Wszędzie stalinowskie dzieci

Gdzie nie spojrzeć: w sądach czy w mediach, od rozrywki po publicystykę – dzieci stalinowskich prokuratorów, agenci komunistycznych służb. Są! Ja ich widzę. No to „Precz z komuną!” należy się jak najbardziej – powiedział Wojciech Cejrowski, podróżnik, pisarz i dziennikarz

Rozmowa z Wojciechem Cejrowskim

Śpiewa pan „Ojczyznę wolną racz nam wrócić, Panie”. To o takich jak pan zatem prezydent Bronisław Komorowski mówił w Dzień Niepodległości, że trzeba śpiewać za tych którzy nie zauważyli jeszcze że mamy wolną Polskę.

Przestałem słuchać co mówi pan Komorowski. Te głupoty i ciągłe wpadki spowodowały że teraz już nie chcę się denerwować ani wstydzić za niego. A w sprawie niepodległości mam inne zdanie i tyle. Pan Komorowski twierdzi że oddanie władzy organom unijnym to nie jest utrata suwerenności, ja uważam na odwrót.

Precz z komuną!” jest nadal aktualne?

A nie jest? Czy pani nie zauważyła w polskich instytucjach władzy Oleksego, Millera, Kalisza i tych wszystkich działaczy PSL którzy w stanie wojennym byli „towarzyszami ludowcami”? Gdzie nie spojrzeć: w sądach czy w mediach, od rozrywki po publicystykę – dzieci stalinowskich prokuratorów, agenci komunistycznych służb. Są! Ja ich widzę. No to „Precz z komuną!” należy się jak najbardziej.

Poszedł pan na Marsz Niepodległości organizowany przez narodowców. Potem publicznie wyraził pan uznanie że spalono tęczę.

Narodowcy jedynie złożyli papiery w urzędzie, a poszły ogólnie wszystkie środowiska niepodległościowe; widziałem przeróżne flagi, transparenty. Szedłem z Mamusią otoczony przez trzy kontrastowe drużyny kiboli. Było piknikowo. Uznanie dla spalenia tęczy owszem wyraziłem gdyż uważam że zamiast ukrywać swoje opinie i poglądy powinniśmy je pokazywać. Prawda nas wyzwoli, a nie dziennikarstwo tak zwane obiektywne, czyli udające że poglądów nie ma.

Spalenie tęczy można różnie odbierać: jest aspekt religijny, czyli bluźnierstwo, jest światopoglądowy, jest kulturowy, jest estetyczny…

To dziełko nie było „artystyczne” tylko zwyczajnie brzydkie; pospolite i bez wyobraźni. Teraz jest lepsze. Teraz na pewno ma w sobie więcej ze sztuki, bo 11 listopada odbył się performance z ogniem, a teraz jest kolejny performance z zawieszaniem kwiatów. Dopiero po 11 listopada ta rzecz, ta tęcza, ożyła i nabrała walorów dzieła sztuki. Co nie zmienia faktu że stanowi bluźnierstwo i należy ją usunąć. Poza tym do palenia prowokują władze Warszawy; butne wypowiedzi HGW że odbuduje tęczę tyle razy ile będzie spalona, za pieniądze warszawiaków którzy ewidentnie tęczy nie chcą. HGW jako organ ma obowiązek pracować dla wszystkich, łagodzić konflikty, a podsyca je, stając po stronie mniejszości. W ten sposób zaprasza do „zabawy w palenie tęczy”. Wyraźnie prowokuje. Ale wie Pani, mnie coś zupełnie innego chodziło po głowie kiedy ucieszyło mnie spalenie tęczy. To były te same radosne emocje które czułem kibicując Frasyniukowi w stanie wojennym. Frasyniuk to był wtedy w propagandzie „terrorysta” i jednocześnie mój osobisty bohater. I jeszcze jedna rzecz która mi chodzi po głowie kiedy słucham o tych kilku petardach wrzuconych przez płot ruskiej ambasady; Stefan Niesiołowski działał czynnie w „organizacji terrorystycznej” która przygotowywała wysadzenie w powietrze muzeum Lenina. Zbierali trotyl, robili testy w terenie, Niesiołowski robił bomby. Na wieść o tamtym zamachu /na Lenina/ naród dostał pozytywnego kopa, wszyscy szeptali o tym z radością, choć ze sprawców zrobiono kryminalistów i skazano za terroryzm. Ja więc dzisiaj dziwię się tym panom kiedy oni krytykują zachowania pod ruską ambasadą. Przecież to są zachowania z tych samych pobudek. O co więc chodzi?

O przemoc. I głupotę albo prowokację. Palenie tęczy jest zwyczajnym wandalizmem, obrzucenie ambasady wyglądało jak prowokacja którą świetnie wykorzystała Moskwa do upokorzenia Polski i pokazania w zachodnich mediach „nazistowskich chuliganów”. Żaden z tych czynów nie był bohaterstwem.

To się nie zgadzamy. Palenie ruskiego czołgu na Węgrzech w roku 1956 to też wandalizm? Zależy kto ten czyn ocenia. Głaskanie Moskwy nie ma sensu, a upokorzenie Polski, o którym Pani mówi, jest bardzo dobre w dłuższej perspektywie. Polacy nie lubią być upokarzani, szczególnie przez Moskala. Pojawia się więc teraz irytacja /pozytyw!/ i spostrzeżenie że PO to lizusy które nie potrafią lub nie chcą radzić sobie z takimi prostymi sprawami. A to sprawa prosta do załatwienia. Porządny minister spraw zagranicznych i patriota załatwiłby to w trzy minuty za pomocą listów, w których odpowiedziałby Moskwie moskiewskim językiem, przypomniał kilka ich zbrodni dla równowagi. Za „nazistowskich chuliganów” można pięknie odpowiedzieć „nazistowskim sojusznikom”. Pani pytanie prezentuje postawy niesuwerenne.

Dlaczego tęcza na placu Zbawiciela ma być symbolem homoseksualizmu? Z tego co wiadomo nie była jako taki symbol zaprojektowana, wcześniej stała na murach klasztoru Wigry, kiedy jeszcze był Domem Pracy Twórczej.

Ona nie „ma być”, tylko jest symbolem sodomitów. Przed spaleniem żadna strona debaty tego nie kwestionowała. Sodomici cieszyli się kiedy tęcza stawała na placu Zbawiciela i ogłosili że nareszcie mają swój pomnik. A po spaleniu – jak zauważył Stanisław Michalkiewicz – to oni a nie artyści czy meteorolodzy poczuli się zaatakowani i nazwali spalenie tęczy „homofobią”.

Tęcza zmieniła miejsce i zmieniła kontekst. Czym innym jest świeca ustawiona na ołtarzu, czym innym ta sama świeca wsadzona w tort, a jeszcze czym innym wsadzona w tyłek, prawda?

Nie odkręcajmy teraz kota ogonem że wciąż chodzi o biblijny znak po potopie, kiedy pederaści zwołują się pod tą tęczą na homoseksualne pocałunki.

Czy przypadkiem nie jest zamierzeniem postkomuny by przedstawiać środowiska wolnościowe, prawicowe przez pryzmat tych problemów? By prawicę wpuścić w kanał debaty dotyczącej homoseksualizmu, gender itp.? I by przy tej okazji okazywała się zwyczajnie niezbyt mądra, bo wszędzie widzi gejowskie symbole i cieszy się ze spalenia tęczy która większości warszawiaków nie przeszkadzała?

A co się pani ogląda na to co „zamierza postkomuna”? Co to panią obchodzi? I co w tym złego, gdyby okazało się że prawica jest „niezbyt mądra”? I kto tu ma być sędzią mądrości? Te głupki z lewej strony, ci nieszczerzy cynicy którym żadna prawica nigdy się nie będzie podobać? Niech się pani na nich nie ogląda, tylko plwa i robi swoje.

Obchodzi mnie to co widzą Polacy. To że środowiska które określają się jako prawica kompromitują ją w ich oczach. Już nawet nie mówię o agresji. Tylko właśnie o głupocie. W efekcie może ktoś zapytać: to z książeczek dla dzieci też będziecie wycinać tęczę?

