Gra w reprezentacji zobowiązuje

Rozmowa z piłkarzem Jakubem Wawrzyniakiem

Debiutował pan w Legii w meczu szczególnym, bo w Pucharze Intertoto w Wilnie, kiedy doszło do okropnej awantury. Mecz przerwano, skończyło się walkowerem dla rywali i wyrzuceniem was z rozgrywek.

Faktycznie początek był beznadziejny. Tam było też po pierwsze 45 minut mojej słabej gry. Nie tylko mojej zresztą, ale całego zespołu. Do tego w przerwie do nas dopasowali się kibice, także początki były fatalne. Trzeba było potem czekać trzy tygodnie na wyrok w sprawie Legii. Wydaje mi się, że na ten wyczyn łagodny wyrok i tylko pierwszy rok wykluczono nas z europejskich rozgrywek pucharowych. Później początek w lidze był dla mnie dobry, ale potem straciłem miejsce w składzie.

W listopadzie mówił pan, że zaczyna się najważniejsze pół roku od kiedy gra pan w piłkę. Jak pan określi to, co się teraz dzieje?

Jestem o pół roku mądrzejszy, bardziej doświadczony, przez sytuację, w której się znalazłem. Straciłem miejsce w składzie pierwszy raz, od kiedy gram w piłkę. Nie byłem podstawowym piłkarzem. Dziś inaczej do tego podchodzę. Każdy trening, każdy mecz, jest najważniejszy i nie ma co wybiegać w przyszłość. Nie ma co mówić, że pół roku jest najważniejsze, czy jakiś jeden mecz. Każdy mecz jest najważniejszy i na tyle się zmieniło.

Gra w pomocy jest trudniejsza niż w obronie?

Moim zdaniem najtrudniej się gra środkowemu obrońcy, gdzie każde nieporozumienie, każdy indywidualny błąd, kończy się stuprocentową sytuacją dla rywali. Także na tej pozycji jest bardzo duża odpowiedzialność. Natomiast na środku pomocy na pewno nie ma na nic czasu, na podjęcie decyzji jest nawet niecała sekunda, bo często z każdej strony jest rywal i atakuje. Dlatego tez jest to bardzo odpowiedzialna pozycja. W moim przypadku tych pozycji Sie trochę nazbierało w tym roku. Grałem kilka razy na innej pozycji z rzędu, co było innym doświadczeniem. Zobaczymy, jak to będzie procentować.

Najlepiej czuje się pan na lewej obronie?

Tak, docelowo na tej pozycji mogę grać najlepiej, ale w dzisiejszej piłce są potrzebni zawodnicy, którzy potrafią zagrać na różnych pozycjach. Tacy są bardzo cenieni. Poza tym, gdzie gram, jest mało istotne, ważne jest z jakim pożytkiem dla drużyny.

Nie jest zaskoczony, że Leo Beenhakker powołał pana do szerokiej kadry na mistrzostwa Europy. Spodziewał się pan tego powołania?

Tak, z tym, że chce podkreślić, iż nie jestem zaskoczony powołaniem do szerokiej kadry. W moim przypadku, piłkarza, który nie stanowi o sile reprezentacji, tak naprawdę zagrał w jednym meczu, kiedy wszystko było już rozstrzygnięte, naprawdę daleka droga do wyjazdu na Euro. Tak więc, nie jestem zaskoczony tym, że jestem w trzydziestce Beenhakkera, natomiast mam świadomość, że zostało bardzo mało czasu do dnia ogłoszenia najpierw 25 zawodników, którzy będą się przygotowywać do mistrzostw. Do tego, by się znaleźć w tej grupie jest jeszcze bardzo daleko. Poczekamy i zobaczymy.

Chciałby pan na pewno być podstawowym zawodnikiem reprezentacji. Co pan musi poprawić w swojej grze, robić lepiej, by być pewniakiem w zespole narodowej?

Oj, bardzo trudno odpowiedzieć na to pytanie. Musielibyśmy trochę czasu poświęcić temu tematowi. W dzisiejszej piłce nie ma czegoś takiego, że ktoś robi jedną czy drugą rzecz doskonale, a nad reszta musi pracować. Jest na pewno kilka mankamentów. Ja sam tak naprawdę dokładnie nie wiem nad którym musze pracować. Po prostu muszę ciężko pracować i w każdym elemencie być coraz lepszym. Nie jest może to, co mówię oryginalne, ale tak po prostu jest. Żeby być dobrym piłkarzem trzeba się skupiać na poprawie każdego elementu wyszkolenia.

