Mały klub z dużymi osiągnięciami

Cezary Borzęcki, założyciel klubu judo, warszawski trener roku, chce zbudować profesjonalny ośrodek sztuk walki na Ursynowie

Dlaczego zainteresowało pana judo?

Kiedy miałem 10 lat, jechałem z rodzicami samochodem i zobaczyłem wielki napis judo. Od tego się zaczęło. Nawet nie wiedziałem, co to znaczy…


Judo i sport całkowicie wypełniają pana życie?

Tak. Od rana jestem w szkole, gdzie mam zajęcia z wychowania fizycznego, a później już judo w klubie. Poza tym w weekendy wyjazdy na turnieje. Ostatnio byłem z zawodnikami w Budapeszcie i Hamburgu. Rocznie jestem na ponad 50 zawodach.

Ma pan dwójkę synów, więc pewnie też już ćwiczą judo?

Starszy, prawie siedmioletni, tak, już ćwiczy judo. Poza tym jeszcze pływa. Młodszy ma zaledwie pół roku, więc jeszcze jest za mały.

Ursynów, to dobre miejsce dla judo?

Na Ursynowie mieszka ponad 120 tys. osób. Można to porównać z takim miastem, jak Opole. Sportu wyczynowego jednak na Ursynowie nie ma… Nie ma żadnego profesjonalnego klubu… My jesteśmy profesjonalni, ale tylko od strony wyników sportowych, natomiast jeżeli chodzi o zaplecze, zdecydowanie nie. Nam nie chodzi tylko o komercję. Na razie jesteśmy na Ursynowie, choć były już pomysły, by się gdzieś przeprowadzić…

Co trzeba było zrobić, żeby zostać warszawskim trenerm roku grup młodzieżowych, pracując w małym uczniowskim klubie Ryś?

Ciężko pracować. Ważna jest atmosfera w klubie, taka rodzinna. Wielkie kluby mają duże zaplecze, finansowanie, a ja mogłem tylko dać siebie, pracę i dobrą atmosferę. Poza tym praca moich podopiecznych, ich wiara w sukces… Nie nastawiałem się tylko na wynik, ale także na aspekt wychowawczy. Traktuję zawodników nie przedmiotowo, ale podmiotowo, niezależnie od wieku. Ważne też, by wychować ich na dobrych ludzi.Żeby po latach zawodnik mógł przyprowadzić do klubu także swoje dzieci, żeby nie bał się ich zostawić pod naszą opieką.

Dlaczego nazwał pan swój klub Ryś?

Jeżeli chodzi o sprawność fizyczną, zawsze fascynowały mnie koty, zwłaszcza dzikie. A Ryś, bo to kot polski i krótkie słowo.

Założył pan klub 17 lat temu jeszcze jako student AWF.

Tak. W styczniu 1992 r., na trzecim roku studiów. Sam byłem wtedy zawodnikiem, a nie miałem za co pojechać na obóz i siedziałem bezczynnie. Pomyślałem, że trzeba samemu coś robić. Zaczynałem od rekreacji na małej salce na Żoliborzu. Później podszedłem do sprawy poważniej i zacząłem działać w trzech miejscach, na AWF, Bemowie i Ursynowie. Po roku okazało się, że najlepiej szło na Ursynowie i tu jestem do dziś. Dużo zawdzięczam dobrej współpracy z dyr. Martą Żebrowską i Szkołą Podstawową 325, która teraz nazywa się Gimnazjum 94.

Największa satysfakcja?

Zakwalifikowanie się mojego zawodnika Tomasza Adamca na olimpiadę w ubiegłym roku i to wyróżnienie, czyli miano trenera roku Warszawy w kategorii grup młodzieżowych. Nie chwaląc się, byłem już trzykrotnie uznawany za najlepszego trenera roku w judo na Mazowszu. Wielką satysfakcją jest też, kiedy byli moi zawodnicy przyprowadzają do klubu swoje dzieci i zostawiają pod naszą opieką.

Poza ubiegłorocznym wyjazdem olimpijskim Adamca, czym może się pan
jeszcze pochwalić?

Wyjazd Adamca, to nasze zdecydowanie największe osiągnięcie. Poza tym Piotr Kurkiewicz zdobył złoty medal mistrzostw Europy juniorów, aŁukasz Kiełbasiński brązowy medal mistrzostw Europy juniorów młodszych. To nasze trzy wiodące nazwiska. Każdego roku zdobywamy też medale mistrzostw Polski we wszystkich grupach wiekowych.

To niesamowite, że taki mały uczniowski klub wychował olimpijczyka…

Kiedy Adamiec opowiadał zawodnikom zza granicy o warunkach, w jakich trenuje, nikt nie chciał mu wierzyć… W polskim sporcie jest trudno. Trenujemy na dwóch małych szkolnych salach.

Warunki, w jakich pana podopieczni trenują, mogłyby być lepsze?…

Na potrzeby klubu uczniowskiego są wystarczające, ale na klub profesjonalny już nie. Dlatego w ubiegłym roku złożyłem burmistrzowi Ursynowa propozycję budowy klubu profesjonalnego. Za ok. 3 mln zł na na ok. 800-1000 mkw terenu należącego do Gimnazjum 94. Miałby to być klub sztuk walki i gimnastyczny. Odpowiedź była, niestety, negatywna. Jeżeli nie mogę takiego klubu wybudować przy naszej szkole, to chciałbym to zrobić gdziekolwiek na Ursynowie. Byłby to klub dla całej dzielnicy.

Ilu macie w klubie podopiecznych? Skąd są?

Mamy prawie 300 zawodników, w wieku od 5 do 60 lat. Są przede wszystkim z Warszawy, ale także z Łomianek, Piaseczna, Sochaczewa, Konstancina. Bardzo dobrze o nas świadczy, że Adamiec, nasz olimpijczyk, jest w klubie od samego początku, czyli 17 lat, choć cały czas dojeżdża z Łomianek, a po drodze mija wiele klubów judo… To dla nas duża rekomendacja.

Zalety judo?

Przede wszystkim judo daje wysoką sprawność fizyczną. Na początku przez kilka lat jest ogólnorozwojówka i dużo gimnastyki. W judo potrzebna jest nie tylko siła, wydolność, ale i spryt. Jesteśmy na pewno bardziej wybiegani od piłkarzy. Sport ten daje też umiejętność bezpiecznego upadania. Poza tym, naszym celem jest po pierwsze obrona, dlatego judo jest podstawowym sportem w szkoleniu policjantów. Jest też otoczka filozoficzna, duże zaufanie dla trenera. Po latach ktoś, kto trenował judo, jest bardziej wysportowany od innych. Sport ten uczy też dyscypliny, wyrabia mocny charakter, na przykład wyklucza symulowanie, które często widzimy w telewizji podczas oglądania piłki nożnej.

Rozmawiał Cezary Dąbrowski

Kategoria Sport

Comments

Masz coś do przekazania?





Notice: ob_end_flush(): failed to send buffer of zlib output compression (0) in /home/czarkod/public_html/zp/wordpress/wp-includes/functions.php on line 4615