Tak! Będziemy jeżeli to będzie tęcza symbolizująca zboczenie, a nie będziemy wycinać jeżeli pojawi się w kontekście biblijnego potopu.

Powtarzam, ta tęcza nie stanęła na placu jako symbol homoseksualistów. To że zaczęła mieć takie znaczenie jest wielką zasługą właśnie tzw. prawicy, która przyjęła narrację gejowską. Ale porozmawiajmy o tym co zdarzyło się po pana słowach. „GW” natychmiast chciała zdjąć pana program z TVP.

Ja też chciałbym zdjąć mój program z anteny TVP, bo Telewizja Polska okrada twórców tego programu, odmawiając im należnych tantiem. Powtarzają te moje filmy do znudzenia i nie płacą za powtórki, choć zobowiązuje ich do tego prawo autorskie. Granda. Zatem ucieszę się kiedy przestaną nadawać i niech mi to „Wyborcza” załatwi /śmiech/.

Nie zauważyli że w TVP już żadnych programów pan nie robi. To było bardzo charakterystyczne dla pojmowania debaty i demokracji przez establishment III RP; prawica ma siedzieć w niszy, ma być marginesem.

Margines czyli elita, więc na pani miejscu nie obrażałbym się za to słowo.

Nie obrażam się, przeciwnie, też tak uważam. Ale pan się przed tymi próbami broni, z powodzeniem. Właściwie jakim cudem?

Przed czym? Przed zepchnięciem na margines? Wcale się nie bronię, lubię robić programy niszowe, szczególne, wyróżniające się, inne, wyjątkowe. Pospolitych rzeczy nie lubię. I siedzę sobie na moim marginesie, na warszawskie przyjęcia nie chodzę, nikogo nie znam, nawet po tzw. naszej stronie. No choćby „Gazetę Polską” – czytam, ale z nikim z państwa się nie znam ani nie koleguję.

Prof. Chris Cieszewski, kiedy przyjechał na konferencję smoleńską i zetknął się z mediami w Polsce, wpadł w osłupienie. „Jak mogliście na to pozwolić?” – pytał. Bo faktycznie Polacy przyzwolili na poziom TVN czy „GW”, na stan i poziom debaty.

Polacy nie mieli tu nic do gadania moim zdaniem. To jest stary układ: komuniści plus kolaboranci plus tajne służby i oni Polaków o nic nie pytają, oni dzierżą władzę.

Ale niemal nikt nie protestował. Była potężna demonstracja w obronie Telewizji Trwam i wolności słowa i niewiele więcej. Teoretycznie mamy demokrację, choćby w wyborach Polacy mogliby coś zmieniać, ale nie zmieniali. Mogliby bojkotować, ale nie bojkotują. Akceptują ten stan rzeczy.

Nie ma pani racji. Wierzy pani w jakieś iluzje dotyczące demokracji i prezentuje bałagan pojęciowy. Po pierwsze, to co pani nazywa „demokracją” oznacza dyktaturę partii która zdobyła najwięcej głosów. Wybory wygrywa mniejszość. Tak! Gdyby zsumować wszystkie głosy oddane na pozostałe partie, a nie na PO, to wychodzi że PO nie ma poparcia większości lecz jedynie największe poparcie z partii które startowały. Po drugie, system który mamy w Polsce to nie jest demokracja tylko republika; obywatel nie rządzi, naród nie rządzi, rządzą zawsze jacyś przedstawiciele. I po trzecie, ci przedstawiciele nie są wybrani bezpośrednio, lecz wpisani na listy partyjne przez swoich szefów. Wygrywa lista, a nie osoba. Osoba zostaje w ten sposób przedstawicielem swojego szefa, a nie przedstawicielem narodu. I teraz pani postulat, że Polacy „mogliby bojkotować, a nie bojkotują…”. To co pani chciałaby zobaczyć to już nie jest demokracja, tylko rewolucja. Naród głosuje w ten sposób w czasie powstań, poprzez aklamację /kogoś lub czegoś/ oraz poprzez obalanie /kogoś lub czegoś/. Są tylko dwie sytuacje kiedy naród rzeczywiście o czymś decyduje; okręgi jednomandatowe bez żadnych progów wyborczych, bez żadnego rejestrowania partii etc., czyli wolna amerykanka /głosuje i kandyduje kto tylko chce/, lub… głosowanie na ulicach.

Ostatnio „Newsweek” zrobił z pana zdjęcia okładkę. Jest pan tam opisany jako idol prawicy z cytatem „Won z pederastami”. A w środku spisany wywiad z radia, gdzie chyba – nie słyszałam wywiadu – faktycznie coś takiego pan powiedział? Zrobi pan coś z tym?

O, jakie ładne pytanie. Niech pan coś z tym zrobi, Panie Wojtku, trzeba to, trzeba tamto… A pani coś z tym zrobi? Bo pytać łatwo, ale propozycji wyrażonej w konkretach nie widzę. A co niby miałbym robić? Pan Kwaśniewski /niespokrewniony!/ zaprosił mnie do Polskiego Radia do audycji na żywo. I to była bardzo miła i dość łagodna rozmowa. Sporo w niej było uśmiechów, wzajemnych, i spora porcja szczerego zainteresowania poglądami drugiej strony. A potem w tajemniczy sposób „Newsweek” wszedł w posiadanie wybranych fragmentów tekstu spisanego z taśmy i tam, w druku, już nie widać tych uśmiechów… Szczególnie że do tekstu dolepili nieudolny fotomontaż z jakichś starych zdjęć, też zresztą przedrukowanych z innego źródła. Cóż, więcej nie dam się panu Kwaśniewskiemu oszukać i tyle. Miał szansę zachować się inaczej niż jego koledzy z „Dużego Formatu”, ale jednak wybrał mały format. Plwać na to, łaskawa Pani.

Jeździ pan i wędruje po świecie, ogląda inne ludy. A jak przyjeżdża pan tutaj to co pan widzi? Jaki lud?

Mój lud. Naród Polski. Oraz wszy które go oblazły. Kiedy ludzie pytają skąd u mnie tyle łagodności wobec Indian, a jednocześnie tyle twardości wobec własnego narodu, odpowiadam że tam jestem gościem i nie mam prawa głosu, a tu mam OBOWIĄZKI, jako członek mojej społeczności, obowiązki by ją razem z innymi Polakami budować, a nie tylko obserwować. Indian obserwuję, Polskę współtworzę i na tym polega różnica.

Jedną z najważniejszych naszych spraw narodowych stała się chyba sprawa smoleńska. Polska jest narodem posmoleńskim, mówi socjolog prof. Kurzępa, bo to wydarzenie które odcisnęło się na nas wszystkich. Jarosław Marek Rymkiewicz napisał niedawno o tym wiersz „Krew”. Jego zdaniem ona jest wszędzie, każdy z nas jest nią poplamiony, chcemy tego czy nie chcemy. Czy pan to widzi? Co pan o tym myśli?

Nic. Strzela pani powyżej mojej pokrywki. Dla mnie Smoleńsk jest wciąż jeszcze rzeczą praktyczną, sprawą do załatwienia, a profesor z poetą analizują Smoleńsk w kontekstach symbolicznych. Za wcześnie dla mnie. Najpierw wrak do domu, najpierw śledztwo, najpierw winowajcy i wyroki, a dopiero potem wiersze i symbole.

Co z tym poczniemy?

Z czym? Ze śledztwem? Na Katyń czekaliśmy pół wieku i nadal jeszcze trochę grzebiemy się w papierach. Ale przynajmniej mamy pewność że Katyń to ludobójstwo i że winę ponoszą Ruscy, a nie Szkop. Smoleńsk być może też potrwa pół wieku. Ważne byśmy nie ustali w wysiłkach.

Wyjeżdża pan teraz, nie będzie pana do maja. Czy to jest tak że od Polski współczesnej trzeba na jakiś czas się urywać, by być szczęśliwym?

