Pokora, cierpliwość i ciężka praca
Takimi cechami powinien charakteryzować się każdy sportowiec, który chce osiągać sukcesy. Mówił o tym krajowy duszpasterz ks. Edward Pleń podczas spotkania w hali warszawskiego Torwaru
Spotkanie było świątecznym podsumowaniem sportowych wydarzeń 2006 roku, a jego gospodarz minister sportu Tomasz Lipiec wręczył nagrody trenerom, których zawodnicy osiągnęli wybitne sukcesy. Wyróżnił też najlepszych sportowców
Nagrody państwowe I stopnia otrzymali z rąk ministra trenerzy: Zygmunt Smalcerz (podnoszenie ciężarów), Stanisław Pytel (pięciobój nowoczesny), Aleksander Wojciechowski (wioślarstwo), Andrzej Siemion i Olgierd Światowiak (kajakarstwo), Raul Lozano i Alojzy Świderek (siatkówka), Andrzej Kijowski (strzelectwo), Jan Godlewski (zapasy), Paweł Kowalski (żeglarstwo) oraz Paweł Słomiński (pływanie)
Potrójna mistrzyni świata w pięcioboju nowoczesnym Marta Dziadura, pływaczka Otylia Jędrzejczak, siatkarz Mariusz Wlazły i dwukrotna mistrzyni paraolimpiady Katarzyna Rogowiec otrzymali wyróżnienia ministra dla najlepszych polskich sportowców kończącego się roku
– To był dobry rok dla polskiego sportu, obfity w sukcesy. Rok wspaniałego powrotu do sportu Otylii Jędrzejczak, doskonałych występów sztangistów Marcina Dołęgi i Szymona Kołeckiego, który zakończył się wielkim sukcesem siatkarzy w mistrzostwach świata – powiedział m.in. minister Lipiec.
Oto co nam powiedzieli o mijającym roku i o tym, czego by sobie życzyli w przyszłym
Stanisław Pytel: Rok był bardzo dobry, bo zdobyliśmy trzy złote medale mistrzostw świata. A w 2007 życzyłbym sobie, by był lepszy od 2006, a gorszy od 2008, w którym czekają nas igrzyska olimpijskie. Życzyłbym tez sobie w przyszłym roku medali także dla mężczyzn, a nie tylko dziewcząt, a na olimpiadzie, żeby i chłopcy i dziewczęta wygrały. Byłoby fantastycznie.
Marta Dziadura: Rok 2006 będzie dla mnie niezapomniany, bo zdobyłam trzy złote medale mistrzostw świata, czyli wszystko, co było można. Nikt, łącznie ze mną, się tego nie spodziewał. W przyszłym roku życzę sobie na pewno zdrowia, bo to jest najważniejsze.
Paweł Słomiński: Sportowo, wiadomo, 2006 rok był dla mnie wspaniały, bo 20 medali mistrzostw Europy, 8 w lecie i 12 w zimie, to dorobek znaczący. Prywatnie nie mogę narzekać, jestem szczęśliwym ojcem i szczęśliwym mężem. Cieszę się bardzo, że wszystko się tak dobrze układa. Przede wszystkim cieszę się, że zbliża się Boże Narodzenie i wreszcie trochę czasu będzie można poświęcić rodzinie. Człowiek nabierze trochę dystansu do wszystkiego, bo ta ciągła pogoń za sukcesami, wynikami, ta ciągła rywalizacja czasem sprawia, że widzi się nie tylko przeciwnika sportowego, ale tylko przeciwnika przed sobą. W związku z tym okres świąteczny na pewno nas trochę wycisza. A przyszły rok oby nie był gorszy od tego, czy 2005, kiedy w mistrzostwach świata w Montrealu zdobyliśmy cztery medale i to był też dobry rok.
Otylia Jędrzejczak: Sportowo rok 2006 był bardzo dobry, pięć medali, w tym trzy złote, dwa srebrne. Oceniam go bardzo pozytywnie. Pobiłam rekord Europy na krótkim basenie, na którym nie spodziewałam się takich wyników. Na długim basenie podjęłam walkę na 200 m dowolnym i też dobrze wychodzi. I oby tak dalej. Na przyszły rok nie mam jakichś specjalnych życzeń. Jeżeli będę zdrowa, to wszystko jakoś się ułoży. Polskiemu pływaniu życzę wytrwałości i cierpliwości, zawodnikom wiary w siebie i w efekty treningów. Ksiądz Pleń powiedział tu, że liczy się przede wszystkim pokora, cierpliwość i ciężka praca. Jeżeli się tego będziemy trzymać, to wszystko będzie dobrze.
