Ludobójstwo Wołyńskie

„WOŁYŃ BEZ KOMENTARZA”

PROMOCJA KSIĄŻKI

WARSZAWA – IPN

14 PAŹDZIERNIKA /PIĄTEK/ GODZ. 17.30

Wydawnictwo Fronda i Centrum Edukacyjne IPN im. Janusza Kurtyki zapraszają na spotkanie poświęcone książce „Wołyń bez komentarza”
Spotkanie odbędzie się 14 października /piątek/, początek o godz. 17.30
Miejsce: Przystanek Historia /IPN/, ul. Marszałkowska 21/25, Warszawa
Książka „Wołyń bez komentarza” jest zbiorem materiałów źródłowych. To nigdy nie publikowane drukiem relacje tych którzy przeżyli wołyńską rzeź w 1943 r. Zapis reportaży i audycji radiowych, oryginalne listy i pamiętniki ocaleńców, spisane relacje świadków i ich rodzin. Dokumenty polskie i ukraińskie, w tym protokoły przesłuchań banderowców, odezwy i rozkazy Ukraińskiej Powstańczej Armii, dokumenty IPN, protokoły z miejsc zbrodni oraz inne bardzo mało znane materiały źródłowe
Kto jest autorem książki… Czy osoby dzięki którym relacje i dokumenty ujrzały światło dzienne – badacze, dziennikarze, publicyści? Czy świadkowie którzy przez ponad 70 lat czekali by ktoś upublicznił zapiski z ich pamięci?
Czy łatwiej czytać wspomnienia czy rozmawiać ze świadkami?
Czy to tylko praca, czy po godzinach można zapomnieć o dramatycznych historiach jakich doświadczyli rozmówcy?
Wołyń – dziś synonim dramatu, w II RP 2-milionowe polskie województwo
Na te i inne pytania postaramy się znaleźć odpowiedzi w rozmowie z „autorami” książki – świadkami historii
W spotkaniu udział wezmą:
Ewa Siemaszko – badaczka i autorka publikacji na temat ludobójstwa dokonywanego na Wołyniu. Laureatka Nagrody Literackiej im. Józefa Mackiewicza za monografię „Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na ludności polskiej Wołynia 1939-1945” razem z ojcem Władysławem Siemaszko; odznaczona Medalem Pro Memoria oraz nagrodą Kustosza Pamięci Narodowej
Anna Lisiecka – dziennikarka Programu 2 Polskiego Radia, autorka reportaży o Wołyniu, m.in. reportażu „Kainowa zbrodnia” nagrodzonego Główną Nagrodą Wolności Słowa SDP
Spotkanie poprowadzi Dorota Adamów-Bielkowicz – redaktor i publicysta, specjalista ds. PR, autorka audycji o Wołyniu, w tym audycji „Wołyń ‘70” wyróżnionej w konkursie IPN
Książka wydana nakładem Zona Zero Sp. z o.o., dystrybucja i promocja Wydawnictwo Fronda
Patronat medialny: Polskie Radio SA

„Wołyń bez komentarza”. Tylko fakty i materiały źródłowe
Materiały zawarte w książce pochodzą z kilku źródeł. Listy i dokumenty przesłane przez świadków lub ich rodziny do osób o których słyszeli że chcą poznać historię, szukają prawdy. Tak trafiły do Ewy Siemaszko, czy do Janiny Kalinowskiej – przewodniczącej Stowarzyszenia Upamiętniania Polaków Pomordowanych na Wołyniu z siedzibą w Zamościu. Transkrypcje z nagranych rozmów dziennikarzy i publicystów na potrzeby audycji i reportaży radiowych Polskiego Radia S.A. oraz Radia Lublin S.A. przeprowadzone z cudownie ocalałymi – głównie dziećmi
Ci którzy ocaleli opowiadają o życiu na Kresach, o dramatycznych zajściach których byli świadkami i ofiarami. Tragedia odcisnęła na ich życiu krwawe piętno – na zawsze. Żadna książka naukowa nie opisze bezsennych nocy dzieci które były świadkami okrutnej śmierci ich rodziców zadawanej rękami sąsiadów
„Pierwszego dnia nagrywałam panią Irenę Gajowczyk /z domu Ostaszewską/ z miejscowości Hruby i pana Witolda Kołodyńskiego z Parośli. Jej opowieść zaczynała się jak baśń. Duży dom, kochający rodzice, przedświąteczne czerwcowe, ciepłe popołudnie. Rodzice wracają z miasta i przywożą dzieciom skarpeteczki w których jutro pójdą do kościoła. Dzieci siedzą na tapczaniku a mama obcina im grzyweczki. W oddali odgłosy, jakby ktoś trzepał sienniki. Nikt nie podejrzewa że to może być huk pożaru
Noc to ukrywanie się w lesie. Po pożodze nie ma już rodziców. Rozpoczyna się tułaczka i sieroce dzieciństwo zakończone na tak zwanych ziemiach odzyskanych. Widziałam dużą jak dłoń bliznę pozostałą po wycięciu skóry z jej pleców. Potem dotykałam głębokiego na pięść śladu po obuchu który pozostał w dziecięcej głowie pana Witolda. Nazizmy to straszna rzecz…”
„Nagrywanie dzieci wołyńskich to najbardziej przejmujące doświadczenie w moim życiu zawodowym. To widok świata dziecka który uległ całkowitej zagładzie na jego oczach – bez uprzedzenia, z minuty na minutę, z sekundy na sekundę. Makabra zapamiętana przez małe istoty przeraża i boli wręcz fizycznie”
/Anna Lisiecka – autorka reportażu „Kainowa zbrodnia” nagrodzonego Główną Nagrodą Wolności Słowa SDP/

