Pomnik prezydenta Ronalda Reagana

Prezydent Wilson ma w Warszawie plac i stację metra, prezydent Waszyngton rondo swego imienia tuż przy Stadionie Narodowym, a prezydent Hoover skwer na Krakowskim Przedmieściu. Ronald Reagan doczekał się przedwczoraj pomnika na Trakcie Królewskim w Alejach Ujazdowskich pomiędzy ambasadą amerykańską i gmachem Sejmu

Wszyscy czterej byli wielkimi prezydentami Ameryki, odegrali wielką historyczną rolę w dziejach świata, ale także w dziejach Polski. Byli też wielkimi przyjaciółmi Polski i Polaków

Ronaldowi Reaganowi ten pomnik się należał. Był tym który doprowadził do upadku systemu komunistycznego, był odważnym prezydentem, który nie bał się atomowego szantażu Kremla. To on wygrał zimną wojnę! To on zdefiniował Rosję sowiecką jako imperium zła. Pytany później, co rozumie przez to określenie, powiedział: ‘Zamiast pokoju – wojna, zamiast wolności – niewola, zamiast prawdy – kłamstwo’.

Reagan został wybrany na prezydenta w listopadzie 1980 r., dwa lata po wyborze Karola Wojtyły na Papieża. Fakt że ci dwaj wielcy ludzie byli przyjaciółmi, a jednocześnie przywódcami wolnego świata w walce z komunistycznym, zbrodniczym imperium zła – dał wolność milionom ludzi. Obaj przelali za to krew, obaj stali się ofiarami zbrodniczych, niewyjaśnionych do dzisiaj zamachów na swe życie.

Zamach na Reagana miał miejsce 30 marca 1981 r., a na Jana Pawła II sześć tygodni później, 13 maja 1981 r. Zbieżność tych dat nie jest przypadkowa! Prezydent Ameryki i Ojciec Święty spotykali się wielokrotnie. W czasie jednego z tych spotkań na oczach milionów Amerykanów Jan Paweł II z pogodnym uśmiechem powiedział do Reagana: ‘Panie prezydencie, proszę pamiętać że ja też zaczynałem jako aktor’.
Najważniejsze było jednak ich supertajne spotkanie w 1984 r. nie w Watykanie, nie na salonach Białego Domu, ale na odludnej Alasce, tuż obok granicy amerykańsko-sowieckiej, z dala od mediów i agentury KGB. To wtedy prawdopodobnie podjęli wspólnie bezprecedensowe dziejowe decyzje.

Potęga Rosji komunistycznej zwanej Związkiem Sowieckim osiągnęła wtedy apogeum. To nie za Stalina, ale w okresie 1964-84 przypadł moment szczytowy potęgi politycznej, militarnej, a nawet ekonomicznej Rosji. Stany Zjednoczone przegrywały z sowiecką Rosją przez politykę odprężenia Cartera na wszystkich frontach zimnej wojny, którą Kreml chciał przekształcić w swych planach strategicznych w III wojnę światową. I to w tych właśnie okolicznościach Ronald Reagan z całą determinacją podjął decyzję, że będzie tym prezydentem który doprowadzi komunistyczne, bandyckie, zbrodnicze i totalitarne imperium zła do upadku.

Polska i Polacy, tradycyjnie walczący o wolność, w naturalny sposób budzili sympatię prezydenta USA, co więcej – uznał on Polaków za najważniejszych sojuszników Ameryki. W ten sposób bezprecedensowo pierwszy raz w historii Polska uzyskała przyjaźń, poparcie polityczne oraz wsparcie moralne ze strony człowieka, który nie tylko stał na czele supermocarstwa, jakim była Ameryka, ale miał największą władzę i siłę militarną w skali globalnej.

Nigdy nie zapomnimy Reaganowi że wsparł nas w tragicznym okresie stanu wojennego, że na znak solidarności z walczącymi o wolność z obcą przemocą Polakami w Wigilię 1981 r. zapalił w oknie Białego Domu świeczkę, a na jego wezwanie ten sam gest uczyniły miliony ludzi dobrej woli w USA i na świecie. Reagan najważniejsze swoje przemówienie wygłosił także z odniesieniami do Polski: ‘W tym stuleciu Amerykanie i Polacy stali ramię w ramię w ogniu dwóch pożóg, jakie przetoczyły się przez świat (…). I jeżeli jest jakaś nauka płynąca z kart historii – to z pewnością jest nią pewność o niezniszczalności Polski – nawet mimo klęsk. Polska może być podbita, ale nigdy się nie podda. Polska może być zmuszona siłą do ustępstw, ale nigdy nie zgodzi się na zależność od obcych państw, do odebrania danej przez Boga wolności’.

Józef Szaniawski /23.11.2011/

***

Reagan zarażał optymizmem

Rozmowa z Davidem Dreierem, amerykańskim politykiem Partii Republikańskiej

Kiedy Ronald Reagan został wybrany na drugą kadencję, w mojej szkole średniej krążyły ulotki na których pierwszy sekretarz KPZR Konstantin Czernienko mówi: ‘J… twoju mat – Reagan apiat’. Reaganowski wyścig zbrojeń mocno dawał się we znaki Związkowi Sowieckiemu ale nikt wtedy nie śnił że imperium zła zacznie się sypać już cztery lata później. Spodziewał się pan że tak szybko wykończy Sowietów?

Miałem 25 lat kiedy pierwszy raz wystartowałem w wyborach, a w 1980 roku, kiedy Ronald Reagan został prezydentem, dostałem się do kongresu. Pokładałem ogromne nadzieje w jego prezydenturze. Zaraził mnie swoim optymizmem i wiarą w słuszność tego co robi. I chociaż od dziecka byłem wychowywany w poczuciu że mur berliński jest częścią rzeczywistości, a jego upadek niewyobrażalny, to zacząłem wierzyć że pokonanie sowieckiego imperium jest możliwe.

ZSRS się rozpadł i nie stanowi zagrożenia dla USA i demokratycznego świata. Ale Rosja nie jest krajem demokratycznym i wciąż może być nieprzewidywalna. Jak Reagan postępowałby dzisiaj z Moskwą?

Myślę że uznałby współpracę z Rosją za konieczną, ale byłby twardy, tak jak był wobec ZSRS. Krok w dobrym kierunku to przyjęcie Rosji do Światowej Organizacji Handlu (WTO). Rosjanie zostaną zmuszeni do przestrzegania pewnych zasad, których teraz nie respektują. Ale trzeba też wspierać demokratyczną opozycję. Reagan starałby się spotkać np. z Michaiłem Chodorkowskim, bo jest oczywiste że został on uwięziony ze względu na zagrożenie jakie stanowił dla Władimira Putina. Konieczne jest też wsparcie reform demokratycznych w byłych republikach sowieckich. Putin nawet nie ukrywa ambicji wskrzeszenia w jakiejś formie ZSRS. Reagan pewnie odwiedzałby Ukrainę, Kirgizję czy Gruzję, by podkreślić jak ważne są rządy prawa, które umożliwiają przeciwstawianie się rosyjskiej presji. Wszyscy wiemy że Putin nie jest demokratą i wywodzi się z KGB. Ale prawdopodobnie ponownie zostanie prezydentem, więc taka dwutorowa polityka jest jedynym wyjściem.

Chiny też przyjęto do WTO ale kraj ten nie zaczął przestrzegać zasad. Co gorsza członkostwo umożliwia im ekspansję ekonomiczną kosztem Zachodu.

