Nie ma drugiego takiego wyścigu
– Francuzi są specyficzni, sam wyścig też. Niby według profilu, konfiguracji trasy niezbyt ciężki, a jednak najtrudniejszy i najważniejszy na świecie. Tylko tam jest kolarstwo na najwyższym poziomie – powiedział Sylwester Szmyd po zakończeniu Tour de France
Rozmowa z najlepszym polskim kolarzem Sylwestrem Szmydem
To jak będzie? Choć piszesz na swojej stronie że dla Liquigasu to był najlepszy Tour de France w historii, zastrzegasz że chyba ostatni… Ostatni w tym składzie? Odchodzisz z tego zespołu?
Z tego co wiem ostatni w koszulkach Liquigasu, bo sponsor się wycofuje. Jaki będzie nowy, nie wiem… Tym samym również i dla mnie ostatni TdF w tej drużynie.
Jak oceniasz własny start w tym TdF?
Poniżej oczekiwań, wiadomo. Nie wypocząłem po mocnej pierwszej części sezonu.
Indywidualnie miałeś wspaniały początek sezonu i liczyłeś na lepsze starty w Giro i TdF…
Myślę że Giro było całkiem udane. Zabrakło mnie trochę na 19 i 20 etapie, na samym końcu, co niekoniecznie przekreśla fakt że przez blisko trzy tygodnie byłem zawsze tam gdzie być powinienem. Przynajmniej w moim odczuciu.
Jeżeli chodzi o wyniki ekipy Liquigasu w tym TdF, to liczyłeś na właśnie tyle jak się skończyło, na więcej, na mniej?
To był maksymalnie ambitny plan, to co osiągnęliśmy. Jakiś etap, plus zielona koszulka Sagana, i podium Nibalego. Mówimy o Tour de France… Trudno marzyć by osiągnąć coś więcej…
Z tego co piszesz na swojej stronie, to po prostu zakochałeś się w TdF. Dopiero teraz?…
Francuzi są specyficzni, sam wyścig też. Niby według profilu, konfiguracji trasy niezbyt ciężki, a jednak najtrudniejszy i najważniejszy na świecie. Tylko tam jest kolarstwo na najwyższym poziomie.
Co powiesz o najlepszych kolarzach tego TdF?
Że byli… najlepsi. Choć jakoś wrażenia na mnie nie robi styl w jakim wygrywał Wiggo w tym roku. Froome gdyby nie jechał w barwach Sky, wygrałby TdF, na pewno. Był najsilniejszy pod górę i świetnie jechał na czas.
Jaki to był wyścig, ten TdF?
Bardzo kontrolowany przez Sky, mało górskich odcinków, dużo kilometrów na czas.
Startowałeś jako jedyny Polak. Brakowało trochę rodaków, czy to nie ma żadnego znaczenia?
Trochę brakowało… Ale właściwie to nie ma znaczenia, to moja praca i na tym bardziej się koncentruję. W drużynie mogę porozmawiać zawsze po polsku z Saganem, w grupie z Popowiczem.
Najdziwniejsze zdarzenia, najśmieszniejsze, zaskoczenia, niespodzianki w tym TdF?
Niespodzianek nie było, dziwnych rzeczy też, a śmieszne były zawsze sceny odgrywane przez Sagana na mecie wygranych etapów…
Jak oceniasz organizację TdF?
Nie ma drugiego tak dopiętego organizacyjnie wyścigu na świecie. A pewnie i imprezy sportowej.
Kibice na TdF? Są w ogóle jacyś najlepsi i najgorsi kibice?
Wszyscy są fantastyczni; Francuzi, Baskowie, Holendrzy. Tworzą swoje wioski i kibicują tak samo tym ostatnim, jak i pierwszym.
Jak długo trzeba odpoczywać po takim wyścigu? Masz jakiś swój sposób na taki odpoczynek?
Siedzę w domu i odpoczywam… Podsypiam w ciągu dnia, bo inaczej nie daję rady… Jak długo? Zależy, w moim przypadku zajmie to dużo czasu, bo jechałem i Giro, i TdF, a to duży wysiłek.
Co powiesz o składzie polskiej reprezentacji na olimpiadę i jakie szanse dajesz Polakom?
Jak się startuje w wyścigu, to zawsze go można wygrać i to jest piękne w kolarstwie. A skład najwyraźniej najlepszy jaki może być, skoro taki właśnie został wybrany.
Szkoda że nie wystartujesz w Londynie… Duże rozgoryczenie?
I tak i nie. Przyzwyczaiłem się już do tego że jestem pomijany przez rodzimy związek kolarski.
Ile jeszcze masz zamiar się ścigać i co jeszcze chciałbyś osiągnąć?
Cztery lata, a osiągnąć tyle ile dam radę… Z każdym rokiem staram się być coraz lepszym.
rozm. Cezary Dąbrowski/www.zawszepolska.eu /26.VII.2012/
***
Michał Kwiatkowski drugi w TdP
69 Tour de Pologne wygrał 22-letni Moreno Moser. Włoch wyprzedził w klasyfikacji generalnej Michała Kwiatkowskiego. Obaj mają dość talentu by wkrótce wygrywać etapy w wielkich tourach. Ostatni etap wokół Krakowa wygrał Niemiec John Degenkolb
Liczący 131.4 km 7 etap Tour de Pologne wokół Krakowa rozstrzygnął sprinterski finisz z peletonu w potwornej ulewie. Wygrał John Degenkolb (Argos-Shimano), drugi był Mathew Hayman, a trzeci Ben Swift (obaj Sky)
Ostatni etap nie zmienił czołówki klasyfikacji generalnej. Wyścig wygrał Moser (Liquigas) przed Kwiatkowskim (Omega Pharma-Quick Step). W pozostałych klasyfikacjach zwyciężyli: Tomasz Marczyński (Vacansoleil-DCM) – górska, Adrian Kurek (Utensilnord Named) – najaktywniejszy i Swift – punktowa.
TdP wylęgarnią talentów?
Zwycięstwo Mosera jest sporą niespodzianką. Włoch do tej pory nie odniósł wielu sukcesów. Jeszcze jako junior wygrał kilka mniej znaczących wyścigów, ale wśród seniorów jeździ od niedawna. Dotychczas jego największymi osiągnięciami były wygrana w wyścigu Trofeo Laigueglia i brązowy medal w tegorocznych mistrzostwach Włoch.
Talent ma jednak zapisany w DNA. Gen zwycięzcy odziedziczył po słynnym stryju, Francesco Moserze, wybitnym kolarzu – mistrzu świata z 1974 r., najlepszym zawodniku Giro d’Italia z 1984, trzykrotnym triumfatorze słynnego wyścigu Paryż-Roubaix (1978, 1979, 1980) i zwycięzcy kilku innych. Drugi wuj – Aldo Moser – również jeździł w największych tourach.
Moser pokazał że jest kolarzem wszechstronnym. Dobrze radzi sobie w sprinterskich finiszach, swobodnie pokonuje strome podjazdy. Włoch wygrał pierwszy płaski etap wyścigu i szósty, górski, odcinek TdP wokół Bukowiny Tatrzańskiej, który wymagał doskonałych umiejętności jazdy w górach. Koszulkę lidera zdobył już pierwszego dnia, od tego momentu kontrolował wydarzenia w peletonie i choć w czwartym dniu stracił prowadzenie w klasyfikacji generalnej na rzecz Kwiatkowskiego, szybko je odzyskał. I już go nie oddał. Jechał jak profesor, a ma dopiero 22 lata.
Jego rówieśnik Kwiatkowski – choć jako się rzekło stracił koszulkę lidera w kluczowym momencie – również pokazał się ze znakomitej strony. Przeszedł do historii stając się pierwszym Polakiem który prowadził w klasyfikacji generalnej wyścigu World Tour.
Dla Moreno i Kwiatkowskiego to przełom w karierze. Obaj chcą pójść w ślady równolatka ze Słowacji, Petera Sagana, który przed rokiem przyjechał do Polski jako nikomu nieznany zawodnik, wygrał tour i zapoczątkował serię wielkich zwycięstw. Słowak w tym roku wygrał wyścigi w Kalifornii i Szwajcarii, jest liderem klasyfikacji na najlepszego sprintera w trwającym równolegle do TdP Tour de France. W Wielkiej Pętli odniósł już trzy etapowe zwycięstwa.
Czy zatem droga do wielkiej kariery wiedzie przez TdP? Jeżeli weźmiemy pod uwagę wielkie triumfy Sagana, przypomnimy że przed czterema lata w Karpaczu wygrał Alberto Contador, możemy mieć nadzieję że wyścig dookoła Polski jest tylko zapowiedzią kolejnych zwycięstw Kwiatkowskiego.
– Michał kiedyś wystrzeli tak jak dziś Słowak – stwierdził jeden z pierwszych trenerów Polaka, Leszek Szyszkowski. – On nie ma słabych punktów. Dobrze jeździ na czas i po górach – komplementował swojego byłego podopiecznego szkoleniowiec.
– Narodziła się nowa gwiazda polskiego kolarstwa. Michał jest bardzo pracowity i poukładany, ma charakter, czyli wszystko to co jest potrzebne dobremu kolarzowi – dodał członek grupy Omega-Pharma Marek Sawicki.
Kolejnym wyzwaniem dla młodego Polaka będą igrzyska olimpijskie w Londynie, gdzie razem z Tomaszem Marczyńskim, Michałem Gołasiem (obaj także z grupy Omega-Pharma) i Maciejem Bodnarem (Liquigas) będą reprezentować nasz kraj.
Nie tylko Moser i Kwiatkowski
Czołowa dwójka klasyfikacji generalnej to nie jedyni przedstawiciele młodej generacji którzy pokazali się z dobrej strony w wyścigu dookoła Polski. Jako trzeci TdP zakończył 25-letni Sergio Luis Henao. W czołowej dziesiątce są też: urodzony w 1989 r. Ion Insauti Izaguirre (Euskaltel), 24-letni Alexandre Geniez (Argos-Shimano) i 25-letni Rigoberto Uran (Sky Procycling). Tylko Uran uchodził wśród nich za jednego z faworytów. Na szczycie klasyfikacji generalnej próżno szukać doświadczonych kolarzy ze statusem gwiazd. Giovanni Visconti (Team Movistar), byli mistrzowie świata: Alessandro Ballan (BMC Racing) i Tom Boonen (Omega Pharma-Quick Step) zostali przyćmieni przez młodych gwiazdorów kolarstwa, którzy dopiero zaczynają myśleć o startach w najtrudniejszych wyścigach.
O przepustce do wielkiego ścigania marzy także Daniel Teklehaimanot (Orica-GreenEDGE). 24-letni zawodnik pochodzący z Erytrei przez cztery dni był liderem klasyfikacji górskiej. W 2009 r. jego kariera zawisła na włosku, bo lekarze zdiagnozowali arytmię serca. Po operacji szybko wrócił do zdrowia. – W maju wsiadł na rower a miesiąc później był w formie. Wtedy zrozumiałem że może być z niego znakomity kolarz – mówił o nim Michel Theze z World Cycling Centre Międzynarodowej Unii Kolarskiej (UCI) które pomaga biednym federacjom w rozwoju utalentowanych cyklistów. Teklehaimanot za 2-3 lata chce być gwiazdorem TdF.
Swoją pozycję umocnił także młody bo 24-letni Ben Swift (Sky Procycling), Anglik, zwycięzca dwóch etapów. Był zgłoszony jako rezerwowy brytyjskiej reprezentacji na igrzyska w Londynie, ale dzięki triumfom w Polsce ma szansę być podstawowym zawodnikiem swojej kadry. – Dla tych którzy wystartują w igrzyskach ten wyścig to z świetny trening – mówił po piątym etapie Swift.
Za rok TdP potrwa jeden dzień dłużej, od 27 lipca do 3 sierpnia. Wystartuje z Włoch, z regionu Trentino. Lang Team pracuje już nad trasą TdP 2013.
KLASYFIKACJA KOŃCOWA:
1. Moreno Moser 30:15.49
2. Kwiatkowski strata 5 s
3. Henao 16
4. Aleksander Kołobniew (Rosja/Katiusza) 25
5. Linus Gerdemann (Niemcy/Radioshack) 28
6. Ronaldo Nocentini (Włochy/AG2R) 29
7. Ion Izaguirre (Hiszpania/Euskaltel)
8. Tiago Machado (Portugalia/Radioshack)
9. Alexandre Geniez (Francja/Argos)
10. Uran ten sam czas
…
21. Gołaś 2.09
24. Niemiec 2.57
47. Huzarski 11.04
62. Marczyński 20.45
81. Domagalski 29.19
94. Marycz 36.12
106. Maciej Bodnar 41.58
107. Walczak 42.53
108. Łukasz Bodnar 42.55
117. Matysiak 50.11
139. Kiedyś 1:06.43
145. Kurek 1:14.29
Klasyfikacja punktowa:
1. Swift 77 pkt
2. Kwiatkowski 69
3. Moser 59
Klasyfikacja górska:
1. Marczyński 85 pkt
2. Roman Kreuziger (Czechy/Astana) 51
3. Teklehaimanot 46
Klasyfikacja aktywnych:
1. Kurek 11 pkt
2. Bodnar 9
3. Kwiatkowski 7
W Karpaczu wystartowało 199 kolarzy, wyścig ukończyło 154
km/gw/pap /16.VII.2012/
***
Szczęście to przejechać kolejny tour
Rozmowa z najlepszym polskim kolarzem – Sylwestrem Szmydem z włoskiej ekipy Liquigas – po starcie w Giro d’Italia
Początek sezonu miałeś najlepszy w karierze, a Giro?
Giro też było bardzo dobre, jedno z lepszych. Wiesz, moje Giro często musi być oceniane przez pryzmat postawy lidera.
11 startów w Giro… Który najmilej wspominasz? Może ten w 2006 r., kiedy zająłeś najlepsze, 19 miejsce? A może pierwszy start?
Nawet nie wiedziałem kiedy zająłem najlepsze miejsce, bo NIGDY o to nie chodziło w tych 11 startach. Najmilej wspominam 2004 rok i 2010, może szczególnie 2010, kiedy wygraliśmy po tym jak wszyscy stracili już wiarę że jest to do wygrania.
Zwycięstwo Hesjedala na pewno cię zaskoczyło. Co o nim powiesz? Co to za kolarz? Na pewno bardzo mocny, jeżeli wygrał.
Siłą rzeczy, by wygrać Wielki Tour trzeba mieć coś więcej niż przeciętny kolarz. Hesjedal już dwa lata temu kończył TdF w top 10, a teraz zrobił krok do przodu.
Było jeszcze coś zaskakującego w tegorocznym Giro?
De Gendt, trzeci zawodnik na podium w Mediolanie.
Najtrudniejszy etap w tym roku?
Dwa ostatnie górskie, Pampeago i Stelvio, etapy odpowiednio po 5300 m i 6000 m przewyższenia.
Z czego nie jesteś zadowolony po tym Giro, a z czego jesteś?
Z ułożenia trasy, która bardzo przypominała TdF, nie jestem. Właściwie wyścig rozegrał się na wspomnianych wyżej etapach, wcześniej nie było terenu do zrobienia większej selekcji. Zadowolony jestem natomiast z kolejnego szczęśliwie przejechanego Wielkiego Touru.
Powiedz po kilka słów na temat każdego z pozostałych Polaków którzy jechali w tym Giro.
Bodnar i Niemiec byli pomocnikami swoich liderów i myślę że wykonali dobrze swoją pracę, do tego Body pokazał wysoki poziom na ostatniej czasówce i udowodnił że jest specjalistą z czołówki światowej. Pozostali mieli wolną rękę do ugrania czegoś na etapach i tutaj też, szczególnie Gołaś i Huzarski, pokazali się z dobrej strony, obaj otarli się o zwycięstwo etapowe. Myślę że było to bardzo dobre Giro dla Polaków.
Czy z obecnie jeżdżących Polaków widzisz kandydata na zwycięzcę Giro?
Obecnie raczej nie.
Czy Basso może jeszcze wygrać? Jak przewidujesz przyszłość waszej grupy?
Myślę że tak, choć będzie mu już bardzo trudno, bo ma 35 lat, a Wielkie Toury są niezwykle wymagające. Ivan pozostanie liderem ekipy w przyszłym roku bo jest z nią związany kontraktem.
Najśmieszniejszy moment w tegorocznym Giro?
Właściwie nie kojarzę.
Coś się zmieniło w Giro przez te 11 lat?
Na pewno z wprowadzeniem ProTouru podniósł się poziom zawodników. Widać też że wyrównał się on bardzo w ostatnich 2-3 latach w czołówce. Coraz rzadziej mamy wielkie indywidualności.
Kiedy w Polsce będzie taki wyścig jak Giro?
Raczej nie będzie. Były, są i pewnie będą trzy Wielkie Toury. Polska ma swój krajowy Tour, też na wysokim poziomie.
Jedziesz na olimpiadę. Bardzo chciałeś na nią jechać. Co chciałbyś na niej zdziałać?
A jadę??????????!!!!!…
Czytałem gdzieś że jesteś pewniakiem…
Z selekcjonerem kadry nie słyszałem się od półtora roku… Ja numeru telefonu nie zmieniłem, ale chyba nie jestem brany pod uwagę… Wiem że z innymi polskimi zawodnikami selekcjoner kontakt utrzymuje.
Pojedziesz w Tour de France?
Dwa dni przed zakończeniem Giro powiedziano mi że jeżeli chcę to mogę z Ivanem Basso pojechać do Francji, by pomagać Vincenzo Nibalemu na czterech górskich etapach. Dla mnie Tour de France jest jednym z tych wyścigów których nie można odpuścić, o ile istnieje możliwość startu. Tylko nasza trójka będzie odpowiedzialna za jazdę w górach. Pozostali członkowie zespołu będą mieli za zadanie walkę na płaskich etapach i pomaganie Peterowi Saganowi. Z tego co wiem wśród nich ma być Maciek Paterski. Przed Tour de France nie wystartuję już w żadnym wyścigu. Przygotowywać się będę na Stelvio i Passo San Pellegrino.
Z końcem roku kończy ci się kontrakt z Liquigasem.
Na zakończenie kariery, po 12 latach, chciałbym pościgać się poza Włochami. Mój menedżer rozmawia z ekipami z innych krajów. Cztery lata w jednym miejscu to naprawdę dużo. Widziałem to po Lampre. Każda zmiana zwiększa motywację do pracy. Fajnie byłoby zmienić środowisko, jeszcze się poprawić i robić rzeczy których dotąd się nie robiło.
Najlepsi kumple z kolarzy?
Najczęściej Polacy. Poza nimi koledzy lub byli koledzy z drużyny.
Kolarstwo jest wspaniałe bo…
…jest szkołą życia, wyrabia silny charakter, zmusza do walki z samym sobą, do podnoszenia się po porażkach i uczy stawiania czoła największym wymaganiom.
Rozmawiał Cezary Dąbrowski/www.zawszepolska.eu /31.V.2012/
***
Hesjedal – pierwszy Kanadyjczyk
Kanadyjczyk Ryder Hesjedal wygrał 95 Giro d’Italia. To największy sukces w karierze zawodnika grupy Garmin-Barracuda. Zdecydowała czasówka którą w niedzielę rozegrano na ulicach Mediolanu. Z Polaków najlepszy był Sylwester Szmyd /Liquigas/, który zajął ostatecznie 28 miejsce
Czasówkę wygrał Marco Pinotti. Włoch jednak nie liczył się w klasyfikacji generalnej. O końcowy triumf walczyli Hesjedal i Joaquin Rodriguez. Hiszpan nad Kanadyjczykiem miał przed tym etapem 31 sekund przewagi
W niedzielnej próbie sił z lepszej strony zaprezentował się Hesjedal. Kanadyjczyk stracił do zwycięzcy minutę i 9 sekund, ale w generalce wyprzedził Rodrigueza o 16 sekund. Trzecie miejsce w klasyfikacji końcowej zajął Belg Thomas De Wendt (Vacansoleil).
Hesjedal jest pierwszym Kanadyjczykiem który wygrał wielki tour. Warto dodać że kolarz grupy Garmin-Barracuda w tegorocznym Giro nie wygrał ani jednego etapu. Wyścig skończył się porażką Włochów – żaden z reprezentantów gospodarzy nie znalazł się w pierwszej trójce klasyfikacji generalnej.
W niedzielę z bardzo dobrej strony pokazał się Maciej Bodnar. Zawodnik Liquigas-Cannondale na mecie w Mediolanie miał ósmy wynik. Michał Kwiatkowski (Omega Pharma) był 12.
Dla polskich kolarzy którzy w rekordowej liczbie siedmiu stanęli na starcie 95 Giro d’Italia wyścig był udany. Najlepsze miejsce w klasyfikacji końcowej z naszych zajął Sylwester Szmyd – 28. Sylwek liczył jednak na pewno na więcej. Bartosz Huzarski był drugi na etapie do Asyżu, a Michał Gołaś trzeci w Porto Sant’Elpidio. Takie wyniki osiągało wcześniej, ale wiele lat temu, tylko czterech naszych reprezentantów: Lech Piasecki, Czesław Lang, Joachim Halupczok i Zbigniew Spruch. Gołaś przez jeden dzień był wiceliderem wyścigu, a przez dwa jechał w niebieskiej koszulce najlepszego górala. Ostatecznie w klasyfikacji górskiej zajął czwarte miejsce. Polskim akcentem na zakończenie wyścigu była też ósma lokata Macieja Bodnara i dwunasta Michała Kwiatkowskiego w jeździe na czas. Wyścigu nie ukończył Tomasz Marczyński.
