Nasi prowadzą w Pucharze Świata

2 maja Międzynarodowy Związek Żeglarstwa Regatowego (ISAF) opublikował aktualny ranking Pucharu Świata w żeglarstwie. W klasie RSX na czołowych miejsca sklasyfikowani są zawodnicy z naszego kraju

Wśród mężczyzn prowadzi Piotr Myszka przed Przemkiem Miarczyńskim. W kategorii kobiet na prowadzeniu jest Zosia Klepacka przed Mają Dziarnowską. Michał Majewski jest 10, Agata Brygoła 28, Łukasz Grodzicki 30

rsxteam.eu /5.V.2012/

***

Polacy mistrzami Europy w klasie Star!

Mateusz Kusznierewicz (GKŻ Gdańsk) z Dominikiem Życkim (Spójnia Warszawa) zdobyli złoty medal żeglarskich mistrzostw Europy w olimpijskiej klasie Star, które odbyły się u wybrzeży San Remo we Włoszech

Choć Polacy byli już mistrzami świata w 2008 r., dotychczas nie udało się im wygrać mistrzostw kontynentu. W dwóch ostatnich latach zajmowali drugie miejsce – w 2010 r. w Viareggio i w ubiegłym w Dublinie

W San Remo srebrny medal zdobyli Szwedzi Fredrik Loof i Max Salminen, a brązowy Norwegowie Sigurd Eivind Melleby i Morland Petter Pedersen. Na piątej pozycji uplasowali się broniący tytułu Włosi Diego Negri i Enrico Voltolini.

‘To zwycięstwo wyjątkowo nas cieszy bo odniesione zostało w warunkach które nam nie odpowiadają. Najbardziej lubimy żeglować przy średnim podmuchu a tu na akwenie wiatr był albo bardzo słaby, albo silny’ – powiedział Kusznierewicz.

Dodał że po ostatnim niepowodzeniu w regatach Pucharu Świata na Majorce, gdzie zajęli jedenaste miejsce, wyciągnęli wnioski.

‘Krótko mówiąc, dokładnie przeanalizowaliśmy nasze wyścigi, by zobaczyć na jakie elementy musimy zwrócić uwagę i co mamy poprawić. Wszyscy rywale też mieli problemy z tymi trudnymi i wymagającymi warunkami. Jedni większe, drudzy mniejsze. Ale na koniec ci co mieli wygrać – wygrali. I to mnie zmartwiło. Brazylijczycy, Anglicy, Francuzi, Niemcy, Nowozelandczycy będą naszymi głównymi rywalami w Londynie i na Majorce okazali się lepsi od nas’ – powiedział Kusznierewicz.

Do kraju wrócił bardzo niezadowolony. ‘Najchętniej tamte dni przed Wielkanocą zapakowałbym do worka i gdzieś głęboko zakopał, zapominając szybko o męczarniach i beznadziejnym wyniku’ – dodał urodzony w Warszawie mistrz olimpijski w kl. Finn (Atlanta 1996). 29 kwietnia skończy 37 lat i w czołówce zawodników rywalizujących u wybrzeży San Remo był najmłodszy.

Podobne warunki jak na Majorce panowały w środę. ‘Od rana wiatru było jak na lekarstwo. Organizatorzy za wszelką cenę chcieli nadgonić program, przez co żeglowaliśmy w bardzo trudnych warunkach. Męczarnia. Początek mieliśmy znakomity. Jednak w końcówce zabrakło nam trochę szczęścia i na metę wpłynęliśmy na siódmej pozycji. Identyczną zajęliśmy w czwartek. Wcześniej byliśmy na pierwszym, trzecim i drugim miejscu, co w sumie dało nam złoty medal. Za dwa tygodnie – mistrzostwa świata we Francji’ – dodał Kusznierewicz.

Wyniki mistrzostw Europy kl. Star:
1. Kusznierewicz, Życki 13 pkt
2. Loof, Salminen 15
3. Melleby, Pedersen 18
4. Alfonso Domingos, Federico Melo (Portugalia) 20
5. Negri, Voltolini 20
6. Michael Hestbek, Claus Olesen (Dania) 26

pap /19.IV.2012/

***

Tym razem wrócę z medalem

Tym razem wrócę z olimpiady z medalem – zapowiedziała wicemistrzyni świata w żeglarskiej klasie RS:X Zofia Noceti-Klepacka, która startowała już w igrzyskach dwukrotnie, ale w Atenach i Pekinie nie zdołała wdrapać się na podium

W Atenach w 2004 r. Noceti-Klepacka zajęła 12 miejsce w klasie Mistral, a u wybrzeży Qingdao cztery lata później była siódma w RS:X

Z Weymouth, gdzie odbędą się regaty olimpijskie, Polka zamierza wrócić z medalem. ‚Będę się dobrze bawić i mądrze żeglować, a wtedy medal sam przyjdzie’ – powiedziała Noceti-Klepacka.

Zawodniczka YKP Warszawa zdobyła w tym tygodniu w Hiszpanii srebrny medal mistrzostw świata. ‚Warunki były rewelacyjne, przez sześć dni non stop wiało. To był dobry trening przed Weymouth. Te mistrzostwa pokazały mi gdzie jestem. Jest bardzo dobrze, teraz trzeba tylko utrzymać tę kondycję do olimpiady’ – powiedziała.

Jako najgroźniejsze rywalki 26-letnia warszawianka wymieniła Włoszkę Alessandrę Sensini, Hiszpankę Marinę Alabau i złotą medalistkę dwóch ostatnich mistrzostw świata Lee Korzits z Izraela. ‚Alessandra (Sensini) ma już trzy medale olimpijskie, jest o wiele starsza i bardziej doświadczona ode mnie. Z kolei Lee Korzits wygrała ze mną ostatnio dwa razy (w mistrzostwach świata w Perth 2011 i w Kadyksie 2012 – PAP), ale ona jest dużo wyższa i cięższa o 10 kilogramów. Ma lepsze warunki fizyczne, a praw fizyki nie da się oszukać’ – tłumaczyła.

Wicemistrzyni świata wspomniała także o Brytyjce Bryonye Shaw jako o kandydatce do medalu. ‚To również dobra zawodniczka, która będzie dodatkowo zmotywowana startując w domu. Ale ja powalczę. Trenowałam już w Weymouth przez trzy miesiące, woda jest tam płaska, są częste zmiany wiatru. Jest tam dużo spokojniej niż w Kadyksie. Bardzo dobrze się tam czuję. Panują tam warunki zbliżone do tych w Pucku, a ja tam się przecież wychowałam’ – wyjaśniła.

W sobotę zawodniczka wyleciała na miesiąc do Argentyny, by spędzić Wielkanoc z mężem i niespełna 2.5-rocznym synkiem, Marianem. ‚Rodzina jest dla mnie najważniejsza. Kocham Polskę, zawsze świętuję Wielkanoc i Boże Narodzenie w duchu naszych tradycji’ – zapewniła.

Dodała że nie będzie mieć dużo czasu na odpoczynek. Niebawem rozpocznie intensywne treningi u wybrzeży Argentyny, a w maju będzie trenować już w Weymouth.

pap /30.III.2012/

***

Klepacka wicemistrzynią świata!

Zofia Noceti-Klepacka (YKP Warszawa) zdobyła w Hiszpanii u wybrzeży Kadyksu srebrny medal żeglarskich mistrzostw świata w deskowej klasie RS:X. Maja Dziarnowska (Ergo Hestia SKŻ Sopot) zajęła piąte miejsce. Tytuł obroniła Lee Korzits z Izraela

W rywalizacji mężczyzn 7 miejsce zajął Przemysław Miarczyński (Ergo Hestia SKŻ Sopot), 10 Piotr Myszka (AZS AWFiS Gdańsk), a 11 Michał Majewski (YKP Warszawa). Wygrał Francuz Julien Bontemps

W środę organizatorzy regat planowali po jednym wyścigu dla 10 najlepszych zawodniczek i zawodników oraz po jednym dla pozostałych uczestników. Jednak z powodu zbyt silnego wiatru, nie odbył się żaden. Do środy rozegrano 10 wyścigów.

To drugi srebrny medal 26-letniej Noceti-Klepackiej. W poprzednich mistrzostwach świata, w Australii, również była druga za Korzits, a w 2007 r. w Portugalii wywalczyła złoto.

Zawodniczka YKP Warszawa trzeci raz, a Miarczyński czwarty, reprezentować będą Polskę w igrzyskach olimpijskich.

Końcowa klasyfikacja kl. RS:X:

kobiety

1. Korzits 17 pkt
2. Noceti-Klepacka 21
3. Alessandra Sensini (Włochy) 27
4. Bryony Shaw (W. Brytania) 48
5. Dziarnowska 55
6. Flavia Tartaglini (Włochy) 66

mężczyźni

1. Bontemps 24
2. Nick Dempsey (W. Brytania) 26
3. JP Tobin (Nowa Zelandia) 31
4. Dorian van Rijsselberge (Holandia) 31
5. Byron Kokkalanis (Grecja) 32
6. Nimrod Mashiah (Izrael) 52
7. Miarczyński 53

10. Myszka 85
11. Majewski 94

pap /28.III.2012/

***

Klepacka ma twarz Warszawy

Windsurferka z Pragi Zofia Klepacka-Noceti została Sportową Twarzą Warszawy na rok 2012

Sportowa Twarz Warszawy to nowy tytuł, który przyznawany będzie od tego roku zwycięzcom plebiscytu na warszawskiego sportowca  roku

Pierwszą laureatką tego tytułu została windsurferka Zofia Klepacka-Noceti, Sportowiec Warszawy roku 2011

–  Zosiu, pływaj po akwenach świata, wygrywaj i promuj Warszawę! – gratulowała dyrektor miejskiego biura sportu. Na Twarzy Warszawy widać było wzruszenie.

