Bity i aresztowany za Tuska
Rozmowa z Piotrem Staruchowiczem ‘Staruchem’, liderem kibiców Legii Warszawa
Prokuratura oskarża pana o popełnienie bardzo ciężkiego przestępstwa – rozboju.
Nie brałem udziału w rozboju. To absurdalny zarzut. Nie mam wątpliwości że przyczyna mojego aresztowania jest zupełnie inna. Zresztą w trakcie podejmowanych wobec mnie czynności miałem okazję się o tym przekonać.
To dlaczego pana zdaniem został pan zatrzymany i aresztowany?
Jeden z funkcjonariuszy którzy się mną zajmowali – tak to określmy – powiedział wprost: od kilku miesięcy wiedzieliśmy że do nas trafisz. Tylko nie powiedzieli z jakiego paragrafu.
Od kilku miesięcy jest pan nie tylko gniazdowym Legii ale także liderem bardzo licznych antyrządowych demonstracji. Z tą działalnością łączy pan aresztowanie?
W mojej ocenie to właściwy trop. Tak jak już powiedziałem nie popełniłem zarzucanego mi czynu a mimo to siedzę w areszcie.
Senator Zbigniew Romaszewski po rozmowie z panem powiedział że bez wątpienia został pan pobity przez policję. Czy to prawda?
Grożono mi, zostałem pobity – miałem okazję zobaczyć jak respektuje się prawa człowieka w naszym kraju.
Spróbujmy zatem odtworzyć to co wydarzyło się po aresztowaniu.
Na komisariacie policji rozmawiał ze mną naczelnik wydziału który zajmuje się przestępstwami pseudokibiców. Nie był wybredny w słowach. W wulgarny sposób, którego nie będę tutaj cytować, dał mi do zrozumienia że trafię za kratki, a tam zostanę zgwałcony. Potem uderzył mnie w twarz. Przez dłuższy czas nie byłem przesłuchiwany. Czekałem. Jak się później okazało – na policjantów z grupy realizacyjnej czyli antyterrorystów. Mieli mnie zawieźć do szpitala na Solcu by lekarz sprawdził czy mogę przebywać w areszcie. Wspomniany już naczelnik wydał policjantom polecenie by traktować mnie jak zwykłego kryminalistę i się ze mną, cytuję, ‘nie op…ć’.
Posłuchali?
Nie mam wątpliwości że dobrze zrozumieli intencje stróża prawa. Kazano mi się położyć w samochodzie policyjnym typu van. Jeden z policjantów butami przyciskał mi głowę do podłogi, drugi bił po udach i łydkach jakimś przedmiotem. Wydaje mi się że czymś w rodzaju pałki. Tak minęła podróż do szpitala. Jeszcze na szpitalnym korytarzu zaliczyłem kilka uderzeń i kopniaków. W gabinecie lekarz nie był szczególnie zainteresowany stanem mojego zdrowia.
Badał pana?
Prosił tylko bym spojrzał w górę, w dół i w bok. Potem uznał że wszystko ze mną w porządku. Domyślam się że to taki standard.
Gdzie pana przewieziono ze szpitala na Solcu?
Do komisariatu przy Jagiellońskiej. W czasie drogi eskortujący mnie policjanci zajmowali się mną tak jak poprzednio. Z tą różnicą że teraz bili obaj.
A na komisariacie nikt nie zauważył że coś jest z panem nie tak? Nie zauważyli śladów pobicia?
Zauważyli. I wtedy pojawił się problem. Bo w szpitalu lekarz stwierdził brak obrażeń. A ja byłem już posiniaczony. Zrobiło się zamieszanie. Policjanci z Jagiellońskiej bali się mnie przyjąć bo uznali że wina za pobicie spadnie na nich. Ktoś pewnie wywarł na nich presję bo ulegli. Zażądali jednak by policjanci który mnie przewozili, czyli faktyczni sprawcy pobicia, napisali notatkę że też dostrzegli obrażenia na moim ciele.
I napisali?
Napisali że mam ślady pobicia, w szpitalu ich nie miałem, a oni nie wiedzą dlaczego się pojawiły.
Jak to nie wiedzą? Przejazd samochodem z Solca na Jagiellońską zajmuje nocą około 12 minut. Jak mogli napisać że nie wiedzą kto w tym czasie pana pobił?
To pytanie o inteligencję tych policjantów albo o poziom determinacji ich mocodawców.
Wiele osób ze świata kultury, nauki i polityki chce ręczyć za pana by wyszedł pan z aresztu.
Jestem tym bardzo wzruszony. Już same odwiedziny pana Zbigniewa Romaszewskiego były dla mnie wielkim zaszczytem. Choć przyznam że nie spodziewam się zmiany decyzji sądu i wyjścia z aresztu. Po tym co usłyszałem na policji, nie mam wątpliwości że komuś zależy bym przynajmniej do wyborów posiedział na Białołęce.
Kilka tygodni przed aresztowaniem mówił pan o planach kontynuowania protestu przeciw rządowi.
Pamiętam. Rzeczywiście mamy zamiar kontynuować antyrządowy protest bo sprzeciwiamy się forsowanej przez partię Donalda Tuska ustawie wprowadzającej m.in. możliwość sprzedaży piwa na stadionach. Chcieliśmy też pokazać w jak fatalnym stanie są przygotowania do Euro. Wszystkie te pokazówki serwowane ludziom w telewizji to zwykła propaganda. Kibice rozumieją to najlepiej bo jeżdżą po Polsce w dużych grupach na mecze. I jednego można być pewnym – nasz kraj jest nieprzejezdny. Kibice z wielu krajów nie będą mieć najmniejszych szans szybkiego przemieszczenia się z jednego miasta do drugiego na mecz. Donald Tusk najwyraźniej bardzo boi się tej prawdy.
rozm. kg-h/gp /9.9.2011/ /P.S. – Staruch posiedzi do wyborów/
***
Reżim Tuska jak za PRL-u
Jedna partia rządzi wszystkim a o ojcu Tadeuszu Rydzyku premier mówi że to władca ‘imperium’. Kilka procent udziału w rynku medialnym strasznie doskwiera rządowej machinie prania mózgów
Rozmowa z Janem Pietrzakiem, felietonistą, satyrykiem, twórcą Kabaretu pod Egidą, autorem dziesiątek piosenek, które podtrzymywały Polaków na duchu w czasach prześladowań komunistycznych
Czy sądził pan kiedykolwiek że pańska piosenka ‘Nielegalne kwiaty, zakazany krzyż’ stanie się w Polsce znów aktualna?
