O „szczekaniu” i uciszaniu na zawsze

Rozmowa z Romualdem Szeremietiewem

Po tragicznej śmierci gen. Sławomira Petelickiego opublikował pan specjalne oświadczenie że jest pan zdrowy, nie ma żadnych kłopotów natury osobistej lub finansowej i nie zamierza popełniać samobójstwa. Dlaczego?

To była moja bardzo osobista – wynikająca z własnych doświadczeń – odpowiedź na komentarze pojawiające się po tym tragicznym i tajemniczym zdarzeniu. Przyznaję że jestem bardzo poruszony i trudno mi uwierzyć, że ktoś taki jak on wszedł do garażu po wodę i po prostu się zastrzelił. To zupełnie nie pasuje do Petelickiego…

Dlaczego nie pasuje?

Dlatego że znając dość dobrze jego sytuację rodzinną wiem jak bardzo był zapatrzony w swoją żonę, jak bardzo był dumny ze swoich dzieci. Jestem pewien że nie zdecydowałby się ot tak odejść – bez słowa, nie zostawiając najbliższym żadnego listu, nie wyjaśniając niczego.

W mediach pojawiły się najrozmaitsze spekulacje, uzasadniające ewentualność samobójstwa, np. choroba Alzheimera, depresja.

To doszukiwanie się uzasadnień i wytłumaczeń samobójstwa za wszelką cenę jest po prostu nieprzyzwoite. Człowiek który dowodził jednostką specjalną, był przeszkolonym dowódcą komandosów, a dawniej pracował w wywiadzie, który całe życie musiał działać w warunkach ekstremalnych, pokonywać stres, nie zabija się sam, tak po prostu. Trudno mi naprawdę uwierzyć w to samobójstwo, stąd moje oświadczenie.

Pana oświadczenie jest sygnałem że czuje się pan w jakiś sposób zagrożony?

Jakkolwiek dziwne by się to komuś wydało, odwołuję się do tego co mnie w życiu spotkało. W 2000 r. zgłosili się do mnie oficerowie WSI z informacją że został powołany tajny zespół pod kierownictwem zastępcy szefa WSI ds. kontrwywiadu płk. Kazimierza Mochola. Zespół ten miał za zadanie przygotować warunki do pozbawienia mnie stanowiska i odsunięcia od przetargów na zakup broni dla polskiej armii. Wtedy zlekceważyłem ostrzeżenie, nie potraktowałem go poważnie. I od lipca 2001 r. przez następne 9 lat chodziłem po prokuraturach i sądach, zanim zostałem uniewinniony.

Faktem jest że skutecznie pana odsunięto, pozbawiono wpływu na bieg spraw w polskiej armii, ale nie uciszono.

Ciąg dalszy był taki że kiedy już zapadły wyroki uniewinniające zgłosił się do mnie ktoś dla mnie bardzo wiarygodny z informacją że w pewnej grupie rozważano czy po uniewinnieniu nie będę „szczekać” i czy nie należałoby mnie uciszyć na zawsze…

Kiedy to było?

Ponad rok temu. Ten mój rozmówca nie wiedział czy taka decyzja zapadła, czy nie.

Przestraszył się pan?

Strach o życie zostawiłem za sobą dawno, kiedy w PRL-u zacząłem działalność niezależną. A w tej sprawie postanowiłem podjąć pewne działania. Nie mogłem zawiadomić prokuratury, bo osoba która mi tę informację przekazała, w obawie o własne bezpieczeństwo, nie potwierdziłaby jej. Nie zdecydowałem się na publiczne ogłoszenie tej sprawy, bo byłbym potraktowany jako ktoś cierpiący na manię prześladowczą. Napisałem więc notatkę z opisem sytuacji, poprosiłem adwokata o potwierdzenie że jestem jej autorem i zdeponowałem notatkę w bezpiecznym miejscu z dyspozycją upublicznienia „gdyby coś mi się przydarzyło”…

Dlaczego teraz, wydając oświadczenie, zdecydował się pan jednak uchylić rąbka tajemnicy?

