Cóż to musi być za Rumak…
Ogłoszenie pierwszym trenerem jednego z najmocniejszych polskich zespołów młodego Mariusza Rumaka to wielkie zaskoczenie. Czy szkoleniowiec bez wielkiego doświadczenia jest w stanie wprowadzić Lecha Poznań na europejskie salony?
Od przejęcia Lecha Poznań właściciel holdingu Amica Jacek Rutkowski stawiał raczej na doświadczonych trenerów, przynajmniej wiekiem, bo w przypadku Jose Mari Bakero trudno mówić o doświadczeniu w tym zawodzie
W 2004 r. w Amice Wronki zatrudnił jednak w roli pierwszego szkoleniowca młodego, 32-letniego wówczas, Macieja Skorżę. Choć Skorża i tak miał wówczas większe doświadczenie niż Rumak dzisiaj, bo od roku był już asystentem Pawła Janasa w reprezentacji Polski. Z drugiej jednak strony ich droga na szczyt jest bardzo podobna.
Rumak to rocznik 1977 – we wrześniu skończy 35 lat. Podobnie jak Skorża, nie ma za sobą bogatej piłkarskiej przeszłości. Grał w trzeciej i czwartej lidze, ale niezbyt długo – w wieku 23 lat skończył treningi po zerwaniu więzadeł w kolanie. Już wtedy był związany z Poznaniem – w nim ma żonę i rodzinę. Z piłką jednak nie zerwał – podjął się szkolenia młodzieży. Najpierw pracował z dziećmi, później ze starszymi grupami. Z juniorami młodszymi Lecha zdobył w lipcu 2009 r. w Ropczycach i Pustyni k. Dębicy mistrzostwo Polski, rok później we Włocławku z juniorami starszymi wywalczył wicemistrzostwo.
Pod jego okiem piłkarsko dorastali: Bartosz Salamon (dziś w Brescii) czy powołany przez Franciszka Smudę do kadry Marcin Kamiński. To właśnie Rumak przestawił Kamińskiego na pozycję ostatniego obrońcy, bo wcześniej rosły gracz był napastnikiem. Rumak jeździł na zagraniczne staże szkoleniowe, należał też do UEFA Study Group, czyli projektu umożliwiającego wyjazdy do innych krajów celem poznania systemu szkolenia dzieci i młodzieży.
Skorża z młodzieżą we Wronkach odnosił podobne sukcesy, a później został trenerem drugiego zespołu grającego w ówczesnej trzeciej lidze. Rumak przejął drużynę rezerw, ale nie w Poznaniu, a w… Białymstoku. Podobnie jak inny trener młodzieży w Lechu Jerzy Cyrak, miał większe ambicje, a w Poznaniu nie mógł ich zrealizować – klub właśnie zatrudnił Jose Mari Bakero, który początkowo chciał hiszpańskiego asystenta.
Rumak przeniósł się więc do Jagiellonii, a Cyrak został asystentem Tomasza Kafarskiego w Lechii Gdańsk. Po zmianach w Poznaniu latem zeszłego roku, kiedy m.in. dyrektora sportowego Marka Pogorzelczyka zastąpił Andrzej Dawidziuk, a w sztabie pracę stracił asystent Bakero Ryszard Kuźma, obaj wrócili do Lecha. Teraz Cyrak będzie drugim trenerem w zespole prowadzonym przez Rumaka. Ten ostatni zna piłkarzy, bo od lipca pracował obok Bakero. Czasem widać było że nie zawsze miał takie samo zdanie jak Hiszpan, ale w oficjalnych wypowiedziach go nie zdradzał.
Czy właściciel Lecha zastosował wariant oszczędnościowy, czy liczy może na eksplozję talentu drugiego Macieja Skorży, trudno powiedzieć. Rumak ma jednak znacznie trudniejsze zadanie – przejmuje zespół będący na dość dużym zakręcie, a przecież wobec drużyny są wielkie oczekiwania. I w Poznaniu jest zupełnie inna presja mediów, a przede wszystkim kibiców niż w maleńkich Wronkach.
Jeżeli mu się powiedzie, ma szansę stać się ulubieńcem trybun na miarę Czesława Michniewicza, który przejmując stery w Lechu we wrześniu 2003 r. był jeszcze o rok młodszy niż dzisiaj jest Rumak. Wtedy jednak klub z Bułgarskiej był biedny, a Puchar Polski wywalczony przez Kolejorza był osiągnięciem trochę ponad stan. Jeżeli Rumakowi się nie powiedzie, problemy z odzyskaniem zaufania będzie mieć nie tyle on, co właściciel KKS Lech Jacek Rutkowski.
ag/int.pl /27.II.2012/
***
Michał Probierz za Jose Bakero
Posada trenera Lecha Poznań Jose Mari Bakero wisi na włosku! Fatalne wyniki klubu powodują że Hiszpana mają już wszyscy dość. Kandydatem na trenera Lecha jest pozostający obecnie bez pracy Michał Probierz, którego ostatnio widziano w Poznaniu
To nie pierwszy raz kiedy Probierz jest typowany na następce Bakero. Podobnie było kiedy odchodził z Jagiellonii Białystok. Według informacji Głosu Wielkopolskiego Probierz negocjował już w Poznaniu warunki kontraktu
Bakero pracuje w Poznaniu od listopada 2010 r. Jego ostatnie niepowodzenia i tak były okraszone duża dozą cierpliwości ze strony zarządu klubu. Teraz jego dni na tym stanowisku wydają się być policzone.
PO WSTĘPNYCH ROZMOWACH Z PROBIERZEM
Jak poinformował Głos Wielkopolski władze Lecha Poznań rozmawiały już z Michałem Probierzem na temat objęcia przez niego zespołu Kolejorza. Probierz miałby zastąpić Bakero na początku przyszłego tygodnia
Ostatnim dla Hiszpana meczem ma być potyczka z Ruchem Chorzów w lidze. Potem w Poznaniu mają nastać rządy Probierza.
Probierz prowadził ostatnio grecki Aris Saloniki, na początku obecnego sezonu trenował też ŁKS Łódź.
mdz/su/gł.w /21.II.2012/
POSTAWIĄ NA PROBIERZA?
Złość, rozczarowanie, poczucie zniechęcenia i beznadziejności – takie odczucia towarzyszyły kibicom Lecha, kiedy opuszczali w piątek trybuny stadionu przy Bułgarskiej
Nawet remis z broniącym się przed spadkiem GKS-em Bełchatów przyjęty zostałby jako wielka porażka. Przecież latem Kolejorz bez większych problemów rozbił tego rywala 3:0.
Chyba najwięksi pesymiści nie spodziewali się że będzie jeszcze gorzej. Lechici przegrali po meczu który nie daje żadnej nadziei na lepszą grę w przyszłości.
Jak długo jeszcze Jose Maria Bakero będzie kompromitować Lecha? Nad tym zastanawiają się wszyscy którym dobro poznańskiego klubu leży na sercu.
Na Hiszpanie koncentruje się cała złość za fatalne wyniki drużyny. Ale czy można się dziwić kibicom, skoro dziś Lech jest zespołem z którym może wygrać każdy, a trener opowiada że taktyka jest dobra, a jego zawodnicy zrobili wszystko tak jak należało? Przecież tego ze spokojem nie da się już słuchać, podobnie jak oglądać tego co poznański zespół prezentuje na boisku.
Trudno to nawet nazwać grą. Brakuje wszystkiego. Dynamiki, kondycji, agresji, chęci zwycięstwa. Bakero zagłaskał tę drużynę, na każdym kroku usprawiedliwiał piłkarzy, wmawiał im że idą właściwą drogą i jest tylko kwestią czasu kiedy będą wygrywać.
Niestety, wygląda że oprócz właścicieli klubu, którzy dali się nabrać na opowieści Bakero o wielkiej piłce, czarowi hiszpańskiego maga ulegli też zawodnicy.
Od trzech miesięcy Bakero powtarzał że lekiem na wszystkie choroby będzie nowy styl gry. Słyszeliśmy jak to będzie wspaniale wyglądało, kiedy na bramkę rywali będzie sunął skrzydłami atak za atakiem. I, że już żaden zespół który zamuruje się na Bułgarskiej, nie będzie w stanie odeprzeć nawałnicy poznańskiej Lokomotywy.
Rzeczywistość okazała się brutalna. Znowu widzieliśmy wszystkie stare grzechy Lecha. Naszej drużynie tak naprawdę nawet nie udało się przycisnąć rywala. To GKS stale zaskakiwał niepewnie grającą naszą obronę atakami ze skrzydeł.
A przecież – jak na kandydata do spadku – wystawiając czterech obrońców i dwóch defensywnych pomocników wielkiego zagrożenia pod bramką Krzysztofa Kotorowskiego teoretycznie być nie powinno. Problem jednak w tym że tak jak w meczach sparingowych defensywa nie stanowiła monolitu.
Przy Bakero niemal wszyscy piłkarze obniżyli loty. Dotyczy to nawet reprezentantów Polski. A to co wyczyniali momentami Arboleda czy Wołąkiewicz wołało o pomstę do nieba. Lech przegrał absolutnie zasłużenie. Nie potrafił sensownie rozgrywać piłki, prowadził akcje w ślamazarnym tempie i kompletnie utracił umiejętność gry pressingiem w obronie. Tak grającego Kolejorza nikt nie chce oglądać.
Wielu kibiców którzy wierzyli że wiosną Lech zdoła nawiązać walkę o mistrzostwo Polski, już po pierwszej kolejce straciło nawet nadzieję na grę w europejskich pucharach.
– Taki Lech jest bez życia i bez serca – czyje to słowa? Otóż po porażce z Polonią Warszawa na Konwiktorskiej, w kwietniu 2011 r., wypowiedział je Ivan Djurdjević. I już wtedy trafił w sedno problemu.
Pierwszy raz wtedy sugerowaliśmy że między trenerem a drużyną nie ma chemii, że Bakero nie potrafi Lecha dobrze ustawić, że marnuje jego potencjał. Sugerowaliśmy że aby ratować sezon – należy go zwolnić bo prędzej czy później doprowadzi drużynę do agonii.
Lecha wyprzedza nawet Ruch, który regularnie sprzedaje najlepszych piłkarzy, a jednak Waldemarowi Fornalikowi zawsze udaje się stworzyć ambitnie walczący kolektyw, którego atutami są dobre przygotowanie fizyczne i zaangażowanie.
Autorska drużyna Hiszpana wije się w konwulsjach. Tylko dwa punkty dzielą Lecha od Podbeskidzia. Czy to jednak może dziwić, skoro w 10 ostatnich meczach Kolejorzowi udało się zdobyć zaledwie 11 punktów?
Potrzebny jest lekarz który uratuje to co jeszcze jest do uratowania. Kandydatów nie ma zbyt wielu. Numerem 1 wydaje się być Michał Probierz. To jedyne sensowne rozwiązanie w obecnej trudnej sytuacji.
Utrzymywanie Bakero na stanowisku to droga donikąd. Każdy dzień jego pobytu w klubie to strata czasu i pieniędzy.
ml/bulgarska /20.2.2012/
***
Dają 7 mln euro za Rudniewa
To może być prawdziwy hit transferowy. Jak podała La Gazzetta dello Sport występująca we włoskiej Serie A Genoa złożyła ofertę opiewającą na 7 mln euro za Artjoma Rudniewa
Zdaniem włoskich dziennikarzy oferta już wpłynęła do poznańskiego klubu. Genoa jest bardzo zdeterminowana by pozyskać Rudniewa już w zimie, bo potrzebuje bramkostrzelnego napastnika
Jeżeli działacze Lecha zdecydują się przyjąć ofertę Włochów, to tym samym padnie rekord transferowy w historii polskiej ligi. Do tej pory najdroższym piłkarzem sprzedanym za granicę był Adrian Mierzejewski, za którego turecki Trabzonspor zapłacił warszawskiej Polonii ponad 5 mln euro. 7 mln euro rozwiązałoby też problemy finansowe Kolejorza.
Rudniew jest najskuteczniejszym napastnikiem w obecnych rozgrywkach naszej ligi, w których zdobył już 18 bramek.
Zainteresowane pozyskaniem napastnika są również ponoć Zenit Sankt Petersburg i Newcastle United.
Genoa to jeden z bardziej zamożnych włoskich klubów, co nie oznacza że jest rozrzutna.
Lech nie planował raczej sprzedaży swojego najlepszego snajpera. Niecałe dwa miesiące temu właściciel klubu Jacek Rutkowski zapewniał: – Nadejdzie czas że będzie trzeba go sprzedać, bo to zawodnik wyjątkowy i – podobnie jak Lewandowskiego – nie utrzymamy go w Lechu. Zimą jest to jednak wykluczone bo Rudniew ma pomóc Lechowi wywalczyć mistrzostwo Polski.
Kolejorz ma jednak aż dziesięciomilionową dziurę w budżecie i ciężko mu ją będzie załatać – tym bardziej że trudno spodziewać się wiosną powrotu do frekwencji z ubiegłych lat. Kibiców zniechęca też osoba trenera Jose Mari Bakero, a klub raczej się z Baskiem zimą nie rozstanie. Mimo że rozpoczął poszukiwania jego następcy, kontaktując się przy tym z Rumunem Dorinelem Munteanu. Gdyby Genoa złożyła więc siedmiomilionową ofertę za Rudniewa, Lech pewnie by się nie zastanawiał.
Cała kwota nie trafiłaby do poznańskiego klubu – swoje procenty dostałyby PZPN czy okręgowy związek, według naszych informacji ok. 12 proc. z tytułu transferu ma też zapewniony poprzedni klub Rudniewa – Zalaegerszegi TE. Do Lecha trafiłoby jednak ponad 5.5 miliona euro, a to połowa rocznego budżetu klubu. Starczyłoby i na bieżącą działalność, i na wzmocnienie drużyny.
– Klub potrzebuje pieniędzy, więc pewnie prezes Rutkowski zmieniłby zdanie – powiedziała osoba związana z Kolejorzem.
wp/int. /21.12.2011/
BAKERO NADAL TRENEREM LECHA
Jose Maria Bakero w rundzie wiosennej pozostanie trenerem w Poznaniu, zdecydowała rada nadzorcza Lecha Poznań. Tym samym ucina to wszelkie spekulacje odnośnie zatrudnienia na Bułgarskiej nowego szkoleniowca
Rada nadzorcza zebrała się w środę. Dyskutowano m.in. nad oceną realizacji planów sportowych w drugiej połowie tego roku. Uznano że wyniki osiągane przez Lecha są satysfakcjonujące, dlatego też działacze nie zamierzają w najbliższej przyszłości rozstawać się z hiszpańskim szkoleniowcem.
Decyzja rady kończy dyskusję o przyszłości Bakero w Poznaniu. W ostatnim czasie dużo mówiło się o odejściu byłego zawodnika FC Barcelona z Wielkopolski. Jego miejsce miał zająć m.in. obecny trener rumuńskiego Otelulu Galati, Dorinel Munteanu.
Kolejorz po 17 meczach zajmuje 5 miejsce w tabeli ligowej. Do prowadzącego Śląska Wrocław traci 9 punktów.
futbolnews /22.12.2011/
***
Bakero chyba już niedługo
Około 40 tysięcy poznańskich kibiców wołało że ma dość trenera Jose Mari Bakero w Lechu. Ale znalazł się jeden kibic który ich przegłosował. To Jacek Rutkowski
Właściciel Kolejorza zjawił się na zarządzie klubu, posłuchał narzekań na fatalny stan drużyny prowadzonej przez Bakero i podjął decyzję – trener zostaje! Do końca rundy jesiennej. Poprowadzi Lecha w meczach z ŁKS-em i Zagłębiem, a później… zobaczymy
Przy tej okazji dyrektor sportowy Kolejorza Andrzej Dawidziuk popadł w nastrój meteorologiczno-poetycki i powiedział: – Może nie jest to burza, ale na pewno solidne zachmurzenie. Chodzi teraz by słońce jak najszybciej wyjrzało zza chmur.
Wyjaśniamy – chodziło o sytuację w Lechu.
twb/su /1-12-2011/
***
Bosacki krytykuje Bakero
Lech przegrał kolejny mecz: tym razem ważny ze Śląskiem. Były obrońca Kolejorza Bartosz Bosacki powiedział że taktyka nakreślana przez trenera Jose Marię Bakero nie sprawdza się
– Jeżeli tak to będzie wyglądać będziemy mieć sytuację jak wiosną. Drużyna gra cztery mecze z czego nie potrafi wygrać trzech. Zespół gra ładnie, utrzymuje się przy piłce, ale nie stwarza sytuacji – powiedział Bosacki. – Tak było we Wrocławiu. Wszystko wygląda fajnie ale to rywal strzela gole
Bosacki zasugerował że winnym tego stanu rzeczy jest Bakero. – To co trener planuje przed meczem nie do końca się sprawdza – powiedział. Pytany o słaby bilans punktowy Hiszpana w porównaniu choćby z Orestm Lenczykiem czy Jackiem Zielińskim dodał: – Pan właściwie sobie sam odpowiedział na pytanie jak wygląda sytuacja.
Bosacki uważa że błędy nie leżą w przygotowaniu mentalnym. – Być może to jakiś powód ale uważam że główną przyczyną jest ta o której mówię – podkreśla.
