Naruszamy wiele interesów

– Ataki przeciw mojemu krajowi następują z dwóch powodów. Jeden jest moralny – chodzi o wartości. Konstytucja mówi że bez chrześcijaństwa Węgry by nie przetrwały. Poza tym znajduje się w niej ustęp określający rodzinę jako podstawę życia społecznego. Dlatego nie dajemy parom homoseksualnym takich praw jak rodzinom i odmawiamy im prawa do adopcji dzieci – powiedział premier Węgier Viktor Orban w wywiadzie udzielonym Janowi Pospieszalskiemu

Drugi powód tych ataków to sprawy gospodarcze. Rzeczywiście, mój rząd naruszył wiele interesów gospodarczych. Gdy przejęliśmy władzę w 2010 r., mieliśmy olbrzymie długi i wielką dziurę budżetową, kraj był na skraju bankructwa, a korupcja wszechobecna. Wszystko co było gęstsze od powietrza ukradziono albo sprzedano. Staraliśmy się to zatrzymać. Nie miałem innego wyboru jak użyć narzędzi niepopularnych w Europie – mówił Orban

Panie premierze, na początku chciałem bardzo gorąco podziękować że znalazł pan czas na rozmowę. Wiem że jest pan bardzo zajęty i udziela niewielu wywiadów. Wczoraj było sporo emocji w Strasburgu, dzisiaj Budapeszt, wkrótce znowu wyjazd do UE. Czy pamięta pan swój najtrudniejszy egzamin w życiu?

Najpierw chciałbym podziękować waszej telewizji za zainteresowanie. Przyjmowanie gości z Polski jest dla mnie zawsze radością. Jak wiecie teraz są poważne ataki przeciw nam i w takich chwilach przyjacielskie gesty bardzo dużo znaczą. Chciałbym podziękować wszystkim przyjaciołom Węgier w Polsce za poparcie. Dziękuję za demonstrację, za słowa pana premiera i za wypowiedź przywódcy opozycji. Miałem wiele trudnych egzaminów w życiu. Od 20 lat jestem posłem w parlamencie i jeszcze w poprzednim systemie założyliśmy opozycyjną partię polityczną. Nieraz czułem że skuteczność mojego działania jest znacznie ważniejsza dla innych niż dla mnie. I wczoraj też tak się czułem. Bo ode mnie zależało czy naród potrafi obronić swój honor i szacunek do siebie.

Niemniej to co wczoraj obserwowaliśmy, wyglądało tak jakby nauczyciele próbowali zdyscyplinować niesfornego, niegrzecznego ucznia, a może inaczej – doktrynerzy, belfrzy nie poznali się na genialnym uczniu?

Chciałbym być bezstronny, odpowiadając na to pytanie. Jednak mam wrażenie że starszym demokracjom wydaje się że mają one prawo pouczać kraje które przez wiele lat cierpiały pod sowiecką dyktaturą. Myślą czasami że o demokracji i wolności wiedzą więcej niż Węgrzy, Polacy i inne państwa Europy Środkowej. Dla nas wolność i demokracja są ważne jak powietrze. Stare kraje Unii czasami nie zdają sobie sprawy jak bardzo te wartości są dla nas istotne. Oczywiście, są politycy przychylni Europie Środkowej, ale to wyjątki. Wielu polityków z Europy Zachodniej okazuje krajom naszego regionu szacunek, czasami jednak odczuwamy arogancję z tamtej strony.

Komisja Europejska wszczęła przyspieszoną procedurę w sprawie potencjalnych naruszeń prawa europejskiego – w obszarach niezależności Narodowego Węgierskiego Banku Centralnego, ochrony danych osobowych i sądownictwa. To wszystko było ostatnio przedmiotem obrad. Zaproponował pan rozmowę o konkretach. Czy pojawiły się konkretne argumenty?

Tak, mówiliśmy o konkretach i sądzę że te kwestie prawne możemy łatwo rozwiązać we wszystkich trzech przypadkach. To, czego nie możemy zaakceptować to opinia że u nas nie ma demokracji. Na debaty w kwestiach prawnych zawsze jesteśmy otwarci. Ale nie zgadzamy się z oceną że demokracja jest u nas ograniczana, że łamie się prawa konstytucyjne i wolnościowe. Na rozmowy o konkretach jesteśmy gotowi. Natomiast w jednej symbolicznej sprawie widzę trudności. Chodzi o bank centralny – Komisja Europejska nie zgadza się by jego szefowie i członkowie Rady Monetarnej przysięgali na węgierską konstytucję. Nie rozumiem takiego stanowiska. Przecież to są instytucje służące narodowi. Ta właśnie sprawa pozostaje otwarta. Sądzę jednak że w pozostałych sprawach możemy i dojdziemy do kompromisu.

To jest zdumiewające, bo chodzi przecież o Narodowy Węgierski Bank Centralny i o konstytucję węgierską…

Tak, mówimy o węgierskim banku. Przez poprzednie 20 lat zawsze tak było i nikt nie mówił że przysięganie na węgierską konstytucję jest czymś niewłaściwym. Dlatego wielu Węgrów myśli że nie chodzi tu o wspomnianą ustawę, lecz o to że chcieliśmy głęboko i szybko zmienić nasz kraj. Proszę sobie wyobrazić że od czasu kiedy zostałem premierem, parlament węgierski przyjął 365 ustaw, nową konstytucję i ponad 12 ustaw konstytucyjnych o podstawowym znaczeniu. Prowadziliśmy również w tym czasie prezydencję unijną. Takie tempo narusza wiele interesów – gospodarczych i ideologicznych. I właśnie tego dotyczy prawdziwa debata między Węgrami a międzynarodową lewicą.

Zmienił pan konstytucję, wprowadzając np. zdania że Węgry to Węgry, małżeństwo to związek kobiety i mężczyzny, życie ludzkie chronione jest od poczęcia, a preambuła głosi: Boże, błogosław Węgry’ (także pierwsze słowa hymnu węgierskiego). Polscy posłowie w Strasburgu, broniąc pana, wskazywali właśnie że to jest głównym powodem ataków na pańską politykę i pana rząd.

Sądzę że ataki przeciw naszemu krajowi mają dwa powody. Jeden to powód moralny – chodzi o wartości. Konstytucja mówi że bez chrześcijaństwa Węgry by nie przetrwały. To podstawa, o którą musimy zadbać. Dokument mówi też że szacunek dla własnego kraju i narodu jest wartością i trzeba go wzmacniać. Poza tym znajduje się w niej zapis określający rodzinę jako podstawę życia społecznego. Dlatego nie dajemy parom homoseksualnym takich praw jak rodzinom i odmawiamy im prawa do adopcji dzieci. Oczywiście konstytucja mówi również że bronimy życia od poczęcia, szanujemy je i chronimy. Ale to że mamy takie poglądy, nie oznacza że jesteśmy poza Europą. Na takie tematy toczy się dyskusja w całej Europie. Podobne zdanie w tych kwestiach mają miliony ludzi w Niemczech, Francji czy Hiszpanii. To nie jest tylko problem na Węgrzech, on dotyka wszystkich krajów europejskich. Tylko że my zapisaliśmy te wartości w konstytucji. I ci którym się to nie podoba, zrobią wszystko by nas powstrzymać. Drugim powodem ataków są sprawy gospodarcze. Rzeczywiście, mój rząd naruszył wiele interesów gospodarczych. Gdy przejęliśmy władzę w 2010 r., mieliśmy olbrzymie długi i wielką dziurę budżetową, kraj był na skraju bankructwa, a korupcja była wszechobecna. Wszystko co było gęstsze od powietrza ukradziono albo sprzedano. Razem z naszym rządem staraliśmy się to zatrzymać. Nie miałem innego wyboru jak użyć narzędzi niepopularnych w Europie – podatku bankowego czy podatku dla największych korporacji. Użyłem tych instrumentów, by pomóc zadłużonym obywatelom klasy średniej, którzy spłacają kredyty w obcych walutach. Międzynarodowe korporacje i instytucje bankowe odczuły to jako wielki cios. Poniosły wielomiliardowe straty i dlatego na moje poczynania zawsze patrzono złym okiem. Międzynarodowe korporacje, banki i instytucje finansowe wnosiły przeciw mnie skargi do Brukseli, by odzyskać stracone pieniądze.

Już za pana kadencji pojawiła się bardzo ostra dyskusja, czy rząd węgierski postępuje właściwie, przekazując środki unijne na promocję adopcji zamiast na aborcję. Jedna z lewicowych deputowanych podnosiła tę sprawę na obradach, twierdząc że to jest wbrew wartościom europejskim, do których należy prawo do decydowania o własnym życiu.

Gdy zaczęła się ta debata, postanowiłem że będziemy kontynuować tę kampanię, jeżeli nie ze środków europejskich, to z budżetu węgierskiego. Aborcja jest bardzo poważnym problemem. Muszę podkreślić że Węgry są niesłychanie tolerancyjnym narodem. Moi rodacy tolerują i szanują indywidualne wybory. Mówimy o bardzo delikatnej sprawie, ale muszę podkreślić że każde życie jest cenne, a każde dziecko poczęte powinno się urodzić. Oczywiście że każdy człowiek ma prawo do własnej decyzji, ale chcemy pokazać że są też inne możliwości, że dziecko to wartość i że życie należy szanować. Na Węgrzech nie szanuje się życia nie dlatego że Węgrzy są złymi ludźmi. Ten brak szacunku pozostał nam po czasach komunizmu. W Polsce Kościół katolicki przetrwał w narodzie ostatnie 40–50 lat. Węgry są dużo bardziej zsekularyzowane, więc ludzie nie zwracają się tak jak u was do Kościoła. Gdybyśmy mieli silniejszy Kościół, to cały kraj byłby silniejszy. Nie jesteśmy w stanie tego szybko odwrócić. Chcę jeszcze raz podkreślić że życie to wartość i to bezdyskusyjnie. Europejscy politycy, którzy mówią że chrześcijaństwo jest ważne, są atakowani. Ich wypowiedzi uznaje się za niepoprawne politycznie. Nie jest więc łatwo budować koalicję dla obrony tych wartości, bo w dyskusjach zarzuca się nam że jesteśmy nietolerancyjni, a kiedy mówimy o chrześcijaństwie, to słyszymy w odpowiedzi że jest to dyskryminacja. I dlatego ludzie władzy są bardzo ostrożni, unikają dyskusji światopoglądowych. W takich sprawach niezwykle trudne jest stworzenie w Europie wspólnego sojuszu ideologicznego między krajami. Osobiście stosuję inną taktykę – próbuję tworzyć koalicję między ludźmi. Są przecież takie wspólnoty w polityce europejskiej, może niewielkie, lecz znaczące dla opinii chrześcijańskich. To środowiska skupione wokół kościołów, ale działające w sferze publicznej. Jest to dość silna sieć, lecz jej prawdziwa siła jest niewidoczna. Staram się nawiązywać sojusze z politykami dla których ważne jest chrześcijaństwo i tradycyjne wartości. Wiem że to mocne sojusze. Ja wytrzymuję ataki, bo czuję wsparcie ze strony sojuszników, którzy są ze mną solidarni.