„Chcę jeszcze w zakończeniu wyrazić uznanie dla Was – inicjatorów wielu pożytecznych i wzruszających akcji mających ocalić od zapomnienia pamięć rodzinnych stron naszych Ojców i Matek. To piękna, pożyteczna i patriotyczna praca. W domu moich rodziców kultywuje się pamięć Wołynia, jego tradycji i zwyczajów. Mama zna dużo pieśni, pamięta wiele szczegółów ówczesnego życia. Z nich wytworzyłam sobie własny obraz tej krainy. I wiem co najbardziej ją boli. To że rodzice nie mają grobów. Więc chociaż wy, chroniąc przed niepamięcią nazwiska i fakty stawiacie im wszystkim wspólny nagrobek. Serdecznie w imieniu moich Rodziców i własnym dziękuję!”
/z listu Marii Niedziejko/

„Minęło już kilka lat od naszej reporterskiej wyprawy na Wołyń. Dziś, kiedy o niej myślę, powracają do mnie przerażające sceny z opowieści uczestników wołyńskiej pielgrzymki, ale także obrazy wspólnej modlitwy Polaków i Ukraińców, wspólnej herbaty i rozmów. Mrok wspomnień przebija smuga światła. Nadzieja”
/Katarzyna Michalak – współautorka reportażu „Burzany i ciernie” uhonorowanego główną nagrodą w konkursie Wspólna Europa/

„Co noc śniły mi się dramatyczne sceny, które w ciągu dnia spisywałam z listów, pamiętników i relacji rodzin. Tego nie da się zapomnieć, zamknąć za drzwiami biura”
/Martyna Posłuszna – redaktor wydawnictwa Fronda/

/Anna Śmigielska, Dział promocji i marketingu, tel. 505 175 321, marketing@wydawnictwofronda.pl/
/Fronda PL Sp. z o.o., ul. Łopuszańska 32, 02-220 Warszawa, tel. 22 877-37-35, www.wydawnictwofronda.pl/

************

LUDOBÓJSTWO BEZ RETUSZU

Czy można zapomnieć ludobójstwo? Nie można takich plam przykryć milczeniem lub zamalować kłamstwem – w Łucku wybrzmiały zdecydowane słowa ks. abp. Mieczysława Mokrzyckiego

Nazwanie rzezi wołyńskiej po imieniu przez rzymskokatolickiego metropolitę lwowskiego nastąpiło w łuckiej katedrze podczas wczorajszych uroczystości upamiętniających 70 rocznicę tragicznych wydarzeń w których śmierć z rąk ukraińskich nacjonalistów poniosło ponad 130 tys. Polaków

Na jasne określenie tej zbrodni mianem ludobójstwa nie zdobył się natomiast wczoraj prezydent Bronisław Komorowski, a mimo to został obrzucony jajkami przez działacza występującego pod szyldem nacjonalistycznej partii Swoboda, która odwołuje się do tradycji OUN-UPA. Ukraina na czele swojej delegacji postawiła jedynie wicepremiera Kostiantyna Hryszczenkę.

W płomiennej homilii ks. abp Mieczysław Mokrzycki przypomniał że w Polsce i na Ukrainie bardzo dużo jest „śladów rzezi której nie sposób zapomnieć”. – Znaczą one wspomnienia wielu którzy jako dzieci byli świadkami nienawiści prowadzącej do zbrodni. Nie można takich plam przykryć milczeniem lub zamalować kłamstwem. Są ciągle zbyt bolesne, ciągle świeże, obecne w wielu domach ofiar polskich, ukraińskich, żydowskich i ormiańskich. Bo czyż można zapomnieć ludobójstwo? – pytał metropolita lwowski obrządku łacińskiego.

Jednocześnie mówił że każde zło wymaga zadośćuczynienia i naprawienia tego co możliwe. – A czyż formą zadośćuczynienia nie powinno być upamiętnienie ofiar rzezi z 1943 roku? Bo one nadal czekają na właściwe groby, na upamiętnienie, postawienie krzyży w miejscach kaźni, odnalezienie śladów ich życia, ocalenie nazwisk i imion. Mają oni prawo do naszej pełnej pamięci o nich, tak jak mają prawo do naszej modlitwy – powiedział ks. abp Mokrzycki.

Komorowski obrzucony jajkami

Na tak jednoznaczną, zgodną z prawdą historyczną ocenę nie potrafił się zdobyć w Łucku reprezentujący Rzeczpospolitą prezydent Bronisław Komorowski. Według niego – w czym odnajdujemy wyraźne nawiązanie do sejmowej uchwały – zbrodnie do których dochodziło na Wołyniu, to „czystki etniczne” które powstały w wyniku „bratobójczych walk”. – Dla tych zbrodni nie ma usprawiedliwienia, bratobójcza walka zawsze jest złem, pragnienie wolności i suwerenności nie usprawiedliwia ani czystek etnicznych, ani masowych zbrodni – powiedział prezydent.

Mimo że Komorowski przyjechał na Ukrainę z wyraźnym nastawieniem niedrażnienia nikogo sama jego obecność w tym miejscu rozwścieczyła mentalnych spadkobierców OUN-UPA, protestujących wcześniej przeciw tej wizycie. Tuż po wyjściu prezydenta z katedry mężczyzna z plecakiem opatrzonym logo Swobody podjął skuteczną próbę obrzucenia Komorowskiego jajkami. Atak udało się przerwać jednemu z funkcjonariuszy Biura Ochrony Rządu. Agresora zatrzymano.