Jestem pewien że zarówno w przypadku Rosji jak i Chin liberalizacja gospodarcza będzie tworzyć większy potencjał do zmian demokratycznych. Gdyby Chiny nie były członkiem WTO sprawy miałyby się gorzej. Dzięki WTO mamy możliwość walki np. z kradzieżą własności intelektualnej. Oczywiście nie działa to idealnie i musimy być czujni. Ale Chiny to zupełnie inny kraj niż dawny ZSRS i nie powinniśmy traktować ich jak wroga. Bo jeżeli zaczniemy tak robić to rzeczywiście się nim staną. Mam reaganowskie poczucie optymizmu że Chiny uda się zmienić. Prawdopodobnie efektem liberalizacji ekonomicznej jest to że 800 milionów Chińczyków uczestniczyło w lokalnych wyborach na wsi, w których startowali kandydaci niezwiązani z Komunistyczną Partią Chin.

23 grudnia 1981 roku, dziesięć dni po wprowadzeniu stanu wojennego, Reagan wygłosił poruszające orędzie, które w połowie poświęcił Polsce. Dzięki takim słowom i polityce Reagana demokratyczna Polska stała się jednym z najbliższych sojuszników USA. Nie ma pan wrażenia że ten kapitał został roztrwoniony?

Ideały Reagana dalej nam przyświecają chociaż nikt ich już tak wspaniale nie formułuje. Odsłaniając pomnik Reagana w Warszawie chciałem powiedzieć że Polska jest kwintesencją jego spuścizny. W 1989 roku byłem obserwatorem podczas wyborów w Polsce. Teraz wy uczycie demokracji innych. Szef waszej dyplomacji jest pierwszym zachodnim ministrem spraw zagranicznych który odwiedza Libię po wybuchu rewolucji. Droga jaką przeszła Polska i to jak ważnym stała się krajem, to dowód że ideały Reagana są żywe.

Widzi pan w Partii Republikańskiej jego następcę?

Na razie nie ale to się może w każdej chwili zmienić. Nawet któryś z obecnych polityków walczących o nominację partii w wyborach prezydenckich może się okazać takim następcą. Przecież w 1980 roku Reagan też nie był oczywistym faworytem. Miał wielu groźnych konkurentów. Dopiero w czasie prezydentury w pełni ujawnił swój potencjał i zdolność do zarażania ludzi optymizmem.

Wyścig zbrojeń trwał w najlepsze a Reagan skrzył się humorem. Lubił to co robił?

Z pewnością. Kiedy go zapytano jak to możliwe że aktor został prezydentem, mówił że przecież nie da się być prezydentem nie będąc aktorem. Mówił też że co prawda od ciężkiej pracy podobno jeszcze nikt nie umarł ale po co ryzykować. Ludzie czuli się fantastycznie w jego towarzystwie. Spędzałem święta z rodziną Reaganów i zawsze wychodziłem naładowany pozytywną energią.

David Dreier zasiada w kongresie bez przerwy od 1980 r. Jest przewodniczącym komisji regulaminowej

rozm. wl/rp /21.11.2011/

***

Mamy pomnik Reagana w stolicy

W Alejach Ujazdowskich, niedaleko ambasady Stanów Zjednoczonych i sejmu, odsłonięto pomnik byłego prezydenta USA, zmarłego w 2004 r. Ronalda Reagana, wielkiego przyjaciela Polski i bł. Jana Pawła II

Wiele osób, nie bez podstaw, uważa że nie byłoby współczesnej, wolnej Polski bez prezydenta Reagana. 30 lat temu wydawało się że upadek systemu komunistycznego nie będzie możliwy bez wojny nuklearnej. Transformacja udała się dzięki wspólnemu działaniu właśnie takich wielkich ludzi, jak Reagan i Papież Jan Paweł II

Inicjatywę wzniesienia pomnika podjęła utworzona w 2007 r. Fundacja Ronalda Reagana w Polsce, która za cel postawiła sobie przybliżenie politycznych i ekonomicznych dokonań prezydenta.

Autorem monumentu jest krakowski rzeźbiarz Władysław Dudek. Pomnik składa się z dwóch części: mównicy wykonanej ze specjalnie sprowadzonego ze Szwecji granitu i figury z brązu, przedstawiającej przemawiającego prezydenta. Granit jest tak twardy że przy jego obróbce ponoć pękały tarcze. Brąz został pokryty szarozieloną patyną.

Inspiracją dzieła były zdjęcia ze słynnego przemówienia Ronalda Reagana przy Bramie Brandenburskiej w 1987 r., kiedy apelował do Gorbaczowa: ‘Jeżeli pragnie pan pokoju i dobrobytu dla Związku Sowieckiego i Wschodniej Europy, jeżeli pragnie pan liberalizacji, niech pan podejdzie, otworzy tę bramę i zburzy ten mur!’.

O terminie odsłonięcia pomnika było bardzo cicho. Widocznie komunie rządzącej obecnie Polską nie zależało by uroczystość odbyła się w obecności jak największej liczby warszawiaków.

iar/Cezary Dąbrowski /21.11.2011/

***

Stany Zjednoczone

Pod koniec maja przebywał w Warszawie z dwudniową wizytą prezydent Stanów Zjednoczonych Barack Obama. To już dziesiąty z amerykańskich prezydentów którzy odwiedzali Polskę, a należy podkreślić iż niektórzy z nich gościli w naszym kraju kilkakrotnie

W historii stosunków polsko-amerykańskich byli prezydenci USA których Polska nic nie obchodziła. Był też Franklin Delano Roosevelt który w 1945 r. oddał Polskę Stalinowi

Nieprawdziwe przy tym jest stwierdzenie że Roosevelt sprzedał Polskę w Jałcie, ponieważ oddał ją Rosji za darmo. Ameryka nie dostała nic w zamian, nie można więc mówić o sprzedaży.

Ale wielu prezydentów Stanów Zjednoczonych było przyjaciółmi Polski, rozumieli znakomicie dramatyczną walkę Polaków o wolność. Byli to prezydenci najwybitniejsi w historii USA, tacy jak: Jerzy Waszyngton, Thomas Jefferson, Woodrow Wilson, Herbert Hoover, a przede wszystkim Ronald Reagan.

To właśnie Ronald Reagan zniszczył komunistyczną Rosję, definiując ją jako imperium zła. To on w wigilię Bożego Narodzenia 1981 r. zapalił w oknie Białego Domu świeczkę za Polaków walczących z reżimem stanu wojennego i wezwał cały naród amerykański do solidarności z nami:
‘W tym stuleciu Amerykanie i Polacy stali ramię w ramię w ogniu dwóch pożóg, jakie przetoczyły się przez świat. (…) I jeżeli jest jakaś nauka płynąca z kart historii, to niewątpliwie jest nią pewność o niezniszczalności Polski – nawet mimo klęsk. Polska może być podbita ale nigdy się nie podda. Polska może być zmuszona siłą do ustępstw ale nigdy nie zgodzi się na zależność od obcych państw, do odebrania danej przez Boga wolności’.

Tych słów i tej solidarności Polacy nigdy Reaganowi nie zapomną. Jak również jego przyjaźni i wspólnych działań z Janem Pawłem II. Ale to była inna epoka – zimna wojna, dominacja Rosji sowieckiej, XX wiek.

