Kieleckie superskrzydło
Chorwacki lewoskrzydłowy Manuel Strlek podpisał czteroletni kontrakt z mistrzem Polski w piłce ręcznej Vive Targi Kielce
Do parafowania umowy z 23-letnim Chorwatem doszło w Kolonii podczas finałowego turnieju Ligi Mistrzów. W Niemczech przebywa prezes kieleckiego klubu Bertus Servaas
– Muszę być szczęśliwy podpisując kontrakt z jednym z najlepszych skrzydłowych świata. Kilka dni temu Strlek rozwiązał umowę z dotychczasowym klubem (Croatia Osiguranje Zagrzeb) i pojawiła się wyjątkowa okazja jego zatrudnienia – powiedział Servaas.
Strlek zdobył brązowy medal mistrzostw Europy 2012 w Serbii. W sześciu meczach zdobył 17 bramek. Dwa lata wcześniej w Austrii sięgnął po wicemistrzostwo kontynentu i został uznany najlepszym skrzydłowym.
– Takiego gracza brakowało w naszym zespole, skutecznego na lewym skrzydle. Przy swoich warunkach fizycznych – 181 cm wzrostu i 75 kg wagi – jest trudny do zatrzymania przez rywali. Strlek prezentuje światową klasę – powiedział drugi trener Vive Targi Tomasz Strząbała.
Od 1 lipca do mistrzów Polski dołączą także inny Chorwat Ivan Cupic oraz Karol Bielecki i Krzysztof Lijewski.
pap /27.V.2012/
***
Bogdan Wenta odpocznie od kadry
Trener reprezentacji piłkarzy ręcznych, Bogdan Wenta, zdecydował o swoim rozstaniu z kadrą narodową
– Decyzję tę podjąłem już w Alicante, ale czekałem z nią do czasu powrotu do kraju prezesa związku Andrzeja Kraśnickiego – powiedział Wenta. – Dziękuję wszystkim zawodnikom i współpracownikom. Trener zawsze musi ponosić odpowiedzialność za wynik – dodał
Wenta prowadził reprezentację od siedmiu lat. W tym czasie zdobył z drużyną narodową srebrny i brązowy medal mistrzostw świata, zajął 4 miejsce w mistrzostwach Europy oraz piąte w igrzyskach olimpijskich w Pekinie.
onet /19.IV.2012/
***
Karol Bielecki stopuje
Nasz czołowy przez lata piłkarz ręczny Karol Bielecki, ulubieniec kibiców, kończy reprezentacyjną karierę. I żałuje że robi to w takim smutnym dla tego sportu momencie
– Jestem dumny że po wypadku udało mi się wrócić do reprezentacji, ale żałuję że już nie do formy sprzed paru lat. Kiedyś odgrywałem dużo ważniejszą rolę. Skupię się teraz na klubie, mam przed sobą jeszcze kilka lat gry w Vive Kielce – powiedział Bielecki, ikona polskiej kadry
– Po meczu z Hiszpanią poszedłem do trenerów Bogdana Wenty i Daniela Waszkiewicza. Powiedziałem im że był to mój ostatni występ w kadrze. Ta drużyna dała mi dużo pozytywnych emocji, ale kosztowała też dużo zdrowia. Czuję że nie mogę jej więcej pomóc
– Cały czas mam poczucie że mogę grać na wysokim poziomie, ale reprezentacja to dodatkowe obciążenie, to wszystko odbija się na moim życiu prywatnym. Bogdan (Wenta, trener reprezentacji – red.) mnie zrozumiał, uszanował to że mówię ‚pas’ – dodał nasz szczypiornista
Karol Bielecki odchodzi bo jak uważa – wszystko przemija. – My też przemijamy. Kiedyś graliśmy w Bundeslidze i mieliśmy po 20 lat. Na kadrę i tak przyjeżdżaliśmy wypoczęci. Czas przystopować. Daliśmy ludziom dużo radości, ale pojawiają się nowi zawodnicy, młodsi. Mój czas minął – stwierdził. – Dużo zawdzięczam Bogdanowi Wencie. Nasza współpraca wyglądała świetnie, ale po moim wypadku dużo się zmieniło. Nie byłem już tym samym zawodnikiem – dodał.
rp /12.IV.2012/
***
Polska trzecią potęgą
Wielki sukces naszej klubowej piłki ręcznej. Pierwszy raz do szesnastki najlepszych zespołów Europy awansowały dwie polskie drużyny. Lepszym bilansem mogą pochwalić się tylko dwie europejskie potęgi – Hiszpanie i Niemcy
– To że jesteśmy tu gdzie jesteśmy możemy zawdzięczać tylko sobie. Sami to wywalczyliśmy – cieszył się trener Bogdan Wenta po remisie jego Vive Targi Kielce z Niedźwiedziami z podmoskiewskiego Czechowa 26:26. Myśląc o awansie z gr. B kielczanie nie mogli tego meczu przegrać. Mistrzowie Rosji, uczestnicy Final Four Ligi Mistrzów sprzed 2 lat, by grać dalej, musieli wygrać
Od początku nerwy udzielały się wszystkim. Nawet obserwatorowi EHF z Norwegii, któremu nie podobało się że Wenta, zwracając się do swoich zawodników, gwiżdże do nich na palcach. Robi tak od lat w reprezentacji i klubie, nic więc dziwnego że był bardzo zdziwiony, kiedy już na początku meczu ujrzał za to żółtą kartkę.
Mecz był fantastyczny. Nie było wprawdzie wielu finezyjnych zagrań, ale niesamowitą walką z obu stron można by obdzielić kilka gier. – Oba zespoły dały z siebie dużo, zrobiły wszystko by wygrać – przyznał później Władimir Maksimow, trener Niedźwiedzi i reprezentacji Rosji. W ataku znów błyszczeli Michał Jurecki i sprowadzony niedawno do Kielc kołowy reprezentacji Chorwacji Zeljko Musa, a w bramce Duńczyk Marcus Cleverly. U rywali szybkością imponowali skrzydłowi Dmitrij Kowalow i Timur Dibirow, a na rozegraniu skuteczny Białorusin Siergiej Harbok.
Mecz był bardzo wyrównany. Najwyżej – trzema bramkami – prowadzili goście w 37 minucie (17:14). Kilka minut później było już jednak 20:18 dla gospodarzy. – Doping był niesamowity – podkreślał później atmosferę na trybunach Mariusz Jurasik, rozgrywający Vive Targi Kielce. Kielczanie mieli szansę na zwycięstwo, ale mogli też przegrać. Kilka sekund przed końcem w indywidualnej akcji piłkę zgubił Uros Zorman, ale w kontrze Jurecki skutecznie przeszkadzał Dibirowowi. Z rzutu wolnego już po czasie Harbok trafił w blok.
Kielczanie zajęli trzecie miejsce w gr. B, z której wyjście tuż po losowaniu wydawało się niemożliwe. ‘Znamy już wszystkie decyzje w Grupie Hitchcocka’ – podsumowała oficjalna strona Velux EHF Ligi Mistrzów.
W niedzielę w południe zapadła też najważniejsza dla Polski decyzja w grupie D. Orlen Wisła Płock grał w Sankt Petersburgu mecz o czwarte, ostatnie premiowane awansem do Top 16 miejsce. Mistrzowie Polski mogli nawet przegrać czterema bramkami, ale pewnie pokonali wicemistrzów Rosji 32:23 i ich kosztem awansowali do dalej.
pm/pr/gw /26.II.2012/
***
Piłkarze ręczni już wiedzą
Hiszpańska Federacja Piłki Ręcznej oficjalnie potwierdziła, że turniej kwalifikacyjny do igrzysk olimpijskich w Londynie odbędzie się w Alicante. Podano dokładne godziny rozgrywania poszczególnych meczów – poinformował Związek Piłki Ręcznej w Polsce
Przypomnijmy że turniej z udziałem Algierii, Hiszpanii, Polski oraz Serbii odbędzie się w dniach 6-8 kwietnia. Areną zmagań będzie hala Centro de Tecnificacion de Alicante o pojemności 5000 miejsc
Do igrzysk olimpijskich awansują dwie najlepsze drużyny z turnieju w Hiszpanii.
Program: 6 kwietnia (piątek): 17:30 Polska – Algieria; 20:15 Hiszpania – Serbia; 7 kwietnia (sobota): 17:30 Serbia – Polska; 20:15 Algieria – Hiszpania; 8 kwietnia (niedziela): 17:30 Serbia – Algieria; 20:15: Hiszpania – Polska
zprp /24.II.2012/
***
Vive podbiło Veszprem
Sensacyjne wyjazdowe zwycięstwo Vive Targi Kielce nad jedną z najlepszych drużyn świata. Dzięki zdobyciu Veszprem drużyna Bogdana Wenty w rozgrywkach Ligi Mistrzów może osiągnąć wynik, którego wcześniej nikt nie zakładał
W Veszprem Arenie, przepięknej hali na przedmieściach 60-tysięcznego miasta, zazwyczaj się nie wygrywa. Grudniowe zwycięstwo Füchse Berlin 33:24 miało być dla mistrzów Węgier tylko wypadkiem przy pracy
Miejscowi kibice nie są przyzwyczajeni że goście w tej hali wygrywają. A tym bardziej kielczanie, którzy przegrali wszystkie dotychczasowe mecze z Węgrami.
Ten mecz musiał być wyjątkowy skoro Lajos Mocsaj, trener gospodarzy, założył garnitur. Szkoleniowiec, który od lat chodzi w klubowym dresie, być może zdawał sobie sprawę że jego zespół nie będzie mieć łatwej przeprawy. I tak było. Kielczanie zagrali świetny mecz. Otwarcie mieli perfekcyjne i mimo że po przerwie przez trzynaście minut zdołali rzucić tylko jednego gola, wrócili do gry. I to w momencie, w którym można się było spodziewać, że poproszą gospodarzy o najmniejszy wymiar kary.
– Co najmniej połowa sukcesu to zasługa Marcusa – chwalił po meczu swojego bramkarza Mariusz Jurasik, rozgrywający Vive Targi Kielce. Mistrz Europy sprzed kilkunastu dni z Belgradu Marcus Cleverly bez wątpienia był bohaterem w sobotę. Ale nie tylko on. Kapitalną partię zagrał Michał Jurecki, świetnie do drużyny wkomponował się sprowadzony po mistrzostwach Europy w Serbii kołowy trzeciej na Starym Kontynencie Chorwacji Żeljko Musa, a na skrzydłach udane zawody mieli Jurasik i Mateusz Jachlewski.
To ważne, bo sobotnie zwycięstwo Vive Targi Kielce na Węgrzech sprawiło że drużyna Wenty ma ogromne szanse wyjścia z grupy B Ligi Mistrzów. I to z ‘grupy śmierci’, z której jeszcze kilka miesięcy temu wydawało się że wyjść się nie da, bo są tam przedstawiciele najmocniejszych w szczypiorniaku nacji świata – Hiszpanie, Niemcy, Duńczycy, Węgrzy i Rosjanie. Mało tego, jeżeli kielczanie wygrają dwa ostatnie mecze – w najbliższą niedzielę w Silkeborgu /wygrali – red./ i tydzień później u siebie z Niedźwiedziami z Czechowa – mają szansę zająć 2 miejsce. A to byłaby już sensacja do potęgi…
pr/gw /12.II.2012/
***
Karol Bielecki wraca do domu
Karol Bielecki, jeden z najlepszych piłkarzy ręcznych świata, znów zagra w zespole Vive Targi Kielce. Wychowanek Wisły Sandomierz wróci do Polski po obecnym sezonie. Razem z Bieleckim do Vive dołączy inny filar Orłów Wenty – Krzysztof Lijewski
Bielecki i K. Lijewski mają rozwiązać umowę z Rhein Neckar Loewen. Karol występuje w Niemczech od ośmiu lat. W 2004 r. z Iskry Kielce przeszedł do Magdeburga
W obecnym sezonie w drużynie Lwów z Mannheim Bielecki grał mniej, bo trener stawiał na innych zawodników. W dodatku po ośmiu latach spędzonych w Niemczech nasz reprezentant chciał wrócić do Kielc, gdzie ma dom.
– Rhein-Neckar Loewen ma problemy finansowe, a Vive Targi Kielce to bardzo silny klub który ciągle się rozwija – powiedział Karol Bielecki. – Wiem że mogę pomóc temu klubowi i wzmocnić skład – dodał.
– Wracam do domu, do przyjaciół i dziewczyny. Chciałem tutaj wrócić, ponieważ tu jest mój dom – wyjaśnił. – Mam nadzieję że osiągnę bardzo dużo z Vive Targi Kielce – dodał Kola.
K. Lijewski w Rhein Neckar Loewen gra dopiero od pół roku, a jego przejście z HSV Hamburg było hitem transferowym. Młodszy z braci Lijewskich jest uznawany za jednego z najlepszych leworęcznych rozgrywających na świecie. Rywalizację o młodego Lijka Vive wygrało z europejskimi potęgami – THW Kiel i HSV Hamburg.
– W przypadku Krzyśka Lijewskiego decydowała szybkość działania, bo z Karolem udało się nam porozumieć już jakiś czas temu, a o Lijka rywalizowaliśmy z najlepszymi klubami – powiedział Bertus Servaas, prezes Vive Targów Kielce.
11 czerwca 2010 w czasie towarzyskiego meczu reprezentacji z Chorwacją w Kielcach Bielecki stracił oko w starciu z Josipem Valciciem. Mimo kilku operacji wzroku w lewym oku nie udało się uratować, ale Karol z powodzeniem nadal gra w piłkę ręczną na najwyższym poziomie.
Transfery mają mieć charakter definitywny. Od 1 lipca przez trzy lata K. Lijewski z Bieleckim będą grać w Kielcach. Co ciekawe, część ich wynagrodzeń nadal będzie pokrywać Rhein Neckar Loewen.
ls/int.pl/onet /7.2.2012/
***
Jaka dymisja Wenty?…
– Zna pan w tym kraju szkoleniowca o podobnych umiejętnościach, charyzmie i zaangażowaniu co Wenta?! Nie, to po co mówić o takich rzeczach jak dymisja?… To jakieś nieporozumienie – powiedział reprezentant Polski w piłce ręcznej Krzysztof Lijewski
Zawodnicy stoją murem za swoim trenerem i nie chcą słyszeć o żadnej dymisji czy zmianie szkoleniowca reprezentacji
– Jestem pewien że z obecnym trenerem jesteśmy w stanie jeszcze wiele osiągnąć – dodał Krzysztof Lijewski, skrzydłowy kadry, na temat przyszłości trenera Bogdana Wenty.
Wenta prowadzi reprezentację od października 2004 r. Z nim jako trenerem nasz zespół dwukrotnie stawiał na podium mistrzostw świata (srebro w 2007 r. i brąz w 2009).
W niedzielnym finale mistrzostw Europy Dania pokonała Serbię, dzięki czemu Polacy mają jeszcze szanse awansu do igrzysk olimpijskich w Londynie.
tg/gw /30.1.2012/
PARĘ ZDAŃ KOMENTARZA: Muszę przyznać że jestem nieco przerażony tym co przeczytałem w doniesieniach medialnych po mistrzostwach Europy w Serbii. Bo nasz trener Bogdan Wenta mówi że: ‘Wszystkie kraje bałkańskie doszły tam gdzie chciały dojść. Mam nadzieję, że kiedy mistrzostwa będą rozgrywane w Polsce, nam także ta sztuka się uda…’. Jeżeli jest tak jak mówi Wenta, a przecież on raczej wie co mówi, to jest to coś strasznego, niebywałego. To chore i to bardzo. Bo jeżeli miejsce w najważniejszych zawodach w roku, dla reprezentacji kraju, ma zależeć od tego gdzie są one rozgrywane, czyli od decyzji sędziów, czyli że gospodarze zajmują miejsca jakie chcą, a reszta nie jest ważna, to przecież to jakiś kabaret, a nie sport… Co to ma wspólnego ze sportem?… Żeby więc zająć dobre miejsce w mistrzostwach Europy, czyli zdobyć medal, trzeba najpierw je zorganizować!…
A pamiętam przypadek z niedalekiej przeszłości kiedy sprzedawczyki /a konkretnie sędziowie z Norwegii/ ukradły już raz polskiej reprezentacji Wenty medal… I to niekoniecznie był jedyny taki ‘przypadek’…
Cezary Dąbrowski www.zawszepolska.eu /1.2.2012/
TURNIEJ JAK ROLLERCOASTER
Dania pokonała Serbię 21:19 w finale mistrzostw Europy w piłce ręcznej. – Te mistrzostwa były dla Danii jak rollercoaster. Przegraliśmy najpierw z Serbią i Polską. Powiedziałem wtedy po meczu z gospodarzami że będę się chciał spotkać z nimi ponownie i to się spełniło – powiedział trener reprezentacji Danii Ulrik Wilbek
Ulrik Wilbek po finale: – Dzisiaj graliśmy bardzo dobrze w defensywie. To był bardzo taktyczny mecz. Uważam że kluczową figurą był zdobywca dziewięciu goli Mikkel Hansen, który zwłaszcza w drugiej połowie był fantastyczny. Obaj bramkarze, jedni z najlepszych na świecie (Darko Stanić z Serbii i Niklas Landin Jacobsen z Danii), spisywali się znakomicie, ale mieli znakomite wsparcie w liniach obronnych
Veselin Vuković, trener reprezentacji Serbii: – To było dla nas zbyt wiele, żeby dwa razy pokonać Duńczyków na tej samej imprezie. Zagraliśmy bardzo trudny mecz w półfinale z Chorwacją i z zawodników po nim uszło powietrze. Byli zmęczeni psychicznie i fizycznie. To był dzisiaj nasz największy problem. Jestem dumny z wyniku który osiągnęliśmy
mf/pap/gw /29.1.2012/
LINDBERG OBIECAŁ LIJEWSKIM
– Zaczęliśmy od zera punktów, a doszliśmy do złotego medalu. To jak historia Kopciuszka – mówił uradowany prawoskrzydłowy reprezentacji Danii Hans Lindberg po wygranym finale mistrzostw Europy piłkarzy ręcznych, które odbywały się w Serbii
– Wiemy że pomogliśmy polskiej drużynie awansować do olimpijskiego turnieju kwalifikacyjnego, ale to wam zawdzięczamy że my mogliśmy w ogóle zagrać w finale. Obiecałem Krzysztofowi Lijewskiemu i jego bratu Marcinowi że wygramy z Serbami i tego dokonaliśmy… – dodał.
– Graliśmy słabo w pierwszych trzech meczach. Przysiedliśmy po nich z kolegami oraz trenerem i porozmawialiśmy o tym by to zmienić. Następne trzy były już zdecydowanie lepsze. Mieliśmy też trochę więcej szczęścia, tak jak w końcówce z Macedonią, kiedy zdobyliśmy zwycięską bramkę w ostatnich sekundach. Potem wygraliśmy, też po ciężkim boju, półfinał z Hiszpanią. Ale teraz nie jest ważne jak było na początku, ważne że wygraliśmy w finale – powiedział 30-letni kolega klubowy Marcina Lijewskiego w HSV Hamburg.
Duńczyk dodał że tylko dzięki zwycięstwu Polski nad Niemcami w ostatniej serii rundy zasadniczej miał możliwość wywalczenia z kolegami złotego medalu. Cieszy się że w ten sposób mógł się chociaż częściowo odwdzięczyć biało-czerwonym i umożliwić im start w kwalifikacjach do igrzysk.
– Mieliśmy dzięki Polakom ogromne szczęście. Potem zagraliśmy świetnie w półfinale i finale. To była bardzo taktyczna gra, piłka ręczna na najwyższym światowym poziomie – mówił Lindberg.
mk/pap//gw /29.1.2012/
ALL STAR TEAM
Serb Momir Ilic został uznany najbardziej wartościowym graczem (MVP) mistrzostw Europy, które w niedzielę zakończyły się w Belgradzie. Królem strzelców został Macedończyk Kiril Lazarov – 61 goli
All Star Team ME 2012: najlepszy bramkarz – Darko Stanic (Serbia), najlepszy lewoskrzydłowy – Valur Gudjon Sigurdsson (Islandia), najlepszy lewy rozgrywający – Mikkel Hansen (Dania), najlepszy środkowy rozgrywający – Uros Zorman (Słowenia), najlepszy obrotowy – Rene Toft Hansen (Dania), najlepszy prawy rozgrywający – Marko Kopliar (Chorwacja), najlepszy prawoskrzydłowy – Christian Springer (Niemcy), król strzelców – Kiril Lazarov (Macedonia, 61 bramek), najlepszy gracz defensywny – Viran Morros (Hiszpania), najbardziej wartościowy gracz (MVP) – Momir Ilic (Serbia)
tok/pap/gw /29.1.2012/
***
Chcą wygrać też dla naszych
Duńska reprezentacja piłkarzy ręcznych musi pokonać w finale mistrzostw Europy w Serbii drużynę gospodarzy, by zapewnić sobie bezpośredni awans do igrzysk olimpijskich, a przy okazji pomóc Polakom, którym taki wynik pozwoliłby wystąpić w turnieju kwalifikacyjnym
Trener wicemistrzów świata Ulrik Wilbek przekonywał w rozmowie z oficjalnym serwisem ZPRP że jego drużyna zrobi wszystko by zdobyć złote medale
– Takich rzeczy się nie zapomina. Walczyliście do końca z Niemcami. Kiedy wygraliście, moja drużyna wyszła tak podbudowana na parkiet przeciw Szwedom, że byłem niemal pewien że wygramy – tłumaczył Wilbek.
– W czwartek długo rozmawiałem z Bogdanem Wentą. Mogę obiecać że damy z siebie wszystko w meczu o złoto. Zagramy z Serbami, pokonamy ich zarówno dla siebie, jak i dla was – mówił trener reprezentacji Danii.
zprp /28.1.2012/
***
Zespół z przyszłością
W piątek nasi piłkarze ręczni wrócili z mistrzostw Europy w Belgradzie gdzie zajęli 9 miejsce
Trener Bogdan Wenta nie ukrywał że liczył na lepszy wynik, ale – jak przyznał – w sporcie nigdy nie można być pewnym wywalczenia medalu, czy zdobycia tytułu
– Przegraliśmy dwa mecze, trzy wygraliśmy, jeden zremisowaliśmy i… jesteśmy na 9 pozycji. A wszystkie kraje bałkańskie doszły tam gdzie chciały dojść. Mam nadzieję że kiedy mistrzostwa będą rozgrywane w Polsce nam także ta sztuka się uda. Komisja światowej federacji była już u nas, wizytowała obiekty, które niczym nie różnią się od tych, na których graliśmy w Serbii. Uważam że stać nas na organizację takich zawodów – powiedział trener reprezentacji.
Zapytany o swoją sportową przyszłość, o to że prezes związku będzie rozważać możliwość zatrudnienia innego szkoleniowca, np. z zagranicy, Wenta odpowiedział krótko: – Nie wiem co będzie dalej, o to proszę pytać prezesa.
Trener potwierdził jednak zdecydowanie że jego zdaniem zespół grał dobrze, zastrzeżenia można mieć do ataku. Ale powodem tego była już w pierwszym meczu kontuzja Krzysztofa Lijewskiego, która zmusiła sztab szkoleniowy do zmiany koncepcji gry.
– Kontuzje dotykały wszystkich, ale dla nas, przy w sumie małych możliwościach manewru, stały się poważnym problemem. Tylko proszę mnie dobrze zrozumieć, nie chcę tłumaczyć 9 miejsca kontuzjami. Nasz zespół, podobnie jak ekipy rywali, został odmłodzony i w przyszłości, niezależnie od tego kto będzie go prowadzić, będzie walczyć o czołowe miejsce w najważniejszych imprezach – dodał Wenta.
W turnieju – zdaniem szkoleniowca – środa była dniem cudów. – Były dziwne remisy, Polacy z Niemcami walczyli o wszystko, choć w kuluarach mówiło się że nawet wygrana nie da nam wiele. My jednak nie mamy prawa narzekać, gdyż sami nie wykorzystaliśmy wszystkich szans, tak przecież było w meczu z Macedonią – zauważył trener.
Spory niedosyt po turnieju w Belgradzie ma także kapitan reprezentacji Grzegorz Tkaczyk. – Nie ma co zwalać winy na zły los, na sędziów, na pecha. Ten turniej nam się nie udał, trzeba przeanalizować powody i wykluczyć je w przyszłości. Wierzę że awans na igrzyska w Londynie jest możliwy, dzisiaj będę kibicować Chorwatom w meczu z Serbami – powiedział Tkaczyk.
Teraz – zdaniem Tkaczyka – przed zespołem otwiera się nowy rozdział. – Szkoda że nie ma sukcesu, ale zespół jest nadal skonsolidowany, atmosfera, mimo dwóch porażek była i jest dobra. Młodzi zawodnicy zaprezentowali się z dobrej strony, świetnie grał Kamil Syprzak, który gdy wchodził na boisko siał spustoszenie. Przed naszym zespołem jest przyszłość i ja w to wierzę – dodał kapitan reprezentacji.
pap /27.1.2012/
NAJLEPIEJ MIELI GOSPODARZE…
Prezes Związku Piłki Ręcznej w Polsce Andrzej Kraśnicki, oceniając przebieg turnieju w Serbii, przyznał że gospodarze mają zbyt duży wpływ na przebieg mistrzostw Europy
Reprezentacja Polski wygrała w środę z Niemcami 33:32, ale na niewiele to się zdało, bo pozostałe mecze w grupie I drugiej rundy zakończyły się zwycięstwami Danii nad Szwecją 31:24 oraz Macedonii nad gospodarzami 22:19, co nawet siedzący na trybunach Serbowie kwitowali krótkim określeniem: kabaret. Znaleźli się też tacy, którzy podchodzili do Polaków i przyznawali że ‘jest im strasznie wstyd’. Odwrotne rezultaty bądź remis dałyby biało-czerwonym trzecie, a nie piąte miejsce w grupie.