Wicepremier Ukrainy Kostiantyn Hryszczenko relatywizował zbrodnię mówiąc o walkach bratobójczych. – Zgromadziliśmy się by uczcić pamięć ofiar bratobójczej tragedii wskutek której 70 lat temu zginęły tysiące niewinnych ludzi – Polaków i Ukraińców, mieszkańców Wołynia – stwiedził Hryszczenko.

O tragedii Wołynia pamięta Ojciec Święty Franciszek. – Łączę się w modlitwie z duchowieństwem i wiernymi Kościoła na Ukrainie zgromadzonymi w katedrze w Łucku na Mszy św. za dusze ofiar w 70 rocznicę rzezi wołyńskiej – powiedział Papież
/łs/nd/ /15.VII.2013/
/zdj. – częściej broni się dobrego samopoczucia katów niż prawdy i pamięci o zabitych – wołał w łuckiej katedrze ks. abp Mieczysław Mokrzycki

*************

ZBRODNIA W PENDYKACH

Przed 70 laty, wczesnym rankiem 29 marca 1943 r., ukraińscy ludobójcy z UPA wymordowali wieś Pendyki i sąsiednią wieś Pieńki w powiecie kostopolskim na Wołyniu

Pendyki były wsią polską, mieszkała tu tylko jedna rodzina ukraińska. Już w lutym 1943 r., pod wpływem przerażających wieści z sąsiednich powiatów, we wsi powstała samoobrona, dysponująca kilkoma sztukami broni palnej, mieszkańcy wykopali nawet okopy. Schronili się tu także ocaleni z pogromu w pobliskiej kolonii Tomaszów.

Samoobrona w Pendykach okazała się za słaba w konfrontacji z bandziorami uzbrojonymi po zęby przez Niemców, z którymi kolaborowali od lipca 1943 r. Bandyci mieli dużo broni, w tym pociski zapalające. Zabijali mężczyzn, kobiety i dzieci. Część żywcem, wrzucając ich do płonących domów. Polacy uciekali do lasu ścigani przez zbirów. Pozostali dobijali rannych i rabowali mienie.

Następnego dnia znaleziono na miejscu zbrodni około 150 ciał. Były spalone albo zmasakrowane, ocaleni członkowie rodzin i sąsiedzi nie mogli ustalić ich tożsamości. Pochowano ich w zbiorowej mogile.

Wielki Piątek to właściwy dzień by wspomnieć męczenników – nie tylko tych z 29 marca 1943 r. – mordowanych ze szczególnym okrucieństwem tylko z powodu narodowości. By wspomnieć okrutnie kaleczonych, mordowanych księży i podpalone kościoły katolickie. 11 lipca tego roku minie 70 rocznica „krwawej niedzieli” na Wołyniu. Nie pozwólmy politykom by w imię partyjnych interesów i załganych teorii o „konflikcie polsko-ukraińskim” nasi męczennicy zostali zapomniani
Obraz rzezi wołyńskiej przedstawili Ewa /córka/ i Władysław /ojciec/ Siemaszkowie, laureaci Nagrody im. Józefa Mackiewicza /2002/ i nagrody IPN Kustosz Pamięci Narodowej. W ich pracach szukajmy prawdy o polskim holokauście na Wołyniu i Podolu
/Piotr Szubarczyk/nd/ /29.III.2013/
/zdj. – zamordowani przez Ukraińców w piątek 26 marca 1943 r. Polacy ze wsi Lipniki – w tym samym powiecie co Pendyki

*************

NIECHCIANA PAMIĘĆ

Po dziesiątkach lat powojennego przemilczania ludobójstwa na Polakach na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej, dokonanego przez banderowską frakcję Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów i stworzoną przez nią Ukraińską Powstańczą Armię, Kresowianie spodziewali się że w III RP odsłoni się przed społeczeństwem wszystkie pomijane i zakłamywane karty naszej historii

Oczekiwania te, w odniesieniu do zbrodni katyńskiej, a także częściowo innych zbrodni sowieckich, zostały prawie spełnione. Natomiast w stosunku do zbrodni nacjonalistów ukraińskich ujawnił się opór, głównie ze strony władz, środowisk politycznych, części elit opiniotwórczych, a w konsekwencji poddających się tej tendencji mediów i środowisk naukowych oraz przedstawicieli kultury.

Ta sytuacja była szczególnie ostro odczuwana w latach 90, kiedy to nie tylko usiłowano nie dopuścić do szerokiej opinii publicznej wiadomości o dokonanych przez OUN-UPA zbrodniach, ale jeżeli już problem został poruszony, to próbowano go przedstawiać w wykrzywionym kształcie, tak by pomniejszyć martyrologię ludności polskiej i zminimalizować zły wizerunek OUN-UPA.

Gorzkie pytania

Dla świadków zbrodni, zwłaszcza tych którzy stracili bliskich, ale nawet tych których rodziny w całości ocalały lecz przeżyły wielomiesięczne czy nawet kilkuletnie piekło nieustannego strachu oraz poniewierki i nędzy spowodowanej zbrodniczymi akcjami OUN-UPA, taka sytuacja była nie do zaakceptowania i nie do pojęcia. Szukali zatem odpowiedzi na dręczące ich gorzkie pytania.

Jak można ignorować systematyczną eksterminację Polaków z powszechnie stosowanym okrucieństwem na terenie czterech przedwojennych województw /wołyńskiego, stanisławowskiego, tarnopolskiego, lwowskiego/, która pochłonęła ok. 130 tys. bezbronnych ludzi – od niemowląt po sędziwych starców?

