Adamek pokonał olbrzyma!
Nasz najlepszy bokser Tomasz Adamek znów wygrał!
Twardziel z Gilowic tym razem był wyraźnie lepszy od olbrzyma z USA, ponad 2-metrowego Michaela Granta. Sędziowie wypunktowali zdecydowaną wygraną Polaka, choć walka była trudna.
Trwała pełnych 12 rund. Adamek był lepszy chyba we wszystkich z nich, może poza jedną, dziewiątą. Także bardzo wysoka punktacja sędziów dla Polaka nie może dziwić /jednogłośne zwycięstwo; R. Grasso 117:111, E. Grant 118:110, J. Poturaj 118:111/.
Walkę oglądałem w telewizorze, niestety, z celowo wyłączonym głosem. Nie mam broń Boże nic do Jerzego Kuleja. Jego komentarz zawsze wiele wnosi. Chodzi o tego drugiego krzykliwego człowieka, którego głosu, stylu i słów po prostu nie lubię. Po walce, kończąc relację, powiedział nawet, że komentował ją sam Adamek!… A o sobie zapomniał!… Może słusznie pomyślał, że jak byle jaki komentarz, to i nazwiskiem lepiej się nie chwalić…
Cezary Dąbrowski /23.8.2010/
Oto, co na swojej stronie napisał po walce sam Tomasz Adamek:
Wielka wojna z wielkim Grantem
Wygrałem z Grantem, który poza świetnym przygotowaniem zaprezentował też umiejętność faulowania i destrukcji moich ataków. Mam trochę pretensji do sędziego, który pozwalał Grantowi na ściąganie i zapasy na ringu. To bardzo mi przeszkadzało przy skracaniu dystansu, a tym samym Grant nie pozwalał mi na czyste zadawanie serii ciosów w korpus.
Jak byłem blisko niego, to kładł te swoje długie ręce na mojej głowie i cisnął ku podłodze ringu. Pokazał również, że w momentach zagrożenia potrafi ratować się klinczem. Poczułem też jego łokcie na mojej głowie a rozcięcia skóry na twarzy i krwawienie przeszkadzały mi w koncentracji.
Czułem też jego ciosy z prawej ręki, które do mnie doszły szczególnie w 6 rundzie. Silny, skoncentrowany Michael Grant robił wszystko, aby mnie znokautować. Nie dał rady tak, jak ja nie do końca mogłem pokazać swój boks.
Zawsze jednak jest tak, że przeciwnik robi wszystko, aby znając mój styl, zniwelować moje mocne strony. Wygrałem i to dziś się tylko liczy. Na spokojnie muszę zobaczyć tę walkę w telewizji, aby wyciągnąć wnioski na przyszłość.
To była walka z bardzo silnym, wysokim i bardzo dobrze przygotowanym kondycyjnie pięściarzem. Dziś już wiem, czego mogę się spodziewać w walce z wysokimi pięściarzami. Warunki fizyczne Granta, jego siła i sposób walki ze mną miały wielkie znaczenie dla końcowego wyniku.
Sporo fanów boksu będzie miało niedosyt, że nie położyłem Granta na deskach. Trzeba jednak pamiętać, że i on czuł się rozczarowany, bo nie znokautował mnie, co zapowiadał. Jednym słowem zdobyłem kolejne doświadczenia w walce z wielkimi i silnymi pięściarzami.
Nie popadam w euforię, ale wynik poszedł w świat. Walka nie była na pewno nudna i obfitowała w dramatyczne momenty. Taki powinien być boks, kiedy ranga walki jest wysoka.
Teraz czas na wnioski z walki i odpoczynek. Później przyjdzie czas na dalsze plany. Chcę w tym miejscu podziękować fanom boksu za to, że dopingowali mnie w trakcie walki. Przed telewizorami w Polsce a także w innych krajach, kolejne tysiące sympatyków boksu oglądały moją walkę na żywo. Pozdrawiam wszystkich i dziękuję za doping.
Tomasz Adamek /22.8.2010/
***
To kolejny wpis Tomasza Adamka z jego blogu:
Po bitwie z Grantem
Walka z Michaelem Grantem przeszła do historii. Statystycy zajęli się zapisem walki, a media prezentowały różne opinie na temat przebiegu walki. Oceny fachowców prezentowane w mediach były różne, od pozytywnych po negatywne. Fani boksu wypowiadając się w internecie w pierwszej chwili przyjęli z radością moją wygraną, ale odczuwali zarazem niedosyt. Nie było nokdaunów i stąd wniosek, że nie nadaję się jeszcze na braci Kliczków.
Tak to jest zawsze, apetyt rośnie w miarę jedzenia. Ledwo skończyłem czwartą walkę w wadze ciężkiej, a oczekiwania kibiców wyprzedzają moje i trenera plany na przyszłość. Zbieram dopiero przecież doświadczenia w nowej dla mnie wadze ciężkiej, jestem małym ciężkim, a więc muszę znaleźć złoty środek, by pokonać dużych ciężkich. Jestem jeszcze na początku drogi do tytułu, ale mam z trenerem plan dochodzenia do doskonałości. Trener powiedział mi, że posiadam cenną cechę, która pozwala mi na przystosowanie się z taktyką w ringu do każdego kolejnego oponenta. Za każdym razem, jak aktor, przygotowuję się do kolejnej walki według scenariusza napisanego wspólnie ze szkoleniowcem.
Na wielkiego Granta też przygotowaliśmy taktykę. Zrealizowałem to, czego trener ode mnie oczekiwał. W trakcie trudnej walki tylko kilka razy dałem się trafić. Co dziwne, jak prześledziłem opinie w Internecie, to stwierdziłem, że wiele osób zmieniło swoje pierwotne oceny. Było to wynikiem obejrzenia powtórek w telewizji i odbioru walki bez emocji, jakie im towarzyszyły przy odbiorze walki na żywo.
Cieszę się, bo ci, którzy nie do końca byli zadowoleni z mojej walki, przyznali, że wygrałem zasłużenie. Bez emocji stwierdzili, że sprawa walki z Kliczką, czy Hayem, to przyszły rok, a do tego czasu wiele może się wydarzyć. Nigdy bowiem nie zapowiadałem, że po wygranej walce z Grantem czas na Kliczkę.
Trener Roger Bloodworth wielokrotnie twierdził, że muszę jeszcze kilka walk stoczyć, by nabrać doświadczenia. Niestety, stwierdzam z przykrością, że wielu fanów sugeruje mi zmianę trenera w sytuacji, gdy wygrałem walkę dzięki jego strategii i spokojnego prowadzenia mnie w ringu. Trener Roger Bloodworth jest dla mnie autorytetem z racji pracy, jaką wykonał przy poprawie mojej dziurawej obrony. W wadze ciężkiej, najbardziej ryzykownym elementem jest przyjmowanie ciosów na tzw. blok. Ten element obrony musiałem zastąpić innymi elementami, jak zmiana pozycji, odskoki na dystans czy balans ciałem.
Podczas przygotowań do walki z Arreolą w Houston, trener Ronnie Shields dostał od trenera prowadzącego Rogera Bloodwortha rozpisane zadania treningowe w tym zakresie. Ronnie wywiązał się z tego znakomicie, co było widać w walce z Arreolą. Przed walką z Grantem musieliśmy lekko zmodyfikować, a raczej wzbogacić obronę o kolejne elementy. Doszły bowiem utrudnienia w postaci zasięgu rąk, wzrostu, wagi i siły ciosu Granta.
Michael Grant to nie jest wypalony weteran ringu, zebrał bardzo pochlebne recenzje za swoją postawę. Cenię w nim, oprócz klasy sportowej, zdolność do bezpośredniej i obiektywnej oceny walki. Szukał mnie w ringu, polował na jeden cios, a ja tak, jak obiecywałem zmieniałem szybko pozycję, by mnie nie upolował. Dziwne jest, że porysował mi twarz, a silne ciosy, których kilka przyjąłem nie zrobiły mi żadnej krzywdy. Tym razem cutman Danny Milano, któremu od dawna płaciłem za nic, miał trochę pracy przy opatrywaniu skaleczeń.
Co dalej? Spokojne spojrzenie w przyszłość. Nikomu niczego nie muszę udowadniać. Mam wytyczony cel na przyszłość, pas mistrza świata w trzeciej kategorii wagowej i tego się trzymam. Kiedy i gdzie go zdobędę, to sprawa wtórna. Na spokojnie muszę wraz z całym zespołem współpracowników przedyskutować, jak dalej ma przebiegać moja kariera.
Teraz należy mi się wypoczynek. Znając jednak moją naturę wiem, że powinienem stoczyć do końca roku lżejszą walkę, aby nie zardzewieć. Apeluję więc do autorów medialnych sensacji, by dali sobie spokój z wyszukiwaniem nowych wysokich, silnych, przystojnych i groźnych pięściarzy dla Adamka.
Teraz marzy mi się lżejsza walka, w której nie będę stawiać wszystkiego na jednej szali. Taka walka powinna pozwolić mi na pokazanie kolejnych przemian, jakie zachodzą w moim stylu. Nie mówmy o amerykańskim, czy europejskim stylu walki. Mówmy o stylu skutecznym, który będzie być może mieszanką obu, ale ma zagwarantować mój dalszy rozwój. Wszystko wokół mnie toczy się właściwie. Wreszcie po dwóch latach mogę kolejny raz podziękować promotorom Katy Duvie i Ziggy Rozalskiemu za świetne reprezentowanie moich interesów, a także za profesjonalną organizację moich walk.
Te dwa lata spędzone w USA dały mi bardzo dużo w trudnym dla mnie okresie, związanym ze zmianą kategorii wagowej, zmianą miejsca zamieszkania oraz zmianą trenerów. Do zobaczenia w Polsce, do której wkrótce zawitam.
Jeszcze raz dziękuję za doping i wpisy na stronie. Wszystkiego dobrego ode mnie i całej mojej rodziny. Dziękuję również mojej córce Roksanie, która po dwóch latach pobytu w USA wzięła na siebie ciężar tłumaczenia blogów na język angielski. Czyż nie jest to kolejny powód do zadowolenia?
Tomasz Adamek /25.8.2010/
***
Adamek krwawił, ale Granta zlał!
Chociaż niższy i lżejszy Tomasz Adamek był bezkonkurencyjny! W niedzielnej walce pokonał większego od siebie Amerykanina Michaela Granta
To był trudny test dla polskiego pięściarza. Góral z Gilowic zmierzył się w walce w kategorii ciężkiej z o 20 centymetrów wyższym bokserem z USA. Można powiedzieć, że zadanie podjęte przez Adamka było wręcz arcytrudne. Grant ma bowiem o 27 centymetrów większy zasięg ramion. Jednak Adamek poradził sobie z wyzwaniem i wygrał na punkty.
Walka odbyła się w Newark w stanie New Jersey wczesnym rankiem czasu polskiego.
Adamka nie zdezorientowało ani opóźnienie walki, związane z awarią liny ringu, ani to, że Grant jest wyraźnie większy: ma ponad dwa metry, podczas gdy Polak mierzy ‘tylko’ 187 cm, i jest cięższy o 20 kg.
f/t /22.8.2010/
***
Krótsza droga do tytułu
Walka Tomasza Adamka z Amerykaninem Michaelem Grantem była trudniejsza, niż oczekiwano. Zwycięstwo było jednogłośne i w oczach sędziów wysokie. Grant stwierdzi z przekąsem, że nasz pięściarz walczył u siebie w domu, stąd taka punktacja. Hala Prudential Center w Newark faktycznie była cała w biało-czerwonych barwach. Kilkanaście tysięcy Polaków na widowni stworzyło wspaniałą atmosferę.
Kilka godzin przed pojedynkiem 38-letni Grant siedział na tarasie 15-piętrowego hotelu Best Western, kilkaset metrów od hali, i czytał Biblię. Robi to codziennie od lat, a do swoich przeciwników w ringu mówi: niech cię Bóg ma w swojej opiece. Po gongu już taki bogobojny nie jest.
Fizycznie nie zmienił się od czasów, gdy wygrywał z Andrzejem Gołotą, a kilka miesięcy później wisiał nieprzytomny na linach po ciosach Lennoksa Lewisa. 201 cm wzrostu, 118 kg wagi i tors gladiatora wciąż robią wrażenie.
Dla Granta ten pojedynek był życiową, być może ostatnią, szansą na powrót do elity wagi ciężkiej. Dla Adamka – kolejnym krokiem do celu, jakim jest walka o mistrzostwo świata. Na konferencji prasowej po walce Amerykanin wyglądał na zwycięzcę, a Polak z rozbitymi łukami brwiowymi na pokonanego. Grant mówił dziennikarzom, że za każdym razem, gdy chciał pociągnąć za spust, to ta mała mysz (tak określił Adamka) gdzieś się wymykała.
– Chciałem zadać cios na korpus, nieco obniżałem pozycję, a jego już nie było – opowiadał z uśmiechem, już pogodzony z porażką. Ma świadomość, że przegrał, i nie ma o to do nikogo pretensji. Czuje się jednak zwycięzcą w tym sensie, że wrócił w dobrym stylu i pokazał, iż to wcale nie musi być jego ostatnie słowo.
Pierwsze trzy rundy wygrał Tomasz Adamek, były mistrz świata wagi półciężkiej i junior ciężkiej. Czwartą, bardzo wyrównaną, wszyscy sędziowie też dali Polakowi, w piątej i szóstej tylko jeden z nich widział wygraną Granta. Dwie kolejne cała trójka dała zgodnie Adamkowi, dziewiątą dwóch punktowało dla Granta, dziesiątą i jedenastą wszyscy dla naszego pięściarza, tak jak ostatnią dla Amerykanina.
W tej ostatniej Grant rzucił się do ataku, licząc na nokaut; było trochę strachu, że trafi przypadkowym ciosem, ale był za wolny, by tego dokonać. Siedzący obok mnie Randy Neumann, ten sam, który sędziował w ringu walkę Gołoty z Grantem, na koniec tylko się uśmiechnął i pokazał na Polaka, który w jego oczach zasłużył na zwycięstwo. To samo powiedział Steve Smoger, inny ze znanych sędziów. Trener Granta Eddie Mohammed Mustafa, były dwukrotny mistrz świata (prowadził Chada Dawsona w zwycięskiej walce z Adamkiem), uważa, że jego zawodnik zaprezentował się przyzwoicie, a nasz pięściarz ich niczym nie zaskoczył.
