Smolarek chciał grać w Polsce

Były reprezentant Polski Euzebiusz Smolarek podpisał kontrakt z Jagiellonią Białystok. Umowa obowiązuje do końca sezonu 2012-13, z opcją przedłużenia o rok. Niewykluczone że nowy zawodnik zagra już w sobotnim meczu z Polonią w Warszawie

Smolarek będzie występować z numerem 7. Nie przyjechałem tu by tylko sobie pograć. Mam ambicję by dobrze grać w piłkę, pomóc drużynie i odnieść sukces. Jak będzie, to się okaże – mówił.

Znaczenie miało dla niego nie tylko że klub go chciał ale i to że trener Tomasz Hajto również. Zdaniem Hajty 31-letni Smolarek jest w idealnym wieku piłkarskim i szkoleniowiec liczy że duet Smolarek – Tomasz Frankowski będzie gwarancją zdobywania większej liczby bramek przez Jagiellonię i widowiskowej gry.

Hajto pytany o formę zawodnika mówił że jeszcze za wcześnie na ocenę (Smolarek trenuje z Jagiellonią od poniedziałku – red.). – Wierzę że do soboty będzie na tyle gotowy, że pomoże nam w meczu z Polonią w Warszawie. A jest on dla nas bardzo ważny – mówił trener Jagiellonii.

Hajto grał ze Smolarkiem w reprezentacji Polski. Mówił że razem z drugim trenerem Dariuszem Dźwigałą zrobią wszystko by zawodnik wrócił do takiej formy w jakiej był wcześniej.

Powiedział też że przyjście zawodnika tak znanego oznacza że obrany przez klub kierunek rozwoju jest dobry. „Sportowo cały czas chcemy się rozwijać” – stwierdził Hajto. Mówił że mimo odejścia w ostatnich tygodniach Thiago Cionka (do włoskiej Padova Calcio) i Macieja Makuszewskiego (Terek Grozny) w drużynie wciąż jest rywalizacja.

Trzeba mówić szczerze że aspiracje w Jagiellonii będziemy mieć większe. Budujemy drużynę i chcielibyśmy w przyszłości być trzecią siłą ligi – oświadczył Hajto.

Euzebiusz Smolarek, syn nieżyjącego już reprezentanta kraju Włodzimierza, w przeszłości bronił barw m.in. Feyenoordu Rotterdam, Borussii Dortmund, Racingu Santander, Polonii Warszawa i katarskiego Al-Khor. Ostatnio, w rundzie wiosennej poprzedniego sezonu, występował w holenderskim ADO Den Haag.

W reprezentacji wystąpił w 47 meczach, m.in. w mistrzostwach świata w 2006 r. w Niemczech oraz w mistrzostwach Europy w 2008 w Austrii i Szwajcarii. Zdobył 20 bramek.

W latach 2005, 2006 i 2007 zwyciężał w plebiscycie tygodnika Piłka Nożna na piłkarza roku.

pmaj/pap /12-IX-2012/

SMOLAREK CHCIAŁ GRAĆ W POLSCE

Ebi Smolarek mówił dziennikarzom po treningu w Pogorzałkach że miał inne propozycje, ale chciał grać w Polsce

pap /10.IX.2012/

***

Frankowski przedłużył kontrakt

Najlepszy strzelec i kapitan Jagiellonii, były reprezentant kraju Tomasz Frankowski, przedłużył o kolejny rok kontrakt z białostockim klubem, podpisując umowę na sezon 2012/2013

– Negocjacje były krótkie, zwięzłe i na temat – powiedział wiceprezes Jagiellonii Wiesław Wołoszyn. – I myślę że to nie będzie ostatni sezon Tomka – dodał

Podpisując pierwszy kontrakt z Jagiellonią w 2008 r. Frankowski był przekonany że po zakończeniu dwuletniej umowy ‘zawiesi buty na kołku’. Powiedział że tak się nie stało, bo z pomocą trenerów i kolegów z drużyny, od których dostawał dużo celnych podań, mógł popisywać się skutecznością i postanowił przedłużyć umowę o kolejny rok.

Mam nadzieję że mój wpływ na drużynę jest na tyle istotny, że młodzi zawodnicy którzy w tym sezonie grali coraz lepiej, jeszcze mocniej zaatakują starszyznę drużyny – powiedział Frankowski.

pap /8.V.2012/

***

Hajto z licencją w Jagiellonii

Trenerzy Tomasz Hajto oraz Dariusz Dźwigała warunkowo otrzymali licencję PZPN-u PRO, która upoważnia do prowadzenia drużyn najwyższych klas rozgrywkowych w Polsce. W związku z tym pierwszym trenerem Jagiellonii Białystok będzie Tomasz Hajto, a drugim Dariusz Dźwigała

– Bardzo się cieszę że w końcu się udało. Jeszcze wczoraj zdawałem ostatni egzamin kursu UEFA A, a dzisiaj rano egzamin na przyjęcie do kursu UEFA PRO. Wszystko rodzi się w bólach, tak też było w przypadku mojej licencji, ale cieszę się że wszystkie formalności zostały już załatwione – powiedział trener Jagiellonii Tomasz Hajto

jagiellonia.pl /10.II.2012/

***

Tomasz Bandrowski w Jagiellonii

27-letni Tomasz Bandrowski został piłkarzem Jagiellonii. Białostocki klub poinformował że siedmiokrotny reprezentant Polski podpisał półroczny kontrakt

Umowa będzie mogła zostać przedłużona o rok – do czerwca 2013, a następnie o kolejny – do czerwca 2014 roku

Występujący na pozycji środkowego pomocnika zawodnik ostatnio reprezentował barwy Lecha Poznań

Bandrowski rok temu przeszedł operację biodra, a potem musiał poddać się wielomiesięcznej rehabilitacji. Lech wspierał zawodnika w trakcie leczenia, partycypował także w jego kosztach, choć w czerwcu ubiegłego roku kontrakt Bandrowskiego z poznańskim klubem wygasł.
Kolejorz miał mieć pierwszeństwo w negocjacjach, ale obie strony nie doszły do porozumienia i siedmiokrotny reprezentant otrzymał wolną rękę w poszukiwaniu nowego pracodawcy.

Bandrowski w latach 2003-07 reprezentował Energie Cottbus, z którym awansował do Bundesligi. Wiosną 2008 r. został wypożyczony do Lecha, a po udanej rundzie wykupiony przez Kolejorza. We wrześniu 2008 r. zadebiutował w reprezentacji Polski.

int.pl /26.I.2012/

MENTALNIE GOTOWY

Tomasz Bandrowski: – Po takiej przerwie bez gry najważniejsze by się dobrze zaaklimatyzować i wkomponować w zespół, a przez to dobrze wejść w trening i pomóc drużynie. Mentalnie jestem przygotowany i myślę że z upływem czasu wszystko będzie dobrze

– Lech ciągle przekładał decyzję podając różne powody, przez co wszystko odwlekało się w czasie. Ostatecznie się jednak nie zdecydowali. Jestem więc w Jagiellonii i cieszę się że się dogadaliśmy. Teraz na spokojnie mogę przygotowywać się z zespołem do rundy wiosennej

– Białystok kojarzył mi się na pewno jako bardzo trudny teren do gry. Jagiellonia sprawiała zawsze dobre wrażenie i ciężko się tu grało. Według mnie to jedyna taka drużyna w lidze, która u siebie była prawdziwym zadziorem z zębem i agresywnością. Właśnie to mi najbardziej utkwiło

– Z kadry znamy się z Grześkiem Bartczakiem i Dawidem Plizgą, po części też z Tomkiem Frankowskim. Myślę że dzięki temu będzie łatwiej się aklimatyzować.

mg/dg/ms/own /29.1.2012/

***

Sandomierski znów w Białymstoku

Grzegorz Sandomierski wiosną będzie ponownie reprezentować barwy Jagiellonii. Bramkarz, sprzedany latem do Racingu Genk, został wypożyczony do białostockiego klubu do końca sezonu

Jeszcze w ubiegłym sezonie Sandomierski był podstawowym bramkarzem białostoczan, regularnie dostawał też powołania do reprezentacji

Obecne rozgrywki również rozpoczynał w Jagiellonii. Zagrał w dwóch meczach w lidze i stało się to, na co zanosiło się od dłuższego czasu. Został sprzedany, podpisał pięcioletnią umowę z mistrzem Belgii Racingiem Genk.

W nowym klubie 22-letni zawodnik wylądował na ławce rezerwowych (zagrał jedynie w meczu pucharowym). Trudno się jednak temu dziwić. Zaraz po podpisaniu kontraktu przez Sandomierskiego Laszlo Koteles, podstawowy bramkarz Genku, obronił dwa rzuty karne w starciu z Maccabi Hajfa i tym samym zapewnił Belgom grę w Lidze Mistrzów. Sytuacja wychowanka Miejskiego Ośrodka Szkolenia Piłkarskiego z Białegostoku jeszcze się pogorszyła, gdy Genk zdecydował się wypożyczyć Logana Bailly z Borussii Moenchengladbach. Tym samym Sandomierski nie miał w zasadzie większych szans na grę w Belgii. Dlatego pojawiły się informacje że może zostać wypożyczony do innego klubu. Innym klubem może być tylko Jagiellonia, gdyż według przepisów zawodnik w jednym sezonie może reprezentować barwy jedynie dwóch drużyn. Sandomierski grał w oficjalnych meczach ekipy z Białegostoku oraz Genku.

Żadnych rozmów w sprawie gry Sandomierskiego w naszym klubie nie ma – mówił jeszcze w niedzielę po południu Cezary Kulesza, prezes i jeden z właścicieli Jagiellonii.

Okazało się że jest inaczej. Sandomierski do końca sezonu został wypożyczony do Jagiellonii.

Mam nadzieję że tak się stanie i już w środę będę mógł z Jagiellonią polecieć na zgrupowanie do Turcji. Czekam tylko na sygnał że wszystko jest dograne i mogę już wyjeżdżać do Polski – mówił w poniedziałek po południu Sandomierski.

– Na pewno w Belgii wszystko nie tak miało wyglądać, jechałem do nowego klubu z innym nastawieniem, ale nie dostałem szansy pokazania się – dodał Sandomierski. – Chociaż też nie było podstaw do zmian. Zespół spisuje się dobrze, Laszlo nie popełnia błędów. Cieszę się że Jagiellonia wyciągnęła do mnie rękę i mogę do niej wrócić. To jednak nie oznacza że od razu będę pierwszym bramkarzem. Chociaż myślę że w Białymstoku będzie mi łatwiej o miejsce w podstawowym składzie niż w Belgii.

Powrót Sandomierskiego to nie koniec transferów w białostockim klubie. Już wcześniej trener Tomasz Hajto mówił że chce by do zespołu trafili testowani podczas obozu w Cetniewie Paweł Nowotka i Dawid Szufryn. W kontekście gry w Jagiellonii wymieniani są również Dimitrije Injac z Lecha Poznań i Michał Pazdan z Górnika Zabrze.

tp/gw /24.1.2012/

***

Jagiellonia zwolniła Michniewicza

Czesław Michniewicz został zwolniony z Jagiellonii Białystok. Szkoleniowiec zdradził jednej z telewizji, że oficjalnie umowę rozwiąże w środę

Michniewicz przejął drużynę po Michale Probierzu który odszedł po porażce białostoczan w Lidze Europy z Irtyszem Pawłodar. Prowadził Jagiellonię w 17 meczach ligowych, zdobył w nich 22 punkty. Zostawia zespół na 10 miejscu w tabeli

Wśród ewentualnych następców Michniewicza są podobno Jurij Szatałow, Jan Urban i Tomasz Kafarski.

Każdy lubi nastroić gitarę po swojemu – mówił Michniewicz po podpisaniu umowy z Jagiellonią, choć struny do tej gitary kupował mu kto inny, a na zapoznanie się z instrumentem brakowało czasu.

Dopiero na wiosnę w Białymstoku miała grać drużyna Michniewicza. Już poczynił ku temu pierwsze kroki, bo to za jego namową Jagiellonia kupiła za 280 tys. euro byłego podopiecznego Michniewicza z Widzewa Łódź – Nikę Dżalamidze.

Runda jesienna wypadła przeciętnie, choć wydawało się że 22 punkty i wyjazdowa wygrana w ostatniej kolejce nad Lechią Gdańsk (1:0) uspokoi niezadowolonych działaczy czwartej drużyny poprzedniego sezonu.

CZTERECH KANDYDATÓW

Jagiellonia sondowała możliwość zatrudnienia Adama Nawałki, byłego trenera białostockiej drużyny, a obecnie pracującego w Górniku Zabrze. Powtarzano też nazwiska Jurija Szatałowa, Jana Urbana, Tomasza Kafarskiego. Zwycięstwo Jagiellonii w Gdańsku pozbawiło pracy opiekuna Lechii Rafała Ulatowskiego, a okazuje się że nie pomogło Michniewiczowi.

Z Michniewiczem nie udało się skontaktować. Urlop spędza w Anglii.

orange/pw/ps /20.12.2011/

***

Grzegorz Rasiak może grać

Grzegorz Rasiak będzie mógł zadebiutować w barwach Jagielloniii w sobotnim meczu z Podbeskidziem Bielsko-Biała. Do klubu wpłynął z Cypru certyfikat 32-letniego zawodnika

Przypomnijmy że były reprezentant Polski kontrakt z Jagiellonią podpisał pod koniec sierpnia, jednak jego ostatni klub, cypryjski AÉL Limassol, zwlekał z wydaniem certyfikatu zawodnika. Dopiero po interwencji FIFA na wniosek naszego klubu certyfikat dotarł do klubu. W najbliższych dniach Rasiak zostanie zgłoszony do rozgrywek

Grzegorz Rasiak w polskiej lidze rozegrał sto meczów i zdobył 44 bramki. W 2004 r. podpisał kontrakt na Wyspach Brytyjskich z drugoligowym Derby County, później występował też w kilku innych tamtejszych klubach. Ostatnio grał na Cyprze.

W reprezentacji Polski wystąpił 37 razy, zdobywając 8 bramek.

jagiellonia.pl /29.11.2011/

***

Rasiak piłkarzem Jagiellonii

Grzegorz Rasiak po siedmiu latach wraca do polskiej ligi. 32-letni napastnik podpisał obowiązjący do 30 czerwca 2013 r. kontrakt z Jagiellonią Białystok i już w najbliższym meczu będzie do dyspozycji trenera Czesława Michniewicza – poinformował oficjalny serwis klubu

– Ostatnio nie grałem z różnych względów. Bardzo się cieszę że trafiłem właśnie do Jagiellonii gdzie m.in. będę mógł pracować z tak dobrym trenerem, za jakiego uważam Czesława Michniewicza – komplementował szkoleniowca po podpisaniu umowy nowy gracz Jagiellonii, który będzie występować z numerem 47

Trener nie pozostał dłużny. – Grzesiek jest jednym z niewielu polskich zawodników którzy wyjechali za granicę i tam się sprawdzili. Liczę że wspólnie z Tomkiem Frankowkim będą postrachem dla drużyn z naszej ligi – powiedział Michniewicz.

Rasiak który jest wychowankiem Olimpii Poznań w polskiej lidze rozegrał 100 meczów (44 bramki), broniąc barw GKS-u Bełchatów, Odry Wodzisław Śląski i Dyskobolii Grodzisk Wielkopolski. Z tego ostatniego klubu w 2004 r. przeniósł się na Wyspy Brytyjskie gdzie reprezentował Derby, Tottenham, Southampton, Bolton, Watford i Reading. W sumie na Wyspach w 185 meczach zdobył 63 bramki. Ostatni sezon spędził w cypryjskim AÉL Limassol (17 meczów).

Rasiak ma na koncie również 37 meczów w reprezentacji Polski w których zdobył 8 bramek. Ostatni raz koszulkę z orzełkiem na piersi założył za kadencji Leo Beenhakkera, 21 listopada 2007 w meczu eliminacyjnym do mistrzostw Europy 2008 z Serbią (2:2).

jagiellonia.pl /27.9.2011/

***

Najgorszy tydzień sezonu

Dwie dotkliwe porażki w lidze i odpadnięcie z Pucharu Polski to ostatnie ‘dokonania’ Jagiellonii Białystok. – Każda drużyna czasem wpada w dołek a my w nim teraz siedzimy – przyznał Tomasz Kupisz, zdobywca dwóch bramek w meczu przeciw Widzewowi (2:4)

Rozmowa z Tomaszem Kupiszem z Jagiellonii

To najgorszy tydzień Jagiellonii w tym sezonie?

Zdecydowanie tak. Jeżeli w ciągu kilku dni przegrywamy trzy mecze, tracąc jedenaście goli, to z pewnością nie jest to dobry tydzień. W trakcie sezonu każda drużyna ma jednak gorszy czas, a dziś ma go Jagiellonia.

Atmosfera w zespole pewnie leży?

Wiadomo, nikt nie jest szczęśliwy, ale cały czas trzymamy się razem. I razem z tej opresji wyjdziemy. Pokażemy jeszcze że Jagiellonia gra o coś więcej niż tylko środek tabeli.

Macie przed sobą jakiś cel na obecne rozgrywki?

Teraz to ostatnia rzecz o jakiej myślimy. Jak mówiłem dziś jesteśmy w dołku z którego jak najszybciej musimy się wydostać. Nasz zespół ma zająć nie miejsce w środku stawki, ale znacznie lepsze, co pokazał poprzedni sezon. Żeby jednak pójść w górę trzeba zacząć grać agresywniej i konsekwentniej. Rywale powoli nam odjeżdżają, dlatego czym prędzej musimy zacząć ich gonić.

Trener Czesław Michniewicz jest w stanie wyciągnąć was z tego dołka?

Musimy to zrobić wspólnie. Usiąść na spokojnie i porozmawiać na temat całej tej sytuacji.

Sposób w jaki w ostatnich dniach próbował wami wstrząsnąć trener Michniewicz (tuż po porażce z Ruchem Zdzieszowice zaordynował piłkarzom 90-minutowy trening) nie zaszkodził?

Wydaje mi się że nie. Z Widzewem zagraliśmy na maksimum swoich możliwości, gryźliśmy trawę od pierwszych minut. Ale wyszło jak wyszło. Niestety to kolejny mecz w którym prowadzimy ale nie potrafimy tego utrzymać. O tym meczu trzeba jak najszybciej zapomnieć. Musimy pójść dalej, jak najszybciej się zrehabilitować.

Najlepiej już w najbliższej kolejce. Wtedy podejmiecie u siebie Zagłębie Lubin. Tam też nie dzieje się najlepiej więc to doskonała okazja.

Najbliższy mecz trzeba wygrać i to nie ulega wątpliwości. Ostatnio mamy fatalną passę dlatego trzeba się przełamać. Nie jest tajemnicą że Jagiellonia przed własną publicznością jest znacznie mocniejsza, radzi sobie o niebo lepiej. Na wyjazdach raz jest lepiej, raz gorzej, chociaż ostatnio raczej gorzej.

Widzew dwa gole zdobył po stałych fragmentach gry. Nie odrobiliście pracy domowej?

Przed meczem, w sobotę, ponad godzinę trenowaliśmy ten element. Dlatego tym dziwniejsze jest że w taki sposób straciliśmy dwie bramki. Inna sprawa to perfekcyjne dośrodkowania i świetne wykończenie widzewiaków.

Kolejny przeciwnik zaaplikował wam worek bramek. Współczujecie trochę bramkarzowi Krzysztofowi Baranowi?

Tak bo wchodzi do drużyny kiedy sytuacja jest bardzo trudna. Ale te gole to przecież nie tylko jego wina ale całego zespołu.

Pierwszy raz w tym sezonie wyszliście na boisko bez Tomasza Frankowskiego. Król strzelców minionego sezonu mówił przed meczem że na 99 procent w ogóle nie zagra. Tymczasem grał 45 minut. To była zasłona dymna z waszej strony?

Z tego co wiem Tomek był gotowy do gry nawet od początku meczu. Trener zadecydował jednak że Franek najpierw usiądzie na ławce i później wejdzie. I tak nam bardzo pomógł.

Dotkliwe kary finansowe o których przed meczem mówiono że mogą na was spaść zadziałały?

Po części chyba tak. Od początku byliśmy bardzo zmobilizowani, graliśmy agresywnie i prowadziliśmy. Widzew jednak szybko wyrównał, podciął nam trochę skrzydła, a potem skutecznie wypunktował.

rozm. pt/int. /26.9.2011/

***

Rasiak trenuje z Jagiellonią

Były reprezentant Polski 32-letni Grzegorz Rasiak trenuje z Jagiellonią Białystok, przebywającą w Grodzisku Wielkopolskim na minizgrupowaniu przed niedzielnym meczem z Widzewem w Łodzi

Informację potwierdził prezes Jagiellonii Cezary Kulesza. Dodał że od decyzji trenera zespołu Czesława Michniewicza zależy czy Rasiak zostanie w drużynie na dłużej. Na razie nie wiadomo jak długo piłkarz będzie trenować z Jagiellonią ale na pewno do meczu z Widzewem

Jagiellonia ma problem z napastnikami. Wciąż nie wrócił do gry Bartłomiej Grzelak który złapał kontuzję przed rundą rewanżową poprzednich rozgrywek. Uraz po meczu z Lechem leczy Tomasz Frankowski. Problemy zdrowotne ma też młody Jan Pawłowski, a Brazylijczyk Maycon który wrócił z wypożyczenia, nie spełnia pokładanych w nim nadziei i przesiaduje na ławce rezerwowych.

W środę w meczu Pucharu Polski z Ruchem Zdzieszowice (1:3) w ataku zagrał Dawid Plizga.

32-letni Rasiak jest obecnie tzw. wolnym zawodnikiem i od kilku miesięcy szuka nowego klubu. W polskiej lidze rozegrał sto meczów i zdobył 44 bramki. W 2004 r. podpisał kontrakt na Wyspach Brytyjskich z drugoligowym Derby County, występując też potem w kilku innych tamtejszych klubach. Ostatnio grał na Cyprze.

W reprezentacji Polski wystąpił 37 razy i zdobył 8 bramek.

pap /22.9.2011/

***

Mam koszulkę z numerem 1

Rozmowa z Grzegorzem Sandomierskim, nowym bramkarzem Racingu Genk

Przedstawiono pana belgijskim dziennikarzom i kibicom Genk jako bramkarza numer jeden?

Dostałem bluzę bramkarską z jedynką, więc chyba tak.

Kiedy debiut?

Tego nie wiem. Właśnie szykuję się do wyjazdu na mecz czwartej rundy eliminacji Ligi Mistrzów. Mój Genk zagra w środę z Maccabi Hajfa. Lecę do Izraela, jednak tam nie zagram. Jadę poznać lepiej drużynę, pobyć z nią. Po kilku dniach spędzonych w Genk i pierwszym treningu teraz jestem już zadowolony. Bo wcześniej były maleńkie kłopoty (śmiech).

Jakie kłopoty?

Zupełnie przyziemne. Po meczu kadry z Gruzją pojechałem z menedżerem do Belgii podpisać kontrakt. Sprawy toczyły się dynamicznie. Nie miałem nawet jak zabrać ubrań z domu, z Białegostoku. Na szczęście z pomocą przyszli rodzice. Przekazali przez znajomych w Brukseli paczkę z ubraniami, dodatkowymi rękawicami i paroma drobiazgami. Groziło mi że na prezentację przyjdę w krótkich spodenkach. Na szczęście obyło się bez wpadki. A w drodze do Belgii zagadaliśmy się z menedżerem i przegapiliśmy rezerwę paliwa. Trzeba było kombinować… Ale gdy zobaczyłem stadion, 20 tysięcy kibiców, życzliwość ludzi z Genk i… pięcioletni kontrakt to kłopot z ubraniem czy pustym bakiem zbywa się jednym uśmiechem.

Plotkowano o Chelsea i Juventusie, był pan na rekonesansie w Evertonie, chciał pana Celtic. A skończyło się na Genk.

I jestem bardzo zadowolony. Po pierwsze trzeba odsiać fantazje od rzeczywistości. Nie widziałem na oczy ofert z Chelsea czy Juventusu, nikt z tych klubów ani ze mną ani z Jagiellonią się nie kontaktował. Nie było o czym gadać więc pytania dziennikarzy obracałem w żart. Jakieś sygnały były ze Swansea, a faktem okazały się dopiero zaproszenia do Evertonu i do Glasgow. Ostatecznie wyszło że najlepszą propozycję z punktu widzenia klubu i mojego przedstawił Genk, mistrz Belgii, bardzo solidna marka. Jeżeli miejsce w bramce będzie moje a klub awansuje do Ligi Mistrzów to będzie… cudownie.

Genk specjalizuje się w zarabianiu na bramkarzach. Niedawno do Chelsea sprzedał za 9 milionów euro Thibauta Courtoisa. Belgowie zarobili na transferach swoich bramkarzy kilkanaście milionów.

Czytałem o tym. Sądzę że sporo w tym zasługi Guy Martensa, trenera bramkarzy. Po kilku spotkaniach i treningach mogę śmiało powiedzieć że współpraca z nim będzie przyjemnością i w jej trakcie sporo się nauczę. O zajęcia z Guy Martensem zabiegają kluby belgijskie, holenderskie, niemieckie.

Czyli popracuje pan z tym fachowcem a później zmiana Genk na mocniejszy klub?

Jeszcze nie zacząłem grać w Genku a pan już wybiega w daleką przyszłość. Spokojnie.

Trzy lata temu pańskie nazwisko kojarzyli tylko ci którzy z lupą śledzili składy naszej ligi. Niezły skok pan wykonał. Jagiellonia, reprezentacja, mistrz Belgii.

To prawda. Cieszę się że moja przygoda z piłką rozwija się bardzo dobrze. Czyli spokojnie, etap po etapie.

Zawsze podkreśla pan ten spokój.

Po prostu wychodzę z założenia że nie ma co się grzać. Robić swoje –pracować i być sobą.

W bramce Genku stał w ostatnim meczu Węgier Laszlo Koteles. Na treningu nie patrzy na pana spode łba?

Nie, zachowuje się bardzo fair. W ogóle nie zauważyłem by któryś z kolegów bramkarzy, a jest nas czterech, chciał mi podłożyć świnię.

Urządził się pan już w Genku?

Nie było czasu. Po powrocie z Izraela mam sobie wybrać mieszkanie lub dom. Dostanę też samochód. Po sobotnim meczu z Zulte–Waregem obejrzałem sobie miasto, a właściwie miasteczko, bo Genk ma nieco ponad 60 tysięcy mieszkańców. W porównaniu z Genk Białystok to kolos! Łatwo było zauważyć że cały Genk żyje piłką.

Wysokości zarobków w nowym klubie pewnie pan nie zdradzi.

Ale ciekawą sprawą jest nazwijmy to emerytura. By piłkarzom nie poprzewracało się od pieniędzy w głowach potrąca się 18 procent pensji. W trakcie kontraktu w belgijskim klubie pieniądze te są odkładane i wypłacone zawodnikowi gdy ten ukończy 35 lat. Nie trzeba więc mocno zastanawiać się nad tym w co zainwestować część zarobków.

rozm. pw/ps /16.8.2011/

***

Muszą wyłożyć 2 mln funtów

Agent Grzegorza Sandomierskiego zakomunikował władzom Celtiku Glasgow że jeżeli chcą sprowadzić bramkarza Jagiellonii Białystok muszą złożyć ofertę 2 milionów funtów. Dotychczas Jagiellonia odrzuciła dwie propozycje The Bhoys – poinformował Sky Sports

Szkocki klub desperacko szuka wzmocnień gdyż musi szybko zgłosić listę zawodników którzy będą uprawnieni do gry w eliminacjach Ligi Europy

Sam Sandomierski jest bardzo zainteresowany transferem ale nie ukrywa że ma również ofertę z belgijskiego Genk.

Celtic jest już blisko pozyskania Sandomierskiego ale ich nowa oferta wciąż jest zbyt niska dla władz Jagiellonii – powiedział agent bramkarza Radosław Osuch.

Klub definitywnie chce sprzedać zawodnika ale czeka na najwyższą sumę odstępnego. Jeżeli Szkoci zaoferują wymagane 2 miliony, od razu wsiadamy w samolot i lecimy do Glasgow. Grzesiek jest bardzo entuzjastycznie nastawiony na ten transfer i czuję że Celtic też go bardzo chce. Jeżeli chodzi o Genk to Belgowie również składają wysokie oferty, więc nie są bez szans – dodał Osuch.

onet /9.8.2011/

***

Celtic albo Genk

Grzegorz Sandomierski coraz bliżej transferu. Wszystko wskazuje że po zgrupowaniu reprezentacji Polski bramkarz Jagiellonii Białystok odejdzie do Genk lub Celtiku

Sprawa transferu Sandomierskiego wyjaśni się ostatecznie w najbliższych dniach. – Dopóki nie podpisaliśmy umowy Grzegorz jest naszym zawodnikiem. Ale przyznaję że rozmawiamy na ten temat i to dwutorowo – ze Szkotami i z Belgami – powiedział prezes Jagiellonii Cezary Kulesza

Który tor jest bardziej wyrobiony? Oba tak samo – dodał Kulesza.

