Dwa światy – prawdy i fałszu

– Kiedy po 10 kwietnia stanąłem przed pałacem – uznałem że zabawa się skończyła. Trzeba wziąć odpowiedzialność za Polskę. Bo jak nie ja – to kto? Ci którzy poświęcili swoje życie dla naszego kraju, polecieli tam i zginęli. Jeżeli więc nie ja, nie pan, to kto?… – powiedział Mariusz Bulski z Solidarnych 2010

Rozmowa z Mariuszem Bulskim

Wystąpił pan w filmie ‘Solidarni 2010’. Jest pan aktorem i natychmiast pojawiły się zarzuty że to była rola za pieniądze. Jak było naprawdę?

Drugiego dnia po katastrofie podeszła do mnie Ewa Stankiewicz i zapytała dlaczego przychodzę pod Pałac Prezydencki. Spontanicznie opowiedziałem jej o swoich przemyśleniach i odczuciach. Nie wziąłem żadnych pieniędzy ale dziś prawie nikogo to nie interesuje. Nie jestem w stanie zdjąć tej gęby którą mi przyklejono. To przykład jak łatwo zniszczyć człowieka. Kiedyś biło się pałkami albo przychodziło do domu i mówiło: ‘Chcesz dalej studiować to podpisz te papiery’. A teraz: ‘Chcesz dalej grać, zarabiać, masz kredyt we frankach, to stul gębę i siedź cicho’. Znamienne że moja przyjaciółka Rosjanka, celebrytka ITI, w dzień po katastrofie zadzwoniła, mówiąc: ‘Mariusz, daj spokój, co będziesz siedzieć z tym oszołomstwem na Krakowskim Przedmieściu. Jak Stalin zmarł to ludzie też płakali’.

Został pan naznaczony.

Przedstawiono mnie jako nieopierzonego aktorzynkę który zaczepił się przypadkowo w serialach, a przy okazji Solidarnych 2010 chciał się wypromować. Projekcja filmu była 26 kwietnia. Dzień później zadzwonił reporter ‘Dziennika – Gazety Prawnej’ z zastrzeżonego numeru. Pierwsze pytanie: ‘Czy pan Mariusz Bulski?’, drugie: ‘Czy wziął pan za występ pieniądze?’. W tym momencie powiedziałem że przerywam rozmowę. Nie chciałem rozmawiać z nieznanym człowiekiem dzwoniącym z zastrzeżonego numeru. Na mojej odmowie wysnuto całą opowieść medialną na temat występu za pieniądze. Na Krakowskim Przedmieściu nagrano wypowiedzi setek osób, 300 godzin materiału. Mnie zaatakowano by zniszczyć wymowę całego filmu. Dwa dni po projekcji pojawiły się nieprawdziwe artykuły. Następnego dnia daliśmy sprostowanie które zamieszczono gdzieś na blogu po tygodniu. Nikt już tego nie zarejestrował. Najważniejsze było uruchomienie VIP-ów medialnych i nagonki. Tylko dlatego że wiele osób odważyło się powiedzieć coś innego niż było w tzw. przekazie dnia: ‘Piloci zawinili’.

Jak przyjęto pana udział w filmie Ewy Stankiewicz w środowisku aktorskim?

Jako aktor jestem totalnie rozczarowany postawą mojego środowiska. Oprócz mnie można na palcach policzyć artystów którzy publicznie zabrali głos na temat 10 kwietnia. Jednemu z aktorów z pierwszej ligi teatralnej powiedziałem kiedyś: ‘Dziś jest 10, zapraszamy pod namiot Solidarnych’. Odpowiedział: ‘To kontrowersyjne. Ja mam rodzinę. Nie chcę się w takie rzeczy angażować’.

Czego może się obawiać?

Pewnie nie chce być dołączony do grona oszołomów, nie chce stracić ciepłej posadki w teatrze, dobrego wizerunku w kolorowych czasopismach i reklam za kilkaset tys. zł które są atrybutem gwiazd. Ja świadomie odchodzę z tego środowiska. Trochę z żalem bo poświęciłem kilkanaście lat by pracować w wymarzonym zawodzie. Ale gdy obserwuję hipokryzję, konformizm tych ludzi, zwyczajnie nie chcę do nich należeć. Nie trzeba być wyjątkowo lotnym człowiekiem by zrozumieć że po 10 kwietnia toczy się perfidna gra, że są dwie kompletnie rozmijające się interpretacje tego wydarzenia i jego konsekwencji.