Adamek twierdzi, że Grant rozbił mu łuki brwiowe łokciami, ale Amerykanin zaprzecza. Sędzia ringowy tej walki Lindsay Page twierdzi stanowczo, że to wynik zderzenia głowami. Dla niego również Polak wygrał zdecydowanie.
Michael Grant zapytany, jak porównałby Gołotę sprzed lat i Adamka, powiedział, że Gołota bił znacznie mocniej. – Ale Adamek to twardziel, ma charakter, a to bardzo ważne.
Na pytanie, czego mu brakuje, by wygrywać z najlepszymi, odpowiedział, że siły, a waga ciężka potrzebuje siły.
Trudno się z nim nie zgodzić, ale warto pamiętać, że to był dopiero czwarty pojedynek Adamka w tej kategorii. W każdym kolejnym powinien być lepszy, pytanie tylko, czy to wystarczy na Kliczków.
JP/ŻW /22.8.2010/
***
To był trudny test
Rozmowa z Tomaszem Adamkiem po walce z Grantem
Zaskoczył pana Grant? Zdecydowana większość fachowców zakładała pańskie łatwe zwycięstwo, a łatwo przecież nie było?
Nie obiecywałem żadnych nokautów, bo wiem, że w boksie prawdę o przeciwniku poznajesz dopiero w ringu. A ja zawsze zakładam, że właśnie ze mną stoczy walkę życia. Wolę być nastawiony na najgorsze, by nie dać się zaskoczyć. Grant był bardzo dobrze przygotowany, mądrze rozwiązał ten pojedynek taktycznie i nie ułatwił mi zadania. To był naprawdę trudny test, ale myślę, że bardzo przyda się na przyszłość. Królami wagi ciężkiej są przecież bracia Kliczkowie. Też mają po dwa metry wzrostu i mocne uderzenie.
Pod koniec szóstej rundy, gdy Grant trafił pana prawym prostym, chyba wszystkim ciarki przeszły po plecach. Wydawało się, że jest pan na granicy nokautu. Tak było, czy to tylko pozory?
To była straszna bomba, ale jakoś przeżyłem. Tylko na moment zaszumiało mi w głowie, ale chwilę później kontrolowałem już sytuację. Dawid pokonał jednak Goliata.
Co mówił panu Roger Bloodworth w przerwach pomiędzy rundami?
Powtarzał, bym trzymał dystans, nie stawał do niego frontem i nie uciekał do lin. Cofając się, miałem obniżać pozycję i próbować kontratakować.
Tym razem częściej trafiał pan lewym sierpowym. Mocniejsza, prawą ręka była mniej precyzyjna…
Trudno było go sięgnąć, bo był odchylony, a to przecież naprawdę wielki chłop. Dlatego częściej biłem lewą. I wchodziło.
Wierzył pan, że może go znokautować?
Chciałem wygrać ten pojedynek, a sposób, w jaki to zrobię był na drugim miejscu. Próbowałem go mocno trafić, ale nie było to proste. Dwa, trzy razy zachwiał się po moich ciosach, ale do nokautu było daleko. Mocno stał na nogach. Nie chciałem wkładać wszystkich sił w jeden cios, bo pod koniec dwunastorundowej walki mogło ich zabraknąć.
Jest pan mocno porozbijany, bo Grant nie przebierał w środkach. Nie ma pan pretensji do sędziego ringowego, że nie reagował na jego faule?
Wiedzieliśmy, na co stać Granta, więc Roger Bloodworth próbował uczulić sędziego na uderzenia łokciem i trzymanie, ale bez efektu. Pamiętam, że Amerykanin bardzo podobnie faulował w walce z Andrzejem Gołotą.
Po kilku pierwszych, bardzo szybkich rundach w pańskim wykonaniu wyglądał pan na zmęczonego…
Znacznie bardziej zmęczony byłem po walce z Chrisem Arreolą. Tu nie miałem kryzysu, ale rozcięte łuki brwiowe dawały mi się mocno we znaki. W piątej i szóstej rundzie nie widziałem na jedno oko. Roger czymś mi je przetarł i wszystko wróciło do normy.
Bał się pan o werdykt?
Nie było powodów, zadałem przecież znacznie więcej celnych ciosów.
Mówi się, że kolejna pana walka odbędzie się już w listopadzie. Tym razem będzie ktoś mniejszy?
Ja nie wybieram sobie przeciwników, ale jeśli w przyszłości mam stawić czoło Kliczkom, lepiej, żeby ten następny rywal też był wysoki.
Kiedy przylatuje pan do Polski?
Na razie nie planuję podróży, chcę odpocząć w swoim domu w New Jersey, gdzie mieszkam z rodziną.
rozm. w Newark JP/rp /22.8.2010/
***
Trzy tygodnie odpoczynku i do pracy
Tomasz Adamek nie zamierza długo odpoczywać po zwycięstwie z Michaelem Grantem. Polski bokser zapowiada, że za trzy tygodnie wróci na salę treningową, a za kilka miesięcy będzie gotowy do walki o mistrzostwo świata w trzeciej kategorii – ciężkiej.
To był bardzo ważny i ciężki test dla mnie. Ale trudniejszy był pojedynek sprzed pięciu lat z Paulem Briggsem. Może nie walczyłem tak dobrze, jak oczekiwali fani, ale jestem zadowolony. Ani razu nie byłem zmęczony do tego stopnia, żeby przeżywać kryzys – mówi Adamek, którego 42 triumf w zawodowej karierze w hali Prudential Center w Newark oglądało 10 972 kibiców.
Muszę przeanalizować walkę na wideo, odpocznę trzy tygodnie i wracam na salę treningową – dodał Adamek, który w przyszłym roku chce boksować o pas mistrza wagi ciężkiej. Wcześniej był mistrzem świata w kat. półciężkiej i junior ciężkiej.
Potyczkę z Grantem Polak kończył z rozciętymi łukami brwiowymi. Na jego twarzy widać było ślady ringowej wojny. – Chyba dostałem od niego łokciem. Trafiłem Granta kilka razy mocno, a sam odczułem dwa jego ciosy. Poza tym faulował mnie, ściągał w dół – stwierdził.
Grant poniósł czwartą porażkę w 50. walce zawodowej (w 1999 roku pokonał w Atlantic City Andrzeja Gołotę). – Adamek był szybki, cały czas się poruszał. Był jak mysz, która gdzieś się wymykała – powiedział 38-letni Amerykanin.
– Nie chodzi o to, co robił Adamek, a czego nie wykonywał Michael – podkreślił trener Granta Eddie Muhammed. Trzy lata temu był szkoleniowcem Chada Dawsona (USA), który jako jedyny pięściarz na profesjonalnych ringach wygrał z Adamkiem.
PAP /22.8.2010/
***
W marcu bój o mistrzostwo
Rozmowa z Tomaszem Adamkiem po walce z Michaelem Grantem
Tomasz Adamek po zwycięstwie nad Michaelem Grantem na punkty w swojej czwartej walce w wadze ciężkiej znacznie przybliżył się do starcia o mistrzostwo świata w królewskiej kategorii w boksie
Różnica w warunkach fizycznych pana i Granta była bardzo widoczna. Czy mimo wszystko spodziewał się pan aż tak ciężkiej przeprawy?
Oczywiście, że spodziewałem się bardzo ciężkiej walki. Od trzech lat trenuje on z Eddie Mustafą Muhammadem. Zresztą mój trener Roger Bloodworth mówił, że będzie to ciężka przeprawa i tak właśnie było. Kiedy tylko chciałem wejść do półdystansu i zadać kilka ciosów, Grant zaraz kładł się na mnie swoimi grabiami. Byłem jednak przygotowany na walkę w takim właśnie stylu z wielkim, bo dwumetrowym, facetem.
Czy któryś z ciosów dał się panu mocno we znaki? Miał pan może jakiś moment kryzysu?
Właściwie trochę problemów miałem po ciosie w 6 rundzie. Odczułem go i nogi lekko mi się zachwiały. To jest jednak ciężka waga, a Grant na 50 zawodowych walk ma 34 wygrane przez nokaut. To samo mówi za siebie. Wchodząc do ringu była ta świadomość, że facet potrafi mocno bić, ale na takie ciosy trzeba być przygotowanym. Moja szczęka jest jednak twarda i wytrzymałem takie uderzenie.
Zaraz po walce amerykańscy dziennikarze, którzy tak pana wcześniej chwalili, stwierdzili, że nie ma pan szans na walkę o mistrzostwo świata. Co pan o tym sądzi?
Z dziennikarzami w Stanach Zjednoczonych jest tak, jak z dziennikarzami w Polsce. Są fachowcy, którzy znają się na rzeczy, ale są też tacy, którzy tylko podają się za wielkich znawców boksu. Być może to ich opinie są przytaczane u nas w Polsce. Ja akurat po tej walce słyszałem zupełnie co innego. Jeden z cenionych ekspertów w USA mówił, że rozmawiał z innymi fachowcami, którzy byli zachwyceni moją postawą w ringu podczas tej walki. Bardzo podobało im się taktyczne rozegranie walki przeze mnie. Ich zdaniem zachowywałem się bardzo mądrze i przez to poradziłem sobie ze zdecydowanie wyższym ode mnie facetem. Nie usłyszałem słowa krytyki. Oczywiście każdy ma prawo do swojego zdania. Nie mam nic przeciwko temu. Wygląda zatem na to, że swoją wartość znów będę musiał udowadniać w kolejnej walce. Ale jeżeli wygram walkę o mistrzostwo świata, wtedy znów wszyscy będą pochlebnie wypowiadać się na temat moich umiejętności.
A z kim ma być kolejna?
Na razie jeszcze nie wiem.
Czy zapowiada się, że jeszcze w tym roku stanie pan w ringu?
Myślę, że stoczę jakąś walkę na przełomie listopada i grudnia.
Kiedy zatem ewentualna walka o mistrzostwo świata, do której przybliżył się pan po pokonaniu Granta?
O mistrzowski pas chcę walczyć w przyszłym roku. Jesteśmy już bardzo blisko takiej walki. Trzeba podjąć ryzyko, ale taki jest sport. Chcesz być najlepszy, musisz ryzykować. Tak samo było w poprzednich kategoriach, w których walczyłem.
W starciu z Grantem pokazał pan, że z wysokimi bokserami można skutecznie powalczyć. Dzięki unikom i znakomitej pracy nóg można wiele zdziałać. Wygląda, że niski bokser znów może liczyć się w wadze ciężkiej.
Rzeczywiście. Kiedyś nokautującego uderzenia nie miał Evander Holyfield. Też nie należał do wielkoludów, a mimo to był mistrzem świata. Zresztą takich pięściarzy było wielu. Muhammad Ali wygrał wiele walk przez nokaut, ale nie dlatego, że miał nokautujący cios, a dlatego, że bił bardzo dużo. Do tego świetnie pracował na nogach. Domyślam się, że kibice w Polsce i na świecie, chcieliby znów zobaczyć w ringu kogoś, kto powalałby rywali jak Mike Tyson. Nie przejmuję się jednak tym i robię swoje. Ale jeżeli dobrze trafię przeciwnika w wadze ciężkiej, to też mogę go przewrócić.
Czy w walce z Grantem był taki moment, że wydawało się panu, że to może być ten decydujący cios?
Dwa razy wydawało mi się, że go naruszyłem. Okazało się jednak, że te ciosy nie wystarczyły, by go przewrócić. Poza tym nie jestem bokserem, który wchodzi do ringu i chce urwać głowę przeciwnikowi. Kiedy się bardzo chce walczyć właśnie w taki sposób, to często nie wychodzi. Czasami taki decydujący cios spada nagle. Andrzej Gołota to przecież też twardy facet, ale kiedy trafiłem go raz prawym, to po drugim razie już leżał.
Trener Bloodworth miał jakieś uwagi po tej walce do pana?
Roger był bardzo zadowolony z walki. Miał i ma respekt do Granta i był może trochę niespokojny przed tą walką. Pod skrzydłami trenera Muhammada Grant na pewno rozwinął się. Kiedyś to był bardzo chaotyczny pięściarz. W walce ze mną bardzo dobrze ustawiał się. Zupełnie zmienił pozycję do walki. Roger przewidział, że będzie to trudna przeprawa, ale po walce powiedział: wykonałeś świetną robotę. Oczywiście błędy też jakieś się przytrafiły, bo w ringu nie ma ludzi nieomylnych.
Jak będą wyglądać pana najbliższe tygodnie?
Na pewno teraz będziemy czekać, jakie dostaniemy propozycje od telewizji. Już wiemy, że HBO planuje wielkie walki na początku przyszłego roku. Wszystko zatem wskazuje na to, że ewentualna walka o mistrzostwo świata mogłaby się odbyć w marcu. Tak jak mówiłem wcześniej, na pewno stoczę w listopadzie lub grudniu jeszcze jedną walkę. Teraz pewnie trochę odpocznę i więcej czasu poświęcę rodzinie. Być może we wrześniu wybiorę się do Polski na kilka dni, by odwiedzić mamę.
rozm. TK /24.8.2010/
***
Kolejka do Adamka
Z Polakiem chcą walczyć Roy Jones jr i Evander Holyfield. Czy Tomasz Adamek skorzysta z ofert starych mistrzów?
Tomasz Adamek może przebierać w ofertach. Wygrana z Michaelem Grantem nie zachwyciła, ale umocniła pozycję polskiego pięściarza, który wygrał swój czwarty pojedynek w wadze ciężkiej. Zaraz po walce w Newark pojechał wprost z Prudential Center do miejscowego szpitala, by opatrzyć rany. Na oba rozbite łuki brwiowe założono mu szwy i wrócił do domu.
Dom jest duży, z ładnym ogródkiem, w prestiżowej dzielnicy, w której wszyscy już Adamka znają. Kilkanaście tysięcy widzów podczas jego walki z Grantem, reagujących żywiołowo, takich, którzy za Polakiem skoczyliby w ogień, to widownia, o którą warto zabiegać. Rozumieją to wszyscy organizujący zawodowe pojedynki.
