Wynik zbrodniczej polityki PO
Później zadzwonił o 8.20. Myślałem że już wylądował i dzwoni ze Smoleńska. Bardzo rzadko dzwonił z telefonu satelitarnego z samolotu
Powiedział mi, że z Mamą wszystko w porządku i poradził, bym się przespał. Pamiętam doskonale, że użył określenia: bo się rozpadniesz
(…) Tak wyglądała ta bardzo krótka rozmowa – w ten sposób Jarosław Kaczyński mówi o swojej ostatniej rozmowie ze śp. prezydentem Lechem Kaczyńskim
Jarosław Kaczyński zadeklarował, że najważniejsze dla niego ‘osobiście i politycznie’ jest uczynienie wszystkiego, by wyjaśnić przyczyny katastrofy rządowego samolotu
O okolicznościach przygotowywania wizyty prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Katyniu, pościgu jakiego drogami Białorusi i Rosji urządził za nim premier Donald Tusk oraz o kondolencjach od premiera Rosji Władimira Putina – Jarosław Kaczyński mówi w wywiadzie dla jednego z tygodników
Kaczyński podkreślił, że wyjazd środowisk katyńskich na uroczystości do Katynia nie był, jak to się próbuje teraz przedstawiać, wymysłem i zachcianką prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Wyjazd na uroczystości organizowano co roku, i to wcale nie 7 kwietnia, gdy premier Donald Tusk poleciał, aby na cmentarzu katyńskim spotkać się z premierem Rosji Władimirem Putinem, lecz właśnie 10 kwietnia.
Organizatorem corocznego wyjazdu był rząd. Kaczyński stwierdził, że nie zdziwił go atak rządu Tuska na prezydenta, podważanie jego prawa do udziału w uroczystościach i stwierdzenie, że do Katynia ‚nikt prezydenta nie zaprasza’. Refleksję prezesa Prawa i Sprawiedliwości budziło jednak co innego: ‚Niepokoiło, że tym razem wprost grają [ekipa Tuska – przyp. red.] z Rosjanami’.
Jarosław Kaczyński zaznaczył, że jednak jego brat ani przez chwilę nie wahał się, czy do Katynia jechać. Przyznał, że sam też miał być na pokładzie rządowego tupolewa. ‚Nie poleciałem z powodu stanu zdrowia Mamy. Było dla nas oczywiste, że przynajmniej jeden z nas musi przy niej być. Wcześniej nawet nocami razem czuwaliśmy w szpitalu. Z natury rzeczy to ja, a nie mój brat, musiałem zrezygnować z lotu do Smoleńska’ – wyjaśniał Kaczyński.
Telefon od Sikorskiego
Ostatni raz widział brata w przeddzień tragicznego lotu, późnym wieczorem w piątek ‚w szpitalu u Mamy’. Do ostatniej rozmowy doszło natomiast wtedy, kiedy samolot z prezydentem był jeszcze w powietrzu. Lech Kaczyński zadzwonił do brata przez telefon satelitarny o godzinie 8.20. Krótką rozmowę wówczas zerwało.
O katastrofie dowiedział się od ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego. ‚Powiedziałem mu: ‚To jest wynik waszej zbrodniczej polityki – nie kupiliście nowych samolotów’. Na tym rozmowa się skończyła’ – relacjonował Kaczyński.
Kwadrans później Sikorski miał zadzwonić ponownie. Już wtedy szef MSZ ‚wiedział’, co było przyczyną katastrofy. Sikorski, który w czasach swojego ministrowania w MON bardzo lubił pozować do zdjęć z pilotami, od razu wskazał na winę pilota. ‚Kategorycznie stwierdził, że katastrofa była wynikiem błędu pilota. Pamiętam jego słowa: ‚to był błąd pilota’. (…) Oznajmił mi to zdecydowanie i jednoznacznie. Teraz myślę, że zarówno Sikorski, jak i sam Tusk bali się, że publicznie powtórzę to, co powiedziałem Sikorskiemu podczas pierwszej rozmowy telefonicznej’ – mówi Kaczyński.
To, co wyrabiał Tusk, nie mieści się w głowie
Do Smoleńska, by zidentyfikować ciało brata, Jarosław Kaczyński udał się z przyjaciółmi, choć był namawiany, aby polecieć z premierem Tuskiem. ‚Miałem wrażenie, że Donald Tusk zdecydował się polecieć do Smoleńska wtedy, gdy dowiedział się, że ja tam lecę. Być może się mylę, ale tak to zapamiętałem’ – mówił. Wylądowali w Witebsku na Białorusi, jeszcze zanim dotarł tam samolot z premierem. Stamtąd już lądem wyruszyli do Smoleńska. Kaczyński stwierdził, że w pewnym momencie zorientował się, iż jazda jest spowalniana. ‚Dziś wiem, że nasze postoje i powolne tempo jazdy były wymuszone przez ścigającą nas delegację z premierem Tuskiem, który koniecznie chciał dotrzeć do Smoleńska przed nami. W pewnym momencie limuzyna z Donaldem Tuskiem minęła nas i dopiero wtedy pozwolono nam normalnie jechać. To była zresztą jakaś kompletna paranoja. Bo jeśli premier polskiego rządu ścigał się ze mną, kto pierwszy dojedzie do miejsca katastrofy, to widocznie szczególnie zależało mu, by się tam pokazać. Państwo wybaczą, ale nie jestem w stanie nawet zrozumieć takiej mentalności.
Ja jechałem do ciał moich najbliższych – do Leszka, Marylki, Przyjaciół. To, co wyrabiał wówczas pan Tusk, po prostu nie mieści mi się w głowie’ – mówi Jarosław Kaczyński.
Dopiero po dotarciu na miejsce katastrofy po raz pierwszy zaproponowano mu, aby zgodził się przyjąć kondolencje od premiera Tuska. ‚Odmówiłem’ – tłumaczy. Nie chciał także wtedy przyjąć kondolencji od premiera Putina. ‚Dla mnie rola premiera Tuska i premiera Putina była w tym wypadku niejasna. W mojej ocenie, obaj nie potraktowali wizyty prezydenta Lecha Kaczyńskiego z należytym szacunkiem i starannością’ – powiedział Kaczyński.
Nie wiedziałem, że ręka jest oderwana
Mimo namów, by ciała brata nie oglądał, zdecydował się przeprowadzić identyfikację. Choć ciało było w bardzo złym stanie, to nie miał kłopotów z jego rozpoznaniem. ‚Pytali, po czym rozpoznaję. Odpowiedziałem, że choćby po bliźnie, którą Leszek miał na ramieniu. To była duża blizna po operacji po wypadku samochodowym. Sprawdzili to i chyba uwierzyli. Nie wiedziałem wtedy, że ręka jest oderwana’ – relacjonuje Kaczyński.
Zapamiętał, iż wówczas pozostawały tam jeszcze dwa ciała – prezydenta Ryszarda Kaczorowskiego i wicemarszałka Krzysztofa Putry. Mimo nalegań Rosjanie nie zgodzili się, by wtedy Jarosław Kaczyński zabrał ciało prezydenta do Polski. W rozmowie z Pawłem Kowalem premier Putin miał stwierdzić, że ‚musi zorganizować pożegnanie’ ciała prezydenta Polski.
Od Rosjan Kaczyński usłyszał o rzekomych ‚przyczynach’ katastrofy. ‚Usłyszeliśmy, że samolot cztery razy podchodził do lądowania. Miało to wyglądać tak: podejmował próbę lądowania, nie udawała się, a załoga znowu zawracała i znowu starała się wylądować’ – relacjonuje Kaczyński.
‚Państwo polskie nie może przejść do porządku nad tą niespotykaną wprost tragedią’ – stwierdził Jarosław Kaczyński. Zadeklarował, że uczyni wszystko, aby wyjaśnić przyczyny katastrofy samolotu rządowego i będzie zabiegał o wyciągnięcie konsekwencji ‚nie tylko prawnych wobec tych, którzy mogli przyczynić się do tego zdarzenia, ale także politycznych i moralnych’. Według Kaczyńskiego, ustalenie osób odpowiedzialnych politycznie za katastrofę smoleńską nie wymaga śledztwa, ‚ale to trzeba powiedzieć w odpowiednim momencie tak, by usłyszała o tym cała Polska i cały świat’.
Ciało prezydenta ‚w ruskiej trumnie na deszczu’
Trumna z ciałem prezydenta mokła na deszczu, w czasie gdy Tusk z Putinem wymieniali uściski w namiocie – taką relację na temat tego, co działo się w Smoleńsku w pierwszych godzinach po katastrofie, przedstawił wczoraj w TVN24 poseł Joachim Brudziński, który towarzyszył tego dnia Jarosławowi Kaczyńskiemu. Parlamentarzysta zacytował rozmowę, którą prowadzili nie wymienieni przez niego z nazwiska współpracownicy Donalda Tuska po przybyciu na miejsce. ‚Którym wejściem będzie wchodził Kaczor? (…) Tym? To my spie…’.
– Premier ścigał się z nami w drodze na miejsce tragedii, a potem, pod namiotem, osłonięty przed deszczem ściskał się z Putinem, a ciało prezydenta zostawił w ruskiej trumnie na deszczu – powiedział Brudziński. W jego przekonaniu, postawa Donalda Tuska skompromitowała go jako człowieka. – Żeby nie zażądać od Putina, żeby rozpostarł namiot nad ciałem Lecha Kaczyńskiego, żeby nie było kompanii reprezentacyjnej Wojska Polskiego – taki premier nie zasługuje na mój szacunek – skwitował wzburzony poseł.
AK
Jarosław Kaczyński o katastrofie:
Prezydent poleciał do Katynia rządowym samolotem. Nie prezydenckim – bo takiego nie było i nie ma. To rząd Donalda Tuska dużo wcześniej odmówił głowie państwa prawa do korzystania z tupolewa. Dopiero po katastrofie ministrowie i sam premier zaczęli nazywać ten samolot prezydenckim. To dość znamienne. Tym bardziej że prezydentowi usiłowano odmówić samolotu niejeden raz.
10 kwietnia o 6 rano Leszek obudził mnie telefonem. Później zadzwonił o 8.20. Myślałem, że już wylądował i dzwoni ze Smoleńska. Bardzo rzadko dzwonił z telefonu satelitarnego z samolotu. Powiedział mi, że z Mamą wszystko w porządku i poradził, bym się przespał. Pamiętam doskonale, że użył określenia: ‚bo się rozpadniesz’.
Akurat goliłem się, gdy zadzwonił telefon. Byłem pewien, że to brat telefonuje już ze Smoleńska. Usłyszałem jednak jakiś nieznajomy głos. Chyba był to któryś ze współpracowników ministra Sikorskiego. Później słuchawkę przejął sam minister. Poznałem go. Nie miałem cienia wątpliwości, że stało się coś złego. Dowiedziałem się, że doszło do katastrofy. Rozbił się samolot. Wszyscy zginęli.
Powiedziałem mu: ‚To jest wynik waszej zbrodniczej polityki – nie kupiliście nowych samolotów’. Na tym rozmowa się skończyła. (…) Po kwadransie był następny telefon. Miałem cień nadziei, że może jednak ktoś przeżył. Znów dzwonił Sikorski i kategorycznie stwierdził, że katastrofa była wynikiem błędu pilota. Pamiętam jego słowa: ‚to był błąd pilota’. (…) Oznajmił mi to zdecydowanie i jednoznacznie. Teraz myślę, że zarówno Sikorski, jak i sam Tusk bali się, że publicznie powtórzę to, co powiedziałem Sikorskiemu podczas pierwszej rozmowy telefonicznej.
Miałem wrażenie, że Donald Tusk zdecydował się polecieć do Smoleńska wtedy, gdy dowiedział się, że ja tam lecę. Być może się mylę, ale tak to zapamiętałem. Nie chciałem jednak lecieć z premierem. Poleciałem z przyjaciółmi. Wylądowaliśmy zresztą w Witebsku przed Tuskiem.
Później pojawił się ambasador Bahr. Radził mi, bym nie oglądał ciał – tam już wtedy były tylko trzy ciała: Leszka, prezydenta Kaczorowskiego oraz Marszałka Putry. Nie uległem tym namowom. Miałbym nie zobaczyć własnego Brata? Poszedłem tam, gdzie znajdowały się zwłoki. Ciało mojego Brata było w bardzo złym stanie, ale oczywiście ja nie miałem problemów z jego identyfikacją. Zrobiłem wtedy to, co normalnie się w takich sytuacjach czyni. Nie chcę o tym opowiadać w szczegółach. Pamiętam jednak to potworne uczucie chłodu ciała Leszka.