Odchodzi pan dobrowolnie czy jest wypychany?

Jestem wypchnięty z przestrzeni publicznej pod namiot ‘Solidarnych’. Przestrzeń oficjalna zarezerwowana jest na jedynie słuszną postawę rezerwy pod hasłem: nie wychylaj się za daleko bo nigdy nie wiesz co cię jutro spotka.

Ale czy po filmie ‘Solidarni 2010’ przestano do pana dzwonić z propozycjami aktorskimi?

Szlaban. Przestałem istnieć w środowisku zawodowym. Jednego dnia przyszedł do mnie kolega aktor i opowiadał: ‘Wiesz Mariusz, słyszałem rozmowę dwóch reżyserów o tobie’. Zażartowałem: ‘I co, zagram coś w końcu?’. A on: ‘Nie, długo nic nie zagrasz’. Kręciłem dokumenty i zaangażowałem się w projekt o powodzi w Wilkowie. To miała być godzinna opowieść: ‘Rok po powodzi’, o tym jak zmienia się życie ludzi którzy nagle stracili wszystko. Śpią po stodołach bo jeszcze domów nie wyremontowali, a ubezpieczyciele straszą ich pozwami sądowymi, jeżeli będą się upominać o odszkodowania, bo przecież dostali już pieniądze od państwa. Chciałem pokazać jak ci ludzie wracają do rzeczywistości. Złożyliśmy projekt do Państwowego Instytutu Sztuki Filmowej i od razu został odrzucony. Miała to być historia w czterech odcinkach wstępnie zaakceptowana przez telewizję. Po zmianie warty w TVP w sierpniu zeszłego roku projekt wywalono do kosza. W dzień wyborów prezydenckich poszło 15 minut pilotażu ale od razu pojawiły się komentarze nadwornej drużyny komentatorów że to PiS-owska propaganda. A ludzie po prostu opowiadali o swoim dramacie.

To środowisko jest aż tak konformistyczne?

Sztuka jest dziś nastawiona na zysk. Stoją za tym cyniczni producenci którzy pod hasłem ‘sztuka’ zarabiają duże pieniądze. Zatrudniając dziś Bulskiego musieliby się liczyć że projekt zostanie po drodze ucięty. Po co ryzykować już na starcie. Za tym stoi lęk homo sovieticusa że lepiej się nie wychylać. To słynne ruskie: ‘ciszej idziesz, dalej zajdziesz’. Stałem się obiektem drwin. Znam środowisko aktorskie. Ci ludzie nudzą się w przerwach a mają potrzebę bycia w centrum uwagi. Ale by być w centrum trzeba znaleźć newsa w stylu ‘wow!’. Kogo jeszcze nie obgadywaliśmy? Bulski! Stałem się maskotką do rozbawienia towarzystwa przed wejściem na plan. Pełniąc dyżury na Krakowskim Przedmieściu słyszę też co mówi o mnie ulica: ‘A to jest ten nieudacznik od Pospieszalskiego’. Bo z jednej strony część ludzi za to co zrobiłem mi dziękuje. Z drugiej strony są reakcje podyktowane przez mainstreamowe media: ‘To ten karierowicz’. Te media nie podają że sam robiłem dokumenty, uczestniczyłem w ciekawych projektach z pogranicza art-video, występowałem w filmach które zdobywały nagrody na międzynarodowych festiwalach jak ‘Powtórzenie’ Artura Żmijewskiego. Przedstawiono mnie jako aktora który desperacko szuka możliwości zaistnienia i sprzeda się za każdą cenę.

Prostuje pan?

Robiłem to ale musiałbym wkraczać w te rozmowy na Krakowskim Przedmieściu co pięć minut. A nie taki jest cel mojej obecności pod namiotem Solidarnych.

Główne stacje robią dziś zasłonę dymną?

