Motocyklem do świętych miejsc

rk1Uczestnicy: 100 motocyklistów. Prędkość: 120 kilometrów na godzinę. Długość kolumny: 5 kilometrów. „Pola bitewne gdzie nasi przodkowie bili się o wolną Polskę i groby bohaterów to dla nas miejsca święte” – mówią. Rajd Katyński odwiedził Kresy już czternasty raz

W tym roku, kiedy wyjeżdżali na trasę, pytano organizatorów przede wszystkim o Ukrainę; jak daleko od terenów walk przebiegać będzie trasa rajdu, czy spodziewane są problemy

Przejeżdżali przez przejście rosyjsko-ukraińskie w Trojebortnoje, w prostej linii między Moskwą a Kijowem. Na Majdanie rozmawiali z matką jednego z poległych

– Tak jak przewidywałem nie mieliśmy kłopotów – powiedział Wiktor Węgrzyn, pomysłodawca i komandor rajdu. – Jeździmy na Kresy od czternastu lat i mamy tam wielu przyjaciół. Poza tym nonsensem jest się bać. W każdej chwili ponosimy przecież ryzyko utraty życia.

Wydarte z niepamięci

Rajd to sposób na odkłamywanie i upamiętnianie historii, na budowanie relacji z mieszkańcami mijanych miejscowości. Po to by trudna przeszłość się już nie powtórzyła.

– To niezapomniane wspomnienia z miejsc pamięci – powiedział Edward Olszowy z Wołomina, uczestnik rajdu od trzech lat. – Msza Święta z pochodniami przed pomnikiem katyńskim i nocleg pod namiotami, tuż obok memoriału polsko-rosyjskiego w Katyniu, zrobiły na mnie ogromne wrażenie. Podobnie w Kuropatach czy Bykowni. Odczuwałem głęboką więź z pomordowanymi.

– Staramy się być także w miejscach zapomnianych lub mało znanych, stanowiących białe plamy na kartach przeszłości – dodał Węgrzyn. – Jak Kłuszyn, gdzie Polacy odnieśli wielkie zwycięstwo nad Rosją i zajęli w 1610 r. Moskwę, jak Orsza, gdzie w tym roku obchodziliśmy 500-lecie triumfu wojsk polsko-litewskich nad Moskalami. Odwiedzamy Surkonty, miejsce bitwy polskiego oddziału ppłk. Macieja Kalenkiewicza z armią NKWD w 1944 r., miejsca zbrodni dokonanej przez partyzantkę komunistyczno-żydowską w Koniuchach i Nalibokach, gdzie całe wioski zostały wymordowane i spalone. Bywamy w Kopciowie, przy grobie Emilii Plater. W Moskwie odwiedzamy miejsca spoczynku Leopolda „Niedźwiadka” Okulickiego i Stanisława Jasiukowicza, sądzonych w „procesie szesnastu” i zmarłych w sowieckich więzieniach w 1946. Jesteśmy przy grobach Bułata Okudżawy i Włodzimierza Wysockiego którzy pięknie pisali o Polsce.

Hołd Zapomnianym

Trzech motocyklistów w brązowych beretach, założonych na wzór komandosów, defiladowym krokiem podchodzi do pomnika i składa biało-czerwony wieniec. Taki obraz powtarzał się w każdym miejscu pamięci.

– Wieńce za pomordowanych Polaków, Ukraińców i Rosjan złożyliśmy m.in. w Butowie pod Moskwą, gdzie na długo przed II wojną światową na skalę przemysłową mordowano tzw. wrogów ustroju komunistycznego – wspominał Andrzej Niedźwiecki, tegoroczny uczestnik i fotograf rajdu. – Dziś na miejscu masowych egzekucji znajdują się duże zbiorowe mogiły w postaci kopców, obok wzniesiono niewielką cerkiew.

– Mordowano tu na skalę przemysłową: około pięciuset ludzi dziennie – opowiadał przewodnik po Butowie. Zbiorowe groby kopano koparkami. Nie wiadomo ile dokładnie osób straciło tu życie, nie przeprowadzono tu ekshumacji.

W uroczystościach w Butowie uczestniczyli przedstawiciele strony polskiej i miejscowej z księdzem prawosławnym.

– Podobnie było w innych miejscach, np. w Bykowni, gdzie spoczywają ofiary masowych mordów komunistycznych – dodał Węgrzyn. – W obu miejscach w latach 70 podjęto akcję niszczenia śladów zbrodni. Przez wywiercone świdrami otwory wlewano ług, by rozpuścić kości, spychaczami i czołgami przekopywano ziemię. Kiedy w 2011 r. towarzyszyłem prof. Andrzejowi Koli z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu w pracach ekshumacyjnych, przy odkrywaniu grobów, widziałem ślady po tych zabiegach.

Komandor rajdu opowiadał jak próbowano dowiedzieć się gdzie, pośród setki tysięcy pochowanych ludzi różnych nacji, spoczywają w Bykowni nasi rodacy: – Prof. Kola dotarł do człowieka który jeździł spychaczem zacierając ślady. Rodzinie powiedział wtedy że wie gdzie leżą „Polaki”, bo znalazł tam nasze orzełki. To były lata 70. Poszedł za to do łagru na 5 lat. Potem nie chciał rozmawiać. W końcu wskazał profesorowi na planie miejsce spoczynku polskich ofiar.

– Byłem przy tym jak wykopano pierwszy grób na tym terenie – opowiadał. – Leżeli w nim oficerowie Armii Czerwonej w wieku 40-50 lat. W następnych grobach spoczywali Polacy.

Taką właśnie zapomnianą historię chce odkłamywać Rajd Katyński. Przypominać ją, a równocześnie łączyć ludzi.

Budowanie polskości

Rajd to także sympatyczne dialogi z mieszkańcami, uczestniczenie w programach artystycznych, przygotowanych z myślą o polskich gościach, rozmowy z władzami, wspólne przedsięwzięcia.

– Ze spotkań zapamiętałem najbardziej to w Gródku Podolskim, gdzie zajechaliśmy na początek roku szkolnego do jednej z polskich szkół – wspominał Olszowy. – W całej miejscowości żyje około 6 tysięcy Polaków. Witali nas bardzo serdecznie, panowała podniosła atmosfera.

Rajdowcy na trasie spotykają się z wieloma rodakami. Rozmawiają o ich sytuacji, przywożą elementarze, książki, artykuły sportowe i cukierki, by umożliwiać napotkanym ludziom kontakt z kulturą polską i wzbudzać radość dzieci.

– Ze wzruszeniem wspominam pana Józefa Hordyńca z Olszanki na Białorusi, miejscowego bohatera który przez lata dbał o historyczny, polski krzyż na swojej posesji – powiedziała Anna Ostrowska, uczestniczka trzech rajdów, rzecznik prasowy Stowarzyszenia Międzynarodowy Motocyklowy Rajd Katyński. – „Kiedy dostanę Kartę Polaka /dokument potwierdzający przynależność do narodu polskiego – przyp. red./ mogę umrzeć” – mówił. Ponieważ po wojnie władza sowiecka zabrała mu dokumenty nie mógł potwierdzić swojego pochodzenia. Pomogliśmy i udało się. Z ogromną radością przyjął Kartę Polaka na kilka miesięcy przed śmiercią.

Pan Edward opowiadał o Uszycy Nowej /dzisiaj Ukraina/. Pewna staruszka nie pozwalała dokonywać nowych pochówków na cmentarzu w miejscu, gdzie spoczywało kilkudziesięciu polskich żołnierzy z 1920 r. Po interwencji uczestników rajdu u konsula, w 2013 r. miejsce zostało ogrodzone, uporządkowane, postawiono krzyże i tabliczki.

Dzieci powinny być radosne

Od pierwszego rajdu w 2001 r. uczestnicy nawiązują kontakty z sierocińcami. Przywożą zabawki, biorą dzieci na motocyklowe przejażdżki. Wychowankowie przygotowują dla nich program artystyczny.

– Trudno mi wyliczyć w ilu takich domach już byliśmy – powiedział Węgrzyn. – Co roku jesteśmy w sierocińcu koło Katynia. Kilkakrotnie byliśmy w Smoleńsku w ośrodku dla dzieci z zespołem Downa, które śpiewały dla nas i tańczyły. Wzruszenie było ogromne. Odwiedzaliśmy ośrodki na Wileńszczyźnie, w Podbrodziu i na Białorusi, w Bogdanowie, gdzie schronienie znajdują „dzieci bezprizornyje”, czyli porzucone.

Uczestnicy rajdu trafili kiedyś do dawnego sierocińca dla potomków „wrogów ludu”, kilkadziesiąt kilometrów na wschód od Smoleńska. Oddawano tam dzieci których matki zamordowano. To był sierociniec o zaostrzonym rygorze.

Ilu z nich jest Polakami? Tego nikt nie wie. Na Litwie w Podbrodziu ok. 70-80 proc. W Bogdanowie same dzieci nie wiedzą jakiej są narodowości. W Katyniu są prawdopodobnie tylko dzieci rosyjskie. Rajdowcy nie przywiązują wagi do tego jakiego dzieci są pochodzenia: po prostu chcą sprawiać im radość.

Przedmurze chrześcijaństwa

Ta wyprawa to wielka przygoda, wymagająca hartu: tu cały dobytek wiezie się ze sobą w dwóch kufrach na motorze, a dom-namiot rozbija się i zwija często w deszczu.

– Rajd ma być surowy, o wojskowym charakterze – to zdanie komandora.

W tym roku wyjątkowo uczestnicy pojechali na głębokie południe – aż do Turcji. Chcieli w ten sposób – na prośbę Episkopatu – uczcić miejsca związane z obroną chrześcijańskiej Europy przez Polaków.

– Podczas zwiedzania Mauzoleum pod Warną dowiedziałem się wielu nowych rzeczy o tajnikach politycznych i znaczeniu bitwy pod Warną w 1444 r. – pochwalił się Piotr Wiszniewski, 18-latek, najmłodszy uczestnik tegorocznej wyprawy.

Interesujące były spotkania z Polakami w tureckim Adampolu, założonym przez Adama Czartoryskiego dla polskich emigrantów tuż po Powstaniu Listopadowym. Do dziś mówi się tam po polsku. W Istambule, miejscu śmierci Adama Mickiewicza rajdowcy zwiedzili jego muzeum, w Belgradzie cmentarz żołnierzy z II wojny światowej, gdzie spoczywa siedemnastu polskich lotników którzy lecieli z Brindisi we Włoszech na pomoc Powstaniu Warszawskiemu. W Budapeszcie złożyli kwiaty m.in. pod pomnikami: katyńskim i powstańców 1956 r.

– To była ciekawa podróż. Naszym celem są jednak zdecydowanie Kresy – podkreślił inicjator rajdu. – Nasi wielcy poeci, wielcy wodzowie pochodzili właśnie stąd. Kresom zawdzięczamy wiele z tego co w nas wartościowe.