Być może gen. Sławomir Petelicki nie zginął śmiercią samobójczą, więc zakładając że prawdziwie informowano mnie o zamiarach dotyczących mojej osoby, uznałem że teraz powinienem wykonać taki gest, by ci którzy coś planowali wiedzieli że ja o tym też wiem. I tyle.

A nie jest to też rodzaj asekuracji, jakiś glejt na poczucie bezpieczeństwa?

Takie oświadczenie, oczywiście, nie gwarantuje żadnego bezpieczeństwa. Trochę jednak utrudnia wykonanie zadania potencjalnym zamachowcom. Niestety, sposobów na pozbycie się kogoś niewygodnego jest bez liku. Od wsypania promieniotwórczego polonu do herbaty (Litwinienko), przez wypadek samochodowy (Karp), po strzał w głowę. A więc złudzeń żadnych nie może być.

Czy w Polsce – jak mówi Antoni Macierewicz – grasuje „masowy samobójca”?

Rzeczywiście, coś jest na rzeczy. Mamy w Polsce sporo zaskakujących zejść, nawet w dobrze strzeżonych więzieniach, gdzie wieszają się świadkowie zeznający w ważnych procesach. Wydaje się że niewyjaśnionych do końca nieszczęśliwych wypadków osób dysponujących specjalną wiedzą w ważnych sprawach mamy coraz więcej…

Chodzi o ich uciszanie, bo komuś przeszkadzają? Komu i dlaczego mógł przeszkadzać gen. Petelicki?

Nie zamierzam na ten temat spekulować… Rozmawiałem z Petelickim przed miesiącem i nic nie wskazywało by miał jakieś kłopoty, przeciwnie – był pełen optymizmu, mówił mi że aktywnie zabiega o stworzenie firmy która zapewniłaby pracę byłym komandosom GROM-u. Czuł się za nich odpowiedzialny.

Co więc pana zdaniem mogłoby być powodem ewentualnego zabójstwa?

Analizując jego biografię, być może dałoby się znaleźć kilka takich spraw, ale – powtarzam – to tylko spekulacje i naprawdę nie warto się w nie zagłębiać. Generał traktował sprawy państwa jako bardzo ważne – chciał być państwowcem. Z szacunkiem traktowałem tę jego postawę i zachowanie. Był też jednym z tych którzy wierzyli w moją niewinność, kiedy wielu mnie opuściło… On mówił publicznie że zostałem wyeliminowany. Właśnie za to że chciałem zrobić to co było potrzebne i dobre dla wojska. Wiem też że ogromnym przeżyciem była dla niego katastrofa smoleńska…

Niektórzy właśnie z tym co na ten temat wiedział i mówił wiążą jego nagłą śmierć…

To są znów tylko spekulacje. Nie brnijmy w nie teraz.

Czy można mieć nadzieję że kiedyś dowiemy się prawdy na temat tej śmierci?

Miejmy nadzieję że prokuratura będzie w stanie cokolwiek wyjaśnić. Można mieć jednak wątpliwości, skoro z góry zakłada się wersję samobójstwa.

Główne media wersję zabójstwa uważają za niepoprawną politycznie.

We wszystkich takich sprawach „ktoś” nam narzuca co się stało, tak jak w przypadku katastrofy smoleńskiej, gdzie zanim cokolwiek zbadano już była opinia że zawinili piloci… Ktoś to ludziom podpowiada. W jakim celu?

A ludzie śmieją się z oszołomów oraz teorii spiskowych.

Podobno diabeł najbardziej cieszy się kiedy uda mu się wmówić człowiekowi że go nie ma… Tak też jest ze spiskami – nie ulega wątpliwości że one istnieją. Działają całe instytucje państwowe które zajmują się spiskowaniem; to m.in. różnego rodzaju tajne służby. A czymże jest przestępczość zorganizowana, jeżeli nie spiskiem? Istnieją zatem także i jacyś spiskowcy. Wmawianie że ich nie ma, to stwarzanie spiskowcom warunków do działania. W interesie spiskowców jest wmówienie nam że spisków nie ma.