21 etap, ind. na czas, Mediolan, 28.2 km:
1. Pinotti (BMC) 33.06
2. Geraint Thomas (Wielka Brytania/Sky) 39 s
3. Jesse Sergent (N. Zelandia/Radioshack) 53
4. Alex Rasmussen (Dania/Garmin) 1.01
5. De Gendt 1.01
6. Hesjedal 1.09
7. Gustav Larsson (Szwecja/Vacansoleil) 1.14
8. Bodnar 1.15
9. Svein Tuft (Kanada/GreenEdge) 1.22
10. Julien Vermote (Belgia/Omega Pharma) 1.23
…
12. Kwiatkowski 1.24
46. Huzarski (NetApp) 2.31
85. Szmyd 3.32
91. Przemysław Niemiec (Lampre) 3.39
93. Gołaś 3.45
Klasyfikacja generalna:
1. Hesjedal 91:39.02
2. Rodriguez 16 s
3. De Gendt 1.39
4. Michele Scarponi (Włochy/Lampre) 2.05
5. Ivan Basso (Włochy/Liquigas) 3.44
6. Damiano Cunego (Włochy/Lampre) 4.40
7. Rigoberto Uran (Kolumbia/Sky) 5.57
8. Domenico Pozzovivo (Włochy/Colnago) 6.28
9. Sergio Montoya (Kolumbia/Sky) 7:50
10. Mikel Nieve (Hiszpania/Euskaltel) 8:08
…
28. Szmyd 54.28
39. Niemiec 1:33.01
70. Huzarski 2:42.39
93. Gołaś 3:14.12
117. Bodnar 4:00.23
136. Kwiatkowski 4:23.49
Klasyfikacja punktowa:
1. Rodriguez 139 pkt
2. Mark Cavendish (Wielka Brytania/Sky) 138
3. Hesjedal 113
Klasyfikacja górska:
1. Matteo Rabottini (Włochy/Farnese Vini) 84 pkt
2. Stefano Pirazzi (Włochy/Colnago) 44
3. Andrey Amador (Kostaryka/Movistar) 43
4. Gołaś 34
Klasyfikacja drużynowa:
1. Lampre 274:19.46
2. Movistar 10.53
3. Sky 37.07
pap /27.V.2012/
***
Pojechaliśmy ładny wyścig
Patrząc obiektywnie, myślę że pojechaliśmy ładny wyścig. Można nas krytykować, że za dużo ‘ciągaliśmy’, że może sami się ‘wycięliśmy’, ale Ivan od początku chciał jechać tak jakby miał koszulę na plecach. Byli mocniejsi
Giro całościowo, w porównaniu do zeszłorocznego, lżejsze, łatwiejsze. Zgadzam się całkowicie z jednym z komentarzy, że jeżeli organizator chce by było więcej walki na trasie i większej selekcji, to nie może robić etapów z 4-6 podjazdami, ponad 200 km i ponad 5 tys. metrów przewyższenia. My w końcu też mamy odruchy samoobronne, jesteśmy tylko ludźmi.
Zabrakło mi trochę w ostatni dzień i nie wiem tylko czy bardziej nóg, czy głowy, widząc że Ivan i tak ma spore problemy już pod Mortirolo.
Jako Polacy byliśmy widoczni, aktywni, każdy na swoim terenie. To najlepsze Giro w wykonaniu Polaków w ostatnich latach. Body był cholernie mocny, czego kibic nie mógł niestety łatwo wychwycić, bo on pracował często jeszcze przed transmisją. Ale pokazał kolejny już raz że jest w ścisłej czołówce światowej czasowców. Proszę sobie wyobrazić że praktycznie jako jedyny z top 10 z ostatniej czasówki brał wiatr w twarz przez 20 dni przez dziesiątki kilometrów. Reszta leciała w kołach…
Najważniejsze: nie jadę DL, za parę dni będę na Stelvio i później na San Pellegrino, aż do… Tour de France! Ciesze się. To wyścig który należy pojechać jak ma się możliwość; wszystko może się zdarzyć, ale trzeba tam być!
Sylwester Szmyd/www.sylwesterszmyd.pl /29.V.2012/
***
Po 17 etapie nadal Rodriguez
Lider Giro d’Italia Hiszpan Joaquim Rodriguez (Katiusza) wygrał w Cortina d’Ampezzo w Dolomitach 17 etap wyścigu, wyprzedzając na finiszu pięciu towarzyszy ucieczki i swoich najgroźniejszych rywali. Drugie miejsce zajął Włoch Ivan Basso (Liquigas), a trzecie Kanadyjczyk Ryder Hesjedal
Za nimi finiszowali Kolumbijczyk Rigoberto Uran oraz Włosi Michele Scarponi i Domenico Pozzovivo. Wszystko wskazuje na to że w tym gronie należy szukać zwycięzcy wyścigu
To trochę niespodziewany finał 17 etapu. Taktyka liderów runęła kiedy po kolei, jeszcze zanim zaczął się porządny podjazd, odpadali pomocnicy Basso, Hesjedala, Rodrigueza i Scarponiego. Sylwester Szmyd i Przemysław Niemiec mieli defekty rowerów i nie byli w stanie pomóc odpowiednio Basso i Scarponiemu. Znamienny był moment kiedy liderzy Liquigasu i Lampre wyraźnie spoglądali za siebie w poszukiwaniu swoich pomocników.
Wyglądało jakby byli zagubieni bez kolegów z zespołów. Wobec zaistniałej sytuacji nikt nie chciał zaatakować i prowadząca szóstka kolarzy dojechała do finiszu w Cortinie d’Ampezzo. I właśnie sprint na ostatnich metrach zdecydował o zwycięstwie Rodrigueza, który utrzymał prowadzenie w klasyfikacji generalnej przed Hesjedalem i Basso.
Najwięcej zyskał Scarponi awansując na czwarte miejsce. Włoch z Lampre musiał gonić na zjeździe, bo ok. 15 km przed metą odłączył się od grupy; miał prawdopodobnie skurcze. Kiedy opanował kryzys zdołał wrócić do czołówki.
Niewielka grupa pościgowa, przyprowadzona przez Hiszpana Benata Intxaustiego, straciła do czołówki blisko półtorej minuty. Z Polaków najszybciej do mety dojechał pomagający Basso Szmyd, który zajął 43 miejsce ze stratą ponad 20 minut.
Pierwszy z trzech wysokogórskich testów w ostatnim tygodniu Giro zakończył się remisowo dla tych którzy mierzą w końcowe zwycięstwo. Na etapie nie przewidziano bonifikaty 20 sekund dla triumfatora, więc Rodriguez nie powiększył przewagi nad rywalami. Hiszpan nadal wyprzedza o 30 sekund Hesjedala oraz o 1.22 Basso.
Swoje szanse na wysoką lokatę w Giro pogrzebał Roman Kreuziger. Czech, piąty w klasyfikacji generalnej, miał ogromne problemy na podjeździe na Forcella Staulanza, a na przełęczy Giau tracił do pierwszej grupy już prawie 10 minut. Ostatecznie ukończył etap ponad 11 minut za Rodriguezem.
Wyniki 17 etapu, Falzes – Cortina d’Ampezzo (187 km):
1. Rodriguez 5:24.41
2. Basso
3. Hesjedal (Garmin)
4. Uran (Sky)
5. Scarponi ten sam czas
6. Pozzovivo (Colnago) 2 s
7. Intxausti (Movistar) 1.22
8. Daniel Moreno (Hiszpania/Katiusza)
9. Thomas De Gendt (Belgia/Vacansoleil)
10. Johann Tschopp (Szwajcaria/BMC) ten sam czas
… …
43. Szmyd 20.03
69. Bartosz Huzarski (Polska/NetApp) 26.35
114. Maciej Bodnar (Polska/Liquigas) 34.05
115. Niemiec 34.05
136. Michał Gołaś (Polska/Omega Pharma) 38.26
168. Michał Kwiatkowski (Polska/Omega Pharma) 41.15
Klasyfikacja generalna:
1. Rodriguez 74:46.46
2. Hesjedal 30 s
3. Basso 1.22
4. Scarponi 1.36
5. Uran 2.56
6. Intxausti 3.04
7. Pozzovivo 3.19
8. Paolo Tiralongo (Włochy/Astana) 4.13
9. De Gendt 4.38
10. Sergio Montoya (Kolumbia/Sky) 4.42
… …
30. Szmyd 26.38
42. Niemiec 49.47
53. Huzarski 1:18.35
88. Gołaś 2:01.29
119. Bodnar 2:38.00
141. Kwiatkowski 3:06.50
pap/mo/eurosp. /23.V.2012/
***
Życiowy sukces Huzara
Bartosz Huzarski, 31-letni kolarz niemieckiej grupy NetApp, zajmując w Asyżu 2 miejsce na mecie 10 etapu Giro d’Italia odniósł największy sukces w karierze. ‘Mam nadzieję że nie było to moje ostatnie słowo w tym wyścigu’ – powiedział nasz reprezentant
Rozmowa z Bartoszem Huzarskim
To miejsce na podium było zaplanowane?
Skąd, wyszło przypadkowo. Rano czułem się śpiący i zmęczony po dziewięciu dniach ścigania, w których w tak wielkiej imprezie jest przecież dużo stresu, pedałowania pod presją. Odżyłem jednak w końcówce etapu i jego decydujące fragmenty pojechałem dobrze pod względem taktycznym.
Czemu zawdzięcza pan ten sukces?
Rozwadze. Na ostatnich kilometrach, kiedy trasa prowadziła wąskimi uliczkach Asyżu, jechałem ekonomicznie, nie szarpałem się. Pilnowałem tylko czoła peletonu. Gdy do mety pozostawało 1500 metrów też zachowałem spokój jadąc równym tempem za zmierzającym po zwycięstwo Rodriguezem.
To największy sukces w pana karierze?
Zdecydowanie. Drugie miejsce na etapie wielkiego touru to jest coś. Myślałem że najlepsze w tej imprezie już osiągnąłem, kiedy w niedzielę finiszowałem na 8 miejscu w Lago Laceno. A tu taka niespodzianka.
Awansował pan na 16 miejsce w klasyfikacji generalnej i jest w niej najlepszy z siedmiu polskich kolarzy uczestniczących w tegorocznym Giro. W dodatku udało się zdobyć pierwsze punkty do rankingu UCI. Będzie pan teraz liderem swojej grupy NetApp?
Przyjeżdżałem tu z zamiarem walki o jak najlepsze miejsce w klasyfikacji generalnej, a przed startem ekipa nie miała lidera. Faktem jest że jestem w niej jednym z bardziej doświadczonych zawodników, bo jadę w Giro drugi raz (102 miejsce w 2009 r. w barwach grupy ISD – przyp. red.), a większość z kolegów debiutuje. Myślę że teraz tym bardziej będą mi pomagać.
Jaki cel stawia pan sobie na mecie w Mediolanie?
Po cichu liczę na miejsce w pierwszej dwudziestce klasyfikacji generalnej. Jeżeli przetrzymam ten weekend, kiedy zaczynają się trudne górskie etapy, i trzeci tydzień wyścigu, to powinno być dobrze. Po drodze jest jeszcze kilka etapów podobnych do dzisiejszego na których mogę się pokazać. Mam nadzieję że nie powiedziałem jeszcze ostatniego słowa w tegorocznym Giro.
rozm. mc/pap /15.V.2012/
***
Huzarski drugi w Asyżu
Bartosz Huzarski z grupy NetApp finiszował jako drugi na mecie 10 etapu Giro d’Italia z Civitavecchia do Asyżu. Wygrał Hiszpan z grupy Katiusza – Joaquim Rodriguez – który został nowym liderem tego prestiżowego wyścigu
Polski kolarz znakomicie spisał się podczas trudnej końcówki etapu. Na krętych, prowadzących pod górę uliczkach Asyżu odskoczył od peletonu razem z Hiszpanem i Giovannim Viscontim. Mistrz Włoch nie wytrzymał tempa i Huzarski walczył z Hiszpanem o etapowy sukces. Rodriguez okazał się mocniejszy
Huzarski awansował z 25 na 16 miejsce, a do lidera traci 1 minutę i 48 sekund. Dwie pozycje niżej jest Sylwester Szmyd (Liquigas), który 10 etap ukończył w czołowej grupie.
31-letni Huzarski drugi raz startuje w Giro. W 2009 r. zajął 102 miejsce. Dotąd jego największymi sukcesami były zwycięstwa w klasyfikacji górskiej Tour de Pologne w 2005 i 2006 r. W tym roku nieźle zaprezentował się w Dookoła Murcji, gdzie zajął dziewiątą pozycję. Na ósmym etapie Giro zajął ósmą lokatę, a we wtorek do końca walczył o zwycięstwo. Drugie miejsce to największe osiągnięcie nie tylko jego, ale i niemieckiej grupy NetApp, której barwy reprezentuje od dwóch lat.
To drugie podium polskiego kolarza w tegorocznej edycji Giro. Na szóstym etapie z San Giorgio del Sannio do Frosinone trzeci był Michał Gołaś (Omega Pharma).
10 etap (Civitavecchia – Asyż; 186 km):
1. Rodriguez 4:25.05
2. Huzarski strata 0.02
3. Visconti ten sam czas
4. Domenico Pozzovivo (Włochy, Colnago-CSF) 0.06
5. John Gadret (Francja, AG2R)
6. Ryder Hesjedal (Kanada, Garmin)
7. Tom-Jelte Slagter (Holandia, Rabobank)
8. Dario Cataldo (Włochy/Omega Pharma)
9. Roman Kreuziger (Czechy, Astana)
10. Rigoberto Uran (Kolumbia, Sky) wszyscy ten sam czas
…
33. Szmyd 0.26
61. Przemysław Niemiec (Polska, Lampre) 2.17
95. Gołaś 3.49
96. Maciej Bodnar (Polska, Liquigas) ten sam czas
149. Tomasz Marczyński (Polska, Vacansoleil) 6.22
155. Michał Kwiatkowski (Polska, Omega Pharma) 6.25
Klasyfikacja generalna:
1. Rodriguez 40:27.34
2. Hesjedal strata 0.17
3. Paolo Tiralongo (Włochy, Astana) 0.32
4. Kreuziger 0.52
5. Benat Intxausti (Hiszpania, Movistar) ten sam czas
6. Ivan Basso (Włochy, Liquigas) 0.57
7. Damiano Caruso (Włochy, Liquigas) 1.02
8. Cataldo 1.03
9. Eros Capecchi (Włochy, Liquigas) 1.09
10. Uran 1.10
…
16. Huzarski 1.48
18. Szmyd 1.53
46. Niemiec 6.12
73. Gołaś 24.31
104. Bodnar 41.21
106. Marczyński 41.58
107. Kwiatkowski 42.32
int.pl /15.V.2012/
***
Giro jest najważniejsze
– Śmieję się że to mój sposób na maj, bo z 34 lat życia niemal jedną trzecią majów spędziłem na Giro. Zawsze we włoskiej ekipie, zawsze z kolarzem mającym szanse wygrać klasyfikację generalną. W zespole mamy 30 zawodników, a w Giro jedzie tylko dziewięciu, więc już znalezienie się w tym gronie jest wyróżnieniem. Poza tym wszyscy nasi sponsorzy to włoskie firmy i choć największym wyścigiem jest Tour de France, to bardziej zależy im na pokazaniu się przed własną publicznością. Dlatego Giro jest najważniejsze – powiedział Sylwester Szmyd, najlepszy polski kolarz
Rozmowa z Sylwestrem Szmydem, który jedenasty raz startuje w Giro d’Italia
Ma pan za sobą znakomity początek sezonu.
Chyba najlepszy w karierze. Pierwszy raz stałem na podium w wyścigu etapowym (Giro del Trentino), a w Katalonii na dwóch etapach byłem trzeci. Ale nie mogę myśleć że w Giro będę jechać po zwycięstwo etapowe, bo to byłoby nieprofesjonalne. Naszym liderem będzie triumfator dwóch wyścigów Dookoła Włoch Ivan Basso i na niego będziemy pracować. Przejechałem 19 wielkich tourów i wiem że zawsze może zdarzyć się szansa zwycięstwa etapowego.
Giro to trzy tygodnie ścigania. Zdarza się że dopada pana kryzys?
Mentalny nie, bo to moja praca i potrafię się skoncentrować. Czasem mam kryzys fizyczny: wsiadam na rower i czuję że noga nie kręci. W takich momentach przypomina mi się Vuelta a Espana z 2006. Wówczas na jednym z etapów też mi nie szło, a mimo to zająłem 14 miejsce w klasyfikacji generalnej. To mój najlepszy wynik w wielkich tourach.
Jak wygląda życie na wielkim wyścigu?
Najważniejszy, poza jazdą, jest odpoczynek. 200 kilometrów każdego dnia to dla organizmu mordęga. Musimy jak najwięcej spać. Kładziemy się około 22, a wstajemy o 8. Nasz lekarz mówi że nawet godzina snu więcej niż zazwyczaj daje 20 godzin dodatkowego odpoczynku. 20 godzin są jak dwie dodatkowe noce na odpoczynek – to jest klucz do sukcesu. Do tego masaże i okładanie nóg lodem po każdym etapie. Nie mniej istotne jest odżywianie się. Na wiele wyścigów bierzemy kucharza, ale we Włoszech jedzenie jest w porządku, więc menu ustala lekarz. Nie ma jednak mowy o lasagne czy innych pysznościach. Jemy jak w szpitalu, na diecie lekkostrawnej. Przeważnie biały makaron z delikatnym sosem pomidorowym. Unikamy ryb, bo bywają nieświeże. Odpadają też surowe warzywa, które mogą spowodować rozstrój żołądka, co jest równoznaczne z wycofaniem się.
Co po Giro d’Italia? W tym roku Tour de Pologne pokrywa się z Tour de France. Gdzie zatem pan wystartuje?
Wystartuję w Dauphine Libére (3-10 czerwca), potem planuję krótki urlop i przez tydzień nie wsiądę na rower. Następnie przyjadę na Tour de Pologne (10-16 lipca), ale kalendarz nie jest sprzyjający. Nie przygotuję się więc odpowiednio i już wiem że nie powalczę o zwycięstwo.
Dziesięć dni po wyścigu dookoła Polski rozpoczynają się igrzyska olimpijskie. Ale panu z kadrą nie jest po drodze…
Chciałbym pojechać na igrzyska i uważam że na to zasługuję. Od lat utrzymuję w miarę równy poziom, a takich kolarzy nie ma w kraju wielu. Ale dla mnie reprezentowanie Polski to nie reprezentowanie prezesa, trenera czy działacza Polskiego Związku Kolarskiego, gdzie od lat panuje krętactwo. Moje problemy z kadrą zaczęły się za czasów juniorskich, kiedy miałem jechać na mistrzostwa świata. Nie pojechałem, choć jako jedyny osiągałem wtedy sukcesy na Zachodzie. Chcę jechać na igrzyska ale pytanie czy pojadę nie powinno być kierowane do mnie.
Czuje się pan najlepszym polskim kolarzem?
Czytałem takie opinie ale sam nigdy tak nie powiem. Kolarstwo to sport w którym trudno wskazać jednego najlepszego. Popatrzmy: Cavendish to najszybszy sprinter, Cancellara dominuje w jeździe na czas, na wielkich tourach najlepszy jest Contador. Ja ciężką pracą doszedłem do poziomu za który jestem ceniony. Co roku mam kilka propozycji z innych zespołów, ale w polskim peletonie są zawodnicy z większym potencjałem i talentem, którzy w najbliższych latach mogą zajść wysoko.
Wkurza pana że jest pan bardziej popularny we Włoszech niż w Polsce?
Po każdym wywiadzie dostaję maile z Polski że mam grono wiernych kibiców. I wiem o tym. Ale we Włoszech kibicują mi także miejscowi. Podczas Giro del Trentino co chwilę słyszałem: ‘Dawaj, zaraz go dogonisz!’. A przecież ścigałem się z ich rodakiem! We Włoszech kolarstwo jest pokazywane w telewizji non stop, w Polsce – poza Tour de Pologne – nie ma go w ogólnodostępnej telewizji. Dlatego większość kibiców żyje czasami Ryszarda Szurkowskiego, a nie dostrzega obecnych kolarzy.
rozm. km/gw /9.V.2012/
Polskie Giro. W tegorocznym, 95 Giro d’Italia wystartowało siedmiu polskich kolarzy. Tak wielu Polaków włoski tour jeszcze nie widział. Najbardziej doświadczony jest 34-letni Szmyd jadący w barwach ekipy Liquigas. Choć głównym zadaniem Szmyda jest pomoc liderowi grupy, to właśnie on ma największe szanse na zwycięstwo etapowe. Największy sukces odniósł w 2006 r. – był 19. Oprócz niego w Giro jadą: Maciej Bodnar (Liquigas), Michał Gołaś (Omega Pharma), Bartosz Huzarski (Team NetApp), Michał Kwiatkowski (Omega Pharma), Tomasz Marczyński (Vacansoleil) i Przemysław Niemiec (Lampre)
***
Duży awans Sylwestra Szmyda
Sylwester Szmyd z grupy Liquigas, który zajął siódme miejsce w klasyfikacji końcowej Tour de Romandie, awansował na 47 pozycję w rankingu Międzynarodowej Unii Kolarskiej (UCI). Liderem jest nadal Belg Tom Boonen (Omega-Quick Step)
Szmyd odnotował najwyższy skok w rankingu w porównaniu z klasyfikacją sprzed tygodnia – o 43 pozycje. Oprócz niego wśród 123 sklasyfikowanych kolarzy są jeszcze dwaj Polacy – Michał Gołaś (Omega-Quick Step) zajmuje 95 miejsce, a Maciej Paterski (Liquigas) jest 107
Jedyna zmiana w pierwszej dziesiątce zestawienia najlepszych kolarzy w wyścigach z cyklu Pro Tour to awans z 14 na piąte miejsce Brytyjczyka Bradleya Wigginsa, zwycięzcy Tour de Romandie
Klasyfikacja indywidualna UCI:
1. Boonen 366 pkt
2. Vincenzo Nibali (Włochy/Liquigas) 272
3. Samuel Sanchez (Hiszpania/Euskaltel-Euskadi) 252
4. Peter Sagan (Słowacja/Liquigas) 229
5. Wiggins 224
6. Joaquin Rodrigez (Hiszpania/Katiusza) 222
7. Simon Gerrans (Australia/GreenEdge) 210
8. Oscar Freire (Hiszpania/Katiusza) 180
9. Michael Albasini (Szwajcaria/GreenEdge) 172
10. Alejandro Valverde (Hiszpania/Movistar) 167
…
47. Szmyd 34
95. Gołaś 4
107. Paterski 1
Klasyfikacja ekip:
1. Omega-Quick Step (Belgia) 547 pkt
2. Liquigas 546
3. Sky (W. Brytania) 531
pap /30.IV.2012
***
Podium Sylwestra Szmyda!
Fantastyczny prognostyk przed wyścigiem dookoła Włoch! Sylwester Szmyd znakomicie przejechał ostatni etap Giro del Trentino z metą na śnieżnym Passo Pordoi i finiszował na czwartym miejscu. Dzięki temu w klasyfikacji końcowej wyścigu znalazł się na świetnym trzecim miejscu!