Jak można nie uznawać za zbrodnię ludobójstwa wyniszczania Polaków dlatego że są Polakami, a jednocześnie dostrzegać ludobójstwa niemieckie i sowieckie na narodzie polskim i eksponować ludobójstwa innych narodów? Z czego wynikają próby przerzucenia winy ze sprawców na ofiary?

Dlaczego sprawcom zbrodni nad zbrodniami, OUN i UPA, okazuje się zrozumienie i określa ich jako bojowników walk narodowowyzwoleńczych, a nawet porównuje do AK? Dlaczego władze są niechętne pomnikom ofiar i tablicom pamięci, dlaczego utrudniają lub uniemożliwiają upamiętnienia? Dlaczego dla społeczeństwa polskiego martyrologia kresowa ma być okrojona, zawężona?

Niewygodna prawda, niechciana pamięć – to wniosek wynikający z powyższych pytań. Wciąż aktualny, choć stosunek do problemu zbrodni nacjonalistów ukraińskich zmienia się od 2000 r. Powoli, na skutek różnego typu zabiegów Kresowian skierowanych do władz, pojedynczych osobistości i grup politycznych, intelektualistów i mediów: protestów, apeli, rezolucji, debat, konferencji, wywalczonych publikacji, polemik i osobistego uświadamiania, już nawet tysięcy listów.

Ale czy to normalne że trzeba tak ogromnego społecznego zaangażowania by przekonywać że nie wolno deptać godności ofiar ani przez przemilczanie, ani zakłamywanie, choćby częściowe, że ofiarom za polskość należy się właściwe miejsce w świadomości polskich obywateli?

Państwo umywa ręce

Stan ten zasługuje na wskazanie niezdrowych korzeni z których wyrósł. Główny to koncepcja polityczna według której Polska, by skutecznie rywalizować z Rosją o Ukrainę w celu związania tej ostatniej z Europą, powinna pomijać sprawy drażliwe w polsko-ukraińskiej historii.

Architekci i realizatorzy tej koncepcji zlekceważyli odwieczną prawidłowość: tolerowane zło nie przynosi dobra. Przyszło to łatwo, bo przez dziesiątki lat narzuconej tzw. przyjaźni polsko-radzieckiej powstał nawyk oglądania się na sąsiada, nawyk przypodobywania się i spełniania oczekiwań państwa obcego.

Tę słabość elit /pogłębianą przez nieznajomość historii/ wykorzystuje nacjonalistyczne lobby ukraińskie i Ukraina, niezależnie od proweniencji zmieniających się władz. Od początku zaistnienia państwa ukraińskiego różne przedsięwzięcia w Polsce służące oddaniu czci i upamiętnieniu ofiar ludobójstwa ukraińskiego były oprotestowywane oficjalnie lub gabinetowo przez służby dyplomatyczne Ukrainy i osobistości ukraińskiego życia politycznego.

Podobną rolę pełni reprezentacja Ukraińców żyjących w Polsce, tj. Związek Ukraińców. W efekcie nie tylko udział państwa polskiego w budowaniu pamięci ofiar zbrodni nacjonalistów ukraińskich z trudem można ocenić na minimum minimorum, ale nawet dochodzi ze strony władz najwyższego szczebla do przeciwdziałania akcjom upamiętniającym w formie odmowy lub wycofywania patronatu, braku reakcji na prośby zainteresowanych środowisk, blokowania inicjatyw, nieudzielania dofinansowywania.

Typowym przykładem jest przetrzymanie przez rok projektu uchwały sejmu RP w sprawie ludobójstwa banderowskiego przez ówczesnego marszałka sejmu Bronisława Komorowskiego. Tylko determinacja klubu PSL, który nieustępliwie forsował sprawę, doprowadziła do jej podjęcia przez sejm 15 lipca 2009 r.

Uchwały w sprawie tragicznego losu Polaków na Kresach Wschodnich, w której jakby przez zaciśnięte zęby określa się masowe mordy Polaków przez OUN i UPA jako „czystkę etniczną o znamionach ludobójczych”. Wprawdzie cytowane sformułowanie bliższe jest tzw. poprawności politycznej niż poprawności merytorycznej, ale i tak dla Kresowian była to satysfakcja, zwłaszcza że w tej uchwale znalazł się postulat przywrócenia pamięci historycznej o tragedii Polaków na Kresach Wschodnich II RP jako zadanie dla władz publicznych.

Satysfakcja była chwilowa bo poza umieszczeniem stosownych słów na papierze władze publiczne nie zrobiły dalej nic, z wyjątkiem kilku samorządów /m.in. Kędzierzyn-Koźle, Jarosław, Prabuty, Wschowa, Zamość, Opole/, które potem włączyły się do różnych inicjatyw kresowych mających na celu upowszechnienie prawdy o zagładzie polskości na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej, i potępienie jej sprawców.

Wobec systemowego obniżania poziomu wiedzy historycznej polskich obywateli w ogóle, niezależnie od tematyki, przeciwdziałające temu akcje władz lokalnych nabierają szczególnie pozytywnego znaczenia i zasługują na wdzięczność. W tym roku problem zbrodni wołyńsko-małopolskiej znowu powinien być rozpatrywany przez sejm RP. Rozpoczęte bowiem zostały starania o ustanowienie przez sejm 11 lipca Dniem Pamięci Męczeństwa Kresowian /albo – jak w jednym z wniosków – Dnia Pamięci Ofiar Ludobójstwa na Kresach Wschodnich II RP/. Byłby to ważny element szerzenia w społeczeństwie wiedzy i pamięci o ludobójstwie Polaków kresowych.

