Serena Williams króluje na trawie

Amerykanka Serena Williams zdobyła złoty medal olimpijski w tenisie, pokonując w finale Rosjankę Marię Szarapową 6:0, 6:1. Mecz trwał zaledwie godzinę i trzy minuty, a Williams zakończyła go asem serwisowym

Wystarczy zerknąć na wynik, by zorientować się że emocji w tym meczu nie było. Szarapowa nie miała nic do powiedzenia. To kolejny triumf Amerykanki. Niespełna miesiąc temu wygrała Wimbledon, pokonując w finale Agnieszkę Radwańską

W drugiej rundzie turnieju olimpijskiego Williams wyeliminowała naszą Urszulę Radwańską.

Białorusinka Wiktoria Azarenka zdobyła brązowy medal olimpijski. W meczu decydującym o trzecim miejscu pokonała inną reprezentantkę Rosji, Marię Kirilenko, 6:3, 6:4.

int. /4.VIII.2012/

KOMENTARZ

Tego że Serena Williams wygra olimpiadę można było się spodziewać, po tym co pokazała na Wimbledonie. To było niemal pewne. Ale – mimo wszystko – że wygra z Szarapową prawie do zera, trudno było przewidzieć. Niestety, nie widziałem finału olimpijskiego, więc trudno mi powiedzieć dlaczego ten wynik tak wygląda. Czy aż tak rewelacyjnie zagrała Amerykanka, czy też coś złego stało się z Rosjanką. Żadną niespodzianką nie jest też brązowy medal Azarenki. Jest taką natomiast bardzo dobra postawa Kirilenko. Nie widziałem też jak grała w Londynie Kim Clijsters i dlaczego nie było jej w decydujących o medalach meczach. Czy to już definitywnie koniec sukcesów Belgijki? Po pierwszych jej wynikach na olimpiadzie wydawało się że przyjechała do Anglii walczyć o jak najwyższą pozycję, ale nic z tego…

Cezary Dąbrowski/www.zawszepolska.eu /4.VIII.2012/

***

Federer – Murray w finale

Brytyjczyk Andy Murray (nr 3) pokonał Serba Novaka Djokovica (2) 7:5, 7:5 i awansował do finału rozgrywanego na trawiastych kortach w Wimbledonie turnieju olimpijskiego. W niedzielnym finale zmierzy się ze Szwajcarem Rogerem Federerem (1)

Mecz czwartego w rankingu Murraya z wiceliderem klasyfikacji Djokovicem trwał równe dwie godziny. Szkot w każdym secie po razie przełamał serwis Serba

Był to ich 14 pojedynek, a Brytyjczyk pokonał tenisistę z Belgradu szósty raz. Nigdy wcześniej nie trafili na siebie na trawie.

Przed miesiącem Murray przegrał z Federerem w finale wielkoszlemowego Wimbledonu. Szwajcar zdobył wtedy rekordowy 17 tytuł wielkoszlemowy. Dzięki temu po ponad trzyletniej przerwie wrócił na 1 miejsce w rankingu ATP.

W pierwszym piątkowym półfinale tenisista z Bazylei pokonał Argentyńczyka Juana Martina del Potro (nr 8) 3:6, 7:6 (5), 19:17. Mecz trwał cztery godziny i 25 minut, z czego decydujący set dwie godziny i 43 minuty.

Szwajcar mógł go rozstrzygnąć na swoją korzyść wcześniej bo przełamał serwis rywala na 10:9, ale chwilę później stracił swój do zera. Ponownie breaka zdobył na 18:17 i tym razem nie wypuścił już z rąk przewagi.

Federer na igrzyskach zdobył już złoty medal przed czterema laty w Pekinie, ale tylko w deblu ze Stanislasem Wawrinką. Teraz ma szansę na swe pierwsze /i pewnie ostatnie/ mistrzostwo olimpijskie w singlu.

pap /3.VIII.2012/

***

Williams królową Wimbledonu

Agnieszka Radwańska przegrała oczywiście finał Wimbledonu z Sereną Williams. Nie mogło być inaczej. Dziwne i zaskakujące natomiast były jedynie długi czas i przebieg pojedynku

Życiowy, oszałamiający wręcz sukces, finał turnieju wielkoszlemowego, nadal młodej, 23-letniej Polki nie może jednak przesłaniać faktu że do najlepszych tenisistek Agnieszce wciąż daleko

Williams grała przecież ten finał na jednej nodze… Dlatego taki dziwny wynik: 6:1, 5:7, 6:2

Kiedy w pierwszym secie było już 5:0 dla Amerykanki, wcześniej czterokrotnej triumfatorki Wimbledonu, wydawało się że wszystko może się skończyć 6:0, 6:0… Przedtem jednak Williams omal sobie krzywdy nie zrobiła, kiedy jej noga podczas szybkiego biegu do skrótu Agnieszki pogroziła jej, wielkiej faworytce. I kiedy okazało się że Polka nie stanowi żadnego zagrożenia, po prostu zaczęła grać na jednej nodze…

Może telewizja, organizatorzy, sponsorzy chcieli by mecz trwał dłużej niż 6:0, 6:0… Poza tym Williams czekał jeszcze tego samego dnia finał debla, którego też postanowiły z siostrą wygrać… Rozsądek nakazywał więc oszczędzanie sił, zdrowia i tym samym szczęśliwie dla Radwańskiej także naszej tenisistki. Dlatego ten mecz trwał tak długo i miał taki dziwny przebieg…

Nie rozumiem wypowiedzi niektórych osób przed finałem że Radwańska może go wygrać… Naprawdę śmiać mi się chciało, myślałem sobie po prostu że trzeba być kompletnym głupkiem by przed tym wimbledońskim finałem mówić coś takiego: „Radwańska może to wygrać…”. I jeszcze: „I zostać światową jedynką…”. Przecież to absurd… Może też mącenie w głowie samej Agnieszce, która ewentualnie mogła nawet uwierzyć w takie brednie… Polka nie miała żadnych szans wygrać z Williams! Gdyby Amerykanka chciała, gdyby nie grała 2/3 meczu na jednej nodze, to skończyłby się on bardzo szybko… Może nawet 6:0, 6:0… W którymś z gemów w trzecim secie Williams zaserwowała po prostu cztery asy z rzędu…

A KTO MÓWIŁ TAKIE BREDNIE? Nie kto inny jak sam tata Radwański… Ale to nie pierwszy raz… Żeby było jasne, ja p. Roberta bardzo szanuję, za wszystko, tylko żeby nie mówił od czasu do czasu takich głupot o tenisie, bo to znaczy że nie ma pojęcia o tenisie… To trochę szokujące, ale taka jest prawda. Pisał takie brednie też Mirosław Żukowski w Rzeczpospolitej… Człowiek który całe życie chyba tenisem się zajmuje… A czasem jak coś palnie, to nie wiadomo czy śmiać się, czy płakać… Wojciech Fibak z kolei mówił że Amerykanie boją się Radwańskiej!… Choć był przecież wywiad z ojcem Williamsem, cytowany przez chyba wszystkie gazety i portale, w którym „papa” Sereny i Venus pytany o finał i szanse tenisistek wyraźnie twierdził: „Finał?… Jaki finał?… Serena już wygrała Wimbledon! Wygrała z Kvitovą i Azarenką, i jest po wszystkim, po Wimbledonie!”. I to były słowa może i trochę przechwalcze, ale przecież rozsądne i zrozumiałe, realne. /A tak na marginesie, żeby było jasne, to ja wcale za ojcem Williamsówien, tak jak zresztą i za jego córkami, a zwłaszcza Sereną, nie przepadam…/ Ale Fibak też nie pierwszy raz już rozpowiada takie bzdury, jakby mu te upały zagotowały coś w główce…

Naszą tenisistkę można porównać z Martiną Hingis, szwajcarską triumfatorką wielu turniejów, która już nie gra. Radwańska to taka dzisiejsza, polska odmiana Hingis. Oby Polka odniosła choć w jakimś małym przybliżeniu sukcesy porównywalne ze Szwajcarką.

A Agnieszka Radwańska mówiła że to najszczęśliwsze dwa tygodnie w jej karierze. Pewnie, trudno się dziwić, że mówi coś takiego. Dla niej w ogóle Wimbledon to miejsce wspaniałe, cudowne. Na Wimbledonie wygrała jako juniorka i teraz osiągnęła nie tylko pierwszy swój wielkoszlemowy półfinał, ale i zupełnie niespodziewanie pierwszy finał… Do tego taka forsa przecież… Chyba koło trzech milionów złotych!… Można oszaleć… Gdybym ja dostał taką kasę chyba bym zwariował ze szczęścia… Żartuję, nie zwariowałbym.

Pewnie że Radwańska jako trzecia w rankingu /teraz nawet druga!…/ była rozstawiona i nie trafiała po drodze od razu na najgroźniejsze zawodniczki, ale taka Williams, też przecież rozstawiona, tyle że z szóstką, musiała toczyć boje z niemal całą ścisłą czołówką: Kvitovą, Azarenką, a wcześniej na dodatek jeszcze ze Szwedową!… Radwańska nie przeszłaby przecież żadnej z tych trzech tenisistek… Trzeba brać to pod uwagę kiedy patrzymy na ten wielki sukces Polki. I jak to właśnie uwzględnimy to już nie będzie on taki wielki… Gdyby nie była tak rozlosowana – nie byłoby przecież żadnego finału na Wimbledonie… W zasadzie do finału, w którym nie miała szans, Polka zagrała tylko jeden trudny mecz z wymagającą rywalką, czyli z Anią Kerber w półfinale… A jeżeli tak to czy to jest tak naprawdę taki wielki sukces?… Wygranie jednego trudnego meczu, w którym na dodatek Kerber zagrała zdecydowanie słabiej niż potrafi… Można to skomentować też tak: Radwańska to po prostu dziecko szczęścia…

Williams strasznie się cieszyła z piątego zwycięstwa wimbledońskiego. Po wygranej piłce na 5:2 w trzecim secie, po świetnym… skrócie, podniosła ręce w górę tak triumfalnie jakby właśnie została królową świata… A po ostatniej piłce wyłożyła się na wimbledońskiej trawie z taką ulgą jakby właśnie uszła z życiem będąc w śmiertelnym niebezpieczeństwie… To pokazuje jak bardzo jej zależało na tym zwycięstwie. A warto jeszcze dodać że czarnoskóra Amerykanka jest chyba w życiowej formie. W każdym razie ja jej jeszcze tak znakomicie grającej chyba nie widziałem.

Czytałem że Radwańska też miała łzy w oczach po finale. Ciekawe tylko czy ze szczęścia że grała w finale Wimbledonu, czy ze smutku że przegrała… Bo powinna płakać ze szczęścia!

Wimbledon był cudownie pokazywany przez telewizję. Praca kamer podczas tego finału była po prostu niewiarygodna.

Kibice z którymi oglądałem finał… /w warszawskim Championsie/. Niektórzy kompletnie bez sensu. Też im się wydawało że Radwańska ma jakieś szanse!… Niewybredne epitety pod adresem Williams…

Cezary Dąbrowski/www.zawszepolska.eu /10.VII.2012/

***

Agnieszka Radwańska w finale!

Agnieszka Radwańska nadal zadziwia nas swą grą i sukcesami. Pierwszy w karierze awans do półfinału turnieju wielkoszlemowego wydawał się być kresem możliwości wciąż młodej dziewczyny z Krakowa, a tu sensacja

Isia pokonała w półfinale na wimbledońskiej trawie swą dobrą znajomą z… reprezentacji Niemiec, Polkę grającą w barwach naszych zachodnich sąsiadów, Andżelikę Kerber i ZAGRA W FINALE!

Przed meczem Radwańskiej z Kerber stawiałem na zwycięstwo tej drugiej 2:0… Wydawało mi się w ogóle niemożliwe że krakowianka może to wygrać… A tu taki numer… Andżelika zagrała jednak zdecydowanie słabszy mecz. Wystarczyłoby żeby strzelała mocno po liniach i dobrze serwowała, co przecież znakomicie potrafi, i Isia nie miałaby szans. Ale zupełnie niespodziewanie nie zagrała tak jak potrafi, zbyt rzadko wykorzystywała swoje atuty, i to Agnieszka osiągnęła nieosiągalny dla siebie do tej pory poziom, czyli wielkoszlemowy finał!…

Obserwując mecz przecierałem oczy ze zdumienia… Nie wierzyłem w to co widzę… Ale wynik meczu nie wziął się jednak tylko ze słabszej gry Kerber, popełniającej dużo błędów, grającej tenis chwilami zbyt czytelny, prosty, nawet prymitywny, z tego powodu też zdenerwowanej. Radwańska jednak pokazała wszystko to co ma najlepszego, nie robiła prawie w ogóle błędów, znakomicie się broniła… I po wspaniałym, zwycięskim boju z dobrą, polską znajomą z reprezentacji Niemiec w nagrodę będzie w sensacyjnym finale.

Wielki sukces Polki z Krakowa! Radwańska (nr 3) – Kerber (8) 6:3, 6:4. Rywalką w sobotnim finale będzie Amerykanka Serena Williams.

Krótko przed godz. 13 w Loży Królewskiej na korcie centralnym The All England Lawn Tennis and Croquet Club pojawił się książę Kentu, honorowy prezes wiekowego klubu mieszczącego się przy Church Road. To osoba która tradycyjnie wręcza w drugi weekend turnieju trofea zwycięzcom Wimbledonu. Pierwszy z czwartkowych półfinałów oglądał też szef Międzynarodowej Federacji Tenisowej (ITF) Francesco Ricci Bitti.

Skromniej wyglądał player’s box krakowianki, w którym podobnie jak w poprzednich jej meczach znaleźli się matka Marta, trener Tomasz Wiktorowski, były menedżer sióstr Radwańskich – Wiktor Archutowski oraz grupa przyjaciół i przedstawicieli sponsorów. Nową twarzą w tym gronie był Wojciech Fibak który w Londynie pojawił się dopiero w środę wieczorem.

Zabrakło młodszej siostry, Urszuli, która dzień wcześniej poleciała do domu przepakować się przed dwoma występami w turniejach WTA w USA.

W takim towarzystwie obie tenisistki rozpoczęły grę na wysokim poziomie, nie tracąc punktów w pierwszych swoich gemach serwisowych. Jednak w trzecim gemie Radwańska nieoczekiwanie przegrała swoje podanie, więc parę minut później na tablicy był wynik 1:3.

Od tego momentu jednak Polka zdobyła kolejne pięć gemów, w tym dwa dzięki breakom. Wykorzystała już pierwszego setbola po 29 minutach gry pełnej solidnych serwisów, zaciętych wymian z głębi kortu czasem przerywanych wypadami do siatki, albo efektownymi minięciami atakującej rywalki, a sporadycznie zepsutymi piłkami. W wielu przypadkach błędy były wymuszone świetnymi zagraniami z obydwu stron.

Drugi set rozpoczął się, podobnie jak pierwszy, od pewnie utrzymywanych serwisów, ale w piątym gemie nieco mniejsza siła i precyzja drugiego podania, umiejętnie wykorzystana przez krakowiankę, kosztowała Kerber kolejne przełamanie, już przy pierwszej okazji.

To był jednak dopiero przedsmak prawdziwych emocji, a przede wszystkich dwóch wymian które spokojnie można zaliczyć do klasyki tenisa na trawie. Pierwsza była zabójczą kontrą Polki znajdującej się w niemal beznadziejnej sytuacji. Druga za to przyniosła obustronne wizyty przy siatce, powroty za linię główną w pogoni za lobami i nieoczekiwanie wysokie zagrania piłki, która niemal osiągała pułap rozsuniętego dachu na Korcie Centralnym. Po trzech takich uderzeniach jako pierwsza zaryzykowała Radwańska, ale jej agresywne zgaszenie piłki minimalnie okazało się zbyt długie. Mimo break pointu Polka obroniła swój serwis na 4:2.

Do końca meczu nie doszło już do przełamań, choć walka toczyła się o każdy punkt. Przy stanie 5:4 i 40:15 krakowianka wykorzystała pierwszego z dwóch meczboli, przy swoim serwisie, po godzinie i dziewięciu minutach gry. Mecz oglądał prawie komplet widzów, ponad 13 tysięcy osób (trybuny mają 13.7 tys. miejsc).

Pojedynek z Kerber był pierwszym, dopiero w półfinale, w odróżnieniu od innych tenisistek, meczem Polki w Wimbledonie z naprawdę dobrą, wysokiej klasy, wymagającą rywalką.

W finale wielkoszlemowego turnieju Radwańska zagra pierwszy raz. Jedyna Polka która wystąpiła wcześniej w finale Wimbledonu to Jadwiga Jędrzejowska. 3 lipca 1937 r. 25-letnia wtedy zawodniczka przegrała z Angielką Dorothy Edith Round 2:6, 6:2, 5:7.

W sobotę rywalką krakowianki będzie Serena Williams. Amerykanka, czterokrotna zwyciężczyni Wimbledonu, w drugim półfinale pokonała Białorusinkę Wiktorię Azarenkę 6:3, 7:6 (6).

Awans Radwańskiej do finału, przy jednoczesnej porażce numeru jeden kobiecego tenisa Rosjanki Marii Szarapowej w 1/8 finału, i teraz Azarenki (numer dwa), dał też Polce pierwszy raz w karierze drugie miejsce w rankingu. Niektórzy kalkulują już że Agnieszka może zostać nawet światową jedynką, jeżeli pokona Williams!… Ale to tylko ci którym się chyba coś zagotowało w głowach…

Ja muszę przyznać że wcześniej nie dawałem Radwańskiej żadnych szans na utrzymanie pozycji nr 3 w rankingu. Trochę się pomyliłem. Teraz jednak podtrzymuję że Polka nie będzie długo numerem 2 i spadnie na niższe miejsce. Najwyższe jakie na dziś można jej przeznaczyć to piątka.

Półfinał: Radwańska (3) – Kerber (8) 6:3, 6:4, Williams (6) – Azarenka (2) 6:3, 7:6 (6).

Cezary Dąbrowski/www.zawszepolska.eu/pap/int. /5-6.VII.2012/

***

Tata dzwoni codziennie

Rozmowa z Tomaszem Wiktorowskim, trenerem Agnieszki Radwańskiej, przed jej meczem z Andżeliką Kerber w półfinale Wimbledonu

Jak ocenia pan szanse Agnieszki w półfinale?

Andżelika Kerber gra świetnie – szybko, płasko, potrafi przewidywać zagrania rywalki. Lepiej niż w zeszłym roku porusza się po korcie. Nabrała pewności, była już w półfinale wielkoszlemowym (US Open 2011). Tu ma przewagę. Z perspektywy całej kariery, rankingu i osiągnięć górą wyraźnie jest Agnieszka. Daję im po połowie szans.

Zgadza się pan z tymi którzy sukces Agnieszki wiążą z korzystnym losowaniem, z dobrą drabinką turnieju?

Agnieszka najpierw ciężko pracowała by być nr. 3 na świecie. Jak jest się rozstawioną z nr. 3, to nie ma szans by wcześnie trafić na tenisistkę najwyższej kategorii. Zresztą trzeba jasno określić kto dziś jest taką tenisistką. Kim Clijsters już nie, dostała straszne baty od Kerber. Venus Williams została pobita przez Jelenę Wiesninę. Życie weryfikuje hierarchię. Dziś waga ciężka to Kerber, Radwańska, Szarapowa, Azarenka. Wyniki pierwszej części sezonu to potwierdzają, najważniejsze turnieje wygrywają te z pierwszej trójki. Pojawiła się wreszcie pewna stabilizacja. Zmiany oczywiście będą, bo w drugiej połowie roku dojdzie zmęczenie.

Czy grozi ono także Agnieszce?

Nawet bardzo. Wśród najlepszych Isia zagrała najwięcej meczów singlowych w tym roku [56, bilans do półfinału Wimbledonu: 47 zwycięstw, 9 porażek – przyp. k.r.]. Grała już tyle ile w całym ubiegłym sezonie. Ma też więcej punktów do klasyfikacji masters. Zrobiła roczną normę w pół roku. Liczę te mecze dokładnie, by wiedzieć co robić po turnieju, jak bardzo musi wypocząć. Swoją drogą Kerber jest na tej liście druga, tuż za Isią. Może to nie będzie miało znaczenia, ale warto wiedzieć.

Jak pan odpowiada na pytania o przyczynę postępu Radwańskiej?

Nie ma jednego, wyraźnego czynnika. Jest splot kilku okoliczności: dojrzewania Agnieszki, rozwoju sportowego i osobistego. Isia grała kilka razy w ćwierćfinale Wielkiego Szlema, więc przyszedł czas na zrobienie kolejnego kroku. Podobnie jest zresztą z Andżeliką Kerber. Obserwuję ją od trzech lat i też nie mogę powiedzieć że jej tenis zmienił się gwałtownie. Podobnie trenuje, gra i zachowuje się na korcie, zmieniło się tylko jedno – jest bardziej pewna siebie, ale ten czynnik trudno przecież zmierzyć.

Czy ranking jest potwierdzeniem klasy tenisistki?

Tak, bo daje dobre pojęcie co dzieje się przez 52 tygodnie. Jak dołączy się do rankingu wyniki w wielkich szlemach i turnieju masters, który oceniam odrobinę niżej, to obraz jest pełny.

Rozmawia pan z tatą Radwańskim o meczach córki?

Dzwoni codziennie. Szkoda że nie może przyjechać na półfinał.

rozm. kr/rp /5.VII.2012/

***

Polka w półfinale Wimbledonu!

Udało się! Polska tenisistka w półfinale Wimbledonu! Agnieszce Radwańskiej udało się wykorzystać niesamowitą szansę jaka się przed nią wytworzyła i pierwszy raz zagra w 1/2 finału turnieju wielkoszlemowego!

Chyba żadna z czołowych tenisistek rankingu nie miała tak łatwej drogi do półfinału co Polka. Pierwszą w miarę liczącą się rywalką Radwańskiej była dopiero w ćwierćfinale Rosjanka Maria Kirilenko. Iśka ją pokonała i jest historyczny sukces!

1/4 finału: Radwańska – Kirilenko 7:5, 4:6, 7:5. To 126 edycja Wimbledonu (pula nagród 16.1 mln funtów). Grę przerywał deszcz, a mecz dokończono wieczorem na innym korcie.

Niezależnie jakby się miał zakończyć ten mecz, to w sumie lepiej, że zakończył się w jeden dzień, a nie był rozłożony na dwa dni. Tym bardziej że w środę pogoda chyba ma być podobna, czyli fatalna. Cóż, trzy zacięte sety, trzy godziny walki, w której decyduje jedna, dwie piłki, tak jak w każdym z tych setów. Nawet serwis nie miał aż tak wielkiego znaczenia, bo było dużo breaków. W grze Marii nic mnie szczególnie nie zaskoczyło, bo się dobrze znamy i już parę razy grałyśmy ze sobą. Na pewno grała agresywnie i dobrze. Czuła się pewnie, szczególnie po kilku niezłych meczach tutaj. Ta trawa jej pasuje – powiedziała po meczu Radwańska.

Już po pierwszych gemach wiedziałam że nie będzie łatwo, cały czas wszystko szło równo, dopiero przy meczbolach miałam jakąś szansę. Szczególnie ciężko się wchodzi do gry na dokończenie meczu przy tak zaawansowanym stanie. Nie ma czasu na cokolwiek, nawet najmniejsze błędy. Trzeba być skoncentrowanym na każdej piłce i walczyć absolutnie o każdy punkt, i biegać jak tylko się da. Dlatego cieszę się że wszystko się skończyło tak a nie inaczej. Nie wiadomo jakby to było, gdybyśmy grały jutro, więc w sumie dobrze że ten dzień jakoś przeżyłam i zakończyłam wygranym meczem – dodała.

„Jestem bardzo, bardzo szczęśliwa” – powiedziała tuż po zakończeniu pojedynku Radwańska w rozmowie z innym dziennikarzem i nie potrafiła ukryć przed kamerami łez wzruszenia. „Ten mecz był trudny ze względu na to że tak często był przerywany przez deszcz. Musiałam cały czas utrzymać koncentrację, co przez tyle godzin nie jest łatwe. Cieszę się, że ten mecz jest już za mną i że go wygrałam” – dodała Radwańska.

Mecz rozgrywano na korcie numer 1 i przerwano go krótko przed godziną 20 w wyniku deszczu i zapadających ciemności, przy stanie 4:4 w decydującym secie. Nieoczekiwanie ok. godz. 22.30 tenisistki weszły na kort centralny, zaraz po zakończeniu ostatniego z zaplanowanych pierwotnie pojedynków.

Właściwie jak tylko zeszłyśmy wieczorem z kortu, to powiedzieli nam że będą robić wszystko by dograć ten mecz do końca. Chcieli mieć skończone wszystkie ćwierćfinały we wtorek, tym bardziej że pogoda na najbliższe dni nie zapowiada się ciekawie. To był ciężki dzień, bo praktycznie od 11 byłam przygotowana do gry. Wiedziałam że przede mną będzie tylko dokończenie innego meczu, raptem półtora seta, więc faktycznie byłam w ciągłej gotowości cały dzień. Chyba jeszcze nie grałam pojedynku w którym było tyle przerw. Nie przypominam sobie takiej sytuacji – mówiła krakowianka.

Mecz z trybun obserwował Aleksander Owieczkin, jeden z najlepszych hokeistów świata, a prywatnie partner Kirilenko.