Ale były obrońca Lecha przyznał że nie chce wypowiadać się na temat zmian. – Decyzja należy do tych samych ludzi którzy zatrudnili trenera Bakero a później zostawili go na stanowisku po słabym poprzednim sezonie.
Lech w tym sezonie traci sporo bramek po błędach obrony. Tak było we Wrocławiu. Czy w obecnym Lechu byłoby miejsce dla Bartosza Bosackiego który przez lata był filarem defensywy. – Pod względem sportowym spokojnie – powiedział wprost Bosacki.
futbolnews /24.9.2011/
***
Teraz już tylko strzelam
Łotysz Artioms Rudnevs już na starcie ligi ma dwa hat tricki i z 6 golami prowadzi w klasyfikacji strzelców
– Żona i córka przeprowadziły się wreszcie do Poznania i nie muszę już jeździć ciągle do nich na Łotwę. Teraz mogę się skupić tylko na strzelaniu goli – powiedział napastnik Lecha
Rozmowa z Artjomsem Rudnevsem
Jak tak dalej pójdzie koronę króla strzelców zapewnisz sobie już w sierpniu. Jak się czuje napastnik po tak udanym początku rozgrywek?
To wspaniałe uczucie, najlepsze jakiego doświadcza napastnik. Gdy strzelasz jednego gola jest satysfakcja. Gdy dwa jest świetnie. Ale gdy zdobywasz trzy i to jeszcze w jednej połowie – jesteś w siódmym niebie. Jednak z tą koroną króla strzelców jeszcze poczekajmy, inni też przecież strzelają.
Zaliczyłeś już kiedyś tak udany start w rozgrywkach?
W poprzednim klubie, węgierskim Zalaegerszegi, też zaczynałem sezon od strzelania bramek. Jakoś nigdy nie zajmowało mi dużo czasu by rozwiązać worek z golami. Ale takie hat tricki mi się nie przytrafiały. I właśnie dlatego Lech jest dla mnie szczególnie ważny.
Pod koniec ubiegłego sezonu twój menedżer mówił że nie zostaniesz w Lechu który musi obejść się bez europejskich pucharów.
Po zakończeniu tamtego sezonu może i takie myśli się pojawiały ale zostałem w Poznaniu, czego na pewno nie żałuję. Myślę że zadomowiłem się w Polsce, a w Poznaniu czuję się świetnie. Wierzę że pomogę Lechowi odzyskać mistrzostwo Polski i znów razem zagramy w pucharach. Na razie nigdzie się nie ruszam.
A może powinieneś przenieść się do Bełchatowa? Tamten stadion ewidentnie jest dla ciebie szczęśliwy. Zacząłeś sezon od hat tricka w meczu z ŁKS-em (5:0, łodzianie grali z konieczności w tym mieście – red.), teraz znów trzy bramki w meczu z GKS-em (3:0)…
Nie, nie! (śmiech) Lech to moja drużyna. Na pewno nie przeniosę się do Bełchatowa choć rzeczywiście gra mi się tam wyjątkowo dobrze.
Wygląda więc że znalazłeś swoje miejsce na ziemi. Wciąż latasz tak często do ojczyzny by spotkać się z żoną i córeczką?
Fajnie że pytasz. Żona z córeczką są już wreszcie na stałe ze mną w Poznaniu. To duża zmiana i ulga dla mnie. Nie będzie więc powtórki z zeszłego sezonu i nie będę zbyt często latać na Łotwę.
rozm. łs/su /18.8.2011/
MALLORCA POTWIERDZA
Dyrektor Mallorki Serra Ferrer potwierdził że klub będzie starać się o Artjomsa Rudnevsa. – To piłkarz który z wielu względów nam pasuje – powiedział. Nie bez znaczenia jest też znajomość z Jose Bakero
– To młody piłkarz. Taki snajper byłby odpowiedni by wzmocnić nasz atak – mówił Ferrer. Hiszpan dodał że nie bez znaczenia są względy finansowe. – Nasze możliwości są skromne. Wybór Rudnevsa to kompromis między naszymi finansowymi możliwościami a umiejętnościami tego napastnika – powiedział dyrektor Mallorki
Oprócz obserwacji gracza Ferrer rozmawiał o Rudnevsie z Jose Bakero. Ten pierwszy swego czasu prowadził nawet Barcelonę i obecny trener Lecha wtedy mu pomagał. Teraz Bakero wystawił świetną opinię swojemu napastnikowi zaznaczając że jego odejście byłoby ogromnym osłabieniem Lecha.
Mallorca zwróciła się właśnie z pytaniem o cenę zawodnika. Trener Michael Laudrup po odejściu Pierrea Webo ma wakat na pozycji wysuniętego napastnika. Hiszpanie doceniają dorobek bramkowy Łotysza.
Zeszły sezon nie był dla Mallorki udany. Cudem uniknęła spadku, zajmując 17 miejsce, punkt więcej od spadkowicza Deportivo La Coruna.
futbolnews /18.8.2011/
***
Lech najbogatszy w Polsce
Lech Poznań ma największe wpływy finansowe w polskiej piłce. Tak wynika z piątego raportu firmy Deloitte o finansach naszych klubów
Czołowy angielski klub zarabia w dwa miesiące tyle co wszystkie w Polsce razem wzięte przez rok. Choć przychody naszych klubów wzrastają imponująco (w porówn. z 2009 r. o 16 proc.) to Europy nie dogonimy szybko
Dystans dzielący nas od najlepszych powiększa się o 100 mln euro rocznie. Łącznie przychody naszych piłkarskich firm są 33 razy mniejsze niż angielskich.
– To katastrofa. Nie jesteśmy w stanie dogonić nie tylko tak zwanej wielkiej piątki najbogatszych ale nawet średniaków. Różnica będzie jeszcze wyraźniejsza jeżeli ominą nas mecze w europejskich pucharach – stwierdził Jacek Bochenek, dyrektor grupy sportowej Deloitte, współautor raportu ‘Piłkarska liga finansowa’ za 2010 r.
Gdy Bochenek mówi o średniakach – ma na myśli choćby Austrię. Kluby w tym kraju generują ponad dwa razy większe przychody. Holendrzy – blisko sześciokrotnie.
Patrząc wyłącznie na wpływy – liderem w naszym kraju pozostaje Lech Poznań. Raport Deloitte ma jednak jeden poważny feler. W zestawieniu przychodów nie ujęto transferów.
rr/ps /14.7.2011/
***
Lech ma nowego Peszkę
Aleksandyr Tonew ma wypełnić lukę powstałą w składzie Lecha Poznań po odejściu Sławomira Peszki. Jose Maria Bakero powiedział że Tonew to jest właśnie piłkarz jakiego szukał
Całą wiosnę Lech grał praktycznie bez skrzydeł. Obcięte po odejściu Peszki flanki teraz mają szansę znów być atutem Kolejorza. Pustkę ma wypełnić Tonew – najlepszy piłkarz młodego pokolenia ligi bułgarskiej
Najlepszym piłkarzem młodego pokolenia ligi bułgarskiej wybrali go w głosowaniu zawodnicy i trenerzy.
– Tonew szykowany jest do gry na pozycję skrzydłowego. Musimy na nowo zbudować grę na bokach – przyznaje Andrzej Dawidziuk, dyrektor sportowy Lecha.
– To jego koronna pozycja. Grał na niej w CSKA Sofia, choć trener reprezentacji młodzieżowej Bułgarii widział go na środku pomocy. Tonew jest zawodnikiem który Lechowi jest dobrze znany. Przez różnych wysłanników klubu był obserwowany już od 2008 r. – zdradza Dawidziuk.
– Ten piłkarz na skrzydle może robić różnicę. I na lewym, i na prawym – analizuje Ryszard Kuźma, asystent trenera Jose Marii Bakero.
– Jego gra wywiera największe wrażenie gdy występuje właśnie na tych pozycjach, a nie w środku. To dynamiczny, agresywnie grający zawodnik, nie jakiś tam ułożony. Charakterystyczną dla niego zaciekłość widać w ruchach. W dawnych czasach o takich piłkarzach mówiło się szarpidrut albo harpagan. Dziś powiedziałbym: Sławomir Peszko.
pz/ps/wd /18.6.2011/
***
Ivan Djurdjević zostaje
– Kamień spadł mi z serca – powiedział po spotkaniu z dyrektorem sportowym Kolejorza Serb Ivan Djurdjević. 34-letni Serb podpisze z Lechem Poznań nowy dwuletni kontrakt
Djurdjević gra w Poznaniu od lata 2007 r. Po kolejnym sezonie będzie się mógł więc starać o polskie obywatelstwo. Ma także portugalskie obywatelstwo bo siedem wcześniejszych sezonów grał w tamtejszej lidze
Z końcem czerwca wygasała stara umowa Djurdjevicia z Lechem a podpisanie nowej stało pod znakiem zapytania. W klubie sugerowano że Serb mógłby już zacząć myśleć o pracy szkoleniowej z młodzieżą (Djurdjević posiada uprawnienia trenerskie). On z kolei chciał jednak dalej grać.
– Miałem bardzo dobrą końcówkę sezonu. Uważam że przydam się jeszcze drużynie – mówił defensywny pomocnik Lecha który może grać także na pozycji ostatniego lub lewego obrońcy.
Dziś piłkarz dostał jednak jasny sygnał że zostanie w Lechu. – Podpiszę dwuletni kontrakt zawodniczy ale w każdej chwili będziemy mogli go renegocjować jako trenerski. Wszystko zależy od tego jak się będę czuł – mówił Djurdjević po wyjściu z gabinetu nowego dyrektora sportowego Lecha Andrzeja Dawidziuka. Można wręcz powiedzieć że Serb dostał prezent ślubny bo w piątek zmienia stan cywilny. Następnego dnia uda się na krótkie wakacje.
Podobne rozmowy czekają już wkrótce Bartosza Bosackiego i Krzysztofa Kotorowskiego – obaj są jeszcze na urlopach. Pozostanie Kotorowskiego jest pewne, Bosackiego wątpliwe.
Lech zdecydował też że na listę transferową trafią Grzegorz Kasprzik i Seweryn Gancarczyk. W czwartek wieczorem lub piątek rano można się za to spodziewać podpisania umowy z Aleksandarem Tonewem – ofensywnym pomocnikiem CSKA Sofia. Jeżeli 21-letni Bułgar przejdzie pozytywnie badania medyczne – zostanie piłkarzem Lecha.
ag/int.pl /15.6.2011/
***
Bakero zostaje w Lechu
Lech Poznań zdecydował się przedłużyć o rok umowę z trenerem Jose Marią Bakero – informuje oficjalna strona Kolejorza
Ponadto Lech poinformował oficjalnie o zakończeniu współpracy z Markiem Pogorzelczykiem. Nowym dyrektorem ds. sportu został Andrzej Dawidziuk
Poznański klub zakończył także współpracę z Łukaszem Mowlikiem. Kandydata na stanowisko kierownika drużyny w najbliższych dniach przedstawi Andrzej Dawidziuk
A Bosacki nie zostaje
Luis Henriquez będzie nadal grać w Lechu. Minimalne szanse na to mają Bartosz Bosacki i Tomasz Bandrowski, a wielką niewiadomą jest przyszłość Kotorowskiego i Djurdjevicia
Piłkarze Lecha rozegrają w Kołobrzegu sparing z Kotwicą na otwarcie stadionu im. Sebastiana Karpiniuka. Wszystko wskazuje na to że dla niektórych graczy będzie to pożegnanie z klubem. I dotyczy to także tych czołowych, lubianych przez kibiców. Jednak ostatecznych decyzji można się spodziewać dopiero w ciągu kilku dni
Co do Bosackiego – kilka tygodni temu wprawdzie ustalił on warunki kontraktu z byłym już dyrektorem Pogorzelczykiem, ale został później poinformowany że propozycja jest nieaktualna. Podobno Bakero obarcza kapitana stratą 5 z 17 goli strzelonych na wiosnę Lechowi.
mm/lechpoznan/mh/pl/ps /3.6.2011/
***
Borussia Dortmund w Poznaniu!
Borussia Dortmund będzie 19 maja rywalem Lecha Poznań w towarzyskim meczu który zostanie rozegrany na Stadionie Miejskim
– Mamy gwarancję że Borussia przyleci do Poznania w najmocniejszym składzie – powiedział dyrektor sportowy Lecha Marek Pogorzelczyk
O Borussii można już właściwie pisać że to nowy mistrz Niemiec. Pozwala na to ośmiopunktowa przewaga nad drugim Bayerem Leverkusen na 4 kolejki przed końcem sezonu
Mecz Lecha z Borussią to jeden z punktów umowy transferowej o sprzedaży Roberta Lewandowskiego z Lecha do Dortmundu latem ubiegłego roku – ówczesny mistrz Polski zrezygnował z pewnej sumy pieniędzy właśnie w zamian za możliwość goszczenia Borussii na swoim stadionie.
Wtedy działacze Lecha nie wiedzieli jeszcze że zrobili dobry interes. Nikt się bowiem nie spodziewał że oparta na młodych piłkarzach Borussia jest w stanie włączyć się do walki o mistrzostwo kraju a tym bardziej – by zdobyć je w takim stylu.
Pierwotnie Lech miał grać z Borussią w lipcu, ale działacze z Dortmundu chcą się jak najlepiej przygotować do swojego siódmego startu w Lidze Mistrzów, a pierwszego po dziewięciu latach. Na dodatek Lech sam nie wie czy zakwalifikuje się do Ligi Europejskiej, a jeżeli tak – to kiedy przyjdzie mu rozpocząć w niej zmagania. Stąd termin majowy.
W składzie mistrza Niemiec można spodziewać się trzech reprezentantów Polski – Roberta Lewandowskiego, Łukasza Piszczka i Kuby Błaszczykowskiego. Zabraknie piłkarzy kontuzjowanych jak np. Nuriego Sahina ale dyrektor Pogorzelczyk zapewnia że gwiazdy na pewno się pojawią.
– Mamy zapisane w umowie że Borussia ma grać pierwszym składem – stwierdził. Klub z Dortmundu będzie kilka dni po ostatnim meczu ligowym a Lech – jeszcze nie. Poznaniakom pozostaną do rozegrania trzy kolejki ligowe w tym mecz z Lechią Gdańsk – zaplanowany na weekend 21-22 maja.
Ponieważ Lech zagra z Borussią 19 maja w czwartek, klub poprosił o wyznaczenie wyjazdowego meczu z Lechią w Gdańsku na niedzielę 22 maja. – Liczymy że władze ligi przychylą się do naszej prośby bo to kolejna znakomita okazja do promocji piłki nożnej w Polsce. Niecodziennie się zdarza że przyjeżdża do nas mistrz Niemiec – powiedział Pogorzelczyk.
Celem Lecha będzie wypełnienie do ostatniego miejsca stadionu w Poznaniu. – Pragniemy by przyszło 40 tysięcy widzów. Bilety nie będą drogie, wprowadzimy promocje dla dzieci – powiedział dyrektor sportowy Lecha.
ag /19.4.2011/
Lech miał zagwarantowany mecz z Borussią i Niemcy się z tej umowy wywiążą. Przyjadą do Poznania by zagrać 19 maja co ma być świętem dla kibiców Kolejorza. Dyrektor Pogorzelczyk liczy że stadion zapełni się w komplecie.
I wszystko byłoby wspaniale bo zespół z Dortmundu przyjedzie wtedy najprawdopodobniej w glorii mistrza Niemiec – gdyby nie jeden drobny fakt. Borussia będzie już po sezonie natomiast Lech czekają jeszcze trzy kolejki ligowe. Mistrz Polski szans na tytuł już praktycznie nie ma ale wciąż liczy się w walce o podium, czyli udział w Lidze Europejskiej. I wcale nie jest powiedziane że wywalczy je przez Puchar Polski.
Fakt że Borussia ma w nosie sytuację Lecha jestem w stanie zrozumieć, bo to polski zespół jest petentem w tej sprawie, ale dlaczego władze Lecha nie szanują naszej ligi?
pp/int.pl
***
Lech dogonił Legię
Lech Poznań pokonał Legię Warszawa 1:0 (0:0) w meczu 22 kolejki piłkarskiej ligi
Gola za trzy punkty zdobył wracający po kontuzji do gry najlepszy snajper mistrzów Polski – Artjoms Rudnevs
Legia może jednak wyjątkowo żałować porażki – na pewno nie była drużyną gorszą
Kto wie czy przełomowym momentem meczu nie była 64 minuta. Po błędzie Bartosza Bosackiego który zbyt lekko podawał piłkę do tyłu – w sytuacji sam na sam z Krzysztofem Kotorowskim znalazł się Manu. Portugalczyk minął już bramkarza Lecha ale ten w ostatniej chwili podciął go tuż przed polem karnym. Gdyby nie ta interwencja pomocnikowi Legii zostałoby już tylko skierować piłkę do pustej bramki.
Kotorowskiemu należała się czerwona kartka ale Robert Małek z niewiadomych powodów pokazał tylko żółtą i podyktował rzut wolny dla Legii. Strzał Miroslava Radovicia odbił się od muru.
Do tego momentu Legia była drużyną lepszą. Już po pierwszej połowie podopieczni Macieja Skorży powinni schodzić z boiska z przewagą jednego gola ale źle w polu karnym zachował się Manu. W 13 minucie miał przed sobą tylko Kotorowskiego ale zamiast strzelać podał zupełnie do nikogo.
