Nabrałem pewności siebie
Rozmowa z siatkarzem Piotrem Gackiem
Ta lewa kostka, to coś nowego u pana, czy były już wcześniej z nią kłopoty?
To najzwyklejsze skręcenie stawu skokowego, zrobił się wylew, pękła mi torebka stawowa, jest krwiak i tyle. To bolesna kontuzja, ale niezbyt groźna. Eliminuje mnie ze sportu na tydzień, może półtora. Trochę rehabilitacji i myślę, że już w pierwszym meczu ligowym z Resovią w Częstochowie zagram.
Kontuzja wynikła z dużego obciążenia meczowego, czy po prostu to pech?
Chyba pech. Na parkiecie była jakaś mokra plama, podwinęła mi się noga. Całym ciężarem stanąłem na niej, coś mi chrupnęło, ale w samym meczu półfinałowym adrenalina przesłaniała wszystko i nawet nie czułem bólu. Dograłem mecz do końca. Dopiero wieczorem okazało się, że z nogą nie jest za dobrze.
To chyba przez tę kontuzję był pan najsmutniejszym zawodnikiem w naszej ekipie w trakcie meczu finałowego i po nim? To był ból czy po prostu żal z powodu przegranego finału?
Było mi po prostu przykro, że nie mogłem pomóc drużynie w meczu z Brazylią, ale Michał Bąkiewicz, zastępujący mnie na mojej pozycji, zagrał naprawdę bardzo dobrze. Myślę, że nawet moja stuprocentowa i rewelacyjna forma nic by nie pomogła, bo Brazylia była naprawdę poza zasięgiem. Może było we mnie trochę smutku, ale czułem się bardzo szczęśliwym, że jesteśmy wicemistrzami świata.
Czy wcześniej grał pan tak dobrze, jak w tych mistrzostwach świata?
Na pewno zdarzały mi się mecze dobre, ale i słabsze. Myślę, że w trakcie mistrzostw świata nabrałem pewności siebie i doświadczenia. Już w zeszłorocznych mistrzostwach Europy nabrałem pewnego doświadczenia, nabieram go cały czas w polskiej lidze, która staje się z sezonu na sezon mocniejsza. Ale te mistrzostwa świata dały mi naprawdę dużo, bo z meczu na mecz czułem się pewniej i również moja gra coraz bardziej pomagała drużynie.
Wszyscy byli raczej zaskoczeni pana powołaniem do zespołu na mistrzostwa świata. Jest pan chyba bardzo szczęśliwy, bo wybór okazał się trafiony, a i pan na pewno nie spodziewał się srebrnego medalu?
Na pewno wierzyłem, ze możemy zajść bardzo wysoko. Widziałem na treningach duży potencjał naszego zespołu, widziałem jak jeszcze przed mistrzostwami zagraliśmy mecze sparingowe z Brazylią i naprawdę byliśmy w znakomitej formie. Przez całe mistrzostwa potwierdziliśmy to. Na pewno nie spodziewałem się, że przyjedziemy z medalem, ale o tym bardzo marzyłem i gdzieś w podświadomości czułem, gdzieś głęboko w głowie myślałem o tym.
Pana główne zalety i atuty jako siatkarza?
Nie lubię rozmawiać o jakichś atutach czy pozytywach mojej gry. Trzeba by o to zapytać trenera Lozano, co we mnie takiego pozytywnego widział, że mnie powołał na mistrzostwa. Może po części wprowadzam jakiś spokój do drużyny.
Którzy z rywali serwowali najlepiej?
Rosjanie mieli piorunujący serwis, przez dwa sety naprawdę bombardowali nas zagrywką, ale później przestawiliśmy się na przyjmowanie tych zagrywek i już nie robili nam szkody w następnych trzech partiach. Serbowie też bardzo dobrze serwowali, ale w tym dniu byliśmy naprawdę w wielkiej formie. No i obawialiśmy się meczu półfinałowego, że Bułgarzy naprawdę będą mocno zagrywać, szczególnie Kazijski, który prowadził w rankingu zagrywających. Nie daliśmy mu jednak szans.
Czym dla pana jest gra w reprezentacji Polski?
