O obietnicach Tuska

Żyjący w biedzie ludzie walczą z drożyzną i brakiem mieszkań. W wyniku działań rządu i niektórych sprzymierzonych z nim mediów tracą powoli tożsamość narodową

Dobrze żyje się tylko funkcjonariuszom służb i biznesmenom powiązanym z władzą. Taki obraz polskiej rzeczywistości wyłania się z Raportu o stanie Rzeczpospolitej, który pojawił się na stronach internetowych PiS

Na stu szesnastu stronach i w pięćdziesięciu sześciu rozdziałach Prawo i Sprawiedliwość przedstawia swoją wizję rozwoju Polski, a także atakuje ostro obecny rząd

Fragmenty raportu

O obietnicach Tuska

Z deklaracji premiera Donalda Tuska, wystąpień jego ministrów oraz praktyki sprawowania władzy przez PO nie wyłania się żaden spójny obraz. Niejasność co do deklaracji programowych o pozytywnym charakterze jest, choć w bardzo specyficzny sposób, nadrabiana obfitością deklaracji i działań negatywnych, skierowanych przeciw koncepcji i praktyce rządzenia poprzedniego gabinetu (Jarosława Kaczyńskiego)

O przyczynach katastrofy smoleńskiej

Premier dał się użyć w prowadzonej przez Rosję rozgrywce przeciw prezydentowi RP, co m.in. skutkowało rozdzieleniem wizyt i skończyło się katastrofą, w której zginął Lech Kaczyński i 95 innych obywateli RP

O poczuciu patriotyzmu

W polskim życiu społecznym i intelektualnym silny jest nurt odrzucający albo przynajmniej traktujący z dystansem samo pojęcie Narodu, kojarzone z nacjonalizmem. Na tę ambiwalencję wpływa postawa Gazety Wyborczej, która polską tradycję czy polskość jako taką opisuje zwykle w kategoriach nacjonalizmu i szowinizmu. (…) W PO nie budzą protestu postawy jawnie antypolskie, wręcz obrażające Polaków

O budowie autostrad

Charakterystyczną cechą państwa po 1989 r. była niezdolność do prowadzenia jakichkolwiek przedsięwzięć zbiorowych, choćby budowy autostrad: decyzja w tej sprawie zapadła w 1993 r.; powołano agencję i przez wiele lat nie uczyniono nic, poza zapewnieniem korzyści osobom z czołówki biznesowej Polski

O ministrze finansów

Centralną pozycję w polityce gospodarczej zajmuje minister finansów Jacek Rostowski, osoba, której droga do rządu wymagałaby precyzyjnego wyjaśnienia. Cały wysiłek ministra finansów koncentruje się na jednej sprawie: ukrywaniu deficytu

O ludziach służb specjalnych

W bardzo wielu wypadkach osoby uczestniczące w działaniach represywnych lub je popierające zostały w istocie nagrodzone. Nawet rozwiązanie w 1990 r. SB było w dużej mierze fikcją. Tysiące funkcjonariuszy przeszło już przedtem do MO i tam zostało, tysiące pozostało w UOP, inni zatrudnili się w różnych segmentach aparatu państwowego

Joachim Brudziński, poseł Prawa i Sprawiedliwości:

Raport jest fotografią stanu naszego państwa. Za naszych rządów do budżetu wpływało 40 mld zł więcej, stworzyliśmy 1.3 mln miejsc pracy. Dziś bezrobocie wśród absolwentów szkół wyższych wzrosło z 15 do niemal 50 proc., rząd Tuska zadłużył nas na 300 mld zł… Zasadniczą sprawą jest też podejście do rozwoju regionów w Polsce. Niech minister Boni pojedzie do Rosji i przekonuje ludzi, że barszcz na śniadanie, obiad i kolacja, które mają, to wyraz rozwoju

kd/su. /2.4.2011/

***

Nie wiedział o drugim pogrzebie

– Byliśmy zszokowani, kiedy dotarła do nas wiadomość, że do Polski przywieziono dalsze szczątki… Jednak potem nikt mnie nie zawiadomił, kiedy będzie dodatkowy pogrzeb – powiedział w rozmowie z jednym z tygodników Jarosław Kaczyński

‘Kulminacja obchodów katastrofy smoleńskiej nastąpi na warszawskim na Krakowskim Przedmieściu w niedzielę 10 kwietnia około godziny 16’ – ujawnił prezes PiS

W rozmowie z Kaczyński wraca wspomnieniami do wydarzeń po 10 kwietnia ubiegłego roku. Opowiada o kulisach obu pogrzebów Lecha Kaczyńskiego

‘Dlaczego pan nie uczestniczył w drugim pochówku prezydenta?’ – pytają dziennikarze. W kilka dni po pogrzebie w krypcie złożono dodatkową trumnę ze szczątkami przywiezionymi z Rosji. ‘W ogóle o tym nie wiedziałem’.

– Byliśmy akurat w pałacu, gdy do bratanicy dotarła wiadomość, że do Polski przywieziono dalsze szczątki. Byliśmy zszokowani. Jednak potem nikt mnie nie zawiadomił, kiedy będzie dodatkowy pogrzeb, w każdym razie nic takiego nie pamiętam – mówił Kaczyński.

Prezes PiS na lotnisku w Smoleńsku rozpoznał brata od razu. Ale gdy na polecenie szefa ABW Krzysztofa Bondaryka otwarto trumnę w Warszawie, to Jarosława Kaczyńskiego przy tym nie było.

Kiedy będzie można zakończyć smoleńską żałobę? – Gdy w Warszawie stanie pomnik ofiar katastrofy, przede wszystkim prezydenta i jego małżonki – mówił Jarosław Kaczyński.

Kaczyński ujawnił także, jak będą wyglądać organizowane przez PiS obchody pierwszej rocznicy katastrofy.

‘Rano będzie Msza Święta, potem złożenie wieńca przed Pałacem Prezydenckim i na Powązkach. Organizujemy też spotkanie w Sali Kongresowej. Z wielu źródeł wiem, ze kulminacja obchodów na Krakowskim Przedmieściu nastąpi ok. 16’ – powiedział Kaczyński.

int.pl /2.4.2011/

***

Nie mamy państwa i rządu

Nie ma nic gorszego dla matki niż przeżyć własne dziecko. Niemal rok od potwornej tragedii w Smoleńsku głos w sprawie ciągnącego się śledztwa zabiera Jadwiga Kaczyńska

Ubrana w granatowy kostium nestorka rodu zasiada przed telewizyjną kamerą i pierwszy raz od katastrofy, w której straciła syna i synową, zaczyna mówić. Spokojnie, bez nerwów. I bardzo pewnie

Zginęli ludzie, którzy byli na czele państwa. I państwo się o nich nie upomina. To znaczy, że tego państwa właściwie nie ma. To znaczy nie ma rządu, bo jaki to jest rząd?… Wydaje mi się, że oni się bardzo boją prawdy albo ją znają i też się boją! – powiedziała 85-letnia Jadwiga Kaczyńska

Jadwiga Kaczyńska pokonała chorobę, która zagrażała jej życiu. Ma teraz krótko przystrzyżone włosy i delikatny makijaż podkreślający oczy. I tylko ból w jej głosie zdradza, jak wiele ostatnio przeszła. Gdy decyduje się wystąpić przed kamerą, siada w fotelu, we własnym domu, gdzie Lech Kaczyński nocował często nawet podczas prezydentury. Mówi spokojnie, choć wyjątkowo mocno. Bo nawet jeżeli Jadwiga Kaczyńska pogodziła się ze śmiercią ukochanego Leszka, to nie może pojąć, dlaczego to śledztwo tak się ciągnie. Minął przecież już prawie rok…

Prokuratorzy nie ukrywają już, że śledztwo wyjaśniające przyczyny katastrofy tupolewa utknęło w martwym punkcie. Rosjanie nie przekazali Polakom kluczowych dokumentów, choćby protokołów z przesłuchań pracowników wieży kontroli lotów w Smoleńsku, a bez nich rzetelne zbadanie sprawy jest po prostu niemożliwe. Politycy załamują ręce i mówią, że bez pomocy NATO się nie obejdzie. Ale już się kłócą o organizację obchodów pierwszej rocznicy, choć nikt tak do końca jeszcze nie wie, dlaczego w ogóle do tragedii doszło – wady maszyny, błąd pilotów, mgła czy fatalna praca kontrolerów lotów. I temu wszystkiego w cichym domu na warszawskim Żoliborzu przygląda się ona. Jadwiga Kaczyńska nie mogła już dłużej milczeć.

jn/f. /28.3.2011/

***

Panie poza kampanią

Matka Jarosława Kaczyńskiego ani córka tragicznie zmarłej prezydenckiej pary nie zaangażują się w kampanię PiS przed wyborami parlamentarnymi. Jadwiga Kaczyńska wystąpiła jedynie w filmie o smoleńskiej tragedii, a Martę Kaczyńską będzie można zobaczyć w rocznicowych uroczystościach

Choć Marta pisze swego bloga, w którym nie stroni od politycznych tematów, nie zaangażuje się w walce o miejsca w Sejmie dla Prawa i Sprawiedliwości.

Nie będzie brać udziału w kampanii – zapewnił poseł Joachim Brudziński, szef Komitetu Wykonawczego Prawa i Sprawiedliwości.

Jej wsparcie dla stryja w walce o najważniejszy urząd w państwie miało zupełnie inny charakter. – Gdyby nie katastrofa, w prezydenckiej kampanii stałaby u boku ojca. Była więc przy stryju Jarosławie tak, jakby była przy Lechu Kaczyńskim – powiedział inny polityk związany z PiS.

mar/f. /29.3.2011/

***

To wina Moskwy

– To Moskwa podjęła decyzję, że samolot ma być sprowadzany – powiedział Jarosław Kaczyński w Sejmie. Skomentował w ten sposób informacje, które ujawnił wcześniej w TVP płk Edmund Klich, były polski akredytowany przy MAK

Klich powiedział w TVP, że kierownik lotów płk Plusnin był do końca przeciwny lądowaniu Tu-154M, natomiast zdanie w tej kwestii miał zmienić pod wpływem nacisków z zewnątrz płk Krasnokucki

– Przez wiele miesięcy w Polsce obowiązywała teoria o naciskach. Propagandowa, obrażająca ludzi zmarłych, prezydenta. Teraz ta teoria całkowicie się skompromitowała. Także przez informację, że na wysokości 100 metrów podjęto decyzję o rezygnacji z lądowania – powiedział prezes PiS.

Jarosławowi Kaczyńskiemu konferencja MAK przypominała dialektykę komunistyczną, przy pomocy której można udowodnić wszystko co się chce. – Ten raport jest całkowicie niewiarygodny. Jest przedłużeniem tej propagandy, którą usłyszałem na lotnisku już 10 kwietnia. Dowiedziałem się wtedy, że za katastrofę odpowiadają piloci i prezydent – przyznał.

Prezes PiS powiedział też, że zdumiewające dla niego jest zachowanie premiera Donalda Tuska w sprawie pseudoraportu MAK. Jeszcze w grudniu Tusk mówił, że raport MAK jest nie do przyjęcia. A potem stwierdził, że konieczne są jedynie pewne poprawki. – To jest raport obrażający zmarłych i obrażający Polskę – mówił Kaczyński.

Rzecznik prasowy PiS Adam Hofman apelował do dziennikarzy, by przekonywali swoich zagranicznych kolegów do tego, że opublikowany raport MAK jest wersją fałszywą i jedynie rosyjską propagandą.

kle/rz/onet/pap /18.1.2011/

***

Trzeba sprawdzić tych ‚ekspertów’

– Specsłużby powinny sprawdzić tych ekspertów lotniczych, którzy od początku mówili, że wina leży po stronie polskich pilotów. Bo gadają bzdury. I nie wiadomo, dlaczego to robią – powiedział Adam Hofman, poseł Prawa i Sprawiedliwości

– Niemcy już jakiś czas temu informowali, że rosyjskie służby bardzo wnikliwie penetrują tę sferę. A dziennikarze powinni być dociekliwi i sprawdzić, kto już 10 kwietnia wiedział, że za katastrofę odpowiadają polscy piloci Tu-154M – mówił Hofman.

Zdaniem Hofmana, rzecznika PiS, politycy, którzy zgadzają się z głównymi tezami raportu MAK, nie rozumieją polskiej racji stanu. – Musimy walczyć o taką wersję przebiegu lotu i przyczyn katastrofy, która zawsze będzie prawdziwa – wyjaśnił. Powtórzył także, że Bogdan Klich powinien stracić stanowisko szefa MON. – Gdyby Klich podał się po katastrofie CASY do dymisji, być może nie byłoby katastrofy smoleńskiej – powiedział Hofman.

tsz/pko/r.zet /24.1.2011/

***

Czy to prawda?…

Czy to prawda, że za pana rządów zginęło w Polsce więcej generałów niż w czasie II wojny?

Pytania posłów do premiera Donalda Tuska, który przedstawiał informacje o działaniach rządu zmierzających do ustalenia przyczyn i okoliczności katastrofy samolotu Tu-154M pod Smoleńskiem. 83 posiedzenie Sejmu, 19 stycznia 2011

Poseł Jolanta Szczypińska:

Jakie były powody milczenia najwyższych władz państwa polskiego po ujawnieniu raportu MAK, milczenia, którego nie są w stanie zrozumieć Polacy? Tym samym nasze władze dały przyzwolenie na utrwalenie kłamstwa smoleńskiego. Premier znał prawdę, wiedział, jaką rolę w tej tragedii odegrali kontrolerzy lotu z wieży w Smoleńsku i ich mocodawcy. Dlaczego premier Tusk nie podjął wszelkich działań, byśmy odzyskali czarne skrzynki? Dlaczego polski rząd nie reagował, gdy fragmenty samolotu polskiego zostały w sposób skandaliczny zniszczone? Wstrząsające obrazy, jak Rosjanie kilofami i siekierami rozbijali pozostałe części wraku samolotu, zostały udokumentowane i obiegły cały świat. Przecież wrak samolotu wraz z czarnymi skrzynkami należą do najważniejszych dowodów, które mogą umożliwić wyjaśnienie przyczyn katastrofy smoleńskiej. Gdzie wtedy był i co robił minister Miller? Gdzie wtedy był Edmund Klich, akredytowany do badania w MAK? Gdzie wtedy był w końcu pan premier Donald Tusk? Dlaczego nie reagował również w sytuacji, gdy fragmenty samolotu przez wiele miesięcy niszczały rzucone na beton, a dopiero przed przyjazdem pani prezydentowej Komorowskiej strona rosyjska łaskawie podjęła decyzję o przykryciu ich skrawkami brezentu? Panie premierze, usunięto transparent z napisem ‚żądamy prawdy’, ale zapewniam pana, że nie usuniemy prawdy z życia publicznego

Poseł Jadwiga Wiśniewska:

Panie premierze, mamy taką sytuację: 10 kwietnia Naród stracił prezydenta i 95 osób, które leciały wraz z nim, aby uczcić 70 rocznicę zbrodni katyńskiej. Dlaczego pan nie poleciał z prezydentem i z całą tą piękną delegacją? Dlaczego pan zgodził się na putinowski scenariusz rozerwania tych pięknych, ważnych obchodów? Panie premierze! Niech pan nie wierzy w to, że najlepszą metodą jest atak, kiedy mówimy o tragedii narodowej. Chciałabym pana prosić o odpowiedź na piśmie na następujące pytania. Czy Rada Ministrów po 10 kwietnia zajmowała się na jakimkolwiek posiedzeniu wyborem drogi prawnej w sprawie badania przyczyn katastrofy? Czy przed lotem z 10 kwietnia podjęto następujące czynności: czy przygotowano samolot do lotu, czy przeprowadzono lot próbny, czy zabezpieczono łączność, czy lot był monitorowany przez odpowiednie polskie służby? Czy prokuratura przesłuchała na tę okoliczność pana, panie premierze, ministra Bogdana Klicha, ministra Arabskiego, ministra Sikorskiego? Czy była różnica w organizacji wizyt 7 oraz 10 kwietnia? Jakie systemy nawigacyjne były na lotnisku? Czy pan wie, panie premierze Tusk, że na wniosek prokuratury rosyjskiej pod groźbą kary dwóch lat łagrów wzywane są do składania zeznań rodziny ofiar katastrofy smoleńskiej, które po 10 kwietnia były w Smoleńsku?

