Victoria Polska 1920

Victoria 1920 roku miała znaczenie europejskie, a nawet globalne, ponieważ w sierpniu 1920 r. pod Warszawą i na całej linii Wisły starły się ze sobą nie tylko Wojsko Polskie i sowiecka Armia Czerwona

Było to zarazem starcie dwóch fundamentalnych idei – polskiego patriotyzmu oraz komunistycznego internacjonalizmu. Starcie cywilizacji zachodniej, europejskiej oraz rosyjsko-azjatyckiej. W Armii Czerwonej służyło tysiące byłych carskich generałów i oficerów, którzy jeszcze kilka lat wcześniej byli zaborcami Polski, a teraz pod bolszewicko-komunistycznymi hasłami szli ponownie zdobywać Priwislianskij Kraj.

Agresja Rosji Sowieckiej na Polskę i Europę rozpoczęła się od rozkazu – dyrektywy Lenina z 29 listopada 1918 r. dla Armii Czerwonej. Premier Rosji i bolszewicki dyktator nakazywał, aby przeniosła idee rewolucji komunistycznej na Zachód, tak aby ‘zatopić bagnet Armii Czerwonej w Europie’.

Wykonawcami tego rozkazu Lenina byli nieomal wszyscy przywódcy rewolucji bolszewickiej, w tym Józef Stalin. To ten właśnie sowiecki zbrodniarz i morderca milionów ludzi nazwał w listopadzie 1918 r. odradzającą się niepodległą Rzeczpospolitą ‘polskim przepierzeniem między Rosją a Europą’. Według Stalina, to ‘polskie przepierzenie’ należy zniszczyć, oddziela ono bowiem rewolucję rosyjską od rewolucji europejskiej, a Armia Czerwona jest tak silna, że może militarnie zrealizować te polityczne plany.

Już 12 stycznia 1919 r. dowództwo Armii Czerwonej – Lew Trocki oraz Siergiej Kamieniew – wydało strategiczny rozkaz rozpoczęcia ‘czerwonego marszu na Zachód’, a tym samym wykonania planu Operacja Wisła. Oznaczało to przejście przez Polskę do Niemiec i rozpoczęcie tam rewolucji komunistycznej. 5 lutego 1919 r. Rosjanie zdobyli Kijów, a 14 lutego doszło do pierwszego starcia młodego Wojska Polskiego z Armią Czerwoną. Była to bitwa o miasteczko Mosty nad Niemnem. Tak rozpoczęła się wojna polsko- sowiecka, która z miesiąca na miesiąc stawała się realnie wojną o Europę.

27 stycznia 1920 r. podczas wspólnego posiedzenia rządu i politbiura na Kremlu pod przewodnictwem Włodzimierza Lenina naczelny dowódca Armii Czerwonej Siergiej Kamieniew przedstawił władzom politycznym Rosji sowieckiej ostateczny i szczegółowy strategiczny plan szeroko zakrojonej ofensywy przeciwko Polsce, przygotowany przez szefa sztabu polowego Armii Czerwonej Borysa Szaposznikowa (późniejszy marszałek i szef sztabu generalnego armii sowieckiej; w 1939 r. razem ze Stalinem i Mołotowem brał udział w pertraktacjach na Kremlu z von Ribbentropem 23 sierpnia; to właśnie on przygotował plan agresji na Polskę 17 września). Główne uderzenie miało zostać wyprowadzone przez Białoruś do końca kwietnia 1920 r.

Decydująca bitwa XX wieku

Z perspektywy XXI w. Victorię Polską 1920 należy zaliczyć do trzech decydujących bitew wieku XX. Były to: Warszawa 1920, Midway 1942, Stalingrad 1943. Pozostałe najważniejsze bitwy XX w. to: Cuszima 1905, Marna, Tannenberg, Verdun – w I wojnie światowej, oraz bitwa o Anglię, Moskwa, Pearl Harbor, lądowanie w Normandii – w II wojnie, a także wojny wietnamska i koreańska.

Jeżeli przyjąć kryteria celów politycznych, cywilizacyjno-ideowych, obszar bitwy, zasięg strategiczny, a także sylwetki wodzów, to wymienione bitwy nawet przy innym ich rezultacie nie decydowały jednak o losach całej Europy czy nawet świata. Wyjątkowość Warszawy, Midway, Stalingradu polegała zaś na tym, że były nieodwracalne i decydujące.

Bitwa Warszawska, Bitwa nad Wisłą, Cud nad Wisłą – toczyła się na ogromnej przestrzeni. Front liczył od 650 do 800 km długości. Rozciągał się od Zaleszczyk i Czortkowa, przez Lwów, Zamość, Dęblin, Warszawę, Płock, Włocławek, Toruń, Grudziądz. W bitwie brali udział wybitni wodzowie, dowódcy oraz politycy. Po stronie polskiej byli to m.in.: Józef Piłsudski, Władysław Sikorski, Kazimierz Sosnkowski, Walery Sławek, Józef Beck, Lucjan Żeligowski, Tadeusz Bór-Komorowski, Edward Rydz-Śmigły, Tadeusz Rozwadowski, Józef Haller, Stanisław Haller, Tadeusz Kutrzeba, Leopold Okulicki, Stanisław Maczek.

Po stronie sowieckiej w wojnę zaangażowani byli m.in.: Włodzimierz Lenin, Józef Stalin, Feliks Dzierżyński, Michaił Kalinin, Lew Trocki, najwybitniejsi marszałkowie Armii Czerwonej: Michaił Tuchaczewski, Aleksandr Jegorow, Kliment Woroszyłow, Siemion Budionny, Siemion Timoszenko, Wasilij Czujkow, Borys Szaposznikow, Gieorgij Żukow. Obie strony miały pełną świadomość, że Bitwa Warszawska zdecyduje o przyszłości Europy, Rosji i Polski. Cele wojny zostały jasno nakreślone przez rząd Rosji sowieckiej. Ale i Polacy mieli poczucie, że ponownie stanowią przedmurze Europy, a już głęboką świadomość tego miał wódz naczelny Wojska Polskiego, od którego strategicznych wizji i rozkazów naprawdę zależały losy narodów i państw Europy.

‘Wykończymy Polaków’

Znaczenie Bitwy Warszawskiej dla losów Europy, a nawet całego świata rozumieli najlepiej ci, którzy rozpętali wojnę i znali jej strategiczne cele: przegrani przywódcy Rosji sowieckiej. W Moskwie 20 września 1920 r., a więc już po klęsce pod Warszawą, przemawiając na zamkniętym posiedzeniu rządu rosyjskiego, jego premier i bolszewicki dyktator Włodzimierz Lenin tłumaczył, dlaczego przegrana Armii Czerwonej pod Warszawą była katastrofą:

‘Stanęliśmy przed nowym zadaniem. Mogliśmy i powinniśmy byli wykorzystać sytuację militarną, żeby rozpocząć wojnę zaczepną. Sformułowaliśmy to nie w oficjalnej uchwale, zawartej w protokołach Komitetu Centralnego, ale powiedzieliśmy między sobą, że sprawdzimy za pomocą bagnetów, czy w Polsce nie dojrzała już proletariacka rewolucja socjalistyczna. Wiedzieliśmy dobrze, że rozbijając armię polską, rozbijamy pokój wersalski, na którym opiera się cały światowy system obecnych stosunków międzynarodowych. Gdyby Polska stała się sowiecka, pokój wersalski zostałby zburzony i cały system międzynarodowy, ustanowiony dzięki zwycięstwom nad Niemcami, runąłby. (…) Polska wojna była najważniejszym punktem zwrotnym nie tylko w polityce Rosji Sowieckiej, ale także w polityce światowej. Uważaliśmy bowiem, że gdzieś pod Warszawą znajduje się nie centrum polskiego rządu burżuazyjnego, ale centrum całego współczesnego systemu imperialistycznego oraz że okoliczności pozwalają nam wstrząsnąć tym systemem i prowadzić politykę nie w Polsce, ale w Niemczech i w Anglii’.