To było wstrząsające. Przy mnie byli jacyś funkcjonariusze, urzędnicy. Zwróciłem jednemu z nich uwagę, by zdjął z głowy czapkę. Uczynił to, w ogóle zachowywali się poprawnie.
[Na pytanie, czy poznaję Brata] powiedziałem, że oczywiście tak. Pytali, po czym rozpoznaję. Odpowiedziałem, że choćby po bliźnie, którą Leszek miał na ramieniu. To była duża blizna po operacji po wypadku samochodowym. Sprawdzili to i chyba uwierzyli. Nie wiedziałem wtedy, że ręka jest oderwana. Nalegano, bym zgodził się na wykonanie badań DNA. Odmówiłem. Rozpoznałem Brata. Dali mi do wypełnienia jakiś formularz. W tym również dotyczący odmowy przeprowadzenia badań DNA.
Zadzwonił do nas Antoni Macierewicz. Doradzał, byśmy zabrali do Warszawy ciało Prezydenta. My też byliśmy tego zdania. Wtedy też ambasador Bahr zapytał mnie, czy nie zechciałbym przyjąć kondolencji od Putina. Odmówiłem.
Dla mnie rola premiera Tuska i premiera Putina była w tym wypadku niejasna. W mojej ocenie obaj nie potraktowali wizyty prezydenta Lecha Kaczyńskiego z należytym szacunkiem i starannością. Na razie nie będę tego rozwijał.
[Jeszcze tej nocy] w pewnym momencie okazało się, że samolot, którym przylecieliśmy do Witebska, dostał pozwolenie na wylądowanie w Smoleńsku. I wylądował. Wiedziałem, że jest w stanie zabrać na pokład trumnę z ciałem Leszka. Paweł Kowal przedstawił nasze stanowisko ministrowi Szojgu. Ten się zgodził na zabranie ciała Brata.
Jednak po jakimś czasie Kowal został wezwany przez Rosjan. Rozmawiał z nim Władimir Putin. Premier Rosji powiedział, że rozumie moje postępowanie, wie o chorobie mojej Mamy, jednak nie może się zgodzić, bym teraz zabrał Brata do Polski. Tłumaczył, że musi zorganizować pożegnanie.
Nie chciałem, by śmierć moich najbliższych stała się głównym tematem kampanii wyborczej. Jednak jest sprawą zupełnie oczywistą, że państwo polskie nie może przejść do porządku nad tą niespotykaną wprost tragedią. Uczynię wszystko, by wyjaśnić przyczyny katastrofy samolotu rządowego. To jest dziś dla mnie najważniejsze i osobiście, i politycznie. Będę zabiegał o wyciągnięcie konsekwencji nie tylko prawnych wobec tych, którzy mogli przyczynić się do tego zdarzenia, ale także politycznych i moralnych. Ustalenie osób odpowiedzialnych politycznie za katastrofę smoleńską nie wymaga śledztwa. Ale to trzeba powiedzieć w odpowiednim momencie tak, by usłyszała o tym cała Polska i cały świat.
oprac. AKW /14.7.2010/
***
Ekshumacja zwłok Jana Klusika
Wczoraj około godz. 7 na cmentarzu w Opolu przeprowadzono ekshumację ciała Jana Klusika, który modlił się w sierpniu pod krzyżem na Krakowskim Przedmieściu, a miesiąc po kopnięciu przez nieznanego dotychczas osobnika zmarł
Ekshumacja została wykonana przez Zakład Medycyny Sądowej Akademii Medycznej im. Piastów Śląskich we Wrocławiu
Jak poinformował Antoni Klusik, brat zmarłego, wczoraj ok. godz. 15 ciało zostało odwiezione na cmentarz w Opolu i złożone ponownie do grobu. Wyniki ekshumacji mają być znane do 21 listopada.
Ekshumacja odbywała się w asyście prokuratury i rodziny zmarłego. Jak informuje Klusik, na miejscu obecny był także fotograf sądowy. Na stronach gazeta.pl można też znaleźć film wideo z ekshumacji nakręcony spoza ogrodzonego przez policję terenu, jednak – jak podkreśla Klusik – nikt nie pytał rodziny, czy ma prawo filmować.
Historia Jana Klusika, to historia człowieka, który modlił się z innymi osobami o godne upamiętnienie ofiar katastrofy smoleńskiej w sierpniu pod krzyżem na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie i został brutalnie kopnięty przez nieujętego do tej pory chuligana. Miesiąc później zmarł. Istnieje prawdopodobieństwo, że jego śmierć może być wynikiem kopnięcia.
Postępowanie w tej sprawie prowadzi prokuratura w Opolu. Jak podkreślała Lidia Sieradzka, rzecznik opolskiej prokuratury okręgowej, po pojawieniu się informacji w mediach, że śmierć Jana Klusika mogła być spowodowana pobiciem, zaistniała konieczność przeprowadzeni ekshumacji.
Nagły zgon mężczyzny jest bardzo zagadkowy. Zmarł miesiąc po tym, gdy odniósł obrażenia w nocy z 14 na 15 sierpnia, kiedy służby porządkowe przeprowadzały akcję usunięcia ludzi spod krzyża ustawionego przez harcerzy. Jak relacjonowali świadkowie zajścia, 57-letni Jan Klusik zasłaniał kobietę przed atakiem i sam został kopnięty w klatkę piersiową przez chuligana. Miał pęknięte żebro oraz problemy z oddychaniem.
pt /27.10.2010/
***
Osoby broniące krzyża przed Pałacem Prezydenckim upublicznią nagrania dokumentujące przypadki agresji wobec nich
Na wniosek opolskiej prokuratury dojdzie do ekshumacji ciała Jana Klusika
Mężczyzna, który uczestniczył w modlitwach i czuwaniu przy krzyżu postawionym przed pałacem prezydenckim w hołdzie zmarłym w katastrofie smoleńskiej, zmarł nagle pod koniec września. Oficjalna przyczyna zgonu – zawał serca.
Według Opolskiego Stowarzyszenia Pamięci Narodowej, z którym był związany, zawał Klusika to efekt kopnięcia w pierś. W nocy z 14 na 15 sierpnia, twierdzą działacze stowarzyszenia, brał on udział w modlitwie przy krzyżu na Krakowskim Przedmieściu i tam zasłonił swoim ciałem kobietę przed atakiem zwyrodnialca. Od tego czasu uskarżał się nabóle w piersiach. Prokuratura chce sprawdzić, czy domniemane pobicie mogło być przyczyną jego zgonu.
– Dostaliśmy sygnał, że człowiek, który zmarł w Opolu, być może wcześniej został kopnięty. Takie okoliczności trzeba sprawdzić i ustalić, czy miały związek ze zgonem – powiedziała Lidia Sieradzka, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Opolu.
– Nie widziałem samej napaści na pana Klusika, ale faktycznie, nocami młodzi, podpici ludzie znieważali, szarpali i kopali modlących się – powiedział Dariusz Wernicki ze Społecznej Inicjatywy Obrońców Krzyża. Dodał, że część takich przypadków agresji została udokumentowana przez przypadkowych obserwatorów lub samych pikietujących.
– Zbieramy te wszystkie filmy i zdjęcia, i chcemy zaprezentować je na konferencji prasowej – powiedział Wernicki. Mają też one zostać umieszczone na specjalnej stronie internetowej.
rp/pap /23.10.2010/
***
Zmarł pobity obrońca krzyża
Jan Klusik, jeden z obrońców krzyża, zmarł nagle na serce. Pan Jan został w sierpniu kopnięty w klatkę piersiową przez chuligana, gdy przy Pałacu Prezydenckim zasłaniał kobietę przed atakiem. Miał wtedy pęknięte żebro oraz problemy z oddychaniem
– Janek Klusik, o czym mało się pamięta, w podziemiu wspomagał druk. Dostarczał klisze, zaopatrywał drukarnie i starał się robić wszystko to, co było potrzebne. Nie dbał o stanowiska i aplauz. Odwiedzał brata Antka w więzieniu. Być może właśnie uwięzienie rodzonego brata spowodowało, że zdecydował się na bardzo aktywną walkę z sowieckimi namiestnikami w Polsce – napisano na stronach internetowych Opolskiego Stowarzyszenia Pamięci Narodowej, którego aktywnym członkiem był zmarły.
Mężczyzna zmarł w ubiegłą sobotę w Opolu. Jak informuje portal W Obronie Krzyża, miesiąc wcześniej, w nocy z 14 na 15 sierpnia, Jan Klusik doznał urazu klatki piersiowej, gdy czuwał przed krzyżem na Krakowskim Przedmieściu. Starał się wtedy ochronić własnym ciałem przed atakiem prześladowcy jedną z kobiet modlących się o godne upamiętnienie ofiar katastrofy smoleńskiej. Napastnik kopnął pana Jana w klatkę piersiową.
– Cios złamał mu żebro, a po urazie miał kłopoty z oddychaniem – poinformowali świadkowie zdarzenia. Jego rodzina i przyjaciele przyznają, że pan Jan był chory na serce, a po uderzeniu przez chuligana skarżył się na pęknięte żebra.
– Było tam kilka takich akcji. Podczas jednej z nich został kopnięty przez pewnego dwumetrowca zza trzeciej osoby. Grałem kiedyś w piłkę nożną i wiem, że taki cios nazywało się zza zasłony – mówi Antoni Klusik, brat zmarłego. Jak dodaje, pan Jan zrezygnował wówczas z udania się do lekarza.
– Janek powiedział nam, że ma pęknięte żebra, ponieważ odczuwa identyczne objawy, jakich kiedyś już doznał z takim skutkiem – powiedział A. Klusik.
Jerzy Łysiak, przewodniczący zarządu OSPN, informuje, że śmierć pana Jana nastąpiła w sposób nagły, kiedy odwiedzał znajomego w Opolu. – Miał chore serce i od dawna był na nie leczony – zauważa Łysiak. – Zasłabł, być może był to zawał. Wezwani ratownicy pogotowia określili to jako zatrzymanie akcji serca – powiedział A. Klusik.
– Odszedł od nas nasz przyjaciel, Janek Klusik. (…) Był człowiekiem wielkiej dobroci, zawsze chętny do bezinteresownej pomocy, do wykonywania najróżniejszych, często trudnych, ciężkich i uciążliwych prac na rzecz każdego, kto ich potrzebował. Straciliśmy w Jego Osobie wiernego przyjaciela, pomocnika i powiernika różnych naszych radości i trosk – napisali koledzy.
Mimo obecności wielu policjantów osoby domagające się postawienia pomnika ofiar smoleńskich na Krakowskim Przedmieściu nie czują się bezpiecznie. Doświadczyły wielu napaści, które relacjonowane są na stronie internetowej obrońców krzyża. Obawiają się represji m.in. w zakładach pracy.
Mariusz Bulski, jeden z członków Inicjatywy Społecznej Obrońców Krzyża, mówi o tym na przykładzie swojej rodziny. – Moja żona pracuje w środowiskach akademickich i otrzymała ostrzeżenie, by nie wspominać o mężu, bo będzie ‘ciężko z pracą’. Jakby na to nie patrzeć, dotyka nas ten wirtualny układ, którego ponoć nie ma. W momencie, kiedy czemuś się sprzeciwiasz – jak ja – i stajesz po pewnej niewygodnej stronie, wtedy twoje nazwisko pojawia się w kampanii paszkwili w prasie – powiedział Bulski.
jd/nd /27.9.2010/
***
Dlaczego zmarł obrońca krzyża
Zmarł jeden z obrońców krzyża. Stało się to miesiąc po tym, jak został pod Pałacem Prezydenckim skopany przez ‘młodego, wykształconego, z dużego miasta’. Czy dlatego zmarł? Nie ma pewności, ale jest to prawdopodobne. Działo się to przy bierności BOR, policji i straży miejskiej. O tym, że służby otwarcie unikały interwencji, gdy atakowano ludzi pod krzyżem, było wiadomo od dawna. Ale za to teraz mają się sypać mandaty za stawianie zniczy – tak zapowiada twardy szeryf Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz. Twardy rzecz jasna dla tych niesłusznych.
łw /1.10.2010/
***
Jarosław Kaczyński złożył wieniec
Politycy PiS, z prezesem partii Jarosławem Kaczyńskim, złożyli rano – pół roku po katastrofie pod Smoleńskiem – wieniec na dziedzińcu Pałacu Prezydenckiego i odmówili modlitwę. Wieniec został złożony w miejscu, gdzie wcześniej stał krzyż, obecnie znajdujący się w kaplicy pałacu. Przed pałacem pozostała grupa kilkudziesięciu osób, modląca się i od czasu do czasu wznoszących okrzyki, m.in.: Panie Michałowski, proszę oddać nam ukradziony krzyż. Jest on własnością narodu.