Nigdy nie chciałem by stała się aktualna w tzw. wolnej Polsce. Tymczasem w ciągu ostatniego roku byliśmy świadkami scen podobnych do tych które oglądaliśmy w stanie wojennym. Demokratycznie wybrane władze zachowują się jak wcześniej zachowywały się władze okupacyjne. Do czego to podobne by prześladować ludzi którzy przychodzą z kwiatami przed Pałac Prezydencki? Zginął prezydent więc jest naturalne że w odruchu serca ludzie przychodzą właśnie tam. Tymczasem są stamtąd przeganiani, traktowani jak jakaś wroga siła! Ci którzy nie zgadzają się z rządem w temacie katastrofy smoleńskiej uważani są za szkodliwy element.
Czy czuje się pan zakwalifikowany przez obecną władzę do ‘obywateli drugiej kategorii’ którym uniemożliwia się wypowiadanie się w mediach?
Oczywiście. O moich występach, książkach czy płytach nie wolno mówić i recenzować ich w reżimowych mediach. Nie ma możliwości bym w radiowej Trójce czy Jedynce raz w tygodniu miał trzyminutowy felieton. A mam dużo do powiedzenia o Polsce… Nie jestem kimś anonimowym tylko człowiekiem który na swoją reputację zasłużył latami pracy. Nie stałem się osobą publiczną z czyjegoś nadania ale dzięki własnemu wysiłkowi. Kiedyś w radiowej Jedynce miałem trzyminutowe felietony o szóstej rano, raz w tygodniu. Kiedy zmieniły się władze Jedynki i dyrektorem Programu Pierwszego został Wincenty Pipka, zadzwoniła do mnie pani z sekretariatu i powiedziała bym nie fatygował się do radia bo po co mam wstawać tak wcześnie.
Równie trudno było panu znaleźć przestrzeń do wypowiedzi w telewizji publicznej?
Kilka razy przed dwoma laty zrobiłem w telewizji dwudziestominutowy program ‘Kabaretowa alternatywa’ składający się w części z moich wspomnień z kabaretu, w części z komentarza na temat spraw bieżących. I niestety, czujna dyrektor Dorota Macieja – o której mówiło się, że jest ‘pisowska’ – zdjęła mój program z ramówki. Zdenerwował ją żart o Wojciechu Jaruzelskim który pozwoliłem sobie opowiedzieć po emisji filmu ‘Towarzysz generał’. Od razu potem rozpoczęła się medialna histeria pod hasłem Michnika: ‘od (..) cie się od generała’. ‚Kabaretowa alternatywa’ kolejny raz przegrała z kumplami Jaruzelskiego. Prawdę mówiąc jestem przyzwyczajony że mnie wyrzucają. Satyryk ma kłopoty jeżeli chce być człowiekiem wolnym i niezależnym od nikogo i niczego, poza swoją świadomością, charakterem i zasadami. ‚Estabiliszmendy’ tego nie doceniają i nie ułatwiają nam życia.
Odwiedził pan ostatnio stojący na Krakowskim Przedmieściu namiot Solidarnych 2010. Utożsamia się pan z ich postulatami, na czele z rozliczeniem członków obecnego rządu w związku z katastrofą smoleńską?
Jak najbardziej. Pogratulowałem Solidarnym – grupie odważnych ludzi którzy mają siłę przeciwstawić się bezprawiu i bezkarności jakie obserwujemy. Mamy prawo mieć inne poglądy niż rząd. Administracja musi to respektować a także chronić wszystkie demonstracje – nie tylko swoich zwolenników ale i przeciwników. Administracja ma być państwowa a nie partyjna! Tak jest w utrwalonych demokracjach. Tymczasem władza w pierwszą rocznicę katastrofy smoleńskiej postawiła czarnych antyterrorystów i bariery. Nawet przeciw posłom! Pamiętamy jak przeskakiwali przez nie posłowie… Co to było?
Demonstracja siły?
Wobec kogo? Wobec ludzi którzy oddają hołd prezydentowi Rzeczypospolitej, sztabowi generalnemu, ministrom? To są wrogowie? Jak to możliwe że państwo polskie tak traktuje ludzi którzy państwo szanują? Niebywałe. Ta władza zachowuje się haniebnie. Może nie wszyscy są tego świadomi ale to widać. A skoro widzę,to mam obywatelski obowiązek o tym mówić.
Kiedy ukształtowały się pana przekonania polityczne?
Moja świadomość budowała się w kontakcie z cenzurą i ubecją. Kiedy w latach 60 zaczynałem przygodę z kabaretem nie miałem świadomości czym jest ten ustrój, co za świństwo kryje się za propagandowymi hasłami. Nie wyniosłem tej wiedzy z domu. Od 1948 r. byłem w wojsku. Mój ojciec zginął w 1942 r. w czasie wojny. Z dzieciństwa wyniosłem pamięć o głodzie, gruzach i strachu. Kiedy zacząłem występować w klubie studenckim Hybrydy i kiedy okazało się że niektóre teksty nie podobają się władzy, nieraz wpadałem w osłupienie. Działania cenzury były absurdalne – nie można było np. powiedzieć ze sceny wierszyka ‘Czarna krowa w kropki bordo’ bo istniał ‘zapis’ na krowy. W tym czasie na Rzeszowszczyźnie występowała jakaś choroba krów – zatem nie wolno było o tych zwierzętach mówić. Satyrycy ciągle walczyli z cenzurą i szukali sposobów jak te ‘zapisy’ omijać. Kabaret pod Egidą wykształcił iście ezopowo-aluzyjny język. Mówiło się ‘obok’ a publiczność i tak doskonale wiedziała o co chodzi.
Czy w stosowaniu propagandy sukcesu obecny rząd przypomina władzę komunistyczną?
Cała taktyka rządu polega na omijaniu ważnych, istotnych tematów. Nie ma żadnej debaty o polityce międzynarodowej; trzy dni przed objęciem prezydencji w Unii Europejskiej premier wygłasza w Sejmie orędzie na ten temat. W ten sposób uniemożliwia jakąkolwiek dyskusję w parlamencie. A potem twierdzi że opozycja powinna przyłączyć się do działań rządu. A dlaczego niby ma się przyłączyć skoro wcześniej na nic nie miała wpływu? Nie ma większości w żadnej komisji sejmowej. Nawet w tak skandalicznej sprawie jak afera hazardowa głos opozycji został zupełnie zignorowany bo najważniejsza była ochrona kumpli z sitwy.
Ustalono nawet że nie było żadnej afery hazardowej.
To pokazuje jaskrawo że komisje sejmowe nie reprezentują interesów Narodu, ale interes Platformy Obywatelskiej. Żyjemy w państwie monopartyjnym.
Jest to cecha państwa totalitarnego?
Jak najbardziej. Jedna partia rządzi wszystkim, przejmuje wszystkie placówki, służby specjalne, wszystkie urzędy, rady nadzorcze wszystkich przedsiębiorstw państwowych, większość samorządów, pieniądze przeznaczone na kulturę, zawłaszcza media. O ojcu Tadeuszu Rydzyku premier mówi że to władca ‚imperium’. Kilka procent udziału w rynku medialnym strasznie doskwiera rządowej machinie prania mózgów.