Komandor odwrócił się i wsiadł na motor Honda Goldwing. Na jego plecach wyszyty orzeł w koronie i napis: „Kocham Polskę i Ty ją kochaj”.

Dorota Niedźwiecka /www.pch24.pl/ /3-X-2014/

***

Z Katyniem od dziecka

Kiedyś wywozili Polaków na Syberię, potem strzelali w tył głowy, potem wysyłali z paszportem w jedną stronę, a teraz doprowadzili do sytuacji że ludzie sami wyjeżdżają. Emigrują najbardziej przedsiębiorczy młodzi ludzie, za granicą zakładają rodziny, nie zdają sobie sprawy że to oznacza likwidację Polski…

Rozmowa z Wiktorem Węgrzynem, inicjatorem i komandorem Międzynarodowego Motocyklowego Rajdu Katyńskiego

Czas Bożego Narodzenia przynagla nas do wiary w to co po ludzku niemożliwe, a pan uchodzi za speca od rzeczy niemożliwych…

/śmiech/ Robię po prostu to co się da zrobić. Muszę powiedzieć że mam bardzo wielu sojuszników. I odnoszę wrażenie że po jednej i po drugiej stronie życia. Są takie chwile kiedy naprawdę czuję pomoc nie z tej ziemi, kiedy wydaje mi się że jestem do czegoś niezbyt przygotowany, a udaje się i wychodzimy zawsze obronną ręką. Przynajmniej jak do tej pory.

Jak pana wychowywano że jest pan taki jaki jest?

Właśnie nieraz się nad tym zastanawiam. Bo że wyniosłem z domu głęboki patriotyzm, to jedno. Ojciec był żołnierzem 1939 roku w armii gen. Kleeberga, potem był w podziemiu, w Narodowych Siłach Zbrojnych. Z Katyniem zetknąłem się w 1943 lub 1944 roku, kiedy tata przyniósł naramienniki oficerów z Katynia przywiezione przez PCK. Trafiły one do podziemia, krążyły po mieszkaniach. Jako 12-latek w 1952 roku z przyjacielem Zbyszkiem Tekielem na warszawskim Targówku rozwieszaliśmy wiersz o Katyniu. Tego wiersza nauczyłem się na pamięć, bo wtedy trzymać w domu takie rzeczy było niebezpiecznie. Do dziś go pamiętam. Tak jakoś od dziecka to życie związane jest z Katyniem.

Potem przyszła emigracja?

Od 1973 roku mieszkałem w Chicago, w nim poznałem żołnierzy II Korpusu gen. Władysława Andersa, ludzi zupełnie niezwykłych. Zaprzyjaźniłem się z Feliksem Konarskim „Ref-Renem”. Poznałem Władysława Kołacińskiego „Żbika”, jednego z dowódców Narodowych Sił Zbrojnych, płk. Mieczysława Niedzielskiego „Żywiciela”, płk. Kazimierza Szternala, cichociemnego, ostatniego dowódcę Powstania Warszawskiego na Mokotowie. W tym środowisku żyłem od 1973 roku. Te sprawy były dla mnie codziennością. I tak się zastanawiałem co by było gdybym żył przez te lata w Polsce i zjadał tę porcję codziennego komunistycznego kłamstwa, jakbym reagował na to wszystko.

Może tak samo jak przed 1973 rokiem?

Nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie. Przecież to już 70 lat totalnego kłamstwa. Żyjemy w kłamstwie. Wszystko co piękne, polskie, jest zakazane. Jeżeli pan prezydent mówi że patriotyzmem jest płacić podatki, to jest to zupełne nieporozumienie i fałsz. Prezydent nie rozumie co to jest patriotyzm. Patrzę na to co dzieje się w Polsce, z perspektywy amerykańskiej: kowboje opanowali miasteczko i robią co chcą; rabują, kradną, kłamią. Wszystko im wolno. Tylko że kowboje na ogół potem uciekali, a oni zostają. Kiedyś wywozili Polaków na Syberię, potem strzelali w tył głowy, potem wysyłali z paszportem w jedną stronę, a teraz doprowadzili do takiej sytuacji że ludzie sami wyjeżdżają. Emigrują najbardziej przedsiębiorczy młodzi ludzie, za granicą zakładają rodziny, nie zdają sobie sprawy że to oznacza likwidację Polski.

Rozklejał pan wiersze o Katyniu kiedy można było za to dostać kulkę w głowę. Nie dziwi pana że dziś wielu nie robi nic?

Jesteśmy w komfortowej sytuacji, wtedy zabijali… Zresztą i dziś zabijają, mam na myśli np. słynnego „seryjnego samobójcę”. Ale dziś jest bezpieczniej, tyle że jak rządzi się telewizją przez 70 lat, to można udowodnić że w nocy jest jasno a w dzień ciemno. Wszystko jest możliwe. Polacy są straszliwie okłamywani. Stąd taki strach tych kowbojów przed naszymi mediami, szczególnie przed Telewizją Trwam, która miejmy nadzieję wejdzie na multipleks. Chociaż jak się rozmawia z komunistami trzeba pamiętać o trzech rzeczach: nie wierzyć, nie wierzyć i po trzecie nie wierzyć!… Oni są oszustami, słowo „honor” dla nich nic nie znaczy. Kiedyś było trudno, ale i dziś nie jest łatwo. Podziały przebiegają często w poprzek rodzin. Syn drwi z ojca. Znam takie przypadki. Cudownie się stało że kilka milionów ludzi broniło Telewizji Trwam, policzyliśmy się.

Motocykl kojarzy się z wolnością, nieskrępowaniem. Wolność ducha to według pana?…

Robić to co uważa się za właściwe i nie zwracać uwagi na to czy nam pozwalają, czy nie. Nie możemy iść na żaden kompromis. W naszej sytuacji kompromis to odejście od prawdy na rzecz kłamstwa. Czytałem przed chwilą tekst uczestnika rajdu katyńskiego, genetyka, pracownika naukowego. Ma on żal do tych kowbojów którzy nas oszukują, ale kończy pytaniem: co ja, doktor habilitowany, zrobiłem by nie pozwolić na to? Jesteśmy oszukiwani, ale pozwalamy się oszukiwać. Beznadzieja wokół powinna nas mobilizować do oporu, działania.

Motocykl jest rodzajem klucza do umysłów i serc Polaków, także młodych? Udało się ich trochę pootwierać przez te 13 lat rajdów?

Motocykl na pewno przyciąga. Obserwuję na rajdzie wiele takich pozytywnych sytuacji. Kilka lat temu przyszedł do mnie młody człowiek i mówi: Dziękuję ci, ja wróciłem z tego rajdu całkowicie odmieniony, lepszy. W tym roku chcę pojechać z moją narzeczoną, niech ona też to zobaczy. Dotknięcie prawdy, spotkanie tam na Wschodzie Polaków robi ogromne wrażenie. Nie znam nikogo kto by potraktował to obojętnie. Kolejna historia. Jechał z nami młody chłopiec, wytatuowany, po parę kolczyków w uchu, muzyk rapowy. Deklarował się jako ateista. Stwierdził że on do kościoła chodzić nie będzie, a w tym czasie zajmie się pilnowaniem motocykli. Powiedziałem mu: „Nie ma problemu, wiara jest łaską, może jeszcze jej dostąpisz, ale musisz wiedzieć jedną rzecz: nie ma Polski, polskiej historii, bez Kościoła katolickiego”. Po rajdzie ten chłopak ochrzcił swojego synka, napisał bardzo ładną relację. Bardzo miłym wątkiem jest także nasza przyjaźń z Wołominem.

Z całym Wołominem?

Prawie. Cudowny człowiek, były radny z Wołomina, pojechał z nami na rajd. Był tak zachwycony że potrafił zarazić swym entuzjazmem mnóstwo ludzi z Wołomina, biznesmenów. Otrzymujemy od nich ogrom darów. Dużo jest takich wyjątkowych chwil. W tym roku jechała z nami młodzież i nauczyciele, zwycięzcy konkursu o Katyniu. Bardzo mocno to przeżyli. Harcerze wileńscy także z nami jeżdżą. Zachęcam wszystkich młodych którzy czytają ten wywiad. Organizujmy autobusy, furgony. Niech młodzi jadą z nami do Katynia.

Trudności pana mobilizują? Jest pan typem człowieka który na pustyni zaczyna od razu kopać i szukać wody?

W każdych warunkach trzeba się odnaleźć. Rajd przeszedł moje oczekiwania. Przecież zaczynaliśmy od kilkunastu osób. Te nasze przeżycia, tak trafiające do serc młodzieży, chciałbym jeszcze bardziej upowszechnić. Spodziewałem się że rajdem katyńskim przełamiemy zmowę milczenia wokół pewnych tematów. Że nie da się nie dostrzec grupy stu motocyklistów jadących z prędkością 120 km na godzinę. To 5 tysięcy km dudniącej drogi. Takich kolumn w Europie nie ma. To przyciąga uwagę. Media na wschodniej Ukrainie bardzo dużo o nas piszą, nawet na Białorusi był bardzo pozytywny reportaż, największa cenzura jest w Polsce. Jeżdżą z nami wszyscy: górnicy, marynarze, naukowcy, księża. Jeden zawód jest słabo reprezentowany – dziennikarze. Pojechał z nami kiedyś dziennikarz gazety motoryzacyjnej z koncernu Agory. Okroili mu ten tekst doszczętnie i zrobili z tego mało atrakcyjną pielgrzymkę, która jeździ po cmentarzach i płacze. To kłamstwo. Przepraszał mnie potem. Ale kto ma o tym informować? Dzieci władców PRL które dziś opanowały media? Tylko Radio Maryja, Telewizja Trwam, Nasz Dziennik interesują się nami i informują o rajdzie. Ten mój zamysł by dotrzeć przez rajd do Polaków, przybliżyć im wielką, piękną historię, nadal nie jest zrealizowany. A to wspaniała historia. Kresy to niezwykła ziemia. Wszystko co wielkie w naszej poezji, literaturze, muzyce, pochodzi z Kresów. Wielcy wodzowie: Żółkiewski, Sobieski, Piłsudski, to wszystko Kresy. Motocykl zwraca uwagę, to droga do serc ludzkich, gdyby jeszcze bardziej to nagłośnić.

Co wzrusza takiego twardego mężczyznę?

Na rajdach jest dużo takich rzeczy. Po 13 rajdach oskorupiałem trochę, ale ciągle wielkie wrażenie robi na mnie wieś Bogdanowo i sierociniec prowadzony tam przez Polkę, Helenę Dworecką, niezwykłą osobę, córkę polskiego żołnierza, patrioty. Pierwsze dziecko którym zajęła się pani Helena zwróciło jej uwagę kiedy wypędzono je ze sklepu, bo śmierdziało. Było bardzo brudne i chciało chleba. Wyszła za tą dziewczynką, zapraszała na posiłek do domu, ale ona uciekała. W końcu poszła za nią, ale w dużej odległości. Weszła do mieszkania, złapała chleb i zjadła go pod stołem. Potem uciekła, ale wróciła. Ta dziewczynka mieszkała w lesie. Potem były kolejne dzieci. Dziś jest ich 11.