Obecność w tej szerokiej kadrze, to jakby przynależność do trzydziestki naszych najlepszych piłkarzy. To powód do zadowolenia?

Oczywiście. Bardzo się cieszę, że znalazłem się w tej szerokiej kadrze, jestem niby w trzydziestce najlepszych piłkarzy w Polsce. Ale selekcjoner dobiera sobie piłkarzy pod pozycje i wybiera sobie przykładowo dwóch lewych obrońców, trzech środkowych obrońców i dwóch prawych. Nie można tego traktować tak, że jestem od razu w trzydziestce najlepszych polskich piłkarzy. Na danej pozycji jestem brany pod uwagę, ale nie mogę się tym zadowalać, bo to byłoby zgubne myślenie.

Co pana zdaniem, jakie pana atuty, powodują, że jest pan powoływany do kadry?

To pytanie do trenera. Musze dodać, że ja do tej pory nie grałem żadnego poważnego meczu w reprezentacji. Jestem w kadrze chyba z myślą o przyszłości, w perspektywie być może kolejnych eliminacji i muszę mieć tego świadomość. Nie powiem przecież, że na dzisiaj liczę się i będę grać w pierwszym składzie. Ja zrobię wszystko, żeby grać, natomiast wiem, że obecnie są lepsi piłkarze ode mnie i zawodnik powinien mieć taką świadomość, że trochę mu brakuje, że musi pracować nad tym, by być lepszym.

O tym, że jest pan powołany do tej szerokiej kadry powiedział panu trener klubowy Jan Urban. Jakoś to komentował? Co mówił?

Gratulował mi osobiście i później przed całym zespołem. Przekazał drużynie, że cieszy się, ze jest jeden reprezentant w Legii, który będzie się przygotowywać do mistrzostw Europy, jest w szerokiej kadrze.

Urodził się pan w Kutnie, czy Złotowie, bo widziałem dwie wersje?

W Kutnie, ale nie pamiętam tego miasta, bo zaraz się przeprowadziliśmy właśnie do Zlotowa. To jest ostatni powiat wysunięty na północ w Wielkopolsce. I tam do dziś mieszka moja rodzina.

Z Kutna bądź Złotowa był jakiś reprezentant Polski, czy pan jest pierwszy?

Z Kutna nie wiem, natomiast ze Złotowa jestem pierwszy.

Jeżeli pojedzie pan na mistrzostwa Europy i zagra, to będzie dla pana wspaniała promocja. Gdzie chciałby pan kiedyś zagrać za granicą?

Wielu piłkarzy myśli o wyjeździe za granicę. Ja również, bo to jest bardziej chęć spróbowania czegoś innego. Nie mam wymarzonej ligi, w której chciałbym zagrać. Trzeba realnie patrzeć na swoje możliwości i na przykład liga hiszpańska jest poza moim zasięgiem. Ktoś może powiedzieć, że co on gada, nie wierzy w swoje możliwości, odpuszcza jedna z najlepszych lig świata. Po prostu znam swoje możliwości i wiem, że mogę poprawić jeszcze kilka elementów. Nie oszukujmy się. Nagle nie zostanę jakimś wielkim technikiem, co pozwoli mi grać w lidze hiszpańskiej. Kiedyś marzyłem, by wyjechać, by grac w lidze niemieckiej. Dziś już trochę inaczej na to patrzę. Po prostu chce grać jak najlepiej w piłkę, cieszyć się kolejnym meczem, skupiać się na tym kolejnym meczu.

Od kiedy mówią na pana „Wawrzyn”? Od dziecka? To sympatyczna ksywka, dobrze się kojarzy.

Faktycznie. Zaczęło się dość późno, w ostatnim pół roku gry w Widzewie. Chyba nawet trener Probierz tak do mnie zaczął mówić. Przyjęło się. Bartek Grzelak przeniósł to do Legii i tak zostało.

Czytałem, ze gra w reprezentacji to dla pana wielka sprawa. A jakie cele powinien stawiać przed sobą zawodnik powoływany do reprezentacji? Jak powinien się zachowywać na boisku i poza nim?

Gra w reprezentacji, to największe wyróżnienie. Może nie największe osiągnięcie, oczywiście, ale nie ma nic bardziej satysfakcjonującego dla piłkarza niż zagrać dla swego kraju. Każdy człowiek w jakiś szczególny sposób chciałby reprezentować swój kraj. My sportowcy mamy taka możliwość przez grę na boisku. Reprezentować miliony Polaków, to zobowiązuje na pewno do olbrzymiego szacunku, zaangażowania i tak naprawdę sprzedania się maksymalnie najlepiej, jak tylko się potrafi, jakie się ma możliwości. Nie wyobrażam sobie, by piłkarz przeszedł obok meczu, grając w koszulce narodowej, bo to jest nie tyle niewybaczalne, co po prostu jako człowiek przegrywa, pokazując, że tak naprawdę to za dużo dla niego, że założył koszulkę z orłem na piersi.