Apogeum zbrodni

W kilkuletniej eksterminacji Polaków przez OUN-UPA 11 lipca 1943 r. był dniem wyjątkowym. Była to kulminacja zbrodniczości nacjonalistów ukraińskich w stosunku do Polaków. W dobrze zaplanowanych i przygotowanych akcjach na terenie dwu powiatów Wołynia, włodzimierskiego i horochowskiego, oraz w niektórych sąsiadujących z tymi powiatami miejscowościach powiatu kowelskiego, tego jednego dnia UPA, wspomagana przez odpowiednio zaagitowanych lub przymuszonych chłopów ukraińskich, dokonała rzezi Polaków w ok. 100 miejscowościach.

Mordów dokonywano głównie za pomocą narzędzi gospodarskich, potem grabiono, niszczono i palono polskie sadyby. Ocaleni byli bezwzględnie tropieni i wybijani, trwało to jeszcze kilka dni po 11 lipca. Nawet mury kościołów nie powstrzymały zbrodniarzy, zaatakowano bowiem Polaków w czterech kościołach i jednej kaplicy, gdzie oprócz wiernych zamordowano trzech kapłanów, a czwartego raniono. Ten dzień, 11 lipca, jako symbol męczeństwa Polaków kresowych zadanego przez banderowców jest wybrany właściwie. Ani przedtem ani potem na tak wielką skalę nie unicestwiano Polaków w trakcie depolonizacji Kresów.

Z niepokojem oczekują obrad parlamentu żyjący świadkowie zbrodni i ich potomni. Obawiają się czy zgłoszone projekty uchwał w sprawie 11 lipca na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej będą rozpatrywane, czy może odłożone ad calendas graecas. Czy polski sejm będzie mieć odwagę być polskim sejmem? Czy zechce pokazać społeczeństwu że przeszłość ma znaczenie dla teraźniejszości i przyszłości, wbrew popularyzowanemu przewrotnemu poglądowi o słuszności odrzucenia przeszłości?

A dotychczasowe doświadczenia niejednokrotnie pokazały że władze lekko poświęcają prawdę historyczną i ofiary zbrodni dla doktryny politycznej z której korzyści nie widać. To dla świadomych Polaków bardzo bolesne. O ile bowiem można się zgodzić z tłumaczeniem braku możliwości oddziaływania na politykę historyczną państwa ukraińskiego, o tyle nie do zaakceptowania jest lekceważąca prawdę polityka własnego państwa. Czy 22 lata III RP to za mało dla uporządkowania polskiej pamięci historycznej?

Tamowanie tematu ludobójstwa banderowskiego, milczenie państwa polskiego wobec gloryfikacji na Ukrainie zbrodniarzy przeciw ludzkości i wobec różnych antypolskich aktów, poddawanie się naciskom ukraińskich czynników dążących do ukrycia prawdy o zbrodniach OUN-UPA, to postępowanie popierające szkodliwy wzrost wpływów nacjonalistycznych środowisk na Ukrainie – potencjalnie niebezpiecznych dla naszych interesów, a także dla samej Ukrainy. To akceptacja zbrodni i jej sprawców

W dodatku tę bierność polskiego państwa nieraz próbuje się uzasadnić respektowaniem wrażliwości ukraińskiej, stawiając wyżej wrażliwość spadkobierców zbrodniarzy niż wrażliwość poszkodowanych przez nich i ich potomków. Wrażliwość polskich ofiar okazuje się mniej ważna dla państwa polskiego niż wrażliwość części społeczeństwa ukraińskiego, fałszywie utożsamiającego nacjonalistów ukraińskich z całym narodem ukraińskim, którego byli i są tylko małą częścią. W efekcie niewygodna prawda i niechciana pamięć stają się wspólnym polsko-ukraińsko-nacjonalistycznym interesem
/Ewa Siemaszko/ /11.VII.2012/

************

UPA TO BANDYCI

Nie można mówić o UPA bez wspominania o dokonanym przez nią ludobójstwie. Jej antysowieckie dokonania nie zmywają z niej winy za zbrodnie popełnione na Polakach – przekonuje badaczka stosunków polsko-ukraińskich

Rozmowa z Ewą Siemaszko

Czy Grzegorz Motyka powinien zasiąść w radzie IPN?

Obawiam się że to nie jest najlepsza kandydatura. Historyk ten – choć przyznaje że UPA jest odpowiedzialna za zbrodnie na polskiej ludności cywilnej – gloryfikuje tę formację. Traktuje ją jako organizację narodowowyzwoleńczą. Taką jak Armia Krajowa.

Ale przecież ukraińscy nacjonaliści walczyli z Sowietami o niepodległość. I to do lat 60 XX wieku.

Jaka to była walka? Było to raczej ukrywanie się po lasach które miało na celu przetrwanie. Ci ludzie nie mieli wyboru. Doskonale wiedzieli że jeżeli NKWD ich złapie, to za swoją działalność z czasu wojny albo dostaną kulę w łeb albo w najlepszym razie pojadą na Kołymę.

To chyba przesada. UPA nieźle dała się Sowietom we znaki.

Tylko w latach 1944–45. Później NKWD szybko i skutecznie rozprawiło się z ukraińskim podziemiem nacjonalistycznym. Ci upowcy którzy przeżyli, pochowali się w bunkrach i terroryzowali ludność cywilną. Nawet jeżeli od czasu do czasu zastrzelili jakiegoś partyjnego funkcjonariusza czy żołnierza, to tylko po to by odebrać mu broń.

AK także zabijała Niemców by odebrać im broń.