Lech odpowiedział w 40 minucie. Kibice Kolejorza już podnieśli się z miejsc ale Siergiej Kriwiec trafił w boczną siatkę.
Mecz rozstrzygnął w końcówce wprowadzony w 53 minucie Rudnevs. Łotysz który ostatnio po boisku ligowym biegał w 17 kolejce w meczu z Arką – znakomicie znalazł się w polu karnym po dośrodkowaniu Kriwca i przypadkowym zgraniu piłki przez Manuela Arboledę. Strzał z 10 m był już tylko formalnością.
Rudnevs już wcześniej skierował piłkę do siatki ale sędzia uznał że był na spalonym. Powtórki telewizyjne nie wyjaśniają jednoznacznie czy i w tym przypadku Małek nie popełnił błędu.
Dzięki zwycięstwu Lech zrównał się punktami z Legią. Obie ekipy mają 32 punkty na koncie i wciąż liczą się w walce o podium.
Lech Poznań – Legia Warszawa 1:0 (0:0)
Bramka: Rudnevs 83
Żółte kartki Kotorowski – Ivica Vrdoljak, Ariel Borysiuk, Inaki Astiz
Sędzia Robert Małek (Zabrze)
Widzów 36 240
Lech: Kotorowski – Grzegorz Wojtkowiak (76 Dimitrije Injac), Bosacki, Arboleda, Luis Henriquez – Tomasz Mikołajczak (53 Rudnevs), Kriwiec, Rafał Murawski, Ivan Djurdjevic, Jakub Wilk – Bartosz Ślusarski (67 Jacek Kiełb)
Legia: Wojciech Skaba – Jakub Rzeźniczak, Dickson Choto, Astiz, Jakub Wawrzyniak – Manu, Vrdoljak, Radovic (83 Alejandro Ariel Cabral), Borysiuk, Michał Kucharczyk (76 Maciej Rybus) – Takesure Chinyama (76 Michal Hubnik)
pl/onetnet /16.4.2011/
***
Lech nadal najbardziej medialny
Najbardziej medialnym polskim klubem piłkarskim pozostaje Lech Poznań, ale jego przewaga stopniała. Po odpadnięciu z międzynarodowych rozgrywek pisze się na jego temat zdecydowanie mniej
W lutym do lidera zbliżyła się druga Polonia Warszawa i trzecia Legia – wynika z badań prowadzonych przez Press-Service Monitoring Mediów
W ubiegłym miesiącu przewaga poznaniaków wyraźnie zmalała. Jeszcze w styczniu Lech miał o 50 proc. publikacji więcej, niż Polonia. W lutym różnica wyniosła 34 proc. Przypomnijmy że niebiesko-biali odpadli z Ligi Europy w ostatniej dekadzie lutego. Oznacza to, że pełne skutki tego wydarzenia poznamy dopiero w kolejnym wydaniu raportu.
Na podium najbardziej medialnych klubów, po raz pierwszy od października ubiegłego roku, znalazła się warszawska Legia. Jednocześnie Wisła Kraków uplasowała się na najniższej z dotychczasowych pozycji – piątej. Do lutego 2011 krakowianie zawsze klasyfikowani byli w pierwszej trójce. Czwartą pozycję zajęła Cracovia. Jednocześnie to właśnie małopolskie jest województwem, w którym prasa regionalna najczęściej pisze na temat polskiej piłki, zdecydowanie dystansując tytuły mazowieckie i łódzkie.
W II lidze największym zainteresowaniem dziennikarzy cieszył się ŁKS Łódź, który wyprzedził Pogoń Szczecin – lidera z poprzedniego miesiąca. Podium uzupełnił GKS Bogdanka. Co ciekawe, klub ten jest liderem pod względem publikacji internetowych wśród klubów II ligi. Najczęściej pojawiał się też na pierwszych stronach gazet (11 razy). Czwarte i piąte miejsce w klasyfikacji łącznej należą do KSZO Ostrowiec Świętokrzyski oraz Odry Wodzisław.
Wśród bramkarzy rywali przyćmił Wojciech Szczęsny. Wiązało się to głównie z jego występami w Lidze Mistrzów, w której Arsenal trafił na FC Barcelona. Londyńczycy, z Polakiem w bramce, pokonali Katalończyków w pierwszym lutowym meczu na szczycie. Rewanż odbył się już w marcu. W efekcie o Szczęsnym w ciągu miesiąca napisano 750 tekstów. Drugi był Artur Boruc (299), a trzeci Łukasz Fabiański (291).
W badaniu monitoringiem objętych jest 1100 tytułów prasy ogólnopolskiej i regionalnej oraz 20 największych portali internetowych. Pod uwagę wzięto 10.6 tys. publikacji, jakie ukazały się od 1 do 28 lutego 2011. Analiza prowadzona jest od marca 2010. Łącznie przez 12 miesięcy przebadano 134 tys. materiałów.
sportbiznes /1.4.2011/
***
Arboleda zdąży na Euro
Manuel Arboleda zarzeka się, że ze swojej strony dopełnił już niemal wszystkich formalności w staraniach o polski paszport, który może mu pomóc w powołaniu do kadry Smudy
‘Niedługo zostanę Polakiem, myślę, że to kwestia kilku miesięcy’ – powiedział Maniek jednej z gazet
Ostatnio w mediach pojawiły się informacje, że Kolumbijczyk z Lecha Poznań może mieć problemy z polskim paszportem, gdyż złożył mocno niekompletny wniosek
Brakowało kilku ważnych dokumentów. – Już są załatwione. Ze swojej strony mam jeszcze dostarczyć urzędowi opinię pracodawcy, czyli Lecha, o mnie oraz kopię aktu małżeństwa. Lada moment złożę oba dokumenty – powiedział Arboleda.
Pozostałe, czyli opinia policji i straży granicznej, leżą podobno w gestii urzędu. Kolumbijczyk ma jeszcze jeden spory problem. Został oskarżony przez byłego prezesa Zagłębia Lubin o zniesławienie, a sprawa trafiła do sądu.
– Boję się tylko Boga. Poza nim nikt nie jest mnie w stanie niczym wystraszyć. Byłem przygotowany, że kiedy przyznam, iż chciałbym zagrać dla Polski, to zaczną się tego typu sprawy. Bo doskonale wiem, że nie wszyscy chcą mnie widzieć w reprezentacji i coś, co mogłoby mnie zdyskredytować, jest przez niektórych mile widziane. Nie przejmuje się, bo nie wszyscy muszą mnie kochać – stwierdził Arboleda.
– Żeby kochać jakiś kraj wcale nie trzeba się w nim urodzić. Kiedy zostanę Polakiem? Myślę że to kwestia kilku miesięcy. Na Euro powinienem zdążyć – dodał.
tn/su. /1.4.2011/
***
Bandrowski przeszedł operację
Pomocnik Lecha Poznań i reprezentacji Polski Tomasz Bandrowski przeszedł w Monachium zabieg artroskopii biodra. Piłkarz na boisko wróci nie wcześniej niż dopiero za trzy-cztery miesiące
Bandrowski już na początku sezonu zmagał się z kontuzją biodra, która sprawiła, że musiał pauzować wiele tygodni. Wystąpił tylko w 4 meczach ligowych i w 1 fazy grupowej Ligi Europejskiej
Podczas lutowego zgrupowania reprezentacji w Portugalii, tuż przed towarzyskim meczem z Mołdawią, doznał naciągnięcia więzadła pobocznego piszczelowego i wrócił do kraju. Po wyleczeniu tego urazu wróciły bóle w biodrze. Zawodnik zdecydował się poddać operacji.
– Jestem dopiero jeden dzień po operacji i to normalne, że biodro jest jeszcze obolałe. Do poniedziałku będę w klinice w Monachium i jeżeli wszystko będzie w porządku to udam się do Berlina. Tam przez trzy-cztery miesiące będę przechodzić rehabilitację – powiedział Bandrowski.
Bandrowskiemu w czerwcu kończy się kontrakt z Kolejorzem.
wd/pap /25.3.2011/
***
Bandrowski już nie zagra w Lechu
Grudniowy występ w Salzburgu mógł być dla Tomasza Bandrowskiego ostatnim meczem o stawkę w barwach mistrza Polski
Piłkarz Lecha będzie musiał przejść artroskopię biodra, a to oznacza, że do treningów wróci dopiero w lipcu lub sierpniu. Być może już w nowym klubie
Bandrowskiemu po sezonie wygasa kontrakt z Lechem. Do Poznania trafił wiosną 2008 r.
Najpierw był wypożyczony z Energie Cottbus, później Kolejorz wykupił piłkarza. Bandrowski był podstawowym graczem w zespołach Franciszka Smudy i Jacka Zielińskiego.
W tym sezonie prześladują go jednak kontuzje – od lipca już czterokrotnie musiał pauzować po kilka tygodni. Dwa z tych urazów przydarzyły mu się podczas zgrupowań reprezentacji Polski. Gdy piłkarz wyleczył uraz więzadła pobocznego w kolanie, odezwały się problemy z biodrem. Bandrowski miał przejść artroskopię stawu biodrowego już na początku stycznia w Monachium, ale wtedy rozchorował się lekarz, który miał ją przeprowadzić, a później… piłkarzowi przeszły bóle.
– Niestety, znów poczułem silne ukłucie w okolicach biodra, a to oznacza, że jednak będę musiał położyć się na stole operacyjnym. Kontaktowałem się już z doktorem Dienstem z kliniki w Monachium i teraz czekam na jego odpowiedź dotyczącą terminu – powiedział piłkarz dla oficjalnej strony poznańskiego klubu.
Z obozu Lecha przed sobotnim meczem z Jagiellonią doszły też jednak pozytywne wieści – dziś normalnie trenowali już Jakub Wilk, Siergiej Kriwiec, Jacek Kiełb i Tomasz Mikołajczak. Wciąż odpoczywa jeszcze reprezentant Polski Grzegorz Wojtkowiak.
int.pl /15.3.2011/
***
Piorunujący finisz Kolejorza
Gdy wydawało się, że w meczu Arki Gdynia z Lechem Poznań znów padnie bezbramkowy wynik, Kolejorz w samej końcówce zaskoczył rywala i wygrał aż 3:0!
Mecz zaprzyjaźnionych drużyn miał mieć towarzyski charakter tylko i wyłącznie na trybunach. Marzący o dogonieniu ligowej czołówki Lech i uciekająca ze strefy spadkowej Arka na murawie mieli się nie oszczędzać. Tyle tylko, że w ostatnich 4 meczach obu drużyn aż trzykrotnie było 0:0
Bez emocji
W nieciekawej pierwszej połowie przeważała Arka, w której wyróżniał się aktywny Giovanii. Najlepszą i właściwie jedyną szansę bramkową miał jednak Paweł Zawistowski, ale w dogodnej sytuacji na początku meczu fatalnie spudłował. Cofnięty Lech przebudził się dopiero po 30 minutach, za sprawą szukającego swojej szansy Vojo Ubiparipa. Mimo że Serb wyróżniał się na tle przeciętnie spisujących się partnerów, nie zdołał poważnie zagrozić bramce Marcelo Moretto.
Pozyskany w przerwie zimowej napastnik wyborną szansę do zdobycia swojej pierwszej bramki w lidze miał w 72 minucie. Po wymianie podań ze Stiliciem, z kilku metrów huknął jednak wysoko nad poprzeczką. Wcześniej to Arka mogła objąć prowadzenie, ale po strzałach z dystansu gospodarzy na posterunku był Krzysztof Kotorowski.
Grom z jasnego nieba
Gdy wydawało się, że oba zespoły znów podzielą się punktami- Lech w ciągu 4 minut przeprowadził trzy akcje, które rozbiły gdynian. W 85 minucie głową do bramki trafił Bartosz Ślusarski, a chwilę później podwyższył Artjoms Rudnevs. Zszokowanych piłkarzy Arki dobił Tomasz Mikołajczak. Tym sposobem Arka identycznie jak przed tygodniem z Wisłą straciła bezcenne w walce o utrzymanie punkty.
Arka Gdynia – Lech Poznań 0:3 (0:0)
Bramki: Ślusarski 85, Rudnevs 88, Mikołajczak 89
Arka: Moretto – Bruma, Rozić, Noll, Bednarek – Giovanni Duarte (76 Ross), Szmatiuk, Zawistowski, Bożok (82 Burkhardt), Labukas – Mawaye (46 Wilczyński)
Lech: Kotorowski – Kikut, Arboleda, Bosacki, Henriquez – Wilk (59 Rudnevs), Możdżeń (46 Wołąkiewicz), Murawski, Stilić, Ślusarski – Ubiparip (80 Mikołajczak)
Żółte kartki: Rozić – Możdżeń
Sędzia: Mirosław Górecki (Katowice)
Widzów 11000
sport/tvp.pl /6.3.2011/
***
Trzy gole Lecha w 4 minuty!
Jose Maria Bakero nie przestaje zadziwiać. Tym razem posadził na ławce Siergieja Kriwca, Artjomsa Rudnevsa i Huberta Wołąkiewicza, ale okazało się, że znów miał rację. Lech po piorunującym finiszu strzelił 3 gole w 4 minuty i ograł Arkę w Gdyni 3:0
Strzelanie Lecha zaczęło się w 85 minucie. Ba, gol Bartosza Ślusarskiego był pierwszym celnym strzałem Kolejorza na bramkę gospodarzy
Zaczęło się od szkolnego błędu Marciano Brumy, który zaczął dryblować między trzema lechitami. Na dokładkę sfaulował Rafała Murawskiego, który szybko wznowił grę z rzutu wolnego. Obrońcy Arki nie zdążyli się nawet odwrócić, Semir Stilić idealnie dograł do Ślusarskiego, który z bliska otworzył wynik.
Lech zwietrzył szansę i poszedł za ciosem. Stilić do Murawskiego, ten uruchomił Rudnevsa, który mocnym strzałem z ostrego kąta podwyższył. Na tym się nie skończyło. Tym razem asystę zaliczył Ślusarski, a głową strzelił Tomasz Mikołajczak. Od 0:0 w 85 minucie do 3:0 w 89 minucie! Trzy gole w 4 minuty, na dodatek dwa strzelone przez rezerwowych.
Arka rozsypała się jak domek z kart, ale nie zasłużyła na takie lanie. Do feralnej 85 minuty broniła dostępu do bramki na tyle skutecznie, że Marcelo Moretto kompletnie nie miał nic do roboty.
– Rzeczywiście, nie był to dobry mecz w naszym wykonaniu. Gdyby zliczyć sytuacje bramkowe, Arka pewnie miałaby ich podobnie mało – mówił na gorąco Ślusarski.
Trener Bakero po raz kolejny zszokował wszystkich ustawieniem Kolejorza, choć biorąc pod uwagę jego ostatnie decyzje kadrowe, nie powinno to już nikogo dziwić.
– Skład dobieram pod rywala, a na mecze wystawiam tych, którzy moim zdaniem są obecnie najlepsi. Moi podopieczni muszą być gotowi na to, że w jednym meczu zagrają, a w kolejnym usiądą na trybunach – tłumaczył Bask jeszcze przed Arką.
I tak w tym meczu Rudnevs musiał się pogodzić z rolą rezerwowego, a Kriwiec tylko rozgrzewał się poza boiskiem i nie wszedł nawet na minutę.
Wszyscy spodziewali się też, że pod koniec meczu Bakero ściągnie bezproduktywnego Ślusarskiego, ale ten wybrał Vojo Ubiparipa, który akurat dwoił się i troił. Ślusarski został, a jaki był tego finał, wszyscy już dobrze wiemy.
***
Nie układał się Lechowi mecz w Gdyni. Bardzo długo trzeba było czekać choćby na celny strzał zespołu mistrza Polski, ale w ciągu pięciu ostatnich minut Kolejorz rozbił Arkę
Bohaterami poznaniaków zostali Rafał Murawski i Bartosz Ślusarski. Pierwszy miał olbrzymi udział przy pierwszej bramce – wywalczając rzut wolny i błyskawicznie go wykonując – i asystował przy drugiej, a Ślusar strzelił na 1:0 i asystował na 3:0.
Do tego momentu więcej groźnych sytuacji miała Arka. Krzysztof Kotorowski musiał się mocno wysilić, żeby obronić strzał Emila Nolla z rzutu wolnego, a próbował go też zaskoczyć Ante Rozić. Przebłyski w pierwszej połowie miał również Giovanni Vemba Duarte. Ogólnie jednak razi brak kreatywności w grze ofensywnej gdynian, którzy w tym sezonie strzelili tylko pięć goli z akcji! Samą obroną w lidze nie da się utrzymać, zwłaszcza przy braku koncentracji w końcówkach meczów.
Jose Maria Bakero znów eksperymentował ze składem, tym razem wyszło na jego. Do łask wrócił Semir Stilić. Swoją pozycję w Lechu ugruntował wspomniany Ślusarski, a i Tomasz Mikołajczak pokazał, że Polonia Bytom to niekoniecznie były dla niego za wysokie progi. Kolejorz daje wyraźny sygnał, że nie zamierza rezygnować z walki co najmniej o pierwszą trójkę.
/7.3.2011/
***
Maniek wyróżniony!