Media mainstreamowe wyławiają jedno zdanie i wokół tego robią wielki dym, byle tylko odejść od tematów trudnych. Obserwowałem postawę mediów zaraz po 10 kwietnia kiedy jak hieny żerowały na ludzkich emocjach. Pod pałacem były wszystkie telewizje świata, rozmawiałem nawet z Chńczykami. Po trzech dniach obrazki ludzi płaczących, stawiających znicze, stojących w gigantycznych kolejkach opatrzyły się. Dziennikarze oklapli. I nagle news – czy godzien Wawelu! I widziałem jak oni w popłochu pakowali sprzęt bo jest news – jedziemy do Krakowa. Nagle na podestach dla kamer pod Pałacem Prezydenckim zrobiło się pusto. To obnażyło miałkość mediów. Niebezzasadnie ktoś zrugał Monikę Olejnik za hipokryzję.

Mówił pan że winnym katastrofy okaże się generał Mgła.

Co miesiąc dziesiątego podchodzą ludzie i mówią: ‘Pan wtedy wyrwał mi te słowa z serca, zastopował oficjalne kłamstwo’. Także na manifestacji Solidarności usłyszałem: ‘Pan był naszymi ustami pod Pałacem Prezydenckim, zastopował propagandę michnikowszczyzny’. Atmosfera na Krakowskim Przedmieściu była wtedy gęsta. Wszyscy zjednoczeni bólem, szokiem, wspólnymi emocjami. Kiedy w telewizji pokazano prezydenta Kaczyńskiego jako wspaniałego męża, ojca, dziadka, wtedy rozdzieliły się światy prawdy i fałszu. Dlatego mainstream poszedł szybko w torpedowanie Solidarnych, Ewy Stankiewicz, Jana Pospieszalskiego, mnie. Potem pojawiło się ‘czy godzien Wawelu’ i cała rozgrywka ze spotkaniem Moniki Olejnik z Pawłem Kowalem i Adamem Bielanem. Zastanawiająca rola polityków którzy potem trafili do PJN a dziś stoją u wrót Platformy, bo ogarnął ich przedwyborczy lęk o krzesełka w sejmie.

W filmie Ewy Stankiewicz mówi pan że nie rozumie tego co się stało.

Nadal nie rozumiem. Szczególnie postawy wielu Polaków którzy snują się po Krakowskim Przedmieściu i uważają że nic się nie stało, a pod naszym adresem rzucają wyzwiska: ‘Zoo, psychiatryk’.

Kogo boi się Donald Tusk?

Jeżeli premier został przez własną głupotę wmanewrowany w ten prawdopodobny zamach – bo aktualnie jest badana sytuacja że na 15 metrach stanęły silniki i wysiadła cała elektronika – to boi się Polaków. Donald Tusk lubi grać w piłkę i chwali się że gra w ataku. W tej sytuacji się zadryblował. Starał się dryblować między prezydentem Kaczyńskim a premierem Putinem. Zaimponowało mu że Rosja go zaakceptowała, poczuł się wspierany w grze przeciw własnemu prezydentowi. Od wieków zresztą nasz wschodni sąsiad wspomaga bardziej spolegliwą stronę. Donald Tusk boi się nadchodzących wyborów i ceny politycznej którą może zapłacić. Trzysta lat doświadczeń z Rosjanami i wiedza o KGB-owskich korzeniach członków rządu w Moskwie i pana Putina skłania mnie do przypuszczenia że oni nigdy nie myślą dobrze o Polsce i Polakach.

Zaangażował się pan w Ruch Solidarni 2010, pełni pan dyżury pod Pałacem Prezydenckim. Dlaczego?

