Lewandowski wygrał u piłkarzy
Robert Lewandowski został wybrany najlepszym zawodnikiem plebiscytu Polskiego Związku Piłkarzy. Zwycięzcy piątej edycji zostali wyłonieni w głosowaniu samych zainteresowanych, a więc zawodowych piłkarzy
Dla naszego najlepszego napastnika nie jest to pierwsza nagroda w tym roku. W ostatnim czasie został wybrany przez internautów najlepszym piłkarzem rundy jesiennej w Bundeslidze
W innych kategoriach wyróżnieni zostali: Artjoms Rudnevs, Maor Melikson, Ariel Borysiuk, Edi Andradina i Adrian Błąd.
Najlepszy polski piłkarz: Robert Lewandowski (Borussia Dortmund)
Najlepszy piłkarz ligi: Artjoms Rudnevs (Lech Poznań)
Największe odkrycie ligi: Maor Melikson (Wisła Kraków)
Najlepszy młody piłkarz ligi: Ariel Borysiuk (Legia Warszawa)
Najlepszy piłkarz II ligi: Edi Andradina (Pogoń Szczecin)
Największe odkrycie II ligi: Adrian Błąd (Zawisza Bydgoszcz)
Najlepszy młody piłkarz II ligi: Adrian Błąd (Zawisza Bydgoszcz)
pzp /9.1.2012/
***
Lewandowski piłkarzem rundy!
Robert Lewandowski (Borussia Dortmund) został wybrany najlepszym piłkarzem rundy jesiennej w Niemczech w sondzie internetowej na oficjalnym portalu rozgrywek Bundesliga.de. Jak podkreślili organizatorzy, wiele głosów otrzymał od Polaków
Lewandowski jesienią był czołową postacią nie tylko mistrza Niemiec, ale i całej ligi. W 17 meczach zdobył 12 goli, co żadnemu piłkarzowi Borussii nie udało się od 31 lat
W głosowaniu na najlepszego piłkarza rundy Polak otrzymał aż 71 proc. głosów i zdecydowanie wyprzedził uchodzącego za objawienie sezonu Marco Reusa z Borussii Moenchengladbach.
Z czterema procentami głosów 3 miejsce w plebiscycie zajął najlepszy strzelec ligi (16 goli) na półmetku sezonu Mario Gomez z Bayernu. Na dwóch następnych pozycjach uplasowali się Holender Klaas-Jan Huntelaar z Schalke i urodzony w Gliwicach reprezentant Niemiec Łukasz Podolski z FC Koeln.
pap /5.1.2012/
***
Probierz nie jest trenerem Arisu
Władze Arisu Saloniki rozstały się za porozumieniem stron z trenerem Michałem Probierzem – poinformowały wieczorem greckie media. Polski szkoleniowiec pracował w tym klubie od 4 listopada 2011
Według informacji greckiego portalu sport.gr w czwartek Probierz przez dwie godziny rozmawiał z działaczami Arisu. Ostatecznie obie strony uznały że nie będą kontynuować współpracy
39-letni Probierz, który w kraju prowadził ostatnio ŁKS Łódź, został trenerem Arisu 4 listopada. Podpisał kontrakt obowiązujący do 30 czerwca 2012 r., z opcją przedłużenia na kolejny sezon. Zastąpił zwolnionego Sakisa Tsiolisa.
Sytuacja Arisu jest dramatyczna, klub od wielu miesięcy nie wypłaca pensji.
pk/su /5.1.2012/
POŻEGNANIE PROBIERZA Z GRECJĄ
Trener odszedł z Arisu Saloniki bo miał dość pracy w fatalnie zorganizowanym klubie
Probierz nie bał się sporo zmienić w drużynie. Odsunął Nery’ego Castillo, Athanasiosa Prittasa i Manolisa Papasterianosa, którzy nie tylko nie grali, ale nawet nie mogli trenować z pierwszą drużyną. A Castillo to najbardziej znany (grał w Olympiakosie, Szachtarze i Manchesterze City) i najlepiej opłacany zawodnik drużyny, natomiast Prittas należał do ulubieńców kibiców.
Już przed pierwszym meczem z Olympiakosem (2:3) polski trener dokonał siedmiu zmian w wyjściowej jedenastce. Za tamten mecz, przegrany 2:3, zebrał dobre recenzje, potem przyszedł największy sukces jego drużyny – zwycięstwo 3:1 nad Panathinaikosem.
Kolejne mecze nie były jednak już tak udane. Bilans Probierza to 10 punktów w 8 kolejkach ligowych i wygrana w Pucharze Grecji. Przed jego przyjściem Aris zdobył w lidze cztery punkty w sześciu meczach. Postęp był więc widoczny.
Probierza denerwowały opóźnienia w płatnościach, choć biorąc pod uwagę że pracował tam zaledwie dwa miesiące, w jego przypadku zaległości nie mogły być wielkie. Poza tym nie podobał mu się wielki bałagan panujący w Salonikach. Aris pod względem organizacyjnym przypominał jego poprzedni klub ŁKS. Dlatego już wcześniej liczył że obejmie Lechię Gdańsk.
Trener nie chce komentować przyczyn swojej dymisji. – Umówiliśmy się że nie będziemy rozmawiać o powodach rozstania. Choć inaczej wyobrażałem mój pobyt w Arisie to wcale nie żałuję że się tam wybrałem. Jestem bogatszy o nowe doświadczenia. I akurat one są bezcenne – powiedział Probierz.
– W piątek wróciłem do Polski. Muszę trochę odetchnąć, bo ostatnie miesiące przeżyłem bardzo intensywnie. Czy moją kolejną pracę podejmę w Polsce? Nie wiem, choć wiele na to wskazuje – dodał.
mk/współpr. bug/ps /7.1.2012/
pap /5.1.2012/
ZNÓW DO WZIĘCIA
Michał Probierz jest do wzięcia. Grecji co prawda nie podbił ale pisanie że wraca jako przegrany byłoby skrajną niesprawiedliwością
Jego bilans w Arisie na kolana nie rzuca (4 wygrane, 1 remis i 4 porażki), ale nie należy zapominać że po pierwsze – przejął zespół w środku sezonu, a po drugie – pracował w warunkach które urągają jakimkolwiek piłkarskim standardom. Pewnie sam się nie spodziewał że po biedzie jakiej doświadczył w ŁKS-ie, trafi z deszczu pod rynnę. Aris to miała być firma przez wielkie F, a wyszło jak wyszło. Mimo wszystko taka grecka szkoła powinna wyjść Probierzowi na dobre.
– Dobrze że tam trafił i jeszcze lepiej że zrezygnował. Nie zdziwię się jak teraz wyskoczy z czymś naprawdę zaskakującym i znajdzie pracę w dobrym klubie w Polsce – powiedział Zbigniew Boniek.
A jego nowych potencjalnych pracodawców już teraz można wymienić co najmniej kilku.
Lech – kto zagwarantuje że Kolejorz pod wodzą Jose Bakero wiosną nadal nie będzie staczać się w ligowej tabeli, aż działacze przypomną sobie że sezon bez gry w europejskich pucharach to sezon z ogromną dziurą w budżecie. Lechia – na co stać Pawła Janasa nie wie chyba nawet on sam. Zagłębie – niech tylko lubinianie zaczną rundę od dwóch porażek, a Pavla Hapala natychmiast wystrzelą w kosmos, bo zespół od degradacji będzie dzielić już tylko krok. Polonia – na razie Jacek Zieliński bije co prawda rekordy długowieczności w erze Józefa Wojciechowskiego, ale przecież nikt nie powiedział że anielska cierpliwość bossa trwać będzie w nieskończoność. Wisła – niby Kazimierz Moskal dostał glejt że teraz jest już nie tymczasowy, a stały, ale przecież po pierwszych niepowodzeniach taki glejt można unieważnić. Zresztą Probierz byłby już w Wiśle od dwóch miesięcy, gdyby działacze Białej Gwiazdy zdecydowali się go zatrudnić chwilę przed tym, jak zrobili to ludzie z Salonik. Podobno spóźnili się w listopadzie o włos.
Tak więc prędzej czy później (ale raczej prędzej) Probierz do naszej ligi wróci. I to dobra wiadomość już nie tylko dla działaczy polskich klubów, ale i dla wszystkich kibiców.
kb/ps /7.1.2012/
***
Zbuntowany Ludovic Obraniak
Ludovic Obraniak, rozczarowany zablokowaniem jego transferu do Girondins Bordeaux, odmówił wzięcia udziału w jednym z treningów Lille OSC – poinformował ukazujący się w Bordeaux dziennik Sud Ouest
Klub z Lille nie skomentował tej informacji, a Obraniak znajdował się w szerokim składzie drużyny na wyjazdowy mecz Pucharu Francji z Chantilly /sobota/
Od kilku dni francuskie media zapowiadały rychły transfer piłkarza reprezentacji Polski do Bordeaux.
Obraniak, który jest związany kontraktem w Lille do czerwca, miał już uzgodnić indywidualne warunki umowy z Żyrondystami, a do finalizacji transferu brakowało tylko porozumienia między klubami. Lille OSC za odstąpienie zawodnika domagało się ok. miliona euro.
Nic jednak nie wskazuje by do transferu doszło. Zastępca dyrektora technicznego Lille OSC Frederic Paquet stwierdził że Obraniak będzie mógł opuścić klub mistrza Francji tylko pod warunkiem jak znajdzie się jego następca.
27-letni Obraniak jest poważnym kandydatem do pierwszego składu reprezentacji Polski na Euro 2012. W barwach biało-czerwonych rozegrał do tej pory 20 meczów i strzelił cztery gole (dwa z nich zdobył w debiucie, 12 sierpnia 2009 r. przeciw Grecji). W Lille gra od 2007 r. W tym sezonie przeważnie siedział na ławce rezerwowych, wchodząc na boisko na końcowe minuty.
pap /7.1.2012/
***
Guardiola pyta o Salamona
Nadal nie wiadomo do jakiego klubu z Brescii przejdzie Bartosz Salamon. Polskim pomocnikiem interesuje się dużo klubów. Jednym z nich jest FC Barcelona. Ostatnio jej trener Pep Guardiola kontaktował się z działaczami Brescii w sprawie transferu Salamona
Według włoskich mediów Guardiola nie zrezygnował z pozyskania Salamona i niedawno rozmawiał z działaczami Brescii
Z walki o młodego polskiego pomocnika nie rezygnują też Napoli i Palermo. Oba włoskie kluby były ostatnio wymieniane jako faworyci do pozyskania Salamona.
futbolnews /5.1.2012/
***
Probierz zostaje w Salonikach
– Pojawiły się istotne deklaracje, jest coś w rodzaju planu naprawczego. To mnie trochę uspokoiło. Dlatego nie wracam do Polski, nadal pracuję w Salonikach – powiedział Michał Probierz, trener Arisu Saloniki
Rozmowa z Michałem Probierzem
Podobno był pan bliski rozstania z Arisem Saloniki.
Przyznaję że brałem taką ewentualność pod uwagę.
Ale ostatecznie pan zostaje?
Taka jest moja decyzja. Podjąłem ją po trwającej kilka godzin dyskusji z władzami klubu.
Dlaczego chciał pan odejść? Nie płacą panu?
Pracuję tu dopiero dwa miesiące, a więc nie ma takiej możliwości by klub miał wobec mnie jakiś niepokojące zadłużenie.
W czym więc problem?
W ogólnej sytuacji w klubie, która zapewne wynika z kłopotów finansowych. Ja muszę wiedzieć że drużyna którą prowadzę nie będzie za chwilę osłabiana, bo zależy mi dokładnie na czymś odwrotnym. Jako trener muszę mieć zapewniony minimalny komfort pracy, muszę mieć pewność że wszyscy ciągniemy wózek w tę samą stronę. Bo jeżeli tak nie jest, to moja dalsza praca w Arisie nie miałaby sensu.
Rozumiem że w piątek przez tych kilka godzin władze klubu rozwiały pana wątpliwości?
Tak. Pojawiły się istotne deklaracje, jest coś w rodzaju planu naprawczego. To wszystko mnie trochę uspokoiło. Dlatego nie wracam do Polski, nadal pracuję w Salonikach.
I tak do następnego kryzysu?
I co ja mam panu odpowiedzieć? Nie będę przecież bajdurzyć że trafiłem do krainy miodem i mlekiem płynącej. Jest ciężko, są problemy. Ale po wczorajszym spotkaniu wiem że moi przełożeni naprawdę mają pomysł jak się z nimi uporać. Na razie wystarczy mi taka świadomość. Co się wydarzy w najbliższych tygodniach nie będę zgadywać.
Za chwilę może się okazać że trafił pan z deszczu pod rynnę. Wcześniej przecież pracował pan w zadłużonym po uszy ŁKS-ie. Pech ostatnio pana nie opuszcza…
Moja przygoda z ŁKS-em miała zupełnie inną genezę. Wiedziałem gdzie idę, słyszałem o wszystkich kłopotach finansowych. Mimo wszystko chciałem pomóc, traktowałem to w kategoriach sportowego wyzwania. I od razu zastrzegłem że jeżeli pojawi się ciekawa oferta z zagranicznego klubu, odejdę.
Odszedł pan z jednego zadłużonego klubu do drugiego.
Nie mam zamiaru porównywać ŁKS-u z Arisem. To mimo wszystko dwa nieprzystające do siebie światy.
Podobno zabrakło dosłownie kilkunastu godzin, by zamiast w Arisie wylądował pan w Wiśle Kraków.
Być może właśnie tak było.
To może jednak jest czego żałować, bo Wisła płaci na czas.
Nie żałuję tych przenosin. Teraz przynajmniej wiem że polscy trenerzy nie powinni mieć kompleksów wobec tych którzy pracują w Grecji. Na pewno nie są gorsi.
A może rozważał pan odejście z Arisu bo dostał pan ciekawszą ofertę z innego klubu?
Nie mam żadnych ofert.
rozm. ab/ps /31.12.2011/
***
Za ile do Liverpoolu?
Kenny Dalglish nadal jest niezadowolony z liczby goli strzelonych przez Liverpool FC. Dlatego menedżer The Reds chciałby pozyskać nowego napastnika i najchętniej sięgnąłby po naszego Roberta Lewandowskiego z Borussii Dortmund
Liverpool FC w 18 meczach bieżącego sezonu Premier League zdobył 21 bramek. Prowadzący Manchester City ma ich już 53, a drugi w stawce Manchester United 47. Więcej goli od LFC strzelił nawet zamykający tabelę Blackburn
Dalglish chciałby więc wzmocnić atak Robertem Lewandowskim. Polak w 17 meczach Bundesligi w bieżącym sezonie zdobył 12 bramek. Najlepszy strzelec Liverpool FC Luis Suarez strzelił pięć goli.
Lewandowski umowę z Borussią Dortmund ma ważną do połowy 2014 r. 23-letni Polak wyceniany jest na ok. 7 milionów euro.
futbolnews /27.12.2011/
Nie wiem co mam myśleć o tej kwocie 7 mln euro… To chyba jakiś żart?… Gdyby to było 17 mln euro, to bym się z tego nie śmiał
Cezary Dąbrowski www.zawszepolska.eu
***
Cabaj bał się o życie
Marcin Cabaj nie jest już bramkarzem Hapoelu Beer Szewa. Kontrakt Polaka został rozwiązany. Izraelski klub opuścili także inni obcokrajowcy, a wszystko w obawie o utratę życia w zamachu
Beer Szewa, która znajduje się niedaleko Strefy Gazy, od kilku tygodni jest obiektem ataków palestyńskich organizacji terrorystycznych. W październiku zerwane zostało zawieszenie broni między nimi a izraelską armią. Spokojne życie zamieniło się w koszmar – na miasto zaczęły spadać rakiety.
Swoje kontrakty z Hapoelem oprócz Cabaja rozwiązali portugalski obrońca Luis Torres i rozgrywający z Ghany – Laryea Kingston. Szczególnie przerażony sytuacją był ostatni z wymienionych. – Bałem się o swoje życie. Nawet dojeżdżanie na treningi zaczęło być niebezpieczne, sytuacja w tej okolicy zrobiła się niestabilna – mówił Kingston, który wrócił do Ghany.
Dłużej od niego w Izraelu był Marcin Cabaj. Swoją półroczną przygodę z Hapoelem były bramkarz Cracovii zakończył na siedmiu występach, w których szesnaście razy wpuszczał piłkę do siatki. Kibice zapamiętają go jednak też z tego że w debiucie obronił karnego.
futbolnews /8.12.2011/
***
Sebastian Boenisch już trenuje
Po rocznej przerwie Sebastian Boenisch wrócił do treningów. Od stycznia ma zacząć grać. Lewy obrońca reprezentacji Polski, na powrót którego czekamy od ubiegłorocznego meczu Polska – Australia (1:2) w Krakowie, rozpoczął już treningi z zespołem Werderu Brema
– Jestem szczęśliwy bo kolano mnie już nie boli. W końcu mogę biegać i kopać piłkę. Od stycznia wracam do gry. Mam cztery cele: powrót do składu Werderu, powrót do reprezentacji Polski, nowy kontrakt w Bremie i na koniec gra w finałach mistrzostw Europy – powiedział Boenisch
Boenisch trenuje z pełnym zaangażowaniem. Gdy pojawił się na zajęciach kibice Werderu przywitali go brawami. Trener Thomas Schaaf zapowiedział że reprezentant Polski na pewno pojedzie z drużyną na obóz przygotowawczy i na uczciwych warunkach rozpocznie walkę o miejsce w składzie.
ps /21.12.2011/
***
Roger nie idzie na święta
Piłkarze AEK Ateny postanowili że nie wezmą udziału w świątecznym przyjęciu i wigilii którą co roku przygotowują dla nich władze klubu. W AEK zalegają z wypłatą wynagrodzeń zawodnikom od wielu miesięcy
W zeszłym tygodniu władze przekazały na wypłaty dla graczy 200 tys. euro do podziału, jednak jest to kropla w morzu potrzeb. W AEK są winni zawodnikom ponad 5 milionów euro! Do tego dochodzą inne długi i koszty związane z utrzymaniem obiektów
Greckie media twierdzą że niebawem klub zmieni właściciela i być może zostanie nim ktoś z krajów arabskich.
Piłkarzem AEK jest Brazylijczyk z polskim paszportem, Roger Guerreiro.
asinfo /20.12.2011/
WIERZY ŻE ZAGRA NA EURO
– Wierzę że zagram z Grecją na EURO 2012. To byłby dla mnie niezwykły mecz. Mam potencjał by pomóc kadrze – powiedział Roger Guerreiro
Rozmowa z Rogerem Guerreiro
AEK żegna się właśnie z europejskimi pucharami, a tylko w tych rozgrywkach gra pan regularnie. Przegraliście jednak wszystkie pięć meczów?
Gdy straciliśmy szanse awansu trener postawił na ligę i w pucharach wystawia słabszy skład. W lidze prowadzimy i cała uwaga jest skupiona na walce o mistrzostwo. Poza tym w niektórych meczach graliśmy dobrze ale mieliśmy pecha.
Śledzi pan wyniki Legii?
Oczywiście. Mam dużo szacunku dla Legii, jestem zadowolony że zagra w Lidze Europy. Jeżeli chodzi o ewentualny transfer do Polski to Legia ma u mnie preferencje.
To dobrze że Polska trafiła na Grecję w fazie grupowej EURO?
Grecja z korzystnej strony pokazała się w eliminacjach, nie przegrała przecież meczu. Będzie mocnym rywalem, ale Polska powinna jednak awansować. Na papierze siła obu drużyn jest podobna.
Gra pan z kilkoma reprezentantami Grecji – Pantelisem Kafesem, Grigoriosem Makosem i Nikosem Liberopoulosem. Pewnie się ucieszyli z wylosowania Polaków?
Tak, tu wszyscy są zadowoleni. Oczywiście że żartujemy sobie z tego jak będzie na EURO. Grecy cieszą się że uniknęli mocniejszych drużyn. Z drugiej strony gdyby wpadli na Hiszpanię czy Francję, mieliby alibi w razie niepowodzenia. A teraz muszą awansować…
Wierzy pan jeszcze że zagra przeciw Grecji na EURO?
Oczywiście. To byłby dla mnie niezwykły mecz. Mam potencjał by pomóc kadrze.
rozm. mk/ps /14.12.2011/
AEK NIE PŁACI OD MIESIĘCY
Piłkarze AEK Ateny twierdzą że mają problemy z utrzymaniem swoich rodzin. Ma to związek z poważnymi kłopotami finansowymi stołecznego klubu który zalega zawodnikom z płatnościami od kilku miesięcy
– Klub jest na krawędzi, a my doszliśmy do granicy naszej tolerancji. Większość z nas ma poważne problemy – napisali piłkarze w oświadczeniu zamieszczonym na oficjalnej stronie klubu. Jednym z zawodników klubu z Aten jest Roger Guerreiro
Z kolei władze AEK zapowiedziały że jeszcze w tym miesiącu podwyższą kapitał zakładowy i szukają zagranicznych inwestorów.
Według zawodników klub znajduje się na granicy bankructwa. Kłopoty nie przekładają się jednak na formę sportową zespołu, bowiem ten w ostatniej kolejce pokonał na własnym boisku Kerkyrę 1:0 i zajmuje 1 miejsce w tabeli. Rozegrał jednak o jeden mecz więcej od broniącego mistrzowskiego tytułu i drugiego w tabeli Olympiakosu Pireus.
pap /6.12.2011/
***
Lewandowski wyrasta na gwiazdora?
– Robert wyrósł na wielkiego gwiazdora, na wiosnę będzie walczyć z Mario Gomezem o króla strzelców – powiedział o Robercie Lewandowskim trener Bogusław Kaczmarek. Polak w ostatnim meczu ligowym Bundesligi z Freiburgiem zdobył dwie bramki i zaliczył asystę
– Kiedy w wywiadzie powiedziałem że to będzie polski Fernando Torres wszyscy się ze mnie śmiali. Mówiono że to raczej Byczek Fernando niż Torres. I co? Teraz powinni rozpędzić się i walnąć głową w ścianę – dodał były asystent Leo Beenhakkera
Robert Lewandowski ma za sobą bardzo udaną rundę jesienną. Świetne występy w barwach Borussii Dortmund sprawiły że niemieckie media prześcigają się w komplementowaniu naszego reprezentanta.
NOTA MARZEŃ
Robert Lewandowski, napastnik Borussii Dortmund, w kapitalnym stylu zakończył rundę jesienną Bundesligi. Jego dwa gole i asysta pomogły wygrać wyjazdowy mecz z Freiburgiem
Lewandowski w wygranym 4:1 meczu z SC Freiburg zdobył dwie bramki i zaliczył asystę. Dzięki temu został oceniony notą marzeń. Występ Lewandowskiego został oceniony przez RevierSport na ‘1’ (w skali 6-1).
Trochę słabiej niż Lewandowski zaprezentowali się Shinji Kagawa i Ilkay Gundogan. Obaj zostali ocenieni na ‘2’.
Słabiej wypadli Jakub Błaszczykowski i Łukasz Piszczek. Kuba, który miał asystę, otrzymał notę ‘3+’. Tylko na ‘4+’ zasłużył natomiast Piszczek.
ZNÓW W JEDENASTCE KOLEJKI
Robert Lewandowski kolejny raz znalazł uznanie w oczach dziennikarzy magazynu Kicker. Polski napastnik za swój występ w meczu z Freiburgiem (4:1) otrzymał bardzo wysoką notę ‘2’ i trafił do jedenastki kolejki
Nota ‘2’ to niewiele poniżej klasy światowej. Czwarty raz w tym sezonie wybrany został do jedenastki kolejki.
Sławomir Peszko który zagrał pełne 90 minut w wyjazdowym meczu FC Koeln z Bayernem Monachium /0:3/ za swój występ dostał niską notę 5.
Jedenastka 17 kolejki Bundesligi wg goal.com: Mohamed Amsif (FC Augsburg) – Benedikt Hoewedes (Schalke 04 Gelsenkirchen), Kyriákos Papadópoulos (Schalke 04 Gelsenkirchen), Dante (Borussia Moenchengladbach), Marvin Plattenhardt (1 FC Nurnberg) – Patrick Herrmann (Borussia Mönchengladbach), Ilkay Gundogan (Borussia Dortmund), Toni Kross (Bayern Monachium), David Alaba (Bayern Monachium) – Robert Lewandowski (Borussia Dortmund), Raul (Schalke 04 Gelsenkirchen)
su/futbolnews/onet /19.12.2011/
***
Dalglish weźmie Lewandowskiego?
Robert Lewandowski był już przymierzany do Chelsea Londyn i Liverpool FC. Teraz dywagacje w brytyjskich mediach o zainteresowaniu ze strony The Reds wróciły. Według nich polski napastnik Borussii Dortmund jest kandydatem do zastąpienia Andy Carrolla, który kosztował LFC 35 mln funtów
Według serwisu emirates247.com Kenny Dalglish poszukuje wzmocnień ataku. Menedżer The Reds nie jest zadowolony ze skuteczności napastników, których ma w kadrze
Najbardziej rozczarowany jest ponoć Andy Carrollem, który kosztował aż 35 milionów funtów, a strzelił tylko cztery gole w 20 meczach. W bieżącym sezonie zdobył dwie bramki. ‘Czyste’ konto ma Dirk Kuyt, raz trafił Craig Bellamy. Pięć bramek zdobył Luis Suarez.
Jednym z kandydatów do wzmocnienia Liverpoolu jest Robert Lewandowski. Nasz 23-letni strzelił w obecnym sezonie dziesięć goli i ma pięć asyst. Polak miałby zastąpić na Anfield Road Carrolla.
futbolnews /12.12.2011/
***
Tu nie było drużyny
– Na spacerowanie po mieście nie ma czasu. Pracy jest więcej niż się spodziewałem – powiedział Michał Probierz, trener Arisu Saloniki
Rozmowa z Michałem Probierzem
Może pan spokojnie chodzić po Salonikach? Wygrał pan z Panathinaikosem Ateny 3:1 w najbardziej prestiżowym, po derbach z PAOK, meczu dla kibiców Arisu.
Nawet nie zdążyłem poczuć radości po tym meczu. Wspólnie z asystentem Bartkiem Zalewskim i trenerem bramkarzy Grześkiem Kurdzielem poruszamy się tylko na trasie hotel – siedziba klubu – ośrodek treningowy. Na spacerowanie po mieście nie ma czasu. Pracy jest więcej niż się spodziewałem. Przede wszystkim muszę stworzyć zespół, bo wcześniej tutaj tak naprawdę drużyny nie było.
Jacek Gmoch uważa że pana największym wyzwaniem było ograniczenie kadry Arisu, liczącej 36 graczy. Z tym nie radził sobie pana poprzednik Sakis Tsiolis.
Nam to już się udało, w kadrze mamy 26 piłkarzy. Pierwsze dni w klubie poświęciłem na przegląd kadry. Podzieliliśmy ją na dwie grupy – w pierwszej było 26, w drugiej 10 graczy. Jak były dwa treningi dziennie, to dla nas oznaczało że będzie ich cztery. Wcześniej tak nie pracowałem, ale w Salonikach to było konieczne. Teraz mamy jedną grupę. Jest spokojniej.
Odstawił pan od składu piłkarza, wydawało się, nietykalnego. Antanasios Pratis, w Arisie od 2007 roku, to reprezentant Grecji w ostatnich mistrzostwach świata. Głośno narzekał że podważył pan jego umiejętności po jednym dniu spędzonym w klubie.
Miałem 36 osób w kadrze i było jasne że każdy z tych niegrających będzie niezadowolony. Pratis jest dobrym piłkarzem, ale nie pasuje do mojej koncepcji.
Pana pierwszym zadaniem było odchudzenie kadry zespołu. Innym jest wprowadzenie do zespołu młodych zawodników, z których szkolenia Aris jest znany.
Zwycięskiego gola na Krecie strzelił dla nas 18-letni Giannis Gianniotas, który wcześniej nie grał. Mam więc prawo powiedzieć że coś robię w tym kierunku. Są jeszcze trzej, czterej interesujący, młodzi zawodnicy. To co mnie zaskoczyło, to profesjonalizm jakim otacza się młodych graczy. W każdym klubie ligowym jest zespół U-20. Grają z rówieśnikami dzień wcześniej niż pierwszy zespół, a na każdy mecz podróżują samolotem. Widać nie taki straszny kryzys w Grecji jak go malują.
Powiedział pan że wyjechał do Grecji by coś osiągnąć.
Pracuję w Arisie, jednym z najbardziej rozpoznawalnych greckich klubów. Nie jestem jednak oszołomem który zadowoli się tylko tym i będzie powtarzać że osiągnął apogeum. Chcę więcej, ale też twardo stąpam po ziemi.
Pamiętam, półtora roku temu rozmawialiśmy w Białymstoku, kilka dni przed finałem Pucharu Polski, który ostatecznie pan zdobył z Jagiellonią. Powtarzał pan że trzeba leczyć nasze narodowe kompleksy.
Zdania nie zmieniłem. Wystarczy że przyjedzie do nas jakikolwiek trener z zagranicy, wygra jeden mecz i już chcemy stawiać mu pomniki. Ciekawe co by było gdyby polski klub zatrudnił zagranicznego szkoleniowca z topu, za 8 milionów euro i zostawił mu tych samych piłkarzy, jacy u nas grają. Przekonalibyśmy się czy sprawi by biegali 10 procent szybciej niż wcześniej, mieli 10 procent więcej lepszych podań i 10 razy więcej celniejszych strzałów?
Stał się pan, może nieświadomie, rzecznikiem młodych, polskich trenerów. Mówi pan głośno to o czym oni tylko szepczą.
Będę się upierać że w Polsce mamy wielu utalentowanych trenerów, tylko niedocenianych. Tak samo zresztą traktujemy starszych szkoleniowców. Dlaczego nie korzystamy z ich mądrości? Zapominamy że piłce poświęcili swoje życie i mogą nam pomóc. Mają ogromną wiedzę, a trzeba pamiętać że w czasach w których pracowali nie było komputerów do analiz gry, nie mogli obejrzeć wszystkich meczów w kolejce. Dziś w telewizji można zobaczyć 10-11 meczów w 2-3 dni i wyciągnąć wnioski. Kiedyś można było tylko jeden.
Ile razy był pan wcześniej blisko wyjazdu z Polski do zagranicznego klubu?
Zaawansowane rozmowy prowadziłem z dwoma-trzema klubami. Zawsze coś jednak stawało na przeszkodzie.
Był pan blisko szwajcarskiego Sankt Gallen.
Nie będę wymieniać żadnych klubów.
Pan, jak rzadko który z polskich trenerów, był zdeterminowany na wyjazd.
Chcę przecierać szlak innym polskim trenerom. Marzę by kilku z nich też wyjechało.
rozm. ło/ps /6.12.2011/
***
Michał Probierz podbija Grecję
Michał Probierz odniósł pierwszy wielki triumf w Grecji. W niedzielę jego Aris Saloniki pokonał Panathinaikos Ateny 3:1. Media są pod wielkim wrażeniem że Polakowi udała się taka sztuka i wychwalają jego pracę z drużyną. Znane są także sekrety niedzielnego triumfu
– Zwycięstwo z Panathinaikosem to świadectwo że Aris ma odpowiednią osobę na ławce, a nie ucznia maga. Probierz coraz mocniej udowadnia że nie potrzebuje okresu ochronnego – napisał jeden z greckich serwisów
Dziennikarze docenili też jego plan na mecz: – Rozpoczynanie z impetem obu połów nie zawsze uznawane jest za dobry pomysł. Odwaga Probierza została jednak nagrodzona.
Serwis nie może się nachwalić Polaka. Szczególnie decyzji o wprowadzeniu w przerwie Neto. – Szach i mat. Po trzech minutach Brazylijczyk strzelił gola na 3:1 – napisał contra.gr, dodając że dzięki Probierzowi odrodził się Danijel Cesarec, strzelec pierwszego gola.
Nowe porządki w Arisie
Greckie media w ostatnich dniach podkreślały zmiany jakie nastąpiły w drużynie po przyjściu Probierza na początku listopada. Podstawowa sprawa – taktyka. Polak stosuje teraz ustawienie 4-4-2 z dwoma agresywnie grającymi napastnikami. – W takim kształcie odradza się Aris – pisali dziennikarze.
Drugą kwestią jest determinacja szkoleniowca i przyzwyczajanie piłkarzy do ciężkiej pracy. W tygodniu po porażce z Panioniosem były trener ŁKS-u był wściekły z powodu błędów które popełnili jego podopieczni. Jego notatki pęczniały, więc zawodnicy zamiast jednej mieli dwie sesje, na których analizowali mecz. Po drugiej z nich z kolei czekały ich jeszcze dwa treningi.
Trener wie jednak kiedy zawodnikom należy się trochę oddechu. – Kto wygrał mecz? – krzyczał do swoich piłkarzy w szatni po wygranej z Panathinaikosem. – Aris! – odpowiadali zawodnicy. I tak kilka razy. Po meczu z OFI Kreta szkoleniowiec w ten sam sposób świętował z podopiecznymi zwycięstwo.
Sekrety sukcesu z PAO
Probierz wziął się za dyscyplinę w drużynie, a przed wyjściem na boisko postraszył zawodników. – Wszyscy zostaną ocenieni. To jest ostatnia szansa. Dla tych którzy nie dadzą rady nie będzie miejsca w drużynie – powiedział.
Po chwili jednak jego ton złagodniał. – Panathinaikos przyjeżdża tu przegrać. Oni myślą że nas ograją. To dla nas wspaniała okazja by wygrać i pokazać całej Grecji że trzeba się z nami liczyć – dodał.
Za sukcesem stoi także Giannis Michalitsou, skaut Arisu. Probierz chwalił już go za świetne rozpracowanie OFI Kreta. Teraz Michalitsou znów miał wielki udział w wygranej. Z jego pomocą polskiemu trenerowi udało się wykorzystać słabe punkty Panathinaikosu.
futbolnews /5.12.2011/
ARIS POKONAŁ PANATHINAIKOS
Prowadzony przez Michała Probierza Aris Saloniki zanotował kolejny świetny występ. W 12 kolejce greckiej ligi drużyna polskiego szkoleniowca pokonała utytułowany Panathinaikos Ateny 3:1 (2:1)
Aris ostatni raz wygrał na własnym terenie z Panathinaikosem w 2006 r. i było to jedyne zwycięstwo nad ekipą ze stolicy w historii starć w Salonikach. Dodatkowo różnica miejsc w tabeli stawiała jedenastkę z Aten w roli zdecydowanego faworyta. Tymczasem niedzielny mecz zaczął się znakomicie dla Arisu. Już w 11 minucie Chorwat Daniel Cezarek po indywidualnej akcji dał gospodarzom prowadzenie.
W 38 minucie mecz zaczął się od nowa kiedy do wyrównania doprowadził Jean-Alain Boumsong, ale nie minęło siedem minut a Aris ponownie prowadził. Po golu do szatni Francisa Dickoha.
Trzy minuty po wznowieniu gry Neto ustalił wynik na 3:1 i sensacja stała się faktem. Probierz powoli winduje swoją drużynę w górę tabeli i choć jeszcze za wcześnie by okrzyknąć go bohaterem to z pewnością widać już w grze Arisu jego rękę.
onet /4.12.2011/
***
43 tysiące kibiców na trybunach!
Mistrz Polski lepszy od lidera. W hicie 15 kolejki ligowej Wisła Kraków pokonała we Wrocławiu Śląsk 1:0. Jedynego gola strzelił z karnego Rafał Boguski. Mecz z trybun oglądał komplet 43 tysięcy widzów! Taka widownia to w Polsce rzecz niezwykła! To rekord w historii naszych rozgrywek ligowych!
Stadion Miejski we Wrocławiu drugi raz w tym sezonie wypełnił się do ostatniego miejsca, a kibice znów obejrzeli dobry mecz. Z tym że tym razem ich drużyna schodziła z boiska pokonana, a do tego pierwszy raz grając u siebie nie strzeliła gola
Faworyzowany Śląsk, który notował ostatnio znakomitą serię przegrał z pogrążoną w kryzysie Wisłą, która dla odmiany swoje mecze seryjnie przegrywała.
Wypełniona po brzegi arena ligowej bitwy wcale nie zdeprymowała graczy Białej Gwiazdy. Piłkarze Kazimierza Moskala jedynego gola strzelili po rzucie karnym, podyktowanym po faulu Waldemara Soboty na Gervasio Nunezie. ‘Jedenastkę’ pewnie wykorzystał Boguski który zmylił Mariana Kelemena.
Przez większą część meczu to Śląsk był stroną dominującą. Gospodarze oddali 20 strzałów, z czego 8 celnych, ale żaden z nich nie znalazł drogi do bramki Sergieja Pareiki. Estończyka można nawet uznać za bohatera wiślaków, bo w kilku sytuacjach ratował swoją drużynę w beznadziejmych niemal sytuacjach.
Oklaski należą się bramkarzowi Wisły zwłaszcza za wybronienie dwóch strzałów Cristiana Diaza (I połowa) oraz fantastyczne interwencje przy główce Soboty i przewrotce Diaza (II połowa).
Na miano antybohatera zasłużył Sobota. Skrzydłowy Śląska szarpał, walczył, ale nie wykorzystał znakomitych sytuacji pod bramką Wisły, a na dodatek sprokurował karnego.
Wisła po zwycięstwie we Wrocławiu nieco zbliżyła się do ligowej czołówki. Śląsk pozostał liderem.
int.pl /25.11.2011/
***
Wrocław oszalał
– Gdyby nasz stadion mógł pomieścić sześćdziesiąt tysięcy widzów, to na mecz z Wisłą przyszłoby tylu. Kibice lubią sukcesy, a my jesteśmy liderem, gramy dobrze. Wrocław od lat czeka na sukces, nie tylko w piłce, w ogóle w sporcie. Stąd to szaleństwo na punkcie piłki nożnej. Miasto żyje naszymi meczami, to da się wyczuć nie tylko na stadionie – powiedział Jarosław Fojut, obrońca Śląska, ligowego lidera
Mecz z Wisłą mają obejrzeć pełne trybuny, ale zdaniem obrońcy Śląska na innego rywala też przyszedłby komplet
– W Warszawie są dwie drużyny, ludzie się podzielili, we Wrocławiu liczy się tylko Śląsk. Chcemy wykorzystać tę euforię i pokonać Wisłę. Wiemy że oni mają swoje problemy, nasłuchujemy wieści z ich obozu. Mówi się że mogą zagrać Małecki i Melikson, choć osobiście nie wierzę by ryzykowali zdrowiem Maora na taki mecz – dodał były obrońca Boltonu.
– My przede wszystkim musimy udźwignąć rolę faworyta. W meczach w których nikt nie wskazuje nas jako zwycięzców, radzimy sobie dobrze. A kiedy jesteśmy faworytem, potrafimy się boleśnie potknąć, jak choćby z Bełchatowem. Do Wisły podchodzimy jak do wielkiej niewiadomej. Mecz z Górnikiem nie dał odpowiedzi, bo zespół z Krakowa miał bardzo dobre fragmenty, ale też kiepskie. Wisła ma teraz nowego trenera, zmienia trochę styl, trudno cokolwiek przewidzieć – powiedział Fojut
Kilka lat temu jako młody chłopak Fojut próbował się przebić do składu Boltonu. Wtedy ani myślał wracać do Polski.