Bliżej pozyskania 21-letniego Sandomierskiego jest podobno Celtic. W dużym stopniu dlatego że sam Sandomierski woli grać na Wyspach niż w Belgii. Marzeniem Sandomierskiego są bowiem przenosiny do angielskiej Premier League i z Glasgow ich spełnienie miałby na wyciągnięcie ręki.

Szefowie Celtiku wysłali do Białegostoku oficjalną ofertę. Władze Jagiellonii szybko ją jednak odrzuciły bo – jak to ujął prezes Kulesza – ‘zaproponowane warunki były śmieszne’ (ok. 450 tys. euro).

Polacy przedstawili swoje oczekiwania, Szkoci poprosili o czas na zastanowienie i dwa dni później przysłali kolejną ofertę. – Ta już jest poważniejsza, proponują nam większą kwotę – przyznał Kulesza.

Są jeszcze rozbieżności które można w jakiś sposób wyrównać. Nie można jednak przesądzać czy i z którym klubem dojdziemy do porozumienia. Wciąż czekamy na propozycję która nas zadowoli bo cały czas do uzgodnienia jest kwota transferu – dodał prezes Jagiellonii.

pw/ło/ps /8.8.2011/

***

Podbeskidzie – Jagiellonia 2:2

Po niesamowitej końcówce meczu w Bielsku-Białej Podbeskidzie zremisowało z Jagiellonią Białystok 2:2 w poniedziałek w 1 kolejce ligowej

O meczach jak ten w Bielsku-Białej mówi się że lepiej nie wyreżyserowałby ich sam Hitchcock. Zaczęło się od trzęsienia ziemi a potem było tylko ciekawiej…

Choć Jagiellonia jeszcze 10 minut przed końcem była pewna zwycięstwa to ostatecznie nie ma prawa narzekać że na stadionie ambitnego beniaminka udało jej się zdobyć punkt…

Mecz od początku toczył się w ulewnym deszczu. Gospodarze dla których był to debiut w lidze w pierwszych minutach mieli niewielką przewagę ale to Jagiellonia pierwsza strzeliła gola.
Po zamieszaniu w polu karnym Podbeskidzia Tomasz Kupisz był faulowany przez Richarda Zajaca i sędzia podyktował karnego. Na gola zamienił go król strzelców ubiegłorocznych rozgrywek Tomasz Frankowski.

Jagiellonia w pierwszej połowie pokazała że jest drużyną dojrzalszą i znacznie bardziej doświadczoną. Trener białostoczan Czesław Michniewicz /jego pierwszy oficjalny mecz z Jagiellonią/ mógł być zadowolony z przebiegu gry, a tylko momentami – po szarżach Piotra Malinowskiego i Macieja Rogalskiego – pewnie mocniej serce mu zabiło.

Właśnie Rogalski miał najlepszą w pierwszej połowie szansę wyrównać ale po dośrodkowaniu Marka Sokołowskiego strzelił niecelnie.

W końcówce pierwszej połowy znowu dał o sobie znać nienajlepiej grający bramkarz Podbeskidzia – Zajac. Słowak po zupełnie niegroźnym podaniu Hermesa z głębi pola wypuścił piłkę z rąk w polu karnym i ta spadła pod nogi Rafała Grzyba. Pomocnik Jagiellonii przytomnie odegrał do niepilnowanego Frankowskiego który dopełnił formalności.

Druga połowa rozpoczęła się od ataków Podbeskidzia ale na mocno nasiąkniętej murawie gospodarze mieli ogromne problemy by wymienić choćby kilka podań. Jeszcze 10 minut przed końcem meczu wydawało się że Jagiellonia dowiezie zwycięstwo do ostatniego gwizdka ale wtedy ‘Górale’ z Bielska-Białej pokazali charakter.

W 83 minucie po dośrodkowaniu Sławomira Patejuka z rożnego najwyżej do piłki wyskoczył Robert Demjan i precyzyjnym strzałem zdobył bramkę.

Następnie Podbeskidzie ruszyło z wielkim animuszem i wkrótce kolejny raz zaskoczyło obronę Jagiellonii. W pole karne gości wpadł Demjan którego sfaulował Andrius Skerla. Sędzia Szymon Marciniak nie miał wątpliwości i podyktował karnego którego na bramkę zamienił Adam Cieśliński.

W ostatnich sekundach Podbeskidzie miało jeszcze jedną szansę ale po strzale z bliska Bartłomieja Koniecznego piłkę z linii bramkowej wybił Tiago Cionek.

Podbeskidzie – Jagiellonia 2:2 (0:2). Bramki: 0:1 Frankowski (6 karny), 0:2 Frankowski (42), 1:2 Demjan (83), 2:2 Cieśliński (89 karny). Podbeskidzie: Zajac – Cienciała, Konieczny, Dancik, Osiński – Sokołowski, Metelka (86 Ziajka), Rogalski, Kołodziej (63 Cieśliński) – Malinowski (63 Patejuk), Demjan. Jagiellonia: Sandomierski – Bartczak, Skerla, Cionek, Sidqy – Kupisz, Hermes, Grzyb, Seratlić (46 Makuszewski) – Plizga (65 Burkhardt) – Frankowski. Żółte k.: Seratlić, Sidqy i Cionek. Sędzia: Marciniak. Widzów: 3500

bb/int.pl /1.8.2011/

***

Trzy piękne lata wystarczą

Sensacja w Białymstoku! Tydzień przed rozpoczęciem nowego sezonu trener Michał Probierz za porozumieniem stron jednak rozwiązał kontrakt z Jagiellonią!

Nowym trenerem białostockiej drużyny ma zostać Czesław Michniewicz

Na posiedzeniu zarządu na którym obecny był również Probierz podjęto decyzję o rozwiązaniu za porozumieniem stron umowy ze szkoleniowcem

Wspólnie stwierdzono że tak dla Jagiellonii jak i Probierza najlepszym rozwiązaniem będzie rozstanie się. ‘Serdecznie dziękujemy za trzy piękne lata spędzone w Białymstoku’ – podziękował klub na oficjalnej stronie Probierzowi.

Chciałbym podziękować wszystkim ludziom związanym z Jagiellonią za te trzy piękne lata spędzone w Białymstoku. W trudnych chwilach zawsze mogłem liczyć na wsparcie działaczy i kibiców. Największe sukcesy jako trener osiągnąłem właśnie w Białymstoku, dlatego to miejsce zawsze będzie dla mnie szczególne. Jagiellonii przybył nowy kibic – powiedział Probierz.

Probierz Jagiellonię objął pod koniec czerwca 2008 r. Pierwszy mecz pod jego rządami białostoczanie rozegrali 10 sierpnia 2008 r., remisując 1:1 w Gdyni z Arką. Pierwszy sezon w którym zespół przeszedł największa kadrową metamorfozę Jagiellonia ukończyła na 8 miejscu w lidze. Do kolejnego sezonu zespól przystępował z 10 punktami ujemnymi, co było konsekwencją udziału w aferze korupcyjnej przed kilku laty. Skazana przed sezonem na degradację drużyna zakończyła rozgrywki na 11 pozycji, pewnie się utrzymując. Na osłodę zespół wywalczył Puchar Polski i Superpuchar 2010, co jest największym sukcesem w historii klubu. Dzięki tym trofeom żółto-czerwoni zadebiutowali w europejskich pucharach (1:2 i 2:2 z Arisem Saloniki). W kolejnym sezonie zespół Probierza po rundzie jesiennej otwierał ligową tabelę! Ostatecznie zakończył rozgrywki na znakomitym 4 miejscu.

Następcą Probierza ma zostać pracujący ostatnio w Widzewie Łódź Czesław Michniewicz.

– Jesteśmy po słowie z trenerem Michniewiczem i jeżeli nic się nie zmieni, on będzie nowym trenerem drużyny – potwierdził Cezary Kulesza, prezes klubu.

Trener Pobierz poprowadził Jagiellonię w 114 oficjalnych meczach w których zespół odniósł 46 zwycięstw, 31 razy zremisował i 37 przegrał, bramki: 125:113. Tygodnik Piłka Nożna uznał Probierza trenerem roku 2010. Wygrał on też w plebiscycie na trenera 90-lecia Jagiellonii.

Dorobek Michała Probierza:

Liga: 90 meczów: 34 zw. – 24 rem. – 32 por., bramki 95:93
Puchar Polski: 13 meczów: 8 zw. – 4 zw. – 1 por., bramki 15:6
Puchar ligi: 6 meczów: 2 zw. – 2 rem. – 2 por., bramki 10:8
Superpuchar Polski: 1 mecz, 1 zw., bramki 1:0
Liga Europy: 4 mecze: 1 zw. – 1 rem. – 2 por., bramki 4:6

Jako zawodnik 39-letni Probierz grał m.in. w Ruchu Chorzów, Górniku Zabrze i Widzewie. W roli szkoleniowca prowadził Polonię Bytom (debiutował w 2 lidze w wieku 33 lat) i Widzew.

Nowy szkoleniowiec Jagiellonii, 41-letni Michniewicz, największe sukcesy w karierze trenerskiej odnosił w Lechu i Zagłębiu. Z poznańskim zespołem zdobył Puchar i Superpuchar Polski, a z drużyną z Lubina wywalczył mistrzostwo kraju. Pracował również w Amice Wronki i Arce Gdynia z którą rozstał się w kwietniu 2009 r.

W czasie angażu w Gdyni Michniewicz dobrowolnie zgłosił się do wrocławskiej prokuratury która prowadzi postępowanie dotyczące korupcji w polskiej piłce. Trener zeznawał jako świadek w wątku dotyczącym Lecha.

W połowie listopada 2010 r. Michniewicz został trenerem Widzewa, zastępując Andrzeja Kretka. Wówczas łodzianie byli zagrożeni spadkiem ale dzięki udanym występom w rundzie wiosennej zajęli ostatecznie 9 miejsce. Jeszcze kolejkę przed końcem rozgrywek mieli nawet szansę na grę w europejskich pucharach.

Po zakończeniu sezonu działacze Widzewa oświadczyli że nie porozumieli się z Michniewiczem w sprawie nowego kontraktu (dotychczasowy wygasał 30 czerwca).

MICHNIEWICZ TRENEREM JAGIELLONII

Nowym trenerem Jagiellonii został Czesław Michniewicz. Szkoleniowiec związał sie z klubem roczną umową z możliwością przedłużenia o kolejne 12 miesięcy – podała oficjalna strona klubu

Michniewicz urodził się 12 lutego 1970 r. w Brzozówce. Pracę trenerską rozpoczął w Amice Wronki, początkowo od rezerw oraz bramkarzy. We wrześniu 2003 r. został szkoleniowcem Lecha Poznań z którym w sezonie 2003/04 wywalczył Puchar Polski oraz Superpuchar Polski 2004.

Z Kolejorzem pracował do maja 2006 r. W październiku tego samego roku objął Zagłebie Lubin z którym niespodziewanie wywalczył tytuł mistrza Polski. Od 20 lipca do 8 kwietnia 2009 prowadził Arkę Gdynia, a w ostatnim sezonie był trenerem Widzewa (od 14 kolejki).

Ostatnio przebywał na stażu w klubie mistrza Niemiec Borussii Dortmund. Ma za sobą także staże w innych niemieckich klubach: Schalke 04 Gelsenkirchen, Bayer 04 Leverkusen, Hannover 96 oraz angielskim Tottenhamie Hotspur. Posiada licencję trenerską UEFA Pro nr 394.

www.jagiellonia /22.7.2011/

***

Sandomierski na testach w Celtiku

Jagiellonia wyraziła zgodę na testy Grzegorza Sandomierskiego w Celtiku Glasgow – poinformowały brytyjskie media. Wcześniej głośno było o przejściu bramkarza do Evertonu ale The Toffess nie złożyli oferty

W przypadku Sandomierskiego chodzi o podobne testy jakie przechodził Stipe Pletikosa. Neil Lennon, menedżer Celtiku, przyznał że Łukasz Załuska będzie od początku sezonu pierwszym bramkarzem, ale potrzebuje zmiennika który rywalizowałby z nim o miejsce w bramce. Teraz głównym kandydatem jest Sandomierski, jeżeli pozytywnie wypadnie na testach, a kluby dogadają się.

Na razie oferty nie złożył Everton gdzie Sandomierski przebywał także na testach. – W klubie przyjęto mnie świetnie, odebrano mnie z lotniska, pokazano stadion, bazę treningową, poznałem ciekawych ludzi. Na pewno było to fajne doświadczenie. Wyjazd oceniłbym bardzo pozytywnie bo fajnie było zobaczyć od środka jak to wszystko funkcjonuje w tak dużym klubie jakim z pewnością jest Everton. Na pewno jest się od kogo uczyć – opowiadał Sandomierski.

O przejściu do Evertonu mówił już bardziej dyplomatycznie. – Jeżeli oba kluby dojdą do porozumienia to wszystko jest możliwe i być może transfer dojdzie do skutku. Podchodzę do tego spokojnie, nie grzeję się, trenuję w Jagiellonii i przygotowuje się z nią do nadchodzącego sezonu.

Sandomierski ma 21 lat. Od półtora roku jest podstawowym bramkarzem Jagiellonii, jest także powoływany do reprezentacji Polski.

futbolnews /22.7.2011/

***

Sandomierski jedną nogą w Evertonie

Grzegorz Sandomierski jest coraz bliżej Evertonu. Bramkarz Jagiellonii Białystok dwa dni przebywał na Wyspach Brytyjskich gdzie rozmawiał na temat indywidualnego kontraktu i przechodził badania medyczne

Bramkarz Jagiellonii chciałby przejść do Evertonu. Wszystko zależy jednak od porozumienia obu klubów

Jestem bardzo zadowolony z wizyty w Liverpoolu. Sama baza Evertonu zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Rozmawiałem też z trenerem bramkarzy i Jankiem Muchą. Wszystko wyglądało znakomicie ale teraz muszę czekać na efekty negocjacji działaczy – powiedział reprezentant Polski.

Za swoją największą gwiazdę szefowie Jagiellonii chcieliby ok. 3 milionów funtów. Na taką sumę The Toffies z całą pewnością stać. Dlatego wydaje się że transfer Sandomierskiego jest tylko kwestią czasu.

Utalentowany zawodnik nie rozmawiał jeszcze z menedżerem Davidem Moyesem na temat szczegółów dotyczących kontraktu. Wiadomo jednak że czeka go ogromny przeskok nie tylko sportowy ale i finansowy. Wychowanek Jagiellonii ma szansę zostać jednym z najlepiej zarabiających polskich sportowców.

Dla mnie najważniejszy jest rozwój a w takim klubie na pewno mam na to szansę – powiedział Sandomierski. Jego rywalizacja o miejsce w podstawowym składzie z Timem Howardem zapowiada się pasjonująco. Amerykanin miał dotychczas niepodważalną pozycję w Evertonie ale teraz może się to zmienić. Najprawdopodobniej Sandomierski nie będzie musiał za to rywalizować z Muchą bo Słowak intensywnie szuka nowego pracodawcy.

Na razie Polak wrócił do Białegostoku i przygotowuje się z drużyną do pierwszego meczu w naszej lidze. Trener Michał Probierz pogodził się jednak z odejściem podstawowego bramkarza i szykuje dla niego następcę. Będzie nim Jakub Słowik.

f. /16.7.2011/

***

Chemia ciągle jest w Jagiellonii

Rozmowa z trenerem Michałem Probierzem po porażce w Kazachstanie z Pawłodarem Irtysz i odpadnięciu Jagiellonii Białystok z Ligi Europejskiej

Jest pan jeszcze trenerem w Białymstoku? W sobotę pojawiła się wiadomość że już nie, w niedzielę klub zaprzeczył. Co będzie w poniedziałek?

O zwolnieniu pierwsze słyszę, jednak niczego nie mogę wykluczyć. Jeżeli ludzie którzy dają na klub pieniądze uznają że to już koniec, przyjmę to do wiadomości. Ale wszyscy działacze byli z nami w Kazachstanie, dopiero w sobotę wróciliśmy do Polski. Razem się wstydziliśmy za porażkę z Irtyszem, razem ustalaliśmy plany na dalszą pracę.

Ale słyszał pan te komentarze w mediach: niech Probierz odejdzie bo odpadnięcie z Ligi Europejskiej z Irtyszem Pawłodar to plama której się szybko zmazać nie da?

Biorę to na siebie i jestem zły. Nie przegraliśmy w Pawłodarze tylko w Białymstoku, gdzie graliśmy w przewadze i tyle szans zmarnowaliśmy. A potem pojechaliśmy na rewanż z ledwie jedną bramką przewagi i zaczęły się nerwy… Choć ja i tak mam swoje zdanie na ten temat. Powtarzam je od kilku lat. Nikt mi więc nie zarzuci że dorabiam teorie do niepowodzenia: cieszmy się z każdego zwycięstwa nad takimi rywalami z prowincji, bo niedługo i to nie będzie w naszym zasięgu. Zachwycamy się stadionami na Euro 2012 a na co dzień nie ma gdzie trenować. 350 km na wschód od Białegostoku jest klub FK Mińsk który ma 18 boisk do treningu, ale my się ciągle uważamy za lepszych od nich. Mimo że co sezon się zdarza Polsce taka klęska w pucharach.

Podobno skończył się dobry kontakt między panem a drużyną?

Chemia ciągle jest. Za długo sam grałem w piłkę by takich spraw nie wyczuwać. Musimy ciągle pracować a mamy dużo problemów do rozwiązania. Gdy się pod koniec sezonu podawałem do dymisji, nieprzyjętej, mówiłem moim szefom co w Jagiellonii musimy poprawić. Zresztą powtarzam im to już od półtora roku.

Chodzi o nowych piłkarzy?

Chodzi i o sprawy sportowe, i organizacyjne, ale ja mam z szefami dobry kontakt, m.in. dlatego że takich spraw nie omawiam przez media.

Czesław Michniewicz jest do wzięcia, już niektórzy go widzą w Jagiellonii…

Jeżeli będzie zmiana to następcy życzę by zrobił tu przez trzy lata tyle co ja.

rozm. pw/rp /11.7.2011/

***

Jagiellonia – Irtysz Pawłodar 1:0

Jagiellonia Białystok pokonała Irtysz Pawłodar 1:0 w meczu pierwszej fazy eliminacji Ligi Europejskiej. Gola zdobył Tomasz Frankowski. Rewanż 7 lipca w Kazachstanie

W meczu potencjalnych rywali Jagiellonii – gruziński Metalurgis Rustavi pokonał na wyjeździe Bananc Erewań

Początek meczu Jagiellonia miała bardzo dobry. Być może pamiętając doświadczenia z meczu sprzed roku z Arisem Saloniki – który w kilka minut zdobył w Białymstoku dwie bramki – gospodarze sami zaatakowali. Już w pierwszej akcji w dobrej sytuacji był Marcin Burkhardt ale jego strzał został zablokowany. Po rzucie rożnym główkę Thiago Cionka obronił bramkarz Irtyszu Anton Cyrin.

Z upływem minut mecz jednak wyrównał się. Goście momentami starali się nawet dłużej rozgrywać piłkę ale w 36 minucie doznali osłabienia gdy drugą żółtą a w konsekwencji czerwoną kartkę zobaczył Aleksie Michajluk.

Mimo gry przez ponad 50 minut w przewadze Jagiellonia długo nie potrafiła zdobyć bramki. Tuż po przerwie mógł to zrobić Ermin Seratlić ale Czarnogórzec przestrzelił po dośrodkowaniu Tomasza Kupisza. W 54 minucie dogodnej okazji nie wykorzystał Andrus Skerla.

W 70 minucie Frankowski trafił do bramki ale ze spalonego. W tej fazie meczu Irtysz praktycznie nie wychodził z własnej połowy. W 78 minucie po rzucie rożnym Cionek strzelał głową ale piłkę z linii bramkowej wybił któryś z kazachskich obrońców.

Bramka padła po akcji Seratlica, Alexisa Norambueny i Frankowskiego. Wbiegający w pole karne Norambuena świetnie podał do króla strzelców naszej ligi a ten zdobył jedynego gola.

Michał Probierz nie prowadził zespołu z ławki rezerwowych bo musiał odcierpieć karę za incydent z meczu z Arisem w poprzedniej edycji LE.

Teraz przed Jagiellonią trudne zadanie na terenie rywala. Jeżeli powiedzie się białostoczanom w kolejnej fazie trafią prawdopodobnie na Metalurgis Rustavi. Gruzini pokonali na wyjeździe Bananc Erewań 1:0. Był to mecz ze sporymi podtekstami ze względu na odwieczne animozje pomiędzy dwoma kaukaskimi narodami.

Jagiellonia Białystok – Irtysz Pawłodar 1:0 (0:0). Bramka: Frankowski (80). Jagiellonia: Sandomierski – Bartczak, Skerla, Cionek, Norambuena – Kupisz, Hermes (46 Seratlić), Grzyb, Plizga (73 Makuszewski) – Burkhardt (88 Maycon) – Frankowski. Żółte k.: Skerla – Michajluk, Kuczma, Daskałow, Cyrin. Czerwona k. Michajluk (38 za dwie żółte). Sędzia: Vlado Glodjović (Serbia). Widzów: ok. 4000.

pap/onet/bb/int.pl /30.6.2011/

***

W Polsce drepczemy w miejscu

Interesowało mnie tylko mistrzostwo Polski. Dlatego po zdobyciu czwartego miejsca w lidze odczuwałem niedosyt. A że to wielki sukces Jagiellonii i że na taki a nie inny wynik wpływ miał splot różnych okoliczności… Kto o tym za jakiś czas będzie pamiętać, prawda?…mówi trener Jagiellonii Białystok Michał Probierz

Rozmowa z Michałem Probierzem

Kiedy przychodził pan do Jagiellonii to…

Przychodząc do Białegostoku trzy lata temu miałem spokojnie budować zespół, grać o jak najlepszy wynik. Gdybym wtedy powiedział że Jagiellonia będzie dwa razy z rzędu kwalifikować się do europejskich pucharów, będzie celować w złoto, to byłbym nawiedzony. A potem utrzymaliśmy się w lidze, choć startowaliśmy z minus 10 punktami, wywalczyliśmy Puchar Polski, graliśmy w Lidze Europy… Kiedy więc po rundzie jesiennej byliśmy liderami ligi to zrozumiałe że chcieliśmy być też najlepsi w kraju. Ja naprawdę wierzyłem i nadal jestem przekonany że stać nas było na to.

Dlatego kilka kolejek przed metą, gdy okazało się że dogonienie Wisły praktycznie nie jest już możliwe i tytuł wam uciekł – wpadł pan na pomysł podania się do dymisji?

Nie. To była przemyślana decyzja. Jeżeli ktoś pracuje w klubie trzy lata i nie osiąga zakładanego celu, to moim zdaniem powinien tak postąpić. Mnie interesowało mistrzostwo. Chciałem odejść bo efekty mojej pracy nie zadowalały mnie. Liczyłem też że zespół dostanie nowy impuls, bodziec by jeszcze o coś w lidze powalczyć.

Inna wersja sugerowała wówczas że pana dymisja była spowodowana dogadaniem się z Lechem Poznań.

Ja miałem cały czas ważny dwuletni kontrakt w Białymstoku ale wy dziennikarze zawsze wszystko wiecie lepiej… Gdzie są teraz ci którzy głośno przesądzali o moim przejściu do Lecha? Niestety nikt niczego nie prostował, za to ja musiałem udowadniać że nie jestem wielbłądem.

Jak reagowali na medialne spekulacje działacze Jagiellonii?

Nie wiem, proszę ich o to spytać. Wiem natomiast że nie pomagało to drużynie. Jedziemy na mecz, jesteśmy zespołem, zamierzamy o coś powalczyć, tymczasem po autokarze krąży gazeta przesądzająca że ich trener nie jest już ich trenerem bo związał się umową z innym klubem, wybrał lepszą posadę.

W pewnym momencie wiosną forma Jagiellonii nie była najlepsza, co już chyba nie było jedynie sprawką dociekliwych dziennikarzy?

W 22 dni rozegraliśmy osiem meczów. Sześć ligowych i dwa reprezentacyjne bo muszę przypomnieć że w składzie Jagiellonii miałem aż 11 kadrowiczów różnych zespołów narodowych. Do tego doszły urazy, kontuzje. To nie jest usprawiedliwianie się z mojej strony ale takie były fakty. Mamy w Polsce taki klimat że trzy miesiące w zimie nie gramy a potem w miesiąc chcemy nadrobić stracony czas.

Winny słabości był zatem klimat i nasze położenie geograficzne?

Klimatu nie zmienimy ale już wpływ na bazę, infrastrukturę stadionową, a także system szkolenia mamy jak najbardziej. Z drugiej strony ktoś zapyta – po co te moje narzekania? Skoro nie mamy w Polsce złóż złota, ropy naftowej, skoro nie potrafimy wybudować autostrad, to dlaczego mamy mieć boiska, hale które byłyby alternatywą dla naszego klimatu? Zamiast więc pracować u podstaw ściągamy zawodników z zagranicy, z krajów w których szkolenie zawodników odbywa się przez 10 miesięcy w roku.

Jak pan patrzy na naszą reprezentację to wierzy pan że w przyszłym roku możemy chociaż wyjść z grupy w Euro?

Denerwujące są te skrajne opinie. Jak w meczu z Francją Smuda nie zmieniał zawodników – to było źle. Gdyby zmieniał i nie wygrał – też byłoby źle. Przegrał – jest źle. Cokolwiek nie zrobi to jest do kitu. Fala krytyki płynie z każdej strony. A ja uważam że trzeba trenerowi Franciszkowi Smudzie pozwolić na spokojną pracę. Skoro zawierzyliśmy mu i zadecydowaliśmy że to on ma budować drużynę na mistrzostwa Europy to rozliczajmy go po, a nie przed Euro.

Tak rozsądnie, wyważenie i roztropnie mówi kolejny trener biało-czerwonych?

Mnie kadra nie interesuje.

W ogóle?!…

Może w przyszłości… Poza tym trenera wybiera jakieś grono ludzi, a nie sam się kreuje. Ja wciąż jestem młodym szkoleniowcem który codzienną pracą na boisku, codziennym przebywaniem w szatni, zbiera doświadczenie. Nie da się tego osiągnąć pracując jedynie trzy miesiące w roku z reprezentacją.

Jakie walory poznawcze miały dla pana konflikty w Jagiellonii?

Ma pan na myśli mój wydumany przez media konflikt z Tomaszem Frankowskim? To śmieszne. Nie było żadnego konfliktu z Frankiem a sporne kwestie sami sobie wyjaśniliśmy.

Za to Kamil Grosicki już nie szczędził panu krytyki…

Skoro nie ma nic do zawdzięczenia klubowi, nic do powiedzenia swojemu byłemu trenerowi, to pozostaje mi życzyć mu wszystkiego najlepszego. Cenię Grosika jako zawodnika a o reszcie nie będą mówić.

Błędem było i temu już pan chyba nie zaprzeczy ściągnięcie wyrzuconego z Wrocławia Vuka Sotirovicia?

Tak. Żałuję że go wzięliśmy, natomiast sama decyzja o jego relegowaniu z zespołu była już jak najbardziej słuszna. Tam gdzie ja pracuję zawodnicy zawsze muszą się poddać ustaleniom trenera, podporządkować regułom przeze mnie narzuconym. Sotirović nie poddał się dyscyplinie dlatego został odsunięty i rozwiązaliśmy z nim kontrakt.

Czasem trudno zrozumieć was trenerów…

Cokolwiek powiedzą polscy trenerzy to i tak zawsze będą najgorsi i wszystkiemu winni. Jeżeli te same słowa wypowiedziane zostaną po angielsku to zachwytom nie ma końca. Gdybym ja powiedział że gospodarze specjalnie nie polali boiska, a takie praktyki miały miejsce w lidze, to byłbym wyśmiany. Gdy coś takiego zasugerował Mourinho to polskie media rozpływały się w zachwycie nad jego szczerością. Ale gdy ja się pytam – jak mamy gonić zachód, jak szkolić piłkarzy, skoro organizacyjnie pasujemy do zachodniej A-klasy, to nie czuję ani zrozumienia ani wsparcia.

Ów system szkolenia potrafił kiedyś wychować tak dobrego zawodnika jak Michał Probierz, by daleko nie szukać. A więc?

Wciąż lubimy porównywać się do lat 70. Jeżeli tak to nie rozmawiajmy dziś przez komórki tylko dzwońmy nadal z budki telefonicznej, nie posyłajmy e-maili tylko faksy. Wszyscy na świecie idą do przodu a my drepczemy w miejscu i nawiązujemy do prehistorii. W malutkich zachodnich miastach mają po kilka-kilkanaście boisk, hal, kwitną nowe stadiony, a my takiej bazy nie mamy nawet w lidze.

I szybko mieć nie będziemy…

Kiedyś był zwołany przez dziennikarzy i środowisko piłkarski okrągły stół. Były panele dyskusyjne, było wiele ciekawych wniosków, wizji. Pytam – jakie są dziś jego efekty? Żadne! W Polsce gadać każdy potrafi, ale z tego kompletnie nic nie wynika. Przyjmijmy że całemu złu w polskiej piłce winni są polscy trenerzy…

rozm. zc/sport /17.6.2011/

***

Tomasz Kupisz w złotych butach

Tomasz Kupisz otrzymał Złote buty dla najlepszego zawodnika ligi. Choć ma dopiero 21 lat – zaliczył świetny sezon w polskiej lidze. Katowicki tygodnik Sport przyznał mu za to nagrodę Złotych butów

Młodemu piłkarzowi udało się rozegrać 28 meczów i strzelić w nich pięć bramek. Kupiszowi udało się zaliczyć też debiut w reprezentacji.

