Eleni kocha, wybacza, wierzy

Na nową płytę Eleni trzeba było czekać 11 lat. „Miłości ślad” to podwójny album z 17 utworami utrzymanymi w charakterystycznym dla wokalistki stylu – melodyjnym, z licznymi wpływami greckimi. Producentem muzycznym albumu jest menedżer artystki, współkompozytor i autor większości tekstów Kostas Dzokas, a w nagraniach wzięli udział m.in. Thanos Andrias oraz Jannis Sinanis, wirtuozi buzuki /greckiego instrumentu ludowego/ oraz sazzie /tureckiego instrumentu strunowego/, a także zespół który występuje z Eleni od trzydziestu lat

Wywiad z Eleni

Kiedy słucham pani najnowszej płyty „Miłości ślad” mam wrażenie że mogłaby się ona ukazać tuż po debiutanckiej „Po słonecznej stronie życia”. Podobny grecki klimat i aranżacje, ogromna melodyjność, jedynie brzmienie bardziej współczesne.

Robię swoje od 37 lat. W tym czasie, mimo przychodzących i odchodzących mód, nie zmieniłam mojej muzyki. Zawsze stawiam na melodyjność i jasny przekaz, przesiąknięty greckim klimatem. Śpiewam o miłości, dobru, drugim człowieku, wybaczeniu, wierze i Bogu. Nie widzę powodu by coś zmieniać.

Od zawsze podkreśla pani w wywiadach jak ważne są dla pani te wartości. Czy w tych czasach, naznaczonych cynizmem, wyścigiem szczurów czy bezpardonową polityczną walką z prawa i lewa, nie jest pani z takim przekazem coraz trudniej?

Proszę mi wierzyć że nie. Bardzo się cieszę że w tym zagonionym świecie udało mi się pozostać sobą. Mam jednak ogromny dystans do tego czym się zajmuję. I nie robię tego za wszelką cenę, na siłę. Kiedyś miałam na listach przebojów mnóstwo piosenek i było mnie wszędzie pełno. Teraz robię wszystko spokojniej i wolniej. Nie muszę mieć pierwszego miejsca na liście, bo i bez tego bez trudu zapełniam sale widownią. Zdarza się że gram dwa koncerty jednego dnia, bo takie jest zapotrzebowanie.

Nigdy się pani nie zachłysnęła sukcesem?

Ani razu, nawet w czasach kiedy miałam naprawdę dużo przebojów. Nie spowodowało to we mnie żadnej zmiany.

A u innych często powoduje.

Zdaję sobie sprawę że wszelkie zachłyśnięcie się sukcesem bywa niebezpieczne. Ja się po prostu cieszyłam że moje piosenki się podobają, że znajdują odbiorców. Nie starałam się też na siłę szukać czegoś innego, próbować sił w innych stylach. Piosenkarze często tak robią, a potem przychodzi frustracja że nic z tego nie wynika. Mnie to słowo jest zupełnie obce.

Od wydania pani poprzedniej płyty minęło jedenaście lat. Nie ma pani obaw że po takiej przerwie „Miłości ślad” przejdzie bez echa?

Nie, bo od lat mam swoją publiczność, kilkupokoleniową, a moja muzyka nie jest związana z żadnymi modami. Zdaję sobie oczywiście sprawę że długo niczego nie wydawałam, pewnie za długo. Prawdę mówiąc, sama nie wiem jak ten czas mógł tak szybko minąć… Zależało mi tym razem by było trochę inaczej, a jednak… tak samo. Mam nadzieję że każdy znajdzie tu coś dla siebie, jakąś ulubioną piosenkę. Mnie trudno wybrać jedną.

Śpiewając myśli pani głównie o odbiorcy?

Zawsze staram się przekazać swoje uczucia, emocje i refleksje, ale zależy mi by to co przekazuję stało na najwyższym poziomie, także tekstowym. Dla mnie niezwykle ważne jest by autorzy słów do moich piosenek znali mnie, moją osobowość, przemyślenia. Tylko wtedy płyta może być spójna.

