Drugi ślub z wiosłem

Magdalena Fularczyk, brązowa medalistka olimpijska w wioślarstwie z Londynu, wzięła ślub z trenerem Michałem Kozłowskim. Ceremonia odbyła się w bazylice w Grudziądzu, mieście w którym nasza olimpijka trenowała razem z przyszłym mężem

26-letnia Magda Fularczyk poślubiła 28-letniego Michała Kozłowskiego, trenera wioślarstwa w klubie Lotto Bydgostia. Goście szpaler weselny ułożyli oczywiście z wioseł. Na weselu bawiło się 160 osób

Na ślubie Fularczyk nie zabrakło jej koleżanki z medalowej łódki Julii Michalskiej z mężem Michałem Płotkowiakiem, oczywiście wioślarzem. Ta para wzięła ślub zaledwie tydzień wcześniej.

Pochodząca z Wąbrzeźna Magdalena Fularczyk jest złotą i brązową medalistką mistrzostw świata i wicemistrzynią Europy (w parze z Julią Michalską).

MŁODEJ PARZE – MAGDZIE FULARCZYK I MICHAŁOWI KOZŁOWSKIEMU – WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO OD BOGA I LUDZI! ŻYCZY CEZARY DĄBROWSKI Z PORTALU WWW.ZAWSZEPOLSKA.EU

Wygląda że teraz nastały czasy takie że jak ślub bierze wioślarka czy wioślarz – to nie ma siły – partner czy partnerka też musi pływać łódką! To ich dzieci na sto procent też będą kiedyś wiosłować. Oby z podobnymi do rodziców sukcesami.

mg/pomorska/Cezary Dąbrowski/www.zawszepolska.eu /12.X.2012/

***

Ślub z wiosłem

Nasza medalistka olimpijska z Londynu i zdobywczyni złota mistrzostw świata wzięła ślub! Wybrankiem 27-letniej wioślarki Julii Michalskiej jest 30-letni Michał Płotkowiak, także wioślarz!

Mężem Julii Michalskiej, wioślarskiej partnerki Magdaleny Fularczyk, został Michał Płotkowiak, reprezentant Oxfordu w prestiżowych regatach wioślarskich na Tamizie

Ślub wioślarzy odbył się w Poznaniu. Nie zabrakło na nim oczywiście drugiej brązowej medalistki olimpijskiej Magdy Fularczyk.

Młoda para z podróżą poślubną musi poczekać bo Julia Michalska-Płotkowiak wystartuje niebawem w prestiżowych regatach w Bostonie – Great 8.

WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO DLA MŁODEJ PARY! Szczęść Boże! – życzy Cezary Dąbrowski i www.zawszepolska.eu

Co ciekawe, w sobotę stan cywilny zmienia także Magdalena Fularczyk!

mg/babol/f. /5.X.2012/

***

Tyczkarz przez duże T

Renaud Lavillenie – tyczkarz z Francji – pokazał wielką klasę w konkursie olimpijskim. Okazał się wielkim twardzielem i wygrał w Londynie, choć było bardzo trudno o to zwycięstwo

Francuz był faworytem u tyczkarzy. I wszystko szło znakomicie, ale tylko do wysokości 5.85. Do tej pory Lavillenie skakał trzykrotnie i każdą wysokość brał za pierwszym razem. I prowadził w konkursie. Ale potem…

…nie skoczył w pierwszej próbie 5.91, za to dwaj główni rywale, Niemcy Björn Otto i Raphael Holzdeppe jak najbardziej. I wtedy zaczęły się prawdziwe schody dla Francuza. Spadł na 3 miejsce. Było widać strach i podłamanie w jego oczach. Przeniósł dwa pozostałe mu skoki na 5.97 i skacze… I strąca… Zostaje mu już tylko jeden, ostatni skok na 5.97… I twardziel z Francji wygrywa! Pokonuje w skoku ostatniej szansy 5.97, a Niemcy więcej nie dali rady zdziałać, i Lavillenie jest mistrzem!