– Nigdy nie przypuszczałbym że w tak krótkim czasie w Polsce powstaną takie obiekty, a na jednym z nich będę grać w drużynie walczącej o mistrzostwo Polski. Już kiedy przyszedłem do Śląska trener Tarasiewicz mówił że celem zespołu jest tytuł w 2012 r. Oby jego słowa okazały się prorocze – dodał Fojut.
rr/f. /25.11.2011/
***
Polskie jasne punkty
Angielskie media korzystnie oceniły całą trójkę Polaków którzy zaprezentowali się w meczu Ligi Mistrzów Arsenal Londyn – Borussia Dortmund (2:1). Pełne 90 minut zagrali Wojciech Szczęsny, Łukasz Piszczek i Robert Lewandowski
Według telewizji Sky Sports wszyscy Polacy zasłużyli na identyczną notę 7. W przypadku Szczęsnego nie było to wielkie wyróżnienie – właśnie taka ocena dominowała wśród piłkarzy Arsenalu. Niższą, biorąc pod uwagę podstawowy skład, dostał jedynie Gervinho (6)
W Borussii 7 było natomiast najwyższą notą (dostało ją czterech zawodników, obok Polaków jeszcze Sven Bender oraz Shinji Kagawa)
Całkiem nieźle kadrowiczów Franciszka Smudy ocenił także serwis goal.com. Szczęsny i Piszczek zasłużyli na 7, Lewandowski otrzymał ocenę o pół stopnia niższą. Serwis chwali zwłaszcza prawego obrońcę. ‘Dawał doskonałe wsparcie prawej flanki i kilkakrotnie mógł wypracować bramkę. Z tyłu dobrze radził sobie z Gervinho’. Napastnik polskiej reprezentacji był ‘jasnym punktem drużyny, ale, z wyjątkiem asysty przy golu Kagawy, nieco przygasł w drugiej połowie’, a Szczęsny ‘pozostał bez żadnej niewiarygodnej interwencji, ale wyglądał pewnie i dobrze komunikował się z obrońcami’.
onet /24.11.2011/
***
Wyciąga Greków z kryzysu
Aris Saloniki wygrał wyjazdowy mecz z OFI Kreta 1:0 dzięki czemu podopieczni Michała Probierza zaliczyli pierwsze zwycięstwo w tym sezonie. Sędzia pokazał trzy czerwone kartki, kibice kilka razy przerywali zawody, a po wszystkim polski trener i jego piłkarze długo siedzieli w szatni, czekając aż policja przepędzi miejscowych chuliganów…
Rozmowa z Michałem Probierzem
Przed tym meczem Jacek Gmoch mówił że czeka pana bardzo trudne zadanie, bo na Krecie gra się wyjątkowo trudno. I rzeczywiście łatwo nie było…
Było bardzo gorąco i to pod każdym względem. Co chwila coś się działo, a pod koniec meczu szybko zaczęła… maleć liczba piłkarzy na boisku. Najpierw nasz zawodnik zobaczył czerwoną kartkę i graliśmy 10 na 11. Potem zrobiło się 10 na 10, a ostatnie siedem minut to my mieliśmy przewagę jednego gracza. Ważne że to był mecz wygrany. Mamy pierwsze zwycięstwo w sezonie, ale nie podniecam się. Nie jestem trenerem który po jednym zwycięstwie popada w euforię, a po jednej porażce się załamuje.
Zwycięską bramkę strzelił Giannis Gianniotas, który przed pana przyjściem w ogóle nie grał. To pańskie greckie odkrycie?
To chłopak z rocznika 1993, bardzo interesujący. Widzę w nim duży potencjał i u mnie będzie grać. Jest wystarczająco dobry na pierwszy skład.
To prawda że mecz z OFI był kilka razy przerywany?
Prawda. Kibice denerwowali się głównie przy czerwonych kartkach. Przez to mecz dość znacznie się wydłużył. Podobnie jak nasz pobyt w szatni. Musieliśmy poczekać aż sytuacja zostanie opanowana i miejscowi kibice opuszczą stadion.
Pana zadaniem jest wyciągnięcie Arisu z kłopotów, ale w kryzysie jest cała Grecja. Widać to na miejscu? Ma to wpływ na pańską pracę?
Poruszam się między bazą, siedzibą klubu, a miejscem w którym mieszkam, więc nie mam za wiele okazji do obserwacji. Na pewno jest duże bezrobocie, ale co do klubu… Kadra Arisu liczy aż 36 piłkarzy, przez co ćwiczymy w dwóch grupach… Gdyby klub był w dramatycznej sytuacji finansowej to chyba aż tak wielu piłkarzy by nie miał?
Prowadził pan Aris w dwóch meczach i za każdym razem gra była kilka razy przerywana. To stresuje, dodaje adrenaliny czy jest dla pana neutralne?
Przynajmniej coś się dzieje (śmiech). A tak na serio dla mnie to raczej neutralne…
rozm. pk/su /22.11.2011/
***
Błaszczykowski dementuje
Jakub Błaszczykowski zdementował rewelacyjne doniesienia dziennika Bild jakoby w przerwie zimowej miał opuścić Borussię Dortmund i zostać wypożyczonym do Wisły Kraków. – Obecnie nie ma takiego tematu i mój powrót do Krakowa nie wchodzi w grę – powiedział kapitan reprezentacji Polski
Błaszczykowski znalazł się na liście 18 piłkarzy podanej w Bildzie, którzy zmienią klub. W jego przypadku powód jest oczywisty. Kapitan reprezentacji gra bardzo krótko lub w ogóle nie pojawia się na boisku. Po tym jak opowiedział o swojej sytuacji na łamach prasy Juergen Klopp daje mu jeszcze mniej szans. W tym sezonie zagrał tylko w jednym meczu ligowym pełne 90 minut
Bild zasugerował że najbardziej możliwym kierunkiem wypożyczenia Błaszczykowskiego byłaby Wisła Kraków, z której przeniósł się do Niemiec. Pomocnik wyraźnie jednak zaprzeczył i podkreślił że nie ma zamiaru przenosić się do innego klubu.
– Skupiam się na walce o miejsce w składzie Borussii. Chcę jednak dodać że cały czas noszę Wisłę w sercu i mam nadzieję, że w przyszłości dane mi jeszcze będzie założyć koszulkę z Białą Gwiazdą, oczywiście o ile włodarze Wisły będą zainteresowani – powiedział nasz piłkarz.
wislalive /19.11.2011/
***
Błaszczykowski w Wiśle?
To już niemal pewne – Jakub Błaszczykowski odejdzie zimą z Borussii Dortmund. Nasz reprezentant znalazł się na liście piłkarzy sporządzonej przez niemiecki Bild, którzy zmienią klub. Według gazety najbliżej wypożyczenia jest Wisła Kraków
Błaszczykowski znalazł się na liście 18 piłkarzy którzy zmienią klub. W jego przypadku powód jest oczywisty. Kapitan reprezentacji gra bardzo krótko lub w ogóle nie pojawia się na boisku. Po jego wypowiedziach na łamach prasy Juergen Klopp daje mu jeszcze mniej szans. W tym sezonie Polak zagrał tylko w jednym meczu ligowym pełne 90 minut
Gdzie Polak trafi? Jak informuje Bild zostanie on wypożyczony – niewykluczone że do Wisły Kraków. ‘Pozostaje w kontakcie ze swoim byłym klubem’ – napisała gazeta. Jak dodała powrót do ojczyzny zapewni mu regularną grę i pewne miejsce w kadrze na Euro 2012.
Sytuacja Polaka pogarsza się z tygodnia na tydzień. Teraz zabrakło go w kadrze meczowej na hit z Bayernem Monachium. Na razie nieznana jest przyczyna absencji. Kuba zagrał we wtorkowym meczu kadry, po którym nie uskarżał się na kontuzję, o jego problemach zdrowotnych nie informowała także niemiecka prasa. Komunikat na oficjalnej stronie BVB jest lakoniczny: informuje tylko o jego nieobecności. Wszystko wskazuje więc na to że Polak stracił zaufanie Juergena Kloppa.
futbolnews /19.11.2011/
***
Guardiola ogląda Polaka
Josep Guardiola pojechał na kilka dni do Włoch. Jak donosi gazeta Brescia Oggi szkoleniowiec FC Barcelona zagości na trybunach Stadio Mario Rigamonti by w niedzielnym meczu z Ascoli Calcio obejrzeć Bartosza Salamona i bramkarza Nicolę Lealiego
Media od września donoszą że Guardiola interesuje się naszym pomocnikiem. Menedżer chce wykorzystać przerwę na mecze reprezentacji i przyjrzeć się umiejętnościom bardzo utalentowanego Polaka
Salamon jest łączony z wieloma innymi klubami – m.in. Sportingiem Lizbona i Juventusem Turyn. Piłkarz jest także monitorowany przez dwa kluby z Mediolanu – Inter i Milan. Ostatnio pisano jednak że Salamon jest już bardzo blisko przejścia do Sportingu.
futbolnews.pl /13.11.2011/
***
Salamon coraz bliżej Sportingu
Jak informują włoskie media Sporting i Brescia są bliskie porozumienia w sprawie odejścia Bartosza Salamona do Portugalii. Obie strony bardzo mocno zbliżyły się w negocjacjach, a Włosi są zdecydowani na transfer. Nie wiadomo czy z Polakiem odejdzie też bramkarz Nicola Leali
Brescia zażądała 10 mln euro za obu piłkarzy. Sporting zaproponował 7 ale jak podały włoskie media oferta wzrosła do 9. ‘Giornale Di Brescia’ napisał: ‘Salamon o krok od Sportingu. W negocjacjach między obu klubami brakuje tylko szczegółów’
Niewykluczone że do Portugalii trafi tylko Polak bo bramkarz Leali jest rozchwytywany; chciałyby go też Milan i Juventus. Wtedy cena wyniosłaby ok. 5 mln euro. Salamon zostałby w Brescii do końca sezonu, a formalnie stałby się piłkarzem Sportingu w styczniu i wtedy większa część sumy transferowej (ok. 4 mln euro) przelana byłaby na konto włoskiego klubu.
Prezes Brescii Gino Corioni powiedział wprost: – Musimy sprzedawać piłkarzy by wzmocnić nasz budżet. Nic dziwnego – dziura w budżecie klubu to od 10 do 12 mln euro i oprócz Salamona Brescia będzie zmuszona sprzedać kolejnych graczy.
futbolnews /10.11.2011/
***
Jeżeli nie on to kto?
Sędziowie w polskiej lidze odetchnęli. Greccy muszą się przygotować że łatwo nie będzie. Michał Probierz, jeden z najmłodszych, najzdolniejszych i najdonośniejszych polskich trenerów, właśnie przeniósł się do Salonik
Dotychczas gdziekolwiek był Probierz tam była efektowna piłka, rządy silnej ręki w szatni i presja na sędziów. Ostatnio w ŁKS-ie który przejął na ostatnim miejscu w tabeli, z jednym punktem, i w kilka tygodni wydźwignął na powierzchnię. Wcześniej Jagiellonię z kandydata do spadku zmienił w drużynę walczącą o mistrzostwo
Znajomość z pucharów
Teraz Probierz, 39-latek z Bytomia, syn sędziego, były piłkarz m.in. Ruchu Chorzów, Bayeru Uerdingen i Widzewa, ma odbudować Aris Saloniki, który w tym sezonie jest po sześciu kolejkach bez zwycięstwa na 12 miejscu w tabeli, z ogromną kadrą liczącą aż 37 piłkarzy. Wybranie z nich tych najpotrzebniejszych drużynie będzie jego pierwszym zadaniem. Poprzedni trener Sakis Tsiolis sobie z tym nie poradził.
Negocjacje trwały od dłuższego czasu, zatrudnienie Probierza było pomysłem Yannisa Kondisa, menedżera Arisu. Greccy dziennikarze mówią że menedżer i trener poznali się ponad rok temu przy okazji meczów Arisu z Jagiellonią w Lidze Europejskiej. Jagiellonia odpadła ale niewiele jej zabrakło do awansu. Kondisowi spodobało się kilku piłkarzy z Białegostoku i pytał o nich trenera. Gdy Thanasis Athanasiadis, deweloper który od kilku lat rządzi w Arisie, szukał następcy Tsiolisa, Kondis podpowiedział mu Polaka.
– Dlaczego Probierza? Bo jest dobry. Aris nie ma kłopotów finansowych, a przynajmniej nie takich jak wiele innych greckich klubów. To nie jest żadna opcja oszczędnościowa. Oni w niego wierzą, chcieli kogoś ze świeżym spojrzeniem, kogoś kto wprowadzi do drużyny młodzież, bo dotychczas Aris świetnie szkolił ale potem oddawał piłkarzy innym klubom – powiedział Christos Galis, dziennikarz lokalnej telewizji.
W piątek zamiast na konferencji przed meczem ŁKS-u z Ruchem Probierz był już w drodze do Salonik. Wylądował wieczorem, podpisał kontrakt, został przedstawiony drużynie i poprowadził trening.
Będzie mieć asystenta z Polski Bartosza Zalewskiego. Zaczęli od sobotniego meczu z potęgą ligi Olympiakosem Pireus /2:3/, ale prawdziwym debiutem będzie gra z OFI na Krecie, po dwutygodniowej przerwie na mecze reprezentacji.
Masz zdanie, masz wrogów
Z ŁKS-em Probierz miał umowę pozwalającą odejść w każdej chwili, gdy pojawi się propozycja z zagranicy. Polskim trenerom można ją od lat wpisywać do kontraktów bez obaw. Chętnych nie było.
Jedyny wyjątek to Henryk Kasperczak, ale on na nazwisko zapracował lata temu, ostatnio wyników nie miał, w greckiej Kavali przepracował tylko kilka miesięcy poprzedniego sezonu. Jacek Gmoch, którego Panathinaikos wziął na jeden mecz jako tymczasowego trenera, to jeszcze inny przypadek: był klubową legendą i był na miejscu.
O polskich trenerach młodego pokolenia Europa mogła nawet nie wiedzieć. Dlatego propozycja dla Probierza jest warta tyle ile kilka transferów naszych piłkarzy za granicę. Jeżeli jemu się uda to może karta odwróci się i dla innych. Piłka kieruje się modami więc cała polska liga powinna teraz trzymać za niego kciuki. Ale wiadomo że nie będzie bo Probierz wielu się naraził. – Jeżeli ktoś nie ma wrogów to znaczy że nie ma swojego zdania. Jest tylko jeden pewny sposób na porażkę: chcieć dogodzić wszystkim – powtarza często.
Wytykał polskiej piłce naiwny zachwyt zagranicznymi trenerami. – Odezwą się po angielsku i już wszyscy zachwyceni. My też znamy języki, też godzinami rozpracowujemy rywali – tłumaczył. Sam mówi świetnie po niemiecku, nieźle po angielsku, z każdego zagranicznego wyjazdu zwozi książki o piłce, nigdy nie miał poczucia że jest od kogokolwiek gorszy. W Arisie mieli odwagę powiedzieć: sprawdzamy. Jeżeli ma się udać, to komu jeżeli nie jemu?
pw/rp /5-11-2011/
***
Grosicki blisko celu w Stambule
Jak informują tureckie media jeszcze w tym tygodniu mają się rozpocząć negocjacje Galatasaray – Sivasspor. Cel wielokrotnego mistrza Turcji to Kamil Grosicki. Zachwycony Polakiem jest podobno Fatih Terim, dyrektor techniczny Galaty
Poprzedni sezon był dla Galatasarayu fatalny. Drużyna nie zakwalifikowała się do europejskich pucharów. W tym sezonie jest lepiej: Galata jest trzecia, ale w klubie nie są zadowoleni z postawy dwóch ważnych graczy. Zarówno Colin Kazim-Richards jak i Albert Riera rozczarowują. Stąd pomysł zakupu Grosickiego
Jak podał serwis Takvim, na spotkaniu zarządu uznano że ściągnięcie Grosickiego będzie bardzo dobrym ruchem. Terim miał powiedzieć że chciałby Polaka w drużynie. Media cytują również wypowiedź Grosika który w przeszłości przyznał że ‘jego największym celem jest gra w jednym z trzech największych klubów ze Stambułu (Besiktas, Fenerbahce, Galatasaray – przyp. red.)’. Efekt? Według informacji tureckich mediów w ciągu najbliższych dni mają się rozpocząć negocjacje obu klubów.
Grosicki mógłby rozwiązać problemy Galatasarayu w ofensywie i to nie tylko jeżeli chodzi o strzelanie goli. Polak trafił cztery razy do siatki rywali, ale również miał dwie asysty. Przez trenera Rizę Calimbaya jest ustawiany nie w roli wysuniętego napastnika, tylko gracza pracującego na gole dla drużyny. Sześć punktów (cztery gole i dwie asysty) dają mu miejsce wśród najefektywniejszych piłkarzy ligi tureckiej – obecnie jest trzeci z m.in. Johanem Elmanderem (Galatasaray).
futbolnews /7.11.2011/
***
Probierz trenerem Arisu Saloniki
Michał Probierz został trenerem greckiego Arisu Saloniki. W piątek już poprowadził pierwszy trening swego nowego zespołu
Informacja że dotychczasowy szkoleniowiec ŁKS-u przenosi się do 12 obecnie drużyny greckiej ligi pojawiła się w czwartek. Aris poinformował że ustnie porozumiał się już z Probierzem, a po jego przyjeździe do Grecji zostanie podpisana umowa, która będzie obowiązywać do końca obecnego sezonu
W piątek na stronie internetowej klubu pojawiła się informacja że polski szkoleniowiec miał wylądować w Salonikach o 18.15 czasu miejscowego, lotem z Bukaresztu. Na jego prośbę opóźniono piątkowe zajęcia Arisu które miał poprowadzić osobiście o godz. 20.30.
Probierz zastąpił w Arisie zwolnionego we wtorek Sakisa Tsiolisa. Powodem były słabe wyniki w greckiej lidze – z sześciu meczów zespół cztery zremisował, a dwa przegrał.
39-letni Probierz który przed rozpoczęciem obecnych rozgrywek odszedł z Jagiellonii Białystok, z którą przed rokiem zdobył Puchar Polski, a ostatni sezon zakończył na czwartej pozycji, w sezonie 2010/11 prowadził ten zespół w meczach z Arisem w kwalifikacjach Ligi Europejskiej.
W ŁKS-ie pracował od 5 września i awansował z nią z ostatniej na 11 pozycję w tabeli. W zespole z Łodzi zastąpił go Tomasz Wieszczycki.
pap /4.11.2011/
***
Czterech naszych wśród mistrzów
Czterech Polaków zagrało w środę w meczach Ligi Mistrzów: Arkadiusz Głowacki i Adrian Mierzejewski z Trabzonsporu z CSKA Moskwa, a Ireneusz Jeleń i Ludovic Obraniak z Lille na San Siro przeciw Interowi. Biało-czerwoni nie mieli okazji do świętowania: w Trabzonie padł bezbramkowy remis, a w Mediolanie mistrzowie Francji przegrali 1:2
Obie drużyny grają w gr. B: Trabzonspor jest trzeci, a Lille ostatni z 2 punktami, choć wciąż ma teoretycznie szanse awansu do 1/8 finału
Polacy w meczach 4 kolejki piłkarskiej Ligi Mistrzów: 2 listopada
Trabzonspor – CSKA Moskwa 0:0
Arkadiusz Głowacki (Trabzonspor) – cały mecz
Adrian Mierzejewski (Trabzonspor) – do 81 minuty, żółta kartka
Paweł Brożek (Trabzonspor) – poza kadrą meczową
Piotr Brożek (Trabzonspor) – poza kadrą meczową
Inter Mediolan – OSC Lille 2:1 (1:0)
Ludovic Obraniak (Lille) – od 60 minuty
Ireneusz Jeleń (Lille) – do 45 minuty
Manchester United – Otelul Galati 2:0 (1:0)
Tomasz Kuszczak (Manchester United) – poza kadrą meczową
wtorek, 1 listopada
Arsenal Londyn – Olympique Marsylia 0:0
Wojciech Szczęsny (Arsenal) – cały mecz
Łukasz Fabiański (Arsenal) – na ławce rezerwowych
Borussia Dortmund – Olympiakos Pireus 1:0 (1:0)
Robert Lewandowski (Borussia) – cały mecz
Łukasz Piszczek (Borussia) – cały mecz
Jakub Błaszczykowski (Borussia) – od 76 minuty
KRC Genk – Chelsea Londyn 1:1 (0:1)
Grzegorz Sandomierski (Genk) – na ławce rezerwowych
pap /3.11.2011/
***
Poseł Tomaszewski skarży Smudę!
Jan Tomaszewski złożył do łódzkiej prokuratury dwa doniesienia podejrzenia popełnienia przestępstwa przez Franciszka Smudę, trenera reprezentacji Polski!
Pierwsza sprawa dotyczy wykształcenia Smudy. – Ma dyplom ukończenia szkoły trenerskiej do której potrzebna jest matura. A on matury nie ma – powiedział Tomaszewski
Drugi wniosek dotyczy premii jaką szkoleniowiec dostał po meczu z Cracovią, dzięki któremu Zagłębie Lubin awansowało do europejskich pucharów. Mecz był ustawiony, więc Tomaszewski domaga się, żeby Smuda zwrócił pieniądze
Tomaszewski który startował w wyborach do sejmu dostanie mandat z okręgu łódzkiego. Były reprezentant Polski zapowiedział że zrobi wszystko by rozliczyć ludzi którzy doprowadzili polską piłkę do takiego stanu w jakim jest.
futbolnews /10.10.2011/
ZROBIĘ WSZYSTKO BY USUNĄĆ LATĘ
– Na miejscu leśnych dziadków z PZPN-u modliłbym się by Tomaszewski nie wszedł do sejmu – tak kilka dni przed wyborami parlamentarnymi mówił Jan Tomaszewski. Kiedy już wiadomo że legendarny bramkarz zasiądzie w poselskiej ławie – Grzegorz Lato musi drżeć?
Rozmowa z Janem Tomaszewskim
Gratuluję sukcesu wyborczego…
O nie, nie. Pieniądze to się liczy po wyjściu z kasyna, a nie podczas gry. Bardzo dziękuję ale chciałbym by to jutro się potwierdziło. Dzisiaj jeszcze czekam.
Czyli nie zna pan wyników z 99.7 proc. obwodów? Ponad 8 tys. głosów, trzecie miejsce na liście, a do sejmu dostaną się z niej właśnie trzy osoby z PiS-u. Śmiało można gratulować.
Bardzo się w takim razie cieszę. Nie ukrywam że chciałem by Prawo i Sprawiedliwość wygrało, nawet moim kosztem. Stało się inaczej ale jeżeli się potwierdzi to co pan mówi – daj Boże by tak było – gwarantuję że nie zawiodę tych którzy na mnie głosowali. Nie zawiodę też tych Polaków, bo z całego kraju spływają do mnie gratulacje, którzy liczą że wprowadzę polską piłkę na właściwy kierunek.
Zatem nie spodziewa się pan telefonu z gratulacjami od prezesa Laty?
Wie pan, nawet bym nie chciał. Cóż, nas naprawdę nic nie łączy. To był mój przyjaciel z boiska, dzięki któremu przeżyłem wspaniałe chwile. Teraz jesteśmy po dwóch przeciwnych stronach i nie ukrywam że zrobię wszystko by ci ludzie, którzy doprowadzili naszą piłkę do upadku, m.in. Grzegorz, odeszli. Tutaj musi być zastosowany wariant Putina. Powtarzam, zrobię wszystko by tak było.
W jaki sposób chce pan to robić bez teki ministra sportu?
W sejmie będę działać w komisji sportu. Będę miał moc prawną by natychmiast doprowadzić do spotkania z UEFA, której po prostu trzeba przekazać pewne sprawy, a są nie tylko patologiczne, ale w myśl statutu FIFA są przestępstwami. Przy takiej liczbie patologii ja sobie nie wyobrażam by Platini był głuchy i ślepy na to co mu przekażę. Mam już w tym jakieś doświadczenie. W 1998 roku, kiedy ś.p. Marian Dziurowicz był przyspawany do stołka jeszcze bardziej niż Grzegorz, minister Jacek Dębski wyjechał na mundial do Francji i przekazał te wszystkie nieprawidłowości Blatterowi. Przyjechał Blatter i usunął Dziurowicza.
A jaka była pana rola?
Byłem doradcą Jacka Dębskiego. Wiedziałem że trzeba ludzi poinformować o tym wszystkim. Nie może być tak że PZPN jest państwem w państwie i robi sobie co chce.
Będąc ministrem sportu mógłby pan chyba jeszcze więcej? Może warto postawić sobie taki właśnie cel?
Nie… Jeżeli faktycznie będę członkiem komisji ds. sportu to mi to niepotrzebne. Pamiętajmy że taka komisja jest nad ministrem. To minister musi się podporządkować, bo wiadomo że będzie rozliczany przez komisję która jest wyższym organem. Nie może być tak jak do tej pory że minister Adam Giersz zalegalizował korupcję, wręczając medale za zdobycie Pucharu Polski zawodnikom Jagiellonii Białystok którzy byli oskarżeni o korupcję, a później pana, mnie i prawie 40-milionowy naród reprezentowali na europejskich arenach.
Program czy nazwisko – co wobec braku kampanii mogło przyciągnąć wyborców?
Ludzie wiedzieli że walczę z patologią piłkarską, chyba jako jedyny w Polsce. Walczyłem, walczę i będę walczyć. Sądzę że jeżeli chodzi o dobro polskiej piłki nożnej, nie będzie żadnych oponentów. Myślę że wszystkie kluby poselskie będą chciały doprowadzić polską piłkę do normalności.
Co jeszcze stawia pan sobie za cel?
Druga sprawa którą będę chciał wyjaśnić, to kwestia przewartościowanych stadionów. Nie może być tak że u nas stadiony są sześć czy osiem razy droższe niż na Ukrainie czy w Niemczech. To jest sprawa do wyjaśnienia. Mam też cel bardziej polityczny. Chcę doprowadzić do powstania czegoś w rodzaju kodeksu honorowego polityka. Nie można zamiatać pod dywan afer które są sprawką polityków. Oni muszą być, jak w normalnym, cywilizowanym kraju, dymisjonowani. Podam prosty przykład. W Szwecji jedna pani minister kupiła sobie za pomocą poselskiej karty jakąś pomadkę, a na drugi dzień została zdymisjonowana. Politycy muszą być poza wszelkimi podejrzeniami. Czystkę trzeba zacząć od siebie.
rozm. pl/onet /10.10.2011/
***
Warszawa chora na Barcelonę
Ponad 2.5 tys. dzieci zgłosiło się do szkółki Barcelony w Warszawie, choć miesięczny koszt to 190 zł. Zdeterminowani rodzice z całej Polski pytają o internat
Sukces barcelońskiej szkoły La Masia w której wychowali się Leo Messi, Xavi Hernandez, Andres Iniesta, Carles Puyol, Gerard Pique i Cesc Fabregas rozbudza wyobraźnię polskich dzieci i ich rodziców
FCB Escola Varsovia ledwo wystartowała a już do 19 września zgłosiło się 2.5 tys. chętnych. Dyrektor akademii Xevi Marce jest w szoku, bo planował zajęcia dla tysiąca dzieci w wieku od 6 do 12 lat.
Treningi odbywać się będą w czterech miejscach w stolicy na orlikach: na Pradze Północ (ul. Picassa i Kawęczyńska), na Bemowie (ul. Obrońców Tobruku) i na Ursynowie (ul. Dembowskiego). Odbył się już nabór na trenerów, z dziećmi pracować będą młodzi Polacy znający hiszpański lub angielski. Zajęcia mają odbywać się wyłącznie według planów i metod z La Masia.
Rodzice dzieci z innych miast już pytają o internat. Akademia budowy internatu nie planowała. FCB Escola Varsovia jest pierwszym takim przedsięwzięciem w Europie. Inne akademie katalońskiego klubu działają w Japonii, Zjednoczonych Emiratach Arabskich, Egipcie, Hongkongu, Kuwejcie i Peru. Nie zawsze są one skazane na sukces. Kilka miesięcy temu z powodów finansowych kataloński klub zamknął szkółkę w Argentynie.
FCB Escola Varsovia budzi wielkie nadzieje w Polsce gdzie PZPN nie ma planu na szkolenie, a poziom piłki jest na dnie. Katalończycy nie będą na szkółce zarabiać: 190 zł miesięcznej opłaty od rodziców ma być w całości wydawane na utrzymanie akademii, tak jak pieniądze od miasta i sponsorów. Na każde centrum ma zostać ufundowane 10 stypendiów dla dzieci niezamożnych rodziców, których nie stać na opłaty. Dla FC Barcelona warszawska akademia ma być darmową kopalnią talentów. Polskie dzieci i ich rodziców rozgrzewa wizja gry na Camp Nou. Czy z tego wielkiego entuzjazmu zrodzi się sukces sportowy? Parę lat trzeba poczekać…
dw/int.pl /6.10.2011/
***
Z Piszczkiem, Perquisem i Polanskim
Pięciu piłkarzy z trzech klubów naszej ligi powołał do reprezentacji Franciszek Smuda na mecze towarzyskie z Koreą Płd. i Białorusią. Łącznie w kadrze znalazło się 20 zawodników
Nominacje otrzymali Jakub Wawrzyniak i Maciej Rybus (obaj Legia Warszawa), Grzegorz Wojtkowiak i Rafał Murawski (Lech Poznań) oraz Tomasz Jodłowiec (Polonia Warszawa)
Wcześniej Smuda wysłał nominacje dla 15 graczy z klubów zagranicznych. Po prawie rocznej przerwie do kadry wraca Łukasz Fabiański. Drugim powołanym bramkarzem jest jego kolega klubowy z Arsenalu Londyn Wojciech Szczęsny.
Z Koreą Płd. Biało-Czerwoni zmierzą się 7 października w Seulu, a z Białorusią cztery dni później w niemieckim Wiesbaden.
– Do Azji wylatujemy wieczorem 4 października z Frankfurtu nad Menem. Na miejscu będziemy następnego dnia o godz. 13. W przyszłą środę kadra ma zaplanowany jeden trening, z kolei w czwartek – oficjalne zajęcia o 18 na stadionie w Seulu na którym rozgrywane były mistrzostwa świata. Mecz z Koreą Płd. rozpocznie się o 20 (13 czasu polskiego). 8 października w południe wracamy do Niemiec, we Frankfurcie będziemy o godz. 17:45, a stamtąd przeniesiemy się do Wiesbaden. W niedzielę (9.10) odbędą się dwa treningi, ale nie jest jeszcze ustalone na którym boisku. Natomiast w poniedziałek – jedne zajęcia. Mecz z Białorusią w Wiesbaden zagramy o 20:30 – powiedział dyrektor ds. komunikacji Tomasz Rząsa, w przeszłości reprezentant kraju.
Do reprezentacji, ale po znacznie krótszej przerwie niż Fabiański, wracają też Łukasz Piszczek i Eugen Polanski. Obrońca Borussii Dortmund został zawieszony przez Wydział Dyscypliny PZPN za czyn korupcyjny i dlatego nie mógł wystąpić w trzech ostatnich meczach. W poprzednim tygodniu Związkowy Trybunał Piłkarski zmienił orzeczenie względem niego i ukarał roczną dyskwalifikacją ale zawieszając ją na trzy lata. Polanski który w sierpniu debiutował w zespole Smudy – we wrześniowych meczach nie mógł wystąpić z powodu kontuzji.
Kadra na mecze z Koreą Płd. i Białorusią: bramkarze: Wojciech Szczęsny, Łukasz Fabiański (obaj Arsenal), obrońcy: Arkadiusz Głowacki (Trabzonspor), Dariusz Dudka (AJ Auxerre), Marcin Wasilewski (Anderlecht Bruksela), Łukasz Piszczek (Borussia), Damien Perquis (Sochaux), Jakub Wawrzyniak (Legia), Tomasz Jodłowiec (Polonia Warszawa), Grzegorz Wojtkowiak (Lech Poznań), pomocnicy: Ludovic Obraniak (Lille), Adam Matuszczyk, Sławomir Peszko (obaj Koeln), Eugen Polanski (Mainz 05), Jakub Błaszczykowski (Borussia), Adrian Mierzejewski (Trabzonspor), Maciej Rybus (Legia), Rafał Murawski (Lech), napastnicy: Robert Lewandowski (Borussia), Paweł Brożek (Trabzonspor).
pap /27.9.2011/
***
Tomaszewski chce jak Putin
Legendarny bramkarz reprezentacji Polski, Jan Tomaszewski, który kandyduje do sejmu z listy PiS-u, zapowiada że jeżeli zostanie ministrem sportu zrobi porządek w PZPN
– Wprowadziłbym kuratora do PZPN-u. Na pewno bym go nie wycofał jak Lipiec i Drzewiecki którym kibicowałem na początku, a później byłem na nich wściekły. Przed wprowadzeniem kuratora porozumiałbym się z szefem UEFA. Jak Putin który najpierw dogadał się z Blatterem a później wyrzucił szefa rosyjskiej federacji – tłumaczył Tomaszewski
To nie koniec reform jakie ma w zamyśle Tomaszewski. – Priorytetem powinno być rozliczenie stadionów zbudowanych na Euro – dodał. – Nie mam parcia na parlament. Nie wiem czy PiS wygra. Ale na pewno wejdzie do sejmu. A ja chcę by ktoś wreszcie wyjaśnił przekręty w polskim sporcie – powiedział bramkarz legendarnej drużyny Kazimierza Górskiego.
gw /26.9.2011/
***
Piszczek strzelił w 90 minucie
Bramka Łukasza Piszczka zdobyta w 90 minucie dała Borussii Dortmund zwycięstwo 2:1 w wyjazdowym meczu niemieckiej ligi z FSV Mainz
Piszczek zrehabilitował się tym samym za błąd z 33 minuty po którym Nicolau Mueller zdobył gola dla Mainz. Wyrównał w 64 minucie Ivan Perisic a asystował przy tym trafieniu Robert Lewandowski. Polski napastnik grał do 75 minuty, a w 86 minucie na boisko wszedł Jakub Błaszczykowski
Broniąca tytułu Borussia po dwóch porażkach zdobyła trzy punkty i awansowała na ósme miejsce w tabeli.
Pauzujący za czerwoną kartkę ujrzaną w debiucie w Bundeslidze Artur Sobiech nie mógł wystąpić w drużynie Hannoveru 96 która zremisowała bezbramkowo na wyjeździe z FC Augsburg.
Pierwsze zwycięstwo w sezonie odniósł Hamburger SV – 2:1 z VfB Stuttgart – ale nie pozwoliło mu to opuścić ostatniego miejsca w tabeli.
pap 24.09.2011
***
Kadra z zagranicy
Franciszek Smuda powołał piłkarzy grających w zagranicznych klubach na mecze towarzyskie które reprezentacja Polski rozegra z Koreą Południową (Seul, 7 października) oraz z Białorusią (w Niemczech, 11 października)
Do reprezentacji po blisko rocznej nieobecności wróci Łukasz Fabiański który ostatni mecz w barwach biało-czerwonych rozegrał 17 listopada 2010 kiedy Polska pokonała Wybrzeże Kości Słoniowej 3:1
Pozostali zawodnicy to pewniacy Franciszka Smudy, regularnie powoływani na poprzednie zgrupowania. Zawodnicy z klubów polskich zostaną powołani po najbliższej kolejce ligowej.
Piłkarze z klubów zagranicznych powołani przez Smudę: bramkarze: Wojciech Szczęsny (Arsenal), Łukasz Fabiański (Arsenal); obrońcy: Arkadiusz Głowacki (Trabzonspor), Dariusz Dudka (Auxerre), Marcin Wasilewski (Anderlecht), Łukasz Piszczek (Borussia Dortmund), Damien Perquis (Sochaux); pomocnicy: Ludovic Obraniak (Lille), Adam Matuszczyk (Koeln), Sławomir Peszko (Koeln), Eugen Polanski (Mainz), Jakub Błaszczykowski (Borussia Dortmund), Adrian Mierzejewski (Trabzonspor); napastnicy: Robert Lewandowski (Borussia Dortmund), Paweł Brożek (Trabzonspor).
pzpn/onet /23.9.2011/
***
Dla kogo zagra Melikson?
Trwa niesamowite zamieszanie wokół tego co zrobi Maor Melikson. Dla kogo zagra? Dla Polski czy Izraela?
Wszystko z powodu tego że Melikson kilka dni temu zapowiedział występy w kadrze Franciszka Smudy, a później jednak nie był chyba pewny tej decyzji
Ponadto oliwy do ognia dolały informacje o jego rychłym odejściu z Wisły Kraków
– To co się teraz dzieje wokół Maora wynika z ogromnej odpowiedzialności która na nim ciąży. On nie jest pewny czego chce. Decyzja musi zostać podjęta tylko przez niego – powiedział trener Wisły Robert Maaskant.
– Jego reakcja jest typowa dla osoby u której przeważają emocje i odkłada w czasie podjęcie decyzji. Teraz chce skupić się tylko na Wiśle. Nie wybrał żadnej reprezentacji. Ma trzy opcje: Izrael, Polskę lub rezygnację z gry w kadrze – dodał Maaskant.
Nie chce odejść z Wisły
Trener Wisły rozmawiał z Meliksonem i zaprzeczył jakoby zamierzał on opuścić zimą klub, o czym donoszą media, powołując się na jedną z izraelskich gazet: – Maor nigdy o tym nie wspominał. Podoba mu się w Krakowie i w drużynie. Mógłby przecież odejść już wcześniej bo tacy zawodnicy jak on mają różne opcje. Nie mówi dużo a wszystko co ma do powiedzenia wyraża grą na boisku.
Maaskant nie chciał natomiast odpowiedzieć na pytanie o ewentualną ofertę dla Meliksona z Mallorki. Odesłał z tym do dyrektora sportowego.
Zapytany czy zamieszanie wokół Meliksona nie będzie mieć negatywnego wpływu na jego formę w niedzielnym meczu z Ruchem, Maaskant odparł: – Jestem pewien że strzeli w niedzielę trzy bramki.
W rozmowie z rzecznikiem Wisły Adrianem Ochalikiem sam Melikson też zdementował pogłoski jakoby nosił się z zamiarem opuszczenia Wisły. – Przede wszystkim Ynet nie cytuje mojego ojca, nikt nawet nie rozmawiał z nim na ten temat. To wszystko kompletne nieporozumienie! Najwyraźniej ktoś, nie znając języka hebrajskiego, wrzucił oryginalny tekst do internetowego tłumacza i na tej podstawie coś napisał. To izraelski portal sugeruje że wobec całego zamieszania powinienem odejść z Wisły ale nie ma tam żadnego cytatu w tej sprawie mojego ojca. Ja nie zamierzam opuszczać Wisły i czuję się w niej dobrze – powiedział Melikson.
Nie wie dla kogo grać?
We wtorek prezes PZPN Grzegorz Lato ogłosił że Melikson który posiada polskie i izraelskie obywatelstwo zadeklarował chęć gry w naszej reprezentacji.
Formalnie jest to możliwe gdyż piłkarz zagrał do tej pory dla Izraela w dwóch meczach z których żaden nie był o punkty w eliminacjach mistrzostw świata czy Europy.
Zamieszanie w Polsce jak i w Izraelu wywołane ogłoszeniem deklaracji Meliksona sprawiło że piłkarz w czwartek – na klubowej stronie Wisły – wydał jednak oświadczenie w którym stwierdził że nie zagra ani dla Polski, ani dla Izraela.
W Izraelu grozili mu śmiercią?!…
Ostatnie dni były ponoć bardzo trudne dla Meliksona. Podobno ktoś mu groził. Izraelski portal walla.co.il informował że piłkarz otrzymał setki eesmsów i maili w których m.in. nazywano go zdrajcą i radzono by nie wracał do Izraela bo może zginąć!…
‘Ciśnienie jakiemu Maor został poddany spowodowało że postanowił on na razie nie grać ani w reprezentacji Polski, ani Izraela. Nie mógł uwierzyć w to co na jego temat mówili ludzie. W ostatnich dniach schudł dwa kilogramy’ – powiedział ponoć w wywiadzie dla izraelskiej telewizji Sport 5 menedżer Meliksona Dudu Dahan.
Kibice chcą go w naszej reprezentacji
Sprawa wywołała mnóstwo kontrowersji. Wielu fachowców krytykowało Meliksona i PZPN biorąc pod uwagę że jeszcze miesiąc temu reprezentował Izrael. Polscy kibice są jednak murem za jego występami w naszych barwach. W ankiecie jednego z portali aż 80 proc. uczestników wypowiedziało się by Izraelczyk grał dla biało-czerwonych.
asinfo/mb/int.pl/wisla.krakow.pl /22-23.9.2011/
***
Melikson wybiera Polskę!
Trener Robert Maaskant zabrał głos w sprawie Maora Meliksona i sprawy gry pomocnika w reprezentacji Polski. – Maor podjął decyzję ale zdecydowaliśmy że na ten temat wypowie się kiedy wróci z Izraela. To nie była dla niego łatwa decyzja ale przyznał że wybrał reprezentację Polski. To trudny czas dla niego. Teraz chce się skupić tylko na Wiśle – powiedział holenderski trener
– Decyzja jaką podjął może budzić wątpliwości. Rozmawiał dużo na ten temat z rodzicami i bratem. Cały czas o tym myśli. Jeżeli postawicie się w takiej sytuacji to zgodzicie się z nim że to nigdy nie będzie łatwe. Wybór klubu jest trudny a co dopiero reprezentacji – mówił Maaskant.