Jak wygląda dominacja Platformy w sferze kultury?
Artystom próbuje się nałożyć kaganiec i eliminować ludzi niezgodnych z linią jedynie słusznej partii. Dyrygują tym reżimowe telewizory i wiadoma gazeta. Podobnie jak w PRL-u. Wydałem książkę pod tytułem ‘Jak obaliłem komunę’ opartą na aktach Urzędu Bezpieczeństwa. Cicho o niej. Nie wolno pisać o tym że czterdziestu ubeków na mnie donosiło bo jeżeli o tym piszę to podobno szkodzę Polsce. Ja szkodzę, nie oni…
W czym pan im przeszkadza?
-Przeszkadzam im bo przypominam żeby Polska była Polską. A tymczasem Polska ma się rozpłynąć w Europie. Polacy mają się rozjechać do pracy po całym kontynencie bo nasz przemysł upada. Upadają stocznie, Ursus, FSO i tysiące innych fabryk. Polacy mają nie znać historii swego kraju. Tak zarządza ministrowa od oświaty. Społeczeństwo jest totalnie manipulowane. Istnieje konglomerat medialno-rządowy. Główne media w dzisiejszej Polsce nie są żadną ‘czwartą władzą’ ale po prostu rządowym ministerstwem propagandy. Muszą kłamać bo służy to ich rządowi. Wielkim nieszczęściem tej władzy jest pojawienie się gdzieś grupy uczciwych ludzi.
Niezależni artyści znów są spychani do podziemia?
Moje występy wielokrotnie mają charakter występów podziemnych. Publiczność jest wspaniała, cieszę się że istnieją odbiorcy dla których wciąż ważne są słowa ludzi niezależnych – nie z prawicy, nie z lewicy ale po prostu mówiących prawdę. Przetrwałem pół wieku na estradzie w skrajnie trudnych okolicznościach jedynie dzięki wiernej publiczności.
rozm. aż/nd /9.7.2011/
***
Rząd klęsk i nieszczęść
Rozmowa z Janem Pietrzakiem, legendarnym satyrykiem i założycielem Kabaretu pod Egidą
Krzysztof Rybiński posługuje się takim czytelnym hasłem: ‘Tusk zadłuża Polskę jak Gierek’. Czy panu również dzisiejsze czasy kojarzą się z tamtą epoką?
W jakiś sposób można to porównywać, ale mamy dziś jednak inne realia. Porównywać można wszystko ze wszystkim – tylko po co? Trzeba zwracać uwagę na to, co jest dziś nowego i aktualnego. A rząd Tuska to rząd klęsk i nieszczęść. To, co nas w ostatnim czasie spotkało, to plagi egipskie.
Plagi Tuska – jak w pana piosence.
Tak! To coś jak plagi egipskie znane z Biblii. Wiemy, kiedy Pan Bóg takie plagi spuszcza na różne narody. I teraz w Polsce również mamy do czynienia właśnie z takimi plagami, nieszczęściami. Być może Bóg gromi nas za nasze zaniechania i za to, że pozwalamy rządzić takim ludziom.
Trudno więc nie budować też takich porównań do czasów PRL. Bo i wtedy, i teraz – jak często pan mówi: ‘Jest śmiesznie i będzie jeszcze śmieszniej. Choć z drugiej strony po katastrofie smoleńskiej i wszystkim, co wokół tego się wydarzyło, mamy trochę mniej powodów do śmiechu.
Śmiech jest cechą charakteryzującą ludzi i jest to sprawa stała, bez względu na ustrój. Żyję ze śmiechu już od pół wieku i działam w różnych ustrojach. Nie będę więc mówić, że nie jest on dziś potrzebny – jest, był i będzie nam potrzebny. Bo nawet w najbardziej trudnych sytuacjach Polacy potrafią się śmiać i należy to docenić. To stała i istotna wartość naszej kultury. Pan mówi o Edwardzie Gierku i czasach PRL, ale to jest już stara sprawa, bo dziś trzeba głośno mówić o obecnym rządzie…
Ale to tylko porównanie, jak z pańskimi plagami biblijnymi…
Nasuwa się takie porównanie. Jest to rząd, który nie ma poczucia honoru. Demokracja czasem jest trudna. Tymczasem widzimy, jak ludzie nie mający poczucia honoru uważają, że honor można przegłosować. Kilka dni temu byliśmy w Sejmie świadkami głosowania, po którym człowieka kompletnie niekompetentnego pozostawiono na stanowisku ministra infrastruktury. Mimo że zawalone jest niemal wszystko, czym się zajmuje. Tymczasem ten człowiek nie ma godności i honoru. Bo gdyby je miał, to sam zrezygnowałby z pełnionej funkcji. Znów okazuje się, że prawdę można przegłosować, i wtedy żadna demokracja nie pomoże.
Zarzuca pan rządzącym posługiwanie się kłamstwem na ogromną skalę.
Są od tego specjalistami, zajmują się tylko propagandą i po prostu nieustannie kłamią. Każda kampania wyborcza jest w ich wykonaniu popisem różnego rodzaju kłamstw. To hasła typu: Nie róbmy polityki, budujmy drogi. I co widzimy? Politykę robią za nich Angela Merkel i Władimir Putin, a dróg też nie budują, bo mówią, że mamy dziurę budżetową. A skąd się wzięła? Okazuje się, że to właśnie ten rząd ją dramatycznie powiększył. Nie zrobiły tego poprzednie ekipy, choć obecna władza ciągle zwala winę za swoje niepowodzenia na poprzedników, czyli na Prawo i Sprawiedliwość. To już jest chorobliwe, bo gdyby odebrać im to porównanie, to nie mieliby już na kogo zwalać winy.
Ten zabieg jest skuteczny, bo trafia do opinii publicznej przez media.
Oczywiście, mają do dyspozycji elektroniczne media i dzięki temu mogą kłamać, jak chcą.
Jak w czasach PRL. Wtedy też opozycja ich nie posiadała, a rząd uprawiał propagandę.
Nie ma co tego porównywać, od tego czasu minęło kilkadziesiąt lat. PRL runęła, a jeśli dziś jest przywracana do życia, to wyłącznie przez takich ludzi jak prezydent Bronisław Komorowski, który wyciąga z lamusa historii Wojciecha Jaruzelskiego. Widocznie nie mają lepszych wzorców i dla nich autorytetem od bezpieczeństwa i stosunków z Rosją jest właśnie Jaruzelski. To kompromitujące dla wolnej Polski. Raz jeszcze powtarzam: ten rząd to rząd klęsk i plag. Co resort, to klęska.