Na miejscu zebrało się kilkadziesiąt osób, w chwili składania wieńca było ich kilkaset. Znicze palące się przed pałacem ułożono w kształt krzyża, ustawione są barierki odgradzające teren budynku.
Politycy PiS oddali hołd ofiarom katastrofy samolotu Tu-154 po Mszy św. w sąsiadującym z Pałacem Prezydenckim kościele seminaryjnym. Zebrani zapalili znicze, odmówili krótką modlitwę za ofiary tragedii i odśpiewali hymn oraz pieśń Boże, coś Polskę.
Prezesowi PiS towarzyszyli m.in. szef klubu PiS Mariusz Błaszczak, wicemarszałek Sejmu Marek Kuchciński, szef parlamentarnego zespołu ds. wyjaśniania katastrofy smoleńskiej Antoni Macierewicz oraz kilkunastu innych posłów PiS.
Od razu po uroczystości Jarosław Kaczyński udał się na miejsce pochówku części ofiar katastrofy smoleńskiej na Cmentarzu Powązkowskim w Warszawie.
Szef klubu PiS Mariusz Błaszczak zapowiedział, że uroczystość składania wieńców i wcześniejsza Msza św. będą odbywać się co miesiąc. – To najlepsza forma. W ten sposób okazujemy, że jesteśmy solidarni, że pamiętamy o poległych 10 kwietnia – powiedział Błaszczak.
pg/pap /10.10.2010/
***
Kwiaty na grobie brata
Parlamentarzyści PiS w sobotę w Krakowie wzięli udział we Mszy św. w intencji tragicznie zmarłej pary prezydenckiej Lecha i Marii Kaczyńskich oraz osób towarzyszącym im w drodze na uroczystości w Katyniu. Złożyli też kwiaty na sarkofagu pary prezydenckiej w krypcie Katedry na Wawelu
W zorganizowanej przez PiS uroczystości wziął udział prezes tej partii Jarosław Kaczyński. Jego pojawienie się w nowohuckim kościele Arka Pana oraz przybycie europosła PiS Zbigniewa Ziobry zostało przyjęte oklaskami.
Ks. Władysław Palmowski powiedział w homilii, że tragiczna śmierć ofiar katastrofy pod Smoleńskiem zobowiązuje nas do refleksji nad swoimi postawami i do postawienia pytania, do jakich ofiar jesteśmy zdolni.
Duchowny przypomniał Polaków pomordowanych na Wschodzie, ofiary komunistycznego reżimu w powojennej Polsce, śmierć ks. Jerzego Popiełuszki i krakowskiego ucznia Bogdana Włosika, zastrzelonego przez SB w Nowej Hucie, a także tragicznie zmarłą parę prezydencką i towarzyszące jej w drodze do Katynia osoby.
Przewodniczący Rady Miasta Krakowa Józef Pilch (PiS) wręczył Kaczyńskiemu reprint dzieła Jana Długosza Banderia Prutenorum, w którym słynny historyk opisał krzyżackie chorągwie zdobyte przez wojska Jagiełły na polach Grunwaldu. – Ś.p. Lech Kaczyński, prezydent RP, był orędownikiem polskiego patriotyzmu – powiedział Pilch. Przypomniał zaangażowanie Lecha Kaczyńskiego, jako prezydenta Warszawy, w tworzenie Muzeum Powstania Warszawskiego oraz jego działalność na rzecz polityki historycznej.
Po Mszy św. prezes PiS złożył kwiaty przed stojącym w pobliżu kościoła pomnikiem upamiętniającym Bogdana Włosika i zamienił kilka zdań z rodzicami ucznia technikum zastrzelonego przez SB podczas demonstracji w Nowej Hucie w 1982 r.
Na Wawelu Jarosław Kaczyński powiedział dziennikarzom, że przyjechał do Krakowa, jak czyni to co miesiąc, na grób brata i bratowej.
Pytany dlaczego nie leci do Smoleńska powiedział, że szanuje decyzje tych, którzy uważają, że powinni tam być. – Każdy podejmuje decyzję indywidualnie, nikogo nie oceniam – jedni chcieli lecieć, inni nie.
Kaczyński nie chciał komentować faktu, że rodziny postanowiły nie zabierać do Smoleńska krzyża z Pałacu Prezydenckiego. – Moim zdaniem ten krzyż powinien stać przed pałacem – powiedział prezes PiS.
Zbigniew Ziobro powiedział z kolei dziennikarzom, że nie można zapomnieć o zbrodni katyńskiej sprzed 70 lat, ale też musimy zrobić wszystko, by prawda dotycząca okoliczności tragicznej katastrofy została w pełni wyjaśniona. – By została wyegzekwowana odpowiedzialność prawna, ale też ta polityczna i moralna (…) Ktoś odpowiadał za przygotowanie tego lotu, jego organizację, za służby, które miały gwarantować bezpieczeństwo prezydentowi i wszystkim, którzy znajdowali się na pokładzie.
Po zejściu ze Wzgórza Wawelskiego, Jarosław Kaczyński wraz z kandydatem PiS na prezydenta Krakowa Andrzejem Dudą, złożył kwiaty pod Krzyżem Katyńskim. Wraz z parlamentarzystami zapalili znicze. Po uroczystościach na Wawelu część parlamentarzystów PiS odwiedziła groby posła Zbigniewa Wassermanna i prezesa IPN Janusza Kurtyki.
pap /9.10.2010/
***
Cejrowski atakuje Gronkiewicz-Waltz
Wojciech Cejrowski broni krzyża i atakuje władze Warszawy. Twierdzi, że chuligani ‘szczali na krzyż’ i ‘gasili moczem znicze’ pod okiem miejskich kamer. A mimo to, nikt ich nie odgonił!
Wojciech Cejrowski udzielił ostrego wywiadu Wirtualnej Polsce. – Władze miasta rozwiesiły wokół Pałacu Prezydenckiego kamery. Te sfilmowały kilku ludzi, którzy podeszli do krzyża i oszczali ten krzyż oraz znicze płonące ku czci ofiar katastrofy. Gasili znicze moczem – powiedział Cejrowski.
Władze miasta nie zareagowały. Ten film ich nie poruszył. To znaczy, że władze są bezduszne i do wymiany. Mnie ta scena poruszyła do żywego – mówił Cejrowski. – Obecnym władzom miasta przypominam, że zaniechanie też jest przestępstwem – dodał.
wp /3.9.2010/
***
Gronkiewicz-Waltz do wymiany
Rozmowa z Wojciechem Cejrowskim
Hanna Gronkiewicz-Waltz stanowczo podkreśla: na Krakowskim Przedmieściu nie ma miejsca dla krzyża. Co pan na to?
Czy pani Hanna Gronkiewicz-Waltz ma zamiar wyburzyć cztery kościoły, zwalić Kolumnę Zygmunta i usunąć pomnik Prymasa Wyszyńskiego? Tam wszędzie są krzyże i każdy z wymienionych przeze mnie obiektów znajduje się na Krakowskim Przedmieściu.
Monument upamiętniający tragedię smoleńską ma powstać na Powązkach. Czy ten pomnik nie wystarczy?
Nie wystarczy, bo Pomnik na Powązkach nie wystarczy, bo Powązki są daleko, na Powązki chodzi się rzadko, a to ma być pomnik żywy. Pomnik to nie to samo co nagrobek. Czy pomnik Prymasa Wyszyńskiego też powinien być wystawiony na Powązki? Pomnik Józefa Piłsudskiego też? A grób Nieznanego Żołnierza – dlaczego stoi w centrum miasta? Właśnie dlatego, że to jest pomnik, a nie nagrobek.
Obrońcy krzyża deklarują, że przetrwają zimę. Czy takie ich poświęcenie jest konieczne?
To dziwaczne pytanie. Ich poświęcenie jest dobrowolnym wyborem, a nie koniecznością. Ich poświęcenie jest też ich prawem! Obywatel może sobie stać na dowolnie wybranej ulicy ile tylko mu się podoba i nikomu nic do tego. Władzom miasta chcę przypomnieć, że one są na służbie obywateli, a nie na odwrót. Władze miasta powinny więc zapewnić komfort przebywania obywateli na ulicy oraz bezpieczeństwo przebywania obywateli na ulicy we dnie i w nocy. Obecna władza pod przewodem pani HGW się z tej służby nie wywiązuje.
Władze miasta negatywnie oceniano za niepodjęcie żadnych działań w sprawie krzyża. Pan się przyłącza do tej krytyki?
Władze miasta rozwiesiły wokół Pałacu Namiestnikowskiego kamery. Kamery sfilmowały kilku ludzi, którzy podeszli do krzyża i oszczali ten krzyż oraz znicze płonące ku czci ofiar katastrofy. Gasili znicze moczem. Władze miasta nie zareagowały. Ten film ich nie poruszył. To znaczy, że władze są bezduszne i do wymiany. Mnie ta scena poruszyła do żywego. Obecnym władzom miasta przypominam, że zaniechanie też jest przestępstwem.
Jak często był pan w ostatnich dniach na Krakowskim Przedmieściu i co dają panu wizyty w tym miejscu?
Przychodzę gdy akurat jestem w Warszawie, gdy jest mi po drodze, albo gdy jest potrzeba. Potrzeba była na przykład w dniu, gdy pani prezydentka HGW zezwoliła na pijacką balangę ateistów o godzinie 23 przed krzyżem. Wówczas przyjechałem specjalnie by się modlić o bezpieczeństwo i pokój.
Kościół pokazał swoją słabość w sprawie krzyża? Nie zajął przecież jednoznacznego stanowiska.
Kościół to również ja. Kościół to wszyscy wierni. Kościół jest niezwyciężony. Nasza moc nie jest doraźna. A nasza siła to serie z różańca. Za pomocą różańca jesteśmy w stanie pokonać każdego. Pokonujemy modlitwą.
Ojciec Tadeusz Rydzyk przed tysiącami słuchaczy pochwalił pana postawę w sprawie krzyża. Określił pana mianem dzielnego Polaka. Cieszą pana takie wyrazy uznania?
A co, mam się smucić, gdy mnie ktoś nazywa dzielnym Polakiem? Nie przeceniam słów ojca Rydzyka, ale oczywiście, takie wyrazy uznania mnie cieszą, bo każdy obywatel Rzeczypospolitej powinien tak się zachowywać, by zasłużyć na określenie dzielny i na określenie Polak. Ja się staram. Dlatego angażuję się w sprawy, które oceniam jako ważne dla Polski. Tak, proszę pani, jestem patriotą. Mogę się mylić w ocenie tego, co dla Polski dobre, ale zdecydowanie jestem patriotą! Wolę być zaangażowany nietrafnie, niż niezaangażowany, bo mi Polska wisi.
Rada Etyki Mediów skrytykowała sposób relacjonowania sprawy krzyża przez media. Zdaniem REM poprzez nadmierne zainteresowanie tym tematem doszło do eskalacji sporu. Media podsycały niezdrową atmosferę sensacji?
Media nie wyciągnęły żadnej lekcji z katastrofy smoleńskiej. Najpierw media szczuły Lecha Kaczyńskiego, a potem za to przepraszały. Teraz media szczują krzyż.
Czy zespół Antoniego Macierewicza ma szansę ustalić przyczyny katastrofy smoleńskiej? Jaka jest pana ocena dotychczasowe ustalenia polsko-rosyjskiego śledztwa?
To są dwa osobne pytania. O zespole pana Macierewicza nie wiem nic, a o śledztwie wiem, że jest prowadzone źle… Właściwie powinienem powiedzieć, że nie jest prowadzone wcale. To, co polska strona robi w tej sprawie, to gra pozorów. Żadnych konkretów, seria uników i uległość wobec Ruskich. Wrak już dawno powinien być w Polsce. Całe śledztwo już dawno powinno być w Polsce, bo jak to możliwe, że śledztwo prowadzi jeden z podejrzanych?
rozm. js/wp /2.9.2010/
***
Pogańska dzicz walczy z krzyżem
Przy aprobacie najwyższych władz Polski cztery miesiące po katastrofie smoleńskiej pamięć ofiar została pohańbiona przez rozwydrzony tłum zabawiający się nocą przed Pałacem Prezydenckim. Zbezczeszczony został krzyż. Posłowie PiS zaapelowali o powołanie w trybie pilnym komitetu honorowego budowy pomnika upamiętniającego delegację katyńską, by położyć kres podobnym ekscesom.
