Pożegnanie Żelaznej Damy

W wieku 87 lat zmarła Margaret Thatcher – jeden z najwybitniejszych przywódców w czasach zimnej wojny, w XX wieku i w całej historii Wielkiej Brytanii. Zwykłem o niej mówić jako o jednej z siedmiu kluczowych postaci zimnej wojny, do których zaliczam: Ronalda Reagana, Jana Pawła II, Michaiła Gorbaczowa, Lecha Wałęsę, Vaclava Havla, Borysa Jelcyna i Margaret Thatcher

Świat nadał jej jakże adekwatne miano Żelaznej Damy. Powszechnie, aczkolwiek mylnie, uważa się że ten przydomek zawdzięcza wyłącznie silnej postawie przyjętej w zimnowojennych zmaganiach. Są po temu jednak jeszcze inne liczne powody

Na przykład Margaret Thatcher jest zapewne najbardziej wszechstronnym brytyjskim przywódcą ostatnich stu lat, przewyższającym nawet Winstona Churchilla. Podobnie jak on była twarda i odnosiła sukcesy w polityce zagranicznej, stawiając czoła złu systemu totalitarnego i zwyciężając je. Churchill ostrzegał świat przed żelazną kurtyną opadającą pośrodku Europy. Kilka dziesięcioleci później świat sekundował Żelaznej Damie pomagającej skruszyć żelazną kurtynę.

W uścisku socjalizmu

Jednak w przeciwieństwie do Churchilla Margaret Thatcher odnosiła znakomite sukcesy także w kraju, w dziedzinach których Churchill nie mógł a nawet bał się próbować dotknąć. Po zakończeniu II wojny światowej Brytyjczycy podziękowali Churchillowi za premierostwo, wybierając na jego następcę przewodniczącego Partii Pracy Clementa Attlee, który zafundował swoim rodakom Keynesowską wersję socjalizmu.

Masy domagały się wprowadzenia państwa opiekuńczego, a Attlee, obiecujący „zmiany” i „postęp”, rzeczywiście przeprowadził taką transformację. Partia nowego premiera od razu zaczęła wydawać pieniądze na niespotykaną dotąd skalę, nacjonalizując co tylko się dało, włącznie z „coup de grace” postępowej lewicy – państwową służbą zdrowia. Było to wielkie rządowe szaleństwo które uziemiło Wielką Brytanię na dziesięciolecia.

Przemiana w państwo opiekuńcze była tak dogłębna i tak chętnie przyjęta przez elektorat że kiedy Churchill wrócił na stanowisko szefa rządu na kolejną kadencję /1951-55/, nawet on, bohater II wojny światowej, nie był w stanie wygrać ze świętą krową, jaką było nowe brytyjskie państwo, już nadopiekuńcze. Do końca lat 70 Wielką Brytanię pogrążały nie tylko rozbuchane wydatki rządowe i zadłużenie, ale także rozrost związków zawodowych w sferze budżetowej zakładanych i pielęgnowanych przez Partię Pracy.

Ta sytuacja doprowadziła do załamania pod koniec lat 70, oczywiście pod rządami Partii Pracy i ówczesnego premiera Jamesa Callaghana. Przełomowym wydarzeniem była „zima niezadowolenia” /1978-79/ /seria strajków w budżetówce przeciw ograniczeniu podwyżek pensji – przyp. Tłum./. Gospodarka była w rozsypce, przyduszona przez zadłużenie i hamowana przez opóźniający się program „naprawczy”. Sytuacja uległa dalszemu pogorszeniu wskutek ciągłych strajków organizowanych przez związki zawodowe sfery budżetowej. Zważywszy że dzięki lewicowej polityce nacjonalizacji wszystkiego co się tylko da rząd brytyjski odpowiadał już prawie za wszystko, odpady dosłownie gniły na ulicach, a zmarłych nie grzebano z powodu strajku grabarzy.

