Rafał Blechacz

CHCIAŁ BYĆ ORGANISTĄ

Jednym z najfajniejszych prezentów jakie mi się przydarzyły w te Święta Bożego Narodzenia była z pewnością rozmowa z Rafałem Blechaczem opublikowana w „Naszym Dzienniku” /24 grudnia 2018/

Co mówi świetny pianista, zwycięzca Konkursu Chopinowskiego z 2005 r. w rozmowie z „Naszym Dziennikiem”? Że ostatnio rozpoczął nową przygodę z muzyką kameralną, gra koncerty ze skrzypaczką z Korei Płd. – Bomsori Kim. Nagrał z nią właśnie już nawet płytę, która ma się ukazać w lutym 2019. Płytę z sonatami Gabriela Fauré, Karola Szymanowskiego i Claude’a Debussy’ego, a także jednym z utworów Fryderyka Chopina

Jak doszło do współpracy z Koreanką? Blechacz oglądał w październiku 2016 r. w Poznaniu Międzynarodowy Konkurs Skrzypcowy im. Henryka Wieniawskiego i właśnie ta uczestnicząca w nim, trzeba od razu dodać znakomita, skrzypaczka była jego faworytką. Kim zajęła ostatecznie drugie miejsce, ale zyskała ogromną sympatię publiczności i dla wielu melomanów też była najlepsza. Potem były rozmowy Blechacza z dyrektorem Filharmonii Poznańskiej Wojciechem Nentwigiem o zagraniu trzech koncertów tamże w 2017 r. W czasie tych rozmów panowie ustalili że pianista nawiąże współpracę z Koreanką. Blechacz jest bardzo zadowolony ze wspólnych występów z Bomsori Kim. Niezależnie od tego koncentruje się nadal na swoich koncertach solowych i z orkiestrami

Pianista z Nakła nad Notecią /tam się urodził 30 czerwca 1985/ koncertuje rocznie ok. 50 razy, w tym roku /2018/ było 55 koncertów. Uważa że to wystarczy by zachować pewną równowagę. Blechacz nie narzeka na brak propozycji występów. Ostatnie zaproszenie przyszło z Wiednia, a dotyczyło występu w 2021 r. w prestiżowej Złotej Sali
Wygrana podczas Konkursu Chopinowskiego w 2005 r. otworzyła Blechaczowi drzwi do sal koncertowych na całym świecie. Pierwsze dwa lata były dla młodego pianisty próbą wytrzymałości; ile koncertów może zagrać w roku, ile z nowym programem. Pozwoliły wypracować schemat pracy która sprawdza się do dzisiaj. I muzyk nie chce nic zmieniać

Do repertuaru Blechacz dobiera utwory kompozytorów których lubi, takie które czuje że dobrze zagra
Edukację zaczynał od utworów Bacha. Dzisiaj także często swoje solowe koncerty zaczyna od kompozycji tego autora oraz Mozarta. Gra też muzykę impresjonistyczną Maurice’a Ravela, Debussy’ego, niemiecką muzykę romantyczną Roberta Schumanna, utwory Chopina, a teraz również Szymanowskiego
Blechacz nie pali się do komponowania. Uważa że powinni to robić ci którzy czują że są do tego stworzeni. Nie wyklucza natomiast że będzie dyrygować, ale musiałby się poważnie przygotować, postudiować jeszcze

Ulubioną salą koncertową naszego muzyka jest Concertgebouw w Amsterdamie ze znakomitą akustyką. Inna ulubiona to warszawska w Filharmonii Narodowej, a także Aula Uniwersytecka w Poznaniu. Dwie kolejne sale w których bardzo lubi grać to Victoria Hall w Genewie i Herkules Saal w Monachium

Gdzie ma swój fanklub? W Japonii. Członkowie fanklubu jeżdżą na jego koncerty w tym kraju. Ale bywa też że zjawiają się nawet na występach Polaka w Europie. Blechacz mówi że w Azji sporo młodych ludzi interesuje się muzyką klasyczną. Muzyka Chopina jest dla nich czymś niesamowitym. Ale jak gra Bacha czy Mozarta to też są bardzo zasłuchani. Twierdzi że u nas nie jest źle jeżeli chodzi o zainteresowanie młodych Polaków muzyką klasyczną, zwłaszcza w porównaniu z krajami niemieckojęzycznymi, gdzie średnia wieku słuchaczy podczas koncertów jest dość wysoka. A w Polsce wiele młodych osób ustawia się w kolejki po autograf