Kolejną rywalką Polki, rozstawionej z numerem trzecim, będzie w czwartek po południu pochodząca z Polski a reprezentująca Niemcy Angelique Kerber (nr 8), często trenująca na kortach swojego dziadka w Puszczykowie pod Poznaniem.

Chyba wolałabym grać półfinał jednak przy zasuniętym dachu na korcie centralnym, a nie tak jak dziś trzy czwarte meczu w deszczu i z tyloma przerwami. Zresztą mój katar to właśnie skutek wiatru i deszczu. Pod dachem nie ma wiatru i opadów, więc są prawie idealne warunki, gra się na pewno lepiej, bez nieobliczalności – tłumaczyła Radwańska.

W półfinale nie ma już słabych rywalek, każda z nas ma za sobą kilka meczów, jesteśmy więc ograne i zmotywowane do jak najlepszej gry. Z Angeliką grałyśmy już kilka razy i zawsze były to ciężkie mecze, chyba zawsze trzysetowe. Ale nigdy jeszcze nie grałyśmy na trawie, więc to będzie duże wyzwanie. Ostatnio trafiłyśmy na siebie w październiku w Tokio. Wtedy zrewanżowałam jej się za porażkę w US Open. Na pewno obecnie ona gra o wiele lepiej i jest dzięki temu w czołowej dziesiątce rankingu – powiedziała też Radwańska.

Będzie to piąty pojedynek Radwańska – Kerber, a bilans dotychczasowych jest remisowy 2:2.

W półfinale nie ma już łatwych rywalek… Tak mówi Radwańska. To co mają powiedzieć choćby Kerber, czy Lisicka, czy Serena Williams, czy Azarenka, które jeszcze przed półfinałem musiały toczyć boje z Kvitovą, Szarapową, Clijsters, Szwedową, Paszek… A nie z Giorgi czy Watson… Ale to przecież nie jest wina Polki że miała na swej drodze dużo łatwiejsze rywalki, jakąś trzecią czy czwartą ligę…

Polka w półfinale Wimbledonu! Iśka z Krakowa pierwszy raz w półfinale turnieju wielkoszlemowego! Niesamowita sprawa!

A w ogóle to w ćwierćfinale Wimbledonu grały trzy Polki: Radwańska, Kerber i Lisicka. Gdyby jeszcze w lepszej formie była Karolina Woźniacka… I krew człowieka zalewa że te trzy wspaniałe tenisistki – Kerber, Lisicka i Woźniacka – nie grają w polskich barwach… Durni komuniści którzy do tego doprowadzili powinni za to siedzieć…

Ćwierćfinał kobiet: Radwańska – Kirilenko (17) 7:5, 4:6, 7:5; Kerber – Sabina Lisicka (następna Polka reprezentująca Niemcy, 15) 6:3, 6:7 (7), 7:5; S. Williams (USA, 6) – Petra Kvitova (Czechy, 4) 6:3, 7:5; Wiktoria Azarenka (Białoruś, 2) – Tamira Paszek (Austria) 6:3, 7:6 (4). Pary półfinałowe: Radwańska – Kerber, Williams  – Azarenka.

4 runda mężczyzn: David Ferrer (Hiszpania, 7) – Juan Martin Del Potro (Argentyna, 9) 6:3, 6:2, 6:3; Andy Murray (Wielka Brytania, 4) – Marin Cilic (Chorwacja, 16) 7:5, 6:2, 6:3; Florian Mayer (Niemcy, 31) – Richard Gasquet (Francja, 18) 6:3, 6:1, 3:6, 6:2; Philipp Kohlschreiber (Niemcy, 27) – Brian Baker (USA) 6:1, 7:6 (4), 6:3; Jo-Wilfried Tsonga (Francja, 5) – Mardy Fish (USA, 10) 4:6, 7:6 (4), 6:4, 6:4.

Cezary Dąbrowski/www.zawszepolska.eu/pap/int. /3-5.VII.2012/

***

Kuzniecowa poza zasięgiem

Agnieszka Radwańska nie miała żadnych szans ze znakomicie grającą Rosjanką Swietłaną Kuzniecową w meczu III rundy wielkoszlemowego turnieju rozgrywanego na kortach Rolanda Garrosa w Paryżu. Polka przegrała 1:6, 2:6 i odpadła

Kuzniecowa rozgromiła wprost rozstawioną z trójką Polkę. Rosjanka poprawiła bilans pojedynków z Agnieszką na 10:3, wygrywając z nią szósty raz z rzędu. Obie tenisistki spotkały się na korcie ziemnym przed trzema laty, również w Paryżu. Wówczas lepsza okazała się także Kuzniecowa (6:4, 1:6, 6:1)

Najlepszym wielkoszlemowym osiągnięciem Radwańskiej są nadal ćwierćfinały na Wimbledonie i w Australian Open.

Rosjance wychodziło w tym meczu niemal wszystko. Kuzniecowa dwukrotnie w singlu wygrała turniej wielkoszlemowy. W kolejnej rundzie zmierzy się z Sarą Errani. Włoszka wygrała z Aną Ivanoic 1:6, 7:5, 6:3.

Tak dobrze nie grałam dawno – powiedziała Kuzniecowa. – Agnieszka doskonale gra z kontrataku, to uczyniło ją tak wielką. Wiedziałam o tym i starałam się ani przez chwilę nie wypuścić inicjatywy z rąk.

Dawno nie miałam takiego uczucia. Nabrałam pewności siebie, wracam do gry która dawała mi w przeszłości tyle zwycięstw – dodała Rosjanka.

To było ważne zwycięstwo dla mnie, bo ostatnio zmieniłam sporo w moich przygotowaniach i sposobie treningu. Można powiedzieć że wróciłam do szkoły hiszpańskiej w której się wychowałam. Początek roku był ciężki bo głównie przegrywałam. W Paryżu nie mam wielkich oczekiwań, staram się grać najlepiej jak potrafię. W przeszłości już tu wygrałam więc więcej nie osiągnę… Nie mam specjalnych oczekiwań w stosunku do tego występu – powiedziała Rosjanka.

‘Zawsze jest rozczarowanie kiedy odpada się w pierwszym tygodniu w Wielkim Szlemie, ale to się zdarza. Nie mogę powiedzieć bym dzisiaj grała słabo, po prostu ona rozegrała niewiarygodny mecz. Było dużo niewykorzystanych szans i popełniłam trochę za dużo prostych błędów na początku obydwu setów, niestety’ – powiedziała Radwańska.

‘Swieta miała ostatnio lepsze miesiące i gorsze, a gorsze na pewno pod koniec ubiegłego roku i na początku tego. Jednak ostatnio znów zaczyna grać dobrze’ – dodała.

Kapitan reprezentacji Polski w rozgrywkach o Fed Cup Tomasz Wiktorowski, który towarzyszy Radwańskiej jako trener podczas turniejów: ‘Swieta dyktowała warunki gry od początku do końca’.

W czwartek krakowianka zakończyła też swój występ deblowy z Angelique Kerber. Przegrały w trzech setach z Włoszkami Flavią Pennettą i Franceską Schiavone.

W piątek rano do Anglii poleciała Urszula Radwańska, która w Paryżu odpadła w drugiej rundzie po porażce z Czeszką Petrą Kvitovą (nr 4). Weźmie udział w turnieju ITF na trawiastych kortach o puli nagród 75 tys. dol.

‘Ula jest wciąż na styku, jeżeli chodzi o ranking na olimpiadę, więc będzie próbować jeszcze w ostatnich dniach zdobyć trochę punktów w Nottingham. Nieprędko się zobaczymy, bo ona potem gra w turnieju WTA w Birmingham oraz s’Hertogenbosh. Spotkamy się dopiero na Wimbledonie. Ja przed nim wystąpię tylko w Eastbourne, a teraz wrócę na ponad tydzień do Krakowa i będę tam trenować z tatą na sztucznej trawie’ – mówiła starsza Radwańska.

ar/tenisklub/mf/ps/pap/Cezary Dąbrowski/www.zawszepolska.eu /1.VI.2012/

***

Niesamowite wyczyny Agnieszki

Agnieszka Radwańska bardzo mnie ostatnio zaskakuje. Czym? Wynikami oczywiście, zwycięstwami. Dużo wygrywa. Pokonuje rywalki które dla mnie są od niej lepsze. Wprost wprawia mnie w szok

Ostatnio ograła w Brukseli dwie zawodniczki które moim zdaniem miały Agnieszkę pokonać, czyli najpierw była to Estonka Kaja Kanepi, a następnie już w finale Rumunka Simona Halep

Stawiałem w tych pojedynkach Polki na jej rywalki, a ona wygrała… Niestety nie widziałem tych meczów, tylko końcówkę pojedynku z Halep, która była w stanie grać na dobrym poziomie jedynie w pierwszym secie, a później to już kontuzja i po tenisie. Tu Radwańska miała więc trochę szczęścia. Nie wiem jak było z Kanepi, bo nie widziałem. Jeżeli Estonka grała na swym najwyższym poziomie i Polka ją pokonała, to coś niesamowitego. Tylko pogratulować.

Cezary Dąbrowski/www.zawszepolska.eu /30.V.2012/

AGNIESZKA RADWAŃSKA POKONAŁA RUMUNKĘ SIMONĘ HALEP 7:5, 6:0 w finale turnieju WTA Tour na ziemnych kortach w Brukseli (pula nagród 637 tys. dol.). To jej dziesiąte turniejowe zwycięstwo w karierze

Zajmująca trzecie miejsce w światowym rankingu 23-letnia Radwańska była najwyżej rozstawioną zawodniczką. O dwa lata młodsza Halep tylko w pierwszym secie nawiązała z nią wyrównaną walkę. Za zwycięstwo w stolicy Belgii Polka otrzymała 470 pkt do rankingu i 107 tys. dol. premii.

Krakowianka w Brukseli jako wysoko rozstawiona rozpoczęła od drugiej rundy, w której pokonała 6:1, 6:0 Ukrainkę Lesię Curenko. Później równie łatwo wyeliminowała grającą z dziką kartą Belgijkę Alison Van Uytvanck 6:2, 6:1, a w półfinale wygrała z Estonką Kają Kanepi 7:6 (8), 6:3. W całym turnieju nie straciła seta.

Zwycięstwo w Brukseli to dziesiąty wygrany turniej Agnieszki Radwańskiej w karierze.     

W finale debla Alicja Rosolska i Chinka Jie Zheng przegrały z Bethanie Mattek-Sands i Sanią Mirzą (USA/Indie) 3:6, 2:6.

Sukcesy Agnieszki Radwańskiej:
zwycięstwa w turniejach WTA Tour (10):
Sztokholm (2007, kort twardy, 220 tys. dol.)
Pattaya (2008, kort twardy, 220 tys. dol.)
Stambuł (2008, kort ziemny, 220 tys. dol.)
Eastbourne (2008, kort trawiasty, 220 tys. dol.)
Carlsbad (2011, kort twardy, 721 tys. dol.)
Tokio (2011, kort twardy, 2.05 mln dol.)
Pekin (2011, kort Twardy, 4.5 mln dol.)
Dubaj (2012, kort twardy, 2 mln dol.)
Miami (2012, kort twardy, 4.828 mln dol.)
Bruksela (2012, kort twardy, 637 tys. dol.)

finały turniejów WTA Tour (2):
Pekin (2009, kort twardy, 4.5 mln dol.)
Carlsbad (2010, kort twardy, 721 tys. dol.)

osiągnięcia w Wielkim Szlemie:
Australian Open – 1/4 finału (2008, 2011, 2012)
Roland Garros – 1/8 finału (2008, 2009, 2011)
Wimbledon – 1/4 finału (2008, 2009)
US Open – 1/8 finału (2007, 2008)

pap /26.V.2012/

***

Ula wygrała z Bartoli!

Urszula Radwańska wygrała 6:4, 6:2 z rozstawioną z numerem drugim Francuzką Marion Bartoli w drugiej rundzie turnieju tenisowego WTA Tour na kortach ziemnych w Brukseli (z pulą nagród 637 tys. dol.). Zwycięstwo z ósmą rakietą świata to jeden z największych sukcesów Polki!

W pierwszej rundzie Urszula Radwańska pokonała Amerykankę Varvarę Lepchenko 6:2, 6:2 i już w drugiej trafiła na turniejową ‘dwójkę’, czyli Bartoli

Zajmująca 90 miejsce w rankingu WTA Polka dość niespodziewanie wygrała z Francuzką po dobrej grze pierwszego seta 6:4. Wydawało się że był to tylko chwilowy ‘błysk’ młodszej z sióstr Radwańskich, ale Urszula kontynuowała zwycięską serię. ‘Usia’ grała mądrze, celnie i przede wszystkim mocno trafiała w kort, i prowadziła już 4:2. Wtedy dobra gra Polki zupełnie wyprowadziła Bartoli z równowagi i Francuzka zaczęła popełniać sporo błędów, co skończyło się dla niej niespodziewaną porażką.

Kolejną rywalką Uli będzie bardzo dobrze ostatnio grająca Szwedka Sofia Arvidsson.

Z numerem pierwszym w Brukseli gra starsza Radwańska – Agnieszka.

onet/Cezary Dąbrowski www.zawszepolska.eu /23.V.2012/

PARĘ ZDAŃ KOMENTARZA: Meczu nie widziałem, więc trudno mi coś powiedzieć… Na pewno jednak Ula jest w dobrej formie i chyba wreszcie zdrowa, jeżeli wygrywa ileś meczów, w tym w drugiej rundzie dużego turnieju. Ale Marion Bartoli to zawodniczka wysokiej klasy, z pewnością obecnie lepsza od Uli, i zwycięstwo nad Francuzką nie przyszło tylko z samej dobrej gry młodszej Radwańskiej. Bartoli musiała zagrać dużo słabiej niż naprawdę potrafi, trudno stwierdzić dlaczego. Może miała jakieś kłopoty ze zdrowiem, może jakiś inny problem. Ale oczywiście tak czy inaczej to wspaniały sukces Uli i oby tak dalej!

Cezary Dąbrowski www.zawszepolska.eu /23.V.2012/

KOMENTARZE INTERNATÓW
~zibimot: Serdeczne gratulacje. Długo musieliśmy czekać aż Urszula pokona zawodniczkę z pierwszej dziesiątki. Urszula już teraz zdobyła 120 punktów do rankingu. Jeżeli w wypadku Agnieszki nie jest to widoczna zdobycz to Urszuli pozwoli awansować o około 15 pozycji. Przed turniejami na trawie daje to jej możliwość gry w niektórych turniejach bez eliminacji. Urszula zrobiła spory krok naprzód. Czy pójdzie za ciosem? Jej ewentualne następne zwycięstwo dałoby dodatkowo 80 punktów i awans o następnych kilka pozycji. Zwycięstwo nad Bartoli da Uli pewność siebie, wiarę że może coś osiągnąć. Ula goń siostrę!

~dzidzia: To co wyprawiała Ula na korcie, to szok. Ona powinna już teraz być co najmniej w 30 światowego tenisa, jak nie wyżej. Techniczne zagrania ma tak dobre jak Agnieszka. Jedyny mankament to oczywiście siła uderzeń, ale i Agnieszka, i Ula, pokazują że nie to jest najważniejsze by wygrywać;)

onet /23.V.2012/

***

Życiowa forma naszego debla

Nasz debel Mariusz Fyrstenberg i Marcin Matkowski jest chyba w życiowej formie. Polacy wygrali w niedzielę turniej ATP Masters 1000 w Madrycie (z pulą nagród 3 973 695 euro). To ich drugie zwycięstwo w ciągu dwóch tygodni, bo w kwietniu triumfowali też w Barcelonie (2 072 500 euro)

Jest połowa maja a duet Fyrstenberg – Matkowski wygrał już dwa turnieje, w dodatku raz grał w finale /porażka/. To chyba najlepsze otwarcie sezonu w historii FM Team

– Na pewno najlepsze, przecież w rankingu najlepszych debli mamy już mniej więcej tyle punktów ile przed rokiem zgromadziliśmy dopiero w okolicach października, po dużym turnieju w Szanghaju. Wierzymy że ten sezon będzie przełomowy i wreszcie uda nam się zrealizować cele które od dawna zakładamy, czyli na dobre gościć w czołowej piątce debli i odnieść zwycięstwo w Wielkim Szlemie – zapowiedział Fyrstenberg.

Rozmowa z Mariuszem Fyrstenbergiem

Może w Roland Garros? Po triumfach w Barcelonie i Madrycie można chyba FM Team wymieniać wśród poważnych kandydatów do zwycięstwa w Paryżu?

Byłoby miło, ale na razie chyba to trochę na wyrost, biorąc pod uwagę naszą porażkę przed rokiem z Francuzami w pierwszej rundzie. Może lepiej nie zapeszajmy (śmiech). Jesteśmy w formie, gramy dobrze, ale na pewno przydałoby nam się choć trochę szczęśliwe losowanie. Gra przeciw gospodarzom w Roland Garros jest zawsze trudna, biorąc pod uwagę co wyprawiają ich kibice, nawet na bocznych kortach. Najważniejsze będzie byśmy przetrwali dwie pierwsze rundy, a będzie dobrze (śmiech).

Skoro mowa o szczęściu w losowaniu to chyba brakło go przed najbliższym turniejem w Rzymie? W pierwszym meczu, w 1/8 finału, rywalami będą triumfatorzy ubiegłorocznego US Open – Austriak Juergen Melzer i Niemiec Philipp Petzschner albo broniący tytułu Amerykanie John Isner i Sam Querrey.

Tak, chyba losowanie mamy najcięższe ze wszystkich rozstawionych par w Rzymie. Ale trzeba też uczciwie przyznać że w Madrycie mieliśmy dość korzystny układ drabinki, więc pewnie gdzieś to się musi zrównoważyć. Jeżeli chodzi o Melzera i Petzschnera, to kiedy pokonali nas w finale US Open, grali bardzo dobrze i był to twardy kort. Tu zagramy na wolnej ziemi. Poza tym ostatnio wiedzie im się różnie, a do tego Petzschner dopiero co wyleczył kontuzję i w Rzymie będzie też grać w singlu. Isner i Querrey to wielka niewiadoma, ale na mączce ich serwisy nie są tak groźne jak na szybszych nawierzchniach, więc powinniśmy mieć pewną przewagę jeżeli zagramy swój tenis i będziemy przez cały mecz mocno skoncentrowani.

Gra na eksperymentalnej niebieskiej odmianie kortów ziemnych to ciekawe doświadczenie?

Dyrektor turnieju uznał że dzięki takiej barwie kortu piłki będą lepiej widoczne w transmisjach telewizyjnych. Może i lepiej je widać ale tak naprawdę tylko tuż po polaniu kortu wodą, bo kiedy zaczyna przesychać to trochę zaczyna jakby blaknąć i robi się po prostu dziwny.

Organizatorów złajał za to Rafael Nadal, ale Hiszpan odpadł w 1/8 finału, więc można pomyśleć że to było tłumaczenie się z porażki…

Nadal nie należy do tenisistów którzy szukają pretekstów do tłumaczeń. Rafa zawsze mówi na głos to co myśli, a przecież krytycznie wypowiadał się jeszcze przed startem turnieju. Na pewno niebieska mączka nie sprzyja returnom bo piłki się na niej dziwnie ślizgają. Nie tylko piłki bo zawodnicy też i to często w sposób niekontrolowany, co chwilami było wręcz niebezpieczne. Zbyt szybko też się wysusza, a wtedy kort robi się nierówny. Po prostu chyba nie jest to nawierzchnia dobra do gry w tenisa. Nie wróżę jej przyszłości, więc nie zdziwiłbym się jeżeli w przyszłym roku już jej tu nie zobaczymy.

pap /13.V.2012/

***

Radwańska trzecia na świecie!

Agnieszka Radwańska awansowała na trzecie miejsce w rankingu WTA Tour, w którym wyprzedziła Czeszkę Petrę Kvitovą. Ta zmiana to skutek przesunięcia w kalendarzu. Liderką klasyfikacji pozostaje Białorusinka Wiktoria Azarenka

Tak czy inaczej to trzecie miejsce Polki jest czymś niesamowitym. Tak wysoko Agnieszka jeszcze nie była. Druga jest nadal Rosjanka Maria Szarapowa

Spadek Kvitovej na czwartą pozycję wynika z faktu że straciła ona tysiąc punktów za ubiegłoroczne zwycięstwo w turnieju WTA Tour na kortach ziemnych w Madrycie (z pulą 3 755 140 euro). Rywalizacja w stolicy Hiszpanii toczy się od soboty, jednak w porównaniu do poprzedniego sezonu impreza rozgrywana jest tydzień później.

Radwańska straciła tylko 140 punktów za trzecią rundę. Za tydzień zostanie na trzeciej pozycji jeżeli Kvitova nie zdoła w Madrycie osiągnąć przynajmniej finału, zakładając że Polka nie dojdzie dalej niż do ćwierćfinału. W tym przypadku Czeszka będzie potrzebować ponownego zwycięstwa w imprezie.

Przesunięcie w kalendarzu nie ma wpływu na kolejność w rankingu WTA Race to Championships. Osiem najwyżej notowanych zawodniczek zagra w kończącym sezon turnieju masters – WTA Championships (z pulą nagród 4.9 mln dol.), który 23-28 października odbędzie się w Stambule.

W tej klasyfikacji, w której liczone są punkty zdobyte tylko od początku roku (wszystkie zaczynają go z zerowym dorobkiem), również prowadzi Azarenka przed Szarapową i Radwańską.

Czołówka rankingów na 7 maja 2012:
WTA Tour
1.(1) Azarenka 8600 pkt
2.(2) Szarapowa 8260
3.(4) Radwańska 6750
4.(3) Kvitova 6295
5.(5) Samantha Stosur (Australia) 5805
6.(6) Karolina Woźniacka 5310
7.(7) Marion Bartoli (Francja) 5065
8.(8) Na Li (Chiny) 4550
9.(9) Serena Williams (USA) 4300
10.(10) Wiera Zwonariewa (Rosja) 3755

93.(96) Urszula Radwańska (Polska) 701
172.(173) Marta Domachowska (Polska) 354
173.(198) Sandra Zaniewska (Polska) 353

WTA Race to Championships
1. Azarenka 4940 pkt
2. Szarapowa 3390
3. Radwańska 3085
4. Bartoli 1816
5. Angelique Kerber 1815
6. Woźniacka 1671
7. Sara Errani (Włochy) 1580
8. Kvitova 1385
9. Stosur 1346
10. Na Li 1221

92. U. Radwańska 268
107. Zaniewska 178
214. Domachowska 90

pap/Cezary Dąbrowski www.zawszepolska.eu /7.V.2012/

KILKA SŁÓW KOMENTARZA: To niesamowite że polska tenisistka jest obecnie trzecia w światowym rankingu. Będzie to na pewno tylko przez chwilę, długo Agnieszka nie utrzyma tej pozycji. Ale i tak, czy wskutek przesunięcia kalendarza czy nie, czy wskutek szczęśliwego losowania w wielu turniejach czy nie, czy wskutek kontuzji rywalek czy nie, takie miejsce Polki, to wielkie wydarzenie w polskim sporcie. I należą się Radwańskim bardzo ciepłe słowa gratulacji

/Cezary Dąbrowski www.zawszepolska.eu/ /13.V.2012/

***

Debliści odczarowali Barcelonę

Mariusz Fyrstenberg i Marcin Matkowski za trzecim podejściem triumfowali w turnieju ATP na kortach ziemnych w Barcelonie (pula nagród 2.072 mln euro). Polscy tenisiści wygrali w finale z Hiszpanami Marcelem Granollersem i Markiem Lopezem 2:6, 7:6 (7), 10:8

– Jesteśmy szczęśliwi że wreszcie odczarowaliśmy Barcelonę, po dwóch przegranych finałach (2006 i 2008 – PAP). W dodatku po kilku przegranych finałach w ostatnich miesiącach wygraliśmy swój dwunasty turniej w karierze. Pokonaliśmy niewygodnych Hiszpanów, w dodatku na kortach ich klubu Realu Barcelona, gdzie na co dzień trenują – powiedział Matkowski

W finale była dobra gra i trochę szczęścia, bo mecz był bardzo zacięty i obroniliśmy po drodze trzy meczbole. Było sporo przełamań i bardzo wyrównanych gemów. To skutek tego że korty ziemne w Barcelonie są dość wolne, a piłki ciężkie. Przez to wymiany są dłuższe i nie da się praktycznie zdobywać punktów bezpośrednio serwisem. Jest o wiele większa presja ze strony returnujących zawodników, takich jak Granollers. Cały czas trzeba było serwować na granicy błędu – dodał Matkowski.

Do Barcelony polscy tenisiści przylecieli po kilku dniach intensywnych treningów na kortach ziemnych w Monte Carlo. W rozgrywanej tam imprezie rangi ATP Masters 1000 przegrali pierwszy mecz – drugiej rundy (w pierwszej jako rozstawieni z nr 4 mieli wolny los) – z Niemcem Florianem Mayerem i Austriakiem Juergenem Melzerem.

To była trochę pechowa wpadka, właściwie ich pierwszy mecz na ziemi w tym sezonie. Niestety, w Warszawie nie mieli możliwości wiosną trenować na otwartych kortach. Udało się to dopiero w Monte Carlo. Natomiast Melzer przyjechał tam po dwóch tygodniach gry na tej nawierzchni, więc się już z nią mógł wcześniej oswoić i to w warunkach turniejowych.