Próbkę swoich umiejętności Szmyd pokazał już w czwartek, kiedy był drugi na 3 etapie. – Mogłem marzyć o zwycięstwie, ale drugie miejsce bym wziął na starcie od razu – cieszył się polski kolarz grupy Liquigas-Cannondale.
Ten wynik pozwolił mu przesunąć się w klasyfikacji generalnej z odległego 21 na 3 miejsce.
W piątek Sylwester Szmyd postarał się o powtórkę. Tym razem był czwarty, ale obronił pozycję na podium klasyfikacji generalnej. Przed ostatnim akordem Giro del Trentino Polak wyprzedzał Roman Kreuzigera z Astany zaledwie o sekundę. Czech w piątek pojechał znacznie słabiej i spadł na szóste miejsce.
Mierzący 177.5 kilometra z metą na ośnieżonym Passo Pordoi malowniczy etap wygrał Darwin Atapuma (Colombia-Coldeportes) przed Carlosem Betancurem (Acqua&Sapone). Trzeci był Domenico Pozzovivo (Colnago CSF Bardiani), z którym dzień wcześniej Szmyd walczył o etapowe zwycięstwo.
Pozzovivo utrzymał pierwsze miejsce w wyścigu, a na podium między Włochem a Polakiem znalazł się piąty na ostatnim etapie Damiano Cunego (Lampre-ISD).
Na dokładkę Sylwester Szmyd otrzymał nagrodę dla najbardziej walecznego kolarza Giro del Trentino.
Wyniki 4 etapu, Castelletto di Brenzone – Passo Pordoi (177 km):
1. Atapuma 4:37.05
2. Betancur 3 s
3. Pozzovivo 6
4. Szmyd 17
5. Cunegoten sam czas
6. Jose Rujano (Wenezuela/Androni Giocattoli) 21
…
28. Przemysław Niemiec (Polska/Lampre) 3.56
44. Bartosz Huzarski (Polska/NetApp) 6.53
Klasyfikacja końcowa Giro del Trentino:
1. Pozzovivo – 12:57.47
2. Cunego 40 s
3. Szmyd 1.04
4. Betancur 1.12
5. Rujano 2.07
6. Kreuziger 2.33
…
23. Huzarski 8.39
37. Niemiec 17.17
ŚWIETNA JAZDA SZMYDA
Czwarty i ostatni etap tego wyścigu liczył 177.5 km i wiódł niemal cały czas pod górę. Zawodnicy wyruszyli z Castelletto di Brenzone, a metę mieli na przełęczy Passo Pordoi (2239 m npm), na której zalegało mnóstwo śniegu
Najszybciej na nią wjechał Kolumbijczyk Darwin Atapuma Hurtado (Colombia-Coldeportes), który tuż przed metą oderwał się od swojego rodaka Carlosa Alberto Betancoura (Acqua&Sapone) i Włocha Domenico Pozzovivo (Colnago-CSF Infox). Czwarty na kresce zameldował się Szmyd ze stratą 17 sekund
Wyścig zakończył się zwycięstwem Pozzovivo, który o 40 sekund wyprzedził Damiano Cunego (Lampre-ISD) i Szmyda. Polak stracił w generalce 1.04.
onet /20.IV.2012/
DUŻY SUKCES
Duży sukces naszego kolarza Sylwestra Szmyda. Polak zajął trzecie miejsce w dobrze obsadzonym Giro del Trentino. Ostatni etap odbywał się w ekstremalnych warunkach. Na mecie na przełęczy Passo Pordoi było zero stopni i padał śnieg. Polak przygotowuje się do Giro d’Italia
Dla Szmyda, który od 10 lat ściga się w zawodowym peletonie, podium klasyfikacji generalnej to jeden z największych sukcesów w karierze. – Pierwszy raz staję na podium wyścigu etapowego i myślę że już był na to czas. Kilkanaście razy kończyłem tego typu imprezę w czołowej 10, ale nigdy na podium. Czas zacząć! – cieszył się polski kolarz. Kolejnym wyzwaniem dla Szmyda będzie Tour de Romandie. Później przyjdzie kolej na Giro d’Italia.
ps/rmf /20.IV.2012/
PIERWSZE TAKIE PODIUM!
‘Jestem bardzo zadowolony. Wiem że byłem mocny i cieszę się że znów mi się udało to wykorzystać. Na ostatnim etapie ‘czując’ wcześniejszy dzień zdecydowałem się na taktykę jaką oglądaliśmy. Wychodząc z założenia że Roman albo Damiano może będą mieć ‘gorsze nogi’ ode mnie, a jeżeli nie oni to najwyżej ja ‘wystrzelę’, próbować trzeba. Na atak w końcówce nie było mnie już stać… Wyperswadował mi to swoim rytmem Pozzovivo.
Dziękuję za kibicowanie i pozytywne komentarze kibicom.
Wracając do Punta Veleno. Nie wiem czy to najcięższy podjazd, Zoncolan, Mortirolo czy Angliru jechałem zawsze w trzecim tygodniu Wielkiego Touru, a wtedy ‘są inne nogi’, inna taktyka, inne podejście.
Z najcięższego odcinka 6.5 km przejechanego w 30 minut średnie watty 379, przy średniej prędkości trochę ponad 13 km/h i rytmie pedałowania 76… To co mnie uderzyło to VAM 1830 metrow, chociaż przy tym nachyleniu o wiele łatwiej o dużą wartość. Pierwsze 3 km wjechałem ze średnią 400 wattów, a cały podjazd 9 km na poziomie 370 watt średnich. Przy mojej wadze najcięższe 6 km odpowiada 6.12 W/kg i potwierdzają to testy wykonane na Teide.
Czas na świętowanie z Kasią Giro del Trentino przy butelce Nicolas Feuillatte 2002 r. Blanc de Noirs’
/wpis Sylwestra Szmyda na www.sylwesterszmyd.pl, 21.IV.2012/
***
Tylko w PZKol-u mnie ignorują
– Ostatnio dostaję trochę wiadomości od kibiców, którzy piszą mi jak bardzo się cieszą kiedy widzą ‘POL’ przy nazwisku. Ja tak samo. Ale w PZKol-u chyba naprawdę nie wiedzą że ja się jeszcze ścigam
Rozmowa z Sylwestrem Szmydem, najlepszym polskim kolarzem ostatnich lat, jeżdżącym we włoskiej grupie Liquigas
Co się stało że grubo po trzydziestce staje się pan innym kolarzem?
Nie przesadzajmy…
Z wiekiem czy z innym kolarzem?…
Dzisiaj granica wieku w kolarstwie się przesuwa, można jeździć dłużej niż przed laty. Kiedy przechodziłem na zawodowstwo właściwie nie było zawodników w moim obecnym wieku. Kończyli ściganie Zenon Jaskuła, Zbigniew Spruch i wielu innych z całego świata. Mam 34 lata, a ostatnio w Wyścigu dookoła Katalonii w czołówce pod górę jechałem ja i moi rówieśnicy: Samuel Sanchez i Denis Mieńszow oraz starszy o cztery lata Levi Leipheimer. Z młodych był tylko Rigoberto Uran. A co do zmian, nie jestem ‘inny’.
Jakoś nie pamiętam by kiedykolwiek wcześniej atakował pan na finiszu z grupy. A tak było w Katalonii i dwa razy wywalczył pan trzecie miejsce.
Tak się ułożyło. Poza tym nastawiałem się na wyścig Paryż – Nicea, lecz tam złapałem gumę, a później upadł Ivan Basso, któremu pomagałem. W Katalonii zakładałem walkę nawet o pierwszą piątkę klasyfikacji generalnej, ale wycięli mi etap z metą pod górę. Przyszła więc sportowa złość. Postanowiłem że nie wracam do domu z pustymi rękoma, bo nie na darmo trzy miesiące dawałem sobie ostro po tyłku.
Może częściej musi się pan denerwować?
To takie gadanie. Komentatorzy angielskiego Eurosportu mówili że by wykonywać taką pracę jak ja, czyli mocnego pomocnika dla ludzi którzy wygrywają wielkie toury, trzeba prezentować bardzo wysoki poziom. W sytuacji kiedy nie ma lidera – ja jestem wśród najlepszych pod górę. Z reguły mam jednak inne zadania. Jeżeli jadę dla lidera, to nie ‘zaginam’ się do końca, a w końcówkach nawet odpuszczam. Ale rzeczywiście, finiszowaniem w Katalonii nawet siebie zaskoczyłem. To pewnie efekt zmiany przygotowań. Tak dobrej formy o tej porze roku chyba jeszcze nie miałem.
Już pan myśli o Giro d’Italia?
W grudniu założyłem sobie że chcę się pokazać w Paryż – Nicea i Katalonii. To już za mną, teraz odpoczywam. Później Romandia, gdzie też pewnie będę mógł jechać swój wyścig. A Giro… Może być dla mnie udane! To już jedenasty start z rzędu w tej imprezie. Jestem coraz starszy, ale i mądrzejszy. Staram się wszystko analizować i poprawiać. Nie chcę w tym roku ograniczać się tylko do ciągnięcia grupy przez pięć czy siedem kilometrów. Chcę czegoś więcej, bo będziemy mieć dobry skład.
Daje pan do zrozumienia że czas ugrać coś dla siebie?
Oczywiście. Różnie interpretowano moje ostatnie dwa lata. Może nie wszyscy rozumieli sytuację. Pomocnik to w sumie niewdzięczna praca. Jeżeli lider dobrze kręci, to ja też jestem na szczycie. Jeżeli pojedzie gorzej, to jakoś się usprawiedliwi: bo miał kłopoty, coś mu dolegało, coś wypadło i tak dalej. A pomocnik był słaby, po prostu.
Gdzie pan wzbogaci listę sukcesów?
Gdziekolwiek. Sam pan widzi że próbuję wszystkiego, nawet finiszowania. W kalendarz jednak nie patrzę, nie nastawiam się na nic konkretnego. W Giro są mety pod górę, więc może trzeba częściej jechać, a mniej pytać? Potem jest Dauphine Libere i Vuelta a Espana.
A Tour…?
…de France? Nie startuję.
…de Pologne.
Celowo omijam ten temat, bo wiem jak trudno będzie się przygotować. Wystartuję, ale zostaną mi trzy tygodnie przygotowań. To za mało na wyścig tej rangi, jeżeli myśli się o wygrywaniu.
A igrzyska? Podobno trasa nie dla pana.
Ja tak nie mówię. Od igrzysk w Atenach tylko raz wystartowałem w mistrzostwach świata, bo w reszcie imprez zawsze ‘trasa nie była dla mnie’. A jakoś nie pamiętam by z tych idealnych składów PZKol-u ktokolwiek dojeżdżał do mety w pierwszej grupie na trasach ‘dla nich’… Nie mówmy więc że trasa mi nie odpowiada. Oczywiście, Polacy radzą sobie dzisiaj coraz lepiej. Michał Kwiatkowski wygrywa czasówki, Michał Gołaś coraz częściej się pokazuje, Bartosz Huzarski też prezentuje dobry poziom. Nie jesteśmy jednak potęgą jak Włosi, że możemy sobie pozwolić na jakieś wielkie wybieranie. Dla mnie start w igrzyskach czy mistrzostwach świata to powód do dumy, bo mogę włożyć biało-czerwoną koszulkę. Reprezentuję Polskę, a nie związek. Ostatnio dostaję trochę wiadomości od kibiców, którzy piszą mi jak bardzo się cieszą kiedy widzą ‘POL’ przy nazwisku. Ja też tak mam. Ale w PZKol-u chyba naprawdę nie wiedzą że ja się jeszcze ścigam.
Bez czarowania – chce pan jechać na igrzyska do Londynu?
Nie ma tak że ja coś mówię i już jestem w składzie. Na pewno chciałbym wystartować w tych i kolejnych igrzyskach. Jednak odkąd pan Wacław Skarul objął funkcję prezesa PZKol-u, nie miałem z nim kontaktu. Z selekcjonerem Piotrem Wadeckim też od dawna nie. Może oprócz prezentowania dobrej formy trzeba dzwonić i się przypominać? Były ponoć jakieś konsultacje kadry i wszyscy, którzy kręcą nogami na rowerze i mają jakiekolwiek szanse znaleźć się w składzie dostali zaproszenie. Ja nie…
Ma pan żal do PZKol-u?
Trochę tak. Mam swoją markę, doceniają mnie menedżerowie różnych ekip, nikt mnie nie ignoruje. Nikt poza PZKol-em. Jakbym nie istniał.
Bo pan nie wygrywa.
I co, brakuje mi doświadczenia? To zbiera się nie tylko zwycięstwami. Przejechałem prawie dwadzieścia wielkich tourów. To mogłoby się komuś przydać. Ciągle się uczę, ciągle poprawiam. Te zmiany biorą się właśnie z rozmów ze starszymi zawodnikami. A ja jestem albo za stary, albo za wolny, albo góry za duże, albo za małe. Kiedyś byłem za młody i nie jechałem na mistrzostwa świata, teraz jestem za stary.
Może w tym roku tak pan ostro zaczął, bo walczy pan o nowy kontrakt?
Widziałem się przed chwilą z Romanem Kreuzigerem i ten też się śmieje: ‘co, kontrakt ci się kończy?’. To był żart, ale takie gadanie mnie wkurza. Nigdy nie było tak że co drugi rok byłem lepszy, wtedy kiedy kończył mi się kontrakt. Mało kto wie że obecną umowę, na lata 2011–12, podpisałem w marcu 2010. A jakoś nie wydaje mi się bym odpuścił przez dwa lata.
Kontrakt jednak się panu kończy. Zostaje pan w Liquigasie?
Chciałbym, ale nie wiem jak będzie. Mówi się że nie wiadomo co z głównym sponsorem. Maciek Bodnar i Maciek Paterski mają umowy na przyszły rok, więc jakieś zabezpieczenie jest, ale na pewno nie tak stabilne jak w poprzednich latach.
O pracę jest pan jednak spokojny?
Dam sobie radę, nie powinienem mieć kłopotów. Jeszcze ze dwa lata chciałbym pojeździć. Może więcej, bo przecież mówiłem o kolejnych igrzyskach. Rozmawiałem ze słynnym Giuseppe Martinellim, który teraz pracuje w Astanie. Mówi mi: ‘ty się nie martw, patrząc na młodych to jeszcze 30 lat możesz jeździć’. Poczułem że ktoś mnie docenił.
rozm. kw/ps /30.III.2012/
***
Taka noga Michała Kwiatkowskiego
Michał Kwiatkowski, który od tego sezonu jest kolarzem zawodowej grupy Omega Pharmap-QuickStep, jest w wysokiej formie od początku roku. 21-letni Polak wygrał właśnie prolog podczas wyścigu Driedaagse van West-Vlaanderen, w którym w ubiegłym sezonie zajął trzecie miejsce
Nasz kolarz o cztery sekundy wyprzedził swojego kolegę z zespołu Belga Juliena Vermota oraz o dziewięć Niemca Roberta Wagnera (RadioShack-Nissan). To pierwszy wygrany etap polskiego kolarza w tym sezonie w zawodowym peletonie
Kwiatkowski, który jest wychowankiem Pacfika Toruń, już dwa dni temu pokazał że jest w dużej formie. Podczas wyścigu Le Samym uciekał na kilka kilometrów przed metą, ale został doścignięty.
‘Nie spodziewałem się takiej nogi! Przydałoby mi się trochę zimnej krwi, by tę nogę wykorzystać, ale w sumie odjazd który powstał na bruku był w porządku. Nie chcieli pracować więc nie miałem nic do stracenia i poszedłem solo’ – napisał na swoim profilu na Facebooku Kwiatkowski.
Nasz kolarz ma zatem już za sobą starty w trzech wyścigach. Na początku lutego zajął 15 miejsce w Trofeo Palma de Mallorca, zaś kilka dni później był 13 w klasyfikacji generalnej pięcioetapowego wyścigu Volta ao Algarve w Portugalii.
onet /2.3.2012/
***
Oszust Alberto Contador
Słynny kolarz Alberto Contador skazany: stracił tytuły zdobyte od 2010 r., może stracić 2.5 miliona euro. Ale do sportu wróci już za pół roku…
Trybunał Arbitrażowy do spraw Sportu (TAS) wreszcie dobrnął do werdyktu, a zastęp najlepszych prawników nie uratował Hiszpana od najsurowszej przewidzianej w przepisach kary
Contador za wpadkę podczas Tour de France 2010, kiedy wykryto u niego śladowe ilości clenbuterolu, dostał dwa lata dyskwalifikacji, stracił zwycięstwo w TdF 2010 (od wczoraj triumfatorem jest Luksemburczyk Andy Schleck) oraz w wyścigach w których startował już jako oskarżony, licząc że dowiedzie niewinności: w Giro d’Italia, Dookoła Katalonii i Dookoła Murcji. A może stracić też 2.5 miliona euro, bo co najmniej takiego odszkodowania zamierza zażądać Międzynarodowa Unia Kolarska (UCI).
Jednak gra na zwłokę opłaciła się: do kary zostaną wliczone te miesiące, kiedy Contador był wstępnie zawieszony, ale startował, wykorzystując kruczki prawne. Do ścigania będzie mógł wrócić w sierpniu 2012. Nie wystartuje w Tour de France, ominą go igrzyska w Londynie, ale na Vuelta a Espana powinien być gotowy.
W przeciąganiu sprawy pomogli adwokaci i hiszpańska federacja, niechętna karaniu swoich. To Hiszpanie mieli zdyskwalifikować Contadora w imieniu UCI, ale oczyścili go w lutym 2011 z zarzutów, uznając za wiarygodne tłumaczenie że clenbuterol był w polędwicy zjedzonej przez kolarza 21 lipca 2010, w dniu przerwy w TdF. Clenbuterol, kiedyś często spotykany w lekach na astmę, pomaga sportowcom w zrzucaniu wagi, a hodowcy używają go by sztucznie poprawiać jakość mięsa. Problem w tym że Contador nie potrafił przedstawić żadnego innego przypadku skażenia clenbuterolem mięsa pochodzącego z Unii Europejskiej. Przywoływane przykłady z Chin czy Meksyku są na nic, bo tam kontrole sanitarne są fikcją.
Wszystko wskazuje że Contador w ogóle nie wziął clenbuterolu podczas wyścigu, tylko przetoczył sobie krew nie z tej torebki co trzeba – odciągniętą w okresie przygotowań do sezonu, gdy się odchudzał. Poprzedni kolarz pozbawiony zwycięstwa w TdF Floyd Landis wpadł tak samo. Opowiadał po latach że w wyścigu w 2006 szprycował się EPO, robił sobie transfuzje, ale akurat testosteronu, za który go skazano, nie brał. Jego resztki były w przetoczonej krwi.
Dlatego ani UCI, ani WADA nie uwierzyły w linię obrony Contadora i zaskarżyły werdykt hiszpańskiej federacji do TAS. Hiszpan może się jeszcze odwołać, ale już nie do sądów sportowych, tylko do powszechnego.
pw/rp /7.II.2012/
ARMSTRONG UNIEWINNIONY
Tymczasem za Wielką Wodą prokuratura w Los Angeles zamknęła śledztwo przeciw wielkiemu rywalowi Contadora, Lance’owi Armstrongowi, siedmiokrotnemu zwycięzcy TdF, któremu nie postawi zarzutów stosowania niedozwolonych środków dopingowych
Armstrong, który w ubiegłym roku wznowił karierę, był oskarżany o stosowanie dopingu. Od wiosny 2010 r. toczyło się przeciw niemu śledztwo, wszczęte na wniosek jego byłego kolegi z grupy US Postal Service – Floyda Landisa. Zarzucił mu on regularne korzystanie z zabronionych środków. Później o to samo oskarżył Armstronga inny jego były partner – Tyler Hamilton.
We Francji do dziś są przechowywane próbki krwi i moczu Armstronga. Te które pobrano podczas jego pierwszej zwycięskiej Wielkiej Pętli w 1999 r. miały zawierać ślady erytropoetyny (EPO), o czym informował dziennik L’Equipe w 2005 r. Armstrong zawsze stanowczo odrzucał te oskarżenia.
wiadomosci24/sport.pl /6.2.2012/
WINNY CONTADOR
– Smutny dzień. Niektórzy myślą że wygraliśmy, ale to nieprawda. Nigdy nie ma zwycięzcy kiedy mówimy o dopingu. Każdy przypadek, niezależnie od swojej charakterystyki, to jest zawsze o jeden przypadek za dużo – powiedział szef Międzynarodowej Federacji Kolarskiej (UCI) Pat McQuaid po ogłoszeniu wyroku w spr. Contadora
– Kolarstwo zawsze obrywa. Jestem tym zdegustowany. To zbyt surowa kara, zła dla wszystkich, dla reputacji dyscypliny, jej sponsorów – skomentował pięciokrotny zwycięzca Tour de France Eddy Merckx
– Szanujemy tę decyzję, ale jej nie podzielamy. To bardzo zła wiadomość – stwierdził Juan Carlos Castano, prezes hiszpańskiej federacji kolarskiej
Za 0.000 000 000 05 grama w mililitrze
Hiszpan, jeden z najlepszych współczesnych kolarzy, zwycięzca trzech wielkich Tourów (Tour de France, Giro d’Italia, Vuelty) wpadł 21 lipca 2010 r., podczas dnia przerwy w Tour de France, przed ostatnim górskim etapem. Cztery dni później odniósł zwycięstwo w wyścigu, w klasyfikacji generalnej o 39 sekund wyprzedził Luksemburczyka Andy Schlecka. Pod koniec sierpnia dowiedział się że laboratorium w Kolonii wykryło w jego organizmie minimalne ślady clenbuterolu – 0.000 000 000 05 grama w mililitrze. Środek pomaga w zbijaniu wagi, budowie masy mięśniowej.
Głupi Zapatero to też oszust
Międzynarodowa Unia Kolarska (UCI) zawiesiła kolarza na dwa lata, ale równocześnie postanowiła by ostateczną decyzję podjęła hiszpańska federacja. Hiszpanie – według francuskich mediów pod wpływem ówczesnego premiera José Luisa Zapatero, komunisty, jednego z najgłupszych polityków w historii Hiszpanii – uniewinnili zawodnika. Uwierzyli jego wyjaśnieniom że spożył zakażone mięso. Od początku był to koronny argument oskarżonego kolarza. Contador wskazał źródło pochodzenia wołowiny – z miejscowości Irun w Kraju Basków. Nigdy nie przyznał się do winy.