Muzyka jest dla Blechacza jak oddychanie, żyje nią non stop. Nawet jak nie jest przy fortepianie to „słyszy muzykę w głowie i sercu…”. Przerwę w graniu ma tylko w wakacje. Mówi że nawet dobrze jest wtedy trochę zatęsknić za fortepianem. Oczywiście ma przerwy w koncertowaniu, bywa że są to np. trzy tygodnie. Wtedy może spokojnie… popracować! Albo odpocząć. Stara się mieć też latem typowe wakacje. Dawniej lubił wspinać się po górach, obecnie wspinaczkę zamienił na spacery nad polskim morzem. Jest zafascynowany ogromem wody i przestrzeni. Lubi też nad morzem spokojnie pomyśleć
W tym roku na wakacje wybrał się do Włoch, odwiedził – jak mówi – ciekawe i przepiękne historyczne miasta, m.in. Perugię i Asyż
Teraz nie biega już tak regularnie jak przed Konkursem Chopinowskim w 2005 r. i w trakcie. W jego przerwach wracał do rodzinnego Nakła i biegał w tamtejszych lasach. To bardzo mu pomagało się odstresować

Pytany o książki odpowiada że musi mieć na nie czas, bo kończy studia z filozofii. Napisał pracę doktorską, musi nanieść poprawki. Wybrał filozofię, doktorat z filozofii, bo chciał poszerzyć horyzonty. Miał znakomitą polonistkę w szkole średniej, która na lekcjach z polskiego poruszała wiele zagadnień z filozofii. Studia te zaczął od historii filozofii, ale ostatecznie pochłonęła go jednak filozofia muzyki, bezpośrednio związana z tym co obecnie wykonuje na co dzień, tzn. interpretacją dzieła muzycznego w kontekście jego tożsamości. Podstawą doktoratu jest filozofia Romana Ingardena, metoda fenomenologiczna, logika dzieła muzycznego. Pierwsza część pracy jest dość strukturalna, a później Blechacz analizuje metafizykę utworu muzycznego, jego wartości estetyczne i etyczne. Mówi że dzięki studiowaniu filozofii jest bardziej świadomy oddziaływania muzyki

W rodzinie Blechacza zawsze ktoś albo grał na czymś, albo interesował się bardzo muzyką. Pradziadek był dyrektorem szkoły na wsi, dwa km od Nakła nad Notecią. Uczył różnych przedmiotów, m.in. muzyki, sam grał na kilku instrumentach, na fortepianie, skrzypcach, trąbce i klarnecie. Ze swoją rodziną i przyjaciółmi założył zespół. Grali na uroczystościach weselnych, to było wtedy bardzo popularne. Muzykowali bo taką mieli potrzebę, to sprawiało im radość. Blechacz pamięta że jego dziadek też grał na fortepianie, a ojciec skończył pierwszy stopień ogniska muzycznego, podobnie jego dwaj bracia. Do dziś od czasu do czasu grają i są melomanami muzyki klasycznej. Natomiast nikt z obecnej rodziny
Blechacza nie kontynuował edukacji muzycznej, dopiero on podjął ścieżkę studiowania muzyki

Granie było jego ulubionym zajęciem, to było połączenie pracy i systematyczności z przyjemnością. Nigdy nie miał problemu jako dziecko, by siąść do fortepianu i godzinę, czy dwie poświęcić na ćwiczenie utworu
Blechacz już w wieku 4 lat przejawiał duże zainteresowanie muzyką. Na początku jednak organową. Chciał być organistą. Ale ostatecznie wygrał fortepian. W wieku 5 lat zaczął lekcje w ognisku muzycznym w Nakle, po 2 latach przeniósł się do szkoły muzycznej w Bydgoszczy. I dwa, trzy razy w tygodniu trzeba było pokonywać drogę 30 km

Dużo ćwiczy. W dzień przed rozmową z „Naszym Dziennikiem” spędził dziewięć godzin przy fortepianie, w dniu rozmowy siedem. Repertuar dość obszerny. To było przed koncertami w Lublinie i Częstochowie, miał grać II Koncert Chopina. Tydzień później miał lecieć do Salzburga i tam wykonać I Koncert Chopina i koncert Mozarta. Musi „mieć pod palcami trzy różne utwory trzyczęściowe”, jak mówi. Potrzeba sporo czasu by każdy utwór solidnie poćwiczyć i „trzymać go cały czas w palcach”
Późniejszego zwycięzcę Konkursu Chopinowskiego od najmłodszych lat pociągała muzyka organowa. Choć w Nakle nie było jakichś szczególnych organów. Pierwszym muzycznym idolem Blechacza był parafialny organista. Jako dziecko uwielbiał chodzić na chór i obserwować jak gra. Po skończonym nabożeństwie nieraz pozwalał mu zasiąść przy instrumencie. Grał to co słyszał na Mszy św.

