Rtm. Witold Pilecki

RTM. PILECKI W MEN

Wystawę opowiadającą o życiu, działalności i śmierci rotmistrza Witolda Pileckiego, który, by zebrać informacje o Auschwitz, dobrowolnie dał się tam uwięzić na ponad dwa lata, otwarto uroczyście 23 lutego w Ministerstwie Edukacji Narodowej
W otwarciu wystawy wzięły udział m.in. córka rotmistrza Pileckiego Zofia Pilecka-Optułowicz i wnuczka rotmistrza Dorota Optułowicz-McQuaid, oraz uczniowie i Oddziały Integracyjne im. rtm. Witolda Pileckiego w Warszawie. W całym kraju 30 szkół ma za patrona właśnie rotmistrza Pileckiego
Ekspozycja składa się z 30 paneli na których poprzez archiwalne fotografie i dokumenty opowiedziano historię życia rotmistrza od urodzenia do ostatnich chwil; wśród nich są m.in. zdjęcia rodzinne z żoną i dziećmi ukazujące jego życie prywatne w okresie międzywojennym na Kresach, a także do niedawna nieznane z czasu Powstania Warszawskiego
Ostatni fragment wystawy jest poświęcony kultywowaniu pamięci o Pileckim. Wystawa została przygotowana przez Oddziałowe Biuro Edukacji Publicznej Instytutu Pamięci Narodowej w Warszawie
Mówiąc o swoim ojcu Zofia Pilecka-Optułowicz powiedziała że „był wspaniałym człowiekiem, wielkim żołnierzem i patriotą, ale dla mnie to przede wszystkim wielkim humanistą, człowiekiem który potrafił zobaczyć w najdrobniejszym stworzeniu, w przysłowiowej biedronce /…/ głęboki sens istnienia”
Witold Pilecki urodził się 13 maja 1901 r. Jako młody człowiek na ochotnika wziął udział w wyzwoleniu i samoobronie Wilna na przełomie 1918 i 1919 r. Walczył też w szeregach 211 Pułku Ułanów w Bitwie Warszawskiej latem 1920. Został dwukrotnie odznaczony Krzyżem Walecznych
Po wojnie osiadł w podupadłym majątku Sukurcze w pobliżu Lidy, modernizował go i rozwijał, założył kółko rolnicze i spółdzielnię mleczarską, udzielał się w harcerstwie i ochotniczej straży pożarnej. W 1931 ożenił się z Marią Ostrowską, nauczycielką miejscowej szkoły. W Sukurczach urodziły się ich dzieci – Andrzej i Zofia
We wrześniu 1939 Pilecki znalazł się na froncie. Po inwazji ZSRS na Polskę przedarł się do Warszawy i włączył w organizację podziemnego państwa. Latem 1940 poprosił swoich przełożonych o zgodę na realizację misji polegającej na przedostaniu się do obozu koncentracyjnego Auschwitz w celu założenia w nim organizacji konspiracyjnej i zebraniu informacji o panujących tam warunkach
Pod fałszywym nazwiskiem jako Tomasz Serafiński 19 września 1940 dał się pojmać Niemcom w łapance, a dwa dni później jako więzień nr 4859 trafił do Auschwitz. W obozie utworzył tajny Związek Organizacji Wojskowej, strukturę konspiracyjną która miała podtrzymywać morale więźniów, sporządzać raporty o tym co dzieje się w Auschwitz oraz przygotować plany powstania w obozie. Za pośrednictwem uciekinierów oraz przez zorganizowaną siatkę pracowników pralni Pilecki przesyłał meldunki do swojego dowództwa. To dzięki niemu Zachód mógł dowiedzieć się o skali ludobójstwa dokonywanego w Auschwitz
26 kwietnia 1943 Pilecki z z Edwardem Ciesielskim i Janem Redzejem uciekli z obozu. Kilka miesięcy spędził w oddziale AK w okolicach Nowego Wiśnicza, gdzie napisał pierwszy obszerny „Raport z KL Auschwitz”, potem przedostał się do Warszawy, pracował w Kedywie. W Powstaniu Warszawskim walczył najpierw jako zwykły strzelec w kompanii „Warszawianka”, później jako dowódca jednego z oddziałów zgrupowania Chrobry II, w tzw. Reducie Witolda
Jako jeniec trafił do obozu w Murnau, a po wyzwoleniu wstąpił do II Korpusu Polskiego we Włoszech. Na rozkaz gen. Andersa wrócił do Polski by zbierać informacje o żołnierzach Armii Krajowej i II Korpusu więzionych przez NKWD i zsyłanych na Syberię oraz o sytuacji w kraju
8 maja 1947 został aresztowany i po wielomiesięcznym, brutalnym śledztwie, w sfingowanym procesie skazany na karę śmierci. Prezydent Bierut nie skorzystał z prawa łaski. 25 maja 1948 wyrok w warszawskim więzieniu przy ul. Rakowieckiej wykonał „kat z Mokotowa” Piotr Śmietański. Miejsce pochówku Pileckiego nigdy nie zostało ujawnione przez komunistyczne władze, prawdopodobnie ciało rotmistrza wrzucono do dołów śmierci z innymi ofiarami komunizmu na „Łączce” Cmentarza Wojskowego na Powązkach
Wszelkie informacje o dokonaniach i losie rtm. Pileckiego podlegały w PRL cenzurze. W 1990 został zrehabilitowany. Później odznaczono go pośmiertnie Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski i Orderem Orła Białego; w 2013 został awansowany do stopnia pułkownika
„To co najważniejsze dla każdego narodu i jego obywateli, to przekazywanie pamięci, bo ta pamięć to tożsamość, to przywiązywanie wagi do tego co dobre dla wspólnoty” – powiedziała otwierając wystawę minister edukacji Anna Zalewska. Mówiła że rotmistrz Pilecki to wzorzec i autorytet, „to ten którego rehabilitować trzeba codziennie, mówić że tak należy myśleć o Polsce i tak walczyć o Polskę”
Minister zapowiedziała że po obecnej wystawie w gmachu resortu edukacji prezentowane będą kolejne. „Ministerstwo Edukacji Narodowej tak teraz będzie funkcjonować: będzie żywe historią i wielkością, dobrem tych którzy znaczyli i znaczą dla Polaków bardzo wiele” – mówiła
/PAP/ /23.2.2016/

*************

RYCERZ NIEPODLEGŁEJ

Kup koniecznie książkę Tomasza á Kempis ’O naśladowaniu Chrystusa’ i czytaj dzieciom fragmenty. To ci da siłę” – powiedział żonie skazany w 1948 r. na śmierć rotmistrz Witold Pilecki

Szkoda że z rzadka tylko przypomina się jego formację duchową. A może właśnie jego religijność i szlachetność, przywodzące na myśl kryształ najwyższej próby i ton najczystszy z czystych, to jedne z przyczyn zohydzania pamięci o nim? Może nie tylko niechęć środowisk lewicowych do przywracania narodowi bohaterów, lecz i przekonania rotmistrza sprawiły że stał się ostatnio, tuż przed odsłonięciem jego szczątków na powązkowskiej Łączce, ofiarą haniebnych pomówień tygodnika „Polityka”, jakże zasłużonego dla deprawowania inteligencji peerelowskiego chowu

Gospodarz na Sukurczach

Człowiek który podjął się misji w Auschwitz wiódł przed kataklizmem 1939 r. w Sukurczach żywot obywatela ziemskiego – z naciskiem na słowo „obywatel”. Zanim tam osiadł mieszkał w rodzinnym Ołońcu pod fińską granicą, na krańcach imperium carów, gdzie jego ojcu pozwolono pracować. Chłonął opowieści dziadka o Powstaniu Styczniowym, podczas gdy matka czytała Sienkiewicza, a ze ścian spoglądały Grottgerowskie postaci. Nic więc dziwnego że wysłany jako 12-latek na naukę do Wilna wstąpił do tajnych kół samokształceniowych oraz konspiracyjnego polskiego skautingu.