Brytyjski portal Goal.com wybrał jedenastkę najlepszych piłkarzy fazy grupowej Ligi Europy. W jedenastce znalazł się Manuel Arboleda z Lecha. Poza tym Artjomsa Rudnevsa i Mateusza Możdżenia wybrano do grona strzelców najładniejszych bramek
Dobra postawa Arboledy została doceniona niedawno także przez działaczy Lecha. Kolumbijczyk podpisał z Kolejorzem nowy kontrakt, który uczynił go najlepiej zarabiającym piłkarzem w naszej lidze (400 tys. euro za sezon)
‘Arboleda był prawdziwą ścianą nie do przejścia w obronie Lecha i to głównie dzięki jego dobrej postawie zespół z Poznania znalazł się w kolejnej rundzie Ligi Europy’ – napisano w uzasadnieniu nominacji popularnego Mańka.
Piłkarz Lecha znalazł się w doborowym towarzystwie, obok takich piłkarzy jak m.in. Edison Cavani z SSC Napoli, czy Nuri Sahin z Borussii Dortmund.
11 fazy grupowej Ligi Europy wg Goal.com:
Dario Kresić (PAOK Saloniki) – Scott Sutter (Young Boys Berno), Manuel Arboleda (Lech), Manuel Friedrich (Bayer Leverkusen), Arthur Boka (VfB Stuttgart) – Nene (Paris Saint-Germain), Roman Eremenko (Dynamo Kijów), Nuri Sahin (Borussia) – Falcao (FC Porto), Edison Cavani (Napoli), Tomas Necid (CSKA Moskwa).
Miłe wyróżnienie spotkało także dwóch innych zawodników mistrza Polski. Bramka z 30 metrów Artjomsa Rudnevsa, która zapewniła Lechowi remis w Turynie (3:3) z Juventusem, znalazła się na trzecim miejscu w zestawienia Top Ten Ligi Europy.
Z kolei nie mniej efektowne trafienie Mateusza Możdżenia w meczu z Manchesterm City (3:1), które przypieczętowało sensacyjny triumf nad The Citizens, znalazło się na szóstej pozycji zestawienia.
tg/onet /17.12.2010/
***
Lech wygrał z Bragą
Wspaniała passa Lecha trwa! Mistrz Polski wygrał ze Sportingiem Braga 1:0 i udało się to, na czym najbardziej zależało Jose Marii Bakero. Kolejorz nie stracił gola
Zwycięstwo zapewnił niezawodny Artjoms Rudnevs. Łotysz był mało widoczny w całym meczu, ale kiedy trzeba zachował zimną krew
Faza pucharowa Ligi Europy zaczęła się dla Lecha znakomicie. Drużyna, która w grupie toczyła wyrównane boje z Juventusem Turyn i Manchesterem City potwierdziła, że nie boi się nikogo. To nie był piękny mecz, ale grę znacznie utrudniały warunki. Znów, jak z Juventusem, padał śnieg, boisko było ciężkie, nie można było rozwinąć skrzydeł. To goście wyglądali na zespół dużo groźniejszy.
W drugiej połowie Lech jednak przeważał, opanował sytuację, miał sporo rzutów wolnych, trzymał rywala daleko od własnego pola karnego. Wreszcie w 72 minucie Rudnevs dostał znakomite prostopadłe podanie. Popędził na bramkę, był sam na sam z bramkarzem i strzelił między jego nogami. Dla Łotysza to piąty gol w siódmym meczu LE. Jeżeli jednak strzela się hat-tricka Juventusowi, to jeden gol zdobyty z Bragą nie robi aż takiego wrażenia.
To może być bardzo ważny gol. W rewanżu, na swoim boisku, Portugalczycy nie będą mieli nic do stracenia i rzucą się pewnie do ataku od pierwszych minut. 24 lutego w Bradze możemy spodziewać się większych emocji, ładniejszych akcji, a Lech absolutnie nie może jeszcze świętować awansu. Na pewno Kolejorzowi będzie grać się łatwiej, może bowiem czekać na ruch rywala i grać z kontry, a to potrafi dobrze. I ma Rudnevsa. Ten chłopak nie zawodzi w najważniejszych chwilach.
rud/fa. /17.2.2011/
***
Murawski wraca do Poznania!
Rafał Murawski wraca do Lecha Poznań! Pomocnik podpisał z mistrzem Polski trzyipółletni kontrakt – poinformowała jedna z gazet. 29-letni zawodnik wraca do Kolejorza, w którym występował w latach 2006-2009. Wtedy przeniósł się za około 3.2 miliona euro do Rubina Kazań
I z nowym klubem od razu został mistrzem Rosji. W minionym sezonie zespół z republiki Tatarstanu zajął trzecie miejsce w lidze. Muraś w sumie rozegrał w tym klubie 30 ligowych meczów i strzelił jednego gola.
Przed pierwszą przeprowadzką do Poznania, wychowanek MRKS Gdańsk grał w Arce Gdynia i Amice Wronki. W polskiej lidze wystąpił w 123 meczach, zdobywając 11 bramek. Jego bilans w reprezentacji Polski – to 29 meczów i jeden gol.
int.pl /24.1.2011/
***
Rubin Kazań i Lech Poznań uzgodniły warunki transferu pomocnika Rafała Murawskiego – poinformował dyrektor sportowy poznańskiego klubu Marek Pogorzelczyk. Reprezentant Polski już wcześniej ustalił warunki indywidualnego kontraktu z Kolejorzem
– Mamy uzgodnione z Rubinem warunki transferu Murawskiego, ale nie otrzymaliśmy jeszcze podpisanych dokumentów. A dopiero wtedy piłkarz będzie mógł złożyć podpis na indywidualnym kontrakcie – powiedział Pogorzelczyk.
Dodał jednak, że sprawa powrotu Murawskiego jest już przesądzona. Piłkarz przebywa w Poznaniu, skąd półtora roku temu przeszedł do Rubina. Nieoficjalnie wiadomo, że Lech za transfer reprezentanta kraju otrzymał wówczas 3.5 mln euro. Mistrz Polski nie będzie mógł jednak zgłosić Murawskiego do Ligi Europejskiej, bowiem zawodnik już grał w obecnej edycji Ligi Mistrzów z Rubinem, który teraz również będzie rywalizować w LE.
Murawski jest wychowankiem MRKS Gdańsk.
pl/pap /24.1.2011/
***
Rafał Murawski podpisał 3.5-letni kontrakt z Lechem i będzie najlepiej opłacanym piłkarzem Kolejorza
Latem 2009 r. Lech sprzedał Murawskiego do Rubina za 3.2 mln euro. Teraz, po półtora roku, Muraś wraca na Bułgarską. Lech odkupił go z Rubina za milion euro, czyli w sumie zarobił na nim 2.2 mln euro.
Jak poinformował menedżer piłkarza Radosław Osuch, opłata za Murawskiego będzie uiszczona w dwóch transzach.
O powrocie do Polski zdecydował upór piłkarza. Murawski wprawdzie miał jeszcze ważny kontrakt z Rubinem i to przez najbliższe 1.5 roku, ale bardzo źle się czuł w Kazaniu. Żona i dziecko piłkarza wrócili do Polski pół roku temu. Lech jesienią starał się sprowadzić Murasia na Bułgarską, ale wówczas Rubin transfer blokował. Ostatnio rosyjski klub sprowadził dwóch piłkarzy i uznał, że Murawski nie jest już mu potrzebny.
Murawski w drużynie mistrza Polski ma zarabiać ponad 400 tys. euro rocznie. Tym samym Murawski będzie najlepiej zarabiającym piłkarzem Lecha. Jednak to sporo mniej, niż wpływało na jego konto za grę w Rubinie. W Kazaniu Murawski mógł liczyć na gażę w wysokości miliona euro rocznie. Z drugiej jednak strony defensywny pomocnik dostał teraz dużo więcej niż miał podczas poprzedniego pobytu w Lechu, bowiem wówczas jego zarobki sięgały ok. 250 tys. euro rocznie.
bug/sports.pl /24.1.2011/
***
Wołąkiewicz w Lechu
Grający dotychczas w Lechii Gdańsk Hubert Wołąkiewicz w najbliższych dniach dołączy do zespołu Lecha Poznań. 25-letni obrońca w ubiegłym tygodniu podpisał czteroletni kontrakt z mistrzem Polski, ale miał on obowiązywać dopiero od 1 lipca
Krótko po zawarciu umowy przez Wołąkiewicza Lech podjął starania o wykupienie zawodnika z Lechii. Tym bardziej, że władze gdańskiego klubu chciały odesłać zawodnika do drużyny rezerw w 3 lidze.
– Doszliśmy do porozumienia z Lechią w sprawie transferu definitywnego. Pozostały formalności. Wszystko wskazuje zatem, że Hubert poleci z zespołem na zgrupowanie do Hiszpanii – powiedział dyrektor sportowy Kolejorza Marek Pogorzelczyk, cytowany przez oficjalną stronę klubu. Nie chciał on jednak zdradzić, ile Lech musiał zapłacić gdańszczanom za wykupienie półrocznego kontraktu obrońcy.
Wołąkiewicz przeszedł do 2-ligowej Lechii latem 2007 r. z Amiki Wronki. W pierwszym sezonie w barwach nowego klubu awansował do 1 ligi, wystąpił w sumie w 68 meczach i zdobył 5 bramek. Ma za sobą również 3 występy w reprezentacji Polski.
int.pl/pap /13.1.2011/
***
Peszko w FC Koeln
To już przesądzone – Sławomir Peszko odchodzi z Lecha Poznań do niemieckiego zespołu Bundesligi – FC Koeln
Peszko odchodzi z wciąż grającego w Lidze Europejskiej Lecha najprawdopodobniej do 1 FC Köln, czyli klubu broniącego się przed spadkiem z Bundesligi. Czy to na pewno dobra decyzja?
– Zdaję sobie sprawę, że to ryzykowny krok. Za pół roku okaże się, czy postąpiłem słusznie – powiedział Peszko, dodając że do końca grudnia jest nadal zawodnikiem Kolejorza, bo jeszcze nic nie podpisał.
– Wszystko zostanie dopełnione dopiero po 1 stycznia i wtedy będę mógł się swobodnie wypowiadać na ten temat. Na razie nadal wolę dmuchać na zimne. W przeszłości może zbyt odważnie mówiłem o moich planach, a potem nic z nich nie wychodziło – dodał reprezentant Polski.
Peszko potwierdził jednak, że wymagana kwota odstępnego została już wpłacona na konto Lecha.
– Tak, ona już została wpłacona, jednak przed 1 stycznia i tak nie można finalizować transferów. Pieniądze wyłożył sponsor z Niemiec – powiedział.
kc/ps /30.12.2010/
Peszko zarobi duże pieniądze
Sławomir Peszko może zarobić wielkie pieniądze, jeżeli FC Koeln utrzyma się w Bundeslidze. Polak do końca obecnego sezonu ma zarobić 360 tys. euro netto. Jeżeli umowa zostanie przedłużona, jego pensja wzrośnie do 1.2 mln euro netto za sezon
Oprócz pensji 360 tys. euro netto Peszko za każdy zdobyty punkt w meczach, w których wystąpi, dostanie dodatkowo 10 tys. euro. Jeśli FC Koeln się utrzyma, to umowa zostanie przedłużona na 2 lata, a Peszko będzie zarabiać miesięcznie 100 tys. euro netto, czyli 1.2 mln euro netto za sezon.
To znaczna różnica w porównaniu z zarobkami w Lechu. Od lata pensja piłkarza wynosiła 100 tys. zł miesięcznie.
tg/futbolnews /30.12.2010/
***
Peszko odchodzi do FC Koeln
W Kolonii twierdzą, że wielkimi krokami zbliża się finalizacja transferu Sławomira Peszki. Trener Frank Schaefer podtrzymuje, że lechita otwiera jego listę życzeń. A do tego 16 zespół Bundesligi pozyskał sponsora, który ma wyłożyć pieniądze na kupno Polaka
– Kolonia nie będzie płacić za piłkarza Lecha. Pół miliona euro wyłoży prywatny inwestor, więc klub nie ponosi żadnego ryzyka. To oznacza, że Peszko podpisze umowę obowiązującą jedynie w niemieckiej lidze, a przy ewentualnym spadku do 2 Bundesligi będzie mógł bez problemu odejść – stwierdził dziennikarz gazety Express Markus Kruecken.
Peszko jeszcze przed świętami wynegocjował indywidualny kontrakt w Kolonii.
pl/ps /28.12.2010/
***
Maniek zostaje w Lechu!
– Zostanę w Lechu! W ostatnich dniach przeżywałem wiele emocjonujących chwil, bo to jedna z najważniejszych decyzji w mojej karierze. Ale kibice Lecha zachowali się niesamowicie. Kiedy tylko wychodziłem na ulicę, podchodzili i mówili: Manuel, zostań! – powiedział Manuel Arboleda
– Byłem wzruszony, nie mogłem nie wziąć tego pod uwagę. Czuję się tu świetnie, będę dalej grać w Lechu – dodał obrońca mistrza Polski.
Arboleda warunki nowego kontraktu negocjował od kilku tygodni. W mediach pojawiały się doniesienia o ofertach dla Kolumbijczyka ze strony innych klubów naszej ligi oraz o bardzo dobrej propozycji z Meksyku.
mh/gwizdek24/se /9.12.2010/
***
Lech – Sporting Braga
W piątek w szwajcarskim Nyonie odbyło się losowanie par 1/16 Ligi Europy. Mistrz Polski Lech Poznań, który w czwartek wygrywając w Salzburgu 1:0 (1:0) przypieczętował swój awans, w kolejnej fazie zagra z drużyną Sportingu Braga
Lech ze względu na zajęcie miejsca za plecami Manchesteru City w grupie A, znalazł się w drugim koszyku. Trafiły tam również inne drużyny z drugich miejsc z grup LE oraz cztery słabsze, które spadły do LE z LM.
Lech pierwszy mecz (17 lutego) zagra na Stadionie Miejskim przy Bułgarskiej w Poznaniu, natomiast rewanż 24 lutego na boisku rywala.
tg/onet /17.12.2010/
***
Maniek chce być Polakiem
Manuel Arboleda postanowił zostać Polakiem. Filar obrony Lecha mimo doskonałych występów w Lidze Europejskiej nie chce się ruszać z Poznania. Po cichu marzy nawet o grze w reprezentacji Polski.
– Dobrze mi się mieszka w Poznaniu. Lubię miasto i tutejszych kibiców. Mojej rodzinie także się podoba w Polsce – zapewnia Kolumbijczyk.
Ulubieniec kibiców Kolejorza stara się o polskie obywatelstwo. Ponoć złożył już wymagane papiery w Kancelarii Prezydenta.
– Nic nie wiem o jego planach, dlatego na razie traktuję te informacje z przymrużeniem oka – mówi trener Lecha Jacek Zieliński.
Z polskiego obywatelstwa Arboledy najbardziej ucieszyłby się Franciszek Smuda, który ma w kadrze poważne problemy ze środkowymi obrońcami.
– Jesteśmy w stałym kontakcie. Ale dopiero jak mi Maniek pokaże paszport z naszym orłem, to wtedy pogadamy o powołaniu do reprezentacji. Aha, musi być jeszcze w wielkiej formie. Zresztą, on dobrze o tym wie, bo znamy się nie od dziś – mówi Smuda.
Za dwa lata podczas Euro 2012 Arboleda będzie miał 33 lata. Nie jest to jak na środkowego obrońcę sędziwy wiek. Kolumbijczyk zresztą powtarza, że nie spieszy mu się z szybkim zakończeniem kariery.
Czy Arboleda zagra dla Polski? Sam piłkarz bardzo na to liczy, a okazuje się, że kibice też są za. Aż 73 proc. osób, które wzięły udział w internetowej sondzie, stwierdziło, że chce Kolumbijczyka w naszej kadrze.
W sondzie wzięło udział 6848 osób. Na pytanie Czy jesteś za tym, by Arboleda otrzymał polski paszport i powołanie do reprezentacji Polski?, zdecydowana większość, bo 73 proc., odpowiedziała, że tak. Przeciw naturalizacji było 8 proc.
– Jezu! Nigdy bym nie przypuszczał, że aż tylu Polaków wesprze mnie w tej sprawie. 73 procent?! To fantastyczny wynik, którego się nie spodziewałem. Dla mnie to byłaby niesamowita sprawa. Od 5 lat mieszkam w Polsce, pracuję w Polsce, moje dziecko chodzi tu do szkoły. Świetnie się tu czuję, potraktowałbym szansę gry w reprezentacji jako najwyższy zaszczyt – mówi Arboleda.
Kolumbijczyk nie przejmuje się wspomnianymi 8 proc. głosujących, którzy są przeciw naturalizacji.
– Nie ma takiego człowieka, którego wszyscy by kochali. Nawet Jan Paweł II, mój wielki idol, miał przeciwników. Broń Boże się z nim nie porównuję, mówię tylko, że nie ma takiego, który wszystkim by pasował.
– W Zagłębiu Lubin poszedłbym za Franciszkiem Smudą w ogień, do Lecha przeniosłem się, bo właśnie jemu na mnie zależało. On dobrze wie, że w każdej chwili jestem do jego dyspozycji – zapewnia Kolumbijczyk, który zupełnie dobrze mówi już po polsku. – Rozumiem niemal wszystko, choć to trudny język. Najwięcej problemów mam ze słowem przedszkole. Jest dla mnie za trudne (śmiech). Ale z kolegami z reprezentacji dogadałbym się bez problemu.
wal /6.10.2010/ pk/po/se /5.10.2010/
***
Awans Lecha przy 40 tysiącach!
