Ludzie już listów nie piszą

Rozmowa ze stołecznym listonoszem, Sławomirem Pilarczykiem, pracującym w UP Warszawa 1 przy Świętokrzyskiej

‚Ludzie listy piszą, zwykłe, polecone…’. Zna pan tę piosenkę?

Znam, znam. To piękna piosenka, ale ludzie już listów nie piszą. Teraz piszą urzędy. Jak są święta, jest więcej kartek. A ludzie już listów nie piszą. Ja dziennie na tych tysiąc przesyłek, to listów prawie nie widzę. Takich, jakie ludzie do siebie piszą. Kiedyś jeszcze ktoś z wojska pisał, a teraz mogą mieć tam telefony komórkowe i też przestali. Listów prawie więc już nie ma…


Pamięta pan, kto śpiewa tę piosenkę? Jej tytuł, to ‚Medytacje wiejskiego listonosza’.

Trubadurzy?

Nie, Skaldowie.

Ach tak – Skaldowie.

Ludzie lubią listonosza, cenią jego pracę?

W rejonie lubią. Czy cenią naszą pracę? Na opinię o sobie człowiek latami pracuje. Chodzę w swoim rejonie 16 lat, znają mnie, ja znam niektórych adresatów od dziecka. W swoim rejonie jestem lubiany. Ludzie są przyzwyczajeni do mnie.

Listonosz to najwspanialszy zawód na świecie?

Jeżeli ktoś lubi kontakt z ludźmi, lubi z nimi rozmawiać, pomagać im. Listonosz musi być też trochę psychologiem. Odwiedzamy także ludzi, do których rodzina przychodzi rzadko. Są to starsze osoby. Idąc do takiej osoby powiedzmy raz w miesiącu, trzeba jej wysłuchać,
wysłuchać co ją boli. Znałem taką babcię, która zawsze mi mówiła, że jestem u niej ostatni raz, bo wkrótce umrze, ale za każdym razem pytała, kiedy znów będę?…

Jest pan rodowitym warszawiakiem?

Tak.

Warszawa jest najlepszym miejscem dla listonosza?

Poza Warszawą nigdzie nie pracowałem, więc trudno powiedzieć, jak jest gdzieś indziej i czy właśnie stolica jest takim najlepszym miejscem. Ale jeżeli weźmiemy pod uwagę, że tu jest wszędzie blisko, nie trzeba pokonywać dużych odległości, to owszem, to bardzo dobre
miejsce. Natomiast pod względem ilości korespondencji do doręczenia, to już na pewno nie jest najlepsze miejsce. Korespondencji mamy na pewno najwięcej. Kiedy bywam gdzieś na urlopie w małej mieścinie i widzę listonosza, on nie wygląda jak my, on pewnie ma w torbie coś innego niż my tutaj. My mamy przede wszystkim korespondencję, a oni pewnie jeszcze jakieś artykuły do sprzedaży. Każdy rejon ma swoją specyfikę.

Warszawiacy są hojni dla listonosza?

Czasy są takie, że nie ma chyba hojnych ludzi. Jeżeli już ktoś taki się trafi, kto chce jakoś wynagrodzić listonosza za to, że mu coś przyniósł, to jest to wyłącznie człowiek starszy. Jest to jakaś złotówka, jakieś dwa złote, góra pięć złotych. Natomiast młodzi o czymś takim już zapomnieli…

Jaki ma pan rejon, jakie są to ulice?

Moim rejonem jest Grzybowska, a na niej numery parzyste, od 2 do 16/22. To duży rejon. Samych lokali mieszkalnych jest ponad 900, a do tego jeszcze kilkadziesiąt firm.

Każdego dnia musi pan to wszystko obejść?

Każdego. Teraz listy nie wyglądają już tak, jak kiedyś. Teraz list, a szczególnie przed świętami, to jest w zasadzie paczka… Ludzie cenią każdy grosz i wolą wysłać coś listem, który może ważyć do 2 kg, bo jest taniej, na przykład o 4 zł.

Jakieś przykre zdarzenia w pracy?

Czasy są takie, że niektórym ludziom siada psychika. Wiadomo, że ja przynoszę nie tylko dobre wiadomości, ale i złe, z sądu na przykład. I ci adresaci widzą to zło także we mnie. Na szczęście nie ma dużo takich ludzi. Powiedzmy na tych moich ponad 900 mieszkań mam dwie takie chore osoby.

Święta Bożego Narodzenia i Nowy Rok, to najcięższy okres dla listonosza?

Kiedyś jak się przychodziło w tym czasie na pocztę, to było widać, że są święta. Były stosy kartek, olbrzymie stosy kartek. Teraz jest może jakiś jeden procent tego, co było kiedyś. Obecnie te kartki zastąpiły jakieś przesyłki z Allegro, paczuszki, prezenty, ludzie zamawiają sporo rzeczy przez internet i po tym chyba teraz się poznaje,że są święta.

Te najcięższe dni już są, czy jeszcze przed panem?