Po bolszewickim przewrocie Pileccy ściągnęli do rodzinnego gniazda na Wileńszczyźnie. Cóż to jednak było za gniazdo… Niemcy doprowadzili majątek w czasie wojny do ruiny. Gdy zaczęli wycofywać się z Wilna w grudniu 1919 r. Witold od roku już działał w samoobronie, a w sylwestra dowodził harcerską placówką w Ostrej Bramie, strzegąc obrazu Matki Bożej Ostrobramskiej. Wojna polsko-bolszewicka znów wyrwała go ze szkolnej ławki: jako ochotnik I Wileńskiej Kompanii Harcerskiej bronił okolic Grodna, potem gonił bolszewików uciekających spod Warszawy. Frontowe życie zakończył udziałem w wyprawie gen. Szeligowskiego która odzyskała Wilno dla Polski.

Po maturze zapisał się na Wydział Sztuk Pięknych Uniwersytetu Stefana Batorego, musiał jednak przerwać studia: brakowało pieniędzy. Zamiast popaść w zgorzknienie z powodu niezrealizowanych marzeń, poszedł służyć w Związku Bezpieczeństwa Kraju. Znów miał cel: „Chodziło o to by wśród społeczeństwa wskrzesić tradycje żołnierskie” – wspominał.

Awansowany w 1926 r. do stopnia ppor. rezerwy wrócił na stałe do Sukurcz, gdzie bieda zmusiła jego rodziców do wydzierżawienia majątku na fatalnych warunkach. Witold wygrał w sądzie i odzyskał Sukurcze. Jego siostra Maria wspominała: „W 1926 r. przybył Witek i zaczął gospodarzyć, znalazł się wówczas i żywy inwentarz, kilka krów i koni”. Żyłka społecznikowska nie opuściła go po założeniu rodziny w 1931 r.: założył Kółko Rolnicze by unowocześnić uprawę ziemi oraz ochotniczą straż pożarną, otworzył mleczarnię; rozumiejąc potrzebę unowocześnienia rolnictwa, wyspecjalizował się w hodowli nasion koniczyny. Jakby tego było mało zbierał chłopaków z okolicznych wsi, szkolił i utworzył z nich ułański szwadron krakusów, z którym brał udział w sportowych konkursach. I cieszył się że ojczyzna zyskała nowych obrońców.

Urodzonym w 1932 i rok później dzieciom, Andrzejowi i Zosi, poświęcał dużo czasu, wychowując je na ludzi o silnych charakterach. „Ojciec pracował na roli na równi z chłopami – wspomina jego córka Zofia Pilecka-Optułowicz. – Dużo wymagał od siebie, ode mnie i mojego starszego o rok brata Jędrka. Byłam córką kawalerzysty, generałką, dziedziczką świeżego powietrza – tak mnie nazywał. Wpajał szacunek do człowieka, przyrody. Uczył że jeżeli znajdę biedronkę – mam ją podnieść i pomóc odlecieć”.

W najpogodniejszej chwili jego życia uderzył grom – wybuchła wojna.

Przede wszystkim wolność Polski”

We wrześniu dowodził plutonem kawalerii dywizyjnej w składzie 19 Dywizji Piechoty Armii „Prusy”. Należał do ostatnich żołnierzy którzy złożyli broń, walczył aż do 17 października 1939 r. Zaraz potem przedostał się z mjr. Janem Włodarkiewiczem do Warszawy, gdzie założył organizację pod nazwą Tajna Armia Polska.

„Naród, o ile nie chce skarleć i zginąć, musi mieć ideał – głosi spisana w czerwcu 1940 r. deklaracja TAP. – Polska musi być chrześcijańska, bo wychodzimy z założenia że tylko ideologia chrześcijańska, zespolona najściślej z naszymi dziejami i psychiką naszego narodu, pozwoli nam, krocząc drogą sprawiedliwości społecznej, spełnić misję jaką każdy naród w historii ludzkości ma do spełnienia”. W takim właśnie środowisku deklarującym: „Jesteśmy krew z krwi, kość z kości dziedzicami pierwszego Krzyża Mieszka, zawołań Zawiszów Czarnych i Zyndramów, albowiem /…/ cierpimy za tę samą świętą sprawę za którą ginęli nasi praojcowie w latach 1830 i 1863”, działał późniejszy dobrowolny więzień Auschwitz.

Przypomnieć jednak wypada że Pilecki – w odróżnieniu od komendanta TAP Włodarkiewicza – był przeciwny ogłaszaniu tej deklaracji, sądził bowiem że spowoduje ona rozłam w organizacji. „Chcąc związać możliwie większą liczbę dobrych Polaków podchodziłem do ludzi apartyjnie i wiązałem na płaszczyźnie tylko żołnierskiej. Takie podejście umożliwiło związanie wielu ludzi którzy mieli na myśli przede wszystkim wolność Polski” – wspominał.

Podobni do dzikich Zwierząt”

Wieści o budowie obozu koncentracyjnego Auschwitz skłoniły podziemie do wysłania tam ochotnika który zebrałby informacje o położeniu więźniów i opracowałby raport dla władz RP w kraju i na emigracji. Misji tej podjął się Pilecki. 19 września 1940 r. pozwolił się aresztować Niemcom podczas łapanki na Żoliborzu. Tamtego dnia miał przy sobie dokumenty Tomasza Serafińskiego, znalezione w warszawskim mieszkaniu, gdzie pozostawił je ich właściciel. W nocy z 21 na 22 września 1940 r. trafił do piekła: „W nieco fantastycznym, pełzającym po nas ze wszystkich stron świetle reflektorów, widoczni byli jacyś niby-ludzie. Z zachowania podobni raczej do dzikich zwierząt /…/ z drągami w ręku, rzucili się z dzikim śmiechem na pojedynczych naszych kolegów. Bijąc ich po głowach, kopiąc leżących już na ziemi w nerki i w inne czułe miejsca, wskakując butami na piersi, brzuch – zadawali śmierć z niesamowitym jakimś entuzjazmem”.

W Auschwitz spędził ponad dwa i pół roku budując liczący kilkaset osób Związek Organizacji Wojskowej, który stworzył sieć „samopomocową”: pomógł wielu więźniom przeżyć, ratując chorych, dokarmiając najsłabszych, dostarczając odzież potrzebującym.

Organizacja dawała więźniom poczucie że nie są tylko numerami lecz żołnierzami. Pilecki potajemnie przygotowywał oddziały ZOW które miały opanować Auschwitz w przypadku próby jego odbicia przez polskie podziemie. Swoje sprawozdania – jedne z pierwszych jakie dotarły do władz polskich w Londynie oraz zachodnich aliantów – wysyłał przez kolegów zatrudnionych w lagrowej pralni. Szczegóły jego przeżyć zawiera stustronicowy raport spisany w 1945 r. Dwa wcześniejsze powstałe jeszcze w 1943 r. dotyczą działalności ZOW oraz warunków w obozie. W tym najobszerniejszym pisał dużo o własnym losie.

Przekuwaliśmy się wewnętrznie”

W pierwszym okresie musiał opanować sztukę przeżycia. „Zauważyłem że niektórzy z siedzących tu od paru miesięcy mają obrzęknięte twarze i nogi. Pytani przeze mnie medycy oświadczyli że powodem tego jest nadmiar płynów. /…/ Postanowiłem wyrzec się płynów nie przynoszących korzyści” – pisał, kończąc uwagą niepojętą w ustach więźnia: „Należało panować nad zachciankami”.

Z końcem 1940 r. zaczynają się dla niego długie miesiące wykrzesywania z siebie siły większej niż potrzeba do uniknięcia śmierci. „W tym czasie zasadniczym zadaniem było założenie organizacji wojskowej – pisał. – Zorganizowałem tu pierwszą ’piątkę’ /…/. W listopadzie posłałem pierwszy meldunek do Komendy Głównej w Warszawie”. Od jego przybycia do obozu minęły zaledwie dwa miesiące.

Nawet tam, na samym dnie ludzkiego upodlenia, jego duch wzrastał, oczyszczał się, wznosił ku sprawom najwznioślejszym. „A jednak człowiek odżywał, odradzał się, przeradzał – pisał. – Tak przekuwaliśmy się wewnętrznie. Obóz był probierzem gdzie się sprawdzały charaktery. Jedni staczali się w moralne bagno. Inni szlifowali swe charaktery jak kryształ. Rżnięto nas ostrymi narzędziami. Ciosy boleśnie wrzynały się w ciała, lecz w duszy znajdywały pole do przeorania… To przeradzanie się przechodzili wszyscy. /…/ Następowało niejako rozdwojenie. Wtedy kiedy ciało było stale udręczone duchowo człowiek czuł się czasami – nie przesadzając – wspaniale. Zadowolenie zaczęło się gnieździć gdzieś w mózgu, z powodu przeżyć duchowych”.