To taka spontaniczna pomoc czy sformalizowana?

Po wielu problemach władze uznały działalność pani Heleny za rodzaj sierocińca. Ta najstarsza dziewczynka ma już 20 lat, chodziła do szkoły krawieckiej, pracowała w Grodnie, ale w każdy weekend przyjeżdżała do pani Heleny do Bogdanowa. Dwa lata temu wyszła za mąż za Polaka z Grodna, piękna dziewczyna. Każde dziecko w tym domu to historia w którą trudno uwierzyć. Jeden chłopiec, wyrzucony z domu, mieszkał w psiej budzie. Miał niewładną nogę i rękę, na których najczęściej spał. Trzyletnią dziewczynkę znaleziono na 25-stopniowym mrozie z zamarzniętymi na twarzy sopelkami łez. Mieszka teraz w tym domu. To dom niezwykły, tam mieszkają miłość i dobro. Od pięciu lat każdego roku zatrzymujemy się u pani Heleny, wozimy dzieci na motocyklach. A one dumne opowiadają o nas w szkole. Zawsze spotykaliśmy się także z polskimi dziećmi w Smoleńsku. Kilka lat temu małe dzieci, które jeszcze nie chodzą do szkoły, śpiewały dla nas „Polskie kwiaty”, „Bo wszyscy Polacy to jedna rodzina”. Stoimy, dzieci śpiewają. Nagle widzę że jestem sam, chłopaki się porozchodziły… Wołam: „Wracać, przecież te dzieci dla nas śpiewają”. Patrzę a oni wszyscy płaczą… Ten język kresowy, gdzieś tam daleko, i te dzieci, to robi wrażenie. Trudno oddać w słowach ten moment kiedy zagląda się tym ludziom w oczy. Wilno, Lwów – tam Polacy przyjeżdżają. A my odwiedzamy czasem wioski w których nikt nie pamięta wizyty Polaków… To wzruszenia zupełnie niezwykłe. Polacy na Syberii, w Kazachstanie to tragiczny temat. Ci ludzie od trzech lub czterech pokoleń czekają na powrót do Polski. A rocznie wraca do ojczyzny zaledwie kilka rodzin.

Jak przeżywa pan Boże Narodzenie?

Rodzinnie. Przyjechała wnuczka. Jak zawsze będziemy na Pasterce na Jackowie, tam jest polski kościół. Przyjeżdża do niego bardzo wielu Polaków z całego Chicago i z okolic, tam się wszyscy spotykamy.

Czego pan życzy sobie i Polakom na święta i nowy rok?

Byśmy w nowym roku przepędzili tę bandę która nami rządzi. Dla naszego wspólnego dobra.

rozm. bf/nd /24.XII.2013/

***

XIII Rajd Katyński

Odwiedziliśmy już panią Mariannę Popiełuszko. Przeurocze, niezwykłe spotkanie. Byliśmy już w Sokółce i Augustowie, pod Domem Turka. NKWD a potem UB mordowało tam Polaków. Z Warszawy wyruszyły 83 osoby, ale teraz jest nas znacznie ponad 100, może nawet 150!

Nasz rajd to próba odkłamania polskiej historii, zakłamywanej przez 70 lat, co ciągle się nasila. Obecna władza likwiduje lekcje historii w szkołach, dzieci nie znają historii, bo nie znają jej ich rodzice. Rajd Katyński to próba przywrócenia Polakom ich czci

Rozmowa /w trasie/ z Wiktorem Węgrzynem, pomysłodawcą i komandorem Międzynarodowego Motocyklowego Rajdu Katyńskiego

Jedziecie już drugi dzień. Jak mija podróż? Były już jakieś niespodzianki na trasie?

Wyruszyliśmy w sobotę. Odwiedziliśmy już panią Mariannę Popiełuszko. Przeurocze, niezwykłe spotkanie z panią Marianną, która uważam jest w znakomitej formie. Byliśmy już w Sokółce i w Augustowie, gdzie mieliśmy bardzo uroczyste spotkanie pod Domem Turka. NKWD a potem UB mordowało tam Polaków. Na to spotkanie z nami przyszło wielu mieszkańców. Pod Domem Turka złożyliśmy wieńce i zapaliliśmy znicze. Później pojechaliśmy pod budowany w Augustowie pomnik poświęcony ofiarom zbrodni NKWD na Kresach RP, byliśmy tuż przed jego odsłonięciem, tu także zapaliliśmy znicze, złożyliśmy wieniec. Historyk IPN opowiedział nam o zbrodniach popełnianych przez reżim sowiecki na obywatelach polskich mieszkających na wschodnich Kresach RP. Spod tego pomnika wyruszyliśmy do Gib. Potem jedziemy na Litwę do Kopciowa, gdzie znajduje się grób Emilii Plater.

Podobno do pana ekipy dołączają po drodze kolejni motocykliści?

Z Warszawy wyruszyły 83 osoby, ale jest nas teraz znacznie ponad 100! Może nawet 150 osób! Nie wiem jak będzie dalej, zobaczymy. Ciągle dołączają do nas nowi ludzie; grupa ponarska; liczba osób ciągle się zmienia.

Nic dziwnego, cel podróży i atrakcyjny, i szczytny.

To próba odkłamania polskiej historii, zakłamywanej przez 70 lat, co szczególnie – niestety – ciągle się nasila. Obecna władza likwiduje lekcje historii w szkołach, dzieci nie znają historii, bo nie znają jej ich rodzice. Przecież było tak że kiedy ktoś mówił prawdę o tym co się działo w Polsce, to jechał na Syberię albo szedł do więzienia. 70 lat totalnego kłamstwa, które trwa do dziś i jeszcze się nasila. Rajd Katyński to taka próba przywrócenia Polakom ich czci, przywrócenia bohaterów, wielkich Polaków.

rozm. aa/nd /26.VIII.2013/

***

Rajd Katyński rusza na Wiedeń

„Pojechał kiedyś z nami młody człowiek, wytatuowany, z kolczykami w uszach, jakiś muzyk rapowy. Zadeklarował się jako ateista który nie będzie chodzić z nami do kościołów, ale chciał odbyć daleką wyprawę motocyklem. Po zakończeniu okazało się że właśnie on napisał najlepszy tekst o tym rajdzie, a potem jeszcze ochrzcił synka…”

Rozmowa z Wiktorem Węgrzynem, prezesem Zarządu Stowarzyszenia Międzynarodowy Motocyklowy Rajd Katyński, organizatorem i komandorem Rajdów Katyńskich

Gdzie i kiedy odbędzie się jubileuszowy dziesiąty już Motocyklowy Zlot Gwiaździsty im. Księdza Ułana Zdzisława Peszkowskiego inaugurujący tegoroczny sezon? W ubiegłym roku było z tym sporo zamieszania.

W tym roku też jest go sporo bo prezydent Częstochowy, pan Krzysztof Matyjaszczyk z SLD, co chyba jest ważne w tym kontekście, po prostu nam dokucza. Z tego powodu w ubiegłym roku musieliśmy wyprowadzić się z kopią Cudownego Obrazu Matki Bożej Jasnogórskiej do Gietrzwałdu, a w tym roku zmienić tradycyjny termin w którym od lat pielgrzymowaliśmy na Jasną Górę. Dlatego że w tym samym czasie prezydent znów robi jakąś imprezę handlową połączoną z występami zespołów, zupełnie niepasującą do atmosfery pielgrzymkowej. Słałem do niego listy, prosiłem, ale bez efektu. Ostatecznie zdecydowaliśmy że zamiast w trzeci weekend kwietnia spotkamy się na Jasnej Górze tydzień wcześniej – 13 i 14 kwietnia.

Jaki będzie program zlotu?

W sobotę, 13 kwietnia, odbędzie się tylko spotkanie o godz. 18 w sali Ojca Kordeckiego. Pokażemy film i porozmawiamy o naszych tegorocznych planach. O godz. 21 oczywiście Apel Jasnogórski. A w niedzielę raniutko zbieramy się na Górce Przeprośnej i jedziemy do Częstochowy. Tam nastąpi parada ulicami miasta zakończona wjazdem na klasztorne błonia, gdzie o godz. 12 będziemy uczestniczyć we Mszy Świętej. Po Eucharystii rozjeżdżamy się do domów.

Organizowane przez pana na Jasnej Górze zloty gwiaździste cieszą się ogromnym zainteresowaniem wśród motocyklistów. Jaką liczbę uczestników przewiduje pan w tym roku?

Nie mam pojęcia. Odbieram wiele telefonów. Jest jednak dużo zamieszania, bo niektóre portale podają nieprawidłową datę zlotu. Pojawia się wokół niego dużo kłamstw, chyba są to celowe działania. Z roku na rok przyjeżdżało nas na Jasną Górę coraz więcej. W 2011 r. pielgrzymowało już 50 tys. osób na 35 tys. motocykli. I to są liczby podawane nie przez organizatorów, a przez policję!

To ta popularność wywołała zapewne kontrdziałanie ze strony rządzących obecnie w Częstochowie postkomunistów.

Też tak przypuszczam. Kiedy wbrew mediom głównego nurtu, które nas systematycznie bojkotują, udało nam się rozpowszechnić tę wiosenną pielgrzymkę wśród motocyklistów, postanowiono nam ten zlot po prostu ukraść, przejąć. Ale nie dajemy się. Ten zlot dlatego miał taki sukces że nie ma tam komercji. Jest tylko Matka Boża Częstochowska i motocykliści. To jedyny tego typu zlot motocyklistów na świecie.

Zorganizował pan te jasnogórskie zloty jako wotum wdzięczności za cudowne ujście z życiem z wypadku motocyklowego. O co modlą się na Jasnej Górze motocykliści?

Każdy chce zawierzyć swoje bezpieczeństwo, swoje życie Matce Bożej Częstochowskiej, Królowej Polski. Każdy prosi o bezpieczny sezon. To bardzo silne przeżycie duchowe dla uczestników. Kiedy pierwszy raz w strugach deszczu przyjechaliśmy na Jasną Górę w 2003 r. – a było nas wtedy siedemdziesięciu – i również w czasie ulewy rozjeżdżaliśmy się do domów, nie mogliśmy nawet ze sobą porozmawiać. A po powrocie dostałem mnóstwo listów, telefonów, maili, że tę pielgrzymkę trzeba kontynuować. Tak to się zaczęło.

Co motocyklistów tak otwiera na zawierzenie Matce Bożej?

Cóż, każdy z nas chce wrócić cało do domu i prosi o to. Motocykl to jest piękna sprawa, chyba najlepszy z możliwych środków lokomocji, choć może bardziej od innych niebezpieczny. Każdy z nas ma tego świadomość i może dlatego tak licznie jeździmy do Matki Bożej Jasnogórskiej.

Zlot nosi imię ułana ks. prałata Zdzisława Peszkowskiego. Znane jest w naszej tradycji pojęcie „ułańskiej fantazji”. Czym jest ta ułańska fantazja w wersji motocyklowej?