Poseł Beata Kempa:

Panie premierze! Szczerze? Nigdy pana nie słucham. Dzisiaj jednak przyszłam z wielką nadzieją, że usłyszę, co pan zrobił w sprawie wyjaśnienia katastrofy smoleńskiej. Mówił pan bardzo dużo o wojnie. Powiem panu tak: pan jest w permanentnym stanie wojny, ale z opozycją. W sprawie prawdy o katastrofie smoleńskiej właściwie ogłosił pan kapitulację. Moje pytania są proste. Czy pan wie, na jakiej jest pan ścieżce i na jakim jest pan kursie? Czy pan wie, kto pana naprowadza i z której wieży? Czy pan sobie z tego zdaje sprawę? Niech pan powie, czy jest pan na ścieżce prawdy, czy na ścieżce kłamstwa. Kto pana naprowadza? Czy będzie pan w stanie tu, dzisiaj, stanąć i przeprosić? Czy będzie pan w stanie powiedzieć: ja, Donald Tusk, przepraszam wdowę po śp. gen. Błasiku za to, że został odarty z godności na oczach całego świata? Pan milczał, cały tydzień pan milczał. Panie premierze, powiem tak: nas można straszyć łagrami, ale my jesteśmy na kursie prawdy i na ścieżce sprawiedliwości

Poseł Artur Górski:

Wciąż nie wyjaśniono kwestii strzałów czy też dziwnych wybuchów przypominających wystrzały, zarejestrowanych na filmie, który został nagrany tuż po katastrofie i umieszczony w internecie. Film ten badała ABW i prokuratura. Jest autentyczny. Zdaniem płk. Zbigniewa Rzepy z prokuratury wojskowej – cytuję za Naszym Dziennikiem: W treści tych nagrań czterokrotnie słyszalne są odgłosy przypominające wystrzały, wybuchy. Strona rosyjska, odnosząc się do różnych spekulacji na ten temat, podała informację, że eksplodowały naboje w magazynkach broni oficerów polskiego BOR, którzy zginęli w katastrofie. Jednak w raporcie MAK nie ma słowa o tym, by jakaś amunicja wybuchła. W związku z powyższym mam dwa pytania. Czy odzyskano z rąk Rosjan komplet naboi do pistoletów, które znajdowały się na pokładzie samolotu, i czy zostały przeprowadzone przez ABW lub będą przeprowadzone przez prokuraturę badania filmu pod kątem określenia rodzaju słyszanych wystrzałów lub wybuchów i ich źródła, by ustalić, kto ewentualnie strzelał tuż po katastrofie?

Poseł Marek Suski:

Nawiążę do słów, jakie pan tu wypowiedział: Lepiej znać prawdę i nie mieć wojny, niż nie znać prawdy i mieć wojnę. Ja mam, ponieważ prawdy właśnie nie znamy, takie pytanie: Z kim ma pan tę wojnę prowadzić i z jakimi sprzymierzeńcami? Kolejne pytanie: Jaką rolę w organizacji wizyty prezydenta Lecha Kaczyńskiego odgrywał ambasador tytularny Tomasz Turowski? Dlaczego został ponownie zatrudniony w MSZ na początku 2010 r.? Czy pan premier posiadał informacje na temat podejrzeń o współpracę tego pana z komunistycznymi służbami lub też z innymi służbami zagranicznymi? Czy są inni pracownicy MSZ, kancelarii premiera, którzy organizowali wizytę prezydenta w Katyniu, a również byli współpracownikami służb specjalnych PRL?

Poseł Beata Mazurek:

Nie ma żadnych, ale to żadnych wiarygodnych dowodów potwierdzających oszczerstwa MAK wobec gen. Błasika. W ekspertyzie rosyjskiej, która jest zamieszczona na stronie MAK, biegły opisuje preparat, który dostał w szklanym pojemniku, cytuję, jako: nieopieczętowany i niezaplombowany. Nie można więc mówić o żadnej wiarygodności tej ekspertyzy. Zatem czy pan, panie premierze, wystąpił lub wystąpi i kiedy na drogę prawną przeciw pani Anodinie w związku z jej wypowiedziami ujawniającymi szczegóły sekcji zwłok gen. Błasika, do czego nie miała prawa, mówił o tym minister Miller, bo gen. Błasik był pasażerem? Czy pan interweniował w tej sprawie na drodze dyplomatycznej? Przecież zna pan ten raport od października. Co pan zrobił, jeżeli chodzi o obronę gen. Błasika, który niestety sam bronić się już nie może?

Poseł Dariusz Seliga:

Panie premierze! Pan kilkadziesiąt minut temu powiedział, że chce w przyszłości wygrać polskie bezpieczeństwo, i co do tego chyba jest pełna zgoda nas wszystkich, jak tutaj siedzimy. Tylko jak je wygrać w przyszłości, kiedy w niedalekiej przeszłości nie potrafiło się go zapewnić polskim najwyższym dowódcom rodzajów sił zbrojnych, na czele ze zwierzchnikiem Sił Zbrojnych Panem Prezydentem? Panie premierze, ostatnie trzy lata pracy resortu pod kierownictwem pana ministra Klicha to cztery katastrofy, to razem 121 ofiar. Panie premierze, moje pytanie jest takie: Kto za to odpowiada?

Poseł Piotr Polak:

29 kwietnia 2010 r. pani minister Kopacz mówiła Wysokiej Izbie: Na miejscu katastrofy z całą starannością przekopano ziemię na głębokości ponad 1 m i starannie ją przesiewano. Czy w związku z tymi słowami dziś pani minister może spojrzeć prosto w oczy rodzinom ofiar? Co im pani powie w sprawie uszanowania godności osoby ludzkiej po jej śmierci, w tym wypadku tragicznej? Co pani dziś powie na temat staranności zebrania szczątków ofiar? Czy Polska jest na dzień dzisiejszy w posiadaniu protokołu z sekcji zwłok pana gen. Błasika i czy pani minister bądź polscy prokuratorzy byli obecni w Moskwie podczas tej sekcji?

Poseł Łukasz Zbonikowski:

Miał pan dzisiaj przedstawić Wysokiej Izbie to, co przez 9 miesięcy udało się ustalić pańskiemu rządowi w sprawie katastrofy smoleńskiej. Zamiast tego, jako posłowie, wysłuchaliśmy niesamowitej historii, jak to pan przechytrzył Rosjan, prowadząc politykę na kolanach i przepraszając, że jeszcze żyjemy. Miał pan za to pozyskać prawdę i wiele dodatkowych dowodów. Proszę więc zatem powiedzieć, jaka jest ta prawda, i proszę powiedzieć, dlaczego do dzisiaj pański rząd nie jest w stanie wyegzekwować od Rosjan 54 materiałów dowodowych i dokumentów, o które prosi pan również w pańskim dokumencie, zawierającym zastrzeżenia do raportu MAK?

Poseł Krzysztof Tołwiński:

Panie premierze Tusk! Naród nie oczekuje, jak pan powiedział, ogrywania Rosji. Oczekujemy prawdy, a nie kierowania się kompleksami w stosunkach z sąsiadem. Tak Naród to odczytuje. Pan pyta opozycję, czy my wierzymy w to, co mówimy. Panie premierze, czy pan wierzy w to, co pan mówi? Mam jednak nadzieję, że nie. Jakie były powody tego, że jako członek NATO w wyjaśnianiu przyczyn tej katastrofy nie skorzystaliśmy ze ścieżki natowskiej? Czy gdyby był to samolot, lot wojskowy Stanów Zjednoczonych, Niemiec czy Danii, to Rosja by tak sobie pogrywała?

Poseł Jacek Bogucki:

Są tacy w opozycji, którzy nie chcą wyjaśnienia prawdy – to pana dzisiejsze słowa. Co pan w ten sposób chciał zasugerować? Czy to prawda, że za pana rządów zginęło w Polsce więcej generałów niż w czasie II wojny światowej?

Poseł Stanisław Pięta:

Po analizie działań i zaniechań pańskiego rządu, po wysłuchaniu pańskiego wystąpienia zasadne jest jedno pytanie, a w zasadzie dwa. Pierwsze: dlaczego kompromituje pan Rzeczpospolitą Polską? Drugie: kiedy poda się pan do dymisji? Pan mówi tutaj, panie premierze: Musimy wygrać prawdę. Gdzie pan był, panie premierze, w jakiej grze pan uczestniczył, gdy przez tygodnie nie zabezpieczano miejsca katastrofy, kiedy niszczono wrak, kiedy wycinano drzewa, kiedy wreszcie strona rosyjska unieważniła zeznania kontrolerów lotu? Gdzie pan był? Gdzie pan był przez ponad dobę po wystąpieniu pani gen. Anodiny? Pan przecież wiedział, jaka była treść rozmów kontrolerów lotu.

Poseł Tadeusz Tomaszewski:

Czy kiedy z raportu ministra Millera będą wynikały ewidentne zaniedbania polskich urzędników, podejmie pan decyzje personalne? Czy będzie pan zasłaniać się w dalszym ciągu na przykład śledztwem prokuratury lub brakiem wyroku sądu? W jaki sposób struktury państwa polskiego wspomagają obecnie rodziny ofiar tej strasznej katastrofy?

Poseł Barbara Bartuś:

Na jakiej podstawie pan premier uważa, że krytyka raportu MAK może popsuć stosunki polsko-rosyjskie, skoro pan minister Ławrow na konferencji prasowej przyznał, iż MAK jest instytucją niezależną od rządu rosyjskiego?

Poseł Maria Nowak:

W czasie wczorajszego posiedzenia połączonych komisji otrzymaliśmy informację, że zasada sterylności wieży kontrolnej na lotnisku w Smoleńsku nie została zachowana i że miało to swoje następstwa. Pan Edmund Klich stwierdził, że wydaje mu się, że zasada sterylności wieży kontroli lotu obowiązuje także w Rosji. Stwierdził że tak mu się wydaje. Czy to znaczy, że w ciągu 9 miesięcy polska komisja nie była w stanie tego sprawdzić i że dotąd nie ustaliła, jakie procedury, jakie zasady obowiązywały na lotnisku w Smoleńsku w dniu katastrofy?

Poseł Zbigniew Kozak:

Kiedy i w jakich okolicznościach premier Tusk dowiedział się o rzekomej obecności w organizmie gen. Błasika 0.6 promila alkoholu? Czy służby informowały premiera o możliwych konsekwencjach i oddźwięku międzynarodowym takiej informacji? A przede wszystkim dlaczego pan premier nic nie zrobił, by zapobiec upublicznianiu tych kłamstw? Stąd moje ostatnie pytanie: Czy jest znany panu premierowi i kolegom ministrom kodeks Boziewicza, tzw. polski kodeks honorowy?

Poseł Jan Warzecha:

Czym kierował się pan minister Jerzy Miller, zawierając 30 maja 2010 r. porozumienie z panią Anodiną, na podstawie którego czarne skrzynki mają zostać w Rosji do końca postępowania sądowego? Dlaczego 13 kwietnia strona polska zgodziła się na uznanie prezydenckiego lotu za lot cywilny, a nie wojskowy?

Poseł Arkadiusz Czartoryski:

Dlaczego rząd polski nie protestował zdecydowanie przeciw całkowitej wycince drzew wokół lotniska w Smoleńsku, które były bardzo ważnym dowodem przy przeprowadzaniu rekonstrukcji przebiegu zdarzeń? Dlaczego rząd polski zupełnie nie odniósł się do faktu, że raport MAK całkowicie pomija ten problem?

Poseł Elżbieta Kruk:

W tragedii smoleńskiej jak w soczewce odbija się polityka Polski i Rosji. A my dziś wiemy jedno – rząd zaakceptował rosyjskie zasady gry, nie tylko jeśli chodzi o wyjaśnienie tragedii smoleńskiej. Panie premierze, może to panu zdawało się, że ogra nie tyle Rosjan, co z ich pomocą załatwi swoje polityczne biznesy w Polsce. To, co poprzedzało wyjazd delegacji z prezydentem Lechem Kaczyńskim do Katynia, gdy dopuścił pan do tego, by Rosjanie narzucili nam przebieg uroczystości rocznicowych, to, jak przygotowywano wizytę, a także to, co dzieje się po 10 kwietnia w sprawie śledztwa – to zamach, panie premierze, na polską suwerenność. W momencie oddania tego śledztwa Rosji i zgody na to, by lot prezydenta państwa i generalicji uznać za cywilny, a nie wojskowy, gdy nie odważył się pan wykorzystać istniejących możliwości umiędzynarodowienia śledztwa, było jasne, że zostanie ono przeprowadzone według standardów sowieckich, a efekt nawiąże do tradycji raportu Burdenki. I tak się stało. Pan, panie premierze, pan minister Miller, zamiast odrzucić ten raport, bo nie można o nim dyskutować, przyjmujecie winę strony polskiej, to znaczy winę pilotów. Macie rację – czy nie mam ja racji w tym momencie, panie premierze? – tylko wówczas, jeżeli mówicie o sobie, to jest o panu, panie premierze, o panu Millerze, o ministrze Klichu, o ministrze Arabskim, o ministrze Sikorskim, bo nie o pilotach wprowadzonych przez Rosjan w pułapkę. Panie premierze! Nikt nie marzy, by tragedia smoleńska trwała, ale ona trwa, a winę za to ponosi rząd. Niech pan pamięta o odpowiedzialności nie tylko przed ludźmi – poniesie ją pan także przed Bogiem.

nd

***

Zły sen Polaków

Mam nadzieję, że będziecie walczyć o prawdę do jej pełnego ujawnienia – mówił w piątek prezes PiS Jarosław Kaczyński do uczestników marszu pamięci na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie w osiem miesięcy po katastrofie smoleńskiej

– To była wielka tragedia, ale stoi przed nami pytanie, co z tej tragedii wyniknie. Czy wyniknie przebudzenie, czy ten naród będzie coraz bardziej pogrążać się w złym śnie, w którym zapomina się o wartościach, o Polsce? – mówił do zgromadzonych przed Pałacem Prezydenckim lider PiS.

Kaczyński podziękował wszystkim, którzy przychodzili przed pałac przez ostatnie osiem miesięcy. – Mam nadzieję, wierzę w to głęboko, że będziecie tu przychodzić nadal. Mam nadzieję, że będziecie tymi, którym uda się przebudzić innych. Wierzę że będziemy dalej zabiegać o prawdę, bez której żadne wartości ani instytucje demokratyczne nie mogą działać – mówił Kaczyński.

Przyjdzie dzień prawdy

– Dziś walka o prawdę skupiła się wokół jednej sprawy, Smoleńska. Kto dąży do ustalenia prawdy o tym wydarzeniu, jest prawdy obrońcą, kto jest przeciw tej prawdzie, kto chce dziś tę prawdę ukryć, ten jest przeciw temu, co stanowi polską wiarę, co buduje polską demokrację – powiedział prezes PiS.

My jesteśmy po właściwej stronie i nawet jeśli dziś wynika ze statystyk, że jesteśmy w mniejszości, nie opuszczajmy rąk. Często w historii naszego narodu rację mieli ci, którzy byli w mniejszości. Przyjdzie dzień prawdy i będziemy mogli powiedzieć: my wywalczyliśmy to zwycięstwo – przekonywał Kaczyński.

Wyraził też nadzieję i poprosił uczestników marszu, by nie zawiedli Polski także w przyszłym roku i walczyli o prawdę – aż do jej pełnego ujawnienia.

Zdrajcy z PO sprzedają Polskę

Uczestnicy marszu na transparentach mieli m.in.: Fałszowanie smoleńskich zbrodni z Bolszewikami – współudział i zdrada, Smoleńsk – chcemy prawdy, TVN kocha Putina, Zabito prezydenta, a teraz zdrajcy z PO sprzedają Polskę. Skandowali m.in.: Komorowski won do Moskwy, Komoruski. Część przyszła z zapalonymi pochodniami i zniczami, wielu miało też biało-czerwone flagi.

Uczestnicy marszu modlili się, śpiewali pieśni religijne i patriotyczne, m.in. Rotę oraz Boże coś Polskę z frazą Ojczyznę wolną racz nam wrócić Panie. Podobne manifestacje odbywały się 10 każdego miesiąca, począwszy od sierpnia.

Modlitwa z ks. bp. Antonim Dydyczem

Przed marszem pamięci w archikatedrze św. Jana na Starym Mieście odbyła się Msza św. w intencji 96 ofiar katastrofy samolotu Tu-154M. – Jakże wielu naszych rodaków, ale także przedstawicieli innych narodów doświadczyło czegoś podobnego: trzeba było stawać często w obliczu wielkiej próby, trzeba było przyjąć albo odrzucić krzyż – mówił w homilii ordynariusz drohiczyński ks. biskup Antoni Dydycz.

– Co mamy robić na wspomnienie prezydenta Rzeczypospolitej, jego małżonki, ostatniego prezydenta na uchodźstwie i ponad 90 osób zasłużonych dla narodu? – dodał bp Dydycz. – Chcemy pamiętać o nich. Nie wszyscy potrafią zrozumieć nasze przesłanie, nasze motywacje, które nie pozwalają na zapomnienie kolejnej daniny krwi i to złożonej przez jakże bliskie nam osobistości, przez wyjątkowych obywateli RP – powiedział ks. bp Dydycz. Jego zdaniem zapomnienie oznaczałoby ucieczkę przed własną tożsamością.