Podobno w czasach szkolnych nie bardzo się chciało panu uczyć, a grał pan tylko w piłkę?

Chodzi o okres szkoły średniej, kiedy wyjechałem ze Zlotowa do Szamotuł, uczyć się grać w piłkę. I to minimum, jakie chciałem osiągnąć, to było zdanie matury. I mówiłem o tym otwarcie, więc dlatego może niektórzy oceniali to, że nie chciało mi się uczyć. Miałem swoje marzenia, swój cel, czyli grać w piłkę, a szkoła tak naprawdę była dodatkiem i wydaje mi się, że wielu piłkarzy tak podchodzi do tego. A nie wszyscy chcą o tym powiedzieć głośno.

Podobno dobry i duży wpływ miał na pana trener Andrzej Dawidziuk?

Miał wpływ na pewno, bardzo duży. To były czasy szkoły piłkarskiej w Szamotułach. Byłem młodziutki, miałem 17-18 lat. To dla wielu okres buntu, rozrywki. I czasem trzeba było mnie przystopować i z tym musiał się trochę natrudzić trener Dawidziuk. Rozmawialiśmy wiele razy. Starał się mnie nakierować na tę właściwą drogę, kiedy widział, że trochę zbaczam na zły tor. Na pewno te rozmowy miały wpływ na to, jakim jestem dziś człowiekiem. Na pewno trener Dawidziuk potrafił mentalnie przygotować piłkarza do gry na wysokim poziomie.

W szkole złamał pan nogę. Jak do tego doszło i czy nie ma to dziś jakiegoś złego wpływu na pana grę?

Po pół roku gry w szkole piłkarskiej na turnieju halowym w Poznaniu złamałem nogę. Było to dość poważne, otwarte złamanie obu kości. Potem były komplikacje i wydaje mi się, że miało to wpływ na mój rozwój fizyczny i możliwości. Kontuzję leczyłem rok czasu. I jestem rok do tyłu za wszystkimi i muszę ten czas nadrabiać. Starałem się dlatego ciężko pracować na treningach, dla siebie po prostu, żeby móc najpierw dogonić rówieśników, a potem przegonić. Bo taki był mój cel, by być najlepszym piłkarzem w tej szkole w Szamotułach. Choć jak odchodziłem z niej, nie byłem za takiego uważany.

W czasach szkolnych poznał pan też Karolinę, obecną żonę.

Żona, starsza ode mnie o dwa dni, pochodzi z Szamotuł. Czasem zastanawiam się, czy pojechałem do Szamotuł uczyć się grać w piłkę, czy poznać kobietę, która pozwoli mi grac w piłkę. Wydaje mi się, że w dzisiejszych czasach spokojna głowa, to połowa sukcesu. Poznałem wtedy fantastyczną dziewczynę, później narzeczoną, a dzisiaj żonę i matkę mojej córki. Ta druga połówka ma olbrzymie znaczenie w rozwoju sportowca, a że mam żonę fantastyczną, która pozwala mi się skupiać na piłce, rozumie wiele rzeczy, choćby, że piłkarz musi dużo wypoczywać. Domowe obowiązki tak naprawdę przejęła w stu procentach i bardzo się cieszę, ze akurat ją tam poznałem. Nawet mogę więc zaryzykować stwierdzenie, że wyjeżdżając do Szamotuł, nie wyjechałem do szkoły piłkarskiej, tylko poznać żonę, która pozwoli mi osiągać sukcesy jako piłkarzowi.

Mieszkanie w Warszawie?

Tak. Jesteśmy szczęśliwymi rodzicami siedmiomiesięcznej Oliwii i na razie wszystko fantastycznie się układa. I oby tak dalej.

Bez piłki wyobraża pan sobie życie?

Nie, to niemożliwe. Nawet dziś, jak się zastanawiam, kim chciałbym zostać po zakończeniu kariery zawodniczej, bo mam takie myśli, co będę robić dalej, to na dziś chciałbym być trenerem, ale nie seniorów, bo nie chciałbym się użerać ze starymi koniami, jak ich nazywam. Chciałbym szkolić młodzież i nauczyć ja tego, czego mnie nie uczono, kiedy ja byłem mały.