Przeżyłem metamorfozę. Aktorstwo to wspaniała przygoda ale mocno egoistyczna. Życie rolami a nie swoim życiem. Znam sporo aktorów którzy mają problemy z własną tożsamością, bo tyle różnych masek zakładają. Ludzie którzy kreują Konradów, Napoleonów, wielkich rewolucjonistów, nagle tulą uszy po sobie i prywatnie nie są w stanie powiedzieć nic. Więc do kosza te ich wielkie role, przeżycia, skoro jako ludzie nie mają odwagi by wystąpić w imię Polaków którzy zginęli w Smoleńsku a nawet po śmierci są niszczeni. Do dupy z taką sztuką jeżeli ta sztuka nie ma krztyny człowieczeństwa. Jeszcze w 1981 roku aktorzy mieli jaja bo stwierdzili po wprowadzeniu stanu wojennego – nie gramy. Uznali że prawda jest wartością bezcenną i bezdyskusyjną. Kiedy po 10 kwietnia stanąłem pod pałacem, uznałem że zabawa się skończyła. Trzeba wziąć odpowiedzialność za ten kraj. No bo kto? Ci którzy poświęcili swoje życie dla tego kraju, polecieli tam i zginęli. Jeżeli nie ja, nie pan, to kto? Stojąc długo pod pałacem robiłem wewnętrzny rachunek sumienia i podejmowałem postanowienia które rzutują na całe moje życie i świadomie ponoszę tego konsekwencje. Bo mogłem pójść w drugą stronę. I dostawać fajne role, zarabiać świetne pieniądze i kręcić się w tym koglu-moglu. Stanąłem po drugiej stronie i nie żałuję.

rozm. kś/tys. /27.7.2011/

***

PO to dla mnie mafia

Można być pasożytem żerującym na społeczeństwie i podawać się za elitę. Ale wierzę że w ludziach zwycięży zdrowy rozsądek i instynkt samozachowawczy – mówi Ewa Stankiewicz, reżyser filmowy, prezes Stowarzyszenia Solidarni 2010

Rozmowa z Ewą Stankiewicz

‘Nie opuszczaj mnie’ to ostatni film fabularny jaki pani zrobiła. Będzie dalszy ciąg?

Bardzo bym chciała. Ale na to potrzeba dużych pieniędzy. Obecnie drzwi do nich są przede mną raczej zamknięte.

Taka deklaracja w ustach twórcy brzmi naprawdę przygnębiająco.

W Polsce nie ma wolności przekonań ani poglądów. Istnieje tylko fikcja demokracji i wolności słowa.

Nie ma też wolności twórczej?

Jeżeli wziąć pod uwagę że twórczość finansują czy dotują instytucje państwowe to jest ona w dużej mierze ograniczona. Wystarczy przykład pięknego filmu Jerzego Zalewskiego ‘Historia Roja’. Są kłopoty z produkcją i nie wiadomo czy w ogóle wejdzie na ekrany. To najlepiej pokazuje jak fikcyjne jest u nas pojęcie wolności twórczej.

Dyplomatycznie przywołała pani przykład filmu Zalewskiego. A co z ‘Nie opuszczaj mnie’? To film z 2009 r. Gdzie można go dzisiaj po prostu obejrzeć?

Robiłam ten film kilka lat. Dość długo zbierałam fundusze. Ostatnie pieniądze pochodziły z TVP bo wcześniej dostałam środki z konkursów scenariuszowych w Niemczech i Francji, telewizji ARTE i ZDF. Na ogół muszę przyznać ta droga zdobywania pieniędzy jest odwrotna. Muszę tu oddać honor Polskiemu Instytutowi Sztuki Filmowej który od początku był dla mnie wsparciem.

Film udało się wyprodukować a dystrybucja? Głośna była odmowa jego rozpowszechniania przez ‘salonową’ firmę Gutek Film.

Właściwie aż nie chce mi się o tym mówić. Porażka… Tu nie chodzi tylko o Gutka, również o późniejszego dystrybutora. Brak normalnych kopii, jest tylko kilkanaście krążków blue-ray, takiego trochę lepszego DVD. Film trafił do kilkunastu kin które często nie zachowują parametrów technicznych na odpowiednim poziomie. A przecież dostał nagrodę za piękne zdjęcia. Tylko że widzowie nie mogą tego zobaczyć. Moim zdaniem takie projekcje bardziej szkodzą niż pomagają. Nie ma żadnej promocji. Naprawdę trudno mi o tym mówić…

Nie sądzę by to był przypadek. To przecież film Ewy Stankiewicz która w debacie publicznej opowiedziała się po złej stronie.