– Na razie muszę się skupić na dobrej grze w Jagiellonii. A jeżeli jeszcze – jak wymaga trener reprezentacji Franciszek Smuda – popracuję nad poprawą techniki, to… pomarzyć chyba każdemu wolno? – powiedział pomocnik pytany o kadrę.

Kupisz do Jagiellonii przyszedł jako były gracz Wigan Athletic. W angielskim klubie właściwie nie grał, zaliczył jedynie jeden występ w którym strzelił bramkę. Dla chłopaka który w chwili wyjazdu miał dopiero 16 lat, gra na Wyspach była jednak sporym przeżyciem.

Nie ma gwiazdorstwa w szatni, nie zaczynałem od ‘good morning’, ale raczej ‘hi’. Starsi pomagali, podpowiadali na treningach. Nie znałem natomiast zwyczaju by zawodnicy z akademii danego klubu czyścili buty graczom pierwszej drużyny – tym z zawodowym kontraktem. Ale – choć z jednej strony uczy to dyscypliny – nie jest chyba specjalnie przyjemne. Poza kilkoma klubami – jak Wigan właśnie – większość już go zarzuciła – dodał Kupisz na temat doświadczeń z ligi angielskiej.

Kupisz jednak w zeszłym roku wrócił do Polski – i tu odnalazł się świetnie. Do ligi wszedł bez kompleksów młodego debiutanta. Od początku był nastawiony na grę na wysokim poziomie – Szczerze? Myślałem wtedy: ‘mój Boże, jeżeli mam się nie sprawdzić w Polsce, to powinienem sobie w ogóle dać spokój z graniem – powiedział jeszcze.

Teraz może być pewny siebie i dobrze czuje się w Jagiellonii. – Jesteśmy świetną drużyną. W szatni jest wspaniała atmosfera. Z wieloma chłopakami dobrze się zżyłem. Z Grześkiem Sandomierskim, Kubą Słowikiem, Maćkiem Makuszewskim. Brakowałoby mi ich.

pbu/sport /20.6.2011/

***

Sandomierski wyjedzie do Anglii?

Menedżer działający na rynku brytyjskim, Barry O’Connor, przyznał że została złożona oferta kupna Grzegorza Sandomierskiego z Jagiellonii Białystok

Wszystko wskazuje że chodzi o beniaminka Premier League – Swansea – który szuka wzmocnień przed nowym sezonem

O’Connor przyznał że Sandomierski cieszy się bardzo dużym zainteresowaniem na rynku brytyjskim

Mówiło się nawet o ofercie z Chelsea Londyn a także włoskiego Juventusu, ale dużo bardziej realistyczny wydaje się inny kierunek.

Menedżer Brendan Rodgers widzi miejsce w swoim klubie dla Sandomierskiego. Skysports informuje że za Polaka nie trzeba będzie płacić więcej niż 3 mln funtów. O’Connor potwierdził że propozycja została już złożona. Nie przyznał jednak otwarcie że chodzi właśnie o Swansea. – Wiele klubów wyraża zainteresowanie, a jeden złożył ofertę – powiedział.

Oferta musi być na pewno wyższa niż ta złożona przez Olympiakos Pireus. Grecy oferowali 1.5 mln euro za bramkarza, ale Jagiellonia odrzuciła propozycję.

Sandomierski ma 21 lat. Od półtora roku jest podstawowym bramkarzem Jagiellonii, jest także powoływany do reprezentacji Polski. Jak przyznają działacze drużyny z Białegostoku Sandomierski otrzymał zgodę na transfer w przerwie letniej.

pw/futbolnews /16.6.2011/

***

Michał Probierz nadal w Jagiellonii!

Michał Probierz pozostanie do czerwca 2012 r. trenerem piłkarzy Jagiellonii Białystok

Zespół będzie próbować wzmocnić się przed eliminacjami Ligi Europy a mecz u siebie chce rozegrać na przebudowywanym stadionie miejskim

Czwarty zespół zakończonego sezonu ligowego będzie mieć krótkie urlopy bo 30 czerwca gra pierwszy mecz eliminacji Ligi Europy

Piłkarze i trenerzy będą więc mieć niespełna dwa tygodnie wakacji bo już 16 czerwca wznawiają treningi. Drużyna będzie najpierw trenować w Białymstoku, potem wyjedzie na obóz do Olecka.

Niektórzy piłkarze przystąpią do przygotowań praktycznie bez dłuższego wypoczynku bo są w kadrach narodowych Polski, Litwy, Czarnogóry czy Armenii.

Agnieszka Syczewska, rzeczniczka Sportowej Spółki Akcyjnej Jagiellonia Białystok, powiedziała że trener Michał Probierz ma ważny kontrakt i wobec tego nie ma tematu zmiany na tym stanowisku. Dodała że co prawda Probierz spotkał się na początku tygodnia z władzami spółki ale rozmawiano o zakończonym sezonie i planach na najbliższą przyszłość, a nie decyzjach personalnych.

Klub już rozpoczął działania na rynku transferowym. W jego sytuacji, czyli gry w europejskich pucharach, transfery byłyby bowiem możliwe jeszcze przed otwarciem letniego okienka transferowego. Syczewska żadnych nazwisk jednak nie podała. W prasie pojawiają się trzy: Mateusza Klicha z Cracovii oraz Grzegorza Bartczaka i Dawida Plizgi z Zagłębia Lubin. Nie wiadomo jeszcze ostatecznie jacy gracze odejdą z Jagiellonii.

Jagiellonia wystąpiła do UEFA z wnioskiem o rozegranie meczu eliminacji Ligi Europy na przebudowywanym obiekcie w Białymstoku. Przed rokiem UEFA, choć z problemami, jednak zgodziła się na mecz w Białymstoku z Riasem Saloniki.

Agnieszka Syczewska dodała że we wniosku do UEFA klub nie wskazał alternatywnych obiektów do rozegrania meczu ale ma już uzgodnienia co do takiej możliwości w Warszawie, na stadionie na którym gra Polonia lub na obiekcie Korony Kielce.

km/pap /1.6.2011/

***

Probierz robi po swojemu

– Każdy może oceniać moją decyzję o rezygnacji z pracy w Jagiellonii jak chce. Punkt widzenia zawsze będzie zależeć od punktu siedzenia – mówi Michał Probierz

W poprzedni wtorek, po porażce 0:2 z Polonią Warszawa, 39-letni trener podał się do dymisji, której nie przyjął prezes białostockiego klubu Cezary Kulesza

Rozmowa z Michałem Probierzem, trenerem Jagiellonii

Poprzedni tydzień był dla pana bardzo intensywny.

Czego bym nie zrobił, komentarze i tak byłyby odwrotne do decyzji. Zrezygnowałem, więc zaczęto mówić, że Probierz pierwszy ucieka z okrętu. Przypięto mi też łatkę że rzucam Jagiellonię by odejść do innej drużyny. Gdybym został okazałoby się że kurczowo trzymam się posady. Zrobiłem po swojemu, to była wyłącznie moja decyzja.

Zrezygnował pan trzy dni przed meczem z Legią, kiedy Jagiellonia była na 2 miejscu.

Trenera Jacka Zielińskiego zwolniono z Lecha dzień po wygranym meczu ligowym z Wisłą i trzy przed meczem z Manchesterem City w Lidze Europejskiej, więc ja nie zachowałem się jakoś specjalnie oryginalnie. Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia i w moim zachowaniu każdy widzi wyłącznie to co chce zobaczyć. Interpretuje je na swój wygodny sposób. Wiem że decyzja wzbudziła wiele kontrowersji ale w całym tym zamieszaniu zachowuję spokój. Chyba nie sądzi pan że postanowiłem odejść pięć minut po meczu z Polonią.

To była trzecia porażka z kolei.

W całej rundzie szósta w jedenastu kolejkach. Zespół który chce się liczyć w walce o mistrzostwo, a ono było moim celem, nie może sobie na coś takiego pozwalać. Trener musi sobie z tego zdawać sprawę i brać odpowiedzialność za wyniki. Dostałem kolejną dobrą lekcję, praca w Białymstoku jest najbogatsza w doświadczenia ze wszystkich moich dotychczasowych. Nie będę się przejmować opiniami innych, tylko robić swoje. To mój trzeci sezon w Jagiellonii, jestem najdłużej pracującym trenerem ligowym w jednym klubie. Ciekawe czy gdybym został zwolniony decyzja wywołałby tyle komentarzy co moja rezygnacja.

Prezes Kulesza powiedział że w finale na 100 m sprinter nie rezygnuje z walki o medal cztery metry przed metą, widząc że będzie najwyżej drugi. Dla niego wicemistrzostwo Polski to wielki sukces klubu z Podlasia.

Każdy ma prawo oceniać. Mnie nie interesowało wicemistrzostwo. Nie rzucałem słów na wiatr kiedy przed sezonem i w trakcie jego trwania publicznie powtarzałem że chcę być mistrzem Polski. W życiu trzeba mieć odwagę cywilną.

Dlaczego Jagiellonia, lider półmetka, tak szybko odpadł z walki o tytuł?

Po sezonie odpowiem na to pytanie szczegółowo. Jeszcze trzy mecze i przyjdzie czas na ocenę.

Ma pan stanowczy charakter, jest bezkompromisowy. A może piłkarze Jagiellonii są zmęczeni trenerem, a trener nimi?

Ze mną praca jest prosta, trzeba tylko podporządkować się regułom panującym w drużynie. Jak ktoś ma z tym problem – jego sprawa. Gdziekolwiek będę pracować, zasad nie zmienię. Nie jestem w Jagiellonii od wczoraj tylko od prawie trzech lat. Zdążyliśmy się poznać.

Był pan zdziwiony że prezes Kulesza nie przyjął dymisji?

Przechodziliśmy w klubie różne etapy współpracy. Z gazet dowiedziałem się że zawodnicy nie bardzo wierzą w to moje odejście. Najwięcej złego zrobiły plotki które się ostatnio pojawiały o moich rzekomych negocjacjach z innymi klubami. Z plotkami trudno się kłócić. Dziś żałuję że w piątek nie wygraliśmy z Legią. Byliśmy lepsi, stworzyliśmy więcej okazji do strzelenia gola. I wtedy gdy graliśmy po jedenastu i wtedy gdy mieliśmy przewagę dwóch zawodników.

Naprawdę nie ma pan innych ofert? Najwięcej mówi się o Lechu.

Nikomu nie będę udowadniać że nie jestem wielbłądem. Decyzja o rezygnacji była spowodowana wyłącznie względami sportowymi. Z nikim nie prowadzę żadnych negocjacji. Zresztą z Jagiellonią mam kontrakt do czerwca 2012.

Wypełni go pan?

Po sezonie porozmawiam z prezesem o tym co było i co będzie. A później podejmiemy decyzję.

rozm. rb/gw /16.5.2011/

***

Jagiellonia ukarała Cionka

Thiago Cionek został ukarany kwotą 15 tysięcy złotych oraz 10 godzinami pracy z młodzieżą w związku z czerwoną kartką otrzymaną w trakcie meczu z Polonią Warszawa

Taką decyzję podjęły władze Jagiellonii Białystok, klubu którego Cionek jest zawodnikiem

‘Zachowanie którego dopuścił się Brazylijczyk było wysoce nieodpowiednie i lekkomyślne oraz skutkowało osłabieniem drużyny’ – napisano na oficjalnej stronie Jagiellonii

Thiago Cionek we wtorkowym meczu ligowym brutalnie zaatakował Artura Sobiecha. Sędzia Paweł Gil ukarał go czerwoną kartką.

mh/jagiellonia.pl/onet /12.5.2011/

***

Co z dymisją Probierza

Ogłoszona przez trenera Michała Probierza dymisja prawdopodobnie nie będzie przyjęta przez władze Jagiellonii Białystok – wynika z wypowiedzi przestawicieli Sportowej Spółki Akcyjnej

Michał Probierz o swojej decyzji poinformował we wtorek wieczorem, na konferencji prasowej po porażce Jagiellonii w Warszawie z Polonią 0:2. To trzecia przegrana białostoczan z rzędu

‘Moje odejście jest chyba jedynym sposobem by jakoś wpłynąć na zespół. Bardzo cenię Jagiellonię, odchodzę dla dobra klubu. Widziałem i czułem że moja dalsza praca tutaj nie ma sensu. W życiu wszystko kiedyś się kończy. Dzisiaj nadszedł czas pożegnania z Jagiellonią. Regres drużyny jest z reguły winą trenera, więc widocznie popełniłem błędy – mówił Probierz.

‘Trener ma z Jagiellonią kontrakt obowiązujący do czerwca 2012 i nie można go rozwiązać jednostronną decyzją’powiedziała PAP rzeczniczka SSA Jagiellonia Białystok Agnieszka Syczewska. Według niej Probierz co najmniej do końca rundy wiosennej poprowadzi zespół.

Prezes Jagiellonii Cezary Kulesza poinformował że zamierza spotkać się z Probierzem i że takich decyzji nie można podejmować pochopnie. Kulesza mówi że drużyna wciąż jest wiceliderem i z ostatnich czterech meczów trzy rozegra u siebie. ‘Jesteśmy blisko celu’ – dodał prezes.

Probierz prowadził w środę przedpołudniowy trening Jagiellonii. Z mediami nie chciał rozmawiać.

W najbliższy piątek Jagiellonia gra w Białymstoku z Legią Warszawa i ten mecz może mieć kluczowe znaczenie dla miejsc w tabeli obu zespołów. Jagiellonię czekają ponadto mecze z Koroną Kielce i Ruchem Chorzów u siebie oraz wyjazdowe z Cracovią.

int.pl/pap /11.5.2011/

***

Probierz idzie do Lecha?!

To może być ostatni sezon Michała Probierza w Jagiellonii Białystok. Trener zespołu z Podlasia negocjuje podobno z działaczami Lecha Poznań i Legii Warszawa!

Bardziej konkretni są podobno działacze Kolejorza którzy nie mają zamiaru przedłużać wygasającego w czerwcu kontraktu z Jose Marią Bakero

Mimo że ostatnie ligowe wyniki Jagiellonii nie są zachwycające to prezes klubu z ul. Słonecznej Cezary Kulesza nie ma zamiaru lekką ręką pozbywać się zdolnego trenera

Za zerwanie umowy Kulesza domaga się podobno od Probierza 500 tys. zł.

Oczywiście taką kwotę byliby w stanie wyłożyć za szkoleniowca właściciele Lecha lub Legii. Większą determinację w rozmowach wykazują poznaniacy bo w stołecznym klubie koncentrują się przede wszystkim na poszukiwaniach trenera z zagranicy, a Probierz jest tylko opcją rezerwową.

Sam zainteresowany nie wypowiada się na temat swojej najbliższej przyszłości ale po ostatnim przegranym 1:3 meczu ligowym z Widzewem zasugerował, że jego czas w Białymstoku powoli dobiega końca.

– Żeby w kolejnym sezonie gra Jagiellonii wyglądała lepiej, trzeba będzie zmienić kilku zawodników lub… trenera – powiedział.

W zespole z Podlasia widać przede wszystkim brak sprzedanego zimą do Sivassporu Kamila Grosickiego. Sprowadzeni w jego miejsce piłkarze prezentują się przeciętnie a doświadczony Tomasz Frankowski nie zalicza się podobno do ulubieńców Probierza.

Mimo wszystko szkoleniowiec chce zakończyć rozgrywki mocnym akcentem. Jego zawodnicy cały czas są na 2 miejscu w tabeli i mają duże szanse na wicemistrzostwo Polski – Będziemy walczyć do końca by zachować tę pozycję – zapewnia Probierz. Wygląda że Jagiellonia drugi rok z rzędu wystąpi w Lidze Europy, ale tym razem chyba już z nowym szkoleniowcem.

pb/f. /10.5.2011/

***

Jagiellonia – Widzew 1:3!

W meczu 25 kolejki doszło do sensacji. Widzew Łodź ograł w Białymstoku Jagiellonię 3:1!

Goście przystąpili do gry w mocno przemeblowanym składzie, zabrakło kilku zawodników którzy mieli wcześniej pewne miejsce w podstawowym składzie. Również trener gospodarzy Michał Probierz dokonał kilku roszad. Posadził m.in na ławce Tomasza Frankowskiego

Lepiej na zmianach wyszedł Czesław Michniewicz który już w 2 minucie mógł cieszyć się z gola. A był to gol który mógłby ozdobić każdy stadion świata. Piotr Grzelczak kopnął skaczącą piłkę z około 35 metrów i zaskoczył Grzegorza Sandomierskiego. To może być bramka sezonu.

Goście, mądrze ustawieni taktycznie, grali ofensywnie i dyktowali warunki. W 25 minucie, w miejsce kontuzjowanego Wojciecha Szymanka, do gry wszedł Darvydas Sernas. Kilka minut później Litwin stanął przed szansą zdobycia gola lecz jego strzał w sytuacji sam na sam sparował Sandomierski. Co się odwlecze… Po dośrodkowaniu z kornera Tadas Kijankas zagrał w polu karnym ręką i jedenastka!

Sernas tym razem się nie pomylił i pierwszy raz tej wiosny strzelił gola.

Rozochocony Litwin za moment dostał dobre podanie od Grzelczaka, wyprzedził w polu karnym swego rodaka Andriusa Skerlę i posłał piłkę w długi róg bramki Jagiellonii. Gospodarze byli na deskach. Tak samo jak w poprzedniej kolejce w Bytomiu gdzie też po 35 minutach przegrywali 0:3…

Wtedy udało im się odrobić tylko dwie bramki. Z Widzewem poszło jeszcze gorzej. Dopiero w doliczonym czasie gry Tomasz Frankowski – po podaniu Macieja Markuszewskiego – z bliska posłał piłkę do siatki.

Wcześniej Widzew wcale kurczowo się nie bronił. Był nawet bliższy zdobycia kolejnych bramek. Sandomierski efektowną paradą obronił jednak strzał Krzysztofa Ostrowskiego, a Sernas minimalnie chybił po podaniu Prejuce Nakoulmy.

Nerwowo zrobiło się dopiero w 77 minucie gdy za drugą żółtą kartkę boisko musiał opuścić Jarosław Bieniuk. Trener Michniewicz bał się chyba że jak nie tak dawno we Wrocławiu może nie opanować nerwów i wylecieć na trybuny, więc profilaktycznie opuścił ławkę i udał się za bramkę.

Jego podopieczni nie popełnili jednak błędu z meczu ze Śląskiem gdy w końcówce roztrwonili 2-bramkowe prowadzenie i tym razem spokojnie dowieźli zwycięstwo do końca.

Z kolei Jagiellonia przegrała drugi kolejny mecz i zmarnowała szansę by zrównać się punktami z liderującą Wisłą.

Trener Widzewa Czesław Michniewicz:

– Przed wyjazdem do Białegostoku mówiłem że chcemy szczęśliwie dojechać i szczęśliwi wrócić. I to się udało. Choć przed nami długa droga powrotna. Zagraliśmy bardzo skutecznie. Pierwsza bramka Piotrka Grzelczaka była bardzo istotna z naszego punktu widzenia. Dała wiary zawodnikom że możemy strzelać gole na wyjeździe. Cieszy postawa wszystkich zawodników, zrobiliśmy kilka zmian i myślę że wszystkie okazały się trafne. A co najważniejsze udało się to na co najbardziej liczyliśmy od dziewięciu meczów, czyli przełamanie się Sernasa. Być może zawiał wiatr od Litwy lub pomogli rodzice na trybunach. To jest tylko jeden z etapów w walce o utrzymanie. Polonia Bytom zremisowała, Cracovia wygrała, prawdopodobnie Arka wygra z Bełchatowem. Tak to jest że jak wygrywają zespoły z dołu tabeli, to jest jakaś seria, jak przegrywają to wszystkie. Cały czas musimy patrzeć za siebie

Trener Jagiellonii Michał Probierz:

– Bardzo boli że przegraliśmy i to drugi mecz z rzędu. Wydawało się że po trzech kolejnych zwycięstwach odbudowaliśmy się, ale popełniamy zbyt głupie błędy w defensywie, mimo że cały tydzień bardzo dużo trenowaliśmy poprawę gry obronnej. Po meczu zdaję sobie sprawę że sam popełniłem błąd w ustawieniu, czasami trzeba jednak dać szansę zrehabilitować się tym zawodnikom którzy popełnili błędy. Jak klasowy zespół chce cokolwiek zrobić – to musi umieć też odwrócić losy meczu. Rzeczywiście nie potrafimy w tym sezonie, pierwsi tracąc bramki, tego zrobić. Jest zbyt dużo chłopaków młodych którzy nie wytrzymują obciążenia, nie grają w piłkę. Będziemy walczyć do końca i zrobimy wszystko by uratować swoją pozycję. Chciałem bardzo podziękować kibicom którzy mimo iż przegrywaliśmy do końca nas wspierali

Jagiellonia Białystok – Widzew Łódź 1:3 (0:3)
0:1 Grzelczak (2)
0:2 Sernas (32-karny)
0:3 Sernas (35)
1:3 Frankowski (90)

Jagiellonia: Sandomierski – Kijanskas (62 Makuszewski), Cionek, Skerla, Pejovic – Kupisz, Hermes, Grzyb, Lato (46 Essomba) – Burkhardt (46 Frankowski), Seratlic

Widzew: Kaniecki – Szymanek (25 Sernas), Madera, Bieniuk, Dudu – Budka, Oziębała, Mroziński (71 Pinheiro), Broź, Ostrowski – Grzelczak (65 Nakoulma)

Sędzia: Szymon Marciniak (Płock)
Żółta kartkaWidzew: Sernas, Bieniuk. Czerwona za drugą żółtą –
Widzew: Bieniuk (76). Widzów 4000

 

int.pl /7.5.2011/

***

Cionek czeka na paszport

Ponad 3 tys. kibiców Jagiellonii podpisało się pod petycją o przyśpieszenie nadania polskiego obywatelstwa Thiago Cionkowi, brazylijskiemu obrońcy białostockiej drużyny

– Już półtora roku temu wypełniłem wszystkie formalności i złożyłem dokumenty o nadanie obywatelstwa w Urzędzie Wojewódzkim w Białymstoku. Teraz są w Kancelarii Prezydenta RP. Czekam – powiedział Cionek

Twardziel, nie brutal

W jego przypadku nadanie obywatelstwa to jedynie formalność. W żyłach ulubieńca białostockich kibiców płynie polska krew. Jego prababcia Agnieszka Posokulska właśnie z Podlasia przed I wojną światową wyemigrowała do Brazylii.

– W domu w Kurytybie babcia Ania nauczyła mnie mówić po polsku. Opowiadała mi historię kraju przodków i przyrządzała polskie potrawy – opowiada Thiago, który w Polsce gra od 3 lat (57 meczów, 2 gole). Jako środkowy obrońca zebrał wiele pochwał, ale zarzucano mu też zbyt ostrą grę.

– Stoper musi grać twardo, ale nigdy nie byłem brutalem – mówi. – Przez te trzy lata czerwoną kartką ukarano mnie tylko dwa razy. Nikomu nigdy specjalnie nie zrobiłem krzywdy.

Za kadrę da się pokroić

– Gra w reprezentacji Polski to marzenie moje i moich rodziców. Jeszcze nigdy nie rozmawiałem z Franciszkiem Smudą, ale wierzę że selekcjoner się do mnie odezwie. Za koszulkę z orzełkiem dam się pokroić i będę z całych sił walczyć o powołanie – deklaruje Brazylijczyk który do kadry chce trafić, jako… mistrz Polski.

– Jest 7 kolejek do końca rozgrywek i 21 punktów do zdobycia. Mamy 3 punkty straty do Wisły i możemy ich wyprzedzić. Oni za szybko uwierzyli że już wygrali ligę. Ale my wierzymy w siebie i będziemy walczyć do końca – zapewnił jeden z najlepszych obrońców polskiej ligi.

pk/su. /27.4.2011/

***

Jagiellonia goni Wisłę

Jagiellonia Białystok nie składa broni w walce o mistrzostwo Polski. W meczu otwierającym 23 kolejkę pokonała na własnym stadionie Górnika Zabrze 2:0 (1:0)

Bramki dla drużyny Michała Probierza zdobyli Tomasz Frankowski i Hermes

Bez paniki. Na pewno dam jeszcze radochę naszym kibicom i strzelę nie jednego gola – zapewniał Tomasz Frankowski

Pogłoski o jego strzeleckiej niemocy odzywały się gdy zmarnował karnego w pucharowym meczu z Lechią i ligowym przeciw Wiśle. Ale pogłoski okazały się przesadzone. W meczu z Górnikiem Frankowski ładnie głową zdobył drugą w rundzie i dziesiątą bramkę w sezonie.

– Strzelenie gola przez Tomka to kwestia czasu – powtarzał trener jagiellończyków Michał Probierz.

Prawie jak Mourinho

Franek trafił w 20 minucie i zwieńczył ostrzeliwanie bramki górników choć może właściwszym określeniem byłoby murarzy. Trener Adam Nawałka wystawił aż 7 defensywnych graczy. Żartowano że najszybciej w Europie skopiował pomysł trenerskiego geniusza z Realu Madryt – Jose Mourinho – który także 7 graczy o specjalności obronnej posłał w sobotni bój przeciw Barcelonie.

Na szczęście zupełne murowanie skończyło się w momencie utraty gola choć okazje jakie miał Górnik głównie swoimi błędami wypracowali gospodarze. Sami natomiast żwawo radzili sobie pod bramką przyjezdnych.

Poczekajmy z koronacją

Tomasz Kupisz trafił w poprzeczkę, jeszcze raz był bliski szczęścia, ale dobrze bronił Adam Stachowiak (również wtedy gdy strzelał Rafał Grzyb). Dopiero Frankowski uspokoił kibiców gdy celnie główkował po dograniu Ermina Seratlicia. Niespełna 21-letni Czarnogórzec już w Lubinie pokazał się z bardzo dobrej strony. A kibice marzą że Franek stworzy z Seratliciem parę zbliżoną do klasy duetu Frankowski – Grosicki który nie tak dawno straszył rywali. Wszelkie wątpliwości rozwiał drugim golem Brazylijczyk Hermes kończąc kapitalną akcję wicelidera. Ponownie asystował Seratlić.

– Jeszcze nie koronujmy Wisły – apelował Frankowski.

Co ciekawe białostoczanie pierwszy raz w sezonie zagrali w składzie nie zmienionym z poprzedniego meczem. Istotniejsze jest jednak że zwyciężyli trzeci raz z rzędu, nie tracąc przy tym gola.

Po meczu powiedzieli:

Trener Górnika Adam Nawałka:

– Mecz ułożył się dla Jagiellonii bardzo dobrze i później, kiedy próbowaliśmy przejąć kontrolę na boisku w drugiej połowie, kiedy nasza gra zaczęła się układać i stwarzaliśmy sytuacje, dostaliśmy drugą bramkę i to była kropka nad i. Wprawdzie zawodnicy grali do końca i za to należą im się brawa ale punkty zdobyła Jagiellonia.

Oczywiście nie opuszczamy głów, mamy następny trudny mecz z Wisłą Kraków i to się teraz dla nas liczy najbardziej.

Trener Jagiellonii Michał Probierz:

– Wiedzieliśmy że będzie to trudny mecz, zwłaszcza że skomplikował nam wszystko wyjazd do Lubina. I zdawaliśmy sobie sprawę że ta podróż nocna (z powrotem z soboty na niedzielę) się na nas odbije. Dlatego od początku staraliśmy się narzucić wysokie tempo by zdobyć bramkę. Wiedzieliśmy że Górnik nastawi się bardzo defensywnie. Zagraliśmy chyba najlepsze pierwsze 25 minut w sezonie. Z ładnej akcji Tomek się przełamał i to bardzo istotne, zdobył tę bramkę. Na pewno poczuje się zdecydowanie lepiej.

– Były bardzo dobre zmiany Marcina Burkhardta i Mladena Kascelana którzy trochę uspokoili grę w drugiej połowie i w najważniejszym okresie zdobyliśmy bramkę, gdy Górnik rzeczywiście zaczął trochę dominować w środku i nie potrafiliśmy tego uporządkować. Ale zdobyliśmy piękną bramkę z kontrataku.

– Wywalczyliśmy kluczowe 3 punkty, spokojnie przygotowujemy się do kolejnego meczu. Jeżeli teraz Wisłę opuści szczęście, mam nadzieję że tak będzie już we Wrocławiu, to różnie może być.

JAGIELLONIA – GÓRNIK 2:0 (1:0)

Bramki: 1:0 Frankowski (20), 2:0 Hermes (66)
Żółta kartka – Górnik: Jop
Sędzia: Marcin Borski (Warszawa). Widzów: 6000

Jagiellonia: Sandomierski – Cionek, Skerla, Arzumanyan, Kijanskas – Kupisz, Hermes, Grzyb (46 Kascelan), Lato (63 Burkhardt) – Seratlic, Frankowski (88 Norambuena)

Górnik: Stachowiak – Bemben, Danch, Jop, Magiera – Przybylski, Pazdan (67 Wodecki), Jeż, Marciniak (46 Gasparik) – Zahorski (71 Nowak), Sikorski.

pw/ps /20.4.2011/

***

Nie uciekają tylko gonią!