Pod koniec tego straszliwego stulecia, w 1997 r., Bill Clinton proklamował w Warszawie integrację Polski z NATO. A teraz przybywa do Polski prezydent Barack Obama. Posiadanie potężnych, bogatych, silnych, hojnych, a zwłaszcza niezawodnych sojuszników stanowiło od wieków samą istotę polityki zagranicznej każdego państwa. Sojusznicy nie pojawiają się sami. Należy ich znaleźć, wybrać i zawrzeć z nimi sojusz. Zazwyczaj odbywa się to drogą pertraktacji dyplomatycznych tajnych bądź jawnych, oficjalnych. Ale najbardziej pożądani, najlepsi sojusznicy to tacy którzy przychodzą sami, dobrowolnie, bez żadnych nacisków i są naszymi sojusznikami nie tylko z powodu doraźnej racji stanu.

Ameryka jest w XXI wieku jedynym supermocarstwem świata w sensie politycznym, ekonomicznym, finansowym, militarnym, a wreszcie cywilizacyjnym. A co ważniejsze Ameryka jest nadal symbolem i realnym uosobieniem najważniejszych wartości, takich jak: wolność, prawo, sprawiedliwość, wiara w Boga, demokracja. Dlatego Polska potrzebuje silnej Ameryki, ale też dla USA w dzisiejszym świecie i Europie, gdzie antyamerykańskie tendencje są coraz powszechniejsze, taki sojusznik jak Polska jest nie do przecenienia!

Dlatego właśnie, a nie tylko ze względu na polskie bezpieczeństwo, ważne jest że w wyniku wizyty prezydenta Obamy pierwszy raz w historii stacjonować będą na naszym terytorium żołnierze amerykańscy. Amerykańskie samoloty będą do Polski przylatywać, uczestniczyć w ćwiczeniach i odlatywać. Na stałe będzie obecna w naszym kraju niewielka grupa żołnierzy sił powietrznych USA. O liczebności amerykańskiego pododdziału dyplomaci nie chcą się wypowiadać. Podkreślają symboliczne znaczenie decyzji o rozlokowaniu w Polsce na stałe pierwszych w historii żołnierzy z USA.

Obietnice w tej sprawie padały już w grudniu 2010 r. Ile samolotów amerykańskich będzie przylatywać na jakiś czas do Polski? To się ma wyjaśnić w ostatniej chwili przed wizytą Obamy. Amerykańskie samoloty mają czasowo stacjonować w trzech polskich bazach.

Prezydent Obama do Polski przybywa pierwszy raz ale w Europie bywał wiele razy. Umiarkowanie entuzjastyczny stosunek Baracka Obamy do Europy tłumaczy się niekiedy jego afroamerykańskim pochodzeniem i nieznajomością Starego Kontynentu. W rzeczywistości taki stosunek wynika z trzeźwej analizy.

Europa staje się coraz bardziej marginalną częścią świata, dlatego coraz mniej znaczy nie tylko w świecie lecz także w amerykańskiej polityce. Struktury UE obejmują tylko część kontynentu, a perspektywy ich rozszerzenia na wschód czy południe są niepewne, podobnie jak przyszłość wspólnej waluty. W sytuacjach kryzysowych na pierwszy plan wychodzą te same co przed stu laty stolice: Londyn, Paryż, Berlin i Moskwa. I nigdy nie zajmują jednolitego stanowiska w żadnej kwestii.

Dlatego dla USA ważny jest sojusznik który zgromadził prawie 20 przywódców państw Europy Środkowo-Wschodniej. Skoro dzieje się to w Warszawie, to znaczy że Polska pretenduje do bycia liderem regionu.

Ale należy pamiętać że USA Obamy ‘zresetowały’ relacje z Rosją Putina. W amerykańskich wyborach prezydenckich w 2008 r. Obama nie został wybrany by naprawiać stosunki z Europą. Nadzieje że dzięki niemu dojdzie do przełomu były skrajnie naiwne. Od początku prezydentury jego priorytetem była walka z kryzysem gospodarczym. Wymiana gospodarcza USA z Rosją w ciągu roku jest warta tyle, co kilka dni handlu z Meksykiem czy Kanadą. A ponieważ Rosja nie bardzo już interesuje Amerykanów – Polska interesuje ich więc jeszcze mniej. Z punktu widzenia wielkiej strategii globalnej USA Polska nie jest krajem najważniejszym. W strategii Georgea W. Busha Polska była potrzebna. W strategii Baracka Obamy nasz kraj stracił na znaczeniu. O ile Amerykanie za Busha chcieli Polski silnej ale skłóconej z Rosją, to UE przez lata obiecywała zupełnie coś innego – że dzięki pogodzeniu z Rosją uzyskamy historyczną nagrodę: będziemy odgrywać rolę pomostu między Wschodem i Zachodem. To były tylko obietnice.

Józef Szaniawski /25.5.2011/

***

Obama przyjechał po głosy

– Nastroje dużej części amerykańskiego społeczeństwa w odniesieniu do stanu gospodarki są pesymistyczne. Stąd desperacka walka Baracka Obamy o każdy głos, w tym również Polaków mieszkających w USA. Media mogą rozpisywać się o różnych powodach tej wizyty ale ten wydaje się najważniejszy – mówi prof. Andrzej Nowak

Rozmowa z prof. Andrzejem Nowakiem, historykiem, rosjoznawcą i sowietologiem z Uniwersytetu Jagiellońskiego, redaktorem naczelnym dwumiesięcznika Arcana

Dlaczego Barack Obama wybrał właśnie Polskę na przystanek w swojej krótkiej podróży po Europie?

Odpowiedzi na to pytanie udzielił sam Barack Obama mówiąc podczas konferencji prasowej że jezeli ktoś mieszka w Chicago i nie stał się choć trochę Polakiem, to znaczy że z człowiekiem tym jest coś nie tak. Chodzi po prostu o zbliżające się w USA wybory prezydenckie. Obecny amerykański przywódca walczy o każdy głos i chodzi mu także o poparcie Polaków mieszkających w tym kraju. To jest główny powód jego wizyty w Polsce.

Tym bardziej że notowania Obamy wcale nie są rewelacyjne i o wygranej może zdecydować minimalna liczba głosów.

Dokładnie tak. Tym bardziej że polityka Obamy, zwłaszcza w dziedzinie gospodarczej, najważniejszej dla amerykańskich wyborców, spotyka się z bardzo dużym krytycyzmem za oceanem, co mogłem niedawno sam bezpośrednio zaobserwować kiedy przebywałem w USA. Nastroje dużej części amerykańskiego społeczeństwa w odniesieniu do stanu gospodarki są pesymistyczne. Stąd desperacka walka Obamy o każdy głos. Media mogą rozpisywać się o różnych powodach wizyty amerykańskiego prezydenta ale ten wydaje się najważniejszy. Chodzi o argument którego będzie można użyć przed wyborami że Barack Obama nie zlekceważył Polski tak bardzo, jak to mogło wyglądać zwłaszcza 17 września 2009 r., w 70 rocznicę agresji sowieckiej na nasz kraj, gdy Obama ogłosił decyzję o rezygnacji z rozlokowania w Polsce amerykańskiej tarczy antyrakietowej. To właśnie był praktyczny wymiar tzw. resetu w relacjach amerykańsko-rosyjskich który sygnalizował że Europa Środkowo-Wschodnia z Polską na czele nie interesuje Stanów Zjednoczonych i że Rosja może sobie z Europą ustalić podział strefy wpływów. To wywołało fatalne wrażenie nie tylko w Polsce ale przede wszystkim w USA – na wyborcach amerykańskich polskiego pochodzenia. Ale ogólnie prezydent Obama lekceważy Europę jako całość.

Czy ta wizyta Obamy przyniesie jakieś zmiany w amerykańskiej polityce wobec Polski i Europy Środkowo-Wschodniej?