Przywódca

Było już tak źle że brytyjscy wyborcy byli gotowi postawić na czele rządu prawdziwego konserwatystę: Margaret Thatcher. Nie była ona typem marionetki który w Stanach Zjednoczonych nazywaliśmy kiedyś umiarkowanym republikaninem lub jak obecnie – RINO /republikanin tylko z nazwy – przyp. Tłum./. Ona była stuprocentową, autentyczną konserwatystką. Stanął przed nami nowy przywódca który nie tylko rozumiał ale i potrafił wyrazić to co szwankowało w państwie, oraz miał odwagę coś z tym zrobić.

Tak oto Margaret Thatcher, pierwsza kobieta premier w historii Wielkiej Brytanii, podjęła się w latach 1979-90 niezwykłego zadania, które realizowała dzięki trzem kolejnym zwycięstwom wyborczym, w tym pierwszemu, miażdżącemu zwycięstwu, na fali którego zdobyła stanowisko. Po nim zajęła się nie tylko Związkiem Sowieckim, ale także problemami krajowymi: silnymi związkami zawodowymi w budżetówce, Keynesowskimi wydatkami, rozrostem państwa opiekuńczego, czuwającego nad obywatelem od kołyski po grób, nadmiernym opodatkowaniem, restrykcyjnym prawodawstwem i skutkami dziesięcioleci nacjonalizacji i przejęć. Co się tyczy tego ostatniego to premier Thatcher rozpoczęła szeroko zakrojoną kampanię prywatyzacji, która przywróciła Brytanii wolność, wypłacalność i rozsądek.

Wyniki jej rządów były zadziwiające. Można by się teraz spodziewać wybuchu emocji i wyrazów wdzięczności w Wielkiej Brytanii, podobnie jak to miało miejsce w Ameryce po śmierci Ronalda Reagana i na całym świecie, kiedy odchodził Papież Jan Paweł II – jej dwaj sprzymierzeńcy z czasów zimnej wojny i bratnie dusze. I podobnie jak oni miała szczęście dożyć upadku imperium sowieckiego.

Lady Thatcher przeżyła zarówno Ronalda Reagana jak i Jana Pawła II. Niestety stan jej zdrowia pogarszał się już od dłuższego czasu. Pamiętam jak zdecydowała się na nagranie mowy pożegnalnej na uroczystości pogrzebowej prezydenta Reagana zamiast wygłoszenia jej osobiście. Był to rok 2004, prawie 10 lat temu.

Pamiętam także jej pożegnalne słowa skierowane do Ronalda Reagana: „Dobrze uczyniłeś, sługo dobry i wierny”.

Teraz my możemy powtórzyć słowa uznania: dobrze uczyniłaś, Lady Thatcher.

Paul Kengor /tł.P.Braniecki/ /13.IV.2013/
/prof. Paul Kengor jest wykład. nauk polit. i dyr. wyk. The Center for Vision&Values przy Grove City College w Grove City, stan Pensylwania; autorem wyd. niedawno książki „Komuniści: Frank Marshall Davis: Nieopowiedziana historia mentora Baracka Obamy”; a również „Ronald Reagan. Duchowa biografia”, „Krzyżowiec. Ronald Reagan i upadek komunizmu”/

***

Długo nie będzie takiej drugiej

Na Wyspach niestety ciągle trwa spór na temat jej testamentu politycznego: uratowała czy zniszczyła kraj? Żelazna Dama nawet po śmierci wciąż dzieli Brytyjczyków

Od „Modlitwy dnia” na BBC Radio 4 w której pastor pobłogosławił Margaret Thatcher i wszystkich liderów politycznych których pracę wciąż motywują wartości chrześcijańskie, do street parties na ulicach czynszówek Glasgow, Swansea i Birmingham, gdzie mieszkają „resztówki” pracowników sektora wydobywczego i stoczniowego, zdeklasowane, od dwóch pokoleń na garnuszku państwa