Cóż on musiał przeżywać, kiedy z tak trudnej sytuacji wyszedł jako zwycięzca… A kilka minut wcześniej był przegrany...

Zaimponował mi bardzo ten chłopak, który – nie chcę go urazić – na pierwszy rzut oka na stadionie w Londynie wyglądał jak jakiś głupek, jakich na Zachodzie tysiące. Bo w uszach kolczyki, jak u panienki… Poza tym Francuzi ubrali go jeszcze byle jak, w jakiś koszmarny strój, w którym pewnie czuł się jak kurczak w gorącym rosole… Wyglądał koszmarnie, nie za bardzo na mężczyznę… Ale pokazał wielką klasę i został mistrzem olimpijskim! Brawo Renaud!

Cezary Dąbrowski/www.zawszepolska.eu /18.VIII.2012/

ZAPATRZONY W BUBKĘ

To największy sukces 25-letniego Francuza, który wcześniej dwukrotnie był brązowym medalistą mistrzostw świata. Pierwszy skok oddał w wieku czterech lat w domu, używając drążka od zasłon

W grudniu złamał lewą rękę, ale szybko wrócił do formy i zdobył w Helsinkach mistrzostwo Europy.

Jego idolem jest rekordzista świata Siergiej Bubka. Francuz marzy by osiągać takie sukcesy jak on i o tym by po zakończeniu kariery mieć pomnik podobny do tego, jaki w Doniecku ma Ukrainiec.

Renaud Lavillenie – ur. 18 września 1986 w Barbezieux St Hilair, wzrost 176 cm, waga 60 kg, największe sukcesy: igrzyska olimpijskie 1 miejsce (2012), mistrzostwa świata 3 miejsce (2011, 2009), mistrzostwa Europy 1 miejsce (2012, 2010).

pap /10.VIII.2012/

***

Anita zdobyła medal dla Kamili

Anita Włodarczyk /Skra Warszawa/ zdobyła medal igrzysk olimpijskich w Londynie chyba w najdziwniejszych okolicznościach jakie widział świat… Jaki zdobyła Polka, jaki Tatiana Łysenko, jaki Betty Heidler, a jaki Wenxiu Zhang, rozstrzygnęło się dopiero pół godziny po zawodach…

Były to chyba jedne z najbardziej kuriozalnych zawodów w historii… Coś takiego nie powinno się zdarzyć nawet na stadionie szkolnym, a co dopiero w finale olimpijskim…

W czwartym rzucie Heidler machnęła w okolice rekordu olimpijskiego, na pewno na medal, być może nawet złoty, ale jej próba nie została zmierzona przez sędziów!… Jakim cudem zdarzyło się to na igrzyskach olimpijskich? Do późnego wieczoru nie było pewności, bo nie było oficjalnego wyjaśnienia. Mówiono o awarii aparatury.

Heidler, która od lat toczy boje z Włodarczyk, na początku nawet nie zorientowała się że dzieje się coś złego, ale kiedy zaliczono jej słaby wynik Mołdawianki Zaliny Marghiewej, podeszła do sędziów i zaczęła pytać o co chodzi… W końcu Niemce podobno powiedziano że zepsuło się urządzenie do pomiaru odległości, ale w miejscu wylądowania młota położono znacznik i po zakończeniu konkursu sędziowie jeszcze raz zmierzą jaką odległość wtedy osiągnęła.

– Podczas moich eliminacji też wystąpił jakiś problem z aparaturą. Coś takiego nie powinno się zdarzyć na igrzyskach olimpijskich, ale ja starałam nie zwracać uwagi na to co się dzieje – powiedziała później Anita Włodarczyk.

Faktycznie. Kiedy Heidler męczyła się dyskutując z sędziami, Włodarczyk podeszła do swojej czwartej próby i machnęła tak że wszyscy poderwali się na nogi, bo był to rzut na rekord świata. Tylko że… pół metra poza sektor rzutów. Włodarczyk złapała się za głowę i trener Krzysztof Kaliszewski też się złapał za głowę. – Myślę że było to około 78 metrów, ale nie wiem czy aż na rekord świata. Młot wylądował za promień bo zbyt szeroko się zakręciłam. Młot uciekł – powiedziała nasza lekkoatletka.