Trudno nie zauważyć analogii. Chyba chodzi tu o fantazję która nie ogranicza niczego.

Szybkości?

Co kto lubi, wariaci są w tym środowisku tak jak w każdym innym. Samochodami też jeżdżą szaleńcy. Ale to nie o to chodzi w jeździe motocyklem. Kiedy się podróżuje samochodem, siedzi się jak przed telewizorem i ogląda nudny film. A na motocyklu czuje się zapach lasu, czasami wręcz pachnie jagodami, w górach są niesamowite widoki, zakręty. To są naprawdę wspaniałe, niepowtarzalne doznania. Ponadto jazda na motocyklu ma to do siebie że w zasadzie jedzie się samemu ze swoimi myślami, jest czas na kontemplację. Naprawdę trudno to z czymkolwiek porównać. Może tylko właśnie z jazdą ułana na koniu?

Apogeum sezonu motocyklowego wyznacza już od lat Rajd Katyński. Skąd wzięła się ta idea?

W 1973 r. znalazłem się w Chicago i odmówiłem powrotu do Polski. Tam spotkałem żołnierzy z II Korpusu Polskiego, Armii Krajowej, Narodowych Sił Zbrojnych. To była emigracja której udało się uratować na obczyźnie swoje życie, ludzie niezwykli, wielcy patrioci. Zachowali żywą pamięć o polskich stratach na Kresach, świadomość że tam zostali wymordowani ich koledzy oficerowie. Ja obracałem się w Stanach w ich środowisku i kiedy w latach 90 wróciłem do Polski, przeraziło mnie ogromne spustoszenie w umysłach Polaków, głównie młodych ludzi, na co złożyły się trzy pokolenia kłamstwa. Ludzie nie znali historii Polski, a nawet swoich rodzin. W tych potokach medialnego kłamstwa nie widzieli że są potomkami wielkiego, pięknego narodu, o historii jakiej inne narody mogłyby nam tylko zazdrościć. Postanowiłem coś na miarę swoich możliwości zrobić, by to zmienić, a ponieważ jeździłem motocyklem i znałem jego możliwości, wymyśliłem Rajd Katyński.

I jak te wyobrażenia wyglądały po skonfrontowaniu z rzeczywistością?

Cóż, rozczarowałem się, bo okazało się że można było to przemilczeć, tak jak te 35 tys. motocykli na Jasnej Górze. Wiadomość o rajdzie podała tylko prasa lokalna. Rzecz stała się niezauważona w skali kraju. Kiedy w czasie deszczu ruszaliśmy w 2001 r. z Warszawy pierwszy raz z Rajdem Katyńskim przyszła do nas tylko jedna dziennikarka – z „Naszego Dziennika”. W wielu głównych mediach jest wręcz jakiś zapis cenzury na ten rajd, co najwyżej napiszą że to jakaś grupka modlitewna. Znacznie większe zainteresowanie naszym rajdem jest na Ukrainie. W Charkowie czeka na nas co roku mnóstwo ludzi, są dziennikarze, wywiady, prasa, telewizja. Wieczorem w telewizji poświęcają nam w programie od 15 do 30 minut. W Rosji też jest duże zainteresowanie naszym rajdem.

Nawiedzacie miejsca polskiej martyrologii na Wschodzie. Czy w Rosji albo na Ukrainie nie jest to odbierane jako wrogie gesty?

Nigdy nie spotkaliśmy się za granicą z żadną wrogą akcją. Przeciwnie, na każdym kroku doświadczamy wielkiej życzliwości. Kiedy mamy defekty w nocy otwierają warsztaty by coś tam pospawać i nie chcą pieniędzy. Spotykamy się ze zwykłymi ludźmi i przedstawicielami władzy – zawsze z pełną akceptacją.

Rajdy Katyńskie to niezwykle silna dawka patriotyzmu. Jak jest ona przyjmowana przez polską młodzież?

Pojechał kiedyś z nami młody człowiek, wytatuowany, z kolczykami w uszach, jakiś muzyk rapowy. Zadeklarował się jako ateista który nie będzie chodzić z nami do kościołów, ale chciał odbyć taką daleką wyprawę motocyklem. Po zakończeniu okazało się że właśnie on napisał najlepszy tekst o tym rajdzie, a potem jeszcze ochrzcił synka. Innym razem po rajdzie zadzwoniła do mnie matka chłopaka który pojechał z nami i z płaczem mówi: „Dziękuję, pan mi zwrócił syna. Wrócił inny chłopak”. W tym starciu, zetknięciu z naszą historią, a przede wszystkim z ludźmi, skorupa cynizmu jaką spotyka się na co dzień u wielu młodych ludzi, pęka.

Co jest przewidziane w tegorocznym programie Rajdu Katyńskiego?

Istotnym novum jest to że pierwszy raz jedziemy na Zachód. 12 września, w 330 rocznicę Odsieczy Wiedeńskiej, rozstawimy nasze namioty pod Wiedniem. Wcześniej uczynimy to samo pod twierdzą w Chocimiu. Będziemy tam uczestniczyć w obchodach 1050 rocznicy chrztu Polski, które z ramienia Episkopatu Polski organizuje archidiecezja poznańska. W ramach tych obchodów w tym roku odbędą się uroczystości na polach bitewnych gdzie polskie wojska pobiły armię osmańską i ocaliły chrześcijańską Europę przed zalewem muzułmańskim. Cały tegoroczny Rajd Katyński będzie trwać trzy tygodnie. Zaczynamy 23 sierpnia od Sokółki, później Litwa, Białoruś i przez Rosję na Ukrainę. Następnie z Krakowa przejedziemy trasą króla Sobieskiego pod Wiedeń. Będziemy jeszcze pod Parkanami i w Budapeszcie. Przejedziemy ok. 7 tys. kilometrów. Powrót przez Jasną Górę do Warszawy, gdzie 15 września na pl. Piłsudskiego nastąpi zakończenie rajdu wkomponowane w uroczystą zmianę warty przed Grobem Nieznanego Żołnierza.

rozm. ak/nd /4.IV.2013/

***

Pojechali uczcić pamięć poległych

Tegoroczny XII Motocyklowy Rajd Katyński, który wyruszył 1 września z Warszawy, otworzyła Ewa Błasik, żona ś.p. gen. Andrzeja Błasika, dowódcy Sił Powietrznych, który zginął w katastrofie smoleńskiej

70 motocyklistów z Polski i zagranicy pokona w trzy tygodnie ponad 6 tys. kilometrów. Ich trasa przebiega przez Polskę, Litwę, Białoruś, Rosję i Ukrainę. Celem wyprawy jest złożenie hołdu ofiarom zbrodni katyńskiej i dotarcie do miejsc męczeństwa Polaków

Uroczystości związane z rozpoczęciem rajdu przygotowane zostały przez Garnizon Warszawski Wojska Polskiego, a rozpoczęły się w sobotę 1 września o godz. 9 na stołecznym pl. Piłsudskiego. Wyjeżdżających pożegnali kresowiacy, powstańcy warszawscy, harcerze i bliscy osób pomordowanych na Wschodzie. Wśród odwiedzanych przez uczestników rajdu miejsc, oprócz m.in. Katynia czy Miednoje, jest również Smoleńsk. Tegoroczny rajd obejmie także dwa zloty motocyklowe: w Ponarach pod Wilnem i Hucie Pieniackiej na Ukrainie. – Każda z miejscowości przez które jedziemy to kawał polskiej historii. Wszędzie spotkamy się z Polakami, z dziećmi w sierocińcach, z mieszkańcami i władzamimówił w sobotę przed startem rajdu Wiktor Węgrzyn, prezes Stowarzyszenia Międzynarodowy Motocyklowy Rajd Katyński. Rajd zakończy się 22 września o godz. 18 oficjalną uroczystością na pl. Piłsudskiego.

pcz/nd /1.IX.2012/

Oto nagranie filmowe z uroczystego ropzpoczęcia XII Motocyklowego Rajdu Katyńskiego – Warszawa, pl. Piłsudskiego, 1.IX.2012:
www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=R4nu3nUsRDI&noredirect=1

W HOŁDZIE KRESOM

Od soboty 1 września blisko 70 motocyklistów uczestniczy w XII Międzynarodowym Rajdzie Katyńskim który potrwa 3 tygodnie. W sumie przejechanych zostanie ponad 6 tys. kilometrów przez terytorium Kresów Rzeczpospolitej. W tym roku motocykliści jadą przez Litwę, Białoruś, Rosję, Ukrainę i Polskę

Odwiedzane miejsca to m.in.: Warszawa, Hajnówka, Giby, Kowno, Kiejdany, Mejszagoła, Glinciszki, Pikliszki, Zułów, Powiewiórka, Podbrodzie, Ponary, Rossa, Wilno, Oszmiana, Lida, Krupa (Krupovo), Surkonty, Roś, Wołkowysk, Słonim, Baranowicze, Zaosie, Świteź, Nowogródek, Naliboki, Wołożyn, Bogdanowo, Mińsk (Kuropaty), Chatyń, Mochylew, Lenino, Katyń, Smoleńsk (teren lotniska Siewierny), Kłuszyn, Miednoje, Moskwa, Kursk, Charków (Piatichatki), Kijów (Bykownia), Koziatyń, Chmielnik, Latyczów, Brahiłów, Winnica, Bar, Kamieniec Podolski, Chocim, Jazłowiec, Dytiatyń, Huta Pieniacka, Zadwórze, Lwów, Żółkiew, Krzesimów, Warszawa.

Rajd Katyński czci pamięć bohaterów pomordowanych na Wschodzie. Jego uczestnicy spotykają się z żyjącymi na Kresach Polakami.

ik/nd /1.IX.2012/

SZUKAMY POLSKICH ŚLADÓW

Rozmowa z Wiktorem Węgrzynem, prezesem Stowarzyszenia Międzynarodowy Motocyklowy Rajd Katyński

Jaki będzie przebieg tegorocznego Rajdu Katyńskiego?

Taki jak wszystkich poprzednich jedenastu. Jedziemy szukać polskich śladów. Dotykamy tego co najpiękniejsze w naszej historii. Chcemy zobaczyć tę Polskę wielką i piękną, którą ciągle odnajdujemy w wielu naszych sercach oraz Polaków na dawnych Kresach.

Wielu Polaków spotykacie podczas podróży?

Bardzo wielu. Kiedy wjeżdżamy gdzieś i pokazujemy blisko setkę biało-czerwonych chorągiewek, dochodzi do niezwykłych spotkań. Ludziom kręcą się łzy w oczach. Otwierają swoje serca, mówiąc: moja mama czy babcia była Polką. Oczywiście polskość na Wschodzie jest niszczona i zakazana. Ale coś się w tych ludziach przełamuje kiedy widzą nasze motocykle.

Oprócz podręcznego bagażu wieziecie coś szczególnego. To prezenty?

