W Glasgow brakuje mi Polski
Rozmowa z Arturem Borucem
Który z rywali, z którymi pan do tej pory rywalizował na boisku, dał się panu najbardziej we znaki, był najlepszy? Kaka?
Kaka jest rzeczywiście bardzo dobrym zawodnikiem i chyba przeciw niemu gra się najtrudniej. Strzelił mi bramkę, więc tym bardziej muszę docenić jego klasę.
Najpiękniejszy stadion, na którym pan grał, który zrobił na panu największe wrażenie?
Na mnie zawsze wrażenie robi stadion Legii Warszawa (uśmiech). Poza tym właśnie San Siro w Mediolanie jest fantastycznym obiektem. Było jeszcze parę, choćby Old Trafford Manchesteru United. Nie zapominajmy, że i stadion Celtiku jest bardzo fajny. Te wymienione chyba najbardziej zapadały mi w pamięci.
Na którym ze stadionów, na którym pan jeszcze nie grał, bardzo chciałby pan zagrać?
W ten sposób jeszcze nie patrzyłem na to wszystko. Nie mam pojęcia, naprawdę. Może na stadionie Barcelony.
Co pan powie o drużynie Celtiku?
To dobra drużyna. Pokazaliśmy już wiele razy, że nieźle sobie radzimy, choćby w Lidze Mistrzów. Gdyby jeszcze dokonać paru wzmocnień, to liczylibyśmy się jeszcze bardziej.
Co pan powie o klubie, w którym pan gra, pracuje, czyli o Celtiku?
Przede wszystkim bardzo prężny klub. Ma niesamowitych kibiców, rzesze kibiców. W Polsce Celtic też ma ich coraz więcej. To jeden z
największych klubów w Wielkiej Brytanii.
Co pan myśli o Szkocji?
Kraj, jak kraj. Pogoda jest niesamowicie dołująca. Ciągle jest pochmurno, słońce pojawia się sporadycznie. Z drugiej strony, nie pojechałem tam się opalać.
Jacy są Szkoci? Gdyby porównywać ich na przykład do Polaków?
Na pewno są dużo bardziej uśmiechnięci. Nie przejmują się tak bardzo byle czym. My lubimy się zamartwiać, przejmować wszystkim, staramy się ciągle siebie dołować. A tam akurat tego nie ma. Każdy jest szczęśliwy, zadowolony z tego, co ma i tak podchodzi do życia.
Może są zadowoleni z tego, co mają, ale może mają dużo? Więcej niż na przykład przeciętny Polak.
Czy mają tak dużo? Nie wiem. Nie wiem też, z czego się tak cieszą, w każdym razie są szczęśliwi i zupełnie inni niż Polacy.
Poziom ligi szkockiej i polskiej?
Trudno porównywać te dwie ligi. W każdej lidze jest parę lepszych drużyn i parę gorszych. Ta przepaść jest wszędzie. Nie wiem, czy jest w ogóle sens porównywać.
Ile razy więcej pan zarabia tam niż w Legii?
Zawsze byłem słaby z matematyki.
Co pan myśli o tym, że w czasie meczu w Szkocji nie wszędzie można się przeżegnać?
No tak, chodzi o stadion Rangersów. Sytuacja jest dla mnie śmieszna. Nie powinno być tak, że gdzieś zabraniają mi się przeżegnać. Poza tym, przecież Szkoci chwalą się, że walczą z rasizmem, są kolebką wszystkich kultur, a tu takie rzeczy. W każdym razie ja się nie zmieniłem i nie zmienię. Żegnałem się i będę się żegnać.
Co pan ceni bardziej – mistrzostwo Szkocji z Celtikiem, czy Polski z Legią?
Na pewno mistrzostwo Polski z Legią odbiera się zupełnie inaczej, jest to sukces u siebie w kraju i ten dreszczyk emocji jest trochę większy. A za granicę jeździmy grać w piłkę po to, by zarabiać pieniądze. Przy okazji jeżeli zdobędzie się mistrzostwo, to bardzo fajnie. To pokazuje, że ciężka praca na treningu przynosi efekty. No i miło jest dostać do ręki puchar za wygranie ligi szkockiej, czy ich innych rozgrywek. Jestem dumny z obu tytułów, tego w Polsce, i tego w Szkocji. Choć odrobinę więcej cieszyłem się z sukcesu z Legią.