Skoro mówimy o kwestii Kościoła, czy wie pan że na Węgrzech, podczas gdy sprawowały one prezydencję unijną, trwała krucjata różańcowa która dotarła też do Polski? ‘Zaraziliśmy się’ od was tą krucjatą. W pańskiej ojczyźnie, ze względu na wielość wyznań, nosiła ona miano ‘modlitwy narodu’.

Modlitwa jest dużo ważniejsza dla życia narodu niż zwykło się to przyjmować w życiu publicznym. Chciałbym wspomnieć o jednej z takich duchowych inicjatyw. W drugiej połowie lat 50 przez kilka lat istniał w Austrii potężny ruch modlitewny. Ludzie którzy w nim uczestniczyli modlili się w intencji opuszczenia ich kraju przez Sowietów. I udało się. W Europie Środkowej ruch modlitewny w intencji narodu ma głębokie tradycje, do których odnoszę się z ogromnym szacunkiem. Wiem też że również za mnie ludzie się modlą, zwłaszcza wówczas gdy stoję przed trudnymi zadaniami. I to jest dla mnie ogromną pomocą.

Napisał pan że reguły rynku nie mogą być uniwersalnymi zasadami, którymi rządzi się społeczeństwo, że omnipotencja rynku nie wystarczy by koordynować życie społeczne. To co ma być tym regulatorem, tą zasadą która buduje wspólnotę?

W ostatnich dwudziestu latach upowszechnił się niebezpieczny pogląd że ludzie będą szczęśliwi gdy o wszystkich obszarach ich życia będą decydować zasady wolnego rynku. Zupełnie się z tym nie zgadzam. Kryzys gospodarczy jasno pokazuje do czego prowadzi takie myślenie. Przyczyny kryzysu gospodarczego leżą gdzie indziej – wynikają z moralnego upadku Zachodu. Kradziono bowiem miliardy, spekulowano nieruchomościami i nikt ze świata polityki i finansjery nie poniósł za to odpowiedzialności. Wierzę że ludzie na poziomie społecznym funkcjonują inaczej, ważna jest dla nich solidarność, odpowiedzialność, poczucie przynależności do wspólnoty i jej interes. Węgierska konstytucja mówi że musi zostać zachowana równowaga między dobrem prywatnym a interesem społecznym. By uszanować tę zasadę, zanim podjąłem razem ze swoją partią Fidesz próbę przekształcenia konstytucji, wysłałem 8 mln listów do obywateli pytając, jakich zmian oczekują. Jedno z pytań brzmiało: ‘Czy interes indywidualny ma być ważniejszy niż interes wspólny, czy też mają być równoważne?’. 85 proc. z miliona odpowiedzi, jakie otrzymałem, było za równowagą. Ze względu na te konsultacje konstytucja węgierska ma charakter społeczny. Szanuje wolność jednostki, ale jednocześnie akcentuje dobro publiczne jako zasadę organizacji życia społecznego.

Być może ta fundamentalna idea legła też u podstaw rozstrzygnięcia problemu kredytów w obcych walutach. Na Węgrzech, podobnie jak w Polsce, dużo młodych ludzi wzięło kredyty we frankach szwajcarskich, kiedy waluta ta miała niski kurs. Po kilku latach jej cena bardzo podskoczyła, co sprawiło że dzisiaj kredytobiorcy mają o wiele więcej do zapłacenia niż wynosił kredyt. Pan powiedział im: ‘OK, zamrozimy kurs forinta, zapłacicie stałą cenę’. Ktoś jednak musi pokryć różnicę.

Na Węgrzech żyje 10 mln ludzi, w tym ok. 2.3 mln dotyka spłata kredytów mieszkaniowych we frankach szwajcarskich. Skala problemu jest więc nieporównywalnie większa niż w Polsce. Bardzo wiele węgierskich rodzin stało się niewolnikami banków i musiało spłacać o wiele większe kredyty niż zaciągnęło. Jako osoba kierująca państwem nie mogłem patrzeć na to bezczynnie. Poprzedni rząd i bank centralny nie zrobiły nic by to zmienić. Ja, mając na Węgrzech poparcie 2/3 społeczeństwa, ośmieliłem się wystąpić przeciw bankom. Nie były one skłonne do negocjacji, jednak udało się przeforsować naszą propozycję, czyli usztywnić dla kredytobiorców kurs forinta wobec franka. Dzięki temu część rodzin mogła spłacić od razu kredyty w całości. Pozostałym zamroziliśmy raty. Ostatecznie wygląda to tak że 2/3 strat pokryją banki, a 1/3 państwo. Oczywiście straciliśmy dużo więcej bo banki międzynarodowe straciły do nas zaufanie, szczególnie austriackie. Jestem jednak zadowolony, że odważyłem się na ten krok i cieszę się że pomogliśmy wielu tysiącom rodzin.

Ale banki to nie wszystko. Za pana rządów zostały opodatkowane jednorazowym trzyletnim podatkiem kryzysowym duże korporacje, handel wielkopowierzchniowy, hipermarkety, duże sieci telefonii komórkowej – wszystkie pochodzące spoza Węgier. Polski europoseł Jacek Kurski mówił w Strasburgu że to właśnie spowodowało pełen furii odzew kapitału finansującego atak na Węgry. Czy podziela pan tę opinię?

Tak, to dosyć dokładny opis sytuacji. Ja zrobiłem wszystko by porozumieć się z wielkimi korporacjami. Gdy zaczynałem rządzić, na Węgrzech pracowało zaledwie 3.8 mln ludzi, podatki płaciło tylko 2 mln 600 tys., na których spoczął ciężar utrzymania całego kraju. Postawiliśmy sobie więc za cel zaktywizowanie zawodowe 4 mln ludzi, a następnie podciągnęliśmy tę liczbę do 5 mln, by pracując i płacąc podatki przyczyniali się do podnoszenia stopy życiowej naszego społeczeństwa. Do tego jednak potrzeba czasu na przeprowadzenie reform strukturalnych które zainicjowałem. Prosiłem międzynarodowe korporacje o czas i zrozumienie dla tego przejściowego podatku. Zresztą nałożyliśmy go nie tylko na korporacje międzynarodowe, ale też firmy węgierskie: telekomunikacyjne, energetyczne i wielkie sieci handlowe.

Zapisaliście też w swojej konstytucji że zbrodnie systemu komunistycznego nie mogą ulec przedawnieniu. Dlaczego tak późno i czy za tym pójdą akty ustawodawcze?

U nas komunizm nie był rozliczony prawie w ogóle, ale teraz jesteśmy w stanie to zrobić. Musimy zająć się zbrodniami komunizmu nie ze względu na przeszłość, lecz po to by nigdy więcej nie spotkał nas los jaki zgotowali nam komuniści. Tu chodzi o przyszłe pokolenia. Chcemy stworzyć instytucję podobną do IPN-u i teraz to już problem przepisów prawnych.

Wprowadził pan również pojęcie ‘nowej arystokracji’, która powołując się na prawa rynku, faktycznie korzysta z wielkich przywilejów i unika solidarnego zasilania budżetu państwa. Czy chodzi o elitę postkomunistyczną która się uwłaszczyła i zrobiła wielkie interesy? Czy może jest to kapitał zagraniczny?

Myślę o elicie postkomunistycznej i sądzę że możemy tak o niej mówić, ponieważ jej członkowie nie osiągnęli tego co mają dzięki pracy, tylko zostali spadkobiercami komunistycznej nomenklatury. W pierwszych latach transformacji ustrojowej posiadali kontakty, które pozwoliły im zbudować kartele i monopole – teraz my musimy je zburzyć. Rozmontowanie tych postkomunistycznych układów to ciężka praca, ale uważam że nie stoję na straconej pozycji. Żeby było jasne – nie jestem przeciw zamożnym ludziom, ale chcę by na Węgrzech można było się bogacić nie dzięki układom, lecz pracy, talentom i zaangażowaniu. Moja partia Fidesz jest ugrupowaniem plebejuszy, dążymy do wzmocnienia klasy średniej i umożliwienia utalentowanym ludziom pokonania barier społecznych. Podkreślam jeszcze raz, nie jesteśmy przeciw bogatym, ale chcemy by sukcesy zależały od zasług.

Dlatego przywraca pan to zapomniane słowo ‘polgár’. Co ono oznacza?