–  To wielki zaszczyt, tym bardziej że w naszym mieście jest dużo świetnych sportowców – mówiła Klepacka-Noceti. – Postaram się godnie reprezentować Warszawę, ech, robię to już od dawna – śmiała się.

Laureatka ma być żywą reklamą Warszawy za granicą. Jej znakiem rozpoznawczym będzie logo miasta.

Syrenkę z rozwianym włosem i napisem po angielsku ‘Zakochaj się w Warszawie’ windsurferka przypnie do żagla. – Mam nadzieję że przyniesie mi szczęście – mówiła.

A okazji do promowania miasta będzie wiele, bo Zofia Klepacka-Noceti ma napięty harmonogram. Tylko przelotem wpadła wczoraj do Ursynowskiego Centrum Sportu i Rekreacji. Wróciła właśnie z Argentyny. A już w sobotę rano wyleciała do Hiszpanii na mistrzostwa świata w windsurfingu.

Niedawno wróciła z mistrzostw Europy, gdzie zajęła 5 miejsce.

W planach ma jeszcze zgrupowanie w Argentynie i przygotowania do igrzysk olimpijskich, które odbędą się w tym roku w Londynie.

Mam nadzieję że w końcu przywiozę ten medal. Najwyższy czas, bo na igrzyska jadę już trzeci raz – deklarowała.

Szanse na to są duże, ponieważ akwen Waypoint naszej zawodniczce bardzo odpowiada. Podobają jej się zmienne wiatry i pogoda podobna do tej w Polsce.

Po urodzeniu dziecka w 2009 r. dopiero wracam do formy. Ale wszystko wskazuje że mam szansę na dobry wynik na olimpiadzie – zapowiadała.

Zofia Klepacka-Noceti w plebiscycie na sportowca roku wyprzedziła m.in. tenisistę ziemnego Mariusza Fyrstenberga, szermierkę Aleksandrę Sochę, kajakarza Dariusza Popielę i pływaka Pawła Korzeniowskego. Laureaci odebrali wyróżnienia i nagrody podczas Balu Sportowców Warszawy w lutym.

rb/żw /17-III-2012/

***

Srebrny medal Klepackiej

Zofia Noceti–Klepacka (YKP Warszawa) zdobyła w Perth srebrny medal żeglarskich mistrzostw świata w windsurfingowej klasie RS:X. Wywalczyła też miejsce dla Polski w olimpijskich regatach w Londynie i wygrała krajową kwalifikację do igrzysk

25-letnia Klepacka była mistrzynią świata w 2007 r. Dwukrotnie startowała już w olimpijskich regatach – w 2004 r. w Atenach zajęła 12 miejsce w konkurencji Mistral, a w 2008 r. na chińskim akwenie w Qingdao była siódma w RS:X. We wrześniu tego roku została mistrzynią Europy

W Perth złoty medal przypadł reprezentantce Izraela Lee Korzits, a brązowy Hiszpance Marinie Alabau

Rywalizację u wybrzeży Perth, a w zasadzie w pobliskim Fremantle, znanym z regat Pucharu Ameryki, warszawianka rozpoczęła pechowo, od 10 i 18 miejsca. ‘Te wpadki przy słabym wietrze spowodowały że uciekł mi złoty medal’ – przyznała. Kolejne wyścigi windowały ją coraz wyżej; po pięciu eliminacyjnych była siódma, a do ostatniego, jedenastego, startowała z trzeciej pozycji, mając dwa punkty straty do drugiej w klasyfikacji Alabau i osiem do prowadzącej Korzits.

W ostatnim wyścigu Klepacka zajęła drugie miejsce i na takim zakończyła rywalizację. Do reprezentantki Izraela odrobiła sześć punktów, a Hiszpankę (w niedzielę była dziewiąta) wyprzedziła aż o 12.

‘Teraz mam tylko jeden cel w sporcie – olimpijski medal. Musi się sprawdzić porzekadło do trzech razy sztuka. Pierwsze koty za płoty były w Atenach, w Qingdao to prawie wiatru nie było, a nieźle dmucha u wybrzeży Weymouth. Na tym to akwenie odbędą się regaty olimpijskie Londyn 2012. W tym roku startowałam tam dwukrotnie – w czerwcu byłam druga za Alabau, a w sierpniu pierwsza’ – powiedziała podopieczna trenerów Witolda Nerlinga (klubowy) i Pawła Kowalskiego (kadry).

4 grudnia 2009 r. Klepacka została matką (w Warszawie urodziła syna Mariana). Pochwaliła męża, Argentyńczyka Lucio Nocetiego, także żeglarza, który postanowił poświęcić karierę dla niej, by mogła trzeci raz wystartować w igrzyskach.

pap /11.12.2011/

***

Klepacka i Myszka mistrzami Europy

Zofia Noceti-Klepacka i Piotr Myszka, zawodnicy Kredyt Bank Polish Saling Team, zdobyli złote medale w windsurfingowej klasie RS:X podczas mistrzostw Europy w bułgarskim Burgas

W wyścigu medalowym nasi zawodnicy postawili przysłowiową kropkę nad ‘i’ i sięgnęli w swoich kategoriach po złoto. Oboje pierwszy raz zdobyli tytuł mistrza Europy. W ubiegłym roku w Sopocie zajęli trzecie miejsca.

To bardzo udany start. Złoty medal jest ostatnim jakiego mi brakowało. Jadąc do Burgas wiedziałem że jestem jednym z faworytów. Już przed zawodami na zgrupowaniu treningowym byłem szybki. Recepta na sukces była prosta: liczył się dobry start w dobrą stronę, a reszta to prędkość i jak najmniej błędów – powiedział Piotr Myszka, mistrz Europy.

Od pierwszych dni Piotr utrzymywał się w ścisłej czołówce. Już po dwóch dniach regat i 6 wyścigach Myszka prowadził w klasyfikacji generalnej.

Najgroźniejszym rywalem okazał się Bayron Kokkalanis z Grecji, ale tylko pierwszego dnia. Każdy kolejny dzień potwierdzał moją przewagę. Z 14 wyścigów wygrałem 10. Zapewniłem sobie tym samym złoty medal już dzień przed ostatnim najważniejszym wyścigiem Medal Race, który też wygrałem. Gratuluję oczywiście Zosi Klepackiej zdobycia złotego medalu i życzę dalszych sukcesów. I dziękuję Kredyt Bankowi za pomoc w przygotowaniach i udział w moim sukcesie – dodał Myszka.

KB Polish Sailing Team wystartował w mistrzostwach Europy w bardzo mocnym składzie. Poza medalistami w pierwszej dziesiątce regaty zakończyli też Maja Dziarnowska – 7 miejsce, Agata Brygoła – 9 i Michał Majewski – 12 0miejsce.

Zofia Noceti-Klepacka jest najbardziej utytułowaną polską zawodniczką w klasie RS:X. Ma tytuły mistrzyni świata i medale Pucharu Świata. W sierpniu br. zdobyła złoty medal w klasie RS:X podczas przedolimpijskich regat w Weymouth. Igrzyska w Londynie będą trzecią olimpiadą Klepackiej. W 2004 r. w Atenach zajęła 12 miejsce, a w Pekinie 7.

Piotr Myszka jest aktualnym mistrzem świata w klasie RS:X. W grudniu będzie bronić tytułu w Australii.

Noceti-Klepacka i Myszka od stycznia 2011 r. są zawodnikami Kredyt Banku Polish Sailing Team. Kredyt Bank rozpoczął w tym roku współpracę z Polskim Związkiem Żeglarskim i objął stypendialnym wsparciem 17 najlepszych zawodników kadry narodowej z klas: RS:X kobiet, RS:X mężczyzn, Laser Standard, Laser Radial i Finn. Priorytetem dla obu stron jest profesjonalne przygotowanie polskiej ekipy do igrzysk olimpijskich w Londynie 2012.

/21-IX-2011/

***

Srebrny medal w klasie Star

Wywalczyliśmy w Irlandii 2 miejsce i odebraliśmy z Dominikiem srebrne medale mistrzostw Europy klasy Star. To zdecydowanie nasz wielki sukces

Regaty były trudne. Trwały sześć dni. Rozegrano osiem wyścigów. Dwa z nich wygraliśmy, raz finiszowaliśmy na drugiej i trzeciej, i dwa razy na piątej pozycji. W dwóch wyścigach poszło nam słabo, zajęliśmy ósme i dziewiąte miejsce.