W zakończeniu przemówienia Lenin zapewnił, że Moskwa ‘będzie nadal przechodzić od strategii defensywnej do ofensywnej, bez ustanku, aż wykończymy tych Polaków na dobre!’.

Przegrany sowiecki wódz, uważany za czerwonego Napoleona, marszałek Michaił Tuchaczewski w tym samym duchu rewanżyzmu co Lenin zapowiadał ponowną próbę podboju Polski i Europy:

‘Nie ulega najmniejszej wątpliwości, że gdybyśmy wyrwali z rąk burżuazji polskiej jej burżuazyjną armię, pożar ten nie dałby się ograniczyć ścianami polskimi. Jak wzburzony potok, rozlałby się po całej Europie Zachodniej. Tego doświadczenia rewolucji z zewnątrz Armia Czerwona nie zapomni. I jeżeli kiedykolwiek burżuazja europejska wyzwie nas do nowej walki, to Armia Czerwona potrafi ją pogromić, zaś rewolucję w Europie wesprzeć i rozprzestrzenić’.

Niezwykle zwięzły, ale charakterystyczny raport z 4 września 1920 r. wysłał do Moskwy Kliment Woroszyłow – komisarz polityczny I Sowieckiej Armii Konnej (późniejszy marszałek i minister obrony oraz przewodniczący Rady Najwyższej, czyli oficjalnie głowa państwa Związku Sowieckiego). Woroszyłow pobity pod Lwowem i Zamościem raportował swym zwierzchnikom na Kremlu przyczyny klęski Armii Czerwonej: Przeklęta, ciemna Polska wykazała szowinizm i tępą nienawiść do ruskich.

Agresja na Europę

5 maja 1920 r. Lew Trocki – drugi obok Lenina przywódca Rosji i naczelny komisarz Armii Czerwonej – na tajnym posiedzeniu rządu rosyjskiego na Kremlu nakreślił szczegółowo plan agresji Rosji na państwa Europy. Inwazję Armii Czerwonej nazywał rewolucją, która dąży ‘na spotkanie europejskiego proletariatu, który wie, że może ono nastąpić tylko nad trupem białogwardyjskiej Polski, w wolnej Robotniczo-Włościańskiej Polsce’.

Armia Czerwona skoncentrowała główne swe siły w dwóch rejonach: na północ od bagien Polesia oraz w rejonie Charkowa. Oba te fronty sowieckie miały się połączyć następnie już na terytorium Polski, a po jej zdobyciu maszerować dalej na Europę. Na głównym kierunku uderzenia były Niemcy i Francja. Komisarzem frontu południowego, który z rejonu Charkowa miał przejść przez Galicję, Lwów i dalej na Zachód, był Józef Stalin. To do niego osobiście Lenin wysłał z Moskwy pod Lwów zaszyfrowaną depeszę 23 lipca 1920 r. z rozkazem rządu Rosji:

‘Uważamy, że rewolucję należy natychmiast nasilić we Włoszech. (…) W tym celu należy zsowietyzować Węgry, a także Czechosłowację i Rumunię’.

W odpowiedzi z 24 lipca Stalin obiecywał Leninowi zdobycie Lwowa i pobicie Polaków najpóźniej w ciągu 7 dni. ‘Teraz, kiedy mamy Komintern, pokonaną Polskę i mniej czy bardziej przyzwoitą Armię Czerwoną (…) byłoby grzechem nie pobudzić rewolucji we Włoszech. (…) Należy postawić kwestię organizacji powstania we Włoszech i w takich jeszcze nieokrzepłych państwach, jak Węgry, Czechy (Rumunię przyjdzie rozbić). (…) Najkrócej mówiąc: trzeba podnieść kotwicę i puścić się w drogę, póki imperializm nie zdążył jako tako podreperować swojej rozwalającej się fury’.

Ta wymiana depesz pomiędzy Leninem a Stalinem pokazuje, że Rosja sowiecka poszerzyła pierwotne plany podboju Europy Zachodniej o Europę Południową.

4 lipca 1920 r. rozpoczęła się wielka ofensywa bolszewicka na całym Froncie Zachodnim – od granicy z Łotwą aż do błot poleskich. Strategiczne cele agresji sowieckiej nakreślił w swoim rozkazie marszałek Tuchaczewski: Żołnierze Armii Czerwonej! Nadszedł czas rozrachunku. Armia Czerwonego Sztandaru oraz armia drapieżnego Białego Orła stanęły naprzeciw siebie przed bojem na śmierć i życie. Przez trupa Białej Polski prowadzi droga ku ogólnoświatowej pożodze. Na naszych bagnetach przyniesiemy szczęście i pokój masom pracującym. Na Zachód!!! Wybiła godzina natarcia. Na Wilno, Mińsk i Warszawę! Naprzód marsz!.

Inne rozkazy obiecywały sołdatom milionowej Armii Czerwonej bogate łupy w zdobywanych miastach Polski i Europy. Obiecywano m.in. ‘sławną z bogactw Warszawę’(!) i zachęcano wprost do rabunków. W krytycznym momencie dla losów Polski i Europy cała ogromna odpowiedzialność dziejowa za obronę przed milionową nawałą Armii Czerwonej spadła na Józefa Piłsudskiego. Należy podkreślić, że Marszałek pełnił w tych dramatycznych zmaganiach jednocześnie cztery kluczowe stanowiska: jako Naczelnik Państwa był faktycznym prezydentem Rzeczypospolitej. Jako Wódz Naczelny dowodził całością Wojska Polskiego, podlegał mu szef Sztabu Generalnego oraz wszyscy inni generałowie i dowódcy. Piłsudski był zarazem przewodniczącym Rady Obrony Państwa, w skład której wchodzili premier rządu, marszałek Sejmu oraz inni politycy i wojskowi. I wreszcie Marszałek Józef Piłsudski osobiście objął dowodzenie tzw. grupą uderzeniową, która 15-16 sierpnia ruszyła do kontrofensywy na pewną już zdobycia Warszawy Armię Czerwoną. Były to ostatnie rezerwy, strategiczny odwód polski, dużo słabszy od rosyjskiego. Ale te ostatnie kilka polskich dywizji zostało skoncentrowanych w newralgicznym miejscu w widłach Wisły i Wieprza oraz w krytycznym momencie wielkiej bitwy. I dlatego Piłsudski dowodził nimi osobiście.

Waleczni na polu chwały

11 sierpnia 1920 r., kiedy toczyły się najbardziej zażarte i dramatyczne boje na przedpolach Warszawy, Lwowa, Płocka, kiedy czołowe oddziały bolszewików dochodziły już do linii Wisły, Marszałek Piłsudski jako Naczelnik Państwa, a zarazem przewodniczący Rady Obrony Państwa ustanowił Krzyż Walecznych. Był on nadawany zarówno żołnierzom, jak i oficerom i generałom za wyjątkowe bohaterstwo i waleczność na polu chwały.