– Zbyt wielka jest rola gospodarza przy organizacji takiej imprezy. Ma zbyt duże możliwości w układaniu harmonogramu meczów i być może w nieformalnych wpływach. Może to jest odczucie niesprawiedliwe, ale po wielu rozmowach mam takie przekonanie że należałoby tę sytuację zmienić. Lepiej byłoby żeby wszystkie mecze odbywały się w tych samych godzinach, nie było możliwości kalkulacji i ustawiania niektórych sytuacji. Czy tak było, nie mogę powiedzieć, bo trzeba być w takich sprawach bardzo ostrożnym, ale mam takie wątpliwości – powiedział Kraśnicki.
Prezes ZPRP ocenił również występ biało-czerwonych. – To jest ocena wstępna i mam mieszane uczucia. Z jednej strony podziwiam zespół za waleczność, za emocje, których nam dostarczył, a z drugiej strony dziewiąte miejsce to wynik, który nas nie satysfakcjonuje. Jedna, dwie, cztery bramki lepiej, a mogło być zupełnie inaczej. Mam wiele uwag i przemyśleń, ale wymaga to pewnego dystansu i czasu. Wygraliśmy trzy mecze, przegraliśmy dwa, jeden zremisowaliśmy. Wydawałoby się że wynik jest pozytywny, ale końcowe miejsce nie skłania do radości. Faktem też jest że plaga kontuzji która nas dopadła nam nie sprzyjała – dodał Kraśnicki.
Największą zaletą tych mistrzostw była obiecująca postawa szczypiornistów debiutujących w zespole Wenty na imprezie tej rangi. To dobry prognostyk na przyszłość.
– Mistrzostwa przyniosły też kilka pozytywnych rzeczy. Każdy zawodnik biorący udział w tym turnieju miał swoje pięć minut. Szczególnie gra młodych zawodników napawa optymizmem. Pokazały się nowe twarze. Wszyscy którzy debiutowali w Serbii w mojej ocenie wypadli korzystnie. To dobra perspektywa dla polskiej piłki ręcznej. Zwłaszcza że większość kadrowiczów występuje w krajowych klubach, głównie w Vive Kielce i Wiśle Płock, ale nie tylko – dodał prezes.
Polska ubiega się o przyznanie praw do organizacji mistrzostw Europy w 2016 r. To jeden z celów podróży Kraśnickiego do Belgradu. Decyzja o wyborze gospodarza będzie ogłoszona 23 czerwca na Kongresie Europejskiej Federacji Piłki Ręcznej (EHF).
– Jesteśmy po wstępnej kwalifikacji. Szwecja już się wycofała, pozostali dwaj konkurenci: Norwegia i Chorwacja. Norwegia sportowo wypadła gorzej na tych mistrzostwach niż my, więc to jest również argument za nami. Chorwacja niedawno organizowała imprezę najwyższej rangi, więc szanse nasze są duże. Mam nadzieję że pomogą miasta zainteresowane organizacją u siebie tej imprezy, a także Ministerstwo Sportu i nasi sponsorzy, dzięki czemu będziemy mogli spełnić te kryteria które są niezbędne do przygotowania imprezy. Nie mam najmniejszych wątpliwości że nas na to stać i mamy ku temu odpowiednie warunki – zakończył Kraśnicki.
co/pap /26.1.2012/
***
Horror i zwycięstwo!
Polacy wygrali po dramatycznej bitwie z Niemcami 33:32 (18:17) w swoim ostatnim meczu fazy zasadniczej mistrzostw Europy w Serbii. Wynik nie był przesądzony do ostatnich sekund
Bój toczył się o wielką stawkę. Od jego wyniku zależały nie tylko losy półfinału, ale także w dużej mierze, udziału w turnieju kwalifikacyjnym do igrzysk olimpijskich
Bogdan Wenta nieco zaskoczył składem, dokonując kilku zmian. Na początek na boisku pojawili się Piotr Wyszomirski, Patryk Kuchczyński, Adam Wiśniewski, Krzysztof Lijewski, Michał Jurecki, Bartłomiej Jaszka i Bartosz Jurecki.
Polacy znów zafundowali dreszczowiec kibicom. Podopieczni Wenty w ostatnich sekundach pokonali Niemców 33:32 (18:17) i przedłużyli nadzieję na półfinał.
Od pierwszej minuty była i bardzo dobra obrona i co najmniej dobry atak. Po drugie wszyscy nasi gracze wywiązywali się ze swojej roli, łącznie z bramkarzem. Tym razem był to Wyszomirski, który może nie zamurował bramki, ale odbił 8 na 25 rzutów, a to już coś, niezłe 40 procent.
Po trzecie Polacy grali wszechstronnie. Nie było jednego bohatera, jak przeciw Danii (Wichary), czy w drugiej połowie meczu ze Szwecją (Jaszka). Tym razem bramki rozkładały się niemal po równo. Pięć padło z koła, z czego o dziwo aż trzy zdobył Kamil Syprzak. Drugie pięć ze skrzydeł – Kuchczyńskiego i Wiśniewskiego. Reszta to wszystko po trochu – bomby z drugiej linii, kontry i indywidualne wejścia.
Po czwarte – mieliśmy nieco szczęścia. Gole Syprzaka, trzy takie same, to jest trochę szczęścia.
Po piąte – niemiecka taktyka z wyłączeniem od początku Lijewskiego nie sprawdzała się. Identyczna polska z indywidualnym pilnowaniem Holgera Glandorfa – jak najbardziej. Lijek pierwszy raz pomylił się w 20 minucie, wcześniej trafił dwa razy i miał aż pięć asyst! A Glandorf? Dwa rzuty obronione przez Wyszomirskiego, zero bramek…
Żeby nie było za dużej sielanki, to Polakom też zdarzały się błędy. Kilka rzutów w słupek, pięć (ale tylko pięć), obronionych przez obu niemieckich bramkarzy, cztery proste i głupie straty. To dlatego do przerwy prowadziliśmy tylko 18:17, choć w pewnym momencie było już 14:10 dla nas. Ale gra wyglądała nieźle, nie było co wybrzydzać.
Pozostawało pytanie, którego… nie wolno było wymawiać. Polska norma jednej dobrej połowy została już wykonana…
Ale po zmianie stron nic się nie zmieniło! To był ten sam zespół, co w pierwszej połowie. Ten sam znakomity zespół. Znowu gole z koła, ze skrzydła i z drugiej linii, piękne asysty Lijewskiego. I tylko słabsze wsparcie od – obu już – bramkarzy.
Niemcy trzymali się na jedną bramkę z tyłu do 40 minuty, ale Polacy wykorzystali kilka błędów rywala. Prostych, choć wymuszonych znakomitą polską obroną. W 45 minucie było 28:24. Gdzieś z tyłu głowy siedziało jednak że w każdym momencie może przyjść ochota na polską drzemkę. I jeszcze te stereotypy. Polacy nie są zespołem który gra równo cały mecz, a Niemcy walczą do końca…
A koniec się zbliżał. W 52 minucie było już tylko 29:28 dla Polaków, bo dostaliśmy trzy kary z rzędu. Szczęścia nie miał Wyszomirski, puszczając rzut Pascala Hensa, choć po bloku piłka leciała z prędkością najedzonej muchy. Tomasz Tłuczyński z karnego nie trafił w bramkę i po golu Michaela Haassa był remis, po 29. Pomagali kibice – polscy, duńscy, macedońscy, serbscy. Zdaniem Niemców pomagali nam sędziowie – wyrzucili na dwie minuty najpierw Dominika Kleina, potem Tobiasa Strobla i 25 sekund grali w czterech, a potem w pięciu. Ale właśnie w czterech zdobyli bramkę i prowadzili 31:29… Koszmar wrócił. Gramy od początku, ale nie do końca!
Ale mamy piłkę i przewagę zawodnika przez minutę – trafiają Michał i Bartosz Jureccy. Znów remis! Ciśnienie polskich dziennikarzy i kibiców skacze na niebezpiecznie wysokie poziomy. Emocji nie wytrzymują zawodnicy. Klein popycha w kontrze Lijewskiego i dostaje czerwoną kartkę! Ale Lijka i niemieckiego obrońcę, na którego Polak wpadł – lekarze na noszach zabierają z parkietu!
Do końca 147 sekund, mamy piłkę i gramy z przewagą jednego gracza. Trafia Wiśniewski i prowadzimy 32:31! Hala buczy przy niemieckim ataku i 90 sekund przed końcem Niemcy proszą o czas. Dla dziennikarzy i kibiców to czas wziąć krople na serce.
83 sekundy przed końcem trafia Lars Kaufman i znów remis! Dzidziuś Jurecki i prowadzimy 33:32! Niemcy nie zdążyli oddać rzutu i wygrywamy!
Za nisko, by być spokojnym o awans. Ale Polacy zrobili, co do nich należało. Teraz musimy liczyć na innych. Przede wszystkim na Szwecję, by pokonała Duńczyków i na Serbów, by nie pozwolili zdobyć dwóch punktów Macedonii.
W grupie I awans zapewniła sobie już Serbia, a z II pewne miejsca w najlepszej czwórce mistrzostw są już reprezentacje Hiszpanii i Chorwacji.
Polska – Niemcy 33:32 (18:17). Polska: Piotr Wyszomirski – Bartłomiej Jaszka (3), Krzysztof Lijewski (4), Patryk Kuchczyński (5), Adam Wiśniewski (4), Kamil Syprzak (3), Michał Jurecki (2), Bartosz Jurecki (5), Karol Bielecki (4), Grzegorz Tkaczyk (1), Tomasz Tłuczyński (2), Mateusz Zaremba. Niemcy: Silvio Heineveter, Carsten Lichtlein – Dominik Klein (7), Christoph Theuerkauf (5), Christian Sprenger (7), Lars Kaufmann (3), Uwe Gensheimer (2), Oliver Roggisch (1), Holger Glandorf (2), Sven-Soeren Christophersen (1), Patrick Groetzki (1), Michael Hass (1), Tobias Strobl (2).
ls/int.pl/onet /25.1.2012/
***
Dramat na początek i na koniec
Polacy przegrali w Belgradzie z Macedonią 25:27 i mają już niewielkie szanse awansu do półfinału mistrzostw Europy w piłce ręcznej
Sytuacja przed meczem była jasna jak słońce świecące w poniedziałek w Belgradzie. Wystarczy wygrać dwa mecze – z Macedonią i Niemcami, by awansować do półfinału. Jedyną niewiadomą było to którą z wielu swoich twarzy pokażą Polacy. Nie daj Boże tę z pierwszej połowy ze Szwecją, a dalibóg tę z drugiej połowy
To co wybrali biało-czerwoni można nazwać grymasem. Grymasem nieznajomości samych siebie. – Tym razem musimy zagrać od początku, od początku być skoncentrowani – powtarzali jak zacięta płyta przed meczem z Macedonią. I zagrali jak zepsuta płyta w starym adapterze. Przewidywalnie, niedokładnie i jakoś miękko.
Niesieni dopingiem 7-8 tys. kibiców Macedończycy zaczęli od prowadzenia 4:1. Pięć kolejnych goli dla nich zdobył niesamowity Kirył Łazarow, do tego dołożył trzy asysty. W 9 minucie przegrywaliśmy tylko 3:5 i nastąpiła pierwsza z serii katastrof. Dwie minuty kary dla Bartosza Jureckiego, a po 30 sekundach także dla Tomasza Tłuczyńskiego. Ponad 200 sekund gry w osłabieniu przegrywamy 1:4 i zaczyna wracać sobotni koszmar – jest 4:9… Gdy polska siódemka wreszcie jest w komplecie, to Bartek Jaszka poślizgnął się i z kontry na 10:4 podwyższył Velko Markoski.
Polacy nie grali tak źle jak ze Szwecją, o nie… Tamto to była absolutna maestria partaczenia gry. Tym razem starali się coś zrobić, walczyli, ale nie wychodziło. Ciągle było jakieś ‘ale’.
Pięć rzutów Polaków zablokowanych, 8 obronił Borko Ristovski, dwa razy w słupek i poprzeczkę huknął Karol Bielecki, raz nie trafił w ogóle… Nie mieliśmy żadnego wsparcia w bramce. Marcin Wichary odbił trzy rzuty, wejście Piotra Wyszomirskiego było nieporozumieniem. W 21 minucie przegrywaliśmy 8:15, bo kolejne nasze osłabienie Macedończycy wygrali 2:0.
Do przerwy przegrywamy 12:18, ale co to dla nas sześć bramek straty… Bywało gorzej. Ale rywal oglądał pewnie sobotni mecz ze Szwecją i wiedział że Polaków stać na wszystko. Dlatego nie wydawało się możliwe, że powtórzy szwedzki błąd. I zaczął drugą połowę od gola, a Tłuczyński z karnego trafił w słupek. 7 bramek straty, ale nic to. Jeszcze 33 minuty do końca.
Bogdan Wenta zmienia obronę. Indywidualnie kryty przez Jaszkę albo Adama Wiśniewskiego Łazarow ma mniej miejsca, Wichary odbija dwa rzuty. Wchodzi oprócz Wiśniewskiego Kamil Syprzak.
Coś drgnęło. W 40 minucie jest 17:20 po dwóch golach Syprzaka i jednym Orzechowskiego i Wiśniewskiego. Nowi walczą, a do końca 20 minut. Znowu cud?
Nie. Cud był raz, teraz to już byłaby powtarzalna prawidłowość. Ale tak łatwo jak ze Szwecją nie będzie, kwadrans przed końcem znów jest 5 goli straty (18:23), bo sędziowie nie gwiżdżą dwóch fauli na Jaszce i dostajemy dwie minuty.
W 53 minucie meczu ze Szwecją przegrywaliśmy 23:28, ale wtedy zaczęliśmy odrabiać. Dzisiaj w 52 Macedonia prowadziła 25:19, graliśmy w osłabieniu, a kibice rywala śpiewali na trybunach jakieś patriotyczne pieśni.
Promyk nadziei rozżarzył się jednak znowu. Zdobywamy cztery gole z rzędu i jest 22:25. Macedończycy, choć chcą być potomkami Aleksandra Wielkiego, są tylko ludźmi i też popełniają błędy. Jednak czas do końca trzeba już liczyć w sekundach. Zostało ich 240… Ale przechwyt i kontra Mariusza Jurkiewicza dają nam wynik 23:25. To już naprawdę blisko! Rywale biorą czas – 210 sekund… Ze Szwecją w tym momencie było trzema w plecy… Karny Bazarowa i odpowiedź Lijewskiego – 24:26 i 200 sekund… Macedończycy długo celebrują atak, aż w końcu sędziowie dają im karnego z powietrza… 140 sekund i znów trzema – 24:27. Michał Jurecki i 25:27, ale 90 sekund do końca… Dwie minuty dla Temelkova, ale 54 sekundy i rzut Michała Jureckiego broni Ristovski. To koniec.
Awans możliwy, ale nie zależy już tylko od nas. W środę o 16.15 Polska gra z Niemcami.
Polska – Macedonia 25:27 (12:18). Polska: Marcin Wichary, Piotr Wyszomirski – Bartosz Jurecki (5), Tomasz Tłuczyński (4), Krzysztof Lijewski (4), Robert Orzechowski (3), Grzegorz Tkaczyk (2), Patryk Kuchczyński, Karol Bielecki, Michał Jurecki (1), Mariusz Jurkiewicz (2), Zbigniew Kwiatkowski, Kamil Syprzak (2), Mateusz Zaremba. Macedonia: Borko Ristovski – Kiril Lazarov (9), Stevche Alushovski (4), Vladimir Temelkov (4), Naumche Mojsovski (4), Stojanche Stoilov (1), Filip Mirkulovski (2), Velko Markoski (1), Filip Lazarov (1), Ace Angelovski, Vancho Dimovski (1).
ls/int.pl /23.1.2012/
***
Jak to się zdarzyło?…
Po wspaniałej drugiej połowie Polacy zremisowali ze Szwecją 29:29, choć do przerwy było 20:9 dla rywali!…
– Takie rzeczy się nie zdarzają – powiedział trener reprezentacji Bogdan Wenta. Nikt wśród polskich piłkarzy ręcznych nie potrafił wytłumaczyć jak można przegrać pierwszą połowę 11 bramkami, a potem doprowadzić do remisu. A tak zrobili nasi w meczu ze Szwecją w mistrzostwach Europy w Serbii
– Ekberg [szwedzki rozgrywający – red.] biegał sobie po boisku, a my na niego patrzyliśmy – dziwił się tuż po zakończeniu gry Wenta. Bo jego podopieczni, po dwóch bardzo dobrych meczach ze Słowacją i Danią, dramatycznie rozpoczęli rywalizację ze Szwedami.
1:7 – taki był wynik 10 minucie meczu w Belgrad Arenie. Po kolejnych 10 minutach już 5:13. Przy wyrównanych drużynach w piłce ręcznej jest już praktycznie po meczu. Mało tego w 25 minucie 8:18, a chwilę później 8:19. Dramat. Postawy biało-czerwonych w ogóle nie ma co oceniać. Wenta był tak wściekły, że w końcu zarobił żółtą kartkę. W polskiej ekipie nie działało nic.
– Gramy do końca, Polacy, gramy do końca – być może na biało-czerwonych podziałał doping licznej grupy kibiców w mogącej pomieścić 20 tys. widzów Belgrad Arenie. Wprawdzie na pustych trybunach wyglądali skromnie, ale otuchy biało-czerwonym dodawali.
– W przerwie w szatni było cicho – przyznał rozgrywający Bartłomiej Jaszka. To on dał sygnał do ataku. Nie tylko skutecznie pilnował gwiazdora czwartej drużyny świata Kima Anderssona, ale przede wszystkim zdobywał kolejne bramki. W 37 minucie po jego kolejnym golu było już tylko 15:21. Tylko, czy aż? Bo to dalej wielka różnica w meczu wyrównanych drużyn.
Polacy walczyli jak lwy, ale czas płynął. W bramce znów dwoił się i troił Marcin Wichary, a na pomoc Jaszce ruszyli m.in. Michał Jurecki i Adam Wiśniewski. Zresztą nie tylko oni, bo cały zespół na czele z Mariuszem Jurkiewiczem walczył niesamowicie.
44 minuta – 18:25, ale już 47 – 21:25. 52 minuta – 23:28, ale już 55 – 26:28. Polaków wspierała cała hala, niesamowicie także czekający na mecz swojej drużyny kibice z Macedonii. Tumult jaki w pewnym momencie zrobili każdemu mógł zamrozić krew w żyłach.
Cztery minuty przed końcem po kolejnej bramce Niclasa Ekberga Szwedzi prowadzili 29:26. To on i Andreas Nilsson sprawiali że powoli można było zapomnieć o korzystnym wyniku.
Ale nie w drużynie Wenty. Najpierw debiutant kołowy Kamil Syprzak, a potem skrzydłowy Adam Wiśniewski sprawili że 31 sekund przed końcem niemożliwe stało się możliwe. Gol Wiśniewskiego z koła(!) dał biało-czerwonym remis 29:29. Cztery sekundy przed końcem sędziowie odgwizdali Szwedom grę na czas, ale na kontrę było za późno.
– Nie wiem czy była szansa na zwycięstwo. ‘Kaczka’ [pseudonim Mariusza Jurkiewicza] już chyba nic nie widział – stwierdził tuż po meczu Jaszka. – Byłem tak zmęczony że nawet nie patrzyłem na zegar – odparł Jurkiewicz.
W poniedziałek o godz. 16.20 Polacy grają z Macedonią. Mimo straty (lub zysku – zależy jak na to patrzeć) punktu ze Szwedami biało-czerwoni wciąż mają szansę na półfinał mistrzostw Europy.
Polska – Szwecja 29:29 /9:20/. Polska: Wichary, Wyszomirski – Jaszka 8, Lijewski, Kuchczyński 3, Tkaczyk, Bielecki 1, Wiśniewski 6, B. Jurecki, M. Jurecki 4, Tłuczyński 3, Jurkiewicz 2, Syprzak 2, Kwiatkowski, Zaremba, Orzechowski. Szwecja: Palicka, M. Andersson, Sjostrand – Lundstrom 6, K. Andersson 2, Jernemyr, Ekberg 7, Doder 1, Stenbacken, Larholm 4, Karlsson 1, Jakobsson 2, Ekdahl du Rietz 2, Nilsson 4
pr/gw /21.1.2012/
***
Polacy dopadli Duńczyków!
Nasi piłkarze ręczni pokonali Duńczyków 27:26 (10:14) w mistrzostwach Europy w Serbii. Po słabszej pierwszej połowie końcówka meczu, w osłabieniu, pokazała wielki hart ducha naszej reprezentacji, która ograła wicemistrzów świata. Obie drużyny już wcześniej zapewniły sobie awans ale wynik będzie zaliczany w drugiej fazie turnieju
Stawką meczu były dwa bardzo ważne punkty. Drużyna która je zdobywała miała lepszą pozycję wyjściową w kolejnej rundzie. Wcześniej oba zespoły przegrały z gospodarzami turnieju i pokonały Słowaków
Wicemistrzowie świata otworzyli wynik w pierwszej minucie po golu Lasse Svan Hansena. Po chwili w dogodnej sytuacji w bramkarza rzucił Grzegorz Tkaczyk, a na 2:0 podwyższył lider Duńczyków Mikkel Hansen. Szybko jednak Polacy doskoczyli do rywali. Pierwszy w polskim zespole gola zdobył Michał Jurecki, a kilkadziesiąt sekund później w jego ślady poszedł kapitan naszego zespołu.
W kilku akacjach na początku meczu bardzo dobrze spisał się w polskiej bramce Marcin Wichary. Dzięki temu Duńczycy nie wypracowali sobie większej przewagi, a były ku temu okazje. W 5 minucie Mariusz Jurkiewicz doprowadził do stanu 3:3. Rasmus Lauge Schmidt odzyskał prowadzenie dla swojego zespołu, ale momentalnie wyrównał Tkaczyk.
Do 11 minuty wynik się nie zmieniał. Wtedy przy rzucie faulowany był Bartosz Jurecki, a Tomasz Tłuczyński zamienił rzut karny na gola i Polacy pierwszy raz wyszli na prowadzenie. Szybko do kolejnego remisu doprowadził Lauge Schmidt.
Biało-czerwoni raz jeszcze objęli prowadzenie po golu Michała Jureckiego, jednak Dania w 18 minucie prowadziła 8:7. W 20 minucie Tłuczyński nie wykorzystał karnego, ale w jego ślady poszedł też Jensen. W 22 minucie Kasper Sondergaard przebił się przez naszą obronę i Duńczycy odskoczyli na dwa gole. Dwie minuty później Polacy grali w osłabieniu, a Wicharego pokonał Lasse Hansen.
Pięć minut przed końcem pierwszej połowy sytuacja zrobiła się nieciekawa dla Polaków, ponieważ Henrik Toft Hansen trafiając z koła, powiększył przewagę rywali do czterech goli. Biało-czerwoni popisali się efektowną akcją, Michał Jurecki wrzucił piłkę w pole do nadlatującego Patryka Kuchczyńskiego, a ten wpakował ją do siatki. Minutę później sam Dzidziuś strzelił bramkę, wcześniej jednak to samo zrobił Sonergaard.
Polacy mogli dojść rywali na dwa gole, ale Tkaczyk trafił w bramkarza. Chwilę później zrehabilitował się odpowiadając na gola Duńczyków (10:13). W końcówce naszym nie udało się pokonać bramkarza rywali, a Wyszomirski skapitulował jeszcze raz i na przerwę Dania schodziła z czterobramkową zaliczką.
W drugiej połowie na początku trafiali dla naszej reprezentacji bracia Jureccy i Grzegorz Tkaczyk. Duńczycy cały czas utrzymywali cztery gole przewagi. Gra toczyła się gol za gol. W 36 minucie Tkaczyk otrzymał dwie minuty kary, a rywale odskoczyli na pięć bramek. Dystans zmniejszyli Jurkiewicz i Karol Bielecki.
W 41 minucie Tkaczyk pokonał Niklasa Landina, rzucając z bardzo trudnej pozycji (17:20). Minutę później z koła trafił Bartosz Jurecki, jednak cały czas wicemistrzowie świata mieli znaczną przewagę. W 44 minucie była szansa na zbliżenie się na dwa gole. Niestety Tkaczyk rzucając karnego, trafił w bramkarza. W następnej akcji podrażniony kapitan reprezentacji wszedł odważnie w obronę rywali i zmieścił piłkę w bramce.
W 46 minucie do karnego podszedł Tłuczyński i tym razem się nie pomylił. Dania roztrwoniła niemal całą zaliczkę i traciła coraz bardziej skuteczność. Marcin Wichary obronił karnego, a Bartosz Jurecki wykorzystał szybką kontrę i był remis 21:21. Wspaniała pogoń Polaków się powiodła.
Niemoc Duńczyków przełamał Lars Christiansen, trafiając ze skrzydła. Dziesięć minut przed końcem był jednak remis po golu Shreka. Lider Duńczyków Mikkel Hansen znowu dał prowadzenie swojej drużynie w 51 minucie. Tym razem Polacy nie dali już odjechać rywalom i cały czas mieli kontakt z przeciwnikiem. Niestety wspaniałym rzutem z dystansu popisał się Nikolaj Markussen i Dania wygrywała 24:22. Kontaktowego gola w 53 minucie zaliczył Tkaczyk. Piłka po jego rzucie przeszła między nogami duńskiego bramkarza. W 54 minucie odważnie ze skrzydła wszedł Robert Orzechowski i zdobył bardzo ważną bramkę.
Polacy mieli szansę objąć prowadzenie, ale zgubili piłkę w ataku. Przeciwnicy to wykorzystali i prowadzili po skutecznej kontrze Thomasa Mogesena. Od 57 minuty wicemistrzowie świata zagrali wysoko w obronie, nasi rozgrywający byli mocno naciskani i Bielecki z nie najlepszej pozycji rzucił obok bramki.