I od okładki konserwatywnego Daily Maila „Kobieta która uratowała Wielką Brytanię” do coveru lewicowego Daily Mirror „Kobieta która podzieliła naród”

Zenergetyzowała i zmodernizowała czy zrujnowała gospodarkę? Zapewniła obywatelom dobrobyt czy odebrała szansę na godziwe życie? Wszystkie te wątpliwości wybuchły z nową siłą po ogłoszeniu newsa o odejściu pani premier. Jedni, jak David Cameron czy John Major, twierdzą że „była jednym z najznakomitszych polityków, rangi Clementa Attlee czy Winstona Churchilla, z wizją przemian oraz siłą by te zmiany przeprowadzać”. Inni, jak były górnik z Yorkshire Graham Whitehurst czy lider związkowy John Stones, upierają się że zniszczyła gospodarkę i pozbawiła setki tysięcy ludzi środków do życia. Spór biegnie dokładnie po linii politycznego podziału: konserwatyści – labourzyści i liberalni demokraci, co nie zapowiada bynajmniej rychłego końca.

Premier Cameron na wieść o śmierci Margaret Thatcher przerwał europejską turę i już z Downing Street wygłosił płomienne przemówienie, wolne od zwykłej powściągliwości, kiedy nawiązywał do thatcheryzmu. Przypomniał że „Wielka Brytania straciła wielkiego przywódcę, wielkiego premiera i wielką Brytyjkę”. Akcentował jej patriotyzm, odwagę i determinację w realizacji reform. „Margaret Thatcher – mówił – nie tylko rządziła naszym krajem, ona uratowała nasz kraj” przed ciągłym pogarszaniem się stanu gospodarki, ubożeniem obywateli, wysoką inflacją, bezrobociem, osuwaniem się kraju w strajkowy chaos.

„Będzie pamiętana – stwierdził z kolei lord Tebbit, thatcherysta starej daty, wspierający politykę silnej ręki pani premier – z wielu zwycięskich walk jakie stoczyła. M.in. z bardzo wpływowymi liderami związkowymi, którzy w przerwach strajkowych wpadali do którejś z restauracji Westminsteru na tani lunch oraz by pouczyć posłów: co mają robić…”. Który to argument „Czerwony Ken” Livingstone, były mer Londynu szybko odparował: „Zniszczyła związki zawodowe i ducha wspólnot pracowniczych oraz wysyłając na zasiłek pozbawiła godności wiele tysięcy ludzi”.

Kontrowersje dotyczą przede wszystkim sektora gospodarki. Wszystkie reformy Margaret Thatcher zmierzały do przeniesienia akcentu z formuły państwa zawiadywanego przez rząd do państwo kierowanego przez wolny rynek. I ekstensywnie prywatyzowała rynek – British Telecom, koleje państwowe, British Gas – by zdynamizować gospodarkę i uczynić ją bardziej konkurencyjną.

Faktem jest że dokonując modernizacji gospodarki i przechodząc na nowocześniejsze źródła energii zamknęła ponad sto kopalń, czego nie mogą jej do dziś wybaczyć labourzyści i lib-demokraci. Jednak nie jest prawdą że pozostawiła zwolnionych pracowników samym sobie. Lewicowe media chętnie przypominają o „wyrzuceniu na bruk 300 tys. górników”, ale nabierają wody w usta kiedy trzeba dodać że pracownicy sektora wydobywczego i stoczniowego oprócz odpraw otrzymali możliwość przebranżowienia, szkoleń zawodowych finansowaną przez państwo. Duża część skorzystała, a reszta dziś świętuje na ulicznych „Thatcher Death Parties”.