Dostrzegał jak śmiertelne zmęczenie pozbawia ludzi – jego również – wrażliwości: „Wszyscy którzy się do pracy nie nadawali lub nie mieli już sił biegać z taczką byli bici, a przy upadku zabijani. W takich właśnie chwilach zabijania innego więźnia człowiek jak prawdziwe zwierzę stał parę minut, łapał oddech w szybko pracujące płuca, wyrównywał nieco tempo łopoczącego serca…”.

Postawione przed sobą zadania wypełnił – do ucieczki w kwietniu 1943 r. zmusiła go groźba zdemaskowania.

Serafińscy dwaj

Dla nabrania sił został wysłany przez dowódców do Bochni. „Na werandzie domku położonego wśród ogrodu siedział jakiś pan z małżonką i córeczkami – wspominał Pilecki swoje przybycie do miasta.

– Podeszliśmy do nich. Ja się przedstawiłem nazwiskiem które nosiłem w Oświęcimiu. On odpowiedział: ’Ja też jestem Serafiński’. ’Ale ja jestem Tomasz’ – dodałem. ’Ja też jestem Tomasz’ – odrzekł zdziwiony. Pan omalże zerwał się z miejsca: ’Jak to, panie?! To są moje dane!’. ’Tak, to są pana dane’ – i opowiedziałem mu że siedziałem w Oświęcimiu przez dwa lata i siedem miesięcy, a teraz stamtąd uciekłem”. W dworku Serafińskich spędził czas jakiś, odpoczywając.

Służąc w latach 1943-44 w wywiadzie i kontrwywiadzie Kierownictwa Dywersji Komendy Głównej AK pamiętał o swoich dzieciach. Wysyłał do syna listy ze szczegółowymi wskazówkami jak z drewna zrobić ramkę do obrazka, radował się ogrodniczymi upodobaniami córki: „Bardzo się cieszę, że /…/ lubisz różne zwierzątka hodować, jak również plantować wszelkie roślinki w ogródku. Ja również lubię każdego robaczka, żuczka, groszek i fasolkę i wszystko, co żyje”.

Po Powstaniu Warszawskim trafił do niemieckiego oflagu w Murnau. Wyzwolony przez Amerykanów dołączył do 2 Korpusu Polskiego gen. Władysława Andersa we Włoszech. Tam właśnie w 1945 r. spisał relację z Auschwitz, tam też po rozmowach z gen. Andersem zgodził się wrócić do rządzonej sowieckim terrorem Polski by prowadzić tu działalność wywiadowczą. Nie musiał podejmować się tej misji, przeważyło poczucie obowiązku.

By sumą kar wszystkich mnie tylko karano”

W Warszawie znalazł się w grudniu 1945 r. Gromadził i przesyłał do sztabu 2 Korpusu Polskiego informacje o działaniach NKWD i UB, a także podziemia niepodległościowego. Nie opuścił kraju wbrew rozkazowi gen. Andersa, kiedy zaciskać zaczęła się wokół niego pętla UB.

Sześć dni po aresztowaniu w 1947 r. napisał wierszem list do Józefa Różańskiego, dyrektora departamentu śledczego MBP, zakończony słowami: „Dlatego więc piszę niniejszą petycję,/ By sumą kar wszystkich mnie tylko karano”. Kilka miesięcy później nie mógł już utrzymać pióra w ręku z wyrwanymi paznokciami…

Anna Zechenter/IPN Kraków/nd /25.V.2013/
/zdj. – Witold Pilecki prowadzi w Lidzie defiladę z okazji Święta Niepodległości

***

DROGOWSKAZEM BÓG, HONOR, OJCZYZNA

„Kochajcie ojczystą ziemię. Kochajcie swoją świętą wiarę i tradycję własnego narodu. Wyrośnijcie na ludzi honoru, zawsze wierni uznanym przez siebie najwyższym wartościom, którym trzeba służyć całym swoim życiem” – takie przesłanie zostawił rotmistrz Witold Pilecki swoim dzieciom jeszcze podczas wojny

Trzy proste i oczywiste zdania. Nie mógł przewidzieć że kilka pokoleń później, po latach komunistycznego zniewolenia i deprawacji, „elity” III RP powstałe po 1989 r. całkowicie je odrzucą. Staną się za to programem dla wszystkich pragnących lepszej, dumnej i wielkiej Polski. Bo w tym miejscu Europy tylko taka może przetrwać.

Jego rodzinny dwór bolszewicy zrównali z ziemią, wycięli nawet lipową aleję. Zmasakrowane torturami ciało wrzucili do bezimiennego dołu pod cmentarnym płotem. Miejsce zadeptali żołnierskimi butami. Komuniści zadbali by po rotmistrzu nie pozostał żaden ślad, nawet by rodzina nie mogła pomodlić się na jego grobie, złożyć na nim kwiatów, zapalić świec. Nie tylko miał przestać istnieć, ale również jego świat, ze swym odwiecznym ładem. Na kościach pokolenia rtm. Pileckiego, ruinach domostw, systemie antywartości, zdrajcy Polski zbudowali nową, komunistyczną rzeczywistość. Runęła ona po kilkudziesięciu latach.

Prawdy o życiu i czynach „ochotnika do Auschwitz” – mimo że po 1989 r. nie trafił do szkolnych podręczników, a jego mordercy uniknęli doczesnej kary – nie udało się jednak zepchnąć w niepamięć. Dla milionów rodaków ma on już stałe miejsce w narodowym panteonie – choć dopiero po siedemnastu latach wolnej Polski prezydent RP Lech Kaczyński uhonorował go pośmiertnie najwyższym odznaczeniem – Orderem Orła Białego. Być może wkrótce zostaną odnalezione jego szczątki i zostanie godnie pogrzebany. Czekamy na to już ćwierć wieku. Polska rtm. Pileckiego, o którą walczył i której służył, przetrwała krócej.

Trzecia RP, od swych pierwszych dni opętana pseudomodernizacyjną wizją „wchodzenia do Europy”, zajęła się destrukcją narodowego dziedzictwa, wielowiekowej tradycji, uznawszy je za „nienormalność” czy „ciemnogród”. Odrzuciła Dekalog, podważając podstawowe wartości, odwróciła ich znaczenie, dewastując cywilizacyjny ład i otwierając szeroko bramy coraz bardziej zuchwałemu barbarzyństwu. Próbuje zawładnąć językiem, odbierając słowom ich pierwotne znaczenie. Jak pisze w swym nowym tomiku wierszy „Polska wyklęta” Aleksander Rybczyński:
W Europie bez granic/ zwanej dawniej Polską/ pojawiło się wielu/ fałszywych językoznawców/ na skrzyżowaniach ruchliwych ulic/ w godzinach szczytu rozdają/ codzienne wydania/ poprawnej polszczyzny/ patriotyzm nazywają faszyzmem/ zabór pojednaniem/ zbrodnię wypadkiem/ odwagę szaleństwem/ szczerość obłędem…”.

Przed trzydziestu laty Jan Paweł II przestrzegał: „Nie pragnijmy takiej Polski, która by nas nic nie kosztowała”. Tymczasem dzisiaj wpływowe, hałaśliwe środowiska nie tylko nie chcą by Polska cokolwiek je kosztowała, ale wydaje się że w ogóle nie chcą by Polska istniała.

Ale próżne to zamiary. Nie brakuje bowiem Polaków chcących z „tego trudnego doświadczenia które nosi nazwę ‚Polska’ wydobyć lepszą przyszłość, ale tylko pod warunkiem uczciwości, trzeźwości, wiary, wolności ducha i siły przekonań”. W to doświadczenie wpisuje się życie rtm. Witolda Pileckiego.

Dzisiaj nikt nie wymaga od nas heroizmu tej miary co jego pobyt w oświęcimskim piekle i powojenna decyzja powrotu do komunistycznej Polski, bo „ktoś musi trwać bez względu na konsekwencje”, a potem doświadczeń w ubeckim więzieniu i słynnych słów: „Ja już nie mogę żyć. Oświęcim to była igraszka”.