Mówił pan o tym w swoich komentarzach. Znaleźć można je m.in. w internecie. Piosenki ‘Plagi Tuska’ nie słyszałem jednak w radiu i telewizji. Gdzie można pana dziś posłuchać oprócz internetu?
Żadnej, nawet banalnej miłosnej piosenki nie ma ani w radiu, ani w telewizji, tym bardziej publicznej. Nie ma ich, bo jestem kompletnie zakazany. Jestem elementem wywrotowym i tam nie istnieję. Także w żadnej rozgłośni radiowej nie puszczano tej piosenki. Czasem tylko w Radiu Maryja można coś mojego usłyszeć, i na tym koniec. Jestem zakazany.
Ktoś panu tak powiedział?
Media są w rękach ludzi dawnego ustroju, oni to przejęli, oni tym rządzą i nie chcą, bym gdziekolwiek istniał. Dla tych ludzi jako artysta nie istnieję i zostałem skazany na wewnętrzną emigrację. Dlatego nowy program Kabaretu pod Egidą nosi tytuł Drugi obieg. Mój kabaret znalazł się w drugim obiegu, dlatego zapraszam wszystkich serdecznie, już za kilka dni, 13 stycznia, do warszawskiej restauracji Dekanta przy ul. Marszałkowskiej na nasz występ z zupełnie nowym programem. Jeśli tam nam pozwolą zagrać, bo mamy pewne kłopoty z lokalem.
Choć mówi pan o tym, że ludzie w każdych okolicznościach znajdą powód do śmiechu, to takie wydarzenia jak katastrofa smoleńska jednak mają inną wagę. Do tego też pan jakoś się odniesie w nowym programie?
Na temat katastrofy śpiewam piosenkę pt. Ballada uliczna. To piosenka bardzo poważna, przecież w kabarecie mieści się nie tylko żrąca i cuchnąca satyra, ale też refleksja i zaduma nad naszymi wspólnymi losami. Taki był mój kabaret kiedyś i taki jest obecnie.
Pamiętamy piosenkę Żeby Polska była Polską, ale też Zakazane kwiaty, która opowiada o krzyżu, który warszawiacy podczas stanu wojennego układali z kwiatów, a milicja je ciągle zabierała. Dziś ta historia powróciła w nowych okolicznościach.
Rzeczywiście, w ten sposób przywrócono i zaktualizowano tę pieśń. To swoją drogą niesłychane, że pierwszą decyzją prezydenta, który deklaruje się, że jest katolikiem, było wyrzucenie krzyża z Krakowskiego Przedmieścia. Jakby nie mógł się jeszcze na jakiś czas z nią wstrzymać i przez kilka tygodni pozwolił się tam ludziom modlić. Jak widać, jako katolikowi bardzo mu ten krzyż przeszkadzał. I co ciekawe, nie został za to przez władze kościelne nawet upomniany. Jak widać, Polska to kraj paradoksów i dlatego powodów do śmiechu, z mojego fachowego punktu widzenia, jest bardzo wiele. Choć jako obywatel mam tego śmiechu powyżej uszu, bo wolałbym się z wielu rzeczy, jakie widzimy dziś w Polsce, nie śmiać. Chciałbym, by Polska była normalniejsza, bo to, co dzieje się w kraju, wydaje się jakimś szaleństwem.
Ma pan nadzieję na odmianę tej sytuacji, mimo zalewu propagandy i kłamstwa?
Zawsze należy mieć nadzieję. Wierzę w Polskę i Polaków, którzy co jakiś czas sobie z takimi sytuacjami radzili. Tylko po prostu czasu szkoda, szczególnie dla ludzi z mojego pokolenia. Chciałbym zobaczyć tę Polskę uczciwą, prawdziwą, rzetelną, po prostu kraj porządnych ludzi, a nie tylko to, o czym niektórzy mówią, że ‘będziemy wszyscy bogaci’. Wiemy przecież, że jeszcze długo tak nie będzie. Chodzi o to, by Polska była rządzona przez rzetelnych i uczciwych ludzi, którzy służą Polsce, a nie takich, którzy służą jedynie obcym interesom.
rozm. mw/nd /8.1.2011/
***
Nawet w Playboyu mają dość PO!
Marcin Meller, redaktor naczelny szmatławca o nazwie Playboy, poinformował, że jego cierpliwość się wyczerpała i zapowiedział, że w najbliższych wyborach nie zagłosuje na Platformę Obywatelską! – Nawet straszak w postaci powrotu PiS-u do władzy już na mnie nie działa – napisał Meller
‘Nie zrobiliście nic z aferą hazardową, a co więcej, słyszę, że Miro, jak gdyby nigdy nic, kandyduje z Waszych list do Sejmu. No to dajcie jeszcze Rycha, Zbycha czy jak się ci panowie nazywają’ – napisał w oświadczeniu Meller, syn byłego pezetpeerowskiego aparatczyka.
Meller napisał, że on za ‘katastrofalne błędy’ zostałby wyrzucony ze swojej pracy, tymczasem ‘minister Grabarczyk z Platformy Obywatelskiej za totalny bajzel na kolei dostaje w nagrodę kwiaty. Minister Klich nie ponosi odpowiedzialności za Casę (co jeszcze można zrozumieć), ale i za Smoleńsk, czego już naprawdę pojąć nie mogę’.
‘Wasze służby specjalne inwigilują dziennikarzy jak żadna władza dotąd. Gdyby Lech Kaczyński rzucił jeden z wielu dowcipów Bronisława Komorowskiego, zostałby rozjechany na miazgę, ale w przypadku tego Prezydenta Wam to nie przeszkadza’ – napisał Meller.
tsz/pg/onet /10.2.2011/
***
Polski stan przedzawałowy
Trudno nie przyznać racji marszałkowi Sejmu. Sposób wyjaśniania przyczyn katastrofy z 10 kwietnia uświadamia coraz szerszej rzeszy Polaków stan przedzawałowy państwa polskiego. Chciałoby się powiedzieć za ks. Benedyktem Chmielowskim (1700-63), autorem pierwszej polskiej encyklopedii, który w haśle ‚koń’ zawarł taki oto oczywisty, lapidarny i oddający istotę rzeczy opis: ‚koń jaki jest, każdy widzi’
Jakie jest państwo polskie, każdy widzi, a w ostatnich dniach ze szczególną wyrazistością. Jesteśmy skazani na bylejakość państwa i to, że jest ono nieefektywne, niewydolne, niesterowalne i niereformowalne przy obecnym układzie. System prawny jest niejednoznaczny, wewnętrznie sprzeczny i dziurawy. Sądownictwo bardziej przypomina Trzeci Świat niż Europę.
