Film o poecie, poezji i trupie

‚Wolność słowa będzie teraz w Polsce ograniczana. Ale nie zważajcie na to. Mówcie co chcecie. Pamiętajcie że jesteśmy wolnymi Polakami. Musi to na Rusi, a w Polsce jak kto chce! Nie zmuszą nas do milczenia’ – to słowa wybitnego polskiego poety Jarosława Marka Rymkiewicza, które wypowiedział w sądzie po ogłoszeniu wyroku skazującego go w procesie wytoczonym mu przez bolszewików

Bolszewicy wytoczyli Rymkiewiczowi proces za to że odważył się powiedzieć parę słów prawdy o tych bolszewikach. Prawda w oczy kole, oj kole… Ale przecież prawda jest nam potrzebna jak tlen do życia. Jednak bolszewicki sąd, których w Polsce niestety nie brakuje, wydał wyrok skazujący polskiego poetę za słowa prawdy o bolszewikach!

Bolszewicy w Polsce ciągają po sądach wybitnego polskiego poetę!… I to bez żadnego powodu!… I doprowadzają do skazującego wyroku!…

Dlaczego napisałem w tytule o trupie? I o filmie? Bo byłem na nowym, świetnym filmie Grzegorza Brauna ‚Poeta pozwany’ o Jarosławie Marku Rymkiewiczu, poecie z Milanówka. A po wysłuchaniu skazującego wyroku w sądzie Rymkiewicz powiedział po prostu że Adam Michnik jest trupem! Dlatego piszę o tym trupie. Można to zobaczyć w nowym filmie Brauna.

Bolszewicy ścigają wybitnego polskiego poetę w Polsce za słowa, kneblują wybitnemu polskiemu poecie usta! Ci bolszewicy to dziedzice Komunistycznej Partii Polski.

W filmie Brauna widzimy polskiego poetę Rymkiewicza jak przed bolszewickim sądem musi tłumaczyć się ze swego życia, z tego dlaczego nie nazywa się Szulc, czy jego rodzice należeli do Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, czy on sam należał do PRL-owskiej wersji Hitlerjugend, jak sam ‚oskarżony’ określił Związek Młodzieży Polskiej…

A zwolennicy polskiego poety krzyczeli w sądzie: ‚Czas wreszcie skończyć z tym że Polską rządzi Szechter!’. I także: ‚Wolność poety, wolność słowa!’.

Rymkiewicz mówi też w filmie: ‚Najgorsza wiadomość to jest moim zdaniem ta że nie wiadomo kto tu teraz rządzi. Na pewno nie ten rząd który oglądamy w telewizorach, który można nazwać rządem telewizyjnym. To pozory…’.

Poeta mówi też o poezji, bo jak stwierdził Braun film jest właśnie o poezji przede wszystkim: ‚Wiersz to krótka sprawa. Właściwie powstaje w przeciągu jednego dnia. Potem może być przez jakiś czas poprawiany, niekiedy coś nie wychodzi. Na przykład wszystko jest gotowe, a dwa wersy nie chcą się zrymować tak jak należy i tego rymu szuka się bardzo długo. Ale to już takie drobne roboty, które wykonuje się na sposób rzemieślniczy, i które nie wymagają już tego co się niejasno nazywa natchnieniem’.

Jeden z wierszy Rymkiewicza – ‚Kosz na śmieci przy stacji kolejki WKD w Milanówku pod Warszawą’:
Kosz na śmieci, a w tym koszu olaboga!
Jaki lament! jakie jęki! jaka trwoga!
Ile istnień! i papierów! i nicości!
Jaka ciemność ale skryta tam w ciemności
Puszki plastik dwa psie gówna i milczenie
Śmieci śmieci – jest w tym jakieś Boże tchnienie
Jakieś Boże miłosierdzie – Boże trwanie
Coś co jest mi tutaj bliskie niesłychanie
Ile śmieci – jak w dwóch mózgach nihilisty
Kiedy Bóg mu się objawia ale mglisty
Ale super tajemniczy super Boży
I śmierć super – pośród śmieci mnie ułoży
Pod śmieciami mnie zakopie w śmieci zmieni
Chętnie idę – w tę krainę wiecznych cieni
Gdzie o zmierzchu blado świecą wysypiska
Prosto w nicość – tam gdzie Boga widać z bliska
Prosto w nicość – co za odlot odlotowy
(Nic innego nie przychodzi mi do głowy)
Co za odlot – w super dobro w super trwanie
Bóg jest dobry – ja to piszę na kolanie
Bóg jest super – idę w jego okolicę
Moje życie wsparte o tę tajemnicę
/marzec 1999/

Wracając jeszcze do trupów, ktoś napisał: ‚Tak, ten film opowiada o samobójstwie cywilnym Adama Michnika, redaktora naczelnego Gazety Wyborczej, który sądownie postanowił walczyć z poetą i wyrokiem zamknąć mu usta. Może nawet nie warto wymieniać jego nazwiska, bo on przecież już ‚nie istnieje…”.

Po premierowej projekcji filmu ‚Poeta pozwany’, kilka dni temu w Pałacu Kultury, Jarosław Marek Rymkiewicz powiedział też m.in.: ‚Jeżeli potrzebujecie przekonującego dowodu na to czy lepiej być artystą prześladowanym niż artystą reżimowym, to tutaj go macie. Jeżeli chcecie dowodu na to że lepiej być artystą wyklętym niż artystą salonu, to także macie tutaj przekonujący dowód. Jeżeli chcecie dowodu na to że ten kto jest oszołomem i moherem posiada potężną przewagę duchową nad zgnilizną salonu III RP, to także ten dowód macie tu przed sobą. Ten dowód nazywa się Grzegorz Braun.’

Braun podziękował Rymkiewiczowi i jego żonie za pomoc w realizacji filmu. Od siebie dodam że bardzo mi się podobały zdjęcia do obrazu Brauna, autorstwa  Andrzeja Adamczaka. Ważna osoba w całym przedsięwzięciu to także producent Robert Kaczmarek.

To kolejny świetny film Brauna, tym razem o wybitnym polskim poecie. Oglądajmy go! Można już go niedrogo nabyć razem z bieżącym wydaniem tygodnika Gazeta Polska. Bardzo polecam film ‚Poeta pozwany’!

Cezary Dąbrowski/www.zawszepolska.eu /1.VI.2012/

***

Patrioci i kolaboranci

Rozmowa z Jarosławem Markiem Rymkiewiczem, pisarzem, poetą, historykiem literatury, tłumaczem

Czy w Polsce i w polskości jest dzisiaj potencjał wielkości? Jeżeli tak to gdzie on może być? Bo jest w nas pewna sprzeczność. Z jednej strony zgoda na pomiatanie naszą godnością w sprawie Smoleńska, a z drugiej ukryte marzenie o wielkości. Czy więc Polska może być wielka? Silna?

Jest w nas potencjał wielkości i jest potencjał małości. To wynika z tego że istnieją tuż obok siebie dwie Polski – a jeżeli istnieją dwie Polski, to muszą też istnieć dwa narody Polaków. Te narody oddzieliły się od siebie i zaczęły wieść życie osobne kilkaset lat temu. Jeden to naród patriotów, drugi – naród kolaborantów. W narodzie patriotów marzenie o wielkości Polski jest wciąż żywe, może nawet jest tak że ten naród dzięki swojemu marzeniu o wielkości – czy raczej dzięki projektowi swojej wielkości – w ogóle istnieje. Przeżył ponieważ pamięta że kilkaset lat temu był wielki i potężny.

Ta część z nas którą pan nazywa narodem kolaborantów tego nie chce?

Naród kolaborantów jest ogarnięty i obezwładniony obsesją swojej małości, nędzy, podłości i znikczemnienia. Co oczywiście nie przeszkadza i nigdy nie przeszkadzało polskim kolaborantom twierdzić że kolaborują z przyczyn patriotycznych.

Kiedy zaczął się ten podział?

Widzimy go wyraźnie w czasach konfederacji radomskiej i konfederacji barskiej, to znaczy w drugiej połowie XVIII w. Wtedy też istnienie dwóch tutejszych narodów zostało pierwszy raz potwierdzone w wielkim dziele księdza Jędrzeja Kitowicza ‘Pamiętniki, czyli historia polska’. Kitowicz w 1771 r. wyszedł z konfederackiego sztabu Zaremby i resztę życia poświęcił na opisywanie tego co widział na własne oczy – nędzy i wielkości Polaków. Ale ten fundamentalny dla naszych dziejów podział zaczął się uwidaczniać znacznie wcześniej, już w czasach Zygmunta III Wazy, na początku wieku XVII, kiedy wybuchł rokosz Zebrzydowskiego i pod Guzowem w 1607 r. starły się ze sobą dwie polskie armie – królewska i szlachecka. Według wielu historyków rokosze były świadectwem warcholstwa polskiej szlachty, ale ja sądzę inaczej. Rokosz Zebrzydowskiego był wynikiem przerażenia polskiej szlachty która nie chciała nonsensownej wojny ze Szwecją i zrozumiała że fatalnie wybrany przez nią obcy król reprezentuje obce interesy. Własne interesy dynastyczne oraz interesy Habsburgów. Wystarczy powiedzieć że Zygmunt III chciał dla siebie korony szwedzkiej która nam nie była do niczego potrzebna, a odrzucił koronę czeską którą jego synowi Władysławowi ofiarowali Czesi. Odrzucił bo nie chciał się narazić Habsburgom.

Te dwa nurty w historii, dwa narody, to jest coś dla Polaków specyficznego? Wyjątkowego?

To nie jest dla mnie jasne. Hiszpańscy karliści to też chyba jakiś osobny naród, istniejący już niemal od 200 lat. Wydaje mi się że takie pęknięcie które dzieli naród na dwie części, może być efektem długotrwałej interwencji, militarnej lub duchowej, obcych potęg. Jak to kiedyś u nas mówiono – obcych potencji.

Ale tu jest ten klucz – w obcej sile która wchodzi z zewnątrz?

Naród kolaborantów jest przekonany że w interesie Polaków jest poddanie się obcej sile, zewnętrznej potencji, że to jest jedyne wyjście w fatalnej polskiej sytuacji. Taka sama argumentacja była używana w epoce rozbiorów i w epoce komunizmu. I dziś też się uważa że poddanie się wspólnoeuropejskiej potencji to jest jakieś wyjście.

To jest wiara że jak pisał Karczmarski mocarstwa ościenne przywrócą spokojność obywatelom naszym?