Taką mam pracę i takie życie, że mieszkam sporo za granicą. Nie da się uprawiać antropologii wyłącznie w bibliotece, trzeba jeździć w teren. A poza tym jaskółki odlatują na zimę do ciepłego, nie dlatego że Polska im się nie podoba, tylko dlatego że temperatura im nie odpowiada. Mnie też.

rozm. Joanna Lichocka/gp /27.XI.2013/

***

Fala sprzeciwu wzbiera

Wojciech Cejrowski: – Przyszłość widzę w obaleniu tej władzy która nas dusi. Przyszłość widzę w usunięciu ludzi o mentalności wasali. Różańcem ich! Kulki różańca są bardziej skuteczne niż seria z karabinu. Zwyciężymy. Choć to oni mają dostęp do karabinów, a my tylko do różańca. Fala sprzeciwu wzbiera

Rozmowa z Wojciechem Cejrowskim

Jak pana przedstawić? Dziennikarz, podróżnik, pisarz, satyryk, fotograf, publicysta, socjolog…?

Łapię się różnej roboty w ramach moich kompetencji, a te kompetencje się zmieniają, bo za mego życia system gospodarczy zmieniał się kilka razy, moje miejsce zamieszkania też się zmieniało; za każdym razem musiałem się przystosować, wyuczyć nowego zawodu. Pierwszy wyuczony: cieśla – egzamin czeladniczy zdawałem w Szwecji, a jako pracę zaliczeniową przygotowywałem trzy trumny: jedną katolicką, drugą dla protestanta, trzecią dla niewierzącego. Ta ostatnia była krzywo zbita i z nieheblowanych desek. Komisja egzaminacyjna pyta co ma znaczyć ta byle jaka skrzynia, a ja mówię że dla niewierzącego zwłoki to tylko odpady biologiczne na kompost. Zdałem.

Zacznijmy od początku. Wojtek Cejrowski jako dziecko, uczeń, student jaki był? Czy pamięta pan Elbląg?

Zupełnie nie wiem dlaczego mnie ludzie o ten Elbląg pytają. Ja jestem z Kociewia! A reszta rzeczy o które pani pyta to sfera prywatności. Prywatność ma się tylko pod warunkiem że się o niej nie opowiada publicznie. Ja nie opowiadam, nie łażę po ‘tokszołach’. Nie odpowiadam na pytania osobiste, nikomu, pani też. Proszę wybaczyć.

Różnorodność w pana biografii pokazuje że trochę niespokojny z pana duch. Choćby te różne kierunki studiów: szkoła teatralna, historia sztuki, socjologia, archeologia. Długo pan szukał swego miejsca na ziemi?

Archeologia? A skąd się pani to wzięło? Pracowałem na wykopaliskach w Meksyku, ale archeologii oficjalnie nie studiowałem.

Stoi jak byk w Wikipedii – ‘socjologia i archeologia’. Też mi się zdawało że to dziwne połączenie. Ale może chciał pan badać podziemne struktury społeczne.

Jeżeli pani szuka wiedzy w Wikipedii, czyli w miejscu gdzie każdy może wpisać wszystko cokolwiek mu strzeli do łba, to proszę się teraz nie dziwić. Co do miejsca na ziemi to zawsze znajduję sobie kolejne dość szybko. Mam wiele takich miejsc gdzie czuję się swobodnie. To chyba kwestia języka i kultury. Prawie cała Ameryka Południowa ma tę samą kulturę i mówi po hiszpańsku, a zatem jak się opanuje ten jeden język, to człowiek nagle jest u siebie na ogromnym obszarze od Ziemi Ognistej do Kalifornii. A jeżeli jeszcze zna się angielski, to jest się u siebie dalej – od Kalifornii po Alaskę. W obu Amerykach jestem u siebie. Tylko zastanówmy się wspólnie: czy to jest dla kogokolwiek interesujące? Dlaczego właściwie pani o to pyta? Może pogadajmy o czymś ciekawszym niż moje ja.

W takim razie skąd się u pana wziął pomysł podróżowania?

Z zimna. Nie cierpię zimy, lubię tropik. Nie cierpię śniegu, lubię biały piasek Karaibów. Nie cierpię klimatu który wymusza ubranie. W raju nie nosiliśmy ubrań, Adam odział się dopiero kiedy ukradł Panu Bogu jabłko i poznał wstyd. A zatem nie zostaliśmy stworzeni do grubych swetrów i paltotów. Ponieważ zima jest taka okropna, zacząłem odlatywać do cieplejszych krajów. Do Polski zlatuję zwykle razem z bocianami.

Dlaczego podobają się panu Meksyk i Stany Zjednoczone? Co tam jest czego nie ma w Polsce?

Wolność. Dużo, duuużo, DUŻO więcej wolności niż w Europie.

Odwiedził pan ponad 60 krajów. Czy są jeszcze takie miejsca, które są panu nieznane i które chciałby pan zwiedzić?

Zdziwi się pani – Hawaje, najbardziej ucywilizowane wyspy Pacyfiku, jeden z amerykańskich stanów, czyli po prostu kawałek USA wysunięty daleko w ocean. Tam chciałbym pomieszkać. A z drugiej strony Borneo, przerażająca wyspa gęsta od plemion żyjących w separacji od naszego świata. I może księżyc. Zaczynają już organizować loty komercyjne. Może dożyję czasu kiedy potanieje to na tyle że mi wnuki zafundują wycieczkę. A na szczycie listy jest Watykan od zaplecza. Wbrew pozorom nie ‘załapałem’ się za pontyfikatu Jana Pawła II. Nie mam odpowiednich kontaktów wśród kościelnej hierarchii i nigdy w Watykanie nie byłem.

Zasłynął pan w Polsce dzięki programowi WC Kwadrans. Jak pan wspomina te pierwsze doświadczenia w TVP?

W TVP nagraliśmy pierwsze dwa odcinki. Poszły do kosza. Musiałem je nagrać od nowa poza TVP jako produkcję zewnętrzną, niezależną. I wtedy poszły do emisji. Na czym polegała różnica? Ci sami ludzie w budynku TVP nie potrafili porządnie pracować, a za moje pieniądze, czyli u prywaciarza, nagle wszystko szło jak trzeba…

Rok temu postanowił pan definitywnie skończyć z TVP. Dlaczego?

TVP odmawia płacenia tantiem dla twórców ‘Boso przez świat’. Nie płaci należnych kwot operatorowi kamery i kilku innym osobom z mojej ekipy. Jako producent jestem zobowiązany walczyć o moich ludzi nawet za cenę strat osobistych. Zażądałem uregulowania zaległości. Pismo Święte uczy: Godzien jest robotnik zapłaty swojej. Każdy z moich pracowników ma rodzinę na utrzymaniu, każdy ma dzieci. Ale żaden z nich się nie postawi, bo walcząc o swoje dostaliby wilczy bilet w TVP i nie mieli już tam czego szukać. Wynająłem prawnika. Porządny kapitalista dba o swój personel, a nie tylko o własny portfel. Do czasu uczciwego rozliczenia przez TVP zaległości nie będę im sprzedawać dalszych odcinków ‘Boso…’.

Jest pan znany z tego że nie wstydzi się swego katolicyzmu, otwarcie broni życia i piętnuje różne dewiacje. To chyba nie ułatwia kontaktów z dzisiejszym światem mediw?

Nie przesadzajmy. A kto powiedział że ma być łatwo? Moim zdaniem człowiek się lepiej sprawdza i bardziej stara kiedy ma pod górkę. Ja lubię pod górkę. To mnie mobilizuje. Nie mogę sobie pozwolić na średni program. Muszę robić najlepszy, bo stale na mnie patrzą z niechęcią. Gdybym był synalkiem komunistycznego aparatczyka, to bym się pewnie tak bardzo nie starał, nie dyscyplinował, bo tatuś by mi załatwił ciepłą posadkę na resztę życia.

Zawsze był pan taki zdecydowany w sprawach wiary? Nie miał pan jakichś młodzieńczych buntów?

W młodości buntowałem się przeciw komunie, nigdy przeciw Kościołowi.

Co pan sądzi o tych którzy mówią że wierzą w Boga ale z Kościołem się nie zgadzają?

Głupki. Od razu zaznaczę /bo głupki mogą tego nie wiedzieć/ że ‘głupek’’ jest terminem biblijnym – stosowanym choćby w opowieści o pannach głupich i mądrych.