Nie oczekuję żadnych dodatkowych forów ale też ekstra kary za to co robię poza swoją twórczością. Chciałabym móc stanąć ze swoim filmem w otwarte szranki przed publicznością. Niestety w tej chwili to niemożliwe.

W Polsce Anno Domini 2011 będąc osobą uczciwą i jasno deklarującą poglądy wybudowała sobie pani jednocześnie tamę przed karierą filmową.

Kariera reżysera naprawdę nie jest moim priorytetem. Są rzeczy ważniejsze. A poglądy? Mam takie że chcę żyć w normalnym, demokratycznym, europejskim kraju. Okazuje się że wszyscy ci którzy nie godzą się by Polska była reżimowym, zniewolonym państwem, gdzie nagradza się odznaczeniem szefa BOR który w oczach wielu Polaków współodpowiada za śmierć głowy państwa, gdzie obecny prezydent – jak słyszę – śmie robić awanturę zasłużonemu dla wolności księdzu Sławomirowi Żarskiemu bo nie podobało mu się jego kazanie – mają niewłaściwe poglądy. Takie standardy są mi obce. Chciałabym żyć w wolnym kraju. Za to płaci się u nas wysoką cenę.

Myśli pani o sobie?

Nie o sobie. O ludziach z którymi się spotykam. Są zwalniani z pracy, przebija się opony w ich samochodach albo bije ich dzieci bo tata czy mama kandydują z PiS-u. Jeżdżę po Polsce i słucham wielu takich relacji. O prześladowaniach za patriotyczno-prawicowe przekonania. Marek Rosiak z Łodzi zapłacił cenę życia, a jego kolega został ciężko ranny.

A nie zaczęłaby pani zbierać funduszy na fabułę o Lechu Kaczyńskim, człowieku któremu chodziło o prawdziwą, wolną Polskę, jakkolwiek patetycznie to brzmi?

Przyznam że już parę osób mnie o to pytało. Marzy mi się właściwie skonstruowana, zwarta fabuła z dobrym scenariuszem o który u nas bardzo trudno. Nie chcę jeszcze o tym mówić. Za wcześnie.

Sądzi pani że Stowarzyszenie Twórców dla Rzeczypospolitej jest jakąś szansą dla naszej kultury? Na przywrócenie rzeczy ważnych, poważnych i wartościowych do zasadniczego obiegu?

Tam jest wielu wybitnych, utalentowanych twórców którzy robią karierę w Polsce i na świecie. Ale problemem pozostaje opanowanie instytucji państwowych przez mafię. Dla mnie PO to mafia. Dzięki swojej sile i wpływom nie dopuszcza do rozliczania aferzystów, pilnuje jedynie słusznej linii. Według mnie to działanie mafijne. Tak dzieje się również w instytucjach kultury, wystarczy popatrzeć na TVP i Iwonę Schymallę która pozbyła się wielu niewygodnych dziennikarzy. Ciężko się przebić bo kultura to pieniądze. Również ta offowa, undergroundowa.

Czyli pesymistycznie? Jesteśmy skazani na pokątne, tanie produkcje raczej dokumentalne niż fabularne?

Wierzę że niezależne filmy będą powstawać. Ja też jeżeli znajdę dobry scenariusz zrobię taki film. Bez względu na to czy dostanę jakieś urzędowe pieniądze. Nie da się zatrzymać społecznego ruchu który się pojawił. Można tłamsić, karać, bić, wypuszczać kłamliwe informacje i manipulować ludźmi. Można być pasożytem żerującym na społeczeństwie i podawać się za elitę. To wszystko można, mając pieniądze, siłę i władzę. Ale wierzę że w ludziach zwycięży zdrowy rozsądek i instynkt samozachowawczy.

Oby to o czym pani mówi sprawiło że zaczną powstawać filmy o dzisiejszych Polakach: emigrantach, wykluczonych, zmagających się z biedą. A z drugiej strony o pustych konformistach czy prorządowych celebrytach.