Jak zauważył trener – Maor przez kilka lat był pomijany przez trenera reprezentacji Izraela. Dopiero kiedy Polacy wyrazili nim zainteresowanie również Izraelczycy przypomnieli sobie o piłkarzu. – Kiedy Maor zaczął grać w Wiśle to wszyscy się obudzili. On nadal ma wybór bo nie grał nigdy w oficjalnym meczu w barwach Izraela – dodał Maaskant.
– Rozmawialiśmy o tym co będzie lepsze dla jego kariery. Nie można wymazać tego że ktoś całe życie mieszkał w Izraelu a po przyjeździe do Polski może grać dla reprezentacji z którą wcześniej nie miał nic wspólnego. On czuje się Izraelczykiem ale jest też w połowie Polakiem. To tak jak w przypadku piłkarzy z reprezentacji Niemiec którzy maja polskie korzenie ale nie grają tutaj. Wiele osób jest dumnych z faktu że ludzie w żyłach których płynie polska krew dobrze się tam spisują. I tak samo może być w przypadku Maora dla ludzi z Izraela. Niektórzy mogą być poirytowani ale jeżeli będzie grać dobrze to wszyscy będą z niego dumni – powiedział Maaskant.
POLSCY KIBICE CHCĄ MELIKSONA
W opublikowanej przez Onet Sport internetowej sondzie internauci na pytanie: Czy Maor Melikson powinien grać w reprezentacji Polski? – w zdecydowanej większości opowiedzieli się by Izraelczyk wzmocnił naszą kadrę
We wtorek prezes PZPN Grzegorz Lato stwierdził że Maor Melikson w rozmowie z nim przyznał że chciałby grać w reprezentacji Polski. To miałby być kolejny piłkarz w kadrze Franciszka Smudy który ma podwójną narodowość i może wybierać jaki kraj chciałby reprezentować.
Kibice również są za tym by pomocnik Wisły grał w drużynie biało-czerwonych. Aż 63 proc. głosujących stwierdziło że ‘Melikson byłby wzmocnieniem naszej kadry’. Spora liczba kibiców (31 proc.) jest też w opozycji, twierdząc że ‘dość już zagranicznych piłkarzy’.
onet/wisla.krakow.pl /21.9.2011/
***
Różaniec od Papieża dodaje sił
Bóg ma ważniejsze sprawy od kibicowania Koronie a wygrana w meczu piłkarskim to zbyt błaha sprawa by się o nią modlić, ale dzięki różańcowi od Jana Pawła II jest mi łatwiej. Mam wrażenie że płynie z niego dobra energia która nie pozwala mi się poddać – twierdzi Leszek Ojrzyński, trener Korony Kielce, sensacyjnego lidera polskiej ligi
Ojrzyński wygląda jak komandos – włosy obcięte na jeża, sylwetka kulturysty i groźne spojrzenie. – Gdy coś w naszej grze mu się nie podoba potrafi tak krzyknąć że aż getry spadają. Ale to porządny człowiek – mówią piłkarze z Kielc
Zbierał grzyby by przeżyć
Młody szkoleniowiec bez kompleksów wszedł na piłkarskie salony. Biedna i pozbawiona gwiazd Korona prowadzona przez debiutanta rządzi w lidze.
– Teraz jest super ale prawdziwych przyjaciół poznaje się kiedy nie idzie. Ciekawe czy po kilku porażkach ci którzy poklepują mnie po plecach wciąż będą przy drużynie – zastanawia się trener.
– Nie zachłystuję się wygranymi. Pamiętam czasy kiedy przez pół roku nie otrzymywałem pensji, rodzina nie miała z czego żyć a ja z piłkarzami gotowałem w klubie sos z grzybów które zebraliśmy, bo nie mieliśmy co jeść – wspomina pracę w Błękitnych Starogard Szczeciński.
W kolejnych klubach – Rakowie Częstochowa i Odrze Wodzisław – też ledwie wiązał koniec z końcem. – Ale nigdy nie przestałem wierzyć że zła passa się odwróci. Jestem katolikiem i wartości które wyniosłem z domu pozwoliły mi przetrwać trudny czas – mówi.
Pozytywna energia
W lidze wzbudził sensację już w pierwszym meczu przeciw Cracovii (2:1). Na boisku trzeszczały kości a Ojrzyński przy ławce rezerwowych niczym talizman ściskał w dłoniach różaniec.
– Kiedy podjąłem pracę w Koronie podarował mi go przyjaciel który dostał ten różaniec od Jana Pawła II – tłumaczy trener. – W czasie meczu nie modlę się, nie ma na to czasu. Trzymając różaniec czuję się pewniej, mam przeczucie że nie jestem sam. Daje mi siłę i pozytywną energię. Nie robię tego na pokaz czy żeby zaistnieć w mediach. Taki mam sposób na życie i nie przejmuję się że kogoś to śmieszy albo denerwuje – twierdzi Ojrzyński.
W sobotę kielczanie pokonali Śląsk (2:1) i awansowali na pierwsze miejsce w lidze. – Byłem bardzo szczęśliwy. W niedzielę rano rozmawiałem z tatą, moim przyjacielem i wielkim kibicem, a po południu dowiedziałem się że nie żyje. Zmarł nagle w wieku zaledwie 63 lat. Szok po którym trudno się otrząsnąć. Choć jest ciężko tłumaczę sobie że człowiek żyje i umiera dla Boga. Inaczej to wszystko nie miałoby sensu – kończy Leszek Ojrzyński.
Droga Korony do 1 miejsca w lidze: Cracovia – Korona 1:2, Korona – Ruch 2:2, Jagiellonia – Korona 1:1, Korona – Wisła 0:0, Podbeskidzie – Korona 2:3, Korona – Śląsk 2:1.
pd/su /15.9.2011/
***
‘G… mamy i sto lat za Murzynami’
– Znajdziecie tu wszystko co mamy w tym bagienku. Bo umówmy się – g… mamy i jesteśmy sto lat za Murzynami. Sympatii nie będzie – mówi Jan Tomaszewski
Najlepszy bramkarz w historii polskiej piłki, niezłomny i konsekwentny krytyk Franciszka Smudy i PZPN-u w formie alfabetu opowiada o ludziach, którzy przyczynili się do upadku naszej kopanej
A jak Administrator Związków Sportowych
Minister Adam Giersz. Pomijam że jest najgorszym ministrem w historii resortu. Facet który zalegalizował korupcję wręczając złote medale za zdobycie Pucharu Polski zawodnikom oskarżonym o korupcję. Będąc na meczu w Bydgoszczy, kiedy była nieprawdopodobna zadyma, on jako zwierzchnik sportu polskiego zgodził się by kontynuować wręczanie pucharu. Żeby ten puchar znalazł się w rękach wiadomo kogo. I tenże człowieczyna, tenże facio wyskakuje ze zdaniem: ‘ja mówiłem Grzegorzowi Lacie że trzeba przerwać’. To kim on jest? Pomocnikiem Laty?
Druga sprawa. Jeżeli on jako minister sportu zezwala by w reprezentacji Polski grali przestępcy, zawodnicy skazani za korupcję, to dla mnie ten człowiek powinien raz na zawsze odejść ze sportu. Piłka nożna to wizytówka. Jeżeli tu nie ma porządku to w innych dyscyplinach będzie jeszcze gorzej
B jak Błaszczykowski Jakub
Kapitan reprezentacji. Wspaniały piłkarz. Znam jego perypetie rodzinne, byłem cały czas za nim. Ale do momentu kiedy dostał opaskę. Kuba dał się wpuścić w maliny, dał się manipulować działaczom związku i Frankowi Smudzie. Oni wszystkich chcą mieć pod sobą. Umówmy się – mamy fatalnego kapitana. Kuba jest za grzeczny, takie echo Smudy, nie potrafi nic powiedzieć. Echo prezesa który jest tępakiem. Przykro mi że mój idol, najlepszy zawodnik kadry zrobił coś takiego. Nie ma to nic wspólnego z przywództwem w zespole
C jak Cupiał Bogusław
Współczuję temu człowiekowi bo włożył ogromnie dużo pieniędzy i nie może się doczłapać do piłkarskiego raju. Ale wydaje mi się że w końcu coś zrozumiał. Holenderski nabór z APOEL-em nie wystarczył ale to już jest coś, jest jakiś zalążek. On przestał wierzyć klakierom, tym swoim przydupasom. Przecież z niego cała Polska śmieje się że wydał tyle pieniędzy. Dziś w każdym klubie polskim gra jakiś wiślak. Życzę mu z całego serca by po piętnastu latach wszedł do Ligi Mistrzów i wyrzucił z tego stołka Grajewskiego. Bo przecież Grajewski siedział na tym stołku. Albo niech zatrudni jakichś facetów z prawdziwego zdarzenia. Niech się zapyta Grajka czy jakiejś klątwy nie rzucił. Za swoje pieniądze się ośmieszył. Przegranie z Karabachem, nawet nie wiem czy Dolnym czy Górnym, to była kpina. Kompromitacja.
Teraz miało niby być przełamanie. Ale to była masakra, rzeź niewiniątek. Nie pamiętam by jakiś zespół, poza Barceloną, miał taką przewagę nad rywalem jak APOEL nad Wisłą. Nie pamiętam. Maaskant to też niezły parodysta. On chciał mecz z Koroną przed Ligą Mistrzów odwoływać. Gdyby coś takiego powiedział w Holandii, to wywaliliby go na drugi dzień. Cupiał powinien wziąć takie detale pod uwagę
D jak Drzewiecki Mirosław
Główny grabarz polskiej piłki. Powiedziałem to w momencie kiedy ten dżentelmen jako minister sportu wycofał kuratora z Polskiego Związku Piłki Nożnej. Wyszedłem ze studia telewizyjnego od Tomka Lisa którego potem przeprosiłem, bo nie zrobiłem tego przeciw niemu, tylko przeciw Drzewieckiemu. Ten facio miał poparcie całego narodu, wszystkich klubów politycznych by tego kuratora wtedy wprowadzić. Ba! Ja nawet zgłosiłem akces do Platformy Obywatelskiej, że w przypadku jakiejś wojny z UEFA jestem gotowy stanąć na czele tej walki. Uważałem że trzeba coś zrobić. Zmienić władze od prezesa do sprzątaczki. ‘Drzewko’ rozpoczął uroczystości pogrzebowe polskiej piłki i przykro, naprawdę przykro mi że wszystko co do joty się sprawdziło. Że jesteśmy w tej chwili na sześćdziesiątym którymś miejscu.
Drzewiecki rozpoczął też idiotyczną wojnę polsko-ukraińską. Ubzdurał sobie w tej główce, nie bardzo logicznej w tym momencie, że u nas będzie sześć miast, a tam dwa. Zapominając że te Euro to mamy tylko dzięki Ukrainie. Ba! On potem jeszcze rozpoczął wojnę polsko-polską. Wytypowaliśmy cztery miasta na mistrzostwa, on wytypował sześć. I była wojna między Krakowem a Poznaniem. Przecież to głupota.
E jak Europrzekręt
Wielomiliardowy europrzekręt dokonany przy budowie stadionów i autostrad. Proszę mi powiedzieć – jeżeli kilometr autostrady w Hiszpanii kosztuje ok. 5 mln euro, to jak to możliwe że u nas ten kilometr kosztuje 9.6 mln euro? Ja już nie mówię ile kosztuje w Chorwacji, bo tam jest trzy razy taniej. Sprawa druga. Proszę mi powiedzieć jak to jest możliwe że stadion w Charkowie wybudowano za 50 mln euro, podobny obiekt w Hoffenheim – dla wieśniaków, bo tak się zresztą nazywa ta drużyna, kosztuje 60 mln, a nasz najtańszy stadion poznański kosztuje 190 mln euro. 190! Powtarzam. Wybudowany bubel na którym gnije murawa. Stadion w Doniecku kosztował 80 mln euro, nasz narodowy – 510 mln. Powtarzam 510 mln euro! Pan Obiała, architekt który mieszka w Australii i pracował m.in. nad Wembley, powiedział miesiąc temu że to najdroższy stadion świata. A jest tylko jednofunkcyjnym obiektem. Ten stadion to narodowy przekręt
Jeszcze jedno. W ostatnich trzech latach w sferze budżetowej płace wzrastały o 9 procent. Proszę powiedzieć na jakiej zasadzie przeciętna pensja pracowników spółki Euro 2012 wzrosła o 261 procent?! Przez te trzy lata. Minister, ta niemota, Adam Giersz powiedział: ‘tak wynika z umów’. W związku z tym mam pytanie: kto i na jakiej podstawie je podpisywał? Wyliczcie się z tych pieniędzy.
F jak Fryzjer
Duch Fryzjera w dalszym ciągu wisi nad polską piłką. Dlaczego? Jeżeli w polskiej lidze zatrudniany jest trener który miał 711 połączeń z Fryzjerem, jeżeli zawodnicy którzy mają zarzuty grają w lidze, jeżeli sędziowie sędziują, działacze działają, to o czym my mówimy? Fryzjer dla mnie przypomina Lenina. Jest wiecznie żywy. Jestem tutaj usprawiedliwiony bo on powiedział że mnie nie zna. Ja też go nie znam. Sądzę że dalej mecze są ustawiane. Ludzie którzy ustawiali – dalej działają
G jak Greń Kazimierz
Nie wiem dlaczego ale w tej chwili przez media uważany jest za persona non grata. A przypomnę że to ojciec chrzestny kampanii Grzegorza Laty. Bez niego Lato nie zostałby prezesem. Kaziu powinien zostać wysłuchany przez media. Jak jest, jak było. Dużo mówił rok temu w mediach ale żadnych konkretów nie podał
H jak Hiszpania
Zawsze miała fenomenalnych piłkarzy. Grała jak nigdy, przegrywała jak zawsze. W końcu jednak zrobiono tam rewolucję. Rewolucję polegającą na prawdziwym szkoleniu. Messi praktycznie jest Hiszpanem – umówmy się. Śmiesznie to wygląda jak najlepsi piłkarze na świecie grają w jednej drużynie. To wynik szkolenia. Podoba mi się że Hiszpanie zrobili jakąś taką niegłośną rewolucję. I proszę, efekty są nieprawdopodobne. To wzór dla wszystkich. A u nas… Szkoła polska pod tytułem Jerzy Engel i Antonii Piechniczek? Bezwstydne typy które przyszły do związku gdy kadra była na dwudziestym miejscu w rankingu FIFA, a teraz jest na sześćdziesiątym którymś? Oni mówią: co tam, nic się nie stało, a Tomaszewski niech sobie gada
I jak Irracjonalizm
Czyli coś nielogicznego, nie mieszczącego się w głowie. Chcę tylko podać jeden przykład. Jak to możliwe że Widzew Łódź który wyprzedaje wszystkich zawodników – kupił drugoligowego gracza z Malty i on jest postrachem polskiej ligi? Jak to się dzieje że Widzew dzięki temu drugoligowcowi wygrywa z Polonią Warszawa? Polonią która kupowała co tylko można kupić. Od pięciu lat kupuje. Widzew nie tylko wygrał ale był lepszy. To jest irracjonalizm. To jest polska liga. Czy to możliwe? U nas – tak. Dlatego to jest ekstraklapa
J jak Janas Paweł i Jerzy Engel
Jurek Engel był namiastką pana Kazimierza Górskiego do momentu awansu do mistrzostw świata. Starał się stworzyć dobrą atmosferę i miał tego efekt. Potem nie wytrzymał presji i jest Jurek Engel-grabarz polskiej piłki. Już mówię dlaczego. W 2001 r. nasi juniorzy wygrali mistrzostwa Europy. Ja mu wówczas proponowałem: ‘Jurek, weź swoich 16 pewniaków i 7 juniorów. Nie po to by grali ale by otrzaskali się z atmosferą’. Jurek zamiast nich wziął do Korei 34-letniego Sibika, leciwego Kucharskiego itp. W trzecim meczu o nic zagrali ci rezerwowi, a za chwilę pokończyli karierę. To nie mogli grać juniorzy? Niemcy przed mistrzostwami świata w RPA wygrali mistrzostwa Europy do lat 19. I ten Niemiec, ten Loew, wziął jakiegoś Khedirę, Oezila, Muellera. Gówniarzy. Wystawił ich na mistrzostwach świata. Ci gówniarze grają teraz w Realu Madryt. A Jurek co? Zrobił sabotaż. Od niego zaczął się zjazd
Janas z kolei poszedł w drugą stronę. Porezygnował z czołowych piłkarzy i jeszcze pogłębił dół który wykopał Engel. Głównie dzięki polityce, gdzie to menedżerowie wybierają skład. Przyjechał Beenhaker, przestał się słuchać doradców i proszę. Zrobił sukces. Nie był to dla mnie wielki trener, dobrze mu szło na początku, ale później też wpadł w sidła menedżerskie
K jak Kręcina Zdzisław
Pierwsza osoba funkcyjna w związku. Podziwiam Zdzisia który przy każdym prezesie jest sobą i gratuluje mu… hmm… odwagi? Zaimponował mi kiedy w samolocie powiedział że Lato to burak, a Listkiewicz – węgorz. Pomijam fakt że to pierwsze jest obrazą dla buraka, jeżeli tak stwierdził. Ale powiedział prawdę. Wydaje mi się że to cała kwintesencja tego związku, gdzie każdy na każdego ma haka. Każdy o czymś wie, tyle że tutaj wyszło ‘co myślisz po trzeźwemu, powiesz po pijanemu’. Brawo Zdzisiu. Tak trzymaj i nie wycofuj się z tego
L jak Lato Grzegorz
Największa kompromitacja polskiej piłki. Powiedziałem to w studiu TVN w dniu kiedy były wybory. Oczywiście zaraz mnie wyśmiano. ‘A co on pieprzy na swojego kolegę?’. I tutaj paru idiotów się pomyliło. Bo nigdy nie mówiłem o moim koledze z boiska. Dzięki któremu kwitłem, bo on strzelał gole. Oczy każdemu wyrwę kto powie coś na Grzegorza Latę-piłkarza. Natomiast ja Grzegorza Latę tyle znam że z całym przekonaniem mogę powiedzieć o nim jedno – prymityw. I na początku wszyscy mnie za to wyśmiali a tydzień później Monika Olejnik publicznie powiedziała że prezes PZPN-u jest prostakiem. Ba! Gazeta Wyborcza napisała swego czasu że tego człowieka wstyd puścić wśród ludzi. Ryba śmierdzi od głowy i Lato kompromituje naszą piłkę
Zaproponowałbym jedną rzecz. W czerwcu kiedy będziemy współgospodarzami mistrzostw Europy i trzeba będzie przyjmować ludzi, niech Grzegorz zamknie się w swoim Mielcu i płaćmy mu podwójną pensję. Byle tylko nas nie kompromitował. Nawet Copperfield nie zrobiłby z niego inteligenta. Olejnik poznała się na nim po dwudziestu minutach, ja znam go trzydzieści lat. Ten człowiek to porażka
M jak Misio czyli Listek
Różnica między Listkiewiczem a Latą jest porównaniem wodospadu Niagara ze spłuczką klozetową. Misiu zna sześć języków, Lato – trzy. Dwa od butów i jeden swój, który i tak trzeba jeszcze tłumaczyć na polski. Sprawa następna. Michał jako prezes związku brał wszystko na siebie. Ja jako Szef Komisji Etyki zarzuciłem mu publicznie: ‘Michał, przestań wyjeżdżać do FIFA – UEFA bo jesteś tam wtorek–piątek, a w międzyczasie myszy harcują’. Myszy. Ale w prasie ciągle mówiło się ‘a ten piep… Listkiewicz’. Potem ci koledzy którzy kręcili lody wypięli się na niego. Lato, Olkowicz, cała reszta. I Kręcina miał rację mówiąc o nim ‘węgorz’. Bo Michał lawirował. Był ciągle w rozjazdach, oni robili jakieś afery, on wracał i brał wszystko na siebie. A proszę zauważyć. Czy w tej chwili afery PZPN-u utożsamia się z Latą? Nie
Kolejna sprawa. Mamy szansę by któryś z Polaków był w Komitecie Wykonawczym UEFA. To najwyższa władza. Surkis jest tam i to on nam załatwił Euro. Mamy podobną szansę i kto tam idzie? Lato! Już pomijam jego kompromitujące zachowanie, bo sam na siebie głosował. W biuletynie UEFA zaprezentował się że będzie szedł śladami… papieża. Co jak co ale każdy logicznie myślący człowiek nie może pisać o religii w prezentacji do antyreligijnej, antypolitycznej organizacji. Jak Turcy mają się do tego odnieść? I dlatego Lato dostał dwa głosy, w tym jeden swój. A przecież mamy Listkiewicza i Bońka. I czemu ich nie wybieramy? Nie wiem jak to określić. To już nie głupota. To sabotaż. Jestem przekonany, że któryś z nich trafiłby do Komitetu. Lato sam sobie strzelił w kolano. Prostak
O jak Olejkowska Agnieszka
Świetny manewr PZPN-u. Nie wiem kto na to wpadł ale nawet nieźle im to wyszło. Wszystkie nieprawidłowości, wszystkie patologie i wpadki tłumaczy młoda dziewczyna. To ona się ośmiesza a nie oni. Pani Olejkowska po wpadce Kręciny powiedziała: ‘Ale nas to nie obchodzi. Pan sekretarz nie był w pracy’. A czy Boruc i Żewłakow jak lecieli samolotem to byli w pracy? Przecież oni też wyszli z hotelu. Olejkowska musi zrozumieć że pan Kręcina w momencie wyjścia z domu reprezentuje Polskę. Skąd on wracał? Za czyje pieniądze? Dziwię się naprawdę młodej dziewczynie że wpasowała się w ten beton. Te wszystkie idiotyzmy są teraz ładnie podane
P jak PZPN
Ostatnio bastion ortodoksyjnej komuny. Powtarzam to któryś raz. Tajni współpracownicy gonią ubeków i byłych agentów. Dlaczego tak się dobrze trzymają? Jak to byli ubecy, mają na wszystkich haki. Na mnie nie mają choć raz zarzucali mi że trzy razy się rozwodziłem i nie mogę być szefem Komisji Etyki. To im odpowiedziałem: ‘Przepraszam, a czyja jestem szefem Komisji Etyki kółka różańcowego czy komisji przy Polskim Związku Piłki Nożnej?’
PZPN to państwo w państwie. Idealnie się wszyscy dobrali. Dlaczego minister sportu nie chce tam wkroczyć? Kto jest wiceprezesem związku? Senator Platformy Obywatelskiej Antonii Piechniczek. Minister nie pogoni swojego. Uważam że jak najszybciej powinna nastąpić tzw. dekomunizacja sportu. Komuchy niech pracują gdzie chcą ale w sporcie trzeba zrobić porządek. Mówimy o organizacji która reprezentuje czterdziestomilionowy naród
O stosunku kibiców nie będę już mówić. Wiadomo co śpiewają. To już powinno ich zmusić do zmian. Ale rząd RP to toleruje. Trudno. Nie mój cyrk, nie moje małpy
R jak Rząsa Tomasz
Szanowałem, szanuję i mam nadzieję będę szanować. Sumienny były piłkarz. Fajny chłopak tylko że zaczął kolaborację z najbardziej znienawidzonym związkiem na świecie. Tomek nie pasuje do tego systemu. Nie wiem czemu chce to zrobić. Może dla pieniędzy? Trudno. Uważam że dużo straci na wizerunku. Nie chcę by był drugim Latą
S jak Smuda Franciszek
Największy prymitywista w historii polskiej piłki. Nikifor. Jedyny człowiek w Polsce który ma swoje zdanie ale sam się z nim nie zgadza. Powiem to jeszcze raz: należy go wypieprzyć z polskiej piłki dyscyplinarnie. Bo na to są podstawy prawne. Trener reprezentacji Polski, pracownik związku musi być apolityczny, on tymczasem poparł sztab wyborczy Komorowskiego. I teraz co? Myśli że wszystko może bo go prezydent obroni? Dwa, Smuda posługuje się dyplomem akademii trenerskiej której warunkiem uzyskania jest matura. On jej nie ma. Prezydent powiedział że jego ojciec był profesorem na uczelni i też nie miał matury, ale zapomniał dodać jedną rzecz – ‘Współpraca z nami szczera zrobi z ciebie oficera’. Takie były czasy. I teraz ma być tak samo? Smuda na podstawie tego dziwnego dokumentu podpisuje milionowe kontrakty. Naprawdę szkoda słów na tego tępaka
Jeżeli chodzi o sprawy merytoryczne Smuda zapewnił wszystkich że nie będzie drugim Beenhakkerem. Że nie będzie powoływać obcokrajowców bo on ma swoich zawodników. Teraz mówi że nie ma. Najpierw powołuje Boruca, potem go wypieprza, potem mówi że jest cacy i znowu go wyrzuca. To samo będzie z Małeckim. Zawodnicy wyłapują tę jego niekonsekwencję Smuda jest twardy… Tak, on jest twardy jak odchody po rozwolnieniu. Gdyby nie dziennikarze to w życiu by nie wyszła sprawa zachowania w Krakowie. W życiu by nie wyszła sprawa lotniska w Montrealu. To dopiero po dwóch tygodniach wyszło. Kiedy dziennikarze to wykryli on zaczął pouczać. A gdzie był wcześniej? Gdzie był Smuda jak doszło do seksafery w Poznaniu? I dlatego Smuda, nawet jak zdobędzie mistrzostwo Europy, będzie dla mnie nikim. Powtórzę – dla dobra polskiej piłki – wypieprzyć go dyscyplinarnie
T jak Tusk Donald
Mój kolega z boiska. Graliśmy niejednokrotnie. Byłem przekonany że rozumie sprawy piłki nożnej. Ale niestety on tylko potrafi bezmyślnie biegać po boisku. I biega. Ambitnie to robi. W wojnie z kibolami panu Donaldowi Tuskowi odwaga pomyliła się z odważnikiem. Dlaczego? Dlatego że chciał zlikwidować skutek a nie przyczynę. Przyczyną byli działacze PZPN-u
Zostali ukarani prawdziwi kibice Legii, Lecha i innych klubów. Bo Donald chce wszystko zamknąć. Skoro walczy z kibolami to jak on wytłumaczy zachowanie swoich zawodników m.in. pani Kiłdawy-Błońskiej, którzy nie tak dawno napisali prośbę do Legii by odwiesiła szesnastu ludzi z zakazami stadionowymi? I dla mnie to co Donald Tusk mówi o swojej partii, że jest Barceloną, to absurd. SLD to samo. Powiedzieli niedawno że są Ligą Mistrzów. Boże… Dlaczego nie powiedzą że są Ekstraklapą? Żyjecie w kraju gdzie jest Ekstraklapa
Donalda winię też za to że nie zareagował gdy wycofano kuratora. On jako premier powinien zareagować. Jak nie wie jak to się robi to jest pani Thatcher, jest premier Putin. On się nie cackał. Rozpieprzył układ parę lat temu i dziś Kazań gra w Lidze Mistrzów. Ktoś wie gdzie jest Kazań?
W jak Wojciechowski Józef
Facet który od pięciu lat mówi że gra o mistrza. Wydaje ogromne pieniądze na drużynę broniącą się przed spadkiem. Sztandarowy przykład ludzi którzy myślą że jak mają pieniądze to już będą wyniki. Panie Józefie, tu trzeba zrozumieć jedną rzecz. Gdyby pieniądze decydowały o sukcesie to Emiraty Arabskie byłyby mistrzem świata. A tak nie jest. Kasę trzeba wydawać ale z głową. Pan Wojciechowski póki co może poszczycić się tylko Klubem Kokosa. Ostatnia porażka z koszulkami Widzewa pokazuje że czas wyrzucić w końcu tych wszystkich doradców i zatrudnić prawdziwego inspektora nadzoru. Tak jak się to robi przy budowaniu domu. Zaapeluję: ludzie nie wydawajcie pieniędzy na darmozjadów! Na Pietrasiaków, na Smolarków, całego tego syfu wciskanego przez menedżerów
Z jak Zagłębie Lubin
Drużyna po wyroku sądowym. Kupiła mecz 13 maja 2006 a niezgodna ze statutem FIFA i UEFA z kartą olimpijską abolicja PZPN obowiązywała do przestępstw korupcyjnych do 2005. Po wyroku sądu Zagłębie natychmiast powinno zostać wykluczone ze struktur. To jest recydywa. Ale PZPN ma to w d… W Lubinie teraz byli, zostali ugoszczeni, o czym świadczy powrót Kręciny
Ponieważ jest to klub z udziałem skarbu państwa żądam od ministra skarbu żeby wymusił na kierownictwie klubu by odebrał przez sąd wszystkie premie jakie uzyskał wówczas trener Smuda, sztab szkoleniowy i pozostali zawodnicy. To były premie w wyniku przestępstwa. Ponieważ są to nasze pieniądze Minister Skarbu Państwa ma zasrany, proszę to napisać, obowiązek odebrać im te pieniądze. Co pan minister zrobił? Tu mamy sedno sprawy. I to jest właśnie Zagłębie Lubin
Z jak zakończenie
W zasadzie jedną rzecz mam jeszcze do powiedzenia. Niech ta sytuacja trwa do końca świata i jeden dzień dłużej bo jeżeli normalność zapanuje w polskiej piłce to w życiu nie będę mieć możliwości udzielenia wywiadu. A zwłaszcza sporządzenia takiego alfabetu. Dziękuję
not. pg/onet /26.8.2011/
***
To byłoby spełnienie marzeń
Marcin Wasilewski wrócił do kadry po ponad dwóch latach. – Denerwowałem się przed meczem z Meksykiem. Nie spodziewałem się że tak szybko znów znajdę się w kadrze – powiedział obrońca Anderlechtu Bruksela
Wasilewski został dowołany przez Franciszka Smudę po tym jak okazało się że problemy zdrowotne mają Hubert Wołąkiewicz i Łukasz Broź. – Siedziałem z dziećmi w Disneylandzie kiedy zadzwoniono z PZPN. Od razu pojechałem do Brukseli po kilka rzeczy i ruszyłem do Warszawy – opowiadał belgijskim dziennikarzom.
31-letni obrońca liczy że uda mu się znaleźć w kadrze na Euro 2012. – Jeżeli wystąpiłbym w turnieju – to byłoby dla mnie spełnienie marzeń. Szczególnie po tym co przeszedłem w ciągu ostatnich dwóch lat – powiedział.
Wasyl został bardzo ciepło powitany w kadrze po długiej nieobecności. Podczas meczu z Meksykiem kibice wielokrotnie skandowali jego imię i nazwisko.
futbolnews /9.9.2011/
***
FC Barcelona w Polsce
FCBEscola Varsovia – to akademia piłkarska którą otwiera w Warszawie słynny klub FC Barcelona. Szkolić się w niej ma ok. tysiąca najmłodszych adeptów futbolu. To siódme w świecie i pierwsze w Europie podobne przedsięwzięcie
Od kilku lat funkcjonuje w Warszawie program Sportowy Talent. W tym czasie powstało sto boisk, zatrudniono stu trenerów którzy szkolą sto grup młodzieżowych. By to wszystko przyniosło spodziewane efekty trzeba było najlepszych wzorców i doświadczeń. A skąd je czerpać jak nie z Barcelony
– Otwarcie szkoły to efekt naszej rocznej pracy. Obserwowaliśmy wszystko co dzieje się w Warszawie, badaliśmy, czy program Sportowy Talent spełnia nasze kryteria, czy może współgrać z tym co robimy w Barcelonie. I zdecydowaliśmy się na współpracę – powiedział dyrektor wszystkich piłkarskich szkółek firmowanych przez FC Barcelona Xevi Marce.
Obecny podczas inauguracji były piłkarz FC Barcelona i reprezentacji Hiszpanii Julio Alberto powiedział że jest zachwycony radością i pasją jaką ten klub wzbudza w Polsce.
– Zostaliśmy tu świetnie przyjęci i liczymy na owocną współpracę. Od czasu gdy ja biegałem po boisku piłka bardzo się zmieniła. Inaczej się dziś trenuje, wykorzystuje się do tego nowoczesne technologie, sprzęt do analizy, itp. W Barcelonie to wszystko mamy na najwyższym światowym poziomie i chcemy się tą wiedzą podzielić z polskimi trenerami i młodzieżą. Chcemy pomóc wykształcić dobrych piłkarzy i – co równie ważne – dobrych ludzi – powiedział Julio Alberto.
Szkoła będzie działać w oparciu o cztery centra szkoleniowe: na Tarchominie, Pradze, Bemowie i Ursynowie. W każdym będzie trenować ok. 200-250 dzieci z roczników 1999-2005. W zależności od ich wieku po roku albo dwóch trenerzy dokonają selekcji.
Z Hiszpanii przyjedzie dyrektor techniczny który będzie głównym trenerem i na co dzień będzie czuwać nad działalnością ośrodka. Drużyny prowadzone przez akademię nie będą jednak brać udziału w rozgrywkach ligowych na Mazowszu.
– Nastawiamy się na pracę długofalową, nie chcemy być oceniani przez pryzmat wyników, ani nie chcemy stwarzać niepotrzebnej rywalizacji ze szkółkami prowadzonymi przez warszawskie kluby piłkarskie – powiedział Marce.
Julio Alberto przyznał że podobnie jak w innych placówkach FCBEscola trenerzy i wychowawcy będą zwracać uwagę na wyniki w szkole, relacje z nauczycielami, higienę osobistą, cierpliwość i konsekwencję w dążeniu do celu.
– Nie produkujemy piłkarzy za wszelką cenę. To nie ma sensu. Zgodnie z hasłem FC Barcelona to ma być coś więcej niż klub – dodał Julio Alberto.
Na stronie internetowej www.fcbescola.pl chętni znajdą wszelkie informacje na temat naboru do szkółki. Goście z Hiszpanii wręczyli już kilkanaście pierwszych certyfikatów przynależności do niej.
Celem przedsięwzięcia jest wychowanie reprezentantów kraju. Inicjatorzy chcieliby żeby wreszcie Polak zagrał w FC Barcelona. Ale jak absolwenci akademii trafią do polskiej ligi i podniosą jej poziom to także będzie dowód na celowość projektu. Kwoty czesnego nie podano.
Przedsięwzięcie ma być finansowane z kilku źródeł. Po pierwsze sponsorzy, po drugie rodzice, po trzecie być może środki publiczne. Działalność szkółki ma nie mieć celu komercyjnego. Wszystkie pozyskane fundusze mają być zainwestowane w jej rozwój.
Oficjalne akademie FC Barcelona działają już w Japonii, Zjednoczonych Emiratach Arabskich, Egipcie, Hongkongu, Kuwejcie i Peru.
pap /8.9.2011/
***
Michał Probierz trenerem ŁKS-u
Na czterech meczach ligowych zakończyła się praca Dariusza Bratkowskiego w roli pierwszego szkoleniowca piłkarzy ŁKS-u. W następnej kolejce z Cracovią w Krakowie drużynę beniaminka ma już prowadzić Michał Probierz
Bratkowski przejął zespół ŁKS-u po pierwszej kolejce obecnego sezonu w której łodzianie ulegli Lechowi Poznań 0:5. Zastąpił na stanowisku Andrzeja Pyrdoła z którym – jako drugi trener – wywalczył awans do najwyższej klasy
Ta zmiana nie wpłynęła jednak na poprawę gry zespołu. W rozgrywkach ligowych gracze Bratkowskiego przegrali ze Śląskiem Wrocław 0:4 i Polonią Warszawa 0:2, zremisowali z Lechią Gdańsk 0:0 i przegrali z Legią 1:3.
W piątek ŁKS w sparingu przegrał z Czarnymi Koszulami 0:1. Był to ostatni mecz Bratkowskiego w roli trenera drużyny z al. Unii. W kolejnym łodzianie mają wystąpić już prowadzeni przez 39-letniego Probierza, byłego szkoleniowca Jagiellonii Białystok.
int.pl/pap /5.9.2011/
***
Polska – Meksyk 1:1
Polscy piłkarze zremisowali w Warszawie z Meksykiem 1:1. Ludovic Obraniak został usunięty z boiska w 68 minucie
To był wyrównany mecz który oba zespoły mogły wygrać. Przewagę w grze pozycyjnej Meksykanów Polacy rekompensowali ambicją. Najdramatyczniejsze rzeczy działy się po czerwonej kartce dla Obraniaka kiedy dość senna gra towarzyska zmieniła się w twardą walkę. Polacy obronili remis w dziesiątkę
Chicharito Hernandez miał szansę zdobyć gola już w 12 minucie ale będąc na czystej pozycji 8 metrów przed polską bramkę główkował niecelnie. Polacy odpowiedzieli kontrą Adriana Mierzejewskiego w 26 minucie. Świetne podanie z prawego skrzydła wykorzystał Paweł Brożek który technicznym strzałem pokonał bramkarza Meksyku.
Meksykanie którzy w tym roku nie przegrali jeszcze meczu ruszyli do ofensywy. Po błędzie polskich obrońców Marcina Wasilewskiego i Tomasza
Jodłowca wyrównał Hernandez. Polacy pozwolili napastnikowi Manchesteru United przyjąć piłkę 8 metrów od bramki Przemysława Tytonia i oddać skuteczny strzał.
W drugiej połowie kiedy Kubę Błaszczykowskiego zastąpił Patryk Małecki Polacy powinni prowadzić drugi raz. W 49 minucie jeden z najlepszych na boisku Dariusz Dudka zagrał fantastyczne, długie podanie do Brożka, ten odegrał do Mierzejewskiego będącego sam na sam z meksykańskim bramkarzem. Bezradny Alfredo Talavera tylko przykląkł ale Polak trafił piłką akurat w niego.
W 68 minucie czerwoną kartką sędzia ukarał Ludovika Obraniaka za kopnięcie prowokującego go Hectora Moreno. Polacy grali w dziesięciu. W 74 minucie Moreno mógł wziąć rewanż na naszych ale w znakomitej sytuacji główkował niecelnie. Mecz zrobił się bardziej zacięty. Meksykanie atakowali ale zwycięstwa nie wywalczyli. Polacy ofiarnie bronili remisu, jedną fantastyczną paradą popisał się Tytoń.
Polska – Meksyk 1:1 (1:1). Bramki: Brożek 27 – Hernandez 35. Żółte k.: Małecki – Salcido, Moreno. Czerwona k.: Obraniak 70. Sędzia: Deaconu (Rumunia). Widzów: ok. 17 000. Polska: Tytoń – Wasilewski, Głowacki, Jodłowiec (90+2 Gol), Wawrzyniak – Błaszczykowski (46 Małecki), Dudka, Matuszczyk (71 Glik), Mierzejewski (67 Rybus), Obraniak – Brożek (84 Peszko). Meksyk: Talavera – Juarez (74 Perez), Rodriguez, Moreno, Salcido – Barrera, Torrado, Molina (82 Castro), Sinha (65 dos Santos), Guardado – Hernandez (46 de Nigris)
dw/int.pl /2.9.2011/
***
Jak wygramy będę królem Koeln
Wydawało się że to może być najspokojniejsze zgrupowanie reprezentacji od wielu miesięcy. Ale w dniu jego rozpoczęcia najpierw oglądaliśmy w jednej z gazet zdjęcia m.in. Macieja Rybusa wychodzącego z agencji towarzyskiej, a później… zbojkotowaliście dziennikarzy.
To ostatnie zdarzenie wynikało z nieporozumienia i już zostało wyjaśnione. Natomiast jeżeli panowie mówicie o Rybie i innych chłopakach z Legii… Hmm, wszyscy kiedyś przeżywają trudne dni. Widać to po Maćku, po jego zachowaniu w czasie treningów. Wiem co mówię, też miałem parę ciekawych chwil na łamach prasy po aferze alkoholowej.
W meczach z Meksykiem i Niemcami ważniejszy będzie styl gry czy wyniki?
Brakuje nam zwycięstw z silniejszymi rywalami. Na poprawę naszego stylu przyjdzie jeszcze czas. Na razie nie gramy ofensywnej piłki, nie dominujemy w każdym meczu, ale po to są takie jak te z Meksykiem i Niemcami by to zmienić.
Przed meczem z Niemcami trwa już wymiana uszczypliwych sms-ów z kolegą z Koeln, Łukaszem Podolskim?
