Pieniądze fruwały na ulicy

Silny wybuch zniszczył bankomat w Starachowicach w Świętokrzyskiem. Do eksplozji doszło nad ranem przy tamtejszym rynku. Według policji ktoś celowo podłożył w tym miejscu materiał wybuchowy

Wysadzając bankomat najprawdopodobniej ktoś próbował się do niego włamać. Wybuch był na tyle silny że w promieniu kilku metrów rozsypały się banknoty. Policyjni pirotechnicy zabezpieczyli ślady materiałów wybuchowych. Nie wiadomo było natomiast czy zginęły jakieś pieniądze

Wcześniej, w styczniu, we Włodawie na Lubelszczyźnie 22-letni mężczyzna próbował napaść na zamknięty bank z siekierą w ręku.

Nie był jednak w stanie uporać się z zabezpieczeniami. Swoją złość wyładował więc na bankomacie i kamerze monitoringu. Nie przewidział że może zostać nagrany…

Mężczyzna został zatrzymany. Grozi mu do 10 lat więzienia. Straty które spowodował oszacowano na 15 tys. zł.

rmf /30.V.2013/

***

Postrzelony policjant

Policjant ruchu drogowego został 12 marca śmiertelnie postrzelony podczas pościgu za kierowcą który nie zatrzymał się do kontroli. Do wypadku doszło na trasie krajowej nr 92 w rejonie miejscowości Stok w Lubuskiem

Po godz. 12 patrol ruchu drogowego z Komendy Powiatowej Policji w Sulęcinie próbował zatrzymać do kontroli samochód audi A6 na niemieckich numerach. Kierowca audi zignorował polecenia funkcjonariuszy i zaczął uciekać. Policjanci ruszyli za nim w pościg oznakowanym radiowozem. Po trwającym ok. 10 minut pościgu udało się w końcu samochód zatrzymać.

Podczas zatrzymania mężczyzny doszło do szamotaniny i śmiertelnego postrzelenia policjanta z jego służbowej broni. Jak powiedział rzecznik komendanta głównego policji Mariusz Sokołowski, podczas szamotaniny z kierowcą audi wypaliła broń policjanta, który w wyniku tego zginął; kula trafiła go w głowę. Ścigany mężczyzna, 25-letni Mariusz R., mieszkaniec woj. warmińsko-mazurskiego, został zatrzymany. Był już notowany za kradzieże i włamania do aut.

Funkcjonariusz który zmarł miał 36 lat. Zostawił żonę i dwójkę dzieci. W policji pracował od 13 lat, był w stopniu sierżanta. – To tragedia dla rodziny, także dla środowiska policyjnego, bo funkcjonariusz był na służbie wykonując swe obowiązki – powiedział Sokołowski. Drugi z policjantów był w szoku.

Ustalono że audi którym jechał 25-latek zostało skradzione w Niemczech.

Najgłośniejszym w ostatnich latach przypadkiem zabójstwa policjanta było zamordowanie 42-letniego podkomisarza Andrzeja Struja z Warszawy. 10 lutego 2010 r. Struj, choć nie był na służbie, na przystanku tramwajowym na stołecznej Woli zwrócił uwagę dwóm młodym osobnikom, a później interweniował kiedy rzucili w kierunku tramwaju koszem na śmieci, tłukąc szybę. Zginął od ciosów nożem o 20-centymetrowym ostrzu. Jego dwaj zabójcy zostali skazani na 25 i 15 lat więzienia.

Dużo częściej policjanci na służbie giną w wypadkach drogowych. 26 lutego w zderzeniu nieoznakowanego radiowozu z ciężarówką w Piekarach Śląskich zginął 36-letni młodszy aspirant. Z kolei 23 stycznia w Łachowie k. Szubina /woj. kujawsko-pomorskie/ w podobnych okolicznościach zginęło dwóch funkcjonariuszy.

pap/int.pl/rmf/iar /12.III.2013/

***

Kolejne samobójstwo policjanta

Prokuratura bada okoliczności śmierci policjanta którego zwłoki znaleziono w czwartek wieczorem /6 grudnia/ w komendzie miejskiej policji w Skierniewicach. Funkcjonariusz który pełnił tego dnia służbę prawdopodobnie popełnił samobójstwo

Jak powiedział rzecznik Prokuratury Okręgowej w Łodzi Krzysztof Kopania do tragedii doszło po godz. 21.30; 49-letni policjant miał pełnić służbę do godz. 22. Wcześniej poprosił dyżurnego o wydanie służbowej broni, bo – jak twierdził – chciał ją wyczyścić, ponieważ nie zrobił tego po ostatnim strzelaniu. Po wzięciu pistoletu wrócił do swojego pokoju

Po godz. 22 pod budynek komendy przyjechała żona policjanta która miała odebrać go z pracy. Próbowała się do niego dodzwonić ale mężczyzna nie odbierał telefonu. Zaniepokojona powiadomiła o tym dyżurnego. Ten razem z innym policjantem poszli do pokoju funkcjonariusza. Tam znaleźli zwłoki swojego kolegi z raną postrzałową głowy.

Jak powiedział Kopania z relacji policjantów wynika że nie słyszeli odgłosu strzału. – U policjanta stwierdzono ranę postrzałową. Rana wlotowa zlokalizowana była na karku, natomiast wylot na czole. Pocisk utkwił w ościeżnicy okna – wyjaśnił Kopania.

Na biurku policjanta znaleziono przedmioty które mogły służyć do czyszczenia broni. Były też dwa magazynki z nabojami. W jednym z nich brakowało jednego pocisku. Nie znaleziono natomiast żadnego listu pożegnalnego czy tez innej korespondencji która mogłyby tłumaczyć motywy działania funkcjonariusza.

Jak powiedział Kopania według wstępnych ustaleń prawdopodobnie było to samobójstwo. – Na końcowe ustalenia musimy jednak jeszcze poczekać – dodał. Prokuratura czeka na wyniki sądowo-lekarskiej sekcji zwłok.

Mężczyzna pracował w policji 18 lat.

pap /7.XII.2012/

***

Mordowali i przerabiali na ciastka…

To niestety nie wymysł chorej wyobraźni kiepskiego scenarzysty horrorów klasy C. To się wydarzyło naprawdę!

Bywają różne sekty i różne ich wariactwa, ale to co robiła pewna „kulinarna” sekta z Brazylii przechodzi ludzkie pojęcie. Miłosne trio – mąż, żona i ich kochanek zabijali młode kobiety, a potem robili z nich farsz do wypieków, których częścią sami się objadali, a resztę sprzedawali… Zostali zatrzymani przez policję

Makabryczne wydarzenia rozgrywały się w małym miasteczku Garanhuns. Chore mózgi 50-latków Jorgea Silveiry, jego żony Isabel i ich wspólnego kochanka, 25-letniego Bruna Da Silvy – kazały im porywać młode kobiety, mordować, a potem robić z nich… nadziewane placki.

Wątpliwości wzbudziło dopiero pochodzenie mięsa którego za nic w świecie nie chcieli zdradzić sprzedając swoje wyroby na straganie.

Wtedy ktoś sprawą zainteresował służby. Policjanci pod podłogą ich mieszkania odkryli obgryzione ludzkie kości, a w spiżarni gotowe „ludzkie” wypieki. Zabójcze trio przyznało się na razie do zamordowania 7 kobiet!…

Zatrzymani psychopaci należeli do sekty wierzącej że spożywanie ludzkiego mięsa… oczyszcza duszę. I tak ich „oczyszczone” dusze spłoną na pewno kiedyś w piekle…

Na zdjęciu jedna z ofiar.

mieś/chikacentral.net/fa. /27.X.2012/

PARĘ SŁÓW KOMENTARZA: Cóż, do takich wynaturzeń prowadzi życie bez Boga. Poganie, ludzie którzy nie znają nauki Chrystusa, są w stanie zrobić wszystko… Nie ma dla nich żadnych świętości. Ja, kiedy słyszę albo czytam, czy oglądam w telewizji coś co nie mieści się w głowie, często mówię że człowiek ma już trochę lat i niczemu się już nie powinien dziwić, w świecie w którym „Hitler i Stalin zrobili co swoje”, jak śpiewa pewien gość. Ale to co wyżej naprawdę powoduje jakiś szok, mimo że mam już trochę lat, niejedno słyszałem i widziałem…

Cezary Dąbrowski/www.zawszepolska.eu /27.X.2012/

***

Chce zabić posła PiS-u?

Policja do tej pory nie zatrzymała mężczyzny który straszył śmiercią posła PiS-u Tomasza Kaczmarka. Choć zna już jego personalia

Mimo głośnej tragedii w Łodzi, kiedy Ryszard Cyba zabił działacza PiS-u, w najnowszej sprawie gróźb wobec posła tej partii organy ścigania działają opieszale

– W przypadkach kiedy w grę wchodzi zagrożenie życia działania policji powinny być błyskawiczne – powiedział Dariusz Loranty, były policjant, specjalista od zwalczania terroryzmu.