– Najważniejsze jednak że złapaliśmy rytm i forma rośnie więc z optymizmem patrzymy na starty w dwóch majowych turniejach, ATP Masters 1000 w Madrycie i Rzymie. Nie bronimy w nich zbyt wielu punktów, więc zagramy bez większej presji. Najważniejszy dla nas jest zbliżający się coraz większymi krokami Roland Garros – dodał jeszcze Matkowski.

W finale w Barcelonie Polacy musieli bronić trzy piłki meczowe w tie-breaku drugiej partii. Natomiast w decydującym super tie-breaku punkty zdobywali i tracili seriami: prowadzili 5:3, po czym zrobiło się 5:7, a później wyszli na 9:7.

Były emocje, zwroty akcji, to normalne. W finale, choć nie powinno się myśleć o niczym poza grą, to jednak w pewnym momencie przychodzi do głowy że gra się o 200 punktów i ponad 40 tysięcy euro. W końcu jest różnica, czy zdobędzie się 500 czy tylko 300 punktów, albo wygra prawie 95 tysięcy czy tylko trochę ponad 44… Takie zawahanie zawsze trzeba wykorzystać – stwierdził Radosław Szymanik, trener naszej pary i kapitan reprezentacji Polski w Pucharze Davisa.

SZARAPOWA LEPSZA OD AZARENKI

Rozstawiona z dwójką Rosjanka Maria Szarapowa pokonała liderkę światowego rankingu Białorusinkę Wiktorię Azarenkę 6:1, 6:4 w finale turnieju WTA Tour na kortach ziemnych w Stuttgarcie (z pulą nagród 740 tys. dol.)

Obie zawodniczki w tym roku spotkały się dotychczas dwukrotnie – w finałach Australian Open i Indian Wells. Za każdym razem triumfowała Białorusinka. Dla Szarapowej jest to pierwsze turniejowe zwycięstwo w tym sezonie.

Jestem trochę zaskoczona że tak łatwo mi to przyszło. Chyba przygotowania do French Open powinnam w przyszłych latach również rozpoczynać w Stuttgarcie’ – oceniła piękna Rosjanka.

/Tak na marginesie w finale w Stuttgarcie zagrały ze sobą dwie piękności kobiecego tenisa, więc było na co popatrzeć… – Cezary Dąbrowski, www.zawszepolska.eu, 30.IV.2012/

Szarapowej wystarczyło niespełna półtorej godziny by pokonać rywalkę. Azarenka w drugim secie potrzebowała pomocy lekarza bo do tego stopnia dokuczał jej nadgarstek.

Za wygraną w Stuttgarcie Rosjanka otrzymała czek na 115 tys. dol. (ok. 360 tys. zł) oraz białe porsche o wartości 115 tys. euro (ok. 480 tys. zł).

Agnieszka Radwańska odpadła w półfinale z Azarenką.

pap /29.IV.2012/

***

Tenis choćby całymi dniami

Czwarta obecnie tenisistka świata, Agnieszka Radwańska: – Kiedy przechodziłam na zawodowstwo siedem lat temu, nie oczekiwałam że będę w najlepszej czwórce. Bardzo się cieszyłam że byłam przez kilka lat w czołowej dziesiątce

– Ostatnio nic szczególnego nie zmieniłam w swojej grze – trenuję z tymi samymi ludźmi, w tym samym miejscu i mocno pracowałam w przerwie między sezonami, zarówno tenisowo, jak i kondycyjnie – powiedziała Radwańska, która w marcu osiągnęła najwyższą w karierze czwartą pozycję w rankingu

– W tym roku jestem przygotowana bardzo dobrze, ale na pewno i trochę zmęczona kilkoma trudnymi turniejami granymi kolejno, i świetnymi meczami przeciw dziewczynom z czołówki. Moja gra zazwyczaj zależy od tego kto jest po drugiej stronie, ale zawsze staram się mieszać rytm, zaskakiwać różnymi uderzeniami. Nigdy tego specjalnie nie trenowałam na korcie, po prostu chyba się z tym urodziłam. Kiedy byłam młodsza oglądałam dużo meczów Martiny Hingis i starałam się grać jak ona. Obecnie wciąż kocham tenis i mogę spędzić cały dzień na treningach, a po powrocie do hotelu i tak włączę telewizję i będę oglądać mecze nocnej sesji – dodała nasza tenisistka.

Nie tylko krakowianka spisuje się w tym sezonie dobrze, ale również kilka tenisistek o polskich korzeniach, startujących w barwach innych krajów, jak choćby grające dla Niemiec Sabine Lisicki i Angelique Kerber. Numerem sześć na świecie jest była liderka rankingu Karolina Woźniacka, startująca w barwach Danii, która ma ostatnio zniżkę formy.

Dobrze się znamy i zawsze trzymamy razem. Często żartujemy że wszystkie gramy dla Polski i że Fed Cup byłby nasz, gdybyśmy były w jednej drużynie. Niestety tylko ja formalnie gram dla Polski, ale to nie zmienia faktu że się przyjaźnimy. I wszystkie mówimy po polsku, a wspólny język jest ważny, bo łączy ludzi – powiedziała Radwańska dziennikarzom w Stuttgarcie.

pap /25.IV.2012/

***

Można w końcu pogadać po polsku

Wyjechałem z Polski kiedy zarabiało się tu 20-30 dolarów. I woziliśmy taksówkami tych wszystkich Rockefellerów, bojąc się na nich spojrzeć. A dzisiaj siedzę sobie w Monte Carlo, patrzę im prosto w oczy i jestem panem życia – powiedział ojciec i trener byłej liderki światowego tenisa, Karoliny Woźniackiej

Rozmowa z Piotrem Woźniackim

Utrata pierwszego miejsca w rankingu światowego tenisa przez Karolinę bardzo pana zabolała?

Nie, to musiało nastąpić, tak jest w sporcie, jedną gwiazdę na szczycie zastępuje co jakiś czas nowa gwiazda. Byłoby nudno, gdyby było inaczej. Karolina zrobiła swoje, jest jedną z ośmiu tylko zawodniczek w historii, które utrzymały pozycję liderki minimum przez dwa lata, więc to nie był przypadek. Każda z dziewczyn chce drugą ograć, każda chce być numerem jeden, a może tylko jedna.

Dostrzega pan zmianę w grze Agnieszki Radwańskiej?

Ona zawsze była mocna, mieszała w czołówce, grała dobrze. Często brakowało jej tego jednego meczu wygranego więcej. Nieraz słyszałem dziewczyny które na wieść o wylosowaniu Agnieszki psioczyły: ‚znowu z tą Radwańską’…, czyli bały się jej. Teraz dojrzała do wszystkiego, jest spokojna, zrelaksowana, wygrywa ten jeden mecz więcej, wznosi puchar do góry, bierze kasę i wraca w chwale do domu.

Widzi ją pan na pierwszym miejscu rankingu WTA?

Oczywiście. Obserwuję z boku i widzę że team Radwańskiej, czyli Tomasz Wiktorowski i tata Radwański, przykładają większą wagę do przygotowania fizycznego. To może być element decydujący. Iśka zawsze była znakomita technicznie, teraz jest jeszcze silniejsza, wytrzymuje coraz więcej, i dzięki temu może wygrywać ten jeden mecz więcej w największych turniejach.

Siostry Radwańskie właśnie skończyły współpracę z Chorwatem Borną Bikiciem. To dobrze czy źle?

Ja go nie znam. Widziałem go tylko raz, w Sydney, przed Australian Open. Był na korcie w krótkich spodenkach. I był dobrze zbudowany.

Czy fakt że Robert Radwański nie nakrywa już jednak Agnieszki tak szczelnym kloszem, też mógł się przyczynić do jej ostatnich sukcesów?

Nigdy nie oceniam pracy innego teamu, bo to nie moja działka. Ja mam swoją i zawsze wiem jak ją skopać. Jeżeli Radwańscy uznali że jest lepiej jak Wiktorowski jeździ z nimi na turnieje, a ojciec jest trenerem na miejscu, to tylko temu przyklasnąć.

Ale różnicie się w podejściu do córek?

Obaj jesteśmy Polakami, ale jesteśmy różni, tak jak świat jest różny, mamy odmienne charaktery, temperamenty. A czy moje podejście jest właściwsze to się okaże,kiedy Karolina za jakiś czas szczęśliwie zakończy karierę, zdrowa, bez kontuzji, i będziecie mogli napisać o niej ‚legenda’. Dziś piszą o niej że była numerem jeden, ale nie wygrała Wielkiego Szlema, że coś tam, coś tam… Ale dajcie nam czas. I cieszcie się że sukcesy odnoszą Polka i dziewczyna polskiego pochodzenia, bo możecie podejść do nich i zapytać po polsku, porozmawiać, zrobić wywiad. A wcześniej z kim mogliście pogadać o wielkim tenisie, poza jednym Wojtkiem Fibakiem?…

Nie bardzo było z kim…

Właśnie. Zapominamy o jednej rzeczy – w tenisa grają na całym świecie, więc sukces w nim to ogromny prestiż, a w Polsce Ludowej był on wręcz zakazany. Ja wyjechałem z Polski kiedy zarabiało się tu 20-30 dolarów. Na Zachodzie woziliśmy taksówkami tych wszystkich Rockefellerów, albo, kiedy przyjeżdżali do nas, byliśmy ich służącymi, nie mogąc nawet na nich spojrzeć. Dzisiaj to ja przyjeżdżam do nich, siedzę sobie w Monte Carlo, patrzę prosto w oczy, mam przyjemność że mówię po polsku i jestem panem życia.

Wróćmy do Karoliny. To kryzys? A może pracujecie by po kroku w tył zrobić dwa w przód?

Dalej eksperymentujemy. Słuchamy także was, dziennikarzy, bo krytyka – właściwa, konstruktywna – zawsze jest potrzebna. Mamy też oparcie w teamie Adidasa, tych samych ludziach którzy uczestniczyli w największych sukcesach Andre Agassiego, Lleytona Hewitta i Moniki Seles.

Kto to jest?

Przede wszystkim Holender Sven Groeneveld i Australijczyk Darren Cahill (22 ATP w 1989 r.) i jeszcze paru innych. Słuchamy ich i idziemy w ciemno. Nie da się być cały rok na fali wznoszącej. W tym sezonie, oprócz czterech wielkich szlemów, są jeszcze igrzyska olimpijskie i Masters na koniec, który każdy tenisista sobie ceni. Nie da się wszystkiego wygrać, z niektórych rzeczy musimy zrezygnować. Mamy nowe cele. Nie znaczy to że coś odpuszczamy, ale Karolina nie jest jeszcze na tyle mocna i przygotowana by znowu wygrywać.

Dlaczego Hiszpan Ricardo Sanchez, który doprowadził Jelenę Janković do numeru 1, pracował z córką tylko dwa miesiące?

On zna się na swoim rzemiośle, ale to indywidualny sport i czasem rzeczy które komuś pasują, innym już nie. Ale z Richiem jesteśmy w kontakcie i bardzo dobrych stosunkach. Zaprosimy go do Polski, do naszej Akademii Tenisowej. W każdym razie bardzo dobrze się stało, bo wiemy że układ który mieliśmy wcześniej jest dla nas obecnie optymalny. Dzięki próbom i błędom można wejść na właściwe ścieżki.

To pan wciąż jest głównym coachem córki?

Ja byłem najgorszym trenerem Karoliny przez pierwsze osiem lat, dlatego że kompletnie nie znałem się na tenisie. Dzisiaj jestem asystentem. Kiedy córka stawiała pierwsze kroki na korcie – opierałem się na duńskich książkach i trenerach w klubach w których grała. To nie zawsze było dobre. Mamy dużo filmów z tamtego czasu, na których widać jak trzymała rakietę, jak poruszała, jak grała, słowem było dużo błędów, złych nawyków, z których teraz próbujemy wychodzić. A jak nauczysz się czegoś źle – to naprawa wymaga jeszcze więcej treningu, czasu i zaangażowania. Dobrze że trafiło na Karolinę…

Dlaczego?!…

Bo ona jest naprawdę superczłowiekiem i supersportowcem, i da sobie z tym wszystkim radę. Dlatego kiedy kilka lat temu media pisały o niej że tylko dużo biega i przerzuca piłkę nad siatką, było w tym sporo racji, choć w telewizji wszystko jest grubsze albo bardziej kolorowe… Ale oprócz tego ona dużo myśli i jest mocna mentalnie.

O co walczy Karolina w tym roku?

W tenisie liczą się przede wszystkim Wielkie Szlemy, ale one są cztery razy w roku, co roku, a igrzyska są raz na cztery lata. To jest prestiż; dla siebie, kraju, spełnienie marzenia o olimpijskim medalu. Liczymy na sukces Karoliny w Londynie.

Czy fakt że Karolina ma chłopaka, jest z Rorym McIlroyem, jednym z najlepszych golfistów na świecie, może mieć wpływ na jej postawę na korcie?

Tego nie wiem. To będzie można ocenić na koniec sezonu, po jej wynikach. Jako ojciec mogę natomiast powiedzieć że to przecież normalne. Ona ma 21 lat, ma chłopaka, który jest w porządku; spokojny, ustabilizowany, ma marzenia i cel, a do tego nie jest jakimś macho, lakierki, dyskoteki i tak dalej…

Albo Tiger Woods…

Tak. Widziałem tę ich popularność, jak chmara ludzi idzie za nim i go ogląda. Karolina i Rory dają sobie z tym radę więc jako ojciec mogę być tylko zadowolony. A czy będę dumny to się okaże.

Czy czołówka w żeńskim tenisie będzie się ciągle tasować? Bo jest bardzo wyrównana i nie ma zdecydowanej liderki.

Myślę że tak. Poziom czołówki rośnie i może się w niej znaleźć jeszcze więcej dziewczyn. Pojawiają się nowe, jak Kvitova która na początku poprzedniego sezonu była 30, a pod koniec trzecia i wygrała Mastersa. Skoro Chinka czy Francesca Schiavone wygrały Rolanda Garrosa, a Samantha Stosur US Open, to dlaczego nie mogą Karolina czy Agnieszka? Potrzebne jest trochę szczęścia i wygranie tego ostatniego meczu, nie w Miami tylko w Paryżu czy w Londynie. To prawdopodobne.

rozm. tm/ps /10.IV.2012/

***

Co myślał dziadek…

Dziadek czwartej tenisistki świata Agnieszki Radwańskiej i jej siostry Urszuli, były hokeista Cracovii Władysław Radwański przyznał że nie spodziewał się takich sukcesów wnuczek. ‘Nie zakładałem że zajdą tak daleko’ – powiedział

Czy myślał pan kiedyś że weźmie gazetę do ręki, włączy telewizor i dowie się że pańską wnuczkę od miejsca numer jeden na światowej liście najlepszych tenisistek dzielić będą tylko trzy miejsca?

Władysław Radwański: – Nie ukrywam że aż takich wysokich sportowych ambicji w stosunku do moich wnuczek Agnieszki i Urszuli nie miałem. Jesteśmy sportową rodziną i siłą rzeczy mieliśmy związane z tym marzenia o sukcesie. Takie podejście ułatwiało życie nam wszystkim. Obie już jako małe dziewczynki miały znakomitą koordynację wzrokową i ruchową. Dawało im to niebagatelną przewagę w rywalizacji z rówieśniczkami.

int.pl /8.IV.2012/

***

Nie miała innego wyjścia…

Zwycięstwo Agnieszki Radwańskiej w wielkim turnieju w Miami /pula nagród 4.8 mln dol., premia dla triumfatorki chyba 712 tys. dol.!/ zaskoczyło mnie bardzo. I chyba nie tylko mnie. Moją faworytką w finale była zdecydowanie Maria Szarapowa

Nawet w półfinale stawiałem na porażkę naszej Isi z Marion Bartoli. Nie trafiłem w typowaniu, ale cieszę się bardzo ze zwycięstwa Agnieszki

Nasza tenisistka miała sporo szczęścia w Miami. Nie grała przecież Petra Kvitova, Bartoli wyeliminowała Wiktorię Azarenkę, która miała być na drodze Radwańskiej… Bez formy akurat były też siostry Williams, Kim Clijsters, Wiera Zwonariewa. Do siebie nie doszła jeszcze w pełni Karolina Woźniacka. Podobnie Na Li.

Ale wygrała – bo cóż miała innego zrobić, jeżeli nadarzyła się taka wspaniała okazja, prawda?… – wielki turniej, jest czwarta na świecie i oby tak dalej. Ona w Miami nie miała innego wyjścia, jak tylko wygrać, musiała to zrobić… Cudownie by teraz było gdyby Agnieszka utrzymała tę niebywale wysoką pozycję w światowym tenisie, co będzie szalenie trudne i pewnie niemożliwe.

Wracając do półfinału i finału, trzeba jeszcze dodać że Bartoli nie była chyba w pełni sił i zdrowa w meczu z Agnieszką, natomiast piękna Szarapowa nie pokazała jednak tenisa na najwyższym poziomie. Choć Rosjanka jest w dużej formie. Ale okazało się że jej tenis jest bardzo jednostronny, ubogi, mało urozmaicony, bez większego pomyślunku, po prostu ograniczony. Świadczy to o tym że Maria nie ma najlepszego (czy najlepszych?) trenera. Jej gra polegała jedynie na mocnym uderzaniu piłki, a to za mało… Szarapowa nie gra w ogóle skrótów. Nie chcę stwierdzić że jej tenis jest prymitywny, bo ona gra bardzo ładnie, efektownie – co w powiązaniu z jej niezwykłą urodą podoba się wszystkim – i przede wszystkim mocno. Za bardzo chyba uwierzyła z trenerem w skuteczność jedynie siły swoich uderzeń. Że to wystarczy, a okazało się że nie… Poza wszystkim Rosjanka (niektórzy mówią o niej: Amerykanka) w meczu finałowym popełniła też koszmarną liczbę błędów… I to miało oczywiście swoje znaczenie dla końcowego wyniku.

Cezary Dąbrowski www.zawszepolska.eu /3.IV.2012/

***

Borna Bikic już nie

Agnieszka Radwańska, po powrocie z USA do Krakowa, zapowiedziała zmiany w sztabie szkoleniowym. Potwierdziła że trenerem jej i siostry nie będzie już Chorwat Borna Bikic

Bikic był od stycznia trenerem młodszej z sióstr, Urszuli, ale pomagał też Agnieszce. ‘Był na okresie próbnym którego nie zdał. Nie trenuje już nas. Nie chcę szerzej komentować tej sprawy’ – oświadczyła starsza Radwańska

Radwańska zapowiedziała że do jej sztabu dołączy nowa osoba. Formalnie szkoleniowcem Agnieszki jest Tomasz Wiktorowski, ale trenuje ją również ojciec Robert Radwański.
Tenisistka oceniła że nie będzie łatwo ‘wskoczyć’ do pierwszej trójki światowego rankingu: ‘Niby to już tylko jedno miejsce, ale jest sporo punktów do odrobienia’.

W kraju tenisistka spędzi święta z mamą i tatą. Następny turniej czeka ją dopiero 23 kwietnia w Stuttgarcie. Czas wolny od zawodów chce wykorzystać m.in. na nadrobienie zaległości na uczelni (studiuje na krakowskiej AWF). Jak przyznała w tym roku akademickim spędziła na nauce… sześć dni.

pap /4-4-2012/

***

Wszystko zawdzięcza ojcu

Agnieszka Radwańska, po pokonaniu wiceliderki rankingu tenisistek Rosjanki Marii Szarapowej 7:5, 6:4 w finale turnieju WTA Tour Premier I na twardych kortach w Miami przyznała że sukcesy zawdzięcza ojcu, Robertowi Radwańskiemu

– Mecz był bardzo wyrównany i wszystko rozstrzygnęło się właściwie w kilku piłkach. Maria jest jedną z najbardziej agresywnie grających zawodniczek, więc ciężko się zdobywa punkty. Ale dzisiaj skutecznie zmieniałam tempo wymian i cały czas szukałam nowych rozwiązań, tak jak zawsze uczył mnie ojciec. Wszystko zawdzięczam mojemu ojcu – powiedziała na konferencji prasowej 23-letnia krakowianka

Robert Piotr Radwański od lipca ubiegłego roku nie jeździ z córką na turnieje, ale cały czas prowadzi treningi w Krakowie i służy radami. Wyjątkowo poleciał na Florydę, ale prywatnie, więc nie był w boksie dla trenera. Tam zasiadał kapitan reprezentacji Polski w rozgrywkach o Fed Cup – Tomasz Wiktorowski, który od ubiegłorocznego Wimbledonu towarzyszy zawodniczce podczas większości startów.

Jestem po prostu bardzo, bardzo szczęśliwa że gram od początku roku swój najlepszy tenis. Mam nadzieję że uda mi się to utrzymać. Kluczowy był dzisiaj mój skuteczny pierwszy serwis (jego celność 73 proc. – red.). Wiem że nigdy nie będę tak serwować jak Maria, dlatego starałam się próbować różnych rzeczy i mieszać grę. Musiałam dać z siebie 100 procent by pokonać Marię – powiedziała Radwańska, odbierając efektowny kryształowy puchar.

Turniej w Miami nazywany jest często piątą lewą Wielkiego Szlema, bo podobnie jak w czterech najważniejszych imprezach w sezonie losowana jest w nim drabinka na 126 miejsc, z tą różnicą że 32 rozstawione zawodniczki mają w pierwszej rundzie wolny los.

To wspaniałe uczucie, bo to przecież największy turniej po Wielkim Szlemie. Grałam naprawdę dobrze, koncentrowałam się na swoim serwisie, a jego wygrywanie było kluczem do zwycięstwa. Wyszłam na kort wiedząc że nie mam nic do stracenia. To niesamowite że pokonałam w finale tak dobrą zawodniczkę jak Maria. Ona zawsze wywiera na rywalkach presję przez cały mecz, świetnie returnując i dobrze serwując. Ale dzisiaj wszystko funkcjonowało u mnie tak że nie mogę na nic narzekać – powiedziała Radwańska.

Polka, która zajmuje 4 miejsce w rankingu WTA Tour, najwyższe w karierze, w tym roku wygrała 26 meczów, a doznała tylko 4 porażek – wszystkie z Wiktorią Azarenką. Białorusinka, liderka rankingu, ma bilans 26-1.

Czuję się pewnie na korcie, gram bardzo dobrze i jeżeli utrzymam ten poziom, to wkrótce powinnam wejść do czołowej trójki. Jednak do pierwszego miejsca jest jeszcze daleko – dodała Radwańska.

Szarapowa na kortach w Key Biscane w swoim czwartym finale poniosła czwarta porażkę (poprzednio 2005-06 i 2011).

– Przegrana w finale jest zawsze przykra, szczególnie po dobrej grze w całym turnieju. Ale ona grała bardzo dobrze, bezbłędnie uderzała piłki i nie dawała mi łatwych punktów. Wykorzystała wszystkie szanse, jakie ja jej dałam. Nie grałam dziś wystarczająco agresywnie i popełniłam więcej błędów, niż powinnam (45 przy 12 u Polki – red.). Jeżeli drugi serwis ma tylko 110 km/godzinę to trudno zdobywać po nim punkty. Grała długie, szybkie piłki na koniec kortu, które ja odgrywałam najczęściej w środek. Próbowałam znaleźć jakieś rozwiązanie, ale ona świetnie poruszała się po korcie i zawsze była tam gdzie trzeba – powiedziała Rosjanka, była liderka rankingu WTA.

pap /31-III-2012/

***

Radwańska rozbroiła Szarapową

Agnieszka Radwańska wygrała wielki turniej WTA na twardych kortach w Miami (z pulą nagród 4.828 mln dol.), pokonując w finale Rosjankę Marię Szarapową 7:5, 6:4. Zdaniem jej trenera Tomasza Wiktorowskiego tenisistka z Krakowa rozegrała bardzo dobry mecz, choć nie perfekcyjny

Rozmowa z Tomaszem Wiktorowskim

Jaki to był mecz w wykonaniu Agnieszki Radwańskiej?

Bardzo dobry, nawet świetny. Do perfekcji zabrakło tylko trochę wyższego procentu skuteczności przy pierwszym serwisie. Niczego nie można za to zarzucić jeżeli chodzi o poruszanie się po korcie, waleczność, trzymanie się linii końcowej. Agnieszka nie dała się zepchnąć za nią, tak jak większość zawodniczek grających z Szarapową, tylko przytrzymała do końca parę ważnych wymian, zagrała kilka bolesnych kontr i nie pozwoliła wchodzić jej w kort.

Skutecznie zatrzymywała ją długimi piłkami na linię końcową…

To zasługuje na szacunek, bo żeby tak odgrywać piłki Szarapowej przez cały mecz, trzeba naprawdę dobrze grać w tenisa. Rosjanka musiała robić krok do tyłu, więc nie mogła odpowiedzieć kończącymi bombami, co nastąpiłoby przy każdej krótszej piłce. Na dobrą sprawę Agnieszka pobiła Szarapową z głębi kortu, czyli w strefie, w której ona czuje się najlepiej. Oprócz długich piłek, skuteczną bronią był slajs, ale też skróty. Maria trochę nas zaskoczyła świetną grą przy siatce, która nie była zazwyczaj jej najmocniejsza stroną. Na przykład zdarzyło jej się trafić trzy kolejne woleje z bekhendu.

Trzy wygrane duże turnieje od sierpnia do końca ubiegłego roku. W tym sezonie triumf w Dubaju i teraz w Miami. Gdzie leży klucz do sukcesów Agnieszki?