Zaczęło się jeszcze w klubie. Zapowiedziałem Łukaszowi że jeżeli wygramy to do szatni w Kolonii wejdę jak król i nikt nie będzie mieć prawa protestować. Ostatnio to jednak on mógł się cieszyć. Przed meczem Górnika Zabrze któremu kibicuje Poldi z moim Lechem Poznań docinaliśmy sobie cały dzień. Niestety wieczorem to Łukasz mógł się ze mnie nabijać. Lech przegrał. Przed rozmową z wami dostałem od niego sms-a dotyczącego naszego meczu w Gdańsku. ‘Tym razem nie strzelę wam dwóch goli. Wystarczy jeden’ (w ostatnim meczu Polski z Niemcami, mistrzostwa Europy 2008, Podolski zdobył dwie bramki – red.). Odpisałem: ‘Nie tym razem Poldi, nie tym razem’.
Pana i Podolskiego łączy jedno – po przyjściu do Koeln nowego trenera, Stale Solbakkena, ucierpiała wasza pozycja w zespole. Podolski nie jest już kapitanem, a panu najczęściej nie udaje się dokończyć meczów bo szkoleniowiec ściąga pana przed czasem.
Łukasz gdy gra słabo, nawet bardzo słabo, to i tak jest najlepszy w Koeln. Nie rozumiem jak można mu było zabrać opaskę. Jest ikoną tego klubu. Jak powie że białe jest czarne to znaczy że tak jest. W moim przypadku usłyszałem od trenera że nie pomagam kolegom w obronie. Jestem zawodnikiem ofensywnym a nie lewym obrońcą. W czterech meczach obecnego sezonu miałem trzy asysty. Trenerowi to nie wystarczy. Ostatnio po jednej z tych zmian zadzwonił do mnie Andrzej Grajewski, reprezentujący moje interesy. Zaniepokojony pytał: ‘Decyzja trenera czy zszedłem z boiska bo coś mnie boli’. Odpowiedziałem dyplomatycznie. Pan Grajewski wie jaki jestem. Radził mi po wyjściu z szatni trzymać język za zębami bym przypadkiem nie palnął czegoś głupiego.
Pańska gra podobała się Solbakkenowi w poprzednim sezonie kiedy jeszcze nie był trenerem Koeln. Co się zmieniło?
W piłce nie ma litości, nikt nie pamięta o przeszłości. Świeży przykład z Polski – Bartek Bosacki. Facet który pochodzi z Poznania, jest legendą Lecha i załatwiał dla niego sponsorów, a przy rozstaniu z klubem nawet mu nie zorganizowali pożegnalnego meczu. Tak to jest kiedy w Lechu rządzą ludzie z Wronek.
Próbował pan porozmawiać o swojej sytuacji w zespole z Solbakkenem?
Nie było okazji, dzień po naszym ostatnim meczu z Hamburgiem poleciałem do Polski na zgrupowanie reprezentacji. Solbakken prowadzi zespół twardą ręką. Wiem że to nerwus. Widziałem filmik z meczu Kopenhagi, gdzie wcześniej pracował, z Barceloną. Nasz trener rugał na nim Josepa Guardiolę. W Koeln często biegam przy ławce rezerwowych i słyszę jak trener wrzeszczy na mnie. Raz nie wytrzymałem, zacząłem coś mówić do niego i gestykulować. Trener mnie opieprzył: ‘Po co tak machasz tymi rękami?’. Ale taki już jestem że próbuję się bronić. Najgorzej to skulić się w kącie i nic nie mówić. A tak – człowiek raz się odezwie i inni będą wiedzieć że trzeba się z nim liczyć
Solbakken lubi takich?
Jeszcze nie wiem. Na razie gram…
Za to inny kadrowicz Adam Matuszczyk nie podnosi się z ławki rezerwowych.
Koeln sprowadziło latem dwóch zawodników na jego pozycję i Adaś ma problem. Na razie zagrał 22 minuty w tym sezonie. Myślał o wypożyczeniu, sam go do tego namawiałem. Zgłosił się Augsburg ale w końcowym etapie negocjacji zabrakło porozumienia co do szczegółów. Może ten temat wróci w zimie.
A jeżeli pan zajmie miejsce na ławce obok Matuszczyka?
Nie wierzę w to. Jeżeli tak się stanie to będę mógł zrobić tylko jedno – wykręcę numer do pana Grajewskiego i poproszę o znalezienie nowego klubu.
To prawda, co powtarza Grajewski, że cały czas ma dla pana ofertę z klubu występującego w Premier League?
Chodzi o klub z Londynu.
Jaki?
Chelsea.
A poważnie? Fulham?
Może tak, może nie… Mam jeszcze ofertę z Andżi Machaczkała, ale zdecydowałem że jej nie przyjmę. Dają mi tylko 15 milionów euro za rok (uśmiech).
rozm. ło/pw/ps /1.9.2011/
***
Damien Perquis naszym obywatelem
Damien Perquis otrzymał polskie obywatelstwo. Taką informację podała Kancelaria Prezydenta. Perquis urodził się 10 kwietnia 1984 w Troyes. W klubie z tego miasta zaczynał karierę, potem grał w Saint-Etienne, a od 2008 w Sochaux. Był reprezentantem Francji w zespole U21
Od pewnego czasu Perquis starał się o uzyskanie polskiego obywatelstwa. Jego babcia Józefa Bierła była Polką
Dokumenty dowodzące tego nie zachowały się jednak i wojewoda mazowiecki Jacek Kozłowski odmówił decyzji o wznowieniu obywatelstwa polskiego.
W tej sytuacji pilotujący naturalizację obrońcy Sochaux Konrad Paśniewski, wraz z Damienem, skierowali się do Kancelarii Prezydenta która miała prawo nadać Perquisowi obywatelstwo.
Damien przebywa w Warszawie i być może zagra już w najbliższym meczu z Meksykiem. A na pewno będzie do dyspozycji trenera reprezentacji Polski Franciszka Smudy na wtorek kiedy nasza kadra zmierzy się z Niemcami.
int.pl /1.9.2011/
***
Rząsa dyrektorem ds. mediów
Polski Związek Piłki Nożnej poinformował że dyrektorem reprezentacji ds. kontaktów z mediami został Tomasz Rzęsa, który będzie odpowiedzialny przede wszystkim za kontakt z dziennikarzami w sprawach stricte sportowych, dotyczących drużyny narodowej oraz organizację pracy mediów podczas zgrupowań
Za akredytacje dziennikarskie, pracę biura prasowego PZPN, odpowiada niezmiennie rzecznik prasowy – Agnieszka Olejkowska
– Cieszę się że kilka miesięcy przed Euro 2012 mogę dołączyć do sztabu reprezentacji. Liczę przede wszystkim na dobrą współpracę z mediami – powiedział Rząsa.
Rząsa ur. 11 marca 1973 jest 36-krotnym reprezentantem Polski. Od 2010 pełni funkcję dyrektora sportowego MKS Cracovia. Umowa dotycząca współpracy z reprezentacją Polski obowiązuje do mistrzostw Europy.
pzpn/int.pl /1.9.2011/
***
Piorunem w Lille
Pana błyskawiczny transfer do zespołu mistrza Francji to spora sensacja.
Bardzo się z tego cieszę. Rzeczywiście wszystko odbyło się piorunem. W sobotę mój menedżer Tomasz Kaczmarczyk odebrał telefon z Lille. Usłyszał że są zdecydowani podpisać kontrakt jak tylko przejdę badania medyczne. W niedzielę już byliśmy we Francji. Badania wypadły świetnie co dla działaczy Lille było sporym zaskoczeniem (śmiech).
Kontrakt podpisał pan na rok.
Trener Rudy Garcia i działacze chcieli dłuższej umowy jednak uznałem że przez rok odbuduję się w tym świetnym klubie a o ewentualnym przedłużeniu kontraktu porozmawiamy sobie latem przyszłego roku. Gdy tylko przeszedłem badania od razu zaproponowano mi dwa domy do wyboru lecz z decyzją jeszcze się wstrzymam kilka dni. Teraz jadę do Polski spakować się, zabrać rodzinę i… do pracy!
Pracy panu nie zabraknie bo o miejsce w składzie będzie raczej trudno. Lille, mistrz Francji, ma znakomitych piłkarzy. Wygryźć z podstawowego składu Moussę Sowa, króla strzelców poprzedniego sezonu to duże wyzwanie.
Zgadza się lecz nie mam obaw. Gdybym pękał wybrałbym sobie słabszą drużynę w której bez problemu miałbym miejsce w podstawowym składzie.
rozm. pw/ps /31.8.2011/
***
Jeleń niemal na pewno w Lille
Jak informuje L’Equipe niemal na pewno Ireneusz Jeleń podpisze kontrakt z mistrzem Francji, OSC Lille. Polski napastnik pomyślnie przeszedł testy medyczne oraz porozumiał się w sprawie kontraktu
Ireneusz Jeleń przejdzie do Lille na zasadzie wolnego transferu. Polski napastnik przez dwa miesiące nie był związany z żadnym klubem, po tym jak Auxerre nie przedłużyło z nim kontraktu. Ostatnio łączono go z Olympiakosem Pireus
Jak podają francuskie media do Lille obok Jelenia trafi także grający do tej pory w Sevilli Ndri Romaric. Mistrzowie Francji negocjują także transfer Joe Colea z Liverpoolu który miałby być wypożyczony na rok.
onet /30.8.2011/
***
Smuda zaprasza Małeckiego
Trener reprezentacji Franciszek Smuda powołał 7 zawodników grających w polskich klubach na mecze z Meksykiem (2 września 2011 r. w Warszawie) i Niemcami (6 września 2011 r. w Gdańsku). Wcześniej trener powołał 14 piłkarzy z klubów zagranicznych
Jedyną niespodzianką/?/ jest na liście Smudy obecność Patryka Małeckiego z Wisły Kraków
Napastnik Wisły który debiutował w kadrze 14 listopada 2009, już za kadencji Smudy, ostatni mecz rozegrał w niej w maju ub.r. Od tego czasu trener na niego nie stawiał. W sumie Małecki rozegrał w reprezentacji Polski siedem meczów i strzelił dwa gole.
W kadrze ponownie zabrakło miejsca dla Łukasza Piszczka z Borussii Dortmund który po wyroku Wydziału Dyscypliny PZPN został zawieszony na pół roku za udział w ustawianiu meczu Cracovia – KGHM Zagłębie Lubin z 2006 r. Piszczek może się jeszcze odwołać od tej decyzji.
Poniedziałkowe powołania Smudy: obrońcy – Jakub Wawrzyniak (Legia Warszawa)
Hubert Wołąkiewicz (Lech Poznań) Tomasz Jodłowiec (Polonia Warszawa) pomocnicy Rafał Murawski (Lech Poznań) Szymon Pawłowski (Zagłębie Lubin) Maciej Rybus (Legia Warszawa) napastnik Patryk Małecki (Wisła Kraków)
pzpn/int.pl /22.8.2011/
Wśród 14 powołanych z klubów zagranicznych jest m.in. Kamil Glik który dopiero za tydzień rozpocznie rozgrywki Serie B ze swoim AC Torino. Po dłuższej przerwie do kadry wraca bramkarz Przemysław Tytoń który przeszedł z Rody Kerkrade do PSV Eindhoven.
Powołani z klubów zagranicznych: bramkarze: Wojciech Szczęsny (Arsenal Londyn), Grzegorz Sandomierski (KRC Genk), Przemysław Tytoń (PSV Eindhoven)
obrońcy: Dariusz Dudka (AJ Auxerre), Kamil Glik (AC Torino), Arkadiusz Głowacki (Trabzonspor) pomocnicy: Ludovic Obraniak (Lille OSC), Adam Matuszczyk, Sławomir Peszko (obaj FC Koeln), Eugen Polanski (FSV Mainz 05) Adrian Mierzejewski (Trabzonspor), Jakub Błaszczykowski (Borussia Dortmund) napastnicy: Robert Lewandowski (Borussia Dortmund), Paweł Brożek (Trabzonspor).
int.pl.pap /19.8.2011/
***
Nie przeklinamy na stadionach!
Sąd w Kielcach wymierzył karę trzyletniego zakazu stadionowego sześciu kibicom Korony, a sześciu innym dwuletniego, za wykrzykiwanie wulgaryzmów podczas sobotniego meczu z Wisłą Kraków. Wszyscy zapłacą też grzywny od 2000 do 2500 zł
12 kibiców kieleckiej Korony w wieku od 17 do 40 lat zostało zatrzymanych przez policję po meczu z Wisłą. W niedzielę sąd uznał ich winę – wykrzykiwanie wulgaryzmów mimo napomnień służb porządkowych.
Sześciu z nich znajdowało się pod wpływem alkoholu – pomiary wykazały jego zawartość w wydychanym powietrzu od 0.3 do 1.5 promila.
Kielecki stadion oddany do użytku w 2006 r. od początku ma system monitoringu wizyjnego i fonicznego. Ale przede wszystkim dzięki instalacji systemu kontroli dostępu każdy widz wchodzący na teren obiektu jest znany organizatorom. Musi mieć bowiem kartę kibica, znane jest jego miejsce na trybunie na które wykupił bilet lub karnet.
Cały czas będąc w obrębie stadionu jest pod kontrolą kilkudziesięciu kamer. W pomieszczeniach pod trybunami od tego roku funkcjonuje miejskie centrum monitoringu. Jego dyspozytorzy mogą np. kontrolować Dworzec PKP lub przejazd ulicami Kielc autokarów z kibicami zespołów przyjezdnych przed i po meczu. Dlatego w mieście nie notuje się większych kłopotów z sympatykami drużyn gości.
int.pl/pap /22.8.2011/
***
Ze mną PSV będzie mistrzem!
– W Eindhoven czekają mnie nowe wyzwania, gra o mistrzostwo Holandii i w Lidze Europy. Występując regularnie w PSV zwiększam też swoje szanse na powołanie do kadry – powiedział Przemysław Tytoń, nowy bramkarz PSV
Rozmowa z Przemysławem Tytoniem
Trenował pan już z nowym zespołem?
We wtorek po południu miałem zajęcia bramkarskie. Przyszło kilkunastu kibiców, rozdałem pierwsze autografy. To był dla mnie szalony dzień. Jeździłem z miejsca w miejsce i w pewnym momencie już sam się pogubiłem, co teraz mam do załatwienia. Pomagało mi wielu ludzi z klubu. Trochę czasu minie nim zapamiętam ich imiona. Pytali jak dużą mam rodzinę, jaki chcę dom czy samochód. Przed treningiem odwiedziłem też krawca.
Przygotowuje dla pana koszulkę?
Nie, brał miarę na garnitur. Chyba musiał całą noc zawalić by zdążyć z szyciem bo dzisiaj muszę mieć to ubranie. Lecę z drużyną do Austrii na mecz Ligi Europy z SV Ried. Nie zagram w nim oczywiście ale trener chce bym był już z drużyną, oswajał się z atmosferą.
W PSV pierwszym bramkarzem jest reprezentant Szwecji Andreas Isaksson ale coraz głośniej mówi się o jego odejściu.
Też to czytałem ale w klubie nikt tego nie potwierdza. Zresztą nie zajmuję się tym. Naprawdę wierzę że mogę być jedynką w PSV, inaczej nie przyjąłbym tej propozycji. Wybierając ten klub myślałem też o reprezentacji. W Eindhoven czekają mnie nowe wyzwania, gra o mistrzostwo Holandii i w Lidze Europy. Występując regularnie w PSV zwiększam swoje szanse na powołanie do kadry.
Kilka tygodni temu odrzucił pan ofertę Racingu Genk. Belgowie oferowali za pana 2.5 miliona euro.
O ich propozycji dowiedziałem się na obozie Rody. Kusiła szansa gry w Lidze Mistrzów, nie powiem, ale z drugiej strony nie odpowiadała mi gra w lidze belgijskiej. Dokładnie rozważyłem wszystkie za i przeciw. Holenderska liga jest silniejsza od belgijskiej, dlatego zostałem w Rodzie. I dobrze zrobiłem. O zainteresowaniu PSV pierwszy raz słyszałem rok temu ale wtedy brakowało konkretów. Teraz rozmowy szybko się potoczyły. Bez problemów dogadałem się z PSV (Tytoń podpisał kontrakt na pięć lat – przyp. red.), kluby też szybko się porozumiały i mogłem jechać do Eindhoven.
W Rodzie zostaje 21-letni Mateusz Prus. Jest już gotowy do tego by regularnie bronić w Eredivisie? Harm van Veldhoven, trener Rody nie ukrywa że szuka nowego, doświadczonego bramkarza.
Na pewno Mateusz będzie bronić w najbliższym meczu z Waalwijk. Co dalej? Jestem przekonany że sobie poradzi. Musi tylko dostawać szanse.
PSV liże rany po ostatnim sezonie w którym nie zakwalifikował się do Ligi Mistrzów.
To klub z ogromnymi tradycjami ale ostatnie mistrzostwo Holandii zdobył w 2008 r. Długo więc czekają, o przepraszam, teraz mogę powiedzieć że długo czekamy na tytuł. Ze mną w bramce to się już uda, wierzę w to. Od najbliższej kolejki, meczu z Hagą, jestem gotowy do gry. Dostałem już koszulkę bramkarską, z numerem 21. Chciałem numer 22 ale był zajęty.
Dlaczego tak panu na nim zależało?
Grałem z takim w Rodzie i był dla mnie szczególny. Przez cztery lata przeżyłem w Kerkrade różne dni, były wspaniałe i te gorsze kiedy długo wracałem do zdrowia po kontuzji. I ten numer, 22, stanowił dla mnie motywację. Bo oznacza wielki powrót. Teraz widocznie przyszedł czas na zmiany. Mam nowy numer, nowy klub i nowe nadzieje.
rozm. ło/ps /17.8.2011/
***
Polska – Gruzja 1:0
Piłkarska reprezentacja Polski wygrała z Gruzją 1:0 (1:0) w towarzyskim meczu w Lubinie. Bramkę zdobył w 36 minucie Jakub Błaszczykowski
W kadrze trenera Franciszka Smudy zadebiutował Eugen Polanski. Kwestia urodzonego w Sosnowcu byłego młodzieżowego reprezentanta Niemiec który na co dzień występuje w FSV 05 Mainz wzbudziła sporo kontrowersji
Przed meczem za jedną z bramek pojawił się nawet transparent ‘Eugen spi…’ który został szybko usunięty przez służby porządkowe. Schodzącego z boiska w 75 minucie zawodnika żegnały natomiast zarówno oklaski jak i gwizdy kibiców.
Początek meczu to wyrównana gra, głównie w środku pola. Biało-czerwoni nieco dłużej utrzymywali się przy piłce, ale to goście groźniej atakowali.
Na gola kibice czekali do 36 minuty kiedy to Jakub Błaszczykowski wykorzystał sprytne odegranie Roberta Lewandowskiego i zdobył swoją piątą bramkę w reprezentacji. Strzelcowi nie wypadało zrobić niczego innego, bo dostał piłkę marzenie, na samą nogę…
Po zmianie stron Polacy zaatakowali dużo śmielej, ale brakowało im dokładności i to Gruzini bliżsi byli zdobycia gola. W 61 minucie fantastyczną interwencją popisał się jednak Wojciech Szczęsny, broniąc strzał Otara Macalwadze z ośmiu metrów. W końcówce tempo meczu spadło ale inicjatywa w dalszym ciągu należała do podopiecznych Smudy którzy jednak nie potrafili wykorzystać przewagi i podwyższyć prowadzenia.
Blisko 22 lata przyszło czekać kibicom na mecz reprezentacji Polski w Lubinie. 23 sierpnia 1989 r. biało-czerwoni zmierzyli się tu z drużyną ZSRS /remis 1:1/. Wówczas na trybunach zasiadło ponad 30 tys. widzów, w środę na nowym stadionie pojawiło się ich ponad 12 tys.
Polska – Gruzja 1:0 (1:0). Bramka: Błaszczykowski (35). Żółte kartki: Błaszczykowski – Targamadze, Kobiaszwili. Sędzia: Andrij Szandor (Ukraina). Widzów: 12 310. Polska: Szczęsny – Wojtkowiak, Jodłowiec, Głowacki, Wawrzyniak – Błaszczykowski (90 Rybus), Polanski (75 Dudka), Murawski (85 Matuszczyk), Mierzejewski (60 Peszko), Obraniak (79 Pawłowski) – Lewandowski (60 Paweł Brożek). Gruzja: Loria – Łobżanidze, Czubutia, Amisułaszwili (46 Grigaława), Kaładze – Kankawa (73 Dauszwili), Kobiaszwili (81 Kwirkwelia), Grigałaszwili (63 Kaszia), Targamadze – Marcwaladze (63 Wacadze), Dwaliszwili (46 Guruli)
mic/pp/pap /11.8.2011/
SKOŃCZMY Z TYM TEATRZYKIEM
– Myślę że ten teatrzyk trzeba jak najszybciej wyjaśnić – w ten sposób do absencji Łukasza Piszczka w środowym meczu z Gruzją (1:0) odniósł się Jakub Błaszczykowski, kapitan drużyny. Prawego obrońcy Borussii Dortmund zabrakło na murawie Dialog Areny gdyż poddał się karze półrocznego zawieszenia za udział w korupcji
Błaszczykowski strzelił jedynego gola w meczu z Gruzinami. – Z wyniku możemy być zadowoleni ale jeżeli chodzi o przebieg meczu, były momenty słabsze i takie które mogły się podobać – powiedział.
Kapitan nie pokusił się o ocenę debiutu Eugena Polanskiego. – Muszę to zostawić dla was. To wy jesteście dziennikarzami, więc wy oceniajcie. My jesteśmy piłkarzami, jesteśmy od grania. Gwizdy na trybunach? Powiem szczerze że ich nie słyszałem. Słyszałem za to brawa – stwierdził Błaszczykowski.
asinfo /11.8.2011/
GWIZDY DO MNIE NIE DOCHODZIŁY
Jego występ wzbudzał najwięcej szumu i kontrowersji. Eugen Polanski znakomicie poradził sobie jednak z presją którą na nim ciążyła i udowodnił że w kontekście Euro 2012 może dać wiele naszej drużynie narodowej
Debiut Polańskiego z orłem na piersi trwał 75 minut. Choć pomocnik FSV Mainz został pożegnany rzęsistymi brawami na jego twarzy pojawił się krzywy grymas twarzy. Świeżo upieczony reprezentant Polski zapewnił że uraz którego doznał w końcówce nie jest poważny.
– Zostałem kopnięty w lewą kostkę. Trochę mnie bolało ale myślę że to nic poważnego – powiedział.
Polanski zaimponował przede wszystkim świetnym odbiorem piłki i sporym zaangażowaniem. Nie można było mieć również większych zastrzeżeń co do jego komunikacji z resztą zespołu.
– Najważniejsze że wygraliśmy. Debiut wówczas smakuje zawsze lepiej. Tym bardziej że grałem w tym meczu od początku. Myślę że momentami pokazaliśmy kawałek dobrego futbolu choć były fragmenty gdzie mogliśmy grać zdecydowanie szybciej. Gruzini ustawieni byli bardzo defensywnie a my musieliśmy uważać by nie nadziać się na kontry. Mieliśmy pomysł na grę. Z naszej strony było widać dużo walki, zaangażowania – powiedział Polanski po debiucie w kadrze.
– Czuję się bardzo dobrze w tej drużynie. Chłopcy przyjęli mnie bardzo dobrze. Kilku już wcześniej znałem ze wspólnych występów w Bundeslidze. Cieszę się że zarówno piłkarze podstawowej jedenastki jak i ci siedzący na ławce rezerwowych tworzą kolektyw. Nie miałem problemów z komunikacją z zespołem. Szybko nauczyłem się boiskowych sformułowań i nie było z tym problemów – dodał.
El Aleman, jak nazywany jest w Niemczach, przyznał że gwizdy które sporadycznie pojawiały się pod jego adresem w ogóle do niego nie docierały.
– Nie słyszałem ich prawie wcale. Byłem skoncentrowany na meczu i chyba udźwignąłem ten ciężar. Na duchu podniosły mnie za to brawa które usłyszałem schodząc z boiska. To mnie bardzo ucieszyło – dodał 25-letni zawodnik.
Co czuł, gdy po raz pierwszy usłyszał Mazurka Dąbrowskiego? – Hymnu całego jeszcze nie znam, dlatego nie śpiewałem. W tym czasie starałem się jak najbardziej skoncentrować na samym meczu. Na pewno nauczę się całego hymnu – oznajmił nowy reprezentant Polski który był bardzo zaskoczony że trener wystawił go do gry od pierwszych minut.
6 września podopieczni Franciszka Smudy zmierzą się z Niemcami. Ten mecz dla Polanskiego będzie miał szczególne znaczenie.
– Nie będę kłamać. W tym kraju mieszkam i tam się wychowałem ale będę robić wszystko by wygrać ten mecz. Na boisku wszelkie sentymenty odstawię na bok – dodał.
kk/int.pl /11.8.2011/
***
Smoczek dla Oliwii
Jakub Błaszczykowski po strzeleniu jedynego gola w meczu z Gruzją ssąc kciuka podbiegł do kamery i wysłał porcję pocałunków. Adresatem okazała się niedawno urodzona córka kapitana kadry
– Smoczek czyli gest który wykonałem po zdobyciu bramki był dla Oliwii. Bardzo pomógł mi Robert Lewandowski. Nie przypominam sobie byśmy w Borussii zdobyli takiego gola. Fajnie ta akcja nam wyszła ale najważniejsze że dała zwycięstwo – powiedział Błaszczykowski.
su /12.8.2011/
***
Lewandowski najlepszy na boisku
Według Juergena Kloppa najlepszym piłkarzem inaugurującego nowy sezon Bundesligi meczu Borussia Dortmund – Hamburger SV (3:1) był Robert Lewandowski
Polak cały mecz imponował dokładnością oraz techniką. Podobać się mogła zwłaszcza piękna asysta (podanie piętą ‘w uliczkę’ do Mario Goetze) przy drugiej bramce dla mistrzów Niemiec. Nie uszło to uwadze Juergena Kloppa
– Jeżeli mówimy kto zagrał naprawdę dobry pierwszy mecz sezonu, to nie mówmy o Goetze czy Kagawie. Wynik jest zasługa Lewandowskiego. On był najlepszy na boisku – powiedział trener Borussii.
W meczu z HSV grali także Łukasz Piszczek (90 minut) i Jakub Błaszczykowski (wszedł na ostatni kwadrans).
gw /8.8.2011/
***
Smuda zrobi porządek z gadułami
– Denerwuje mnie że najwięcej do powiedzenia o Arboledzie mają ci którzy najmniej w reprezentacji grają. Porozmawiam z nimi i zrobię porządek – zapowiedział Franciszek Smuda
Rozmowa z Franciszkiem Smudą, trenerem kadry
Kilku naszych reprezentantów krytykuje pomysł powołania Manuela Arboledy. Czy to wpłynie na pana decyzję i Kolumbijczyk nie zagra dla Polski?
Dopóki Manuel nie otrzyma polskiego paszportu, nie ma tematu jego gry dla Polski. Ale przyznam że niektóre wypowiedzi dotyczące Arboledy są niesmaczne i nieeleganckie, a najwięcej do powiedzenia mają ci którzy najmniej w reprezentacji grają. Zapewniam że jeżeli Manu otrzyma powołanie na pewno nie będzie czuć się w drużynie gorzej niż inni. Tym bardziej że on nie stara się o obywatelstwo tylko dla gry w reprezentacji. Z całą rodziną złożył wniosek o nasz paszport bo chce zostać w Polsce na stałe.
PZPN zdyskwalifikował na 6 miesięcy Łukasza Piszczka który właśnie zrezygnował z występów w reprezentacji.
To dla nas ogromna strata i nie mogę zrozumieć jak PZPN mógł doprowadzić do takiej sytuacji. To niedopuszczalne by chłopaka który nie miał wtedy nic do powiedzenia, teraz obarczać winą i surowo karać. Zrzucił się na mecz w którym nie grał, bo chciał być solidarny, a wyszło że Łukasz odpowiada za całe bagno jakie było w polskiej piłce. Tak nie może być! Będę próbować jeszcze namawiać Łukasza by zmienił decyzję. Wierzę że wszystko dobrze się skończy.
Eugen Polanski zdecydował że ostatecznie zagra dla Polski a nie dla Niemiec i powołał go pan do kadry. Wtedy odezwał się chór nawołujący do wygwizdania zawodnika który swego czasu – podobno – odcinał się od związków z naszym krajem…
Nie mam nic do zarzucenia Eugenowi. Umówiliśmy się jakiś czas temu że na rok przed EURO się określi. Zrobił to i zdecydował że chce grać dla Polski. Wypada nam się tylko cieszyć. Jesteśmy w Unii Europejskiej, chłopak miał prawo wyboru, poszedł tam gdzie chciał i gdzie chcieli jego. A krytyków nigdy nie zabraknie. Psy szczekają karawana jedzie dalej. Robimy swoje.
W eliminacjach do mundialu 2014 trafiliśmy na Anglię. Przeciwnik poza naszym zasięgiem?
Dlaczego?! Jesteśmy na takim etapie jak drużyna Górskiego w 1973. Wtedy też nikt na nich nie stawiał a potrafili wyeliminować Wyspiarzy. Dlaczego obecnej kadrze miałoby się to nie udać?
Pytanie tylko czy z Franciszkiem Smudą na ławce? Myśli pan o tym czy po EURO będzie nadal szefem kadry?
Nie zastanawiam się nad tym. Wielu trenerów którzy byli na losowaniu w Rio de Janeiro za rok może już z nią nie pracować. Jak choćby Fabio Capello który po EURO opuści Anglię. Liczę że zostanę ale gdyby stało się inaczej, na pewno nie zostawię po sobie spalonej ziemi. Będziemy mieć bardziej doświadczoną i ograną drużynę. Zespół który nie będzie się bać żadnego rywala.
rozm. pd/su /4.8.2011/
Wszystko zależy od Meliksona
Teoretycznie nic nie stoi na przeszkodzie by wyróżniający się w Wiśle Kraków Maor Melikson zagrał wkrótce w polskich barwach, bowiem posiada nasz paszport.
– Nigdy nie powiedziałem że nie chcę Meliksona w kadrze. To świetny piłkarz, co pokazuje w eliminacjach Ligi Mistrzów. Potrzeba zgody samego zawodnika. Jeżeli będzie w formie i zechce dla nas grać – to dostanie powołanie. Nie ma co naciskać na chłopaka, zostawmy mu wybór – powiedział trener kadry Franciszek Smudy.
Sam Melikson nie komentuje tematu gry dla Polski ale już wkrótce może dać odpowiedź. Jeżeli trener Luis Fernandez da mu szansę w meczu o punkty eliminacji Euro 2012 przeciw Grecji (2 września) – temat występów piłkarza w koszulce z orłem na piersi będzie nieaktualny. Na razie pomocnik otrzymał powołanie na towarzyski mecz z Wybrzeżem Kości Słoniowej.
gw /5.8.2011/
***
Piszczek nie gra w reprezentacji!
Łukasz Piszczek poinformował trenera reprezentacji Polski Franciszka Smudę że zawiesza karierę reprezentacyjną! Czołowy piłkarz kadry podjął tę decyzję po tym jak został zdyskwalifikowany na pół roku przez PZPN w związku z korupcją w Zagłębiu Lubin
– To dla nas bardzo duża strata. Teraz nie wiem nawet kogo mam wystawić do gry w najbliższym meczu – powiedział na to Smuda. – Będę jeszcze próbować namawiać Łukasza by zmienił decyzję
Smuda nie kryje żalu do PZPN-u. – Nie mogę zrozumieć jak PZPN mógł doprowadzić do takiej sytuacji, do takiego osłabienia reprezentacji i to w perspektywie finałów Euro 2012 których będziemy współgospodarzem.
Sprawa dotyczy ustawienia meczu Cracovii z Zagłębiem Lubin (0:0) w 2006 r. Na pomysł sprzedania meczu Zagłębiu wpadli ówcześni gracze Cracovii. Zawodnicy z Lubina mieli złożyć się po ponad 10 tys. zł. Łącznie przekazali 100 tys. zł łapówki. Remis dał Zagłębiu awans do rozgrywek UEFA.
Jednym z zamieszanych w sprawę jest czołowy obrońca reprezentacji Polski Łukasz Piszczek – mimo że nie grał we wspomnianym meczu – obecnie występujący w zespole mistrza Niemiec Borussii Dortmund. Wrocławski sąd okręgowy podjął decyzję w sprawie m.in. tego piłkarza już 27 czerwca, skazując go na rok więzienia w zawieszeniu na 3 lata i 100 tys. zł grzywny.
Z surową karą nie zgadza się Borussia Dortmund, obecny klub piłkarza. ‘To przesada, nie będziemy wyciągać żadnych konsekwencji’ – oznajmili przedstawiciele mistrza Niemiec. Rzecznik prasowy Borussii Josef Schneck dodał że Piszczek ma pełne wsparcie ze strony klubu.
Oficjalne oświadczenie Łukasza Piszczka: ‘W związku z decyzją Wydziału Dyscypliny Polskiego Związku Piłki Nożnej, w wyniku której zostałem zawieszony w prawach zawodnika Reprezentacji Polski na okres 6-ciu miesięcy informuję, że od niniejszej decyzji nie będę się odwoływać i zgodnie z moimi wcześniejszymi słowami dobrowolnie poddam się wymierzonej karze. Nie czekając na uprawomocnienie się wyroku podjąłem decyzję, że od dziś aż do odbycia kary nie będę uczestniczyć w zgrupowaniach kadry narodowej, o czym poinformowałem już trenera Franciszka Smudę. Jeżeli trener będzie widzieć mnie w składzie po okresie zawieszenia, to będę do dyspozycji. To wszystko co mam do powiedzenia w tej sprawie i proszę o uszanowanie mojej decyzji’. Łukasz Piszczek
mb/int.pl /3.8.2011/
***
Maniek nie da się zastraszyć
Manuel Arboleda liczył że polski paszport dostanie jeszcze w czerwcu. Termin minął, a obywatelstwa nie ma, ale piłkarz Lecha się nie zraża
Nie przejmuje się też negatywnymi opiniami graczy którzy nie chcą go w kadrze. Mówi że oni nie mają prawa decydować
Rozmowa z Manuelem Arboledą
Orientujesz się jak wygląda sytuacja z twoim wnioskiem o obywatelstwo?
Nie mam pojęcia. Kiedy ostatni raz rozmawiałem z trenerem Smudą, padło stwierdzenie że może jeszcze w czerwcu dostanę paszport. Termin minął ale czekam spokojnie.
Mniej spokojny robisz się kiedy słyszysz że część kadrowiczów nie chce cię w kadrze…
Bo jeżeli cytujecie mi słowa Peszki, to jak można przejść nad tym do porządku dziennego? Graliśmy razem prawie trzy lata. Nigdy nic złego na jego temat nie powiedziałem, razem przeżywaliśmy sukcesy i porażki. Ale skoro wolałby przegrywać, byle w kadrze nie było naturalizowanych cudzoziemców, to jest to małe, żałosne i lepiej by sam w reprezentacji nie grał. Bo chyba kibice nie chcą piłkarza który woli przegrywać niż wygrywać…
Peszko nie jest jedyny… Mierzejewski i Sobiech mówili że polscy piłkarze cię nie lubią bo na boisku odstawiasz teatr…
Teatr… Może oni nie wiedzą że teatr to część gry. Niech zobaczą w telewizji kilka meczów na najwyższym poziomie to się przekonają. Tam nie ma aktorstwa? Dziwię się że kadrowicze tak chętnie zabierają głos na mój temat i przywłaszczają sobie prawo do mówienia w imieniu 40 milionów Polaków.
Ale skoro jest tyle negatywnych opinii, to nie myślisz by z pomysłu gry w kadrze zrezygnować?
Nie. O powołaniach decyduje Smuda a nie ten czy tamten piłkarz. Jeżeli trener powie że nie zagram to nawet się nie skrzywię. Jego decyzja. Ale jego a nie piłkarza przedkładającego swoje antypatie nad dobro kadry. Żadnemu z nich nie dam się zastraszyć.
Kadrowicze o Arboledzie
Kamil Glik: – To trener decyduje jakich chce mieć zawodników w kadrze ale swoją grą chcę udowodnić że naturalizacje nie są nam potrzebne
Adrian Mierzejewski: – Arboleda to dobry obrońca ale nikt go w Polsce nie lubi. Kopie, prowokuje, a kiedy ktoś go fauluje – robi teatrzyk
Sławomir Peszko: – Już wolę przegrywać takim składem jaki jest teraz w reprezentacji niż wygrywać dzięki naturalizowanym cudzoziemcom
Artur Sobiech: – W meczu Polonia – Lech Arboleda cały czas nas zaczepiał… Nie potrzebujemy takich reprezentantów
pk/su /8.7.2011/
Parę słów komentarza: Bardzo dziwna sprawa. I bardzo dziwna postawa naszych piłkarzy. Bo jeżeli Manuel Arboleda będzie w formie i jego obecność w kadrze jej pomoże – to idiotyczne byłoby z niego rezygnować. I jeżeli Arboleda miałby w kadrze nie grać tylko dlatego że go inni nie lubią /a taki Sobiech który przecież jeszcze niczego nie osiągnął nie powinien się chyba w ogóle w tej sprawie wypowiadać/ i z tego powodu reprezentacja miałaby nie wygrać czegoś więcej na przykład w mistrzostwach Europy – dopiero wszystko to byłoby kabaretem… I to nie Arboleda a jego oponenci zrobiliby niezły teatrzyk…
Cezary Dąbrowski
***
Turcja z czystej ciekawości
25-letni Adrian Mierzejewski to najdroższy piłkarz sprzedany z polskiej ligi. Turecki Trabzonspor zapłacił za niego Polonii Warszawa 5.25 mln euro
Rozmowa z Adrianem Mierzejewskim
Kogokolwiek o pana spytać to mówi że za młodu trzeba było do pana ojca dzwonić by przypomniał Adrianowi co jest ważne w życiu.
Czytałem. A to trener Leszek Ojrzyński się odezwie, a to Dariusz Dziekanowski trzy grosze dorzuci. Mówią że byłem leniem ale to było osiem lat temu. Poza tym leń ze mnie był tylko delikatny. Miałem 18 lat, trafiłem do seniorskiej piłki, w tym samym czasie zdawałem maturę. Pierwszy skład, starsi koledzy, no i do tego szkoła – wrażeń i zajęć namnożyło się tyle że na niektórych treningach byłem śnięty i odpuszczałem.
Pierwsze płockie pieniądze zaszumiały ponoć w głowie?
Takie pieniądze nie mogą uderzyć do głowy, zapewniam. Cieszyłem się że trafiłem do dobrego zespołu, udało mi się i ludzie zaczęli gadać. Problemów pozasportowych nigdy ze mną nie było. Czasem jakieś wyjście na dyskotekę, młody byłem. Ale hazard nigdy mnie nie pociągał. Jednak doszło do tego że w którymś momencie to ja szukałem sobie klubu a nie klub szukał mnie. A czy przez trzy lata mojej gry w Polonii Warszawa słyszał pan o jakimś wyskoku?
Dziwnie wyglądał pan na filmach z powitania w Trabzonsporze. Był pan zdziwiony reakcją kibiców?
To był szok ale pozytywny. Chociaż oni każdego tak witają to wrażenie jest wielkie i nie zapomnę tego do końca życia. Wiem że ta miłość po porażkach zamienia się w równie wielką nienawiść ale na razie o tym nie myślę. Mam nadzieję że będziemy wygrywać.
Nawet nieźle wymawiali ‘Mierzejewski’ w piosenkach.
To było jedyne co zrozumiałem. Chyba dobrze że wylądowałem w Trabzonie około 2 w nocy bo kibiców było zdecydowanie mniej niż byłoby o normalnej porze. Następnego dnia przeszedłem badania i zostałem przedstawiony na konferencji zwołanej na terenie należącym do starego meczetu. Dla mnie i Halila Altintopa którego klub kupił w tym samym czasie przyszło ponad tysiąc kibiców.
Przyzwyczai się pan do tego szaleństwa?
Trudno mi sobie wyobrazić większy szum niż przez ostatnie dni. Narobili mi więcej zdjęć niż przez całe życie, nie da się też rozdać więcej autografów. Ale nie zamierzam robić z tego problemu. Jako młody piłkarz marzyłem by ktoś mnie poprosił o autograf i teraz mam narzekać?