Raczej mamy tu do czynienia z brakiem wiary, we własne możliwości istnieniowe, we własną potęgę duchową. Naród kolaborantów wierzył zawsze i wierzy do dzisiaj że w interesie Polski jest podporządkowanie się silniejszym, służenie ich interesom, ponieważ tylko silniejsi od nas mogą tutaj zaprowadzić porządek. To było i jest ufundowane na przekonaniu o nikczemności i nieudolności Polaków, o tym że oni koniecznie muszą być przez kogoś rządzeni. Albo przez obcych królów, Wazów czy Sasów, albo przez rosyjskich ambasadorów, jak to było w XVIII w., przez Repnina czy Sieversa. W głębi mamy więc lęk przed wolnością, ucieczkę od wolności. Kolaborant w istocie mówi coś takiego: Polacy nie nadają się do samodzielnego życia i właśnie dlatego ja kolaboruję, a robię to w interesie Polaków, czyli z przyczyn patriotycznych.

A wszelki sprzeciw jest nazywany warcholstwem? Budzi agresję.

Bywało i tak że o warcholstwo oskarżany był nawet cały naród, przynajmniej naród szlachecki, co też jest dowodem że następował podział na dwa narody – rozsądny naród kolaborantów i warcholski naród patriotów. Przykro to powiedzieć ale w tej wojnie dwóch narodów, bo mamy tu do czynienia z prawdziwą wojną domową, w dodatku odwieczną, częściej zwyciężał naród kolaborantów. Pewnie dlatego że miał wsparcie obcych potencji. Niemcom czy Rosjanom istnienie narodu kolaborantów oczywiście bardzo odpowiadało. Wszystkie rozbiory które nasza historiografia opisuje jako rozszarpywanie Polski przez mocarstwa ościenne – były akceptowane i zatwierdzane przez polskie Sejmy. Jest rzeczą oczywistą że te decyzje Sejmów były wymuszane czy kupowane przez rosyjskich ambasadorów. Ale jeżeli Sejm wybrany przez polską szlachtę głosował za oddawaniem kolejnych kawałków kraju, a w końcu za oddaniem wszystkiego, czyli likwidacją państwa, to można nawet powiedzieć że Polacy kolaboranci rozebrali Polskę własnymi rękami. Ciąg dalszy tej myśli jest taki: naród kolaborantów dążył i nadal dąży do zlikwidowania Polski. Odpowiedź na pierwsze pytanie jest więc taka że znaczna część Polaków – wzywam socjologów do obliczenia czy to połowa Polaków, czy może trzy czwarte lub trzy piąte – od kilkuset lat nie wierzy nie tylko w wielkość swojego kraju, ale także w możliwość jego samodzielnego istnienia.

Skoro trwa to tak długo to nie możemy nie zapytać w jaki sposób ten naród kolaborantów powiela się przez pokolenia? Zmieniają się przecież okoliczności, konteksty.

To jest chyba warunkowane przez sytuację. Przez wkraczanie tych obcych sił, militarnych i duchowych, którym lepiej jest służyć niż się sprzeciwiać. Bo opór łączy się z kłopotami. Można stracić majątek, można pojechać na Sybir, można zostać powieszonym. Teraz jest trochę lepiej – kto się opiera ten będzie tylko zmarginalizowany i wyśmiany. Ewentualnie kopnięty czy opluty pod krzyżem na Krakowskim Przedmieściu – jeżeli jest staruszką. Ale to polepszenie może być chwilowe. Z perspektywy życiowych interesów jednostki wygodniej jest więc być kolaborantem. Taka jest pamięć społeczna. Jedyny koszt jaki ponosi kolaborant, to nieprzyjemny, niezmywalny zapaszek zdrady. Stąd podkreślanie że działa się w interesie Polaków a interes definiuje się jako podległość. To próba zmycia tego niezmywalnego zapachu zdrady.

Targowiczanie wierzyli że działają dla dobra Polski.

Ależ oczywiście! Bracia Kossakowscy, generał i biskup, ci których powieszono w 1794 r., uważali się za rozumnych patriotów. Nawet człowiek który jest archetypem polskiej zdrady, Henryk Rzewuski, zresztą wybitny pisarz i oddany polskości, kochający polskość, wierzył, pewnie szczerze, że jest dobrym Polakiem. Co nie przeszkadzało mu być błaznem na salonach w zamku warszawskim u feldmarszałka Paskiewicza.

Generał Zajączek, kolejna postać tragicznie przełamana.

Oni wszyscy wierzyli że działają dla dobra Polski. Albo udawali że wierzą. Ale to mała różnica. W rzeczywistości działali w osobistym interesie. I tak przez wieki. Aż do komunistów którzy w swojej propagandzie ciągle powtarzali że służą Polsce a wszystko co robią – robią dla dobra Polaków. Gdyby zawiśli, co (mówię to jeszcze raz) słusznie im się należało za nasze wszystkie nieszczęścia, to pewnie powiedzieliby że jesteśmy obrzydliwymi niewdzięcznikami. Stryczek za tyle dobrodziejstw!

Jak pan opisuje tę drugą część narodu? Naród patriotów?

Naród patriotów nie myli okupacji z dobrodziejstwem, z jakąś łaską którą Polacy otrzymują od obcej potęgi. Działając rozumnie – wiara w możliwość samodzielnego istnienia jest rozumna ponieważ samodzielne istnienie w stanie wolności jest zgodne z naturą, nie tylko ludzką, lecz z naturą wszelkiego istnienia – działając zatem zgodnie ze wskazówkami wyższego rozumu – ten naród nawet co pewien czas zwycięża. Niestety zawsze na krótko.

A jednak wciąż istnieje. To na swój sposób zadziwiające. Jak pan to tłumaczy? Jak naród mógł przetrwać 123 lata bez własnego suwerennego państwa?

BO POLSKOŚĆ JEST STRASZLIWIE ATRAKCYJNA. OGROMNIE CIEKAWA. NIEZWYKLE POCIĄGAJĄCA. WSPANIAŁA JAKO MIEJSCE W KTÓRYM CZŁOWIEK MOŻE SIĘ ULOKOWAĆ. POLSKA TO PRZYGODA DAJĄCA POCZUCIE SZCZĘŚCIA. JA JESTEM CZŁOWIEKIEM SZCZĘŚLIWYM. CHOĆ KIEDY MA SIĘ TYLE LAT CO JA I KIEDY ŻYCIE DOBIEGA KOŃCA, TO JUŻ NIEŁATWO BYĆ SZCZĘŚLIWYM. ALE JESTEM SZCZĘŚLIWY WŁAŚNIE DZIĘKI TEMU ŻE SZEDŁEM POLSKĄ DROGĄ PRZEZ WIELE LAT MEGO ŻYCIA, ŻE WSZYSTKIE MOJE UMIEJĘTNOŚCI I TALENTY PISARSKIE, OD PEWNEGO MOMENTU, ODDAŁEM POLSKOŚCI. TO UCZYNIŁO MNIE WŁAŚNIE CZŁOWIEKIEM SZCZĘŚLIWYM. PATRIOCI SĄ SZCZĘŚLIWI.

Można postawić pytanie czy to zabijanie poczucia zakochania w ojczyźnie jest niszczone i unicestwiane tylko w Polsce czy w całej cywilizacji zachodniej?

Wygląda że sens istnienia narodów jest teraz tu i ówdzie kwestionowany. Ale to nie ma wielkiego znaczenia ponieważ wspólnej historii ludzi – a naród jest wspólną historią ludzi którzy go tworzą – nie da się zniszczyć czy zmienić, gdyż ta historia już się w pewnej swojej części dokonała, istnieje i jest zapamiętana w stanie dokonanym. Jest zresztą i tak że wielkie narody europejskie które mają lepszą sytuację geopolityczną niż Polacy – nadal bardzo cenią sobie swoją narodowość i swoją potęgę.

Ale jest jedna różnica. Profesor Zdzisław Krasnodębski mówił nam że na całym świecie są nurty kwestionujące w ogóle sens patriotyzmu, ofiary, potrzeby istnienia silnego państwa.

Taki anarchizm łamany na infantylizm. Ale tylko w Polsce jest to podniesione do rangi wyznania, także elit narodowych i państwowych. Trzeba tu wziąć pod uwagę fakt że są to elity które uformowały się w czasach komunizmu. Przez upadek (czy raczej mutację) komunizmu ich istnienie zostało na chwilę zagrożone. Ale potem jakoś się zrekonstruowały i uznały że właściwie nic się nie zmieniło – nadal są elitami których wpływ na życie polskie jest nie do zakwestionowania. Otóż to są elity wychowane przez komunistów w przekonaniu że polskość jest czymś podrzędnym i niepotrzebnym, a Polacy są narodem ciemnym i głupim, w dodatku groźnym w swej głupocie (groźnym dla cywilizacji europejskiej). I że wobec tego ten groźny naród musi być przez kogoś kontrolowany. Ktoś musi nim zręcznie zarządzać. Choć oczywiście najlepiej byłoby go zlikwidować. Tak myśli ta elita. Złowieszczy jest już sam fakt że ona nadal – po dwudziestu kilku latach od czasu (pozornej) likwidacji komunizmu w Polsce – wciąż istnieje. Jeszcze groźniejszy jest fakt że nadal przyznaje sobie prawo do decydowania jak ma wyglądać życie polskie. To by wskazywało że komunizm w Polsce, choć się skończył, to jednak nie całkiem. Ja latem 1989 r., zaraz po tak zwanym okrągłym stole, mówiłem (to nie zostało dosłyszane) że będziemy mieć w Polsce nowe, dziwaczne mutacje komunizmu. I mamy taką mutację – liberalną. Liberalne źródło tej mutacji jest umiejscowione dokładnie w tym samym miejscu w którym umiejscowione było pierwotne źródło europejskiego komunizmu. Mówiąc inaczej – to co mamy teraz w Polsce wywodzi się z pierwotnych komunistycznych projektów organizacji życia polskiego.

Z Komunistycznej Partii Polski?

Źródła tych pomysłów ideowych należy szukać jeszcze wcześniej – w dziełach Róży Luksemburg. To był prawdziwy komunistyczny potwór. Właśnie ona na przełomie XIX i XX w. to wszystko wymyśliła, ona wymyśliła Wspólnotę Węgla i Stali, Wspólnotę Europejską i włączenie Polski (oraz innych małych państw) do tej Wspólnoty. Oczywiście Wspólnota Europejska ma jeszcze inne źródła duchowe – imperium Karola Wielkiego z przełomu VIII i IX w. oraz późniejsze Cesarstwo Rzymskie Narodu Niemieckiego. Ale o obecnym kształcie Europy zdecydowała myśl Róży Luksemburg. Bezsmiertnaja Roza (jak ją nazywano w Rosji) sądziła że małe państwa i małe narody nie mają prawa do istnienia (nie mogą przeżyć) bo mają zbyt małe rynki zbytu, co ogranicza ich produkcję przemysłową.

