Tadeusz Płużański

„TU BĘDZIE KIEDYŚ MUZEUM…”

„W imieniu Rzeczypospolitej / na mocy wyroku / kłamliwe kule słów / jeszcze kilka metrów życia / dlaczego tyle…? / jakiś budynek ze schodami w dół / szczęk pistoletowego zamka / ułamek sekundy / żeby celował dobrze… / rozwali mi głowę u nasady czaszki… / suchy trzask! / parzy… jak strasznie parzy…”
W budynku ze schodami w dół w czasach stalinowskich komuna mordowała polskich patriotów strzałem w tył głowy. Dziś w byłej ubeckiej katowni przy ul. Rakowieckiej w Warszawie powstaje Muzeum Żołnierzy Wyklętych i Więźniów Politycznych PRL. Właśnie ogłoszono wyniki konkursu na opracowanie koncepcji architektonicznej. – To muzeum będzie symbolicznym zwycięstwem ludzi którzy nie zgadzali się na to co wydarzyło się w Polsce po drugiej wojnie światowej. Reżim komunistyczny robił wszystko by wymazać z naszej pamięci Żołnierzy Wyklętych, a to co się dziś dzieje, budowa muzeum, jest ich zwycięstwem
Miało ich nie być na kartach historii, ale teraz zostaną w nich zapisani na zawsze. Oddajemy cześć i hołd najdzielniejszym i najodważniejszym bohaterom naszego narodu – mówi wiceminister sprawiedliwości Patryk Jaki
To ministerstwo 10 miesięcy temu postanowiło że w tym ponurym miejscu powstanie od dawna oczekiwane muzeum. Za rządów PO nie było to możliwe
Stąd osadzeni przekazywali często swoje ostatnie słowa, swoisty testament. W grypsach do bliskich pisali że umierają za wolną Polskę i za wiarę w Boga. Tak jak ostatni komendant WiN płk Łukasz Ciepliński:
„Zrobili ze mnie zbrodniarza. Prawda jednak wkrótce zwycięży. Nad światem zapanuje idea Chrystusowa, Polska niepodległość – a człowiek pohańbioną godność ludzką – odzyska”
„To miejsce jest święte” – stwierdza Jacek Pawłowicz, dyrektor muzeum. I trudno się z nim nie zgodzić. Bo to miejsce uświęcone krwią wielu niewinnie zamordowanych, których jedyną winą było to że chcieli Polski niepodległej. Zanim Rakowiecka stała się najcięższym więzieniem politycznym „ludowej” Polski, symbolem sowieckiej dyktatury lat 1945-1989, służyła okupantom rosyjskim /więzienie zbudowali w 1899 r. dla kryminalistów/, później niemieckim
„Siedzieliśmy w warunkach na tyle luksusowych, że nie można było nas wykończyć, tak jak wykończono pokolenie które walczyło o niepodległość w latach 40, 50” – wspomina Czesław Bielecki, który siedział tu w czasach Solidarności. Symboliczne że dziś zasiada w komisji konkursowej budowy muzeum
Józef Szaniawski, który na wolność wyszedł wiosną 1990 r., jako ostatni więzień polityczny PRL, powiedział śledczemu: „Tu będzie kiedyś muzeum, a pan będzie stał wypchany w gablocie”. I te gabloty, a także zachowane jakimś cudem cele i piwnice dziś będą edukować młodzież, na czym naprawdę polegał komunizm
/Tadeusz Płużański/se.pl/ /28.1.2017/

*****

CZOŁEM PANIE MAJORZE!