To skutek tego wszystkiego co robiła przez ostatnie lata. Może teraz nabrała więcej pewności i doświadczenia, ale to dlatego że realizowała konkretny plan spokojnie, krok po kroku i przychodzą efekty. W tenisie wszystko trzeba robić we właściwym rytmie, bez przyspieszania na siłę. Agnieszka i Urszula mają taką a nie inną budowę, bardziej delikatną niż większość zawodniczek z czołówki. Nie można ich więc zagonić na siłownię i kazać podnosić po 200 kilogramów, bo tego ich organizmy nie wytrzymają. Wszystko trzeba robić z głową i niczego nie przyspieszać.

Tak jak to miało miejsce w przypadku Czeszki Petry Kvitovej w ubiegłym roku?

Petra grała w styczniu w Australii z poważną kontuzją i wciąż praktycznie ją leczy. Ale na pewno płaci obecnie cenę za ostatni świetny sezon, bo wyraźnie jej organizm nie był przygotowany na to wszystko. Na pewno jednak wróci do formy, podobnie jak Urszula, która ma za sobą bardzo poważne kłopoty z kręgosłupem. U niej też prędzej czy później to ‚kliknie’, jeżeli nie w tym to pewnie w przyszłym roku. Jak wejdzie do czołowej 50 czy 40 rankingu, to prędko jej nie opuści, bo ma duży potencjał. Można powiedzieć że właściwy czas Agnieszki już nadszedł, a Uli dopiero nadchodzi.

Świetny początek roku – dwa wygrane turnieje, czwarta pozycja w rankingu – czego można się spodziewać dalej? Tym bardziej że zaczyna się okres gry na kortach ziemnych.

Nawierzchnia ziemna nie należy do ulubionych zarówno w przypadku Agnieszki, jak i Uli, ale obie bardzo solidnie się przygotowują do przejścia na mączkę, więc jestem optymistą. Na pewno należy się spodziewać naruszenia obecnego status quo, bo w kwietniu i maju do głosu dojdą trochę inne zawodniczki preferujące grę na cegle. Choćby więcej powinna ugrać Samantha Stosur. Jednak nie sądzę by w czołowej dziesiątce rankingu doszło do wielkich przetasowań, czy pojawienia się nagle kilku nowych twarzy. Pamiętajmy też że w przypadku kortów ziemnych wiele zależy od wilgotności powietrza, od piłek jakimi się gra, czy paru innych czynników.

Pierwsza przymiarka, choć na specyficznej zielonej odmianie mączki, czeka siostry Radwańskie już w przyszłym tygodniu w Charleston.

Agnieszka musi polecieć do Charleston, ale czy tam rzeczywiście zagra to się okaże dopiero na miejscu. Natomiast Urszula na pewno wystąpi w tym turnieju.

Jak wyglądać będzie wasza współpraca w kolejnych miesiącach?

Będzie dalej na dotychczasowych zasadach. Jesteśmy umówieni na razie do US Open. We wrześniu zastanowimy się co później.

pap /1.IV.2012/

***

Nigdy nic nie wiadomo

Sport jest niesamowity… Tenis jest niesamowity… Nie do przewidzenia… To zagadka nie do odgadnięcia…

Tak było w półfinale kobiet w Miami (pula 4.828 mln dol.). Ostatecznie Maria Szarapowa pokonała po trzysetowym boju Karolinę Woźniacką 4:6, 6:2, 6:4. Grały dwie byłe ‚jedynki’ rankingu

Wcześniej próbowałem odgadnąć jakim wynikiem może skończyć się ten mecz. To znaczy może nie jakim wynikiem, tylko kto wygra

Zanim zaczęły grać uważałem że obie mają po 50 procent szans. Obie są obecnie w wysokiej formie. Zwłaszcza Szarapowa. I to ewentualnie, jeżeli na siłę musiałbym się zdecydować, dla niej dawałem może ten jeden procent więcej, 51:49, takie minimalne wskazanie przy remisie.

Kiedy zobaczyłem obie tenisistki podczas rozgrzewki – zdecydowałem się jednak na Woźniacką. To ją widziałem jako zwyciężczynię. Jak zaczął się mecz i było 4:1 w pierwszym secie dla Rosjanki, uważałem z kolei że tylko ona może wygrać. Karolina grała beznadziejnie, głupio, po prostu podawała piłkę rywalce wprost na rakietę… Więc Szarapowa ganiała ją po korcie…

Kiedy Woźniacka wyrównała na 4:4 w pierwszym secie, po czym go wygrała, znów zdecydowałem się na Karolinę, twierdząc że jedynie ona może być finalistką turnieju. Szarapowa strasznie osłabła, zeszło z niej powietrze, grała bez wiary i bez pary… Przestałem oglądać mecz, bo byłem na 100 procent pewny że Rosjanka nie ma żadnych szans by odwrócić losy rywalizacji…

Później zobaczyłem wynik… Piękna Maria wygrała w trzech setach z piękną Karoliną, awansując do finału. Nie do wiary… Nie do przewidzenia… Sport jest niesamowity… Tenis jest niesamowity… Nigdy i nic nie wiadomo…

Cezary Dąbrowski www.zawszepolska.eu /29.III.2012/

***

Federer najlepszy w historii

16-krotny zwycięzca turniejów wielkoszlemowych Roger Federer został uznany przez branżową stację telewizyjną Tennis Channel najlepszym tenisistą w historii. Nie było podziału na kobiety i mężczyzn

Druga pozycja w rankingu ‘100 najlepszych wszech czasów’ przypadła Australijczykowi Rodneyowi Laverovi, zwycięzcy 11 turniejów wielkoszlemowych i jedynemu w historii dwukrotnemu zdobywcy Wielkiego Szlema. Sukcesy odnosił w latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku. Trzecie miejsce dla Niemki Steffi Graf

Federer wygrał sześciokrotnie na ziemnych kortach Wimbledonu, pięciokrotnie w US Open w Nowym Jorku, czterokrotnie w Australian Open (2004, 2006, 2007, 2010) i raz w Roland Garros (2009).

Szwajcar sześciokrotnie był także mistrzem kończącego sezon turnieju ATP World Tour Finals (2003, 2004, 2006, 2007, 2010, 2011). Wygrał 73 turnieje rangi ATP Tour.

W grze podwójnej jest złotym medalistą igrzysk olimpijskich w Pekinie (wspólnie ze Stanislasem Wawrinką).

30-letni Federer to obecnie trzeci zawodnik w światowym rankingu ATP.

pap /25.III.2012/

***

Daniel Koellerer do końca

Trybunał Arbitrażowy ds. Sportu w Lozannie (CAS) odrzucił apelację Austriaka Daniela Koellerera, który w ubiegłym roku został dożywotnio zdyskwalifikowany przez Międzynarodową Federację Tenisa (ITF) za ustawianie wyników meczów. Orzeczenie jest ostateczne

Austriakowi nie przysługuje już ma żadna droga odwoławcza. To pierwszy przypadek tak surowej kary za nieuczciwą rywalizację w światowym tenisie ziemnym. Dodatkowo na Koellerera nałożono grzywnę 100 tys. dol.

28-letni zawodnik, notowany w maju minionego roku na 385 miejscu w rankingu, został uznany winnym trzech zarzutów dotyczących ‚spowodowania lub próby spowodowania wpłynięcia na wynik zawodów’. Chodziło o mecze w okresie od października 2009 do lipca 2010 r. Dwa inne zarzuty nie zostały w pełni udowodnione.

Najwyższą pozycją Austriaka w światowym rankingu była 55 pozycja w 2009 r., kiedy doszedł do III rundy wielkoszlemowego US Open.

pap /23.III.2012/

***

Federer ograł długiego Johna

Roger Federer wygrał z Johnem Isnerem w finale turnieju w Indian Wells. U kobiet jak w Melbourne: Wiktoria Azarenka pokonała Marię Szarapową

Isner w półfinale pokonał samego Novaka Djokovicia, wcześniej w lutym dał radę Federerowi w Pucharze Davisa, lecz wiara że wzrost, potężny serwis i chęć ataku to sposób na kolejne zwycięstwo, okazała się jednak złudna

Szwajcar lepiej niż Serb dawał sobie radę z podaniem rywala i w większości wymian miał przewagę. Wygrał turniej z cyklu masters 19 raz, dogonił rekordzistę Rafaela Nadala.

Dla Amerykanów Isner pozostanie jednak nadzieją na lepsze czasy, zwłaszcza teraz, kiedy coraz słabiej gra Andy Roddick, a Mardy Fish też nie spełnia oczekiwań. Choć lokalny bohater nie wygrał finału w Indian Wells będzie od poniedziałku dziesiątym tenisistą rankingu ATP. To więcej niż sława tego który w Wimbledonie 2010 wygrał z Nicolasem Mahutem najdłuższy mecz w historii tenisa (11 godz. i 5 min).

Federer od kilku miesięcy znów jest najlepszym tenisistą świata. Od czasu US Open wygrał 38 z 40 meczów. W opóźnionym o trzy godziny przez deszcz półfinale z Nadalem też był pewny i szybki jak za najlepszych lat. To był mecz mistrzów ale zwycięzca miał za dużą przewagę by go zapamiętać jako wyjątkowy.

Finał kobiet Wiktoria Azarenka – Maria Szarapowa był niemal tak samo jednostronny jak w Australian Open. Dopiero gdy Białorusinka prowadziła 6:2, 3:0 Rosjanka wyrównała grę i nieco bardziej zasłużyła na pół miliona dolarów premii (mistrzowie wzięli po milionie). Na Azarenkę na razie nie ma mocnych, wygrała czwarty turniej i 23 mecz w tym roku. Amerykańska publiczność jednak jej nie polubiła, z półfinału Wiktorii z Angelique Kerber widzowie wyszli, więcej oglądało Rosjankę i Anę Ivanović, chociaż i tam atrakcje skończyły się po pierwszym secie ze względu na kontuzję Serbki.

Wielki tenis przenosi się na dwa tygodnie z zachodu na wschód USA. W Miami rozpoczyna się kolejny połączony turniej WTA i ATP z pulą nagród 4.83 mln dol.

Nie zabraknie nikogo ważnego, nawet sióstr Williams. Agnieszka Radwańska, choć czwarta w rankingu WTA, będzie rozstawiona z nr 5. Do Miami, oprócz trenera Tomasza Wiktorowskiego, poleci także ojciec najlepszej polskiej tenisistki Piotr Radwański.

Kobiety – 1/2 finału: W. Azarenka (Białoruś, 1) – A. Kerber (Niemcy, 18) 6:4, 6:3; M. Szarapowa (Rosja, 2) – A. Ivanović (Serbia, 15) 6:4, 0:1, krecz. Finał: Azarenka – Szarapowa 6:2, 6:3.
Mężczyźni – 1/2 finału: J. Isner (USA, 11) – N. Djoković (Serbia, 1) 7:6 (7), 3:6, 7:6 (5); R. Federer (Szwajcaria, 3) – R. Nadal (Hiszpania, 2) 6:3, 6:4. Finał: Federer – Isner 7:6 (7); 6:3.

kr/rp /19-III-2012/

***

Agnieszka Radwańska czwarta!

Od poniedziałku Agnieszka Radwańska będzie czwartą tenisistką rankingu światowego. To najwyższa pozycja w karierze 23-letniej krakowianki. Przed nią będą tylko Białorusinka Wiktoria Azarenka, Rosjanka Maria Szarapowa i Czeszka Petra Kvitova

Polka jest piąta na liście WTA Tour od 27 lutego, a pozycję tę osiągnęła po triumfie w turnieju na twardych kortach w Dubaju (z pulą nagród 2 mln dol.). Był to jej ósmy triumf w cyklu, a pierwszy w sezonie

Obecnie ma za sobą 20 wygranych meczów, a poniosła dotychczas cztery porażki, wszystkie z Azarenką – w półfinałach imprez w Sydney i Dausze oraz ćwierćfinale wielkoszlemowego Australian Open. Poza tym oddała walkowerem mecz 1/4 finału w Kuala Lumpur z powodu urazu łokcia.

W środę czwarty raz w tym roku, a 12 w karierze, zmierzyła się z Azarenką. Tym razem w ćwierćfinale turnieju WTA Tour rangi Premier I na twardych kortach w Indian Wells (z pulą nagród 5 536 664 dol.). O grze Radwańskiej w tym pojedynku i wyniku lepiej nie mówić. Było 0:6, 2:6. Aż nie wypada żeby zawodniczka, która właśnie awansuje na czwarte miejsce w świecie, dostawała takie baty… Nawet od światowego numeru 1, bardzo niewątpliwie utalentowanej Białorusinki. I u Polki nie było widać jakichś kłopotów ze zdrowiem, więc tym bardziej. Ale kto wie, może się poprawi w tych swoich i naszych przy okazji męczarniach z Azarenką. Oby tak było.

W latach 2008-09 Radwańska kończyła sezony na 10 miejscu w rankingu, a nieco słabszy miała kolejny rok, kiedy z powodu przeciążeniowego pęknięcia środkowego palca stopy i operacji nogi nie mogła dograć do końca.

Po powrocie na kort w styczniu 2011 od razu doszła do ćwierćfinału Australian Open. Później grała ze zmiennym szczęściem, zanim w sierpniu triumfowała w Carlsbad.

W październiku zwyciężyła w dwóch dużych imprezach rangi Premier I – w Tokio i Pekinie, tydzień po tygodniu, co pozwoliło jej się po raz pierwszy w karierze zakwalifikować do kończącego sezon turnieju – WTA Championships w Stambule. Tam wygrała jeden mecz w grupie i była bliska pokonania ówczesnej liderki rankingu Karoliny Woźniackiej, ale do półfinału nie awansowała.

Swój pierwszy tytuł Radwańska wywalczyła w Sztokholmie w lipcu 2007, a w kolejnym sezonie zwyciężyła w tajlandzkiej miejscowości Pattaya, w Stambule i Eastbourne. Poniosła dotychczas tylko dwie porażki w finałach: w Pekinie (2009) i Carlsbad (2010).

Największe sukcesy Radwańskiej
– zwycięstwa w turniejach WTA Tour (8):
Sztokholm (2007, kort twardy, pula nagród 220 tys. dol.)
Pattaya (2008, kort twardy, pula nagród 220 tys. dol.)
Stambuł (2008, kort ziemny, pula nagród 220 tys. dol.)
Eastbourne (2008, kort trawiasty, pula nagród 220 tys. dol.)
Carlsbad (2011, kort twardy, pula nagród 721 tys. dol.)
Tokio (2011, kort twardy, pula nagród 2.05 mln dol.)
Pekin (2011, kort Twardy, pula nagród 4.5 mln dol.)
Dubaj (2012, kort twardy, pula nagród 2 mln dol.)
– finały turniejów WTA Tour (2):
Pekin (2009, kort twardy, pula nagród 4.5 mln dol.)
Carlsbad (2010, kort twardy, pula nagród 721 tys. dol.)
osiągnięcia w Wielkim Szlemie
Australian Open – 1/4 finału (2008, 2011, 2012)
Roland Garros – 1/8 finału (2008, 2009, 2011)
Wimbledon – 1/4 finału (2008, 2009)
US Open – 1/8 finału (2007, 2008)
miejsca w rankingu WTA Tour na koniec sezonów:
2004 – 941
2005 – 381
2006 – 57
2007 – 26
2008 – 10
2009 – 10
2010 – 14
2011 – 8
2012 – 4 – stan na dzień 19 marca 2012
zarobki:
kariera – 7 882 219 dol. (razem z premią 100 tys. dol. za ćwierćfinał w Indian Wells)
2012 r. – 932 084 dol. (razem z premią 100 tys. dol. za ćwierćfinał w Indian Wells)
bilans meczów:
kariera – 306-137 (łącznie z trzema zwycięstwami w Indian Wells)
2012 r. – 20-4 (łącznie z trzema zwycięstwami w Indian Wells)

pap/Cezary Dąbrowski/www.zawszepolska.eu /14.III.2012/

ZEMSTA AZARENKI

0:6, 2:6 przegrała Agnieszka Radwańska z Białorusinką Wiktorią Azarenką w ćwierćfinale turnieju WTA Tour rangi Premier I na twardych kortach w Indian Wells. Liderka światowego rankingu nie dała Polce najmniejszych szans, wygrywając nadspodziewanie gładko

Ostatnio doszło do sporego napięcia na linii Radwańska – Azarenka. Polka publicznie zarzuciła Białorusince że ta symulowała kontuzję podczas ich meczu w półfinale turnieju w Dausze. Słowa krakowianki zdenerwowały numer jeden światowego tenisa. Białorusinka za wszelką cenę chciała pokazać swoją wyższość i w pełni jej się to udało. Radwańska nie miała w tym pojedynku nic do powiedzenia.

‘Byłam odpowiednio zmotywowana. Rozegrałam świetny mecz, pokazałam doskonały tenis. Byłam skupiona na każdej piłce, każdym punkcie. Mam nadzieję, że to był dobry pokaz kobiecego tenisa’ – powiedziała dyplomatycznie Azarenka na pomeczowej konferencji. Mecz trwał zaledwie 68 minut.

Azarenka odniosła 21 zwycięstwo z rzędu w tym roku i wyrównała osiągnięcie Sereny Williams. Amerykanka tak znakomite otwarcie sezonu zanotowała w 2003 r.

‘Jeżeli utrzyma tak wysoką formę to nikt szybko jej nie pokona. Prezentuje bardzo dobry tenis od pierwszej do ostatniej piłki. Świetnie porusza się po korcie i uderza piekielnie mocno. Ciężko grać przeciw niej’ – powiedziała Radwańska.

Pocieszeniem dla Radwańskiej jest że awansuje na najwyższe miejsce w karierze w rankingu, czwartą pozycję, wyprzedzając Karolinę Woźniacką (odpadła tu w 1/8 finału) (będzie szósta w rankingu).

int.pl /15.III.2012/

***

Ljubicic kończy w kwietniu

Chorwat Ivan Ljubicic, były numer trzy w rankingu ATP World Tour, ogłosił że zakończy tenisową karierę podczas turnieju ATP Masters 1000 na kortach ziemnych w Monte Carlo (z pulą 2 427 975 euro) zaplanowanego na 15-22 kwietnia

– To nigdy nie jest łatwa decyzja dla sportowca, ale dojrzałem do tego, by otworzyć następny rozdział w życiu. Tenis znaczy dla mnie bardzo dużo i chcę by nadal znaczył, choć w nieco innym wymiarze – napisał w oświadczeniu przesłanym do ATP Tour tenisista, który 19 marca kończy 33 lata

Ljubicic przeszedł na zawodowstwo w 1998 r., a osiem lat później, w maju, osiągnął najwyższą w karierze, trzecią, pozycję w rankingu. W sumie wygrał dziesięć turniejów ATP Tour, a największe zwycięstwo odniósł w 2010 r. w imprezie ATP Masters 1000 na twardych kortach w Indian Wells. Po drodze pokonał tam wówczas Serba Novaka Djokovica, Hiszpana Rafaela Nadala i Amerykanina Andy Roddicka.

W dorobku ma też brązowy medal olimpijski w deblu w igrzyskach w Atenach, w 2004 r., razem z Mario Ancicem. Był też członkiem reprezentacji kraju, która zdobyła w 2005 r. Puchar Davisa. Na korcie zarobił dotychczas 10.168 mln dol.

HANTUCHOVA ZAPOMNIAŁA

Na twardych kortach w Indian Wells rozpoczął się turnieju rangi Premier I z pulą nagród 4.5 miliona dol. Agnieszka Radwańska nie wystartuje tam w deblu z powodu… gapiostwa swojej koleżanki

Powód absencji Radwańskiej w grze podwójnej jest wręcz absurdalny. Otóż jej partnerka, Słowaczka Daniela Hantuchova, zapomniała zgłosić parę do turnieju. Czas na to był do ostatniego dnia poprzedzającego turniej.

pap/f. /8.III.2012/

***

Ekspres z Indii za szybki

Debliści Mariusz Fyrstenberg i Marcin Matkowski przegrali z Maheshem Bhupathim i Rohanem Bopanną z Indii finał turnieju ATP Tour na twardych kortach w Dubaju /1.7 mln dol./ 4:6, 6:3, 5:10. Za awans do finału Polacy otrzymali do podziału 54.5 tys. dol.

Fyrstenberg i Matkowski liczyli na swoje 12 turniejowe zwycięstwo w karierze. Niestety nie udało się, choć w sumie wygrali więcej o sześć wymian od rywali

O przegranej 4:6 w pierwszym secie zadecydowało jedno przełamanie. W drugiej Polacy szli jak burza, nie dając przeciwnikom większych szans i wygrali 6:3. Świetnie prezentował się przede wszystkim Fyrstenberg, któremu wychodziło wszystko.

Niestety, w tie-breaku popularny Frytka nagle zaczął mylić się na potęgę, popełnił dwa podwójne błędy serwisowe. M.in. dlatego Polacy muszą zadowolić się drugim miejscem, ale i tak finał w Dubaju był dla nich sporym sukcesem. To jak dotąd największe osiągnięcie Frytki i Matki w tym roku. I ich pierwszy finał.

37-letni Bhupathi odniósł 50 zwycięstwo deblowe w karierze, a młodszy o sześć lat Bopanna – szóste. Tenisiści z Indii, nazywani Indian Express II (ten przydomek wcześniej przylgnął do Bhupathiego i Leandera Paesa), występują razem od stycznia, bo przygotowują się do startu w igrzyskach olimpijskich w Londynie. O medal na trawiastych kortach w Wimbledonie będą walczyć też 31-letni Polacy.

Zawodnicy Siemens AGD Tennis Team Polska wygrali dotychczas 11 turniejów rangi ATP Tour. W latach 2003-10 w każdym sezonie odnosili co najmniej jedno zwycięstwo. Nie udało im się to w 2011 r., za to osiągnęli wtedy pierwszy wielkoszlemowy finał podczas nowojorskiego US Open, a w listopadzie powtórzyli wyczyn w turnieju masters – ATP World Tour Finals w
londyńskiej O2 Arena.

peka/sport.pl/pap /3.III.2012/

ZNACZNY AWANS W RANKINGU

Fyrstenberg i Matkowski przesunęli się z 14 na 10 miejsce w rankingu najlepszych par sezonu Doubles Race to London /mają 660 pkt/. Na prowadzeniu znajdują się, od styczniowego triumfu w wielkoszlemowym Australian Open, Leander Paes z Indii i Czech Radek Stepanek, którzy zgromadzili w tym roku 2045 pkt. Wyprzedzają Białorusina Maksa Mirnego i Kanadyjczyka Daniela Nestora – 1515 pkt oraz amerykańskich bliźniaków Boba i Mikea Bryanów – 1495.

pap /5.III.2012/

***

Wszyscy stawali na baczność

Agnieszka Radwańska wycofała się z turnieju w Kuala Lumpur. Polka z powodu kontuzji łokcia oddała walkowerem ćwierćfinał z Su-Wei Hsieh

O czwartej, kiedy miał się zacząć pojedynek z rywalką z Tajwanu, nasza mistrzyni wyszła na kort i przeprosiła publiczność. Tego dnia nie była w stanie grać, jej oplastrowana ręka odmówiła posłuszeństwa

Wpłynęła na to pogoda i konieczność rozgrywania w czwartek dwóch meczów. W sumie nie stało się jednak nic niezwykłego. Na małych imprezach – takich jak ta w Malezji – rezygnacje gwiazd są przecież powszechne.

– Ten wyjazd i tak oznaczał praktycznie same plusy – powiedział Paweł Ostrowski, były trener Angelique Keber i Marty Domachowskiej. – Od początku wiadomo było że mecze w Kuala Lumpur krakowianka potraktuje przede wszystkim jako sparingi. Na Dalekim Wschodzie mogła sobie zorganizować kilkudniowe zgrupowanie w luksusowych warunkach. Wszyscy stawali przed nią na baczność, życie toczyło się wokół niej. Na korcie Isia trenowała rozmaite warianty, a do tego sporo zarobiła. Niezależnie od zakończenia wyprawy warto było się tam wybrać.

Zdaniem Ostrowskiego nasza pierwsza rakieta zamieniła się już w absolutnie samodzielną instytucję. – Zapewniam że jeżeli przez dłuższy czas współpracuje z Borną Bikiciem, Chorwat został dokładnie prześwietlony. Gdyby się nie nadawał zwolniono by go po piętnastu minutach. W tenisie nie ma żadnego hokus-pokus, żadnego czarowania. Warsztat każdego szkoleniowca naprawdę da się szybko ocenić – przekonywał.

Bikić pojawi się też u boku sióstr Radwańskich podczas jej kolejnych startów w Stanach Zjednoczonych. W najbliższych tygodniach Polka, która 6 marca skończy 23 lata, wystąpi w Indian Wells, Miami i Charleston. Zaskoczeniem jest obecność w kalendarzu tego ostatniego turnieju. Odbędzie się na zielonej amerykańskiej mączce, a Agnieszka grała w nim do tej pory tylko raz – w 2008 r. Bez sukcesów. Tym razem postanowiła jednak spróbować i będą to prawdopodobnie jej pierwsze prestiżowe zawody, w których zostanie rozstawiona z numerem 1. Na liście zgłoszeń Family Circle Cup oprócz niej figurują między innymi Serena oraz Venus Williams (ta druga dostanie dziką kartę), Samantha Stosur, Marion Bartoli, Wiera Zwonariowa i Jelena Janković. Jeżeli Radwańska zakłada walkę o zwycięstwo, Wielkanoc spędzi za oceanem.

bg/ps /3.III.2012/

***

Frytka i Matka w finale w Dubaju

Rozstawiony z ‘3’ debel Mariusz Fyrstenberg i Marcin Matkowski wystąpi w finale turnieju ATP Tour na twardych kortach w Dubaju (pula nagród 1.7 mln dol.). Nasi tenisiści awansowali do tej fazy po wygranej z Jonathanem Erlichem i Andym Ramem z Izraela 6:4, 3:6 /10:4/

Mecz trwał godzinę i 17 minut. Obie pary po jednym razie przegrały w nim swoje serwisy

W ubiegłym roku Polacy trzykrotnie trafiali na Erlicha i Rama, zawsze przegrywając: w Pucharze Davisa w Ramat Hasharon (6:4, 4:6, 3:6, 1:6), w imprezie ATP Masters 1000 w Miami (5:7, 4:6) oraz w turnieju ATP Tour w Eastbourne (4:6, 4:6).
We wcześniejszych meczach w Dubaju Fyrstenberg i Matkowski pokonali kolejno Marcosa Baghdatisa z Cypru i Rosjanina Michaiła Jużnego 6:2, 7:5 oraz Niemca Michaela Kohlmanna i Ukraińca Serhija Stachowskiego 7:6 (4), 6:3.