Muszą więc ulec likwidacji.

Jak to komuniści, uważała że to jakaś dziejowa konieczność której nie wolno się przeciwstawiać. Stąd jej wściekłość, jej nienawiść nie tylko do Polaków ale także do Żydów, Litwinów, Gruzinów, Węgrów – małych narodów które nie zamierzały uwierzyć w taką konieczność i nie chciały zostać przyłączone do narodu niemieckiego.

Chciała likwidacji narodów? Jak to sobie wyobrażała?

Uważała że małe narody zachowają prawo do istnienia folklorystycznego. Będą mogły tańczyć swoje tańce i jeść swoje narodowe potrawy. Mniej więcej tak samo – jak się zdaje – myślą teraz niektórzy urzędnicy w Brukseli. Polacy według Róży Luksemburg mieli więc porzucić marzenie o niepodległości i stać się obywatelami wielkiego państwa europejskiego o charakterze kapitalistycznym. Projekt Nieśmiertelnej Róży zakładał że to państwo – po wybuchu rewolucji proletariackiej – stanie się państwem komunistycznym. Było to bardzo nie na rękę Leninowi który (zręczniejszy manipulator) chciał potencję ruchów narodowo–wyzwoleńczych wykorzystać dla celów partii bolszewickiej. Stąd właśnie późniejsze represje które spadły na wyznawców Róży Luksemburg. Działacze Komunistycznej Partii Polski w latach 30 zeszłego wieku odżegnywali się – chcąc ocalić życie od tak zwanych ‘błędów luksemburgizmu’. Ale chytry Stalin kompletnie im nie wierzył i mordował funków (jak nazywano funkcjonariuszy partyjnych) z KPP. Ostatecznie okazało się jednak że ani rozwiązanie KPP, ani mordowanie, ani łagry niczego nie załatwiły. Mordowanie w ogóle niczego nie załatwia. Idee Róży Luksemburg przetrwały i właśnie teraz widzimy ich skutki. Obecny kształt Unii Europejskiej to jest skutek najważniejszy. Obecna sytuacja Polski to też ważna konsekwencja tych XIX–wiecznych idei. Miłość ‘Gazety Wyborczej’ do Unii Europejskiej to także jeden z tych skutków.

‘Wyborcza’ i luksemburgizm to ten sam nurt? Ta sama nić myślenia? Tak pan uważa?

Tak. To jest przekazywane z pokolenia na pokolenie komunistyczne przekonanie że z wielu państw można utworzyć jedno wielkie państwo, a z wielu narodów zrobić jeden naród. To wszystko wymyśliła ta jedna słaba kobieta. Jestem dla niej pełen podziwu, to znaczy podziwu dla jej potworności. Dopuszczam możliwość że gdyby jej nie zamordowano w 1918 r. to ona w latach 20 zamordowałaby Lenina, Stalina oraz Dzierżyńskiego i ostatecznie zostałaby pierwszym sekretarzem KPZR, może nawet generalissimusem. Ja tego wszystkiego nie wiedziałem a dowiedziałem się niedawno, kiedy zacząłem czytać dzieła Biezsmiertnej Rozy. To moja korzyść z procesu który urządziła mi spółka Agora. Jestem jej za to wdzięczny.

Kolejna rozprawa w tym tygodniu. Ma pan proces za zdanie: ‘Michnik i jego ludzie są spadkobiercami idei Róży Luksemburg w wynaradawianiu Polaków którą później zapoczątkowała KPP’. Podtrzymuje je pan?

Może trochę przesadziłem sugerując że wszyscy redaktorzy są luksemburgistami. Oczywiście że nie wszyscy. Ale ci którzy założyli ‘Gazetę’ i decydują o jej obliczu mieli rodziców w KPP, a kto był w KPP ten był luksemburgistą. Jestem jak Stalin, w samokrytyki kapepowców nie wierzę. To wszystko jest bardzo ciekawe. Jak to się stało że idee luksemburgizmu przetrwały niemal nietknięte do dzisiejszych czasów, że z taką siłą są dzisiaj (choć raczej tajnie bo nie wymienia się nazwiska Rozy) reklamowane. Tu trzeba by sięgnąć głębiej, usłyszeć o czym w mieszkaniach w alei Przyjaciół i w alei Róż rozmawiano w latach 50 i 60. Wtedy może byśmy zrozumieli co było fascynującego w tym dziedzictwie wczesnego komunizmu.

Ale o co dokładnie chodzi w tym procesie? Co jest zarzutem Michnika? Dziedzictwo KPP? Stwierdzenie o wynaradawianiu?

Ja mam proces z Agorą a nie z jakimś człowiekiem. To trochę absurdalne bo korporacja jest przecież czymś w rodzaju maszynerii, wielkiej maszyny. Czy człowiek może mieć proces z maszyną? Czy maszyna może czuć się obrażona? A wracając do pytania – maszyna oświadczyła w pozwie że to wszystko co powiedziałem – jest kłamstwem.

rozm. j.m.k./u.rze /4.7.2011/

***

Michnik skarży polskiego poetę

Ruszył proces wydawca Gazety Wyborczej kontra Jarosław Marek Rymkiewicz. Wyrok 21 lipca

Gazeta Wyborcza obraża Polaków nazywając ich np. nacjonalistami a nikt nie może wyrazić opinii że jej redaktorzy są duchowymi spadkobiercami Komunistycznej Partii Polski bez narażenia się na konsekwencje sądowe…

7 lipca ruszył proces jaki wydawca gazety Agora SA wytoczył pisarzowi i poecie Jarosławowi Markowi Rymkiewiczowi

Mecenas Piotr Rogowski, pełnomocnik Agory, podtrzymał pozew wobec Rymkiewicza, by ten przeprosił i wpłacił 10 tys. zł na ośrodek dla osób ociemniałych w Laskach pod Warszawą. Sprawa dotyczy wypowiedzi pisarza który w wywiadzie dla Gazety Polskiej w sierpniu 2010 r. nazwał redaktorów GW m.in. ‘duchowymi spadkobiercami Komunistycznej Partii Polski’ i dodał że ‘rodzice czy dziadkowie wielu z nich byli członkami tej organizacji, która była skażona duchem luksemburgizmu, a więc ufundowana na nienawiści do Polski i Polaków’.

Rymkiewicz skomentował tak dotychczasową działalność tego pisma oraz sposób opisywania wydarzeń pod krzyżem ustawionym po katastrofie smoleńskiej przed Pałacem Prezydenckim.

Moim zdaniem fundamentalne poglądy przedstawiane w Gazecie Wyborczej są zbudowane na ideach Róży Luksemburg, czyli takich jakie propagowała KPP – oświadczył wczoraj na sali sądowej pisarz.

Mecenas Rogowski argumentował z kolei że pozwany nie przedstawił żadnych dowodów które by potwierdzały wyrażone przez niego na łamach prasy opinie.

– W sprawie o ochronę dóbr osobistych jest też oczywiste że obowiązuje tzw. domniemanie bezprawności działania strony pozwanej. Strona pozwana ma obowiązek udowodnić że wszystko to co napisała było prawdą. Taki obowiązek spoczywał na osobie pozwanej – powiedział Rogowski.

Nie potrafił jednak powiedzieć jakie dobra osobiste spółki Agora zostały naruszone. Skupił się głównie na ‘młodych’ ‘poniżej 30 roku życia redaktorach GW którzy traktują firmę jako miejsce swojej pracy, utożsamiają się z nią, mają katolickie wychowanie’.

To ostatnie stwierdzenie rozbawiło zebraną w sądzie publiczność. Rogowski akcentował że wypowiedź Rymkiewicza ‘kreuje negatywny wizerunek firmy’.

Mecenas Sławomir Sawicki, pełnomocnik Rymkiewicza, dowodził natomiast że słowa pisarza są natury ocennej i należą do sfery publicystyki. Wskazał że gazeta angażuje się w spory polityczne i również często ostro krytykuje swoich przeciwników ideologicznych. – Pozwany jasno przeciwstawił się poglądom GW że to co w tym dzienniku uważa się za pożądane on postrzega jako istotne zagrożenie. A skoro tak uważa to jego wypowiedź tak właśnie brzmi, że redaktorzy chcą by Polacy przestali być Polakami, by wreszcie się zintegrowali, by coraz mniej było tej polskości a coraz więcej europejskości. Jeżeli chodzi o kwestie obrony krzyża, tutaj nie trzeba podawać żadnych artykułów by wiedzieć że stosunek redaktorów Wyborczej do Kościoła i katolicyzmu jest dosyć krytyczny, na co pozwany się nie zgadza – mówił mec. Sawicki. Wnioskował w związku z tym o oddalenie pozwu.

Jego wypowiedź [Rymkiewicza – przyp. red.] nie przekroczyła granic niedozwolonej krytyki, zwłaszcza że GW jest dziennikiem politycznym i też takie poglądy są tam zamieszczane – oznajmił mecenas.

Na zakończenie rozprawy głos zabrał sam Rymkiewicz który mówił że gazeta wydawana przez Agorę wielokrotnie zarzuca Polakom nacjonalizm. Zwrócił uwagę że słowo to pochodzi z języka francuskiego i na początku XIX w. oznaczało w Polsce ‘rodaka’, a w 1905 r. Róża Luksemburg nadała mu znaczenie obelżywe.

Nazwała nacjonalistami Józefa Piłsudskiego i Ignacego Daszyńskiego. Przypisała obłędne skłonności nacjonalistyczne całej polskiej inteligencji która jej zdaniem domagała się niepodległości Polski – oświadczył pisarz.

Dodał że ‘teraz, po ponad stu latach możemy spotkać w GW tę samą obelgę, kompletnie fałszywą, niczym nieuzasadnioną – ‘nacjonalista’’.

To fundament działalności GW – obarczanie Polaków winą za nacjonalizm, rzucanie tą obelgą którą wymyśliła i stworzyła Luksemburg. I na tym właśnie polega to dziedzictwo duchowe. Oznacza ono dziedziczenie znaczenia słów – mówił Rymkiewicz.

Wyraził jednocześnie nadzieję że przywróci się w Polsce właściwe znaczenie tego wyrażenia. I będziemy je nazywać tak jak Polacy w XIX wieku. Będziemy nacjonalistami – konkludował poeta. Ostatnie stwierdzenie spotkało się z aplauzem widzów na sali.