Pół godziny po zakończeniu konkursu sędziowie wreszcie ogłosili wynik Niemki… 77.13 m dało jej brązowy medal, a Chinka wyleciała z podium… Złoto dla Łysenko a srebro dla Polki. Gdyby Anita nie walczyła do końca, do ostatniej kolejki, srebra dla niej by nie było… Długo też nie wiadomo było czy Chińczycy nie złożą protestu i co z nim będzie…

Cieszę się że Niemka ma medal – powiedziała Anita. Wcześniej obie z Heidler były zażartymi rywalkami, a przynajmniej było tak od czasu kiedy w mistrzostwach świata w 2009 w Berlinie Włodarczyk zdobyła tytuł, bijąc też rekord świata.

A co nasza reprezentantka mówiła o konkursie? – Weszłam na stadion i spojrzałam w górę. Prosiłam Kamę by rzucała ze mną… Była tu ze mną… Daję jej ten medal i dziękuję za pomoc… – powiedziała wzruszona kiedy wreszcie była pewna że zajęła 2 miejsce i zdobyła srebrny medal.

Włodarczyk rzucała w Londynie w rękawicach Kamili Skolimowskiej, mistrzyni olimpijskiej z Sydney z 2000 r. i  zarazem jej przyjaciółki, zmarłej tragicznie w 2009 r. Startowała też w jej butach, wyciągniętych z szafy po 3 latach, podarowanych przez ojca Kamili, Roberta Skolimowskiego. Za każdym razem kiedy Anita wchodziła do koła – patrzyła w niebo…

Był to najlepszy konkurs choć w krótkiej co prawda olimpijskiej historii rzutu młotem kobiet. Rekordzistka świata Rosjanka Łysenko w piątej próbie drugi raz pobiła rekord olimpijski (78.18 m). Zawodniczki aż 8 razy rzucały tyle samo lub więcej niż w poprzednim olimpijskim finale.

A Włodarczyk zapewniła sobie medal dopiero w piątym rzucie na 77.10 m, najlepszym w tym sezonie. Srebro dał jej ostatni rzut w konkursie na 77.60 m. – Walczyłam do końca – powiedziała później. Jak się okazało – był to bardzo ważny rzut.

– Straszne emocje. Jak dobiegłam do trenera to się bardzo spłakałam… W piątej i szóstej kolejce rzucałam ze skurczami w ręku… Ale warto było rzucać z bólem – mówiła Anita.

Włodarczyk była jedną z najpoważniejszych kandydatek do medalu. Że jej forma rosła widać było już podczas Memoriału Kusocińskiego w czerwcu, kiedy rzuciła 76.81 m, i w Londynie w eliminacjach, kiedy z łatwością awansowała do finału już pierwszym rzutem 75.68 m.

Wyniki: 1. Łysenko 78.18, 2. Włodarczyk 77.60, 3. Heidler 77.13, 4. Zhang 76.34, 5. Kathrin Klaas (Niemcy) 76.05, 6. Yipsi Moreno (Kuba) 74.60, 7. Aksana Miankowa (Białoruś) 74.40, 8. Marghieva 74.06, 9. Stephanie Falzon (Francja) 73.06, 10. Joanna Fiodorow (Polska/OŚ AZS Poznań) 72.37.

ANITA ODŻYŁA

– Anita odżyła. Potrzebowała na to trzech lat i wreszcie znów zaistniała na wielkich zawodach, tym razem jako srebrna medalistka igrzysk – powiedział prezes PZLA Jerzy Skucha

– Ogromny sukces, bardzo dobry wynik, choć Anitę stać było na rzucanie w okolicach rekordu świata. Przez chwilę jednak serca nam trochę drżały, bo zajmowała miejsce poza strefą medalową. Musieliśmy czekać by coś w niej zaszalało. I zaszalało, i dobrze – dodał.