Ponadto premier likwidowała wprawdzie jedne miejsca pracy, ale zapewniała nowe. Np. w połowie lat 80 zmodernizowała City i to właśnie wtedy Londyn stał się jedną z niekwestionowanych światowych stolic bankowości i finansów. Chodziło jednak o coś więcej, bo tysiące młodych ludzi z całego kraju znalazło tam zatrudnienie, a tym samym został złamany monopol absolwentów drogich szkół prywatnych w instytucjach związanych z finansami. Oprócz modernizacji dokonał się więc rodzaj demokratyzacji City. W tym samym czasie szerzej otworzyła drzwi kapitałowi spoza Europy, np. na Wyspach zbudowano wtedy kilkanaście wielkich japońskich firm samochodowych zapewniających pracę dziesiątkom tysięcy Brytyjczyków. Prywatyzacja i modernizacja gospodarki wcale nie znaczyły, jak twierdzi lewica, pogorszenia się statusu ekonomicznego większości obywateli. Przeciwnie, jak twierdzi wielu torysów, wcale nie entuzjastów pani Thatcher, te reformy polepszyły sytuację finansową mieszkańców Wysp.

Nie jest też prawdą że Thatcher „służyła tylko bogatym i uprzywilejowanym”. Są twarde dowody na to że nie była obojętna na „wymiar społeczny i socjalny” wprowadzanych ustaw. Córka właściciela corner shop, sklepiku na rogu, dobrze wiedziała ile ją kosztowała długa droga z małego północnego miasteczka Grantham do Oksfordu, potem Londynu i najwyższych urzędów państwowych. I w istocie może być ikoną wszystkich tych którzy próbują w uczciwy sposób, korzystając ze swoich zdolności i wytrwałej pracy, dostać się na sam szczyt. Przecież jej dwie słynne reformy – z których, i słusznie, była dumna – pozwoliły milionom ludzi na awans społeczny i finansowy.

Pierwsza z nich zezwalająca na wykupywanie po znacznie niższej cenie od rynkowej domów i mieszkań należących do miasta, a co za tym idzie, awansować z pozycji lokatora do właściciela nieruchomości. I ustawa druga, zapewniająca pracownikom mniejszych przedsiębiorstw możliwość zakupu udziałów w firmie, która pozwoliła milionom drobnych ciułaczy zapewnić sobie bezpieczeństwo finansowe. Ta wyprzedaż udziałów cieszyła się tak wielkim powodzeniem że rząd ostatecznie pozbył się większości udziałów w angielskich przedsiębiorstwach znacjonalizowanych zaraz po wojnie. Była to prywatyzacja na ogromną skalę, bo jeżeli w latach 70 notowano jedynie 2 mln udziałowców, to 10 lat później było ich już 20 mln!

Jak twierdzi wielu komentatorów politycznych, choć głównie konserwatywnych jak Simon Heffer, Margaret Thatcher przywróciła a nie odebrała dobrobyt Brytyjczykom, właśnie tym mniej uprzywilejowanym, w dużej części mieszkańcom czynszówek. Reformy premier Thatcher nie dokonały się kosztem tzw. zwykłych ludzi, o których zwykle upomina się lewica, wręcz przeciwnie. Nie bez powodu jeden z artykułów wtorkowego Daily Maila nosił tytuł: „Broniła interesów zwykłych Brytyjczyków – i właśnie dlatego lewica tak jej nienawidzi”. Chodziło przecież o ten sam segment wyborczy.

Jedną z niewątpliwych zasług premier Thatcher było także wyhamowanie powojennego triumfalnego pochodu lewicy, czym zyskała sobie tak dozgonną wdzięczność brytyjskich konserwatystów, jak też nienawiść socjalistów. Jak to dowcipnie skomentował były minister kultury, konserwatysta, David Meller: „She un–sexed socialist ideas in Britain”, czyli spowodowała spadek popularności idei socjalistycznych na Wyspach. A trzeba dodać że nie było to łatwe. Zaraz po wojnie rząd Clementa Attlee zreformował kraj w duchu socjalistycznym, to właśnie wtedy powstały bazowe ustawy welfare state, m.in. państwowa służba zdrowia NHS, znacjonalizowano gospodarkę, a BBC nabrała liberalnego wyrazu. I premierowi Edwardowi Heathowi niełatwo było znaleźć argumenty przeciw tym jakby nie było społecznym osiągnięciom, nie potrafił się też uporać np. z rosnącymi w siłę liderami związków zawodowych którzy zaczęli dyktować państwu swoje warunki. I dopiero Margaret Thatcher „złamała kręgosłup czerwonym baronom”.