Nasze furgony są nimi wypełnione. To sprzęt sportowy, książki, literatura piękna, dzieła polskich klasyków, elementarze, historia Polski, zabawki dla dzieci. Wieziemy też znicze i wieńce.

W tym roku zbiórka pieniędzy na rzecz Polaków na Kresach Rzeczypospolitej przebiegała nietypowo.

Tak. Po prowokacji Krzysztofa Matyjaszczyka, prezydenta Częstochowy, który zniszczył duchowy charakter inauguracji sezonu motocyklowego na Jasnej Górze, nie zebraliśmy w kwietniu pieniędzy. Powtarzam że chodzi o członka Sojuszu Lewicy Demokratycznej, czyli partii w prostej linii pochodzącej od Lenina. Ogłosiłem więc apel który skutkował niezwykłym sukcesem. Instytucje, urzędy, prywatne osoby dzwonią i oferują dary. To przekroczyło moje najśmielsze oczekiwania.

rozm. jd/nd /1.IX.2012/

STAMTĄD WSZYSTKO CO PIĘKNE

Poniżej treść listu Wiktora Węgrzyna, pomysłodawcy, organizatora i komandora Rajdu Katyńskiego, jaki napisał do uczestników i sympatyków przed startem XII Międzynarodowego Motocyklowego Rajdu Katyńskiego. Warto przeczytać!

„1 września o godz. 9 z pl. Marszałka Józefa Piłsudskiego, sprzed Grobu Nieznanego Żołnierza, w Warszawie, wystartuje XII Międzynarodowy Motocyklowy Rajd Katyński. Dwunasty raz pojedziemy na Kresy Rzeczypospolitej. A ziemia to niezwykła. Wielka Poezja, Literatura, Muzyka, Wielcy Wodzowie, to stamtąd. Stamtąd wszystko co piękne w nas samych. Jedziemy by dotknąć tego co tam po nas pozostało. Cmentarze. Cmentarze i ludzie, Kresowi Polacy, są tam i trwają

Oto wiersz grodzieńszczanki, pani Marii Dobrzyńskiej:
I coraz mniej…
I coraz mniej wędrownych ptaków
Przybywa do Kresowych granic
Z zachodu, wschodu, z różnych szlaków
Do porzuconych niegdyś stanic
Do dawnych progów których nie ma
Do mogił porośniętych trawą
Wciąż woła Was Ojczysta ziemia
Przesiąkła Waszych Ojców sławą
Przesiąkła krwią męczeńską braci
Którzy za Kresy życie dali
Od wieków za nie haracz płacim
Żołnierze nasi na śmierć stali
Nie nasza jednak była wola
Los rzucił Was pod obce nieba
Taka Polaków gorzka dola
Że wciąż wędrować kędyś trzeba
Czekamy Was Rodacy mili
Że znów wrócicie do nas wiosną
Czekamy tej radosnej chwili
Niech stare ścieżki nie zarosną…

Panią Marię Dobrzyńską, 7 pokolenie od Maćka nad Maćkami z Pana Tadeusza, odwiedzimy w Grodnie

XII Rajd Katyński jest dłuższy, potrwa 3 tygodnie, właśnie dlatego by był czas na spotkania z tym pięknym, odchodzącym już pokoleniem Kresowych Polaków.
Wracamy 22 września, prosto ze Lwowa, jeszcze tylko meldunek Hetmanowi w Żółkwi i o 18 warszawski Grób Nieznanego Żołnierza
Zapraszamy bardzo serdecznie na uroczystość startu i zakończenia XII Rajdu Katyńskiego. To w waszym imieniu składamy wieńce, palimy znicze, pochodnie, na grobach obrońców Ojczyzny. 22 września, po uroczystości zakończenia rajdu, odbędzie się konferencja prasowa. Opowiemy o naszych przeżyciach na gorąco

DARY
Po prowokacji prezydenta Częstochowy Krzysztofa Matyjaszczyka, która uniemożliwiła zbiórkę pieniędzy na rzecz Polaków na Kresach Rzeczypospolitej na Jasnogórskim Zlocie Motocyklowym, zamieściłem apel o pomoc. Rezultaty przeszły nasze najśmielsze oczekiwania. Ludzie otworzyli swoje serca. „Niech pan poczeka, ja nie mam pieniędzy przy sobie, ale pobiegnę do domu…” – takie słowa słyszałem od parafianek w Ustce. Zakład Energetyki Cieplnej z Wołomina przeznaczył 10 000 zł na sprzęt sportowy, zakupił 80 plecaków, zeszyty, przybory szkolne. Przychodzą dary od prywatnych osób, firm, urzędów. Wpływają dary rzeczowe i datki pieniężne. Pełną listę darczyńców zamieścimy na naszej stronie
www.rajdkatynski.net już po powrocie z XII Rajdu Katyńskiego, kiedy otrzymam wykaz bankowy za sierpień. WSZYSTKIM DZIĘKUJĘ Z CAŁEGO SERCA – JESTEŚCIE KOCHANI. Do zobaczenia na pl. Marszałka Piłsudskiego. Najserdeczniej pozdrawiam”

Wiktor Węgrzyn /VIII.2012/

***

Jeźdźcy pamięci

Ziemia dudni, silniki ryczą, flagi łopocą. Ludzie w czarnych, skórzanych kurtkach, na potężnych maszynach mkną przez Kresy. Tak wygląda Międzynarodowy Motocyklowy Rajd Katyński

Największą radością dla odwiedzanych przez motocyklistów na Wschodzie dzieci z domów dziecka jest przejażdżka motocyklem

– Mój rajd zaczął się w 1944 r. Byłem dzieckiem. W naszym domu pod Warszawą pojawiły się pagony oficerskie wykopane w Katyniu przez komisję Czerwonego Krzyża. Przywiezione krążyły jak relikwie – powiedział Wiktor Węgrzyn, komandor i pomysłodawca Międzynarodowych Motocyklowych Rajdów Katyńskich.

Jako 14-latek próbowałem w szkole powiesić na ścianie wiersz o Katyniu. Na emigracji w Chicago spotykałem żołnierzy z armii gen. Andersa, sybiraków. Kiedy na początku lat 90 przyjechałem do Polski, byłem wstrząśnięty. Przeczytałem ankietę w której 70 proc. Polaków uważało generała Jaruzelskiego za patriotę, a Kuklińskiego za zdrajcę. Polacy nie znali własnej historii! Postanowiłem coś robić – wyjaśnił Węgrzyn.

Spotkał księdza Zdzisława Peszkowskiego, kapelana Rodzin Katyńskich, ułana. Opowiedział o swoim pomyśle. Tak narodził się Międzynarodowy Motocyklowy Rajd Katyński. Zakończenie ostatniego, już jedenastego, odbyło się 1 października 2011 r. przed Grobem Nieznanego Żołnierza w Warszawie. Stąd właśnie motocykliści startują w liczącą około 6000 km trasę, wiodącą przez Litwę, Rosję, Białoruś, Ukrainę, a ostatnio i Łotwę. Jadą by uczcić pamięć tam pomordowanych. I poznać żyjących na Wschodzie Polaków.

Dosiadają markowych ‚rumaków’: Harley Davidson, Yamaha, Honda, Suzuki, BMW, Ducati, Kawasaki… Są w różnym wieku. Od 18 do 74 lat. Niektórzy wiozą pasażerów, nazywanych ‚plecaczkami’, niektórzy jadą sami. Są wśród nich: prawnik, dziennikarz i pilot, żołnierz i policjant, ślusarz, mechanik okrętowy i ksiądz, przedsiębiorca, student i doktorant, stroiciel fortepianów, emeryt… Są wszyscy.

Rajd Katyński to jakby cała mała Polska połączona wspólną sprawą – powiedziała Katarzyna Wróblewska, księgowa, wiceprezes stowarzyszenia które go organizuje. Prowadziła motocykl już w czterech rajdach. – Jest jedna bezwzględna   reguła:szacunek do drugiego człowieka i jego przekonań.

Bardzo trudny narkotyk

Kolumna ubiegłorocznego rajdu ciągnęła się nawet przez 5 kilometrów. Z tyłu każdego ze 109 motocykli łopotały flagi: polska i kraju przez który jadą.

Niektórzy jadą na Kresy na groby rodzinne. Inni by się sprawdzić, bo rajd uchodzi, słusznie, za bardzo trudny, tylko dla ludzi z charakterem. Dowiadują się więcej o historii Polski niż kiedykolwiek w życiu. I otwierają się na nią. Na mnie rajd podziałał jak narkotyk. Wsiąkłam w jego atmosferę, w koleżeństwo, w nasze dzieje – dodała Wróblewska.

Jej pierwszy rajd rozpoczął się jednak od tragedii. W 2008 r., niedaleko litewskich Solecznik, jeden z motocyklistów wyprzedzał samochód. Kierowca nagle odbił na lewy pas i przewrócił motocykl. Polak zmarł w szpitalu. Ale rajd pojechał dalej. I z jeszcze większym poczuciem misji.

W Katyniu, na grobach zamordowanych jeńców Kozielska, w Miednoje, gdzie pogrzebano więźniów Ostaszkowa, w Piatichatkach k. Charkowa, gdzie leżą uwięzieni w obozie Starobielska; w Bykowni pod Kijowem, Kuropatach k. Mińska, Ponarach k. Wilna – wszędzie tam odprawiają Msze św.

Odwiedzamy także miejsca chwały oręża polskiego i te gdzie dostaliśmy łupnia: Chocim, Kamieniec Podolski, Bar, Okopy św. Trójcy. W zeszłym roku zatrzymaliśmy się pod Kłuszynem, na polu bitwy która otworzyła polskiemu wojsku drogę do Moskwy w 1610 r. – wyjaśniła Wróblewska. – Rano było –3 stopnie Celsjusza. Żeby odjechać motocyklem, trzeba go było najpierw odkuć z lodu.

Uczestnicy VIII rajdu chcieli złożyć kwiaty w kozielskim klasztorze, gdzie Sowieci więzili polskich oficerów przed egzekucją w lesie.

Mnisi nie wpuścili nas do monastyru. Spłoszyli się i napisali donos do władz. W tym roku też chcieliśmy odwiedzić to miejsce – powiedziała Wróblewska. – Nie wiedzieliśmy jakiego zamieszania narobiliśmy. Ale nie chcemy konfliktów. Zgodziliśmy się na program zastępczy: odwiedzenie Briańska i zaproponowanego miejsca pamięci. Z radością odprawiliśmy Mszę św. na Partyzanckiej Polanie, między pomnikami Budionnego i Lenina.

Najgorszy widok

Pobyt na miejscu katastrofy polskiego samolotu pod Smoleńskiem, we wrześniu 2010 r., był szokiem. Pół roku po wypadku brakowało napisu informującego o tym co tam się stało. Motocykliści odprawili Mszę św. przy głazie gdzie ludzie składali kwiaty.