Groźby dotarły miesiąc temu na adresy e-mailowe Tomasza Kaczmarka oraz jego asystentki. Z ich treści wynikało że autor grożący posłowi śmiercią ma związki z wojskiem.

Na początku wszystko szło szybko. Powiadomiony o sprawie prokurator generalny przekazał ją do warszawskiej prokuratury okręgowej, która od razu przesłuchała posła.

Ten wskazał śledczym prawdopodobnego autora anonimów. Ten wysłał e-maile z adresu którego używał również w serwisach randkowych i pornograficznych (na jednym z nich zamieścił nawet zdjęcia swoich genitaliów).

Jego biogram pasuje do profilu autora anonimów. Zygmunt D. służył jako pilot w 45 Lotniczym Pułku Szkolno-Bojowym. Na jednej ze swoich stron umieścił logo zlikwidowanych Wojskowych Służb Informacyjnych.

Na profilu w serwisie ludzie.onet.pl prezentuje się jako fanatyczny zwolennik PO nienawidzący PiS-u. Stronę zdobi zdjęcie kobiety mierzącej z dwóch pistoletów w stronę widzów. Podpis brzmi: „Nigdy nie mają racji PISUKLOSZARDY. Tylko Ta partia która BĘDZIE MIEĆ ZAWSZE WŁADZĘ PO!”.

Na stronie autor prezentuje zdjęcie karabinu maszynowego i chwali się: „Mam pepeszkę”, sugerując że zostanie ona użyta przeciw liderom PiS-u i Solidarnej Polski.

Rzecznik warszawskiej prokuratury okręgowej Dariusz Ślepokura powiedział że w sprawie nikomu na razie nie postawiono zarzutów. A dalsze czynności zlecono Komendzie Stołecznej Policji. – Myślę że rezultatów należy się spodziewać za mniej więcej miesiąc – dodał rzecznik.

W Komendzie Stołecznej nie poinformowano mnie czy policja podjęła działania. Ale wiadomo że jedynym przesłuchanym w tej sprawie jest na razie Kaczmarek, a autor gróźb nie został dotąd zatrzymany.

Łódzkie zabójstwo działacza PiS-u Marka Rosiaka z 2010 r. pokazało że osoby o podobnym profilu psychologicznym potrafią groźby wprowadzić w czyn. Cyba również wyrażał na forach nienawiść wobec PiS-u, był samotny i sfrustrowany. Miał także dostęp do broni i umiał się nią posłużyć.

Informację o łódzkim morderstwie autor gróźb wobec Kaczmarka skomentował na jednym z forów słowami: „Widocznie ludzie mają dość chorych PISUAROWCÓW”.

cg/rp /28-IX-2012/

PARĘ SŁÓW KOMENTARZA
Wobec powyższego trzeba mieć nadzieję że policja przynajmniej ma na oku tego przygłupa z pepeszką, ma go pod kontrolą, bo inaczej strach myśleć co się może stać… Gdyby było inaczej i rzeczywiście coś złego Kaczmarkowi się stało, wtedy policjanci mieliby to na sumieniu i znaczyłoby że tak naprawdę nie mamy żadnej policji.

Cezary Dąbrowski/www.zawszepolska.eu /28.IX.2012/

***

Aniołek Tomaszek z policji

Policja jest nam bardzo potrzebna. To wiemy bardzo dobrze wszyscy. Bez policji żyć się nie da, to wiadomo. Ale…

Ale ważne kto pracuje w tej policji! Ważne kto przyjmuje i kogo przyjmuje do pracy w policji! Co wtedy kiedy na przykład o tym kto pracuje w policji decydują durnie?… A kto pracuje w policji?

27 lipca 2012 byłem w siedzibie mojej rejonowej komendy, przy Żytniej 36, KRP Warszawa IV. Czekałem na swoją kolej w pomieszczeniu gdzie przyjmowani są interesanci. Była godz. ok. 14.30. Przyszła starsza kobieta, znana już policjantom. Kobieta mówiła raczej coś bez sensu. Starsza kobieta, może chora, jej prawo. Kiedy wyszła, w pobliżu pojawiła się młoda policjantka, jej nazwisko Tomaszek /nr służb. 912 149/, młoda dziewczyna. I raptem ta młoda „funkcjonariuszka policji” mówi głośno, tak że i ja słyszę, i wszyscy którzy są w tym pomieszczeniu /jeszcze kilka osób/, także i inni policjanci, tak: „Co ona mówiła? Że ksiądz ją bzykał? A chuj z nim…”. To o tej starszej kobiecie, która była i sobie poszła. A kobieta ta nie mówiła nic o żadnym księdzu… Tego jestem pewien. Skąd więc raptem mowa o jakimś księdzu?…

Mnie omal z nóg nie zwaliło jak to usłyszałem… Nie wierzyłem własnym uszom… W komendzie policji, funkcjonariuszka policji, takie zachowanie?!… Nigdy bym się czegoś takiego nie spodziewał…

Ale to nie koniec. Mówię do tej policjantki: „Potrzebuję pani nr służbowy”. Mówiłem do niej to chyba z dziesięć razy, przez jakieś pięć minut. A policjantka udawała że nie słyszy i w ogóle się do mnie nie odzywała… Po tych około pięciu minutach, po moich słowach: „Pani słyszała co ja do pani mówię?”, w końcu odpowiedziała mi tak: „Nie, nie słyszałam”… I poszła sobie… Po dalszych około pięciu minutach na usilne żądanie dostałem w końcu nr służb. policjantki, ale nie od niej samej, tylko od innego policjanta.

Ważne kto pracuje w policji i ważne kto przyjmuje do niej ludzi… Oczywiście, można kogoś przyjąć do pracy w policji i dopiero później może się okazać że ten ktoś się nie nadaje, jasna sprawa. Ta młoda policjantka nie nadaje się do pracy w policji i powinna być natychmiast z niej wydalona. Nawet trudno powiedzieć do czego ona się nadaje… Może gdzieś do sortowania śmieci na wysypisku?…

W trakcie tego samego pobytu w komendzie rejonowej przy Żytniej miałem też do czynienia z innym policjantem. Poinformowałem go o fakcie oszustwa jakie mnie spotkało. Zostałem niedawno oszukany, pewien złodziej z Tarchomina wyłudził ode mnie pewną sumę pieniędzy, sprzedając mi telefon komórkowy, który okazał się kompletnie bezużytecznym, zepsutym, niesprawnym sprzętem. Policjant robił wszystko żeby się mnie jak najszybciej pozbyć, traktował mnie niemal tak jak to ja bym był złodziejem, natomiast nie był w ogóle zainteresowany szczegółami dotyczącymi tego złodzieja z Tarchomina!…

I tak to jest z policjantami… Oczywiście nie wszyscy są tacy, ale są i tacy… Aż strach pomyśleć co by było gdyby wszyscy byli tacy…

Cezary Dąbrowski/www.zawszepolska.eu /10.VIII.2012/

***

12 lat za kratami bez powodu

Sąd Okręgowy w Gdańsku uniewinnił Czesława Kowalczyka od zarzutu zabójstwa instruktora jazdy konnej, do którego doszło w grudniu 1998 r. Mężczyzna został wcześniej skazany na dożywocie i 25 lat więzienia. W areszcie spędził 12 lat i 3 miesiące

Wyrok dożywotniego więzienia Kowalczyk (oskarżony zgodził się na podanie swojego nazwiska i ujawnienie wizerunku) usłyszał w 2003 r. Po apelacji sąd w 2008 r. skazał go na 25 lat więzienia. Ten wyrok został uchylony i sąd okręgowy trzeci raz wszczął proces.

Uniewinnienie Kowalczyka było możliwe dzięki zmianie wyjaśnień przez współoskarżonego o zabójstwo Adama S. Podczas jednej z rozpraw Adam S. „postanowił powiedzieć prawdę” i zeznał że Kowalczyk nie ma nic wspólnego ze zbrodnią. Adam S. a za zastrzelenie instruktora jazdy konnej, Adama K., odpowiedzialni są dwaj inni mężczyźni.

Pierwotnie prokuratura oskarżyła Kowalczyka o udział w przestępstwie m.in. na podstawie zeznań partnerki zabitego, Iwony C., która była bezpośrednim świadkiem zabójstwa. Kobieta wycofała się potem jednak z tych twierdzeń.

Kowalczyk został natomiast uznany przez gdański sąd za winnego posiadania broni bez zezwolenia i skazał go za to na 1.5 roku więzienia. Sąd ustalił że z pistoletu tego zabito Adama K.

– Żaden z zebranych w sprawie dowodów nie wskazuje by oskarżony wiedział że jego broń zostanie użyta do zabójstwa – powiedziała w uzasadnieniu wyroku sędzia Magdalena Szewczak.

