Jestem szczęśliwym człowiekiem
Rozmowa z Tomaszem Kuszczakiem, bramkarzem Manchesteru United
Gdyby był w Manchesterze United inny Polak, oprócz pana, byłoby jeszcze przyjemniej?
Gdyby był, na pewno bym się z nim trzymał, ale na razie nie ma, więc jestem sam.
Musi pan kogoś ściągnąć, pogadać z Aleksem Fergusonem, żeby porozglądał się za jakimś Polakiem…
Ja nie ściągnę, ktoś musi grać na jakimś poziomie, to wtedy na pewno dostanie szansę. Pogadać z trenerem Fergusonem, to na pewno duże wyróżnienie. Ja na pewno nie będę rozmawiać na temat transferów. Chcę grać w piłkę na wysokim poziomie. A inny Polak w Manchesterze? Może się doczekam, kto wie… /uśmiech/
Podobno jest pan z natury wesoły i stara się o to, by koledzy z drużyny klubowej, czy reprezentacji, mieli dobry humor?
Jestem osobą otwartą, lubię sobie pogadać, mam zdanie w pewnych sprawach. Jestem lubiany w reprezentacji i klubie. Cieszę się z tego, co robię, że jestem zdrowy i mogę robić w życiu to, co kocham, a poza tym jeszcze zarabiać duże pieniądze. Jestem po prostu szczęśliwym człowiekiem, pewnie dlatego wesołym. I mam nadzieję, że mnie lubią.
Gdzie pan się urodził, wychował i został bramkarzem?
Urodziłem się w Krośnie Odrzańskim. Grać zacząłem w Śląsku Wrocław, w wieku 12 lat, ale dość szybko wyprowadziliśmy się z rodziną, gdy miałem 2 latka.
Ale jak to się stało, że stanął pan w bramce?
Kiedy graliśmy z kolegami, na podwórku, czy w szkole, zawsze ciągnęło mnie do bramki. Sprawiało mi to wielką frajdę. Lubiłem się rzucać za piłką, łapać ją, padać na ziemię i na przykład wybronić ten ostatni strzał w meczu, który był decydujący. I tak już zostało.
Jak to się stało, że trafił pan, chłopak z Polski, do jednego z najsłynniejszych klubów świata, Manchesteru United?
Myślę, że był to efekt mojej ciężkiej pracy, cierpliwości i nieskromnie powiem, jakiejś tam mądrości. Tak to widzę. Bo na mojej drodze było mnóstwo przeszkód, wiele lat czekałem na moją kolej, na mój czas, a cierpliwość u bramkarza jest bardzo ważna. W berlińskiej Hercie przez cztery lata nie zagrałem żadnego meczu, ale oczywiście czasu nie traciłem, uparcie pracowałem i wierzyłem, że przyjdą moje 5 minut. Cały czas szkoliłem swój fach bramkarski. Na moim przykładzie można powiedzieć, że nie zawsze ilość znaczy jakość. Chodzi o to, że nie zawsze trzeba zagrać 300, czy 400 meczów, żeby coś osiągnąć. Można równie zagrać na przykład w 35 meczach i też dojść do czegoś.
Był Śląsk Wrocław, a później od razu West Bromwich?
Po Śląsku był przez osiem miesięcy KFC Uerdingen. Stamtąd przeszedłem do III ligi niemieckiej, w wieku 17 lat. Później była Hertha Berlin, gdzie spędziłem cztery lata. Niektórzy twierdzą, że straciłem tam czas, ja uważam inaczej. Po wygaśnięciu kontraktu w Berlinie postanowiłem, że potrzebuję zmiany. Miałem świetnego trenera, Envara Marica, Bośniaka, który nauczył mnie fachu. Jemu zawdzięczam wszystko, co dziś umiem jako bramkarz, to że jestem w Manchesterze. Potem był West Bromwich Albion, z nadzieją, że dostane tam szansę gry. A później było parę dobrych występów w WBA i oferta gry w Manchesterze.
Jeżeli coś w dotychczasowym życiu pan komuś zawdzięcza, to przede wszystkim komu?
Jest parę takich osób w moim życiu. Może nie będę mówić tu o rodzinie, bo wiadomo, że każdy jej coś zawdzięcza. Moim rodzicom na przykład, którym zawdzięczam bardzo dużo. Oni byli zawsze ze mną. Na pewno zetknąłem się z kilkoma trenerami, z których każdy coś mi przekazał, czegoś nauczył. Myślę, że tym najważniejszym, który wyszlifował mój talent, jest, jak mówiłem, Maric. Jemu zawdzięczam bardzo dużo. On jest główną postacią w moim życiu sportowym. Maric pracuje nadal w Hertcie Berlin.
Rodzina jest chyba z pana bardzo dumna?