Ale jako chłopak z pewnością nie marzył pan by grać w Trabzonsporze?
O Trabzonie nie marzyłem ale o lepszej lidze niż polska na pewno. Transfer do Turcji dobrze przemyślałem, popatrzyłem przeciw komu będę grać… Tu są wielkie pieniądze i wielkie nazwiska. Zobaczę gdzie jest moje miejsce, dowiem się czy nie przeszkadzam w takim towarzystwie i pomyślę co dalej. Każdy chciałby wyjechać na Zachód ale liga turecka w ostatnim czasie nabrała przyspieszenia i nie mam się czego wstydzić. Biorę pod uwagę że mogę nie wywalczyć miejsca w pierwszym składzie ale jestem ciekawy jak mi pójdzie. Zdecydowałem się na transfer z czystej ciekawości.
A nie z powodu rocznych zarobków w wysokości miliona euro?
O zarobkach nie wolno mi się wypowiadać.
Sześć lat temu w Trabzonsporze gwiazdą był Mirosław Szymkowiak. Nie wytrzymał i zakończył karierę. Nie boi się pan powtórki?
Nas jest tu czterech i trzymamy się razem. Piotrek i Paweł Brożkowie oraz Arek Głowacki bardzo mi pomagają. Reszta drużyny też jest pozytywnie nastawiona, przynajmniej tak mi się wydaje bo uśmiechają się do mnie. Kibice wycałowali mnie na ulicach. Myślałem że w szatni też jest taki zwyczaj ale na szczęście to nieprawda.
Przyzwyczai się pan do życia w takim mieście jak Trabzon?
Rozmawiałem z wieloma osobami zanim zdecydowałem się na przejście do tego klubu. Co tu dużo mówić – Trabzonu nikt nie zachwala. Drużyna dobra, pieniądze dobre, tylko miasto nie pasuje. Wiem że będzie mi się tu żyć inaczej niż w Warszawie ale przyjechałem grać w piłkę a nie zwiedzać. Oglądałem już dom na osiedlu gdzie będą mieszkać wszyscy nowi piłkarze. Altintop, Didier Zokora to moi sąsiedzi. Osiedle jest zamknięte, da się pospacerować. Wszyscy mnie straszyli że będę musiał siedzieć w domu ale kilka dni temu tak kontrolnie przeszedłem się po jednej z galerii handlowych i wielkiego szału nie było.
Szymkowiak mieszkał przy meczecie. Muezin budził go o świcie.
Sprawdziłem. Cisza.
Narzekał na zamykanie w ośrodku treningowym kilka dni przed meczem. Kazali mu wyłączać telefon.
Z zamykaniem w ośrodku nic się nie zmieniło. Dwa, trzy dni przed meczem drużyna jest skoszarowana. Jak z telefonami nie wiem, ale kiedy zobaczyłem bazę treningową – z pięcioma boiskami, sauną, basenami, salami wideo i playstation – doszedłem do wniosku że nie będę się nudzić.
Trabzonspor kupił pana by awansować do Ligi Mistrzów. Drużyna nie będzie rozstawiona ani w trzeciej ani w czwartej rundzie więc jednak może to być niewykonalne.
O Lidze Mistrzów nikt tutaj nie mówi. Trzecia runda może być do przejścia ale w kolejnej trafimy na Bayern, Lyon czy Arsenal więc wiadomo że wszystko może się wydarzyć. W klubie liczą raczej na dobrą postawę w Lidze Europejskiej.
Rok przed Euro podjął pan odważną decyzję. Jeżeli w Trabzonie będzie pan rezerwowym zapewne taka sama rola przypadnie panu w reprezentacji Polski…
Decyzja o wyjeździe była najtrudniejszą w moim życiu. Myślałem o tym dwie nieprzespane noce. Wątpliwości czy uda mi się wywalczyć miejsce w podstawowym składzie były największym minusem. Rozmawiałem o tym z Franciszkiem Smudą. Powiedział że gdziekolwiek bym poszedł mam się rozpychać łokciami. Ale gdybym został w Polonii i nie wykorzystał kilku okazji do strzelenia gola może też usiadłbym na ławce?
Prezes Józef Wojciechowski zamroził część pieniędzy piłkarzom Polonii do czasu wywalczenia mistrzostwa lub wicemistrzostwa Polski. Ci którzy się nie zgodzili nie będą trenować z pierwszą drużyną. Pan się zgodził?
Tak.
Dobre przetarcie przed Turcją. Tam właściciele klubów też lubią decydować o wszystkim.
Zobaczymy jak będzie. O Wojciechowskim nie dam złego słowa powiedzieć. Decyzję o moim transferze podejmował kierując się tylko moim dobrem. Zadzwonił i powiedział że jeżeli chcę to mnie sprzeda chociaż nie musi. Jestem mu bardzo wdzięczny i mam nadzieję że w tym sezonie spełni się jego marzenie i Polonia zostanie mistrzem Polski.
Sprowadził pan już do Trabzonu rodzinę?
Żona została w Polsce. Początki w nowym klubie bywają trudne. Trenujemy dwa razy dziennie. Za kilka dni lecimy na trzytygodniowe zgrupowanie w Holandii.
Spodziewacie się dziecka. Urodzi się w Turcji?
Trudny temat. Jedni mówią że są tu straszne warunki, inni mają pozytywne opinie. Muszę sprawdzić.
rozm. mk/rp /26.6.2011/
***
‘FC Köln nie jest stacją benzynową’
– Tłumaczyłem panu Grajewskiemu że klub to nie stacja benzynowa. Dla mnie znaczenie mają kibice, koledzy z drużyny, trener – powiedział Sławomir Peszko
Rozmowa ze Sławomirem Peszką
Jest pan najemnikiem?
To słowa Andrzeja Grajewskiego (doradca Peszki – przyp. red.), tak? Że piłkarz to najemnik i ma grać tam gdzie dadzą mu najwięcej?
Zgadza się.
Pan Grajewski jest mądry życiowo i często go słucham ale tym razem się z nim nie zgodziłem. Dawał mi przykład: ‘Gdybyś pracował na stacji BP i zarabiał tysiąc złotych a Statoil dałaby ci trzy tysiące, to nie zmieniłbyś roboty?’. Tłumaczyłem mu że klub to nie stacja benzynowa i dla mnie znaczenie mają też kibice, koledzy z drużyny, trener.
Targi między Grajewskim a władzami FC Köln trwały ponad miesiąc, a i tak nie dało się podwyższyć pańskiej pensji. Potrzebne to panu było?
Chodziło o sumę odstępnego o czym mało kto wiedział. Szefowie Köln najpierw obiecali że w przyszłości będę mógł odejść za trzy miliony euro. Później zmienili zdanie i naciskali na wpisanie do kontraktu pięciu milionów. W moim imieniu rozmawiał pan Grajewski a klub reprezentował dyrektor Volker Finke. Obaj to twardzi negocjatorzy, silne charaktery. I jak już się spotkali wiedziałem że łatwo nie będzie. Jak to Niemiec z Polakiem.
rozm. ło/ps /24.6.2011/
***
Peszko nie zmienia adresu
Sławomir Peszko zdecydował się pozostać w 1. FC Koeln. Odrzucił propozycję z drugoligowego Eintrachtu Frankfurt i oferty które otrzymał z klubów angielskich i włoskich
– Przekonano go świetnymi perspektywami sportowymi – przyznał jego menedżer. Kontrakt Peszki obowiązuje aktualnie do 2013 r. Jeżeli 1. FC Koln spadłby do 2 Bundesligi może być na nowo negocjowany
Jak pisze Bild Polak wybrał klub nie dla pieniędzy ale ze względu na perspektywy które się przed nim otwierają. – Dwa tygodnie byliśmy w stałym kontakcie z klubem. Po długich negocjacjach w końcu wybrał właśnie Koeln – powiedział Andrzej Grajewski.
Po kontuzji naszego reprezentanta nie ma już śladu więc będzie mógł on walczyć o odzyskanie miejsca w zespole które stracił na skutek urazu w końcówce sezonu. Mimo przedłużających się negocjacji Koeln nie ściągnęło następcy: Hamburger SV odrzucił ofertę na Jonathana Pitroipę.
Z decyzji Peszki na pewno zadowolony jest Franciszek Smuda który proponował by piłkarz został w Kolonii. Przyznał on że jeżeli nasz gracz wybierze drugoligowy Eintracht wtedy może mieć problemy z miejscem w pierwszym składzie kadry.
W pierwszym półroczu gry w Bundeslidze Peszko rozegrał jedenaście meczów i miał pięć asyst.
wd/futbolnews /16.6.2011/
***
Polska – Francja 0:1
Reprezentacja Polski przegrała z Francją 0:1 (0:1) w piłkarskim meczu towarzyskim rozegranym na stadionie Legii w Warszawie
Strzelcem jedynego gola, samobójczego, dla Trójkolorowych po pechowej interwencji we własnym polu karnym okazał się obrońca Tomasz Jodłowiec
Mimo porażki Polacy fragmentami grali dobrze i byli równorzędnym rywalem dla Francuzów
Drugi skład reprezentacji Francji ‘na papierze’ wyglądał znacznie mocniej od trzeciej drużyny Argentyny z którą w niedzielę Polacy wygrali 2:1. Laurent Blanc wystawił m.in. Erika Abidala z FC Barcelona, Patricea Evrę z Manchesteru United i Bacaryego Sagnę z Arsenalu. Takie zestawienie linii defensywnej u mistrzów świata z 1998 r. mogło dać odpowiedź na pytanie, czy z przodu’ mamy już kadrę gotową na Euro 2012. Okazuje się że przed ofensywnymi formacjami jeszcze dużo pracy – ich gra wyglądała nieźle do pola karnego, dalej było już gorzej.
Zanim mogliśmy się o tym przekonać, swoją pozycję w reprezentacji zdążył wzmocnić Wojciech Szczęsny. Już w 4 minucie nasz bramkarz został zmuszony do wysiłku po główce Guillaume Hoarau.
W kolejnych minutach mieliśmy mały pokaz ‘pozytywnej agresji’ u Polaków oraz ładne podanie w pole karne Jakuba Wawrzyniaka do Adriana Mierzejewskiego. Ogólnie nasi na pewno nie grali źle.
Niestety, nie stworzyli sobie czystej podbramkowej sytuacji, pomagając w tym natomiast Francuzom. W 12 minucie pozornie niegroźny strzał sprzed pola karnego oddał Charles N’Zogbia, a próbującego interweniować Szczęsnego ubiegł Tomasz Jodłowiec. Piłkarz Polonii Warszawa wpakował głową piłkę do siatki.
Trybuny zawrzały minutę później. Nie minęło bowiem 60 sekund, a Polacy mogli i powinni remisować. Obrońcom Trójkolorowych urwał się Łukasz Piszczek, ale nie zdołał dokładnie dograć do wychodzącego na dobrą pozycję Roberta Lewandowskiego. Piszczek powinien jednak był sam strzelać. Pod bramką Francuzów kotłowało się jednak coraz mocniej.
Francuzi, wyraźnie od momentu strzelenia gola nastawieni na grę z kontry, z rzadka przedostawali się pod bramkę Szczęsnego. Gdy to się udawało, bramkarz Arsenalu spisywał się bez zarzutu. Podobać się mogła zwłaszcza interwencja głową poza polem karnym, gdy już czaił się Hoarau.
Polakom natomiast wyraźnie brakowało wykończenia. Po koronkowej akcji Adriana Mierzejewskiego, Rafała Murawskiego i Lewandowskiego, ten ostatni zbyt długo zwlekał z oddaniem strzału i całą akcję skwitować mógł jęk zawodu.
Obraz gry niewiele zmienił się po jej wznowieniu. Znów widzieliśmy kilka pomysłowych akcji (jak na przykład krótka wymiana piłki Jakuba Błaszczykowskiego z Mierzejewskim), ale wszystko kończyło się przed polem karnym. Na pewien przełom doczekaliśmy się w 63 minucie, kiedy po ładnie zaczętej lewym skrzydłem akcji i następnych kilku przypadkowych wymianach, do pozycji strzeleckiej doszedł Lewandowski. Napastnik Borussii Dortmund z linii pola karnego o centymetry jednak przestrzelił. W międzyczasie Francuzi zaczęli niepokoić Szczęsnego. Dwa strzały Matthieu Valbueny zatrzymał jednak polski bramkarz.
Im bliżej ostatniego gwizdka, tym mocniej starali się zaatakować Polacy. Nie pomagały seryjnie wykonywane rożne (po jednym z nich z ostrego kąta strzelał Błaszczykowski, piłkę wybił Hoarou), nie przyniosła skutku główka z kilku metrów Lewandowskiego (piłkę z linii bramkowej wybił obrońca), gola nie zdobyliśmy także po strzale snajpera Borussii z dystansu (piękna parada Cedrika Carrasso). W odpowiedzi Hoarau znalazł się sam przed Szczęsnym, ale doskonałym wyczuciem popisał się ten ostatni.
Minuty mijały, a Franciszek Smuda nie robił żadnych zmian. Pierwszą przeprowadził gdy Laurent Blanc miał już na murawie sześciu świeżych piłkarzy. Co ciekawe nieźle grającego Mierzejewskiego zastąpił Adam Matuszczyk /choć dla sprawiedliwości ten groźnie strzelał/. Rotacja ta nie przyniosła jednak ani zmiany rezultatu, ani zmiany gry. Pojawienie się Pawła Brożka w 87 minucie i Szymona Pawłowskiego również nic nie zmieniło /choć Brożek sprawiał w tym swoim krótkim wejściu raczej dobre wrażenie/. Do końca Francuzi kontrolowali wydarzenia i odnotowali drugie z rzędu, po pokonaniu Ukrainy w Doniecku 4:1, towarzyskie zwycięstwo.
Mecz Polska – Francja był setnym rozegranym przez Polaków w Warszawie.
Polska – Francja 0:1 (0:1)
Bramka – Jodłowiec (12-sam.)
Żółte kartki: Ludovic Obraniak – Carrasso, Abidal
Polska: Szczęsny – Piszczek, Grzegorz Wojtkowiak, Jodłowiec, Wawrzyniak – Błaszczykowski (87 Brożek), Dariusz Dudka, Obraniak (88 Pawłowski), Murawski, Mierzejewski (80 Matuszczyk) – Lewandowski.
Francja: Carrasso – Abidal, Evra, Younes Kaboul (28 Adil Rami), Sagna – Yohan Cabaye (46 Yann M’Vila), Alou Diarra (46 Abou Diaby), Marvin Martin, Valbuena (73 Florent Malouda) – Hoarau (79 Kevin Gameiro), N’Zogbia (73 Loic Remy).
pl/onet /9.6.2011/
***
Roger odchodzi z AEK
Wszystko wskazuje że Roger Guerreiro pożegna się z AEK Ateny. Reprezentant Polski nie zgadza się na renegocjację umowy
Prezes klubu potwierdził że będzie on jednym z dwóch zawodników których klub pozbędzie się z powodów ekonomicznych – dzięki temu oszczędzi prawie dwa miliony euro
Oprócz Rogera klub ma opuścić Sanel Jahić. Obydwaj piłkarze mają ważne umowy jeszcze przez dwa lata ale dzięki ich wcześniejszemu odejściu klub zaoszczędzi blisko 2 mln euro. Roger zarobiłby przez ten czas 1.2 mln euro, a Bośniak 700 tysięcy.
Jak poinformował prezes Stavros Adamidis klub stara się wypracować rozwiązanie które umożliwi rozstanie się z obydwoma zawodnikami. To radykalna zmiana stanowiska bo wcześniej AEK chciał zatrzymać Rogera. Tak deklarował trener Manolo Jimenez. Ale pomocnik nie chciał obniżki zarobków, na co przystał m.in. argentyński bramkarz Sebastian Saja.
Roger jest w AEK od sezonu 2009-10. Zagrał w 41 meczach ligowych i strzelił jednego gola.
kc/futbolnews /10.6.2011/
***
Ajax Amsterdam w Polsce
Akademia klubowa Ajaksu Amsterdam zorganizuje w lipcu we Wrocławiu obóz dla uzdolnionej piłkarsko młodzieży. Szkoleniowcy z holenderskiego klubu poprowadzą w Polsce taki obóz pierwszy raz
Jak powiedział na konferencji prasowej we Wrocławiu wieloletni gracz Ajaksu i reprezentacji Holandii Ronald de Boer – akademia jest związana z ‘filozofią Ajaksu’
– Opiera się ona na rozwoju młodzieży i najmłodszych, prowadzeniu ich od początku aż do poziomu gwiazd – tłumaczył de Boer.
Piłkarz dodał że obóz akademii jest również jednym z pierwszych kroków który może doprowadzić do większej współpracy między wrocławską i polską myślą szkoleniową a myślą szkoły Ajaksu.
– Koncepcja rozwoju zawodników prezentowana przez akademię polega na prowadzeniu piłkarza przez trenera czy starszego kolegę, którzy pomagają w rozwoju talentu. Bo talent to nie wszystko. Musi być ktoś kto poprowadzi w odpowiednim kierunku – dodał były piłkarz m.in. Barcelony.
Uczestnictwo w obozie akademii poprzedzą eliminacje w których wezmą udział chłopcy w wieku od 7 do 16 lat. Wymogiem jest czynna gra w piłkę w klubach lub szkółkach piłkarskich.
Najzdolniejsi wezmą udział w obozie który odbędzie się na początku lipca na terenie Akademii Wychowania Fizycznego we Wrocławiu. Poprowadzi go sześciu trenerów z Akademii Ajaksu. Młodzi piłkarze będą ćwiczyć technikę, szybkość oraz boiskową inteligencję. W ramach obozu odbędą się również zajęcia panelowe poświęcone żywieniu, zdrowemu trybowi życia oraz profilaktyce zdrowotnej.
wd/pap /1.6.2011/
***
Roger chce zgodnie z umową
Grecka gospodarka przeżywa ogromne kłopoty. Przekłada się to również na sytuację klubów. AEK Ateny tnie ostro koszty, a jedną z dwóch ofiar nowej polityki ma być Roger Guerreiro. Brazylijczyk z polskim paszportem odmawia jednak renegocjacji wysokiego kontraktu
Wynagrodzenie reprezentanta Polski sięga 600 tysięcy euro, podobnie zarabia również argentyński bramkarz Sebastian Saja. Obaj zawodnicy to kominy płacowe w drużynie, dlatego w budżecie na nowy sezon przewidziano obniżki ich pensji.
– Ich kontrakty nie pasują do obecnej ekonomicznej sytuacji klubu – mówią greccy działacze.
Duży ból głowy Grecy mają właśnie z Rogerem. Pomocnik odmawia rozmów na temat obniżki swoich zarobków. I raczej słusznie.
– Ale my mamy związane ręce – narzekają działacze na postawę piłkarza. Ten jednak stanowczo upiera się przy obecnych warunkach, szczególnie że kontrakt wiąże go aż do 2013 r.
Niewykluczone więc że AEK będzie chciał sprzedać Rogera. Ostatnio głośno było o rozmowie jaką przeprowadził dyrektor sportowy Wisły Stan Valckx z piłkarzem przy okazji finału Pucharu Grecji. Ale trudno przypuszczać by mistrz Polski pozwolił sobie na taki kontrakt jaki nasz reprezentant ma w AEK.
Pocieszające dla Rogera jest że klub nie chciałby się go pozbywać. W znacznie gorszej sytuacji znalazł się Brazylijczyk Leonardo który dostał ultimatum: albo rozwiązanie umowy, albo wypożyczenie. Trener Manolo Jimenez zapewnił że pomocnik reprezentacji Polski figuruje w jego planach na nowy sezon.
km/futbolnews /27.5.2011/
***
Ludo znów strzelił i jest mistrzem
OSC Lille z Ludovikiem Obraniakiem w składzie na kolejkę przed końcem sezonu zapewniło sobie mistrzostwo Francji, remisując na wyjeździe z Paris Saint-Germain 2:2 (1:0). Bramkę otwierającą wynik już w 5 minucie zdobył reprezentant Polski
W Paryżu Lille satysfakcjonował remis gdyż nawet 1 punkt oznaczał zdobycie tytułu. Mecz nie mógł zacząć się lepiej dla liderów tabeli. Już w 5 minucie Obraniak pokonał bramkarza rywali
Do końca pierwszej połowy goście nie spieszyli się już z atakami, skupiając się na utrzymaniu korzystnego wyniku. Ta taktyka zemściła się w ostatniej minucie regulaminowego czasu, piłkę do siatki wbił Guillaume Hoarau. Sytuacja była dość kontrowersyjna bo wydawało się że zawodnik był na spalonym. Dodatkowo piłkarze OSC Lille protestowali że gol padł już po upływie pierwszej połowy i doliczonych minut.
Bohater Paris Saint-Germain nie cieszył się zbyt długo ze zdobytej bramki, gdyż już w 46 minucie został ukarany żółtą i w konsekwencji czerwoną kartką. Grający w osłabieniu paryżanie stracili kolejnego gola. Bramka zdobyta przez Moussa Sowa nie rozstrzygnęła jednak wyniku bo grający w dziesiątkę gospodarze rzucili się do szaleńczego ataku.
Najpierw gości uratował słupek ale już w 72 minucie Mathieu Bodmer wyrównał, wykorzystując fatalny błąd defensorów.
Mimo remisu OSC Lille zostali nowymi mistrzami Francji choć na stadionie w Paryżu musieli znieść masowe gwizdy spowodowane ich pasywnym stylem gry w drugiej połowie.
Mający jeszcze przed tą kolejką szanse zdobycia mistrzowskiego tytułu piłkarze Olympique Marsylia zawiedli kibiców, tylko remisując na własnym boisku z Valenciennes 2:2 (2:1).
Wynik tego meczu w 33 minucie otworzył Foued Kadir. Riposta marsylczyków była jednak natychmiastowa. W 34 minucie wyrównał Dede Ayew, a w 37 na prowadzenie gospodarzy wyprowadził Loic Remy.
W drugiej połowie do wyrównania doprowadził Remi Gomis i tym samym bez względu na wynik z Paryża przekreślił szanse jedenastki z Marsylii.
Swoich kibiców zawiódł również Olympique Lyon który bezbramkowo zremisował z Caen. Kibice gospodarzy opuścili trybuny 20 minut przed końcem…
AJ Auxerre w którego barwach cały mecz rozegrał Dariusz Dudka – przegrało na własnym stadionie z Stade Brest 0:1. Gol Larsena Toure z 63 minuty zapewnił gościom utrzymanie w Ligue 1.
Ważny z punktu widzenia utrzymania mecz wygrali piłkarze AS Monaco którzy na wyjeździe pokonali Montpellier 1:0. Bramkę na wagę zwycięstwa zdobył Benjamin Moukandjo. Ekipa z Lazurowego Wybrzeża pozostała na zagrożonej pozycji ale traci już tylko jeden punkt do Nancy, Caen i Valenciennes.
W pozostałych meczach Arles pokonało Lens 1:0, piłkarze z Nicei 2:0 odprawili Llorient, a Nancy wywiozło 3 punkty z Rennes, po zwycięstwie 2:0. Wygrały również Sochaux i Toulouse. W starciu z pierwszą 1:2 poległo St. Etienne, a w Tuluzie 0:2 przegrali Girondins Bordeaux.
To przeszło najśmielsze marzenia
Po remisie 2:2 z Paris Saint-Germain Lille zdobyło upragnione mistrzostwo a w przypieczętowaniu wielkiego sukcesu bardzo pomógł Ludovic Obraniak
– Na początku sezonu chcieliśmy zdobyć puchar i liczyliśmy że uda się być w pierwszej trójce ligi. Dublet przeszedł nasze najśmielsze oczekiwania – mówił po meczu reprezentant Polski.
Obraniak nie ukrywał że mistrzostwo ma dla niego dużo większe znaczenie. – Puchar to tylko pięć meczów. Natomiast by sięgnąć po mistrzostwo musieliśmy rozegrać 37 meczów. To wymaga dużej regularności, mnóstwa pracy na treningach i wiele zdrowia zostawionego na boisku. Teraz świętujemy. Czy może być coś lepszego? – pytał Polak retorycznie na płycie boiska kiedy piłkarze Lille cieszyli się z ogromnego sukcesu.
Obraniak nie czuje się bohaterem swojego klubu. – Jestem tylko ogniwem w całym zespole. Ale oczywiście cieszę się że to ja strzelam gole w decydujących chwilach. W całym sezonie miałem duże problemy z grą, ale warto było się nie poddawać. Rezerwowi czasem zaskakują. Ja dzięki temu dostałem swoją nagrodę – powiedział uradowany.
Obraniak nie ukrywał że najbliższy czas piłkarze poświęcą na świętowanie. – Jeszcze nie włączałem laptopa by odczytać wszystkie gratulacje. Ale chyba nic się nie stanie jak zrobię to później? – żartował Ludovic.
– Ludzie na pewno czekają na nas na ulicach. Wcześniej będzie przyjęcie w autokarze. Mam nadzieję że przygotowano wystarczająco dużo szampana.
kc/onet/pl/futbolnews /21-22.5.2011/
***
Wasyl strzelił i przegrał
Marcin Wasilewski strzelił gola dla Anderlechtu i dołożył do tego asystę ale stołeczny zespół mimo to przegrał z Lokeren 3:4
To bolesna porażka bo w Belgii po rundzie zasadniczej (Anderlecht na 1 miejscu) rozgrywa się jeszcze ply-off. I w tych rozgrywkach Anderlecht zakończył sezon dopiero na 3 miejscu
Anderlecht nie zagra więc o Ligę Mistrzów tylko wystąpi w eliminacjach do Ligi Europejskiej
twb/su. /18.5.2011/
***
Ludo ustrzelił Puchar Francji!
Ludovic Obraniak którego gol dał OSC Lille Puchar Francji przyznał że taką samą bramkę zdobył dla reprezentacji Polski
Pomocnik naszej reprezentacji skopiował swój wyczyn z meczu z Wybrzeżem Kości Słoniowej w Poznaniu /Polacy wygrali 3:1/
Reprezentant Polski wszedł na boisko w 79 minucie, a w 90 wykonywał rzut wolny z prawej strony boiska. Podkręcona piłka kopnięta przez Obraniaka trafiła w długi róg bramki PSG
Chwilę potem Mathieu Debuchy miał jeszcze szansę podwyższyć wynik ale nie wykorzystał rzutu karnego. Lille wygrało 1:0 i zdobyło szósty raz w historii Puchar Francji.
– To wielki zaszczyt gdyż jest to moje pierwsze trofeum i bez wątpienia będzie dla mnie najbardziej wartościowe – powiedział Obraniak. – Nie był to łatwy mecz, obie strony grały z wielkim zaangażowaniem i miały mało okazji do strzelenia gola.
Polak był trochę zawiedziony gdy dowiedział się że nie wyjdzie w podstawowym składzie na mecz z PSG: – Tak było cały sezon i naprawdę chciałem zabłysnąć w finale – powiedział.
– Przy bramce miałem mnóstwo szczęścia gdyż piłka weszła idealnie pod poprzeczkę. Mogłem strzelić z wystarczającą siłą na dalszy słupek i liczyłem że ktoś zdoła ją tam wbić do bramki – tłumaczył.
– Taką samą bramkę udało mi się zdobyć w wygranym meczu reprezentacji Polski. To trafienie w finale jest naprawdę wspaniałe dla kibiców którzy przyjechali z tak daleka by zobaczyć jak wznosimy puchar po pięćdziesięciu latach czekania – dodał Ludovic.
sport.pl/goal.com /15.5.2011/
Obraniak dał Lille Puchar Francji
Fantastyczny gol Ludovika Obraniaka z wolnego zapewnił Lille zwycięstwo 1:0 w finale Pucharu Francji z Paris Saint-Germain
Po meczu Obraniak jako pierwszy wstąpił na trybunę honorową po medal za wywalczenie trofeum. W uroczystości wręczenia Pucharu Francji uczestniczył prezydent Nicolas Sarkozy. Z jego rąk odebrał go Rio Mavuba.
– Szczęśliwie udało nam się uniknąć dogrywki. Musieliśmy stawić czoła PSG mentalnie i udało nam się – cieszył się trener zespołu Rudi Garcia. – Zdobyć Puchar Francji to uczcie nie do opisania. Dla kibiców Lille to wspaniała chwila. Tych 56 lat zaczęło się strasznie dłużyć. Jesteśmy bardzo szczęśliwi – mówił szkoleniowiec po wygraniu pierwszego Pucharu Francji od 1955 r.
Przed niedzielnymi meczami francuskiej ligi Lille pozostawało liderem z 4 punktami przewagi. Do końca rozgrywek pozostały trzy mecze. Jeżeli Lille uda się wywalczyć podwójną koronę – dokona tego drugi raz w historii. Wcześniej udało się to w sezonie 1945/46. Poza tym Lille wywalczyło tytuł mistrzowski w 1953/54. Jeżeli w środę na własnym stadionie drużyna Obraniaka pokona Sochaux, a Olimpique straci punkty z Lorient, Lille będzie już pewne dubletu.
– Zrobimy wszystko co w naszej mocy by wywalczyć podwójną koronę. Mecz z Sochaux jest bardzo ważny i jeżeli go wygramy będziemy już bardzo blisko tytułu.
Rok temu w finale triumfowało PSG, zdobywając swój ósmy puchar w dziejach. Do chwili gdy bramkarz paryskiego zespołu Coupet popełnił błąd jego zespół wyglądał na silniejszy.
– W pierwszej połowie to był bardzo chaotyczny mecz. Wiedzieliśmy że z PSG gra się ciężko – mówił Garcia. – Dopiero po ok. godzinie zaczęliśmy walczyć. Szczęśliwie Mika Landreau kilka razy uratował nam skórę – chwalił bramkarza.
– Powiedziałem zawodnikom że o wyniku zdecydują rzuty wolne. Szczęśliwie Ludovic pokazał nam na co stać jego lewą nogę w odpowiednim czasie.
Szkoleniowiec PSG Antoine Kombouare nie winił za porażkę swojego bramkarza Coupet. – Nie wiem, może ta piłka miała jakąś dziwną trajektorię lotu. Z miejsca w którym stałem wydawało się że przeleci nad bramką. Wtedy nagle spadła i wcisnęła się w sam narożnik. Nawet nie wiem czy Obraniak chciał strzelić sam, czy tylko szukał podaniem jakiegoś kolegi z zespołu? – zastanawiał się trener czwartego w lidze Paris Saint Germain.
ok /15.5.2011/
14 maja 2011 /20:45/ – Stade de France
OSC Lille – Paris Saint-Germain 1:0 (0:0)
1:0 Ludovic Obraniak 89
Żółte kartki: Idrissa Gana Gueye – Nenê, Siaka Tiéné, Clement Chantôme
Sędziował: Clement Turpin
OSC Lille: Landreau – Debuchy, Rami, Chedjou, Béria – Gana Gueye (61 de Melo), Mavuba, Cabaye – Gervinho, Sow (79 Obraniak), Hazard (90 Dumont)
Paris Saint-Germain: Coupet – Ceara, Camara, Sakho, Tiéné – Giuly (90 Traoré ), Makelele (47 Clément), Chantôme, Bodmer (70 Erdinç), Nenê – Hoarau
/14.5.2011/
***
Szczęsny w trójce najlepszych
Popularny angielski portal piłkarski Goal.com opublikował listę trzech najlepszych zawodników Arsenalu w sezonie. Wśród wyróżnionych znalazł się polski bramkarz Kanonierów – Wojciech Szczęsny
Szczęsny zagrał w tym sezonie w 23 meczach Arsenalu i w 9 z nich zachował czyste konto. Występów mogłoby być więcej, gdyby nie uraz którego 21-letni bramkarz doznał podczas meczu 1/8 finału Ligi Mistrzów z Barceloną
Goal.com o wyborze Polaka do najlepszej trójki w barwach Kanonierów: ‘Postęp poczyniony przez młodego Polaka jest niesamowity, pokazał jak powinno się rozwijać karierę w tak młodym wieku. Wywalczył sobie miejsce w pierwszym składzie i wprowadził dużo pewności w grę defensywną. Prawie połowę meczów w Premier League zakończył z czystym kontem, co jest niesamowitym wyczynem dla osoby w tym wieku. Legenda Arsenalu, Bob Wilson, już wskazała że młody bramkarz będzie gwiazdą Kanonierów. Wygląda że problemy Arsene Wengera z bramkarzami mogą się wkrótce skończyć’.
Obok Polaka serwis Goal.com wyróżnił dwóch innych młodych zawodników – Samira Nasriego oraz Jacka Wilshere którego wybrał najlepszym graczem Arsenalu w mijającym sezonie.
‘Przed Polakami wspaniała kariera’
Jedna z legend Arsenalu, znany bramkarz David Seaman, uważa że Arsene Wenger nie musi w najbliższym czasie martwić się wzmocnieniami na pozycję zajmowaną przez Wojciecha Szczęsnego. Według niego klub w końcu znalazł receptę na bolączkę z obsadą bramki, która trwa od… 2003 r.
– Widziałem Wojtka i Łukasza Fabiańskiego wielokrotnie na treningach. Oni naprawdę bardzo dużo potrafią. Chciałbym by teraz wszyscy przekonali się podczas meczów jak wielkie mają umiejętności – mówi bramkarz który odszedł z klubu właśnie w 2003 r. Od tamtej pory Arsenal nie doczekał się bramkarza na lata. Kolejni lepsze okresy przeplatali słabszymi.
Seaman szczególnie liczy na przełamanie Fabiańskiego. – Szkoda że jeszcze nie przekonał wszystkich co potrafi. To w jego przypadku trochę frustrujące że na treningach pokazuje znacznie więcej, ale wszystko przed nim. Przed obydwoma Polakami wspaniała kariera. Na ich szczęście w Arsenalu pracują świetni fachowcy od bramkarzy i odpowiednio zajmą się nimi na treningach – dodał.
Seaman spędził w Arsenalu 13 lat i rozegrał 564 mecze. Na koncie ma trzy mistrzostwa, cztery Puchary Anglii i jeden Puchar Ligi, a także Puchar Zdobywców Pucharów.
mas/onet/mh/futbolnews /11.5.2011/
***
Dudka najlepszy!
Dariusz Dudka został wybrany przez kibiców najlepszym graczem Auxerre w kwietniu. Na reprezentanta Polski w ankiecie zamieszczonej na oficjalnym serwisie klubowym zagłosowało 50 procent uczestników
Były defensor Wisły Kraków wystąpił w ubiegłym miesiącu we wszystkich czterech meczach drużyny Jeana Fernandeza i był w nich wyróżniającym się zawodnikiem
W zremisowanym 2:2 meczu z St. Etienne skutecznie wykonując rzut karny dał Auxerre remis, natomiast tydzień później golem zdobytym w doliczonym czasie gry z rzutu wolnego zapewnił drużynie zwycięstwo 1:0 nad Toulouse. Do dwóch bramek dołożył także asystę w zremisowanym 1:1 meczu z Lens.
Za plecami Dudki w głosowaniu znaleźli się Olivier Sorin (20 proc.) oraz Willy Boly (11 proc.).
mh/asinfo /10.5.2011/
***
Borussia chce Jelenia
W sobotę francuskie media poinformowały że Ireneusz Jeleń znajduje się w kręgu zainteresowań Borussii Dortmund
– Temu klubowi bardzo zależy na sprowadzeniu Irka – powiedział Tomasz Kaczmarczyk, menedżer napastnika AJ Auxerre
Nad podpisaniem kontraktu z Ireneuszem Jeleniem zastanawia się też inny niemiecki klub – Schalke Gelsenkirchen
– Schalke w przeszłości miała w swoim składzie Polaków. Myślę że Irek wkomponowałby się w drużynę z Gelsenkirchen – dodał Kaczmarczyk.
Jeleniowi z końcem sezonu kończy się kontrakt z AJ Auxerre. Wszystko wskazuje że Polak nie podpisze nowej umowy z francuskim klubem i będzie mógł w lecie przenieść się do innej drużyny za darmo.
W Borussii Dortmund która niedawno została mistrzem Niemiec występuje już trzech reprezentantów Polski: Jakub Błaszczykowski, Robert Lewandowski i Łukasz Piszczek.
Zwycięstwo Dudki i Jelenia
Zespół Auxerre wygrał u siebie 1:0 z Montpellier w 34 kolejce francuskiej ligi i tym samym znacznie zwiększył szanse utrzymania się w Ligue 1
Cały mecz w barwach gospodarzy rozegrał Dariusz Dudka. Ireneusz Jeleń przebywał na boisku do 75 minuty.
Zwycięstwo zawodnikom Jeana Fernandeza zapewnił w 79 minucie francuski napastnik Roy Contout.
Dzięki zwycięstwu najbardziej ‘polski’ zespół we Francji awansował na 12 miejsce w tabeli i ma 4 punkty przewagi nad strefą spadkową.
W innym sobotnim meczu Sochaux wygrało na wyjeździe 4:0 z Bordeaux. Jedną z bramek, w 11 minucie, zdobył ubiegający się o polski paszport i deklarujący chęć gry w reprezentacji Franciszka Smudy Damien Perquis.
tn/futbolnews/int.pl/pap /7-8.5.2011/
***
Lewandowski najlepszy z Polaków
Magazyn Kicker ocenił weekendowe występy Polaków w 1 i 2 Bundeslidze. Z Polaków najlepiej wypadł Robert Lewandowski który otrzymał notę 2.5 (skala 6-1)
Lewy w meczu z FC Nürnberg (2:0) spędził na boisku 78 minut, a w 43 strzelił gola na 2:0. Lepsze noty otrzymali jedynie Mats Hummels i Lucas Barrios – obaj dostali po 2.
Cały mecz rozegrał Łukasz Piszczek – oceniony na 3. Jakub Błaszczykowski grał zbyt krótko by dostać notę.
Oceny nie dostał także Adam Matuszczyk który w 85 minucie wszedł na boisko w meczu FC Koeln z Bayerem Leverkusen (2:0). Sławomir Peszko nie znalazł się w kadrze Kozłów z powodu kontuzji.
Z kolei Sebastian Tyrała za występ w meczu VfL Osnabrueck z SC Paderborn 07 (0:1) otrzymał 3.
wd/futbolnews /2.5.2011/
***
Perquis krytykuje Francuzów
Damien Perquis jest zbulwersowany sytuacją we Francji. Przyznał że dotknęły go rasistowskie komentarze kiedy głośno zrobiło się o jego staraniach o polski paszport
– Graliśmy w 1/8 finału Puchary Francji z Chambery na ich stadionie. Usłyszałem wtedy: ‘jak dostaniesz polskie papiery, będziesz brudnym Polakiem’. To wielki wstyd dla tego kraju, że są tu tacy ludzie. To smutne że dotyczy to piłki nożnej – powiedział obrońca Sochaux który ma być powołany do reprezentacji Polski.
Perquis uważa że problem nie dotyczy tylko poszczególnych ludzi. Ostatnio Francją wstrząsnęła sprawa kwot rasowych dla piłkarzy z krajów arabskich i pochodzących z Afryki. Liczba takich piłkarzy objętych programem szkolenia miałaby być ograniczona do 30 procent.
Potajemne dyrektywy francuskiej federacji miały również utrudnić możliwość piłkarzom którzy wychowali się we Francji a później chcieliby grać dla innych krajów.
– Uważam to za duży cios dla wizerunku tutejszej piłki. Mam nadzieję że winni dostaną odpowiednie kary – powiedział obrońca.
Sam przebywał w centrum w Clairefontaine od 13 do 16 roku życia. – To był prawdziwy tygiel narodów. Czy byłeś czarny, biały, żółty, nie miało znaczenia. Jeżeli byłeś dobry, mogłeś zostać świetnym piłkarzem. Do czego ma prowadzić dzielenie ludzi na kategorie? – mówił podenerwowany Perquis. – Dla mnie to hańba.
wd/futbolnews /2.5.2011/
***
Potwierdził że jest numerem 1
Arsenal Londyn z Wojciechem Szczęsnym w bramce pokonał w niedzielnym meczu Premier League Manchester United 1:0. Brytyjskie media bardzo wysoko oceniły występ Polaka
Dla zajmującego trzecią pozycję w tabeli Arsenalu jedynego gola zdobył Walijczyk Aaron Ramsey, a w końcówce londyńczyków przed stratą punktów uchronił reprezentant Polski
Polak świetnie obronił zwłaszcza strzał Portugalczyka Naniego który nie potrafił wykorzystać sytuacji sam na sam. Tuż po przerwie Szczęsny popisał się również znakomitą paradą po strzale z rzutu wolnego Waynea Rooneya – wybijając w pięknym stylu piłkę zmierzającą w okienko jego bramki.