Katarzyna Rogowiec: Życzę sobie, bym nadal miała wokół siebie takich ludzi, jakich mam i oby oni się ewentualnie pomnażali. Potrzebna człowiekowi jest miłość, zdrowie i żebyśmy siebie rozumieli nawzajem, byli życzliwi w stosunku do siebie i innych. To chyba wszystko, co by było mi potrzebne do szczęścia. Jeżeli jest taka układanka, to później na tym się łatwiej buduje, łatwiej się trenuje, łatwiej o sukcesy.
Zygmunt Smalcerz: Polskie ciężary wzniosły się na nieprawdopodobnie wysoki poziom, niewiele punktów nam zabrakło, by wygrać w klasyfikacji drużynowej z taką potęgą światową, jak Rosjanie. Kilka punktów więcej jednego z naszych zawodników na mistrzostwach świata i wygralibyśmy z tak wielką potęgą w ciężarach, jak Rosja. Nawiązalibyśmy wtedy do najpiękniejszych polskich tradycji i osiągnięć z 1965 roku, kiedy wygraliśmy ze Związkiem Radzieckim na mistrzostwach Europy i powtórzyliśmy ten sukces na mistrzostwach świata. Wspaniałe jest to, że wszyscy nasi zawodnicy prezentujący wysoki poziom, w tym roku go potwierdzili. Szczególnie Marcin Dołęga, który został najlepszym zawodnikiem mistrzostw, to znaczy osiągnął najbardziej wartościowy wynik zawodów. Zrobił coś nieprawdopodobnego. Jest on jedynym aktualnym rekordzistą świata w polskim sporcie, poza Szymonem Kołeckim. Polska więc w tym sporcie znów coś znaczy. Cieszymy się z tego bardzo. Udało się nam rozwiązać te poważniejsze problemy i widać, że tworzy się zespół, mimo, że jest to bardzo indywidualny sport. Tworzy się zespół, który się wspiera, pomaga sobie, życzy sobie dobrze i to jest chyba największe osiągnięcie mojego powrotu do podnoszenia ciężarów. Obyśmy zachowali ten optymizm i zdrowie w przyszłym roku. We wrześniu czekają nas mistrzostwa świata, które będą kwalifikacjami olimpijskimi i chcemy tam utrzymać te sześć miejsc z Dominikany. Marzy się nam kilka medali mistrzostw świata.
Ks. Edward Pleń: Każde spotkanie, kiedy ludzie są razem, jest potrzebne i oby było więcej takich spotkań, w takim klimacie. Kiedy przychodzimy na spotkanie wigilijne, od razu wewnętrznie jesteśmy nastawieni spokojnie i czynimy refleksje na temat tego, co jest istotą człowieka, istotą Bożego Narodzenia. A istotą nie jest, jak by chciał świat, komercja, ale przede wszystkim fakt, że Pan Jezus przychodzi, ta Miłość przychodzi. By człowiek pamiętał, iż obok naszych spraw i planów jest przede wszystkim miłość. Kościół jest obecny w tym wszystkim, ponieważ, jak Jan Paweł II nas uczył, drogą Kościoła jest człowiek. Kościół stale o tym przypomina. A człowiek jest bardzo słaby, każdy z nas jest słaby, potrzebuje refleksji, nawrócenia. I właśnie takie spotkania z wielkimi sportowcami, którzy też mają chwile trudne, muszą walczyć ze sobą, czasem się nawet załamują, którym nawet czasem przychodzi na myśl, by skończyć ze sportem, dać sobie spokój z tym wysiłkiem, pokazują nam, że warto taką wielką pracę wykonać. Dla siebie, ale przede wszystkim dla drugiego człowieka, szczególnie dla młodego człowieka, który potrzebuje autorytetu. A dzisiaj nie ma tych autorytetów. I ci nagrodzeni sportowcy dla ludzi młodych są autorytetami i drogowskazami, jak w życiu postępować, jak odpowiadać na spotkanie z drugim człowiekiem. A to jest bardzo proste. Do drugiego człowieka możemy trafić poprzez uśmiech.
Cezary Dąbrowski
Kategoria Sport















































































































































































