Budujemy nową Polonię

Zdegradowana z pierwszej ligi Polonia Warszawa rozpoczęła przygotowania do sezonu IV-ligowego. Nowy trener Czarnych Koszul Piotr Dziewicki na miesiąc przed startem rozgrywek kompletuje kadrę i w tym celu organizuje… castingi do pierwszego zespołu

– To nietypowe ale takie są nasze realia. Wierzę jednak że zbudujemy silny zespół i wspólnie napiszemy nowy rozdział w historii klubu – powiedział szkoleniowiec

Rozmowa z Piotrem Dziewickim, trenerem Polonii Warszawa

Jak wygląda selekcja w pańskim nowym zespole?

Każdy może zgłosić się e-mailowo. Przeglądam cv potencjalnych zawodników i jeżeli ktoś mnie zainteresuje oddzwaniam z zaproszeniem na trening. Do pierwszego treningu mieliśmy ponad 200 zgłoszeń, na samych zajęciach pojawiło się 48 zawodników, z czego zostało 10. Selekcja jest więc ostra /śmiech/. Wszyscy byli maksymalnie zaangażowani i widać że tym chłopcom zależy na grze w Polonii. To napawa mnie optymizmem.

Wypatrzył pan jakichś perspektywicznych, młodych piłkarzy na pierwszym treningu?

To nie tak że tych dziesięciu szczęśliwców którzy zostali na pewno będzie grać w Polonii. Cały czas będę się im przyglądać, ale muszę przyznać że kilku chłopaków pokazało się z naprawdę dobrej strony.

Jak będzie wyglądać skład Polonii w przyszłym sezonie?

Trzon zespołu będą stanowić juniorzy którzy trenują w Polonii od kilku lat. Do tego być może dojdzie ktoś z moich „castingów”, a dodatkowo chciałbym by dołączyli do nas doświadczeni piłkarze związani z Polonią, jak np. Jacek Kosmalski.

Jaki jest pański cel w przyszłym sezonie?

Moim celem na dziś jest zbudowanie drużyny, bo na razie nie mamy zawodników. Polonia pisze właśnie nowy rozdział w swojej historii, a moim zadaniem jest by ten rozdział był jak najpiękniejszy.

rozm. mf/se. /13.VII.2013/

***

Trzeciej ligi też nie wykluczam

Nie boję się pracy w niższych ligach. Zawód trenera to w pewnym sensie misja; podążanie swoją drogą, ze swoimi zasadami. Jeżeli miałbym porzucić swoje ideały tylko po to by pozostać w pierwszej lidze, to wolę pracować w trzeciej – powiedział trener Polonii Warszawa Piotr Stokowiec

Rozmowa z Piotrem Stokowcem

Kilku polonistów mówiło że nie mają czasu na urlop, ciągle mają telefony z ofertami z klubów pierwszoligowych. U pana jest podobnie?

U trenerów jest trochę gorzej. Dla nas jest zdecydowanie mniej miejsc niż dla zawodników, więc telefon nie dzwoni co chwilę. Zresztą wolę dostać jedną, poważną ofertę, niż mieć ich wiele, ale bez konkretów.

Jagiellonia i Cracovia nie są konkretne?

Wypowiem się jak coś podpiszę. Propozycje się pojawiają, ale równie dobrze mogę dalej pracować w Polonii.

W Polonii która najprawdopodobniej wystartuje w trzeciej lidze?

Gdyby została nakreślona wizja rozwoju klubu na najbliższe lata, to na pewno bym to rozważył. Nie boję się pracy w niższych ligach. Praca w pierwszej lidze nie jest łatwa, jest wiele dróg na skróty. Można czasem udawać przed zawodnikami kogoś innego, bo tak jest łatwiej, szybciej, a dla mnie liczy się solidność. Najważniejsze by nie funkcjonować w żadnych układach, by być obiektywnym.

Kiedy popracuje się w pierwszej lidze, to raczej trudno świadomie zejść niżej.

Tylko że w Polonii warunki wcale nie były pierwszoligowe. O gorsze będzie trudno, mówię o sytuacji ekonomicznej. Mam spore ambicje, ale mogę odłożyć je w czasie. Musiałaby mi zostać przedstawiona wizja rozwoju klubu która sięgałaby najwyższej ligi.

Jakie myśli przychodziły panu do głowy kiedy wracaliście z ostatniego meczu w Szczecinie?

To było bardzo dziwne uczucie. Niewiarygodny sezon, trudno uwierzyć że to wszystko się skończyło. Nie dociera do mnie że to już koniec tej historii…

Wracał pan czasem do domu i stwierdzał: mam dość, to nie ma sensu?

Na boisku nigdy się nie poddawałem, takie same podejście mam jako trener. Czasem kondycja psychiczna była słabsza, ale musiałem to ukrywać przed piłkarzami bo emocje trenera przechodzą na drużynę. Atmosfera wokół klubu była wampirem energetycznym. Trochę mnie teraz martwi że nie zdążyłem się zregenerować, nie odpocząłem. Trudno się zrelaksować kiedy nie wiadomo co z pracą. Liczę że sprawy szybko się wyjaśnią i albo pójdę na urlop, albo zacznę przygotowywać plany na przyszły sezon.

Na razie jest pan jeszcze pracownikiem Polonii, pana umowa wygasa dopiero za rok.

Myślę że ta sytuacja się w końcu wyjaśni.

Jeżeli to pan złoży wypowiedzenie to nie będzie mógł domagać się należności do końca obowiązywania umowy.

Nie biorę pod uwagę bym miał je otrzymać. Jestem realistą. Ja bym nie chciał dostać pieniędzy za przyszły rok, tylko za ten który się skończył…

rozm. ik/ps /14.VI.2013/

***

Gronkiewicz-Waltz ma gdzieś Polonię

Rozmowa z Igorem Gołaszewskim, byłym piłkarzem Polonii Warszawa, który rozegrał w drużynie z Konwiktorskiej ponad 200 meczów i był z nią mistrzem Polski

Co pan czuje kiedy widzi degradację „Czarnych Koszul”?

Wielki żal. Można spaść z ligi przegrywając rywalizację sportową, wtedy też człowiek boleje, ale przynajmniej wie że byli lepsi. Tymczasem Polonia w minionym sezonie walczyła o podium, była blisko, a dziś nie wiemy co z nią będzie, poza tym że została zdegradowana nie o klasę ale o kilka klas. Nie przez słabe wyniki tylko
przez nieuzyskanie licencji. Jako polonista z krwi i kości nie sądziłem że ten klub stanie oko w oko z taką niesprawiedliwością.

Dlaczego tak się stało?

W Polsce jedna osoba nie jest w stanie prowadzić klubu na poziomie pierwszoligowym, choćby nie wiem jak duże miała pieniądze. Weźmy Józefa Wojciechowskiego, byłego właściciela „Czarnych Koszul”. Wykładał ogromne kwoty, zatrudniał najlepszych piłkarzy, oferował im gigantyczne jak na nasze warunki kontrakty, a jednak drużyna nie osiągnęła wyników na miarę oczekiwań. Ile w tym czasie zostało popełnionych błędów niech każdy sam sobie odpowie. Potem zniechęcony sprzedał klub Ireneuszowi Królowi, który – jak się okazało – nie był w stanie go utrzymać. Gdyby było więcej udziałowców kłopoty jednego nie rzutowałyby tak bezpośrednio na cały klub. A tak stało się jak się stało.

Pan Król jest jedynym winowajcą?

Nie chcę nikogo atakować personalnie. Na pewno pan Król przejmując Polonię przeliczył się z siłami. Nie mam pojęcia czy wcześniej kalkulował ile będzie go to wszystko kosztować, czy ma wystarczająco dużo pieniędzy. Chyba jednak nie miał zamiaru budować silnej Polonii, jej los za bardzo go nie obchodził, skoro planował przenieść zespół do Katowic. To się nie udało, protesty były zbyt głośne, a zatem musiał zostać na Konwiktorskiej. Nie miał wyjścia, a wychodzi że nie miał gotowego wariantu „B”. Dziś Polonia ma potężne zadłużenie wobec państwa, urzędów, piłkarzy, pracowników. Były zapewnienia, obietnice, jednak na nich się kończyło.

A władze Warszawy? Nie odnosi pan wrażenia że w sprawie Polonii nie kiwnęły palcem?

Ależ oczywiście że tak. Polonia od lat ma pod górkę. Cały czas tylko słyszeliśmy obietnice. Miał być stadion, zaplecze, przynajmniej tak nas zapewniano. Łudzono. Tymczasem stadion powstał na Łazienkowskiej. Legia otrzymała wspaniały obiekt, którym może pochwalić się w Europie, z nowoczesną infrastrukturą, boiskami treningowymi. Wyłożono na to ogromne pieniądze których potem zabrakło dla Polonii. Ja nawet nie myślę o budowie nowego stadionu na Konwiktorskiej tylko o renowacji obecnego, by przynajmniej spełniał wymogi licencji UEFA. Co więcej Polonia miesiąc w miesiąc płaciła horrendalne sumy za wynajem obiektu. W innych miastach udało się te sprawy załatwić, kluby płaciły symboliczną złotówkę i jakoś wystarczało. W ratuszu nikt nie pojął że Polonia jest fantastycznym nośnikiem reklamowym dla Warszawy. Była, jest i będzie. To przecież klub nierozerwalnie związany ze stolicą, jej historią i tradycją, najstarszy z istniejących w mieście. Polonia sama w sobie promowała Warszawę ale żadnej pomocy nie uświadczyła. Teraz, w najtrudniejszych chwilach, o nas zapomniano. Nie było chwili byśmy poczuli że mamy jakieś wsparcie władz. Niekiedy nawet można było odnieść wrażenie że upadek Polonii jest komuś na rękę.

Na przykładzie Legii najlepiej widać co znaczy nowoczesny stadion. Być może gdyby go nie było i ona pogrążałaby się teraz w ligowej szarzyźnie.

Kiedy na każdy mecz regularnie przychodzi ponad 20 tysięcy widzów, kiedy mogą oni oglądać grę w komfortowych warunkach, klub funkcjonuje zupełnie inaczej. A jak jest u nas? Nie ma gdzie usiąść, pomieszczenia ledwo spełniają wymogi ligi. Szatnie dla piłkarzy są za małe, brakuje sali dla dziennikarzy. Od lat stawaliśmy na głowie by dostać licencję. Pomeczowe konferencje odbywały się na sali gimnastycznej, nie było możliwości by zorganizować je gdzie indziej. Cały czas balansowaliśmy na granicy. Nie wiem czy władze miasta uważają że jeden klub jest dla niego zasłużony i mu potrzebny, a drugi już nie. Ja mam inne zdanie, uważam że Polonia stanowi taką samą wizytówkę Warszawy co Legia. Dlaczego nie można jej było traktować tak samo?…

Co by pan powiedział trenerowi Stokowcowi, piłkarzom którzy nie opuścili tonącego okrętu tylko walczyli do końca?

Wielkie dzięki im za to, za wolę walki, ambicję, za to że grali dla siebie, dla kibiców, choć od długiego czasu nie otrzymywali wynagrodzeń. Dawno na Konwiktorskiej nie było drużyny prezentującej taką ładną piłkę. Piłkę która cieszyła, sprawiała radość, a przy okazji przynosiła konkretne wyniki. Przecież już przed sezonem było niezwykle trudno, a potem w zimie zespół opuściło jeszcze kilku czołowych zawodników, ale jednak chłopcy grali do końca i nie spasowali. Wielkie dzięki trenerowi Stokowcowi że potrafił scalić chłopaków, zbudować drużynę mocną i silną psychicznie. Naprawdę było sztuką grać i wygrywać w ich sytuacji.

Jaka będzie przyszłość Polonii?

Na razie nikt nie wie. Wokół klubu zgromadzili się ludzie którzy budują Polonię od nowa. Oczywiście na starych fundamentach, z całą jej historią i tradycją, tyle że na zdrowych zasadach. Mamy nadzieję że wystartuje w rozgrywkach III ligi, choć tu decydujące słowo będzie należeć do PZPN-u i związku mazowieckiego. Pieniądze nie powinny być problemem dlatego wierzę że Polonia nie zginie. Jestem tego pewien.

Co to znaczy być polonistą?

To jakieś zatracenie w tym co się kocha. Ja przyszedłem do Polonii w 1995 r. i zapuściłem tak mocne korzenie że nie wyrwą ich nawet buldożery.

rozm. ps/nd /14.VI.2013/

***

Jeszcze Polonia nie zginęła!

Igor Gołaszewski rozegrał ponad 200 meczów ligowych w koszulce Polonii Warszawa, był kapitanem drużyny z Konwiktorskiej. I nie wierzy że mimo obecnych katastrofalnych problemów zespół i klub miałyby nie przetrwać tego czasu burz

– Ciągle upatruję jakiejś szansy. Dopóki jest światełko w tunelu trzeba walczyć. Wierzę że prezes Król doprowadzi do tego by licencja jednak została przyznana. Nie jest łatwo rozłożyć na łopatki taki klub. Polonia to historia, to tradycja. Przeżyliśmy Niemców, przeżyliśmy komunę. Teraz też nie zginiemy – powiedział Gołaszewski

– Gdybym miał odpowiednie pieniądze to na pewno wyłożyłbym je na Polonię. Ale niestety takich środków nie mam… – dodał.

Czy tylko Ireneusz Król jest odpowiedzialny za obecną sytuację klubu?

Po zdobyciu mistrzostwa w 2000 r. Polonia przechodziła z rąk do rąk. Na pewno za całą sytuację nie ma co winić prezesa Wojciechowskiego. Przyszedł człowiek z pieniędzmi i chciał tu coś zbudować. W pewnym momencie miał po prostu dosyć. Pan Król wiedział w co się pakuje. Oczywiście Wojciechowski otaczał się niewłaściwymi ludźmi, naciągaczami. Zabrakło długofalowego planu, porządnej pracy.

A jak ocenić postawę władz Warszawy w obecnej sytuacji? Czujecie ich wsparcie?

Oba warszawskie kluby powinny być traktowane przez władze miasta jednakowo. Zarówno Polonia jak i Legia występują w pierwszej lidze i promują Warszawę. Jeżeli przy Konwiktorskiej byłby ładny stadion, taki jak na Legii, to na pewno byłoby zupełnie inaczej. Przecież Czarne Koszule też mają swoich kibiców. Miasto powinno wyciągnąć rękę do Polonii.

Wokół Polonii zebrała się grupa ludzi którzy chcą ratować klub. Pan ma jeszcze ochotę w tym uczestniczyć?

Na każdego „zardzewiałego” polonistę można teraz liczyć. Oni nigdy nie odwrócą się od klubu. Ja sam miałem kilka okazji by stąd uciec ale nie zrobiłem tego. Nie będę uciekać z tonącego okrętu, to nie w moim stylu.

rozm. pb/f. /21.V.2013/

***

Jeszcze swoje zarobię

Napastnik warszawskiej Polonii Paweł Wszołek o dramatycznej sytuacji w klubie, życiu na kredyt i pięknym golu w meczu z Ruchem Chorzów /2:3/

Rozmowa z Pawłem Wszołkiem

Prezes Król od dobrych kilku miesięcy wam nie płaci. Z czego żyjesz?

Trzeba było zacisnąć pasa. Żyje się skromnie. Od rodziny pieniędzy nie pożyczam dlatego że bardzo pomaga mi mój menedżer. Od niego dostaję środki na przeżycie. Nie ma co ukrywać, jest ciężko, ale jakoś trzeba żyć.

Patrząc na obecną sytuację Polonii pewnie żałujesz że zimą nie skorzystałeś z oferty niemieckiego Hannoveru?

Wcale nie! Wtedy nie byłem gotowy na zagraniczny wyjazd. Chcę by moi najbliżsi byli dumni z mojej gry. Zimą byłem na zupełnie innym etapie przygotowań niż Niemcy. Zanim dopasowałbym się do ich poziomu sezon trwałby w najlepsze. Pieniądze są ważne ale nie mogą przesłaniać całego świata. Jestem na tyle młody że jeszcze swoje zarobię, a doświadczeń jakie zdobywam w polskiej lidze nikt mi nie zabierze.

Pięknym golem w meczu z Ruchem Chorzów znów zwróciłeś na siebie uwagę skautów z Europy. Pojawiły się jakieś propozycje?

Jeżeli tak to… nic o nich nie wiem. Ta bramka była o tyle ważna że pozwoliła mi nabrać pewności siebie. Po całej tej awanturze z Hannoverem trudno było zachować równowagę. Do tego doszły kłopoty Polonii. Po golu w Chorzowie wierzę że wracam do formy z jesieni i znów otworzy mi się droga do reprezentacji.

Po zdobyciu gola piłkarze Polonii odgrywają scenki jak z kolarskiego wyścigu. Komu dedykowane jest to wasze słynne już pedałowanie?

Nikomu. Kiedyś na treningu postanowiliśmy że w ten sposób będziemy okazywać radość po golach, że takie będą nasze „cieszynki”. Słyszałem komentarze że to ma być nasz protest przeciw prezesowi, zaległościom. To nieprawda. W ten sposób pokazujemy że mimo naprawdę bardzo trudnej sytuacji klubu trzymamy się razem. Atmosfera w szatni jest znakomita. Jestem pełen podziwu dla chłopaków którzy mają na utrzymaniu rodziny i po wejściu do klubu potrafią się odciąć od problemów. To nie Legia czy Lech będą mistrzami Polski, ale te nasze chłopaki którzy kłopoty zostawiają za progiem szatni. Wielki szacunek dla nich.

Chyba nie do końca zostawiacie problemy klubu poza szatnią skoro – jeżeli wierzyć plotkom – zamierzacie zbojkotować sobotni mecz z Bełchatowem i na znak protestu przeciw zaległościom nie wyjść na boisko.

Po meczu z Ruchem więcej czasu spędzam z fizjoterapeutą który doprowadza do stanu używalności mojego achillesa niż w szatni. Ale nic o żadnym bojkocie nie słyszałem. Nie wierzę że drużyna postanowiła nie grać z Bełchatowem. To byłaby totalna głupota która obróciłaby się przeciw nam. Ostatnie miesiące tak wzmocniły nasze charaktery że na pewno nie odpuścimy. Jak zawsze wyjdziemy by wygrać. A wstydzi niech się ten kto obiecywał a potem zostawił nas na lodzie.

rozm. pd/sup /26.IV.2013/

***

Nigdy nie oszukałbym Polonii

– To w porządku że prezes przegapił termin i teraz złość ma wylewać na mnie, i zmuszać mnie do biegania po schodach? – powiedział Łukasz Teodorczyk, piłkarz Polonii Warszawa

Rozmowa z Łukaszem Teodorczykiem

„Teodorczyk chce mnie w konia zrobić” – tak powiedział właściciel klubu Ireneusz Król, twierdząc że chce pan jak najwięcej zarobić, zapominając o Polonii.

Wiele osób już mnie krytykowało, ale ja jakoś nie za bardzo się tym przejmuję. Gdyby jeszcze to co mówi prezes było prawdą, może i bym zabrał głos w tej sprawie. Muszę być odporny na krytykę i na takie sytuacje, kiedy ktoś rzuca w moją stronę oszczerstwa. Ja na pewno nigdy nie miałem zamiaru oszukiwać Polonii. To nie moja wina że ktoś przegapił kiedy mój kontrakt powinien zostać przedłużony. Jestem przy Konwiktorskiej już dość długo, widziałem i widzę co się dzieje, dlatego sam nie poszedłem do klubu i nikomu o tym nie przypominałem. To nie należy do mnie.

Przez całą jesień miał pan świadomość że wkrótce będzie mógł zmienić klub bez czyjejkolwiek zgody?

Wiedziałem że moja umowa wygasa w czerwcu, choć nie miałem pewności czy przypadkiem nie została przedłużona. Wiedziałem że niczego nie podpisywałem, ale byłem też zdziwiony że nikt z klubu się do mnie nie zgłasza, skoro niedługo będę mógł odejść za darmo.

Król zapowiada że jeżeli się pan z nim nie dogada, to potrenuje pan z Jarosławem Bako. Wizja klubu kokosa pana nie przeraża?

Nie. Robiłem to co do mnie należało, zostawiłem serce na boisku. Jeżeli ktoś będzie mi teraz za to groził klubem kokosa, nic na to nie poradzę. Jaką decyzję bym podjął nie boję się jej konsekwencji.

Pana menedżer, Marcin Kubacki, powiedział że decyzja już zapadła – nie przedłuży pan umowy z Polonią Warszawa.

Poczekajmy jeszcze chwilę, ale jeżeli Marcin tak mówi to coś w tym musi być.

Pół roku w klubie kokosa mogłoby mocno zahamować pana rozwój.

Nie bałbym się tego. Mam taki charakter że dałbym sobie z tym radę.

Jesienią pierwszy raz został pan powołany do reprezentacji Polski. Gdyby wiosną nie trenował pan z pierwszym zespołem drzwi do kadry zapewne też byłyby zamknięte.

Z pewnością, ale to pytanie do prezesa Króla, czy chce blokować mój rozwój. Czy to w porządku że prezes przyszedł do Polonii Warszawa, przeoczył termin i teraz swoją złość ma wylewać na mnie i zmuszać do biegania po schodach?

Rozmawiał pan na ten temat z trenerem Piotrem Stokowcem?

Rozmawialiśmy, ale nie chcę zdradzać szczegółów. Powiedziałem jak ja to widzę, on przedstawił mi swoje stanowisko. I zadeklarowałem że jeżeli zaistnieje taka sytuacja to biegania w klubie kokosa się nie boję. Zapewniam że się tego nie boję.

Polonii grozi rozpad?

Myślę że nie do końca. Choć wszystko zależy od prezesa.

Na pana decyzję miała wpływ sytuacja finansowa klubu, zaległości w wypłatach?

Zależy mi na stabilizacji. A jeżeli ktoś mnie zapyta co się będzie dziać z Polonią za pół roku, odpowiem: nie mam pojęcia. Wkrótce kończy mi się kontrakt, dlatego chciałbym iść do klubu w którym ta stabilizacja będzie standardem.

Priorytetem jest wyjazd za granicę?

Rozważałem każdą opcję, zarówno pozostanie w Polonii, jak i wyjazd do innej ligi. W ostatnich tygodniach leczyłem kontuzję, na rozmyślania miałem więc sporo czasu. Jeszcze tydzień, maksymalnie dwa i na pewno będę trenować na pełnych obrotach.

Dobrze się panu mieszka w Warszawie?

Nawet bardzo. Ale jeżeli zaistnieje konieczność to będę musiał się przeprowadzić.

Czyli transfer do Legii nie wchodzi w grę?

Zostawmy to. Poważniej nad tym rozwiązaniem się nie zastanawiałem.

rozm. ik/ps /8.I.2013/

***

Na kicie daleko nie zajadę

Rozmowa z Piotrem Stokowcem, trenerem rewelacyjnie spisujących się piłkarzy Polonii Warszawa

Kryzys jest zbawieniem dla polskiej piłki? Jest taka teoria bo działacze muszą ściągać tańszych i młodszych trenerów, a ci z kolei muszą dawać szansę młodszym piłkarzom.

Gdyby nie kryzys znowu byłyby nazwiska, bajerowanie i przerost formy nad treścią. Wielu młodych trenerów nie dostałoby szansy. Przynajmniej jeszcze nie teraz.

Pańscy rówieśnicy mają na koncie już tytuły mistrza kraju. Trochę ma pan opóźniony start do kariery.

Myślę że zaczynam w samą porę. Może trochę za długo grałem, bo nic mi to nie dało, ani pod względem finansowym, ani sportowym. Ale wierzę że jeżeli ktoś do czegoś dąży, to cel osiągnie.

Trenerzy którzy byli napastnikami grają ofensywnie, byli obrońcy defensywnie. Zgadza się pan?

Coś w tym jest. Ale przede wszystkim trenerzy którzy byli obrońcami podobno są lepsi. Niemcy zrobili badania z których wynika że najlepszymi trenerami są byli zawodnicy defensywni.

Pan zawsze był przede wszystkim piłkarzem grającym ostro. Szuka pan podobnych do siebie?

Przede wszystkim szukam zawodników z talentem. A potem oni muszą ciężko pracować. Bo talent pozwala wejść na szczyt, a praca tam pozostać. Faktycznie byłem zawodnikiem typu „agresja 10”. Byłem bardzo niski do ósmej klasy i dopiero potem w dwa lata urosłem 10-12 centymetrów. Byłem brzydkim kaczątkiem które gdzieś się pałętało, więc musiałem nadrabiać sercem do gry. I to się opłaciło, bo już będąc juniorem młodszym grałem w klasie A seniorów. W juniorach byłem napastnikiem, w seniorach obrońcą. Biorąc pod uwagę skalę mojego talentu, osiągnąłem znacznie więcej niż powinienem. Zdobyłem moje mistrzostwo świata.

Tym bardziej że przerwał pan karierę jako dwudziestolatek.

W Koronie było zamieszanie, jakiś bunt w drużynie, nikt nie przejmował się losem młodych piłkarzy. Akurat dostałem się na AWF, więc zdałem sprzęt i trzasnąłem drzwiami. Pewnie nawet nikt tego nie zauważył. To była trudna decyzja bo dopiero

zdążyłem zadebiutować w II lidze, a przechodziłem do IV. Po cichu myślałem że jakoś pogodzę studia stacjonarne i karierę, ale na dłuższą metę nie było to możliwe. Dziś sam jestem zdziwiony dojrzałością swojej ówczesnej decyzji że potrafiłem realnie ocenić swoje możliwości. To był przełom, krok do kariery trenerskiej.

Jest pan jednym z tych którzy spisywali wszystkie treningi?

O ile było co spisywać. Ale nie wracam do tego. Nie da się kopiować, szczególnie czegoś co było 20 lat temu.

A tak zwana charyzma?… Czy to nie jest przeceniane?

Jest teoria że charyzmę trzeba wytrenować, bo z nią się człowiek nie rodzi. Najważniejsza jest wiedza. Trener daleko nie zajedzie na kicie. Zawodnicy szybko weryfikują takiego gościa i wtedy jest kwestią czasu, kiedy on pójdzie na dno. Musi wzbudzać szacunek poprzez kompetencje, a nie show. Zawodnicy są inteligentni.

Trener może mieć z zawodnikami problem z różnych względów. Weźmy sytuację z Edgarem Canim.

Pracodawca chce jedno, a drużyna uważa co innego. A trener stoi po środku. Takie problemy występują w 80 procentach drużyn. Zawsze jest kilka interesów które się ścierają. Dla mnie najważniejsze jest bym był sprawiedliwy i miał czyste sumienie. Trener który ma czyste sumienie nie boi się tylko podejmuje decyzje.

Ale w tym przypadku było tak że z jednej strony jest pracodawca który wytwarza ciśnienie by Cani grał, z drugiej drużyna i jakaś presja społeczna bo media kreują wizerunek zależnego szkoleniowca.

Nie czuję ciśnienia jeżeli chodzi o Caniego. Ani ze strony klubu, ani prasy. Również drużyna nie może dyktować trenerowi jakie decyzje ma podjąć. Podejmuję decyzje które uważam za słuszne.

A jak było z przypadkiem Smolarka którego odesłał pan do rezerw kiedy był pan pierwszy raz trenerem Polonii?

Dokładnie tak samo. Nie mam do siebie zastrzeżeń.

Wróćmy do tematu agresywnej gry. Pojechał pan na staże do drużyn z niższych lig angielskich by potwierdzić swoje teorie?