Jagiellonia Białystok zagrała w Lubinie dobry mecz i zasłużenie zgarnęła 3 pkt. Zespół Michała Probierza pokonał Zagłębie 2:0 i pozostał w grze o mistrzostwo Polski, co jeszcze dwa tygodnie temu wydawało się rzeczą niemożliwą

W sobotę Probierz nieco zaskoczył wyjściowym składem. Do gry desygnował Ermina Seratlicia który w pierwszych meczach rundy wiosennej grał bardzo słabo. Jak się okazało był to strzał w dziesiątkę. Reprezentant czarnogórskiej młodzieżówki spisał się znakomicie

Pierwszą dogodną okazję do zdobycia bramki Jagiellonia stworzyła w 12 minucie, wyprowadzając dobrą kontrę po której Seratlić zszedł do linii pola karnego i strzelił metr obok słupka.

Mecz był ciekawy, zarówno jedna, jak i druga drużyna starała się strzelić gola, ale miały problemy ze stwarzaniem sytuacji podbramkowych. W 36 minucie gospodarze powinni objąć prowadzenie. Mouhamadou Traoré ograł w polu karnym Roberta Arzumanyana i strzelił centymetry obok słupka.

Białostoczanie wyciągnęli wnioski z ostrzeżenia i przed przerwą objęli prowadzenie. Csaba Horváth sfaulował w szesnastce Seratlicia i sędzia bez wahania wskazał na karny. Do ustawionej na 11 metrze piłki podszedł Tadas Kijanskas i precyzyjnym strzałem tuż przy słupku dał Jadze prowadzenie. Do tej pory pewniakiem do strzelania z wapna był Tomasz Frankowski ale po pięciu niewykorzystanych jedenastkach zdecydował że już nie będzie tego robić.

Seratlić bohaterem

Po przerwie oglądaliśmy taką Jagiellonię jaką chcielibyśmy zawsze oglądać. Już w 56 minucie mogła ona podwyższyć prowadzenie ale strzał Tomasza Kupisza zatrzymał Bojan Isailović. Kilkadziesiąt sekund później Seratlić idealnie dograł do Kupisza który znalazł się sam na sam z bramkarzem Zagłębia. Damian Dąbrowski nie widząc innego wyjścia sfaulował przed polem karnym pomocnika Jagi i ujrzał czerwoną kartkę.

W 64 minucie było 2:0. Katastrofalny błąd popełnił Sergio Reina który chciał podać do Horvátha ale piłkę przechwycił Seratlić i popędził na bramkę Zagłębia. Czarnogórzec w sytuacji jeden na jeden nie dał szans Isailoviciowi i ustalił wynik meczu. W 69 minucie Seratlić mógł podwyższyć na 3:0 ale w dogodnej sytuacji nie trafił w bramkę.

Moment potem było już po meczu. Przemysław Kocot po faulu na Thiago Cionku obejrzał drugą żółtą a w konsekwencji czerwoną kartkę i musiał opuścić plac gry. Od tego momentu Zagłębie grało w dziewiątkę a Jagiellonia kontrolowała wydarzenia. Po rzucie wolnym Arzumanyan wyłożył piłkę jak na tacy Kijanskasowi a ten z kilku metrów trafił w poprzeczkę.

Wyczerpane jupitery

W 77 minucie na ponad 20 minut zgasły jupitery na Dialog Arenie. Po wznowieniu gry znów bliski szczęścia był Seratlić ale strzelił w słupek. Po chwili w doskonałej sytuacji znów znalazł się Seratlić ale nie potrafił strzelić do pustej bramki. W doliczonym czasie szansę miał również Franck Essomba, jednak przegrał pojedynek sam na sam z Isailoviciem.

Jagiellonia wygrywając z Zagłębiem odskoczyła na 6 punktów zespołowi zajmującemu 3 miejsce. Białostoczanie zbliżyli się również na 6 pkt. do prowadzącej Wisły Kraków. Końcówka sezonu zapowiada się pasjonująco. Piłkarze Probierza zaczęli w końcu grać tak jak oczekują tego od nich kibice, a na dodatek mają teoretycznie łatwiejszy terminarz od Wisły. Czy będą w stanie przegonić Białą Gwiazdę?

Zagłębie – Jagiellonia 0:2 (0:1)
0:1 – Kijanskas (k.) 42
0:2 – Seratlić 64

Mecz przerwany w 77 minucie na 22 minuty z powodu awarii oświetlenia.

Zagłębie: Isailović – Kocot, Horváth, Reina, Dinis (67 Bryła) – Błąd (90+19 Bartków), Hanzel, D. Dąbrowski, Wilczek (37 M. Ekwueme), Abwo – M. Traoré

Jagiellonia: Sandomierski – Kijanskas, Skerla, Arzumanjan, Cionek – Kupisz (90+11 Essomba), Hermes, R. Grzyb, Lato – Seratlić (90+17 Kašćelan) – Frankowski (65 M. Burkhardt)

Żółte kartki: Horváth, Kocot, Bryła (Zagłębie) oraz Skerla, Kašćelan (Jagiellonia)
Czerwone kartki: Dąbrowski (61), Kocot (72)
Sędzia: Daniel Stefański (Bydgoszcz)
Widzów: 6.000 (gości 130)

tk /17.4.2011/

My nie uciekamy – my gonimy

Jednym z bohaterów sobotniej wygranej z Zagłębiem był Litwin – Tadas Kijanskas

Do momentu rzutu karnego mecz był wyrównany a obie drużyny miały swoje sytuacje bramkowe – ocenił 26-letni obrońca. – Zdobyta bramka dodała nam skrzydeł, konsekwentnie i uważnie graliśmy w obronie a przy tym stwarzaliśmy kolejne sytuacje bramkowe. Po drugiej bramce i dwóch czerwonych kartkach dla Zagłębia zostało już nam wytrzymać mecz do końca

Po tym jak w 42 minucie arbiter wskazał na rzut karny, wielu z pewnością zastanawiało się kto weźmie piłkę ponieważ dotychczasowy egzekutor jedenastek w naszym zespole – Tomasz Frankowski – po meczu z Wisłą oświadczył że wyleczył się na dobre ze strzelania karnych…

Było nas dwóch wyznaczonych do wykonywania karnego jednak wziąłem piłkę i strzeliłem – mówił zdobywca pierwszej bramki którą strzelił precyzyjnie tuż przy słupku.

Na ostatnich treningach strzelałem w ten sam róg i pomyślałem że nic nie będę zmieniać. Jak widać, opłaciło się – cieszył się z drugiej bramki w sezonie Kijanskas który jak się okazuje w swojej karierze rzuty karne już wykonywał.

Grając w Vetrze Wilno, przed dwoma laty w jednym sezonie strzeliłem 7 bramek z karnych więc chyba nieprzypadkowo

Wychowanek Karedy Kowno pierwszy raz odkąd pojawił się w Białymstoku rozpoczął mecz na lewej obronie, jednak w trakcie jego kilkakrotnie zamieniał się pozycją z Cionkiem.

Ustalenia trenera były takie że jeżeli zawodnik drużyny przeciwnej którego kryjemy zmienia stronę to my również się zamieniamy stronami – tłumaczył reprezentant Litwy. – Nie było dla mnie z tym problemów. Ostatnio w reprezentacji zagrałem dwa mecze właśnie na lewej stronie

Radość z wygranej mogła zmącić sytuacja z 77 minuty gdy nad stadionem zgasły jupitery. Oświetlenie udało się przywrócić po 22 minutach.

Była to trochę nieprzyjemna sytuacja – mówił Tadas. – Nie wiedzieliśmy początkowo czy z powrotem zapalą jupitery, czy też będziemy musieli dokończyć mecz na drugi dzień. Ostatecznie skończyło się wszystko dobrze

Po włączeniu światła Jagiellonia od razu po wznowieniu gry stworzyła trzy stuprocentowe sytuacje.

– Rzeczywiście, stworzyliśmy dzisiaj mnóstwo sytuacji bramkowych, sam trafiłem w poprzeczkę, koledzy również mieli okazje i przynajmniej trzy bramki mogliśmy jeszcze zdobyć. Ale może to i dobrze że nie nastrzelaliśmy ich więcej, przed nami jeszcze 8 kolejek i tam będziemy je strzelać – z uśmiechem mówił Kijanskas którego zdaniem dzięki wygranej Jagiellonia nadal liczy się w walce o tytuł mistrzowski.

My nikomu nie uciekamy a nadal gonimy Wisłę. Powiedzieliśmy sobie w szatni z trenerem że walczymy na maksa i nie oglądamy się za siebie. Jeszcze nie powiedzieliśmy ostatniego słowa i będziemy walczyć do końca – powiedział obrońca Jagiellonii

dg /16.4.2011/

Trenerzy o meczu

Po końcowym gwizdku sędziego zarówno Michał Probierz jak i Jan Urban przyznali że dwubramkowe zwycięstwo Jagiellonii było najniższym wymiarem kary dla Zagłębia które mogło stracić jeszcze kilka bramek

Michał Probierz (Jagiellonia):
Wiedzieliśmy że Zagłębie u siebie jest bardzo groźne. W początkowej fazie mieliśmy dużo problemów ale bardzo ważne że to my otworzyliśmy wynik, a potem przeprowadziliśmy jeszcze kilka groźnych kontrataków. Czerwone kartki osłabiły Zagłębie i było nam już dużo łatwiej stwarzać groźne sytuacje. Cieszymy się z trzech punktów ale teraz myślę już o kolejnym meczu.

Jan Urban (Zagłębie):
Wydaje mi się że przegraliśmy na własne życzenie. W pierwszej połowie nie było większego zagrożenia i dopiero po rzucie karnym wszystko się zmieniło. Csaba Horváth źle obliczył dojście do piłki i z niczego straciliśmy bramkę. Po błędzie Sergio Reiny i stracie drugiej bramki właściwie było po meczu a po czerwonych kartkach możemy się cieszyć że skończyło się tylko 0:2.

Ścigamy Wisłę!

Piłkarze Jagiellonii Białystok po zwycięskim meczu z Zagłębiem Lubin (2:0) radowali się ze zwycięstwa i przyznawali że bramek powinni strzelić więcej

Oto co powiedzieli zawodnicy:

Ermin Seratlić (pomocnik Jagiellonii): Na pewno jestem zadowolony po meczu w którym strzeliłem bramkę i karny był po faulu na mnie. Nie jestem jednak zadowolony z tego że nie wykorzystałem innych sytuacji. Jestem młodym zawodnikiem i będę się starać jak najwięcej trenować by grać lepiej.

Marcin Burkhardt (pomocnik Jagiellonii): Na pewno był to długi mecz. Dziwne że to się chyba już drugi raz zdarzyło tutaj w tym sezonie. Spółka Skarbu Państwa i nie wiem czy prądu nie mają, czy co. Przeciążenie, tak? Nie powinno się coś takiego zdarzać. Zwłaszcza przy wyniku 2:0 dla nas, gdzie wybija nas to troszeczkę z rytmu. Zagłębie odpoczęło przez ten kwadrans. Myślę że gdybyśmy jeszcze bardziej ich zmęczyli – przewaga dwóch zawodników to bardzo dużo – przypuszczam że te sytuacje byłyby jeszcze klarowniejsze i jeszcze by ich było. Szkoda że tylko 2:0 bo powinniśmy wygrać więcej. Sytuacji było mnóstwo. Powinniśmy w większych rozmiarach to wygrać bo zespół klasowy tak powinien się zachować. Nie zrobiliśmy tego, musimy popracować nad skutecznością.

Tomasz Kupisz (pomocnik Jagiellonii): Cieszę się że wygraliśmy. Dawno nie zwyciężyliśmy na obcym terenie. Stworzyliśmy sobie wiele sytuacji i jestem z tego zadowolony. Teraz mamy 600 kilometrów podróży ale podróż będzie przyjemna. Powinno być wesoło. Mieliśmy trochę tych sytuacji. Szkoda że ich nie wykorzystaliśmy ale najważniejsze że wygraliśmy i ścigamy Wisłę. Mistrzostwo? Skupiamy się na każdym kolejnym meczu. My mamy Górnik Zabrze, Wisła gra we Wrocławiu ze Śląskiem. Zobaczymy jak się to potoczy.

Grzegorz Sandomierski (bramkarz Jagiellonii): Szczerze mówiąc, spodziewaliśmy się że Zagłębie zagra bardziej otwartą piłkę, a łapali nas bardzo nisko – dopiero bodajże od koła. My pod innym kątem przygotowywaliśmy się do tego meczu. Najważniejszy jest jednak końcowy rezultat 0:2. Cieszymy się że z najdłuższego wyjazdu do domu wracamy z trzema punktami.

sportowe fakty /17.4.2011/

Prasa o wygranej z Zagłębiem

Piłkarze Jagiellonii przerwali serię 7 meczów bez zwycięstwa i pierwszy raz w historii zdobyli stadion w Lubinie, wygrywając 2:0 z Zagłębiem po meczu w którym oprócz bramek mieliśmy rzut karny, czerwone kartki a także… awarię oświetlenia. Oto co o sobotniej wygranej pisze prasa

Kurier Poranny: Upokorzyli Zagłębie

Wiele działo się w sobotni wieczór w Lubinie. Był rzut karny, dwie czerwone kartki i awaria oświetlenia na stadionie Zagłębia. Najważniejsze jednak że Jagiellonia pokonała Miedziowych 2:0.

Sukces jest bardzo cenny. Nasza drużyna nigdy wcześniej nie wygrała w Lubinie a Zagłębie z trenerem Janem Urbanem spisywało się dotąd znakomicie i dopiero białostoczanie znaleźli na nie sposób.

Trzeba dodać że Zagłębie wystąpiło w osłabionym składzie. To jednak ich problem. Dla kibiców Jagiellonii najważniejsze że ich zawodnicy umocnili się na 2 miejscu i nie tracą kontaktu z prowadzącą Wisła.

GW: Lubińskie ciemności. Jagiellonia wygrywa

Piłkarze Jagiellonii wygrali drugi mecz z rzędu potwierdzając medalowe aspiracje które stały się wątpliwe na początku rundy wobec kryzysu zespołu. W Lubinie skorzystali z problemów Zagłębia choć nie tak do końca.

Białostoczanie mieli multum świetnych sytuacji strzeleckich ale nie potrafili ich skończyć dlatego zamiast co najmniej 5:0 wygrali tylko 2:0.

W 77 minucie w całym mieście zgasło światło. Ponad 20 minut piłkarze czekali na wznowienie gry, co wcale nie było takie pewne. Jupitery w końcu rozgrzały się na nowo ale w szatniach długo jeszcze panowały ciemności. Zwycięzcy pakowali się więc później z pomocą ochroniarza który przyświecał im latarką.

Gazeta Współczesna: Maszyna odpaliła!

Jagiellonia Białystok pokonała 2:0 Zagłębie Lubin w meczu w którym gasło światło, były czerwone kartki i przede wszystkim świetna gra zespoły Michała Probierza!

Tydzień temu jagiellończycy przełamali się odnosząc pierwsze wiosenne zwycięstwo. Ich sympatycy zastanawiali się czy wymęczona wygrana 1:0 z Arką Gdynia oznacza że zespół wrócił już na właściwe tory. Na takie tezy było jednak za wcześnie. Testem prawdy miał być sobotni mecz w Lubinie. Jagiellonia egzamin zdała znakomicie i wysłała wszystkim rywalom czytelny sygnał że wciąż zamierza walczyć o mistrzostwo Polski.

Przegląd Sportowy: Wielka awaria w Lubinie

Zdziesiątkowane kontuzjami i dyskwalifikacjami Zagłębie mogło przegrać i 0:5.

Niecodzienne to było widowisko. Najpierw Zagłębie było co najmniej równorzędnym rywalem dla wicelidera. Później po stracie bramki naraziło się na kontrataki które skutkowały koniecznością dwukrotnego faulowania na czerwoną kartkę. Przy stanie 0:2 wydawało się że nad grającymi już w dziewiątkę gospodarzami zlitował się los. Na Dialog Arenie i w znacznej części Lubina doszło do wielkiej awarii energetycznej.

/18.4.2011/

***

Juve zainteresowany Sandomierskim!

Bramkarz Jagiellonii Białystok Grzegorz Sandomierski znalazł się na celowniku Juventusu Turyn. Jak informuje La Gazzetta dello Sport – dyrektor sportowy Starej Damy Giuseppe Marotta uważa że 21-letni Polak byłby odpowiednim wzmocnieniem

Juve rozgląda się za bramkarzem ponieważ wciąż nie jest jasna przyszłość Gianluigi Buffona. W ostatnim czasie pojawiły się spekulacje na temat odejścia doświadczonego Włocha

Uwagę działaczy Juventusu na Sandomierskiego zapewne zwrócił Zbigniew Boniek który w wywiadzie dla włoskich mediów mówił: – Dwa lata temu sugerowałem Roberta Lewandowskiego ale żaden włoski klub go nie wziął. Teraz z Borussią zmierza po mistrzostwo Niemiec. Obecnie sugeruję przyjrzeć się Grzegorzowi Sandomierskiemu

Zibi mówił wtedy: – To szczególnie interesujący zawodnik, młody bramkarz. Jest bardzo wysoki i silny. To naprawdę dobry wybór

Włosi zwracają uwagę że Sandomierski mimo młodego wieku zdołał zadebiutować w reprezentacji (3 występy). Bramkarz rozegrał 45 meczów w lidze w barwach Jagiellonii.

I Malaga go chciała

1 milion euro za Grzegorza Sandomierskiego – brzmiała oferta Malagi. Jagiellonia ją odrzuciła. Jednak wiadomo że Latem Sandomierski będzie mógł odejść z Białegostoku

Juventus zainteresowany 22-letnim bramkarzem Jagiellonii – brzmiały wczorajsze informacje m.in. na portalach internetowych. Podobno Włosi rozglądają się za młodym graczem bo po sezonie klub najprawdopodobniej opuści Gianluigi Buffon.

Właśnie uciąłem sobie drzemkę i chyba nadal śpię! – śmiał się Sandomierski gdy mówiliśmy mu o ‘internetowym’ zainteresowaniu słynnego Juventusu. Młody bramkarz przyznał że każdemu musiałoby być miło gdyby usłyszał swoje nazwisko w kontekście tak słynnego klubu, ale w tej sprawie nic więcej nie ma do powiedzenia, bo… niczego nie wie.

Sygnały o zainteresowaniu Grześkiem pojawiają się ale konkretów nie ma – przyznał szef Jagiellonii Cezary Kulesza.

Z naszych informacji wynika że ostatnią poważną propozycją była niedawno złożona oferta hiszpańskiej Malagi. Przedstawiciele klubu z Andaluzji proponowali milion euro lecz Jagiellonia chce za Sandomierskiego nie mniej niż 1.5 mln. Propozycja walczącej o utrzymanie w Primera Division Malagi został więc odrzucona.

mh/futbolnews/pw/ps /14.4.2011/ /16.4.2011/

***

Nikt nic nie zabraniał

Michał Probierz, trener Jagiellonii Białystok, zaprzeczył by ktokolwiek zabronił czołowemu snajperowi ligi wyjazdu na zgrupowanie reprezentacji Polski. Wszystko miało się odbyć w kulturalny sposób

– Ustalmy fakty. Nikt Tomkowi niczego nie zabraniał. Po prostu w rozmowie z trenerem Smudą poprosiłem by Frankowski nie brał udziału w zgrupowaniu kadry bo potrzebowaliśmy go w Białymstoku. Wszystko odbyło się na zasadzie normalnej rozmowy, nie było mowy o jakichkolwiek zakazach – powiedział Michał Probierz

Zawsze znajdą się ludzie, którzy wiedzą lepiej – skomentował natomiast swój rzekomy konflikt z Frankowskim.

Jagiellonia – Arka Gdynia (1:0)

Michał Probierz, szkoleniowiec Jagiellonii, przyznał że zwycięstwo 1:0 z Arką w Białymstoku, mimo że niezbyt efektowne, ma ważne znaczenie psychologiczne dla jego drużyny. – Zrobiliśmy wszystko by w jakikolwiek sposób przełamać naszą serię z tego roku – mówił

Nie zagraliśmy rewelacyjnego meczu, ale dobre mecze graliśmy na Lechu i Wiśle, a oba przegraliśmy. Zagraliśmy uważnie w defensywie, nie popełniając błędów, a przy tym zdobyliśmy kluczową dla nas bramkę i teraz spokojnie możemy się przygotowywać do kolejnych meczów – dodał Probierz.

Przełamali czarną serię

Po meczu pwiedzieli:

trener Arki Frantisek Straka:
Jestem rozczarowany wynikiem, ale zrobiliśmy wszystko, by wygrać, mieliśmy swoje szanse. Jedna sytuacja z drugiej połowy zdecydowała o wyniku. Potrzebujemy punktów, wierzę że zdobędziemy je w następnych meczach

trener Jagiellonii Michał Probierz:
Mieliśmy dzisiaj dwa założenia: nie stracić bramki i zdobyć bramkę. Zrobiliśmy wszystko by w obojętnie jaki sposób przełamać tę naszą serię z tego roku. Może nie graliśmy jakiegoś rewelacyjnego futbolu, ale dobre mecze rozegraliśmy na Wiśle oraz na Lechu i oba przegraliśmy. Mamy trzy punkty i możemy spokojnie przygotowywać się do meczu z Zagłębiem

Spróbują wykorzystać terminarz

– Udało nam się zdobyć 3 punkty po 7 meczach bez wygranej. Wszyscy jesteśmy zadowoleni, że Jagiellonia wraca na tor zwycięstw – powiedział pomocnik zespołu z Białegostoku Tomasz Kupisz po wygranej z Arką

Po tak długiej serii bez zwycięstwa kamień spadł nam z serca. Teraz chyba przypomnimy sobie jak to jest cieszyć się po wygranych meczach – dodał.

Arka postawiła nam trudne warunki, my natomiast w I połowie zbyt często graliśmy długą piłką. W II wyglądało to już lepiej, a im bardziej przeciwnik był zmęczony, tym częściej udawało nam się przedrzeć pod jego bramkę – mówił Kupisz.

Podopieczni Michała Probierza wykorzystali potknięcie liderującej w tabeli Wisły Kraków, która tylko zremisowała ze słabo spisującą się wiosną Koroną Kielce. – Cały czas musimy się skupiać na sobie, ale to bardzo dobra wiadomość. Wisła tym razem straciła punkty i mam nadzieję, że podobnie będzie w najbliższych meczach – dodał 21-latek.

Jagiellonia ma już za sobą mecze z najgroźniejszymi rywalami z czołówki, m.in. z Lechem i Wisłą. – Trener cały czas powtarza że mamy przed sobą najlepszy kalendarz i spróbujemy to wykorzystać – zakończył Kupisz.

Probierz pozbył się Sotirovicia

Vuk Sotirović nie jest już piłkarzem Jagiellonii Białystok. W środę przed południem rozwiązał kontrakt z klubem. Z Serba zrezygnował trener Michał Probierz, który nie chciał uzasadnić swojej decyzji – poinformowała gazeta.pl

Siedzę właśnie z Vukiem i spokojnie sobie rozmawiamy. Szybko dogadaliśmy się w sprawie rozwiązania umowy. Nic dodać, nic ująć – mówił prezes Jagiellonii Cezary Kulesza. – Gdybym był trenerem mógłbym odpowiadać na inne pytania, a tak proszę pytać Probierza – dodał sternik Jagi. A Probierz nie miał nic do powiedzenia…

Za to sam zawodnik był bardzo zaskoczony decyzją trenera: – Rozwiązałem kontrakt bo trener tego sobie zażyczył. Nic złego nie zrobiłem, moim zdaniem nie miał powodów by ze mnie rezygnować – stwierdził Sotirović.

Absolutnie niczego podobnego się nie spodziewałem. Ostatnio w Krakowie (Jagiellonia przegrała 0:2 – red.) zostałem zmieniony jeszcze przed przerwą, ale specjalnie zamiast iść od razu w stronę ławki by nie być posądzonym o jakieś pretensje do decyzji trenera szedłem w jego kierunku. Udawał że mnie nie widzi więc usiadłem na ławce i normalnie oglądałem mecz. Od chłopaków dowiedziałem się że Probierz nie podaje ręki po zmianie. Wszystko było w porządku, jeszcze po meczu spytałem trenera czy mógłbym po powrocie do Białegostoku zagrać w rezerwach, ale nie dostałem zgody. Nie mogę mieć w tej sytuacji do siebie żadnej pretensji, zresztą nikt w klubie do mnie nie ma. To decyzja trenera.

pl /12.4.2011/ futbolnews/pap /10.4.2011/ tk/gazeta.pl /6.4.2011/

***

Niesportowy ubiór…

Kibice Jagiellonii Białystok podsuwają pomysły, by ich drużyna wyszła z dołka. Najczęściej proponują, by trener Michał Probierz zamiast garnituru włożył na mecz dres. Podobno wyniki były lepsze, gdy trener dowodził zespołem ubrany na sportowo

Od pięciu lat na mecze przeważnie wkładam garnitur, ale… Nie, nie zajmujmy się takimi bezsensownymi sprawami. Naprawdę mamy ważniejsze problemy, które musimy rozwiązać – powiedział Probierz

Jego zdaniem najważniejszą sprawą jest poprawienie skuteczności i wyeliminowanie prostych błędów, które ostatnio się zdarzyły.

Uważam że nie gramy źle, ale musimy przełamać nieskuteczność. Mam nadzieję, że nastąpi to w niedzielę. A co do Arki, opinie o tym, że to zespół grający toporny czy inny futbol, niespecjalnie mnie zajmują. Mają w składzie solidnego Denisa Glavinę, Miroslavem Bożokiem jeszcze nie tak dawno interesowała się Wisła Kraków. Arka zremisowała w Zabrzu z Górnikiem i w Łodzi z Widzewem. Nie jest to byle jaki zespolik – przestrzegał trener Jagiellonii.

O atmosferę w drużynie nie ma co pytać. Ją robią wyniki, a tych brakuje. Ale jeszcze nie czas na stypę. Jagiellonia to nadal wicelider.

Skoro mistrzostwo uciekło, musimy walczyć o podium, czyli udział w pucharach. To też jest duże wyzwanie – powiedział Hermes, powracający do zespołu po przerwie za kartki.

Co do walki o 2 czy 3 miejsce, nie zabieram głosu. Bo jeżeli nie będziemy grać tego co chcemy i potrafimy, takie dywagacje są pozbawione sensu. One nabiorą znaczenia, kiedy zaczniemy grać jak potrafimy i zwyciężać – dodał Probierz.

pw/ps /9.4.2011/

***

Probierza bańka mydlana

Trener Jagiellonii Białystok Michał Probierz nie ma już wątpliwości. Zaraz po przegranym w Krakowie 0:2 meczu z Wisłą przyznał, że jego zespół stracił szansę na mistrzostwo Polski, a marzenia o tytule pękły jak bańka mydlana

Rozmowa z Michałem Probierzem

To nie były zbyt kategoryczne słowa?

Trzeba być realistą. Aby dogonić Wisłę musiałaby ona przegrać 3 mecze z rzędu, a my 3 wygrać. Nie czarujmy się. Wystarczy spojrzeć na tabelę i nasze ostatnie wyniki.

To dlatego wspomina pan teraz o dymisji?

Nic takiego nie mówiłem. Chodziło mi o zwolnienie, a na to trener musi być zawsze przygotowany. Nie jestem oszołomem i zdaję sobie sprawę, że nie można być zadowolonym z rezultatów osiąganych przez zespół. Wiosną zdobyliśmy zaledwie 2 punkty, odpadliśmy z Pucharu Polski. Jestem gotowy na wszystko, choć w klubie nie było żadnej rozmowy na temat zwolnienia, czy jakiegoś ultimatum.

Ale Jagiellonia musi wreszcie zacząć wygrywać, bo tabela zrobiła się bardzo spłaszczona i można spaść mocno w dół.

W zasadzie każdy zespół ma o co grać. Liga jest niezwykle wyrównana. I właśnie tym bardziej mnie boli, że w tak prosty sposób, praktycznie w ciągu miesiąca, roztrwoniliśmy efekty ciężkiej całorocznej pracy.

Mówił pan, że sprawa mistrzostwa Polski rozstrzygnie się po pierwszych 5 wiosennych kolejkach, ale chyba w najczarniejszy snach nie zakładał, że z 3 punktów przewagi nad Wisłą, zrobi się 8 straty?

Pewne rzeczy należy przewidywać. Kalkulowałem że w Krakowie i Poznaniu będziemy mieli ciężko, lecz nie przypuszczałem, że w 2 meczach na własnym stadionie zdobędziemy zaledwie punkt.

Jaka atmosfera panuje w zespole? Po meczu z Wisłą Norambuena uderzył Kupisza.