Historia Polski i Węgier ma wiele podobieństw, więc nietrudno wytłumaczyć Polakom znaczenie tego wyrazu. ‘Polgár’, czyli obywatel, to osoba która osiąga status społeczny i materialny nie z racji urodzenia, ale dzięki ciężkiej pracy i wykształceniu. Uzyskuje niezależność nie ze względu na pochodzenie, ale dlatego że może sama decydować o swoim życiu i ma przy tym poczucie przynależności do wspólnoty narodowej. Taki obywatel potrafi też uszanować własność prywatną. 120–130 lat temu to właśnie ‘polgárzy’ budowali naszą ojczyznę. Chcę by najważniejsza siła polityczna na Węgrzech składała się z ludzi tego pokroju – pracowitych, odpowiedzialnych, głęboko osadzonych w rodzinie. To oni są w centrum moich działań politycznych.

Bardzo często myli się politykę socjalną z polityką rodzinną. W Polsce niejednokrotnie mówi się że wielodzietność kojarzy się z patologią, że ludzie z takich rodzin to margines społeczny, są biedni i niewykształceni, gdzieś z małych miast. Pan chce zmienić znaczenie ‘wielodzietności’, ono również na Węgrzech miało pejoratywne konotacje. Na czym więc polega różnica między polityką socjalną a prorodzinną?

To jeden z najważniejszych problemów na Węgrzech. Nigdy nie mylę tych dwóch pojęć. Najważniejsze by zbudować system w którym każda rodzina dostaje wsparcie niezależnie od potrzeb socjalnych. Biedne rodziny powinny dostać dofinansowanie dodatkowe. Dzięki podatkowi liniowemu ci, którzy mają najwięcej dzieci, będą płacili najmniej podatków. Tu nie chodzi jedynie o kwestie socjalne, po prostu cenimy rodzinę i dzieci. Nie możemy oczywiście zapomnieć o pozostałych członkach społeczeństwa, powinni mieć pracę by mogli godnie żyć. Niełatwo rozróżnić politykę rodzinną i socjalną, ale trzeba podjąć ten trud i dodatkowo wyraźnie podkreślać kto jest głównym adresatem naszego wsparcia.

Czy wsparcie również przejawia się radykalną obniżką podatków dla tych którzy decydują się mieć więcej niż trójkę dzieci?

Już pierwsze dziecko upoważnia do ulgi podatkowej. Po trzecim w zasadzie nie płaci się już podatku.

W 2008 r. na Węgrzech doszło do wymiany premiera. Gordon Bajnai zastąpił Ferenca Gyurcsanya i pod auspicjami międzynarodowych instytucji zaczął wprowadzać odważne reformy, które uderzyły w społeczeństwo. Pan wtedy był po stronie tych którzy krytykowali reformy. Mówił pan – zobaczcie, to oni sprawiają że będziecie biedni. Dzisiaj, po wygranych wyborach, realizuje pan podobny program. Czy ówczesne pana hasła były tylko pragmatyką wyborczą?

Wolę mówić o adresatach polityki, a nie o tych którzy ją realizują. My w centrum naszej polityki stawiamy klasę średnią, podczas gdy socjaliści – najbogatszych. W sprawie najbiedniejszych nasza polityka jest stanowcza – nie zabieramy im pieniędzy, ale przede wszystkim chcemy im zapewnić pracę. Jeżeli ktoś jest bezrobotny – może dostawać zasiłek przez trzy miesiące, a nie dziewięć. Jeżeli bezrobotny nie przyjmuje robót publicznych – nie ma prawa do zasiłku. Na Węgrzech było 2.6 mln podatników na 10 mln obywateli – to tragedia! Potrzebujemy społeczeństwa które pracuje! W tym roku ruszamy z programem ‘Praca start’. Będziemy wspomagać w powrocie do pracy 200 tys. osób by najdalej za dwa lata były one na stałe obecne na rynku pracy. Chcemy też ułatwić podjęcie zatrudnienia osobom niepełnosprawnym i tym które przeszły na wcześniejszą emeryturę. Każdemu kto może pracować – staramy się dać taką możliwość. Teraz jest wprawdzie kryzys, ale państwo powinno dążyć do tego by osoby gorzej wykształcone, słabsze mogły utrzymać swoje rodziny. Jest to dla nas najważniejsze wyzwanie 2012 r.

Słyszałem takie wypowiedzi: Orban szykuje obozy pracy dla tych którzy nie chcą pracować…

Nie organizujemy obozów pracy, ale prawdą jest że ogłosiliśmy obszerne programy w sferze prac publicznych. Uzgodniłem z przedstawicielami samorządów cygańskich że oni zaakceptują ofertę pracy zamiast zasiłków, a tu chodzi o kilkaset tysięcy ludzi. W obszarze energetyki planujemy budowę tam i zbiorników retencyjnych, by stworzyć milion miejsc pracy dla osób słabiej wykształconych. To nie obóz pracy, lecz system zwalczania bezrobocia. Jestem dumny z tej polityki. Dzieciom które urodzą się w tych rodzinach dajemy szansę najlepszego wykształcenia, począwszy od szkoły podstawowej aż do wyższej. Właśnie ruszyliśmy z programem kredytów studenckich z 2-proc. oprocentowaniem, by ci którzy chcą się uczyć mogli to robić niezależnie od swojego pochodzenia.

W Londynie w 1989 r. premier Wielkiej Brytanii Margaret Thatcher ostrzegała Węgry by zachowały ostrożność w kontaktach z Międzynarodowym Funduszem Walutowym. Czy Węgry posłuchały dobrej rady brytyjskiej premier?

Kiedy pierwszy raz byłem premierem w latach 1998–2002 – udało mi się tak uporządkować sprawy finansowe kraju, że mogłem zrezygnować z pomocy Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Kiedy obywatele zdecydowali bym wrócił do władzy – ponownie udało mi się doprowadzić do sytuacji w której radzimy sobie sami. I jestem z tego dumny. Ale teraz Węgry potrzebują współpracy z MFW dla swojego bezpieczeństwa finansowego. Przykro mi że tak się stało, ale nasz interes narodowy wymaga by doszło do porozumienia z MFW, choć w kontaktach z Funduszem będę bardzo ostrożny.

Rozmowy już trwają?

Nieformalne tak, oficjalnie jeszcze się nie zaczęły. Sądzę że szybko znajdziemy porozumienie, ponieważ polityka Węgier jest zgodna z oczekiwaniami MFW. Istotne by w negocjacjach nie prosić o fundusze. Nie chcę by Niemcy sądzili że czyhamy na ich pieniądze. Jednocześnie jednak chcemy mieć pewność że w razie konieczności będziemy je mogli pożyczyć. To coś w rodzaju porozumienia jakie ma Polska, ale Polska jest w lepszej sytuacji. W ostatnim dziesięcioleciu lepiej wykorzystywaliście swoje możliwości i mogliście zawrzeć bardziej korzystne porozumienia z MFW. My nie jesteśmy wystarczająco silnym krajem, ale chcemy podobnego porozumienia, które da nam poczucie bezpieczeństwa.

Lider polskiej opozycji Jarosław Kaczyński, wielu polskich polityków, a także polski premier wspierają Węgry, a w Europie robi się na nie nagonkę. Donald Tusk potwierdził nawet że Węgry są krajem demokratycznym i zaoferował pomoc polityczną. Czy zwróci się pan o nią do Donalda Tuska? I jak by ona miała wyglądać?

Jeżeli będzie nam potrzebna taka pomoc, to zwrócimy się do Polaków. Od niektórych państw niechętnie przyjmuję pomoc. Kiedy przeżywaliście trudności – my chętnie udzielaliśmy wam pomocy. Wasz kraj odnosi ogromne sukcesy, a my teraz wychodzimy z dołka. Jeżeli dobrze pamiętam to w 2002 r. mieliśmy silniejszą gospodarkę, a teraz Polska jest mocniejsza od nas i to wy możecie nam bardziej pomóc niż my wam. Z radością przyjmujemy pomoc Polski, bo to jest zgodne z naszym odwiecznym braterstwem. Jeżeli chodzi o interesy Europy Środkowej to Polska zawsze może na nas liczyć. DZIĘKUJĘ ZA MOŻLIWOŚĆ ROZMOWY, ŻYCZĘ WSZYSTKIEGO DOBREGO, BŁOGOSŁAWIEŃSTWA BOŻEGO DLA KAŻDEGO OBYWATELA POLSKI.

Budapeszt, 19 stycznia 2012 r.

rozm. Jan Pospieszalski, współpr. Ewa Stankiewicz

***

Boże błogosław Węgrów!

Polak, Węgier – dwa bratanki. Geneza, korzenie tego powiedzenia sięgają epoki Kazimierza Wielkiego, Ludwika Węgierskiego i Świętej Królowej Jadwigi. To było ponad 600 lat temu i tyle właśnie ma tradycyjna przyjaźń Węgrów i Polaków. Minęło tyle stuleci, żyjemy w zupełnie innej epoce, jest wiek XXI

Słowa ‘Boże, błogosław Węgrów’, od których zaczyna się preambuła nowej konstytucji Węgier, są zarazem pierwszym wersem hymnu narodowego naszych bratanków

I oto Komisja Europejska nie tylko dokonuje otwartej interwencji w politykę wewnętrzną suwerennego, demokratycznego państwa, ale także rozpoczyna prawny spór oraz formalne postępowanie karne o reformy ustrojowe jednego z krajów członkowskich UE. – Mieliśmy nadzieję że węgierskie władze wprowadzą konieczne zmiany by zagwarantować poszanowanie unijnego prawa. Tak się dotychczas nie stało, więc postanowiliśmy wszcząć postępowanie w sprawie naruszenia unijnych przepisów – oznajmił osobiście sam szef KE José Manuel Barroso.

Węgrzy zostali niezwykle brutalnie zaatakowani nie tylko przez biurokratów UE, ale również przez czołowych polityków takich krajów jak Francja, Belgia, Holandia.