Wobec Adama S. sąd zastosował nadzwyczajne złagodzenie kary i wymierzył mu 10 lat więzienia. Według prokuratury, udział tego mężczyzny w przestępstwie polegał m.in. na „znalezieniu” zabójcy Adama K.

Trzeci oskarżony, Mariusz N., który zlecił zabójstwo instruktora jazdy konnej i nakłaniał do zabójstwa swojego brata Macieja N., gdyńskiego biznesmena notowanego na listach najbogatszych Polaków tygodnika „Wprost”, dostał karę 15 lat więzienia. Trzykrotne zamachy na życie przedsiębiorcy były nieudane. Mariusz N. zlecił zabójstwo Adama K. z zazdrości o to że jego partnerka Iwona C. związała się instruktorem jazdy konnej.

– Czy można być zadowolonym że prawie 13 lat przebywało się w areszcie, a sąd po tylu latach uniewinnia? A co z tymi straconymi latami? – pytał po ogłoszeniu wyroku Bolesław Senyszyn, obrońca Kowalczyka.

Wyrok gdańskiego sądu nie jest prawomocny.

pap /21.VIII.2012/

***

Wybuchające spłuczki w toaletach

Serwis internetowy NY Daily News ostrzegł przed wybuchającymi toaletami. Sprawa wbrew pozorom jest poważna, bo kilkanaście osób zostało już rannych

Amerykańska Komisja ds. Bezpieczeństwa Produktów Konsumenckich otrzymała 304 skargi dotyczące „wybuchających spłuczek” w toaletach, które spowodowały zniszczenia. W 14 przypadkach doszło do okaleczeń w wyniku silnego uderzenia.

Wadliwe mechanizmy zainstalowane są w wielu modelach toalet w Stanach Zjednoczonych. Miliony egzemplarzy zostało wycofanych. Firma produkująca spłuczki założyła stronę internetową, na której można sprawdzić numer seryjny urządzenia, sprawdzić czy został wycofany i zamówić darmowy zestaw naprawczy.

www.nydailynews.com/IB /17.VIII.2012/

***

25 i 15 lat za maturzystów

Na 15 i 25 lat więzienia skazał Sąd Okręgowy w Lublinie czterech mężczyzn za zabójstwo w czerwcu 2000 r. dwóch maturzystów w Chełmie (Lubelskie). Maturzyści stali się przypadkowymi ofiarami porachunków przestępczych

Oskarżeni o zlecenie i nakłanianie do zabójstwa Krzysztof B., Janusz N. i Janusz W. zostali skazani na 15 lat więzienia. Bezpośredni wykonawca zlecenia Wojciech W. został skazany na 25 lat pozbawienia wolności

To trzecie orzeczenie lubelskiego sądu okręgowego w tej sprawie. Poprzednie dwa wyroki – oba uniewinniające oskarżonych od zarzutu zabójstwa – uchylił Sąd Apelacyjny w Lublinie, zarzucając uchybienia (m.in. nieprzesłuchanie jednego ze świadków) i skierował sprawę do ponownego rozpoznania.

Uzasadniając orzeczenie sądu sędzia Dorota Dobrzańska powiedziała że wyrok skazujący był możliwy dzięki dodatkowym zeznaniom dwóch świadków, którymi poprzednie składy orzekające w tej sprawie nie dysponowały. „Jeden ze świadków wskazał na osobę wykonawcy zabójstwa” – mówiła sędzia.

Sędzia powiedziała że informacje z zeznań różnych świadków (w tym świadków incognito i świadków koronnych) oraz ustalenie wzajemnych powiązań, zależności i zatargów między członkami grup przestępczych – pozwalają na połączenie zdarzeń w logiczny ciąg i uznanie oskarżonych za winnych popełnionego przestępstwa.

Krzysztof B. jest obecnie aresztowany w związku z inną sprawą prowadzoną przez prokuraturę w Warszawie. Pozostali trzej oskarżeni przebywają na wolności.

Po ogłoszeniu wyroku sąd na wniosek prokuratora zdecydował o tymczasowym aresztowaniu wszystkich skazanych na sześć miesięcy.

Do zabójstwa maturzystów doszło w nocy z 31 maja na 1 czerwca 2000 r. w barze Miś w Chełmie. 20-letni Adam K. i rok starszy od niego Artur T. świętowali tam zdanie matury. Siedzący w samochodzie przed barem zabójca oddał strzał ze sztucera. Kula trafiła jednego z maturzystów, przeszyła go i utkwiła w piersi drugiego.

„Nie budzi wątpliwości że ta śmierć była przypadkowa, niezamierzona przez osoby które za tym stały. Ci dwaj młodzi ludzie zginęli bo znaleźli się w tym lokalu na skutek nieszczęśliwego zbiegu okoliczności” – powiedziała sędzia.

Według ustaleń sądu ofiarą miał być Ireneusz K., jeden z członków konkurencyjnej grupy przestępczej, który także był wtedy w barze. Ireneusz K. nie chciał się podporządkować szefowi grupy przestępczej w Chełmie Januszowi W. Ten chciał się go pozbyć i nakłonił Krzysztofa B. do zlecenia zabójstwa Ireneusza K.

Krzysztof B. i Janusz N. wspólnie i w porozumieniu polecili wykonanie zabójstwa Wojciechowi W. Ten oddał strzał przez szybę wystawową baru w kierunku mężczyzny który siedział tyłem. Okazało się że nie zabił Ireneusza W, a omyłkowo zastrzelił maturzystów.

pap /13.VIII.2012/

***

Kradzionym ciągnikiem na bankomat

Policja szuka złodziei którzy w nocy przy użyciu ciągnika wyrwali bankomat z banku w miejscowości Zatory k. Pułtuska (w. mazowieckie) a następnie ukradli znajdujące się w nim pieniądze

Z dotychczasowych ustaleń wynika że było co najmniej dwóch sprawców, którzy najpierw ukradli ciągnik, a potem przy pomocy liny lub łańcucha wyrwali i obrabowali bankomat

Na razie nie wiadomo jaka kwota padła łupem złodziei. Pułtuscy policjanci proszą o kontakt osoby które mają jakiekolwiek informacje na temat przestępstwa pod nr tel. (23) 692 72 00 lub 997.

Sprawcom za kradzież z włamaniem grozi do 10 lat pozbawienia wolności.

/pap, 8.VIII.2012/

***

Policjant zginął na komisariacie

Rano 30 lipca w Szczucinie (woj. małopolskie) doszło do tragicznego zdarzenia. Zginął 34-letni policjant. Na miejscu pracowała grupa operacyjno-śledcza która ustalała przyczyny zdarzenia

Do zdarzenia doszło nad ranem. 34-letni młodszy aspirant prawdopodobnie się postrzelił, jednak jak powiedział rzecznik małopolskiej policji Mariusz Ciarka, nie można jeszcze mówić o szczegółach zdarzenia

Funkcjonariusz służył w policji od 1999 r., ostatnio pracował w zespole patrolowo-interwencyjnym.

onet/rmf/sg /30.VII.2012/

KOMENTARZE INTERNAUTÓW

~policjant: Współczuję. Mało kto wie jak naprawdę wygląda praca w policji. Człowiek widzi jak policjant jedzie/idzie i czasem komuś mandat wlepi. Nie widzi przełożonego dla którego liczą się tylko słupki, a awanse dostają lizusy. Policja w tym kraju nie służy społeczeństwu (choć usilnie się to nam wmawia). Policja to statystyka. Jeżeli będziesz petentem któremu skradziono rower za 251 zł (przestępstwo), a dynamika przestępstw będzie za wysoka, to skręcą na wykroczenie (poniżej 250 zł). To jeden z przykładów służenia społeczeństwu

~Anna: Jestem za tym by policjant szedł na emeryturę i to pełną po 15 latach pracy. Miałam zięcia /bo już go nie mam/ policjanta. 19 lat był człowiekiem do rany przyłóż, bardzo dobrym ojcem i mężem. Pracował jako śledczy. Ktoś powie że to praca lekka. Nic podobnego, bardzo stresująca, zwłaszcza jak się nie ma wsparcia przełożonych. Tak bardzo dużo pracy włożono na jego barki, że człowiek nie dał rady. Był zamknięty w sobie, cichy, spokojny i pewnego dnia nie wytrzymał psychicznie. Na pewno pomyślał że tak będzie lepiej i odebrał sobie życie. Wtedy wszyscy zrozumieli że za dużo od niego wymagali, ale było już za późno. Dzisiaj wszyscy nie możemy się pozbierać po jego śmierci, a najbardziej dzieci i żona

***

Ile dla tajnego informatora?

W budżecie policji na 2013 r. jest 51 mln zł przeznaczonych na wypłaty dla informatorów. Największy problem ma z tym fiskus

Osoba dysponująca przydatną dla policji wiedzą może zarobić od 50 zł za drobną informację do kilku tysięcy euro za pomoc w rozpracowaniu gangu narkotykowego czy namierzeniu przestępcy ukrywającego się za granicą

Wysokie sumy wypłacane są sporadycznie i za każdym razem decyduje o nich komendant wojewódzki lub nawet główny – powiedział policjant zajmujący się rozbijaniem gangów złodziei aut.