Polem chwały były wtedy niemal wszystkie miejsca, gdzie żołnierze Wojska Polskiego toczyli bohaterskie bitwy i starcia z przeważającymi siłami wroga. To m.in. przedpola Warszawy wokół Wołomina, Radzymina, Zielonki, Kobyłki, Nasielska, to ‘zawsze wierny’ Lwów, Grodno, Płońsk, broniony bohatersko Płock – jedyne miejsce, gdzie Rosjanom udało się dotrzeć bezpośrednio do brzegu Wisły; Brody, Zamość, Zbaraż, Włocławek, a nawet Toruń. Tutaj Armia Czerwona dotarła w sierpniu 1920 r. najdalej na zachód, chcąc uchwycić most przez Wisłę. Z Torunia do granicy z Niemcami było już zaledwie kilkadziesiąt kilometrów, a do Berlina ok. 400 km i zupełna próżnia strategiczno-operacyjna, luka bez żadnej jednostki bojowej.

Na geopolitycznej mapie wielkich wydarzeń militarnych i wojen w dziejach świata zawsze jest jakiś punkt krytyczny. Dziejowe zmagania, wielkie wojny obronne i strategiczne ofensywy, nawet jeśli trwały wiele lat, nawet jeżeli uczestniczyły w nich milionowe armie – zawsze miały taki historyczny moment zwrotny. Tak właśnie było w sierpniu 1920 r., kiedy milionowa nawała Armii Czerwonej zdobyła już ponad połowę terytorium Rzeczypospolitej i pewna zwycięstwa nad Polakami szła pod złowieszczym bolszewickim hasłem: Naprzód na Zachód! Przez trupa Polski do serca Europy.

Victoria Polska miała swój punkt krytyczny między 14 a 17 sierpnia 1920 r. To wtedy nastąpił przełom, cud, zwrot operacyjno-strategiczny, to wtedy powstrzymany został walec sowieckiej ofensywy, a Wojsko Polskie przeszło do kontrataku. Trzy newralgiczne dni i trzy krytyczne bitwy zmieniły losy wojny, a w konsekwencji losy Polski, Europy, a także przegranej Rosji.

14 sierpnia 1920 r. w miejscowości Ossów, odległej od stolicy zaledwie o 20 km, na podejściach do Wołomina został stoczony bój, który przeszedł do legendy i tradycji historycznej jako pierwsza porażka Armii Czerwonej w bitwie o Warszawę. Bitwę pod Ossowem rozstrzygnęli żołnierze polskiej 8. Dywizji Piechoty oraz dwa polskie pociągi pancerne Mściciel i Paderewski, które wyjechały z bocznicy kolejowej w Wołominie i zaatakowały pewnych już zwycięstwa bolszewików. Krytycznym momentem bitwy było kontrnatarcie pod Ossowem prowadzone przez 1. Kompanię 236. Pułku Piechoty złożoną wyłącznie z żołnierzy ochotników, w tym głównie harcerzy. Na ich czele szedł bohaterski ksiądz kapelan Ignacy Skorupka. W ręku trzymał krzyż, ubrany był w sutannę, co miało wzmocnić morale żołnierzy, ale zarazem stanowiło łatwy cel dla wroga. Prowadzony przez księdza Skorupkę mały oddział powstrzymał w krytycznym momencie sowiecką 79. Brygadę Strzelców. To był przełom w walkach o stolicę Polski. Poległy bohaterską śmiercią ksiądz Skorupka stał się symbolem obrońcy Ojczyzny i poświęcenia życia w walce o jej wolność.

W nocnych walkach z 14 na 15 sierpnia 1920 r. w Zamostkach Wólczyńskich pod Radzyminem poległ inny bohater Bitwy Warszawskiej – porucznik Stefan Pogonowski, dowódca 1. Batalionu 28. Pułku Strzelców Kaniowskich. Stało się to zaledwie 16 km od Warszawy, którą bolszewicy planowali zająć następnego dnia. Generał Lucjan Żeligowski, jeden z najwybitniejszych polskich dowódców, tak opisywał znaczenie ataku pod Radzyminem w nocy z 14 na 15 sierpnia batalionu ciężkich karabinów maszynowych pod dowództwem Pogonowskiego:

‘15 sierpnia o godz. 1-szej w nocy, prowadząc swe dzielne kompanie do zwycięskiego ataku na pozycje nieprzyjacielskie, pod Radzyminem padł dowódca 1-go batalionu 28-go pułku piechoty śp. kpt. Pogonowski. (…) W chwili, kiedy nieprzyjaciel otworzył sobie wejście do stolicy, Pogonowski z batalionem odosobnionym, w miejscu najbardziej zbliżonym do tyłów nieprzyjaciela, uderzył nań w nocy pod Wólką Radzymińską, dzięki czemu nieprzyjaciel, który już doszedł do Kątów Węgierskich, czuł się zagrożony na swoich tyłach. (…) W samorzutnej inicjatywie śp. kpt. Pogonowskiego leży wielkość jego czynu. Był to moment zwrotny w historii tej wojny. Psychologia klęski, cofania się, ciągłych odwrotów została nareszcie przełamana. Odwróciła się karta historii. W tym przełomie psychologicznym jest wielka treść czynu i śmierci śp. kpt. Pogonowskiego’.

17 sierpnia 1920 r. w Zadwórzu na przedpolach Lwowa doszło do dramatycznej bitwy polskiego batalionu piechoty pod dowództwem kapitana Bolesława Zajączkowskiego z dwiema brygadami kawalerii sowieckiej. Była to czołowa grupa osławionej sowieckiej I Armii Konnej marszałka Siemiona Budionnego. Bitwa pod Zadwórzem przeszła do tradycji i chwały oręża polskiego i już w 1920 r. była nazywana Polskimi Termopilami.

Żołnierze polscy przez cały dzień stawiali bohaterski opór wielokrotnie silniejszej i liczniejszej Armii Czerwonej, opóźniając jej marsz na Lwów, co pozwoliło przygotować obronę miasta. W ten sposób pod Lwowem zatrzymana została nie tylko sowiecka I Armia Konna, ale cały sowiecki Front Południowo-Zachodni, którego dowódcą był marszałek Jegorow, a komisarzem politycznym sam Stalin. To z kolei spowodowało, że te ogromne siły bolszewickie nie były w stanie wspomóc sowieckiego Frontu Zachodniego marszałka Tuchaczewskiego w krytycznych dniach Bitwy Warszawskiej.

Bitwę pod Zadwórzem porównywano do greckich Termopil ze względu na bohaterstwo i liczbę Polaków, podobną do liczby 300 Spartan dowodzonych przez Leonidasa, którzy zginęli, wybierając śmierć w obronie Ojczyzny, a nie poddanie się barbarzyńskim najeźdźcom – Persom, ciągnącym na Grecję aż z Azji. Z 318 żołnierzy batalionu kapitana Zajączkowskiego zginęli na polu chwały wszyscy, łącznie z dowódcą. Jego ostatni rozkaz brzmiał: Chłopcy, do ostatniego ładunku!. Kiedy zabrakło amunicji, doszło do dramatycznej walki wręcz, podczas siódmej szarży rosyjskiej kawalerii kozackiej na Polaków. Kapitan Zajączkowski oraz kilku oficerów ostatnią kulą, jaka im pozostała, odebrali sobie życie.

Pozostali zginęli w walce. Do niewoli sowieckiej dostało się jedynie kilkudziesięciu rannych żołnierzy polskich. Wszyscy natychmiast zostali wymordowani przez bolszewików, mimo że byli bezbronnymi jeńcami wojennymi.

Józef Szaniawski /15.8.2010/

***

Zwycięski 15 sierpnia

Latem 1920 roku milionowa nawała Armii Czerwonej dokonała agresji na Rzeczpospolitą pod złowieszczym bolszewickim hasłem Lenina: Naprzód na Zachód! Przez trupa Polski do serca Europy. Celem tej agresji nie była ani Warszawa, ani Polska, ale właśnie cała Europa, która miała być zdobyta i w całości skomunizowana.