Krytycy często zarzucali pani muzyce prostotę melodii, czasem czepiali się tematyki tekstów. Krytyczne opinie bolą?

Nie, nawet jeżeli nie są przyjemne. Wychodzę z założenia że dla każdego gatunku i wykonawcy jest miejsce. Krytycy też mają swoje gusty, jeden woli jazz, drugi stawia na rock, a trzeciego pasjonuje disco. Jestem odporna na krytyczne uwagi, do tego bardzo mnie one mobilizują. Na szczęście nie muszę nikomu niczego udowadniać. Mam swoją publiczność, bez niej żaden nawet najbardziej przychylny krytyk i tak by mi nie pomógł.

Popularność bywa ciężarem?

Nie. Zdaję sobie jednak sprawę że w Polsce już nigdy nie będę osobą niewidzialną. A czasem by się trochę chciało. Nie mogę jednak narzekać. Szacunek publiczności to najpiękniejsze co mi się w tych 37 latach przytrafiło. Odwdzięczam się jej jak mogę. Nie tylko na scenie, ale i poza nią. Po koncercie potrafię stać godzinę czy nawet dłużej, rozmawiając z ludźmi i pisząc autografy. Nigdy nikogo bez nich nie zostawiam.

Zdarza się pani zaśpiewać z playbacku?

Nigdy, poza jakimiś pojedynczymi sytuacjami telewizyjnymi. Wychodzę z założenia że nawet jak się ma gorsze chwile czy chrypkę trzeba być sobą. Ludzie odczuwają emocje i to że ktoś śpiewa sercem, a nie wspomaga się taśmą. Albo nie daj Boże zakaszle, a poleci jak z płyty.

W czasach PRL-u czuła pani że pani muzyka jest antidotum na szarą rzeczywistość?

Trochę tak. Była optymistyczna, radosna, dawała nadzieję, wtedy bardzo potrzebną. Teksty mogły być proste, jak „A słońce sobie lśni, jak gdyby nigdy nic. Nie wierzy w szare dni, gorzkie łzy, głupie sny i w miłości których brak”. Mówiły jednak o tym że nawet jak jest trudno nie należy się poddawać tylko iść do przodu.

Miała pani jakieś problemy ze strony władz?

Raczej nie. Nie byłam polityczna. Zdarzały się sytuacje kiedy jechaliśmy autobusem i zostaliśmy zatrzymani przez milicję która szukała działaczy podziemia. Cenzura nigdy jednak nie ingerowała w to co robię.

Nie niepokoi pani dzisiejsza fala resentymentu za PRL-em?

Trochę tak, ale też ją w pewnym stopniu rozumiem. Człowiek ma tendencję do pamiętania tego co było dobre, a zapominania rzeczy złych. Tych rzeczywiście było sporo, ale niekoniecznie w takich zwykłych relacjach międzyludzkich. Wtedy przynajmniej więcej przebywaliśmy ze sobą, bardziej się wspieraliśmy, było więcej sąsiedzkiej solidarności. Nad nami mieszkał pewien działacz podziemia. Często miał rewizje. Jego żona wielokrotnie przychodziła do nas z prośbą by przechować jakieś ulotki. Bez problemu to robiliśmy.

Brakuje nam dziś tej ludzkiej solidarności?

Niestety trochę tak. Każdy zamyka się w swoich czterech ścianach. Mamy tyle pracy że po niej tylko gnamy by choć trochę tego domu zaznać. Jesteśmy zaganiani, dzień jest za krótki. Coraz mniej jest człowieka w człowieku. Zamiast się spotkać wolimy zadzwonić. Zamiast porozmawiać napisać esemesa.

Podobają się pani zmiany jakie zachodzą w Polsce?

Nie będę narzekać. Miasta nam pięknieją, a drogi powstają. Wolno, ale jednak. Może trochę za dużo tych galerii, półek zapchanych towarem. Jest przesyt wszystkiego i w efekcie sami nie wiemy czego chcemy. Receptą jest ucieczka z miasta, w przyrodę która wycisza. Bliżej natury, bardzo polecam.