To dlatego od poniedziałku – choć sam przywódca labourzystowskiej opozycji Ed Miliband zachował wiele powściągliwości – BBC jątrzy, poszukuje swoich rozmówców głównie w osadach post-górniczych w północnej Anglii czy skupiskach kolorowego lumpenproletariatu, beneficjentów opieki socjalnej w Brixton, dopytuje rozmówców o etymologię określenia „that nasty party”, „ta wstrętna partia”, sięga po lewicowych reżyserów jak Stephen Friers, autora kultowego filmu antythatcherowskiego z lat 80 „Moja mała pralnia” i do liberałów z show businessu jak Emma Thompson czy Stephen Fry.

Margaret Thatcher nie tylko powstrzymała na 18 lat marsz lewicy w kraju, ale będąc nie tylko wiernym lecz inspirującym sojusznikiem Ronalda Reagana, przyczyniła się do upadku „Imperium zła” – Związku Sowieckiego. Warto przypomnieć że to ona zezwoliła na rozmieszczenie na terytorium Wielkiej Brytanii amerykańskich rakiet atomowych typu Cruise. Związana z tym afera /przeciek z MSZ do Guardiana newsa o ich sprowadzeniu/ spowodowała skandal w wyniku którego została aresztowana urzędniczka ministerstwa która tę informację Guardianowi przekazała.

Także nie bez powodu Michaił Gorbaczow nazwał Margaret Thatcher „that remarkable bridge builder”, a dziś Barack Obama, jakby nie było demokrata, stwierdził że „świat stracił wielkiego championa wolności”. Choć zapewne rację ma były prominentny polityk Partii Konserwatywnej Jonathan Aitken twierdząc: „Jej rola w polityce światowej lat 80 wydaje się wciąż niedoceniana. Po II wojnie nie było nas na mapie świata, ona przywróciła nam to miejsce – w Waszyngtonie, Moskwie i Brukseli”. W istocie do dziś wyspiarze zawdzięczają jej rabat składki unijnej, jaki w Fonteinebleau, akcentując swoje słowa uderzeniami torby w stół, wywalczyła dla brytyjskich podatników, także liberałów. A David Cameron, zagrzewany do czynu przez partyjnych kolegów z front i back benchers, zaczął się upominać o reformę Unii Europejskiej w duchu koncepcji pani Thatcher, przeciw federalizacji i centralizacji władzy Brukseli.

Choć ujawnione w ostatnich tygodniach prywatne listy pani premier do kolegów partyjnych świadczą o wielu wątpliwościach i wahaniach zdecydowała się na obronę oddalonych o 12 tys. kilometrów Falklandów, rozbiła w perzynę wojska argentyńskiej junty wojskowej, a ostatnie referendum przeprowadzone na wyspach potwierdziło słuszność tamtej decyzji.

John Major, bezpośredni następca premier Thatcher, wciąż podkreśla: „Była niezwykłym liderem”. Nawet były lider partii Liberalnych-Demokratów Paddy Ashdown powiedział: „Przebudowała kraj i przywróciła mu dumę narodową”.

Ogólnie wiadomo że Margaret Thatcher odeszła z Downing Street wskutek wojny gabinetowej wynikającej nie tylko z różnicy poglądów ale i sposobów współpracy między premierem a kolegami ministrami. Najpierw do dymisji podał się minister resortu spraw zagranicznych Goeffrey Howe, następnie finansów Nigel Lawson, po czym Michael Heseltine zakwestionował przywództwo pani premier, i choć przegrał balot wewnętrzny, zdarzenie to pociągnęło za sobą całą serię wydarzeń, która zakończyła się odejściem Thatcher z Downing Street.