– Poza mistrzostwami świata w Berlinie (2009), kiedy ustanowiła rekord świata, był to zdecydowanie najlepszy jej konkurs w karierze. A co do sędziowania, jesteśmy przyzwyczajeni że sędziowie potrafią coś takiego zrobić, ale popełnić taki błąd na igrzyskach to coś niesłychanego. Na olimpiadzie z czymś takim spotykam się pierwszy raz – powiedział Skucha.

rl/ceg/qbi/gw/ wk-p/pap /10-11.VIII.2012/

***

Silnik i kierownica na medal

Karolina Naja z Beatą Mikołajczyk w kajakowej dwójce wywalczyły brązowy medal olimpijski. – I pomyśleć że Karolinę dwa razy wyrzucałem za brak zrozumienia a teraz dziewczyny osiągnęły sukces – cieszył się ich trener Tomasz Kryk

– Miałam mentalność juniorki i nie mogłam się przekonać do podnoszenia ciężarów, a także biegania na nartach – komentowała Naja

Chciałam tylko wiosłować, bo to jest coś co kocham. I na tym tle wynikały nieporozumienia, ale trener miał rację, teraz już nie narzekam tylko zasuwam na siłowni i na nartach ile trzeba – dodała Naja.

Naja miała w ogóle nie jechać na igrzyska w Londynie nie tylko z uwagi na charakter, ale też przegrane kwalifikacje w maju w Poznaniu.

Myślałam że drzwi na igrzyska w Londynie definitywnie się zamknęły. Warunki, silnie wiejący wiatr mi przeszkodził, ale się nie poddałam. Powiedziałam sobie że mam 22 lat i będę szykować się do olimpiady w Rio de Janeiro – wspominała Karolina.

Życie przyniosło jednak miłą niespodziankę. Międzynarodowa Federacja Kajakarska przyznała Polsce dziką kartę dla czwórki kobiet na igrzyska w Londynie, dzięki czemu trener Kryk wziął do kadry z listy rezerwowej właśnie Naję.

Przed czterema laty w Pekinie dwójka kajakarek Beata Mikołajczyk/Aneta Konieczna wywalczyła srebro, ale na brązowy medal zdobyty pod Londynem nikt nie narzekał. – Wiem że teraz to nie jest srebro, nie jestem daltonistką, ale nie warto porównywać. To są inne igrzyska – mówiła Mikołajczyk.

Wcześniej Mikołajczyk pływała w dwójce jako pierwsza, teraz płynie z tyłu. – Ja jestem silnik a Karolina kierownica – żartowała.

Beatę posadziłem z tyłu bo jest cięższa, silniejsza, ale też mniej dynamiczna. Karolina lepiej się sprawdza na pierwszym miejscu, bo jest szybsza i ma lepszy refleks – tłumaczył Kryk.

Finisz wyścigu na 500 m był niezwykle emocjonujący. Na mecie nie byliśmy pewni medalu. – Chinki się rozpędzały a nasza dwójka traciła prędkość, ale kiedy kajaki dotarły do czerwonych bojek krzyknąłem do asystenta: „Nie dojdą nas!”. Miałem rację – dodał trener.

Na start nie włożyłam soczewek kontaktowych. Kiedy przypłynęłyśmy na metę powiedziałam że jesteśmy chyba czwarte… Na szczęście zbyt dobrze bez soczewek nie widzę… – opowiadała Mikołajczyk. – Modliłam się by na tablicy wyświetlono nas jako trzecie. I stało się!

Nasza dwójka na medal nie miała łatwych chwil po środowym starcie, choć na odprawie z trenerem zawodniczki wspólnie uznały go za sukces. – Po czwartym miejscu w czwórce były łzy, smutek, ale powiedziałyśmy sobie że igrzyska jeszcze trwają i wyjdziemy z nich zwycięsko – opowiadała Karolina.