Tamten klimat, podejście do piłki, bardzo mi pasuje. Pojechałem do Yeovil Town bo był tam Bartek Tarachulski i mi pomógł. Uważam że jak się gdzieś jedzie, trzeba przejechać się autobusem z ludźmi, pójść na targ, zjeść w miejscowej tawernie. Wtedy można powiedzieć że coś się wie. Tak samo w piłce. Jeżeli się chce zobaczyć jak funkcjonuje klub, nie należy iść tam gdzie treningi można oglądać tylko przez dziurę w płocie. Ja mogłem pogadać z trenerem i magazynierem. Postarać się ich zrozumieć. Oczywiście, dzięki Pawłowi Kieszkowi byłem też na stażu w FC Porto, kiedy trenerem był tam Villas Boas. Udało się załatwić bym wszedł na trening. Ale oni walczyli w europejskich pucharach o najwyższe cele, więc kto będzie znajdować czas dla jakiegoś gościa z Polski. WYeovil, potem Derby czy Reading zobaczyłem jak prawie łamią nogi na treningach, a potem jest fantastyczna atmosfera. Atmosfery sztucznie się nie zbuduje. Nie jestem za seminarium w drużynie, musi być walka i spięcie. Zawodnicy czasami muszą złapać się za gardło. Ale w ekstremalnej sytuacji muszą wyciągnąć do siebie rękę. Ekstremalne warunki to prawdziwy sprawdzian.

Robicie na treningach zakłady?

Staramy się stworzyć warunki meczowe, czasem jest potrzebna zrzutka do kapelusza, by piłkarze grali o stawkę, a czasem trzeba rzucić piłkę rehabilitacyjną.

Do jakiego modelu drużyny pan dąży?

Najbardziej podoba mi się piłka Marcelo Bielsy, a więc gra ofensywna, widowiskowa, odważna. Na takie mecze się przychodzi. Jeżeli zawodnicy przynudzają, to ludzie się odwrócą. Nuda wystraszy inwestorów. Mój kolega mawia że nie mamy trenerów, tylko gości walczących o posady. A ja nie chcę pracy opartej na bojaźni. Trzeba grać odważnie. Jestem zadowolony bo prezes Król popiera ten sposób myślenia.

U Józefa Wojciechowskiego trzeba było pracować na zaciągniętym hamulcu ręcznym?

Na pewno trudno pracować w takich warunkach.

Zatrudnił pana na jeden mecz, właśnie z Widzewem.

Taka tymczasowość była szokująca. Myślałem że przychodzę na dłużej, ale prezes miał inną wizję. Oczywiście brałem to pod uwagę, bo przy nim wszystkie sytuacje należało brać pod uwagę.

Zobaczymy dziś mecz dwóch ofensywnie grających drużyn, czy raczej ktoś spasuje?

Nie koncentrujemy się na nich. Wystrzelili na początku, ale wciąż są wielką niewiadomą.

Wy też.

Dlatego szykuje się równanie z dwiema niewiadomymi.

Coraz częściej Polonię wymienia się jako faworyta meczów.

Wolę z tym kreowaniem poczekać do grudnia. W tej chwili to jest kilka meczów. Dobre i to, nikt tego nie zabierze. Mamy plan i jest on realizowany, nie ma pomyłek.

Są za to poważne zaległości finansowe. Wtedy możliwości motywacyjne szkoleniowca są ograniczone.

Sporo rzeczy będzie nam jeszcze przeszkadzać. Wiadomo tylko że wszystko to trzeba odłożyć na bok w momencie kiedy wychodzi się na boisko. To sprawdzian dla drużyny. Choć sytuacja nie jest komfortowa, to się z nią uporamy.

Wraca pan na ławkę trenerską po zawieszeniu za zbyt mocną gestykulację.

To była niesprawiedliwa kara. Kopnąłem butelkę w swojej strefie, nawet nigdzie nie poleciała, przewróciła się. Do tego kilka gestów i pytanie: „Co to k… jest?!”. Jeżeli za coś takiego dostaję dwa mecze kary, to mam prawo czuć się pokrzywdzony. Tym bardziej że mówimy o sytuacji w której błąd sędziego był ewidentny.

Sędziowie jednak trzymają się razem i pan Gil pozostał bezkarny.

Zostałem ofiarą paragrafów. Jestem pedagogiem, uważam że trener musi zachowywać się kulturalnie, ale nie jestem księdzem. Nie potrafię tłumić emocji, jak na przykład trener Lenczyk. Przepis jest taki że trener wyrzucony na trybuny dostaje najmniej dwa mecze. Sędzia popełnił błąd, a kiedy zaprotestowałem, nie obrażając nikogo, popełnił kolejny wyrzucając mnie na trybuny. Zrobił to bez wcześniejszego upomnienia, po sugestii asystentów.

Klasyczny przykład kiedy sędzia chciał przykryć swój błąd kartką?

Raczej wychodzę z założenia że był przekonany o własnej racji. A przecież nic nie zrobiłem, a on nie odróżnił normalnego emocjonalnego zachowania od chamstwa. I dlatego należy zmienić przepis.

rozm. ps /28.IX.2012/

***

Jak hartowała się Polonia

Rozmowa z Marcinem Baszczyńskim, obrońcą Polonii Warszawa

Wierzył pan że Polonię stać na tak dobry start kiedy latem biegaliście po parku z Jarosławem Baką?

Wtedy w nic nie wierzyłem, siedzieliśmy w szatni, patrzyliśmy w podłogę i zastanawialiśmy jak to wszystko będzie wyglądać. Mieli odchodzić kolejni zawodnicy, do nas planowano dołączyć juniorów. Znikąd nadziei. Później zaczął się ten cyrk z przenosinami do Katowic, w ogóle nie wiedzieliśmy co robić. I tak Polonia się zahartowała, jesteśmy drużyną po przejściach. Chyba nikt się nie spodziewał że na tyle nas stać.

Przed derby mówiliście że nowy właściciel klubu zalega wam z wypłatami. Jest lepiej?

Całą drużyną podjęliśmy decyzję że ucinamy ten temat. Każdy będzie próbował indywidualnie wyjaśnić sprawę, nie chcemy przepychać się w prasie.

Ktoś tęskni za Józefem Wojciechowskim?

Żałuję że w czasie kiedy miał tak ogromny zapał nie udało nam się osiągnąć sukcesu. Presja ze strony prezesa pewnie miała na niektórych wpływ, ale przede wszystkim w tej drużynie dużo się mówiło o mistrzostwie a niewiele robiło. Myślę że tamta Polonia nie miała mistrzowskiej mentalności, zwyczajnie była niedojrzała, każdy dbał bardziej o własne interesy niż o drużynę. To nie byli tak wielcy zawodnicy by zdobyć mistrzostwo tylko umiejętnościami a nie grą zespołową. Teraz atmosfera w szatni jest coraz lepsza.

Jesteście zgraną paczką?

Tak to zaczęło wyglądać. Najlepiej pytać tych którzy do nas przychodzili od lipca. Mówili że mimo problemów widać w nas zapał, że chcemy wrócić do normalności.

I jak traktujecie trenera Bakę który katował was podczas urlopów? Albo Edgara Caniego który nagle wrócił do drużyny?

Bako wykonywał polecenia, został oddelegowany przez Wojciechowskiego by nas ukarać. Przychodziliśmy codziennie do klubu i cała agresja skupiała się na nim, był naszym jedynym wrogiem. Teraz pokazuje swoje normalne oblicze. Mariusz Pawełek bardzo chwali sobie treningi z Baką. A Cani? Wiadomo, szampanami go nie witaliśmy, euforii nie było, ale jeżeli będzie próbować się wkupić w zespół, pracując tak jak na początku pobytu w Warszawie, to piłkarsko się obroni.

Paweł Wszołek, Adam Pazio, Łukasz Teodorczyk – zachwycamy się nimi na siłę czy rzeczywiście będą błyszczeć przez lata?

Mają możliwości. Jak Wszołek dalej będzie się tak rozwijać, to daleko zajdzie, chociaż życie też go już trochę naprostowało. Jak wrócił ze zgrupowania kadry to trochę obniżył poziom. Młodzi robią jednak postępy i nie boją się odpowiedzialności.

rozm. mk/rp /27-IX-2012/

***

Jak Piekarzewski umrze to Polonia też…

Chodząca legenda Polonii, człowiek który o tym warszawskim klubie wie wszystko, o jego wzlotach i upadkach. Całe życie Jerzego Piekarzewskiego jest związane z istnieniem Czarnych Koszul. Honorowy prezes Polonii Warszawa opowiedział swoją historię, swoje życie i zżycie z ukochanym klubem z Konwiktorskiej. I historię piłkarskich derby stolicy

– Warszawa kochała Polonię. Jeżeli ktoś twierdzi inaczej, to kłamie. Ale to pokolenie już wymarło… – zaczął opowieść o swoim klubie Jerzy Piekarzewski

– Na Muranowie po wojnie nie było żadnego domu, został tylko kościół. Na Starym Mieście ocalało sześć domów. Wszystko leżało w gruzach.

– Uważałem że jeżeli zmienią się czasy, bo wierzyłem że w końcu komuna padnie, to dla Polonii będzie wszystko.

A jak jest, widzicie sami. Jeden klub ze stadionem z XXII wieku, a drugi z XIX. O czym tu mówić… Nowe pokolenie woli Legię, teraz jest moda na bycie legionistą. Niestety. Z Polonią nie jest tak łatwo

Polonią trzeba się zarazić, pokochać ją. Tak jak ja…

– Ja w życiu od Polonii nie wziąłem ani złotówki. A to całe moje życie.

– U mnie w domu była stołówka, a żona gotowała piłkarzom obiady. Utrzymywaliśmy klub z kumplami, składaliśmy się na Polonię ze składek rodzinnych. Dzisiaj jest inaczej, w grę wchodzą pieniądze, duże pieniądze. Myślałem że kiedy piłkarze zaczną grać o najwyższe cele, będzie inaczej i Warszawa wróci na Konwiktorską. Zdobyliśmy mistrzostwo Polski. Ale nie jest tak łatwo. Brakuje pieniędzy, ale też – umówmy się – dzisiaj ludzie przychodzą nie tylko po to by oglądać mecz. Chcą pięknych stadionów na których można spotkać biznesmenów, wymienić się numerami, dogadać jakieś transakcje, wypić koniaczek.

– Kiedyś kibice na tym stadionie całowali ziemię! Przecież tutaj umierali ludzie. Jeszcze niedawno na Polonii wyciągali bomby. Ten klub to historia tego miasta. Także ta gorzka, w tym moja…

– Kiedyś byłem wzywany na milicję, jak i piłkarze. Przez to że byłem z Polonii. Przeżyłem tragedię życia. Nie mogłem się tutaj pokazywać, bo od razu by mnie zamknęli.

– Chcieli żebym podpisał kasację Polonii. Byłem niepartyjny, naubliżali mi i kazali podpisać połączenie Polonii z Gwardią. Nie dałem się i mnie niszczyli. A wszystko przez to (tu Jerzy Piekarzewski pokazał legitymację Armii Krajowej – red.). To moja duma.

– Jestem tu od 1952 roku codziennie, może czasem gdzieś wyjeżdżałem. 1100 razy byłem z Polonią na meczach poza Warszawą. A teraz mam parę procesów sądowych. Nie ogłosiliśmy upadłości i teraz nas oskarżają. I wszystko przychodzi do mnie… (tu Piekarzewski pokazał akta sądowe – red.). Mnóstwo osób jest oskarżonych, nie będę mówić po nazwiskach bo to znani ludzie. Proszę spojrzeć: „A w szczególności Pan Piekarzewski”. To przykre sprawy.

– Dwa miesiące temu Polonia mogła w ogóle się rozpaść. Nigdy nie byłem za tym by grać w IV lidze. Byłem zszokowany że znaleźli się tacy którzy chcieli naszej Polonii tak nisko.

– Już to przeżyłem, nie podnieślibyśmy się po tym. Tak zginęły Sarmata, Skra, Warszawianka, Hutnik, już ich nie ma. To nie jest takie proste. Potrzeba by było około miliona złotych na utrzymanie. Przecież trzeba opłacać zawodników, przejazdy, jedzenie. Do tego pojechaliby grać gdzieś na wiochę i wracaliby z widłami w plecach. W Gdańsku i Szczecinie to się udało, kibice odbudowali kluby. Ale w tych miastach jest tylko jeden zespół. Tu jest trudniej. Nawet sędziowie nas niszczą.

– Cała Polska od lat wie że Małek (Robert, sędzia piłkarski, w ostatnim meczu nie uznał gola dla Polonii – red.) będzie kręcić Polonię bo jej nienawidzi. Wszyscy o tym wiedzą. I jego na mecz wystawiają?… Wojciechowski (Józef, były właściciel Polonii – red.) nie chciał go tutaj, nikt z nas go tu nie chce. Dziwi mnie to co on robi, bo on jest policjantem z Zabrza. A Śląsk zawsze był za Polonią. Kiedy ja jadę do Zabrza, to rozdaję autografy. A on nas niszczy. Nie rozumiem tego. Jak schodził po meczu z Jagiellonią, to powiedział że „każdy może mieć słabszy dzień”. Ale dlaczego tylko w jedną stronę?… Te dwa punkty mogą być decydujące jeżeli chodzi o awans do pucharów. A chłopaki naprawdę dobrze grają.

– Przed nami derby. Które pamiętam najlepiej? Chyba z 2000 roku, kiedy wygraliśmy na Łazienkowskiej 3:0. Wtedy wszyscy przed sezonem skazywali nas na spadek! A my tę ligę wygraliśmy w cuglach! Mieliśmy świetnego trenera; Jurek Engel to pięknie poskładał. Miło wspominam też derby sprzed dwóch lat, kiedy na Konwiktorskiej wygraliśmy 3:0.

– Na dzisiejszym meczu mnie nie będzie. Nie chodzę na Legię od parunastu lat. Miałem kiedyś nieprzyjemności razem z Kaziem Górskim jak byliśmy na Łazienkowskiej, zwyzywano mnie. Od tej pory już tam się nie pokazuję. Jak ktoś mnie nie chce to się nie pcham.

– Dla mnie jednak największym skandalem jest to że meczu na żywo nie obejrzą kibice Polonii. Skandal!!! Jak można nie wpuścić kibiców na miejski stadion? Nie wiem co zarząd Legii chciał w ten sposób osiągnąć, ale przez to to derby będzie mniej ekscytujące.

– Jaki będzie wynik? Jeżeli sędziowie nie będą nam przeszkadzać to jestem spokojny. Młodych chłopaków mamy, dadzą rady. Mogę się z kimś nawet założyć o małe piwo, chociaż piwa nie piję. Wygramy! A co będzie potem, zobaczymy.

– Mówią mi że jak Piekarzewski umrze to Polonia też umrze. Może to trochę na wyrost, a może jest w tym coś i z prawdy. Oby nie.

tz/ko/gpc /21.IX.2012/

 ***

Bez Wojciechowskiego łatwiej

Młody 21-letni Łukasz Teodorczyk to jedno z objawień tego sezonu ligi piłkarskiej. Napastnik Polonii strzela gole i asystuje. To w dużej mierze dzięki niemu i innemu młodzianowi, 20-letniemu Pawłowi Wszołkowi Czarne Koszule są rewelacją rozgrywek

Rozmowa z Łukaszem Teodorczykiem

Jak to się stało że zespół który prawie nie miał okresu przygotowawczego spisuje się tak dobrze?

Trenowaliśmy na 150 procent, nadrabialiśmy stracony czas, ale z głową, by nie przedobrzyć. Może w pierwszym meczu jeszcze brakowało sił i łapały skurcze, ale dzięki determinacji zniwelowaliśmy te braki.

A może wreszcie ulżyło wam po odejściu prezesa Józefa Wojciechowskiego?

Nikt tego głośno nie mówił, ale wydaje mi się że czegoś w tej relacji brakowało. Wiadomo jaki prezes był ale na szczęście teraz możemy już spokojnie grać w piłkę. Dobrze że nie było przeprowadzki do Katowic, bo to chyba nikomu nie byłoby na rękę.

Jaki jest cel Polonii na ten sezon?

Utrzymać się w lidze, a jeżeli ugramy więcej, to będzie świetnie. Nie boimy się nikogo. Pokonanie Wisły było przełomem, dodało nam wiatru w żagle.

Skąd u ciebie teraz aż tak wielki skok formy?

W poprzednim sezonie miałem poważną kontuzję którą musiałem leczyć. Teraz dobrze przepracowałem ten krótki okres przygotowawczy i czuję że jestem w gazie. Poza tym zostałem obdarzony zaufaniem przez trenera, czego w poprzednim sezonie brakowało.

po/se /12.IX.2012/

***

Trener z twardym kręgosłupem

– Półtora roku temu nie dałem sobie przetrącić kręgosłupa moralnego. Być może już wtedy zacząłem budować swój autorytet w zespole, co procentuje teraz – powiedział Piotr Stokowiec, trener piłkarzy warszawskiej Polonii

– Może wypromuję dla polskiej piłki nowego trenera, jak w Lechii wypromowano Tomasza Kafarskiego – powiedział w marcu 2011 r. ówczesny właściciel Polonii Józef Wojciechowski, zatrudniając na szkoleniowca Stokowca. Nie zauważył jednak że taki proces wymaga czasu, w końcu Kafarski pracował w Gdańsku od kwietnia 2009 r.

Wojciechowski zwolnił młodego trenera po… jednym meczu. Stokowca wypromował dopiero Ireneusz Król który podpisał z nim dwuletni kontrakt. I po trzech kolejkach może mieć satysfakcję bo Polonia nie tylko ograła Wisłę Kraków i ma sześć punktów, ale pokazuje ofensywną grę.

Samozwańczy trener

Lipiec 2012. Stokowiec od roku jest trenerem rezerw Polonii. W klubie następuje totalna wyprzedaż, zostaje mu zaledwie kilku zawodników. Widzi że pierwszy zespół jest też doprowadzany do destrukcji, postanawia wziąć sprawy w swoje ręce.

Pan Wojciechowski nigdy mi latem wprost nie powiedział bym objął Polonię. Powtarzał natomiast że chce sprzedać klub. Czułem pod skórą że może się tak stać że zostanę z tą drużyną na przyszły sezon, ale od byłego właściciela tego nie usłyszałem – powiedział Stokowiec, który postanowił zaryzykować. Uznał że koniec lipca to najwyższy czas by drużyna zaczęła okres przygotowawczy.

To była nasza inicjatywa. Zostałem trochę samozwańczym trenerem – przyznał 40-letni szkoleniowiec.

Od tamtej pory codziennie przyjeżdżał do Marek i razem z Jarosławem Bako prowadził drużynę złożoną z dwóch zespołów: pierwszego i rezerwowego. Łącznie miał do dyspozycji 16 piłkarzy.

Wspólnie zaczęli prowadzić normalne treningi. Normalne, na ile było to możliwe w warunkach podyktowanych przez Wojciechowskiego. Ówczesny właściciel nie płacił rachunków, więc w ośrodku w Markach brakowało ciepłej wody, prądu, nie można było rozgrywać sparingów. Nie miał wówczas żadnej pewności że to co robi ma jakikolwiek sens. Coraz realniejsze były przenosiny zespołu do Katowic i połączenie z GKS-em.

Miałem świadomość że możemy przepracować z piłkarzami okres przygotowawczy, a potem przyjdzie trener z zewnątrz i spije śmietankę. Ale nie zastanawiałem się nad tym, skupiłem się na pracy – wspominał Stokowiec.

I nie zaprzecza że było ciężko.

Po dwugodzinnym treningu czułem się tak zmęczony jakby trwał on trzy razy dłużej. Musiałem skupiać się i na jakości zajęć, i na tym by odwrócić uwagę piłkarzy od wszystkich wydarzeń dookoła. Najpierw byłem psychologiem, dopiero potem trenerem – dodał.

Szkoła przetrwania

W połowie lipca Polonię kupił Ireneusz Król. Najpierw z zamiarem przeniesienia jej na Śląsk, gdzie miała grać jako GKS lub KP Katowice. Koncepcja legła w gruzach przez veto jakie postawili tamtejsi kibice. Po tygodniu absolutnego chaosu drużyna została w Warszawie. A nowy właściciel mianował trenerem Polonii właśnie Stokowca. Dopiero wtedy młody szkoleniowiec mógł rozpocząć prawdziwe przygotowania do sezonu. Zamiast dwóch miesięcy miał na to trzy tygodnie. I niemal codziennie innych zawodników na testach. Musiał uzupełnić skład bo z klubu ubyło latem kilkunastu zawodników.

Nie ukrywam że odejście niektórych z nich było mi na rękę – przyznał Stokowiec. Nazwisk nie wymienił, nie jest jednak trudno się domyślić o kogo chodzi. Bruno Coutinho czy Edgar Cani całą wiosnę psuli atmosferę w zespole. Trudne warunki stworzyły naturalną selekcję. Ci którym brakowało mocnego charakteru odpadli.

Taka szkoła nam się przydała – stwierdził Stokowiec. Swoje zasady zaczął wprowadzać od pierwszego dnia. Starał się odnaleźć w chaosie który panował w klubie. Porządek był dla niego priorytetem.

Porządek najważniejszy

Zaczęliśmy od ułożenia butów na zmianę przy boisku. Nie lubię bałaganu. Jeżeli porządek panuje w szatni, wewnątrz drużyny, to potem przekłada się on na grę, na zachowanie piłkarzy na boisku. Chcę by każdy z graczy wiedział dokładnie jak ma grać. Nie toleruję przypadku – tłumaczył szkoleniowiec.

Wcześniej było różnie. Czasami był porządek i wtedy wygrywaliśmy. Innym razem był bajzel i czuło się że na meczu będzie jeszcze gorzej. Teraz wreszcie każdy wie co ma na boisku robić. Jest dyscyplinapowiedział Paweł Wszołek.

Typ filozofa

Stokowiec nie wywyższa się. Często mówi że woli zostać w cieniu piłkarzy i to przede wszystkim ich sukces. Już jako trener rezerw wprowadzał zasadę że każdy przy Konwiktorskiej pracuje dla dobra Polonii. Na obiady z zespołem młodzieżowym zapraszał pracowników administracji, co nie zdarzyło się żadnemu innemu szkoleniowcowi. Wprowadzał normalność. Czasem jednak chyba za bardzo filozofuje. Mało kto wierzył kiedy przed wyjazdem do Krakowa zapowiadał ofensywną grę i twierdził że będzie chciał by Polonia narzuciła swój styl. Jednak okazało się że swoją filozofię naprawdę wdraża, a zawodnicy wierzą w jej sens. Nie boi się ryzyka. Od pierwszej kolejki ustawia zespół bardzo ofensywnie, realizuje zapowiedzianą grę skrzydłami.

Nie satysfakcjonują mnie bezbramkowe remisy. Nie chcę opierać się na szczęściu, a na pracy i systematyczności – stwierdził Stokowiec i dodał że bardziej niż wynik meczu w Krakowie satysfakcjonuje go styl w jakim zwycięstwo zostało wywalczone.

Gramy ofensywnie, czyli tak jak chciałem. Wiem że jest to chodzenie po linie, ale gracze którzy boją się ryzykować będą z tej drużyny odchodzić. Zdaję sobie sprawę że jeżeli przegramy to mogę się na tym przejechać i w którymś momencie będę musiał odejść, ale filozofii nie zmienię – zapewnił trener Polonii.

Bako już zapłacił

Porządek Stokowca polega również na przestrzeganiu regulaminu. Każde spóźnienie to kara finansowa.

Też byłem zawodnikiem i wiem że jak da się piłkarzowi palec to zaraz nie będzie się miało ręki. W klubie muszą być jasno ustalone zasady – tłumaczył metodologię swojej pracy. – Zresztą zawodnicy sami pilnują przestrzegania regulaminu, bo z uzbieranych za kary pieniędzy skorzystają. One są jak podatki, to dobro wspólne – dodał.

Regulamin obowiązuje także sztab szkoleniowy. Karę zapłacił już Bako. – Ale nie za spóźnienie. Zapomniał zabrać koszulek na trening – tłumaczył szkoleniowiec. – Próbowaliśmy przyłapać i trenera na spóźnieniu, ale się nie udałododał Tomasz Brzyski, który jest w Polonii od dwóch i pół roku.

Takiej atmosfery jak teraz jeszcze tu nie było. Puściło napięcie stwarzane przez pana Wojciechowskiego. Wreszcie wszyscy trzymamy się razem – dodał lewy pomocnik Czarnych Koszul. – I nie ma już w zespole świętych krów – dodał jeszcze  Wszołek.

Bicz nad piłkarzami

Stokowiec powtarza że czasem jest dla zawodników jak kolega, czasem jak ojciec. Nie chce jednak tworzyć sielanki, pozwolić piłkarzom czuć się za pewnie.

– Nad zawodnikami wisi taki sam bicz jaki był nad nimi w poprzednich sezonach. W każdej chwili mogą być przeniesieni do rezerw. Być może zastosujemy to już w tym tygodniu, bo jeżeli ktoś słabo pracuje na treningach, ten będzie mieć chwilę zadumy w zespole młodzieżowym. Walka idzie cały czas… Kto jej nie podejmie, odejdzie – zadeklarował stanowczo Stokowiec.

Jego pierwszy epizod przy Konwiktorskiej pokazał że nie należy tych słów lekceważyć. Półtora roku temu, kiedy Wojciechowski powierzył mu drużynę po Theo Bosie, odebrał opaskę kapitańską Adrianowi Mierzejewskiemu, a Euzebiusza Smolarka przesunął do rezerw, wstawiając w jego miejsce nikomu nieznanego wtedy Wszołka.

Stokowiec dostał swoje pięć minut ale popełnił szereg błędów – stwierdził wówczas na to Wojciechowski który zwolnił go po dziewięciu dniach.

Wtedy pracowałbym tak samo jak teraz. Co jednak mogłem zrobić w tak krótkim czasie? To była loteria – przyznał Stokowiec, zwolniony wtedy po porażce z Widzewem 0:1.

Zachowałem twarz, nie pozwoliłem sobie narzucić ustawienia, stylu, czy roszad w składzie. Byłem wierny swojej koncepcji i wtedy za to poległem. Ale nie była to moja porażka. Wszyscy wiedzieli że się nie przestraszyłem – stwierdził trener Polonii.

ik/ps /3.IX.2012/

***

Byłem chory na piłkę

Rozmowa z Józefem Wojciechowskim, byłym właścicielem Polonii Warszawa

– Szkoda że nie udało mi się spełnić marzeń. Ale choć nie chcę już firmować Polonii twarzą, zawsze jej pomogę – powiedział Wojciechowski

Jak się pan czuje?

Przykro mi. Ale nie mogłem wydawać na Polonię więcej niż zarabiałem. Klub piłkarski nie był jednak moim podstawowym biznesem.

A dużo pan wydał na Polonię przez sześć lat?

O ilu milionach pan słyszał?

Około stu.

Nie potwierdzam, nie zaprzeczam.

Czy piłka nożna to jest w Polsce dobry interes?

Nie zaglądam w kieszeń innym właścicielom klubów, ale chyba nie najlepszy. Trudno zarobić.

A pan myślał że akurat panu się uda?

Kupiłem Polonię bo namówił mnie Michał Listkiewicz. Nie wiedziałem jednak że podrzuca mi robaczywe jabłko. Miałem jakąś wiedzę o funkcjonowaniu klubu, ale w ciągu sześciu lat poznałem piłkę od najgorszych stron. Doktorat się robi w cztery lata. To ja już jestem profesorem. Tutaj jest tyle niewymiernych rzeczy że łatwo o zarobek. Czasami nieuczciwy. Bo ile kosztuje Tomasz Jodłowiec czy Vladimir Dwaliszwili. Ja powiem że po półtora miliona euro każdy, a ktoś inny że połowę. Wartość się winduje by swoje dziesięć procent zarobił menedżer. A jest taki jeden, zna go pan, na którego na rynku mówią Mr 15 procent. Użeranie się z takimi ludźmi na co dzień znacznie się różni od tego co mam w swoim biznesie, nie tylko developerskim. W mojej branży jest większy porządek.

Krótko mówiąc przepłacił pan za niektórych zawodników. A innych, albo tych samych, rozpuścił pan nazbyt wysokimi apanażami.