28 sierpnia 1946 r. o godz. 6.15 komuniści rozstrzelali 17-letnią Danutę Siedzikównę „Inkę”. Ginęła w gdańskim więzieniu przy ul. Kurkowej z okrzykiem „Niech żyje Łupaszka”. Jej słowa: „Popatrz ilu ludzi mogło zginąć. Lepiej że ja jedna zginę” – niestety się nie sprawdziły…
W czerwcu 1948 r. UB rozpracował i ostatecznie rozbił Wileński Okręg Armii Krajowej. Majora Zygmunta Szendzielarza „Łupaszkę” komuniści skazali na osiemnastokrotną karę śmierci /sądy III RP oczyściły go ze wszystkich zarzutów/
„To cud że mnie wpuszczono na widzenie. Zygmunt był bardzo smutny. Wiedział że czeka go śmierć” – powiedziała Lidia Lwow-Eberle, „Lala”, sanitariuszka 5 Wileńskiej Brygady AK. Mimo tortur – gorszych niż na gestapo – pozostał niezłomny. Przestępcę Bieruta o łaskę nie poprosił
Wieczorem 8 lutego 1951 r. „Łupaszka” został wyprowadzony z celi. Współwięźniom zdążył jeszcze powiedzieć: „Czołem Panowie!”. Oni odpowiedzieli: „Czołem panie majorze!”. W piwnicy Rakowieckiej strzałem w tył głowy uśmiercił go pijany ubek Aleksander Drej
Szczątki bohatera odnaleziono po 62 latach – w 2013 r. – na warszawskiej „Łączce”. „To był dół pod asfaltową alejką. Major leżał najwyżej. Wrzucono go jako ostatniego twarzą do ziemi” – relacjonował wyniki badań swojego zespołu prof. Krzysztof Szwagrzyk z IPN
W latach 1943-44 żołnierze „Łupaszki” stoczyli kilkadziesiąt bitew z wojskiem niemieckim, kolaborującymi z nim Litwinami oraz z sowiecką partyzantką terroryzującą Polaków. W styczniu 1944 r. komendant Wileńskiego Okręgu AK płk Aleksander Krzyżanowski „Wilk” odznaczył go Krzyżem Walecznych. Po wejściu drugiego sowieckiego okupanta Szendzielarz kontynuował walkę
Awansowany do stopnia majora odtworzył 5, a następnie 6 Wileńską Brygadę. Walczył od Podlasia przez Białostocczyznę, Warmię i Mazury do Pomorza. Jednego dnia był w Borach Tucholskich, drugiego w okolicach jeziora Śniardwy. Jego oddziały przeprowadziły w latach 1945-52 ok. 450 akcji zbrojnych. Zwalczały komunistyczny aparat represji, chroniły Polaków przed sowietyzacją
„Nie jesteśmy żadną bandą, tak jak nas nazywają zdrajcy i wyrodni synowie naszej ojczyzny. My jesteśmy z miast i wiosek polskich” – napisał w ulotce z marca 1946 r.
Teraz „Łupaszka” spocznie w rodzinnym grobie obok zmarłej w 2012 r. córki Barbary Szendzielarz na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach
Msza żałobna odbędzie się 24 kwietnia o godz. 14.30 w kościele św. Karola Boromeusza w Warszawie. Hołd bohaterowi odda prezydent RP Andrzej Duda oraz kierownictwo Ministerstwa Obrony Narodowej – organizator uroczystości. Musimy być tam wszyscy, by pożegnać wybitnego Polaka, patriotę, dowódcę dwóch konspiracji – antyniemieckiej i antysowieckiej, Żołnierza Niezłomnego. Czołem, panie majorze!
/Tadeusz Płużański/se.pl/ /9.4.2016/