W finale Polacy zagrają z Hindusami – Maheshem Bhupathim i Rohanem Bopanną (4), którzy okazali się lepsi od Austriaków Juliana Knowle i Alexandra Peyi – 7:6, 7:6.

Fyrstenberg i Matkowski zajmują obecnie 14 miejsce w rankingu najlepszych par sezonu ATP Doubles Team Race to London, który wyłoni 8 duetów uczestniczących w kończącym sezon turnieju masters – ATP World Tour Finals w londyńskiej O2 Arena. W indywidualnej klasyfikacji deblistów znajdują się ex aequo na pozycji 12.

SZCZĘŚLIWY DUBAJ

Dubaj jest szczęśliwym miejscem dla polskich tenisistów. W sobotę wygrała tam turniej Agnieszka Radwańska, a teraz nasi debliści zagrają w finale imprezy deblowej. Mariusz Fyrstenberg i Marcin Matkowski pokonali duet z Izraela Jonathan Erlich/Andy Ram 6:4, 3:6, 10:4, choć w super tie breaku było już 0:3!

Polacy zawsze mieli problemy na początku roku. W ostatnich latach pierwsze połowy sezonu były dla nich nieudane. Odradzali się dopiero w drugiej części.

Obecny sezon zaczęli jednak fantastycznie. W Australian Open doszli do ćwierćfinału odpadając dopiero z najlepszym duetem świata braćmi Bryanami.

Zmieniliśmy nasze nastawienie. Teraz nikogo już nie zlekceważymy. Do każdego meczu podejdziemy na 100 procent. Poprzedni początek roku mieliśmy fatalny, więc teraz jeżeli dobrze będziemy się prezentować, awansujemy w rankingu – mówili Polacy podczas pobytu w Warszawie na Pucharze Davisa, gdzie Polska łatwo pokonała Madagaskar.

Swoje zapowiedzi Fryta z Matką zamieniają na dobre wyniki. W Dubaju zagrają w finale. W piątek w trzech setach ograli Erlicha i Rama 6:4, 3:6, 10:4. Co ciekawe w super tie-breaku przegrywali już 0:3. Mieli fantastyczną końcówkę 10:1.

pap/euro /2.III.2012/

***

Ojciec plus trzech trenerów

Czy nowi trenerzy Wiktorowski i Bikić zmienili coś w twoim tenisie? – pytali dziennikarze w Dubaju. – Nie. Jeżdżę z nimi na turnieje. Wiedzą jak lubię trenować, a jak nie – mówiła Agnieszka Radwańska. Niespodziewanie zdecydowała się w tym tygodniu na udział w małym turnieju w Malezji

W Dubaju dziennikarze naciskali by najlepsza polska tenisistka wyjaśniła sytuację z trenerami. Od lipca zeszłego roku przestała jeździć na turnieje z ojcem Robertem Radwańskim. Na wyjazdach towarzyszył jej Tomasz Wiktorowski, trener wynajmowany z PZT, a od niedawna także Chorwat Borna Bikić

Radwańska przypomniała że przestała jeździć z ojcem bo popsuły się ich relacje poza kortem. – Pojawiły się między nami różnice zdań, ale dotyczyły spraw wyłącznie pozasportowych. Tata dalej trenuje mnie w Krakowie, jest świetnym szkoleniowcem, przez 17 lat wszystkiego mnie nauczył. Na korcie nadal mamy ze sobą świetny kontakt – powiedziała.

Pytana o rolę Wiktorowskiego i Bikicia odparła że jeżdżą z nią i młodszą siostrą Urszulą na turnieje i że nie mają większego wpływu na jej grę. – Tomek zna nas od dawna. Wie jak lubię trenować, a jak nie. Borna od niedawna przypatrywał się moim treningom i też już wie co ma robić. Ten układ funkcjonuje dobrze – odparła Radwańska, dając do zrozumienia że w sprawach treningu najważniejszy głos i tak należy do niej.

W nadchodzącym tygodniu Agnieszka miała przylecieć na kilka dni do Krakowa, ale niespodziewanie przyjęła dziką kartę od turnieju WTA w Kuala Lumpur (z pulą nagród 220 tys. dol.), gdzie będzie rozstawiona z jedynką. Skąd nagła zmiana planów i udział w tak małej imprezie? – To ustalenia między WTA, sponsorami i Agnieszką – powiedział Wiktorowski. – Propozycja była nie do odrzucenia – stwierdził Radwański.

Prawdopodobnie sponsorzy azjatyckiego turnieju, by zwiększyć jego atrakcyjność, po prostu ‘wynajęli’ w ostatniej chwili Agnieszkę. To częsta praktyka na turniejach niższej rangi – sponsorzy płacą gwieździe z pierwszej dziesiątki wysokie startowe, a dzięki jej obecności zyskują większe zainteresowanie mediów i sponsorów. Choć WTA nie chwali się tym głośno, największe gwiazdy są do wynajęcia właśnie na takich zasadach. W rozmowach prawdopodobnie brała udział agencja Lagardere reprezentująca Radwańską.

Ile zarobi Radwańska w Kuala Lumpur? Za sam przylot 100 tys. dol., 150 tys. dol., a może jeszcze więcej.

Doświadczenie z wielu podobnych sytuacji wskazuje że gwiazdy podchodzą do takich startów z rezerwą. Grają na poważnie jeden, dwa mecze, biorą udział w kilku promocyjnych imprezach, przegrywają i wracają na planowaną wcześniej ścieżkę startów. – Uważam że ten wyjazd ze sportowego punktu widzenia jest błędem. W Azji można się rozchorować, niepotrzebnie przemęczyć. Szkoda byłoby stracić świetną formę tuż przed znacznie ważniejszymi startami – skomentował Wojciech Fibak.

Radwańska kolejną ważną imprezę gra w kalifornijskim Indian Wells (4.5 mln dol.). Turniej teoretycznie zaczyna się 7 marca, ale Polka będzie mieć wolny los w I rundzie, co oznacza że na kort wyjdzie dopiero 10-11 marca. Impreza w Kuala Lumpur kończy się 5 marca, ale jeżeli Radwańska odpadnie np. w ćwierćfinale, będzie mieć jeszcze ponad tydzień wolnego.

qbi/gw /26.II.2012/

***

Radwańska rozbiła Janković!

W półfinałowym meczu turnieju WTA w Dubaju z pulą nagród 2 mln dol. Agnieszka Radwańska po godzinie i 45 minutach odprawiła Serbkę Jelenę Janković 6:2, 2:6, 6:0

– Poziom był wysoki, Jelena świetnie zagrała w drugim secie, miałam wielkie problemy, ale najważniejsze że koniec należał do mnie. Jestem trochę zmęczona, ale spróbuję wygrać finał. Woźniacka i Goerges są jednak trudne do pokonania, prezentują wysoki poziom – powiedziała Radwańska

Pierwszy set to był koncert Polki. Agnieszka przełamała serwis rywalki na dzień dobry, a później starała się utrzymywać swoje podanie. Wygrała do dwóch.

W drugim secie przebudziła się Serbka, która zaczęła mocno i celnie serwować, a także wygrywała większość długich wymian. Isia musiała się sporo nabiegać, a pierwszego gema wygrała dopiero przy stanie 0:3, później pozwoliła się znowu przełamać i przegrała do dwóch.

W decydującym secie Polka zagrała znów koncertowo. Przełamała rywalkę w pierwszym gemie. Poprawiła później przełamaniem, podwyższając na 4:0. Radwańska sporo biegała, odpowiadała na mocne piłki rywalki i nie zniechęcała się w żadnym momencie. Set wygrany do zera, to wynik jej charakteru, serca do walki, znakomitej taktyki i sporej odporności psychicznej.

Dzięki awansowi do finału Polka zarobiła 242.8 tys. dol. i 320 pkt do rankingu WTA, dzięki którym zmniejszy aż o 200 pkt stratę do wyprzedzającej ją, piątej w tabeli Samanthy Stosur.

Dla Radwańskiej będzie to pierwszy finał turnieju WTA w obecnym sezonie. Ostatnio w decydującym meczu nasza zawodniczka grała w październiku w Pekinie, gdzie w turnieju rangi Premier pokonała Andreę Petkovic 7:5, 0:6, 6:4.

Gdyby Polka wygrała finał, awansuje w rankingu WTA na 5 miejsce.

int.pl/onet /24.II.2012/

***

Chorwacka zagadka Radwańskich

– Nikt związany u nas z tenisem nie powie o nim dobrego słowa. To słaby trener i playboy żerujący na dziewczynach skonfliktowanych z ojcami – powiedziano w Chorwacji. – Ma kontrowersyjną przeszłość, ale oceńmy po wynikach – powiedziano w Polsce

Objawił się na początku roku u boku Urszuli Radwańskiej (WTA 85, młodszej siostry Agnieszki). Dlaczego siostry postawiły właśnie na byłego szkoleniowca Jeleny Dokić i Karoliny Sprem? To zagadka, bo Radwańskie w polskiej prasie o nim nie mówią

Mimo kilku prób nie udało się skontaktować z Agnieszką, która przez ostatni tydzień przebywała w Polsce.

To nie mój wybór, tylko Urszuli. Nie mam z tym nic wspólnego. O tym człowieku nie wiem nic, poza tym że jest byłym szkoleniowcem Dokić, więc nic nie wniosę do waszego artykułu. Moje córki są dorosłymi pannami i od pewnego czasu wszystkie decyzje podejmują samodzielnie. Nie jestem w stanie wszystkiego kontrolować. Córki muszą same odpowiedzieć na pytania o tego człowiekapowiedział Robert Radwański, ojciec tenisistek.

– Borna Bikić? Bez komentarza. Proszę pytać Ulę i Agnieszkę – uciął Tomasz Wiktorowski, trener z Polskiego Związku Tenisowego, jeżdżący od zeszłego lata na niektóre turnieje z Agnieszką.

Z nieoficjalnych rozmów z ludźmi ze środowiska tenisowego wynika że Bikicia rzeczywiście przywiozła do Krakowa Urszula. Przekonała do niego Agnieszkę, po czym tenisistki poinformowały o wszystkim ojca. Przed Australian Open Bikić obserwował w Krakowie treningi Radwańskiego z córkami, robił notatki. Siostry wynajęły mu w Krakowie mieszkanie. W tym roku ma jeździć na turnieje z Urszulą, ale na niektórych imprezach, np. w tym tygodniu w Dausze, pełnić też funkcję szkoleniowca Agnieszki.

W Australii prowadził treningi Urszuli, ale przychodził też na zajęcia Agnieszki, obserwował, zagadywał, co chyba mogło nieco irytować prowadzącego je Tomka Wiktorowskiego. Widać, że Chorwat robi na dziewczynach wrażenie, to przebojowy typ, pewny siebie, z poczuciem humoru, dusza towarzystwa – powiedział ktoś kto z bliska widział relacje w teamie Radwańskich w Melbourne. Według innego przekazu Bikić miał być blisko sióstr już w zeszłym roku. W Wimbledonie widywano go gaworzącego z Ulą i Agnieszką. – Wolny czas spędzały z Chorwatem i jego kompanami. Wiktorowski trzymał się na uboczu – powiedział mój informator.

Kim jest Bikić?

Spytałem o Bikicia w Chorwacji. – W naszych mediach nigdy nie był pozytywną postacią. Ma opinię playboya bez wielkich kwalifikacji, który raczej psuje kariery tenisistkom, niż je naprawiapowiedział Vjekoslav Paun piszący o tenisie w dzienniku 24 Sata. Opowiadał że przed 2002 r. Bikić handlował samochodami. – Wielu ludzi ścigało go za długi, co chwila lądował w sądzie, na krótko nawet w więzieniu. W 2002 r. dał sobie spokój z samochodami, powtarzał potem że zerwał z przeszłością, stał się nowym Borną. W tenisie zawsze pracował z młodymi dziewczynami. Kwalifikacje miał średnie, nie grał zawodowo, ale coś tam umiał, świetnie się prezentował, był wysportowany, przystojny, miał kontakty w Niemczech. Pierwsza, na kilka miesięcy treningów, dała się skusić Niemka Marlene Weingartner – dodał Paun.

Przełom nastąpił w 2003 r., kiedy poznał Jelenę Dokić, australijską tenisistkę o serbskich korzeniach, czwartą rakietę świata. Spotkali się w Niemczech, zaprzyjaźnili. Zaczynał jako sparingpartner, skończył jako wieloletni trener. Z kilkoma przerwami prowadził Jelenę aż do 2010 r. Poznał ją ze swoim młodszym bratem Tinem, z którym do dziś są parą.

Wspólne życie braci z Jeleną to burza z piorunami, bo od początku wojował z nimi Damir Dokić, apodyktyczny ojciec tenisistki. Powtarzał mediom że ‘porwali mu córkę i robią jej pranie mózgu’, wyzywał od terrorystów. Tabloidy w Australii, Serbii i Chorwacji przez lata miały o czym pisać, bo historia Jeleny to nieustanne kłótnie, ucieczki i szantaże. Damira za obrażanie rywalek i sędziów wyrzucano z kortów, a kiedy wparadował z granatem do gmachu ambasady Australii w Belgradzie, trafił do więzienia. W tle tych wszystkich skandali zawsze występowali Tin i Borna, niezmiennie trzymając stronę Jeleny.

Ale od strony czysto sportowej Borna niczego z nią nie osiągnął. Zaczął pracować kiedy była w pierwszej dziesiątce, niedługo wylądowała w szóstej setce. W 2009 r. doszła do ćwierćfinału Australian Open, ale to przypadek w serii klęsk. Jelena nigdy nie grała lepiej niż wtedy zanim pojawili się Bikiciowie – powiedział chorwacki dziennikarz, choć w Australii ćwierćfinał z 2009 r. traktowany jest z szacunkiem. Gazety pisały że bracia uratowali karierę Dokić i wydobyli ją z przepaści.

W przerwach między pracą dla Dokić Borna przez kilkanaście miesięcy trenował swoją rodaczkę Karolinę Sprem. Chorwacki tygodnik Nacional wyliczył że spadła z nim w rankingu z 17 na 89 miejsce, przegrywała głównie w I rundach. ‘Sypiał z nią i zniszczył karierę’ – podsumował Nacional w artykule z 2006 r. Borna został w nim nazwany tenisowym playboyem. – To powszechna opinia w Chorwacji. Nigdy nie był dobrym trenerem. Zawsze pojawiał się kiedy młodej tenisistce psuły się stosunki z ojcem i zaczynała się usamodzielniać. Ojciec Karoliny był świetnym trenerem, a Borna miał z nią romans i sportowo wszystko popsuł. W Chorwacji pisano że wykorzystując pieniądze tenisistek spłaca stare długi – powiedział Paun. – Media miały do niego ograniczony dostęp. Nie lubił wywiadów. To jego taktyka, by odgrodzić się od dziennikarzy.

Zdaniem Pauna od zakończenia przygody z Dokić w 2010 r. Bikić zajmował się głównie juniorami.

Polacy: Dajmy mu szansę

O Bikicia zapytałem polskich trenerów pracujących ostatnio w WTA Tour. – Lubię Bornę. Zawsze uśmiechnięty, kulturalny, mówi ‘cześć’ kiedy widzi znajomego człowieka, nie każdy w WTA potrafi się tak zachować. Widziałem kilka jego treningów, ale za mało by ocenić jego pracępowiedział Tomasz Iwański, były szkoleniowiec Nadii Pietrowej i Jarosławy Szwedowej. – Czy wiem że jest kontrowersyjny? Że ma coś za uszami? A kto z nas nie ma? Że był kochankiem Sprem? I co z tego? W kobiecym tenisie 50 proc. trenerów jest związanych przez łóżko z zawodniczkami. Dinara Safina miała romans z trenerem i doszła do pozycji nr 1 na świecie, a kiedy się z nim rozstała, nic już nie ugrała. Oczywiście są też przykłady odwrotne. Chodzi mi o to że w kobiecym tenisie widziałem już wszystko. Trenerów bez kwalifikacji, którzy osiągali wielkie wyniki, i uznane nazwiska ponoszące spektakularne klęski. Niczego nie da się przewidzieć, każdy przypadek jest indywidualny – dodał Iwański.

Ula jest dorosła. Ma prawo wybrać trenera, a czy to dobry wybór, czas pokaże. I wyniki oczywiście.

Spotkaliśmy się na malutkim turnieju z pulą 25 tys. dol., kiedy Bikić próbował odbudować formę Dokićpowiedział Paweł Ostrowski który pracował m.in. z Martą Domachowską, Angelique Kerber i Anną Czakwetadze.

– Kariera Jeleny po konfliktach z ojcem kompletnie się załamała, umiał przywrócić ją do życia, a to duży sukces. Skoro poradził sobie z Dokić, trudną, charakterną dziewczyną, to znaczy że coś jednak potrafi. Jego brat jest chłopakiem Jeleny? I co z tego? W tenisie wszędzie jest jakiś układ rodzinny, wszystko się przeplata. Trenerzy też są różni – grubi, przystojni, hazardziści, jeden to lowelas, drugi ma żonę i trójkę dzieci. Najważniejsze jest trafić do zawodnika, umiejętności, wyniki i pieniądze. Jeżeli nie ma tych pierwszych, nie ma też pieniędzy. Który trener w kobiecym tenisie ma dobrą opinię? Chyba tylko Carlos Rodriguez, pracujący kiedyś z Justine Henin. Tenisistki po rozstaniach często narzekają, opowiadają niestworzone historie. Pamiętam że kiedy zaczynałem pracę też ‘życzliwi’ od razu opowiadali co o mnie myślą. Bikicia rozliczajmy za wyniki za jakiś czas – dodał Ostrowski.

Mało ważne roszady?

Dla Agnieszki samodzielne decydowanie jest pewną nowością. Nie zależy już od ojca, PZT, od nikogo. Może robić co się jej podoba i ona się tym wszystkim trochę bawipowiedział Wojciech Fibak, były trener Ivana Lendla, ćwierćfinalista czterech singlowych szlemów z lat 70 i 80.

– Zatrudnienie Chorwata nie jest jakąś fundamentalną zmianą, to żonglowanie różnymi opcjami, raczej kaprys. Siostry na jeden turniej zabiorą Tomka [Wiktorowskiego], na inny Bikicia, a na kolejny Chorwat pojedzie tylko z Ulą. Tomka możemy chwalić za profesjonalne podejście, spokój, jego rola przy Agnieszce bardzo mi się podoba, ale widocznie to który z trenerów jedzie na turniej i poprowadzi trening, jest dla niej drugorzędną sprawą – dodał Fibak.

Najważniejsze że Agnieszka mocno stąpa po ziemi i nie da się łatwo wyprowadzić w pole. Jeżeli zobaczy że układ jej nie pasuje albo się nie opłaca, nie zawaha się z niego zrezygnować. O to jestem spokojny – skończył Fibak.

jc/gw /13.2.2012/

***

Azarenka idzie jak duża burza

Niepokonana w tym sezonie Białorusinka Victoria Azarenka (1 WTA) wygrała turniej Qatar Total Open 2012 /suma nagród 2.168 mln dol./. W finale w Dausze zdecydowanie pokonała Australijkę Samanthę Stosur (5 WTA) 6:1 6:2. Za zwycięstwo w Katarze otrzymała 385 tys. dol. oraz 900 punktów

To trzeci sukces Azarenki w tym roku. Wygrała już w Sydney i Australian Open. Tym samym do 17 wyśrubowała rekord wygranych meczów z rzędu

Droga Białorusinki w turnieju:
I runda – wolny los
II runda – wygrana z Niemką Moną Barthel (39 WTA) 6:1 6:0
III runda – wygrana z Rumunką Simoną Halep (63 WTA) 6:3 6:1
ćwierćfinał – wygrana z Belgijką Yaniną Wickmayer (27 WTA) 6:4 6:0
pólfinał – wygrana z Polką Agnieszką Radwańską (6 WTA) 6:2 6:4
finał – wygrana z Australijką Samanthą Stosur (5 WTA) 6:1 6:2

Do serii Azarenki przyłożyła się Agnieszka Radwańska, która przegrywała z nią w każdym z wygranych turniejów. Przed sobotnim półfinałem w Dausze Polka pytała nawet swoich fanów na facebooku, czy mają jakieś pomysły jak pokonać Białorusinkę…

gs/eurosp./łup /19.II.2012/

***

Gonzalez pożegna się w Miami

Chilijczyk Fernando Gonzalez, były numer pięć w rankingu tenisistów, zapowiedział zakończenie kariery podczas turnieju ATP Masters 1000, który w dn. 21 marca – 1 kwietnia zostanie rozegrany na twardych kortach w Miami (z pulą nagród 3.973 mln dolarów)

– Rozważałem tę decyzję od kilku tygodni. Zrozumiałem że nie mam już tyle energii do gry ile bym chciał. Postanowiłem że najlepszym miejscem na pożegnanie z zawodowym tenisem będzie Miami – powiedział Chilijczyk, obecnie 266 w rankingu ATP

Gonzalez od wielu miesięcy zmaga się z poważną kontuzją kolana, którego operację przeszedł w październiku 2010 r. W wyniku problemów zdrowotnych wystąpił w ubiegłym sezonie tylko w dwóch turniejach ATP i dwóch wielkoszlemowych – Wimbledonie oraz US Open. Poza tym startował w kilku challengerach, ale bez większego powodzenia.
W tym roku skorzystał z dzikiej karty do imprezy ATP w chilijskim Vina del Mar, gdzie odpadł w II rundzie. Zanim zakończy karierę w Miami zamierza jeszcze w lutym zagrać w dwóch turniejach z tego cyklu w Sao Paulo i Buenos Aires.

31-letni Gonzalez odniósł dotychczas 11 zwycięstw w cyklu ATP Tour w singlu oraz trzy w deblu. Po tym jak w styczniu 2007 r. dotarł do finału wielkoszlemowego Australian Open osiągnął najwyższą piątą pozycję w rankingu ATP World Tour. Zarobił dotychczas na korcie 8.836 mln dol.

Dwukrotnie startował w igrzyskach olimpijskich. W 2004 r. w Atenach wywalczył brąz oraz złoto w deblu z Nicolasem Massu, natomiast cztery lata później w Pekinie jeszcze srebro w singlu.

pap /14.II.2012/

***

Wojna w rodzinie Sanchezów

Arantxa Sanchez Vicario napisała książkę szczerą do bólu. Tak szokującą że rodzice zagrozili jej sądem

Została legendą jako siedemnastolatka, sportową emerytką po trzydziestce, a teraz jako czterdziestolatka podpala swój stary świat. W ‘Vamos! Wspomnienia z walki i życia kobiety’ opisała piekło w słynnej tenisowej rodzinie

Była najmłodszą triumfatorką wielkiego szlema, w Paryżu, mając 17 lat pokonała w finale Steffi Graf. Potem w Roland Garros zwyciężała jeszcze dwa razy, raz w US Open, zdobywała medale olimpijskie, była liderką rankingu WTA. Jej brat Emilio Sanchez Vicario to deblowy mistrz wielkich szlemów i lider rankingu w grze podwójnej, współwłaściciel słynnej akademii tenisowej Sanchez-Casal. Drugi brat, Javier, wygrał cztery turnieje w singlu i kilka razy więcej w deblu. Same dzieci szczęścia, wychowane w bogactwie, ale przykładnie, przez szefów tego rodzinnego przedsiębiorstwa: rodziców Emilio i Marisę.

‘Vamos!’ to nie pierwsza książka o rodzie Sanchez Vicario. Wcześniej Emilio i Marisa napisali swoją: ‘Forja de Campeones’, czyli ‘Kuźnia mistrzów’. Wydali ją w 2010 r., Arantxa już wtedy nie rozmawiała z rodziną. A teraz wszystko, co spisali rodzice, ona swoją książką przerabia na makulaturę.

‘Czas zdjąć maski. Nasza rodzina szczęśliwa i zjednoczona to mit’ – pisze. ‘Zostawili mnie bez niczego. Jestem ofiarą. Oszukali mnie’.

Kontakty z rodziną zerwała po ślubie z drugim mężem, biznesmenem Pepem Santacaną. Rodzina była przeciwna małżeństwu, uważając że Santacana chce się wyciągnąć z długów dzięki rodowej fortunie. Arantxa zmusiła się na weselu do wspólnych zdjęć, na więcej nie miała ochoty.