Powiedział pan kiedyś, że woli być bramkarzem, który ma szczęście niż bramkarzem tylko dobrym. A przecież wielu mówi, że w sporcie nie ma
szczęścia, tylko talent i wypracowane umiejętności.
Trzeba dużo pracować, to na pewno. Z drugiej strony, jeżeli bramkarz nie ma szczęścia, to tak naprawdę nie jest dobrym bramkarzem. Ja chyba tak nie powiedziałem. Wolę być szczęśliwym bramkarzem niż dobrym.
Ale w sporcie nie ma szczęścia, są tylko umiejętności.
Tu się pan myli. Naprawdę. Przecież, gdybym nie miał tej odrobiny szczęścia, to nie trafiłbym nigdy do Legii, reprezentacji Polski,
wcześniej do kadry młodzieżowej.
Czyli jest pan w czepku urodzony i wszystko zawdzięcza pan szczęściu?
Może nie wszystko, ale dużo zawdzięczam szczęściu.
Gdzie pan przejdzie z Celtiku? Tyle się o tym pisze i mówi. O jakim klubie czy lidze marzy pan najbardziej?
Nie myślałem o tym w ten sposób, gdzie chciałbym grać. Jeżeli chodzi o otoczkę piłki nożnej, stadiony, na pewno najlepsza byłaby Anglia lub Hiszpania. Ze względu na pogodę mógłbym też z chęcią grać we Włoszech.
Mocne i słabe strony Celtiku?
Mocną stroną jest na pewno kolektyw. To przede wszystkim. I z pewnością jest parę indywidualności w drużynie, które potrafią ją utrzymać na jakimś poziomie. A słabsze? Ta drużyna jest trochę traktowana marginalnie. Wszyscy odbierają Celtic i szkocką ligę w ogóle jako jakiś zaścianek Europy.
Mocne i słabe strony Artura Boruca? Są słabe, czy same mocne?
Same słabe… (uśmiech). Sam pan powiedział, że mam tylko szczęście… (uśmiech).
Ma pan 28 lat. To dobry wiek dla bramkarza?
Chyba tak. Właściwie, to każdy wiek dla bramkarza jest dobry. Ktoś powiedział, że bramkarz im starszy tym lepszy. Ale przykład Ikera Casillasa z Realu Madryt pokazuje coś zgoła odmiennego. Z tego co pamiętam, zaczął bronić w Lidze Mistrzów już w wieku 16 lat. I idzie mu znakomicie cały czas, więc wiek nie ma chyba znaczenia. W Polsce kiedyś uznawano 24-letniego zawodnika za młodego, dobrze zapowiadającego się, perspektywicznego, a na Zachodzie w tym wieku jest się już często uznaną marką.
Jako bramkarz będzie pan jeszcze lepszy niż obecnie, czy nie?
Cały czas pracuję nad tym.
Strasznie pan krzyczy na partnerów z Celtiku. Boją się pana trochę? A jak się boją, to lepiej grają?
To chyba nie jest sprawa samego krzyku. Czasem taki krzyk działa też na mnie, pomaga mi samemu. Też się wtedy pobudzam. Nie wiem, czy się mnie boją, czy nie. Nie wiem, czy to ma jakiekolwiek znaczenie. Bramkarz powinien dyrygować choćby linia defensywną.
Gordon Strachan był cenionym graczem. Jakim jest trenerem? Jak pan myśli, był lepszym piłkarzem, czy jest lepszy jako szkoleniowiec?
Przyznam się, że nie pamiętam Gordona Strachana jako piłkarza, a jakim jest trenerem, to chyba wyniki mówią same.
Jak pan pomyśli o stadionie Legii, liczbie kibiców na jej meczach i porówna to do stadionu Celtiku, tych 60 tysięcy osób przychodzących
na jego mecze, co panu przychodzi do głowy?