Owszem, przepłaciłem, ale ryzyko zawsze istnieje. Co ma powiedzieć Legia, znacznie potężniejsza, lepiej zorganizowana i doświadczona, mająca budżet dwukrotnie większy od Polonii. Też kupowała zawodników którzy nie mieścili się nawet na ławce. A zdarzało się że to my wygrywaliśmy z nią mecz.

Pan z kolei płacił po kilkadziesiąt tysięcy złotych nawet rezerwowym.

Jednak to też z czegoś wynikało. Chcesz być najlepszy, nie możesz oszczędzać. Poza tym zostałem sprowokowany przez Lecha, który chciał kupić Jodłowca i mamił go wysokimi zarobkami. W Lechu uznali że mogą kupić każdego zawodnika w Polsce. Grał pan w pokera?

Grałem ale szybko zrezygnowałem i wolę nie pamiętać.

A widzi pan. Ja też kiedyś grałem, lubiłem blefować, więc rozpuściłem plotkę że chcę kupić Manuela Arboledę i daję każde pieniądze, ale będę się targować. I wie pan co się stało… Nie dość że Lech zrezygnował z Jodłowca, to by zatrzymać Arboledę podpisał z nim kontrakt za 500 tysięcy euro rocznie, mimo że wkrótce przestał grać. Tylko że jak się dowiedzieli piłkarze w innych klubach, zaczęli się domagać podwyżek.

Kto w Polonii miał najwyższy kontrakt?

Ebi Smolarek. 380 tysięcy euro rocznie. Ale kiedy z nim podpisywałem umowę, obiecał że w każdym sezonie będzie strzelać minimum 12 bramek. Ja się bardzo zapaliłem, bo Smolarek z młodym Arturem Sobiechem mieli doprowadzić Polonię do mistrzostwa Polski. A jak by było mistrzostwo, to awans do Ligi Mistrzów też byśmy wywalczyli. Mówię panu. I wtedy Polonia grałaby na Stadionie Narodowym, nie musiałbym się oglądać na miasto, które palcem w sprawie Polonii nie ruszyło. Chciałem by najlepsza polska drużyna występowała na największym stadionie.

Skoro miał pan takich piłkarzy jakich pan chciał, płacił im pan lepiej niż w większości pozostałych klubów, to dlaczego nie zdobyliście mistrzostwa?

Niech pan zapyta Jacka Zielińskiego i innych trenerów. Mieli pełną autonomię, wszystkie transfery były z nimi konsultowane, a ja nie wtrącałem się do ich pracy.

Może zbyt często pan ich zwalniał. Nawet najlepsi piłkarze mogą się pogubić pracując z kilkoma trenerami w sezonie.

Zwalniałem kiedy widziałem że nic z tego nie będzie. Przecież rozmawiałem z trenerami, zawodnikami, chodziłem na mecze, jeździłem nawet na zgrupowania i widziałem co się dzieje. Trener to nie jest facet który dostaje jedenastu świetnych piłkarzy i mówi im: potraficie grać to grajcie. Trener musi umieć dać sobie radę z problemem. Dobrać zespół, umieć go poprowadzić kiedy idzie i kiedy przegrywamy, zapobiec konfliktom które są nieuniknione w każdej drużynie. A u nas był taki moment że każdy grał sobie a grupa bałkańska chciała decydować. Gdyby Zieliński ich rozpędził to miałby spokój. Ale on był za grzeczny. Tak jak Waldek Fornalik, który u mnie pracował w drugiej lidze. Szło mu znakomicie ale w końcówce sezonu drużyna przegrała wysoko dwa mecze. Zupełnie jakby się niektórym nie chciało grać. Jakby im nie zależało.

Zwolnił pan przyszłego trenera reprezentacji Polski.

A co miałem robić. Ja go bardzo lubię i szanuję, ale w polskiej piłce grzeczny trener nie ma szans. Musi być cholerykiem, postawić zawodnika do pionu, ale jak trzeba – pójść z nim na piwo. Dlatego po Fornaliku zatrudniłem jego charakterologiczne przeciwieństwo – Dariusza Wdowczyka. I kiedy wydawało się że wreszcie mam trenera, to właśnie Wdowczykowi postawili zarzuty. Wtedy pierwszy raz pomyślałem że chyba mam dość piłki i nie będę dalej pchać pieniędzy w wątpliwy interes, bo nie chcę się źle kojarzyć.

I wtedy spadł panu z nieba Groclin?

Przekonywano mnie bym kupił licencję, bo pierwsza liga to coś innego niż druga. Większy porządek, w dodatku klub szybko się spłaci. Nim się zorientowałem że to nieprawda, już siedziałem w tym po uszy. Żyłem od meczu do meczu, mianowałem się prezesem Polonii, co odbiło się na notowaniach mojej firmy.

Mam świadomość że na wiele niekorzystnych wydarzeń nie miał pan wpływu. Ale myśli pan zapewne o jakichś swoich błędach.

Pierwszym było zatrudnienie Jose Mari Bakero. Zdałem się na opinię Slota Bruinsa, który mi go zarekomendował. Spytałem tylko czy jest lepszy od Zielińskiego. Dużo lepszy – odpowiedział. Słowo Slota było dla mnie święte. A powinienem, jak w biznesie, najpierw sprawdzić kandydata w kilku źródłach. Bakero był wielkim piłkarzem, zatrudnili go gdzieś tam jako trenera za nazwisko. Szybko się przekonałem że nic z tego nie będzie. Tym bardziej się dziwiłem że wziął go Lech.

Wspomniał pan Tonnyego Slota Bruinsa, holenderskiego trenera pracującego w przeszłości m.in. z Johanem Cruyffem, w Ajaksie i FC Barcelona. Jaką rolę pełnił Slot w Polonii?

Był moim prywatnym profesorem od piłki. Uczył mnie zawiłości tej gry, układów poza boiskiem itp. Był znakomitym analitykiem. Mógł godzinami mówić o sposobach, stylach i systemach gry poszczególnych drużyn z historii i współczesnych. Przyjeżdżał do Polski na weekendy. Płaciłem mu kilkanaście tysięcy euro, bo dobry nauczyciel kosztuje.

Ale wiedza jaką pan posiadł nie przełożyła się na sukces.

Bo chciałem coś ponad normę. Interesował mnie tytuł mistrza. Pod wpływem Slota zatrudniłem więc holenderskiego trenera. Jak on się nazywał? Theo Bos. On nie był zły, ale zadarł z zawodnikami. Na pierwszym treningu powiedział: Jutro zaczynamy trening o 9. Kto przyjdzie o 9.05 może się pakować. Przeciwieństwo Leo Beenhakkera, który krzyknął ale i przytulił. Wiele godzin z Beenhakkerem przegadałem. A Bos tylko wymagał, jakby trenował w Holandii a nie w Polsce. To zawodnicy się spięli, przegrali na Legii, w Lubinie i musieliśmy się rozstać z trenerem.

Nie żałuje pan tych sześciu lat i straconych pieniędzy?

Szkoda mi tylko że nie udało mi się spełnić marzeń. Ale choć nie chcę już firmować Polonii twarzą, zawsze jej pomogę. Przekażę nowemu klubowi nazwę, herb, a jak będzie trzeba to pomogę też finansowo. A polski sport w rozmaity sposób też będę wspomagać.

rozm. Stefan Szczepłek /19-VII-2012/

***

Zwolnił trenera i płaci mu milion!

Jacek Zieliński po odejściu z Polonii Warszawa otrzymał od prezesa Józefa Wojciechowskiego milion złotych odprawy, choć kontrakt zakładał dużo niższą sumę

Zieliński miał w Polonii otrzymywać 90 tys. zł miesięcznie. Kontrakt miał do końca czerwca, więc za pozostałe miesiące należało mu się 270 tys. A szef klubu, który wielokrotnie w wywiadach okazywał swoją sympatię do trenera, wypłacił mu na pożegnanie bagatela milion złotych

Wojciechowski zatrudniał już w swoim klubie od 2006 r. aż 14 trenerów. Większość żegnała się z pracą długo przed końcem umowy, co skutkowało pokaźną odprawą. Ale nie aż taką jak w przypadku Zielińskiego…

f. /5.IV.2012/

KILKA /A MOŻE KILKANAŚCIE/ ZDAŃ KOMENTARZA:

Można na to patrzeć na różne sposoby. Różnie to komentować. Można i tak że Wojciechowski, największy przecież komediant w naszej piłce, co do tego nikt chyba nie ma wątpliwości, kolejny raz się zbłaźnił, skompromitował, ośmieszył. Bo wyrzucił dobrego fachowca, sam zresztą to podkreślał, fachowca którego w dodatku lubił. Wyrzucił przed czasem. Wyrzucił go zresztą już drugi raz… Mówił o tym że kiedy go wyrzucał pierwszy raz, to popełnił wielki błąd… I dlatego teraz wyrzucił go jeszcze raz…

Wojciechowski płacił Zielińskiemu bardzo dużo, wychwalał go, i wyrzucił… Żeby było śmieszniej wyrzucił i wypłacił mu trzy razy tyle niż się należało zgodnie z kontraktem!… Bo trenera lubił… I dlatego go wyrzucił!…

Zieliński już więc dla Wojciechowskiego nie pracuje, a on mu zapłaci za darmo nie tylko te 270 tys. zgodnie z kontraktem, ale nawet trzy razy tyle, bo go lubi!… Czy to nie wariat?… Kolejny raz wyrzuca ogromne pieniądze w błoto, robi kolejny złoty interes…

Oczywiście, powie ktoś że to jego pieniądze, może z nimi robić co chce. Ktoś powie że zarobił worek złotówek za Mierzejewskiego, jeszcze coś tam za Sobiecha, więc ma czym szastać… Ale czy mądry biznesmen tak postępuje? Przecież Wojciechowskiemu dać pieniądze, to jak dać małpie brzytwę…

Raz się Wojciechowski wykłóca z jakimś zawodnikiem, jak to było np. w przypadku Smolarka, o jakieś tam parę złotych, a innym razem wyrzuca dobrego trenera i razem z nim wyrzuca też milion złotych…

Nie mówiąc o tym że każda zmiana szkoleniowca dla drużyny oznacza jakąś wyrwę, jakiś dłuższy zakręt, jakieś dochodzenie do normalności, jakiś stracony czas i jakiś czas niepewności i zmian z których nie wiadomo co wyniknie… Nikt poważny nie powie też że Czesław Michniewicz, przy całym szacunku, jest trenerem od Zielińskiego lepszym

A Zieliński, poza tym że nie prowadzi już Polonii, jakaś tam ujma na honorze trenera to jest,bo musi być, to jednak może się tylko z tego durnia z Konwiktorskiej śmiać… Że on sobie będzie odpoczywać, a dureń będzie płacić mu taką kasę za nic… Koń by też się uśmiał…

/Cezary Dąbrowski www.zawszepolska.eu/ /5.IV.2012/

KOMENTARZE INTERNAUTÓW:

~MUMINek: Wojciechowski wypłacił trenerowi należność za kontrakt i dodatek za tzw. ‚szkodliwość’, tzn. za przepracowanie z nim /czyli Wojciechowskim – red./ tego okresu w stresie, jaki panował w głowie Zielińskiego. Jak byście mieli takiego szefa jakim jest Wojciechowski, to gwarantuję że w ciągu 2 tygodni jesteście już pacjentami szpitala psychiatrycznego…

~abc_piłki: Temu przygłup… Wojciechowskiemu powinni młotem pneumatycznym wbić do łba że na efekty trzeba popracować! Jak można po kilku meczach zmieniać non stop trenerów? Popatrzcie na Ruch Chorzów, mimo słabszego poprzedniego sezonu wciąż ten sam trener, ci sami zawodnicy. Konsekwencja i praca. I co? Ruch wiceliderem, w półfinale Pucharu rozwalił Wisłę

~Picek: A ja chce podziękować właścicielom Ruchu Chorzów, tam Fornalik już 3 lata prowadzi drużynę i bez głośnych transferów mają ekipę, która leje Wisłę, a w sobotę zleje Legię. Jak trener ma trochę czasu, to tak poukłada i zgra zespół że ten zleje każdego w naszej lidze, gdzie jest karuzela z trenerami

~MK: Wojciechowski wypłaca swoje prywatne pieniądze. To jego sprawa. Gorzej że w naszym kraju wypłacane są ogromne odprawy, pieniądze pochodzące z budżetu państwa, czyli nasze, polskich podatników. Politykom, urzędnikom, członkom rad nadzorczych, usłużnym redaktorom gazet i telewizji, tzw. machinie propagandowej wychwalającej osiągnięcia rządu, a krytykującej PiS, oraz innym pseudo menedżerom, kolesiom partyjnym z watahy PO trzymającej obecnie władzę

int.pl /5.IV.2012/

***

Cani podpisał nowy kontrakt

Edgar Cani zakończył trwające od listopada negocjacje z Polonią Warszawa. W poniedziałek Albańczyk przedłużył umowę z warszawskim klubem o trzy lata. 22-letni napastnik do drużyny Jacka Zielińskiego dołączy we wtorek rano

– Cieszymy się że Edgar ostatecznie związał się na dłużej z Polonią. Obie strony podzielają wiarę że przed nami ważne miesiące, a zdobycie mistrzostwa Polski byłoby równie ważne dla klubu, jak i zawodnika. Mamy wspólny cel – powiedział Jakub Krupa, rzecznik prasowy Polonii

Cani reprezentuje barwy stołecznego zespołu od czerwca 2011 r. W tym czasie strzelił 10 goli.

int.pl /30.I.2012/

Niesamowite! Najlepszy albo jeden z najlepszych zawodników Polonii przedłużył kontrakt! I to aż na trzy lata! Dogadał się z kimś tak śmiesznym i niepoważnym jak Józef Wojciechowski! To wydarzenie… A może Cani jeszcze nie wie z kim ma do czynienia…

Oczywiście, ciekawe za ile się dogadali, czyli ile za sezon dostanie od Wojciechowskiego Cani? Jeżeli Ebi Smolarek utargował kiedyś 400 tys. euro, to bramkostrzelny Albańczyk skasuje pewnie co najmniej 1 mln euro?

/Cezary Dąbrowski www.zawszepolska.eu 30.I.2012/

***

To dopiero prezes…

– Poświęciłem piłce wiele lat, widziałem dużo różnych rzeczy, ale z takimi jakie się dzieją w Polonii jeszcze się nie spotkałem – przyznał Włodzimierz Lubański

 

Legendę polskiej piłki prezes Polonii Warszawa, Józef Wojciechowski, największy komediant w naszej piłce, zwolnił w swoim stylu – za pomocą osób trzecich i prasy

Ja nie chcę rzucać w nikogo piachem, ale wiadomo że niesmak jest. Liczyłem że zrobię w Polonii coś fajnego. Nie żałuję że spróbowałem. To nie moja wina że to wszystko trwało tak krótko – dodał Lubański.

 

– Mieszkam w Belgii, lidze belgijskiej przyglądam się od wielu lat, ale takiego prezesa sobie nie przypominam – mówił Lubański.

LUBAŃSKI ZWOLNIONY Z POLONII

 

Włodzimierz Lubański powiedział że został odwołany z funkcji wiceprezesa Polonii Warszawa ds. sportowych. Legendarny polski piłkarz pracował więc na Konwiktorskiej niespełna trzy miesiące

 

Lubański trafił do warszawskiego klubu 11 października. Był odpowiedzialny m.in. za sprawy transferów, przygotowania drużyny, organizację skautingu i współpracę z trenerem Jackiem Zielińskim.

Jeżeli obie strony będą zadowolone ze współpracy zostanę tu dłużej. W przeciwnym razie nasze drogi się rozejdą – mówił wówczas były reprezentant Polski.

Jak się okazało rozstanie nastąpiło już po niespełna trzech miesiącach.

W piątek jeden z pracowników klubu poinformował mnie że zostałem odwołany. Nie chcę szukać powodów ani komentować tej decyzji – powiedział Lubański, dodając jednak że inaczej wyobrażał sobie rozstanie z Polonią.

Jestem zaskoczony. Myślę że przynajmniej jakaś osobista rozmowa ze mną byłaby wskazana – przyznał mistrz olimpijski z Monachium w 1972. Razem z nim z klubu odchodzi dyrektor sportowy Kazimierz Jagiełło.

Ostatnio właściciel klubu Józef Wojciechowski na łamach prasy narzekał na współpracę z byłym reprezentantem Polski – chodziło m.in. o inne zdanie w sprawie niektórych transferów oraz kilkudniową nieobecność Lubańskiego w Warszawie pod koniec grudnia.

Gdy byłem w Belgii cały czas pracowałem dla Polonii. Co dalej? Nie zostanę w Polsce, wkrótce wrócę do Belgii – dodał Lubański.

64-letni Lubański w 75 meczach w reprezentacji Polski (1963-1980) zdobył 48 bramek. W 1972 r. był kapitanem drużyny która wywalczyła złoty medal olimpijski. Przez wiele lat związany z Górnikiem Zabrze, do którego trafił jako 15-latek. W polskiej lidze strzelił 155 goli.

Od 1975 r. występował w belgijskim KSC Lokeren. Trzy lata później otrzymał nagrodę Fair play UNESCO. W 2003 r. został uznany za najlepszego polskiego piłkarza 50-lecia UEFA (w meczach pucharowych zdobył 31 goli). Po zakończeniu kariery został w Belgii, działał m.in. jako menedżer piłkarski. Pracował również w sztabie szkoleniowym Lokeren.

su /12.1.2012/ pap /7/1/2012/

 

KOMENTARZE INTERNAUTÓW

~mat: Tragedia…Były znakomity piłkarz potraktowany jak zwykła sprzątaczka w klubie. Prezes Wojciechowski nie ma pojęcia o piłce i wygląda jak nurek ze śmietnika. Polski futbol to dno jeżeli się nie wykorzystuje wiedzy i doświadczenia byłych piłkarzy, tak jak to jest w cywilizowanych krajach

~nocny_strażnik: Wojciechowski zna się na piłce jak ja na metalach półszlachetnych, czyli wcale. I niech nawet sobie gość łoży i inwestuje w piłkę, tylko do cholery niech się do tego nie wtrąca, bo to co on robi to żenada, ale widocznie to kawał skurczybyka i idioty w jednym

~hactor: Panie Włodku, niech się Pan nie przejmuje, wiadomo że w środowisku biznesowym Pan JW jest znany jako przekret, nic sobą nie prezentujący. Ma tylko jedno dążenie: być celebrytą za kasę której nie dorobił się czysto

 

~Zibi: Wojciechowski nie nadaje się do piłki ponieważ jest władcą absolutnym i pomiata człowiekiem. Lubańskiemu to Wojciechowski może buty pucować. Nikt z nim dłużej nie może pracować, ciekawe kiedy Zieliński zostanie zwolniony

~ZETOR1111: Jak widzę Pana Wojciechowskiego to przypominają mi się czasy głębokiego PRL-u, lat 80-tych. Jak na mój gust to Pan Wojciechowski wygląda jakby w tamtych latach byl tzw. cinkciarzem i stał pod Pewexem handlując walutą. Przecież on nie ma pojęcia o byciu prezesem

~JJ: Wyrzucić Wojciechowskiego ze sportu! Zadanie dla p. Muchy. Są przepisy zabraniające działalności sportowej osobom łamiącym nagminnie zasady etyki. To co robi Wojciechowski przechodzi wszelkie granice przyzwoitości. Czas by minister sportu zakazał mu wszelkiej działalności sportowej

***

Rozwiązali kontrakt z Onyszką

To już koniec sporu między Arkadiuszem Onyszką i Polonią Warszawa. Izba ds. Rozwiązywania Sporów Sportowych przy PZPN na wniosek klubu rozwiązała kontrakt

Kiedy okazało się że Onyszko ma poważnie chore nerki i nie może grać i trenować – rozgorzał spór pomiędzy nim a prezesem klubu Józefem Wojciechowskim. Biznesmen twierdził że został przez bramkarza oszukany i nie chciał mu płacić, natomiast Onyszko żądał uregulowania zapisanych w kontrakcie należności

Kontrakt został rozwiązany ze względu na stan zdrowia uniemożliwiający grę przez okres dłuższy niż sześć miesięcy, stwierdzony zaświadczeniem lekarskim. Zawodnik przychylił się do wniosku klubu – poinformował portal 90minut.

mdz/su /12-20-2011/

***

Polonia uczciła swoje stulecie

Uroczystą galą i spektaklem prapremierowym ‘Czarne serca’ warszawska Polonia uczciła 19 listopada setną rocznicę powstania klubu

‘Czarne Koszule to najbardziej warszawski ze wszystkich warszawskich klubów. Ma też najwierniejszych kibiców którzy swą miłość do klubu przenoszą z pokolenia na pokolenie’ – napisał jeden z kibiców w liście do Polonii

Chociaż Polonia kojarzy się przede wszystkim z piłką nożną to jednak w historii polskiego sportu zapisanych jest wiele nazwisk związanych z tym zasłużonym klubem, wielu medalistów igrzysk olimpijskich, mistrzostw świata i Europy.

‘Piękna jest karta zespołu koszykówki z tytułami mistrzów Polski. Polonia to także wybitni lekkoatleci – wśród nich Irena Szewińska i Władysław Komar, mistrz sportów motorowodnych Waldemar Marszałek. Do wychowanków klubu należą także znakomici szachiści, pływacy’ – napisał kibic.

Uroczystą galę uświetniła prapremiera sztuki Domana Nowakowskiego ‘Czarne serca’ w reżyserii Roberta Walkowskiego i Pawła Burczyka, przygotowana przez Teatr Kamienica, mający swą siedzibę w budynku przy al. Solidarności 93, który również ma 100 lat.

Spektakl opowiada o losach czterech pokoleń fikcyjnej rodziny Sobieckich, oddanych kibiców klubu. Ich dzieje przedstawione zostały na tle ważnych wydarzeń historycznych, od I wojny światowej poprzez wojnę polsko-bolszewicką, Powstanie Warszawskie, aż po działalność Solidarności. Równie długo Sobieccy zamieszkują budynek, w którym teraz mieści się Teatr Kamienica.

‘Jestem pod wrażeniem tego spektaklu. W bardzo umiejętny sposób została połączona opowieść o patriotyzmie, zarówno tym narodowym, jak i tym piłkarskim’ – powiedział Zbigniew Sosnowski, ostatnia żyjąca osoba z piłkarskiej drużyny, która 1 grudnia 1946 r. zdobyła pierwszy dla klubu tytuł mistrza Polski.

Polonia powstała w 1911 r. przy ul. Zgoda 12 w mieszkaniu rodziny Gebethner. Członkami założycielami byli m.in. bracia Gebethner: Jan-Stanisław, Wacław i Tadeusz, który został pierwszym prezesem oraz Wacław Danhoff-Czarnocki, pomysłodawca nazwy klubu. Barwy Polonii to biało-czerwona tarcza otoczona wieńcem laurowym na czarnym, żałobnym tle ze względu na utraconą niepodległość.

– Proces powstawania i rejestracji klubów w tamtych latach był zupełnie inny niż dzisiaj. Oficjalnie za dzień założenia Polonii przyjęto datę 19 listopada 1911 r., kiedy to piłkarze rozegrali swój pierwszy mecz. Przegrali wówczas 3:4 z Koroną Warszawa – wspominał Jacek Kamiński z Komitetu Organizacyjnego Obchodów 100-lecia KS Polonia.

Początkowo zespół występował w strojach w biało-czarne pasy. Po kilkunastu miesiącach nastąpiła zmiana i od zwycięskiego meczu z Koroną 4:0, który odbył się 23 lutego 1913 r., Polonia gra w czarnych koszulkach.

Jedna z wersji głosi że czerń była symbolem żałoby po utraconej ojczyźnie. Druga mówi że piłkarz Janusz Muck zakupił w Łodzi czarne stroje, bo tylko takie udało mu się zdobyć. Dodatkowo na koszulkach były przyczepione zakazane biało-czerwone tarcze. Ze względu na niebezpieczeństwo ewentualnej interwencji policji były one przypięte agrafkami, tak by w każdej chwili można było je zdjąć. Niebawem do sportowców Polonii przylgnęła nazwa Czarne Koszule.

Honorowy prezes Polonii Jerzy Piekarzewski przypomniał że w czasie Powstania Warszawskiego stadion był areną ciężkich walk z Niemcami, a na płycie boiska zginęło jedenaście osób.

Dziś w sekcjach piłki nożnej, koszykówki, pływania, lekkiej atletyki, szachów i motorowodnej trenuje ponad tysiąc sportowców.

Polonia Warszawa jako pierwsza znalazła się na monetach NBP otwierając nową serię okolicznościową ‘Polskie kluby piłkarskie’. W ten sposób Narodowy Bank Polski będzie honorować kluby które w znaczący sposób zapisały się w historii sportu, a ich tradycje sięgają 100 lat.

pap /20.11.2011/

***

Lubański wiceprezesem Polonii

Włodzimierz Lubański został wiceprezesem Polonii Warszawa do spraw sportowych

Prezes i właściciel klubu – największy komediant w polskiej piłce – Józef Wojciechowski rozmowy z Lubańskim prowadził od kilku tygodni. Ten był na poprzednim meczu polonistów w stolicy, a następnie wrócił do Belgii, gdzie mieszka na stałe. Do Warszawy przyleciał ponownie w poniedziałek, a kontrakt podpisał we wtorek

Poprzednio identyczną funkcję w stołecznym klubie pełnił Paweł Janas który nadzorował pracę Jose Mari Bakero, a następnie po zwolnieniu Hiszpana został trenerem Polonii. Taka sytuacja w tym przypadku nie grozi bo Lubański nigdy nie prowadził żadnego zespołu. W Lokeren – którego niegdyś był piłkarzem a z którym obecnie współpracuje czasem jako asystent głównego szkoleniowca, a czasem trener napastników – nigdy nie przejął całej odpowiedzialności. Po zakończeniu kariery piłkarza pracował jako menedżer, bywał komentatorem telewizyjnym. W Polonii ma korygować potknięcia trenera Zielińskiego do którego właściciel ostatnio podobno stracił zaufanie. Lubański do tej pory nie był zatrudniony w żadnym polskim klubie.

W latach 60 i 70 Lubański był ikoną Górnika Zabrze dla którego w lidze zdobył 155 bramek, co do dziś jest czwartym wynikiem w historii naszych rozgrywek (ostatnio jego osiągnięcie wyrównał Tomasz Frankowski). W reprezentacji Polski rozegrał 75 meczów, strzelając 48 goli (według starych statystyk – 80 i 50).

asinfo /11.10.2011/

***

Wojciechowski nie płaci od 8 miesięcy

Największy komediant w polskiej piłce – prezes Polonii Warszawa Józef Wojciechowski – nadal popisuje się jak umie… A że umie tyle co zwykły cham, to i tak się zachowuje

– Polonia Warszawa zachowuje się w chamski sposób. Mam z nimi ważny kontrakt ale ich to nie obchodzi. Od ośmiu miesięcy pan Wojciechowski nie raczył mi przelać ani jednej wypłaty – powiedział Arkadiusz Onyszko który walczy z poważną chorobą nerek

– Przez pierwsze pięć miesięcy choroby byłem na zwolnieniu lekarskim i dostawałem wypłatę z ZUS-u. To było 80 proc., dodatkowe 20 proc. w świetle prawa powinienem otrzymywać od pracodawcy czyli Polonii. Niestety nie dostałem ani grosza – powiedział Onyszko który kontrakt z Polonią podpisał zanim jeszcze okazało się że jest chory.