Mistrz Polski trafił w Lidze Europejskiej do grupy śmierci, był skazywany na pożarcie, ale m.in. dzięki remisowi z Juventusem 1:1 w meczu rozgrywanym w śnieżycy, zapewnił sobie awans do 1/16 finału tych riozgrywek jeszcze przed ostatnią kolejką!
Kolejorz stracił prowadzenie w samej końcówce starcia z Żelazną Damą. Na mecz, mimo mrozu i śnieżycy, przyszło ponad 40 tys. kibiców!
Po ostatnim gwizdku trybuny szalały. Ponad 40 tysięcy ludzi, mimo ekstremalnych warunków atmosferycznych gorąco dopingowało swoich piłkarzy. Marzły ręce, dziennikarzom laptopy, Włosi salwowali się ucieczką do biura prasowego i stamtąd w telewizji oglądali mecz, ale nie zamarzły serca kibiców. ‘Ooooo! Tylko Kolejorz!’ – śpiewy podtrzymywały piłkarzy na duchu.
Dopiero godzinę przed meczem, po zmierzeniu temperatury okazało się, że ten mecz dojdzie do skutku. Termometr okazał się łaskawy i pokazał minus 13 stopni, bo gdyby był mróz o dwa stopnie większy, mecz zostałby prawdopodobnie przełożony na czwartek.
Piłkarzy przywitało nie tylko 42 tys. głośnych kibiców, ale też gość nieproszony – prószący gęsto śnieg, który błyskawicznie zabielił murawę i na drugą połowę wymusił użycie pomarańczowej piłki.
Kolejorz zaczął w sposób wymarzony. W 12 minucie po rzucie rożnym piłka poleciała na pierwszy słupek, a tam najwyżej i w tempo wyskoczył Artjoms Rudnevs i 1:0 dla zespołu z Poznania.
Lech groźnie kontrował, ale za każdym razem w I połowie brakowało wykończenia. Po ładnej akcji i podaniu Semira Stilicia z dystansu strzelał Dmitrij Injać, lecz piłka przeleciała tuż nad poprzeczką. Nieco wcześniej, po dośrodkowaniu z lewej flanki Siergieja Kriwca znowu groźnie główkował Rudnevs, ale tym razem skierował piłkę obok słupka.
Pod bramką Lecha też było gorąco. Krzysztof Kotorowski miał dwie niepewne interwencje, ale za każdym razem pomagało mu szczęście. Gdy Kotor wypuścił piłkę z rąk, Chiellini nie trafił do pustej bramki, a później bramkarz Lecha zatrzymał Bonucciego dobijającego wolnego Aleksa Del Piero.
W II połowie trener poznaniaków Jose Mari Bakero zdjął kolejno Rudnevsa, Kriwca i Stilicia, czyli obok Sławomira Peszki najgroźniejsze ofensywne armaty Kolejorza. Zadania ofensywne realizowali tylko Peszkin, defensywny pomocnik Mateusz Możdżeń i nominalny obrońca Marcin Kikut. I Kiki mógł rozstrzygnąć mecz! Wyszedł sam na sam z Alexandrem Manningerem, ale zamiast podciągnąć bliżej, strzelił z 14 m, na dodatek niecelnie.
Poza tą akcją Kolejorz ograniczał się do przeszkadzania. Rozumnego, agresywnego, strefowego, ale jednak przeszkadzania. Asekuracji zabrakło w 85 minucie, gdy Luis Henriquez został sam na najlepszego ofensywnego piłkarza Juve – Milosza Krasicia. Krasić wyłożył piłkę jak na tacy Vincenzo Iaquincie, a ten w czystej sytuacji strzelił nie do obrony.
Jeszcze w ostatnich sekundach Juve próbował ratować awans, który dawało mu tylko zwycięstwo, ale po dośrodkowaniu z rzutu wolnego zza linii bocznej pola karnego Del Piero piłkę złapał Kotorowski.
Rozległ się końcowy gwizdek, a z nim wybuchło szaleństwo radości! Po raz ostatni w Poznaniu tak się cieszyli, gdy Lech zdobył mistrzostwo Polski. Każdy chciał przybić piątkę z Manuelem Arboledą i innymi piłkarzami. Przeprowadzone zmiany i styl gry Kolejorza w ostatnich tygodniach nie podobają się jednak kibicom. ‘Chcemy trenera, a nie żadnego Bakera!’ – wołali. Trzeba jednak przypomnieć, że w Poznaniu trenerom nie łatwo trafić w upodobania kibiców. Na początku pod górkę miał nawet Franciszek Smuda, któremu śpiewano ‘Smuda, gdzie te cuda?’.
Najważniejsze jednak, że bez względu na wynik rywalizacji z FC Salzburg w Austrii 16 grudnia, mistrz Polski dotrwa do wiosny w Lidze Europejskiej. A jeśli wygra w Salzburgu przy remisie, bądź porażce Manchesteru City z Juventusem w Turynie, awansuje z 1 miejsca w gr. A.
Na kolejkę przed zakończeniem fazy grupowej awans zapewnił sobie także Manchester City, po zwycięstwie z FC Salzburg 3:0.
Lech Poznań – Juventus 1:1 (1:0)
Bramki:
1:0 Rudnevs (12- głową, asysta Stilić)
1:1 Iaquinta (84 – po podaniu Krasicia)
Sędzia: Fernando Teixeira Vitienes (Hiszpania). Widzów 42000
Lech: Krzysztof Kotorowski – Grzegorz Wojtkowiak, Bartosz Bosacki, Manuel Arboleda, Luis Henriquez – Sławomir Peszko, Dmitrije Injac, Semir Stilić (83 Marcin Kamiński), Ivan Djurdjević, Sergiej Kriwiec (56 Marcin Kikut) – Artjoms Rudnevs (61 Mateusz Możdżeń)
Juventus: Alexander Manninger – Vincenzo Camilleri, Leonardo Bonucci, Giorgio Chiellini, Armand Traore (80 Alberto Libertazzi) – Milos Krasić, Mohamed Sissoko (75 Felipe Melo), Claudio Marchisio, Simone Pepe (66 Davide Lanzafame) – Alessandro Del Piero, Vincenzo Iaquinta
mb/int.pl/pap /1.12.2010/
***
Kolejorz walczy o fortunę
Stawka środowego meczu z Juventusem Turyn jest dla Lecha Poznań ogromna – nie tylko pod względem sportowym, ale też finansowym. Lech za awans do kolejnej rundy Ligi Europy może zarobić krocie
Ten jeden mecz i awans do fazy pucharowej Ligi Europy może Kolejorzowi zagwarantować bonus w wysokości 10 procent rocznego budżetu. Ten szacowany jest na 50 mln złotych, więc rachunek ekonomiczny jest prosty: na boisku przy Bułgarskiej w środowy wieczór będzie leżeć co najmniej 5 mln zł!
– Awans do fazy grupowej Ligi Mistrzów to dla klubu zysk przynajmniej 10 mln euro. W Lidze Europy ta kwota jest natomiast taka sama, ale liczona w złotówkach – powiedział właściciel Lecha Jacek Rutkowski.
Mistrzowi Polski nie udało się pokonać bram raju, czyli wskoczyć do Champions League. Występuje w mniej ważnych europejskich rozgrywkach. Nie oznacza to jednak, że traci na tym. Już wiadomo, że szacunki Rutkowskiego były ostrożne. Poznaniacy już zarobili na pucharach ok. 15 mln zł. A to nie musi być jeszcze koniec!
mh/ps /29.11.2010/
***
Peszko jednak do Panathinaikosu?
Sławomir Peszko może jednak trafić do Panathinaikosu Ateny. Już latem pomocnik Lecha był w kręgu zainteresowań mistrzów Grecji, ale wtedy klub nie zdecydował się na transfer. Zamiast niego do Aten trafił znacznie bardziej znany Sidney Govou
Francuz jednak zawodzi na boisku, a poza nim głównie baluje. Już trzykrotnie był łapany w nocnych klubach w stanie wskazującym na
spożycie alkoholu. Po ostatnim incydencie miarka się przebrała. Klub chce rozwiązać umowę z zarabiającym 1.5 mln euro netto rocznie piłkarzem (dodatkowo dostał milion za złożenie podpisu na umowie).
To szansa dla Peszki. Latem przedłużył on kontrakt z Lechem, co dało mu podwyżkę do 250 tys. euro rocznie, ale dalej w jego umowie jest zapisana stosunkowo niska suma odstępnego. Wzrosła nieznacznie (z 500 na 700 tys. euro), co dla Panathinaikosu nie byłoby problemem.
ps /20.11.2010/
***
Reiss stawiałby na wychowanków!
– Lech ma krótką ławkę? To kogo byśmy chcieli w rezerwie? Ronaldo? – zirytował się Piotr Reiss. – Mistrz Polski nie stawia na wychowanków. O Możdżeniu przypomnieli sobie po 8 miesiącach – powiedział Reiss.
– Możdżeń przez tak długi czas nawet nie powąchał boiska. Wszyscy o nim zapomnieli: trener, dyrektor sportowy, pion sportowy… Kiedy znów zagrał, strzelił gola, to od razu zrobiło się o nim głośno – powiedział Reiss.
A przecież jeszcze są inni. – Mikołajczak, Bereszyński, Kamiński i wielu innych – podkreślił Reiss. – Nie wiem, dlaczego w Polsce kupuje się obcokrajowców, zamiast stawiać na młodych? Chyba dlatego, że dużo kosztują – powiedział.
– Pamiętajmy, że Grzegorz Wojtkowiak, siedząc na ławce w Lechu, dostał powołanie do reprezentacji i zagrał w niej w podstawowym składzie. Uważam, że Lech ma najsilniejszą drużynę w Polsce. To mit że dobrze mieć 20 równorzędnych zawodników. Każdy z nich chce grać i psuje się atmosfera. A trener Bakero powinien odważniej sięgać po młodych, niż jego poprzednik – uważa.
Kibice Lecha narzekają również na transfery. Po odejściu z klubu Andrzeja Czyżniewskiego nie wszystkie decyzje okazały się na obecną chwilę trafne. – Obecnie odpowiedzialny za nie jest Piotr Rutkowski, syn właściciela. To młody chłopak, który musi nabrać doświadczenia. Na pewno Andrzej Czyżniewski miał więcej kontaktów od niego, ale poczekajmy z ocenami – powiedział Reiss. – Nawet Joel Tshibamba potrzebuje czasu. Artjoms Rudnevs ma spore możliwości, więc sytuacja nie jest taka zła – dodał.
wd/futbolnews /24.11.2010/
***
To wola Boża
Rozmowa z Manuelem Arboledą, kolumbijskim obrońcą Lecha
Mówił pan, że pieniądze nie grają, ale chyba nie spodziewał się pan tak znakomitego wyniku z Manchesterem City?
Zawsze mam wiarę, wychodzę na boisko, by wygrać. Wcale nie było łatwo, ale dzięki Bogu zwyciężyliśmy i rozegraliśmy wspaniały mecz. A przecież mierzyliśmy się z jedną z największych drużyn w Europie, która dysponuje znacznie większym budżetem niż Lech. Pieniądze nie grają, na boisku walczy 11 kontra 11, a piłka jest okrągła…
Miał pan mnóstwo szczęścia przy golu na 2:1.
To wola Boża, rekompensata za ciężką pracę całej drużyny. Coś dało mi impuls, aby wyjść do tej piłki i udało się.
Mecz z Manchesterem mógł być jednym z pana ostatnich w koszulce Lecha?
Nie wiem. Nie myślę o niczym innym, tylko o Lechu. Mam kontrakt do czerwca 2011. Pracuję dla klubu. Zawsze powtarzałem, że przez szacunek dla Lecha, oraz to, co mu zawdzięczam, zawsze będzie to dla mnie najważniejsze miejsce i chciałbym grać tu nadal. Jestem spokojny. Jeśli Bóg zechce, bym został – zostanę. Jeśli nie – zostanie mi tylko podziękować kibicom za wsparcie. Chciałbym, by ludzie pamiętali, że w Lechu grał kiedyś Manuel Arboleda.
Ale nie wie pan jeszcze nic na temat przyszłości?
Nie. Miałem na razie kilka rozmów, ale nie wyniknęło z nich nic konkretnego. Klub wie, że chcę zostać i ja wiem, że klub chce, bym dalej tu grał. Trzeba tylko rozwiązać kilka rzeczy. Zobaczymy, czy dojdziemy do porozumienia.
Problemem są pieniądze?
Nie. One nie są najważniejsze. Dla mnie liczy się Bóg i rodzina. Oczywiście, pieniądze też mnie interesują, by móc żyć. Ale kontrakt to nie tylko pieniądze.
Podobno ma pan propozycje z ligi meksykańskiej, rosyjskiej…
Dostałam kilka telefonów z różnych miejsc. Ale jestem spokojny. Dla mnie na pierwszym miejscu jest Lech. Jeśli nie dojdziemy do porozumienia, zobaczymy, co będzie.
A polskie kluby?
Jest wiele wielkich drużyn, jak Legia, Wisła… Każdy chciałby w nich grać.
Trener Legii Maciej Skorża powiedział, że chciałby mieć pana w swojej drużynie.
Jestem wdzięczny za takie słowa i zaufanie. To dla mnie powód do dumy, że taki trener chciałby mieć mnie w tak wielkim zespole z tak piękną historią. Zobaczymy, co przyniesie przyszłość.
Mówi się, że mógłby pan zagrać dla reprezentacji Polski.
Jestem świadom, że w Polsce są dobrzy obrońcy, ale gdybym dostał propozycję, byłbym zachwycony. Móc włożyć koszulkę z orzełkiem, to byłby dla mnie wielki honor, ale też wielka odpowiedzialność. Na pewno starałbym się dać wszystko co najlepsze. Jestem gotowy. Ale z trenerem Smudą nigdy nie rozmawialiśmy na temat reprezentacji.
Jak to możliwe, że nigdy nie dostał pan powołania do reprezentacji Kolumbii?
To ciekawe. Zaraz po czwartkowym meczu dostałem telefon od ważnej osoby z federacji kolumbijskiej. Otrzymałem gratulacje za mecz i gola. To był pierwszy taki telefon. Nie powiedziano mi wprost, że mnie chcą, jednak dało się to wyczuć. Ale reprezentacja już mnie nie interesuje. Mówienie o niej napawa mnie smutkiem. Dlaczego? Z całym szacunkiem dla kolegów z kadry, uważam, że znacznie wcześniej zasłużyłem na powołanie. Nikt nigdy nie dał mi szansy. Teraz to zamknięty rozdział.
Media kolumbijskie zwróciły uwagę na pana i Lecha?
Tak. Wczoraj mówiło się i pisało bardzo dużo o meczu z Manchesterem City, o moim trafieniu. To cieszy.
Niewielu środkowych obrońców strzela tyle goli co pan. W europejskich pucharach dla Lecha zdobył pan już 6 bramek, czyli tyle samo co Sławomir Peszko.
Wszystko dzięki Bogu. To on sprawia, że jest to możliwe, a ja zawsze mam wiarę, że mogę zdobyć gola. Dla obrońcy jest to coś pięknego, bo moim podstawowym zadaniem jest praca defensywna. Ale nie jest ważne kto zdobędzie bramkę. Istotny jest wynik.
rozm. bb/ps /6.11.2010/
***
Bakero trenerem Lecha!
Jose Maria Bakero zastąpił w Lechu na stanowisku trenera Jacka Zielińskiego
– Każdy z was czuje się pewnie najlepszym trenerem, ale odkąd jestem w Lechu, to strategia klubu jest niezmienna: chcemy by Lech walczył w pucharach, był obecny na arenie międzynarodowej i był prawdziwą dumą Wielkopolski. Póki co, z tą obecnością w Europie pod kątem przyszłego sezonu nie jest najlepiej, patrząc na naszą sytuację w lidze. Dlatego zarząd i rada nadzorcza podjęły decyzję, że pierwszym trenerem będzie Jose Maria Bakero – oświadczył prezes Lecha Andrzej Kadziński.
Dziennikarze nie mogli zadawać trenerowi pytań. Bakero wygłosił tylko krótkie oświadczenie.
– Dzień dobry, buenos dias – powiedział. – Dziękuję prezesowi, że ma do mnie zaufanie. Wiem że Lech to jeden z największych klubów w Polsce i dlatego jestem szczęśliwy. Chciałbym skorzystać z tych dobrych cech drużyny trenera Zielińskiego i dodać coś od siebie, by poprowadzić zespół do lepszych wyników. Będziemy starać się grać jak najlepiej i wygrywać każdy mecz – stwierdził Bakero.
Umowa z Bakero została podpisana do końca czerwca 2011 r. z opcją przedłużenia.
Jose Maria Bakero długo nie czekał na nowego pracodawcę. Z Polonii Warszawa został odprawiony 13 września. Przy Konwiktorskiej prowadził zespół od 15 listopada 2009, gdy zastąpił Duszana Radolskiego i tymczasowego szkoleniowca Michała Libicha. Bakero utrzymał Polonię w lidze, ale po pierwszej porażce w nowym sezonie (1:3 z Koroną) został zwolniony.