Teraz kiedy nie brakuje krzykliwych deklaracji niechęci do polskości i wezwań by się od niej „wyzwolić” jakże aktualna jest jego prośba skierowana do własnych dzieci: „Kochajcie ojczystą ziemię”.

Kiedy sam był dzieckiem Polski nie było na mapach Europy, ale matka czytała mu do snu „Trylogię”, a rodzice uciekając przed rusyfikacją przeprowadzili się do Wilna. Charakteru uczyło go harcerstwo, odwagę zdobywał walcząc o Wilno, bijąc się z bolszewikami. Nie wahając się porzucił studia by wypełnić synowski obowiązek: zaopiekować się chorym ojcem i ratować rodzinny majątek. Obowiązki te dzielił z pracą społeczną i charytatywną.

Wydaje się że tę aktywność dobrze oddał Ojciec Święty Jan Paweł II, przybywszy do ojczyzny w 1991 r., by wskazać nam co czynić z odzyskaną wolnością: „Pracować wielkodusznie nad budową społeczeństwa odznaczającego się stałym poszukiwaniem sprawiedliwości, zgody, solidarności i pokoju, oto ideał który odsłania każdemu bogactwa daru z samego siebie oraz służby. Ideał jaki każdy w sobie nosi. We współpracy nad budowaniem braterstwa między ludźmi pośród narodów, w wielkodusznym niesieniu pomocy najuboższym, człowiek może odkryć piękno życia”. I tego „piękna życia” dane było doświadczyć rtm. Pileckiemu. Oby współcześni Polacy chcieli odkryć w sobie te ideały.

dr Jarosław Szarek /25.V.2013/
/zdj. – uczestnicy rzeszowskiego marszu upamiętniającego rtm. Witolda Pileckiego pod pomnikiem Chwały Żołnierzy AK Podokręgu Rzeszów

***

UCAŁUJĘ SZCZĄTKI OJCA

Rozmowa z Zofią Pilecką-Optułowicz, córką rotmistrza Witolda Pileckiego

Odwiedza pani kwaterę „Ł” na cmentarzu Powązkowskim gdzie prowadzone są poszukiwania szczątków ofiar komunistycznego reżimu z lat 40 i 50. Jak zareagowała pani na wiadomość o wznowieniu tych prac?

Ekshumacje rozpoczęły się 13 maja, a ja dwa dni później obchodziłam swoje imieniny. Postanowiłam zrobić sobie prezent i pojechać na Powązki by być bliżej ojca. Akurat w tym samym czasie w „Polityce” ukazał się kłamliwy artykuł na jego temat. Zrobiło mi się bardzo ciężko na sercu i chciałam mu się poskarżyć. Powązki są miejscem bardzo mi bliskim, przeżyłam tam wiele bolesnych i radosnych chwil. W tym miejscu czuję się jak w domu. Zawsze szukam śladów po moim ojcu. Jest tam pochowana również moja córeczka. Namiot w którym układane i badane są wydobywane z dołów kości jest dla mnie miejscem świętym w którym powinno się mówić szeptem. Obecność na Powązkach jest dla mnie czasem oczekiwania na radosny finał jakim będzie znalezienie ciała mojego ojca.

Co to dla pani będzie oznaczało?

Ogromną radość. Pierwsze co zrobię to ucałuję te szczątki. Moja mama jest pochowana w panteonie Armii Krajowej, nareszcie więc będą mogli spocząć razem – bliscy sobie za życia i bliscy sobie po śmierci. Moja mama również jest wielkim bohaterem, choć rozumianym w innych kategoriach. Począwszy od 17 września 1939 r., kiedy nasze ziemie kresowe zostały zajęte przez oddziały rosyjskie, zdecydowała się uciekać przez zieloną granicę do swojej matki, ona także przeszła piekło.

Bierze pani pod uwagę ewentualność że nie uda się odnaleźć ciała pani ojca?

Nawet gdyby się okazało że w kwaterze„Ł” nie ma śladów po moim ojcu ekshumacje w tym miejscu uważam za niesłychanie ważną akcję. Ojciec zawsze powtarzał mi że takich bohaterów jest więcej i należy o nich pamiętać. Szczególnie o młodych ludziach którzy ginąc dla Polski za wartości jakie on sam wyznawał nie zdążyli nacieszyć się życiem. Mój ojciec uważał że musi pracować dla Polski, czy to na roli jako gospodarz w swoim majątku, czy też właśnie po 1939 r., kiedy przyszło mu się pożegnać z Sukurczami, walczyć i cierpieć aż do 1948 r. kiedy pożegnał się z życiem.

Co pani czuje kiedy słyszy opinie mające odebrać dobre imię rotmistrzowi Pileckiemu?

Na początku byłam bardzo przygnębiona artykułem pana Romanowskiego w „Polityce”. Przejęłam się tym, płakałam i nie mogłam spać. Ale ten człowiek sam się potwornie ośmieszył. Mój ojciec w poetyckim wierszu napisał: sumą kar wszystkich mnie proszę karać, nie tych którzy są w jakiś sposób związani z moją działalnością. Był człowiekiem wielkiej odwagi i honoru. On nawet ból cielesny, który przyszło mu przeżywać, umiał sobie jakoś wytłumaczyć. Opowiadał mi ktoś pewną historię która przydarzyła się we Włoszech. Mój ojciec był z jednym z kolegów w parku kiedy w pewnym momencie na dłoni którą położył na żelaznym ogrodzeniu usiadł jakiś ptak i zaczął ją szarpać dziobem. Kolega chciał go przepłoszyć, ale ojciec powiedział: „nie, zostaw”, jakby chciał sprawdzić na ile starczy mu samozaparcia i wytrzymałości. Na Rakowieckiej poddano go straszliwym cierpieniom. To człowiek z żelaza, a poza tym zawsze głęboko religijny. Nosił przy sobie i często czytał książeczkę Tomasza a Kempis „O naśladowaniu Chrystusa”. Podczas ostatniego widzenia polecił mojej mamie by koniecznie czytała nam jej fragmenty, byśmy tak jak on czerpali z niej siłę do przetrwania tego straszliwego czasu.

Jak on sam go przeżywał?

Znam relację przekazaną mi przez jednego z współwięźniów mojego ojca na Rakowieckiej. Okna dużej celi w której mogło znajdować się nawet kilkadziesiąt osób wychodziły na tzw. wybieg. Dzięki temu można było przez nie z bardzo bliska zobaczyć przechodzącego Witolda Pileckiego. Więźniowie widzieli że był bardzo zmaltretowany, ale jego twarz była niezwykle uduchowiona, jakby nie cierpiał. Dla mnie to rzecz niebywała że po dwóch latach i siedmiu miesiącach spędzonych w piekle Auschwitz, gdzie co godzinę stykał się ze śmiercią, oraz po tym co przeszedł w więzieniu na Rakowieckiej, nie załamał się. Nie ma takiej możliwości by „sypał” swoich współtowarzyszy. Ojciec uczył mnie konspiracji, odporności, siły woli. Wiedział że przyjdzie mi żyć w zupełnie innym i bardzo trudnym świecie.

Komu może zależeć na postawieniu w złym świetle postaci Witolda Pileckiego?

Nie wiem kto się za tym kryje, ale takich momentów przeżyłam mnóstwo. Począwszy od 22 polskich europosłów którzy byli przeciwni by człowiek który poświęcił swoje młode życie ojczyźnie był symbolem Dnia Bohaterów Walki z Totalitaryzmami obchodzonym 25 maja. Wyrzekli się Polaka. Druga sprawa to kontrowersje wokół odznaczenia Witolda Pileckiego Orderem Orła Białego przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Członkowie Kapituły – pan Geremek, pan Mazowiecki i pan Bartoszewski, byli zdecydowanie przeciw, twierdząc że tego odznaczenia nie przyznaje się osobom zmarłym, co jest nieprawdą. W 65 rocznicę oswobodzenia KL Auschwitz-Birkenau wybijane były pamiątkowe monety. Dwie ze złota dotyczyły naszych „starszych braci”, a jedna z nich, srebrna, miała być poświęcona mojemu tacie. Zastanawiam się dlaczego prezes NBP pan Sławomir Skrzypek musiał ze mną jechać aż do Tarnowa by mi ją wręczyć, bo nie życzono sobie by zrobiono to podczas jednej uroczystości. Tymczasem ojciec zakładając Związek Organizacji Wojskowej /ZOW/ zjednoczył wszystkie opcje polityczne. Zawsze mówił: „Tak trzeba żyć by nikomu nie robić krzywdy”. Uważam że mało znaczący jest ten artykuł który chciałby umniejszyć tę piękną postać. Być może będą jeszcze następne, to dla mnie nieistotne. Prawda o ojcu obroni się sama.

