Jak tam jest…

Rozmowa z Sewerynem Krajewskim

– Miasto to potworny hałas, nie podoba mi się to. Pracowałem więc w nocy – mówi Krajewski o przygotowywaniu swojej nowej płyty ‘Jak tam jest’

Kiedy patrzę na las za oknem pańskiego domu i przypominam sobie pogodną melancholię nowej płyty, skojarzenia biegną ku poezji Kochanowskiego. To samo życzliwe zadumanie nad światem pędzącym gdzieś w oddali, ale i umiłowanie spokoju, prawa do życia w odosobnieniu.

Tak pan to odczytał? Słychać w mojej muzyce, że nie mieszkam przy Marszałkowskiej? Ciekawe spostrzeżenie. Rzeczywiście, mieszkając w centrum Warszawy chyba nie poradziłbym sobie z pisaniem piosenek. Muszę tu żyć, by robić to, co robię. By był ten nastrój i zachować oryginalność.

Musi się pan odciąć od wielkomiejskiego zgiełku?

Tak zupełnie to odciąć się nie da. Zresztą, ja też czasami potrzebuję miasta, by jak to mówią, dochamić się trochę. Albo włączam telewizor, przez chwilę słucham wiadomości i już wiem gdzie jestem… Po chwili jednak wracam do swojego świata. Jak każdy, kto zajmuje się tworzeniem czegokolwiek, muszę się na jakiś czas odizolować. Kiedyś mieszkałem te paręnaście kilometrów bliżej Warszawy, ale tam dom stał przy domu i robiło się coraz głośniej. Miasto to potworny hałas, nie podoba mi się to. Pracowałem więc w nocy. Zresztą ja w ogóle jestem typem sowy, ożywam wieczorem i siedziałbym do rana… Okazuje się jednak, że to bzdury, bo w nocy, po całym dniu, człowiek jest zmęczony.

I źle ocenia pan sytuację?

W nocy im później, tym jest piękniej. Melodie i ich aranżacje też mi się wydają piękne, ale nazajutrz, rano, zwykle okazuje się, że to kompletna bzdura, że to jest do wyrzucenia, cała praca na marne. (śmiech) Ale najważniejszy jest i tak ten zryw, ta ochota…

Czyli pracuje pan raczej pod wpływem impulsu, niż według sztywno ustalonego harmonogramu?

Nie wierzę w siedzenie i układanie piosenek. U mnie to tak nie działa. Jeżeli kiedykolwiek próbowałem coś wymyślić, to nie ujrzało światła dziennego. Od razu czuje się, że taka piosenka jest słaba. Pomysł przychodzi znienacka, to jest jakiś bodziec, siła, której nikt nie określił.

Ma pan jakieś sposoby na sprowadzenie na siebie tej inspiracji? Na przykład spacer w ulubione miejsce w lesie?

Nie. To przychodzi samo. Objawia się to jako chęć, by usiąść przy instrumencie. Kiedy instrument jest dobry, można wręcz mówić o tęsknocie za tym, by znów położyć na nim ręce i zagrać. Może to być fortepian, ale on stoi w salonie, gdzie zwykle ktoś jest, coś się dzieje, więc najczęściej wybieram gitarę, którą mam w studiu. A w takich chwilach wolę pobyć sam, w miejscu, gdzie nikt mnie nie podgląda. Najpierw więc pojawia się ta chęć pogrania sobie… I to jest improwizacja. Nie chodzi o granie swoich ulubionych piosenek, bo jak już się napisze piosenkę, kiedy już jest zaaranżowana i ma tekst, to koniec. Dziecko idzie w świat i niech się samo z tym światem zmaga.

Improwizuje pan więc i…

Chcę napisać nową piosenkę, tę najlepszą i z tej improwizacji nagle coś się wyłania. Albo i nic. Czuję, kiedy nic z tego nie będzie, bo mija ochota na granie i odstawiam instrument. Ale czasem z takiego grania bez zobowiązań wyłania się motyw i nagle robi się fajnie. Czuję, że natychmiast trzeba to zanotować, bo to bardzo ulotna chwila. Nie mam papieru nutowego w każdym kącie, więc czasem wystarczy zrobić paręnaście kroków z jednego pomieszczenia do drugiego, by to zniknęło. Zanim dojdę, zanim otworzę zeszyt, wezmę ołówek i napiszę datę – już gubię… Wystarczy, że ktoś zadzwoni, że otworzę drzwi, że inny obraz zobaczę – i już tego nie ma. Próbuję odtworzyć, ale nie ma mowy, ta inspiracja jest nie do odtworzenia. Muszę zapisać od razu.

W końcu takich szkiców uzbiera się pełna szuflada.