Takie były plany Lenina i innych władców Kremla. Plany te załamały się w krytycznych dniach 14-16 sierpnia 1920 r. na polach chwały pod Warszawą, Lwowem, Płockiem, Puławami, Ossowem, Wołominem i Radzyminem. Wielka Bitwa Warszawska zdecydowała o losach Polski i Europy.

Ta wojna omal nie wstrząsnęła losami całego cywilizowanego świata, a dzieło zwycięstwa naszego stworzyło podstawy dziejowe – wspominał później Marszałek Józef Piłsudski. Bitwa Warszawska – Cud nad Wisłą – toczyła się na ogromnej przestrzeni. Front liczył od 650 do 800 km długości. Rozciągał się od Zaleszczyk i Czortkowa, przez Lwów, Zamość, Dęblin, Warszawę, Płock, Włocławek, Toruń, Grudziądz. Obie strony miały świadomość, że Bitwa Warszawska zdecyduje o przyszłości Europy, Rosji i Polski.

Cele wojny zostały jasno nakreślone przez rząd Rosji sowieckiej. Ale i Polacy mieli poczucie, że ponownie stanowią przedmurze Europy, a już głęboką świadomość tego miał wódz naczelny Wojska Polskiego, od którego strategicznych wizji i rozkazów naprawdę zależały losy narodów i państw Europy.

90 lat temu w święto Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny, 15 sierpnia 1920 r., Wojsko Polskie ruszyło do uderzenia na Armię Czerwoną, już wtedy najpotężniejszą, najliczniejszą i nieludzką machinę wojenną. Jej dywizje pewne były pokonania Polaków, zdobycia Warszawy oraz dalszego marszu na Berlin, Paryż i inne stolice Europy, według strategicznych planów podboju i dyrektyw rządu Rosji sowieckiej.

Decydujące znaczenie Bitwy Warszawskiej dla losów Europy, a nawet całego świata zrozumieli najlepiej i najszybciej ci, którzy rozpętali wojnę i znali jej strategiczne cele: przegrani przywódcy Rosji sowieckiej. Włodzimierz Lenin tłumaczył, dlaczego przegrana Armii Czerwonej pod Warszawą była katastrofą: Niemcy ogarnęło wrzenie rewolucyjne, a angielski proletariat wzniósł się na zupełnie nowy poziom rewolucyjny. Wszystko tam było gotowe do wzięcia. Lecz Piłsudski i jego Polacy spowodowali gigantyczną, niesłychaną klęskę sprawy światowej rewolucji.

W sierpniu 1920 r. pod Warszawą i na całej linii Wisły starły się ze sobą nie tylko Wojsko Polskie i sowiecka Armia Czerwona. Było to zarazem starcie dwóch fundamentalnych idei – polskiego patriotyzmu oraz komunistycznego internacjonalizmu. Starcie cywilizacji zachodniej, europejskiej oraz rosyjsko-azjatyckiej. W Armii Czerwonej służyło tysiące byłych carskich generałów i oficerów, którzy jeszcze kilka lat wcześniej byli zaborcami Polski, jak np. Brusiłow i Szaposznikow, a teraz pod bolszewicko-komunistycznymi hasłami szli ponownie zdobywać Polskę.

Bitwa Warszawska 1920 r. ocaliła nie tylko odzyskaną niedawno polską niepodległość. Była to jedna z trzech najważniejszych bitew XX w. na świecie (Warszawa 1920, Midway 1942, Stalingrad 1943), a zarazem jedna z decydujących w całej historii ludzkości. Wojsko Polskie na czele ze zwycięskim wodzem Marszałkiem Piłsudskim zatrzymało i zwyciężyło milionową nawałę Armii Czerwonej i uratowało nie tylko Polskę, ale i całą Europę przed niewolą oraz wprowadzeniem zbrodniczego sowieckiego totalitaryzmu i systemu komunistycznego. Było to nawiązanie do najwspanialszych tradycji Rzeczypospolitej, kiedy to Polska nazywana była powszechnie w krajach Zachodu przedmurzem chrześcijaństwa albo przedmurzem Europy, co było wówczas równoznaczne. Tak jak przed wiekami, w 1920 r. na terytorium Rzeczpospolitej toczyła się w rzeczywistości bitwa o losy Europy.

Jan Paweł II wielokrotnie odwoływał się do polskiej wiktorii z 15 sierpnia 1920 r. Ojciec Święty przypominał m.in.: Już wtedy w 1920 roku wydawało się, że komuniści podbiją Polskę i pójdą dalej do Europy Zachodniej, że zawojują świat. W rzeczywistości wówczas do tego nie doszło. Cud nad Wisłą, zwycięstwo marszałka Piłsudskiego w bitwie z Armią Czerwoną, zatrzymało te sowieckie zakusy. Po zwycięstwie w II wojnie światowej nad faszyzmem komuniści z całym impetem szli znowu na podbój świata, a w każdym razie Europy. (…) Już jako papież usłyszałem to z ust jednego z wybitnych polityków europejskich. Powiedział: ‘Jeżeli komunizm sowiecki pójdzie na Zachód, my nie będziemy w stanie się obronić. Nie ma siły, która by nas zmobilizowała do takiej obrony’ (…). O wielkim Cudzie nad Wisłą przez całe lata trwała zmowa milczenia. Dlatego opatrzność Boża niejako nakłada dzisiaj obowiązek podtrzymywania pamięci tego wielkiego wydarzenia w dziejach naszego narodu i całej Europy, jakie miało miejsce po wschodniej stronie Warszawy.

Józef Szaniawski /15.8.2010/

***

Polacy znów przepędzili Moskali

Na oczach kilku tysięcy widzów niemal 300 członków grup rekonstrukcyjnych w mundurach z epoki starło się na łąkach pod Ossowem koło Wołomina. W 90. rocznicę Bitwy Warszawskiej odtworzyli jedną z jej ważniejszych batalii z 14 sierpnia 1920 r.

Rekonstrukcja była hołdem złożonym polskim patriotom, którzy oddali życie w obronie Ojczyzny przed bolszewikami. Upamiętnia także bohaterską śmierć ks. mjr. Ignacego Skorupki, kapelana 1. Batalionu 236. Pułku Piechoty Armii Ochotniczej, który grupował przede wszystkim studentów i gimnazjalistów.

Wzruszenie i entuzjazm towarzyszyły widzom przybyłym na kolejną już inscenizację Bitwy Warszawskiej, która rozpoczęła się w sobotę na łąkach pod Ossowem. W rekonstrukcji wzięło udział blisko 300 członków stowarzyszeń i organizacji zajmujących się odtwarzaniem walk z historii Polski. Grupy rekonstrukcyjne przybyły z regionów całego kraju, m.in. z Poznania i Krakowa. Kilka minut po godzinie 13.00 pierwsze wybuchy oznajmiły początek walk. Na łąkę wpadli czerwonoarmiści, siejąc popłoch w szeregach biało-czerwonych. Ci, którzy włożyli polskie mundury, nie ukrywali, że czuli się wyróżnieni. Tak jak członkowie Stowarzyszenia Rekonstrukcji Historycznych Wrzesień 39, którzy wcielając się w rolę sanitariuszy, zbierali z pola rannych.

– W wielu epizodach, w których braliśmy udział, tylko one były zwycięskie. Bitwy, niestety kończyły się przegraną strony polskiej. Natomiast tu był sukces. To był dla nas zaszczyt, że mogliśmy w takiej rekonstrukcji uczestniczyć – powiedział rotmistrz Dariusz Gładysz, członek Sekcji Polskiej Stowarzyszenia.