Jednym z fundamentalnych zarzutów naruszenia standardów UE, a nawet złamania ‘unijnego prawa’ jest nowa konstytucja Węgier, która odwołuje się do Boga oraz tysiącletnich tradycji chrześcijańskich na Węgrzech. Nową węgierską ustawę zasadniczą uchwalił ogromną większością głosów parlament w Budapeszcie, podobnie jak wiele innych ustaw reformujących i wzmacniających państwo, do czego dąży konsekwentnie premier Viktor Orbán i jego rząd. Właśnie to spowodowało że Bruksela postawiła Węgrom ultimatum i dała zaledwie miesiąc na poprawienie ustaw. Potem UE może ponownie zażądać zmian w kwestionowanych przepisach, a jeżeli Budapeszt zlekceważyłby także to drugie ostrzeżenie – skieruje sprawę do unijnego trybunału w Luksemburgu.

Ultimatum UE okazało się skuteczne, ponieważ niemal natychmiast rząd węgierski ogłosił: ‘Naszym celem jest jak najszybsze rozwiązanie problematycznych spraw, najlepiej bez przechodzenia przez całą procedurę karną’.

Wbrew temu co głoszą lewicowe media polityczne w Brukseli, Paryżu, Berlinie, a także w Moskwie – na Węgrzech nie powstał żaden faszystowski reżim. To zwyczajny element wewnętrznej wojny, która nad Balatonem trwa od dawna. Zimnej wojny domowej, która weszła w nową fazę. Wojny, którą dotąd UE w ogóle się nie interesowała. Gdy rządzili postkomuniści Unia dyplomatycznie milczała. Dopiero gdy zwycięstwo odnieśli konserwatyści, liberalna Unia wpadła w popłoch i zaczęła bić na alarm.

Premier Viktor Orbán naprawdę może być dumny z tego, że jest atakowany, fałszywie pomawiany i poniżany tak jak niegdyś prezydent Ronald Reagan i premier Margaret Thatcher, a później George W. Bush, prezydent Vaclav Klaus oraz prezydent Lech Kaczyński.

Agresja przeciw węgierskiemu premierowi skierowana jest dokładnie z tych samych wpływowych lewackich kół politycznych tzw. starej Europy oraz Rosji, które od kilkudziesięciu lat starają się zniszczyć tradycyjne wartości cywilizacji europejskiej. Do tych właśnie wartości w swej polityce od ponad roku odwołuje się rząd węgierski premiera Orbána, który zdobył sympatię większości Węgrów, wyciągnął ich z głębokiej frustracji, przywrócił im poczucie narodowej dumy oraz dał szansę na rozwój i lepsze życie.

Viktor Orbán chce udowodnić że małe, zakompleksione dotąd państwo może być suwerenne i prowadzić własną politykę, że nie musi polegać na opiniach większych państw.

Polacy i Węgrzy wspierali się w najbardziej dramatycznych momentach swojej historii, zwłaszcza wtedy kiedy walczyli o wolność z zaborcami i okupantami. Dlatego nie ma wątpliwości że także teraz Polacy staną po stronie swoich bratanków, a nie komisarzy brukselskich którzy chcą zrobić z Węgier chłopca do bicia UE. Chodzi nie tylko o tradycje historycznej przyjaźni polsko-węgierskiej. Chodzi o polityczny precedens. Bo po ukaraniu Budapesztu może przyjść kolej na kogoś następnego, np. Warszawę.
Józef Szaniawski /25.1.2012/

CZERWONE ŁAPY PRECZ OD WĘGIER!

Kilkadziesiąt osób, w tym politycy PiS-u, m.in. posłowie Arkadiusz Czartoryski, Artur Górski, Maks Kraczkowski, pikietowało przed siedzibą przedstawicielstwa Komisji Europejskiej w Warszawie przeciw działaniom Komisji wobec Węgier

‘UE ręce precz od Węgier!’ – skandowali zgromadzeni.
Pikietujący trzymali polskie i węgierskie flagi oraz transparenty: ‘Polska – Węgry wspólna sprawa. Jedna wiara i blizna. Bóg, honor, ojczyzna’, ‘Bracia Węgrzy jesteśmy z wami’ oraz ‘Czerwone łapy precz od Węgier’.

Przedstawiciele PiS-u złożyli w siedzibie przedstawicielstwa KE pismo skierowane do jej szefa Jose Manuela Barroso, dotyczące ostatnich działań tej instytucji wobec Węgier.
KE nasiliła w środę presję na Węgry, zapowiadając otwarcie trzech procedur karnych w celu wymuszenia zmiany nowych przepisów węgierskich, dotyczących m.in. banku centralnego.

pap /17.1.2012/
PIĘTA BRONIŁ WĘGIER

Poseł PiS-u Stanisław Pięta wystąpił z trybuny sejmowej w obronie Węgier przed ‘bezprecedensowym spektaklem gróźb, połajanek i nacisków stosowanych przez urzędników UE’. – Precz z czerwonymi łapami od niepodległych Węgier! – wzywał

Pięta złożył wniosek formalny o przerwę i zwołanie Konwentu Seniorów w tej sprawie. Jego postulat nie zyskał jednak aprobaty większości posłów. Za głosowało 150, przeciw było 287, a jeden poseł wstrzymał się od głosu.

Proszę państwa, jesteśmy świadkami bezprecedensowego spektaklu gróźb, połajanek i nacisków stosowanych przez urzędników Unii Europejskiej wobec Węgier – mówił Pięta uzasadniając swój wniosek.

Zdaniem posła Pięty z jednej strony słyszymy zapewnienia UE o solidarności i wielomilionowej pomocy dla Włoch, Grecji, Portugalii, z drugiej strony widzimy szantaż i ingerencję w sprawy wewnętrzne Węgier.

Węgrzy mają prawo do swojej konstytucji. Węgrzy mają prawo do oceny zbrodniczego systemu komunistycznego. Węgry mają prawo do ochrony rodziny i przeciwstawienia się aborcji – przekonywał Pięta.

Jak powiedział ‘wolność i demokracja – wartości rzekomo leżące u podstaw UE – zasługują na poszanowanie przez organy UE, ‘które nie mają mandatu demokratycznego’.

Proszę państwa, stawiamy sprawę jasno. Precz z czerwonymi łapami od niepodległych Węgier! – oświadczył poseł Pięta. Na te słowa prawa strona sali plenarnej zareagowała oklaskami.

pap /13.1.2012/

***

Czerwoni atakują Węgrów

– Byliśmy ostatnim krajem bloku wschodniego, który po zmianie ustroju nie miał nowej konstytucji. Ataki na nią są dla mnie niezrozumiałe – powiedział Károly Tar, Węgier mieszkający w Polsce, były pracownik Węgierskiego Instytutu Kultury

Rozmowa z Károlym Tarem

Według Financial Times na Węgrzech doszło do ‘konstytucyjnego zamachu stanu’. Zachodnie media oskarżają premiera Viktora Orbána o ciągoty dyktatorskie. Jak pan to odbiera?

To absolutnie nieprawda. Te oskarżenia nie mają żadnych podstaw. Do niedawna na Węgrzech obowiązywała stalinowska – choć nowelizowana – konstytucja, uchwalona w 1949 roku. Atakowanie naszej nowej konstytucji jest dla mnie niezrozumiałe, ponieważ byliśmy ostatnim krajem bloku wschodniego, który po zmianie ustroju nie miał nowej ustawy zasadniczej.

Skąd pana zdaniem bierze się ta krytyka?

Jeżeli chodzi o konstytucję, to bierze się to z postępującej laicyzacji Europy i jej przesuwania się w lewo. Preambuła zaczyna się bowiem od słów ‘Boże, błogosław Węgrów’, od których rozpoczyna się także hymn węgierski. To że Zachodowi to się nie podoba, potrafię jeszcze zrozumieć, ale dziwię się że preambułę krytykują Polacy, którzy w swojej ustawie zasadniczej mają odniesienie do Boga. Warto jeszcze wspomnieć że węgierska konstytucja ma zapis o ochronie życia poczętego oraz definiuje małżeństwo jako związek mężczyzny i kobiety.

rozm. mk/idz. /15.I.2012/

***

Honorowy doktorat dla prymasa Węgier

Kardynał Péter Erdö, przewodniczący Rady Konferencji Biskupów Europy, prymas Węgier, wybitna postać współczesnego Kościoła, uznany znawca światowej kanonistyki, ceniony na całym świecie autor prac naukowych, otrzymał tytuł doktora honoris causa Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego

To druga polska uczelnia, po KUL-u, która przyznała prymasowi Węgier ten tytuł

Uroczystość odbyła się w Auli im. Roberta Schumana (Auditorium Maximum) na terenie kampusu UKSW im. ks. prof. dr. hab. Ryszarda Rumianka w Warszawie. Obecni byli m.in. nuncjusz apostolski w Polsce ks. abp Celestino Migliore, przewodniczący Episkopatu Polski ks. abp Józef Michalik, Prymas Polski ks. abp Józef Kowalczyk, ordynariusz warszawsko-praski abp Henryk Hoser i ambasador Republiki Węgierskiej Robert Kiss.

Uhonorowanie prymasa Węgier było jednym z ważnych punktów odbywającego się w tych dniach na UKSW Międzynarodowego Kongresu Kanonistów. Ksiądz kardynał Péter Erdö jest wybitnym znawcą tematyki prawa kanonicznego, ustrojowego i sakramentalnego. Wniósł nieoceniony wkład w uregulowanie stosunków pomiędzy Republiką Węgierską a Stolicą Apostolską, a także w umocnienie relacji państwo – Kościół w Europie.

Poza niekwestionowanymi zasługami dla rozwoju nauki kardynał Erdö jest osobą wielce zasłużoną w życiu publicznymmówił ks. prof. Wojciech Góralski, kanonista z UKSW, w laudacji wygłoszonej podczas nadania tytułu honoris causa. System komunistyczny, tak jak w innych krajach, na Węgrzech wywołał chaos w relacjach Kościół – państwo. Kardynał Erdö w znaczący sposób przyczynił się do zawarcia porozumień między Stolicą Apostolską a Republiką Węgierską, regulując te stosunki.