Według relacji reporterów TVN24 w nocy z poniedziałku na wtorek przed Pałacem Prezydenckim odbył się pokojowy piknik, radosny młodzieżowy festyn. Tak interpretowali scenerię, w której wiele rozbawionych osób rytmicznie podskakiwało na komendę: Podskocz, jeśli jesteś przeciw krzyżowi!. Dwaj młodzi mężczyźni histerycznie wymachiwali fotomontażem zdjęcia nieżyjącego prezydenta Lecha Kaczyńskiego w stroju plażowym z pokaźnych rozmiarów krzyżem na piersiach oraz gejowskim rekwizytem.
Precz z krzyżami na stos z mocherami! (pisownia oryginalna) – głosił transparent przyniesiony przez innych zdeklarowanych ateistów. Precz z krzyżem!, Dość dyktatu krzyżaków! – skandowano z tępą zaciekłością na twarzach. Śmiechom i hałasom nie było końca. Dużo nienawistnych, wulgarnych słów, krzyków, wrzasków, gestów świadczących o braku szacunku dla zmarłych i symboli religijnych towarzyszyło ‘pokojowej’ manifestacji przeciwników obecności krzyża przed Pałacem Prezydenckim w Warszawie.
W poniedziałek już od późnego popołudnia gromadziła się tam młodzież, która zwoływała się wcześniej na internetowych portalach społecznościowych. Wiele grupek tańczyło w pobliżu miejsca, w którym harcerze ustawili krzyż hołdu i pamięci o 96 członkach delegacji katyńskiej. Inni przynieśli transparent nawołujący do umieszczenia w tym miejscu ‘koła zamiast krzyża’. Coś nakazało pewnemu mężczyźnie przebrać się za szatana. Od wielu uczestników akcji inspirowanej przez niejakiego Dominika Tarasa ps. Rambo cuchnęło alkoholem.
Wyzwiska podczas Mszy świętej
Osoby czuwające przy harcerskim krzyżu w obronie pamięci i honoru ofiar smoleńskich od początku zachowywały się spokojnie i w skupieniu modliły się przed krzyżem. Zaczęły Mszą św. o godz. 20. Policja szczelnie otoczyła ich kordonem, nie dopuszczając w pobliże nikogo z szydzącego zbiorowiska. Było tam bardzo mało miejsca i inni ludzie, którzy także przyszli się pomodlić, nie mogli już dołączyć do ich grona. Mogło to wywołać wrażenie, że walczących z krzyżem jest więcej.
My nie zrezygnujemy z tego, co robimy, bo ten krzyż musi zostać i musi powstać płyta pamiątkowa po ofiarach, które zginęły 10 kwietnia – powiedział Dariusz Wernicki z grupy obrońców krzyża.
W trakcie akcji wymierzonej w krzyż i dzielącej Polaków doszło do rękoczynów, np. dwóch mężczyzn stojących wysoko na latarniach wszczęło bójkę. – Były rzuty butelkami plastykowymi i jeden szklaną butelką po wódce, która uderzyła starszą panią w rękę. Osoba ta udała się do szpitala, ale na szczęście do poważnego urazu nie doszło, zrobił się siniak. Incydent miał miejsce po formalnym rozpoczęciu manifestacji o godz. 23 – mówi Wernicki.
O godz. 19 policja stała w pełnej gotowości. Jednak już w czasie Mszy św. o godz. 20 demonstranci rzucali wyzwiska pod adresem modlących się i wznosili okrzyki: Krzyż do kościoła!, Krzyż do góry nogami!. Padały wulgarne słowa, a jeszcze przed Mszą św. ciskano plastykami. Młodzi ludzie pili piwo, palili papierosy.
Przeciwnicy krzyża wyróżniali się nie tylko tym. Wymachiwali płótnem z napisem: Zburzyć pałac prezydencki – zasłania krzyż!, nosili balony, grali nadmuchaną piłką, na wszelkie sposoby chcieli sprowokować modlących się. Niektórzy, być może wstydząc się tego, co robią, choćby przed swoimi rodzicami, przyszli przebrani i wymalowani, w maskach, perukach. Wrzeszczeli: Precz z krzyżami!, Do kościoła!, Przenieść pałac!, Polska to kraj świecki, szanujmy konstytucję! czy Grunwald pamiętamy!. Jedna osoba nosiła krzyż, na którym zawiesiła pluszowego misia. Młodzi ludzie w ramach ‘pikniku’ wdrapywali się na okoliczne słupy, rozwieszali transparenty i niemiłosiernie krzyczeli.
Brak szacunku dla miejsca, na którym modlono się za ofiary katastrofy, bulwersował obrońców krzyża. Również poza grupą skupioną wokół niego nie brakowało zwolenników pozostawienia go przy pałacu. Nikt nie dał się sprowokować, odmawiano Różaniec. Ludzie, którym zależy na upamiętnieniu ofiar katastrofy smoleńskiej, też trzymali transparenty: Jeśli zapomnę o nich, Ty, Boże na niebie, zapomnij o mnie. Wyróżniały ich biało-czerwone flagi oraz małe drewniane krzyże i różańce. Intonowali pieśni religijne, hymn narodowy, Boże, coś Polskę. Ktoś na trąbce odegrał Rotę.
Jestem zbulwersowana. Nie wiem, w jakim kraju żyję z taką młodzieżą… To wywołuje przerażenie. Prowokują czy udają, że nie wiedzą, co to znaczy krzyż? Czy rodzice ich tego nie nauczyli? Ta młodzież się zatraciła, zagubiła, nie wie, jakimi korzeniami żyje. Teraz trwa walka o krzyż. Przeraża mnie, że mówi się, iż my walczymy o Kaczyńskiego; ja nie walczę o Kaczyńskiego, o PO czy SLD, walczę o to, że jestem Polką, i wiem, że 96 osób odeszło z tego świata w tej katastrofie – powiedziała pani Elżbieta (54 lata) z Warszawy.
Miejsce dla krzyża w życiu publicznym
W trakcie manifestacji do dziennikarzy podszedł ks. Stanisław Małkowski towarzyszący obrońcom krzyża i czuwający z nimi na modlitwie od wielu dni.
Ci, którzy chcą usunąć stąd krzyż, chcą usunąć krzyż z życia publicznego. Co to znaczy? To znaczy życie publiczne poddać nie temu, co wyraża krzyż, tylko czemuś przeciwnemu. Czyli nie miłości – tylko nienawiści, nie prawdzie – tylko kłamstwu, nie życiu – tylko śmierci. Brak krzyża w życiu publicznym oznacza cywilizację śmierci, spisek przeciwko życiu, o którym mówił i pisał Sługa Boży Jan Paweł II. Ten krzyż jest też wołaniem o prawdę o tragedii smoleńskiej i o pamięć – powiedział.
Protest zakończył się po godz. 2 nad ranem, ale policja zaczęła się rozchodzić ok. godz. 4, chociaż część funkcjonariuszy pozostała. Prawo i Sprawiedliwość zaapelowało o powołanie komitetu honorowego budowy pomnika upamiętniającego ofiary katastrofy smoleńskiej. Jak informował wczoraj wicemarszałek Sejmu Marek Kuchciński, patronat honorowy zgodziła się objąć matka Lecha i Jarosława Kaczyńskich, Jadwiga Kaczyńska.
Zwracamy się z apelem o rozpoczęcie prac nad upamiętnieniem ofiar tej katastrofy. Upamiętnieniem, które – naszym zdaniem – powinno przyjąć formę pomnika – powiedział Kuchciński. – Wydaje się, że można znaleźć odpowiednią formę architektoniczną i to miejsce pozostanie w pamięci Polaków – dodał wicemarszałek Senatu Zbigniew Romaszewski.
PT/nd /10.8.2010/
***
Bandyci i gwałciciele
Jednym z prowodyrów antykościelnych zamieszek pod Krzyżem Smoleńskim jest człowiek oskarżony w procesie szantażystów senatora Piesiewicza, wcześniej skazany za gwałt i napad z bronią w ręku
Senator Zbigniew Romaszewski (PiS): Niewiele już mnie jest w stanie zaskoczyć po tym, gdy przed Pałacem Prezydenckim usłyszałem skandowane Grzegorz Piotrowski na prezydenta.
Senator twierdzi, że za sytuację pod Pałacem Prezydenckim, a tym samym za aktywne działanie w tym miejscu jednostek o przestępczej przeszłości, odpowiada kancelaria Bronisława Komorowskiego. – Ta sytuacja wywołuje głębokie podziały w społeczeństwie. Przez brak odpowiedzialności narasta nienawiść. Kancelaria Prezydenta powinna wreszcie zająć zdecydowane stanowisko. Błąd popełniono na samym początku, gdy nie zagwarantowano na piśmie formy upamiętnienia ofiar katastrofy smoleńskiej.
/10.8.2010/
***
Chuligaństwo za piwo
W nocy z poniedziałku na wtorek mężczyzna, który przyjechał na motocyklu pod Pałac Prezydencki, uderzył jednego z obrońców krzyża kaskiem. Policja zainterweniowała, ale dopiero gdy została o to wyraźnie poproszona. Nie spisując zeznań świadków, zabrała motocyklistę do radiowozu.
Na Krakowskim Przedmieściu niemal każdego dnia osoby czuwające przy krzyżu doświadczają agresywnych zachowań. Po co w takim razie ściągnięto w to miejsce dziesiątki funkcjonariuszy?
Relacje osób czuwających przy krzyżu różnią się od informacji uzyskanych od rzeczników prasowych Straży Miejskiej m.st. Warszawy oraz Komendy Stołecznej Policji. Według pani Anny, mieszkanki Warszawy, w okolicy krzyża często pojawia się mężczyzna, który gromadzi młodych ludzi, aby ci zaczepiali modlących się na Krakowskim Przedmieściu w intencji godnego upamiętnienia ofiar katastrofy smoleńskiej. Zachęca ich do tego, oferując w zamian na przykład piwo. Według naszej rozmówczyni, w takich sytuacjach nie widać zainteresowania straży miejskiej bezpieczeństwem osób tam przebywających.
Sytuacja, choć spokojniejsza niż w sierpniu, nadal jest niepokojąca. Na pewno nie pomaga, gdy obronę krzyża politycy lewicy, jak m.in. Katarzyna Piekarska z SLD i Kazimierz Kutz z PO, nazywają – w telewizji publicznej – zarzewiem faszyzmu i wojny domowej.
Monika Niżniak, rzecznik prasowy stołecznej straży miejskiej, poinformowała, że od 3 sierpnia straż miejska odnotowała 199 zdarzeń w okolicy Pałacu Prezydenckiego. Jak podkreśliła, straż miejska interweniuje w uzasadnionych przypadkach, gdy dojdzie do naruszenia powszechnie obowiązujących przepisów prawa. Są to przede wszystkim agresywne zachowania, bójki, znieważanie miejsc pamięci narodowej, używanie słów nieprzyzwoitych lub umieszczanie nieprzyzwoitych treści, zaśmiecanie. Rzecznik dodaje, że strażnicy sprawdzają wszystkie zgłoszenia przekazane funkcjonariuszom z patroli przebywających na Krakowskim Przedmieściu lub pozostawione pod numerem alarmowym 986, bez względu na status osoby zgłaszającej.
Również zdaniem rzecznika prasowego Komendy Stołecznej Policji podinspektora Macieja Karczyńskiego, nie ma żadnych zaniedbań ze strony policji, ponieważ zawsze, gdy łamane jest prawo, funkcjonariusze interweniują. Jak zaznacza, po wylegitymowaniu osób biorących udział np. w przepychankach, najczęściej nikt nie chce składać oficjalnego zawiadomienia. Policja, według Karczyńskiego, nie wchodzi w konflikt, ale stoi na straży bezpieczeństwa.
mk/pj/nd /15.9.2010/
***
Kaczyński złożył wieniec
Prezes Prawa i Sprawiedliwości Jarosław Kaczyński złożył pod krzyżem przed Pałacem Prezydenckim na Krakowskim Przedmieściu wieniec w piąty miesiąc od katastrofy rządowego samolotu Tu-154 w Smoleńsku
Delegacja z udziałem szefa PiS została wpuszczona pod krzyż przed gmach Pałacu Prezydenckiego. Kiedy przechodził Kaczyński, słychać było okrzyki: Tu jest Polska!, Jarosław! Następnie odmówiono modlitwę
Rano, po Mszy św. w kościele seminaryjnym poświęconej pamięci ofiar katastrofy smoleńskiej politycy PiS przeszli przed Pałac Prezydencki, aby tam, jak co miesiąc, złożyć kwiaty przed krzyżem. Straż Miejska usunęła barierki, pozwalając przybyłym dojść pod umieszczoną na pałacu tablicę upamiętniającą ofiary katastrofy z 10 kwietnia; nie pozwolono im jednak dojść pod krzyż.
