Najważniejsza jest rodzina

Rozmowa ze sztangistą Szymonem Kołeckim

Podczas olimpiady protestował pan w sprawie Tybetu?

Tak. W proteście ogoliłem głowę.

Co jest dla pana najważniejsze w życiu, sport, rodzina?

Ta trójka, co tu siedzi (wskazując na obecnych przy rozmowie żonę i dwójkę dzieci). Moja rodzina jest dla mnie najważniejsza.


Czyli najpierw rodzina, a później sport?

Tak. Zgadza się.

Pana hobby, to wędkarstwo?

Wędkarstwo, piłka nożna i w wolnym czasie czytam.

Ma pan czas na wędkowanie?

Po igrzyskach już dwa razy byłem, ale tak szczerze mówiąc, to nie mam na to czasu.

Biorą ryby?

W tym roku trochę słabo. Ale coś tam się zawsze złowi. Byłem na rybach, ale po 2-3 godziny. Jestem niedospany i to jest zawsze kosztem czegoś innego. Zamiast odpocząć, to potrafię jeszcze pojechać na ryby.

Ma pan 27 lat. Do Londynu na kolejne igrzyska w 2012 r. pan się wybiera. Cel na Londyn?

Mam nadzieję przygotować się dobrze i walczyć znów o zwycięstwo. O złoty medal.

Ile trzeba trenować, ile żelaza podnieść, żeby zdobyć medal olimpijski?

Nie potrafię powiedzieć, ale przez cztery lata treningów, ja czy każdy ciężarowiec, który chce walczyć o złoto na olimpiadzie, podnosi lub powinien podnosić około dziesięciu tysięcy ton. Miesięcznie to jestśrednio 180-200 ton, dziennie gdzieś od 5 do 25 ton.

Gdzieś czytałem, że spróbowałby pan sił w jakichś sportach walki?

Kiedyś trochę boksowałem amatorsko. Lubię sporty walki, oglądam je. Ktoś mnie kiedyś spytał, czy bym spróbował? Gdyby była taka okazja. to chętnie.

I co to by było?

Obojętnie. Walka to walka.

Ale to chodziłoby o zarobienie jakichś pieniędzy?

Nie. Próbowałbym tego dla zabawy, na treningu, nie zawodowo. Na poważniejsze zajęcie się czymś takim nie mam na razie czasu.

Jest pan właścicielem kilku siłowni?

Nie, nie, to za dużo powiedziane. Sa to dwie siłownie i jestem tylko współwłaścicielem.

To dobry biznes?

To zależy, kto co rozumie pod pojęciem dobry. Jeżeli ktoś się tym zajmie i poświęci temu swój czas, to na życie mu wystarczy.

Srebro olimpijskie w Pekinie ucieszyło pana bardziej niż w Sydney?

Zdecydowanie tak. Bo srebro w Sydney mnie w ogóle nie cieszyło, raczej zasmuciło. A w Pekinie mnie bardzo ucieszyło. W Sydney skręciłem nogę i nie dokończyłem zawodów, choć byłem mocniejszy od rywali. W Pekinie byłem w bardzo trudnej sytuacji, ale medal zdobyłem.

Mieszka pan w Ciechanowie. Często bywa pan w Warszawie. Nie chciałby pan przeprowadzić się do stolicy?

Nigdy poważnie o tym nie myślałem, żeby się przeprowadzić, ale chyba broniłbym się przed tym rękami i nogami.

Dlaczego?

Miasto wielkości Ciechanowa, to największa miejscowość, w jakiej mogę mieszkać. Bardzo tracę nerwy, kiedy w ciągu dnia muszę przejechać przez Warszawę i stoję w korkach. To nie na moje zdrowie.

Te dziesięć medali w Pekinie, to bardzo słaby, słaby, czy zadowalający wynik reprezentacji Polski?

To wynik bardzo średni i na pewno nie może być uznany za zadowalający. Nie jest to też wynik słaby.

Największy autorytet w sporcie i poza sportem?

Rzadko ktoś mi zadaje takie pytanie. Nie bardzo jestem przygotowany na nie. Ale jeżeli ktoś ma autorytet w sporcie, czy poza nim, to by w sekundę go wymienił, prawda? Mnie raczej nikt nie przychodzi na myśl, więc wynika z tego, że raczej nie mam autorytetów.

Najważniejszy i najtrudniejszy dzień w życiu?

Najważniejsze dwa dni, to kiedy się urodziły moje dzieci. A najtrudniejszy moment, to igrzyska w Sydney i mój start.

Najtrudniejsze zawody do tej pory?

Chyba mistrzostwa Europy w Trenczynie, w 2001 r. Bardzo bolał mnie grzbiet po podróży samochodem, bo nasz związek chciał zaoszczędzić i wysłał nas na Słowację autem. Może to nie bardzo daleko, ale jeżeli kogoś boli kręgosłup, to każda godzina drogi jest odczuwalna. I strasznie tam cierpiałem na zawodach. Mogło się to dla mnie skończyć brakiem medalu, ale ostatecznie srebrny zdobyłem.

Zawody to dla sportowca święto, a treningi?

Treningi to czysta przyjemność. Przynajmniej dla mnie. Nie mogę się codziennie doczekać na trening. Jeżeli oczywiście nie ma problemów ze zdrowiem. Jeżeli wszystko gra, to ja się bardzo cieszę z każdego treningu.

Nigdy nie miał pan dość sztangi, dźwigania?

Nie. Jeżeli coś mnie mocno boli, są jakieś poważne problemy, to wtedy może dźwiganie nie sprawia mi aż takiej wielkiej przyjemności, ale na razie nie miałem jeszcze dość sztangi.

Coś o dzieciakach.

Olcia ma trzy latka, ma urodziny 22 września, syn Daniel 1 grudnia będzie miał siódme urodziny, łobuz i wredny chłopak, tylko by się bił i jeździł motorem… Żona Magda. Mieszkamy w Ciechanowie. Mamy psa.

W sporcie polskim wszystko panu pasuje, czy coś nie?

Nie ma chyba takiej dziedziny na świecie, gdzie wszystko by pasowało. Nasz sport nie jest zły, ale na pewno jest sporo rzeczy, które trzeba zmienić.

Nagroda pieniężna za medal olimpijski. 150 tys. (w drużynie, osadzie jedna osoba, także rezerwowa, 75 proc. tego, co indywidualnie, złotym i srebrnym medalistom dali więcej niż mieli dać)

Trud jaki my wkładamy w treningi i przygotowania. to czy to jest 150 tys. czy 500 tys, czy 800 tys., to nie sądzę, że pieniądze mogłyby zrekompensować. Ale ja nie robię tego dla pieniędzy, tylko dla przyjemności, dla kibiców, a to że ktoś mi da 50 tys., 100, czy 500 tys., to poboczne sprawy. Na sporcie, który uprawiam, złotych gór nie zrobię. Po zakończeniu kariery wyczynowej zajmę się zarabianiem pieniędzy i tyle.

Co jest najpiękniejsze w dźwiganiu?

Sygnał od sędziów, że można opuścić sztangę, że zaliczają
podejście.

Rozmawiał Cezary Dąbrowski

Kategoria Sport

Comments

Masz coś do przekazania?





Notice: ob_end_flush(): failed to send buffer of zlib output compression (0) in /home/czarkod/public_html/zp/wordpress/wp-includes/functions.php on line 4615