*****

ODZNACZONY 1 MARCA

Tadeusz Płużański odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski – taką informację dostałem 1 marca z Fundacji Reduta Dobrego Imienia
Reduta z prawdziwą przyjemnością poinformowała że prezydent Andrzej Duda odznaczył Płużańskiego, członka Rady Fundacji Reduta Dobrego Imienia, Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski za zasługi w upowszechnianiu wiedzy o najnowszej historii Polski
Tadeusz Płużański jest dziennikarzem, publicystą historycznym, komentatorem politycznym. Specjalizuje się w powojennej historii Polski. To wieloletni współpracownik Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej. Publikuje m.in. w „Gazecie Polskiej” i „Gazecie Polskiej Codziennie”, „W sieci”, „Do Rzeczy”, „Naszej Polsce”, „Najwyższym CZASIE!”, „Tygodniku Solidarność”, portalach www.wpolityce.pl, rebelya.pl. To autor serii książek „Bestie” – reporterskiego śledztwa o nierozliczonych zbrodniach komunistycznych w Polsce, wyróżnionej w 2012 r. przez Kapitułę Nagrody Literackiej im. Józefa Mackiewicza. Kolejne pozycje książkowe Płużańskiego to „Bestie 2” i „Oprawcy. Zbrodnie bez kary”. Odznaczony 1 marca to także autor apelu do Bronisława Komorowskiego o godny pochówek Żołnierzy Wyklętych, zamordowanych przez komunistów w więzieniu przy Rakowieckiej w Warszawie i wrzuconych do dołów śmierci w późniejszej kwaterze Ł Cmentarza na Powązkach Wojskowych
Od grudnia 2012 Płużański jest też prezesem „Fundacji Łączka”. To syn prof. Tadeusza Płużańskiego, filozofa, w czasie okupacji niemieckiej członka TAP i AK, po 1945 żołnierza wyklętego, bliskiego współpracownika rotmistrza Witolda Pileckiego, wieloletniego więźnia niemieckich i stalinowskich katowni
Wypada przyłączyć się do gratulacji Reduty skierowanych do odznaczonego Tadeusza Płużańskiego. Od siebie dodam że odznaczony przez prezydenta Andrzeja Dudę w pełni zasłużył na to wyróżnienie. To na pewno wielkie święto dla Tadeusza Płużańskiego, jego wspaniały dzień, może najpiękniejszy dzień w życiu… I chyba najlepszy dzień jaki mógł sobie wymarzyć na takie wyróżnienie – 1 marca. W dodatku otrzymał je od kogoś takiego jak prezydent Andrzej Duda. Pełnia szczęścia. Ś.p. ojciec odznaczonego na pewno gdzieś tam jest dumny z syna. Tadeusz Płużański musi być bardzo szczęśliwy z powodu tego wyróżnienia. Jego wieloletnia praca została doceniona. Duża satysfakcja
/Cezary Dąbrowski/www.zawszepolska.eu/ /2.3.2016/

*****

JAKAŚ MIARA RZECZY!

Najpierw powstaje Komitet Obrony Demokracji. Potem „Gazeta Wyborcza” proklamuje Razem Nowoczesną Obywatelską Rzeczpospolitą Demokratów, co ma być chyba połączeniem partii Razem, Nowoczesnej i PO
W końcu Giertych powołuje Fundację Obrony Demokracji. Obrony przed dyktaturą PiS ma się rozumieć
„Z większym szacunkiem do polskiej konstytucji odnosił się pan Jaruzelski po 1989 roku niż pan Andrzej Duda odnosi się do obowiązujących aktów prawnych” – oceniła jedna z posłanek Nowoczesnej /Kamila Gasiuk-Pihowicz/, sugerując że obecny prezydent powinien zostać osądzony przez Trybunał Stanu
Przypomnijmy: Jaruzelski osądzony nie został, tylko różni nowocześni demokraci /komuna i postkomuna/ traktowali go za życia z honorami i tak też pochowali
Henryka Krzywonos /dla PO ikona antykomunizmu/ poszła jeszcze dalej: porównała PiS do junty wojskowej z 13 grudnia 1981 r. „Nie jest prawdą że to Henryka Krzywonos rozpoczęła samotnie strajk komunikacji miejskiej” – odparł historyk IPN Arkadiusz Kazański. Tymczasem pani Krzywonos bez żenady przyjmuje hołdy jako samotna tramwajarka która w sierpniu 1980 r. zatrzymała całe Trójmiasto. A tak naprawdę jej tramwaj nie pojechał bo Jaruzelscy odcięli prąd!…
Czyli w Polsce AD 2015 jest dyktatura jak za „Jaruzela”. Zapomnieli o Bierucie? Stalinie? Skądże. „Mamy samowładzę która decyduje o wszystkim, bardzo to przypomina początek lat 40 i przejmowanie przez komunistów pełni władzy w Polsce” – stwierdził, także bez żenady, były prezes Trybunału Konstytucyjnego prof. Andrzej Zoll
Ale w Polsce mamy nie tylko komunizm, także narodowy socjalizm. „Czytałam kiedyś program NSDAP z 1936 r. /…/ i to był prawie identyczny program z programem PiS” – ogłosiła Eliza Michalik, publicystka Superstacji. Ale nie tylko ona. „Niemcy uwierzyli Hitlerowi, władzy jednostki. Obudzili się z tego snu w 1945 roku. Mam nadzieję że Polacy do tego nie dopuszczą” – to przemyślenia innego byłego prezesa TK Jerzego Stępnia. Czyli Duda i Szydło są jak Hitler!… A jak prezydent i premier, to – wiadomo – Jarosław Kaczyński
I jeszcze prof. Jan Zimmermann z Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Jagiellońskiego o prezydencie Dudzie, którego pracy był promotorem: „Ubolewam że jest on absolwentem naszego wydziału”. Szkoda że profesor nie dodał iż wykształcił kogoś pokroju Hitlera lub Stalina!…
Chyba najcelniej tę antypisowską histerię ocenił Kornel Morawiecki, dziś w Kukiz’15, kiedyś szef radykalnie antykomunistycznej Solidarności Walczącej: „Moi koledzy słuchają spokojnie że to co się tu dzieje jest jak w stanie wojennym. Panowie, jakaś miara rzeczy!” – stwierdził, wymieniając znanych mu z Wrocławia posłów PO: Grupińskiego i Schetynę
A ja bym to całe towarzystwo sędziowsko-akademickie rozpędził na cztery wiatry!
/Tadeusz Płużański/se.pl/ /5.12.2015/