Imię Witolda Pileckiego nosi wiele szkół, drużyn harcerskich, ulic i rond, poświęca się mu pomniki oraz tablice pamiątkowe. Ludzie żyją pamięcią o nim. To bardzo ważne dla Polski. W jaki sposób rotmistrz Pilecki troszczył się o młodzież którą spotykał za życia?

W Powstaniu Warszawskim był ich ukochanym wodzem. Nazywali go tatą. Był od nich starszy i umiał przyciągnąć do siebie ich młode serca. Ogromnie się cieszył kiedy zaraz po wojnie wstąpiłam do harcerstwa. Dla niego było bardzo ważne by istniała młodzież która będzie stanowić nową kadrę Kolumbów i która zadba o przyszłość. On o tę młodzież bardzo się martwił, bo wojna przetrzebiła jej szeregi. Mało tego, w 1946 r. między innymi dlatego przyjechał do Polski by zaopiekować się młodzieżą z lasu. To było jego wielkie posłanie. Kiedy idę do kwatery „Ł” to mijam mnóstwo wycieczek szkolnych. Miejsce w którym pochowano tylu polskich bohaterów uczy historii. To jest ta lekcja historii której w szkole nie ma. A jednocześnie chodzi o pokazanie całkowicie przeciwnych postaw niż te które prezentowały niechlubne postacie z naszej historii.

Zamierza pani utworzyć fundację im. Witolda Pileckiego. Czym miałaby się ona zajmować?

Działalność pana Michała Tyrpy to dla nas kłopot. Prowadzi fundację tylko po to by mieć pieniądze na działalność dotyczącą Witolda Pileckiego. Dlatego chcemy założyć swoją własną, wyłącznie rodzinną fundację. Poprowadziłby ją mój wnuk Krzysztof Kosior. Jeżeli znalazłyby się jakiekolwiek pieniądze wspomagalibyśmy biedne szkoły, takie jak choćby Szkoła Podstawowa im. Rotmistrza Witolda Pileckiego w Kozikach. W czerwcu odbędzie się w Zabrzu zjazd wszystkich szkół noszących imię ojca. Na wsi jest dużo zdolnej młodzieży która nie ma środków na naukę czy opłacenie akademika. Chcielibyśmy im pomagać. Pomników stawiać nie będziemy.

rozm. Bogusław Rąpała/nd /25.V.2013/

***********

NAJODWAŻNIEJSZY WYKLĘTY

Od ponad roku w warszawskim magistracie zalega wniosek o nadanie imienia rtm. Witolda Pileckiego obecnemu placowi Defilad

Czy ten który walce z totalitaryzmem narodowego socjalizmu i internacjonalnego komunizmu poświęcił wszystko, łącznie z życiem, doczeka się upamiętnienia w stolicy?

63 rocznica stracenia tego wybitnego żołnierza minęła 25 maja

25 maja 1948 r. zamordowany został przez komunistów w warszawskim więzieniu przy Rakowieckiej jeden z największych żołnierzy Polski Podziemnej – rtm. Witold Pilecki, nazwany przez angielskiego historyka M.R.D. Foota, jedną z sześciu najodważniejszych postaci z lat II wojny światowej. Warto przy tej okazji tę sylwetkę wybitnego żołnierza, obywatela, społecznika i patrioty przypomnieć, bo wciąż wiedza o tym niezwykłym bojowniku niepodległości jest niedostateczna.

Witold Pilecki wywodził się z kresowego ziemiaństwa które płaciło za zaangażowanie w działalność niepodległościową pauperyzacją i represjami, m.in. zsyłką. Był oficerem rezerwy Wojska Polskiego, zmobilizowanym ponownie w 1939 r., współzałożycielem Tajnej Armii Polskiej, dobrowolnym więźniem KL Auschwitz, oficerem Komendy Głównej Armii Krajowej i organizacji NIE, wreszcie więźniem politycznym okresu stalinowskiego i ofiarą komunistycznego mordu sądowego.

Znany był pod pseudonimami: Witold, Tomek, Romek, i pod nazwiskami konspiracyjnymi /pokrywkowymi/: Tomasz Serafiński, Roman Jezierski, Leon Bryjak, Jan Uznański, Witold Smoliński oraz kryptonimem T-IV w organizacji NIE. Dziś jest legendą Polski Walczącej z obu okupantami, legendą która nie znajduje należnego blasku w… wolnej Polsce.

Przed wojną

Urodził się 13 maja 1901 r. w Ołońcu w Karelii na północy Rosji nad Morzem Białym, w rodzinie ziemiańskiej Juliana i Ludwiki z Osiecimskich. Rodzice byli dziećmi zesłańców po insurekcji styczniowej i na zsyłce, daleko od stron rodzinnych, założyli rodzinę. Ojciec w Karelii, na pograniczu rosyjsko-fińskim, z czasem doszedł do stanowiska rewizora leśnego. Po liberalizacji jaka nastąpiła w cesarstwie rosyjskim na krótko w wyniku rewolucji 1905 r. Pileccy wykorzystali sytuację i matka z dziećmi – by uchronić potomstwo przed rusyfikacją – przeniosła się do Wilna.

Witold wkrótce został członkiem skautingu; od 1914 do 1923 r. działał w konspiracyjnym harcerstwie i Polskiej Organizacji Wojskowej, ochotniczo wstąpił też do Samoobrony Wileńskiej. Od 1918 r. również ochotniczo walczył w szeregach odrodzonego Wojska Polskiego w wojnie polsko-bolszewickiej. W grupie gen. Lucjana Żeligowskiego odbierał Wilno i następnie do 1921 r. pełnił służbę w korpusie wojsk Litwy Środkowej aż do momentu zjednoczenia ziemi wileńskiej z Rzeczpospolitą. Od 1921 r. był komendantem oddziału nowoświęciańskiego Związku Bezpieczeństwa Kraju.

Po uzyskaniu matury rozpoczął studia jako wolny słuchacz na Wydziale Sztuk Pięknych Uniwersytetu Stefana Batorego w Wilnie, ale sytuacja rodzinna zmusiła go do podjęcia pracy zarobkowej; zatrudnił się m.in. w Związku Kółek Rolniczych Ziemi Wileńskiej i jako sekretarz sędziego śledczego w Okręgu m. Wilno. W latach 1922-24 studiował zaocznie na Wydziale Rolnym Uniwersytetu Poznańskiego. Po odbyciu kursu w Szkole Podchorążych Rezerwy Kawalerii w Grudziądzu i służby stażowej w 26 pułku ułanów w 1926 r. otrzymał promocję na stopień oficerski – podporucznika rezerwy /ze starszeństwem z 1923 r./.

Od 1926 r. gospodarował na odzyskanej części rodzinnego majątku Sukurcze k. Lidy, gdzie inicjował wiele działań społecznych, m.in. kierował Strażą Ogniową oraz konnym Przysposobieniem Wojskowym „Krakusi”. Wiele okoliczności wskazuje że związany był ze strukturami II Oddziału Sztabu Generalnego i wykonywał zadania wywiadowcze po drugiej stronie wschodniej granicy; to do dziś wciąż najmniej znana strona aktywności ziemianina sukurczańskiego.

Witold Pilecki obdarzony był wieloma talentami, miał m.in. uzdolnienia artystyczne czego przykładem są zachowane do dziś obrazy świętych w kościółku parafialnym w Krupie. Pozostało też kilka rysunków, zarówno artystycznych jak i technicznych. Te ostatnie jako formy instruktażowe dla syna Andrzeja.