Mówiąc o zasługach purpurata w życiu publicznym ks. Góralski powiedział że ‘wybitnemu mężowi Kościoła i zarazem gorącemu patriocie’, wychowanemu w rodzinie katolickiej, ale przeżywającemu swoje dzieciństwo i młodość w okresie zniewolenia komunistycznego, ‘leżała na sercu sprawa właściwego zabezpieczenia podstawowego prawa, jakim jest prawo do wolności religijnej’. – Gdy tylko nadszedł po temu stosowny czas i okoliczności, czynnie włączył się w dzieło normalizacji mocno rozchwianych w jego kraju wzajemnych stosunków państwa i Kościoła katolickiego – mówił ks. prof. Góralski.

W swych homiliach i przemówieniach ks. kard. Erdö podkreśla jak wielkim bogactwem jest obecność Kościołów w jednoczącej się Europie, nawet z punktu widzenia porządku publicznego. W jednym z wywiadów prymas Węgier mówił wprost że należy bronić chrześcijańskich wartości w Europie ‘na tysiąc sposobów: w środkach przekazu i za pomocą języków kultury, muzyki, tańca, ale także wprost przez głoszenie kazań, nawet na ulicach’. Apeluje by odważnie dawać świadectwo swej wiary, by pokazywać ludziom że jesteśmy katolikami, że Kościół jest obecny, ma coś do przekazania.

Dziękując za przyznanie doktoratu honoris causa UKSW ks. kard. Erdö stwierdził że jest to dla niego wielka radość i zaszczyt. – W tym hojnym geście wyczuwam sympatię i bliskość łączącą od wielu wieków Polaków i Węgrów – powiedział.

Składając laureatowi gratulacje ks. kard. Kazimierz Nycz, Wielki Kanclerz kościelnych wydziałów UKSW powiedział: ‘Przyznanie tego wyróżnienia kardynałowi Kościoła, prymasowi Węgier, wybitnemu profesorowi prawa kanonicznego to wielki zaszczyt także dla naszej uczelni która w ten sposób poszerza grono osób znanych i wybitnych jako honorowych doktorów UKSW’.

mj/nd/lk/tom/pm /15-16.9.2011/

***

Gyurcsany bez immunitetu

Parlament węgierski uchylił immunitet poselski byłemu premierowi, socjaliście Ferencowi Gyurcsanyowi, by prokuratura mogła go przesłuchać w związku z inwestycją w projekt budowy kasyna

Parlament w którym ponad 2/3 miejsc ma rządząca centroprawicowa partia Fidesz podjął taką decyzję 306 głosami za przy 52 przeciwnych

Gyurcsany który był premierem w latach 2004-09, w przemówieniu przed głosowaniem uznał wniosek o pozbawienie go immunitetu za umotywowany politycznie, a prokuraturze zarzucił kłamstwa

Prokuratura chce przesłuchać Gyurcsanya w związku z inwestycją w projekt budowy kasyna podczas jego urzędowania na stanowisku premiera. Sprawa dotyczy transakcji wymiany gruntów związanej z planowaną budową kasyna Sukoro. Inwestor otrzymał cenną działkę nad jeziorem Velence gdzie miało powstać kasyno, w zamian za trzy inne działki. Kasyno ostatecznie nie powstało ale państwo węgierskie straciło na wymianie gruntów do 1.3 mld forintów (5 mln euro). Były premier jest podejrzewany o nadużycie urzędu poprzez wypowiedź w której poparł wymianę gruntów.

łs/pap /14.9.2011/

***

Orban tchnął życie w Brukselę

Węgry wyłożyły 416 tys. euro z unijnych funduszy na przeprowadzoną z wielkim rozmachem kampanię pro-life. Bruksela grozi sankcjami

Komisja Europejska straszy Budapeszt sankcjami za sfinansowanie ogólnokrajowej kampanii promującej ochronę życia dzieci w prenatalnej fazie rozwoju za pieniądze pozyskane z funduszy unijnych

Jej elementem były m.in. plakaty ze zdjęciem kilkumiesięcznego malucha w łonie matki, zachęcającego do podejmowania działań które pozwolą mu bezpiecznie się urodzić. Plakaty rozwieszono w całym kraju, na stacjach kolejowych, w metrze, na przystankach autobusowych i w innych miejscach użyteczności publicznej. Akcja wywołała prawdziwą furię Brukseli która zapowiedziała audyt środków wykorzystanych przez Węgry w ramach programu solidarności społecznej UE.

‘Cóż, rozumiem że nie jesteście gotowi by mnie przyjąć, ale pomyślcie dwa razy i oddajcie mnie służbom adopcyjnym. POZWÓLCIE MI ŻYĆ’ – tak brzmi tekst na plakacie kampanii opatrzonym zdjęciem dziecka. Z treści posteru dowiemy się też że każdego roku na Węgrzech tysiące dzieci ginie w wyniku aborcji, a wszystko w sytuacji gdy tysiące małżeństw czeka latami na adopcję.

Cały projekt kosztował Węgrów nieco ponad 400 tys. euro, z czego blisko 80 proc. pokryły fundusze pochodzące z unijnego programu o nazwie PROGRESS, wydzielonego w ramach budżetu na promocję zatrudnienia oraz solidarności w Europie. I właśnie logo tego programu znalazło się na węgierskich plakatach pro-life. Ta okoliczność rozwścieczyła brukselskich urzędników.

Władze UE natychmiast obwieściły że w promowaniu ‘solidarności’, tak jak pojmuje ją program PROGRESS, nie mieści się ochrona życia dzieci poczętych. Dlatego też nakazano rządowi w Budapeszcie natychmiastowe zamknięcie kampanii. Jak bardzo ochrona życia poczętego przeszkadza unijnym dygnitarzom, świadczą słowa przedstawicieli najwyższych organów Wspólnoty.

Według europejskiej komisarz sprawiedliwości Viviane Reding, kampania ‘nie odpowiada projektowi przedstawionemu przez władze węgierskie, toteż Komisja wzywa władze Węgier do zakończenia części tej kampanii i do niezwłocznego wycofania plakatów’. Reding stwierdziła że projekt ten ‘jest sprzeczny z wartościami europejskimi’, a jednocześnie zagroziła Węgrom że jeżeli nie zastosują się do jej nakazów, wówczas ‘zostaną wszczęte procedury które zakończą porozumienie w ramach tego programu i zostaną wprowadzone odpowiednie decyzje, włącznie z karami finansowymi’.

Zapewniam parlament że nie zawahamy się ani na moment by interweniować w takiej sprawie – groziła Reding podczas przemówienia w Parlamencie Europejskim.

Zajadłością brukselskich dygnitarzy zupełnie nie przejmuje się premier Węgier Viktor Orban, konsekwentnie wprowadzający politykę ochrony życia w swoim kraju. Podobne głosy oburzenia płynęły z tych środowisk w stronę Budapesztu kiedy Fidesz wpisywał do konstytucji ochronę życia od poczęcia aż do naturalnej śmierci. Orban spokojnie odpowiada że projekt kampanii złożony i zaakceptowany przez Komisję Europejską zakładał – posługując się terminologią eurokratów – promocję ‘zbalansowanych’ rodzin. Według niego – właśnie tym jest ochrona nienarodzonych i promocja adopcji. Jak podkreśla, jeżeli Komisja nie jest w stanie takiego toku rozumowania pojąć, jego rząd jest gotów zmierzyć się z ‘odpowiednimi decyzjami’ którymi straszy Viviane Reding.

W podobnym tonie wypowiadał się minister ds. rodziny w jego rządzie. Miklos Soltesz zapewnił że celem programu jest podnoszenie świadomości społecznej na temat wartości ludzkiego życia, mimo że antyaborcyjna ustawa na Węgrzech pozostawia wiele do życzenia.

Minister zaprzeczył jakoby kampania była pierwszym krokiem na drodze do wprowadzenia zakazu aborcji. – Społeczeństwo nie jest gotowe na zakaz aborcji. To nie jest coś co chcemy wprowadzić. Na razie chcemy z całą mocą podkreślać wartość życia ludzkiego – tłumaczył Soltesz.

Jego zdaniem kampania ta może także pozytywnie wpłynąć na liczbę adopcji w kraju. – Wielu rodziców czeka na szansę by móc adoptować dziecko. Procedura adopcyjna ma szansę stać się dużo łatwiejsza niż w przeszłości – powiedział.

Kłopotów węgierskiemu rządowi w sprawie tej kampanii przysporzyli europosłowie z grupy Postępowego Sojuszu Socjalistów i Demokratów (S&D) wraz z liberałami (ALDE) którzy – jak wiadomo – zupełnie nie liczą się z życiem ludzi w prenatalnej fazie rozwoju, a możliwość aborcji uważają za prywatną domenę kobiety. Posłowie donieśli do Komisji na – ich zdaniem – niewłaściwe wykorzystanie unijnych pieniędzy przez Budapeszt.

Komisja wyraziła się jasno; używanie pieniędzy UE z programu PROGRESS lub jakiegokolwiek innego unijnego źródła (sic!) na kampanie antyaborcyjne jest nadużyciem nie do pogodzenia z wartościami Unii Europejskiej – stwierdziła członkini grupy Socjalistów Sylvie Guillaume. Co znamienne wśród 14 sygnatariuszy donosu znalazło się także dwóch członków Europejskiej Partii Ludowej która lubi się określać mianem chrześcijańskiej demokracji.

łs/nd /17.6.2011/

***

Budujemy nowe Węgry

Zrywamy z polityką ostatnich 20 lat – mówi w rozmowie z jedną z gazet Bence Rétvári, podsekretarz stanu w węgierskim Ministerstwie Sprawiedliwości i Administracji, po 100 dniach pracy prawicowego gabinetu premiera Viktora Orbana i partii Fidesz

Jedna z zachodnich gazet nazwała premiera Orbana węgierskim Putinem. Zasłużył?