Tymczasem w naszej drużynie najpewniej prezentował się w końcówce Orzechowski, świetnie wykorzystując dwie kontry i dając prowadzenie naszej drużynie 26:25. W ostatniej minucie Michał Jurecki pokonał duńskiego bramkarza i Biało-czerwoni wiedzieli że tego meczu nie przegrają, mimo że Hans Lindberg trafił jeszcze na 26:27. Polacy rozegrali kapitalne zawody i ograli rywali po świetnym pościgu.
Polska – Dania 27:26 (10:14). Polska: Piotr Wyszomirski, Marcin Wichary – Bartłomiej Jaszka, Krzysztof Lijewski, Patryk Kuchczyński 1, Grzegorz Tkaczyk 7, Karol Bielecki 1, Adam Wiśniewski, Bartosz Jurecki 4, Michał Jurecki 6, Tomasz Tłuczyński 2, Mariusz Jurkiewicz 3, Kamil Syprzak, Zbigniew Kwiatkowski, Mateusz Zaremba, Robert Orzechowski 3. Dania: Niklas Landin Jacobsen – Thomas Mogensen 4, Mads Christiansen, Rasmus Lauge Schmidt 3, Lars Christiansen 2, Nikolaj Markussen 1, Anders Eggert Jensen 2, Lasse Svan Hansen 2, Hans Lindberg 2, Rene Toft Hansen 1, Kasper Soendergaard Sarup 3, Henrik Toft Hansen 3, Mikkel Hansen 3, Kasper Nielsen.
wd/onet/int. /19.1.2012/
***
Polska – Słowacja 41:24
Lekko, łatwo i przyjemnie biało-czerwoni rozbili Słowację 41:24 i są o krok od awansu do fazy głównej rozgrywanych w Serbii mistrzostw Europy
A po porażce z Serbami było sporo obaw. Słowacy przecież nieźle zaprezentowali się w meczu z Duńczykami i przegrali dopiero w końcówce. W dodatku z naszego składu wypadł jeszcze Krzysztof Lijewski
Na szczęście Orły Wenty wzięły się w garść i wygrały przede wszystkim ze sobą, bo w normalnej sytuacji większych kłopotów ze Słowakami mieć nie powinni.
Polacy zaczęli od łatwego prowadzenia 3:0 i choć po chwili był remis 4:4, to widać było że w ataku nasz zespół jest skoncentrowany, ale nie spięty. 1-2-bramkowe prowadzenie Polacy utrzymywali długo i mogło ono być wyższe, gdyby kolegom z pola wsparcia udzielili bramkarze. W 12 minucie Marcina Wicharego zastąpił Piotr Wyszomirski, ale początkowo nie przynosiło to efektu, bo do polskiej siatki wpadało prawie wszystko.
Ale gdy w końcówce pierwszej połowy Wyszu ‘zalogował się’ do meczu, momentalnie przewaga zaczęła rosnąć. Do szatni biało-czerwoni schodzili prowadząc 17:13, a zaraz po zmianie stron zrobili ze Słowakami to co w niedzielę Serbowie z nami.
To był elegancki pokaz dobrej piłki ręcznej. Z solidnej obrony udawało się wyprowadzać kontry, w ataku pozycyjnym komendy ognia raz po raz dawał Karol Bielecki. Wyszomirski w bramce pracował na to by w czwartek przeciw Duńczykom wyjść jako pierwszy bramkarz i bronił seriami nawet cztery rzuty z rzędu! Siedem minut drugiej połowy drużyna Bogdana Wenty wygrała 7:2, ale nie zwalniała. Fantazyjne podania, efektowne rzuty i spontaniczna radość towarzyszyły Polakom już do końca. 40 bramkę kwitującą znakomity występ całej ekipy zdobył Michał Jurecki, a chwilę później wynik meczu na 41:24 ustalił Adam Wiśniewski.
Polakom wychodziło wszystko ale równie ważne jak to co na parkiecie działo się na ławce rezerwowych. Każda udana akcja biało-czerwonych, czyli zdecydowana większość, powodowała spontaniczne reakcje zmienników. Polacy odzyskali wiarę, co jest szalenie ważne przed czwartkowym meczem z wicemistrzami świata Duńczykami. Początek o 18.15, transmisja w TVP 2.
ls/int.pl /17.1.2012/
***
Czas pokazać charakter
Rozmowa z Karolem Bieleckim, reprezentantem Polski w piłce ręcznej
Może nie ma już gladiatorów Bogdana Wenty?
Nie mam jeszcze 30 lat i jestem już skończony? Spokojnie, dalej jesteśmy na powierzchni, nie toniemy. Czas pokazać charakter. W mistrzostwach świata w Chorwacji wyszliśmy do drugiej fazy bez punktu, a potem zdobyliśmy brązowe medale.We wtorek trzeba wygrać ze Słowacją, co da nam awans. Przestańmy gadać, a zacznijmy działać. W zespole jest naprawdę świetna atmosfera, nie straciłem wiary.
Kiedy jeden z Serbów upadł na parkiet, trzymając się za oko, wróciły panu złe wspomnienia?
Kontuzje w piłce ręcznej to normalna rzecz. Nie mam żadnego urazu, moje oko jest bezpieczne, bo mam zabezpieczające gogle. Od wypadku minęło już półtora roku i nie rozpamiętuję tego.
rozm. mk/rp /17.1.2012/
***
Jak ja nienawidzę przegrywać!
Trener naszych piłkarzy ręcznych Bogdan Wenta podczas ostatniego przed mistrzostwami Europy spotkania z dziennikarzami był wyluzowany, uśmiechnięty, skory do rozmowy. Nie przypominał obrażonego na cały świat szkoleniowca z ubiegłorocznych mistrzostw świata w Szwecji
– Wyciągnęliśmy wnioski z tamtego występu. Już wiemy że grymasy nic nie dadzą. Zrozumieliśmy że uśmiech zdziała więcej, a chłopcy znów są głodni zwycięstw i sukcesu – mówił Wenta
Rozmowa z Bogdanem Wentą
Pierwszy raz od kilku lat Polacy nie są zaliczani do faworytów wielkiej imprezy. To dobrze?
Skoro w mistrzostwach świata zajęliśmy ósme miejsce, to rzeczywiście nie jesteśmy faworytami. A walka o prymat w mistrzostwach Europy będzie trudniejsza niż w mistrzostwach świata, bo tu nie ma słabych, egzotycznych drużyn. Jesteśmy w stanie wygrać z każdym, ale pamiętamy że w Serbii będą zespoły które nas też mają na rozkładzie. Jestem jednak dobrej myśli i wierzę że dostarczymy kibicom wielu emocji i wzruszeń.
Siedzą w panu jeszcze te mistrzostwa świata?
Nie można żyć przeszłością. Wyciągnęliśmy wnioski z tamtego mundialu i wiemy co należy robić i na boisku, i poza nim, by to się już nie powtórzyło.
Po mundialu w Szwecji nie brakowało głosów że powinien pan odejść. Zastanawiał się pan nad tym?
Biłem się z myślami, analizowałem co nie zagrało, jak tej drużynie pomóc. Nigdy natomiast nie myślałem o dymisji! Uznałem że jeżeli coś w zespole się zepsuło, muszę to naprawić a nie spakować się i odejść. Kiedyś po porażce od jednego z zawodników usłyszałem w szatni: – Jak ja nienawidzę przegrywać! Ze mną jest tak samo.
Trafiliście w grupie na gospodarzy Serbów, wicemistrzów świata Duńczyków i nieobliczalnych Słowaków. Kluczowy będzie pierwszy mecz z Serbami?
Jeszcze przed losowaniem mistrzostw Europy powiedziałem chłopakom że trafimy na gospodarzy. Sprawdziło się. Tak już jest że organizatorzy wielkich imprez lubią grać z Polakami. Ten mecz będzie dla nas jak finał. A z Duńczykami mamy coś do udowodnienia, bo w mundialu przegraliśmy z nimi w końcówce, po bardzo dobrym meczu. Wierzę że teraz to my będziemy górą. Słowaków też nie trzeba specjalnie reklamować. Szanujemy rywali, ale koncentrujemy się na sobie. Jedziemy na Euro by zdobyć prawo startu w igrzyskach. Tylko to się liczy.
pd/su /13.1.2012/
***
Każdy mecz jak finał
Męska reprezentacja Polski w piłce ręcznej wkrótce weźmie udział w mistrzostwach Europy w Serbii. Biało-czerwoni nie są faworytami, ale zapowiadają walkę na całego w każdym meczu
Sekretarz generalny ZPRP Marek Góralczyk ma nadzieję że Polacy wrócą z Serbii dopiero po ostatnim meczu. – Bilety mamy zarezerwowane na 30 stycznia. Naszym głównym celem jest awans na igrzyska olimpijskie. Drugim jest wywalczenie prawa gry w mistrzostwach świata, które będą miały trzy pierwsze zespoły – powiedział
– Faworytem nie jesteśmy ale może będziemy czarnym koniem turnieju – mówił kapitan reprezentacji Polski Grzegorz Tkaczyk. – Atmosfera w zespole jest dobra. Nikogo nie lekceważymy i do każdego meczu podejdziemy skoncentrowani – dodał rozgrywający naszej kadry.
– Na mistrzostwach Europy poziom jest wysoki. Tutaj nie ma egzotycznych drużyn na które można trafić podczas mistrzostw świata. Każdy mecz jest jak finał. Piłka ręczna jest bardzo wyrównana – tłumaczył trener reprezentacji Polski Bogdan Wenta.
W Serbii Biało-czerwoni będą rywalizować w gr. A z gospodarzami, Duńczykami i Słowakami. – Nie ma łatwych meczów. Słowacy mają doświadczony zespół. Z Duńczykami zagraliśmy bardzo dobry mecz podczas turnieju towarzyskiego i tylko jedna akcja, jedna bramka przesądziła że nie wygraliśmy – dodał Wenta.
W kadrze jest Kamil Syprzak. Zawodnik Orlenu Wisły Płock ma świetne warunki fizyczne (208 cm). – Kamil już większy nie urośnie, ale rzeczywiście ma niezłe warunki. Shrek (Bartosz Jurecki) już się boi – żartował Wenta.
wd/onet /11.1.2012/
***
Wenta ogłosił kadrę
Bogdan Wenta potwierdził nazwiska 16 piłkarzy ręcznych którzy wezmą udział w mistrzostwach Europy w Serbii. Już wcześniej było wiadome że kontuzje wykluczyły Sławomira Szmala i starszego z braci Lijewskich, Marcina. W ostatnich dniach ze składu wypadli też Tomasz Rosiński i Bartłomiej Tomczak
Skład zmienić może się tylko w przypadku kontuzji któregoś z powołanych zawodników
Kadra piłkarzy ręcznych na ME w Serbii: bramkarze: Marcin Wichary, Piotr Wyszomirski; zawodnicy z pola: Karol Bielecki, Bartłomiej Jaszka, Bartosz Jurecki, Michał Jurecki, Mariusz Jurkiewicz, Patryk Kuchczyński, Zbigniew Kwiatkowski, Krzysztof Lijewski, Robert Orzechowski, Kamil Syprzak, Grzegorz Tkaczyk, Tomasz Tłuczyński, Adam Wiśniewski, Mateusz Zaremba.
wd/onet /11/1/2012/
***
Bez Marcina Lijewskiego i Szmala
Marcin Lijewski i Sławomir Szmal nie wystąpią w mistrzostwach Europy piłkarzy ręcznych, które w dn. 15-29 stycznia odbędą się w Serbii – poinformował lekarz kadry narodowej Maciej Nowak
34-letni Lijewski (Hamburger SV) tydzień temu w meczu ligowym przeciw SC Magdeburg (32:23) złamał żebro. Uraz jest na tyle groźny że uniemożliwia mu udział w treningach
– Z punktu widzenia medycyny kontuzja nie jest poważna ale leczenie trwa przynajmniej trzy tygodnie, a my już 6 stycznia rozgrywamy pierwszy turniej towarzyski. Nie ma sensu brać na mistrzostwa Europy zawodnika, który nie będzie w pełni przygotowany. Marcin ma takie nazwisko którego nie można rozmieniać na drobne. Teraz potrzebny jest mu spokój i czas – powiedział Nowak.
Lekarz reprezentacji dodał że nie chodzi tylko o samo żebro ale również otaczające je tkanki. – Pamiętajmy że przy tego typu urazach uszkodzone są nie tylko chrząstki i kości, ale także tkanki. One też potrzebują odpowiedniego okresu regeneracji. Ważne jest by nie doszło do żadnego stanu zapalnego.
W podobnej sytuacji jest bramkarz Vive Kielce Sławomir Szmal, który 20 grudnia przeszedł zabieg artroskopii kolana. – Mimo że rehabilitacja przebiega bardzo dobrze, a zabieg został wykonany perfekcyjnie, nie uwzględniamy go w składzie na mistrzostwa kontynentu – dodał Nowak.
Szmal i Marcin Lijewski (w ekipie narodowej jest również jego brat Krzysztof Lijewski z Rhein-Neckar Loewen) byli podstawowymi zawodnikami reprezentacji prowadzonej przez Bogdana Wentę. Obaj uczestniczyli w igrzyskach olimpijskich w Pekinie, zdobyli srebrny (2007) i brązowy (2009) medal mistrzostw świata.
Polacy w Serbii zagrają w gr. A z gospodarzami turnieju oraz Duńczykami i Słowakami. Turniej rozpocznie się 15 stycznia, a finał zaplanowano dwa tygodnie później. Biało-czerwoni wszystkie mecze rozegrają w Belgradzie.
pap /29.12.2011/
***
Kadra bez Sławomira Szmala
Trener reprezentacji piłkarzy ręcznych Bogdan Wenta podjął kolejne decyzje personalne i zmniejszył z 28 do 19 graczy kadrę na mistrzostwa Europy w Serbii (15-29 stycznia), które będą także szansą uzyskania kwalifikacji olimpijskiej
Kluczowe były decyzje Wenty co do obsady bramki. Powołani zostali Piotr Wyszomirski i Marcin Wichary. Nie ma Sławomira Szmala który przeszedł operację kolana
Oto odchudzona kadra: bramkarze – Piotr Wyszomirski i Marcin Wichary, rozgrywający – Michał Jurecki, Tomasz Rosiński, Mateusz Zaremba, Grzegorz Tkaczyk, Karol Bielecki, Krzysztof Lijewski, Mariusz Jurkiewicz, Bartłomiej Jaszka i Marcin Lijewski, skrzydłowi – Patryk Kuchczyński, Bartłomiej Tomczak, Adam Wiśniewski, Robert Orzechowski, Tomasz Tłuczyński, obrotowi – Kamil Syprzak, Zbigniew Kwiatkowski, Bartosz Jurecki. Rezerwa: Mateusz Jachlewski, Daniel Żółtak, Łukasz Janyst, Paweł Piętak, Piotr Chrapkowski, Paweł Paczkowski, Adam Twardo i Adam Malcher
pd/su /23.12.2011/
***
Szmal po artroskopii kolana
Bramkarz Vive Targi Kielce i kapitan naszej reprezentacji piłkarzy ręcznych Sławomir Szmal poddany został we wtorek w Bieruniu artroskopii prawego kolana. Według Krzysztofa Ficka, który dokonał zabiegu, rehabilitacja potrwa od czterech do sześciu tygodni
Oznacza to że bardzo wątpliwy jest występ Szmala w mistrzostwach Europy, które odbędą się w dniach 15-29 stycznia 2012 w Serbii
– Operacja się udała. Rehabilitacja zawodnika potrwa od czterech do sześciu tygodni. Jeszcze zbyt mało czasu minęło od zabiegu by spekulować na temat ewentualnego startu w mistrzostwach Europy – powiedział Ficek.
To nie koniec leczenia jednego z najlepszych bramkarzy świata. W przyszłości – zdaniem Ficka – czeka go ustawianie osi nogi.
Szmal, gdy występował w niemieckim Rhein-Neckar Loewen, miał operowane lewe kolano.
Podstawowy bramkarz drużyny narodowej, który miał spory wkład we wszystkie sukcesy biało-czerwonych w ostatnich latach (srebrny i brązowy medal mistrzostw świata), nie gra od 4 grudnia.
33-letni Szmal znalazł się w szerokiej kadrze powołanej przez trenera reprezentacji Bogdana Wentę na mistrzostwa Europy. Oprócz niego szansę występu w Serbii mają bramkarze Adam Malcher (Zagłębie Lubin), Piotr Wyszomirski (Azoty Puławy) i Marcin Wichary (Wisła Płock).
pap /20.12.2011/
***
Francuzki z Norweżkami
Francuzki zmierzą się z Norweżkami w finale rozgrywanych w Brazylii mistrzostw świata piłkarek ręcznych. O brązowy medal zagrają Dunki z Hiszpankami
W piątkowych półfinałach Francuzki, które przed dwoma laty wywalczyły srebrny medal, pokonały w Sao Paulo Danię 28:23, a Norweżki, mistrzynie olimpijskie i Europy, wysoko wygrały z Hiszpankami 30:22
W finale nie wystąpi gwiazda reprezentacji trójkolorowych Allison Pineau, która już na początku meczu z Danią zerwała więzadła krzyżowe w lewym kolanie.
Broniące tytułu Rosjanki zagrają w meczu o piąte miejsce, po tym jak pokonały Angolę 41:31. Ich rywalkami będą Brazylijki które wygrały z Chorwacją 32:31.
pap /17.12.2011/
***
Vive w Lidze Mistrzów!
Pierwszy raz w historii polskiej piłki ręcznej w Lidze Mistrzów zagrają dwa nasze zespoły. Do mistrza kraju Wisły Płock dołączyło Vive Targi Kielce
Kielczanie wygrali u siebie turniej o dziką kartę pokonując w finale po dogrywce Rhein Neckar Loewen 32:30
Vive trafia do gr. B LM z Czechowskimi Niedźwiedziami z Rosji, Fuchse Berlin, Atletico Madryt, węgierskim MKB Veszprem i duńskim Silkeborgiem. To ‘grupa śmierci’…
Od początku mecz był taki jakiego się spodziewano. To była walka jak w bokserskim ringu ale nie w sensie uderzeń w twarz. Zwycięzca zgarniał wszystko – przegrany zostawał w głębokim cieniu. Tak można porównać różnicę między grą w Lidze Mistrzów i Pucharze EHF.
To obciążenie było widać po obu zespołach. Goście zaczęli od prowadzenia 2:0 ale potem Karol Bielecki obijał słupki a w kieleckiej bramce zaczął koncert Marcus Cleverly. W pierwszej połowie odbił 9 na 20 rzutów i do szatni schodził ze świetną skutecznością 45 procent!
Kielczanie na pierwsze prowadzenie wyszli w 10 minucie ale dopiero w 18 wygrywali dwoma golami – 8:6. Swoje w niemieckiej bramce odbił Goran Stojanović którego pojawienie się między słupkami było małym zaskoczeniem. Ostatnio leczył poważną kontuzję i więcej ogrania mają pozostali dwaj bramkarze Lwów.
Tylko momentami atmosfera się rozluźniała, gdy Krzysztof Litewski gawędził przy linii z Bogdanem Wentą i popijał z butelek drużyny przeciwnej. Albo gdy Karol Bielecki przypadkiem zahaczył Mateusza Zarembę i ten wyrżnął jak długi, a Karol musiał przepraszać przy ogólnej wesołości…
W 23 minucie kielczanie mieli już trzy gole przewagi po bramce Piotra Grabarczyka. Kołowy kieleckiej siódemki to specjalista od gry w obronie i bardzo rzadko zdobywa gole. Dla kibiców jego trafienia to zwykle znak że powinno być dobrze. Ale w takim meczu nie można czarować tylko walczyć i grać na najwyższym poziomie. Niemcy nie odpuszczali ani na chwilę. Szybko doszli na jedno trafienie ale prawdziwe turbo włączyli na początku drugiej połowy. Ekspresowo rzucili trzy gole z rzędu i prowadzili 14:13. W 42 minucie Lwy wygrywały 19:17. To był trudny moment. Wenta wpuścił do bramki Sławomira Szmala a trener gości Lijewskiego i Bieleckiego. Kasa obronił Karola i dwa kolejne rzuty, Lijek stracił piłkę i znów był remis. W 48 minucie w nieco ponad minutę Kielce zdobyły trzy gole po kontrach z których dwie zaczął walczący niesamowicie w obronie Tomasz Rosiński. I to był ten moment który dał im kopa. Dwubramkowe prowadzenie nie utrzymało się długo bo teraz Niemcy poczuli nóż na gardle. Cztery minuty przed końcem Lijewski doprowadził do remisu po 25. Ciężar gry gospodarzy wziął na siebie Chorwat Denis Buntić i dwukrotnie dawał kielczanom prowadzenie. Ale na nic.
Minutę przed końcem Henning Fritz obronił rzut Rosińskiego i przy remisie 27:27 Niemcy mieli 55 sekund na rozegranie ostatniej akcji. Po 25 sekundach ich trener poprosił o czas. Było jasne że będą grać do końca. 19 sekund przed końcem Kasa obronił rzut Lijka i piłkę przejęli kielczanie mając 16 sekund na decydującą akcję… O czas poprosił Bogdan Wenta ale jego drużyna nie zakończyła akcji rzutem bo ten po czasie Buntića został zablokowany.
Dogrywka. W sobotę grali ją piłkarze z Mannheim przeciwko Dunkierce i w tym dodatkowym czasie zmietli ją z parkietów. Pytanie było czy odczują ten dodatkowy wysiłek i braknie im sił, czy też lepiej zniosą dogrywkę psychicznie. Te same pytania tyczyły się kielczan.
Była szansa by te dodatkowe 10 minut było spokojne dla nerwów. Dwa znakomite przechwyty Rosińskiego i dwie kontry kielczan w 30 sekund i znów Vive prowadziło 29:27. W dodatku miało szansę na trzy gole przewagi bo Szmal znów odbił jakimś cudem rzut z drugiej linii. Ale przecież ‘normalnie’ wygrać się nie da… Strata Rosińskiego, obroniony rzut Olafssona i Lwy znów otwierały paszczę by łyknąć przewagę. W przerwie dogrywki drużyny zmieniają się tylko stronami więc nie ma czasu na odpoczynek. 70 sekund przed końcem rzut Andy Schmida zablokował Grzegorz Tkaczyk i było jasne że tego meczu Kielce nie przegrają.
Zdobywca dzikiej karty trafia do grupy B Ligi Mistrzów i zmierzy się z Czechowskimi Niedźwiedziami z Rosji, Fuchse Berlin, Atletico Madryt, węgierskim MKB Veszprem i duńskim Silkeborgiem. To grupa śmierci, porównywalna z tą w której i Lwy i kielczanie grali przed rokiem. Atletico Madryt z Mariuszem Jurkiewiczem to nowe imię słynnego Ciudad Real który wygrywał Ligę Mistrzów cztery razy. Fuchse to trzeci zespół Bundesligi, najsilniejszej ligi świata (gra tam Bartłomiej Jaszka). Rosjanie to zespół oparty na kadrowiczach tego kraju, ubiegłoroczny uczestnik Final Four, a Węgrzy na 16 startów w Champions League 8 razy docierali do ćwierćfinału, dwa razy do półfinału i raz walczyli o złoto.
Mistrz Polski Wisła Płock zagra w grupie C z HSV Hamburg (Marcin Lijewski), rumuńską Constantą, słoweńskim Cimos Koper, rosyjskim St. Petersburg i zwycięzcą turnieju kwalifikacyjnego nr 1, czyli FC Porto lub Partizanem Belgrad.
Vive Targi Kielce – Rhein Neckar Loewen 32:30 (13:11, 27:27) po dogrywce. Kielce: Szmal (7), Cleverly (11) – Jurecki 5, Buntić 6, Stojković 4 (2 z karnych), Tomczak 6, Jurasik 1, Tkaczyk 4, Olafsson 2, Zorman, Grabarczyk 1, Zaremba 1, Rosiński 2. Loewen: Stojanović, Fritz – Schmid 2, Gensheimer 10 (2), Roggisch, Sesum 3, Bielecki 2, Lund, Gunnarsson 1, Muller, Lijewski 5, Groetzki 7. Sędziowali Gubica i Milosević (Chorwacja). Widzów ok. 4200 (komplet).
Mecz o trzecie miejsce. Cuatro Rayas Valladolid – HB Dunkierka 23:27 (9:16). Valladolid: Sierra, Lamariano – Antonio, Alonso 5, Eilert 1, Krivokapić 2, Romero 4, Gurbindo 1, Delgado, Tokić, Rodriguez 8, Joli, Cutura 2. Kary: 4 minuty. Dunkierka: Gerard, Annotel – Fatoux, Afgour, Lamon, Nagy 2, Touati 1, Bosquet, Causse 2, Siakam 1, Soudry 9, Emonet 2, Grocaut, Nilsson 2, Mokrani 4, Butto 4. Kary: 4 minuty.
ls/int.pl /4.9.2011/
***
Bielecki ze szklanym okiem
11 czerwca 2010 zapamięta do końca życia. W towarzyskim meczu Polska – Chorwacją Karol Bielecki został przypadkowo uderzony w twarz przez Josipa Valcicia
Od tego czasu nie widział na lewe oko. I już nie zobaczy. A grał tylko w ochronnych okularach. – Będę mieć sztuczne oko – poinformował Bielecki
– Po diagnozie lekarza myślałem że piłka ręczna jest za szybka dla kogoś kto widzi tylko na jedno oko. Po dwóch tygodniach od wypadku zdałem sobie jednak sprawę że wciąż mogę dobrze grać, że mogę robić to co lubię – mówił nasz szczypiornista.
I wspaniale że wrócił do sportu. Lekarze zalecili mu grę w okularach ochronnych.
– Najgorsze były pierwsze trzy miesiące. Po pół roku już nie myślałem że jestem inny, niepełnosprawny – dodał szczypiornista Rhein-Neckar Lowen.