Wrócił do startów. W maju wygrał Giro d’Italia, w lipcu wziął udział w Tour de France, w którym zajął piąte miejsce. Był to jego ostatni występ w 2011 r. Zaniedbał się, przytył siedem kilo, dopiero w listopadzie wznowił treningi. W styczniu pojechał w Argentynie w Tour de San Luis, w którym wygrał dwa trudne, górskie etapy, a w klasyfikacji generalnej zajął drugie miejsce.
Przez długie miesiące był świadom co mu grozi. UCI i WADA odwołały się od decyzji hiszpańskiej federacji do TAS. Trybunał zwlekał z werdyktem, kilkakrotnie przekładał jego ogłoszenie, zresztą na wniosek obrońców kolarza. W listopadzie okazało się że jeden z sędziów Izraelczyk Efraim Barak kontaktował się w Madrycie z adwokatem kolarza. Zdaniem konkurencyjnych grup obóz przygotowawczy Saxo Bank w Izraelu nie odbył się przypadkiem, podobnie jak obecność Baraka na jednym z treningów.
Ale Trybunał okazał się nieprzejednany. Werdykt liczy 98 stron, najważniejszy jest w nim akapit mówiący o tym że ‘zdaniem składu sędziowskiego i na bazie przedstawionych dowodów obecność clenbuterolu była najprawdopodobniej wynikiem spożycia suplementów odżywczych’.
Australijski ekspert, który porównał próbki Contadora z lat 2005-10, uznał że ta z 21 lipca 2010 miała ‘anormalne wartości’. Wersję kolarza o skażonym mięsie i wersję WADA o transfuzji krwi odrzucono jako mało prawdopodobne.
Schleck nie jest szczęśliwy
Contador straci dwa lata wielkiej kariery, ważne zwycięstwa – w Tour de France z 2010 r. i Giro d’Italia z 2011, zapłaci 2.485 mln euro grzywny. Nie wystartuje w tegorocznej Wielkiej Pętli oraz w igrzyskach olimpijskich. Hiszpan ma jeszcze 30 dni na odwołanie się od wyroku. Na temat przyszłości wypowie się we wtorek albo w środę na konferencji prasowej w rodzinnej miejscowości Pinto pod Madrytem.
Zwycięzcą ostatniego Giro został więc Włoch Michele Scarponi, a triumfatorem Touru sprzed półtora roku – Andy Schleck. Luksemburczyk trzykrotnie – w 2009, 2010 i 2011 – był drugi we Francji. ‘Nie wiedzieliśmy w jaki sposób Andy może wygrać swój pierwszy Tour de France. W końcu to się stało…’ – napisał na Twitterze komentator francuskiego Eurosportu Jacky Durand.
Rywale hiszpańskiego kolarza pozbawieni są ironii. – Przegrałem ten wyścig z Contadorem. Moim celem jest wygrać sportowo, a nie przed trybunałem. Jeżeli dokonam tego w tym roku to wygraną uznam za pierwszą w Tour de France. Nie mam żadnego powodu by być teraz szczęśliwym. Przede wszystkim smutno mi z powodu Alberta. Cały czas wierzę w jego niewinność. Jedyną pozytywną rzeczą jest że po 566 dniach niepewności wreszcie wydano decyzję – powiedział młodszy z braci Schlecków.
Najbardziej skażona dopingiem i najwytrwalej z nim walcząca dyscyplina doznała kolejnego ciosu. Od 1996 r. tylko dwóch zwycięzców Tour de France uniknęło podejrzeń o doping – Carlos Sastre (2009) i Cadel Evans (2011). Zwycięstwa – tak jak Contador – stracili Bjarne Riis (dyrektor grupy Saxo Bank, w której jeździ Contador) i Floyd Landis. Stosowanie niedozwolonych środków udowodniono (ale nie podczas tego wyścigu) Janowi Ullrichowi i Marco Pantaniemu. Cały czas mimo zakończenia kariery przed zarzutami o stosowanie dopingu broni się Lance Armstrong. O praktyki dopingowe oskarżają siedmiokrotnego zwycięzcę Wielkiej Pętli jego byli koledzy, pracownicy, media. Nad jego przypadkiem pracowali agenci federalni. W piątek prokuratura w Los Angeles zamknęła śledztwo w sprawie dopingu z czasów, gdy jeździł dla zespołu US Postal.
ok/gw /6.2.2012/
***
Majka liderem Saxo Banku!
Rafał Majka będzie pierwszym polskim kolarzem od czasów Zenona Jaskuły, który wystartuje jako lider zespołu w jednym z trzech największych wyścigów. Przed przyszłorocznym debiutem w Giro d’Italia czuje tremę i lęk, ale także nadzieję
Wyznaczenie 22-latka z Polski, zawodnika z małym doświadczeniem i bez większych sukcesów, na lidera silnej ekipy Saxo Bank w wyścigu we Włoszech to wiadomość sensacyjna. W tegorocznym Giro kolarzem nr 1 duńskiego zespołu był sam Alberto Contador. Hiszpan wygrał ten wyścig w cuglach
Majka nie ukrywa że był oszołomiony nominacją. – Nie mogłem w to uwierzyć. Sześć miesięcy startów i od razu taki awans, mając tylko 22 lata. Zenon Jaskuła, gdy startował w Tour de France, był po trzydziestce, w najlepszym wieku kolarskim. Ja dopiero rozpoczynam zawodową karierę – powiedział Majka.
Kolejne stopnie w karierze kolarz z podkrakowskich Zegartowic pokonywał błyskawicznie. Jako 18-latek wyjechał do Włoch, dzięki pomocy starszego kolegi z klubu WLKS Krakus, obecnego mistrza kraju Tomasza Marczyńskiego. Na Półwyspie Apenińskim Majka ścigał się trzy sezony w półzawodowym zespole Petroli Firenze.
Kolejny przełom nastąpił na początku tego roku. Na młodego polskiego kolarza zwrócił uwagę dyrektor sportowy Saxo Banku Bjarne Riis. – Mój menedżer zaproponował Riisowi, by mnie sprawdził. Pojechałem na Majorkę, przeszedłem testy i… podpisałem zawodowy kontrakt. Wszystko potoczyło się bardzo szybko – opowiadał Majka.
W duńskim zespole Majka szybko się zaaklimatyzował, a Riisa przekonał do siebie dobrą jazdą we wrześniu w Vuelta a Espana. – W Hiszpanii miałem pomagać Nickiemu Soerensenowi. Niewiele mi brakowało by jechać po górach z najlepszymi. Wyścigu nie ukończyłem ale chyba zrobiłem dobre wrażenie. Koledzy śmieją się teraz ze mnie, pytają: ‘młody, szykujesz się już na Giro?’. Atmosfera jest bardzo dobra – dodał polski kolarz.
Majka ma jednak mieszane uczucia po nominacji na lidera Giro d’Italia. – Telefon się urywa, co chwila ktoś dzwoni. Mam wielką satysfakcję, ale z drugiej strony obawiam się czy podołam. Odczuwam tremę, lęk, ale jest we mnie i optymizm. Wierzę że będzie dobrze – ocenił.
Riis nie chce nakładać na niedoświadczonego Polaka zbyt dużej presji. – Mam podejść do Giro ze spokojem i walczyć o miejsce w pierwszej dziesiątce, a jak zakończę wyścig w pierwszej piętnastce, to też nie będzie tragedii. Być może uda się wygrać klasyfikację młodzieżową. Składu grupy jeszcze nie znam. Wiadomo że pojedzie argentyński sprinter Juan Jose Haedo i ze trzech Duńczyków, bo wyścig wystartuje z Danii. W szerokim składzie jest 14-15 zawodników. Być może pojedzie także Jarek Marycz. Będzie dużo płaskich etapów, gdzie ma walczyć Haedo. Wyścig na pewno rozstrzygnie się w samej końcówce, na górskich etapach 19 i 20. Wtedy wszyscy będą już bardzo zmęczeni – tłumaczył Majka.
Plan przygotowań Majki do Giro jest już praktycznie gotowy. – 5 stycznia wylatuję z ekipą na zgrupowanie na Wyspy Kanaryjskie. Od lutego będę już tylko trenować we Włoszech, w okolicach Lukki, z przerwą na kilka startów. Rozpocznę od wyścigu we Francji – Tour Mediterraneen, potem będzie Katalonia, klasyki – Amstel Gold Race, Fleche Wallonne i Liege-Bastogne-Liege, a tuż przed Giro – wyścig w Szwajcarii Tour de Romandie.
pap /13.12.2011/
***
Niemiec zdziwiony wysoką formą
– Od dawna moim marzeniem było przejechać Giro d’Italia. W tym roku to się udało, dodatkowo miałem jeszcze okazję wystartować w Vuelta a Espana i brałem udział w wielu innych fajnych wyścigach – powiedział Przemysław Niemiec, kolarz grupy Lampre
Rozmowa z Przemysławem Niemcem
Trzy miejsca w czołowej szóstce we włoskich wyścigach jednodniowych, w tym piąte w kończącym cykl World Tour Giro di Lombardia. To świetna końcówka sezonu w pana wykonaniu.
Dziękuję. Sam byłem zdziwiony moją wysoką formą. Po Vuelta a Espana we wrześniu czułem się zmęczony, ale potem przez trzy tygodnie w ogóle nie startowałem. Przebywałem w domu w Polsce, tydzień spędziłem praktycznie bez roweru. Pojechałem do Włoch na cykl klasyków i już w pierwszym, Memoriale Marco Pantaniego, poczułem że noga dobrze pracuje. Potem było jeszcze lepiej, tym bardziej że wziąłem udział w aż sześciu imprezach w dwa tygodnie. Nie było nawet czasu na treningi.
Nie żałuje pan że nie udało się wygrać choć z raz?
Było sporo okazji ale wyścigi miały różną rangę. Zwycięstwo np. w Giro dell Emilia miałoby dla mnie mniejszą wartość niż piąte miejsce w Lombardii.
Który wyścig okazał się najtrudniejszy?
Lombardia jest zaliczana do cyklu World Tour, startowały najsilniejsze ekipy, ma dwa ostre podjazdy. Jechałem w tym wyścigu pierwszy raz, zrobił na mnie duże wrażenie. Ale biorąc pod uwagę trasę w Emilii było chyba równie trudno.
Miał pan pracować w tych klasykach dla Damiano Cunego ale stało się inaczej.
W Lombardii w końcówce się zagubił, chyba przeliczył z formą. Nasz plan był taki by walczyć we dwójkę, bo grupa chciała zdobyć punkty do klasyfikacji drużynowej World Touru. Udało mi się zrealizować cel, zostałem pochwalony.
W tym sezonie był pan także pomocnikiem Michele Scarponiego który zajął m.in. 2 miejsce w Giro d’Italia. Z którym z Włochów lepiej się współpracuje?
Z Cunego jeździłem o wiele rzadziej i dobrze bo wolę ze Scarponim. On mówi otwarcie o co mu chodzi. Cunego czasami sam nie wie czy czuje się dobrze czy nie.
Jak pan ocenia swój debiutancki sezon w ekipie Lampre-ISD?
Pozytywnie. Moim marzeniem od dawna było przejechanie Giro d’Italia. W tym roku to się udało, dodatkowo miałem jeszcze okazję wystartować w Vuelta a Espana i brałem udział w wielu innych fajnych wyścigach. W ekipie też są ze mnie zadowoleni, niedawno przedłużyłem kontrakt do 2013.
Dostał pan podwyżkę?
Myślę że mój menedżer się o to postarał (śmiech).
Giro di Lombardia było pana ostatnim startem w tym roku. Co teraz zamierza robić Przemysław Niemiec?
Odpoczywać. Na pewno wybiorę się gdzieś na wczasy. Do treningów wracamy dopiero na początku grudnia.
rozm. jw/ps /18.10.2011/
***
Sukces Czesława Langa i TdP
Starania Czesława Langa przyniosły sukces i przyszłoroczny 69 Tour de Pologne odbędzie się w dn. 10-16 lipca (od wtorku do poniedziałku). Tak zdecydował dyrektoriat Międzynarodowej Unii Kolarskiej (UCI) ustalający w Kopenhadze kalendarz na następny sezon
– Decyzja ta pokazuje jak silna jest nasza pozycja w UCI i jak wielkim prestiżem cieszy się Tour de Pologne – powiedział Czesław Lang. – Zmiany w kalendarzu wyścigów nie są czymś zwyczajnym dlatego tym bardziej cieszymy się że negocjacje zakończyły się naszym sukcesem
69 Tour de Pologne odbędzie się w drugim tygodniu trwającego w lipcu Tour de France.
– Trudno mówić o rywalizacji między tymi wyścigami – uważa Czesław Lang. – I nie sądzę by był to dla nas problem. Wielka Pętla to wyścig o zupełnie innej specyfice, dla wielu kolarzy impreza docelowa. Ale nie zapominajmy że w przyszłym roku odbędą się igrzyska olimpijskie i wielu znakomitych kolarzy – nastawiających się na zwycięstwo w Londynie – na Tour de France nie pojedzie. Zapewne część z nich pojawi się w Polsce i właśnie z myślą o nich przygotowujemy trasę, która będzie trudniejsza a etapy nieco dłuższe. Spodziewam się również że nasz narodowy wyścig będzie ostateczną eliminacją dla polskiej kadry olimpijskiej – dodał dyrektor najlepszej sportowej imprezy w Polsce, podkreślając jednocześnie że w 2013 r. TdP wróci do terminu sierpniowego.
Decyzja UCI w sprawie 69 Tour de Pologne zbiegła się w czasie z ogłoszeniem wyników testów antydopingowych przeprowadzonych podczas tegorocznej edycji wyścigu. – Miło mi poinformować że nasza impreza była w stu procentach czysta. Wszystkie badania dały wynik negatywny – powiedział Lang.
onet /22/9/2011/
***
Łukasz Bodnar wygrał BGŻ Proligę
Łukasz Bodnar z grupy CCC Polsat Polkowice odebrał na gali w siedzibie Banku BGŻ w Warszawie nagrodę dla zwycięzcy klasyfikacji BGŻ ProLigi w sezonie 2011
Drugie miejsce zajął jego kolega z ekipy Tomasz Marczyński, dwukrotny mistrz Polski, a trzecie kolejny zawodnik CCC Marek Rutkiewicz
– To był ciężki sezon. Założyłem na początku że chciałbym przez cały sezon prowadzić w klasyfikacji. Nie udało się ale wygrałem. To nie tylko mój sukces ale całej drużyny. Za to chłopakom dziękuję – powiedział Bodnar.
Galę uświetniła obecność wielu asów kolarstwa. Obecni byli m.in. organizator Tour de Pologne Czesław Lang, Ryszard Szurkowski i Tadeusz Mytnik.
– To dla nas wielkie święto. Polskie kolarstwo, rowery – to dla nas sponsoring strategiczny. Dziękuję wszystkim za przybycie. Na sali są mistrzowie z dawnych lat, dziennikarze z tamtych czasów, kolarze którzy teraz ścigają się na szosach. Cieszymy się z tego co mamy ale wiemy że jeszcze dużo pracy przed nami, byśmy mogli czerpać korzyści z tego sponsoringu. Będziemy ciągnąć ten wózek dalej. Trzeba dużo wysiłku bo to nasza wspólna odpowiedzialność. Musimy się zastanowić co jeszcze możemy zrobić by kolarstwo było sukcesem, a hasło ‘Kocham rower’ przyświecało nam wszystkim – powiedziała Małgorzata Zdzienicka-Grabarz, dyrektor departamentu społecznej odpowiedzialności biznesu i sponsoringu w banku BGŻ S.A.
– Podziwiam tych sportowców. Trzeba samemu przeżyć taką kolarską przygodę by wiedzieć o czym mówię. Ten szum peletonu, wysiłek, poświęcenie, trud, coś wspaniałego. Dla nas którzy na co dzień pracujemy w banku to także okazja do zobaczenia pięknej Polski – dodała.
– Gdy na początku usłyszałem że BGŻ jest z nami, jest z kolarstwem, to już była duża radość. A kolejne działania sponsora spowodowały że kolarstwo jest na coraz wyższym poziomie. Cieszę się że dalej jesteśmy razem. Kalendarz w przyszłym roku będziemy układać tak by ProLiga była priorytetem – powiedział Bogdan Rzepka, wiceprezes PZKol.
– W tym sezonie dzięki pozyskaniu sponsora udało się wprowadzić rywalizację na jeszcze wyższy poziom. Dotyczący przede wszystkim wizerunku kolarstwa, w telewizji i w internecie. Jeszcze nigdy w historii kolarstwa nie mówiło się w naszych mediach tyle o polskich wyścigach. Dziękuję całej ekipie BGŻ, kolarzom za wspaniałą walkę, szefom wyścigów i TVP Sport za rozpropagowanie BGŻ ProLigi. Cieszę się że w taki sposób podsumowujemy mijający kolarski sezon 2011. Wsparcie sponsorów takich jak Bank BGŻ jest bardzo potrzebne polskiemu kolarstwu. Wierzę że w ten sposób stworzymy dobre warunki dla sportowej rywalizacji uzdolnionych zawodników – mówił Tomasz Jaroński, prezes BGŻ ProLigi.
BGŻ ProLiga to klasyfikacja kolarzy startujących w najważniejszych polskich wyścigach. Cały cykl relacjonowany był w Telewizji Polskiej – w kanałach TVP 1, TVP Info i TVP Sport.
Podczas gali pamiątkowymi statuetkami nagrodzeni zostali także organizatorzy wyścigów: Przemysław Bednarek (Ślężański Mnich), Marcin Wasiołek (Memoriał A. Trochanowskiego, Dookoła Mazowsza, Puchar Ministra Obrony Narodowej), Bogdan Rzepka (Szlakiem Grodów Piastowskich i Mistrzostwa Polski), Marek Kosicki (Malopolski Wyścig Górski), Waldemar Krenc (Międzynarodowy Wyścig Solidarności i Olimpijczyków), Paweł Romański (Memoriał H. Łasaka, Puchar Uzdrowisk Karpackich).
db/onet /28-30.9.2011/
***
Mark Cavendish wykonał plan
Główny faworyt, 26-letni Brytyjczyk, został mistrzem świata w wyścigu elity ze startu wspólnego. Na mecie w Rudersdal pod Kopenhagą finiszował ogromny 82-osobowy peleton. Cavendish okazał się najszybszym ze specjalistów sprinterskich końcówek
Cavendish wyprzedził o pół koła Australijczyka Matthew Gossa, na co dzień kolegę z ekipy HTC, oraz Niemca Andre Greipela, który brązowy medal ze Szwajcarem Fabianem Cancellarą wygrał o milimetry
Cavendish był już dwukrotnie mistrzem świata na torze – w wyścigu amerykańskim (2005, 2008). W tym sezonie potwierdza że jest królem finiszu na szosie. Mistrzostwo świata dopisuje do zwycięstwa w klasyfikacji punktowej Tour de France. W całej karierze ma już 20 etapowych zwycięstw w Wielkiej Pętli, siedem w Giro d’Italia i trzy na trasie Vuelta a Espana.
W niedzielnym wyścigu na łatwej, płaskiej trasie w okolicach Kopenhagi nie mogła się powieść żadna ucieczka. Także dlatego że jadące dla swych liderów reprezentacje Wielkiej Brytanii i Niemiec kontrolowały sytuację. Na ostatniej pętli Brytyjczycy wyczyścili pole dla Cavendisha ale zwycięstwo zapewnił on sobie sam atakiem prawą stroną przy barierkach.
Wcześniej szanse obrony tytułu stracił Norweg Thor Hushovd zatrzymany w kraksie na 180 kilometrze, m.in. z trójką Polaków. W czołowej grupie z naszych reprezentantów zostali Marek Rutkiewicz (28 miejsce), Michał Kwiatkowski (31) i Maciej Paterski (38).
Najlepszy wynik reprezentantów Polski w mistrzostwach świata to 14 miejsce 16-letniej Katarzyny Kirschenstein w wyścigu juniorek.
MĘŻCZYŹNI (266 KM). 1. M. Cavendish (W. Brytania) 5:40.27; 2. M. Goss (Australia); 3. A. Greipel (Niemcy); 4. F. Cancellara (Szwajcaria); 5. J. Roelandts (Belgia); 6. R. Feillu (Francja); 7. B. Bozic (Słowenia); 8. E. Boasson Hagen (Norwegia); 9. O. Freire (Hiszpania); 1O. T. Farrar (USA) … 28. M. Rutkiewicz … 31. M. Kwiatkowski … 38. M. Paterski tsc … 151. M. Gołaś 8.54 … 155. M. Bodnar; 156. B. Huzarski tsc.
KOBIETY (140 KM). 1. G. Bronzini (Włochy) 3:21.28; 2. M. Vos (Holandia); 3. I. Teutenberg (Niemcy) … 19. P. Brzeźna-Bentkowska … 26. S. Kapusta-Szydlak tsc … 53. M. Jasińska strata 11 s.
mc/rp /26.9.2011/
***
Nowy król czasówek
Niemiec Tony Martin, mistrz świata z Kopenhagi, ma szansę zostać nowym dominatorem w jeździe indywidualnej na czas
– Czuję się niesamowicie. Nie wiem co powiedzieć. Kiedy doścignąłem Davida Millara który był moim faworytem, zdałem sobie sprawę że stać mnie na wiele. Poczułem dodatkowego kopa – cieszył się Martin
Na trasie środowego wyścigu pojechał niesamowicie. Wcześniej dwa razy zdobywał brąz mistrzostw świata. Teraz nie dał nikomu szans. – Wszystko przebiegło idealnie. Byłem mocny, przy każdym ruchu korby czułem moc. Przed mistrzostwami powiedziałem że powrót do domu ze srebrem byłby dla mnie rozczarowaniem. Wracam ze złotem. Lepiej być nie mogło – mówi Niemiec.
26-latek pochodzący z Cottbus z sezonu na sezon jest mocniejszy. Znają go też kibice w Polsce bo w 2008 r. był drugi na jednym z etapów Tour de Pologne. Błyszczał już w ubiegłym sezonie. Dwa razy był drugi na etapach Tour de France, przez trzy etapy był liderem Tour de Suisse, wygrał Eneco Tour. Jednak tak naprawdę siłę pokazuje w tym roku. Triumfował na odcinkach Wielkiej Pętli, Vuelta a Espana, Dauphine czy dookoła Kraju Basków.