Byliśmy jedyną załogą która nie wypadła poza pierwszą dziesiątkę. Nie wystarczyło to jednak do zwycięstwa. Rewelacyjnie żeglujący w tym tygodniu Włosi zasłużenie wygrali regaty. Brązowe medale zdobyli Kanadyjczycy (regaty były otwartymi mistrzostwami Europy).

Jeszcze tydzień temu zastanawialiśmy się czy w ogóle wystartować. Poleciałem do Irlandii z wysoką gorączką, bardzo osłabiony. Leki które przyjąłem z zalecenia naszego niezastąpionego doktora Witka Dudzińskiego postawiły mnie w miarę szybko na nogi. W niedzielę i w poniedziałek nie miałem dużo sił. Moje mięśnie były jak z waty. Zwykle mam siłę balastować i ciągnąć szoty przez cały dzień, a tu wystarczało mi energii zaledwie na 15 minut. To że udało nam się zdobyć ten medal traktujemy w kategoriach cudu.

Wracamy do domów stęsknieni za żonami i córkami:) Dominik poleciał bezpośrednio do Polski, a ja jestem w drodze do Cannes, gdzie trwają targi żeglarskie. Francuska stocznia Jeanneau wypuściła na rynek 3 nowe modele pięknych jachtów żaglowych. Poproszono mnie bym ‘ochrzcił’ te jednostki po czym je przetestował.
Jeanneau sponsoruje od tego roku nasze przygotowania olimpijskie do Londynu, a firma Dobre Jachty, której jestem współwłaścicielem, jest przedstawicielem Jeanneau na Polskę. Dobrze się to wszystko ułożyło;)

Pozdrawiamy!

Mateusz&Dominik /11.IX.2011/

***

Sycz będzie walczyć o igrzyska

Dwukrotny mistrz olimpijski który w Bledzie doznał udaru i nie wystartował w mistrzostwach świata – nie rezygnuje z igrzysk. Robert Sycz nie traci nadziei

Kontrola w Centralnym Ośrodku Medycyny Sportowej wykazała że utytułowany wioślarz jest zdrów jak ryba. – Zostałem przebadany wzdłuż i wszerz przez neurologa, laryngologa, okulistę i internistę. Nie ma powikłań, mogę trenować. Nie rezygnuję z walki o igrzyska 2012 – zapowiedział 37-letni Sycz

Wioślarz Bydgostii nie wie z czego wzięły się jego kłopoty. – Od prawie 20 lat ścigam się w wadze lekkiej, zawsze zbijałem wagę, lecz nigdy nie miałem podobnych problemów, nigdy nie dochodziło do takiego przeciążenia organizmu. Sierpniowe zgrupowanie w Wałczu też nastrajało optymizmem. Jeżeli chodzi o moją osobę, trwała na mnie nagonka, ale systematycznie zbijałem kilogramy. Dlaczego doszło do nieszczęścia? No cóż, albo jestem już za stary, albo po prostu w Słowenii zrobiło się za ciepło, a my nie przeszliśmy okresu aklimatyzacji. W Wałczu były 24 stopnie a w Bledzie 37 – powiedział.

Nasz mistrz tak jak w swoich najlepszych czasach nie zamierza jednak rezygnować i wiosną do końca chce walczyć o start w dwójce podwójnej. W przyszłym roku może się jeszcze zakwalifikować na igrzyska. Kiedyś, gdy pływał jeszcze z Tomaszem Kucharskim, taki manewr mu się udał. Na razie nasz najbardziej utytułowany wioślarz w historii musi jednak cierpliwie czekać, bo trzeba rozliczyć zakończony właśnie sezon.

Gdy zacznie się mówić o następnym, na pewno będę się rozpychać łokciami, żeby znaleźć się w składzie na Londyn. Po kilku latach sukcesów przyszły lata chude, jednak cały czas liczę że znowu będę w stanie wiosłować na poziomie światowej czołówki. Nie mówię dziś o zdobyciu złotego medalu i wygraniu z przewagą 5 sekund, ale o kwalifikacji olimpijskiej. Takie są moje obecne nadzieje – powiedział Sycz.

zs/ps /27.9.2011/

***

Robert Sycz zakończy karierę?

Robert Sycz, dwukrotny mistrz olimpijski, ostatecznie zrezygnował ze środowego startu w mistrzostwach świata w Bled. Czy skończy karierę?

Robert Sycz zasłabł kilka godzin przed ważeniem i nie wystartował w niedzielnym wyścigu eliminacyjnym dwójek podwójnych wagi lekkiej. W środę w repesażu miał jednak szansę wrócić do łodzi, gdyby przeszedł badania i został dopuszczony do startu przez lekarza

– Ostatecznie nawet nie próbowaliśmy tego wariantu. Robert Sycz wciąż czuł że gorzej widzi, bolała go też głowa. Jak najszybciej chciał wrócić do kraju – poinformował szef szkolenia PZTW Bogdan Gryczuk.

bg/ps /31.8.2011/

***

Polski twardziel znów w złocie

Nikt nie dawał mu szans powrotu do sportu. Gdy znów wsiadał do kajaka mówiono o cudzie. Jak więc nazwać to czego dokonał w Szeged? W tym węgierskim mieście Marek Twardowski został mistrzem świata

W 2009 r. Twardowski, jeden z naszych najlepszych kajakarzy w historii, dowiedział się że ma niedrożność jelit. To brzmiało jak wyrok…

Latem doznałem skrętu, niezwykle rzadkiego schorzenia które powoduje niedrożność jelit i może prowadzić do utraty sprawności – wspomina Twardy. – Obudziłem się z potwornym bólem brzucha. To było coś niespotykanego, nawet lekarze mówili że nie zdarza się to w młodym wieku. Miałem dwie operacje, rozpruty brzuch, założono 40 szwów. Wycięto mi prawie dwa metry jelita. Byłem skrajnie wyczerpany, nie mogłem jeść, pić, schudłem prawie 20 kg. Dwa miesiące leżałem w szpitalu. Najgorsza była diagnoza lekarzy: koniec z kajakami. Mówili krótko: nie ma powrotu do sportu. Ze szczytu spadłem na dno
Prawie wszyscy odwrócili się od niego. Związek kajakowy i Ministerstwo Sportu przestali go wspierać finansowo.

Za swoje odłożone w minionych latach pieniądze kontynuowałem jednak karierę. Kupowałem odżywki, płaciłem za paliwo do motorówki by trener był przy mnie – mówi Twardowski.

Nikt na niego nie stawiał przed mistrzostwami świata.

Przed startem nie mogłem usnąć, utwierdzałem się w nadziei że cuda się zdarzają. Mówiłem sobie: musisz wygrać i to zdecydowanie by pokazać że wróciłeś na dobre – opowiada.

I stał się cud! Wygrał w finale 500 m. Zdecydowanie. To 35 medal Twardowskiego w mistrzostwach świata i Europy. Brakuje mu tylko olimpijskiego.

Niedługo pomyślę o londyńskich igrzyskach, chodzą mi one po głowie od Pekinu. W maju przyszłego roku kwalifikacje olimpijskie będą w Poznaniu. Tam chcę powtórzyć sukces z Szeged – zapowiada Twardowski.

Co mu było

Niedrożność jelit, między innymi skręt kiszek, to ich zwężenie albo nawet zupełne zamknięcie. Wymaga szybkiej interwencji chirurgicznej. Można wyróżnić niedrożność ostrą i przewlekłą. Może być mechaniczna – spowodowana jest fizyczną przeszkodą – lub porażenna spowodowana najczęściej podrażnieniem otrzewnej na skutek toczącego się procesu zapalnego

Pozostałe medale Polaków

Oprócz Twardowskiego mistrzem świata w Szeged został także Piotr Siemionowski. Zawodnik Zawiszy Bydgoszcz triumfował na 200 m w K1. Srebrne medale zdobyły w konkurencji K2 Magdalena Krukowska i Karolina Naja na 200 m oraz na tym samym dystansie Marta Walczykiewicz w K1. Na najniższym stopniu podium stanęli Dawid Putto i Denis Ambroziak oraz Aneta Konieczna i Beata Mikołajczyk – obie osady w K2 na 500 m. Brązowy medal zdobyła też kobieca sztafeta 4×200 m.

ryś/f. /22.8.2011/

SZCZĘŚLIWY SZEGED

Marek Twardowski jeszcze niedawno nie wiedział czy po poważnej chorobie wróci do sportu. Kiedy udało mu się odzyskać siły i znalazł się ponownie w kadrze, stracił państwowe źródła finansowania. Mimo to w weekend w Szeged Twardy został mistrzem świata kajakarzy w K-1 na 500 m

Czułem się mocny już w półfinale, płynąłem z rezerwą – opowiada szczęśliwy mistrz świata. – W finale ruszyłem ostro i nie oglądałem się na rywali

Tor w Szeged jest wyjątkowo szczęśliwy dla Twardego. Dokładnie 5 lat wcześniej, 20 sierpnia 2006 r., zdobył tu swoje poprzednie złoto mistrzostw świata. W 2008 r. podczas igrzysk w Pekinie był chorążym polskiej ekipy ale sukcesów na kajakowym torze nie odniósł.

Później nadeszły dramatyczne problemy zdrowotne. Twardowski, chłop jak dąb, nagle doznał skrętu jelit i długo walczył o zdrowie. Wycięto mu dwa metry jelit, schudł 20 kg i nic nie wskazywało że kiedykolwiek wróci do sportowego wyczynu.