Męczennicy polskiej sprawy

Po homilii wierni długo bili brawa. Brawami reagowali też na niektóre intencje zanoszone w modlitwie wiernych, m.in. za rządzących Polską o łaskę opamiętania, by nie lekceważyli narodu, z którego zostali wybrani i pamiętali, że są odpowiedzialni przed Bogiem, który zna zamysły serc sprzeniewierzających się prawdzie kłamstwem.

W nabożeństwie wzięli udział m.in. członkowie rodzin ofiar tragedii, w tym Jarosław Kaczyński.

pap /10.12.2010/

***

Niezbędna międzynarodowa komisja

Rozmowa z posłem PiS Antonim Macierewiczem, szefem zespołu ds. zbadania katastrofy smoleńskiej

Jeżeli ktoś zawinił w sprawie katastrofy smoleńskiej, to powinien ponieść karę bez względu na to, czy jest Polakiem, Rosjaninem, kontrolerem lotu czy wysokim urzędnikiem państwowym – twierdzi Macierewicz

Dowód naiwności, mieszanie ludziom w głowach, zdrada i kabaret – tak niektórzy polscy politycy określali pana zeszłotygodniową wizytę w Waszyngtonie.

Trudno uznać ludzi, którzy tak mówią, za wiarygodnych polityków, a dziennikarzy, którzy to powtarzają, za poważnych przedstawicieli opinii publicznej.

Sądzi pan, że Kongres może rzeczywiście przyjąć rezolucję w sprawie powołania międzynarodowej komisji ds. Smoleńska?

Jeżeli wybitni kongresmeni, np. Dana Rohrabacher, i senatorzy, np. Richard Burr, mówią w rozmowach z nami, że powołanie takiej komisji jest niezbędne, to ufam im bardziej niż tym, którzy oddali wyjaśnienie tragedii smoleńskiej w ręce premiera Putina.

A są poważne szanse na przyjęcie takiej rezolucji?

Szanse są duże. Senatorowie, z którymi rozmawialiśmy, byli wstrząśnięci faktami, które im przedstawiliśmy. O ich stanowisku przesądziło niszczenie przez stronę rosyjską dowodów, przetrzymywanie czarnych skrzynek, a zwłaszcza unieważnienie zeznań kontrolerów lotu z 10 kwietnia, wskazujących na wojskowy charakter lotniska i procedur lądowania. Istotne znaczenie miały informacje o złamaniu przez Rosjan konwencji z Chicago. To dlatego podkreślali, że gdyby działała międzynarodowa komisja, nigdy do takich nieprawidłowości by nie doszło.

Ilu członków Kongresu poparło inicjatywę utworzenia międzynarodowej komisji w sprawie katastrofy?

Co najmniej pięciu senatorów jest już zdecydowanych podnieść tę sprawę po rozpoczęciu nowej kadencji Senatu.

Jakie argumenty były dla nich najbardziej przekonujące?

Niszczenie dowodów, próba zmiany zeznań i to, że oddano całość postępowania w ręce rosyjskie. A także fakt, iż do dzisiaj Polska nie ma nie tylko czarnych skrzynek, ale nawet wiarygodnych kopii zapisów z czarnych skrzynek, bo te kopie zapisów, które otrzymaliśmy, były wielokrotnie zmieniane. Szefowie Narodowej Rady Bezpieczeństwa Transportu wskazali zaś, że rodziny ofiar katastrofy smoleńskiej traktowane są w sposób, który w Stanach Zjednoczonych nigdy nie mógłby mieć miejsca. Tu najpierw rodzinom przedstawia się wszystkie informacje, dopiero potem zostają one przekazane opinii publicznej.

Dlaczego spotkał się pan z szefami Narodowej Rady Bezpieczeństwa Transportu, skoro współpracuje z nią też polski rząd, a szef MSWiA Jerzy Miller zapewnia, że rada pomoże polskim ekspertom w ostatecznym redagowaniu opinii. Może lepiej byłoby najpierw poczekać na pełny raport niż z góry przekreślać polskich prokuratorów i szukać wsparcia na Zachodzie?

Rozmawiali z nami wszyscy dyrektorzy rady i bardzo jasno stwierdzili, że nie konsultują swojego stanowiska z żadnym państwem trzecim. Na tym tle oświadczenia pana Millera wyglądają więc tak jak jego wcześniejsze informacje składane przed polskim Sejmem: niewiarygodnie.

Co jeszcze usłyszał pan od szefów Narodowej Rady Bezpieczeństwa Transportu?

Treść i ustalenia tych rozmów chcemy najpierw przekazać rodzinom ofiar. Zamierzamy ponownie spotkać się z dyrektorami rady już po publikacji uwag komisji Millera do rosyjskiego raportu.

Spotkał się pan też z pracującym w Waszyngtonie dawnym doradcą Władimira Putina Andriejem Iłłarionowem.

Pan Iłłarionow uważa, że świadectwa rosyjskie oraz dowody, które zebrał, a które nam przedstawił, nie pozostawiają wiele wątpliwości, że odpowiedzialność za katastrofę ponoszą przede wszystkim kontrolerzy lotu. Nasze analizy prowadzą do tej samej konkluzji. Wszystkie materiały musimy jednak przeanalizować. Pan Iłłarionow zgodził się wejść w skład grupy doradców sejmowego zespołu, którym kieruję.

Według mediów rosyjscy śledczy wskazują w raporcie, że odpowiedzialność leży głównie po stronie polskich pilotów.

W ciągu ostatnich 7 miesięcy wielu dziennikarzy upowszechniało rosyjskie informacje. Jakby nie zdawali sobie sprawy, iż stają się narzędziem propagandy jednej strony. Do dzisiaj żaden z tych dziennikarzy nie wytłumaczył się z bezzasadnej, okrutnej dla rodziny kampanii medialnej skierowanej przeciwko generałowi Błasikowi. Pana pytanie odnosi się do podobnej sytuacji. Rosjanie już pierwszego dnia przesądzili, że to Polacy są winni. Część mediów pomaga im w propagowaniu tego stanowiska.

Twierdzi pan, że przecieki do mediów o kobiecym głosie w kabinie pilotów, braku doświadczenia pilotów czy generale Błasiku, który miał w krytycznym momencie siedzieć za sterami, były częścią celowej akcji dezinformacyjnej?

Pana opis przebiegu tej akcji dezinformacyjnej jest bardzo trafny.

Kiedy najwcześniej Kongres mógłby głosować nad rezolucją o powołaniu międzynarodowej komisji?

Sprawa jest otwarta. Być może próba zostanie podjęta do końca grudnia, chociaż raczej nastawiamy się na przyszłą kadencję Kongresu. Więcej wagi przykładamy do stanowiska Senatu.

Czy jeśli ta komisja powstanie w przyszłym roku, będzie wówczas miało jeszcze sens, skoro sam pan przekonuje, że strona rosyjska niszczy dowody w sprawie katastrofy?

Im szybciej powstanie komisja, tym lepiej. W takich sprawach każda stracona chwila oznacza bowiem utratę dowodów. Ale nawet jeśli uda się ją powołać w styczniu, lutym czy w marcu, to nadal będzie miała szanse dojść do prawdy, bo poza dowodami materialnymi są jeszcze zeznania ludzi, którzy ciągle żyją. Sposób działania tej komisji i jej wnikliwość będą zależeć od determinacji politycznej i świadomości tego, jak ważne dla całego wolnego świata jest wyjaśnienie, jak mogło dojść do śmierci ogromnej części elity państwa polskiego. I to właśnie tej części elity, która była najbardziej zaangażowana we współpracę ze Stanami Zjednoczonymi, w politykę budowy niepodległej Polski i niepodległych państw Europy Środkowej. Praca tej komisji będzie więc ważna – niezależnie od momentu, kiedy zostanie powołana. Szczególną odpowiedzialność ponoszą w tym wypadku te media, które robiły wszystko, by taka komisja nie powstała, oraz ci politycy, którzy najpierw za wszelką cenę starali się przeszkodzić w powołaniu komisji, a następnie ubolewają, że powstanie zbyt późno. To cyniczna gra i nie ma ona nic wspólnego z dążeniem do prawdy.

Sądzi pan, że Rosja wpuści taką komisję na swoje terytorium? Nie przewiduje pan z tym kłopotów?

Przewiduję. Ale wiele osób wyobrażało sobie po śmierci Litwinienki, że nie będzie można nic w tej sprawie wyjaśnić, ponieważ Rosja nie pozwoli na prowadzenie śledztwa. A jednak brytyjscy śledczy zostali wpuszczeni do Moskwy i udało im się przeprowadzić tam odpowiednie postępowanie. Nie zarzekałbym się więc zbyt szybko, że Rosja nie wyrazi zgody w sprawie komisji ds. Smoleńska. Zwłaszcza jeśli opinia wolnego świata – a przede wszystkim Stanów Zjednoczonych – będzie jednoznaczna. A także, jeżeli media nie będą się wciąż zajmować atakami na tę komisję.

Czy jednoznaczne stanowisko USA jest możliwe w sytuacji, gdy Barack Obama robi tak wiele dla ocieplenia stosunków z Rosją?

To pytanie o politykę, a my rozmawiamy o sprawie, która jest ponadpolityczna, rozmawiamy o dojściu do prawdy. Wszyscy nasi rozmówcy – nawet ci, którzy nie podjęli jeszcze decyzji o swoim poparciu dla powołania międzynarodowej komisji – mówili, że wyjaśnienie tej sprawy jest najważniejsze. Izba Reprezentantów i Senat od stycznia będą mieć nowy, inny niż na początku kadencji prezydenta Baracka Obamy skład i wydaje się, że będą mieć inne zdanie w sprawie tragedii smoleńskiej. Dlatego powołanie tej komisji i jej sukces są realne.

Co dalej, jeżeli się okaże rzeczywiście, że to rosyjscy kontrolerzy są winni katastrofy?

Winnych trzeba ujawnić, dać im możliwość obrony i wyciągnąć konsekwencje prawne zarówno wobec sprawców, jak i tych, którzy ich winę próbowali ukryć i utrudniali dojście do prawdy. Jeżeli ktoś zawinił – powinien ponieść karę bez względu na to, czy jest Polakiem, Rosjaninem, kontrolerem lotu czy wysokim urzędnikiem państwowym.

Pytam – bo wspomniana przez pana sprawa morderstwa Aleksandra Litwinienki doprowadziła do poważnego kryzysu dyplomatycznego na linii Londyn – Moskwa. Jeżeli się okaże, że kontrolerzy lotu świadomie wprowadzili pilotów w błąd i doprowadzili do śmierci polskiego prezydenta i czołowych polityków, co powinien wtedy zrobić polski rząd?

Żądać uczciwego sądu i ukarania winnych oraz tych, którzy ich ewentualnie inspirowali. Ale dzisiaj jesteśmy jeszcze daleko od wskazywania winnych. Tę sprawę trzeba przede wszystkim uczciwie zbadać. Zajmuje się tym zespół parlamentarny, którym kieruję i mam nadzieję, że zajmie się tym także międzynarodowa komisja. Niestety nie zajmuje się tym rząd premiera Donalda Tuska, bo oddał wszystko w ręce rosyjskie i milczy, gdy niszczy się dowody, zmienia zeznania, łamie konwencję z Chicago. Na tym polega odpowiedzialność tych, którzy 29 kwietnia przed Sejmem mówili, że śledztwo trzeba było oddać w ręce Rosjan, ponieważ inaczej byłoby im przykro.

rozm. jp/rp /22.11.2010/

***

USA pomogą w sprawie Smoleńska?

Szef PiS Jarosław Kaczyński ma zwrócić się do republikańskich kongresmenów z USA o pomoc w wyjaśnieniu przyczyn katastrofy smoleńskiej. Kaczyński planuje wystosować list w tej sprawie

W połowie listopada do Stanów Zjednoczonych ma pojechać zajmująca się w PiS sprawami zagranicznymi Anna Fotyga. Towarzyszyć jej będzie szef parlamentarnego zespołu ds. wyjaśnienia katastrofy smoleńskiej Antoni Macierewicz.

Macierewicz i Fotyga mają przekazać swoim republikańskim rozmówcom pismo od Kaczyńskiego.

Mają też rozmawiać m.in. na temat projektu rezolucji w sprawie powołania niezależnej międzynarodowej komisji do zbadania przyczyn katastrofy smoleńskiej, którą w czerwcu zgłosił republikański kongresmen Peter King.

Prezes PiS planuje też publikację artykułu w jednej z poczytnych amerykańskich gazet nt. polityki bezpieczeństwa w Europie Środkowo-Wschodniej.

pap /9.11.2010/

***

Rząd Tuska jak wystraszony piesek

Prezes PiS Jarosław Kaczyński powiedział, że rząd Donalda Tuska zachowuje się jak wystraszony piesek w stosunku do Rosji, która – jak mówił – niekoniecznie musi być zainteresowana ujawnieniem prawdy w sprawie katastrofy smoleńskiej.

Jak mówił, to obecny rząd powierzył sprawę śledztwa w sprawie śmierci polskiego prezydenta, wielu wybitnych polityków (…) obcemu mocarstwu, rzeczywiście obcemu, nie sojuszniczemu.

Kaczyński przekonywał, że rząd powierzył śledztwo mocarstwu, które ciągle jest traktowane jako pewnego rodzaju zagrożenie, które nie przestrzega w swoich granicach żadnych cywilizowanych reguł, które jest gotowe zabijać i to masowo własnych obywateli. W tym kontekście szef PiS wspomniał sprawę Czeczenii oraz ataku na teatr w Moskwie, gdzie zginęły setki niewinnych ludzi i sprawę Biesłanu, gdzie też zginęły setki niewinnych ludzi.

– Rząd, który się dopuszcza takich rzeczy, który się zachowuje, jak taki wystraszony piesek w stosunku do państwa, które przecież niekoniecznie musi być zainteresowane ujawnieniem prawdy, jednocześnie oskarża o zdradę tych, którzy chcą dojść do prawdy – powiedział prezes PiS.

Według niego, podobnie tę sprawę ocenia większość społeczeństwa i tak to oceni historia.

pap /15.11.2010/

***

Skandaliczne działania rządu

Za upamiętnieniem ofiar katastrofy smoleńskiej w całym kraju opowiedział się Jarosław Kaczyński. – Wierzę, że tak będzie – przekonywał prezes PiS, który udzielił obszernego wywiadu Radiu Maryja. Działania władz ws. wyjaśnienia przyczyn katastrofy smoleńskiej nazwał skandalem

Kaczyński zaznaczył, że pomnik w samej Warszawie nie powinien stać w miejscu drewnianego krzyża, ale przed kościołem karmelitów. Przemawiają za tym względy architektoniczne, które w jego opinii także przesądzają o tradycyjnej formie projektu. Powinien on zostać wyłoniony w drodze konkursu.

Prezes PiS porównał sprawę powszechnego upamiętnienia ofiar katastrofy do pomników ks. Jerzego Popiełuszki. Jak przypomniał, w pierwszych latach po śmierci kapłana nie było żadnego, a obecnie można je spotkać w całym kraju.

Mamy do czynienia z gigantycznym skandalem

Lider opozycji skrytykował działania władz w sprawie wyjaśnienia przyczyn i wskazania winnych katastrofy samolotu rządowego. Podkreślił, że od początku zaniedbano możliwości wyegzekwowania większego udziału polskiej strony w śledztwie i wytknął brak zaangażowania ze strony rosyjskiej.

– Jeżeli to jest ocieplenie, to znaczy, że najcieplejsze stosunki mieliśmy w czasach PRL-u. Nie wiem, czy Donald Tusk by odpowiedział twierdząco na pytanie, czy do tego dąży. Sądzę, że by bardzo gwałtownie zaprzeczał. Ale fakty na to wskazują,. Mamy tutaj do czynienia z gigantycznym skandalem – podkreślił Kaczyński.

Majątek państwowy jak srebra rodowe

Nawiązując do demonstracji w Warszawie pracowników Lasów Państwowych, Kaczyński podkreślił, że zawsze był i będzie przeciwnikiem wszelkich działań zmierzających do prywatyzacji lasów, a także majątku państwowego, który stanowi srebra rodowe, np. uzdrowisk. Skrytykował także ‘rozmaitych uzdrawiaczy gospodarki’ postulujących likwidację KRUS, bo jego zdaniem, takie posunięcie wywołałoby na polskiej wsi głód w autentycznym znaczeniu tego słowa.

Krytycznie o działaniach prezydent Warszawy

Jarosław Kaczyński wypomniał prezydent Warszawy, Hannie Gronkiewicz-Waltz, wynajęcie obszernych pomieszczeń przy ul. Nowy Świat, za symboliczną cenę, środowisku związanemu z lewicowym periodykiem Krytyka Polityczna.