Dopiero za kilka dni będą znane wyniki sprzedaży transmisji pay per view z walki, ale Ziggy Rozalski, który wspólnie z Main Events organizował to przedsięwzięcie, nie musi się martwić. Zysk ze sprzedaży biletów przekroczył milion dolarów, a do tego dojdą jeszcze inne wpływy. Przedsiębiorstwo Adamek rozwija się coraz szybciej. Nic dziwnego, że już zgłaszają się chętni na kolejne walki. Ciekawą ofertę zgłosiło jedno z wielkich kasyn w Atlantic City.
Adamek jest pierwszy w rankingu WBO, w starciu z Grantem wywalczył pas IBF International i NABO (amerykańska wersja WBO), ale nie to jest najbardziej istotne.
Walka z dwumetrowym Grantem pokazała, że Polak, choć 14 cm niższy i 20 kg lżejszy, jest w stanie poradzić sobie z olbrzymami. – To był trudny test, ale Adamek go zdał – i to się liczy. Wierzę, że Tomasz poradzi sobie z Kliczkami – mówi znany amerykański komentator Bob Sheridan.
Ale na takie starcie jest zdecydowanie za wcześnie. Adamkowi potrzebne są jeszcze dwa, trzy podobne testy jak starcie z Grantem i trochę odpoczynku. – Ale jak HBO położy na stole kontrakt wart kilka milionów dolarów, to nie będę miał wyjścia – mówi Góral. Bardzo prawdopodobne, że przed takim dylematem Adamek stanie już wkrótce. Po cichu mówi się, że HBO chce w marcu przyszłego roku zorganizować wielką walkę w Madison Square Garden w 40 rocznicę słynnego, pierwszego, pojedynku Muhammada Alego z Joe Frazierem.
Organizatorzy walk jeszcze raz się przekonali, że polski pięściarz ma widownię, o którą warto zabiegać
Starcie Adamka z jednym z braci Kliczków byłoby wielkim świętem, ale na razie trzeba myśleć o czymś bardziej powszednim, czyli walce czekającej go pod koniec tego roku. Ahmet Oener, szef grupy Arena, już zgłasza Odlaniera Solisa, trzykrotnego mistrza świata amatorów i mistrza olimpijskiego z Aten (2004) w wadze ciężkiej.
Kubański uciekinier jest niepokonany i nieodgadniony, jeśli chodzi o jego aktualne możliwości. Z całą pewnością byłby bardzo ciekawym rywalem. Tak samo jak Aleksander Powietkin, mistrz świata, Europy i złoty medalista igrzysk w Atenach w kategorii superciężkiej. Powietkina trenuje znany w Ameryce Teddy Atlas, pierwszy szkoleniowiec Mikea Tysona, dziś ceniony komentator ESPN.
Pytanie tylko, kto w USA chciałby oglądać Powietkina. Nikt go tu nie zna. Bardziej prawdopodobne, że Adamek skorzysta z ofert starych mistrzów. Chęć walki z nim od dawna zgłasza Roy Jones jr, być może skusi się wiekowy Evander Holyfield, który na gwałt potrzebuje pieniędzy.
Zanim Adamek podejmie decyzję, chce odpocząć. Później on i Rozalski przyjadą do Polski i zastanowią się, co dalej. Czas gra na ich korzyść, kolejka chętnych rywali rośnie.
JP/rp /24.8.2010/
***
Nigdy nie będę jak Mike Tyson
Rozmowa z Tomaszem Adamkiem po walce z Grantem
Twierdzę, że się rozwijam, bo unikam ciosów i więcej się poruszam. Tak było w walce z Arreolą, tak samo teraz. Mam nowego trenera i jestem zadowolony – mówi Tomasz Adamek
Adamek po wygranej nad Michaelem Grantem nie planuje zbyt długiego odpoczynku. Już za 3 miesiące chce stoczyć kolejny pojedynek i zaprezentować się przed szeroką rzeszą fanów boksu zawodowego.
Jak czujesz się po walce z Michaelem Grantem? Rywal chyba trochę cię poobijał?
Jeżeli chodzi o zmęczenie fizyczne to wcale go nie czuję. Poza jakimiś rozcięciami, bo jestem trochę podrapany na twarzy, to raczej nie mam żadnego uszczerbku na zdrowiu. Fizycznie nie jestem jakoś zmęczony, bo nawet po walce nie byłem. Nie było jakiegoś wielkiego tempa tej walki, tak jak to było w walce z Arreolą.
Czy bardzo odczuwałeś ciosy zadawane przez Granta?
Uderzenie Grant ma bardzo mocno. Jeżeli trafiał mnie prawą to czułem to uderzenie i nawet jeśli cios wyłapywałem na bark to odczuwałem jego siłę. Nawet, gdy mnie nie trafiał to czułem jak te ciosy świstały mi nad głową, gdy szedłem w dół. Wiedziałem, że on ma mocne uderzenie. Raz odczułem siłę jego ciosu na głowie, to było w 5, albo w 6 rundzie. Grant to kawał chłopa także power ma! Może nie jest szybki, ale trzeba przyznać, że jest bardzo silny.
Czy był to najsilniej bijący ciężki, z jakim walczyłeś w dotychczasowej karierze?
Myślę, że tak. Z tych największych był najsilniej bijącym. Arreola także nie bił słabo, ale Grant jak na zawodnika bijącego pojedyncze ciosy bił dużo silniej. Moim zdaniem ma mocniejszą rękę niż Arreola.
Jaki był plan taktyczny na ten pojedynek?
Miałem chodzić na nogach i unikać ciosów, a w miarę możliwości zadawać te ciosy. Plan był taki, abym skracał dystans zadawał dwa-trzy ciosy i znów tańczył.
Po walce Grant powiedział, że będzie ci ciężko walczyć z takimi pięściarzami jak Kliczko, bo nie dysponujesz silnym ciosem jak na wagę ciężką. Jak to skomentujesz?
Szybkość to jest mój atut. Wiadomo, że ja nie urodziłem się takim zawodnikiem jak Mike Tyson, który przewracał 90 procent swoich rywali. Wiadomo, że ja takim bokserem nie jestem, nigdy nie byłem i nigdy nie będę. Natomiast moje atuty są takie jakie są. Jeżeli mocno trafię to mogę przewrócić i ciężkiego. Można powiedzieć, że on w pewnym momencie był naruszony, bo sam czułem, że chwiał się ze dwa razy po zadaniu przeze mnie ciosów. Dzisiaj każdy może gadać, że on nie odczuwał moich ciosów. On odczuwał, ale zdaje mi się, że nie był na tyle trafiony, aby się przewrócić. Mnie to wystarcza, aby wygrywać pojedynki w wadze ciężkiej. Ja nie mówię, że będę wszystkich nokautował. Każdy ma prawo do swojej oceny, tak samo kibic jak i rywal. Ja jestem zadowolony, bo zwyciężyłem. Pokazałem po raz kolejny, że mimo, iż walczyłem z wielkim chłopem, który znokautował w karierze ponad trzydziestu bokserów, to potrafiłem go oszukać i zdecydowanie wygrać. Wygrałem 9 z 12 rund.
Czy Grant cię czymś zaskoczył?
Znaliśmy jego taktykę i wiedzieliśmy co robi w ringu, więc niczym mnie nie zaskoczył. Roger powiedział po walce, że Grant polepszył technikę. Kiedyś był bardzo chaotyczny i stawał frontem do przeciwnika. Roger powiedział mi po walce, że nie widział go przez 3 lata i był zaskoczony tym, że się zmienił i rozwinął. Ja wiedziałem, że walka nie będzie łatwa. Dla mnie ważne było to, że muszę wygrać i wygrałem.
Czy miałeś pewność, że prowadzisz na punkty przed ostatnią rundą, bo w 12 rundzie poszliście w pewnym momencie na totalną wymianę? Na ogół większość pięściarzy pewnych zwycięstwa na punkty stara się te ostatnią z rund tylko przetrzymać.
Ja czułem, że prowadzę na punkty, bo Roger powiedział mi w narożniku: wygrywasz wysoko rób dalej to co robiłeś i bardzo ostrożnie trzymaj go na dystans. Ja jako wojownik chciałem zaakcentować ostatnią rundę i zaatakowałem. Ja czytałem komentarze, że w 12 rundzie byłem trafiony. Absolutnie tak nie było! Miałem pełną kontrolę i widziałem, że on zadaje ciosy chaotycznie. Na 3-4 zbierałem większość na blok i to wszystko.
Wygrałeś walkę z prawdziwym, dużym ciężkim. Kto następny?
Tego jeszcze nie wiem, bo walka była w sobotę. Mam nadzieję, że walka o mistrzostwo świata przyjdzie po nowym roku. Teraz bracia Kliczko mają swoje walki. Naszą walkę można zrobić w lutym lub marcu. HBO nie ma już w tym roku budżetu na wielkie walki i oni szykują się na początek przyszłego roku na pokazywanie wielkich pojedynków. Także możemy oczekiwać walki o pas na początku przyszłego roku. Jak Bozia pozwoli to zawalczę na koniec listopada (wstępna data 30 listopada), albo na początku grudnia. Najprawdopodobniej walka odbędzie się w Prudential Center, ale jeszcze tego na 100 procent nie wiem.
A nazwiska rywali, które pojawiają się w prasie czyli Lance Whitaker czy Odlanier Solis są dla ciebie ciekawe? Chciałbyś z nimi walczyć, a może eliminator z Davidem Tuą? Adamek jest pierwszy w WBO, a Tua drugi…
Z Davidem Tuą nigdy nie będę walczył, bo to jest zawodnik Rogera Bloodwortha. Co do miejsca w rankingu to, co z tego? David to mój kolega. Przyjaźnimy się i nie będę z nim walczył. Teraz musimy poczekać kilka dni i na pewno jakiś przeciwnik będzie.
Twoja menedżerka powiedziała, że kolejną walkę stoczysz w listopadzie. Zdążysz odpocząć i zregenerować siły?
Już powiedziałem, że fizycznie nie jestem zmęczony, bo to nie było jak z Arreolą cztery ciosy pod rząd, tylko pojedyncze trafienia.
Jeszcze niedawno mówiło się o grudniowym terminie i pojedynku transmitowanym przez HBO. Czy walka w listopadzie oznacza, że twój pojedynek nie będzie transmitowany przez HBO?
Moja kolejna walka będzie także w PPV. Musimy przyzwyczajać kibiców do tego, że walki są w PPV. Walki muszą być na HBO PPV, albo tylko na PPV tak jak to było w tej walce. Jak już powiedziałem HBO nie ma już pieniędzy w tym roku na wielkie walki. Dopiero w przyszłym roku będzie szansa pokazać się na ich antenie. Na pewno po nowym roku pojawię się na antenie telewizji HBO.
Walka z braćmi Kliczko lub Davidem Haye? Uważasz, że po nowym roku będziesz już gotowy na takie starcie?
Roger powiedział, że tak. Jeżeli dostanę konkretną ofertę, to przecież jest to dla mnie szansa. Wiadomo, że jeżeli walczysz z mistrzem to nigdy nie jesteś faworytem. Dla mnie to nie ma znaczenia. Moim celem jest zdobycie tytułu mistrza świata i mam nadzieję, że tego dokonam.
Czy masz już informacje o ilości sprzedanych pakietów PPV?
Tego się szybko nie dowiemy, bo na wyniki czeka się klika dni.
Nad jakimi elementami uważasz, że musisz jeszcze popracować?
Dalej to co robiliśmy. Poruszanie się w ringu i zadawanie ciosów. Tego nie da się wypracować do perfekcji w jeden obóz. Będziemy cały czas nad tym pracowali.
W studiu Polsatu Przemysław Saleta, Andrzej Gmitruk i Krzysztof Kosiedowski zgodnie stwierdzili, że na pewno nie powinieneś przez jakiś czas myśleć o walce z Kliczko. Jak to skomentujesz?
Tak jak mówiłem wcześniej. Każdy ma prawo do komentowania twoich walk w dobry sposób, a jak cię nie lubi to w zły. Ja tego nie zmienię. Każdy ma prawo do oceny. A jeżeli wszystko będzie dobrze to zawalczę jeszcze jedną walkę i następną stoczę już o mistrzowski pas.
Jakie masz plany na najbliższe tygodnie? Odpoczynek, albo przyjazd do Polski, a może coś innego?
Jeszcze nie wiem co będę robił. Pewnie na kilka dni przylecę do kraju.
Krzysztof Kosedowski powiedział, że winę za twoją złą postawę podczas walki winić należy Rogera Bloodwortha. Kosedowski powiedział: Mało tego, brakuje mi trenera z prawdziwego zdarzenia w narożniku Tomka. Przecież Roger Bloodworth zepsuł naszego Gołotę teraz bierze się za prowadzenie naszego mistrza. I przede wszystkim bardzo brakowało Andrzeja Gmitruka.
Krzysiu Kosedowski nie pierwszy raz tak mówi. On raz mówi dobrze, a raz źle. Ja się tym nie przejmuje. Jeden trzyma twoją stronę, a drugi nie. Ja twierdzę, że się rozwijam, bo unikam ciosów i więcej się poruszam. Tak było w walce z Arreolą, tak samo teraz i to wszystko. Mam nowego trenera i jestem zadowolony.
rozm. ŁG/BoxingNews.pl /26.8.2010/
***
Tomasz Adamek w domu
Nie było mnie tu 10 miesięcy – westchnął bokser, zapalając lampkę w pokoju pełnym pucharów i innych trofeów w jego rodzinnym domu w Gilowicach
W domu – jak sam zapewnia – przyszłego mistrza świata wagi ciężkiej. – Obiecałem to kibicom – przypomina Adamek.
Jak jest robota w Stanach, to się tam siedzi – uśmiecha się Adamek. Teraz przez kilka dni może wreszcie odpocząć. Jest czas na to, na co nie było szans od prawie roku.
Pojadę do wujka. Muszę go odwiedzić, bo dawno się nie widzieliśmy – planuje Adamek.
Jest też szansa, by wreszcie zrobić małą przerwę w treningach. – Bez przesady, 11 tygodni trenowałem. Teraz trochę odsapnę – uśmiecha się bokser, pokazując swoją kuchnię.
Najbardziej lubi spędzać czas w salonie. Do wyboru kanapa albo fotel przed dużym telewizorem. Do tego efektowny kominek.