51 mln rozkłada się tak, że 43.5 mln dysponuje policja, a 7.5 mln CBA. Pieniądze w większości wydawane są na honoraria dla informatorów, ale również na zakup nieoznakowanych radiowozów czy specjalistycznego sprzętu do inwigilacji.

Fiskus ma problem

Żeby zagwarantować bezpieczeństwo policyjnym współpracownikom wypłaty z funduszu operacyjnego nie podlegają opodatkowaniu, zgodnie z artykułem 22 par. 2a ustawy o policji. I to problem dla fiskusa. Informacja o tym że ktoś pomaga policji za pieniądze jest tak tajna, że urząd nie jest w stanie sprawdzić czy ma do czynienia z prawdziwym tajnym współpracownikiem służb, czy z cwaniakiem który chce uniknąć płacenia podatku.

Zdarzają się osoby które w ten sposób próbują zalegalizować swój majątek. To problem bo zarówno policja jak i służby specjalne mają bezwzględny ustawowy zakaz informowania czy ktoś jest współpracownikiem – powiedział urzędnik.

Jakiś czas temu głośno było o osobach próbujących legalizować swój majątek „na prostytucję”. Dochody z prostytucji są w Polsce nieopodatkowane, byli więc tacy którzy mówili w okienku urzędnikowi skarbowemu: „Jestem prostytutką”.

sand/gw /17.VII.2012/

***

W tym roku utonęło już 267 osób

W tym roku w Polsce utonęło już 267 osób. Z policyjnych statystyk wynika że rekordowy pod względem tragedii nad wodą jest właśnie lipiec. Krzysztof Hajdas z Komendy Głównej Policji powiedział że tegoroczne statystyki przerażają

Pierwsze utonięcia były już w kwietniu, kiedy doszło do 25 tragedii. W maju utonęło 56 osób, w czerwcu 84, a do połowy lipca aż 102.

To zdecydowanie więcej niż w ubiegłym roku, kiedy w czerwcu podczas kąpieli straciło życie 75 osób, a podczas całego lipca 87.

Hajdas poinformował że głównym powodem tragedii był brak rozsądku. Najczęstszymi przyczynami utonięć są brawura, kąpanie się w miejscach niedozwolonych i niezabezpieczonych oraz alkohol.

Mimo tego przerażającego bilansu tegoroczny lipiec nie jest wcale najtragiczniejszym miesiącem jeżeli chodzi o utonięcia. Dużo gorzej było w 2010 r., kiedy w samym lipcu utonęło aż 260 osób.

pr /14.VII.2012/

***

Są wyniki sekcji 18-latki

Trwa śledztwo w sprawie zgonu nastolatki w Lublinie. Są już wyniki sekcji zwłok 18-letniej tancerki która wypadła z okna akademika Politechniki Lubelskiej

Ze sporządzonego protokołu sekcji zwłok wynika że dziewczyna doznała wielonarządowych obrażeń charakterystycznych dla upadku z dużej wysokości.

Do tragicznego wypadku doszło w nocy z czwartku na piątek, ok. godz. 1.30 w akademiku Politechniki Lubelskiej przy ul. Nadbystrzyckiej.

Z okna akademika na ósmym piętrze wypadła 18-letnia dziewczyna, tancerka meksykańskiego zespołu, biorącego udział w odbywających się w Lublinie, Nałęczowie i Włodawie XXVII Międzynarodowych Spotkaniach Folklorystycznych.

Na razie z ustaleń badających sprawę funkcjonariuszy wynika że w dniu śmierci piła ze znajomymi alkohol. – Przyjęta wersja zakłada że przez okno chciała wejść do sąsiedniego pokoju. Na wąskim gzymsie straciła równowagę i runęła w dół – poinformował prokurator Jerzy Gałka.

Zlecone badania toksykologiczne mają wykazać czy dziewczyna istotnie była nietrzeźwa.

W akademiku, w którym doszło do wypadku, byli zakwaterowani także pozostali uczestnicy imprezy.

int.pl /17.VII.2012/

***

Bardzo kusząca praca w banku

Około miliona zł z lokat klientów banku w Olkuszu ukradli pracownicy tej placówki. Sprawa wyszła na jaw kiedy jedna z klientek chciała podjąć pieniądze i okazało się że ich na koncie nie ma…

Pracownik banku, który zakładał lokatę klientki, poproszony o wyjaśnienia, przyznał że przez ostatnie 10-12 lat, razem z byłym już pracownikiem oddziału, przywłaszczył sobie ok. miliona zł na szkodę 10 osób

Obaj mężczyźni, mieszkańcy Olkusza, zostali zatrzymani. Trwają ustalenia jaką dokładnie kwotę mężczyźni ukradli. Śledztwo w tej sprawie prowadzi policja i Prokuratura Rejonowa w Olkuszu.

pap /12.VII.2012/

***

Nie można obrażać policjanta

Policjanta na służbie nie można bezkarnie obrażać. Rok więzienia grozi za zniewagę funkcjonariusza, nawet gdy nie było świadków tego zdarzenia

Zachowania kibiców podczas Euro 2012 pokazały że sprawy zniewagi policjantów często kończą się przed sądem. Te mają do wyboru trzy kary: grzywnę, ograniczenie wolności i do roku wiezienia

Jeszcze do wczoraj sprawa skazania za znieważenie funkcjonariusza publicznego nie była jednoznaczna. Jedne sądy uważały że by doszło do skazania z art. 226 kodeksu karnego, znieważenie funkcjonariusza musi być publiczne. Inne twierdziły że publiczny charakter działania sprawcy nie jest konieczny.

O usunięcie rozbieżności poprosił siedmiu sędziów SN pierwszy prezes Sądu Najwyższego. Ten nie miał wątpliwości: publiczność działania sprawcy nie należy do znamion przestępstwa z art. 226 k.k. – przesądził.

Co to oznacza w praktyce? Otóż policjant narażony na zniewagi podczas dokonywania np. przeszukania mieszkania sprawcy powinien korzystać z takiej samej ochrony jak w trakcie wykonywania czynności w miejscu publicznym. Podobnie jest kiedy drogówka przyłapie pijanego kierowcę, a ten ubliża funkcjonariuszom.

Uzasadnione, zdaniem SN, jest natomiast pozostawienie poza zakresem ochrony art. 226 § 1 k.k. (znieważenie) tych wszystkich wydarzeń, do których doszło poza czasem wykonywania obowiązków i bez związku z nimi.

Wówczas funkcjonariusz ma te same możliwości prawne jak każdy inny obywatel, może zatem wnieść prywatny akt oskarżenia o przestępstwo z art. 216 k.k. – uzasadnia SN.

Co roku policja wszczyna ponad 5.5 tys. postępowań w sprawie o znieważenie funkcjonariusza publicznego. Coraz częściej trafiają się znieważenia nauczycieli. Jakie wyroki zapadają? Na przykład 4 tys. Zł grzywny za obrazę instytucji rzecznika praw obywatelskich i pół roku więzienia za obrazę dyrektorki szkoły przez nauczycieli.

To nie są łatwe dowodowo sprawypowiedział sędzia Łukasz Walkowski. – Miałem kiedyś oskarżonego który odpowiadał za znieważenie policjanta. Przy okazji tej sprawy tak obrażał sąd że ten nałożył na niego karę porządkową. Wtedy on wyłożył kwotę na stół sędziowski i wyszedł z sądu.

– Najgorzej jest kiedy dochodzi do zatrzymania całej grupy przestępców – powiedział Marek Jarguła ze szczecińskiej policji. I dodał że niektórzy funkcjonariusze nie reagują na obraźliwe słowa od razu. Są jednak cierpliwi do czasu. Potem sprawa ma swój finał w sądzie.

Stanisław Dąbrowski I prezes Sądu Najwyższego: – Nie może być tak że sądy mają wątpliwości w zasadniczych sprawach. Tak było do tej pory, kiedy  został znieważony funkcjonariusz publiczny. Prawo musi być jasne i precyzyjne także dla sędziów. Może przyjdzie czas na zmniejszenie represji wobec sprawców zniewag i ograniczenie ochrony funkcjonariuszy. Dziś, jak pokazują ostatnie wydarzenia, nie może być o tym mowy. Taka ochrona pozwala zmniejszyć poziom agresji i daje funkcjonariuszom swobodę w działaniu. Pozwala też np. policji, najczęściej narażonej na zniewagi, budować autorytet służby odpowiadającej za bezpieczeństwo.

ał/rp /21.VI.2012/

***

Wpadł z narkotykami za 4 mln

50-letniego Polaka zatrzymano na terenie jednego z krajów UE podczas próby przemytu marihuany i amfetaminy o wartości 4 mln zł. Mężczyzna – według ustaleń CBŚ – był kurierem międzynarodowego gangu

Jak poinformował rzecznik komendanta głównego policji Mariusz Sokołowski mężczyzna przewoził narkotyki samochodem. Miał w sumie 100 kg marihuany i 70 kg amfetaminy.