Niektórych bardzo drażni nazywanie przez pana pewnych rzeczy po imieniu. Nie kazano panu czasem stosować w programach autocenzury lub zmienić styl?

Kazać to mi może ksiądz mocą Kościoła, moja Mama mocą przykazania o czci dla rodziców, a w telewizji to mi mogą najwyżej sugerować, a ja mogę te sugestie przyjąć bądź nie. Wtedy oni z kolei mogą nie przyjąć mojego programu. To prosty układ handlowy. Nie pozwalam by ktoś mi z tego zrobił układ towarzyski lub polityczny. Kręcę filmy za swoje pieniądze, zanoszę gotowy towar do telewizji na sprzedaż. Oni kupują ten mój towar albo nie. Od czasu do czasu klient prosi o poprawki. Jeżeli mają sens, poprawiam. Mnie zależy na najwyższej jakości. Dyrektory w telewizji to element wymienny, a ja z moim nazwiskiem zostanę na lata i chcę je w dobrym stanie przekazać kolejnym pokoleniom Cejrowskich. Dlatego dbam o dobrą markę i wysoką jakość moich produkcji. Wyciskam z samego siebie ile tylko potrafię. Zazwyczaj nie ma co poprawiać i powie to pani każdy mój wróg z telewizji czy radia. Pani Jethon która mnie wywalała z Trójki jednocześnie mówiła do gazet że robię doskonałe programy.

Nadal myśli pan o wyjeździe z Polski i zrzeczeniu się obywatelstwa?

Tony Halik miał cztery paszporty – na wszelki wypadek. Wiedział co robi! W czasie wojny dotarł do naszych dywizjonów i latał w Bitwie o Anglię. Po wojnie Brytyjczycy wyrzucali polskich bohaterów wojennych proponując im emigrację na koniec świata /Australia i Argentyna/ lub powrót do Polski w łapy komunistów. Halik pojechał do Argentyny – pierwszy paszport. Potem był korespondentem w Meksyku – drugi paszport. Miał jeszcze paszport USA, a na końcu polski. Mam podobne strategie zabezpieczania mojej rodziny i realizuję je konsekwentnie od lat; krok po kroku. Unia Europejska to system totalitarny, trzeba się wymknąć. Zagraniczny paszport to klasyczny sposób zabezpieczenia się przed pazurami władzy. Z wielkich Polaków zagraniczne paszporty mieli: Wańkowicz w PRL-u, a za zaborów Paderewski, Mickiewicz, Chopin. Z dzisiejszych Polaków: Boniek, Mrożek, Miłosz. Zagraniczny dokument nie powoduje że człowiek przestaje być Polakiem. Paszport, a nawet zagraniczne obywatelstwo, to kwestia administracyjna, a narodowość to kwestia krwi Ojców. Ja w każdym paszporcie jestem i zostanę NARODOWOŚCI POLSKIEJ.

Jeżeli zdecydowałby się pan wyjechać to zamieszkałby pan w Meksyku, czy w Ekwadorze? Bo chyba w obu tych krajach ma pan domy?

Prywatność się ma pod warunkiem że się o niej nie opowiada postronnym. Pani wybaczy. Inwestuję w ziemię w Polsce i za granicą, tego nie kryję i to doradzam osobom które mają takie możliwości. Mój dziadek przed wojną był kupcem. Przeżył kilka różnych kryzysów światowych i wojen, i uczył nas że zasoby trzeba zawsze rozkładać na trzy kupki: inwestować w towar, w ziemię i w złoto, ziarno na siew, na chleb i na zapas. Ja rozkładam na Amerykę Południową, Północną i na Polskę. A jak się porozkłada to jeszcze koniecznie trzeba się pomodlić: Panie Boże, zrobiłem wszystko co po ludzku roztropne, a teraz Ciebie proszę – zrób resztę.

Toczy się właśnie w Polsce batalia o przyszłość TV Trwam. Co pan sądzi o tych zmaganiach i jak pan widzi przyszłość wolnych mediów w naszym kraju?

Przyszłość to ja widzę w obaleniu tej władzy, która nas dusi. Przyszłość widzę w usunięciu ludzi o mentalności wasali. Różańcem ich! Kulki różańca są bardziej skuteczne niż seria z karabinu. Zwyciężymy. Pomimo że to oni mają dostęp do karabinów, a my tylko do różańca. Fala sprzeciwu wzbiera, a ja chce być aktywną częścią tego przypływu. Tak rozumiem patriotyzm – jako angażowanie się.

Czym Wojciech Cejrowski zamierza nas jeszcze zaskoczyć?

To pytanie zawiera pułapkę. Jeżeli powiem pani czym mam zamiar zaskoczyć, to jednocześnie spowoduję że zaskoczenia nie będzie. A poza tym, czy zaskakiwanie jest wartością? Mnie się zdaje że wartością jest stałość, wolę kiedy o mnie myślą ‘solidna firma’, niż ‘znowu nas zaskoczył’. Zaskakiwanie może i jest intrygujące, ale jednocześnie trochę męczy; nie wiemy czego się spodziewać po tym zaskakującym gościu. Woli pani robić zakupy u rzeźnika zaskakującego, czy u solidnego? Ja jestem solidny rzeźnik. Z Bogiem!

rozm. Małgorzata Krasuska /W Naszej Rodzinie, czerwiec 2012/

***

Wojciech Cejrowski dla Newsweeka

– Skontaktował się ze mną Newsweek. Prosili o wywiad. Zgodziłem się, na osobistą prośbę koleżanki z podstawówki która tam pracuje – napisał Wojciech Cejrowski na swojej stronie internetowej

Podróżnik zgodził się na wywiad, ale pod warunkiem że zostanie opublikowany bez żadnych skrótów i dopisków. Redakcja odpowiedziała że nikt nie będzie im stawiać warunków i zamiast tego opublikowała dość nieprzyjemny tekst na temat Cejrowskiego i równie nieprzyjemną rozmowę z ks. Sową. Oto w całości treść wywiadu dla Newsweeka i krótki komentarz pana Wojtka

‘Skontaktował się ze mną Newsweek. Prosili o wywiad. Zgodziłem się, na osobistą prośbę koleżanki z podstawówki, która tam pracuje. Lubimy się, znamy od lat, a do tego koleżanka pomogła mi kiedyś w ciężkich czasach. Odwdzięczyłem się. Odpowiedziałem na pytania i postawiłem redakcji jeden warunek: tekst ma być opublikowany dokładnie w takiej formie jaką zamieszczam poniżej – żadnych skrótów, żadnych dopisków. Redakcja odpowiedziała że nikt im nie będzie stawiać warunków…

Zamiast wywiadu opublikowali nieprzyjemny tekst na mój temat i równie nieprzyjemną rozmowę z ks. Sową. Ksiądz Kazimierz Sowa występuje jako kapłan i głos Kościoła, a na dołączonej do tekstu fotografii jest rozchełstany, potargany i bez koloratki. Ksiądz K. Sowa był dyrektorem kanału Religia należącego do TVN-u. Kanał ten ma w swoim logu rybę – znak Chrystusa – ale jednocześnie prezentował wszelkie możliwe religie, w tym pogańskie i wrogie Kościołowi.

Dla równowagi medialnej proponuję przeczytać treść wywiadu, którego Newsweek nie zdecydował się opublikować. Newsweekowi wolno wybierać jakie treści publikuje. Mnie wolno wybierać Gościa Niedzielnego.

Nieopublikowany wywiad dla Newsweeka:

W jakich relacjach jest pan z prawicowymi publicystami m.in. Piotrem Semką, Piotrem Zarembą, braćmi Karnowskimi?

Nie jestem w żadnych relacjach, bo nie mam okazji zawierać znajomości z publicystami. Nie bywam na otwarciach ani na zamknięciach, nie przyjmuję zaproszeń, po salonach się nie szwendam – jeżeli gdzieś idę, to jest to manifestacja pod pałacem namiestnikowskim, Msza Święta za Ojczyznę albo pogrzeb. Ostatni pogrzeb na którym byłem to pogrzeb Stanisława Szwarc-Bronikowskiego. Poza tym że Szwarc był podróżnikiem i filmowcem, był też cynglem AK – wykonywał zasądzone przez Podziemne Państwo Polskie wyroki śmierci na szpiclach, kolaborantach i Szkopach. Cześć Jego pamięci!!! W koligacjach ani koteriach nie uczestniczę. Pracuję zawsze u siebie, we własnej firmie, nigdy w czyjejś redakcji. A zatem nie mam okazji poznawać dziennikarzy. Żadnego z wymienionych nie znam osobiście, choć o każdym słyszałem. Jeden z braci Karnowskich jest kłamczuchem – tyle wiem na pewno. Nie może się skutecznie wyspowiadać, a w konsekwencji nie powinien przyjmować Komunii Świętej.