– Polonia już dwa razy próbowała rozwiązać ze mną umowę jednak PZPN przyznawał mi rację. Mimo to od ośmiu miesięcy nie dostałem wypłaty. Zgłosiłem sprawę do Komisji Ligi. Na Zachodzie gdzie grałem większą część kariery takie coś byłoby nie do pomyślenia. Na szczęście wcześniej odłożyłem trochę grosza, a pieniądze się teraz przydają bo walka z chorobą sporo kosztuje – dodał Onyszko który wciąż czeka na decyzję czy jego wujek będzie mógł oddać mu nerkę.

pk/su /5.8.2011/

***

Smolarek rozwiązał kontrakt

Euzebiusz Smolarek nie jest piłkarzem Polonii Warszawa. Zawodnik zesłany do drużyny rezerw, a później przesunięty do tzw. Klubu Kokosa, rozwiązał umowę

Smolarek nie zgodził się przed nowym sezonem na zamrożenie części pensji przez klub, za co został odsunięty od składu

Działacze Polonii nie ujawnili czy Smolarek otrzymał jakąś rekompensatę za przedwczesne rozwiązanie umowy.

– Warunki porozumienia między piłkarzem i klubem są tajemnicą. Cieszymy się że udało się rozwiązać tę sytuację, bardzo kłopotliwą dla Polonii i samego zawodnika – powiedział Jakub Krupa z Polonii.

– Nie wiemy czy Smolarek otrzymał jakąś ofertę z innego klubu. Teraz jest wolnym zawodnikiem i sam podejmie decyzję w sprawie swojej przyszłości. Życzymy mu powodzenia – dodał rzecznik klubu z Konwiktorskiej.

onet/orange/pap /29.7.2011/

***

Niech więcej cementu kupi…

Włodzimierz Smolarek, były reprezentant Polski, z niesmakiem przygląda się temu jak prezes Polonii Warszawa traktuje jego syna który nie chce podpisać aneksu zamrażającego część premii

Smolarek senior nie zostawia na Józefie Wojciechowskim suchej nitki

Rozmowa z Włodzimierzem Smolarkiem

Jak pan ocenia to co Polonia wyprawia z pana synem?

To skandal w biały dzień. Ebi nie zrobił nic złego, cały czas zachowywał się jak profesjonalista, czego niestety nie można powiedzieć o drugiej stronie. Jak tak można traktować chłopaka który coś jednak dla polskiej piłki zrobił? Mój syn wprowadził nas do EURO 2008, jego bramki cieszyły miliony Polaków. A teraz jeden pan próbuje go złamać. Ale źle sobie wybrał. Mój syn ma twardy charakter. Kiedyś miał ciężką kontuzję, długo walczył o powrót do piłki. Jego nie da się zniszczyć.

Może jednak trzeba było dla świętego spokoju podpisać ten aneks?

Absolutnie nie. Ebi podpisał kontrakt z Polonią rok temu, obu stronom pasowały warunki. A że teraz Wojciechowski chce je zmienić? To jego problem. Wydawało się wtedy że dwaj dżentelmeni na coś się umówili. Niestety okazało się że jeden z nich dżentelmenem nie jest.

Co z tego wyjdzie? Chyba najlepiej dla Ebiego będzie odejść z Polonii?

Syn próbuje się dogadać, dzwonił kilka razy do sekretariatu, ale pan Wojciechowski chyba nie chciał rozmawiać. Może nie miał czasu bo już myślał kogo by tu jeszcze zesłać do Klubu Kokosa? Najlepiej by było by sam został jego trenerem bo przecież wszystko wie najlepiej. A w tym Klubie Kokosa to niedługo pół drużyny będzie, więc dobrze by było by tam był porządny trener który przygotuje chłopaków gdyby byli potrzebni pierwszej drużynie. Pan Wojciechowski nadaje się do tego idealnie.

On zna się lepiej na budowlance niż na piłce.

Jak się zna na budowlance to niech więcej cementu kupi. Może wtedy uda mu się zespół scementować. Bo na razie to bida. Nie ma Mierzejewskiego, Sobiecha, może nie być Ebiego. I kto im będzie gole strzelać?

Albańczyk Cani. Polonia ściągnęła go z Włoch.

Kto? Tani? Taki dla prezesa byłby pewnie najlepszy.

Nie tani a Cani. Tak się nazywa.

Aha. Bo usłyszałem tani i nawet zaczęło mi to pasować. Powiem tak: moim zdaniem gdyby trener Zieliński wiedział że tak się to potoczy, to by do Polonii nie wracał. Miał swoją wizję w której widział Ebiego, Sobiecha i Mierzejewskiego. Ale prezes mu pokrzyżował szyki. Była szansa zbudować dobry zespół ale ten pan widać tak ma że zawsze musi wszystko rozpieprzyć i zrobić bałagan.

W Polonii mówią jednak że powalczą o mistrzostwo a potem o Ligę Mistrzów.

Tak tak, na pewno. Z tym składem to moim zdaniem będzie ligowy średniak a może nawet kandydat do spadku.

rozm. pk/su /16.7.2011/

***

Sobiech w Hanowerze na 3 lata

Artur Sobiech podpisał kontrakt z czwartym klubem ostatniego sezonu Bundesligi – Hannoverem 96

– Wszelkie dokumenty dotyczące transferu podpisał prezes Polonii Warszawa, pan Wojciechowski, a Artur Sobiech dopełnił wszelkich formalności w Hanowerze – powiedział agent polskiego napastnika Bartłomiej Bolek

– Nie mogę zdradzić jaka była wysokość transferu bo obowiązuje mnie tajemnica handlowa. Mogę powiedzieć że kontrakt został podpisany na trzy lata – dodał Bolek.

Okazuje się że rozmowy Artura Sobiecha z nowym klubem trwały od dłuższego czasu, ale informacje przedostały się do mediów dopiero kilka dni temu.

– Wszystko toczyło się w ścisłej tajemnicy od kilku tygodni. Dokumenty czekały tylko na podpis pana Wojciechowskiego – dodał Bolek który jeszcze w czwartek rano powstrzymywał się od komentarzy na ten temat.

Napastnik reprezentacji Polski będzie występować w Hanowerze z numerem 9.

pl/onet /30.6.2011/

***

Wojciechowski znów goni Ebiego!

Powtórka z rozrywki w Polonii Warszawa. Euzebiusza Smolarka znów wyrzucono do rezerw!… Tym razem nie ze względów sportowych jak było w lutym ale dlatego że nie zgodził się na zamrożenie 20 proc. pensji

Największy komediant w polskiej piłce Józef Wojciechowski tak się ucieszył z supertransferu Adriana Mierzejewskiego do Turcji (5.25 mln euro) że natychmiast wywalił Ebiego do rezerw…

– Ebi nie pojechał z nami do Grodziska bo nie zaakceptował warunków nowej umowy. Teraz rozmawiać z nim będzie już Tadeusz Fajfer (dyrektor sportowy – red.). Nie chcę tej sprawy komentować – powiedział trener Czarnych Koszul Jacek Zieliński.

– Naprawdę nie pojechał do Grodziska? Nawet nie wiedziałem – dziwił się za to podobno sam boss Józef Wojciechowski który przebywał za granicą.

– Nie myślałem że on będzie aż tak nierozsądny by faktycznie nie podpisać umowy. Jeżeli tego nie zrobił to jestem bardzo zawiedziony. Ale taki już jest Smolarek – mówił właściciel Polonii.

Wojciechowski był podobno przekonany że z umową Smolarka nie będzie żadnych problemów. Kilka tygodni temu sam ogłosił że Ebi zaakceptował warunki nowego kontraktu który miał obowiązywać do końca czerwca 2014 r.

Wojciechowski ma wory pieniędzy. Nie przejmuje się byle 100 tys. zł. To dla niego nic. Tym bardziej że sprzedał Mierzeja do Trabzonu za największą kasę w historii naszej ligi. 5.25 mln euro – 21 mln zł. Dlatego dziwi to targowanie się z Arturem Sobiechem i Smolarkiem – bądź co bądź obaj to reprezentanci Polski – o jakieś tam 20 proc. pensji. Ale czy może coś dziwić w przypadku takiego komedianta jak Wojciechowski?…

Podpisuje kontrakt i zaraz chce go zmieniać pięć razy… Wyrzuca iluś – już nikt nie wie ilu – znanych trenerów po kilku miesiącach pracy… Zatrudnia Arkadiusza Onyszkę, a kiedy ten wpada w kłopoty, chce się go jak najszybciej pozbyć. Sprowadza trzech graczy ocierających się o reprezentację – Dariusza Pietrasiaka, Patryka Rachwała i Janusza Gancarczyka – płaci im po 300 tys. zł i zaraz ich się pozbywa, nie licząc się z kosztami… Wyrzuca zawodnika do rezerw i płaci mu ogromne kwoty za nic. I kłóci się o grosze z Sobiechem i Ebim… Nie pierwszy i nie ostatni taki numer Wojciechowskiego.

ik/ps/kg/Cezary Dąbrowski /27.6.2011/

***

Nasze ancymonki dwa…

Jedna z gazet napisała że Euzebiusz Smolarek podobno ‘ma dostać jeszcze od Józefa Wojciechowskiego ostatnią szansę na zmianę decyzji’… Czyli komediant z Polonii chce się chyba jednak dogadać z Ebim

Tadeusz Fajfer, dyrektor sportowy Polonii, będzie ponoć starać się namówić Smolarka do przyjęcia nowych warunków

– Mamy w tej chwili dwóch ancymonków i co z nimi będzie to już nie nasz problem. My na pewno się nie ugniemy. Z Sobiechem sobie poradzimy, pojawiają się oferty. Dziś odpisujemy Zagłębiu za ile możemy go sprzedać. To kwota wyższa niż milion euro bo trzeba doliczyć pozostałe koszta jego transferu. Ze Smolarkiem będzie większy problem. Jeżeli będzie chciał rozwiązać kontrakt za porozumieniem stron – to godne rozważenia. Ale taka propozycja od niego nie padła – powiedział natomiast Piotr Ciszewski, wiceprezes klubu.

Jeżeli Sobiech i Smolarek nie zmienią zdania to Polonia podobno zdecyduje się zakupić Toche, hiszpańskiego napastnika FC Cartagena który w rozgrywkach Segunda Division w poprzednim sezonie zdobył 16 bramek.

Tak jest… Największy komediant w polskiej piłce – Józef Wojciechowski – zatrudnia kogo się da, ilu się da, jak się da, aby zatrudnić, podpisuje z nimi jakieś chore umowy, by za chwilę rozwalać to wszystko… I teraz mówi że chce sprzedać Artura Sobiecha za ponad milion euro!… Ciekawe kto mu da tyle?… Nie wie co mówi, jak zwykle?… Czy mówi brednie, jak zwykle?… Niech reprezentantów kraju przesunie do rezerw polskiej ligi, bo przecież nasza liga jest najmocniejszą albo jedną z najmocniejszych lig świata, prawda?.. I w takiej silnej lidze zawodnicy tacy jak Sobiech czy Ebi mogą grać w rezerwach, co?… A komediant będzie im płacić po 150 tys. zł miesięcznie za występy w rezerwach najlepszego klubu świata – Polonii Warszawa, co nie?… Koń by się uśmiał!

pl/sport/Cezary Dąbrowski /28.6.2011/

***

Mierzejewski sprzedany za 5.25 mln

Takiego transferu w naszej lidze jeszcze nie było! Adrian Mierzejewski został zawodnikiem Trabzonsporu, a Polonia Warszawa zarobiła na jego sprzedaży 5.25 miliona euro, czyli prawie 21 milionów złotych!

Negocjacje w sprawie transferu Mierzejewskiego do Trabzonu trwały kilka tygodni. Turcy obserwowali reprezentanta Polski i byli bardzo zdeterminowani by go pozyskać

Udało im się ale nie było łatwo ponieważ Józef Wojciechowski wcale nie zamierzał sprzedawać swojego czołowego piłkarza. W końcu uległ bo oferta Turków była z gatunku tych nie do odrzucenia.

Mierzejewski w Trabzonie spotka pokaźną grupę Polaków. Grają tam już Arkadiusz Głowacki i bracia Brożkowie. Nie jest tajemnicą że trener Senol Gunes ma słabość do polskich piłkarzy, a transfer Mierzeja jest tylko tego potwierdzeniem.

Adrian Mierzejewski w Polonii był od 2008 r. W barwach Czarnych Koszul zagrał 69 meczów i strzelił 11 goli. Zadebiutował także w reprezentacji Polski.

Urodzony w Olsztynie piłkarz trafił do Polonii z Wisły Płock (za ponad 500 tys. zł). W minionych rozgrywkach wystąpił w 27 meczach ligowych, zdobywając siedem goli. W drużynie narodowej rozegrał dotąd 12 meczów i strzelił jedną bramkę, ostatnio przeciw Argentyńczykom.

Transfer Mierzejewskiego to drugi najwyższy transfer w historii polskiej piłki i rekordowy transfer ligowy. Droższy od pomocnika Polonii był tylko Jerzy Dudek za którego Liverpool zapłacił Feyenoordowi 7.1 mln euro. Trzeci na liście jest Robert Lewandowski który przeszedł do Borussii Dortmund z Lecha Poznań za 4.5 mln euro.

‘Prezes Polonii Józef Wojciechowski porozumiał się ze stroną turecką. Zostały podpisane już pewne ustalenia z Turkami. Teraz wszystko zależy od rozmów samego zawodnika z Trabzonsporem. Kwota transferu ma wynieść 5.25 mln euro. To bardzo imponująca suma. Nie ukrywamy że miała duży wpływ na decyzję w sprawie odejścia piłkarza z naszego klubu’ – powiedział PAP wiceprezes Czarnych Koszul Piotr Ciszewski.

‘W przyszłym tygodniu polecę z Adrianem do Wiednia. Tam spotkamy się z przedstawicielami Trabzonsporu i będziemy negocjować warunki indywidualnego kontraktu. Jeżeli wszystko pójdzie dobrze, bezpośrednio ze stolicy Austrii piłkarz poleci do Trabzonu gdzie przejdzie testy medyczne i podpisze kontrakt’ – powiedział PAP menedżer Mierzejewskiego Bartłomiej Bolek który wcześniej przyznał że Turcy poinformowali go o osiągnięciu porozumienia z Polonią i teraz czeka tylko na podobny komunikat ze strony Czarnych Koszul.

int.pl/kc/onet /16.6.2011/

***

Arkadiusz Onyszko nadal polonistą

Arkadiusz Onyszko jest nadal piłkarzem Polonii Warszawa. Taką decyzję podjęła Krajowa Izba ds. Rozwiązywania Sporów Sportowych

Oznacza to że odwołanie się stołecznego klubu i jego prezesa Józefa Wojciechowskiego od decyzji pierwszej instancji zostało oddalone

Arkadiusz Onyszko kontrakt z Polonią podpisał 20 maja 2010 r.

Na mocy kontraktu miał w klubie z Konwiktorskiej występować przez dwa lata. Jednak 18 lipca ubiegłego roku u bramkarza wykryto niewydolność nerki która wyeliminowała go z rozgrywek sezonu 2010/11.

Zarząd warszawskiego klubu wystąpił więc z wnioskiem o rozwiązanie umowy z zawodnikiem z powodu jego choroby uniemożliwiającej udział w rozgrywkach. Pięcioosobowy skład Izby ds. Rozwiązywania Sporów Sportowych drugi raz oddalił wniosek składany przez Polonię. Pierwsze odwołanie nastąpiło pod koniec marca.

pzp.info /13.6.2011/

***

Wojciechowski wyrzucił Sobiecha!

Artur Sobiech nie zgodził się na nowe warunki w kontrakcie. Właściciel Polonii Warszawa Józef Wojciechowski zapewnia że napastnik w pierwszym zespole Czarnych Koszul już nigdy nie zagra

– Czas Sobiecha się skończył. W nowym sezonie na pewno nie będzie trenować z pierwszą drużyną – oświadczył Wojciechowski

9 czerwca minął termin do którego 21-letni napastnik miał dać odpowiedź czy godzi się na nowe warunki w kontrakcie

– Rozmawiałem z jego menedżerem. Niestety nie doszliśmy do porozumienia – mówi wiceprezes Polonii Piotr Ciszewski. Na tym negocjacje się skończyły.

– Nie komentuję sprawy która się nie zakończyła. Artur jest dwa tygodnie po operacji stawu kolanowego i koncentruje się na tym, by wrócić do zdrowia – powiedział z kolei menedżer zawodnika Bartłomiej Bolek.

– Pan Wojciechowski może odsunąć Artura od zespołu. Ma do tego prawo ale jest to jednak lekki szantaż. Ja dbam o interesy zawodnika a nie właściciela – dodał Bolek.

Polonia renegocjuje umowy z zawodnikami. Do nowych kontraktów wprowadza zapis że 20 procent comiesięcznej pensji ma zostać zamrożone.

Artur Sobiech, najskuteczniejszy piłkarz Polonii, może w najbliższym czasie zapomnieć o grze w piłkę

Niespełna rok temu Wojciechowski ściągnął Sobiecha z Ruchu Chorzów płacąc za niego aż milion euro. Choć ekipa z Konwiktorskiej zaliczyła nieudany sezon (brak miejsca na podium), to młody napastnik spisywał się dobrze. Strzelił 9 bramek i 7 razy asystował. W nieoficjalnej klasyfikacji kanadyjskiej zajął 1 miejsce.

Tymczasem Wojciechowski zapowiedział że ‘już go w zespole nie widzi!…’

Konflikt piłkarza z właścicielem bierze się stąd że Wojciechowski wprowadził nowy system premiowania. Wszyscy dotychczasowi piłkarze mają mieć obniżone kontrakty o 20 proc. ale w przypadku wywalczenia mistrzostwa Polski mogą zarobić więcej.

Sobiech jest jedynym piłkarzem z kadry zespołu który nie zgodził się na nowe warunki. Jego menedżer twierdzi że są to niekorzystne warunki dla jego podopiecznego.

Wojciechowski już zabezpieczył się na tę ewentualność kupując z Górnika Zabrze środkowego napastnika – Daniela Sikorskiego.

ik/mh/ps/int.pl / 10.6.2011/

***

Wojciechowski znów szaleje…

Grzegorz Bonin podpisał kontrakt z Polonią Warszawa. Poinformował o tym właściciel stołecznego klubu Józef Wojciechowski. Pomocnik odchodzi z Górnika Zabrze w którym grał trzy lata

– Grzegorz otrzymał od nas propozycję podwyżki ale możemy się tylko domyślać że nasza oferta została przebita. Z informacji jakie posiadamy mowa o Polonii Warszawa – powiedział Krzysztof Maj, dyrektor klubu z Zabrza

Co do Polonii i Wojciechowskiego, to znów ten największy komediant w polskiej piłce szaleje… Otóż tym razem postanowił on pozbyć się trójki graczy: Dariusza Pietrasiaka, Patryka Rachwała i Janusza Gancarczyka.

‘Wystawiamy ich na listę transferową. Nie chcemy za nich żadnych pieniędzy. Jeżeli ktoś będzie nimi zainteresowany może ich pozyskać za darmo. Oni zrobili na tym dobry interes, bo przed rokiem dostali od nas po 300 tys. zł za podpis’ – powiedział Wojciechowski dla Przeglądu Sportowego. Ponadto klub z Konwiktorskiej chce wypożyczyć napastnika Daniela Gołębiewskiego.

Wojciechowski zamierza natomiast przedłużyć kontrakt z Adrianem Mierzejewskim który został uznany najlepszym piłkarzem poprzedniego sezonu ligowego. ‘Nie dostanie podwyżki ale będzie mu się to opłacało’ – powiedział właściciel Polonii dla PS. Nowa umowa miałaby obowiązywać do czerwca 2014 r.

I teraz kilka zdań komentarza.

Wojciechowski znów pokazał co potrafi… Oddaje trzech zawodników za darmo, a zapłacił za nich wcześniej za samo podpisanie kontraktu 900 tys. zł!… To się nazywa robienie interesów, prawda?… Oczywiście to nie moje pieniądze, nie mój problem, ale trzeba mieć głowę by wyrzucić w błoto 900 tys. zł, prawda?… Który to już raz Wojciechowski pokazuje że kto jak kto, ale on to potrafi robić interesy…

Ciekawe czy kabarety zajmą się wreszcie przypadkiem Wojciechowskiego. A może ktoś zrobi komedię np. pt. ‘Komediant z Konwiktorskiej’ albo ‘Józio co pieniędzmi szastał’ albo ‘Kokosowy Ziutek’?

A może Wojciechowski przeznaczyłby wreszcie parę złotych na jakiś zbożny cel?… Ale to chyba niemożliwe…

int.pl/ps/Cezary Dąbrowski /2.6.2011/

***

Arkadiusz Onyszko nie umarł!

Arkadiusz Onyszko co drugi dzień zamiast na trening jedzie do szpitala. Kilka godzin dializy, powrót do domu, zajęcia na siłowni…

I oczekiwanie na przeszczep nerki. Kolejna ważna data – 12 maja. Wtedy wszystko ma być jasne

Rozmowa z Arkadiuszem Onyszką

W twoim przypadku pytanie o zdrowie to nie kurtuazja. Jak znosisz dializy?

Bardzo dobrze. Mój organizm był już mocno zatruty przez źle pracujące nerki. Dializy to wszystko oczyszczają. Co drugi dzień stawiam się w szpitalu o szóstej rano. Dializa trwa 4.5 godziny. Obok mnie dializuje się 30-letni trener piłkarski, więc sporo gadamy o piłce. Potem wracam do domu ale nie gapię się w telewizor. Wolę na przykład siłownię.

Co mówią lekarze na temat twojej przyszłości?

Wyniki badań są coraz lepsze. W przypadku choroby nerek najważniejszy jest poziom mocznika i kreatyniny. Wcześniej miałem bardzo wysoki ale teraz zbliża się do wyniku zdrowego człowieka. Wrócił mi też apetyt, dobrze sypiam. Gdyby nie ten cewnik wystający mi z szyi, to w ogóle nie można by stwierdzić na pierwszy rzut oka że jestem chory.

Co z przeszczepem? Dawcą miał być wujek a lekarze powiedzieli ‘nie’.

Wujek wciąż jest w grze. Przeszedł kolejne badania, ostatnie czekają go 12 maja. Wtedy się przekonamy jaka będzie moja przyszłość. Mam nadzieję że tym razem lekarze już się nie wycofają. Moim zdaniem trochę przesadzają z tą ostrożnością. Wujkowi nic nie zagraża, chce mi pomóc. Taka nerka od żywego człowieka jest o wiele lepsza niż od umarłego. Tak mi mówią specjaliści. Tym bardziej więc zależy mi na tym by doszło do zabiegu. Może to moja ostatnia szansa na powrót na boisko.

Masz kontrakt z Polonią ale tam raczej nie zagrasz. Inne kluby podpytują o ciebie?

Na to za wcześnie. Nie trenuję, nie gram, celebrytą nie jestem, więc jest o mnie cicho. Pewnie niektórzy myślą że umarłem, ale ja się nie poddaję. Miał mi dać nerkę brat. Nie wyszło. Próbował tata. Bez powodzenia. Wujek jest trzecią szansą a przecież do trzech razy sztuka.

Prezes Wojciechowski nie wyrażał się o tobie pochlebnie, Polonia próbowała rozwiązać kontrakt. Jak wyglądają wasze relacje?

Nijak. Tyle dobrze że Polonia wywiązuje się z zobowiązań wobec mnie. Choć przy tej okazji muszę powiedzieć że zaskoczył mnie Michał Listkiewicz. Napisał w swoim felietonie że groziłem iż dam panu Wojciechowskiemu w twarz. Zapewniam że nigdy nie użyłem takich słów. Powiedziałem tylko że w sportowej złości pokazałbym mu gest Kozakiewicza. Pan Listkiewicz to jeden z doradców prezesa Wojciechowskiego, więc zbyt obiektywny nie jest. Nie wiem czemu się wypowiada na mój temat skoro mnie nie zna.

pk/su. /9.5.2011/

***

Trzecie zwycięstwo Zielińskiego

Polonia Bytom przegrała z Polonią Warszawa 0:2 (0:1) w meczu 22 kolejki ligi piłkarskiej

Dzięki pięknej bramce Łukasza Piątka trener Jacek Zieliński przedłużył swoją serię zwycięstw po powrocie do Czarnych Koszul o kolejny mecz i z drużyny walczącej o utrzymanie stworzył ekipę z realnymi szansami na europejskie puchary

Mecz w Bytomiu nie był porywającym widowiskiem i tak naprawdę jedynym godnym uwagi wydarzeniem był gol Łukasza Piątka. Pomocnik Polonii Warszawa zdecydował się na strzał z kilkunastu metrów a piłka swój lot zakończyła dopiero w okienku bramki strzeżonej przez Marcina Juszczyka. Chwilę później Juszczyk zdołał obronić strzał Adriana Mierzejewskiego z ostrego kąta.

Polonia Bytom atakowała z rzadka choć pod koniec pierwszej połowy wyraźnie zamknęła rywali na własnej połowie. Nie przełożyło się to jednak ani na czyste sytuacje bramkowe, ani tym bardziej na gole.

W drugiej połowie mocno świecące słońce wciąż musiało przeszkadzać piłkarzom bowiem szans na kolejne bramki niemal nie było. Warto wspomnieć jedynie o strzale Bruno, na raty złapanym przez Juszczyka oraz o… drugim golu dla Polonii Warszawa. Na minutę przed upływem regulaminowego czasu gry. Bruno wcielił się w rolę asystenta, a prostopadłe podanie od Brazylijczyka strzałem po długim rogu na bramkę zamienił Daniel Gołębiewski.

Dla stołecznej drużyny było to już trzecie zwycięstwo w trzecim meczu Jacka Zielińskiego na ławce. Co ciekawe, przy okazji warszawianie zdobyli puchar ‘na zachętę’ dla lepszej z Polonii ufundowany przez jeden z internetowych serwisów piłkarskich.

Powiedzieli po meczu:

Jacek Zieliński (trener Polonii Warszawa):

– Był to dla nas trudny mecz i cieszymy się że wywozimy z Bytomia trzy bardzo ważne punkty, które pozwolą nam na pewien oddech. Myślę że wygraliśmy zasłużenie, dominowaliśmy piłkarsko przez większość meczu, ale brakowało wykończenia akcji. I dlatego zafundowaliśmy sobie nerwową końcówkę. Myślę jednak że będziemy prezentować się coraz lepiej

Robert Góralczyk (trener Polonii Bytom):

– Słabo zaczęliśmy. Goście zdominowali nas i zdobyli bramkę. Lepiej zagraliśmy po przerwie. Mieliśmy swoje sytuacje ale nie udało ich się zamienić na bramki. Trzeba teraz myśleć o kolejnym meczu bo coraz mniej punktów zostało do zdobycia w sezonie i w każdej następnej kolejce będziemy grać o przeżycie

Polonia Bytom – Polonia Warszawa 0:2 (0:1)

Bramki: Piątek (14), Gołębiewski (89)

Żółte kartki: Dziewulski, Jarecki – Trałka, Gancarczyk

Sędzia: Siejewicz (Białystok)

Widzów 2 500

Polonia Bytom: Juszczyk – Chomiuk, Killar, Żytko, Telichowski – Radzewicz, Dziewulski (73 Podstawek), Kobylik, Tymiński, Jarecki (56 Barcik) – Wojsyk (46 Vascak)

Polonia Warszawa: Przyrowski – Mynar (77 Gancarczyk), Jodłowiec, Kokoszka, Brzyski – Mierzejewski, Andreu, Bruno, Trałka (83 Rachwał), Piątek – Sobiech (46 Gołębiewski)

pl/onet.pl /16.4.2011/

***

Rewanż Zielińskiego

Polonia Warszawa pokonała 1:0 Lecha Poznań w meczu 21 kolejki ligowej. Czarne Koszule strzeliły zwycięskiego gola grając w dziesiątkę

8 żółtych i 2 czerwone kartki, mnóstwo walki w meczu zemsty. Tej, której należy się wstydzić – głupi faul Smolarka na Arboledzie – i tej, z której można być dumnym – Jacek Zieliński pokonał Lecha, który zwolnił go jesienią 2010 roku

Kolejorz definitywnie traci szanse na mistrzostwo, a Polonia oddala się od strefy spadkowej i znów może marzyć o grze w europejskich pucharach

Początek meczu należał do Polonii. Już w pierwszej minucie zagapiła się obrona Lecha i groźny strzał po rzucie wolnym oddał Tomasz Jodłowiec, jednak piłka po ofiarnej interwencji Bartosza Bosackiego wyszła na rzut rożny.