Co czułam? Jednego byłam pewna – tego że naród polski został oszukany – powiedziała Wróblewska. – Że wszystko co powiedziano o badaniu i zabezpieczeniu miejsca katastrofy było kłamstwem. Zawsze bierzemy ziemię z miejsc które odwiedzamy. Koledzy zagarnęli ręką trochę ziemi i piachu i… odsłonili części samolotu i szczątki ludzkie. Ludzie chodzili przez teren katastrofy we wszystkich kierunkach. Ale najgorszy był widok biegających psów. Czuliśmy się upodleni.

Przemycili do Polski kości żeber, fragment szczęki. Ksiądz z rajdu zaniósł szczątki do prokuratury z zawiadomieniem o przestępstwie. Bezczeszczenie zwłok jest prawnie zabronione. Dopiero wtedy na miejsce katastrofy wpuszczono polskich archeologów. Dziś teren jest ogrodzony. W 2011 r. motocykliści odprawili Mszę pod brzozą w której tkwi kawałek samolotu.

Rok temu mieszkańcy Smoleńska mówili: – Współczujemy wam bo zabili wam prezydenta. Po roku i dwóch raportach twierdzili: – To był błąd pilota. Rozbił się samolot z drużyną hokejową w Rosji i komentator w telewizji porównywał ten wypadek do katastrofy polskiego samolotu, ponieważ też były naciski na pilota. Ciekawe co usłyszymy za rok?

Motocykliści których spotykają po drodze są otwarci i przyjacielscy.

W Moskwie oprowadzają nas nocą, pokazują Arbat, prowadzą do knajpy motocyklowej – powiedziała Wróblewska. – W Charkowie koledze padły klocki hamulcowe. Stoimy. Podjeżdża miejscowy motocyklista, pyta co się stało. Potem mówi: ‚Stój tu’. I zniknął. Za kwadrans podjeżdża chłopak na takim samym motocyklu, jaki ma nasz kolega, przemontowuje swoje dobre klocki do jego maszyny, zabiera zepsute, podaje łapę, wszystkiego dobrego mówi, do spotkania na drodze. Rozjeżdżamy się. Takie sytuacje są normalne. To jest zwykła ludzka wspólnota motocyklowa, wspólnota określonej pasji.

W Winnicy na Ukrainie tamtejsi motocykliści zrobili już drugi zlot na cześć polskich. Goszczą ich. Gra muzyka. Bawią się razem. Rozegrali mecz piłki nożnej.

Milicja ukraińska taką nas kiedyś poprowadziła drogą że się śruby wykręcały z maszyn. Moją, powiązaną, dojechałam do Smoleńska – wspominała Wróblewska. – Rosyjscy motocykliści, mimo niedzieli, otworzyli dwa warsztaty. Motocykl był reperowany, a nam zorganizowali wycieczkę po mieście. Wieczorem byli na Mszy w Katyniu, potem zaprosili na kolację. Nie chcieli grosza. Zero pieniędzy, zero zobowiązań. Inni ludzie, pomoc dla samej przyjemności pomagania.

Przywieźli kiedyś do rajdowiczów sparaliżowanego Rosjanina, żołnierza z Afganistanu. Polscy motocykliści zorganizowali zbiórkę na wózek inwalidzki. Kupili go w Kalifornii, bo było taniej.

Tym rajdem w dwa tygodnie robicie więcej niż nasze MSZ przez rok – powiedział do nich pewien polski dyplomata.

Huty Pieniackiej nie ma na mapach

Na początku lutego 1944 r. mieszkało w niej ok. tysiąca Polaków: kobiet, starców i dzieci, bo mężczyzn zabrano na wojnę. W ciągu sześciu godzin wioska przestała istnieć. Ukraińcy z SS Galizien, wspierani przez grupę UPA i okolicznych chłopów, rozpruwali dzieciom brzuchy, rozbijali głowy, wieszali na płotach. Kobiety gwałcili, piłowali, palili żywcem. Po wiosce zostało tylko pole, o ofiarach zapomniano.

Nie były nikomu potrzebne powiedziała Małgorzata Gośniowska-Kola, której matka tam się urodziła. – Podobny los spotkał ok. 200 tysięcy Polaków w ponad dwóch tysiącach wiosek Wołynia i Podola. Ukraińców którzy wstawiali się za polskimi sąsiadami też zabijano.

Zmów pacierz za tych szlachetnych Ukraińców – prosiła ulotka którą rozdawali motocykliści. Zorganizowali dwa zloty w Hucie Pieniackiej. W miejscu spalonego kościoła odprawiają Msze.

– Moje serce zostało na Białorusi – mówiła Wróblewska. – Zachwycają mnie tamtejsi ludzie. Zaczynają rozmowę by dowiedzieć się czy nie trzeba pomóc. Z ufnością wpuszczają do domów. Są nami zainteresowani. Biedni ludzie którzy borykają się z każdym dniem, a gotowi są dzielić się wszystkim co mają.

Rajd zatrzymuje się w szkołach i sierocińcach. Wiezie zabawki, słodycze, ubrania, a dla polskich dzieci pomoce szkolne i książki których na Kresach brakuje: Sienkiewicza, Słowackiego, Mickiewicza. Dzieciaki w sierocińcach cieszy każdy drobiazg ale najbardziej przejażdżka motocyklem.

Warto pojechać

Spotykają się z Polakami. – Chcemy przypominać o Polakach zostawionych na Kresach, przekonanych że Polska o nich zapomniała – mówił Leszek Rysak, historyk Instytutu Pamięci Narodowej. – Jadę oddać im hołd i nauczyć się od nich patriotyzmu. Jadę też spotkać przyjaciół, bo ci których poznaliśmy potem na nas czekają.

Warto pojechać na Kresy choćby po to by przyjrzeć się sobie – tłumaczyła Wróblewska. – Myślisz że jesteś patriotą. Mówisz ‚kocham Polskę’. Kto cię sprawdzi? Spotykasz ludzi którzy przez lata sowietyzacji i prześladowań obronili polski język, historię, a miłość do ojczyzny to dla nich świętość. Weryfikujesz swoje uczucia z tym jak głęboko ojczyzna jest w sercach tych ludzi. Oni są spragnieni mówienia po polsku, przebywania z nami. Jak na nas czekają. Z jakim szacunkiem odnoszą się do flagi. Tak jakby Polska do nich przyjechała!.

W tym roku Kasia Wróblewska chce pojechać motocyklem do Kazachstanu i odwiedzić tamtejszych Polaków. Jest do tej pory jedyną kobietą która prowadziła motocykl podczas rajdów katyńskich. Jest wiceprezesem Stowarzyszenia Międzynarodowy Motocyklowy Rajd Katyński.

Stowarzyszenie (www.rajdkatynski.net) organizuje też Motocyklowy Zlot Gwiaździsty im. księdza Zdzisława Peszkowskiego na Jasnej Górze w Częstochowie, w kwietniu – największy zlot w Europie. W 2011 r. przybyło ponad 35 tys. motocykli i 50 tys. osób.

mr/nd /23.IV.2012/

***

SLD wygnał Polaków z Częstochowy

Rozmowa z Wiktorem Węgrzynem, prezesem Stowarzyszenia Międzynarodowego Motocyklowego Rajdu Katyńskiego

Dlaczego nie chcecie zaczynać sezonu motocyklowego w Częstochowie?

Bo będzie tam prowadzony handel, zostaną postawione stragany, ale przede wszystkim w nocy będzie alkohol. Między godz. 22 a 6 będzie można otrzymać 20 proc. zniżki na wizyty w pubach, restauracjach i dyskotekach.Wyobrażam sobie co się będzie działo rano kiedy motocykliści opuszczą te bary, wsiądą na motocykle i włączą się w kolumnę kilkunastu tysięcy motocyklistów uczestniczących w paradzie z Górki Przeprośnej na Jasną Górę. Przecież chodzi o życie i zdrowie tych którzy tam jadą.

Pojawiły się zarzuty że przywłaszczył pan sobie Motocyklowy Zlot Gwiaździsty…

Nie ma najmniejszego sensu polemizować z kłamstwami. Nie będę przecież udowadniać że w dzień jest jasno, a w nocy ciemno…

Na forach internetowych padają argumenty że Zjazd Gwiaździsty motocyklistów odbywał się wcześniej, już przed pierwszym Jasnogórskim Zlotem w 2004 r.

O tym nie wiedziałem. Dowiedziałem się dopiero na Jasnej Górze od o. Jana Golonki, kustosza zbiorów wotywnych, który pokazał mi fotografię z takiego zlotu. Ustaliliśmy że prawdopodobnie był to rok 1946. Nawet próbowałem odnaleźć ludzi, którzy są na tych fotografiach. Wydawało mi się bowiem niezwykłe, kiedy usłyszałem ten komunikat, że nie my byliśmy pierwsi. Więc jesteśmy kontynuatorami tej pięknej tradycji. Pytałem w internecie czy ktoś zna uczestników tamtego zlotu. Niestety, nikogo takiego nie znalazłem. Zbyt wiele czasu minęło. Na naszych plakatach Motocyklowego Zlotu Gwiaździstego zamieściliśmy te stare fotografie.

Według urzędu miasta nie ma kolizji terminów między imprezami, bo komercyjna odbędzie się w sobotę, a Zlot Gwiaździsty jest w niedzielę.

Zlot Gwiaździsty zawsze odbywał się w sobotę i niedzielę. W oba te dni zaplanowana jest również wspomniana impreza. Urząd miasta podaje nieprawdziwe informacje. Wystarczy spojrzeć na program na stronie internetowej Custom Bike Works – organizatora tej imprezy.

Podobno rok temu część III Alei Najświętszej Maryi Panny była zajęta w związku z imprezą muzyczną i nie przeszkadzało to motocyklistom Motocyklowego Zlotu Gwiaździstego.

Była to Niedziela Palmowa i ustawiono stragany. To zupełnie nie przeszkadzało. Akurat w ubiegłym roku nie byłem, ale z opowiadań kolegów wiem że oszukano Katarzynę Wróblewską, wiceprezes Stowarzyszenia Międzynarodowego Motocyklowego Rajdu Katyńskiego, ponieważ stragany wprowadzono na Błoniach Jasnogórskich. A tego miało nie być. Poza tym wiem o zachowaniach pewnych motocyklistów, co w porównaniu z wcześniejszym VII Motocyklowym Zlotem Gwiaździstym było niedobre. Napisałem wówczas oświadczenie że jeżeli Bóg, Honor, Ojczyzna nic dla kogoś nie znaczą i nie potrafi się zachować w kościele, to nie musi przyjeżdżać. To nie jest zlot dla takich osób.

rozm. jd/nd /5.IV.2012/

***

Rajd Katyński w Hucie Pieniackiej

Cel rozpoczętego 27 sierpnia XI Międzynarodowego Motocyklowego Rajdu Katyńskiego to uczczenie pamięci naszych rodaków w szczególnych miejscach narodowej martyrologii

Jedno z nich to Huta Pieniacka – wieś spalona 28 lutego 1944 r. przez członków Ukraińskiej Powstańczej Armii i ukraińskich ochotników z hitlerowskiej formacji SS Galizien

Jeden z elementów XI Rajdu Katyńskiego to II Motocyklowy Zlot w Hucie Pieniackiej który zakończył się 30 sierpnia. Pragnęliśmy by w jeden wieczór niewielka wioska wymordowana przed 67 laty ożyła naszą pamięcią – powiedział Wiktor Węgrzyn, prezes Międzynarodowego Motocyklowego Rajdu Katyńskiego.