Członkowie grup rekonstrukcyjnych przyznali, że z niechęcią grali rolę bolszewików. – Przypadła nam taka rola – odtwarzamy rosyjską jazdę. Nie utożsamiamy się z czerwonoarmistami – przekonywał Paweł Kibil z Garbarki Letniej koło Kozienic ze Stowarzyszenia Miłośników Kawalerii, który do Warszawy dotarł zabytkowym pociągiem z Chabówki. – Gdyby Polacy ponieśli klęskę, bolszewicy mieliby otwartą drogę do Warszawy. Bohaterski zryw pod Ossowem uratował stolicę i całą Polskę przed bolszewicką nawałą. Zasługi w bitwie położyli harcerze – wspomina Paweł Kozik, komendant Hufca ZHP Wołomin, uczestnik rekonstrukcji.

Brawami powitano na zaimprowizowanym polu walki mężczyznę, który wcielił się w postać ks. mjr. Ignacego Skorupki. – Warszawskie dzieci, pokażcie Moskalom powrotną drogę – zagrzewał kapelan.

– Dzisiejsza inscenizacja jest przypomnieniem pięknego fragmentu naszej polskiej historii, jest hołdem złożonym bohaterskim obrońcom Warszawy z 1920 r. To żywa lekcja historii i patriotyzmu dla wielu osób, zwłaszcza ludzi młodych, którzy przyjeżdżają ją obejrzeć. Inscenizacja została przygotowana i zrealizowana przez amatorów pragnących w ten właśnie sposób przypomnieć wielkie czyny polskiego oręża, zwycięstwo, które uratowało Polskę i Zachód przed bolszewicką nawałą – mówi rotmistrz Andrzej Michalik, prezes Stowarzyszenia Miłośników Kawalerii 1. Pułku Ułanów Krechowieckich, które wraz ze Starostwem Powiatu Wołomińskiego zorganizowało tę imprezę. Sponsorami byli lokalni przedsiębiorcy oraz starostwo powiatowe.

Rekonstrukcje pod Ossowem odbywają się od sześciu lat. Miłośnicy kawalerii po raz pierwszy złożyli hołd polskim żołnierzom, którzy walczyli z bolszewikami, jeszcze za czasów PRL, w 1986 roku. Pozytywne reakcje ludzi przytłumił fakt ufundowania przez kancelarię obecnego prezydenta pomnika upamiętniającego bolszewickiego najeźdźcę.

– To oburzające, że na równi stawia się najeźdźcę i napadniętego. Obrońcy Warszawy stanowili najbardziej wartościową młodzież, ci sami ludzie brali potem udział w Powstaniu Warszawskim. Oni nie zapomnieli nigdy o Ojczyźnie wolnej i niepodległej – mówi Jerzy Lisiecki, porucznik 36. Pułku Piechoty Legii Akademickiej AK, powstaniec warszawski. – Na pewno nie chodzi tu o przekazanie prawdy historycznej młodemu pokoleniu, które nie będzie już chyba wiedziało, kto tak naprawdę był ofiarą tej napaści – komentowała pani Anna, mieszkanka Kobyłki, matka dwojga dzieci. – Przecież bolszewicy nie przybyli tu z misją pokojową i nie mieli sztandarów z krzyżem, ale z sierpem i młotem. Pomijam już to, jakich mordów dokonywali na polskiej ludności. I komuś takiemu stawia się dziś pomniki? – to oburzające – dodaje wyraźnie zdenerwowany Piotr Zdybiak z Ossowa.

Rekonstrukcję poprzedziły Mistrzostwa Polski Formacji Kawaleryjskich o Puchar Ministra Obrony Narodowej. Jeźdźcy konkurowali między sobą m.in. w zbieraniu pierścieni lancą i szablą, w ścinaniu łóz, strzelaniu z wiatrówki.

Bój z bolszewikami pod Ossowem koło Wołomina rozegrał się 14 sierpnia 1920 r. Był on częścią bitwy, w wyniku której Armia Czerwona została zmuszona do odwrotu. Bitwa, która przeszła do historii pod nazwą Cudu nad Wisłą, uratowała Polskę i kraje Europy Zachodniej przed ekspansją komunizmu, zyskując miano osiemnastej pod względem znaczenia bitwy w historii świata.

AA, Ossów /15.8.2010/

***

Zwycięstwo pociąga młodych

Rozmowa z Pawłem Kozikiem, komendantem Hufca ZHP Wołomin, który brał udział w rekonstrukcji Bitwy Warszawskiej

Co skłoniło pana do zaangażowania się w prace grupy rekonstrukcyjnej?

Przede wszystkim to, że jest to możliwość sięgnięcia do wartości wojskowych, narodowych i patriotycznych. Ale nie ukrywam, że także cała pirotechnika – na własnej skórze można przeżyć to wszystko, co przeżywali uczestnicy prawdziwych walk pod Ossowem w 1920 roku. To także okazja, by włożyć mundur, wcielić się w rolę ułana, a więc poczuć historię w sposób dosłowny. Myślę, że ludzie potrzebują takich inscenizacji jak ta. Wystarczyło popatrzeć, jak entuzjastycznie ją przyjęli. Poza tym wydarzenia z roku 1920 były do niedawna pomijane i przemilczane.

Dlatego postanowiliście je reaktywować?

Bitwa Warszawska przerwała nawałę bolszewicką na Europę Zachodnią. Myślę, że to właśnie fenomen tego zwycięstwa pociąga młodych ludzi. Harcerze włączają się do inscenizacji bitwy, ponieważ przed 90 laty brali w niej udział właśnie nasi koledzy z harcerstwa, którzy wyruszyli tu, do Ossowa, by bronić Ojczyznę przed atakiem wroga. Z grupą rekonstrukcyjną współpracujemy od trzech lat. A mówiąc ściślej – ze Stowarzyszeniem Miłośników Kawalerii 1. Pułku Ułanów Krechowieckich, organizatorem inscenizacji, którego członkowie wcielili się w rolę polskich ułanów. Jeździmy w różne miejsca Polski, gramy różne role – w zależności od sytuacji. Jeszcze trzy lata temu było dość trudno zebrać grupę trzydziestoosobową, teraz nie ma z tym problemu. Zainteresowanie ruchem rekonstrukcyjnym rośnie wśród ludzi młodych, tych, którzy interesują się historią.

Ile trwały przygotowania do rocznicowej inscenizacji?

Przygotowania organizacyjne trwały rok. Logistyczne – dwa tygodnie. Trzeba było przygotować miasteczko dla 300 uczestników oraz dla około 100 harcerzy. Same próby na ossowskich łąkach zajęły nam prawie dwa miesiące.

Jak ocenia pan fakt, że z inicjatywy prezydenta Bronisława Komorowskiego wybudowano w Ossowie pomnik ku czci bolszewickiego najeźdźcy?

Być może próba ocieplenia stosunków polsko-rosyjskich, próba budowy dobrych relacji jest na miejscu. Ale nie uważam, że powinno to być robione akurat 15 sierpnia.

***

Order Orła Białego dla ks. Skorupki

Ksiądz Ignacy Skorupka, kapelan 1. Batalionu 236. Pułku Piechoty Armii Ochotniczej, został pośmiertnie odznaczony Orderem Orła Białego

Uroczystość odbyła się w sobotę w Ossowie przy kaplicy na cmentarzu Poległych po Mszy św. odprawionej z okazji 90. rocznicy Cudu nad Wisłą w intencji bohaterów wojny polsko-bolszewickiej.