Nie będziemy się przecież głaskać po kolejnej porażce. Akurat nie widziałem tej sytuacji z Aleksisem i Tomkiem, ale słyszałem, że doszło do jakiegoś spięcia. Mogę jednak zapewnić, że w drużynie nie ma konfliktów.

rozm. ks/gwsp./5 kwietnia 2011/

‘Wisła została mistrzem’

– Wisła została mistrzem Polski. Nie sądzę, by Biała Gwiazda oddała prowadzenie w tabeli – powiedział Michał Probierz, trener Jagiellonii, po porażce w Krakowie

Jeżeli ktoś bawił się w dzieciństwie bańkami, to wie, jak taka bańka pęka. Była walka o mistrzostwo, a teraz jej nie ma – stwierdził Probierz, którego Jagiellonia po rundzie jesiennej prowadziła w ligowej tabeli.

Pokazaliśmy ciekawą piłkę. Na pewno Jagiellonia nie była tłem dla Wisły. W piłce decydują jednak błędy indywidualne, które decydują, czy ktoś osiąga sukcesy, czy nie. W meczu z Lechem popełniliśmy dwa takie błędy, tak samo było z Wisłą – dodał Probierz.

futbol /3.4.2011/

Gotowy na wszystko

Michał Probierz inaczej wyobrażał sobie początek rundy wiosennej w wykonaniu swojej drużyny. Ale teraz już wie, która drużyna będzie świętować pod koniec maja mistrzostwo Polski. Po niedzielnej porażce z Wisłą trener Jagi otwarcie przyznał, że zespół Roberta Maaskanta powinien szykować się na fetę na krakowskim Rynku Głównym

Wisła została dziś mistrzem. To bardzo mało prawdopodobne, by mistrzostwo straciła. Dla nas to jeszcze nie ten czas, marzenie o tytule pękło jak bańka mydlana – powiedział Probierz.

Probierz po serii nieudanych meczów jego zespołu w rundzie wiosennej liczy się z tym, że klub z Podlasia może zdecydować się na zmianę trenera. Ostateczny koniec marzeń o mistrzostwie Polski może przypieczętować jego los. Probierz zapewnia jednak, że na ewentualną dymisję jest przygotowany.

Każdy trener jedną ręką podpisuje kontrakt, a w drugiej trzyma już walizkę. W tym tygodniu usiądziemy z działaczami i przeanalizujemy pewne rzeczy. Jeżeli uznają, że ktoś nowy wykona moją pracę lepiej, jakoś to zrozumiem. Zawsze poddaję się ostatni, ale zwolnienie też trzeba umieć przyjąć – dodał Probierz.

– W pięciu wiosennych meczach zdobyliśmy dwa punkty i odpadliśmy z Pucharu Polski. Indywidualne błędy decydują, czy ktoś osiąga wielkie sukcesy czy nie. Przez te 2.5 roku spędzone w Białymstoku było ciekawie. Spędziłem z tą drużyną wiele fajnych chwil – dodał trener Jagiellonii.

Po słabym początku rundy w następnej kolejce Jagiellonia zagra u siebie z Arką Gdynia. Czy po porażkach z czołówką, białostocczanie zdołają się podnieść na mecz z zespołem walczącym o utrzymanie?

mw/f. /5.4.2011/

***

Jagiellonia ma się dobrze

Rozmowa z Michałem Probierzem, trenerem Jagiellonii Białystok

Piłkarz grający w Sivassporze przestał dla mnie istnieć. Jeżeli ktoś w ten sposób mówi o ludziach, którzy mu pomogli, widać jego ‘klasę’

Jagiellonia to zachodzący Białystok?

My bardzo szybko wydajemy opinie. Po trzech meczach kogoś skreślamy, po następnym robimy z niego gwiazdę. Dostałem kiedyś cenną wskazówkę od znanego trenera. Powiedział: Gratuluję z całego serca sukcesu, ale pamiętaj, że teraz zaczyna się g…

Zaczęło się g…?

Po pierwszych dwóch meczach byłem spokojny. Porażka z Lechią trochę skomplikowała nam sytuację, mieliśmy Wisłę w zasięgu ręki. A tak… Liga będzie ciekawsza. Zresztą i tak nie ważne, co trener powie, wszyscy wiedzą lepiej. Bo jeżeli ktoś po trzech meczach chce oceniać całokształt przygotowań, to gratuluję.

Cała liga krzyczy: skuś baba na dziada? Bo Jagiellonia jako mistrz to obciach?

Zupełnie mnie to nie interesuje, choć widzę, że wiele osób życzy nam porażek. Muszę zachować spokój, bo kto, jeżeli nie ja… Na szczęście ligę ciągle wygrywa ten, kto zdobędzie najwięcej punktów, a nie ten, kto ma najwięcej pieniędzy i najpiękniejszy stadion.

Pan nie stracił wiary?

Nie jestem typem, który szybko się załamuje. Poradziliśmy sobie, gdy mieliśmy minus 10 punktów, więc czego mamy się teraz obawiać?

A piłkarze wierzą?

Wierzą.

Zespół jest źle przygotowany?

Uważam że wszystko jest w porządku. Od początku gramy pod ogromną presją. Sam ją narzuciłem, bo powtarzałem, że idziemy na mistrza. Mówiłem to dlatego, by z tą presją zawodnicy się oswajali, by wiedzieli z czym to się je. Gorzej, gdyby dowiedzieli się o tym w końcówce sezonu. Nerwy mogłyby nie wytrzymać.

Jagiellonia nie wygrywa, bo nie ma Grosickiego?

Zawodnik o którym pan wspomina przestał mnie interesować. Gdy odchodził, życzyłem mu wszystkiego najlepszego. Ale po wywiadzie, którego udzielił Przeglądowi, przestał dla mnie istnieć.

Denerwuje się pan.

Nie. Dla mnie tego pana już nie ma – proste. Jeżeli ktoś w ten sposób wypowiada się o ludziach, którzy mu w życiu pomogli, to widać jego ‘klasę’.

Pan mu pomógł? Nie chciał go pan w drużynie.

Zawodnik grający w Sivassporze mnie nie interesuje.

Ale Sotirović już pana interesuje. Nie przeszkadza panu klasa, z jaką rozstał się ze Śląskiem?

Trudno mi się wypowiadać o tym, co było w Śląsku. Punkt widzenia jednej strony zawsze może być różny od przeciwnej. Rozmawiałem z nim i usłyszał, że u mnie ma czystą kartę.

Pożegnał się z trenerem Lenczykiem nawet gorzej niż Grosicki z panem.

Powtarzam: nie interesuje mnie co było wcześniej. A ocenę zawodnika, który gra w Sivassporze, zostawiam innym ludziom. Jeżeli chodzi o Vuka, to potrzebowałem napastnika, który nam pomoże.

Bo nie może grać Bartłomiej Grzelak. Naprawdę wierzył pan, że przestaną go nękać kontuzje? Jego uraz był do przewidzenia.

Nie zgodzę się, bo do przewidzenia to nie ma nic. Mogę pana spytać, kto złapie kontuzję za rok i pan nie odpowie.

Grzelak łapie częściej niż inni.

Śmieszy mnie, gdy ktoś życzy drugiemu kontuzji, nabija się z tego, a tak było w przypadku Bartka. To jest chore, wredne. Będę go wspierać, wierzę, że wróci i jeszcze nam pomoże.

Grzelak miał grać zamiast Frankowskiego?

Tak, nie ukrywam tego. Bartek był z nami przez cały okres przygotowawczy. Nie jestem fałszywy, nie mówię niczego za plecami. I od razu uprzedzam kolejne pytanie: nie mam konfliktu z Tomkiem Frankowskim.

Nie ma pan?

Nie, wbrew temu, co się mówi. Cały czas powtarzam, że Tomek jest największą gwiazdą Białegostoku i zawsze nią będzie. Nie mam zamiaru podważać jego pozycji w polskiej piłce, ale zespół ma 25 zawodników i jego też zasady dotyczą.

Dlatego żałuje pan, że puścił go na zgrupowania kadry?

Człowiek uczy się na błędach. Cenię Tomka jako piłkarza, chwała że tyle dla nas zrobił, ale wypadł w najważniejszym momencie przygotowań. Wydawało mi się, że pracą trenerską w kadrze będzie zajmować się po sezonie. Ustaliliśmy że nie pojedzie na najbliższe zgrupowanie reprezentacji. Po sezonie będzie do dyspozycji trenera Smudy.

Pan stał się gwiazdą?

Pan żartuje?

Media nie robią z pana gwiazdy?

Każdego trenera rozlicza tylko wynik. Jest jedno bardzo dobre powiedzenie: Skromność wymyślili ludzie z kompleksami.

Pan nie jest skromny?

Nie jestem, raczej pewny siebie – zawsze byłem i będę.

I dlatego dres zamienił pan na garnitur, płaszcz i szalik? Jak Mourinho?

Mam firmę, która mnie ubiera. To wszystko.

Wizerunek jednak pan zmienił.

Cały czas jestem taki sam. To była potrzeba chwili by dres zmienić na garnitur. To też element motywacji o którym nie chcę więcej mówić. Jak się jest gdzieś dwa i pół roku, to bardzo długo jak na polskie warunki. Kiedyś powiedziałem, że zawodnicy wobec trenera muszą czuć stan między strachem a zachwytem.

To woli pan garnitur czy dres?

Lubię garnitur, nawet prywatnie często zakładam. A co do Mourinho, bo do tego pan pije, to śmieszą mnie w ogóle jakiekolwiek porównania naszej piłki do zachodniej. Żyjemy w innej bajce. Mamy 2 okresy przygotowawcze po 6 tygodni, gramy przez 3 miesiące 17-20 meczów, potem 5 miesięcy odpoczywamy. Przyjechał pan do Białegostoku i się pan zdziwił, ile jest śniegu. My prawie codziennie musimy improwizować.

Pan jest mistrzem improwizacji?

Czasem w łeb się stuknę: weź coś wymyśl, nie ma jak trenować. Chciałbym coś zaplanować na dłużej, ale się nie da. Każdy lubi się mądrzyć i mówić, że jakby grał ten czy tamten, to byłoby lepiej. A może byłoby gorzej?

Mówią o panu: przyszły selekcjoner.

Nie zwracam na to uwagi. Każdy następny mecz jest najważniejszy. Niby banalne, ale tak trzeba działać. Na kadrę jestem za młody. Trener Smuda osiągnął w ostatnich latach najwięcej, życzę mu powodzenia, choć nie pałamy do siebie sympatią.

Bo?

Nie pałaliśmy jeszcze w czasach, gdy byłem piłkarzem. I tak nam zostało.

Pan by zanucił znaną tu piosenkę Moje miasto to Białystok?

Trener nie jest od nucenia.

Pytam, bo był czas, gdy chciał pan z Białegostoku odejść. Już nawet kupił pan pożegnalny prezent dla prezesa Kuleszy.

Wiele słyszałem i czytałem o moim konflikcie z prezesem Kuleszą. A prawda jest taka, że nadajemy na tych samych falach. Pomógł mi, gdy nie puścił mnie do Zabrza. Dlatego zostałem trenerem roku.

Wielu kibiców do dziś nie może panu wybaczyć, że chciał pan wtedy odejść.

Myślę że wtedy każdy zachowałby się tak samo. Moja mama i tata leżeli wtedy w szpitalu, jednocześnie. Trudno bym w takiej sytuacji, 600 km od domu, spokojnie na to patrzył. Oceniają mnie ludzie, którzy nie znają realiów. Stan ojca się nie poprawił, a wręcz się pogarsza, ale mama może się nim już opiekować. Ciągle żyję w sytuacji kryzysowej, dlatego nie martwię się, gdy słyszę, że odszedł jeden zawodnik i nie ma drużyny. Zapewniam, że Jagiellonia ma się dobrze. (Rozmowę przerywa dzwoniący telefon. Probierz ma ustawiony dźwięk hymnu Ligi Mistrzów.)

Może ma się dobrze, ale Liga Mistrzów się mocno oddala.

Ten dzwonek ustawiłem sobie po tym, jak byłem na finale Ligi Mistrzów Barcelona – Manchester. Kultowy dźwięk. To taki cel, do którego musimy dążyć. A propos: jak ktoś w Polsce jedzie obejrzeć mecz, na przykład Chelsea – Manchester, to czytam w Przeglądzie, że jest niepoważny.

Ale jak ktoś jedzie, zostawia własny zespół i wraca 4 godziny przed meczem, to jaki jest?

To nieprawda. Wyjechałem do Anglii po porannym rozruchu i w tym momencie drużyna ruszyła autokarem do Gdańska. Wróciłem o 10.30, normalnie przygotowaliśmy się do meczu. Zawsze będę jeździć na wielkie mecze, gdy będzie okazja.

Zawodnicy się dziwili.

Oni nie są od tego, by się dziwić, ale grać. Nie potrzebują niańki.

Nie potrzebują?

Niańki do tego by ich w autobusie za rękę trzymać? Jeżeli pojechałbym na panienki, to wtedy proszę bardzo: uderzajcie we mnie. Pojechałem tam, by się rozwijać.

Wie pan, co znaczy słowo probierz?

Miernik. Jest probierz trzeźwości.

I przychodził pan kiedyś na trening z alkomatem?

Jeszcze się nie zdarzyło.

Nie sprawdzał pan, kogo trzeba łupnąć po schabach?

(śmiech i dłuższa przerwa) W tej sprawie jest więcej mitów niż faktów.

rozm. rr/ps /13.3.2011/

***

Jagiellonia – Lechia Gdańsk 1:2

Jagiellonia Białystok przegrała 1:2 z Lechią Gdańsk w meczu 18 kolejki naszej ligi. Gole dla gości padły po samobójczym trafieniu Grzegorza Sandomierskiego oraz po strzale Abdou Razacka Traore, bramkę dla gospodarzy zdobył Jarosław Lato

Powiedzieli po meczu:

trener Lechii Tomasz Kafarski:
Wynik jest idealną kopią tego, co wydarzyło się na jesieni. Byłem wówczas zawiedziony po meczu z Jagiellonią, z pewnością tak samo jak trener Probierz dzisiaj. Udało nam się szybko zdobyć dwie bramki i w tym momencie nasi piłkarze pomyśleli już sobie, że ten mecz mamy wygrany. Bramka na 2:1 skomplikowała nam grę i mogliśmy zobaczyć zespół Lechii, jakiego ja jeszcze nie widziałem, bardzo głęboko broniący się, a Jagiellonię grającą dobrze w piłkę. Bardzo cieszę się z tego sukcesu, bo doskoczyliśmy do czołówki

trener Jagiellonii Michał Probierz:
Rozbudziłem tutaj nadzieje, jeżeli chodzi o mistrzostwo Polski. Pełną odpowiedzialność biorę za to, w jaki sposób gramy. Na pewno nie tak, jak bym oczekiwał. Nie jestem trenerem, który wypina pierś tylko wówczas gdy zespół wygrywa, ale jestem z zespołem również gdy przegrywa i dla mnie jest teraz najważniejsze, by podnieść zawodników. Takie jest życie trenera, że bardzo szybko po sukcesie jest porażka i trzeba umieć sobie z tym radzić

Na pewno dzisiejsza porażka skomplikowała nam bardzo sytuację, mieliśmy wszystko w zasięgu swojej ręki, wygrać dzisiaj i doskoczyć do Wisły. Widać dzisiaj było, że zespół po dwóch straconych bramkach nie był spięty i grając na luzie potrafił stworzyć sobie bardzo wiele sytuacji. Mogliśmy jeszcze kilka wykorzystać. Na pewno w jakiś sposób grę skomplikowała nam kontuzja Burkhardta, bo chcieliśmy Tomka Frankowskiego wpuścić trochę później i rozstrzygnąć losy meczu na swoją korzyść. Nie udało się i trzeba porażkę przyjąć. Gratuluję trenerowi Lechii, a my musimy głęboko się zastanowić, jak ustawiać teraz zespół, bo pewne elementy gry szwankują, nie funkcjonują tak, jak byśmy chcieli

Jagiellonia Białystok – Lechia Gdańsk 1:2 (0:0)

0:1 Sandomierski (samobójczy) 54
0:2 Traore 57
1:2 Lato 60

żółta kartka – Jagiellonia: Kascelan. Lechia: Bajic
sędzia: Trochimiuk (Ciechanów)
widzów: 6˙000

Jagiellonia: Sandomierski – Norambuena, Cionek, Skerla, Pejovic – Kupisz, Kascelan (64 Hermes), Grzyb, Lato, Burkhardt (37 Frankowski) – Sotirovic (66 Seratlic)

Lechia: Małkowski – Bąk, Airapetian, Vućko, Deleu – Surma, Nowak, Bajic (69 Pietrowski), Traore (82 Poźniak) – Lukjanovs (90 Andriuskevicius), Buval

int.pl /12.3.2011/

***

Jagiellonia nadal za Wisłą

W zaległym mecz 16 kolejki ligi piłkarskiej Jagiellonia tylko zremisowała 1:1 w Białymstoku ze Śląskiem Wrocław. Goście prowadzili po pięknym golu Przemysława Kaźmierczaka, wyrównał strzałem z karnego Tomasz Frankowski

Remis Jagiellonii oznacza, że liderem ligi pozostała Wisła Kraków

Do przerwy na stadionie w Białymstoku konsternacja! Stawiana w roli faworyta Jagiellonia przegrywała ze skazywanym na pożarcie Śląskiem 0:1!

Goście rządzili na boisku w pierwszych 45 minutach, a ukoronowaniem ich poczynań był kapitalny gol Przemysława Kaźmierczaka z 38 minuty. Kaz po podaniu Piotra Ćwielonga strzelił technicznie z 17 metrów, a piłka wpadła w samo okienko rozpaczliwie interweniującego Grzegorza Sandomierskiego.

Kaźmierczakowi wyraźnie odpowiadał surowy białostocki klimat. Co rusz niepokoił bramkarza. Na przykład wolejem z 45 metrów w 33 minucie, czy też chytrym strzałem po ziemi w 42.

Chwaląc Kaźmierczaka, nie sposób nie pochwalić ruchliwego, wszędobylskiego Ćwielonga. Zaliczył on asystę przy golu, a poza tym kilkakrotnie groźnie strzelał. Najmniej brakowało mu w 45 minucie.

Ataki gospodarzy? Jakieś były, ale niespecjalnie zagrażały bramce Kelemena. Najgroźniejszy strzał oddał w 24 minucie Pejović, mocno strzelał też w 4 minucie Grzyb.

Po zmianie stron wreszcie do roboty zabrała się Jagiellonia, która zaczęła śmielej napierać. Ta chwilami trzeszczała w szwach, ale trzymała się dzielnie. Gol nie padł po akcji Burkhardta z Hermesem (56), ani po strzale Hermersa zza pola karnego (61). Padł za to po rzucie karnym, którego podyktował zabrzański arbiter, Robert Małek. Po konsultacji z sędzią liniowym orzekł on, że wybiegający z pola karnego Tomasz Kupisz został podcięty przez lewego obrońcę Śląska, Mariusza Pawelca. Ten gorąco protestował, a po meczu zarzekał się, że nie faulował rywala.

Jestem pewien w stu procentach, że nie było karnego. Nie było kontaktu z zawodnikiem rywali. Kupisz śmiał mi się prosto w oczy, że przeskoczył nad moją nogą i sędzia podyktował rzut karny – żalił się 25-letni obrońca.

Małek swej decyzji nie cofnął. Piłkę na wapnie ustawił rutynowany Tomasz Frankowski i pewnym strzałem pokonał Mariana Kelemena.

Jagiellonia zaczęła atakować z jeszcze większą pasją, jednak odsłoniła obronne szyki. Wykorzystał to Śląsk, który groźnie kontrował i mógł nawet objąć prowadzenie! W 72 minucie Sobota ograł dwóch rywali i strzelił w krótki róg, ale piłkę odbił Sandomierski. Bramkarz Jagiellonii ratował swój zespół także w 86 i 88 minucie, gdy głową strzelał rezerwowy Omar Diaz.

Końcówka to już dominacja gospodarzy, którzy zamknęli rywali na kilka minut we własnym polu karnym jak w hokejowym zamku. Napór na nic jednak się zdał i walcząca o tytuł mistrza Polski Jagiellonia straciła na własnym stadionie dwa punkty.

Jagiellonia Białystok – Śląsk Wrocław 1:1 (0:1). 0:1 Kaźmierczak /38/,

1:1 Frankowski /62 karny/

Żółte kartki – Jagiellonia: Kijanskas, Śląsk: Fojut, Gikiewicz, Sobota

Sędziował Robert Małek (Zabrze). Widzów 6000

Jagiellonia: Sandomierski – Norambuena, Kijanskas, Skerla, Pejovic – Kupisz, Hermes, Grzyb, Essomba (46 Seratlic), Burkhardt (69 Lato) – Frankowski (86 Pawłowski)

Śląsk: Kelemen – Socha, Celeban, Fojut, Pawelec – Sobota (83 Diaz), Sztylka, Kaźmierczak, Mila, Ćwielong (70 Gancarczyk) – Gikiewicz (66 Jezierski)

jagiellonia.pl / 8.3.2011/

***

Remis Jagiellonii

Jagiellonia Białystok zremisowała w Bełchatowie 0:0 w meczu 17 kolejki ligi. Podopieczni Michała Probierza stracili pozycję lidera na rzecz Wisły, ale już 8 marca mogą wrócić na 1 miejsce, bo rozegrają zaległy mecz ze Śląskiem

W Bełchatowie obydwa zespoły były ustawione ofensywnie, nikt nie murował bramki, ale nie było zbyt wielu składnych akcji, nie mówiąc o strzałach

Lekką przewagę posiadała Jagiellonia, dla której był to pierwszy ligowy mecz tej wiosny. Goście największe zagrożenie pod bramką Łukasza Sapeli stwarzali po stałych fragmentach gry. Za każdym razem gospodarzom udało się jednak wyjść z opresji cało.

Gospodarze prowadzenie mogli objąć tuż przed przerwą. Tomasz Wróbel ładnie rozegrał piłkę z Dawidem Nowakiem. Ten dośrodkował do Macieja Małkowskiego, lecz skrzydłowy Bełchatowa, główkując z kilku metrów, posłał piłkę nad poprzeczką.

W drugiej połowie goście mogli zdobyć gola za sprawą Tomasza Frankowskiego. Po strzale kapitana Jagielloni piłka już minęła Sapelę, ale wracający Tomasz Wróbel zdołał ją wybić.

W 62 minucie bliski szczęścia był z kolei Marcin Żewłakow; jego strzał z najbliższej odległości zablokował jednak Grzegorz Sandomierski.

Obydwa zespoły kończyły mecz w ‘10’, gdyż drugie żółte kartki zobaczyli Szymon Sawala i Thiago Cionek.

Obecnie Jagiellonia, pozbawiona Kamila Grosickiego, nie dysponuje taka siłą ognia, jak jesienią.

Trener Jagiellonii Michał Probierz: – Po pucharowym meczu z Lechią chcieliśmy ograniczyć podróże i dlatego nie wracaliśmy do Białegostoku, tylko pojechaliśmy do ośrodka w Gutowie Małym, gdzie trenowaliśmy przed Bełchatowem. Przyjechaliśmy wygrać, ale tutaj o to trudno. Wiele zespołów tu poległo. Z gry mogę być zadowolony, choć nie potrafiliśmy wykończyć akcji. Widać u nas brak ogrania na trawie.

Trener PGE GKS Bełchatów Maciej Bartoszek: – My również graliśmy o zwycięstwo, ale nie udało się wygrać. Próbowaliśmy, staraliśmy się, lecz trudno jest nawiązać równorzędną walkę z takim przeciwnikiem jak  agiellonia, kiedy walczy się także z arbitrem. To była parodia sędziowania. Myślę że pan Małek powinien zrobić sobie solidny rachunek sumienia. Jak tak bardzo nie lubi Bełchatowa, to niech tu nie przyjeżdża.

PGE GKS Bełchatów – Jagiellonia Białystok 0:0

PGE GKS: Łukasz Sapela – Zlatko Tanevski, Marcin Drzymont, Mate Lacic, Grzegorz Fonfara – Błażej Wróbel, Szymon Sawala, Grzegorz Baran, Maciej Małkowski (68 Marcus da Silva) – Mateusz Cetnarski (61 Marcin Żewłakow), Dawid Nowak

Jagiellonia: Grzegorz Sandomierski – Alexis Norambuena, Andrius Skerla, Thiago Cionek, Luka Pejovic – Tomasz Kupisz, Hermes, Rafał Grzyb, Ermin Seratlic (46 Franck Essomba) – Marcin Burkhardt (87 Jarosław Lato), Tomasz Frankowski (64 Vuk Sotirovic)

Sędzia: Robert Małek (Zabrze). Żółte kartki – PGE GKS Bełchatów: Szymon Sawala, Mate Lacić, Zlatko Tanevski. Jagiellonia Białystok: Ermin Seratlić, Tiago Cionek, Vuk Sotirović. Czerwona kartka za drugą żółtą – PGE GKS Bełchatów: Szymon Sawala (86). Jagiellonia Białystok: Thiago Cionek (88).

Widzów: 2˙000

int.pl /5.3.2011/

***

Jagiellonia bierze złych chłopców

Jagiellonia Białystok przyciąga niepokornych piłkarzy. Tuż przed zamknięciem okna transferowego do zespołu lidera dołączył Vuk Sotirović

To zawodnik, który ostatnio żarł się z trenerem Śląska Wrocław Orestem Lenczykiem. Niepokorny Serb trafił teraz pod skrzydła Michała Probierza

Szkoleniowiec Jagiellonii w swojej drużynie musi sobie radzić z piłkarzami o trudnych charakterach. Do niedawna jego największym zadaniem było poskromienie Kamila Grosickiego, równie błyskotliwego na boisku co i poza nim…

Sam Grosik przyznał niedawno, że jego współpraca z trenerem nie układała się wzorowo. Teraz Probierz musi znaleźć sposób na współpracę z Sotiroviciem, bo ten zawsze mówi co myśli, przez co często stwarza sobie problemy.

Mnie nie interesuje, jakie zdanie na temat tego piłkarza ma trener Lenczyk. U mnie Vuk ma czystą kartę i mam nadzieję, że pomoże Jagiellonii w walce o mistrzostwo Polski – powiedział szkoleniowiec zespołu z Białegostoku.

Nie wszyscy ‘źli chłopcy’, którzy trafiali na Podlasie, potrafili odnaleźć się w nowym otoczeniu. Dobrym przykładem jest chociażby Vahan Gevorgyan. Ormianin z polskim paszportem dostał w Jagiellonii szansę, ale kompletnie sobie nie poradził i szybko odszedł z klubu. Bardzo dobrze radzi sobie za to Marcin Burkhardt, który u Probierza zrezygnował z rozrywkowego trybu życia i wrócił do formy.

bat/f. /5.3.2011/

***

Sotirović w Jagiellonii

Vuk Sotirović został w poniedziałek wypożyczony ze Śląska Wrocław do Jagiellonii Białystok. Zawodnikiem klubu z Podlasia będzie do końca czerwca

W umowie wypożyczenia zawarto klauzulę transferu definitywnego. Znalazł się w niej także zapis mówiący o tym, że piłkarz nie będzie mógł wystąpić w meczu ze Śląskiem

Jednocześnie Sotirović przedłużył swoją umowę ze Śląskiem do końca 2011 r. Oznacza to, że po zakończeniu wypożyczenia do Jagiellonii wrocławianie będą mieć jeszcze możliwość przeprowadzenia transferu definitywnego serbskiego napastnika do innego klubu.

Odkąd Sotirović został wyrzucony ze zgrupowania Śląska w Ayia Napie przed kilkoma tygodniami, jego dni w zespole z Wrocławia wydawały się być policzone. Dodatkowo coraz głośniej mówiło się o tym, że Serb jest skonfliktowany z trenerem Śląska – Orestem Lenczykiem.

Piłkarz dolał oliwy do ognia udzielając serwisowi wywiadu, w którym w ostrych słowach wypowiedział się o trenerze wrocławskiego klubu. – Jego treningi to było kaleczenie piłkarzy i piłki nożnej! – grzmiał Sotirović.

W Białymstoku Serb pojawił się dwa dni po tym, jak groźnej kontuzji ścięgna Achillesa doznał ściągnięty z Sibiru Nowosybirsk napastnik Bartłomiej Grzelak. Sotirović grał już w Jagiellonii w latach 2006-08.

kg/asinfo/int.pl /28.2.2011/

***

Mecz Jagiellonii przełożony

Zaplanowany na sobotę mecz 16 kolejki Jagiellonia Białystok – Śląsk Wrocław został przełożony na 8 marca – zdecydował departament logistyki rozgrywek ligi piłkarskiej

Powodem decyzji jest aktualna sytuacja pogodowa w województwie podlaskim

Nie chodzi o stan murawy, a o siarczysty mróz, który panuje w Białymstoku. Trybuny i płyta stadionu są przygotowane, bo opady nie były duże. Mając jednak na względzie zdrowie zawodników oraz komfort oglądania meczu przez kibiców postanowiliśmy go przełożyć – powiedział dyr. Marcin Stefański

Wszystkie pozostałe mecze 16 kolejki zostaną rozegrane zgodnie z planem.