– Chciałbym zapytać panią Gronkiewicz-Waltz (…) czym się kieruje tworząc podstawę do oddziaływania na młodzież uniwersytecką grup, które już nawet nie mieszczą się w ramach podziałów na scenie politycznej – najbliższe są oczywiście SLD, ale tak naprawdę są jeszcze znacznie bardziej na lewo – pytał prezes PiS.

Gotowi zniszczyć także Radio Maryja

O wsparcie dla Radia Maryja apelował do prezesa PiS dyrektor rozgłośni, o. Tadeusz Rydzyk. Jak podkreślił, czuje się zagrożony ze strony władz państwowych, które według duchownego dążą wszelkimi środkami do likwidacji radia redemptorystów, jako środka przekazu prezentującego opinie nieprzychylne rządowi.

– Nie mam żadnych wątpliwości, że ta grupa jest gotowa zniszczyć także Radio Maryja, bo ona nie chce nawet żadnych wentyli bezpieczeństwa, ona się panicznie boi prawdy, chce wmawiać ludziom że jest inaczej niż jest, że białe jest czarne, że czarne jest białe, bo tylko w oparciu o tego rodzaju mechanizm jest w stanie rządzić. Plus Palikotowie, plus różnego rodzaju ludzie zajmujący się zawodowo obrażaniem, wyśmiewaniem wszelkich wartości i ludzi, którzy te wartości reprezentują, plus odrzucenie wszelkich reguł – te wszystkie rzeczy dziejące się wokół ofiar katastrofy, wokół poległych, mojego poległego świętej pamięci brata, są tego najlepszym przykładem – podkreślił Kaczyński.

– Jeżeli się zjednoczymy, jeżeli nie będziemy ulegać fali oportunizmu zalewającej nasz kraj, to się obronimy. Jestem przekonany, że przyjdzie taki moment, w którym będziemy mogli Polskę odbudowywać; modlić się o tych, którzy zgrzeszyli, ale też w tym naszym, ziemskim wymiarze ich grzechy wytknąć, a tam gdzie były zbyt ciężkie – odpowiednio rozliczyć – zakończył prezes PiS.

Nie jestem w tej wspólnocie

– Nie odpowiadam za to, że pod krzyżem – wtedy kiedy jeszcze stał pod pałacem prezydenckim – w licznej obecności policji bito i obrażano ludzi, kobiety, profanowano krzyż. Ja za to nie odpowiadam i nie chcę odpowiadać. Nie chcę z tymi ludźmi, którzy za to odpowiadają – bo mogliby to jedną decyzją zmienić – nie chcę być razem, przyznawać się do jakiejś wspólnoty z nimi, bo żadnej wspólnoty nie ma – wyjaśnił prezes PiS.

– Mówię jasno: tacy ludzie Polską rządzić nie powinni. Mogą rządzić różne opcje: lewicowe, prawicowe – tak to bywa w państwach demokratycznych. Ale musi być pewna wspólna podstawa moralna, tzn. pewne przeświadczenie, że pewne sprawy zrobić trzeba, niezależnie jakie mamy nastawienie do ludzi czy przedsięwzięć.(…) Jeżeli ktoś tego nie uznaje, to z mojego punktu widzenia wchodzi do sfery, z którą nie chcę mieć nic wspólnego, bo to są niszczyciele państwa polskiego i niszczyciele polskiego społeczeństwa. Jeżeli to miałoby iść w tym kierunku, to przyszłość naszego narodu, i szerzej – przyszłość Europy stoi przed wielkim znakiem zapytania – stwierdził Jarosław Kaczyński.

pap /1.10.2010/

***

Żadnej współpracy z Komorowskim

Rozmowa z Jarosławem Kaczyńskim, prezesem Prawa i Sprawiedliwości

Donald Tusk powiedział dla Wprost, że PO nie ma z kim przegrać wyborów, bo PiS jest formacją zupełnie bez pomysłu na temat: co zrobić, by Polakom było lepiej.

Nie wiem, czy lisy mają sny, ale to sen Lisa. Mówię o naczelnym Wprost. Jest to też element socjotechniki, którą stosuje Donald Tusk. Znam wypowiedzi politologów, którzy mówią, że jedyną partią, która ma w Polsce program, jest Prawo i Sprawiedliwość. Rzeczywiście, my jedyni możemy to pokazać, położyć tu przed wami.

Mówiliście o tym na zjeździe PiS w marcu?

Tak, a teraz wracamy do tego, co zaczął zjazd marcowy [kongres PiS – red.], tj. do korekty programu z 2009 r. ze względu na nowe warunki, w szczególności kryzys. Dzień po nim trafiła do szpitala moja mama, a potem w ogóle zaczął się najczarniejszy okres w moim życiu. Ponieśliśmy straszliwe straty. Nie ma Grażyny Gęsickiej, Oli Natalli-Świat, Przemysława Gosiewskiego.

Wróćmy do tego programu.

Pracujemy nad uzupełnieniem programu uchwalonego w 2009 r., który obejmuje wszystkie dziedziny życia i który wprost odnosi się do celu, jakim jest poprawa jakości życia Polaków. A to, że w Polsce jest obyczaj, że media, jeżeli kogoś nie lubią, nie biorą pod uwagę faktów, to ja na to nic nie poradzę. Tak jak było z naszym kongresem, gdzie media nie zauważyły wydarzenia wyjątkowego, czyli wystąpienia prezesa PAN. Nie zauważyły też w istocie wystąpienia Grażyny Gęsickiej, które było swego rodzaju aneksem do programu z 2009 r. Skądinąd ten program doczekał się jedynie dwóch zdawkowych recenzji Piotra Zaręby i Bronisława Wildsteina, z których wynikało, że jest on poważny. Sądzę, że dyskusja polityczna w Polsce powinna być jednak bardziej bogata i bardziej merytoryczna. Powinno głębiej zajmować się programami istotnych formacji działających na polskiej scenie politycznej.

Wie pan doskonale, że przekaz polityczny dociera do wyborców jedynie w formie mocno uproszczonej. Tusk może nie mieć programu, ale wie, jak dotrzeć do wyborców.

Tusk mówi o posiadaniu lub nie pewnej wizji, więc odpowiadam, że jesteśmy jedyną partią, która ma program. Pomysł, jak dotrzeć, mają media, a nie on. Gdybyśmy mieli takie poparcie mediów jak Tusk, to byśmy dotarli. Ale to kwestia polskiego establishmentu i jego pieniędzy. Często zdobytych w sposób niejasny.

Macie program, a sondaże są niekorzystne. Czy wspomniany przez pana program odnosi się też do wyborów samorządowych? PiS chyba nie ma szans na zdobycie stanowisk prezydentów największych miast?

Uważamy, że tu najważniejsze są sejmiki. Wybory prezydenckie wygraliśmy w siedmiu województwach i na południu Wielkopolski. W tych miejscach mamy największe szanse. Możemy też myśleć o województwie dolnośląskim, bo tam szanse ma lista Rafała Dutkiewicza i sytuacja może być ciekawa. Zresztą ciekawa może być też sytuacja w innych województwach. Wszystko przed nami. W dużych miastach nie będzie łatwo. Ale tacy kandydaci, jak Czesław Bielecki w Warszawie, Witold Waszczykowski w Łodzi, Andrzej Duda w Krakowie, Lech Sprawka w Lublinie, Krzysztof Zaremba w Szczecinie, mogą dużo zmienić. A i inni z całą pewnością nie będą od parady. Mówię tylko o największych miastach. W mniejszych prezydenckich szans jest sporo.

Późno startujecie. Wasi kandydaci nie będą mieli czasu na kampanię.

Przypominam, że doznaliśmy ciężkiego szoku. Gdy zapalałem znicze na Krakowskim Przedmieściu, to nie tylko za brata i bratową i za wszystkich poległych, ale też za ponad 20 innych osób związanych z nami. Z tego nie było łatwo wyjść, ale nie jesteśmy gorsi niż PO. Oni w wielu miejscach się kłócą i nie mają kandydatów.

Za rok wybory parlamentarne. Czy to prawda, że uznał pan, że nie da rady ich wygrać, więc lepiej jest zewrzeć szeregi, przyciąć skrzydła partyjne i czekać, aż PO sama się skompromituje?

Chcemy wygrać najbliższe wybory. Jest na to szansa, bo wyraźnie zmniejszyła się różnica między nami a PO. Natomiast jest konieczne uporządkowanie partii. Nie możemy stwarzać sytuacji opisanych przeze mnie w liście. Jeżeli mamy się lepiej, dochodzimy w sondażach do 40 proc., to natychmiast zaczyna się awantura wokół spraw wewnątrzpartyjnych. W marcu zostałem wybrany na prezesa partii, a pan Paweł Poncyljusz natychmiast zaczyna to kwestionować. Jak może funkcjonować partia, która wybiera przewodniczącego miażdżącą większością głosów i zaraz zaczyna się wysyłanie go do Sulejówka? Przecież 10 kwietnia – oczywiście nikt nie wiedział, co się wydarzy – ukazał się wywiad z taką tezą Poncyljusza. Potem był Marek Migalski.

PO ma ofertę dla różnych grup wyborców. Dla lewicy ma Janusza Palikota, dla prawicy Jarosława Gowina. Potrzebujecie i liberałów, i zakonu PC, i grupy radiomaryjnej itd.

Zakon PC to mit. Gdyby pani Joanna Kluzik-Rostkowska była gotowa tak jak pan Gowin – siedząc na stołku barowym w kawiarni Na Rozdrożu najbezczelniej opowiadać, że afera hazardowa to prowokacja PiS i spisek Kaczyńskiego z Mariuszem Kamińskim, a sam to słyszałem, bo tam byłem – to wtedy oczywiście tak. Tylko że Kluzik-Rostkowska w swoim ostatnim wywiadzie próbuje usiąść okrakiem na barykadzie i to w sprawie prostej, gdzie nie trzeba ofiar moralnych czy wręcz samoośmieszenia. Nie jest w stanie przyjąć, że ja, mówiąc o odpowiedzialności tego rządu moralnej i politycznej za katastrofę smoleńską, nie mówiłem o prokuraturze. Że są to dwie oddzielne sprawy. Warunkiem bycia w naszej partii jest przyjęcie normalnych reguł demokracji jako obowiązujących i postulat, że trzeba wprowadzić je w Polsce. I w każdym normalnym demokratycznym kraju po tym, co się stało – polityce antyprezydenckiej, tanim populizmie, i tym, co się stało po wyborach, czyli lokajstwie wobec Moskwy, jak to celnie określił Ryszard Legutko – rząd musiałby upaść. A ci ludzie zniknąć ze sceny politycznej. Powiedziałem rzecz oczywistą w imię tego, by Polska kiedyś była wreszcie demokratycznym krajem, a nie postkomunistyczną oligarchią. Jeśli ktoś w tej sprawie nie ma jasnego poglądu, to ja nikogo nie wypycham, ale też nie będę prosił, by był w partii. I przypominam, że siedzenie na barykadzie jest mało wygodne i zawsze się spada.

Czy dla liberałów jest jeszcze miejsce w PiS?

Nikogo nie wypycham, ale też nie będę prosił. Zasada jest taka: gdybyśmy mieli takich panów jak Gowin, to on w takiej sytuacji grzmiałby, że Kaczyński ma 100 proc. prawdy. Gowin jest całkowicie lojalnym i gotowym na wszystko żołnierzem Tuska. Gowin godzinę po wyborze Tuska nie wpisał na Twitterze, że szkoda Platformy. My wymagamy odrzucenia tylko poprawności dyktowanej przez Gazetę Wyborczą.

Gdy pan mówi te rzeczy o liberałach, jest to jak zapalenie zielonego światła dla ich wewnątrzpartyjnych rywali, np. z okręgów wyborczych.

Pozycja posłanek i posłów, o których panowie pytacie, w ich okręgach wyborczych nie jest mocna, może z wyjątkiem posłanki Elżbiety Jakubiak, która jest u siebie. Ale nikt ich nie wypycha, jeśli będą lojalnie pracować dla Prawa i Sprawiedliwości. Umizgi do naszych, łagodnie mówiąc, radykalnych przeciwników niczemu nie służą. Powtarzam, nie chcę ich wypychać, ale mówię jasno: nie można siedzieć okrakiem na barykadzie. Nie można udawać, że gdy Zbigniewa Ćwiąkalskiego usunięto za to, że ktoś powiesił się w więzieniu – choć to nie Ćwiąkalski go wieszał ani go nie pilnował, tylko odpowiadał za to politycznie – to teraz ci panowie za nic nie odpowiadają. A powinni, bo dopuścili się wielu nagannych czynów, które złożyły się na zwiększenie niebezpieczeństwa katastrofy lub wręcz były jej przyczyną. W normalnym kraju demokratycznym po tak wielkiej tragedii ci ludzie wylecieliby z polityki.

Strona liberalna miała żal, że nie rozliczył pan Zbigniewa Ziobry, choć on też udzielił wywiadu, gdzie krytykował kampanię.

Ziobro działał na moje osobiste polecenie.

Mógł skrytykować kampanię?

Mógł, bo takie dostał polecenie. Kampania przeprowadzona była nie najlepiej. Wybory można było nawet wygrać, a na pewno mieć lepszy wynik, i to z kandydatem w bardzo kiepskiej formie.

Wygrać?

Tak. Abstrahuję od tego, czy mówić o Smoleńsku, czy nie. Tu nie ma jasnej odpowiedzi. Ale można było wykorzystać wielki ruch, który zbierał podpisy. To był polski rekord, bo zebrano dwa miliony podpisów. Ruch powinien od razu otrzymać materiały, a tu dyskutowano przez wiele dni, jak ma wyglądać ulotka. To było ogromnie demobilizujące także dla aparatu. Można było przeprowadzić dobrą kampanię telewizyjną, a był jeden spot kompletnie niezrozumiały dla nikogo, ale emisyjny. I były spoty nieemisyjne. Przede wszystkim można było doprowadzić do takiej mobilizacji partii jak w 2005 r. Wtedy spotkania były liczone w tysiącach. Teraz było ich dużo, dużo mniej. Niektórzy nie chcieli w nich uczestniczyć. Tych dużych z udziałem grupy posłów było ok. 150 plus 30 moich. Do tego dochodziła indywidualna aktywność parlamentarzystów. Ale razem i tak to zbyt mało. To pokazuje, jak ważna jest dyscyplina w partii i pracowitość posłów. Obowiązki posłów to ciężka praca. Każdy, kto nie wykonuje obowiązków, może być pewien, że drugi raz nie zostanie posłem. Jeżeli ktoś nie chce ciężko pracować, tylko miło żyć, układać się z miejscowymi samorządowcami, uczestniczyć w różnych gierkach, to nie może liczyć, że znów będzie posłem PiS.

Czy możliwe jest pogodzenie się Marka Migalskiego z PiS?

Przestałem widzieć dla niego miejsce od chwili jego występu w sklepie bieliźniarskim. To człowiek z kręgu kulturowego, z którym przynajmniej ja nie chcę mieć nic wspólnego. Być może jestem anachroniczny, ale to przekroczenie akceptowalnych granic. Nie chcę uczestniczyć w polityce, która jest degradacją – nie tylko w skali Polski, także Europy.

Czy mówienie o tragedii smoleńskiej i konflikt o krzyż nadal będą dominującą częścią przekazu PiS?

Odpowiem tak: w okresie wakacyjnym było 18 konferencji prasowych. Na różne tematy. I na kilku z nich pewną częścią – może 10 proc. – była mowa o tych dwóch sprawach. Będę zajmować się katastrofą smoleńską. Partia też, bo jest żądaniem horrendalnym, by się nie zajmować tak wielką tragedią. Tym bardziej że śledztwo jest prowadzone skandalicznie, postawę polskich władz można nazwać już nie serwilizmem, tylko najbardziej żałosnym lokajstwem. Mogę odwołać się do Rafała Ziemkiewicza, który napisał, że ma poczucie, że dostał w pysk. Też mam poczucie, że dostałem w pysk. Nie dlatego, że jestem bratem i szwagrem dwojga poległych, i przyjacielem kilku kolejnych osób oraz bliskich było mi następnych kilkanaście osób. Mam to poczucie po prostu jako Polak. Partia będzie tym się zajmować raczej przez kanały społeczne niż bezpośrednie. Choć też, gdy trzeba będzie, bezpośrednio. Ale pokazałem panom, że te kilkanaście konferencji świadczy o tym, że zajmujemy się wszystkimi ważnymi sprawami. A to, że my pewnego dnia robimy ważną konferencję na jakiś temat, a następnego dowiadujemy się, że nie zajmujemy się tym tematem, to jest pytanie o kształt polskich mediów. Rzeczywiście, kluczowa dziś dla naszej demokracji sprawa.

Oprócz tych konferencji były codzienne wystąpienia Antoniego Macierewicza, który referował na wizji doniesienia prasowe i opowiadał, co przeczytał w gazetach o katastrofie.