Jego uczestnicy mówią że Huta Pieniacka, wieś na terenie obecnej Ukrainy, to miejsce szczególne, w którym w 1944 r. doszło do okrutnych zbrodni dokonanych przez bandy UPA i SS Galizien. Kolejny raz Rajd Katyński spotkał się tam z członkami rodzin pomordowanych oraz tymi którzy ocaleli.

– W ubiegłym roku przybyło ponad 300 osób. Podobna liczba odwiedziła Hutę i w tym roku – powiedział Adam Świtalski, organizator II Motocyklowego Zlotu w Hucie Pieniackiej.

Późnym popołudniem w Hucie Pieniackiej motocykliści uczestniczyli we Mszy Świętej w miejscu spalonego kościoła. Zorganizowano również czuwanie przed pomnikiem upamiętniającym pomordowanych.

XI Międzynarodowy Motocyklowy Rajd Katyński wyruszył w sobotę 27 sierpnia z pl. Marszałka Józefa Piłsudskiego w Warszawie. Trasę 6 tys. km pokonuje w tym roku blisko 80 motocyklistów z całej Polski i zagranicy. Po drodze odwiedzą: Tarnogród, Żółkiew, Lwów, Malechów, Zadwórze, Hutę Pieniacką, Jazłowiec, Okopy Św. Trójcy, Chocim, Kamieniec Podolski, Bar, Brahiłow, Latyczów, Chmielnik, Winnicę, Berdyczów, Żytomierz, Kijów, Bykownię, Briańsk, Kozielsk, Moskwę, Smoleńsk, w tym teren lotniska Siewierny, Katyń, Dyneburg, Zułow, Powiewiórkę, Podbrodzie, Wilno, Miejszagołę, Ponary, Koniuchy, Kopciowo, Giby i Narewkę.

Rajd Katyński potrwa do 12 września a oficjalne zakończenie odbędzie się 1 października w Warszawie. – To już nasza jedenasta podróż na Kresy Rzeczypospolitej Polskiej. Jedziemy by uczcić pamięć tych którzy zostali tam pomordowani, ale i by spotkać się z żyjącymi tam Polakami – ludźmi o pięknych sercach, którzy, zawsze gościnni i serdeczni, kochają Polskę i bardzo za nią tęsknią – dodał Węgrzyn, pomysłodawca i organizator Rajdów Katyńskich.

Motocykliści starają się by do odwiedzanych przez nich na Wschodzie Polaków trafiły pomoce szkolne, zabawki, słodycze. – Najważniejsze są jednak polskie książki których tak bardzo na Kresach brakuje, jak m.in.: powieści Henryka Sienkiewicza, poezje Juliusza Słowackiego czy Adama Mickiewicza – powiedział Wiktor Węgrzyn.

jd/nd /30.8.2011/

***

X Motocyklowy Rajd Katyński

X Rajd Katyński zakończony. W Warszawie na pl. Marszałka Piłsudskiego w sobotę, 2 października 2010, nastąpiło uroczyste zakończenie rajdu.

X Międzynarodowy Motocyklowy Rajd Katyński wyruszył z placu Marszałka Józefa Piłsudskiego w Warszawie w sobotę 28 sierpnia. W tym roku trasę 6 000 km pokonało ponad 120 motocyklistów z całej Polski i z zagranicy. Rajd Katyński trwał 3 tygodnie i zakończył się 18 września

Trasa X Rajdu Katyńskiego przebiegała przez Litwę, Białoruś, Rosję, Ukrainę i Polskę, przez następujące miasta: Sokółka – Wilno – Kopciowo – Koniuchy – Ponary – Zułów – Oszmiana – Bogdanowo – Mińsk (Kuropaty) – Mohylew – Katyń – Kłuszyn – Miednoje – Moskwa – Kursk – Charków – Kijów (Bykownia) – Żytomierz – Berdyczów – Winnica – Bar – Kamieniec Podolski – Chocim – Jazłowiec – Huta Pieniacka (I Motocyklowy Zlot w Hucie Pieniackiej) – Lwów – Żółkiew – Warszawa (zakończenie rajdu).

Już dziesiąty raz jedziemy na Wschód, aby spotkać się z żyjącymi tam Polakami, straszliwie doświadczonymi przez historię, którzy tak jak i my ogromnie kochają Polskę i tęsknią za nią. Chcemy oddać hołd pomordowanym na Wschodzie Polskim Bohaterom; odwiedzić miejsca dla nas – Polaków – najważniejsze, a wśród nich: Katyń, Miednoje, Kuropaty, Bykownię, a także Hutę Pieniacką na Ukrainie, wioskę, której mieszkańców lutym 1944 r. wymordowały oddziały UPA i SS Galizien. Tam zorganizujemy pierwszy zlot motocyklowy, aby symbolicznie na jeden dzień miejsce to ożyło – mówił przed wyjazdem Wiktor Węgrzyn, komandor Rajdów Katyńskich, ich pomysłodawca i organizator.

X Rajd jest wyjątkowy nie tylko pod względem czasu trwania i rekordowej liczby uczestników, ale i ze względu na dodatkowe, niezwykle ważne miejsce na trasie – teren lotniska Siewiernyj pod Smoleńskiem, gdzie 10 kwietnia br. miała miejsce katastrofa samolotu z prezydentem Lechem Kaczyńskim. Wśród ofiar tej tragedii było 5 członków Komitetu Honorowego Stowarzyszenia Międzynarodowego Motocyklowego Rajdu Katyńskiego: prezydent Rzeczpospolitej Polskiej śp. Ryszard Kaczorowski; prezes Instytutu Pamięci Narodowej śp. Janusz Kurtyka; szef Sztabu Generalnego Wojska Polskiego śp. gen. Franciszek Gągor; kierownik Urzędu do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych śp. minister Janusz Krupski; prezes Stowarzyszenia Wspólnota Polska śp. Maciej Płażyński. Motocykliści złożą tam wieniec i oddadzą hołd tym, którzy zginęli. Stamtąd pojadą na groby polskich oficerów pomordowanych w katyńskim lesie.

X Rajd Katyński, jak co roku, rozpoczęła uroczystość przygotowana przez Garnizon Warszawski Wojska Polskiego. Wyjeżdżających pożegnał ks. Stanisław Żarski, administrator Ordynariatu Polowego Wojska Polskiego, a towarzyszą im bliscy osób pomordowanych na Wschodzie oraz Powstańcy Warszawy. W tym roku w Rajdzie Katyńskim udział bierze rekordowa liczba uczestników. Na 3 tygodniowy wyjazd zdecydowało się 127 osób, większość z nich pojedzie pierwszy raz.

Jadę z kilku powodów. Jednym z nich jest ogromna chęć odwiedzenia miejsc na stałe już związanych z Polską, aby tam być, uścisnąć dłonie naszych rodaków, zobaczyć jak mieszkają, wysłuchać ich opowieści o życiu i wspomnień o Polsce – mówi Wojciech Grzelakowski, który pojedzie na Suzuki Intruder M800. – Poza tym rajd daje poczucie choćby w małym stopniu spłacenia długu wdzięczności względem rodaków, którzy pozostali tam, na Wschodzie, na zawsze. Ma się też wrażenie, że ponad 100 motocykli z powiewającymi biało-czerwonymi flagami daje poczucie przynależności narodowej.

Są jednak tacy uczestnicy, dla których X Rajd Katyński jest kolejnym, w którym biorą udział:

To mój piąty sezon wspólnych wypraw wraz z przyjaciółmi ze Stowarzyszenia Międzynarodowy Motocyklowy Rajd Katyński. Dwukrotnie przejechałem całą trasę Rajdu Katyńskiego i dwa razy odprowadzałem motocyklistów na jej części. W tym roku chcę jeszcze raz przeżyć wzruszenia, jakich doświadczyłem podczas wcześniejszych wyjazdów na Wschód. Odwiedzić groby zamordowanych w Katyniu, Miednoje, Charkowie czy Bykowni, ale też spotkać mieszkających na Kresach ludzi. A ludzie żyjący tam, mimo bardzo trudnych warunków bytowych, są piękni, o otwartych sercach i szczerych duszach – mówi Jarosław Barszczewski, jadący Yamahą XJR 1300.

Ważnym punktem Rajdów Katyńskich jest pomoc Polakom na Wschodzie, w tym polskim dzieciom i ich opiekunom. Dzięki zebranym datkom podczas organizowanego już od lat zlotu motocyklowego na Jasnej Górze Stowarzyszenie Międzynarodowy Motocyklowy Rajd Katyński m.in.: zasponsorowało przyjazd białoruskich dzieci do Polski, ufundowało mundurki dla polskich harcerzy na Wschodzie, wyposażyło w polskie książki kilkanaście bibliotek na Wschodzie, a także ufundowało dwa pomniki Jana Pawła II na Białorusi (w Szumielinie i Miorach). Na Wschód pojadą także zabawki i pluszowe misie przywiezione przez motocyklistów na tegoroczny zlot na Jasnej Górze.

Tradycyjnie podczas Rajdów Katyńskich staramy się pomóc Polakom mieszkającym na Wschodzie, wieziemy ze sobą pomoce szkolne, zabawki, słodycze, ale przede wszystkim polską literaturę. Dzięki tym książkom nasi rodacy mają kontakt z polskim językiem, a to dla nich niezwykle ważne. Każdy najmniejszy nawet polski akcent, naszywkę, znaczek traktują jak relikwię. Powiewające przy naszych motocyklach polskie flagi są dla nich prawdziwie wzruszającym widokiem – mówi Wiktor Węgrzyn.

/20.9.2010/

***

Przypominamy Katyń i Kresy

Rozmowa z Wiktorem Węgrzynem, pomysłodawcą i organizatorem Międzynarodowego Motocyklowego Rajdu Katyńskiego, odbywającego się pod patronatem m.in. Prymasa Polski ks. kard. Józefa Glempa, prezydenta Ryszarda Kaczorowskiego i prezesa IPN Janusza Kurtyki

To już VIII Rajd Katyński, a jak doszło do pierwszego?

Przeżyłem wiele lat na emigracji w USA. Miałem tam szczęście spotkać żołnierzy polskich, którym udało się z armią Andersa opuścić Rosję Sowiecką i dostać do Ameryki, bądź dotrzeć tam poprzez niemieckie obozy. Poznałem wybitnych Polaków – mjr. Błaszczaka ‘Roga’, obrońcę Starówki w Powstaniu Warszawskim, cichociemnego płk. Szternala ‘Zrywa’, ostatniego dowódcę Mokotowa, płk. Niedzielskiego ‘Żywiciela’ z Żoliborza, Władka Kołacińskiego ‘Żbika’, jednego z dowódców Brygady Świętokrzyskiej i wielu innych. Zrozumiałem co utraciliśmy w Katyniu. Utraciliśmy tam nasze rycerstwo. Jesteśmy obecnie narodem plebejskim, nie mamy inteligencji… To ogromna degradacja. Proszę posłuchać obrad Sejmu, czy tych ‘dyskusji’ w telewizji… Sprawa Katynia była bardzo ważna na emigracji. Tam żyli koledzy tych, których wymordowano.