Brytyjskie media bardzo wysoko oceniły występ reprezentanta Polski. Serwis mirrorfootball.co.uk przyznał Szczęsnemu notę 8 w dziesięciostopniowej skali. ‘Świetna parada po szarży Naniego i bezbłędne ustawienie po strzale Rooneya z rzutu wolnego’ – piszą dziennikarze serwisu. ‘Szczęsny potwierdził że jest bezdyskusyjnie najlepszym bramkarzem Arsenalu’.
Według Sky Sports Polak zasłużył na notę 7, a lepiej od niego zagrali tylko dwaj zawodnicy Arsenalu – niedoszły reprezentant Polski Laurent Koscielny i strzelec bramki Ramsey. ‘Szczęsny nie miał w tym meczu wiele pracy ale jeżeli już był zatrudniany to spisywał się bez zarzutu’ – ocenili występ bramkarza Arsenalu eksperci.
‘Jego świetna gra w drugiej połowie ugruntowała przewagę Arsenalu’ – pisze z kolei serwis goal.com. który przyznał Polakowi notę 7 w dziesięciostopniowej skali. ‘Do czasu strzału Rooneya z wolnego nie miał wiele pracy ale potem musiał wspiąć się na wyżyny. Był pewnym punktem drużyny a jego pewne interwencje pomogły przetrwać Arsenalowi napór United w końcówce’ – ocenili dziennikarze fachowego serwisu.
Wygrana z Manchesterem oznacza że Arsenal wciąż ma jeszcze cień szansy zdobycia mistrzostwa Anglii. Na 3 kolejki przed końcem sezonu Kanonierzy tracą do liderujących Czerwonych Diabłów 6 punktów. Druga w tabeli – ze stratą trzech punktów do Manchesteru – jest Chelsea.
Szczęsny wśród najlepszych
Wojciech Szczęsny był jednym z bohaterów wygranego 1:0 hitu Premier League z Manchesterem United. Jego świetna forma została dostrzeżona przez ekspertów i Polak znalazł się w jedenastce kolejki serwisu Goal.com
Miejsce w jedenastce kolejki to drugie takie wyróżnienie dla Szczęsnego w tym sezonie. Polak otrzymał notę 8. Pochwalono go za drugą połowę, szczególnie za obronę uderzenia Waynea Rooneya z wolnego, ale także za późniejszą serię parad, kiedy United natarło ze zdwojoną siłą.
Kto oprócz Polaka znalazł się wśród wyróżnionych? Dwaj koledzy z Arsenalu: Gael Clichy i Laurent Koscielny oraz Younes Kaboul (Tottenham) i Ian Evatt (Blackpool) – tak wygląda najlepsza obrona Premier League weekendu. Linię pomocy stworzyli: Simon Davies (Fulham), Youssuf Mulumbu (West Bromwich Albion), Luka Modrić (Tottenham), Martin Olsson (Blackburn) i Adam Johnson (Manchester City). W ataku znalazł się Peter Odemwingie (West Bromwich Albion).
W obecnym sezonie Szczęsny zagrał w 12 meczach Premier League i w połowie z nich zachował czyste konto. Puścił 12 goli, z czego 7 w dwóch meczach: z Tottenhamem i Newcastle. Identyczną średnią straconych bramek w tym sezonie (1) ma Łukasz Fabiański. Natomiast słabszą Manuel Almunia w ubiegłych rozgrywkach, gdy był pierwszym bramkarzem – 31 goli w 29 meczach.
bb/int.pl/wd/futbolnews /2.5.2011/
***
Boenisch nie żałuje
– Kiedy dowiedziałem się że konieczna będzie kolejna operacja, miałem spory kryzys. Było naprawdę ciężko bo moja tytaniczna praca poszła na marne – przyznał obrońca Werderu Brema i reprezentacji Polski Sebastian Boenisch
We wrześniu 2010 piłkarz przeszedł artroskopię kolana ale w marcu po kilku miesiącach rehabilitacji okazało się że zabieg należy powtórzyć.
– To był cios ale na szczęście udało mi się pozbierać. Mój lekarz to kibic Bundesligi i wie jak bardzo zależy mi na powrocie do gry. Wiem jedno: będzie dobrze – stwierdził.
Boenisch zdecydował o grze dla reprezentacji Polski, w barwach której rozegrał póki co dwa mecze. Liczy jednak na miejsce w kadrze na Euro 2012 i zapowiada że ani przez chwilę nie będzie żałować, że nie zdecydował się grać dla Niemiec, które podczas mistrzostw mają znacznie większe szanse na sukces.
– Czuję się Polakiem i dla tej reprezentacji chcę walczyć o jak najlepsze wyniki. Zdecydowałem i to powinno być najważniejsze. Szkoda tylko że w zbliżającym się starciu między oboma ekipami będę siedzieć tylko na trybunach – wyjaśnił.
km/ptt /27.4.2011/
***
Bajeczna podwyżka dla Peszki!
Sławomir Peszko otrzyma bajeczną podwyżkę! Polski pomocnik FC Koeln zdaniem niemieckich mediów na dniach podpisze nową umowę, gwarantująca mu zarobki na poziomie 100 tys. euro miesięcznie
To o 3.6 mln zł więcej niż zarabiał w Lechu Poznań. Nowy kontrakt ma obowiązywać dwa lata
Latem zeszłego roku Peszko był bliski przenosin do Panathinaikosu Ateny. Odbył nawet rozmowę z działaczami greckiego potentata
Po powrocie z Aten nieoczekiwanie podpisał jednak nowy, trzyletni kontrakt z Lechem, który gwarantował mu zarobki w wysokości 100 tys. zł miesięcznie
Nie minął rok, a pomocnik reprezentacji Polski dobrą postawą w Bundeslidze wywalczył kolejną podwyżkę. Teraz też będzie zarabiać 100 tysięcy miesięcznie, tyle że euro!
W przerwie zimowej Peszkin odszedł z Lecha do FC Koeln za pół miliona euro. Taką sumę odstępnego piłkarz miał wpisaną w kontrakcie, dlatego działacze poznańskiego klubu nie mogli zablokować transferu. Peszko sporo ryzykował zmieniając pracodawcę, bo klub z Kolonii zaoferował mu zaledwie półroczny kontrakt.
Reprezentant Polski szybko jednak zaskarbił sobie zaufanie szefów niemieckiego klubu. – Ze Sławomirem w składzie będziemy mieć więcej jakości w środku pola i więcej możliwości taktycznych. Czas przeprowadzenia transferu daje też większą możliwość pełnej integracji z drużyną na zgrupowaniu – przekonywał trener FC Koeln Frank Schaefer.
Dobrą reklamę polskiemu pomocnikowi zrobił gwiazdor kolończyków Łukasz Podolski. – Krótko jest z nami, ale już mogę powiedzieć, że zasługuje na nowy kontrakt. Pierwsze, co powinno zrobić Koeln po utrzymaniu się, to dopełnić formalności związanych z zatrzymaniem Peszki – stwierdził urodzony w Polsce reprezentant Niemiec.
Opinia Podolskiego najwyraźniej pomogła. Władze FC Koeln zaoferowały Peszce nowy, dwuletni kontrakt, gwarantujący mu niemal podwyżkę wynagrodzenia o sto procent. Do tej pory były skrzydłowy Lecha zarabiał miesięcznie około 50 tys. euro, teraz na jego konto wpływać będzie dwa razy tyle. Z pobieżnego wyliczenia wynika, że Peszkin w niespełna rok wywalczył na boisku podwyżkę zarobków o 3.6 mln zł. Tylko pozazdrościć.
f. /9.4.2011/
***
Jeleń odchodzi z Auxerre
Ireneusz Jeleń ma dość opieki medycznej w Auxerre i głównie z tego powodu opuści klub w którym występował przez ostatnie pięć lat. – Chcę pomóc drużynie w utrzymaniu się w Ligue 1, a potem odejść do mocniejszego klubu. Nie przedłużę kontraktu z Auxerre – zapowiedział piłkarz
Deklaracja Jelenia nie pozostawia złudzeń. Jego obecny kontrakt z francuskim klubem wygasa z końcem obecnego sezonu. Kolejki chętnych po snajpera jednak nie ma i nie wiadomo, jaką drużynę zasili reprezentant Polski.
– Na razie w negocjacjach z innymi klubami Irek nie daje mi wielu argumentów w postaci goli, ale to nie jego wina. Auxerre gra słabo, po awansie do Champions League nie wzmocniło składu, a Irek żyje z podań pomocników. Nie dostaje ich dużo, więc nie strzela – powiedział Tomasz Kaczmarczyk, menedżer Jeelnia.
Przed rokiem Jeleń miał propozycję na bajecznych warunkach z Olympique Marsylia. Konktrakt miał podpisać tuż po czerwcowym zgrupowaniu reprezentacji jednak – niemal tradycyjnie – doznał kontuzji która wszystko zablokowała. Za serię swoich urazów zarówno piłkarz jak i jego menedżer winią opiekę medyczną w Auxerre. – Gdyby była na odpowiednim poziomie Irek nigdy nie zatrudniłby Rafała (Hejny, trenera od przygotowania fizycznego. Jeleń postanowił indywidualnie z nim trenować – przyp. red.) – dodał Kaczmarczyk.
Jak do tej pory tylko jeden klub wyraził zainteresowanie Jeleniem. W swoich szeregach chętnie widziałby go Luciano Spaletti, trener Zenita Sankt Petersburg, mistrza Rosji. Polak dał się rosyjskiemu potentatowi we znaki, kiedy cudownym golem w eliminacjach Ligi Mistrzów wyeliminował go z tych rozgrywek.
Dudka uratował Auxerre
Dariusz Dudka został bohaterem Auxerre. Reprezentant Polski celnym strzałem z rzutu karnego dał swojej drużynie punkt w meczu z Saint-Etienne. Jedenastkę wywalczył Ireneusz Jeleń
Zdobyty punkt nie poprawił pozycji drużyny Jeana Fernandeza. Co więcej Auxerre znalazło się w strefie spadkowej gdyż niespodziewaną porażkę z Monaco poniosło prowadzące w tabeli Lille.
Podopieczni Rudyego Garcii stracili bramkę na początku, a jeszcze przed przerwą z powodu czerwonej kartki z boiska musiał zejść Gervinho. Ludovic Obraniak pojawił się na murawie na ostatnich 7 minut.
Cenne punkty w sobotę straciła trzecia drużyna w tabeli. Rennes niespodziewanie przegrało na wyjeździe z Brestem 0:2 (0:1).
pl/gw /12.4.2011/ km/asinfo /9.4.2011/
***
Nie przyjął przeprosin Witsela
W niedzielę Marcin Wasilewski pierwszy raz stanie oko w oko z Axelem Witselem, który omal nie złamał mu kariery. W Belgii zaczyna się play-off, czyli ostra walka o mistrzostwo
Przed starciem na szczycie Wasyl dementuje doniesienia mediów, że pogodził się z Witselem
Rozmowa z Marcinem Wasilewskim, zawodnikiem Anderlechtu
Media obiegła informacja, że potajemnie spotkałeś się z Witselem i przyjąłeś jego przeprosiny. Coś tu jednak nie gra…
Oczywiście, że nie gra. Żadnego spotkania nie było! Zresztą przyjmowania przeprosin też nie. Mówiłem już wcześniej, że spotkanie z Witselem mnie nie interesuje, rozmowa o przeprosinach też nie bardzo. Miałem ważniejsze sprawy na głowie, bo musiałem ratować karierę. Teraz chcę jak najlepiej grać, a nie myśleć o Witselu.
W niedzielę pierwszy raz od czasu gdy złamał ci nogę staniesz z nim oko w oko. Podasz mu rękę przed meczem?
Nie wiem. Muszę się zastanowić…
Tym meczem zaczyna się w Belgii play-off. Ty nie lubisz takiego systemu?
Tak, bardzo mi się nie podoba, że gramy cały sezon, wygrywamy go, a i tak nie jesteśmy pewni, czy zostaniemy mistrzami. Niestety, taka obowiązuje tu formuła. Najpierw 30 meczów, a dopiero potem pierwsze 6 zespołów walczy o tytuł. Bez sensu. Po to jest cały sezon, by udowodnić, kto jest najlepszy.
W sezonie zasadniczym Anderlecht wyprzedził Standard aż o 16 punktów!
No właśnie. Ale teraz punkty uzyskane w sezonie dzieli się na pół. I przed play-offem mamy nad Standardem tylko 8 punktów przewagi! W tej fazie każdy zespół zagra po 10 meczów, więc taką stratę można odrobić. A Standard od 4 meczów gra świetnie, więc musimy na nich bardzo uważać. Dwa lata temu to właśnie oni wydarli nam tytuł w play-offie, mimo że w sezonie zasadniczym byliśmy lepsi.
W ostatnim meczu byłeś rezerwowym. Kontuzja czy decyzja trenera?
Decyzja trenera. Chciał sprawdzić inne ustawienia. Ale potem była długa przerwa na mecze reprezentacji. Harowałem jak wół, wykonałem mnóstwo pracy. Mam nadzieję, że efekty będą widoczne już w niedzielę. Dobre przygotowanie bardzo się przyda, bo play-off to maraton. 10 meczów w 5 tygodni. Wychodzi, że w lidze belgijskiej jest 40 kolejek. Prawie jak w Anglii (śmiech).
A kiedy wrócisz do kadry? Dobrych graczy brakuje.
Widziałem oba ostatnie mecze i znalazłem sporo pozytywów. A mój powrót? Jestem gotowy w każdej chwili.
Tabela grupy mistrzowskiej ligi belgijskiej przed play-offem:
1. Anderlecht 33 punkty
2. Genk 32
3. Gent 29
4. Club Brugge 27
5. Lokeren 25
6. Standard 25
– każdy gra z każdym mecz i rewanż
pk/su. /2.4.2011/
***
Pożegnanie rekordzisty
101 meczów w reprezentacji Polski, dwa mundiale, awans na mistrzostwa Europy. Rekordzista Michał Żewłakow żegna się z kadrą!
– Nie mogę się równać z takimi zawodnikami, jak Lato, Boniek, Deyna czy Szymanowski. Ci zawodnicy naprawdę odnosili wielkie sukcesy z reprezentacją – powiedział Żewłakow
– Oni pisali historię piłki, w którą ja się tylko wkomponowałem. Nie osiągnąłem nic wielkiego z kadrą. Po prostu w niej grałem… – dodał
34-letni warszawianin powiedział to skromnie, kiedy rozegrał 101 mecz w reprezentacji i pobił rekord występów w kadrze należący do Grzegorza Laty.
Te słowa to najlepsze podsumowanie jego kariery – kariery wyróżniającego się polskiego obrońcy.
Wychowanek Drukarza Warszawa wystąpił dwukrotnie w mistrzostwach świata (2002, 2006) i raz w finałach mistrzostw Europy (2008). Na żadnym z tych turniejów Polska nie wyszła z grupy, a scenariusz występów naszej reprezentacji najlepiej obrazuje powiedzenie: Polacy pierwszy mecz w mistrzostwach grają o punkty, drugi o wszystko, a trzeci o honor. Zazwyczaj wygrywaliśmy tylko ten ostatni…
Pożegnanie w Pireusie
Chociaż jednak do Bońka, Deyny i wielu innych Żewłakowowi wiele brakowało, to jednak nie ma wątpliwości, że pożegnalny mecz zwyczajnie mu się należy. W końcu to właśnie on w kadrze wystąpił najwięcej razy. Na stadionie Karaiskakis w Pireusie koszulkę z Białym Orłem wychowanek Drukarza założy już po raz 102!
To właśnie na imponującym obiekcie Olympiakosu Pireus przeżywał najpiękniejsze chwile w klubowej karierze i wymarzył sobie, że to właśnie tam chciałby ostatni raz zagrać w reprezentacji Polski.
– Kiedy dowiedziałem się, że kadra zmierzy się z Grecją właśnie na stadionie w Pireusie, natychmiast zadzwoniłem do Franciszka Smudy i poprosiłem, by dał mi szansę pożegnać się z narodową drużyną – powiedział Żewłakow.
Smuda postanowił spełnić życzenie rekordzisty i w meczu z Grecją wystawi go w wyjściowym składzie. Żewłakow będzie kapitanem drużyny, a opaskę przekaże Jakubowi Błaszczykowskiemu po 10 minutach gry, kiedy opuści boisko i zostanie zmieniony przez kogoś z dwójki Tomasz Jodłowiec – Dariusz Dudka.
Wcześniej Smuda chciał nawet oprzeć na Żewłaku defensywę na Euro 2012, ale ostatecznie do tego nie dojdzie.
Z bratem bliźniakiem
Żewłakow przyznał, że często wspomina swój pierwszy wspólny występ w kadrze z bratem bliźniakiem, Marcinem (w lutym 2000). Polska zmierzyła się wówczas na wyjeździe z Francją i przegrała 0:1. Jeszcze chętniej doświadczony reprezentant wraca myślami do meczu z Armenią w Warszawie w eliminacjach mistrzostw świata 2002.
– Wygraliśmy 4:0, a ja z bratem zagraliśmy w rodzinnym mieście, na dodatek obaj zdobyliśmy po golu – przypomniał.
Imponująco wyglądają sukcesy klubowe rekordzisty. 2 razy mistrzostwo Belgii z Anderlechtem, 3 razy mistrzostwo Grecji z Olympiakosem Pireus, na dodatek występy w Lidze Mistrzów z tymi klubami.
int.pl/czd /29.3.2011/
***
Jerzy Dudek zostanie w Realu
Jerzy Dudek był jednym z głównych kandydatów do odejścia z Realu Madryt po najbliższym sezonie. Ale Marca informuje, że klub zmienił zdanie i chce przedłużyć kontrakt z polskim bramkarzem o kolejny rok
Według informacji gazety – Jose Mourinho rozważał inne opcje. Gorka Iraizoz, Vicente Guaita i Diego Alves mieli być dublerami dla Ikera Casillasa
Sprowadzenie żadnego z nich nie jest jednak obecnie realne. Stąd propozycja dla 38-letniego Dudka
Dudek jest bramkarzem Realu od sezonu 2007-08. Jednak od tamtego czasu zagrał w jednym meczu ligowym. W tym sezonie wystąpił raz w Lidze Mistrzów, kiedy to doznał kontuzji.
Rozmowa z Jerzym Dudkiem
– Gdy usłyszałem, że szefowie Realu chcą mnie u siebie, pomyślałem: Boże, mam 34 lata, to trochę dziwne. Ale oni naprawdę na mnie czekali. Umowę dogadaliśmy w pół godziny – tak wspominał nasz bramkarz najsłynniejszego klubu świata dni, kiedy trafił do Realu.
Ostatnim meczem, który rozegrał pan w reprezentacji, był przegrany 0:1 ze Słowacją, kończący nieudane eliminacje do mistrzostw świata w Republice Południowej Afryki. Czy myśli pan sobie czasem: Jurek, przydałoby się jeszcze zagrać w kadrze, by zakończyć w niej przygodę lepszym akcentem?
Nawet gdybym już nie miał okazji zagrać w reprezentacji, to i tak byłem i zawsze będę dumny z tego, że miałem okazję w niej występować. Za każdym razem dobrze wspominałem zgrupowania i mecze, nawet ten ostatni przegrany ze Słowacją w Chorzowie. Nigdy nie planowałem swojej przygody z piłką i nadal nie zamierzam tego robić. Jedyne co mi pozostaje, to ciężko trenować i dalej czekać na swoją szansę. Jestem człowiekiem, który nigdy nie zamyka sobie drogi przed niczym – nawet powrotem do Liverpoolu. Każdego dnia ciężko pracuję, by wywalczyć sobie opcje na przyszłość. Dlatego nie powiem, że nie chcę już grać w reprezentacji. Może będzie taki moment, że Franciszek Smuda uzna, że będę mu do czegoś potrzebny, choć mam świadomość, że nie jestem już młodym zawodnikiem i trener może mieć inną filozofię budowania zespołu.
A gdyby selekcjoner zadzwonił i zaproponował panu rolę doradcy w zajęciach z bramkarzami?
Szczerze mówiąc nie wiem, jak bym zareagował. Myślę że gorzej zareagowałby trener bramkarzy (śmiech). Myślę jednak, że w tym momencie, w którym jestem, na trenera bramkarzy się nie nadaję. Może mógłbym pomóc w innej roli i oczywiście jestem na to otwarty. Sam pomysł korzystania z rad starszych zawodników może się jednak sprawdzić. Wielu trenerów buduje sobie taki miniteam szkoleniowy, bazując na doświadczeniu starszych zawodników, którzy znajdują się już przy końcu kariery i nie odgrywają w kadrze pierwszoplanowej roli, ale mają autorytet u młodszych graczy. Chodzi jednak tu bardziej, by coś podpowiedzieć, doradzić, a nie wytrenować, bo na to jest czas w klubie.
Czyli Smuda nie kontaktował się z panem od czasu objęcia kadry?
Nie, nie było żadnych rozmów. Wiem że ma swój pomysł i chce stawiać na konkretnych ludzi. Tak jak mówię, nie chcę składać żadnych deklaracji odnośnie reprezentacji, bo wszelkie decyzje to dla mnie rzeczy dalekie. Zawsze podejmowałem je spontanicznie: gra dla Sokoła Tychy – niemal bez namysłu, Feyenoord Rottedram – wszystko wydarzyło się w jeden dzień, FC Liverpool – praktycznie półtora dnia. Nieco inaczej było z Realem Madryt – tu sprawa transferu rozgrywała się dłużej.
Nie mógł się pan zdecydować?
Oferta z Madrytu pojawiła się przed przegranym przez nas finałem Ligi Mistrzów z AC Milan w Atenach w 2007 r., ale utrzymywałem ją w tajemnicy. Wiedziała tylko najbliższa rodzina. Przyjąłem ją trochę z niedowierzaniem, bo gdy usłyszałem, że Real poszukuje zastępcy Ikera Casillasa pomyślałem: Boże, mam 34 lata, to trochę dziwne. Wiem że Królewscy mieli do wyboru bramkarza Interu Mediolan Francesco Toldo albo mnie. Chciałem iść do klubu, gdzie będę grać, ale po tym, gdy nie wyszedł mój transfer do Betisu Sewilla, zdecydowałem się – nawet trochę ze złości – i zadzwoniłem że przyjeżdżam do Madrytu. Szefowie Realu bardzo się ucieszyli, okazało się, że czekali na mnie. Umowę dogadaliśmy praktycznie w pół godziny.
Gra w najlepszym klubie świata to wielka sprawa.
Nie ukrywam – jestem bardzo zadowolony, że udało mi się tu trafić. Najpierw myślałem: będę tu rok, potem dwa lata, a teraz okazuje się, że oprócz miejscowych chłopców mam w szatni jeden z najdłuższych staży, mimo że nie gram pierwszoplanowej roli.
kg/futbolnews/rozm.km/onet /24.3.2011/
***
‘Temat Meliksona zamknięty’
Rozmowa z Franciszkiem Smudą, trenerem reprezentacji Polski w piłce nożnej
Na wydarzenia reaguje pan błyskawicznie. Od razu, gdy pojawił się temat Maora Meliksona, który mógłby grać w reprezentacji Polski, pojechał pan oglądać Izraelczyka z Wisły na mecz pucharowy do Bielska-Białej. Jak się panu podobał?
Powiem szczerze po co się tam wybrałem. Chciałem zobaczyć drużynę Podbeskidzia. Skoro w pierwszym meczu potrafili zagrać bardzo dobrze w Krakowie i wygrać 1:0, to znaczy, że coś w tym zespole ciekawego się dzieje.
To jeden z liderów drugiej ligi. Niebawem mogą grać w pierwszej. Selekcjoner musi wiedzieć, co w ligowej trawie piszczy. I nie zawiodłem się. Mecz był dobry.
A Melikson?
Nie interesuje mnie. Skoro jasno zadeklarował, że chce grać dla Izraela, to ja w ogóle nie zamierzam z nim rozmawiać. Zadeklarował to zdecydowanie na łamach mediów. Temat uważam za zamknięty. Nie ma go. Finito!
Matka Meliksona jest Polką, chłopak ma polski paszport…
Ale ja muszę wiedzieć, że gość chce flaki wypruć dla reprezentacji Polski. Damien Perquis powiedział jasno: nie interesuje go francuska drużyna. I zrobi wszystko, by grać dla nas. Taką sprawę rozumiem. Robi to dla siebie, dla swoich przodków. Dla dziadka. O takich zawodników to się można starać. A nie przekonywać na siłę takich, którzy nie mają ochoty. Poza tym nie jestem przekonany, czy Melikson naprawdę przydałby się naszej drużynie. Czy nadaje się do gry, jaką ja preferuję. Na razie zagrał kilka meczów w naszej lidze. Odpadł z Wisłą z rozgrywek o Puchar Polski. Trudno się nim przesadnie zachwycać. Owszem gra do przodu, drybluje, ale nie wraca. W mojej drużynie pomocnik musi także potrafić bronić.
Na jakim etapie jest obecnie załatwianie polskich paszportów dla Damiena Perquisa i Manuela Arboledy?
Wszystkie niezbędne dokumenty zostały złożone w odpowiednich urzędach. Czekamy. Ja nie jestem w rządzie ani Kancelarii Prezydenta.
Manuel Arboleda to obecnie chyba cień zawodnika, który grał w Lechu Poznań w czasach, gdy pan był trenerem.
Oj… bo cała drużyna gra teraz słabiej. Ja nie uważam, by Manuel grał słabo. Przynajmniej walczy. Łata te dziury. Serce zostawia na boisku. A to jest dla mnie bardzo ważne.
W sprawie Rogera Guerreiro zmienił pan zdanie? Kiedyś twierdził pan, że potrzebuje innego rodzaju zawodników, a na mecze z Litwą i Grecją znów go pan powołał.
Nie zmieniłem zdania. Mówiłem jasno jakich zawodników potrzebuję i cały czas mam w tej kwestii sprecyzowaną opinię. Potrzebuję walczaków którzy nigdy nie odpuszczają. Takich piłkarskich zakapiorów. Roger wie czego od niego oczekuję. Licz, że będzie się w stanie dostosować. A jak nie, to się pożegnamy. Powołuję go, bo gra w solidnym klubie, dużo grał już w reprezentacji. Chcę mieć go pod ręką, by był blisko drużyny. Jego powołania wcale nie oznaczają, że na nim oprę drużynę i od razu będzie grać w pierwszym składzie.
W lidze wyróżnia się Patryk Małecki z Wisły, ale dla niego wciąż nie ma pan miejsca w kadrze.
Byłem ostatnio z Patrykiem na kawie. On doskonale wie co ma robić, by zagrać na Euro 2012. To nie jest tak, że z niego zrezygnowałem. Niech właśnie to, że nie jest teraz powoływany, będzie dla niego najlepszą formą mobilizacji. To jest dla niego znak, że musi dać z siebie jeszcze więcej. Mam go na oku, wierzcie mi, że nie przegapię żadnego dobrego gracza, który będzie mógł pomóc drużynie. Po to jest tyle tych zgrupowań, by sprawdzić różne warianty. Kogoś podciągnąć, innemu zagrać na ambicji.
Nie martwi pana, że tak wielu zawodników z lig zagranicznych, na których pan stawia, ma kłopoty w swoich klubach?
Niech pan nie przesadza. Nie jest tak źle. Bywało gorzej. Jeleń strzelił właśnie dwa gole w Auxerre, Dudka gra, Łukasz Piszczek, Jakub Błaszczykowski i Robert Lewandowski w Bundeslidze również, Obraniak wystąpił w Lille, zespole lidera ligi francuskiej, Glik 90 minut w Bari, Głowacki w Trabzonie. Spokojnie.
Ale już wracający do kadry Sławomir Peszko zszedł w 40 minucie przegranego 2:6 meczu z HSV. I dostał kompromitującą notę od magazynu Kicker.
Zobaczymy, jak będzie na zgrupowaniu. Postanowiłem dać mu jeszcze jedną szansę. Może właśnie ten czas będzie dobry, by odbudował formę i wrócił do FC Koeln w lepszej. Sądzę że powrót do kadry będzie dla niego pozytywnym bodźcem. Wierzę w niego, bo to ambitny chłopak.
tn/ptt /21.3.2011/
***
Poldi strzela i chwali Peszkę
Rozmowa z Łukaszem Podolskim, reprezentantem Niemiec, piłkarzem FC Koeln
Łukasz Podolski jest jednym z najlepszych piłkarzy Bundesligi w rundzie wiosennej. Strzela, asystuje i prowadzi FC Koeln do kolejnych zwycięstw
Bramka którą niedawno strzeliłeś Freiburgowi została golem miesiąca. To już dziesiąte takie wyróżnienie w twojej karierze!
Czasem udaje się coś strzelić (śmiech). W tych konkursach bierze się pod uwagę bramki dla klubu i dla reprezentacji Niemiec. Gazety piszą, że pod tym względem jestem tu najlepszy w historii, bo nikt nie wygrywał aż tyle razy. Jestem lepszy nawet od Jurgena Klinsmanna, którego wybierano 7 razy.
Który z tych goli był naj, naj, naj?
Właśnie ten z Freiburgiem. Tu wszystko złożyło się perfekcyjnie. 89 minuta, 0:0 i piłka zagrana do mnie na lewą stronę, z boku pola karnego. Lob co do centymetra, gol i ważne zwycięstwo. Nic więcej do szczęścia nie trzeba.
Jesień mieliście fatalną, ale wiosną Koeln spisuje się rewelacyjnie. Skąd taka zmiana?
Bo kupiliśmy Peszkę! To bardzo udany transfer. Zresztą wszystkie nasze zimowe zakupy wypaliły. Bramkarz Rensing, który przyszedł z Bayernu, też bardzo nam pomaga. A wracając do Peszki. Sławek świetnie się wprowadził do zespołu. Biega, walczy, szarpie. Dokładnie kogoś takiego szukaliśmy do ofensywy.
Ale gola w Bundeslidze jeszcze nie strzelił. Może dlatego, że to ty wykonujesz prawie wszystkie rzuty wolne. Może dałbyś mu raz spróbować? Też ma silną lewą nogę…
Może jednego wolnego mu odstąpię (śmiech). A co do gola, to spokojnie: jeszcze niejednego w Bundeslidze strzeli. Najważniejsze, że bardzo nam pomaga. Dziennikarze, kibice – wszyscy go tu chwalą. Krótko jest z nami, ale już mogę powiedzieć, że zasługuje na nowy kontrakt. Pierwsze co powinno zrobić Koeln po utrzymaniu się, to dopełnić formalności związane z zatrzymaniem Peszki w klubie.
Widujecie się poza klubem? Pomagasz mu?
Tak. Nigdy kolegów z Polski nie zostawiam samym sobie. Czasem wychodzimy coś zjeść, poznałem jego żonę i córkę.
Czemu jesienią nie grałeś tak znakomicie jak teraz?
Jesienią często graliśmy długą piłkę, bez rozegrania. W takiej sytuacji napastnikowi ciężko coś zrobić. Dzięki Peszce mamy w ofensywie więcej możliwości. Pewni utrzymania jeszcze nie jesteśmy, choć szczęście jest blisko. Wygraliśmy u siebie 6 meczów z rzędu, ostatnio rozbijając rewelację ligi, Hannover 96, aż 4:0. Taki zespół jak Koeln nie zasługuje na spadek.
Najważniejszy twój cel jest jasny – utrzymanie. Co poza tym?
Zamierzam pobić swój strzelecki rekord. Do tej pory mój najlepszy wynik w sezonie Bundesligi to 12 goli. Teraz mam już 11, więc nie powinno być problemów, bo do końca jeszcze 8 meczów.
Słyszeliśmy też, że starasz się o audiencję u Ojca Świętego Benedykta XVI?
Są takie przymiarki, ale jeszcze nic nie jest pewne. Najpierw Koeln musi utrzymać się w Bundeslidze, a potem mogę myśleć o spotkaniu z Papieżem.
rozm. pk/su. /17.3.2011/
Bilans Peszki w Bundeslidze
Sławomir Peszko zagrał do tej pory 7 meczów w barwach FC Koeln. Nie strzelił bramki, ale zaliczył 3 bezpośrednie asysty, miał też udział w akcjach, po których padły 2 kolejne gole. Z Peszką w składzie Koeln zdobyło 14 punktów (4 zwycięstwa, 2 remisy, 1 porażka). Polak ma też na koncie 3 żółte kartki.
***
W tym sezonie chyba nie pogra
– Chyba w tym sezonie już nie pogram. Podejrzewam że mam zerwane ścięgno w palcu – napisał do nas w esemesie bramkarz Arsenalu Wojtek Szczęsny, po meczu z Barceloną
Był zły na los, który stworzył przed nim wielką szansę, a jednocześnie szybko mu ją zabrał
Tata Maciej Szczęsny przeżywał to bardzo. Najpierw w ogóle nie był zbyt chętny by komentować występy syna
Od początku widać było, że jeżeli któryś z nich się denerwuję tym meczem, to raczej ten starszy, ojciec. – Jak patrzę nieraz na syna to wydaje mi się, że wyciął sobie układ nerwowy. Tylko kiedy od to zrobił? – żartował Maciej Szczęsny.
Oglądanie meczu z byłymi piłkarzami ma sens, bo oni z reguły widzą na boisku więcej. Zwracają uwagę na detale, ale detale istotne dla gry. – To trupy nie podania – irytował się Maciej Szczęsny, widząc jak jeden z zawodników Arsenalu trochę mało rozsądnie zagrywał do bramkarza.
Starszy Szczęsny oglądał mecz bardzo emocjonalnie. – Spalony, spalony! Czy oni w Hiszpanii w ogóle nie pokazują spalonych? – pokrzykiwał. A po chwili jeszcze głośniej, jakby chciał by usłyszał go sędzia: – Faul był, ej, no faul! Ale Massimo Busacca nie usłyszał. Nie tylko z tego powodu, że dzieliło go od Szczęsnego jakieś 2350 kilometrów, ale także dlatego, że Szwajcar miał wczoraj słabszy dzień.
Wcześniej, jeszcze w dniu meczu, Maciej Szczęsny rozmawiał z synem. Dawał mu ostatnie wskazówki. – Jak ci obrońca zagra i nie pokaże się do podania, to wywal piłkę nawet na rzut rożny, tu nie ma wstydu. Po prostu nie kombinuj! – uczulał syna. Gdyby był ojcem Cesca Fabegasa, może Arsenal nie straciłby tak głupio bramki. Hiszpan zrobił dokładnie to o czym mówił Maciek Wojtkowi. Zamiast bez obciachu wykopać piłkę byle gdzie, próbował coś pokazać. Zagrał piętką przed polem karnym, Arsenal stracił piłkę, a po kilku sekundach gola. Czasem prosta rada od ojca jest więcej warta niż cała odprawa trenera przed meczem.
Punkt zwrotny. Kontuzja Wojtka, po strzale Daniego Alvesa. Polak schodzi z boiska, a zastępuje go Almunia. Konsternacja. Aż mi się źle ten mecz ogląda, bo przecież patrzyliśmy na tę konfrontację poprzez określony pryzmat: Czy Polak da radę?.
Maciej wysyła smsa do syna, by się odezwał. Po 10 minutach syn dzwoni z szatni na Nou Camp, gdzie lekarz udziela mu pomocy. Już wiemy, że ze ścięgnem jest poważnie.
Almunia wyszedł przed meczem na boisko pierwszy i zaczął rozgrzewać się z trenerem bramkarzy. Ale gdy do bramki wszedł pierwszy bramkarz – Wojtek Szczęsny – Almunia oddalił się, by kontynuować rozgrzewkę z zawodnikami z pola. A przecież cały świat wie – nie wyłączając Almunii, że gdy pierwszy bramkarz się rozgrzewa, to pomaga mu rezerwowy.
Dla Hiszpana to już zbyt dużo. Dla niego i tak afrontem jest, że on po tym jak wrócił do zdrowia, nadal musi wyciągać drzazgi z zadka, sadzanego na ławie, a gra młokos z Polski. A przecież Almunia nie jest typem człowieka, który – jak napisano w Biblii – nadstawia drugi policzek.
Na pewno naszej sympatii nie zdobędzie. Maciek, mimo że wie – z opowieści syna – jaki z Almunii człowiek – cały czas chwali Hiszpana, który gra na Nou Camp naprawdę dobrze.
Szczęśni potrafią być dla siebie bardzo bliscy i jednocześnie bardzo wymagający. Na zgrupowaniu kadry Wojtek opowiadał historię, jak to kiedyś zadzwonił do niego ojciec z informacją, że ma propozycję od Smudy objęcia posady trenera bramkarzy w reprezentacji. Sztab obecnej kadry właśnie się formował. – No to bierz to tato, przecież i tak nie masz nic do roboty – radził Wojtek.
– Ale wiesz, że jeżeli ja będę trenerem, to ty w tej reprezentacji nie zagrasz. Nie może być tak, że ojciec powołuje syna do kadry – powiedział jasno Maciek, od razu ustalając zasady, które chyba bardziej uderzały w niego samego niż młodego bramkarza Arsenalu.
Nie wziął tej roboty w kadrze Smudy. Słusznie ocenił, że Wojtek ma szansę zagrać na Euro 2012. Takie jest prawo i wielki przywilej ojca: poświęcić się dla syna! Jak powiedzieliby w jednej reklamie: Bezcenne!
dt/onet /9.3.2011/
***
Lewandowski bez wad?
Juergen Klopp jest bardzo zadowolony z postawy Roberta Lewandowskiego. Trener Borussii Dortmund przekonuje, że polskiego napastnika stać na jeszcze więcej, niż prezentował w meczu z FC Koeln (1:0)
– Z Koeln Lewandowski rozegrał swój najlepszy mecz! A moim zdaniem rozegra jeszcze lepsze. To wspaniały, wszechstronny gracz, a nie snajper stojący w polu karnym i poruszający się w rytmie podanie i bum na bramkę, podanie i bum na bramkę. Biega tam, gdzie Podolski, ale jest lepszy, bo pracuje w defensywie. A najbardziej cieszy mnie, że wreszcie mógł poćwiczyć cały mecz wspólną grę z Lukasem Barriosem, bo moim zdaniem oni razem mogą być bardzo niebezpieczni – powiedział Klopp.
– Nie widzę żadnej słabości u Roberta Lewandowskiego – kontynuował wątek trener. – Technicznie jest znakomity, fizycznie też, może potrzebuje tylko większej regularności. To przyjdzie z czasem.
Juergen Klopp komentował także postawę dwóch pozostałych Polaków w Borussii.
– Problemem Kuby Błaszczykowskiego są częste kontuzje. I jeżeli ostatnio znów nie trenował, a my zwyciężyliśmy, to przecież nie powinien za bardzo ingerować w drużynę. W każdym razie nadal go uważam za ważnego piłkarza podstawowego składu w pełnym tego słowa znaczeniu. Szczyt kariery jest wciąż przed nim i to mu cały czas powtarzam. Łukasz Piszczek jest największym zaskoczeniem. Rozwija się w niesamowitym tempie, w tym sezonie do perfekcji brakuje mu tylko kilku wypracowanych bramek więcej. Jestem pod ogromnym wrażeniem postępów, które czyni – powiedział trener Borussii.
pl/gw /7.3.2011/
Lewandowski z najwyższą oceną
Robert Lewandowski był bohaterem piątkowego meczu 25 kolejki Bundesligi pomiędzy Borussią Dortmund i 1 FC Koeln. Polski napastnik Borussii w 44 minucie otrzymał podanie z głębi pola i pięknym strzałem z woleja zdobył jedynego gola. Dzięki temu ekipa Juergena Kloppa utrzymała 12-punktową przewagę na drugim w tabeli Bayerem Leverkusen.
Dla Lewandowskiego był to szósty gol w sezonie i chyba najważniejszy, bo dający Borussii trzy punkty.
Świetna postawa Polaka nie uszła uwadze dziennikarzy Kickera, którzy dali Lewemu notę 2 (bardzo dobrze). Równie wysoko oceniono tylko innego piłkarza gospodarzy – Svena Bendera.
Świetną notę (2.5) otrzymał też inny Polak – Łukasz Piszczek. Jakub Błaszczykowski, który na boisku pojawił się w 73 minucie, nie został sklasyfikowany.