Może czasem przesadzał, bo ilość nie zawsze przechodzi w jakość. Ale Macierewicz to instytucja.

Ale jego działania idą na konto partii.

Zgoda. Ale są sprawy, do których trzeba wyjątkowej asertywności i determinacji. Tak jak w przypadku rozwiązania WSI. Tam nie dałby sobie rady ktoś troszeczkę słabszy psychicznie i mniej asertywny. Zostałby owinięty wokół palca i stałby się kukiełką tak jak pewien dzisiaj superznany polityk.

Macierewicz ma jakieś osiągnięcia w sprawie smoleńskiej?

Zgromadzone są bardzo potężne materiały. Są osiągnięcia w ramach obecnych możliwości. Jednak wycisnął na władzy choćby pozorne działania. Przedtem nic nie robiono, później zwoływano komisje, coś tam przedstawiano. Z tego czasem coś wynikało, czegoś nowego się dowiadywaliśmy. Gdybyśmy nic nie robili, toby się nic nie działo. Więc odrzucam zarzuty. A że Macierewicz jest, jaki jest? Gdyby był inny, toby KOR nie założył. W tak skrajnych przypadkach potrzebni są tacy ludzie, bo być może trzeba będzie tam stawiać kwestie niesłychanie trudne, których inni będą się bali. Był pomysł niektórych naszych kolegów, żeby stała na czele Joanna Kluzik-Rostkowska. Skoro ona się obawia powiedzieć, że jednak w Polsce istnieje odpowiedzialność moralna i polityczna, to jak można ją kierować na rzeczywiście trudny odcinek? Ona może być bardzo pożyteczna w polityce społecznej. Jest bardzo miła, urocza i może bardzo podobać się ludziom, ale do noszenia stukilowych worków potrzebny jest ktoś bardzo silny i zdeterminowany. A tu trzeba nosić dwustukilowe.

Czy pański wywiad z TVP Info z dnia, gdy został zabrany krzyż sprzed Pałacu Prezydenckiego, nie był sygnałem, że partia odpuszcza sobie tę tematykę? Tak ten wywiad niektóre osoby, także z PiS, odebrały.

Absolutnie nie jest. To Jadwiga Staniszkis tak mówiła. Ale ona podejmuje próby rozpoznawania komunikatów z wyrazu twarzy czy też za pomocą innych zabiegów o niskim poziomie pewności. Rzeczywiście jestem zmęczony, natomiast nie mamy zamiaru niczego tu zmieniać. Chciałbym przy okazji powiedzieć o sprawie krzyża. Bo to ważna sprawa, która ma co najmniej cztery aspekty. Pierwszy jest związany z obecnością krzyży w przestrzeni publicznej. Wokół krzyża nic się nie działo. Sam to kiedyś obserwowałem…

Przed wywiadem z Bronisławem Komorowskim?

Przed. Krzyż stał, ludzie tam spacerowali, mniejsza część ludzi zatrzymywała się, modliła. Nic kompletnie się nie działo. Potem wybuchł konflikt, co wykorzystała lewica. I to jest zasługa Komorowskiego. Gdy powiedziałem, że on został wybrany przez przypadek, chodziło mi o to – mamy analizy – że zdobył część elektoratu konserwatywnego. Przy okazji, nie zgadzam się ze stwierdzeniami, że gdyby kandydował Donald Tusk, to miałby lepszy wynik. W istniejących okolicznościach, nawet bez katastrofy, ze względu na rocznice to Komorowski był optymalnym kandydatem. Np. ze względu na nazwisko – skądinąd też z pewnym elementem fałszu, bo on nie z tych Komorowskich – jego osoba jest nieporównanie poręczniejsza w okresie wzniesienia się uczuć patriotycznych. Komorowski był dużo trudniejszym przeciwnikiem niż Tusk. PO podjęła optymalną z jej punktu widzenia decyzję. I rzeczywiście, zdobył część elektoratu konserwatywnego. Otóż nie sądzę, że ci wyborcy wybraliby kandydata, który będzie wojować z krzyżem. Stąd mówiłem o nieporozumieniu. Nie dlatego, żeby podważać prawomocność tego wyboru, bo oczywiście nie podważam.

A kolejne aspekty?

Drugi jest związany z kwestią uczczenia ofiar, zwłaszcza prezydenta. Przeniesienie krzyża było wyraźną deklaracją: my tego nie chcemy. Z punktu widzenia tamtej grupy to oczywiste, ale też pokazuje jej odrzucającą rację państwa politykę. Z punktu widzenia państwa czci się zmarłego w trakcie wykonywania obowiązków prezydenta, zwłaszcza gdy zginął w tak symbolicznym miejscu, nawet jeśli się go bardzo nie lubiło. Tyle że oni nie uznają żadnych reguł, co jest wielce charakterystyczne dla tej formacji. Są nawet nie tyle kontrkulturowi, ile postkulturowi. Jest też bardzo ważny aspekt prawny. Sprawa krzyża pokazała ich stosunek do prawa. Władze, policja nie reagowały na akty agresji, niebywałego chamstwa i przestępstw popełnianych wobec ludzi stojących przy krzyżu. Nie reagowały na bezczeszczenie krzyża i pamięci zmarłych, a są to przestępstwa opisane w kodeksie. Tam stali policjanci i nie reagowali. Musieli mieć takie polecenie. Jest też sprawa barierek na Krakowskim Przedmieściu. Do dziś nie jesteśmy w stanie wydobyć od Hanny Gronkiewicz-Waltz (prezydent Warszawy – red.) – bo oczywiście wszystkie terminy i reguły prawne oni mają głęboko gdzieś – podstawy prawnej. Zapytaliśmy o to, bo barierki musiały być stawiane na podstawie decyzji administracyjnej. Mamy na piśmie odpowiedź Kancelarii Prezydenta, że to nie oni, bo nie mają prawa do tego terenu. Więc na jakiej podstawie prawnej odgrodzono część Krakowskiego Przedmieścia? Bez decyzji administracyjnej to całkowite bezprawie. Nie ukrywam, że zaskarżylibyśmy to natychmiast do sądu administracyjnego, bo nie było żadnych podstaw do stawiania barierek. Trzecią sprawą jest zapowiedź karania za stawianie tam zniczy. Jest pytanie: po 10 kwietnia stały tam dziesiątki tysięcy zniczy. Wtedy były legalne czy nie? Jeżeli były legalne, to dlaczego teraz nie są? Zresztą gdy pod Kancelarią Premiera stanęło białe miasteczko, przez tygodnie odbywała się demonstracja, która bardzo przeszkadzała w pracy. Delegacje zagraniczne trzeba było przyjmować w innych salach, bo nie dało się tego robić w tych do tego przeznaczonych. Bo bez przerwy robiono kocią muzykę. Pani Gronkiewicz-Waltz to nie przeszkadzało. A znicze jej przeszkadzają. Jest pytanie o prawo, które nie jest w Polsce przestrzegane. To strukturalna cecha tej władzy, z czym wiąże się czwarty aspekt, kulturowy. W moim przekonaniu nie można dokonać analizy fenomenu Platformy Obywatelskiej bez przyjrzenia się tym, którzy atakowali krzyż, i jednocześnie przypomnienia o miażdżących zwycięstwach Platformy w więzieniach.

Nie przesadza pan?

Nie. Każdy musi się nad tym zastanowić, co łączyło atakujących krzyż ze światem kryminalnym, półświatkiem, który atakował tych pod krzyżem. Jak to się ma do Janusza Palikota i języka, jakim Platforma mówi o politycznych przeciwnikach, w tym o tragicznie zmarłych, o całej tej licytacji w przekraczaniu granic przyzwoitości. To się musi w więzieniach podobać. A dla dzisiejszej Platformy jest niezwykle charakterystyczne.

Ale kryminaliści są mniejszością społeczeństwa, a co z większością wyborców głosujących na PO?

Uwzględniając frekwencję, to nie jest większość społeczeństwa. W Polsce jest duża część ludzi, którym odpowiada nieporządek w państwie, którzy boją się porządnego państwa. Mamy za sobą wieki niewoli, bardzo niedobrą strukturę społeczną, pańszczyznę, ponurą tradycję kapitulanctwa wobec zaborców, tzw. klas wyższych, wreszcie straszne dziedzictwo PRL. Tylko to nie powinna być przesłanka do rezygnacji ze zmiany Polski, tak by stała się krajem zdobywającym Nagrody Nobla. Krajem obecnym w światowym obiegu dóbr, ważnych wydarzeń, zauważalnych w globalnej skali sukcesów. To jest ta różnica między nami a PO. Oni wpisują się w pewien stan społeczeństwa, a my kontestujemy. To jest być może powód potwornej nienawiści do nas ze strony pewnej części społeczeństwa. My symbolizujemy dla nich system wymagań, którego nie znoszą, nie rozumieją, bo to przekracza ich horyzonty. Niezależnie od tego, że mogą mieć nawet profesorskie tytuły.

Wojna wokół krzyża obniżyła zdolność koalicyjną PiS. Tuż po wyborach prezydenckich była grupa polityków PSL i SLD, którzy wyobrażali sobie sojusz z wami przeciw PO. Dziś boją się z wami współpracować.

To nie PiS prowadził wojnę o krzyż. Nie stawialiśmy go, nie organizowaliśmy obrońców, z tamtej grupy znam tylko jednego człowieka z racji jego dawnej działalności opozycyjnej. Raz tylko wystawiliśmy tam coś w rodzaju straży, by choć trochę okiełznać dzicz, która atakowała obrońców, bezcześciła i profanowała krzyż, atakowała ludzi, a jak mówiłem, policja nie reagowała. Cześć polskiego dziennikarstwa potrafiła wychwycić, kto tam był, i pokazać to. W tłumie byli m.in. kryminaliści, sutenerzy. Chwała za to tym dziennikarzom.

Pytamy o konsekwencje polityczne.

Miłość była jednostronna. To, że u nas jakimś młodym ludziom, słabo pamiętającym komunizm, przychodziły różne rzeczy do głowy, nie miało nic wspólnego z wolą kierownictwa partii.

A jeżeli jedyną szansą na odsunięcie PO od władzy będzie koalicja z SLD?

Nie będzie takiego sojuszu. Cały czas przecież obowiązuje uchwała Rady Politycznej PiS zakazująca takich sojuszy. Nie będzie sojuszu z zapaterystami. Co mielibyśmy z nimi zrobić? My chcemy zmienić Polskę, która teraz jest anachroniczną postkomunistyczną oligarchią. Teraz PO restauruje tę oligarchię. Pamiętamy wystąpienie Tuska przeciw Pawłowi Zyzakowi, teraz jest np. wywiad Jana Dworaka w Wyborczej, który stawia się tam w roli cenzora. Osądza, którzy dziennikarze są źli, którzy lepsi.

Mówi pan, że w normalnym kraju nie byłoby miejsca dla ludzi odpowiedzialnych za katastrofę smoleńską. Czy celem PiS jest zdobycie władzy czy zakończenie kariery tych ludzi, o których pan mówił?

Jest zdobycie władzy, co oczywiście będzie oznaczało zakończenie tych karier.

W jaki sposób?

Choćby przez odpowiednie działania w sferze prawnej. Wystarczy osiem lat rządów w Polsce, gdy będzie egzekwowane prawo na zasadzie, że wszyscy są równi, będą działały prawa wolnego rynku i będzie działała, jeśli wolno tak powiedzieć, egzekwowana prawda, i nie będzie tego establishmentu i tych panów. To nie jest cel przeciw komuś. To cel dla Polski, bo tylko taka Polska może się rozwijać. Teraz jesteśmy krajem, który zaczyna się zwijać – ludnościowo, a tempo wzrostu jest dalece zbyt niskie. Popatrzmy na tempo takich krajów, jak Chiny, Turcja, Brazylia czy nawet Rosja. Niektóre z tych krajów już mają wskaźniki na głowę bliskie Polski.

Gdy pan mówi o egzekwowaniu prawa, chodzi o to, że chce pan sądzić Donalda Tuska, Bronisława Komorowskiego czy Grzegorza Schetynę?

Sądzenie jest kwestią wymiaru sprawiedliwości. Nie wydaję sądów co do śledztw i kwestii podlegających wymiarowi sprawiedliwości, mówię o odpowiedzialności moralnej. Są dwie polityki tego rządu, których nikt, kto nie chce łgać, nie może zakwestionować. Polityka wojny z prezydentem i polityka taniego populizmu, która doprowadziła do tego, że nie kupiono lub nie leasingowano nowych samolotów, zbiegły się w katastrofę. Niewątpliwie miało to wielki wpływ na zwiększenie jej prawdopodobieństwa. O ile nie była to bezpośrednia przyczyna. Za to się odpowiada. Twierdzi się, że Sławomir Nowak był niewinny w aferze hazardowej. A przecież został odwołany? To dlaczego Tusk, który prowadził wojnę z prezydentem, nie kupował samolotów, ma być zwolniony z tej zasady? Dlaczego Komorowski, który po incydencie w Gruzji drwił, bił w respekt wobec prezydenta i zachęcał do dalszych działań, ma nie odpowiadać?

Będzie pan utrzymywał kontakty z prezydentem Komorowskim?

Żadnych. Po sprawie krzyża, po tym, że ten człowiek nie reagował na to, co tam się działo, wobec krzyża, wobec kobiet – nie. To człowiek ze sfery, z którą nie utrzymuję żadnych stosunków.

Jak powinny być upamiętnione ofiary katastrofy smoleńskiej? Pomnik w miejscu krzyża?

Nie. W miejscu krzyża nie, bo stoi pomnik księcia Poniatowskiego. Wprawdzie przed wojną stał gdzie indziej, to jednak w tym miejscu jest od ponad 40 lat. Doskonale pamiętam okoliczności jego przenoszenia na to miejsce. Powtarzam – dwa pomniki w linii prostej stać nie mogą. W tym miejscu powinna być tablica upamiętniająca krzyż, dobrze, gdyby była lekko uniesiona. To nie zakłóciłoby perspektywy pomnika Poniatowskiego. Natomiast grupa architektów i urbanistów zaproponowała pomnik niedaleko przed kościołem karmelickim. Tam powinien stanąć okazały pomnik ofiar katastrofy.

A co z krzyżem?

Skoro Kościół widzi dla niego miejsce w św. Annie, to ja nie będę oponować. To biskup decyduje.

Dlaczego zarzucił pan redaktorowi naczelnemu Rzeczpospolitej koniunkturalizm?

Zarzuciłem całkowicie słusznie. Wpisujecie się w wojnę przeciwko jedynej partii, która efektywnie broni określonych wartości w życiu społecznym.

W jaki sposób wpisujemy się?

Co napisał Paweł Lisicki? Że nasze działania, które skądinąd nie miały miejsca – co warto było sprawdzić, zapytać mnie czy kogoś z kierownictwa PiS – że nasze oświadczenie, w którym grzecznie zwróciliśmy się do prezydenta, było przyczyną tego, co później wydarzyło się przed Pałacem Prezydenckim. Otóż nie była to przyczyna, a my mamy prawo do poglądu, że krzyż był upamiętnieniem ofiar katastrofy. Cała sprawa zaś zaczęła się od skrajnie szkodliwej i chyba przemyślanej decyzji Komorowskiego. Jeżeli za jakiś czas będziemy mieć w Polsce sytuację, że te setki tysięcy krzyży będą kwestionowane, to sygnał do tego dał prezydent. I to on też dał sygnał całemu temu towarzystwu atakującemu krzyż.

Ale co to ma wspólnego z oskarżeniem o koniunkturalizm?

W jednym z tygodników ukazał się artykuł, na który – nie ukrywam – długo czekałem. Autorstwa Elżbiety Królikowskiej-Avis. Zaatakowała ona konserwatywnych dziennikarzy za to, że gdy tylko zaczyna się jakaś akcja przeciwko mnie, to oni się dołączają. Na ogół nie mając zielonego pojęcia o tym, co wydarzyło się w partii, nie pytając mnie o to, a atakują, włączają się w nagonkę. Nie jestem pochyłą wierzbą i nie mam zamiaru nią być.

Ale nadużyciem było twierdzenie w wywiadzie dla strony pis.org.pl, że naczelny Rzeczpospolitej oskarża pana o wprowadzanie w Polsce zapateryzmu. On sugerował tylko, że podgrzewanie sporu o krzyż otwiera nowy front wojny światopoglądowej.

My niczego nie podgrzewaliśmy. W oświadczeniu stwierdziliśmy, że krzyż może być zabrany z pielgrzymką do Częstochowy, tylko że powinien wrócić w to miejsce. Na pewno nie jest to zachęcanie do bicia się o krzyż. A rzeczywiście uważamy, że krzyż powinien tam stać, aż do wmontowania tablicy i decyzji o budowie pomnika przed kościołem karmelickim. Nikt by na tym nie stracił, chyba że ktoś ma swoje cele polityczne. Wasz szef nie zarzucał mi zapateryzmu, ale że wytwarzam mechanizm, który może do tego prowadzić. Jedynym adresatem tego zarzutu jest Komorowski. On rzeczywiście wytworzył ten mechanizm. I trzeba mieć odwagę publicznie go zapytać, dlaczego to robi, skoro deklaruje się jako katolik, także pytać o inne sprawy, np. związki z WSI. To jest obowiązkiem dziennikarza.