Później Jarosław Kaczyński, razem z kilkoma politykami PiS weszli do Kancelarii Prezydenta i stamtąd wyszli na dziedziniec, na którym stoi krzyż. Przed krzyżem złożyli wieniec i odmówili modlitwę.
Byłemu premierowi asystowali politycy Prawa i Sprawiedliwości m.in. Antoni Macierewicz, Marek Kuchciński, Mariusz Błaszczak, Joachim Brudziński i Karol Karski.
Szef klubu PiS Mariusz Błaszczak mówił rano, że politycy PiS nie mogą podejść pod krzyż przed Pałacem Prezydenckim, by jak co miesiąc złożyć pod nim kwiaty, bo jest odgrodzony ciągiem barierek. Kancelaria Prezydenta tłumaczyła, że nie zarządza Krakowskim Przedmieściem na tym odcinku.
Ja, jako przewodniczący klubu parlamentarnego, jak co miesiąc poinformowałem szefa Kancelarii Prezydenta, że po Mszy św. o godz. 8, w miejscu, w którym setki tysięcy Polaków składało kwiaty i zapalało znicze, chcemy uczynić to samo. Informowałem też o tym Komendanta Stołecznego Policji. Jak się okazuje teraz barierki są tak ustawione, że nie możemy dojść (pod krzyż) – powiedział Błaszczak.
Na pismo do szefa prezydenckiej kancelarii Jacka Michałowskiego odpowiedział Błaszczakowi prezydencki minister Dariusz Młotkiewicz. Zaprosił parlamentarzystów PiS do złożenia kwiatów w kaplicy w Pałacu Prezydenckim, gdzie umieszczona jest tablica upamiętniająca ofiary katastrofy.
pap /10.9.2010/
***
Brakowało tylko… karabinów
Poseł Prawa i Sprawiedliwości Marek Suski w ostrych słowach skomentował zamieszanie, jakie wyniknęło podczas składania kwiatów pod krzyżem przed Pałacem Prezydenckim upamiętniającym ofiary katastrofy smoleńskiej. – Brakowało tylko karabinów maszynowych i wieżyczek strażniczych – powiedział.
Politycy PiS, którzy, jak co miesiąc chcieli złożyć kwiaty pod krzyżem upamiętniającym ofiary katastrofy smoleńskiej, początkowo nie mogli tego zrobić, bo dojście do krzyża było odgrodzone barierkami. Posłowie mogli podejść jedynie pod tablicę upamiętniającą ofiary katastrofy. Później weszli do Kancelarii Prezydenta i do krzyża podeszli od strony pałacowego dziedzińca.
Poszliśmy tam, by uczcić pamięć zmarłych. Te barierki były zamurowane, były jak twierdza, jakby miał nastąpić szturm – przekonywał polityk i dodał, że pod krzyż na Krakowskim Przedmieściu wpuszczono tylko posłów, po prześwietleniu, przeszukaniu i wylegitymowaniu. – To był cyrk – mówił.
Dodał, że posłowie PiS zostali wpuszczeni przez boczne przejście kancelarii. – Nie dopuszczono nikogo z kościoła. Ci ludzie stali zepchnięci pod ścianą – mówił Suski.
To coś nienormalnego
Jest czymś nienormalnym, ja nie pamiętam takiej historii, żeby Pałac Prezydencki był odgrodzony od ulicy, od ludzi, żeby nie można było podejść. Przecież nic by się nie stało, gdyby można było podejść do krzyża i złożyć kwiaty. To jest sytuacja nienormalna, to określa wszystko – mówił dziennikarzom wiceszef kancelarii prezydenta Lecha Kaczyńskiego, Jacek Sasin.
Szef komitetu wykonawczego PiS Joachim Brudziński relacjonował dziennikarzom, że kiedy politycy PiS stali przed barierkami oddzielającymi ich od krzyża, ‘najprawdopodobniej szef gabinetu prezydenta’ powiedział, że parlamentarzyści będą mogli złożyć wieniec przed krzyżem. – Dziękuję, że parlamentarzystom pozwolił, po przepychankach ze strażą miejską, uczcić pamięć swoich przyjaciół – ironizował Brudziński.
pap /10.9.2010/
***
Kwiaty od Kaczyńskiego i PIS
Prezes PiS Jarosław Kaczyński oraz parlamentarzyści tego ugrupowania złożyli rano wieńce przed krzyżem znajdującym się przy Pałacu Prezydenckim. Uczcili w ten sposób ofiary katastrofy prezydenckiego samolotu pod Smoleńskiem.
Dzisiaj mijają cztery miesiące od tej niespotykanej w dziejach świata katastrofy. Posłowie PiS dziesiątego dnia każdego miesiąca spotykają się przed Pałacem Prezydenckim, aby upamiętnić tragicznie zmarłych.
Uroczystość poprzedziła Msza święta w intencji ofiar katastrofy, która odbyła się w pobliskim kościele seminaryjnym.
Na przybycie J. Kaczyńskiego ludzie zebrani przed krzyżem zareagowali brawami i okrzykami ‘Jarosław, Jarosław’. Zebrani odmówili kilkuminutową modlitwę za ofiary katastrofy.
Oprócz prezesa PiS przed Pałacem Prezydenckim byli obecni także m.in.: szef klubu PiS Mariusz Błaszczak, wicemarszałek Sejmu Marek Kuchciński oraz szef komitetu wykonawczego PiS Joachim Brudziński.
PAP /10.8.2010/
***
Polska bez demokracji i prawa
Przy krzyżu przed Pałacem Prezydenckim stoją nasze Matki i Babcie. Modlą się na Różańcu. Noc w noc naćpana, pijana lewacka młodzież wyzywa je, kopie i popycha, opluwa, oddaje mocz do zniczy, wypina gołe tyłki w stronę krzyża. Klnie, wyje i prowokuje. Wyśmiewa i grozi. Na koszulkach ma pentagramy.
Policja wzywana, proszona o ochronę starszych kobiet, nie reaguje: ‘Proszę zrozumieć, nie możemy’… Cokolwiek to znaczy… Mogą za to często legitymować obrońców Krzyża.
3 sierpnia o godz. 3 nad ranem przywiezione ciężarówkami służby ustawiły wielki kordon barier wokół krzyża. ‘Było ich ze 100 albo 200, każdy miał jedną barierkę. Zajęło im to 5 minut’ – opowiadali ludzie. Odcięli grupę obrońców Krzyża. Od tej pory nie wolno im było podać nawet butelki wody. ‘Agresywnej młodzieży za to straż dała wodę, a tym starszym paniom tutaj ani kropli’ – opowiadał świadek.
Kiedy w południe zebrało się kilka tysięcy osób, kordon straży miejskiej, policji, BOR i wojska użył gazu na ludzi. Widziałam jak wywleczono człowieka z krzyżem z tłumu, powalono na ziemię, skuto i wyprowadzono. Krzyż zabrano.
‘Patrz, synu. Tak było za komuny’ – powiedziała jakaś kobieta. ‘Tak było’ – przytaknęło małżeństwo obok. Spojrzałam na transparent nad głowami: WITAMY W PRL.
Dziś w nocy, 9 sierpnia, na godz. 23 lewackie bojówki przygotowują zadymę przed pałacem. Pozwolenie wydało miasto Warszawa. To samo, które Ruchowi 10 Kwietnia zabroniło rysowania kredą na chodniku obrysu Tu-154. Demonstrację, w ramach której wg organizatorów może dojść do przeniesienia krzyża i zakłócenia spokoju, organizuje Domink Rambo Taras, 22-latek, który umieszcza w internecie swoje zdjęcia z bronią…
Pomysł Tarasa uzyskał aprobatę władz Warszawy. Władze nie dopatrzyły się zagrożenia porządku publicznego ani bezpieczeństwa w zgromadzeniu organizowanym przez niego 9 sierpnia o godz. 23. Władze miasta i stołecznej policji nie odbierają telefonów od dziennikarzy, nie odpowiadają na liczne protesty ze strony grup i osób prywatnych. Nie ma odpowiedzi na pytanie jakim cudem zadyma grożąca zdrowiu i życiu dostaje pozwolenie na godz. 23 w Strefie Zero.
A media dominujące rżną głupa. Manipulują, zamilczają, odwracają uwagę. Zanim uwierzycie w propagandowe migawki, w mantrowanie, że to wojna polityczna, przyjdźcie i zobaczcie, co tam się dzieje. Spójrzcie w oczy ludziom spod krzyża zanim wydacie sąd na podstawie propagandy.
Byłam, widziałam. Dzisiejsza Polska to nie demokracja, to nie państwo prawa. Proszę Państwa o Różaniec w intencji bezpieczeństwa osób pod krzyżem. Ojczyznę wolną racz nam wrócić, Panie.
Joanna Najfeld /11.8.2010/
Poniżej kilka relacji świadków sprzed kilku dni. Tylko z jednego forum:
1. Byłem całą noc pod krzyżem. Panie i Panowie, wychodzi, że to już. Całą noc kilkanaście do trzydziestu modlących się spokojnie ludzi było zaczepianych, popychanych, obrażanych, czasem też opluwanych przez kilkudziesięciu agresywnych, pijanych mętów. Było nas tam partem kilku mężczyzn w pełni sił – zwyczajnie nie dawaliśmy rady być w każdym miejscu, gdzie menel popychał czy obrażał kobietę albo mężczyznę o kulach.
Gliniarze stali w szpalerze kilka metrów od nas i odmawiali interwencji, a nawet podania swoich numerów (mieli zielone kamizelki na mundurach). Kiedy dzwoniliśmy po patrol, ten przyjeżdżał i legitymował wzywających. I cały czas konsekwentnie odmawiał jakiejkolwiek interwencji wobec wyjącej, machającej rękami, popychającej kobiety i staruszków, pijanej tłuszczy.
Jeden z pierwszej fali prowokatorów, jeszcze przed północą dał mi się wyprowadzić na bok (wcześniej proponował mi spotkanie za rogiem). W trakcie gadki przyznał, że jest z ABW. Gadał tak, że generalnie żadnych wątpliwości, że w istocie był z branży.
Menelstwo zwinęło się o 4 rano, pół godziny póżniej gliniarze ze szpaleru zaczęli z nami rozmawiać. Zgodziliśmy się, żeby ustawili ciężki płot odgradzający dziedziniec pałacu od chodnika z okienkiem przy samym krzyżu. W trakcie przesuwania rzeczy, żeby im to umożliwić, na środku chodnika położyliśmy tablice Ruchu 10 kwietnia. Na ten chodnik wjechał samochód z ulicy (zamkniętej dla ruchu z wyjątkiem służb) i przejechał po tablicach. Kiedy wracał kilka minut póżniej (już ulicą), zauważyłem, że za kierownicą siedzi gliniarz w niebieskiej koszuli policyjnej (czyli nie oficer).
Dziś wieczorem znowu tam będę. Panowie, kto może, niech przychodzi, każdy mężczyzna jest tam na wagę złota.
2. Policja wzywana po kilka razy nic sobie z tych wezwań nie robi, a jak już jest na miejscu, to nie reaguje. Ok. 16 było w miarę spokojnie. Kiedy wróciłem koło 17 zaczęło zbierać się mnóstwo bydła. Jeżeli choć część tych prowokatorów jest z ABW to naprawdę jesteśmy w latach 80.
3. Byłem wczoraj wieczorem pod krzyżem. Pijane … wyrwało starszej pani brutalnie parasol. Jakaś młoda osoba rzuciła głośne jeb… krzyż, nachlane tłuściochy zaczepiały ludzi modlących się pod krzyżem z tekstem: Co to za przedstawienie? Normalnie nowy naród palikocki.
4. Wczoraj widziałem jak strażnicy miejscy dali kilka butelek z wodą tym, którzy zaintonowali: Zabrać krzyż czy coś w tym stylu. Upał był straszny, stali starzy ludzie, staruszki ledwie trzymające się na nogach nawet, i nie widziałem, żeby której dali choć kroplę wody. Prowokatorom dali. Przygnębiające.
