Biblioteka to czy bajzel?…

Niedziela 15 stycznia, Biblioteka Publiczna na Koszykowej w Warszawie, godz. 11-12.30

Korzystałem, albo usiłowałem korzystać z internetu na I piętrze. Piszę: usiłowałem, bo zdarza się że nie ma takiej możliwości. A to z powodu że albo jakieś dzieci bawią się gierkami, albo jakaś gromada matołów blokuje dostęp do komputera

A przychodzą na ten internet na Koszykową tacy kretyni, że nie wiadomo czy śmiać się czy płakać… Do tego jeszcze bibliotekarki… Ręce opadają…

Czytelnia jest niby naukowa, a one dają dzieciom komputery do dyspozycji, by te sobie pograły w wojnę!… Albo jakiś stary kretyn ogląda gołe panienki (żeby tylko panienki…)… A poważny człowiek musi czekać w kolejce, albo w ogóle nie ma możliwości skorzystania z internetu…

Tak to wygląda w Bibliotece Publicznej na Koszykowej…

Ale wracam do niedzieli 15 stycznia br. Było dużo ludzi zainteresowanych internetem. Czekałem w kolejce do komputera. Bibliotekarka przedłużyła komuś czas na jednym ze stanowisk, czego nie powinna robić kiedy jest kolejka oczekujących. I się zaczęło… Przyszła akurat jedna ze stałych bywalczyń, niezła wariatka… Zrobiła awanturę, że człowiek któremu bibliotekarka przedłużyła czas, nic ważnego nie robi tylko stuka w klawiaturę… I po chamsku do niego. A na marginesie ten typ też nie lepszy… I awantura… Krzyki… A wszystko zawinione przez niemądrą bibliotekarkę, bo kiedy jest kolejka oczekujących na komputer – nie przedłuża się czasu osobom które już się do niego dostały!

Ja cały czas czekałem w kolejce do komputera. Podszedłem do bibliotekarki i mówię, że jak są ludzie czekający na komputer to nie należy nikomu przedłużać czasu na stanowisku. Tym bardziej że człowiek, któremu pozwoliła siedzieć przy komputerze dłużej też jest niegrzeczny, zaczepia mnie nieelegancko. A bibliotekarka do mnie jak do intruza!… I mówi że nie ma szans bym się dostał do internetu!… I weź z taką babą…

Ale to nie koniec. Jestem na I piętrze, a na parterze jest szatnia i durna szatniarka, która tak się wydzierała że te wrzaski było znakomicie słychać kondygnację wyżej! Bajzel w tej Bibliotece na Koszykowej.

DURNA SZATNIARKA CD.

25 stycznia jak zwykle korzystałem z internetu i czytelni prasy w Bibliotece na Koszykowej. Jest końcówka, wieczór, internet wyłączony. Idę do szatni odebrać kurtkę i torbę. A ta sama durna szatniarka, która 15 stycznia się wydzierała, rzuca we mnie moim numerkiem!… Numerek spada na podłogę… Szatniarka nie chce ani go podnieść, ani wydać mi kurtki i torby!… Czegoś takiego jeszcze nie przechodziłem w tej Bibliotece, a bywam w niej od iluś już lat, i swoją drogą różne ‘śmieszne’ rzeczy się zdarzały.

Zdenerwowałem się solidnie i zacząłem krzyczeć na głupią szatniarkę… Ta nie podniosła rzuconego we mnie numerka i nie chciała mi też wydać kurtki i torby!… Aż jakaś dziewczyna podała mój numerek szatniarce, a ta w końcu zlitowała się i oddała mi moje rzeczy… Niezła szatniarka, niezły ‘numerek’ i niezły z niej numerek…

Cezary Dąbrowski /25.1.2012/

***

Jakby głuchota i ślepota?…

W sobotę 17 grudnia byłem w Bibliotece Publicznej na Koszykowej w Warszawie. Korzystałem z czytelni internetowej na I piętrze. Była godz. ok. 16. Robotnicy remontujący siedzibę BP wrzeszczeli wniebogłosy, a na koniec jeszcze – już nieco ciszej – używali… słów wulgarnych

Nie dość że wrzeszczeli, czym bardzo mi przeszkadzali w skupieniu się, a to jest niezbędne podczas pracy, to jeszcze pogadali sobie jak to chamy potrafią…

Dwie bibliotekarki – mające akurat dyżur – siedziały kilka metrów od tych robotników. Ja siedziałem dalej. Bibliotekarki słyszały więc dobrze, a nawet widziały dobrze tych ludzi. I ani jedna nie zareagowała na takie zachowanie choćby jednym słowem!… Zero reakcji!… Pracują w bibliotece, dyr. Michał Strąk je zatrudnia i płaci im, więc raczej głuche i ślepe nie są, ale udawały że nic nie słyszą i nie widzą… Co się z nimi dzieje?…

Cezary Dąbrowski www.zawszepolska.eu /18.12.2011/

Kategoria Warszawa, Kultura

Comments