Sąd Okręgowy w Warszawie przed którym toczy się sprawa oddalił również 7 lipca wszystkie wnioski dowodowe przedstawione przez pozwanego ponieważ powinny być zgłoszone ‘na okoliczność faktów’ a ‘nie opinii i poglądów’ wyrażonych przez świadków. Chodziło o przesłuchanie redaktora naczelnego GW Adama Michnika, redaktorów: Seweryna Blumsztajna, Rafała Ziemkiewicza, Tomasza Terlikowskiego, Andrzeja Nowaka i Leszka Żebrowskiego.

jd/nd /8.7.2011/

***

Michnik skarży Polaków

Jarosław Marek Rymkiewicz zeznawał w sądzie na procesie który wytoczyła mu Agora, wydawca Gazety Wyborczej

Prawnik Agory interesował się przynależnością poety do ZMP, nazwiskiem ojca i tym czy rodzice byli w PZPR

Poszło o słowa poety w rozmowie z Gazetą Polską. Komentując sprawę krzyża przed Pałacem Prezydenckim, mówił: ‘Polacy stając przy nim mówią że chcą pozostać Polakami. To właśnie budzi teraz taką wściekłość, taki gniew, taką nienawiść – na przykład w redaktorach Gazety Wyborczej którzy pragną by Polacy wreszcie przestali być Polakami’.

Mówił też że redaktorzy GW są ‘duchowymi spadkobiercami Komunistycznej Partii Polski’. I że ich rodzice i dziadkowie byli członkami tej organizacji.

Agora domaga się przeprosin i 10 tys. zł na ośrodek dla ociemniałych w Laskach.

Rymkiewicz przed sądem twierdził że podpisuje się pod każdym swoim słowem. Zaznaczył jednak że nie miał na myśli wszystkich redaktorów GW lecz tych ‘którzy ją założyli i nadają jej oblicze’. Dodał że gotów jest przeprosić tych z nich którzy uważają się za ‘dobrych Polaków’.

Reprezentujący Agorę mec. Piotr Rogowski pytał Rymkiewicza czy w latach stalinowskich poeta był w Związku Młodzieży Polskiej. – Sednem sprawy nie jest to co robiłem w wieku 15 lat – odpowiedział pisarz.

A dlaczego pan uważa że sednem sprawy są poglądy rodziców redaktorów Gazety Wyborczej – mówił Rogowski. I dociekał: – Czy mówił pan że Stalin jest nieśmiertelny; że uczyni z Polski 17 republikę; czy krzyczał pan: Precz z papieżem, niech żyje Stalin!’?

Oceniłem bardzo surowo swoją młodość jako haniebną; zrozumiałem ją i wyciągnąłem właściwe wnioski – stwierdził Rymkiewicz.

– Jak się nazywał pana ojciec? – pytał Rogowski, nawiązując do sprawdzania życiorysów rodziców redaktorów GW w GP.

Schulz. Ojciec nie był Żydem, tylko Niemcem – odparł poeta. Prawnika Agory interesowało też czy rodzice Rymkiewicza należeli do PZPR. Poeta potwierdził.

W swoim końcowym wystąpieniu Rogowski wniósł o uwzględnienie pozwu. Ocenił że strona pozwana nie wykazała że to co powiedział poeta było prawdą. Z kolei adwokat poety mec. Sławomir Sawicki wniósł o oddalenie powództwa gdyż jego zdaniem Rymkiewicz przedstawiał tylko dopuszczalne opinie w ramach debaty publicznej i nie przekroczył granic dozwolonej krytyki.

Adwokat Gazety Wyborczej przejechał się po moim dziecięcym życiorysie co jest starą metodą GW stosowaną wobec jej wrogów – powiedział dziennikarzom Jarosław Marek Rymkiewicz. – Tak, z obu stron jestem pochodzenia niemieckiego. Narodowość nie jest sprawą krwi ale utożsamiania się z historią danego narodu. A obelgi które GW snuje pod moim adresem uważam za zaszczytne. Niczego się nie boję. Ponieważ nie można bać się własnego losu. Trzeba mu spojrzeć w twarz. Redaktorzy GW zamiast grzebać w życiorysie swoich wrogów lepiej przyjrzeliby się własnym. A przede wszystkim: powiedzieli – kim są i co naprawdę myślą – dodał.

W obronie Rymkiewicza występują m.in. pisarze według których proces jest ‘próbą ograniczenia wolności słowa’. – To bardzo niepokojąca sytuacja która może doprowadzić do tego że wiele osób będzie się bać w swojej publicystyce wyrażać ostre opinie które są przecież czymś zupełnie normalnym w demokracji mówił pisarz Marek Nowakowski który przyszedł do sądu.

js/rp/pap/trzmiel /8.7.2011/

***

Michnik skarży i nie przychodzi…

Rozpoczął się proces, jaki Agora wytoczyła Markowi Rymkiewiczowi

– Zwyciężymy, zwyciężymy! – krzyczeli zwolennicy poety Marka Rymkiewicza, którzy licznie zgromadzili się w Sądzie Okręgowym w Warszawie, by zamanifestować poparcie dla niego

Wczoraj rozpoczął się proces pisarza, który został oskarżony przez wydającą Gazetę Wyborczą spółkę Agora o naruszenie dóbr osobistych tego koncernu za stwierdzenie, że redaktorzy GW są ‚duchowymi spadkobiercami Komunistycznej Partii Polski’

Ponad 200 osób przyszło do Sądu Okręgowego w Warszawie, by zamanifestować poparcie dla Rymkiewicza podczas rozpoczęcia procesu z powództwa Agory. Do przybycia na rozprawę zachęcał sam pisarz.

‘Zapraszam na tę rozprawę wszystkich, którzy chcą żyć w Niepodległej Polsce’ – zachęcał w zamieszczonym w internecie oświadczeniu. ‘To będzie proces, który pokaże, na czym polega i jak wygląda wolność słowa w tym państwie, w którym teraz żyjemy, a które miało być Niepodległą Polską’ – napisał Rymkiewicz.

Rozprawa odbyła się w niewielkiej salce mogącej pomieścić nie więcej niż 20 osób, co wywołało głośne protesty ze strony zgromadzonych osób, niemogących uczestniczyć w procesie. Ci którzy pozostali na zewnątrz głośno domagali sie zmiany sali na większą. Sąd jednak po krótkiej rozprawie odroczył proces do 7 lipca, wyznaczając tę samą salę, co wywołało kolejne krytyczne komentarze zwolenników Rymkiewicza.

Agora wytoczyła proces o naruszenie dóbr osobistych po wypowiedzi Marka Rymkiewicza z sierpnia ubiegłego roku. Komentując wówczas kwestię obecności krzyża przed Pałacem Prezydenckim pisarz stwierdził:

‘Polacy, stając przy nim, mówią, że chcą pozostać Polakami. To właśnie budzi teraz taką wściekłość, taki gniew, taką nienawiść – na przykład w redaktorach Gazety Wyborczej, którzy pragną, by Polacy wreszcie przestali być Polakami’.

Rymkiewicz dodał, że redaktorzy GW są ‘duchowymi spadkobiercami Komunistycznej Partii Polski’, a ‘rodzice czy dziadkowie wielu z nich byli członkami tej organizacji, która była skażona duchem luksemburgizmu, a więc ufundowana na nienawiści do Polski i Polaków. Tych redaktorów wychowano tak, że muszą żyć w nienawiści do polskiego krzyża. Uważam że ludzie ci są godni współczucia – polscy katolicy powinni się za nich modlić’.

Agora domaga się przeprosin i wpłaty 10 tys. zł na ośrodek dla ociemniałych w Laskach pod Warszawą. Reprezentujący pisarza adwokat Sławomir Sawicki wnosi o oddalenie pozwu, ponieważ Rymkiewicz przedstawiał tylko dopuszczalne opinie w ramach debaty politycznej, a nie mówił o faktach.

– Gazeta Wyborcza może do woli lżyć i znieważać swoich przeciwników, nazywając ich nacjonalistami, faszystami, oszołomami czy antysemitami. Mnie np. nazywano tam ideologiem skinów oraz stalinistą, ale niech ktoś powie choć jedno słowo prawdy o tych panach. O, na to oni nigdy się nie zgodzą. Są nietykalni, a dlaczego? Dlatego że umówili się przy Okrągłym Stole z komunistami, że to oni będą tu rządzić. Ale nie będą, bo to jest nasz kraj – stwierdził Rymkiewicz.

Sawicki zgłosił wniosek o przesłuchanie w charakterze świadków redaktora naczelnego GW Adama Michnika, redaktorów Seweryna Blumsztajna, Rafała Ziemkiewicza, Tomasza Terlikowskiego, Andrzeja Nowaka i Leszka Żebrowskiego. Odrzucenia wniosku domaga się pełnomocnik Agory mecenas Piotr Rogowski. Stwierdził on, że niektórzy ze świadków mieliby zeznawać na okoliczność ‘przodków redaktorów gazety’. Sąd ma rozpatrzyć wniosek w terminie późniejszym.

Po wyjściu z sali Rymkiewicz powiedział dziennikarzom, że byłby skłonny wycofać się z niektórych swych twierdzeń. Powiedziałby, że nie ‘wielu redaktorów GW było spadkobiercami KPP’, lecz ‘tylko ci najważniejsi’. – Taka postawa niczego nie zmienia – ocenił Rogowski, który wykluczył taką ugodę.

W reakcji na proces grupa poetów – m.in. Wojciech Wencel, Marcin Świetlicki, Leszek Długosz, ks. Jan Sochoń – sprzeciwiła się ‘próbie ograniczenia w Polsce wolności słowa’. Kilku z nich było wczoraj w sądzie.

Zenon Baranowski/nd /18.3.2011/

***

Wolność Poety!

W warszawskim sądzie okręgowym rozpoczął się proces o ochronę dóbr osobistych wytoczony przez spółkę Agora, wydawcę Gazety Wyborczej, której redaktorem naczelnym jest Adam Michnik, poecie Jarosławowi Markowi Rymkiewiczowi

Na rozprawę przybyli m. in. pisarz Marek Nowakowski, reżyser Grzegorz Braun i inni

Przed salą zgromadziło się początkowo ponad 40 osób, ale szybko ich liczba rosła dochodząc do 250. W ścisku oczekiwali na początek rozprawy. Sąd wyznaczył na ten cel niewielką salę, choć było wiadomo, że publiczność stawi się licznie. Chodziło więc o to, by nie wpuścić wszystkich na salę. I sądowi udało się; na salę rozpraw nie wpuszczono żony i syna poety.