Martin mało się uśmiecha, jest zamknięty w sobie. Nie jeździ zbyt pięknie na rowerze ale jest potwornie skuteczny i ma duży talent. Za jakiś czas pewnie spróbuje triumfować w Tour de France. Góry we Francji nie są aż tak wymagające jak we Włoszech czy Hiszpanii, a często decyduje tam jazda indywidualna na czas, jego specjalność. Niemcy mogliby wreszcie zapomnieć o zamieszanym w afery dopingowe Janie Ullrichu.
Tony niewiele mówi ale swoje zdanie potrafi wyrażać głośno. Niedawno skrytykował fuzję grup Leopard-Trek i RadioShack. Podobne zdanie ma o ewentualnym połączeniu Astany i Saxo Bank-SunGard. – Nie mam o fuzjach dobrego zdania ponieważ zawsze jedna drużyna zostaje rozwiązana a na bruku ląduje pięćdziesiąt osób – stwierdził, choć sam od przyszłego sezonu ma jeździć w grupie która ponoć powstanie w wyniku… fuzji (Quick Step i Omega Pharma która do tej pory sponsorowała ekipę Lotto).
Tak czy inaczej – zdaniem wielu – Martin wszedł na miejsce które do tej pory okupował Fabian Cancellara i teraz to on będzie absolutnym królem czasówek. Szwajcar chyba jednak nie powiedział ostatniego słowa choć w tym roku jeździł słabiej. – Jak zwykły człowiek, po prostu – dowcipkują kolarze. Jeżeli jednak Fabian wróci do formy z poprzednich lat i zacznie ścigać się w ‚innej lidze’ to nawet Martin będzie mieć problemy. Chyba że i on będzie ‚fruwać’ z Cancellarą.
kw/ps /23.9.2011/
***
To mój największy sukces
Rozmowa z Peterem Saganem, zwycięzcą tegorocznego Tour de Pologne
Czy wierzył pan że będzie w stanie odrobić w Krakowie trzy sekundy straty do Daniela Martina?
Martin wyrobił sobie przewagę po fantastycznej jeździe wokół Bukowiny Tatrzańskiej. Ja tego odcinka nie wytrzymałem. Myślę jednak że to on miał większy stres przed ostatnim etapem bo musiał bronić żółtej koszulki. Mój zespół miał ułożony plan. Musiałem atakować i szukać szansy najpierw na premii lotnej a potem na finiszu.
Na premii o mały włos nie przewrócił się pan, walcząc o bonifikatę z Australijczykiem Heinrichem Hausslerem. Był pan bardzo zdenerwowany po tej sytuacji.
Zareagowałem impulsywnie ale nie miałem racji. Haussler bardzo umiejętnie zachował się na finiszu, zamykając mi drogę przejazdu. Rozpoczął długi finisz i zjechał do krawężnika. Chwilę później wytłumaczyliśmy sobie na trasie tę sytuację i przyznałem mu rację.
Kiedy poczuł pan że jest w stanie wygrać Tour de Pologne?
Byłem mocny psychicznie od początku wyścigu. Zwycięstwa na czwartym i piątym etapie tylko bardziej mnie zmobilizowały do walki. To był moment kiedy zacząłem myśleć o zwycięstwie. Wyścig dał się we znaki całej naszej grupie ale zrealizowaliśmy wszystkie założenia, w tym to najważniejsze, które pozwoliło mi wygrać. To bez wątpienia moje największe osiągnięcie. Kilku wybitnych kolarzy właśnie w polskim tourze rozpoczynało wielkie kariery. Chcę podążać ich drogą. Byłem aktywny w kilku innych wyścigach z cyklu World Tour ale triumf w Tour de Pologne jest dla mnie osiągnięciem numer jeden.
Przyjedzie pan do nas za rok bronić tytułu?
Na razie nie chcę wybiegać tak daleko w przyszłość ale nie mam nic przeciw by za rok wystartować w Polsce. Trasy bardzo mi tu odpowiadały. Decyzję podejmie jednak drużyna. Teraz koncentruję się na wyścigu Vuelta a Espana, bo to kolejny ważny start w tym sezonie. Jestem w świetnej formie i chcę dobrze wypaść w tym bardzo prestiżowym tourze. Będę się starać wygrać przynajmniej jeden etap ale moim głównym celem będzie pomoc Vincenzo Nibalemu który pracował na mój sukces tutaj. Na ostatnim etapie doskonale wyprowadził mnie na finiszu a wcześniej podkręcał tempo, starając się zgubić Martina. W Hiszpanii przyjdzie czas na rewanż.
rozm. ps /8.8.2011/
PETER SAGAN NA JEDNYM KOLE
Słowak Peter Sagan po zaciętej walce wygrał 68 wyścig kolarski Tour de Pologne. Dzięki bonifikatom zdobytym na ostatnim siódmym etapie w Krakowie wyprzedził Irlandczyka Daniela Martina
Pod Wawelem czwarte etapowe zwycięstwo odniósł Niemiec Martin Kittel a Sagan finiszował tuż za nim. Wcześniej Słowak w kontrowersyjnych okolicznościach przegrał arcyważną lotną premię na krakowskim Rynku
Trudno było sobie wyobrazić bardziej dramatyczny scenariusz zakończenia wyścigu. O ‘etapie przyjaźni’ nie mogło być mowy ze względu na minimalne różnice w klasyfikacji generalnej – Daniel Martin tylko o trzy sekundy wyprzedzał Sagana i Włocha Marco Marcato. Etap odbywał się w całości w Krakowie gdzie kolarze przejeżdżali dziesięć razy pętlę o długości 12.8 km.
Irlandczyk mógł stracić całą przewagę na jedynej lotnej premii, wyznaczonej na ósmym okrążeniu na Rynku (97 km). Do walki o trzy sekundy bonifikaty – dokładnie tyle tracił do lidera – szykował się Sagan. O tym że Słowak nie zrezygnuje ze zwycięstwa w wyścigu widać było kilka rund wcześniej gdy na czoło peletonu wysunęli się jego koledzy z ekipy Liquigas. Dyktowali mocne tempo by przed premią dogonić uciekających kolarzy.
– Premia będzie ważniejsza niż meta. Saganowi łatwiej będzie wygrać na Rynku niż potem na mecie na Błoniach gdzie sprinterzy będą walczyć o zwycięstwo etapowe. Przy identycznym czasie łącznym w klasyfikacji generalnej Martina i Sagana wyścig wygra Słowak który jest wyżej w klasyfikacji punktowej. Sytuacja jest skomplikowana ale bardzo ciekawa – komentował były trener Mai Włoszczowskiej Andrzej Piątek.
Pojedynek na lotnej premii rzeczywiście był zacięty. Wydelegowany przez Martina najlepszy sprinter w ekipie Garmin – Australijczyk Heinrich Haussler minimalnie wyprzedził Sagana, ale wcześniej na zakręcie z ul. Grodzkiej na Rynek obaj kolarze jechali łokieć w łokieć, na granicy faulu. Słowak gestami reklamował przewinienie Australijczyka. Ostatecznie sędziowie po etapie zdyskwalifikowali Hausslera i 3 sekundy trafiły do Sagana.
Słowak dowiedział się o tym po etapie. Zbliżał się do mety w przekonaniu że zyskał tylko 2 sekundy na lotnej premii i że przegrywa wyścig z Martinem o sekundę. Pozostała mu walka na finiszu etapu na Błoniach, po długiej prostej w alei Focha. Sagan nie jest klasycznym sprinterem ale wzniósł się na wyżyny swych umiejętności i przegrał tylko z bezkonkurencyjnym na finiszowych końcówkach Kittelem.
Sześciosekundową bonifikatą za 2 miejsce przypieczętował zasłużony triumf w Tour de Pologne. Szczęśliwy uczcił go honorową rundą jadąc wzorem żużlowców na jednym kole.
– To mój największy sukces w karierze. Miałem obawy czy uda się odzyskać żółtą koszulkę którą straciłem wczoraj. To nie było pewne. Wyścig traktowałem jako przetarcie przed hiszpańską Vueltą ale skoro się udało wygrać to tym lepiej – powiedział 21-letni kolarz z Żyliny który w nagrodę odebrał kluczyki (a raczej wielki symboliczny klucz) do najnowszego modelu fiata freemont.
Polacy byli widoczni na sobotnim etapie ale nie w najważniejszych momentach. Na pierwszych rundach uciekał Jacek Morajko a na ostatnich – jego kolega z ekipy CCC Tomasz Marczyński którego peleton dogonił 2 kilometry przed metą.
W klasyfikacji generalnej najlepszy z biało-czerwonych Bartosz Huzarski zajął dobre, siódme miejsce. Marek Rutkiewicz z ekipy CCC dziewiąty raz ukończył wyścig w pierwszej dziesiątce, tym razem na 10 pozycji ale nie ukrywał rozczarowania bo mierzył w podium. Polacy wygrali też dwie dodatkowe klasyfikacje: górską – Michał Gołaś (Vacansoleil) oraz aktywnych – Adrian Kurek (reprezentacja).
7 etap – Kraków (128 km):
1. Kittel (Skil-Shimano 2:50.00
2. Sagan
3. Leigh Howard (Australia/HTC-Highroad)
4. Haussler (Garmin-Cervelo)
5. Marcato (Vacansoleil)
6. Lucas Sebastian Haedo (Argentyna/Saxo Bank)
7. Nikołaj Trusow (Rosja/Katiusza)
8. Ian Stannard (W. Brytania/Sky)
9. Jan Bakelandts (Belgia/Omega Pharma-Lotto)
10. Siergiej Lagutin (Uzbekistan/Vacansoleil)
..
12. Rutkiewicz
31. Jarosław Marycz (Polska/Saxo Bank)
32. Przemysław Niemiec (Polska/Lampre)
35. Huzarski (reprezentacja Polski)
39. Rafał Majka (Polska/Saxo Bank)
51. Gołaś
59. Maciej Paterski (Polska/Liquigas)
73. Marczyński
75. Mateusz Taciak (Polska/CCC Polsat Polkowice)
77. Michał Podlaski (reprezentacja Polski)
78. Paweł Cieślik (reprezentacja Polski)
80. Bartłomiej Matysiak (Polska/CCC Polsat Polkowice) – wszyscy ten sam czas
89. Kurek strata 55 s
90. Łukasz Bodnar (Polska/CCC Polsat Polkowice) 58
104. Jarosław Dąbrowski (reprezentacja Polski) 3.32
112. Piotr Gawroński (reprezentacja Polski) ten sam czas
132. Morajko 12.01
Klasyfikacja generalna
1. Sagan 26:40.01
2. Martin (Garmin-Cervelo) strata 6 s
3. Marcato 7
4. Wout Poels (Holandia/Vacansoleil) 22
5. Peter Kennaugh (W. Brytania/Sky) 24
6. Rinaldo Nocentini (Włochy/AG2R) 27
7. Huzarski
8. Christophe Riblon (Francja/AG2R)
9. Stephen Cummings (W. Brytania/Sky) ten sam czas
10. Rutkiewicz 31
11. Niemiec 32
…
24. Majka 2.13
28. Marczyński 2.26
29. Cieślik 2.30
44. Paterski 7.14
47. Marycz 10.50
60. Gołaś 17.03
90. Morajko 29.25
96. Podlaski 33.50
99. Kurek 35.16
104. Dąbrowski 37.47
113. Matysiak 43.02
122. Taciak 50.31
127. Bodnar 57.15
132. Gawroński 1:20.54
Klasyfikacja punktowa
1. Sagan 99 pkt
2. Marcato 89
3. Kittel 80
…
21. Niemiec 22
Klasyfikacja najaktywniejszych
1. Kurek 13 pkt
2. Gianluca Maggiore (Włochy/De Rosa) 10
3. Marcato 9
Klasyfikacja górska
1. Gołaś 85 pkt
2. Javier Vila Errandonea (Hiszpania/De Rosa) 47
3. Rusłan Pidgorny (Ukraina/Vacansoleil) 45
Klasyfikacja drużynowa
1. Vacansoleil 80:01.23
2. Sky strata 12 s
3. AG2R 2.31
4. CCC Polsat Polkowice 4.34
….
18. Reprezentacja Polski 31.10
pap /6.8.2011/
***
Z Polaków najlepszy Czesław Lang
Zwycięzcą 68 Tour de Pologne został… Czesław Lang. Poważnie! Czasem się czepiam pana Czesława i wyścigu. Że wszędzie opowiada słodkie kawałki jakie to wszystko w naszym wyścigu jest naj, że pięknie, uroczo i w ogóle bajka
Uważam że wciąż można poprawiać wiele rzeczy. Jednak po tym co widziałem w Krakowie – czapki z głów przed panem Langiem! Stojąc na rynku przed startem ostatniego etapu rozmawiałem z jednym z kolegów dziennikarzy, który powiedział: ‘Ostateczne zwycięstwo Langa’. To prawda – było jak na Tour de France
Zamknięte miasto tylko dla kolarzy, dziesiątki tysięcy świetnie bawiących się wokół kibiców, prawie żadnych narzekających że ‘ci kolarze znowu jeżdżą i blokują Kraków’. Wielkie sportowe święto na najwyższym światowym poziomie. Dokładnie tak jak chciał i zawsze mówił Lang. Może niech ze swoją ekipą zajmie się też organizacją Euro 2012 i w ogóle wszelkich imprez sportowych. Jest najlepszy, bez dwóch zdań.
Szkoda że takiego święta nie stworzyli nam nasi kolarze. Wiem że koszulka najlepszego górala Michała Gołasia czy najaktywniejszego Adriana Kurka to fajna sprawa. Podobnie jak ataki czy ambitna walka Tomasza Marczyńskiego w Krakowie. To na pewno podobało się kibicom. Tylko co z tego? Chodzi o to by… w telewizji było widać logo sponsora. W porządku, to też część kolarstwa, lecz chciałbym wreszcie zobaczyć w Tour de Pologne Polaka wygrywającego etap. O całym wyścigu nie mówię bo może lepiej iść małymi kroczkami. Lang też tak sobie idzie, za to ciągle w jednym kierunku i są efekty, bo w sobotę był na szczycie. Może kiedyś wdrapie się tam też któryś z polskich zawodników?
kw/ps /8.8.2011/
***
To nowy gwiazdor kolarstwa
– Jesteśmy świadkami narodzin nowego gwiazdora kolarstwa – powiedział Andrzej Piątek, były trener naszej kadry MTB, mając na myśli postawę Marcela Kittela z Niemiec w tegorocznym Tour de Pologne
– Na słowa uznania zasługują póki co Polacy ale pierwszą próbą sił będzie dopiero etap do Cieszyna – dodał Piątek
– Marcel Kittel na razie odstaje od reszty stawki. Pierwszy etap wygrał o długość roweru, drugi o dwie długości, a trzeci – o trzy i to tylko dlatego że kilkanaście metrów przed metą rozpoczął celebrowanie zwycięstwa – mówił Piątek.
– Ten kolarz wpadł mi w oko już przed dwoma laty na czasówce podczas mistrzostw Europy w Belgii. Ola Dawidowicz była wówczas 12 w kategorii do 23 lat, a Kittel nie miał sobie równych wśród młodzieżowców. W mistrzostwach świata był czwarty, a rok później – trzeci. Obecny sezon jest w jego wykonaniu popisowy. Ten chłopak znakomicie radzi sobie w pierwszym roku rywalizacji w elicie, a przejście z kategorii młodzieżowej jest zawsze bardzo trudne. Dziesięć zwycięstw w jednym roku musi robić wrażenie. Wielką niewiadomą jest natomiast jego postawa w górach – na 5 i 6 etapie – komentował Piątek.
– Na wielkie słowa uznania zasługują póki co Polacy. Jadą bardzo aktywnie i pokazują olbrzymią ambicję. Doskonale wypełniają założenia taktyczne i widać że robią co mogą. Oby tak dalej – powiedział twórca największych sukcesów polskiego kolarstwa górskiego.
– Pierwszą próbą sił będzie etap do Cieszyna. To etap, na którym nie można wyścigu wygrać ale można przegrać – mówił Piątek.
łw/onet /3.8.2011/
***
Szmyd nie jedzie Tour de Pologne
Rok temu walczył o zwycięstwo a teraz obejrzy Tour de Pologne w telewizji. Sylwester Szmyd potwierdził że grupa Liquigas ma dla niego inne plany na resztę sezonu
Szmyd nie pojedzie więc w najważniejszym polskim wyścigu. Grupa Liquigas wystartuje w 68 Tour de Pologne tylko z dwoma naszymi zawodnikami
Szmyd – najlepszy polski kolarz ostatnich lat – w poprzednich dwóch edycjach Tour de Pologne zajmował miejsce w czołowej dziesiątce. W 2009 był siódmy, a przed rokiem szósty. Żaden z Polaków nie spisywał się lepiej.
Liderami włoskiego zespołu w tegorocznym TdP będą trzeci w ostatnim Giro d’Italia Włoch Vincenzo Nibali oraz Słowak Peter Sagan. Oprócz nich pojadą również dwaj Polacy startujący w Tour de France – Maciejowie Bodnar i Paterski.
‘Oficjalnie mogę potwierdzić że nie wystartuję w TdP, nie ma mnie w składzie. Nie dostałem powołania na nasz narodowy wyścig. Całkowicie niezależnie ode mnie dostałem plan startów bez TdP i niewiele mam do powiedzenia w tej sprawie. Skład to zawodnicy na Vueltę plus dwóch moich polskich kolegów z Liquigas’ – napisał Szmyd na swojej stronie sylwesterszmyd.pl na temat TdP.
‘Przykro mi z powodu kibiców którzy tylko na TdP mogą się ze mną spotkać’ – dodał kolarz.
Szmyd skomentował też emocjonujący 19 etap Tour de France: ‘Dla takich etapów jak dwa ostatnie warto pracować całe miesiące. Przede wszystkim prawdziwa walka i wczoraj i dziś, prawie od początku, bez kunktatorstwa i wyrachowania. Wczoraj fenomenalny Andy i Cadel a dziś Contador pokazał że jest kolarzem z krwi i kości i jeżeli przegra to z honorem’.
Polak prezentował się w piątek dobrze, gorzej szło jego liderowi Ivanowi Basso.
‘Ivan zdecydowanie nie miał dnia a mnie to kosztowało mnóstwo pracy, pod Telegraph i później, najwięcej na trzydziestokilometrowym zjeździe pod wiatr gdzie całkowicie się wyciąłem przed Alpe d’huez. Zresztą tak kiepsko jak było pod Galibier z Ivanem to i tak muszę przyznać że nieźle na koniec się wybronił’ – napisał Szmyd.
eurosp/stol/sylwesterszmyd.pl /23-24.7.2011/
SZMYD BYŁ NAPRAWDĘ DUMNY
Sylwester Szmyd na temat końcówki Tour de France: – ‘Zapomniałem wczoraj napisać że właśnie Cadelowi życzę zwycięstwa. Mój kolega z pokoju obstawiał na 100 proc. Andyego ale Ivan zawsze był po stronie braci a ja Evansa. Najrówniejszy, może bez błysku i numerów w stylu Schlecka, ale na pewno najbardziej zasłużył na to zwycięstwo’
– ‘Ja ze swojego TdF jestem zadowolony. Pod górę zawsze byłem gdzie i kiedy powinienem, może tylko poza etapem na Plateu de Beille. Zabrakło… szczęścia? Może nawet nie. Wiem dlaczego i po co jestem w tej ekipie. Tak jak kibice i ja mam marzenia, może nawet więcej, bo ja to widzę i czuję od środka. Po wczorajszym etapie widząc tłuuuuuumy kibiców wykrzykujących moje imię byłem naprawdę dumny że wykonuję właśnie ten zawód. Jak również będąc pod Galibier wśród dziesięciu najlepszych górali, jadąc bez większego wysiłku, a później musząc pomóc liderowi bronić honoru własnego i ekipy. Też mi lekko nie było… Aaaale – rozpaczy nie ma’
– ‘Czasem ktoś pyta – dlaczego nie zostaję do końca pod górę. Mógłbym np. pod Galibier ale widząc że na nic się nie przydam Ivanowi, myślami uciekałem do dnia kolejnego. Zresztą zawsze wiem że muszę się oszczędzać na następne etapy bo tego ode mnie wymagają i nie ma to wiele wspólnego z brakiem własnych ambicji…’
sylwesterszmyd.pl /23.7.2011/
***
Łzy w oczach Evansa
34-letni Cadel Evans jako pierwszy Australijczyk wygrał największy wyścig kolarski świata – Tour de France
W klasyfikacji generalnej ‘Wielkiej Pętli’ Evans wyprzedził braci Andyego i Franka Schlecków z Luksemburga. Australijczyk za zwycięstwo w TdF otrzymał czek na 450 tysięcy euro
Ostatni 21 etap z metą na Polach Elizejskich w Paryżu wygrał po finiszu z peletonu Brytyjczyk Mark Cavendish
Wszystkie najważniejsze rozstrzygnięcia zapadły w sobotę w Grenoble gdzie w jeździe indywidualnej na czas Evans pozbawił Schlecków złudzeń. W niedzielę pozostał tylko krótki etap przyjaźni z Creteil do Paryża który Australijczyk przejechał w środku peletonu. Po minięciu mety otoczyli go koledzy z ekipy BMC, gratulowali, klepali po plecach, ściskali, a zwycięzca miał łzy w oczach.
Evans był już liderem ‘Wielkiej Pętli’ w 2008 i 2010 r. ale żółtej koszulki nie potrafił utrzymać.
Zgodnie z oczekiwaniami na zakończenie wyścigu kibice zobaczyli finisz z peletonu. Mark Cavendish rozprowadzony jak po sznurku przez kolegów z ekipy HTC nie miał najmniejszych problemów z odniesieniem piątego w tym roku a 20 w karierze zwycięstwa w TdF. Na liście wszech czasów kolarz z wyspy Man jest szósty. Sporo mu jeszcze brakuje do rekordu Belga Eddy Merckxa który wygrał 34 etapy.
Cavendish przy okazji przypieczętował zwycięstwo w klasyfikacji punktowej. Zieloną koszulkę wywalczył pierwszy raz.