Co to za kłamstwo?

Opublikował kiedyś ogromny wywiad ze mną, którego mu nigdy nie udzieliłem. Ogłaszał publicznie że ma taśmy z nagraniami i mi je wyśle. Jakoś nie wysłał. Ten ‘wywiad’ był nieprzyjemny i szkodliwy dla mnie. Fałszerstwo. Do czasu naprawienia szkody każda spowiedź pana Karnowskiego jest nieważna – takie mamy reguły w Kościele Katolickim. Trwa Wielki Post, może się chłop nawróci. Z takich mniej więcej powodów trzymam się w ostrożnej odległości od publicystów, nawet prawicowych. Klucze od domu powierzyłbym Rafałowi Ziemkiewiczowi, którego szanuję i czytam z uwagą, oraz Krzysztofowi Skowrońskiemu, którego lubię i się z nim koleguję.

A reszta?

Resztę znam raczej z daleka. A czy oni prawicowi? To niedobre słowo, bo nic nie definiuje. Dużo bardziej adekwatne jest określenie ‘opozycja niepodległościowa’ zdefiniowana jako przeciwieństwo antypolskiej, poddańczej polityki Donalda, Zdradka, Komoruska i reszty Padalców. Przy czym słowo Padalec oznacza kogoś kto pada na twarz przed obcymi w celu wylizania butów.

Wróg – proszę o zdefiniowanie, kim są pana wrogowie.

Wrogami mojej Ojczyzny, czyli moimi osobistymi również, są Niemcy, Rosja i Unia Europejska. Dużo łatwiej byłoby nam współpracować z Unią lub Niemcami, zawierać z nimi roztropne sojusze, gdybyśmy stawiali tę sprawę jasno. Z wrogiem można się dogadywać, niekoniecznie trzeba strzelać. Dużo łatwiej byłoby nam handlować z Rosją, gdybyśmy handlowali z pozycji: jesteś naszym wrogiem, starasz się nas pożreć od stuleci, dzisiaj ci się to nie uda, dzisiaj chcesz nam sprzedać gaz, za ile? Z wrogiem można rozmawiać bez potrzeby rzucania się mu w ramiona lub do nóg. A Tuski, Zdradki i Padalce mają wobec Rosji syndrom sztokholmski.

A wrogowie osobiści?

Co do wrogów osobistych, to nie zajmuję się nimi, czyli nie ma między nami relacji – oni czują do mnie wrogość, a ja do nich nie czuję nic. Niekiedy docierają do mnie sygnały o wrogości poprzez mojego facebooka lub stronę internetową. Bluzgów i anonimów nie czytam (trzeba się podpisać), na listy interesujące odpowiadam, i to częściej na te od wrogów niż te od przyjaciół. Są też zawzięte środowiska które zwalczają mnie od lat – Gazeta Wyborcza i pederaści (termin medyczny, stosuję go zawsze świadomie w kontraście do nowomowy wypranej z osobistego stosunku do zjawiska).

Co to znaczy być ‘radykalnym katolem’?

Jezus był radykałem, nie ściemniał, nazywał rzeczy po imieniu, mowa jego była prosta: tak – tak, nie – nie. Doktryna Jezusa była bardzo radykalna wtedy i jest radykalna dzisiaj. Dlatego Kościół Katolicki ma co roku tysiące męczenników za wiarę. Katolików zabija się za przekonania religijne! Moje poglądy w sprawach doktrynalnych się nie zmieniają, bo doktryna Kościoła jest niezmienna. Z tymi samymi poglądami co dziś, trzydzieści lat temu nie byłem radykałem, a teraz jestem. Dlaczego? Bo świat zdziczał. Coraz więcej dzikusów dookoła. Kiedyś byli na marginesie, dziś siedzą w sejmie – facet z torebką, facet z gumowym siurkiem – jako elita narodu. Fuj! Wolę być radykałem.

Czyli radykalizm to coś dobrego?

Radykalizm to nic złego, to raczej cecha, a nie wada. Idzie pani do lekarza, a on mówi: poprzednia kuracja nie przyniosła efektów, zastosujemy radykalne metody. Czy ma mu pani za złe? Narzędzia dobiera się stosownie do okoliczności. Kiedy dobre słowo nie skutkowało, moja babcia sięgała po pasek. Mądra babcia. Cześć Jej pamięci!

Wszyscy powinni być radykalni?

Świat zrobił się rozmemłany, ludzie ukrywają kim są, wstydzą się przyjmować jasne stanowisko, dlatego wylądowałem na pozycji radykała. Inni zmienili swój język i dostosowali sformułowania, a ja po staremu mówię że aborcja to zbrodnia z premedytacją, a nie ‘zabieg’. Zbrodnia w której uczestniczy matka. Wszyscy uczestnicy tej zbrodni to dzieciobójcy. Za zabójstwo z premedytacją powinni być ukarani ciężkim więzieniem. Kiedyś nazwanie aborcji zbrodnią to była definicja, dzisiaj to jest ‘radykalna ocena’. A aborcja jest przecież wciąż taka sama. Co się więc zmieniło? Świat zdziczał.

Ma pan poczucie że jest w Polsce jedynym ‘radykalnym katolem’?

Co pani, oszalała??? Polska się skończyła? Zostały tylko lemingi?! Mam nadzieję że są nas – radykalnych katolików – miliony. Na zimę wyjechałem na prerię, siedzę daleko od świata, ale coś tam do mnie dociera. Jedyna polska telewizja dostępna na terenie USA to… TV Trwam. TV Polonia której obowiązkiem jest docierać do Polonii zagranicznej wyświetla mi się na komputerze jako ‘niedostępna na tym obszarze’. To samo TVP Info, TVP2. Skandal, bo na jakim obszarze niby ma być dostępna, jeżeli nie za granicą, w USA, gdzie Polaków mieszka kilkanaście milionów? Na szczęście Telewizję Trwam odpalam gdzie chcę i kiedy chcę. Chwała im za to! No i z oglądania codziennie wiadomości z Polski wynika mi że nas, radykałów katolickich, jest wielu.

Uważa pan że jest misjonarzem?

Mam nadzieję że jestem. Prowadzenie pracy misyjnej to jeden z obowiązków, który ciąży na każdym katoliku, nie tylko na księżach którzy jadą do Afryki. Mamy być misjonarzami wszędzie i zawsze. Mówiąc językiem niższym: mamy nawracać świat dookoła siebie, poprawiać świat, budować dobro, zwalczać zło, NAWRACAĆ. Każdy z nas ma taki obowiązek. Dlatego na początku wspomniałem o tym Karnowskim, bo jeżeli ja mu przestanę przypominać, a on sam zapomni że musi naprawić wyrządzone szkody, to jego wina przejdzie na mnie.

Pytam o to bo chciałabym wiedzieć czy postawił pan sobie za cel rozpropagowywanie rzymskiego katolicyzmu i przestrzeganie Polaków przed innymi religiami, i najlepszym do tego narzędziem są media?

Media są takim samym narzędziem jak każde inne – niekoniecznie najlepszym. Świadectwo mamy dawać całym swoim życiem, każdym naszym czynem, a zatem nawet kiedy jestem w toalecie, to mam pozostać katolikiem i nawet tam dawać dobre świadectwo. Katolik zostawia czysty kibel, nawet gdy go nikt nie obserwuje. Katolik nie przeklina, nawet gdy go nikt nie słucha. To są uniwersalne zasady i nieważne, czy w mediach takich jak telewizja, czy takich jak woda w łazience.

Czy podróżując próbuje pan nawracać spotkanych ludzi?