Trzeba spojrzeć na to trzeźwym okiem. Z jednej strony mamy niewątpliwie pozytywne efekty tej wizyty których nie lekceważyłbym. Najważniejszym z nich jest to że Obama w ogóle do Polski przyjechał. Ponadto jednym z ważnych akcentów tej wizyty było to że amerykański przywódca spotkał się z przedstawicielami rodzin ofiar katastrofy smoleńskiej. Wymogła to sama amerykańska dyplomacja. Co prawda niezręcznie spotkanie zorganizowano tylko z niektórymi rodzinami ale było ono ważne, akcentowało znaczenie sprawy katastrofy smoleńskiej. Prezydent Obama złożył też kwiaty pod jedyną w Warszawie dostępną dla wszystkich tablicą upamiętniającą ofiary katastrofy w katedrze polowej Wojska Polskiego. W stolicy bowiem nie ma wciąż w przestrzeni publicznej pomnika ofiar katastrofy w sposób godny upamiętniającego tę tragedię którą przeżywa tak wielu Polaków. To spotkanie w ciasnym przejściu katedry polowej jest swego rodzaju wyrzutem. Zostało ono jednak dostrzeżone przez zachodnie media. Znaczący jest też fakt że doszło do spotkania między prezydentem USA a Jarosławem Kaczyńskim i Martą Kaczyńską. To zaś pokazuje że rządzącym w Polsce nie udało się potwierdzić sytuacji na której tak bardzo im zależy, że w naszym kraju jest tylko jedna ‘światła’ partia i ‘zasłużeni w walce o wolność i demokrację’ działacze neo-ZBOWiD których wyznacza aktualnie rządzący prezydent. Z punktu widzenia administracji USA potrzebne jest spotkanie się z tą drugą siłą polityczną w Polsce, która nie może zostać zepchnięta do ‘podziemia’ bo po prostu jest uznawana za ważną część pejzażu politycznego w Polsce, i to ta siła, czyli PiS, ma prawo upomnieć się o sprawę katastrofy smoleńskiej. Zostało to również zauważone w amerykańskich mediach. Na przykład New York Times z 28 maja odnotowuje to spotkanie z przywódcą PiS.

Podziela pan nastawienie krytyków nadmiernego entuzjazmu z powodu wizyty Obamy w Polsce którzy wskazują że niewiele wniosła ona w nasze relacje z USA?

Jeżeli chodzi o konkrety to rzeczywiście jest ich niewiele. Jeżeli ktoś mówi że wizyta podkreśliła wyjątkową pozycję Polski, to trzeba zapytać: w jakim kontekście i dla kogo? Dla krajów arabskich? To główny tytuł do chwały, jaki wymienił prezydent Obama, co zostało również odnotowane w oświadczeniu prasowym Białego Domu że Polska ma być wzorem dla Tunezji oraz innych krajów. To prawda że w naszym kraju pokojowo, w sposób bezkrwawy dokonały się przemiany demokratyczne. Ale 21 lat po ich dokonaniu może warto byłoby zauważać także inne ich elementy. Nie możemy ciągle ekscytować się naszą historyczną rolą sprzed lat którą mielibyśmy ‘eksportować’ do krajów afrykańskich, z całym szacunkiem dla nich oraz dla koniecznych tam przemian demokratycznych.

Jak odczytuje pan – w kontekście widma bankructwa Białorusi – deklarację premiera Tuska że Stany Zjednoczone i Polska będą wytyczały ‘taką drogę postępowania dla opinii międzynarodowej by naród białoruski nie musiał płacić zbyt wysokiej ceny – i zbyt długo’ za rządy Łukaszenki?

To dobrze że ta deklaracja padła. Natomiast to jaką treścią zostanie wypełniona, zależy nie tylko od Amerykanów ale także od władz Polski – czy będą chciały aktywnie współpracować i wciągać USA do takiej wspólnej polityki wobec Białorusi. Jeżeli będziemy starać się utrzymać zainteresowanie wspieraniem tendencji demokratycznych w tym kraju i podtrzymaniem nadziei na większe związanie Mińska raczej z Zachodem niż z Rosją, bo taka jest realna alternatywa, może to stanowić konkretny przykład współdziałania Polski i USA. Ewentualne zaniechanie takiej polityki oznaczałoby kapitulację wobec Moskwy i ostateczne wcielenie Białorusi do rosyjskiej strefy dominacji. Może się jednak okazać że uda się uratować ten kraj nie tylko z Moskwy ale też z Warszawy, przy pomocy USA i niektórych zainteresowanych tym kół w części krajów Unii Europejskiej. Wiadomo bowiem że wiele państw europejskich jest zainteresowanych wyłącznie współpracą z Rosją. Polska powinna mocno tę sprawę akcentować i pracować nad zachęcaniem USA do dalszych działań w tym kierunku. Wspólne – z Polską – posunięcia w tym kierunku wzmacniałyby również obecność amerykańską w Europie Wschodniej, hamując negatywne skutki niesławnego resetu na linii Obama – Putin.

Wymiernym efektem pobytu Obamy w Polsce miało być podpisanie memorandum w sprawie stacjonowania w Polsce sił USA do czego jednak nie doszło. Co to oznacza?

Pusto i wręcz śmiesznie brzmią słowa o współpracy wojskowej polsko-amerykańskiej. Zapowiedź rotacyjnej obecności niewielkiej liczby amerykańskich samolotów wojskowych oraz liczącej ok. 20 osób grupy personelu obsługi naziemnej na polskich lotniskach niesłychanie jasno akcentuje bowiem wolę USA, by nie rezygnować z polityki uśmiechów i chęci przypodobania się Rosji rządzonej przez premiera Władimira Putina. W ten sposób Obama utrzymuje tę skrajnie niekorzystną dla nas interpretację relacji międzynarodowych w naszej części Europy. Gdy bowiem Rosja zgłosiła weto wobec stałej obecności wojsk Paktu Północnoatlantyckiego w naszym kraju (innych niż polskie), USA dostosowały do niego swoją politykę. Poza tym samoloty i grupa amerykańskich żołnierzy miałyby zostać wysłane do Polski po 2013 r., czyli po wyborach w Ameryce, a dziś nie wiadomo jeszcze kto będzie tam rządzić. Zaś tarcza [elementy naziemne – red.] o której była mowa podczas wizyty Obamy w Polsce miałaby zostać u nas zainstalowana po 2017 r., a więc wtedy gdy z całą pewnością nie będzie on rządził w USA…

A i tak budowa tarczy NATO ma być konsultowana z Rosją.

Dlatego ta wizyta przynosi niewiele konkretów dla Polski. Zmiany w polityce USA wobec naszego regionu należałoby raczej wiązać ze zmianą administracji w Waszyngtonie.

Podczas wizyty prezydenta USA padły zapowiedzi zwiększenia współpracy gospodarczej z Polską, chodzi przede wszystkim o wydobycie gazu łupkowego. To wpłynie na jakość naszych relacji?

Albo potwierdzi się że te złoża są duże a ich eksploatacja może być poważnym interesem, a wówczas USA będą bardzo zainteresowane tym by skorzystać z tego interesu albo nie. Jeżeli potwierdzą się dane o wielkości zasobów gazu w naszym kraju, będzie to strategicznie wzmacniało pozycję Polski. To jednak zależałoby od prostego czynnika ekonomicznego który rozstrzygnie się w samej Polsce. Albo ten gaz będzie ważnym przedsięwzięciem z którego władze naszego kraju będą chciały skorzystać i wykorzystać wielkie znaczenie tego surowca dla naszego kraju i obywateli, albo same władze nie dopilnują tego, oddadzą za darmo czy za półdarmo prawo do eksploatacji tych złóż i nie wykorzystają ich dla wzmocnienia geopolitycznej pozycji naszego kraju oraz uniezależnienia od dominacji energetycznej Rosji nad naszym obszarem. To Amerykanie będą reagować na rozwój sytuacji w Polsce, ale to my mamy atuty w ręku – jeżeli potwierdzą się dane o zasobności złóż – których powinniśmy użyć dla dobra Polski. Każdy prezydent USA, czy to będzie Obama czy ktokolwiek inny, będzie wrażliwy na taki argument, bo wiążą się z nim konkretne, duże interesy amerykańskich firm.