Order wręczył prezydent Bronisław Komorowski, a odebrała go wnuczka brata księdza – Anna Maria Rogaska, wraz z dwoma synami. Ksiądz Skorupka zginął śmiercią bohaterską 14 sierpnia 1920 r. pod Ossowem podczas ataku Polaków na wojska nieprzyjacielskie, z krzyżem w ręku stojąc na czele tych oddziałów. Na zewnątrz kaplicy odsłonięto także tablicę poświęconą kapłanowi.

Eucharystię celebrowali Prymas Polski ks. abp Józef Kowalczyk, ks. kard. Józef Glemp i ks. abp Henryk Hoser. W homilii ksiądz Prymas przywołał słowa Jana Pawła II dotyczące wydarzeń z sierpnia 1920 r.: Było to wielkie zwycięstwo wojsk polskich, tak wielkie, że nie dało się go wytłumaczyć w sposób czysto naturalny, i dlatego zostało nazwane Cudem nad Wisłą.

Jak dodał, również ks. kard Stefan Wyszyński w zapiskach z 14 sierpnia 1970 r. zanotował, że Polska zawsze broniła interesów Europy i Kościoła, a wychodziła z tych walk ‘w łachmanach’. ‘Matko, Twój lichy niewolnik mówi Ci, że Tobie to zawdzięczamy’ – cytował za zapiskami Prymasa Tysiąclecia ks. abp Kowalczyk.

Na fakt, że atak bolszewików stanowił dla Polski śmiertelne niebezpieczeństwo, a musiała ona stawić czoła wrogowi w osamotnieniu, zwrócił uwagę ks. abp Henryk Hoser. Jak podkreślił, w tym czasie w pozostawionej samej sobie Polsce silnie zabrzmiał głos Kościoła katolickiego – biskupi wystosowali trzy listy, m.in. do Ojca Świętego Benedykta XV, a na Jasnej Górze poświęcili Polskę Najświętszemu Sercu Pana Jezusa i ponownie obrali Matkę Bożą na Królową Polski.

We Mszy św. uczestniczyli także m.in.: szef BBN gen. Stanisław Koziej, były marszałek Sejmu Marek Jurek, p.o. prezes IPN Franciszek Gryciuk, parlamentarzyści oraz władze samorządowe. W sobotni wieczór w Ossowie odbył się uroczysty Apel Poległych przy krzyżu upamiętniającym bohaterską śmierć ks. Skorupki.

Natomiast w sobotę przed południem odprawiona została przy kaplicy na Cmentarzu Poległych Msza Święta w intencji żołnierzy. Przewodniczył jej ks. prałat Jan Andrzejewski, dziekan dekanatu kobyłkowskiego. Po wspólnej modlitwie wręczono dyplomy i medale ks. Ignacego Skorupki m.in. posłowi Antoniemu Macierewiczowi i Hannie Wujkowskiej. Pośmiertnie uhonorowano ofiary katastrofy pod Smoleńskiem: prezydenta Lecha Kaczyńskiego, prezydenta Ryszarda Kaczorowskiego, marszałka Sejmu Macieja Płażyńskiego i ks. bp. gen. dyw. Tadeusza Płoskiego, ordynariusza Polowego Wojska Polskiego.

PT, Ossów /15.8.2010/

***

W mojej szkole nie mówiło się o stryju

Rozmowa z Anna Rogaską, wnuczką brata ks. Ignacego Skorupki

Informacja o przyznaniu Orderu Orła Białego ks. Ignacemu Skorupce była zaskoczeniem?

Przyjęliśmy to z wielką radością i wzruszeniem. Jesteśmy także wdzięczni osobom, które starały się, aby ten order został przyznany. Najpierw o fakcie przyznania go poinformowano moją mamę, ale mama nie mogła być obecna na uroczystości, dlatego informację tę przekazała mnie, a ja moim synom.

W jaki sposób czczona jest pamięć ks. Skorupki w rodzinie?

Na Powązkach jest grób ks. Ignacego Skorupki, który odwiedzamy. Od dziecka mama informowała mnie o tych wydarzeniach związanych z księdzem. Jako mała dziewczynka pamiętam, że chodziliśmy na grób stryja. Dla mamy to stryj, i ta nazwa się utrwaliła. Wówczas m.in. mama opowiadała mi, jak to wszystko przebiegało. Kiedy byłam w szkole, było to dla mnie dziwne, że nie mówi się na ten temat, natomiast dla nas było rzeczą bardzo ważną, że kiedy przychodziliśmy na grób w święta, np. w rocznicę śmierci, to paliło się mnóstwo lampek, było mnóstwo ludzi, którzy o tym pamiętali. Potem można już było mówić o tamtych czasach. Także mój dziadek działał w harcerstwie w czasie wojny, więc te tradycje patriotyczne pielęgnowaliśmy.

Zachowały się w rodzinie jakieś pamiątki po ks. Skorupce?

W rodzinie niestety nie. Jest kilka w Muzeum Wojska Polskiego, m.in. stuła, czapka, modlitewnik. Nie mamy też zdjęć, dlatego że w momencie, kiedy Niemcy wkroczyli do Warszawy, dom, w którym moja mama i brat księdza, czyli mój dziadek, mieszkali, spalił się wraz z tymi pamiątkami. Może gdzieś są jakieś rzeczy, ale nic nam nie wiadomo. Wiemy, że zginął z krzyżem w ręku, idąc na czele polskich żołnierzy. Taką pamięć o księdzu w rodzinie pielęgnujemy.

***

To miała być mogiła, a nie monument dla najeźdźcy

Nie doszło w Ossowie do odsłonięcia pomnika poświęconego upamiętnieniu żołnierzy bolszewickich, którzy zginęli w Bitwie Warszawskiej 1920 r. Nie pozwolił na to protest grupy osób z okolicznych miejscowości i innych rejonów Polski, które nie chcą pozwolić, by w ten sposób uhonorowano żołnierzy najeźdźczej armii.

O odwołaniu uroczystości zdecydował sekretarz generalny Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa Andrzej Kunert, który miał dokonać odsłonięcia pomnika wspólnie z przedstawicielami ambasady Rosji. Powiedział, że obawia się, iż nie przebiegnie ona z zachowaniem należytej powagi.

Protestujący przybyli pod pomnik z transparentami. Na jednym z nich widniał napis: Pomnik hańba. Jeden z protestujących, Waldemar Bonkowski, powiedział nam, że ten pomnik to pogarda dla Narodu Polskiego i Polski, dla ludzi, którzy tu zginęli, a bronili nie tylko Polski, ale i całej Europy. – Komorowski nie wyraża zgody na postawienie pomnika dwóm prezydentom, którzy zginęli w katastrofie, a w dniu Wojska Polskiego przygotowano taką prowokację i odsłania się pomnik bolszewickiej armii, która chciała nas unicestwić – mówi.

Na tablicy z napisem w języku polskim i rosyjskim nieznana osoba wydrapała prawdopodobnie czerwonym kamieniem trzy sowieckie gwiazdy. Ludzie stojący wokół pytali, czyje to święto, mówili, że nie powinniśmy stawiać w Polsce takich pomników, bo to jest uhonorowanie bolszewików, którzy nie szli z krzyżem, tylko z czerwoną gwiazdą, i nieśli nam zniewolenie. Pytali, czy można być pewnym, że ci, którzy tam spoczywają, nie zabili np. ks. Skorupki. Podkreślali, że była zgoda co do utworzenia cmentarza i mogiły, ale nie pomnika. Zgromadzeni domagali się usunięcia przede wszystkim bagnetów z pomnika. Monument kosztował 50 tys. zł, więc pytano również, dlaczego tych pieniędzy nie przeznaczono na odnowienie czy budowę mogił polskich żołnierzy.