Wkrótce Bieleckiego czeka kolejny zabieg. Zostanie mu wstawione sztuczne oko.
– Wszystko jest zaplanowane ale nie spieszy mi się. Jakoś przez rok sobie radziłem więc nadal mogę tak żyć. Widzieć na nie przecież i tak już nie będę – powiedział Bielecki.
bild/macro/f. /20.7.2011/
***
Z Danią, Serbią i Słowacją
Dania, Serbia i Słowacja będą rywalami Polaków w mistrzostwach Europy. Podopieczni Bogdana Wenty mogli trafić lepiej
Mistrzostwa Europy w piłce ręcznej odbędą się w dn. 15-29 stycznia w Serbii. Polacy mistrzostwa rozpoczną od meczu z gospodarzami
Z Serbią zmierzymy się 15 stycznia w hali Pionir w Belgradzie. W tym samym obiekcie zagramy 17 stycznia ze Słowacją i 19 stycznia z Danią
Z każdej grupy do II rundy awansują trzy najlepsze zespoły. Zaliczone zostaną wyniki między drużynami które awansowały do kolejnej fazy. Zespoły z gr. A zagrają z drużynami które awansowały z grupy B. Grupa C skrzyżuje się z grupą D.
Grupa A: (Belgrad) – POLSKA, Dania, Serbia, Słowacja
Grupa B: (Nisz) – Niemcy, Szwecja, Czechy, Macedonia
Grupa C: (Nowy Sad) – Francja, Węgry, Hiszpania, Rosja
Grupa D: (Vrsac) – Chorwacja, Norwegia, Islandia, Słowenia
POWOLNA ZMIANA WARTY
Dla kilku zawodników eliminacje do mistrzostw Europy mogły być przełomowe. Na dobre w kadrze zadomowili się Bartłomiej Tomczak, Robert Orzechowski czy Piotr Wyszomirski. Więcej szans będzie dostawać Piotr Chrapkowski choć czeka go długa droga do składu bo występuje na lewym rozegraniu, czyli najmocniej obsadzonej pozycji.
Trener Bogdan Wenta widzi że wiecznie jednym składem grać się nie da więc daje nowym szanse na niemal wszystkich pozycjach. Są dwa wyjątki – prawe rozegranie i koło. Bez braci Lijewskich można sobie wyobrazić ten zespół bo może tam zagrać Mateusz Zaremba lub (wciąż) Mariusz Jurasik. Natomiast strach pomyśleć co by się stało gdyby zabrakło Bartosza Jureckiego, najskuteczniejszego z gry w naszej kadrze (więcej bramek zdobył Tomasz Tłuczyński, ale on wykonywał karne). Nie ma w Polsce ofensywnego kołowego o zbliżonym poziomie do gracza Magdeburga.
Do kadry wchodzą nowi ale to oznacza równocześnie że robi się w niej coraz mniej miejsca dla graczy z pokolenia wicemistrzów świata 2007. Artur Siódmiak, Mariusz Jurasik i Karol Bielecki mają na koncie w sumie cztery mecze w eliminacjach. Wenta powiedział oczywiście że przed żadnym drzwi nie zamyka, ale widać że będzie im trudno wrócić do kadry.
W najmniejszym stopniu dotyczy to Bieleckiego którego wyeliminowały sprawy zdrowotne, poza tym on ma dopiero 29 lat, a Siódmiak i Jurasik ukończyli 35 rok życia. Cieszy natomiast powrót do dawnej roli i wysokiej formy Grzegorza Tkaczyka który jeżeli jest zdrowy prezentuje się na środku rozegrania lepiej niż Bartłomiej Jaszka.
pk/wo/ps /14-15.6.2011/
***
Tęskniłem za krajem i rodziną
– Spędziłem w Niemczech dziewięć fajnych lat. Miałem okazję występować w znakomitych klubach, rywalizować z najlepszymi piłkarzami świata. Rozwinąłem się sportowo, wiele nauczyłem i mógłbym kontynuować tę przygodę. Stwierdziłem jednak że przyszedł czas powrotu. Tęsknota za krajem i rodziną okazała się decydująca – mówi Grzegorz Tkaczyk
Rozmowa z Grzegorzem Tkaczykiem, wielokrotnym reprezentantem Polski w piłce ręcznej, wicemistrzem świata
Pana wieloletnia przygoda z ligą niemiecką dobiega właśnie końca. Jakaś mała łezka pewnie się uroni?
Oczywiście że tak. Spędziłem w Niemczech dziewięć długich i fajnych lat. Miałem okazję występować w znakomitych klubach, rywalizować z najlepszymi piłkarzami świata, mogłem stawiać przed sobą wysokie cele i bez większych obaw mierzyć się z nimi. Rozwinąłem się sportowo, wiele nauczyłem i mógłbym kontynuować tę przygodę. Stwierdziłem jednak, że przyszedł odpowiedni czas powrotu do Polski. Tęsknota za krajem i rodziną okazała się decydująca.
Trafił pan do Bundesligi w 2002 r. jako jeden z pierwszych polskich szczypiornistów. Pamięta pan czego się wówczas spodziewał, z jakimi nadziejami podpisywał kontrakt?
Dziś przypominam sobie przede wszystkim obawę czy sobie poradzę. Wyjeżdżałem bowiem jako młody chłopak, mając zaledwie 22 lata. Nie wiedziałem co mnie spotka, czy sobie poradzę, czy zawodnicy których na co dzień oglądałem w telewizji i podziwiałem, nie okażą się po prostu zbyt silni i wymagający. Biłem się z myślami czy nie podjąłem zbyt ryzykownego kroku, bałem się że po roku, dwóch latach, wrócę do Polski z poczuciem straconej szansy. Okazało się jednak że podjąłem dobrą decyzję, poradziłem sobie. Rozwinąłem się.
Kiedy te obawy minęły i przekonał się pan że bez kompleksów może rywalizować z największymi gwiazdorami piłki ręcznej?
Obawy zniknęły już w pierwszym roku. Miałem wtedy okazję pracować pod okiem Alfreda Gislasona którego uważam za wyjątkowego fachowca, być może najlepszego trenera świata. To on mnie ściągnął do Magdeburga, a całą historię z tym związaną pamiętam jak dziś. Podczas mistrzostw świata juniorów w Portugalii podszedł do mnie, pogratulował występów i złożył propozycję przejścia do prowadzonego przez siebie zespołu. Na początku nie wierzyłem że to prawda, nie potraktowałem tego zbyt poważnie, myśląc że postąpił tak z kurtuazji. Ale kiedy po powrocie do Polski telefony nie milkły, zainteresowanie Gislasona też, zdecydowałem się podjąć rękawicę. W Magdeburgu początkowo nie grałem zbyt wiele ale trener postanowił wprowadzać mnie do drużyny stopniowo, krok po kroku. W drugim sezonie stałem się podstawowym zawodnikiem, odgrywającym kluczową rolę na boisku.
Po dziewięciu latach gry w Niemczach czuje się pan graczem zawodowo spełnionym?
Nie, gdyż nie udało mi się zdobyć najważniejszych trofeów które zawsze stawiałem sobie za cel. Nie zostałem mistrzem Niemiec, nie zdobyłem pucharu, nie wygrałem Ligi Mistrzów. Zawsze byłem blisko, ocierałem się o sukces ale czegoś brakowało. Kluczowe mecze przegrywaliśmy minimalnie, często jedną bramką. Kilka dni temu w półfinale Ligi Mistrzów przegraliśmy z Barceloną 28:30, a potem w meczu o 3 miejsce także z HSV Hamburg 31:33. Stąd pozostał pewien niedosyt i nie mogę powiedzieć z czystym sumieniem bym był zawodnikiem spełnionym. Przynajmniej jeżeli chodzi o piłkę klubową.
Czego nauczył się pan w Bundeslidze?
Wszystkiego. Profesjonalnego podejścia, niesamowitej walki. Tam w każdym niemal meczu rywalizuje się z najlepszymi. By sprostać wymaganiom trzeba być twardym w obronie i niezwykle przebojowym w ataku. Gdy naprzeciw stoi gwiazdor musisz wspiąć się na jego poziom, inaczej przegrywasz.
Liga niemiecka wciąż jest najsilniejsza w świecie? Czy też może wyprzedziła ją hiszpańska, w ostatnim finale Ligi Mistrzów zmierzyły się dwie drużyny z tego kraju?
Mimo wszystko uważam że niemiecka jest mocniejsza. Bo gra w niej dużo więcej wyrównanych i silnych drużyn. Gdziekolwiek się pojedzie, czy na boisko zespołu środka tabeli, czy ostatniego, trzeba walczyć o swoje od pierwszej do ostatniej minuty, nic nie jest pewne. O tytuł rywalizuje kilka ekip, skończyła się dominacja THW Kiel. Tymczasem w Hiszpanii Barcelona Borges i Ciudad Real wyprzedzają konkurentów o kilka długości. Przed rozpoczęciem rozgrywek bez obaw o pomyłkę można przewidzieć że między sobą stoczą walkę o tytuł. Są świetne, to fakt ale rywale prezentują się dużo słabiej.
Tymczasem sytuacja w lidze polskiej żywo przypomina tę z Hiszpanii. Ton rozgrywkom też nadają dwa zespoły – Vive Kielce i Orlen Wisła Płock. Rywale nie mają szans podjąć z nimi walki. Nie będzie panu brakować emocji, niepewności, drżenia o wynik, powszechnych w Niemczach?
Nie. Decyzję podjąłem, zamykam pewien rozdział w swoim życiu, stawiam przed sobą nowe cele. Ligi niemieckiej miałem już powoli dość, odczuwałem jej trudy w kościach. Powodowała olbrzymie obciążenia dla organizmu a tego nie dało się oszukać. Moje częste kontuzje nie brały się z niczego.
Zaszokował pana wynik finału mistrzostw Polski? Vive zdawało się być murowanym kandydatem do złota tymczasem dostało lekcję pokory od Wisły.
Duża sensacja. Faktycznie mało kto poza Płockiem spodziewał się takiego wyniku. Zwłaszcza po finale Pucharu Polski w którym Kielce zdeklasowały Wisłę. Jednak tym większy szacunek dla wiślaków którzy potrafili się podnieść i nie stracili wiary że można faworyta pokonać. Takie wydarzenia przechodzą też do historii, są solą sportu, najpiękniejszą jego częścią.
Można w Polsce zbudować zespół który osiągnie sukces w Lidze Mistrzów i jak równy będzie rywalizować z najsilniejszymi?
Jestem przekonany że tak. Ostatni finał zaskoczył ale władze kieleckiego klubu pokazały nieraz że mają pomysł na budowę drużyny. Kiedy negocjowałem kontrakt przedstawili mi czteroletni plan rozwoju klubu, ciekawy, optymistyczny. Myślę że niezależnie od porażki z Wisłą Vive znajduje się na dobrej drodze, potrzeba trochę cierpliwości a uda się osiągnąć zamierzone cele. Przecież nawet w ostatnim sezonie, choć nie wyszli z grupy, kielczanie w Lidze Mistrzów zaprezentowali się z bardzo dobrej strony. Zremisowali w Barcelonie i minimalnie przegrali z nami w Kolonii. To o czymś świadczy. Podobnie zresztą wygląda sytuacja w Płocku gdzie także powstaje bardzo mocna ekipa. Wszystko zatem w naszych, piłkarzy rękach. Przydałoby się jednak by takich ciekawych, perspektywicznych zespołów pojawiło się więcej. Silna wyrównana liga to gwarant postępu i rozwoju całej dyscypliny.
Jak zatem wyobraża pan sobie ligę polską w przyszłym sezonie?
Trudno powiedzieć bo miniony sezon pokazał że w sporcie nie można niczego planować ani zakładać z góry. Liga na pewno będzie ciekawsza. Bardzo wielu dobrych zawodników wróci do kraju z zagranicy. Sławek Szmal i ja do Kielc, Michał Kubisztal do Płocka. Poziom się podniesie a liczę też że i inni nasi konkurenci wydatnie się wzmocnią.
GRZEGORZ TKACZYK (ur. 22.12.1980) – wielokrotny reprezentant Polski, wicemistrz świata 2007. Wychowanek Warszawianki z której w 2002 wyjechał do Magdeburga. Szybko stał się jednym z gwiazdorów Bundesligi, najlepszej ligi świata. Od 2007 r. występował w Rhein-Neckar Löwen a od nowego sezonu grać będzie w Vive Targi Kielce
rozm. ps/nd /4.6.2011/
***
Miszka nadal nie wierzy…
– Patrzę na ten złoty medal i wciąż nie wierzę że jest mój. Nikt nie przypuszczał że nam się uda. Dawid pokonał Goliata! – cieszy się Arkadiusz Miszka
Gol Miszki z rzutu karnego w końcówce dał Orlenowi Wisła Płock trzybramkowe prowadzenie. Vive Targi Kielce przegrało 23:26, a w całej serii finałowej poległo 1:3!
W decydującym o złocie meczu Miszka rzucił 6 goli
– Pokazaliśmy że liczy się charakter i drużyna. Nawet największe indywidualności w pojedynkę mogą co najwyżej w szachy wygrać albo w tenisa, a nie w piłkę ręczną – mówi skrzydłowy Wisły.
– Vive było murowanym faworytem, ale wyszliśmy na parkiet i skoczyliśmy im do gardła. Tylko tak można pokonać niezwyciężonych a za taki zespół w lidze uchodziło Vive – mówi najskuteczniejszy zawodnik mistrzów Polski.
Jak zostanie ojcem to strzela
Miszka niedawno kolejny raz został ojcem. I zauważył dziwną prawidłowość.
– Tak się składa że najczęściej trafiam w sezonach kiedy rodzą się mi dzieci. Przed pięcioma laty, gdy urodziła się córeczka, zdobyłem ponad 160 bramek. W sierpniu rok kończy Pawełek a ja mam na koncie 175 goli – śmieje się Miszka.
Skrzydłowy Wisły poważnieje na pytanie czy Nafciarzom szczególnie zależało na pokonaniu Vive, bo chcieli coś udowodnić trenerowi rywali i kadry Bogdanowi Wencie.
– To nie ma związku. Trener Wenta nie widzi mnie w reprezentacji i muszę to uszanować. Bardzo chcę grać dla Polski ale nic na siłę – mówi Miszka.
Wisła złamała hegemonię Vive, pokonując kielczan w tym sezonie aż cztery razy!
– Po sobotnim meczu (32:25) trener Lars Walther szybko sprowadził nas na ziemię, mówiąc że prowadzenie w finale 2:1 nic nam nie daje. Wmówił nam że jesteśmy w punkcie wyjścia i dopiero niedzielna wygrana zapewni nam miejsce w historii. Byliśmy tak naładowani że gdyby podczas kolacji w sobotę kazał nam wstać od stołu i wyjść na parkiet – bez szemrania byśmy go posłuchali – opowiada zawodnik Orlenu.
Żona nie krzyczała
Przed zespołem z Płocka eliminacje do Ligi Mistrzów. Ale na razie trwa tam fiesta. Wczoraj na rynku piłkarzom ręcznym gratulowali kibice.
– Do domu dotarłem przed 6 rano w poniedziałek. Żona Kasia nie krzyczała. Zrozumiała że wielki stres trzeba było odreagować. A wiadomo że przedstawiciele naszej dyscypliny potrafią się bawić – kończy roześmiany Miszka.
pd/su /31.5.2011/
***
Wisła Płock mistrzem Polski!
Niewiarygodne! Budowana z myślą o podboju Ligi Mistrzów drużyna Vive Targi Kielce nie zdołała obronić tytułu mistrza Polski
Podopieczni Bogdana Wenty przegrali finałową rywalizację z Wisłą Płock 1:3. Sukces Nafciarzy jest bardzo zaskakujący. Vive było zdecydowanym faworytem finału
Poproszeni o wytypowanie zwycięzcy trenerzy klubów Superligi w komplecie(!) wskazali na Vive. Ale boiskowa rzeczywistość okazała się zupełnie inna
Wisła zaprezentowała się w meczach finałowych znakomicie. Trenerowi Larsowi Waltherowi udało się stworzyć sprawnie działający kolektyw z którego wyłaniali się kolejni bohaterowie, jak Piotr Chrapkowski w meczu numer dwa, czy Marcin Wichary w trzecim.
Tak naprawdę trudno byłoby w ekipie z Płocka wskazać choć jedno słabe ogniwo. Zupełnie inaczej niż w szeregach Vive – tam słabych ogniw było zdecydowanie zbyt dużo.
W czwartym meczu w zespole z Kielc nie zawiedli właściwie tylko Michał Jurecki i Kazimierz Kotliński. A niemoc podopiecznych Bogdana Wenty najlepiej uosabiał Uros Zorman który w meczach w Płocku wypadł po prostu żenująco.
Gwiazdy które już są w Vive oraz te które trafią do Kielc latem (Szmal, Tkaczyk, Buntić) muszą zatem pogodzić się że w Lidze Mistrzów zagrają najwcześniej za rok. Bo w przyszłym sezonie w Champions League powalczy Wisła.
Zostaję razem z Wentą
16 milionów złotych budżetu – wszystko na nic. Kielecki dream team miał w kraju wszystkich rozkładać na łopatki i zawojować Ligę Mistrzów. Ale po porażce w finale mistrzostw Polski z Orlenem Wisła Płock w ogóle w LM nie zagra
Rozmowa z Bertusem Servaasem, holenderskim właścicielem Vive
Ile pan straci na tej porażce?
Na przegraną z Wisłą nie patrzę przez pryzmat pieniędzy. One są tu mniej istotne.
Mówi się że przestanie pan sponsorować zespół…
Ci którzy źle nam życzą pewnie marzą o takim scenariuszu. Ale muszę ich rozczarować: nigdzie się nie wybieram! Jestem strasznie rozczarowany ale trzęsienia ziemi i rwania ubrań nie będzie. Trzeba wyciągnąć wnioski i robić swoje.
Kto zapłaci za przegrany finał? Bogdan Wenta?
Nie brakuje ludzi którzy chcą głowy Wenty. Ale zapewniam: trener zostaje! To znakomity fachowiec który wygra nam jeszcze wiele meczów.
Przed finałami ogłosiliście kilka głośnych transferów jak choćby Sławomira Szmala i Grzegorza Tkaczyka. Czy teraz, kiedy nie zagracie w Lidze Mistrzów, ci zawodnicy są wam potrzebni?
Nasza polityka zakłada wzmacnianie składu graczami ze ścisłego europejskiego topu. Tu nic się nie zmieniło. Chcemy jak najszybciej zrewanżować się Wiśle i zaistnieć w Europie.
ka/pk/su /30-31.5.2011/
***
Sensacja w Płocku!
Piłkarze ręczni Orlenu Wisły Płock zostali mistrzami Polski! W czwartym finałowym meczu pokonali u siebie Vive Kielce 26:23 (12:12) i wygrali play-off 3:1!
Na trybunach Orlen Areny zasiadło ponad 5 tys. kibiców by obserwować jak Nafciarze po dwóch latach przerwy wracają na tron najlepszej drużyny w Polsce
Pierwsza połowa była wyjątkowo wyrównana. Wisła znakomicie, zespołowo grała w obronie, w zespole gości na pochwałę zasłużył przede wszystkim bramkarz Kazimierz Kotliński.
W płockiej ekipie bezbłędny był egzekutor rzutów karnych Vegard Samdahl który po sezonie opuści Wisłę. W pierwszej połowie żadna z drużyn nie zdołała uzyskać przewagi większej niż trzy gole, a na tablicy wyników remis widniał osiem razy.
Po przerwie mecz był nadal wyrównany. W 38 minucie goście prowadzili 17:14, ale w 42 był remis 17:17. W 55 minucie Wisła odskoczyła na 23:20 i prowadzenia nie oddała już do końca.
Goście z opuszczonymi głowami zeszli do szatni, a na parkiecie rozpoczął się radosny festiwal. Wisła zdobyła tytuł najlepszej polskiej drużyny po dwóch latach dominacji Vive.
To siódmy tytuł piłkarzy ręcznych z Płocka. Wcześniej triumfowali w 1995 (jako Petrochemia Płock) i 2002 (Orlen) roku oraz w latach 2004-06 i 2008 (Wisła).
Powiedzieli po meczu:
bramkarz Orlenu Marcin Wichary: – To niesamowite uczucie zdobyć tytuł przed własną publicznością. Cieszymy się bardzo. Nawet nie wiem co powiedzieć. Emocje były ogromne. Mało kto dawał nam szanse, tym większa radość z sukcesu
zawodnik Orlenu Zbigniew Kwiatkowski: – Nie mówiliśmy że mamy wygrać mecz tylko chcieliśmy dać z siebie wszystko. Pokazaliśmy że jesteśmy zespołem i to zaowocowało, wygraliśmy i teraz tylko to się liczy. Jak opadną emocje to będziemy się dodatkowo cieszyć, że znów zagramy w Lidze Mistrzów
Orlen Wisła Płock – Vive Targi Kielce 26:23 (12:12)
Stan rywalizacji do trzech zwycięstw 3:1
Wisła: Marcin Wichary, Moretn Seier – Zbigniew Kwiatkowski, Piotr Chrapkowski 2, Arkadiusz Miszka 6(3 z karnych), Adam Wiśniewski 3, Vegard Samdahl 8(6), Rafał Kuptel, Bostjan Kavas 4, Luka Dobelsek, Michał Zołoteńko, Adam Twardo 1, Dimitri Kuzelev 2
Vive: Marcus Cleverly, Kazimierz Kotliński – Piotr Grabarczyk, Michał Jurecki 8, Mateusz Zaremba, Partyk Kuchczyński 3, Mariusz Jurasik, Mateusz Jachlewski 3, Rastko Stojkovic 5(4), Daniel Żółtak 1, Henrik Knudsen 1, Tomasz Rosiński 2
Kary: Wisła – 10, Vive 16
Sędziowali: Rajkiewicz i Tarczykowski /Szczecin/
Widzów: ok. 5.3 tys.
***
Mistrzowie z Barcelony
Piłkarze ręczni Barcelony Borges wygrali w Kolonii turniej Final Four Ligi Mistrzów. W decydującym meczu pokonali w niedzielę inny hiszpański zespół – Renovalia Ciudad Real 27:24 (14:10). W zespole pokonanych 5 bramek zdobył Mariusz Jurkiewicz
29-letni reprezentant Polski okazał się najskuteczniejszy w zespole z Ciudad Real, tyle samo trafień zaliczył Macedończyk Kiril Lazarov (ale dwa z rzutów karnych). Dla Barcelony najwięcej bramek – osiem – rzucił Duńczyk Jesper Brian Noeddesbo.
W meczu o 3 miejsce który również odbył się w niedzielę HSV Hamburg pokonał Rhein-Neckar Loewen 33:31 (15:13).
Cztery bramki dla HSV rzucił Krzysztof Lijewski, a jedną – jego starszy brat Marcin. W zespole Rhein-Neckar Loewen trzy gole strzelił Grzegorz Tkaczyk, a dwa Karol Bielecki. Z powodu kontuzji uda zabrakło trzeciego z reprezentantów Polski w ekipie Lwów – bramkarza Sławomira Szmala.
Niedzielny mecz HSV – Rhein-Neckar podobnie jak oba sobotnie półfinały oglądało ponad 19 tys. widzów.
int.pl/pap /29.5.2011/
***
Mistrzynie z Lubina
Piłkarki ręczne KGHM Metraco Zagłębie Lubin wywalczyły pierwszy w historii klubu tytuł mistrzyń Polski. W piątym, decydującym meczu finału play off pokonały SPR AZS POL Lublin 31:30 (18:15)
W finale play off PGNiG Superligi Kobiet zawodniczki z Lubina pokonały SPR AZS POL Lublin 3:2
Srebrny medal przypadł klubowi z Lublina który jest absolutnym rekordzistą pod względem zdobytych tytułów mistrza kraju. Pod różnymi nazwami aż 15 razy sięgnął po złoty medal
Klub z Lublina od 1995 r., z przerwą w 2004 r., kiedy to musiał uznać wyższość akademiczek z Gdańska, dominował w lidze.
Zagłębie Lubin – SPR AZS POL Lublin 31:30 (18:15)
KGHM Metraco Zagłębie Lubin: Natalia Tsvirko, Monika Maliczkiewicz, Izabela Czarna – Aneta Pielarz 1, Natalia Ciepłowska, Anna Lisowska 1, Karolina Semeniuk-Olchawa 10, Joanna Obrusiewicz 4, Monika Migała 4, Vanessa Jelic, Klaudia Pielesz 4, Kinga Byzdra 7
SPR AZS POL Lublin: Weronika Mieńko, Anna Baranowska – Sabina Włodek 8, Ewa Wilczek 1, Małgorzata Majerek 6, Monika Marzec 3, Katarzyna Wojdat, Małgorzata Kucińska 3, Kristina Repelewska 2, Izabela Puchacz 6, Izabela Skrzyniarz, Alesia Mihdaliova 1, Alina Wojtas
Kary: Zagłębie – 12 minut; SPR – 10 minut
Sędziowie: Bartosz Leszczyński (Płock) i Marcin Piechota (Płock)
Widzów: 700
Początek należał do zespołu gospodarzy który po trafieniach Karoliny Semeniuk-Olchawy i Moniki Migały już po 7 minutach prowadził 6:2. Lublinianki miały spore problemy z wykończeniem akcji a ich ataki były łatwo przerywane przez twardo grające rywalki. Czas wzięty przez trenera Edwarda Jankowskiego nie pomógł, jego dziewczęta nie były w stanie uporządkować gry SPR i po 10 minutach broniący tytułu zespół przegrywał już 4:8.
Kilkubramkowa przewaga Zagłębia utrzymywała się niemal do przerwy. Spora w tym zasługa m.in. świetnie dysponowanej Izabeli Czarnej, która broniła rzuty zarówno z drugiej linii, jak i po kontratakach. Lublinianki dopiero grając w przewadze, po golach Małgorzaty Kucińskiej i Sabiny Włodek, zdołały nieco zmniejszyć straty (15:18 do przerwy).