Jednym z punktów agendy wizyty Obamy w Polsce była także współpraca naukowa między Polską i USA.

Amerykanie mają najlepiej na świecie rozwiniętą bazę naukową i będą współpracować z nami nie wtedy gdy Polska będzie ‘wzorem przemian demokratycznych dla krajów arabskich’, ale gdy będziemy traktowani jako kraj o rozwiniętych instytucjach naukowo-badawczych, a więc zależy to od naszego rozwoju, a nie od decyzji politycznych. To po prostu sprawa dojrzałego rozwoju naszego państwa.

Władze Polski dobrze zorganizowały pobyt prezydenta USA w Polsce i nadały mu właściwą treść? Można było ją lepiej wykorzystać dla polskich interesów?

Nie widzę radykalnie innych sposobów organizacji takiej wizyty. Jednak niekiedy groteskowo wyglądała strona PR w wykonaniu obecnych władz, do której przywiązują one tak wielką wagę. Jeżeli bowiem premier Donald Tusk odgraża się prezydentowi Obamie że ho, ho, polscy klienci nie muszą wcale kupować na Piątej Alei w Nowym Jorku, że możemy także w innych miejscach wydawać naszą fortunę, to brzmi to groteskowo. Te słowa zostały wypowiedziane w dodatku w reakcji na uwagę prezydenta Obamy na temat możliwości zniesienia wiz dla Polaków podróżujących do USA. A przecież politycy PO w okresie rządów PiS wytykali ówczesnej władzy że nie ‘załatwiła’ tego problemu, a PO dokona tego, inaczej w ogóle nie będzie rozmawiać z Amerykanami. Tymczasem wizy nadal obowiązują ponieważ są ku temu konkretne powody których nie da się całkowicie zlekceważyć. Śmieszne i żałosne były też komentarze fanatycznie antypisowskich mediów. Przypomnę że TVN gorliwie broniła prezydenta Lecha Wałęsy który wybrał rolę twarzy firmy Biedronka zamiast spotkania z Obamą. To żałosne zachowanie w stylu: ‘Ameryka nie będzie nam tu czynić żadnych zaszczytów’, zwłaszcza jeżeli przypomnimy sobie służalcze nastawienie tych samych mediów wobec wizyty w Polsce prezydenta Rosji Dmitrija Miedwiediewa.

rozm. mb/nd /4.6.2011/

***

Sojusznik Ameryka

‘Polska jest jednym z najbliższych i najsilniejszych sojuszników Ameryki’. To najważniejsze zdanie spośród licznych wypowiedzi prezydenta Baracka Obamy w czasie jego dwudniowej wizyty w Warszawie

I jeżeli ktoś w Polsce miał wątpliwości czy prezydent Stanów Zjednoczonych jest najpotężniejszym człowiekiem świata, to po tym jak był chroniony podczas pobytu w Polsce już tych wątpliwości mieć nie powinien

Ale potęga Ameryki to nie tylko służby specjalne, lotniskowce, atomowe okręty podwodne, rangersi i satelity wywiadowcze. Potęga militarna wynika ze znaczenia dolara, z potęgi finansowej, a ta z potęgi gospodarczej.

Ameryka jest czymś więcej niż jedynym supermocarstwem XXI wieku. Ameryka jest cywilizacją, gdzie najwyższe wartości, wiara w Boga, wolność, demokracja, sprawiedliwość, prawo są nie tylko hasłami i symbolami, ale stanowią realne uosobienie potęgi USA. Nieprzypadkowo w krytycznym momencie zimnej wojny największy prezydent USA XX wieku Ronald Reagan mówił: ‘Chociaż militarna siła jest ważna, zawsze uważałem że o rozstrzygnięciu obecnego światowego konfliktu nie będą decydować ani bomby, ani rakiety, ani armie i potęgi zbrojne. Zdecyduje próba moralności i wiary’. To wtedy właśnie na geopolitycznej mapie świata Polska miała dla Ameryki strategiczne znaczenie bo to Polacy byli najważniejsi w walce z komunistycznym imperium zła, jakim była Rosja sowiecka.

Żyjemy dzisiaj w innej epoce. Nikt nie próbował nawet przez dwa dni wizyty prezydenta USA w Warszawie przekonać Obamy że Moskwa jest zagrożeniem dla Europy. W ramach resetu stosunków z Kremlem, w zamian za współpracę w sprawie Afganistanu i Iranu Ameryka zgodziła się na rosyjską dominację w strefie posowieckiej, z wyłączeniem państw bałtyckich. Z jej punktu widzenia nie ma potrzeby by budować w Polsce bazy US Army, dlatego będą stacjonować u nas na stałe żołnierze obsługi lotniczej, ale już samoloty F-16 i transportowe C-130 zagoszczą jedynie od czasu do czasu.

USA mogą się obyć bez tarczy antyrakietowej na polskiej ziemi. Nasze marzenia z przeszłości że możemy podpisać z USA dwustronne porozumienie obronne, uczynić z Polski partnera strategicznego na wzór Wielkiej Brytanii, Izraela czy Turcji, okazały się iluzjami. Już nie jesteśmy dla Waszyngtonu krajem strategicznym, nie ma więc przyczyn by drażnić Rosję z powodu Polski.

Ale nawet najmniejsza obecność USA w Polsce i tak drażni Rosję, co wynika z moskiewskich komentarzy na temat wizyty Obamy. Chodzi nie tylko o obecność militarną, chociaż widać że dla władców Kremla wcale nie jest to obecność symboliczna. CHODZI O GAZ ŁUPKOWY! Polska posiada jedne z największych w Europie złoża gazu łupkowego, nie wiadomo jeszcze jakie pola i w jakim stopniu są najbardziej obiecujące z ekonomicznego punktu widzenia. Rosja i Francja już protestują przeciw polsko-amerykańskiej współpracy w tej dziedzinie. Tylko Amerykanie mają sprawdzone, ciągle rozwijane technologie wydobycia takiego gazu. Tylko ich firmy mogłyby wejść do nas z rozmachem i razem z Polakami zrewolucjonizować gazowy rynek w Europie, obalając dominację Gazpromu.

Nie wmówimy Amerykanom że Rosja jest ich strategicznym konkurentem, sami jednak zobaczą że będzie im wrogiem na rynku gazowym, a więc także na scenie politycznej. Obrona Polski i polskiej racji stanu zleje się z obroną amerykańskich interesów!

Istniejące przez 60 lat uprzywilejowane partnerstwo między USA a Europą, które było fundamentem międzynarodowego systemu gospodarczego od zakończenia II wojny światowej, zostało obecnie podane w wątpliwość. Okazało się że dla Amerykanów ważniejsze od całej UE stały się Chiny. Gorzej – Europa zeszła na drugi plan nie tylko z punktu widzenia Stanów Zjednoczonych, ale Bruksela i Waszyngton zaczęły różnić się co do recepty na przełamanie kryzysu. Ameryka była głównym promotorem liberalizmu handlowego na świecie. Dzięki temu europejskie firmy mogły po wojnie podbić międzynarodowe rynki. Polityka Obamy po raz pierwszy postawiła pod znakiem zapytania ten najważniejszy, obok wspólnej obrony, fundament stosunków atlantyckich.