W innych dodatkowych klasyfikacjach triumfowali: w górskiej – Hiszpan Samuel Sanchez, a wśród młodzieżowców – Francuz Pierre Rolland.
SZMYD I DEBIUTANCI
Trzech polskich kolarzy z ekipy Liquigas – Sylwester Szmyd oraz debiutanci Maciej Paterski i Maciej Bodnar – ukończyło wyścig w komplecie. Najwyżej – na 42 miejscu – został sklasyfikowany Szmyd, główny pomocnik Włocha Ivana Basso w Pirenejach i Alpach. Paterski na jednym z etapów brał udział w udanej ucieczce i finiszował na 7 miejscu. Poprzednio w pierwszej dziesiątce etapu na Tour de France z Polaków był sklasyfikowany Dariusz Baranowski – w 2002 r.
21 etap Creteil – Paryż (95 km):
1. Cavendish (HTC) 2:27.02
2. Edvald Boasson Hagen (Norwegia/Sky)
3. Andre Greipel (Niemcy/Omega Pharma)
4. Tyler Farrar (USA/Garmin-Cervelo)
5. Fabian Cancellara (Szwajcaria/Leopard)
6. Daniel Oss (Włochy/Liquigas)
7. Borut Bozic (Słowenia/Vacansoleil)
8. Tomas Vaitkus (Litwa/Astana)
9. Gerald Ciolek (Niemcy/Quickstep)
10. Jimmy Engoulvent (Francja/Saur-Sojasun)
…
32. Paterski
56. Evans (Australia/BMC)
81. Bodnar
130. Szmyd wszyscy ten sam czas
Klasyfikacja końcowa:
1. Evans 86:12.22
2. Andy Schleck (Luksemburg/Leopard) 1.34
3. Frank Schleck (Luksemburg/Leopard) 2.30
4. Thomas Voeckler (Francja/Europcar) 3.20
5. Alberto Contador (Hiszpania/Saxo Bank) 3.57
6. Samuel Sanchez (Hiszpania/Euskaltel) 4.55
7. Damiano Cunego (Włochy/Lampre-ISD) 6.05
8. Basso 7.23
9. Thomas Danielson (USA/Garmin-Cervelo) 8.15
10. Jean-Christophe Peraud (Francja/AG2R) 10.11
11. Pierre Rolland (Francja/Europcar) 10.43
12. Rein Taaramae (Estonia/Cofidis) 11.29
13. Kevin De Weert (Belgia/Quickstep) 16.29
14. Jerome Coppel (Francja/Saur-Sojasun) 18.36
15. Arnold Jeannesson (Francja/FDJ) 21.20
16. Haimar Zubeldia (Hiszpania/Radioshack) 26.23
17. Christian Vande Velde (USA/Garmin-Cervelo) 27.12
18. Ryder Hesjedal (Kanada/Garmin-Cervelo) 27.14
19. Peter Velits (Słowacja/HTC) 28.54
20. Jelle Vanendert (Belgia/Omega Pharma) 32.41
…
42. Szmyd 1:25.37
69. Paterski 2:03.56
143. Bodnar 3:23.30
Startowało 198 kolarzy. Wyścig ukończyło 167
int.pl/pap /24.7.2011/
***
Pierwszy z Australii
Cadel Evans pierwszym australijskim zwycięzcą Tour de France
Lider amerykańskiej grupy BMC o swoim sukcesie przesądził w sobotę w jeździe indywidualnej na czas wokół Grenoble którą wygrał Niemiec Tony Martin (HTC), wykręcając średnią 45.9 km/godz. W niedzielę na ostatnim etapie najszybszy na Polach Elizejskich w Paryżu był Brytyjczyk Mark Cavendish, zapewniając sobie zwycięstwo w klasyfikacji punktowej.
Przed jazdą na czas Evans tracił do prowadzącego w klasyfikacji Andyego Schlecka 57 s i 4 s do jego brata Franka. Walka o żółtą koszulkę zapowiadała się intrygująco.
Dopuszczano nawet scenariusz z 1989 r. kiedy na 24.5-km. czasówce z Wersalu do Paryża która kończyła wyścig Amerykanin Greg LeMond odrobił 50-s. stratę do faworyta gospodarzy Laureata Fignona i wygrał z przewagą 8 s, co do dziś pozostaje najmniejszą różnicą w historii wyścigu.
W sobotę takich emocji jednak nie było. Skończyły się jeszcze przed półmetkiem etapu gdy znakomicie jadący Evans odrobił całą stratę a na mecie wyprzedził Andyego Schlecka o minutę i 34 s. Martin, wybitny spec od jazdy na czas, był szybszy tylko o 7 s.
Bracia Schleckowie specjalnie nie martwili się przegraną z Australijczykiem. W końcu jako pierwszy rodzinny duet stanęli na podium Tour de France. Frank znalazł się tam pierwszy raz w karierze, Andy trzeci rok z rzędu jest drugi. – Mam 26 lat, jest jeszcze czas na zwycięstwa w Wielkiej Pętli – mówił.
Premier Australii w związku z historycznym sukcesem Evansa ustanowiła poniedziałek dniem wolnym od pracy. Ta radość to konsekwencja długotrwałej ofensywy kolarzy z tego kraju, wychowanych głównie na torze.
W 1981 r. Phil Anderson został pierwszym Australijczykiem i pierwszym kolarzem spoza Europy który w Tour de France jechał w żółtej koszulce.
Evans zanim w 2001 r. podpisał kontrakt z Saeco, swoją pierwszą zawodową grupą szosową, dwukrotnie (1998, 1999) zdobywał Puchar Świata w kolarstwie górskim.
W nowej specjalności i w kolejnych ekipach (2002 Mapei, 2003–04 Telekom, 2005–09 Lotto, 2010 BMC) dał się poznać jako kolarz dobrze jeżdżący w górach i na czas, ale mało agresywny. Może dlatego że z natury skromny a w dodatku prześladowany przez pech.
W każdym z wielkich wyścigów jechał w koszulce lidera ale zwykle tylko jeden dzień (Giro d’Italia – 2002 i 2010), Vuelta a Espana (2009). Wyjątkiem był Tour de France 2008 (pięć dni w żółtej koszulce).
Przed rokiem był na prowadzeniu w klasyfikacji generalnej TdF na 9 etapie ale zaraz je oddał gdyż zanadto dokuczał mu łokieć złamany w kraksie poprzedniego dnia. Wyścig ukończył na 26 miejscu.
Przygodę z Tour de France rozpoczynał w 2005 r. od 8 miejsca, w kolejnych sezonach były 4 i dwa razy 2 (także Tour de Pologne 2006 Evans ukończył tuż za zwycięzcą Stefanem Schumacherem). Przypisywano mu etykietę wiecznie drugiego, ale on cały czas się rozwijał.
– Nie po to zamieniałem rower górski na szosowy by zniknąć gdzieś w peletonie. Alberto Contadora też można pokonać – powtarzał.
Zdobywając w 2009 r. w Mendrisio mistrzostwo świata w wyścigu ze startu wspólnego pokazał że potrafi być sprytny i agresywny, że w sprzyjających warunkach stać go na spektakularne finisze.
Przed tegorocznym Tour de France jego najlepsze etapowe pozycje w Wielkiej Pętli to 3 drugie i 3 trzecie miejsca. Jedyną wygraną, w czasówce w Albi (2007), przyznano mu po dyskwalifikacji Aleksandra Winokurowa któremu udowodniono doping krwi.
Zwyciężając po spektakularnym ataku w Mur-de-Bretagne w pierwszym tygodniu ścigania zwrócił na siebie uwagę. Od początku utrzymywał się w ścisłej czołówce. Na królewskim etapie z metą na przełęczy Galibier to on bez niczyjej pomocy gonił Andyego Schlecka, ciągnąc za sobą Contadora, Ivana Basso, Thomasa Voecklera i innych. Kropkę nad i postawił w Grenoble.
Wygrał Tour de France mając dokładnie 34 lata 5 miesięcy i 10 dni co oznacza że jest najstarszym powojennym zwycięzcą wyścigu. Słynny Włoch Gino Bartali stając na podium w 1948 r. miał 34 lata i 7 dni.
AUSTRALIA NIE SPAŁA
Jak odpowiednio uhonorować bohatera – to pytanie zadają sobie Australijczycy po triumfie Cadela Evansa w Tour de France. Czasu na zastanowienie mają dużo bo kolarz odwiedzi rodaków dopiero w październiku, gdy zakończy starty w Europie
Pomnik, wielka parada, a może nazwać most jego imieniem – to tylko niektóre pomysły. Australia na punkcie 34-letniego sportowca oszalała. Nocną transmisję z ostatniego etapu Tour de France oglądało prawie 2.5 mln widzów czyli ponad 10 procent mieszkańców kraju. W tym roku żadna audycja telewizyjna nie cieszyła się tak dużą popularnością.
Pierwsze strony gazet poświęcone są triumfującemu Evansowi choć do druku musiały trafić nim formalnie przekroczył metę w Paryżu. Jego zwycięstwo uznane zostało za jeden z największych sukcesów sportowych w historii Australii, z którym równać mogłoby się tylko zdobycie przez piłkarzy mistrzostwa świata.
Pojawił się nawet pomysł by 24 lipca nazwać żółtym dniem i ustanowić go wolnym od pracy ale premier Julia Gillard wykluczyła taką możliwość.
– Rozmawiałam z nim przed ostatnim etapem i żartowaliśmy o jego wpływie na gospodarkę. Powiedziałam mu że dla wydajności pracy Australijczyków nie zrobił wiele dobrego bo w poniedziałek wszyscy będą zaspani. On jednak błyskotliwie odparł że wszystko będzie w porządku bo dzięki podniesionym morale ludzie przez jakiś czas będą pracować ciężej – powiedziała Gillard.
Mistrz świata z 2009 r. na ojczystej ziemi pojawi się prawdopodobnie dopiero w październiku. W drodze do domu jego matki w Arthurs Creek czeka na niego niespodzianka. Kibice na asfalcie, wzorem Tdf, wymalowali pochwalne wiadomości.
mc/rp/pap/pmaj /25.7.2011/
***
Pierwsi bracia na podium
Pierwszy raz w historii Tour de France na podium w Paryżu stanęli dwaj bracia – Andy i Frank Schleckowie z Luksemburga. Zajęli 2 i 3 miejsce
W latach dwudziestych w annałach Wielkiej Pętli zapisali się Francuzi Henri i Francis Pelissier. Pierwszy wygrał cały wyścig w 1923 r., drugi odniósł dwa zwycięstwa etapowe.
Najsłynniejsze kolarskie rodzeństwo tworzyło czterech braci Pettersonów ze Szwecji – Gosta, Erik, Sture i Tomas. Wspólnie zdobyli trzy tytuły mistrzów świata oraz dwa medale olimpijskie – brązowy (1964) i srebrny (1968) na 100 km drużynowo na czas. W czwórkę przeszli na zawodowstwo w tym samym 1970 r. i do tej samej ekipy Ferretti. Również w 1970 r. Gosta zajął 3 miejsce w Tour de France, a w następnym roku wygrał Giro d’Italia.
Bracia Schleckowie już wcześniej zajmowali razem miejsca na podium. Ostatni raz 24 kwietnia kiedy to Frank był drugi, a Andy trzeci w prestiżowym klasyku Liege – Bastogne – Liege. Kolarzy z Luksemburga pokonał wówczas Belg Philippe Gilbert.
450 TYS. EURO DLA EVANSA
Cadel Evans za zwycięstwo w Tour de France otrzymał czek na 450 tys. euro. Drugi w klasyfikacji generalnej Andy Schleck zarobił 200 tys., a jego brat Frank, który był trzeci, połowę mniej.
Zwycięstwo w klasyfikacji górskiej Hiszpana Samuela Sancheza warte było 25 tys. euro.
Najwięcej, bo prawie pół miliona euro – 493 990 – zarobiła ekipa BMC której liderem był Evans. O 395 310 wzbogacili się kolarze Leoparda (bracia Schleckowie), a o 147 130 Europcar (Thomas Voeckler).
Grupa Liquigas, której barwy reprezentowali m.in. trzej Polacy: Sylwester Szmyd, Maciej Paterski i Maciej Bodnar, zainkasuje 22 360 euro.
int.pl/pap /24.7.2011/
***
Modlę się codziennie
Sylwester Szmyd /zawodnik włoskiej grupy Liquigas/, najlepszy polski kolarz, uczestnik wielkich wyścigów – Tour de France, Vuelta a Espana czy Giro d’Italia – mówi m.in. że do 2009 r. był ministrantem, a kiedy trzeba – staje w obronie wiary i Kościoła
Rozmowa z Sylwestrem Szmydem
Zacznijmy od sprawy którą żyje ostatnio świat kolarstwa, od dopingu. O branie niedozwolonych środków oskarżony jest Alberto Contador, trzykrotny zwycięzca Tour de France. Do brania przyznał się tez ostatnio Danilo di Luca który wygrał Giro d’Italia w 2007 r. Czy bycie dobrym i uczciwym chrześcijaninem w świecie nieuczciwości – jakim zdaje się być kolarstwo – jest proste?
Myślę że akurat pod tym względem kolarstwo jest czystsze od innych dyscyplin sportu, biorąc pod uwagę to jak w naszym sporcie odbywa się walka z dopingiem. Czarne owce się zdarzają, jak w każdym środowisku… A poza kolarstwem myślę że jest więcej nieuczciwości w świecie i trzeba sobie zawsze radzić.
Czy koledzy z druzyny akceptują pana wiarę?
Jesteśmy dorośli. Nikt tego nie komentuje, nie krytykuje. Raczej szanuje.
Rozmawia pan z nimi na temat Chrystusa?
Właściwie zabieram tylko głos w obronie wiary czy Kościoła, kiedy ktoś zacznie głupie rozważania.
Czy przed etapem modli się pan lub idzie na Mszę Świętą?
Modlę się codziennie ale na wyścigach, na etapówkach, pójść na Mszę Świętą jest prawie niemożliwe.
Modlitwa pomaga?
Zależy w jakim sensie. Nie modle się przecież o to bym wygrał… Modlitwa jest częścią dnia, a kolarstwo pracą.
Swoją wiarę okazuje pan bez problemu podczas wyścigów kiedy nosi pan widoczny Krzyż wystający spod koszulki. Co ludzie o tym sądzą? Nie ma jakichś skarg, uwag?
A nawet dwa Krzyże. Nie, nikt mi nigdy nic nie powiedział, nie skarżył się.
Nie wydaje się panu czasem że Bóg nie pomaga wystarczająco by wygrywać, choćby Tour de Pologne? Każdy Polak czeka by nasz rodak wygrał ten wyścig.
Nikt nie zna Bożych zamiarów. Może muszę być kilka razy z tyłu by móc później wygrać albo może ja nie mam dane nigdy wygrać TdP… Kto to wie?…
Czy myślał pan o Bogu podczas ostatnich kilometrów 5 etapu klasyka Dauphine Libere w 2009 r.?
Nie sądzę abym wtedy myślał o czymkolwiek. W takich momentach jest się skoncentrowanym raczej na maksymalnym wysiłku i na niczym więcej.
Podczas jednej z naszych rozmów powiedział pan że aż do 2009 r. był ministrantem.
Nie ma jakiejś górnej granicy wieku do której można być ministrantem. Zawsze jak byłem w Bydgoszczy to chodziłem pod Ołtarz, z reguły tylko czytając, ale jak nie było ministrantów to i ich funkcje siłą rzeczy przejmowałem.
Nie myśli pan o większym zaangażowaniu się w jakąś konkretną wspólnotę?
Nigdy o tym nie myślałem. A do tego mieszkając za granicą albo na walizce trudno jest się angażować w jakąś wspólnotę. Trzeba bardzo dbać głównie o wspólnotę rodzinną, tę w domu z żoną, to i tak duże wyzwanie przy takim trybie życia.
rozm. mp/oaza /12.1.2011/
***
To nie miało sensu
Informacja o zakończeniu przez mistrzynię świata w kolarstwie górskim Maję Włoszczowską współpracy z trenerem Andrzejem Piątkiem spadła jak grom z jasnego nieba
ANDRZEJ PIĄTEK, były trener Mai Włoszczowskiej, kadry MTB seniorek i grupy CCC Polkowice: – Rozstajemy się bo nasze wizje przygotowań do igrzysk w Londynie się różniły. Uznaliśmy że dalsza współpraca nie ma sensu. Rozbieżne zdania zaczęły się pojawiać w zeszłym roku. Ja filozofię prowadzenia drużyny od początku mam taką samą. Wymagam realizowania nakreślonego przeze mnie programu treningowego i określonej dyscypliny. Jeżeli któraś z zawodniczek ma własne pomysły a ja nie jestem do nich przekonany – nie będę się pod nimi podpisywać. Wtedy ona musi wziąć odpowiedzialność na siebie. Chyba że znajdzie trenera który będzie to firmować.
– Majka jest liderką drużyny. Mistrzynią świata, wicemistrzynią olimpijską, wicemistrzynią Europy i jeszcze tydzień temu była liderką światowego rankingu. To jest nazwisko. Najpopularniejsza, najbardziej rozpoznawalna polska sportsmenka w dyscyplinach letnich. Dlatego, broń Boże, nie chcę przeszkadzać w realizacji jej celów. Podczas ostatniej naszej rozmowy powiedziałem że na pewno jej pomogę jeżeli takiej pomocy będzie potrzebować.
– Jeżeli chodzi o zmiany w sztabie szkoleniowym, chciałem mieć w nim ludzi w pełni zaangażowanych. Przebywaliśmy przecież ze sobą od 2000 r., spędzaliśmy poza domem około 250 dni w sezonie. Taka praca to prawdziwa harówka. Nie dziwię się że doszło do wypalenia.
– Czy Maja będzie beze mnie odnosić sukcesy? Nie wiem. Powiem tylko tyle: ma wszelkie dane by nadal być zawodniczką czołówki światowej i wygrywać bo wiem jakie ma możliwości, wydolność, jaką silną psychikę. To model mistrza. Wielokrotnie to mówiłem.
– Przychodzi mi się rozstać z kadrą MTB seniorek i zawodową grupą CCC Polkowice. Z jednej strony szkoda bo sam to wszystko tworzyłem, początkowo w spartańskich warunkach. Z drugiej: każdemu przyda się chwila odpoczynku i refleksji. Ja też mam rodzinę.
mc/rp /18.7.2011/
***
Dziesiąte Giro Szmyda
Dziesiąte Giro za mną. Powiedziałem dyrektorowi wyścigu: Spodziewałem się jakiejś pamiątkowej tabliczki za dziesięć ukończonych wyścigów. A on że dają dopiero za jedenaście… Zobaczymy…
Tegoroczne Giro było dla mnie wyjątkowo ciężkie. Trzeci etap tragiczny – obraz którego nigdy nie zapomnę i myśl że WW to przecież jeden z nas
Później od etapu na Etnę choroba która ciągnęła się do ostatniego tygodnia. Przejechałem całe Giro z tyłu, nie myśląc o etapach, górach, walce czy pomocy. Jedyną walkę jaką musiałem podejmować co dzień – to walka z chorobą, słabością ludzkiego organizmu i własnymi słabościami. Codzienne szukanie w sobie ułamków motywacji do kontynuowania tego nadludzkiego wysiłku.
Ostatni etap do Sestiere udowodnił mi i kibicom że jednak cały czas stać mnie w górach na jazdę w czubie grupy.
Dziś już jestem w Briancon, głowa zwrócona w stronę TdF… Jutro przejadę metę 18 etapu z końcówką na Galibier i 19 etapu – Alpe d’huez…
NAZYWAŁEM GO EL POLACCO…
Rozmawialiśmy na każdym wyścigu. Myślę że był jednym z bardziej sympatycznych kolarzy w grupie. Takim zapamiętam Xaviera. Szok, aż trudno uwierzyć w to co się stało
Dzień odpoczynku minął mi na kompletnym relaksie bez roweru. Nie mogę się jakoś pozbierać. Zresztą przy etapach jakie mieliśmy w ostatnich trzech dniach ciężko się zdrowieje… Nawet zdrowy by się łatwo rozchorował…
Jutro kolejny dzień do przejechania i potem mam już nadzieję że się poprawi…
sylwesterszmyd.pl /30.5.2011/ /23.5.2011/
***
Alberto Contador wygrał Giro 2011
Ostatni etap Giro d’Italia – jazda indywidualna na czas – odbył się w Mediolanie, perle północnych Włoch. Był to tylko miły epilog walki na trasie całego wyścigu
Wcześniej było już jasne że całe Giro wygra wspaniały Hiszpan Alberto Contador (Saxobank-Sungard). A ostatni etap padł łupem Brytyjczyka Davida Millara (Garmin-Cervelo). I tak 94 Giro przeszło do historii
Czasówka o długości niemal 27 kilometrów została przez organizatorów skrócona o pięć kilometrów. Z powodu wielu imprez odbywających się w mieście oraz jasnej i klarownej sytuacji w klasyfikacji generalnej szefowie wyścigu nie zamierzali mocno forsować kolarzy.
Na trasie poprzeczkę rywalom wysoko zawiesił Millar który dojechał do mety w czasie 30:31 minuty i długo nikt mu nie zagrażał.
Dopiero ze startem czołówki wyniki zaczęły się poprawiać. Michele Scarponi i Vincenzo Nibali nie zdołali jednak odrobić choć części strat do lidera Giro, co więcej ich jazda ulicami Mediolanu nie pozwoliła nawet na zajęcie lokaty w czołowej dziesiątce etapu. Contador widząc swą przewagę spokojnie dojechał na trzeciej pozycji w etapie i cieszył się na mecie ze zwycięstwa w 94 Giro.
Wygraną na 21 etapie w Mediolanie zachował Millar, drugi był Alex Rasmussen (HTC-Highroad). Polacy zmęczeni długim i ciężkim wyścigiem zakończyli rywalizację na miejscach: 79 Przemysław Niemiec (Lampre-ISD) i 125 Sylwester Szmyd (Liquigas-Cannondale).
94 Giro przeszło do historii dzięki wspaniałej jeździe Contadora który niemal cały wyścig był najlepszym zawodnikiem w peletonie i jechał w różowej koszulce w zasadzie niezagrożony. Hiszpan wygrał zaledwie dwa etapy ale jechał cały czas czujnie, niemal bezbłędnie, kontrolował poczynania czołówki.