Teraz oskarża rodzinę o to że ją zniewoliła, pozbawiła fortuny, wszystko co najlepsze oddając braciom. ‘Moimi pieniędzmi ojciec zarządzał jak chciał. Wypłacano mi co miesiąc pewną sumę którą kwitowałam. Niczego nie podejrzewałam, a teraz jestem zadłużona w urzędzie skarbowym (musiała zapłacić 3.5 mln euro za to że ojciec wymyślił by podatki płaciła w Andorze, choć mieszkała w Hiszpanii – piw), mam dużo mniej niż Javier, choć więcej wygrałam’ – pisze.

Matkę przedstawia jako treserkę, przeciw której buntowała się uciekając z treningów na kradzionym motorze. Emilio decydował o sobie od kiedy skończył 18 lat. Jej nie było wolno. ‘Czekałam na czułość. Wiarę w siebie odszukiwałam u psychologów’.

Matka na książkę odpowiedziała groźbą procesu. ‘Z zaskoczeniem i bólem dowiaduję się że córka nas rani i upokarza. Mój mąż cierpi na raka, ma początki alzheimera, a ona nawet nie zapyta: co u was słychać? Zastawiliśmy dla niej swoje życie, swoje małżeństwo. A teraz ta której najwięcej daliśmy, odkrywa jako czterdziestolatka że wszystko co złe w jej życiu było z naszej winy’ – napisała Marisa Sanchez Vicario.

Córka właśnie wróciła do Hiszpanii z Rosji, gdzie reprezentacja której jest kapitanem grała w Pucharze Federacji.

pw/rp /8-2-2012/

NIE BĘDĘ DŁUŻEJ MILCZEĆ!

Arantxa Sanchez-Vicario wydaje książkę w której opowiada o swojej samotności i zdruzgotanym życiu rodzinnym. – Cierpię – opowiada czterokrotna mistrzyni turniejów wielkoszlemowych, która zarobiła niemal 60 mln dolarów (łącznie z reklamami), ale do tej fortuny nie ma już dziś dostępu

Zostałam opuszczona nie tylko przez rodziców, lecz również przez braci Emilia i Javiera (czołowi tenisiści świata w latach 80 i 90) – opowiada. – Rodzice zostawili mnie z długami. Nie będę dłużej milczeć – dodaje.

Arantxa Sachez (niedawno została kapitanem reprezentacji Hiszpanii, prawdopodobnie z biedy) przedstawia swoją matkę jako prawdziwą tyrankę.

To był superkontroler. Ona decydowała jak się uczeszę, w co się ubiorę. Bardzo nie lubiła gdy sama sobie coś kupiłam – opowiada była gwiazda, której prawnicy negocjują teraz z hiszpańskim IRS kwestię zaległości podatkowych za lata 1989-93, gdy Arantxa fikcyjnie mieszkała w Andorze.

Tenisistka zarzuca także swoim rodzicom że ostro protestowali przeciw jej drugiemu małżeństwu z Jose Santacaną. Z pierwszym mężem Juanem Vehilsem rozstała się błyskawicznie.

bg/ps /5.2.2012/

***

Karolina rozstała się z Sanchezem

Dwa miesiące trwała współpraca Karoliny Woźniackiej z hiszpańskim trenerem Ricardo Sanchezem. – Nie wniósł niczego nowego – wyjaśnił ojciec zawodniczki Piotr Woźniacki, który przejął obowiązki szkoleniowca

21-letnia Karolina przez 67 tygodni była liderką światowego rankingu. Po odpadnięciu w ćwierćfinale wielkoszlemowego Australian Open w Melbourne w najnowszym notowaniu spadła na czwartą pozycję

Współpracę z Sanchezem Woźniacka rozpoczęła pod koniec ubiegłego roku. Miała ona zaowocować pierwszym w karierze triumfem w imprezie z cyklu Wielkiego Szlema. Hiszpan wcześniej pracował m.in. z Serbką Jeleną Janković, gdy ta otwierała listę światową.

pap /1.2.2012/

***

Muszą przeprosić Agnieszkę Radwańską

Polskapresse musi przeprosić Agnieszkę Radwańską za tekst sprzed trzech lat w którym sugerowano że tenisistka ‘podłożyła się’ swej siostrze Urszuli w turnieju w Dubaju – orzekł sąd w Warszawie

Poszło o artykuł ‘Z przewrotki’ który w lutym 2009 r. opublikowała Polska Gazeta Opolska wydawana przez Polskapresse. Było to po turnieju tenisowym w Dubaju, w którym Agnieszka Radwańska, wówczas dziesiąta w rankingu, przegrała w dwóch setach z siostrą Urszulą, będącą w tamtym czasie na 121 pozycji

Autor tekstu sugerował że Agnieszka Radwańska nie przegrała tego meczu w sportowej walce i że w tle całej sprawy były – jak ujął to w czwartek sąd – ‘malwersacje finansowe’. Tenisistka która zaprzeczyła tym zarzutom pozwała wydawcę gazety, zarzucając że doszło do naruszenia jej dóbr osobistych. Zażądała publicznych przeprosin oraz 50 tys. zł.
Przed sądem pozwane wydawnictwo już na pierwszej rozprawie uznało powództwo Radwańskiej, co zakończyło cały proces.

Mocą wyroku wydawnictwo na stronie internetowej Polska Gazeta Opolska ma przeprosić Radwańską za ‘bezpodstawne sugestie zachowań korupcyjnych’ w związku z meczem w Dubaju. Ma też zapłacić 5 tys. zł na jedną z fundacji prowadzącą hospicjum.

Jak mówiła w ustnym uzasadnieniu wyroku sędzia Dorota Stokowska-Komorowska, naruszenie dóbr osobistych Radwańskiej było bezsporne – co zresztą przyznali sami pozwani uznając powództwo.

‘Gdyby uznali je jeszcze przed procesem i sami zamieścili przeprosiny, nie musieliby teraz ponosić kosztów postępowania’ – dodała sędzia. Jej zdaniem, najbardziej bulwersujące było zarzucenie Radwańskiej że przegrywając mecz z siostrą dopuściła się malwersacji finansowych.

Zarazem – w ocenie sądu – żądana przez tenisistkę kwota 50 tys. zł była zbyt wygórowana. Za ‘wystarczająco dolegliwą’ kwotę dla pozwanych sąd uznał 5 tys. zł przeznaczone na cel dobroczynny.

wt/pap /3.2.2012/

***

Radwańska szósta – Azarenka pierwsza

Agnieszka Radwańska awansowała z ósmej na szóstą pozycję, najwyższą w karierze, w rankingu WTA Tour, dzięki występie w ćwierćfinale wielkoszlemowego Australian Open. Jego triumfatorka Białorusinka Wiktoria Azarenka została nową liderką klasyfikacji tenisistek

To Azarenka pokonała krakowiankę w walce o półfinał. Triumf na twardych kortach w Melbourne Park pozwolił jej zostać 21 liderką w historii rankingu

Na prowadzeniu zastąpiła Karolinę Woźniacką która była numerem jeden na świecie w sumie przez 67 tygodni

Woźniacka, która odpadła w 1/4 finału, spadła na czwartą pozycję. Wiceliderką rankingu pozostała półfinalistka Australian Open Czeszka Petra Kvitova, a na trzecią pozycję przesunęła się – z czwartej – jego finalistka Rosjanka Maria Szarapowa.

Młodsza z sióstr Radwańskich – Urszula awansowała z 99 na 85 miejsce, po porażce w drugiej rundzie w Melbourne.

Azarenka została też liderką klasyfikacji WTA Race to Championships, która wyłoni osiem uczestniczek kończącego sezon turnieju masters – WTA Championships w Stambule. Druga jest Szarapowa, a trzecie ex aequo Kvitova i Belgijka Kim Clijsters. Agnieszka Radwańska zajmuje piątą pozycję, natomiast Urszula – 54.

Czołówka rankingów tenisistek: WTA Tour
1. (3) Wiktoria Azarenka  8585 pkt
2. (2) Petra Kvitova  7690
3. (4) Maria Szarapowa  7560
4. (1) Karolina Woźniacka  7085
5. (6) Samantha Stosur (Australia)  5430
6. (8) Agnieszka Radwańska 5330
7. (9) Marion Bartoli (Francja)  4770
8. (7) Wiera Zwonariewa (Rosja)  4695
9. (6) Na Li (Chiny)   4450
10. (10) Andrea Petkovic (Niemcy)  4000

85. (99) Urszula Radwańska   755
153. (159) Marta Domachowska (Polska)   434

WTA Race to Championships
1. Azarenka  2470 pkt
2. Szarapowa   1400
3. Kim Clijsters (Belgia)   1100
. Kvitova  1100
5. Agnieszka Radwańska   700
6. Woźniacka    620
7. Sara Errani (Włochy)    600
. Daniela Hantuchova (Słowacja)   600
. Na Li    600
10. Kaia Kanepi (Estonia)    594

54. Urszula Radwańska     150
153. Marta Domachowska    46

guu/pap/rp /30-1-2012/

***

Kim jest Borna Bikić

‘Uratował życie i karierę Jeleny Dokić’ – pisały gazety w Australii, gdy jego zawodniczka sensacyjnie awansowała do ćwierćfinału Australian Open w 2009 r.

‘To oszust i playboy, tak naprawdę zwichnął kariery Dokić i Karoliny Sprem’ – pisał kilka lat temu chorwacki Nacional. Jedno jest pewne – Borna Bikić unika mediów, jego metody owiane są tajemnicą, a poza pracą z Dokić, sukcesów nie odnosił

O Bikiciu w Polsce jest głośno, bo został niedawno trenerem Urszuli Radwańskiej. Okazało się że w lutym na turniejach w Dubaju i Dausze Chorwat będzie także pełnić rolę szkoleniowca Agnieszki, która po Australian Open awansowała na 6 miejsce na świecie. Starsza z sióstr zdecydowała że na Bliski Wschód nie zabiera ze sobą Tomasza Wiktorowskiego, polskiego trenera którego wynajmowała od zeszłego roku od Polskiego Związku Tenisowego. Wiadomo też że Bikić przeprowadził się na stałe do Krakowa. Na oficjalnej stronie WTA Chorwat jest wpisany jako trener Agnieszki obok Wiktorowskiego.

Kim jest nowa osoba w ekipie najlepszych polskich tenisistek?

Chorwat na pewno nie jest trenerską gwiazdą z najwyższej półki. Bardzo daleko mu do postaci pokroju Tony Roche’a, Svena Groenefelda, Ricardo Sancheza, Brada Gilberta, czy Thomasa Hogstedta. W środowisku błysnął właściwie wyłącznie dzięki kilkuletniej pracy z Jeleną Dokić, byłą rakietą numer 4 na świecie, która jednak nigdy nie wróciła już do poziomu gry jaki prezentowała zanim podjęła z nim współpracę.

Australijskie gazety, przypominając początki, podkreślają że Bornę do zespołu Dokić ściągnął jego młodszy brat Tin, który był wówczas jej chłopakiem. Borna w 2003 r. początkowo pełnił raczej rolę sparingpartnera niż trenera, ale z czasem to się zmieniło. W tenisa – według chorwackich gazet – umiał grać na poziomie półamatorskim – w Niemczech i Austrii pracował jako instruktor, zaliczył kilka epizodów w rozgrywkach ligowych. Zawsze był typem niezwykle wysportowanym, na treningach chętnie eksponował imponujący ‘kaloryfer’ mięśni na brzuchu.

Związki braci Bikić z Jeleną były niezwykle burzliwe, bo od początku ostro sprzeciwiał się im Damir Dokić, apodyktyczny ojciec tenisistki. Dokić powtarzał m.in. mediom że Bikiciowie ‘porwali mu córkę’, że ‘robią jej pranie mózgu’, wyzywał ich od terrorystów. Tabloidy w Australii, Serbii i Chorwacji przez kilka lat miały o czym pisać, bo historia Dokić pełna była ciągłych kłótni z ojcem, zmian obywatelstwa, czy tajemniczych zniknięć na kilka miesięcy.
Damir zasłynął m.in. tym że twierdził iż drabinka Australian Open jest ustawiona przeciw jego córce. Za obrażanie rywali i sędziów kilkakrotnie wyrzucano go z kortów. Kiedy wparadował z granatem do gmachu ambasady Australii w Belgradzie, trafił w końcu do więzienia. W tle tych wszystkich wojen Dokicia z córką zawsze występowali Tin z Borną Bikiciami, niezmiennie trzymając stronę tenisistki.

Borna kilkakrotnie przerywał współpracę z Jeleną, ale zawsze do niej wracał. W 2009 r. święcił swój największy i właściwie jedyny poważny sukces. Został bohaterem Australii, gdy Jelena – mimo że znajdowała się wówczas w drugiej setce rankingu – doszła niespodziewanie do ćwierćfinału Australian Open, rozgrywając kilka genialnych bitew na Rod Laver Area. Bikić miał wówczas swoje pięć minut, został pozytywnym bohaterem mediów – opisywano jak razem z Tinem pomagał wydobyć się Dokić z depresji po kłótniach z ojcem. Opisywano jak pomagali jej schudnąć (ważyła 75 kg) i mozolnie szlifowali formę na korcie, czasem zmagając się z kłopotami finansowymi (Herald Sun opisywał że pomagał im m.in. były dealer narkotyków).

Po sukcesie z 2009 r. Dokić niczego wielkiego już jednak nie osiągnęła, szybko znów spadła w rankingu, a w maju 2010 r. zerwała w końcu współpracę z Borną. Doszło też do szeroko opisywanego przez australijską prasę jej pojednania z ojcem.

Bikić w przerwie między pracą dla Dokić, przez kilkanaście miesięcy prowadził też swoją rodaczkę – Karoliną Sprem. Ale sukcesów z nią nie odniósł. Chorwacki tygodnik Nacional wyliczał że spadła wówczas w rankingu z 17 na 89 miejsce, przegrywała głównie w I rundach.

W 2006 r., czyli jeszcze zanim Bikić odniósł sukces z Dokić w Melbourne, Dean Sinovcić z Nacionala napisał bardzo krytyczny artykuł o braciach Bikiciach, nazywając ich ‘oszustami i playboyami którzy marnują kariery tenisistkom i wykorzystują je finansowo’. Twierdził m.in. że Borna Bikić miał romans ze Sprem. Podkreślał że zarówno pracując z Dokić, jak i Sprem, prowadził on taką samą politykę – ograniczał dostęp mediów do tenisistek, starał się zamykać je przed światem, za to bardzo sprytnie zabezpieczał swoje wpływy finansowe.

Sam Bikić w kilku wywiadach których udzielił (m.in. dla serbskiego Sportskiego Zurnala) wyśmiewał tego typu zarzuty. Zawsze przypominał sukcesy jakie z nim odniosła Dokić.

obi/gw /26.1.2012/

***

Azarenka znokautowała Szarapową

Wiktoria Azarenka odniosła pierwsze zwycięstwo w wielkim szlemie, wygrywając Australian Open. 22-letnia tenisistka z Białorusi pokonała w finale turnieju na twardych kortach w Melbourne Rosjankę Marię Szarapową 6:3, 6:0

Co ciekawe, Azarenka rozpoczęła grę bardzo nerwowo. W swoim gemie serwisowym, otwierającym mecz, popełniła dwa podwójne błędy serwisowe i została przełamana. Następny gem to pewne zwycięstwo przy własnym podaniu Szarapowej.

Od tego momentu przebieg meczu obrócił się o 180 stopni. Azarenka wygrała trzy gemy z rzędu i objęła prowadzenie 3:2. Szarapowej udało się co prawda obronić swoje podanie, ale później doszło do prawdziwej sensacji. Białorusinka, bez większych problemów i przy minimalnym oporze rywalki, wygrała dziewięć gemów z rzędu i tym samym została mistrzynią Australian Open 2012.

Azarenka, która w ćwierćfinale wyeliminowała Polkę Agnieszkę Radwańską, dzięki zwycięstwu w całym turnieju wskoczyła na pierwsze miejsce w rankingu WTA. Australia była pierwszym finałem wielkoszlemowym dla Białorusinki.

Szarapowa, triumfatorka tej imprezy z 2008 r., w półfinale pokonała Czeszkę Petrę Kvitovą (nr 2) 6:2, 3:6, 6:4. 24-letnia Rosjanka wcześniej w 2004 r. wygrała Wimbledon, a dwa lata później nowojorski US Open.

Azarenka w 1/2 finału wyeliminowała inną byłą liderkę rankingu Belgijkę Kim Clijsters (11) 6:4, 1:6, 6:3, ubiegłoroczną zwyciężczynię w Melbourne.

mariw/gw /28.1.2012/

***

Wygrana Rosjanek

Swietłana Kuzniecowa i Wiera Zwonariewa wygrały rywalizację deblową w wielkoszlemowym turnieju Australian Open. W finale rosyjskie tenisistki pokonały Włoszki Sarę Errani i Robertę Vinci (nr 11) 5:7, 6:4, 6:3

Kuzniecowa dwukrotnie triumfowała w wielkim szlemie w grze pojedynczej – w nowojorskim US Open w 2004 i w Roland Garros w 2009 r. W podwójnej wygrała raz Australian Open – przed siedmioma laty w parze z Australijką Alicią Molik.

Zwonariewa jest znana głównie z występów w singlu, jednak w jednym z czterech najważniejszych turniejów w sezonie jeszcze nie sięgnęła po tytuł, choć dwukrotnie osiągała finały w Wimbledonie i US Open w 2010 r. W deblu zwyciężyła w Nowym Jorku w 2006 r., razem z Francuzką Nathalie Dechy.

Rosyjskie tenisistki nie grały razem od ubiegłorocznego Roland Garros. Teraz znów ich drogi się zeszły, a w planach mają jeszcze wspólną grę, w tym w igrzyskach olimpijskich w Londynie.

pcs/pap/gw /27.1.2012/

***

Amerykanka i Rumun w mikście

Amerykanka Bethanie Mattek-Sands i Rumun Horia Tecau triumfowali w mikście w wielkoszlemowym Australian Open. W finale pokonali Rosjankę Jelenę Wiesninę i Hindusa Leandera Paesa 6:3, 5:7, 10:3

Mattek-Sands znana jest głównie z dość ekscentrycznych strojów w jakich występuje na korcie. To jej pierwszy triumf w wielkim szlemie, podobnie jak jej partnera, specjalizującego się w deblu. Gra w parze z Tecau, a razem dwukrotnie dochodzili do finału w Wimbledonie (2010-11)

W singlu Amerykanka odpadła w Melbourne w pierwszej rundzie, po porażce w trzech setach z Agnieszką Radwańską.

Paesowi nie udało się odnieść drugiego zwycięstwa w tegorocznym Australian Open. W sobotę wygrał turniej deblowy razem z Czechem Radkiem Stepankiem.

pap/tok/gw /29.1.2012/

LEPSI OD BRYANÓW

Tenisista z Indii Leander Paes i Czech Radek Stepanek wygrali rywalizację debli w wielkoszlemowym Australian Open na twardych kortach w Melbourne. W finale pokonali amerykańskich bliźniaków Boba i Mike’a Bryanów 7:6 (1), 6:2

Paes zdobył siódmy deblowy tytuł w Wielkim Szlemie, ale pierwszy w Melbourne. Natomiast Stepanek jeszcze nigdy nie odniósł zwycięstwa w jednym z czterech najważniejszych turniejów sezonu. Rundę wcześniej, w czwartek, sprawili niespodziankę eliminując parę numer dwa w drabince Białorusina Maksa Mirnego i Kanadyjczyka Daniela Nestora 2:6, 6:4, 6:4.

Wiem jak wiele ten turniej znaczy dla Leandera, ponieważ tylko jego mu brakowało do wielkiego szlema w karierze. Jestem dumny że dzisiaj mogę tu stać u jego boku – mówił podczas ceremonii na korcie Czech.

Paes i Stepanek powstrzymali braci Bryanów od odniesienia szóstego zwycięstwa w Melbourne, a czwartego z rzędu (wcześniej byli tu najlepsi w latach 2006-07).

Amerykańscy bliźniacy będą musieli też poczekać na 12 karierze triumf w wielkim szlemem a do tego czasu muszą się zadowolić tym że wyrównali osiągnięcie legendarnego australijskiego duetu Wooddies, czyli Todda Woodbridge’a i Marka Woodforde’a.

Na sobotę żona Boba Bryana miała wyznaczony termin porodu ich pierwszego dziecka. Tenisista przyznał po finale że jest w ciągłym kontakcie z domem, a w niedzielę rano wraca do Miami.

– Chciałbym podziękować naszemu dziecku że wciąż na mnie czeka i mam nadzieję że da mi szansę być przy porodzie – powiedział.

Amerykanie w ćwierćfinale Australian Open wyeliminowali Mariusza Fyrstenberga i Marcina Matkowskiego (Siemens AGD Tennis Team Polska).

pap/łw/gw /28.1.2012/

***

Żyje dla takich meczów

Novak Djoković i Rafael Nadal zafundowali kibicom niesamowite emocje w finale Australian Open 2012. Ostatecznie po pięciu godzinach i 53 minutach na korcie Roda Lavera wygrał broniący tytułu Serb 5:7, 6:4, 6:2, 6:7 (5), 7:5

– To najdłuższy finał w historii wielkiego szlema – powiedział rozentuzjazmowany Djoković. Mecz rozpoczął się o 19.44 w niedzielę czasu miejscowego, a zakończył o 1.37 w poniedziałek

Do tej pory na pierwszym miejscu mojej listy był finał Wimbledonu, bo to turniej który zawsze chciałem wygrać. Teraz na czoło wysunął się tegoroczny Australian Open – dodał Serb.

Serb triumfował w tej imprezie trzeci raz (poprzednio w 2008 i 2011) i znalazł się w gronie tylko trzech tenisistów, którzy w zawodowej erze dokonali tej sztuki, a są wśród nich: Mats Wilander, Andre Agassi i Roger Federer.

Jestem bardzo dumny że stałem się częścią historii i znalazłem w gronie tak elitarnej grupy zawodników – mówił Djoković. 24-latek w sumie triumfował już w pięciu wielkich szlemach, bo w ubiegłym roku zwyciężył również w Wimbledonie i US Open.

Miałem dużo okazji by zakończyć mecz z Nadalem w czwartym secie, ale on kilka razy świetnie zaserwował i wygrał niesamowite punkty. Zasłużył więc by przedłużyć pojedynek do piątego seta, a w nim obaj mogliśmy wygrać.

Nawet przegrywając 2:4 w decydującej partii cały czas dochodziłem do granicy swoich możliwości. Jestem przekonany że każdy tenisista ze mną się zgodzi. Żyjemy dla takich meczów – mówił Djoković.

Serb drogę do tegorocznego finału Australian Open miał trudną. W ćwierćfinale walczył nie tylko z Hiszpanem Davidem Ferrerem, ale i kłopotami z oddychaniem oraz ze zdrowiem; w półfinale musiał stoczyć pięciosetową batalię ze Szkotem Andym Murrayem trwającą prawie pięć godzin, wreszcie w finale przetrwać bój z Nadalem, zanim upadł na kort świętując zdobycie zwycięskiego punktu.

Pokonałem wszelkie przeszkody. To dla mnie najważniejsze. I to że byłem w stanie mentalnie wytrzymać ten pojedynek. Dla wszystkich którzy oglądali finał musiało być jasne że w sensie fizycznym walczyliśmy do ostatniej kropli energii. Moja wygrana to może kwestia szczęścia w niektórych momentach i kwestia większej chęci wygrania przy niektórych punktach. To był niesamowity wysiłek – stwierdził Djoković.

int.pl /30.1.2012/

***

Azarenka za mocna dla Agnieszki

Agnieszka Radwańska nie sprostała swej rówieśniczce, Wiktorii Azarence z Białorusi, przegrywając 7:6, 0:6, 2:6 w ćwierćfinale wielkoszlemowego Australian Open na twardych kortach w Melbourne Park (pula nagród 26 mln dol. austral.)

Nie udało się więc Polce pierwszy raz w karierze awansować do półfinału turnieju wielkoszlemowego

Ćwierćfinał wielkiego szlema jest więc na razie barierą nie do przejścia dla Radwańskiej. Isia osiągała go już pięciokrotnie (trzy razy w Australii i dwa razy na Wimbledonie) i ani razu nie udało się jej przejść tego etapu.

Polka robiła co mogła i po heroicznym boju wygrała pierwszego seta, który trwał prawie godzinę. Zaciętym nie można było określić tylko tie-breaka, którego Polka wzięła do zera.
Isia odczuła trudy pierwszego seta i w drugim o wiele częściej popełniała błędy. Odzywał się też jej stary grzech – słaby drugi serwis, co Azarenka niemiłosiernie wykorzystywała. Dla porównania, piłka po drugim zagraniu Azarenki leciała z prędkością 136 km/h, podczas gdy u Polki tylko 116 km/h. Najczęściej po lekkim serwie Agnieszki, mimo rotacji nadanej piłce, Białorusinka odpowiadała bombą, która była nie do odebrania, bądź ledwo do przebicia, co tylko opóźniało egzekucję.

Drugiego seta Agnieszka przegrała do zera, lecz próbowała się podnieść w trzecim. Przy własnym podaniu została przełamana w czwartym gemie i było 1:3, lecz za moment Isia zrewanżowała się breakiem i mieliśmy 2:3. Nikt z fanów najlepszej naszej tenisistki nie przypuszczał wówczas, że będzie to jej ostatni wygrany gem w tym meczu. W siódmym słabo serwowała, a na domiar złego popełniała proste błędy, po których spokojnie punktowała Białorusinka, coraz mocniej zaciskając pięść w mobilizacji. A Agnieszka gasła w oczach. Była blada, zmęczona, brakowało jej pazura, który pokazała w październiku ubiegłego roku pokonując Azarenkę w półfinale turnieju Toray Pan Pacific Open w Tokio.