W relacjach polsko-amerykańskich wspólne interesy polityczne i ekonomiczne nie wykluczają historii, tradycji i pamięci. Dlatego te relacje zawsze będą emocjonalne, m.in. ze względu na takie postaci, jak Waszyngton, Hoover, Wilson, Reagan, a także Pułaski, Kościuszko, Paderewski, Kukliński. Akurat ich Barack Obama nie wymienił ani razu w czasie swej wizyty w Warszawie. Ale wspomniał o sobie samym: ‘W niektórych dziedzinach i w jakimś sensie jestem częścią Polski, bo pochodzę z Chicago. Mieszkałem w Chicago, a tam w pewnym sensie każdy musi stać się Polakiem – chyba że coś z nim jest nie tak’.

To zaskakujące stwierdzenie pierwszego czarnoskórego prezydenta Stanów Zjednoczonych akurat w stolicy Polski przypomniało nie tylko Polakom że Chicago jest ogromną metropolią z półtoramilionową Polonią i drugim polskim miastem po Warszawie. Ponad 120 lat temu największy polski malarz Jan Matejko w genialnej wizji artystyczno-historycznej namalował ‘Kościuszkę pod Racławicami’. Naczelnik w zwycięskim uniesieniu trzyma w ręku polską rogatywkę, ale ubrany jest w mundur generała armii amerykańskiej, a tuż obok Kościuszki, a właściwie nad nim, wzruszająca kapliczka z Matką Bożą Częstochowską Królową Polski. To są ważne symbole nie tylko historyczne.

Zupełnie czymś innym, ale przecież również symbolicznym, jest fakt że ogromna wytwórnia Coca-Coli znajduje się w Radzyminie pod Warszawą, akurat w tym miejscu gdzie w czasie Cudu nad Wisłą 15 sierpnia 1920 r. żołnierze polscy powstrzymali nawałę Armii Czerwonej, która szła na ‘Zachód przez trupa Polski do serca Europy’. Prezydent Obama pewnie tych faktów nawet nie kojarzył kiedy spotykał się z przedstawicielami amerykańskiego biznesu w Polsce na śniadaniu w hotelu Marriott w warszawskich Alejach Jerozolimskich. Tu właśnie była siedziba Obamy i przez dwa dni agenci USA Secret Service nazywali ten charakterystyczny dla centrum stolicy Polski hotel ‘Fort Marriott’. Z całą pewnością nie przed Polakami tak pilnie strzeżony był przez dwa dni w Warszawie amerykański prezydent.

Józef Szaniawski /1.6.2011/

***

Obama to nie Reagan

Prezydent USA mógł zrobić więcej dla zniesienia wiz dla Polaków – mówi prof. Richard Pipes, amerykański politolog

Rozmowa z Richardem Pipesem

Jak pan ocenia wizytę Baracka Obamy w Polsce?

Dosyć dobrze. Wydaje mi się że Obamie udało się odzyskać zaufanie sojuszników w Polsce i Europie Środkowo-Wschodniej. Dzięki porozumieniu dotyczącemu amerykańskiej jednostki sił powietrznych (F-16 i herculesów C130 – red.) Polacy mogą być pewniejsi gwarancji bezpieczeństwa ze strony Stanów Zjednoczonych. Obecność Amerykanów na polskiej ziemi, choć symboliczna, będzie ważna. Szkoda jednak że Barack Obama nie zrobił więcej w celu zniesienia wiz dla Polaków.

Przekonywał że jest związany przepisami i poparł ustawę zmieniającą kryteria przyznawania wiz. Za mało się stara?

Najwyraźniej tak. Przecież może zwrócić się osobiście do Kongresu o rozwiązanie tej kwestii. Naprawdę nie wiem dlaczego Polacy nadal muszą się starać o wizy i płacić za nie tyle pieniędzy. To jedyny element tej wizyty który mi się nie podobał.

Jak ją odebrali Amerykanie?

Amerykańska prasa w niewielkim stopniu interesowała się wizytą Obamy w Polsce. Na pierwszej stronie sobotniego New York Timesa nie było na jej temat nic. Z kolei główną wiadomością na froncie Wall Street Journal (obie gazety to opiniotwórcze dzienniki – red.) były informacje o Pakistanie – o Warszawie ani słowa. Amerykanie bardziej interesują się sprawami wewnętrznymi niż polityką zagraniczną, może z wyjątkiem tego co się dzieje na Bliskim Wschodzie. Europa Wschodnia nie budzi wielkiego zainteresowania. Spodziewam się jednak że ci którzy śledzili wizytę w Polsce ocenią ją pozytywnie.

Przyjazd do Polski pomoże Obamie w kampanii prezydenckiej?

Nie sądzę.

A jak Rosjanie mogą zareagować na tę wizytę, zapowiedź rotacyjnej obecności amerykańskich F-16 i potwierdzenie planów rozmieszczenia w Polsce tarczy antyrakietowej?

Nie spodziewam się negatywnych reakcji. Rosjanie zdają sobie chyba sprawę że amerykańska obecność w Polsce będzie symboliczna. I wątpię by uznali że może im w jakimkolwiek stopniu zagrozić.

Polski rząd bardzo się stara o obecność garstki amerykańskich żołnierzy. Czy zwiększy to bezpieczeństwo kraju?

Nie sądzę ale psychologicznie i symbolicznie obecność Amerykanów na polskiej ziemi jest ważna. To symbol tego że to oni bronią Polski. Realnie Polska jest zabezpieczona przez NATO a NATO oczywiście przez Amerykę więc Polska może się czuć bezpieczna.

Obama przekonywał w Warszawie że tak zwany reset amerykańskich relacji z Rosją był bardzo dobrym posunięciem które nie tylko zredukowało napięcie między Waszyngtonem a Moskwą ale też było korzystne dla całego regionu. Zgadza się pan z nim?

Tak ale to nie do końca jego zasługa. Udało się to ponieważ Rosjanie, bojąc się zagrożenia ze strony coraz potężniejszych gospodarczo i militarnie Chin, chcą zbliżyć się do Europy i NATO, do Ameryki i Polski. Gdyby Rosjanie nie mieli problemów z Chińczykami to sądzę że reset nie wpłynąłby na poprawę stosunków.

Dla Gazpromu poważnym problemem jest polsko-amerykańska współpraca przy wydobyciu gazu łupkowego. Władze w Moskwie spróbują ją utrudnić?

Temu projektowi będą przeszkadzać nie tylko Rosjanie ale i Niemcy. Usłyszymy zapewne że to narusza ich interesy, jest niepotrzebne itp. Nie wiem jaki rezultat uda im się osiągnąć ale na pewno będą próbować utrudniać wydobycie w Polsce gazu łupkowego. Dla takiego eksportera gazu jak Rosja to niezwykle poważna sprawa.

Obama wsparł nie tylko współpracę w sprawie gazu łupkowego ale też polską politykę wobec Białorusi. To ważne wsparcie?

Tak. Dzięki temu rośnie też rola Polski. Członkowie amerykańskiej administracji dostrzegają że Polacy mają duży wpływ na to co się dzieje w Europie Wschodniej i znają się na tych kwestiach o wiele lepiej niż my, Amerykanie. Rozmawiano więc nie tylko o Białorusi ale też na przykład o Ukrainie.