Już są i tak samo będzie do pierwszych tygodni nowego roku. Nie wiedzieć dlaczego sporo tych przesyłek jest opóźnionych. U nas wszystko roznosimy na bieżąco, inspekcja pilnuje, byśmy na poczcie nic nie zostawili, a gdzie one leżą, nie wiemy.

I to jest najcięższy okres w roku dla listonosza?

Święta Bożego Narodzenia są chyba tym okresem najcięższym w roku, ze względu na te prezenty w przesyłkach.

Jak ten okres można porównać do zwykłego czasu w roku?

Przesyłek teraz jest co najmniej kilkanaście razy więcej niż normalnie. Najgorzej jest, kiedy ktoś sobie zamawia kilkanaście przesyłek z prezentami, a mam w rejonie kilkunastu takich młodych ludzi, niosę im te rzeczy, a ich nie ma w domu… Muszę to nieść z powrotem na pocztę. Wracając z rejonu niosę to w worku i wyglądam jak… św. Mikołaj.

Biorąc liczbę wysyłanych listów, przesyłek, to ona spada, utrzymuje się?

Raczej rośnie. Z tym, że teraz większość tych przesyłek, często poleconych, wysyłają firmy, urzędy. Mówi się o dobie internetu, ale na tych 16 lat mojej pracy, to liczba listów poleconych wzrosła kilkakrotnie. Kiedyś, mając ich 60, martwiłem się, że to bardzo dużo. Rozmawiamy we wtorek, najlżejszy dzień dla listonosza, i mam tych listów 137. W poniedziałki koledzy, w rejonach, gdzie jest dużo firm, mają ich po 700, do 1000.

Jak pan ma więcej korespondencji, to zarabia pan więcej?

Nie, zarabiam tyle samo, ale kiedy mam więcej korespondencji, napracuję się bardziej.

Co pan najchętniej doręcza, przekazy pieniężne?

Dostarczanie przekazów pieniężnych jest przyjemnością, odbiorcy się uśmiechają, ale i listy często wzbudzają radość, zadowolenie. Natomiast największą trwogę powodują listy z urzędu skarbowego, bo nigdy nie wiadomo, co w nich jest… Lubię doręczać to, co mogę
doręczyć. Doręczam, wychodzę i wiem, że sprawa jest załatwiona. To lubię.

Woli pan doręczać listy do mieszkań, czy do firm?

Jak idę do firmy, to wiem, że przesyłki doręczę, bo tam zawsze ktoś jest. A w mieszkaniach jest różnie. Stuka się, dzwoni, a tam nikogo nie ma.

Pamiętam, że niedawno brakowało listonoszy.

Nadal tak jest. Ludzie przychodząc tu nie zdają sobie sprawy, jak ta praca wygląda. Nie wiem, czy podejmując tę pracę obecnie, zdecydowałbym się na nią. Dla niektórych próbujących podjąć tę pracę jest ona szokiem. Potrafią zrezygnować po… 20 minutach. Praca jest ciężka i czasochłonna przede wszystkim. Jeżeli chce się wszystko wykonać zgodnie z przepisami, to zajmuje to sporo czasu.

Coś się zmieniło w pracy listonosza przez te 16 lat?

Trochę zagmatwały się nam przepisy, sądowe, urzędowe. To się zmienia i musimy to uwzględniać, za tym nadążać.

Ile pan w życiu doręczył listów? 50 tysięcy, 100 tysięcy, 200 tysięcy?

Nie wiem… Nigdy się nad tym nie zastanawiałem. Licząc średnio koło 200 dziennie, bo kiedyś było ich mniej, to myślę, że przez te 16 lat uzbierałoby się chyba ponad milion sztuk. Samych poleconych, bo ze zwykłymi byłoby parę milionów…

Najwspanialszy wyraz wdzięczności za doręczenie przesyłki?

Miałem taki fajny przypadek, którego się zupełnie nie spodziewałem. Babcia z dwojgiem wnucząt, którą kiedyś spotkałem na spacerze, powiedziała mi, że jej wnuczek przed snem prosił Bozię o zdrowie dla mamy, taty, babci i… pana listonosza.

Nie lubi pan jakichś adresatów? Choćby tych, gdzie za drzwiami szczeka pies?

Wszystko zależy od właściciela psa. Tam gdzie jest pies, często gdy dzwonię, ten pies merda ogonem. Są i psy agresywne, ale nie jest ich wiele. W rejonie do każdego idę z przyjemnością.

A jak pan będzie przeżywać święta Bożego Narodzenia?

Będę je spędzać z rodziną. Jadę z żoną do teściowej, do Rzeszowa. A świętujemy tak, jak polski zwyczaj nakazuje, czyli będzie Wigilia, będzie opłatek, prezenty, miła, rodzinna, ciepła atmosfera.

rozm. Cezary Dąbrowski/www.zawszepolska.eu

Kategoria Warszawa

Comments

Masz coś do przekazania?