Ale czy Armia Krajowa miała w swoim programie ludobójstwo? Czy zamierzała zbudować jednonarodową Polskę dla Polaków? Konflikt UPA z Sowietami należy traktować jako konflikt jednego bandziora z drugim bandziorem.

Nie wiem czy to trafne porównanie. Jeden z tych bandziorów wymordował kilkadziesiąt milionów ludzi i stworzył straszliwy system totalitarny, drugi 100 tysięcy…

Żeby być dokładnym – UPA zamordowała sto trzydzieści parę tysięcy Polaków. Porównanie liczby ofiar jest jednak mylące. Związek Sowiecki dysponował znacznie większym potencjałem. Proszę sobie wyobrazić następujący scenariusz: jakimś cudem nacjonaliści ukraińscy tworzą w wyniku II wojny światowej własne państwo. Wyobraża pan sobie co to byłby za kraj? To byłoby takie samo nieszczęście dla Ukrainy jak powojenna okupacja sowiecka.

Przecież NKWD dopuściło się tam strasznych zbrodni.

Ale przypominam że UPA też nie terroryzowała tylko Polaków. Oni mordowali na masową skalę także własnych rodaków. Akcje aprowizacyjne dokonywane w ukraińskich wsiach były niezwykle brutalne. Każda niesubordynacja wobec UPA kończyła się śmiercią. I to niejednokrotnie w straszliwych męczarniach. Na przykład Ukraińców którzy pomagali Polakom czy w inny sposób sprzeciwiali się nacjonalistom – uznawano za zdrajców i zarąbywano siekierami.

A czy przypadkiem wielu tych ludzi nie zostało zabitych za kolaborację z sowieckim okupantem?

Część tak – ale większość zginęła ze znacznie błahszych powodów. Śmiercią kończyła się choćby odmowa zaopatrywania partyzantów w jedzenie. Zmierzam jednak do tego że ideologia OUN/UPA także była ideologią totalitarną. Opartą na wzorach niemieckich. Oni mieli swojego wodza – najpierw Stepana Banderę, później Romana Szuchewycza. Radykalna ideologia tej formacji była bezwzględnie narzucana reszcie społeczeństwa. Na żadne inne siły polityczne nie było miejsca. Gdyby UPA zbudowała swoje państwo – byłaby to taka mini Trzecia Rzesza.

Trudno zaprzeczyć, metody UPA były niezwykle okrutne.

Opisy mordów dokonywanych przez tę organizację mrożą krew w żyłach. Wszystkie wymyślne tortury stosowane za pomocą prymitywnych rolniczych narzędzi, nabijanie noworodków na sztachety płotów. Jest jeszcze inne wstrząsające zjawisko o którym rzadko się mówi. Stosunek upowców do ludzkich zwłok. Ciała swoich ofiar często zakopywali w gnojowiskach czy w miejscach gdzie chowano martwe zwierzęta. Na porządku dziennym było straszliwe pośmiertne okaleczanie. To sporo mówi o tym z kim mieliśmy do czynienia.

Czy historia musi być czarno-biała? Czy nie możemy po prostu stwierdzić że członek UPA który rąbał siekierą polskie dziecko, był zbrodniarzem, a członek UPA który strzelał do Sowietów był bohaterem?

A jeżeli to była ta sama osoba? Tych spraw nie można rozdzielić. Nie można mówić o UPA bez wspominania o dokonanym przez nią ludobójstwie. Jej antysowieckie dokonania nie zmywają z niej winy za zbrodnie popełnione na Polakach.

Ale Związek Sowiecki był naszym wspólnym wrogiem.

Nacjonaliści ukraińscy nie przyjmowali tego do wiadomości! Zresztą do dzisiaj ta formacja ideowa uważa Polskę za swojego czołowego przeciwnika. O żadnej wspólnocie interesów wobec zagrożenia płynącego z Moskwy ci ludzie nie chcą słyszeć. Niedawno we Lwowie odbył się wiec partii Swoboda. Nacjonaliści wezwali podczas niego do przyłączenia wschodnich ziem dzisiejszej Polski do Ukrainy.

Toteż ja również uważam to za największy polityczny błąd tej formacji. Bandera nie rozumiał że Polacy i Ukraińcy jadą na tym samym wózku. Prowadził swoje antypolskie wojny a potem i po nas i po nich przejechał sowiecki walec.

Mało tego, dysponujemy doniesieniami polskiego podziemia z Małopolski Wschodniej że w 1944 r. dochodziło do lokalnych sojuszy UPA z Sowietami! Oczywiście były one wymierzone w Polaków. Znamy przypadki ataków na pociągi z polskimi repatriantami którzy opuszczali tereny z których UPA chciała usunąć Polaków! Czy można sobie wyobrazić większą głupotę? Przecież już było jasne że te ziemie nie będą ani polskie ani ukraińskie, że zostaną zagarnięte przez Stalina. Problem z Grzegorzem Motyką polega na tym że w swoich książkach i wypowiedziach wydaje się ignorować ten historyczny kontekst. Niestety można wyraźnie wyczuć że UPA mu imponuje. Że jest nią zafascynowany.

Ale przecież nie z powodu tego, że mordowała Polaków! Chodzi o to, że strzelała do Sowietów.

Powtarzam: tego nie da się rozdzielić.

W atakach na Motykę można jednak przeczytać że neguje on ludobójstwo na Wołyniu. Tymczasem w swojej najnowszej książce ‘Od rzezi wołyńskiej do akcji Wisła’ wyraźnie pisze że UPA dokonała na Polakach ludobójstwa.