Że polskie stadiony powinny być większe.
Czy w Celtiku rozwinął się pan jako bramkarz od czasu, kiedy pan tam przechodził z Legii? Jest pan teraz lepszym bramkarzem?
Czy jestem lepszym bramkarzem, tego nie wiem, ale na pewno już po dwóch latach od wyjazdu w kontekście mojego nazwiska wymieniano takie kluby, jak Milan, czy Bayern. Czy jestem lepszy, trudno powiedzieć, ale na pewno bardziej medialny (uśmiech).
Czy Szkoci wiedzą dużo o Polsce?
Zaczynają się dowiadywać, choćby poprzez to, że jest tam bardzo dużo Polaków. Chyba każdy Polak na Zachodzie robi dobrą robotę, bo uważają nas za bardzo solidnych pracowników.
Grając w Celtiku w Szkocji bramkarz chyba ma niewiele roboty, bo rywale są bardzo przeciętni?
Wszystkie ligi składają się z 2-4 dobrych drużyn, a reszta jest tylko tłem. Ale można przegrać z każdym.
Czego panu najbardziej brakuje w Szkocji?
Poza pogodą, która jest bardzo kiepska, to brakuje mi po prostu Polaków. Co prawda, dużo przyjechało ich do Szkocji, ale brakuje mi bardzo mojego rodzinnego miasta, czyli Siedlec, a także Warszawy. W Warszawie żyje się zupełnie inaczej, szybciej, prężniej niż w Glasgow, dzieje się dużo więcej.
Którego z bramkarzy spoza Polski ceni pan najbardziej?
Myślę, że Buffon jest teraz najlepszym bramkarzem na świecie.
Kto jest najlepszym piłkarzem świata?
W Milanie wspaniałym zawodnikiem jest Kaka, który umie naprawdę wszystko, jest niesamowicie szybki z piłką, bez piłki.
Jak pan porówna treningi w Celtiku do tych w Legii?
Ilu trenerów, tyle warsztatów treningowych i chyba nie ma co porównywać. Treningi w Celtiku wystarczają, jak widać, by zdobyć mistrzostwo Szkocji, więc muszą być na jakimś poziomie.
Co pan ceni najbardziej u Beenhakkera?
Dla każdego z nas, piłkarzy, niesamowicie dużo znaczy jego charyzma. Poza tym ma ogromne umiejętności trenerskie. Jest człowiekiem, który pracował w największych klubach świata. I na pewno jest bardzo dobrym trenerem.
Rola psychiki u bramkarza?
To jest bardzo ważne. Na przykład, jak sobie czasem wytłumaczyć jakieś niepowodzenia i umieć też cieszyć się ze zwycięstwa, bo to też
trzeba potrafić. Współpracuję z psychologiem od kilku lat i nie narzekam, więc polecam innym.
Co jest najważniejsze w życiu?
Chyba jednak rodzina i zdrowie przede wszystkim. Na dalszym planie sprawy związane z piłką, sukcesy sportowe.
Co dotychczas było dla pana najważniejsze, udział w mistrzostwach świata w Niemczech, mecze z Milanem?
Ważny jest każdy mecz. Z drugiej strony rzeczywiście są mecze, czy turnieje, wokół których atmosfera jest szczególnie podgrzewana, takie jak właśnie mistrzostwa świata. I chyba na razie udział w mundialu w Niemczech był dla mnie najważniejszy.
Rozmawiał Cezary Dąbrowski
Kategoria SportComments
Masz coś do przekazania?
















































































































































