CBŚ od pewnego czasu rozpracowywało międzynarodowy gang zajmujący się przemytem narkotyków. Polscy policjanci współpracowali przy tym z kolegami z innych krajów Unii Europejskiej – powiedział Sokołowski.

Policja ustaliła szczegóły kolejnego przerzutu dużej ilości narkotyków i przygotowała zasadzkę w którą wpadł 50-letni Polak. Za przemyt narkotyków grozi mu nawet 15 lat więzienia.

pap /21.VI.2012/

***

Znaleźli i oddali Rosjaninowi 20 tys. zł

Wczoraj po południu dwoje młodych ludzi przekazało policjantom ze Śródmieścia portfel, w którym znajdowało się około 20 tys. zł, dokumenty oraz karty bankomatowe – poinformowała stołeczna policja na swojej stronie internetowej

Zgubę znaleźli na ławce przy placu zabaw. Dzięki ich postawie godnej naśladowania obywatel Rosji odzyskał swoją własność – napisali warszawscy policjanci

Portfel należał do 36-letniego obywatela Rosji, kibica który zgłosił się do komendy przy ulicy Wilczej by poinformować o zgubie.

‘Dzięki uczciwości młodych ludzi zguba trafiła bezpośrednio do właściciela który nie krył swojej radości i miłego zaskoczenia z zaistniałej sytuacji – poinformowali policjanci.

Do zdarzenia doszło w poniedziałek ok. godz. 15 w Śródmieściu. Para młodych ludzi, 18-latka i jej o cztery lata starszy przyjaciel, spacerowała akurat uliczkami na tyłach Nowego Światu. Na ławce obok placu zabaw zauważyli portfel. W środku była równowartość aż 20 tys. zł w różnych walutach, a także dokumenty i karty bankomatowe. Natychmiast zadzwonili po policję.

Patrol dotarł na skrzyżowanie ulic Ordynackiej i Okólnik po kilku minutach. Przejęli portfel i ruszyli w kierunku komendy przy ul. Wilczej. A tam swą zgubę zgłaszał akurat właściciel portfela – kibic z Rosji.

int.pl/stoł. /12.VI.2012/

***

Zabił żonę, córkę i siebie

W jednym z mieszkań w Jastrzębiu-Zdroju (woj. śląskie) znaleziono ciało policjanta, jego żony i ich córki. Wszystko wskazuje że mężczyzna najpierw zabił swoją żonę i 14-latkę, a potem odebrał sobie życie

– Nie znaleźliśmy wstępnie żadnych śladów które mogłyby sugerować że mogą być w to zamieszane inne osoby – powiedział Andrzej Gąska, rzecznik śląskiej policji

Na razie nie wiadomo kiedy doszło do tragedii. Policja ustaliła że dziś rano z żoną policjanta bezskutecznie próbowała skontaktować się jej koleżanka z pracy. Telefonów nie odbierał też mężczyzna.

Kiedy nikt nie odpowiedział na pukanie do drzwi, wezwano strażaków. Ci razem z policjantami weszli do mieszkania gdzie znaleźli ciała trzech osób. Policja nie chce na razie ujawniać szczegółów zdarzenia. Poinformowała jedynie że mężczyzna powiesił się. Nie wiadomo natomiast jak zginęły 14-latka i jej matka.

Wszyscy jesteśmy zszokowani. Nic nie zapowiadało tragedii. To był policjant z długim stażem, mający dobrą opinię, nagradzany. Nic nie wiemy też na razie np. o jego problemach rodzinnych czy długach – powiedział Gąska.

Prokuratura wszczęła śledztwo.

pap /4.VI.2012/

***

Zatrzymali bandytę w Krakowie

Policjanci zatrzymali mężczyznę który w Wielkanoc zaatakował trzy osoby – małżeństwo z córką – tylko dlatego że zwróciły mu uwagę by nie oddawał moczu na elewację kamienicy – poinformował rzecznik małopolskiej policji Mariusz Ciarka

Mężczyźnie który był wcześniej karany za podobne czyny i przebywał na warunkowym zwolnieniu z więzienia grozi teraz do 7.5 roku pozbawienia wolności. Sąd zdecydował o jego aresztowaniu na trzy miesiące

Sprawa ta zbulwersowała Kraków. W niedzielę wielkanocną małżeństwo z córką spacerujące wieczorem w rejonie ul. Mostowej i Trynitarskiej na Kazimierzu zwróciło uwagę mężczyźnie, który oddawał mocz na elewację kamienicy. Ten pobił rodziców i ich 22-letnią córkę.

Rodzice mieli obrażenia twarzy, a dziewczyna nieprzytomna, z pęknięciem kości skroniowej, ciemieniowej i podstawy czaszki trafiła do szpitala. Choć opuściła już szpital, pozostaje pod stałą opieką lekarską.

Podejrzanego o pobicie 31-latka zatrzymano na jednym z krakowskich osiedli. Mężczyzna był już wielokrotnie karany za przestępstwa przeciw życiu i zdrowiu.

pap /1.VI.2012/

***

Ojciec zarąbał dwie córeczki

Tragedia na Zamojszczyźnie gdzie w małej miejscowości Zamch ojciec zamordował dwie córeczki a potem popełnił samobójstwo. Policjant który zobaczył tę zbrodnię – załamał się. Musiał się nim zaopiekować psycholog

Załamanie nerwowe, chwilowa niepoczytalność, chęć zemsty? Co mogło pchnąć ojca dwóch małych i ślicznych dziewczynek do zamordowania własnych dzieci i targnięcia się na swoje życie? Według wstępnych ustaleń mężczyzna najpierw zamordował dwoje dzieci a potem odebrał sobie życie wieszając się

Córeczki (w wieku ok. 9 i 6 lat) zginęły prawdopodobnie od ciosów zadanych siekierą. Zwłoki zbrodniarz zaniósł do łóżka i przykrył kołdrą. Jeden z policjantów który potem zobaczył porąbane ciała dziewczynek załamał się. Koledzy musieli wyprowadzić go z miejsca zbrodni.

Ciała znalazł brat mężczyzny który postanowił odwiedzić go w domu. W obejściu zobaczył ślady krwi, najwięcej przy łóżku. To on pierwszy podniósł kołdrę i zobaczył makabryczny widok, który teraz zawsze juz będzie stawać mu przed oczami.

Z rzezi ocalała matka dziewczynek i najmłodsza córeczka. Kiedy popełniano zbrodnię nie było ich w domu. Policja ustala jakie były okoliczności ich nieobecności.

Mężczyzna pracował ostatnio na Zachodzie. Wrócił do domu i pokłócił się z żoną. Ta zabrała najmłodszą córkę i na kilka dni wyprowadziła się do Zamościa.

Rodzina nie korzystała z pomocy społecznej. Policja nie dostawała sygnałów o stosowaniu w niej przemocy domowej. Mężczyzna miał jednak na koncie już jedną próbę samobójczą i leczył się psychiatrycznie. Przez pewien czas przebywał w szpitalu psychiatrycznym.

teka/f. /29.V.2012/

***

Pół Europy szukało bandyty z Polski

Włoska policja zatrzymała w Rzymie 36-letniego Polaka poszukiwanego od 2011 r. w związku z brutalnymi napadami na terenie Austrii i Belgii. Arkadiusza D. poszukiwali funkcjonariusze kilku policji europejskich oraz Europolu – poinformowała Komenda Główna Policji

Jak wynika z informacji przekazanych do Biura Kryminalnego KGP przez policjantów z Austrii – 36-letni Arkadiusz D. w marcu 2011 razem z trzema wspólnikami dokonał napadu na prywatną posesję pod Wiedniem

– Łupem przestępców padły wtedy biżuteria, gotówka i porsche. W sumie straty wyceniono na ok. 265 tysięcy euro – powiedział Karol Jakubowski z zespołu prasowego KGP.

Z relacji poszkodowanych wynikało że sprawcy napadu byli bardzo brutalni. – Prowadzący sprawę policjanci i prokuratorzy zakwalifikowali całą czwórkę odpowiedzialną za rabunek jako niebezpiecznych. Niestety, śledztwo prowadzone na terenie Austrii nie przynosiło efektów. Dopiero po kilku miesiącach okazało się że grupa dokonała kolejnego, podobnego skoku na dom jednorodzinny w Belgii. Tam zostali zatrzymani po pościgu i trafili do zakładu karnego – dodał Jakubowski.

Mężczyznom udało się jednak uciec z więzienia. W sprawę odnalezienia uciekinierów byli zaangażowani policjanci z Austrii, Włoch, Hiszpanii, a całość poszukiwań koordynował Europol. Po pewnym czasie trzech mężczyzn zostało zatrzymanych i z powrotem trafili do więzienia, ale za Arkadiuszem D. urwał się ślad. Wiadomo było tylko że uciekł do Hiszpanii. Często zmieniał miejsce zamieszkania i telefony komórkowe. Policjanci prowadzący poszukiwania zwrócili się o pomoc do polskiej policji.

