Wyborcze refleksje i przemyślenia
Kiedy poznałam wyniki wyborów prezydenckich, dłuższy czas tkwiłam w bezruchu, a przez mój umysł przechodziły różne myśli i uczucia. Zwyciężył człowiek Platformy Obywatelskiej. Teraz mają już pełnię władzy i zrobią z nami, co tylko zechcą. Będą tworzyli i zatwierdzali ustawy, które pozwolą im zawładnąć całą moją Ojczyzną. Ponieważ są liberałami, to prawdopodobnie nie będą się liczyli z biednymi, cierpiącymi, potrzebującymi. Do końca zniszczą wieś, sprywatyzują resztę majątku narodowego. Pewnie też, w bardzo krótkim czasie, zechcą zniszczyć nasze kochane Radio Maryja i Telewizję Trwam. Będą także walczyli z Kościołem, a może zamkną go w zakrystii. Myśli kłębiły się w mojej głowie. Mój Boże, jakich czasów doczekałam. Znowu rządzi ,,jedynie słuszna partia”, która jest przekonana tylko do swojej racji. Kto myśli inaczej, tego trzeba rozpruć, wypatroszyć… Rozmyślałam tak rozpaczliwie, gdyż wiem, do czego zdolni są ludzie, którzy zachłysnęli się pełnią władzy, mają usta pełne frazesów, niespełnionych obietnic i ciągle kłamią. Bardzo boję się tego, co wkrótce nastąpi.
Po tragedii z 10 kwietnia, a następnie po chytrym zawłaszczaniu Polski przez pana Komorowskiego, który tylko pełnił obowiązki prezydenta, myślałam, że Polacy dużo zrozumieli i w wyborach opowiedzą się za Ojczyzną. Wielu tak uczyniło, ale zabrakło kilku procent do osiągnięcia celu. Patrzyłam na mapę. Nasz kraj podzielony, jakby linijką, na połowę. Czyżby to była Polska A i B? Jestem bardzo dumna z Polski B, której mieszkańcy, chociaż w dużej mierze są biedni i ciągle niedofinansowani, opowiedzieli się za Polską, życiem w Chrystusie, prawdą i solidarnością międzyludzką. (…) Oczywiście w Polsce A mieszkają także dobrzy katolicy i patrioci, lecz są w mniejszości i dlatego ciągle przegrywają. Dziwi mnie tylko to, że ci dobrzy ludzie już przez wiele lat nie potrafią przebić muru obojętności i zła. Czyżby się za mało starali?
Rozmyślając tak o naszej przegranej, myślami wybiegłam w przyszłość. Czy jest dla nas światełko? Tak nam niewiele brakuje, byśmy zwyciężyli. Sądzę, że taką szansę będziemy mieli w najbliższych wyborach samorządowych i parlamentarnych. Musimy zewrzeć szeregi. Przyglądajmy się więc działaniom „jedynie słusznej partii”, która tyle naobiecywała. Rozliczymy ją z każdej obietnicy. Prawo i Sprawiedliwość powinno energicznie i z uporem ,,deptać po piętach” rządzącym i głośno mówić o tym, co jest złe, szkodliwe dla kraju i niezgodne z prawem. My też nie możemy milczeć. A więc, do przodu, Polacy!
Józefa Kusz, Krasnobród
**
Banał i pustka
Prezydentem Rzeczypospolitej Polskiej został Bronisław Komorowski – reprezentant skrajnie liberalnego ugrupowania, czyli Platformy Obywatelskiej. Moim zdaniem, głosujący dokonali takiego właśnie wyboru głównie pod wpływem oszalałych na punkcie byłego marszałka Sejmu mediów. Kreowały one na siłę przy każdej okazji Bronisława Komorowskiego jako „twarz Polski”. Nie da się nie zauważyć, że praktycznie od 1989 r. media są w większości posłuszne opcji lewicowo-liberalnej, widząc w ugrupowaniach konserwatywnych wydumanego wroga wolności. W ten sposób niestety szerzy się dość ordynarna propaganda dezawuująca dokonania np. Prawa i Sprawiedliwości, a także rządu, którym kierował Jarosław Kaczyński. Niestety, nasze społeczeństwo w dużej mierze myśli w sposób „gazetowo-telewizyjny”. Brak jest nam krytycyzmu, dystansu wobec propagandowych wyczynów opcji liberalnej; częstokroć nie odróżniamy patriotyzmu od pewnego typu fasadowych działań czy nawet sprzeniewierzania się ideałom polskości. Przestaliśmy się także interesować tradycją, historią, sensem naszych dziejów. Stąd też taki prezydent. W moim odczuciu, Bronisław Komorowski nie należy do czołówki naszego Narodu – gdy chodzi o kreatywność, nowatorstwo. Powtarzane przez niego do znudzenia hasło: „Zgoda buduje”, przypomina mi zagrania propagandowe, rodem z PRL i działania Frontu Jedności Narodu. Jednak Bronisław Komorowski posiada jedną cechę, dzięki której pozwolono mu się wysforować na takie pozycje. Jest to posłuszeństwo wobec swoich przełożonych – a myślę tu o premierze Donaldzie Tusku, którego zalecenia – zapewne – będzie skrzętnie wypełniał nowy prezydent. Nijakość i ociężałość, lęk przed własnym zdaniem (a było to już widoczne podczas kampanii) będą najpewniej charakteryzowały nową głowę naszego państwa. Jest to sytuacja analogiczna jak z przewodniczącym Rady Państwa z czasów PRL. Wiadomo, kto wtedy pociągał za sznurki. Będzie to rola fasadowo-dekoracyjna (a czy nie o tym mówił Donald Tusk, wskazując na żyrandole?) zanudzającego wielosłowia i niewiele znaczących gestów z uśmiechem w tle. I tak znaleźliśmy chyba pierwszy raz od 1989 r. monopartię o cechach podobnych do PZPR. Ogromna szkoda, że w naszych umysłach wygrał banał, a w sercach pustka.
Marek Zep, Warszawa
W listach do jednej z gazet / 10.7.2010/
Kategoria Polska















































































































































