6 minut później były dwie świetne szanse w jednej akcji gospodarzy. Niesiona przez porywisty wiatr piłka przeskoczyła Manuela Arboledę, z asekuracją nie zdążył Bosacki i znakomitą okazję na gola miał Artur Sobiech. Napastnik Czarnych Koszul strzelił jednak prosto w Krzysztofa Kotorowskiego. Dobijał jeszcze Euzebiusz Smolarek, lecz bramkarz ponownie ofiarną interwencją uratował zespół.

Kolejorz przetrwał napór gospodarzy i wziął się do roboty. Nie miał jednak wielu szans bramkowych. Strzały Siergieja Kriwca i Semira Stilicia po rykoszetach były nieskuteczne.

W końcówce I połowy ładną akcję przeprowadziła Polonia. Po wycofaniu piłki z prawego skrzydła przez Adriana Mierzejewskiego strzelał Bruno, lecz na posterunku był Kotorowski.

‘Zemsta’ Smolarka

Po przerwie mecz nie rozpieszczał poziomem sportowym, za to nie brakło emocji. Było sporo walki, zarówno tej dozwolonej, jak i tej nieprzepisowej.

Najzacieklej walczyli ze sobą Arboleda i Smolarek. Kolumbijczyk tak dał się we znaki Ebiemu, że ten zamiast grać w piłkę zapragnął prywatnej zemsty na stoperze Lecha. Najpierw w pojedynku główkowym zdzielił go łokciem w kark, a kilka minut później uderzył bez piłki. Sędzia Paweł Gil nie namyślał się długo i wyrzucił napastnika Polonii z boiska.

Paradoksalnie po stracie zawodnika Czarne Koszule zaczęły grać lepiej. Zamurowały dostęp do własnej bramki, kompletnie paraliżując poczynania ofensywne Lecha i usypiając czujność rywali w defensywie do tego stopnia, że w 84 minucie udało im się zadać decydujący cios. Lewą flanką pomknął Mierzejewski, dośrodkował na głowę Bruna, który zgrał piłkę do Artura Sobiecha. Abdul będąc kilka metrów od bramki nie pomylił się i w stylu Zlatana Ibrahimovicia zapakował piłkę pod poprzeczkę Kotorowskiego. Był to pierwszy i ostatni strzał Polonii w drugiej połowie meczu!

Końcówka była bardzo nerwowa. Sędzia Gil co chwilę sięgał do kieszonki po kartki. Także czerwone. Z boiska w ostatniej minucie wyleciał Rafał Murawski, który miał uwagi do sędziego po faulu Jakuba Tosika na Dimitrije Injacu.

Jackowi Zielińskiemu, który na początku sezonu prowadził Lecha, udała się zemsta na swoim byłym klubie. Polonia wygrywając u siebie z poznańską drużyną oddaliła się od strefy spadkowej i znów nieśmiało może myśleć o miejscu gwarantującym udział w europejskich pucharach.

Po meczu powiedzieli:

Jacek Zieliński (trener Polonii):

Najważniejsze były dla nas w tym meczu punkty i je mamy, za co wielkie podziękowania dla piłkarzy. Umiejętności piłkarskie chyba większe były po stronie rywala, ale wydarliśmy zwycięstwo mądrą i konsekwentną grą. Mimo osłabienia po czerwonej kartce dla Smolarka szukaliśmy swojej szansy i gdy się nadarzyła, potrafiliśmy ją wykorzystać. Nie mam tajemnej mocy i nie jestem cudotwórcą. Wiedziałem że Polonia ma potencjał i moim zadaniem było go tylko obudzić. Znałem wielu chłopaków z mojej wcześniejszej pracy w tym klubie, więc było mi łatwiej

Jose Maria Bakero (trener Lecha):

Pokazaliśmy dzisiaj dwa oblicza – jedno bardzo dobre, a drugie bardzo złe. Zaczęliśmy dobrze, graliśmy jak trzeba do momentu kiedy Smolarek ujrzał czerwoną kartkę. Wtedy straciliśmy koncentrację i mecz wymknął nam się z rąk. Daliśmy gospodarzom prezent, z którego oni skorzystali. Biorę na siebie pełną odpowiedzialność za ten wynik i szkoda mi poznańskich kibiców, bo nie zasługują by oglądać porażki Lecha

Polonia – Lech 1:0 (0:0)1:0 Sobiech 84

Żółta kartkaPolonia: Sobiech, Bruno, Andreu, Tosik. Lech: Arboleda, Murawski, Stilic, Kikut. Czerwona kartka za drugą żółtą – Lech: Murawski 90. Czerwona kartkaPolonia: Smolarek 62

Sędzia: Paweł Gil (Lublin)

Widzów 5000

Polonia: Przyrowski – Tosik, Jodłowiec, Kokoszka, Brzyski – Mierzejewski, Trałka, Piątek (68 Andreu), Bruno (92 Gancarczyk), Smolarek – Sobiech (89 Gołębiewski)

Lech: Kotorowski – Kikut, Bosacki, Arboleda (68 Injac), Henriquez – Mikołajczak (72 Wilk), Murawski, Djurdjevic, Stilic, Kriwiec – Ślusarski (77 Ubiparip)

rf/int.pl /8.4.2011/

Czarne charaktery

Kilka dni przed meczem Smolarek, pytany o Lecha, mówił, że gra tam obrońca, który delikatnie popchnięty od razu przewraca się i płacze jak dziecko. Arboleda na stadionie przy Konwiktorskiej wygwizdywany był od pierwszej minuty. Gdy tylko był przy piłce, kibice udawali, że wyją z bólu

W pierwszej połowie brutalnie sfaulował go Bruno. W drugiej łokciem w twarz uderzył Smolarek. Chociaż kibice wciąż dopatrywali się taniego aktorstwa, sędzia był innego zdania i pokazał piłkarzowi Polonii czerwoną kartkę. – Do tej pory graliśmy bardzo dobrze i mądrze. Ale straciliśmy koncentrację i to się dla nas źle skończyło – mówił po meczu Jose Mari Bakero.

Gdy Smolarek schodził z boiska, była 62 minuta mezcu, w którym na boisku dominował chaos wspomagany przez deszcz i wiatr. Gospodarzom łatwiej było rozgrywać akcje, bo Bakero pozbawił swoją drużynę większości atutów, z których była znana. Lech przepychał się przez boisko środkiem, rzadko angażując skrzydła.

Jacek Zieliński w Polonii wygrał drugi mecz z rzędu: wiele zmienić nie mógł, ale pokazał piłkarzom jak podnieść głowy i znowu uwierzyć w siebie. Wczoraj Polonia wygrała walką i ambicją.

– Czerwona kartka zadziałała na moich piłkarzy jak płachta na byka. Nie dorabiajmy do mojej pracy żadnej ideologii. Tu nie ma magii, tylko ciężka praca. Od początku mówiłem, że Polonia jest za nisko w tabeli – mówił Zieliński.

Jedyny gol padł w 83 minucie. Mierzejewski przytrzymał dłużej piłkę po lewej stronie, dośrodkował, piłkę strącił jeszcze Bruno, a Sobiech, chociaż stało przy nim dwóch rywali, wyskoczył najwyżej i pokonał Kotorowskiego. To jego ósma bramka w sezonie.

Zieliński wrócił na Konwiktorską na białym koniu, przywracając nadzieję na lepsze jutro. Gdyby Bakero utarł mu nosa, atmosfera wokół Polonii pewnie znowu by się zagęściła. Teraz czarne chmury są tylko nad Lechem.

mk/rp /9.4.2011/

***

Kontrakt Onyszki ważny!

Obradująca w poniedziałek Izba ds. Rozwiązywania Sporów Sportowych oddaliła wniosek KSP Polonia Warszawa o rozwiązanie kontaktu

Polonia chciała rozwiązać kontrakt z Arkadiuszem Onyszką w związku z chorobą uniemożliwiającą występowanie w rozgrywkach piłkarskich, stwierdzoną zaświadczeniem lekarskim

‘W ocenie zespołu orzekającego przedłożone przez klub zaświadczenie lekarskie nie spełnia wymogów formalnych umożliwiających rozwiązanie kontraktu.’

‘Decyzja Izby jest nieprawomocna. Od decyzji klubowi przysługuje odwołanie do pięcioosobowego składu Izby w terminie 21 dni od daty otrzymania pisemnego uzasadnienia’

Onyszko z powodu niewydolności nerki od pół roku nie gra w piłkę nożną. Wcześniej zdążył jednak podpisać dobry kontrakt z Polonią. Klub chce rozwiązać kontrakt z bramkarzem, gdyż zdaniem kierownictwa Polonii nie ma szans na jego szybki powrót na boisko.

wp.pl/pzpn.pl /28.3.2011/

***

Jacek Zieliński trenerem Polonii

Były szkoleniowiec Lecha Poznań – Jacek Zieliński – podpisał umowę z Polonią Warszawa i został trenerem tej drużyny. Porozumienie będzie obowiązywać do 30 czerwca 2012

– Wierzymy że trener Zieliński odbuduje w zawodnikach wiarę w sukces i poprowadzi zespół do lepszych wyników – powiedział Jakub Krupa, rzecznik prasowy Polonii

– Nowy trener będzie mieć chwilę, by ułożyć zespół po swojemu, dając każdemu zawodnikowi czystą kartę i wykorzystując przerwę na mecze reprezentacji. Mamy nadzieję, że postęp będzie widać już w meczu przeciw Koronie – dodał Krupa

Zieliński był już trenerem Polonii od lipca 2008 do marca 2009 r., w tym czasie m.in. prowadząc zespół w serii 10 kolejnych meczów bez porażki. Był głównym autorem awansu Czarnych Koszul do europejskich pucharów. Z Warszawy przeprowadził się do Poznania, gdzie objął Lecha, którego następnie poprowadził do mistrzostwa Polski i udanych występów w europejskich pucharach.

Obsada pozostałych stanowisk w sztabie szkoleniowym leży w gestii Zielińskiego.

Przyjście Zielińskiego daje nadzieję

Tomasz Brzyski liczy, że nowy szkoleniowiec tchnie w drużynę nadzieję, która pozwoli się utrzymać w lidze. – Nie ma co się oszukiwać – stwierdził zawodnik pytany o cele zespołu

– To dobry trener. Mam nadzieję, że pomoże nam, a my jemu w utrzymaniu. Zawiedliśmy jako drużyna i znowu musimy walczyć, jak rok temu. Cóż, to nasz cel na obecny sezon – powiedział Brzyski.

Brzyski może także liczyć, że będzie częściej pojawiać się na boisku. Piłkarz nie cieszył się uznaniem Theo Bosa. W 5 meczach u Holendra w pierwszym składzie na lewej obronie grał Dorde Cotra. – Rywalizacji praktycznie nie było, bo od razu zostałem odsunięty. Nie wiem nawet czy byłem brany pod uwagę – dodał Brzytwa.

Były piłkarz Ruchu znalazł się w wyjściowej jedenastce w meczu z Widzewem (0:1), kiedy na ławce trenerskiej usiadł Piotr Stokowiec.

km/ksppolonia/kg/futbolnews /24.3.2011/

Trener nr 5

Jacek Zieliński będzie piątym szkoleniowcem Polonii w obecnym sezonie! Po Hiszpanie Jose Marii Bakero, Pawle Janasie, Holendrze Theo Bosie i Piotrze Stokowcu. Zadebiutuje w sobotę 2 kwietnia w meczu ligowym z Koroną

Zmiany w sztabie szkoleniowym są efektem fatalnych wyników Polonii. Stołeczny zespół w rundzie wiosennej ligi nie zdobył jeszcze gola (0:0 z Górnikiem Zabrze, 0:1 z Legią Warszawa, 0:1 z Zagłębiem Lubin, 0:1 z Widzewem). Drużyna która miała walczyć o czołowe miejsce jest trzynasta w tabeli z 2 punktami przewagi nad strefą spadkową.

int.pl/pap /24.3.2011/

Smolarek wrócił do drużyny

Jacek Zieliński poprowadził w środę pierwszy trening Polonii. W zajęciach uczestniczył przywrócony do składu Ebi Smolarek

Prezesowi klubu Józefowi Wojciechowskiemu bardzo ponoć zależało na ponownym zatrudnieniu Zielińskiego

W wywiadach prezes nieraz podkreślał, że to jedyny trener, którego zwolnienia żałuje. Od tego czasu Zieliński zdobył mistrzostwo Polski z Lechem i jego notowania jeszcze wzrosły.

Dlatego Zieliński zachowywał się w środę już jak trener pierwszej drużyny. Przywrócił do składu Ebiego Smolarka (zesłanego do rezerw przez Piotra Stokowca) pod hasłem ‘wszystkie ręce na pokład’ – trzeba ratować ligę dla Polonii. Smolarek zarabia 400 tys. euro za sezon.

Sam zawodnik podchodzi spokojnie do sytuacji. – Nie rozmawiałem jeszcze dłużej z trenerem. Przedstawił się tylko i powiedział, że wracam do składu – powiedział Smolarek.

Zieliński wie, że taki napastnik może mu pomóc, dlatego głośno chwalił każde jego udane zagranie podczas wewnętrznej gierki.

– Spokojnie panowie, wiemy, jak wygląda sytuacja. W życiu wszystko się szybko zmienia. Byłem zesłany do rezerw, teraz jestem w pierwszej drużynie gdzie jest moje miejsce. Postaram się pomóc, jak umiem – mówił Smolarek.

Być może będzie dalej współpracować ze Stokowcem. Trener ma kontrakt ważny do czerwca i rozmawia o tym, czy go wypełni. Wczoraj pomagał Zielińskiemu w prowadzeniu zajęć.

łm/żw /24.3.2011/

***

Nie jest źle…

Daniel Kokosiński, jedyny członek Klubu Kokosa w Polonii Warszawa nie może narzekać

Życie w Klubie Kokosa wcale nie jest takie złe jak mogłoby się wydawać. Jak na razie jedynym członkiem tego zaszczytnego sportowego klubu jest w Polonii Daniel Kokosiński od którego nazwiska nazwę wzięło całe przedsięwzięcie

Piłkarz nie może jednak narzekać bo do tej pory zarobił przy Konwiktorskiej ok. 300 tys. zł. I jeździ wypasionym mercedesem…

Kokosińskiego do Polonii ściągnął Jacek Grembocki który był jego trenerem również w Zniczu Pruszków. Obrońca podpisał trzyletni kontrakt gwarantujący mu zarobki ok. 15 tys. zł miesięcznie.

Po pół roku gry Kokos pożegnał się jednak z pierwszą drużyną i rozpoczął treningi w rezerwach. Klub chciał rozwiązać z nim kontrakt ale on się nie zgodził. Wolał nie grać i zarabiać swoje. Dziś jednoosobowo tworzy tzw. Klub Kokosa. Zesłaniem do niego co jakiś czas grozi swoim piłkarzom prezes Polonii Józef Wojciechowski – największy komediant w polskiej piłce.

– Z Klubu Kokosa się już nie wraca – powiedział wiceprezes klubu Piotr Ciszewski.

Kokosiński codziennie po kilka godzin trenuje indywidualnie na Polonii, biega po schodach, po parku lub ćwiczy na siłowni. Swoje obowiązki wypełnia, więc w terminie otrzymuje wynagrodzenie. Nie ma jednak powodów do narzekania, bo o takiej pensji przeciętny Polak może tylko pomarzyć, a jak widać Kokosińskiego stać dzięki temu na różne luksusy, nawet takie jak jazda mercedesem.

paw/f. /17.3.2011/

***

Smolarek w rezerwach!

Euzebiusz Smolarek został przesunięty do drużyny rezerw Polonii Warszawa! Z kolei do sztabu trenerskiego pierwszej drużyny dołączyli Marek Zub i Maciej Nuckowski

Jak poinformowano na oficjalnej stronie klubu, decyzję o przesunięciu Smolarka do zespołu rezerw podjął nowy trener Polonii Piotr Stokowiec, który w poniedziałek zastąpił zdymisjonowanego Theo Bosa

– Trener zdecydował, że w związku z niezadowalającą formą Ebiego należy postawić na innych zawodników – poinformował rzecznik Polonii Jakub Krupa, dodając, że Smolarek wciąż będzie obserwowany przez sztab szkoleniowy pierwszej drużyny.

– Mamy nadzieję że to go zmotywuje do wytężonej pracy i wróci do nas w lepszej formie – dodał Krupa.

Do sztabu trenerskiego Polonii dołączyli 47-letni Marek Zub (jesienią dyrektor Widzewa Łódź) i 35-letni Maciej Nuckowski (pracował w trzeciej lidze greckiej). Obaj dobrze znają klub z Konwiktorskiej. Pierwszy był piłkarzem Polonii (1995-96), a później szkoleniowcem, natomiast Nuckowski był zawodnikiem Czarnych koszul w latach 2002-04.

Zub został dyrektorem ds. przygotowania sportowego, natomiast Nuckowski przejął obowiązki drugiego trenera. Co ciekawe, w latach 2007-08 – gdy Zub pracował w Widzewie Łódź jako trener – jego asystentem był Stokowiec.

Ten ostatni do Polonii wrócił latem 2010 r., by pomagać w pracy Pawłowi Janasowi. Kilka miesięcy później były selekcjoner kadry został zwolniony z warszawskiego klubu.

W poniedziałek los Janasa podzielił Bos, który stracił pracę po porażce z Zagłębiem Lubin 0:1.

Zmiany w sztabie szkoleniowym są efektem słabych wyników Polonii. Stołeczny zespół przegrał 3 ostatnie mecze, w tym 2 ligowe. W rundzie wiosennej nie zdobył jeszcze żadnego gola (0:0 z Górnikiem, 0:1 z Legią, 0:1 z Zagłębiem). Drużyna która miała walczyć o czołowe miejsce – jest obecnie 11 w tabeli z 3 punktami przewagi nad strefą spadkową.

Bos był trzecim szkoleniowcem, który prowadził zespół z Konwiktorskiej w tym sezonie, po Hiszpanie Jose Marii Bakero oraz Janasie.

Debiut Stokowca w roli trenera Polonii nastąpi w sobotę – w meczu z jego byłym klubem (i Zuba), czyli Widzewem.

guu/rp/pap /16.3.2011/

Było ultimatum od Wojciechowskiego

Jego gole dały reprezentacji awans na Euro 2008, a teraz jest poniżany w Polonii! Smolarek przeżywa trudne chwile.

Smolarek wcześniej otrzymał od prezesa klubu z Konwiktorskiej, Józefa Wojciechowskiego, największego komedianta polskiej piłki, ultimatum w sprawie swojej przyszłości w Polonii. Smolarek miał zgodzić się na obniżenie swojego rocznego wynagrodzenia (z 400 tys. euro o połowę mniej), bo w przeciwnym razie groziło mu właśnie przesunięcie do rezerw.

Smolarek od początku sezonu spisywał się poniżej oczekiwań i szybko stał się obiektem krytyki prezesa Polonii. Chociaż w sparingach przed rundą wiosenną napastnik strzelał gole, to w meczach o stawkę nie potwierdził formy. Były reprezentant Polski w stołecznej drużynie zdobył w rundzie jesiennej tylko 3 gole, a na wiosnę żadnego.

Jeszcze niedawno Smolarek był podstawowym napastnikiem reprezentacji Polski, dla której seryjnie zdobywał bramki, ale ostatnie miesiące są dla niego bardzo nieudane.

Wiceprezes Polonii Warszawa, Piotr Ciszewski, poinformował że decyzję o przeniesieniu Smolarka do rezerw podjął nowy trener Piotr Stokowiec i była to jego suwerenna decyzja, na którą nie miał wpływu Wojciechowski.

– Trener Stokowiec chce oczyścić atmosferę w szatni. I bardzo dobrze. Smolarek sam ponosi odpowiedzialność. Przecież nikt mu nie zabraniał grać lepiej. Nie ukrywamy, że oczekiwaliśmy od niego najwięcej. To piłkarz, który ma jeden z najwyższych, a być może najwyższy kontrakt w polskiej lidze. W Polonii trzeba grać, a nie przechodzić obok meczu. Mam na myśli ostatni mecz z Zagłębiem. Niby Smolarek był na boisku, ale ja go nie widziałem… – powiedział wiceprezes Polonii.

– Oczywiście właściciel klubu był niezadowolony z postawy Smolarka, ale suwerenną decyzję podjął trener. Pokazał, że nie boi się odważnych ruchów. Sam wystąpił do nas o przesunięcie zawodnika do rezerw. Inna sprawa, że my podjęlibyśmy zapewne podobną decyzję. Niech to będzie przykładem dla innych – dodał Ciszewski.

Działacze Polonii mają nadzieję, że po zesłaniu Smolarka do rezerw jego forma pójdzie w górę.

– W Legii taka polityka przyniosła efekty. Przykład byłego pomocnika tej drużyny Macieja Iwańskiego pokazuje, że pobyt w rezerwach może pomóc. Smolarek będzie obserwowany przez sztab trenerski. Trener już go poinformował o swojej decyzji. Jak zareagował zawodnik? Nie był zadowolony, zresztą wszyscy wiemy, że gra w rezerwach nie jest szczytem jego marzeń. Ale powinien mieć pretensje tylko do siebie. Co się stanie, jeżeli odmówi gry w rezerwach? Da podstawy do rozwiązania kontraktu – zapowiedział wiceprezes Ciszewski.

int.pl/pap /16.3.2011/

Co to za kara?…

A tak pół żartem, pół serio, to co to za kara, odsunięcie zawodnika od pierwszej drużyny i płacenie mu dalej takich pieniędzy jak dotychczas? Przecież Smolarek będzie nadal zarabiać tak samo jak do tej pory, tyle że będzie trenować z rezerwami, gdzie i wysiłek i odpowiedzialność o wiele mniejsza… A jeżeli będzie nadal zarabiać tyle, co do tej pory, to może się tylko śmiać ze swojego pracodawcy Wojciechowskiego…

Cezary Dąbrowski /16.3.2011/

***

Wojciechowski zmarnował 2.4 mln zł!

Dla właściciela Polonii Warszawa Józefa Wojciechowskiego od wyników sportowych ważniejsza jest popularność

Niedzielny wieczór. Ostatnia w tabeli Cracovia właśnie wygrywa z mistrzem Polski, który w tym roku w lidze nie stracił punktu. Wielka niespodzianka, ale media rozpisują się na temat… jedenastej w tabeli Polonii. Tylko dlatego, że jej właściciel Józef Wojciechowski postanowił zwolnić holenderskiego trenera Theo Bosa i cały jego sztab. To gorący temat, porażka Lecha schodzi na dalszy plan

Byłoby pewnie inaczej, gdyby właściciel Kolejorza Jacek Rutkowski oświadczył, iż jego cierpliwość do Jose Marii Bakero jest już na wyczerpaniu. Albo gdyby Mariusz Walter ogłosił w tym samym czasie, że Maciej Skorża nie ma już prawa do kolejnej porażki. Ale szefowie Lecha czy Legii jak zwykle milczą, a w mediach udziela się Wojciechowski, zaskakując kolejnymi pomysłami…

– Czasami dochodzę do wniosku, że to intensywne życie w mediach daje mu więcej satysfakcji niż zwycięstwa drużyny. Polonia nie jest mistrzem Polski i pewnie jeszcze długo nie będzie, ale Wojciechowski i tak jest zadowolony… Bo wszędzie pełno Wojciechowskiego i jego klubu… – powiedziała osoba dobrze znająca przyzwyczajenie bossa z Konwiktorskiej.

Wojciechowski najwyraźniej czuje się źle, gdy otwiera gazetę, a tam nie znajduje swojego nazwiska.

Dosłownie w każdej chwili potrafi zaskoczyć kontrowersyjną deklaracją i zupełnie nie przejmuje się tym, że jedna przeczy następnej. Przed tygodniem zapowiadał, że Theo Bos na pewno będzie trenerem Polonii do końca sezonu, ale po kolejnej porażce diametralnie zmienił zdanie. Kiedyś mówił, że już nigdy nie zatrudni polskiego trenera, bo nasi trenerzy to nieudacznicy, po czym postawił na Pawła Janasa, a teraz na Piotra Stokowca. O Bakero opowiadał, że to trener na lata, ale nagle się rozmyślił. Na głównych szkoleniowców w tym sezonie wydał już ponad 600 tys. euro i pewnie jeszcze sporo wyda. Zamiast wyników ma show. Wojciechowski bryluje w mediach, wszyscy go cytują i komentują. Może o to właśnie mu chodzi?… Krytyka? Pewnie że jest. Niech sobie piszą co chcą. Ważne by w ogóle pisali?…

Tylko na to czeka

A gdy nagle zapada milczenie, Wojciechowski rzuca mediom nowe tematy. Współpraca Polonii z Juventusem Turyn, transferowe oferty dla Jerzego Dudka i Rafała Murawskiego, Klub Kokosa, konflikt z Franciszkiem Smudą. To tylko przykłady pierwsze z brzegu.

Na próżno szukać Polonii w czołówce tabeli ligowej, bliżej jej do spadku, ale i tak kibice z ekspertami emocjonująco o niej dyskutują. O to chodzi Wojciechowskiemu, który za chwilę znowu nas czymś zaskoczy i zmusi do kolejnych komentarzy?… Największy komediant w polskiej piłce tylko na to czeka?…

ab/ps /15.3.2011/

***

Jesteśmy 50 lat za Duńczykami

Arkadiusz Onyszko w swojej autobiografii mocno krytykuje duńskie społeczeństwo, z pozoru idealnie poukładane, a w praktyce zmuszone często do życia w absurdach politycznej poprawności. Jeżeli jednak chodzi o traktowanie piłkarzy, zdaniem bramkarza Polonii Warszawa, ten kraj wyprzedza Polskę o wiele lat

– U nas to jest tak – przyjechałem do Odry Wodzisław, ci nie płacą miesiąc, dwa, a chłopaki mówią, że to tylko dwa miesiące… Byłem w szoku. Grając w Danii przez 12 lat nie było ani razu opóźnienia. Nie ma po prostu takiej możliwości. Przychodzą ci pierwszego rachunki: mieszkanie, samochód, ubezpieczenia. Jeżeli duński klub nie zapłaciłby w terminie to od razu są kary, tam nikt się z tobą nie patyczkuje. W takiej sytuacji pracodawca musiałby liczyć się z sankcjami, że ja nie mogłem opłacić miesięcznych opłat – powiedział Onyszko.

– Dowiedziałem się, że polskie przepisy zakładają, iż po sześciomiesięcznym okresie choroby zawodnika klub może rozwiązać kontrakt. W Danii tego nie ma. No bo jak? Podpisujesz kontrakt to pracodawca musi płacić. Niezależnie czy ty grasz czy nie. Jeżeli chcą zerwać kontrakt to siada się do rozmów. Niech powiedzą: ‘Arek, twoja kariera jest już zaawansowana, masz kontuzję, my ci płacimy za pół roku z góry, ale się rozstajemy’. I wtedy to jest rozmowa, można dojść do porozumienia. A taki przepis jest nie fair. Przecież jak zerwiesz więzadło krzyżowe to rehabilitacja nie trwa kilka dni. Pauza może przedłużyć się nawet do roku. I co? Jak jest zbędny, to klub ma go wyrzucić i nawet grosza nie zapłacić? Przecież on stracił zdrowie dla tego klubu – dodał bramkarz.