Podczas nieobecności Adamka domem opiekuje się mama, która mieszka w pobliżu. A królestwa boksera pilnuje owczarek Maja.
Nie toleruje obcych – ostrzega Adamek.
DJ/MKR/se /30.8.2010/
***
Podróże po Polsce
/wpis Tomasza Adamka na jego blogu:/
Kilka dni w Polsce spędziłem głównie na spotkaniach rodzinnych. W środę wybrałem się do Warszawy, gdzie praktycznie cały dzień poświęciłem dziennikarzom. W restauracji Champions odpowiadałem na dziesiątki pytań dziennikarzy. Były też inne miłe akcenty. Redaktor naczelny magazynu Gentleman wręczył mi przyznaną w czerwcu statuetkę Gentlemana 2010. Nie mogłem być na czerwcowej gali, na której wręczano statuetki.
Inny miły akcent pobytu w Warszawie, to spotkanie z wielkim fanem boksu Łukaszem Podgórskim, który na spotkanie ze mną przyjechał aż z Irlandii. Wyjechał autokarem w niedzielę, by ostatecznie w środę rankiem wraz z narzeczoną Natalią pojawić się w Warszawie. Łukasz, który świetnie się zna na boksie i oglądał prawie wszystkie moje walki, twierdzi, że cała jego rodzina nastawia budzik po to, aby nie przegapić moich pojedynków. Marzenie o spotkaniu ze mną, zdobyciu autografu na rękawicach oraz rozmowie spełniło się.
Muszę przyznać, że Łukasz zabiegał o to spotkanie bardzo długo. Cieszą mnie tacy ludzie. To dla takich fanów boksu warto wchodzić do ringu i wygrywać walki. Łukasz jest świetnie zorientowany w światowym i polskim boksie.
Dziś 2 września wieczorem w Bielsku-Białej odbędzie się uroczysta biesiada z racji urodzin mojej żony Doroty. Mam nadzieję, że jutro będą sprzyjające warunki i będzie czas na wizytę u stomatologa, bo w sobotę odlatujemy już z całą rodziną z Krakowa do Newark. Pożegnamy znów na dłużej Polskę, bo pojawiają się pierwsze wstępne ustalenia, co do mojej kolejnej walki w grudniu.
Wcześniej czekają nas emocje związane z walką o pas Rafała Jackiewicza i inne zakontraktowane walki polskich pięściarzy. Już dziś życzę im wygranych walk. Mnie oczywiście interesują doniesienia związane z zakontraktowanymi walkami braci Kliczków. Czasami bowiem takie walki rządzą się swoimi prawami, a o niespodziewane rozstrzygnięcia nie jest trudno. Poczekamy jak to wszystko się ułoży i dopiero potem będzie więcej konkretów na temat moich planów walki o pas.
Tomasz Adamek /2.9.2010/
***
Vinny Maddalone rywalem Adamka
Vinny Maddalone będzie kolejnym rywalem Tomasza Adamka. Największym atutem Amerykanina włoskiego pochodzenia są liczeni w tysiącach kibice
Średniak – to określenie chyba najlepiej pasuje do Vinnyego Maddalonea, który najprawdopodobniej będzie najbliższym rywalem Tomasza Adamka. Jest bardzo doświadczony, ale brak mu wielkich sukcesów. Ma jednak wielką zaletę, liczoną w tysiącach kibiców.
Michael Grant przyprowadził na halę może pięciu fanów. A my chcemy rywali, którzy mają ich po trzy czy cztery tysiące – tłumaczy Adamek. Vinny, Amerykanin włoskiego pochodzenia nie musi się o kibiców martwić.
To prawda, chcemy jeszcze więcej ludzi w hali, a Maddalone to gwarantuje – dodaje Ziggy Rozalski, współpromotor naszego boksera. – Znam go trochę, bo przychodził do mnie trenować.
Rozalski już po walce z Grantem sygnalizował, że chciałby, aby pod koniec roku Tomek stoczył mniej wymagającą i wyniszczającą walkę niż starcie z Chrisem Arreolą, czy Michaelem Grantem. Maddalone, który w grudniu skończy 37 lat, ma na koncie 40 starć, z których 33 wygrał. Z nim Tomek będzie mógł poboksować, choćby z tego względu, że tym razem rywal nie będzie miał przewagi wzrostu (jest tylko o centymetr wyższy) i siły fizycznej.
Na pewno jest mniejszy od poprzednich przeciwników, więc mam nadzieję, że nie będzie tyle przepychania w ringu – mówi Adamek. – O ile oczywiście podpiszemy kontrakt. Ale rzeczywiście jest blisko – dodaje zaraz ostrożniej.
Rozalski na brak ofert dla Adamka nie narzeka. – Ciągle ktoś dzwoni i proponuję walkę. Zresztą, Monte Barret chciał rozpocząć negocjacje tuż po walce z Grantem. Po prostu wszedł do ringu i zaczął mówić – śmieje się Ziggy. Jego zdaniem dopięcie wszystkich formalności z Maddalonem to kwestia jeszcze tygodnia lub dwóch. Najbardziej prawdopodobny termin to 4 grudnia, miejsce – Newark, czyli hala Prudential Center, w której Adamek walczy ostatnio najczęściej, ewentualnie Atlantic City.
Pojedynek z Maddalonem byłby idealną rozgrzewką przed znacznie ważniejszym starciem, o którym coraz częściej się mówi. W marcu Adamek może zmierzyć się w nowojorskiej Madison Square Garden z Witalijem Kliczką z okazji 40 rocznicy walki Joe Frazier – Muhammad Ali.
Tamta walka odbyła się 8 marca 1971 r. Wygrał Frazier. Teraz trzymalibyśmy kciuki za Polaka, który na pewno nie byłby faworytem. Ale można zakładać, że miałby za sobą niemal całą halę kibiców. Rozmowy na temat organizacji takiej walki już podobno trwają.
kaw/ps /2.9.2010/
***
9 grudnia Adamek – Maddalone
Tomasz Adamek kolejny pojedynek stoczy dość nietypowo w czwartek, 9 grudnia. Góral ponownie zaprezentuje się Polonii w Prudential Center w Newark, co powoli staje się tradycją. Pierwotnie mówiło się o 4 grudnia i Atlantic City, jednak jak się okazało, w tym okresie i w tym miejscu galę wcześniej zarezerwował już sławny promotor Bob Arum, w związku z czym trzeba było szukać innego terminu.
Zmieniła się data, natomiast nie zmienił się rywal. Będzie nim Amerykanin włoskiego pochodzenia, waleczny Vinny Maddalone, który w swojej sportowej karierze spotykał się już z tak uznanymi pięściarzami jak Evander Holyfield, Denis Bojcow czy Jean Marc Mormeck.
Podczas tej samej gali w New Jersey wystąpi jeszcze dwóch innych Polaków. Kreowany przez niektóre media na następcę Adamka, jedenasty w rankingu federacji WBC kategorii junior ciężkiej Mateusz Masternak oraz na stałe mieszkający za oceanem, boksujący w wadze średniej Przemysław Majewski. Nazwiska ich rywali jeszcze nie są znane.
bokser.org /15.9.2010/
Dan Rafael z ESPN, jeden z największych ekspertów piszących o boksie poinformował, że potwierdzona została kolejna walka Tomasza Adamka (40-1, 27 KO). Polak zmierzy się 9 grudnia z Vinnym Maddalone (33-6, 24 KO).
Tomasz Adamek zapowiadał, że jego team poszukuje przeciwnika, który zapewni dobrą frekwencję na walce w Newark, gdzie można liczyć na obecność tysięcy kibiców polonijnych. Maddalone nie będzie z pewnością zbyt wymagającym przeciwnikiem, gdyż ten 37-letni bokser dotychczas nie stoczył nigdy 12-rundowej walki, oraz nie występował na dużych galach.
Wszystkie pojedynki z wymagającymi rywalami (Holyfield, Mormeck, Bojcow, Minto) przegrywał, choć warto zauważyć, że preferuje on bardzo widowiskowy styl walki, co pokazał w pierwszej walce z Minto. Można więc oczekiwać, że chociaż starcie z nim nie będzie dla Adamka zbyt poważnym wyzwaniem, to jednak będziemy świadkami efektownej walki.
bokser.org /11.9.2010/
***
Rywal dziękuje Adamkowi za szansę
– Muszę pochwalić Tomasza Adamka za to, że dał mi szansę i wziął taką walkę. Dziękuję mu za to. To taki typ zawodnika, który lubi być aktywny i często występować. Należy mu się naprawdę szacunek, ponieważ nie wszyscy dzisiejsi bokserzy są tacy. Nasze style walki gwarantują, iż kibice zobaczą świetne widowisko – powiedział Vinny Maddalone (33-6, 24 KO), który 9 grudnia w Prudential Center skrzyżuje rękawice z naszym Tomaszem Adamkiem (42-1, 27 KO).
– Znam trochę Tomka, gdyż przez jakiś czas trenowaliśmy wspólnie w tej samej sali w New Jersey. To prawdziwy twardziel. Zdobywał pas mistrza świata w wadze półciężkiej, junior ciężkiej, a teraz chce uczynić to samo w kategorii ciężkiej. Ta walka to dla mnie wielkie wyzwanie i świetna okazja. Jego ludzie zapewne myślą, że będę stać naprzeciw niego i będę łatwy do trafienia, ale mam w zanadrzu kilka niespodzianek – powiedział Maddalone.
Amerykanin włoskiego pochodzenia nie tak dawno był głównym sparingpartnerem Monte Barretta przed jego potyczką z Davidem Tuą i jak sam twierdzi, jest w doskonałej formie. Jak zwykle jednak wszystko zweryfikuje ring…
bokser.org /16.9.2010/
***
Adamek wraca na salę treningową
– Mam urlop do 1 października, a potem biorę się do roboty. Wracam do treningów – powiedział najlepszy polski bokser Tomasz Adamek.
– Jeszcze mam sporo nauki przed walką z Vinnym Maddalone, którą stoczę 9 grudnia w Prudential Center – powiedział Adamek.
– Vinny, który pochodzi z Queensu w Nowym Yorku, ma wielu fanów. Liczę, że na naszą walkę przyjdą mu kibicować tłumy amerykańsko-włoskich kibiców – mówił Polak.
Swego zadowolenia nie kryje też szefowa Main Events Kathy Duva: – Zapowiada się wieczór pełen atrakcji. Od gongu do gongu pasjonująca walka! – powiedziała.
Vinny Maddalone boksuje profesjonalnie od 11 lat, ale w jego bilansie brakuje 12-rundowych walk. Adamek walczył na pełnym dystansie 7 razy.
/20.9.2010/
***
Czas na Maddalone
Ponaglenie w księdze gości zmobilizowało mnie do dokonania kolejnego wpisu na blogu. Wróciłem właśnie z 3-dniowego pobytu w górskim Lake Placid, znanego z organizacji w 1980 r. zimowej olimpiady. Za sprawą promotora Ziggy Rozalskiego pojechaliśmy tam w gronie przyjaciół. Grałem tam w golfa, pływałem w basenie i biegałem. Górskie, świeże powietrze i pobliskie jezioro, przypominały mi rodzinne Gilowice położone blisko jeziora Żywieckiego. Wrażenia z pobytu miłe, bo wypocząłem, ale był również czas na rozmowy o boksie i nie tylko.
Wyjeżdżając tam wiedziałem już, że zapadła decyzja w sprawie miejsca ostatniej w tym roku walki z Vinny Maddalone /9 grudnia 2010/, w hali Prudential Center, w Newark.
Były duże problemy ze znalezieniem wolnego terminu i wstępnie czynione były próby organizacji gali w Atlantic City. Moje przywiązanie do hali Prudential Center i do przychodzących tam wiernych fanów boksu spowodowało, że zdecydowaliśmy się na organizację walki w czwartek. W Polsce będzie to z racji różnicy czasu poranek w piątek 10 grudnia 2010. Prudential Center z racji organizacji moich 5 walk w krótkim okresie staje się dla mnie i fanów kolejną kolebką boksu zawodowego. Kiedyś liczyła się jedynie hala Madison Square Garden w Nowym Jorku, dziś boks gości w niej znacznie rzadziej.
Na razie media zapowiedziały walki innych polskich pięściarzy, ale te sprawy należą do promotorów i to oni ustalają program gali. Na szczegóły w tej sprawie przyjdzie czas. Moje przygotowania i sama walka z Maddalone ma być kolejną okazją do dalszej aklimatyzacji w wadze ciężkiej. Czytałem wiele negatywnych komentarzy na temat wyboru oponenta, ale to wynika z nieznajomości moich planów dotyczących dochodzenia do walki o tytuł i pas mistrza świata. Starałem się sam tłumaczyć z tego wyboru. Argumenty, że będzie to dopiero moja piąta walka w tej wadze nie trafiają do części fanów. Oni już dziś w sposób jednoznaczny chcieliby mojej konfrontacji z jednym z braci Kliczów lub z Davidem Haye. Dodają zaraz przy tym, że szanse na zwycięstwo mam marne.
Inna grupa fanów śledząc uważnie moje poczynania i wypowiedzi trenerów wie, że do takiej walki muszę być należycie przygotowany. Stając do konfrontacji z mistrzami muszę być gotowy na wielką wojnę z niezwykle mocnymi pięściarzami. Po walce Kliczko – Peters widać wyraźnie, że nawet dobrze dobrana taktyka Petersa była przez niego wykonywana w miarę poprawnie tylko przez niecałe 2 rundy, jak to określili specjaliści od boksu zawodowego. Kliczko walczył bardzo schematycznie, ale niezwykle skutecznie narzucał swój styl walki. Walczył ostrożnie, ale efektywnie, z minuty na minutę osłabiając wolnego rywala. Nawet przez moment nie czuł się zagrożony.