Nie ma ich kiedy dobrze funkcjonujące państwo potrafi je skutecznie ukrócić.

Dobrze funkcjonujące państwo tak, ale państwo polskie jest dziś areną zmagań sprzecznych interesów politycznych, przedmiotem gry między światowymi mocarstwami, które mają swoje plany i swoje ekspozytury. W każdym opracowaniu dotyczącym tajnych służb podkreśla się znaczenie tzw. agentów wpływu, którzy kształtują opinie, wpływają na decyzje polityczne władz danego państwa. Być może także te „samobójstwa”, a przynajmniej niektóre z nich, znalazły się w czyimś planie działania, w orbicie jakichś obcych interesów.

Tymczasem w Polsce problemem jest że państwo nie potrafi zapewnić bezpieczeństwa ani byłym wojskowym, ani odsuniętym na margines członkom własnych służb specjalnych. Czy dużo przesady jest w publicystycznym stwierdzeniu że każdy kto posiada „specjalną wiedzę” może czuć się w jakiś sposób zagrożony?

Może nie każdy ale cała ta sytuacja jest wysoce niepokojąca. Normalne państwo stara się takich ludzi ochraniać w dobrze pojętym własnym interesie i wykorzystywać tę ich wiedzę. A u nas sytuacja jest często taka że państwo tych ludzi „wypluwa” bo po prostu mu zawadzają. Zupełnie nie bierze się pod uwagę tego że człowiek mający jakąś cenną wiedzę, znalazłszy się w trudnej życiowo sytuacji, może ją spożytkować w sposób wręcz niekorzystny dla państwa. Może być nawet i tak że ci odrzuceni zasilą wiedzą i umiejętnościami świat przestępczy.

A w optymistycznym wariancie ta wiedza się po prostu marnuje?

Tak, to wiem na własnym przykładzie. Zajmując przez kilka lat stanowisko w MON-ie odpowiadałem także za tajne sprawy w kwestii modernizacji armii, a poza tym byłem też narodowym dyrektorem ds. uzbrojenia w NATO. Uczestniczyłem więc w tajnych posiedzeniach dotyczących np. nowych systemów uzbrojenia, procesów badawczych NATO itp. Miałem zatem wiedzę unikalną i cenną dla państwa. Cóż z tego skoro ludzie kierujący państwem nie widzą potrzeby zagospodarowania ludzi takich jak ja.

I po prostu wyciszono pana…

W dobie internetu nie da się człowiekowi zamknąć ust, ale można go przemilczać i ignorować. Po moim oświadczeniu rozdzwoniły się telefony i wiele redakcji chce moich opinii na te „zamachowe” tematy. Tymczasem od lat publikuję teksty o stanie armii i obronności państwa i na ogół nie wzbudzały one większego zainteresowania. Teraz dowiaduję się że swoim oświadczeniem chcę powrócić na scenę, jakbym dotąd milczał. Z drugiej strony wolę przypominać o sobie właśnie przez to specjalne oświadczenie, że nie zamierzam zostać samobójcą, niż w taki sposób jak to się stało z gen. Petelickim.

rozm. Wiesława Lewandowska /1.VII.2012/

OŚWIADCZENIE ROMUALDA SZEREMIETIEWA

Oświadczam: W ubiegłym roku otrzymałem z poważnego źródła wiadomość że w pewnym wpływowym gronie rozważano kwestię „uciszenia mnie na zawsze”. Nie było pewności czy decyzja w tej sprawie zapadła. Okoliczności przekazania tej informacji nie pozwalały na jej ujawnianie. Nie mogąc dowieść prawdziwości informacji, zostałbym uznany za cierpiącego na manię prześladowczą lub oskarżony o pomawianie niewinnych ludzi. Jednak śmierć gen. Petelickiego zmusiła mnie do zabrania głosu. I w związku z tym oświadczam że jestem zdrowy, nie mam żadnych kłopotów natury osobistej lub finansowej i nie zamierzam popełniać samobójstwa.

Romuald Szeremietiew /18.VI.2012/

Kategoria Polska

Comments