Żyjemy w kraju, w którym nadal są nieuporządkowane stosunki własności. Nie przeprowadzono reprywatyzacji. Infrastruktura jest w fatalnym stanie. Energetyka jest przestarzała i niedoinwestowana. Kolejnictwo – zdezelowane. Przeciążone i fatalne drogi codziennie zbierają obfite żniwo śmierci. Telefonia komórkowa jest najdroższa w Europie. Dostęp do internetu – ograniczony i kosztowny. System bankowy – jeden z najgorszych w Europie, nieprzyjazny obywatelom i przedsiębiorcom. Gospodarka jest dławiona gąszczem bzdurnych przepisów, stanowiących mieszaninę dziedzictwa postkomunizmu z ‚prymitywnym nadwiślańskim liberalizmem’. Kolejne rządy doprowadziły do upadku wielu polskich przedsiębiorstw. Zniszczono dorobek pokoleń – gospodarkę morską. Brakuje strategii i koncepcji, w jaki sposób przeprowadzić modernizację kraju.
Polska, pogrążona w zapaści demograficznej, wymiera, bo z roku na rok nas ubywa. Z kraju wyemigrowało kilka milionów dynamicznych Polaków, którzy pomnażają bogactwo nowych ‚ojczyzn’. System emerytalny się sypie, system opieki zdrowotnej również dogorywa. System edukacyjny jest fatalny, pogrążony w chaosie permanentnej reformy. Polityka państwa wobec rodziny jest najgorsza w Unii Europejskiej. Armia jest niedoinwestowana i niezmodernizowana, ma niewielką liczebność i najniższą gotowość bojową od czasu II wojny światowej.
Standard usług publicznych jest jednym z najniższych w Europie. Żadna wielka afera nie została w pełni rozliczona. Urzędy publiczne opieszale załatwiają sprawy obywateli, a fundusze publiczne są marnotrawione. Rządzący nie rozumieją procesów współczesnego świata, są niezdolni do reprezentowania polskich interesów.
Tymczasem jesteśmy krajem o ogromnym potencjale i możliwościach, dogodnie położonym w centrum Europy na skrzyżowaniu szlaków Wschód – Zachód i Północ – Południe. Mamy wspaniałą historię, tradycję i kulturę. Polacy są kreatywni, potrafią pracować, ale co z tego, skoro system polityczny jest tak skonstruowany, że promuje biernych, miernych, ale wiernych, a efektem tego jest bardzo niska jakość klasy politycznej.
Polacy są już zmęczeni wyniszczającą i jałową wojną największych partii, co oddala nas od uzdrowienia chorego państwa. Zatem od tego, czy do parlamentu zostaną dopuszczeni politycy potrafiący i rzeczywiście chcący ratować państwo, oraz od roztropności i odpowiedzialności obywateli będzie zależało, w jakiej Polsce będziemy żyć.
jmj/nd /22-23.1.2011/
***
Afera z senatorem Platformy
Senator PO Roman Ludwiczuk poinformował, że jeszcze dziś złoży rezygnację z członkostwa w Platformie Obywatelskiej. Ludwiczuk miał proponować stanowisko wicestarosty wałbrzyskiego pełnomocnikowi sztabu wyborczego rywala PO w wyborach prezydenta Wałbrzycha
– Rezygnuję z członkostwa w PO do czasu wyjaśnienia tej sprawy – powiedział Ludwiczuk
Ludwiczuk jest szefem sztabu Piotra Kruczkowskiego (PO), obecnego prezydenta Wałbrzycha, który ponownie ubiega się o to stanowisko.
W środę sztab wyborczy kontrkandydata Kruczkowskiego – Mirosława Lubińskiego z Wałbrzyskiej Wspólnoty Samorządowej – zawiadomił wałbrzyską prokuraturę o popełnieniu korupcji politycznej przez Ludwiczuka.
Z zawiadomienia wynika, że Ludwiczuk miał proponować pełnomocnikowi sztabu wyborczego Lubińskiego Longinowi Rosiakowi stanowisko wicestarosty wałbrzyskiego, a jego żonie pracę w jednej ze spółek miejskich oraz atrakcyjny wyjazd na wakacje, jeśli ten przejdzie na jego stronę.
W czwartkowym oświadczeniu Ludwiczuk przeprosił mieszkańców Wałbrzycha, przyznał, że popełnił błąd. Ludwiczuk deklaruje na swojej stronie internetowej, że dołoży wszelkich starań, by wyjaśnić sprawę władzom PO.
Wyciągnąć konsekwencje
Wcześniej o wyciągnięcie konsekwencji wobec Ludwiczuka zaapelowali do premiera Donalda Tuska posłowie Prawa i Sprawiedliwości.
– W naszym przekonaniu senator Ludwiczuk osiągnął dno, zupełne dno, jeśli chodzi o politykę, o moralność, która powinna towarzyszyć człowiekowi pełniącemu funkcje publiczne – mówił podczas konferencji prasowej w Sejmie poseł PiS Dawid Jackiewicz.
Wałbrzyska posłanka PiS Anna Zalewska podkreśliła, że Ludwiczuk dopuścił się korupcji politycznej, a poziom jego wypowiedzi drastycznie kontrastuje z deklaracjami PO o podwyższaniu standardów politycznych.
Longin Rosiak, radny powiatu wałbrzyskiego i pełnomocnik sztabu wyborczego Lubińskiego powiedział, że pierwsza propozycja z ust Ludwiczuka padła w sobotę. – Wtedy Ludwiczuk zaproponował mi, że jak przejdę na ich stronę, to nie ukażą się w lokalnej gazetce artykuły szkalujące mnie. Ostatecznie artykuły ukazały się w poniedziałek – powiedział Rosiak.
Rosiak dodał, że do drugiego spotkania w siedzibie PO w Wałbrzychu doszło we wtorek. – Wiedziałem, że nikt mi nie uwierzy, iż senator posuwa się do takich kroków, więc wziąłem dyktafon i rozmowę nagrałem – opowiadał Rosiak.
Ludwiczuk napisał: ‘ze smutkiem przyjąłem informację, że Rosiak (…) wykorzystał moje zaufanie i podstępnie nagrał naszą prywatną rozmowę, by w celach politycznych i wyborczych zdyskredytować moją osobę w oczach Wałbrzyszan’.
pap /2.12.2010/
***
To koniec prezesa Ludwiczuka
Musimy? A nie może pan napisać, że byłem nieuchwytny? – odpowiada na pytanie o dalszą współpracę z Romanem Ludwiczukiem jeden z ligowych prezesów. Jednak pytanie, co dalej z polską koszykówką, pozostaje w tej chwili bardzo zasadne
Dla komentatorów politycznych Ludwiczuk to jeden z senatorów, który w nagranej rozmowie skompromitował się wulgarnym językiem i propozycjami, które wskazują na możliwość popełnienia przestępstwa przed wyborami samorządowymi w Wałbrzychu. Tę najważniejszą kwestię zbada prokuratura. Ludwiczuk jest jednak także prezesem Polskiego Związku Koszykówki, odpowiadającym za przygotowanie ME kobiet w 2011 r.