Węgry nie są częścią kultury prawosławnej, tylko zachodniej, a Viktor Orban jest wiceszefem Europejskiej Partii Ludowej, największego ugrupowania w Parlamencie Europejskim. Styl jego polityki, stosunek do demokracji są całkowicie odmienne niż premiera Rosji. Rozumiem jednak, skąd się biorą takie porównania. Posiadając większość dwóch trzecich w parlamencie, Orban jest najsilniejszym szefem rządu w całej UE, jeśli nie w ogóle w Europie. Ponieważ uzyskał tak mocne poparcie w wyborach, ma nie tylko mandat, ale również zobowiązanie do wykonywania woli wyborców. Wprowadza więc radykalne zmiany w różnych instytucjach, takich jak np. sądy, media publiczne, administracja czy Trybunał Konstytucyjny.

Wiele osób odniosło się krytycznie do Deklaracji jedności narodowej, którą węgierskie władze poleciły wywiesić w urzędach. Mówi się o zapędach Fideszu przyjęcia roli przewodniej siły narodu.

Nie rozumiem takich reakcji. Napisaliśmy tam przecież o wolności, jedności, spokoju, czyli wartościach do zaakceptowania praktycznie dla każdego. W innych krajach wywiesza się takie deklaracje na kamiennych albo metalowych tablicach, dlaczego więc rząd węgierski ma być krytykowany za to, że zrobił to samo na papierze? Powiedzmy sobie jasno: w tej deklaracji jest mowa o tym, że budujemy nowe Węgry, zrywając z tym, co było w ostatnich 20 latach. Większość społeczeństwa opowiedziała się przecież w wyborach za takimi zmianami. Deklaracja symbolizuje ich początek, a zamknięciem tego etapu będzie nowa konstytucja Węgier.

Radą ds. Mediów, sprawującą kontrolę nad mediami publicznymi, będzie kierować osoba związana z premierem Orbanem. Czy nie byłoby lepiej dla demokracji, gdyby na czele chociaż tej instytucji stał ktoś niezależny?

Nie jest wcale tak, że Viktor Orban obsadza wszystkie stanowiska swoimi ludźmi. Choć Fidesz ma przygniatającą większość w parlamencie, wiceszefem NIK został socjalista, wybrano też osobę związaną z socjalistami na jednego z sędziów Trybunału Konstytucyjnego. Zadbaliśmy więc o równowagę w tych instytucjach, choć nie musieliśmy tego robić. Jeśli chodzi o Radę ds. Mediów, to chciałbym zwrócić uwagę na dwie kwestie. Po pierwsze w poprzednich latach tą radą nikt nie kierował, bo partie w parlamencie nie były w stanie uzgodnić kandydatury. Trzeba było wreszcie kogoś wybrać, żeby rada mogła sprawnie funkcjonować, i zwycięstwo Fideszu to umożliwiło. A po drugie zdecydowanie chcemy zmienić wizerunek mediów publicznych. Celem Rady ds. Mediów pod nowym kierownictwem będzie m.in. ograniczenie w telewizji głupkowatych programów niszczących wartości rodzinne i lansujących seks bez zobowiązań. Wiąże się to z polityką prorodzinną, którą prowadzimy, i na której bardzo nam zależy.

Czy w jej ramach rząd zamierza też zmienić obecne liberalne prawo aborcyjne?

Nie. Sądzimy, że z aborcją powinno się walczyć nie za pomocą ustaw, tylko poprzez odpowiednie instrumenty ekonomiczne. Dlatego będziemy się starać przede wszystkim o zapewnienie mieszkań i pracy dla młodych ludzi. W nowym programie, który zaczniemy realizować 15 stycznia, przewidziano pomoc finansową dla młodych małżeństw, tak by już na starcie dorosłego życia mogły kupować mieszkania z osobnym pokojem przeznaczonym dla dziecka. Badania pokazują, że naród węgierski jest generalnie bardzo prorodzinny, ale pewne okoliczności społeczno-ekonomiczne powstrzymują ludzi przed powiększaniem rodzin. W jednej z analiz wykazano, że przeciętna Węgierka rodzi w swym życiu o jedno dziecko mniej, niż planowała, mając 20 lat. Rząd Viktora Orbana dąży więc do stworzenia takich warunków, by kobiety rodziły tyle dzieci, ile zamierzają, gdy mają około dwudziestki. Dlatego wydłużyliśmy już urlopy macierzyńskie z dwóch do trzech lat i wprowadzamy prorodzinny system podatkowy, oparty na zasadzie: im więcej dzieci, tym mniejsza skala opodatkowania.

ms/rp /7.9.2010/

***

Koniec węgierskiego postkomunizmu

Przesłanie, z którym Fidesz szedł do ostatnich wyborów, bliskie jest idei budowy IV Rzeczypospolitej. Węgierski kurs na zacieśnianie współpracy regionalnej zderza się z prorosyjską i proniemiecką orientacją rządu Donalda Tuska

Viktor Orban, nowy szef węgierskiego rządu, przyjechał do Polski zaledwie dwa dni po zaprzysiężeniu swojego gabinetu. Jest pierwszym premierem Węgier, który wybrał Polskę jako cel swojej pierwszej wizyty zagranicznej. To gest symboliczny, ale też polityczny manewr. Orban chce stworzyć nowy sojusz w Europie Środkowej, w którym Polska byłaby strategicznym partnerem. Uważa, że jeśli Warszawa i Budapeszt będą ze sobą współpracować, to głos naszego regionu będzie silniejszy w Unii Europejskiej. Oznacza to, że nowy premier Węgier ‘urwał się’ swoim dawnym niemieckim patronom i stara prowadzić bardzo odważną politykę, utrzymując jednakowy dystans zarówno do Berlina, jak i Moskwy.

‘Nie wybieraliśmy między ideologiami. Nie wybieraliśmy między partiami. Węgierscy wyborcy chcieli zamknąć pewną epokę, epokę postkomunistyczną, ponieważ mieli już dość braku przejrzystości, nadmiaru biurokracji, korupcji, zbyt wysokich podatków i nieodpowiedzialnych polityków’ – powiedział Wiktor Orban podczas swojej pierwszej wizyty w Komisji Europejskiej kilka dni temu. Węgrzy przeszli w tym roku ten sam próg, który Polska przekroczyła w roku 2005. Jedyna różnica polega na tym, że głosy, które w Polsce zebrały wówczas Platforma Obywatelska oraz Prawo i Sprawiedliwość, tam otrzymała jedna partia – Fidesz. Na ugrupowanie Orbana głosowało 52 proc. wyborców, co dało jej miażdżące zwycięstwo i ponad dwie trzecie głosów w parlamencie.

Węgry – w latach 90 lider przemian w tej części Europy, od czasu porażki Fideszu w 2002 r. rządzone były przez dwie kadencje przez prorosyjskich socjalistów. Osiem lat rządów Ferenca Gyurcanyego sprawiło, że wydatki państwowe sięgnęły ok. 50 proc. PKB (18 proc. pochłaniały wydatki na opiekę społeczną), a deficyt jeszcze przed globalnym kryzysem w 2008 r. wynosił ponad 8 proc. PKB. W efekcie dług publiczny w szybkim tempie wzrósł do 80 proc. PKB. (Analogia do polityki fiskalnej rządu Tuska jest uderzająca). W momencie wybuchu kryzysu Węgry, aby sprzedać swoje obligacje, musiały z dnia na dzień obiecać wierzycielom o 3-4 procent więcej. Co gorsza, ponad 70 proc. Długów denominowanych jest w euro i frankach szwajcarskich, co przy silnym osłabieniu forinta doprowadziło olbrzymią liczbę węgierskich konsumentów na skraj bankructwa. Sytuację musiały ratować Międzynarodowy Fundusz Walutowy i Unia Europejska.

Silną pozycję Fidesz zawdzięcza nie tyle skuteczności własnej polityki, ile przede wszystkim negatywnej ocenie społecznej rządów premiera Gyurcanyego i jego postkomunistycznej Węgierskiej Partii Socjalistycznej (MSzP) w ostatnich czterech latach. Ujawnienie tuż po zwycięskich dla socjalistów wyborach w 2006 r. faktu celowego ukrywania przez nich poważnych problemów węgierskiej gospodarki skutkowało kilkoma tygodniami rozruchów i poważnym kryzysem zaufania społecznego.

Zła sytuacja ekonomiczna spotęgowana kryzysem gospodarczym 2008 r., wprowadzenie kosztownych dla społeczeństwa reform państwowych finansów oraz wiele afer korupcyjnych przyczyniło się do dalszego drastycznego spadku popularności rządzących socjalistów i ich koalicjantów – liberalnego Związku Wolnych Demokratów (SzDSz).

Radykalnie na prawo

Polityczne wahadło na Węgrzech przechyliło się radykalnie w prawą stronę. Fidesz sprawuje władzę samodzielnie, posiadając większość konstytucyjną. Rządzący dotychczas socjalistyczni milionerzy (w rządzie Gyurcanyego zasiadało kilku spośród najbogatszych Węgrów) dostali zaledwie 16 proc. głosów. Z parlamentu wypadli liberałowie i demokraci, tamtejsi odpowiednicy Unii Wolności. Po raz pierwszy do parlamentu dostała się partia zielonych, startująca pod wiele mówiącą nazwą Polityka Może Być Inna. Ale największym zwycięzcą tych wyborów, zaraz po Fideszu, jest kontrowersyjny Jobbik (Ruch na rzecz Lepszych Węgier).

Dwa lata po ciężkich rozruchach w Budapeszcie, w grudniu 2008 r., ta określana jako nacjonalistyczna, antycygańska partia, odwołująca się do idei Wielkich Węgier, nie mogła liczyć nawet na 3 proc. głosów. W ciągu następnych pięciu miesięcy jej popularność zaczęła gwałtownie rosnąć, co pozwoliło Jobbikowi w czerwcu 2009 r., podczas wyborów europejskich, zdobyć niemal 15 proc. głosów. Mało tego, w kwietniu 2010 r. partia cieszyła się już ponad 16-proc. poparciem (zwiększając liczbę swoich wyborców dwukrotnie na przestrzeni roku).