W pierwszym secie nie mogłam się przyzwyczaić do tego że piłka w upale zachowuje się zupełnie inaczej. Jej tor lotu jest inny, Agnieszka była lepiej skoncentrowana, a tie-break dla mnie był straszny – kręciła głową Azarenka. – Przegrałam ale próbowałam się podnieść i zacząć nowy mecz. To się udało, koncentrowałam się tylko na sobie i jestem w półfinale!

– Trzeba się było sporo nabiegać, myślę że momentami pokazałyśmy wielki tenis, ale obie byłyśmy zmęczone i każda chciała jak najszybciej skończyć mecz – dodała Azarenka. – W porównaniu do poprzedniego turnieju Australian Open jestem o rok starsza, silniejsza i staram się zawsze robić postępy. To się udaje. Teraz pora na mecz w półfinale. Dam z siebie wszystko.

To był bardzo dobry mecz, zwłaszcza w pierwszym secie – oceniła Radwańska. – Po pierwszej partii ona zaczęła grać bardzo agresywnie i po prostu znacznie lepiej. Miałam naprawdę problemy. Ona uderzała piłkę bardzo dobrze i mocno. Ja starałam się grać swój tenis. Po prostu się nie udało…

Mimo porażki w ćwierćfinale Agnieszka pierwszy raz w karierze awansuje w rankingu WTA na szóste miejsce. Klasyfikacja zostanie zaktualizowana w przyszłym tygodniu, po zakończeniu Australian Open.

int.pl /24.I.2012/

***

W deblu gorzej

Agnieszka Radwańska i Słowaczka Daniela Hantuchova ( nr 8 ) przegrały z Włoszkami Sarą Errani i Robertą Vinci (11) 4:6, 2:6 w 1/8 finału debla w wielkoszlemowym Australian Open (z pulą nagród 26 mln dol. austral.)

We wtorek, o drugiej w nocy czasu polskiego, Radwańska (8) zmierzy się w ćwierćfinale gry pojedynczej z Białorusinką Wiktorią Azarenką (3), z którą ma bilans meczów 3:6

Polsko-słowacki duet podzielił w poniedziałek los Alicji Rosolskiej i Słowenki Andreji Klepac, które dzień wcześniej przegrały również w 1/8 finału z amerykańskim deblem rozstawionym z numerem 2 – Liezel Huber i Lisą Raymond 2:6, 1:6.

Natomiast w piątek, w drugiej rundzie, z imprezą w Melbourne Park pożegnał się polski debel Klaudia Jans-Ignacik i Urszula Radwańska, po porażce z Rosjankami rozstawionymi z numerem piątym – Marią Kirilenko i Nadieżdą Pietrową 1:6, 1:6.

pap /23.1.2012/

***

Spacerek Radwańskiej z Goerges

Agnieszka Radwańska w IV rundzie Australian Open potrzebowała tylko 54 minut by pokonać Niemkę Julię Goerges (23 WTA) 6:1, 6:1. Polka w pełni kontrolowała mecz wykorzystując słabą formę rywalki

W ćwierćfinale krakowianka zagra z trzecia rakietą świata, Białorusinką Wiktorią Azarenką

Pierwszego seta Radwańska rozstrzygnęła błyskawicznie. Polka i Niemka, grające ze sobą pierwszy raz, zachowywały się na korcie zupełnie odmiennie. Goerges była wyraźnie stremowana. Grała nerwowo, bez widocznego planu, zbyt szybko chciała kończyć wymiany popełniając przy tym mnóstwo niewymuszonych błędów.

Radwańska dobrze wiedziała że mocną stroną rywalki jest forhend, więc konsekwentnie posyłała jej piłki na stronę bekhendową. Polka widząc że Goerges się myli nie ryzykowała, tylko konsekwentnie realizowała swoją taktykę, pewnie atakując z dobrze przygotowanych pozycji. Po 9 minutach prowadziła 3:0, całą partię skończyła 6:1 po 23 minutach.

Goerges po sromotnej porażce w pierwszym secie zniknęła na chwilę w szatni, lecz po powrocie na kort była jeszcze bardziej rozbita. Na przełomie pierwszego i drugiego seta Radwańska wygrała 15 kolejnych piłek, wychodząc szybko na 2:0 i 30:0 przy serwisie rywalki. Gdy Niemka w końcu trafiła, dostała duże brawa – także od polskiej zawodniczki.

Patrząc na Goerges można było sobie przypomnieć Radwańską sprzed dwóch sezonów. Niemka nie była skupiona na korcie, mową ciała jednoznacznie dawała do zrozumienia że jej nie idzie i nie ma pojęcia jak to zmienić. W stylu Polki mówiła do siebie, krzyczała, po czym psuła kolejne piłki.

Przy 0:3 w drugim secie Goerges kilkakrotnie ładnie zaatakowała i udało jej się pierwszy raz wygrać gema przy podaniu Radwańskiej. Jak się okazało to było wszystko na co było ją stać. Po zaledwie 54 minutach Polka uniosła rakietę w geście triumfu.

Teraz z Azarenką

Awans Radwańskiej do ćwierćfinału Australian Open oznacza wyrównanie jej najlepszego wyniku w tym turnieju, osiągniętego w 2008 i 2011. Teraz rywalką Polki będzie rozstawiona z trójką Wiktoria Azarenka. Białorusinka w meczu IV rundy pokonała Czeszkę Ivetę Benesovą 6:2, 6:2.

tk/gw /22.1.2012/

***

Olejniczak ograł Karolinę

– Tenis męski i kobiecy dzieli przepaść. Na innym poziomie są serwis, rotacja piłki, inne są kąty uderzeń. Krótkie krosy Rafaela Nadala są dla kobiet nie do odebrania. Jedynymi zawodniczkami które mogą jako tako rywalizować z mężczyznami, są siostry Williams – powiedział Dawid Olejniczak, sparingpartner Karoliny Woźniackiej

Rozmowa z Dawidem Olejniczakiem

Trenował pan niedawno w Dubaju z liderka rankingu WTA Karoliną Woźniacką. Jak zaczęła się ta współpraca?

Od telefonu taty Karoliny. Nie mogłem odrzucić oferty.

Trzeba mieć jakieś predyspozycje by być sparingpartnerem najlepszej tenisistki?

Nieźle grać w tenisa (śmiech). Choć bywa że zawodniczki mają sparingpartnerów którzy nie grali w turniejach, ale potrafią trzymać piłkę w korcie. Jelena Dementiewa miała 40-letniego zawodnika Andreja Czerkasowa. Być może rodzice Karoliny chcieli Polaka bo sami czują się Polakami.

Czy treningi Karoliny były wyjątkowe?

Ciężko trenowaliśmy, dwa razy dziennie po dwie godziny. Był to etap przygotowań do Australian Open, bo w Dubaju są podobne warunki klimatyczne i można trenować na powietrzu. Ojciec Karoliny powiedział na początku bym grał na maksa. Jednak czasami musiałem odpuszczać bo tenis kobiecy dzieli od męskiego przepaść. Byłem tam dla niej i starałem się grać tak – powiedziałem to rodzicom i trenerom – by Karolina jak najwięcej zyskała. Nie sztuką jest zaserwować 210 km na godz. i sprawić problemy z odbiorem.

Jakim wynikiem skończyłby się mecz na punkty Woźniackiej z Olejniczakiem?

Wygrałem seta 6:3, grając na 60 proc. To przepaść. Na innym poziomie jest serwis, rotacja piłki, inne są kąty uderzeń. Krótkie krosy Rafaela Nadala są dla kobiet nie do odebrania. Jedynymi zawodniczkami, które mogą jako tako rywalizować z mężczyznami, są siostry Williams.

Co Woźniacka uważa za największy mankament? Nad czym pracowaliście najdłużej?

Jest mistrzynią defensywy i by zdobyć upragniony tytuł wielkoszlemowy musi pracować nad ofensywą.

Ma szanse by wygrać szlema?

Jest nagonka na Karolinę. Dla mnie niezrozumiała bo ranking nie kłamie. Jeżeli jest pierwsza to zasłużyła na to. Punktów kupić nie można. Ona może wygrać każdy z czterech szlemów. Tym bardziej że w kobiecym tenisie jest teraz bezkrólewie.

Czy treningi w Dubaju zapowiadają dłuższą współpracę?

To była próba. Trenerzy i Karolina byli zadowoleni. Mają mój telefon i jak będę potrzebny to się odezwą.

rozm. mf/gw /9.1.2012/

/Dawid Olejniczak, tenisista, najwyżej był na 185 miejscu listy ATP/

***

Radwańskie w Australii

Nowy Rok Agnieszka Radwańska przywitała w Sydney, gdzie 9 stycznia rozpocznie sezon. W Australii jest z nią siostra Urszula i trener Tomasz Wiktorowski

Turniej Apia International w Sydney to dla najlepszej polskiej tenisistki pierwszy i ostatni przystanek przed startującym tydzień później wielkoszlemowym Australian Open. Próba sił może nastąpić już w pierwszych rundach, bo na liście zgłoszonych jest dziewięć nazwisk tenisistek sklasyfikowanych w czołowej dziesiątce rankingu WTA

Zabraknie w Sydney tylko Marii Szarapowej, która zmaga się z urazem lewej kostki i najpewniej pierwszym jej występem w 2012 r. będzie Melbourne.

Nie ma zmiany w zwycięskim składzie z drugiej połowy zeszłego sezonu – w roli trenera Agnieszki do Australii pojechał Tomasz Wiktorowski.

Od 6 stycznia w eliminacjach do turnieju w Sydney zara za to Urszula Radwańska (105 WTA). Przebić się do imprezy głównej będzie trudno, bo wśród rywalek znajdą się m.in. Lucie Safarzova (25 WTA) oraz Daniela Hantuchowa (24 WTA), która wystąpi także w grze podwójnej w parze z Agnieszką.

mf/gw /2.1.2012/

***

Tatuś Matkowski bez ślubu…

Marcin Matkowski został ojcem! Urodziła mu się córka Maja! Córka, jak i mama Katarzyna Kostrzewa, czują się dobrze

Wspaniała informacja! Kiedy ją zobaczyłem, ucieszyłem się i od razu chciałem ją dać na moją stronę. Ale jak czytałem dalej, to mi ręce opadły… Bo okazuje się że matka dziecka nie jest żoną tenisisty… Mam nadzieję że nie jest też żoną nikogo innego…

Matka dziecka jest… narzeczoną Matkowskiego. A powinna być jego żoną. Dziecko mają, a ślubu nie mają… Biedaki, nie znaleźli czasu na ślub… Tacy zajęci, tyle ważniejszych spraw mają na głowie, tacy zakochani…

Nie są mężem i żoną, a dziecko już mają… Tak być nie powinno, tak jest głupio, tak jest nie po katolicku, to nie jest tak jak Bóg przykazał, to jest bardzo zły przykład dla innych.

Żeby chociaż jak najszybciej wzięli ten ślub. Kościelny, oczywiście.

Cezary Dąbrowski /15.12.2011/

***

Ivanisević chciał 100 tys. euro

Były chorwacki tenisista Goran Ivanisević nie będzie następcą Gorana Prpicia na stanowisku kapitana reprezentacji tego kraju w Pucharze Davisa. Powodem są zbyt wysokie żądania finansowe Ivanisevica który chciał 100 tys. euro za roczny kontrakt

Ivanisević poprowadzi jednak reprezentację w meczu z Japonią w pierwszej rundzie Pucharu Davisa, w lutym 2012 r. Ale będzie to jednorazowa sytuacja i nie otrzyma za to wynagrodzenia

Dotychczasowym kapitanem reprezentacji Chorwacji w Pucharze Davisa był Goran Prpić. Pełnił tę funkcję od 2006 r., jednak w listopadzie niespodziewanie z niej zrezygnował. Nazwisko jego następcy nie jest jeszcze znane.
Ivanisević, były numer 2 w rankingu ATP World Tour (w lipcu 1994 r.), zakończył karierę w 2004 r. Największy sukces osiągnął w 2001 r., wygrywając Wimbledon. Wcześniej trzy razy przegrywał w finałach londyńskiego turnieju: w 1992, 1994 i 1998.

W sumie w trwającej 16 lat karierze, pełnej wzlotów i upadków, Chorwat zwyciężył w 22 turniejach w singlu, a także zdobył dziewięć tytułów w deblu. Wygrał 599 meczów, doznał 333 porażek. Zarobił na korcie 19 876 579 dol.

pap /17.12.2011/

Parę słów komentarza: Dziwne. 100 tys. euro za rok to nie jest chyba zbyt wygórowana cena i chorwacka federacja powinna się jednak zgodzić na takie warunki. Z drugiej strony, jeżeli to było dla nich tak dużo, że nie zatrudnili weterana światowych kortów, sam Ivanisević mógł chyba nieco ustąpić. Przecież 10 czy 20 tys. euro to dla niego żadne pieniądze…
Cezary Dąbrowski www.zawszepolska.eu

***

Djoković i Kvitova mistrzami świata

Serb Novak Djoković oraz Czeszka Petra Kvitova zostali uznani przez Międzynarodową Federację Tenisową (ITF) mistrzami świata w tej dyscyplinie sportu w roku 2011. Kvitovą oceniono więc wyżej od liderki rankingu WTA Tour – Karoliny Woźniackiej

21-letnia Czeszka zakończyła rok na 2 miejscu w klasyfikacji tenisistek, po triumfie w turnieju masters – WTA Tour Championships w Stambule. A rozpoczęła go na 34 miejscu na świecie. Skok do czołowej dziesiątki okazał się możliwy dzięki jej pierwszemu zwycięstwu wielkoszlemowemu, na trawiastych kortach Wimbledonu

W sumie wygrała w sezonie siedem imprez, bowiem była też najlepsza w styczniu w Brisbane, w lutym w Paryżu, w maju w Madrycie oraz w październiku w Linzu. Zarobiła 5 145 943 dolarów, podczas gdy w całej karierze 6.312 mln.

Natomiast starszy o trzy lata Djokovic rozpoczął sezon od serii 43 wygranych meczów, a 45 od grudnia 2010 r. (odniósł dwa zwycięstwa w finale rozgrywek o Puchar Davisa), zanim przerwał ją Szwajcar Roger Federer w półfinale wielkoszlemowego Roland Garros.

W sumie, w całym roku, miał bilans meczów 70:6. Triumfował również w trzech z czterech imprez wielkoszlemowych – Australian Open, Wimbledonie i US Open; w pięciu z dziewięciu w cyklu ATP Masters 1000 – w Indian Wells, Miami, Rzymie, Madrycie i Montrealu; a także w turniejach ATP w Dubaju i rodzinnym Belgradzie. Zarobił rekordową sumę w historii – 12 619 803 dol.

4 lipca Serb został pierwszy raz w karierze liderem rankingu ATP World Tour, detronizując Hiszpana Rafaela Nadala, którego pokonał w tym roku we wszystkich sześciu pojedynkach.

Od 2003 r. tytuł mistrza świata ITF przypadał na przemian Federerowi i Nadalowi, którzy w ostatnich latach okupowali dwa najwyższe miejsca w rankingu ATP World Tour, zmieniając się co jakiś czas na prowadzeniu.

W grze podwójnej ITF przyznała tytuły amerykańskim bliźniakom Bobowi i Mikeowi Bryanom oraz Czeszce Kvecie Peschke i Słowence Katarinie Srebotnik. Natomiast wśród juniorów przypadły one Czechowi Jirziemu Veselyemu i Rosjance Irinie Chromaczewej.

Tradycyjnie już wręczenie pucharów laureatom nastąpi w Paryżu, podczas Kolacji Mistrzów w trakcie Rolanda Garrosa, 5 czerwca.

pap /13.12.2011/

***

Kim wróciła z Karoliną

Po trwającej cztery miesiące przerwie Kim Clijsters zagrała w Antwerpii pokazowy mecz z liderką rankingu Karoliną Woźniacką. Belgijka wygrała przed domową publicznością 6:2, 7:6 (5) i zapowiedziała że jest gotowa wrócić do rozgrywek cyklu

Mimo że Clijsters zagrała ostatni rankingowy pojedynek w sierpniu, to sezon zakończył się dla niej już w kwietniu, kiedy na weselu kuzyna skręciła kostkę. – W tym roku było znacznie więcej problemów niż powodów do radości – komentowała Belgijka

Z powodu urazu wycofała się ze wszystkich turniejów poprzedzających wielkoszlemowy Roland Garros, a powrót w Paryżu był kompletnie nieudany (porażka w 2 r. z Arantxą Rus). Po French Open wystartowała jeszcze w holenderskim ‚s-Hertogenbosch, gdzie przegrała z Rominą Oprandi. Po tym turnieju wycofała się z wielkoszlemowego Wimbledonu, wciąż zmagając się z urazem kostki.

Po przerwie Belgijka wróciła na korty podczas zawodów cyklu US Open Series w Toronto, gdzie skreczowała już w pierwszym pojedynku (z Jie Zheng), tym razem z powodu urazu mięśni brzucha. Kontuzja była na tyle poważna że wyeliminowała ją ze startów już do końca sezonu i nie broniła tytułów wywalczonych w wielkoszlemowym US Open i mistrzostwach WTA Tour.

Pokazowy mecz z Woźniacką pokazał że Clijsters w pełni odzyskała siły i jest gotowa do gry o najwyższe cele. – Wszystko przebiega bardzo dobrze. Mogę wsiąść w samolot i polecieć do Australii. Jestem szczęśliwa że w końcu zagrałam mecz i przerwałam codzienną rutynę treningową. Fizycznie czuję się doskonale, chyba nigdy nie czułam się lepiej – powiedziała Belgijka po meczu.

rp /9.12.2011/

***

Sanchez trenerem Karoliny

Hiszpański trener Ricardo Sanchez dołączył do zespołu szkoleniowego Karoliny Woźniackiej. I ma pomóc 21-letniej liderce rankingu WTA Tour odnieść pierwsze zwycięstwo w turnieju zaliczanym do Wielkiego Szlema

Informacja ta pojawiła się w Ekstra Bladet i przerwała spekulacje. Już w sierpniu ojciec tenisistki z Odense – Piotr Woźniacki – ogłosił że rozpoczął poszukiwanie trenera, który go zastąpi i pomoże córce odnieść wymarzone zwycięstwo w jednym z czterech najważniejszych turniejów: Melbourne, Paryżu, Londynie czy Nowym Jorku

Jednocześnie jednak sam Woźniacki zostanie w sztabie szkoleniowym i będzie towarzyszyć córce podczas niektórych startów, ale nie wszystkich, jak to było dotychczas. – Tata zdecydował że chce mieć trochę więcej czasu na obowiązki pozakortowe. Zresztą sam zasugerował zatrudnienie właśnie Sancheza – tłumaczyła Karolina dziennikarzowi.

21-letnia Karolina jest numerem jeden na świecie (z dwutygodniową przerwą) od października 2010 r., w sumie przez 59 tygodni, a do stycznia będą to 63 tygodnie. Drugi sezon z rzędu kończy jako liderka, jednak wciąż nie może się pochwalić zwycięstwem w wielkim szlemie.

Dotychczas najbliżej tego celu była we wrześniu 2009 r., gdy dotarła do finału US Open. Jednak w nim musiała uznać wyższość Belgijki Kim Clijsters, która miesiąc wcześniej wznowiła karierę po urodzeniu dziecka.

Sanchez prowadził od 2007 do 2010 r. Serbkę Jelenę Jankovic, która w sierpniu 2008 r. objęła prowadzenie w rankingu i z przerwami utrzymała je przez 18 tygodni. Wówczas zakończyła sezon jako ‘jedynka’. Wcześniej pracował też w męskim tourze, m.in. z Chilijczykiem Nicolasem Massu, podwójnym mistrzem olimpijskim z igrzysk (2004).

pap  /2.12.2011/

***

Duży sukces polskiego debla

Mariusz Fyrstenberg i Marcin Matkowski przegrali w finale masters 5:7, 3:6 z Danielem Nestorem i Maksem Mirnym. Mimo to jest to jeden z ich największych sukcesów w karierze. Czy w przyszłym roku wygrają szlema?

Nestor z Mirnym wygrali zasłużenie. W pierwszym secie bezlitośnie wykorzystali w końcówce chwilę słabości Fyrstenberga, który zaliczył wyjątkowo kiepski gem serwisowy i dał się przełamać. W drugim rozstawieni z trójką rywale górowali nad Polakami ( nr 8 ) doświadczeniem i spokojem

Nestor i Mirny pilnowali własnych serwisów, a przy odbiorze podań umiejętnie wyprowadzali z równowagi Mariusza i Marcina mocnymi returnami pod nogi. Pewniej czuli się też pod siatką, ich ataki były zdecydowane, a polskie często chaotyczne. W szóstym gemie przełamali podanie Matkowskiego i prowadzenia już nie oddali.

Wygrała para znacznie bardziej utytułowana. 39-letni Kanadyjczyk Nestor to zwycięzca siedmiu szlemów, złoty medalista olimpijski, na korcie zarobił prawie 10 mln dol., triumfował w 74 imprezach. 34-letni Białorusin Mirny to były znakomity singlista, 18 rakieta świata, ćwierćfinalista US Open, w deblu zgarnął pięć szlemów, zarobił w sumie ponad 9 mln dol.

Polskie osiągnięcia na tym tle wyglądają wciąż skromnie – Fyrstenberg i Matkowski zarobili po ok. 1.6 mln dol., zagrali właśnie w 20 finale, na koncie mają 11 triumfów.

Finał masters, za który dostali do podziału 140 tys. dol., to obok tegorocznego finału US Open (wówczas odebrali rekordowy czek na 210 tys. dol.) największy sukces Polaków.

Od czasów Wojciecha Fibaka który raz zagrał w finale singlowego masters (1976) i kilkakrotnie w deblowych pod szyldem ATP i WTC – żaden Polak w tej elitarnej imprezie nie dochodził tak daleko.

Mariusz i Marcin dali z siebie wszystko, przegrali pechowo, w drugim secie dokonali kilku złych wyborów, ale trudno było przeciwstawić się tak świetnie grającym rywalom. Ale to wielki dzień polskiego tenisa – mówił Fibak w telewizji.

Teraz naszym celem jest wygranie szlema – mówili w Londynie Fyrstenberg z Matkowskim. Czy mają szansę? Ostatni rok w ich wykonaniu nie obfitował w spektakularne zwycięstwa – turnieju nie wygrali od czerwca 2010 r., ale w ich tenisie dało się zauważyć pozytywną zmianę jakościową. Za świetny półfinał masters z Leanderem Paesem i Maheshem Bhupathim na antenie Sky Sports pochwalił ich sam Boris Becker, mówiąc że pokazali ‘lepszy deblowy tenis’. Polacy powoli przestają być parą uzależnioną od mocnego serwisu, co było ich największym problemem na początku kariery. Dużo lepiej niż kiedyś czują grę pod siatką, zrozumieli że drogą do deblowych zwycięstw jest atak nie tylko po serwisach, ale czasem też po returnach. Było to widać w tym roku m.in. podczas świetnych meczów w US Open (zwycięstwa z Bopanną i Quereshim, Paesem i Bhupathim), a teraz także w Londynie (ograli Llodrę i Zimonicia, a potem znów Bopannę z Quereshim i Paesa z Bhupathim).

Polacy powoli powiększają zdobycze w deblowej elicie. Wygrywali już z każdą z najmocniejszych par, m.in. z Bobem i Mikiem Bryanami, czyli liderami deblowego rankingu. Bolączką Mariusza i Marcina były dotąd występy w szlemach, gdzie poza parami których styl gry świetnie znają pojawia się mnóstwo debli złożonych z dwóch dobrych singlistów. – Singliści świetnie returnują i często nie możemy ich rozszyfrować, ale z czasem to też się uda – mówił Matkowski po US Open. Tę słabość returnową było widać m.in. we wczorajszym finale bo to właśnie Mirny, czyli były singlista, zabierał Polakom najwięcej punktów.

Polacy mają jednak czas, wciąż uchodzą w elicie za młodzieniaszków – Marcin ma 30 lat, Mariusz jest o rok starszy. Przed nimi co najmniej pięć lat kariery.

Ciekawostka finansowa. 12 razy mniejsze pieniądze zarabiają debliści w porównaniu z singlem. W deblu zwycięzcy mogli wygrać maksymalnie 285 tys. dol. do podziału, w singlu 1.65 mln dol.

gw /27.11.2011/

TO WIELKIE OSIĄGNIĘCIE, ALE…

– Ten finał to naprawdę nasze wielkie osiągnięcie. Nie ukrywam jednak że chcieliśmy wygrać ten turniej. Zabrakło jednego meczu. Finałowi rywale, nie ma się co oszukiwać, byli od nas lepsi. Nie przegrali podczas tego turnieju ani jednego meczu – powiedział Marcin Matkowski po przegranym finale gry podwójnej ATP World Tour Finals

Rozmowa z Marcinem Matkowskim

To był dla was bardzo dziwny sezon. Nie wygraliście ani jednego turnieju i dwa razy byliście w finale, ale za to w jakich imprezach – US Open i masters.