Zawsze i wszędzie. W tej chwili próbuję nawracać panią. Nie mówię nic wprost do pani, ale może po tej rozmowie będzie pani trochę inna. Środki dobieramy stosownie do okoliczności. Tego mnie uczyli na politechnice.

Ma pan wśród przyjaciół i znajomych księży katolickich?

Bardzo wielu

Jeżeli tak, to z jakimi reakcjami z ich strony pan się spotyka. Jak reagują na pana poglądy? Czy mówią że robi pan dobrą robotę?

Zależy od roboty. Czasami moja robota ich w ogóle nie interesuje, bo ja się głównie zajmuję prowadzeniem interesów, a to księdza może interesować w wąskim zakresie od strony konfesjonału: czy jestem kapitalistą etycznym? A zatem kiedy spotykam się z moimi kumplami księżmi, to raczej nie gadamy o mojej robocie, tylko o sprawach Kościoła, Ojczyzny i o prywatnych.

Ma pan poczucie że jest pan przez nich traktowany poważnie?

Jak najbardziej. Relacja między katolikami nie może polegać na fałszowaniu, na lukrowaniu, na omijaniu niewygodnego tematu. Traktujemy się z szacunkiem, czyli poważnie.

Czy żyje pan zgodnie z Dekalogiem?

Żyję. I chodzę też często do spowiedzi. To właśnie częsta spowiedź pozwala żyć w zgodzie z Dekalogiem. Częsta, podkreślam, częsta i regularna spowiedź stawia człowieka do pionu i pozwala pion utrzymać. Staram się sobie nie ufać. Mam sumienie, modlę się, ale dobrze jest kiedy ksiądz mi regularnie zagląda pod maskę i robi rutynowy przegląd silnika.

Ma pan wśród przyjaciół i znajomych buddystów? Jeżeli tak, to jak zareagowali na pana program telewizyjny?

Nie koleguję się z innowiercami, to niebezpieczne duchowo i katolik takich rzeczy unika. Znam ogólnikowo jednego, jedynego – na facebooku występuje jako Chopin. Wydałem mu książkę podróżniczą ‘Prowadził nas los’. Od kilku lat bestseller. Płacimy tłuste honoraria. No i tyle mojej osobistej znajomości z buddystami. A reakcja pana Chopina jest widoczna na facebooku, obok wielu innych.

Dlaczego uważa pan że należy ludzi ostrzegać przed Nergalem i buddyzmem (przestrzegając jednocześnie przed działaniem demonów)?

Bo jestem katolikiem – dlatego.

W jaki sposób demony mogą stanowić zagrożenie?

Szanowna pani, na ten temat są całe biblioteki. Załamka! No dobra, na poziomie lekcji religii w szkole podstawowej to byłoby tak: demony to byty duchowe, czyli nie mające ciała, ale mające rozum (a więc myślą), własną osobowość i inteligencję. Ponadto, najogólniej mówiąc, są przeciwieństwem aniołów. Anioły nas kochają – demony nienawidzą. Każde działanie demona zawsze i wszędzie jest nastawione na zniszczenie człowieka. Nawet jeżeli pozornie demon jest w danej chwili milutki. Kiedy demon daje ci cukierki, to nie po to by ci było słodko, tylko po to by ci się zęby popsuły. Na zakończenie dodam że demony są sprytniejsze, bardziej inteligentne i ogólnie pod każdym względem szybsze i sprawniejsze od człowieka. A zatem nie da się przechytrzyć demona, wykołować go ani oszukać. Nie da się też demona oswoić dla swoich celów, co próbują robić buddyści. Skoro demon zawsze i wszędzie nienawidzi człowieka, to nawet jeżeli chwilowo daje się udobruchać, to ma w tym jakiś cel skierowany przeciw człowiekowi. Koniec lekcji.

Czy pan kiedyś na własnej skórze odczuł działanie demonów – jakie?

Nie. I codziennie odmawiam modlitwę z egzorcyzmem do św. Michała Archanioła, by mnie ustrzegł od demonów. Mam wujaszka egzorcystę i raz w życiu byłem u niego w gabinecie. Nigdy więcej nie chcę tam pójść. Kiedyś wujaszek miał jedną osobę na miesiąc, teraz pracuje wiele godzin każdego dnia – tyle jest w Polsce opętań. Brakuje egzorcystów do roboty. Wujaszek mówi tak: ‘kiedy zostałem egzorcystą straciłem wiarę – ja już teraz nie wierzę, że Bóg istnieje, ja WIEM, z całą pewnością wiem że istnieje, bo widziałem na własne oczy i odczuwałem na własnym ciele istnienie demonów’. Ten świat to nie bajka ze średniowiecza. Jakby pani raz jeden poszła do tego jego gabinetu, to by pani od razu nie tylko uwierzyła w istnienie Boga, ale bardzo szybko przypomniała sobie, co to konfesjonał i kurczowo złapała się Dekalogu. Widziałem w życiu rzeczy radykalne i dlatego jestem radykalnym katolem. A osoby niewierzące… niech to nazywają syndromem posttraumatycznym – to mi chyba wolno mieć? Czy też nie?

eMBe/Wojciech Cejrowski/facebook /2012/

***

Wojciech Cejrowski rzucił TVP

W czerwcu audycje Wojciecha Cejrowskiego pojawią się w radiowej Jedynce i TVN Style

‘W rytmie samby’ to nowa muzyczna audycja Wojciecha Cejrowskiego, znanego podróżnika i dziennikarza, której będzie można słuchać na antenie radiowej Jedynki w soboty między godz. 13 a 14

Propozycję powrotu na antenę publicznego radia złożył Cejrowskiemu szef radiowej Jedynki Ryszard Hińcza. Cejrowski ją przyjął

Informacje potwierdza Radosław Kazimierski, rzecznik Polskiego Radia: – Rzeczywiście audycja pana Cejrowskiego znajduje się w nowej letniej ramówce Polskiego Radia, zatwierdzonej już przez zarząd

Cejrowski z Polskim Radiem rozstał się w styczniu tego roku. Do tego czasu prowadził w Trójce muzyczną ‘Audycję podzwrotnikową’. Na początku tego roku zniknęła ona jednak z anteny. Powód? Magdalena Jethon, szefowa Trójki, chciała ją przesunąć z godz. 10 na 14. Cejrowski się na to nie zgodził.

‘Boso’ przenosi się do TVN Style

Dziennikarz od czerwca przeniósł swój cykl podróżniczy ‘Boso przez świat’ z TVP 2 do kobiecej stacji TVN Style. Pierwszy odcinek odświeżonego programu ‘Wojciech Cejrowski. Boso’ zobaczymy na jej antenie w piątek 17 czerwca o godz. 21.30

Dlaczego podróżnik zerwał współpracę z publiczną telewizją? Jak tłumaczy – TVP zalega mu z wypłatą tantiem za emisję powtórek programu.

TVN Style zaproponowało mi takie same warunki finansowe jak TVP, a wszystkie inne lepsze, łącznie z gwarancją wypłaty tantiem za powtórki – powiedział Cejrowski.

Wobec telewizji publicznej ma także inne zastrzeżenia.

– W TVP nigdy nie miałem żadnej konferencji prasowej czy nawet zaproszenia do ‘Kawy czy herbaty’. Pamiętam że gdy dostałem za program nagrodę w Nowym Jorku, to zadzwoniła do mnie z zaproszeniem Dorota Wellman z TVN – dodał Cejrowski. Jego zdaniem telewizja publiczna nie potrafiła dobrze wykorzystać faktu że posiada prawa do jego audycji.

Siedem odcinków z Etiopii

Na razie TVN Style wyemituje siedem odcinków programu Cejrowskiego, wszystkie poświęcone podróży do Etiopii.

Czy dziennikarz na stałe będzie już współpracować z TVN Style? Cejrowski nie potrafi odpowiedzieć na to pytanie. Trudno to przewidzieć. Obecnie planuje wyprawy m.in. do Teksasu oraz Izraela. Dopiero gdy nakręci poświęcone im odcinki programu, będzie się zastanawiać – komu je sprzedać.