Dostała pani kiedyś propozycję zaśpiewania piosenki dla jakieś partii?

Nigdy.

Ale występowała pani na koncertach organizowanych przez Radio Maryja.

Jestem piosenkarką dlatego występuję tam gdzie mnie zapraszają. Uważam że muzyka powinna łagodzić obyczaje albo spory. Każdy ma prawo usłyszeć mnie na żywo, bez względu na swoje przekonania religijne czy polityczne. Może i niektóre audycje w Radiu Maryja są mocne upolitycznione, ja jednak jestem od tego by śpiewać, by dawać radość. Przecież nie ma w tym nic złego, nawet jeżeli ktoś mnie za to skrytykuje. Nie jestem niczyją artystyczną tubą. Występy o jakie pan pyta miały miejsce na festynach rodzinnych, na które przyjeżdżali różni ludzie, nie tylko słuchacze tego radia. Ich prywatne poglądy są ich sprawą. Kiedyś powiedziałam że wystąpię wszędzie gdzie mnie zaproszą, nawet jeżeli na widowni będzie się dało wyczuć polityczne podziały. Bo, powtórzę, muzyka łagodzi obyczaje. Uważam że nie wolno mówić: „ja tu nie wystąpię bo oni są przeciw”, bez względu na to czy dotyczy to Radia Maryja czy TVN-u. O dobrych sprawach, przebaczeniu, miłości trzeba mówić wszędzie. Nam jej chyba zbyt często brakuje.

W Grecji, do której pani często jeździ, też widać takie podziały?

Oczywiście. Proszę pamiętać że Grecja była przez 400 lat pod panowaniem tureckim. Sami mieszkańcy, między sobą, mają jednak znakomite relacje. To rządy tworzą podziały, a nie prości ludzie. Dziś też tak jest. Grecja ma ostatnio wielkie problemy, a mimo to stara się jakoś żyć. Nie takie burze ten naród przeżywał, a zawsze się podnosił, jak Grek Zorba. Podobnie my, Polacy. Choć za rzadko sobie przebaczamy.

Czym jest dla pani przebaczenie?

Postawieniem na miłość i dobro które muszą zwyciężyć. Tu nie chodzi o to by o czymś zapomnieć, tylko wyzbyć się negatywnych emocji. Kiedy włączamy nienawiść do niczego dobrego nie dojdziemy.

W dniu w którym dowiedziała się pani że zamordowano pani córkę Afrodytę zadzwoniła pani do matki sprawcy oferując jej wsparcie. Później pani mu przebaczyła…

Bo też byłam matką i wiem co czuła. Tamtego dnia ja straciłam córkę, a ona syna. Dla nas obu była to straszna wiadomość.

Często pani mówi że rozmawia z Bogiem. Jak się rozmawia z Bogiem?

Zupełnie normalnie.

Przecież nie słyszy pani jego głosu?

Nie bezpośrednio. Rozmawiam w taki wewnętrzny sposób, kiedy na przykład jadę samochodem albo wstępuję do kościoła, nawet nie w czasie Mszy Świętej. Siadam na ławeczce i myślę o różnych problemach, analizuję je. Zadaję pytania Bogu, kierując do niego te problemy. Bardzo często jestem wtedy nabuzowana całym dniem, zmęczona. Myślę sobie: Panie Boże, jak to rozwiązać, co mam zrobić?”. Potem odchodzę, bo wiem że ranek jest mądrzejszy”. I często następnego dnia znajduję rozwiązanie. To naprawdę fantastyczne uczucie.

Podoba się pani nowy papież Franciszek?

Bardzo. Ma prosty styl i mówi pięknym otwartym językiem, zrozumiałym dla ludzi. Mam nadzieję że wniesie coś dobrego i świeżego. Myślę że młodzież za nim pójdzie. Może przekonać do siebie i wiary wielu ludzi. Ale nawet i tym niewierzącym się podoba, i to też jest bardzo piękne.

rozm. Paweł Piotrowicz/onet /19.IV.2013/

Kategoria Kultura

Comments