Sukurcze były miejscem rodzinnego szczęścia; 7 kwietnia 1931 r. Witold poślubił nauczycielkę z pobliskiej szkoły Marię /Mariannę/ z Ostrowskich i doczekał się dwojga dzieci – Andrzeja i Zofii, którą z czułością nazywał Generałką. Rodzinną sielankę przerwała jednak wojna.

Dobrowolny więzień Auschwitz

Zmobilizowany z końcem sierpnia 1939 r. uczestniczył w kampanii polsko-niemieckiej w 19 Dywizji Piechoty w ramach Armii Prusy, następnie w 41 Dywizji Piechoty Rezerwowej. Walczył na szosie piotrkowskiej i na Lubelszczyźnie. Nie poszedł do niewoli, wrócił w mundurze i na koniu do Ostrowii Mazowieckiej, gdzie mieszkali jego teściowie, i dalej podążył do okupowanej Warszawy. Na ziemię lidzką – choć bardzo się starał – nie zdołał się przedrzeć, bo na Bugu obaj okupanci ustanowili pilnie strzeżoną zonę graniczną między III Rzeszą a Sowdepią.

W listopadzie 1939 r. w stolicy ppor. Witold Pilecki z mjr. Janem Włodarkiewiczem współtworzył Tajną Organizację Wojskową /TAP/, był szefem jej sztabu, szefem Oddziału I i inspektorem organizacyjnym. Dobrowolnie zgłosił się do misji wojskowej w obozach koncentracyjnych i po uzgodnieniach z kierownictwem Związku Walki Zbrojnej 19 września 1940 r. oddał się w ręce niemieckie podczas drugiej wielkiej łapanki warszawskiej na Żoliborzu. W nocy z 21 na 22 września jako Tomasz Serafiński trafił do KL Auschwitz /zarejestrowany został w kacecie jako nr 4859/, gdzie z czasem zainicjował opartą na systemie piątkowym konspirację obozową, a następnie scalił z innymi grupami obozowego podziemia, tworząc Związek Organizacji Wojskowych /ZOW/. Meldunki z obozu docierały do władz ZWZ-AK, skąd wysyłane były do Londynu i przekazywane aliantom. Wśród tych meldunków były także te dotyczące zbrodni dokonywanych przez Niemców na Polakach, Rosjanach, Żydach i innych.

O upamiętnienie kacetowych dokonań Pileckiego w muzeum obozowym na terenie byłego KL Auschwitz starał się nieżyjący już dr Józef Garliński i na początku lat 90 dokonano stosownego retuszu ekspozycyjnego, choć dość połowicznego. Nadal nie ma – a powinno być – w jerozolimskim Lesie Sprawiedliwych Yad Vashem drzewo życia jego imienia, bo Pilecki był z tych którzy pierwsi podnieśli larum o zagładzie Żydów. W latach wojny Zachód, a zwłaszcza amerykańscy Żydzi nadzwyczaj zobojętnieli na los swych ziomków w okupowanej Polsce, by po latach bezpodstawnie oskarżać tych którzy nieśli pomoc, choć oni sami dzielili los ofiar holokaustu.

W Święta Wielkanocne 27 kwietnia 1943 r. – po 947 dniach pobytu za drutami – Pilecki z dwoma więźniami /Janem Redzejem i Edwardem Ciesielskim/ zbiegł z kacetu i szczęśliwie, choć po wielu dramatycznych przygodach, dotarł do Bochni i Nowego Wiśnicza, gdzie niezwykłym zbiegiem okoliczności odnalazł autentycznego i żywego por. Tomasza Serafińskiego, pod którego nazwiskiem przebywał w Auschwitz. W jego domu Pilecki przez pewien czas przemieszkiwał, zadzierzgając dozgonną przyjaźń z Serafińskimi.

źniej Witold w Warszawie złożył obszerny raport o sytuacji w obozie i został włączony do prac w Oddziale III Kedywu Komendy Głównej AK o kryptonimie Kameleon. 11 listopada 1943 r. awansowano go do stopnia rotmistrza /wcześniej gen. Grot Rowecki 11 listopada 1941 r. awansował Pileckiego – w czasie jego pobytu w kacecie – do stopnia porucznika, co było wprawdzie niezgodne z pragmatyką konspiracyjną ale niewątpliwie wyrażało wielkie uznanie dla misji obozowej „Witolda” w KL Auschwitz/.

Konspiracja w konspiracji

Jako doświadczonego konspiratora włączono Pileckiego /pod krypt. T-IV/ do grupy organizującej struktury NIE, czyli „konspirację w konspiracji” na czas okupacji sowieckiej. Otrzymał on wtedy zakaz uczestniczenia w walce w ramach akcji Burza i dlatego początkowo w Powstaniu Warszawskim walczył jako zwykły strzelec, z czasem dopiero – wtedy kiedy walki powstańcze się przedłużały i brakowało oficerów – ujawnił swój stopień wojskowy i ostatecznie dowodził 2 komp. I baonu Zgrupowania Chrobry II, formacji powstańczej skupiającej głównie żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych, broniąc skutecznie cały czas reduty w gmachu Wojskowego Instytutu Geograficznego w Alejach Jerozolimskich.

Po kapitulacji poszedł do niewoli i trafił do obozu w Murnau; po uwolnieniu oflagu znalazł się w 2 Korpusie Polskim we Włoszech, w II Oddziale sztabu  gen. Władysława Andersa. Zameldował gotowość powrotu do kraju i prowadzenie dalszych prac konspiracyjnych w ramach wcześniejszych zadań i po otrzymaniu przyzwolenia generałów Andersa i Pełczyńskiego na początku grudnia 1945 r. wrócił do niewolonej przez Sowietów i ich komunistycznych rodzimych popleczników Polski.

Koncepcja oparcia działalności konspiracyjnej na strukturze NIE, na co liczył rotmistrz, okazała się nierealna, więc Pilecki po zalegalizowaniu się w nowych warunkach, zaczął organizować nową siatkę współpracowników. Organizacja miała charakter kadrowy.

Rotmistrz nawiązał kontakt z dowódcami leśnych oddziałów poakowskich, jakie w ramach samoobrony podejmowały walkę z reżimem komunistycznym, przekazując instrukcje władz Rzeczypospolitej na wojennym wychodźstwie o konieczności rozwiązywania oddziałów partyzanckich i legalizacji ludzi pozostających pod bronią, głównie po to by chronić najbardziej wartościowe siły Narodu Polskiego i nie narażać ich na nieuniknione represje ze strony nowych okupantów i ich rodzimych komunistycznych sługusów.

Proces

5 lub 8 maja 1947 r. „Witold” został aresztowany, z nim w sprawie zatrzymano 23 osoby z których tylko kilkoro później zwolniono. Aresztowanie było wynikiem dłuższej inwigilacji i prowokacji dokonanej przez funkcjonariuszy Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego. Śledztwo nadzorowane przez osławionego kata Urzędu Bezpieczeństwa płk. Romana Romkowskiego zostało zamknięcie 10 grudnia 1947 r. Naczelnik Wydziału II Departamentu Śledczego MPB, równie ponurej sławy mjr Humer, 23 stycznia 1948 r. zaakceptował akt oskarżenia, zatwierdzony 5 lutego przez wiceprokuratora Naczelnej Prokuratury Wojskowej mjr. M. Dytrę. 7 lutego akta sprawy znalazły się w Wojskowym Sądzie Rejonowym w Warszawie.

Proces w którym oskarżono oprócz Witolda Pileckiego także Marię Szelągowską, Tadeusza Płużańskiego, Szymona Jamontt-Krzywickiego, Maksymiliana Kauckiego, Jerzego Nowakowskiego, Witolda Różyckiego i Makarego Sieradzkiego, odbył się w dn. 3-15 marca 1948 r. Składowi sędziowskiemu przewodniczył ppłk Jan Hryckowian /wcześniej żołnierz AK, zaprzedał się komunistom/, członkami byli sędzia kpt. Józef Badecki, ławnik kpt. Stefan Nowacki, protokolant por. Ryszard Czarkowski. Oskarżycielem był wiceprokurator Naczelnej Prokuratury WP mjr Czesław Łapiński, również sprzedajny akowiec.