Takich i innych. Brak dobrych filmów to w dużej mierze wina telewizji publicznej która nie realizuje swojej misji. Mamy w Polsce duże grono znakomitych dokumentalistów. Pokolenie 30–40-latków. Kilkanaście osób na absolutnie światowym poziomie. Niewykorzystanie ich potencjału to wielki błąd i zaniedbanie. Powinno się ich motywować, wręcz wyrywać od nich kolejne dokumenty. Są wśród nich ludzie o różnych poglądach…

…to bardzo dobrze bo może sprawić że ich filmy będą ciekawsze.

Właśnie ale niestety TVP która powinna być ich mecenasem wybiera seriale. Ci dokumentaliści raczej nie są bez pracy ale zdecydowanie nie wykorzystuje się ich naprawdę wielkiego potencjału.

Jaki jest zamysł cyklu zatytułowanego ‘Lista pasażerów’ nad którym pani pracuje?

Wyszły z tego krótkie kilkuminutowe filmy o miłości. Choć zamiar był inny. Chciałam pokazać ludzi którzy zginęli w katastrofie smoleńskiej. O czym marzyli, kim byli, jakie wartościowe i warte kontynuacji rzeczy robili dla Polski. A wyszły filmy o miłości silniejszej niż śmierć. Takiej która pokazuje piękne więzi. Pani Wassermann która wstydzi się opowiadać jak bardzo płakała w pustej sypialni bez męża. Oprócz szacunku, miłości, przywiązania widać też namiętność która do końca ich łączyła. Rodziny ofiar dają świadectwo stanu który Janek Pospieszalski nazywa lejem po bombie. Nagle ci bardzo kochani, tworzący rodzinne życie, w ciągu jednej chwili znikają. Zostają wielkie dramaty i zdezorientowani najbliżsi. Z bólu i miłości czasem rodzi się nadzieja. Córka Macieja Płażyńskiego mówi: poradzimy sobie, w końcu mamy siebie i jako Polska też sobie poradzimy. Ból obezwładnia ale też wyzwala determinację do działania.

Zapytam przekornie – a emisja cyklu ‘Lista pasażerów’?

Nie będzie nigdzie wyemitowany, to mogę panu zagwarantować. TVP pokazała z trudem kilkanaście filmików, upychając je w ramówce tak że trudno było je zobaczyć. Może w Internecie… Na razie na pewno nie w żadnej telewizji ale prędzej czy później to się zmieni. Mamy nagrania dotyczące 30 postaci, połowę już zmontowaliśmy. Chcę zresztą dotrzeć do wszystkich o ile się zgodzą. Wszyscy którzy zginęli z pewnością na taki portret zasługują. Jest np. bardzo piękny, ciepły portret Sebastiana Karpiniuka z PO. Nikt nie jest gorszy czy lepszy.

Kiedy skończy pani ten cykl, czekam na fabułę o dzisiejszych Polakach.

Z domu wyniosłam ideały że Polska jest pełna pięknych ludzi. Ale muszę przyznać że rok od katastrofy smoleńskiej który spędziłam pod krzyżem na Krakowskim Przedmieściu sprawił że obraz moich rodaków mam o wiele bardziej trzeźwy. Zachowując świadomość że byli tacy jak Roj czy rotmistrz Pilecki…

…mamy też takich, jak Jaruzelski, Kiszczak, Urban.

To też Polacy albo Pełniący Obowiązki Polaków – co nie jest żadną inwektywą lecz terminem historycznym. Żyją wśród nas ich potomkowie. Jest wielu Polaków którzy potrafią po śmierci prezydenta rozrywać żółtą kaczkę i krzyczeć ‘jeszcze jeden!’. Są ci tworzący media które szczują, wzywają do nienawiści i wykonują agenturalną robotę, bardziej lojalni wobec Moskwy niż Polski… Na robienie o nich filmu szkoda mi czasu.

rozm. rk/gp /5.7.2011/

***

Apel Ewy Stankiewicz

Szanowni Państwo!

