Strażnik miejski zgwałcił 14-latkę

Co w niego wstąpiło, że targnął się na niewinność 14-letniego dziecka?! Piotr B., stołeczny strażnik miejski, najpierw upił, a potem zgwałcił swoją pasierbicę.

Odurzona alkoholem Ania nawet nie wiedziała, co się z nią dzieje. Po wszystkim jednak dręczony wyrzutami sumienia mężczyzna nie wytrzymał i wyznał straszną prawdę swojej żonie.

Jakim trzeba być człowiekiem, żeby zrobić coś tak potwornego dziecku?! Tego feralnego wieczoru 28-letni Piotr B. został ze swoją pasierbicą sam w domu. Mężczyzna pił alkohol i postanowił poczęstować nim dziecko. Po kilku kieliszkach Ania straciła przytomność.

Nie wiadomo, czy zboczeniec wcześniej wszystko zaplanował, czy też ten diabelski pomysł zrodził się w jego głowie nagle. Podszedł do odurzonej wódką, nieprzytomnej dziewczyny, rozebrał ją i zaspokoił swoje chore żądze. Ania nawet nie zorientowała się, co się stało. Dopiero następnego ranka, gdy Piotr B. obudził się przy żonie, sumienie zmusiło go do wyznania tego, co zrobił. – Zgwałciłem twoją córkę – powiedział.

Jadwiga B., żona mężczyzny, która też pracuje w warszawskiej straży miejskiej, nie wahała się ani chwili. Natychmiast zgłosiła sprawę na policję. Kilka godzin później gwałciciel był już na komendzie, a następnego dnia usłyszał prokuratorskie zarzuty. – Podejrzany złożył wyjaśnienia i przyznał się do zarzucanego mu czynu. Sąd zastosował wobec niego 3-miesięczny areszt – powiedział Ireneusz Ważny, podwarszawski prokurator.

Warszawska straż miejska umywa ręce od sprawy i nie chce jej komentować. – Funkcjonariusz przebywał na urlopie. Nie zostaliśmy oficjalnie powiadomieni, że takie zdarzenie miało miejsce – powiedziała Monika Niżniak, rzeczniczka warszawskich strażników. Również w północnopraskim oddziale straży miejskiej, gdzie pracowało małżeństwo, nikt nic o sprawie nie wiedział. Dopiero od nas strażnicy dowiedzieli się o wszystkim. Byli w szoku.

Co mu strzeliło do głowy? Pracował w straży od półtora roku, ale już widać było, że ma głowę na karku i jest ambitny. Jak mógł zrobić coś tak obrzydliwego? Wydawało się, że z niego porządna firma – powiedział jeden z kolegów strażnika.

ŁUW/SE /27.8.2010/

***

Straż Miejska oszukuje

Bartłomiej Dąbrowski z ul. Moliera w Warszawie zaparkował auto na wykupionym miejscu. Nie dość, że Straż Miejska odholowała mu samochód, to jeszcze nie zamierza oddać pieniędzy. Strażnicy przyznają, że mężczyzna ma rację, ale przepisy na to nie pozwalają.

Bartłomiej Dąbrowski wyjechał na wakacje 8 sierpnia. W czasie jego nieobecności, 14 sierpnia, straż miejska odholowała mu samochód z ul. Moliera. Były obchody święta Wojska Polskiego i wszystkie auta z ulic w okolicy pl. Piłsudskiego musiały zniknąć. Urzędnicy ustawili w tym miejscu zakaz zatrzymywania i postoju.

Kiedy wróciłem, zgłosiłem się do Straży Miejskiej. Pani w okienku wytłumaczyła mi, że muszę zapłacić za holowanie, a potem zwrócić się o  zwrot pieniędzy, bo kiedy parkowałem przed wyjazdem nie było w tym miejscu znaków – opowiada mężczyzna. Nie złamałem przepisu – dodaje. Pan Bartłomiej zapłacił, odzyskał auto i napisał wniosek o zwrot 384 zł. I co?

Komendant Straży Miejskiej odpowiedział mi, że owszem, mam rację i nie popełniłem wykroczenia. Ale nie uwzględni mojego zażalenia, bo nie zachodzą ku temu przesłanki prawne. Jednym słowem zapłaciłem mandat za to, że miasto urządziło sobie święto – wścieka się Bartłomiej Dąbrowski.

łuw/se /6.9.2010/

 

Kategoria Warszawa

Comments