Trzeba się rodziny zapytać. Myślę, że na pewno rodzice mają powody do dumy. Zresztą mam starszego brata, któremu też się bardzo dobrze wiedzie i bardzo ciężko pracuje. Zawsze obaj byliśmy bardzo pracowici i walczyliśmy o swoje, uczyliśmy się pilnie. Myślę więc, że wszyscy rodzice są szczęśliwi, kiedy ich dzieci walczą o swoją przyszłość.
Obecnie mamy w Polsce wielu dobrych bramkarzy. Chyba jeszcze nigdy tak dobrze u nas pod tym względem nie było?
Trudno powiedzieć, czy nigdy wcześniej tak dobrze nie było, ale na pewno szkolenie poszło do przodu. Jest paru świetnych trenerów, szlifujących młodych bramkarzy, dlatego jest sporo niezłych zawodników na tej pozycji. Trzeba się tylko z tego cieszyć. Zresztą nie tylko bramkarzy mamy dobrych, bo i zawodników z pola też mamy znakomitych. Trzeba tylko dać im szansę.
Którego lub których z polskich bramkarzy ceni pan najwyżej?
Nie odpowiem na to pytanie. Cenię wszystkich, którzy walczą i starają się o grę w swoim składzie. Wolę nie mówić nazwisk, bo musiałbym wymieniać ich wielu, po kolei…
Różnica w poziomie piłki w Polsce i Anglii? Jest duża, przeogromna? I na czym głównie polega?
Powiedziałbym z pozycji kibica, że zaplecze w Anglii jest nieporównywalne. Stadiony są piękne. Zainteresowanie kibiców jest ogromne. Nie ma meczu, na którym nie byłoby kibiców. Nie ważne, jaki on jest, pucharowy, ligowy, towarzyski, czy charytatywny. Zawsze jest cały stadion ludzi. Przeżywam to na co dzień. I pod tym względem nie dorównujemy Anglikom, czy nawet Niemcom, ale mamy duży potencjał. Szkoląc młodzież i dając jej szansę, ale nie taką w wieku 25-26 lat, tylko 18-20 lat, na pewno możemy być bardzo mocną reprezentacją, liczącą się w Europie. Taka Holandia gra zawsze młodymi zawodnikami i ma sukcesy, prezentuje wysoki poziom.
Ma pan 26 lat, a pana starszy kolega w bramce Manchesteru, słynny Edwin Van Der Saar – 38. Jakie są relacje między wami?
Na pewno mamy dobry kontakt i rozmawiamy ze sobą. Oczywiście, dyskutujemy na tematy zawodowe, ale na tym to się raczej kończy. Każdy ma rodzinę, życie poza piłką, więc po treningach jedziemy w swoją stronę. Ale mamy bardzo dobry kontakt.
Czegoś się pan od niego nauczył? Jeżeli się pan musiał od niego uczyć?
Na pewno od tak doświadczonych bramkarzy można się bardzo dużo nauczyć. Ma za sobą mnóstwo wspaniałych chwil w bramce, we wspaniałych meczach, we wspaniałych drużynach. Ale też bardzo dużo meczów w różnych klubach, na różnym poziomie. Można podpatrzeć sporo, jego sposób gry, sposób przygotowania do meczu, ustawiania się w meczu, spokój ogólny. To są elementy, których cały czas mogę się jeszcze uczyć i je poprawiać. Na pewno więc jest dla mnie bardzo przydatne trenowanie i przebywanie z Edwinem.
Widzi pan jakieś błędy w jego grze?
Ja nie widzę u nikogo błędów, widzę same pozytywne rzeczy.
Dobrze się rozumiecie?
Rozumiemy się, mamy wspólne tematy, jesteśmy obaj otwarci, możemy się wspólnie pośmiać, porozmawiać, więc jest dobrze.
Czy łatwiej zostać dobrym bramkarzem, czy napastnikiem? Nie lepiej było zostać na przykład napastnikiem?
Każdy na swojej pozycji może osiągnąć dużo. Mnie zawsze ciągnęło do bramki, więc jestem bramkarzem. Nie wiem, czy byłbym dobrym napastnikiem. Może pod koniec kariery coś zmienię i spróbuję, ale jeszcze nie teraz… (śmiech)
Van Der Saar zagrał w reprezentacji Holandii 130 razy. Na pewno kiedyś chciałby pan też się pochwalić takim wyczynem.
Byłem chyba już ze sto razy powoływany do reprezentacji, ale na razie tyle jeszcze nie zagrałem… Jeździłem na tę reprezentację, ale mało grałem i mam nadzieję, że to się w przyszłości zmieni.
W Manchesterze grają wspaniali piłkarze. Jaki jest na przykład Cristiano Ronaldo, niewątpliwie obecnie gwiazdor światowej piłki?
