Medal za lata wyrzeczeń
Rozmowa z siatkarzem Pawłem Zagumnym
Co pana bardziej ucieszyło, 50 tysięcy dolarów premii dla najlepszego rozgrywającego mistrzostw świata, czy srebrny medal?
Na pewno srebrny medal. Nagroda to tylko dodatek do wysiłku całej drużyny. Zostanie ona zresztą podzielona na wszystkich zawodników, także wszyscy na tym skorzystaliśmy.
Da się powtórzyć taki sukces na olimpiadzie i w Pekinie zdobyć także medal?
Przed nami jeszcze dwa lata, dwa lata pracy, inne zawody, a więc najpierw mistrzostwa Europy, później awans olimpijski, także wszystko po kolei. Oczywiście, zdobycie medalu olimpijskiego byłoby czymś wspaniałym, ale nie będzie tam z pewnością łatwiej niż w Japonii.
Kiedy pokonacie tych Brazylijczyków?
Do tej pory wszyscy się martwili, jak pokonać pozostałe drużyny. Mam nadzieję, że i na Brazylijczyków przyjdzie czas.
Dlaczego akurat w finale zagraliście najsłabiej? Brazylijczycy byli fantastyczni, ale gdybyście grali lepiej?…
Gdybyśmy zagrali lepiej, to może byłoby inaczej, ale ten zespół jest bardzo dobry i wykorzystuje każdą chwilę słabości rywali. Może byliśmy za bardzo spięci, może presja nas trochę przytłoczyła i, niestety, skończyło się porażką.
Czego należy uczyć się od Brazylijczyków?
Myślę, że od nich można się uczyć w każdym elemencie gry. To kompletny zespół i nieprzypadkowo wygrywają wszystko od czterech lat.
Ile meczów mistrzostw świata pan widział i co szczególnego z nich utkwiło panu w pamięci?
Nie widziałem za wiele. Telewizja japońska nie pokazywała dużo. Widzieliśmy tylko mecze Japończyków.
W trakcie meczu z Brazylią wydawało się chyba, że byliście już pogodzeni z porażką?
Bardzo chcieliśmy, ale nie wychodziło. Może było takie wrażenie, ale na pewno nie poddawaliśmy się. Chcieliśmy walczyć, ale Brazylia była za silna.
Na początku drugiego seta w oczach Brazylijczyków było widać strach. Widział pan go u nich? Niestety, później opanowali sytuację.
Strachu w ich oczach nie widziałem. Ale może myśleli, że pójdzie im dużo łatwiej, jak w pierwszym secie. Postawiliśmy się, ale zabrakło trochę szczęścia, żeby urwać im tego seta, a wtedy nie wiadomo, jak mogło być.
Czym dla pana jest gra w reprezentacji?
Na pewno jest to wielki honor. Teraz zostaliśmy nagrodzeni medalem za te wszystkie lata wyrzeczeń.
Czym jest dla pana ten srebrny medal?
Na pewno to ukoronowanie całej naszej pracy, trzynastu lat treningów w reprezentacji. Można powiedzieć tylko jedno, że było warto.
Trenerzy zagraniczni są lepsi od polskich?
Na pewno mają inne spojrzenie na siatkówkę, są bardziej na bieżąco z nowinkami. Czy są lepsi? Z pewnością jest kilku bardzo dobrych polskich trenerów, ale my akurat mamy Raula Lozano i trzeba powiedzieć, że bardzo nam pomógł w zdobyciu tego medalu.
To co Lozano robi inaczej od poprzedników, czyli trenerów polskich? W czym tkwi tajemnica jego i waszego sukcesu?
On praktycznie wszystko robi inaczej. I może właśnie to jest ta tajemnica.
To wszystko, co pan powie na ten temat?
Nie ma nic więcej (śmiech).
Jakie są treningi z Lozano?
Trzeba przyjść na trening i zobaczyć (śmiech).
Jak pan widzi siebie i drużynę w Pekinie?
Nie wyobrażam sobie na razie tego. Dopiero wróciliśmy z Japonii i jeszcze nie myślę o tym, aż tak daleko nie patrzę. Powoli, powoli… Jak już mówiłem, mam nadzieję, że i w Pekinie będziemy szczęśliwi.
Rozmawiał Cezary Dąbrowski
Kategoria Sport















































































































































