Komplet materiałów dotyczących 36-letniego trafił do Wydziału Poszukiwań i Identyfikacji Osób Biura Kryminalnego KGP. Według ustaleń polskich policjantów Arkadiusz D. ukrywał się w Rzymie. Informacje o kryjówce natychmiast zostały przesłane do Włoch.

Mężczyzna został zatrzymany na jednym z rzymskich dworców autobusowych. Okazało się że miał przy sobie fałszywe dokumenty – rumuński paszport i prawo jazdy.

Według ustaleń policjantów z Komendy Głównej Policji 36-letni bandyta po przedostaniu się do Włoch nadal kontynuował przestępczy proceder i może okazać się sprawcą kilku innych napadów.

pap /17.V.2012/

***

Olewnikowie żądają odszkodowania

Rodzina Olewników żąda przeprosin i wpłaty 600 tys. zł na wspierającą ofiary porwań fundację im. Krzysztofa Olewnika

Gdańska prokuratura uznała roszczenia rodziny Olewników za bezzasadne. Olewnikowie żądają przeprosin i 600 tys. zł za rzekome podawanie przez śledczych nieprawdziwych informacji z postępowania dot. porwania i zabójstwa Krzysztofa

Prokuratura Apelacyjna w Gdańsku prowadzi śledztwa w których ustalane są nieznane okoliczności porwania i zabójstwa Krzysztofa Olewnika oraz badane nieprawidłowości przy dotychczasowych postępowaniach.

25 kwietnia pełnomocnik prawny rodziny Olewników, Janusz Kaczmarek, wystosował do PA w Gdańsku przedsądowe wezwanie w którym – w imieniu swoich klientów – zażądał wypłaty 600 tys. zł zadośćuczynienia oraz odwołania nieprawdziwych – zdaniem rodziny – informacji ze śledztwa, zdementowania niepotwierdzonych medialnych pogłosek o sprawie i przeprosin za krzywdy których w związku z tym doznała rodzina.

Przed trzema tygodniami w trakcie konferencji prasowej, na której poinformowano o roszczeniach, Danuta Olewnik mówiła m.in. o przeszukaniach które miały miejsce w listopadzie ub.r. w domach członków rodziny. Jej zdaniem przeszukania odbyły się ‘na podstawie subiektywnego wyboru materiału dowodowego, niepotwierdzonego w śledztwie’. Mówiła że nieprawdą jest by rodzina zataiła jakieś dowody. Zarzuciła też prokuraturze że ta jest odpowiedzialna za przecieki ze śledztwa.

PA w Gdańsku zajmuje się sprawą Krzysztofa Olewnika od maja 2008 r. Gdańscy prokuratorzy przeprowadzili m.in. powtórną analizę akt oraz dowodów zebranych w czasie dotychczasowych postępowań w tej sprawie. Przeprowadzono też ponowne przesłuchania osób związanych ze sprawą oraz przeszukania istotnych dla śledztwa miejsc. Efektem pracy śledczych było m.in. znalezienie nowych dowodów oraz zlecenie ekspertyz, których wyniki sprawiły że prokuratorzy nabrali wątpliwości czy porwanie Olewnika rzeczywiście miało taki przebieg jak dotychczas sądzono. Śledczy postanowili sprawdzić czy nie zostało ono np. sfingowane.

17 listopada ub.r. śledczy przeprowadzili też przeszukania w domach rodziny Olewników. Zdecydowali się na nie bo podejrzewali że rodzina Olewników nie przekazała wszystkich dowodów które mogły być istotne dla sprawy. Wszystkie osoby u których odbyły się przeszukania złożyły zażalenia na te czynności. Po zapoznaniu się ze sprawą Sąd Rejonowy Gdańsk-Południe uznał że ‘przeszukania odbyły się zgodnie z przepisami kodeksu postępowania karnego, w sposób prawidłowy’.

Do porwania Krzysztofa Olewnika doszło w październiku 2001 r. Sprawcy kilkadziesiąt razy kontaktowali się z jego rodziną, żądając okupu. W lipcu 2003 r. porywaczom przekazano 300 tys. euro, jednak Krzysztof Olewnik nie został uwolniony. Jak się później okazało, miesiąc po odebraniu przez przestępców pieniędzy został zamordowany. Jego ciało zakopano w lesie w pobliżu miejscowości Różan (Mazowieckie). Odnaleziono je w 2006 r., a w 2010 r. – po ekshumacji na cmentarzu w Płocku i badaniach genetycznych – ostatecznie potwierdzono tożsamość ofiary.

Proces ws. uprowadzenia i zabójstwa Krzysztofa Olewnika toczył się od października 2007 do marca 2008. Na ławie oskarżonych zasiadło w sumie 11 osób. SO w Płocku skazał wtedy dwóch zabójców Olewnika – Sławomira Kościuka i Roberta Pazika – na kary dożywotniego więzienia. Ośmioro skazano na kary od roku więzienia w zawieszeniu do 15 lat pozbawienia wolności; jednego z oskarżonych sąd uniewinnił. Trzech sprawców porwania i zabójstwa Olewnika popełniło samobójstwo w zakładach karnych. Sprawę badała sejmowa komisja śledcza, która ujawniła liczne nieprawidłowości w pracy policji i prokuratury.

pap /15.V.2012/

***

Zarabiają na pigułkach z ciał dzieci

Celnicy z Korei Południowej odkryli tysiące pigułek wypełnionych sproszkowanymi ludzkimi ciałami – poinformował dailymail.co.uk. Pastylki te są uważane w tym kraju za cudowny środek leczący wszystkie choroby

Cały proceder rozpoczął się w Chinach gdzie skorumpowany personel medyczny pozyskiwał ciała zmarłych dzieci. Zwłoki były następnie suszone i przekształcane w puder, który mieszano z ziołami w celu ukrycia prawdziwego składu produktu

Pierwsze makabryczne doniesienia zaczęły docierać do władz już w sierpniu. Pomimo wszelkich prób zatrzymania tej przestępczej działalności transporty kapsułek wciąż są przemycane do Korei Południowej. Sprawę utrudnia fakt że chińska medycyna alternatywna ma swoich zwolenników na całym świecie. Powszechnie stosuje się np. ludzkie łożysko w celu pobudzenia układu krążenia.

Największe azjatyckie autorytety medyczne są zgodne co do tego że jeżeli handel feralnymi pigułkami nie zostanie powstrzymany, to wkrótce dilerzy przeniosą swoją działalność do internetu i znajdą odbiorców na całym świecie.

Według ustaleń agencji celnych od sierpnia zeszłego roku wyprodukowano 17 tys. kapsułek. ‘San Francisco Times’ poinformował że przeprowadzono dokładne badania składu preparatu. Pigułki w 99.7 procent wypełnione były materiałem ludzkim. Na podstawie testów genetycznych możliwa jest identyfikacja płci dzieci.

Pastylki reklamowane były jako środki podnoszące poziom staminy w organizmie. Prawda okazała się jednak okrutna. Kapsułki te nie tylko nie leczą żadnych schorzeń, ale mogą nawet szkodzić zdrowiu z powodu obecności super-bakterii i innych niebezpiecznych substancji.

Aresztowani przemytnicy zaprzeczają jakoby wcześniej znali skład przemycanego produktu lub mieli jakiekolwiek informacje na temat procesu jego powstawania. Wszystkie znalezione przy nich środki zostały skonfiskowane, jednak nie postawiono jeszcze żadnych zarzutów.

Niepokoi fakt że część zidentyfikowanych dzieci pochodziła z tzw. ‘umieralni’ w Chinach. Najmłodsze dzieci są tam pozostawiane na pewną śmierć ponieważ ich rodziny przekroczyły limity urodzeń nałożone przez władze chińskie.

łza/dailymail.co.uk /8.V.2012/

***

Zmarł niedoszły policjant

Nie udało się uratować 20-letniego studenta Wyższej Szkoły Policji w Szczytnie który trafił wczoraj do szpitala z podejrzeniem sepsy. Sprawą zajął się inspektorat sanitarny

Mężczyzna był studentem pierwszego roku studiów stacjonarnych Wyższej Szkoły Policji w Szczytnie (woj. warmińsko-mazurskie). Trafił do szpitala wczoraj wieczorem. Niestety, lekarze nie zdołali go uratować. Zmarł około godz. 22. 20-latek mieszkał w akademiku.

‚Zabezpieczono pomieszczenie w którym przebywał student oraz poinformowano osoby które miały bezpośredni kontakt ze zmarłym, by zgłosiły się do konkretnego lekarza’ – powiedziała podkom. Beata Bekulard, kierownik rektoratu Wyższej Szkoły Policji w Szczytnie.