Tusk powiedział, że teraz będzie ostatnia jego kadencja jako szefa PO. Pan nie planuje tego samego?

Tusk jest ostatnim człowiekiem, na którym chciałbym się wzorować. Nie wiem, co będzie za cztery lata. Nikt z nas nie wie. Miałem bardzo wiele planów z bratem na dalsze życie. Ale mój brat nagle odszedł, więc nie ma sensu tego rodzaju planowanie. Z góry niczego nie zakładam. Skądinąd uważam, że stanowisko Tuska może być teraz autentyczne, a za kilka lat może się zmienić. Ale może być i tak, że Tusk należy do tego typu polityków, jak np. Aznar, który osiem lat był premierem, a później uznał, że czas na inne życie.

Jakie szanse ma Tusk, by być premierem przez osiem lat?

To pytanie, które trzeba postawić mojej partii jako całości. Jeżeli partia się spisze, to on nie ma żadnych szans. A jeśli się nie spisze – nie będzie tyle spotkań, ile trzeba, gdy posłowie i aktywiści nie dotrą do każdej gminy, nawet parafii – to będzie mieć szansę. Nie dotrzemy do ludzi przez media, możemy tylko metodą bezpośrednią. To wymaga wysiłku.

rozm. pc/pg/rp /24.9.2010/

***

Komorowski nie jest partnerem

Jarosław Kaczyński powiedział, że nie zamierza uczestniczyć w pracach Rady Bezpieczeństwa Narodowego. Jak wyjaśnił, po sprawie krzyża nie uważa prezydenta Bronisława Komorowskiego za partnera do rozmowy.

Najbliższe posiedzenie RBN ma być poświęcone zasadom podróży lotniczych osób sprawujących najwyższe funkcje w państwie.

Jarosław Kaczyński, również członek RBN, pytany w Sejmie, czy otrzymał zaproszenie na posiedzenie RBN, odpowiedział: – Nie wiem czy otrzymałem, ale na pewno się nie wybieram.

Dopytywany, czy nie weźmie udziału tylko w najbliższym posiedzeniu, czy też w ogóle nie chce już brać udziału w pracach RBN, powiedział: – Po sprawie krzyża ja nie uważam pana Komorowskiego za partnera do rozmowy.

RBN jest organem doradczym prezydenta; w jej skład wchodzą: marszałek Senatu Bogdan Borusewicz, szef BBN Stanisław Koziej, szef MSZ Radosław Sikorski, szef MON Bogdan Klich, szef MSWiA Jerzy Miller oraz szefowie partii zasiadających w parlamencie: PO – Donald Tusk (szef rządu), PiS – Jarosław Kaczyński; PSL – Waldemar Pawlak (wicepremier i minister gospodarki) i SLD – Grzegorz Napieralski.

Krzyż, upamiętniający ofiary katastrofy smoleńskiej, ustawiony przed Pałacem Prezydenckim 15 kwietnia przez harcerzy, został w ubiegły czwartek – decyzją prezydenta Bronisława Komorowskiego – przeniesiony do pałacowej kaplicy.

Wcześniej przez wiele tygodni na Krakowskim Przedmieściu zbierała się grupa osób, która sprzeciwiała się usunięciu krzyża z tego miejsca. Politycy PiS krytykowali przeniesienie krzyża do pałacowej kaplicy. Prezes PiS Jarosław Kaczyński w jednym z wywiadów mówił, że otwiera to drogę do kwestionowania obecności krzyża w sferze publicznej.

pap /23.9.2010/

***

Kaczyński obarcza winą rząd Tuska

Jarosław Kaczyński złożył we wtorek zeznania ws. Katastrofy smoleńskiej. Prezes PiS m.in. obarczył rząd Donalda Tuska moralną i polityczną winą za śmierć brata.

Zeznania Kaczyńskiego mają charakter bardzo osobisty i tragiczny. Zawierają także wiele oskarżeń pod adresem rządu Donalda Tuska

Kaczyński opowiadał prokuratorom, jak 10 kwietnia na miejscu katastrofy musiał rozpoznać ciało brata

– Nie pamiętam szczegółów okoliczności związanych z identyfikacją ciała prezydenta, byłem pod silnym wpływem środków uspokajających – miał powiedzieć prokuraturze Jarosław Kaczyński.

Prezes PiS zeznał, że dzień przed tragedią Lech Kaczyński do około godz. 23 był w szpitalu, gdzie czuwał przy chorej matce. 10 kwietnia prezydent nie spał co najmniej od godz. 6 rano. O tej porze bowiem po raz pierwszy w dniu katastrofy rozmawiał z bratem przez telefon.

O godz. 8.20, czyli około 20 minut przed katastrofą, Lech Kaczyński rozmawiał przez telefon z bratem na temat zdrowia matki, Jadwigi Kaczyńskiej. Po około minucie rozmowa się urwała. Prezes PiS zapewnił, że rozmowa nie dotyczyła ani lądowania w Smoleńsku, ani złej pogody. – Nie słyszałem również niczego niepokojącego w tle – zeznał Jarosław Kaczyński.

Lider PiS wykluczył możliwość wpływania prezydenta Lecha Kaczyńskiego na załogę Tu-154.

Kaczyński zeznał, że o godz. 9 rano zadzwonił szef MSZ, Radosław Sikorski, który przekazał informację o katastrofie samolotu. – Wtedy użyłem wobec niego określenia, to wynik ‘waszej zbrodniczej polityki, nie zakupiliście samolotu’ – miał powiedzieć Kaczyński.

Według prezesa PiS, Sikorski po kwadransie zadzwonił ponownie. Miał poinformować, że do wypadku Tu-154 doszło z winy pilotów. – Była to wypowiedź kategoryczna, bez powołania się na jakiekolwiek źródło – oświadczył Kaczyński.

Następnie Kaczyński pojechał do chorej matki. – Udałem się do szpitala, przede wszystkim, aby zabezpieczyć moją mamę przed przypadkowym dowiedzeniem się o śmierci mojego brata. Obawiałem się o jej życie, o to jak to zniesie – powiedział prokuratorom prezes PiS, który miał w szpitalu dostać środki uspokajające.

Kaczyński następnie poleciał do Witebska, a potem autobusem pojechał na miejsce katastrofy. Prezes PiS zeznał, że kierowca jego samochodu celowo zwalniał, a wkrótce wyprzedziła go kolumna premiera.

Po przybyciu na miejsce katastrofy ambasador Polski w Moskwie, Jerzy Bahr, miał przekonywać Jarosława Kaczyńskiego, by nie oglądał ciała brata. Ten jednak nalegał. – Nie pamiętam szczegółów okoliczności związanych z identyfikacją ciała prezydenta, byłem pod silnym wpływem środków uspokajających – zeznał Kaczyński.

Ambasador Bahr miał także namawiać Kaczyńskiego, by przyjął kondolencje od premiera Putina i Donalda Tuska. Prezes PiS nie zgodził się na to.

Kaczyński przyznał, że otrzymał propozycję lotu razem z delegacją rządową, ale ją odrzucił. – Wiedziałem, jaki był stosunek premiera i innych osób z jego otoczenia do mojego brata. Uważałem, że przynajmniej w sensie moralnym i politycznym Donald Tusk i jego otoczenie ponoszą odpowiedzialność za katastrofę. Abstrahuję od odpowiedzialności karnej – powiedział w prokuraturze Kaczyński.

Prezes PiS powiedział, że gdyby nie doszło do rozdzielenia wizyt i dwóch odrębnych lotów, to okoliczności wspólnego lotu prezydenta i premiera musiałyby być inne. – Do wniosku tego doszedłem bez żadnej dodatkowej wiedzy o okolicznościach katastrofy – zeznał Kaczyński, podkreślając, że przy innych okolicznościach do katastrofy by nie doszło.

Ponadto lider Prawa i Sprawiedliwości przyznał, że bał się latania rządowymi Tu-154 i nie podobało mu się, że Lech Kaczyński często z nich korzystał.

tsz /16.9.2010/

***

Tusk i Komorowski muszą odejść

Donald Tusk, Bronisław Komorowski, Radosław Sikorski, Bogdan Klich i Tomasz Arabski muszą zejść ze sceny politycznej raz na zawsze – przekonywał prezes PiS Jarosław Kaczyński.
Chodzi o odpowiedzialność za największą tragedię po 1945 roku – mówił.

Jak mówił prezes PiS podczas Zgromadzenia Obywatelskiego ws. katastrofy w Smoleńsku, poziom egzekwowania odpowiedzialności politycznej i moralnej w różnych państwach jest różny. ‘Ale tu chodzi o odpowiedzialność za największą tragedię po 1945 roku. To jest uchwała Sejmu i Senatu. Tu chodzi o odpowiedzialność za taką tragedię – podkreślił.

Odpowiedzialność moralna i polityczna

Jeżeli mamy być państwem demokratycznym, państwem prawa, państwem elementarnej sprawiedliwości, to w Polsce ta odpowiedzialność, odpowiedzialność moralna i polityczna, której efektem musi być pozbawianie stanowisk, a w tym wypadku także pełne zejście z politycznej sceny, musi być wyegzekwowane – powiedział Kaczyński.

Niezależnie od wyników badań, o których tutaj mówimy, tacy ludzie jak Donald Tusk, Bronisław Komorowski, Radosław Sikorski, Bogdan Klich, (…) Tomasz Arabski muszą zejść z polskiej sceny politycznej raz na zawsze – oświadczył szef PiS.

Jak dodał, wie, że odpowiedzią na jego wystąpienie ‘będzie atak, furia, uderzenie potężnego frontu medialnego, który wspiera tych panów niezależnie od tego, co by nie zrobili’.

Ale trzeba to powiedzieć w imię przyszłości Polski jako państwa demokratycznego. Trzeba to powiedzieć w imię sprawiedliwości. Trzeba to powiedzieć w imię uczciwości, w imię honoru Polaków i Polski – podkreślił.

Trzeba to powiedzieć także w imię tego i dlatego – mówił – ‘by nadszedł dzień prawdy’.

Kaczyński podczas Zgromadzenia Obywatelskiego ws. Katastrofy smoleńskiej podkreślił, że nie zamierza teraz rozważać ‘przyczyn technicznej oraz takiej czy innej wersji wydarzeń, które doprowadziły bezpośrednio do katastrofy’, choć – jak dodał – ‘dojście do prawdy w tej sprawie będzie rozstrzygające’.

Obniżanie respektu dla prezydenta ośmiela do ataku

Prezes PiS zarzucił rządowi, że po 2007 r. prowadził działania zmierzające do obniżenia respektu wobec prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Takie działania – jego zdaniem – ‘ośmielają do ataku’ na głowę państwa.

Jeżeli obniżamy poziom respektu dla prezydenta, to z jednej strony zwiększamy prawdopodobieństwo ataku, ośmielamy do ataku, a z drugiej strony jest wysoce prawdopodobne, że obniżamy poziom czujności, mobilizacji, staranności służb, które mają prezydenta strzec – mówił Kaczyński.

Dodał, że kwestia bezpieczeństwa to także ‘kwestia jakości sprzętu, który służy dla zabezpieczenia prezydenta w różnych sytuacjach, w których może się znaleźć, a więc także i sprzętu lotniczego; to jest kwestia wyszkolenia personelu różnego rodzaju’.

Podkreślił, że w Polsce ‘za wszystkie elementy techniczne związane z bezpieczeństwem prezydenta odpowiada rząd’.

Zaznaczył, że obowiązkiem rządu jest też ‘przestrzeganie konstytucji, przestrzeganie ustaw, przestrzeganie dobrych obyczajów. ‘I też jest (to) element budowy respektu (wobec prezydenta), więc także i budowy bezpieczeństwa’ – dodał.

Przemysł pogardy

Zdaniem Kaczyńskiego w Polsce ‘po roku 2005, a szczególnie po 2007 mieliśmy do czynienia ze szczególnym fenomenem’ – ‘establishment, wielka cześć mediów i najpierw największa partia opozycyjna, a od 2007 roku rząd całkowicie odrzucił te wszystkie normy’. – Nie tylko, że nie podtrzymywał respektu wobec prezydenta, ale prowadził na ten respekt – tę wartość, na tę szczególną cechę, która jest związana z tym urzędem – regularny i do tego bardzo ciężki atak – stwierdził.

Jak zaznaczył, atak ten był prowadzony ‘najróżniejszymi metodami – od podważania konstytucyjnych uprawnień prezydenta, poprzez podważanie uprawnień ustawowych aż po różnego rodzaju daleko posuniętej arogancji’.

Jak zaznaczył, nie ma na myśli ‘procesu, który ktoś nazwał przemysłem pogardy, a który funkcjonował w sferze środków masowego przekazu i kultury masowej’. – Mówię o działaniach ludzi i władzy, w tym także ludzi, którzy zajmowali najwyższe stanowiska – powiedział.

Rosja w grze przeciw Lechowi Kaczyńskiemu

Kaczyński uważa, że mieliśmy do czynienia także z ‘wprowadzeniem do gry przeciw prezydentowi RP obcego państwa, w tym wypadku Rosji’. – Ta gra toczyła się przez miesiące i to była gra, w ramach której rząd – używając skądinąd tego właśnie nie uznającego respektu języka – prowadził różnego rodzaju działania przeciw własnemu prezydentowi; przeciw temu, by prezydent uczestniczył w uroczystościach w 70 rocznicę ludobójstwa popełnionego na Polakach – mówił prezes PiS.

Według niego, jednym ze skutków tej ‘gry’ było ‘rozdzielenie wizyt’ w Katyniu na dwie: 7 kwietnia (z udziałem premiera Donalda Tuska – red.) i 10 kwietnia – z udziałem prezydenta. – Już tylko ten sam fakt, a było wiele innych, gdyby go zmienić, zapobiegłby katastrofie – podkreślił Kaczyński. Według niego, gdyby 10 kwietnia do Katynia udawała się jedna delegacja prezydencko-rządowa, leciałoby 5-6 samolotów, to nie mógłby się powtórzyć splot okoliczności, które doprowadziły do katastrofy.

pap /10.9.2010/

***

J. Kaczyński przestrzega przed Rosją

Jarosław Kaczyński w liście do ambasadorów akredytowanych w Polsce, europosłów oraz polityków i osób opiniotwórczych na świecie przestrzegł przed odbudowywaniem przez Rosję swojej strefy wpływów

Neoimperialna polityka zagraniczna Moskwy nie budzi kontrreakcji ze strony największych politycznych rozgrywających w Europie i Ameryce – napisał prezes PiS. Jednocześnie, podkreślił, że maleje zaangażowanie Ameryki w Europie. Zdaniem byłego premiera, polityka państw europejskich i USA powinna znowu opierać się na wartościach.

Należy wrócić do standardów i obyczajów, które były dla wielu ludzi i narodów podstawą wiary w lepszy świat. Należy odkurzyć drogowskazy wartości w polityce międzynarodowej – napisał Kaczyński. Ma to się przejawiać w respektowaniu interesów nie tylko największych, ale też średnich i małych państw.

Prezes PiS zapewnił, że Polska jest stabilnym członkiem NATO i UE, ale dla zapewnienia naszego interesu państwowego nie możemy wykluczyć raz na zawsze prawa weta przy decyzjach tych struktur, które będą sprzeczne z naszymi aspiracjami i priorytetami.

kl /1.10.2010/

***

Krzyże do góry, różańce w dłoń

Około dwóch tysięcy osób zebrało się w piątek wieczorem, pięć miesięcy po katastrofie smoleńskiej przed Pałacem Prezydenckim. Wśród nich uczestnicy marszu pamięci, w tym prezes PiS Jarosław Kaczyński. Zaapelował on do prezydenta Bronisława Komorowskiego o rozwiązanie sprawy krzyża na Krakowskim Przedmieściu oraz pomnika ofiar.

Pod krzyżem odśpiewano m.in. hymn państwowy. Część osób skandowała: Krzyże do góry, różańce w dłoń. Bolszewika goń, goń goń….

Jarosław Kaczyński pytał, na jakiej podstawie wyłączono z ruchu część chodnika Krakowskiego Przedmieścia i na jakiej podstawie miejsca tego strzegą policjanci.

kle/pap /11.9.2010/

***

Wystąpienie obywatelskie

Marek Suski z PiS skomentował ostre wystąpienie prezesa swojej partii, Jarosława Kaczyńskiego, wygłoszone podczas zgromadzenia obywatelskiego w Warszawie. – To wystąpienie było wystąpieniem obywatelskim. Proszę nie mówić, że to Prawo i Sprawiedliwość. To obywatel Jarosław Kaczyński mówił – stwierdził.