Jesteśmy w kontakcie ze wszystkimi klubami i nie dostaliśmy żadnych innych niepokojących sygnałów. Dlatego mecz w Białymstoku jest jedynym, który musiał zostać przesunięty – dodał Stefański.

Prezes SSA Jagiellonia Białystok Cezary Kulesza powiedział, że dobrze się stało, że mecz został przełożony, bo lepsze jest późniejsze spiętrzenie kalendarza rozgrywek (oprócz ligi, Jagiellonia wciąż gra też w Pucharze Polski) niż rozegranie meczu w ekstremalnych warunkach, co groziłoby urazami piłkarzy.

Skutek mógłby być taki, że możemy nie mieć za chwilę połowy drużyny – podkreślił Kulesza.

int.pl/pap /23.2.2011/

***

Dziękuję wszystkim w Białymstoku!

Rozmowa z Kamilem Grosickim, byłym już piłkarzem lidera naszej ligi Jagiellonii Białystok, obecnie zawodnikiem tureckiego Sivassporu

Jak zareklamowano pana, gdy był pan przedstawiany jako nowy piłkarz Sivassporu?

Prezes był bardzo uprzejmy. ‚Ludzie, którzy polecali mi Kamila mówili: Panie prezesie, niech pan go kupuje. On nie biega po boisku, on lata jak samolot’ – tak powiedział.

Co się działo w poniedziałkową noc, gdy podpisywał pan kontrakt z Sivassporem?

Prezes Jagiellonii Cezary Kulesza przysłał mi sms-a: ‚Serce boli i płakać się chce’. Po chwili pan Kulesza zadzwonił z pytaniem, czy nie zostałbym jednak w Jagiellonii. Ale mi w głowie zakręcił! A tu zaraz konferencja, telewizja, prezes. Nie byłoby to jednak poważne, gdybym zwiał. Gdyby dzień, czy dwa wcześniej Jaga zaproponowała mi nowy kontrakt, nie wiem, co bym zrobił. Ale jestem już piłkarzem Sivassporu.

Nawet nie zdążył się pan pożegnać w Białymstoku?

Tak, ale działacze Sivassporu zaproponowali, bym poleciał w piątek do Polski i domknął wszystkie sprawy, więc na pewno z prezesem Kuleszą się pożegnam. Dzwonił wczoraj i śmiał się: ‚Co my, Kamil, bez ciebie w Białymstoku zrobimy? Nudno będzie, przy tobie zawsze coś się działo’…

Rzeczywiście nudów z panem nie było. Prezes kilka razy przywoływał pana do porządku, skarcił nawet ojcowską ręką, ale również pomógł wydostać się z finansowych tarapatów.

Na moim weselu prezes Kulesza będzie siedzieć na honorowym miejscu.

Rozliczyliście się do końca?

Tak, wszystko zostało wyczyszczone, a pisemne zobowiązania poszły do niszczarki (śmiech). Nie oddałem tylko sprzętu piłkarskiego, zabieram go na pamiątkę.

To pytanie musi paść, a zadaję je w imieniu kibiców komentujących pański transfer – czy w Sivas jest kasyno?

Nie mam pojęcia, bo jeszcze tam nie byłem. Jestem na zgrupowaniu w Antalyi. A poza tym muszę chyba przypomnieć, że są to moje, powtarzam: moje pieniądze i nic nikomu do nich. A co do Sivas, wiem tylko, że teraz jest tam taka sama pogoda jak w Białymstoku. Zimno i leży śnieg.

Przez trzy i pół roku zarobi pan w Sivassporze 6 milionów złotych. To pewnie jedna z wyższych gaży w klubie.

Nie wiem, ile zarabiają koledzy. Mój transfer, czyli 900 tysięcy euro jest na pewno jednym z wyższych w historii klubu. Może po roku, jeśli swoją grą zwrócę na siebie uwagę, uda mi się przejść do mocniejszej drużyny. Podobno w Turcji często tak się zdarza. Ale na dziś muszę pomóc Sivassporowi w utrzymaniu. Przypomina mi to sytuację, gdy przyszedłem do Jagiellonii. Też walczyliśmy o pozostanie w lidze. Udało się i mam nadzieję, że tu będzie tak samo.

Sivas to miasto mniejsze od Białegostoku. Nie zanudzi się pan tam?

Spokojnie, najpierw muszę się urządzić. Za dwa tygodnie, przed naszym meczem z Galatasaray, do Stambułu przylecą narzeczona i mój menedżer Mariusz Piekarski. Po meczu wrócimy razem do Sivas i zaczniemy się urządzać. Koledzy z drużyny mówią, że jak dostają dwa dni wolnego, to wsiadają w samolot i po godzinie są w Stambule. Czyli monotonię da się zabić. Ale ja naprawdę chcę jeszcze zrobić karierę i dobrze wykorzystać szansę w Sivassporze. Później może przyjdzie czas na jakiś wielki klub.

Wierzy pan, że na sto procent powiedzie się panu w Turcji, że pobyt nie zakończy się klapą, jak w szwajcarskim Sionie?

Jestem pewien. Miałem trochę obaw, jak leciałem do Turcji. Ale drużyna i działacze przyjęli mnie świetnie. Wciąż się dopytują, czy czegoś mi trzeba. Miałem dwa treningi, odprawę. W sztabie trenerskim jest 12 osób. Trener przekazuje współpracownikom, co mamy robić, a oni z kolei nam. Boss siada sobie i ogląda, jak jego pracownicy, czyli my, się uwijamy. Fajna robota (śmiech). Mieszkamy w superhotelu, boiska do treningu są równe jak stół. Nie ma na co narzekać. Już po tych kilku dniach spędzonych z Sivassporem mogę powiedzieć, że będę się tu czuł lepiej, niż w Szwajcarii.

Niemieckiego pan się nie nauczył i przeszkodziło to panu odnaleźć się w Sionie. A jak jest z angielskim?

Niezbyt dobrze. Pojedyncze słowa znam, ale po przyjeździe do Sivas będę brać lekcje.

Przed pańskim odejściem mówiono, że wypychano pana z Jagiellonii.

Nie tak było. Jagiellonia chciała mnie sprzedać i zarobić, ja chciałem odejść i też zarobić. Przecież Sivasspor dał mi bardzo dobre pieniądze. Spotkaliśmy się z Jagiellonią w połowie drogi. Z tym że jednym działaczom zależało na moim odejściu bardziej, a innym mniej. Żadna sensacja. Ja też długo się zastanawiałem. Raz chciałem odejść, później się rozmyślałem, a potem znowu chciałem.

Jagiellonii bez pana może być trudniej zdobyć tytuł mistrzowski.

Życzę jej zdobycia mistrzostwa i uważam, że tytuł trafi do Białegostoku! W pierwszej rundzie dołożyłem kilka cegiełek, resztę niech dołożą koledzy (śmiech).

Pamięta pan przyśpiewkę białostockich kibiców na pańską cześć?

‚Pijem, bawim się!’… Jasne. Miło mi się kojarzy, bo śpiewali po moich golach i po zwycięskich meczach. To było takie zezwolenie dla mnie, że spokojnie mogę iść po meczu na miasto i wypić drinka. W Białymstoku spędziłem 2 piękne lata. I wszystkim w tym mieście chcę za nie podziękować.

rozm. pw/ps /13.1.2011/

***

Hermes zdyskwalifikowany na rok

Hermes, pomocnik Jagiellonii, został zdyskwalifikowany na rok za udział w aferze korupcyjnej. – W ciągu miesiąca odwołamy się do trybunału sportowego i zobaczymy, jak się sprawa wyjaśni – powiedział Cezary Kulesza, prezes Jagiellonii

– Hermes obecnie przebywa z drużyną na obozie w Turcji, gdzie będzie normalnie trenować i grać w meczach sparingowych – dodał Kulesza.

Brazylijczyk został ukarany przez Wydział Dyscypliny PZPN. Chodzi o czas, kiedy był piłkarzem Korony Kielce. Wyrok nie jest prawomocny.

Jagiellonia po rundzie jesiennej jest liderem naszej ligi.

int.pl /3.2.2011/

***

Probierz chce mistrza

Kiedy Jagiellonia Białystok zdobyła Puchar Polski, kibice mówili – przypadek. Potem był Superpuchar Polski. Teraz białostocka drużyna jest liderem polskiej ligi, a jej trener Michał Probierz mówi otwarcie, że chce więcej: – Chcemy być mistrzem Polski!

Probierz nie chce podsumowywać minionego roku. Choć ma się czym chwalić, wcale tego nie robi. – Nie myślałem o tym, bo na weselu byłem – śmiejąc się powiedział trener.

– Zresztą o czym tu mówić? Jeden zdobyty puchar czy superpuchar, to były wprawdzie piękne chwile, ale one szybko mijają. W życiu trzeba równie szybko o nich zapominać i stawiać sobie nowe cele. Taki sir Alex Ferguson, który wywalczył 58 różnych trofeów, to jest gość i jego historia z pewnością zapamięta. A kto będzie zwracać uwagę na Probierza, jeżeli wywalczy w życiu jeden puchar? – zapytał retorycznie trener Jagiellonii.

Jako trener ma dar odzyskiwania piłkarzy, których kariery znalazły się na zakręcie. To pod opieką Probierza wysoką formę znów osiągnęli Kamil Grosicki, Marcin Burkhardt czy Tomasz Kupisz.

To zasługa ich samych – powiedział skromnie Probierz. – Bez ich samozaparcia czy chęci do pracy nie wróciliby na wysoki poziom.

Nie wszystkim zawodnikom, których trenowałem, się to udało, że wymienię tylko Wahana Gevorgiana czy Marco Reicha – dodał Probierz.

Zimę Jagiellonia spędza na 1 miejscu w tabeli. W Białymstoku chcą mistrzostwa i Probierz zdaje sobie sprawę ze zwiększającej się presji.

Ona towarzyszy nam odkąd zostaliśmy liderem, czyli od piątej kolejki. Tak, dziś mówię otwarcie – chcemy być mistrzem i zrobimy wszystko, by tak się stało. Choć czeka nas oczywiście ciężka wiosna. Tyle, że naszych rywali jeszcze cięższa. To oni mają od nas więcej porażek i mniej zwycięstw. To oni będą musieli nas gonić – powiedział Probierz.

Ma prawo być optymistą, bo nie zanosi się, by Jagiellonia do wiosny przystąpiła słabsza kadrowo. Zresztą ta drużyna budowana jest z głową od lat i w każdym oknie transferowym odpowiednio wzmacniana.

Z graczy, których mam, zgodę na zmianę klubu ma jedynie Kamil Grosicki. Jednak tylko pod warunkiem pojawienia się satysfakcjonującej oferty. Takiej na razie nie było. Pozostali zostaną w klubie. Wzmocnienia? Pracujemy i nad tym – powiedział Probierz, a na Nowy Rok nie miał przesadnie wyszukanych życzeń.

Oby zdrowie dopisywało, a wtedy reszta przyjdzie sama – zakończył szkoleniowiec, który sylwestrową noc tradycyjnie spędził na Górnym Śląsku w gronie najbliższych przyjaciół.

efa.pl /31.12.2010/

***

Grosik odchodzi do Turcji

Kamil Grosicki podpisał kontrakt z Sivassporem Kulubu – poinformował turecki klub na swojej stronie internetowej, podając również informację o trzech innych transferach

Powołując się na źródła tureckie, informację podał też oficjalny portal internetowy Jagiellonii Białystok, w której Grosicki występował przez ostatnie półtora roku

Reprezentant Polski, czołowy zawodnik lidera naszej ligi podpisał 3.5-letni kontrakt. Kluby już wcześniej uzgodniły warunki transferu, który opiewa na ok. 900 tys. euro

Sivasspor zajmuje obecnie 15 miejsce w tureckiej lidze, tuż nad strefą spadkową. O Grosickiego zabiegało też kilka innych klubów zagranicznych, m.in. Aris Saloniki.

A jeszcze przed tygodniem serwis podlaskisport.pl informował, że Jagiellonia doszła już do porozumienia z Arisem w sprawie transferu Grosickiego.

Według podlaskisport.pl Grosicki miał być sprzedany do trzykrotnego mistrza Grecji za właśnie 900 tys. euro, a pozyskaniem 22-letniego napastnika zainteresowane były także tureckie Sivasspor, Ankargucu i Bursaspor.

– Grosicki jest jedynym piłkarzem, który w zimowym oknie transferowym dostanie od nas zgodę na odejście – mówił działacz Jagiellonii 3 stycznia br., dodając że za sumę nie mniejszą niż milion euro. Ale ofertą 900 tys. białostocki klub też miał nie pogardzić.

int.pl/pap/mh/podlaskisport.pl/pw/ps /11.1.2011/

***

Gra na nosie możnym

Sylwetka Cezarego Kuleszy – właściciela Jagiellonii Białystok

Cezary Kulesza zbudował w Białymstoku drużynę walczącą o mistrzostwo Polski. Przydało mu się doświadczenie z discopolowego biznesu. Największą słabość prezes Jagiellonii ma do Kamila Grosickiego

Od kiedy pojawił się w Jagiellonii, gra na nosie możnym ligi. Dokonuje najlepszych transferów, z ochotą przygarnia piłkarzy po przejściach, na których w innych klubach boją się nawet spojrzeć

Przyznaje że pomaga mu doświadczenie z wielu lat spędzonych w biznesie discopolo. Może to jest kluczem do sukcesów Cezarego Kuleszy, najskuteczniejszego prezesa w ekstraklasie. Jego Jagiellonia, zdaniem firmy Unibet, ma spore szanse na mistrzostwo Polski – kurs na to wynosi 4.50. Wyżej wyceniane są szanse jedynie Legii i Wisły – po 3.50.

Nie używa wyszukanych wyrazów, nie pozuje na nuworysza. Nie zachowuje się też jak typowy prezes ligowego klubu. Z większością zawodników Jagiellonii jest po imieniu. – Nikogo nie zbesztam, jeśli nie powie mi pan. Trudno bym nie był na ty z Tomkiem Frankowskim, z którym grałem kilka sparingów w Jagiellonii, gdy wchodził do pierwszego zespołu jako nastolatek – tłumaczy Kulesza. Kończąc to zdanie odbiera telefon.

Tak, Andrzejku, rozumiem, pomogę ci… Nic się nie martw, pomogę, obiecuję… – słychać strzępki rozmowy. Kulesza zdradzi później, że dzwonił Andrzej Niewulis, piłkarz Jagiellonii, wypożyczony do Ruchu Radzionków. Klub ze Śląska ledwo wiąże koniec z końcem, a zawodnik w ostatnich 6 miesiącach zarobił 3 tys. zł. Kulesza ze szczerze zatroskaną miną obiecał Niewulisowi, że znajdzie mu nowy klub.

Awantura na ulicy

Takie ma podejście do większości swoich zawodników. Gdy Bruno, obecnie piłkarz Polonii Warszawa, po przyjeździe do Białegostoku dostał zupełnie puste mieszkanie, gdzie nawet nie było materaca, Kulesza zawiózł go do centrum handlowego i pomagał wybrać meble.

Największą słabość prezes ma do Kamila Grosickiego. W Białymstoku otoczył go ojcowską opieką, spłacił długi zaciągnięte przez niego w czasach, kiedy namiętnie grał na ruletce. Swojemu ulubieńcowi postawił jeden warunek – nigdy więcej hazardu. Grosicki przez kilka miesięcy opierał się nałogowi, aż do pewnego wieczoru…

W Białymstoku są tylko dwa kasyna i informacje o wizycie niespodziewanego gościa w jednym z nich szybko dotarły do Kuleszy. W środku nocy, zabierając po drodze Michała Probierza, popędził na spotkanie niesłownemu zawodnikowi. Zrobił Grosickiemu potężną awanturę na ulicy w centrum miasta.

Ktoś, kto nadepnie Kuleszy na odcisk, nie może liczyć na zrozumienie. Przekonał się o tym Dariusz Czykier, z którym Kulesza grał kiedyś w Jagiellonii. Czykier pracował w klubie jako asystent pierwszych trenerów i kilka razy przyszedł na zajęcia pod wpływem alkoholu. Prezes dawał mu wiele ostrzeżeń, ale kiedy Czykier po raz kolejny nie posłuchał, pozbył się go z klubu.

Tak nie można, pewnych zachowań nie mogę tolerować. Jak będę wszystkich dookoła klepał, to w końcu i mnie klepną. Są pewne reguły. Jeśli ktoś je przekracza, to się rozstajemy. Nic nie trwa wiecznie – rozkłada ręce.

Inne opakowanie cukierka

W 1994 r. Kulesza założył firmę fonograficzną Green Star, która w złotych czasach, jakie nastały dla disco polo w Polsce, była potentatem. Kulesza obrusza się na pytanie, czy czuł się królem disco-polo. – Chyba niekoronowanym – urywa temat.

Z końcem lat 90 disco-polo zaczęło podupadać, zostało wypchnięte z rynku. – Nie podobało się tym, którzy robili tak zwaną muzykę ambitną. Mieli dostęp do mediów, stworzyli nam czarny PR, antyreklamę – narzeka i opowiada, jak próbował się przebić do telewizji ze swoim zespołem, Buenos Ares.

Zgłosił się do nas sponsor, nagraliśmy piosenkę ze świetnym teledyskiem. Poszedłem z tym do telewizji. Usłyszałem że utwór jest rewelacyjny, że na pewno będzie przebojem. Po dwóch dniach dzwoni facet, który zachwycał się piosenką i mówi, że jej nie puści. – Dlaczego? – pytam zaskoczony. – Sprawdziliśmy, Buenos Ares to disco-polo. A w telewizji nie może być disco-polo – opowiada Kulesza.

Dumał kilka dni, ale w końcu znalazł sposób, by teledysk pojawił się w telewizji. – Grali go przez kilka miesięcy – łagodnie się uśmiecha. – Co zrobiłem? Nic wielkiego, zmieniłem nazwę zespołu na Ares B i już nikt się nie czepiał. Ten sam cukierek, ale inaczej opakowany – mruga okiem. Green Star wciąż istnieje. Zamiast na wydawaniu płyt, koncentruje się na organizowaniu koncertów zespołów disco polo. Na tym można więcej zarobić.

Piłkarze jak muzycy

Kulesza podkreśla, że doświadczenie zdobyte w branży disco polo przydaje mu się w piłce. Trzy lata temu został udziałowcem Jagiellonii i do dziś pamięta wstyd, jaki przeżywał na trybunach, oglądając grę zespołu. Wiosną białostoczanie przegrali osiem meczów z rzędu i o mały włos nie spadli z ligi. Kulesza uderzył wtedy pięścią w stół. Burza jaka przeszła przez Jagiellonię wymiotła z niej 14 piłkarzy. Przyszedł nowy trener Michał Probierz i 16 nowych zawodników.

Tak jak do muzyków, Kulesza ma nosa do piłkarzy. Kamila Grosickiego kupił z Legii za 500 tys. zł, a dziś ten zawodnik jest wart cztery razy więcej. Tomasz Kupisz, uznany za jedno z odkryć jesieni, przyszedł do Białegostoku za darmo. W jednym tylko przypadku Kulesza ma niedosyt. Dwa lata temu prawie udało mu się namówić na grę w Białymstoku Adriana Mierzejewskiego, wtedy pomocnika Wisły Płock.

Uzgodniliśmy szczegóły kontraktu, brakowało tylko podpisu Adriana. Zadzwonił do mnie jego ojciec, który odgrywał też rolę menedżera. To było krótko po ogłoszeniu przez PZPN, że w najbliższym sezonie Jagiellonia wystartuje z minus 10 punktami. Ojciec Adriana poinformował mnie, że syn się wystraszył i wybrał Polonię Warszawa – nie może odżałować Kulesza.

Jego bilans wychodzi jednak na plus. Także przy sprzedaży piłkarzy. Po prostu wie, jakich ofert nie można odrzucać. Tak było z Robertem Szczotem, za którego Górnik zapłacił 1.7 mln zł. Po roku Jagiellonia mogła go odkupić za 300 tys. zł. – Nie ma piłkarza nie na sprzedaż, pod warunkiem, że jest dobra oferta – lakonicznie mówi Kulesza. Latem do Jagiellonii zgłosił się Aris Saloniki, który oferował 200 tys. euro za wypożyczenie Grosickiego. Prezes długo bił się z myślami. Podpowiadano mu, by przyjął propozycję, bo Grosicki jest nieobliczalny i w ciągu najbliższej rundy może nie zagrać pół dobrego meczu.

Kulesza jednak odesłał Greków do domu z kwitkiem. Dziś do Białegostoku znów pielgrzymują przedstawiciele Arisu, na przemian z szefami Sivassporu. Oba kluby licytują się przy cenie za Grosickiego. – Kamil jest wart milion euro – twardo odpowiada Kulesza i… pewnie swoje osiągnie.

Białystok nie straszy

W siedzibie Jagiellonii Kulesza ma swój gabinet, lecz rzadko tam zagląda. Twierdzi że jego podstawowym narzędziem pracy jest telefon komórkowy, przez niego załatwi najwięcej spraw związanych z klubem. Wiedzą również o tym menedżerowie, którzy co i rusz do niego wydzwaniają.

W maju zeszłego roku spotkaliśmy się z Kuleszą na obiedzie. W pewnym momencie rozmowę przerwał dźwięk SMS-a w jego telefonie. Kulesza przeczytał wiadomość, która była od jednego z piłkarskich agentów. Prezes podał nam swój telefon, byśmy zapoznali się z cv zawodnika oferowanego Jagiellonii. I ze zdumieniem czytaliśmy – Victor Agali, uczestnik igrzysk w Sydney, były gracz m.in. Olympique Marsylia, Schalke, Nicei. Interesy raczej nie na SMS-a… Nigeryjczyk jednak nie trafił do Białegostoku, menedżer umieścił go w chińskim klubie Jiangsu Sainty.

Kulesza czuje, że nastał czas Jagiellonii. Białystok przestał się kojarzyć piłkarzom z zaściankiem, a zaczął z miejscem, gdzie zbudowano zespół, który jest poważnym kandydatem do mistrzostwa Polski. Prezes już nie musi, jak rok temu namawiać nikogo na transfer, przekonywać, że po ulicach w Białymstoku nie chodzą niedźwiedzie. Dziś to sami piłkarze garną się do Jagiellonii, menedżerowie masowo ślą faksy z ofertami, ale Kulesza odkłada je na bok. Mówi, że to makulatura.

Kto jest tym liderem?

Pierwsze miejsce Jagiellonii po rundzie jesiennej nie zaskoczyło prezesa. – Zdobyliśmy Puchar i Superpuchar Polski, pokazaliśmy się w Europie. I co, spodziewano się, że będziemy walczyć o 10 miejsce w lidze? – pyta retorycznie i szybko sam sobie odpowiada. – Jagiellonia dorosła do zdobycia tytułu. Tylko jedno mnie denerwuje… – bierze łyk niegazowanej wody, która stoi przed nim. – To, że ta prowadząca Jagiellonia przeszkadza tak wielu osobom. Bo kiedy zremisujemy, to następnego dnia gazety trąbią. ‘Lider traci punkty! Legia i Wisła coraz bliżej!’ Ale kto jest tym liderem, to już nie napiszą…

ło/pw/ps /7.1.2011/

***

Mistrz z dedykacją dla ojca

Rozmowa z Michałem Probierzem, trenerem rewelacji i lidera ligi piłkarskiej Jagiellonii Białystok

– Mam nadzieję, że do końca rozgrywek noga nam się nie powinie. Jeżeli po pięciu meczach rundy wiosennej nadal będziemy pierwsi, to już nas nie dogonią – mówi Probierz

Jedyną osobą, której Probierz chciałby zadedykować ewentualne mistrzostwo Polski z Jagiellonią jest jego ojciec, były sędzia piłkarski

Miał pan telefony z Legii, Lecha oraz warszawskiej Polonii?

Miałem. Ale mój kontrakt z Jagiellonią jest jeszcze ważny półtora roku, a w nim brakuje opcji jego rozwiązania. Zawarliśmy umowę, że obie strony mogą pożegnać się, ale wyłącznie za porozumieniem stron. Czyli nie ma możliwości, by samemu wyswobodzić się z tego uścisku. Mogą mnie zwolnić, lecz wtedy musieliby opłacać dwóch trenerów.

Nadal twierdzi pan, że Jagiellonia jako lider niespecjalnie ludziom pasuje?

Taka jest prawda. Słyszę komentarze, że Jagiellonia ma tylko trzy punkty przewagi. A ile ma mieć? Dziesięć? Nie jesteśmy finansowymi mocarzami. Tylko raz mieliśmy pięć punktów przewagi nad drugim zespołem. Wielu czekało, kiedy przestaniemy być liderem i mówiło, że to kwestia czasu. Męczyli się z tą Jagiellonią na pierwszym miejscu aż 10 kolejek. Mam nadzieję, że do końca rozgrywek noga nam się nie powinie. Kompleksów nie mamy. To że o liderze z Białegostoku mówi się mało jest dobre. Ciszej jedziesz, dalej dojedziesz. Jesteśmy jak samotny kolarz uciekający przed chcącym go wchłonąć peletonem. Jeżeli po 5 meczach wiosny: ze Śląskiem, Bełchatowem, Lechią, Lechem i Wisłą będziemy pierwsi, to zaśpiewamy wszystkim pewną rosyjską piosenkę.

Rosyjską?

Tak, rosyjską, o tym że nas nie dogonią… Cieszę się, że piłkarze udźwignęli presję bycia liderem. Jestem również zadowolony, że do czołówki doskoczyły utytułowane drużyny. Bo tym większa – mam nadzieję – będzie przyjemność dla nas i złość dla rywali, jeżeli zajmiemy pierwsze miejsce, a Legia, Lech i Wisła drugie, trzecie i czwarte.

Nie zazdrości pan trenerowi Polonii Warszawa takiego prezesa, który potrafi wydać na piłkarza milion euro?

Nie zazdroszczę ludziom bogactwa. Pan Wojciechowski przyjął pewien model działania klubu i to jego sprawa. Dobrze że działa w piłce. My w Jagiellonii musimy dokładnie oglądać pieniądz przed wydaniem, zwracać uwagę na koszty.

Pańskie słowa, że Wisła i Lech nie będą mistrzem to gra medialna?

Trudno bym przekonywał swoich piłkarzy, którzy odrobili w zeszłym sezonie minus 10 punktów, zdobyli Puchar Polski, Superpuchar, że grają o utrzymanie! Mamy cel – mistrzostwo i powiedziałem o tym przed sezonem piłkarzom. Mówiłem że po jesieni będziemy prowadzić, mieć przewagę i walczyć o tytuł. Niech pan zapyta moich zawodników. Jasne, zdarzają się nam słabsze dni, jak w Łodzi, gdzie przegraliśmy 1:4. Po prostu byliśmy bezradni. Jak Real z Barceloną. Po 0:5 Mourinho powiedział, że ta porażka go nie zabolała, bo w tym dniu nie można było nic zrobić.

Wzmocnicie się przed wiosną?

Nie tak jak ci, co nas będą gonić. Nie stać nas. Na Podlasiu nie ma ropy ani gazu. Musimy pomyśleć jak zastąpić… Kamila Grosickiego. Chociaż cały czas nie wierzę, że odejdzie.

Sędziowie jesienią mocno zaleźli panu za skórę?

Nie mam z nimi problemu, na pewno ich nie obrażam. A ojciec, były sędzia upomina mnie i mówi: synek, nie sędziuj!

Ojciec jest pewnie dumny z syna i jego Jagiellonii.

Jeżeli zdobędziemy mistrzostwo, to jest jedyną osobą, której zadedykuję tytuł. Piłka wypełniła mu spory kawałek życia. Życia z którego nie bardzo może korzystać, bo od 12 lat porusza się na wózku. Czasami, gdy mam kłopot, myślę sobie o niesamowitych męczarniach taty. Ale to trzeba zobaczyć, w jakimś sensie poczuć. Przy kawie łatwo sobie o różnych sprawach mówić.

Plotkuje się że będzie pan następcą Franciszka Smudy.

Życzę mu jak najlepiej teraz i podczas Euro. Zbiera sporo niezasłużonej krytyki. Bronię trenera Smudy, choć wielkimi przyjaciółmi nie jesteśmy.

Podobno jest na pana zły od chwili, kiedy pański Widzew ograł jego Lecha.

Być może. Lecz gdybym ja zaczął liczyć swoje porażki z trenerem Smudą, to do końca życia nie mógłbym się odezwać. A co do reprezentacji, to dla 38-letniego trenera średnio rajcująca jest praca raz na dwa miesiące i oglądanie meczów w weekend. Ale oczywiście marzę o prowadzeniu kadry.

No i PZPN pana lubi.

Lubi? Nie wiem.

Tak, jest pan młodym przedstawicielem polskiej myśli szkoleniowej. Ciepło wypowiadają się o panu Antoni Piechniczek, Wojciech Łazarek.

A, chodzi o to, że ich nie krytykuję, tak? Szanuję starszych trenerów. Nie mieli takich możliwości jak my. Brakowało internetu, nie mogli obejrzeć dowolnej liczby meczów rywali. Ale sporo osiągnęli.

Jagiellonię skończył pan budować?

Nie, ale jesteśmy na dobrym szlaku. Przy delikatnych wzmocnieniach może to być zespół dobrze funkcjonujący w perspektywie dwóch, trzech najbliższych lat.