Cieszę się że mamy Wojtka u nas w stacji bo wiem że jego poprzedni program znajduje się w czołówce ulubionych programów naszych widzówpowiedziała Yvette Żółtowska-Darska, szefowa TVN Style.

Cejrowski nawiązał współpracę z TVN Style już kilka lat temu – od wiosny 2008 r. stacja nieregularnie pokazuje jego rozrywkowy program ‘Po mojemu’.

kb/rp /7.6.2011/

***

Wojciech Cejrowski ma dość TVP

Wojciech Cejrowski planuje przenieść swój program ‘Boso przez świat’ z TVP 2 do jakiejś stacji komercyjnej. Obecnie program ‘Boso przez świat’ emitowany jest w telewizyjnej Dwójce, w niedziele, o godzinie 10.10

W kolejnym odcinku, 13 marca, zostanie pokazana wycinka drzew w lesie równikowym w Kongu. Po krótkim wyjaśnieniu znaczenia tego ekosystemu w gospodarce tlenowej naszej planety dziennikarz wyrusza w podróż, a widzowie dowiedzą się, że drzewa cennych gatunków są opisywane i lokalizowane za pomocą systemu GPS

Na swoim blogu Cejrowski napisał, że wyjeżdża wkrótce z ekipą filmową do Etiopii. W czerwcu planuje wyjazd do Teksasu, we wrześniu do Meksyku, Gwatemali i Belize, a w końcu roku do Jerozolimy.

Omawiając swoje perypetie z TVP napisał: ‘Wszystkie te wyjazdy realizuję bez umowy z telewizją, za własne pieniądze. Nakręcę materiał, zmontuję, a potem będę się martwić komu to sprzedać. Na razie jest tak, że od miesięcy nie trwają żadne konkretne rozmowy z TVP – dostaję jedynie obiecanki, że ktoś zadzwoni lub odpisze na maila, a potem cisza. Dlatego przyjąłem zaproszenie TVN do wstępnych rozmów handlowych’. Dalej stwierdził, że również Polsat jest zainteresowany jego ofertą.

Na razie jednak nie ma żadnej oficjalnej reakcji ze strony obu stacji.

tor/sdp/www.cejrowski.com/dziennik/tv.wp.pl /10.3.2011/

Cejrowski oskarża TVP

Wojciech Cejrowski twierdzi, że Telewizja Polska nie miała praw do wydania na DVD jego filmu o buddyzmie

Film dokumentalny Cejrowskiego o buddyzmie ‘Boso przez świat – Tajlandia’ został wydany przez TVP w ub.r. na płycie DVD. Cejrowski twierdzi, że publiczna telewizja nie nabyła praw autorskich do dokumentu.

Na swoim blogu dziennikarz wyraził nadzieję, że TVP kupi od niego film, bo – jak napisał – ‘w przeciwnym razie mamy kłopot formalny polegający na tym, że TVP handluje (…) towarem, do którego nie ma praw’.

Renata Banasińska, kierownik działu sprzedaży specjalnej i produkcji TVP, nie chce komentować sprawy. P.o. rzecznik prasowy telewizji Andrzej Siwek przyznał jednak, że telewizja skontaktowała się już w tej sprawie z Cejrowskim i wyjaśnia sprawę.

rc/presserwis  /8.3.2011/

***

A gdzie jest Nasz Dziennik

Rozmowa z podróżnikiem, pisarzem, publicystą Wojciechem Cejrowskim

Wiadomo że jest pan pracowity, a zajęcia często zmienia. Czym właściwie się pan zajmuje?

W dużej mierze to moja prywatna sprawa, czym się zajmuję. Opowiadanie na lewo i prawo o swojej prywatności uważam za nieroztropne. Robią to różne osoby zwane publicznymi i nie myślą, jakie to może mieć skutki nie tylko dla nich samych, ale także dla ich rodzin. Ja staram się trzymać gębę na kłódkę w sprawach, które dotyczą nie tylko mnie, ale także moich bliskich. Oni już publicznymi osobami nie są i należy się im z mojej strony dyskrecja.

Rozumiemy, że to był wstęp.

Niech więc państwu wystarczy taka odpowiedź: zajmuję się różnymi biznesami. Wiele z nich widać na pierwszy rzut oka, no bo skoro produkuję programy do telewizji, to tę moją produkcję widać, programy do radia słychać, książki, które produkuję, są sprzedawane. Innych moich produkcji nie widać i tak niech pozostanie, bo człowiek jest lepszy, gdy jest cichy, więc biznes też jest lepszy, gdy o nim nie trąbimy dookoła.

Właściwe pytanie do pisarza: jakie książki pan czyta?

Dowcipne, błyskotliwe, inteligentne, mądre… Oczywiście to ja oceniam, że coś jest mądre i mogę się w tych moich ocenach mylić. No, ale moją intencją jest, bym nie czytał głupot, tylko rzeczy mądre. A żebym był w stanie je przeczytać bez zasypiania co stronę, to muszą być dowcipne i błyskotliwe. Lubię serię Terryego Pratchetta ‘Świat Dysku’. Tych książek jest już ponad dwadzieścia i zawsze wyglądam kolejnej. A teraz czytam ‘Opowieści z Narnii’ w takim ładnym wydaniu ze starymi ilustracjami.

Sięga pan po prasę?

Gazet nie czytam wcale. Chyba że trafię na jakąś przypadkiem, np. w samolocie. I w samolotach robię wam reklamę. Zawsze pytam: A gdzie jest Nasz Dziennik?, A dlaczego właściwie nie ma?, To może jest Gazeta Polska?, Bo, wie pani, ja bym chciał coś katolickiego, coś antykomunistycznego, a nie Wyborczą, Jak to dlaczego Wyborcza mi nie odpowiada? Wie pani, mój dziadek miał takie powiedzonko, że jak ktoś g… czyta, to g… wie…

Podałby pan rękę dziennikarzom z Wyborczej – krzewicielom ‘prawa’ do aborcji dla każdej kobiety?

Nie, nie może być zgody z propagatorem aborcji.

Komu jeszcze Wojciech Cejrowski nie uścisnąłby prawicy?

Och, jest wiele takich osób. Nie każdemu wypada rękę podawać i nie każdemu wolno rękę podawać. Niepodanie ręki to jest dość radykalny sygnał, ale niektóre sytuacje wymagają takich właśnie radykalnych działań. Jezus Chrystus był radykałem, kiedy wymagały tego okoliczności. Kiedy przeganiał przekupniów ze świątyni, to ich okładał biczem. Czyli bił. Ponadto zniszczył ich mienie, rozwalając stoiska. Radykalne sygnały w okolicznościach, które tego wymagały. Jest wiele osób, którym nie powinno się podawać ręki. W sytuacjach spotkania publicznego, jakiejś dyskusji telewizyjnej, np. nie wolno, radykalnie nie wolno, podać ręki zdeklarowanemu sataniście. Poza tym, że taki fizyczny kontakt mógłby być dla nas niebezpieczny, to jednocześnie podanie mu ręki na koniec programu w pewnym sensie daje sygnał zgody. A przecież nie może być zgody z satanistą, nie może być kompromisu z propagatorem aborcji. No i jeśli program dotyczy na przykład dewiacji seksualnych, no to dobrym znakiem sprzeciwu z naszej strony byłoby publiczne niepodanie ręki homoseksualiście.

Co jest w pana życiu ‘perłą’ w rozumieniu ewangelicznym, wartą każdej ceny?

Jeśli to ma być perła warta każdej ceny, to ma prawo być to wyłącznie zbawienie duszy. Z Ewangelii wynika, że tylko za zbawienie wolno nam zapłacić naprawdę każdą cenę, za inne rzeczy już nie zawsze.

W którym z odwiedzonych krajów zostawił pan cząstkę siebie?

Kocham Meksyk i kocham Stany Zjednoczone. W obu tych krajach czuję się u siebie. Odpowiada mi tam kultura, muzyka, kuchnia, język, temperament mieszkańców… Po prostu i zwyczajnie oba te kraje kocham jak swoją matkę Polskę.

Podróże ponoć kształcą. Dostrzega pan wspólny mianownik właściwy ludziom szczęśliwym – bez względu na to, czy żyją w Europie, Ameryce Południowej czy Australii?