***
Pomnik L. Kaczyńskiego przed pałacem
Poseł PiS Artur Górski nie wyklucza, że kiedy kandydat tej partii zostanie prezydentem, to pomnik księcia Józefa Poniatowskiego będzie ustawiony w innym miejscu, a przed Pałacem Prezydenckim stanie pomnik Lecha Kaczyńskiego.
Dziś to niemożliwe, ale wyobrażam sobie taką sytuację. W końcu ten pomnik też nie stał tam wiecznie. Dla mnie najważniejsze jest godne upamiętnienie Lecha Kaczyńskiego, a jest oczywiste, że dwa pomniki tam stać nie mogą – powiedział Górski.
Górski, znany m.in. z inicjatywy intronizowania Chrystusa na króla Polski, wyjaśnia że apelowało o to wiele środowisk katolickich, a on chciał tylko by Sejm przyjął uchwałę wzywającą do tego. Sama intronizacja nie miała być decyzją parlamentu, lecz wspólnie władz państwowych i kościelnych.
PAP/pko /4.9.2010/
***
Władze nie robią nic!
Władze nie robią nic, by godnie upamiętnić ofiary smoleńskiej katastrofy. Dlatego rodziny ze Stowarzyszenia Katyń 2010, aby przerwać przedłużający się konflikt przed Pałacem Prezydenckim, postanowiły wyjść z inicjatywą.
Proponują własny projekt monumentu, którego głównym motywem jest 96 par rąk wyciągniętych ku niebu. – Te dłonie są symbolem wierności Ojczyźnie, drogowskazem, który powinien połączyć Polaków – mówi rzeźbiarz Maksymilian Biskupski, autor projektu.
Dla nas bardzo przykre jest, że upamiętnienie prawie setki wybitnych Polaków stanowi tak wielki problem – mówi Beata Gosiewska, wdowa po wicepremierze Przemysławie Gosiewskim. Rodziny ze stowarzyszenia mają żal do rządzących, że tak długo z tym zwlekają. I postanowiły dłużej nie czekać. Zgłoszony przez nie projekt obelisku jest propozycją, która może ulec zmianie, jeśli taka będzie wola innych rodzin. Ale z pewnością nie zmieni się jego lokalizacja.
Cel mamy jeden: ten obelisk musi powstać właśnie w tym miejscu, przed Pałacem Prezydenckim – mówi Andrzej Melak, brat tragicznie zmarłego przewodniczącego Komitetu Katyńskiego Stefana Melaka. – Jeśli nie powstanie on na Krakowskim Przedmieściu, nie ma szans na zakończenie kłótni i przepychanek. Dlatego członkowie stowarzyszenia na wszystkie możliwe sposoby próbują dotrzeć do innych zainteresowanych budową pomnika, ale nie jest to łatwe, bo wciąż nie ma kontaktu ze wszystkimi rodzinami, które straciły bliskich w katastrofie pod Smoleńskiem.
Andrzeja Melaka można spotkać przed krzyżem na Krakowskim Przedmieściu, przekonuje przychodzących ludzi do poparcia projektu obelisku. Zamierza także rozmawiać z władzami miasta, bo jak twierdzi, postawienie pomnika to powinność władz Polski i Warszawy wobec całego społeczeństwa.
Pomnik z przesłaniem
Ośmiometrowy Obelisk Wierności Ojczyźnie ma być wykonany z brązu. W umowie z rodzinami widnieje również zapis, że jego zwieńczeniem będzie krzyż. W planach jest, aby do wykonania odlewu krzyża zostały użyte szczątki prezydenckiego samolotu. Pomysłodawcy mają jednak wątpliwości, czy uda się je pozyskać w tym celu.
To zamówienie jest dla mnie wielkim zaszczytem – uważa artysta plastyk i poeta Maksymilian Biskupski, autor m.in. pomnika Poległym i Pomordowanym na Wschodzie, a także inicjator budowy kaplicy Katyńskiej w Katedrze Polowej Wojska Polskiego. Kiedy otrzymał propozycję zaprojektowania obelisku, ani przez moment się nie wahał. Motyw dłoni to jego pomysł.
– Zastanawiałem się, jakiego symbolu użyć, aby połączyć tych, którzy zginęli, bo – chociaż się różnili – wszyscy byli równi wobec śmierci i wobec Boga. Miejsce, gdzie ma stanąć obelisk i gdzie urzędował śp. prezydent Lech Kaczyński, ma dla niego znaczenie symboliczne. – Prezydent jest dla Narodu tym, kim jest ojciec dla rodziny, dlatego hołd społeczeństwa składany w tym konkretnym miejscu będzie hołdem składanym wszystkim tragicznie zmarłym – wyjaśnia artysta.
I dodaje, że te dłonie mają być także znakiem jedności między Polakami oraz przesłaniem dla przyszłych pokoleń. Dla niego to przedsięwzięcie jest wielkim osobistym przeżyciem. Przypomina, że w Smoleńsku zginęły elity, które swoją śmiercią opieczętowały groby katyńskie i przypomniały światu o tej strasznej zbrodni ludobójstwa. – Te ręce mają pełnić rolę drogowskazu, bo Naród bez pamięci nie wie, skąd przyszedł i dokąd zmierza. Niepokoi go walka z krzyżem, który jest nie tylko znakiem chrześcijaństwa, lecz także polskim symbolem narodowym. – Nawet nasze godło – polski orzeł, ma w koronie krzyż – podkreśla.
Andrzej Melak z kolei przyznaje, że projekt pomnika nie od razu może się wszystkim spodobać. Z pewnością jest to coś nowego. Koncepcja, która wymaga zastanowienia. Jest jednak przekonany, że jego przesłanie trafi do wyobraźni Polaków.
Na Powązkach ma stanąć zwykły krzyż
Wyjście z inicjatywą to również odpowiedź rodzin ze Stowarzyszenia Katyń 2010 na działania władz, których efektem jest chociażby nieszczęsna tablica na prawym skrzydle Pałacu Prezydenckiego. Rodziny są przeciwne projektowi pomnika, który na warszawskich Powązkach ma upamiętniać ofiary katastrofy. Autorem obu tych przedsięwzięć jest Marek Moderau. Zaprojektował on także pomnik na cześć poległych bolszewików w Ossowie, do którego odsłonięcia nie doszło tylko z powodu ostrego sprzeciwu mieszkańców.
Propozycja wykonania nagrobków na Powązkach, bez uprzedniej konsultacji ze wszystkimi rodzinami ofiar, jest nie do przyjęcia – stwierdza Beata Gosiewska. – To wygląda jak cmentarz wojskowy. Wszystkie nagrobki są identyczne. – Mój mąż był wicepremierem tego rządu. Czy ja, jako żona, nie mogę zdecydować, jak będzie wyglądał jego nagrobek? Czy mój mąż ma mieć bezimienną mogiłę!? – pyta wzburzona.
Również Andrzej Melak nie akceptuje pomysłu na pomnik ‘nadwornego artysty’ Kancelarii Prezydenta. Dwa przełamane siedmiotonowe głazy, które przygniatają krzyż – jak opisuje projekt. – Za miesiąc lub za pół roku będzie to wyciągnięte jako argument, że tak dużo dla nas zrobiono, a my wciąż nie jesteśmy za to wdzięczni – przewiduje Andrzej Melak. – Tymczasem chcemy, aby na Powązkach stanął zwykły, biały, granitowy krzyż – apeluje w imieniu rodzin.
BR /23.8.2010/
***
Pomnik z krzyżem
Osoby czuwające pod harcerskim krzyżem przed Pałacem Prezydenckim chcą, by pozostał on na obecnym miejscu. W poniedziałek ich przedstawiciele zwrócili się do Kancelarii Prezydenta z prośbą o dialog i podjęcie działań, które upamiętnią ofiary katastrofy Tu-154M z 10 kwietnia. Apelują o budowę pomnika z krzyżem jako jego istotnym elementem
Mariusz Bulski odczytał oświadczenie w imieniu obrońców krzyża skupionych w Społecznej Inicjatywie w Obronie Krzyża. Podkreślono w nim, że członkowie inicjatywy i osoby związane z krzyżem smoleńskim od dawna czekają na gest wyciągniętej ręki ze strony władzy.
Trzeba przerwać ten impas i te naprawdę nikomu niepotrzebne konfrontacje na Krakowskim Przedmieściu, ale nie drogą przemocy czy pacyfikacji. Potrzebny jest dialog, wsłuchanie się w potrzeby ludzi zbierających się pod krzyżem, wsłuchanie się w potrzeby tej części społeczeństwa, która się z tymi ludźmi identyfikuje – głosi oświadczenie.
Chcemy dialogu – mówi Dariusz Wernicki, zaangażowany w doprowadzenie do godnego upamiętnienia ofiar katastrofy, w której zginęła delegacja katyńska z prezydentem Lechem Kaczyńskim. Jak dodaje, na razie nie ma dialogu, tylko obciążanie osób modlących się pod krzyżem winą m.in. za agresję, której po ich stronie nie ma.
Uważam, że agresja jest sterowana przez grupy rządzące krajem, które chcą ukryć sprawy istotne, jak kryzys ekonomiczny i zadłużenie – mówi Dariusz Wernicki.
Jesteśmy stroną reprezentującą znaczną część społeczeństwa, dlatego chcemy, aby nasze zdanie było brane pod uwagę, aby bez naszej wiedzy i aprobaty nie były podejmowane żadne, ważne dla sprawy, decyzje – proszą członkowie Społecznej Inicjatywy w Obronie Krzyża.
Zaapelowali oni także o ochronę dla ludzi, którzy codziennie przybywają na Apel Jasnogórski na Krakowskie Przedmieście o godz. 21. Przed Pałacem Prezydenckim powinien stanąć pomnik ze znakiem krzyża. – Przychodziło tutaj bardzo wielu Polaków, także osoby z obcych krajów, a centrum Warszawy jest tak istotne dla Polski po tej tragedii, że taki pomnik powinien tu zostać wzniesiony – zaznacza Wernicki.
Jednak jaki projekt wybrać? W oświadczeniu znajduje się też postulat, aby został on wyłoniony w konkursie, z udziałem autorytetów z dziedziny sztuki i architektury, także z zagranicy. Pismo zostało złożone w Kancelarii Prezydenta.
Krzyż powinien pozostać w tym miejscu. Mamy głęboką nadzieję, że Bronisław Komorowski, który deklaruje, że jest prezydentem wszystkich Polaków, potraktuje społeczeństwo jak partnera do dialogu – brzmi puenta oświadczenia.
PT /23.8.2010/
***
96 dłoni w różnych gestach
Maksymilian Biskupski, znany i ceniony artysta, autor m.in. pomnika Poległych i Pomordowanych na Wschodzie w Warszawie, przedstawił projekt obelisku mającego upamiętnić prezydenta Lecha Kaczyńskiego i 95 innych członków delegacji katyńskiej, ofiar katastrofy z 10 kwietnia. Projekt monumentu powstał na prośbę części rodzin ofiar katastrofy, w tym wdowy po Przemysławie Gosiewskim, Beaty Gosiewskiej. Na formę okazałego Obelisku Wierności Ojczyźnie składa się 96 dłoni wyciągniętych w różnych gestach.
/18.8.2010/
***
Komorowski eskaluje konflikt
Rozmowa z ks. prof. Waldemarem Chrostowskim, biblistą z Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie
Przed Pałacem Prezydenckim byliśmy świadkami gorszących scen. Czy musiało do tego dojść?
Na początku trzeba odróżnić dwie rzeczy: to, co faktycznie działo się pod krzyżem, od tego, jak zostało to nagłośnione. Był to bowiem sposób zupełnie bezprecedensowy, z niczym nieporównywalny. Jest we mnie ten sam smutek i ból, jaki odczuwałem kilka lat temu w związku z niedoszłym ingresem ks. abp. Stanisława Wielgusa. Myślę, że coś podobnego się powtórzyło, ponieważ Warszawa była w centrum uwagi nie tylko całej Polski, ale i wielu krajów Europy i świata. (…) Moim zdaniem, największym poszkodowanym był sam Ukrzyżowany Chrystus. Bo pamiętajmy, że nie tylko o symbol, o krzyż jako kawałek drewna tutaj chodzi, ale o znak, którego źródłem i punktem odniesienia jest Kalwaria. I wszyscy ci, których to dotyczy, powinni mieć to nieustannie na uwadze.
Wspomniał Ksiądz Profesor o złożonych przyczynach tej eskalacji konfliktu. Co konkretnie Ksiądz miał na myśli?