Pojawiały się wtedy fatalne myśli że to koniec ze sportem ale nie zamierzałem odpuścić – opowiada kajakarz Cresovii Białystok. – Kiedy wróciłem do kajaka, z każdym przepłyniętym kilometrem wracała nadzieja

Twardy rzeczywiście musiał być w trudnych chwilach twardy. Na początku tego roku przestał dostawać stypendium kadrowe z Ministerstwa Sportu, związek pomagał mu tylko do maja. – Dokładałem do interesu, kajakarstwo zrobiło się dla mnie kosztownym hobby. Szkoda że komuś z urzędników zabrakło ludzkiego podejścia i zrozumienia mojej sytuacji – mówi Twardowski, sportowiec o ogromnym dorobku.

Ma już w dorobku cały worek medali mistrzostw świata ale wciąż brakuje mu choćby jednego z igrzysk olimpijskich. Dodatkowy problem w tym że za rok w Londynie nie będzie mógł wystartować na koronnych 500 m. W rywalizacji mężczyzn ten dystans wyłączono bowiem z olimpiady

Razem z trenerem Andrzejem Siemionem będziemy się zastanawiać co z tym fantem zrobić – mówi Twardowski. – Myślimy o przeprowadzce na dystans 1000 lub 200 m, niewykluczone że wystąpię w jakiejś osadzie. Cel jest jeden: medal olimpijski. Do tej pory były dwa starty w igrzyskach i zero medali. Do trzech razy sztuka – zapowiada Twardy.

Siemionowski najszybszym kajakarzem świata

To było piorunujące zwycięstwo. 23-letni Piotr Siemionowski znokautował rywali w finałowym wyścigu jedynek K1 na 200 m w kajakarskich mistrzostwach świata. Polak aż o 0.216 s (1.24 m) wyprzedził ubiegłorocznego mistrza, Brytyjczyka McKeevera. Brąz przypadł Niemcowi Rauhe

Wyścig na 200 m to konkurencja olimpijska. Siemionowski, na co dzień zawodnik Zawiszy Bydgoszcz i szeregowy Wojska Polskiego, trenuje jednak poza kadrą. Powód? Z trenerem kadry… nie znajduje wspólnego języka. Może to i dobrze, sądząc po wynikach…

dch/mż/su /22.8.2011/

MAM NAJWIĘKSZE WIOSŁO

Jest nie tylko najszybszym kajakarzem świata. Piotr Siemionowski, złoty medalista tegorocznych mistrzostw świata i mistrzostw Europy na 200 m, posługuje się największym wiosłem na świecie. Ma ono 222 cm długości

Jest długie, dłuższe niż wiosła moich rywali. Do tego jego pióra są bardzo duże i sztywne. Dzięki temu zabierają więcej wody – opisuje sprzęt zawodnik Zawiszy. – Trzeba sporo siły by wiosłować czymś takim

Wyścig na 200 m trwa tylko pół minuty. Czy to nie loteria? – Od zeszłego roku wszystkie medale wielkich imprez rozstrzygają się w gronie trójki: Brytyjczyk McKeernen, Niemiec Rauhe i ja. Nie ma tu miejsca na loteryjność. Dawno chyba nie było tak hermetycznej konkurencji. Mam nadzieję że ta sama trójka walczyć będzie o medale igrzysk w Londynie i że to ja będę górą. Bo presja faworyta raczej mnie nie zniszczy – mówi mistrz świata.

Dlaczego nie trenuje razem z kadrą? – Nie było dobrej atmosfery. Dla mnie liczy się trening i sposób realizacji programu a nie czy się spóźniłem albo przyszedłem na śniadanie czy nie. To są sprawy poboczne. Z trenerem Mariuszem Słowińskim pracujemy w innej atmosferze – tłumaczy Siemionowski.

dch/su /23.8.2011/

***

Mariano i Lucio są najważniejsi

Rok przed igrzyskami Zofia Klepacka-Noceti wygrała regaty przedolimpijskie deskarskiej klasy RS:X w Weymouth gdzie w sierpniu 2012 r. odbędzie się rywalizacja o najcenniejsze medale

– Lubię ten akwen bo wieje tam mocno a wiatr zmienia się często. Trzeba umieć przewidywać te zmiany i czytać wodę by żeglować z odpowiednią taktyką. A ja wychowałam się na Zalewie Zegrzyńskim gdzie w pogodzie może zdarzyć się wszystko – powiedziała warszawianka

Nasza reprezentantka rok przed chińską olimpiadą 2008 wywalczyła złoty medal mistrzostw świata w Portugalii. Ale igrzyska nie przyniosły jej wtedy sukcesu. Zajęła w nich 7 miejsce.

W Chinach nic nie wiało. Teraz będzie inaczej. Dlatego ta wygrana jest dla mnie dobrą wróżbą – powiedziała. – To będzie już moja trzecia olimpiada a mówi się że do trzech razy sztuka. I macierzyństwo pomaga w sporcie

Klepacka ma teraz wsparcie rodzinnego teamu. Wyszła za mąż za argentyńskiego żeglarza Lucio Nocetiego a 20 miesięcy temu przyszedł na świat ich syn Mariano. Obaj towarzyszą jej podczas zawodów.

To właśnie oni a nie windsurfing są teraz dla mnie sprawą numer jeden – dodała Klepacka. – Kiedyś po wyścigu wiodłam z kolegami rozmowy o tym co zdarzyło się na wodzie. Teraz po wyjściu na ląd trzeba wykąpać synka, nakarmić go i ululać do snu. I widzę że macierzyństwo daje mi bardzo wiele jako żeglarce. Głównie psychicznie. Kto przeżył ból porodu potrafi znieść ból mięśni przy wysiłku – tłumaczyła.

dc/su /18.8.2011/

***

Wierzą w olimpijski medal

Mateusz Kusznierewicz rozpoczął siódmy sezon startów w żeglarskiej klasie Star jako ojciec 4-miesięcznej Julii. Przyjście na świat córki zmieniło go jako człowieka i jako sportowca

– Gdy niedawno byłem na zawodach w Miami strasznie tęskniłem za żoną i córką – powiedział żeglarz

– Całe szczęście że mogłem z nimi rozmawiać i widzieć się przez Skypea. Kiedy jestem w kraju wracam do domu wcześniej i nie zajmuję się sprawami błahymi, a podczas treningów i zawodów staram się wykorzystywać każdą chwilę

Kusznierewicz i jego partner Dominik Życki mają już w dorobku tytuły mistrzów świata i Europy. Brak im tylko olimpijskiego medalu. Walkę o niego rozpoczynają już teraz.

Okrojony budżet gwiazd

Mamy bardzo skromny budżet, tylko 400-500 tys. złotych na rok, najwięcej z Polskiego Związku Żeglarskiego – wyjaśnił Kusznierewicz.

Z tych pieniędzy wykroiliśmy 67 tys. dolarów na zakup w USA jachtu nowej konstrukcji, na którym Francuzi wygrali regaty w Miami (Polacy zajęli 6 miejsce).

Byłem bliski podpisania dużego kontraktu sponsorskiego z firmą, która związana jest z gospodarką Japonii. Po kataklizmie realizację wstrzymano.

Dla porównania znakomity brazylijski żeglarz Robert Scheidt dysponuje budżetem 6-7 razy większym od Polaków. Brytyjczycy przed igrzyskami dostali podobno aż 2.5 miliona funtów.

Sukces rodzi się w bólach

Ale i tak to my mamy być najlepsi i w to celujemy – zapewnił Kusznierewicz. – W tym roku planujemy 9 startów. Chcemy być w czołowej 5 w Pucharze Świata w Weymouth w Wielkiej Brytanii oraz na podium w regatach przedolimpijskich w Weymouth i w mistrzostwach świata w Perth w Australii.

Budowanie formy Kusznierewicza i Życkiego zaczęło się w bólach. – Położyliśmy większy akcent na kondycję niż w poprzednich latach i już to czujemy… Chodzę obolały, czuję ból zwłaszcza w mięśniach nóg i obręczy barkowej. Mam sporo zajęć na pływalni. Męczę się, bo nie najlepiej pływam. Ale o to właśnie chodzi, by się zmęczyć. Tak ma być! Sukces rodzi się w bólach – dodał Kusznierewicz.

dch/su. /6.4.2011/

***

3 miejsce w Pucharze Świata

Regaty Pucharu Świata w Weymouth w Wielkiej Brytanii zakończone. Blisko tysiąc zawodników z całego świata przyjechało sprawdzić swoje umiejętności na akwenie przyszłych igrzysk olimpijskich. W klasie Star na starcie pojawiła się cała światowa czołówka. Tym bardziej cieszymy się ze znakomitego wyniku jaki osiągnęliśmy w walce z najlepszymi.