*****

PYTANIE O MICHNIKA

Najpierw ich mordowano, a potem przez cały PRL zabijano pamięć o nich
Ale po 1989 r. niewiele się zmieniło. Przez 23 lata wolnej wydawałoby się Polski państwo nie zrobiło nic by przeprowadzić ekshumacje na „Łączce” – kwaterze „Ł” Cmentarza Wojskowego na Powązkach. Bo to tu komunistyczni oprawcy od połowy 1948 r. grzebali ciała zamordowanych w więzieniu na Rakowieckiej w Warszawie polskich patriotów
Jaki jest tego powód? Tkwi on w naszych dzisiejszych okrągłostołowych „elitach”, które bardzo często mają komunistyczny rodowód – również po stronie Solidarności. Bo wtedy, po wojnie, zainstalowała się w Polsce prosowiecka władza, która rządzi Polską do dziś – komunistyczne „elity”, które z elitami II Rzeczypospolitej nie mają kompletnie nic wspólnego.
I te „elity” robią wszystko by prawdziwi bohaterowie nie wrócili do świadomości Polaków. Bohaterem ma być nie polski generał – patriota August Emil Fieldorf, ale generał sowiecki – Wojciech Jaruzelski, przez niemal całe swoje życie Polskę i polskość zwalczający. Ale to on jest przedstawiany jako architekt okrągłego stołu i współtwórca dzisiejszej Polski. I Jaruzelski spocznie zapewne na Powązkach Wojskowych, obok Bieruta i innych morderców. I grób będzie miał okazały. Jego potomkowie będą mu zapalać lampki. A potomkowie bohaterów? Oni nie mają takiego „przywileju”, bo grobów ich ojców czy dziadków cały czas nie ma
Z tych samych powodów – by nie pamiętać o bohaterach, a z drugiej strony nie karać ich morderców – od lat nasze okrągłostołowe „elity” chcą zlikwidować Instytut Pamięci Narodowej. W każdej kadencji budżet placówki jest ograniczany. Teraz spółka Ruch sprzedaje budynek centrali przy ul. Towarowej w Warszawie. To już konkretny, wielki krok w kierunku unicestwienia IPN
W mundurach Wehrmachtu
Ale na „Łączce” sytuacja się zmieni. IPN zakończył właśnie pierwszy etap prac. 116 szczątków zamordowanych złożono w trumnach i przetransportowano na Cmentarz Północny. Teraz będzie trwać drobiazgowa analiza porównawcza z DNA rodzin. Wtedy okaże się który z nich to rotmistrz Witold Pilecki, gen. August Emil Fieldorf „Nil”, Hieronim Dekutowski „Zapora”, Zygmunt Szendzielarz „Łupaszka” i wielu innych polskich patriotów. Szacuje się że w pobliżu „Łączki” pogrzebanych zostało ok. 300 osób. Dlatego ekshumacje będą trwać dalej
Do głębokich dołów byli zrzucani potajemnie, pod osłoną nocy. Nago, czasem w więziennych butach i ze związanymi rękami. Niektórzy w mundurach Wehrmachtu – to prawdopodobnie „Zapora” i jego żołnierze. Na swój proces przed komunistycznym trybunałem śmierci też zostali tak ubrani, co miało ich dodatkowo pohańbić
Ale z „Łączką” „elity” III RP cały czas będą mieć kłopot. Bo po odkopaniu wszystkich szczątków, ich identyfikacji i pochowaniu w grobach prędzej czy później pojawi się pytanie: kim są ich mordercy. A to przecież kierownictwo partii i państwa, bezpieki i Informacji Wojskowej, „oficerowie” śledczy, prokuratorzy którzy oskarżali, sędziowie którzy wydawali wyroki. Za każdą ofiarą kryje się cała masa nazwisk, wśród nich: Jakub Berman, Roman Romkowski, Helena Wolińska, Anatol Fejgin, Roman Kryże, Stefan Michnik. Wielu z nich ma groby na Powązkach Wojskowych, tuż obok. Inni żyją do dziś w Polsce, Wielkiej Brytanii, Szwecji…
Metodą katyńską