Tych przyczyn jest bardzo dużo. Nawarstwiło się wiele rozczarowania, frustracji, bólu, niepokoju, który w dużej części jest uzasadniony. W grę wchodzą bowiem bardzo różne okoliczności. Pierwsza to ta, że upływają prawie cztery miesiące od katastrofy smoleńskiej, a my zamiast wiedzieć coraz więcej, wiemy coraz mniej i coraz mniej rozumiemy z tego wszystkiego. W pierwszych tygodniach można było odnieść wrażenie, że rozmaici decydenci polityczni dawali poznać, że oni wiedzą więcej, a wy się dowiecie, kiedy przyjdzie czas. Teraz się okazuje, że chyba również oni wiedzą niewiele więcej, a jeżeli wiedzą, to do tej pory tym się nie podzielili. Cóż to za demokracja i cóż to za sposób załatwiania tego rodzaju rzeczy! Druga sprawa. Zginęło 96 osób i przez cztery miesiące nie ma nikogo, kto poczuwałby się do jakiejkolwiek odpowiedzialności za to, co się wydarzyło. Nie ma kompletnie nikogo, kogo można byłoby wskazać i powiedzieć, że czegoś nie dopilnował. Przy rozmaitych małych rzeczach prowadzi się śledztwa, dochodzenia, a tutaj nie ma nic. Myślę, że to też jest powód wielkiej frustracji.
(…)
Bardzo niefortunnie i źle się stało, że jedna z pierwszych wypowiedzi prezydenta elekta na łamach Gazety Wyborczej dotyczyła usunięcia krzyża. Tu trzeba postawić bardzo ważne pytanie: czy prezydent został, mówiąc kolokwialnie, wpuszczony w ten temat? Jego odpowiedź wyglądałaby wtedy jako swoiste spłacanie politycznego długu wobec ludzi, którym krzyż jest nie na rękę, a takich ludzi nie brakowało i nie brakuje również w środkach społecznego przekazu. Istnieje coś takiego jak antyewangelizacja i prezydent został wpuszczony w pewien nurt myślowy, który jest bardzo niebezpieczny. Być może prezydentowi ktoś tę myśl podsunął, a jeśli tak, to trzeba odważnie i roztropnie postawić pytanie: kogo prezydent ma w swoim najbliższym otoczeniu? Być może warto przypomnieć sobie, kto uznał, że jedną z priorytetowych spraw na progu nowej kadencji ma być sprawa usunięcia krzyża. I wreszcie to zupełne milczenie kancelarii premiera, ale także władz kościelnych o tym, co będzie dalej. (…) Nikt w sposób wyrazisty i autorytatywny nie powiedział i nie wziął na siebie odpowiedzialności za to, że ofiary smoleńskiej katastrofy zostaną upamiętnione w godny sposób właśnie tam. (…)
Miejsce przed Pałacem Prezydenckim zapełniło się zaraz po tragedii ludźmi, którzy w ten spontaniczny sposób chcieli wyrazić swój ból i solidarność.
Cztery miesiące to był wystarczający czas, żeby zastanowić się nad formą upamiętnienia ofiar, jak to ma być wkomponowane w całość tego miejsca, a nie powtarzać jakieś słowa w rodzaju tych, że teren jest już zagospodarowany i nic nie da się tam już umieścić. Bo pamiętajmy, że to, co się wydarzyło, jest tak traumatyczne, iż odmieniło naszą polską świadomość, i właśnie ta odmiana, ten dramat musi znaleźć wyraźny zewnętrzny znak. Nie widzę żadnego powodu, żeby miejscem upamiętnienia ofiar smoleńskiego dramatu nie mogło być właśnie bliskie sąsiedztwo Pałacu Prezydenckiego.
Tu dużą rolę odgrywają niestety względy polityczne. Politycy PO zarzucają PiS, że próbuje wykorzystać tę tragedię i ją zawłaszczyć.
Dzisiaj główny problem zrobiono ze sprawy krzyża, nie zastanawiając się i nie poświęcając choćby jednej dziesiątej części tej samej uwagi kwestii podniesienia podatków, która od przyszłego roku dotknie każdą rodzinę na sumę około kilkuset złotych. Kolejne sprawy to pomoc powodzianom, opieka nad dziećmi na koloniach, służba zdrowia i cała masa innych rzeczy. Mam wrażenie, że w mediach tworzy się tematy pokazowe. Dzisiaj od samego rana byliśmy bombardowani wiadomościami, że coś na pewno się wydarzy. Oglądając przekaz telewizyjny, zobaczyłem setki policjantów, straży miejskiej, setki pracowników Biura Ochrony Rządu, zapewne również jakiś tajniaków. To wszystko jest nienormalne. Do jednego małego krzyża potrzeba setek ludzi? Oczywiście, że spodziewano się niepokojów, ale tak między Bogiem a prawdą zrobiono bardzo wiele, żeby wzniecić te niepokoje. W tej mętnej wodzie ktoś próbował złowić własne ryby i po części je złowił. To, co jest w tym wszystkim niepokojące, to ogromna agresja wobec Kościoła. To, co można dziś usłyszeć o Kościele, jest po prostu niesprawiedliwe i krzywdzące. Krzyż nie jest własnością ani biskupa, ani jakiegoś jednego czy drugiego księdza. Krzyż jest symbolem chrześcijaństwa i każdego chrześcijanina, integralnym, niezbywalnym elementem kultury polskiej.
Przy okazji tych wydarzeń próbowano narzucić dyskusję o tym, czy krzyż jest sprawą prywatną, czy powinien być obecny w przestrzeni publicznej.
Krzyż i wyznawanie wiary nigdy nie było, nie jest i nie będzie sprawą prywatną. Jest to sprawa osobista człowieka, a to zupełnie co innego. W momencie, kiedy dokonałem wyboru Chrystusa, wyboru Boga, to mam obowiązek wiernego o Nim świadczenia. I jednym ze znaków tego świadectwa jest także obecność krzyża. Oczywiście krzyżem nie można ani szafować, ani krzyża używać przeciwko komukolwiek, to byłoby niegodne ducha Chrystusowego Krzyża, Jego męki i śmierci na krzyżu, ale z drugiej strony nie można powiedzieć, że krzyż jest tylko sprawą zakrystii, kościołów, kapliczek, zepchniętych gdzieś poza nawias społecznej świadomości. Tego zrobić nie wolno, bo nie było do tej pory Polski innej niż Polska chrześcijańska. (…)
Czy można powiedzieć, że to zamieszanie, z którym mieliśmy do czynienia przed Pałacem Prezydenckim, było obliczone na dzielenie Polaków?
Myślę, że nie było to zamierzenie zupełnie przypadkowe. Była to sprawa tak czy inaczej, jakkolwiek to brzmi, wielowątkowo i dość starannie przygotowana i nagłaśniana. To wydaje się paradoksalne, ale waga, jaką do tego przyłożono, obecność niemal wszystkich stacji telewizyjnych (…) to daje do myślenia. Ta rzeczywistość dopiero wtedy stawała się ważna, kiedy ją zobaczyliśmy zwielokrotnioną przez te miliony ludzi, którym zaczęto przedstawiać krzyż jako swoisty temat zastępczy, który ma usunąć w cień inne sprawy, inne bolączki, inne problemy.
ND /4.8.2010/
***
Komorowski eskaluje konflikt
Czy prezydent elekt weźmie odpowiedzialność za dramatyczne wydarzenia, które rozegrały się wczoraj przed Pałacem Prezydenckim?
Smutny finał akcji zainicjowanej przez Bronisława Komorowskiego, który 10 lipca na łamach Gazety Wyborczej dał hasło do błyskawicznej rozprawy z harcerskim krzyżem pod Pałacem Prezydenckim. Krzyż wprawdzie pozostał na swoim miejscu, ale konfrontacja tysięcy zdeterminowanych do trwania pod nim ludzi z setkami funkcjonariuszy warszawskiej straży miejskiej, policji i Biura Ochrony Rządu to osobista ‘zasługa’ prezydenta elekta. Zszokowani zajściem, skalą reakcji ludzi na próbę siłowego przeniesienia najważniejszego symbolu chrześcijaństwa upamiętniającego ofiary katastrofy prezydenckiego samolotu pod Smoleńskiem, byli zarówno księża, jak i harcerze. Część młodziutkich druhen płakała. Rażąco kontrastowało z tym zachowanie roześmianego Jacka Michałowskiego, szefa prezydenckiej kancelarii.
Krzyż przed Pałacem Prezydenckim w Warszawie pozostał wczoraj na swoim miejscu. Zdecydowany protest w obronie wzniesionego przez harcerzy symbolu, upamiętniającego ofiary katastrofy lotniczej pod Smoleńskiem, uniemożliwił zaplanowane wcześniej jego usunięcie i przeniesienie do kościoła św. Anny.
Bezpośrednią przyczyną rezygnacji z usunięcia krzyża był zdecydowany protest wielu tysięcy osób.
Ludzie, którzy modlili się przed krzyżem od 10 kwietnia, czyli od dnia katastrofy rządowego samolotu pod Smoleńskiem, zaczęli gromadzić się przed Pałacem Prezydenckim od wczesnych godzin rannych. Zajmowali miejsca poza ustawionymi wzdłuż Krakowskiego Przedmieścia barierkami i kordonem funkcjonariuszy straży miejskiej. Ludzie przychodzili z własnymi krzyżami, kwiatami, flagami narodowymi i transparentami. Bezpośrednio przy samym krzyżu ustawionym przez harcerzy pozostało ok. 20 osób, które spędziły tam noc na czuwaniu. Tę grupkę oddzielał od krzyża kordon umundurowanych funkcjonariuszy policji, straży miejskiej i Biura Ochrony Rządu.
Ludzi przybywało dosłownie z minuty na minutę. Tłum wokół Pałacu Prezydenckiego gęstniał z godziny na godzinę. Tuż przed godz. 13 przestrzeń naprzeciw pałacowego dziedzińca wypełniona była nadzwyczaj szczelnie. ‘Tu jest Polska, a nie Moskwa’, ‘Judasze’, ‘Czerwona mafia’, ‘Hańba’ – skandowali zgromadzeni pod adresem przygotowujących się do demontażu krzyża służb. W pewnej chwili napór na barierki był tak silny, że ustawionym wzdłuż nich funkcjonariuszom straży miejskiej z trudem udało się opanować sytuację. Użyli gazu łzawiącego.
Harcerze, którzy przybyli nieco wcześniej na miejsce, przynieśli wydrukowane programy mającej odbyć się uroczystości, zawierające również śpiewy i modlitwy. Na rozdanie ich zgromadzonym przed Pałacem jednak się nie zdecydowali. Gdy o godz. 13, poprzedzani przez pięciu księży, na miejsce dotarli harcerze, którzy zgodnie z planem mieli przenieść procesyjnie krzyż do kościoła św. Anny, wokół rozległy się gwizdy. Protestujący najbliżej krzyża podjęli rozmowę z księżmi. Do protestujących nie odważył się wyjść szef Kancelarii Prezydenta RP Jacek Michałowski, który w szczelnym kordonie funkcjonariuszy Biura Ochrony Rządu i policji obserwował tylko sytuację spoza jednego z kamiennych lwów ‘strzegących’ Pałacu Prezydenckiego.
Po kilkunastu minutach oczekiwania skonsternowani sytuacją kapłani nie zdecydowali się na rozpoczęcie procesji. O godz. 13.35 zapadła decyzja, że krzyż pozostanie na miejscu.
– Zależy nam jedynie na tym, by jako symbol pamięci ten krzyż pozostawić do czasu wyjaśnienia przyczyn katastrofy pod Smoleńskiem – podkreśla jedna z protestujących kobiet. – Chcemy pokojowego rozwiązania. Jeśli otrzymamy gwarancję na piśmie, że w tym miejscu zostaną godnie upamiętnione ofiary katastrofy smoleńskiej, odstąpimy – stwierdził inny z uczestników protestu.
Zgodnie z planem o godz. 13.30 w kościele św. Anny, do którego miał być przeniesiony krzyż, rozpoczęła się Msza Święta. W homilii ks. prałat Henryk Małecki zwrócił uwagę, że ludzie, którzy chcą, aby krzyż pozostał przed Pałacem Prezydenckim, ‘mają prawo do wyrażania swoich emocji’. Wskazał, że często są oni niesprawiedliwie przedstawiani w mediach, ‘w sposób schematyczny, jako fanatycy’, podczas gdy po prostu pragną, ‘by ta tragedia została wyjaśniona i by to wszystko się nie zabliźniło’. Ksiądz prałat Małecki podkreślił, że to nie Kościół wyszedł z inicjatywą przeniesienia krzyża. – Zgoda Kościoła była odpowiedzią na decyzję władz – powiedział. – Proszę na Kościół nie zwalać czegoś, co nie jest z winy Kościoła. Kościół nie nawarzył tego piwa – dodał.