Akt oskarżenia opierał się na dekrecie z 13 czerwca 1946 r. /tzw. Małym kodeksie karnym/ oraz na kodeksie karnym WP i kodeksie karnym cywilnym. Pileckiemu zarzucano kierowanie wywiadem na rzecz obcego mocarstwa, czynienie przygotowań do gwałtownego zamachu zbrojnego na funkcjonariuszy MBP, przyjęcie korzyści majątkowych /pobieranie gaży oficerskiej i dotacji z 2 Korpusu Polskiego na przygotowanie szlaków przerzutowych na Zachód/, posiadanie trzech składów broni i amunicji na terenie Warszawy, niezgłoszenie się jako oficer na publiczne wezwania do rejestracji w Rejonowej Komendzie Uzupełnień, używanie fałszywych dokumentów na nazwisko Roman Jezierski. Oskarżony zaprzeczał by był rezydentem wywiadu, choć przyznał że jako oficer pozostający w służbie wypełniał zadanie kierowania komórką wywiadu, a posiadaną broń określił jako pamiątkową /pochodziła z okresu Powstania Warszawskiego/, odrzucił też zarzut o przygotowywanie zamachów na funkcjonariuszy bezpieki /tego rodzaju podsunięty pomysł był prowokacją bezpieki/. „Witold” podkreślał fakt żołnierskiej służby w dobrej sprawie.

Oskarżyciel, wbrew dowodom i okolicznościom przypisywanych „zbrodni”, żądał dla rotmistrza /podobnie jak dla M. Szelągowskiej, T. Płużańskiego i M. Sieradzkiego/ kary śmierci, dla dwóch innych dożywotniego więzienia, dla pozostałych wysokich wyroków.

Mord sądowy

Rotmistrz Pilecki został skazany z różnych artykułów na karę śmierci trzykrotnie, z innych artykułów – na 15, 10 i 2 lata więzienia; łącznie wymierzono mu karę śmierci oraz pozbawiono praw publicznych i obywatelskich praw honorowych na zawsze wraz z przepadkiem mienia.

Szelągowska i Płużański skazani zostali również na kary śmierci, zamienione następnie na dożywocie, inni otrzymali wieloletnie kary więzienia. Drastyczny wyrok był motywowany przez reżimowe kolegium orzekające faktem że oskarżeni dopuścili się najcięższej zbrodni stanu i zdrady narodu, cechowało ich wyjątkowe napięcie złej woli, przejawiali nienawiść do Polski Ludowej i reform społecznych, zaprzedali się obcemu wywiadowi oraz wykazali szczególną gorliwość w akcji szpiegowskiej. Motywy i stylistyka wyroku /zarzuty o dywersji politycznej, płatnej służbie, rezydenturze i szpiegostwie/ wyraźnie wskazują na polityczny, a ściślej – propagandowy charakter procesu i zasądzonych wyroków. Był to w istocie zbrodniczy mord sądowy.

Wyrok wobec Pileckiego utrzymał w mocy Najwyższy Sąd Wojskowy /płk Kazimierz Drohomirecki, ppłk Roman Kryże, mjr Leo Hochberg, por. Jerzy Kwiatkowski, mjr Rubin Szwajga/ na posiedzeniu 3 maja 1948 r. Wniosków o łaskę mec. Lecha Buszkowskiego, obrońcy procesowego, żony Pileckiego Marii oraz samego skazanego /rotmistrz przesłał „do pana Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej” bardziej raport ze służby niż prośbę o ułaskawienie/ Bolesław Bierut nie uwzględnił /taka decyzja jest w aktach sprawy z 20 maja 1948 r./. Pismo Pileckiego ujawnia że rotmistrz nie musiał otrzymać kary śmierci, o ile by publicznie oskarżył swoich przełożonych na Zachodzie i pozostające na emigracji konstytucyjne władze RP. Nie spełnił tych oczekiwań funkcjonariuszy MBP, stąd otrzymał najwyższy wymiar kary.

Wiele wskazuje że sprawą mordu sądowego osobiście zainteresowany był ówczesny reżimowy premier Józef Cyrankiewicz, były więzień KL Auschwitz, gdzie – jak wiele wskazuje – stał się konfidentem obozowego gestapo, a później zaciągnął się – jak zresztą czyniło to wielu – pod sztandary innego lewicowego totalitaryzmu który odpłacił się mu za służalstwo dygnitarstwem i tytułem „żelaznego premiera”.

W związku z różnymi wątkami jakie komuniści łączyli ze sprawą Pileckiego i jego nowym dossier rotmistrz już po wyroku skazującym był poddany drugiemu śledztwu, i to dalece bardziej brutalnemu. Ile trzeba człowiekowi zadać cierpień by uznał że pobyt w Auschwitz to sanatorium – w porównaniu do ubeckiego piekła? A właśnie takie było doświadczenie Witolda Pileckiego, o czym powiedział żonie podczas ostatniego widzenia.

25 maja 1948 r. o godzinie 21.30 w obecności wiceprokuratora Naczelnej Prokuratury Wojskowej mjr. S. Cypryszewskiego, naczelnika więzienia por. R. Mońki, lekarza por. K. Jezierskiego i kapelana ks. kpt. W. Martusiewicza w więzieniu mokotowskim dokonano egzekucji – według protokołu wykonania wyroku śmierci – przez rozstrzelanie. Plutonem egzekucyjnym – według tego samego dokumentu – dowodził Piotr Śmietański, choć powszechną praktyką był strzał w tył głowy na sposób „katyński”. Ciała nie wydano rodzinie ale złożono w jednym z miejsc zbiorowych pochówków więźniów mokotowskich, choć wiele wskazuje że było to pod płotem wojskowego cmentarza powązkowskiego /dziś kwatera Ł w obrębie powązkowskiej nekropoli/.

Wśród tych których obciąża dokonana na rotmistrzu Pileckim zbrodnia sądowa jest także wspomniany wcześniej ówczesny premier Józef Cyrankiewicz. Powodem jego zainteresowania „Witoldem” była przeszłość obozowa obu; Cyrankiewicz za milczenie gotów był Pileckiego „materialnie urządzić” ale rotmistrz wzgardził ofertą. Wśród więźniów Mokotowa i Wronek kursowało przekonanie że Pilecki o pewnych prominentach wiedział za dużo z okresu Auschwitz. Oświęcimiacy, z Tadeuszem Pietrzykowskim Teddym – znakomitym sportowcem, interweniowali w sprawie rotmistrza u Cyrankiewicza, ale nic nie osiągnęli, podobnie jak wielu innych przyjaciół „Witolda”.

„Żelazny premier” osobiście i przez organy administracji państwa komunistycznego starannie zacierał prawdę o swojej przeszłości i „pisał” nową – według swojej miary – historię.

Batalia o prawdę

Przez lata wiele osób podejmowało sprawę rotmistrza Witolda Pileckiego, w kraju i na emigracji politycznej. Nie sposób pominąć choćby niepospolitej postaci dr. Józefa Garlińskiego. Jednakże to Zofia, córka rotmistrza którą on sam nazywał Generałką, najbardziej domagała się przywrócenia dobrej pamięci o ojcu. „Drapała” z determinacją dygnitarzy peerelowskich i elity rodzącej się III Rzeczypospolitej. Jakże długa i wielka była gorycz jej, brata Andrzeja i najbliższych, zanim nastąpiła tzw. rehabilitacja sądowa /choć samo określenie rehabilitacja jest uwłaczające dla postaci rotmistrza/. Mimo wielokrotnych i długoletnich starań o rewizję wyroku, dopiero w drugim procesie – 28 września 1990 r. – nastąpiło „uniewinnienie” Witolda Pileckiego. Podkreślono niesprawiedliwy charakter wydanych wyroków oraz bezsporny fakt że rotmistrz nie był szpiegiem a żołnierzem Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie i wykonywał powierzone sobie zadania. Sąd III RP docenił wysoce patriotyczną postawę niesłusznie skazanych wraz z „Witoldem”. Mimo tego wyroku pozostaje nieodparte przeświadczenie że to nie rotmistrz Pilecki potrzebował rehabilitacji.

W 2006 r. – pomijając niezrozumiały sprzeciw niektórych członków kapituły orderowej, w tym także z kacetową przeszłością – prezydent RP prof. Lech Kaczyński odznaczył pośmiertnie rtm. Witolda Pileckiego /i gen. Augusta Emila Fieldorfa/ Orderem Orła Białego, najwyższym odznaczeniem Rzeczypospolitej, w uznaniu jego zasług w wiernej, niezłomnej i „usque ad finem” służbie Polsce Niepodległej.