Zgromadzeni zaczęli wówczas skandować: Większa sala!, Jawność zgromadzeń, Wolność narodu, Wolność Poety!, Wolność słowa! i Przyjdzie pora na Redaktora!.

Sąd rozpoczął rozprawę by natychmiast ją odroczyć do 7 lipca, godz. 9. Rozprawa została odroczona, a sąd zarządził przesłuchanie informacyjne stron.

W tym czasie red. naczelny Gazety Wyborczej Adam Michnik przebywał w Budapeszcie, jak można się domyślać z wykładami, ostrzegającymi przed hydrą faszyzmu i ciemnogrodem w związku z dojściem do władzy premiera Viktora Orbana.

Jarosław Rymkiewicz po wyjściu z sali rozpraw powiedział do zebranych: ‘Czegoś takiego nie było w dziejach literatury polskiej. Poparli mnie poeci o nieraz innych poglądach politycznych. Zwyciężyła solidarność zawodowa.’

A o procesie: ‘Jestem zaskoczony. To przykład ograniczenia wolności słowa. Od czasów Kochanowskiego czegoś takiego nie było. Dziękuję Wam bardzo za obecność. Walczę dla Was. Nie byłbym taki odważny bez Państwa!’

jd/sp/niezal.pl /17.3.2011/

***

Poeta przed sądem III RP

Fragmenty nie wygłoszonej mowy Jarosława Marka Rymkiewicza w warszawskim Sądzie Okręgowym 17 marca 2011:

‘Wysoki Sądzie!

Pełnomocnik powoda twierdzi, że to, co powiedziałem w sierpniu zeszłego roku było po pierwsze ‘nieprawdziwe’, po drugie – ‘zniesławiające’, wreszcie, po trzecie, ‘obraźliwe’, a nawet ‘wyjątkowo obraźliwe’. /…/

Powiedziałem że redaktorzy Gazety Wyborczej są duchowymi spadkobiercami Komunistycznej Partii Polski, która propagowała idee Róży Luksemburg. A cóż w tym jest obraźliwego lub zniesławiającego? O tym, że Komunistyczna Partia Polski nie chciała odstąpić, wbrew wyraźnym poleceniom Dzierżyńskiego i Stalina, od tak zwanego ‘błędu luksemburgizmu’, można się dowiedzieć z każdego podręcznika historii ruchu robotniczego, więc tym nie będę się tu zajmować.

Jeżeli zaś chodzi o duchowy spadek po Róży Luksemburg, to sprawa wygląda tak. Róża Luksemburg uważała, że małe państwa i małe narody, ze względu na ograniczone możliwości zbytu swoich produktów, nie mogą być samowystarczalne ekonomicznie, a więc muszą zniknąć – muszą zostać wchłonięte przez wielkie państwa i wielkie narody.

Jak przewidywała tak zwana Bezsmiertnaja Roza (Nieśmiertelna Róża), te wielkie narody utworzą w Europie – jeszcze w epoce kapitalizmu – jedno wspólne, kapitalistyczne państwo, które po zwycięstwie rewolucji proletariackiej stanie się państwem komunistycznym. Stąd brała się odraza Róży Luksemburg, może nawet jej nienawiść, do małych narodów, takich jak Polacy, Gruzini czy Łotysze – samym swoim istnieniem przeszkadzały one bowiem w powstaniu tego wielkiego państwa przyszłości.

Dlatego właśnie w 1905 r. uznała ona program odbudowy Polski niepodległej za ‘mistyfikację, obliczoną głównie na zdziczenie umysłowe w sferach nacjonalistycznej inteligencji polskiej’. /…/ Ta teoria Róży Luksemburg, przewidująca powstanie europejskiego państwa przyszłości, jest obecnie podstawą istnienia Unii Europejskiej, jej fundamentalną ideą. Kto zatem – jak czynią to niewątpliwie redaktorzy Gazety Wyborczej – opowiada się za istnieniem Wspólnej Europy, ten, chcąc nie chcąc, a nawet nic o tym nie wiedząc, jest duchowym spadkobiercą Róży Luksemburg.

… powiedziałem, że ojcowie lub dziadkowie redaktorów Gazety Wyborczej byli członkami Komunistycznej Partii Polski. … Miałem oczywiście na myśli tych najważniejszych redaktorów – tych, którzy Gazetę Wyborczą założyli i sformułowali jej cele polityczne.
Że to były dzieci z rodzin komunistycznych, to jest w Polsce, jak to się mówi, tajemnicą poliszynela.

… powiedziałem że redaktorzy Gazety Wyborczej nienawidzą polskiego Krzyża oraz pragną, by Polacy przestali być Polakami. Dlaczego tego właśnie pragną, to już wytłumaczyłem – bo są wierni nieśmiertelnym ideom Nieśmiertelnej Róży Luksemburg. A skąd bierze się ich nienawiść do nas – tego nie wiem, nawet nie chcę wiedzieć. Ale ta nienawiść to jest rzecz niewątpliwa.

Jeżeli ktoś oskarża żołnierzy Armii Krajowej o to, że mordowali Żydów – to znaczy, że nienawidzi. Jeżeli ktoś zamieszcza – jak zrobiła to Gazeta Wyborcza – wywiad z człowiekiem znanym z tego, że Polskę przedstawia jako psie gówno – to znaczy, że nienawidzi.

Jeżeli ktoś artykułowi o znieważaniu i biciu starych kobiet modlących się pod Krzyżem daje tytuł: Nocny happening pod krzyżem – to znaczy, że nienawidzi.’

jd/niez.pl /22.3.2011/

***

Poeci solidarni z Rymkiewiczem

List podpisany przez 28 twórców solidaryzujących się z Jarosławem Markiem Rymkiewiczem, w związku z procesem wytoczonym wyżej wymienionemu przez spółkę Agora

W związku z rozpoczynającym się 17 marca 2011 roku procesem, jaki Jarosławowi Markowi Rymkiewiczowi wytoczyła spółka Agora, wydawca Gazety Wyborczej, stanowczo sprzeciwiamy się próbie ograniczenia w Polsce wolności słowa.

Prawo każdego obywatela do głoszenia własnych opinii jest podstawowym warunkiem funkcjonowania demokracji. Kwestionowanie tego prawa w odniesieniu do poety to praktyka haniebna, naruszająca zarówno swobodę obywatelską, jak i dobro polskiej kultury.

Jako poeci i obywatele wyrażamy solidarność z Jarosławem Markiem Rymkiewiczem i wzywamy związki twórcze, organizacje społeczne, niezależne media oraz wszystkich ludzi dobrej woli do zajęcia podobnego stanowiska.
Wojciech WENCEL
Marcin ŚWIETLICKI
Krzysztof KOEHLER
Marcin BARAN
Marcin SENDECKI
Krzysztof KARASEK
Leszek DŁUGOSZ
Leszek ELEKTOROWICZ
Jerzy GIZELLA
Wojciech KASS
Edward PASEWICZ
Artur NOWACZEWSKI
Szymon BABUCHOWSKI
Karol MALISZEWSKI
Stanisław CHYCZYŃSKI
Franciszek KAMECKI
Sławomir MATUSZ
Jarosław JAKUBOWSKI
Wojciech BANACH
Artur FRYZ
Marek CZUKU
Krzysztof KUCZKOWSKI
Przemysław DAKOWICZ
Janusz KOTAŃSKI
Maciej MAZUREK
ks. Jan SOCHOŃ
Roman MISIEWICZ
Jarosław TRZEŚNIEWSKI-KWIECIEŃ

dg /13.3.2011/

***

To nie jest kraj Michnika!

Jarosław Marek Rymkiewicz – pisarz i poeta, zaapelował o przybycie na proces, który wytoczył mu Adam Michnik. Pierwsza rozprawa odbędzie się 17 marca przed Sądem Okręgowym w Warszawie

– Zapraszam na tę rozprawę wszystkich, którzy chcą żyć w Niepodległej Polsce – zaapelował autor ‘Wieszania’

Za tydzień, w czwartek, o godz. 11.20 w Sądzie Okręgowym w Warszawie, IV Wydział Cywilny, przy al. Solidarności 127, w sali 219, odbędzie się pierwsza rozprawa w procesie, który Gazeta Wyborcza wytoczyła pisarzowi Jarosławowi Rymkiewiczowi

Chodzi o wypowiedź pisarza, która znalazła się w udzielonym przez niego wywiadzie dla jednego z czasopism. Stwierdził wówczas, że ‘Michnik i jego ludzie są spadkobiercami idei Róży Luksemburg w wynarodowianiu Polaków, którą później zapoczątkowała KPP’.

To jednak Adamowi Michnikowi, synowi Ozjasza Szechtera, przedwojennego działacza Komunistycznej Partii Zachodniej Ukrainy, się nie spodobało i – jak to ma ostatnio w zwyczaju – zdecydował się pozwać autora do sądu za wyrażoną przez niego opinię. To nie pierwszy taki przypadek. Za niepochlebne opinie i oceny swojej działalności wieloletni redaktor naczelny Gazety Wyborczej pozywał już m.in. socjologa prof. Andrzeja Zybertowicza.

Już jesienią autor słynnego ‘Wieszania’, a ostatnio wydanego szkicu historycznego ‘Samuel Zborowski’ w jednym ze swoich oświadczeń podkreślał, że proces ten wygrał, zanim się rozpoczął.

Wygram go – nawet jeżeli przegram w sądzie. Adam Michnik jest skończony’ – napisał Rymkiewicz, dla którego proces ten jest końcem ‘fałszywego mitu’ Michnika. ‘W naszym języku istnieje pojęcie śmierci cywilnej. Okazuje się, że możliwe jest także cywilne samobójstwo. Zapraszam wszystkich na moje przemówienie na sali sądowej’ – podkreślał.

– Nie wiem, czy będę mógł je wygłosić, ale na pewno będę chcieć je opublikować – tłumaczy Jarosław Marek Rymkiewicz. Przy okazji zachęca wszystkich do udziału w jego procesie, który rozpocznie się w przyszłym tygodniu.

– Zapraszam wszystkich, którzy chcieliby przyjść na ten proces, ponieważ jest to proces dotyczący wolności słowa, która jest naszą wspólną sprawą, nie tylko sprawą ważną dla pisarzy czy dziennikarzy, ale dla wszystkich ludzi – powiedział, wyjaśniając, dlaczego wystosował apel o towarzyszenie mu w tym procesie.