Czymś naprawdę wspaniałym. Nosić orzełka na piersiach, reprezentować całą Polskę, grać dla naszych kibiców, to coś wyjątkowego. Chciałbym podziękować wszystkim kibicom, którzy byli z nami, tym wszystkim, którzy wierzyli we mnie, mimo że było sporo osób, wypowiadających się negatywnie na mój temat. Te osoby miały, oczywiście, takie prawo, bo takie jest prawo kibica, ale mam nadzieję, że udowodniłem niektórym, że trener się nie pomylił i wywiązałem się w stu procentach.
Czym dla pana jest ten medal?
Największym na razie sukcesem sportowym i pełnią szczęścia.
Co przeważało, radość z kolejnych zwycięstw, czy zmęczenie?
Radość z kolejnych zwycięstw przesłaniała trochę zmęczenie. Mistrzostwa świata trwające tak długo dla każdego są męczące. Ale, tak samo dla rywali. Wiedzieliśmy, że tak samo, jak my jesteśmy zmęczeni, inni też byli. A to, że do finału nie przegraliśmy żadnego meczu, tylko trzy sety, to nas dopingowało, by zagryźć zęby i powalczyć. Niestety, w tym dniu nie udało się, Brazylia była znakomita.
Właśnie, Brazylijczycy chcieli koniecznie wygrać 3:0, bo im dłużej mecz by trwał, tym mniejsze mieliby szanse.
Dokładnie tak. Na pewno Brazylijczycy spodziewali się ciężkiego meczu i byli chyba zaskoczeni, że tak łatwo z nami wygrali, ale oni grali naprawdę znakomicie. Można było nakręcić film szkoleniowy z tego, co oni pokazali w finale.
W drugim secie finału w oczach Brazylijczyków widać było strach, obawiali się o wynik. Później opanowali jednak sytuację.
Nawiązaliśmy z nimi równą walkę. Starczyło nam sił tylko na tego drugiego seta. To bardzo doświadczony zespół. Oni, kiedy czują, że mają rywala w garści, to nie wypuszczą tego z ręki, nawet, jeżeli mają chwilę słabości, jaką mieli w drugim secie.
Jak pan widzi siebie i drużynę w Pekinie?
Czy będę w Pekinie? Czy ktoś z tej drużyny będzie w Pekinie? Dopiero okaże się za dwa lata. Mam nadzieję, że na treningach wypracujemy to sobie. Trener zawsze powtarzał, że nie ma pewniaków w zespole, trzeba solidnie, ciężko pracować, trenować i to robimy. Jeżeli będę mieć taka szansę, będę szczęśliwy i mam nadzieję, że zakwalifikujemy się do igrzysk, a w Pekinie będziemy walczyć o najwyższe trofea.
Co Lozano robi inaczej od jego poprzedników, czyli trenerów polskich? W czym tkwi tajemnica jego i waszego sukcesu?
Nie mogę na takie pytanie odpowiedzieć, bo ja trenuje z reprezentacją tylko za trenera Lozano. Wcześniej nie byłem w kadrze, więc nie wiem, jak wyglądały treningi z innymi szkoleniowcami. A nie lubię oceniać kogoś, jeżeli z tym kimś nie pracowałem.
A pracował pan kiedyś w klubie tak ciężko, jak u Lozano?
Na pewno nie. Rozgrywki ligowe wyglądają trochę inaczej niż reprezentacja. Kadra przygotowuje się do jednej wielkiej imprezy przez jakiś okres czasu, a mikrocykl przygotowań w klubie jest zupełnie inny, bo się gra ważny mecz raz w tygodniu.
Rozmawiał Cezary Dąbrowski
Kategoria Sport















































































































































