Lecz nawet oni przyznają, jak Lawson: „W latach 70 Wielka Brytania była w stanie ekonomicznego rozkładu. Ona to wszystko zmieniła wprowadzając swoje reformy podatkowe, i poprzez styl, i skuteczność uprawiania polityki zagranicznej”. Albo Norman Lamont: „Nazwisko Margaret Thatcher będzie dla nas zawsze synonimem słowa ‚odwaga’. Wyraz ‚niemożliwe’ nie istniał w jej słowniku. Długo nie będzie takiej drugiej”. I komentarz dzisiejszego ministra bez teki w rządzie Camerona – Kennetha Clarke’a: „Uprawiała politykę przekonań. Miała silne przekonanie o tym co ma robić”.

Wielu brytyjskich komentatorów przyznaje że była ostatnim premierem Wielkiej Brytanii dla którego wartości chrześcijańskie, protestanckie, uczciwość, oszczędność, ciężka praca plus zasady wolnego rynku, przedsiębiorczość, konkurencyjność, innowacyjność stanowiły podstawy rządzenia krajem. Późniejszy premier John Major, inni liderzy, jak Michael Howard, Iain Duncan Smith, czy William Hague, a dziś David Cameron, poszukiwali już innej formuły konserwatyzmu. Z jednej strony powiązanej jakoś z konserwatywnym dziedzictwem przeszłości, ale z drugiej, i jest to tendencja bardzo wyraźna, odpowiadającej na przemiany zewnętrzne, społeczne i obyczajowe które dokonały się w ostatnim 40-leciu. Margaret Thatcher kształtowała swój elektorat. A nowoczesny współczujący konserwatyzm w dużej mierze raczej odpowiada na jego oczekiwania.

Elżbieta Królikowska-Avis /10.IV.2013/

***

Nie żyje Margaret Thatcher

Zmarła Margaret Thatcher. Była premier Wielkiej Brytanii miała 87 lat. Stała na czele brytyjskiego rządu w latach 1979–90. Przylgnął do niej przydomek „Żelaznej Damy”, w związku ze stanowczością wobec strajkujących górników oraz państw komunistycznych

Urodzona 13 października 1925 r. „Żelazna Dama” była z wykształcenia chemikiem i prawnikiem. W 1970 r. została ministrem edukacji. Po wyborczej porażce w 1974 r. przeszła do opozycji i została ministrem środowiska. Powszechnie oczekiwano że Thatcher, która doszła do władzy w 1979 r., będzie premierem tylko jedną kadencją, tymczasem rządziła aż do 1990 r.

Od wielu lat cierpiała na kłopoty ze zdrowiem. W 2001 i 2002 r. doznała kilku lekkich udarów. W grudniu ubiegłego roku trafiła do szpitala.

Nieoficjalne doniesienia mówiły że miała trudności z koncentracją, zapominała i niedosłyszała. Za namową lekarzy nie przemawiała już publicznie, choć od czasu do czasu uczestniczyła w publicznych imprezach.

„Żelazna Dama” mimo wycofania się z życia publicznego wciąż była bardzo popularna, zwłaszcza w partii konserwatywnej której była liderem.

Brytyjska królowa Elżbieta II wyraziła smutek z powodu śmierci byłej premier. Szef rządu David Cameron oświadczył że kraj stracił „wielką liderkę, wspaniałą premier, wspaniałą Brytyjkę”.

Margaret Thatcher zostanie pochowana z honorami jakie towarzyszyły ceremoniom pogrzebowym księżnej Diany i królowej matki Elżbiety.

onet/pap/jm/rz /8.IV.2013/

Kategoria Polska

Comments