– Jeżeli nie będziemy mieć wolności słowa, nie będziemy mieć demokracji – dodał poeta.

W najnowszym oświadczeniu wyraził opinię, że Gazeta Wyborcza może do woli lżyć i znieważać swoich przeciwników – nazywając ich nacjonalistami, faszystami, oszołomami czy antysemitami. ‘Mnie np. nazywano tam ideologiem skinów oraz stalinistą – ale niech ktoś powie choć jedno słowo prawdy o tych panach – o, na to oni nigdy się nie zgodzą. Są nietykalni. A dlaczego? Dlatego że umówili się przy okrągłym stole z komunistami, że to oni będą tu rządzić. Ale nie będą – bo to jest nasz kraj. Zapraszam na tę rozprawę wszystkich, którzy chcą żyć w Niepodległej Polsce’ – zaapelował poeta.

W grudniu ub.r. Rymkiewicz wystosował obszerny list otwarty do Michnika. ‘Jestem jednak pewien, że także i Ty zostaniesz zapamiętany. Ale mam dla Ciebie w tej sprawie złą, nawet bardzo złą wiadomość. Przyszłość będzie o Tobie pamiętać i Polacy o Tobie nie zapomną. Zostaniesz zapamiętany – jako wróg wolności’ – puentował pisarz.

mw/nd /9.3.2011/

***

Adam Michnik jest skończony

OŚWIADCZENIE
W związku z rozpoczynającym się niebawem procesem, który wytoczył mi Adam Michnik (chowając się za wydawcę swojego pisma), oświadczam, co następuje

W dziejach cywilizacji europejskiej procesy przeciw pisarzom nie są niczym nowym. Wielu pisarzy było więzionych, byli nawet tacy, których powieszono lub rozstrzelano.

Wielu pisarzy nonsensownie oskarżono, wielu wygnano z ich ojczyzny, wielu innym w różny sposób próbowano zamknąć usta i ocenzurować ich poglądy.

Wystarczy przypomnieć Gustawa Flauberta, oskarżonego o napisanie Pani Bovary, czy Owidiusza, wygnanego z Rzymu przez cesarza Augusta. Ale te prześladowania nie prowadziły do niczego, ponieważ – właśnie w cywilizacji europejskiej – rzeczy miały się i mają się nadal tak, że literatura zawsze zwyciężała i nadal zwycięża. Literatura jest bowiem nieśmiertelna, a władza, która ją prześladuje, jest krucha, krótkotrwała i niepewna.

Władza, także władza medialnych oligarchów, nic więc nie może zrobić literaturze, nic nie może jej odjąć, w żaden sposób nie może jej zaszkodzić. A jeśli może komuś zaszkodzić, to tylko sobie.

Osip Mandelsztam, zamordowany przez Józefa Stalina, jest teraz największym rosyjskim poetą XX wieku. Jest chwałą cywilizacji rosyjskiej i chwałą cywilizacji europejskiej. A Józef Stalin jest teraz tym, kim był zawsze – nędznym pijaczkiem, nędznym ospowatym prześladowcą Osipa Mandelsztama. I tak to już zostanie – na wieki. Kto podnosi rękę na literaturę, temu ta rączka uschnie. To jest nieuchronne.

Proces, który niebawem się rozpocznie, wygrałem więc, zanim się rozpoczął. I wygram go – nawet jeśli przegram w sądzie. Adam Michnik jest skończony. To jest koniec jego fałszywego mitu. Ten proces to jest koniec Adama Michnika.

W naszym języku istnieje pojęcie śmierci cywilnej. Okazuje się, że możliwe jest także cywilne samobójstwo. Zapraszam wszystkich na moje przemówienie na sali sądowej. O terminie procesu poinformuję osobnym komunikatem.

Jarosław Marek Rymkiewicz /27.10.2010/

***

Szwedzi rehabilitują Michnika

 

Szanse na poniesienie odpowiedzialności karnej przez Stefana Michnika topnieją. Chyba że sam opuściłby Szwecję

Nie będzie odwołania od decyzji sądu w Uppsali, który nie wyraził zgody na wydanie Polsce stalinowskiego sędziego Stefana Michnika – poinformowała szwedzka prokurator Ewamari Haeggkvist. W praktyce oznacza to fiasko starań o ekstradycję Michnika, któremu zarzucano popełnienie zbrodni komunistycznych

– Uważamy że decyzja sądu jest prawidłowa i zgodna ze szwedzkim prawem. Nie widzę możliwości odwołania się od niej – stwierdziła prokurator Haeggkvist. Wczoraj minął termin wniesienia odwołania do sądu wyższej instancji. Prokurator przyznaje, że ta decyzja nie była w żaden sposób konsultowana ze stroną polską.

Rafał Korkus, rzecznik Wojskowego Sądu Okręgowego w Warszawie, który wystosował do Szwecji europejski nakaz aresztowania w sprawie Michnika, poinformował, że do tej pory do sądu nie wpłynęło pismo z informacją o działaniach strony szwedzkiej.

– Strona polska nie ma prawa do złożenia odwołania – powiedział prokurator Marek Klimczak z warszawskiego pionu śledczego Instytutu Pamięci Narodowej, prowadzący śledztwo w sprawie stalinowskiego sędziego. Klimczak wskazał, że zgodnie z regulacjami dotyczącymi ENA szwedzka prokuratura samodzielnie ocenia, czy są podstawy do złożenia odwołania. Rola polskich organów wymiaru sprawiedliwości kończy się na samym złożeniu wniosku o ENA.

Przyznał to również Korkus. – Nie spotkałem się z przypadkiem, by druga strona mogła zrobić cokolwiek więcej – powiedział.

– Czekamy na ostateczną decyzję strony szwedzkiej – poinformował Klimczak.

Przedstawiciele sądu i prokuratury konstatują, że podjęte dotychczas decyzje oznaczają fiasko postępowania o wydanie Michnika, a śledztwo musiałoby zostać zawieszone.

– Wątpię by jeszcze raz można było wystosować wniosek o ENA – powiedział Korkus. Klimczak zwrócł natomiast uwagę, że z tej racji, iż ENA obowiązuje na terenie całej Unii Europejskiej, to gdyby Michnik wyjechał poza Szwecję, zostałby zatrzymany, a dane państwo oceniłoby, czy wydać go Polsce.

Sąd Rejonowy w Uppsali stwierdził, że podejrzany jest obywatelem Szwecji od 1977 r., a zarzucane mu czyny – przeciw wolności i funkcjonowaniu instytucji państwowych – w świetle szwedzkiego prawa uległy już przedawnieniu.

Na Stefanie Michniku od 2007 r. ciążą zarzuty udziału w bezprawnym pozbawieniu wolności m.in. Józefa Stemlera, członka Delegatury Rządu na Kraj. Z dotychczasowego postępowania wynika, że ‘podejrzany dopuścił się tego typu czynów także w odniesieniu do co najmniej 19 innych osób, żołnierzy podziemia niepodległościowego i Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie’.

Ta sprawa to jedynie wierzchołek góry lodowej. Michnik ma na koncie kilkanaście wyroków śmierci, które wydał w sfingowanych procesach, m.in. wobec żołnierzy przedwojennego Wojska Polskiego. Działania te wchodzą w zakres tzw. zbrodni sądowej, bardzo trudnej do udowodnienia. Sam Michnik odrzuca zarzuty i twierdzi, iż zainteresowanie jego osobą wypływa z chęci przyniesienia szkody jego przyrodniemu bratu – redaktorowi naczelnemu Gazety Wyborczej Adamowi Michnikowi.

zb /27.11.2010/

***

Czekamy na wydanie Michnika

Wniosek o wydanie Polsce stalinowskiego sędziego Stefana Michnika (prawdziwe nazwisko Stefan Szechter) został przyjęty do realizacji – poinformowała polski sąd Prokuratora Generalna Szwecji. Michnik jest podejrzany o popełnienie zbrodni komunistycznej na żołnierzach podziemia niepodległościowego

– Pismo ze Szwecji ma charakter formalny i nie odnosi się do sprawy merytorycznie – mówi sędzia Rafał Korkus, rzecznik Wojskowego Sądu Okręgowego w Warszawie.

To szwedzki sąd zdecyduje, czy wydać byłego stalinowskiego sędziego, a szwedzki prokurator będzie przed nim reprezentował stronę polską.

– Mogą być dwa rozwiązania: albo ten nakaz zostanie zrealizowany, albo Szwedzi mogą odmówić, zdarza się też, że przysyłane są dodatkowe pytania dotyczące sprawy – mówi Korkus.

Stefan Michnik, były stalinowski sędzia, przebywający obecnie w Szwecji, od dłuższego czasu jest ścigany przez pion śledczy IPN. Już wcześniej sąd wydał nakaz aresztowania podejrzanego, który nie stawiał się na wezwania. W sierpniu wystawiono ENA, który po przetłumaczeniu został wysłany do Szwecji.

– Wydany 10 sierpnia przez warszawski sąd okręgowy nakaz objął nieprawidłowości w stosowaniu aresztu w odniesieniu do 19 osób – mówi prowadzący sprawę Michnika prokurator Marek Klimczak z warszawskiego oddziału pionu śledczego IPN.

Sprawa ta stanowi jedynie część działalności Michnika w stalinowskim wymiarze sprawiedliwości. Ma on na koncie kilkanaście wyroków śmierci wydanych w sfingowanych procesach, m.in. na żołnierzy przedwojennego Wojska Polskiego.

U boku doświadczonych, starszych wiekiem sędziów Stefan Michnik składał w latach 1951-53 podpisy pod wyrokami śmierci: mjr. Jerzego Lewandowskiego, mjr. Zefiryna Machali, Karola Sęka, Stanisława Okunińskiego, Tadeusza Moniuszki, Józefa Marcinowskiego, Henryka Gutowskiego, płk. Maksymiliana Chojeckiego, Huberta Cieślaka i Felicji Wolff – mówi dr hab. Krzysztof Szwagrzyk, naczelnik pionu edukacyjnego wrocławskiego oddziału IPN.