W pamięci kibiców zostaną dwa szczególne wydarzenia. Trzeci etap zakończył się tragicznym wypadkiem Woutera Weylandyta i śmiercią belgijskiego kolarza grupy Leopard Trek. Dzień później kolarze przejechali wspaniały etap pamięci Weylandta, a z walki wycofali się Tyler Farrar, przyjaciel Weylandta oraz grupa w której ścigał się Belg – Leopard Trek.
Na 19 etapie lider Contador wspaniale pomógł w etapowej wygranej młodemu Alberto Tiralongo (Astana) co uznano za gest tyleż wspaniały co we współczesnym sporcie osobliwy.
Polacy spełnili swą rolę którą nakreśliły władze ich grup. Niemiec debiutował w wyścigu, pomagał dzielnie liderowi Lampre – Scarponiemu, dzięki czemu Włoch zakończył wyścig na 2 pozycji. Podobnie jak Gregario jechał Szmyd którego lider Nibali (Liquigas) zakończył Giro jako trzeci.
Debiutował na włoskich trasach również Michał Gołaś (Vacansoleil-DCM). Polak co prawda nie dojechał do mety, wycofał się by wziąć ślub ale zdobył cenne doświadczenie w peletonie.
kg/onet.pl /29.5.2011/
***
Powoli zaczynają mnie poznawać
– Zespół jest zadowolony z mojego występu. Zresztą we włoskiej telewizji pozytywnie wypowiadali się na temat mojego startu. Powoli zaczynają też poznawać mnie kibice. Na trasie słyszałem jak skandowali moje nazwisko. Są zatem same pozytywy tego startu – powiedział Przemysław Niemiec, kolarz ekipy Lampre-ISD, który zajął 40 miejsce w zakończonym Giro d’Italia.
Znakomicie radzący sobie w górach 31-latek dotrwał do końca wyścigu choć myślał o wycofaniu z niego.
Rozmowa z Przemysławem Niemcem
Dla pana występ w tegorocznym Giro był debiutem w wielkim tourze. Jak pan oceni ten start?
Z pierwszych dwóch tygodni jestem jak najbardziej zadowolony. Niestety trzeciego tygodnia nie będę wspominać najlepiej. W środę po etapie pojawiła się wysoka gorączka i sytuacja trochę się skomplikowała. Nawet myślałem o tym by zrezygnować z dalszej jazdy. Zrobiłem jednak wszystko by trochę się podkurować. Udało się dotrwać do końca choć wyścig kończyłem biorąc antybiotyki. Nie było już zatem tej mocy którą miałem wcześniej. Cieszę się że dojechałem do mety. To najważniejsze. Zbyt wiele czasu poświęciłem na przygotowania do tego wyścigu by wycofywać się z niego.
Władze ekipy były zadowolone z pana postawy?
Pojechaliśmy bardzo dobrze drużynowo więc ekipa jest zadowolona. Drugie miejsce zajął bowiem Michele Scarponi. Władze ekipy są zatem zadowolone z mojego występu. Zresztą we włoskiej telewizji pozytywnie wypowiadali się na temat mojego startu. Powoli zaczynają też poznawać mnie kibice. Na trasie słyszałem jak skandowali moje nazwisko. Są zatem same pozytywy tego startu.
Nigdy pan nie jechał tak długiego wyścigu. Nie bał się pan że może jednak nie wytrzymać?
Nie czułem zmęczenia. Sam byłem zdziwiony kiedy po poprzednim ciężkim weekendzie nie czułem wielkiego zmęczenia. Prawdopodobnie za trzy miesiące będę Mieć znów możliwość zmierzenia się z tak długim wyścigiem bo jestem szykowany do startu we Vuelta a Espana. Tam znów chyba będę pracować dla Scarponiego.
Czy pobrał pan jakieś nauki podczas tego Giro?
Tak. To był mój pierwszy tak duży wyścig i teraz już wiem że w takich zawodach trzeba troszkę bardziej oszczędzać się na pierwszych etapach. Może lepiej czasem odpuścić ściganie na ostatnich pięciu kilometrach i stracić około minuty by potem z nawiązką odrobić to w górach. Tu można zyskać nawet 20-30 minut. Kiedy kolejny raz pojadę w trzytygodniowym wyścigu, to na pewno będę bardziej oszczędzać się w pierwszym tygodniu. Jak najwięcej sił trzeba zachować na ostatni tydzień bo ten mocno daje się we znaki.
To było dziwne Giro. Często zmieniane trasy i do tego śmiertelny wypadek który przyćmił nieco całą rywalizację.
Zgadza się, to było dziwne Giro. Najpierw śmiertelny wypadek na trasie a potem informacja o śmierci hiszpańskiego kolarza z grupy Pro Tour. Trasa była często zmieniana. Mimo tych wielu problemów wszyscy są zadowoleni. Nikt też nie ukrywa że było to bardzo ciężkie Giro.
Pana najbliższe plany?
Na cztery dni wracam do domu. Za tydzień startuję w Criterium du Dauphine. Potem jeszcze wystartuję obowiązkowo w Tour de Pologne.
rozm. tk/onet /29.5.2011/
***
Xavier Tondo nie żyje
Znany hiszpański kolarz Xavier Tondo zginął tragicznie zmiażdżony drzwiami garażu w którym parkował swój samochód. Do wypadku doszło w poniedziałek przed południem w miejscowości Pradollano w górach Sierra Nevada na południu Hiszpanii
Tondo zaklinował się między samochodem a drzwiami garażowymi które automatycznie zaczęły się zamykać. Okoliczności wypadku nie są jednak jasne
Menedżer grupy Movistar Eusebio Unzue poinformował że świadkiem wypadku mógł być inny hiszpański kolarz Benat Intxausti który towarzyszył Tondo w samochodzie
32-letni Tondo przygotowywał się w górach Sierra Nevada do startu w Tour de France. W tym sezonie wygrał wyścig Dookoła Kastylii i Leon. W poprzednim odniósł zwycięstwa etapowe w wyścigach najwyższej rangi – Paryż – Nicea oraz Dookoła Katalonii, a we Vuelta a Espana zajął 6 miejsce.
pl/pap /23.5.2011/
***
Koszmarny wypadek podczas Giro
Wouter Weylandt, kolarz zespołu Leopard-Trek, nie przeżył upadku na trzecim etapie tegorocznego Giro d’Italia
26-letni Belg spadł z roweru przy dużej prędkości podczas zjazdu na przełęczy Passo del Bocco i doznał bardzo poważnych obrażeń
Do fatalnego zdarzenia doszło około 25 km przed metą. Weylandtowi udzielono błyskawicznej pomocy, jednak kolarz stracił mnóstwo krwi. Podczas upadku doznał także złamania czaszki
– Reanimacja trwała około 40 minut. Nie mogliśmy nic więcej zrobić – powiedział włoskim mediom Giovanni Tredici, szef lekarzy w Giro.
W momencie gdy Belg walczył o życie dokończono etap. Odwołano jednak ceremonię wręczenia nagród.
Wouter Weylandt czterokrotnie startował w Tour de Pologne. W 2006 r. wygrał klasyfikację punktową, dwukrotnie był liderem klasyfikacji generalnej. Sporymi sukcesami w jego karierze były wygrane etapy (po jednym) w Giro d’Italia oraz Vuelta a Espana.
pl/onet.pl /9.5.2011/
***
Osiemnastka Szmyda
Sylwester Szmyd wystartuje w Giro d’Italia
W sobotę rozpoczyna się pierwszy z trzech wielkich tourów – Giro d’Italia. Obok Sylwestra Szmyda wystartuje jeszcze dwóch Polaków: Przemysław Niemiec i Michał Gołaś
Sylwester Szmyd pojedzie w wielkim tourze już po raz 18!
– Sprawdzałem jakiś czas temu czy ktoś z Polaków ma szansę mnie dogonić pod tym względem i chyba nie bardzo, przynajmniej przez najbliższe lata. Młodsi koledzy takich startów mają znacznie mniej. Z reguły jadę w trzytygodniowym wyścigu dwa razy w roku i przyznam że kiedy przyjdzie sezon w którym tak się nie stanie to będę się dziwnie czuł – śmieje się Szmyd który opowiada o kilku sprawach przed rozpoczęciem wyścigu dookoła Włoch.
O Liquigasie
– Cel grupy to zwycięstwo. Liderem będzie Vincenzo Nibali. Rok temu wygrał Vuelta a Espana i był trzeci w Giro więc cv ma niezłe. Tylko on jeszcze nigdy nie startował w takiej roli bo dotąd był Ivan Basso i Vincenzo albo Franco Pellizotti i Vincenzo. Oni musieli, Nibali mógł. Teraz drużyna jest budowana pod niego. Podczas przygotowań Basso prosił szefów grupy bym nie jechał Giro tylko przygotowywał się do Tour de France. Usłyszał że to Giro jest dla grupy najważniejszą imprezą. Czy Nibali wytrzyma presję? Nie wiem, ale to specyficzny chłopak. Dam taki przykład: jesteśmy na zgrupowaniu, trenerzy wyznaczają nam jakieś zadania, a on nie bardzo wie o co chodzi. Pytam go ‘co jest?’ a on mówi: ‘wiesz, ja to najbardziej lubię jeździć rowerem pod górkę’.
O swojej roli
Będzie jak zawsze, czyli moim zadaniem jest pomoc liderowi. Starałem się spokojnie trenować. Chcę być dobry ale nie za bardzo. Plan jest taki że przez pierwszych dziesięć dni będę dochodzić do siebie, a później pojawi się odpowiednia forma. Inna sprawa że ten wyścig powinien wyglądać inaczej niż w poprzednich latach. Myślę że wydarzenia spróbuje kontrolować ekipa Alberto Contadora, czyli Saxo Bank-SunGard. To z kolei oznaczałoby mniej pracy dla takich pomocników jak ja. Nie da się więc wykluczyć że usłyszę od dyrektora sportowego ‘jedź’ i ruszę do przodu. Choćby po to by później pomóc Nibalemu. Tak czy inaczej wszystko będzie zależeć od moich nóg.
O faworytach
Nibalego już omówiliśmy. Faworytem numer jeden jest jednak Contador. W ostatnich latach pokazał że tylko jakiś nieszczęśliwy wypadek czy zbieg niekorzystnych okoliczności może spowodować jego porażkę. W wyścigach wieloetapowych dominuje zdecydowanie. Inni? Michele Scarponi, choć nie wiem czy wytrzyma. Jest też Dienis Mienszow który spokojnie się przygotowywał. Startując w tym sezonie – właściwie nie pokazywał się w górach. Mocny może być Roman Kreuziger który jest w podobnej sytuacji jak Nibali. Trzeba też pamiętać o Joaquinie Rodriguezie który rok temu przegrał Vueltę jazdą na czas. W tym sezonie pokazał siłę w klasykach i będzie niewygodnym rywalem.
O Polakach w Giro
Czy trzech to dużo? Na pewno więcej niż jeden, więc jest nieźle. Ja i Przemek Niemiec nastawiamy się na drugą część wyścigu. Wydaje mi się że Przemek będzie pełnić podobną rolę przy Scarponim jak ja przy Nibalim. Gdyby jednak jego lider ‘wypadł’ wcześniej z klasyfikacji generalnej, to on miałby swoją szansę. To jego pierwszy wielki tour więc pewnie sam jest ciekaw trzytygodniowego ścigania i jak sobie poradzi. Dla Gołasia najważniejszy będzie pierwszy tydzień. On już od soboty musi być gotowy na sto procent!
O aferach dopingowych
Ale o czym mówimy? O sprawie Lampre, o Contadorze czy doktorze Ferrarim? Jeżeli chodzi o Lampre i oskarżenia wobec niektórych kolarzy to lepiej być ostrożnym bo żadnych dowodów nie ma. Czytam w La Gazetta dello Sport że jest afera bo kontrolerzy czekali na kolarzy, którzy wrócili do hotelu o północy. Byłem wtedy w Lampre. Pojechaliśmy całą ekipą na kolację, nikt nas nie szukał, nikt po nas nie dzwonił. Skąd afera? Przecież można sprawdzić czy byliśmy w restauracji. Pamiętam tamten wieczór, za kolację płacili kartami Damiano Cunego i Alessandro Ballan. A pamiętam dlatego że podawano rewelacyjne wino i nawet je później sam kupiłem na swoje wesele. Albo czytam że dwustu policjantów z wydziału antynarkotykowego jedzie sprawdzić zawodników którzy być może kilka lat temu przetaczali krew. Wygląda to tak jak gdyby kolarze byli największymi kryminalistami we Włoszech. Mówię to bo mnie to dziwi. O siebie jednak jestem całkowicie spokojny.
kw/ps /6.5.2011/
***
Contador już wygrał
Najlepszy polski kolarz Sylwester Szmyd ma za sobą pierwszy wyścig w sezonie Dookoła Katalonii ale myśli już o starcie w maju w Giro d’Italia
Rozmowa z Sylwestrem Szmydem
Będzie pan w dobrej formie na Giro?
Wszystko wskazuje że tak. Przygotowania do wyścigu przebiegają bez zakłóceń. Jesteśmy na Etnie, trenujemy po siedem godzin dziennie. Mieszkamy w schronisku na wysokości 2000 metrów nad poziomem morza. W styczniu mieliśmy zgrupowanie na Sardynii, w lutym siedzieliśmy też na wulkanie, tyle że na Teide na Teneryfie, w marcu trochę pomieszkałem w domu, a potem wystartowałem w pierwszym wyścigu w sezonie, w Katalonii.
Przed rokiem pomagał pan Ivanowi Basso wygrać Giro. A w tym?
Vincenzo Nibalemu. Trenujemy na Etnie już praktycznie w składzie na Giro, w którym są: Nibali, Vanotti, Agnoli, Da Dalto, Capecchi, Sabatini, Salerno i ja. Siedmiu Włochów i jeden Polak. Dojdzie jeszcze jeden zawodnik, na razie nie wiadomo kto. W tym składzie pojedziemy w dwóch wyścigach poprzedzających Giro: w Trentino (19-22 kwietnia) i w Tour de Romandie (26 kwietnia – 1 maja).
Cel na Giro?
Jedziemy by wygrać. Jednak prawdę mówiąc myślę że będzie ciężko. Nibali ma talent ale jako lider drużyny pojedzie w tym wyścigu pierwszy raz. Rok temu nie dawałbym mu szans na podium, dziś patrzę na to bardziej optymistycznie. Ale jeżeli na Giro przyjedzie Contador, a ma przyjechać, to pierwsze miejsce jest dla niego zarezerwowane. Hiszpan jest absolutnym fenomenem. Już dziś go porównują do Merckxa. Wyścigi z jego udziałem niestety trochę straciły na atrakcyjności bo każdą metę pod górę wygrywa jak chce, jakby miał jeszcze jeden dodatkowy bieg. Pokazał to w Katalonii gdzie startowali prawie wszyscy najlepsi. Powiem więcej, on już wygrał Giro, jeżeli tylko przyjedzie do Włoch.
Jaka jest pana opinia na temat afery dopingowej Contadora? W próbce jego moczu podczas ubiegłorocznego Tour de France wykryto clenbuterol a mimo to hiszpańska federacja go uniewinniła. Za ten sam środek polskiego kajakarza Adama Seroczyńskiego zdyskwalifikowano na dwa lata.
Jestem ostatnim który by powiedział że Contador to dopingowicz. Na chłopski rozum: wykryto śladowe ilości clenbuterolu więc jak miał mu pomóc? Ten środek był w mięsie które zjadł Contador. Turdno prosić o certyfikaty wszystkiego co się je. Z drugiej strony – są przepisy antydopingowe. Może trzeba pomyśleć o ich zmianie? Ale póki co Contador powinien ponieść karę jak każdy inny. Gdyby to mnie się przydarzyło, byłbym skończony. Za Contadorem wstawił się premier Zapatero a nie wyobrażam sobie by za mną wstawił się nasz premier. Wcale nie mówię że Contador stosował doping. Jednak uniewinnienie go jest nie fair wobec innych kolarzy.
Pan miał w tym roku wiele kontroli antydopingowych?
Na razie niewiele, nie maltretują nas. Choć zdarzają się i takie przypadki: wracam do domu z Katalonii, jest poniedziałek rano, godzina 6.20 i dzwonek do drzwi. Kontrolerzy. Żaden sportowiec nie może się pod tym względem równać z kolarzami. My jesteśmy cały czas na celowniku.
Drugi temat elektryzujący środowisko kolarskie: łączność radiowa między wozami technicznymi a kolarzami, która w mniejszych wyścigach ma być zabroniona a w przyszłości podobno i we wszystkich. Kolarze protestują. A pan co o tym sądzi?
Zakaz jest bez sensu. Łączność radiowa przede wszystkim zwiększa nasze bezpieczeństwo. Pamiętam wypadek Hiszpana Horillo podczas Giro w 2008 r. Spadł w przepaść. Gdyby nie błyskawiczna reakcja kolegów którzy to widzieli i łączność radiowa Horillo czekałby długo na pomoc. Jeżeli mamy zrezygnować ze słuchawek to może i z paszportów biologicznych? A sędziowie w upalne dni niech się przesiądą do samochodów bez klimatyzacji. Jest jeszcze jeden aspekt sprawy: sponsor wykłada na sezon 15 milionów euro i ma prawo oczekiwać profesjonalnego podejścia zawodników do swoich obowiązków. Na wyścigu nie może być improwizacji, partyzantki. Kolarz powinien mieć pełną informację o sytuacji na trasie.
Czy Sylwester Szmyd, wieczny pomocnik, powalczy na Giro o coś na własny rachunek?
Pomaganie innym to moja praca, za to mnie cenią. Na Giro trudno będzie ugrać coś dla siebie. Już szybciej na Tour de France. Pod warunkiem że we Francji będę mniej zmęczony niż przed rokiem.
int.pl/pap /14.4.2011/
***
Dom w Polsce i piwnica z dobrym winem
Rozmowa z najlepszym polskim kolarzem Sylwestrem Szmydem
Basso rzucił do Lombardiego: W przyszłym roku go bierzemy – mówi Sylwester Szmyd, od kilku lat najlepszy polski kolarz szosowy. – W Bydgoszczy marzy o tym każdy chłopak. To sport numer 1 w mieście. Jako dzieciak byłem na każdym meczu. Rodzice jednak nie chcieli, żebym uprawiał żużel. Tata podpowiedział, żebym spróbował kolarstwa
Mając 19 lat, trafił pan do włoskiej grupy. Jak się pan tam znalazł?
To zawiła historia. Jesienią 1997 pojechałem z zespołem Stali Grudziądz na wyścig Val de Aosta, najcięższy we Włoszech w kategorii do 25 lat. Poziom był niesamowity, a ja na każdą metę pod górę przyjeżdżałem w drugiej dziesiątce. Jeden z dyrektorów włoskiej drużyny z Veneto zaproponował mi starty w swoim zespole. Nie mówiłem po włosku, ale jakoś się porozumieliśmy. Miałem podpisać trzyletni kontrakt, ze stałą gażą, zakwaterowaniem, wyżywieniem. Sprawę w moim imieniu miał sfinalizować jeden z mieszkających we Włoszech Polaków, nie podam nazwiska. Za jego pośrednictwem podawałem nawet wymiary rowerów, jakie mieli mi przygotować. Lada dzień mieli wysłać kontrakt. Byłem w klasie maturalnej technikum samochodowego, ale w szkole załatwiłem sobie indywidualny tryb nauczania.
Rodzice nie protestowali?
Powiedzieli – rób, co chcesz. Mama tylko nieśmiało doradzała, żebym najpierw zdał maturę. W pewnym momencie ten Polak mówi, że klub się rozmyślił. Nie mogłem się z tym pogodzić. Przecież to oni dopytywali się, czy na pewno przyjadę, a teraz sami rezygnują? Byłem załamany. Akurat w Bydgoszczy, przy okazji targów rowerowych, było zakończenie sezonu. Wiedziałem, że przyjedzie Zenon Jaskuła. Czatowałem na niego pod hotelem, a w końcu znalazłem na targach i poprosiłem o przysługę.
I Jaskuła panu pomógł?
Chciałem, żeby zadzwonił do drużyny, która mnie chciała, i zapytał, dlaczego się rozmyślili, ale on mi odpowiedział, że ma kolegę, który tworzy właśnie drużynę młodzieżowców i szuka Polaków. Na mistrzostwach świata w San Sebastian nikt z polskiej kadry młodzieżowej nie przystał na jego propozycję. Ja zgodziłem się od razu. Po kilku dniach zadzwoniłem do Zenka i usłyszałem: Jedziesz do Włoch. Tak znalazłem się w drużynie San Paolo spod Pizy. Moim szefem był Giovanni Baldini, były masażysta Mapei i grupy GB MG, gdy Jaskuła w jej barwach zajmował 3 miejsce w Tour de France. Dużo się nauczyłem przez 3 lata startów wśród młodzieżowców. Po jakimś czasie, już mówiąc po włosku, znalazłem ekipę z Veneto i dowiedziałem się, że Polak, który miał dopilnować kontraktu, twierdził, że kadra chce za mnie 10 rowerów… Mniejsza z tym, że on ma we Włoszech sklep rowerowy. Polski Związek Kolarski żadnych warunków nie stawiał. Trener Andrzej Piątek i prezes Wojciech Walkiewicz mówili: jedź za granicę, tylko przyjeżdżaj na mistrzostwa świata i Europy.
Teraz Ivan Basso, dwukrotny zwycięzca Giro d’Italia, postawił swoim pracodawcom z Liquigasu warunek, że jeśli chcą go u siebie, powinni również podpisać kontrakt z panem.
Pamiętam scenę z Giro d’Italia 2006. Jechaliśmy w trójkę z Giovannim Lombardim na płaskim etapie gdzieś w okolicach Liege, skąd wyścig startował. Ivan i Lomba z konkurencyjnej drużyny, ja w środku. Basso rzucił do Lombardiego: W przyszłym roku go bierzemy. Ten odpowiada: Pewnie. Ale wyszło, jak wyszło. W związku z Operacją Puerto (afera dopingowa, w efekcie której Basso został zdyskwalifikowany na 2 lata – przyp. red.) trzeba było odłożyć plany na 3 lata. Teraz Ivan zastrzegł, że przedłuży umowę z Liquigasem pod warunkiem, że zostanę w drużynie. Kontrakt na lata 2011–12 podpisałem w tym samym tygodniu co on. Byłem jednym z 3 zawodników, którzy pierwsi złożyli podpisy na nowych umowach, obok Basso i Vincenzo Nibalego. To zdecydowanie najlepszy kontrakt w mojej karierze.