Igrzyska Olimpijskie w Londynie już za dwa lata. Jak ten czas leci! Tak niedawno była Atlanta, Sydney, Ateny, a Pekin pamiętam jakby to było wczoraj…

Teraz mamy z Dominikiem nowe wyzwanie i wspaniały cel: Londyn 2012. Żeby osiągnąć tam sukces trzeba się odpowiednio przygotować. Poznać tamtejsze wiatry, prądy morskie, zasolenie wody, infrastrukturę w marinie i w okolicy, gdzie jest siłownia, a gdzie szpital, dobra restauracja i najlepszy bar w mieście. To wszystko może mieć później znaczenie. Tradycyjnie gospodarz każdych igrzysk przeprowadza regaty będące testem dla zawodników i organizatorów. Cały zeszły tydzień żeglowaliśmy w Weymouth.

Akwen

Weymouth to urokliwa nadmorska miejscowość położona 200 km na południowy wschód od Londynu. Panują tam zupełnie inne warunki niż w Chinach. W Anglii wieje, ale wiatr jest przewidywalny. Przy dobrze odrobionych lekcjach można to zdecydowanie wykorzystać. Żeglowaliśmy po dużej zatoce, na której istotną rolę ogrywają też prądy morskie. Istotne jest ich obliczenie, wyznaczenie kierunków, siły i zmian. Pomocne są nam w tym obliczenia naszego meteorologa Marka Zwierza, który był z nami, i który zebrał setki tetrabajtów danych ze stacji meteo i GPS-ów przymocowanych do pław wodnych. To wszystko zostanie przeanalizowane i wstawione do specjalnego modelu komputerowego, z którego będziemy korzystać w przyszłości.

Rywale

Zawsze mamy dla nich respekt. W klasie Star żeglują już sami najlepsi. Jeden błąd i już cię nie ma. Wiele załóg przyjechało do Anglii na 2 tygodnie przed regatami. Wszyscy podeszli do tego startu bardzo poważnie. Złoto w regatach wywalczyli Irlandczycy, a srebro Szwedzi. Za nami Brazylijczycy (srebrni medaliści z Pekinu). Dalej też sami mistrzowie Swiata i igrzysk. Doborowe towarzystwo. Ciekawostka że do finałowej dziesiątki nie załapali się Amerykanie i Kanadyjczycy, którzy byli przed nami w mistrzostwach Europy. Żeglujemy chyba najrówniej ze wszystkich!

Regaty

Pomimo że mało w tym roku trenowaliśmy, to wyniki mamy znakomite. Nie wiem jak to wyjaśnić, ale jesteśmy bardzo zdeterminowani, skoncentrowani i skuteczni. Ale co najważniejsze, robimy to wszystko z wielką przyjemnością. Mamy świetną atmosferę w zespole. Żeglarstwo jest naszą pasją i sprawia nam mnóstwo satysfakcji. Regaty trwały cały tydzień. Przeprowadzono 11 wyścigów. Zaczęliśmy słabo, od 13 i 15 miejsca, ale później było już bardzo dobrze. Wytrzymaliśmy do końca. Siłowo i nerwowo. Warunki w Weymouth są trudne i bardzo wymagające. Ale przewidywalne. Pasują nam. Mieliśmy dobrą prędkość, co wykorzystaliśmy szczególnie w połowie regat. Dzięki kilku dobrym wyścigom awansowaliśmy wtedy na 3 pozycję, której nie oddaliśmy już do końca. O złoto i srebro już ciężko było nam walczyć, bo Irlandczycy i Szwedzi w końcówce żeglowali jak zaczarowani.

Co dalej

To był nasz ostatni start w tym sezonie. Zrealizowaliśmy plan w 100 proc. Złoto mistrzostw Polski, srebro mistrzostw Europy i na koniec brąz Pucharu Świata w Anglii. Teraz zrobimy sobie przerwę, żeby ruszyć do ostrych treningów i startów na początku przyszłego roku. Szczegółów jeszcze nie zdradzimy, bo jest na to za wcześnie, ale mniej więcej plan na kolejne dwa lata mamy już ułożony. Na chwilę obecną jako członkowie kadry olimpijskiej mamy wsparcie Polskiego Związku Żeglarskiego i naszych sponsorów: Mercedes-Benz, Diners Club, VB Leasing, Toya Golf i miasta Gdańsk. Jednakże nie mamy sponsora głównego, który uzupełniłby brakującą połowę naszego budżetu. Bez tego nie będziemy w stanie zrealizować w pełni naszego planu. Dlatego najbliższe miesiące poświęcę ze swoim zespołem na przygotowanie profesjonalnych ofert i dziesiątki spotkań, które miejmy nadzieję pozwolą nam nawiązać taką współpracę. To dla mnie nic nowego. Zawsze wiele czasu i pracy wkładałem w marketing sportowy, bez którego nie osiągnąłbym pewnie tego co osiągnąłem.

A najważniejsze, że to wszystko sprawia nam tak wiele radości i satysfakcji.

Mateusz Kusznierewicz /15.8.2010/

***

Solidarność

30 lat temu w Stoczni Gdańskiej rozpoczął się strajk, który ogarnął całą Polskę. 31 sierpnia przedstawiciele ponad 700 zakładów pracy doprowadzili do podpisania Porozumień Sierpniowych.

Do Solidarności przystąpiło 10 milionów Polaków. Dzięki temu żyjemy dziś  w wolnym i bezpiecznym kraju!

Zwycięstwo Solidarności odmieniło też losy świata i dlatego Parlament Europejski ustanowił dzień 31 Sierpnia Dniem Wolności i Solidarności.

Założyłem znaczek Solidarności, aby upamiętnić ten wyjątkowy moment w historii Polski. Co więcej, na naszej olimpijskiej łódce widnieje logo Solidarity.pl

Podczas regat w Wielkiej Brytanii oraz mistrzostw Polski w Gdyni przypomnieliśmy całemu światu o ruchu Solidarność, który miał przecież wpływ na dzieje nie tylko Polski. Ten bezprecedensowy 10-milionowy ruch uruchomił łańcuch zdarzeń, który doprowadził do upadku żelaznej kurtyny i nastania demokracji w Europie Środkowo-Wschodniej.

Niestety nie wszędzie na świecie ludzie mogą cieszyć się wolnością, pokojem i dostatkiem. Dlatego też tak istotne jest podkreślenie, iż ideały Solidarności są wciąż aktualne, a my – że wszyscy jesteśmy solidarni.

Pozdrawiam, Mateusz /31.8.2010/

***

Mateusz na wakacjach

Wakacje, dmuchawce, wiatr… Leżałem sobie nad jeziorem cały dzień w słonku i czytałem, czytałem, czytałem. To moje pierwsze wakacje od listopada zeszłego roku! Rewelacja, ale też dziwne uczucie. Jeszcze 4 dni laby, a później do Anglii na regaty… 🙂 /27.7.2010/

Mateusz mistrzem Polski

Zwyciężyliśmy i to zdecydowanie. Wygraliśmy wszystkie 7 wyścigów. W boksie nazywa się to nokautem i tak też to widzę. Tym bardziej, że jest to dla nas sezon ulgowy, a te regaty potraktowaliśmy treningowo. W przyszłym roku zabierzemy się do pracy i będziemy żeglować jeszcze lepiej!

Myślałem, że Maciek Grabowski i Łukasz Lesiński staną na wysokości zadania i nawiążą z nami równorzędną walkę. W końcu są dobrymi żeglarzami. Trenowali ciężko i intensywnie całą zimę, wiosnę i lato. Do tego odgrażali się, że pokonają nas w tych regatach. Powoli zaczynałem wierzyć, że tak się stanie… A tu nic. Kompletnie nic. Zero. Nawet nie wygrali z nami jednego wyścigu! Ani jednej halsówki!

Dziwne, chociaż my wiemy z Dominikiem dlaczego tak się dzieje. Widać to gołym okiem szczególnie z wody. Jest to dla nas ciekawe doświadczenie i nauka, z której na pewno wyciągniemy wnioski. Dobrze uczyć się na błędach, cudzych…

Żałuję tylko jednej rzeczy, że Maciek postanowił z nami rywalizować, a nie współpracować. Na początku tego roku, kiedy razem z szefem wyszkolenia PZŻ Tomkiem Chamerą i Maćkiem ustalaliśmy plany związane z kl. Star, zaproponowałem pełną współpracę oraz podzielenie się z nimi budżetem, który to głównie nam przysługiwał, i który my wywalczyliśmy dzięki 7 miejscu jakie zajęliśmy w mistrzostwach świata rok temu. Współpracy się nie doczekaliśmy. Nawet krótkiej wspólnej przymiarki. Szkoda, bo współpraca pomiędzy nami mogłaby nam tylko pomóc i wznieść nas wszystkich na jeszcze wyższy poziom. Zawsze byłem za zdrową rywalizacją oraz za współpracą, taką jaką mamy w naszej kadrze RSX albo w innych krajach, gdzie zawodnicy myślą logicznie i perspektywicznie, a nie opowiadają na konferencji prasowej przed regatami, że ich głównym celem jest pokonanie faworytów, a za rok ‘załatwienie’ ich w kwalifikacjach olimpijskich. Szkoda, że tak się stało, ale to jest ich wybór.