Jobbik przejął m.in. elektorat socjalistów w najbiedniejszych wschodnich regionach kraju. Dla postronnego obserwatora nie lada zaskoczeniem może być fakt, że Jobbik jest w dużej mierze partią ludzi młodych i wykształconych. Nacjonaliści wraz z zielonymi zdobyli łącznie 24 proc. głosów, ale już 40 proc. głosów wyborców poniżej 24 lat. Prawie połowa osób, które na nich głosowały, nie ma 35 lat, a jedynie 10 proc. ma ponad 55 lat. Jobbik został założony przez członków węgierskiego parlamentu studenckiego, zwłaszcza z fakultetów humanistycznych. To po części wyjaśnia tak wysokie poparcie młodych osób, które na Węgrzech, zwłaszcza na biednym wschodzie, pozostają w dużej liczbie bez pracy. Stąd także wynika zdolność Jobbiku do ominięcia tradycyjnych kanałów medialnych i budowanie bezpośredniego przekazu poprzez komunikację w internecie. Jobbik ma nawet swoją anglojęzyczną stronę! Rzecznik partii deklaruje, że dzisiejsza scena polityczna to nie prawica i lewica, ale ci, którzy chcą globalizacji, i ci, którzy jej nie chcą. ‘My jesteśmy partią patriotyczną’ – stwierdza.

Odzyskiwanie państwa

Znamienne, że 20 lat temu to Fidesz (Węgierska Partia Obywatelska) był partią ludzi młodych. Formacja założona w 1988 r. przez Wiktora Orbana za namową prof. Wacława Felczaka na początku reprezentowała charakterystyczny dla epoki reaganowskiej optymistyczny libertarianizm – co ideowo upodabniało ją do polskiego Kongresu Liberalno-Demokratycznego. Fidesz korzystał wówczas ze wsparcia niemieckich Wolnych Demokratów i wstąpił do Międzynarodówki Liberalnej w 1992 r. Jednak po słabym wyniku wyborczym w 1994 r. dość szybko przeszedł na pozycje konserwatywne, stając się węgierskim odpowiednikiem szerokiej partii ludowej, takiej, o której jeszcze kilka lat temu marzył Jarosław Kaczyński.

Również przesłanie, z którym Fidesz szedł do ostatnich wyborów, bliskie jest temu, co w 2005 r. określano w Polsce IV Rzeczpospolitą. Pierwsze ruchy partii Orbana po wyborach w dużej mierze przypominają realizację haseł Prawa i Sprawiedliwości. Jednak Orban – w przeciwieństwie do Kaczyńskiego – naprawdę może przeprowadzić w parlamencie rozliczenie winnych zapaści węgierskiej gospodarki. Prowadzone są m.in. prace nad przepisami, które pozwolą dochodzić odpowiedzialności członków poprzedniej ekipy. Rząd utworzył stanowisko komisarza do zbadania nadużyć poprzedniego gabinetu. Komisja do zbadania stanu sektora finansów publicznych stwierdziła, że poprzedni rząd posługiwał się fałszywymi danymi, aby skonstruować ‘optymistyczny’ budżet. Był on oparty na przeszacowanych wpływach i nie uwzględniał prawdziwego rozmiaru strat, m.in. państwowych przedsiębiorstw (np. Malev).

W oparciu o takie same przesłanki Fidesz dowodził nierealności założeń budżetowych już długo przed kwietniowymi wyborami parlamentarnymi. 3 czerwca przedstawiciele węgierskiego rządu kondycję finansów publicznych określili jako bliską załamania (podobną do Grecji), co wywołało gwałtowną reakcję rynków finansowych, obejmującą spadek indeksów giełdowych i wartości forinta o 5 procent. Politycy rządzącej partii Fidesz zapowiedzieli, że należy się liczyć z deficytem budżetowym w 2009 r. sięgającym nawet 7.5 proc. PKB, a utrzymanie ustalonego przez poprzedni rząd i Międzynarodowy Fundusz Walutowy poziomu 3.8 proc. PKB jest nierealne.

Korzystając z dobrych efektów drakońskich reform gabinetu przejściowego socjalistycznego premiera Gordona Bajnaia (odpowiednika Marka Belki), rząd Orbana, podobnie jak gabinet Kaczyńskiego, przygotowywał w ten sposób rynki do ponownego poluzowania polityki fiskalnej, zapowiadając zmniejszenie podatków, dotowanie ogrzewania w domach, otwarcie zamkniętych linii kolejowych oraz obniżenie wieku emerytalnego dla wielu kobiet. W odpowiedzi MFW i UE spektakularnie zerwały w czerwcu negocjacje w sprawie utrzymania stabilizującej węgierskie finanse linii kredytowej. W ostatnich dniach minister gospodarki narodowej György Matolcsy zapowiedział jednak, że Węgry zmniejszą deficyt do 3 proc., ale utrzymają podatek nałożony na instytucje finansowe w większości będące własnością zachodniego kapitału.

Mimo trudnej pozycji międzynarodowej Orban może sobie jednak pozwolić na znacznie większą swobodę niż lider Prawa i Sprawiedliwości. 29 czerwca węgierski parlament zdecydowaną większością głosów (263 posłów z 322 biorących udział w głosowaniu) wybrał na prezydenta Pala Schmitta – polityka rządzącej partii Fidesz. Wybór na prezydenta kandydata ściśle związanego z partią Fidesz w miejsce wprawdzie bliskiego prawicy, ale dużo bardziej niezależnego prezydenta Laszlo Solyoma, jest elementem szerzej zakrojonej operacji zmian kadrowych w aparacie państwa.

Zdominowany przez Fidesz parlament przegłosował 8 czerwca ustawę umożliwiającą zwolnienia pracowników administracji państwowej z dwumiesięcznym okresem wypowiedzenia bez podania przyczyny. Zmiany personalne objęły już sztab generalny, dowództwo policji i służb wywiadowczych. Fidesz poprzez własne nominacje dąży również do uzyskania większego wpływu na Sąd Konstytucyjny i kierownictwo przedsiębiorstw państwowych (m.in. koncernu energetycznego MVM, poczty). Wywiera także silną presję na prezesa Banku Narodowego i domaga się jego dymisji. W najbliższym czasie poważne zmiany nastąpią w korpusie dyplomatycznym; planowana jest przyspieszona wymiana kierownictwa kilkunastu placówek dyplomatycznych, m.in. w Berlinie, Wiedniu, Rzymie, Paryżu i Kijowie.

Fidesz złożył w parlamencie pakiet ustaw obejmujący nowelizację konstytucji. Parlament zaakceptował już propozycję redukcji liczebności Zgromadzenia Narodowego z obecnych 386 do maksymalnie 200 osób wraz z gwarancją reprezentacji mniejszości narodowych i etnicznych (13 mandatów). Fidesz zaproponował także ograniczenie składu organów samorządowych. 23 lipca węgierski parlament przyjął nowelizację ustawy medialnej, która przewiduje powołanie Urzędu ds. Mediów i Telekomunikacji (NMHH) w celu nadzorowania publicznych środków przekazu. Organem nadzorczym NMHH będzie rada ds. mediów, której przewodniczącego wyznaczy premier na 9-letnią kadencję, zaś pozostałych członków wybierze parlament większością dwóch trzecich głosów. Oznacza to, że Fidesz będzie mógł dowolnie decydować o składzie NMHH. Przegłosowana nowelizacja jest jedynie częścią pakietu zmian w ustawie medialnej, które mają objąć również prawodawstwo dotyczące mediów prywatnych.

Fidesz stawia na region

Również koncepcja polityki zagranicznej upodabnia Orbana do Jarosława Kaczyńskiego. Chęć utrzymywania równego dystansu do Moskwy i do Berlina widać dobrze w polityce energetycznej. Orban popiera zarówno unijny gazociąg Nabucco (z udziałem niemieckiego RWE), jak i rosyjski South Stream (z udziałem włoskiego ENI i francuskiego EDF). Wspiera jednak przede wszystkim współpracę energetyczną między krajami regionu. Popiera projekt połączenia gazoportów – polskiego i chorwackiego, rozbudowę sieci interkonektorów gazowych, a także wzmacnia sojusz energetyczny między węgierskim gigantem paliwowym MOL a czeskim gigantem elektrycznym CEZ, który ma pomóc Węgrom pozbyć się niechcianego rosyjskiego akcjonariusza (Surgutnieftgaz).

Obok zacieśnienia współpracy energetycznej w obrębie Grupy Wyszehradzkiej jednym z priorytetów zbliżającej się węgierskiej prezydencji w UE będzie także zdynamizowanie rozszerzenia UE o kraje bałkańskie oraz rozwój Strategii Dunajskiej. Priorytetem ogólnoeuropejskim będzie na pewno wdrożenie nowego Paktu Stabilizacji i Rozwoju. Jego elementem jest tzw. semestr europejski, w czasie którego kraje wzajemnie analizują swoją politykę budżetową. Dla europejskiego outsidera finansowego, jakim są Węgry, to duże wyzwanie. Jednak gorzką prawdą jest to, że dużo większym wyzwaniem wydaje się namówienie do głębszej współpracy rządu w Warszawie. Partnerem Orbana nie jest bowiem Jarosław Kaczyński, ale spolegliwy wobec Niemiec i Rosji premier Donald Tusk.

Jan Filip Staniłko /18.9.2010/

***

Ścigany kat rewolucji 1956 r.

Policja zaczęła przesłuchania byłego szefa MSW oskarżonego o negowanie zbrodni komunizmu. Podczas pierwszego przesłuchania 89-letni były minister bronił swojego stanowiska w sprawie represji wobec uczestników antysowieckiego powstania z 1956 r. – podał Magyar Nemzet.