Dostałem wiele listów i czytałem w internecie komentarze na temat mojej ostatniej, wygranej walki z Grantem. Wielu fanów czyniło porównania tych dwóch walk mojej z Grantem i Kliczki z Petersem. Cieszy mnie, że wypadłem w tych porównaniach dużo lepiej niż Peters. Wskazywano choćby na to, że moja taktyka realizowana skutecznie przez 12 rund dawała mi szansę przedarcia się do półdystansu. Porównanie liczby zadanych przez nas ciosów celnych jest porażające dla Petersa. Ja wyprowadziłem wiele celnych ciosów i uniknąłem wielu groźnych ciosów, poza jednym w szóstej rundzie. Co z tego porównania wynika? Otóż jak twierdzą niektórzy niewiele. Dopóki nie stanę w ringu naprzeciw któregoś z mistrzów i nie udowodnię swojej wyższości, to będzie zwykłe wróżenie z fusów. To właśnie dlatego nie zgodziłem się na walkę z Kliczką, będąc na początku drogi w wadze ciężkiej, tuż po pierwszej wygranej z Andrzejem Gołotą. Mam z trenerem Rogerem Bloodworthem plan dochodzenia do formy fizycznej, psychicznej i świetnego wyszkolenia technicznego, którego zrealizowanie pozwoli na podjęcie decyzji w sprawie terminu walki o tytuł.
Rok temu jeszcze podważano moje szanse na wygranie walk ze średniakami w wadze ciężkiej. Mały Adamek pokonywał kolejne bariery i przekonywał sceptyków. Powoli w rankingach i to coraz wyżej pojawiało się moje nazwisko. Opinia trenera braci Kliczków z tamtego okresu Emanuela Stewarta znana była wszystkim: Adamek nie ma szans z Banksem, Estradą, Adamek nie ma szans z Arreolą, czy z Grantem. Jednak po walce z Grantem Stewart zmienił zdanie i publicznie przyznał, że bracia Kliczko oprócz Adamka i Hayea nie mają godnych przeciwników.
Długo musiałem swoimi walkami w ringu przekonywać znakomitego fachowca do zmiany zdania na mój temat. To świadczy, że i ja trenuję ze świetnymi trenerami, którzy potrafią przygotować mnie do stylu walki każdego następnego oponenta. Nie bez znaczenia jest fakt oswojenia się z wagą ciężką, przygotowanie organizmu do większych obciążeń przy jednoczesnym zachowaniu szybkości. Ktoś kto pamięta mnie z walk w latach 2005-07 widzi jak urosłem do gabarytów wagi ciężkiej i co zmieniło się w stylu moich walk. Wszystko to zostało wypracowane na różnorodnych treningach.
Dwa tygodnie temu dostałem niespodziewaną przesyłkę. W kartonach, które dostarczono z Kanady, przysłano mi słynną już Burnn Machine i inny przyrząd. Wszystko to za sprawą polskiego konstruktora tych urządzeń, który widział na wideo moje ćwiczenia, jakie zaaplikował mi Roger Bloodworth i trener od przygotowania siłowego Tyler Woodman.
Jednym słowem czeka mnie dalsza praca nad wzmocnieniem mięśni ramion, co powinno pośrednio przełożyć się na siłę ciosu. W trakcie treningów, które zamierzam rozpocząć od 4 października, będziemy ćwiczyć kolejne elementy obrony, które stosowane w ostatnich walkach okazały się moją tajną bronią.
Moi oponenci mieli duże kłopoty z zadaniem trafnych, silnych ciosów z racji stosowanych przeze mnie uników i balansowania ciałem. Te elementy trzeba w dalszym ciągu doskonalić, gdyż z pięściarzami klasy Kliczków nie wolno iść na wymianę ciosów. Trzeba mieć opracowaną skuteczną taktykę, perfekcyjnie ją stosować przez cały okres walki, odporność na ciosy, szybkość i zdolność do szybkiego zadawania ciosów w półdystansie. Wiele tych elementów z powodzeniem przećwiczyłem na Grancie, ale opinie wielu fanów świadczą o tym, że to jeszcze za mało na Kliczkę. Mam świadomość, że jeszcze muszę wiele elementów poprawić, ale wiem też, że ciągle się uczę, a czas działa na moją korzyść. Pamiętam o tym jednak, że jest dwóch braci Kliczków, a dwóch na jednego Adamka to niesprawiedliwe stawianie sprawy.
Poznałem… Tomasza Adamka!
Cieszę się z faktu, że w ostatnich dniach napisał do mnie nieznany mi bliżej Tomasz Adamek!!! Nie, nie mam urojeń, otóż Tomasz Adamek, rocznik 1970, wyjechał z Polski 22 lata temu. Tomasz napisał do mnie: Ja i mój ojciec – Krzysztof Adamek, były perkusista zespołu Asocjacja Hagaw i Andrzeja Rosiewicza, jesteśmy Pana największymi fanami. Wyemigrowali do USA i dziś jak znalazł drugiego Adamka na jednego z braci Kliczków…
Niestety, kiedy zaproponowałem… Tomaszowi Adamkowi wyjście do ringu, to powiedział, że jako muzyk to on może w ringu zagrać na bębenku… I tak znów mam na głowie dwóch braci Kliczków. Oni prezentują wiarę w swoją siłę, a ja szukam swojej siły w wierze. Na razie jednak popracuję w ringu z trenerem i sparingpartnerami, by w walce z Vinny Maddalone pokazać ponownie efektowny boks.
Tomasz Adamek /wpis na blogu/ /22.9.2010/
***
Adamek szykuje się do walki
Tomasz Adamek rozpoczyna przygotowania do grudniowej walki w wadze ciężkiej z Vinnym Maddalone. Adamek od 21 sierpnia miał wolne
– Wystarczy tego odpoczynku! W poniedziałek wracam na salę. Już w niedzielę przyjeżdża trener Roger Bloodworth i zaczynamy przygotowania do walki z Vinnym Maddalone – powiedział Tomasz Adamek, który nie ćwiczył od ostatniego pojedynku z Michaelem Grantem (21 sierpnia). Najpierw odwiedził Polskę, a ostatnich kilkanaście dni spędził w domu w Kearny pod Nowym Jorkiem.
– Na początku zajmiemy się techniką. Największy nacisk znów położymy na poruszanie się w ringu. Ostatnio obejrzałem swoje walki z Arreolą oraz Grantem. I widzę wyraźnie, że w tej drugiej ruszałem się więcej i lepiej. Poza tym, dużo mniej ciosów przyjąłem na blok. To bardzo ważne. W wadze półciężkiej czy junior ciężkiej można było się tak bronić, choć tam też biją mocno, bo przecież w walce z Briggsem leżałem na deskach. Ale generalnie nie ma porównania, jeśli chodzi o siłę ciosu. W kategorii ciężkiej zawodnicy są mniej dynamiczni, ale jak już trafią, to boleśnie. Blok nic nie daje, bo rękawice są małe. A nawet jeśli uda się zablokować uderzenie, ręce bardzo to odczuwają. Muszę tego unikać i właśnie nad tym koncentrujemy się od początku pracy z Rogerem – powiedział Adamek.
kw /2.10.2010/
***
Z Witalijem Kliczką 11 marca 2011?
Być może 11 marca przyszłego roku w nowojorskiej Madison Square Garden dojdzie do walki bokserskiej pomiędzy Tomaszem Adamkiem a mistrzem świata federacji WBC w wadze ciężkiej Witalijem Kliczką – poinformowały ukraińskie media.
Trzy miesiące temu starszy z braci Kliczków, 39-letni Witalij znokautował w dziesiątej rundzie Alberta Sosnowskiego. Pojedynek odbył się na stadionie piłkarskim Schalke 04 Gelsenkirchen, w obecności ponad 50 tys. kibiców.
Według portalu SportArena, powołującego się na współpracującego z Kliczką Shelly Finkela, za pół roku ukraiński pięściarz miałby skrzyżować rękawice z Adamkiem, byłym mistrzem kat. półciężkiej i junior ciężkiej. W wadze ciężkiej polski bokser odniósł 4 zwycięstwa z rzędu, ostatnio pokonał Amerykanina Michaela Granta.
Konfrontacja Kliczki z Adamkiem odbyłaby się w hali Madis Square Garden w Nowym Jorku.
Wcześniej, 16 października Kliczkę czeka obrona pasa WBC – zmierzy się z Shannonem Briggsem (USA).
Z kolei młodszy z rodzeństwa Kliczków – Władimir jest w posiadaniu tytułów organizacji IBF i WBO. W rankingu World Boxing Organization pierwsze miejsce zajmuje… Adamek. To oznacza, że Polak jest pierwszy w kolejce do 34-letniego Wołodii, byłego zawodnika Gwardii Warszawa.
PAP /5.9.2010/
***
Z Kliczką na 40-lecie Walki Stulecia?
8 marca 1971 r. Na ring w Madison Square Garden w Nowym Jorku wchodzi dwóch niepokonanych gigantów: Joe Frazier (26-0, 23 KO) i Muhammad Ali (31-0, 25 KO). Każdy ma gwarantowaną olbrzymią jak na ówczesne czasy sumę 2.5 mln dol. Frank Sinatra bawi się w fotoreportera, a w MSG są największe gwiazdy kina, polityki i sportu.
15 rund później sala przez ponad 20 minut trzęsie się od oklasków dla obu pięściarzy. Wygrał Frazier, Ali poniósł pierwszą porażkę w karierze, obaj skończyli walkę w szpitalu, ale do dziś pojedynek nazywany jest Walką Stulecia.
40 lat później, dla uczczenia dnia, który znają wszyscy sympatycy boksu na całym świecie, szefowie równie legendarnej jak sama walka sali Madison Square Garden chcą, żeby wystąpił tam Tomasz Adamek! Jego rywalem ma być Witalij Kliczko, a rozmowy właśnie się rozpoczęły…
Polak to pięściarz, który pobudza wyobraźnię tak samo, jak wyobraźnię tłumów przyciągała wtedy walka Fraziera z Alim, dwóch zupełnie odmiennych ludzi i odmiennych pięściarzy. To samo mamy tutaj z Witalijem i Adamkiem. Trudno wyobrazić sobie bardziej spektakularną walkę w wadze ciężkiej, walkę dwóch kontrastów. Nie muszę chyba nikogo przekonywać, dlaczego chcemy ich zobaczyć na ringu – mówi chcący ze względu na rozpoczęte pertraktacje zachować anonimowość jeden z szefów MSG. Dodaje jeszcze, iż doradcy braci Kliczków już przekazali pięściarzom z Ukrainy propozycję tej specjalnej walki i została ona przyjęta entuzjastycznie…
Joe Santoliquito, naczelny Ringu uważa, że byłaby to walka, której nikt by w Stanach nie przegapił. Kiedy zapytałem się go, czy biletów na te 19 tys. miejsc w MSG starczyłoby na tydzień, Joe zdziwił się, że jestem… aż takim optymistą. ‘Tydzień? 48 godzin i byłyby tylko u handlarzy – mówi Santoliquito.
Kiedy pisałem o walce Tomka z Grantem, sugerując, że spodziewaliśmy się po nim więcej, dodałem, że jest sam sobie winien, bo ma tak wysoko ustawioną przez siebie poprzeczkę. Że to, co u innych byłoby walką życia, u Adamka jest tylko dobrym występem. Polak nie byłby faworytem walki z którymkolwiek z braci, ale nie oszukujmy się – nikt nie byłby faworytem z Ukraińcami.
Walka jest łatwa do zrobienia dlatego, że Adamek gdyby chciał, to pewnie sam wypełniłby Madison Square Garden, a dla Kliczki to okazja pokazania się ponownie w Stanach, w tak lubianym przez niego Nowym Jorku, gdzie też ma przecież wielu fanów.
I ta specjalna rocznica, olbrzymi kawałek historii… Obaj pewnie zarobiliby więcej walcząc gdzieś na terenie Niemiec, gdzie Kliczkowie tak lubią się bić, ale nie ma niczego na świecie przypominającego atmosferę Garden podczas pojedynków pięściarskich. I Adamek nigdy tam jeszcze nie walczył. Najwyższy czas…
Jak wspomniałem we wstępie, rozmowy między szefami Madison Square Garden i Zyggim Rozalskim, doradcą Tomka, właśnie się rozpoczęły. Teraz żadna ze stron nie odkryje kart, ale biorąc pod uwagę najróżniejsze scenariusze krążące wokół Adamka, ten wydaje się najbliższy realizacji, bo zainteresowani są obaj pięściarze i ich doradcy, jest też akceptacja szefów Madison Square Gardem.
Przed Tomkiem byłaby jeszcze jedna – jeśli taka będzie decyzja jego i jego trenera Rogera Bloodwortha – walka w listopadzie tego roku, ale ja na miejscu fanów boksu nie planowałbym niczego specjalnego na drugą połowę marca 2011 r. W dwie ostatnie soboty tego miesiąca nie grają w Garden ani koszykarze Knicks, ani hokeiści Rangers. Legendarna sala czeka na wielki Boks.
pg /27.8.2010/
***
Adamek przyleje Kliczce
Tomasz Adamek wie, jak będą wyglądać jego najbliższe walki. Polski bokser najpierw pokona Vinniego Maddalone (4 grudnia), a potem zwycięży Witalija Kliczkę (12 marca) i zostanie mistrzem świata w wadze ciężkiej federacji WBC
Ostatnio w mediach niemieckich i rosyjskich pojawiły się informacje, że pojedynek Adamka z Kliczką jest prawie pewny. – Zgadza się – mówi Adamek. – Wstępne rozmowy trwają. 12 marca w hali Madison Square Garden w Nowym Jorku miałbym stanąć w ringu naprzeciw Witalija Kliczki. Najpierw jednak mam boksować z Maddalone.
Maddalone to przeciętny bokser, ale właśnie takiego chce teraz dla Adamka jego trener Roger Bloodworth.
– Roger chce, bym wygrał w dobrym stylu. Dlatego zdecydował się na Maddalone. A potem ma być Kliczko – tłumaczy Adamek.
Z Witalijem walczył Albert Sosnowski i przegrał w 10 rundzie. Według większości fachowców Ukrainiec to samo zrobi z Góralem.
– To chyba żarty. Przyleję Kliczce! – nie ma wątpliwości Adamek.
A gdy prowokacyjnie mówię, że przede wszystkim chce tej walki z powodu dużych pieniędzy, jakie może otrzymać, śmieje się:
– Pewnie. Za milion dolarów nie wyszedłbym do Kliczki. Za dwa też nie. To ma być rekordowa gaża. A tak zwani fachowcy będą zaskoczeni, jak zobaczą porażkę Kliczki.