Na koniec nawiążę do jednego z wywiadów telewizyjnych, którego udzieliłem w dniu rozpoczęcia mistrzostw Polski, kiedy to dziennikarz zapytał przekornie, czy wiem o odwiecznej rywalizacji między sportowcami z Gdańska i Gdyni. Odpowiedziałem, że jestem gdańszczaninem od niedawna, ale jeżeli takowa rywalizacja istnieje, to spróbuję udowodnić, że żeglarz z Gdańska okaże się lepszy od tego z Gdyni. Wieczorem po regatach wysłałem sms do prezydenta Gdańska o treści: ‘Misja zakończona sukcesem. Wynik żeglarskich mistrzostw Polski: 7:0 dla Gdańska. Pozdrawiam, Mateusz’.

Dużo się działo

Długo nic nie pisałem, ponieważ bardzo dużo przez ostatni miesiąc się u mnie działo i nie miałem kiedy na spokojnie usiąść do komputera. Od powrotu z mistrzostw Europy byłem m.in. w Rzymie, by obejrzeć nowe jachty Jeanneau i Prestige, a we francuskim Bordeaux katamarany Lagoon. Prowadziłem szkolenia w Krakowie i Poznaniu. Miałem też dużo pracy i ważnych spotkań w Warszawie. Od początku lipca jestem już nad morzem. Ten czas miałem także intensywny. Mam za sobą zlot żaglowców Baltic Sail, który uważam za niezwykle udany. To najpiękniejsza impreza żeglarska, na jakiej byłem do tej pory w Polsce!

Dzień po Baltic Sail przyjechał do Gdańska Dominik i nasi trenerzy. Zaczęliśmy zgrupowanie na Starze. 4 dni intensywnych treningów, po czym przepłynęliśmy do Gdyni wziąć udział w mistrzostwach Polski kl. Star.

Mateusz Kusznierewicz /19.7.2010/

***

Mateusz wicemistrzem Europy!

O takim sukcesie nawet nie myśleliśmy. Po ciężkiej chorobie, małej liczbie treningów w tym roku i w tak silnej stawce rywali, która stanęła na starcie mistrzostw, założyliśmy sobie cel – między 6 a 3 miejscem w klasyfikacji państw. A tu taka miła niespodzianka. Jesteśmy bardzo szczęśliwi, ale też zmęczeni i wyczerpani. To były ciężkie i trudne regaty. W końcówce zachowaliśmy pełne skupienie i koncentrację, co nie zawsze zdarzało nam się wcześniej. Z tego faktu jestem chyba najbardziej zadowolony. W ostatnim wyścigu pięliśmy się z 20 miejsca na 4. Ta bardzo dobra pozycja dała nam awans na 2 miejsce!

Złoty medal zdobyli Niemcy, Johanes Polgar i Markus Koy. Brąz dla gospodarzy, Włochów, Diego Negriego i Enrico Voltoliniego. W klasyfikacji otwartej regat zwyciężyli wspomniani wcześniej Niemcy, drudzy Amerykanie, a trzeci Kanadyjczycy. My na 6 miejscu. Co ciekawe, na 4 i 5 miejscu też byli Amerykanie. Za nami wiele utytułowanych załóg. Mistrzowie olimpijscy, świata i Europy. Pierwsza 20 wypełniła się właśnie takimi nazwiskami.

Na dobrym 20 miejscu regaty ukończyła druga polska załoga – Maciej Grabowski i Łukasz Lesiński. Chłopcy zrobili olbrzymi postęp w porównaniu do zeszłego roku i pokazali, że nawet w tak trudnych warunkach i stawce 132 jachtów potrafią całkiem dobrze żeglować.

Cieszymy się z Dominikiem i całym naszym zespołem z sukcesu, jaki osiągnęliśmy. Była to dla nas najważniejsza impreza tego sezonu. Nasza nowa łódka, w którą włożyliśmy zimą bardzo dużo pracy, i w której zastosowaliśmy kilka unikalnych rozwiązań spełniła swoją rolę. Żeglowaliśmy w tych regatach naprawdę bardzo szybko!

Przed nami jeszcze 2 zgrupowania w Gdańsku, mistrzostwa Polski w połowie lipca i regaty Pucharu Świata na akwenie przyszłych igrzysk olimpijskich w angielskim Weymouth. Tam będziemy żeglować na początku sierpnia.
Przy okazji dziękujemy za wszystkie telefony, smsy i maile, które otrzymaliśmy. Cieszymy się bardzo, że sprawiliśmy Wam tyle radości:-)

Mateusz Kusznierewicz /13.6.2010/

***

Nowa łódka Mateusza

W niedzielę, 2 maja, rano, przy nadbrzeżu Narodowego Centrum Żeglarstwa w Górkach Zachodnich, symbolicznie ochrzczony został nasz nowy jacht. Nowy Star otrzymał nazwę, a jakżeby inaczej: Majówka i chyba jako jedyny w historii oblany został szampanem przez swoich 5 matek chrzestnych! Nowy jacht zakupiony został przez Polski Związek Żeglarski we włoskiej stoczni Lariovela. Follie to popularna nazwa starów tego producenta, pochodząca od nazwiska założyciela firmy. Warto podkreślić, że to właśnie na Follie załoga zdobyła w 2008 r. mistrzostwo świata i 4 miejsce w igrzyskach w Pekinie (w Qingdao). Nowy jacht otrzymał numer 8417 (to numeracja prowadzona od początku istnienia klasy Star na świecie, czyli od 1911 r.!).

Łódź ma nieznacznie zmodyfikowany kształt kadłuba, zmienione położenie kila i mnóstwo ciekawych rozwiązań osprzętu wewnątrz i na pokładzie. Zastosowanie ich w nowej łodzi jest efektem wspólnych przemyśleń załogi i trenerów: Marka Gałkiewicza i Zbigniewa Kusznierewicza, a także podpatrywania podobnych ‚patentów’ u innych załóg. Chrzest odbył się w obecności zawodników i trenerów, oraz ich rodzin i najbliższych. Znana wśród wodniaków formuła wypowiadana przy tego typu uroczystościach została nieznacznie zmodyfikowana: ten jacht ma bowiem ‚żeglować szybko na różnych akwenach i przy różnych warunkach, i pomagać załodze w zdobywaniu medali’.

Nie było też tradycyjnego rozbijania butelki szampana o burtę stara, ponieważ kadłub mógłby nie przetrzymać uderzenia. W zastępstwie tego, aż 5 matek chrzestnych: Marta Gałkiewicz, Zosia Gałkiewicz, Pola Życka, Maja Życka i Mela Życka oblało jacht dobrze schłodzonym szampanem ze swoich kubeczków i przyznało nazwę: Majówka. Biorąc pod uwagę różne charaktery matek chrzestnych, jednostka będzie trudna do opanowania, ale gdy się to wreszcie uda, ma wielki potencjał być najlepszą na świecie! Po krótkiej i symbolicznej uroczystości załoga wypłynęła na dwa treningi, w trakcie których sprawdzane były także nowe rozwiązania zastosowane na jachcie.

Mateusz Kusznierewicz /5.5.2010/

***

Katastrofa w Smoleńsku

Szczere kondolencje i wyrazy współczucia dla wszystkich, którzy stracili swoich najbliższych w wypadku samolotu w Smoleńsku. 10 kwietnia 2010 będzie z pewnością jednym z najbardziej tragicznych dni w historii Polski, zginęła Para Prezydencka, jak również wielu wspaniałych ludzi. Wielu z nich znałem. Jest to na pewno wielka strata dla Polski. Osobiście nadal trudno jest mi uwierzyć w to co się stało.

Mateusz Kusznierewicz /11.4.2010/

***

Lubię wyznaczać sobie nowe cele

Rozmowa z Mateuszem Kusznierewiczem

Jak się poznaliście z Agnieszką?

Oj nie, nie wracajmy do tego. To już dawno zamknięty temat. Wszyscy już wiedzą jak się poznaliśmy. To odległe czasy. Mamy to już za sobą i nie będę do tego wracać. To były wspaniałe chwile, małżeństwo, ale się skończyło.

Co się panu najbardziej podobało w Agnieszce, za co pan ją cenił najbardziej?

Ojej, tyle by można opowiadać… Bardzo dużo mi się w niej podobało. Ale to nie ma sensu, nie chcę o tym mówić… Musiałbym to tak bardzo rozwinąć… Aż mi by łzy mogły popłynąć… Od momentu, kiedy się rozstaliśmy, a minęły już trzy lata, z nikim nie rozmawiałem na ten temat. Żaden dziennikarz mnie o to nie pytał. Pytano mnie tylko, jakie są nasze stosunki dzisiaj.

A po jakim czasie od ślubu się rozwiedliście?

Po dwóch latach.

Dlaczego się rozstaliście, co się takiego stało?

Bo się zmieniliśmy. Poszliśmy w różnych kierunkach. Skończyła się miłość, wspólne zainteresowania, porozumienie. Zmieniliśmy się, staliśmy się innymi ludźmi, bo bywa, że człowiek w swoim życiu się zmienia. Nie znajdowaliśmy już w pewnym momencie wspólnych płaszczyzn. Jesteśmy nadal przyjaciółmi, jeszcze jesteśmy młodzi, wiele jeszcze przed nami, a to był wspaniały okres w naszym życiu.

Można mówić o czyjejś winie?

Nie.

Dziecka nie macie?

Nie.

Czytałem gdzieś pana wypowiedź, że to nie koniec świata, kiedy dwoje ludzie się rozstaje. To w takim razie, po co to w ogóle było?