‚Przebieg kliniczny choroby wskazywał na sepsę. Wyniki badań mikrobiologicznych powinny być znane za kilka dni. To drugi taki przypadek w naszym szpitalu’ – dodała Bekulard.

int.pl /8.V.2012/

***

Nałogowy gracz wygrał z kasynem

Sąd Najwyższy w Portugalii nakazał dyrekcji kasyna w Espinho, na północy kraju, wypłatę odszkodowania nałogowemu hazardziście który przegrał w nim swoje ostatnie pieniądze. Mężczyzna ma otrzymać prawie 83 tys. euro

Decyzja sądu kończy trwający od siedmiu lat proces wytoczony przez uzależnionego od hazardu 37-letniego gracza władzom kasyna. Wcześniej sądy różnych instancji również orzekały na korzyść Portugalczyka, który w pozwie zarzucił kierownictwu kasyna ‘żerowanie na jego słabości’

Sąd Najwyższy w Lizbonie uznał winę władz kasyna które miały ‘umyślnie’ i ‘podstępnie’ zwabiać mężczyznę do lokalu, ‘wiedząc że jest on silnie uzależniony od hazardu’. ‘Dział marketingu zakładu gier w Espinho celowo wysyłał pozywającemu zaproszenia do odwiedzenia lokalu oraz skorzystania z jego usług’ – stwierdził sąd.

W orzeczeniu wskazano też że nałóg Portugalczyka był tak silny że nie mógł on już nad nim zapanować. Mieszkaniec miasteczka Marco de Canavezes tylko podczas jednego dnia potrafił przegrać 8 tys. euro.

Wpływ na przychylny dla hazardzisty werdykt miał też fakt że kilka tygodni przed dniem w którym stracił on swoje ostatnie pieniądze, osobiście stawił się w siedzibie Państwowego Zakładu Gier (IGJ) z wnioskiem o zakaz wpuszczania go do kasyn na terenie Portugalii. Nałogowiec został włączony do rejestru osób niepożądanych w salonach gier.

Portugalczyk spisał swoje postanowienie po tym jak w poprzednich dwóch latach roztrwonił podczas gry w ruletkę i na automatach 125 tys. euro. Tymczasem już po kilku dniach od złożenia deklaracji zaczął on otrzymywać propozycje odwiedzenia kasyna w Espinho.

Po zakończeniu procesu uzależniony od hazardu Portugalczyk przyznał że udając się do kasyna nie zamierzał złamać swojego postanowienia lecz jedynie skorzystać z jego oferty gastronomicznej.

‘Przez kilka tygodni przedstawiciele kasyna bombardowali mnie serią zaproszeń odwiedzenia lokalu. Dałem się skusić na bezpłatną ofertę potraw z baru i restauracji, z których widoczne były automaty do gier. Później postanowiłem zagrać…’ – przyznał mężczyzna.

onet 30.IV.2012/

***

Tusk cięty i na kierowców

Rozmawiasz przez telefon komórkowy podczas prowadzenia samochodu? Dostaniesz nie tylko mandat, ale i 5 punktów karnych. Konto kierowcy obciążą też punkty za parkowanie w miejscu dla osób niepełnosprawnych oraz za wjeżdżanie na skrzyżowanie bez możliwości zjechania

To tylko część zmian jakie czekają kierowców w połowie maja. Wtedy w życie wchodzi nowy taryfikator mandatów. Minister spraw wewnętrznych podpisał właśnie stosowny dokument

Nowy taryfikator jest dość surowy dla kierowców. Rośnie m.in. punktacja za przewożenie dzieci bez fotelika – z 3 do 6 punktów. Pasażer bez zapiętych pasów to już 4 punkty – do tej pory jeden.

Nie było punktów za ciągniecie za samochodem np. sanek lub dzieci na wrotkach – teraz kierowca dostanie aż 5 punktów. Tyle samo zgarnie kiedy zajmie miejsce dla osób niepełnosprawnych oraz kiedy będzie rozmawiać przez telefon komórkowy. Nowością są też dwa punkty za zablokowanie skrzyżowania, kiedy auto wjedzie, a nie będzie mieć miejsca na kontynuowanie jazdy.

Przykładowa punktacja za wykroczenia w ruchu drogowym:

– Parkowanie na miejscu dla niepełnosprawnych – 5 pkt (dotychczas 0)
– Rozmowa przez telefon komórkowy – 5 pkt (dotychczas 0)
– Wjeżdżanie między pojazdy jadące w kolumnie – 2 pkt (dotychczas 0)
– Wjeżdżanie na skrzyżowanie jeżeli na nim lub za nim nie ma miejsca do kontynuowania jazdy – 2 pkt (dotychczas 0)
– Zakrywanie m.in. świateł, oznaczeń czy tablic rejestracyjnych – 3 pkt (dotychczas 0)
– Zwiększanie prędkości przez kierującego pojazdem wyprzedzanym – 3 pkt (dotychczas 0)
– Wyprzedzanie pojazdu uprzywilejowanego na obszarze zabudowanym – 3 pkt (dotychczas 0)
– Utrudnianie lub tamowanie ruchu poprzez niesygnalizowanie lub błędne sygnalizowanie manewru (nieużycie lub niewłaściwe użycie kierunkowskazów) – 2 pkt (dotychczas 0)
– Przewóz dzieci niezgodnie z przepisami (w szczególności bez fotelika) – 6 pkt (dotychczas 3)
– Przewożenie pasażerów niezgodnie z przepisami (bez pasów lub bez kasku) – 4 pkt (dotychczas 1)
– Przewożenie pasażerów w liczbie przekraczającej dopuszczalną a za każdego pasażera przewożonego w niewłaściwy sposób dodaje się 1 pkt – od 1 do 10 pkt (dotychczas 1)
– Nieustąpienie pierwszeństwa pieszemu na oznakowanym przejściu – 10 pkt (dotychczas 8)
– Niezatrzymanie pojazdu w razie przechodzenia przez jezdnię osoby niepełnosprawnej – 10 pkt (dotychczas 8 pkt)
– Wyprzedzanie na przejściach dla pieszych i przed nimi – 10 pkt (dotychczas 9)
– Cofanie na drodze ekspresowej lub autostradzie – 5 pkt (dotychczas 3)
– Niezatrzymanie pojazdu przed znakiem STOP – 2 pkt (dotychczas 1)

/4.IV.2012/

***

Dożywocie dla gangsterów

Na kary dożywotniego więzienia skazał Sąd Okręgowy w Nowym Sączu szefa i trzech członków tzw. gangu Ala Capone, za zabójstwo i zlecenie zabójstwa. Wyrok nie jest prawomocny

Ryszard Ch., Michał D. i Tomasz P., którym Prokuratura Apelacyjna zarzuciła bezpośredni udział w zabójstwie oraz Władysław Ch., któremu prokuratura postawiła zarzut zlecenia zbrodni, nie przyznali się do winy

Te same osoby z gangu ‘Ala Capone’ zostały we wrześniu 2005 r. skazane na dożywocie przez Sąd Okręgowy w Nowym Sączu, jednak wyrok ten został uchylony przez Sąd Najwyższy. Sprawę przekazano wtedy do ponownego rozpatrzenia.

Do morderstwa Jerzego W. miało dojść na przełomie 1997 i 1998 r. W. był figurantem w firmie zarządzanej przez grupę przestępczą. W obawie przed tym że mężczyzna wyda grupę, ‘Al Capone’ miał zlecić jego morderstwo. W. został uduszony, a jego zwłoki ukryto w lesie.

Według prokuratury ‘Al Capone’ był przywódcą jednej z groźniejszych organizacji przestępczych jakie pojawiły się na terenie południowej Polski w latach 90. Członkowie grupy byli bezwzględni, działali z niezwykłym okrucieństwem, chcąc przejąć rynek narkotyków, kontrolować agencje towarzyskie i przestępczość samochodową.

pap /28.III.2012/

***

Straszna zbrodnia w Legionowie

Makabryczna zbrodnia w Legionowie pod Warszawą. 37-letni mężczyzna udusił swoją żonę. Potem wywiózł jej ciało do lasu, oblał benzyną i podpalił. Motywem zabójstwa była prawdopodobnie zazdrość

Zaginięcie 32-letniej kobiety, mieszkanki jednego z legionowskich osiedli, zgłosiła tydzień temu jej kuzynka. Przełom w śledztwie nastąpił podczas rozmowy funkcjonariuszy wydziału kryminalnego z mężem zaginionej, 37-letnim Pawłem M.

Mężczyzna złożył obszerne wyjaśnienia w tej sprawie. Niektóre z nich wzbudziły jednak wątpliwości policjantów. Mundurowi podejrzewali że 37-latek kłamie. Po kilkudziesięciu minutach mężczyzna ‘pękł’ i przyznał się do zabójstwa żony. Ze szczegółami opowiedział o tym co się stało.