– Jak podpisywałem kontrakt z Odrą, to miałem wrażenie, że oni z miejsca zakładają, iż nie będą mi płacić. Przecież nie dostałem nawet pierwszej pensji. Pytam się – jak to możliwe? Wiesz, może ludzie myślą, że ja grałem tylko w Danii, ale jak na to patrzę, to trzeba mieć świadomość, że my jesteśmy pięćdziesiąt lat za nimi. Pod względem organizacyjnym, bazy treningowej, minie jeszcze z pięćdziesiąt lat nim to dogonimy i zrozumiemy o co w tym wszystkim chodzi – zakończył Onyszko.

pzp.info /30.3.2011/

***

Komediant wyrzucił Bosa!

– Nie zwolnię Bosa do końca sezonu – obiecywał przed tygodniem właściciel Polonii Józef Wojciechowski, największy komediant w polskiej piłce, ale już po porażce 0:1 w Lubinie i słabej grze Czarnych Koszul zmienił zdanie! Holendra już zastąpił Piotr Stokowiec!

– Radziłem się kilku osób, co robić. I podjąłem decyzję – mówił Wojciechowski. O nominacji dla Stokowca powiedział: – Zasłużył swoją pracowitością.

W Polonii to już czwarty trener w sezonie! ‘Bo grała koszmarnie’

Polonia przegrała trzeci mecz z rzędu, w lidze w tym roku nie strzeliła jeszcze gola. Zamiast nadziei na występ w przyszłym sezonie w europejskich pucharach – w klubie pojawił się niepokój, że piłkarzom przyjdzie walczyć jak w zeszłym roku tylko o utrzymanie. Polonistów od strefy spadkowej dzielą tylko 3 punkty.

Prowadzona przez pracującego od stycznia Holendra Theo Bosa Polonia grała źle, brzydko i nieskutecznie. W pierwszej połowie z Zagłębiem miała trudności z wymianą trzech podań, oddaniem celnego strzału na bramkę, utrzymaniem w ryzach defensywy.

Holender nie panował nad tym, co dzieje się w zespole, podejmował nielogiczne decyzje. W niedzielnym meczu z Zagłębiem na środek obrony wystawił do gry Dariusza Pietrasiaka, a z Tomasza Jodłowca uczynił ofensywnego pomocnika. Zburzył zbudowaną przez siebie na początku rundy solidną linię obrony z Jodłowcem i Maciejem Sadlikiem jako parą stoperów.

Zastanawiająca była niechęć Bosa do wystawiania piłkarzy sprowadzonych przez konkurującego z nim jako odpowiedzialnego za transfery Marka Citkę (Milos Adamovic wszedł dopiero w drugiej połowie). A brak zaufania do Daniela Gołębiewskiego, ostatniego piłkarza, który strzelił bramkę dla Polonii w lidze (w listopadzie Bełchatowowi), całkowicie niezrozumiały.

Czarne Koszule tylko Sebastianowi Przyrowskiemu zawdzięczały – jak tydzień temu na stadionie Legii – że do 90 minuty mogły mieć nadzieję chociażby na remis, zresztą o mało co nie wykorzystaną. W doliczonym czasie gry po odważnym wejściu w pole karne lubinian Jakuba Tosika samobójczego gola mógł strzelić Michał Stasiak. Była to jedyna trudna sytuacja do wybronienia przez bramkarza Zagłębia Bojana Isailovica.

Za dwóch napracował się w tym meczu Przyrowski. Bronił strzał za strzałem, odważnymi wyjściami poza pole karne uprzedzał ataki Dawida Abwo, Mouhamadou Traore, Daniela Plizgi, wygrał pojedynek z Duszanem Dżokicem. To nie przypadek. Przyrowski nie zawiódł w żadnym meczu Polonii, został doskonale przygotowany. Aż dziw, że przez debiutującego w roli trenera, znanego bardziej z telewizji i serwisów plotkarskich Radosława Majdana.

On, podobnie jak Stokowiec, nie musiał obawiać się o posadę. Zwolniony został holendersko-polski kwartet Bos, Marc Van Hintum, Bogusław Kaczmarek, Jan de Zeeuw.

Wojciechowski, choć wypoczywa na jachcie za granicą, oglądał mecz w Lubinie. Był załamany. – Straciliśmy szansę na Puchar Polski, tracimy regularnie punkty w lidze, nie da się oglądać naszej gry. Musiałem coś zrobić – powiedział.

Jeszcze kilka dni temu Wojciechowski mówił, że nie zwolni Theo Bosa przed końcem sezonu.

A tak mówił Bos po meczu: Jestem świadom, że wystartowaliśmy źle. Decyzję o dalszych losach podejmuje prezes. Czy będę pracować w następnym meczu? Myślę że tak.Liczba Polonii – 4 – Piotr Stokowiec będzie czwartym trenerem w tym sezonie po: Jose Mari Bakero, Pawle Janasie i Theo Bosie

ok/gw /14.3.2011/

***

Boję się tylko przebudzenia

Rozmowa z Arkadiuszem Onyszką, bramkarzem Polonii Warszawa

– Polonia zawaliła sprawę. Moją chorobę mogli wykorzystać do budowania dobrego wizerunku klubu, pokazać że są w stanie pomóc człowiekowi tak choremu jak ja – mówi Onyszko

Jestem zawiedziony, że nikt z klubu nawet nie zadzwonił, nie zapytał jak się czuję. To pokazuje, że u nas ten profesjonalizm stoi na bardzo niskim poziomie. Myślę zarówno o działaczach, jak i zawodnikach – mówi bramkarz

Z zespołu Polonii miałem kontakt tylko z Sebastianem Przyrowskim. Nie oczekuję by ktoś codziennie do mnie wydzwaniał i pytał, jak się czuję. Ale skoro byłem 2 tygodnie z nimi na obozie, to mógłby choć kapitan drużyny przekręcić i zapytać czy żyję. Ale oni tak jak nie mają jaj na co dzień, tak nie mają i podczas meczu. Dlatego w takim klubie nigdy nie będzie wyniku – mówi Onyszko

Co czuje człowiek, który w piątek położy się na stół operacyjny i przejdzie przeszczep nerki, na który czekał ponad 8 miesięcy?

Przede wszystkim myślę o tym, by ta nerka się przyjęła. Samej operacji się nie obawiam. Nie ja pierwszy, nie ostatni przechodzę przez to. Dam radę. Boję się jednak, że obudzę się po operacji i usłyszę: Przykro nam, ale narząd został odrzucony. Lekarze zapewniają, że jeżeli próba toksyczna, którą zrobiono mi w poniedziałek, wyszła prawidłowo, to powinno być dobrze. Ale strach pozostaje. Operacja ma potrwać koło 3 godzin, do końca dnia będę lekko odurzony, bo wykonuje się ją pod całkowitą narkozą. Nowa nerka oczywiście nie zacznie od razu normalnie funkcjonować, najważniejsze, by prawidłowo pracowała za rok. Do końca życia będę musiał przyjmować leki immunosupresyjne. Jeżeli zapomnę wziąć choćby jedną tabletkę, narząd zostanie odrzucony.

W szpitalu leży pan już od poniedziałku. Na czym polega przygotowywanie do takiej operacji?

Już pierwszego dnia został mi wszczepiony cewnik w żyłę szyjną. Jak szedłem na ten zabieg, trochę się przeraziłem. Przechodziliśmy przez oddział intensywnej terapii, zrobiło mi się gorąco, jak zobaczyłem tych ludzi, zacząłem się zastanawiać, co mnie czeka. Nie bolało aż tak bardzo, dostałem znieczulenie. Teraz mam dwie rurki w szyi, przez nie odbywa się oczyszczanie mojego organizmu. To konieczne, bo wcześniej ani razu nie byłem dializowany, mój organizm przyzwyczaił się do choroby. Lekarze obawiali się, jak zareaguję na nowy, zdrowy narząd. Normalnie funkcjonująca nerka mogłaby spowodować szok mojego organizmu. Dlatego przez kilka dni stopniowo oczyszczają mój organizm. Pierwsza dializa trwała dwie godziny, następna trzy, przed samą operacją przejdę najdłuższą.

Strach przed operacją czy zniecierpliwienie, kiedy wreszcie ona nadejdzie – co wygrywa?

Jestem już zmęczony tym czekaniem. Bardzo mi się dłużą te ostatnie dni. Rano jeszcze coś się dzieje, lekarz mierzy mi ciśnienie, temperaturę, o 8.45 idę na dializy. Ale reszta dnia jest nużąca, bo nie ma zupełnie nic do roboty. Inna sprawa, że nie jest to nic nowego, bo przez ostatnie 8 miesięcy też kompletnie nic nie robiłem. Ostatnio czułem się jednak rewelacyjnie, chyba po EPO. Ale i tak nic nie mogłem robić, siłownia, jakiś większy wysiłek – wszystko zabronione. Pierwszy raz w życiu miałem tyle wolnego. I pomyślałem, że życie na emeryturze nie będzie zbyt przyjemne. Rozumiem jeden, dwa dni wolnego. Ale nie aż tyle…

Wiadomo już ile czasu spędzi pan w szpitalu?

Po operacji około 2 tygodni. Dokładnie nie wiadomo, bo to indywidualna sprawa. Po 14 dniach zdejmą mi szwy. To wszystko trochę mnie przeraża, zwariuję, leżąc tu tyle czasu. Nie umiem siedzieć w miejscu, nic nie robić. Przez 12 lat gry w Danii opuściłem może z 5 meczów, z czego 2, bo za dużo powiedziałem. Pierwszy raz leżę w szpitalu. Ktoś kiedyś powiedział, że choroba jest częścią życia, prędzej czy później każdego dopadnie. Mnie to spotkało w młodym wieku. Może potem będę mieć już z górki?

Zastanawia się pan, jakie to będzie uczucie mieć wszczepione kawałek ciała innej osoby?

Myślałem o tym. Słyszałem że ludzie bardzo zżywają się z dawcami. Ja już wcześniej miałem bardzo dobry kontakt z wujkiem. To oczywiste, że za każdym razem, gdy pomyślę o nerce, od razu przyjdzie mi on do głowy.

A o swoją przyszłość w Polonii Warszawa się pan nie martwi? Klub złożył w PZPN wniosek o rozwiązanie z panem kontraktu.

Moja pani prawnik mówi, że mamy mocne argumenty. Polonia zawaliła tę sprawę. Moją chorobę mogli wykorzystać do budowania dobrego wizerunku klubu, pokazać, że są w stanie pomóc człowiekowi, który jest tak chory, jak ja. Nawet jakby mnie nie chcieli, to moglibyśmy załatwić to po cichu. Powiedzieliby żebym znalazł sobie nowy zespół i byśmy się dogadali. A tu jakieś publiczne obrażanie, mówienie że jestem oszustem. Po co to wszystko? Kiedyś słyszałem:Arek nie wracaj do kraju, bo tu nadal trwa polskie piekiełko. Trudno się z tym nie zgodzić.

Jest pan rozczarowany, że Polonia chce się pana pozbyć? Zgodnie z przepisami ma do tego prawo.

Podchodzę do tego na chłodno. Podpisanie kontraktu nie oznacza dla mnie całowania emblematów klubu, wiem, jak to wszystko funkcjonuje. Jak jesteś dobry, to wszyscy cię chwalą, a jak ci się noga powinie, to do widzenia. Śmieję się jak ktoś całuje znaczek Legii a za chwilę jest w Widzewie. Jak się potkniesz, to liczą się cyfry, prosty rachunek ekonomiczny. Więc z tego punktu widzenia działanie Polonii mnie nie rozczarowało. Przykre że zrobili to teraz, chwilę przed operacją, kiedy nerwy są ostatnią rzeczą jaka jest mi potrzebna. Mogli się trochę wstrzymać, poczekać aż będę już po wszystkim. Jestem też zawiedziony, że przez cały ten okres nikt z klubu nawet nie zadzwonił, nie zapytał jak się czuję. To tylko pokazuje, że u nas ten profesjonalizm stoi na bardzo niskim poziomie.

Mówi pan o działaczach czy zawodnikach?

O jednych i drugich. Z zespołu miałem kontakt tylko z Sebastianem Przyrowskim. Nie oczekuję by ktoś codziennie do mnie wydzwaniał i pytał, jak się czuję. Ale skoro byłem 2 tygodnie z nimi na obozie, to mógłby choćby kapitan drużyny do mnie przekręcić i zapytać czy żyję. Ale oni tak jak nie mają jaj na co dzień, tak nie mają i podczas meczu. Dlatego w takim klubie nigdy nie będzie wyniku. Nie ma kto złapać drużyny za mordę. Mam wrażenie, że zawodnicy podpisywali kontrakt na grę w piłkę, a wygląda to jak konkurs, kto lepiej wypowie się o prezesie. Wiecie co mnie ciągnie to powrotu? Myśl że jestem już zdrowy i gram w innym zespole przeciw Polonii. Wychodzę na mecz przy Konwiktorskiej, bronię super, a na koniec odwracam się i pokazuje prezesowi gest Kozakiewicza. Przyrzekam że bym to zrobił. Jak o tym myślę, to czuję, że dodaje mi to skrzydeł. To byłaby zemsta za nazywanie mnie oszustem, za te wyzwiska. Po takiej akcji mógłbym zakończyć karierę. Dziś myślę jednak o tym mniej, mam na głowie większy problem.

Dzieci będą przy panu podczas tych trudnych tygodni?

Nie, nie ma takiej potrzeby. Nie mógłbym z nimi nigdzie wyjść, to nie miałoby sensu. Ja się zresztą przyzwyczaiłem, że ich nie ma, bo nie jestem z nimi na co dzień. Zresztą jeżeli już, to taka inicjatywa powinna wyjść od nich. Mój syn niedługo skończy 18 lat, ja nie będę mu mówił, co ma robić. Przyjedzie mama, będzie przy mnie moja ukochana Kasia.

Przyjdzie kiedyś moment, że się pan pogodzi z byłą żoną?

Nie sądzę, nie mam nawet na to ochoty. Nie jest mi to do niczego potrzebne. Nie chciałbym jej tu zobaczyć, to mogłoby tylko wywołać jakieś komplikacje po operacji.

Latem był pan święcie przekonany, że wróci na boisko. Mało tego, wspominał pan, że nastąpi to już w październiku. Od tamtego czasu minęło już ponad 8 miesięcy, a pan dopiero przejdzie przeszczep. Wiara w powrót na boisko nie osłabła?

Ani trochę. Cały czas czuję się dobrze, aż lekarze dziwią się, że tak dobrze to znoszę. Przez chorobę schudłem 9 kilogramów, w ogóle nie mam tkanki tłuszczowej. Mięśnie tylko mi zanikają, ale to się da nadrobić. Podejrzewam że po miesiącu będę fizycznie gotowy. Bramkarz nie zapomina swojego fachu. Ciekawe tylko, jak podejdzie do tego Polonia. Jeżeli pozwoli mi trenować indywidualnie, zgodnie z zaleceniami lekarza, to spokojnie 2-3 lata jeszcze sobie pogram.

Nakreśla pan sobie jeszcze konkretne daty, kiedy chce wrócić?

Chciałbym móc już podczas letniego okresu przygotowawczego. Lekarze mówią, że jest to realne. Oczywiście jest ryzyko, że ktoś może mnie kopnąć w nerkę. Ale ja chcę je podjąć. Przecież jak się ma zerwane więzadła krzyżowe, to też nie jest się stuprocentowo zdolnym do gry i każdy kontakt z przeciwnikiem jest jakiś tam ryzykiem. Ale piłkarze po takiej kontuzji wracają. Ja też wrócę.

A jeżeli operacja się nie uda?

W ogóle nie biorę tego pod uwagę. Bo jak będę myśleć negatywnie, to czarny scenariusz się spełni.

rozm. ik/ps /10.3.2011/

***

Odwołana operacja Onyszki

Arkadiusz Onyszko nie przejdzie zapowiadanej na dziś /piątek/ transplantacji nerki. Okazało się, że dawca ma problemy z sercem

Początkowo dawcą miał być brat piłkarza, lecz nie pozwoliły mu na to złe wyniki badań. Następnie na badania zgłosił się jego ojciec, operacja znowu jednak nie doszła do skutku

Ostatnio Onyszko ogłosił, że dawcą organu będzie jego wujek. Wczoraj okazało się jednak, że stan zdrowia dawcy nie pozwala na operację. – W ostatniej chwili wykryto, że wujek ma problemy z sercem i na razie nie można ryzykować. Za 10 dni zostanie przebadany i wtedy lekarze podejmą decyzję – powiedział Arkadiusz Onyszko.

Onyszko przed tym sezonem źle się poczuł na zgrupowaniu Tarnowie Podgórnym. Tego samego dnia wieczorem poinformowano, że czeka go przeszczep nerki. – Nigdy nie ukrywałem swojej choroby, poświęciłem jej cały rozdział w swojej książce – komentował bramkarz.

Polonia Warszawa sprowadzając bramkarza z Odry Wodzisław, gdzie władze klubu wiedziały o jego chorobie, nie przeprowadziła testów medycznych, które wykazałyby, że Onyszko cierpi na nerki. Właściciel Czarnych Koszul, największy komediant w polskiej piłce, Józef Wojciechowski, nie poczuwa się jednak do winy i chce rozwiązać kontrakt. Bramkarz natomiast chce podać do sądu Wojciechowskiego za ujawnienie bez zgody chorego szczegółowych wyników badań lekarskich.

wm/sport.pl /11.3.2011/

***

Wrócę i pokażę Wojciechowskiemu

Rozmowa z Arkadiuszem Onyszką, bramkarzem Polonii Warszawa

Arkadiusz Onyszko od wczoraj przebywa w szpitalu. W najbliższy piątek przejdzie przeszczep nerki, której dawcą jest jego wujek. – Czekałem na tę chwilę kilka miesięcy, długo za długo – powiedział bramkarz

Onyszko przyznaje, że miał chwile zwątpienia. – To było wtedy, gdy brat i ojciec odpadli na wstępnych badaniach jako dawcy nerki. Myślałem że będę musiał poddać się dializom, co oznaczałoby, że na boisko już nie wrócę. A tak cały czas jest szansa…

Dlaczego trafiłeś do szpitala już teraz?

Lekarze muszą mnie przygotować do operacji, przejdę dwie dializy, by oczyścić organizm. Potem przejdę test, który ma wykazać, czy nerka wujka nie zostanie odrzucona po przeszczepie. Jeżeli wszystko pójdzie pomyślnie, w piątek operacja. W szpitalu zostanę potem jeszcze dwa tygodnie.

Boisz się?

Samej operacji nie. Boję się tylko o testy, które mogłyby wykazać, że tej nerki mi jednak nie przeszczepią. To byłby cios. Myślę jednak pozytywnie, nie dopuszczam czarnych myśli.

Będą przy tobie najbliżsi?

Będzie mnie odwiedzać moja dziewczyna Kasia i rodzice. Będą niemal wszyscy, na których mi zależy. Zabraknie tylko synów, ale oni mieszkają w Danii. Mają szkołę i inne obowiązki.

Dzwonili z klubu?

Nie, ani działacze, ani piłkarze. Miałem tylko wcześniej kontakt z Sebastianem Przyrowskim.

Jak się czujesz?

Nadspodziewanie dobrze. Najchętniej wszedłbym do bramki, zagrał mecz, poszedł na siłownię. Bardzo brakuje mi ruchu. Kilka miesięcy przerwy to prawdziwa katorga. Ale lekarze są zdumieni, bo powinienem czuć się gorzej. Może to zasługa… EPO.

EPO?…

Tak. Wszyscy kojarzą EPO z dopingiem, a przecież erytropoetyna to hormon, który wytwarzają nerki. Pobudza produkcję czerwonych krwinek. Kiedy nerki są chore, krwinek jest za mało, więc przyjmuję EPO.

Zastanawiałeś się, jakie to uczucie mieć przeszczepiony czyjś organ?

Dziewczyna podarowała mi książkę, w której są opisane takie przypadki. Podobno po transplantacji biorca bardzo zżywa się z dawcą, wytwarza się między nimi specyficzna więź. Zawsze byłem blisko z wujkiem, po zabiegu będę z nim związany do końca życia.

Masz jakieś marzenia?

Marzę o pomyślnej operacji, potem o powrocie do treningów i kapitalnym meczu przeciw Polonii. Bronię wszystko, wygrywamy. Na koniec podbiegam do głównej trybuny, patrzę na prezesa Polonii Józefa Wojciechowskiego i pokazuję mu… gest Kozakiewicza.

orange/tw /8.3.2011/

Onyszko choruje na niewydolność nerek od kilkunastu lat, ale długi czas nie był to problem. W lipcu, kilka tygodni po podpisaniu kontraktu z Polonią, okazało się jednak, że ma fatalne wyniki badań i konieczna jest transplantacja.

wp.pl /8.3.2011/

***

Onyszko nie daruje Wojciechowskiemu

Polonia Warszawa chce rozwiązać kontrakt z leczącym się Arkadiuszem Onyszką, gdyż zdaniem jej działaczy bramkarz nie rokuje szans powrotu na boisko. Klub złożył już dokumenty w PZPN-ie

Onyszko zamierza za to podać Józefa Wojciechowskiego, właściciela Polonii, największego komedianta w polskiej piłce, do sądu. Powodem ma być ujawnienie związkowi wyników badań bramkarza

– Polonia lub lekarz z nią współpracujący nie mieli prawa udostępniać szczegółowych wyników badań bez mojej zgody. Zamierzam oddać sprawę do sądu – potwierdził Onyszko

Zajmująca się sprawą Onyszki mecenas Agata Wantuch dodała: – Badania trafiły do PZPN-u bez wiedzy pacjenta, co jest niezgodne z prawem. Nie można przekazywać takich dokumentów osobom trzecim. Nie wiem, kto jest za to odpowiedzialny. Wyjaśnimy to w toku postępowania – stwierdziła Wantuch.

Klub nie widzi jednak w tym nic dziwnego, że badania trafiły do PZPN. – Arek nie gra od pół roku, a my płacimy mu 50 tysięcy złotych miesięcznie. Jest więc logiczne, że chcemy się rozstać. Myśleliśmy że załatwimy to polubownie. Złożenie wniosku do sądu przez Arka byłoby wkroczeniem na ścieżkę wojenną – powiedział z kolei odpowiedzialny za sprawy prawne Polonii mecenas Piotr Ciszewski.

tw/su. /5.3.2011/

***

Wojciechowski odprawił Janasa

Polonia Warszawa rozwiązała umowę z Pawłem Janasem. Były trener reprezentacji pracował w tym klubie pół roku. Najpierw jako dyrektor sportowy, później w roli szkoleniowca, a ostatnie tygodnie ponownie na tym pierwszym stanowisku

– Dziś rozwiązano za porozumieniem stron umowę z dyrektorem sportowym Polonii Warszawa, Pawłem Janasem – poinformowano na oficjalnej stronie internetowej klubu.

Nowym zawodnikiem Czarnych Koszul został defensywny pomocnik Milosz Adamović. 22-letni Serb został wypożyczony na pół roku z mołdawskiego Sheriffa Tyraspol, gdzie spędził ostatnie 12 miesięcy.

To kolejny piłkarz, który został zawodnikiem Polonii w zimowej przerwie. Wcześniej umowy z klubem podpisali: Adam Kokoszka, wypożyczony z drugoligowego włoskiego Empoli oraz Serb Dorde Cotra z FK Rad Belgrad.

Na dwutygodniowe zgrupowanie do Hiszpanii polecieli natomiast inni testowani zawodnicy: Czech Antonin Rosa i Argentyńczyk Santiago Villafane.

int.pl/pap /1.2.2011/

***

Bos rządzi w Polonii

Theo Bos jest 12! trenerem Polonii Warszawa zatrudnionym przez właściciela klubu Józefa Wojciechowskiego

Polonia jest jego trzecią, po Den Bosch i Vitesse Arnhem, drużyną w niedługiej, kilkuletniej trenerskiej karierze

Holender został oficjalnie zaprezentowany mediom w klubowej kawiarni przy Konwiktorskiej. Jak José Mari Bakero dostał koszulkę Polonii w tradycyjnych czarnych barwach z wydrukowanym złotymi literami imieniem i nazwiskiem.

– Umowa została sfinalizowana. Ma obowiązywać dwa i pół roku. Prezes Wojciechowski i ja jako przedstawiciel zarządu życzymy nowemu trenerowi, by tyle trwała. Pierwsze pół roku jest jednak okresem próbnym – powiedział wiceprezes klubu Piotr Ciszewski.

Co przez te pół roku ma osiągnąć Bos? – Chcielibyśmy grać w przyszłym sezonie w europejskich pucharach – oznajmił Ciszewski. Holender musi więc wyciągnąć Czarne Koszule z 10 miejsca w tabeli, odrobić siedmiopunktową stratę do 3 i 2 w tabeli Legii i Wisły albo zdobyć Puchar Polski. – Jestem ambitnym człowiekiem i prezes Polonii jest nim tak samo. Szybko się zrozumieliśmy, że dążymy do tego samego celu. Rozmawiałem też długo z moim przyjacielem Robertem Maaskantem [trener Wisły]. Powiedział mi, że Polonia jest zdecydowanie za nisko w tabeli – mówił Bos.

Na temat, co zrobić, jakich środków użyć, by stworzyć przy Konwiktorskiej europejską drużynę, nowy trener wypowiadał się oszczędnie. Wzmocnienia? – Muszę najpierw dobrze przyjrzeć się zespołowi. Obejrzałem dopiero połowę meczów z pierwszej rundy. Wnioski zachowam dla siebie. Ale to normalne, że ktoś będzie musiał przyjść do tej drużyny – zapowiedział Holender. Jeśli tak, to kto? Czy tak jak za czasów Bakero reprezentanci Polski, czy może piłkarze zagraniczni? – Każdy, kto się nadaje i może nam pomóc – dodał.

Jego asystentami będą Holender Marc van Hintum, były dyrektor sportowy Vitesse i Piotr Stokowiec, pełniący tę funkcję za czasów poprzedniego trenera. W arkana polskiej piłki wprowadzać go będą Bogusław Kaczmarek (umowa nie została jednak jeszcze podpisana) i Jan de Zeeuw. Obaj panowie pracowali razem w reprezentacji Polski u Leo Beenhakkera. Nie ma jeszcze trenera od przygotowania fizycznego, ale ma się pojawić. Bos zdecydował, że szkoleniowcem bramkarzy zostanie Radosław Majdan.

To wielkie zaskoczenie. Majdan, były zawodnik Polonii, który przy Konwiktorskiej kończył karierę, w minionych miesiącach był rzecznikiem prasowym i dyrektorem sportowym. – Jestem na to przygotowany. Całą karierę robiłem notatki z pracy z różnymi trenerami, a miałem ich sporo, i to z różnych krajów: z Polski, Turcji, Izraela, Grecji, Rumunii. Wiele skorzystałem i teraz będę chciał swoją wiedzę przekazać Sebastianowi (Przyrowskiemu) i Michałowi (Gliwie), a może jeszcze komuś, bo dwóch bramkarzy w takim klubie to mało – powiedział Majdan.

Pierwszy konkurent dla Przyrowskiego i Gliwy już się pojawił. Treningi z Polonią podjął 32-letni Wasilij Chamutowskij. W latach 2000-08 rozegrał 28 meczów w reprezentacji Białorusi. Kolejnym testowanym Białorusinem ma być prawy obrońca Oleg Wieretilo z Dynama Mińsk. Następny to również 22-letni obrońca Górnika Łęczna Mateusz Pielach. Holenderski sztab trenerski zrezygnował natomiast z Hiszpana Javiego Martosa, choć ten przyleciał do Warszawy, prawdopodobnie sprawdzi go inny polski klub. – Nowi piłkarze na pewno do nas przyjdą, ale myślę, że umowy będziemy podpisywać dopiero po pierwszym obozie – zapowiedział Ciszewski.

Bohater drugiego planu

Pytanie z sali do Bogusława Kaczmarka: – Jak długo zastanawiał się pan nad przyjściem do Polonii?