(po dłuższej chwili milczenia, zastanowienia) Chcieliśmy stworzyć wspólny związek, nic innego, bo to nie był przecież żaden biznes, żaden show.

Co do biznesu, to Agnieszka prowadziła sklep z ubraniami. Byliście współwłaścicielami tego sklepu?

Ja byłem współwłaścicielem, a Agnieszka się tym tylko zajmowała. Mieliśmy także wspólnie stworzoną na Mazurach Akademię Sportowej Przygody, którą Agnieszka też prowadziła. Ale jednak i spółkę związaną z importem ubrań, i Akademię zamknęliśmy.

Mieliście też otworzyć ośrodek wypoczynkowy koło Chojnic?

Przejąłem tę inwestycję i zajmuję się nią samodzielnie. Agnieszka natomiast otworzyła w Warszawie restaurację.

Co to ma być koło Chojnic?

Ma powstać ośrodek sportowo-wypoczynkowy nad pięknym Jeziorem Karsińskim, to jest ok. 20 km na północ od Chojnic. Moim marzeniem jest stworzenie bazy, w której byłby i ośrodek wypoczynkowy i przystań żeglarska, z której byłbym dumny i program, który by odpowiadał wszystkim gościom. Mam przepiękną ziemię. Szukam inwestora, który by mi pomógł to zbudować.

Po wspaniałych sukcesach w klasie Finn, złotym i brązowym medalu olimpijskim, dwukrotnym mistrzostwie świata, dwukrotnym mistrzostwie Europy, zdecydował się pan przesiąść na jacht klasy Star. Dlaczego?

W żeglarstwie jest tak, że można sobie zmieniać łódki, z mniejszych zazwyczaj na większe, zaczynając od małych, jednoosobowych, zmieniać je na dwuosobowe, wieloosobowe. Lubię wyznaczać sobie nowe cele, ambitne najczęściej, zwieszam sobie wysoko poprzeczkę. Kiedy osiągnę jeden, wyznaczam sobie kolejny. Moim celem było zdobycie dwóch medali olimpijskich w klasie Finn i jeżeli to będzie możliwe, przesiąść się na większą łódkę. I najbardziej pasowała mi olimpijska klasa Star. To było bardzo przemyślane. I czekałem z taką decyzja do momentu zdobycia drugiego medalu olimpijskiego. Nie udało mi się to w Sydney, gdzie zająłem 4 miejsce, ale w Atenach już tak. I po Atenach pocałowałem łódkę Finn na pożegnanie i popatrzyłem w kierunku Stara.

Czym się różni Star od Finna? Wiadomo, że Star jest większy.

Jest większy, to łódka kilowa.

Co to znaczy kilowa?

Finn ma miecz, czyli tylko taki lekki stabilizator, a kil jest to część podwodna jachtu, powodująca, że on się nie wywraca, jest bardziej stabilny. Finn waży 120 kg, a Star 710 kg. Są to więc zupełnie inne
jednostki. Na Starze pływają dwie osoby, na Finnie jedna. Na Starze są dwa żagle, na Finnie jeden. Star jest trudniejszą łódką do treningu i do samego pływania. Trzeba sporo czasu się uczyć Stara.

Jako żeglarz zawodowy zarabiałby pan więcej, ale koszty tego byłyby też ogromne?

W żeglarstwie zawodowym nie wydaje się pieniędzy, bo za wszystko płaci właściciel zespołu. Żeglarz zawodowy dostaje tylko wynagrodzenie. Prosta robota. Natomiast ja tutaj przy tym projekcie, mimo że to jest projekt profesjonalny, zawodowy, to sam dzielę tym budżetem, sam płacę obsłudze, czyli ludziom, z którymi współpracuję, płacę za sprzęt, za wyjazdy, za wszystkie drobne rzeczy. A sport jest to kosztowny. W sporcie zawodowym, kiedy się po prostu u kogoś pracuje, nie ma już tej wolności, nie można samemu decydować, jest taki niemal wojskowy reżim, jest się podporządkowanym decyzjom szefostwa, dyrekcji.

Ponad 20 lat pływał pan sam. Teraz obok ma pan partnera, Dominika Życkiego. Jak się pan czuje w dwójce? Lepiej się pan czuł sam, czy teraz? Zdarzają się jakieś kłótnie?

Całe szczęście nie ma kłótni. Dominik jest świetnym facetem. Jest ciepły, miły, dobrze wychowany. Jestem nim zachwycony. Jest wspaniałym człowiekiem i, co w tym przypadku niezwykle ważne, także bardzo dobrym żeglarzem. Ma nosa do żagli, ma talent do techniki, ma dużą wiedzę techniczną i współpracuje się nam świetnie. Są oczywiście dyskusje, nieustannie rozmawiamy, nasza komunikacja jest coraz lepsza, natomiast w momencie, kiedy mamy dwa różne zdania, jest fajne, że nigdy nie podnosimy głosu, jesteśmy spokojnymi ludźmi, nigdy nie krzyczymy, nie wariujemy, tylko rozmawiamy. Nawet jeżeli się nie zgadzamy w czymś, to pozostaje to tylko w sferze rozmowy. To strzał w dziesiątkę, że wybrałem Dominika. Mogę na nim polegać, to bardzo dobry układ dla mnie. To bardzo fajny człowiek, z którym można o wszystkim pogadać i miło spędzić czas.

Jak długo znaliście się wcześniej?

Ponad 20 lat.

Obaj jesteście z Warszawy?

Tak. Choć z dwóch różnych klubów. Dominik jest ze Spójni, ja z Yacht Klubu Polskiego.

Ale lepiej pływa się samemu, czy we dwójkę?

We dwójkę.

Na Starze jest trudniej o sukcesy?

Dużo trudniej. Myślę, że trzeba znaleźć sposób, by ten sukces osiągnąć. My do niego dążymy i jest dobrze. Natomiast jest trudniej, bo łódka jest dużo trudniejsza do prowadzenia, do treningu, ale najbardziej znaczące jest to, że rywale w tej klasie, to zdecydowanie najlepsi żeglarze na świecie.

Marzy pan o medalu olimpijskim na Starze?

To jest mój cel. Chciałbym bardzo go zdobyć. Tak, to jest moje marzenie. Bardzo bym chciał stanąć znów na podium olimpijskim. Będzie bardzo trudno, ale jak pojedziemy już do Pekinu, to gwarantuję, że będziemy wałczyć o medal. Ale po Pekinie będzie kolejna olimpiada, w Londynie w 2012 roku. Tam też będę chciał pojechać.

Czyli Star to jest sprawa na wiele lat?

Myślę, że tak. Chciałbym.

Podobno nigdy wcześniej pan tak intensywnie nie trenował, jak teraz w Starze?

Wziąłem się mocno do pracy. Sprawia mi to wielką przyjemność. Bardzo dużo czasu w ciągu dnia poświęcam na trening, na myślenie o tym treningu, rozwoju, nauce, zdobywaniu nowych doświadczeń. Ciągle mnie to kręci i dobrze mi z tym. Mam 32 lata, jestem w kwiecie wieku, czuję się silny, mocny, zdyscyplinowany. Tak, i Dominik i ja robimy kawał dobrej roboty. I mam nadzieję, ze przyniesie to efekty.

Zarabia pan pieniądze także na reklamie. Podobno nie zawsze odpowiadają panu propozycje reklamowe i nie wszystkie pan przyjmuje?

To bardzo złożony temat. Znam swoja wartość, wiem, czym się zajmuję, co za tym idzie, jak wygląda system marketingu sportowego, sponsoringu, wykorzystywania wizerunku osób publicznych. Nauczyłem się tego wszystkiego i wypracowałem pewien swój plan, swoje zasady. Chodzi o to, że ja nie gonię za pieniędzmi. Dla mnie ważna jest przede wszystkim satysfakcja. Na przykład z moim głównym sponsorem firma Era, która ma wyłączność do mojego wizerunku, mamy opracowany bardzo ciekawy program na wiele lat. To przede wszystkim mi się podoba. Oczywiście, dzięki pieniądzom, które od nich dostaję, żyję na jakimś przyzwoitym poziomie i mam środki na ten sport, na wszystkich ludzi, którzy nam pomagają. To wszystko jest jakoś tam przemyślane. Przez myśl mi nie przechodzi, że reklamuję erę i w tym samym czasie występuję w reklamie skarpetek albo rajstop. Mam jakiś swój poziom, jakieś zasady i się tego trzymam. Miałem mnóstwo propozycji, naprawdę za duże pieniądze, występowania w reklamach produktów spożywczych, ale zupełnie mi one nie pasowały i nawet nie siadałem do rozmów. Bo bym się źle z tym czuł. Bardzo dobrze się czuję z grupą firm, z którymi współpracuję, na przykład Era, Mercedes, Omega. I używam ich produktów. Oczywiście, przez to, że je reklamuję, mam też do nich łatwiejszy dostęp. Uważam to za swój wielki sukces i satysfakcję.

Jest pan w komfortowej sytuacji. Nie wszyscy tak mają.