Po zmianie stron niesione dopingiem kibiców zawodniczki z Lubina jeszcze przyspieszyły. W 35 minucie po trafieniu Joanny Obrusiewicz ich przewaga wzrosła do 6 bramek (22:16). Zawodniczki SPR grały niedokładnie, a swoje akcje rozgrywały długo i nie miały pomysłu na pokonanie szczelnej obrony Zagłębia. Na 10 minut przed końcem drużyna trenerki Bożeny Karkut prowadziła 28:23 i wydawało się że kontroluje przebieg gry.
W końcówce nie ustrzegła się jednak prostych błędów na rozegraniu, co zostało skrzętnie wykorzystane przez rywalki. Na 5 minut przed końcem SPR przegrywał tylko 27:29. Później było 31:30 dla lubinianek. Dwie sekundy przed końcem mecz na chwilę przerwano, kiedy kibice wrzucili na parkiet serpentyny. Wynik nie uległ już zmianie i ostatecznie to ekipa gospodarzy pierwszy raz w historii klubu cieszyła się ze zdobycia złotych medali mistrzostw Polski.
Po meczu powiedzieli:
trener SPR AZS POL Lublin Edward Jankowski:
Myśleliśmy przed rozpoczęciem finałów o nieco innym układzie. Powinniśmy byli wygrać drugi mecz w Lubinie, bo wtedy w dwóch kolejnych u siebie zakończylibyśmy rywalizację. Plan się nie powiódł, ostatni mecz graliśmy na parkiecie przeciwnika, który był bardzo mocno zmotywowany. Dzisiaj nie wszystkie ogniwa w zespole działały jak powinny. Słaba była bramka, słaba skuteczność rzutowa, szczególnie zmienniczek. W końcówce staraliśmy się gonić wynik ale Zagłębie cały czas nam odjeżdżało i było dzisiaj po prostu lepszym zespołem
trenerka KGHM Metraco Zagłębia Lubin Bożena Karkut:
Po końcowej syrenie czuję radość i ogromną ulgę bo w tym roku złoty medal należał nam się jak żadnej innej drużynie. Był jednak taki moment w którym wiele osób zwątpiło w nasz sukces i miało się wrażenie że wymyka nam się z rąk. Na szczęście dziewczyny po nieudanych meczach w Lublinie bardzo się zmotywowały i dzisiaj zagrały po prostu pięknie. Emocje w końcówce były dobre dla kibiców, ale rywalki niwelowały straty gdy grałyśmy w osłabieniu. SPR to dobry przeciwnik i zawsze walczy do końca. Teraz też niewiele mu zabrakło ale ileż to razy nam brakowało tylko troszeczkę do końcowego sukcesu. Byliśmy lepsi przez cały mecz, lepsi przez cały sezon i to Zagłębie Lubin jest mistrzem Polski
Mistrzynie Polski w siedmioosobowej piłce ręcznej kobiet:
int.pl/pap /20.5.2011/
***
Bielecki i Lijewski zostają w Niemczech
Karol Bielecki nie przeprowadzi się jednak z Niemiec do Kopenhagi. Lewy rozgrywający Rhein-Neckar Loewen zrezygnował z transferu do Danii i na następny sezon zostanie w Bundeslidze
Niemieckie Lwy wzmocni też inny Polak Krzysztof Lijewski który razem z Bieleckim miał przejść do AG Kopenhaga (ostatnio z HSV Hamburg zdobył mistrzostwo RFN)
– Fajnie że polska kolonia w Lwach mimo odejścia Sławomira Szmala i Grzegorza Tkaczyka do Vive Kielce nadal będzie silna – cieszy się Eugeniusz Lijewski, ojciec Krzysztofa.
– Dla Krzyśka to lepiej że zostanie w Niemczech. Ligi duńskiej nie ma co porównywać do Bundesligi – ocenia.
pd/su /18.5.2011/
***
Bielecki tylko z Lijewskim
Karol Bielecki w czerwcu ma przejść z niemieckiego Rhein-Neckar Loewen do AG Kopenhaga, ale reprezentant Polski twierdzi że jest to wciąż wątpliwe
– Były właściciel Lwów Jesper Nielsen wycofał z klubu swoje udziały i zapowiedział że chce stworzyć europejską potęgę w AG Kopenhaga. Liczył że z Krzyśkiem Lijewskim mu w tym pomożemy. Ale na razie to tylko słowa, o żadnych konkretach nie rozmawialiśmy – wyjaśnił Bielecki.
Rozmowa z Karolem Bieleckim
AG Kopenhaga ma walczyć o zwycięstwo w Lidze Mistrzów. Ta perspektywa może chyba pana skusić…
W Bundeslidze zdobyłem ponad półtora tysiąca bramek ale jeszcze nie czuję się spełniony. Do kolekcji wciąż brakuje mi mistrzostwa Niemiec. Dlatego przeprowadzka do Danii nie bardzo mi się uśmiecha. Tym bardziej że mam kontrakt z Lwami ważny do 2015 r.
To dlaczego właściciel AG ogłosił że wzmocni pan jego klub? Ma pan kontrakt z klubem z Manheim czy z Nielsenem?
Z klubem ale na mocy rozliczeń Rhein-Neckar Loewen z Duńczykiem być może będę grać w Kopenhadze. Wszystko zależy od Krzyśka Lijewskiego. Jeżeli on opuści HSV – co też nie jest przesądzone – wtedy i ja zdecyduję się na przeprowadzkę. Sam na pewno nie wyjadę z Niemiec. Rozważałem wszystkie za i przeciw, za przejściem do AG na pewno przemawia fakt że duńska liga jest mniej wyczerpująca od Bundesligi, mecze kosztują mniej zdrowia. Wiele powinno się wyjaśnić po świętach.
A te spędzi pan na boisku…
Tak, w niedzielę gramy w Lidze Mistrzów z francuskim Montpellier, w poniedziałek rozbieganie, siłownia. Może odwiedzę Sławka Szmala i Grześka Tkaczyka. Narzeczona wróciła do Polski więc nie bardzo mi się uśmiecha samotne siedzenie w domu. Do kraju zawitam najwcześniej pod koniec czerwca. Po operacji lewego oka, o ile oczywiście lekarze pozwolą mi na podróż. Póki co kibicom piłki ręcznej chciałbym przekazać najlepsze życzenia świąteczne.
rozm. pd/su. /20.4.2011/
***
Tkaczyk ma dość Bundesligi
Grzegorz Tkaczyk, reprezentant Polski w piłce ręcznej, w wielkim stylu żegna się z Rhien-Neckar Loewen
W ostatnich meczach nasz zawodnik prezentuje wysoką formę, ale przyznał że tęskni już za Polską. Od nowego sezonu Tkaczyk będzie grać w Vive Targi Kielce
– Kontrakt został już podpisany, decyzja podjęta. Wracam do Polski w czerwcu! – powiedział Tkaczyk
– Po tylu latach za granicą mam już dość Bundesligi, tęsknię za krajem. W Rhein-Neckar Loewen teraz żałują bo tracą dwóch niezłych zawodników. Przecież ze mną do Vive przechodzi też Sławek Szmal, prawdziwa ostoja drużyny – dodał Tkaczyk.
Tkaczyk w Niemczech występuje od 2002 r. Od nowego sezonu będzie grać w Vive Targi Kielce.
Bramki braci Lijewskich
Piłkarze ręczni HSV tylko zremisowali w Hamburgu 22:22 z TV Grosswallstadt w meczu ligi niemieckiej, ale są nadal liderami rozgrywek. W ekipie gospodarzy bramki rzucali bracia Lijewscy. Krzysztof trafił dwukrotnie, Marcin raz.
Najwięcej goli zdobyli Stefan Kneer i Joakim Larsson – po 5.
W tabeli HSV ma 7 punktów przewagi nad THW Kiel i Rhein Neckar Loewen, w których barwach występują Sławomir Szmal, Karol Bielecki i Grzegorz Tkaczyk.
mh/tn/su./pap /10-13.4.2011/
***
To Wenta wyciągnął nas z bagna
Rozmowa z Michałem Jureckim, reprezentantem Polski w piłce ręcznej
Po porażce ze Słowenią (28:30) reprezentacja Polski oddaliła się nieco od awansu do przyszłorocznych mistrzostw Europy w Serbii. Jednak przechodzący rehabilitację lewy rozgrywający kadry Michał Jurecki jest pewien, że biało-czerwonych nie zabraknie w Serbii. I zdecydowanie sprzeciwia się pomysłom zwolnienia trenera Bogdana Wenty
Brakuje pana w kadrze, kiedy pan wróci do gry?
Za dwa tygodnie będę mógł już trochę rzucać, a za miesiąc będę do dyspozycji trenera.
Oglądał pan mecz ze Słowenią?
Oczywiście! Gdybyśmy wykorzystali wszystkie stuprocentowe okazje, to wygralibyśmy 10 bramkami. Mecz był wyrównany, a Słoweńcy przesadzali z faulami. Kilka ich zachowań miało więcej wspólnego z zapasami niż z piłką ręczną.
Kryzys kadry trwa. Oddalają się nie tylko mistrzostwa Europy, ale przede wszystkim olimpiada w Londynie…
Spokojnie. Wygrana ze Słoweńcami z pewnością zmieni nastroje wokół drużyny. Potrzeba nam przełamania, rozmawiałem z chłopakami, są strasznie wkurzeni po Słowenii. Nie mogą się doczekać rewanżu. Zapowiadają, że zjedzą rywali. A jak się nie uda, to też nie będzie końca świata. Pozostaną jeszcze mecze z Portugalią u nas i z Ukrainą. Gdy je wygramy, pojedziemy na Euro. Nadal jesteśmy mocni, należymy do światowej czołówki. Chłopaki muszą o tym pamiętać. Gdy wygrają najbliższy mecz, wróci im pewność siebie, która jest kluczem do odnoszenia sukcesów.
A może przyczyną porażek jest brak chemii między trenerem Bogdanem Wentą a drużyną? Może czas na zmiany?
Bzdura! Tylko idioci mogą chcieć jego dymisji! Ma pan innego kandydata na trenera kadry? Bo ja nie! To Wenta wyciągnął polską piłkę ręczną z bagna. Tylko u nas są możliwe dyskusje o zwolnieniu selekcjonera po zaledwie kilku nieudanych meczach. Ta drużyna może jeszcze wiele wygrać. Udowodnimy to. Razem z Bogdanem Wentą.
pd/sup. /12.3.2011/
***
Tysiąc goli Grzegorza Tkaczyka
Grzegorz Tkaczyk wkroczył do ekskluzywnego klubu zawodników mających co najmniej tysiąc goli w Bundeslidze. Wszystko wskazuje że nie powiększy już znacznie dorobku, bo po tym sezonie ma przejść do Vice Kielce
Trwała druga połowa meczu 20 kolejki Bundesligi Rhein-Neckar Loewen – HSG Ahlen-Hamm. Lwy prowadziły 24:18. W 42 minucie na rzut zdecydował się Tkaczyk. Trafił, podwyższył prowadzenie Lwów, ale nie zdawał sobie sprawy że ten gol (jego drugi i ostatni w tym meczu) był jego tysięcznym trafieniem w Bundeslidze
Rozgrywający jest czwartym Polakiem któremu udała się taka sztuka po Jerzym Klempelu, Piotrze Przybeckim i Marcinie Lijewskim.
– Statystyki znajdują się na drugim planie, bo najważniejsze są zwycięstwa i trofea. Dlatego nawet nie wiedziałem że zdobywam swoją tysięczną bramkę – mówił Tkaczyk, przyznając że takie osiągnięcie to powód do dumy. – Skoro na ponad 30 lat istnienia Bundesligi tylko kilkudziesięciu zawodnikom udało się zdobyć ponad 1000 bramek, to faktycznie jest to miłe uczucie.
Polak zdobywał średnio na mecz 4.2 bramki. Zaczął występy w Bundeslidze w 2002 r. w barwach ówczesnego triumfatora Ligi Mistrzów SC Magdeburg. Trafił tam z Warszawianki za 150 tys. zł. – Miałem sporo obaw przed tym transferem. Byłem niedoświadczonym 21-latkiem, a wchodziłem do zespołu w którym grali Nenad Perunicić, Joel Abati, Stefan Kretzschmar czy Olafur Stefansson – wspominał Grzegorz.
W pierwszym sezonie w elicie wystąpił we wszystkich 34 meczach, a ze 119 golami został czołowym strzelcem zespołu. W rozgrywkach 2003/04 ustanowił swój rekord – 178 bramek.
Problemem był tylko brak sukcesów drużyny. Praktycznie jedynym był Puchar EHF w 2007 r. Wtedy w Magdeburgu występowali już Karol Bielecki i Bartosz Jurecki, a trenerem był Bogdan Wenta. – Razem z Karolem dostaliśmy ofertę z Rhein-Neckar Löwen i w połowie sezonu, w grudniu, przeprowadziliśmy się do Mannheim w pogoni za trofeami – opowiadał Tkaczyk, który od 2008 r. należał do najważniejszych graczy Lwów, ale sukcesów znowu się nie doczekał.
Wszystko wskazuje że Grzegorz nie powiększy już znacznie dorobku w Bundeslidze bo po tym sezonie ma przejść do Vive Kielce. – Na razie nic nie jest przesądzone ale przyznaję że jesteśmy blisko porozumienia – mówił były kapitan reprezentacji Polski.
wo/ps /11.2.2011/
***
Nie było entuzjazmu
Rozmowa ze Sławomirem Szmalem, kapitanem reprezentacji Polski
Pierwsza myśl, gdy wraca pan wspomnieniami do mistrzostw świata w Szwecji?
Było nas stać na zdecydowanie więcej niż 8 miejsce. Taka jest pierwsza myśl, a cały czas czuję z tego powodu niedosyt.
Przed turniejem dopuszczał pan scenariusz, że możecie nie zająć miejsca gwarantującego występ w kwalifikacjach olimpijskich? Wydawało się to przecież wręcz absolutnym minimum, a optymiści wspominali nawet o walce o złoto.
Człowiek rozważał wszystkie możliwe scenariusze, ale wierzyliśmy, że powalczymy o coś więcej. Szczerze mówiąc, obawiałem się pierwszego meczu ze Słowacją, bo ewentualna porażka mogła nam nawet pokrzyżować plany wyjścia z grupy. Wygraliśmy i wtedy zobaczyłem szansę. Nadzieje wzrosły, gdy w dobrym stylu pokonaliśmy Koreę Południową. To były dwa mecze, które wlały w nas optymizm. Z drugiej strony, gdy teraz na chłodno, bez emocji wspominam mistrzostwa, zauważam w naszych poczynaniach – nawet po meczu z Koreą – brak jakiejś euforii, entuzjazmu. Na wielkich turniejach każdy mecz, każde zwycięstwo powinno budować, dodawać skrzydeł, także to odniesione ze słabszym rywalem po nie najlepszej grze. Tymczasem my, przykładowo po meczu z Chile czy Argentyną, schodziliśmy z boiska mając do siebie nawzajem pretensje.
Jeszcze w trakcie mistrzostw przyznał pan w pewnym momencie, że nie dostrzega ducha drużyny.
Oczywiście wszyscy chcieliśmy wygrywać, wychodziliśmy na boisko i walczyliśmy, ale czasami odnosiłem wrażenie, że brakuje głodu zwycięstwa za wszelką cenę. Szalonej determinacji.
A monolit zawsze był siłą reprezentacji Polski. W Szwecji coś się zmieniło, pojawiła się jakaś rysa?
Nie, nie doszukujmy się jakichś sensacji. Między chłopakami nie dochodziło do sprzeczek. Mimo słabszej gry, wyników poniżej oczekiwań atmosfera wewnątrz grupy się nie psuła, nie psuły się wzajemne relacje. Niektóre media wysnuwały wnioski, że słabsza forma kilku kluczowych zawodników mogła być spowodowana jakimiś tarciami, ale tak nie było. Nie chcę szukać łatwych usprawiedliwień, ale w Szwecji niektórzy z nas się przeziębili, to nie mogło nie wpłynąć na naszą postawę. Poza tym brakowało, szalenie brakowało, Michała Jureckiego i Krzysia Lijewskiego. To osoby, które na ostatnich wielkich turniejach zawsze były wiodącymi postaciami zespołu. Michał przez swój charakter podrywał do boju nawet w chwilach, zdawało się, beznadziejnych. To typowy walczak, niezastąpiony w obronie, zawsze bijący się o swoje do upadłego. Krzysio to numer jeden na prawym rozegraniu, zawodnik o niepoślednich umiejętnościach, jeden z najlepszych w świecie. W kluczowych meczach ich nieobecność była widoczna.
To prawda, ale w kadrze wciąż było wielu wspaniałych graczy, liderów, którzy powinni zespół pociągnąć za sobą.
My dobrze wiemy, że zawaliliśmy, zawiedliśmy. Jest coś takiego jak mowa ciała. Na ostatnich wielkich imprezach po każdej strzelonej bramce cieszył się cały zespół, teraz tej wspólnej radości nie było. Szczególnie w meczach drugiej rundy, tych najważniejszych, gdy coś nam nie wychodziło, to załamywaliśmy ręce i zwieszaliśmy głowy. Poprzednio, nawet w krytycznych sytuacjach, nigdy się nie poddawaliśmy, była w nas ciągle wiara i maksymalna mobilizacja. W Szwecji tego zabrakło. Porozmawialiśmy ze sobą, że nie możemy więcej do podobnych sytuacji dopuszczać. One odbierają energię i przytłaczają.
Można zatem znaleźć prostą odpowiedź na pytanie, co zdarzyło się w Szwecji?
Nie ma łatwej odpowiedzi. Przyczyn było sporo, nawarstwiły się. Na poprzednich mistrzostwach wyglądaliśmy jak grupa pewnych siebie ludzi, którzy przyjechali walczyć o medale. Teraz było inaczej. Z drugiej jednak strony, nawet będąc w słabszej formie, potrafiliśmy napsuć mnóstwo krwi Duńczykom i nieomal doprowadzić do remisu po pierwszej, fatalnej i wysoko przegranej połowie. O czym to świadczy? Paradoksalnie o tym, jak wielki drzemie w nas potencjał i jak wiele byliśmy w stanie ugrać, gdybyśmy trafili z formą.
Skoro, jak pan mówi, relacje między zawodnikami pozostały niezmienne, może popsuło się coś na linii piłkarze – trener?
Słyszałem już takie opinie i odpowiem krótko: to wręcz oszczerstwa. Nie wiem, kto podobne sensacje wypuszcza, wiem natomiast, że nie pomagają one ani nam, ani dyscyplinie. Mamy świadomość, że zasłużyliśmy na krytykę, przyjmujemy ją pokornie, ale nie szukajmy na siłę winnych i nie ścinajmy głów. Mam nadzieję, że nikt nie podejmie niemądrych decyzji.
Tak naprawdę nasza rozmowa mogłaby wyglądać zupełnie inaczej, gdyby nie jeden tylko mecz, ze Szwecją.
Zgadza się. Gdybyśmy pokonali gospodarzy, drugą rundę rozpoczęlibyśmy z 4 punktami i z pozycji faworyta. Wystarczyłoby tylko 1 zwycięstwo i znaleźlibyśmy się w półfinale. Ale to nie wszystko, bo jestem pewien, że ewentualna wygrana dodałaby nam skrzydeł, wzmocniła wiarę i morale. Stalibyśmy się zupełnie innym zespołem. A tak, powiedzmy sobie szczerze, tym właśnie meczem zbudowaliśmy Szwedów, przytłoczonych po porażce z Argentyną. Oni uwierzyli, że pokonując dobry zespół, są w stanie wspiąć się na szczyt, i na tej fali szli aż do końca. A my się rozsypaliśmy.
Co dalej? Wkrótce arcyważne mecze w eliminacjach mistrzostw Europy.
Nie zmienimy tego, co było. Trudno, stało się. Teraz potrzeba nam rewanżu i jestem pewien, że każdy z nas będzie chciał pokazać sobie, trenerowi i kibicom, że można na niego liczyć i stanowi ważne ogniwo zespołu. A możemy to uczynić tylko na boisku, najpierw w ładnym stylu awansując do mistrzostw. Turniej w Szwecji pokazał również, że 8 dni przygotowań do wielkiej imprezy to zdecydowanie za mało. Część zawodników pojawiła się do tego na zgrupowaniu bezpośrednio po trudnych, ligowych meczach. Nie wiem czy w przyszłości dostaniemy więcej czasu. Wiem że musimy przygotowywać się do turniejów nie tylko na obozach reprezentacji, ale zdecydowanie wcześniej – jeszcze w klubach.
rozm. ps/nd /3.2.2011/
***
Brakuje lidera
– Fazami wyglądało to dobrze. Była konsekwencja, dochodziliśmy do dobrych pozycji. Jednak gdy tylko się zawahaliśmy, byliśmy natychmiast kontrowani – powiedział trener reprezentacji Bogdan Wenta po przegranym meczu z Chorwacją 24:28 w mistrzostwach świata w Szwecji
– Przed meczem z Serbią była cisza w szatni, ale jakoś to poszło. Dziś rano jak zobaczyłem na spacerze grupę, humory były jakieś lepsze. Na odprawie wszystko wyglądało bardzo optymistyczne. Tak jak mówili Chorwaci, że to będzie mecz o wszystko, dla nas też był o wszystko. Gdzieś popełniliśmy błędy, może nastąpiło jakieś załamanie – zastanawiał się trener
– Brakuje nam zawodnika, który to pociągnie, stanie, walnie pięścią. Momentami próbował Grzesiu (Tkaczyk), ale trochę go wyłączyła kontuzja. Sławek (Szmal) dzisiaj też fantastycznie bronił, jednak nie możemy liczyć, że Szmal zamknie całą bramkę – dodał Wenta.
– Znów przytrafiła się seria prostych błędów, co było bardzo deprymujące. Jeżeli one wynikają z niewykorzystanej czystej sytuacji, to nie można zespołowi nic zarzucić. Ale my gubimy piłkę w prostych sytuacjach lub podajemy ją przeciwnikowi w ręce – dodał Wenta.
***
Tłuczyński ma szansę być królem
Polak ma szansę zostać królem strzelców mistrzostw świata w Szwecji. Tomasz Tłuczyński po 7 meczach zajmował 3 miejsce w tej klasyfikacji
Tłuko rzucił do tej pory 41 bramek, w tym 15 z karnych. Trzecią pozycję dzielił z Chorwatem Vedranem Zrnićem, Norwegiem Bjartem Myrholem i Islandczykiem Alexandrem Peterssonem. Do drugiego Duńczyka Mikkela Hansena tracił 3 bramki, ale do prowadzącego Serba Marko Vujina już 7 (48 goli). W dodatku Serbia gra z Argentyną, a potężny rozgrywający może bombardować bramkę rywala wykorzystując nienadzwyczajne warunki fizyczne zespołu z Ameryki Południowej.
Tłuczyński imponuje nie tylko liczbą bramek ale i fantastyczną skutecznością 82 proc.! To najwyższy wynik w całej czołówce strzelców turnieju.
Pochodzący z Kielc reprezentant Polski był też najlepszym strzelcem naszej drużyny na poprzednim mundialu w Chorwacji – zdobywając 58 goli na 73 rzuty (79 proc. skuteczności) był wtedy na 4 miejscu.
Tłuczyński jest też najwyżej sklasyfikowanym Polakiem w punktacji kanadyjskiej. Do 41 goli trzeba dodać 8 asyst, co daje mu 12 miejsce.
Samych asyst najwięcej w polskiej ekipie ma Marcin Lijewski – 15, o dwie więcej niż Bartłomiej Jaszka. Zajmują miejsca 24 i 34.
4 miejsce w klasyfikacji przechwytów zajmuje Grzegorz Tkaczyk, których miał 7. Drugi wśród najlepiej blokujących na mistrzostwach jest Kaczka, czyli Mariusz Jurkiewicz.
Mamy też absolutnego lidera jednej klasyfikacji, którego pozycja jest niezagrożona – to Artur Siódmiak prowadzący wśród najczęściej karanych zawodników turnieju. W 6 meczach, bo z Serbią nie wyszedł na boisko, dostał 18 minut kar, dwie czerwone kartki i cztery żółte.
Polski bramkarz Sławomir Szmal zajmuje po 7 meczach 19 miejsce z 35-proc. skutecznością, ale za to rywale rzucali na jego bramkę najczęściej – 227 razy.
Jest też 6 wśród broniących rzuty karne – odbił ich 5 na 17. 7 na 17 obronił Duńczyk Niklas Landin.
int.pl/pap/lech/co /25.1.2011/
***
Urodzinowy gol Bieleckiego
Wielkie emocje przeżywali w niedzielny wieczór kibice reprezentacji Polski piłkarzy ręcznych. Podopieczni Bogdana Wenty pokonali po horrorze w Lund Serbów 27:26, dzięki bramce 10 sekund przed końcem obchodzącego urodziny Karola Bieleckiego
Niestety, już przed meczem okazało się, że Polacy stracili szansę awansu do półfinału mistrzostw świata. Zapewnili go sobie Szwedzi i Duńczycy – dzięki zwycięstwom z Chorwatami i Argentyną. Wygrane Szwedów i Duńczyków zamknęły naszym reprezentantom drogę do najlepszej czwórki zawodów
Oznaczało to, że z Serbią gramy o zajęcie jak najlepszej pozycji w tabeli grupy II i o miejsce gwarantujące udział w turnieju kwalifikacyjnym do igrzysk olimpijskich w Londynie.
Początek był nerwowy z obu stron. Pierwszy gol padł dopiero w 6 minucie. Dopingowani przez kilkuset kibiców Polacy nie potrafili uzyskać większej przewagi. Wynik oscylował w granicach remisu. W 43 minucie prowadziliśmy jednak 20:15, by w pięć minut stracić wszystko. Serbowie doprowadzili do remisu. Do ostatnich sekund gra prowadzona była gol za gol.