Amerykański prezydent stawiał Polskę za wzór przemian demokratycznych i mówił o wykorzystaniu polskich doświadczeń w świecie arabskim. Czy rzeczywiście Polska może odgrywać istotną rolę w demokratyzacji Bliskiego Wschodu i Afryki?

Bardzo wątpię. Różnice między Polską a Egiptem wydają mi się jednak zbyt duże.

To może będzie odgrywać rolę politycznego lidera w regionie? Pierwszego dnia wizyty Obama wziął udział w spotkaniu przywódców Europy Środkowo-Wschodniej.

Tak. Polska jest największym krajem Europy Wschodniej, ma najlepiej rozwiniętą gospodarkę i do tego jest bliskim sojusznikiem Ameryki. Powinna wykorzystać szansę jaką daje jej rozpoczynające się wkrótce przewodnictwo w Unii Europejskiej.

Jak można porównać stosunek do Polski Baracka Obamy i Ronalda Reagana? Czy któryś amerykański prezydent będzie nam jeszcze kiedykolwiek tak przychylny jak Reagan?

Trudno przewidzieć kto będzie następnym prezydentem Stanów Zjednoczonych. Republikanie jeszcze nie wyłonili kandydata. Jeżeli zaś wygra Barack Obama, będzie tak jak teraz.

On nie jest tak wielkim przyjacielem Polski jak Reagan?

Obama to nie Reagan. Pod żadnym względem.

rozm. jp/rp /30.5.2011/

prof. Richard Pipes – amerykański historyk i politolog pochodzenia żydowskiego, doradca prezydenta Ronalda Reagana

***

Jak chroni się prezydenta USA

Przed wizytą Baracka Obamy w Polsce pierwsza, 40-osobowa, robocza grupa rekonesansowa złożona z agentów Secret Service, a także innych agencji pojawiła się w Warszawie miesiąc przed przylotem Air Force One do Warszawy.

Dwa tygodnie przed wizytą nad procedurami bezpieczeństwa pracowała już grupa stała – w sumie 200 osób.

Trzy dni przed przylotem prezydenta USA liczba funkcjonariuszy najróżniejszych służb wzrosła do 500.

W dzień przylotu wraz z Obamą przybyło dodatkowo 800 osób.

W sumie daje to ponad półtora tysiąca ludzi do obsługi zaledwie kilkudziesięciogodzinnej wizyty!

I to w państwie które jest strategicznym sojusznikiem USA! Dla Amerykanów to jednak żaden argument. Liczą się procedury i bezwzględnie przestrzegany zakaz odstępstw od nich. Tylko to jest w stanie zapewnić bezpieczeństwo.

bw/ur /29.5.2011/

***

Obama w Polsce

Prezydent Stanów Zjednoczonych Barack Obama po wylądowaniu w Warszawie o godz. 17.31 wprost z lotniska udał się na plac Piłsudskiego, gdzie złożył wieniec na Grobie Nieznanego Żołnierza, a następnie pod pomnik Bohaterów Getta

Wieczorem Obama wziął udział w głównym punkcie swojej wizyty w naszym kraju – obiedzie wydanym przez prezydenta Bronisława Komorowskiego z okazji XVII Spotkania Państw Europy Środkowej, podczas którego miał okazję uścisnąć dłonie przywódcom państw uczestniczących w szczycie. Obama zapowiedział potwierdzenie ważności sojuszu między tymi państwami a Stanami Zjednoczonymi.

Przy Grobie Nieznanego Żołnierza Obama napisał w księdze pamiątkowej: ‘W hołdzie nieznanemu żołnierzowi – prezydent Stanów Zjednoczonych’. Pozdrawiał też kombatantów i żołnierzy z kilkudziesięcioosobowej grupy obecnej na placu Piłsudskiego.

Dzisiaj /28.5, sobota/ prezydent Stanów Zjednoczonych odbędzie rozmowy z Bronisławem Komorowskim i premierem Donaldem Tuskiem, a w katedrze polowej Wojska Polskiego złoży wiązankę kwiatów pod tablicą smoleńską.

Prezydent Komorowski musiał trochę dłużej niż przewidywał program wizyty poczekać w Pałacu Prezydenckim na Baracka Obamę. Gdy Komorowski, widoczny w drzwiach Pałacu Prezydenckiego, oczekiwał na przywitanie się z amerykańskim gościem, Obama niespodziewanie był w drodze spod pomnika Bohaterów Getta do hotelu Marriott, gdzie się zatrzymał na noc. Dopiero później, zapewne po odświeżeniu się, prezydent Obama przybył do Pałacu Prezydenckiego na uroczysty obiad z udziałem przywódców państw biorących udział w odbywającym się w Warszawie szczycie Europy Środkowej.

Gdy Komorowski witał Obamę, przed Pałacem Prezydenckim manifestowały grupy: Stowarzyszenia Solidarni 2010 domagający się wszczęcia międzynarodowego śledztwa w sprawie katastrofy smoleńskiej oraz przeciwnicy wojny w Afganistanie, żądający wycofania wojsk z tego kraju.

Teraz czeka nas kolejna kolacja w czasie której będziemy wymieniać szczere poglądy i potwierdzimy ważność sojuszu pomiędzy państwami, które państwo reprezentują, a Stanami Zjednoczonymi – mówił Obama do zgromadzonych w Pałacu Prezydenckim przywódców państw Europy Środkowej.

Przyjazd Obamy do naszego kraju jest bowiem nie tylko okazją do wymiany poglądów z prezydentem Komorowskim i premierem Tuskiem, ale także z przywódcami państw z którymi w innych okolicznościach, przed kolejnymi wyborami w Stanach Zjednoczonych, amerykański prezydent nie miałby okazji już się spotkać.

Czerpiemy inspirację z dążenia do wolności i wzrostu gospodarczego który ma miejsce w tym regionie. Jesteśmy przekonani że będziemy częścią tego procesu, co będzie umacniać wasze demokracje, wasze gospodarki. Będziemy pełnoprawnymi partnerami, bo uważamy że będzie to korzystne także dla Stanów Zjednoczonych – mówił Obama podkreślając że kolejne spotkanie z przywódcami państw naszej części Europy świadczy o tym jak ważne dla Stanów Zjednoczonych są stosunki z państwami Europy Środkowo-Wschodniej.

Obama dziękował za gościnność z jaką został przyjęty przez prezydenta Komorowskiego oraz mieszkańców Polski. Choć akurat ulice Warszawy były raczej puste niż pełne witających prezydenta wielkiego mocarstwa. Zwracając się do gościa prezydent Komorowski wyraził nadzieję że roboczy obiad zaowocuje wymianą myśli o ‘drodze ku demokracji’.

Witamy serdecznie pana prezydenta i myślę że będę wyrazicielem nas wszystkich, jeżeli powiem że bardzo liczymy na możliwość wymiany poglądów, myśli i informacji o tym co jest przedmiotem naszej dzisiejszej dyskusji, a więc o drodze ku demokracji, o doświadczeniu naszych krajów, naszego regionu, Europy Środkowo-Wschodniej w zakresie dążenia do demokracji poprzez transformację nie zawsze łatwą – mówił Komorowski.