Po doświadczeniach ze startu czwórki, która minimalnie przegrała medal, Kryk zmienił taktykę dla dwójki. – Poszliśmy va banque, czyli mocno od samego początku – opowiadał trener. – Najgorsze jest pierwsze trzysta metrów, kiedy płynie się na dużym długu beztlenowym. Odstawienie konkurencji daje jednak komfort psychiczny, a kiedy dopłynie się do trybun, to wrzawa i entuzjazm dają energię na końcówkę. W ogóle dziewczyny niesamowicie finiszowały. Miały płynąć na 118 uderzeń wioseł na minutę, a płynęły 128.

Obie zawodniczki dały z siebie wszystko, ale na finiszu Naja była ledwie przytomna. – Karolina prawie zemdlała, a na ostatnich metrach nic nie widziała – powiedział trener.

Bolało bo ostatnie metry zawsze bolą, ale niejeden wcześniejszy start gorzej odczułyśmy. To co tu osiągnęłyśmy jest wytrenowane ciężko przez trzy lata – mówiła Naja. – To medal całego polskiego kajakarstwa. Wierzymy że nie ostatni.

– Trener powiedział że jesteśmy silne i zdolne, i wywalczymy medal. Tak jak przez cały rok mu wierzymy i ufamy, tak było i dzisiaj. Nie bałyśmy się że zabraknie sił. Płynęłyśmy z całych sił, dając tyle ile tylko mamy w rękach – komentowała Beata.

mb/int. /9.VIII.2012/

***

Za medal dały z siebie wszystko

Wioślarska dwójka podwójna Magdalena Fularczyk (Lotto Bydgostia WSG Bydgoszcz) i Julia Michalska (Tryton Poznań) przerwały fatalną passę polskich sportowców, którzy od rozpoczęcia igrzysk w Londynie mieli tylko jeden medal (srebro Sylwii Bogackiej). Magda z Julią wywalczyły brąz

To się nazywa walka do upadłego – Polki tak zawzięcie walczyły o ten medal że Fularczyk po przekroczeniu mety zasłabła i nie była w stanie o własnych siłach opuścić łodzi… Do dekoracji wręczenia medali Polka została przywieziona na wózku inwalidzkim…

Fularczyk od czwartku uskarżała się na dolegliwości zdrowotne. Po olbrzymim wysiłku z trudem weszła na podium, musiała ją podtrzymywać koleżanka z osady. Po odebraniu medalu rozpłakała się i palcem wskazała niebo, dedykując sukces zmarłemu niedawno ojcu.

Magda ma problemy z więzadłem krzyżowym na odcinku lędźwiowym. Dwa dni temu pojawił się ostry ból – tłumaczył trener Marcin Witkowski. – Dzielnie walczyła z bólem. Wczoraj nie udało się nawet przeprowadzić treningu, a dzisiaj dziewczyny zdobyły medal!

Widzieliśmy że chłopakom z czwórki podwójnej nie poszło, ale w głębi serca liczyłem że dziewczyny wywalczą medal – dodał Witkowski.

Wyścig rozstrzygnął się już na samym początku. Od pierwszego punktu pomiarowego, po pokonaniu 500 m, zdecydowanie prowadziły Brytyjki Anne Watkins/Katherine Grainger przed Australijkami Kim Crow/Brooke Pratley. Na trzecim miejscu niezagrożone płynęły Polki – medalistki mistrzostw świata i Europy, mistrzynie świata z 2009.

Na finiszu parę Fularczyk/Michalska próbowały wyprzedzić Chinki Min Wang/Weiwei Zhu, ale nie zbliżyły się bardziej niż na długość połowy łodzi Polek.

Dwa tysiące przepłyniętych kilometrów tylko w tym roku, tony przerzuconych ciężarów i kilometry pokonane biegiem w górach, czasem w śniegu po kolana – droga do medalu Magdaleny Fularczyk i Julii Michalskiej zlana była potem i naznaczona niesamowitym wysiłkiem.