By polscy patrioci nigdy nie zostali odnalezieni doły śmierci zasypywano grubą warstwą ziemi. Ich ciała przywoził tu więzienny grabarz – Władysław Turczyński – na małym drewnianym wózku ciągniętym przez konia. Wcześniej mordowani w murach mokotowskiego więzienia. Jedni w piwnicach X Pawilonu. Inni – jak Pilecki – w oddzielnym budynku kotłowni. Protokół wykonania kary śmierci mówi o plutonie egzekucyjnym. Jego dowódcą był w latach 1945-50 starszy sierżant Piotr Śmietański. Sądząc z podpisów – ledwo piśmienny. W praktyce żadnego plutonu nie było. Zabijał tylko on. Miał jedną, wypróbowaną metodę, zabijał strzałem w tył głowy, metodą sowiecką. W ten sam sposób zostali zamordowani polscy oficerowie w Katyniu. Śmietański zabijał żołnierzy AK, NSZ, WiN, działaczy niepodległościowych – wszystkich którzy nie podobali się „ludowej” władzy. Za najważniejszych „bandytów” dostawał premie…
Śmietański zaczynał w bezpiece /Wojewódzki Urząd Bezpieczeństwa Publicznego w Warszawie/ na początku 1945 r. jako wywiadowca. Funkcja kata kryje się pod terminami: „do dyspozycji szefa” i „oficer do zleceń”. Był też „agentem zaopatrzenia” – chyba po to by bardziej urozmaicić sobie monotonną pracę
Ze skąpych relacji wiemy jedynie że więźniowie Mokotowa nazywali go „Lodziarzem” lub „Poniatowskim”, ze względu na długie bokobrody. Potem pojawiła się informacja że wyjechał do Izraela. W związku z brakiem jakichkolwiek danych o mordercy śledztwo przeciw niemu zostało w 2004 r. umorzone. Ostatecznie okazało się że Piotr Śmietański… zmarł jeszcze w 1950 na gruźlicę
Po Śmietańskim strzałem w tył głowy na Mokotowie zabijał inny starszy sierżant – Aleksander Drej. Podobno był wyjątkowo zachłanny, wykłócał się o każdą nagrodę za egzekucję. W końcu doczekał się – zarządzeniem nr 19 MBP za ofiarną pracę w zwalczaniu wrogiego podziemia otrzymał premię 30 tys. zł
Medalik z Matką Boską
W wojewódzkim UBP w Warszawie pojawił się prawie równo ze Śmietańskim – w lutym 1945, też w roli młodszego wywiadowcy /skończył w 1954 jako młodszy referent, czyli służbowej kariery nie zrobił/. Tak jak Śmietański był „do dyspozycji szefa” i „do zleceń”. Lubił chwalić się że bohatersko walczył w czasie wojny w szeregach Armii Ludowej, że został dwukrotnie ranny. Jego akta nic o tym jednak nie mówią
Drej zamordował wielu którzy naprawdę poświęcali życie dla wolnej Polski, m.in. Zygmunta Szendzielarza, dowódcę V Brygady Wileńskiej. Był 8 luty 1951. Z celi major „Łupaszka” został wyprowadzony wczesnym wieczorem. Prokurator odczytał wyrok śmierci „w imieniu Rzeczpospolitej”. Potem oprawcy zmusili Szendzielarza by pochylił się do przodu. Chcieli by zobaczył leżące na schodach martwe ciała trzech swoich kolegów zabitych przed chwilą. Kula dosięgła „Łupaszkę” o godz. 20.15. Tak przynajmniej wynika z protokołu egzekucji. Drej jest podpisany jako dowódca plutonu egzekucyjnego. Jednak strzelał w tył głowy sam. Mimo upływu lat zwyczaje na Rakowieckiej nie zmieniły się
Niecały miesiąc później, 1 marca 1951, w piwnicach domku gospodarczego na Mokotowie Drej wykonał wyrok na siedmiu członkach IV Zarządu Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość. Zabijał w dziesięciominutowych odstępach, co oznacza że egzekucja trwała 70 minut. Gdyby miał pomocników, gdyby naprawdę istniał zapisany w ubeckich papierach pluton egzekucyjny, mogła ona pójść znacznie sprawniej…
Komendant, ppłk Łukasz Ciepliński, wiedział że nie będzie mieć pogrzebu, tylko zostanie wrzucony pod osłoną nocy do jakiegoś bezimiennego dołu. Dlatego tuż przed śmiercią połknął medalik z Matką Boską. Dziś to ważna wskazówka dla ekipy pracującej na „Łączce”
Po odejściu z bezpieki Aleksander Drej przez rok pracował w milicji. Został jednak zwolniony wobec braku „przygotowania do służby w MO”, gdyż „przez okres służby w BP st. sierż. Drej wykonywał zlecenia specjalne”. Krwawy kat zmarł kilka lat temu w Warszawie. Do końca pobierał resortową emeryturę dla szczególnie zasłużonych…
/Tadeusz M. Płużański/

