Wszystko zawdzięcza Suskiemu
Piotr Małachowski, dyskobol urodzony w Żurominie, zdobył w Pekinie srebrny medal olimpijski. To pierwszy duży, a zarazem życiowy, sukces miotacza, mieszkającego w Bieżuniu
– Jestem szczęśliwy i usatysfakcjonowany, bo nie marzyłem o srebrnym medalu. Cieszyłbym się bardzo nawet z brązowego, a mam srebrny. Można więc w następnych latach mieć nadzieje i aspirować nawet do złotego – mówi mierzący 193 cm i ważący 128 kg Małachowski. Po powrocie z olimpiady wicemistrza igrzysk witał na lotnisku na Okęciu chyba cały Bieżuń… – Może nie cały, ale było dużo osób z Bieżunia. Była cała orkiestra strażacka. Byłem w szoku… Wielkie dzięki dla nich wszystkich. Zrobili mi ogromną niespodziankę, którą zapamiętam do końca życia – twierdzi dyskobol. Ze swoich najmłodszych lat Małachowski najmilej wspomina grę na trąbce w orkiestrze strażackiej w Bieżuniu. – Tak… Były to bardzo fajne lata, zwiedzałem z orkiestrą całą Polskę, była niezła zabawa. Tak, ten okres był najfajniejszy, bo później bywało gorzej – mówi. Jest zawodowym żołnierzem. Ale nie dostał awansu po sukcesie olimpijskim. Nie został kapitanem, czy pułkownikiem… Mówi, że niestety, ale tylko minister może dać mu awans… I to nie minister sportu. Ten pewnie by dał… Stopień może podwyższyć tylko minister obrony.
Co robi wicemistrz olimpijski na treningach, poza rzucaniem dysku?
Dźwiga dużo ciężarów i biega przebieżki, których nienawidzi… Niektórzy twierdzą, że najważniejsza w rzucie dyskiem jest szybkość. – Nie, nie szybkość. Musi być wszystko odpowiednio połączone, to znaczy siła, szybkość i technika. Kiedy to wszystko się uda zgrać na jednych zawodach, to wtedy jest dobry wynik – uważa Małachowski. Najwięcej zawdzięcza, oczywiście, Witoldowi Suskiemu. To chyba supertrener, bo to on właśnie odkrył jego, a także mistrza olimpijskiego w pchnięciu kulą Tomasza Majewskiego. – To człowiek, który nas obu znalazł gdzieś na zawodach podwórkowych w Ciechanowie. On nas poprowadził i wielkie dzięki dla niego. Bez niego by nie było naszych sukcesów – mówi
Małachowski.
Uważa, że jest na pewno w stanie pokonać na najważniejszych zawodach obu swych największych rywali, Kantera z Estonii i Aleknę z Litwy. – Jest to na pewno w moim zasięgu. Wygrywałem już z nimi oboma, choć w jednym konkursie na ważnej imprezie jeszcze nie. Muszę mieć tylko dobrego lekarza i fizjoterapeutę. W tym roku tego zabrakło na początku okresu przygotowawczego, przyplątały się też kontuzje. Jeżeli więc pod tym względem będzie tak jak trzeba, to myślę, że poprawię moje wyniki – optymistycznie zapowiada Małachowski.
Cezary Dąbrowski
Kategoria SportComments
Masz coś do przekazania?
















































































































































