– Ta rozmowa pokazuje styl, w jakim zarządza ludźmi – mówi osoba ze środowiska koszykarskiego, która współpracowała z senatorem.
Dla dyscypliny ostatnie wydarzenia wokół niego to, nomen omen, przekleństwo. W przyszłym tygodniu miała się odbyć konferencja prasowa, rozpoczynająca przygotowania do mistrzostw Europy. Jesteśmy ich gospodarzami, zaplanowano już uroczyste losowanie grup (nie do przesunięcia). W ciągu 10 dni odbędzie się także gala Złote Kosze oraz WZA Polskiej Ligi Koszykówki, gdzie Ludwiczuk powinien reprezentować największego akcjonariusza (66 proc.), czyli PZKosz…
Ludwiczuk na razie nie odbiera telefonów, więc nie mogliśmy zadać mu pytania, co dalej. Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że nic nie wskazuje na to, by miał się usunąć w cień… – Dobro ligi jest nadrzędne. Nie wyobrażam sobie, że nagle mielibyśmy przerwać współpracę – mówi członek rady nadzorczej PLK Zbigniew Polatowski.
Ludwiczuk zapowiadał swój start w najbliższych wyborach na szefa PZKosz, wyznaczonych na 29.1 Do tego czasu miał kierować naszą federacją jako prezes zarządu (choć są co do tego wątpliwości prawne, bo jego kadencja upłynęła w listopadzie).
– Nie chciałbym, by moje słowa zostały odebrane jako napaść ze strony adwersarza. Roman Ludwiczuk wszystko powinien rozstrzygnąć we własnym sumieniu – uważa jego wyborczy rywal Grzegorz Bachański, którego w środowisku traktują już jak szefa.
– Ale to przecież dobrze. Trafia się okazja, by pozbyć się tego prezesa – mówi jedna z osób działających w koszykówce.
rt/ps /4.12.2010/
***
Koniec kariery senatora PO
Po ujawnieniu nagrań, na których senator Roman Ludwiczuk oferował posady za polityczne wsparcie, senator zawiesił członkostwo w Platformie Obywatelskiej
– Utrzymując standardy, które obowiązują w Platformie, rezygnuję z członkostwa w PO – zapowiedział Ludwiczuk.
W oświadczeniu na swojej stronie internetowej senator przeprosił wyborców.
Chodzi o nagranie, jakie opublikował sztab Mirosława Lubińskiego, który walczy o prezydenturę Wałbrzycha z kandydatem PO Piotrem Kruczkowskim.
Ludwiczuk przekonywał w nim radnego Longina Rosiaka, by przestał wspierać Lubińskiego. W nagraniu roi się od wulgaryzmów. Polityk PO kusi stanowiskiem wicestarosty, pracą w spółce miejskiej i egzotyczną wycieczką zagraniczną.
Przed opublikowaniem nagrań Ludwiczuk zaprzeczał, by składał jakiekolwiek propozycje. Potem twierdził, że sprawdza, czy nagranie nie było zmanipulowane.
Sprawę bada prokuratura
Sprawę korupcji politycznej bada prokuratura. Sankcje polityczne były szybsze. – O godz. 7 rano zarząd powiatowy wystosował wniosek do władz krajowych o ukaranie Ludwiczuka za niegodne zachowanie – mówi Piotr Kruczkowski, szef powiatowych struktur PO w Wałbrzychu. – Takiego języka, jakim senator posługuje się w nagraniu, nie słyszę w najniebezpieczniejszych dzielnicach mojego miasta.
Ludwiczuk uprzedził decyzję, która miała zapaść po południu. Politycy PO potępiali zachowanie senatora, a wiceszef klubu parlamentarnego Sławomir Rybicki oczekiwał zawieszenia jego członkostwa w klubie i partii.
Wałbrzych traci drugiego po Zbigniewie Chlebowskim ważnego polityka PO. Ludwiczuk to wiceprzewodniczący Krajowego Sądu Koleżeńskiego, skarbnik Klubu Senackiego PO i członek Prezydium Klubu Parlamentarzystów PO.
Do Senatu, a tym samym do polityki krajowej, 53-letni dziś Ludwiczuk trafił w 2005 r. Wcześniej w latach 1984–88 był radnym gminy Walim i nauczycielem wf. Później, do 2002 r. pracował jako prywatny przedsiębiorca: najpierw był taksówkarzem, a potem miał firmy produkujące okna.
– Jego życiorys to po trosze kariera Nikodema Dyzmy, a trochę Mieczysława Wachowskiego – zauważa wałbrzyska posłanka PiS Anna Zalewska, która wielokrotnie spotykała się z Ludwiczukiem w sprawach współpracy PO z PiS w mieście. – Siermiężny a przy tym protekcjonalny. Najbardziej nie lubiłam tego jego poklepywania po plecach i kolanach.
Jak Schetyna i Chlebowski
Ludwiczuk zdobył popularność w Wałbrzychu jako prezes koszykarskiego Górnika Wałbrzych i prezes Polskiego Związku Koszykówki. – To kopia pomysłu Grzegorza Schetyny, który był właścicielem Śląska Wrocław, święcącego triumfy w krajowym baskecie – twierdzi posłanka Zalewska. – Ludwiczuk wielokrotnie chwalił się zażyłością z obecnym marszałkiem Sejmu. Mówił że w jego warszawskim mieszkaniu odbywają się spotkania najważniejszych polityków PO.
Pozycję Ludwiczuk zbudował, odbijając w 2002 r. razem z Rosiakiem i Kruczkowskim (wówczas niezależnym kandydatem) z rąk SLD czerwony Wałbrzych. Został wtedy wiceprezydentem. Okazało się, że nie ma wymaganego do tego wyższego wykształcenia. Zdobył je w trakcie urzędowania.
Kilka lat później okazało się, że powinien zwrócić do kasy miejskiej prawie 140 tys. zł nienależnych zarobków. CBA w 2008 r. wykryło bowiem, że w jego oświadczeniu majątkowym zabrakło informacji, iż w czasie, gdy był wiceprezydentem jego żona prowadziła działalność gospodarczą. Ostatecznie nie zwrócił ani grosza, bo część roszczeń uległa przedawnieniu, a z części miasto zrezygnowało.
Ludwiczuk jako prezes PZK podejmował kontrowersyjne decyzje o składzie komisji przetargowej, która wyłoniła firmy znajomych Schetyny do promowania mistrzostw Europy w koszykówce. Pełne znaków zapytania było też zaangażowanie Zakładów Koksowniczych Victoria Wałbrzych (spółki Skarbu Państwa) w wałbrzyską koszykówkę.