Kaczyński ma prawo oczekiwać od rządu prawdy i staranności. Ma prawo oczekiwać, żeby taki rząd podał się do dymisji – ocenił Suski, który mówił też, że w polskiej polityce toczyła się ‘wojna na noże’, ale została ona wypowiedziana przez PO.

tsz /11.9.2010/

***

Polityka Tuska przyczyną katastrofy

Nie doszłoby do katastrofy smoleńskiej, gdyby nie polityka Donalda Tuska, polegająca na dyskredytowaniu Lecha Kaczyńskiego i oszczędzaniu na bezpieczeństwie najważniejszych osób w państwie – to główna konkluzja memoriału przygotowanego z udziałem prezesa PiS.

Polityczne tło katastrofy smoleńskiej – taki tytuł nosi dokument przygotowany na zgromadzenie obywatelskie w warszawskim klubie Palladium w 5 miesięcy od katastrofy. Dokument rozdano przed rozpoczęciem.

W memoriale oceniono, że premier Donald Tusk – zanim doszło do katastrofy – prowadził ‘wspólnie z czynnikami rosyjskimi’ grę wykorzystującą narodową rocznicę ‘przeciwko głowie własnego państwa’.

Niemal 50-stronicowy dokument podzielono na 4 rozdziały: Walka z prezydentem Lechem Kaczyńskim; Lekceważenie bezpieczeństwa lotów najważniejszych osób w państwie; Przygotowania do obchodów 70 rocznicy zbrodni katyńskiej; Decyzje w sprawie badania okoliczności katastrofy i prowadzenia śledztwa.

Nie doszłoby do tej tragedii, gdyby w 70 rocznicę zbrodni katyńskiej udała się na jej miejsce jedna polska delegacja z prezydentem RP na czele i z udziałem premiera polskiego rządu, gdyby ten ostatni nie prowadził przedtem wspólnie z czynnikami rosyjskimi gry wykorzystującej narodową rocznicę przeciwko głowie własnego państwa – napisano w podsumowaniu, które kończy dokument.

Jak zaznaczono, do katastrofy by nie doszło, gdyby nie dwojaka polityka prowadzona przez Donalda Tuska i jego środowisko: systematyczne marginalizowanie oraz propagandowe dyskredytowanie i zniesławianie prezydenta RP L. Kaczyńskiego, a jednocześnie populistyczne oszczędzanie na bezpieczeństwie najważniejszych osób w państwie.

W memoriale oceniono, że prowadzona przez obóz Tuska walka z L. Kaczyńskim ‘obniżała jego bezpieczeństwo, ponieważ demobilizowała polskie instytucje odpowiedzialne za szeroko rozumianą ochronę głowy państwa, sprzyjała lekceważeniu standardów bezpieczeństwa przez instytucje innych państw, mogła skłaniać awanturnicze elementy w obcych służbach do skrajnych działań’.

Według dokumentu Donald Tusk i politycy z nim związani robili wszystko, by udaremnić wyjazd prezydenta do Katynia, a gdy się to nie udało – aby pomniejszyć jego znaczenie. Jak podkreślono, planowi temu przeciwstawiono spotkanie premierów Władimira Putina i Tuska.

Przygotowaniom lotu polskiego premiera na to spotkanie nadano najwyższy priorytet, jednocześnie godząc się na traktowanie przez stronę rosyjską podróży Lecha Kaczyńskiego jako prywatnej, co niebezpiecznie obniżyło standard lotu prezydenta RP i osób towarzyszących – stwierdzono w memoriale.

W ocenie jego autorów, czołowi politycy PO, ‘z powodu skrajnej nieudolności lub wręcz złej woli, wydatnie przyczynili się do tego, że nikłe stały się szanse rzetelnego i wiarygodnego dla opinii publicznej ustalenia dokładnego przebiegu i bezpośredniej przyczyny katastrofy’.

Ogromna moralna i polityczna odpowiedzialność Donalda Tuska, Bronisława Komorowskiego, Stefana Niesiołowskiego, Radosława Sikorskiego, Bogdana Klicha, Tomasza Arabskiego, Sławomira Nowaka i innych wymienionych tu polityków PO nie ulega żadnej wątpliwości – podkreślono w memoriale.

Jak oceniono, rola tych polityków w zdarzeniach poprzedzających katastrofę smoleńską oraz tych, które po niej nastąpiły, ‘pozbawia ich moralnego prawa do czynnego udziału w polityce’.

W ocenie autorów memoriału, po katastrofie Tusk i inni ważni politycy PO ‘podjęli działania nastawione na odsunięcie od siebie politycznej odpowiedzialności za katastrofę, a w relacjach Polski z Federacją Rosyjską dopuścili się błędów i zaniechań, które drastycznie zmniejszyły szansę rzetelnego i pełnego ustalenia bezpośrednich przyczyn katastrofy’.

W memoriale stwierdzono, że obóz Tuska realizował strategię walki z prezydentem ‘za pomocą wszystkich dostępnych środków – od utrudniania prezydentowi sprawowania urzędu (…), poprzez nieprzestrzeganie protokolarnej rangi głowy państwa, aż po kampanię dyskredytowania i zniesławiania’.

Wśród osób, które najmocniej atakowały prezydenta – obok Tuska – wymieniono m.in. Bronisława Komorowskiego, Stefana Niesiołowskiego, Radosława Sikorskiego. Za autora najbardziej wulgarnych ataków uznano Janusza Palikota, którego porównano do Jerzego Urbana, autora ‘kampanii pogardy i zniesławiania’.

pap /10.9.2010/

***

Polityczne tło katastrofy smoleńskiej

Jarosław Kaczyński: Mieliśmy do czynienia z wprowadzeniem do gry przeciw prezydentowi RP obcego państwa, w tym wypadku Rosji

Nie doszłoby do katastrofy smoleńskiej, gdyby nie polityka Donalda Tuska, polegająca na dyskredytowaniu prezydenta Lecha Kaczyńskiego i oszczędzaniu na bezpieczeństwie najważniejszych osób w państwie – mówił prezes PiS Jarosław Kaczyński podczas Zgromadzenia Obywatelskiego w sprawie katastrofy pod Smoleńskiem, które dokładnie pięć miesięcy od tragedii odbyło się w Warszawie

Zaproszeni na spotkanie przedstawiciele rodzin ofiar podkreślali, że są głęboko rozczarowani dotychczasowym badaniem przyczyn i przebiegu katastrofy.

– Trwające od pięciu miesięcy śledztwo nie przyniosło na razie rezultatów. Dokonania prokuratury są żałośnie ubogie. Mnożą się wątpliwości dotyczące tego zajścia – mówiła Magdalena Merta, wdowa po wiceministrze kultury Tomaszu Mercie.

W swoim wystąpieniu Merta zapewniła, że nie ustanie w wysiłkach, aby ustalić, co faktycznie stało się pod Smoleńskiem.

– Być może trzeba będzie poczekać na inną ekipę śledczą, ale my na pewno nie przestaniemy stawiać pytań – oświadczyła.

Magdalena Merta podziękowała wszystkim, którym zależy na ustaleniu przyczyn katastrofy smoleńskiej, w tym mediom i posłom, którzy ‘niezłomnie upierają się, żeby o tym mówić’. Merta zauważyła, że ma świadomość, iż tym samym politycy nie przysparzają sobie popularności, ale często ją tracą.

Z kolei Andrzej Melak, brat poległego w kwietniowej katastrofie prezesa Komitetu Katyńskiego Stefana Melaka, przypomniał, że Stowarzyszenie Smoleńsk 2010 wystosowało apel do premiera o powołanie międzynarodowej komisji ds. zbadania katastrofy. Pod apelem podpisało się ponad 200 tys. osób.

Podczas spotkania odczytano również przesłanie od kongresmana Stanów Zjednoczonych Petera Kinga. Amerykański polityk szczególny nacisk położył w nim na fakt, że Polacy badający okoliczności katastrofy nie mieli dostępu do ważnych materiałów dowodowych, w tym do czarnych skrzynek.

Pola odpowiedzialności

Podobna konkluzja została zawarta w memoriale zatytułowanym: Polityczne tło katastrofy smoleńskiej, przygotowanym na spotkanie w sprawie katastrofy z udziałem prezesa PiS. – W sprawie katastrofy smoleńskiej konieczne jest nie tylko wyjaśnienie jej bezpośrednich przyczyn, ale także ustalenie odpowiedzialności moralnej i politycznej; pomieszanie tych pojęć służy zatarciu całej sprawy – mówił prezes PiS Jarosław Kaczyński.

W spotkaniu wzięli liczny udział mieszkańcy stolicy oraz członkowie komitetów poparcia dla Jarosława Kaczyńskiego przybyli z różnych miast Polski. Lider PiS, witany owacyjnie przez zgromadzonych, podkreślił, że nie zamierza teraz rozważać ‘przyczyn technicznych oraz takiej czy innej wersji wydarzeń, które doprowadziły bezpośrednio do katastrofy’, choć – jak dodał – ‘dojście do prawdy w tej sprawie będzie rozstrzygające’.

Swoje wystąpienie w warszawskim klubie Palladium rozpoczął od uwag na temat odpowiedzialności moralnej i politycznej. – Tej odpowiedzialności, która jest inna niż ta, o której mówimy, gdy zapoznajemy się z przepisami prawa karnego czy prawa cywilnego. W szczególności pojęcie winy, które też musi być tu postawione, bo odpowiedzialność to także wina, jest tu inne, szersze – powiedział Kaczyński.

– Dlatego ktoś, kto podejmuje się funkcji politycznych, a w szczególności sprawuje władzę, podlega ostrzejszym regułom niż te, które dotyczą odpowiedzialności karnej – stwierdził, zaznaczając przy tym, że poziom egzekwowania odpowiedzialności politycznej i moralnej w różnych państwach jest różny.

– Jeśli mamy być państwem demokratycznym, państwem prawa, państwem elementarnej sprawiedliwości, to w Polsce musi funkcjonować odpowiedzialność moralna i polityczna, której efektem musi być pozbawianie stanowisk, a w tym wypadku także pełne zejście z politycznej sceny – podkreślił.

Prezes PiS powiedział, iż dotyczy to Donalda Tuska, Bronisława Komorowskiego, Radosława Sikorskiego, Bogdana Klicha i Tomasza Arabskiego.

– Niezależnie od wyników badań, muszą oni zejść ze sceny politycznej raz na zawsze – przekonywał Kaczyński.

Polityk wytknął, że po 2007 roku rząd prowadził działania zmierzające do obniżenia respektu wobec prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Takie działania – jego zdaniem – ‘ośmielają do ataku’ na głowę państwa. Jak dodał, mieliśmy do czynienia także z ‘wprowadzeniem do gry przeciw prezydentowi RP obcego państwa, w tym wypadku Rosji’.

– Ta gra toczyła się przez miesiące i to była gra, w ramach której rząd – używając skądinąd tego właśnie nieuznającego respektu języka – prowadził różnego rodzaju działania przeciw własnemu prezydentowi; przeciw temu, by prezydent uczestniczył w uroczystościach w 70 rocznicę ludobójstwa popełnionego na Polakach – mówił prezes PiS.

W dyskredytowaniu osoby prezydenta Lecha Kaczyńskiego wyróżniał się, w ocenie szefa PiS, prezydent Bronisław Komorowski, który jeszcze jako marszałek Sejmu w następujący sposób skomentował zatrzymanie z użyciem broni palnej konwoju Kaczyńskiego w Gruzji, kiedy to z dużym prawdopodobieństwem mówiono o próbie zamachu: ‘Nawet tak powiedziałbym: jaka wizyta, taki zamach’. W memoriale za autora najbardziej wulgarnych ataków bez trudu uznano Janusza Palikota, którego porównano do Jerzego Urbana, autora ‘kampanii pogardy i zniesławiania’.

aa/nd /11.9.2010/

***

Tusk, Wałęsa, Mazowiecki, Pieronek…

Jarosław Kaczyński w wywiadzie dla jednego z tygodników twierdzi, że wizerunek Lecha Wałęsy za jakiś czas może rozsypać się jak domek z kart. Szef PiS uważa też, że odpowiedzialność za ataki na przeciwników przeniesienia krzyża sprzed Pałacu Prezydenckiego ponosi premier Donald Tusk

Pijane hordy i bezbronni ludzie

Prezes PiS nie może pogodzić się, że polskie władze pozwalały i pozwalają bezkarnie atakować tych, którzy modlą się pod krzyżem pamięci. Jego zdaniem bierna postawa rządu i władz stolicy zachęciła pijane hordy, by rzuciły się na bezbronnych ludzi.

Kaczyński zastanawia się, dlaczego nie interweniuje policja albo straż miejska. ‘Jestem pewien, że decyzja o tolerowaniu łamania prawa wobec obrońców krzyża nie została podjęta w policji. Nawet nie w MSWiA. Odpowiedzialność za napady na Krakowskim Przedmieściu spada na szefa rządu’ – mówi Kaczyński. Wyraża też nadzieję, że ‘odpowiedzialni za tolerowanie napadania na ludzi poniosą kiedyś konsekwencje na Sali sądowej. Bez względu na to, jak wysokie urzędy dziś piastują’.

Dekonstrukcja Wałęsy

Kaczyński w wywiadzie mówi również m.in. o b. prezydencie i przywódcy Solidarności Lechu Wałęsie. ‘Trudno będzie z Lecha Wałęsy uczynić jedynego bohatera Solidarności. Jestem pewien, że kolejne książki o panu Wałęsie – a przecież na pewno powstaną – dokonają dalszej dekonstrukcji tej postaci’ – mówi.

Prezes PiS mówi też, że Lech Kaczyński jako prezydent docenił działaczy Solidarności i w związku z tym ‘w naturalny sposób może być dziś postrzegany przez wielu jako wielka postać solidarnościowa’.

‘Platforma i jej zaplecze doskonale zdają sobie sprawę, że Polska, która uczci pamięć Lecha Kaczyńskiego nie będzie tą Polską, której oni chcą (…) Tak jak Piłsudski nie mógłby być symbolem PRL. Tak samo Lech Kaczyński – przy całej nieporównywalności postaci – nie może być symbolem kondominium rosyjsko-niemieckiego w Polsce’ – twierdzi lider PiS.

‘W mojej ocenie liderzy PO, czy szerzej liderzy establishmentu, mają problem z Lechem Kaczyńskim (…) budowana przez nich konstrukcja lukrująca postać Lecha Wałęsy za jakiś czas rozsypie się jak domek z kart’ – mówi.

Kaczyński mówi też o swoim wystąpieniu na zjeździe Solidarności. Zaznacza, że wszystko, co powiedział, jest prawdą. ‘Jednak mamy taki klimat, iż fakty wielu osobom przeszkadzają, że dopuszczalna jest tylko lukrowana, hagiograficzna opowieść o naszej najnowszej historii’ – mówi.

O Henryce Krzywonos

Prezes PiS mówi, że ma poczucie, iż wystąpienie podczas zjazdu Henryki Krzywonos ‘było zaplanowane jeszcze przed zjazdem’. ‘Donald Tusk nie mógł nie przyjąć zaproszenia na to spotkanie. Musiał przyjechać, jednak miał świadomość, iż nikt go nie powita owacjami. Dlatego istniała potrzeba przykrycia jego agresywnego wystąpienia i wygwizdania przez związkowców, jakimś wydarzeniem, które przy okazji uderzy we mnie’ – tak Kaczyński tłumaczy, dlaczego głos zabrała Krzywonos.

‘Widziałem zresztą, iż wstała wcześniej, niż ja powiedziałem to, co rzekomo ją tak zdenerwowało’ – dodał.

Jarosław Kaczyński w wywiadzie mówi też o roli swojego brata w sierpniowych strajkach z 1980 r. ‘Leszek rzeczywiście nie był na całym strajku, ale nigdy nie twierdził, iż był. Był obecny w drugiej fazie i tę obecność można liczyć w dniach, a nie godzinach’ – mówi.

Według prezesa PiS Lech Kaczyński ‘otrzymał zadanie rozmów z negocjatorami’ i ‘zaangażował się tak, jak tylko mógł, i jego rola jest nie do pominięcia’. ‘Wszyscy, którzy twierdzą, iż było inaczej, zwyczajnie kłamią, bo przecież wystarczy zajrzeć do książek, by sprawdzić, jak było naprawdę’ – mówi J. Kaczyński.

Kaczyński odpowiada biskupowi Pieronkowi

Kaczyński w wywiadzie komentuje wypowiedź ks. biskupa Tadeusza Pieronka. Bp Pieronek mówił m.in., że większość episkopatu jest ‘zadymiona PiS-em’, a biskupi nie powinni zajmować się stawianiem pomników.