Okazało się że między małżonkami od dłuższego czasu narastał konflikt, którego podłożem była zazdrość. To prawdopodobnie było przyczyną kolejnej kłótni, która wybuchła między nimi ze środy na czwartek ubiegłego tygodnia. Doszło do szarpaniny. Paweł M. najpierw uderzył kobietę, a następnie udusił. Ciało żony zawinął w koc, włożył do swego samochodu i wywiózł do lasu w okolicach Palmir. Tam oblał je benzyną i podpalił.

– Mężczyzna wskazał miejsce w którym policjanci znaleźli zwęglone zwłoki kobiety – powiedział podkom. Robert Szumiata z policji w Legionowie. Pawłowi M. za zabójstwo grozi do 25 lat więzienia, a nawet dożywocie. Sąd podjął decyzję o jego tymczasowym aresztowaniu na trzy miesiące.

ph/onet /2.III.2012/

***

Wyłudziła 5 milionów!

Biznesmeni, pogranicznicy, policjanci, urzędnicy, a także… bezrobotni są na liście osób, od których agentka ubezpieczeniowa Avivy z Przemyśla wyłudziła – uwaga! – 5 mln zł – szacuje prokuratura. 25-letnia kobieta została aresztowana na dwa miesiące
– Myślałem że afera z Grobelnym z lat 90 już się nie powtórzy. Pomyliłem się – nie może uwierzyć Jan Michalczyszyn, prokurator prowadzący śledztwo w sprawie oszustw, które – zdaniem prokuratury – ma na koncie 25-letnia Magdalena B.

Michalczyszyn przesłuchał na razie kilkanaście osób, które straciły najwięcej na ‘współpracy’ z agentką Avivy. To kwoty rzędu 200, 300, 400 i 800 tys. zł. Lista oszukanych jest znacznie dłuższa, bo prokuratura wie już o ponad 100 osobach, które do tej pory nie odzyskały pieniędzy, a szanse że one do nich wrócą są nikłe.

Wyjątkowa oferta, tylko dla pana

Historia zaczęła się przed dwoma laty. Magdalena B. prowadziła w Przemyślu biuro ubezpieczeniowe. Miała swoją firmę Pośrednictwo ubezpieczeniowo-finansowe, ale działała pod szyldem giganta ubezpieczeniowego – firmy Aviva. Sprzedawała polisy. Wpadła na pomysł stworzenia piramidy finansowej. Bez wiedzy Avivy, ale wszystkie dokumenty, które ludziom podsuwała do podpisania, firmowała pieczątkami i logiem właśnie znanego ubezpieczyciela.

Magdalena B. nie mogła narzekać na zarobki. Miesięcznie zarabiała nie mniej niż 10 tys. zł. Klienci, którzy do niej przychodzili, byli pod wrażeniem uroku agentki – elokwentna i wygadana profesjonalistka. No i jeszcze te dyplomy na ścianie, że jest jednym z najlepszych agentów Avivy na Podkarpaciu. – To na ludzi działało – opowiadał śledczy.

Kiedy klienci przychodzili zawierać polisy, Magdalena B. roztaczała przed nimi wizję szybkiego i dużego zarobku. Że firma ma taki produkt finansowy, który pozwala biedakowi stać się bogaczem, a bogaczom milionerami. Procent ‘zysków’ kobieta ustalała indywidualnie. Początki były dość skromne. Ktoś wpłacał 1.5 tys. zł, tydzień później odbierał 1.7 tys. zł. – Te 200 zł wykładała z własnej pensji, która przecież nie była mała – mówił prokurator.

Albo ktoś wpłacał 10 tys. zł, tydzień później odbierał 11 tys. – To wyjątkowa oferta dla pana. Tylko dla pana – mamiła klientów agentka.

Dzięki szybkiemu zarobkowi ludzie ci uwierzyli, że wpłacając większe kwoty, mogą więcej zarobić. – W pewnym momencie przestała zwracać uwagę ile zarabia na swej zawodowej działalności – prowizjach od polis. Poświęciła się szukaniu ludzi do piramidy finansowej. To coś nieprawdopodobnego że bez żadnej reklamy potrafiła przyciągać dziesiątki majętnych ludzi – opowiadali prokuratorzy.

Co tydzień do Magdaleny B. przychodzili klienci, którzy zostawiali gotówkę, a na drukach Avivy otrzymywali potwierdzenie odbioru pieniędzy. Co się stało z pieniędzmi? Tropi to prokuratura.

B. sądziła że im więcej będzie mieć klientów z grubą gotówką, tym łatwiej będzie jej spłacać tych którzy byli na dole piramidy finansowej. – Na przykład osoba która wpłaciła 300 tys. zł przyszła po odbiór pieniędzy z obiecanymi odsetkami. Agentka opowiadała że jeżeli pieniądze dłużej poleżą na koncie, to zysk będzie jeszcze większy, np. zarobi się drugi tyle. I ludzie się na to godzili. Rzecz jasna, taka osoba nie odzyskała ani 300 tys. zł, ani nie zarobiła obiecywanych odsetek – mówił prokurator Michalczyszyn.

Ale w końcu, jakieś cztery miesiące temu, Magdalenie B. noga się powinęła. Ludzie byli zniecierpliwieni że nie dostają pieniędzy w ustalonych terminach. Że są zwodzeni, bo nie mogą się doczekać zysków. Zaczęły się podejrzenia że agentka Avivy oszukuje.

Zakończyliśmy współpracę z agentką

Pod koniec stycznia do centrali Avivy dotarły pierwsze skargi na Magdalenę B. – Natychmiast po otrzymaniu pierwszych sygnałów o nielegalnych działaniach właścicielki firmy Pośrednictwo ubezpieczeniowo-finansowe z Przemyśla, podjęliśmy kroki chroniące naszych klientów. Zrobiliśmy wszystko co do nas należało, by położyć kres jej nadużyciom i wykorzystywaniu zaufania klientów do naszej marki. Zakończyliśmy współpracę z nią w trybie dyscyplinarnym. Już 1 lutego powiadomiliśmy o podejrzeniu popełnienia przestępstwa Prokuraturę Okręgową w Warszawie, a 3 lutego Prokuraturę Okręgową w Przemyślustwierdził Bohdan Białorucki, rzecznik Avivy.

Przekazali prokuraturze wszystkie dokumenty od klientów. – Poinformowaliśmy o sprawie również Komisję Nadzoru Finansowego. Ściśle współpracujemy z prokuraturą, gdyż dokładne wyjaśnienie tej sprawy jest w interesie wszystkich poszkodowanych stron – przekonywał rzecznik Avivy.

Do bezrobotnych dobierze się fiskus

Policja i prokuratura szacują że Magdalena B. od ludzi wyłudziła 5 mln zł. – Wśród poszkodowanych są urzędnicy, policjanci, pogranicznicy, biznesmeni, urzędnicy. Są także bezrobotni. Wszyscy oszukani są mieszkańcami powiatu przemyskiego – powiedział Michalczyszyn.

Skąd bezrobotni mieli pieniądze, by ‘lokować’ po kilkanaście tysięcy złotych? – Podejrzewamy że z przemytu papierosów. Do tych ludzi dobierze się urząd skarbowy. Bo pobierali zasiłki, oficjalnie byli bez pracy, ale uzyskiwali nielegalne dochody – mówili ludzie związani ze śledztwem.

Agentka podczas przesłuchania przyznała się do stworzenia piramidy finansowej. – Jej góra nie zarabiała na dół – wyjaśniła w prokuraturze powody, dla których interes się urwał.

Prokuratura chętnie poznałaby tych którzy ‘zarobili’ najwięcej na interesie. Ale agentka nazwisk nie podała. Na wniosek prokuratury została aresztowana na dwa miesiące. Grozi jej nawet 10 lat więzienia.

Patologiczny mechanizm finansowy

Rzecznik Avivy powiedział że ich agentka ‘sprzedawała nieistniejący produkt finansowy’. – Na własną rękę przyjmowała pieniądze od klientów. Samowolnie stworzyła patologiczny mechanizm przepływów finansowych, szkodząc klientom i naszej firmie. Wiele wskazuje na to że złamała prawo. W rażący sposób naruszyła umowy zawarte z naszą firmą, wynikające z nich pełnomocnictwa oraz nasze procedury – dodał Białorucki, zaznaczając że Aviva jest pokrzywdzonym w prokuratorskim śledztwie.

Wszyscy klienci których mogła dotyczyć ta sytuacja dostali listy z informacjami o swoich polisach oraz list z informacją, co zrobiliśmy dla wyjaśnienia sprawy. Obecnie indywidualnie kontaktujemy się z osobami, które prawdopodobnie zostały pokrzywdzone, w celu zebrania od nich oświadczeń, które pozwolą na całościową ocenę sytuacji. Bardzo istotne będą też ustalenia i decyzje prokuratury – zakończył Białorucki.

A prokuratura nie ma dobrych wieści. – Oszukanych może być dużo więcej – powiedział prokurator Michalczyszyn.

mk/gw /8.III.2012/

Kategoria Polska

Comments