Lewandowski został także wybrany do jedenastki kolejki Kickera.
Piątkowe starcie Borussii z 1 FC Koeln, które z trybun oglądał trener naszej reprezentacji Franciszek Smuda, miało być polskim meczem. Niestety z powodu kontuzji w barwach ekipy z Kolonii nie mogli zagrać Adam Matuszczyk i Sławomir Peszko.
int.pl /7.3.2011/
***
Szczęsny w jedenastce bohaterów
– Zrobiliśmy to! Co za noc! – zachwycał się Wojciech Szczęsny po zwycięstwie 2:1 nad Barceloną. Nikt nie wini Polaka za gola, a lepsze noty dostali tylko dwaj piłkarze Arsenalu: Jack Wilshere i Laurent Koscielny
Z jednej strony euforia po znakomitym meczu z Barceloną (2:1), z drugiej ostrożność, by nie popaść w hurraoptymizm, gdyż w perspektywie jest rewanż na Camp Nou – tak na środową wygraną z mistrzami Hiszpanii zareagowali piłkarze i trener Arsenalu Arsene Wenger
Angielskie media piszą o nich: bohaterowie, a wśród tych, którzy zasłużyli na największe wyróżnienie, wszyscy wymieniają nazwisko Wojciech Szczęsny. W głosowaniu kibiców na portalu Sky Sports wychowanek warszawskiej Agrykoli dostał trzecią najlepszą notę (8.3) w zespole. Wyższe dostali tylko Jack Wilshere (9.1) i Laurent Koscielny (8.7). The Sun, oceniając grę poszczególnych piłkarzy, napisał o nim: ‘Pozostawiony samemu sobie przy golu dla Barcy. Dzięki interwencjom tego młokosa Arsenal mógł cały czas myśleć o korzystnym rezultacie’.
mh/ps /18.2.2011/
***
Jakub Błaszczykowski piłkarzem 2010
Polski Związek Piłkarzy zorganizował kolejny plebiscyt na najlepszych zawodników roku. Tym razem współpracował z PZPN. Najlepszym piłkarzem 2010, wybranym przez kolegów z boiska, został kapitan reprezentacji Jakub Błaszczykowski
Wcześniej piłkarz Borussii Dortmund triumfował również w plebiscycie Piłki Nożnej
Wybrano też najlepszą jedenastkę ligi. Została ona zdominowana przez graczy Lecha Poznań (4) i Polonii Warszawa (3). Dwóch przedstawicieli ma w zestawieniu lider Jagiellonia Białystok, a po jednym Wisła Kraków i Korona Kielce.
Indywidualne nagrody zdominowali zawodnicy Jagiellonii. Najlepszym piłkarzem ligi 2010 został wybrany Tomasz Frankowski, największym odkryciem Tomasz Kupisz, a najlepszym młodym piłkarzem Grzegorz Sandomierski.
W drugiej lidze wyróżniono Marcina Mięciela, Charlesa Uchenna Nwaogu oraz Jakuba Koseckiego.
Nagrodzeni:
najlepszy polski piłkarz 2010 – Jakub Błaszczykowski (Borussia Dortmund)
najlepszy piłkarz ligi 2010 – Tomasz Frankowski (Jagiellonia Białystok)
największe odkrycie ligi 2010 – Tomasz Kupisz (Jagiellonia Białystok)
najlepszy młody piłkarz ligi 2010 – Grzegorz Sandomierski (Jagiellonia Białystok)
najlepszy piłkarz II ligi 2010 – Marcin Mięciel (Łódzki KS)
największe odkrycie II ligi 2010 – Charles Uchenna Nwaogu (Flota Świnoujście)
najlepszy młody piłkarz II ligi 2010 – Jakub Kosecki (Łódzki KS)
kc/pzp/pzpn /10.1.2011/
***
Sensacja! Barcelona chce Szczęsnego
Nie milkną echa udanego debiutu bramkarza Arsenalu – Wojciecha Szczęsnego w meczu Premier League z Manchesterem United. Młodego Polaka chce pozyskać najlepszy klub świata FC Barcelona!
Jak donosi jeden z angielskich specjalistycznych portali, pozyskaniem młodego bramkarza Kanonierów i reprezentacji Polski zainteresowana jest Barcelona. Kataloński klub ofertę transferową ma złożyć latem, a według planów Szczęsny stanowiłby konkurencję dla 28-letniego Victora Valdesa.
Trener Barcy Pep Guardiola już od dłuższego czasu interesuje się młodym Polakiem, a jego występ przeciwko MU zrobił na nim spore wrażenie. Trzeba dodać, że Barca nie ma klasowego bramkarza w rezerwie. 35-letni Jose Manuel Pinto jest co najwyżej solidnym średniakiem.
Szanse na przeprowadzanie tego transferu oceniane są jednak nisko. Szczęsny niedawno podpisał nowy lukratywny kontrakt z Arsenalem (zarobki to 20 tys. funtów tygodniowo) i według koncepcji Arsene Wengera ma rywalizować o miejsce w bramce Kanonierów z Łukaszem Fabiańskim.
Poza tym kontakty pomiędzy Barceloną i Arsenalem nie są zbyt dobre. Od pewnego czasu – wbrew woli londyńskiego klubu – Katalończycy robili podchody pod kapitana Kanonierów Cesca Fabregasa, który jest wychowankiem Barcy.
int.pl /15.12.2010/
***
Walczyłem i wygrałem
Rozmowa z Marcinem Wasilewskim
Piłkarz Anderlechtu mówi o walce z kontuzją, chwilach zwątpienia i satysfakcji
Pamięta pan pierwszy trening po kontuzji?
To było coś pięknego. Trening jest jak święto. Gdy schodzę z boiska zlany potem, nie mogę się doczekać następnego.
Gdy się ogląda raz jeszcze, jak Axel Witsel łamie panu nogę, trudno uwierzyć, że pan gra…
Każdy ma swoją miarę cierpienia, tego jak je znosi i ile ma siły, by walczyć. Są kontuzje, po których nie da się wrócić do normalnego życia, jednak jeśli jest szansa, każdy sportowiec zrobi wszystko, by ją wykorzystać.
‘Co mnie nie zabije, to wzmocni’ – pisał pan do znajomych. Jest pan mocniejszy?
Nie wraca się do gry tylko przez rehabilitację. To trzeba mieć w głowie: determinację i wolę walki. Tego mi nie brakowało.
Dużo było chwil zwątpienia?
Po drugiej operacji pozbierać się było znacznie trudniej. Pomagała mi myśl, że znów będę mógł robić to, co kocham. I rodzina.
Po meczu z Waregem mówią: wrócił stary Wasyl. Zagrał pan od pierwszej minuty, strzelił gola i dostał żółtą kartkę.
Sędzia rozdawał kartki na lewo i prawo. Wcześniej nawet nie faulowałem. Gol oczywiście cieszy, to że zagrałem 90 minut – jeszcze bardziej. A już najbardziej, że nie boli noga.
Kiedy widzi pan przeciwnika, który zamierza odebrać panu piłkę, nie ma zawahania?
Na razie nie.
Podobno rozmawiał z panem trener Franciszek Smuda…
Rozmawialiśmy kilka dni temu i wiem, co muszę zrobić, by wrócić do reprezentacji.
rozm. mk/rp /8.12.2010/
***
Wasilewski bohaterem Anderlechtu
Marcin Wasilewski został bohaterem poniedziałkowych wydań gazet w Belgii. Polski obrońca zagrał w podstawowym składzie Anderlechtu Bruksela, pierwszy raz od złamania nogi /30 sierpnia 2009 r./, i to jak. Strzelił gola i tradycyjnie zarobił żółtą kartkę. To był jego wielki powrót.
Wasyl jest ikoną
– Oczywiście było wielkie ryzyko postawić na Wasyla w wyjściowym składzie, ale kiedyś trzeba było ryzyko podjąć – powiedział Ariel Jacobs, trener Anderlechtu.
Wasilewski zaraz po strzeleniu gola pobiegł w stronę kibiców, którzy podczas jego nieobecności na boisku, w każdym meczu prezentowali przyśpiewki o Polaku.
– To było wspaniałe widzieć radość w jego oczach po strzelonym golu – powiedział jeden z kibiców Fiołków.
Wasilewski stał się w Anderlechcie ikoną klubu. I właśnie w takim tonie pisze La Derniere Heure. Wasyl stał się ikoną: zasługuje na pomnik! – brzmi tytuł.
– Zasługuje na pomnik. Jeżeli jednak nadal tak będzie grać, stanie się naszym pierwszym transferem w nowym okienku. Wasyl zasługuje na przedłużenie umowy – powiedział Herman Van Holsbeeck, menedżer drużyny.
To było nie do opisania
Marcin Wasilewski po zakończonym meczu z Zulte Waregem, w którym zdobył bramkę nie rozmawiał z dziennikarzami. Dopiero w poniedziałek jego wypowiedź ukazała się w oficjalnym serwisie klubu z Brukseli.
– To było uczucie nie do opisania, kiedy zaczynał się mecz. Zdobyta bramka to także miły bonus i chcę tym samym podziękować wszystkim, którzy wspierali mnie w tym bardzo trudnym okresie. Dziękuję rodzinie, wszystkim pracownikom klubu, a także kibicom Anderlechtu. Nigdy nie zapomnę, że w 27 minucie każdego meczu krzyczeli moje nazwisko – powiedział Wasilewski.
Wasilewski wrócił do pierwszego składu po ponad rocznej przerwie spowodowanej skomplikowanym złamaniem kości.
– Mam wielki podziw i szacunek dla Marcina, za jego wolę i upór, którą pokazał. Jako klub dołożyliśmy wszelkich starań, by jego rehabilitacja przebiegła w najlepszych warunkach. Marcin dokonał czegoś niezwykłego. Wielu innych piłkarzy zakończyłoby karierę, a on się nie poddał – oświadczył dyrektor generalny Anderlechtu Herman Van Holsbeeck.
tk/Onet/km/asinfo /6.12.2010/
***
Arboleda nam nie odmówi
Po wywiadzie Manuela Arboledy dla PS pojawiły się opinie, że Maniek chce tylko polskiego paszportu, by nie mieć problemu… z poruszaniem się po świecie. – Nie słyszałem większej bzdury – oburzył się Arboleda
Na zarzuty o polowanie na polski paszport Arboleda stanowczo odpowiada: – Kłamstwo. Kto tak mówi? Nie słyszałem większej bzdury. Do podróżowania po świecie potrzebne są pieniądze, a nie paszport.
Arboleda w Polsce gra od czterech lat – dwa lata spędził w Zagłębiu Lubin, z którym zdobył mistrzostwo Polski, a w barwach Miedziowych debiutował przeciw… Lechowi Poznań, którego zawodnikiem jest od 2008 r.
– Czy czuję się Polakiem? Pewnie, Polskę mam w sercu, Polsce się nie odmawia. Jeśli chcecie i jestem potrzebny, to mogę wam pomóc – zadeklarował stoper Kolejorza.
Choć piłkarzem rodem z Kolumbii interesują się Legia i Polonia Warszawa, to sam Arboleda na każdym kroku przyznaje, że dobrze czuje się w Poznaniu i nie chce się nigdzie ruszać.
– Kocham Lecha i dobrze czuję się w Poznaniu, chciałbym tu grać i grać. Ale piłka to moja praca, raz jesteś tu, a zaraz potem w innym miejscu, więc wszystko może się zdarzyć – przyznał Arboleda.
Kolumbijczyk może okazać się zbawieniem polskiej reprezentacji, wobec problemów trenera Smudy z obsadą środkowego obrońcy. Stoper Lecha często podkreśla, że wiele zawdzięcza byłemu trenerowi Kolejorza i jeśli zajdzie potrzeba, zagra w biało-czerwonej koszulce.
– Smuda stworzył mnie jako piłkarza. To on dał mi szansę, później wziął mnie do Lecha, a niebawem może pociągnie do reprezentacji Polski. Kibice mnie wspierają, mówią: Manu, graj dla nas! – powiedział Arboleda.
tg /24.11.2010/
***
Arboleda byłby pewniakiem w kadrze
– Jeżeli Arboleda zostanie w Lechu, pewnie złoży podanie o polski paszport – zapowiedział trener reprezentacji Franciszek Smuda. A jeżeli Arboleda dostanie obywatelstwo, może być pewniakiem w kadrze na Euro 2012
Kolumbijczyk był podstawowym zawodnikiem drużyn klubowych prowadzonych przez Smudę – Zagłębia Lubin i Lecha Poznań. Z jedną i drugą zdobył mistrzostwo Polski, choć w obu przypadkach już po odejściu Smudy.
Trener reprezentacji jednak wielokrotnie podkreślał, że ma wielkie zaufanie do tego zawodnika.
– Manu powiedział, że w grudniu kończy mu się pięć lat pobytu w Polsce, więc może złożyć wniosek o paszport. Zastanawia się nad tym. Jeżeli podpisze nową umowę w Lechu, to pewnie tak zrobi – powiedział Smuda.
Smuda dodał, że Arboleda nie planuje przenosin do Legii, choć klub ten wyraził zainteresowanie. – Powiedział że albo zostanie w Poznaniu, albo wyjedzie do innego kraju. Nie interesuje go gra w Legii – powiedział Smuda. – To zawodnik, na którego zawsze można liczyć, na pewno wzmocniłby naszą defensywę.
ag/int.pl /16.11.2010/
***
Ludo chce tytułu we Francji
Ten sezon w lidze francuskiej jest wyjątkowy. Nie ma zespołów, które wyraźnie górowałyby nad innymi. Dlatego mówię otwarcie: będziemy walczyć o mistrzostwo! – zapowiada Ludovic Obraniak. To dzięki jego bramce Lille zostało liderem
Obraniak wszedł na boisko w 70 minucie meczu z AS Monaco (2:1), a sześć minut później zdobył zwycięską bramkę. – To mój pierwszy ligowy gol w tym sezonie, więc bardzo się cieszę, ale ukłony dla Edena Hazarda, który ograł obrońców i wyłożył mi świetną piłkę – powiedział Obraniak. Po 14 kolejkach Lille prowadzi.
– Atak to nasz największy atut – powiedział Obraniak. – Pod tym względem jesteśmy chyba najlepsi we Francji. Właśnie dlatego tak mi ciężko o miejsce w pierwszym składzie, bo za rywali mam fantastycznych piłkarzy – przyznał reprezentant Polski, któremu ostatnio wiedzie się jednak bardzo dobrze.
– W reprezentacji Polski odgrywam coraz większą rolę, mecz w Poznaniu z WKS był dla mnie fantastyczny ze względu na naszą grę, wspaniałych kibiców, imponujący stadion i moją bramkę. Wróciłem do Lille i natychmiast pomogłem kolegom awansować na 1 miejsce. A że ten sezon jest wyjątkowy, bo niesamowicie wyrównany, to mam nadzieję na wyjątkowy sukces – mistrzostwo Francji. Nie ma co owijać w bawełnę – jako zespół dojrzeliśmy już do tego, żeby bić się o tytuł – powiedział Obraniak, który nie obraża się, że w Lille jest tylko superrezerwowym.
– Najważniejsze, że moje wejścia na boisko są pożyteczne, że nie jestem statystą. Może nie każdy docenia Lille, ale naprawdę mamy świetny zespół i przyjemnie być częścią takiej drużyny. Wcześniej w decydujących momentach zawsze czegoś nam brakowało, ale myślę, że teraz będzie inaczej. Reprezentacja Polski udowodniła w trzech ostatnich meczach, że wszystko zmierza w dobrym kierunku, a teraz to samo pokazuje Lille. Dlatego jestem w świetnym humorze! – powiedział Ludo.
Lille tylko dwa razy było mistrzem Francji – w 1946 i 1954 r.
pk/se /23.11.2010/
***
Bardzo dobra nota dla Piszczka
Łukasz Piszczek (Borussia Dortmund) dostał wysoką notę 2.5 (1 – klasa światowa, 6 – występ poniżej krytyki) od fachowego niemieckiego czasopisma Kicker za swój występ przeciw SC Freiburg
Oprócz Piszczka, w barwach Borussii wystąpili również inni reprezentanci Polski – Jakub Błaszczykowski i Robert Lewandowski, grali jednak na tyle krótko, że nie zostali ocenieni. Piszczek uzyskał bardzo dobrą notę 2.5 i to po jego podaniu piłkę do własnej siatki wbił Mujdza Mensur, dając zwycięstwo Borussii. Najlepszą notę w drużynie z Zagłębia Ruhry dostał Nuri Sahin (1.5).
Oceny nie dostał także Adam Matuszczyk (FC Koeln), natomiast w 2 Bundeslidze doskonale wypadł Sebastian Tyrała. Jego VfL Osanbrueck pokonała 2:0 Herthę Berlin, a polski zawodnik dostał najwyższą notę z wszystkich piłkarzy tego meczu (2).
tn/onet/kicker /22.11.2010/
***
Polskie szaleństwo w Chicago
Ponad 20 tys. polskich kibiców /wśród ponad 31 tys. w sumie/ zgromadzonych na stadionie Soldier Field w Chicago było świadkami ciekawego, żywego meczu, w którym reprezentacja USA zremisowała z Polską 2:2 (1:1)
Gra naszej drużyny mogła się podobać. Setny mecz w kadrze zagrał Michał Żewłakow
Polsko-amerykańskie kontakty piłkarskie mają długą historię. W ubiegłych latach wielu naszych szkoleniowców i piłkarzy emigrowało do Stanów Zjednoczonych. W tym czasie Amerykanie stali się jedną z lepszych reprezentacji, która regularnie występuje na wielkich imprezach.
W XXI w. obie drużyny spotykają się regularnie co dwa lata, a w 2002 r. doszedł jeszcze mecz w mistrzostwach świata w Japonii i Korei Płd. – 3:1 w Tedzon było ostatnim zwycięstwem polskiej drużyny. Z czterech późniejszych meczów tylko jedno udało się Polakom zremisować, a trzykrotnie górą byli rywale.
Także w dzisiejszej konfrontacji kadra Smudy nie była faworytem. Tym bardziej, że nasi piłkarze w ostatnim czasie nie rozpieszczali kibiców – ostatni raz wygrali w marcu z Bułgarami.
Na stadionie Soldier Field w Chicago pojawiły się jednak tłumy naszych rodaków w narodowych barwach, a na trybunach zapanowało prawdziwe polskie szaleństwo.
Lepiej zaczęli rywale. Sygnał do ataku dał Clint Dempsey, piłka po strzale zawodnika Fulham Londyn przeszła nad bramką Artura Boruca. Ale wkrótce zawodnicy USA mogli się jednak cieszyć z prowadzenia – Jermaine Jones idealnie podał z głębi pola, gapiostwo naszej obrony wykorzystał Jozy Altidore, który spokojnie opanował piłkę i w sytuacji sam na sam nie dał szans Borucowi.
W 22 minucie Obraniak kapitalnie uruchomił Roberta Lewandowskiego, snajper Borussii Dortmund przegrał jednak pojedynek oko w oko z Timem Howardem. Trzy minuty później bramkarz Evertonu wyszedł z opresji po strzale Matuszczyka. Młody gracz FC Koeln nie zamierzał rezygnować – po pół godzinie na stadionie w Chicago zapanowała euforia – Matuszczyk wykorzystał zamieszanie w polu karnym, odegranie Obraniaka i strzałem z 18 metrów wyrównał.
Polacy nie zwalniali tempa – kolejne okazje mieli Błaszczykowski i Lewandowski. Wynik jednak nie ulegał zmianie. W końcowych minutach do głosu znowu doszli rywale – Altidore dwukrotnie niepokoił Boruca – za pierwszym razem strzelił w poprzeczkę, za drugim fatalnie przestrzelił z 5 metrów. Po pierwszej połowie na tablicy wyników widniał remis.
W II połowie po rzucie rożnym straciliśmy gola w 52 minucie, kiedy to Oguchi Onyewu nieupilnowany spokojnie głową pokonał Boruca. Amerykanie poszli za ciosem, kolejne okazje miał Altidore i tylko dobrej postawie Boruca mogliśmy zawdzięczać to, że nie przegrywaliśmy wyżej.
W 60 minucie Polacy zmusili do wysiłku Howarda. Strzał Obraniaka z dystansu wybronił Howard. W 73 minucie sygnał do ataku dał Błaszczykowski. Gracz Borussii najpierw odzyskał piłkę, a po chwili sam sfinalizował akcję wspaniałym strzałem w długi róg. Zdecydowanie najładniejszy gol meczu!
W ostatnich sekundach Boruc kapitalnie wybronił strzał jednego z rywali z pięciu metrów. Ostatecznie remis 2:2. Choć Polacy kolejny raz nie wygrali, to ich występ mógł się podobać.
Przewidział mojego gola
Rozmowa z Adamem Matuszczykiem
Próbowałem dziś dwa razy zdobyć bramkę. Pierwszy strzał jeszcze Tim Howard obronił, ale za drugim razem, gdy Ludo Obraniak zagrał mi świetnie, to już trafiłem! Bardzo się z tego cieszę – powiedział Adam Matuszczyk.
Dlaczego pobiegłeś do Przemysława Tytonia po strzelonej bramce?
Przemek wczoraj i dziś przed meczem powtarzał mi, że czuje, że to jest mój dzień i strzelę bramkę. Umówiliśmy się, że jak zdobędę gola, to podbiegnę do niego.
Mimo jeszcze krótkiego stażu w reprezentacji byłeś dziś jednym z najlepszych na boisku.
Dziękuję. Szczególnie w pierwszej połowie zagrałem dobrze, tak jak cała drużyna. Po przerwie pierwsze 15 minut było trudne, przydarzyło nam się kilka błędów, za często traciliśmy piłkę. Później jednak wywalczyliśmy remis, więc trzeba ocenić ten występ pozytywnie.
USA – Polska 2:2 (1:1)
Bramki: Jozy Altidore (13), Oguchi Onyewu (52) – Adam Matuszczyk (30), Jakub Błaszczykowski (73)
Żółte kartki: Jozy Altidore – Dariusz Pietrasiak
Sędzia: Steven Di Pietro (Kanada)
Widzów: 31 631
USA: Tim Howard – Steven Cherundolo, Oguchi Onyewu, Maurice Edu, Carlos Bocanegra – Stuart Holden, Michael Bradley, Jermaine Jones, Benny Feilhaber (61 Alejandro Bedoya) – Clint Dempsey, Jozy Altidore
Polska: Artur Boruc – Łukasz Piszczek, Dariusz Pietrasiak, Michał Żewłakow, Łukasz Mierzejewski – Jakub Błaszczykowski, Adam Matuszczyk, Rafał Murawski, Ludovic Obraniak, Adrian Mierzejewski (71 Andrzej Niedzielan) – Robert Lewandowski
mh/onet asinfo /10.10.2010/
Komentarz: Udany mecz Polaków. Niezła gra i dobry wynik na gorącym terenie z zawsze silnym zespołem amerykańskim. Szkoda tylko, że do wysokiej formy sporo jeszcze brakuje naszym największym, poza Jakubem Błaszczykowskim oraz nieobecnymi z różnych względów Ireneuszem Jeleniem i Sławomirem Peszką, nadziejom, czyli Ludowikowi Obraniakowi i Robertowi Lewandowskiemu
Cezary Dąbrowski
***
To byłaby dopiero głupota!
Rozmowa z Ludovikiem Obraniakiem, piłkarzem Lille i reprezentacji Polski
– Właśnie tej bramki bardzo potrzebowałem – mówi Ludovic Obraniak o golu strzelonym w ostatnim meczu reprezentacji z Ekwadorem
Na ile jesteś zadowolony ze swojej gry w meczach towarzyskich z USA i Ekwadorem?
Przede wszystkim cieszę się, że zagrałem dwa razy po 90 minut, bo od dawna nie miałem takiej okazji. A to byłem chory, a to kontuzjowany… Te dwa mecze bardzo mi pomogą. Chciałem się przypomnieć trenerowi i kibicom, bo byłem niezadowolony, że przez kontuzję nie zagrałem wcześniej przeciw Ukrainie i Australii. Trochę mnie irytowało też, że mecze lecą, a ja mam w kadrze tylko dwa gole, które zdobyłem w debiucie z Grecją. Dzięki bramce z Ekwadorem czuję się o wiele lepiej.
Z Ekwadorem zagraliście chyba gorzej niż z Amerykanami?
Swoje zrobiła otoczka wokół meczu. Z USA graliśmy wieczorem, przy pełnych trybunach. Z Ekwadorem na widowni było niewiele osób, stadion też nie robił wrażenia. To wszystkiego nie usprawiedliwia, ale jakiś wpływ ma. Poza tym, nie tylko rywal był osłabiony. My też.
Nie wygraliśmy ósmego meczu z rzędu, kibice chyba zaczynają się niepokoić.
Ja jestem spokojny. Mamy być mocni i będziemy, ale na mistrzostwa Europy. Teraz kadra to taki plac budowy. A i tak pozytywów nie brakuje. Remis z USA 2:2 to dobry wynik, bo Amerykanie mają świetną drużynę.
Nie brak głosów, że Smudę trzeba jednak zwolnić.
To byłaby dopiero głupota! Nie można zmieniać trenerów co cztery mecze, bo to nic nie da. Od kiedy gram dla Polski, miałem już trzech trenerów. Dużo.
Co jest siłą naszej kadry?
Jesteśmy mocni psychicznie. W ostatnich dwóch meczach trzy razy przegrywaliśmy, a za każdym razem odrabialiśmy straty. Czyli nie rozsypujemy się po straconym golu.
Za to obrona jest dramatyczna. W takiej sytuacji przyda nam się chyba Damien Perquis, który chce grać dla Polski.
Perquis to bardzo dobry środkowy obrońca. Pomagam Polakom w rozmowach z nim. Doradzam też Damienowi, jak się starać o polskie obywatelstwo. Choć muszą go chcieć sami Polacy, a ja tylko pomagam. Nie chcę, by to wyglądało, jakbym wciskał kolejnego Francuza do kadry.
A jak twój język polski?
Wszystko dobrze (te słowa Obraniak wypowiada po polsku). Teraz to polskiego uczy mnie cała kadra…
rozm. pk/se /14.10.2010/
***
Żeby były i stadiony, i reprezentacja
Mistrzostwa Europy coraz bliżej. Po sześciu meczach reprezentacji bez zwycięstwa, wszyscy na siłę poszukują pozytywów w tym, co zobaczyli. Franciszek Smuda ma spokój, bo kibice i dziennikarze jakby założyli, że i tak nikt nie wyciśnie więcej z takich zawodników
Smuda jest drugim po Januszu Wójciku wybranym głosem ludu. Oparł swoją kampanię na byciu w opozycji do Leo Beenhakkera, któremu pod koniec pracy z reprezentacją trudno było znaleźć jakiegoś sojusznika
Beenhakker nie oglądał polskiej ligi, Smuda podkreśla, że w każdej kolejce jest na trzech stadionach. Beenhakker grał mecze towarzyskie z Litwą czy Walią, Smuda przypomina, że nie chce grać ‘z ogórkami’, bo jego piłkarze wówczas niczego się nie nauczą. Tyle że w Kanadzie tak naprawdę zagramy z drugą reprezentacją Ekwadoru, o czym nikt nie wspomina.
Beenhakker z PZPN drwił, Smuda przy włączonych mikrofonach nie skrytykuje żadnego członka federacji i nie ma nic przeciw cichym podpowiedziom – na przykład dotyczącym swoich asystentów.
Produkcja trwa
Fatalny koniec kadencji Beenhakkera ułatwił zadanie Smudzie. Już po debiucie – przegranym 0:1 meczu z Rumunią – obecny trener pytał na konferencji prasowej, czy aby na pewno wszyscy dostrzegli zmianę gry w porównaniu z tym, co było poprzednio. To pytanie zadaje zresztą po każdym meczu i szuka tych, którzy nie kiwają głowami.
To prawda – reprezentacja Polski jest ustawiona bardziej ofensywnie, tyle że przegrywa. Rzeczywistość zmusiła Smudę, by powoli wymazywał swoje początkowe hasła ze sztandarów. Łatwo było śmiać się z Artura Boruca i Euzebiusza Smolarka, trudniej – później wysyłać im powołania. Andrzej Niedzielan, który teraz poleciał na mecze do Ameryki, też na początku ‘nie pasował do koncepcji’.
Smuda obiecywał, że nie będzie produkować nowych reprezentantów, bo gra w kadrze to ma być zaszczyt. Produkuje jednak tak, jak poprzednik. Nazwiska tych, którzy zagrali w Tajlandii w styczniu albo pojadą na zgrupowanie do Turcji w grudniu, czasami nie mówią wiele nawet kibicom polskiej ligi (Tomasz Nowak?). Niektórych ze swoich wybrańców musiał skreślić sam, ze względu na, jak mówi – ‘zrytą beretkę’, czyli problemy z nagłą sławą.
Polska nie dla Polaków
Smuda tłumaczy, że szuka, bo nie ma innego wyjścia. Zdenerwowany obiecuje dziennikarzom nagrody, jeśli wskażą mu po dwóch równorzędnych piłkarzy do reprezentacji na każdą pozycję. Dobrze wie, że w Polsce takich nie ma. A skoro tak, pora wycofać się z obietnicy Polski dla Polaków.
Beenhakker krytykowany był za szybkie naturalizowanie Rogera, Smuda namówił do gry dla Polski Sebastiana Boenischa, będzie namawiać Damiena Perquisa, a odmówili mu już Laurent Koscielny z Arsenalu i Eugen Polanski z Mainz.
Wszyscy mają polskie korzenie. Brazylijczyk Hernani nie ma, ale Smuda wspominał już, że skoro piłkarz Korony dostanie polskie obywatelstwo, to znaczy, że będzie mógł grać w reprezentacji. Nasz paszport wkrótce może mieć też Kolumbijczyk Manuel Arboleda z Lecha. To ulubieniec Smudy. Co wtedy?
Trener sam przyznaje, że z jego chodzenia na stadiony niewiele wynika. – Byłem na meczu Wisły. Kibice pytali, po co przyszedłem, skoro grają głównie obcokrajowcy. Zanim zostałem selekcjonerem, nie zdawałem sobie sprawy, jak wielki to problem – mówi.
Żaden z piłkarzy pomijanych przez Beenhakkera przy buczeniu menedżerów i ich klakierów – Seweryn Gancarczyk, Paweł Brożek czy Artur Wichniarek – kadry nie zbawił, także u Smudy. Czyli problem tkwił jednak w umiejętnościach zawodników.
Beenhakker mylił się, nisko oceniając umiejętności Ireneusza Jelenia, nie mylił się, oceniając jego przydatność dla drużyny. Smuda też powoli zdaje sobie sprawę, że zdrowy Jeleń to skarb, ale tego skarbu akurat na Euro może zabraknąć z powodu chronicznych kontuzji. Dlatego nie można na piłkarzu Auxerre oprzeć gry całego ataku. Deklaracje – ‘mam już atak na Euro’ w momencie, gdy drużyna w ostatnich 6 meczach strzela dwa gole, brzmią niezbyt poważnie.
Dziurawa obrona
Najwięcej dziur jest jednak w defensywie. Tłumacząc powołanie dla Łukasza Mierzejewskiego z ostatniej w lidze Cracovii Smuda odpowiadał, że w Polsce nie ma żadnego lewego obrońcy. Michał Żewłakow za dwa lata na grę w reprezentacji może być już za słaby, Kamil Glik jest rezerwowym w Palermo, Maciej Sadlok coraz gorzej gra w Ruchu Chorzów.
Zostało 20 miesięcy
Ostatnią rysą na reprezentacji była impreza alkoholowa po meczu z Australią. U Smudy alkoholu miało nie być, więc przykładnie – chociaż dopiero po dwóch tygodniach – wyrzucił z drużyny tych, co dali się przyłapać. W poniedziałek przyrzekał, że nigdy nie wrócą do reprezentacji, we wtorek mówił, że raczej nie wrócą, w środę, że chyba, a w czwartek wspominał już coś o dobrym ojcu, który wybacza. Być może trzeba będzie pogodzić się też z tym, że piłkarze piją także na zgrupowaniach kadry, chociaż i trener, i kibice chcieliby inaczej.
Za miesiąc Smudzie jako trenerowi kadry minie już rok pracy. Za 20 miesięcy Polska zagra w meczu otwarcia mistrzostw Europy. Żeby do tego czasu nie udało się zbudować tylko stadionów…
mk/rp /7.10.2010/
***
Jak mądrzejszy, niech bierze kadrę!
Rozmowa z Franciszkiem Smudą, trenerem piłkarskiej reprezentacji Polski
Dlaczego tak długo trzymał pan w tajemnicy aferę alkoholową, do jakiej doszło w hotelu po meczu z Australią?
A jak miałem postąpić? Wyjść na Wawel i Dzwonem Zygmunta alarmować, co się stało? To jest nasza sprawa i wewnątrz kadry powinna być rozwiązana.
Czyli nie chce pan prania brudów na łamach mediów?
Jasne, że nie! I nie interesuje mnie, kto z tym poszedł do prasy. Proszę mi powiedzieć, czy był kiedykolwiek trener, który z każdym przykrym wydarzeniem dzwonił do wszystkich dziennikarzy i opowiadał, co się stało? Takiego trenera nie było i nie będzie!
Wracając do tego wybryku, to najpierw trzeba – tak jak w sądzie – wszystko przeanalizować, przepytać wszystkich świadków i dopiero później wydawać wyroki.
Czyli decyzje w sprawie wyrzucenia z kadry Sławomira Peszki i Macieja Iwańskiego nie są ostateczne?
Na razie pewne jest jedno: obaj nie jadą na najbliższe zgrupowanie do USA i koniec! Nie dotykajmy już tego.
Na zgrupowaniu w Stanach Zjednoczonych pojawia się debiutanci?
Z konieczności tacy będą musieli zagrać. Chociażby dlatego, że nie mam kogo zabrać na lewą obronę, bo wszyscy kadrowicze grający na tej pozycji na razie odpadli.
Sebastianowi Boenischowi po operacji kolana grozi półroczna przerwa. Rozmawiał pan z nim po zabiegu? Po raz ostatni wystąpił w meczu z Australią. Czy wówczas pojawił się ten problem?
Nie wiem, bo nic mi nie zgłaszał w Krakowie. Wielka szkoda Sebastiana.
Kogo pan weźmie w końcu na tę lewą obronę?
Eee… Adama Musiała!
Rozumiem, że to śmiech przez łzy. Gdyby pan Adam był 30 lat młodszy, pewnie by się przydał…
Proszę mi powiedzieć, kogo mam wziąć?!
Najlepsi lewi obrońcy w lidze: Piotr Brożek w Wiśle świeżo po kontuzji, więc na lewej stronie obrony gra Palić. Nikola Mijailović jest Serbem, Jakub Wawrzyniak w Legii przesunięty do rezerw… Zostaje panu Maciej Sadlok, którego próbował pan na tę pozycję.
Sadlok na tak długim dystansie, jak do USA, boi się latać samolotem. Zatem sam pan widzi, że nie ma za bardzo kogo wziąć. Każdy mądruje, ale jakby był na moim miejscu, to by nie był taki przemądrzały. Cały mój sztab czekają teraz wielkie poszukiwania lewego obrońcy.
Może w USA uda się wreszcie wygrać mecz?
A widzi pan, mamy olbrzymie kłopoty ze znalezieniem zawodnika na pozycję, a każecie mi wszystko wygrywać!
Ja rozliczać pana będę dopiero za Euro 2012 – tam nam będą potrzebne zwycięstwa, a nie w meczach towarzyskich. Co by było, gdyby pan wygrał 12 sparingów, a przegrał wszystko na Euro?
Rozliczycie mnie za Euro, ale nikt nie chce czekać. Jeżeli ktoś jest ode mnie mądrzejszy i lepiej to poukłada, to proszę bardzo! Niech bierze reprezentację! Ja się nie upieram!
Nie tylko panu się nie układa. Kontrkandydaci na miejsce selekcjonera – Maciej Skorża czy Rafał Ulatowski – mają kłopoty w klubach, a inny – Ryszard Tarasiewicz – został zwolniony ze Śląska.
Wie pan dlaczego idzie im jak po grudzie? Bo oni budują lub – w przypadku Tarasiewicza – budowali zespoły. A proces budowy zespołu nie jest łatwy i wymaga czasu.
Wracając do kontuzji: miał pan ostatnio zabieg czyszczenia kolana, jak się pan po nim czuje?
Lekarz kadry Mariusz Urban usunął mi przyrosty w stawie kolanowym. Kule już odłożyłem, ale początek po operacji był taki, że na podwójnych dawkach środków przeciwbólowych jechałem… Ból był ogromny! Z kolanem nie czuję się jeszcze pewnie, więc najbliższą kolejkę ligową obejrzę w telewizji, a żałuję, bo chciałem się wybrać na otwarcie stadionu Cracovii.
Ma pan pecha z tymi kontuzjami. Wypadł Boenisch, wypadł Głowacki…
Arka szkoda. Był w świetnej formie, wzmocniłby nas. Przejście do Trabzonsporu pomogło mu bardzo. Zauważyłem u Głowy taką przypadłość, że gdy jest w wysokiej formie, to szybko przytrafia mu się kontuzja. Nic na to nie poradzimy.
Jak pan zamierza ratować obronę przed Euro? Michał Żewłakow z upływem lat nie będzie coraz szybszy, a przeciwnie, a z jednym Grzegorzem Wojtkowiakiem mistrzostw nie zawojujemy. Przydałby się na pozycję stopera ktoś taki, jak Boenisch na lewą stronę.
Mamy już przygotowanego tej klasy zawodnika.
Nazywa się…?
Damien Perquis. Wprawdzie nie ma jeszcze paszportu, ale zimą to zmienimy. Moi wysłannicy byli już we Francji i z nim rozmawiali. Damien chce grać w reprezentacji Polski i to nas cieszy.
rozm. mb/int. /23.9.2010/
***
Lubię Peszkę, może mu wybaczę
Franciszek Smuda powiedział, że niewykluczone iż wybaczy Sławomirowi Peszce jego hotelowy wybryk po meczu kadry z Australią w Krakowie. – Lubię Sławka. Dobry trener jest jak ojciec. Kiedy trzeba spuści lanie i postawi syna do pionu. Innym razem przytuli i przebaczy – mówi Smuda.
– Naważył sobie piwa i musi je teraz wypić. Byle tego piwa nie było za dużo! – żartuje Smuda, odnosząc się do sytuacji z krakowskiego hotelu, kiedy Peszko został przyłapany o 4 nad ranem, kiedy opuszczał pokój Macieja Iwańskiego.
Trener reprezentacji nie bagatelizuje incydentu, ale również nie robi z niego wielkiej tragedii. – To tylko kolejne niemiłe doświadczenie w budowie silnej drużyny – mówi Smuda.
se /25.9.2010/
Komentarz:
Ja też lubię Sławomira Peszkę, męża i ojca, reprezentanta Polski. Ale po tym pijaństwie jakby trochę mniej… Tym bardziej, że Sławek Peszko ostatnio gra dużo słabiej niż kiedyś. We wczorajszym meczu w Warszawie z Legią miał znakomitą szansę strzelenia gola. Spudłował katastrofalnie z kilku metrów, mając przed sobą tylko bramkarza… Z kilku metrów strzelił kilka metrów obok słupka… To skutki zachowania z krakowskiego hotelu? I Lech przegrał z Legią… Legia może być wdzięczna Peszce. Drogi Sławku Peszko, reprezentancie Polski, więcej pracy i honoru, a mniej alkoholu! I liczę jeszcze na dobrą grę Sławomira Peszki!
Cezary Dąbrowski /25.9.2010/
***
Jedno piwko i wyleci z kadry!
Rozmowa z Franciszkiem Smudą, trenerem reprezentacji Polski
Boruc dostanie powołanie, ale dopiero wtedy, jak wywalczy sobie miejsce w Fiorentinie. Tak samo muszą w końcu zacząć grać Kuszczak i Fabiański – Smuda. Atakuje też reprezentację U-23 i mówi o menedżerach.
Dramatycznie wyglądały występy polskich drużyn w europejskich pucharach – może z małym wyjątkiem, Jagiellonii. Co pan na to?