Prezes PiS zaznacza, że jest zdumiony tą wypowiedzią. ‘W Polsce krzyż jest od stuleci znakiem żałoby, oddawania czci zmarłym. Nie rozumiem dlaczego ksiądz biskup to pomija. Budzi to we mnie głęboki sprzeciw – powiedział.

pap /8.9.2010/

***

Wynajęci do zagłuszania pamięci

Rozmowa z Krzysztofem Wyszkowskim

O roli Lecha Kaczyńskiego w Stoczni Gdańskiej w Sierpniu ‘80 słychać ostatnio wiele: był tak tchórzliwy, że bał się własnego cienia; cała jego działalność trwała w Stoczni godzinę; jako opozycjoniści bracia Kaczyńscy zaistnieli dopiero w 1988…

Wszyscy mówią nieprawdę. Mam wrażenie, że moi dawni znajomi, jak Henryka Krzywonos, zostali dziś wynajęci po to, by zagłuszyć pamięć o Annie Walentynowicz jako bohaterce Solidarności. Sprzedają za sławę prawdę o Sierpniu. Henia czy Jerzy Borowczak to ludzie, którzy nie dają sobie samodzielnie rady w życiu, więc podejmują się różnych ról na zlecenie polityczne.

Stwierdził pan nawet, że jeszcze w Stoczni Henryka Krzywonos nie zawsze była w stanie rejestrować sytuację…

Wszyscy popełnialiśmy różne błędy. Henia pewnie pamięta, do czego się odnoszę. Nie chcę jednak sprawy drążyć, nie chcę jej pognębiać.

W sprawie braci Kaczyńskich głos zabrał też Norman Davies, mówiąc, że w latach 80 w ogóle o nich nie słyszał.

Norman Davies podważa swój autorytet, wypowiadając się o sprawach, na których się po prostu nie zna. Mówi, że nie słyszał. Ciekawe, kogo słuchał! Profesor obraca się w środowisku krakowskim, które nadmierną rolę przypisuje sobie, a umniejsza rolę innych. Zaprzecza więc również roli Lecha Kaczyńskiego w strajku.

Jaka to była rola?

Bardzo ważna. W środowisku Wolnych Związków Zawodowych to był wybitny intelektualista, o dużej wiedzy merytorycznej. W naszym gronie był najwybitniejszym specjalistą od struktur ruchu związkowego, struktur państwa itp. Już trzy lata przed Sierpniem współpracował z Andrzejem Gwiazdą, Anią Walentynowicz, Lechem Wałęsą. Miał bardzo poważny wpływ na prezydium Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego i podejmowane tam decyzje.

A jednak Tadeusz Mazowiecki nie przyjął go do swego zespołu ekspertów doradzających MKS.

Tłumaczył, że w oczach władzy zespół powinien być obliczalny, a wprowadzenie człowieka z zewnątrz skomplikowałoby sytuację.

Jak strajkujący traktowali grono doradców?

Uważali ich za ludzi władzy, za pośredników użytecznych jako kanał porozumienia z rządem. Jednak to my w WZZ cieszyliśmy się ich zaufaniem. Nasze zadanie polegało na kontrolowaniu działań tego zespołu. Ale przestańmy go tak mistyfikować! Nie należeli przecież do niego tacy ludzie, jak Wiesław Chrzanowski czy Jan Olszewski. A to oni w czasie strajku przygotowali projekt statutu związku. Olszewski kontaktował się w tym celu z Lechem Kaczyńskim za pośrednictwem Jarosława, który też przebywał w Stoczni na samym początku. Lech Kaczyński miał więc z pewnością wpływ na kierunek ich myślenia.

Czym różniły się stanowiska WZZ i ludzi Mazowieckiego?

Zaraz po wejściu do stoczni Mazowiecki z kolegami pokazywali mi zapisaną na kartce ewentualną koncepcję wejścia działaczy WZZ do rządowych CRZZ, aby je od środka zdemokratyzować. Mazowiecki nie wierzył w osiągnięcie postulatu nr 1 – uznanie niezależnych związków zawodowych. Nie mówił tego głośno, bo zostałby wyproszony przez strajkujących. My zaś nie braliśmy pod uwagę żadnego wariantu B. Byliśmy gotowi zginąć, ale na pewno nie ustąpić. Mazowiecki wraz z kolegami mieli nieufny stosunek do ludzi podzielających to niezłomne stanowisko.

Krzysztof Wyszkowski – współzałożyciel Wolnych Związków Zawodowych w 1978 r., uczestnik strajku w Stoczni Gdańskiej w 1980 r.

rozm. ft/se /7.9.2010/

 

***

Szpital u Jarosława Kaczyńskiego

Praca, dom, praca, dom. Tak wygląda życie Jarosława Kaczyńskiego. Ostatnio jednak prezes PiS ma do kogo wracać do willi na warszawskim Żoliborzu – na piętrze czeka na niego jego matka, której lekarze po kilkumiesięcznym pobycie w szpitalu pozwolili wrócić do domu.

Znów mogą rozmawiać, choć schorowana pani Jadwiga potrzebuje całodobowej opieki. – Mam w domu szpital – wyznał ostatnio polityk. Pani Jadwiga niedawno opuściła szpital. Jej odporność cały czas jest jeszcze osłabiona.

Mama wymaga stałej opieki – szef PiS zdobył się na szczere wyznanie portalowi blogpress.pl. – Wracam wieczorem do domu. W masce chirurgicznej, żeby czymś mamy nie zarazić, rozmawiam z nią i z siostrą zakonną, która przychodzi na noc. Opowiadam o tym, co się stało, co jest w mediach. Potem schodzę na dół, zjadam kolację i coś czytam. Zmuszam się do położenia się spać, bo jestem nocnym człowiekiem – zwierzył się Jarosław Kaczyński, któremu życie kompletnie wywróciła katastrofa pod Smoleńskiem, gdzie zginęli jego najbliżsi, brat Lech Kaczyński z małżonką.

Ciągle wracam myślami do mojego brata. To jest nieustanne myślenie, tysiąc razy w ciągu każdego dnia – przyznaje prezes PiS. – Od 6 miesięcy nie mam wolnego czasu. Zaczęło się 8 marca, kiedy mama znalazła się w szpitalu w bardzo poważnym stanie – nikt nie wierzył, że przeżyje. Potem była katastrofa, potem kampania – mówi Kaczyński. – Na odpoczynek nie było czasu, ale nie ma też chyba takiej psychicznej możliwości…

Jarosław Kaczyński wciąż drży o zdrowie mamy Jadwigi, która po prawie półrocznym pobycie w szpitalu wróciła do domu. Nestorka rodu jest nadal bardzo osłabiona. Nawet zwyczajna infekcja może być teraz bardzo groźna dla jej zdrowia. O tej porze zaczyna się przecież sezon katarów, przeziębień i grypy. Każdy z tych zarazków może być śmiertelnie niebezpieczny dla organizmu starszej kobiety.

Jarosław Kaczyński jest jednak szczęśliwy, że lekarze pozwolili matce opuścić szpital. Nie oznacza to jednak, że pani Jadwiga w pełni wróciła do zdrowia. – Jeśli chodzi o intelekt, to jest bardzo świadoma. Pyta, co się stało, co jest w mediach – opowiada prezes PiS w szczerym wywiadzie dla blogpress.pl.

Lekarze z warszawskiego szpitala przy ul. Szaserów zdołali ją jednak uratować. Za pomocą nowoczesnej medycyny jej organizm zwalczył ciężkie zapalenie płuc, poradził sobie z sepsą i innymi licznymi powikłaniami.

mar/blogpress.pl an/se /6.9.2010/

***

Jadwiga Kaczyńska wróciła do domu

Niełatwe dni nastały w życiu Jarosława Kaczyńskiego. Polityczni partnerzy wyjechali na wakacje, spadają na niego słowa krytyki, a on ma pełne ręce roboty. I wcale nie chodzi o politykę. Teraz całą uwagę Kaczyńskiego pochłania mama Jadwiga, która wraca do zdrowia po wielomiesięcznej chorobie.

Słoneczny weekend na warszawskim Żoliborzu – nic tylko wybrać się na spacer, aby miło spędzać wolne dni. Ale to nie dla Jarosława Kaczyńskiego.

Prezes Prawa i Sprawiedliwości co dnia uwija się, jak w ukropie. Jeździ na zakupy, targa do domu siaty pełne jedzenia, biega ze śmieciami. Musi być cały czas na nogach, cały czas w biegu, żeby niczego nie zabrakło jego ukochanej mamie.

Jak wiadomo, pani Jadwiga wyszła już ze szpitala, gdzie trafiła w marcu z poważnym problemami serca i dróg oddechowych. Teraz trafiła pod czułą opiekę syna, który zajmuje się nią najlepiej jak umie – sprząta, robi zakupy, przyjmuje lekarza, który czuwa nad zdrowiem schorowanej seniorki.

To nie jest łatwy okres dla pana prezesa. My wszyscy cieszymy się wakacjami, a on cały swój czas poświęca, aby czuwać nad zdrowiem mamy – mówi posłanka Prawa i Sprawiedliwości Elżbieta Jakubiak.

kd/se/23.8.2010/

***

Schorowana mama Jarosława Kaczyńskiego po 5 miesiącach intensywnego leczenia wróciła już do warszawskiego mieszkania na Żoliborzu. Jadwiga Kaczyńska jest jednak bardzo osłabiona i jeszcze długo będzie wracała do pełni sił. W trudnych chwilach wspiera ja ukochany syn, który wynajął wykwalifikowaną opiekunkę. Panią Jadwigą zajmą się też zakonnice.

Prezes PiS zdaje sobie chyba sprawę, że nie będzie w stanie zapewnić rodzicielce fachowej opieki dlatego też wynajął doświadczoną opiekunkę, która oprócz tego, że będzie nadzorowała czy pacjentka zażywa lekarstwa, pomoże pani Jadwidze w codziennych czynnościach związanych z odżywianiem i higieną.

Troskliwy syn i opiekunka to nie jedyne osoby, które w najbliższych dniach stale będą przy schorowanej mamie prezesa PiS. Jadwigą Kaczyńską zajmą się też zakonnice. Siostry zakonne to wieloletnie przyjaciółki rodziny.

Jarosław Kaczyński będzie nadzorował powrót do zdrowia mamy osobiście. Chociaż jest na poselskim urlopie, to nie zamierza nigdzie wyjeżdżać na wakacje. Zostanie przy mamie. Do aktywnego życia politycznego wróci nie wcześniej niż za dwa tygodnie, dopiero na początku września.

Pan prezes nie będzie wyjeżdżał, będzie odpoczywał tylko w domu i opiekował się mamą – zdradza poseł Joachim Brudziński.

ag/se/19.8.2010/

***

Jarosław Kaczyński to prawdziwie kochający syn! Kiedy jego mama 84-letnia Jadwiga po wielomiesięcznym leczeniu wyszła w końcu ze szpitala, ten od razu zapewnił jej najlepszą opiekę. Zaaranżował do jej potrzeb dom, a nawet zatrudnił specjalną opiekunkę, która będzie czuwać nad jej zdrowiem.

A stan Jadwigi Kaczyńskiej wciąż nie jest najlepszy. Jest osłabiona, nie powinna się przemęczać, ma problemy z chodzeniem. Jednak jej kondycja okazała się na tyle dobra, że mogła bez większych przeszkód opuścić szpital.

I właśnie dlatego Jarosław Kaczyński postanowił zagwarantować jej najlepszą opiekę. W tym celu wydzielił jej specjalny, wyciszony pokój oraz zapewnił sprzęt rehabilitacyjny. A w czasie, gdy zajęty pracą nie będzie mógł opiekować się mamą, doglądać jej będzie w domu specjalnie wynajęta opiekunka.

/18.8.2010/

***

Jarosław Kaczyński już nie musi tak bardzo drżeć o zdrowie mamy. Jadwiga Kaczyńska, matka Lecha i Jarosława, opuściła szpital i wróciła do ukochanego domu na warszawskim Żoliborzu. Po kilku miesiącach walki z ciężką chorobą pani Jadwiga jest już na tyle silna, że lekarze wypisali ją w poniedziałek ze szpitala

Jarosław Kaczyński od kilku dni przygotowywał się na powrót mamy. Wreszcie się doczekał. To pierwszy od dawna szczęśliwy dzień szefa Prawa i Sprawiedliwości.

W poniedziałek 16.8 ostatni raz przekroczył próg szpitala, przez który przechodził przez prawie 5 miesięcy odwiedzać schorowaną matkę. Pani Jadwiga po długim leczeniu w końcu poczuła się na tyle silna, że lekarze nie widzieli już przeciwwskazań, by wróciła do domu.

Spacery i świeże powietrze będą jak najbardziej wskazane – mówi rzecznik wojskowego szpitala Piotr Dąbrowiecki, pytany o zalecenia dla byłej już pacjentki tej lecznicy. – Tego dopilnuje już syn Jarosław, który przyszykował mamie oddzielny pokój w domu, w którym będzie miała ciszę i spokój. J. Kaczyński kupił nawet specjalne łóżko, na podobieństwo szpitalnego, z regulowaną wysokością i oparciem.

Jadwiga Kaczyńska cierpiała na ciężkie zapalenie płuc, a kiedy trafiła do szpitala, zaatakowała ją sepsa. Jej stan się pogorszył, gdy dowiedziała się o śmierci syna, prezydenta Lecha Kaczyńskiego i jego małżonki.

F-t /17.8.2010/

***

Jarosław Kaczyński przy grobie ojca

Jeszcze rok temu Jarosław Kaczyński odwiedzał grób swojego ojca Rajmunda Kaczyńskiego razem z bratem prezydentem i jego żoną

Po tragicznej śmierci pary prezydenckiej – Jarosław Kaczyński jest teraz tą osobą w rodzinie, na której spoczął obowiązek dbania o rodzinny grobowiec.

W niedzielę prezes PiS samotnie zapalił znicze i zmówił modlitwę za dusze bliskich. Towarzyszyli mu tylko ochroniarze.

Nie było z nim także matki, pani Jadwigi Kaczyńskiej. Nestorka rodu nie przybyła na warszawskie Powązki z powodu stanu swojego zdrowia. Po ostatnim wielomiesięcznym pobycie w szpitalu wciąż nie opuszcza domu.

an/se /2.11.2010/

***

I przy grobie brata

Szef PiS Jarosław Kaczyński we wtorek złożył kwiaty na grobie tragicznie zmarłego prezydenta Lecha Kaczyńskiego

Odwiedziny Jarosława Kaczyńskiego na grobie brata były zupełnie prywatne. – To pierwsze dni 1 listopada i 2 listopada, kiedy nie ma mojego brata, nie ma mojej bratowej, wielu przyjaciół – mówił Kaczyński dziennikarzom zgromadzonym przed kryptą na Wawelu. – To strasznie smutne dla mnie. To oczywiste – mówił.

Opowiadał też, jak wyglądała jego wizyta przy sarkofagu. – Bywam tu często. Najpierw się modlę, potem jest msza. A poza tym byłem na cmentarzach i w sobotę, i w niedzielę, i w poniedziałek – wyliczał Jarosław Kaczyński.

kka/tvn24.pl /3.11.2010/

Epitafium dla patriotów

Pierwszą piosenkę o katastrofie pod Smoleńskiem nagrał łódzki zespół rockowy Kery Band. Utrzymany w rytmie ballady rockowy utwór, zatytułowany Epitafium dla patriotów, krąży po sieci.

Słowa piosenki zespołu Kery Band – Epitafium dla patriotów:

To miał być prawdy dzień, o który wołał katyński las

Na pokład weszło wielu, aby o zbrodni wiedział świat

Ostatnie słowa, rozmowy, za chwilę trzeba zapiąć pas

i nagle – huk – pękło niebo i jeden krzyk- giniemy!

Kolejny kwiecień w naszych dziejach, już na wieki zostawi ślad

Najsmutniejsza polska wiosna, nad nią zimna smoleńska mgła

Prezydencie, na przekór czasom, przypominałeś o tym że,

Bóg, honor i Ojczyzna Rzeczpospolitej to święta rzecz

Refren:

Panie Prezydencie, Przyjacielu!

tylko prawda ważna jest

Zginąłeś za Nią, za Niepodległą

nie zmieni tego zdrajców szept

Tak polecieli po śmierć na wschód, wybrańcy losu okrutnego

tam dołączyli do żołnierzy z tysiąc dziewięćset czterdziestego

Błogosławieni sprawiedliwi, już nasycili Bogiem się

Pozostawili nam testament, Trzeba wypełnić jego treść

Refren…

www.se.pl/wydarzenia/kraj/pierwsza-ballada-o-katastrofie-smolenskiej-kery-ba_153494.html

emm/se /15.9.2010/

Kategoria Polska

Comments

Notice: ob_end_flush(): failed to send buffer of zlib output compression (0) in /home/czarkod/public_html/zp/wordpress/wp-includes/functions.php on line 4615