Na pewno żaden z niego gwiazdor medialny. Jest po prostu niesamowitym piłkarzem, kochanym przez kibiców. I słusznie, bo to najlepszy zawodnik, z jakim się zetknąłem, a w każdym razie jeden z najlepszych. Cristiano jest młodym, bardzo otwartym człowiekiem, taką duszą zespołu, lubi się pośmiać, pogadać. To bardzo sympatyczny człowiek.
Jak jest z tym jego gwiazdorstwem?
W Manchesterze nie ma gwiazd, nie ma ani jednej gwiazdy. Niektórzy może sobie myślą, że on gra na takim poziomie, zarabia takie pieniądze, jest znany na całym świecie, to musi być wielkim gwiazdorem. A właśnie, że nie. W mojej krótkiej karierze spotkałem się z większymi gwiazdorami w mniejszych klubach niż w wielkich. Bywa, że niektórzy piłkarze grający w małych klubach są bardziej aroganccy od tych z wielkich. W każdym razie, w Manchesterze nie ma gwiazd. Doświadczonych graczy i młodszych traktuje się jednakowo, każdy szanuje każdego, wszyscy są skromni.
A Ryan Giggs i Wayne Rooney?
Ryan Giggs całą swoją karierę jest w Manchesterze, zagrał chyba ponad 600 meczów w tym klubie, czy już nawet blisko 700. I zawsze w dobrej formie, zawsze przygotowany, wzór zarówno na boisku, jak i poza nim. Profesjonalista, przemiły facet, jest wielką przyjemnością móc z nim trenować. Wayne Rooney gra z sercem i to na pewno też wzór, znakomity zawodnik, twardy, bardzo popularny, medialny. Dla mnie jest więc wielką szkołą być razem z takimi wspaniałymi piłkarzami. Treningi są bardzo szybkie, wymagające dla bramkarza, mogę się naprawdę bardzo dużo nauczyć. I to podstawa, bo po takich treningach, z takimi partnerami, nie muszę się później obawiać konfrontacji z żadnym rywalem. Mój poziom idzie cały czas w górę.
Podobno atmosfera w drużynie Manchesteru jest zawsze wspaniała?
Na wyniki i grę nie wpływa wyłącznie poziom piłkarski, ale także atmosfera. Wszyscy, którzy mają do czynienia z jakąkolwiek rywalizacją sportową, dobrze o tym wiedzą. Atmosfera jest fantastyczna, choćby z tego względu, że nie ma arogancji, nie ma cwaniactwa, natomiast jest sympatia, uśmiech, szacunek, zaufanie każdego do każdego. I w każdym meczu to widać.
Podobno gracie i trenujecie tak często, że na nic innego nie ma czasu?
To prawda. Sezon jest bardzo napięty i długi. Nie ma przerwy zimowej. Gramy na okrągło cały rok, co trzy dni. Zdarza się, że gramy tak miesiąc, czy dwa, bez przerwy, więc sezon jest bardzo wyczerpujący. Ale to nie ma takiego znaczenia w porównaniu z tym, w jakim jest się klubie, zespole, w jakiej lidze wygrywa się mecze i jest się dumnym z siebie.
Kiedy pan myśli o trenerze Fergusonie, to co przychodzi do głowy?
Cieszę się, że Alex Ferguson wybrał mnie do swego zespołu. To dla mnie ogromne wyróżnienie. Dostałem duży kredyt zaufania i na co dzień staram się udowadniać, że warto było na mnie postawić, że jestem przydatny. Świetny fachowiec, 22 lata w klubie, ma bardzo duży respekt i szacunek. Jego każde słowo jest dla mnie ogromnie ważne.
Jest pan we wspaniałym klubie, gra pan we wspaniałej drużynie, gra pan przeciw wspaniałym rywalom, na wspaniałych stadionach, przy pełnych trybunach, więc musi być pan bardzo szczęśliwym człowiekiem? Zresztą już pan o tym wspomniał.
I jestem. Robię to, co lubię, jestem zdrowy, moja kariera się rozwija, gram na oczach wielu kibiców o duże cele i spełniam się w tym, nad czym pracowałem całe moje dotychczasowe życie. Jest bardzo ważne, że to co robię, opłaca sie w sensie sportowym. Cieszę się, że zostałem tak wyróżniony i potrafię sprostać temu wyzwaniu.
Co do tej pory dało panu najwięcej satysfakcji?
Każdy mecz jest bardzo ważny i daje ogromną satysfakcję. Każdy mecz jest wyjątkowy, bo grać przed 60-70 tysięczną publicznością jest wielkim wyróżnieniem. Dlatego cieszę się z każdego meczu. I niesamowitym przeżyciem jest wychodzić na boisko i stać w tunelu przed meczem z takimi piłkarzami, którym mam pomagać w drodze do zwycięstwa, być jednym z nich, bronić ich bramki.