Adamek jest pewny siebie. A jego umiejętności doceniły niemieckie media, które tak piszą o Polaku: Adamek maszerował w ostatnich latach przez trzy kategorie wagowe, będąc nie do zatrzymania. Teraz staje obok braci Kliczków, na czele wagi królewskiej, wagi ciężkiej. Często niedoceniany, uczy swoich przeciwników szacunku do siebie
Jeśli Kliczko przegra z Adamkiem, dojdzie do rewanżu (taki ma być zapis w kontrakcie). Adamek będzie więc mógł dwukrotnie pokonać Witalija. A w kolejce czeka jego brat – Władymir, mistrz świata organizacji IBF oraz WBO.
ryś /7.9.2010/
***
Adamek – Kliczko coraz bliżej
Tomasz Adamek jest bliski podpisania kontraktu, który zmieni jego życie. 12 marca przyszłego roku w Madison Square Garden Góral stoczy pojedynek z Witalijem Kliczką o pas mistrza świata organizacji
Z tego, co wiem, w październiku bracia Kliczkowie mają przylecieć do Nowego Jorku. Jednak szczegółów tej wizyty nie znam. Jeśli pojedynek zostanie zakontraktowany, to będę walczyć i już. Od tego jestem. Oby tylko nie stawiali żadnych dziwnych warunków. Takich nie do spełnienia – powiedział Adamek.Przedstawiciel ukraińskich bokserów Shelly Finkel skontaktował się już z promotorami Górala i amerykańską telewizją. Szef HBO Sports Ross Greenburg jest zainteresowany pokazaniem walk Kliczków w Stanach, ale… – Przeciwnikiem Ukraińców mieliby być David Haye albo Adamek. Innej możliwości nie widzę – stwierdził Greenburg.
Jak wiadomo Brytyjczyk, do którego należy pas organizacji WBA, unika starcia z Kliczkami. Zostaje Adamek, który warunki fizyczne ma podobne do Hayea, ale jest… znacznie odważniejszy. Niewykluczone, że to właśnie Greenburg sprowadza Ukraińców do Nowego Jorku, bo musi zorientować się, ile zażądają za walki. Ma to znaczenie przy planowaniu przyszłorocznego budżetu telewizji HBO.
Szacuje się, że za wcześniejsze pojedynki braci w USA płacono po 2-3 mln dolarów. Teraz stawka może być wyższa. Jak się nieoficjalnie dowiedzieliśmy, do współpromotora Polaka Ziggy Rozalskiego telefonowali właściciele Madison Square Garden i pytali, co myśli o walce jego zawodnika ze starszym z braci Kliczków, Witalijem.
kw/pw /7.9.2010/
***
Adamek najciekawszą opcją
Podczas konferencji prasowej po walce Władimira Kliczki (55-3, 49 KO) z Samuelem Peterem (34-4, 27 KO) dziennikarz angielskiej stacji Sky Sport zapytał trenera mistrza świata, z kim chciałby widzieć swojego podopiecznego w kolejnym pojedynku. Emanuel Steward wymienił kilka nazwisk, ale jego zdaniem najbardziej rozsądnym wyborem byłaby walka z naszym Tomaszem Adamkiem (42-1, 27 KO).
Władimir może walczyć z każdym. David Haye dużo mówi, ale unika konfrontacji. Numerem jeden w rankingu WBO jest Tomasz Adamek, który na chwilę obecną jest najciekawszą opcją. Pokonał w świetnym stylu Arreolę, w co szczerze mówiąc nie wierzyłem, tak więc dla mnie to najbardziej logiczna teraz walka dla Władimira. To dziwna sytuacja, ponieważ wszyscy unikają pojedynku z Witalijem i Władimirem, czyli mistrzami świata, a czegoś takiego w historii nie było. Tak więc najciekawszą opcją jest Adamek, ale dla nas naprawdę nie ma znaczenia z kim, możemy zmierzyć się z każdym – powiedział Steward.
bokser.org /12.9.2010/
***
Adamek pierwszy w kolejce do Kliczki
Sześciu Polaków znalazło się w najnowszym rankingu uważanej za jedną z najbardziej prestiżowych federacji w boksie zawodowym – International Boxing Federation. Najwyżej z naszych reprezentantów notowany jest Tomasz Adamek.
Góral zajmuje 3 miejsce w klasyfikacji kategorii ciężkiej i jest obecnie pierwszy w kolejce do walki z mistrzem świata tej organizacji Władimirem Kliczką, bo dwie pierwsze lokaty w rankingu nie są aktualnie obsadzone. Warto przypomnieć, że Adamek jest też liderem listy innej federacji, której mistrzem jest młodszy z braci Kliczków – a mianowicie WBO.
Dwóch bokserów z Polski znalazło się w notowaniu wagi półciężkiej. Aleksy Kuziemski jest na bardzo wysokim czwartym miejscu, a Dawid Kostecki jest ósmy.
W kategorii junior ciężkiej Paweł Kołodziej jest dziewiąty, a w wadze junior średniej jedenasty jest boksujący od wielu lat za Oceanem Paweł Wolak.
Niedawny pretendent do mistrzowskiego pasa IBF wagi półśredniej Rafał Jackiewicz po porażce z Dejanem Zaveckiem spadł na 5 miejsce w swoim przedziale wagowym.
za ringpolska.pl /26.9.2010/
***
Adamek w dziesiątce najlepszych
Zmierzający po mistrzowski tytuł królewskiej dywizji Tomasz Adamek jest na 10 pozycji rankingu najlepszych pięściarzy świata bez podziału na kategorie wagowe sporządzonego przez eksperta boksu Douga Fischera z prestiżowego magazynu The Ring.
Na liście Polak figuruje wśród takich gwiazd zawodowych ringów jak Manny Pacquiao, Floyd Mayweather Jr czy bracia Kliczko.
– Były mistrz wagi junior ciężkiej, teraz notowany w zestawieniach wagi ciężkiej. Od czasu swojej jedynej porażki, na punkty z Chadem Dawsonem, wygrał 11 walk z rzędu. Ten weteran ringów był challengerem w trzech najwyższych klasach wagowych, co w boksie zdarza się bardzo rzadko – można przeczytać o Adamku w komentarzu Fischera.
Top-10 Douga Fischera (wrzesień 2010)
- Manny Pacquiao
- Floyd Mayweather Jr
- Juan Manuel Marquez
- Władimir Kliczko
- Witalij Kliczko
- Paul Williams
- Sergio Martinez
- Pongsaklek Wonjongkam
- Fernando Montiel
- Tomasz Adamek
ringpolska /3.10.2010/
***
Adamek jak Brudny Harry
Tomasz Adamek w oczekiwaniu na kolejną walkę postanowił spróbować sił na strzelnicy w akademii policyjnej w New Jersey. Okazało się, że ma niesamowity talent. Strzelał z rewolweru niczym wytrawny snajper, trafiając w same dziesiątki!
Strzelałem z rewolweru Magnum kaliber 44, takiego samego używał Clint Eastwood w filmie Brudny Harry. Broń waży około 2 kilogramów. Strzelałem też z glocka 23 z automatycznym magazynkiem. Takimi na co dzień posługują się policjanci – powiedział Góral.
Adamek zaskoczył wszystkich celnością strzałów. – Jeszcze nie widziałem, by ktoś za pierwszym razem tak trafiał do celu. I to z obu rąk! On ma oko jak snajper. Byliśmy wszyscy w szoku – nie krył podziwu Robert Piwowarczyk, policyjny instruktor strzelania.
Góralowi bardzo spodobało się na strzelnicy. – Strzelanie wymaga koncentracji, podobnie jak walka w ringu. Wyciszam się kompletnie i koncentruję tylko na tym, jak trafić, czyli dokładnie jak w czasie bokserskiej walki – wyjaśniał Adamek.
Bokser nie ma w domu broni i nie zamierza jej kupić, mimo że w USA jest ona łatwo dostępna. – Nie boję się nikogo, a do obrony mam pięści, więc nie potrzebuję pistoletu. Poza tym jestem katolikiem i strzelanie do ludzi jest sprzeczne z moją wiarą – powiedział bokser.
mk-r/se /14.9.2010/
***
9 dni z rodziną w Polsce
/kolejny wpis z blogu Tomasza Adamka/
Byłem 9 dni z rodziną w Polsce. To tak długo jak stoczyć 9 rundową walkę w ringu. Kalendarz wypełniony spotkaniami do tego stopnia, że spałem tylko kilka godzin na dobę. Nie było czasu na aklimatyzację.
Większość spotkań miało charakter rodzinny, ale sporo czasu przeznaczyłem na spotkania z dziennikarzami i fanami boksu. Miałem sympatyczne spotkanie z fanem Łukaszem Podgórskim i jego narzeczoną Natalią, którzy przyjechali specjalnie z Irlandii. Od dawna byłem proszony o spotkania tego rodzaju, ale kolejne planowane walki nie pozwalały na przyjazd do Polski. Cieszę się, że zrealizowałem bogaty program spotkań, choć było naprawdę ciężko.
Końcowy akcent wizyty w Polsce nie należał do przyjemnych. W sobotę jadąc wypożyczonym volvo S80 z Gilowic na lotnisko w Krakowie uczestniczyliśmy w kolizji drogowej. W Kalwarii Zebrzydowskiej zatrzymałem się przed autem skręcającym w lewo i oczekiwałem aż odjedzie w boczną ulicę. Nagle usłyszeliśmy przeraźliwy pisk opon, a następnie odczuliśmy uderzenie w tył naszego volvo. Wysiadłem by zobaczyć, co się stało. Kolizję spowodował młody człowiek, a jego opel miał kompletnie rozbity przód. W naszym volvo pojawiło się jedynie pionowe pęknięcie zderzaka.
Niewiarygodne jak zderzak volvo przyjął całą siłę uderzenia i nawet nie odkształcił się. Wszystko to miało miejsce na krótko przed naszym odlotem. Mieszkańcy pobliskich domów i klienci sklepów widząc nas całych i zdrowych zareagowali zupełnie normalnie. Rozpoznawszy mnie prosili o autografy. Całe szczęście, że nikomu nic się nie stało oraz, że mogliśmy dojechać na czas na lotnisko. W domu byliśmy w sobotę wieczorem czasu amerykańskiego.
W Polsce, tak jak w USA, zadawano mi pytania o walkę w grudniu, ale wiele razy pytano też o walkę z Kliczką. Słyszałem wiele opinii fanów boksu na ten temat, a doniesienia medialne w internecie śledziłem na bieżąco. Co zaś do walki o pas, sytuacja jest rozwojowa. Co chwila pojawiają się wypowiedzi na ten temat, a tak naprawdę jest jeszcze za wcześnie na konkrety. Moim zdaniem dopiero pod koniec października należy spodziewać się pierwszych prób rozmów.
Bracia Kliczko zawalczą wkrótce w ringu, a dopiero po ich pojedynkach zaczną negocjacje nasi promotorzy wraz z prawnikami. Ja do tego czasu będę też miał co robić. Na początku grudnia wyjdę do ringu na ostatnia walkę w tym roku. Nie będzie czasu na nudę…
Tomasz Adamek /blog/ /6.9.2010/
***
Dumny Adamek na Paradzie Pułaskiego
W niedzielę 3 października Tomasz Adamek wziął udział w 73 Paradzie Pułaskiego, która przeszła 5th Avenue na Manhattanie.
Polski bokser był marszałkiem reprezentującym miejscowości stanu New Jersey: South Bergen i West Hudson. Przy okazji także promował swoją walkę z Vinnym Maddalone, która odbędzie się 9 grudnia w Prudential Center w Newark.
– Parada to najwspanialsza polska uroczystość na amerykańskiej ziemi. Jestem dumny, że mogłem wziąć w niej udział – powiedział Adamek.
int.pl /4.10.2010/
***
Bóg i Pismo Święte
Rozmowa z Tomaszem Adamkiem przed jego walką z Grantem
Tomasz Adamek przyznał, że modlitwa ma dla niego duże znaczenie w ostatnich chwilach przed pojedynkami
Do starcia z Grantem pozostały praktycznie godziny. Jak samopoczucie przed walką?
Przede wszystkim jestem zdrowy. Psychicznie i fizycznie czuję się świetnie. Trenuję już tylko raz dziennie – wieczorem. Resztę dnia odpoczywam. To są dla mnie długie dni. Cały czas oczekuję, aż przyjdzie sobota. Trenując intensywniej czas szybciej upływał. Teraz rano się nudzę. Gdybym miał możliwość przesunięcia tej walki, to w tej chwili wyszedłbym na ring i załatwił sprawę.
Jest u ciebie doza niepewności przed pojedynkiem z Grantem? Z tego typu bokserem jeszcze nie walczyłeś.
Kiedy zacznie mną szargać niepewność lub strach, to będzie sygnał, że czas opuścić ring i zakończyć karierę. Mocno wierzę w Boga, to dodaje mi wiele sił. Dzięki niemu do ringu wchodzę z przekonaniem w końcowy sukces.
Czy cykl przygotowawczy został wykonany zgodnie z planem?
Tak. Zaczęliśmy przygotowania bardzo wcześnie. Z Rogerem Bloodworthem w gymie widzieliśmy się codziennie przez jedenaście tygodni. Korygowaliśmy błędy, poprawialiśmy mój balans ciała, abym podczas pojedynku nie był statyczny. Przetrenowaliśmy wiele sztuczek bokserskich, które mają mi pomóc unikać ciosów w ringu. Do tego dochodziło przygotowanie fizyczne i oczywiście sparingi.
Polscy kibice w New Jersey żyją już pojedynkiem z Grantem?
Od ponad miesiąca wiszę na bilbordach w mieście. Fani, którzy są najlepsi na świecie, z niecierpliwością czekają na tę walkę. Postaram się ich nie zawieść. W tej chwili staram się unikać wychodzenia w miasto bez potrzeby. Potrzebuję spokoju i rodzinnej atmosfery, by wypocząć i nabrać sił.
Zgodzisz się opowiedzieć o dniu, w którym wychodzisz do ringu? Tego kibice nie widzą, oko kamery również nie ma wstępu w ten świat tuż przed walką…
To jest typowy dzień pełen spokoju i relaksu. Czytam Pismo Święte, czasem wyjdę na spacer, podczas którego i tak w głowie się modlę. Odcinam się od otaczającego mnie świata. Telefonów już nie odbieram.
rozm. pc/wp /18.8.2010/
***
Wie jak się bić z olbrzymami
Rozmowa z Tomaszem Adamkiem o sobotniej walce w USA z Michaelem Grantem
Co robi kilka dni przed walką przyszły mistrz świata wagi ciężkiej w boksie?