Michnik nie obawia się ekstradycji do Polski. – Jestem obywatelem Szwecji, a Szwecja broni swoich obywateli – twierdzi. Bagatelizuje również swój udział w stalinowskim aparacie sądownictwa.

zb/pap /16.11.2010/

***

Przyjdą po brata Michnika

Do Szwecji powinien już trafić europejski nakaz aresztowania wobec stalinowskiego sędziego Stefana M. – mówi Rafał Korkus, rzecznik Wojskowego Sądu Okręgowego w Warszawie, który wysłał taki nakaz

Stefan Michnik (prawdziwe nazwisko Stefan Szechter) jest podejrzany o popełnienie zbrodni komunistycznej wobec żołnierzy Polskiego Państwa Podziemnego

Korkus potwierdził, że ENA w sprawie Stefana Michnika został przesłany do Szwecji 15 października i powinien się już tam znaleźć, choć na razie sąd nie ma takich informacji. Teraz sąd będzie czekać na odpowiedź strony szwedzkiej. – Mogą być dwa rozwiązania: albo ten nakaz zostanie zrealizowany, albo Szwedzi mogą odmówić, zdarza się też, że przysyłane są dodatkowe pytania dotyczące sprawy – mówi Korkus.

Były stalinowski sędzia, przebywający obecnie w Szwecji, od dłuższego czasu jest ścigany przez pion śledczy IPN. Już wcześniej sąd wydał nakaz aresztowania podejrzanego, który nie stawiał się na wezwania. W sierpniu wystawiono ENA, który po przetłumaczeniu został wysłany do Szwecji.

– Wydany 10 sierpnia przez warszawski sąd okręgowy nakaz objął nieprawidłowości w stosowaniu aresztu w odniesieniu do 19 osób – mówi prowadzący sprawę Michnika prokurator Marek Klimczak z warszawskiego oddziału pionu śledczego IPN.

Z dotychczasowego postępowania wynika, że podejrzany Stefan Michnik dopuścił się tego typu czynów także w odniesieniu do co najmniej 19 innych osób, głównie żołnierzy podziemia niepodległościowego i Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie.

Sprawa ta stanowi jedynie część działalności Michnika w stalinowskim wymiarze sprawiedliwości. Ma on na koncie kilkanaście wyroków śmierci wydanych w sfingowanych procesach, m.in. wobec żołnierzy przedwojennego Wojska Polskiego.

– U boku doświadczonych, starszych wiekiem sędziów, Stefan Michnik składał w latach 1951-53 podpisy pod wyrokami śmierci: mjr. Jerzego Lewandowskiego, mjr. Zefiryna Machali, Karola Sęka, Stanisława Okunińskiego, Tadeusza Moniuszki, Józefa Marcinowskiego, Henryka Gutowskiego, płk. Maksymiliana Chojeckiego, Huberta Cieślaka i Felicji Wolff – wyjaśnia dr hab. Krzysztof Szwagrzyk, naczelnik pionu edukacyjnego wrocławskiego oddziału IPN.

Prokurator Klimczak zwraca uwagę, że udowodnienie tzw. mordu sądowego jest niezmiernie trudne i obecnie nie przewiduje się postawienia Michnikowi poważniejszych zarzutów.

Szwagrzyk podkreśla, że Michnik mimo młodego wieku z głębokim przekonaniem ideologicznym wykonywał swoje obowiązki. – Jestem absolutnie przekonany, że Stefan Michnik nie może być uznany za niczego nieświadomą, młodą ofiarę systemu komunistycznego, która nie bardzo wiedziała, co czyni – podkreślił historyk.

Dodał, że ‘w kraju i za granicą żyje do dziś kilkudziesięciu sędziów i prokuratorów stalinowskich pobierających emerytury wielokrotnie większe od emerytur i rent skazywanych przez siebie ofiar’.

zb /28.10.2010/

***

Upokorzony patriotyzm

Rozmowa z Krzysztofem Wyszkowskim, działaczem ruchu niepodległościowego w PRL

Adam Michnik znany jest z walki z polskością, z zaangażowania w akty wrogie Polsce. To człowiek odpowiedzialny za takie rzeczy, jak artykuł oskarżający akowców z Powstania Warszawskiego o mordowanie Żydów – mówi Wyszkowski

Nazwiska niektórych kandydatów nominowanych przez prezydenta Bronisława Komorowskiego do Orderu Orła Białego muszą wywoływać oburzenie. Prezydent nie konsultował się w tej sprawie z kapitułą?

Niektóre nazwiska osób z tej listy są aktem upokorzenia polskiego patriotyzmu. Każdą z tych osób i ich zasługi należałoby rozpatrywać oddzielnie. Adam Michnik znany jest walki z polskością, z zaangażowania w akty wrogie Polsce. To człowiek odpowiedzialny za takie rzeczy, jak artykuł oskarżający akowców z Powstania Warszawskiego o mordowanie Żydów. Jeśli chodzi o premiera Bieleckiego, to, mimo iż byłem kiedyś jego doradcą, zdecydowanie nie widzę zasług, które mogłyby go stawiać w pozycji autorytetu państwowego czy narodowego. Ogólnie rzecz biorąc, prezydent podjął decyzję samodzielnie, nie pytając o zdanie członków kapituły Orderu Orła Białego, a więc jest to jego osobista deklaracja polityczna. Wręczenie orderów jest zatem uroczystością ściśle partyjną, a nawet koteryjną, bo chodzi o uhonorowanie ludzi, którzy organizowali Okrągły Stół i przeforsowali jego postanowienia, którzy współpracując z Kiszczakiem, zbudowali III RP jako państwo postkomunistyczne. To oni umocnili Jaruzelskiego na stanowisku prezydenta Polski. Cały ten obóz kreuje się teraz na patriotów i legalizuje swoje własne działania, które ograniczały wolność oraz demokrację i były szkodliwe dla Polski. Ta prywata budzi mój fundamentalny sprzeciw.

Trudno się oprzeć wrażeniu, że jest to następstwo umowy zawartej przy Okrągłym Stole…

To, co się zaczęło od Okrągłego Stołu, nie zostało zrewidowane, zanegowane ani odrzucone, a wręcz przeciwnie, było i jest nagradzane, przez co nadal się utrwala. I jeszcze ta data! Przecież 11 listopada to dzień odzyskania przez Polskę niepodległości, a nie wspomnienie kontraktu Piłsudskiego z zaborcami. Generał Zajączek pewnie się w grobie raduje, widząc tych okrągłostołowców nagradzanych za swoje podłe czyny. A w tym wszystkim jest jeszcze to obrzydliwe tło niedawnej wypowiedzi Adama Michnika, który stwierdził, że przy Okrągłym Stole wszyscy ‘kolektywnie dawali d…’. W takich właśnie wulgarnych skrótach streszcza się cała obrzydliwość tej postaci, jej mentalność, rodzaj osobowości, wizja państwa, społeczeństwa i polityki. Nagrodzenie kogoś takiego Orderem Orła Białego jest po prostu aktem niebywałej bezczelności i pogardy dla państwa ze strony prezydenta. Najwidoczniej Bronisław Komorowski za coś się w ten sposób wypłaca, coś usiłuje utrwalić, ale takie intencje są wredne, podłe i nie wolno ich akceptować. Kiedyś w ten sam sposób Aleksander Kwaśniewski nagrodził Jacka Kuronia i Karola Modzelewskiego. Zaufany człowiek KGB potwierdzał, że właśnie takim ludziom, jak Kuroń czy Modzelewski zawdzięcza to, iż po odzyskaniu przez Polskę niepodległości nie musiał uciekać do Związku Sowieckiego, a mógł przetrwać i powrócić do władzy. Komorowski, który wywodzi się z innej orientacji politycznej, pokazuje coś jeszcze gorszego – że te dwa nurty: kagiebowsko-sowiecki i nurt tzw. opozycji konstruktywnej, która usiadła przy Okrągłym Stole, połączyły się w jedno i wspólnie pracują nad utrwalaniem swojej pozycji, osiągniętej dzięki Jaruzelskiemu i Kiszczakowi w 1989 r. Na to nie można udzielić zgody. I myślę, że każdy uczciwy Polak powinien odmówić swojej zgody na ten akt zaprzaństwa.

Bronisław Komorowski był przeciwnikiem porozumień Okrągłego Stołu, obecnie jest reprezentantem układu postkomunistycznego. Takich metamorfoz jest więcej w naszym życiu politycznym.

Widocznie ‘dojrzał’. To nie pierwszy taki przypadek. Marksiści znają zjawisko ‘wyrośnięcia z błędnych poglądów’ i ‘przezwyciężenia sprzeczności’. Wspominałem o gen. Zajączku, który najpierw był szwoleżerem, a następnie najął się jako knut w ręku cara, zapewniający Rosji spokój w Warszawie. Teraz w tym samym pałacu zamieszkał Komorowski, który zdaje się powielać te wzory, bo zaczął od walki z krzyżem. Zresztą nie mam zamiaru psychologizować, bo ostatecznie to nie ważne, kim Komorowski był, ale ważne, kim obecnie jest – reprezentantem interesów układu postkomunistycznego, narzędziem ludzi, którzy służyli Związkowi Sowieckiemu, niszczyli Solidarność, wprowadzali stan wojenny itd., a także współpracującej z tymi ludźmi agentury i skorumpowanej szajki pożytecznych idiotów. A więc ludzi, którzy boją się niepodległości, wolności i prawdziwej demokracji w Polsce, ponieważ obawiają się utraty władzy. To niedopuszczalna sytuacja.

Andrzej Gwiazda i Bogusław Nizieński na znak protestu zrezygnowali z zasiadania w Kapitule Orła Białego.

Nie wyobrażam sobie, by uczciwy człowiek mógł zasiąść obok ludzi wywyższonych tak bezprawnie, nie mówiąc już o różnorodnych uwikłaniach części z tych nagrodzonych. W sensie obywatelskim nie można usiąść koło tego, kto przez lata był za pan brat ze Służbą Bezpieczeństwa, albo tego, kto pozbył się honoru na rzecz Kiszczaka, i udawać, że wszystko jest w porządku, że godność Polski nie jest przez tych ludzi poniżana.

rozm. br/nd /9.11.2010/

Rozmowa z Krzysztofem Wyszkowskim, działaczem ruchu niepodległościowego w PRL
 
Adam Michnik znany jest walki z polskością, z zaangażowania w akty wrogie Polsce. To człowiek odpowiedzialny za takie rzeczy, jak artykuł oskarżający akowców z Powstania Warszawskiego o mordowanie Żydów – mówi Wyszkowski
 
Nazwiska niektórych kandydatów nominowanych przez prezydenta Bronisława Komorowskiego do Orderu Orła Białego muszą wywoływać oburzenie. Prezydent nie konsultował się w tej sprawie z kapitułą?
 