Bogusław Kaczmarek: – Dwadzieścia miesięcy. Jak odszedłem, to od razu zastanawiałem się kiedy wrócę – dodał trener.

ok/gw /11.1.2011/

***

Citko w Polonii!

Kolejna sensacja w Polonii! Największy komediant w polskiej piłce Józef Wojciechowski znów wszystkich zaskoczył. Tym razem zatrudnił samego Marka Citkę! I w tym przypadku trzeba uczciwie zaliczyć Wojciechowskiemu plusik!

Citko – wielkie nazwisko w naszym sporcie – zatrudniony został w Polonii jako skaut. Ma zajmować się transferami.

– Głównym skautem naszej drużyny zostaje Marek Citko. Ma zajmować się wszystkimi transferami, szukać kontaktów – powiedział Wojciechowski.

– Nie nazywałbym siebie skautem. Po prostu chcemy nawiązać bliską współpracę dotyczącą szukania i monitorowania zawodników – powiedział Citko.

Citko – były reprezentant Polski i zawodnik Widzewa nie zamierza rezygnować z zajęcia, na jakie zdecydował się po zakończeniu piłkarskiej kariery. – Nadal będę menedżerem. Jedno drugiemu nie przeszkadza – powiedział Citko.

Zatrudnienie Citki, to z pewnością dobry ruch i mały plusik dla komedianta Wojciechowskiego, ale zobaczymy co z tego wyjdzie… Bo w tym domu wariatów, w Polonii szefowanej przez Wojciechowskiego, wszystko jest możliwe… Citko jest odważny, decydując się na współpracę z Wojciechowskim. Wypada tylko życzyć Citce powodzenia.

Media informowały niedawno, że trenerem Polonii zostanie Jan Urban, ale ostatnio nikt nie chce potwierdzić tej informacji. Mówi się, że ani Urban, ani Jacek Zieliński, ani Paweł Janas, tylko ktoś z zagranicy. Słyszałem o trenerze z Niemiec i Dragomirze Okuce. Ten ostatni, to chyba nie byłby dobry kierunek.

Cezary Dąbrowski/wd/sport /23.12.2010/

***

Komediant Wojciechowski

Trener lidera naszej ligi Michał Probierz powiedział w jednej z telewizji: ‘Prezes Wojciechowski traktuje trenerów jak śmieci’… Hm, a piłkarzy?

Daniel Kokosiński nie może nawet trenować z rezerwami Polonii, a Dariusz Pietrasiak dostał do podpisania aneks, który uzależnia umowę od ‘optymalnego poziomu wydolności’. Obniżenie jej o 10 procent może spowodować rozwiązanie kontraktu!

Prezes Polonii Józef Wojciechowski raz za razem dostarcza tematów. Bulwersuje niemal za każdym razem, gdy publicznie zabiera głos. Na łamach jednej z gazetek ukazał się wywiad z właścicielem Czarnych Koszul. Gdy przeczytałem wywód Wojciechowskiego, spadłem z krzesła. Owszem, dobra lektura, tyle że dla Wojciechowskiego będzie jeszcze drożej…

Szefowi Polonii nie podoba się piłkarz Daniel Kokosiński, więc nie pozwala mu trenować nawet z rezerwami. Wojciechowski tłumaczy: ‘Czym ja mam nastraszyć takiego jednego, czy drugiego asiora, który ma kontrakt na dwa lata. On myśli sobie, że ma kawałek złota w ręku, ale jak trafi na rok czy dwa do klubu Kokosa, pobiega po schodach, to robi wrażenie’. Pytanie tylko, kto z rzeczonym Kokosińskim podpisał ten kontrakt? Przecież nikt nie przystawiał Wojciechowskiemu – gdy podpisywał umowy z Kokosińskim, kompletnie nieprzygotowanym Euzebiuszem Smolarkiem, czy Dariuszem Pietrasiakiem – pistoletu do skroni! Trzeba zadać pytanie o właściwą strukturę klubu, której Wojciechowski chce się – dzięki pomocy menedżera Gianluki Di Carlo – uczyć od Juventusu Turyn.

Ostatnio Pietrasiak znalazł się na niezwykłej huśtawce. Jesienią zadebiutował w drużynie narodowej i to mając 30 lat – w dodatku na nietypowej pozycji. Franciszek Smuda wystawił obrońcę Polonii w meczu przeciw Australii w roli defensywnego pomocnika. Tymczasem w klubie dostał do ręki Aneks do Kontraktu o Profesjonalne Uprawianie Piłki Nożnej. Na mocy tego aneksu Pietrasiak został zobowiązany do badań wydolnościowych. Punkt 6 głosi:

Jeżeli wynik którychkolwiek badań wydolnościowych określonych w ust. 4 powyżej będzie się różnić na niekorzyść od optymalnego poziomu wydolności Zawodnika określonego w ust. 3 o co najmniej 10 procent Klub ma prawo w terminie 1 miesiąca od otrzymania wyników badań odstąpić od kontraktu zawartego z Zawodnikiem’.

Ciekawe, unikalne, nadzwyczajne!

Menedżer Pietrasiaka Cezary Kucharski jest absolutnie przeciwny podpisaniu niespotykanego aneksu. Mówi: ‘Konsekwencją klubu Kokosa, którym prezes Wojciechowski tak się chwali, będzie fakt, że żaden poważny polski piłkarz nie będzie chciał grać w Polonii’. Kucharski ma wiele racji, ale… Nie ma jak kasa, którą wykłada właściciel Czarnych Koszul.

Po zdaniu wygłoszonym przez Probierza, o traktowaniu trenerów jak śmieci, ktoś prowadzący program w telewizji zauważył: ‘Hm, większość trenerów, których Wojciechowski zwolnił, jutro podpisałoby z nim nowy kontrakt’… Podobnie może być z częścią piłkarzy. Z tym że cena dla Wojciechowskiego rośnie z każdą jego kontrowersyjną wypowiedzią…

rk/int.pl /10.12.2010/

***

Wojciechowski znów powiedział!…

Wojciechowski tu, Wojciechowski tam… Ostatnio nie ma chyba dnia, by nie było czegoś o Wojciechowskim, albo czegoś z Wojciechowskiego… Dziś – w czwartek, 25 listopada – znów mamy superwypowiedź szefa Polonii Warszawa. Oto w jednej z gazet czytam cytat z Wojciechowskiego:

– Mam zamiar porozmawiać z Janasem, zapytać, jak on to widzi, czy on w ogóle coś widzi… Brakuje mi już siły i zdrowia do tego wszystkiego… – skomentował Józef Wojciechowski, właściciel Polonii Warszawa, pracę swego trenera Pawła Janasa.

Znów Wojciechowski powiedział, co wiedział!… A może już czas na zmianę trenera?… Dawno już przecież nie było czegoś takiego w Polonii!… Teraz Wojciechowski powinien chyba zatrudnić sam siebie jako trenera!… Bo kto byłby lepszy, kto byłby najlepszy, jak nie sam Wojciechowski?… Chyba już tylko inny Józef, były premier, Józef Oleksy!… Józef Oleksy jest przecież jednym z doradców, ekspertów Wojciechowskiego!… Co z tego, że nie w sprawach czysto sportowych?… Ale jak nie ma w Europie ani jednego odpowiedniego dla Wojciechowskiego trenera?…

A w ogóle to Wojciechowski chyba bardzo lubi być obecnym w mediach!… Chyba bardzo lubi czytać swoje wypowiedzi, swoje nazwisko w tych wszystkich pożal się Boże gazetkach… Nie może chyba bez tego żyć…

Bo gdyby było inaczej, to więcej byłoby w mediach jego ‚wspaniałego’ rzecznika Radusia Majdana. Pamiętam że jakiś czas temu to właśnie zapowiadał właściciel Polonii. Że w mediach będzie mniej jego samego, a więcej jego ‚ładniutkiego chłopczyka’ Radusia Majdana, który też bardzo lubi być wszędzie w mediach, jak i jego była Dodziunia…

Jak zatrudnił takiego ‚pięknego’ rzecznika, to niech go reprezentuje! Tak czy nie? A tu tylko Wojciechowski i Wojciechowski!… A Radusia mało widać i słychać…

Cezary Dąbrowski /25.11.2010/

***

Wojciechowski znów się popisał!

Józef Wojciechowski, właściciel Polonii Warszawa wymyślił kolejny niezły numer!… Po porażce jego zawodników 2:3 w Bełchatowie wpadł na pomysł, który ma poprawić wyniki Czarnych Koszul!…

Otóż prezes Wojciechowski chce wysłać kapitana swojej drużyny Adriana Mierzejewskiego do Anglii, by ten z bliska przyjrzał się, jak ciężko pracuje się w Nottingham Forest, gdzie gra były piłkarz Polonii i reprezentant Polski – Radosław Majewski!

Wojciechowski po raz kolejny zaskoczył swoich piłkarzy. W zeszłym tygodniu wstrzymał drużynie pensje, a teraz chce… wysłać Mierzejewskiego po nauki na Wyspy Brytyjskie.

– Gramy beznadziejnie, brakuje lidera, nie ma komu pociągnąć zespołu – powiedział boss.

Mierzejewski jest najlepszym zawodnikiem w drużynie. Jednak dobre występy ligowe przeplata słabymi i nie potrafi ustabilizować formy.

– Dochodziły mnie głosy, że nasz najlepszy zawodnik bardzo lubi leniuchować. Trzeba go mocno przekonywać, by wykonał jakieś ćwiczenie – powiedział właściciel Polonii.

– W Polsce piłkarze nie robią nic poza podstawowym treningiem. Zarabiają zdecydowanie za dużo, biorąc pod uwagę to, ile pracują – dodał Wojciechowski.

Według właściciela – ważniejsze od treningu są pozaboiskowe sprawy: modne, drogie ubrania i wygląd zewnętrzny.

– Ćwiczą 2 godziny dziennie, a potem brylantynka na włosy i zakupy w galerii, bo szuflada wypełniona jest pieniędzmi. Ostatnio rozmawiałem z menedżerem Majewskiego, Marcinem Kubackim. Radek zostaje po treningach, wykonuje dodatkowe ćwiczenia, ma czas na zwiększenie masy. W Polsce nie przyszłoby mu to do głowy – powiedział Wojciechowski.

Jeśli pomysł prezesa Polonii wejdzie w życie, Mierzejewskiego czeka krótszy urlop niż w przypadku innych piłkarzy Polonii. Kiedy koledzy z drużyny będą odpoczywać w ciepłych krajach na zasłużonych wakacjach, kapitan drużyny z Konwiktorskiej będzie wizytować deszczowe Nottingham, by obserwować, jak się trenuje w Anglii, jak robi to na treningu Majewski.

Wszystko co powiedział i planuje Wojciechowski jest sensowne i oryginalne. Tylko przyklasnąć! Ale do licha, kto każe Wojciechowskiemu tyle płacić tym piłkarzom?!… Niech nie narzeka, że polscy gracze są słabi, że nie chce się im ciężko pracować, skoro sam im to ułatwia, płacąc im tyle forsy!… Kto mu każe płacić 130 tys. zł miesięcznie słabemu Euzebiuszowi Smolarkowi. Kto mu kazał płacić ponad 100 tys. zł miesięcznie Jose Marii Bakero. Który przecież nie miał się czym pochwalić, kiedy go szef Polonii zatrudniał? I niedługo go wywalać?… Temu samemu Bakero w Lechu teraz płacą podobno tylko 50 tys. zł miesięcznie…

Skoro więc najpierw sam Wojciechowski tych patałachów tak docenia, podpisując z nimi wysokie kontrakty /poza miesięcznymi poborami jest przecież przeważnie jeszcze kwota kilkuset tys. euro rocznie za samo podpisanie umowy/, to później niech nie ma do nich pretensji, do nikogo niech nie ma, tylko do siebie!

Co do Mierzejewskiego, to oczywiście nie można powiedzieć uczciwie, że to patałach, bo to jeden z naszych najzdolniejszych i najlepszych zawodników, ale może rzeczywiście mu woda sodowa uderzyła do głowy i nie chce mu się solidnie trenować…

Wniosek – jeżeli nie ma u nas odpowiedniej liczby zawodników na poziomie, gwarantujących sukcesy klubowe, to trzeba ich szukać gdzie indziej, a nie marnować grube pieniądze na leniów, nieudaczników i darmozjadów. Przecież zdarzają się w naszej lidze mecze, w których przez 90 minut gracze obu drużyn nie potrafią oddać jednego porządnego strzału na bramkę rywali!… Prędzej już na swoją… Prawda więc, że tych piłkarzy po prostu nie mamy.

A może niech Wojciechowski zgłosi się na korepetycje do Jagiellonii Białystok?… Tam potrafią znaleźć odpowiednich zawodników, zarówno krajowych, jak i zagranicznych!

Cezary Dąbrowski/tg/se /23.11.2010/

***

Arboleda, Wołąkiewicz, Rzeźniczak

Boczni obrońcy – to główny transferowy cel warszawskiej Polonii na zimowe okno transferowe. Rzeźniczak, Wołąkiewicz, Arboleda – to cele Czarnych Koszul

O pomyśle na lewą stronę informowano już w poprzednim tygodniu. Jest nim Hubert Wołąkiewicz z Lechii, który zadebiutował niedawno w reprezentacji. Czarne Koszule szukają też zawodnika na prawą stronę i chętnie sprowadziłyby na Konwiktorską Jakuba Rzeźniczaka. Obrońcy Legii w czerwcu kończy się kontrakt, a władze klubu na razie nie dały zawodnikowi do zrozumienia, że będą chciały go zatrzymać.

– Rozmawiam z Legią na temat przedłużenia umowy, ale na razie nie doszliśmy do porozumienia. Polonia? Nikt do mnie nie dzwonił – powiedział Rzeźniczak.

Propozycja Polonii może być kusząca, bo na Konwiktorskiej Rzeźniczak mógłby zarabiać podobno nawet 200 tys. euro rocznie, czyli blisko trzykrotnie więcej, niż dostaje w Legii.

Józef Wojciechowski nie robi tajemnicy z jednego nazwiska, które znajduje się na liście życzeń Polonii. – Były prowadzone rozmowy na temat Arboledy – przyznał właściciel klubu. Po czym jednak dodał: – Jednak konkretnych negocjacji z nikim jeszcze nie prowadziłem.

Jest jednak jeszcze jeden powód, dla którego obie strony nie mogą tej informacji potwierdzić – rozmowy transferowe bezpośrednio z zawodnikiem można zacząć maksymalnie pół roku przed wygaśnięciem kontraktu. Tak stanowią przepisy, a za ich złamanie grożą poważne konsekwencje.

ps /23.11.2010/

***

Wojciechowski jednak zapłaci?!…

Piłkarze Polonii nie ograli Lecha w Poznaniu, ale ich występ i tak spodobał się szefowi klubu Józefowi Wojciechowskiemu. Biznesmen zapowiedział, że wypłaci im pensje…

Wstrzymanie wynagrodzeń Wojciechowski ogłosił po porażce z Lechią Gdańsk na stadionie przy Konwiktorskiej. W jednym z wywiadów nazwał nawet piłkarzy łobuzami, którym nie chce się biegać. Prezes nie mówił, kiedy zawodnicy zobaczą pieniądze. Teraz już wiedzą.

– Sami sobie udowodnili, że każdemu rywalowi, nawet mistrzowi Polski, potrafią się przeciwstawić i przy odrobinie konsekwencji wygrać. Szkoda jeszcze, że nie grają tak całego meczu. Ale – mimo remisu – jestem zadowolony z tego, co zobaczyłem. Myślę że Poznań może być dla nich przełomem. Wszyscy zrozumieli, że ciężką pracą można do czegoś dojść. Pensje pewnie niedługo wypłacę, ale chciałbym, by taki sam charakter piłkarze pokazali w sobotę w meczu z Ruchem – powiedział Wojciechowski dla jednej z gazet po remisie Polonii 2:2 w Poznaniu.

Według piłkarskiego prawa po 3 miesiącach przerwy w wypłatach piłkarz może złożyć w PZPN wniosek o rozwiązanie umowy z winy klubu.

wp.pl /12.11.2010/

***

Wojciechowski teraz nie płaci!

Kolejny numer szefa Polonii Warszawa! Jakby dawno nie było słychać czegoś ekstra… No to już mamy!… Józef Wojciechowski znów dał o sobie znać!…

Właściciel Polonii zdecydował się tym razem zamrozić wypłaty pensji zawodnikom i sztabowi szkoleniowemu! To reakcja, oczywiście, na wynik ostatniego meczu ligowego, przegranego przez jego drużynę u siebie z Lechią Gdańsk 1:2.

Wojciechowski nie jest zadowolony z gry swoich piłkarzy. A swoją drogą, kto mu karze płacić tyle swoim pracownikom, takie umowy podpisywać?… Kto mu kazał zatrudniać Jose Marię Bakero za 130 tys. zł miesięcznie, by go niedługo potem wyrzucić… Albo bardzo przeciętnego przecież Ebiego Smolarka, którego nie chcą nigdzie w Europie, za takie pieniądze…

Wojciechowski niedawno powiedział, że chętnie zatrudni w klubie Jacka Zielińskiego, właśnie w sposób skandaliczny zwolnionego przez szefów Lecha Poznań. Nie byłoby w tym oświadczeniu Wojciechowskiego nic nadzwyczajnego, gdyby nie to, że jakiś czas temu, wcale nie tak znów bardzo odległy, prezes Polonii tego samego Jacka Zielińskiego z Konwiktorskiej wyrzucił!…

Tego teraz zatrudnię… A to go sobie zwolnię… Teraz może tego wezmę. Gdzie tam, on się jednak nie nadaje, to sobie go wywalę!… Parę miesięcy w Polonii wystarczy… A może Wojciechowski umawia się ze swoimi pracownikami, że wystarczy jedna, czy dwie porażki i do widzenia! Jeżeli tak, to można tu widzieć jakiś sens. Tylko ilu i jak często będzie zatrudniać i zwalniać?… No i w wypadku jednostronnego zerwania umowy, trzeba przecież płacić jakieś odszkodowania itd.

Decyzja o zamrożeniu wypłat jest spowodowana oczywiście ostatnimi wynikami. Po ostatnich dwóch porażkach Polonia spadła w tabeli na 8 miejsce.

Doniesienia o postępowaniu Wojciechowskiego bardzo zdziwiły ponoć Polski Związek Piłkarzy. Jeżeli wiadomość okaże się prawdziwa to, według PZP, zawieszenie pensji nie jest prawnie możliwe. I nieregulowanie zobowiązań finansowych w stosunku do zawodników stanowi przewinienie dyscyplinarne z par. 9, p. 23, ust. 3 lit. a Regulaminu Dyscyplinarnego PZPN. I jest zagrożone karą finansową, zawieszeniem lub pozbawieniem licencji, a nawet wykluczeniem z PZPN…

Cezary Dąbrowski/pzp/f.news /8.11.2010/

***

Chcemy stadionu!

Kilkuset kibiców Polonii przyszło w sobotnie popołudnie pod warszawski ratusz, domagając się od władz miasta rozbudowy stadionu przy Konwiktorskiej

Przeciwni temu pomysłowi są fani Legii, których około tysiąca uczestniczyło w kontrmanifestacji

Zorganizowany przez Fundację Polonia 2011 marsz kibiców Czarnych Koszul – po meczu ligowym z Cracovią – odbył się pod hasłem Sprawiedliwość dla Polonii!.

Jego celem był protest przeciw, jak twierdzą kibice, niespełnieniu przez prezydent Warszawy Hannę Gronkiewicz-Waltz obietnicy modernizacji obiektów przy Konwiktorskiej.

Sympatycy Polonii zarzucają prezydent miasta także nierówne traktowanie obu klubów. Wiosną 2011 r. gotowy będzie w całości zmodernizowany i powiększony do pojemności 32 tys. Widzów stadion Legii. Inwestycja kosztować będzie ok. 400 mln zł.

– Na budowę stadionu Legii przeznaczono ogromne pieniądze, które zablokowały inne inwestycje. Nie zgadzamy się, by obiekt Polonii popadał w ruinę. Ta sytuacja musi się zmienić w nowej kadencji władz samorządowych – powiedział na placu Bankowym Jacek Kamiński z Fundacji Polonia 2011.

Organizatorzy liczyli na udział około 3 tys. kibiców Polonii, ale ostatecznie pod ratuszem zameldowała się mniejsza grupa. Stojący dwieście metrów dalej i oddzieleni licznym kordonem policji fani Legii niemal przez cały czas starali się przekrzyczeć polonistów.

Chcemy stadionu, Gronkiewicz, chcemy stadionu – takie okrzyki wznosili poloniści. W pochodzie Czarnych Koszul uczestniczył m.in. dyrektor generalny klubu Daniel Purzycki. Podziękował on kibicom za przybycie i wsparcie działań zmierzających do rozbudowy obiektu.

– Za rok obchodzimy jubileusz stulecia klubu. Musimy mieć stadion godny takiego klubu jak Polonia – podkreślił Purzycki.

Fanom Polonii towarzyszył również m.in. kandydat na prezydenta Warszawy Piotr Strzembosz (Prawica RP).

pap,ps /23.10.2010/

Protest kibiców Polonii

– Gdzie jest stadion? Gdzie jest stadion? – skandowało kilkuset kibiców Polonii, którzy w sobotę po południu zgromadzili się przed ratuszem.

Po meczu Polonii z Cracovią, wygranym 3:0 przez stołeczny klub, kibice Czarnych koszul ruszyli na Plac Bankowy. Około 400 osób, wśród nich wiele rodzin z dziećmi, stanęło przed ratuszem, aby przypomnieć prezydent Warszawy, że nie wywiązała się z obietnic budowy nowego stadionu, składanych na początku kadencji.

– Pani Gronkiewicz-Waltz nie dotrzymała słowa. Podczas jej pierwszej kadencji powstał nowy stadion Legii, więc jeśli wygra ponownie w wyborach, to mamy nadzieję, że wreszcie przyjdzie czas na drugi stołeczny klub. Niech zatriumfuje sprawiedliwość! Udało się na Łazienkowskiej, więc musi się udać też na Konwiktorskiej. Niezależnie od tego, kto zostanie prezydentem, to będzie czas Czarnych Koszul – krzyczał Jacek Kamiński z Fundacji Polonia 2011.

– My nie jesteśmy chuliganami, nie demolujemy np. samochodów, jak czyni to konkurencja. My nie przynosimy wstydu Warszawie – powiedział jeden z kibiców Polonii.

W tłumie byli również rodzice z dziećmi, dumnie noszący szalik Czarnych koszul. – Bardzo często chodzę razem z synem i żoną na mecze naszej drużyny. Poloniści są kulturalni i prowadzą gorący, ale nie agresywny doping. Pani Gronkiewicz-Waltz wspiera Legię, a my słyszymy od dawna obiecanki-cacanki – powiedział pan Waldemar.

Daniel Purzycki z Polonii wyraził nadzieję, że głosy kibiców zostaną wysłuchane przez władze stolicy i już niedługo wszyscy będą się cieszyć z nowego stadionu.

pd /23.10.2010/

***

Pierwsze zwycięstwo Janasa

Brawo Polonia! Po dobrym meczu podopieczni Pawła Janasa w końcu wygrali. Przy Konwiktorskiej pokonali Cracovię 3:0

Było to zarazem pierwsze w historii zwycięstwo Czarnych Koszul nad Pasami różnicą większą niż dwóch bramek

Mecz świetnie ułożył się dla polonistów. Pierwszy ich strzał i gol. Zdobył go pomocnik Łukasz Trałka, a podawał Artur Sobiech. Napastnik Polonii wrócił do gry po dwóch meczach przerwy, spowodowanej zawieszeniem za uderzenie rywala łokciem. Sobiech był jednym z najlepszych zawodników. Nie tylko świetnie zagrywał do kolegów, ale i strzelał. I on podwyższył na 2:0, a asystę zaliczył Ebi Smolarek, który nieoczekiwanie po pierwszej połowie został zmieniony.

Drugie 45 minut momentami bardziej przypominało mecz sparingowy. To jednak Czarne Koszule dołożyły kolejnego gola. Świetnie w polu karnym zachował się Sobiech, po którego strzale Cabaj sparował piłkę prosto na głowę Daniela Gołębiewskiego i skończyło się na 3:0.

Oba zespoły bardzo potrzebowały trzech punktów.

Polonia Warszawa – Cracovia 3:0 (2:0)1:0 Trałka 7 2:0 Sobiech 17 3:0 Gołębiewski 68

mim /23.10.2010/

***

W Polonii i piłce po uszy

Rozmowa z Józefem Wojciechowskim, właścicielem Polonii Warszawa

Wyznaje prostą zasadę – nie zainwestujesz, nie wygrasz. Piłkarzy traktuje jak zwykłych pracowników. Kiedyś na pomysł, by ci najsłabsi pracowali na jednej z jego wielu budów, szef J.W. Construction zachwycił się: To wspaniała idea!

Szczery do bólu, co uwiera wielu. Wali prosto z mostu, nie lubi robić tajemnic z rzeczy błahych – na przykład wysokości kontraktu czy kwoty transferu. Wpompował w Polonię miliony i będą kolejne. A w środowiskach biznesowych uchodzi za ostrożnego gracza

Mamy wrażenie, że jak już pan tak na poważnie namieszał w polskiej piłce, to odczuwa wreszcie satysfakcję – ci, którzy wcześniej mówili: Znudzi się, nic z tego nie będzie, zamknęli się.

Panowie, nie mam pojęcia! Nie prowadzę z nimi wymiany zdań, nie znam ich odczuć, ani nie mam czasu o tym myśleć. Ten trend, który przecież nawet nie ja wymyśliłem, bo przede mną podobną drogę budowania klubu obrały Widzew, czy Legia, jest najwłaściwszą drogą, choć nie tanią. Jeżeli chce się jednak osiągnąć sukces, trzeba ponieść koszty.

Nawet ludzie, którzy pana nie lubili, zaczęli darzyć sympatią. I nie mamy nawet na myśli kibiców Polonii, ale tych, których irytują piłkarze – ich zarobki, sposób bycia, czasem poczucie wyższości. A pan tego piłkarza sprowadził do parteru, traktując jak zwykłego pracownika.

Trudno go traktować inaczej. Może oni nie czują się jak pracownicy, bo są rozpieszczeni, przede wszystkim pieniędzmi, które zarabiają, ale ja ich traktuję jak pracowników. Zarabiają, mają ubezpieczenia ZUS-owskie, to nie jest amatorskie kopanie po godzinach.

Piłkarze, skoro już nazywamy ich pracownikami, to najdziwniejsza grupa zawodowa, z jaką się pan zetknął?

Bardzo trudna grupa zawodowa. Ja już trochę przeżyłem, a kiedyś, w dawnych czasach, bywałem w różnych przedsięwzięciach biznesowych, i w 70-tych latach nie mogłem sobie poradzić z grupą muzyczną, prowadząc restaurację. Tak, muzycy to dziwni ludzie. Dusze artystyczne. Ciężko było do nich dotrzeć. Też grali, tyle że nie w piłkę, a na instrumentach (śmiech). Zawsze mieli swój tok myślenia, swój sposób działania. Nie chcę porównywać tych dwóch grup, ale coś tu jest podobnego. Ci ludzie nie są do końca zwykłymi pracownikami. Uważają się za wirtuozów swojego rzemiosła, choć często nimi nie są. Niektórym odbija sodówka i ciężko się z nimi rozmawia. Na szczęście nie mam z nimi aż tak bliskich kontaktów. Od tego w piłce jest dyrektor sportowy.

Z upływem czasu coraz bardziej nabiera pan do swoich piłkarzy sympatii, czy coraz bardziej traci?