Właściciele klubów zamiast budować, sprzedają. To jest coś niesamowitego. Drużyna zdobywa mistrzostwo Polski i może awansować do Ligi Mistrzów, a tu transfer czołowego piłkarza. I tak w kółko… Owszem, Lech Poznań wziął 4,5 miliona euro za Lewandowskiego, ale przecież za awans do Ligi Mistrzów można było zarobić co najmniej 7 milionów euro. Na dzień dobry! Wystarczyło wyeliminować Spartę, a teraz Żylinę. Przecież łatwiejszą drogę do Ligi Mistrzów trudno sobie wyobrazić…
Mistrz Rumunii, Unirea, w poprzednim sezonie zarobił w Lidze Mistrzów 11 milionów euro, a zajmując 3 miejsce w grupie jeszcze trafił do fazy pucharowej Ligi Europejskiej, gdzie lepszy okazał się Liverpool. Co jednak Rumunii zarobili pieniędzy, to ich… Unirea nie musiała się kwalifikować, ale przecież do fazy grupowej awansował też mistrz Węgier, Debreczyn.
O tym mówię – trzeba zaryzykować, aby coś wygrać. Tak jak w biznesie, a mimo że właściciele klubów są z biznesu, to nie ryzykują…
Z rozmachem inwestuje Józef Wojciechowski w Polonii Warszawa.
I bardzo mi się to podoba! Teraz wyłożył z 10 milionów złotych, a jak zdobędzie mistrzostwo Polski, to też zaryzykuje, aby znowu zainwestować 10 milionów. Albo i więcej! Kto wie, czy Wojciechowski nie będzie pierwszym od piętnastu lat, który wprowadzi polski klub do Ligi Mistrzów. Ma rozmach, chęć, podjął ryzyko… Jak mnie chciał ściągnąć, to myślę, że miałbym rekordową gażę w historii polskiej piłki. Widziałem jego wielkie ambicje. Tak, to może być gość, który spowoduje, że Liga Mistrzów zawita do Polski!
Może rozwiązaniem problemów polskich klubów jest zaciąg zagraniczny, jaki w ostatnich tygodniach zrobiły Legia i Wisła?
Zagranicznymi zawodnikami można się posiłkować, ale nie może być tak, że jest ich kilkunastu w kadrze, jak w Legii i Wiśle.
Jakie widzi pan proporcje w czołowym polskim klubie?
Myślę, że w kadrze sześciu-siedmiu zawodników z zagranicy, to góra. Czterech, pięciu w podstawowym składzie. Ciekaw jestem, ilu z tych piłkarzy Legii czy Wisły się sprawdzi? Taki Antolović kosztował 500 tysięcy euro, Bunoza 400 tysięcy. Ciekawe, naprawdę ciekawe…
Jeden-dwóch na klub na pewno się sprawdzi…
Oby, oby… Trzeba szukać, młodych chłopaków i kształtować ich. Pomyśleć o całym systemie szkolenia. Byłem nawet u Grzesia Laty z tą sprawą, ale tak jakoś dziwnie się na mnie popatrzył i powiedział, że od tego w PZPN jest Wydział Szkolenia, a na jego czele Engel i Piechniczek. Ja na to – a widzisz wyniki juniorów albo młodzieżówki, która przegrywa z Luksemburgiem? Z takimi turystami, to my nigdy nie przegrywaliśmy. Ludzie, litości!
Wczoraj byłem świadkiem, jak Stefan Majewski przekonywał pana do sensu reprezentacji U-23.
Tak, tak – z Polczakiem i Wasilukiem z Cracovii. Ta reprezentacja nie ma sensu, pan zna moje zdanie na ten temat…
Gołębiewskiego pan jednak wziął z U-23 do pierwszej drużyny.
A skąd! Nie z U-23, bo śmieszne mecze grają, a z Polonii Warszawa, gdzie widziałem jego możliwości. Mówię Stefanowi, że tych piłkarzy, których on powołuje, to ja nie chcę. Wcale mnie nie słucha… Będę jednak głośno mówił o pewnych rzeczach. Taka też jest rola selekcjonera. Zagłębie Lubin wywalczyło mistrzostwo Młodej Ekstraklasy, a także mistrzostwo Polski juniorów. Od razu podpowiadam trenerom reprezentacji juniorów ciekawsze nazwiska…
Latem głośno było o dwóch młodych, utalentowanych, ale też cokolwiek szalonych piłkarzach – myślę o Małeckim i Grosickim. O jednym mówiło się źle, o drugim dobrze. Widzi ich pan w kontekście reprezentacji?
Małeckiego miałem chyba na każdym zgrupowaniu. Ale koniec! Niech zapomni – w piłce liczy się głowa. Na zgrupowaniach kadry nikt nie będzie sobie robił jaj…
A Grosicki?
Mówię, że liczy się głowa. Jak popracuje nad głową, to ma szansę. A jak nie, to niech zapomni.
A Artur Boruc, bo prasa pisze, że dostanie powołanie na wrześniowe mecze kadry?
Hm, powiem inaczej – jeśli Boruc będzie numerem 1 w Fiorentinie, będzie zbierał dobre recenzje, to ma szanse. Jak każdy. Z tym, że jedno piwko na kadrze i wyleci z hukiem! Ja nie toleruję takich rzeczy.
Obsada bramki jest problemem…
Powiedziałem Kuszczakowi i Fabiańskiemu, że muszą bronić w klubach. Naprawdę czas najwyższy, aby na co dzień byli numerem jeden, jeśli chcą myśleć o kadrze.
Nie zanosi się na to, aby Kuszczak był numerem jeden w Manchesterze United, a Fabiański w Arsenalu Londyn. To znaczy Fabiański broni, ale czuję, że za chwilę Arsene Wenger kupi golkipera z nazwiskiem i Polak znowu będzie rezerwowym.
Mówiłem im wyraźnie – muszą bronić…
A jak nie będą?
To postawię na Tytonia, który broni w Holandii. Poszukam innych bramkarzy – dobrze zapowiada się Sandomierski z Jagiellonii.
Z obroną też jest problem…
Bez dwóch zdań. Tutaj mam najwięcej pytań, czeka mnie najwięcej eksperymentów. Dlatego chciałem porozmawiać z Kościelnym. Dziś wiemy już jedno – nie ma tematu Kościelnego w reprezentacji Polski. Natomiast jest Perquis z Sochaux. Ludo Obraniak powiedział, że Perquis chce grać w naszej drużynie. Niedługo pojadę do niego na mecz, na własne oczy przekonam się, co potrafi… Cieszy mnie, że Michał Żewłakow znalazł klub w Turcji – w Ankarze. Podpisał kontrakt na dwa lata, a więc do finałów EURO 2012. Michał musi stale grać, bo inaczej traci swoje walory. Powiedziałem mu to bez ogródek: Michał musisz grać w podstawowym składzie w klubie, bo inaczej nici z setki w kadrze (Żewłak ma 96 występów z Orłem na piersi – red.). Obok Żewłakowa przeciwko Kamerunowi zagra Wojtkowiak. Dla mnie to urodzony środkowy obrońca.
W Lechu gra na prawej stronie defensywy.
A niech gra, a ja i tak widzę go tylko na środku obrony. Na prawej stronie szansę dostanie Jędrzejczyk. Ciekawy chłopak, widzę w nim potencjał. Podobał mi się wiosną w Kielcach. Teraz trzepnął trzy bramki w meczu z Arsenalem. To doda mu pewności siebie. To jest dobry moment na debiut. Rzucam go na głęboką wodę i niech pływa.
Na lewej obronie też problem.
Nie wiem, kto zagra. Muszę to poczuć na treningach w Szczecinie. Może postawię na Macieja Sadloka, a może na Marcina Kowalczyka z Dynama Moskwa. Muszę ich zobaczyć na treningu – będą cztery.
Aż cztery w dwa dni?
Tak, a w środę rano jeszcze rozruch. Proszę się nie łapać za głowę. Może być trening i TRENING. U mnie będą zajęcia taktyczne. Muszę im pewne rzeczy wpoić. Przećwiczyć. Przerywam, tłumaczę, krzyczę. I tak w kółko. Nie na tablicy, a na boisku. Nie ma lepszej szkoły. Na pewno nie będzie jednak tak, że zajadę piłkarzy przed Kamerunem. Powiedziałem zawodnikom, że zgrupowania kadry nie służą przygotowaniu fizycznemu. O to muszą zadbać kluby, a jak nie, to niech sami piłkarze wezmą się za siebie. To absolutna podstawa, ale selekcjoner nie może nad tym pracować na zgrupowaniach. Nie ma czasu…
Jeszcze jedno pytanie muszą zadać – co z tym Eugenem Kamińskim?
Jakim Kamińskim? Tym menedżerem?
Tak, menedżerem, który pojawił się przy kadrze.
Ja nic nie wiem, ja z menedżerami nie dyskutuję. Dwóch dzwoniło i chciało, abym postawił ich piłkarzy na nogi, powołując do kadry. Nie będę mówił, co odpowiedziałem.
Na pewno było albo ostro, albo śmiesznie…
Panie redaktorze, postawić to ja sobie mogę… Nie powiem co, bo może kobiety będą czytać. Nie ma żadnych menedżerów i nie będzie. Nigdy nie kupiłem meczu, nigdy nie sprzedałem. Nie będzie też żadnych układów z menedżerami. A co do Kamińskiego, to może Kołakowski jest zły, że podebrał mu Peszkę? Nie mój interes…
Czy porażka 0:6 z Hiszpanią chodzi jeszcze panu po głowie?
Pewnie, że chodzi. Mam swoje wnioski, które przekażę drużynie na zgrupowaniu w Szczecinie. Jednak nie będę tego długo rozpamiętywał. Na jedno warto zwrócić uwagę – Iniesta i Xavi to wzór dla pomocników na całym świecie. Cały czas są w ruchu, pokazują się na pozycjach, wykonują sprinty na małej przestrzeni, aby się uwolnić. Nic tylko się uczyć! Powiem panu, jak widzę najbliższą przyszłość – budowałem już wiele drużyn w życiu, a zawsze są mniejsze lub większe problemy. Przychodzi jednak taki moment, że nagle się objawi kilku piłkarzy, ja ich pociągnę i naprawdę będziemy mieli wartościowy skład. Będą ciekawe sprawdziany, teraz Kamerun, później we wrześniu Ukraina i Australia, w październiku jedziemy do USA i Kanady, gdzie najpierw mecz ze Stanami, a następnie Meksyk lub Ekwador. W listopadzie czeka nas Urugwaj, w grudniu wyjazd w krajowym składzie do Turcji, gdzie może zagramy z Węgrami. Później – już w nowym roku – Turcja, Grecja, będą Niemcy… Może Francja. Wszystko jest ze mną konsultowane, jak trzeba. Taki był od początku warunek w rozmowach ze Sportfive. Andrzej Placzyński z tej firmy – zanim cokolwiek podpisze – to zawsze dokładnie się pyta. Czasami mamy, jako federacja zobowiązania z przeszłości, ale to normalne.
Rozm. RK /9.8.2010/
***
Jak Niemcy, ale po polsku!
Rozmowa z Franciszkiem Smudą, trenerem reprezentacji Polski
Dlaczego nie pojechał pan na mistrzostwa świata? Trenera reprezentacji Polski nie interesuje jak grają najlepsi?
Interesuje, dlatego wszystkie mecze obejrzałem w telewizji. Raz tylko mecz znudził mnie tak, że po przerwie przełączyłem się na film. Ale nie powiem który mecz. Decyzję o pozostaniu w Polsce podjąłem znacznie wcześniej. Mundial kończył pracę wielu trenerów i zawodników. Teraz przyjdą nowi trenerzy, powołają nowych graczy i zastosują swoje systemy taktyczne. Notatkami, które robiłbym w RPA mógłbym napalić w kominku. Dla mnie ważniejsze są mecze eliminacyjne do mistrzostw Europy, które niedługo się zaczynają. Już z tymi nowymi trenerami i zawodnikami.
Ale kilku trenerów z Polski do RPA pojechało.
I bardzo dobrze, sam postarałem się o to, aby wyjazd na mundial był nagrodą dla Jacka Zielińskiego z Lecha, Michała Probierza, który zdobył z Jagiellonią Puchar Polski i Waldka Fornalika, który zajął z Ruchem trzecie miejsce. To im się przyda w pracy. Tym bardziej, że grają o europejskie puchary.
Co ciekawego mogli zobaczyć na mundialu, na co pan zwrócił uwagę?
Prawdę mówiąc, nie zobaczyłem niczego nowego. Większość drużyn grała systemem 4-4-2 lub 4-2-3-1 czyli tak, jak przed mistrzostwami. Można było zobaczyć zespoły całkiem wypompowane, jak Anglia lub Brazylia i chaotyczne taktycznie, jak Argentyna. Nieprzypadkowo były to drużyny, których zawodnicy występują w silnych ligach. Można nawet powiedzieć, że reprezentacja Anglii padła ofiarą swojej własnej ligi. Ludovic Obraniak powiedział mi, że on po sezonie we Francji jest u kresu sił, bardziej podatny na kontuzje, bo w trakcie rozgrywek daje z siebie wszystko w kilkudziesięciu meczach. A przecież poziom ligi francuskiej jest niższy niż angielskiej.
A co się panu podobało na mundialu?
Jestem niezmiennie pod wrażeniem gry Hiszpanii. I nie chcę wcale słuchać pocieszeń, że przegraliśmy 0:6, ale z mistrzem świata. Będę leżał w trumnie a jeszcze Jan Tomaszewski będzie mi tę porażkę wypominał. Kiedy Xavi podaje osiem razy i piłka zawsze trafia do partnera, to jest godne podziwu. A nie: dzida do przodu i zobaczymy co z tego wyniknie. To nie jest piłka. Zaimponowały mi drużyny Ghany i Kamerunu, grające ładnie dla oka i kolektywnie. W meczu Danii z Kamerunem było wszystko, co jest w piłce nożnej.
W dalszym ciągu uważa pan, że taktyka na mecz z Hiszpanią w Murcji była właściwa? Szwajcarzy pokazali, że Hiszpanów można nie tylko zatrzymać, ale nawet pokonać.
Kibic chce oglądać ładny mecz a nie murowanie bramki…
Myśli pan, że kibice szwajcarscy mieli swoim piłkarzom to za złe? Murowali, ale wygrali.
My w Murcji daliśmy Hiszpanom za dużo miejsca. Gdybyśmy grali z nimi na mistrzostwach świata, na pewno robilibyśmy wszystko inaczej. Tak, żeby ograniczyć, w miarę możliwości, ich atuty. Ale gralibyśmy jak Polska, a nie Szwajcaria.
Wszyscy chwalą Niemców.
Mnie też bardzo się podobali. Zaimponowali mi kapitalnym przygotowaniem do turnieju. Przecież Bundesliga jest również wyczerpująca, w dodatku Bayern, który dał do reprezentacji Niemiec i Holandii ośmiu zawodników, grał w finale Ligi Mistrzów. Niemcy potrafili zregenerować siły zawodników jak żadna inna reprezentacja.
11 sierpnia Polska gra w Szczecinie z Kamerunem. Zobaczymy nowych zawodników?
Raczej nie. Nowe nazwiska pojawią się w następnych meczach, we wrześniu, kiedy spotkamy się z Ukrainą i Australią. Teraz, kiedy liga jeszcze się nie zaczęła, trudno znaleźć podstawę do powołań, więc postawię na tych, których już znam.
Ale przerwa w rozgrywkach jest okresem transferów. One też mają jakiś związek z pańskimi planami budowy reprezentacji?
Bardzo duży. Zmiana klubu zmienia sytuację piłkarza. Czasami na lepsze, czasami na gorsze. Uważam, że Artur Boruc podjął słuszną decyzję, przenosząc się z Glasgow do Florencji. We Włoszech będzie bardziej zmotywowany. Nie będzie się spinał na jeden mecz, z Rangersami. Będzie się chciał pokazać w pojedynku z Interem, Milanem, Juventusem, Romą. Zwłaszcza jeśli w Fiorentinie pozostanie Sebastien Frey i Boruc będzie z nim musiał rywalizować. Jeśli Kamil Glik wywalczy miejsce w Palermo, to jego sytuacja w kadrze też się poprawi. Za dwa lata, jak okrzepnie we Włoszech, będzie się inaczej czuł, wychodząc na boisko podczas mistrzostw Europy. I za cztery lata na mundialu w Brazylii też.
Ładne pan ma marzenia.
A dlaczego nie? Ja w nich wierzę. A poza tym szukam zawodników do obrony. Z tym jest największy problem. Cieszę się, że Laurent Koscielny bierze pod uwagę grę w reprezentacji Polski, chociaż deklaracji żadnej nie złożył. To jest dobry stoper, widziałem go w drużynie Lorient, a po przejściu do Arsenalu powinien być jeszcze lepszy. W kontakcie z nim pomógł mi Łukasz Fabiański. Kiedy Arsenal przyjedzie do Warszawy na mecz z Legią, spotkam się z Koscielnym. Jest jeszcze środkowy obrońca Sochaux Damien Perquis, mający także polskie korzenie. Niedługo będą go obserwować moi asystenci Jacek Zieliński i Hubert Małowiejski.
Reprezentacja ma w tym roku dość dziwnych przeciwników. Co dadzą mecze z nimi?
Jak to dziwnych? Z europejskimi nie możemy grać ze względu na rozpoczynające się eliminacje do Euro. My jako gospodarze mamy w terminach UEFA wolne, więc musimy szukać sparingpartnerów spoza Europy. 11 sierpnia gramy z Kamerunem w Szczecinie, 4 września w Łodzi z Ukrainą, która jest w takiej samej sytuacji jak Polska. Na 7 września zaplanowaliśmy w Krakowie spotkanie z Australią. To nie są przeciwnicy dziwni, tylko uczestnicy mistrzostw w RPA. Wolę żeby reprezentacja mierzyła się z kimś silnym i nawet przegrywała, bo dzięki temu więcej się nauczy. W pierwszej połowie października wybieramy się do Stanów Zjednoczonych. W Chicago mamy się spotkać z USA. Być może drugim przeciwnikiem będzie Urugwaj. To chyba nie jest najgorszy rywal, prawda?
SS/RP /23.7.2010/
***
Smuda i Polacy jak Niemcy!
Franciszek Smuda po urlopie w Hiszpanii zabiera się do pracy. Z piłkarzami selekcjoner reprezentacji Polski spotka się 8 sierpnia na zgrupowaniu w Szczecinie. – Wystarczająco odpocząłem. I już uprzedziłem żonę, że od sierpnia rzadko mnie będzie widzieć w domu. Znowu będę latającym selekcjonerem – zapowiada Franz.
Czy wyjazd do Hiszpanii miał panu… poprawić nastrój po klęsce w Murcji 0:6?
Urlop w Hiszpanii dawno był zaplanowany. Porażka z nowymi mistrzami świata nie miała na to wpływu. Ale nie ma co ukrywać, długo o tym spotkaniu nie mogłem zapomnieć. Wiele razy tę klęskę analizowałem. Niestety, kilku moich młodych zawodników narobiło ze strachu w portki i Hiszpanie urządzili sobie z nami niezłą corridę.
Tak długo rywale świętowali tę corridę, że na dzień dobry w RPA ulegli dość topornie grającym Szwajcarom!
Drugi raz już na pewno nie daliby się tak ograć. To był wypadek przy pracy. Na pewno nie będę moim piłkarzom dawać za wzór Szwajcarów. Nie będziemy grać obrony Częstochowy i wybijać piłki w trybuny. Na pewno za kadencji Franza Smudy Polska tak grać nie będzie! U mnie nudów nie ma. Muszą być emocje, dramaty i gole w doliczonym czasie gry. Przecież to znak firmowy Smudy.
Z murowania bramki sławy na Euro 2012 nie zdobędziemy. Jeśli nie Szwajcaria, to kto będzie wzorem dla naszej reprezentacji?
Niemcy! Za dwa lata na Euro chcemy grać tak, jak ekipa Joachima Loewa. Czyli szybko, błyskotliwie, kombinacyjnie i skutecznie. Tylko w taki sposób można przyciągnąć na trybuny fanów, a przecież będziemy grać przed własną publicznością. Wybijaniem piłek i murowaniem bramki nie rozkochamy w sobie kibiców. W przyszłym roku spotkamy się z Niemcami w Warszawie i zobaczymy wtedy, na jakim jesteśmy etapie? I wcale nie jest powiedziane, że ten mecz przegramy…
Żeby grać jak Niemcy i toczyć wyrównane boje z Hiszpanami czy Holendrami, trzeba mieć znacznie silniejszą obronę!
Ależ oczywiście, nie ma innej opcji. Dlatego w najbliższym czasie tą formacją będę szczególnie się zajmować. Bez dobrej obrony nie ma dobrego wyniku. Wybieram się już niedługo do Francji. Chcę wreszcie porozmawiać z Damienem Perquisem z Sochaux. Tego obrońcę muszę namówić do gry dla nas! Wydaje mi się, że nie jest jeszcze przegrana sprawa Laurenta Kościelnego. Dopóki nie zagra w reprezentacji Francji, mamy szansę. No i cierpliwie czekam na sygnał od Sebastiana Boenischa. Nie naciskam na piłkarza Werderu, ale po cichu liczę, że może już we wrześniowych meczach z Ukrainą i Australią zobaczymy go w naszych barwach. Przebudowa obrony to priorytet!
Ludovic Obraniak może przejść do Auxerre, Robert Lewandowski jest już w Borussii Dortmund, Artur Boruc w Fiorentinie. Polscy piłkarze jednak są doceniani w Europie?
Ludo nawet dzwonił do mnie. Cieszył się, że znowu trafi pod skrzydła Jeana Fernandeza. Przy tym trenerze na pewno będzie w formie i często wybiegnie w podstawowej jedenastce. Artur ma szansę nie tylko zmienić klimat, ale także odbudować formę. Fiora jest bardzo dobrym wyborem. Liga włoska jest na pewno silniejsza od szkockiej. Cieszę się też z powodów… logistycznych. Podczas jednego weekendu będę mógł być na meczach Auxerre, Borussii oraz na przykład Lecha – i przez trzy dni zobaczę niemal pół reprezentacji Polski!
Czy po odejściu Lewandowskiego w Poznaniu jest jeszcze aż tylu kadrowiczów?
Dyzio Wojtkowiak i Sławek Peszko na pewno. Oglądałem też ostatnio w akcji… Artura Wichniarka. W Baku strzelił gola w swoim stylu. Jak będzie taki skuteczny i zdobywać bramki regularnie, to nie wykluczam, że obok Michała Żewłakowa w reprezentacji na Euro znajdzie się jeszcze miejsce dla drugiego starszego zawodnika. Wszystko przed Arturem! Aż tak bardzo średniej wieku nam nie zawyży. Cieszę się, że szefowie Lecha w końcu przejrzeli na oczy i dali się przekonać do tego napastnika. Jeszcze nieraz Wichniar odpłaci im się za ten transfer.
Czy na najbliższy mecz z Kamerunem będą jakieś niespodzianki w składzie?
W ostatnim czasie stałem się prawdziwym maniakiem telewizyjnym. Obejrzałem cały mundial, a teraz zaczyna się krajowa karuzela. Byłem w Chorzowie, oglądałem Lecha, wybieram się na Wisłę. Może się jeszcze ktoś ciekawy nawinie. Ale raczej trzeba będzie, wzorem Niemców, szukać zawodników z polskimi paszportami w innych krajach. Zresztą popatrzmy na nasze kluby – sprowadzają w większości zagranicznych zawodników…
F-t /16.7.2010/
***
Wszystko poronione
Rozmowa z Andrzejem Iwanem, byłym reprezentacyjnym napastnikiem
W naszej piłce poronione mamy wszystko: system szkolenia narybku, mentalność piłkarzy i mafię menedżerów, a na dodatek przygotowania do Euro 2012 zaślepiają nas całkowicie i wszyscy boją się wprowadzić gruntowne reformy, które rozwaliłyby ten układ – mówi przed startem sezonu Andrzej Iwan, który jest w szoku po popisach naszych ‘eksportowych’ drużyn w eliminacjach do europejskich pucharów.
Kluby mają problemy z dotrwaniem do sierpnia w europejskich pucharach, w Lidze Mistrzów jesteśmy nieobecni od 14 lat. Nie ma nas na salonach piłkarskiej Europy. Reprezentacja męczy się ze strzeleniem choćby jednego gola, a od Hiszpanów inkasuje sześć. Co się dzieje z polskimi piłkarzami?
Ich mentalność zawodzi na całej linii. Zresztą polska mentalność szwankuje w różnych dziedzinach życia, nie tylko w sporcie. Zbyt wcześnie zadowalamy się tym, co udało się osiągnąć, i osiadamy na laurach. Nie mamy parcia do przodu, ukierunkowania na rozwój, determinacji, by realizować cele. Wiem to po sobie. Też zadowalałem się szybko byle czym… Później człowiek pewnych rzeczy może tylko żałować.
Kuba Błaszczykowski, który zrobił błyskawiczną karierę, wychodząc z czwartoligowego KS Częstochowa, jest chyba wyjątkiem.
Tak. Kolosalną rolę odgrywają wychowanie, geny, które u Kuby są takie, jak być powinny. Zdecydowana większość naszych piłkarzy nasyca się jednak zdecydowanie za szybko. A przecież, jak na Polskę, mają wymarzone warunki do rozwoju – znakomite zarobki, pełen profesjonalizm w klubach. Jeszcze jak się spojrzy na Wisłę, która niemal rok w rok zdobywa mistrzostwo Polski, to wysokie płace są wytłumaczalne, choć nie we wszystkich przypadkach, lecz w innych klubach już nie bardzo.
W lidze najlepsi pod względem płac, z którymi nie zawsze w parze idą umiejętności, zarabiają po 300-400 tys. euro rocznie. Czy to nie przesada? Przecież w skali Europy ci piłkarze nic nie znaczą!
Ja bym takich pieniędzy nie odmówił na pewno Arkowi Głowackiemu. Wystarczy rzut oka na jego głowę, ile na niej sznytów, ran, blizn – widać, że ten chłopak dawał z siebie wszystko. Trudno się dziwić, że Turcy zgłosili się właśnie po niego (za 800 tys. euro Głowa trafił z Wisły do Trabzonsporu – przyp. red.). Natomiast na przeciwległym biegunie jest Wojtek Łobodziński, który nie dość, że słabo gra, to jeszcze nie wykazuje za grosz zaangażowania.
Dlaczego współcześni polscy piłkarze grają gorzej od waszego pokolenia? Wy nie mieliście tak profesjonalnych przygotowań do sezonu połączonych z wyjazdami na zagraniczne zgrupowania, a zimą do cieplejszych krajów?
Jednym z nieszczęść polskiej ligi są sport-testery, które w założeniu miały pomóc. Tymczasem piłkarze zasłaniają się nimi. Ustalono im tętno progowe, powyżej którego nie wychodzą, bo by im zaszkodziło. A przecież w meczach powinni dawać z siebie wszystko! Ze zmęczenia powinni rzygać, mdleć, z wysiłku narobić w spodnie, cokolwiek!
Naprawdę zdarzało się panu wymiotować po meczu?
Pewnie, nawet podczas meczu. Skoro takie tłumy przychodziły na stadion, to nie po to, żeby oglądać, jak człowiek spaceruje po murawie i schodzi do szatni w nieskazitelnie czystych koszulkach i spodenkach. Monitoring treningu powinien być stosowany, ale jako narzędzie przyspieszające regenerację zawodnika między meczami czy zapobiegające zajechaniu piłkarza na treningu, a nie jako alibi dla słabej gry, odpuszczania podczas spotkania. Jak słyszę tłumaczenia piłkarzy, że oni nie mogą dużo biegać, bo są szybkościowcami, to mnie rozsadza. Nas nikt nie monitorował i jakoś zdrowi byliśmy. Teraz słyszę, że piłkarzom nie wytrzymują pachwiny, Achillesy (ścięgna – przyp. red.). Nic dziwnego, skoro w okresach przygotowawczych pracują w komfortowych warunkach w ciepłych krajach, a potem wracają i trenują na błotach w marcu i lutym, bo przecież rzadko który klub ma profesjonalną bazę treningową. Myśmy trenowali w zimie, w kopnym śniegu. Podczas takich gierek wszystkie partie mięśni pracowały, wzmacniając się w ten sposób.
A może to wszystko przez niesportowy tryb życia?
Z tym było gorzej za moich czasów. Gdyby wtedy były bulwarówki, to codziennie miałyby na pierwszej stronie zdjęcia z naszych balang. Niestety, nie wylewaliśmy za kołnierz, ale też alkohol nie był dla nas wymówką, by chować się do treningu czy podczas meczu. Wręcz przeciwnie, gdy szedłem na trening po balandze, to dawałem z siebie jeszcze więcej niż zwykle, żeby trener niczego nie zauważył. Czasem człowiek wymiotował, ale się hartował. Jasne, że na dłuższą metę działo się to ze szkodą dla organizmu, ale wtedy nikt by mi tego nie wytłumaczył. Dlatego słabości polskiej piłki nie ma co szukać w niesportowym trybie życia. Pod tym względem akurat dzisiaj jest dużo lepiej niż za moich czasów. Chłopaki wiedzą, co jeść, jakie stosować odżywki i witaminy. Problem tylko w tym, że od tego wszystkiego nie urosną im zwykłe, piłkarskie jaja, czyli charakter do walki.
Truizmem stało się już stwierdzenie, że dorosło nam słabsze pokolenie, wychowane na komputerach, a nie na podwórkach, z piłką przy nodze. Zgadza pan się z nim?
Oczywiście. Kiedy analizuję najnowsze dzieje polskiej piłki, to dochodzę do wniosku, że ostatnim pokoleniem, które coś osiągnęło, były roczniki 1971-1972 – tacy Świerczewscy, Hajty, Juskowiaki, którzy zdobyli wicemistrzostwo olimpijskie w Barcelonie. Oni jeszcze prawdziwy poligon piłkarski przechodzili na podwórkach, przed blokami, gdzie była duża selekcja i naturalna eliminacja – słabszy odpadał. Do klubów przychodzili już z niemałymi umiejętnościami, dobrym charakterem, bo jak ktoś kopał byle jaką piłkę na marnym skrawku asfaltu czy trawnika, to musiał go mieć. A dzisiaj? W klubach zjawiają się dzieciaki oderwane siłą od konsoli, często niemal wyłącznie z dobrych domów, bo w trampkarzach i juniorach trenerzy stawiają na tych, których tatuś pomaga finansowo klubowi. Tu jest pies pogrzebany! Dziecko z biednego domu ma może zadatki, ale w dzisiejszych realiach nie ma szans się przebić! A przecież futbol kiedyś był grą dla plebsu. Piłkarze wychowani w warunkach naturalnych są obecnie rzadkością. Wyjątkiem mogą być bracia Brożkowie. To podwórkowi – w dobrym tego słowa znaczeniu – piłkarze. Oni się wiele nie nauczyli po przyjściu do Wisły. Technicznie ukształtowało ich podwórko, to samorodki. To zupełnie inne przypadki niż Marcin Baszczyński, który po przyjściu z Ruchu miał problemy z trafieniem w piłkę lewą nogą i z Adamem Nawałką organizowaliśmy mu ćwiczenia na poprawienie techniki uderzenia słabszą kończyną.
Zbigniew Boniek napisał ostatnio, że chorobą polskiej piłki są menedżerowie. Zgadza się pan z tym?
Jak najbardziej! Menedżerowie, to zakała. Robią piłkarzom zamęt w głowach. Gorsze jest jednak to, że wchodzą w zgniłe układy z działaczami. Podejrzewam, że odbywa się to w ten sposób: raz się gdzieś tam dogadali przy jakiejś transakcji, a potem to się ciągnie i jeden drugiego boi się zdradzić, bo każdy jest umoczony, wie, że to może wyjść na jaw i tak ta współpraca trwa. Dosyć wnikliwie śledzę naszą piłkę, więc śmiało mogę powiedzieć, że 30 proc. zakontraktowanych w najwyższej klasie piłkarzy nie powinno nawet pod nią podchodzić! Oczywiście, musimy też wziąć pod uwagę fakt, że w II lidze, jeśli chodzi o jakość piłkarzy, cudów nie ma, ale 70 proc. piłkarzy z zaplecza I ligi prezentuje umiejętności podobne, albo nawet wyższe niż ci słabeusze, i tylko układy menedżerskie powodują, że to właśnie tamci znajdują angaż w najwyższej klasie. Z czym się to wiąże? Zdecydowana większość piłkarzy-słabeuszy ma menedżerów. Menedżer żyje z liczby piłkarzy i z częstotliwości zmieniania przez nich klubów. Powiązania menedżerów z działaczami, a czasem nawet trenerami, blokują drogę do klubów utalentowanej młodzieży i odbierają chęci do pracy wychowankom. Wychowanek w ten sposób przestaje się identyfikować z klubem tak bardzo, jak to się działo w moich czasach. Patrzmy jednak na obie strony medalu. Podejrzewam bowiem, że większość kibiców chciałaby, tak jak ja, żeby przeciętniaków z zagranicy, których w lidze coraz więcej, zastępować młodymi Polakami. Tymczasem transfery Wisły i Legii – Lech był mniej aktywny w letnim okienku transferowym – to przecież, na 17 sprowadzonych, niemal sami obcokrajowcy! Jeśli już pozyskiwano Polaków, to najpewniej będą oni grzać ławę – Kiełb w Lechu i Wilk w Wiśle.
A ta druga strona medalu?
Musimy się zastanowić, czy to dyskryminacja polskich zawodników, czy wartościowych Polaków tak naprawdę nie ma.
A jeśli już, to kluby wyceniają ich na milion euro. Zapłaciłby pan tyle za Sobiecha albo Sadloka? Legia właśnie tyle dała za Vrdoljaka, który był gwiazdą Dynama Zagrzeb.
Absolutnie nie wyłożyłbym takich pieniędzy. To wielka różnica być gwiazdą Dynama Zagrzeb a Ruchu Chorzów. Szkoda, że Sobiech i Sadlok nie znaleźli się w bogatszych od Ruchu klubach – Wiśle albo Lechu. Te kluby byłyby w stanie dłużej ich utrzymać u siebie, a w Ruchu doszło do szybkiej sprzedaży, zanim zawodnicy na dobre się ukształtowali. Przecież Ruch szczypał się z pieniędzmi już przy zakupie Sobiecha i Grunwaldowi Ruda Śląska zapłacił niewiele, i teraz musi dzielić się wpływami przy kolejnym transferze do Polonii Warszawa. Przy okazji Sobiecha zastanówmy się, ilu młodych polskich piłkarzy w minionym sezonie wybiło się w lidze?
Sobiech, Małecki, Cetnarski… Niewielu.
Na dobrą sprawę od momentu pojawienia się Roberta Lewandowskiego nie było młodego piłkarza, który by przyćmił innych. Cezary Wilk jesienią grał nieźle, rozwinął się przy boku Vukovicia, ale już wiosnę miał słabszą itd.
Wracając do menedżerów, ostatnio głośno było o konflikcie Jarosława Kołakowskiego z bramkarzem Arkadiuszem Onyszką. Zamiast zgodnie z umową podzielić się prowizją, ok. 200 tys. zł, menedżer Kołakowski oddał ją właścicielowi Polonii Warszawa, Józefowi Wojciechowskiemu, po tym, jak okazało się, że Onyszko ma chore nerki.
Dla mnie to skandal. Menedżer powinien być agentem piłkarza, dbać o jego interesy. Tymczasem zachowanie Jarosław Kołakowskiego w stosunku do Arkadiusza Onyszki było fatalne. Nagle przeszedł na drugą stronę barykady tylko po to, żeby nie zamknąć sobie drogi do dalszych transferów do Polonii, a zawodnika pozostawił samemu sobie. Jeśli pan Kołakowski jest taki szczodry, to niech odda Cracovii pieniądze za Polczaka czy Wasiluka, którzy do gry Pasów nic dobrego nie wnieśli. Za te transakcje menedżer Kołakowski pewnie prowizje wziął i nie przejmował się tym, że zrobił klub w balona. Inna rzecz, że Kołakowski ma swoich popleczników, bo prezes Cracovii Janusz Filipiak ogłasza publicznie, że ma dwójkę najlepszych w Polsce stoperów dzięki transferom Polczaka i Wasiluka.
Jeszcze chyba nigdy nie było tak masowej kompromitacji polskich zespołów w europejskich pucharach, jak w tym roku…
Po tym czwartku, gdy jednego dnia wszystkie drużyny dostały w łeb, jestem w wielkim szoku. Po raz pierwszy tego lata szok przeżyłem, gdy oglądałem na żywo Ruch z Szachtiorem Karaganda. Pierwszy raz w życiu widziałem, żeby rywal z egzotycznej ligi miał tak miażdżącą przewagę nad naszym zespołem i to pod każdym względem! Szachtiorowi brakowało tylko skuteczności. Natomiast kultura gry, indywidualne wyszkolenie – to były atuty piłkarzy Szachtiora! Nie atakuję trenera Fornalika, bo trener w sporej mierze jest uzależniony od swojego warsztatu, od tego, jakimi dysponuje piłkarzami. Jeżeli zawodnik ma kłopoty ze wszystkim – przyjęciem piłki, dograniem – to ciężko mówić o realizacji założeń taktycznych. Co z tego, że trener będzie sobie mówił o najmądrzejszej taktyce, kiedy zawodnik będzie się zachowywał tak, jak Boguski w pierwszym meczu z Karabachem Baku. To przecież wołało o pomstę do nieba! Rafał to bardzo fajny chłopak, ale musi zrozumieć, że gra w piłkę czasem boli. A tymczasem już drugi sezon słyszę, że Bogusiowi odzywa się blizna. No, rany boskie! Człowieku, jak nie będzie ci się nic odzywało, to znaczy, że nie będziesz żył! Musisz zacisnąć zęby. Przyjęcie piłki, zastawienie jej i sprowokowanie przeciwnika do kopnięcia, to element gry. Nie można cały czas, unikając kontaktu, odgrywać piłki w ciemno do partnera, trzeba się liczyć z tym, że czasem futbol, to walka wręcz. Czasami trenerzy mówią, że trzeba zaostrzyć grę i co się dzieje? Piłkarze nie umieją grać ostro, ale potrafią brutalnie i później kończymy mecze w zdekompletowanych składach. Prawda jest smutna: gramy brutalnie albo jak panienki. Nie ma gry ostrej.
Dlaczego?
Spora w tym wina sędziów, którzy dają się nabierać na krzyk, nurkowania itd. Spotkanie o Superpuchar Lecha z Jagiellonią nie było takie trudne do prowadzenia, ale sędziowie, Arabowie, mi się podobali (jako główny Marai Alawaji z Arabii Saudyjskiej – przyp. red.). Przy sędzi z obcego kraju piłkarze zachowywali się inaczej – nie pajacowali, nie dyskutowali. Arbitrów ligowych znają, ci boją się narażać.
Może uratuje nas Euro 2012?
Boję się, że mistrzostwa Europy, zamiast być zbawczymi, to przeszkodzą. Jesteśmy skoncentrowani tylko na tym, żeby osiągnąć wynik na Euro. Wynik, czyli wyjście z grupy, bo o niczym innym nie możemy nawet marzyć. Przez to przez parę lat koniecznych przecież reform brak, bo nikt nie ma odwagi ich wprowadzać i rozwalić ten układ. Może nawet nie chodzi o samo rozwalenie, ale w jakim szanującym się dużym kraju, a za taki się uważamy, gdzie piłka tak źle stoi, wszyscy robią dobrą minę do złej gry i nikt nie reaguje. Wystarczy spojrzeć na Wydział Szkolenia PZPN – nie ma żadnych upublicznionych materiałów szkoleniowych, które byłyby dostępne nie tylko dla trenerów walczących o licencję pro, ale też dla tych pracujących z młodzieżą w małych klubach! Budowy piramidy nie zaczyna się od góry, tylko od dołu, i tu jest największy problem ze szkoleniem młodzieży. A przecież dyrektor sportowy PZPN, Jurek Engel, to inteligentny człowiek, tylko nie zawsze swoją inteligencję realizuje we właściwy sposób.
MB /6.8.2010/
Kategoria Sport

















































































































































