Ten medal to spełnienie i ukoronowanie ciężkiej pracy jaką dziewczyny wykonały podczas przygotowań. Ludzie często nie wyobrażają sobie ile wyrzeczeń kosztuje uprawianie takiego sportu. Sukcesy opłacone są czasami zdrowiem – dodał Witkowski. – Sam pan widział że Magda na podium została dowieziona na wózku.

Pęknięte żebro i kontuzja pleców Julii, zerwane więzadło w stopie i wypadek samochodowy Magdy… Można wypełnić niekrótką ankietę kontuzji i innych przeszkód losowych z jakimi musiały się zmierzyć. Najważniejsze że pokazały twardy charakter i przełamały to wszystko. Mają medal na który zasłużyły jak mało kto – cieszył się trener Witkowski.

Wyniki:
1. Anna Watkins/Katherine Grainger 6.55.82
2. Kim Crow/Brooke Pratley 6.58.55
3. Magdalena Fularczyk/Julia Michalska 7.07.92
4. Min Wang/Weiwei Zhu 7.08.92
5. Fiona Paterson/Anna Reymer (Nowa Zelandia) 7.09.82
6. Margot Shumway/Sarah Trowbridge (USA) 7.10.54

Polscy wioślarze wykorzystali ostatnią szansę na medal, gdyż dwójka podwójna kobiet zakończyła występy biało-czerwonych. W finale A popłynęli w piątek także mistrzowie olimpijscy z Pekinu w czwórce podwójnej. Michał Jeliński, Marek Kolbowicz, Konrad Wasielewski i Adam Korol zajęli jednak szóste, ostatnie miejsce. Był to prawdopodobnie ich ostatni start w tym składzie.

27-letnia Michalska i 25-letnia Fularczyk wywalczyły 263 medal w historii olimpijskich występów polskich sportowców, a 16 w wioślarstwie. Był to ich największy sukces w karierze.

pap/mb/int. /3.VIII.2012/

MEDAL DLA TATY I DWA ŚLUBY!

MAGDALENA FULARCZYK: – Ostatnie 24 godziny spędziłam u masażysty i lekarza. Mam tak obkłuty tyłek że naprawdę sobie trudno wyobrazić jak to boli. Muszę podziękować fizjoterapeucie siatkarzy Aleksandrowi Bieleckiemu. Postawił mnie na nogi i udało się. Pogoda nas nie rozpieszczała, przeszkadzał wiatr, ja się spięłam, przeciążyłam mięśnie i kontuzja gotowa. Nie mogłam pochylić się w przód, każda czynność sprawiała mi ból. Dopiero po zastrzykach mogłam funkcjonować.

JULIA MICHALSKA: – Nakręcałyśmy się nawzajem. Powiedziałam że cztery lata temu to zaczęłyśmy i razem to skończymy. Psychicznie pokonałyśmy kolejną przeszkodę i chyba nie ma już dla nas rzeczy niemożliwych.

MAGDALENA FULARCZYK: – Przed startem byłam załamana. Bałam się że zawiodę Julię, trenera, że cztery lata naszej wspólnej pracy mogą przepaść. Bardzo mi pomogła mama z którą rozmawiałam przez telefon; podnosiła mnie na duchu.

JULIA MICHALSKA: – Kiedy w Pekinie przypłynęłam szósta to przez pół roku żałowałam że tak źle mi poszło. Teraz mogę spokojnie powiedzieć że ten brązowy medal jest dla nas jak złoty. Naprawdę dałyśmy z siebie wszystko. To nasze zwycięstwo.

MAGDALENA FULARCZYK: – Z finiszu nic nie pamiętam. Na ostatnich 300 metrach modliłam się by już była meta. Naprawdę moje plecy przestały funkcjonować, a ciało odmawiało posłuszeństwa. Nie wiem, gdyby zostało nam jeszcze z 50 metrów, to mogłybyśmy nie być tutaj tylko siedzieć gdzieś i ryczeć w krzakach. Medal dedykuję mojemu tacie który niestety nie doczekał by go zobaczyć. Zabrakło mu trzy miesiące. Był naszym najwierniejszym kibicem, zawsze w nas wierzył i niezależnie od tego co się działo, mówił że damy rady. Wiem że on z nami dzisiaj był… W najbliższych dwóch miesiącach mam zamiar w końcu zabrać się za przygotowania do ślubu. Czeka mnie dużo fajnych rzeczy z tym związanych.