Nie szkiców, to już są piosenki. Najpierw zapisuję je w zeszycie, a później siadam i je nagrywam. Takie wersje demo dostają ci, którzy potrzebują piosenki, jak Andrzej Piaseczny czy niedawno pani Santor.

Ale ja pytam o pana własną płytę. Ciekaw jestem na przykład, jak bardzo interesuje się pan tekstami. To, co pan śpiewa na ‘Jak tam jest’ napisał Andrzej Piaseczny. Mógłby się pan pod jego słowami podpisać?

Myślę, że Andrzej dosyć głęboko wszedł do mojego świata. Rozmawialiśmy sporo, przekazałem mu, o co mi chodzi. Jeżeli ja mam to śpiewać… Bo początkowo wcale nie było to takie pewne. Myślałem że Andrzej powinien pójść za ciosem i pociągnąć kolejny album, następcę ‘Spisu rzeczy ulubionych’. Ale on doszedł do wniosku, że jednak nie, że nie warto się powtarzać.

Naprawdę? Myślałem, że zdecydował się pan na nagranie ‘Jak tam jest’ po gorącym przyjęciu, jakie zgotowano panu na trasie z Andrzejem. Byłem i widziałem ten ogłuszający aplauz.

Fajnie kiedy człowiek jest dobrze przyjęty, bo te piosenki przecież nie tylko dla siebie piszę. Fajnie sprawdzić na żywo, że mam rację, ale wolałbym, by to ktoś inny sprawdzał. (śmiech)

Na scenie nie wyglądał pan na szczególnie umęczonego.

Bo po raz pierwszy miałem taką komfortową sytuację, że byłem gościem. Wchodziłem na parę piosenek i mogłem zejść, kiedy chciałem. Uznałem jednak, że powinienem zrobić taki ukłon w stronę Andrzeja…

Ludzie, którzy przyjdą na pana koncert nie będą oczekiwać płomiennych kazań, ale pana piosenek.

To prawda. Ale wiem też, że wyłącznie śpiewać przez godzinę po prostu się nie da. Cudów nie ma. Tym bardziej, że mam określoną barwę głosu, nie jestem piosenkarzem, który potrafi raz tak, raz tak i po kilku piosenkach ludzie mogliby się znużyć. (śmiech)

Płytę z Piasecznym nagrywał pan ‘Na przekór nowym czasom’, ale chyba nie są one aż tak złe, skoro została tak dobrze odebrana. Gdzieś w tym głośnym, pędzącym na oślep świecie znalazło się mnóstwo osób o wrażliwości podobnej do waszej.

Miejsce dla takiego grania zawsze było, jest i będzie. Tylko dzisiaj trudno znaleźć dla tych piosenek miejsce w radiu czy w telewizji, choć to przecież muzyka popularna. Nasi radiowcy mają inny gust, niż ich zachodni koledzy. U nas musi być hopsa-hopsa, a tam nie tylko.

Chyba nie chodzi tylko o kwestie muzyczne. W Anglii na przykład szanuje się wielkich artystów z przeszłości, a u nas zdaje się, że gruba kreska z polityki została przeciągnięta też przez kulturę.

Są tacy co twierdzą, że skoro byłem popularny w PRL-u, to nie mam prawa występować w wolnej Polsce. (śmiech) To brak i wychowania, i szacunku dla artystów. Ten problem zawsze u nas występował. Owszem, niektórzy artyści sami się proszą o nienajlepszą opinię na ich temat, czy to przez naganne zachowanie czy przez brak oryginalności, a to potem kładzie się cieniem na nas wszystkich.

Tytuł płyty – Jak tam jest – sugeruje tęsknotę za przygodami, z których przeżywania się zrezygnowało. Ale jednocześnie, przez teksty przewija się ławka-kotwica, która trzyma pana tu i teraz.

Wbrew pozorom sporo się na tej ławeczce dzieje. Tu się zaczyna życie i tutaj kończy. Jest świadkiem wszystkiego – wiosna, lato, jesień, zima. I widok z niej rozciąga się piękny… A nad tym, jak tam jest, zastanawiam się coraz częściej. To przychodzi z wiekiem.

Na tej ławce woli pan siedzieć sam, czy w towarzystwie?

Jednak sam. Oczywiście, czasem ktoś się musi zjawić, ale jest taki moment, że lubię i potrzebuję być sam. Nie lubię ruchu, nie lubię być w drodze, pędzić. Chciałbym, by było ciągle tak samo. By ta restauracja była zawsze dobra i w tym miejscu. (śmiech)

Nie lubi pan niespodzianek?

Chyba nie lubię. Nawet jak to jest fajne, wolę być przygotowany. Stabilizacja to dla mnie rzecz cholernie ważna. Nie chcę ulicy, samochodów i ludzi, którzy ciągle się śpieszą.