23 sekundy przed końcem, przy wyniku 26:26, o czas poprosił trener Wenta. Po powrocie na parkiet jego podopieczni rozegrali akcję, którą celnym rzutem zakończył obchodzący w dniu meczu 29 rocznicę urodzin Karol Bielecki. Serbowie mieli jeszcze 10 sekund i zdołali oddać rzut rozpaczy, ale Piotr Wyszomirski, który zastąpił Sławomira Szmala, odbił zmierzająca pod poprzeczkę naszej bramki, rzuconą z polowy boiska, piłkę. W ten sposób po nerwowej i emocjonującej końcówce pokonaliśmy Serbię 27:26.
Po meczu Karol Bielecki nie miał za bardzo ochoty na rozmowy. Rzucił tylko do dziennikarzy: – Pozdrówcie kibiców i podziękujcie im za doping.
Polscy kibice gorąco dopingowali nasz zespół, ale jubilata szczególnie. W końcowych sekundach nasi reprezentanci grali – co podkreślał po meczu Szmal – uskrzydleni. – Polska publiczność jest naszym ósmym zawodnikiem. Spisali się jak zwykle wspaniale. Dziękujemy – powiedział nasz bramkarz.
– To szczęśliwa wygrana. Graliśmy w tym meczu niefrasobliwie. Widać było, że grały dwa zespoły, które dzień wcześniej przegrały i te porażki odbiły się na ich morale i kondycji fizycznej – mówił Wenta. – Dodatkowo organizatorzy puszczali na telebimie mecz Szwecja – Chorwacja, więc można było poznać wynik. To nas na pewno zdeprymowało, dlatego tak nerwowo wyglądały te pierwsze minuty – dodał trener.
Zwycięstwo w meczu z Serbią było bardzo ważne w kontekście walki o olimpiadę w Londynie. Udział w olimpijskich kwalifikacjach wywalczą drużyny, które w tych mistrzostwach świata zajmą miejsca 2-7. Gospodarzami turniejów, z których awansują po dwie reprezentacje, będą drużyny z miejsc 2, 3 i 4. Ekipy z miejsc 5-7 także zagrają o igrzyska w Londynie.
Dzięki wygranej Polacy znacznie przybliżyli się do tego zakładanego przed mistrzostwami celu minimum, bo zapewnili sobie co najmniej 4 miejsce w gr. II i walkę o co najmniej 7 miejsce mistrzostw. Przed Polakami będą zatem dwie szanse, by zapewnić sobie udział w turnieju kwalifikacyjnym. Cel zostanie osiągnięty, gdy nasz zespół co najmniej zremisuje we wtorek z Chorwacją lub – gdy nie spełnią pierwszego warunku – wygrają w piątek mecz o 7 miejsce w turnieju z czwartą drużyną gr. I fazy zasadniczej. Mogą to być Niemcy, Islandczycy lub Węgrzy.
– Mecz z Chorwacją będzie bardzo ważny, bo gramy o czołową szóstkę mistrzostw świata i udział w turnieju kwalifikacyjnym do igrzysk. Chcemy z Chorwacją wygrać, bo to zapewni nam nieco spokojniejszą grę w kolejnym meczu o 5 miejsce. Jeśli przegramy, będzie nerwowo. Nie wiadomo z kim później zagramy, a może to być bardzo silna drużyna – powiedział Wenta.
Wenta skomentował też zwycięską bramkę Bieleckiego, dzięki której polski zespół zapewnił sobie co najmniej 4 miejsce w grupie: – To gol, który zdecydował, co będziemy robić przez najbliższe dwa lata…
db/onet /24.1.2011/
***
Chcemy mistrzostw świata w Polsce
Rozmowa z Markiem Góralczykiem, sekretarzem generalnym Związku Piłki Ręcznej w Polsce
Staramy się o organizację mistrzostw świata piłkarzy ręcznych w 2015 roku. Kiedy i w jakich okolicznościach zrodził się pomysł, by zorganizować takie zawody w naszym kraju?
Dość dawno. Wyniki, które reprezentacja męska uzyskuje ostatnimi laty skłoniły nas, by się zastanowić nad organizacją takiej imprezy w Polsce. To, co ostatnio robimy w kraju, będąc gospodarzami różnych turniejów, pozwala nam sądzić, że możemy zorganizować mistrzostwa świata na wyższym poziomie niż choćby te obecne w Szwecji. Skłoniły nas do tego także ostatnie mistrzostwa Europy w Austrii, nawoływania Bogdana Wenty i śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego, który stwierdził, że czas najwyższy, by zrobić takie zawody u nas.
Musi paść pytanie o pieniądze na organizację mistrzostw świata. Ile ich trzeba?
Od pomysłu do realizacji daleka droga. Bo trzeba się zastanowić, skąd właśnie wziąć pieniądze. Wszystkie koszty pobytu ekip leżą po stronie organizatora, a ten otrzymuje z Międzynarodowej Federacji Piłki Ręcznej (IHF) milion dwieście tysięcy franków szwajcarskich. I to jest praktycznie wszystko, gdyż prawa do transmisji, do sprzedaży reklam należą do IHF. Organizator może jeszcze liczyć tylko na wpływy z biletów. Budżet takiej imprezy to kwota rzędu 15 mln euro. Hiszpanie organizację mistrzostw świata w 2013 zamkną kwotą 16 mln euro. Biorąc pod uwagę różnicę cen w Hiszpanii i Polsce – może wyjść właśnie różnica tego miliona euro.
Kiedy zaczęły się przygotowania do zgłoszenia kandydatury Polski?
Tak na poważnie przygotowujemy się od lutego ubiegłego roku. Pierwsze zgłoszenie poszło w połowie lutego. Zadeklarowaliśmy wtedy naszą chęć organizacji mistrzostw 2015. Później, by potwierdzić nasze zamiary, trzeba było wpłacić tysiąc franków szwajcarskich. IHF kilkakrotnie przesuwała termin złożenia aplikacji. Wreszcie wyznaczyła datę 1 grudnia. Przygotowaliśmy dość szczegółową, 224-stronicową aplikację. Zamieściliśmy w niej m.in. nazwy szesnastu miast, których prezydenci odpowiedzieli pozytywnie na nasze pytanie o chęć uczestnictwa w takim przedsięwzięciu. Nie podaliśmy konkretnie, w których miastach miałyby odbyć się mistrzostwa. Jeżeli dostaniemy organizację, wtedy dopiero zaczną się z prezydentami miast szczegółowe rozmowy.
Co jeszcze zawiera nasza aplikacja?
W aplikacji przedstawiliśmy całą wizję mistrzostw świata. Napisaliśmy jak cała impreza będzie wyglądać. Trzeba było również podać informacje o warunkach klimatycznych w Polsce, jaki mamy system podatkowy. Oczywiście również musieliśmy zawrzeć w niej gwarancje rządowe, państwowe, które mówią m.in., że nasze państwo deklaruje, iż wpuści wszystkich zawodników, zwolni wszelki wwożony przez ekipy sprzęt z podatków i cła. Musieliśmy odpowiedzieć na pytania dotyczące reklam, jakie są dozwolone, jakie są zabronione w naszym kraju. Poza tym szczegółowo opisaliśmy wszystkie hale. Do każdej dołączony był kwestionariusz składający się z 15 stron. Musieliśmy podać m.in. liczbę miejsc naprzeciw kamer, miejsc ogółem, rodzaj i siłę oświetlenia, liczbę i rozmieszczenie kabin sędziowskich, szatni, pomieszczeń medycznych, stanowisk dla mediów. Poinformowaliśmy, co przygotujemy dla zawodników, co dla kibiców. Nie podawaliśmy na tym etapie, w którym mieście, w którym hotelu zakwaterujemy zespoły, w którym sędziów, w którym oficjeli, ale jak mówiłem, na to przyjdzie czas, gdy dostaniemy organizację.
Jak ten dokument został oceniony w IHF?
Bardzo dobrze. Wiele osób podkreślało, że nasza kandydatura została wysoko oceniona. Rozmawiałem już tu w Szwecji z wieloma ludźmi i ta opinia się potwierdziła.
W grudniu zaprezentowaliście swoją kandydaturę w siedzibie IHF w Bazylei. Jak wypadła ta prezentacja?
Było to spotkanie techniczne, na którym wszystkie kraje, które złożyły aplikacje omawiały swoje dokumenty. Oczywiście, zdajemy sobie sprawę, że osoby, które będą decydować o wyborze gospodarza mistrzostw 2015, nie przeczytają dokładnie wszystkich 224 stron. W Bazylei jednak wiele osób było pod wrażeniem.
Mamy trójkę kontrkandydatów. To Norwegia, Francja i Katar.
Trochę już ich ubyło, bo kandydowały jeszcze Hiszpania, Dania i Korea Płd. Wszystkie z różnych powodów się wycofały. Dania, ponieważ dostała organizację mistrzostw Europy 2014, Hiszpania, ponieważ została organizatorem mistrzostw świata 2013, a Korea – bez podania przyczyny.
Spróbujmy scharakteryzować kontrkandydatów. Francja?
Francja to silna reprezentacja. Trójkolorowi wygrali ostatnie trzy duże imprezy – mistrzostwa świata, Europy i olimpiadę. To przemawia, by w takim kraju zrobić mistrzostwa. Ale z drugiej strony – organizowali je niedawno, bo w 2001 r. Ponadto w 2007 r. Francja miała mistrzostwa świata kobiet. Na przestrzeni tego krótkiego okresu mieli zatem dwie imprezy tej rangi. Poza tym, w 2013 r. mundial odbędzie się w Hiszpanii, a więc u sąsiadów, tuż za miedzą.
Norwegia?
Norwegia ma swoje problemy. Przedstawili rewelacyjne wskaźniki oglądalności piłki ręcznej, ale podczas transmisji telewizyjnych. IHF chce mieć natomiast widzów w halach. Piłka ręczna cały czas musi udowadniać, że jest dyscypliną olimpijską, i że kibice tłumnie ją oglądają na żywo. Norwegowie zaproponowali organizację mistrzostw m.in. w Lillehammer, gdzie hala nie jest duża i często świeci pustkami. Mają budować nową, ale przed 2015 na pewno nie skończą.
I wreszcie Katar?
Katar ma pieniądze i ochotę organizować wszystkie imprezy sportowe. Po tym, jak nie dostali igrzysk olimpijskich, biorą wszystko jak leci z wyprzedzeniem 10-15 lat. Będą na pewno groźnym kontrkandydatem. Do przygotowania swojej oferty wynajęli jedną z najlepszych firm marketingowych na świecie. Nic dziwnego, mogą sobie na to pozwolić. Katar będzie chciał przekonać do swojej kandydatury stwierdzeniem: chcemy promować piłkę ręczną na innych kontynentach niż Europa. Pewnie pod takim hasłem pójdą do tego konkursu. Ostatni raz mistrzostwa świata poza Europą odbyły się w 2005 r. w Tunezji. Po trwającym turnieju w Szwecji przyjdzie czas, za dwa lata, na Hiszpanię, więc do 2015 r. będzie to już 10 lat bez mistrzostw poza Starym Kontynentem.
Katar stać na to, by na mistrzostwa świata w piłce nożnej zbudować wyspę, na niej stadion, a po mundialu ją rozebrać. Wydaje się, że nie ma dla bajecznie bogatych szejków rzeczy niemożliwych.
Da się stadiony na piłkarskie mistrzostwa sklimatyzować, da się sklimatyzować hale, ale nie da się sklimatyzować całego kraju. Katar będzie mieć wspaniałe obiekty, w to nie wątpię, ale kto tam pojedzie? Którzy kibice?
Właśnie – kibice. Mamy się czym pochwalić. To będzie nasz największy atut? Jakie mamy inne? Czym jeszcze możemy przekonać do naszej kandydatury?
Polska to piękny kraj, w którym mieszkają przyjaźni ludzie. Mamy wysokiej klasy hale i najważniejsze – wspaniałych kibiców. Cały czas jednak pracujemy, by zachęcić ich jeszcze więcej, by przychodzili na mecze ligowe, by byli kibicami piłki ręcznej, a nie tylko reprezentacji Polski. Tu, w Goeteborgu, w dniu, w którym nie grali Szwedzi, w 12-tysięcznej hali zasiadło około 2.5 tys. kibiców, więc nie wyglądało to najlepiej. My będziemy zastanawiać się, czy nie lepiej grać w mniejszych halach, ale wypełnionych po brzegi. Jeżeli dostaniemy organizację, na pewno będziemy tak działać, by np. Skandynawowie swoje mecze rozgrywali na północy naszego kraju, a np. Niemcy we Wrocławiu. Musimy też wychowywać swoich kibiców i to staramy się robić. Popularność piłki ręcznej w Polsce przeżywa apogeum w styczniu, kiedy w mistrzostwach świata lub Europy gra reprezentacja. Do tego dochodzi jeszcze czas, w którym Vive Targi Kielce grają w pucharach. Na szczęście mamy telewizje, które zabiegają o prawa. To się teraz wydaje normalne, ale zupełnie niedawno, cztery, pięć lat temu był w roku jeden, dwa mecze w telewizji i trzeba było za niego płacić. Teraz jest zupełnie inaczej. Stajemy się mocnym partnerem. Czeka nas wiele pracy, ale to wszystko jest do zrobienia.
Trener Bogdan Wenta mówił, że zazdrości siatkarkom, siatkarzom, koszykarkom, koszykarzom i piłkarzom nożnym, że mieli lub będą mieć największe imprezy w Polsce. Twierdził, że czas też i na piłkę ręczną.
To nasz kolejny atut. Mamy już doświadczenie organizacyjne, a będziemy mieć jeszcze większe, bo przecież kilka wielkich imprez czeka nasz kraj w najbliższych latach.
Kto i kiedy będzie decydować o wyborze gospodarza mistrzostw świata 2015?
Gospodarza wybierze 27 stycznia w Malmoe Prezydium IHF. Składa się ono z 15 osób, ale najprawdopodobniej nie będą mogli głosować trzej jego członkowie. Wiceprezes IHF Jean Brihault jest Francuzem. Podobnie jak sekretarz generalny – Joel Delplanque. Z kolei prezes Europejskiej Federacji Piłki Ręcznej (EHF) Tor Lian jest Norwegiem. Cała trójka jest zatem zainteresowana poszczególnymi kandydaturami, więc najprawdopodobniej – wzorem poprzedniego tego typu głosowania – decydować nie będzie. Wśród pozostałych 12 członków komitetu jest bodaj tylko 2 Europejczyków i m.in. 2 przedstawicieli bliskiego kulturowo Katarowi Kuwejtu.
Jak przebiegać będzie głosowanie?
Odbywać się będzie w kilku fazach. Po każdej odpadać będzie jedna kandydatura z najmniejszą liczbą głosów, a gdy zostaną dwie – gospodarzem zostanie ten kraj, który przekona do siebie więcej członków komitetu.
Czy jeszcze tu, w Szwecji, będzie szansa na przekonanie decydentów do swojej kandydatury?
Tak. Ostatnia faza wyboru polega na tym, że każdy kraj ma 20 minut na przedstawienie swojej oferty. Oczywiście zdajemy sobie sprawę, że większość tych ludzi, którzy będą decydować, nie przeczyta wszystkich 224 stron naszej aplikacji. Dlatego na 27 stycznia przygotowujemy 20-minutowy film dotyczący Polski, a także tego, jak chcemy zorganizować te mistrzostwa i dlaczego w ogóle chcemy je zorganizować. Powiemy w nim – co my będziemy z tego mieli, co IHF będzie z tego mieć i co będzie z tego mieć piłka ręczna. Procedura jest taka, że każdy kandydat przedstawia swoją prezentację i nie ogląda prezentacji rywali. Nie wiemy zatem, co szykują Norwegowie, Francuzi i Katarczycy. Zdradzę tylko, że w naszym filmie do głosowania na nas zachęca Bogdan Wenta, zachęca najlepszy piłkarz ręczny 2009 r. Sławek Szmal. W Gdyni podczas Turnieju Noworocznego na potrzeby tej prezentacji nagrywaliśmy kibiców zgromadzonych w hali. I ich także pokażemy. Całą prezentację robimy zatem w oparciu o własnych ludzi, o swoje gwiazdy. Pokażemy jaki mamy piękny kraj, jakie mamy hale, jakich kibiców, jakie osiągnięcia sportowe. Po tej prezentacji, w tym samym dniu, odbędzie się głosowanie i o godz. 12:30 ma być ogłoszony wynik.
Będzie decydować wartość merytoryczna, czy inne, czasem pozasportowe, polityczne względy, jak to ma miejsce przy tego typu wyborach?
Trudno powiedzieć. Mówiłem, że mistrzostwa świata przez 10 lat zostają w Europie, więc jeśli IHF uzna, że czas to zmienić, to wtedy nie mamy, podobnie jak Norwegowie i Francuzi, żadnych szans i wygra Katar. Nawet gdyby były jakieś inne argumenty, to jest łatwy do przekazania komunikat uzasadniający wybór tego kandydata. Jestem jednak dobrej myśli, bo mamy naprawdę dobrze przygotowaną ofertę i pod kątem merytorycznym nie mamy się czego wstydzić.
Wiem, że kibice, nie tylko w Polsce, chcą by to w naszym kraju odbyły się te mistrzostwa. Wyrażają swoją opinię w sondzie na stronie internetowej IHF.
Zgadza się. Na oficjalnej stronie IHF jest ankieta, w której władze światowej piłki ręcznej pytają kibiców, gdzie najlepiej byłoby zorganizować mistrzostwa świata 2015. I wychodzi, że to właśnie Polska ma najwięcej głosów. Widziałem wyniki, w których na nas oddano 53 proc. głosów, 23 proc. na Francją i 15 na Katar. Pozostałe głosy oddane zostały na Norwegię i Koreę, która się wycofała. Gdy IHF zmienił sondę i zostały tylko 4 kandydatury, było jeszcze lepiej – Polska miała 67 proc. głosów, Francja 17, Katar 13, a Norwegia 3. Jaki te wyniki będą mieć wpływ na decydujących o wyborze gospodarza – nie wiem, ale wyraźnie widać, że są u nas, ale i na całym świecie, kibice, którzy chcą tych mistrzostw w Polsce.
Jakie więc mamy szanse?
Chciałbym, by wyniki były takie, jak we wspomnianej sondzie na stronie IHF, czyli byśmy zdobyli ponad 50 proc. głosów i dostali te mistrzostwa.
A macie plan w wypadku niepowodzenia 27 stycznia w Malmoe?
Oczywiście. Jeżeli nie dostaniemy organizacji mistrzostw świata 2015, to będziemy się starać o organizację mistrzostw Europy 2016. Jeszcze nie ma oficjalnej daty, kiedy będzie można składać aplikacje. Gdy tylko będzie taka możliwość, to niezwłocznie naszą aplikację złożymy. Oczywiście jeżeli nie dostaniemy mistrzostw świata 2015. Wychodzimy teraz na zewnątrz, pokazujemy IHF, ale i EHF, że chcemy organizować największe turnieje. Już dostaliśmy organizację mistrzostw Europy dziewcząt do lat 17 w 2013 r., a jeszcze złożyłem wniosek o organizację w Polsce mistrzostw świata dziewcząt do lat 18 w 2012. Zwiększamy naszą aktywność, by przekonać władze piłki ręcznej, że potrafimy to zrobić.
rozm. db/onet /19.1.2011/
***
Zwycięstwo i awans Polaków
Po zwycięstwie nad Koreą Południową 25:20 reprezentacja Polski piłkarzy ręcznych zapewniła sobie awans do fazy zasadniczej rozgrywanych w Szwecji mistrzostw świata
– Taki mieliśmy plan, tak sobie zakładaliśmy, że po tym meczu będziemy mieć komplet punktów i że o pierwsze miejsce w grupie zagramy ze Szwedami – powiedział rozgrywający Marcin Lijewski
Przy wielkich i statycznych Polakach niscy i ruchliwi Koreańczycy wyglądali jak skutery na parkingu tirów. Wbiegali w obronę, rzucali z drugiej linii i prowadzili 4:1. O ile polska obrona nie wyglądała źle, to znowu problem był w ataku. W pierwszych 10 minutach zawodnicy Bogdana Wenty zdobyli tylko jedną bramkę.
Potem armatę odpalił Karol Bielecki. Normalnie przy Koreańczykach wygląda jakby stał na krześle, a gdy poszedł w górę to bramkę Azjatów ostrzeliwał niczym nurkujący bombowiec. Trafił tak trzy razy i Polacy złapali z przeciwnikiem kontakt, którego nie stracili już do końca.
Pomagał oczywiście jak zwykle Sławomir Szmal w bramce (najlepszy gracz meczu), tylko przed przerwą broniąc 8 rzutów. Po 30 minutach co prawda nasi przegrywali 10:11, ale z widokami na zwycięstwo.
Ostatnia minuta nadziei Azjatów
Po wyjściu z szatni Koreańczycy jeszcze przez chwilę biegali, jakby mieli rozżarzone węgle w butach, ale 37 minuta była ostatnią, w której dało im to efekty. Polska obrona, w której znakomicie spisywał się między innymi Piotr Grabarczyk, stopniowo pozwalała Koreańczykom na coraz mniej. A najważniejsze, że wreszcie zaskoczyło w ataku.
Grzegorz Tkaczyk, z meczu na mecz lepszy, tym razem grał już pięknie, kombinowane akcje kończył z koła nawet Tomasz Tłuczyński, w kontrach tylko raz pomylił się Patryk Kuchczyński. Z wyniku 13:14 Polacy wyszli na 20:15. Gdy gola ze skrzydła zdobył… Karol Bielecki, wiadomo było że Korea jest rozbita.
Bitwa nie o miejsce, tylko o punkty
Pięć minut przed końcem było 24:16 po bardzo dobrej grze w obronie, dobrej w ataku w drugiej połowie, z zawodnikami którzy zaczynają osiągać dobry poziom.
– To był trudny mecz. Stawką praktycznie był awans. I punkty, z którymi ten awans wywalczymy. Cała drużyna zasłużyła na pochwały. Cieszę się, że wygraliśmy, ale cieszę się też z tego, że zaczynamy biegać. Gratuluję chłopakom – powiedział trener Wenta.
Grupa D
Polska – Korea Południowa 25:20 (10:11). Polska: Sławomir Szmal, Piotr Wyszomirski – Grzegorz Tkaczyk 5, Bartosz Jurecki 5, Bartłomiej Jaszka 4, Karol Bielecki 4, Patryk Kuchczyński 3, Tomasz Tłuczyński 3, Marcin Lijewski 1, Bartłomiej Tomczak 0, Artur Siódmiak 0, Mariusz Jurasik 0, Piotr Grabarczyk 0, Mariusz Jurkiewicz 0
Kary: Polska – 6, Chile – 6 min. Widzów 6001
Szwecja – Argentyna 22:27 (10:12)!!!; Chile – Słowacja 29:29 (15:12)!
ls/int.pl /18.1.2011/
***
Polacy mogą sięgnąć po złoto?
Najlepsi szczypiorniści ostatnich dwudziestu lat wytypowali Francję na triumfatora odbywających się w Szwecji mistrzostw świata. Polskę na pierwszym miejscu widzi za to Niemiec Henning Fritz
W ankiecie przeprowadzonej przez Niemiecką Agencję Prasową (dpa) wzięło udział dziewięciu piłkarzy ręcznych, którzy w ostatnich dwudziestu latach byli wybierani najlepszymi zawodnikami na świecie. Aż ośmiu z nich wskazało na Francję, która w Skandynawii broni tytułu
– Żadna drużyna nie ma w składzie tak wybitnych zawodników jak Francuzi – uważa Szwed Magnus Wislander.
Francuz Jackson Richardson również stawia na swoich kolegów. – W półfinale mogą zagrać także Chorwaci, gospodarze i Niemcy, mimo że w ich ekipie doszło w ostatnim czasie do sporych zmian – powiedział Richardson.
Także Sławomir Szmal, bramkarz polskiej reprezentacji, uznał Francuzów za faworytów, zaznaczył przy tym, że groźni mogą być także Niemcy. –Ich się nie docenia, a w Szwecji mogą nieźle namieszać – powiedział Polak.
Jedynym, który w ankiecie wskazał na ekipę Bogdana Wenty, jest Niemiec Henning Fritz. – Oni mają odpowiednich zawodników, by sięgnąć po złoto. To bardzo dojrzała drużyna, która w prawie niezmienionym gronie wiele przeżyła i dużo zdobyła. Nie przez przypadek w 2007 r. Zostali wicemistrzami świata, a przed dwoma laty w Chorwacji zdobyli brąz – ocenił Niemiec.
Chorwat Ivano Balic powiedział, że mistrzostwo zdobędzie zespół, który zaprezentuje się najlepiej w obronie. – Oczywiście stawiam na Francuzów. Oni od pięciu lat dochodzą regularnie do finału wielkich imprez, a ich gra w defensywie jest wręcz idealna – powiedział Balic.
Polacy w grupie A grają kolejno ze Słowacją, Argentyną, Chile, Koreą Płd i Szwecją.
int.pl/pap /12.1.2011/
***
Bogdan Wenta wskazał 16
Selekcjoner reprezentacji Polski Bogdan Wenta ogłosił kadrę na rozpoczynające się 13 stycznia mistrzostwa świata piłkarzy ręcznych
Wobec kontuzji Krzysztofa Lijewskiego największym problemem jest obsada prawego rozegrania. Wenta zdecydował się zabrać do Szwecji Mateusza Zarembę, który nie mógł się zaprezentować w ostatnich meczach w Gdyni z powodu przeziębienia
Największą niespodzianką jest obecność w kadrze Bartłomieja Tomczaka. Skrzydłowy Zagłębia Lubin zadebiutuje w wielkich światowych zawodach.