Zżył się pan z Białymstokiem, czy chętnie zmieniłby pan otoczenie?

Gdy przyjechałem, zobaczyłem rozkopane centrum. Przygnębiający widok. Teraz jest piękny deptak, kawiarenki. Miło.

Pan przychodząc też rozkopał Jagiellonię.

Postęp wymaga ofiar, ale często niesie żale. Jednak miło wspominam tych, z którymi pracowałem, Pavla Stano, Jacka Markiewicza. Na pewno mógł być rozczarowany Remek Jezierski. Byłem pewien, że zostanie, ale nie odszedł z klubu Grosicki i dla Remka zabrakło miejsca.

Kiedyś trener Janusz Wójcik był w Białymstoku tak popularny, że za taksówki nie musiał płacić.

Rozpoznawalny też jestem. W końcu Białystok nie jest wielki. To trochę dokucza. Ale też pomaga. Niedawno szedłem ulicą – mróz, śnieg sypie – zatrzymuje się samochód: może podwieźć panie trenerze?! Nie odmówiłem, bo byłem zmarznięty jak diabli.

rozm. pw/ps /15.12.2010/

***

Probierza zamach na mistrza

Jagiellonia Białystok głównym kandydatem do mistrzowskiego tytułu

Pierwsza deklaracja padła tuż przed rozpoczęciem sezonu. – O co gramy? O mistrzostwo! – wypalił trener Michał Probierz. Jagiellonia została mistrzem jesieni

Druga, identyczna zapowiedź miała miejsce 10 września, kilka minut po 22, po zwycięstwie Jagiellonii nad Wisłą 2:1. To była piąta kolejka

Gramy o tytuł, nie bałem się tego powiedzieć przed sezonem i nie boję teraz. Chcemy wygrywać kolejne mecze i oby ta seria trwała jak najdłużej. Problemy innych drużyn nas nie interesują – Probierz nawiązywał do kłopotów rywala z Krakowa, a także słabej postawy Legii i Lecha.

No i od piątej kolejki białostoczanie nie oddali pierwszego miejsca. Wiosną lider z Białegostoku będzie odpierać atak wielkiej czwórki. Czy jednak na pewno pierwsza lokata jest niespodzianką i czy na pewno piłkarze Probierza wrócą do szeregu, ustępując w końcu bogatszym? Nie musi tak być.

Gwiazdy na ławce

Powodów by tak twierdzić jest kilka. Najważniejszy i najbardziej przewrotny jest taki, że w Jagiellonii nie planują wyłożenia milionów na transfery. Zerkając na obie drużyny ze stolicy odnosi się wrażenie, że odkręcenie kurka z pieniędzmi natychmiastowego sukcesu nie gwarantuje. Bo oprócz kasy potrzebny jest jeszcze czas. Jagiellonia od przeszło dwóch lat do budowy drużyny dokłada po cegiełce. Piłkarska mądrość mówi, że zespół tworzy się od obrony, jednak w Białymstoku realizują inne hasło – ‘mistrzostwo wygrywa się ławką’. Czy któryś z zespołów może bez większego ryzyka mieć w odwodzie takich piłkarzy jak Frankowski, Grosicki, Burkhardt, czy Grzyb? U Probierza trzymanie gwiazd w rezerwie nie jest normą, ale każdy z wymienionych kilka razy dopiero w trakcie meczu pojawiał się na murawie, dając solidną zmianę. Gdy przed sezonem jeden z ekspertów, patrząc na skład Jagiellonii usłyszał, że to może być czarny koń rozgrywek odpowiedział: ‘Koń by się uśmiał’. Uznał bowiem, że z takimi piłkarzami jagiellończycy śmiało będą walczyć o pudło.

Warunkiem by drużyna nadal rzucała wyzwanie najlepszym jest utrzymanie obecnego składu i na Podlasiu dobrze o tym wiedzą. – Nie ma mowy o żadnej wyprzedaży. Pod uwagę bierzemy tylko odejście Kamila Grosickiego – mówił prezes klubu Cezary Kulesza.

Najlepsi za darmo

Cena jaką ustalono za tego piłkarza, czyli milion euro sprawia, że z transferem może być kłopot. Jeżeli jednak mimo wszystko znajdzie się chętny, to pieniądze otrzymane za Grosika pozwolą Jagiellonii sprowadzić solidnego napastnika. Choć do tej pory najlepszych graczy klub pozyskał za darmo – tak było w przypadku Frankowskiego, Grosickiego, Hermesa i Kupisza.

O 20-letniego Tomasza Kupisza, jesienne odkrycie ligi dopytywał się Lech Poznań i przedstawiciele klubów Bundesligi. Na transfer nie ma jednak szans. Z kolei angielskie Leicester City przysłało do Jagiellonii ofertę dla Mladena Kascelana. – Została odrzucona. Zbyt mało zaproponowano – wyjaśnia wiceprezes klubu Wiesław Wołoszyn. Anglicy oferowali 400 tys. euro.

Białostoczanie walczą o Marcina Burkhardta. Pomocnik po dwukrotnym wypożyczeniu ma wrócić do ukraińskiego Metalista Charków. Jagiellonia może go odkupić, ale Ukraińcy żądają pół miliona euro, a to dla białostoczan dużo za dużo. Kulesza ma jednak nadzieję, że cenę uda się zbić i Burkhardt pozostanie na Podlasiu.

Najważniejszym uzupełnieniem składu ma być reprezentant Czarnogóry Luka Pejović. Szykowany jest na lewą obronę, a przecież po kontuzji wraca Marokańczyk El Mehdi, a z wypożyczenia do Chicago Fire Krzysztof Król. Jagiellonia szuka jeszcze stopera i napastnika. – Ale perspektywa walki o podium nie sprawia, że zaczniemy wydawać miliony, bo… ich nie mamy. Najwięcej zarobiliśmy na sprzedaży Bruno, lecz pieniądze błyskawicznie pochłonęły bieżące wydatki – mówił Kulesza. Zresztą 180 tys. euro to kwota, która nie rozpala wyobraźni.

Wolno, ale płacą

Na tytuł przed sezonem niby działacze nie liczyli, ale do regulaminu premię za mistrzostwo wpisano. Kulesza nie chce zdradzić, jak duża jest to kwota (według naszych informacji – 2 mln złotych). Na starcie rozgrywek właściciele klubu zakładali miejsce w pierwszej szóstce. Miłą niespodzianką byłoby znalezienie się w trójce i ponowny awans do europejskich pucharów. Ale mistrzostwo?… – Wiosną gramy kolejno ze Śląskiem, Bełchatowem, Lechią, Lechem i Wisłą. Po tych meczach dowiemy się, czy grozi nam tytuł – przewidywał Kulesza.

Już jesienią współudziałowcy klubu dostali mocno po kieszeni. Pensje płacili na bieżąco, jednak na część premii za wygrane (było ich 9) piłkarze muszą trochę poczekać. – Ale wiedzą że jesteśmy wypłacalni. Wiedzą też że za tytuł, czy podium, mogą konkretnie zarobić – przekonywał Wołoszyn.

Jeżeli Jagiellonia awansuje do europejskich pucharów rozbudowywany stadion znowu weźmie pod lupę UEFA. W tym roku w drodze wyjątku zezwolono na mecz z Arisem Saloniki. Czy drugi raz byłoby podobnie? – Stadionem będziemy się przejmować po sezonie. Oby była potrzeba – mówił Kulesza.

Własne boisko to potężna siła lidera. Jesienią piłkarze Probierza odprawili z kwitkiem wszystkich rywali. W ostatniej dekadzie jedynie Wiśle udało się wygrać wszystkie jesienne mecze u siebie.

Magia własnego boiska, stabilny skład z mocną ławką rezerwowych, gospodarność, wsparcie miasta, także finansowe, i młody, ambitny trener, to atuty Jagiellonii. Klubu, który mierzy w tytuł. – Nie boimy się stracić gola, bo mamy zawodników, którzy są w stanie strzelić dwa. Jeżeli stracimy dwa, zawsze spróbujemy zremisować. Tytuł zadedykuję ojcu. Arogancja? Tylko u nas takie deklaracje są w ten sposób traktowane. Bardziej ceni się ludzi za to, że ktoś komuś się podlizuje. Wtedy słychać brawa. Ja takich owacji nie potrzebuję – mówił 38-letni Probierz, który w tym roku zdobył Puchar Polski i Superpuchar. Teraz robi zamach na mistrzostwo.

pw/ps /6.12.2010/

***

Jagiellonia mistrzem jesieni!

Jagiellonia pokonując Cracovię zapewniła sobie mistrzostwo rundy jesiennej. – Ale my chcemy więcej. Chcemy zdobyć mistrzostwo Polski! – mówi obrońca białostockiej dużyny Thiago Cionek

Przed sezonem takie deklaracje można byłoby przyjąć z uśmiechem. Tomasz Frankowski, pytany po zwycięstwie nad Wisłą w 5 kolejce, czy przed rozgrywkami spodziewał się, że jego drużyna może być na 1 miejscu, przyznał: – Nie.

A przecież już w poprzednim sezonie zespół trenera Michała Probierza utrzymał się w rozgrywkach, mimo że do gry przystępował z balastem 10 ujemnych punktów (kara za korupcję). Zdobył też Puchar Polski.

To też dało Jagiellonii możliwość gry w pucharach. Gdy Wisła kompromitowała się w starciach z azerskim Karabachem Agdam, białostoczanie walczyli jak równy z równym z Arisem Saloniki. Graliby pewnie teraz w fazie grupowej Ligi Europy, gdy nie sędzia z Rumunii, który podyktował rzut karny z niczego. Probierz do tej pory nie może pogodzić się z tym, że przygoda jego drużyny z europejskimi rozgrywkami trwała tak krótko.

Ambitny szkoleniowiec już w czerwcu 2008 r. podejmując się budowy zespołu (wymieniono kilkunastu zawodników) butnie podkreślał, że w lidze gra się o mistrzostwo i teraz dąży do tego krok po kroku.

Prowadzenie w lidze Jagiellonii to także zasługa prezesa i jednego z właścicieli klubu, Cezarego Kuleszy, zwanego królem disco polo (jego firma fonograficzna Green Star swego czasu wydawała płyty najpopularniejszych zespołów). W białostockich realiach, gdzie przed wydaniem każdą złotówkę ogląda się dwa razy, udało się zbudować silny zespół.

Perspektywistycznego bramkarza Grzegorza Sandomierskiego powoływał już do reprezentacji Franciszek Smuda. W solidnej obronie grają reprezentanci Litwy (Andrius Skerla i Tadas Kijanskas) oraz Thiago Cionek – Brazylijczyk z polskimi korzeniami, który czeka na obywatelstwo.

 

W drugiej linii na skrzydłach grają szybcy Kamil Grosicki i Tomasz Kupisz, w środku niespełniona nadzieja Marcin Burchardt, a w defensywie harują Hermes, Rafał Grzyb, czy Mladen Kaszczelan (reprezentant Czarnogóry). Oczywiście nie można zapomnieć o ataku i nietuzinkowym Tomaszu Frankowskim, który wspina się coraz wyżej w klasyfikacji najlepszych strzelców w historii polskiej ligi.

Jak silna jest kadra Jagiellonii niech świadczy fakt, że gdy rozpoczynają się zgrupowania reprezentacji to z Białegostoku wyjeżdża nawet dziesięciu piłkarzy. Nie ma takiego drugiego klubu w lidze.

– To najlepszy zespół, z jakim grałem w tym sezonie – komplementuje trener Jurij Szatałow, który w Białymstoku przegrywał prowadząc i Polonię Bytom i Cracovię.

Liderzy przez całą rundę zachowywali równą formę. Nie ustrzegli się co prawda wpadek /porażki w Gdyni z Arką i w Łodzi z Widzewem/, ale wszystko z nawiązką odrabiali na własnym stadionie. W Białymstoku Jagiellonia nie straciła nawet punktu. Licząc również poprzedni sezon białostoczanie przed własną publicznością nie przegrali 18 kolejnych meczów. Takim wyczynem również nikt inny w lidze nie może się pochwalić.

Czy więc Jagiellonia może zdobyć mistrzostwo? Nadal wielu w to wątpi.

– Gdyby Wisła bądź Legia były na pozycji Jagiellonii, nasz optymizm na dogonienie rywali byłby mniejszy. A tak? Wszystko jest jeszcze do odrobienia. Pamiętam że kilka lat temu jako lider po 11 kolejkach przyjechał do nas Górnik Łęczna. Wrócił z bagażem czterech bramek i potem bronił się przed spadkiem – stwierdził po wygranej w poprzedniej kolejce z Lechią Gdańsk kapitan Lecha Bartosz Bosacki.

Co na to prezes Jagiellonii? – Jest realna szansa, by zająć miejsce na podium, a mistrzostwo na razie zostawmy. Przeglądając tabelę patrzę przede wszystkim na to, jaką mamy przewagę nad czwartym zespołem – twierdzi Kulesza.

W Białymstoku już myślą o rundzie wiosennej. Wcześniej przedłużyli wygasający w grudniu kontrakt z Frankowskim. Rozmawiają z Metalistem Charków w sprawie wykupienia Burkhardta. Szukają też zawodników, którzy mogliby wzmocnić zespół. Nie dawno na testach był wychowanek Realu Madryt Alberto Bajo Del Hierro Teto. Zawodnicy zagraniczni są tańsi, a w klubie się nie przelewa – plan, by finansowanie drużyny oprzeć na galerii handlowej raczej się nie spełni i właściciele cały czas muszą wykładać kolejne pieniądze.

– Piłkarze mają pensje na czas, w innych klubach jest z tym różnie – mówi prezes Kulesza. – W sprawie transferów mamy już pewne przymiarki. Makulatury w klubie z różnymi propozycjami zawodników jest bardzo dużo. Czy kogoś sprzedamy? Są telefony z pytaniami, ale latem też były, a za wielu zawodników nie odeszło.

Jagiellonia – Cracovia 4:2. Bramki: Grosicki 19, 39, Kupisz 42, Burkhardt 63 – Ntibazonkiza 48, 72 /mecz odbył się 20.11.2010/

tp /21.11.2010/

***

16 kolejka na wiosnę

W związku z niesprzyjającymi warunkami atmosferycznymi, po konsultacji z klubami oraz stacjami telewizyjnymi posiadającymi prawa do transmisji meczów ligowych, Departament Logistyki Rozgrywek podjął decyzję o przełożeniu 16 kolejki na wiosnę 2011 r.

16 kolejka miała zostać rozegrana awansem. Jej odwołanie oznacza, że piłkarze zakończyli tegoroczne rozgrywki. Po pierwszej rundzie prowadzi Jagiellonia Białystok – 30 pkt przed Wisłą Kraków i Legią Warszawa – po 27. Ostatnie miejsce zajmuje Cracovia – 8 pkt.

Aktualny terminarz rundy wiosennej w sezonie 2010/2011:

16 kolejka – 26.2.2011
17 kolejka – 5.3.2011
18 kolejka – 12.3.2011
19 kolejka – 19.3.2011
20 kolejka – 2.4.2011
21 kolejka – 9.4.2011
22 kolejka – 16.4.2011
23 kolejka – 23.4.2011
24 kolejka – 30.4.2011
25 kolejka – 7.5.2011
26 kolejka – 11.5.2011
27 kolejka – 14.5.2011
28 kolejka – 21.5.2011
29 kolejka – 25.5.2011
30 kolejka – 28 lub 29.5.2011

15 kolejka:

Cracovia – PGE GKS Bełchatów 3:2; Polonia Bytom – Legia Warszawa 0:1; Arka Gdynia – Śląsk Wrocław 2:2; KGHM Zagłębie Lubin – Lechia Gdańsk 3:1; Korona Kielce – Lech Poznań 0:0: Widzew Łódź – Górnik Zabrze 4:0; Polonia Warszawa – Wisła Kraków 0:1; Ruch Chorzów – Jagiellonia Białystok 0:0

Tabela po rundzie jesiennej:

1. Jagiellonia 15 30 9 3 3 22-13
2. Wisła 15 27 8 3 4 21-15
3. Legia 15 27 9 0 6 19-19
4. Korona 15 25 7 4 4 20-17
5. Bełchatów 15 23 7 2 6 19-18
6. Lechia 15 23 7 2 6 22-18
7. Górnik 15 22 7 1 7 15-25
8. Polonia W. 15 20 5 5 5 23-18
9. Śląsk 15 20 5 5 5 21-20
10. Zagłębie 15 19 5 4 6 13-16
11. Lech 15 19 5 4 6 18-14
12. Widzew 15 18 4 6 5 23-18
13. Polonia B. 15 17 4 5 6 13-16
14. Ruch 15 17 4 5 6 12-14
15. Arka 15 17 4 5 6 9-14
16. Cracovia 15 8 2 2 11 16-31

/2.12.2010/

***

Tylko drużyna jest gwiazdą

Rozmowa z Michałem Probierzem – trenerem rewelacji i lidera rozgrywek, mistrza rundy jesiennej ligi piłkarskiej, Jagiellonii Białystok

Jagiellonia ma taką przewagę, że nikt wam już nie odbierze pierwszego miejsca po rundzie jesiennej. Wielu wasze prowadzenie wciąż uznaje za niespodziankę. Pan też?

Nikt nam pierwszego miejsca nie podarował. To jest wyłącznie nasza zasługa. Pracy nie zaczęliśmy w sierpniu, tylko znacznie wcześniej. Ja jestem w Białymstoku od lipca 2008 r. Miałem czas, przechodziłem z drużyną różne koleje losu. Nie zawsze dobrze się nam wiodło. W ubiegłym roku przegraliśmy trzy mecze i obyło się bez trzęsienia ziemi. Mam normalnych szefów. Gdzie indziej po takiej serii trener straciłby pracę. A my gramy dalej, bo w jaki sposób trener ma się nauczyć wychodzenia z kryzysu, jeśli jest zwalniany?

Jagiellonia nie gra pod presją, bo zwycięstw i dobrego stylu do tej pory oczekiwano od Lecha, Wisły i Legii, a nie od was.

To ciekawe, co pan mówi, ponieważ właśnie my byliśmy poddani wyjątkowej presji. Wiosną graliśmy ze świadomością, że przy 10 punktach karnych każdy mecz jest walką o przetrwanie. Balansowaliśmy między utrzymaniem a spadkiem. Albo wygrywasz, albo idziesz pracować do warzywniaka. Fakt że w tych warunkach nie tylko sobie poradziliśmy, ale zdobyliśmy też Puchar Polski, był testem na odporność.

Co pan mówił zawodnikom, by i do nich to dotarło?

Kluczem do sukcesu jest ogranie, doświadczenie i świadomość, że tylko drużyna jest gwiazdą, bo to nie tenis, gdzie każdy pracuje na swoje konto. Nasz mecz w Salonikach z Arisem pokazał, że droga do sukcesów nie jest daleka, tylko trzeba obrać właściwą. Teraz procentuje gra z silnymi przeciwnikami, doświadczenia Mladena Kascelana z meczu przeciw Anglii w barwach Czarnogóry, czy Litwinów Andriusa Skerli i Tadasa Kijanskasa przeciw Hiszpanii. I jest Tomek Frankowski, nieprzeciętny, pomagający trenerowi na boisku, będący wzorem dla coraz liczniejszej grupy młodych. Tacy ludzie, taka praca to przyjemność. Tym bardziej że w Białymstoku czuć wsparcie dla Jagiellonii z każdej strony.

Mistrz jesieni zwykle tytułu nie zdobywa. Z Jagiellonią będzie inaczej?

Pierwsze miejsce daje na to nadzieję. Jaga gra coraz lepiej, w Białymstoku nikt nas nie pokonał, jest grupa młodych piłkarzy. Widzę w nas kandydata do mistrzostwa.

rozm. ss/rp /22.11.2010/

***

Zdobędziemy tytuł!

Rozmowa z 27-letnim Mladenem Kascelanem, czarnogórskim zawodnikiem Jagiellonii Białystok

Dwóch graczy strzela po dwa gole, a za najlepszego zawodnika meczu śmiało można uznać pana, człowieka od czarnej roboty.

Jeszcze przed meczem z Koroną mówiłem, że jestem bardzo, ale to bardzo głodny grania. Miałem wielką chęć w końcu wybiec na boisko i walczyć. Rozpierała mnie energia. Mecz z Cracovią rzeczywiście mi się udał. Miałem sporo przechwytów, kluczowych podań no i grałem po swojemu, czyli twardo. Nie było piłki, której nie mógłbym odzyskać.

Przed meczem z Cracovią obawiano się, czy podświadomie nie zlekceważycie ostatniej drużyny w tabeli.

Nie było takiej możliwości, a wynik 3:0 do przerwy mówi sam za siebie. Zresztą taki właśnie przewidziałem. Powiedziałem o tym wiceprezesowi Wiesławowi Wołoszynowi, który też obawiał się tego meczu. Nie trafiłem tylko okoliczności zdobycia bramek, bo mówiłem, że jednego gola strzelimy z gry, a dwa ze stałych fragmentów.

Sporo kilometrów przebiegł pan w meczu z Cracovią.

A nie czuję się wcale zmęczony. Trochę to dziwne, bo w ubiegłą niedzielę zagrałem cały mecz przeciw Koronie, w środę też cały mecz w reprezentacji Czarnogóry, teraz kolejne półtorej godziny przeciw Cracovii. Widać, mam zdrowie do grania. Po zakończeniu meczu z Pasami czułem się tak dobrze, że mógłbym z marszu zagrać następny.

Wierzy pan w tytuł mistrzowski Jagiellonii?

Wierzę, bo my go zdobędziemy. Pan się tylko śmiał, gdy jakiś czas temu mówiłem, że moja Czarnogóra nie przegra z Anglikami na Wembley. I co? Zremisowaliśmy. W tytuł dla Jagiellonii też wierzę. Najważniejsze, by uciekać od przeciwników i jak najwcześniej zapewnić sobie mistrzostwo. Nad grupą pościgową mamy pięć punktów przewagi. To sporo.

Jakoś specjalnie uczcił pan ten udany mecz z Cracovią?

Zrobię to w Warszawie, właśnie jedziemy z narzeczoną. A uczcimy mój występ kawą. Na dobrą kawę to mogę dwie godziny jechać. A tak poważnie, to nie chcemy się znudzić Białymstokiem, więc jeździmy i zwiedzamy. Raz robimy wypad do Białowieży, raz do Warszawy. Białystok znamy już doskonale.

Odgonił pan od siebie myśli o zmianie klubu? Był pan sfrustrowany, bo grał rzadko, a jeśli już to na prawej obronie, a nie na swojej ulubionej defensywnej pomocy.

Mam kontrakt z Jagiellonią i chcę osiągnąć z nią sukcesy, najlepiej zdobyć mistrzostwo. Ale gdy nadchodzi dobra oferta, to często nie można jej odrzucić. W piłce zmiana klubu to normalna rzecz.

rozm. pw/ps /22.11.2010/

***

Jagiellonia nadal liderem!

Korona Kielce – Jagiellonia Białystok 1:1. Remis na szczycie

Dobra gra Jagiellonii, mnóstwo szczęścia Korony i emocje do samego końca. Tak wyglądał hit kolejki – mecz lidera z wiceliderem ligi. Skończyło się remisem i żadna z drużyn nie odskoczyła goniącemu czołówkę peletonowi

Choć mecz toczył się w Kielcach, bohaterami zostali… byli piłkarze Legii. Jagiellonia szybko objęła prowadzenie po ładnej akcji i ładnym golu Kamila Grosickiego. Z kolei bramkę na wagę punktu dla gospodarzy strzelił Aleksandar Vuković, który popisał się wolejem nie do obrony zza pola karnego kilka minut przed końcem.

– Jeśli nie da się meczu wygrać, trzeba go zremisować. Nie myśleliśmy o niczym innym niż o wygranej. Jednak patrząc na przebieg gry, remis nas satysfakcjonuje – powiedział serbski pomocnik Korony.

Zanim Aco skierował piłkę do siatki, kielczan uratował inny Serb – Nikola Mijalović. Po strzale Thiago Cionka obrońca wybił piłkę z linii bramkowej. Ponadto sędzia mógł podyktować karnego po tym, jak Hernani powalił w polu karnym Tomasza Frankowskiego. Arbiter jednak uznał, że faulu nie było i ukarał żółtą kartką bardzo zbulwersowanego napastnika Jagiellonii.

– Sędzia wyprowadził mnie z równowagi. Faul był ewidentny. Hernani był zaskoczony tym, że go wyprzedziłem i wystawił rękę – powiedział Frankowski.

Co prawda na pomeczowej konferencji trener Jagiellonii Michał Probierz cieszył się z faktu, że jego drużyna nadal jest liderem, a opiekun Korony Marcin Sasal podkreślał, że podział punktów jest sprawiedliwy, jednak remis nie powinien cieszyć nikogo. Białostoczanie nie odskoczyli reszcie stawki, a Koronie nie udało się pierwszy raz w historii zostać liderem. Na taki wynik tylko czekały zespoły Legii i Wisły, które do prowadzącej w tabeli Jagiellonii tracą 5 punktów.

ka/se /15.11.2010/

***

Malaga zainteresowana Sandomierskim

Klub Primera Division – Malaga CF – jest zainteresowany Grzegorzem Sandomierskim. Taką informację podał hiszpański dziennik AS

21-letni Sandomierski miałby trafić do Malagi za około milion euro. Transfer młodego bramkarza Jagiellonii Białystok to pomysł nowego dyrektora sportowego Malagi – Antonio Fernandeza.

Gdyby polski bramkarz trafił na Estadio La Rosaleda, to Malagę opuści ktoś z dwójki Rodrigo Galatto i Ruben Martinez.

tn/as/futbolnews /22.11.2010/

***

Wierzę w nasze mistrzostwo!

Rozmowa z Michałem Probierzem, trenerem lidera i rewelacji ligi piłkarskiej Jagiellonii Białystok

Przed sezonem mało kto wymieniał Jagiellonię w gronie zespołów, które będą walczyć o najwyższe miejsca w lidze. Tymczasem po ośmiu kolejkach to zespół Michała Probierza jest liderem!

Od samego początku wiedziałem, że w tym sezonie będziemy się liczyć w walce o najwyższe trofea w lidze. Już po sparingach widać było, że stworzyliśmy ciekawy zespół. Dla mnie to, że jesteśmy liderem, nie jest żadnym zaskoczeniem – mówi Probierz.

Ale przed sezonem wszyscy stawiali na Lecha, Legię czy Wisłę. To te zespoły miały między sobą rozstrzygnąć walkę o mistrzostwo Polski. Jagiellonia rzeczywiście może im pokrzyżować plany?

Wierzę, że Jagiellonię stać na zdobycie tytułu mistrzowskiego. A że nikt na nas nie stawiał? To nie mój problem. Zresztą niech sobie dalej stawiają na Lecha, Legię czy Wisłę. Mnie to nie przeszkadza. My będziemy robić swoje i zobaczymy na koniec sezonu, co z tego wyjdzie.

Nie boi się pan, że takimi słowami wywiera presję na swoich piłkarzach?

Presję to my mieliśmy, jak w zeszłym sezonie startowaliśmy z dziesięcioma ujemnymi punktami. To mogło rzeczywiście pętać nogi. Ale presja związana z tym, że chcemy wygrywać, że jesteśmy liderem? Jeżeli nie umielibyśmy sobie radzić z taką presją, to znaczy, że nie nadawalibyśmy się do walki o najwyższe cele w naszej lidze.

Jagiellonia w tym sezonie nie tylko gra skutecznie, ale do tego bardzo efektownie.

W poprzednim sezonie musieliśmy odrabiać straty spowodowane ujemnymi punktami. Postawiliśmy więc na defensywę z umiejętnym przechodzeniem do kontrataku. Teraz możemy sobie pozwolić na bardziej ofensywną grę. Możemy sobie pozwolić nawet na stratę gola.

Ma pan nosa do transferów. Alexis, Thiago, Kupisz czy Grzyb to gracze, którzy okazali się istotnymi wzmocnieniami drużyny. Jak to się robi?

To nie tylko moja zasługa. Akurat w Jagiellonii nad transferami pracuje cały sztab ludzi. Nam też zdarzają się pomyłki, to normalne. Trzeba tylko się starać, by było ich jak najmniej.

/11.10.2010/

***

Z Jagiellonii do Polonii?

W styczniu Polonia Warszawa może się wzmocnić kolejnym reprezentantem Polski. Czarne Koszule podobno są zainteresowane ściągnięciem Kamila Grosickiego z Jagiellonii. To będzie już kolejna próba pozyskania tego napastnika

Pierwsze zakusy działaczy Polonii były już przed rozpoczęciem sezonu. Wówczas Grosickiego chętnie w swoim składzie widział Jose Maria Bakero, ale na ten transfer nie zgodził się właściciel klubu Józef Wojciechowski. Szef Czarnych Koszul obawiał się podobno pozyskać piłkarza, który mógłby sprawiać problemy. A do Grosika przylgnęła łatka, że sprawia kłopoty poza boiskiem. W Białymstoku swego czasu głośno było o konflikcie Grosicki – trener Michał Probierz.