Konikiem Bakero jest przygotowanie fizyczne zespołu. Kluczową rolę w jego sztabie odgrywa specjalista od przygotowania – Luis Villaroela, z którym były gwiazdor Barcelony współpracuje od dawna.
W Polonii zarzucano Bakero, że na wyrost faworyzuje Andreu – w pewnym momencie właściciel klubu Józef Wojciechowski zabronił mu go wystawić, a po odejściu hiszpańskiego szkoleniowca piłkarz ten jest liderem drugiej linii Czarnych Koszul…
ag/int.pl /3.11.2010/
***
Zwolnili Jacka Zielińskiego!
Szok! W Lechu oszaleli! Rada nadzorcza KKS Lech Poznań SA zwolniła Jacka Zielińskiego z funkcji pierwszego trenera drużyny mistrza Polski!
Nazwisko nowego szkoleniowca ma zostać podane w środę przed meczem z Manchesterem City
O zwolnieniu Zielińskiego głośno było od kilku dni. Kilku piłkarzy Lecha podobno dostało zapewnienie o zmianie szkoleniowca jeszcze przed meczem z Wisłą!
Jeszcze tydzień temu – a to informacja ze spotkania zarządu klubu – stuprocentowym pewniakiem na następcę Zielińskiego był Hiszpan Jose Maria Bakero. Ta kandydatura miała jednak kilku przeciwników wśród osób z otoczenia właściciela klubu Jacka Rutkowskiego. Czy ostatecznie Hiszpan zostanie trenerem Lecha, tego nie wiadomo.
Kibice Lecha swojej niechęci do Bakero dali wyraz podczas meczu z Wisłą, głośno skandując Chcemy trenera, a nie żadnego Bakera. Niewykluczone, że potajemnie działacze Lecha, w tym dyrektor sportowy Marek Pogorzelczyk oraz syn właściciela klubu Piotr Rutkowski, prowadzili rozmowy z innym szkoleniowcem.
Nie od dziś wiadomo, że Jacek Rutkowski od dawna, jeszcze od czasów Amiki Wronki, przyjaźni się ze Stefanem Majewskim. Rumuńskie media podały z kolei, że Lech złożył propozycję pracy byłemu trenerowi Wisły Danowi Petrescu, który od ponad 10 miesięcy prowadzi rosyjski Kubań Krasnodar.
Zieliński był trenerem Lecha od maja 2009 r. – zastąpił Franciszka Smudę, który z Lechem zdobył Puchar Polski. Zieliński wywalczył to, na co Lech czekał kilkanaście lat – mistrzostwo kraju.
ag/int.pl /2.11.2010/
***
Tshibamba chce w rewanżu ograć City
Pierwszą połowę miał wręcz fatalną. Kiedy dostawał piłkę, a działo się to rzadko, tracił ją w dziecinny sposób
Nie mógł się w ten mecz wgrać, ale potem, gdy zdobył bramkę kontaktową dla Lecha, o mały włos nie został bohaterem. O jego niewykorzystanej sytuacji na 2:2 mówili po meczu z Manchesterem City wszyscy lechici. – Gdyby Joel strzelił…
Tshibamba miał w meczu z Manchesterm City kilka okazji, ale napastnikowi Lecha Poznań szczęścia starczyło tylko na jedno trafienie.
Obecność Tshibamby w wyjściowej jedenastce Lecha było niespodzianką, bo w ataku Lecha numerem jeden był Artjoms Rudnevs.
– Cieszę się, że zdobyłem pierwszą bramkę dla Lecha w tak ważnym meczu, ale byłbym szczęśliwszy, gdybyśmy wywieźli z Manchesteru chociaż punkt. Byłem zaskoczony, że gram w pierwszym składzie, bo do tej pory to Artjoms Rundevs był dla trenera numerem jeden – mówił po meczu Tshibamba. – Pracowałem jednak ciężko na treningach i czułem, że nadchodzi mój czas.
W meczu z Manchesterem Jacek Zieliński posadził na ławce rezerwowych kilku ważnych zawodników, m.in. Rudnevsa, strzelca 3 goli z Juventusem, a także Semira Stilicia.
Gdyby Tshibamba trafił na 2:2, wszyscy powiedzieliby pewnie, że trener Kolejorza miał tego dnia nosa.
– Gdybym trafił, oglądalibyście inny mecz. Nie chciałem być bohaterem, walczyliśmy wszyscy. Nie udało się. Ale może nie przegralibyśmy tego meczu, gdyby nie jego początek. Zaczęliśmy wystraszeni, nasze podania były fatalne, praktycznie same straty – opowiadał napastnik Lecha.
– Na drugą połowę wyszliśmy bardziej pewni siebie. Nacisnęliśmy na nich mocniej i pokazaliśmy, że możemy też grać dobra piłkę.
Czy w Poznaniu zdarzy się cud? – Dlaczego nie. Jeżeli zaczniemy dobrze mecz, narzucimy swoje tempo, wszystko może się zdarzyć. To tylko piłka, a my u siebie potrafimy grać ofensywnie. I będziemy mieć wsparcie najlepszych kibiców. To będzie zupełnie inny mecz – zapewnia Tshibamba.
pr/f /23.10.2010/
***
Wichniarek odsunięty od drużyny
Artur Wichniarek został odsunięty od pierwszej drużyny Lecha Poznań. Napastnik został sprowadzony do klubu z Bułgarskiej z końcem czerwca
Wichniarek, wracając do składu Lecha po 13 latach, miał zwiększyć konkurencję wśród napastników mistrza Polski. W swoim debiucie, w meczu eliminacyjnym Ligi Mistrzów strzelił bramkę Interowi Baku. Później Król Artur ani w rozgrywkach europejskich, ani w lidze, nie potrafił już odnaleźć drogi do bramki.
W tym sezonie ligowym Wichniarek tylko dwukrotnie pojawiał się w wyjściowej jedenastce Kolejorza, a w 9 kolejkach wybiegał na boisko w roli rezerwowego.
Jak powiedziała osoba blisko związan z klubem, Wichniarek wprowadzał złą atmosferę w szatni zespołu i dlatego zadecydowano o jego odsunięciu. Król Artur stał się tym samym pierwszą ofiarą słabych występów mistrzów Polski w lidze. Lech przegrał 4 ostatnie mecze ligowe.
kc/onet.pl /25.10.2010/
***
Awans Lecha
Lech Poznań awansował na 183 miejsce w najnowszym rankingu klubowym IFFHS. Dla Kolejorza pozycja ta oznacza awans aż o 85 miejsc w porównaniu z poprzednim zestawieniem. Na czele znajduje się niezmiennie Inter Mediolan
Drużyna Kolejorza zanotowała awans aż o 85 pozycji w najnowszym rankingu IFFHS, który obejmuje okres (1 października 2009-30 września 2010). Z pewnością na pozycję Lecha wpływ miały awans do fazy grupowej Ligi Europy i udane występy w tych rozgrywkach. Poznańska drużyna ma na swoim koncie 93 punkty rankingowe i zajmuje 183 miejsce ex aequo z holenderskim Feyenoordem Rotterdam.
Drugim polskim zespołem, który został ujęty w zestawieniu jest Ruch Chorzów – 256 miejsce (bez zmian). Chorzowianie pozycję tę okupują wspólnie m.in. z takimi drużynami jak Portsmouth FC, SC Heerenveen czy liderem Bundesligi, FSV Mainz 05.
Na czele niezmiennie znajduje się Inter Mediolan. Tuż za plecami Włochów nie zaszły żadne zmiany, następny jest FC Barcelona, dalej Bayern Monachium i Chelsea Londyn. Na 5 miejsce awansował argentyński Estudiantes de La Plata, który na 6 pozycję zepchnął FC Liverpool. Dopiero 19 miejsce zajmuje Real Madryt.
Czołówka rankingu IFFHS:
1. Inter Mediolan (Włochy) 300 pkt
2. FC Barcelona (Hiszpania) 279
3. Bayern Monachium (Niemcy) 260
4. Chelsea Londyn (Anglia) 232
5. Club Estudiantes de La Plata (Argentyna) 231
6. Liverpool FC (Anglia) 227
7. Atletico Madryt (Hiszpania) 224
8. RSC Anderlecht (Belgia) 221
8. Internacional Porto Alegre (Brazylia) 221
10. AS Roma (Włochy) 216
11. Werder Bremen (Niemcy) 215
12. Cruzeiro Belo Horizonte (Brazylia) 211
13. Ajax Amsterdam (Holandia) 207
14. Manchester United (Anglia) 204
14. FC Porto (Portugalia) 204
14. Valencia CF (Hiszpania) 204
(…)
19. Real Madryt (Hiszpania) 198
(…)
45. AC Milan (Włochy) 168
(…)
183. Feyenoord Rotterdam (Holandia) 93
183. Lech Poznań (Polska) 93
(…)
256. Ruch Chorzów (Polska) 78
***
Zwycięstwo i tłumy na nowym stadionie
Lech – Salzburg 2:0. Wspaniałe zwycięstwo na otwarcie nowego stadionu przy 42 tys. widzów. Lech liderem w swojej grupie
W rozgrywkach europejskich Lech nie tylko pierwszy raz w tym sezonie wygrał w Poznaniu, ale strzelił tu pierwsze bramki. Nie mógł sobie wymarzyć lepszej okazji.
Po koncertowym otwarciu nowego stadionu przez Stinga przyszła kolej na piłkarzy. Poznań od kilku dni żył tym meczem, ludzie stali po dziesięć godzin w kolejkach po bilety, pół miasta ubrało się w niebieskie koszulki i gdyby lechici nie odpłacili się skuteczną grą, premiera byłaby nieudana.
Kartony w górę
Tuż przed meczem kibice podnieśli w górę przygotowane niebieskie i białe kartony, a wzdłuż trybuny rozwinięto wielki transparent: Miejsce wyryte w naszych sercach. Wszyscy czekali na ciąg dalszy, ale wszelkie opowieści o kryzysie Salzburga można było włożyć między bajki.
Sprawdziły się słowa trenera Jacka Zielińskiego przestrzegającego przed silną linią pomocy gości. Simon Cziommer, Christoph Leitgeb i David Mendes grali lepiej od Semira Stilicia, Dimitrije Injaca i Siergieja Krivca. A jeśli oni grają słabiej, to Lech też.
Kiedy Słowak Duszan Svento w jednej akcji minął Marcina Kikuta i Grzegorza Wojtkowiaka, to naprawdę było się czego bać. Pierwszy celny i groźny strzał na bramkę lechici oddali dopiero w 45 minucie. Po uderzeniu Kikuta bramkarz Gerhard Tremmel z trudem wybił piłkę na róg.
Tuż po przerwie kibice wreszcie otrzymali to, po co przyszli. Po rzucie rożnym wykonywanym przez Stilicia Manuel Arboleda uderzył głową piłkę tak precyzyjnie i mocno, że wpadła w samo okienko. Stadion eksplodował, a Salzburg przestał grać.
Ta bramka odmieniła sytuację. Austriacy tylko raz byli bliscy wyrównania, kiedy po szybkiej akcji i prostopadłym podaniu Svento znalazł się za plecami Kikuta, strzelił, ale piłkę nogami odbił Jasmin Buric.
Skutecznie i szczęśliwie
Trener gości Holender Huub Stevens (prowadzona przez niego Hertha Berlin została kiedyś wyeliminowana przez Groclin) nie miał na co czekać i kwadrans przed końcem wpuścił na boisko dwóch napastników, których poznaniacy spodziewali się w wyjściowej jedenastce: Romana Wallnera i niemal dwumetrowego Urugwajczyka Joaquina Boghossiana.
Może osiągnąłby swój cel, bo obrońcy mieli z ich zatrzymaniem spory problem, ale po jednym z austriackich ataków Lech przeprowadził kontrę – Semir Stilic z lewej strony podał do środka, gdzie Sławomir Peszko wyprzedził obrońców i wyprostowaną nogą kopnął piłkę do siatki. Do końca meczu pozostawało blisko 10 minut i Austriacy już wiedzieli, że ich szanse zmalały do zera. Tuż przed końcem Siergiej Krivec trafił zza pola karnego w słupek.
Lech grał tak, jak powinna doświadczona drużyna mająca kłopoty. Skutecznie i szczęśliwie. O nowym stadionie też już się mówi, że jest szczęśliwy. A ponieważ Manchester City zremisował u siebie z Juventusem, po dwóch kolejkach Lech został liderem grupy A. Tego się nikt nie spodziewał, a każde zwycięstwo dodaje wiary, że koniec będzie równie szczęśliwy.
Grupa A
Lech Poznań – FC Salzburg 2:0 (0:0)
Bramki: Arboleda (47), Peszko (80). Żółte kartki: Injac, Stilić, Peszko, Wichniarek (Lech) – Cziommer (Salzburg). Sędziował K. Jakobsson (Islandia).
Widzów: 42 000.
Lech: Burić – Wojtkowiak (53, Kiełb), Bosacki, Arboleda, Henriquez – Kikut, Kriwiec, Stilić, Injac (86, Drygas), Peszko – Rudnevs (82, Wichniarek).
FC Salzburg: Tremmel – Schwegler, Afolabi, Sekagya, Schiemer – Zarate (58, Jantscher), Cziommer (77, Wallner), Mendes da Silva, Leitgeb (77, Boghossian), Svento – Alan.
Manchester City – Juventus Turyn 1:1 (1:1)
Tabela
- Lech 2 4 5-3
- Manchester 2 4 3-1
- Juventus 2 2 4-4
- FC Salzburg 2 0 0-4
Jacek Zieliński, trener Lecha:
Pierwszy mecz na nowym stadionie, przy wypełnionych trybunach – ta atmosfera chyba udzieliła się zawodnikom, bo do przerwy grali inaczej niż powinni. Zaczęliśmy zbyt nerwowo, nie byliśmy agresywni, staliśmy zbyt daleko od siebie, za szybko pozbywaliśmy się piłki. Dlatego Salzburg osiągnął przewagę. W przerwie porozmawialiśmy sobie, co zrobić, by było lepiej, i druga połowa wyglądała inaczej. Wiedzieliśmy, że Salzburg ma kłopoty ze zdobywaniem bramek, miałem świadomość, że trener Stevens coś wymyśli, ale Brazylijczyka Alana na środku ataku się nie spodziewaliśmy. To była dla nas postać niemal anonimowa. Najważniejsze, że wygraliśmy. To nie łyżwiarstwo figurowe, liczą się bramki, a nie wrażenie artystyczne.
Huub Stevens, trener FC Salzburg:
Zaczęliśmy spokojnie i przez 35 minut panowaliśmy nad sytuacją. To my dyktowaliśmy warunki, ale nie potrafiliśmy tej przewagi wykorzystać. W drugiej połowie popełniliśmy za dużo błędów, zwłaszcza w obronie, i widzieliśmy, jak po każdym z nich rosła wiara Lecha. W końcu musieliśmy za to zapłacić. Po stracie pierwszej bramki zaryzykowałem, by odrobić gola, ale się nie udało. Trudno mówić o jakichś piłkarskich mankamentach w naszej grze. Przykre jest, że moi piłkarze mają nosy zadarte do góry, myślą chyba, że łatwo pokonają przeciwnika, a z takim nastawieniem meczów się nie wygrywa. Walka w tej grupie będzie bardzo ciężka, bo jeszcze nic nie jest rozstrzygnięte.
ss/rp /1.10.2010/
***
Lech wygrywa na nowym stadionie
Wielkie święto na stadionie przy ulicy Bułgarskiej w Poznaniu. Ponad 41 tys. kibiców na nowym stadionie. Wspaniała atmosfera i przede wszystkim spory sukces piłkarzy Lecha w Lidze Europejskiej. Ekipa trenera Jacka Zielińskiego ograła FC Salzburg 2:0
Jednak kibice musieli długo czekać na eksplozję radości. W 47 minucie po dośrodkowaniu z rzutu rożnego Semira Stilica bramkę głową strzelił Manuel Arboleda.
– W takim meczu czasami o wyniku może decydować jedna akcja, jeden błąd – mówił trener Salzburga Huub Stevens.
Holenderski szkoleniowiec wiedział co mówi. Od początku meczu obie drużyny czuły do siebie respekt. Nikt nie chciał się odkryć i popełnić błędu.
– Salzburg ma bardzo silną druga linię i nie możemy sobie pozwolić na zbyt otwartą grę – tłumaczył trener Zieliński.
Najmniej pracy mieli bramkarze. Odrobinę więcej ten gości, Niemiec Gerhard Tremmer. A szczególnie tuż przed przerwą, kiedy musiał bronić precyzyjny strzał Marcina Kikuta.
Kiedy na początku drugiej połowy Arboleda wreszcie pokonał bramkarza Salzburga Lechowi grało się znacznie wygodniej. Efektem była szybka kontra Stilica i gol Sławomira Peszki.
Goście w końcówce rzucili wszystko na jedną kartę. W polu karnym Lecha często dochodziło do kotłowaniny. Jednak nawet rosły Urugwajczyk Joaquin Boghossian nie był w stanie zmienić wyniku.