– Ludwiczuk chciał grać rolę najważniejszego człowieka na swoim terenie – komentuje Zalewska. – Zaczynał jak Schetyna, ale kończy jak Chlebowski.
jk/rp/pap /2.12.2010/
***
Radny PO gwałcił 12-latkę
Piotr Z., 45-letni radny Platformy Obywatelskiej z gminy Smołdzino (woj. pomorskie), przez niemal trzy lata gwałcił i molestował nastoletnią córkę sąsiadów 15-letnią Karinę S. Zboczeniec został aresztowany i trafił już za kraty. Grozi mu 12 lat więzienia
To nie powinno się nigdy wydarzyć. Potworną prawdę odkryli przypadkiem rodzice dziewczynki
– Zobaczyłam, jak córka wysiada z samochodu sąsiada. Była zapłakana i zapinała kurtkę. Zawołałam ją i spytałam, co się stało. Nie chciała powiedzieć. Dopiero wieczorem, w domu, ujawniła mi wszystko – mówi Gabriela S., mama dziewczynki.
Dramat dziewczynki zaczął się trzy lata temu (Karina miała wtedy 12 lat). Sąsiad zawołał ją wtedy do swojego sklepu i tam zaczął lubieżnie obmacywać. – Powiedział, że zrobi córce krzywdę, jak komuś o tym powie. Ona bała się o życie, dlatego chodziła do niego, jak ją wołał na loda do sklepu. Gdybym wiedziała to wcześniej, to zabiłabym tego potwora – mówi mama dziewczynki.
Zdumiewające że Piotr Z. podejrzany o tak odrażające czyny chciał kandydować do rady w najbliższych wyborach (jako członek Platformy Obywatelskiej). Gdy sprawa wyszła na jaw, partia wyrzuciła go ze swoich szeregów. Radny Piotr Z. mieszka w Żelazie, malutkiej wiosce na Pomorzu. Prowadzi tutaj sklep spożywczy. Nikt nie spodziewał się, że pod maską miłego mężczyzny kryje się potwór.
– Wydawał się taki spokojny i sympatyczny. Do każdego się uśmiechnął, pożartował i chętnie dawał produkty na zeszyt – mówią mieszkańcy wsi, którzy nie wiedzieli, że ich ulubiony sklepikarz od trzech lat zmusza do seksu nastoletnią dziewczynkę. Dziś Karina zmieniła szkołę i przeprowadziła się do innej miejscowości. Zwyrodnialec w zeszłym tygodniu został aresztowany na 2 miesiące.
Mieszkańcy są wstrząśnięci występkiem radnego. – To wstyd dla całej gminy. Jestem w głębokim szoku. Nigdy nie pomyślałbym, że ten radny jest zdolny do takich okropieństw. Jednak nie możemy go wyrzucić z rady do czasu zakończenia śledztwa – mówi Andrzej Kopiniak, wójt gminy.
St. asp. Wojciech Bugiel, rzecznik policji w Słupsku: – Mężczyzna został zatrzymany w poprzednim tygodniu. Na wniosek prokuratury został aresztowany na 2 miesiące. Za popełnione przestępstwa grozi mu do 12 lat więzienia.
mo/se /7.10.2010/
***
Ludzie o mentalności cenzorów
Rozmowa z Janem Pietrzakiem
Partia rządząca za pomocą chytrych sztuczek stworzyła sytuację, w której większość społeczeństwa nie ma możliwości publicznego wypowiedzenia się. Solidarność, podobnie jak przed laty, również dziś podnosi ten problem
Brawa dla Jarosława Kaczyńskiego, gwizdy dla Donalda Tuska. Czy spodziewał się pan, że tak będzie wyglądać jubileuszowy zjazd Solidarności w Gdyni?
Jechałem do Gdyni, nie wiedząc, że na zjeździe Solidarności będą ci panowie, zdaje się, że do końca się wahali. Wydaje mi się, że dobrze, iż przybyli, ponieważ usłyszeli reakcje zacnego grona działaczy Solidarności stosowne do ich wypowiedzi.
Zachowanie działaczy Solidarności nie powinno dziwić, skoro wciąż słyszą od władz jedynie o potrzebie zgody i kompromisów. Słowa te znalazły się również w przemówieniach prezydenta Komorowskiego i premiera Tuska…
W tych przemówieniach było dużo manipulacji i ogólników. Obecny rząd ma niemal absolutną władzę. Nikt nie jest mu w stanie przeszkodzić w ustawowym wprowadzeniu zgody i kompromisów. Niech to zrobią!
Które z nich pana najbardziej zirytowały?
Prezes Jarosław Kaczyński doskonale je wypunktował w swoim wystąpieniu, mówiąc o manipulacjach rządzących, ich podejściu do ludzi pracy etc. Podobnie mówił przewodniczący związku Solidarność Janusz Śniadek, który polemizował z wystąpieniem premiera Tuska.
Tusk, ‘bolejąc’ nad stanem dzisiejszej Solidarności, wspomniał, że przedtem związek liczył 10 milionów członków, dziś nie ma już z tej liczby 9 milionów. Czy nie jest to świadome wprowadzanie w błąd opinii publicznej, skoro już w 1989 roku – jak podkreślił Janusz Śniadek – Solidarność liczyła 1.5 miliona osób?
To są przekłamania typowe dla premiera Tuska… Poza tym dziś w Solidarności są również dzielni, wspaniali i odpowiedzialni ludzie. Bardzo ich cenię, mają bardzo dużo do zrobienia, dźwigają ciężar wielu ważnych spraw w Polsce, podobnie jak było 30 lat temu.
To znaczy, że duch Solidarności z 1980 roku pozostał?
Solidarność wyrażała ducha wolności, potrzebę, która jest zakorzeniona bardzo mocno w Polakach, bo jesteśmy Narodem wolnych ludzi. O tym należy pamiętać. Dziś również potrzeba odwagi w dyskusji społecznej, zabierania głosu na każdy temat, nieakceptowania tego, że od rządzenia jest jedynie słuszna partia. Partia rządząca za pomocą chytrych sztuczek stworzyła sytuację, w której większość społeczeństwa nie ma możliwości publicznego wypowiedzenia się. Solidarność, podobnie jak przed laty, również dziś podnosi ten problem. Ale oczywiście główną domeną działania związku jest troska o jakość życia w Polsce, o to, by rządzący nie służyli jedynie garstce zamożnych ludzi, lecz wszystkim Polakom.
Zgodzi się pan ze słowami Jarosława Kaczyńskiego, że mamy dziś w Polsce wolność ułomną, z przywilejami dla jednych, a dyskryminacją wobec drugich?
Absolutnie tak. Dzieje się tak zwłaszcza w dziedzinie wolności słowa. Nie jest ona realizowana w takim wymiarze, w jakim powinna. Współczesne media są opanowane przez ludzi o mentalności cenzorów, którzy wszystko trzymają w ryzach poprawności politycznej. Nawet piosenki, które teraz zaśpiewałem na zjeździe Solidarności, tj. Piosenka sierpniowa czy Żeby Polska, w polskich mediach właściwie nie istnieją, ponieważ są zakazane.