To nie jest tak, że z Wami czy bez Was i tak sobie poradzimy

Od ponad trzech miesięcy protestujemy w centrum Warszawy przed Pałacem Prezydenckim domagając się powołania międzynarodowej komisji do zbadania przyczyn katastrofy, zgody na ekshumację ciał ofiar, udostępnienia zdjęć satelitarnych z ostatniej fazy lotu TU154M

Najważniejszy postulat to odsunięcie od władzy Donalda Tuska i ministrów odpowiedzialnych za przygotowanie wizyty smoleńskiej i za śledztwo w sprawie katastrofy oraz postawienie tych osób przed Trybunałem Stanu za działanie na szkodę Polski i zdradę interesów narodowych.

Premier który rozdzielał wizytę smoleńską dogadując się ponad głową polskiego prezydenta z władzami Rosji, rząd który nie jest w stanie zapewnić bezpieczeństwa głowie państwa, szef BORu który wystawia dwóch kierowców w ramach ochrony polskich dostojników na lotnisku w Smoleńsku, znów premier który nie jest w stanie zapewnić rzetelnego śledztwa oddając inicjatywę i kluczowe dowody w ręce Rosjan (którzy – jak wiemy – współcześnie są sprawcami wielu zamachów terrorystycznych) oraz minister spraw wewnętrznych który od roku prowadzi śledztwo w swojej sprawie… Wszyscy wymienieni złamali prawo, wszyscy pozostają całkowicie bezkarni.

Na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie ustawiliśmy namiot i codziennie staramy się dyżurować przy nim w godzinach od 10 do 22. Wiemy że dla bardzo wielu ludzi jest to kawałek wolnej Polski, wolnego słowa.

Otrzymujemy mnóstwo wyrazów poparcia. Wiemy że dla wielu ten skromny namiot przywraca honor i godność społeczeństwu po skandalicznej reakcji rządu na katastrofę smoleńską oraz wobec konsekwentnego wyniszczania kraju. Przed namiotem staramy się rozmawiać z przechodniami, zbieramy podpisy pod postulatami, organizujemy cykl mini wykładów (m.in. z Rafałem Ziemkiewiczem, Janem Żarynem, Zdzisławem Krasnodębskim, Grzegorzem Braunem) które można obejrzeć na naszej stronie internetowej www.solidarni2010.pl

Utrzymanie namiotu to ogromny wysiłek niewielu ludzi których koniecznie musimy wesprzeć jeżeli chcemy podtrzymać protest. To nie jest tak że z Wami czy bez Was i tak sobie poradzimy. Bez Waszej pomocy sobie nie poradzimy! Zwracam się z ogromną prośbą. Jeżeli możecie poświęcić kilka godzin w tygodniu by dyżurować w Warszawie przy namiocie – proszę napiszcie do nas na adres: anna.orlowska@solidarni2010.pl

Wystarczy którykolwiek dzień tygodnia – kilka godzin między godz. 10 a 22. Najbardziej zależy nam na deklaracjach osób które mogą przyjeżdżać/przychodzić regularnie/ np. w każdy czwartek w godz. 10-15.

Możecie zmobilizować środowiska lokalne, Waszych znajomych, czy sąsiadów – i przyjeżdżać w kilka osób. Zdaję sobie sprawę że każdy ma swoje obowiązki, pracę, rodzinę. Jednak historia wielokrotnie pokazywała że bierność w niektórych wypadkach może mieć katastrofalne skutki. Brak reakcji wobec oddawania suwerenności naszego państwa, niszczenia i zadłużania, przy silnej propagandzie mediów – propagandzie nienawiści z jednej strony – i propagandzie sukcesu z drugiej strony – stanowi bardzo poważne zagrożenie dla każdego. Tutaj naprawdę potrzebna jest mobilizacja nas wszystkich. Stąd gorący apel o pomoc w utrzymaniu protestu pod namiotem. Zgłaszajcie się i piszcie na adres anna.orlowska@solidarni2010.pl

Dziękując za wszelkie wyrazy wsparcia pozdrawiam serdecznie

EWA STANKIEWICZ WWW.SOLIDARNI2010.PL (nowa wersja strony w przygotowaniu) /czerwiec 2011/

Kategoria Polska

Comments

Notice: ob_end_flush(): failed to send buffer of zlib output compression (0) in /home/czarkod/public_html/zp/wordpress/wp-includes/functions.php on line 4615