Jaki będzie przyszły sezon Legii i pana w Legii?

Jeżeli chodzi o drużynę, trudno powiedzieć. Co do mnie, wydaje się, że jestem o ten rok starszy, bardziej doświadczony. Poznałem całą otoczkę funkcjonowania klubu, kibiców. A kibiców można tak naprawdę powiedzieć, że nie mamy. Ja tylko znam opowieści o kibicach Legii Warszawa. Nie chce żadnego kibica obrazić, ale ja nie doświadczyłem dopingu na meczach, bo nie ma kibiców na naszych meczach. Nie widzę tego, nie doświadczam tego jako piłkarz. Wiem, ze oni potrafiła zrobić wspaniale widowisko, tylko, że ja przez rok gry w Legii tego nie doświadczyłem. Każdy, kto to przeczyta może się na mnie trochę zdenerwuje, ale jak się zastanowi, to taka jest prawda. Kibice przez ten sezon na pewno nam nie pomagali. Miejmy nadzieje, że przyszły sezon w Legii będzie lepszy. Zobaczymy jak ten się zakończy. Mam nadzieję, że wrócimy na drugie miejsce w tabeli. A wiadomo, że my piłkarze, każdy, kto gra w Legii Warszawa musi od siebie wymagać gry o najwyższe cele, o mistrza Polski. A sytuacja polskiej piłki klubowej, ze dawno nie graliśmy w żadnym pucharze, nie możemy się tym zachwycać, każdy musi więc dążyć do tego, by w końcu polski zespół Legia Warszawa zabłysnęła w europejskich pucharach.

Jak się pan czuje w Warszawie?

Do Warszawy przyjechałem, tak jak wcześniej do Łodzi, do Widzewa, grać w piłkę nożną, a nie korzystać z uroków miasta. Tego ode mnie przede wszystkim wymaga kontrakt i moja ambicja. Muszę być w stu procentach przygotowany do treningu i do meczu, czyli te wszystkie pokusy, które są w Warszawie, mnie omijają. Powiem szczerze, że może to nawet aż wstyd, ale ja do dzisiaj nie byłem jeszcze na Starówce, bo nie mam na to czasu. Wracam do domu i najlepiej wypoczywam ucinając sobie drzemki popołudniowe albo siedząc z żoną i córką, bawiąc się razem i spacerując, razem z naszym czworonożnym przyjacielem, labradorem. Kompletnie mnie więc nie ciągnie do życia towarzyskiego, a wiem z opowieści, że jest bardzo ciekawe.

Sporo kartek panu pokazują. Sędziowie pana nie lubią?…

Obrońca, kiedy popełni fatalny błąd, to musi zagrać taktycznie, ryzykując nawet kartką. Stąd się one biorą. Nie uważam, że gram jakoś specjalnie ostro czy brutalnie, choć ostatnio trafiły mi się dwie. W meczu z Widzewem po moim faulu Masłowski musiał zejść, ma skręcony staw skokowy. Później w meczu z Lechią Gdańsk, nie pamiętam nazwiska kolegi, po moim wejściu złamał obojczyk. Na pewno mi przykro, że tak to się skończyło, ale to jest sport. Nigdy nie fauluje celowo, z zamiarem wyrządzenia komuś krzywdy. Tak wychodzi, a spójrzmy na ligę angielską, co tam się wyprawia. Coś, co u nas uchodzi za brutalny faul, tam sędzia w ogóle nie reaguje na coś takiego. Nie bójmy się więc grać ostro, ale oczywiście nie brutalnie. Bo później gramy w pucharach, przyjeżdża silny zespół i wszyscy mówią, że się od nich odbijamy.

Jest pan jedynym w Legii, poza ewentualnie Rogerem, teraz już z obywatelstwem polskim, ale przecież obcokrajowcem, w szerokiej kadrze na Euro. Jak koledzy na to zareagowali? Jak pan się z tym czuje?

Gratulowali, życzyli powodzenia. Poza tym bawią się w typowanie, kto ewentualnie z innych kadrowiczów nie pojedzie, żebym ja mógł być w reprezentacji na Euro. Cieszę się bardzo, z drugiej strony żal, że tylko ja jeden z Legii jestem w kadrze. Gdyby było nas 3-4, to podejrzewam, że dziś bylibyśmy mistrzem Polski.

Rozmawiał Cezary Dąbrowski

Kategoria Sport

Comments

Notice: ob_end_flush(): failed to send buffer of zlib output compression (0) in /home/czarkod/public_html/zp/wordpress/wp-includes/functions.php on line 4615