USA i Wielką Brytanią. Najbardziej dramatycznymi aktami powstania końca wojny /akcja „Burza”/ były operacja „Ostra Brama” w Wilnie i Powstanie Warszawskie.

Po rozwiązaniu AK 19 stycznia 1945 r. działały struktury poakowskie kontynuujące w warunkach nowej okupacji walkę o niepodległość.

Żołnierz AK Zbigniew Kabata napisał na emigracji, 20 lat po Powstaniu Warszawskim: „Byłaś dla nas radością i dumą, jak stal prężna, jak żywioł surowa, ustom – pieśnią, sercu – krwawą łuną, Armio Krajowa!”. Byłaś i jesteś…

/na zdj.: powojenny Krzyż Armii Krajowej ze znakiem Polski Walczącej, wprowadzony przez gen. Tadeusza Komorowskiego „Bora”/

Piotr Szubarczyk/nd /14.II.2013/