Na pewno nie był to równy sezon w naszym wykonaniu. Pierwsza połowa roku była bardzo słaba. Tak naprawdę jednak osiągnęliśmy w tym roku największe sukcesy w karierze. Byliśmy w finale turnieju wielkoszlemowego US Open oraz w finale masters. Gdybym miał wybierać między triumfami w mniejszych turniejach, a finałami tych największych imprez, to jednak wybrałbym tę drugą opcję, czyli taki sezon, jak ten.

Wasz awans do finału to jeden z największych sukcesów polskiego tenisa. W finale masters występował bowiem tylko Wojciech Fibak. Raz w grze pojedynczej, a także w grze podwójnej, ale nigdy z polskim partnerem. Zostaliście zatem pierwszą polska parą która awansowała do finału tej prestiżowej imprezy. Czy to dodatkowo mobilizowało was przed rozstrzygającym meczem?

Na pewno. Ten finał to naprawdę nasze wielkie osiągnięcie. Nie ukrywam jednak że chcieliśmy wygrać ten turniej. Zabrakło jednego meczu. Finałowi rywale, nie ma się co oszukiwać, byli od nas lepsi. Nie przegrali podczas tego turnieju ani jednego meczu. Szkoda. Mam jednak nadzieję że za rok to my będziemy już najlepsi.

Co było przełomowym momentem w finale?

Wydaje mi się że pierwszy set. Jako pierwsi przełamaliśmy rywali i było 2:1. Niestety jednak – szybko odpowiedzieli tym samym – a potem bardziej kontrolowali swoje gemy serwisowe. My zaś mieliśmy problemy z ich podaniem.

Co można było wykonać lepiej by wygrać finał?

Na pewno lepszy mógł być serwis w naszym wykonaniu. Mieliśmy zbyt niski procent pierwszego podania a to powodowało że znacznie łatwiej im było posyłać returny po drugim serwisie.

Mówił pan że chcieliście wygrać ten turniej. Czy to oznacza że taka myśl przyświecała wam już od momentu zakwalifikowania się do niego?

Tak. W takim turnieju nie ma faworytów i każdy może wygrać. Najlepiej świadczy o tym to że byliśmy parą numer osiem, a byliśmy o krok od wygrania tej imprezy. Zresztą takie właśnie mamy podejście, tym bardziej że z wszystkimi tymi parami udało nam się już wygrywać. Teraz jednak rywale byli mocniejsi w finale. Nie przegraliśmy jednak tego meczu mentalnie. Tego dnia oni grali po prostu lepiej od nas.

Teraz pewnie przyjdzie czas na zasłużony odpoczynek?

Na pewno mamy dwa tygodnie luzu. Chyba od 12 grudnia mamy już jakieś zgrupowanie w Warszawie przed nowym sezonem. Przerwa zatem nie będzie długa, ale wykorzystamy ją maksymalnie by jak najlepiej się zregenerować.

Przyszły sezon będzie bardzo ciężki bo dochodzą jeszcze igrzyska olimpijskie. Z jakim nastawieniem przystąpicie do niego?

Jeżeli utrzymamy formę z końca tego sezonu to na pewno stać nas na bardzo dobre wyniki. Choćby przez igrzyska olimpijskie najbliższy sezon będzie się znacznie różnić od poprzednich. O szczegółach zaczniemy pewnie mówić w połowie grudnia, kiedy rozpoczniemy treningi.

rozm. – tk/onet 27.11.2011/

***

Pol-Pol Express szybszy

Mariusz Fyrstenberg i Marcin Matkowski rozbili Rohana Bopannę i Aisama-Ul-Haqa Qureshiego 6:2, 6:1. W awansie do najlepszej czwórki pomógł im wynik drugiego meczu w grupie

Świetne serwisy, piękne minięcia, dominacja pod siatką – tak wyglądała lekcja tenisa jakiej udzielili w czwartek Fyrstenberg i Matkowski rywalom nazywanym przez media Indo-Pak Expressem

Bopanna i Qureshi w deblu nie osiągnęli więcej niż Polacy, ale są znacznie lepiej rozpoznawalni. Wielkie artykuły pisały o nich m.in. New York Times, Guardian, film nakręciła CNN

Deblowa para składająca się z Hindusa i Pakistańczyka przyciąga uwagę, bo to unikat. Reprezentanci dwóch zwaśnionych nuklearnych potęg, które nie umieją się porozumieć od dziesięcioleci, współpracują i walczą razem w turniejach już ponad rok, wygrali cztery turnieje, w 2010 r. doszli do finału US Open. – Sport jest ponad podziałami – mówią Bopanna i Qureshi, czym przyciągają także atrakcyjnych sponsorów.

Występ w Londynie jednak zupełnie im nie wyszedł. Przegrali wszystkie mecze. W czwartek rozstawieni z piątką Hindus i Pakistańczyk od niżej notowanych Polaków (nr 8) odbili się jak od ściany. ‘Pełna koncentracja przez cały mecz’ – wyjaśnili na Facebooku przyczyny triumfu Polacy, choć to nie do końca prawda. Szło tak łatwo że w końcówce grali już rozluźnieni, pozwalali sobie na nonszalancję w postaci ryzykownych lobów i wolejów.

Mimo dwóch zwycięstw w trzech meczach Polacy nie mieli zapewnionego półfinału aż do wieczora, gdy pewni już awansu Daniel Nestor i Maks Mirny (3) nie odpuścili, zagrali na 100 proc. i pokonali w ostatnim pojedynku 6:4, 3:6 /7/ Michaela Llodrę i Nenada Zimonjicia (2). Polacy zajęli dzięki temu 2 miejsce w grupie. Gdyby Nestor i Mirny przegrali, Mariusz i Marcin spadliby na trzecią pozycję przez gorszy bilans setów.

Dwa wygrane mecze wzięlibyśmy przed turniejem w ciemno, swoje zrobiliśmy, jeżeli odpadniemy nic się nie stanie, ale nie tracimy nadziei – mówił po południu Matkowski.

W półfinale Polacy zagrają w sobotę ze zwycięzcami grupy A, którymi niemal na pewno będą Bob i Mike Bryanowie (1). Amerykanie kilka razy przegrywali już z Polakami, m.in. rok temu w grupowym meczu masters.

To trzeci w karierze Polaków półfinał masters. Wcześniej udawało im się zajść tak daleko w kończących sezon imprezach w 2008 i 2010 r. W Londynie zarobili już do podziału 115 tys. dol., zwycięstwo jest warte ponad 200 tys. dol.

W singlowej grupie B Roger Federer, który nic nie musiał, bo awans do półfinału z pierwszego miejsca miał już w kieszeni, pokonał Mardy Fisha 6:1, 3:6, 6:3. Szwajcar uznawany jest za faworyta, bo nie widać mocnych rywali, którzy mogliby mu zagrozić na szybkiej halowej nawierzchni w Londynie.

Jeden z tych którzy teoretycznie mieli podjąć z nimi walkę, czyli lider rankingu Novak Djoković, przyjechał na turniej bez formy, o czym ostatecznie przekonaliśmy się po klęsce z Hiszpanem Davidem Ferrerem 3:6, 1:6. Tak dotkliwego lania na twardych kortach, czyli swojej ulubionej nawierzchni, Serb nie dostał od czterech lat, a przecież w tym sezonie w ogóle dał się pokonać dopiero piąty raz (na 75 meczów). ‘Prawdziwy Djoković jest już od dawna na plaży, do Londynu przysłał sobowtóra, zresztą kiepskiej jakości’ – podsumował Daily Mail.

To najgorszy mecz w roku. David zagrał świetnie, choć prawdę mówiąc mnie właściwie nie było na korcie – stwierdził Djoković, od stycznia triumfator dziesięciu turniejów, w tym trzech szlemów. W meczu z Ferrerem popełnił aż 33 niewymuszone błędy, serwował dużo gorzej niż przed kilkoma tygodniami. Obniżkę jego formy częściowo tłumaczą kontuzje po US Open. Eksperci podkreślają że Serb nie wytrzymał fizycznie niezwykle intensywnego sezonu. Teraz zastanawiają się czy zdąży wypocząć i wrócić do formy w styczniu, a może okaże się że jego niesamowity rok był jednorazowym wystrzałem. Pesymiści wskazują m.in. na Rafaela Nadala, który po rewelacyjnym 2010 r. (także trzy zdobyte szlemy) zaliczył sezon dużo słabszy.

jc/gw /24.11.2011/

***

Musimy więcej ryzykować

– Stać nas na pierwszą trójkę na świecie i wygranie szlema, ale nie możemy w meczach o stawkę grać zachowawczo i czekać aż same się wygrają. Po US Open już to wiemy – powiedział Mariusz Fyrstenberg, który razem z Marcinem Matkowskim w niedzielę w ATP World Tour Finals pokonali francusko-serbski duet Michel Llodra – Nenad Zimonjic

Rozmowa z Mariuszem Fyrstenbergiem

Jesteście specjalistami od wprowadzania kibiców w stany przedzawałowe. Awans do ósemki najlepszych par grających w masters znów wywalczyliście w ostatniej chwili.

Kolejny raz zagraliśmy słaby początek sezonu. Mamy problem z koncentracją, mobilizacją. Spinamy się na szlemy, co nie zawsze daje dobry efekt, i w końcówce roku, by gonić uciekający masters. W środku sezonu w mniejszych turniejach brakuje stuprocentowej mobilizacji. Musimy to zmienić.

Był moment że zwątpiliście w awans? W Walencji wyprzedziła was para Rojer – Butorac którą musieliście doścignąć w Paryżu. Nie było też pewne czy Jurgen Melzer się wycofa.

Oj, była nerwówka. Melzer przysłał nam esemesa że plecy mu zdrowieją, więc mamy grać na maksa i nie liczyć na niego. Udało się, bo przeszliśmy jedną rundę dalej niż Rojer i Butorac, ale to nieznośne uczucie gdy musisz zdawać się na wyniki innych. Za rok nie możemy do tego dopuścić.

Gdyby nie finał US Open, to na masters byście nie zagrali. Oceniając, to był zupełnie przeciętny sezon.

Zgadza się. Mieliśmy za dużo wpadek ze średnimi parami albo z parami złożonymi z dwóch średniej klasy singlistów. Ale za to mamy najlepszy bilans z parami z pierwszej trójki rankingu. Coraz częściej ogrywamy np. braci Bryanów. To frustrujące, bo czujemy że mamy potencjał na pierwszą trójkę na świecie, a któryś już raz bijemy się tylko o miejsce numer osiem. Żeby wyeliminować wpadki musimy w każdym turnieju grać jak o życie. Niektóre potraktowaliśmy w tym roku za ulgowo.

Ten finał szlema zmienił coś w was?

Gdybym miał wybierać: świetny sezon z szybkim awansem na masters albo przeciętny jak ten, ale z finałem US Open, biorę szlema. Mastersy już nam się ograły, czekaliśmy na sukces w szlemie, bo to jest jednak kwintesencja tenisa. Przełamaliśmy w tym roku psychologiczną barierę. Teraz czas na zwycięstwo. Wiemy że jest w naszym zasięgu. Klucz to koncentracja. Do tej pory często przegrywaliśmy w ćwierćfinałach, bo graliśmy zachowawczo, czekaliśmy aż mecze same się wygrają. Po US Open wiemy że w walce o najwyższą stawkę trzeba ryzykować, grać agresywnie.

To wasz piąty awans na masters. Czujecie przez te lata że się tenisowo rozwijacie?

Kiedyś było tak że jak nie wchodził nam mocy serwis, to nie wygrywaliśmy. Byliśmy parą uzależnioną od serwisu. Z czasem jednak znacznie poprawiliśmy grę przy siatce. Potrafimy już wygrać gdy serwis ‘nie siedzi’. Ciągle jednak nad nim pracujemy. Mamy np. wciąż za niski na tle innych procent skuteczności pierwszego podania. Zdarza się poniżej 40 proc., a powinna być zawsze powyżej 70 proc. To ważne bo czołowe pary świetnie returnują drugi serwis i zbyt często był to powód naszych porażek. Z każdym rokiem zyskujemy też oczywiście doświadczenie, ale wciąż jesteśmy jedną z młodszych par w czołówce, więc tym ich nie pokonamy, chyba że pokończą kariery ze starości.

Wasz team rozwija się też organizacyjnie – macie dwóch poważnych sponsorów, kilku mniejszych, są menedżer, trener, a nawet psycholog.

Staramy się profesjonalizować. Zaufały nam m.in. firmy Tauron i Siemens AGD. Dzięki temu mamy komfort bo organizacyjnie i finansowo nie musimy się prawie o nic martwić. Nie zapominajmy też o lekarzach z Centralnego Ośrodka Medycyny Sportowej, współpracujemy też z centrum rehabilitacji. Bez wsparcia nie byłoby sukcesu. A nam gra się łatwiej ze świadomością że ktoś razem z nami pracuje na wynik.

Rośniecie też medialnie, ostatnio byliście w jednym z programów telewizyjnych.

Ludzie nas poznają. Od rozpoznawalności Małysza, Kubicy czy siatkarzy dzieli nas jeszcze przepaść, ale to się powoli zmienia. Mamy tylko nadzieję że wpłynął na to finał US Open, a nie medialna awantura wokół tego że Niemiec Petzschner zagrał piłkę nogą i się do tego nie przyznał. Chcielibyśmy żeby dzięki nam rosła popularność tenisa w Polsce.

Pytano was w tym programie m.in. czy grając jeden na jeden pokonalibyście Agnieszkę Radwańska. Odpowiedzieliście że z łatwością, bo mocniej serwujecie. A gdyby piłkę wprowadzać lekko od dołu?

Jeżeli odjęlibyśmy ogromną różnicę siły i szybkości piłki między męskim a kobiecym tenisem, to myślę że z Agnieszką mielibyśmy spore problemy, bo gra niezwykle regularnie, świetnie się rusza i doskonale przewiduje wydarzenia na korcie.

Wytrzymujecie jeszcze ze sobą? Spędzacie razem mnóstwo czasu więc nie uwierzę że nie pojawiają się konflikty.

Na początku było trudniej bo oszczędzaliśmy i mieszkaliśmy w hotelach w jednym pokoju, czasem w trójkę z trenerem. To prowadziło do konfliktowych sytuacji bo jednak przebywanie ze sobą tyle czasu jest męczące. Teraz nie ma takiego problemu. Jesteśmy jak bracia, lojalni wobec siebie, spotykamy się na treningach i meczach, przyjaźnimy, ale poza kortem chodzimy własnymi ścieżkami, trochę jak rodzeństwo.

Tenisowi sceptycy będą zawsze kręcić nosem że to tylko debel, dużo mniej prestiżowy od singla.

Nic na to nie poradzimy. Tak już jest że tenis stał się dużo bardziej wymagający fizycznie, co zrodziło specjalizację. Singliści nie mają czasu na grę w debla. Ale tak naprawdę za obniżaniem prestiżu debla stoi też telewizja, bo to ona kreuje gwiazdy, a wybiera niemal wyłącznie transmisje singla. Szkoda bo wiele meczów deblowych jest ciekawszych i bardziej atrakcyjnych. Kto widział debla na żywo wie o czym mówię. Deblowi szkodzi też to że ciągle zmieniają się składy par, przez co trudno zapadają w pamięć. My z braćmi Bryanami jesteśmy najbardziej kojarzoną parą, bo jako jedyni od lat gramy razem.

Jak oceniacie szanse w masters?

Na pierwszy rzut oka grupa jest ciężka, ale rok temu też tak mówiłem i wygraliśmy wszystkie mecze grupowe. Każda z par jest w zasięgu. W półfinale marzy nam się rewanż za US Open z Melzerem i Petzschnerem.

Faworyt w singlu?

Federer. Obserwowałem w Paryżu Djokovicia. Serb był zmęczony, sprawiał wrażenie że mentalnie jest już na wakacjach.

rozm. jc/gw /21.11.2011/

***

Kibice lubią Agnieszkę

Kibice uznali Agnieszkę Radwańską za swoją ulubioną zawodniczkę w cyklu WTA Tour. Nagrodę dla najlepszej tenisistki roku władze cyklu przyznały Czeszce Petrze Kvitovej, triumfatorce Wimbledonu i kończących sezon WTA Championships w Stambule

Radwańska zakończyła tegoroczną rywalizację na ósmym miejscu w rankingu WTA Tour, dzięki trzem zwycięstwom: sierpniowym w Carlsbad oraz październikowym w Tokio i Pekinie. Udane występy w Azji pozwoliły jej wywalczyć miejsce w mistrzostwach WTA

Krakowianka zarobiła w tym sezonie 2 456 568 dol., powiększając swój dorobek premii w karierze do 6 950 135 dol.

Kibice tenisowi mogli dokonywać wyboru w trzech kategoriach. Ich ulubionym deblem zostały Białorusinka Wiktoria Azarenka i Rosjanka Maria Kirilenko, natomiast za przełomowe osiągnięcia uhonorowali Kvitovą, triumfatorkę sześciu turniejów. W przeciągu 10 miesięcy awansowała z 34 na 2 miejsce na świecie, a w listopadzie sięgnęła z drużyną narodową po Fed Cup.

21-letnia Czeszka otrzymała najbardziej prestiżową nagrodę przyznawaną przez dziennikarzy, bowiem została wybrana przez nich najlepszą tenisistką 2011 r. Poza tym przypadł jej też tytuł zawodniczki która uczyniła największe postępy oraz – od koleżanek z kortów – wyróżnienie za sportową postawę w postaci statuetki Karen Krantzcke.

Za najlepszy debel przedstawiciele mediów uznali Czeszkę Kvetę Peschke i Słowenkę Katarinę Srebotnik, liderki rankingu i zdobywczynie sześciu tytułów, w tym Wimbledonu.

Na londyńskiej trawie pierwszy półfinał w Wielkim Szlemie osiągnęła pochodząca z Polski a reprezentująca Niemcy Sabine Lisicki, która w 2009 r. była już w czołowej dwudziestce klasyfikacji, ale później spadła poza setkę w wyniku poważnej kontuzji. Obecnie jest numerem 15 na świecie i została wyróżniona nagrodą za najlepszy powrót roku.

Za odkrycie roku uznano Rumunkę Irinę-Camelię Begu która przesunęła się z 214 pozycji na 38, dochodząc do dwóch finałów w imprezach WTA Tour w Marbelli i Budapeszcie.

Przyznawana przez tenisistki Player Service Award trafiła w ręce Włoszki Franceski Schiavone która cieszy się sympatią rywalek za różne inicjatywy poza kortem i częste wspieranie innych zawodniczek.

Nagrody WTA Tour za rok 2011: głosowanie dziennikarzy: najlepsza tenisistka – Petra Kvitova (Czechy); najlepszy debel – Kveta Peschke (Czechy) i Katarina Srebotnik (Słowenia); powrót roku – Sabine Lisicki (Niemcy); największe postępy – Petra Kvitova (Czechy); odkrycie roku – Irina-Camelia Begu (Rumunia); głosowanie zawodniczek: nagroda Player Service Award – Francesca Schiavone; nagroda Karen Krantzcke za sportową postawę – Petra Kvitova (Czechy); ulubiony turniej WTA rangi Premier – Porsche Tennis Grand Prix (Stuttgart); ulubiony turniej WTA rangi International – Abierto Mexicano TELCEL (Acapulco); głosowanie kibiców: ulubiona singlistka – Agnieszka Radwańska (Polska); ulubiony debel – Wiktoria Azarenka (Białoruś) i Maria Kirilenko (Rosja); największy postęp – Petra Kvitova (Czechy)

pap /15.11.2011/

***

Magiczny Roger Federer

Roger Federer wreszcie wygrał turniej w paryskiej hali Bercy, ostatni przed finałem ATP Tour w Londynie

Paryż widział wcześniej wielką wygraną Szwajcara, ale na kortach Rolanda Garrosa. W Bercy Federer wygrał pierwszy raz, lecz wreszcie w dawnym stylu: po drodze z nikim nie przegrał seta, w półfinale pokonał Tomasa Berdycha 6:4, 6:3, w finale Jo-Wilfrieda Tsongę 6:1, 7:6 (3) – obaj uczestnicy masters

Dobrze się ogląda szwajcarskiego mistrza w takiej formie. Trudno było zdecydować czy bardziej podziwiać swobodę zdobywania punktów czy pewność szybkich odbić i różnorodność akcji. W finale z Tsongą Federer znów pokazywał swoje magiczne sztuczki, kilka nadawało się do powtórek w internecie, zwłaszcza bekhendowe minięcie po, wydawało się, wygrywającym lobie Francuza.

Tsonga czuł wsparcie kilkunastu tysięcy rodaków i wybrał ryzykowną drogę do sukcesu: atak, presja, ryzyko niemal przy każdym uderzeniu. Pierwszy set skończył się małą katastrofą, do stanu 0:5 trudno było mówić o  rywalizacji, w drugim było znacznie lepiej, ale w tie-breaku Tsonga stracił wiarę.

Roger Federer wygrał 69 turniej w karierze, przy okazji jako siódmy tenisista w historii przekroczył liczbę 800 zwycięstw w cyklu ATP Tour, to w finale miało już nr 802.

Pierwszy raz w Paryżu i w turnieju z cyklu masters series wygrali debliści Rohan Bopanna (Indie) i Aisam ul-Haq Qureshi (Pakistan). Do tej pory ich wspólny tenis ponad politycznymi podziałami przynosił pewne zyski (przed Paryżem dziesięć finałów, trzy zwycięstwa), ale ten sezon mają najlepszy. Wygrali w Halle, Sztokholmie i Paryżu, zadebiutują w masters, a punkty zdobyte w Bercy dadzą im piąte miejsce w świecie. W finale pokonali Francuzów Juliena Benneteau i Nicolasa Mahuta 6:2, 6:4, którzy dwie rundy wcześniej wyeliminowali Mariusza Fyrstenberga i Marcina Matkowskiego.

Zawodnicy Siemens AGD Tennis Team Polska mają teraz tydzień na przygotowanie się do startu w kończącym sezon turnieju masters – ATP World Tour Finals (z pulą nagród 5.07 mln funtów). W dn. 20-27 listopada w londyńskiej O2 Arena wystąpi ośmiu najlepszych singlistów i osiem czołowych par w tegorocznych rankingach ATP World Tour.

A potem jeszcze tylko finał Pucharu Davisa Hiszpania – Argentyna (2–4 grudnia) w Sewilli.

Paryż. Turniej ATP (masters series, 2.75 mln euro). 1/2 finału: Federer (Szwajcaria, 3) – Berdych (Czechy, 5) 6:4, 6:3; Tsonga (Francja, 6) – J. Isner (USA) 3:6, 7:6 (1), 7:6 (3). Finał: Federer – Tsonga 6:1, 7:6 (3). Debel – finał: R. Bopanna, A. Qureshi (Indie, Pakistan, 7) – J. Benneteau, N. Mahut (Francja) 6:2, 6:4.

kr/rp/int.pl /13-14.11.2011/

FYRSTENBERG – MATKOWSKI W ÓSEMCE

Mariusz Fyrstenberg i Marcin Matkowski awansowali na ósme miejsce w rankingu najlepszych par sezonu ATP Doubles Race. Dzięki temu zakwalifikowali się jako ostatni do kończącego sezon tenisowy turnieju ATP World Tour Finals w Londynie (20-27 listopada)

Zawodnicy Siemens AGD Tennis Team Polska w ubiegłym tygodniu dotarli do ćwierćfinału imprezy ATP Masters 1000 w paryskiej hali Bercy (z pulą nagród 2.75 mln euro), dzięki czemu powiększyli swój dorobek do 3450 pkt. Wyprzedzili przez to o 300 pkt Amerykanina Erica Butoraca i Jeana-Juliana Rojera z Antyli Holenderskich.

Polscy tenisiści piąty raz w okresie sześciu sezonów wystąpią w gronie ośmiu najlepszych debli sezonu. Pierwszy raz zakwalifikowali się do Masters Cup w 2008 r., ale ponieśli wtedy dwie porażki w grupie. Dwa lata później ponownie pojechali do Szanghaju; tym razem odnieśli dwa zwycięstwa i awansowali do półfinału.

Uczestniczyli też w ATP World Tour Finals który pod nową nazwą rozgrywany jest od 2009 r. w londyńskiej O2 Arena. Za pierwszym razem nie zdołali wyjść z grupy, a przed rokiem byli jedyną niepokonaną parą w fazie grupowej; później odpadli w półfinale.

Zdecydowanymi liderami klasyfikacji czołowych debli sezonu są amerykańscy bliźniacy Bob i Mike Bryanowie, którzy zgromadzili 10 100 pkt. Na 18 miejscu znajdują się Łukasz Kubot i Austriak Oliver Marach – 1275. Nie poprawią jednak swoich notowań, bo kilka miesięcy temu uznali że nie będą kontynuować wspólnych występów do końca sezonu.

Czołowa ósemka rankingu ATP Doubles Race na 14 listopada 2011: 1. Bob Bryan, Mike Bryan (USA) 10 100 pkt; 2. Michel Llodra, Nenad Zimonjic (Francja, Serbia) 7 300; 3. Daniel Nestor, Maks Mirnyj (Kanada, Białoruś) 6 980; 4. Mahesh Bhupathi, Leander Paes (Indie) 4 770; 5. Rohan Bopanna, Aisam-Ul-Haq Qureshi (Indie, Pakistan) 4 650; 6. Robert Lindstedt, Horia Tecau (Szwecja, Rumunia) 4 040; 7. Juergen Melzer, Philipp Petzschner (Austria, Niemcy) 4 010; 8. Mariusz Fyrstenberg, Marcin Matkowski (Polska) 3 450.

pap /14.11.2011/

Kategoria Sport

Comments