Tym samym, piłkarze z Poznania odnieśli pierwsze zwycięstwo w fazie grupowej Ligi Europejskiej i po remisie Manchesteru City z Juventusem Turyn 1:1 zostali niespodziewanym liderem gr. A.
wal /30.9.2010/
***
Chcą zainwestować w Lecha
Lech Poznań dobrą grą w europejskich pucharach, nowym stadionem i ponad 40-tys. publicznością zwrócił na siebie uwagę kilku poważnych firm. Władze klubu prowadzą podobno rozmowy z amerykańskim holdingiem
Coraz więcej przedsiębiorstw jest zainteresowanych współpracą z Lechem. Dla przykładu, w poprzednim miesiącu Kolejorz nawiązał współpracę na płaszczyźnie technicznej z poznańskim lotniskiem Ławica. Ponadto podobno prowadzi zakulisowe rozmowy o współpracy z American Holdings Restaurants, koncernem, który jest właścicielem takich firm jak Pizza Hut czy KFC.
Amerykanie chcą znaleźć się w drabince sponsorskiej Kolejorza. Mają nadzieję, że w ten sposób znajdą uznanie wśród kibiców mistrza Polski, dla których w przypadku podpisania umowy sponsorskiej, mają zostać przygotowane liczne promocje.
Rozmowy podobno trwają już od dłuższego czasu. Kilkakrotnie prezesi Lecha spotykali się z przedstawicielami American Holdings Restaurants i być może już w najbliższym czasie dojdzie do finalizacji umowy.
fn.pl /7.10/2010/
***
Stadion w Poznaniu otwarty
Efektowny pokaz świateł, wodospady sztucznych ogni i krótki występ teatralny artystów przebranych za robotników – tak wyglądała ceremonia otwarcia Stadionu Miejskiego w Poznaniu, zmodernizowanego z myślą o piłkarskich mistrzostwach Europy w 2012
Na trybunach i na boisku gotowej pierwszej z czterech polskich aren Euro 2012 zasiadło ponad 30 tys. widzów. Kilkanaście minut po godz. 20 rozpoczął się główny punkt poniedziałkowej uroczystości – koncert Stinga w towarzystwie londyńskiej Królewskiej Orkiestry Filharmonicznej. Sting promuje swój najnowszy album Symphonicities. Jego występ poprzedzili polscy wykonawcy – m.in. Anna Maria Jopek.
– To ważny moment dla Poznania, Wielkopolski, a także projektu przygotowań Polski do Euro 2012. 20 września 2010 r. startuje stadion w pełnej krasie, który był przygotowywany z myślą o poznaniakach, ale także po to, by gościć uczestników Euro 2012. Na 630 dni przed inauguracją turnieju mamy gotowy obiekt, który trzeba testować i udoskonalać – mówił szef spółki Pl.2012 Marcin Herra.
Pierwszym sportowym wydarzeniem na zmodernizowanym stadionie będzie mecz 2 kolejki Ligi Europejskiej Lech – FC Salzburg, zaplanowany na 30 września.
Wszelkie niezbędne pozwolenia od straży pożarnej, policji oraz zgodę na użytkowanie od nadzoru budowlanego stadion otrzymał w piątek. Nie oznacza to, że prace zostały zakończone. Wręcz przeciwnie – jeszcze kilka godzin przed koncertem dziesiątki robotników uwijało się przy budowie chodników i drobnych pracach wykończeniowych. W najbliższych miesiącach wybudowane zostaną m.in. parkingi, drogi dojazdowe oraz boiska treningowe.
Poznański stadion będzie miał klasę Elite, czyli spełniał wszelkie wymogi organizacji meczów piłkarskich najwyższej rangi. Na czterech, przykrytych membranowym dachem, trybunach jest ponad 43 tys. miejsc siedzących, ale zgodnie z wymogami UEFA na Euro 2012 ich liczba zostanie ograniczona do 41 tys. Obiekt dysponuje odpowiednią liczbą miejsc dla niepełnosprawnych, a projektanci uwzględnili kryteria ekologiczne m.in. poprzez zainstalowanie podziemnych zbiorników na wodę deszczową, która używana będzie do zraszania murawy.
Stadion Miejski chlubi się także największymi w Polsce telebimami (dwa gigantyczne ekrany mają po 116 m kw. powierzchni), systemem nagłośnienia wysokiej jakości z koncertowymi głośnikami i bezprzewodowym dostępem do internetu. Dysponować też będzie czterema generatorami prądu umożliwiającymi całkowite zabezpieczenie imprezy w przypadku awarii miejskiego zasilania.
pap /20.9.2010/
***
Lech zarobi na wzmocnienia
Lech Poznań za udział w fazie grupowej Ligi Europejskiej zainkasuje milion euro. Każda wygrana będzie dodatkowo premiowana 140 tys. euro, remis – 70 tys. euro. Gdyby mistrz Polski nie przegrał ani razu – na jego konto może wpłynąć kwota 6.440 mln euro
To i tak mało w porównaniu z Ligą Mistrzów, gdzie za sam udział klub otrzyma 7.1 mln euro. Za zwycięstwo w jednym meczu grupowym Champions League klub dostaje 800 tys. euro, za remis – 400 tys. Zdobywca pucharu otrzyma premię 9 mln euro, a udział w finale wyceniono na 5.6 mln euro.
W Lidze Europejskiej piłkarze walczą o mniejsze pieniądze. Końcowy triumf wart jest 3 mln euro, a grę w finale wyceniono na 2 mln euro.
Liga Mistrzów / Liga Europejska:
premia za udział 7.1 mln euro / 1 mln euro
zwycięstwo w fazie grupowej 800 000 euro / 140 000 euro
remis w fazie grupowej 400 000 euro / 70 000 euro
awans do 1/16 finału – 200 000 euro
awans do 1/8 finału 3 mln euro / 300 000 euro
awans do 1/4 finału 3.3 mln euro / 400 000 euro
awans do 1/2 finału 4.2 mln euro / 700 000 euro
przegrana w finale 5.6 mln euro / 2 mln euro
triumfator 9 mln euro / 3 mln euro
pap /14.9.2010/
***
Lech zagra z potęgami
W fazie grupowej Ligi Europejskiej Lech zmierzy się z Juventusem Turyn, Manchesterem City i Salzburgiem. Poznaniacy trafili do gr. A
Drużyna Jacka Zielińskiego była losowana z ostaniego, czwartego koszyka, co oznaczało, że trafi na teoretycznie mocniejszych rywali. Jak się okazało, los nie oszczędził poznaniaków.
Juventus to jeden z najbardziej utytułowanych klubów na świecie. Wprawdzie w poprzednim sezonie włoskiej ekstraklasy zajął dopiero 7 miejsce, ale latem działacze Starej Damy wydali 50 mln euro – najwięcej z włoskich klubów – na transfery nowych zawodników (m.in. 15 mln euro na Serba Milosa Krasica).
Jeszcze większą aktywność na rynku transferowym wykazał sponsorowany przez szejków ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich Manchester City, który na nowych graczy przeznaczył ok. 130 mln funtów. M.in. na Hiszpana Davida Silvę, Yaya Toure (Wybrzeże Kości Słoniowej), Anglika Jamesa Milnera, Niemca Jeroma Boatenga i Włocha Mario Balotelliego. W inauguracyjnej kolejce Premier League klub z Manchesteru pokonał słynny Liverpool 3:0.
Red Bull Salzburg wywalczył w minionym sezonie – drugi raz z rzędu mistrzostwo Austrii.
Piłkarze Lecha awansowali do fazy grupowej LE po zwycięstwie na wyjeździe nad Dnipro Dniepropietrowsk 1:0 i remisie u siebie 0:0. Wcześniej odpadli w kwalifikacjach Ligi Mistrzów, ulegając dwa razy po 0:1 Sparcie Praga.
Borussia Dortmund – z Jakubem Błaszczykowskim, Robertem Lewandowskim i Łukaszem Piszczkiem w składzie – trafiła do grupy J. Zagra w niej z Sevillą, Paris Saint Germain i Karpatami Lwów.
W sumie 48 drużyn rozlosowano do 12 czterozespołowych grup. Awans wywalczą po 2 najlepsze z każdej z nich.
Początek fazy grupowej – 16 września, zakończenie – 16 grudnia. Finał zaplanowano 18 maja 2011 r. w Dublinie.
Liga Europejska – faza grupowa:
Grupa A: Juventus Turyn, Manchester City, FC Salzburg, LECH POZNAŃ
Grupa B: Atletico Madryt, Bayer Leverkusen, Rosenborg Trondheim, Aris Saloniki
Grupa C: Sporting Lizbona, OSC Lille, Lewski Sofia, KAA Gent
Grupa D: Villarreal CF, Club Brugge, Dinamo Zagrzeb, PAOK Saloniki
Grupa E: AZ Alkmaar, Dynamo Kijów, BATE Borysow, Sheriff Tyraspol
Grupa F: CSKA Moskwa, US Palermo, Sparta Praga, Lausanne Sports
Grupa G: Zenit St. Petersburg, Anderlecht Bruksela, AEK Ateny, Hajduk Split
Grupa H: VfB Stuttgart, Getafe CF, OB Odense, Young Boys Berno
Grupa I: PSV Eindhoven, Sampdoria Genua, Metallist Charków, VSC Debrecen
Grupa J: FC Sevilla, Paris St. Germain, Borussia Dortmund, Karpaty Lwów
Grupa K: FC Liverpool, Steaua Bukareszt, SSC Napoli, FC Utrecht
Grupa L: FC Porto, Besiktas Stambuł, CSKA Sofia, Rapid Wiedeń
PAP/wm /27.8.2010/
***
Za wcześnie nas skreślono
Zmieszano nas z błotem po Sparcie Praga, chyba za wcześnie – powiedział trener Jacek Zieliński zaraz po meczu Lecha Poznań z Dnipro
Szkoleniowiec podkreślił, że przede wszystkim liczy się awans
Jestem bardzo szczęśliwy, bardzo się cieszę, że nastąpiło przełamanie w takim momencie. Zmieszano nas z błotem po Sparcie Praga, chyba za wcześnie. Chwała chłopakom za ten remis, bo jest on zwycięski. Wszyscy stanęli na wysokości zadania. Jest promyk nadziei w polskiej piłce. Graliśmy ze zdeterminowanym zespołem, cieszmy się tym, co jest – stwierdził zadowolony Zieliński.
Celem był awans i ten cel zrealizowaliśmy. To był ciężki mecz. Chcieliśmy go wygrać, ale mieliśmy za mało atrybutów w ataku. Nie stwarzaliśmy sobie za dużo sytuacji. Cieszy jednak gra w obronie, znów udało się nie stracić bramki. Dnipro nas nie zaskoczyło. Udało się zneutralizować ich najmocniejsze punktu, czyli Denisova i Konopliankę. Obawialiśmy się też stałych fragmentów gry. Były momenty, w których dawaliśmy się zepchnąć do obrony, ale to też wynikało z klasy przeciwnika. Najważniejszy jest efekt końcowy – cytuje słowa trenera oficjalna strona Lecha.
***
Remis wart 5 milionów
Piłkarze Lecha Poznań co prawda tylko zremisowali bezbramkowo z Dnipro Dniepropietrowsk, ale był to zwycięski remis. Bramka strzelona tydzień wcześniej przez Manuela Arboledę dała Kolejorzowi awans do fazy grupowej Ligi Europejskiej.
Awans poznaniaków jest wart co najmniej 5 mln złotych, bo tyle zainkasuje klub za udział w fazie grupowej LE. A może dostać nawet więcej w zależności od uzyskanych wyników.
Początek meczu należał do Dnipro, którego ataki próbował napędzać ‘Ukraiński Messi’, czyli Jewgienij Konoplanka. Na szczęście obrońcy Lecha, asekurowani dobrze przez defensywnego pomocnika Ivana Djurdjevicia, nie popełnili błędu.
Po 20 minutach Lech wyrównał grę i sam starał się coś strzelić. W 21 min. Jacek Kiełb spróbował z dystansu, a kilka minut później z bliska nie trafił Joel Tshibamba po dośrodkowaniu Semira Stilicia.
Trener Ukrainców Wołodymir Bessonow szukał szans w zmianach. Na boisku pojawił się ściągnięty za 7 mln euro z Szachtara Oleksandr Gładkij, ale pokazał tyle co w pierwszym meczu, czyli niewiele.
W Lechu pod koniec meczu trener Jacek Zieliński wstawił Artura Wichniarka, któremu już po kilku minutach Ukraińcy… podarli koszulkę.
Na szczęście cała drużyna Lecha okazała się mocniejsza niż trykot Wichniara i wytrzymała do końca, mimo że Ukraińcy, a w szczególności Konoplanka, nie dawali za wygraną i wciąż naciskali.
Jednak Dnipro okazało się drużyną trochę przereklamowaną, a Lech powtórzył swój sukces z sezonu 2008/09 i ponownie zagra w fazie grupowej LE.
JC/Se /26.8.2010/
***
Lech zagra w Lidze Europejskiej!
Lech Poznań w dwumeczu okazał się lepszy od zespołu z Ukrainy i to Kolejorz pozostał w europejskich rozgrywkach.
Lech Poznań wyszedł z kryzysu i z optymizmem podchodził do niezwykle ważnego meczu z Dnipro Dniepropietrowsk. – Szykujemy się na wojnę – mówili poznaniacy. Kolejorz wcześniej wygrał na wyjeździe z Dnipro 1:0.
W rewanżu w stolicy Wielkopolski od początku do ataku ruszyli goście. Już w 1 minucie dobrą interwencją popisał się Jasmin Burić. Ukraińcy od początku chcieli strzelić gola. Kolejorz w pierwszych minutach grał nerwowo. Piłkarze Dnipro posiadali zdecydowaną inicjatywę. W 10 minucie ładnie strzelał Serhiy Krawczenko. Kolejny raz dobrze spisał się jednak bramkarz drużyny z Poznania.
Wraz z upływem czasu budzili się mistrzowie Polski i zaczęli coraz częściej przedostawać się w obręb pola karnego Dnipro. Cały czas u podopiecznych Jacka Zielińskiego widać było dużo nerwowości. W 20 minucie z dobrej strony pokazał się Jacek Kiełb. Po jego strzale z linii pola karnego piłka przeleciała jednak nad poprzeczką. Chwilę później znów strzelał były gracz Korony Kielce, znów niecelnie.
Później atakowali raz jedni, raz drudzy. Stuprocentowych okazji brakowało jednak obu zespołom, za to mnożyły się żółte kartki. Te otrzymywali głównie gracze z Ukrainy. W pierwszej połowie mecz nie był porywającym widowiskiem. Zabrakło w niej efektownych rajdów, ale wynik cały czas premiował Kolejorza.
Początek drugiej odsłony także nie był zbyt emocjonujący. Skoro to miała być wojna, to raczej podjazdowa. Lech czekał na błąd Dnipro, Dnipro czekało na błąd Lecha. I tak upływały kolejne minuty. Po godzinie coraz częściej do ataków ruszali zawodnicy z Dniepropietrowska. I trzeba przyznać, że w polu karnym Buricia było coraz groźniej.
Kolejorz dobrze i skutecznie się jednak bronił. Obraz meczu cały czas się nie zmieniał. Czas mijał, Lech dość mądrze radził sobie w defensywie. Mimo zdecydowanych ataków piłkarzy Dnipro w końcówce i kontrach Lecha wynik nie uległ zmianie. Dzięki bezbramkowemu rozstrzygnięciu i zwycięstwie w Dniepropietrowsku po końcowych gwizdku cieszyli się zawodnicy mistrza Polski.
Skazywany na porażkę Lech Poznań w dwumeczu okazał się lepszy od Dnipro. Gdyby o losach rywalizacji decydowały pieniądze to Kolejorz nie miałby szans. Tak na szczęście nie jest. Mamy przynajmniej jedną polską drużynę w europejskich pucharach i z tego należy się cieszyć, a nie mówić o stylu, w jakim poznaniacy zagrali. Nadrzędny cel został osiągnięty.
Lech Poznań – Dnipro Dniepropietrowsk 0:0
Lech Poznań: Burić – Kikut, Arboleda, Wojtkowiak, Henriquez, Bandrowski, Djurdjević, Kiełb, Stilić (84 Drygas), Kriwiec (90 Zapotoka), Tshibamba (67 Wichniarek)
Dnipro Dniepropietrowsk: Kanibołocki – Mandziuk, Rusoł, Czeberiaczko, Denisov, Krawczenko, Holek, Kaliniczenko (55 Homeniuk), Rotan, Konoplianka, Selezniow (61 Gładkij)
Żółte kartki: Bandrowski, Henriquez, Wichniarek (Lech) oraz Krawczenko, Czeberiaczko, Rusoł (Dnipro)
Sędzia: Bas Nijhuis (Holandia) Widzów: 14 tys.
AD/Sf /26.8.2010/
***
43 tys. widzów na Lechu!
Z zadowoleniem przyjęto w Poznaniu wyniki losowania fazy grupowej Ligi Europejskiej. Lech trafił na Juventus Turyn, Manchester City i Red Bull Salzburg. Wszystkie mecze lechici zagrają na zmodernizowanym stadionie, mogącym pomieścić ponad 43 tys. kibiców.