Andrzej Kunert powiedział, że chodziło o upamiętnienie 22 szeregowych żołnierzy. Przypomniał, że byli oni takimi samymi najeźdźcami jak żołnierze Wehrmachtu. Przedstawiciele ambasady rosyjskiej, którzy przybyli na miejsce, uznali, że nie ma odpowiedniej atmosfery, aby dzisiaj dokonać odsłonięcia pomnika. – Okazało się, że nie można doprowadzić do godnego odsłonięcia mogiły wspólnie z przedstawicielami ambasady rosyjskiej – powiedział Kunert do dziennikarzy. Przyznał, że są błędy na tablicy i zostaną one usunięte. – To nie jest pomnik, tylko upamiętnienie miejsca pochówku – zaznaczył.

***

Bolszewicki pomnik to dla nas policzek

Zastanawiam się, czy w drodze pojednania Rosjanie nie powinni wystawić Polakom pomnika na Kremlu

Rozmowa z Kazimierzem Zychem, przewodniczącym Komitetu Uhonorowania ks. Ignacego Skorupki Orderem Orła Białego

Polscy bohaterowie Cudu nad Wisłą w 1920 r. nie zostali dotąd właściwie uhonorowani, projekt pomnika ofiar spod Smoleńska dopiero zaczął być uzgadniany, a pomnik żołnierzy Armii Sowieckiej, która dokonywała rzezi na polskiej ludności, już jest…

Rzeczywiście, i to napawa słusznym oburzeniem: obecnie jest tylko cmentarz polskich żołnierzy ze starymi betonowymi krzyżami, zmurszałymi od starości – to krzyże postawione jeszcze przed wojną. Jest też oczywiście pomnik ks. Skorupki. Natomiast monument postawiony dzięki wsparciu kancelarii obecnego pana prezydenta to blok blisko 3-metrowy, wykonany z drogiego szwedzkiego granitu. Jego plastyczną formę stanowią 22 bagnety – odbieram to w taki sposób, jakby to żołnierze polscy nadziali bolszewików na te bagnety. Moim zdaniem, zamysł postawienia tego pomnika w Ossowie nie jest przypadkowy – to próba przekłamania historii ze strony obecnych władz. Świadczy o tym również i to, że w pomnik został wpisany symbol prawosławnego krzyża. To kolejna próba zmiany historii – przecież bolszewicy, napadając na Polskę w 1920 r., nie wkraczali z symbolem krzyża w ręku, nie mieli go na klapach munduru. Przyświecały im za to: czerwona gwiazda, sierp i młot. W dodatku napis na pomniku głosi, że bolszewicy przybyli, by walczyć o Ossów. Pomijam nawet to, że wprowadzono tu błąd w pisowni miejscowości i napisano Ołssów. Jako komitet zamierzamy wystąpić do Kancelarii Prezydenta, by obok pomnika wmurować tablicę ze stosownym sprostowaniem, a mianowicie, że najeźdźcy bolszewiccy napadli na Polskę w 1920 r. pod emblematami sierpa i młota, a nie krzyża.

Mieszkańcy gminy Wołomin nie kryją, że są sprawą zbulwersowani. W końcu pomniki wystawia się ludziom za coś, za bohaterstwo, zasługi. A bolszewicy mordowali i grabili.

Wcale się temu oburzeniu nie dziwię. Ich przodkowie doświadczyli bowiem okrucieństwa ze strony bolszewików. Nic dziwnego, że ludzie są oburzeni takimi poczynaniami władzy. W końcu celem napaści w 1920 r. było mordowanie polskiej ludności. Chodziło o to, by zdobyć i zniszczyć Warszawę. Tak samo jak podczas Insurekcji Kościuszkowskiej, kiedy dokonano rzezi Pragi.

Może chodzi o to, by przypodobać się Rosjanom – nawet za cenę ordynarnych manipulacji historią. O ‘ocieplaniu’ relacji z Rosją mówi prezydent Komorowski – wspomniał o tym nawet na placu Piłsudskiego; fraza: ‘Cud nad Wisłą’, nawet nie padła.

Sądzę, że chodzi o to, by Rosjanie mieli w Polsce swój własny pseudo-Katyń. Po to, by mogli przyjeżdżać do Polski w ramach uczczenia swoich ‘bohaterów’. Tyle że nasi oficerowie zostali pojmani, zabici strzałem w tył głowy, w zdradziecki sposób, nie w walce. I nie byli najeźdźcami, ale jeńcami wojennymi. Wszystko to dzieje się kosztem przeinaczania polskiej historii – obawiam się, że może dojść do tego, że niedługo to Polacy będą wskazywani jako ci ‘źli’ w wojnie polsko-bolszewickiej. Wszystko to wpisuje się w nurt uprawianego przez rządzących oraz przychylne im media pojednania z państwem rosyjskim. A co do kwestii pomijania sformułowania „Cud nad Wisłą”, należy zauważyć, że to również współgra z polityką obecnej władzy, z planem walki z Kościołem i religią. Bo po co uczyć dziś młodzież takich wartości, jak Bóg, Honor, Ojczyzna? Lepiej mówić tylko o przeszłych dokonaniach polskich żołnierzy. Bez takich określeń jak ‘cud’… Zastanawiam się też, czy w drodze pojednania Rosjanie wystawią Polakom pomnik na Kremlu, z czasów kiedy Moskwa została podbita przez Polaków? Pojednanie jest możliwe jedynie wtedy, kiedy obie strony w podobnym stopniu tego pragną. Poza tym zdaje się, że nasza polska elita, która zginęła w katastrofie pod Smoleńskiem, jeszcze pomnika nie ma. To też trzeba podkreślić.

***

Coś tu nie gra

Rozmowa z Eugeniuszem Tyrajskim, wiceprezesem Stowarzyszenia Środowiska Żołnierzy Armii Krajowej Pułku Baszta, wiceprzewodniczącym Rady Fundacji Warszawa walczy 1939-1945

Co pan sądzi o planach odsłonięcia w Ossowie pomnika upamiętniającego żołnierzy bolszewickich, którzy polegli 14 sierpnia 1920 r. w walce z oddziałami polskimi?

Usłyszałem o tym zamiarze w piątek w telewizji. Powiem szczerze, że mam w związku z tym mieszane uczucia. Rozumiem, że my – Polacy, również chcemy mieć swoje upamiętnienia w innych krajach. Jednakże, z drugiej strony, wiedząc o tym, czym był najazd bolszewicki i jakie niebezpieczeństwo Polsce groziło, mimo wszystko nie mogę przełamać…

…swoich wątpliwości?

Tak. Rozumiem doskonale, że ludzie chcą uczcić pamięć swoich żołnierzy, którzy zginęli gdzie indziej. Polacy również mają taką potrzebę, ale coś tutaj – jak to się mówi – nie gra.

Zwłaszcza termin odsłonięcia cmentarza – 15 sierpnia?

Właśnie. Chodzi o skojarzenie z uroczystościami 90-lecia zwycięskiej Bitwy Warszawskiej i Święta Wojska Polskiego.

Pomnik na cmentarzu jest wykonany ze szwedzkiego granitu, podczas gdy polscy żołnierze w Ossowie mają skromne betonowe krzyże…

W ogóle cała sprawa zdecydowanie mnie zaskoczyła, gdy o tym usłyszałem. Doskonale rozumiem, że każdy chce uczcić swoich rodaków nawet gdzieś za granicą. Podobnie jak i my. Przecież znam nasze cmentarze, byłem na Monte Cassino, w Loreto. Nawet w Niemczech są polskie groby. Dlatego z tego punktu widzenia byłbym nawet skłonny na to się godzić, ale chodzi o sposób załatwienia tej sprawy, czyli okoliczności związane z uroczystym odsłonięciem w dniu 15 sierpnia, z całą okazałością. Znam polski cmentarz w Ossowie – byłem tam kiedyś. Więc na pewno odsłonięcie takiego upamiętnienia żołnierzy bolszewickich budzi pewne zażenowanie. Podkreślam, że nie mam nic przeciwko pośmiertnemu uhonorowaniu walczących przeciwko nam, ale o jego sposób.