Sam jednak zgotował pan fanom na nowej płycie kilka niespodzianek. Na przykład duet z Anną Teliczan w ‘Znowu pada’. Dlaczego właśnie ona?

Potrzebowałem żeńskiego głosu, odpowiedniej, ciekawej barwy. Nie do zaśpiewania solówki, tylko kogoś, kto byłby gotów się podporządkować i Ania się zgodziła. Bez pretensji: ‘A za ile, a dlaczego, a chciałabym tak…’ Poszło to wszystko bardzo sprawnie, żadnej filozofii.

A Piotr Cugowski? Łatwo było poskromić jego rockowy temperament?

To jest zbyt inteligentny człowiek, by w ogóle mu cokolwiek mówić. Od razu zorientował się, o co chodzi i pięknie się przystosował. A głos ma fantastyczny! Obserwuję go od jakiegoś czasu i żałuję tylko, że ten młody człowiek nie ma czego śpiewać. Potrzebuje repertuaru. Potrzebuje hiciora i to niejednego. Świetnie ubarwił moją płytę, ale jestem gotowy poświęcić mu znacznie więcej uwagi.

Dlaczego zdecydował się pan na powierzenie brzmienia płyty Krzysztofowi Pszonie, producentowi znanemu głównie ze współpracy z Kayah?

To co robią Paczkowski, Pszona czy Smolik, to bardzo trudna sztuka. Niewielu jest w Polsce dobrych producentów, takich na których naprawdę można liczyć. Na szczęście Krzysztof Pszona się zgodził, a że wielokrotnie dowiódł, że potrafi to robić, byłem bardzo zaintrygowany: Jak on to odczyta? Oczywiście, nie mógł przewrócić wszystkiego do góry nogami, bo ja nie zaczynam kariery i nie będę od dzisiaj śpiewać soulowo. (śmiech) Zresztą, kiedy nie był czegoś pewien, konsultował to ze mną. Myślę, że udało się nam znaleźć złoty środek.

sony music /20.2.2011/

***

Jak tam jest

Za lasami i górkami, z dala od warszawskiego zgiełku, w podotwockim lesie mieszka muzyczny czarodziej. Nazywa się Seweryn Krajewski. Właśnie stworzył album życia – Jak tam jest

Przeganiał dziennikarzy i długo nie wychylał nosa z domu, by nie przegapić dźwięków, jakie przychodzą do niego nocą, przez otwarte okno, w blasku księżyca. Tak zebrał kilkanaście przebojowych melodii

Pełne emocji i refleksyjne teksty napisał do nich Piasek. Po premierze Jak tam jest w spisie rzeczy ulubionych Polaków powinna znaleźć się płyta pana Seweryna.

Najsłynniejszemu polskiemu melodyście przylepiano różne etykietki: Paula McCartneya z Czerwonych Gitar, smutasa, dziwaka, melancholika. Każdy kto ma uszy otwarte usłyszy w nowych piosenkach oryginalną symfonię radości. Rozpoczyna ją klasycyzująca uwertura zaaranżowana przez Krzysztofa Pszonę, producenta albumu. Jest jak poranna zorza. Tymczasem akustyczna gitara i partia wokalna Krajewskiego śpiewającego o widoku ze wzgórza ma siłę letniego wschodu słońca: oślepia muzycznym blaskiem. To inwokacja skierowana do siebie, by nie przegapiać uroków świata.

‘Ławeczka’ jest głównym motywem albumu, powraca kilkakrotnie. Symbolem różnych etapów naszego życia: oczekiwania na szczęście, miłości, pożegnań i powrotów. Piasek nawiązał do przeboju Czerwonych Gitar – Tak bardzo się starałem. Zawsze jest nadzieja, że zawładnie nami wielkie uczucie i jak sztubacy wytniemy na parkowej ławce przebite serce. Autor słów pojawia się gościnnie w przebojowym Dymie, w finale zaś dołącza Piotr Cugowski.

Jeżeli nawet dyrektorzy stacji muzycznych przegapią wspomniane piosenki, muszą ulec urokowi Znowu pada. Duet Krajewskiego z Anią Teliczan ma potencjał największych przebojów Travelling Wilburys. Ale może nie trzeba zagranicznych odniesień, zwłaszcza że jest to pogodne nawiązanie do Ciągle pada Czerwonych Gitar. Zdetronizować Znowu pada na listach przebojów może tylko taneczne Na początek. To murowany hit lata 2011. Jego motto: Na początek/Głowa w słońce!.