Trener mistrzów Polski Jacek Zieliński ze spokojem śledził wyniki losowania. – W końcu czym się miałem denerwować? Wiemy w jakim miejscu jest polska piłka. Chciałem trafić na Liverpool, ale zamiast tego mamy Manchester City – też dobrze. Człowiek marzy o tym, by kiedyś zagrać właśnie przeciwko takim rywalom jak Juventus czy Manchester City. To duże wyzwanie dla nas, ale też te mecze mogą przynieść wiele korzyści. Jestem zadowolony z losowania – powiedział.
Ręce zacierają władze klubu, bowiem wszystkie trzy mecze rozegrane zostaną na zmodernizowanym Stadionie Miejskim. Mecze z Juventusem czy Manchesterem City będzie mogło obejrzeć ponad 43 tys. kibiców.
Nie ukrywam, że jesteśmy bardzo zadowolenie z losowania, bo wszystko przebiegło po naszej myśli. Z punktu widzenia marketingowego lepiej trafić nie mogliśmy – wszystkie te trzy zespoły to uznane firmy w Europie. Ważne, że pierwszego meczu nie gramy u siebie. Napisaliśmy pismo do UEFA, że nasz stadion nie będzie jeszcze gotowy na pierwszy termin rozgrywek, czyli na 16 września. Nie wiem, na ile to pomogło, czy to było tylko zrządzenie losu, ale na szczęście na inaugurację zagramy na wyjeździe – powiedział wiceprezes klubu Arkadiusz Kasprzak.
Pod względem sportowym to trudna grupa, ale wcale nie uważamy, że nie jesteśmy w stanie powalczyć o awans. Ważny będzie pierwszy mecz z Juventusem – dobry wynik uzyskany w Turynie mógłby ustawić nas w korzystnej sytuacji. Rozmawialiśmy już z przedstawicielami Juventusu, nasi kibice otrzymają dwa tysiące biletów – dodał Kasprzak.
Szans na awans nie przekreśla kapitan Kolejorza Bartosz Bosacki. Jak przypomniał, dwa lata temu po losowaniu fazy grupowej Pucharu UEFA, mało kto dawał szanse Lechowi na awans do kolejnej rundy. Tymczasem poznaniacy wyszli z grupy z 3 miejsca, wyprzedzając Nancy i Feyenoord Rotterdam.
Przed meczem z Dnipro też mieliśmy ‘dostać trójkę’, tymczasem to my gramy dalej. Przed każdym meczem szanse są 50 na 50. Gdybyśmy z góry uważali, że nie mamy czego szukać w konfrontacji z Juventusem, Manchesterem City czy Salzburgiem, to nie było by sensu w ogóle grać. To są tacy sami ludzie jak my, tyle że grają w silniejszych ligach. Trzeba się cieszyć, że przyjdzie nam zagrać z silnymi przeciwnikami. Szykuje się fajna przygoda i spore emocje – powiedział obrońca Lecha.
PAP /27.8.2010/
***
Lech ograł Kozaków znad Dniepra!
Lech Poznań nieoczekiwanie wygrał w Dniepropietrowsku 1:0. To bardzo przyjemna niespodzianka. Niewiele świadczyło przed meczem na korzyść Lecha, można się było nawet obawiać porażki tak wysokiej, że sprawa awansu byłaby praktycznie rozstrzygnięta.
A jednak Lech wierzył i dziś jest blisko rundy grupowej Ligi Europy. Gdyby mu się udało, zarobi miliony złotych. Kilka razy więcej niż wówczas, gdy grał w rundzie grupowej Pucharu UEFA, bo razem z reformą rozgrywek podniesiono premie. Za sam awans – z 200 do 900 tys. euro, a to tylko początek.
To, co uważano za urzędowy optymizm, okazało się trafną przepowiednią. Trener Jacek Zieliński uspokajał przed wyjazdem na Ukrainę, że każda zła passa kiedyś się kończy, Lech jeszcze żyje, Dnipro ostatnio przegrało w lidze na swoim stadionie z Metalistem Charków 0:1, więc dlaczego poznaniacy mieliby być gorsi.
Zaczęło się dla Lecha podobnie jak w dwóch poprzednich meczach, tylko szczęśliwiej. W 4 minucie ze Spartą w Pradze Manuel Arboleda oddał świetny strzał głową, instynktownie obroniony przez bramkarza. W tej samej minucie podczas rewanżu na Bułgarskiej Arboleda też wyskoczył do strzału, piłka jeszcze odbiła się od czeskiego obrońcy i trafiła w słupek.
Do trzech razy sztuka. W 5 minucie meczu na Dnipro Arena Semir Stilic wykonywał rzut wolny daleko za polem karnym. Arboleda jak zwykle przy stałych fragmentach gry pobiegł w pole karne przeciwnika, jak zawsze wyskoczył do piłki, ubiegł Oleksandra Hładkiego i piłka wpadła do siatki.
Dnipro w takiej sytuacji jeszcze w tym sezonie nie było i wyraźnie nie potrafiło jej zaradzić. Lech bez 4 podstawowych piłkarzy, poskładany i pocerowany przez Zielińskiego, spisywał się bardzo dobrze. Marcin Kikut skutecznie zastępował Grzegorza Wojtkowiaka, Luiz Henriquez Seweryna Gancarczyka, a Ivan Djurdjevic stworzył z Manuelem Arboledą parę stoperów nie gorszą niż Arboleda – Bosacki.
Poznaniacy skutecznie przetrzymywali piłkę w środku boiska, uzupełniając się i pomagając sobie nawzajem, bo widać było, że Stilic i Siergiej Kriwiec nie są jeszcze w formie. Ale bardzo dobrze po kontuzji grał Tomasz Bandrowski, a jak ktoś mniej zorientowany zobaczył Jacka Kiełba, mógł sobie zadawać pytanie: dlaczego taki zawodnik jest tylko rezerwowym. Ja jestem niby trochę bardziej zorientowany, a też sobie to pytanie zadaję.
Lech nie bronił się po zdobyciu gola, ale próbował atakować, co już całkiem zbiło piłkarzy Dnipro z tropu. Gdyby Marcin Kikut był trochę lepszy technicznie, może strzeliłby jeszcze przed przerwą drugą bramkę. W 56 minucie bramkarz Lecha Jasmin Burić obronił w odstępie 3 sekund 2 strzały Oleksandra Hładkiego i Serhija Krawczenki w sytuacji sam na sam.
Najlepszy strzelec ukraińskiej ligi Jewhen Selezniow przegrywał wszystkie pojedynki z Arboledą. Buric ani razu nie dał się zaskoczyć. Witalij Denisow zwracał uwagę wyłącznie fryzurą retro, za którą jego fryzjer powinien siedzieć. W 90 minucie piłka po strzale Jewhena Szachowa odbiła się od słupka, a 2 minuty później Selezniow trafił w poprzeczkę.
Ale Lech nie zawdzięcza zwycięstwa szczęściu, tylko sobie. Nawet w okresie zdecydowanej przewagi gospodarzy bronił się bardzo mądrze, nie wybijał piłki w trybuny, ale zawsze starał się skonstruować akcję. I tak naprawdę – to mistrzowie Polski panowali nad sytuacją.
To trzeci dobry mecz Lecha na wyjeździe. Rozgrywki pucharowe rozpoczął od zwycięstwa w Baku, potem dobrze spisał się w Pradze (0:0). Niestety, rewanże na Bułgarskiej były zawsze słabsze. Jest nadzieja, że tym razem będzie inaczej. Mecz 26 sierpnia w Poznaniu.
DNIPRO DNIEPROPIETROWSK – LECH POZNAŃ 0:1 (0:1)
Bramka: M. Arboleda (5). Żółte kartki: D. Injac, J. Tshibamba (Lech). Sędziował M. Ingvarsson (Szwecja). Widzów 20 tys.
Dnipro: Kanibołocki – Łobdżanidze, Rusoł, Czeberiaczko, Denisow – Paszajew (57 Homenjuk), Holek, Kaliniczenko, Ferreyra (46 Krawczenko) – Sełezniow, Hładkij (67 Szakow)
Lech: Burić – Kikut, Arboleda, Djurdjević, Henriquez – Kiełb (72 Wilk), Injac, Stilić (90 Możdżeń), Bandrowski, Kriwiec – Tshibamba (86 Zapotoka).
SS/RP /20.8.2010/
***
Lech pokonał Dnipro!
Lech po fali słusznej krytyki i serii słabych meczów wreszcie zagrał tak, jak tego wszyscy oczekiwali. Poznaniacy wygrali 1:0 na wyjeździe z Dnipro Dniepropietrowsk w 4 rundzie eliminacji Ligi Europy i są blisko rozgrywek grupowych. Ostatnia polska drużyna w międzynarodowych rozgrywkach wreszcie nie zawiodła i jest o krok od powtórzenia sukcesu sprzed 2 lat
Lech do spotkania z Dnipro przystępował przetrzebiony kontuzjami. Trener Jacek Zieliński nie mógł skorzystać aż z 3 podstawowych obrońców. W dodatku UEFA nałożyła karę 3 meczów dyskwalifikacji na Sławomira Peszko, a w ostatniej chwili wypadł jeszcze Artur Wichniarek.
Taka sytuacja nie wróżyła niczego dobrego. Graczy Kolejorza to nie załamało, a zmobilizowało do lepszej gry i już po 5 minutach Lech prowadzili 1:0. Bramkę zdobył jedyny zdrowy obrońca z podstawowego składu, Maunel Arboleda. Kolumbijczyk wykorzystał dokładne dośrodkowanie Semira Stilića z rzutu wolnego.
Po początkowej dominacji poznaniaków częściej do głosu dochodzili gospodarze, którzy stwarzali sobie coraz groźniejsze szanse, ale zwykle kończyło się tylko na strachu. Szczęście było z mistrzami Polski zwłaszcza w końcówce meczu, kiedy piłkarze Dnipro trafiali w słupek i poprzeczkę.
Zieliński przed meczem twierdził, że obecnie największe problemy drużyny tkwią w psychice. – Potrzeba nam jednego dobrego meczu, aby się odblokować – powtarzał ciągle. Niewielu wierzyło, że przełom nastąpi w konfrontacji z czołowym ukraińskim zespołem. Na graczach Kolejorza postawiono już krzyżyk, ale oni wbrew temu, co się o nich mówiło, postanowili udowodnić swoją wartość. I udowodnili.
Zwycięstwo w Dniepropietrowsku każe ponownie uwierzyć w tę drużynę. Rewanż w Poznaniu nie będzie wprawdzie formalnością, ale o takiej zaliczce mistrzowie Polski marzyli. W Wielkopolsce to Ukraińcy będą mieli problem.
F-T /20.8.2010/
***
Lech wyszarpał zwycięstwo!
Można? Można! Da się? Da się! Piłkarze Lecha Poznań strzelili bramkę, wygrali 1:0 w Dniepropietrowsku z miejscowym Dnipro i to oni są bliżej awansu do Ligi Europejskiej.
Mocno osłabiony Kolejorz rozegrał bardzo dobry mecz. Bohaterem był Manuel Arboleda. Trener Lecha nie mógł liczyć na obrońców: Bartosza Bosackiego, Grzegorza Wojtkowiaka i Seweryna Gancarczyka. UEFA ukarała 3 meczami dyskwalifikacji Sławomira Peszkę. Przed potyczką urazu nabawił się Artur Wichniarek, a Artjoms Rudnevs nie mógł zagrać. Tak osłabiony Lech w meczu z drużyną z Ukrainy od początku ruszył jednak do ataku.
Najpierw dwie akcje przeprowadził Joel Tshibamba, lecz nie przyniosły one rezultatu. W 5 minucie było już zupełnie inaczej. Semir Stilić zacentrował z rzutu wolnego, a szczupakiem do siatki piłkę skierował Arboleda. Lech w końcu zdobył bramkę!
Ukraińcy wydawali się być zszokowani i zbytnio nie wiedzieli co się dzieje na murawie. Podopieczni Jacka Zielińskiego cały czas grali do przodu i wcale nie zamierzali bronić jednobramkowego prowadzenia. Spore zagrożenie pod bramką Antona Kanibołockiego było zwłaszcza po stałych fragmentach gry. I tak po rzucie rożnym w 14 minucie mało zabrakło, a Arboleda znów ucieszyłby wszystkich.
W kolejnych minutach na boisku było dużo walki, a mało płynnej gry. Stan murawy w Dniepropietrowsku pozostawiał wiele do życzenia i piłka często podskakiwała. Mimo tego zawodnicy Kolejorza starali się atakować i strzelać, jak choćby Tshibamba w 22 minucie. Później szczęścia próbowali inny zawodnicy mistrza Polski – bezskutecznie.
Akcjom gospodarzy cały czas czegoś brakowało. Najbardziej chyba zgrania i zrozumienia, bowiem wiele podań nie docierało do adresata. Zawodnicy Kolejorza, skupieni na własnej połowie, czekali na swoje szanse. I taką też mieli w 33 minucie. Marcin Kikut dostał świetne prostopadłe podanie, ale na 14 metrze źle przyjął piłkę. To była kapitalna szansa…
Przed przerwą śmielej zaatakowali gospodarze. Kilka razy zakotłowało się w polu karnym, w 39 minucie Jasmin Burić odbił piłkę po mocnym strzale Maxyma Kaliniczenki z rzutu wolnego. Lechici jednak przetrwali najgorszy w swoim wykonaniu fragment w pierwszej połowie i sami byli bliscy zdobycia gola. Po potężnym strzale Jacka Kiełba golkiper Dnipro odbił futbolówkę przed siebie, ale żaden z Lechitów nie zdołał skierować jej do bramki.
Druga połowa rozpoczęła się od wymiany ciosów. Groźniejsze wyprowadzali Ukraińcy, ale dobrze funkcjonowała defensywa Lecha, a w bramce pewnie zachowywał się Burić. W 53 minucie z 18 metra tuż obok bramki główkował Yewhen Selezniow. Ataki Dnipro były coraz groźniejsze. W 55 minucie Burić pokazał klasę. Dwukrotnie popisał się znakomitymi interwencjami. Były to doskonałe okazje dla Dnipro na zdobycie gola.
Podopieczni Zielińskiego także i ten chwilowy napór przetrzymali i później znów sami ruszyli do ataku. Po strzałach z dystansu piłka przelatywała jednak obok bramki, albo w ręce łapał ją Kanibołocki.
W końcówce zdecydowaną przewagę mieli już gospodarze, a Lech grał bez napastnika. Mimo nieustępliwych ataków (słupek i poprzeczka) piłkarze Dnipro nie zdołali pokonać bramkarza mistrzów Polski. Osłabiony, skazywany na pożarcie Lech wyszarpał zwycięstwo na trudnym terenie w Dniepropietrowsku. Może właśnie tak powinna wyglądać podstawowa jedenastka Kolejorza?
Gdyby to pieniądze grały, Lechici już na starcie byliby bez szans. Na boisku występują jednak piłkarze, a w czwartek lepsi okazali się ci z Wielkopolski – zawodnicy Lecha Poznań. Teraz wszyscy czekamy na rewanż. Miejmy nadzieję, że Lech już się przebudził i da polskim kibicom choć trochę radości w ostatnim okresie posuchy.
Sf.pl /20.8.2010/
***
Gol dla kibiców
Rozmowa z Manuelem Arboledą
Oby ten mecz ostatecznie przekonał nas do tego, że umiemy grać w piłkę. Bo tej wiary trochę ostatnio brakowało – mówił bohater czwartkowego meczu Lecha w Dniepropietrowsku Manuel Arboleda.
Co pamięta pan z sytuacji z 5 minuty, kiedy padł jedyny gol?
Przede wszystkim świetne dośrodkowanie Semira Stilicia. Pamiętam też, że jeden z rywali za wszelką cenę chciał mnie przewrócił. Szarpał mnie przez dobrych kilka sekund. Myślałem tylko o jednym: żeby utrzymać się na nogach. Udało się i dzięki temu strąciłem tę piłkę w stronę bramki. A po chwili była już wielka radość.
Wreszcie nastąpiło przełamanie, długo na to czekaliście.
Wiedzieliśmy jednak, że w końcu musi nam wyjść jakiś mecz. Przecież nie mogła w nieskończoność trwać ta nasza niemoc. Wiedzieliśmy jednak, że to dopiero początek sezonu i w końcu się rozpędzimy. Oby to ostatecznie przekonało nas do tego, że umiemy grać w piłkę. Bo tej wiary trochę ostatnio brakowało.
Komu chce pan zadedykować gola?
Kibicom, bo trochę zdenerwowali mnie przed meczem. Niepotrzebnie krzyczeli na nas, podnosili ciągle ten argument o naszej słabej formie, domagali się ambicji. Trochę to było niepotrzebne, bo jednak powinni nas wspierać, naprawdę nigdzie do tej pory nie spotkałem się z tym, żeby było tak przed pierwszym gwizdkiem. Dlatego im dedykuję tego gola i apeluję, żeby nas wspierali, bo potrafią doskonale kibicować, co już wiele razy udowodnili.
PS /20.8.2010/
Kategoria Sport















































































































































