Bela Biszku odgrywał kluczową rolę w prześladowaniach powstańców w latach 1956–61, wywierając m.in. nacisk na sądy, by wydawały jak najwięcej wyroków śmierci. W niedawnym wywiadzie dla telewizji Duna uznał on swoje ówczesne działania za właściwe, podkreślając, że władza musiała zdławić kontrrewolucję.

– Wszystko wskazuje na to, że Biszku stanie przed sądem, z czego się bardzo cieszę – mówi Fruzsina Skrabski, autorka filmu o byłym ministrze.

Fruzsinie Skrabski i Tamásowi Novákowi dzięki podstępowi udało się zrobić dokument o Biszku. Przez lata odmawiał rozmów z mediami. Dokumentaliści udali, że robią film o rodzinnej miejscowości byłego ministra – Márokpapi. Biszku zgodził się na występ i zaczął się z nimi spotykać. Ani się spostrzegł, jak został wciągnięty w dyskusję o swej karierze we władzach.

Autorzy filmu zawieźli wreszcie byłego dygnitarza do jego rodzinnej miejscowości na odpowiednio przez nich zaaranżowane spotkanie z mieszkańcami. Salę ustroili gadżetami z dawnych czasów.

– Znaleźliśmy w knajpie miejscowych, którym zapłaciliśmy za przyjście. Główną rolę odegrało jednak czworo naszych znajomych, którzy wmieszali się w tłum z przygotowanymi przez nas pytaniami – mówi Novák.

Po serii pytań o dawnym życiu w Márokpapi były szef MSW rozluźnił się i wtedy do akcji przystąpiła tajna ekipa. Wyciągali dokumenty z lat 50, pytając o 30 tys. uwięzionych, 300 skazanych na śmierć i o 16-latka, którego trzymano w więzieniu do 18 urodzin, by można go było powiesić. Cytowali też wypowiedzi Biszku w rodzaju ‘sądy są za łagodne’ albo ‘mamy za mało wyroków śmierci’.

– Na początku autentycznie bałam się, że Biszku dostanie zawału i umrze. Ale on jest niesłychanie twardy psychicznie. Odpowiadał na pytania bez zmrużenia oka – mówi Fruzsina Skrabski. Po spotkaniu dokumentalistom nie pozostało nic innego, jak tylko ujawnić swój prawdziwy zamiar. Były szef MSW przyznał, że wydarzenia lat 50 były tragedią, ale odmówił przeprosin.

Wkrótce zaczęto rozpowszechniać film i Biszku zgodził się na wywiad dla telewizji, w którego efekcie oskarżono go – jako pierwszego Węgra – o negowanie zbrodni komunizmu. Zgodnie bowiem z obowiązującą od początku czerwca poprawką do kodeksu karnego, kto publicznie neguje, podaje w wątpliwość lub przedstawia jako mało znaczące zbrodnie nazistowskie i komunistyczne, podlega karze do trzech lat więzienia.

– Biszku powinien zostać osądzony, ale za swoje przestępstwa – mówi Novák.

ms/rp /25.9.2010/

***

Polityka niszczy rodziny

Rozmowa z węgierskim reżyserem Gaborem Zsambekim o ‘Karolinie i Kazimierzu’ w Teatrze Narodowym i społeczeństwie kapitalistycznym

9 listopada w Teatrze Narodowym w Warszawie odbędzie się polska prapremiera ‘Karoliny i Kazimierza’ Odōna von Horvátha w reżyserii G. Zsambekiego

Czym różnią się ludzkie relacje w komunizmie i w kapitalizmie w naszej części Europy?

Ludzie oddalili się od siebie. Pozrywały się więzi. W dzieciństwie, które przypadło na najgorszy okres węgierskiej historii, czyli stalinizm, żyłem w Budapeszcie, w dużej kamienicy. Mój ojciec był znanym aktorem. Na niższym piętrze mieszkała rodzina ślusarza. Mój ojciec grał z nim w szachy. Dzisiaj jest to nie do pomyślenia. Abstrahując od tego, że ludzie się nie witają – nie mają szansy na spotkanie. Nastąpił klasowy podział – bogaci zamykają się w apartamentowcach, biedniejsi żyją w blokowiskach. Węgrzy zostali też skłóceni przez polityków.

Tak jak Polacy.

Dochodzi do konfliktów w rodzinach. A przecież nie wszędzie tak jest. Dużo pracowałem w Norwegii. Z jednym z aktorów – nawet kilkakrotnie. Można powiedzieć, że byliśmy przyjaciółmi. Dopiero w Budapeszcie uzmysłowiłem sobie, że nic nie wiem o jego politycznych poglądach. U nas to jest niemożliwe. Kiedy Węgrzy zaczną rozmawiać, to wprost lub ogródkami starają się dowiedzieć, jaką partię popieramy. Trudno się im porozumieć. Nawet nie próbują.

Jaką przyjąć postawę wobec tego, coraz powszechniejszego, szaleństwa?

Trzeba mówić, co się myśli. W teatrze też nie ma lepszego lekarstwa od prawdy.

W Polsce coraz częściej nie szanuje się osób o innych poglądach.

Nie można nikogo wysyłać do getta. Niestety, przykład płynie z góry, a polityka opiera się na szukaniu przeciwników i niszczeniu ich.

A co pan myślał o kapitalizmie 20 lat temu, kiedy wystawiał pan ‘Karolinę i Kazimierza’?

Nie spodziewałem się, że zmiany nastąpią tak szybko i będą aż tak radykalne.

Przeżywamy renesans antykapitalistycznej twórczości von Horvátha. Jego bohaterka mówi, że osiąganie awansu społecznego wiąże się z poniżeniem.

Horváth uważał, że wyjście poza ramy nakreślone przez kapitalistyczne społeczeństwo jest niemożliwe.

Nie przesadza pan? Kapitalizm tak bardzo determinuje poczucie wartości człowieka w relacjach z innymi?

Na pewno. Ogólnie jednak von Horváth sądzi, że uczucia nigdy nie występują w czystej postaci. Są uwikłane w egoistyczne intencje. A najbardziej irytowała go głupota. Uważał, że nie ma granic. Dlatego postać Kazimierza różnie jest interpretowana. Bywa, że pokazuje się go jako zwykłego durnia albo brutala. Chciałem przedstawić człowieka, który buntuje się, stara się walczyć o swoje człowieczeństwo. W pierwszej scenie sztuki Kazimierz mówi, jak wygląda hierarchia społeczna: zwykli uczestnicy Oktoberfest mogą tylko popatrzeć na lecący ponad nimi zeppelin z fabrykantami i członkami zarządów na pokładzie – zdać sobie sprawę, że grają rolę trybików w maszynie.

A popkultura to paliwo, które ją napędza, tworząc iluzję szczęśliwości, motywując do jeszcze większego wysiłku.

Horváth przedstawił Oktoberfest ironicznie. Przybywają ludzie z różnych warstw, z ogromnymi nadziejami, z oczekiwaniami. Nie chodzi im tylko o zabawę. Marzą o spotkaniu, miłości, szczęściu. Wszystko kończy się katastrofą. Tak jakby Odōn von Horváth wywróżył tragedię na Love Parade w Duisburgu, gdzie 19 osób stratowano na śmierć. Popkultura zawsze była opium dla mas.

Jaka jest obecnie pozycja kultury i artystów na Węgrzech?

W moim teatrze nie było ostatnio cięć budżetowych. Problemem jest odbieranie dotacji teatrom poszukującym. Na największe dofinansowanie mogą liczyć sceny komercyjne. Zasada jest prosta – podstawą dofinansowania jest frekwencja. Ale może nie narzekajmy, Teatr Narodowy w Chile dostaje od rządu dotację, która wystarcza na dwa przedstawienia.

O czym piszą węgierscy dramaturdzy, którzy debiutowali po 1990 r.?

Może to kwestia wieku, ale za najlepszego uważam niezmiennie Spiró, który pisał m.in. o Wojciechu Bogusławskim. Ostatnio ukazała się w Polsce jego powieść Mesjasze poświęcona paryskiej emigracji. Młodych interesują tematy o charakterze globalnym – coraz większe barbarzyństwo Europejczyków, brutalność naszego życia.

Czy kultura jest obecna w węgierskich stacjach telewizyjnych i radiowych?

Coraz rzadziej. W latach 70, kiedy byłem młody, pracowałem w prowincjonalnym teatrze w Kaposvár. W sezonie graliśmy ponad 100 spektakli w objeździe. Nienawidziliśmy tego. Publiczność była nieprzygotowana, miejsca fatalne. Szekspirowscy bohaterowie nie mieli gdzie umierać – tak było ciasno, że wpadali w kulisy, co było groteskowe. Czuliśmy się podle, biorąc udział w takich żenujących wydarzeniach. Uważaliśmy, że miejscem, gdzie kultura może być zaprezentowana na wysokim poziomie, jest telewizja wolna od politycznej cenzury. Nie wiedzieliśmy, że zamiast być największym przyjacielem teatru – okaże się jej wrogiem. Dziś jest największą siłą, niszczy kulturę, opierając się na manipulacji. Pod tym względem sytuacja na Węgrzech jest znacznie gorsza niż w Polsce. Coraz więcej jest regionów pozbawionych dostępu do teatru.

Gabor Zsambeki, dyr. Teatru im. J. Katona w Budapeszcie, ur. 1943, czołowy reżyser węgierski. Wystawił m.in. Szalbierza Spiró, Mieszczanina szlachcicem Moliera i Mirandolinę Goldoniego. Jego Rewizor wygrał w 1989 r. belgradzki festiwal BITEF ex aequo ze Zbrodnią i karą Andrzeja Wajdy ze Starego Teatru.

rozm. jc/rp /9.10.2010/

 

Kategoria Polska

Comments

Notice: ob_end_flush(): failed to send buffer of zlib output compression (0) in /home/czarkod/public_html/zp/wordpress/wp-includes/functions.php on line 4615