Nasz pianista jest bardzo religijny. Wiara w Boga pomaga mu żyć. Myśli że pomaga każdemu wierzącemu we wszystkim. Bo „skoro wiara jest najważniejszą płaszczyzną w życiu, to wypełnia wszystkie inne zajęcia”. Tak ważne doświadczenie dla niego, jakim był Konkurs Chopinowski, było wielką radością i honorem, ale też, nie ukrywa, towarzyszyło temu pewne napięcie. W takich stresowych wyzwaniach – jego zdaniem – wiara jest bardzo pomocna, pozwala zachować spokój, daje poczucie że nie działa się samemu, pozwala z odwagą patrzeć w przyszłość…
Jeszcze o religijności Rafała Blechacza. Ma duży sentyment do św. Rity, bardzo często modli się do niej, a także do św. archaniołów Michała i Rafała – swego patrona. I jeszcze do Gabriela. Ale szczególnie modli się do św. Rafała i św. Krzysztofa – to patroni podróżujących, a on dużo podróżuje

Święta nasz pianista zawsze spędza w domu z rodziną, nigdy nie było inaczej. W tym roku ostatni koncert miał 21 grudnia, w Salzburgu, następnego dnia poleciał do Bydgoszczy. Jak świętuje? Po Wigilii przy jego akompaniamencie śpiewają kolędy, wszystkie zwrotki, jeszcze przed rozpakowaniem prezentów, które leżą pod choinką. O północy idą na Pasterkę. Wielkanoc? W tym roku niestety był w Korei, miał próby ze skrzypaczką. Do kościoła poszedł w Seulu, gdzie Wigilia Paschalna była w języku angielskim. Podczas trasy koncertowej w każdą niedzielę uczestniczy we Mszy św., nawet w Japonii
Pomaga charytatywnie. To wynika z potrzeby serca, uważa. Kiedyś pomagał powodzianom, teraz wspiera różne fundacje, m.in. promujące młode talenty, i to nie tylko muzyczne

Ma kilku ulubionych artystów. Miał okazję ich spotkać i nawet zagrać z nimi. To choćby Krystian Zimerman, który przysłał mu piękny list zaraz po zwycięstwie w Konkursie Chopinowskim. Oferował pomoc w tym trudnym okresie pokonkursowym, radził mu by za wiele nie zmieniał, szczególnie w podejściu do muzyki, bo to go doprowadziło przecież do sukcesu. Sugerował by być naturalnym, nie silić się na kontrowersje i wyszukaną oryginalność. Ma słuchać tego co mu serce podpowiada. Daje to dużą gwarancję budowania szczerych i dobrych interpretacji. W życiu, jak w muzyce, trzeba być po prostu sobą

Na pytanie, jak w Polsce bardziej propagować muzykę poważną, mówi że już dużo ostatnio zrobiono jeżeli chodzi o media. Powstała TVP Kultura, mamy Polskie Radio II. Można by ewentualnie pomyśleć o częstszych relacjach na innych kanałach. W Polsce jest mnóstwo festiwali, konkursów, imprez muzycznych, które warto pokazać szerszej publiczności. Inny problem to edukacja muzyczna, choć na podstawowym poziomie. Kontakt w szkole z muzyką klasyczną, organizowanie wyjazdów do filharmonii, czy opery w dużym stopniu może przyczynić się do zainteresowania młodych osób tym gatunkiem sztuki. To dałoby nadzieję że sale koncertowe w przyszłości nie będą świecić pustkami

Zapytano też Blechacza czy czuje się ambasadorem Polski? Jak Paderewski. Odpowiada że ilekroć wykonuje Poloneza As-dur opus 53 Chopina, którego grał tak wiele razy, czuje się dumny że jest Polakiem, i że może się tą polskością podzielić z innymi

/Cezary Dąbrowski/www.zawszepolska.eu/ /30.12.2018/