Twierdzi pan, że ma talent, ale głównie do pracy…
Tak, przyznaję, że mam problemy z jazdą na rowerze. Zawsze imponowali mi kolarze tacy jak Jarosław Popowicz czy teraz Peter Sagan. Oni urodzili się na rowerze, czują go, potrafią odnaleźć się w grupie, przejść przed finiszem do przodu. Dla mnie problemem nie jest sam podjazd, tylko pokonanie go z przodu stawki.
Ile kilometrów przejeżdża pan przed sezonem?
Nie ograniczałbym przygotowań do przejechanych kilometrów. To także właściwy tryb życia, codzienne wybory, mnóstwo wyrzeczeń. W tym roku wszystko podporządkowałem 4 startom: Giro d’Italia, Dauphine Libere, Tour de France i Tour de Pologne. Wyleciałem na Gran Canarię 13 stycznia i praktycznie do tej pory nie byłem w domu. Ktoś pomyśli: ach, Gran Canaria. A ja nawet w morzu się nie wykąpałem. 35 stopni i dzień w dzień 6-7 godzin jazdy na rowerze. Trening to także długi sen, odpowiedni sposób odżywiania się. Nie ma mowy o imprezowaniu. Wszystko to składa się na sto procent przygotowania.
Jakie ma pan marzenia sportowe?
Chciałem kiedyś wygrać etap pod górę w wielkim wyścigu. Marzenie to ziściło się w ubiegłym roku na słynnej Mont Ventoux podczas Dauphine Libere. A teraz? Marzy mi się, by pojechać kiedyś w Giro d’Italia jako lider zespołu, z jedynką na końcu numeru. Mam drużynę dla siebie i walczę o klasyfikację generalną. Na pewno tego celu nie zrealizuję przez 2 najbliższe lata, ale potem, kto wie. Patrzę na Marzio Bruseghina. Po wielu latach pracy dla innych pojechał w Giro jako lider i skończył wyścig na 3 miejscu. Fantastyczne ukoronowanie kariery.
Co będzie pan robił po swoim ostatnim wyścigu?
Chciałbym mieć w Polsce dom z piwnicą z dobrymi winami. I pracować z kimś, komu zależy na odniesieniu sukcesu. Mógłbym przekazać mu swoją wiedzę, nauczyć wsłuchiwać się w siebie.
Pojedzie pan we wrześniu na mistrzostwa świata do Melbourne?
Raczej nie. Trasa jest łatwiejsza niż w zeszłym roku. To nie dla mnie. Sezon był długi, nie chcę jechać na 10 dni do Australii i znów zostawiać żonę w domu.
MC/rp /11.8.2010/
Sylwester Szmyd ur. 2.3.1978 w Bydgoszczy, 74. w rankingu UCI. Grupy zawodowe: 2001 – 2002: Tacconi; 2003: Mercatone Uno; 2004: Saeco; 2005 – 2008: Lampre; od 2009: Liquigas.
Największe sukcesy: wygrany etap na Mont Ventoux w wyścigu Dauphine Libere (2009); 6 miejsce (2001), 7 (2009) i 6 (2010) w Tour de Pologne; 17 ukończonych wielkich tourów (najwięcej z Polaków): 2 Tour de France (najlepsze miejsce 26. w 2008), 9 Giro d’Italia (19. m. w 2006), 6 Vuelta a Espana (14. m. w 2006).
***
Wygrać choćby po trupach
Rozmowa z kolarzem Sylwestrem Szmydem
Każdy etap jest jak oddzielny klasyczny wyścig o Puchar Świata – mówi Szmyd – jedyny Polak jadący w Tour de France
Poza wygraną górską premią na XVI etapie tegoroczny Tour de France nie jest dla pana udany.
Sylwester Szmyd: To widać. Mieszkam w pokoju z Ivanem Basso. Na bieżąco analizujemy swoją jazdę i widzimy, że brakuje nam 15–20 proc. mocy. To skutki bardzo intensywnego w tym roku Giro d’Italia. Nie zapominajmy, ile pracy nas kosztowało, by Ivan wygrał. Z drugiej strony, jeśli chcemy wierzyć, że kolarstwo się zmienia, to takie objawy zmęczenia są znakami pozytywnymi. Po prostu nie da rady utrzymać się przez trzy miesiące na bardzo wysokich obrotach.
Kilka etapów kończył pan w jednej grupie z Lancem Armstrongiem. Była okazja do pogawędki z siedmiokrotnym zwycięzcą Tour de France?
Nie. Nigdy nie nawiązywałem z nim kontaktu, choć ma masażystę Polaka. Ryszarda Kiełpińskiego zwykle widzę na mecie, zamienię z nim dwa słowa, ale z Armstrongiem nie. Większą sympatią nigdy go nie darzyłem. Nie szukam na siłę okazji do rozmowy.
Jak kolarze komentują sytuację z XV etapu, gdy Contador mocniej nacisnął na pedały, w momencie gdy lider Schleck miał defekt roweru i odebrał mu w ten sposób żółtą koszulkę? To normalne zachowanie w peletonie, czy zanik zasad fair play?
Mówiący o fair play niech nie zapominają o tym, co się działo w pierwszym tygodniu ścigania. Na etapie do Spa Andy Schleck mógł przyjechać nawet 10 minut za peletonem i nigdy nie stanąłby na podium tego wyścigu. Wiem, bo jechałem z nim wtedy w tej grupce z tyłu, nie było widać samochodów, nikogo, a do mety pozostawało 30 km. Tylko że wtedy wszyscy z przodu poczekali na niego, dali mu szansę wygrania wyścigu. Dzień później na etapie po bruku do Arenbergu to on do spółki z Cancellarą zaczął całą jatkę, której jedną z ofiar stał się zresztą jego brat Frank. Wszyscy mieli do niego pretensje: człowieku, dzień wcześniej my na ciebie czekamy, a potem ty zaczynasz rzeźnię na bruku. Chyba nie na tym polega fair play. Ale takie jest dziś kolarstwo. Zapomnijmy o czasach Induraina, który w peletonie miał samych przyjaciół, nie walczył o etapowe wygrane, tylko koncentrował się na głównym celu. Teraz Bettini w koszulce mistrza świata zatrzymuje się, by się wysikać, a inni atakują. Każdy chce wygrać Giro d’Italia czy Tour de France. Nawet po trupach. Po dziesięciu latach startów w zawodowym peletonie niczemu się nie dziwię.
Drugi raz startuje pan w Tour de France. Jakie wrażenia?
Każdy etap jest jak oddzielny klasyczny wyścig o Puchar Świata. Na każdym mnóstwo ucieczek, bo wiadomo: kto się w niej znajdzie, może wygrać etap, a takie zwycięstwo zmienia całe życie. Każdy ma tego świadomość.
RP /23.7.2010/
***
Chcemy z Basso wygrać Giro
Najlepszy polski szosowiec Sylwester Szmyd mówi o swojej karierze, planach, dopingu, olimpiadzie, Tour de Pologne i kryzysie naszego kolarstwa
Jest pan od kilku lat naszym najlepszym kolarzem. Jak pan ocenia swój tegoroczny sezon?
Cały obecny sezon jest dla mnie bardzo dobry, jest w ogóle najlepszy z moich dotychczasowych. Forma zwyżkowała. W ubiegłym roku też było świetnie, bo trzykrotnie zajmowałem drugie miejsce w wyścigach.
To, że trener kadry narodowej Piotr Wadecki nie zabrał pana na olimpiadę w Pekinie, uważa pan za skandal?
Na pewno nie decydowały względy sportowe. A przecież przed taką imprezą, jak olimpiada, każdy trener powinien kierować się wynikami i formą zawodników. Nie wiem, dlaczego nie pojechałem na igrzyska, a bardzo mi na tym zależało.
Ile czasu jest pan kolarzem zawodowym?
Ósmy rok.
Jak zarabia najlepszy polski kolarz? Jak się z tego żyje?
Zarabiam dobrze, jak na pracę, którą wykonuję. Nie brakuje mi na nic.
Gdzie pan mieszka i trenuje?
Mieszkam i trenuję we Włoszech, na granicy Toskanii i Ligurii, nad Morzem Śródziemnym. W Italii jestem od jedenastu lat. Tam mam najlepsze warunki do treningów, zarówno klimatyczne, jak i terenowe. Dlatego jestem we Włoszech.
Ile kosztuje rower, na którym pan jeździ?
Nawet nie wiem dokładnie. Kolarze nie płacą za rower. Ale jest to cena gdzieś od pięciu tysięcy euro.
Co pan powie o tegorocznym jubileuszowym, 80 już Tour de Pologne?
Wyścig jest bardzo dobrze zorganizowany. Przyjechało wielu mocnych zawodników. Wszędzie na starcie, mecie i trasie jest mnóstwo kibiców. Mogę więc wypowiadać się o Tour de Pologne jak najlepiej.
Wyścig zmienia się na lepsze?
Wydaje mi się, że z każdym rokiem jest coraz lepiej. Wyścig wszedł do prestiżowego cyklu Pro Tour. Jadę w nim dopiero drugi raz, wcześniej byłem tu aż siedem lat temu.
Obsada tegorocznego wyścigu jest wyjątkowa w naszym kraju?
Rzeczywiście, obsada jest mocna. Jest mistrz olimpijski w jeździe ze startu wspólnego, są zawodnicy, którzy byli liderami w tegorocznym Tour de France.
Tour de Pologne, to chyba nie jest wyścig dla pana? Najlepiej czuje się pan w terenach górskich, co było doskonale widać podczas tegorocznego Tour de France.
Tak, nigdy tego nie ukrywałem. Najlepiej czuję się na długich podjazdach. W Polsce nie ma takich tras. Oczywiste więc, że Tour de Pologne nie odpowiada mi pod tym względem.
Na etapie do Białegostoku, kiedy pan bardzo długo uciekał z dwójką innych zawodników, chciał pan wygrać, czy tylko się pokazać kibicom?
W pewnym momencie mieliśmy świadomość, że wygranie etapu jest niemożliwe, ale następnego dnia wielu mówiło, że mogliśmy dojechać do mety, że peleton nas trochę zlekceważył. W końcówce myśleliśmy, że może się udać. Ale nie udało się i tylko pokazałem się kibicom.
Pogoda była okropna podczas Tour de Pologne?
Tak, fatalnie trafiliśmy, bo tydzień wcześniej jeździłem w 25 stopniach ciepła, a tu przy poniżej 10… A lubię, kiedy jest gorąco, jak w Tour de France.
Jak pan ocenia obecne polskie kolarstwo?
To widać. Jest zaledwie dwóch zawodników w grupach Pro Tour. 60 kolarzy startowało w mistrzostwach Polski. To bardzo mało. Kiedy ja zaczynałem, było 600 juniorów młodszych. Ale jeżeli nie ma pieniędzy i warunków dla młodzieży, to w seniorskim kolarstwie też nic nie będzie. W ściganiu na szosie jest więc coraz gorzej.
Nie widać żadnej nadziei?
Nie widzę, by sponsorzy garnęli się do kolarstwa, media też go nie bardzo promują. Wie się tylko o Tour de Pologne. Są zaledwie trzy grupy zawodowe, które ścigają się ze sobą. Jeszcze dwa-trzy lata i nic nie zostanie.
Właśnie oddano do użytku nowy tor w Pruszkowie…
Nie wiem, czy to coś da. Dla szosowców tor nie jest rozwiązaniem. To nic nie zmieni.
Czym się różni obecne kolarstwo od tego z czasów Królaka, czy Szurkowskiego?
Teraz jest zawodowstwo, a wtedy było amatorstwo. Była amatorska kadra, amatorski Wyścig Pokoju, drużyny Związku Sowieckiego, NRD i nasza, olimpiada. Tak było za komuny. Teraz jest zawodowstwo i potrzeba pieniędzy od sponsorów, by było z czego zapłacić kolarzom. To kolosalna różnica. Są grupy zawodowe i one albo chcą zawodnika, albo nie. Potrzebni są sponsorzy.
Jak rozwiązać problem dopingu w kolarstwie?
Doping zanika na płaszczyźnie Pro Touru. Jeżeli zdarzają się jakieś przypadki, to są szybko wykrywane. Mało jest takich zawodników, więc nie mówiłbym już o problemie dopingu w kolarstwie.
Jeździ pan we włoskiej grupie Lampre, z budżetem 6,5 mln euro. To nie jest najwyższy budżet. Czy dlatego zmienia pan grupę i od przyszłego sezonu przechodzi do innej włoskiej ekipy Liquigas?
Dla mnie budżet nie jest istotny, bo nie jestem liderem grupy. Zmieniam zespół, bo myślę, że tak będzie dla mnie najlepiej. Poza tym lider grupy Liquigas Ivan Basso widział mnie w zespole i myślę, że wspólnie możemy wygrać Giro d’Italia w przyszłym roku.
Jak długo zamierza pan się jeszcze ścigać?
Jakieś 5-6 lat. Tego bym sobie życzył.
Niech pan skomentuje protest kolarzy na etapie do Lublina, kiedy zawodnicy grup Pro Tour po prostu zatrzymali się i odmówili dalszej jazdy ze względu na niebezpieczeństwo wynikające ze złych warunków atmosferycznych.
Ta końcówka etapu była rzeczywiście ze względu na fatalną pogodę i trudną trasę dość niebezpieczna. Sędzia i organizatorzy nie zdecydowali się spełnić sugestii zawodników, by zatrzymać czas na kilka rund przed metą, więc kolarze po prostu odmówili dalszej jazdy. Ja i koledzy z grupy Lampre nie angażowaliśmy się w sprawę. Ktoś się zatrzymał, więc wszyscy się zatrzymali i tyle. Nie było zwycięzcy etapu, więc go anulowano.
Rozmawiał Cezary Dąbrowski
***
Rower na pierwszym miejscu
Rozmowa z Mają Włoszczowską
Maja Włoszczowska, wicemistrzyni olimpijska w kolarstwie górskim, mówi komu najbardziej zawdzięcza sukces, na co pójdą pieniądze, które otrzyma za srebrny medal w Pekinie i czy ma bogate życie prywatne
Czy rower, to rzecz, którą lubi pani najbardziej?
Tak. Kolarstwu górskiemu poświęciłam praktycznie całe swoje życie. Uwielbiam jeździć na rowerze. Wiadomo, jak nie idzie, to nie zawsze sprawia to przyjemność, niektóre treningi bywają katorżnicze, zawody zawsze są katorżnicze, ale kocham ten sport i jestem szczęśliwa, że dzięki niemu przeżywam wspaniałe chwile, jak te podczas olimpiady w Pekinie.
Ile musiała pani trenować, by zdobyć medal olimpijski?
Kiedy w 2003 r. przeszłam do grupy prowadzonej przez trenera Andrzeja Piątka, cały czas pracowałam z myślą o olimpiadzie. W międzyczasie skończyłam studia, ale rower ciągle był na pierwszym miejscu. Poza treningami i ewentualnie studiami tak naprawdę nie miałam żadnegożycia prywatnego. Spędzam na zgrupowaniach 260 dni w roku. Trenuję praktycznie codziennie, różnie, od jednej do czterech godzin, a kiedy są wyścigi, nawet dłużej.
Kosztuje to panią sporo wyrzeczeń?
Mam mnóstwo pracy i wyrzeczeń, bo przecież oprócz treningów konieczny jest zdrowy tryb życia. Nie ma mowy o żadnym imprezowaniu, jest ostra dieta i sporo innych wyrzeczeń. Ale nie sprawia mi to żadnej przykrości. To może są wyrzeczenia dla normalnych ludzi, dla mnie tylko troszeczkę. Lubię ten tryb życia, a jeszcze jak się zdobywa medal olimpijski, nie można narzekać.
Komu poza sobą najbardziej zawdzięcza pani swój sukces?
Przede wszystkim jest to duży sukces mojego trenera Andrzeja Piątka, który ekipą kolarzy górskich zajmuje się od 2000 r. i pracował
głównie po to, by zdobyć medal olimpijski. Nie udało nam się w Atenach, udało się w Pekinie i jest to zwieńczenie wielu lat ciężkiej pracy, zwłaszcza jego. Żałuję, że nie dostajemy dwóch medali, jednego właśnie dla trenera, bo to jest jego olbrzymia praca.
Nie chciał go choć na kilka chwil pożyczyć?
Pożyczałam trenerowi medal, nosił go podczas wyścigu mężczyzn. Ja go będę miała zawsze, a on go nie dostaje. Uważam, że to się powinno zmienić. Na te nasze medale pracuje mnóstwo ludzi. Przynajmniej trener powinien też być nim dekorowany. Drugą bardzo ważną osobą, której zawdzięczam sukces, jest moja mama. Wychowała mnie, ukształtowała jako człowieka, więc i jako sportowca. Ona zabierała mnie na rower, na narty, dzięki niej trafiłam do sportu. Ona wspiera mnie, kiedy tego potrzebuję, pomaga spojrzeć na wszystko z dystansem. Bez niej ciężko by było mi osiągać jakikolwiek sukces.
Te 150 tysięcy zł za srebrny medal przyda się?
Bardzo się przyda. W Jeleniej Górze przebudowuję strych, tam gdzie mieszka moja mama, a fundusze na remont się kończyły. Dzięki tej
nagrodzie zapowiada się naprawdę bardzo fajne mieszkanie.
Po sukcesie w Pekinie nie było nawet małej imprezki?
Sama jestem zaskoczona, ale jeszcze nie, a słyszałam, że sukces trzeba świętować jak najszybciej. Ale na pewno przyjdzie na to czas.
Jak spędzała pani czas po zdobyciu medalu?
Po wyścigu i ceremoniach był czas dla mediów. Jeździłam od telewizji do telewizji, albo do wioski na spotkanie z oficjelami i całą naszą
reprezentacją. Później znów telewizja. Wróciłam do wioski o drugiej w nocy tak wykończona, że sił starczyło na lampkę szampana, która
była dla całej ekipy. Na prawdziwe świętowanie przyjdzie czas, jak troszeczkę ochłonę i dojdzie do mnie, że jestem wicemistrzynią olimpijską, bo cały czas jeszcze w to nie wierzę.
Jaka była atmosfera w wiosce olimpijskiej?
Jeżeli chodzi o polską reprezentację, było fantastycznie. Jeszcze jak byliśmy w Polsce, słyszało się różne opinie na temat wioski, na
początku same pochwały. Później była duża presja, bo brakowało medali i czuło się jakieś napięcie, ale kiedy sukcesy się pojawiły, było wspaniale. Sportowcy razem z działaczami w misji olimpijskiej oglądali występy Polaków. Sama też oglądałam, jak Leszek Blanik zdobywał złoty medal, wszyscy wstaliśmy na Mazurka Dąbrowskiego. Fantastyczne jest przeżywanie takich wydarzeń wspólnie z całą polską rodziną olimpijską.
Przeżywaliście występy innych, a co pani czuła, kiedy sama zdobyła medal?
Tak się zastanawiam, czy ja sukcesów innych nie przeżywam bardziej niż swojego… Bo mój sukces jeszcze do mnie nie dociera. Może dlatego, że to wszystko się tak bardzo szybko działo, nawet nie miałam chwili, by się zastanowić nad tym, co się wydarzyło… Choć chwila wjazdu na metę była dla mnie czymś niewyobrażalnym. Tym bardziej, że ścigamy się dwie godziny, co jest olbrzymim wysiłkiem i trzeba być niesamowicie skoncentrowanym, by nie popełnić żadnego błędu. Jak się więc już przyjeżdża na metę z tak wielkim sukcesem, to emocje naprawdę człowieka rozrywają. To niesamowite uczucie i dla takich chwil warto żyć. I łzy szczęścia na podium, które naprawdę trudno powstrzymać, przy wiwatowaniu rodaków. To wspaniałe.
Występ na olimpiadzie traktowała pani jak każde zawody, czy zupełnie inaczej? Niektórzy nasi zawodnicy mówili, że to start jak każdy inny, tylko skala większa…
Teoretycznie twierdzi się, że tak się powinno podchodzić do olimpiady, bo podobno tak najlepiej. Ale trudno to wykonać. Bo to jedyna taka impreza, o której na świecie tak głośno. Oglądają nas miliony Polaków, wszędzie media. To zupełnie co innego niż na przykład Puchar Świata, gdzie też są media, ale w znacznie mniejszej liczbie. Tam zawodnik może spokojnie przygotowywać się do startu, skoncentrować się na tym, co ma zrobić, nikt mu w tym nie przeszkadza. Nie mówię, że media przeszkadzają, ale wiadomo, że wywołują jakąś presję. Poza tym jest to impreza, do której szykujemy się cztery lata, czy nawet dłużej i jest tylko jeden dzień zawodów, jeden start, jedna szansa i jeżeli jej nie wykorzystam, to następna jest dopiero za cztery lata… Trudno jest więc podejść do tego zupełnie spokojnie.
To jak było z tym stresem?
Chcę właśnie powiedzieć, że jestem pod wrażeniem, bo zarówno ja, jak i towarzysząca mi Ola Dawidowicz, naprawdę stresowałyśmy się w bardzo małym stopniu, jak na takiej rangi imprezę. Do startu olimpijskiego podeszłyśmy spokojnie. A tak naprawdę, na samym starcie nawet nie miałam czasu, by się porządnie zestresować. Starałam się zachować koncentrację, skupić się na tym, co muszę zrobić i wykonać to jak najlepiej, a nie myśleć o tym, co to za impreza i gdzie jestem. Skupiłam się na tym, by jechać jak najszybciej i nie popełniać błędów.
Rozmawiał Cezary Dąbrowski
Kategoria SportComments
Masz coś do przekazania?
















































































































































