Jest pan na wspaniałej drodze. Co pan robi, by utrzymać to, co pan już osiągnął i osiągnąć jeszcze więcej?
Staram się być profesjonalistą i myślę, że nim jestem. Na sukces składa się wiele czynników, trzeba na niego pracować latami. Od najmłodszego wieku dawałem z siebie na treningach sto procent, starałem się być zawsze dobrze przygotowanym, piłka była dla mnie zawsze najważniejsza, dbałem o zdrowie, a można wpływać na to, by kontuzje omijać i być mocnym fizycznie. Zawsze odżywiałem się zdrowo, trzymałem wagę. Zawsze bardzo serio brałem uwagi trenerów, analizowałem je, bo tylko tak można się czegoś nauczyć, rozwijać. I będę tak robić nadal. Jestem w klubie uważany za pracusia i myślę, że nim jestem. Zjawiam się w klubie dwie godziny przed treningiem, lubię się rozgrzać, lubię pójść na siłownię. Lubię zostać także po treningu i jeszcze popracować nad własnym ciałem. Staram się więc robić wszystko, by zawsze mieć formę, zawsze być gotowym do walki o najwyższe cele.
Co się panu najbardziej podoba w piłce angielskiej, co nie podoba?
Podoba mi się ta twarda walka na boisku. Oczywiście, także te pełne trybuny, zwłaszcza w Manchesterze, na Old Trafford. Jedzenie natomiast mi się nie podoba i jeszcze pogoda.
Jacy są kibice angielscy?
Na pewno wierni. Nie ważne, jak gramy, zawsze są z nami. Nie tylko w Manchesterze, ale wszędzie. W WBA przegrywaliśmy ileś meczów z rzędu, a kibice zawsze byli z nami. Może czasem trochę za dużo kogoś wyzywają, kiedy go nie lubią, ale to jest część piłki.
Jak się pan czuje w Anglii?
Bardzo dobrze. Na pewno lepiej niż w Niemczech. Anglicy są bardzo sympatyczni, pomocni, kulturalni i łatwo jest się tam zaaklimatyzować.
Ma pan żonę, narzeczoną? Co pan myśli o małżeństwie, dzieciach, rodzinie?
Mam dziewczynę, ale o swoim życiu prywatnym wolę nie rozmawiać.
Nic pan nie powie?
Nic.
Jest Polką?
Tak, pół Polką, pół Niemką, ale rozmawiamy po polsku.
Piłkarze w Anglii, to bardzo bogaci ludzie. Co pan powie o swoich zarobkach? Jakie znaczenie mają dla pana pieniądze?
Na pewno moje zarobki są znaczne, ale droga do Manchesteru była bardzo długa. Trzeba spełniać jakieś warunki, by dojść do takiego poziomu i takiego klubu. Zaczynałem w wieku 12 lat. Nigdy nie zazdrościłem piosenkarzom, czy aktorom, pieniędzy. Czemu nie? Jak ktoś potrafi pięknie śpiewać, niech zarabia dużo, jak ktoś potrafi dobrze grać w piłkę, też niech zarabia.
Jak pan przyjeżdża z Anglii do Polski, co pan czuje?
Cieszę się z przyjazdów do kraju, zwłaszcza po długiej nieobecności. W Polsce mieszka moja rodzina. Cieszę się zawsze na polskie jedzenie. Jestem Polakiem, zawsze się nim czułem, kocham swój kraj. Pracuję gdzie indziej, ale swoją przyszłość wiążę z Polską, więc miło jest tu wracać.
A koszulka z białym orłem co dla pana znaczy?
Bardzo dużo. W wieku 15 lat już grałem w reprezentacji młodzieżowej. Jest to dla mnie zawsze zaszczyt i wyróżnienie. W reprezentacji gra się dla honoru, nie przyjeżdżam na kadrę dla premii.
Najtrudniejszy moment w pana karierze?
Najtrudniejszy moment, albo może najbardziej nieprzyjemny, to chyba ten mecz z Kolumbią w Polsce. Duża lekcja dla mnie. Jakbym dostał linijką po rękach. Wyciągnąłem wnioski i postaram się więcej takich błędów nie popełniać.
Rozmawiał Cezary Dąbrowski
Kategoria SportComments
Masz coś do przekazania?
















































































































































