Akurat w tej sprawie Motyka zmienił zdanie, ewoluował. Ostatnio mówi już o ludobójstwie, czego wcześniej konsekwentnie unikał, używając rozmaitych eufemizmów, takich jak ‘konflikt’ czy ‘akcja antypolska’. Słowo ‘ludobójstwo’ nie znalazło się również w tych nieszczęsnych, fatalnych ‘Tekach edukacyjnych IPN’ dla nauczycieli które są jego dziełem.

Grzegorz Motyka powiedział Gazecie Wyborczej że środowiska kresowe chcą upokorzyć Ukrainę, rzucić ją na kolana. On się na to nie godzi i dlatego jest atakowany.

Absolutnie się z tym nie zgadzam. Protestuję przeciw przedstawianiu środowisk kresowych jako ‘antyukraińskich’. Środowiska te są antynacjonalistyczne. A to duża różnica. Na pewno nie chcą również ‘rzucić Ukrainy na kolana’. Kresowiacy doskonale wiedzą że Ukraina nie jest jednolita jeżeli chodzi o stosunek do UPA. Nacjonaliści królują głównie na Zachodzie, na dawnych terenach II RP…

…a na wschodzie Ukrainy gdzie UPA jest krytykowana dominują ludzie o prosowieckim i prorosyjskim nastawieniu. Mamy być z nimi w jednym obozie? Ksiądz Isakowicz-Zaleski już raz brał udział w Kijowie w konferencji organizowanej przez weteranów Armii Czerwonej…

Wcale nie musimy wybierać między nacjonalistami którzy z nostalgią myślą o Banderze a rusofilami którzy z nostalgią myślą o Stalinie. Na Ukrainie jest wiele osób które plasują się pośrodku. Krytycznie oceniają zarówno Banderę, jak i Stalina. Właśnie ci ludzie są naszymi potencjalnymi sojusznikami, na nich musimy stawiać. Nawet jeżeli nie są oni tak widoczni jak pozostałe dwie, skrajne grupy.

Wróćmy do Motyki. Jakie jeszcze zarzuty wysuwają pod jego adresem Kresowiacy?

Niepokój wzbudza choćby zrównywanie ludobójstwa na Wołyniu z 1943 r. z ‘Akcją Wisła’ z roku 1947, czyli przesiedleniem przez władze komunistyczne ok. 150 tys. Ukraińców z ziem południowo-wschodnich na ziemie zachodnie i północne. Takie zestawienie jest niedopuszczalne. Ludobójstwo jest najstraszniejszą zbrodnią na świecie. ‘Akcja Wisła’ była tylko wysiedleniem.

Dość brutalnym.

Zależy do czego ją porównać. W porównaniu z masowymi wysiedleniami Polaków dokonanymi przez Sowietów w latach 1939–41 czy wypędzeniami niemieckimi z Warthegau było to robione względnie humanitarnie. Tych ludzi nie mordowano, nie katowano w więzieniach. Wysyłano ich na inne terytoria gdzie dostawali domy, gospodarstwa, często nawet finansowe wsparcie państwa. Gdyby nie ‘Akcja Wisła’ – czego Motyka nie chce przyjąć do wiadomości – działalność UPA na terenie Rzeszowszczyzny i Lubelszczyzny by nie ustała. Organizacja ta korzystała bowiem ze wsparcia ludności – wymuszonego lub dobrowolnego.

Właśnie to miałem na myśli. Tocząc spór z Ukraińcami broni pani działań komunistów.

Zapewniam że gdyby Polska po wojnie była niepodległym państwem, jej władze podjęłyby dokładnie taką samą decyzję. Na tym terytorium po wojnie po prostu nie dało się normalnie żyć. Działalność UPA zamiast wygasać tylko się nasilała. Ludzie wyczerpani sześcioletnią wojną w dalszym ciągu trzęśli się o życie swoje i swoich bliskich. Żadne państwo nie mogłoby czegoś takiego tolerować.

Ale czy nie było innego rozwiązania niż przemoc? Powiedziała pani że UPA chciała stworzyć Ukrainę dla Ukraińców. Komunistyczne władze za pomocą ‘Akcji Wisła’ chciały zaś stworzyć Polskę dla Polaków.

Raczej uporać się z nacjonalizmem ukraińskim. Podkreślam raz jeszcze – obie strony stosowały zupełnie nieporównywalne metody. Poza tym ci ludzie zostali przesiedleni na terytoria należące do Polski. Oczywiście przesiedlenie nie jest niczym przyjemnym. Wielu ludziom stała się krzywda. Skuteczniejszego sposobu jednak nie było.

Ale komuniści strzelali i do upowców, i do akowców. Trudno mi w sporze między antykomunistycznymi partyzantami a komunistami solidaryzować się z tymi ostatnimi. Nawet jeżeli mówili po polsku.

Mój ojciec Władysław z którym razem napisałam książkę ‘Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na ludności polskiej Wołynia 1939–1945’, siedział po wojnie we Wronkach za działalność w AK. Jest więc ofiarą reżimu komunistycznego. Mimo to uważa że dla ‘Akcji Wisła’ nie było alternatywy.

Mówi pani że gdyby Polska była niepodległa zrobiłaby to samo. Może pojawiłby się jednak jakiś drugi Henryk Józewski i wystąpił z projektem polsko-ukraińskiej ugody w duchu jagiellońskim?

Ale druga strona nie miała najmniejszej ochoty na takie porozumienie. Jej program sprowadzał się do tego by przetrwać w lasach do wybuchu III wojny światowej. Ukraińscy nacjonaliści z Polakami nie chcieli rozmawiać. Chcieli ich mordować. Mówi pan o wojewodzie Józewskim który w latach 30 prowadził na Wołyniu liberalną politykę wobec Ukraińców. I co? Nacjonaliści szykowali na niego zamach. A jak potraktowali innego zwolennika ugody polsko-ukraińskiej Tadeusza Hołówkę? Zastrzelili go! To była właśnie odpowiedź na polskie zabiegi.