***

Niełatwo jest zdobyć sprzęt z I wojny światowej

Rozmowa z Grzegorzem Rutkiewiczem, prezesem Stowarzyszenia Grupa Rekonstrukcji Historycznej 3. Bastion Grolman z Poznania

Grupa Rekonstrukcji Historycznej 3. Bastion Grolman działa już od kilku lat…

Zasadniczo w 2005 r. rozpoczęliśmy działalność. Wszystko zaczęło się od wyjazdu kilkunastu osób nad Bzurę, gdzie natknęliśmy się na rekonstrukcję bitwy z 1939 roku. Bardzo nam się to spodobało. Znalazło się wśród nas także kilka osób zainteresowanych historią. Poza tym trochę interesowaliśmy się fortyfikacjami. Postanowiliśmy zatem w pewnym momencie założyć grupę rekonstrukcyjną. Po jakimś czasie zdecydowaliśmy o rejestracji naszego stowarzyszenia, z wpisem do Krajowego Rejestru Sądowego, ponieważ umożliwiło nam to współpracę z władzami miasta oraz organizacjami pozarządowymi.

Jak jest specyfika waszej grupy historycznej?

Zajmujemy się I i II wojną światową, chociaż obecnie tą ostatnią w mniejszym stopniu. Tak naprawdę chodzi głównie o Powstanie Wielkopolskie oraz wczesny okres międzywojenny. Skupiamy się więc przede wszystkim na latach 1918-1920.

W jakich jeszcze rekonstrukcjach, poza Bitwą Warszawską, bierzecie udział?

Były już dziesiątki różnych rekonstrukcji. Jest to naprawdę ogrom pracy, bo jest ich wiele. Sami więc wybieramy miejsca, na które chcemy pojechać. Ostatnio mieliśmy dużo okrągłych rocznic, m.in. w 2008 r. wybuchu Powstania Wielkopolskiego – też dziewięćdziesiątą. Generalnie jeździmy po całej Polsce, od Przemyśla do Gdańska. Projektów jest mnóstwo. W zeszłym roku zrobiliśmy ich na przykład około 60.

Skąd bierzecie sprzęt na potrzeby rekonstrukcji?

Zacznę może od mundurów. Jesteśmy o tyle w dobrej sytuacji, że trzon grupy pochodzi z Poznania. Mieszczą się tam dwie największe w Polsce firmy, które szyją mundury historyczne. Współpracujemy z nimi, głównie dokonując zakupu. Jako stowarzyszenie narzucamy bowiem pewne minimum mundurowe dla osób, które chcą do nas przystąpić. Każdy musi posiadać swój mundur i wyposażenie. Oczywiście pomagamy takiej osobie, informując, gdzie można się w nie zaopatrzyć. Natomiast jeśli chodzi o zdobycie wyposażenia, pomocą są tu jarmarki, aukcje internetowe, kolekcje rodzinne. Ze sprzętem z I wojny światowej faktycznie jest problem, ponieważ jest bardzo drogi i trzeba długo szukać, żeby coś porządnego znaleźć.

***

Czy oddałbyś dziś życie za Ojczyznę?

Trzy dni w pociągu, w sobotę o godz. 7 rano na cmentarzu w Radzyminie, kilka godzin później młodzi ochotnicy wyruszają na front

Werbunek ochotników, uroczysta przysięga, błogosławieństwo idących na front pod Ossowem oraz wymarsz na stację kolejową – to część inscenizacji, jaką zorganizowały na Krakowskim Przedmieściu historyczne grupy rekonstrukcyjne. Ich członkowie odbywali niejednokrotnie kilkudniowe podróże do Warszawy, by między innymi w ten sposób oddać hołd poległym w Bitwie Warszawskiej. Część młodych uczestników rekonstrukcji wskazuje, że to jest najlepsza odpowiedź na pytanie: czy oddałbyś dziś życie za Ojczyznę?

Przed bramą Uniwersytetu Warszawskiego mieszkańcy Warszawy obserwowali odtworzone przez członków grup rekonstrukcji historycznej punkty werbunkowe dla ochotników pragnących wstąpić w szeregi armii polskiej idącej w sierpniu 1920 roku do walki z czerwonoarmistami. Rekruci otrzymywali odpowiednie umundurowanie, by później złożyć uroczystą przysięgę na sztandar Legii Akademickiej. Szczególne wrażenie robił zaciąg do wojska młodych skautów, wbrew woli zrozpaczonych rodziców. A takie zdarzenia faktycznie nie były rzadkością 90 lat temu. – Mój dziadek Klaudiusz Jastrzębski uciekł z domu, by zaciągnąć się do wojska w 1920 r. – opowiada Jan Jastrzębski z Grupy Historycznej Zgrupowanie Radosław.

Część młodych rekonstruktorów, pytanych, czy dziś oddaliby życie za Ojczyznę, przyznaje po chwili wahania, że trudno składać takie deklaracje. Ich zdaniem, to czyny, a nie słowa mają w tej kwestii decydujące znaczenie. – Mam nadzieję, że wystarczyłoby mi odwagi wstąpić naprawdę do wojska. Ale od oddania życia wolałbym sprawić, aby to przeciwnik oddał swoje życie za swoją ojczyznę – odpowiada Marcin Gromek z Towarzystwa Historycznego Rok 1920. Inni wskazują na duże znaczenie, jakie dla mobilizacji społeczeństwa w obronie kraju miały okoliczności i powszechna atmosfera w 1920 roku. – Stanąłem wczoraj w szeregu i gdy przyjechał pociąg z ochotnikami, wtedy czułem potrzebę walki dla Ojczyzny. Myślę, że gdybym żył w tamtych latach, to też bym poszedł – mówi Jastrzębski.

Z kolei Tomasz Karasiński z Grupy Historycznej Zgrupowanie Radosław, zaznacza, że o woli poświęcenia życia dla Ojczyzny świadczy sam fakt zaangażowania się młodych ludzi w rekonstrukcje. – Powiem w ten sposób, część z nas jechała trzy dni pociągiem przez całą Polskę. Dziś rano o godz. 7.00 byliśmy na cmentarzu poległych w Radzyminie. Chyba świadczy to o tym, dlaczego tu jesteśmy i co robimy – mówi Karasiński. Dodaje, że dla niego i jego kolegów ‘honorem jest wystąpić dziś w tych mundurach przed warszawiakami’.

Z pewną rezerwą do deklaracji młodych kolegów podchodzi pięćdziesięcioletni Sławomir Samojłowicz z Towarzystwa Historycznego Rok 1920. Sam przyznaje, że gdyby zaszła taka potrzeba, oddałby życie dla Ojczyzny bez wahania. – Myślę, że tak – należę jeszcze do takiego pokolenia. Wychowałem się na wspomnieniach dziadków z II wojny światowej, pamiętam o tym, co się wtedy działo. Sporo o tym czytałem i słyszałem od rodziców. Myślę, że moje pokolenie byłoby jeszcze do tego zdolne – uważa Samojłowicz. – Ale czy następne? – pyta retorycznie.

JD /15.8.2010/

Kategoria Polska

Comments

Notice: ob_end_flush(): failed to send buffer of zlib output compression (0) in /home/czarkod/public_html/zp/wordpress/wp-includes/functions.php on line 4615