JULIA MICHALSKA: – Też mam ślub, tydzień przed Magdą.

mp/pap /3.VIII.2012/

***

Trzask prask i jest srebro!

Wspaniale zaczęły się dla Polaków igrzyska w Londynie! Pierwszy finał olimpijski i jest srebrny medal Sylwii Bogackiej w strzelectwie!

Radość tym większa że przed wyjazdem do Anglii raczej mało kto, albo w ogóle nikt nie mówił o jakichś szansach medalowych w przypadku tej naszej reprezentantki. Wielki, życiowy sukces 30-letniej Polki

Sylwia Bogacka zajęła drugie miejsce w konkurencji karabinu pneumatycznego 10 m, zdobywając pierwszy medal dla Polski na igrzyskach olimpijskich w Londynie. Polka przegrała tylko z rekordzistką świata Chinką Siling Yi. Trzecie miejsce zajęła inna Chinka Dan Yu.

Bogacka wygrała poranne eliminacje z wynikiem 399 punktów, a w finale, w którym wystąpiło osiem najlepszych zawodniczek, prowadziła do siódmej z dziesięciu serii. Później spadła na trzecią pozycję, ale po ostatnim strzale na 10.8 pkt awansowała na drugie miejsce.

Łączny dorobek Polki to 502.2 pkt. O 0.7 pkt lepsza była Chinka Siling Yi, a brązowy medal wywalczyła jej rodaczka Dan Yu – 501.5. Broniąca tytułu Czeszka Katerina Emmons była tuż za podium – 500.3.

Druga z naszych reprezentantek Paula Wrońska zajęła 47 pozycję (390 punktów).

16 lat temu w Atlancie w tej konkurencji pierwszy złoty medal Igrzysk XXVI Olimpiady zdobyła Renata Mauer-Różańska.

30-letnia Bogacka trzeci raz startuje w igrzyskach. Do tej pory jej najlepszym osiągnięciem było ósme miejsce w tej samej konkurencji w Pekinie cztery lata temu. W 2005 i 2008 była w niej wicemistrzynią Europy.

Strzelectwo trenuje od 18 lat. Jej szkoleniowcem klubowym jest Ryszard Taysner, a w kadrze Andrzej Kijowski.

„Ojciec zabrał mnie ze sobą kiedy załatwiał pozwolenie na broń. Zobaczyłam wtedy przy okazji jak strzela jakaś drobna zawodniczka i pomyślałam: skoro może taka mała jak ja (162 cm), to warto spróbować. I spróbowałam, a tą małą okazała się Renata Mauer, późniejsza mistrzyni olimpijska. Dlatego do dziś jestem wdzięczna moim rodzicom – Zbigniewowi i Grażynie, że mogę w tej dyscyplinie realizować swoje marzenia” – wspominała początki kariery p. Sylwia.

Wyniki finału:
1. Siling Yi 502.9 pkt (103.9 w finale)
2. Sylwia Bogacka 502.2 (103.2)
3. Dan Yu 501,5 (103.5)
4. Katerina Emmons 500.3 (103.3)

Wyniki kwalifikacji:
1. Bogacka 399 (37 dziesiątek wewnętrznych)
2. Siling Yi 399 (36)
3. Daria Wdowina (Rosja) 398 (35)
4. Dan Yu 398 (31)

Bogacka zdobyła 262 medal olimpijski dla Polski.

iar/pap /28.VII.2012/

Kategoria Sport

Comments

Notice: ob_end_flush(): failed to send buffer of zlib output compression (0) in /home/czarkod/public_html/zp/wordpress/wp-includes/functions.php on line 4615