*****

POLSKI KATYŃ NA POWĄZKACH

Do dołów śmierci wrzucali ich tak jak w Katyniu. Z przestrzeloną potylicą, związanymi rękami. Szczątki polskich patriotów zamordowanych przez komunistów zostały odnalezione! Po 23 latach tzw. wolnej Polski. Na Powązkach Wojskowych w Warszawie Instytut Pamięci Narodowej odkopał zamordowanych w więzieniu na Rakowieckiej
Według najnowszych ustaleń w dzisiejszej kwaterze „Ł” /„Łączka”/ Cmentarza Wojskowego na Powązkach w Warszawie komuniści od połowy 1948 r. grzebali ciała zamordowanych w więzieniu przy ul. Rakowieckiej. Zrzucali je do dołów, zasypywali wapnem, a teren niwelowali. W miejscu tym które po wojnie nie należało do cmentarza zrobiono kompostownię, śmietnik, a potem zaczęto stawiać groby – często oprawców. Przywódców komunistycznej partii i państwa, sędziów, prokuratorów, funkcjonariuszy UB i Informacji Wojskowej. Bermanów, Brystygierów, Kryżów, Fejginów…
Mieli zniknąć na zawsze
Na „Łączce” pogrzebanych może być ok. 300 osób – polskich patriotów którzy nie zgodzili się na drugą, sowiecką okupację Polski. Tu najpewniej zakończyli swoją ziemską drogę: dobrowolny więzień Auschwitz rtm. Witold Pilecki, szef Kedywu AK gen. August Emil Fieldorf „Nil”, dowódca 5 Brygady Wileńskiej mjr Zygmunt Szendzielarz „Łupaszka”, dowódcy Zrzeszenia „Wolność i Niezawisłość”, w tym ppłk Łukasz Ciepliński, cichociemny, żołnierz AK mjr Bolesław Kontrym „Żmudzin”, dowódca AK i WiN na Lubelszczyźnie mjr Hieronim Dekutowski „Zapora”, obrońca Wybrzeża we wrześniu 1939 kmdr Stanisław Mieszkowski, działacz narodowy Adam Doboszyński. Wśród pochowanych tu ofiar komunistycznego terroru jest też zapewne przedwojenny dyrektor Katolickiej Agencji Prasowej, członek Rządu RP na Uchodźstwie, a po wojnie redaktor naczelny „Tygodnika Warszawskiego”, pisma Kurii Metropolitarnej Warszawskiej – ks. Zygmunt Kaczyński. I wielu, wielu innych przedstawicieli polskiej inteligencji, elity II RP
Rodziny często nie wiedziały o śmierci najbliższych. Oni mieli zniknąć na zawsze. Naczelnik więzienia mokotowskiego Alojzy Grabicki żonie jednego ze skazanych powiedział: „Po takich zbrodniarzach ziemia musi być zrównana”. Najpierw ich mordowano, a potem przez cały PRL mordowano pamięć o nich. Z przykrością należy stwierdzić że po 1989 r. niewiele się zmieniło. Skandaliczne jest to że IPN-owi pozwolono na badanie „Łączki” dopiero teraz, po 23 latach wolnej Polski… Przecież rodziny ofiar do dziś nie mogą zapalić lampki na grobie i pomodlić się, bo tych grobów po prostu nie ma. Można odnieść wrażenie że dzisiejsze okrągłostołowe „elity”, które bardzo często mają komunistyczny rodowód, również po stronie „Solidarności”, nie chcą by prawdziwi bohaterowie wrócili do świadomości Polaków
Bez grobów
Zamordowanych grzebano w bezimiennych grobach. Z przepisów więziennych wynikało że należało to robić na miejscowym cmentarzu, często na jego obrzeżach, z dala od innych grobów lub obok cmentarnego muru