Czyli nie ma możliwości by środowiska kresowe zgodziły się na obecność Grzegorza Motyki w radzie IPN?

Nie. Istnieje bowiem duże prawdopodobieństwo że na stanowisku tym będzie on miEĆ poważny wpływ na działalność badawczą i edukacyjną instytutu na odcinku polsko-ukraińskim. W efekcie mogą być zacierane różnice między katem i ofiarą. Mordercy Polaków mogą być gloryfikowani. Nie można do tego dopuścić.

Czy trwa jakiś dialog pomiędzy Motyką a historykami prezentującymi ten punkt widzenia? Czy spotykacie się na konferencjach naukowych, dyskutujecie?

Niestety, niezwykle rzadko. A jeżeli już – to nie odbywa się to w przyjemnej atmosferze. W 2001 czy 2002 r. brałam udział w konferencji IPN w Lublinie. Było to świeżo po wydaniu ‘Ludobójstwa’ i miałam wygłosić referat. W jego tytule użyłam właśnie słowa ‘ludobójstwo’. Motyka razem z Pawłem Machcewiczem nie wyrazili zgody by tytuł ten znalazł się w programie konferencji. Od tego czasu dyskutowaliśmy chyba tylko raz. Mniej więcej pięć lat temu. Jestem jednak otwarta na dialog. Liczę że Grzegorz Motyka uzna nasze argumenty i – skoro jest już gotowy przyznać że na Wołyniu jednak miało miejsce ludobójstwo – z czasem zmieni zdanie także w innych sprawach
/rozm. pz/rp/ /15.2.2011/

/Ewa Siemaszko zajmuje się badaniem ludobójstwa dokonanego na Polakach na Wołyniu w czasie II wojny światowej; była współautorką wystaw ‘Zbrodnie NKWD na Kresach Wschodnich II RP: czerwiec – lipiec 1941’ oraz ‘Wołyń naszych przodków’. Za monografię ‘Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na ludności polskiej Wołynia 1939–1945’ przygotowaną wraz z ojcem Władysławem została w 2002 r. uhonorowana Nagrodą im. Józefa Mackiewicza/

fot. 1 – Oddział Ukraińskiej Powstańczej Armii w Karpatach /1946 r./

*************

Zgodnie z konwencją ONZ z 9 grudnia 1948 r. zbrodnie ukraińskich nacjonalistów na Polakach są w prawie międzynarodowym określane jako zbrodnia ludobójstwa
/dr Joanna Wieliczka-Szarkowa, historyk, autorka książki „Czarna księga Kresów”, GPC, 9.VII.2012/

*************

KRWAWA NIEDZIELA 11 LIPCA 1943

Trzeba tę krwawą niedzielę przypominać przy każdej okazji, zwłaszcza kiedy przypada jej rocznica, bo inaczej Bóg na niebie zapomni o nas

W niedzielę 11 lipca 1943 r. oddziały UPA – zbrodniczej ukraińskiej formacji, współpracującej z SS – zaatakowały 167 polskich kościołów na Wołyniu, mordując tysiące bezbronnych ludzi – wśród nich wiele dzieci – modlących się w świątyniach, by Pan Bóg zachował ich od nagłej i niespodziewanej śmierci

Zbrodniarze wybrali niedzielę, Dzień Pański, by mogli zabić więcej ludzi przybyłych na Msze św. lub by ukryć się przed mordercami w świątyni. Ale dla nich świątynia nic nie znaczyła.

To była najkrwawsza niedziela w dziejach narodu polskiego. W trwających od początku wojny do roku 1947 zbrodniach ukraińskich na Polakach – bez wątpienia aktach ludobójstwa – zginęło męczeńską śmiercią ok. 150 tys. Polaków z Kresów Wschodnich. Ginęli też żydowscy i ormiańscy sąsiedzi Polaków oraz Ukraińcy i Ukrainki z mieszanych rodzin polsko-ukraińskich. Nikt z żyjących nie ma moralnego prawa do przebaczania zbrodniarzom w imieniu tych którzy przed śmiercią przeżyli nieludzkie męki. W imieniu niewinnych dzieci zabijanych na oczach rodziców. Niech będą na wieki przeklęci Stepan Bandera, Dmytro Doncow, Roman Szuchewycz i ich pomocnicy w zbrodni. Niech zamilkną ci którzy dla politycznej poprawności i fałszywie rozumianych stosunków dobrosąsiedzkich chcą zabić pamięć o zbrodniach, choć tylko ta pamięć nam pozostała. „Nie o zemstę lecz o pamięć wołają ofiary” – głosi napis na pomniku Ofiar Ludobójstwa na Kresach, na cmentarzu Rakowickim w Krakowie.

Na większości zbiorowych mogił do tej pory ani władze polskie, ani ukraińskie, nie postawiły nie tylko pomnika, ale nawet krzyża. Cała sprawa ludobójstwa otoczona jest zmową milczenia […]. Na Ukrainie gloryfikuje się zbrodniarzy i stawia się im pomniki, we Lwowie, Stanisławowie, Tarnopolu i innych miastach

Tegoroczny 11 lipca znowu przypadł w niedzielę. Tego dnia o zmierzchu zapaliliśmy w polskich oknach świece pamięci. Płonęły aż do północy
/sk/st/ /11.VII.2010/