Bez przerwy odbieram telefony. W sobotę wieczorem tutejszego czasu (w niedzielę ok. 5 rano czasu polskiego) wyjdę do ringu, więc dziennikarze dzwonią i pytają o różne rzeczy. Normalnie o tej porze (rozm. o 8 rano czasu amerykańskiego) jadłem śniadanie, a później jechałem na trening. Nie miałem daleko, 15 minut samochodem. Teraz jest już blisko walki, koniec ciężkich treningów, nie muszę się tak wcześnie zrywać z łóżka.
Czuje pan już dreszcz emocji?
Nie. Taki typ jak ja już tak ma. To dar od Pana Boga. Każdemu coś daje, a mnie dał właśnie mocną psychikę, której nie spala myśl, że przyjdzie mi się bić z kimś znacznie większym od siebie.
Naprawdę się pan nie boi? Grant to olbrzym. Ma ponad 2 metry wzrostu i 112 kg samych mięśni. Od 8 lat nie przegrał.
Za kilka godzin stanę obok niego podczas oficjalnej konferencji prasowej. Wiem, że jest wyższy o głowę, cięższy, ale to mu nie pomoże. Jestem szybszy, a to jest najważniejsze. Nie przegrał tyle lat? Zgadza się, tylko z kim walczył? Z przeciętniakami. A wcześniej znokautowali go przecież Lennox Lewis, Jameel McCline i mój niedawny sparingpartner Dominick Guinn.
Joe Santoliquito, redaktor naczelny The Ring, twierdzi, że znokautuje pan Granta w 5 rundzie. Co pan na to?
Każdy ma prawo mówić, co chce. Ja nie jestem od przepowiedni tylko od boksowania. Wiem, że muszę wykorzystać swoją szybkość i nie ryzykować bez potrzeby.
Taka jest taktyka Rogera Bloodwortha, który będzie stał w pańskim narożniku?
Roger zna Granta doskonale, wie, czego się można po nim spodziewać, więc go słucham. To bardzo dobry trener. Potrafi uczyć, jest cierpliwy i wyrozumiały.
Czego można jeszcze nauczyć dwukrotnego mistrza świata w 2 różnych kategoriach wagowych?
Wszyscy uczymy się do śmierci. I ja też się dalej uczę, tym bardziej że widzę efekty. Lepiej unikam ciosów, mocniej biję, bo dużo pracujemy, by zadawać je z pełnym skrętem.
Wiele lat trenował pan pod okiem Andrzeja Gmitruka. Później na krótko włączyli się Sam Colonna i Buddy McGirt, a do walki z Chrisem Arreolą przygotowywał pana Ronnie Shields, któremu w końcowej fazie pomagał Bloodworth. Teraz został z panem sam…
O pracy z McGirtem nie chciałbym mówić. To było nieporozumienie. Gmitruk odszedł, bo miał kłopoty zdrowotne. Teraz jest Roger i myślę, że tak już zostanie.
Specjaliści od przygotowania fizycznego też się często zmieniali…
Ale nikt nie stawiał niczego na głowie. Od każdego z nich brałem to, co najlepsze.
I co, jest pan lepszy niż kilka miesięcy temu, gdy walczył pan z Arreolą w Kalifornii?
Na pewno silniejszy. Coraz lepiej czuję się w swoim ciele, a to bardzo ważne. Miałem dwóch wysokich sparingpartnerów, Saleema Faruqa i Malika Scotta, więc już dobrze wiem, jak bić się z olbrzymami.
To co, znokautuje pan tego Granta? On opowiada, że panu spuści lanie.
Jak Bóg da, to go znokautuję.
JP /19.8.2010/
***
Supermaszyna go wzmocniła
Mam coraz silniejszy cios, biję tak mocno jak nigdy – mówi Tomasz Adamek. Przygotowujący się do sobotniej walki z Michaelem Grantem (38 l.) polski bokser wzmocnił się, używając nowego rewelacyjnego wynalazku – burn machine.
Jak jest z twoim ciosem? Słyszałam, że wybijasz przeciwnikom zęby w czasie sparingów.
Pierwszy raz o tym słyszę (śmiech). Kto ci to powiedział!? Choć prawda jest taka, że na pewno mam silniejszy cios niż wcześniej, z walki na walkę potrafię uderzyć coraz mocniej. Widać to w czasie sparingów i w czasie tarczowania. Mam 34 lata i czuję, że jestem w sile wieku.
Dalej trenujesz waląc w wielką oponę młotkiem?
Młotkiem to ja waliłem, kiedy miałem 12 lat. Teraz uderzam ogromnym młotem. To ćwiczenie też mnie wzmacnia, ale i tak największa moja siła leży w nogach, które zawsze były moją mocną stroną.
Podczas treningów używałeś nowego przyrządu. Chodzi o burn machine. Jak właściwie działa ta zabawka?
To nie zabawka, tylko poważne urządzenie, budujące siłę ramion. Jest świetne. Waży ok. 4 kilogramów. To połączone metalową konstrukcją dwa pierścienie, które poruszasz okrężnymi ruchami ramion. Po kilku minutach treningu ta maszyna nieźle daje się we znaki, mięśnie są tak zmęczone, że czuję się, jakby moje ręce ważyły setki kilogramów.
Jak wyglądają twoje ostatnie dni przed walką z Michaelem Grantem?
Spokojnie, bez nerwów, pełen relaks i koncentracja na walce. W środę miałem ostatni, lekki trening. Ćwiczyłem z tarczą, rozciągałem się. To wszystko po to, by mięśnie się nie zastały i by spalić trochę kalorii. W czwartek pójdę na długi spacer z moim psem. Łazimy wieczorami, bo w ciągu dnia jest taki upał, że psina nie chce nawet wychylić nosa z domu.
Co jesz?
Dzisiaj na przykład zjadłem krewetki z makaronem. Moja żona Dorota codziennie wymyśla mi inne potrawy. Jest wspaniałą kucharką. Teraz ważę dokładnie 99 kg.
Upiekła ci twoje ulubione ciasto drożdżowe?
Ostatni raz jadłem je z miesiąc temu. Wiesz, w moim wieku trzeba już dbać o linię (śmiech).
Żona będzie na walce?
Przecież nie mogłoby jej zabraknąć. Ale nawet nie wiem, gdzie będzie siedzieć. W czasie walk czuję jej obecność, ale nie szukam jej wzrokiem. Skupiam się tylko na walce. Mamy swój rytuał. Przed walką Dorota jeszcze w szatni całuje mnie na szczęście, a po walce całuje mnie w nagrodę za zwycięstwo. Pokonam Granta, by zasłużyć na tego drugiego całusa.
MKR/SE /19.8.2010/
***
Jak wygra, rozbije bank
Tomasz Adamek jest gotowy do walki z Michaelem Grantem i liczy na doping kilkunastu tysięcy kibiców w Prudential Center w Newark pod Nowym Jorkiem. Zegarki w Polsce powinny wtedy pokazywać godz. 4:30 nad ranem w niedzielę.
Konfrontację twarzą w twarz Tomasz Adamek i Amerykanin Michael Grant mają już za sobą. Jutro bokserów wagi ciężkiej czeka oficjalne ważenie, a w sobotę wejdą do ringu. – Już nie mogę się doczekać. Jestem gotowy – mówi Adamek. Góral jest zdecydowanym faworytem. Firma Unibet na zwycięstwo Polaka przyjęła kurs 1.10, a szanse Granta oceniane są na 6.50.
W lepszej formie mają być też jego… buty. O tym, jak ważna to sprawa, Góral przekonał się podczas ostatniej walki z Chrisem Arreolą. W 4 rundzie starcia w kalifornijskim Ontario w bucie Adamka odkleiła się podeszwa. – Od razu coś mi nie pasowało, ale zbyt długo się nie przyglądałem. Nie było czasu, bo przecież trwała walka – opowiadał. W przerwie między rundami ludzie z narożnika Adamka zakleili podeszwę plastrem. – To były nowe buty, prosto z pudełka – mówi Adamek. Firma, która je wyprodukowała, czyli Everlast najadła się sporo wstydu. Teraz sytuacja ma się już nie powtórzyć. – Mam dwie pary, na wszelki wypadek – śmieje się Adamek i dodaje: Teraz Everlast zrobił mi lepsze buty, ze wzmocnioną podeszwą.
‘Pamiętaj’ o 4:30
Adamek nie zraził się do tego producenta i nadal będzie walczył w rękawicach tej firmy. – Bardzo je lubię – mówi. Dla poszukujących szczegółów pojedynku mam informację, że Polak będzie w czerwonym narożniku, a do ringu wejdzie jako drugi, przy dźwiękach utworu Funkyego Polaka ‘Pamiętaj’. Zegarki w Polsce powinny wtedy pokazywać godz. 4:30 nad ranem w niedzielę. Wiadomo, że przed starciem Adamka z Grantem zobaczymy 6 innych walk, choć stawką żadnej nie będzie mistrzowski pas.
Nie zmieni się też logo na spodenkach Polaka i nadal będzie reklamowana tam firma Portfel. To długoterminowy kontrakt, a polski bokser z tytułu tej współpracy może liczyć na kilkaset tys. zł. Współpromujący Polaka Ziggy Rozalski o finansowych szczegółach gali mówić nie chce. – O żadnym budżecie nie ma co paplać, bo… takiego nie było. Zarządzający halą sprzedają bilety i jest kasa. Nie wiem, ile będzie w całej puli. To przecież zależy też od ilości sprzedanych pay-per-view. Razem ze wszystkim może wyjść milion dolarów. A może dwa albo trzy. Zresztą, ile razy mam mówić, że dżentelmeni o pieniądzach nie rozmawiają. Ja już i tak dużo wam powiedziałem w ostatnich dniach – śmieje się Rozalski.
Będzie zysk
Postanowiłem jednak wszystko policzyć. Grant, według naszej wiedzy, zarobi około stu tys. dol. Do tego dochodzą koszty ekipy Amerykanina, a organizatorzy, czyli Adamek i jego ludzie, muszą opłacić przylot rywala oraz dwóch 2 z jego teamu i hotele. Są też koszty związane z innymi walkami. Tym niemniej po stronie zysków powinno być znacznie więcej.
Bilety na sobotnią galę, która odbędzie się w hali Prudential Center w Newark pod Nowym Jorkiem, kosztują od 53 do 253 dol. Ziggy i przede wszystkim Adamek spodziewają się, że na trybunach zasiądzie nawet 15 tys. kibiców. To może przynieść dochód ok. miliona dol. Tyle że swoją działkę zabiorą też zarządzający halą Prudential Center. Kolejne wpływy to pieniądze od telewizji Polsat. Powołując się znowu na nieoficjalne informacje wiem, że stacja Zygmunta Solorza zapłaci sto tys. dol. Trzeba też jednak pamiętać o procencie dla oficjalnego promotora Adamka, czyli grupy Main Events. Tak czy inaczej, wydaje się, że Adamek może liczyć na kilkaset tys. dol. Oczywiście, jeśli rzeczywiście przyjdzie 15 tys. ludzi, a inni kibice kupią możliwość oglądania walki w systemie pay-per-view.
Pnie się w górę
Rozalski przyznał, że złote lata zawodowego boksu już dawno minęły. Teraz trudniej o zarobienie wielkiej kasy. Dodał jednak, że Adamek pnie się w hierarchii wagi ciężkiej i jego dochody też rosną. Wygrana z Grantem będzie kolejnym krokiem w dobrą stronę. Mówi się, że jest blisko do walki z którymś z braci Kliczków. Takie starcie w USA pokazałaby chętnie stacja HBO. Wtedy Góral mógłby na pewno liczyć na czek z 6 zerami na końcu. A gdyby wygrał i został mistrzem świata…
KW/PS /19.8.2010/
***
Grant to nie leszcz
Rozmowa z Ziggym Rozalskim, promotorem Adamka
Sprzedamy pewnie 14 tysięcy biletów, do tego zyski z telewizji i pay per view. Będzie dobrze, nawet bardzo dobrze – mówi Ziggy Rozalski, promotor Tomasza Adamka
Czyim pomysłem był Grant jako rywal dla Adamka?
Michael Grant zgodził się na walkę z Tomkiem. Inni się go bali. Poza tym, Grant nie chciał zarobić jakiejś gigantycznej forsy. Rozmawialiśmy z Hasimem Rahmanem, ale ten czując, że może przegrać, chciał ogromnej kasy, bo aż trzystu tysięcy dolarów. Przegiął. Grant to dobry wybór, bo Tomek musi walczyć z wielkimi bokserami. A Grant jest duży.
Kiedyś z tym samym Grantem walczył Andrzej Gołota. Wtedy, w listopadzie 1999 roku, był pan w narożniku. Pamięta pan tamtą walkę?
Pewnie. Andrzej miał go w pierwszej rundzie dwa razy na deskach! A w dziesiątej sam dostał kilka razy, upadł, szybko wstał i powiedział sędziemu, że nie chce dalej walczyć. Nie wiem dlaczego. W szatni po walce było cicho. Ale ten Grant to dobry bokser, a nie żaden leszcz. Zaczyna powoli, sam byłem pewny, że w drugiej rundzie Andrzej go dokończy i będzie po sprawie. A on okazał się świetnie przygotowany kondycyjnie. Kiedy Gołocie zaczęło brakować sił, on ciągle był szybki. Szkoda, że tak się stało. Gdyby Andrzej wtedy wygrał… HBO chciało jego kolejnych walk i dawało furę kasy!
Wtedy była lepsza koniunktura.
I to o ile! Gołota za Granta dostał chyba ponad milion dolarów, a kolejne miliony były na wyciągnięcie ręki. To był złoty okres dla boksu. Zresztą nie tylko, bo wszędzie można było zarobić. Pieniądze aż piszczały, żeby je brać. Dam takie porównanie – dzisiaj stacja HBO, czyli najbogatsza telewizja pokazująca boks, ma roczny budżet na ten sport rzędu 25-30 milionów dolarów. Wtedy mogli wydać rocznie 125-130 milionów! Taki Arturo Gatti przegrywał walkę, a oni w następnej płacili mu trzy czy cztery miliony!