Bieda daje sporo szczęścia. Bogactwo z kolei prowadzi do niedostatków szczęścia. Ludzie biedni mają lepsze relacje rodzinne i sąsiedzkie, bo potrzebują siebie nawzajem. Bogacze się odgradzają, alienują, strzegą swoich sejfów. W krajach bogatych poziom zadowolenia jest mniejszy niż w biednych. To oczywiście statystyka, a nie analiza konkretnych przypadków. Bo już skrajna bieda, czyli osoby umierające z głodu w Afryce szczęśliwe nie są.

Swojski bigos czy egzotyczne specjały, pana typy na kulinarnej mapie to…?

Polskich potraw nie lubię. Ja lubię… i tu się państwo zdziwicie… lubię liście. Zwykłą zieloną sałatę, ale zwykłą, a nie rzymską czy lodową. I taką sałatą opędzą państwo cały mój jadłospis. Nie będę cierpieć z braku innych rzeczy. Nie cierpię ryb. Nie lubię świniny. Z mięs lubię ‘trawożerców’, czyli wołowinę, ale także mięso kozie, baranie… Z kuchni ogólnie najbardziej odpowiada mi meksykańska, ze wskazaniem na potrawy najbardziej pikantne. Czyli… najbardziej lubię chili. Ostre papryczki! Jak mam na stole ostry sos tabasco, to zjem wszystko, nawet to, czego normalnie nie lubię. Z tabasco zjem nawet budyń, nawet kolorowy krochmal, czyli kisiel, nawet ryby…

Życzymy smacznego!

No dobra – są rzeczy, których nawet z tabasco nie wytrzymuję. Tradycyjny polski rosół z domowym makaronem spowodował, że wyemigrowałem za granicę, gdzie rosołu nie znają. Jak mnie za granicą pytają, co to takiego ten rosół, to im odpowiadam, że to jest herbatka z kurzego łoju, czyli gorąca woda z rozpuszczonym tłuszczem. Tak to widzę.

Miłość do Matki Bożej z Guadalupe to największy skarb, jaki ofiarował panu Meksyk? Łatwo można u pana zaobserwować obecność tego kultu.

W Meksyku to naturalny kult, tak jak u nas kult Matki Bożej Częstochowskiej. A ponieważ kocham Meksyk i spędzam tam od 25 lat bardzo dużo czasu, to mam naturalne inklinacje w kierunku Guadalupe. W sanktuarium w Guadalupe bywam częściej niż na Jasnej Górze. Guadalupe to pierwsze w historii świata objawienie maryjne. Najstarsze oficjalnie uznane przez Kościół. To bardzo mocne miejsce. No i Guadalupana nigdy mi nie odmówiła pomocy – zawsze dostaję to, o co poproszę. Mocne miejsce do tego stopnia, że czasami boję się prosić.

Ma pan innych przyjaciół wśród świętych?

Następny w kolejce jest jedyny święty, co do którego mamy gwarancję stuprocentową, czyli Dobry Łotr – Pan Jezus osobiście ogłosił, że ten gość trafi do raju, czyli zostanie świętym. Można chyba stwierdzić, że to pierwszy oficjalny akt kanonizacyjny w Kościele – te słowa ‘jeszcze dziś będziesz ze mną w raju’… Lubię tego świętego, bo… mało kto o nim pamięta, więc ma on sporo czasu wolnego dla mnie.

Podobno przyjmuje pan Komunię Świętą tylko na klęcząco?

Zgodnie z zaleceniem Benedykta XVI oraz w zgodzie z obowiązującą w moim Kościele liturgią – klękam do Komunii Świętej. W Watykanie się klęka. Na świecie Kościół dopuszcza przyjmowanie Komunii Świętej na stojąco, niestety także do łapy, ale na kolanach nadal jest legalnie. Tymczasem księża w Polsce utrudniają klękanie, na przykład stoją na schodku ołtarza i kiedy człowiek klęknie przed tym schodkiem, to ma twarz na wysokości księżowskich kolan. To jest w oczywisty sposób niewygodna pozycja dla księdza, bo musi się bardzo schylać. Robi się niezręcznie. Czemu ksiądz nie stanie o pół kroku głębiej albo czemu nie zejdzie ze schodka? U św. Stanisława Kostki w Warszawie usłyszałem kiedyś w kazaniu na temat przyjmowania Komunii Świętej na kolanach coś takiego: Nie lękajcie się, nie wstydźcie, klękajcie, bo nie można przesadzić z uszanowaniem dla Jezusa Chrystusa, a zatem klękajcie z uszanowaniem, klękajcie. No to klękam, bo tak czuję. Tylko że ja mam twardy charakter, zaprawiony w bojach, a ile osób nie klęka, bo wprawdzie chciałoby, ale się krępuje…

Podczas spotkania autorskiego na Uniwersytecie Warszawskim namawiał pan młodych do buntu przeciwko władzy, do wychodzenia na ulice. Dlaczego pozytywny bunt jest taki ważny?

Bunt jest wynikiem pracy umysłowej polegającej na rozróżnianiu, co jest dobre, a co złe. Dlatego bunt jest ważny. Buntujemy się, gdy dochodzimy do wniosku, że dzieje nam się zło, któremu w końcu trzeba się przeciwstawić. Bunt jest walką z jakimś złem. Dlatego jest ważny. Bunt jest też aktem publicznym, a życie publiczne, głos ludu, wyrażany ma być nie po cichu w domu, tylko właśnie na ulicy. Jest ważny, bo wtedy władza słyszy, co myśli obywatel. Bunt jest doskonałą, czasami jedyną, formą wymuszania na władzy, by zmieniła swoje postępowanie.

Szansa na bunt pojawiła się w związku z katastrofą w Smoleńsku. Wielu liczyło na duchowy przełom w Narodzie. Pan także?

Na razie to ja traktuję katastrofę w kategoriach przyziemnych – interesuje mnie jasna odpowiedź na pytanie: czy to Ruscy zwalili ten samolot? I wolałbym, by odpowiedź była kategoryczna i definitywna, że nie zrobili tego Ruscy. Bo jeśli oni, to bardzo źle. Z tym że ta odpowiedź nie może być gołosłownym zapewnieniem. Potrzebne są dowody – udowodnienie prawdziwej przyczyny. Takie niezbite dowody wskazujące konkretną przyczynę i przebieg katastrofy będą jednocześnie oczyszczeniem Rosji z moich niesłusznych podejrzeń. A podejrzenia mam prawo mieć, bo Rosjanie mają za paznokciami wiele naszej krwi, choćby ludobójstwo katyńskie i 50 lat kłamstw, że to nie oni mordowali w Katyniu.

Ludzie wyszli na ulice, broniąc krzyża przed Pałacem Prezydenckim. Był pan wśród nich…

Byłem pod krzyżem m.in. w dniu tej największej rozróby sprowokowanej przez prezydent Warszawy – panią HGW. To ona udzieliła zezwolenia na manifestację o godzinie 23. Na manifestację w strefie bezpieczeństwa przy siedzibie głowy państwa. Stałem w milczeniu, odciągając część agresji od tych ludzi, którzy postanowili pilnować krzyża. Modliłem się na różańcu, krzyżyk trzymałem w górze. A w myślach wspominałem ten moment, gdy Jan Paweł II unosił swój papieski krzyż, by uciszyć komunistów zakłócających centralną Mszę Świętą w czasie pielgrzymki do Nikaragui. Komunistyczne bojówki wrzeszczały Papieżowi w twarz, a Jan Paweł II z uniesionym krzyżem zakrzyknął kilkakrotnie: Silentio!!! (cisza). I komuchy się uciszyły.

Katastrofa smoleńska, sprawa krzyża na Krakowskim Przedmieściu dobitnie dowiodły, że toczy się gra na wykluczenie dużej grupy Polaków z życia społecznego.

To część szerszej tendencji wykluczania katolików, którą obserwujemy w Unii Europejskiej. To paradoks, bo przecież w systemach demokratycznych przynajmniej teoretycznie decyduje większość, a tymczasem w Unii promowane są głosy mniejszości, a większość się ucisza i marginalizuje.

rozm. aż/mw/nd /8.1.2011/

Kategoria Polska

Comments