Inaczej było np. w Białymstoku. Naczelnik wydziału więziennictwa miejscowego WUBP Leon Ozgowicz w 1953 r. napisał że zwłoki chowa się „w miejscach niedostępnych dla osób cywilnych, tzn. w różnych miejscach. Powyższych czynności dokonuje się tajnie, tak by nikt tego nie spostrzegł z osób niepożądanych. Na cmentarzu nie chowa się z powodu tego że mogą ciało wygrzebać i urządzić jakiekolwiek demonstracje, co jest niedozwolone. Wobec tego nie ma żadnych grobów ani też numerów na grobie”. Ciała chowano też bezpośrednio w miejscach kaźni – w więzieniach, np. owianej do dziś tajemnicą podwarszawskiej katowni w Miedzeszynie /kryptonim „Spacer”/, czy nie mniej tajnym areszcie NKWD we Włochach /tu więziono m.in. Bolesława Piaseckiego, a być może również gen. Fieldorfa/
„Ubek-emeryt”
Kluczem do ustalenia miejsca pogrzebania bohaterów Polski Podziemnej jest odnaleziony w archiwach IPN-u dokument. To zapis relacji Władysława Turczyńskiego, który w więzieniu przy Rakowieckiej w Warszawie trudnił się grzebaniem zwłok zamordowanych. Wskazywał on jednoznacznie na Powązki, a najprawdopodobniej właśnie na tzw. Łączkę – obecną kwaterę „Ł” Cmentarza Wojskowego, która w latach 50 znajdowała się poza terenem ówczesnej nekropolii. Obecnie jest tam symboliczny pomnik więźniów politycznych zamordowanych w latach 1945-56 na warszawskim Mokotowie
Groby oprawców…
Ustalenia IPN-u to przełom w poszukiwaniach zwłok polskich bohaterów, bowiem przez lata rodzinom, mimo wielu starań, prawdy nie udało się odkryć. Dotychczas oprócz „Łączki” wskazywano także inne miejsca grzebania ciał zamordowanych. Kilka lat temu dostałem list, podpisany: „ubek-emeryt”, w którym – sądząc po charakterze pisma – starszy pan informował mnie że generał Emil Fieldorf, podobnie jak rotmistrz Witold Pilecki i inne ofiary komunistycznych morderców, został pogrzebany na Okęciu, przy fosach
Wózkiem na Powązki
Oprócz „Łączki” badacze najczęściej wymieniali jednak Dolinkę Służewiecką – teren przy kościele św. Katarzyny, gdzie po latach stanął pomnik ofiar totalitaryzmu. Tak było przez lata. Dzisiejsza wiedza jest bardziej precyzyjna. Otóż na Służewcu polscy patrioci mieli być chowani od 1945 do 1948 r. Potem, od początku 1948 r., zbrodniczy plan uległ zmianie – miejscem spoczynku doczesnych szczątków bohaterów stały się Powązki
Finałowa scena filmu Ryszarda Bugajskiego „Generał Nil” pokazuje jak po wykonaniu wyroku ciało gen. Fieldorfa, zapakowane do worka, zostaje wywiezione poza teren więzienia na drewnianym wózku ciągniętym przez konia. Ten stukot kopyt, najczęściej późnym wieczorem, zapamiętało wielu więźniów Mokotowa. Następnie grabarze wrzucili worek do głębokiego dołu i posypali wapnem. Gdzieś pod murem cmentarza. Teraz, dzięki IPN-owi, możemy dopowiedzieć: cmentarza na Powązkach
/Tadeusz M. Płużański/ /27.7.2012/