Czyli trwa swoista cenzura…
Jak najbardziej. Przypomnijmy sobie, jaką histerię wywołał dokument w TVP Solidarni 2010 czy też film o gen. Jaruzelskim… Wyjątkowo pojawiła się prawda, która w zasadzie nie ma dostępu do opinii publicznej. I to jest przykre, bo media decydują, czy czyjś głos dociera do reszty społeczeństwa, czy nie. Społeczeństwo niedoinformowane i oszukiwane daje się łatwo manipulować.
Przy obecnej opcji politycznej raczej nie jest możliwe, by ten stan się zmienił…
Myślę, że przy jednej władzy, przy rządach monopartii, będzie bardzo trudno o wolny głos. Dobrze, że w Naszym Dzienniku jest to możliwe.
Nie uważa pan, że mówienie prawdy – jak Jarosław Kaczyński na zjeździe S – że idee obrony praw pracowniczych, o które walczyli związkowcy, są dziś nagminnie łamane, jest nie na rękę obecnej władzy?
Władzy nie na rękę, ale Narodowi jak najbardziej. Pewne konflikty tu są oczywiste. Związek zawodowy w każdym kraju ma inne interesy, inne cele niż partia rządząca. Tak jest i musi być w granicach norm demokratycznych. Zdziwienie pana Tuska, że związkowcy mówią o prawach pracowniczych i domagają się dla pracowników lepszych warunków życia, jest nie na miejscu. Czy premier nie wie, po co są związki na świecie? Dlaczego chce je likwidować, upokarzać, niszczyć? To są rzeczy bardzo przykre, że ludzie jemu podobni nie potrafią respektować normalnych reguł demokracji.
Kłamstwem jest również stwierdzenie Donalda Tuska, że ideały Solidarności zostały utracone.
To on utracił ideały Solidarności, których może zresztą nigdy nie miał…
Czy według pana Solidarność ma dziś taką samą siłę przebicia jak dawniej?
Nie ma siły przebicia, bo ta zależy od mediów, poza tym teraz nie jest tak rewolucyjnie, jak 30 lat temu. Każdy czas ma swoje nastroje, swoje sinusoidy emocjonalne, nie można wymagać, żeby wszyscy buntowali się codziennie od rana do wieczora, bo oni chodzą do pracy i chcą normalnie żyć. Natomiast w sytuacjach drastycznych podejmują akcje protestacyjne i dobrze robią, bo trzeba protestować przeciwko niedostrzeganiu przez obecną władzę problemów dużej części społeczeństwa.
Czy dobrze się stało, że w Gdyni nie pojawił się Lech Wałęsa?
Moim zdaniem źle się stało. Uważam, że akurat ten dzień, ten jubileusz należał również w jakimś stopniu do niego. Niezależnie od tego, jakie ciągną się za nim brudne sprawy z przeszłości i jak się dziś zachowuje, trzeba oddać mu sprawiedliwość, że 30 lat temu był kimś ważnym dla Polaków. Dlatego 30-lecie związku zawodowego Solidarność to jest również jego święto.
Nie przybył na zjazd, bo bał się konfrontacji z Jarosławem Kaczyńskim?
On się różnych rzeczy boi, tyle nabroił w ostatnich latach, tylu sobie ludzi nazrażał, wygadując nieprawdopodobne rzeczy… Oddzieliłbym jednak sprawy współczesne od przeszłości. Minęły lata, 30 lat temu zdarzyło się coś wielkiego w Polsce, doceńmy więc wielkość tamtego czasu, niezależnie od tego, jak potoczyły się losy Solidarności i jak historia zweryfikowała jej przywódców. Historia pokazała, że Solidarność tworzyli ludzie o różnych poglądach, jednak w szczególnym momencie, w jakim znalazła się Polska, wszyscy się połączyli. Oczywiście historycy czy dziennikarze powinni oceniać postawy poszczególnych przywódców Solidarności, jednak przy okazji zjazdu poświęconego 30-leciu jej powstania powinniśmy docenić wszystkich, którzy przyczynili się wtedy do jej zwycięstwa.
Mówił o tym na zjeździe prezes Jarosław Kaczyński, przypominając postać i misję swojego brata, prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Zgrzytem jednak było wystąpienie pani Henryki Krzywonos, która powiedziała, że Jarosław Kaczyński buntuje ludzi przeciwko sobie i niszczy godność Lecha Kaczyńskiego…
Wystąpienie pani Krzywonos odebrałem z przykrością, bo oczywiście nie ma ona racji. Trzeba docenić jej historyczną rolę, odwagę i determinację 30 lat temu, a zasłonę milczenia spuścić na jej wybryk na zjeździe Solidarności. Należy jednak powiedzieć, że Solidarność jest związkiem ludzi krnąbrnych, niepokornych, żywiołowych, jej zjazdy nigdy nie miały ustawionych obrad, często więc głos zabierali ludzie, których wystąpienia nie były planowane. Na każdym zjeździe Solidarności zdarzały się bardzo mocne słowa, dyskusje, nierzadko budzące kontrowersje, bo Solidarność była i jest demokratyczna. Na tym polega jej siła. Związkowcy często kłócą się na zjazdach, mówią, co im leży na sercu, bo często różnią się poglądami na istotne dla Polaków sprawy.
Wielu, w tym również marszałek Senatu Bogdan Borusewicz, zarzuca dziś związkowi, że jest on upolityczniony, propisowski, czemu sprzeciwia się Janusz Śniadek, mówiąc, że takie oskarżenia pojawiają się zawsze, gdy Solidarność podnosi trudne problemy. Jakie jest pana zdanie?
Oskarżenia o upolitycznienie związku są bez sensu. Każdy związek zawodowy na świecie ma swoją orientację polityczną, związkowcy są też Polakami, którzy mają prawo do politycznych przekonań, a związek zawodowy Solidarność, dzięki temu, że ma polityczne korzenie i że od zawsze polityką się zajmował, dobrze służy Polsce. Trzeba podkreślić, że mało kto zrobił tyle dla Polski przez ostatnich 30 lat, ile Solidarność – ta jedna, jedyna, od 1980 roku ta sama, choć nie taka sama…
rozm. pcs/nd /3.9.2010/
Kategoria Polska















































































































































