Pośród refleksyjnych ballad znalazło się fortepianowe Innego dnia – o tym, że zawsze warto w życiu złapać drugi oddech. Akustyczne – Dalej spiesz się – układa się w walc flamenco na kwartet smyczkowy. Piasek napisał pełną nadziei kontynuację Uciekaj skoro świt Agnieszki Osieckiej: Serce nieustannie chce bić i bić/ struną delikatną jak puszek (…) Dalej spiesz się, kochaj i czuj/ aż do utraty tchu.

Finał jest metafizyczny. Krajewski pyta: Jak tam jest/W tym niebie/Siódmym niebie/Jak tam jest?/Sam nie wiem, czy chcę wiedzieć.

Tak może śpiewać człowiek szczęśliwy, który nie spieszy się na ławeczkę u boku Pana Boga, ciesząc się widokiem na otwockie lasy ze szczytów polskiej muzyki pop.

Seweryn Krajewski; Jak tam jest; Sony Polska CD 2011

Muzyka – Seweryn Krajewski, słowa – Andrzej Piaseczny
1. Widok ze wzgórza (intro)
2. Ławeczka
3. Dym
4. Znowu pada
5. Innego dnia
6. Dalej spiesz się
7. Na początek
8. Śpij spokojnie mój świecie
9. Jutro proszę
10. Jak tam jest
11. Widok ze wzgórza (outro)

jc/rp /16.2.2011/

***

Jest już nowy album

Seweryn Krajewski wraca na estradę. To powrót z prawdziwego zdarzenia. Nowa płyta JAK TAM JEST zawiera nowe piosenki chwytające za serce. To tylko Krajewski tak komponować i śpiewać potrafi

Album Jak tam jest, to pierwsze autorskie wydawnictwo Krajewskiego od niemal dekady, a nawiązuje do klasycznych piosenek kompozytora. Ukazuje też w pogodnie melancholijny sposób zmiany, które zaszły w artyście i które zachodzą w każdym z nas. To już nie sympatyczny łobuziak, wycinający na ławce serce, by zaimponować dziewczynie, która wpadła mu w oko, ale pogodzony ze światem, powściągliwy pan, który lubi na tej starej, dobrej ławce usiąść i powspominać. Ale wie też, że życie jest pełne niespodzianek, że w każdej chwili może go znowu porwać jego wartki nurt: ‘Na początek, głowa w słońce / Jedno słowo, dobre słowo na początek / Na początek, krok za krokiem / Nową drogą pójdę z tobą na początek’.

Mądre, pełne prostych, ale najważniejszych prawd teksty napisał tym razem Krajewskiemu Andrzej Piaseczny (‘Myślę, że Andrzej dosyć głęboko wszedł do mojego świata. Rozmawialiśmy sporo, przekazałem mu, o co mi chodzi’), który zaśpiewał też gościnnie w jednej z piosenek. Ale na tej ławce na wzgórzu, na której tak chętnie przesiaduje kompozytor, gościli i inni – na przykład Anna Teliczan, znana z programu Mam talent i Piotr Cugowski, którego głosu Krajewski nie może się nachwalić. O produkcję muzyczną Jak tam jest zadbał Krzysztof Pszona, znany m.in. ze współpracy z Kayah.

Więc jak tam jest, na tej nowej płycie Krajewskiego? Tak jak może być tylko u Krajewskiego. Przebojowo i nie wulgarnie. Prosto i nie prostacko. Melodyjnie i nie banalnie. – ‘Miejsce dla takiego grania zawsze było, jest i będzie’ – stwierdził kompozytor i wie, co mówi. – ‘Tylko dzisiaj trudno znaleźć dla tych piosenek miejsce w radiu czy w telewizji’ – dodał z obawą.

Niepotrzebnie. Taka muzyka trafia przecież prosto do serc.

/21.2.2011/

***

Premiera płyty Edyty Geppert

26 września 2008 r. ukazała się nowa płyta Edyty Geppert pt.: Nic nie muszę – 25 lecie. Jak wiadomo – Seweryn Krajewski poprzez swoje kompozycje często gościł w repertuarze p. Edyty. Tym razem nie są to pojedyncze utwory lecz cała płyta. Wszystkie piosenki znajdujące się na tej płycie są skomponowane przez Krajewskiego.

28.9.2008 /popr. 5.12.2010/

***

Złota płyta za ‘Smooth Jazz’

9 września 2008 r. na warszawskim Żoliborzu w scenerii malowniczego Fortu Sokolnickiego odbyło się wręczenie złotej płyty Piotrowi Rodowiczowi i Tomaszowi Filipczakowi za płytę ‘Seweryn Krajewski Smooth Jazz’. Uroczystości towarzyszył koncert, podczas którego nagrodzeni artyści zaprezentowali swoje wersje utworów Seweryna Krajewskiego.

/8.10.2008/

Kategoria Kultura

Comments