Tymczasem główni odpowiedzialni za sytuację próbują ‘umywać ręce’. Szef prezydenckiej kancelarii Jacek Michałowski powiedział dziennikarzom, że nie jest odpowiednią osobą do podejmowania decyzji w sprawie dalszych losów krzyża. – W sprawach krzyża decyduje Kościół – usiłował przekonywać Michałowski, jakby zapominając, że to jego szef dał sygnał do rozprawy z krzyżem i to nie Kościół jest gospodarzem miejsca, na którym on stoi.
Drewniany krzyż ustawili przed Pałacem Prezydenckim harcerze tuż po katastrofie lotniczej pod Smoleńskiem, w której zginął m.in. prezydent RP Lech Kaczyński z małżonką. Decyzja o jego przeniesieniu miała być efektem ustaleń między przedstawicielami Kancelarii Prezydenta, Kurii Metropolitalnej Warszawskiej, Związku Harcerstwa Polskiego, Związku Harcerstwa Rzeczypospolitej oraz duszpasterstwa akademickiego św. Anny. Do dziś nie ma jasności, na jaką formę upamiętnienia ofiar tragedii w drodze do Katynia zdecyduje się obecny gospodarz Pałacu Prezydenckiego przy Krakowskim Przedmieściu.
SK/nd /4.8.2010/
***
Budujmy narodowe, usuwajmy sowieckie
Rozmowa z prof. Jackiem Trznadlem, przewodniczącym Rady Polskiej Fundacji Katyńskiej
W akcję usunięcia krzyża sprzed Pałacu Prezydenckiego włączył się minister Bogdan Zdrojewski. W niewybrednych słowach zaatakował pomysł pomnika ku czci ofiar, przewrotnie argumentując, że w Polsce ‚panuje jakaś pomnikomania. (…) Polska staje się przez to brzydsza, bardziej polityczna, bardziej rozedrgana także emocjonalnie’. Zaskakuje pana takie stanowisko?
Odrzucam argumenty ministra Zdrojewskiego. W sytuacji gdy z Warszawy nie usunięto jeszcze wszystkich sowieckich monumentów, miałby nie powstać pomnik upamiętniający tak wielką narodową tragedię? W Polsce wciąż stoi wiele pomników z okresu PRL, wystarczy wspomnieć chociażby pomnik generała Berlinga czy ‘polsko-radzieckiego braterstwa broni’ (tzw. Czterej śpiący) w Warszawie. Ich już dawno nie powinno być w stolicy, nie mówiąc o prowincji, gdzie pomników czy tablic upamiętniających władzę ludową jest do tej pory mnóstwo. W czasach PRL z wielkim zapałem usuwano cenne pamiątki historyczne. Szkoda, że obecnie rządzący nie podzielają takiego samego zapału w usuwaniu pamiątek sowieckich. Proszę sobie przypomnieć, jaki skandal międzynarodowy zrobiła Rosja, kiedy Estończycy usunęli ze środka jednego z miast pomnik sowieckiego żołnierza, który przecież symbolizował okupanta.
Negując ideę pomnika przed Pałacem Prezydenckim, minister Zdrojewski podpiera się opinią Ewy Nekandy-Trepki, stołecznego konserwatora zabytków, która twierdzi, że nowe upamiętnienie zaburzy klasycystyczny charakter założenia pałacowego.
Założenie, że nic nie może się nigdy zmienić w tym miejscu, że historia współczesna zaburzy nam przeszłość, jest błędne. Gdyby było prawdziwe, to przy ruinach Forum Romanum w Rzymie nie powinno powstać nowe miasto, bo zaburza tak ważny dla nas Rzym klasyczny, Rzym konsulów i cezarów. Poza tym jest jeszcze jedna sprawa. Gdy stawiamy pomniki, zwykle długo zastanawiamy się nad odpowiednim dla nich miejscem. W przypadku katastrofy prezydenckiego samolotu pod Katyniem mamy do czynienia z wydarzeniem wykraczającym poza zwykłą miarę. To właśnie pod Pałacem Prezydenckim spontanicznie zaczęli zbierać się ludzie 10 kwietnia br., tu został postawiony krzyż upamiętniający tę tragedię. Dlatego uważam, że również tutaj powinien powstać monument poświęcony tragicznie zmarłym ofiarom.
Jaki kształt powinien przybrać pomnik?
Nie byłbym za stawianiem dużego monumentu, bo kolidowałby w tym miejscu z pomnikiem księcia Józefa Poniatowskiego. Z pewnością mogłaby jednak powstać tablica z wygrawerowanymi nazwiskami wszystkich ofiar i informacją, że w tym pałacu mieszkał prezydent Rzeczypospolitej Polskiej, który zginął w katastrofie. Uważam, że taka tablica niczego nie naruszałaby w przestrzeni Pałacu Prezydenckiego. Gdyby tak nawet było, wyjątkowość wydarzenia może naruszać wszystkie ‘standardy’. Oponentom przypominam, że w Warszawie wiele razy naruszano ‘standardy’, czego przykładem jest Pałac Kultury i Nauki, który zaburzył architektoniczną tkankę Śródmieścia. Opowiadałem się za jego usunięciem. Także działania Biura Odbudowy Stolicy doprowadziły do zburzenia wielu zabytkowych budynków, które mogły stać jeszcze wiele dziesięcioleci.
Wszyscy jesteśmy zgodni, że pomnik, który ma powstać na Krakowskim Przedmieściu, powinien mieć wkomponowany element krzyża.
Zgadzam się z tym. Jeżeli będzie to np. pamiątkowa tablica, to może być na niej – zależnie od kompozycji – krzyż. Dlaczego mielibyśmy uciekać od symboliki chrześcijańskiej? Krzyż powinien być chociażby dlatego, że nie mamy krzyża katyńskiego w stolicy, a ta delegacja przecież leciała na uroczystości do Katynia. Uważam, że powinien być rozpisany konkurs na taki pomnik. Jeszcze raz podkreślę, w żaden sposób nie naruszy on przestrzeni przed Pałacem Prezydenckim, zakładając, że nowe elementy zostaną odpowiednio wkomponowane w istniejącą już architekturę. To, co naruszyło Warszawę całkowicie, to były bombardowania 1939 i 1944 roku, a potem ochocza praca Biura Odbudowy Stolicy. Podejmowało ono decyzję o burzeniu zabytkowych domów, które mogły stać jeszcze wiele dziesięcioleci, tworząc w ich miejscu skwer, bo taki był projekt.
Co pana najbardziej razi w sztucznie wywołanej awanturze wokół krzyża na Krakowskim Przedmieściu?
Każdy kraj, każdy naród stawia pomniki. Nawet lokalne społeczności lubią wiedzieć, że w danym miejscu ktoś znamienity się urodził, mieszkał, zmarł, i upamiętniają ten fakt w stosowny sposób. To jest naturalne. W Pałacu Prezydenckim mieszkał tragicznie zmarły śp. prezydent Rzeczypospolitej Polskiej pan Lech Kaczyński, więc siłą rzeczy nie ma lepszego miejsca na godne upamiętnienie jego osoby, jego bliskich i współpracowników, którzy razem z nim ponieśli śmierć. Pod pomnikiem, jaka by nie była jego forma, zarówno Polacy, jak i zagraniczni turyści będą mogli oddać hołd poległym. Nie rozumiem argumentów ludzi – myślę tu głównie o panu Palikocie – którzy za wszelką cenę chcieliby, żeby taki pomnik w tym miejscu nie powstał, czy najchętniej zabraliby z Wawelu trumny z parą prezydencką. Warto przypomnieć sobie, kto bezcześcił i wyrzucał trumny… W XX wieku czyniła tak czerwona Hiszpania, wcześniej rewolucja francuska. Mogę zapytać złośliwie, dlaczego panu Palikotowi nie przyjdzie do głowy przenieść z wojskowych Powązek w inne miejsce grobu Bieruta?
Jeszcze podczas kampanii wyborczej pod pretekstem mycia chodnika usiłowano usunąć krzyż sprzed Pałacu Prezydenckiego, nie dopuścili do tego przedstawiciele Komitetu Katyńskiego. Platforma Obywatelska walczy z krzyżem i przyszłym pomnikiem z niesamowitą zaciekłością.
Myślę, że chodzi o sprawę katastrofy smoleńskiej i prowadzonego śledztwa, które na naszych oczach coraz bardziej się sypie. Słyszeliśmy już wstrząsające informacje o sytuacji w komisji MAK, o jej wykroczeniach, złych śledztwach i korupcji. Nie ustępują także pretensje do rządu Donalda Tuska, który nie wytłumaczył się z różnych rzeczy. Tymczasem prokuratura uznała, że panowie Tusk i Komorowski nie muszą zeznawać przed komisją śledczą, bo nic ich nie łączy z katastrofą. A przecież ich odpowiedzialność w kwestii decyzji, jakie podejmowali po katastrofie, jest ewidentna. Myślę tu głównie o oddaniu Rosjanom śledztwa. Mamy więc do czynienia z upadkiem demokracji, kiedy władza wykonawcza, bo niewątpliwie mamy do czynienia z naciskiem na określonego prokuratora, zlewa się z władzą sądowniczą. Przed Pałacem Prezydenckim ludzie gromadzili się nie tylko bezpośrednio po katastrofie, lecz także później – tu spotykali się członkowie Ruchu 10 Kwietnia, który przecież postawił sobie za cel wyjaśnienie katastrofy. To jest nie na rękę rządowi i Platformie Obywatelskiej. Dla nich wszystko, co przypomina katastrofę, powinno być usuwane z pola widzenia ludzi, a Pałac Prezydencki jest miejscem szczególnym.
Nie dziwi pana fakt, że gdy trzeba bronić pomników upamiętniających wartości narodowe, katolickie, padają zarzuty ‚pomnikomanii’, zaburzania zabytkowej przestrzeni? Gdy natomiast promuje się np. dewiacje, co ostatnio czyni Muzeum Narodowe, ministerstwo kultury wspiera takie inicjatywy…
Co do opinii pani Trepki, jestem nieufny, bo nie wiem, kto jeszcze wpływał na nią. Sądzę, że uzasadnienie, które podaje, może być bardzo stronnicze. Na moich oczach zostało zburzonych wiele zabytkowych gmachów, które po wojnie jakoś ostały się w Warszawie, a których nie potrafili obronić konserwatorzy zabytków. Dziś dochodzi do podobnych rzeczy. Niedawno rozmawiałem z pewnym konserwatorem zabytków, który stracił pracę w swoim mieście tylko dlatego, że sprzeciwił się wyburzeniu domów, które miały dla tego miasta wartość zabytkową. Nie jest to zastanawiające? Inny przykład. Obok mego domu na wsi stał do niedawna piękny dworek z końca XVIII wieku z wielospadowym dachem. Mimo że była na nim tablica informująca, że jest on strzeżonym dobrem narodowym, pozwolono mu popaść w zupełną ruinę. Ten teren kupił później jakiś biznesmen, który zburzył dworek i wybudował na jego miejscu, nie trzymając się historycznego planu, zupełnie dowolną rekonstrukcję.
Sporo czasu spędził Pan we Francji, jak tam podchodzi się do pomników?
We Francji, którą dobrze znam, uderzyło mnie, że w każdej wiosce stoi krzyż, a na nim znajduje się spis nazwisk tych, którzy zginęli podczas I wojny światowej. Niech więc pan Zdrojewski, który mówi o pomnikomanii w Polsce, napisze dużą rozprawę albo pracę doktorską na temat tego, jak we Francji stawia się pomniki poległym. My pomnika I wojny właściwie w ogóle nie mamy… Radziłbym, żebyśmy się najpierw zastanowili, jak jest u innych, a nie krytykowali idei wybudowania u nas pomnika tak ważnego dla Narodu Polskiego.
ND /26.7.2010/
Kategoria Polska















































































































































