Wcześniej prezydent Obama złożył wieniec na Grobie Nieznanego Żołnierza – gdzie wpisał się też do księgi pamiątkowej i witał z wojskowymi i kombatantami, wymieniając krótkie zdania. Więcej czasu Obama poświęcił uroczystości pod pomnikiem Bohaterów Getta gdzie również złożył wieniec. Rozmawiał także z przedstawicielami środowisk żydowskich. Tam też – obok powstającego Muzeum Historii Żydów Polskich – spotkał się m.in. z ministrem kultury i dziedzictwa narodowego Bogdanem Zdrojewskim, kierownictwem muzeum oraz prezydent Warszawy Hanną Gronkiewicz-Waltz. Obama zadeklarował że chciałby – gdy zakończy się budowa muzeum – w 2013 r. ponownie przyjechać do Warszawy, tym razem z córkami.

ak/nd /28.5.2011/

***

USA to obce mocarstwo?!…

Pomnik Tadeusza Kościuszki w mundurze generała Armii Stanów Zjednoczonych stanął w stolicy Polski w prestiżowym miejscu, niedaleko ulicy Marszałkowskiej, na osi Grobu Nieznanego Żołnierza i pomnika Józefa Piłsudskiego

To niezwykły obiekt, bardzo ważny i piękny jako rzeźba. Stanowi replikę pomnika Kościuszki sprzed Białego Domu w Waszyngtonie, gdzie stoi już od ponad stu lat.

W Warszawie Kościuszko nie miał dotąd pomnika. Wyryte są na nim nazwy pól bitewnych Polski i USA, gdzie zwyciężał generał obu armii: Racławice, West Point, Saratoga. Po dwóch stronach cokołu stoją żołnierze Kościuszki: polski chłop – kosynier, a także amerykański ranger.

Ważnym elementem pomnika jest alegoria imperialnej Rosji: potwór – ogromny jadowity wąż, który pochłonął już Polskę, usiłuje opasać kulę ziemską, zagraża innym państwom i narodom!

Ten pomnik był i jest nadal bardzo znany wśród Amerykanów – ze względu na usytuowanie tuż obok prezydenckiego Białego Domu. Odbywały się przy nim liczne mityngi Amerykanów i Polonii solidaryzujących się z Polską w chwilach dla niej najtrudniejszych w ciągu ostatnich stu lat.

Inspiracją artystyczną dla tej znakomitej rzeźby był słynny obraz Jana Matejki Kościuszko pod Racławicami. W wielkiej historyczno-malarskiej wizji Matejko przedstawił Naczelnika na koniu, z odkrytą głową, ale trzymającego zwycięsko w prawej dłoni polską czapkę rogatywkę. Za plecami Kościuszki na drzewie kapliczka z Matką Bożą Częstochowską oraz rozwinięty sztandar z białym orłem w koronie. U stóp zwycięskiego polskiego wodza leży na ziemi sztandar rosyjski ze złowrogim dwugłowym zaborczym orłem carskim. A jeszcze dalej chłopi kosynierzy tuż obok zdobycznych rosyjskich armat.

Symbolika tego arcydzieła Matejki to coś więcej niż dzieło sztuki, to polska racja stanu! Tadeusz Kościuszko nie był zwyczajnym amerykańskim generałem, ale razem z Kazimierzem Pułaskim uważany jest za ojca założyciela Armii Stanów Zjednoczonych. Był odznaczony najwyższym wojskowym orderem USA, cieszył się zaufaniem, a nawet przyjaźnią pierwszych prezydentów Ameryki – Waszyngtona oraz Jeffersona. To ten ostatni wymusił na carze Rosji, by wypuścił Kościuszkę z niewoli, a następnie pozwolił jako obywatelowi i generałowi Stanów Zjednoczonych udać się na emigrację do Ameryki.

Kościuszko był bohaterem walk o wolność Ameryki i Polski, ale Rosjanie osadzili go w najcięższym wtedy więzieniu świata, w osławionej Twierdzy Pietropawłowskiej, jako Naczelnika – wodza niepodległej Polski, faktycznego przywódcę i głowę państwa w ostatnich miesiącach istnienia Rzeczypospolitej.

Od epoki Kościuszki, Pułaskiego, Waszyngtona, Jeffersona, od epoki upadku Polski, a utworzenia USA minęło ponad 200 lat. Te historyczne postacie stoją u genezy tradycyjnej przyjaźni i związków polsko-amerykańskich, a także formalnego sojuszu pomiędzy Rzecząpospolitą a Stanami Zjednoczonymi. Ten sojusz stanowi fundament, na którym opiera się strategia bezpieczeństwa narodowego Polski.

Tymczasem rzecznik polskiego rządu oświadcza publicznie w mediach, że Ameryka jest dla III RP ‘obcym mocarstwem’! Minister Paweł Graś, jak wiadomo, jest nie tylko formalnym rzecznikiem rządu Donalda Tuska, ale należy do najbliższego kręgu zaufania przyjaciół premiera. Wypowiedź ministra Grasia nie była przypadkowa, ponieważ aż trzykrotnie określił on Stany Zjednoczone jako ‘obce mocarstwo’, a zarazem akcentował, że właśnie dlatego polscy parlamentarzyści nie powinni się zwracać do Ameryki z prośbą o pomoc w wyjaśnieniu katastrofy z 10 kwietnia, w której na terytorium Rosji zginął prezydent RP i cała elita Rzeczypospolitej.

W języku polityki określenie ‘obce mocarstwo’ znaczy tyle co wróg. To po prostu niesłychane, by rzecznik rządu polskiego w roku 2010 tak właśnie określał Amerykę. Tak o Ameryce mówili za komuny Jaruzelski, Gomułka, Urban i ich mocodawcy na Kremlu. Czyżby minister Graś…

Właśnie, ponieważ w stosunku do Rosji premiera Putina rzecznik rządu premiera Tuska nie używał określenia ‘obce mocarstwo’. Wręcz odwrotnie. Paweł Graś po 10 kwietnia 2010 r. wprost nie może się nachwalić Rosjan, a zwłaszcza spec służb rosyjskich, których funkcjonariusze wywodzą się z KGB. Graś kilka miesięcy temu posunął się tak daleko, że wypowiadał się oficjalnie po rosyjsku. Tak jest – rzecznik polskiego rządu chwalił następców KGB po rosyjsku. Czy to oznacza jakąś podległość wobec Kremla?

Minister Graś powinien zostać nie tylko natychmiast zdymisjonowany i odsunięty od wszystkich tajemnic państwowych, ale powinno zostać wdrożone śledztwo prokuratorskie, które zbada całą jego działalność, budzącą najgorsze podejrzenia.

Sprawa katastrofy pod Smoleńskiem ma ścisły związek ze zbrodnią sowiecką, ludobójstwem w Katyniu w 1940 r. Rosjanie wymordowali wtedy elitę kadry oficerskiej Wojska Polskiego, a także inteligencję polską. Kolejne rządy i kolejni władcy na Kremlu kłamali na arenie międzynarodowej w sprawie katyńskiej przez pół wieku. Jedynie Stany Zjednoczone otwarcie wyrażały swoje oburzenie zbrodnią dokonaną na Polakach i tylko Amerykanie przeprowadzili własne śledztwo, by udowodnić mordercom z Moskwy, że są mordercami. Już choćby dlatego możemy mieć zaufanie do Ameryki, a nie do Rosji.

Dlaczego nie ma zaufania do USA jako ‘obcego mocarstwa’ minister – rzecznik obecnego polskiego rządu, a ma to zaufanie do Federacji Rosyjskiej? To jeszcze jedna ważna sprawa, która wyniknęła z katastrofy 10 kwietnia jako jej skutek uboczny. To problem, jak zdefiniować Amerykę, a jak zdefiniować Rosję. Minister Graś już to zrobił. Dlatego temu panu już dziękujemy. Natychmiast!

Józef Szaniawski /17.11.2010/

Kategoria Polska, Warszawa

Comments