Niektóre nazwiska osób z tej listy są aktem upokorzenia polskiego patriotyzmu. Każdą z tych osób i ich zasługi należałoby rozpatrywać oddzielnie. Adam Michnik znany jest walki z polskością, z zaangażowania w akty wrogie Polsce. To człowiek odpowiedzialny za takie rzeczy, jak artykuł oskarżający akowców z Powstania Warszawskiego o mordowanie Żydów. Jeśli chodzi o premiera Bieleckiego, to, mimo iż byłem kiedyś jego doradcą, zdecydowanie nie widzę zasług, które mogłyby go stawiać w pozycji autorytetu państwowego czy narodowego. Ogólnie rzecz biorąc, prezydent podjął decyzję samodzielnie, nie pytając o zdanie członków kapituły Orderu Orła Białego, a więc jest to jego osobista deklaracja polityczna. Wręczenie orderów jest zatem uroczystością ściśle partyjną, a nawet koteryjną, bo chodzi o uhonorowanie ludzi, którzy organizowali Okrągły Stół i przeforsowali jego postanowienia, którzy współpracując z Kiszczakiem, zbudowali III RP jako państwo postkomunistyczne. To oni umocnili Jaruzelskiego na stanowisku prezydenta Polski. Cały ten obóz kreuje się teraz na patriotów i legalizuje swoje własne działania, które ograniczały wolność oraz demokrację i były szkodliwe dla Polski. Ta prywata budzi mój fundamentalny sprzeciw.
 
Trudno się oprzeć wrażeniu, że jest to następstwo umowy zawartej przy Okrągłym Stole...
 
To, co się zaczęło od Okrągłego Stołu, nie zostało zrewidowane, zanegowane ani odrzucone, a wręcz przeciwnie, było i jest nagradzane, przez co nadal się utrwala. I jeszcze ta data! Przecież 11 listopada to dzień odzyskania przez Polskę niepodległości, a nie wspomnienie kontraktu Piłsudskiego z zaborcami. Generał Zajączek pewnie się w grobie raduje, widząc tych okrągłostołowców nagradzanych za swoje podłe czyny. A w tym wszystkim jest jeszcze to obrzydliwe tło niedawnej wypowiedzi Adama Michnika, który stwierdził, że przy Okrągłym Stole wszyscy ‘kolektywnie dawali d...’. W takich właśnie wulgarnych skrótach streszcza się cała obrzydliwość tej postaci, jej mentalność, rodzaj osobowości, wizja państwa, społeczeństwa i polityki. Nagrodzenie kogoś takiego Orderem Orła Białego jest po prostu aktem niebywałej bezczelności i pogardy dla państwa ze strony prezydenta. Najwidoczniej Bronisław Komorowski za coś się w ten sposób wypłaca, coś usiłuje utrwalić, ale takie intencje są wredne, podłe i nie wolno ich akceptować. Kiedyś w ten sam sposób Aleksander Kwaśniewski nagrodził Jacka Kuronia i Karola Modzelewskiego. Zaufany człowiek KGB potwierdzał, że właśnie takim ludziom, jak Kuroń czy Modzelewski zawdzięcza to, iż po odzyskaniu przez Polskę niepodległości nie musiał uciekać do Związku Sowieckiego, a mógł przetrwać i powrócić do władzy. Komorowski, który wywodzi się z innej orientacji politycznej, pokazuje coś jeszcze gorszego - że te dwa nurty: kagiebowsko-sowiecki i nurt tzw. opozycji konstruktywnej, która usiadła przy Okrągłym Stole, połączyły się w jedno i wspólnie pracują nad utrwalaniem swojej pozycji, osiągniętej dzięki Jaruzelskiemu i Kiszczakowi w 1989 r. Na to nie można udzielić zgody. I myślę, że każdy uczciwy Polak powinien odmówić swojej zgody na ten akt zaprzaństwa.
 
Bronisław Komorowski był przeciwnikiem porozumień Okrągłego Stołu, obecnie jest reprezentantem układu postkomunistycznego. Takich metamorfoz jest więcej w naszym życiu politycznym.
 
Widocznie ‘dojrzał’. To nie pierwszy taki przypadek. Marksiści znają zjawisko ‘wyrośnięcia z błędnych poglądów’ i ‘przezwyciężenia sprzeczności’. Wspominałem o gen. Zajączku, który najpierw był szwoleżerem, a następnie najął się jako knut w ręku cara, zapewniający Rosji spokój w Warszawie. Teraz w tym samym pałacu zamieszkał Komorowski, który zdaje się powielać te wzory, bo zaczął od walki z krzyżem. Zresztą nie mam zamiaru psychologizować, bo ostatecznie to nie ważne, kim Komorowski był, ale ważne, kim obecnie jest - reprezentantem interesów układu postkomunistycznego, narzędziem ludzi, którzy służyli Związkowi Sowieckiemu, niszczyli Solidarność, wprowadzali stan wojenny itd., a także współpracującej z tymi ludźmi agentury i skorumpowanej szajki pożytecznych idiotów. A więc ludzi, którzy boją się niepodległości, wolności i prawdziwej demokracji w Polsce, ponieważ obawiają się utraty władzy. To niedopuszczalna sytuacja.
 
Andrzej Gwiazda i Bogusław Nizieński na znak protestu zrezygnowali z zasiadania w Kapitule Orła Białego.
 
Nie wyobrażam sobie, by uczciwy człowiek mógł zasiąść obok ludzi wywyższonych tak bezprawnie, nie mówiąc już o różnorodnych uwikłaniach części z tych nagrodzonych. W sensie obywatelskim nie można usiąść koło tego, kto przez lata był za pan brat ze Służbą Bezpieczeństwa, albo tego, kto pozbył się honoru na rzecz Kiszczaka, i udawać, że wszystko jest w porządku, że godność Polski nie jest przez tych ludzi poniżana. 
 

rozm. br/nd /9.11.2010/

***

Michnik zasługuje na hańbę

Przyznanie Adamowi Michnikowi Orderu Orła Białego komentuje Rafał Ziemkiewicz:

Michnik za to, co robił przed rokiem 1989, zasługuje na chwałę. Natomiast za późniejszą działalność zasługuje na hańbę, jako człowiek, który bardzo źle się Polsce przysłużył. Zdemolował debatę publiczną i narobił różnego zła w życiu publicznym, którego skutki odczuwamy dzisiaj w postaci wojny polsko-polskiej. Nie mnie wyrokować, jakie kto ma dostawać ordery i jak rozliczyć chwile wielkości i chwile upadku.

Użyłem w swojej książce takiego porównania, że Michnik jest jak biznesmen, który ogromny kapitał zdobyty dzięki działalności opozycyjnej zainwestował bardzo niemądrze, wplątał się w szemrane przedsięwzięcia i po prostu zbankrutował.

Ordery są w Polsce taką samą zabawą jak wszystko. Środowisko Michnika wylansowało taką modę, że jak Lech Kaczyński przyznawał komuś order, to dobrze było odmówić, względnie oddać go pod byle jakim pretekstem. Teraz ludzie opuszczają kapitułę demonstracyjnie, gdyż nie chcą mieć z kolei nic wspólnego z tą polityką orderową, którą uprawia Bronisław Komorowski. Jest coraz mniejsze pole wspólne między pewną elitą, która się zbuntowała przeciw polskiemu społeczeństwu i tradycjonalistami.

W Polsce doszło właściwie do sytuacji, że nawet gdyby dzisiaj zmartwychwstał Jan Paweł II albo kardynał Wyszyński, to zaraz by został nazwany pisowcem, miałby pod oknem manifestacje i mówiono by, że to obciach mu rękę podawać.

tw/se /10.11.2010/

***

Czarna wrona dla Michnika

Ostentacyjne nagradzanie Adama Michnika i Jana Krzysztofa Bieleckiego najwyższym polskim odznaczeniem, czyli Orderem Orła Białego, jest miarą degrengolady, jaka dotknęła polskie państwo

Cóż bowiem dla Polski zrobił Adama Michnik?

W latach 60 minionego wieku, jako dziecko członków komunistycznej nomenklatury, zapewne w ramach młodzieńczego buntu, prowadził walkę o komunizm z ludzką twarzą. W 1968 r., jak dziesiątki tysięcy innych warszawiaków, brał udział w wydarzeniach marcowych. Został usunięty ze studiów, co wcale nie przeszkodziło mu w budowaniu osobistej kariery i wojażowaniu po Europie w czasach, gdy dla zwykłych Polaków było to nie do pomyślenia. Dzięki tym wojażom stał się znany wielu zachodnim lewakom, co potem umiejętnie dyskontował.

Na początku lat 80 spędził kilka lat za kratkami – jednak podobny los spotkał wielu innych ludzi. Co więcej, Michnika dotknął tak mocny syndrom sztokholmski, że zakochał się bezkrytycznie w swych prześladowcach – Wojciechu Jaruzelskim i Czesławie Kiszczaku.

Biorąc to pod uwagę, znacznie trafniejszą nagrodą dla niego byłby order czarnej wrony.

Z kolei pod koniec lat 80 Michnik wziął udział w układach w Magdalence oraz w obradach okrągłego stołu, dzięki czemu udał mu się numer życia – załatwienie koncesji na pierwszy niekomunistyczny dziennik. Jak się okazało, ta koncesja była warta miliardy dolarów. A przy okazji zarabiania takiego szmalu Michnik mógł walczyć z polskością na najrozmaitszych poziomach – od szkalowania na każdym kroku polskich tradycji narodowych poczynając, na rozkręcaniu hucpy związanej z Jedwabnem kończąc. Nie bez powodu jeden z dziennikarzy Gazety Wyborczej, Michał Cichy, określił tę redakcję mianem Żydowskiej Organizacji Bojowej lat 90.

Czym z kolei w sposób szczególny zasłużył się Polsce Jan Krzysztof Bielecki?

To wie chyba tylko Bronisław Komorowski. Bielecki bowiem od wczesnej młodości cechował się jedynie wybitnym ciągiem do synekur. I trzeba mu przyznać, że w dziedzinie ich zajmowania osiągnął perfekcję. Zajmował tylko najlepiej płatne i wymagające najmniejszej pracy państwowe posady. Dzięki temu zrobił pokaźny majątek. Słowem: Order Orła Białego dostał lewacki geszefciarz, który zrobił numer życia wart rzeczywiście wielkie pieniądze, oraz zwykły pieczeniarz.

Czyżby na tym odznaczeniu ciągle ciążyła klątwa carycy Katarzyny, która sama dostała ten order od Stanisława Augusta Poniatowskiego, a gdy już tak bardzo zasłużyła się dla Polski, że ją zlikwidowała, nadawała go – jak głosi legenda – co lepszym kochankom?

Tomasz Sommer /9.11.2010/

Kategoria Polska

Comments