W ostatnim meczu w Gdyni kontuzji nabawił się Tomasz Tłuczyński i jego występ w mistrzostwach świata stoi pod znakiem zapytania.
Pierwszy mecz w mistrzostwach świata Polacy rozegrają 14 stycznia w hali Scandinavium w Goeteborgu. Rywalem będą Słowacy, z którymi biało-czerwoni wygrali w Gdyni.
Polacy w grupie D rywalizować będą ponadto z Chile, Argentyną, Koreą Płd. i gospodarzami Szwecją. Z grupy do fazy zasadniczej awans wywalczą trzy najlepsze drużyny.
Kadra na mistrzostwa świata w Szwecji:
bramkarze: Sławomir Szmal, Piotr Wyszomirski
skrzydłowi: Mariusz Jurasik, Patryk Kuchczyński, Bartłomiej Tomczak, Tomasz Tłuczyński (lub Mateusz Jachlewski)
kołowi: Bartosz Jurecki, Artur Siódmiak
rozgrywający: Marcin Lijewski, Mateusz Zaremba, Grzegorz Tkaczyk, Tomasz Rosiński, Bartłomiej Jaszka, Michał Jurecki, Karol Bielecki, Mariusz Jurkiewicz.
db/onet/tn /9.1.2011/
***
23 wybrańców Wenty
Do 23 zawodników ograniczył trener reprezentacji Polski piłkarzy ręcznych Bogdan Wenta skład kadry, która będzie się przygotowywać do rozpoczynających się 13 stycznia mistrzostw świata w Szwecji
Do rezerwy przesunięto Piotra Chrapkowskiego, Kamila Syprzaka, Marcina Wicharego z Wisły Płock i Pawła Podsiadłę z Vive Targów Kielce. W porównaniu z poprzednim składem brakuje też kolejnego wiślaka Arkadiusza Miszki
Z 23 zawodników Wenta przed mistrzostwami wybierze 16, ale wcześniej – od 6 do 8 stycznia – sprawdzi ich w towarzyskim turnieju w Gdyni z udziałem Słowacji, Czech i Węgier.
Pierwszy mecz w mistrzostwach Polacy zagają 14 stycznia ze Słowacją.
Kadra na zgrupowanie w Cetniewie:
ls/int.pl /30.12.2010/
***
Celne strzały Polaków
Karol Bielecki był najskuteczniejszym zawodnikiem Rhein Necker Loewen w środowym meczu Bundesligi, ale jego zespół przegrał na wyjeździe z Frisch Auf Goeppingen 31:35. Reprezentant Polski zdobył dla Lwów 8 bramek
Grzegorz Tkaczyk tym razem nie strzelił żadnego gola. Na początku meczu bramki drużyny z Mannheim bronił Sławomir Szmal, ale już w 9 minucie zastąpił go Henning Fritz.
W Lubece miejscowy TuS N-Luebbecke Tomasza Tłuczyńskiego i Artura Siódmiaka również przegrał – z Fuechse Berlin Bartłomieja Jaszki 22:27. Tłuczyński 7 razy trafił do bramki gości (Siódmiak bez gola), a po drugiej stronie boiska Jaszka raz pokonał bramkarza Lubeki.
We wtorek Marcin Lijewski poprowadził HSV Hamburg do zwycięstwa nad HSG Ahlen-Hamm 30:28, zapisując na swoim koncie 7 trafień. Jego młodszy brat Krzysztof nie grał – przechodzi rehabilitację po operacji lewego barku.
Hamburczycy zdecydowanie prowadzą w tabeli. W 19 meczach odnieśli 18 zwycięstw i o 3 punkty wyprzedzają Fuesche Berlin. Rhein Neckar Loewen Bieleckiego, Szmala i Tkaczyka są wciąż na 4 pozycji, ale ich strata do lidera wzrosła do 8 punktów.
kc/pap /30.12.2010/
***
Bielecki zaskoczył Wentę
Trener naszej reprezentacji piłkarzy ręcznych Bogdan Wenta tak powiedział o powołanym do kadry na mecz z Ukrainą Karolu Bieleckim:
– Z Karolem Bieleckim byłem w kontakcie cały czas. Zaskoczył mnie, że tak szybko się pozbierał po kontuzji
– Podczas wakacji w każdej kolejnej rozmowie słyszałem w jego głosie więcej optymizmu, jakby słońce coraz bardziej wychodziło zza góry. Teraz na zajęciach nie widzę różnicy w jego grze. Wykazuje za to ogromne zaangażowanie i większą dojrzałość
– Determinacja i siła u Karola jest wielka. To wyjątkowy człowiek
– Nie będziemy nic mu narzucać, bo tu chodzi o jego przyszłość. Pamiętajmy o niezwykle ważnej rzeczy – w klubie mówią: Nie zapomnij, gdzie masz kontrakt, nie zapomnij, gdzie zarabiasz i gdzie jest twoja przyszłość. Podjął ogromne wyzwanie, wracając do sportu. Podchodzimy do jego przypadku patriotycznie, ale nikt nie patrzy na zdarzenie od strony Karola. W Kielcach otrzymał fajny list od premiera Donalda Tuska, ale Karol chciałby chyba innych, konkretnych działań, m.in. ze strony Ministerstwa Sportu czy Związku Piłki Ręcznej w Polsce.
kołowi: Bartosz Jurecki (SC Magdeburg), Artur Siódmiak (Lübbecke), Piotr Grabarczyk (Vive Targi Kielce), Kamil Syprzak (Orlen Wisła Płock)Polska – Ukraina – 150 mecz trenera Wenty z kadrą.
ps /28.10.2010/
***
Karol Bielecki szalał w Kielcach
Karol Bielecki pochodzi z Sandomierza, ale jego sportowym domem są Kielce. Stamtąd wyruszył na podbój Europy
Wczoraj wrócił i nieważne, że w barwach rywala Vive w Lidze Mistrzów. I tak został powitany jak bohater. Po dramatycznym meczu Vive Targi Kielce zremisowało z Rhein Neckar Loeven 23:23
Wielka, kilkumetrowa podobizna i napis: Cały kraj, cała hala chyli czoła przed dumą handballa. Tak podczas prezentacji drużyn przywitano niezłomnego sportowca. A zazwyczaj opanowany i spokojny Kola nie krył wzruszenia.
– Nie potrafię wyrazić swojej wdzięczności i radości z tak wspaniałego przyjęcia. Aż ciarki po plecach przechodziły, gdy kibice skandowali moje nazwisko. Dla takich chwil warto się męczyć – mówił łamiącym się głosem bohater popołudnia, który właśnie w Kielcach w czasie meczu reprezentacji z Chorwacją stracił oko.
Od pierwszego gwizdka sędziego podniosły nastrój ustąpił miejsca walce. Bielecki wszedł na parkiet w 15 minucie przy stanie 6:5 dla Vive. Już w pierwszym kontakcie z piłką huknął jak z katapulty, ale Marcus Cleverly obronił. W 18 minucie kielecki bramkarz był już po strzale reprezentanta Polski bezradny. A na trybunach zamiast ciszy… brawa dla Bieleckiego. Karol rzucił w sumie 5 goli.
Pierwsza połowa to pojedynek bramkarzy. Cleverly i Sławomir Szmal w bramce Lwów bronili jak natchnieni, a kielczanie dzielnie stawiali czoła liderowi grupy A Ligi Mistrzów. Do przerwy był remis 12:12.
W drugiej połowie kielczanie uciekli rywalom na 3 gole (16:13), ale roztrwonili przewagę. Do końca trwała wymiana ciosów, czerwone kartki zobaczyło dwóch polskich asów Lwów – Grzegorz Tkaczyk i Bielecki. Vive powinno wygrać, jednak 4 sekundy przed końcem Rastko Stojković nie wykorzystał rzutu karnego!
pd/se /18.10.2010/
***
Karol Bielecki wraca do kadry!
Cztery miesiące po koszmarnej kontuzji rozgrywający reprezentacji Polski Karol Bielecki otrzyma od Bogdana Wenty powołanie na zgrupowanie przed meczami eliminacyjnymi mistrzostw Europy. Do kadry wróci też Grzegorz Tkaczyk.
11 czerwca Kola stracił oko w pechowym starciu z Jospiem Valcićem podczas towarzyskiego meczu z Chorwacją w Kielcach. Jego dalsza kariera wydawała się niemożliwa, ale on postanowił spróbować.
W jednym z pierwszych oficjalnych meczów w swoim Rhein Neckar Loewen zdobył 11 bramek. Jest w klubowej kadrze na każdą ligową kolejkę.
– Niektórzy mówią, że jest nawet lepszy niż wcześniej – potwierdza wysłanie do niego powołania selekcjoner polskiej reprezentacji Bogdan Wenta. – Nie mamy takich ludzi za dużo. Ale ostateczna decyzja i tak będzie należeć do Karola. Jak przyjedzie, to będziemy rozmawiać. Ja go widzę w tej grupie, z którą mamy pracować – mówi Wenta.
Wenta sięgnie też po innego rozgrywającego – Grzegorza Tkaczyka. O ile w przypadku Bieleckiego trudno mówić o formalnym powrocie do kadry, bo przecież opuścił tylko drugi z towarzyskich czerwcowych meczów z Chorwatami, to Tkaczyk rozbrat z reprezentacją miał prawie dwuletni. Po olimpiadzie w Pekinie w 2008 zrezygnował z występów w kadrze z powodów prywatnych, potem przytrafiały mu się kontuzje i dopiero do tego sezonu przygotowywał się na sto procent. A ile jest wart Tkaczyk w wysokiej formie najlepiej wiedzą w klubie z Mannheim. W tym sezonie zdobył dla Lwów już 36 goli w Bundeslidze i jest drugim strzelcem drużyny po Uwe Gensheimerze, który jednak 16 ze swoich 46 goli zdobył z karnych.
Pełną listę powołań sztab szkoleniowy reprezentacji ma ogłosić w czwartek. – Grupa będzie liczna, łącznie z tymi którzy są obecnie kontuzjowani. Na końcu drogi, którą zaczynamy mistrzostwami świata w Szwecji, jest przecież olimpiada w Londynie – mówi Wenta.
Pierwszy mecz eliminacji mistrzostw Europy w Serbii 2012 Polacy zagrają 28 października w Warszawie z Ukrainą, trzy dni później zmierzą się na wyjeździe z Portugalią. Trzecim rywalem w grupie są Słoweńcy. To jedyne mecze Polaków o stawkę w tym roku. Towarzysko drużyna Wenty zagra jeszcze 8 grudnia z Niemcami w Kolonii oraz 18 i 19 grudnia z Rumunią w Zielonej Górze i Poznaniu.
ls/int.pl /7.10.2010/
***
Newiarygodny, fantastyczny Bielecki!
Piorunujący powrót – tak niemieckie media oceniają styl, w jakim na parkiet wrócił Karol Bielecki, który w czerwcu stracił oko. Z podziwem mówią o nim nie tylko koledzy z Rhein-Neckar Loewen, ale i rywale.
W inauguracyjnej kolejce Bundesligi był jeszcze rezerwowym, ale 31 sierpnia stanowił o sile Lwów – zdobywając 11 bramek i prowadząc zespół do zwycięstwa nad Frisch Auf Goeppingen 28:26.
Piorunujący powrót Bieleckiego po ciężkiej kontuzji oka – napisał jeden z lokalnych portali internetowych, dodając, że owacja 10 tys. kibiców, którzy skandowali: Karol, Karol, była jak najbardziej uzasadniona.
Był to pierwszy oficjalny występ Polaka po dramatycznym zdarzeniu, do którego doszło 11 czerwca w meczu reprezentacji Polski z Chorwacją w Kielcach. W starciu z Josipem Valciciem doznał poważnego urazu oka. Mimo dwóch operacji, nie udało się przywrócić wzroku.
Początkowo pochodzący z Sandomierza zawodnik chciał zakończyć karierę, jednak po kilku dniach zmienił decyzję i rozpoczął przygotowania do kolejnego sezonu. Najpierw wyłącznie trenował, później zaczął występować w sparingach, by we wtorek wrócić na parkiet.
Zachwycający Bielecki wykuł zwycięstwo w derbach Badenii-Wirtembergii – napisał Kicker.
Zwycięski powrót – zatytułował relację ze spotkania w Mannheim magazyn Focus. Dwa i pół miesiąca walczył Bielecki o powrót na boisko. W końcu uczynił to w triumfalny sposób – napisano w relacji.
Niewiarygodny, fenomenalny, zachwycił kolegów i kibiców – napisał portal internetowy sport1.de.
Ostatnie 10 minut było dla nas bardzo trudne. Przeżyliśmy tylko dzięki temu, że mieliśmy Karola – ocenił menedżer zwycięskiej drużyny Thorsten Storm.
Karol trafiał nie tylko najczęściej, ale i w decydujących momentach, gdy rywal się zbliżał – ocenił kolega z klubu i reprezentacji Polski Sławomir Szmal, który w meczu obronił 3 rzuty karne.
On rzuca jeszcze mocniej niż przed kontuzją – powiedział o Bieleckim drugi z bramkarzy Rhein-Neckar Loewen – Henning Fritz.
Wielkie słowa uznania i olbrzymi szacunek dla Karola. Czapki z głów. Z uwagi na jego popisową grę łatwiej mi zaakceptować porażkę – podkreślił trener Frisch Auf Goeppingen Velimir Petković.
PAP /1.9.2010/
***
Popłynęły mi łzy
Rozmowa z Karolem Bieleckim po jego pierwszym od utraty oka meczu w Bundeslidze
Dokonał pan niesamowitej rzeczy. W swoim pierwszym meczu o stawkę po utracie oka zdobył pan 11 bramek z Frisch Auf Goeppingen, a pana zespół wygrał w Bundeslidze 28:26.
Byłem przed meczem bardzo podekscytowany. Wiedziałem, że to będzie dla mnie test. Oczywiście w okresie przygotowawczym występowałem w sparingach jak każdy, ale co innego gra kontrolna, a co innego mecz o punkty w Bundeslidze, gdzie walczy się o prestiż i pieniądze przed tysiącami ludzi. Wiedziałem, że znowu wszyscy będą na mnie patrzeć i zdawałem sobie sprawę, że jeśli sobie nie poradzę, jeśli popełnię za dużo błędów, będę musiał zrezygnować z gry. Każdy by powiedział: ‘no tak, Bielecki w sparingach sobie radził, ale do walki na serio już się nie nadaje’. Bundesliga to brutalny świat. Nie dajesz rady, odpadasz. Taki klub jak Rhein-Neckar Loewen stać przecież na sprowadzenie każdego zawodnika. Stąd moje ogromne emocje i olbrzymi wybuch radości po bramce na 1:0 dla Lwów.
Po meczu był pan niezwykle wzruszony. Łzy w oczach miał też wasz menedżer Torsten Storm.
Tak, ale tym razem to były łzy wzruszenia i radości. Po końcowej syrenie zeszło ze mnie całe napięcie, musiałem jakoś odreagować. Atmosfera podczas tego meczu była niesamowita. Na trybunach w Mannheim 10 tysięcy ludzi, którzy po moim pierwszym golu wybuchnęli radością razem ze mną. Ale to, co się działo przez ostatnie trzy minuty, było nieprawdopodobne. Cała hala wstała i skandowała: Karol, Karol. A ja w końcówce zdobyłem jeszcze dwie bramki i przypieczętowałem nasze zwycięstwo. Czy można się dziwić, że po tym wszystkim popłynęły mi łzy?
rozm. wo /ps/ /1.9.2010/
***
Kamień z serca…
Rozmowa z Karolem Bieleckim
W pierwszym meczu o punkty po utracie oka, z Goeppingen w Bundeslidze, zdobył pan dla Rhein-Neckar Loewen 11 bramek. Niemieccy dziennikarze piszą, że Bielecki był fantastyczny, niewiarygodny, a pana trener opowiada, że oglądał ten mecz ze ściśniętym gardłem. Spodziewał się pan, że powrót będzie aż tak udany?
Kamień spadł z serca, ciśnienie się już zmniejszyło. Okazało się, że nie tylko w meczach sparingowych, ale i w lidze nadal jestem w stanie grać na wysokim poziomie. W następnych meczach będę już spokojniejszy, podejdę do nich z innym nastawieniem.
A jakie było nastawienie w meczu przeciwko Goeppingen?
Każdy był ciekawy, jak sobie poradzę, grając bez oka, sam też chciałem się ostatecznie upewnić, że jestem w stanie pokazać w meczu tę formę, którą wypracowałem na treningach. Wyszedłem na parkiet szukać potwierdzenia, że będę jeszcze grać w piłkę ręczną.
Kilka tygodni temu mówił pan, że nawet nie myśli o zdobywaniu bramek.
Na początku chciałem mieć pewność w chwycie piłki, później ćwiczyłem celność podań, musiałem kilka rzeczy opanować na nowo. W końcu doszło do tego, że ruszyłem w kierunku bramki przeciwnika i przekonałem się, że mogę normalnie funkcjonować.
W klubie rywalizuje pan teraz o miejsce w składzie z byłym kapitanem reprezentacji Grzegorzem Tkaczykiem?
To nie rywalizacja, my się uzupełniamy. Nikt nie jest w stanie grać 60 minut przez całą ligę. Cieszę się, że jest tu Grzesiek, a razem tworzymy bardzo dobry duet. Jesteśmy zupełnie innymi zawodnikami i trener może decydować, kto w danym momencie jest bardziej przydatny.
W pierwszej kolejce Bundesligi nie wyszedł pan na parkiet. Takie były ustalenia? Bał się pan, że trener nie da panu szansy powrotu do normalnej gry?
Nic nie było ustalone, zakładałem, że będę grać. Gdy trener zdecydował inaczej, nie robiłem tragedii, spokojnie czekałem na kolejny mecz. To był dla mnie wyjątkowy powrót. Kibice mnie wspierali, później dostałem też wiele informacji z Polski. Ludzie cieszyli się, że dałem radę.
W styczniu reprezentacja Polski zagra w mistrzostwach świata w Szwecji. Z Bieleckim?
Jeśli nadal będę grać na wysokim poziomie, jestem do dyspozycji.
rozm. mk/rp /2.9.2010/
***
Wenta zaprasza Bieleckiego do kadry
Drzwi kadry zawsze są otwarte dla Karola Bieleckiego – poinformował trener polskiej reprezentacji Bogdan Wenta. Zdaniem szkoleniowca, drużyna narodowa potrzebuje graczy takich jak Bielecki, jednak decyzję o powrocie musi podjąć sam zawodnik.
Nie mamy zbyt wielu tak klasowych zawodników jak Karol, więc zawsze powitamy go w reprezentacji z radością, szczególnie jeśli będzie w takiej formie, jaką zaprezentował w swoim pierwszym meczu ligowym. Doznał bardzo groźnej kontuzji, ale nie powinna ona spowodować utraty jego największych atutów – powiedział Wenta.
Trener zaznaczył, że jest pełen podziwu dla byłego zawodnika Vive Kielce za ciężka pracę, jaką wykonał, by powrócić do gry po utracie widzenia w lewym oku.
Nie udało mi się pogratulować Karolowi jego bardzo udanego występu w Bundeslidze, bo miał wyłączony telefon, jednak rozmawiałem z nim wcześniej. Moje słowa na pewno nie będą w stanie oddać tego, co Karol czuje w tej chwili, jednak wydaje mi się, że to tragiczne wydarzenie wzmocniło jego determinację. Ciężko pracuje, aby być w dobrej formie, i wspomina o chęci powrotu do reprezentacji. Nie będę na niego naciskać. Dam mu tyle czasu, ile będzie potrzebować, bo to decyzja odnośnie całej jego kariery – powiedział Wenta.
Chęć ponownego założenia koszulki reprezentacji Polski wyraził również klubowy kolega Karola Bieleckiego z Rhein-Neckar Loewen Grzegorz Tkaczyk.
Rozmawiałem z Grzesiem, który również przeszedł trudne chwile związane z kontuzją kolana, przed rozpoczęciem bardzo ciężkiego dla sportowców okresu przygotowawczego do sezonu ligowego. Przez miesiąc może się dużo wydarzyć, ale jeśli będzie zdrowy i podtrzyma swoją decyzję, przyjmiemy go z radością, bo nie mamy wielu Tkaczyków i Bieleckich w naszym kraju – oznajmił Wenta.
PAP /3.9.2010/
***
Z jednym okiem gram lepiej…
Rozmowa z Karolem Bieleckim
Od kilku tygodni grasz i trenujesz w specjalnych goglach, które mają chronić twoje zdrowe oko. Bardzo przeszkadza to na boisku?
Wolałbym grać bez nich, ale nie chcę ryzykować ze względu na zdrowe prawe oko. Muszę się do nich przyzwyczaić. Jest też kłopot, bo jak ostatnio grałem na hali, która miała żółte trybuny, zielone ściany, a i piłka była zielona, to przy świetle ciężko było mi wszystko zobaczyć. Raz na treningu grałem bez gogli, bo się zapomniałem. I dopiero koledzy mi o nich przypomnieli. To chyba świadczy, że nie mam z tym problemu.
Jak się czułeś, gdy przyszedłeś na pierwszy trening po miesiącu?
Dziwnie, było wiele nerwów. Wszyscy na mnie patrzyli. Było kilku ciekawskich, którzy zastanawiali się, jak to będzie teraz wyglądało, jak będę sobie radzić. To samo było na pierwszym sparingu. Ludzie patrzyli, czy będę robić błędy z powodu braku oka. Czy dam radę, czy to jednak niemożliwe. Ale mnie się wydaje, że bez jednego oka czasami gram nawet lepiej niż wcześniej.
Naprawdę nie straciłeś nic ze swojej sportowej formy przez tę kontuzję?
Nie. Nawet z Kasą (Sławomirem Szmalem – red.) rozmawialiśmy ostatnio na ten temat. Mówił, że dobrze, może mi nie iść, ale przecież przed wypadkiem też raz radziłem sobie lepiej, a raz gorzej. Stwierdził, żebym nie tłumaczył błędów brakiem oka. To normalne, że na początku spadła mi wydolność po dwóch narkozach i nie miałem siły, co bardzo mnie wkurzało na treningach. Czułem się osłabiony, ale po dwóch tygodniach się odbudowałem. Teraz jest dobrze.
Czy z powodu wypadku w klubie lżej cię traktują?
Już na początku rozmawiałem z trenerem Olą Lindgrenem i mówiłem, że będę starać się wrócić i grać tak jak przed wypadkiem. Powiedziałem mu, że chcę, by mnie traktował tak samo jak pozostałych. I jeśli mam grać, to tylko dlatego, że jestem w formie. Nie potrzebuję litości. Nie chcę być traktowany na specjalnych zasadach tylko dlatego, że mam jedno oko.
A co z reprezentacją? Wrócisz do niej?
Z trenerem Wentą wiele razy rozmawiałem po wypadku, ale o kadrze nie chcę mówić. Bogdan musi dać sobie radę beze mnie, bo ja kadrę zostawiam na razie z boku. Koncentruję się na klubie, bo wiem, że ludzie wiele mi tutaj pomogli. A działacze ze związku nie zachowali się do końca właściwie.
Masz do nich żal?
Do nikogo nie mam żalu. Ale jest wiele spraw, które nie zostały właściwie rozwiązane. Zawsze twierdziłem, że gdy komuś coś takiego się przytrafi, to zostaniemy na lodzie. W klubie wszystko jest tak ułożone, że z szacunkiem podchodzi się do człowieka. A w kadrze nie wszystko zostało dopięte do końca. To funkcjonuje tak: grajmy, nie bójmy się, ale jak coś się stanie, to radź sobie sam.
Meczem z Balingen rozpoczynacie występy w Bundeslidze. Jakie cele postawili przed wami szefowie Rhein Neckar Loewen?
Jak zwykle walka o najwyższe cele. Doszło kilku zawodników, wygląda to lepiej niż ostatnio, ale na tę chwilę trudno przewidzieć, czy to zaskoczy i będziemy wygrywać. Plan w klubie jest taki, aby podpisywać z zawodnikami wieloletnie kontrakty i dzięki temu budować zespół, który będzie mieć przyszłość, a nie będzie walczyć skutecznie tylko w jednym sezonie. To ma sens. Przez to, że w składzie są nowe osoby, musimy więcej pracować nad zgraniem. Bo najwięksi rywale – Hamburg i Kolonia, nie śpią i również będą bardzo mocni.
po/ms/se /29.8.2010/
***
Moje nowe życie bez oka
Rozmowa z piłkarzem ręcznym Karolem Bieleckiem
To, co wydawało się niewiarygodne, stało się faktem – pozbawiony jednego oka Karol Bielecki znów gra i zdobywa piękne gole
Krótko po tragicznym wypadku i stracie oka ogłosiłeś zakończenie kariery. Jednak teraz przygotowujesz się z drużyną Rhein Neckar Loewen do nowego sezonu. To twoje nowe życie?
Można tak powiedzieć. Miałem wypadek, były chwile zwątpienia, że już więcej nie zagram, ale na szczęście z tego wyszedłem. Trenuję, gram w sparingach i na razie nieźle to wygląda. Mam nadzieję, że dam sobie radę i nadal będę grać. Po dwóch miesiącach od straty oka wszystko już ogarniam i radzę sobie coraz lepiej.
Przeszkadza ci w trakcie gry to, że masz tylko jedno zdrowe oko?
Nie. Zresztą nie myślę o tym. Podchodzę do tego w ten sposób: Trudno, stało się. Nie użalam się nad sobą. Życie toczy się dalej.
Co cię bardziej przerażało, myśl o końcu kariery, czy o dalszym życiu bez jednego oka?