Tomek trafił na gorsze czasy.
Na inne. Ale nie jest źle. Musi tylko wygrać z Grantem.
Powiedział pan, że Gołota za Granta zarobił ponad milion dolarów. Adamek chciałby tyle dostać.
Dżentelmeni o pieniądzach nie rozmawiają.
Panie Ziggy…
(śmiech) No dobrze. Tomek jest jak gdyby organizatorem przedsięwzięcia i kasuje zyski. Oczywiście swoje dostaje Grant. Mniej niż chciał Rahman, ale nie chcę mówić o szczegółach (według naszych szacunków Grant zarobi sto tysięcy dolarów – przyp. red.). Trudno też przewidzieć, ile zostanie dla Tomka. Ale sprzedamy pewnie co najmniej czternaście tysięcy biletów, do tego dojdą zyski z telewizji i pay per view. Będzie dobrze, nawet bardzo dobrze.
Łatwy zarobek, bo Adamek jest zdecydowanym faworytem.
Nie ma co zapeszać. Zaraz, chce pan powiedzieć, że będzie łatwo? Po pierwszej rundzie walki Gołoty z tym samym Grantem też tak myślałem. I co?! Grant wygrał. Powtarzam: to nie jest jakiś tam leszcz, a bardzo dobry bokser. Przypomniało mi się, jak po pojedynku Andrzeja z tym Grantem pytamy z trenerem Rogerem Bloodworthem Gołotę, co się w ogóle stało, że się poddał. Odpowiedział tylko: nie wiem.
Bloodworth to dzisiaj trener Adamka. Żeby nie przyniósł wam pecha.
Śmiesznie się złożyło. Już dawno mówiłem półżartem do Rogera, żeby się wzięli ostro za robotę, bo nikt nie chce powtórki. Tamta walka była jednak już dawno. Dzisiaj myślę sobie, że Andrzejowi w całej karierze zabrakło szczęścia. On i Tomek to moi przyjaciele. Andrzej na pewno więcej zarobił i jest najpopularniejszym polskim bokserem. Tomek ma ogromny talent, zdobył dwa pasy w różnych kategoriach wagowych i zmierza po trzeci, więc to o nim chyba można powiedzieć, że jest najlepszym polskim bokserem.
W drodze po pas wagi ciężkiej…
Wiem, o co chodzi. Telewizja HBO twierdzi, że pokaże braci Kliczków albo Davida Hayea tylko wtedy, kiedy będą boksować z Adamkiem. Oni wiedzą co mówią, bo interesują ich kibice. Dzisiaj w Ameryce pierwsze dwa miejsca zajmują Floyd Mayweather junior i Manny Pacquiao, a za nimi jest Tomek. Floyd to Amerykanin i żywa legenda, Manny boksuje w USA od dwunastu lat, więc Tomka jeszcze sporo od nich dzieli. Ale gdzie są inni?! Przecież Adamek w USA na stałe mieszka dopiero od dwóch lat. Na walce ze Stevem Cunninghamem było z sześć tysięcy ludzi. Na Jasona Estradę przyszło już dwa razy więcej, a teraz bilety kupi piętnaście albo szesnaście tysięcy ludzi! Jest dobrze, naprawdę. A gdyby Tomek słuchał mnie wcześniej, byłoby jeszcze lepiej.
Chodzi o to, że mógł przenieść się do USA na stałe?
Oczywiście! Dzisiaj, po pięciu latach w metropolii nowojorskiej, miałby mnóstwo pieniędzy i mógłby powoli kończyć karierę, będąc tak popularnym człowiekiem jak Gatti albo Gołota. Ale rozumiem, że było mu trudno zdecydować się na taki krok. Dobrze, że w końcu podjął taką decyzję.
Wiele czasu wam nie zostało, bo Tomek ma już 33 lata.
Więc ze dwa lata jeszcze mamy. Jeśli zdobędzie pas mistrza świata wagi ciężkiej, to ustanowi rekord bardzo trudny do pobicia przez kogokolwiek. Dwa lata… Powinniśmy zdążyć. Ale decyzja o tym, kiedy będziemy starać się o walkę mistrzowską, nie należy do mnie. Pytałem już zresztą Rogera, kiedy będziemy gotowi na Kliczkę. Odpowiedział krótko: powiem ci po Grancie.
rozm. kw /17.8.2010/
***
Jak uciec od Kliczków
Na walce z ukraińskimi braćmi można dobrze zarobić, ale ceną jest nokaut. Nic więc dziwnego, że potencjalni rywale uciekają gdzie pieprz rośnie. Niektórzy, tak jak Rosjanin Aleksander Powietkin, narażają się na obraźliwe epitety, inni, jak Anglik David Haye, stosują sztukę uników
O tym, że Witalij i Władymir Kliczkowie będą rządzić wagą ciężką już czternaście lat temu mówił trener Muhammada Alego Angelo Dundee. A było to w czasach, gdy walczyli jeszcze wielcy mistrzowie tamtych lat: Riddick Bowe, Mike Tyson, Evander Holyfield i Lennox Lewis. Wielu wierzyło wówczas, że dołączy do tego grona Andrzej Gołota. Dundee stawiał jednak na Kliczków i się nie pomylił.
Dwumetrowi atleci z Kijowa mieli za sobą efektowne kariery amatorskie (szczególnie młodszy). W mig nauczyli się obcych języków, porobili doktoraty i ruszyli na podbój zawodowych ringów. Dziś należą do nich trzy z czterech najważniejszych pasów (WBC, IBF, WBO), stworzyli koncern pod nazwą K2 (firma ta zajmuje się ich interesami), podpisali kontrakt z telewizją RTL i od dawna sami decydują o swojej przyszłości.
Ci, którzy twierdzą, że w ringu są nudni jak flaki z olejem i nie mieliby żadnych szans w konfrontacji ze starymi mistrzami, nie mają racji. To nie Kliczkowie są problemem zawodowego boksu tylko rywale, a konkretnie ich brak. Starszy Witalij niczego już nikomu nie musi udowadniać. Przed laty stoczył przecież dramatyczną walkę z Lennoksem Lewisem, którą przegrał z powodu kontuzji. Warto pamiętać, że propozycję tę dostał zaledwie 12 dni wcześniej, bo rywal Lewisa doznał kontuzji.
Walki między braćmi nie będzie
Młodszy Władymir, lepszy technicznie od Witalija, ale nie tak mocny psychicznie, podniósł się po trzech ciężkich porażkach przed czasem i jest dziś królem wagi ciężkiej. Jedynym, który mógłby go pokonać, jest starszy brat, ale do takiej walki nigdy nie dojdzie.
Trener Emanuel Steward (pracował z Thomasem Hearnsem, Holyfieldem, Oscarem De La Hoyą, Lewisem) uważa, że umiejętności Władymira i Witalija docenimy dopiero po latach. Teraz o klasę, czasami dwie przerastają konkurencję, więc trudno o chłodny obiektywizm.
Nie widać nikogo, kto mógłby ich pokonać. Naturalny następca tronu, Rosjanin Aleksander Powietkin, mistrz świata, Europy i igrzysk olimpijskich, zwyczajnie zrejterował, rezygnując z walki z Władymirem. Skłonił go do tego Teddy Atlas, pierwszy trener Mike Tysona, człowiek, który doprowadził do tytułu mistrzowskiego w wadze ciężkiej Michaela Moorera.
Dlaczego ktoś taki jak Atlas, lubiący ryzyko i ekstremalne wyzwania, nie zdecydował się na walkę, która mogła przynieść Powietkinowi miliony dolarów i sławę? Bo wiedział, że przyniesie klęskę. Powietkin jest za mały, za słaby fizycznie, by skutecznie walczyć z takim gladiatorem jak młodszy Kliczko.
16 października do ringu wyjdzie starszy z braci, 39-letni Witalij. Jego rywalem będzie o rok młodszy Amerykanin Shanon Briggs i już dziś można przewidzieć zakończenie tej walki. Briggs padnie na deski tak jak Samuel Peter w minioną sobotę, ale i tak wszyscy będą zadowoleni, bo sukces finansowy tego przedsięwzięcia jest pewny.
Naturalnym rywalem braci powinien być Anglik David Haye, mistrz organizacji WBA, ale on jak nikt inny opanował sztukę uników poza ringiem. I dopóki będzie to możliwe, dopóty nie zgodzi się na taką konfrontację.
Któż więc pozostaje Ukraińcom? Emanuel Steward mówi, że Tomasz Adamek, to samo twierdzą szefowie potężnej amerykańskiej stacji telewizyjnej HBO. W marcu, w 40 rocznicę pierwszej walki Muhammada Alego z Joe Frazierem, chcą zorganizować w nowojorskiej Madison Square Garden wielkie widowisko z jednym z Kliczków i Polakiem w rolach głównych.
Małymi krokami
Adamek mówi, że jeśli kasa będzie się zgadzać, to wyjdzie do ringu, ale to mało prawdopodobne. Ziggy Rozalski, współpromotor polskiego boksera, woli metodę małych kroków. Adamek stoczył dopiero cztery walki w wadze ciężkiej, jest znacznie niższy od Kliczków, lżejszy i słabszy fizycznie. Każdy pojedynek z olbrzymami w najcięższej kategorii to duże ryzyko.
Bezpieczniej jest zarobić milion dolarów za starcie z Vinnym Maddalone (najbliższy rywal Polaka), niż dać się zetrzeć w proch Kliczkom. Dlatego Adamek będzie zwlekał jak najdłużej i podbijał cenę.
jp/rp /14.9.2010/
***
Wielkie pieniądze dla Władymira Kliczki
W minioną sobotę Władimir Kliczko po raz dziewiąty z rzędu obronił tytuły mistrzowskie WBO i IBF kategorii ciężkiej, bez większego problemu rozprawiając się w niespełna 10 rund z Samuelem Peterem. Szacuje się, że Ukrainiec dzięki sobotniemu pojedynkowi wzbogacił się o około 3 miliony euro.
Skąd taka suma? 3 miliony za transmisję z gali we Frankfurcie zapłaciła niemiecka telewizja RTL. Dodatkowe 0.5 mln pochodzi z praw do transmisji dla stacji zagranicznych, a kolejny milion z hakiem ze sprzedaży biletów.
Z otrzymanej kwoty blisko 5 mln euro opłacić jednak trzeba jeszcze przeciwnika, ubezpieczenie, trenera i organizacje bokserskie sankcjonujące pojedynek.
Dr Stalowy Młot pieniądze zarabia jednak nie tylko w ringu. Dochody przynoszą mu także kontrakty reklamowe z firmami sportowymi, żywieniowymi, samochodowymi i telekomunikacyjnymi. Stan konta Władimira Kliczki oceniany jest aktualnie na 20 milionów euro. Starszy z braci Kliczów – Witalij, który 16 października zmierzy się w obronie pasa WBC z Shannonem Briggsem, zgromadził podobno na koncie 5 milionów mniej.
Warto dodać, że obaj ukraińscy mistrzowie pięści, którzy całkowicie zdominowali boks w królewskiej dywizji, są również właścicielami kilku nieruchomości w różnych miejscach świata.
ring polska /14.9.2010/
***
Bracia wiedzą jak zarabiać pieniądze
Klitschko Management Group – tak nazywa się tajemnica finansowego sukcesu braci Kliczków. To, jak pisze Bild, prawdziwa maszynka do robienia pieniędzy, działająca nie tylko na i wokół ringu, lecz także w branży doradczej.
Zatrudnia na stałe osiem osób, ma siedzibę w Hamburgu, a dzięki niej Władymir (pasy IBF, WBO) i Witalij Kliczko (WBC) zarobili już kilkadziesiąt milionów euro. Czyli tyle, co żaden europejski bokser.
Płacą w Niemczech
Firma Kliczków – trzecim udziałowcem w KMG jest były dziennikarz Bernd Bonte – daje im ogromną przewagę nad konkurencją. Pozwala funkcjonować właściwie bez opieki promotorskiej. Ukraińcy nie chcą się dzielić zyskami i zazwyczaj nie mają też interesu w tym, aby bić się za oceanem. W Niemczech kocha się ich nie tylko za klasę sportową, ale i nienaganny wizerunek. No i za to, że płacą podatki za Odrą. Tylko z kontraktów reklamowych (McFit, Eunova, Telekom i Mercedes) każdy z Kliczków może liczyć na prawie 2 mln euro rocznie.
Za ostatnią walkę z Samuelem Peterem 34-letni Władimir otrzymał według niemieckiej prasy 5 milionów euro. Złożyły się na to 3 miliony wyłożone przez telewizję RTL, pół miliona za transmisję do innych krajów, milion z biletów oraz kolejne pół miliona z samej promocji przedsięwzięcia.
Według naszych wyliczeń przychód mógł być nawet dwukrotnie większy! Bracia negocjowali bowiem niedawno wart 40 milionów euro kontrakt z RTL, który przewidywał 5 milionów za każdą z ośmiu kolejnych walk. Ostatecznie go nie podpisali, lecz nie wierzę, by teraz dostali mniej – powiedział doskonale zorientowany Andrzej Wasilewski z grupy KnockOut Promotions. I dodał, że jeśli doliczymy do tego 3 miliony euro z biletów (na stadionie we Franfurcie było 43 tys. widzów, średnia cena biletu 80 euro – przyp. red.) oraz po milionie ze sprzedaży praw telewizyjnych do Europy (głównymi płatnikami były stacje z Rosji, Ukrainy, Wielkiej Brytanii i Francji) i od sponsorów, na bank uzbiera się 10 milionów euro! Po odliczeniu kosztów organizacyjnych, ubezpieczeń, przygotowań, gaży dla trenera Emanuela Stewarda (ok. 200 tys. euro) i Samuela Petera (ok. 500 tys.) KMG powinna mieć 6-7 milionów zysku.
po/ps /15.9.2010/
Kategoria Sport
















































































































































