W zależności od sytuacji. Jeżeli wygrywają, to można ich kochać, jeżeli przegrywają – nienawidzić. Był taki okres, kiedy w drugiej lidze szliśmy do góry za trenera Waldemara Fornalika. O włos awansowalibyśmy do pierwszej. Po każdym meczu mieliśmy wspólne kolacje. Wszyscy byli wtedy szczęśliwi, zadowoleni. Ale pechowo, bo nie znałem się na piłce wtedy tak jak obecnie, wpuściłem do zespołu kilka robaczywek, czyli ludzi, którzy wcale nie chcieli awansu. Z prostej przyczyny – nie mieliby wtedy pracy, bo półkę wyżej pasowało czterech, może pięciu zawodników. Ostatnie mecze przegraliśmy 0:4, 1:4. Nie weszliśmy.

Bolesna nauczka?

Tak.

A nauczki z trenerami? Też pan już wie, że po małym niepowodzeniu nie można wywalać szkoleniowca na bruk?

Jeden błąd, który popełniłem, i do którego wiele razy już się przyznałem, to rozstanie z trenerem Zielińskim. Natomiast pozostałe rozstania były wymuszone sytuacją klubu, czy zachowaniem się trenera, jak w przypadku Kaczmarka. Naliczono mi tych zwolnionych szkoleniowców wielu, ale nie policzono, że w niektórych momentach trzech ludzi było trenerami, a czwarty siedział na trybunie. Jak aresztowano Wdowczyka, nie chciałem brać nikogo z łapanki, a mieliśmy trzech asystentów, więc oni prowadzili drużynę. Funkcjonowało to w sztuczny sposób.

Różne są drogi dotarcia do pana łask, czasem groteskowe, bo trenerzy chcą się panu tak przypodobać, że – jak Jacek Grembocki – uderzają wręcz w służalczość. Ale mamy wrażenie, że jeszcze żadnemu tak się nie udało, by pan powiedział: To jest ten człowiek.

Nie jest łatwo znaleźć dobrego trenera. Zobaczcie, jakie inne kluby mają kłopoty. Ja sobie to tak ułożyłem, że miałem trenera Bakero, ale gdy coś niedobrego zaczęło się dziać, to był Paweł Janas, z miejsca mógł pomóc. W Polsce wytworzyła się taka sytuacja, że trenerzy krążą – od jednego klubu do drugiego. Tam coś poukładają, ale nagle tracą pomysł, nie mają na tyle dobrego warsztatu, by zmotywować piłkarzy. W poprzednim sezonie widzieliśmy, ilu trenerów zaczęło dobrze, ale potem musieli odejść. Najlepiej widać to było na przykładzie Cracovii. Zmieniono trenera i zespół zaczął wygrywać, momentalnie. A potem tak samo szybko zaczął przegrywać.

To dlatego rok temu zatrudnił pan Jose Mari Bakero? Żeby przerwać ten zaklęty krąg, w którym prędzej czy później zza kurtyny wyjdzie Marek Motyka?

Chciałem pójść w innym kierunku. Zresztą, to samo robi teraz Wisła z Holendrem Maaskantem. Właściwie to ja nie wiedziałem, gdzie szukać trenera, jak to zrobić. Bakero polecił mi Toni Slot, który pracował z nim w przeszłości. Zapytałem Slota, jak Hiszpan wygląda na tle Zielińskiego. Wyżej ocenił Bakero. Jak czas pokazał, niestety się pomylił.

Czy niewymierność piłki, to coś co w niej pana denerwuje najbardziej? Jeden z pana byłych napastników opowiadał kiedyś: Poszedłem do prezesa, a on mówi: – Słuchaj, powiedzieli mi, że ty będziesz strzelać gole. A przecież tego nie da się przewidzieć. Są kontuzje, przestoje formy…

Coś w tym jest. Temu, o którym panowie mówicie, akurat strzelanie nie wychodziło. W piłce możesz mieć najlepszy pomysł, a czasem i tak nie wyjdzie. Leo Beenhakker, kiedy jeszcze był w Polsce, powtarzał mi: Joseph, to nie jest biznes. W biznesie dwa razy dwa jest cztery, a w piłce może trzy, a może być pięć.

W biznesie liczy się kompetentny, zaufany pracownik. A w piłce? Mówił pan o sodówce. Woli pan takiego piłkarza, który ma świadomość swoich umiejętności, pewność siebie, czy tych, co potulnie merdają ogonem?

Wolę ludzi, którzy mają swoje zdanie, ambitnych. Niech mi chłopak nawet nawrzuca, ale wiem, że ma charakter. A nie taki, co gdzie go pchną, tam jest. Bo jaki w życiu, taki potem na boisku. Co do tego nie mam wątpliwości.

To który był najbardziej charakterny?

Radek Majewski. Mały knypek, ale zadziorny, umiał powalczyć o swoje. Ja go przez to polubiłem. Dokuczałem mu, ale tylko z sympatii, bo chciałem go wyciągnąć za uszy jak najwyżej. Beenhakker mówił, że to duży talent, kryształ. Ale on tak wsiąkał w to środowisko Pruszkowa, że chyba zrobiłem mu dużą przysługę, oddając na wypożyczenie do Nottingham Forest.

Dużo pieniędzy plus zagraniczny trener, to była pańska recepta na sukces w piłce?

Jak już widzicie, niekoniecznie zagraniczny trener. Ja w pewnym momencie byłem nawet w stanie pojednać się z Zielińskim, ale on już podpisał kontrakt z Lechem. W Polsce jest paru trenerów, ale mamy taką piłkę, jaką mamy. Poziom jest porównywalny – trenerów, piłkarzy i sędziów.

Trenerzy mówią: My potrafimy, tylko piłkarzy nam dajcie. A piłkarze: My umiemy, ale niech nas poprowadzi dobry trener.

(śmiech) Mamy dzisiaj w Polonii pół reprezentacji, sześciu piłkarzy na zgrupowaniach kadry. Gdyby Mierzejewski był zdrowy, byłby siódmym. Jodłowiec – ósmym. I co z tego, skoro jedziemy do beniaminka ligi i nie możemy wygrać, mało tego, powinniśmy przegrać. Czyli znów ta niewymierność.

Zaczynają pękać kolejne bariery finansowe przy transferach w naszej lidze. Milion euro już za nami. Pan pierwszy przekroczy barierę dwóch milionów? Albo co tam, jak szaleć to szaleć – dziesięciu milionów euro!

Panowie, za daleko wybiegacie do przodu. Ja chcę najpierw zobaczyć co pokażą ci piłkarze, których mam. A chyba jesteśmy pierwszym polskim klubem, który skupił tylu czołowych zawodników w kraju. Teraz ktoś musi nimi tylko umiejętnie pokierować.

A jeżeli pan zobaczy, że pieniądze rzędu miliona euro za jednego piłkarza przynoszą wymierny efekt w postaci dajmy na to mistrzostwa Polski, to kwoty będą coraz większe?

Nigdy nie powiem, bo nie chcę się zamykać na jakieś kwoty i powiedzieć na przykład, że nie wydam nigdy więcej niż milion euro. Może to będą dwa, może pięć, nie planuję tego teraz, jak tutaj siedzimy. Czas pokaże.

Pierwsza myśl przed wejściem do piłki? Mam tak dużo pieniędzy, że nie wiem już co z nimi zrobić?

Może nie aż tak. Był taki okres, kiedy Michał Listkiewicz przekonał mnie, że Polonia to stary warszawski klub z tradycjami, w który warto zainwestować. Pomyślałem, że to mi pomoże w biznesie, a budżet był wówczas stosunkowo niewielki. I tak zaistniałem. Dzisiaj wciągnęło mnie to po uszy.

Ale nie było tak, że jako młody chłopak myślał pan: jak zostanę bogaty, to kupię sobie klub?

Absolutnie. Nigdy nie byłem zorientowany na piłkę. Chciałem odnieść sukces w biznesie. Piłka tak naprawdę przyszła niedawno. Ale za to od razu mnie pochłonęła.

Kiedyś Janusz Romanowski skupował najlepszych piłkarzy do Legii, a potem dał sobie spokój i kupił konie. Powiedział, że jak koń wygrywa wyścig, to jemu płacą, a jak piłkarz wygrywa, to trzeba zapłacić piłkarzowi.

Jest to jakaś filozofia (śmiech). Koń to bardzo mądre zwierzę, choć czasem też potrafi kopnąć.

Dzisiaj Polonia to dla pana coś najważniejszego, w weekend żyje pan tylko klubem i wynikami w lidze?

Nie ukrywam, że nawet, gdy lecę gdzieś samolotem, to powrót ustawiam sobie tak, żeby zdążyć na mecz. Jak mi się nie udaje, to oglądam w domu, na dużym ekranie. Jest to frajda, ale tylko wtedy, kiedy grają dobrze. Grają źle – zepsuty weekend.

Jak grają źle, a jest pan akurat na stadionie, można zawsze zejść do szatni. Zrobił pan tak ponoć w trakcie meczu z Zagłębiem Lubin.

Byłem bardzo niezadowolony z gry. Nawet jak wyrównaliśmy (Polonia przegrywała do przerwy 0:1 – przyp. red.), to nie wstałem, by oklaskiwać piłkarzy. Sama gra była nędzna. W przerwie ja i Paweł Janas spotkaliśmy się z trenerem Bakero. Chcieliśmy go zapytać, jaki ma pomysł na drugą połowę.

I jego to nie denerwowało?

Nie. My nie ingerowaliśmy, po prostu pytaliśmy, co ma zamiar zmienić.

Zdaje pan sobie sprawę, że to nie jest tak powszechne, tak częste, że prezes pyta w przerwie trenera, jaki ma plan na drugą połowę?

Nie wiem, czy częste, czy nie. Ja też tego nie robię nagminnie. Musicie jednak wiedzieć, że ja tym klubem żyję, a trener Bakero nie pytał mnie, skąd wezmę milion euro na piłkarza, którego on chciał, a mimo to dostawał takiego zawodnika. Chyba w zamian za to miałem prawo go zapytać, co grają ci piłkarze za milion euro. Takie prawo przysługuje mi jako prezesowi.

Jest to niespotykane zachowanie, choć chyba każdy kibic marzy o czymś takim – wygrać w totka, kupić klub i wszystkim zarządzać. Pan to realizuje.

Z Bakero zrobiłem tak pierwszy raz, wcześnie zdarzyło mi się z Zielińskim. Normalnie trener jest od tego, żeby reagować samemu. Tym razem i ja chciałem wiedzieć, dlaczego jest źle.

Kiedyś chciał pan wiedzieć, co brat Bakero, Jon, robi w klubie i dlaczego to takie drogie. Była pomiędzy panami taka wymiana zdań, że o mały włos Bakero nie pracowałby już na Konwiktorskiej. Można było przyspieszyć to jego zwolnienie.

To nie chodziło o to, co jego brat robi, ale ile za to bierze. Bo my wszyscy wiedzieliśmy, czym on się zajmuje. Problemem było również to, że trener Bakero chciał, żeby mu za to dać jeszcze więcej pieniędzy. Nie mogliśmy się z tym zgodzić, trener był niezadowolony i to skończyło się prawie jego dymisją. Ale to już historia. Z dalszym ciągiem, oczywiście.

Chwytał pan już za telefon, żeby szukać następcy? Czy czekał jednak na skruchę Bakero, która nastąpiła – Bask wypił kilka piw, zebrał się na odwagę, żeby zadzwonić i przeprosił.

To było inaczej. Najpierw trener Bakero wypił kilka piw na odwagę i zadzwonił, żeby powiedzieć: Wyjeżdżam, bo czuję, że utraciłem pana zaufanie. Odpowiedziałem: To jedź!.

Spodziewał się raczej reakcji: Nie, nie wyjeżdżaj!?

Pewnie tak. Na drugi dzień chciał to wszystko załagodzić, ale trochę potrwało, zanim sobie wszystko wyjaśniliśmy.

Pan się trochę nie spóźnił z wejściem w polską piłkę? Wisła zajęta, Legia zajęta, Lech zajęty. Gdyby dzisiaj było możliwe kupienie któregoś z tych klubów, to dopiero by się zaczęło… Jakby przyszło te trzydzieści tysięcy na mecz…

Ja tego tak nie odbieram. Kiedy przyjechałem w 1993 r. do Polski, wszyscy mi powtarzali, że nic nie zrobię, bo już inni pozbijali fortuny, porobili interesy i nie ma tu czego szukać. Jakoś się to nie potwierdziło. Podobnie może być z piłką. Wisła zajęta, ale ma innego właściciela i ma porównywalne kłopoty jak ja. Na pewno nigdy nie chciałbym być właścicielem Legii. Wiadomo, kto tam jest kibicem, jak to działa. Natomiast Lech ma fajną publiczność i to jest ciekawy temat. Ale na Polonii jest dużo do zrobienia i pewnie stanie się to szybko. Mam nadzieję, że jeszcze będziemy dumni z Polonii. Liczę przede wszystkim na awans do Ligi Mistrzów.

Kibic czasem podąża za sukcesem. Myśli pan, że przyjdzie taki dzień odwrócenia proporcji – więcej ludzi w stolicy będzie kibicować Polonii niż Legii. Wierzy pan w coś takiego? Bo na dzisiaj wydaje się to nierealne.

Zdecydowanie tak. Warszawa jest dużym miastem, a z kibicowaniem jest kiepsko, bo taka jest jakość piłki, ludzi ciężko przyciągnąć na stadion. Jak poziom wzrośnie, to będzie moda na chodzenie na mecze, tak jest w krajach rozwiniętych. I Polonia będzie miała coraz większą rzeszę kibiców. To wymaga oczywiście mnóstwo pracy, czasu i pieniędzy.

Na razie wszystko przebiega tak jak pan sobie zakładał?

Planowałem, że w tym sezonie drużyna, jaką zbudowałem zdobędzie mistrzostwo Polski. Muszę od nich tego wymagać, bo stworzyłem im odpowiednie warunki. Kupiłem kilku zawodników, od stycznia dojdzie do nas jeszcze Maciej Sadlok.

Legia obrała drogę transferów zagranicznych, pan buduje zespół na Polakach. Z czego to wynika?

Nie jestem rasistą. U nas też są obcokrajowcy. Jest Hiszpan, Czech, ale generalnie tak to wygląda. W Legii uznali odwrotnie, ale to ich kurs. Może mieli lepsze rozeznanie? Wydali dużo pieniędzy, ale w pierwszych kolejkach nie przełożyło się to na sukcesy. Może w dłuższej perspektywie wypali?

Skąd pomysł ze Smolarkiem?

Myślałem o Smolarku już pół roku wcześniej. Czytałem, że nie ma klubu, że jest do wzięcia i kiedy zacząłem myśleć o silnej Polonii, to Smolarek jakoś mi się automatycznie wpisywał w tę Polonię.

Podobno jest ciężki do ujarzmienia. Nie bał się pan ryzyka?

Nie. Przypisano mu taką łatkę. Na tyle, na ile go poznałem, to otwarty, ciepły, sympatyczny chłopak, a przy tym inteligentny. Jak ktoś mu przypisuje różne etykiety, niech popatrzy na innych piłkarzy. Ja go bardzo wysoko oceniam i jako człowieka, i jako piłkarza.

Będzie pan od niego wymagał więcej niż od innych, czy tyle samo?

Od napastnika zawsze będę oczekiwać goli. I ze Smolarkiem mamy taką cichą umowę, że trochę bramek dla Polonii zdobędzie, w przekroju roku. Zaczął nieźle, zobaczymy co będzie dalej.

Marcin Żewłakow nie chciał się umawiać na żadne gole.

Ja nie znałem możliwości Żewłakowa. Nie wiedziałem, jak on gra i na co go stać. On to wie. Skoro wie, to powinien był się zgodzić. Oczekiwania były wysokie, owszem, ale on wiedział czy może im sprostać.

Na każdej pozycji ma pan już takiego piłkarza, jakiego pan chciał?

Brakuje może pomocnika, ale do grudnia sobie poradzimy. Były kłopoty z bramkarzem, ale Przyrowski broni teraz dobrze.

Dawid Nowak nie trafił na Konwiktorską. Może to i lepiej, skoro bał się konkurencji?

Nowak dobrze zrobił, bo jak się bał powalczyć tutaj, to niech gra sobie w Bełchatowie. Co prawda my dalej uważamy, że to nasz piłkarz, zobaczymy co na to PZPN. Ale dobrze, że Nowak ujawnił się tak szybko. Charakter to on może i ma, ale chyba pisma.

Wcześniej miał pan kłopoty z Onyszką. To pana zaskakuje? Takie przeobrażenia ludzi? Siedzicie, uzgadniacie coś, a nagle wszystko się odwraca.

Z Onyszką nie było czasu na rozmowy – szybka reżyserka, podpisuj, bo tam już w Krakowie czekają z kontraktem. Za tydzień treningi i po pierwszym treningu szpital.

Wyobraża pan sobie, że Onyszko od nowego roku zagra jednak w Polonii?

Nie, bo nie bardzo sobie wyobrażam, by wrócił do zdrowia i mógł uprawiać zawodowo piłkę.

Ale pytamy raczej o wasze relacje.

Panowie, ja nawet nie wiem, czy jego kontrakt się utrzyma za pół roku.

Zdarzyło się kiedyś, że jeden z pańskich współpracowników przyszedł i powiedział: Panie prezesie, spuśćmy trochę z tonu, dajemy mu o 20 tysięcy za dużo.

Nie.

Boją się podpowiadać?

Nie. I nie muszą, ja też już się trochę orientuję w cenach rynkowych.

Pojawiają się głosy, że pan psuje rynek. Oczywiście najczęściej z ust tych uboższych.

Płacę tyle, ile wymaga ten rynek. Za inną sumę nie kupiłbym Sobiecha czy Sadloka. Pewnie za mniej to by go sprzedali Lechowi. I to dużo wcześniej. Na razie jestem zadowolony z transferów. Coś bym może wyciągnął z Lecha, czy Wisły. Ale nie przymierzamy się do ich piłkarzy, bo raczej te kluby nie puszczą do nas zawodnika. Zebraliśmy optymalny skład, tak uważam. Zimą poszukamy jeszcze wzmocnień w drugiej linii. Jest Mierzejewski. Jest Bruno, ale on na przykład w sparingach grał w środku, a teraz po lewej stronie. Paweł Janas mówi, że lewa to miejsce dla Smolarka. Ale to niuanse.

Jest możliwe, że kiedyś doczekamy się w Warszawie drugiego Szachtara Donieck?

Wszystko jest możliwe, tym bardziej, że będziemy mieć lepszy stadion niż w Doniecku. Narodowy.

Mamy na myśli bardziej szaleństwo właściciela, szastanie pieniędzmi.

Panowie, ja zarabiałem je ciężko. I mam pieniądze między innymi dlatego, że ich nie trwoniłem. W kręgach biznesowych jestem postrzegany jako osoba ostrożnie wydająca pieniądze. W sportowych można patrzeć na mnie inaczej. Ale to nie oznacza, że brakuje mi zimnej głowy. Podywagujmy trochę. Niech taki Sobiech strzeli 15 goli, a powinien, może nawet więcej, w ciągu roku. Do tego swoje bramki dorzuci Smolarek, powiedzmy – drugie tyle. To powinno dać nam tytuł. A wtedy jest zupełnie inna rozmowa. Raz – wyższe premie z Canal+. Dwa – mamy szansę, przy kolejnych wzmocnieniach, zagrać o takie premie jak dzisiaj Lech, a może nawet o wyższe. Jeśli ktoś ma pieniądze i inwestuje w piłkę, to wie, że jedyna jest właśnie taka droga – poprzez inwestowanie w najlepszych zawodników. Niektórzy z nich mogą być jeszcze lepsi i drożsi. Ale taki Robert Lewandowski może za dwa lata być wart pięć razy więcej, a może być nic nie wart. Tego nie wiemy. On jest już jednak w innym świecie. W przypadku młodych chłopaków z Polonii, czy Sobiecha, czy Sadloka, możemy przewidywać, że w Polsce rozwiną się maksymalnie jak na możliwości naszego kraju. Rozmawiałem z wieloma ludźmi, trener Smuda od razu powiedział mi, żebym ich brał. To nie jest tak, że ja pstryknę palcami i wyciągam pieniądze. Słucham, radzę się innych.

Sobiech ma szansę się zwrócić z nawiązką. Sprzedawanie piłkarzy jest dla pana ważne?

Zaskoczę was może, ale nie do końca. To nie jest ten element gry, który mnie najbardziej interesuje. Chodzi o coś innego. Taki Sobiech też ma pewnie swoje plany, pograć w Polsce dwa, trzy lata i wyjechać jak Lewandowski. Być wielkim w Polsce to jedno, a być wielkim w Anglii i Niemczech, to inny rozmiar kapelusza.

Pan jest aż takim samarytaninem, że jak będziecie się bić o Ligę Mistrzów, a czołowy zawodnik będzie chciał odejść, to go puścicie, bo on ma ochotę się rozwijać?

Nie jestem. Ale są też kontrakty, które nas wiążą, są koleje losu. Może za rok kupimy zawodnika lepszego niż Sobiech i zrobimy mu miejsce?

Czyli jak zarabianie na piłce, to zarabianie na premiach z awansu do europejskich pucharów, a nie na transferach?

Zawodnikom trzeba dać możliwość wyjazdu z Polski. Bo jak klub będzie chciał trzymać ich na siłę, to będzie ciężko ściągać nowych. Będą na nas patrzeć, jak na zamknięte okno na świat.

Ile miał pan takich chwil, że wstał pan rano i pomyślał: A idźcie z tą piłką, nie chce mi się już?

Dużo. Kiedyś więcej. Zwłaszcza jak nie szło.

A teraz? Gdybyśmy napisali, że za 10 lat będzie pan prezesem Polonii, to dużo byśmy się pomylili?

To niewdzięczna rola. Jak idzie to idzie, jak nie, to zostaję sam z problemami. Mam grupę ludzi, nad którymi trzeba zapanować, którzy zarabiają niewspółmierne pieniądze do reszty moich pracowników. I kiedy się nie przykładają, nie wkładają w grę serca, to boli. Ci młodzi ludzie nie wiedzą czasem, że ja to widzę. A wyrzucanie pieniędzy w błoto nie jest czymś, co mnie interesuje. Powiem wręcz: to jest najgorsze co może się przydarzyć komuś takiemu jak ja.

Prezesi dużych polskich klubów rzadko udzielają się publicznie. Bogusław Cupiał prawie wcale nie udziela wywiadów. Mariusz Walter – sporadycznie. A pan sprawia wrażenie człowieka, który to lubi. Któremu sprawia satysfakcję rzucenie jakiejś pikantnej wypowiedzi dla prasy.

Nie wiem z czego to się bierze, sam się nad tym zastanawiam. Wcześniej nie było rzecznika prasowego, ale teraz Radek Majdan musi wziąć na siebie większy ciężar. W najbliższym czasie on będzie częściej w mediach. Ja mam na głowie także inne publikacje, nie związane ze sportem, ale z biznesem. Chociaż tam też kiedyś częściej się udzielałem. Na przykład jak trzeba było wypromować firmę, brać udział w różnych konkursach. Teraz już każdy wie co to jest J.W. Construction. A z wami dzielę się swoimi uwagami, bo uważam, że może lepsze są moje słowa niż spekulacje. I nie chcę, byście widzieli tylko te ciemne strony. Owszem, jestem bardzo szczery. Jak czuję, że coś jest nie tak, nie przebieram w środkach, bez względu na to, jaki będzie odbiór moich wypowiedzi.

Lata temu pracował pan w Skandynawii, potem w Stanach Zjednoczonych. Jedna rzecz, jakiej pan się wtedy nauczył, a jaką dziś może przenieść na piłkę nożną?

Jest taka, ale nie dotyczy tylko piłki. Drugi zawsze przegrał.

rozm. fn /2.10.2010/

Kilkuset kibiców Polonii przyszło w sobotnie popołudnie pod warszawski ratusz, domagając się od władz miasta rozbudowy stadionu przy Konwiktorskiej
 
Przeciwni temu pomysłowi są fani Legii, których około tysiąca uczestniczyło w kontrmanifestacji
 
Zorganizowany przez Fundację Polonia 2011 marsz kibiców Czarnych Koszul - po meczu ligowym z Cracovią - odbył się pod hasłem Sprawiedliwość dla Polonii!. Jego celem był protest przeciw, jak twierdzą kibice, niespełnieniu przez prezydent Warszawy Hannę Gronkiewicz-Waltz obietnicy modernizacji obiektów przy Konwiktorskiej.
 
Sympatycy Polonii zarzucają prezydent miasta także nierówne traktowanie obu klubów. Wiosną 2011 r. gotowy będzie w całości zmodernizowany i powiększony do pojemności 32 tys. Widzów stadion Legii. Inwestycja kosztować będzie ok. 400 mln zł.
 
- Na budowę stadionu Legii przeznaczono ogromne pieniądze, które zablokowały inne inwestycje. Nie zgadzamy się, by obiekt Polonii popadał w ruinę. Ta sytuacja musi się zmienić w nowej kadencji władz samorządowych - powiedział na placu Bankowym Jacek Kamiński z Fundacji Polonia 2011.
 
Organizatorzy liczyli na udział około 3 tys. kibiców Polonii, ale ostatecznie pod ratuszem zameldowała się mniejsza grupa. Stojący dwieście metrów dalej i oddzieleni licznym kordonem policji fani Legii niemal przez cały czas starali się przekrzyczeć polonistów.
 
Chcemy stadionu, Gronkiewicz, chcemy stadionu - takie okrzyki wznosili poloniści. W pochodzie Czarnych Koszul uczestniczył m.in. dyrektor generalny klubu Daniel Purzycki. Podziękował on kibicom za przybycie i wsparcie działań zmierzających do rozbudowy obiektu.
 
- Za rok obchodzimy jubileusz stulecia klubu. Musimy mieć stadion godny takiego klubu jak Polonia - podkreślił Purzycki.
 
Fanom Polonii towarzyszył również m.in. kandydat na prezydenta Warszawy Piotr Strzembosz (Prawica RP).
 
pap,ps /23.10.2010/
 
 
Protest kibiców Polonii
 
 
- Gdzie jest stadion? Gdzie jest stadion? – skandowało kilkuset kibiców Polonii, którzy w sobotę po południu zgromadzili się przed ratuszem.
 
Po meczu Polonii z Cracovią, wygranym 3:0 przez stołeczny klub, kibice Czarnych koszul ruszyli na Plac Bankowy. Około 400 osób, wśród nich wiele rodzin z dziećmi, stanęło przed ratuszem, aby przypomnieć prezydent Warszawy, że nie wywiązała się z obietnic budowy nowego stadionu, składanych na początku kadencji.
 
- Pani Gronkiewicz-Waltz nie dotrzymała słowa. Podczas jej pierwszej kadencji powstał nowy stadion Legii, więc jeśli wygra ponownie w wyborach, to mamy nadzieję, że wreszcie przyjdzie czas na drugi stołeczny klub. Niech zatriumfuje sprawiedliwość! Udało się na Łazienkowskiej, więc musi się udać też na Konwiktorskiej. Niezależnie od tego, kto zostanie prezydentem, to będzie czas Czarnych Koszul – krzyczał Jacek Kamiński z Fundacji Polonia 2011.
 
- My nie jesteśmy chuliganami, nie demolujemy np. samochodów, jak czyni to konkurencja. My nie przynosimy wstydu Warszawie – powiedział jeden z kibiców Polonii.
 
W tłumie byli również rodzice z dziećmi, dumnie noszący szalik Czarnych koszul. - Bardzo często chodzę razem z synem i żoną na mecze naszej drużyny. Poloniści są kulturalni i prowadzą gorący, ale nie agresywny doping. Pani Gronkiewicz-Waltz wspiera Legię, a my słyszymy od dawna obiecanki-cacanki – powiedział pan Waldemar.
 
Daniel Purzycki z Polonii wyraził nadzieję, że głosy kibiców zostaną wysłuchane przez władze stolicy i już niedługo wszyscy będą się cieszyć z nowego stadionu.
 

pd /23.10.2010/

Kategoria Sport

Comments