Po 30 latach w USA wrócił pan do Polski i?…

Pomyślałem o motocyklowym rajdzie katyńskim. Spotkałem się o dziwo z niechęcią!… Najpierw powiedziałem o tym Wojciechowi Ziembińskiemu, już nieżyjącemu, słynnej postaci opozycyjnej. Ziembiński na to: Co, z tą hołotą do Katynia!?… Tyś oszalał!… Później poszedłem z tym do także już nieżyjącego księdza Zdzisława Peszkowskiego, cudownie ocalałego więźnia Kozielska. Ks. Peszkowski był zachwycony. Powiedział: ‘To fantastyczny pomysł! We wszystkim ci pomogę’. I pomógł. Do pierwszego rajdu doszło w 2001 r.

Jaki jest główny cel rajdu?

Oficjalny cel jest w nazwie – zbrodnia katyńska. Dla mnie celem jest też przypominanie o wszystkich zbrodniach, o losach Kresów. Dla mnie ważni są w tym rajdzie Polacy, którzy tam pozostali. Przeżywamy niezwykłe spotkania. Zawsze są na nich łzy. To wspólne śpiewanie piosenek żołnierskich i patriotycznych. Nawet Rosjanie przychodzą. Ale przede wszystkim celem jest pokazanie polskiego losu na Kresach. Kiedy zapowiadamy, że tam jedziemy, miejscowe władze bardziej dbają o nasze cmentarze. Wszędzie mówimy o zbrodniach i ludobójstwie komunistycznym. Mamy zawsze wiele wieńców, bo tam jest mnóstwo polskich grobów.

Rajd nazywa się międzynarodowy, to znaczy, że biorą w nim udział osoby z różnych krajów?

Tak, jechali z nami już motocykliści z USA, Niemiec, Kanady, Danii, Austrii, a nawet Hongkongu. Naszą wielką entuzjastką jest dyplomatka kanadyjska Diana Godard. A na trasie spotykamy motocyklistów Rosjan, Ukraińców, Białorusinów, Łotyszy. Mamy wspólne ogniska.

Kim są uczestnicy rajdu?

Są z całej Polski. Zawodowo bardzo różnie, jest górnik, architekt, marynarz, pięciu pilotów LOT, są księża, chyba nie ma zawodu, który nie jest obecny w rajdzie. Nie ma… dziennikarzy. Dziennikarze skądś wiedzą, że… nie należy jeździć.

Kiedy najpóźniej można się zapisać do waszego rajdu?

Na trzy miesiące przed wyjazdem. Wszystkiego można się dowiedzieć na naszej stronie www.rajdkatynski.net.

To spory wydatek dla uczestników?

To najtańsze wakacje z możliwych. Podobne wakacje w Polsce, dwa tygodnie jazdy motocyklem, są znacznie droższe. Benzyna w Rosji jest o połowę tańsza, na Białorusi też jest tania, na Ukrainie też tańsza. Mamy taki furgon prowiantowy, mamy mechanika samochodowego, który lubi gotować i zawsze jakąś kolację upitrasi. Zawsze jest jedzenie, nikt nigdy nie jest głodny.

Przed rajdem zbieracie się w Świątyni Opatrzności Bożej. Dlaczego tam?

Bo to miejsce szczególne. Tam jest grób ks. Peszkowskiego – naszego patrona i wielkiego przyjaciela.

Rajd rozpoczynacie uroczyście przed Grobem Nieznanego Żołnierza, potem składacie wieńce pod pomnikami Piłsudskiego, Katyńskim na pl. Zamkowym i ks. Skorupki na Pradze. A trasa na początek wiedzie przez Wilno i Miory na Białorusi. To ważne miejsca dla Polaków.

Tak. To są historyczne Polskie Kresy. Tam, w Wilnie, Miorach, Pińsku, Sarnach, Tarnopolu, Lwowie, każdy kamień mówi po polsku. Zostały po nas cmentarze, zrujnowane pałace, ale są i ludzie przyznający się do polskości. Kiedy wjeżdża 100 biało-czerwonych chorągiewek na naszych motocyklach – zawsze są łzy. W tym roku pojechałem na pielgrzymkę do Bucławia. To takie katolickie sanktuarium narodowe na Białorusi. To była, oczywiście, kiedyś Polska. Jest tam wielki kościół, który pozostał. Przychodzą tam pielgrzymki po 30 tysięcy ludzi, wszyscy Polacy. Bo katolicy na Białorusi, to Polacy. Liturgia jest po białorusku, rosyjsku, a Lud Boży mówi po polsku.

Potem jedziecie do Katynia?

Mieszkamy jeszcze w Orszy. Zaprosił nas tam tamtejszy ksiądz. Potem jedziemy do Katynia. Jesteśmy tam dwie noce. Zapalimy znicze, później mamy spotkania z dziećmi polskimi w szkołach i rosyjskimi w sierocińcu. Na koniec na cmentarzu jest uroczysta Msza Święta, przy zniczach po zmroku, co robi ogromne wrażenie. Później także na części prawosławnej składamy wieńce. Był z nami raz pop, a teraz nie wiem, czy będzie, bo się trochę boją. Zostawiamy wieniec: Szlachetnym Rosjanom – Ofiarom Ludobójstwa Komunistycznego – Polscy Motocykliści. Potem jedziemy do Miednoje, na cmentarz. W Miednoje jesteśmy jedną noc i jedziemy do Moskwy.

Do Moskwy pojechać z takim rajdem trzeba mieć odwagę?

Wszystkie nasze rajdy przejeżdżały przez Moskwę. Będziemy w Moskwie ósmy raz. Ostatnie dwa lata trafialiśmy na jakieś ich święta, więc nie dało się przejechać koło Kremla. Trzeba było jechać obwodnicą, do Kremla szliśmy piechotą. A wcześniej zawsze mieliśmy na pl. Czerwonym sfotografowane motocykle. Nie było problemów. Na całej trasie ludzie są bardzo życzliwi. Jedziemy przez Rosję z chorągiewką polską, ale i rosyjską. ‘My prijechali pa drużbu’ – mówimy im.

Następnie jest Kozielsk i Orel – gdzie więziono Polaków.

Tak. Zamordowani w Katyniu byli zgromadzeni w obozie w Kozielsku. Tam jest bardzo trudny dojazd, ze względu na rozwaloną drogę, ale chcemy tam pojechać.

Potem m.in. Bykownia. Tam też są polskie groby.

Po przekroczeniu granicy jedziemy do Kijowa, do Bykowni. Wszędzie są polskie groby. Tam nie ma miejsca, gdzie by nie było polskich grobów. W Bykowni przez dwa ostatnie rajdy paliliśmy ognisko i śpiewaliśmy żołnierskie piosenki nad rozkopanymi mogiłami, czaszki leżały w workach przed nami, bo akurat przeprowadzano ekshumacje.

Na koniec jest Lwów?

Tak, ale po drodze mamy jeszcze Bar, Berdyczów, Brahiłów. Brahiłów, to polska wioska, tam wszyscy mówią po polsku. Ludzie są w niej niezwykle serdeczni. Brahiłów leży na uboczu, tam nikt poza nami z Polski nie przyjeżdża. Tamtejszy cmentarz, to dla nich święte miejsce, na którym jest grób chyba 14 żołnierzy z 1920 r. Cmentarz bardzo zadbany. Nasz przyjazd, to dla nich wielkie wydarzenie. Witają nas chlebem i solą. Teraz chcemy zostać tam na noc, rozstawić namioty, pośpiewać. No i Lwów, cmentarz Orląt, Wzgórza Wuleckie, gdzie Niemcy zabijali polskich profesorów. Tam składamy wieniec. Potem jeszcze Żółkiew, bo pamiętamy o hetmanie Żółkiewskim. Tam się już rozwiązujemy. Każdy jedzie na swoje przejście graniczne w kierunku swego domu.

Ilu was jedzie w tym roku?

Jest nas 97 osób, motocykli trochę mniej, bo na niektórych jedzie nas po dwóch. Motocykli jest ponad 80, a to już armada. W zeszłym roku było 100 motocykli i kolumna rozciągała się na 5 km. Jak jedziemy wieczorem, widok jest niezwykły, tam na wschodzie zupełnie nieznany. W 2002 r. pojechaliśmy do Kłuszyna, na miejsce naszej największej bitwy, większej od Grunwaldu, większego zwycięstwa. Potem hetman Żółkiewski zajął Moskwę. W tym roku wszyscy uczestnicy rajdu będą mieć na sobie jednakowe kamizelki z nazwą rajdu.

14 września rajd się kończy, ale uroczyste zakończenie będzie dopiero 4 października w Warszawie na pl. Piłsudskiego?

Tak. Na początek o godz. 10 Msza Święta w katedrze polowej, na godz. 12 pojedziemy na pl. Piłsudskiego i tam będzie rozdanie symbolicznych nagród dla uczestników. Zawsze, albo wojsko, albo policja, przysyła orkiestrę.

W TV Trwam widziałem piękny reportaż z waszego, motocyklowego Zlotu Gwiaździstego na Jasnej Górze. Co roku jeździcie na Jasną Górę?

Tak. To zaczęło się przypadkowo. Miałem poważny wypadek w 2003 r. To cud, że żyję. Jechałem 120 km na godz. hondą i zderzyłem się z autem. Obudziłem się w szpitalu, nic nie pamiętałem. Ale nic mi w sumie się nie stało… Po tygodniu wyszedłem ze szpitala, wszystko wróciło do normy. I kiedyś powiedziałem ks. Peszkowskiemu, że pójdę piechotą do Częstochowy. A ks. Peszkowski mówi: ‘Jedź motocyklem. Weź kolegów ze sobą i jedźcie motocyklami’. Tak zrobiłem. Pierwszym razem przyjechało ok. 70-100 motocykli, uczestników Rajdu Katyńskiego, choć lało strasznie. Myślałem że to się nie przyjmie, ale wszyscy byli zachwyceni. Za rok było już 700 motocykli, na trzecim 3000, na czwartym, w 2006 r., nie mogłem być, a mimo to przyjechało 12.5 tys. motocykli! W tym roku lało i myślałem, że będzie klęska, a było 15 tys. motocykli! Coś niesamowitego! Paulini są zachwyceni, żadnych problemów z dyscypliną. Jeżeli pogoda dopisze, w przyszłym roku będzie 20 tys. jak nic.

rozm. Cezary Dąbrowski/www.zawszepolska.eu /30.8.2008/

Kategoria Polska

Comments