Przerażało? Nie wiem, czy to dobre słowo. Może jak ktoś ma rodzinę i problemy, żeby ją utrzymać, to bardziej się martwi. Ale ja jestem sam. Jeśli miałbym się dziś spakować i polecieć do Polski albo do Stanów, to zrobiłbym to, bo nie mam żadnych zobowiązań. Takie życie, jakie prowadzę, jest wygodniejsze w obliczu tego, co się stało. O nikogo nie muszę się martwić, tylko o siebie. To mi w tej sytuacji trochę pomogło.
Skąd czerpałeś siłę, żeby poradzić sobie z tym wszystkim?
W najtrudniejszych chwilach byli przy mnie bliscy, którzy powtarzali, że będzie dobrze. Doceniam bardziej rodzinę i znajomych, to jak wspaniale mnie wspierają, niż fakt, że mam szansę kontynuować karierę. Jak ją skończę, to nie będę płakać, teraz zetknąłem się już z tą świadomością. Może jestem trochę dziwny, ale właśnie tak to odbieram. Dramatem byłoby, gdybym dowiedział się, że jestem śmiertelnie chory. A ja po prostu nie mam jednego oka – z tym da się żyć jeszcze wiele lat. Być może za rok będę miał kolejną operację i wstawią mi protezę. Mógłbym już teraz ją przejść, ale nie chciałem tracić czasu, bo zaczyna się sezon.
Decyzję o powrocie do sportu podjąłeś ty czy lekarze?
Do powrotu zmotywował mnie właściciel klubu, który jako pierwszy powiedział, że mogę grać dalej. I lekarz, który przyznał, że zależy to tylko od mojej silnej woli. ‘Jeśli się załamiesz, to zatrzymasz się w miejscu’ – usłyszałem. Z medycznego punktu widzenia nie ma żadnych przeciwskazań, bym mógł grać. Nosząc gogle, nie mam problemów. Nawet ostatnio rozmawiałem z jednym z polskich lekarzy, który widział ten wypadek, operował mnie i mówił, że jest beznadziejnie, a oka nie uda się uratować. Był jednak pewien, że nawet bez oka będę grać.
Gdy już wiedziałeś, że możesz grać, miałeś zajęcia, by lepiej radzić sobie bez oka. Czego się w ich trakcie nauczyłeś?
Miałem terapię, były zabawy z piłką w pokoju, który był cały niebieski i piłka też niebieska. To miało służyć temu, by mózg przyzwyczaił się do nowej sytuacji. Piłka była w ruchu, leciała w różnych kierunkach. To było trudne. Po zajęciach pomyślałem, że nawet widząc na dwoje oczu, nie złapałbym tej piłki. Pewnie połowa zespołu nie wykonałaby tego ćwiczenia.
Masz kontakt z Josipem Valciciem, który spowodował twój uraz? Chorwat po wypadku był załamany.
Nie kontaktowałem się z nim, nie potrzebuję tego. O czym mamy rozmawiać? Mamy wspominać akcję i to, że mi wybił oko? Nie mam jednak do niego żadnych pretensji. To był wypadek, on nie zrobił tego specjalnie. Tym bardziej że ja byłem w obronie, a on w ataku. Być może to moja wina, bo wpakowałem się na jego rękę.
SE/27.8.2010/
***
Gra, jakby nic się nie stało
Karol Bielecki rzuca gole w Bundeslidze i już niemal zapomniał o stracie oka. Już zaczął rzucać piękne gole. To niewiarygodne, jak on to robi?… Znów jest postrachem najlepszych bramkarzy Bundesligi
Teraz Karol gra w specjalnych ochronnych okularach. Dzielny szczypiornista z każdym meczem coraz pewniej czuje się na parkiecie
Rozgrywający reprezentacji Polski już dawno zapomniał o swojej tragedii. Karol rzuca w swoim stylu. W finałowym meczu turnieju w Sindelfingen Kola zdobył aż 5 goli. Co prawda jego Rhein Neckar Loewen przegrał z HSV Hamburg 31:32, ale Bielecki był jednym z najlepszych zawodników na boisku.
Wydawało się, że strata oka załamie polskiego szczypiornistę. Nic z tych rzeczy! Już po dwóch tygodniach od wypadku Karol zdecydował się podjąć wyzwanie i wrócić do sportu. Z dnia na dzień, z tygodnia na tydzień nabierał wiary w siebie. Kiedy klub załatwił mu w USA specjalistyczne okulary, na boisku poczuł się jak ryba w wodzie.
Nie wiem, czy był to mój najlepszy mecz po stracie oka. Systematycznie robię swoje i chcę grać na najwyższym poziomie. Gram w ataku i obronie, czyli nic się nie zmieniło od momentu kontuzji. Na razie nie jest źle, ale to nie tylko moja zasługa. Cała drużyna walczy. Cieszę się, że moi koledzy w tym Grzesiek Tkaczyk i Sławek Szmal także spisują się bardzo dobrze – mówi Bielecki.
Jest bardzo prawdopodobne, że trener Bogdan Wenta powoła Karola na najbliższe mecze eliminacyjne mistrzostw Europy.
Cały czas jestem w kontakcie z Bogdanem. Trener wszystko wie o mojej formie. Ale czy zagram w kadrze i kiedy, nie mam pojęcia. Na razie staram się wrócić do dawnej formy. Jeszcze sporo mi brakuje – mówi Bielecki.
W turnieju Kempa Cup jeszcze lepiej zagrał drugi z naszych kadrowiczów Marcin Lijewski, który dla HSV strzelił 6 goli.
F/t /17.8.2010/
***
Karol Bielecki nie poddaje się!
Rozmowa z Karolem Bieleckim, 28-letnim wicemistrzem i brązowym medalistą mistrzostw świata w piłce ręcznej, od 2004 r. grającym w Niemczech, obecnie w klubie Rhein-Neckar Loewen.
W czerwcu powiedział pan, że strata jednego oka oznacza koniec kariery sportowej. Co się stało, że wrócił pan do gry?
Najpierw usłyszałem od lekarza, że gra w piłkę ręczną jest wykluczona, że nie da się kontynuować kariery bez narażania zdrowego oka. Trzeba je chronić. Później okazało się, że nie ma większego zagrożenia. Dowiedziałem się, że jeśli bardzo chcę, to mogę spróbować. To kwestia woli. Pomyślałem, że za parę lat mogę żałować, że za szybko powiedziałem dziękuję. Nawet jeśli teraz mi się nie uda, stanę przed lustrem ze świadomością, że spróbowałem.
Podczas rehabilitacji uczył się pan wszystkiego od początku?
Miałem wrażenie, że pół głowy zostało w ciemnym pokoju, a pół jest już w jasnym. W poruszaniu było coś nowego, bałem się, że lewą stroną za chwilę w coś uderzę. Z czasem bałem się coraz mniej, co rano myślałem tylko, że lewe oko się jeszcze nie obudziło, ale zaraz wszystko będzie dobrze. Czas mija, organizm się przyzwyczaja, radzi sobie, rekompensuje sobie czymś innym.
Ma pan swoje oko czy protezę?
Swoje, ale ono nie jest takie jak u każdego człowieka. Uległo wypadkowi, jak się pan przyjrzy, to znajdzie różnicę. Jest czerwone, inne.
Odpisywał pan na esemesy kilka dni po wypadku. Jakby nic pana nie ruszyło…
Rozpaczanie nad sytuacją i zamknięcie się w sobie nie byłoby najmądrzejsze. Chociaż piłka ręczna wydawała się nieosiągalna, uznałem, że nic się nie stało, i postanowiłem normalnie żyć.
Pamięta pan w ogóle tę sytuację, gdy Chorwat Josip Valcić trafił pana palcem w oko?
Dziwnie było. Stoję w obronie, facet podaje piłkę, robi ruch, ja też. Trafia mnie w oko. Wydawało się, że to nic poważnego, takich zdarzeń na boisku są miliony. Urazy oczu się zdarzają, ale nie tak poważne, bo zazwyczaj piłkarz zdąży jakoś zareagować – odwrócić się, zamknąć oko. Ja nie zdążyłem i wypłynęło mi jeszcze na boisku. Na początku wierzyłem w to, że uda mi się odzyskać wzrok, ale kiedy światło ciągle do mnie nie docierało, pomyślałem, że będzie źle. Miałem mieć osiem operacji, skończyło się na dwóch, najgorzej jak mogło. Przyjaciele powtarzali mi, że lekarze teraz robią wszystko. W tym przypadku też pewnie zrobili, ale niewiele mogli.
Valcić do pana dzwonił? Podobno mocno przeżył ten wypadek.
Nie miałem z nim kontaktu. A poza tym nie ma o czym rozmawiać. Stało się i nikt mi oka nie przywróci.
Czuł pan wsparcie kibiców w tych trudnych momentach?
Miałem wsparcie rodziny i tylko to było ważne. Wiedziałem, że ludzie przejęli się moim urazem, ale nie zwracałem wtedy na to uwagi. Mama i tata cały czas są ze mną, czuję to codziennie. Przekazać im informację było najtrudniej. Naprowadzałem na najgorsze bardzo powoli. Najpierw powiedziałem, że może się tak wydarzyć, że nie będę widział. Za drugim razem, gdy znałem już ostateczną diagnozę, zapytałem mamę, jak się czuje. Powiedziałem jej, że operacje się nie udały, ale obiecałem, że potrafię być szczęśliwym człowiekiem. Tak nawet byłoby, gdybym nie grał w piłkę. Z jednym okiem mogę dożyć osiemdziesiątki. Nie przejmuję się tym wszystkim, codziennie na świecie dzieją się większe tragedie.
Klub wspierał pana, zachęcał do powrotu na boisko?
Działacze Rhein-Neckar Loewen zrobili więcej, niż mogłem oczekiwać. Wielu propozycji pomocy nie przyjąłem, uznawałem, że to przesada. Dostałem okulary, które na razie trochę ograniczają pole widzenia, ale już w drodze są te specjalistyczne, dla sportowców.
Reprezentacja Polski to zamknięty rozdział?
Trener Bogdan Wenta wierzy we mnie. Robi wszystko, żebym był takim zawodnikiem jak przed urazem, wspiera mnie w wysiłku. Często ze sobą rozmawiamy. Do reprezentacji potrzeba piłkarzy na wysokim poziomie, mój powrót zależy od tego, jak wysoko uda mi się wejść z takim urazem. Gram w klubie, który pokazał mi, jak jestem dla niego ważny, i na razie na tym się koncentruję. Ale jeśli się okaże, że nie jestem w stanie być wartościowym zawodnikiem, to nie będę grał dla samej gry. Zrezygnuję.
Jakie to było uczucie znowu wbiec na parkiet?
Coś nowego. Każdy patrzył mi na ręce. Czy da radę? Czy się nie przewróci? Na razie nie koncentruję się na golach, nie chcę popełniać błędów. Biegam normalnie, uważnie łapię piłkę, ale ciągle nie jestem sobą. Próbuję po to, żeby mi się udało. Po wypadku pomyślałem na spokojnie – tyle lat walki, żeby być w Bundeslidze, żeby reprezentować Polskę, i nagle jeden ruch ma przerwać moje marzenia? Doszedłem do wniosku, że za dużo mnie to wszystko kosztowało, wiedziałem, że muszę wrócić, bo mogę mieć przed sobą jeszcze wiele lat gry. Nie jest dla mnie ważne, jak odbierają to ludzie, bo to przede wszystkim moja walka z samym sobą.
Do ligi został miesiąc. Da pan radę?
Myślę, że tak. Nie widzę wielkich problemów.
MK/RP /3.8.2010/
***
Bielecki znów gra!
Karol Bielecki zagrał w sparingu! Jego drużyna zmierzyła się z TSB HN-Horkheim. To był pierwszy mecz reprezentanta Polski, po tym jak stracił lewe oko. Rhein Neckar Lowen pokonało Horkheim 35:27, a Karol zdobył bramkę otwierającą wynik.
Niedawno wydawało się to niemożliwe, a Karol Bielecki wrócił do gry! Szczypiornista chce jechać z kadrą Bogdana Wenty na styczniowe mistrzostwa świata! Bielecki postanowił, że wróci do gry, mimo utraty oka! Szczypiornista przechodzi rehabilitację, której efekty są bardzo dobre. Kola jest niezwykle zdeterminowany, aby wrócić do sportu. Jak sam mówi, jest przecież zdrowy.
Taką podjąłem decyzję. Trzeba walczyć. Poza tym, że nie mam jednego oka, to jestem zdrowy. Mam 28 lat, muszę spróbować. Jeżeli pojawia się cień szansy, trzeba zrobić wszystko, by ją wykorzystać. I ja to zrobię. Dopadł mnie okrutny uraz, ale nie czas narzekać. Muszę wziąć się w garść. A najprostsza droga ku temu prowadzi przez powrót do Bundesligi i reprezentacji Polski. Ludzie, którzy się mną opiekują, to znakomici fachowcy – mówi popularny Kola.
Wiara i determinacja Bieleckiego są wręcz niebywałe. – To niesamowite, że ludzie modlili się za moje zdrowie w kościołach. Te dowody sympatii to chyba efekt mojej skromności. Kiedy było trzeba, oddałem na cele charytatywne swoje dwa medale mistrzostw świata. Chciałbym podziękować wszystkim fanom szczypiorniaka. Mój powrót jest dla nich. Chcę jechać na mistrzostwa świata – powiedział Bielecki.
PS /26.7.2010/
***
Z TRENINGU NA TRENING LEPIEJ
Z treningu na trening jest lepiej. Czuję się bezpiecznie, odzyskuję pewność siebie – przyznał Bielecki, który 11 czerwca w meczu reprezentacji Polski z Chorwacją w wyniku urazu stracił lewe oko, ale nie zamierza rezygnować z gry.
Bielecki, od kilku lat filar polskiej drużyny narodowej i niemieckiego Rhein-Neckar Loewen, mimo nieszczęśliwego wypadku i sprawnego tylko jednego oka chce wrócić do wysokiej formy. Od kilkunastu dni trenuje z zespołem z Mannheim, zagrał w dwóch meczach towarzyskich i jest zadowolony z postępów.
Z treningu na trening jest lepiej. Czuję się bezpiecznie, odzyskuję pewność siebie. Chcę grać na takim poziomie jak wcześniej i wierzę, że mi się uda – mówi Bielecki, cytowany przez agencję prasową DPA. – Nie czuję strachu. Mam wrażenie, że po tym wypadku jestem silniejszy – mówi.
Sześć tygodni po nieszczęśliwym zdarzeniu w Kielcach Kola podkreślił, że gdy ma piłkę w ręce, w jego grze nie ma specjalnej różnicy. Problemy przysparza tylko jej złapanie. – Muszę trochę zmienić myślenie i sposób poruszania się po boisku. By złapać piłkę, więcej ruszam głową, rozglądam się.
Bielecki musi się zaprzyjaźnić z okularami przypominającymi gogle. – Na boisko musi w nich wychodzić. To dla jego dobra i zdrowia. Trzeba zrobić wszystko, by chronić prawe, w pełni sprawne, oko – mówi Thomas Katlun z kliniki w Heidelbergu, gdzie zawodnik przechodził rehabilitację.
Wszystko przebiega lepiej niż można się było spodziewać. Trudno nie być optymistą – mówi klubowy lekarz Andreas Klonz. – Karol nie odzyskał jeszcze pełnej formy i swojego olbrzymiego potencjału rzutowego, ale walczy o to z wielką determinacją.
Bielecki doznał urazu oka w starciu z Josipem Valciciem 11 czerwca w pierwszych minutach towarzyskiego meczu z Chorwacją w Kielcach. Przeszedł w ciągu tygodnia dwie operacje – jedną w Lublinie, drugą w Tybindze. Pomimo starań lekarzy srebrny medalista mistrzostw świata z 2007 r. i brązowy z 2009 r. nie odzyska wzroku w lewym oku. Początkowo chciał zakończyć karierę, jednak po kilku dniach zmienił decyzję i z zapałem wziął się do pracy, by wrócić na parkiet.
PAP /27.7.2010/
***
Polacy błyszczą
Drużyny z Polakami w składzie są na czele Bundesligi po trzech kolejkach sezonu. Wspaniałą formę prezentuje w Magdeburgu Bartosz Jurecki
Kołowy reprezentacji Polski zdobył 7 bramek w wygranym 34:25 meczu z TV Grosswallstadt i był najskuteczniejszy z naszych rodaków grających w najlepszej lidze świata.
O jedno trafienie mniej zaliczył Grzegorz Tkaczyk w wyjazdowym meczu Rhein Neckar Loewen z beniaminkiem HSG Ahlen-Hamm. Lwy wygrały tylko 28:25, ale mecz miały pod kontrolą prowadząc różnicą 3-5 goli. W bramce cały czas grał Sławomir Szmal. Ponad 40-procentowa skuteczność Kasy i tytuł gracza meczu mówią same za siebie. Karol Bielecki tym razem nie zagrał.
Pięć goli dla Hamburga zdobył Marcin Lijewski w wygranym 27:22 meczu z Wetzlar i z 24 trafieniami jest na razie wiceliderem klasyfikacji strzelców Bundesligi.
Po dwa gole zdobyli Tomasz Tłuczyński dla Lubbeck (wygrana 30:26 z Melsungen) oraz Maciej Dmytruszyński dla DHC Rheinland (porażka z Fuchse Berlin 19:24). W drużynie berlińskich Lisów zagrał tylko Bartłomiej Jaszka, ale nie strzelił gola. Mimo to jego zespół z kompletem punktów razem z THW Kiel i Rhein Neckar Loewen prowadzi w tabeli bez straty punktu. W siódemce ze stolicy Niemiec nie wystąpił jeszcze Mark Bult, który po nieudanej przygodzie z Vive Targi Kielce wrócił do swojego poprzedniego klubu.
Z pozostałych Polaków zagrali jeszcze Jacek Będzikowski (Hannover Burgdorf, porażka z 24:30 z Flensburgiem), Artur Siódmiak (Lubbeck) i bramkarz Goeppingen Adam Weiner. Krzysztof Lijewski (HSV), Piotr Przybecki (Hannover) i Michał Kubisztal (Fuchse) leczą kontuzje.
Wyniki 3 kolejki
Rheinland – Fuchse Berlin 19:24
Wetzlar – HSV Hamburg 22:27
N-Lubbecke – Melsungen 30:26
Hannover-Burgdorf – Flensburg-Handewitt 24:30
Magdeburg – Grosswallstadt 34:25
Balingen-Weilstetten – Friesenheim 30:30
Frisch Auf Goeppingen – Gummersbach 37:26
Ahlen-Hamm – Rhein-Neckar Loewen 25:28
THW Kiel – Lemgo 18:13 35:26
Tabela Bundesligi
- THW Kiel 6 pkt
- Fuchse Berlin 6
- Rhein-Neckar Loewen 6
- HSV Hamburg 6
- Flensburg-Handewitt 6
- Frisch Auf Goeppingen 4
- Magdeburg 4
- Gummersbach 4
- Grosswallstadt 4
- N-Lubbecke 2
- Lemgo 2
- Hannover-Burgdorf 2
- Balingen-Weilstetten 1
- Friesenheim 1
- Melsungen 0
- Rheinland 0
- Wetzlar 0
- Ahlen-Hamm 0
lś /14.9.2010/
***
Polacy na czele Bundesligi
Drużyna Fuchse Berlin z Bartłomiejem Jaszką i Michałem Kubisztalem prowadzi w najsilniejszej lidze świata. Lisy sprawiły największą sensację sezonu pokonując we własnej hali THW Kiel 26:23
Drużyna ze stolicy Niemiec jest jedyną niepokonaną w Bundeslidze, ale w meczu z mistrzem Niemiec i zwycięzcą Ligi Mistrzów niewielu dawało jej szanse.
THW Kiel nie tylko ma największy budżet w Europie, jest mistrzem Niemiec i triumfatorem Ligi Mistrzów. W ostatnich dniach pozyskało z hiszpańskiego Ciudad Real Francuza Jerome Fernandela, złotego medalistę olimpiady w Pekinie i podwójnego mistrza świata (2001 i 2009) i Europy (2006, 2010).
Ale berlińskie Lisy toczyły równy bój z Zebrami. Reprezentacyjny bramkarz Niemiec Silvio Heinewetter dokonywał w bramce cudów, w ataku trzy gole zdobył Bartłomiej Jaszka. Kiel prowadził w tym meczu tyko pięć razy: na początku od 2:1 do 5:4 i kwadrans przed końcem 19:18 i 20:19.
Przez pozostałą część meczu wygrywali gospodarze niesieni dopingiem ponad 9000 kibiców. Niezbyt imponująco wypadł powrót do Berlina Holendra Marka Bulta. Przypomnijmy, że reprezentant Holandii dwa tygodnie temu odszedł z zespołu Vive Targów Kielce, bo nie przekonał do siebie trenera Bogdana Wenty. W niedzielę w protokole zapisał się tylko przestrzelonym rzutem karnym. Drugi Polak w Fuchse, Michał Kubisztal nie gra z powodu kontuzji pleców i na parkiet wróci najwcześniej na początku grudnia.
Pierwszy występ po odejściu z Kielc zaliczył kolejny reprezentant Holandii Bartosz Konitz. Pochodzący z Polski rozgrywający trafił do TuS-N Lubbecke, gdzie ma zastąpić Michała Jureckiego. W debiucie w Bundeslidze zdobył dwa gole ale jego drużyna przegrała we Flensburgu 25:34. Bez goli dla gości kończyli spotkanie Artur Siódmiak i Tomasz Tłuczyński.
Wyborną formę utrzymują Sławomir Szmal i Grzegorz Tkaczyk. Ich zespół Rhein Neckar Loewen wygrał na wyjeździe z Wetzlar 33:27. Tkaczyk zdobył 7 goli, Karol Bielecki 2, a Kasa m.in. odbił 3 karne.
Pozostali Polacy w Bundeslidze nie grali.
Wyniki 5 Kolejki:
VfL Gummersbach – Ahlen-Hamm 30:25
Flensburg-Handewitt – TuS N-Lübbecke 34:25
HSG Wetzlar – Rhein-Neckar Löwen 27:33
TSG Lu.-Friesenheim – Frisch Auf Göppingen 22:24
TBV Lemgo – HBW Balingen-Weilstetten 32:27
MT Melsungen – DHC Rheinland 24:28
Füchse Berlin – THW Kiel 26:23
Awansem: HSV Hamburg – SC Magdeburg 32:27.
TV Grosswallstadt – TSV Hannover-Burgdorf – przełożony
Tabela
- Füchse Berlin 10 pkt
- Flensburg-Handewitt 10
- THW Kiel 8
- HSV Hamburg 8
- Rhein-Neckar Löwen 8
- Frisch Auf Göppingen 6
- Magdeburg 6
- Gummersbach 6
- Grosswallstadt 4
- Lemgo 4
- N-Lübbecke 2
- Rheinland 2
- Hannover-Burgdorf 2
- Friesenheim 1
- Balingen 1
- Wetzlar 0
- Melsungen 0
- Ahlen-Hamm 0
lś/int. /20.9.2010/
Kamień z serca...
Rozmowa z Karolem Bieleckim
W pierwszym meczu o punkty po utracie oka, z Goeppingen w Bundeslidze, zdobył pan dla Rhein-Neckar Loewen 11 bramek. Niemieccy dziennikarze piszą, że Bielecki był fantastyczny, niewiarygodny, a pana trener opowiada, że oglądał ten mecz ze ściśniętym gardłem. Spodziewał się pan, że powrót będzie aż tak udany?
Kamień spadł z serca, ciśnienie się już zmniejszyło. Okazało się, że nie tylko w meczach sparingowych, ale i w lidze nadal jestem w stanie grać na wysokim poziomie. W następnych meczach będę już spokojniejszy, podejdę do nich z innym nastawieniem.
A jakie było nastawienie w meczu przeciwko Goeppingen?
Każdy był ciekawy, jak sobie poradzę, grając bez oka, sam też chciałem się ostatecznie upewnić, że jestem w stanie pokazać w meczu tę formę, którą wypracowałem na treningach. Wyszedłem na parkiet szukać potwierdzenia, że będę jeszcze grać w piłkę ręczną.
Kilka tygodni temu mówił pan, że nawet nie myśli o zdobywaniu bramek.
Na początku chciałem mieć pewność w chwycie piłki, później ćwiczyłem celność podań, musiałem kilka rzeczy opanować na nowo. W końcu doszło do tego, że ruszyłem w kierunku bramki przeciwnika i przekonałem się, że mogę normalnie funkcjonować.
W klubie rywalizuje pan teraz o miejsce w składzie z byłym kapitanem reprezentacji Grzegorzem Tkaczykiem?
To nie rywalizacja, my się uzupełniamy. Nikt nie jest w stanie grać 60 minut przez całą ligę. Cieszę się, że jest tu Grzesiek, a razem tworzymy bardzo dobry duet. Jesteśmy zupełnie innymi zawodnikami i trener może decydować, kto w danym momencie jest bardziej przydatny.
W pierwszej kolejce Bundesligi nie wyszedł pan na parkiet. Takie były ustalenia? Bał się pan, że trener nie da panu szansy powrotu do normalnej gry?
Nic nie było ustalone, zakładałem, że będę grać. Gdy trener zdecydował inaczej, nie robiłem tragedii, spokojnie czekałem na kolejny mecz. To był dla mnie wyjątkowy powrót. Kibice mnie wspierali, później dostałem też wiele informacji z Polski. Ludzie cieszyli się, że dałem radę.
W styczniu reprezentacja Polski zagra w mistrzostwach świata w Szwecji. Z Bieleckim?
Jeśli nadal będę grać na wysokim poziomie, jestem do dyspozycji.
rozm. mk/rp /2.9.2010/

















































































































































