Tak, nie wszyscy, ale jak patrzę na dzisiejszy rynek reklamy przez sport polskiego, to myślę, że wiele osób mogłoby tak mieć. Tylko trzeba by pomyśleć, zastanowić, popracować z ludźmi, którzy się tym zajmują. A wielu w ogóle nie chce mieć z tym do czynienia… I zarabialiby dużo większe pieniądze od tych, które zarabiają na wielu małych reklamach.

Skąd macie sprzęt. Kto za niego płaci? Ile on kosztuje? Macie dwie łódki, a będzie podobno jeszcze trzecia.

Łódka kosztuje ok. 30-40 tys. euro. Do tego trzeba jeszcze dokupić przyczepę, dużo osprzętu, czyli masztów, żagli, drobnych rzeczy. Jesteśmy członkami kadry olimpijskiej, więc Polski Związek Żeglarski ma budżet na wszystkich zawodników z kadry. My także z tego korzystamy. Dwie nowe łódki kupiłem też sam za pieniądze od sponsora. Mamy mieć w sumie cztery. To nie jest tak, że je kolekcjonuję, jeżeli któraś nie jest potrzebna, sprzedaję ją. Naszym głównym sponsorem jest Era i 95 procent mojego budżetu sportowego pochodzi od niej. Oszczędzam też na przykład na tym, że nie muszę kupować samochodu, tylko dostaję go od Mercedesa. Można powiedzieć, że mam dobrze pod tym względem, ale trzeba też wiedzieć, że to kosztowało mnie bardzo dużo pracy. Ja poświęcam kilka godzin pracy dziennie na to, by się uczyć, przygotowywać to wszystko, próbować i z tego dziesięć razy może nic nie wyjść, ale za jedenastym wychodzi i później są efekty. To jest po prostu ciężka praca. Ale ja to bardzo lubię. Poza tym zainwestowałem w to swoje własne, prywatne pieniądze, by mieć wokół siebie ludzi, którzy mi w wielu sprawach pomogą, bo ja nie jestem dobrym specem od marketingu, sponsoringu i mam do tego pomocników. I liczę na to, że osiągnę jeszcze więcej niż mam dzisiaj.

Czyli pana fundusze pochodzą głównie od sponsorów, z biznesu rodzinnego czy swojego, czy od rodziców?

Ja nie mam teraz żadnego rodzinnego biznesu. Rodzice byli moim sponsorem, kiedy zaczynałem, bo kupili mi pierwszą łódkę, jeszcze jak na Optymiście pływałem, wysłali mnie na regaty do Nowej Zelandii. Teraz nie jest tak, że rodzice mogliby to wszystko sfinansować. W wieku 16 lat przeszedłem na własny rachunek, własne rozliczenia. Dostawałem stypendium sportowe. Za tytuł mistrza świata juniorów pamiętam dostałem kiedyś 1500 zł, co było wtedy sporymi pieniędzmi i mogłem sobie za to kupić żagiel, zapłacić za paliwo do samochodu. Później wspomagał mnie PZŻ. A teraz z pomocą sponsorów mogę zdziałać więcej, rozwijać się. Około 30 procent mojego budżetu, to PZŻ, a reszta, to sponsorzy.

Co jest takiego wspaniałego w żeglarstwie?

No, to teraz pogadamy… (śmiech). Zapach, kolory, wolność, kontakt z naturą, wiatr we włosach, słońce, czasem niestety też deszcz i śnieg, walka samego ze sobą, przygody niesamowite, podróże, wspaniali ludzie, wyzwania, rywalizacja sportowa, wygrywaniem, podium i Mazurek Dąbrowskiego. Na tym się kończy i zaczyna się wszystko od początku.

To jak o Mazurku Dąbrowskiego, to, co się wtedy czuje, kiedy go panu grają za złoty medal?

Kiedy stałem na podium w 1996 r., nigdy tego nie zapomnę.

To był pierwszy złoty medal olimpijski dla Polski w żeglarstwie.

Tak. Cudna chwila. Jedyna w swoim rodzaju. Nogi jak z galarety. Myślałem, że się zaraz przewrócę. Ciepło i zimno. Niesamowite myśli przelatują przez głowę. Niesamowita radość. Wyobrażałem sobie radość tylu ludzi, którzy cieszą się razem ze mną. Którzy byli przed telewizorami albo gdzieś na Mazurach, wznosząc toast. Myślałem o swoich rodzicach, o babci i dziadku, którzy są moimi największymi kibicami. Zastanawiałem się wtedy, jak się mam zachowywać. Stoję z tym medalem, grają Mazurka Dąbrowskiego, co mam robić? Podnieść ręce w geście triumfalnym, czy posyłać buziaki? Nie wiedziałem tak naprawdę, co robić. Tyle myśli… I taka radość, taka energia przede wszystkim.

Czy można pokochać żagle?

Zdecydowanie tak. Jestem tego najlepszym przykładem, że można się w tym zakochać i czekać na każdą okazję, kiedy czuję wodę chlapiącą mnie po twarzy i wiatr we włosach. Choć są tez ludzie, którzy maja inne pasje, jak na przykład moja mama, która nie widzi nic szczególnego w żeglowaniu i ma inna pasję, czyli góry i chodzenie po nich. Ja wybrałem żeglarstwo, jak miliony innych na całym świecie.

Do żeglowania trzeba mieć super zdrowie?

Nie. Żeglują też osoby wątłe, które wzrostem, czy waga, czy umięśnieniem, muskulaturą nie mogą się szczególnie pochwalić, kobiety przecież także. Żeglarstwo jest dla każdego. Ale do takiej łódki klasy Star krzepę trzeba mieć. Ja mam 193 wzrostu. Żeby wytrzymać takie długie, ciężkie regaty, musi być człowiek zdrowy i silny.

Jak pana zdrowie?

Nie mam jakichś poważniejszych kłopotów. Dbam o zdrowie, dobrze się odżywiam, ćwiczę.

A jak pan w ogóle został żeglarzem?

Mama mnie zapisała na obóz żeglarski nad Zalewem Zegrzyńskim, na taki dwutygodniowy kurs w wakacje. Bardzo mi się spodobało. Prosiłem żeby to powtórzyć, potem jeszcze raz i jeszcze raz…

Czyli mama, która nie lubi żagli, tylko góry, zapisała swego jedynaka na kurs żeglarski? Dziwne, ale nosa miała niesamowitego? Wiedziała chyba jednak, co robi?…

(śmiech) Właśnie.

Jaki pan jest?

Jestem uczuciowym mężczyzną, potrzebuję miłości, lubię dawać tę miłość. Jestem w związku i bardzo dobrze mi z tym. Spotkałem osobę, która bardzo mi odpowiada i dobrze nam ze sobą.

A jeżeli chodzi o pana trenera, to jest nim Andrzej Zawieja. Po co mistrzowi olimpijskiemu, pływającemu od ponad 20 lat, trener?

Bo ja popełniam błędy… I dzięki takiej osobie, jak trener, popełniam ich coraz mniej. Dzięki temu można się rozwijać. Dzięki kontaktowi, rozmowie z kimś, kto ma dużą wiedzę. Trener jest także duszą naszego zespołu. Pomaga nam też fizycznie, bo czasem po wyścigu nie mamy w ogóle siły na cokolwiek.

To trener zawsze jest z wami?

Tak. W najważniejszych regatach i na najważniejszych treningach jest z nami.

Choroba morska. To niesamowite, żeby taki żeglarz jak pan cierpiał na coś takiego.

Tak miałem od małego. Mam chorobę lokomocyjną, mam morską. Wszystko przez rozwinięty błędnik w uchu środkowym, ale to mi nie przeszkadza na wodzie, kiedy pływam na tej swojej łódce. Gdyby chodziło o jakiś rej oceaniczny, to wtedy może tak. Wielu żeglarzy, wielu moich rywali też ma taką chorobę.

Na czym to polega?

Pojawiają się po prostu mdłości. Na dużej fali. I jak tak się dzieje, to człowiek nie bardzo może się skupić na tym, co robi.

Kiedyś powiedział pan, ze największym pana marzeniem jest być szczęśliwym i by pana bliscy byli szczęśliwi. Jak jest teraz?

Nic się nie zmieniło. Zawsze pytam osoby, które są blisko mnie, jak się czują. Każdego dnia. Czy wszystko jest w porządku. I staram się myśleć przede wszystkim o innych, a nie o sobie. Kiedy widzę uśmiech na ich twarzach, jest w porządku, a jak nie, to od razu zaczynamy o tym rozmawiać.

A Bóg w pana życiu?

Jest w moim życiu. Jestem osobą wierzącą, katolikiem. Niestety, nie jestem w kościele w każdą niedzielę, ale uczęszczam na mszę św. I w kościele czuje się bardzo dobrze. Czuję wtedy wewnętrzny spokój, czuje się bezpieczny. I najważniejsze są przykazania. Gdyby każdy postępował zgodnie z przykazaniami bożymi, wtedy świat byłby lepszy. To jest takie moje marzenie. Staram się sam do nich stosować.

Rozmawiał Cezary Dąbrowski

Kategoria Sport

Comments

Masz coś do przekazania?





Notice: ob_end_flush(): failed to send buffer of zlib output compression (0) in /home/czarkod/public_html/zp/wordpress/wp-includes/functions.php on line 4615