Piłkarz chętnie przeniósłby się do stolicy. Kuszące są dla niego dużo wyższe zarobki, najwyższe w lidze. Grosik wpadł w oko również Pawłowi Janasowi, który jak wiadomo ma dużo większy wpływ na bossa Polonii i może go łatwiej przekonać. Grosickiemu kontrakt z obecnym klubem wygasa w czerwcu 2012 r. i reprezentant Polski ponoć nie zamierza go przedłużać.

– Na razie nie jest przesądzone, że Kamil podpisze nowy kontrakt z Jagiellonią. Powiem więcej, na dzisiaj nie ma żadnego porozumienia w tej sprawie. W jego przypadku priorytetem jest transfer zagraniczny, chyba, że trafiłaby się bardzo atrakcyjna sportowo i finansowo oferta z kraju – powiedział menedżer Grosickiego Mariusz Piekarski. A taką byłaby chyba ta z Polonii.

Latem Grosik mógłby zostać wykupiony przez Czarne Koszule na zasadzie prawa Webstera. Wówczas klub ze stolicy musiałby wyłożyć za niego równowartość jego zarobków do końca obowiązywania umowy z Jagiellonią. Natomiast zimą działacze z Białegostoku mieliby jeszcze szansę zarobić na nim więcej.

f/t /14.10.2010/

***

Teraz już tylko treningi i gra!

Rozmowa z Kamilem Grosickim, piłkarzem Jagiellonii Białystok

Wieczny dzieciak polskiej piłki zafundował sobie ekspresowy kurs dojrzewania. I chyba było warto. Jego Jagiellonia Białystok jest liderem ligi, trener Franciszek Smuda coraz częściej powołuje go do kadry, a w przyszłym roku Kamil Grosicki planuje się ożenić!

Jeszcze pół roku temu, w jednym z wywiadów powiedziałeś, że trener Smuda nie powołuje ciebie do kadry nie ze względu na brak umiejętności czy formy, ale dlatego, że miałbyś młodych zawodników ‘rozprowadzać’. Teraz nie ma już tego tematu?

Wydaje mi się, że skoro są powołania, to temat jest zamknięty. W tamtym czasie dochodziły do mnie takie plotki. Ludzie związani z piłką gadali, że moja nieobecność w kadrze wynika z tego, że mógłbym stwarzać problemy. Nie przyjeżdżam tu stwarzać jakiekolwiek problemy, tylko grać, reprezentować mój kraj i profesjonalnie podchodzić do obowiązków. To samo dotyczy Jagiellonii Białystok. Nie ma tematu imprezowania czy czegoś innego. Trening i gra – tylko to mnie interesuje.

Zmieniłeś się przez ostatnie lata?

Tak. Zwłaszcza te dwa ostatnie. Mam zupełnie inne podejście do zawodu. Kiedyś myślałem, że można jechać tylko na talencie. Teraz wiem, że to nie wszystko. Liczy się ciężka praca. Trener Probierz mnie do tego zahartował. Wiem że muszę dawać z siebie wszystko, bo jak nie, to ląduję na ławce. Bez dwóch zdań. Dobrze, że mam trenera, który się nie boi. Możesz się śmiać, ale zupełnie inaczej patrzę też na pieniądze. Szanuję je. Wiem jak to jest, gdy się ma bardzo dużo pieniędzy i jak to jest, gdy się ich nie ma w ogóle, jaki jest wtedy problem.

Czyli już nigdy nie powiesz: wszystko na czerwone?

Od tego się nie ucieknie. Nie mogę obiecać, że nigdy mnie nikt tam nie zaciągnie. Ale też zupełnie inaczej na to patrzę. Dawniej chodziłem tam, by zarobić. Teraz nie gram, ale nie wiadomo czy za rok, 10 lat, nie zdarzy się, że tam wpadnę. Generalnie na własnej skórze przekonałem się, że nie warto tam chodzić, bo może być ciężko.

Tak ciężko, że przez chwilę przebywałeś w ośrodku terapii uzależnień. Jak wyglądał dzień w takim miejscu?

Byłem odcięty od świata. Rano, o 7 modlitwa z księdzem. Potem śniadanie, godzina sprzątania ośrodka – byłem tam w zimie, więc odgarniałem śnieg. Terapia, obiad, odpoczynek, więcej terapii, sprzątanie, kolacja i o 21 spanie. Tak mijał dzień. Bez telefonu, internetu, niczego. Było ciężko, ale spędziłem tam prawie miesiąc. To było pomocne doświadczenie, poznałem ludzi z różnymi problemami i sama rozmowa z nimi była przydatna. To mój ostatni wywiad na ten temat.

fn /12.10.2010/

***

Jagiellonia z sensem, a Legia w błoto

Przed tym sezonem Legia Warszawa wydała 10 milionów złotych na transfery, a Jagiellonia z Kamilem Grosickim została w niemal niezmienionym składzie. I gra najlepszą piłkę w lidze!

– Jagiellonia nie wydawała pieniędzy bez sensu, a Legia wyrzucała je w błoto. Sprowadzili nowych zawodników, dali im wysokie kontrakty, a nie mają zespołu. My wspólnie idziemy do przodu. Zdobyliśmy Puchar Polski, Superpuchar, do kolekcji brakuje mi tylko mistrzostwa Polski – mówi Kamil Grosicki.

Szefowie Legii z pewnością żałują, że puścili Grosickiego do Jagiellonii. Bo Grosik razem z Tomaszem Frankowskim prowadzi białostoczan do efektownych zwycięstw w lidze.

– Gdy byłem w Legii, też byliśmy liderem ligi, a potem nie zdobyliśmy tytułu. Teraz więc się nie grzeję prowadzeniem z Jagiellonią. Ostatnio, jak przeglądam informacje o lidze, to o nas się w ogóle nie mówi, tylko o klęskach Lecha i Legii. To dobrze. Możemy wygrać z każdym, tylko musimy w to uwierzyć i poprawić grę na wyjazdach – zapewnia Grosik.

masz/po/se /13.10.2010/

***

Łowca bramek przedłużył umowę

36-letni kapitan Jagiellonii Białystok, były reprezentant kraju Tomasz Frankowski przedłużył o półtora roku umowę z klubem.

Choć piłkarz mówi, że to jego ostatni kontrakt, władze Jagiellonii nie wykluczają jednak kolejnego

Jak powiedział prezes Sportowej Spółki Akcyjnej Cezary Kulesza, umowa ma obowiązywać do czerwca 2012 r. Życzył popularnemu Frankowi kolejnych kontraktów z Jagiellonią i strzelenia jak największej liczby bramek.

Sam kapitan lidera naszej ligi przyznał, że gdy dwa lata temu, po powrocie z zagranicy wracał do rodzinnego miasta i Jagiellonii myślał, iż będzie to jego ostatni kontrakt.

– Pamiętamy sytuację sprzed 2 lat, gdy drużyna walczyła o utrzymanie. Dzisiaj zespół jest w zupełnie innym miejscu i mamy kolejny problem: nie jak utrzymać się, ale jak utrzymać prowadzenie – powiedział Frankowski.

– Szkoda by to było przerywać, więc kontynuacja pracy była jak najbardziej na miejscu – powiedział. Dobrze wyrażał się o pracy trenera Michała Probierza i działaczach, którzy ‘nie śpią w okresach transferowych’. Pytany, czy to rzeczywiście ostatni kontrakt powiedział, że chyba tak.

Zastrzegł jednak, że duże znaczenie będzie mieć zdrowie, ale i wizja klubu. Jego zdaniem, Jagiellonia jest skazana na poszukiwanie młodych graczy, którzy być może w przyszłości zagrają w reprezentacji.

– Nie będzie sensu blokować miejsca. Tyle że obecnie jest owocna współpraca, a tabela strzelców pokazuje, że jestem skuteczny – powiedział Frankowski, który w tym sezonie strzelił już 6 goli, a w ogóle ma ich 139 i jest dziewiąty w całej historii ligi.

– Poza tym, że ludzie przypominają mi mój wiek, jakoś sobie nie zdaję z tego sprawy – powiedział Frankowski. Pytany o ważną rolę, jaką w polskich klubach odgrywają doświadczeni piłkarze, którzy wrócili z zagranicy (on, Andrzej Niedzielan czy Marcin Żewłakow) powiedział, że nie do końca tak jest, czego przykładem – według niego – jest rola w swoich klubach Macieja Żurawskiego czy Artura Wichniarka.

Trener Michał Probierz powiedział, że istotne jest dla niego, by od Frankowskiego jak najwięcej uczyli się młodzi gracze, którzy w przyszłości będą mogli go zastąpić. – Mam dwóch takich swoich osobistych kandydatów. Wierzę w to, że zastąpią Tomka i pójdą jego drogą – powiedział Probierz.

pap /21.10.2010/

***

Najlepszy bramkarz ligi

Jednym z zawodników, którzy w trakcie zgrupowania reprezentacji Polski w USA i Kanadzie nie dostali szansy od selekcjonera, był bramkarz Jagiellonii Grzegorz Sandomierski. Mecze z USA (2:2) i Ekwadorem (2:2) przesiedział na ławce rezerwowych

A szkoda, bo Franciszek Smuda miał znakomitą okazję, by sprawdzić najlepszego w tej chwili bramkarza naszej ligi. – Ja cieszę się z tego, że w ogóle dostałem powołanie. Każdy obóz kadry dodaje mi bardzo wiele pewności. Treningi przy takim fachowcu jak Artur Boruc muszą zaprocentować – mówi Sandomierski.

Wychowanek Jagiellonii gra w tym sezonie jak z nut. W dotychczasowych meczach ligowych puścił tylko 4 gole. Drużyna z Podlasia może się pochwalić najlepszą obroną w lidze. – Nic dziwnego, skoro mam przed sobą takich zawodników jak Skerla, Cionek czy Norambuena. Każdy z nich daje drużynie naprawdę bardzo dużo – tłumaczy skromny bramkarz. On sam ma jednak bardzo duży wkład w znakomitą postawę żółto-czerwonych. W meczu z Polonią Bytom, wygranym 3:0, popisał się na przykład znakomitą interwencją po strzale głową Dariusza Jareckiego.

– Naszym celem w każdym meczu są trzy punkty. Na razie za nami dopiero 9 kolejek, dlatego trudno powiedzieć, o co walczymy jako zespół. Koncentrujemy się na najbliższym przeciwniku i nie wariujemy, patrząc na tabelę. Ale oby nasza dobra passa trwała jak najdłużej – marzy bramkarz z Białegostoku.

pb /22.10.2010/

***

Probierza w Białymstoku nie powieszą

Rozmowa z Michałem Probierzem, trenerem rewelacji i lidera piłkarskiej ligi Jagiellonii Białystok

Po zwycięstwie 1:0 w Zabrzu (gol Skerli w doliczonym czasie) Michał Probierz długo nie opuszczał klubowego budynku. Mimo porażki działacze Górnika nie zapomnieli, że szkoleniowiec lidera rozegrał w barwach śląskiego klubu 181 ligowych meczów

Zwycięstwo nad Górnikiem musiało mieć dla pana cierpki smak. Pogrążył pan bowiem klub, w którym rozegrał 181 ligowych meczów.

Jestem profesjonalnym trenerem, a w tym zawodzie nie ma miejsca na sentymenty.

Na czym polega fenomen Jagiellonii?

Mimo zdobycia Pucharu i Superpucharu Polski, nadal jesteśmy głodni sukcesów. To jednoczy zespół. Nie ma obrażania się, zawiści, że ten gra, a inny siedzi na ławce.

Po tych sukcesach wymienia się pana jako przyszłego trenera w największych polskich klubach.

Za długo siedzę w tym środowisku, by się podniecać pochwałami. Dla mnie ważny jest tylko kolejny mecz.

Przed sezonem zakomunikował pan odważnie, że Jagiellonia będzie grać o mistrzostwo Polski. Jeśli się nie uda go zdobyć, to znajdą się tacy, którzy pana z tych słów rozliczą…

Taki jest nasz cel! Właśnie mistrzostwo. A jeżeli go nie zrealizujemy, to przecież mnie nie powieszą. Sam też raczej się nie zastrzelę. Wiem na co stać mój zespół i nie ogłoszę, że walczymy o utrzymanie, bo byłaby to nieprawda. Dlatego podtrzymuję swoją deklarację: gramy o mistrza.

rozm. pd/se /4.10.2010/

***

Z piątką też można

To ewenement na skalę światową. Michał Probierz, trener ligowego lidera – białostockiej Jagiellonii – ma do dyspozycji tylko pięciu swoich piłkarzy. Spotyka się z nimi i prowadzi normalne zajęcia. – W piątkę też można trenować – uśmiecha się Probierz.

Jagiellonia została całkowicie zdekompletowana. 9 zawodników wyjechało na zgrupowania różnych reprezentacji. Na zgrupowaniach są: Kamil Grosicki, Grzegorz Sandomierski (tournee po Ameryce Płn. z drużyną Franciszka Smudy), Maciej Makuszewski (kadra U-23), Tomasz Kupisz, Jakub Słowik, Krzysztof Hus (kadra U-20), Tadas Kijanskas, Andrius Skerla (reprezentacja Litwy) oraz Mladen Kascelan (reprezentacja Czarnogóry). Do tego kontuzjowani są Brazylijczycy – Thiago Rangel Cionek oraz Hermes.

W Białymstoku została dziesiątka zawodników. W poprzedniej przerwie ligowej do ich grona dołączono piłkarzy z rezerw. Tym razem Probierz zdecydował się na inne rozwiązanie.

– Część chłopaków grała niedawno w rezerwach z Górnikiem Zabrze. Jako że w niedzielę ta drużyna ma mecz ze Śląskiem, postanowiliśmy, że zawodnicy zostaną już w drugim zespole i będą przygotowywać się na Wrocław – tłumaczy Probierz.

Probierz został natomiast z piątką pozostałych. Zresztą piątką nie byle jaką: Tomasz Frankowski, Marcin Burkhardt, Jarosław Lato, Rafał Grzyb oraz Alexis Norambuena. – Mamy normalne zajęcia i realizujemy zaplanowany plan – mówi Probierz.

W razie potrzeby, w treningach uczestniczą członkowie sztabu szkoleniowego. W płynności ćwiczeń pomaga również obecność testowanego bramkarza Sebastiana Kosiorowskiego. Jagiellonia kolejny raz udowadnia, że w piłce liczy się jakość, a nie ilość. Także biorąc pod uwagę frekwencję na piłkarskich zajęciach.

fn.pl /8.10.2010/

***

Białystok idzie na mistrza

Rozmowa z Michałem Probierzem, trenerem rewelacji i lidera ligi piłkarskiej Jagiellonii Białystok

Nie minęło pięć kolejek, a mistrz i wicemistrz Polski przegrały swoje mecze.

To problem Wisły i Lecha, nie mój.

Ale to pana Jagiellonia pokonała dwa najlepsze zespoły poprzedniego sezonu.

Po niezłych letnich sparingach wiedziałem, że będzie dobrze. Obraz zaciemnił dwumecz z Arisem Saloniki w Lidze Europejskiej. Po siedmiu minutach przegrywaliśmy w Białymstoku 0:2, później zdołaliśmy strzelić ledwie honorowego gola. W rewanżu odrobiliśmy straty, ale rywal trafił na 2:2 i pożegnaliśmy się z Europą. Nie wstydziłem się jednak za drużynę.

Spodziewał się pan wygranych z Lechem, Wisłą?

Tak. Dobrze graliśmy także rok temu. Wtedy jednak ciążyła na nas presja odjętych dziesięciu punktów za aferę korupcyjną. Tak trudnego sezonu nie miałem nigdy, choć trenerem pierwszoligowym jestem od pięciu lat. Nie mogliśmy pozwolić sobie na jakiekolwiek straty. Dlatego do minimum ograniczałem ryzyko, mówiąc krótko – murowaliśmy dostęp do bramki. Zdawaliśmy sobie sprawę, że nie możemy stracić gola, bo nie odrobimy strat. Jedna albo dwie porażki załamałyby zespół i byśmy się nie utrzymali. Dziś bez tego garbu gramy wreszcie otwarty futbol. Nie boimy się stracić gola, bo mamy zawodników, którzy są w stanie strzelić dwa. Jeśli stracimy dwa, zawsze spróbujemy zremisować.

Z Wisłą pana zespół przegrywał, by wygrać. Po meczu radość była większa niż po 2:0 z Lechem?

Zmartwiło i zdenerwowało mnie ostatnie sześć minut. Jeśli chcemy walczyć o najwyższe trofea, nie możemy pozwolić sobie, by grający w dziesiątkę rywal narzucił nam swój styl, zmusił do obrony i totalnego chaosu. Szczęście było naszym 12 zawodnikiem. Nie patrzę jednak na ten mecz pod kątem, że Jagiellonia wygrała z Wisłą pierwszy raz od 22 lat. Bardziej interesuje mnie, żebyśmy po 30 kolejkach byli na pierwszym miejscu.

Dlaczego Jagiellonia wygrywa w lidze?

Spotkała się grupa ludzi, która chce coś osiągnąć, a i organizacyjnie jest coraz lepiej. Za dwa-trzy lata powstanie wspaniały stadion i baza. W Białymstoku jest dobry klimat dla piłki.

W środę grałem tam z kadrą dziennikarzy. Zobaczyliśmy równą jak perski dywan murawę, ale kiedy tylko z niej zeszliśmy, trafiliśmy do średniowiecza. Żadnego boiska treningowego, szatnie schludne i czyste, ale w blaszaku.

Aby jutro było lepiej, dziś musi być gorzej. Jak się buduje autostrady czy lotnisko, muszą powstać korki. Cieszy mnie boisko główne. Trenujemy 20 km za Białymstokiem, w Pogorzałkach. Milan ma swoje Milanello, a my Jaginello. Jest ogrodzone boisko i salka do odpraw. Wystarczy. Dojeżdża się w kwadrans, tutaj nie ma korków. Szybciej niż z Warszawy do Konstancina, gdzie trenuje Legia, czy do Marek, gdzie bazę będzie mieć Polonia. Naszym największym wrogiem jest aura, zimy na wschodzie Polski są dokuczliwe.

W filmie Piłkarski poker pada zdanie: Społeczeństwo Białegostoku ofiarne jest. Trener urodzony w Bytomiu potwierdza?

Klimat do piłki jest fantastyczny. Najbliższe kluby, z którymi możemy grać derby, to Legia i Polonia, czyli 200 km od Białegostoku. W mieście jest moda na Jagiellonię, kibicują nam wszyscy. Nie mamy problemów jak w Warszawie, Krakowie czy na Śląsku. Koszulki Jagi są czymś normalnym, identyfikacja z klubem jest ogromna.

Zsyła pan Tomasza Frankowskiego na ławkę, zdejmuje w trakcie meczu, jakby chciał pokazać, kto tu rządzi. Jest pan numerem jeden w Jagiellonii.

Dla mnie najważniejszy jest zespół. Zadaniem trenera jest tak wszystko poukładać poza boiskiem, żeby na nim było widać efekty. Po Jagiellonii efekty widać. Decydując się na pracę w Białymstoku, nie miałem w kontrakcie zapisu, że z boiska nie zdejmę Frankowskiego albo Grosickiego. To prowadziłoby do niczego – jaki byłby sens trenowania dla 12 czy 13 zawodnika? A tak serce mi rośnie, kiedy widzę jak Franek walczy o każdą piłkę. Nie boję się kontrowersyjnych decyzji, ale każda ma sens. Grosickiego posadziłem na ławce z Lechem, żeby wszedł i rozstrzygnął mecz, bo liczyłem na zmęczenie mistrzów Polski. Udało się, Kamil strzelił gola i miał asystę. Decyzje trenera najłatwiej jest oceniać po meczu.

Ale praca z Frankowskim to chyba przyjemność.

Powiedziałem chłopakom, że pewnych rzeczy ich nauczę, a inne pokażę. Nigdy nie byłem snajperem, nie umiałem strzelać goli. W 260 ligowych meczach zdobyłem ich dziewięć. Na treningach patrzę na Tomka i żałuję, że wcześniej go nie spotkałem. To niesamowite, jak on jest skuteczny. Młodzi chłoną jego wiedzę i doświadczenie.

Nie zadrżał pan przy rzucie karnym strzelanym Wiśle? Frankowskiemu piłka zeszła z nogi, podcinka udała się średnio, ale gol padł.

W środę identycznie strzelałem karnego w meczu z dziennikarzami. Wasz bramkarz odbił piłkę nogami, dlatego cieszyłem się, że Tomka nie było na meczu. Nie podpatrzył złych wzorców. Po meczu twierdził, że dokładnie tak chciał strzelić.

Grosicki wydoroślał czy wciąż trwoni talent w kasynach?

Młodzi piłkarze zawsze popełniają błędy, ja też nie byłem łatwym dzieckiem. Najważniejsze, by po każdym wybryku coraz bardziej rozumiał, że piłka jest dla niego najważniejsza. Kamil ma złą opinię, nawet jeśli jest grzeczny, i tak nikt nie uwierzy w przemianę. Ma słabsze chwile, ale jest inny niż półtora roku temu. Poznał dziewczynę i chyba się zakochał, przynajmniej tak mi się wydaje. Ma do kogo wracać. Zaczął sobie zdawać sprawę z talentu i tego, jak może go wykorzystać. Ostatnio rozbawił mnie odpowiedzią na pytanie, co by zrobił, gdyby nie grał w piłkę: Uczyłbym się.

Parę miesięcy temu powiedział pan: Albo on, albo ja.

Było spięcie na treningu. Wszyscy wiedzą, że bez niego siła Jagiellonii jest mniejsza, ale nie może łamać norm dotyczących pozostałych zawodników.

Za tydzień w Gdyni będzie Jagiellonii trudniej niż z Wisłą i Lechem?

Zdecydowanie. W euforię nie popadłem. Ostatnio spodobał mi się aforyzm: Podrzucali, podrzucali, aż w końcu złapać zapomnieli. Pasuje do mojej sytuacji.

Jagiellonia mistrzem Polski?

Czemu nie? Zdobyliśmy Puchar Polski, nie jesteśmy anonimową drużyną. Nie można się bać takich wyzwań, ale wiem, że kiedy nam się nie uda, ludzie się będą śmiać. Mistrzostwo Polski jest naszym celem. Na pewno przed nikim się nie położymy.

Patrząc na pana drużynę, widzę, że większość transferów jest udana. Jak się kupuje piłkarzy do Jagiellonii?

Mieliśmy parę niewypałów. Recepta jest najprostsza: nigdy nie kupujemy od razu. Oglądamy pół roku i kalkulujemy, czy pasują mentalnie. Wiem, na jaką pozycję potrzebuję zawodnika, i takiego szukamy. Prezes Kulesza to były piłkarz, orientuje się w problemie, rozmawia z zawodnikami i menedżerami. Czarek podsuwa mi mnóstwo kandydatów, przez dwa lata, odkąd pracuję w Jagiellonii – około 200 nazwisk. Anonimowych zapraszaliśmy na treningi, ligowców jak Lato i Grzyb braliśmy od razu.

Latem rzeczywiście chciała pana Legia i Wisła?

Wszyscy mówią: Może poszedłbyś do lepszej drużyny. Lech jest mistrzem, ale my mamy Puchar Polski. Dlaczego więc mamy się czuć gorsi?

Jest pan już lepszym trenerem niż był piłkarzem?

Grając w piłkę, nie wywalczyłem żadnego trofeum. Moje kluby biły się o utrzymanie, walka o awans do Bundesligi z Wattenscheid to nie to samo co Puchar Polski z Jagą. Zawsze pracuję na maksa. Nawet z dzieciakami z rocznika 1993 w Górniku. Mam nadzieję, że przede mną więcej niż za mną. Ale nie chcę być meteorem, którego czas szybko minie.

rozm. rb/gw /12.9.2010/

***

Niesamowity wyczyn młodych

Komplet zwycięstw w 6 meczach i bilans bramek 73:0 – takim dorobkiem mogą pochwalić się juniorzy młodsi Jagiellonii Białystok. Drużyna deklasuje rywali na młodzieżowych boiskach Podlasia

Ostatnio juniorzy młodsi Jagiellonii pokonali zespół z Krynek 26:0! Wyniki dwucyfrowe są zresztą na porządku dziennym także w rywalizacji juniorów starszych, gdzie na czele tabeli, z dużą przewagą nad resztą stawki, znajdują się dwie drużyny Jagiellonii. Wszystko ładnie wygląda, tylko jaki sens ma gra z zespołami, które do pięt nie dorastają profesjonalnie szkolonym zawodnikom?

– Na Podlasiu nie ma z kim grać, a to odbija się później na szczeblu centralnym, w walce o medale mistrzostw Polski – mówi Artur Woroniecki, opiekun pierwszego zespołu juniorów starszych Jagiellonii i jednocześnie trener koordynator ds. młodzieży Podlaskiego Związku Piłki Nożnej.

– Kiedyś istniała klasa makroregionalna i co tydzień graliśmy mecze, w których trzeba było zaprezentować maksimum umiejętności. A dzisiaj? Trudno o koncentrację, kiedy wygrywa się regularnie po 10:0 – mówi Ryszard Karalus prowadzący drugą drużynę juniorów starszych Jagiellonii.

Karalus wie, co mówi. Sięgał przecież z Tomaszem Frankowskim, Markiem Citką, Jackiem Chańką i Mariuszem Piekarskim po złoty medal mistrzostw Polski juniorów. Potem jeszcze Jagilelonia zdobywała medale, ale sztuka ta przychodzi z coraz większym trudem. Jedną z głównych przyczyn jest brak silnych rywali. Strzelić na Podlasiu 20 goli? Dla Jagiellonii to nic trudnego. Schody zaczynają się, kiedy przychodzi do meczu z mistrzami regionów, gdzie konkurencja jest już dużo mocniejsza.

fn.pl /7.10.2010/

***

Messi z Białegostoku

Bartek Wiktoruk z Hetmana Białystok to drobniutki, niewysoki blondynek o twarzy aniołka. Mimo że ma zaledwie 11 lat, to biją się o niego największe europejskie kluby!

– Barcelona, Chelsea, Inter Mediolan, pół Bundesligi oraz Legia i Jagiellonia – tata Bartka, pan Robert, z uśmiechem wymienia kluby, których skauci kontaktowali się z nim w sprawie pozyskania syna. – Najbardziej zaawansowane rozmowy prowadziłem z Barceloną, Chelsea i Legią. Niebawem powinny być konkrety

– Jeśli zajdzie potrzeba wyjazdu za granicę, spakujemy rzeczy i przeprowadzimy się! – twierdzi Wiktoruk senior.

Przeprowadzkę bliżej, do Warszawy, proponował dyrektor Legii Marek Jóźwiak… – Ale co, mam namiot pod stadionem rozłożyć? Jak coś konkretnego zaproponują, to pomyślimy… – mówi ojciec Bartka.

Białostocki kandydat na Messiego ma 140 cm i waży 39 kg. Na pierwszy rzut oka: chucherko. Ale z piłką wyczynia cuda. Prowadzenie piłki, technika strzału – ręce same składają się do braw.

– Nigdy nie interesowały go żadne zabawki poza piłką. W domu potłukliśmy chyba wszystko ze szkła. Graliśmy czym popadnie – papierowymi kulkami, piłeczką do tenisa – wspomina ojciec zawodnika. – Tak jest cały czas. Kiedy dziś wróciłem z pracy, on w deszczu rozgrywał mecz z kolegami z podwórka.

Wielki talent Bartka odkrył jego klubowy trener, Piotr Kondraciuk. – Na boisku myśli, ma wyczucie, niesamowitą koordynację i technikę. W jego wieku to niespotykane. A przy tym jest grzeczny, bardzo lubiany przez kolegów i dobrze się uczy – chwali swego pupila.

Wiktoruk do Hetmana trafił 4 lata temu. – Po pierwszym turnieju wybrano go na najlepszego zawodnika. Potem były następne imprezy – krajowe i zagraniczne, podczas których nazwisko Bartka trafiało do kolejnych trenerskich notesów – opowiada trener.

– Myślę, że ten szum dobrze mu zrobił. Uodpornił go. Teraz, mimo młodego wieku, twardo stąpa po ziemi – dodaje pan Robert.

A Bartek? Słuchając, cały czas bawi się piłką. Zapytany o ulubioną drużynę i piłkarza, odpowiada: Barcelona i Messi. A z polskich Jagiellonia.

– To też dobrze o nim świadczy. Jest ponad konfliktem, który toczy się o niego pomiędzy Hetmanem a Jagą. Bo my w Białymstoku jesteśmy wrogami numer jeden. Tylko dlatego, że nie chcemy, by Bartek, ot tak, odszedł do drużyny bogatszego sąsiada – twierdzą ojciec i trener piłkarskiej perełki.

Leo Messi trafił do La Mesii (słynna szkółka Barcelony) w wieku 14 lat. Bartek Wiktoruk ma jeszcze trzy lata, by podążyć śladami swojego idola. A jeśli mu się nie uda?

– Dla mnie może nawet szydełkować albo tańczyć w balecie. Byleby miał pasję i był szczęśliwy – puentuje pan Robert.

pd/se /8.10.2010/

Kategoria Sport

Comments

Notice: ob_end_flush(): failed to send buffer of zlib output compression (0) in /home/czarkod/public_html/zp/wordpress/wp-includes/functions.php on line 4615