Szczęśliwie w kilkunastu szkołach może pamiętać o nim, jako swoim patronie, nowe pokolenie Polaków okutych w powiciu, ale zrodzonych w wolności i dla wolności. Od ponad roku, co najmniej, u władz Warszawy złożony jest wniosek o nadanie miejscu, dotychczas nazywanemu placem Defilad, imienia rtm. Witolda Pileckiego. Konkurentem do nazwy jest też genialny kompozytor Fryderyk Chopin. Nie umniejszając nic wielkiemu artyście wydaje się że teren obciążony tak złowróżbnym ideologicznie wianem może być historycznie skontrowany przez pamięć o człowieku który walce z totalitaryzmem narodowego socjalizmu i internacjonalnego komunizmu poświęcił wszystko, łącznie z życiem. Byłby to akt dziejowej sprawiedliwości, ale być może sukces odniesie niewygasły duch czasu „błędów i wypaczeń”.

Wiesław Jan Wysocki /25.5.2011/
/autor jest historykiem, profesorem UKSW/

 ***********

NA OCHOTNIKA DO AUSCHWITZ

19 września 1940 r. rotmistrz Witold Pilecki dał się schwytać Niemcom w ulicznej łapance w Warszawie by w ten sposób dostać się do obozu Auschwitz. Chodziło mu o zdobycie wiarygodnych danych na temat zbrodni hitlerowskich oraz stworzenie konspiracji wojskowej wśród więźniów nazistowskiego KZ-tu

Pilecki jako żołnierz Tajnej Armii Polskiej /TAP/ powziął plan zdobycia materiałów wywiadowczych z tworzonych przez hitlerowców obozów koncentracyjnych. Bezpośrednim powodem była rosnąca liczba aresztowań wśród żołnierzy TAP oraz informacje o zbrodniczych działaniach Niemców. By dostać się do obozu Pilecki wszedł w „kocioł” podczas łapanki na stołecznym Żoliborzu. Został zatrzymany w kamienicy przy ul. Wojska Polskiego 40

Podając się za Tomasza Serafińskiego – ukrywającego się żołnierza polskiego – został wywieziony do obozu Auschwitz. Za drutami znalazł się w nocy z 20 na 21 września. Otrzymał numer 4859. Mimo nieludzkich warunków, chorób, Pilecki ps. Serafiński zbierał i przekazywał materiały wywiadowcze przez wypuszczanych na wolność więźniów. To on przygotował pierwszą tajną notę na temat ludobójstwa w Auschwitz.

Pilecki zorganizował w Auschwitz Związek Organizacji Wojskowych /ZOW/. Więźniowie, głównie byli żołnierze, tworzyli tzw. piątki. Każda taka grupa rozbudowywała swoją siatkę konspiracyjną nie wiedząc nic o istnieniu innych „piątek”. Był to oryginalny pomysł Pileckiego.

Później ZOW był budowany na wzór organizacji wojskowych. Jego dowódcą został płk Kazimierz Heilman-Rawicz z ZWZ-AK. ZOW – według planu Pileckiego – miał przygotować powstanie w obozie.

„Serafiński” nie ograniczał się tylko do działalności wywiadowczej i konspiracyjnej. Doprowadził do porozumienia organizacji politycznych działających w Auschwitz. Do symbolicznego spotkania doszło w Wigilię 1941 r. Uczestniczyli w nim m.in. działacz lewicowy, były poseł i więzień brzeski Stanisław Dubois oraz Jan Mosdorf, przywódca Obozu Radykalno-Narodowego.

Wiosną 1943 r. Niemcy zaczęli rozpracowywać organizacje konspiracyjne w obozie. W ręce oprawców wpadało coraz więcej członków obozowego ruchu oporu. Zapadła decyzja o wywiezieniu „starych” więźniów w głąb Rzeszy. Wtedy Pilecki zdecydował się na ucieczkę. W nocy z 26 na 27 kwietnia 1943 r. zdołał zbiec razem z dwoma współwięźniami.

Wzdłuż toru kolejowego doszli do Soły, następnie do Wisły, przez którą przepłynęli znalezioną łódką. U księdza w Alwerni dostali posiłek oraz przewodnika. Przez Tyniec, okolice Wieliczki i Puszczę Niepołomicką przedostali się do Bochni, skąd dotarli do Nowego Wiśnicza, gdzie Pilecki odnalazł prawdziwego Tomasza Serafińskiego.

Serafiński skontaktował go z oddziałami AK którym przedstawił swój plan ataku na obóz w Oświęcimiu. Jego projekt nie zyskał jednak aprobaty dowództwa.

W latach 1943-44 służył w oddziale III Kedywu KG AK /m.in. jako zastępca dowódcy Brygady Informacyjno-Wywiadowczej „Kameleon”-”Jeż”/ i brał udział w Powstaniu Warszawskim. Początkowo walczył jako zwykły strzelec w kompanii „Warszawianka”, później dowodził jednym z oddziałów zgrupowania Chrobry II, w tzw. Reducie Witolda.

W latach 1944-45 był w niewoli niemieckiej w oflagu VII A w Murnau, następnie dołączył do II Korpusu Polskiego we Włoszech. W październiku 1945 r., na osobisty rozkaz gen. Andersa, wrócił do Polski by prowadzić działalność wywiadowczą na rzecz II Korpusu.

Jesienią 1945 r. zorganizował siatkę wywiadowczą i rozpoczął zbieranie informacji wywiadowczych o sytuacji w Polsce, w tym o żołnierzach AK i II Korpusu więzionych w obozach NKWD i deportowanych do Rosji.

Prowadził również wywiad w Ministerstwie Bezpieczeństwa Publicznego /MBP/, MON i MSZ. Nie zareagował na rozkaz Andersa polecający mu opuszczenie Polski w związku z zagrożeniem aresztowania. Rozważał skorzystanie z amnestii w 1947 r., ostatecznie postanowił się jednak nie ujawniać.

8 maja 1947 r. został aresztowany przez funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa. Był torturowany i oskarżony o działalność wywiadowczą na rzecz rządu RP na emigracji. 3 marca 1948 r. przed Rejonowym Sądem Wojskowym w Warszawie rozpoczął się proces tzw. grupy Witolda.

Rotmistrz Pilecki został oskarżony o: nielegalne przekroczenie granicy, posługiwanie się fałszywymi dokumentami, brak rejestracji w Rejonowej Komendzie Uzupełnień, nielegalne posiadanie broni palnej, prowadzenie działalności szpiegowskiej na rzecz Andersa oraz przygotowywanie zamachu na grupę dygnitarzy MBP.

Zarzut o przygotowywanie zamachu Pilecki stanowczo odrzucił a działania wywiadowcze uznał za działalność informacyjną na rzecz II Korpusu za którego oficera wciąż się uważał. Podczas procesu przyznał się do pozostałych zarzutów. Prokuratorem oskarżającym Pileckiego był mjr Czesław Łapiński, przewodniczącym składu sędziowskiego ppłk Jan Hryckowian /obaj byli dawnymi oficerami AK/, sędzią kpt. Józef Brodecki.

Skład sędziowski /jeden sędzia i jeden ławnik/ był niezgodny z ówczesnym prawem.

15 marca 1948 r. rotmistrz został skazany na karę śmierci. Prezydent Bolesław Bierut nie zgodził się na ułaskawienie. Wyrok wykonano 25 maja w więzieniu mokotowskim przy ul. Rakowieckiej, poprzez strzał w tył głowy.

Witold Pilecki zostawił żonę, córkę i syna. Miejsce pochówku rotmistrza nigdy nie zostało ujawnione przez komunistyczne władze, prawdopodobnie zwłoki zakopano na wysypisku śmieci koło Cmentarza Powązkowskiego /tzw. kwatera Ł – łączka/.

Do 1989 r. wszelkie informacje o dokonaniach i losie rtm. Pileckiego podlegały w PRL-u cenzurze. Witold Pilecki został pośmiertnie odznaczony Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski /1995/ i Orderem Orła Białego /przez śp. prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego, 2006/.

/PAP/ /18.9.2010/